Dodaj do ulubionych

Ojcowska miłość wobec córki

30.01.11, 23:53
Czy ona musi być taka bezgraniczna? Mąż zachowuje się, jakby rozum stracił. Zanim córka (teraz 4 lata) się urodziła, miałam wrażenie, że ustaliliśmy podstawowe normy postępowania z dzieckiem. Nie miało być wypłakiwania kaprysów, oglądania bajek cały dzień, podjadania słodyczy, picia świństw, kupowania wszystkiego w sklepach. Dzisiaj mój mąż nie umie odmówić córce niczego. Mała ma go w jednym paluszku. Starego, wielkiego chłopa. Jak to się dzieje?
Mamy ją tylko jedną, kocham ją bardzo, ale ja stawiam granice. Mąż uważa, że dzieckiem jest się tylko raz i to jest jedyny okres w życiu beztroski i swobody.
Stanęło na tym, że ja oczywiście jestem ta złą, np. do sklepu wg córki chodzić z nimi nie mogę, bo kontroluję zakupy. Jak jest sytuacja sporna, to mężowi wydaje się, że staje po mojej stronie, ale on to robi w taki sposób: słyszałaś, jak mamusia mówiła, że nie wolno...Ale on nie mówił...
Jestem z jednej strony zazdrosna o to, co ich łączy, a z drugiej zła na męża. Jakby on trochę zaczął ją kontrolować, ja bym mogła odpuścić. Może by się wypośrodkowało. A tak...
Mąż stara się i czasem mu wychodzi nie kupić jej 3 gazety, ale zazwyczaj wracają z zakupami dla nas i dla niej. Zawsze choć mały drobiazg. Teraz już zamienia rzeczy droższe na coś tańszego, ale to jest półśrodek. Bo dla niej ważne, że osiągnęła cel, a nie ile to kosztowało. Tylko to, że coś dostała. A mąż nie lubi, jak małej jest przykro, bo mu też jest wtedy przykro.
Zaczęłam już się zastanawiać czy może ja jestem jakaś zimna i pozbawiona uczuć. Sama nie wiem.
Nie chcę wychować dziecka, które będzie się czuło pępkiem świata, bo będzie jej ciężko.
Przesadzam?
Obserwuj wątek
    • gacusia1 Re: Ojcowska miłość wobec córki 31.01.11, 00:46
      Bosz....jak ja Ci zazdroszcze takiego ojca dla Twojego dziecka... Ja wiem,ze czasem moze to denerwowac,bo Ty masz zasady a on je lamie i to na nieszczescie dziecka. Jednak ta milosc ojcowska jest powalajaca,bo nie zdarza sie zbyt czesto. Moja corka wychowala sie bez ojca(miala 4,5 roku gdy sie rozwiodlam) i teraz w wieku 15 lat musiala przekonac sie na wlasnej skorze o "milosci" ojca do niej...ale to nei istotne w tym watku.
      Czasem tak jest,ze matka jest od wychowywania a ojciec od rozpieszczania :) Dawaj jej duzo czulosci i uwagi ,to lepsze niz zabawki,bo procentuje na przyszlosc :D
      --
      Josh Demolka
      [img]http://www.suwaczek.pl/cache/e37b4b59de.png[/img]
      [img]http://www.suwaczek.pl/cache/2299524407.png[/img]
    • eastern-strix Re: Ojcowska miłość wobec córki 31.01.11, 01:30
      Mąż pewnie nie miał zbyt fajnego dzieciństwa i rekompensuje to sobie rozpuszczając małą.

      Jest sporo dobrej literatury na temat dlaczego takie postępowanie szkodzi. W skrócie, dlatego, że dziecko nie uczy się starcia ze światem. Chowanie pod kloszem i brak zasad powodują, że szkoła, studia, praca stają się koszmarem. Bo nagle jest się jednym z wielu i nie wszyscy mają ochotę tańczyć jak się zagra.

      Mam taki przykład w rodzinie. Mężczyzna 42 lata, członek Mensy a ma tylko maturę, studiować próbował kilka razy, ale sobie nie radził. Wszyscy po nim jeżdżą jak po łysej kobyle, że leń. A on się po prostu nigdy nie nauczył oszczędności, wysiłku, szacunku dla pracy. Bo był we wszystkim wyręczany przez rodziców, którzy odgadywali każde jego życzenie zanim on je wyartykułował. Dzieciństwo miał gość pewnie jak z bajki, za to resztę życia już niekoniecznie.

      Trzeba znaleźć złoty środek.
      • leserka0 Re: Ojcowska miłość wobec córki 31.01.11, 09:03
        Z nas dwojga, to ja miałam "gorsze" dzieciństwo. Mąż miał raczej normalne, ma duuuuuuużo miłych wspomnień z dzieciństwa w przeciwieństwie do mnie. Ja swojego nie pamiętam prawie wcale. Moi rodzice się rozwiedli i dziś z ojcem nie mam w ogóle kontaktu.
        Ja niby jej jakieś normy wyznaczam, ale czasem je widać, a czasem płacze,np. bo dziecko w przedszkolu nie chciało z nią tańczyć, bo powiedziało, że nie jest księżniczką. Ja jej tłumaczę, że nie wszyscy lubią tańczyć, tak jak ona np. nie lubi jeździć na rowerze. Mówię, że księżniczką jest dla mnie i dla taty, a dla innych jest zwykłą dziewczynką. Ehh nie zawsze rozumie i nie zawsze jest to pocieszenie...
        Mąż rozumie, widzi, ale nie umie.
        • verdana Re: Ojcowska miłość wobec córki 31.01.11, 11:34
          Wbrew pozorom, nie ma co zazdroscić takiego taty. To niedobry uklad - jedno z rodziców nie wychowuje dziecka, rozpieszcza je do granic możliwosci, w pewnym sensie demoralizuje (tak, nauka, ze można dostać wszystko, o co się poprosi i to, ze jest sie centrum wszechswiata jest demoralizująca). Drugi z rodziców nie tylko musi wychować dziecko, ale staje w obliczu własciwie nierozwiązywalnego problemu - jak wychować dziecko, które zawsze może się odwołać do drugiej osoby, która da mu wszystko.
          To fatalne i dla całej rodziny i dla dziecka przede wszystkim.
          --
          Mops i kot

          img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
          • leserka0 Re: Ojcowska miłość wobec córki 31.01.11, 13:22
            Ehh, no właśnie. Chodzi mi tylko o małą. Ona dużo więcej czasu spędza jednak ze mną, ale co ja wyprostuję, mąż znowu nagina. Proszę, tłumaczę, krzyczę na męża, a on głuchy. On ogólnie jest przemiłym człowiekiem, taki typ "serce na dłoni".
            A córka nie jest jeszcze zepsuta, nie rzuca się na ziemię, jak ja jej zabraniam czegoś, "na mieście" się ładnie pilnuje, pyta czy może to czy tamto, na zakupach ze mną dostaje 1 wybraną przez siebie rzecz i nie jest to zabawka czy słodycz, ale jak chce jogurt i soczek, to musi wybrać jedno. Nie ma scen, rozumie...W ogóle wiele rozumie, ale jak jest ze mną. Z tatą to już inna bajka. Jak jesteśmy we trójkę, to jest na moje, ale tak, jak pisałam: mama nie pozwala!
            Kiedyś myślałam, że to z lenistwa,bo łatwiej dawać niż wymagać. Ale jak córka chce iść na sanki przy minus 10, jak mąż wrócił dopiero z pracy, to też ubiera się i idzie.
            On ma po prostu myśli, że to co robi jest naprawdę dobre dla córeczki.

            Zna ktoś jakąś fachową lekturę (najlepiej krótką) o skutkach takiego zachowania.
            • eastern-strix Re: Ojcowska miłość wobec córki 31.01.11, 14:32
              Myślę, że mąż powinien sobie odpowiedzieć na pytanie, czym jest dla niego dzieciństwo. Bo sporo ludzi idealizuje ten okres jako krainę wiecznej szczęśliwości. On właściwie nie pozwala córce dorastać i mierzyć się ze światem, bo trzyma ją w tej swojej bajce jak w złotej klatce.

              Poza tym, ojciec chyba po prostu lubi być 'tym dobrym', bo czuje, że w ten sposób wychowanie to zabawa, a ciężką pracę zostawia Tobie. Konsekwencją będzie brak szacunku do ojca (i pewnie nie tylko do niego), kiedy córka dorośnie. I pewnie wtedy zaczną się krzyki i wyrzuty, że przecież był taki dobry, a córka się buntuje. Może też być i tak, że córka będzie bezwolna i w dorosłym życiu decydować za nią będą inni.

              Może to:
              www.dobreksiazki.pl/b3472-kiedy-rodzice-kochaja-za-bardzo.htm
              ? Nie czytałam ,ale z recenzji, które znalazłam w necie wnioskuję, że jest toto przyzwoite.

              Pozdrawiam

                • monzdr Re: Ojcowska miłość wobec córki 01.02.11, 11:34
                  verdana napisała:

                  > Bycie "dobrym" jest bez porównania latwiejsze. Wystarczy trochę pieniedzy i tro
                  > chę czasu.
                  Skoro to takie łatwe,to dlaczego tak wielu rodziców tego nie potrafi?
                  Ja mam zupełnie inne odczucia.Widzę,że o wiele łatwiej przychodzi wszystkim tresura dzieci,krzyki,klapsy i odsuwanie dziecka,żeby broń Boże nie przeszkadzało w niczym rodzicom.
                  Dziewczynka jest generalnie grzeczna,nie robi histerii,jest dobrze wychowana,więc chyba tata jej tak bardzo nie zepsuł?Facet jest dobrym,miłym człowiekiem,dba o dziecko,nie tylko kupuje zabawki czy słodycze,ale SPĘDZA Z DZIECKIEM CZAS,co dziś naprawdę bywa rzadkością.Dziewczynka ma z tatą więź,to jest piękne,bo tak wielu ojców po powrocie z pracy siada przed tv i ma w nosie dzieci.Ale jak się chce znaleźć problem i dopisać do niego dziwaczne teorie,to zawsze się uda.
            • e-kasia27 Re: Ojcowska miłość wobec córki 01.02.11, 01:55
              leserka0 napisała:

              > Ehh, no właśnie. Chodzi mi tylko o małą. Ona dużo więcej czasu spędza jednak ze
              > mną, ale co ja wyprostuję, mąż znowu nagina. Proszę, tłumaczę, krzyczę na męża
              > , a on głuchy. On ogólnie jest przemiłym człowiekiem, taki typ "serce na dłoni"
              > .
              > A córka nie jest jeszcze zepsuta, nie rzuca się na ziemię, jak ja jej zabraniam
              > czegoś, "na mieście" się ładnie pilnuje, pyta czy może to czy tamto, na zakupa
              > ch ze mną dostaje 1 wybraną przez siebie rzecz i nie jest to zabawka czy słodyc
              > z, ale jak chce jogurt i soczek, to musi wybrać jedno. Nie ma scen, rozumie...W
              > ogóle wiele rozumie, ale jak jest ze mną. Z tatą to już inna bajka. Jak jesteś
              > my we trójkę, to jest na moje, ale tak, jak pisałam: mama nie pozwala!

              Nie jest zepsuta i nie będzie, a na pewno nie przez Twojego męża. Ja bym nawet powiedziała, że nie jest zepsuta dzięki Twojemu mężowi, dzięki jego bezgranicznemu kochaniu, a nie dzięki Twojemu prostowaniu. Ale może się tak zdarzyć, że Twój kontakt z dzieckiem ulegnie rozluźnieniu, więc nie przesadzaj z tym tresowaniem, bo możesz potem bardzo żałować.
              I mam nadzieję, że to krzyczenie na tatę, to nie w obecności dziecka?

              > Kiedyś myślałam, że to z lenistwa,bo łatwiej dawać niż wymagać. Ale jak córka c
              > hce iść na sanki przy minus 10, jak mąż wrócił dopiero z pracy, to też ubiera s
              > ię i idzie.

              No widzisz - sama sobie zaprzeczasz. Z lenistwa? Łatwiej dawać?
              Łatwiej jest mieć normy, wymagać, nakazywać, zakazywać i tresować, niż naprawdę być z dzieckiem zawsze, gdy tego potrzebuje, na każe zawołanie, takie bycie z dzieckiem jest o wiele trudniejsze i bardziej pracochłonne, ale potem procentuje tym, że w wieku dorastania dziecko nie sprawia problemów, bo jest już dorosłym, mądrym , w pełni ukształtowanym człowiekiem.


              > On ma po prostu myśli, że to co robi jest naprawdę dobre dla córeczki.


              J bardzo dobrze, że tak myśli, bo tak naprawdę jest.
              Pozwól mu kochać dziecko, tak jak to instynktownie robi i nie czepiaj się go, ale raczej spróbuj też się nauczyć takiego kochania od niego.




              >
              > Zna ktoś jakąś fachową lekturę (najlepiej krótką) o skutkach takiego zachowania
              > .
              • leserka0 Re: Ojcowska miłość wobec córki 01.02.11, 10:11
                Nie jest zepsuta i nie będzie, a na pewno nie przez Twojego męża. Ja bym nawet
                > powiedziała, że nie jest zepsuta dzięki Twojemu mężowi, dzięki jego bezgraniczn
                > emu kochaniu, a nie dzięki Twojemu prostowaniu. Ale może się tak zdarzyć, że Tw
                > ój kontakt z dzieckiem ulegnie rozluźnieniu, więc nie przesadzaj z tym tresowan
                > iem, bo możesz potem bardzo żałować.
                > I mam nadzieję, że to krzyczenie na tatę, to nie w obecności dziecka?

                Co to jest tresowanie i gdzie napisałam, że tresuję? Czy wymaganie od 4-latki, żeby się zdecydowała na jedną rzecz to jest tresowanie? Dla mnie jest to nauka.

                >
                > No widzisz - sama sobie zaprzeczasz. Z lenistwa? Łatwiej dawać?
                > Łatwiej jest mieć normy, wymagać, nakazywać, zakazywać i tresować, niż naprawd
                > ę być z dzieckiem zawsze, gdy tego potrzebuje, na każe zawołanie, takie bycie z
                > dzieckiem jest o wiele trudniejsze i bardziej pracochłonne, ale potem procentu
                > je tym, że w wieku dorastania dziecko nie sprawia problemów, bo jest już dorosł
                > ym, mądrym , w pełni ukształtowanym człowiekiem.

                Nadal myślę, że łatwiej jest dawać. W tym co napisałam miało być, że tak myślałam, ale sama piszę, że jednak zauważyłam, że nie.
                >
                >
                > > On ma po prostu myśli, że to co robi jest naprawdę dobre dla córeczki.
                >
                >
                > J bardzo dobrze, że tak myśli, bo tak naprawdę jest.
                > Pozwól mu kochać dziecko, tak jak to instynktownie robi i nie czepiaj się go,
                > ale raczej spróbuj też się nauczyć takiego kochania od niego.
                >

                Spróbuję.

                > > .
              • scher Re: Ojcowska miłość wobec córki 01.02.11, 10:33
                e-kasia27 napisała:

                > Ja bym nawet powiedziała, że nie jest zepsuta dzięki Twojemu mężowi, dzięki jego
                > bezgranicznemu kochaniu, a nie dzięki Twojemu prostowaniu.

                Nałykałaś się szkodliwych stereotypów o "bezgranicznym kochaniu" wykluczającym dyscyplinowanie dziecka.

                --
                Ne puero gladium!
            • scher Znam literaturę 01.02.11, 10:28
              leserka0 napisała:

              > Kiedyś myślałam, że to z lenistwa,bo łatwiej dawać niż wymagać. Ale jak córka c
              > hce iść na sanki przy minus 10, jak mąż wrócił dopiero z pracy, to też ubiera się i idzie.

              Bardzo prawdopodobne, że mąż czuje wewnętrzny przymus bycia najlepszym ojcem pod słońcem. A rozumie to tak, że ma obowiązek zapewnić dziecku szczęśliwe dzieciństwo, zaspokajać jej wszystkie potrzeby (czytaj w praktyce: zachcianki), a jego zmęczenie nie ma znaczenia, bo on jest ojcem i ZAWSZE musi się poświęcać dla dziecka.
              Z zadowolenia dziecka taki rodzic czerpie wewnętrzne poczucie własnej wartości. To bardzo niebezpieczne zjawisko, bo dorosły traci zdrowy dystans do dziecka i zdolność do odmówienia mu czegokolwiek, zdolność do podejmowania interwencji wychowawczych w razie złego zachowania dziecka.

              > Zna ktoś jakąś fachową lekturę (najlepiej krótką) o skutkach takiego zachowania

              Podsuń mężowi na początek to:
              "Mali tyrani. Kształtowanie dojrzałości psychicznej i emocjonalnej u dzieci i młodzieży" Michael Winterhoff
              "Dzieci potrzebują dyscypliny. Poradnik dla rodziców" Marion Lemper-Pychlau


              --
              Ne puero gladium!
            • bobescu Re: Ojcowska miłość wobec córki 03.02.11, 12:16
              Zna ktoś jakąś fachową lekturę (najlepiej krótką) o skutkach takiego zachowania?

              Twój sposób wychowywania córki jest bardzo dobry, a mąż prezentuje "miłość bezmyślną".

              Co do lektury to na stronie pisma dla dzieci "Świerszczyk" jest Magazyn dla Rodziców, bardzo fajne kompendium wiedzy o takich jak Twój problemach z dziecmi.
              www.swierszczyk.pl/dla-rodzicow/
        • e-kasia27 Re: Ojcowska miłość wobec córki 01.02.11, 01:30
          leserka0 napisała:

          > Z nas dwojga, to ja miałam "gorsze" dzieciństwo. Mąż miał raczej normalne, ma d
          > uuuuuuużo miłych wspomnień z dzieciństwa w przeciwieństwie do mnie. Ja swojego
          > nie pamiętam prawie wcale. Moi rodzice się rozwiedli i dziś z ojcem nie mam w o
          > góle kontaktu.

          No to tym bardziej powinnaś polegać na intuicji Twojego męża, bo jeśli on miał bardziej normalne dzieciństwo, niż Ty, to jego zachowanie w dorosłym życiu jest bardziej normalne niż Twoje.
          On wyniósł z domu właściwe wzorce postępowania, a Ty niestety nie. Bo chyba nie masz wątpliwości, że został dobrze wychowany skoro twierdzisz, że to człowiek z sercem na dłoni. Więc dlaczego uważasz, że będzie miał zły wpływ na dziecko? Zapewne postępuje tak samo, jak z nim w dzieciństwie postępowali rodzice.



          > Ja niby jej jakieś normy wyznaczam, ale czasem je widać, a czasem płacze,np. bo
          > dziecko w przedszkolu nie chciało z nią tańczyć, bo powiedziało, że nie jest k
          > siężniczką. Ja jej tłumaczę, że nie wszyscy lubią tańczyć, tak jak ona np. nie
          > lubi jeździć na rowerze. Mówię, że księżniczką jest dla mnie i dla taty, a dla
          > innych jest zwykłą dziewczynką. Ehh nie zawsze rozumie i nie zawsze jest to po
          > cieszenie...
          > Mąż rozumie, widzi, ale nie umie.

          Postępować z innymi ludźmi jeszcze się zdąży nauczyć. To przecież jeszcze maluszek i nie raz będzie płakać z powodu koleżanek i kolegów.
          Przestań z tymi normami!
          Kochaj dziecko, rozpieszczaj i ciesz się macierzyństwem, byciem ze swoim dzieckiem. Wychowanie nie polega na wyznaczaniu norm, tylko na towarzyszeniu swojemu dziecku w dorastaniu, na tłumaczeniu mu praw jakie rządzą światem, pomaganiem mu w trudnych chwilach i na ochranianiu go przed przemocą.
          Przestań wychowywać, a zacznij tylko kochać - bezgranicznie.
          Dziecko uczy się przez naśladowanie(głównie rodziców), a nie przez stawianie mu wymagań i wyznaczanie norm. Wszelkie normy oleje, choćbyś je co dzień powtarzała, i tak będzie taka, jaką ją stworzycie swoim codziennym zachowywaniem się, wobec niej i wobec siebie nawzajem.
          • scher Re: Ojcowska miłość wobec córki 01.02.11, 11:18
            e-kasia27 napisała:

            > No to tym bardziej powinnaś polegać na intuicji Twojego męża, bo jeśli on miał
            > bardziej normalne dzieciństwo, niż Ty, to jego zachowanie w dorosłym życiu jest
            > bardziej normalne niż Twoje.
            > On wyniósł z domu właściwe wzorce postępowania, a Ty niestety nie.

            Nie przeszłaś przypadkiem jakiejś odmóżdżającej terapii psychologicznej?

            > Wychowanie nie polega na wyznaczaniu norm

            Boże! Coraz więcej takich rodziców o takich poglądach, coraz więcej rozpuszczonych, egocentrycznych dzieci.

            Dopiero konieczność respektowania cudzych potrzeb oraz cudzej własności uczyni z dziecka prawdziwego, psychicznie dojrzałego człowieka.

            > Dziecko uczy się przez naśladowanie(głównie rodziców), a nie przez stawianie mu
            > wymagań i wyznaczanie norm.

            Teoretyczka-gawędziarka.

            --
            Ne puero gladium!
    • e-kasia27 Boże Święty, co Wy za bzdury wypisujecie! 01.02.11, 00:47
      leserka0 napisała:

      > Czy ona musi być taka bezgraniczna?

      Tak!
      Im bardziej bezgraniczna miłość tym lepiej dla dziecka.
      Im bardziej bezgranicznie dziecko jest kochane, tym lepszym będzie człowiekiem i tym większą wiarę będzie miało we własne siły i możliwości.


      > Mąż zachowuje się, jakby rozum stracił.


      Nie stracił rozumu, za to na pewno ma instynkt macierzyński, co się rzadko u facetów zdarza.


      Zan
      > im córka (teraz 4 lata) się urodziła, miałam wrażenie, że ustaliliśmy podstawow
      > e normy postępowania z dzieckiem.


      Normy postępowania? Chcesz wychowywać swoje dziecko według wydumanych norm? A gdzie w tych normach jest miejsce na miłość, ma spontaniczność, na działanie intuicyjne?? Czy na miłość można ustanowić jakąś normę?

      Nie miało być wypłakiwania kaprysów, oglądani
      > a bajek cały dzień, podjadania słodyczy, picia świństw, kupowania wszystkiego w
      > sklepach. Dzisiaj mój mąż nie umie odmówić córce niczego. Mała ma go w jednym
      > paluszku. Starego, wielkiego chłopa. Jak to się dzieje?

      I bardzo dobrze, że jej nie odmawia. Nie odmawia, bo kocha ją prawdziwą miłością. Jeśli się kogoś kocha, to jest się w stanie zrobić dla tego kogoś wszystko, co najlepsze .Czy jest w tym coś złego? Czy w kochaniu jest coś złego?
      A spójrz na to z innej strony. Gdyby tak, jak teraz tato, traktował twoją córkę jej facet, narzeczony, mąż, czy wtedy też byłabyś z tego niezadowolona i twierdziłabyś, że ją rozpuszcza i psuje?
      Ojciec jest dla dziewczynki pierwowzorem faceta, taki obraz mężczyzny zakoduje się w jej psychice - taki, który traktuje ją jak księżniczkę, który spełnia jej zachcianki, który ją kocha i szanuje i takiego faceta wybierze sobie w przyszłości na męża - czy z tej perspektywy to rozpuszczanie przez tatusia, też wydaje Ci się takie niewłaściwe?



      > Mamy ją tylko jedną, kocham ją bardzo, ale ja stawiam granice.

      Stawiaj, jeśli musisz, zawsze są jakieś granice, bo żaden człowiek nie ma nieograniczonych możliwości. Ale nie wymyślaj sztucznych granic - nie zabraniaj tego, czego zabraniać nie musisz.


      Mąż uważa, że dz
      > ieckiem jest się tylko raz i to jest jedyny okres w życiu beztroski i swobody.

      I ma świętą rację.


      > Stanęło na tym, że ja oczywiście jestem ta złą, np. do sklepu wg córki chodzić
      > z nimi nie mogę, bo kontroluję zakupy. Jak jest sytuacja sporna, to mężowi wyda
      > je się, że staje po mojej stronie, ale on to robi w taki sposób: słyszałaś, jak
      > mamusia mówiła, że nie wolno...Ale on nie mówił...

      A dlaczego tak to zachowanie interpretujesz?(na swoją niekorzyść?)
      Spójrz na to z innej strony. Popatrz, jaka będzie z tego korzyść dla twojej córki.
      Twój mąż, mówiąc do córki, że nie może czegoś dostać, bo mama nie pozwala przekazuje jej bardzo pozytywną informację, że to ona jak będzie dorosłą kobietą będzie decydować o tym, co wolno, a czego nie wolno.
      To mama(kobieta) jest głową rodziny, a facet ma słuchać i się podporządkować woli kobiety, nie może jej kupić, bo to nie on ma decydujący głos, tylko mama.
      Ty nie jesteś tu "zła", Ty jesteś tu wyniesiona na piedestał, bo jesteś ważniejsza niż on.

      Córka tak traktowana przez ojca nie wyjdzie za mąż za alkoholika, nie ulegnie żadnej przemocy domowej, nie pozwoli żadnemu facetowi, żeby nią pomiatał i jej nie szanował.


      > Jestem z jednej strony zazdrosna o to, co ich łączy, a z drugiej zła na męża.

      Zazdrosna możesz trochę być, bo z tego co napisałaś widać, że Twój mąż ma lepszy kontakt z dzieckiem, niż Ty, ale to dziecku tylko na dobre wyjdzie, więc ta zazdrość jest trochę nieuzasadniona, ale jak Ci bardzo doskwiera, to popracuj trochę nad sobą, żebyś też potrafiła postępować, tak jak Twój mąż.
      A jeśli już musisz być na kogoś zła, to na pewno, nie na męża, tylko raczej na swoich rodziców, za to że traktując Cię źle, pozbawili Cię szansy na takie bezgraniczne kochanie swojego dziecka, jakie dane jest Twojemu mężowi.

      J
      > akby on trochę zaczął ją kontrolować, ja bym mogła odpuścić. Może by się wypośr
      > odkowało. A tak...

      Tak się nie da.
      Jeśli chcesz coś zmienić, to zmieniaj siebie.
      Innych nie jesteśmy w stanie zmieniać, choćbyśmy nie wiem jak chcieli.


      > Mąż stara się i czasem mu wychodzi nie kupić jej 3 gazety, ale zazwyczaj wracaj
      > ą z zakupami dla nas i dla niej. Zawsze choć mały drobiazg. Teraz już zamienia
      > rzeczy droższe na coś tańszego, ale to jest półśrodek

      (to nie jest półśrodek, to stawianie granic).

      Bo dla niej ważne, że os
      > iągnęła cel, a nie ile to kosztowało. Tylko to, że coś dostała. A mąż nie lubi,
      > jak małej jest przykro, bo mu też jest wtedy przykro.
      > Zaczęłam już się zastanawiać czy może ja jestem jakaś zimna i pozbawiona uczuć.
      > Sama nie wiem.
      > Nie chcę wychować dziecka, które będzie się czuło pępkiem świata, bo będzie jej
      > ciężko.

      Nie prawda! Będzie jej lżej i lepiej.
      Im bardziej człowiek czuje się pępkiem świata, tym jest pewniejszy swoich racji, tym więcej może zrobić, tym jest śmielszy i odważniejszy i ma w d...e to, co inni o nim myślą i jak go widzą, bo on wie swoje i jest tego pewny, że wie dobrze.


      > Przesadzam?

      Tak , przesadzasz.
      Gdyby to co robi Twój mąż było takie niedobre, to miałabyś teraz w domu małego tyrana, który rzuca się na podłogę, wali głową, tupie nogami i wymusza wszystko wrzaskami i histerią i nie liczy się z niczym i z nikim. A przecież tak nie jest, masz dobre i grzeczne dziecko, więc czemu doszukujesz się problemów, tam gdzie ich nie ma?
      • leserka0 Re: Boże Święty, co Wy za bzdury wypisujecie! 01.02.11, 10:04
        Kaśka żartujesz sobie chyba?!
        Za wiele słów z Twojej strony dziękuje, ale trochę muszę się rozpisać, bo nie do końca wiesz, o czym piszesz:)
        Pierwsza rzecz, jaka mi się nasuwa, to wzór ojca. Ja do dziś pamiętam, jak moja mama z krzesła dostała od ojca, a rozstali się, jak miałam 6 lat. I gdybym szła Twoim tokiem rozumowania, to dziś pewnie bym, już w szpitalu nie raz była. Mój mąż nie został wychowany przez rodziców (którzy pracowali dużo), ale przez ciocię zakonnicę i powiem Ci, że wychowała go do życia w czasach, które już dawno minęły. Tacy milutcy i wszechobecni z pomocą o każdej godzinie są rozszarpywani przez hieny naszych czasów. Nie znam drugiego tak uczynnego człowieka w swoim otoczeniu, jak mój mąż. Owszem jest szanowany, nie znam osoby, która by na niego złe słowo powiedziała, ale też nie znam osoby, która by go o pomoc nie poprosiła. Więc dla mnie to wcale nie jest dobre wychowanie, bo trzeba umieć siebie odnaleźć w tym wszystkim.
        Dla mnie mój mąż oczywiście już taki uczynny nie jest, bo wie, że cenię go za inne rzeczy, a nie za dobre jego uczynki wobec mnie. Czyli wcale mu to tak nie pasuje.
        Co do córeczki. Moja intuicja też mi podpowiada, że chciała bym być rodzicem podobnym do mojego męża. Ale na drugim ramieniu siedzi diabełek i mówi, że jak odpuszczę to będzie tylko gorzej.
        A normy, o których piszę, to nie jedzenie przed śniadaniem wafelka. Bo u nas jest tak, że jak wstanę po nich, to już Młoda śniadania do ust nie weźmie. Ale ona dostała przecież tylko malutki kawałek...
        Mąż dużo pracuje, wraca koło 19. Córka ze mną jest więcej i może się ze mną nie zgodzisz, ale jej "dobre maniery" przypisuję sobie. Mąż córki nie wychowuje, jak piszesz, kocha ja. Ale miłość swoją drogą, a wychowanie swoją.
        Ja też ją kocham, ale w naszych relacjach używam nie tylko serca, ale i rozumu. A z powodu zachowania męża względem córki często są problemy. Np. jak poszła do przedszkola, żadna Pani nie mogła jej wydać polecenia lub skrytykować. Wtedy był opłacz i obraza majestatu. Potrafiła tak godzinę siedzieć w kącie i milczeć lub wyć. Myślisz, że było jej łatwo? A to właśnie przez wszechobecną miłość względem córeczki od tatusia. Przez jej 3 lata życia ja byłam jedyną osobą, która mówiła "nie" i nikt inny wg niej nie mógł tego robić.
        Poza tym, gdybyś widziała, jak ona płacze, że nie jest dla kogoś księżniczką, zmieniłabyś zdanie o tej bezgranicznej miłości i wkładaniu dziecku do głowy poglądów, które w dzisiejszych czasach nie mogą prowadzi do niczego dobrego.
        Ja chcę ją wychować do życia w tych czasach, jakie mamy, bo będzie jej łatwiej.
        Pępkom świata nie jest wcale łatwo i ich poczucie wartości jest łatwo zachwiać. Mam taką jedną w pracy i widzę, jak się przed nami zgrywa. Tylko nie raz na parkingu ryczącą ją widziałam.
        Chcemy mieć drugie dziecko, ale ja dzisiaj czuję, że już dwójkę mam. Bo jak ja nie przypilnuję, to wszystkie nasze kiedyś zasady są łamane. A te zasady, o których pisałam, to nie dla zaspokojenia moich ambicji, tylko dla zdrowia dziecka.
      • scher Re: Boże Święty, co Wy za bzdury wypisujecie! 01.02.11, 12:05
        e-kasia27 napisała:

        > Im bardziej bezgraniczna miłość tym lepiej dla dziecka.

        Bezgraniczna miłość musi być poparta mądra dyscypliną. Inaczej wychowasz egocentryczną panienkę.

        > Nie stracił rozumu, za to na pewno ma instynkt macierzyński, co się rzadko u facetów
        > zdarza.

        Tylko instynkt ojcowski mu zanikł?

        > I bardzo dobrze, że jej nie odmawia.

        Sven (lat dziesięć) siedzi przed zestawem małego chemika. Wszędzie dookoła leżą porozrzucane przeróżne chemiczne przyrządy - chłopiec zajął cały stół w jadalni, a ponadto sześć krzeseł. Jedno zajmuje on sam,na kolejnym stoi szklanka i butelka coli, a na pozostałych Sven położył probówki, papierki lakmusowe i inne elementy zestawu.
        Matka chłopca zwracała mu już kwadrans temu uwagę na to, że stół będzie potrzebny do kolacji; dziecko nie zareagowało w żaden sposób.
        Teraz kobieta znów stoi przed synem i prosi: "Sven, czy mógłbyś sprzątnąć swoje rzeczy? Chciałabym nakryć stół Jest już piętnaście po siódmej, a ty musisz jeszcze wziąć prysznic".
        Sven odpowiada rozdrażniony: "Zaraz. Nie widzisz, że właśnie coś sprawdzam? Nie mogę teraz wszystkiego zostawić tylko dlatego, że chcesz nakryć stół". Na to matka pyta z życzliwym zainteresowaniem: "A jaki test przeprowadzasz?". "I tak nie zrozumiesz" - odburkuje chłopiec i odwraca się ponownie w stronę mikroskopu.
        Kobieta bez słowa wraca do kuchni i przygotowuje kolację na kredensie. Jej przyjaciółka, która właśnie wpadła z wizytą, uważa zachowanie Svena za aroganckie i pyta matkę chłopca, dlaczego pozwala dziesięciolatkowi traktować się w ten sposób. Ta jednak nie rozumie, o co chodzi koleżance. Nie widzi nic niestosowanego w zachowaniu syna, wręcz przeciwnie - jest dumna z jego inteligencji.

        "Mali tyrani"

        > Ojciec jest dla dziewczynki pierwowzorem faceta, taki obraz mężczyzny zakoduje
        > się w jej psychice - taki, który traktuje ją jak księżniczkę, który spełnia jej
        > zachcianki, który ją kocha i szanuje i takiego faceta wybierze sobie w przyszłości na męża

        Najgorszy rodzaj synowej, który jestem w stanie sobie wyobrazić. Przestrzegam synów przed egoistycznymi i przyzwyczajonymi do nieustannych hołdów kobietami.

        > To mama(kobieta) jest głową rodziny, a facet ma słuchać i się podporządkować wo
        > li kobiety, nie może jej kupić, bo to nie on ma decydujący głos, tylko mama.

        Dawniej takich facetów nazywano pantoflarzami. ;)

        > Im bardziej człowiek czuje się pępkiem świata, tym jest pewniejszy swoich racji, tym więcej
        > może zrobić, tym jest śmielszy i odważniejszy i ma w d...e to, co inni o nim myślą i jak go
        > widzą, bo on wie swoje i jest tego pewny, że wie dobrze.

        Sara jest córką Luizy, ogromnie dumnej ze swej latorośli. W wychowaniu dziecka pani Luiza kierowała się od samego początku jasno określoną dewizą: Sara powinna wyrosnąć na osobę niezależną, na indywidualistkę niepozwalającą innym ludziom narzucać sobie ich zdania.
        W związku z tym każdy przejaw autonomicznego zachowania dziewczynki zawsze spotykał się z pełnym poparciem matki: już w wieku przedszkolnym Sara sama decydowała o tym, w co się ubierze, a także kiedy i co będzie jadła. Podobnym zasadom podlegał również wybór towarzyszy zabaw - jeśli jakieś dziecko nie znalazło uznania w oczach małej, nie było ponownie zapraszane.
        Jeśli zaś dziewczynka miała przestrzegać jakiejś zasady obowiązującej w domu, ustalano ją wspólnie z dzieckiem, omawiając wszystko bardzo drobiazgowo.
        Również w szkole Sara jest bardzo niezależna, jednak wynikające z tego sytuacje raczej nie napełniają pani Luizy dumą z córki. Dziewczynka odmawia często odrabiania pracy domowej; z równie wielką ochotą unika ćwiczeń gry na skrzypcach, mimo że lekcje te były jej własnym pomysłem.
        Matka Sary jest zrozpaczona - nie rozumie, dlaczego córka reaguje złością na prośbę odrobienia lekcji lub poćwiczenia na instrumencie. Dziecko krzyczy wtedy na matkę, niekiedy przechodzi nawet do rękoczynów, bije i kopie. Do częstych reakcji na sytuacje konfliktowe należy również rzucanie przedmiotami - a zwłaszcza tymi, które pani Luiza szczególnie lubi. Każda próba nakłonienia córki do czegokolwiek napotyka jej opór.
        Powyższy przypadek daje odpowiedź na pytanie, co się stanie, gdy rodzice pomylą pożądaną samodzielność dziecka z pozostawieniem go bez żadnych zasad regulujących codzienne postępowanie.
        Sara nie przywykła, aby ktoś mówił jej, co jest dobre, a co złe, co powinna robić, a czego nie - rodzice uważali, że w ten właśnie sposób, zgodny z duchem pedagogiki antyautorytarnej, uda im się wesprzeć proces jak najwcześniejszego wykształcenia w dziecku w pełni autonomicznej osobowości.[...]
        Od początku wmawiając dziecku, że jest w stanie podejmować wszystkie ważne życiowe decyzje, rodzice pozbawili je możliwości poddania się obcemu kierownictwu, a tym samym nie pozwolili mu doświadczyć, jak to jest, gdy trzeba działać w grupie.

        "Mali tyrani"

        --
        Ne puero gladium!
      • morekac Re: Boże Święty, co Wy za bzdury wypisujecie! 01.02.11, 13:23
        Im bardziej bezgraniczna miłość tym lepiej dla dziecka.
        > Im bardziej bezgranicznie dziecko jest kochane, tym lepszym będzie człowiekiem
        > i tym większą wiarę będzie miało we własne siły i możliwości.
        Nieprawda. Dzieci nie można traktować lepiej od siebie. Poświętliowść na pograniczu męczeństwa nie jest dobra dla taty - bo on nie potrafi odmówić nawet za cenę swojego odpoczynku czy zdrowia (pewnie czcigodna ciocia zakonnica jak manterę powtarzała, że grzeczni chłopcy pomagają, są grzeczni, uprzejmi i nie palą itp - pewnie wcale to dzieciństwo nie było szczęśliwe).
        Ale nie jest też dobra dla małej - bo nawet jeśli nie wyrośnie na straszliwie rozpuszczonego bachora (to się nie musi zdarzyć), to może nie umieć stawiać granic innym.
        --
        - Kwadrat z jednym kątem zaokrąglonym, trójkąt niedorysowany do końca, dwa końce koła schodzą się jak w spirali. Najmniejszy kłopot dzieci miały z krzyżem, ale to już nawet trzylatek potrafi
        • verdana Re: Boże Święty, co Wy za bzdury wypisujecie! 01.02.11, 13:28
          Najwiekszy problem w tym, ze bezgraniczna miłość nijak się ma do spełniania zachcianek dziecka. Ktoś, kto spełnia każdą zachciankę wcale nie musi "bezgranicznie kochać", a tem co stawia granice - wlaśnie może kochać bezgranicznie.
          --
          Mops i kot

          img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
          • Gość: menodo Re: Boże Święty, co Wy za bzdury wypisujecie! IP: *.adsl.inetia.pl 01.02.11, 15:09
            verdana napisała:

            > Najwiekszy problem w tym, ze bezgraniczna miłość nijak się ma do spełniania zac
            > hcianek dziecka. Ktoś, kto spełnia każdą zachciankę wcale nie musi "bezgraniczn
            > ie kochać", a tem co stawia granice - wlaśnie może kochać bezgranicznie. "

            Zgadzam sie, ale w tym konkretnym przypadku chodzi chyba o jakies zachcianki na poziomie drobiazgow typu soczki, jogurciki czy zabaweczki dla grzecznej czterolatki.
            Wplyw taty, ktory raz na jakis czas wychodzi z coreczka na zakupy i wracaja z trzema gazetkami - w rodzinie, ktora nie ma problemow finansowych - nie wydaje mi sie jakos szczegolnie demoralizujacy.
              • leserka0 Re: Boże Święty, co Wy za bzdury wypisujecie! 01.02.11, 17:30
                verdana napisała:

                > Nie, raz na jakiś czas absolutnie nie. Problem, o ile rozumiem w tym, ze tata s
                > pełnia absolutnie wszystkie zachcianki córeczki, nie wychowuje jej wcale, a wsz
                > ystko co nieprzyjemne zwala na mamę.

                no właśnie o to chodzi. Ja też chcę czasem rozpieścić, ale nie mam kiedy.
    • scher To ty robisz dobrze 01.02.11, 10:15
      Dziecko trzeba kochać bezgranicznie, ale dla jego dobra musimy stawiać mu granice. Mąż pewnie się nie zmieni, ale to ty w takim razie jesteś w domu głównie odpowiedzialna za nauczenie dziecka ograniczeń. To pozwala dziecku osiągnąć pełną dojrzałość psychiczną.

      Skoro masz z córką normalny kontakt, a ona nie jest rozpuszczona i przyjmuje zakazy, to nie ma powodu do niepokoju. Ale nie odpuszczaj, nie daj sobie wmówić, że jesteś ta zła.

      Na pewno nie jesteś zimna i pozbawiona uczuć. Okazuj córce miłość, ale stawiaj jej ograniczenia.

      --
      Ne puero gladium!
    • Gość: domza2 Re: Ojcowska miłość wobec córki IP: *.rzeszow.vectranet.pl 01.02.11, 11:01
      Tylko szczera, stanowcza rozmowa z mężem może pomóc. Po raz kolejny ustalenie wspólnych zasad wychowywania dziecka i się ich trzymanie, wspólnych czyli idźcie na kompromis: on chce być takim tatą, pewnie trudno będzie mu być innym, więc niech tą swoją tatusiowość, bycie kochanym okaże tam, gdzie tego trzeba, np. super spacery z dzieckiem, wieczorne czytanie i kładzenie spać, tam, gdzie potrzeba nieskończonych pokładów czułości i cierpliwości, a Ty zajmij się wydawaniem posiłków, ustal zasady kupowania prezentów itd. Spróbujcie ustalić zasady, ktore usatysfakcjonują Was oboje. I nie miejcie na myśli jedynie abstrakcyjnego pojęcia dobra dziecka, a właśnie to, byście dobrze się czuli w swoich rolach. Macie zapewne inne doświadczenia, inne wizje, inne priorytety w tej kwestii. MOże wspólne ich przeanalizowanie pozwoli swtzorzyć wspólną wizję, trochę jego, trochę Twoją. Bo niestety mamy mają tendencję do narzucania swojej wizji, swoich zasad itd. Zachowanie Twojego męża jako Taty jest bardzo cenne, pomijam błędy, skupiam się na jego zainteresowaniu dzieckiem i tym, że naprawdę lubi jego towarzystwto - i warto byłoby tego nie popsuć.

      Ja też mam męża zakochanego w córce... Muszę mu często przypominać zasady, którymi się kierujemy (np. o kupowaniu prezentów itd), ale generalnie bardzo go cenię za to, jaki jest wobec dziecka. Uważam, że to jednak rzadkość. Ale zasady (wspólne!) też muszą być. Powodzenia!
    • monzdr moja rada 01.02.11, 11:49
      Dziewczyno,masz fajnego,dobrego męża,który na dodatek jest wspaniałym ojcem.Każdy z nas jest inny,nie zmieniaj męża na siłę.Macie fajną,kochającą rodzinkę i ciesz się tym,a nie słuchaj wielkich pań ekspertów,które uważają,że zjadły wszystkie rozumy,bo przeczytały kilka "mądrych" książek i lubią doszukiwać się we wszystkim problemów,a zwłaszcza wytykać je komuś.Jaką masz gwarancję,że ich rady są słuszne?Tu można się wymądrzać,ciekawe,jak sobie same radzą w życiu.A zwłaszcza uważaj na rady osób zimnych,dla których relacje międzyludzkie są oparte na jakiejś bezdusznej organizacji i dyscyplinie,jak w armii.Idź z mężem i córką na ten spacer,kochajcie się i żyjcie sobie po swojemu,a nie według podręcznika.Piszesz,że dziewczynka jest grzeczna,nie robi histerii,więc w czym problem?Dzieciństwo nie jest krainą wiecznej szczęśliwości,ponieważ nawet dzieciom zdarzają się różne problemy,nawet tragedie,a także frustracje i smutki.Takie jest życie i trzeba nauczyć dzieci jak sobie z tym radzić.Ale to nie znaczy,że mamy sami dokładać dziecku frustracji,żeby je dobrze wyszkolić do dorosłego życia.Rodzina to azyl,a nie szkoła przetrwania.
      • scher Problem jednak jest 01.02.11, 12:08
        Bo oboje rodzice są i od kochania, i od dyscyplinowania dziecka.
        Czemu ojciec ma być tylko od rozpieszczania, a wyłącznie matka ma przyjmować na siebie niewdzięczną rolę stawiania dziecku wymagań i określania granic? Skoro musi dyscyplinować za dwoje, to kiedy starczy jej czasu na okazywanie dziecku miłości?

        --
        Ne puero gladium!
        • monzdr Re: Problem jednak jest 01.02.11, 12:21
          Mąż się stara zmieniać swoje zachowanie,zrobił krok w kierunku żony.To znaczy,że docierają do niego jej komunikaty.Ale ma taki a nie inny charakter,czy to znaczy,że trzeba mu robić pranie mózgu,zmienić go?Czy oprócz dyscyplinowania dziecka,trzeba też dyscyplinować męża?
          Wychowanie dziecka to nie tylko nakazy,zakazy i dyscyplina.Moim skromnym zdaniem,nie popartym żadnymi podręcznikami,tylko krótkim doświadczeniem i obserwacjami,wychowanie odbywa się w głównej mierze po prostu przez życie i funkcjonowanie w rodzinie.Najważniejsze są dobry przykład,rozmowy,mocna i zdrowa więź z dzieckiem.Wydaje mi się,że dla każdego dziecka przychodzi moment,kiedy okazuje się,że inni ludzie nie traktują go tak jak rodzice i rolą rodziców jest nauczenie dziecka,że bliscy traktują siebie nawzajem wyjątkowo,natomiast dla obcych ludzi należy po prostu mieć szacunek.Czy mam być dla mojego dziecka surowa,żeby rozumiało,że nie jest pępkiem świata?Ależ dla mnie jest:)
          • verdana Re: Problem jednak jest 01.02.11, 13:08
            Problem w tym, ze jesli ojciec się nie zmieni, czyli będzie wypełniał wszystkie zachcianki córki, to cały ciężar wychowania i wszystko, co nieprzyjemne spadnie na jedną osobę. Mąż będzie się cieszył ojcostwem, a matka bedzie wiecznie tą osobą, ktora jest "zła" i psuje dziecku - oraz ojcu- przyjemność.\
            Bezgraniczna milość nie polega na spełnianiu wszystkich próśb dziecka. Prawdę mówiąc, to nie ma nic wspólnego z iłością, bardziej ze swiętym spokojem. częstorodzic, ktoremu lezy na sercu dobro dziecka powie "nie", a tan, ktory chce uniknąć tylko placzu dziecka czy przelotnego zmartwienia - bo JEMU jest nieprzyjemnie, gdy dziecko prosi i nie dostaje - mówi "tak". Tyle, ze ten drugi robi to nie dla dziecka, a bardziej dla siebie.
            --
            Mops i kot

            img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
            • monzdr Re: Problem jednak jest 01.02.11, 18:14
              Dlaczego zakładacie,że tata robi to wszystko dla świętego spokoju?Dla świętego spokoju można kupić dziecku zabawkę,żeby zeszło nam z oczu,ale on spędza z córką czas,nawet wtedy,gdy nie jest to dla niego najwygodniejsza pora.Czy na pewno spełnia wszystkie zachcianki córki?Nie znamy jego wersji.
    • dorotakatarzyna Re: Ojcowska miłość wobec córki 01.02.11, 13:48
      Dlaczego wszystkie uważają, że miłością można zepsuć dziewczynkę?
      Podejrzewam, że same miały oschłych ojców, spędzających wolny czas na kanapie z puszką piwa lub z gazetą :( Praktycznie mało znam kobiet, które miały dobrego ojca. Pili, bili, karali. Mało która może powiedzieć, że miała wspaniałego ojca.
      A ja mam. Mój ojciec jest wspaniały. I byłam dla niego księżniczką. Potem była nią młodsza siostra. A teraz wszystkie wnuczki. On nie potrafi odmówić żadnej swojej królewnie.
      Mam 38 lat. Tylko raz wspomniałam, że chciałabym dostać na urodziny zegarek - na drugi dzień już pędził, żeby go kupić. Wystarczy, że zadzwonię, że kończy mi się benzyna, chwilowo nie mam za co kupić - to przyjedź, dziecko, dam ci.
      Jest to ojciec, na którego zawsze można liczyć. Zawsze mieć pewność, że stanie na głowie, żeby pomóc. A ja jestem szczęśliwa, bo wiem, że mogę na niego liczyć. Że co by się nie stało, to wystarczy zadzwonić, a on pomoże.
      I zapewniam, że nie jestem rozpieszczonym bachorem bez zasad, ani tyranem, ani pępkiem świata. Jestem całkiem dobrym człowiekiem, i chcę być tak samo dobrym rodzicem dla moich dzieci.
      • verdana Re: Ojcowska miłość wobec córki 01.02.11, 14:19
        Dlaczego wszyscu zakładaja, ze spełnianie każdej zachcianki jest miloscia, a nie spełnianie - nie jest?
        Brutalnie mowiąc - czy jesteś przygotowana do życia bez kogoś, do kogo możesz zawsze zadzwonic i być pewnym, ze ci pomoze natychmiast?
        --
        Mops i kot

        img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
      • morekac Re: Ojcowska miłość wobec córki 01.02.11, 15:53
        Miłością nikogo nie można zepsuć, ale można zepsuć go uleganiem we wszystkim - również w sprawach, które nas samych kosztują zbyt wiele.
        I nie z każdej królewny tatusia wyrasta od razu straszliwie rozpuszczone babsko ;-) - to jeszcze trochę zależy od temperamentu.

        --
        - Kwadrat z jednym kątem zaokrąglonym, trójkąt niedorysowany do końca, dwa końce koła schodzą się jak w spirali. Najmniejszy kłopot dzieci miały z krzyżem, ale to już nawet trzylatek potrafi
        • leserka0 Re: Ojcowska miłość wobec córki 01.02.11, 17:20
          Moja ten temperament ma, charakter po mamusi sobie wzięła.
          Ona nie robi histerii "na mieście", ale w domu bywa różnie. Zdarzają jej się krzyki i płacze na wymuszenie, ale to taki wiek. Nic groźnego ani strasznego.
          O tej miłości wszystko to tylko w kontekście, że tak Małą kocha, że nie umie jej odmówić. Nie mam pretensji, że mąż kocha córkę.
          I tak chodzi w tym wszystkim o mnie, bo przez to, że ja tylko dyscyplinuje, staję się dla dziecka niewygodna w pewnych sytuacjach. Np. z tym sklepem, ale są też teksty typu, "ja nie jestem mamie potrzebna, bo mi tego nie chciała kupić, ja nie lubię mamy, bo jest niedobrą macochą. Mówienie (jak wychodzę), że będzie luz i takie teksty. Nie chcę tego słyszeć od dziecka swojego.
          Ja nie jestem dla niej tyranem, po prostu, jak rozleje, to musi wytrzeć, jak porozwala zabawki, to musi posprzątać, proste sprawy. Jak źle się zachowała w przedszkolu (ale tylko, jak ja to widzę), to nie idziemy na basen z kulkami/lody.
          • morekac Re: Ojcowska miłość wobec córki 01.02.11, 21:21
            "ja nie jestem mamie potrzebna, bo mi tego nie chciała kupić, j
            > a nie lubię mamy, bo jest niedobrą macochą. Mówienie (jak wychodzę), że będzie
            > luz i takie teksty
            Ależ dajesz się młodej wkręcać ;-).
            --
            - Kwadrat z jednym kątem zaokrąglonym, trójkąt niedorysowany do końca, dwa końce koła schodzą się jak w spirali. Najmniejszy kłopot dzieci miały z krzyżem, ale to już nawet trzylatek potrafi
            • triss_merigold6 Jaki kanał 01.02.11, 21:44
              Zgadzam się z Scher i Verdaną.
              Skoro czterolatka pozwala sobie na takie teksty to istnieje duże ryzyko, że za kilka lat dziewczynka będzie rywalizować z matką o jej pozycję partnerki ojca i zaburzy - przy wsparciu tatusia - relacje partnerskie i rodzicielskie.
              Bezgraniczna totalnie niewymagająca i uległa miłość jest demoralizująca i zrobi dziewczynce krzywdę. Poza tym ustawia córkę w opozycji wobec matki.
              Synowi z serca bym odradzała tak wychowywaną "księżniczkę".
              • Gość: menodo Re: Jaki kanał IP: *.adsl.inetia.pl 02.02.11, 10:24
                Niekoniecznie. Moja corka - totalnie rozpieszczana dziewczynka przez swojego tatusia - wyrosla na calkiem madra osobe. Fakt - ze w pewnym momencie przeszli bardzo powazny kryzys relacji, bo ojciec zaczal stawiac irracjonalne wymagania, a dziewczynka zaczela sie buntowac.
                Obecnie wszystko OK. Zero sladow w osobowosci po roszczeniowej ksieznicce.
                W relacji ojciec-corka niby powrocila wzajemna adoracja, ale juz na duzo bardziej dojrzalych zasadach.
                Chce przez to powiedziec, ze bezgraniczna milosc ojca do 4 latki wcale nie musi oznaczac, ze te granice w pewnym momencie sie nie pojawia - i ze nie okaza sie bardzo rozwojowe dla dziewczynki.
              • mama303 Re: Jaki kanał 02.02.11, 22:07
                triss_merigold6 napisała:

                > Zgadzam się z Scher i Verdaną.
                > Skoro czterolatka pozwala sobie na takie teksty to istnieje duże ryzyko,
                > że za kilka lat dziewczynka będzie rywalizować z matką o jej pozycję partnerki
                > ojca i zaburzy - przy wsparciu tatusia - relacje partnerskie i rodzicielskie.
                Nie koniecznie, za kilka lat jak mała będzie mieć większy rozumek zacznie doceniac i szanować mamę a zacznie olewać tatusia. Tatuś moim zdaniem robi złą robotę ...sam sobie. Takie traktowanie dzieciaka wcale nie oznacza szacunku tylko traktowanie jak jakiegoś pluszaczka, przytulaczka. Dziecko to nie jest żadna księzniczka tatusia, to jest człowiek, którego trzeba traktować jak człowieka!
                Tu myslę że tatuś poprostu nie musi egzekwować od dziecka trudniejszych zadań bo mało z dzieckiem przebywa na codzień, kiedy np. trzeba się szybko ubrać, posprzątać, powiedzieć dziecku NIE. To taki tatus od rozpieszczania. Dziecko jak będzie miec kiedys poważniejszy problem to prawdopodobnie pójdzie z nim do matki
            • verdana Re: Ojcowska miłość wobec córki 01.02.11, 22:19
              O wkręcaniu bylaby mowa, gdyby mloda byla nieco starsza i inaczej wychowana. Skąd dziecko ma wiedzieć, ze nie postępuje się z dziećmi tak jak tata - moze tak własnie robią wszyscy rodzice, a mama nie, więc naprawde jest niedobra.

              --
              Mops i kot

              img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
              • morekac Re: daję się wkręcać? 02.02.11, 11:16
                Skoro tak mówi, to znaczy, że tak czuje.

                Równie dobrze może oznaczać, że jest po prostu nieco zła, że musi po sobie posprzątać.

                --
                - Kwadrat z jednym kątem zaokrąglonym, trójkąt niedorysowany do końca, dwa końce koła schodzą się jak w spirali. Najmniejszy kłopot dzieci miały z krzyżem, ale to już nawet trzylatek potrafi
          • e-kasia27 Re: Ojcowska miłość wobec córki 02.02.11, 02:13
            leserka0 napisała:


            > I tak chodzi w tym wszystkim o mnie, bo przez to, że ja tylko dyscyplinuje, sta
            > ję się dla dziecka niewygodna w pewnych sytuacjach. Np. z tym sklepem, ale są t
            > eż teksty typu, "ja nie jestem mamie potrzebna, bo mi tego nie chciała kupić, j
            > a nie lubię mamy, bo jest niedobrą macochą. Mówienie (jak wychodzę), że będzie
            > luz i takie teksty. Nie chcę tego słyszeć od dziecka swojego.


            Tak masz racje tu chodzi tylko i wyłącznie o Ciebie.
            To Ty masz problem(ze sobą!), nie z dzieckiem i nie z mężem.
            I jeśli Ty się nie zmienisz, to takie teksy będziesz słyszała od dziecka coraz częściej i będą coraz gorsze.
            Nie umiesz nawiązać dobrego, bliskiego kontaktu z córką. Nie umiesz, bo nie miałaś dobrego wzorca we własnej rodzinie. To, co robi Twój mąż wydaje ci się niesłuszne, bo Ty takiego zachowania po prostu nie znasz, jest to dla Ciebie obca zupełnie sytuacja, ale z tego, że coś jest dla Ciebie obce nie wynika, że jest to złe i niewłaściwe. Powielasz jakieś wyuczone w dzieciństwie zachowania(zastanów się nad tym, czy nie traktujesz swojej córki dokładnie tak, jak Ty byłaś traktowana) i masz pretensje do męża, że nie robi tak samo, jak Ty.

            Problem jest jednak w tym, że to jego zachowanie jest dobre(oparte na miłości), a Twoje to nieudolna próba "wychowywania" - czyli tresowania dziecka metodą zakazów, nakazów, kar i wymuszania posłuszeństwa.
            Każde dziecko będzie się przeciwko takiemu traktowaniu buntowało i im bardziej inteligentne, tym będzie się buntowało bardziej.
            Niestety, ale usiłujesz tresować swoje dziecko, chociaż temu zaprzeczasz.


            > Ja nie jestem dla niej tyranem, po prostu,


            JESTEŚ, jeżeli to, co dalej napisałaś dla Ciebie jest "po prostu"


            jak rozleje, to musi wytrzeć, jak po
            > rozwala zabawki, to musi posprzątać, proste sprawy. Jak źle się zachowała w prz
            > edszkolu (ale tylko, jak ja to widzę), to nie idziemy na basen z kulkami/lody.

            To nie jest po prostu.

            Może wystarczyłoby powiedzieć dziecku, że takie, czy inne jej zachowanie Ci się nie podoba i wytłumaczyć dlaczego Ci się nie podoba. Przecież ona nie jest debilem, więc jest w stanie zrozumieć i zapamiętać, nie musisz każdego wybryku zaraz traktować karą. Myślisz, że kara wzmacnia sens Twoich słów? Wystarczającą "karą" dla dziecka, jest już sam fakt, że zrobiło coś, co się rodzicowi nie podoba, że zrobiło rodzicowi przykrość.

            Nakładasz na dziecko obowiązki, które dziecko musi wykonywać, bo jak nie to dostaje karę - to dla mnie jest maltretowanie dziecka, bo to, że się coś musi wykonywać w imię jakiegoś wyższego dobra jest poza percepcją przedszkolaka, dziecko nie rozumie dlaczego ma sprzątać, dlaczego ma wycierać i Twoim zadaniem jest go nauczyć tego rozumienia, a nie zmuszanie do tego, żeby to robiło wbrew swoim chęciom i swojej woli.
            Możesz zachęcać dziecko do tego (w formie zabawy, robić to razem z nim), ale nie możesz twierdzić, że "musi" to zrobić!

            Nie jesteś matką, która pomaga, ratuje, pociesza gdy się coś nie udało(rozlało)
            (myślisz, że dla dziecka jest to przyjemne, gdy mu się coś nie udaje? myślisz, że rozlewa Ci na złość?), ale taką, która za niepowodzenie (doznaną krzywdę) nakłada jeszcze dodatkową karę - bo zmuszanie do wycierania, gdy się rozlało, to przecież kara, za nieudolność.


            Jeśli "musi" to jesteś tyranem, jeśli "musi" to jest to tresura.

            Jeśli dziecko robi coś, bo mu każesz, to robi to ze strachu ( przed karą, przed odrzuceniem, dlatego, że jesteś większa i silniejsza, dlatego, że mu czegoś nie kupisz, dlatego, że jest od Ciebie zależne).
            Ale robienie czegoś ze strachu kiedyś się skończy (gdy dziecko podrośnie) i wtedy powie "nie, nie zrobię tego, pocałuj mnie w d..." i co wtedy zrobisz? Jak ją zmusisz, żeby zrobiła, to co jej każesz?
            Nakazy, zakazy, zmuszanie, kary - nie dziwię się, że dziecko potrafi odszczeknąć się takim tekstem.
            Masz inteligentne, mądre dziecko przestań je tresować, zacznij z nią rozmawiać, nawiąż z nią bliski kontakt, nie zmuszaj i nie wydawaj rozkazów, bo to do niczego dobrego nie doprowadzi. Rolą matki jest kochać, pomagać, ochraniać, łagodzić, pocieszać, tłumaczyć, a nie tresować, wymagać i zmuszać.
            Jeśli nie zmienisz swojego postępowania, to będziesz tą "złą", ale to będzie tylko i wyłącznie Twoja wina.

            A jak reaguje Twój mąż na takie teksty w ustach dziecka? Co wtedy mówi? Jak się zachowuje?

            A może dałabyś mężowi przeczytać to wszystko, co zostało tutaj napisane i zapytałabyś go, co o tym sądzi?
            • leserka0 Re: Ojcowska miłość wobec córki 02.02.11, 09:35
              No LOL (stare, ale prawdziwe).

              Jak ma powycierać, to nie znaczy, że jak nie wytrze,to nie dostanie obiadu!!!Bierzemy ścierę, każda swoją i razem wycieramy. Ona nawet jest z siebie potem zadowolona!!!

              Mąż reaguje różnie, czasem się na mnie denerwuje, ale tylko, jak się jego czepiam. Jak córkę WYCHOWUJE to nie ma nic przeciwko. To co robię z córką nie przeszkadza mu i nie narusza jego poczucia miłości i rodzicielstwa. Nawet czasem mówi, że mi dziękuje, że ją tak wychowałam...

              A kontakt córką mam dobry, nie bije jej (ciągle sugerujesz tą przeszłość, a ja Ci powtarzam, że nie pamiętam, żebym była bita). A te teksty mówi dlatego, że ja od niej wymagam. I będę wymagać, bo od 4-latki mam prawo wymagać.
              • scher Nie dyskutuj z nią 02.02.11, 11:00
                Nie warto. Jest przeterapeutyzowana i nieprzemakalna. Każdą konsekwencję będzie nazywać karą, każdą karę - przemocą i tyranią, zawsze będzie ci też sugerować grzebanie w dzieciństwie. Ten typ tak ma, takie stygmaty w głowie.

                --
                Ne puero gladium!
              • mama303 Re: Ojcowska miłość wobec córki 02.02.11, 22:16
                leserka0 napisała:

                > Mąż reaguje różnie, czasem się na mnie denerwuje, ale tylko, jak się jego czepi
                > am. Jak córkę WYCHOWUJE to nie ma nic przeciwko. To co robię z córką nie przesz
                > kadza mu i nie narusza jego poczucia miłości i rodzicielstwa. Nawet czasem mówi
                > , że mi dziękuje, że ją tak wychowałam...

                Jasne, dziękuje Tobie bo czarną robotę za niego odwalasz :-)
      • an_o Re: Ojcowska miłość wobec córki 01.02.11, 18:29
        Wow, czyli juz teraz jako dorosla kobieta, po prostu wykorzystujesz swojego ojca dlo spelniania swoich zachcianek. Typowy przyklad jednak rozpieszczonej baby - moze nie przekazujesz tego w sposob chamski, ale jednak manipulujesz swoim ojcem. I jeszcze sie tym chwalisz. Rzeczywiscie fantastyczny przyklad na to, jak zmanipulowac wlasnego ojca, zeby Ci jadl z reki. Ja tam wole miec ojca silnego, o wlasnym zdaniu i sprawiedliwego (jakim jest moj) niz ciape, ktorej mozna wszystko powiedziec i zrobic, a on w imie zle pojetej milosci do dziecka stuli po sobie uszy i jak na komende zrobi wszystko, jesli tylko dziecko palcami stryknie. A ja z moim tatusiem za raczke do 15 roku zycia chodzilam, zabieral mnie na spacery, prowadzil do biblioteki, ale w kasze sobie dmuchac nie dawal. To jest prawdziwy ojciec, a nie ktos komu sie tylko wydawalo, ze nim jest.

        Tez mam w rodzinie takiego, co to nigdy mu matka nie odmawiala - to teraz wyludza kase (zonaty juz jest), nie pracuje i leje matke jak leci - fantastyczny przyklad.

        Dziecko powinno znac zasady, jakimi kieruje sie spoleczenstwo, w ktorym przyszlo mu zyc. Za przekazanie tych zasad (i nie pisze tu o bzdurnych, bezsensownych normach) odpowiedzialni sa oboje rodzice, a nie tylko matka. Zadaniem rodzicow jest wypuszczenie dziecka w swiat tak, aby umialo sobie w nim poradzic i stawic czola przeciwnosciom, jakie moga je spotkac. A spelnianie WSZYSTKICH zachcianek dziecka to krecenie bicza na jego wlasny tylek - potem sie okaze, ze przeciez jak to, szef nie dal podwyzki, a przeciez ona ksiezniczka jest, wiec powinien. Zakochala sie i facet jej serce zlamal, toz to katastrofa na skale miedzynarodowa - bo przeciez nikt jej nie uswiadomil, ze ksiezniczkom sie serca nie lamie, tylko zachcianki spelnia.

        Przeginanie w zadna strone nie jest dobre, trzeba znalezc zloty srodek i maz autorki powinien chciec go znalezc, dla dobra swojego dziecka, ktore przeciez tak kocha.
        • monzdr Re: Ojcowska miłość wobec córki 01.02.11, 18:47
          Jak wszystko można dowolnie zinterpretować...
          I dlaczego obrażasz jej ojca,czy każdego innego niż Twój?Czy tylko Twój ojciec ma patent na prawdziwe ojcostwo?Czy istnieje tylko jeden słuszny model wychowywania dziecka a cała reszta to pomyłka?
          • an_o Re: Ojcowska miłość wobec córki 02.02.11, 18:54
            Nikogo nie obrazilam, ani nie zamierzalam obrazic. Ja tylko przedsztawilam fakty. Ale kazdy moze rozumiec to jak sobie zyczy. Model mojego ojca to jeden z wielu dobrze funkcjonujacych modeli, za to model prezentowany przez post, do ktorego sie odnosilam, to totalna porazka, ktorej z reszta ani tatus, ani coreczka nie sa w stanie dostrzec. Nazywa sie manipulacja i nikt mi nie powie, ze ktos kto w dziecinstwie nauczyl sie manipulowac swoimi rodzicami, nie bedzie probowal podobnych sztuczek w doroslym zyciu - tyle, ze wtedy dostanie porzadna nauczke i przyjemnie nie bedzie. Prawdziwa milosc stawia granice, a ojciec dziewczynki autorki watku, i ojciec dziewczyny komentowanego postu granic nie stawiaja, ot co.
            • monzdr Re: Ojcowska miłość wobec córki 09.02.11, 09:33
              Może stawiają te granice w innym miejscu,niż Twój ojciec czy inni ojcowie?To po pierwsze.A po drugie,nie wiemy,dlaczego tata dziewczynki tak się zachowuje.A może on uważa,że mama jest za surowa?Znamy jednostronne spojrzenie na problem,to za mało.I czy rzeczywiście kupienie dziecku slodyczy(akurat to może nie jest rewelacyjny pomysł,ale każdy rodzic sam o tym decyduje)popsuje je do tego stopnia,że w życiu dorosłym będzie potwornym egoistą?Dlaczego to mama ma rządzić w domu i o wszystkim decydować,ile i co dziecko ma dostać?Dlaczego to jej granice mają być respektowane?A może ona jest po prostu zazdrosna o kontakt taty i córeczki,a sama nie miała takiego w dzieciństwie?
    • justyna_dabrowska Re: Ojcowska miłość wobec córki 01.02.11, 18:58
      A ja pomyślałam o Pani małżeństwie...czemu nie możecie PAnstwo ustalić w miare spójnego sposobu wyrażania miłości i egzekwowania wymagań? Czemu jedno z Was zajmuje sie wyłącznie "dawaniem" a drugie "ograniczaniem"? A może to mówi cos o Waszej relacji? Zachęcałabym do tego by przyjrzec się temu co sie dzieje również z takiej systemowej, rodzinnej perspektywy - czemu to właściwie słuzy, że tak podzieliliscie sie rolami...? nie znam odpowiedzi ale byc może dla Pani poszukiwanie jej stanie sie twórcze i przyniesie jakies owoce

      Pozdrawiam serdecznie
      jd
      • leserka0 Re: Ojcowska miłość wobec córki 02.02.11, 09:41
        Małżeństwem jesteśmy młodym, zaledwie 6 lat się znamy. Od 5 lat małżeństwo. Na razie wiadomo, że się docieramy. Często nawet ostatnio rozmawiamy o tej sytuacji, bo córka zaczęła wyróżniać męża i mnie to boli...Mąż ze mną często chętnie o tym rozmawia. Ustalamy a nowo, jak to ma być. I nie mówię tylko ja.
        Potem idą np. na basen i po powrocie pytam córkę, jak jej się podobało i co robiła, a ona: wiesz mamo jadłam gumę i jajko kinder i piłam cokle i było suuuuuuuper. I mi ręce opadają, bo wiadomo. A mąż mówi, że dostała w nagrodę, bo była taka grzeczna. A ja mówię, że nagrodą to był basen-Mała b. lubi.
            • duch_mariana Re: Ojcowska miłość wobec córki 02.02.11, 11:30
              Właśnie dlatego zasady muszą dotyczyć rzeczy ważnych, a nie pierdół typu słodycze, gazetki, różowe ciuszki i kiczowate zabawki . Rzeczą ważną jest konieczność jazdy w foteliku. Tu nie ma dyskusji i po prostu uwal dziecko dupę w fotelik, wsadź nos w gazetkę i nie utrudniaj, bo jak nie, to zostajesz u babci, a tego byś nie chciała.
              • leserka0 Re: Ojcowska miłość wobec córki 02.02.11, 12:14
                Hmmm, no widzisz. Ja mam zasady, ale też inne metody wychowawcze. Dlaczego moje dziecko nie chciałoby być u babci? Bardzo ją lubi. poza tym nie straszę swojej córki innymi ludźmi. Na szczęście w foteliku siadać chce choć samochodem jeździć nie lubi. Wie, że dojedzie w ten sposób do jakiegoś fajnego celu.
                A zasady wg mnie należy wprowadzać właśnie od rzeczy banalnych. Nie przesadzając przy tym, bo ja nie mówię,że nigdy jej nie daje słodyczy. Ale mąż daje codziennie, a nie tak miało być...
                • duch_mariana Re: Ojcowska miłość wobec córki 02.02.11, 13:49
                  > Hmmm, no widzisz. Ja mam zasady, ale też inne metody wychowawcze. Dlaczego moje
                  > dziecko nie chciałoby być u babci?

                  Ja to akurat pisałem jak ja swojej tłumaczyłem temat jazdy w foteliku. Moja nie chciała jeździć do babci, bo babcia miała miły zwyczaj zmuszania dzieci do jedzenia i paskudne nawyki żywieniowe (dużo i tłusto). Córka może puścić pawia na samą myśl o obiedzie w postaci odsmażanych na patelni ziemniaków polanych tłuszczem ze skwarkami, sadzonego jajka i szklanki zsiadłego mleka, a babcia zmuszała ją do jedzenia tego, co kończyło się oczywiście w jedyny możliwy sposób. Jakakolwiek próba poinformowania babci, co młoda lubi, a czego nie lubi, była uznawana za grymaszenie, kapryszenie i wybrzydzanie i kwitowana stwierdzeniem, że wszystko się je. Dlatego w obliczu perspektywy zostania z babcią, fotelik nagle przestawał być problemem :)
    • duch_mariana Zmień zasady 02.02.11, 11:23
      > Nie miało być wypłakiwania kaprysów, oglądania bajek cały dzień, podjadania słodyczy,
      > picia świństw, kupowania wszystkiego w sklepach.

      Zależy co uważasz za kaprys. Jak by się uprzeć, to prawie wszystko może być uznane za kaprys. Zasady też musisz mieć jakieś życiowe. Twoje nie są za dobre. Nie ma wypłakiwania kaprysów, nie ma oglądania bajek cały dzień, nie ma podjadania słodyczy, nie ma picia świństw, nie ka kupowania wszystkiego w sklepach. Wszystkie zasady są oparte na słowie "nie". A co jest na "tak"? Poza tym chcesz zabraniać tego, co jest dobre. Słodycze są dobre, i dobre jest to, co nazywasz świństwami. Dzieciom to smakuje. Typowe dziecko na widok półki z zabawkami zareaguje chęcią natychmiastowego posiadania na własność tego wszystkiego. Chcesz uniknąć takich problemów, to nie zabieraj dziecka na zakupy, a jak zabierzesz, to z założeniem, że jednak coś dziecku kupisz. Oczywiście najłatwiej dla rodzica jest tak wytresować dziecko, żeby chodziło jak szwajcarski zegarek (określenie z czasów mojego dzieciństwa). Da się to osiągnąć. Dzieciak nawet nie piśnie, bo będzie się bał dotkliwej kary. Piszesz, że tak nie postępujesz i nie ma podstaw, żeby Ci nie wierzyć. Ale co tak naprawdę chcesz osiągnąć Jakieś rozwiązania połowiczne, że dzieciak co prawda nie będzie się bał niczego, ale nie będzie wypłakiwał kaprysów? Chyba nierealne, bo jak się nie boi, to zareaguje spontanicznie, im młodsze, tym bardziej. Pomyśl też czego możesz oczekiwać od czterolatki, a czego nie. Gdy ja wchodzę do sklepu z modelami RC, to tak jak czterolatek chciałbym mieć je wszystkie. Ale rozumiem, że nie stać mnie, że są ważniejsze wydatki i dziś mogę tylko popatrzeć, co jest ciekawego. Czterolatek jeszcze nie musi tego rozumieć. nie umie przecież dodawać i odejmować liczb cztero, czy pięciocyfrowych, żeby wyliczyć czy stać na zakup, czy nie. Chcesz poukładać swoje relacje rodzinne, zacznij od zweryfikowania swoich zasad.
      • mamameg Re: Zmień zasady 02.02.11, 11:30
        "Poza tym chcesz zabraniać tego, co jest dobre. Słodycze są dobre, i dobre jest to, co nazywasz świństwami."
        Nic dziwnego że potem tyle jest dzieci otyłych albo bezzębnych(dosłownie, widziałam dzieci którym próchnica zniszczyła mleczaki zanim zaczęły wyrastać stał).
        • duch_mariana Re: Zmień zasady 02.02.11, 11:34
          To akurat jest głównie sprawa genetyczna. Jak dzieciak ma skłonności do tycia i słabe uzębienie, to jest narażony na otyłość i szczerbatość. Ja powinienem w takim razie ważyć ze 200 kilo i nie mieć ani jednego zęba, a córka już brzuch przed sobą na taczkach by woziła, jakby miała skłonności :)
          • leserka0 Re: Zmień zasady 02.02.11, 11:57
            Tylko, że moja córka po słodyczach jest bardzo rozdrażniona i nadpobudliwa. Ja nie mówię o kawałku czekolady czy jakimś ciastku, ale o żelkach, landrynkach i gumach typu mamba. To nie jest zdrowe na pewno, a że smakuje to inna sprawa. Mi też smakuje, ale tego nie jem,bo nie wszystko co wyprodukują należy jeść/pić/kupować/używać.
            I na prawdę martwi mnie, że moja chuda córka zamiast chociaż mleka na śniadanie zje wafelka, bo wiem, że to spowoduje,że nie zje nic więcej do godziny 10-12.

            mąż przestał używać rozum w stosunku do wychowywania córki, ale nadal go używa do zapewnienia jej bezpieczeństwa, więc nie ma co się zastanawiać nad tym, czy zapnie ją w foteliku.
            • verdana Re: Zmień zasady 02.02.11, 12:10
              Zasady zasadami, ale kontrolowanie tego, co córka robi w czasie wyprawy z tata na basen rzeczywiście świadczy, ze coś w małżeństwie jest nie tak. Widze tu jednak pewien problem - tzn. przyjęłas zasadę, że mąż powinien podporzadkować się Twoim metodom wychowawczym. Tymczasem to muszą być rzeczy wypracowane wspólnie i nie na takiej zasadzie, że jak mama mowi "Żadnych slodyczy na basenie" to tata ma powiedzieć "tak jest".
              Gdy dziecko wychodzi z jednym z rodziców, to drugie nie powinno się wtracać w ich relacje.
              --
              Mops i kot

              img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
            • duch_mariana Re: Zmień zasady 02.02.11, 13:40
              > Tylko, że moja córka po słodyczach jest bardzo rozdrażniona i nadpobudliwa

              Na pewno po słodyczach? A nawet jakby, to nie jest to jeszcze powód,żeby te słodycze drastycznie ograniczać. Żelki, mamby i inne wynalazki to cukier i chemia, ale jest to dobre i bez sensu zabraniać dziecku tego jeść. Córka ma koleżankę, której rodzice mają kota na tle zdrowego odżywiania i są wegetarianami. Ona w domu nie je tzw. świństw, za to poza domem zjada ile wlezie. I tak też będzie z Twoją córką. Nie dasz jej żelków w domu, to ją koleżanki albo koledzy poczęstują, a jak będzie miała parę groszy, to zaraz pójdzie do sklepu, kupi i zje cała paczkę naraz, żeby mamusia nie widziała.

              > I na prawdę martwi mnie, że moja chuda córka zamiast chociaż mleka na śniadanie
              > zje wafelka, bo wiem, że to spowoduje,że nie zje nic więcej do godziny 10-12.

              Zdrowe dziecko, to chude dziecko. Nasze babcie to owszem, cieszyły się jak dziecko miało wałeczki na rękach i nogach, ale im możemy to darować, bo w tamtych czasach panowała wychowawcza i żywieniowa ciemnota. Nie martw się o córkę Jak będzie głodna to zje :) Jak chcesz ograniczyć słodycze, to przyjmij zasadę, że nie kupujemy słodyczy na zapas, tylko na bieżąco. Jak kupisz raz w tygodniu 10 wafli, to córka będzie się dopominać, bo wie że są. Jak ich nie będzie, to powiesz, że po śniadaniu pójdziesz do sklepu i jej kupisz, albo kupimy po drodze do przedszkola.
    • morekac Re: Ojcowska miłość wobec córki 02.02.11, 22:07
      Zanim córka (teraz 4 lata) się urodziła, miałam wrażenie, że ustaliliśmy podstawowe normy postępowania z dzieckiem. Nie miało być wypłakiwania kaprysów, oglądania bajek cały dzień, podjadania słodyczy, picia świństw, kupowania wszystkiego w sklepac

      mam wrażenie, że wiele bezdzietnych matek ma takie wizje ;-)
      Przyczepiłabym się głównie do tego wypłakiwania kaprysów ... nic się w sumie nie stanie, jeśli dziecko sobie popłacze.
      --
      - Kwadrat z jednym kątem zaokrąglonym, trójkąt niedorysowany do końca, dwa końce koła schodzą się jak w spirali. Najmniejszy kłopot dzieci miały z krzyżem, ale to już nawet trzylatek potrafi
    • rycerzowa Re: Ojcowska miłość wobec córki 02.02.11, 23:26
      Leserka, wydaje mi się, że wiem, w czym rzecz.
      Masz męża, który chce być dobry. Taką ma naturę, tak został wychowany, "w duchu chrześcijańskim", co w jego mniemaniu oznacza łagodność, usłużność, ustępliwość, wyrozumiałość. Niby piękne to cechy, ale zwróć uwagę, że on takim przestaje być, kiedy przekonuje się, że taka postawa nie przynosi mu "nagrody". Bo on lubi być uznawany za dobrego, kochanego, wspaniałego, i tak dalej.
      W układzie małżeńskim jest raczej normalny, prawda?

      To bardzo miłe rozpieszczać dziecko, pozwalać mu na wszystko. Pod jednym warunkiem - ktoś inny musi stawiać dziecku konieczne ograniczenia. Nie ma nic fajniejszego, niż rozpuszczać dziecko dobrze ułożone i zdyscyplinowane.
      Gdyby wasza córeczka była rozbestwionym bachorem, jej tata nie otrzymywałby za swoje "poświęcenie" żadnej nagrody, żadnej wdzięczności, żadnego uczucia, nie miałby z tego żadnej frajdy. Wtedy by inaczej postępował.

      Nie namawiam cię do ryzykownych eksperymentów. Ale prędzej czy później zdarzy się tak, że tata będzie musiał zostać z latoroślą dłużej sam, bo ty np. będziesz w szpitalu, albo gdzieś wyjedziesz. Ile dni można jeść wafelki i żelki? Ile godzin można oglądać filmy?
      Jak się dziecko za przeproszeniem porzyga, albo na wyłączenie telewizora zareaguje agresją, wtedy do ojca coś dotrze.

      Na razie możesz zadawać pytania typu: "Kochasz to dziecka? No to czemu je krzywdzisz?"
      • leserka0 Re: Ojcowska miłość wobec córki 03.02.11, 19:36
        Do normalnego mu chyba daleko, jest raczej b.dobrym mężem. Ale nie usłużnym i poddanym,bo takiego faceta bym w dwa dni z domu wyrzuciła.

        Nasza Mała jest b. fajnym dzieckiem, wyjść z nią jest zawsze miło. Do wszystkich zagaduje, zawsze się wita i żegna, mówi jak się miewasz, ładne masz coś tam, miło było Cię spotkać i dużo takich zwrotów, których jej nie uczyliśmy. Sama zauważyła, że to przynosi korzyści, bo wszyscy jedzą jej z ręki, jeśli ona tylko tego chce:).
        Nie mogę mu takich pytań zadawać, bo wiem, że ją kocha. Ale podsunę mu lekturę jakąś:).
        • rycerzowa Re: Ojcowska miłość wobec córki 05.02.11, 00:39
          leserka0 napisała:

          > Do normalnego mu chyba daleko, jest raczej b.dobrym mężem. Ale nie usłużnym i p
          > oddanym,bo takiego faceta bym w dwa dni z domu wyrzuciła.

          I przyznaj się, że czasem zadajesz sobie pytanie, czy on jest bardzo dobrym mężem dlatego, że cię kocha, czy dlatego, że lubi być kimś bardzo dobrym.

          >
          > Nasza Mała jest b. fajnym dzieckiem, wyjść z nią jest zawsze miło. Do wszystkic
          > h zagaduje, zawsze się wita i żegna, mówi jak się miewasz, ładne masz coś tam,
          > miło było Cię spotkać i dużo takich zwrotów, których jej nie uczyliśmy. Sama za
          > uważyła, że to przynosi korzyści, bo wszyscy jedzą jej z ręki, jeśli ona tylko
          > tego chce:).

          Czyli mała ma to po tacie - lubi i umie zdobywać ludzką sympatię.
          Ale jako odpowiedzialna matka, nie zapominaj, że :
          - nie wszyscy lubią przymilne dzieci, przymilne dla wszystkich,
          - nie wszyscy lubą i cenią zawsze przymilnych, zawsze usłużnych ludzi,
          - żeby być człowiekiem dobrym, dobrze i uczciwie postępować, czasem trzeba się komuś narazić, czegoś wymagać, a nawet być niemiłym i nieuprzejmym.


          > Nie mogę mu takich pytań zadawać, bo wiem, że ją kocha. Ale podsunę mu lekturę
          > jakąś:).

          Owszem, ale weź pod uwagę, jeszcze jedną rzecz. Może to, co napiszę jest sprzeczne z tym, co pisałam wcześniej, ale tylko pozornie. Dziecko niby powinno znać normy, stosować się do nich, ale każdemu, a dziecku w szczególności, potrzebny jest wentyl bezpieczeństwa. Zwykle w rodzinach taką rolę pełnią rozpieszczający dziadkowie. Dziecku potrzebny jest kontakt z kimś, kto daje słodycze, na wszystko pozwala, wyręcza. Kontakt krótki, kontakt czasowy. Potem powrót do normalności.
          U was taką rolę pełni tata. Może dlatego, że mało czasu spędza z córeczką. Może to jest małej potrzebne? Może ustalcie wspólnie, w tajemnicy przed małą, granice rozpieszczania?

          • leserka0 Re: Ojcowska miłość wobec córki 05.02.11, 10:09
            Ja go nie lubię za to, że taki jest dla ludzi. I ostatnia rzecz, za którą mogłabym go oceniać jako dobrego męża, jest ta jego cecha. Nie znoszę jego empatii. Jest dobrym mężem bo jest stabilny i oddany mi, ale jest też dobry dlatego, że ma swoje pasje i kolegów. Jakby był taki dobry, jak dla innych, to bym zwariowała z takim głaszczącym co chwilę po głowie facetem. Jest dobry, miły, czuły,ale i rogi pokazuje. Zresztą zodiakalny koziorożec, to ma co pokazywać:).
            A Mała ma temperament po mnie, a przymilna jest wtedy, kiedy jej się to opłaca. Rogi też ma, jak ktoś ja urazi ( a zdarza się bardzo szybko), to już taka miła nie jest. Ale masz rację, są ludzie, którzy już jej pokazali brak sympatii, np. mamuśka jedna z przedszkola, której córka nie jest ulubienicą wychowawczyni, a tez chcę być naj we wszystkim.

            Mąż spędza z córką kilka h dziennie plus weekendy, to wcale nie tak mało:)
            • duch_mariana Tak z ciekawości zapytam 06.02.11, 00:59
              Czego oczekujesz od męża? Jaki on ma być? Pytam dlatego, że nigdy nie myślałem, że przysłowiowe głaskanie kobiety po główce jest czymś niepożądanym. Mam dość nietypową sytuację z mamą mojej córki. Kochamy się, ale na odległość. Razem nie jesteśmy w stanie wytrzymać kilku dni. Jest głaskana po główce. podoba jej się, ale 2 dni max. Natomiast córkę można i nawet trzeba głaskać po główce ile wlezie, inaczej traci poczucie rzeczywistości.
              Napisz, czy Twoja córka spotyka się bardziej z sympatią facetów, czy kobiet. Widzę pewne podobieństwa między sytuacją Twoją a moją i mnie to ciekawi.
              • mama303 Re: Tak z ciekawości zapytam 06.02.11, 10:16
                Przypominam że rozmawiamy o ciągłym głaskaniu kilkuletniego dziecka. Chyba przesada jest porównywanie tego do relacji damsko-męskich. Tata jest opiekunem dziecka i przewodnikiem w tym trudnym świecie. Samo głaskanie po głowie /niezaleznie od tego czy to synek czy córeczka/ nie wystarczy!
                • duch_mariana Re: Tak z ciekawości zapytam 06.02.11, 19:26
                  Ja się odnosiłem do tego,co leserka napisała, że by zwariowała z głaszczącym co chwilę po głowie facetem. Może ona mi pomoże zrozumieć jak to jest, że jak jestem dla mamy mojej córki miły i dobry, to ona jest niemiła i niedobra, a jak ją potraktuję ostro, to robi się milutka, po czym wszystkim koleżankom opowiada, że ja jestem cham i burak.
                  • leserka0 Re: Tak z ciekawości zapytam 06.02.11, 19:49
                    Hehe, niektóre kobiety kochają buraków:).
                    Ja zachowuje się tak samo, jak Twoja kobieta:). Mężczyzna uległy, tzw. przydupas jest dla mnie mało męski, nie czuje się przy takim kimś bezpiecznie i komfortowo. Trzeba uważać, żeby nie zranić kogoś takiego, a zraniony facet, to już nie facet. Facet, który mówi, że rozumie kobiety albo kłamie, albo ma w sobie duży procent kobiecości (czyli dla mnie=wnerw na takiego). Co innego po 15, 20 latach znajomości, wtedy facet powiedzmy, że może się już nauczyć, w jakich sytuacjach rani kobietę. Ale nadal jego decyzja czy tego unika, czy nie, Uważam też, że kobieta powinna od czasu do czasu płakać przez swojego faceta. Miło jest też, jak mężczyzna od czasu do czasu, dozna olśnienia, że ta jego jest jedyna, najwspanialsza i najcudowniejsza na ziemi. Ale to wszystko z umiarem, bo co za dużo to niezdrowo:)...Mój mąż chętnie straciłby dla mnie głowę, ale na razie trzyma pion.

                    A jeśli chodzi o córeczkę. Ona ma wszystkich facetów w jednym palcu, nawet tych, którzy nie chcą dzieci lub nie chcą mieć córki. Ale kobiety też ją lubią.
                    Mąż ja głaszcze po głowie i bardzo dobrze i niech to robi. Mi nie chodzi o czułość męża w stosunku do córki, ale o brak konsekwencji i uległość we wszystkim. Czułość jest jak najbardziej wskazana.
                    • duch_mariana Re: Tak z ciekawości zapytam 07.02.11, 21:30
                      Czyli ukryty masochizm. Tak mi się właśnie wydawało. Takie układy mogą być fajne w łóżku, jeśli kogoś to kręci. W życiu jednak są bardzo obciążające. Faceci też mają uczucia i można ich zranić. Nie wydaje mi się, żeby posiadanie uczuć było niemęskie. Mi daleko do postawy słodkopierdzącego domowego misiaczka na rękach noszącego. Ale żeby do płaczu kobietę doprowadzać to też nie.
                      Tak myślałem, że faceci będą uwielbiać Twoją córkę. U nas to samo. Kobiety to tak umiarkowanie. Co prawda ona już wyrosła z tego wieku "słodkiego" i to może dlatego.
    • rycerzowa Re: Ojcowska miłość wobec córki 06.02.11, 20:17
      Uduchowiony Marianie, znasz to powiedzenie, że kota można zagłaskać na śmierć?
      Jakoś tak jest, że mężczyźni nie lubią bezgranicznie kochających, bez reszty oddanych kobiet, zawsze czułych, zawsze przymilnych, bez względu na to, jak są traktowane.
      Tak samo kobiety nie lubią podobnie zachowujących się mężczyzn.
      Dlaczego?
      Bo podobna postawa nie wynika wcale z bezgranicznej miłości, ale z kompleksów, poczucia małej wartości, czyli oznacza słabość. Życie dwojga ludzi pod jednym dachem to nie sielanka,
      i nie da się być zawsze słodkim. Jesteś zawsze słodki? To znaczy albo jesteś głupi i nie widzisz mojego niewłaściwego postępowania, albo jesteś słaby i nie masz odwagi zareagować.

      Byłam świadkiem, jak rozpadło się małżeństwo, gdzie mąż był przystojny, pracowity, z poczuciem humory - i dobry.
      Za dobry. Kobietę szlag trafiał na jego wyrozumiałość i dobroć. Wyczyniała cuda, w nadziei, że on wreszcie trzaśnie pięścią w stół i powie "dość".
      Nie powiedział. Nie dlatego, że kochał żonę, ale że był słaby.
      Teraz jest "za dobry" dla innej - która go przejęła.
      Jemu jest wszystko jedno, dla kogo jest dobry.
      • duch_mariana Re: Ojcowska miłość wobec córki 07.02.11, 21:12
        I co to daje? Tylko to, że kiedyś trafi swój na swego i pani będzie chodziła z fioletowym oczkiem i wszystkim naokoło tłumaczyła, że się uderzyła o szafkę, albo się przewróciła. Ale co tam, to nieważne. Ważne, że misio taki silny i męski i normalnie aż kapie testosteronem :)
        • young_17 Re: Ojcowska miłość wobec córki 27.10.11, 13:28
          "Według psychologów córki, które doświadczyły harmonijnej więzi z ojcem mają mniej lęków i więcej wiary w siebie. Dziewczynki doceniane przez ojców rzadziej cierpią na depresję, anoreksję, czy bulimię" tak tutaj jest napisane, porady psychychologa
          Warto przeczytać
          kobiecyporadnik.pl/kat,1026347,title,To-skomplikowane,wid,13900408,reportaz.html
      • mamameg Re: Ojcowska miłość wobec córki 28.10.11, 08:46
        Rycerzowa, ale jest naprawdę duuuża różnica pomiędzy kimś, kto partnera zagłaskuje na śmierć a kimś kto nie może jak mąż założycielki wątku okazać, że mu na drugiej osobie zależy, nie może pokazać żadnej słabości("zraniony facet to nie facet") i przez którego "kobieta ma czasem płakać". Zwłaszcza to ostatnie wydaje mi się jakieś masochistyczne i mało dojrzałe. Co innego być pewnym siebie, stanowczym, nie być uległym a co innego ranić drugą osobę.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka