Dodaj do ulubionych

Bunt 6 latka - proszę o pomoc

15.02.11, 14:47
Dzień dobry,
mam problem z moim niespełna 6 letnim synkiem i dlatego zdecydowałam się napisać na tym forum o swojej historii w nadziei że ktoś mi podpowie, zasugeruje co robię nie tak, co powinnam zmienić. Wiadomo, że z zewnątrz problem wybląda inaczej, a nam czasami brakuje dystansu.
Zaczne od tego, że jestem niepracującą mamą niemal 6 letniego Miłoszka (w marcu ma urodzinki). Nie pracuję ponieważ uznaliśmy z mężem, że nasze dziecko nie będzie uczęszczało do żłobka ani przedszkola. Na co dzień mąż pracuje od 7:00 do 15: 00, a po południami bardzo angażuje się w opieke i pomoc w wychowywaniu dziecka. Dodam, że od września synek idzie do I klasy.

Był czas że synek uczęszczał na zajęcia przedpołudniowe dla dzieci w jego wieku, obecnie takich zajęć nie ma, ale Miłosz uczęszcza na zajęcia z j. angielskiego i na zajęcia muzyczne, ponieważ od 2 lat gra na pianinie.
Dodam, że nie mamy zbyt wielu znajomych, więc i nasz synek ma mały kontakt z równieśnikami, ale zawsze kiedy tylko jest taka możliwość umożliwiam mu zabawę z dziećmi. Miłosz nie ma problemu z nawiązywaniem kontaktu z innymi, jest otwartym, wesołym i pewnym siebie chłopcem. Nie odczuwa tremy pzred występami, chętnie uczestniczy w koncertach, jest śmiały.
Ja w domu staram się poświęcić dziecku, by nie był odepchnięty.Rano kiedy się zbudzimy lubimy z synkiem się poprzutulać, ja mu opowiadam bajki, historie z mojego dzieciństwa albo sobie rozmawiamy na rózne tematy. Do południa wspólnie bawimy się, robimy plastyczne prace, edukacyjne ćwiczenia. Owszem czasami musze odebrać telefon, przygotować obiad itp, a wtedy synek bawi się sam.
Jednak od jakiegoś czasu coraz trudniej nam ze soba wytrzymać.
Kiedy prosze Miłosza aby np. za 5 minut przyszedł na śniadanie, on mi pyskuje,czasami przychodzi czasami nie. Wtedy mówię że od tego momnetu ma 30min na zjedzenie śnaidania jak nie zje to wyrzucam i jestem w tym konsekwenta. Czasami daje mu 5 min extra kiedy widze że naprawdę się stara. Ale kiedy widze że "olewa" temat to trzymam się zasad i nie ma zmiłuj. Podobnie jest z wyjściem na dwór, zapowiadam że za 10 min wychodzimy,czasami ubiera sie normalnie, a czasami do ostatniej chwili marnuje czas, po to by pokazać mi że nie zdąży i wtedy zaczyna ryczeć.
Najbardziej nie do zniesienia zrobiło się jego zachowanie na jakikolwie sprzeciw. Staram się dawać synkowi swobodę, pozwalam mu by było jak chce. Np. ostatnio pprosił mnie zebym pozwoliła mu pogarć na komputerze pzred śnaidaniem zgodziłam się bo czemu nie. Umówiliśmy się o której jest śniadanie i kiedy był ten czas zawołałam go na sniadanie. Wtedy Miłosz spytał, czy może zostawić komputer włączony bo po śniadaniu chciałby dokończyć grę, też się zgodziłam. Wiedziałam, że zależy mu by dokończyć zadanie. Po śniadaniu uzgodniliśmy, że ma 30 min na zakończenie zabawy przy komputerze. kiedy upłyną ten czas porposiłam, żeby wyłączył. Owszem wyłączył, ale zrobił awanturę, zaczął piszczeć, szarpać, krzyczeć, bić wyzywać,, że jestem wredna, że mnie nie kocha, że jestem głupia, że mam się wynosić z jego pokoju itd. Odsyłałam go do pokoju by się wyciszył, syn wracał i zaczynał od nowa, więc znowu go odsyłałam,do skutku, kiedy przestał wychodzić i krzyczeć. Kiedy się uspokoił zaczynaliśmy robić coś wspólnie.
Ostatnio próbuje zwrócić na siebie uwagę, kiedy widzi że jego złe zachowanie nie skutkuje, nie wywołuje naszej reakcji. Wtedy zaczyna różnych sposobów, byśmy zadziałali. Np. trzaska drzwiami, krzyczy, staje w przejściu i tarasuje nam drogę, szarpie ubrania nasze itp. Tłumaczymy mu że nie może być taki agresywny, że swoim biciem krzywdzi innych że to boli, że wyzwiska też bolą. Podczas takich napadów staram się nie krzyczeć, tylko wypraszać go by poszedł do siebie. po takim szale agresji wszystko mija. Jednak od poewnego czasu Miłosz odmawia współpracy, nie chce robić zadań edukacyjnych , plastycznych, przy czym w tym czasie nic innego nie robi, marnuje czas np. leżąc na łóżku lub robiąc jakieś głupotki. Dodam że w weekend podobnie zachowuj esię do męża, w tygodniu przeważnie atakuje mnie. Kiedy np. mnie zbije, to mówię mu że nie chce z nim spędzać czasu bo jest agresywny, mąż po powrocie staje w mojej obronie, tłumaczy że nie wolno bić, że jestem kobietą.
Wydaje mi się że moje własne dziecko mnie nie szanuje i nie kocha, że kocha bardziej własne misie niż mnie. Doadm w tym miejscu, że synek jest wrażliwym chłopcem, pzrejmuje się cierpieniem innych, ale kiedy sam zadaje ból to jakoś nie.
Ostatnio nakrzyczał na babcię która go odwiedziła. Dotychczas chętnie bawił sie z dziadkami, teraz włączył sobie grę w komputerze i poprosił babcię by podałą mu płytę, babcia jak to babcia podała nie tą co tzreba, więc Miłosz wpadł w szał i nakrzyczał na nią. Mąż szybko zareagował.

Naprawde nie wiele trzeba by wzbudzić w nim agresję. Np. ostatnio oglądał bajkę i poprosił bym podała mu chusteczki, więc podałam skoro prosił. Podeszła i powiedziałam "proszę" a syn do mnie "zamknij się" - bo zakłuciłam mu oglądanie bajki. A kiedy własną sylwetką zasłoniłam na moment telewizor to powiedział "wynoś się". Z reguły w takich sytuacjiach albo wyłaczam bajke w odpowiedzi na agresję, albo np. mówię skoro mam się wynosić to więcej się z Tobą dziś nie bawię, bądź sam.
Był czas że tłymaczyłam synkowi, że robi przykrość w tensposób innym, że pwinien pzreprosić. Owszem czasem przeprosi ale mam wrażenie że wtedy gdy czegoś od nas chce.
W naszej rodzinie nikt z nikim tak nie rozmawia, nikt nikogo nie bije, nie krzyczy. Opisuję problemy z ostatniego czasu, co nie oznacza, że dziecko cały czas gra na komputerze czy obląda bajki, bo tak mogłoby to wyglądać.
Proszę więc o rade jak reagować, jak postępować z takim nieznośnym dzieckiem.
Co ja robię nie tak, skoro czuję ze włąsne dziekco mnie nie szanuje...

Mam nadzieje, że ktoś mi pomoże że wystarczająco nakreśliłam problem, chętnie podejmę dyskusję, posłucham rad i opinii p. psycholog. Na parwde jestem już zdołowana całą sytuacją.
Edytor zaawansowany
  • 15.02.11, 21:52
    Przeczytałam ten post, bo jestem mamą 5,5-latki, która też potrafi napyskować albo zachować się agresywnie. Znalazłam pewne wytłumaczenia takich zachowań i sposoby na nie.
    Najpierw: Twój post jest napisany tak, jakbyś pisała nie o dziecku 6-letnim tylko o 3-latku. Chyba infantylizujesz syna i pewnie dlatego tym bardziej przerażają Cię jego "dorosłe" odzywki. Ponoć agresja słowna i pewna wulgarność jest dość typowa w tym wieku. U nas córka tak zachowywała się wobec ojca, a to dlatego że 1) jest "słabszym" ogniwem, ja jestem dlka córki zdecydowanie większym autorytetem, 2) nie umiał na takie zachowanie reagować. Rada - zadziałało w przypadku nas, rodziców, i babci: Krótkimi słowami: Nie życzę sobie takiego zachowania. / Sprawiasz mi tym przykrość. / Nie będziemy tak rozmawiać. / U nas w domu się nie krzyczy, nie obraża. I tak do upadłego. U nas zadziałało odwracanie się tyłem i ignorowanie córki przez jakiś czas. Po kilku miesiącach - przychodzi sama z siebie i przeprasza i, co więcej, próbuje znaleźć odpowiedź, skąd takie zachowanie (byłam zmęczona / byłam głodna / zajmujesz się tylko małym (małym braciszkiem), a nie mną / tata kazał mi wkładać sukienkę przez głowę, a ja chciałam dołem ( ;)) / Amelka wyszła wcześniej i nie miałan się z kim bawić etc. Czyli nauka nazywania emocji, a kiedy złość rodzi agresją - natychmiastowe ścinanie. Dodam, że żadne kary ani nagrody nie działały; jakoś nam się udało to przepracować i wyplenić.
    Co do nieposłuszeństwa i "ja tu rządzę" - konsekwencja (jak robisz) i - w miarę możlwiośći i sił rodzica ;) - obracanie w żart ("tak tak, królowo, ja jednak zrobię swoje"; "ale masz śmieszną minę jak się tak wściekasz", albo "jestem twoją mamą i jeśli czegoś wymagam, to znaczy, że to jest ważne" (kontrowersyjne, ale w odniesieniu do małego dziecka jednak czasem trzeba "po żołniersku").
    A najbardziej pomaga cierpliwość i miłość.
    Rozgadałam się, a teraz sama chętnie przeczytam, co na te posty pani psycholog. Bo sama czasem się zastanawiam, co to będzie za 10 lat. ;)

    Jeszcze raz - wydaje mi się, że traktujesz syna nieadekwatnie do wieku (próbujesz z nim rozmawiać o jego zachowaniu, czy tylko go "ustawiasz" wg swojego planu dnia etc.? jak 2-3 latka). I jeszcze jedno:

    Myślę sobie też, że może syn jest Tobą po prostu... znudzony. To znaczy czasem z Tobą. Dla mojej córki coraz ważniejsi są rówieśnicy. Rodzice powoli schodzą na dalszy plan.
    BTW, jak to możliwe, że Wasz syn idzie do I klasy bez rocznego przygotowania "zerówkowego"?

    Pozdrawiam!
  • 05.03.11, 23:46
    Proszę o pompoc jestem mamą 6 letnich bliźniaków dziewczynki i chłopca.
    Mam problem z córką pyskuje kłamie histeryzuje nie da sobie nic wytłmaczyć
    Przez 4 lata mieszkaliśmy całą rodziną w Anglii w zeszłym roku w wakacje zostaweiliśmy dzieciaki w Polsce bo od wrzesnia zaczynały szkołe 1 klase a my z mężem zostaliśmy jeszcze 4 miesiące ze wzgłędu na prace.W grudniu wruciliśmy do Polski i znowu zamieszkaliśmy wszyscy razem.Po jakiś czasie zaczeły się problemy z Nicolą najpierw że w szkole niechcą się z nią bawić okazało się że córka wybiera sobie koleżanki z kim chce się dzisiaj bawić.Wytłumaczyliśmy jej z mężem że tak się nie robi bo sprawia tym innym przykrość a potem się dziwi że nikt nie chce się z nią bawić.Przez jakiś czas wszystko było dobrze a od jakiś 2-3 tygodni jakby ją diabeł opętał wychowawczyni zaczeła się skarżyć że robi się coraz gorsza chodzi po klasie w czasie lekcji znowu rozmowa tłumaczenie obiecała że to był ostani raz w domu napady histeri pyskówki mądrowanie kiedy mówie Nicola opanuj się uspokuj się nie płacz jest jeszcze gorzej rzucanie się kiedy dostaje kare do dostaje jakiegoś obłedu ona nie chce ona bedzie już grtzeczna ona się zmieni.Kiedy coś na broi wszyscy są winni tylko nie ona nie słucha nikogo prubóje rzadzić chce rzeby wszystko było tak jak ona chce kiedy tego nie dostaje to jest histeria.O jedna rzecz potrafi się pytać kilka razy na odpowiedz nie ale dlaczego ale ja musze cos powiedzić ale ja ciągle jest ale ja.Razem z mężem dosyć krótko trzymamy nasze dzieciaki ale dajemy im wszystko bardzo je kochamyale nie raz mam dosyć mam ochote wyjć z domu byle daleko ale to nie jest rozwiązanie.
    Nicola bardzo chciala chodzić na taniec więć ich zapisaliśmy chodza na hip hop pewno dnia mąż odebrał dzieciaki po zajęciach a pani instruktor skarżyłamsie na dzieciaki mieli próby w sali gdzie jest scena dzieciaki były na tej scenie pani kazała im z tej sceny zejść nie chciały więc pani ich ukarała że dopuki nie przeproszą nie mogą tańczyć Adrian syn i ich koleżanka przeprosili i mogli dalej tańczyć Nicola po chwili też przeprosiła ale sie na panią obraziła i powiedziała pani że jest wstrętna i nie tańczyła bo była obrażona ale później podobno za to przeprosiła jest mi za nią wstyd my jej tego nie uczymy skąd ona ma takie zachowanie nie wiem.
    Bardzop prosze o pomoc
  • 04.03.15, 01:27
    Bzdury ! Typowy, podręcznikowy sześciolatek... Zdrowo rozwijające się dziecko. Mamie życzę konsekwencji...
  • 15.02.11, 21:56
    Aha, jeszcze jedno: U nas jak córka chce chusteczkę, to sama ja sobie przynosi, jak chce pić - sama sobie bierze, jak chce włączyć płytę, sama wędruje po nią do szafki (oczywiście są sytuacje, kiedy ją wyręczamy, czyli pomagamy, ale zasadniczo wie, że rodzice nie są od przynieś, wynieś pozamiataj...)
    Może tu też jest przyczyna "nieszanowania"?
  • 15.02.11, 22:40
    zgadzam się z Ula-lo w całej rozciągłości, mam sześciolatka i pierwsze co mi przyszło do głowy, to to, że on ma Cię zwyczajnie dość. Nie traktuj tego jako cios w matczyne serce pełne miłości. On nie ma 2-3 lat. On ma 6 i potrzebuje mieć rówieśników, z którymi będzie się bawił, spierał, rywalizował, puszczał bąki i bekał, robił konkursy na najbrzydsze słowa i po prostu bawił się z kimś na jego poziomie wyobraźni i percepcji.Niestety albo stety, tak jest. A z mamą to już 'nie wypada', nie jest takie śmieszne i fajne. Nie da mu tego mama będąca z nim od 6 lat non stop kolor i najukochańszy tato aktywnie spędzający z nim każdą wolną chwilę. Każdy z nas ma jakąś swoją rolę w życiu dziecka a sześciolatek to istota już bardzo społeczna, jego świat nie kręci się li i tylko wokół mamy i taty. Myślę, że chcieliście dla niego bardzo dobrze ale chyba trochę przedobrzyliście, skrzydła są za nisko, małemu jest za ciasno.
    Czy przemyśleliście sprawę pójścia do pierwszej klasy? jesteś pewna że bez żadnych wcześniej zajęć edukacyjnych w grupie i z nauczycielką nie będzie mu za trudno? pewnie sobie poradzi, będzie musiał ale myślę, że będzie mu bardzo ciężko. A to, że nie chce z Tobą robić ćwiczeń to mnie absolutnie nie dziwi. Mój syn w domu nie robi absolutnie nic, w przedszkolu nie ma żadnych problemów. Pani każe, dzieci robią. Mama nie jest o zadawani ćwiczeń, jak mi kiedyś powiedział mój syn;-)też pyskaty ale nie aż tak jak Twój.
  • 15.02.11, 23:00
    jakie co konkretnie ogląda Twój syn w tv-jakie filmy/bajki/kanały dla dzieci i w jakie gry gra na kompie?
  • Gość: Mama Ada IP: 128.45.86.* 31.10.12, 12:19
    zgadzam się z przedmówczynią! wraz z rozwojem dziecku do szczęścia potrzebni są i inni, zaczyna się od mamy, taty, babci, dziadka, potem dochodzą ciocie, wujkowie, kuzyni i kuzynki, ale przychodzi czas, kiedy potrzebni są rówieśnicy, bo tylko tak świat naszego dziecka nie ulega przekoloryzowaniu... dziecku potrzebne są kłótnie z rówieśnikami, żeby umiał w przyszłości rozwiązywać konflikty, patrzenie na inne dzieci i rozmowa z nimi... odniosłam wrażenie, że postawiliście sobie za cel bycie perfekcyjnymi rodzicami, a perfekcyjnych rodziców nie ma... zawsze byłam za odcinaniem pępowiny stopniowo ale konsekwentnie, czyli żłobek, przedszkole, szkoła, zajęcia pozalekcyjne, przyjaciele itp. Trzymanie dziecka pod kloszem, organizowanie mu dnia to jakaś paranoja - dziecko też człowiek, należy mu się chwila nicnierobienia, zabawy z miśkami, samochodami, wtedy kiedy ma na to ochotę, a nie kiedy mama mu pozwoli... to jakaś chora nadopiekuńczość
    no ale nie prosiłaś o krytykę, a o radę...
    a rada jest taka: znajdź sobie inne zajęcie, bycie matką nie na okrągło ma swoje dobre strony, ale bardzo ogranicza nasz sposób postrzegania świata, jak już chcesz być konsekwentna to bądź, ale nie zawsze konsekwencja powinna iść w parze z rygorem, zamiast traktować dziecko jak żołnierza i mówić mu za ile ma śniadanie, zrób je i go zawołaj, takie ciągłe odliczanie minut doprowadza do skrętu kiszek, ja sama nie nawidze czegoś takiego, to jakby ciągle miał stać na baczność, bo już niedługo coś się zdarzy... wyluzujcie ludzie i dajcie dziecku być dzieckiem, a nie maszynką do spełniania Waszych poleceń... i zacznij od razu, nie czekaj aż mąż wróci z pracy!
  • 16.02.11, 03:32
    Nie chcę krakać, ale syn może mieć spore problemy z przestrzeganiem norm społecznych. Przedszkole to jest doskonały sposób nauki bycia w grupie. Juz danwo dowiedziono, że dzieci, które nie chodziły do rpzedszkola, w dorosłym zyciu maja dość duże problemy wynikające z braku umiejętności społecznych.

    Wybrałabym się do psychologa - może Wam coś doradzi. Bo mi to wygląda trochę tak, że trzymacie dziecko w złotej klatce.
  • Gość: gosc IP: *.mtl.aei.ca 21.04.13, 13:37
    to jakas bzdura, a co z okresem szkoly, tu sie juz zadnych "umiejetnosci spolecznych" nie zdobywa?
  • 16.02.11, 08:47
    Jeszcze jedno: "w tym czasie nic innego nie robi, marnuje czas np. leżąc na łóżku lub robiąc jakieś głupotki."
    Takie nicnierobienie absolutnie nie jest marnowaniem czasu. Każdy tego potrzebuje.
    Czy to nie jest tak, że Wasz syn jest jak niejaka księżniczka z "Księżniczki i żebraczki" (sorry, jesteśmy na etapie filmów z Barbie :P): sprząta się jej każdy pyłek sprzed nóg, organizuje w 100% czas, spełnia zachcianki/prośby, a ona ma grać na pianinie, edukować się i wykonywać prace różnorakie właściwe dla księżniczek (Wasze prace plastyczne i edukacyjne pod okiem mamy), ma być układna i śmiała, a nie daje ani chwili WOLNOŚCI i czasu na wydurnianie się z rówieśnikami (patrz post wyżej)?

    Czy Wasz syn jest otwarty i śmiały wobec rówieśników, czy tylko wobec dorosłych (piszesz o koncertach, występach), czy potrafi się odnaleźć w grupie, współpracować z dziećmi? Tak pytam, bo moja córka opornie rozwijała się społecznie, ale ona jest od 3 lat w przedszkolu/szkole i widzę, jak bardzo się zmieniła (na plus, choć produktem ubocznym są np.różne durne "rówieśnicze" zagrywki).
    To już takie krakanie na marginesie Twojego problemu - ale też bałabym się, czy 6-latek bez okrzesania w grupie poradzi sobie w I klasie?
  • 16.02.11, 10:16
    Wygląda na to, że dziecko ma serdecznie dość Ciebie i innych dorosłych, już dawno temu powinno chodzić do przedszkola i uczyć się interakcji z rówieśnikami.
    Za dużo tu rozmów, zaplanowanych co do minuty zajęć , pogadanek wychowawczych, za mało miejsca na normalne, spontaniczne dziecięce reakcje.
    Zrobiliście dziecku krzywdę trzymając je tyle lat w domu.
  • 16.02.11, 10:57
    podpisuje sie pod triss.
  • 16.02.11, 12:15
    Witam ponownie, postaram sie ustosunkowac do wypowiedzi, które tak licznie napłynęły.
    Bardzo dziękuję za odzedw, choć chyba nie wszystkie z Was potrafią uszanować moją decyzję dotyczącą nieposyłania dziecka do przedszkola. Oczywiście to osobny temat do dyskusji, nie o tym tu mowa. każdy rodzic posyła bądź nie swoje dziecko do pzredszkola wg własnych pzrekonań. Moje zdaje się są zupełnie inne niż niektórych z Was. Ja nie krytykuję Was, więc proszę o to samo.
    Wracają cod tematu.
    Wiem to że syn jest już znudzony byciem ze mną i wcale się nie dziwię, ja też już jestem troche zmęczona,czuję że czas na zmiany. Wiem że dziecku brakuje kontaktu z dziećmi, choć jak pisałam na początku syn uczęszcza na zajęcia, pozostaje pod opieką nauczycielki i nie mamy z nim problemów. Wręcz pzreciwnie, co jakiś czas dostajemy opinię na temat zachowańia, umiejętności od nauczycielki.Z tych opinii wynika że dziecko jest zaangażowane w zajęcia, chetnie współpracuje,przestrzega zasad, rozumie polecenia, są dzieci które lubi bardziej i są dzieci z którymi rozmawia, ale woli bawić się ze swoimi "przyjaciółmi".

    Do mmala6:
    Miłosz ogląda bajki głównie na kanale Boomerang, bądź dobranocki na TVP1, czy TV PLUS, Polonia, zalezy jakie bajki. Dwa razy w tygodniu ogląda Star Wars Gwiezdne wjny na cartoon network.
    Natomiast gry komputerowe, to gry edukacyjne typu bystrzak, seria płyt z grami z gazety rzeczpospolita (bolek i lolek, reksio itp), czasami włączam mu on-line Tom i Jerry lub skoki narciarskie, albo formuła 1 - czym się interesuje dziecko.

    DO eastern-strix:
    Chętnie poczytałabym jakiś artykuł na temat braku umiejętności społecznych wśród dzieci nieprzedszkolnych. Pierwszy raz słyszę o takich efektach ubocznych nieposyłania dziecka do pzredszkola. Nie zrozum mnie źle, z wykształcenia jestem socjologiem i interesuję się różnego typu badaniami. Dodam, że mąż, teść nie chodzili do przdszkola a jakoś wypaczeni społecznie nie są. Nie mają problemu z relacjami w grupie, sa lubiani (w pracy, wśród znajomych itd). Ja natomasi chodziłam do przedszkola i wiem, że przedszkole to szkoła pzretrwania dla dzieci. Owszem relacje z równieśnikami sa bardzo ważne i wiem że tego u nas brak. Tu gdzie mieszkamy nie mamy zbyt wielu znajomych, bo mieszkamy od niedawna. Synek ma kolegów na podwórku z którymi chętnie się bawi. Ostatnio spotkałam znajomą z córką w podobnym wieku, nasze dzieci się nie znały, ale bardzo szybko się zkolegowały i świetnie bawiły, aż synek nie chciał kończyć zabawy. (pomimo że to dziewcznka, to bawił się świetnie, a teraz ma fascynacje swojej płci i generalnie dziewczynki są "gorsze" - to podono w tym wieku norma...

    Jeśli chodzi o wizytę u psychologa:
    jutro jestesmy umówieni na testy sprawdzające przygotowanie szkolne w poradni psychologicznej - opowiem Wam jak był i jak dziecko wypadło.
    Na testy skierowała nas p. dyrektor ze szkoły do której zapisaliśmy dziecko.
    Cieszę się z tych testów, bo będe miała sumienie spokojne, jak go fachowiec oceni, bo wiadomo że mama to subiekywnie ocenia.
    Na postkaniu z p. dyrektor synek bezbędnie wykazał się wiedzą, rozwiązał wstęny test, porozmwiał. P. Dyrektor określiła jego poziom wiedzy jako bardzo wysoki, uswiadamiając nam że dzieci w I klasie dopiero uczą sie literek, a nasz syn będzie się nudził bo płynnie czyta.
    I tutaj chciałąbym abyscie wiedziały,że Miłosz sam poprzez zabawe pojął czytanie omijając czytanie sylabami. Zawsze był i jest ciekawy świata, dopytuje różnych rzeczy i szybko się uczy.
    Intelektualnie jest do przodu, a społecznie - mam nadzieje ocenią go podczas tych testów.

    Do ula-lo:
    Staram się z synkiem bardzo dużo rozmawiać, tłumacze że zamiast coś robic na siłę lepiej poprosić. Wczoraj wieczorem omówiliśmy obecną sytuację, że jest nie miło, że nam przykro, że widze że synkwi też źle. Widziałam, że Miłosz był przejęty, powiedzał ja się czuje, poradziłam co ma robić jak czuje że zaczyna się denerwować (niech namaluje swoje emocje, niech wali w gruchę bokserską, lub niech usiądzie w spokojnym miejscu i niech sobie policzy baranki, aż sie uspokoi, albo niech popatrzy przez okno - mi to pomaga). Zaplanowaliśmy sobie wczoraj wieczorem dzisiejszy dzień, określiłam czas śnaidania, obiadu itp. póki co jest dobrze, kiedy widze że jest mu cieżko i ma ochotę się wkurzyć, tłumacze żeby postarał się porozmawiac zamiast krzyczeć, żeby postarałsię być miły. Na razie mu to wychodzi i bardzo się cieszę, choć jeszcze nie koniec dnia.

    Miłosz jest z rocznika 2005r, więc we wrzesniu musi pójśc do zerówki pzry szkole bądź do I klasy. Wiem, że w zerówce będzie się nudził,niczego nowego się nie nauczy, a uwsteczni i może się znudzić do nauki.
    Poza tym zapisaliśmy dziecko do szkoły społecznej (prywatnej) gdzie w klasie jest max 14-16 dzieci, a po lekcjach zapewniona opieka do 16:00 jeśli dziecko wyrazi chęć uczestniczenia w kółkach pozalekcyjnych bądz będzie chciał bawić się na świetlicy.
    Mam nadzieje, że pozna w szkole kolegów z którymi będzie mógl czasami bawić się również w domu.
    I wracając do nicnierobienia, wiem że każdy czasami potzebuje poleniuchować, nic nie robić i marnować czas, ale ostatnio oprócz niecnierobienia nie nie dzieje się nic. Zero zabaw, tak jakby mu nie zależało na zabawie, nawet nowymi zabawkami. A kiedy juz uda nam się pobawić i synek się zabawi to nie chce kończyć. I właśnie najgorsze jest zachownaie dziecka przed zmianą jak amusi nastąpić,czyli przed wyjściem na dwór, przed skończeniem zabawy i pójsciem się myć (choć czas końćzenia zabawy jest wcześniej ustalony i dziecko nie jest postawione przed faktem).

    To tyle na prędko co mi się nasuwa jak czytam Wasze odpowiedzi.

    Na koniec uwaga do triss_merigold6:
    bardzo przykro zrobiło mi się czytając twoja wypowiedź, taki miałaś cel?
    Ja wiem, że czasami trudno spojrzeć prawdze w oczy i trzeźwo ocenić sytuację. NIe wszystkie dzieci chodzą do pzredszkola i jakoś nie sa z tego powodu kalekami.
    Ostatnio słyszałam że w sejmie przeszła ustawa o możliwości tworzenia prywatnych żłobków, ale odrzucono wzmianę o tym, aby informowano rodziców o krzywdzie jaka wyżądza się tym dziecku i jaki to ma wpływ na psychike i rozwój.
    Ciekawa jestem jakiego zdania są pzredszkolanki w pzredszkolach waszych dzieci, czy wszystkie oddałyby do przedszkola swoje dzieci?
    temat ten to morze, można wymieniać się zaletami i wadami, każdy z nas musi sam oceniać swoje dziecko i podejmować decyzję. Każdy ma swoje pzrekonania. Ale to nie oznacza że krzywdze własne dziecko. A może ty masz z tego powodu wyrzuty sumienia, albo może po prostu gdybyśmy pogadały ja mogłabym powiedzieć że krzywdzisz swoje dziecko... Jak byś ię poczuła.
    Przykro mi, obawiałam się że zostanę potępiona przez to że dziecko nie jest przedszkolakiem i tak się stało.
    pozdrawiam
  • 16.02.11, 12:25
    Miałam na celu próbę przekazania Ci, że prawie sześcioletnie dziecko się nudzi w domu, a Ty wyolbrzymiarz i absurdalnie analizujesz zupełnie normalne dziecięce reakcje.
    Odebrałaś to jako przykrość, wybacz ale to Twój problem, a nie mój. Jeśli każde zachowanie swojego dziecka odbierasz równie osobiście to właśnie tu szukaj źródła problemów. Swoich, nie dziecka.

    Etap socjalizacji z dziećmi na placyku zabaw to zaliczają roczniaki i dwulatki. Niemal sześciolatek - niezależnie od umiejętności czytania i poziomu wiedzy - potrzebuje GRUPY z jej różnorodnymi interakcjami i bardziej złożoną strukturą. Zajęcia dodatkowe zwłaszcza edukacyjne tego nie zastąpią.

    Mnie osobiście lotto, co sądzisz na mój temat, wyraziłam opinię dotyczącą sytuacji i jej przyczyn. Ja nie mam cienia wyrzutów sumienia z tego powodu, że moje dziecko miało niańkę, a potem poszło do żłobkoprzedszkola i przedszkola. Wręcz przeciwnie, z kolejnym dzieckiem mam zamiar zrobić tak samo.
  • 16.02.11, 12:25
    Jestes socjologiem i nie wiesz, ze dzieciom ta przedszkolna szkola przetrwania jest niezbedna do nauki relacji z rowiesnikami. Ze umiejetnosc zycia w spoleczenstwie wymaga treningu. Ze umiejetnosc czytania i pisania nie swiadczy o tym, jak dziecko sobie poradzi w szkole, zwlaszcza, gdy bedzie zmuszone przejsc przyspieszony turbokurs radzenia sobie w grupie rowiesniczej. Trzymalas dziecko pod kloszem, teraz banka peknie i niejedna lza sie poleje, nie raz lozko bedzie zsikane. Tak, skrzywdzilas dziecko, uniemozliwiajac mu trening spoleczny, a teraz dziecko bedzie cierpiec, rzucone na gleboka wode. Zupelnie niepotrzebne to bylo i jako socjolog powinnas to wiedziec. Swietnie pamietam, jak dzielilismy dzieci w podstawowce- na te, ktore chodzily do przedszkola i te nieprzystosowane spolecznie. Pisze z perspektywy dziecka. Swietnie bylo widac roznice miedzy dziecmi o przeszlosci przedszkolnej i tymi, ktore chowane byly po dkloszem, przez mamy, babcie i nianie.
    Brak doswiadczen przedszkolnych to dla dziecka kalectwo. naprawde.
  • 16.02.11, 12:49
    >>>> każdy rodzic posyła bądź nie swoje dziecko do pzredszkola wg własnych pzrekonań. Moje zdaje się są zupełnie inne niż niektórych z Was. Ja nie krytykuję Was, więc proszę o to samo. <<<

    Wybacz, ale chyba jesteś przewrażliwiona troszkę. Prosiłaś o opinię, więc część forumowiczek napisała, że ich zdaniem brak interackji z rówieśnikami i brak wychowania przedszkolnego powoduje takie a nie inne skutki. To nie jest krytyka, to jest inny punkt widzenia. Z brakiem szacunku nie ma to nic wspólnego.

    >>>> Z tych opinii wynika że dziecko jest zaangażowane w zajęcia, chetnie współpracuje,przestrzega zasad, rozumie polecenia, są dzieci które lubi bardziej i są dzieci z którymi rozmawia, ale woli bawić się ze swoimi "przyjaciółmi". <<<<

    No widzisz, czyli jednak pobyt wśród rówieśników ma na niego dobry wpływ.

    >>Chętnie poczytałabym jakiś artykuł na temat braku umiejętności społecznych wśród dzieci nieprzedszkolnych. Pierwszy raz słyszę o takich efektach ubocznych nieposyłania dziecka do pzredszkola. Nie zrozum mnie źle, z wykształcenia jestem socjologiem i interesuję się różnego typu badaniami. Dodam, że mąż, teść nie chodzili do przdszkola a jakoś wypaczeni społecznie nie są. <<<

    A czy mąż i teść byli jedynakami spędzajacymi całe dnie z mamami? Wybacz, ale nie sądzę. Na pewno też wiesz, że żadne badania nie dowodzą stuprocentowości danej korelacji, można jedynie wskazać pewne zależności.

    Jeśli chodzi o młodsze dzieci, to rzeczywiście, dwu- czy trzylatkowi przedszkole czasem bardziej szkodzi niż pomaga. Ale sześciolatek to już inna sprawa.

    Tu podaję linki (w jęz ang., bo po polsku nie znalazłam niestety):

    www.suite101.com/content/children-develop-social-skills-as-teenagers-even-without-siblings-a277637
    www.babycenter.com/0_learning-milestones-social-skills-kindergarten_72359.bc
    www.nncc.org/guidance/dc26_wo.friends1.html
    Skoro jednak synek dogaduje się z innymi dziećmi, to chyba nie jest tak źle... Z tym,że w szkole może być szok, bo okaże się, że są dzieci mądrzejsze, zdolniejsze, ładniejsze, lepiej ocenione itp. No i wtedy zobaczymy, jak sobie poradzi.

    Triss się nie przejmuj, nie zdarzyło mi się jeszcze przeczytać konstruktywnej porady Jej autorstwa ;) Na forum zachowuje się jak na ringu.
  • 16.02.11, 13:01
    mama_miloszka napisała:

    >> Bardzo dziękuję za odzedw, choć chyba nie wszystkie z Was potrafią uszanować mo
    > ją decyzję dotyczącą nieposyłania dziecka do przedszkola. Oczywiście to osobny
    > temat do dyskusji, nie o tym tu mowa. każdy rodzic posyła bądź nie swoje dzieck
    > o do pzredszkola wg własnych pzrekonań.


    No wlasnie, przekonania mozesz miec, jakie chcesz. Ale przekonania to jedno,a potrzeby dziecka to drugie i wcale nie musza byc ze soba zbiezne. I w tym przypadku tak wlasnie jest.
    A tak, BTW, pamietam ze swojej szkoly, a propos podzialu dzieci na bylych przedszkolakow i osoby nieprzystosowane spolecznie, to nie-przedszkolaki twardo wmawialy wszystkim naokolo, ze zadnej traumy, ze swietnie sie czuja i swietnie sobie radza (to bylo ich subiektywne przekonanie), podczas gdy ocena grupy rowiesniczej byla zupelnie inna- dzieci niechodzace do przedszkola mialy latwo zauwazalne problemy z adaptacja, umiejetnoscia pojscia na kompromisy, uznania zasad obowiazujacych w grupie, zwykle byly bardziej egoistyczne i nastawione na zaspokajanie wylacznie wlasnych potrzeb, na myslenie "ja, mnie, moje". Nie umialy sie dzielic ani czekac na swoja kolej. Tak wygladal przecietny nie-przedszkolak w podstawowce. I pozniej tez.
  • 16.02.11, 13:13
    Tłumienie każdego przejawu zachowań, które pani matka uważa za agresywne, jest skazywaniem chłopca na porażki wśród rówieśników. Dzieci część problemów rozwiązują drogą siłową, a nie poprzez uprzejme negocjacje, a popychanie się, przewracanie, siłowanie etc. jest między chłopcami najzupełniej normalne. Ten, który tego nie potrafi i nie potrafi odpowiednio do sytuacji reagować, spada na dół hierarchii grupowej.
    Pani matka jako socjolog powinna o tym wiedzieć.
  • 16.02.11, 13:19
    i wlasnie dlatego dziecko mialo pojsc do przedszkola, niezaleznie od przekonan pani matki- zeby trenowac rozwiazywanie konfliktow z rowiesnikami, metodami pokojowymi i mniej pokojowymi.
    tego od siedzenia z nawet najbardziej ofiarna i najlepsza matka dziecko sie nie nauczy.
  • Gość: monika IP: *.ip.jarsat.pl 02.03.11, 10:22
    pamietam z przedszkola, ze od razu mozna bylo poznac dzieci, kotre siedzialy w domu przy mamuni, ryczaly przy rozstaniu, sikaly w pieluchy, nie dzielily sie zabawkami i ciagle pchaly sie do pan. i wmawialy nam, ze nie sa miekimi bulami. pamietam te dyskuzje w grupie rowniesniczej. tak wygladal przecietny nie-zlobkowicz, na stuidach jeszcze ich rozpoznawalam

    ogolnie wesoly komentarz o tych przedszkolakach, a szczegolnie wesoly dobor slow ;-)))))
  • 02.03.11, 13:07
    Prosiłaś o pomoc - to ją otrzymałaś - takie przynajmniej odniosłam wrażenie. Piszesz, że prosisz o nie krytykowanie Cię - nie odczułam, aby któraś z matek Cię krytykowała. Każda z osób wyraziła swoje zdanie, bo chyba o to ci chodziło. Nie napisałaś też powodów Waszej decyzji nie posyłania dziecka do przedszkola - jeśli możesz to napisz dlaczego tak uznaliście z mężem. Z tego, jak sie zachowuje Twoje dziecko, wynika, że syn się "dusi" w domu z powodu takiego monitorowanego wychowania, w towarzystwie rówieśników wyrażnie "odżywa" a Ciebie traktuje jako osobę "przynieś, wynieś, podaj". To już rozumne dziecko, które potrafi samo się sobą zająć.
    --
    Kuba-moje słonko
  • 16.02.11, 13:34
    Dziękuję wam wszystkim za zimny prysznic, dowiedziałam się wiele, strasznie skrzywdziłam swoje dziecko, nie wiem jak sobie z tym poradzę, to straszna porażka...
    Proponuję skończyć ta dyskusję, bo nie sądziłam, że przybieże taki obórt. Liczyłam bardziej na porade pani psycholog i osób mających pojecie od strony psychologii.
    Gratuluje mamie która posłała dziecko do niańki, żłobkoprzedszkola i przedszkola. mam nadzieję, że kiedyś to zaowocuje wspaniałą wiezią między wami. Myślę że jednak bronisz swojej postawy poprzez krytyke mojej, ale nic to.
    Jeszcze raz dziękuję za wszystkie wpisy.
    Pozdrawiam i miłego dnia



  • Gość: ewag12 IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.02.11, 13:56
    Daj spokój to jest TYLKO forum. Nie bierz tego tak do siebie, nie przejmuj się.

    Ale twardy tyłek trzeba mieć wiem, wiem

    Jeszcze pare lat na edziecku i sie przyzwyczaisz :)
  • 16.02.11, 14:03
    Myślę, że przekleństwem tego forum jest widzenie świata w kategoriach czarno-białych.

    Z jednej strony mamy chowanie dziecka pod przysłowiowym kloszem, z drugiej żłobek, przedszkole od 3 roku życia itp. To są dwie skrajne postawy a prawda i dobro dziecka leży gdzieś pośrodku. Co wyrządzi krzywdę dwu- albo trzylatkowi, dla sześciolatka może być zbawienne.

    Ja też czekam na opinię Pani ekspert, bo to interesujące zagadnienie.
  • 21.12.11, 20:58
    No ale problem pozostał...Uważasz, że wszystkiemu winien jest Twój "zły" synek? Skąd wziął się problem, którym zechciałaś podzielić się na forum? Na co liczyłaś pisząc o nim? Powinnaś poszukać wsparcia psychologicznego nie na forum, a w rzeczywistości.
  • Gość: ewag12 IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.02.11, 13:51
    Mój syn skończył we wrześniu 6 lat. Gdy miał 5 lat poszedł do przedszkola - mielismy z tym spory kłopot niestety bo bardzo płakał, nie chciał tam chodzić, nie za bardzo mu sie tam podobało. W tym roku od września jest w szkolnej zerówce. I czuje sie tam znakomicie, któregos dnia nawet podszedł do mnie i powiedział że dziękuje mi, że nie zrezygnowałam wtedy z tego przedszkola, że się nie poddaliśmy bo teraz ciężko by mu było odnaleść sie w tej grupie. Można powiedzieć że 3/4 dzieci z jego grupy przedszkolenej przeszło do tej grupy zerówkowej w szkole.
    Szczerze przyznam, że nie potrafiłabym zorganizować mu tak konstruktywnie czasu szesciolatkowi jak panie w zerówce. Nie wierze oczywiście w to, że ten czas jest w 100% wykorzystany jedynie właściwie ale napewno w dużej mierze. Bo jest tam w grupie której ja mu w domu nie jestem w stanie stworzyć i zastąpić. Są zasady, jakiś harmonogram konkretnych zadań do opracowania. No i są koledzy.... przepada za nimi poprostu. Ostatnio gdy chorował przez 2 tygodnie ( litości) to pod koniec tego chorowania oglądał tv stojąc na głowie z nudów, albo leżąc na kanapie do góry nogami. Albo chodząc po mieszkaniu nie dotykając stopami podłogi... I z ulgą (moją największą :)) poszedł do szkoły. No ale przed wszystkim kłóciliśmy sie poprostu, dochodziło do spięć bo ma faze teraz obrażania się o byle co. I to obraża się śmiertelnie. Takie przebywanie ze sobą niemal przez 24 godziny na dobę nie służy nam najwyraźniej. Kiedyś nie sprawiałoby nam to pewnie problemu - teraz bardziej potrzebuje juz kontaktu z rówieśnikami, lubi chodzić na ju-itsu, na angielski.
    Nam szkoła i stały, regularny kontakt z dziećmi, wbrew temu co było na początku czyli odmowie chodzenia do przedszkola wyszedł akurat na dobre.


    Wam tez sie to wszystko ułoży i unormuje jak odpoczniecie troche od siebie.

    Pozdrawiam i powodzenia.

  • 01.03.11, 22:45
    Pozwolę sobie podnieść wątek.
    Szkoda, że pani ekspert nie wypowiedziała się tutaj, bo temat ciekawy...
  • Gość: Anna IP: 80.50.81.* 02.03.11, 08:51
    Mam wrażenie, że gdyby szkoła nie była obowiązkowa to zatrzymałabyś syna w domu i uczyła go sama.
  • 02.03.11, 09:17
    Mysle ze zachowanie dziecka zwiazane sa wyparciem agresji i wrogosci.
    On sie nie zgadza z tym ze wszystko musi byc na czas. Uwaza ze to jest
    to dzialanie przeciwko niemu i budzi w nim wrogosc i agresje.
    On nie chce byc wrogo nastawionym ani agresywnym do ciebie, za bardzo
    ciebie kocha. Byc moze rowniez nie wierzy w to ze moze zmienic twoja
    opinie.
    W takiej sytuacji wyparcie wydaje sie byc najprostsza i najlatwiejsza droga
    do natychmiastowego uspokojenia siebie.
    Niestedy oderwana od kontekstu wrogosc burzy sie w postaci afektu
    wybuchowego ktory jest o wiele silniejszy kiedy jest izolowany i moze
    przybierac fantastyczne rozmiary.
    Niewyparta, zdrowa agresja jest nieodzowna czescia kontakow ludzkich,
    bez niej kontakty ulegaja zahamowaniu albo staja sie antyspoleczne.
    Kiedy agresja zostaje wyparta wtedy zamienia sie w przemoc i moze
    dotyczyc nie tylko ciebie ale i innych.
    Mysle ze warto dac dziecku mozliwosc wypowiedzenia tego co mu
    przeszkadza ale oznacza to koniecznosc brania pod uwage tego co mowi
    i szukania akceptowalnych kompromisow przez obie strony.
    Serdeczne pozdrowienia.
  • Gość: domza2 IP: *.rzeszow.vectranet.pl 02.03.11, 12:57
    MNie też uderzyło to, że wszystko u was jest na czas, czas przewidziany na śniadanie, obiad, ... sporo tego. Trochę jakby w przedszkolu, a przecież w domu. Przedszkolne wychowanie daje dziecku także (oprócz oczywistych zalet, zajęć, rozwoju społecznego, psycho-ruchowego etc.) ustrukturyzowanie dnia, dzięki któremu maluch w przedszkolu pracuje, a w domu odpoczywa. To ważne dla tak dużego dziecka. Uczy się również niejako podziału wydatkowania swojej energii, dzięki czemu w szkole jest w stanie pracować w określonych godzinach, by w domu odpoczywać.
    A on nie ma ani pracy, ani odpoczynku. Jest po prostu za duży na siedzenie w domu.

    Hmm, przypominasz mi moją mamę, idealistkę, perfekcjonistkę, która dla wychowania dzieci zrezygnowała z pracy. Mimo, że chodziłam do przedszkola, nie poiwiem, jak ciążyła mi ciagła uwaga mamy skupiona na mnie i siostrze. Za dużo uwagi, miłości jest tak samo zgubne co braki. Uwaga , której potrzebuje roczniak, już 3-latkowi zaczyna ciążyć. Myślę, że mądry rodzic to ten , który potrafi rozwijać się,. zająć się sobą, swoją pracą, zainteresowaniami. Który nie jest DLA dziecka, ale Z dzieckiem, a to ogromna różnica. Moim zdaniem musisz odciążyć syna, dać mu oddychać, podejmować także własne decyzje, za które weźmie odpowiedzialność i... nie podawać mu co chwila czegoś do rączek, bo umie sobie już wziąć sam.pozdr
  • 02.03.11, 13:08
    Prosiłaś o pomoc - to ją otrzymałaś - takie przynajmniej odniosłam wrażenie. Piszesz, że prosisz o nie krytykowanie Cię - nie odczułam, aby któraś z matek Cię krytykowała. Każda z osób wyraziła swoje zdanie, bo chyba o to ci chodziło. Nie napisałaś też powodów Waszej decyzji nie posyłania dziecka do przedszkola - jeśli możesz to napisz dlaczego tak uznaliście z mężem. Z tego, jak sie zachowuje Twoje dziecko, wynika, że syn się "dusi" w domu z powodu takiego monitorowanego wychowania, w towarzystwie rówieśników wyrażnie "odżywa" a Ciebie traktuje jako osobę "przynieś, wynieś, podaj". To już rozumne dziecko, które potrafi samo się sobą zająć.

    --
    Kuba-moje słonko
  • 09.03.11, 22:22
    W odpowiedzi: zdecydowaliśmy się z mężem nie posyłać dziecka do przedszkola, bo wg nas:
    1. przedszkole jest szkołą przetrwania dla takich 3letnich maluchów, a Miłosz jest wrażliwym dzieckiem i byłoby mu cieżko odnaleźć się w przedszkolu;
    2. przedszkole poza kontaktem z rówieśnikami nie daje dziecku nic dobrego. 3 latkowi nie potrzebni koledzy tylko mama, poczucie bezpieczeństwa, starszemu dziecku koledzy potrzebni jak najbardziej;
    3. uznaliśmy że zajęcia 2-3 godzinne przedpołudniowe w grupie rówieśników wystarczą naszemu dziecku,
    4. ja nie pracuje i mogłam poświęcić ten czas dziecku, z czego jestem dumna;
    5. nie chcieliśmy by nasz syn jadł posiłki przyżadzane w przedszkolu. wiem wiem, może uważacie że przesadzam, ale mam swój pogląd na temat zdrowego odżywiania i nie będę rozwijała tematu.

    Z grubsza to podstawowe argumenty, wiadomo że każde dziecko jest inne i to co dla jednego jest złe, dla drugiego zbawienne.
    Jest jeszcze jedna kwestia: jako mama niepracujaca i tak bym nie dostała miejsca dla dziecka np. w wieku 4 czy 5 lat (kiedy Miłosz osiągnął gotowość uczęszczania powiedzmy do przedzkola). W naszym mieście pierwszeństwo nalezy się matkom samotnym, rodzicom pracującym itd. A tym bardziej w późniejszym wieku dziecka, które miałoby dołączyć do grupy...
    Dodam jeszcze że Miłosz uczęszczał na zajęcia pzredszkolne na 2-3 godziny, jedyni eobecnie miał zastój, bo nie udało się utworzyć grupy takich nieprzedszkolnych dzieci. DO zerwóki szkolnej nie chciałam go posyłać, bo i tak by się tam nudził. Obecnie jesteśmy po testach psychologicznych w poradni psychologicznej i pani psycholog zasugerowała że MIłosz w I-j klasie też będzie się nudzł, gdyż jest bardzo rozwinięty. Zasugerowała II klasę od razu, ale nie skorzystamy.

    W odpowiedzi na sugestię której z mam:
    Od wrzesnia Miłosz idzie do I-j klasy, do społecznej szkoły, gdzie w klasie jest max 14-16 dzieci. Droga Mamo, istnieje coś takiego jak nauczanie domowe, co oznacza zwolnienie dziecka z uczęszczania do szkoły i nauczanie przez rodziców w domu. Więc wcale nie musze posyłać synka do szkoły, ale chcę. Bo wbrew pozorom mi rónież zalezy na tym by dziecko miało kontakt z dziećmi i uczestniczłyo w grupie społecznej. Mam nadzieję, że nie będzie miało gorszego startu od dzieci przedszkolnych tylko dlatego, że nie myło zębów wspólnie z maluchami w przedszkolu, nie leżakowało, nie jadło w pzredszkolu.


    Szkoda że P. Psycholog nie wypowiada się na ten temat, też jestem ciekawa jej opinii, na której najbardziej mi zalezy. Na zakończenie wspomnę tylko, coś co mnie zadziwiło podczas spotkania z psychologiem w poradni psychologicznej. Kiedy opowiedziałam o tym, że dziecko nie chodzi do przedszkola, o tym jak wygląda nasz dzieć (tydzień) w domu, P. psycholog powiedziała tylko jedno zdanie: "robicie Państwo cos co jest najlepsze dla dziecka, a zwłaszcza jeśli tym dzieckiem jest wrażliwy chłopiec".
    Dało mi to do myślenia, bo po dyskusji na tym forum poczułam sie jak wyrodna maka, która robi dziecku wielką krzywdę i wychowuje na kalekę.
    Tym bardziej jestem ciekawa opinii p. psycholog na tym forum

    pozdrawiam


  • Gość: gość IP: *.internetia.net.pl 09.03.11, 23:34
    są jeszcze przedszkola prywatne, do których można zapisać dziecko w każdej chwili, przynosić własne jedzenie, w których dziecko może przebywać 5-6 godzin dziennie a nie 10- ale jednak być w przedszkolu
    no ale czasu się nie cofnie
    ja do przedszkola nie chodziłam i do tej pory miewam problemy w kontaktach społecznych-obawiam się, że mimo iż posyłacie syna do szkoły społecznej, z mniejszymi klasami itd. to i tak dostanie wycisk i przejdzie bardzo trudne momenty
  • 10.03.11, 12:34
    Ja natomiast chodziłam do pzredszkola i miło go nie wspominam, wręcz odwrotnie, pamiętam niechęć do leżakowania, zupy do których mnie zmuszano i wiele innych. Bycie przedszkolakiem wcale mi nie pomogło w kontaktach społecznych. Nie jestem jedynaczką, nie mam problemów z nawiązywaniem kontaktów, lecz mimo to jestem dośc skryta i wolę spędzać czas w domu w gronie rodziny, niż z koleżankami, znajmomymi na imprezach.
    Natomiast mój mąż - choć również nie jedynak a tak jak ja domator - nie chodził do pzredszkola. Z perspektywy czasu widze że jest bardziej towarzyski niż ja, lubią go w gronie znajomych, jest duszą towarzyską, w pracy też się z nim liczą i zabiegają o kontakt.
    Co więcej kiedyś w oparciu o jakieś badania socjologiczne, zaczęłam analizować pewną zależność: dzieci nie przedszkolne są bardziej samodzielne, odważne i niezależne, zaś przedszkolaki niezdecydowane, zagubione i szukające wsparcia przy najmniejszych choćby wyborach. I akurat wprzypadku moim i męża to się sprawdza. Więc może coś w tym jest?
    Wydaje mi się, że w naszym kraju wciąż przedszkole jest uwazane za 8 cud świata, za rarytas. A prawda jest taka, że instytucja przedszkola została powołana do tego by kobiety poszły do pracy, nikt się nie liczy z tym co lepsze dla dziecka. Podobnie ma się ustawa żłobkowa jaka wchodzi w życie. Już niedługo każdy będzie mógł założyć sobie klub malucha (mini żłobek), wystarczy 15m kw. Nie potrzebne wykształcenie, zaplecze sanitarne i inne wymogi. A dlaczego odrzucono zapis w ustawie, jaki był proponowany aby rodzic przed psłaniem dziecka do takich placóek był informowany jaki to ma wpływ na dziecko?
    Jak świat światem każdy swoje chwali, medal ma dwie strony itd. Posyłacie dzieci do przedszkola i uważacie że jest cudnie, żłobkowe dzieci też mają raj na ziemi - nie wierzę! A niania, to bardzo różnie, sama widze niańki na swoim nowym osiedlu, gdzie pełno małuych dzieci, niańka niańce nie róna. Jedna siedzi na ławce i plotkuje z innymi niańkami a jedna bawi się faktycznie i zajmuje dzieckiem.
    W wątku tym bardziej chodziło mi o poruszenie wątku buntu u dziecka 6 letniego, o którym wiele czytam w literaturze. Nie zalezało mi na tłumaczeniu się i odbieraniu ataków dotyczących przedszkola.
    Ja z moi dzieckiem robię wiele rzeczy nie tylko steteczne zabawy pastyczne. Bawimy sie, wygłupiamy, chodzimy do kina, bajkolandów, do teatru na dziecięce pzredstawienia, na koncerty, na podwórko gdzie uwiebia się Miłosz bawić z dziećmi. Ale w tym wszystkim jest czas również na obowiązki typu mycie zębów, śniadanie, prace plastyczne, czy zadania edukacyjne, które wasze dzieci też robią (czy chcą czy nie) w przedszkolu.
    Pozwalam się dziecku nudzić i nic nie robić, ale zastanawia mnie to że czasami nic poza marnowaniem czasu się nie dzieje, prócz jedynie dokuczania rodzcom, by wywołać nerwy i reakcję gniewu u nas? - Zastanawiam się czy o to chodzi. Bo gdy nie reaguję i jestem spokojna na zaczepy to synkowi mija i jest ok. Bawimy się dalej i jest fajnie.
    Wątek ten miał dotyczyć bardziej buntu 6 latka. A czy wasze 6 latki pzredszklne nie przechodza buntu? Takie różowe życie macie z nimi? Jak to jest? Ile czasu dziennie spędzacie razem, jak to wyglada?
    pozdrawiam
  • Gość: Gosc_I IP: *.183.183.219.dsl.dynamic.eranet.pl 10.03.11, 20:41
    Mamo Miłosza, moje dziecko chodzi do przedszkola prywatnego 5-6 h dziennie (grupa 12-16 osob). Mały jest BARDZO wrazliwy, do tego prowadzimy terapie SI i uwierz mi, ze pozytywy z przedszkola są ogromne. Ja tez wolalam miec dziecko przy sobie, karmilam piersia prawie dwa lata, chcialam byc z nim w domu - zeby dac dziecku jak najwiecej. Ale teraz wiem, ze poslanie go przedszkola bylo jedną z lepszych decyzji jakie podjelam. Płakałam jak bobr jak poszedl do przedszkola, mialam wrazenie, ze robie mu krzywde. Ale młody byl totalnie aspołeczny i to był powód, ze przetrwalismy. Teraz jak choruje to nie moze sie doczekac zeby isc do przedszkola, do dzieci. Szanuje twoją decyzje odnosnie przedszkola, jednak teraz postaraj sie zintensyfikowac zajecia z dziecmi. Mozliwe, ze Twoje dziecko przechodzi taki okres, ze potrzebuje rowiesnikow akurat teraz. Trzymam kciuki. I zrozum troche dziewczyny, bo jezeli ktos widzi jakie są pozytywy to o nich mowi/pisze, ty widzisz swoje pozytywy i tyle. Pozdrawiam
  • 10.03.11, 21:51
    Też szukałam przedszkola w którym mogłabym zostawić dziecko na 4-5 godzin.
    Mi w jednym pzredszkolu zaproponowano 600zł, przy założeniu że i tak nie mogę podjąć pracy - to trochę kosmiczne obciążenie budżetu domowego.
    A w jakim mieście mieszkasz? Jeśli wolno spytać? Ile płacisz za ten czas dziecka w przedszkolu?
    Pozdrawiam
  • Gość: Gosc_I IP: *.183.168.90.dsl.dynamic.eranet.pl 11.03.11, 22:16
    Przedszkole w Szczecinie, kosztuje sporo, jednak ja pracuje na 1/2 etatu.
    Są przedszkola, w ktorych mozesz zostawic dziecko np. n 4 h - 2 razy w tygodniu. Obciazenie byloby mniejsze. Pozdrawiam
  • 12.03.11, 05:00
    Ja akurat nie uwazam, zeby niechodzenie do przedszkola bylo najwieksza tragedia, jezeli dziecko ma czesty kontakt z dziecmi. Byc moze Wasz syn potrzebuje troche wiecej tych kontaktow, bo jest coraz starszy, usamodzielnia sie a z mama sie nudzi. Warto zaprosic mu kolege, dac im wolna reke, nie wtracac sie za bardzo, niech robia co chca.
    Przyznaje mam w domu szesciolatka, ale dzieki Bogu buntu nie przechodzi, moze wszystko przede mna, bo tez slyszalam, ze jest cos takiego. Hmm, ale sytuacja typu szesciolatek "zbije mame" jest nie do przyjecia. Moze on wrecz domaga sie swoja agresja, krzykami, wchodzeniem w droge, zeby pokazac mu kto tu rzadzi. Potrzebuje jasno postawionych granic. Powinien miec troche stracha. Ma moze za duzo glaskania i milego tlumaczenia. Moze jest zbyt rozpieszczony. Gdyby moj mnie uderzyl albo serwowal mi tekstu "wynos sie albo glupia jestes", to ja bym mu bardzo groznie i stanowczo powiedziala, ze powiedzial tak do mnie ostatni raz. Moj syn dobrze wie, ze mama jest kochana, ale potrafi tez inaczej, surowo i konkretnie. Nie jestem brutalka, nie stosuje tez bicia, ale dziecko zna swoje granice: "Nie rozmawiamy ze soba w ten sposob. Nie zycze sobie takiego zachowania".
    Poza tym zostawilabym go troche w spokoju z regulkami, zadaniami, wszystkim na czas. Niech sobie poleniuchuje, tez se czasem lubie bez sensu polezec na lozku. W koncu kazdy ma do tego prawo. Przestan sie go ciagle czepiac a jednoczesnie pozwoj mu na troche wiecej samodzielnosci ;)
  • 09.03.11, 23:39
    zwłaszcza jeśli tym dzieckiem j
    > est wrażliwy chłopiec".
    A pani psycholog widziała go w akcji? W akcji typu wyzywanie i bicie mamy?
    Być może masz za duże oczekiwania względem niego i za bardzo go ograniczasz- dzieci potrzebują marnować czas i robić jakieś głupotki. Czy jeśli nie chciał czegoś robić, przyjmowałaś jego 'nie' do wiadomości? Może on musi zrobić aferę, żebyś zauważyła, że on czegoś nie chce i pozwoliła mu na 'marnowanie czasu'. Poza tym nie mogę oprzeć się wrażeniu, że dzieci w tym wieku muszą się czasem rozładować fizycznie czy nawet posiłować z kolegami - a ty mu proponujesz jakieś statyczne zajęcia edukacyjne. A on po prostu potrzebowałby się posiłować ze swoim najlepszym kumplem...
    Poza tym twój syn jest jedynakiem, ty zaś matką - mam wrażenie - całkowicie na nim skoncentrowaną - jesteś jego zasobem naturalnym, z którego przywykł korzystać. Zaś dobra łatwo dostępne tracą na wartości.

    --
    - Kwadrat z jednym kątem zaokrąglonym, trójkąt niedorysowany do końca, dwa końce koła schodzą się jak w spirali. Najmniejszy kłopot dzieci miały z krzyżem, ale to już nawet trzylatek potrafi
  • 12.03.11, 23:26
    mama_miloszka napisała:

    > > 1. przedszkole jest szkołą przetrwania dla takich 3letnich maluchów, a Miłosz
    > jest wrażliwym dzieckiem i byłoby mu cieżko odnaleźć się w przedszkolu;

    a skad wiesz, jesli nie probowaliscie?

    > 2. przedszkole poza kontaktem z rówieśnikami nie daje dziecku nic dobrego. 3 la
    > tkowi nie potrzebni koledzy tylko mama, poczucie bezpieczeństwa, starszemu dzie
    > cku koledzy potrzebni jak najbardziej;


    No to masz starsze dziecko. I dalej nie posylasz do przedszkola.
    Dziecku potrzebne jest towarzystwo rowiesnicze, a nie mama non stop. On mama, za przeproszeniem, rzyga ( z nadmiaru) i stad takie, a nie inne jego reakcje, zachowanie. Trzymasz go jak kwoka pod kloszem, osaczasz z kazdej strony, nie pozwalasz mu na jakakolwiek samodzielnosc. Potrafisz dziecko zaglaskac na smierc.

    > 3. uznaliśmy że zajęcia 2-3 godzinne przedpołudniowe w grupie rówieśników wysta
    > rczą naszemu dziecku,

    no to widac nie wystarczaja


    > 4. ja nie pracuje i mogłam poświęcić ten czas dziecku, z czego jestem dumna;

    a ja uwazam, ze w ten sposob dziecko otrzymuje demoralizujacy obraz rodziny,w ktorej dorosla, pelnosprawna osoba nie pracuje ( jest pasozytem) i jest z tego dumna.

    > Dało mi to do myślenia, bo po dyskusji na tym forum poczułam sie jak wyrodna ma
    > ka, która robi dziecku wielką krzywdę i wychowuje na kalekę.

    a tak nie jest?
    I czy tej wrazliwosci nie wmawiacie dziecku, zwlaszcza usuwajac mu kazdy pylek spod nog, zeby sie bron, Boze, nie potknelo i nie zranilo?
    Zycie wymaga rowniez treningu radzenia sobie ze stresem. Stresem adekwatnym do wieku. Wy na razie staracie sie dziecko histerycznie chronic przed jakimkolwiek stresem, z ktorym wczesniej czy pozniej i tak trzeba bedzie sie zmierzyc. Ale wtedy wielkosc owego stresu moze po prostu przytloczyc dziecko, bo nigdy nie mialo okazji stawic mu czola. Mysle, ze obecne zachowanie dziecka jest tego przykladem. Brak stresu to rowniez duze obciazenie, dziecko czuje, ze cos sie nie zgadza, ze czegos mu brakuje do kompletu zyciowych doswiadczen.
    Zamiast pozwolic dziecku nauke plywania od prob taplania sie na plyciznie, trzymaliscie je histerycznie z dala od wody, zeby bron, Boze, stopy nie zamoczylo, a teraz zamierzacie wrzucic dziecko na gleboka wode, oczekujac , ze od razu przeplynie 200 metrow.
    Tak to wyglada.
  • Gość: wiki IP: 193.138.110.* 15.04.12, 23:56
    Moja córka kończy wkrótce 6 lat. Mimo, że chodziła do żłobka (po skończeniu 2 lat), a potem przedszkola, nie zauważyłam u niej specjalnych oznak buntu 6 latka. Bunt 2 latka był dotkliwy choć krótki (jeszcze przed żłobkiem), ale od tego czasu nie było problemów. Córka nigdy nie odezwała się do nas używając "brzydkich słów" mimo, że nam z mężem czasem się coś wymsknie (tłumaczymy, że mama/tata brzydko powiedziała/a i nie powinno się tak mówić). Córka zawsze dobrze sobie radziła w grupie i jest bardzo lubiana. Miło nam słyszeć od rodziców dzieci, że cieszą się, że córka koleguje się z ich dziećmi bo dzięki temu zaczęły chętniej chodzić do przedszkola. Jest odważna, chętnie się uczy różnych nowych aktywności - ostatnio pisania i czytania (sama - bez mojej pomocy). Jeśli chodzi o odżywianie - moje dziecko nie je chipsów, pizzy, frytek,nie pije coli bo mówi, że niezdrowe. Kontakty z kolegami i koleżankami są ważne, rodzice też, tylko my pełnimy inną rolę niż rówieśnicy. Porządkujemy, ustawiamy i tłumaczymy jej życie. Dla mnie najważniejsze jest, że córka jest radosna i zadowolona z życia. Staram się również aby nie przesadzała z telewizją i grami. Tłumaczymy co jest głupie albo niebezpieczne. Tak postrzegamy rolę rodziców. Uważam, że przedszkole jest ważne, ale umówmy się, to chodzenie/nie chodzenie do przedszkola nie przesadza o przyszłości dzieci. Różne sytuacje powodują różne problemy, ale trzeba je rozwiązywać i tyle.
    Wydaje się, że bardzo zależy Ci na szczęściu Twojego dziecka, więc z pewnością opanujecie i ten kryzys i ewentualne problemy w szkole.
  • Gość: mamajasia IP: 195.8.217.* 12.03.11, 13:48
    Moim zdaniem synek jest jesdnak troszke rozpieszczony, a Ty nie do konca jestes konsekwntna.
    Poza tym rzeczywiscie wedlug mnie postawiliscie na rozwoj intelektualny i mzuyczny, ale po drodze zgubil sie gdzies rozowj emocjonalny i ruchowy.
    Jesli nie chcialas posylac dziecka do p-kola, moze teraz warto poslac go na lekcje plywnaie, jakis treningi karate, pilke nozna, etc, zeby synek mial sie gdzie wybiegac, rywalizowac z kolegami, nauczyc wspolpracy w grupie, etc.

    Sama widze po moim synku ( lat 4),ze jak nie chodzi do przedszkola tylko np. 2 tyg siediz w domu , jak jest chory, to po tygodniu dostaje tzw. glupawki. Potrafi byc halasliwy, wymuszac rozne rzeczy, biega , skacze, gorzej reaguje na moje polecenia czy prosby. Zupelnie inaczej sytuacja wyglada , jak synek chodzi do p-kola. Po poludniu , po zajeciach jest wybiegany, wybawiony, mozna z nim wieczorkiem pograc w gry, poczytac , porozwiazywac rozne ksiazeczki edukacyjne, etc. Wykonuje polecenia bez sprzeciwow, etc.
    A w przedszkolu ma wiele zajec edukacyjnych - dodatkowych, tance, gimnastyka, anigielski, rytmika, plastyka, takze wedlug mnie rozwoj jego jest o wiele wiekszy niz gdyby siedzial ze mna, bo ja mu bym nie zapewnila tylu atrackcji co przedszkole.
    Nie bede oceniac Twojej decyzji o nie poslaniu synka do przedszkola, ale rzeczywiscie uwazam, ze wiecej kontaktu z rowiesnikami dobrze by mu zrobilo , poz atym zdecydowanie jakis sport bym dodala do grafiku, a takze wiecej konsekwencji, wiecej samodzielnosci dla synka ( czyli np. nie podawanie wszytskiego pod nos) , chetnie tez dowiem sie co pani ekspert mysli o sparwie.
    Pozdr.
  • Gość: myroad IP: *.tvkdiana.pl 12.03.11, 21:14
    Przedszkole to super sprawa jednak nie wrzucajmy do jednego worka prawdziwego przedszkola z tak zwaną przechowalnią.
    Akurat ten temat jest mi bardzo bliski, jestem pedagogiem więc wiem jak to wszystko wygląda, a nie zawsze jest kolorowo.
    Posłanie 3 latka do przedszkola jest ryzykowne i naprawdę trzeba mieć szczęście żeby trafić na odpowiedni zespół pedagogiczny który stworzy optymalne warunki do rozwoju i socjalizacji dzieci w tej grupie wiekowej.
    Koleżanka będąca na stażu w państwowym przedszkolu u dzieci 3 letnich doznała szoku że panie organizują w ciągu całego dnia tylko 15 minut zabaw organizowanych dla dzieci oraz stosują bardzo dziwne metody wychowawcze polegające na zastraszaniu itd.
    To czego nas uczą na studiach nijak nie ma się do praktyki która panuje w przedszkolach.
    Osobiście uważam że dzieci powinny zaczynać powszechnie edukacje przedszkolna w wieku 4 lat, wtedy bowiem umieją już o siebie zawalczyć i ciężej im zrobić krzywdę emocjonalna.
    Co do autorki, może w waszym mieście jest prywatne przedszkole ? może dobrym pomysłem będzie wysłanie syna na weźmy 5 godzin dziennie, dla niego samego i treningu przed szkoła?
  • 13.03.11, 00:49
    Zapisanie do przedszkola to już musztarda po obiedzie - chłopak od września idzie do zerówki, a do przedszkola - przy założeniu, że uda się go zapisać od poniedziałku - chodziłby raptem 3,5 miesiąca. A przecież przedszkole trzeba wybrać i jeszcze muszą być tam miejsca "od zaraz".

    Koleżanka będąca na stażu w państwowym przedszkolu
    Państwowych przedszkoli jest w Polsce więcej niż jedno i nie wyrabiałabym sobie opinii o wszystkich na podstawie jednego. ;-)
    To prawda, że nie wszystkie 3-latki nadają się do przedszkola, ale sporo jest dzieci, które w przedszkolu czują się świetnie nawet jako 3-latki.
    --
    - Kwadrat z jednym kątem zaokrąglonym, trójkąt niedorysowany do końca, dwa końce koła schodzą się jak w spirali. Najmniejszy kłopot dzieci miały z krzyżem, ale to już nawet trzylatek potrafi
  • 12.03.11, 22:22
    wiesz co, po pierwsze to jesteś chybab trochę przewrażliwiona na punkcie swojej osoby...triss nie napisał nic niewłaściwego, ba- ja w zupełności zgadzam się z nią;
    z tego co piszesz, to jawi mi sie obrazek rodziny "jak z obrazka"- ty, dumna z tego, że nie pracujesz, tylko poświęcasz czas dziecku, wzorowy ojciec, który po pracy biegnie do domu i cały czas spędza z synem i syn- no właśnie...powinen być tez taki wzorcowy a wg was nie jest... zresztą wg mnie też;)bo jakoś nie pasuje mi tutaj to wrażłiwe dziecko do tych chamskich odzywek do ciebie; coś zgrzyta...i dziewczyny w sumie powiedziały ci co, ale ty się obraziłaś- dziecko jest dzieckiem, potrzebuje kolegów albo rodzieństwa z którymi będzie się sprzeczać, lubić i przestawać lubić(na dzień czasu;)), z którymi się powygłupia, itp. zresztą ja uważam, że dziecko owszem, musi mieć wpojone zasady ale może też wiedzieć, że w domu są jakieś odstępstwa od nich, że np. jak puści bąkak albo beknie:) to świat się nie zawali a on nie zostanie nazwany przez to niegrzecznym albo niewychowanym;
    a tych odzywek do ciebie, to do końca nie mogę rozgryźć...bo w głowie mi się nie mieści takie coś; za to, że zasłoniłaś ekran albo podałaś chusteczki...hmmmmmmm...i pomyśleć, że mojej tak nigdy nie mówią a przeszły te okropne rzeczy jak niania i przedszkole...

    aaaaa- i to zdanie, któe napisałaś "chciałaby, żebyście wiedziały, że nauczył się czytać sam"...wg mnie to chyba nie jest powód do aż tak wielkiego zachwytu; mioże wy uważacie syna za kogoś lepszego, mądrzejszego od innych dzieci?
    --
    Emilka i Iga mają już...
    fotoforum.gazeta.pl/a/19006.html
  • 13.03.11, 01:15
    Mnie też się wydaje, że to nadmiar skoncentrowania na dziecku i ustawienie siebie w roli mamy i służącej- wyłącznie. W rezultacie tego dbania o dzidziusia i usuwania mu każdego pyłku spod stóp otrzymano 6-latka nie tyle wrażliwego , co chamowatego.
    To nie jest bunt 6-latka - to nieumiejętność stawiania granic i powiedzenia, że takie zachowanie nie będzie tolerowane - bo zamiast tego całego gadania, że to boli, że jest przykro, prawdopodobnie wystarczyłoby się nie zgodzić na zachowania typu szarpanie i bicie i odzywki typu 'zamknij się'. I nawet nie ma jak zwalić na przedszkole - na pewno nie tam się nauczył tych zachowań i tych odzywek.
    A co do reszty: chłopak ma gorzej niż w przedszkolu, bo w przedszkolu, poza działaniami na gwizdek, jest jeszcze zawsze sporo czasu na jego marnowanie - czyli na wyścigi ślimaków z najlepszym kumplem i inne duperele.
    BTW: w dawnych, dobrych czasach, kiedy to kobiety rzekomo nie pracowały i poświęcały się wychowaniu potomstwa, rodziny były z reguły liczniejsze, a i prace domowe zajmowały więcej czasu i były bardziej wyczerpujące. Podejrzewam, że statystyczny 6-latek miał rodzeństwo starsze czy młodsze, jakiś kuzynów czy sąsiadów w okolicy i dosyć zajętą mamę - to i mógł sobie przećwiczyć relacje z kolegami/koleżankami/rodzeństwem, jak również przeboleć to, że jednak nie jest pępkiem świata.
    --
    - Kwadrat z jednym kątem zaokrąglonym, trójkąt niedorysowany do końca, dwa końce koła schodzą się jak w spirali. Najmniejszy kłopot dzieci miały z krzyżem, ale to już nawet trzylatek potrafi
  • 13.03.11, 11:50
    Kiedyś statystyczny 6-latek pół dnia bywał na podworku z kolegami, albo biegał po całej wsi. sześć lat sam na sam z matką w ogóle w historii wychowania nie występuje. Podejrzwam, ze Mlody ma dość bycia cały czas obserwowany, wychowywany i korygowany. W dodatku został zaszufladkowany jako dziecko "inne" - wrazliwsze, zdolniejsze, ktoremu stały kontakt z rówiesnikami najwyżej zaszkodzi.
    Jesli chodzi o stres, to będzie go miał pod dostatkiem idąc do zerówki, gdzie nikt nie bedzie zwracał na niego uwagi, gdzie po 6 latach bycia w centrum okaze się jednym z wielu.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • 13.03.11, 16:23
    Drogie forumowiczki,
    ja już bardzo ale to bardzo dziękuję za wszystkie wspaniałe analizy dotyczące krzywdy jakiej wyrządziłam swojemu dziecku.

    W sumie wątek sprowadza się do udziału osób które nawet nie czytają dokładnie tego co pisałam (Miłosz idzie nie do zerówki tylko do I-j klasy).

    To że umie czytać, że gra na pianinie, że jest wrażliwy (ponoć artyści tak mają - ale to żart z mojej strony) wcale nie oznacza że nie próbowaliśmy namowić dziecka na zajęcia np. judo. Próbowaliśmy, nawet mąż pojechał z synem na pierwsze zajęcia aby zobaczył, ale dziecku się nie podobało, nie chciał - więc co na siłę mam go wozić na karate czy gdzies tylko dlatego by się wyszalał, jeśli to zupełnie nie taki typ ???
    Co do basenu, też ubolewam, że Miłosz nie nadaje się na basen, bo nie lubi wody. Owszem myć się myje, ale jak to dzieci nadwrażliwe mają denerwuje się np. kiedy kanie mu woda na buzię. I również próbowałam zapoznać dziecko z basenem jak tak jest, co można robić. Pojechalismy na wycieczkę, gdzie spaliśmy w hotelu z basenem na który wydok był z restauracji. Przyglądaliśmy się, namawiałam a syn się zapierał że on nie pójdzie i już. Więc co mam zrobić. Ja również drogie mamy wolałabym by dziecko wyszalało sie na basenie, na zajęciach ruhowych, ale widocznie to nie ten typ. I wbrew waszym sygestiom nie zamierzam go tam posyłac na siłę, szanuję że dziecko nie chce brać udziału w czymś.

    To tyle w woli tłumaczenia się przed wami, że może nie taka ze mnie zołza matka. Owszem jestem dumna z tego że najcenniejszy czas poświęciłam dziecku, które miało mni eobok kiedy byłam mu najbardziej potrzebna. Jestem dumna z tego że mam takiego męża który równiez uczestniczy w wychowywaniu dziecka, a nie tylko zarabia. Miłosza nie uważam za lepsze dziecko od waszych, ale Wy drogie mamy chyba uważacie się za supermamy, bo łączycie pracę zawodową i macierzyństwo. Zastanawiam się czy to nie jest tak, że wszystkie kąśliwe i mało życzliwe odpowiedzi pisały mamy, które probują się w ten sposób dowartościować i udowodnić światu, że są super? Jak ktoś tu napisał, każdy swoje chwali...

    Tak więc jeszcze raz dziękuję za wszystkie miłe słowa, rady. W sumie nie uzyskałam tego po co się do Was zwróciłam, ale trudno.

    Poczekam może Pani psycholog wypowie się jeszcze na ten temat - bo na opinii specjalisy najbardziej mi zależy.

    Pozdrawiam
  • 13.03.11, 18:14
    twoje dziecko to samospelniajaca sie przepowiednia. Ometkowalas go jako wrazliwca i artyste i taki sie staje, bo takiego go uczynilas. A co bedzie, jesli w szkole beda obowiazkowe zajecia na basenie? Zalatwisz dziecku zwolnienie z wf-u?
    Dziecko nie mialo treningu spolecznego i bedzie z tego powodu bardzo cierpiec, gdy szklany klosz , pod ktorym trzymacie synka, nagle z wielkim hukiem peknie. A peknie juz niedlugo. No, ale ty nadal wierzysz, ze masz racje. Dziecka szkoda i tyle.
  • 14.03.11, 01:03
    To, że dziecko umie czytać, pisać i liczyć nie oznacza, że nadaje się emocjonalnie do szkoły. A jeśli jest to dziecko nadwrażliwe, to są na to terapie. Coś z tym zrobiłaś czy nadal będziesz się rozpływać nad wrażliwością synka?
    Mam wrażenie, że rozwijając sferę intelektualną, zaniedbałaś sfery, w których dziecko ma trudności: sferę emocjonalną, być może sferę rozwoju fizycznego.
    Niestety, obstawiam, że Miłoszek będzie miał w szkole po prostu przerąbane.
    --
    - Kwadrat z jednym kątem zaokrąglonym, trójkąt niedorysowany do końca, dwa końce koła schodzą się jak w spirali. Najmniejszy kłopot dzieci miały z krzyżem, ale to już nawet trzylatek potrafi
  • Gość: mamastudentka IP: *.home.aster.pl 14.03.11, 15:27
    Witam,
    jestem mamą 6 latka i 8 latka oraz studiuję podyplomowo psychologię dziecka. Z racji nawału zajęć nie pracuję zawodowo. Przeczytałam pytanie mamy Miłosz bardzo rzeczowe, dobrze opisujące syna i jego zachowania i moge pogratulować takiego dziecka oraz trudów jego wychowania. Ma Pani utalentowane dziecko, które napewno przy Pani pomocy ( ponieważ dziecko należy najpierw nauczyć sie uczyć a potem wymagać) swietnie da sobie radę. Miłosz nie chodził do przedszkola i nie jest to najlepsze wyjście od strony "uspołeczniania" ale to państwa wybór i mieliscie do tego prawo, a syn poprostu trochę dłużej bedzie adaptował sie w grupie. Pamiętajmy że przedszkole nie jest lekiem na wszytko, to dzięki pracy rodziców dzieci są jakie są. Straszne dla mnie jest to jak bardzo krytykujące wypowiedzi przeczytałam w na tym forum.
    Zajmijcie sie drogie mamy swoimi dziećmi i nie pouczajcie kogoś kto dokonał pewnego wyboru , a jego dziecko jak każdy 6 - latek stara sie nas dorosłych sprawdzać na każdym kroku stawiając wciąż nowe granice. Cieszy mnie że jest Pani konsekwentna w "karach" to podstawa. Myśle, ze Pani syn tak zachowuje sie ponieważ jest rozwiniety nad wiek a jego emocje wciąż zmieniają się i stara sie sam je zrozumieć. To bardzo trudne.... jak widac po tym forum wiele osób dorosłych tego nie potrafi :-)
    Serdecznie pozdrawiam i trzymam kciuki za I klasę.
  • 14.03.11, 16:48
    Witam,
    bardzo dziękuję choć za jedną pozytywną opinię. Odetchnęłam z ulgą, że ktoś jeszcze bezstronny podziela moją opinię. A juz na pewno mnie nie atakuje. Już myślałam, że może faktycznie za dużo wymagam od synka, że przesadzam z edukowaniem go. Ale przecież dzieci w przedszkolu też robią zadania edukacyjne, plastycznie, gimnastyke itp. Bardzo dużo to dla mnie znaczy, dużo rozmawiam na ten temat z mężem, koleżankami które mają dzieci w podobnym wieku.

    W tym wątku chodziło mi bardziej o bunt 6 latka (jak w tytule) a nie o kwestię wrażliwości, przedszkola itp.
    Miłosz na co dzień jest spokojnym dzieckiem, ale no własnie miewa furie. Miłosz lubi kontakt z dziećmi, szybko nawiązuje kontakty i ładnie bawi się z dziećmi. Jest otwarty na relacje z rówieśnikami. Każdą nową znajomość zaczyna od rozmowy, bo chce się czegoś dowiedzieć o koledze, czy lubią te same bajki, zabawy. Czasami słysze te rozmowy i aż miło posłuchać jak dzieci wymieniają się doświadczeniami. W grupie np. na zajęciach językkowych dziecko potrafi się odnaleźć, dostaję same pochwały. Kiedy zachowa się nie właściwie pani poucza go, daje rady i tłumaczy.
    Nie dawno była taka sytuacja że Miłoszek do koleżanki w grupie odpowiedział: "czego chcesz?". Dodam że my tak nie rozmawiamy w domu, no ale taka reakcja miała miejsce. Sytuacja nastąpiła na chwilę przed zajęciami, kiedy w sali była nauczycielka, dzieci i w korytarzu mąż który obserwował sytuację. Kiedy mąż usłyszał zachowanie synka szybko zareagował, ale pani go powstrzymała i powiedziała aby zostawić jej tą sprawę i ona się zajmie. Po zajęciach powiedziała że jest ok, że Miłosz przeprosił koleżankę, że wytłumaczły sie. Dodam też że całą sytuacja i konsekwencja nauczycielki nie wpłynęła na sympatię dziecka do pani i chęć uczestniczenia w zajęciach. Nadal Miłosz chodzi n ate zajęcia, choć w domu opowiedział mi że nie lubi koleżanki bo jest chwalipiętą (tak to określił).
    Cała opisana sytuacja dała mi do myślenia, że synek poradzi sobie w grupie, że rodzice nie sa potrzebni w pewnych kwestiach i czasami lepiej byśmy sie nie wtrącali. W koncu pani też jest od czegoś jeszcze niż tylko nauczania.
    Staramy się z mężem chwalić synka i widze że choć tych pochwał jest dużo to Miłosz wciąż się ich dopomina, zwraca na siebie uwagę i pokazuje co zrobił dobrze. Mąz często go chwali że jest bohaterem, bo np. pokonał swoją słabość, bo powstrzymał się od krzyków, od wyzywania itp. Ale kiedy zachowuje się źle, mówimy mu że dziś bohaterem nie jest, że musi popracwać nad sobą, że czasami człowiek się stara i mu nie wychodzi - nam dorosłym również - prawda?
    Więc czego wymagac od dziecka, któe uczy się emocji, uczy się wyrażania swojego zdania i szuka swojego miejsca.
    To że synek jest wrażliwy to nie mój wymysł, wolałabym by taki nie był. I to że jest wrażliwy nie ogramnicza go w kontaktach jak tu któraś mama napisała z innymi dziećmi.
    Pewnie wolałabym by był się nie przejmował metką w bluzce, albo piaskiemw bucie, albo inną detalem. Pewnie wolałabym by jadł zupe ciepłą a nie chłodną, która wg nas jest ciepła a wg dziecka gorąca. Bo dzieci wrażliwe inaczej odbierają temp. jedzenia, wody w wannie. Pewnie wolałabym żeby podczas kąpieli pluskał się z chęcią, a nie marudził ,zeby podała mu ręcznik co 5 min bo woda chlapnęła mu na buzię. Jest wiele rzeczy które ja jako matka bym wolała zmienić, ale nie robie tego na siłę, czasami tłumaczę że to tylko kropla wody, że to nic, ale ręcznik podaję bo wiem że dla Miłosz ato ważne.

    Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za miłe słowo, podniosła mnie pani na duchu

  • 14.03.11, 17:18
    > To że synek jest wrażliwy to nie mój wymysł,

    Ma zdiagnozowane problemy natury integracji sensorycznej?

    Bardzo ważne jest, aby dziecka nie szufladkować. Nie mów, nie myśl o nim w takich kategoriach. To bardzo ważne.
    Piszę z własnego doświadczenia matki wrażliwej kilkulatki, która niespodziewanie okazała się bardzo przebojową dziewczyną.

    Pozdrawiam
    Jola
  • 16.04.12, 21:37
    mama_miloszka napisała:
    > Witam,
    > bardzo dziękuję choć za jedną pozytywną opinię.
    Każdy wyraża własna opinie.
    Czytając o Twoim dziecku odniosłam wrażenie jakbym swego syna opisywała. Nie chodził do przedszkola ze względów zdrowotnych. Sama przerabiałam z nim zerówkę. Dbałam aby na miał kontakt z rówieśnikami - typ przywódcy, lubiany przez dzieci bo miała świetne pomysły na zabawy.
    Miałam obawy jak poradzi sobie w szkole wśród dzieci znających sie z przedszkola. Po tygodniu prowadzania syna do szkoły - prosił abym pozwoliła chodzić mu samemu. Zgodziłam się. Szkoła była na osiedlu 200m od naszego bloku. Wychowawczyni wiedziała że syn nie chodził do przedszkola i może mieć problemy z adaptacja w grupie. Prosiłam aby zwróciła uwagę jak mały adoptuje się w grupie. Byłam miłe zaskoczenie bo nie było żadnych problemów. W pierwszej klasie dużo chorował wiec był nieobecny na zajęciach lekcyjnych. Koledzy wracając ze szkoły, odwiedzały go, przynosiły swe zeszyty abyśmy wiedzieli co przerabiali w szkole. W drugiej klasie ze względów zdrowotnych musieliśmy zrezygnować ze szkoły przechodząc na indywidualne nauczanie. Jego wychowawczyni trzy razy w tygodniu uczyła go w domu. Uczestniczył ze swoja klasą tylko kiedy zdrowie mu pozwalało na imprezach szkolnych i basenie. W trzeciej klasie chodził już do szkoły, szczęśliwy że może być razem z dziećmi. Nie zawsze codzienny brak kontaktów z rówieśnikami źle wpływa na dziecko. Jest to indywidualna sprawa, ważna jest kontaktowość dziecka, otwartość i serdeczność w stosunku do rówieśników. Dziś dom mój jest pełen młodzieży.

  • 14.03.11, 16:08
    Cóż, dotychczas Miłosz był tak wrazliwy, ze nie nadawał się absolutnie do kontaktów z mniej wrazliwymi rówiesnikami. Jego niechęć była przez dobrych rodziców respektowana.
    Zastanawiam się tylko, co będzie, gdy Milosz po pierwszym tygodniu szkoly oświadczy, ze nigdy więcej do niej nie pójdzie - bo wf, bo basen, bo koledzy wrzeszczą, bo Pani niemila...
    A rady chyba udzielilysmy - przestań szufladkować dziecko jako "wrazliwe" - dziecko nie jest wrazliwe, bo wrazliwe jest empatyczne, a zachowanie Twojego syna o empatii nie swiadczy. Podejrzewam, ze dziecko jest przewrazliwione na swoim punkcie, jego kazdy lęk jest potwierdzany przez wycofywanie się rodziców, kazda niechęć jest utrwalana.
    Czyli - radą jest walka z przewrażliwieniem przez zmniejszenie rodzicielskiej opieki i pozwolenia na prowadzenie życia bardziej "samodzielnego".
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • Gość: mamastudentka IP: *.home.aster.pl 14.03.11, 15:37
    ... i cos jeszcze na temat agresji.
    Zróbcie synowi tabelę ze zbieraniem punktów. Np.: za posprzatanie pokoju 1 pkt, za zjedzone sniadanie o czasie , ubranie sie , zrobienie zadania rysunkowego, innego tez punkt, za bycie grzecznym cały dzień aż 2 punkty i tak przez 5 dni. Elementów, za które zbiera sie po 1 punkcie moze być np 5 + zachowanie. Teraz nagroda jeśli syn uzbiera np. 30 pkt dostaje zabawkę, jeśli 20 kino, jeśli 15 to zabawa z rodzicami. ( to przykład) Pamietajcie aby ten pierwszy test wyszedł pomyślnie i aby dziecko dostało to co postanowi za największą liczbę punktów. nagrody wybiera dziecko a pod lista podpisuje się mama, tata i dziecko.
    Co ważne jesli po pierwszych 4 dniach dziecko w kolejnych jest niegrzeczne powiedzcie , że nie dacie mu szansy kolejnego zbierania punktów na ulubiona rzecz.
    Ok, uciekam, w razie pytań prosze pisać
  • 14.03.11, 15:44
    I zamieńcie dom w koszary. Taki regulamin wykończy życie domowe natychmiast. Szczególnie pożyteczne jest wymaganie "grzeczności cały dzień" - czyli bezwolnosci cały dzień, bo grzeczne dziecko ma wykonywać polecenia, a nie się sprzeciwiać.
    A jak wiadomo dzieci to takie glupiutkie istoty, ktore nie zauważą, ze były wstretne przez większość czasu, pokopaly mamusię, a test i tak wypadł pomyslnie.
    Przekupywanie dziecka nagrodami za grzeczność to też wrecz rewelacyjny pomysł. najlepsza metoda, aby wychować bezwolnego, interesownego konformistę.

    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • 14.03.11, 16:29
    Hmm... Czy mamastudentka zastosowałaby taki system u swojego 6-latka bez mrugnięcia okiem? Ciekawe też, jakie efekty taki system przynosi w dłuższym okresie czasu... Są jakieś badania na ten temat?
    --
    - Kwadrat z jednym kątem zaokrąglonym, trójkąt niedorysowany do końca, dwa końce koła schodzą się jak w spirali. Najmniejszy kłopot dzieci miały z krzyżem, ale to już nawet trzylatek potrafi
  • 14.03.11, 16:55
    Wracając do kar i nagród.
    Kiedyś stosowaliśmy zasadę nagardzania i karania minkami. Dziecko dostawało uśmiechnięte minki w nagrodę a smutne, płaczące za złe zachowania. W ciągu dnia zbierał minki i na koniec dnia podliczaliśmy efekty zbierania minek. Po tygodniu ocenialismy ile dni było ok, ile nie i oczywiście na koniec była nagroda za dobre zachowania. Nagroda nie yły zabawki, bo dziecko ma ich dużo i nie musi wyczekiwać długo byśmy kupili mu zabawke (bez okazji też mu robimy niespodzianki). Nagroda były np. lody,naleśniki czy ulubione danie, wypad do bajkolandu, do kina, spacer po plaży, albo jakaś wybrana przez dziecko zabawa z mamą i tatą koniecznie razem. Albo np. spacer z aparatemw ręku, wyszukiwaniem np. oznak wiosny i dziecko samo robiło zdjęcia a potem oglądało w komputerze, drukowało sobie itd. Nagrodą było coś czego nie robimy na co dzień.
    Fajnie że mi pani pzrypomniała o tym nagradzaniu. Wrócę do tego, po dłuższym czasie może to będzie recepta jego bunty,
    dziękuję, jeszcze raz pozdrawiam
  • 14.03.11, 17:06
    Tak, to rezepta na jego bunty.
    Nie ma już minek i nagród - dziecko się buntuje.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • 14.03.11, 17:15
    > Fajnie że mi pani pzrypomniała o tym nagradzaniu. Wrócę do tego, po dłuższym cz
    > asie może to będzie recepta jego bunty,

    Osobiście jestem całkowicie przeciwna takiemu "systemowi". Bo co to jest "był grzeczny przez cały dzień"? Dziecko jest w jakimś obozie czy co?
    6 latki zwykle mają dwa światy: zewnętrzny (przedszkole, zorganizowane zajęcia) gdzie są grzeczne i muszą się pilnować. I wewnętrzny, bezpieczny, przyjazny dom, gdzie mogą dać upust swoim emocjom. Mają do tego prawo.

    Dlaczego w dorastaniu dziecka cyklicznie pojawiają się okresy buntu? Bo w ten sposób ono może wyzwolić się spod wpływu kontrolujących go rodziców i znaleźć swoją własną drogę.

    To nie znaczy, że mamy przymykać oko na zachowania, które są ocenianie jako społecznie naganne. Możemy okazać niezadowolenie, dać czas dziecku na wyciszenie, pozwolić być ponosiło konsekwencje. Ale w tym wszystkim powinno być jasne, że ma prawo do tych emocji.

    6-latek (a w zasadzie już 5,5 latek) buntuje się. Porywa się na wielkie zuchwalstwo: wyzwala się i buntuje przeciwko matce, która dotąd była najważniejszym guru w jego świecie. I my, matki powinnyśmy to z pokorą przyjąć. Ono dorasta i oddziela się. Powoli i stopniowo. To czas, gdy pora przerobić nasze relacje. Zamiast poświęcać czas dziecku, zacząć się samemu realizować, a dziecko wciągać do naszego świata.

    Rozumiem decyzję o nieposyłaniu do przedszkola, bo osobiście uważam, że są lepsze miejsca dla trzylatków. Co innego jednak 5-6 latek. To wiek, gdy musi on wypróbować różne zachowania w grupie rówieśniczej.

    Jeśli chodzi o judo, to jest to dość trudna dyscyplina i wrażliwemu 6-latkowi bym nie proponowała. Jeśli już, to aikido.
    Ale moje dzieciaki w tym wieku jeszcze na plac zabaw chadzały ;)

    Pozdrawiam
    Jola
  • 16.04.12, 14:27
    jola_ep napisała:

    > > Fajnie że mi pani pzrypomniała o tym nagradzaniu. Wrócę do tego, po dłużs
    > zym cz
    > > asie może to będzie recepta jego bunty,
    >
    > Osobiście jestem całkowicie przeciwna takiemu "systemowi". Bo co to jest "był g
    > rzeczny przez cały dzień"? Dziecko jest w jakimś obozie czy co?
    > 6 latki zwykle mają dwa światy: zewnętrzny (przedszkole, zorganizowane zajęcia)
    > gdzie są grzeczne i muszą się pilnować. I wewnętrzny, bezpieczny, przyjazny do
    > m, gdzie mogą dać upust swoim emocjom. Mają do tego prawo.
    >
    > Dlaczego w dorastaniu dziecka cyklicznie pojawiają się okresy buntu? Bo w ten s
    > posób ono może wyzwolić się spod wpływu kontrolujących go rodziców i znaleźć sw
    > oją własną drogę.
    >
    > To nie znaczy, że mamy przymykać oko na zachowania, które są ocenianie jako spo
    > łecznie naganne. Możemy okazać niezadowolenie, dać czas dziecku na wyciszenie,
    > pozwolić być ponosiło konsekwencje. Ale w tym wszystkim powinno być jasne, że m
    > a prawo do tych emocji.
    >
    > 6-latek (a w zasadzie już 5,5 latek) buntuje się. Porywa się na wielkie zuchwal
    > stwo: wyzwala się i buntuje przeciwko matce, która dotąd była najważniejszym gu
    > ru w jego świecie. I my, matki powinnyśmy to z pokorą przyjąć. Ono dorasta i o
    > ddziela się. Powoli i stopniowo. To czas, gdy pora przerobić nasze relacje. Zam
    > iast poświęcać czas dziecku, zacząć się samemu realizować, a dziecko wciągać do
    > naszego świata.
    >
    calkowicie sie zgadzam z jola_ep
    z mojego doswiadczenia sie potwierdza i znajomych takze
    dziecko musi miec miejsce gdzie moze byc soba w 100% pokazac slabosci, leki, zlosc
    wiec nie martw sie ja nie znam ulozonego 6 latka nie musi byc idealny
    moj syn 6 lat ma od poczatku maly diabelek szkoda pisac co wyprawial i dalej to robi tylko teraz ignorowanie, tlumaczenie lub negocjacje czasem daja rade bardzo sie marwilam jak sobie poradzi w przedszkolu i szkole bo przecez beda mu cos kazac robic ale tam calkiem inne dziecko ciche, wszystko robi co trzeba, spokojne, ulozone, kulturalne i tak mozna wymieniac a jak przychodzi ze szkoly do domu ze wrzaskiem wchodzi boszeee...

    wiec odpusc troche mniej nakazow wiecej wolnej woli dla malego niech on zorganizuje wam dzien a nie ty
  • 14.03.11, 19:10
    O ile wiem ta metoda jest zalecana wyłącznie w celu skorygowania pojedynczego złego nawyku/zachowania, a nie jako remedium wychowawcze.
    Zrobisz jak uważasz, osobiście przychylam się do zdania większości, że Miłoszek będzie miał w szkole przerąbane. Inteligencja i wiedza ogólna dziecka nie sa jedynymi czynnikami, które wpływają na umiejętność dopasowania się do grupy i odnalezienia w przedszkolu/szkole. Dzieci takich "wrażliwców" traktują okrutnie, bo są idealnymi ofiarami.
  • 14.03.11, 19:38
    ja akurat jestem z tych, ktore twierdza, ze to nie najwieksza tragedia, ze nie byl w przedszkolu, skoro mial duzo kontaktu z innymi dziecmi. Jak dla mnie pierwsza klasa az takim wyzwaniem nie jest, zeby dzieci mogly traktowac go okrutnie. To juz raczej w przedszklu jest bardziej samopas. W szkole jest jedna klasa, jedna pani, dzieci pod kontrola.
    Jezeli to obawialabym sie, po przeczytaniu, ze taaaki chwalony i najlepszy, moze pojawic sie problem, bo: pani ma 20 uczniow a nie tylko Milosza, nie moze mu ciagle poswiecac uwagi i go doceniac i chwalic. Znam problem dziecka kolezanki. Jest naprawde dobry, ale w szkole czul sie niedoceniany, bo on wszystko zawsze wiedzial i trzymal reke w gorze a pani nie zawsze go pytala. Poza tym bylo to dosc niesympatycne kiedy inny kolega odpowiedzial niestety blednie a on natychmiast go korygowal. Byl to problem. Kolezanka z nauczycielka znalazla jakies rozwiazanie. Nie ma co gdybac, moze w przypadku Milosza tak nie bedzie.
    Poza tym nie do zaakceptowania jest bicie mamy i teksy typu "wynos sie". To skad on je ma, skoro w domu sie tak nie mowi? O ile moj szesciolatek tez sie lekko buntuje i mialczy "nie, nie chce sie teraz kapac", "nie, ja teraz ide sie bawic" i probuje przeforsowac swoje, to jednak kopania i wyzywania mamy NIE MA.
    I co to w ogole znaczy, ze dziecko jest "wrazliwe"?
    Moj tez pod prysznicem wola o recznik, bo mu woda prysnela w oczy, ale jak sie z kolegami w ogrodzie polewa wezem i pryska mu wszedzie, to o dziwo nic nie mowi. Taka sobie fanaberia, ale owszem daje mu ten recznik, w nadziei, ze kiedys jednak nie bedzie potrzebny :)
    Jasne latwo udziela sie rad albo krytykuje, dopoki czlowieka to nie spotka i sam jest bezsilny. Sama przerabialam bunt dwulatka. Oj, ciezko bylo, jezeli ktos nie przezyl nie zrozumie i nie jest sobie w stanie wielu rzeczy wyobrazic. Jednak szesciolatek powinien reagowac na tlumaczenie. A jezeli nie, to jest ciezkim przypadkiem i moze cos ogolnie nie gra, cos mu nie pasuje, albo po prostu wczesniej nie nauczyl sie granic. Sa rzeczy jak najbardziej dopuszczalne, ale sa i takie, ktore nie maja prawa miec miejsca. Coz, u Ciebie zapobiec nie mozna. Musisz szukac rozwiaznia, moze minie samoczynnie, moze zmieni sie jak zacznie chodzic do szkoly. Moze to tylko faza, ktora jak wszystko inne, w koncu minie.
    Jak dla mnie, dzieciak potzrebuje wiecej luzu i samodzielnosci. No i moze lekkeigo "stracha"/respektu przed rodzicami, bo to jednak rodzice a nie kumple.
  • 14.03.11, 22:40

    > jedna pani, dzieci pod kontrola.

    Tutaj możesz się mylić, niestety.
    --
    - Kwadrat z jednym kątem zaokrąglonym, trójkąt niedorysowany do końca, dwa końce koła schodzą się jak w spirali. Najmniejszy kłopot dzieci miały z krzyżem, ale to już nawet trzylatek potrafi
  • Gość: darcia IP: *.tktelekom.pl 08.12.11, 01:24
    Witam serdecznie, serce szybciej mi bije opisując tu moje problemy,bo pierwszy raz publicznie przyznaję, że je mam. Przeczytałam wasze posty na temat wychowywania pięciolatka i zdecydowałam sie prosic was o pomoc,by zrozumiec i dowiedziec sie jak potem postępowac.Mam dwóch synów,11 i prawie 6 lat jednak to w sprawie 6-latka tu piszę,po mimo,że juz kiedys miałam pięcioletnie dziecko,teraz nie wiem co robic,czuje sie zupełnie bezradna,poniewaz moj syn od ok trzech miesięcy buntuje sie coraz cześciej i coraz odwazniej. Dotyczy to niemal juz każdej sytuacji,jedzenia,sprzatania po sobie zabawek,a w przedszkolu np narysowania obrazka.Wszystko na NIE i juz,bez uzasadnienia,często z płaczem lub piskiem gdy tłumaczę że to musi byc zrobione.To co mnie najbardziej ostatnio martwi,to agresja jaką objawia najczesciej w stosunku do starszego brata,przechodząc obok niego lub siedząc przy zabawie(gdy nie ma mnie w pobliżu),potrafi nagle kopnąć lub uderzyc w twarz czy brzuch,starszy syn wie,iż przemoc to nic dobrego więc nie odwdzięcza sie tym samym.Gdy po ataku złości,podchodze i chce z nim porozmawiać o tym co sie wydarzyło,zapytac co tak go zezłościło,on zagłusza mnie wiązanką sylab,skula się odwracając plecami i macha rączkami bym sobie poszła. smutny to widok,gdy widzę że z czyms sobie nie radzi i nie chce sie ze mna tym podzielic.Gdy po kilku minutach robie podejście nr 2 zadając mu pytanie, dlaczego był zły jednoczesnie tłumaczac,iż każdy ma prawo czuc czasem złośc,on wszystkiemu zaprzecza,jakby sie bał przyznac.Jestem osobą apodyktyczną i bywa że wybuchową(to trudne wyznanie),właściwie sama zajmuje sie sprawami domu i rodziny,partner nie wiele sie udziela(często wyjeżdża w sprawach służbowych), co nie znaczy że taka rola mi odpowiada,ale to inny temat,choc pewnie w jakimś stopniu powiązany z emocjami dzieci.Pozwolę sobie cofnąc sie nieco w czasie...w moim rodzinnym domu była podobna sytuacja,czyli apodyktyczna i bardzo bardzo krzykliwa,bijąca i surowa mama.Wszystko co robiłam,robiłam tylko dla niej,czułam zadowolenie tylko wtedy gdy ona je odczuwała itd.Wychowywanie mojego pierwszego syna przebiegało zupełnie inaczej,byłam młoda matką,zanurzoną jeszcze w zasadach ze swojego domu,więc moja surowość,a nawet klapsy,których teraz sie wstydze i absolutnie nie stosuję,powodowały pewnie w moim dziecku strach(przy i tak uległym i łagodnym charakterze),który nie pozwalal mu na tego typu bunt i wyrazanie swoich emocji,czego bardzo żałuję.od kilku lat nasza relacja wygląda juz zupełnie inaczej,rozmawiam z nim szczerze na kazdy temat,widzę że ma do mnie zaufanie,oboje wiedzą że w kazdej trudnej sytuacji-pomogę bez względu na wszystko,wielokrotnie sie o tym przekonali.Wracając do mojego 5-latka,czuje sie jakby to było moje pierwsze dziecko,nie chce popełniac błędów mojej mamy ani też moich z przeszłosci,nie chce go w jakikolwiek sposób skrzywić,zakłócając odpowiedni odplyw emocji,bo sama wiem że ma to wpływ na reszte zycia.Ma całkiem inny charakter niz jego brat,to mysliciel indywidualista,bystry i wrazliwy(to akurat ich wspólne cechy),do okresu buntu bardzo łagodny i poukładany.PIszecie duzo o tym własnie wieku,który juz rządzi sie własnymi prawami,ale mysle że to nie tylko to,zbyt duzo w nim agresji i zamknięcia w sobie,rzadko zdarzają sie chwile gdy przyjdzie i opowie o tym co się dzis wydarzyło(bo gdy pytam to zawsze-nic),a kiedys rozmawialiśmy o takich rzeczach bardzo często.Wiem,sama tez muszę nad sobą pracowac,robię to,ale jak mam rozumiec jego zachowanie i jak powinnam sie w takich sytuacjach zachowac?
  • 08.12.11, 02:17
    Być może muszisz założyć nowy watek, bo ten jest stary i mało kto zorienuje się, że na końcu jest nowy post.
  • 08.12.11, 11:59
    Myśle że ważne byłoby zrozumienie dlaczego twoj młodszy syn zachowuje sie w
    taki sposób, zupełnie inny niż twój starszy.
    On nie chce zaakceptować aby na nim wymuszano. On chce jeść to co chce,
    kiedy mu się podoba, albo nie jeść wcale. To samo dotyczy zabawek i każdej
    rzeczy nakazywanej.
    Doświadczenie bycia kontrolowanym, ocenianym, zmuszanym do dzialania na
    zawolanie wywołuje uczucie złosci, agresje i bezradność.
    Te negatywne uczucia potrafią być tak silne że są nie do przełamania a próby
    wymuszania mogą przynieść bardzo wiele szkód psychicznych.
    Wiem że to bardzo trudne ale trzeba pozwolić aby on zaczął sam podejmować
    większość decyzji a te konieczne negocjować z nim w taki spsób aby czuł że ma
    wpływ na taką decyzję.
    Nie chce sprzątać to niech nie sprząta, nie chce jeść to niech je, nie chce
    malować to również dobrze.
    Niech on wybiera, coż takiego sie stanie jeśli nie zrobi tego ?
    Po pewnym czasie może zacząć wybierać to samo co ty ale zrobi to sami i wtedy
    nie będzie buntu. Próby rozmowy, tłumaczenia dziecku czesto zawierają ocenę
    i wywolują tylko wieksza złość i bunt. Lepiej tego nie robić, on to sam musi zobaczyć
    i przemyśleć.

    Jeśli chodzi o twojego starszego syna to wedlug mniewyglądało to u niego inaczej.
    Tak jak napisałaś byłaś bardziej apodyktyczna, surowa. W pewnym wieku miłość
    matki potrzebniejsza jest dziecku bardziej niż cokolwiek innego.
    Wtedy dziecko broni ją za wszelka cenę. Normalnym odczuciem na surowośc lub
    apodyktyczniość matki jest złość ale to już w późniejszym wieku, w młodszym takie
    myslenie jest nie do pomyslenia i dziecko nie może być złym na matkę choćby
    najokrutniejszą. Dziecko bedzie ją broniło bo broni miłości i dlatego odrzuca złość
    do matki i akceptuje swoją winę. Dziecko akceptuje swoją winnę za to że matka
    krzyczy, to ono jest złe.
    Dlatego nie oddaje kiedy uderzy go brat. Automatycznie i nieświadomie akceptuje
    swoją winę. To wszystko jest w nim zamkniete i może być przyczyna wycofywania
    się, braku dostatecznej agresji aby upominać się o swoje. To jednak można zmienić,
    odblokować jego złość ale potrzebuje pomocy.
    Jeśli chodzi o Ciebie to może warto iść do psychoterapeuty, zobaczyć swoje
    dzieciństwo, ma ono olbrzymi wpływ na ciebie, na to w jaki sposób wychowywałaś
    dzieci. Czytając Ciebie widzę jak ważne są twoje dzieci dla ciebie, jak wiele miłosci
    i troski masz dla nich.
    Serdeczne pozdrowienia.



  • Gość: asia_i_p IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.12.11, 07:25
    Nie obraź się, ale jesteś typową perfekcjonistką i masz bardzo wysokie wymagania zarówno wobec siebie, jak i wobec otoczenia. Twój syn jest jednostką zdrową, to się buntuje - lepsze to, niż gdyby miał się tym perfekcjonizmem zarazić (jak moja córeczka, na przykład).
    Odpuściłabym z porami i czasem trwania posiłków - sama uwielbiam mieć śniadanko albo kawę stojące na stole czasem i przez godzinę i pogryzać i popijać. Odpuściłabym z odsyłaniem do pokoju, chyba że nie możesz wytrzymać i czujesz, że zaraz nawrzeszczysz - co innego odsyłanie w samoobronie, a co innego na zimno, to drugie chyba dziecko jeszcze bardziej nakręca.

    Tak z twojego opisu to prowadzicie życie idealne, a twój syn nie może już wytrzymać tego ideału.
  • Gość: aniko16 IP: 193.109.212.* 21.12.11, 10:01
    Ustawiłaś się w pozycji podnóżka i tak też traktuje cię twój synek. A stosowanie kropek, buziek, nagród itp świadczy o niewydolności wychowawczej Nie wiem jak można stosować tego typu zabiegi mając tyle czasu i 1 dziecko. Są to praktyki rodem z grup przedszkolnych gdzie 1 pani ma 20 dziaci i nie może podejść do nich indywidualnie, a porządek musi być. Twoje dziecko wrażliwe nie jest. Wrażliwiec nie nawrzeszczał by na babcie ani nie pobił matki. Wiem bo mam wrażliwe dziecko i nie są to moje obserwacje ale ocena wychowawcy pisana na wszystkich świadectwach w klasach 1-3. Twoje dziecko jest po prostu wyczerpane byciem sam na sam tylko z tobą i swoją rolą w rodzinie, która jest zbyt poważna jak na jego barki. Brak kontaktu z rówieśnikami mu w tym nie pomaga, raczej go dewastuje.
  • 27.12.11, 11:58
    No cóż. Ja bym zrezygnowała z godzinowego regulowania życia. Niech je śniadanie zaraz po wstaniu, a jak nie chce, to niech zje o 12, nic mu sie nie stanie. Nie zagłodzi się.
    Nie słucha - normalne, że nie słucha. Taki wiek. Nie denerwujcie się, niech się wyładuje, byle nie na was :)

    Nie chodził do przedszkola. Nic nie szkodzi. Szkoda jednak, że teraz nie chodzi do zerówki. W domu jest mu nudno po prostu. Mam 6-letnia córkę, która też do przedszkola nie chodziła. Teraz w szkole czuje się świetnie i nie nudzi się przede wszystkim. Jak jest za długo w domu, to z nudów jej odbija :) Jak chodzi do szkoły, jest cacy.

    Natomiast kiedy dziecko jest gotowe do bycia w grupie, to już zależy od dziecka i jego dojrzałości. Moja córka w wieku pięciu lat poszła do przedszkola. Po dwóch miesiącach niezbyt chętnego chodzenia po prostu do niego nie poszła. Wyła i siłą jej nie zaciągnęłam. Po 10 miesiącach poszła do szkoły i nie może się doczekać kolejnego dnia w szkole. Syn mój natomiast jest dzieckiem dwuletnim, aktualnie jeszcze przebywającym w domu, ale raczej od września już będzie w przedszkolu, bo społecznie jest zupełnie inaczej rozwinięty niż córka. Cóż, dojrzałość psychiczna dziecka do bycia w grupie też powinna być przez rozmówczynie brana pod uwagę przy wydawaniu opinii na temat posyłania bądź nieposyłania do przedszkola.

    Pozdrawiam serdecznie
    JK
  • Gość: titta IP: *.customer.telia.com 28.05.12, 15:44
    Chlopiec spedza caly czas z toba. Moze czas na jego wieksza samodzielnosc i bycie chlopcem (chodzenie po drzewach, bycie samemu, przygody z innymi chlopcami w jego wieku). Jedynak z mama to prosta droga do "wykastrowanego" mezczyzny, sfrustrowanego faktem, ze dorosly swiat nie chce sie wokol niego krecic..
  • 29.05.12, 20:22
    od założenia wątku minał ponad rok...

    ciekawe jak radzi sobie Miłoszek

    Jeśłi autorka jeszcze tu zagląda to mogę jedynie dopisać, że Miłoszek jest/ był po prostu strasznie rozpuszczony. Odnoszę wrażenie, że mama boi się własnego dziecka, że takie niby "wrażliwe". I te prezenty bez okazji. Cóż, w efekcie ma rozwydrzonego smarkacza...
  • Gość: Oliwia IP: *.147.67.158.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl 26.06.12, 21:14
    W wpisach mamy Miłosza mogę zaobserwować to, iż dziecko pomimo to że nie chodzi do przedszkola umie wszystko. Gratulacje dla mamy. Ja również mam 6 letniego syna i prawie 2 letnią córkę. Syn od 3 roku życia chodzi do przedszkola i nie żałuje. Mam wielu znajomych i przyjaciół którzy powierzyli do 6 roku życia wychowania ( w czasie kiedy rodzice byli w pracy dziadkom) i było to wielkim błędem. Dzieci nie są przystosowane do życia w społeczeństwie a oprócz tego nie mają żadnych zasad w domu, ponieważ bardziej liczy się zdanie dziadków niż rodziców. Ja na swoim przykładzie dziękuje bogu że posłałam syna do przedszkola bo wiem na 100 % że jest bardzo dobrze przygotowany społecznie i intelektualnie do szkoły. Jeżeli chodzi o córkę ona właśnie tak jak pani Miłosz rozwija się bardzo szybko i szybko wszystko łapie. W wieku niecałych 2 lat potrafi aż nadto. Ale ja nie cieszę się na zapas ponieważ nigdy nie wiadomo kiedy stanie. ALe napewno w wieku 3 lat pójdzie do przedszkola. I wiem napewno że nie będę żałowała tej decyzji ponieważ ona już lgnie do dzieci i jak by mogła to by zamiast brata w przedszkolu zostawić to sama by tam została. Ostatnio zostawiłam ją na 30 min w maluszkach na sali bo musiałam załatwić coś na sali u syna ( zakończenie roku) i mała całe 30 min bawiła się z dziećmi :) Pani stwierdziła że chciałaby ją od września niestety ona w październiku skończy dopiero 2 lata :)
  • 04.07.12, 23:15
    no cóz - ja mam troche odmienne doswiadczenia z przedszkola. moj syn jest wrazliwym dzieckiem. w wieku 4 lat poszedł do przedszkola i chodził 3 lata. to była gehenna dla niego i dla nas. aby sie uspołecznił przetwalismy te 3 lata: płaczu, bóli brzucha itp. syn przezywał najdrobniejsze ataki: ktos go uderzył, ktos cos mu powiedział itd. po 3 latach zahartował sie, ale nie ma 100% ze tak powinno byc. nie raz mam wrazenie ze to byla szkoła przetrwania. dzis bym chyba rozwazyła model autorki. jak ja sie ciesze, ze przedszkole juz za nami.:)
  • 05.07.12, 09:34
    Mam wrażenie , że -co całkiem naturalne, bo tak reaguje człowiek-za wszelkę cenę bronisz siebie i swojego postępowania nie próbując spojrzeć na siebie krytycznie. A powinnaś, bo każdy z nas rodziców popełnia jakieś błędy. Ich dostrzeżenie i przyznanie się do nich jest trudne, ale " błąd, który naprawisz, przestaje być błędem". Ty uparcie nie dopuszczasz do siebie wskazówek innych, uznając je za krytykę (nadwrażliwość) a nie pomoc.
    Zgadzam się z triss i z mruwą. Umiejętności-to nie zycie. Gdybym miała takie dzieciństwo jak Twój syn-załamałabym się. Dzień w dzień ze starą matką (tak postrzegaja dzieci dorosłych), która nie ma nic ciekawego do zaoferowania, z którą nie można sie bawić w to co się chce. Dzień w dzień to samo-dzień świra, nuda, przewidywalność, zero szans na spontaniczność. Jakie poranki, takie wieczory-i ciągle ona,dorosła. Środowiskiem dziecka sa dzieci-rówiesnicy,bo są na tym samym etapie rozwoju, bo mają podobny poziom wyobraźni, abstrakcji, rozumienia świata, możliwość wymiany informacji, tę samą płaszczyznę porozumienia. Socjalizacja w grupie-poszukaj w necie, znajdziesz masę informacji na ten temat. Proces ten zaczyna się dość wcześnie i przechodzi różne etapy. Grupa jest potrzeba zdrowemu dziecka by znalazło ono swoje wlasne miejsce i odniesienie (traktowanie przez innych i traktowanie innych), by wyuczyło sie mechanizmów obronnych, radzenia sobie w rożnych sytuacjach, zachowania się w odpowiedni sposób (odrożnienie dobra i zła).
    Idealizujesz swoje dziecko- każda matka przchodzi to na jakims etapie wychowania ;)
    Ale-moim zdaniem mimo, że dajesz mu tak dużo- dajesz mu zbyt mało..on nie Ciebie teraz potrzebuje. W wieku 5-6 lat rodzic traci swój przyrodzony autorytet i boskość-a raczej schodzi on na dalszy plan- a autorytetem staje się często wychowawca w przedszkolu/szkole, czasem rówieśnik. Na tym polega poznawanie zycia....nie na rzucaniu na głęboka wodę po latach trzymania pod koszem, ale na wdrażaniu w codzienność by jak najbardziej ją oswoić.
    Życze powodzenia i..przecięcia pępowiny.
    --
    Teraz, gdy już nauczyliśmy się latać w powietrzu jak ptaki, pływać pod wodą jak ryby, brakuje nam tylko jednego: nauczyć się żyć na ziemi jak ludzie.

    George Bernard Shaw
  • 06.07.12, 15:41
    Witam koleżankę po fachu :)
    Ale do tematu: pierwsze co nasunęło mi się na myśl, kiedy czytałam Twojego pierwszego posta, to zbyt dużo organizacji. Jako 6 latka myslałam raczej czy wstać z łóżka o 11 czy o 12 niż o lekcjach pianina :) Jak już wstałam, to ( skoro rodzice pracowali byłam z babcią) chodziłam z nią do ogródka, uczyłam się siac kwiatki, takie tam. Długo było to moja pasją. Uwielbiałam pomagać ojcu w ogrodzie, też był pasjonatem. Jak była brzydka pogoda, siedziało się w domu, grało w chińczyka, rysowało, kochałam też rysować, tak jak i ojciec. Z rówieśnikami kontakt częsty, bo na ulicy sporo było dzieciaków w moim wieku, ciut młodszych lub starszych. jak mama miała urlop, to wychodziła nas pilnować, z kawa siadała na ławce, a my szleliśmy - w wykopanego, z brudnymi rękoma, obdartymi kolanami. Czy Twój syn ma czas na taką beztroskę? To jest naprawdę bezcenne. Oczywiście jeśli frajdę sprawia mu angielski i pianino to w porządku. Ale nie zrób proszę błędu i kiedy Twój syn pójdzie do szkoły, nie funduj mu potem do samego wieczora zajęć dodatkowych. Myślę, że danie synowi więcej swobody przyniesie tylko i wyłącznie korzyści. Niech pobędzie trochę w grupie nieformalnej, a nie tylko formalnej- na angielskim, na zajęciach z nauczycielką, że tak to ujmę językiem socjologa ;)
    --
    Mam tak samo jak Tyyyyyyyyyyyyy ;)
  • Gość: kasia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.08.12, 14:46
    Nie rozumiem jak można świadomie nie puścić dziecka do przedszkola. Krzywdę mu Pani wyrządziła a teraz są pierwsze konsekwencje.
    Kontakty społeczne są ważne. Ręce opadają na kolejną ' poświęcającą " się mamuśkę.
    Do ludzi z tym dzieckiem jak najszybciej!!!!!!!
  • Gość: ola IP: *.dynamic.chello.pl 03.08.12, 14:40
    Ja tylko się wypowiem co do postawy niektórych Matek:
    Dlaczego tak trudno Wam uszanować decyzje Matki Miłosza. Postanowiła nie posyłać syna do przedszkola, bo uznała, że ma mu coś lepszego do zaoferowania. Ma do tego prawo. Nie rozumiem tego piętnowania tylko dlatego, że ktoś ma inny pogląd. Nie idealizowałabym tak wpływu przedszkola na późniejszy rozwój społeczny przecież 6 latek będzie jeszcze miał okazję w swoim życiu nauczyć się żyć w grupie...poza tym całkowicie nie jest odseparowany od rówieśników.

    Dzięki pracy w żłobkach, przedszkolach i różnego typu punktach opieki już wiem, że na pewno nie poślę swoich dzieci do żłobka, a wybór przedszkola będzie starannie przemyślany.. Napatrzyłam się na dzieci płaczące, zalewające się wręcz łzami - ale Panie przecież wszystkiego nie ogarną ("zaraz mu przejdzie"). No może ja akurat jestem z tych wrażliwszych, ale jak sobie wyobrażę swoje córki, które tak miałyby być traktowane to skutecznie przechodzi mi chęć znalezienia etatowej pracy. W niektórych przedszkolach (nie punktach opieki!) z trudem się dopatrywać przeprowadzania jakiś zajęć z podstawy programowej, czesne ponad 500 zł, a jadłospis dla przyszłych cukrzyków i "sercowców"... same sobie odpowiedzcie co jest niekiedy lepsze dla dziecka


  • 03.08.12, 15:22
    Ja chodziłam do przedszkola i wspominam ten czas zarówno miło i nie miło. Poszłam do przedszkola w wieku 4 lat. Towarzyska bardziej po nim nie jestem. Miałam zawsze po 2 kolezanki, zarówno w przedszkolu jak i w szkołach. Za to pamietam, jak bardzo nie lubiłam leżakowania i jak głupie kary stosowano. Teraz moja corka idzie do tego przedszkola. Jest najbliżej nas i ma dobre opinie. A ja nadal pamietam te kary i boje się, żeby na córce ich nie stosowano..
    Tak więc nie wiem czy przedszkole ma taki wpływ na dziecko. Jedno jest pewno, jest przede wszystkim dla rodziców, żeby w czasie pracy mieli co zrobić z dzieckiem. A dla dziecka? Myśle ze ważny jest kontakt z dziecmi, ale wystarczy w nim sprzedzic kilka godzin, a nie koniecznie cały dzień.
  • 03.08.12, 15:38
    Przedszkole przedszkolem, ale większość dzieci pewnych zachowań społecznych uczyła się od zawsze w wieku tych kilku lat. Nawet jeśli nie chodziły do przedszkola.
    --
    -------------------------------------------------------------
    Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
  • 03.08.12, 15:54
    Problem polega na tym, że mama nie może zastępować 6-latkowi towarzystwa rówieśników i organizować mu całego życia w jednostkach czasu rodem ściśle rozpisanych od świtu do zmierzchu... A mama uparła się na 100% kontrolę życia syna.
    Niezależnie od wad czy zalet przedszkola, dziecko jednak czasem potrzebuje zwykłego ponudzenia się, także w towarzystwie kumpla.
    --
    -------------------------------------------------------------
    Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.