Dodaj do ulubionych

List do uciekających nastoletnich dziewcząt.

20.07.11, 21:07
Kiedy rodzisz dziecko...w bólu i cierpieniach...następuje przeogromna zmiana w twoim życiu. Kładą Ci na brzuchu zakrwawione, śliskie, pomarszczone, spuchniete i brzydkie coś i nagle poznajesz nieznane ci wcześniej uczucia. Czujesz, że liczy się tylko ta istotka. Wszystko nagle robi się nieważne; koleżanki, koledzy, twój chłopak, nawet najlepsi przyjaciele odchodzą gdzieś do zakamarka twoich potrzeb. Nagle przestaje sie liczyć cokolwiek oprócz tej małej istotki na twoim brzuchu.Nie potrzebujesz do szczęścia nikogo prócz niej. Czujesz, że możesz góry przenosić z miłości.Miłości, jakiej nie zaznałaś nigdy przedtem.Liczysz, czy ma wszystkie paluszki, słuchasz,jak bije jej serduszko i czy równo oddycha. Wydaje ci się, że tym oddechem mogłabyś się żywić. Myślisz "to dziecko będzie wyjątkowe.Wychowam go najlepiej, jak umiem.Na dobrego człowieka.Dam mu wszystko, co mam i co kiedykolwiek będe mieć.Odmówię sobie wszystkiego, byle jemu nic nie zabrakło. A jeśli nie będę miała nic, dam mu chociaż moją miłość, czułość i troskę. Tylko tyle i aż tyle. Zawsze bede przy nim i nigdy, nikomu nie pozwolę go skrzywdzić.A jeśli zajdzie taka potrzeba-bez najmniejszego wahania oddam za nie życie. Boże, jak ja je kocham!Nie wiedziałam, że można kochać aż tak!"
Nie śpisz po nocach, bo czujesz przerażliwy strach, że może przestac oddychać, a ty przegapisz ten moment i nie będziesz mogła go uratować. Śpisz z dzieckiem, bo boisz się choć na chwilę zostawić je same.Kiedy jest większe po kilka razy przychodzisz w nocy i siadasz koło jego łóżeczka. Patrzysz, jak spi.Paraliżuje cie strach, że coś mogłoby się przydarzyć twojemu maleństwu, kiedy Ty zaśniesz. Takiej miłości i takiego strachu nie czułas nigdy przedtem...Boli cię kazda łza twojego dziecka, zdarte kolanko, kaszelek, każdy wyrzynający się ząbek. A gdy jest chore znów wraca ten paraliżujący strach...który nie pozwala ci wręcz oddychać...
I nagle zaczynasz rozumiec swoją matkę. Zaczynasz rozumieć co czuła, bo czujesz to samo. Przypominasz sobie, ile krzywd jej wyrzadziłaś nie rozumiejąc jej postępowani i jedyne, na co cie stać, to słowa :"przepraszam mamo. Przepraszam za wszystkie krzywdym jakie ci wyrządziłam. Przepraszam za każda twoją łzę. I dziękuję za twoją miłość."
Pękasz z dumy, kiedy twój skarb powie pierwsze słowo, postawi pierwszy kroczek, pierwszy raz zrobi do nocniczka.Pragniesz wykrzyczec to całemu światu.Kiedy idzie do żłobka, przedszkola lub szkoły, kiedy musisz sie z nim rozstac po raz pierwszy płaczesz z tęsknoty juz po pierwszej minucie rozstania.Wydaje ci się, że nie wytrzymasz do jego powrotu.Serce ci pęka, nogi się uginają, coś dławi w piersiach...Kiedy wyjeżdza na swoje pierwsze kolonie (bez ciebie) chce ci się wyć z rozpaczy.I znów wraca ten przeraźliwy strach. Boisz się, że autokar będzie miał wypadek, że będą bić twoje maleństwo, molestować, głodzić, wymyślasz najczarniejsze scenariusze...Każdy dzień bez dziecka jest torturą.Ale wiesz, że tak w zyciu musi byc i nic na to nie poradzisz. Z tęsknoty i strachu prawie nie jesz, prawie nie spisz.Odliczasz dni do powrotu dziecka.Chciałabyś 24 godz. na dobę być ze swoim maleństwem. Tulić je w ramionach, głaskach po małej głowce i różowych policzkach, calować każdy paluszek u rączek i nóżek,całowac maleńki nosek, uszka,pupkę, stopki, pieścić, pieścić i jeszcze raz pieścić.I nigdy nie wypuszczać ze swych objęć. Ale życie jest okrutne. dziecko musi iśc do szkoły, coraz częściej i na coraz dłużej musisz się z nim rozstawać.
Kiedy przynosi 5 ze szkoły pękasz z dumy.Smucisz się każdą zła oceną.Radość rozpiera twoje serce, kiedy chwalą twoje dziecko. Chce ci się płakać, kiedy na nie narzekają. Nie wierzysz w to, co złego o nim mówią.Przeciez to niemozliwe...przeciez ono jest prawie nieskazitelne...wspaniałe...cudowne.
Czasem widzisz, że sobie z czymś nie radzi, ale choć serce ci pęka z bólu nie możesz mu pomóc, bo chcesz nauczyć je samodzielności.
Miłośc, mimo upływu lat nie słabnie.
Wciąż często odmawisz sobie wielu rzeczy, że by tylko twoje dziecko miało więcej.Zaniedbujesz siebie, byle ono cos miało.Możesz chodzic nawet w worku na kartofle, byle twoje dziecko miało ładne ubrania. Możesz często niedojadać, byle ono miało co jeść.Mimo, że nie jest juz maleństwem, nadal czasami przychodzisz noca do jego pokoju posłuchac, czy oddycha, pogłaskać po głowie, pocałować w policzek lub w czoło. Zrobić mu na czole znak krzyża, żeby Bóg miał je w opiece. Nadal bez wahamia oddałabyś życie za swoje dziecko, nadal chciałabyś otulic je swoimi ramionami i nigdy nie wypuścić.
Gdybyś tylko mogła, scałowałabyś (tak,jak wtedy, gdy było malutkie) każdą łzę z jego policzka. Pocałowała każdą ranę, żeby się szybciej goiła. Utuliła w swoich ramionach każdy jego smutek.
Ale dziecko jest coraz starsze i nie potrzebuje już ciebie tak, jak kiedyś. To bardzo boli.
Twoje dziecko zaczyna wchodzic w okres dojrzewania. Zaczyna cię odpychać od siebie, pokazywac ci, jak bardzo niemiłe sa dla niego twoja miłośc, troska, zainteresowanie.
Mówi ci bardzo przykre i bolesne słowa.czasem wydaje ci sie, ze cie wręcz nienawidzi.Nagle zaczynasz sie czuć tak bardzo niepotrzebna, wręcz zbędna.Nie chcesz wierzyć w to, że to wszystko może ci robić i mówić twoje cudowne maleństwo...Wciąz masz nadzieję, że może przesadzasz, że może nie jest tak źle, jak ci sie wydaje. Nie chcesz uwierzyc w to, że twoje dziecko pije, ćpa, pali, czy robi inne złe rzeczy.Kiedy dziecko ucieknie z domu rozpacz rozrywa ci serce na strzępy. Odechciewa ci się żyć. Przestajesz nad soba panować. Przerażliwa bezsilność prowadzi cie do głupich i nieprzemyślanych zachowań.Zastanawiasz się, dlaczego...i gdzie popełniłas błąd. Nie możesz zrozumieć jak może ci mówić i robić cos takiego ktoś, za kogo byłabys gotowa wskoczyc w ogień, dla kogo oddałabyś życie...Myslisz :"co takiego złego zrobiłam? DLACZEGO MOJE DZIECKO AŻ TAK MNIE NIENAWIDZI? Czy za mało je kochałam A może za mało sie poświęcałam?Co mogłam jeszcze zrobić?"I znów przypominasz sobie, jaka ty byłaś w jego wieku. I znów jedyne, co możesz zrobić, to powiedzieć swojej mamie to:"wybacz, mamo.Nie wiedziałam, że tak cię raniłam.Wybacz, mamo, bo nie wiedziałam, co czynię. Wybacz każdy mój zły postępek, wybacz każda twoją łzę..."Potem twoje dziecko (jeśli to jest córka) rodzi swoje dziecko..I następuje przeogromna zmiana w jej życiu. Zmiana na zawsze. Nagle przestaje sie liczyć cokolwiek oprócz tej małej, istotki na jej brzuchu.Liczy, czy dziecko ma wszystkie paluszki, słucha,jak bije jego serduszko i czy równo oddycha. Wydaje jej się, że tym oddechem mogłaby się żywić.Myśli "to dziecko będzie kimś wyjątkowym.Wychowam go najlepiej, jak umiem.Na dobrego człowieka.Dam mu wszystko, co mam i co kiedykolwiek będe mieć...itd
nie śpi po nocach paralizowana lękiem o jego życie. Odmawia sobie wielu rzeczy, które przedtem wydawały się jej niezbędne.Boli ją kazda łza jej dziecka, zdarte kolanko, każdy kaszelek, wyrzynający się ząbek. A potem przedszkole, szkoła, pierwsze rozstanie na dłużej...
Umiera z miłości do swojego dziecka.Chciałaby 24 godziny na dobę być ze swoim maleństwem. Tulić je w ramionach, głaskach, pieścić i nigdy nie wypuszczać ze swych objęć.Ale życie jest okrutne...A potem jej dziecko wchodzi w okres dojrzewania... Patrzy na jego postepowanie, przypomina sobie swoje i jedyne, co może tobie "wybacz, mamo.Nie wiedziałam, że tak cię raniłam itd"A potem jej córka ma swoje dziecko, a ono swoje..
A KAŻDE POKOLENIE PRZECHODZI OKRES DOJRZEWANIA BARDZIEJ BURZLIWIE, NIŻ POPRZEDNIE.
Krąg życia,przeogromnej miłości, przeraźliwego strachu... a w okresie buntu dziecka krąg niewypowiedzianej samotności,przerażliwego poczucia bycia złym rodzicem, niepotrzebnym i znienawidzonym, poczucia ogromnej bezsilności ...
Więc zanim zrobisz po raz kolejny coś głupiego, przypomnij sobie ten list i zastanów się nad swoim postępowaniem, bo kiedyś i Ciebie może spotkać taka krzywda ze strony Twoich dzieci. A one mogą byc gorsze, niż Ty i robić jeszcze większe głupstwa. Jak sie wtedy poczujesz?
Edytor zaawansowany
  • Gość: mama IP: *.internetdsl.tpnet.pl 21.07.11, 08:08
    Super, ujęte wszystko tak jak w życiu, nic dodać nic ująć, super, pozdrawiam...
  • mamut1313 21.07.11, 12:17
    Napisałam ten list do moich dzieci. A potem postanowiłam opublikować (w skróconej wersji) tutaj.
    Zrobiłam to, poniewaz uważam, że nastolatki nie powinny patrzeć tylko i wyłącznie na swoje własne uczucia i problemy. Powinny czasem także zastanowic się, co czują ich rodzice. I zdać sobie sprawe z tego, ża sami również będą kiedys rodzicami zbuntowanego nastolatka.
    Chciałam, żeby poznały motywy naszego postepowania.
    Że nasze nakazy i zakazy wypływaja tylko i wyłącznie z naszej troski i miłości do dzieci. Że są po to, aby uchronic je przed złem tego świata. Bo my znamy ten świat i jego zagrożenia lepiej, niż one.
    To normalne, że nie uchronimy naszych dzieci przed wszystkimi nieszczęsciami, jakie moga je spotkac w zyciu, ale nasze nakazy i zakazy mogą znacznie zmniejszyc to ryzyko.
    Jeśli czegokolwiek wymagamy od dzieci, to zawsze robimy to dla ich dobra, nie PRZECIWKO NIM. Kieruje nami wyłączniewielka miłość, strach i troska o nasze dzieci.
    Rozumiemy okres buntu, bo sami również go przechodziliśmy. Ale chcielibyśmy, aby dzieci także chociaz spróbowały zrozumiec nas-rodziców.
    Może wtedy łatwiej dziecku będzie z nami porozmawiac i opowiedzieć o swoich bolączkach, znaleźć jakis kompromis. Bo bez zrozumienia postawy i motywów postępowanie drugiej osoby jest to niemożliwe. Dzieci myslą czasem, że my ich nienawidzimy. My czasami mamy wrażenie, że to dzieci nienawidza nas. A to nieprawda i obie strony o tym wiedzą w głębi serca.
    Obydwie strony musza byc wobec siebie szczere i otwarcie mówić o swoich bolączkach, motywach postepowania i uczuciach.
    Bo jesli dzieci skoncentrują sie tylko i wyłącznie na tym, co czują ONE, mogą bardzo skrzywdzić rodziców. I na odwrót.
    Myslę, że ten list przemówi do niektórych nastolatków (niech to bedzie chociaz jeden nastolatek). A na pewno pomoże wielu matkom wyrazic to, czego nie potrafią powiedzieć dziecku wprost.



  • kara_mia 28.08.11, 13:46
    Gdybym jako dziecko dostała taki list byłabym przerażona odpowiedzialnością jaka na mnie spada. Wcale a wcale nie czułabym się kochana , tylko przytłoczona tak, że ledwo można oddychać i natychmiast chciałabym uciec daleko od autora tego listu.

    nie jestem ekspertem, może eksperci się wypowiedzą, ale zdania :


    Myślisz "to dziecko będzie wyjątkowe.
    Nie śpisz po nocach, bo czujesz przerażliwy strach, że może przestac oddychać, (..) Śpisz z dzieckiem, bo boisz się choć na chwilę zostawić je same.
    Paraliżuje cie strach, że coś mogłoby się przydarzyć twojemu maleństwu, kiedy Ty zaśniesz
    Boli cię kazda łza twojego dziecka,
    kiedy musisz sie z nim rozstac po raz pierwszy płaczesz z tęsknoty juz po pierwszej minucie rozstania.Wydaje ci się, że nie wytrzymasz do jego powrotu.
    Chciałabyś 24 godz. na dobę być ze swoim maleństwem
    Ale życie jest okrutne. dziecko musi iśc do szkoły, coraz częściej i na coraz dłużej musisz się z nim rozstawać.
    Kiedy przynosi 5 ze szkoły pękasz z dumy.Smucisz się każdą zła oceną
    Ale dziecko jest coraz starsze i nie potrzebuje już ciebie tak, jak kiedyś. To bardzo boli.



    są straszne, nie ma w tym nic z miłości do dziecka, jest tylko żądza kontroli, władzy i egocentryzm...
    straszne, nie dziwie się, ze dzieci uciekają..
  • verdana 29.08.11, 14:11
    Nie tylko zgadzam się w 100%, ale sama mialabym ochotę zwiać z domu, w ktorym powinnam zostać dlatego, ze matka wypruwa sobie dla mnie żyly, poświęca się i uwaza, żewszystko co robi jest na pewno wlasciwe. Bo dla mojego dobra.
    W ktorym uznaje się, żecały świat jest zly, a jedynie dom rodzinny dobry. Gdzie samodzielność dziecka przyjmuje się z rozpaczą, a nie dumą (i ulgą, żenareszcie ma sie trochę czasu dla siebie).
    Gdzie wyniki i osiagnięcia dziecka są sprawą rodziców, a każda zła ocena, to zasmucenie mamusi (poświęcającej się przecież). Gdzie matka zyje życiem dziecka.
    I ze jesli uciekam z domu, to dlatego, ze jestem zła. A nie dlatego na przyklad, ze w domu jest źle.
    Gdy myśle o domu, gdzie matka patrzy z rozpaczą na dorastające dziecko - to znaczy,z ę dziecko w ogóle nie jest dla niej odrebnycm człowiekiem, tylko jej częścią.
    I wtedy pozostaje tylko uciec. jak najdalej.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • Gość: Mamut1313 IP: *.adsl.szeptel.net.pl 14.11.11, 10:36
    kara_mia
    nie wiesz, o czym piszesz.
    Ten mój list wyraża tylko i wyłącznie moje UCZUCIA. Nie DZIAŁANIA.
    W moim przypadku było odwrotnie.
    Ja moim dzieciom dałam ZBYT DUŻO SWOBODY, bezgranicznego ZAUFANIA i możliwości SAMODZIELNOŚCI (uczenia się na błędach, podejmowania samodzielnych decyzji i wyborów).
    I to uważam, za moje podstawowe (choć nie jedyne) błędy.
    Więc Twoja mowa o "żądzy kontroli i władzy" jest w moim przypadku mylna.
    Moje błędy leżą gdzie indziej.
    Jeśli nie znasz całej sytuacji - uważaj, co mówisz, bo możesz wydać bardzo krzywdzące opinie na czyjś temat.
  • kara_mia 14.11.11, 18:55
    No właśnie... a zastanawiałam się jak Ci napisac:
    tu chodzi o uczucia.
    To głupio zabrzmi, ale dziecko "czyta" uczucia, nawet jak działania niby stoją z nimi w sprzeczności - i nici.

    Przypomina mi to słowa mojej mamy w wigilię rano :
    masz szczęście, że jest wigilia, to dziś ci nie zrobię awantury o ( wstaw dowolne)
    no i niby awantur nie robiła :)
    ale od 15 r.z miałam jedno życzenie o które się modliłam - boże spraw, żeby to była moja ostatnia wigilia w tym domu.

    Spora władze maja rodzice, nad tym co czuje dziecko ( tj 1-14)
    jak dziecko czuje się zaszczute i chce ociekać, to znaczy, że rodzice "dali ciała"

    Trudno mi się pisze , lepiej rozmawia...
    napisze do Ciebie list na gazetowego, ale muszę najpierw to wszystko poskładać.


  • mama_myszkina 06.09.11, 21:37
    Wybacz ale gdybym była Twoim dzieckiem tot eż bym wiała.

    Z reszta moja matka miała podobne jazdy, nic dobrego z tego nie wyszło.

    Dzici się wychowuje dla świata nie dla siebie.
  • Gość: Mamut1313 IP: *.adsl.szeptel.net.pl 14.11.11, 10:40
    mama_myszkina mylisz się.
    "Dzieci się wychowuje dla świata nie dla siebie. "?

    Dla świata TAK.
    Dlatego każda kochająca matka stara się, aby jej dzieci były dobrze wychowane. Żeby nie były alkoholikami, narkomanami, złodziejami.Żeby znały normy społeczne i moralne. Żeby umiały opracować system zysków i strat i potrafiły spełniać swoje marzenia bez krzywdzenia innych. Żeby do czegoś w tym życiu doszły, coś osiągnęły, umiały zarówno brać, jak i dawać. Żeby miały sumienie i serce. Żeby po prostu były DOBRYMI LUDŹMI.

    Dla siebie? TEŻ.
    Bo każda matka chciałaby mieć na starość jakąś pociechę z dzieci. Moim zdaniem, jeśli na nasze stare lata dzieci o nas zapominają, oddają nas do domów starców, odseparowują nas od wnuków, traktują nas, jak zbędny balast, to znaczy, że tylko nam się wydawało, że wychowaliśmy dzieci na dobrych ludzi.
  • kara_mia 20.11.11, 12:52
    Dla siebie? TEŻ.
    Bo każda matka chciałaby mieć na starość jakąś pociechę z dzieci. Moim zdaniem, jeśli na nasze stare lata dzieci o nas zapominają, oddają nas do domów starców, odseparowują nas od wnuków, traktują nas, jak zbędny balast, to znaczy, że tylko nam się wydawało, że wychowaliśmy dzieci na dobrych ludzi.


    ależ skąd, dzieci - są dobrymi ludźmi ( najpewniej). Po prostu to oznacza, ze za młodu tak im rodzice dopiekli, ze jak już się wyrwali z domu, to nie chcą ich na oczy oglądać. - To nie ma nic wspólnego czy są "dobrymi ludźmi" czy nie.
    To oznacza, ze maja dość swoich starych... ot co. A to nie ma NIC wspólnego z osądzaniem ich jako "dobrych" czy "złych" ludzi.

    Bo niby "dobry" człowiek to ten co zajmuje się mamusią do samej śmierci?
    Znam taka jedną co popieprza do mamusi co drug dzień i obiadki gotuje - a w pracy - krętacz, kłamca, złodziej i suka pierwszej klasy?
    To niby dobry czy zły człowiek?



  • ekspert_itaka 19.09.11, 14:17
    Mamut13131 napisałaś bardzo osobiste i szczere wyznanie. To bardzo prawdziwe świadectwo matczynego przywiązania do dziecka. Jednak jest w nim jednocześnie coś bardzo niepokojącego, na co zwrócili uwagę też inni forumowicze. To, co opisujesz, to symbiotyczna więź - taka, która rodzi się między dzieckiem a matką w momencie jego urodzenia i jest biologicznie niezbędna dla przetrwania niemowlaka, który musi polegać na matce w spełnianiu wszystkich jego potrzeb. W miarę rozwoju dziecko dąży jednak do samodzielności i dojrzałości, do czego konieczne jest oddzielenie się do rodzica. Początkowo to oddzielenie motoryczne - dziecko stawia pierwsze kroki, a kulminacją tego procesu jest okres dojrzewania, gdzie dziecko zaczyna kwestionować wybory swoich rodziców, podważać autorytety, szukać własnych. To koniecznie do tego, aby młody człowiek został dojrzałym dorosłym.
    Rodzicom, którzy są szczególnie związani z dzieckiem bardzo trudno odnaleźć się w tej, nowej dla nich sytuacji, kiedy ukochane dziecko nie jest już tak ufne i zależne. Wtedy nie traktują tego co się dzieje z dzieckiem jako naturalnego procesu rozwojowego, ale postrzegają zachowanie dziecka jako wymierzone przeciwko sobie. Czuja się zranieni i opuszczeni, myślą o dziecku jako o niewdzięcznym lub też o sobie, jak o złych rodzicach. Próbują tez wzbudzić w dziecku poczucie winy za separację - tak aby koniecznie zostało na pozycji wdzięcznego, kochającego dziecka. To jednak często odnosi odwrotny skutek: dzieci czując, że nie wolno im podejmować własnych decyzji buntują się ze zdwojoną siłą.
    Im więcej energii i poświęcenia rodzic wkłada w wychowanie dziecka, tym trudniej mu się pogodzić z jego dorastaniem. Mamut 1313 warto jednak pamiętać, że dorastający nastolatek ma za zadanie stać się niezależnym człowiekiem, tak aby być potem dobrym opiekunem dla swoich dzieci i należy pomóc mu w osiąganiu tej samodzielności. Dlatego w tym okresie rodzic powinien ze spokojem traktować emocjonalne zachowania nastolatka . Nie należy ich traktować jako wymierzonych przeciwko sobie. Najlepszym co możemy dać dziecku w tym okresie to zadowolony z życia, spokojny i rozumiejący rodzic.
  • mamut1313 11.11.11, 14:05
    "w tym okresie rodzic powinien ze spokojem traktować emocjonalne zachowania nastolatka ." czyli ze stoickim spokojem patrzec, jak dziecko wpada w złe towarzystwo, pije alkohol, bierze narkotyki,a w końcu ucieka z domu.
    Dziekuję za MĄDRĄ PORADĘ.
    Mamut1313
  • ekspert_itaka 24.11.11, 11:10
    mamut1313
    Jeśli odebrałaś te słowa jako zachętę do bierności wobec autodestrukcyjnych zachowań nastolatka, takich jak branie narkotyków i picie alkoholu to nastąpiło tu nieporozumienie i należy wyjaśnić co rozumie się przez spokojne reakcję.

    Główną psychologiczną cechą dorastania jest postępujące opuszczenie dziecięcych oczekiwań i posłuszeństwa wobec rodziców. Dlatego też dzieci w tym okresie zaczynają kwestionować autorytety, stają się też aroganckie, butne, okazują lekceważenie. Jest to denerwujące i niemiłe. Ta arogancja jednak ma bardzo kruche podstawy i dzieci przeżywają duża poczucia winy za własną destrukcję. Swoje destrukcyjne impulsy mogą kierować do siebie: brać narkotyki, pić alkohol, uciekać z domu.

    Co pozwala przetrwać dojrzewania i zapanować nad wewnętrznym chaosem? Jest to przekonanie dziecka, że rodzice są do pewnego stopnia niewrażliwi. Niszczycielska siła rośnie, jeśli rodzice się jej poddadzą. Z drugiej strony kontynuowanie rozkazywania prowadzi do tego, że nastolatek coraz bardziej lekceważy autorytet rodziców. Rozwiązaniem jest pozostanie rodzica przy swoich ideałach przy jednoczesnej inteligentnej rozmowie z dzieckiem: słuchanie tego, co ma do powiedzenia, wyjaśnianie własnego punktu widzenia i tego, dlaczego uważa się coś za słuszne. Wtedy u młodego człowieka tworzy się coś, co psychologowie nazywają "stałością obiektu", czyli przekonanie, że pomimo mojego wewnętrznego chaosu i destrukcyjnych impulsów rzeczywistość pozostaje względnie stabilna i niezmienna. To pomaga zapanować nad sobą.

    Uważane słuchanie nastolatka często pozwala odkryć, że jego kłopoty są podobne do tych, które samemu się przeżywało wiele lat temu. W tym czasie warto też korzystać ze wsparcia współmałżonka i prezentować wobec dziecka wspólną postawę. W razie wystąpienia problemów, które są zagrażające dla dziecka, warto zwrócić się po pomoc do odpowiednich instytucji. Poszukać wsparcia wśród osób gotowych je udzielić. Oraz zadać sobie pytania: czego oczekują od mojego dziecka? Czego ono teraz najbardziej potrzebuje? Czego ja potrzebuję? Jak wyglądało moje dorastanie? Co wtedy mi pomogło? Do kogo moge się zwrócić kiedy jest mi trudno?

    > "w tym okresie rodzic powinien ze spokojem traktować emocjonalne zachowania nas
    > tolatka ." czyli ze stoickim spokojem patrzec, jak dziecko wpada w złe towarzys
    > two, pije alkohol, bierze narkotyki,a w końcu ucieka z domu.
    > Dziekuję za MĄDRĄ PORADĘ.
    > Mamut1313
  • mamut1313 24.11.11, 13:45
    1.Ale dlaczego " arogancja jednak ma bardzo kruche podstawy i dzieci przeżywają duża poczucia winy za własną destrukcję. Swoje destrukcyjne impulsy mogą kierować do siebie: brać narkotyki, pić alkohol, uciekać z domu."?
    Przeciez nigdy nie były karcone za dorastanie. Wręcz przeciwnie, wciąż im powtarzałam, że to normalne w ich wieku i nawet podawałam przykłady z własnego okresu dojrzewania :(
    2."Rozwiązaniem jest pozostanie rodzica przy swoich ideałach przy jednoczesnej inteligentnej rozmowie z dzieckiem: słuchanie tego, co ma do powiedzenia, wyjaśnianie własnego punktu widzenia i tego, dlaczego uważa się coś za słuszne."
    A co jeśli dzieci porozmawiały, wysłuchały , mówiły, że rozumieją a i tak uważały, że mój punkt widzenia jest "przestarzały, zacofany i w ogóle z epoki kamienia łupanego"? Stąd mój nick:mamut :) Tak mnie czasem pieszczotliwie nazywały :)
    3."Co pozwala przetrwać dojrzewania i zapanować nad wewnętrznym chaosem? Jest to przekonanie dziecka, że rodzice są do pewnego stopnia niewrazliwi
    A co jesli dzieci uważja, że jestesmy przewrażliwieni?
    4. Czego oczekują od mojego dziecka?
    Tego, że będzie dobrym człowiekiem, będzie miało serce dla innych i że nie upadnie na dno.
    5. Czego ono teraz najbardziej potrzebuje?
    Nie wiem...Daje mi sprzeczne sygnały...
    6.Czego ja potrzebuję?
    Szczęścia moich dzieci.
    7.Jak wyglądało moje dorastanie?
    O tym bardzo często rozmawiałam z dziećmi, żeby nie myslały, że ja byłam cudna i słodka i że to, co sie dzieje z nimi jest normalne.
    8.Co wtedy mi pomogło?
    Silnie wpojone zasady moralne i miłość do Mamy
    9.Do kogo moge się zwrócić kiedy jest mi trudno?
    Nie mam nikogo takiego.
    Moja córka miala 3 psychologów (brak chęci współpracy z jej strony),endokrynologa (hormony) i psychiatrę. Co jeszcze mogłam zrobić?
    Nie reagowałam za mocno na typowe zachowania nastolatek, ale jak matka ma reagować na takie zachowania dziecka, jak: picie alkoholu, palenie papierosów, branie narkotyków, nieodpowiednie towarzystwo, drobne konflikty z prawem ucieczki z domu?
    Proszę o odpowiedź.
    Pozdrawiam.
    mamut1313



  • mamut1313 24.11.11, 13:54
    Poprosiłam o odpowiedź, bo nadal nie wiem , jak się konkretnie zachowywać.
    Dzieci rozmawiają ze mną , a potem i tak robią swoje. Mówie tu o rozmowie, z nie o monologu rodzica :) Choć niestety często to tak wygląda. rodzic mówi, a dziecko z załozonymi rekami siedzi i udaje, że słucha :) Na pytania odpowiada wymijająco lub w ogóle. Za to czesto pyta, czy może juz wyjść i jak długo rodzic będzie jeszcze ględził. Najczęścej jednak w ogóle nie ma czasu ani ochoty na rozmowę. I co wtedy?
    mamut1313
  • ekspert_itaka 28.11.11, 16:13
    Mamut1313
    Zastanawia mnie cały czas czego konkretnie oczekujesz od dzieci. To co napisałaś jest bardzo ogólne: żeby były dobre i nie stoczyły się na dno. Na pewno rozumiesz przez to jakieś konkretne zachowania. Co to jest?

    Zwróciło też moją uwagę to, że nie wiesz, czego mogą potrzebować teraz Twoje dzieci i że dają Ci sprzeczne sygnały. Jak myślisz, dlaczego dają sprzeczne sygnały są sprzeczne? O co chodzi?

    Czy jesteś pewna, że Twoje dzieci nie słyszą tego co do nich mówisz, czy raczej nie są posłuszne? To dwie różne sprawy. Zazwyczaj nastolatki bardzo dobrze słyszą i wiedzą o tym, co rodzice do nich mówią. Nieposłuszeństwo to oddzielna sprawa i jeśli o nie chodzi, to nie ma złotych środków, żeby skłonić nastolatka do wykonywania poleceń. W naturze fazy dojrzewania jest kwestionowanie autorytetu rodzica. Jeśli jednak chcesz uspokoić sytuację między Tobą a Twoimi dziećmi to nie bój się ich agresji. Kiedy tylko przestaniesz się bać, one się uspokoją. Postaraj się aby Twoje zachowanie było jasne i dostosowane do sytuacji: jeśli Twoje dziecko jest smutne - pocieszaj. Jeśli jest agresywne i przekracza Twoje granice, np. mówi Ci przykry epitet – powiedz, że nie życzysz sobie, żeby tak do ciebie mówiło. Nie bój się tej agresywnych zachowań i pokaż, że jesteś silna.

    Życie z dziećmi uczy pokory: często rozmowy z nimi obracają się w kółko. Dlatego używaj komunikatów, które nie będą trwały dłużej niż 10 sekund. Np. „pościel łóżko. Ok.?”, a jeśli tego nie zrobi powiedz: „widzę, że nie pościeliłeś łóżka. Zrób to teraz”. Czy to zrobi? Pewnie nie, ale jasno dasz do zrozumienia czego oczekujesz. Potem możesz powiedzieć: „Denerwuje mnie to, że nie pościeliłeś łóżka jak prosiłam”. Jakiekolwiek dyskusje na ten temat czy kazania dadzą skutek odwrotny do zamierzonego: po prostu nastolatek się zdenerwuje i zapomni o co prosiłaś.
    Poza tym, że są Twoje dzieci sprawiają Ci problemy, są też na pewno młodymi, bardzo ciekawymi osobami, które mają swój świat. Aby pomóc im radzić by radzili sobie z własnymi uczuciami, warto:
    - słuchać ich bardzo uważnie, na pewno już wiele razy powiedzieli o tym, co ich boli czy im przeszkadza
    - zamiast pytań i rad, zaakceptuj ich uczucia słowami: acha rozumiem
    - zamiast zaprzeczać uczuciom, pomóż im je określić (np. to musiało być frustrujące)

    Osoba, która czuje się zrozumiana jest bardziej zdolna do poradzenia sobie ze swoimi odczuciami i problemami. Nastolatek potrafi często sam sobie pomóc, jeśli tylko znajdzie przychylne ucho i otrzyma odpowiedź dającą wyraz łączności z jego odczuciami (empatia). Kiedy będzie miało jasny ich obraz, zbierze w sobie dość siły, aby stawić im czoło.
  • mamut1313 28.11.11, 17:58
    "...jeśli Twoje dziecko jest smutne - pocieszaj. Jeśli jest agresywne i przekracza
    Twoje granice, np. mówi Ci przykry epitet – powiedz, że nie życzysz sobie, żeby tak do ciebie mówiło."
    Zawsze pocieszałam moje dzieci, kiedy były smutne. Cieszyłam sie z nimi, gdy one sie z czegos cieszyły. Ale na agresywne postawy nie umiałam zareagować. Jesli mowa o epitetach, to owszem, mówiłam, że sobie nie życzę, aby tak do mnie mówiły . Na co najczęściej słyszałam odpowiedź: "A bo co? Co mi zrobisz? Ty sobie możesz nie życzyć." Nie umiem sobie radzić z ich agrsją, to prawda. Zawsze jedyne, co potrafiłam powiedzieć to "nie życze sobie, abys odzywała sie do mnie w ten sposób. Ja do Ciebie tak nie mówie, więc i ty nie mów tak do mnie", "ja na Ciebie nie krzyczę, więc i ty na mnie nie krzycz" itp.
    Co do komunikatów, to nigdy nie dawałam aż takich krótkich. Zawszy poprzedzone były słówkiem "proszę" lub pytaniem :) np. "proszę posprzatac w swoich pokojach" lub " czy mogłybyście posprzątać w swoich pokojach?" Zadania często powtarzane po kilka razy. Raczej starałam się unikać rozkazów.
    Co do "bycia silną". Zawsze najbardziej żałowałam właśnie tych chwil, kiedy starałam sie byc silna. Nie dać się podpuścić i wyegzekwowac to, o co prosiłam. Poza tym czułam sie wtedy, jak "pan i władca", więc zrezygnowałam z tego. Wolałam być przyjaciółką moich dzieci, niż dozorcą niewolników.
    Co do dalszej części Pani wypowiedzi to często rozmawiałam z dziećmi o tym , co ich boli lub przeszkadza. Ale co moge poradzić na to, jeśli są to sytuacje, na które mam wpływu lub których nie moge zmienić?
    "...zamiast pytań i rad, zaakceptuj ich uczucia słowami: acha rozumiem"
    Bywało i tak. Wtedy miówiły, że wcale nie rozumiem i wychodziły.
    Dziękuję za poradę. Przemyslę ją sobie na spokojnie i wezmę do serca.
    Pozdrawiam


    --
    mamut1313
  • Gość: Nastolatka IP: *.dynamic.chello.pl 09.02.12, 21:59
    Powiem z punktu widzenia nastolatki że ten list owszem przekonujący aż za bardzo nawet. Przeczytałam i popłakałam się odczułam masę żalu do siebie za to że jestem złym człowiekem złym dzieckiem mimo wszystkich moich starań i tak jest źle bo przecież też czasem robię awantury i też czasem płaczę i krzyczę i robię głupoty. Ale poniekąd takie są prawa tego wieku taki świat a przez ten list przemawia też jakiś brak umiejętności zrozumienia tego że dzieci dorastają i to jest normalne i powinno napawać wręcz dumą a nie powodować niewiadomo jakie cierpienie.
  • Gość: Maria IP: *.opera-mini.net 02.11.11, 08:10
    To jest dokładnie to co chciala bym powiedzieć także i moim dzieciom. Wszystko. Kropka w kropke. Niewiele matek stać na takie szczere, prosto z serca płynące wyznanie. Gratuluję. Widac w nim ogromną miłość matki do dziecka. Mnie nigdy nie było stać na takie słowa do mojego dziecka :(
  • Gość: gość IP: *.adsl.inetia.pl 09.11.11, 00:32
    Ten list to jest to ,co chciałabym przekazać mojej córce-uciekającej córce.Pozostawiam bez komentarza wpisy pod nim -każda matka trudnego dziecka przechodzi swoje osobiste piekło , każda bezskutecznie szuka pomocy ,każda codziennie płacze z bezsilności - dzieciom teraz dużo wolno .... matkom nieco mniej...
    --
    porady różne
    Pawiś
  • mamut1313 20.11.11, 11:01
    Napisałaś piękne słowa:
    "każda matka trudnego dziecka przechodzi swoje osobiste piekło, każda bezskutecznie szuka pomocy, każda codziennie płacze z bezsilności - dzieciom teraz dużo wolno .... matkom nieco mniej..."
    I to wszystko na ten temat.
  • Gość: kara_mia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.11.11, 12:35
    może dlatego, ze dzieci mają PRAWO do opieki przez kompetentnych i dojrzałych oraz stabilnych emocjonalnie rodziców ( bo są dziećmi)
    a rodzice maja OBOWIĄZEK takimi ( mniej więcej) być ( bo są rodzicami)
  • kara_mia 20.11.11, 12:55
    a tak przy okazji określenia "trudne dziecko"
    nie ma trudnych dzieci - sa niekompetentni rodzice.

    I rzeczywiście, niekompetentni rodzice
    płaczą z bezsilności
    bezskutecznie szukają pomocy
    i maja swoje własne piekło-
    bo zamiast zacząć zmiany od SIEBIE usiłują znaleźć sposób na zmianę dziecka.
  • mamut1313 20.11.11, 13:03
    kara_mia
    wiesz co?
    Albo jesteś złośliwą, zgorzkniałą babą, która nie ma innych zajęć, niż gnojenie innych przez internet, albo cos innego jest z Tobą nie tak...
    Może zajmij sie lepiej czyms innym, np. cieszeniem się sama sobą.
  • Gość: kara_mia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.11.11, 11:16
    :)

    argumenty ad personam pojawiają sie zawsze, gdy innych brakuje :)

    ja: to zgorzkniała stara baba
    inne na forum, które ci nie przytakują - to wredne babsztyle
    córka : jakaś niewydarzona, bo uciekła od takiej dobrej mamusi
    - a dookoła spisek żydów, masonów, cyklistów, protestantów i zdunów :)

    owszem, mam satysfakcję, jak czarno na białym wykazuje całkowitą bzdurę twoich argumentów.
    I to nie z twojego powodu - tylko dla tych nastolatek, które być może czytają też to forum i zastanawiają się "dlaczego nie umiem być szczęśliwa w domu z moja mamusia, co mi k... całe życie poświęciła?"

    - bo są NORMALNE.
  • mamut1313 21.11.11, 11:42
    do kara_mia
    nikogo nie wyzwałam od wstrętnych babsztyli, ani mojej córki od niewydarzonej.
    Ale Ty naprawde jesteś zgorzkniałą babą. Bo zamist zająć się swoimi dziecmi, siedzisz na internecie i dajesz innym "dobre rady" w sprawach o których nie masz zielonego pojęcia, bo nigdy czegos takiego nie przeżyłaś.
    Ty, jak chcesz, możesz sie cieszyc, kiedy dziecko jest daleko. Możesz odczuwac ulgę i radość, bo masz wreszcie czas dla siebie.
    Ja moje życie poświęciłam moim dzieciom i NIE ŻAŁUJĘ TEGO.
    Jest wiele rzeczy, których moge żałować, ale nigdy TEGO.
    I choć popełniłam wiele błędów nie żałuję miłości do mych dzieci i tego, że były całym moim życiem.
    W przeciwieństwie do Ciebie na szczęście nie należę do tych matek, które cieszą się, gdy dziecko jest daleko. Bo dla mnie macierzyństwo to priorytet.
    A co do ucieczki mojej córki to złożyło się na to wiele czynników. Bardzo wiele. Życiowych, finansowych, mieszkaniowych, zdrowotnych, rodzinnych i wychowawczych.
    Dlatego nie zwalaj całej winy na mnie, idealna mamusiu.
    Ja już i tak mam to poczucie winy zbyt duże.
    Zrozumieć to mogą tylko te matki, które przechodzą to samo, co ja. Ucieczkę niepełnoletniego dziecka.
  • Gość: kara_mia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.11.11, 12:02
    sorry,
    skoro masz poczucie winy - to coś musiałaś w/g siebie robić "nie tak"
    czyli co:
    jeszcze "za mało miłości" i wiecznej kontroli czy co innego? - pytałaś córki?
    pytałaś psychologa?

    skoro córka uciekła - to tez z czegoś musiała być niezadowolona ( od dobrego się nie ucieka)

    więc:
    po pierwsze zapytaj córkę : co jej nie pasowało
    po drugie przyjmij do wiadomości, że to co ty uznajesz za dobre : czyli poświecenie całego życia dziecku itp - nie koniecznie jest równie wartościowe w oczach twojej córki.

    Wręcz wydaje mi się, że to było właśnie to co jej przeszkadzało - zapytaj się jej,
    może odpowie.

    To co ty uważasz za dobre do dawania, wcale nie oznacza, że innym tez się musi podobać do dostawania. może oni potrzebują czegoś innego?



  • mamut1313 21.11.11, 12:12
    do kara_mia
    Wiem, że mnóstwo rzeczy robiłam nie tak.
    Chodzę do psychologa (który zresztą mówi co innego).
    Próbowałam nawet namówić córkę na terapię rodzinną.
    Kontroli było w moim przypadku bardzo niewiele, raczej bezgraniczne zaufanie.
    Spytałam kiedys córkę ( i nie tylko ja) co sie dzieje, co jest nie tak. I to ona sama powiedziała, że to nie moja wina. Potem wymieniła kilka przyczyn (na które jednak nie mam wiekszego wpływu).
    A czego potrzebowała ode mnie?
    Żebym okazywała jej więcej miłości.
    Zdziwiona???
  • kara_mia 21.11.11, 12:25
    niestety nie zdziwiona..
    chętnie i życzliwie napiszę na priv.
  • verdana 27.11.11, 13:48
    Absolutnie nie.
    W Twoim liscie, skierowanym do córki, nie ma krzyty normalnego uczucia. Są pretensje, postawa roszczeniowa, wymagania - list jest tak skupiony na matce i jej uczuciach, ze dziecko w nim jest tylko rzeczą.
    Wcale mnie nie dziwi, ze córka nie czuła miłości - Twoja miloś nakierowana jest na siebie sama w roli matki, a nie na dziecko, które jest tu tylko rekwizytem macierzyństwa.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • mamut1313 27.11.11, 16:29
    I własnie o to mi chodziło- żeby rzedstawić uczucia MATKI.
    Ten list miał byc skupiony na matce i jej uczuciach.
    Tak, jak napisałam wcześniej :"Zrobiłam to, poniewaz uważam, że nastolatki nie powinny patrzeć tylko i wyłącznie na swoje własne uczucia i problemy. Powinny czasem także zastanowic się, co czują ich rodzice. I zdać sobie sprawe z tego, ża sami również będą kiedys rodzicami zbuntowanego nastolatka."
  • kara_mia 13.11.11, 14:33
    może nie przeczytałaś wszystkich postów :
    to może pisze twoja córka : zastanów się :

    Gdybym jako dziecko dostała taki list byłabym przerażona odpowiedzialnością jaka na mnie spada. Wcale a wcale nie czułabym się kochana , tylko przytłoczona tak, że ledwo można oddychać i natychmiast chciałabym uciec daleko od autora tego listu.
  • mamut1313 13.11.11, 17:40
    kara_mia
    Dokładnie czytam WSZYSTKIE posty. I z pewnością żaden z nich nie jest autorstwa mojej córki.
    I może jestem mało inteligentna, ale przyznam szczerze, że nie rozumiem TEGO twojego postu. Czy możesz mi wytłumaczyc (w prywatnej wiadomości), o co chodzi?
    Mamut1313
  • Gość: E_S_C IP: *.ssp.dialog.net.pl 15.11.11, 23:43
    Powiem tak, popłakałam się bo ten list oddaje całą matczyną miłość a jeśli ktoś chce czytać między znakami - jego sprawa. Jak autorka postu o uciekaniu chce uciekać... Poczekajmy aż będzie miała własne nastoletnie dzieci :) Matka zawsze będzie się bała o dziecko i nie zmienią tego posty domorosłych pseudo-psychologów (nie mam na myśli pani psycholog z itaki tylko lale która tak się czuje przytłoczona odpowiedzialnością), a co do odpowiedzialności- dziecko to olbrzymia odpowiedzialność i jeśli ktoś się tej odpowiedzialności boi to radzę się zastanowić nie nad postami innych ale nad sensem posiadania dzieci.
    Pozdrawiam gorąco autorkę listu!
  • Gość: kara_mia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.11.11, 15:24
    Poczekajmy aż będzie miała własne nastoletnie dzieci :)

    Mam własne nastoletnie dzieci.
    Podtrzymuje to co napisałam.
    Moje nastoletnie dziecko wyjechało do szkoły na rok, i rok dao sobie rade bez mamusi, bez tatusia i nie rozpadło się w kawałki ze zgryzoty.
    Ja spałam spokojnie i odkrywałam uroki ciszy i samotności w domu.
    Można mamy rok na oczy nie oglądać , własnego dziecka też - i od tego się nie umiera.

    Nie przypominam sobie, żeby moje dziecko było "całym moim życiem". Jest ważne , ale nadal mam : męża, pracę, przyjaciół, hobby, sport - jest rzeczy na zagospodarowanie paru dni w jednym dniu...


  • Gość: kara_mia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.11.11, 15:31
    dziecko to olbrzymia odpowiedzialność

    to prawda
    rodzice maja wielka odpowiedzialność WOBEC dzieci.
    Muszą osiem razy obrócić słowo zanim je powiedzą- bo spoczywa na nich odpowiedzialność czy to co robią wspiera rozwój dziecka w kierunku dojrzałej niezależnej osoby , czy zatrzymuje go w rozwoju.

    Ich strachy i lęki - są duuuużo mniej ważne i w porównaniu z odpowiedzialnością wobec dziecka prawie wcale się nie liczą.
    Innymi prostymi słowy :
    Jak mama się straszliwie boi o dziecko, to niech sobie chodzi na terapię i leczy swój lęk, i niech odpierwiastkuje się od dziecka.
    Ono ma PRAWO mieć rodzica, który się boi ot, tyle co średnia średnia krajowa i zatrzymuje swój strach przy sobie a nie wylewa go na dziecko.




  • Gość: Anna IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.11.11, 16:00
    Ludzie, co Wy robicie?
    Albo jesteście nieodpowiedzialnymi rodzicami, albo takich udajecie.
    Wszyscy, którzy piszecie na temat tego listu nieprzychylne posty- opanujcie się.
    Ja również gorąco pozdrawiam autorkę listu.
    TA KOBIETA ZASŁUGUJE NA NASZ NAJWIĘKSZY SZACUNEK I PODZIW.
    Ile jest teraz matek tak oddanych własnym dzieciom? Teraz raczej ważniejsza jest kariera, robienie pieniędzy i CZAS DLA SIEBIE,niż zainteresowanie życiem własnych dzieci. Coraz częściej się o tym mówi.
    A ta kobieta powinna być dla nas PRZYKŁADEM MATCZYNEJ MIŁOŚCI.
    i gdzie WY niby wyczytaliście, że ta kobieta nie zgadzała się na dorastanie dzieci? Przecież pisała, że "takie jest życie i trzeba się z tym pogodzić". I że często nie mogła pomóc dzieciom, bo chciała nauczyć ja samodzielności.
    Więc czytajcie DOKŁADNIEJ, zanim coś napiszecie.
    Ja popłakałam się czytając ten list.
    Ja, tak, jak kara_mia cieszyłam się, kiedy dzieci nie było w pobliżu, bo miałam czas dla siebie.
    I co? moje dziecko (syn) tez uciekło. Podobno dlatego, że miałam dla niego zbyt mało czasu.
    Teraz żałuję.
    Dlatego podziwiam autorke listu.
    Ja również dokładam się do słów, że ten list to wszystko, co chciałabym powiedzieć mojemu dziecku.
    Jeszcze raz OGROMNE WYRAZY SZACUNKU I MÓJ SZCZERY PODZIW dla autorki.
  • Gość: agata IP: *.dynamic.chello.pl 19.11.11, 00:29
    Wybacz autorko, ale dla mnie ten wątek powinien mieć tytuł "Wyznania matki-wariatki".
    Sama mam dzieci, bardzo je kocham, są już dorosłymi ludźmi. Doświadczyłam uczuć które opisujesz, ale zaprezentowane przez Ciebie stały się swoją karykaturą. Histerycznie, egzaltowanie, przytłaczająco, zaborczo. Z domu się ucieka także przed taką miłością...
  • verdana 19.11.11, 16:43
    Ja też mam i mialam nastoletnie dzieci.
    Cóż, osoby ktore zgadzają się z autoką postu jak widać, w paru wypadkach doswiadczyły ucieczki własnych dzieci. Ciekawe, dlaczego?
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • mamut1313 19.11.11, 16:58
    Cóż...widzę, że mój list wzbudza sporo kontrowersji.
    Oczywiście najwięcej NEGATYWNEGO mają do powiedzenie "kara_mia" i "verdan". Kobiety, które NIE DOŚWIADCZYŁY ucieczki własnych dzieci. TO MÓWI SAMO ZA SIEBIE.
    Jeśli tego nie doświadczyłyście, kobiety, to nie wypowiadajcie się na ten temat.
    Poza tym powiedzenie, że:"Cóż, osoby ktore zgadzają się z autoką postu jak widać, w paru wypadkach doświadczyły ucieczki własnych dzieci. Ciekawe, dlaczego? " jest NIE NA MIEJSCU. Raptem dwie osoby...
    Co do wyzywania mnie przez "agatę" od wariatki.
    Chyba nie jest to miejsce na TAKIE okazywanie swojej "kultury" osobistej.
  • Gość: agata IP: *.dynamic.chello.pl 19.11.11, 18:13
    Co do wyzywania mnie przez "agatę" od wariatki.
    Chyba nie jest to miejsce na TAKIE okazywanie swojej "kultury" osobistej.


    Tylko tyle z tego zrozumiałaś?
    Przecież Twój post to poradnik jak zakochać dziecko na śmierć! Gdzie w tej totalnej, bałwochwalczej i w sumie nieszczęśliwej miłości (bo ciągle strach, łzy, tęsknota, rozczarowanie) miejsce na miłość do męża, bycie kobietą, żoną, na własne pasje, jakieś życie poza macierzyństwem? Dorastający młody człowiek potrzebuje matki - partnera,ciekawego i fajnego człowieka, a nie matki rozhisteryzowanego powoju wzbudzającego w nim poczucie winy, że nie jest już słodkim oseskiem całkowicie zależnym od mamusi. No i wieje gdzie pieprz rośnie przed toksyczną, zaborczą pseudo miłością.
  • mamut1313 19.11.11, 17:20
    Poza tym kobiety, które maja problem z uciekającymi dziećmi piszą, że ich nigdy nie było stać na takie słowa.
    Więc kochana verdano CZYTAJ UWAŻNIE wszystkie posty, bo chyba nie zwróciłas na to uwagi.

    DZIEKUJĘ WSZYSTKIM KOBIETOM, KTÓRE MNIE ROZUMIEJĄ I WSPIERAJĄ, zamiast wylewać na mnie wiadro pomyj.
  • gemmasaka 19.11.11, 19:06
    Postaniwiłam tu napisać bo... od 9 dni sama jestem matką :) i miałam( mam) matkę taką jak autorka listu-świadectwa. Powiem Ci szczerze że dzieciństwo z nią było tragiczne, bardzo trudo było mi się uwolnić psychicznie od tego "brzemienia " które na mnie ciążyło. Też miałąm dużą swobodę, mam pozwalała mi wychodzić, jeździć na wakacje etc. ale ciągle obarczała i przytłaczała mnie swoją miłością, co dla dziecka jest trudne do udźwignięcia. Nie uciekałam z domu, nie sprawiałam problemów. Poszłam na studia, które grzecznie skończyłam. Byłam zawsze przykładnym dzieckiem ALE nieszczęśliwym obarczonym piętnem odpowiedzialności bo :
    moja mam tak mnie kocha, bo tyle dla mnie zrobiła, robi etc. TO JEST CHORE !!! Przez prawie dwa lata chodziłam na terapię, aby przestać się smucić kiedy mojej mamie coś nie tak szło w życiu. Byłam do tego stopnia uzeleżniona, że chciałam jej świat naprawiać i ratować mimo że każdy dorosły powinienien pić naważone przez siebie piwo. Nie umiałam jej odmawiać etc. wszystko przez ogromne wyrzuty sumienia bo ona mnie tak mocno kocha i tyle dla mnie zrobiłą...

    Nie uciekałam, bo pewnie byłam zbyt strachliwa. Odpoczęłam psychicznie dopiero kiedy przeprowadziłąm się 500km dalej i dzwoniłam raz na tydzień. Nie dziwię się, że córka ucieka, powinnaś wybrać się na terapię ..
  • jola_ep 19.11.11, 19:34
    > Poza tym kobiety, które maja problem z uciekającymi dziećmi piszą, że ich nigdy
    > nie było stać na takie słowa.

    Ale nie widzą nic w nich złego? Popierają je?
    Powody ucieczek mogą być różne.
    Ale to nie zmienia faktu, że miłość, którą opisałaś w pierwszym poście jest miłością toksyczną.

    Albo inaczej: miłość taka jest zarezerwowana dla pierwszych miesięcy życia dziecka. Wtedy jesteśmy dla nich całym światem. Nasza cywilizacja niestety narzuca standardy, które zaburzają te unię, choćby oddzielny pokój. Warto jednak cieszyć się tym okresem (moja córa wymusiła na mnie dużo bliskości ;) )

    A potem musimy pozwolić wyfrunąć naszym kurczakom spod skrzydeł. Zmienić nasze relacje. Pozwolić im dorosnąć. Ekspert dobrze to opisała.

    Myślę, że często idziemy tropem naszym rodziców: popełniamy te same błędy, robimy równie mądre rzeczy.

    Nie chodzi tu o wylewanie pomyj. Nie wiem, jak Wam (Tobie i Twojej córce) pomóc. Ale miłość opisana w Twoim liście mnie też przeraża. Pamiętam z okresu mojego dorastania, że robiłam głupie rzeczy, które mi wydawały się mądre. Ale nie robiłam tych najgłupszych, bo czułam zaufanie mojej matki. Inna sprawa, że ceniłam moją mamę także jako człowieka: za jej wiedzę i życiową mądrość. Po latach powiedziała mi (gdy moja córa miała 16 lat) "rolą matki jest martwić się" - właśnie tak: wypuścić z rąk i nie pozwolić na to, aby nasz lęk przytłoczył nasze dziecko.

    Piszę wyłącznie o liście. Przecież o Was nic nie wiem.

    Pozdrawiam
    Jola
  • mamut1313 21.11.11, 12:01
    do jola_ep
    Napisałas,że nic o nas nie wiesz. Jesli chcesz sie dowiedziec szczegółów, napisz do mnie prywatną wiadomość, proszę, bo ja do Ciebie nie mogę -nie aktywowałas profilu.
    Ja również pozdrwiam.
    Mamut1313
  • kaz-oo 19.11.11, 20:05
    Nie przyjmujesz żadnej krytyki, ani uczestników forum, ani nawet eksperta. Ty wiesz lepiej. Podejrzewam, a w zasadzie mam pewność, że także wiesz lepiej co jest dobre dla twojej córki, jak powinna postępować, co wybrać, jak żyć. Pewnie nie poddasz się do końca. Będziesz lepiej wiedziała kto nadaje się na jej męża, kiedy ma urodzić dziecko, jak je wychowywać itd. Jedyny sposób uwolnienia się to ucieczka. Ta teraz to próba generalna. Gdy dorośnie wyprowadzi się na drugi koniec kraju albo świata, ograniczy kontakty do minimum. Ty będziesz mogła napisać kolejny list - do niewdzięcznych córek porzucających stare matki.
  • verdana 19.11.11, 21:39
    Bo to jest zrzucanie z siebie odpowiedzialości. To powiedzenie "Ja bylam idealna matka zrobilam dla dziecka absolutnie wszystko, kosztem samej siebie, nie mam sobie i nie mogę mieć nic sobie do zarzucenia. Moje dziecko ucieklo nie ode mnie, tylko dlatego,z ę jest złe (ktos je zdemoralizował, geny nie takie, towarzystwo nie takie itd). Cała wina lezy po stronie dziecka, to ono ma zrozumieć, jak mnie krzywdzi uciekajac. ja zmieniać nic nie muszę, bo to co robie jest zawsze dla dziecka najlepsze.
    Nie pozwala to zrozumieć, ze dziecko uciekło od matki. I ze - z pojedynczymi, bardzo rzadkimi wyjątkami - z dobrego domu, gdzie dziecko czuje się szczęśliwe, nie ucieka.
    Ale to wymagałoby także przyjęcia na siebie odpowiedzialnsci za błedy, ktore doprowadziły dziecko do tego,że nie uznaje już domu za własny. A nie zwalanie na niego calej odpowiedzialności za swoje błędy.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • mamut1313 21.11.11, 12:06
    do verdana
    Nigdy, przenigdy nie zrzucałam z siebie odpowiedzialności za ucieczke mojej córki. I nigdy nie napisałam, że byłam idealna i że nie mam sobie nic do zarzucenia.
    Wręcz przeciwnie.
    Czytaj uważniej moje posty, proszę.
  • kara_mia 21.11.11, 12:08
    no to co w/g siebie zrobiłaś źle?
  • mamut1313 21.11.11, 12:15
    Jeśli NAPRAWDĘ chcesz wiedzieć, co robiłam źle, napisz do mnie na priv.
  • kara_mia 21.11.11, 12:24
    Chętnie,
    ale twój mail gazetowy nie działa...
  • mamut1313 21.11.11, 12:28
    Działa, bo dostałam już parę (bardzo miłych zresztą) wiadomości.
    Nie wiem, może musisz aktywowac konto.
  • Gość: kara_mia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.11.11, 12:32
    to wysyłam jeszcze raz na :
    mamut1313@gazeta.pl
  • Gość: kara_mia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.11.11, 12:35
    i znowu zwrotka, :(
    mogę prosić Cie o maila na kara_mia@gazeta.pl ?
  • verdana 23.11.11, 14:34
    To przeczytaj swo list. To list osoby, która całe życie poświęcila dziecku, wszystko absolutnioe co robila, robila tylko dla niego, żyła jego zyciem i jego szczęściem - a dziecko okazało sie niewdzieczne.
    W tym liscie nie ma tylko jednego drobiazgu - radosci z dziecka. jest matka-cieriętnica, która nie śpi przy kolysce, nie ma własnego zycia, jej świat kreci się wokół dziecka, ale jakos tak na ponuo, jakby dziecko nie było wyborem, a obowiazkiem.
    I jakby miało samo obowiązek pamietać o tym, jak bardzo matka się namęczyła przy nim, jak duzo czasu, zdrowia, snu straciła. Jakby to bya jednak "wina" tegoż dziecka.
    A tak naprawdę wszystko, co matka robi dla dziecka jest tym, co sama sobie wybrała i tyle. jesli jest zmęczona, zdenerwowana - to dlatego, że zdecydowała sie spenić swoje własne marzenie o dziecku. Nie dziecko ma za to odpowiadać.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • Gość: kara_mia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.11.11, 22:56
    piszesz, że "pomyje na Cibie wylewają" kobiety , które :
    NIE DOŚWIADCZYŁY ucieczki własnych dzieci. TO MÓWI SAMO ZA SIEBIE.
    Jeśli tego nie doświadczyłyście, kobiety, to nie wypowiadajcie się na ten temat.


    OK, to napisz co takiego jest w doświadczeniu tej ucieczki strasznego :

    - ze nie wiesz co dzieje się z twoim dzieckiem?
    - ze nie możesz kontrolować, ze nie masz kontaktu
    - ze nie możesz być blisko jakby się coś stało,
    - ze nie możesz przytulic?
    - czy że dziecko po prostu nie CHCE być z tobą?

    bo ja doświadczyłam, przez rok:
    dziecko ( 15/ 16 lat ) : ponad 6 000 km ( sześć tysięcy km ) dalej, bez możliwości spotkania, kontrolowania, bycia w szkole dziecka, wspólnych świat, przebywania itp.

    I skoro i dziecku i mnie się to podobało, choć dziecku czasem było trochę trudno, to wychodzi, że się da...
    czyli pozostaje :
    - ze dziecko po prostu ma dość mamusi..
    To może zanim zaczniesz wieszać psy na nas wieszać i pracować nad poczuciem winy dziecka, pójdziesz po rozum do głowy - , że to może ty jesteś tak upierdliwa w domu, że dziecko woli poniewierkę, niż dom rodzinny?
    Hę?
    Po prostu rozważ tą możliwość!


    no?

  • mamut1313 20.11.11, 10:55
    Pytasz co takiego strasznego jest w doświadczeniu ucieczki dziecka?
    1. poczucie ogromnej winy za to, co się stało i jak do tego doszło,
    2. zdanie sobie sprawy ze wszystkich błędów,
    3. poczucie bycia złym, niewydolnym rodzicem,
    4. strach o dziecko,
    5. niemożność przeproszenia dziecka, rozmowy, wyjaśnienia i wypowiedzenia tego, czego nie umiało się powiedzieć i okazać.

    Poza tym rozłąka z dzieckiem, a jego ucieczka to dwie inne sprawy.

  • Gość: kara_mia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.11.11, 12:32
    1. poczucie ogromnej winy za to, co się stało i jak do tego doszło,
    2. zdanie sobie sprawy ze wszystkich błędów,
    3. poczucie bycia złym, niewydolnym rodzicem,
    4. strach o dziecko,
    5. niemożność przeproszenia dziecka, rozmowy, wyjaśnienia i wypowiedzenia tego, czego nie umiało się powiedzieć i okazać.

    to może wyciągnij wnioski ;
    skoro uważasz, że jak dziecko od Ciebie uciekło - to popełniłaś "błędy wychowawcze" ( jak by tego nie nazywać), to widocznie rodzice, których dzieci nie uciekają - może tych błędów nie popełnili. To może się ich zapytaj - jak to się robi i co powinnaś zmienić?

    To może własnie matki, dobrze żyjące i w kontakcie ze swoimi dziećmi powinny być dla ciebie strona do rozmowy a nie inne matki, które popełniły błędy podobne jak ty - skoro maja takie same efekty?

    To może przestań się koncentrować na sobie - swoich strachach, żalu i poczuciu bycia złym - a zacznij się koncentrować na tym czego potrzebuje twoje dziecko aby mu było lepiej?
    jak to napisała Ewa Woydyłło - mniej narcyzmu!
    polecam serdecznie :
    www.empik.com/my-rodzice-doroslych-dzieci-woydyllo-ewa,2600546,ksiazka-p
    5. niemożność przeproszenia dziecka, rozmowy, wyjaśnienia i wypowiedzenia tego, czego nie umiało się powiedzieć i okazać.


    Przy okazji ;
    to przeproszenie ma służyć dziecku? do czego? Czy raczej tobie, żeby utulić TWOJE poczucie winy i działać na rzecz TWOJEGO samopoczucia?

    może więcej zastanawiaj się i słuchaj otwarcie czego potrzebuje twoje dziecko, a nie zastanawiaj się jak poprawić swoje samopoczucie?



  • akanenai 28.11.11, 01:53
    Jestem dorosłym dzieckiem nieco niewydolnego, samotnego rodzica ;) A mimo to mam ogromny szacunek do autorki tego listu. Chociażby dlatego, że tak klarownie oddziela SWOJE uczucia i potrzeby od uczuć i potrzeb dziecka. Może dziecku poświęcić wiele uwagi, ale przy tym potrzebować rozmowy o swoich uczuciach i potrzebach- myślę, że temu służył ten list. Mam ogromny żal do swojej matki, a mimo to w tym liście nie wyczuwam tonu manipulacji, i nie wydaje mi się, żeby on stanowił dowód na to, że w ich domu nie da się wytrzymać. Może dlatego, że zdaję sobie sprawę, że w takich listach pisze się rzeczy, których nie można powiedzieć- więc przypuszczam, że mamut nie domaga się od córki przeprosin, tylko pisząc ten list zdała sobie sprawę, że ich potrzebuje.
    Odwaga założycielki tego wątku robi na mnie wrażenie. Mam 20 lat, i chociaż bardziej w tej sytuacji identyfikuję się z córką, niż z matką, nie odczuwam takiej chęci potępiania mamuta. Problemy się zdarzają, i będą zdarzać, ale myślę, że ona mnóstwo robi, żeby z nich wyjść. W innym poście napisałam, że po prostu czasem jest niemożliwe, żeby człowiek przeżywający jakieś swoje dramaty był bardzo empatyczny- ale to nie zmienia prawa mamuta do wszystkich jej uczuć i potrzeb.
  • Gość: gabi IP: *.dynamic.chello.pl 20.11.11, 11:00
    Kiedy rodzisz dziecko...w bólu i cierpieniach...następuje przeogromna zmiana w twoim życiu. Kładą Ci na brzuchu zakrwawione, śliskie, pomarszczone, spuchniete i brzydkie coś i nagle poznajesz nieznane ci wcześniej uczucia. Czujesz, że liczy się tylko ta istotka. Wszystko nagle robi się nieważne; koleżanki, koledzy, twój chłopak, nawet najlepsi przyjaciele odchodzą gdzieś do zakamarka twoich potrzeb. Nagle przestaje sie liczyć cokolwiek oprócz tej małej istotki na twoim brzuchu.Nie potrzebujesz do szczęścia nikogo prócz niej. Czujesz, że możesz góry przenosić z miłości.

    A co jeśli twoja córka poczuje coś zupełnie innego? Zagubienie, poczucie izolacji, żal za straconą wolnością, dawnym życiem? Jeśli nic nie poczuje do noworodka, opiekować się nim będzie jedynie z poczucia obowiązku? Jeśli miłości do swojego dziecka będzie się musiała uczyć tygodniami albo miesiącami?
    Przecież natychmiastowa miłość macierzyńska jak grom spadająca na młodą matkę zaraz po porodzie to raczej rzadkość. Szkodliwy mit, wpędzający młode matki w poczucie winy. Najczęściej potrzebujemy czasu aby nauczyć się naszego dziecka i miłości do niego.
    Tym swoim listem narzucasz córce jak ma żyć, jak być ci wdzięczną, jak kochać swoje własne hipotetyczne dzieci. A ona ma pełne prawo do własnych wyborów i własnych uczuć.
  • Gość: kara_mia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.11.11, 12:33
    A ona ma pełne prawo do własnych wyborów i własnych uczuć.

    póki co: w/g autorki wątku - niestety nie.
  • panpaniscus 22.11.11, 20:14
    Kara_mia, dziękuję ci za twoje wypowiedzi. Nie mam czasu na dokładne wyłuszczanie moich myśli, ale pod wszystkim co piszesz mogę się podpisać tutaj dwoma rękami. To obraz zaborczej matki, ktora lepiej wie, co jest dziecko potrzebne, jest od niego uzależniona i na takie je wychowuje. Być może autorka wątku odczytuje tę ocenę skrajnie negatywnie - więc może od drugiej strony. Taka postawa matki nie rodzi się z powietrza. jak bardzo trzeba być samotnym i złaknionym uczucia, źle potraktowanym we własnym dzieciństwie, żeby zostać taką matką. To tak jak nastolatki, które decydują się na dziecko, żeby mieć kogoś, kto będzie je kochał.
  • mamut1313 28.11.11, 09:06
    O czywiście, że dziecko ma prawo do własnych wyborów i własnych uczuć. To nawet wskazane. U mnie dzieci zawsze miały do tego prawo.
    Zawsze za najgorsze uważałam powiedzenie "dzieci i ryby głosu nie mają".
    Ale matka też ma prawo do swoich przeżyć i tego prawa mi nie zabierzecie.
    --
    mamut1313
  • mamut1313 28.11.11, 10:15

    "Przecież natychmiastowa miłość macierzyńska jak grom spadająca na młodą matkę
    zaraz po porodzie to raczej rzadkość. Szkodliwy mit..."
    Nie, to nie jest mit. Bo jak widać, w moim przypadku tak własnie było. Ja zresztą kochałam moje dzieci juz wtedy, kiedy były w moim łonie, pod moim sercem.
    Co jesli moja córka poczuje coś zupełnie innego? Cóż, depresje poporodowe sie zdarzają... Ale myslę, że każda matka wczesniej, czy później pokocha swoje dziecko. Tak, jak napisałaś "nauczy się miłości do dziecka".
    A jesli nie?
    Cóż..to po co decydowała się na dziecko? Dla zabawy? A może po prostu chciała miec słodką żywą laleczkę, która jednak (co za nieszczęście!) okazała się być wiecznie głodnym, wydalającym, nie dającym spać po nocach, wrzeszczącym bachorem...No co za pech! Nie czegos takiego się spodziewała...I jeszcze każą jej to cos kochać.
    Makabra!!!
    No tak, wtedy rzeczywiście trudno jest nauczyc się kochac dziecko.
    I trudno jest jej poświęcac mu swój czas, kiedy akurat ONA potrzebuje wolności i rozrywek.
    Ach, jakie to szczęście, że dzieci w końcu rosną i można dac upust swoim zachciankom.
    Co za błogie życie (gdyby nie ta kula u nogi).
    mamut1313
  • akanenai 28.11.11, 01:39
    Podziwiam to, że umiesz tak klarownie to wszystko napisać. Mam 20 lat, nigdy nie uciekałam z domu, ale mam wiele problemów, i zapewne moja matka uważa mnie za "trudne dziecko". Mimo to jedyne, co mnie boli mnie w tym liście, to fakt, że ja nigdy nie odczułam tak wielkiej miłości, jak to opisujesz. Czułam się niechciana, niepotrzebna i niekochana.
    Rozumiem, że czytelników może razić to, że nazywasz cały ten ból, jaki sprawiła ci córka, że wyrażasz chyba potrzebę, by cię przeprosiła... Ale przecież to list, opis przeżyć, na które nie masz wpływu, przecież to nie świadczy o tym, że przeżywasz to przez cały czas, i że przez cały czas dajesz to córce odczuć. Każdy chyba miewa takie uczucia i potrzeby, które mają niewielkie szanse na powszechną akceptację i zrozumienie, że o zaspokojeniu ich nie wspomnę. Ludzie zakładają, że zawsze jesteś taka jak w tym liście, ale rozumiem, że w takich listach zwykle wyraża się rzeczy, których normalnie nie można powiedzieć, bo nikt nie słucha. To fantastyczne, że na tyle to przepracowałaś, że umiesz o tym opowiedzieć.
    Z perspektywy "dziecka" powiem ci, że kiedy człowiek jest w koszmarnym, psychicznym bólu, i ma wrażenie że nikt go nie rozumie, staje się przejściowo niezdolny do odczuwania empatii. Gdyby komuś np. urwało rękę, byłoby dla ciebie oczywiste, że teraz nie jest w stanie się przejąć tym, że komuś innemu urwało nogę- póki co jest zajęty własnym bólem. Ludzi, którzy potrafią się wznieść ponad ten ból, nazywamy bohaterami. Ale większość tzw. zwykłych ludzi tego nie potrafi.
    Ale rozumiem twój żal, i to, że potrzebujesz od córki słowa "przepraszam".
    To trochę jak to, że tak intelektualnie to ja rozumiem, że moja matka miała depresję poporodową. Mogę to sobie rozumieć, ale prawdą jest to, że czułam się niekochana, niepotrzebna, upierdliwa i beznadziejna, i że mam o to do niej żal. Trudno mi się zdobyć na rozumienie tego, co wtedy przeżywała (chociaż sama miewałam depresje), bo ja byłam dzieckiem, i potrzebowałam miłości i opieki. Mam do niej o to żal. Rozumiem, że ona "dała tyle, ile mogła dać", że jej rodzice również byli chłodni, ale... żal pozostaje. Mój żal jest całkowicie odporny na argumenty.
    Czasami nie widzimy, że inni ludzie bywają przytłoczeni swoim bólem. Czasami kusi nas, żeby oceniać, wartościować ten ból.
    Nie kwestionuję przy tym tego, co napisałaś- uważam, że to jest ważne, i godne podziwu, że mimo całej tej presji umiesz precyzyjnie opisać SWOJE uczucia, nawet te "niepoprawne" i całkowicie odporne na rozsądne argumenty. Trzymaj się, mam nadzieję, że i tobie, i twojej córce, ułoży się jak najlepiej.
  • mamut1313 28.11.11, 08:58
    Nie, nie. Ja nie chcę przeprosin córki. Bo za co w sumie?
    To JA chciałabym przeprosić ją.
    Poza tym dziekuję za pięknę odpowiedź i wsparcie.

    mamut1313
  • kaz-oo 28.11.11, 14:13
    Proponuję abyś założyła swoje własne prywatne forum eksperckie, gdzie jedynym ekspertem będziesz TY. Dla tak nieomylnego , pewnego swoich racji człowieka to jedyne wyjście.
    Dodatkowy plus to to, że będziesz mogła kasować wszystkie wpisy niezgodne z Twoimi poglądami;))
  • Gość: Agnieszka P. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.11.11, 16:55
    No nie wytrzymałam.
    Kaz-oo a może to własnie TY i tobie podobne załorzycie takie forum,co? Bo to własnie WY uwarzacie sie za naj mądrzejsze. Zamiast jakos pomoc, pocieszyć, podniesc na duchu, umiecie tylko wyrzywać sie na kimś komu prawdo podobnie i tak jest już wystarczająco źle. Kto i tak już wystarczajonco cierpi.Dobrze to ktos napisał: LALUNIE. Dla was najwarzniejsze jestescie WY, wy i jeszcze raz wy. WASZ wolny czas, WASZE potrzeby,WASZ spokuj. Dziecko to tylko dodatek do was. Moja stara też stosowala wobec mnie taki "zimny wychów cieląt". Jak was czytam to od razu mam tą jedzę przed oczami i mam ochote was udusic. Wiele naprawde wiele bym dała żeby miec taka matke jak mamut1313.
    Kobieto nie przejmuj sie tymi piraniami. Teraz wszyscy by sie nawzajem zerzerali. Nikt nie pomysli jak morze sie poczuć ktos inny. A ktos taki dobry pełny ciepła i miłości jak ty jest dla nich łakomym kąskiem.
  • mamut1313 01.12.11, 19:27
    Agnieszko, te wszystkie kobiety nie sa piraniami.
    One po prostu nie wiedzą, co czynią.
    I nie znają tego bólu. Bólu ucieczki dziecka.

    mamut1313
  • kaz-oo 03.12.11, 09:28
    One po prostu nie wiedzą, co czynią.
    > I nie znają tego bólu. Bólu ucieczki dziecka.



    Tak to prawda. Jesteśmy matkami ale nie dla nas martyrologiczne macierzyństwo. Kochamy nasze dzieci ale kochamy też naszych mężów. Dbamy o nasze dzieci ale dbamy też o siebie. Interesujemy się życiem naszych dzieci ale żyjemy swoim. Wiele dla nich robimy ale lubimy wygodne życie i jego różne uroki nie związane z macierzyństwem. Gdy dzieci odchodzą z domu cieszymy się ich samodzielnością i naszą odzyskaną wolnością. Jak widzisz jesteśmy wyrodne i nie możemy się z Tobą równać. Do tego nie znamy bólu ucieczki dziecka bo... nasze dzieci od nas nie uciekają.
  • Gość: Agnieszka P. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.11.11, 16:57
    demotywatory.pl/3461434/Matka
  • Gość: ciocia dobra rada IP: *.dynamic.chello.pl 28.11.11, 20:47
    Agnieszko, dziecko drogie weź się za naukę, bo takie byki solisz, że włosy stają dęba! O reszcie pogadamy jak trochę podrośniesz i zmądrzejesz.
  • Gość: Agnieszka P. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.11.11, 11:58
    NIE JESTEM JUZ DZIECKIEM. Mam 17 lat. A po zatym co cie opchodzi ciociu dobra rada (a morze ciociu verdano, karamio lub kazoo) że robie błedy. Mam dyleksje.A po zatym morze i robie ale jestem lepsza od was bo nie kopie lerzącego tylko próbóję wczóc sie w rolę matki która napisała ten list. A po zatym do odp***się bo ten list jest bardziej do mnie niż do was. Bo przecierz jest napisane jak byk że to list do uciekąjacych nastolatnich dziewcząt a nie do starych zrzęd. I wiecie co. bardzo dobrze że go pszeczytałam bo dał mi wiele do myślenia. Uciekałam 11 razy od mojej starej.teraz zaczynam sie zastanawiać że morze ona też mnie jednak kochała tylko nie umiała tego pokazać.
    A co do ałtorki listu to bardzo bym chciała miec właśnie taka matkę. Bo miłości jest wciąrz za mało na tym pieprzonym świecie.I dlatego młodzi ludzie tacy jak na pszykład ja uciekają do sekty.Kiedy mamy miłość w domu nie szókamy jej gdzies indziej. Gdyby moja stara tak mnie kochała zniosła bym wiele rzeby tylko tą miłość czóc jak najdłurzej.
    demotywatory.pl/3155316/Nieodebrane-polaczenia
    demotywatory.pl/3021311/Mama
    demotywatory.pl/3545445/Mam-20-lat
    Ah szkoda, że moja taka nie jest :(
  • Gość: Sylwia IP: 157.25.164.* 30.11.11, 13:55
    Najpierw przytocze slowa niekturych z nas:

    1.ujęte wszystko tak jak w życiu, nic dodać nic ująć (mama)
    2.To bardzo prawdziwe świadectwo matczynego przywiązania do dziecka.(ekspert)
    3.Niewiele matek stać na takie szczere, prosto z serca płynące wyznanie. Gratuluję. Widac w nim ogromną miłość matki do dziecka.(Maria)
    4.Pozostawiam bez komentarza wpisy pod nim -każda matka trudnego dziecka przechodzi swoje osobiste piekło , każda bezskutecznie szuka pomocy ,każda codziennie płacze z bezsilności - dzieciom teraz dużo wolno .... matkom nieco mniej...(gość)
    5.popłakałam się bo ten list oddaje całą matczyną miłość a jeśli ktoś chce czytać między znakami - jego sprawa..(E_S_C)
    6.TA KOBIETA ZASŁUGUJE NA NASZ NAJWIĘKSZY SZACUNEK I PODZIW.
    Ile jest teraz matek tak oddanych własnym dzieciom? Teraz raczej ważniejsza jest kariera, robienie pieniędzy i CZAS DLA SIEBIE,niż zainteresowanie życiem własnych dzieci.A ta kobieta powinna być dla nas PRZYKŁADEM MATCZYNEJ MIŁOŚCI.(Anna)
    7.OGROMNE WYRAZY SZACUNKU I MÓJ SZCZERY PODZIW dla autorki.(Anna)
    8.mam ogromny szacunek do autorki tego listu. (...)to nie zmienia prawa mamuta do wszystkich jej uczuć i potrzeb.(akanenai)
    9.jedyne, co mnie boli mnie w tym liście, to fakt, że ja nigdy nie odczułam tak wielkiej miłości, jak to opisujesz.
    Rozumiem, że czytelników może razić to, że nazywasz cały ten ból...
    To fantastyczne, że na tyle to przepracowałaś, że umiesz o tym opowiedzieć.(akanenai)
    10.Czasami nie widzimy, że inni ludzie bywają przytłoczeni swoim bólem. Czasami kusi nas, żeby oceniać, wartościować ten ból. (akanenai)
    11.A co do autorki listu to bardzo bym chciała miec właśnie taka matkę. Bo miłości jest wciąz za mało na tym pieprzonym świecie.I dlatego młodzi ludzie tacy jak na przykład ja uciekają do sekty.Kiedy mamy miłość w domu nie szukamy jej gdzie indziej. Gdyby moja stara tak mnie kochała zniosła bym wiele żeby tylko tą miłość czuc jak najdłuzej.

    A taraz od siebie:
    1.SZCZERZE PODZIWIAM
    2.SZANUJE
    3.POCHYLAM GLOWE nad ogromem twojej milosci do dzieci
    4.WYRAŻAM SZCZERE KONDOLENCJE z powodu tego, na co jestes tu narażona.Dbanie o siebie bardziej, niz o własne dzieci,większa miłość do siebie niz do dzieci i wszechobecna znieczulica w stosunku do innych są dziś na pożądku dziennym. Nie przejmuj sie więc tymi potworami, które cie tu chca zerzreć, tylko kochaj dalej tak, jak kochasz i nie poddawaj się znieczulicy.
    Ja i wiele innych kobiet jestesmy z tobą.

    A ty, karamia naprawde musisz byc zgorzkniala babą. Zgorzknialą i przemądrzalą.Może własnie przez to jesteście takie zgorzkniałe, że nigdy nie doznałyscie takiej milosci i nigdy nie umiałyście kochac aż tak.
  • Gość: 19 IP: 157.25.164.* 30.11.11, 14:01
    wiekszosc z was sie myli. Ja mam 19 lat i taka kobieta jest dla mnie wzorem matki. Uciekalam z domu 2 razy. Na drugiej ucieczce przeczytalam ten list i wrócilam do domu. A wiec jednak komus pomógl.
    Zrozumialam, ze może moja matka naprawde teraz cierpi tak samo, jak ja.
    Nie ucieklam przez mamę tylko przez jej idiotę gacha.
    Wrócilam, bo ten list wywarł na mnie piorunujące wrażenie. Wróciłam do mamay, a jej gacha jakos sie pozbedę.
  • verdana 30.11.11, 14:19
    Ciekawe - teoretycznie dwie osoby, a komputer ten sam... Bardzo, bardzo wiarygodne.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • Gość: agata IP: *.dynamic.chello.pl 30.11.11, 14:38
    I to nadużywanie capslocka w pochwalnych peanach - zupełnie jak u autorki...;)
  • mamut1313 01.12.11, 19:21
    Chyba robicie sobie żarty.
    Ja jestem juz za stara na takie wygłupy.
    Ale wy i tak będziecie wiedziały lepiej. Jak zwykle zresztą.

    mamut1313
  • Gość: malaga IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.12.11, 16:09
    Moim zdaniem ten list jest świadectwem miłości ,przerażenia i poczucia bólu jaki gromadzi się w Autorce. ;) To jest całkowicie zrozumiałe, bo proszę mi powiedzieć, ktory z rodziców nie bałby się o swoje dziecko, które uciekło? Którego rodzica nie zżerałoby poczucie winy ,przerażenia tą sytuacją? Chyba tylko takiego, który zapomniał już o swoich dzieciach...
    Nie zastanawialiby się gdzie jest ich maleństwo? Gdzie śpi, co je, czy ktoś nie robi im krzywdy? I tu nie chodzi o "dobry czy zły człowiek" tylko GDZIE jest moje DZIECKO?
    A gdyby to Tobie uciekło dziecko? Co byś poczuł? Co byś zrobił? Szukałbyś je? Nie wątpie, że tak. Więc dlaczego tak wiele z Was krytykuje ten list? ... nie rozumiem...
  • mamut1313 04.12.11, 17:23
    Dziękuję.
    Wyraziłas wszystko to, co chciałam przekazać, ale mi nie wychodziło :(
    Naprawdę dziękuję.
    mamut1313
  • Gość: aga IP: *.dynamic.chello.pl 04.12.11, 19:57
    Skoro gadasz sama ze sobą to rób to inteligentniej, bo staje się to coraz bardziej żenujące.
    Zrezygnuj z capscocka i choć trochę zmień styl;))
  • mamut1313 05.12.11, 08:08
    Jasne.
    Oczywiście, że pod wszystkimi osobami, które wyrażają się pozytywnie o tym liście kryję się Ja.
    Zastanówcie się trochę, bo to własnie Wy jesteście już żenujące.
    mamut1313
  • mamut1313 05.12.11, 12:28
    Aha, jeszcze jedna sprawa: co wy żeście sie tak uparły na tego capslocka? Gdzie niby go nadużywam? Chyba wam się coś myli.
    Ale tak to juz jest, że jak człowiek nie ma do czego się przyczepić, to czepia się szczegółow. I koloryzuje.
    --
    mamut1313
  • natka500 13.07.12, 22:17
    Jest mi bardzo ciężko,moja córka wraz z inną koleżanką uciekły.Ukrywają się,nie chcą skńczyć gimnazjum.A przecież bez ukończonej szkoły nie zdobędą żadnej pracy.Przez wagary nie dostała promocji do następnej klasy już drugi rok .W domu miała wszystko.Ale ona zasmakowała w imprezach .Boję się o nia ,że stanie się coś złego.Czy ktoś może mi coś poradzic w takiej trudnej dla mnie,matki ,sytuacji?A list pani mamut jest wspaniały ,aż wzruszyłam się do łez czytając go.Oddaje w pełni wszystkie uczucia matki.
  • iwszm 15.07.12, 11:27
    Moja córka od miesiąca pokazuje mi swoją niezależność poprzez sypianie poza domem, swoje zachowanie tłumaczy tym, że to ja jestem przyczyną jej ucieczek, rozumiem, że trudno jej zrozumieć, że jest w centrum poszukiwań odpowiedzi na to kim jest. Widzę, że świat podsuwa jej niebezpieczne rozwiązania i pokusy łatwych odpowiedzi poprzez alkohol itd...ufam, że dałam jej na tyle dużo informacji i wskazówek, które pozwolą jej przejść przez ten czas bezpiecznie.
    Na wtorek umówiłam nas z psychoterapeutkami rodzinnymi na konsultacje i pokładam dużo nadziei na szukanie bezpieczniejszych rozwiązań i ufam, że nowe wiedza po tej konsultacji pomoże mi również lepiej radzić sobie z moimi emocjami, aby strach nie był podstawową emocją- do tej pory tak było - jestem samotną matką i córka jest moim kochanym skarbem - ale też i młodą dziewczyną/kobietą. Kocham ją "ponad życie" - i wiem, że ona mnie też :) Relacje innych rodziców mówią, że trzeba przejść, ja też nie byłam grzeczną dziewczynką w tym czasie i zadowolona jestem z pozycji jaką w życiu osiągnęłam, dzięki cechom które wykształciły się właśnie w okresie "buntu"
    Pozdrawiam wszystkie matki :)
  • Gość: Natka500 IP: *.lokis.net.pl 15.07.12, 22:07
    Jeśli córka zgodzi się z tobą tam iść, to jesteście na dobrej drodze.To widać ,że jej zależy aby wyjść z tej sytuacji w kożystny i mądry sposób.Moja córka za żadne skarby świata nie chciała iść ze mną do psychologa,bo uważała ,że nic złego nie robi i żadnych rad niepotrzebuje.A teraz niewiem gdazie jest i co robi .Wiem ,że szanuje siebie ,ale boję się ,żeby ktoś nieuśpił jej czujności np.poprzez podanie jej narkotyków. Napisz jak wam poszła terapia.Pozdrawiam matki ,które borykają się z podobnymi problemami.
  • Gość: iwszm IP: *.gdynia.mm.pl 16.07.12, 15:25
    Niestety córka do teraz nie wróciła do domu, wczoraj od dziadka "wycyganiła" 15 zł i przepadła...od wczorajszej nocy jest w towarzystwie jakiegoś człowieka, nie wiem kogo? Mam tylko nadzieję, że jej nie zrobi krzywdy...kontakt z nią miałam sms do wczoraj...słyszę każdy szmer na klatce i myślę, że to ona...Wczoraj miałam więcej nadziei, muszę wzmacniać nadzieję, aby i ona jej nie straciła...gdziekolwiek jest...
  • Gość: iwszm IP: *.gdynia.mm.pl 17.07.12, 20:00
    Opowieść o terapii jest w liście "Moja 15 letnia córka wędrowniczek"
  • Gość: Natka500 IP: *.lokis.net.pl 18.07.12, 22:05
    Gdzie mam szukać tego listu ? Ale terapia tylko jest wtedy możliwa ,gdy się na nią zgadza nasza nastoletnia córka
  • Gość: iwszm IP: *.gdynia.mm.pl 19.07.12, 16:53
    Rozpoczęłam nowy wątek na tym forum i tak się nazywa:
    "15 letnia Córka wędrowniczek" (4) iwszm

    Tam opisuję terapię, na razie konsultację z psychologami rodzinnymi.
  • Gość: matka100 IP: *.lokis.net.pl 24.07.12, 17:01
    Nieraz ,niestety tak się zdarza ,że to nie są winni rodzice ,że dziecko stacza się na dno.Moim zdaniem pomysł wprowadzenia Gimnazjum w szkolnictwie polskim nie był dobrym trafem.Młodzież ma bardzo jeszcze nie stabilny charakter i jest podatny na wpływy rówieśników.A gimnazja to zbiorowisko nastolatków .Nauczyciele nawet na lekcjach nie dają sobie z nimi rady.
  • Gość: iwszm IP: *.gdynia.mm.pl 28.07.12, 05:10
    Myślę, że najgorszym rozwiązaniem jest nieustanne poszukiwanie winy w sobie- w moim przypadku przez pierwszy okres to tylko koncentrowało uwagę na sobie, na swoim cierpieniu, zabierało energię, wprowadzało w depresję. Dla mojej córki to tylko woda na młyn jej oskarżeń i uzasadnień niebezpiecznych zachowań.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka