Dodaj do ulubionych

przedszkole i jego wpływ na małego człowieka

17.08.11, 00:40
planuje od września zapisać syna (2,5 roku) do punktu przedszkolnego na 5 godzin w ciągu dnia, raz w tygodniu - chciałabym więcej, ale to itak dla mnie spory wydatek. z tym, że czuję, że tego potrzebuje syn. lgnie niesamowicie do ludzi, poza tym bardzo mi zależy, żeby zaczął zostawać sam, beze mnie, bo obawiam się, że mogę przegapić jakiś moment i za rok już na przykład separacja byłaby dla niego trudniejsza.
punkt, o którym myślę wzbudza moje zaufanie. ogólnie troszke znam osoby tam pracujące, wiem, że dziecko będzie miało bardzo dobrą opiekę, zgodną z moimi poglądami i oczekiwaniami. jestem spokojna.
chyba jednak za pół roku chciałabym składać papiery do państwowego przedszkola.
i tu zaczynają sie schody. mam pewne wątpliwości co do tego jakie metody wychowawcze są tam stosowane. nie mam wielkiego wyboru co do placówek. wiem, że nie chciałabym go posyłać do najbliższej, tylko innej, trochę dalej (nie wiem, czy tak się da) - odbierałam kiedys stamtąd dziewczynkę, ale tak na prawdę nie wiem nic o tamtejszych opiekunkach. na pewno budynek jest fajny bo nowy, fajnie dostowany do potrzeb dzieci itp.

ale ciągle zastanwaiam się nad tymi metodami. ciągle wiele osób patrzy na mnie jak na wariatkę, kiedy proszę, żeby nie mówili: "jesteś niegrzeczny", "jesteś niedobry", "mama nie będzie cię lubić, ajk będziesz tak robił", "musisz to zrobić", "dlaczego nasikałeś w majtki - tak nei wolno" itp., itd. i o ile tak mówią osoby przygodne, to mam to w sumie w nosie. ale pytanie co jeżeli takim językiem operuje przedszkolanka? jaki to ma wpływ na dziecko? bo nie wierzę, że nie ma żadnego. przecież z tą osobą dziecko spędza pół dnia.
nie będę ukrywała, że nie jestem ideałem i zdarza mi się podnieść głos, czy bezsensownie zezłościć na małego. ale staram się pilnować i uważać jak mówię do młodego. na przedszkolankę wpływu mieć nie będę - wiadomo, co inengo zawstydzanie, a co innego, jak twierdzą ciotki itp. mówienie "skrótowo" (zamiast: nie podoba mi się co zrobiłeś, to jesteś niedobry) - przecież my też tak do was mówiliśmy i jakoś się wychowaliście - nie przesadzaj.
z tym "niegrzeczny" i "niedobry" to oczywiście tylko przykład. chodzi mi ogólnie o takie naleciałości i pozostałości z poprzenich lat, stosowanie metod wychowawczych, które powinny zostać już dawno zapomniane.

dobra, do meritum.
to są trochę moje rozważania, ale chętnie poczytam mądre wypowiedzi na ten temat.
na ile bać się takich placówek? bo owszem są prywatne przedszkola, można z oferty wybrać coś na prawdę sensownego. problem jednak w tym, że ja na przykład przy dwójce dzieci nie wyobrażam sobie opłacania takiej placówki. jak więc poradzić sobie z myślą o przedszkolu państwowym, gdzie ma się raczej ograniczony wpływ na konkretne słownictwo stosowane wobec dziecka. a wszelakie zwracanie uwagi raczej by nie pomogło, tylko zbudowało mur między rodzicem a opiekunem.

wierzyć w to, że to nie ma większego znaczenia? odpuścić i wyluzować? czy zarzynać się tylko po to, żeby posłać dziecko tam, gdzie ma się większe zaufanie, wierząc, że wspomnienia przedszkolne mają duży wpływ na budowanie pewności siebie i ogólny wpływ na osobowość?
Edytor zaawansowany
  • mruwa9 17.08.11, 01:28
    Wyluzowac. Masz zadatki na nadopiekuncza matke-kwoke, a chowajac dziecko pod kloszem z pewnoscia nie wyswiadczysz dziecku przyslugi.
    Pewnie nie raz dziecko uslyszy od obcych osob (wliczajac wychowawcow i nauczyceli) teksty, jakie cie raza, no coz, ludzie sa tylko ludzmi, twoje dziecko jest dla ciebie osmym cudem swiata, chodzaca doskonaloscia, dla wychowawczyn bedzie tylko jednym z wielu dzieci w grupie, to tez zmienia optyke.
    Dla mnie priorytetem jest bezpieczenstwo dziecka (np. jak wygladaja wyjscia na dwor, czy sa coodziennie, czy tylko wiosna i wczesna jesienia, czy personel panuje nad grupa na zewnatrz, czy ma kontrole, zeby zadne dziecko sie nie zgubilo, nie oddalilo. Na drugim miejscu jest niezmuszanie do jedzenia, dziecko ma miec prawo decydowac, czy i ile chce zjesc, bez zawstydzania, przymuszania i szantazu. No i zeby personel lubil dzieci. Tak po prostu, zeby widac bylo, ze prace wykonuja z przyjemnoscia, a nie tylko z przykrego obowiazku, z braku laku.
    A dziecko jest w wieku jak najbardziej przedszkolnym.
  • z_lasu 17.08.11, 08:48
    Klarci, nie uchronisz swojego dziecka przed światem i nawet nie powinnaś. Uważam, że moim - jako matki - zadaniem jest chronić dziecko przed poważnymi trwałymi urazami, ale nie wolno
    mi chronić dziecka przed nabiciem sobie guza. Oczywiście w przypadku urazów emocjonalnych
    jest to trudniejsze (rozróżnienie i chronienie), ale zasada jest ta sama.

    Twoje dziecko wychodzi w świat. Spotka w nim nie tylko dobrych, mądrych i życzliwych ludzi. Spotka też głupich i okrutnych. I musi się nauczyć sobie radzić. A Ty musisz swojemu dziecku zaufać.

    A poza tym tak sobie myślę, że człowiek to jednak twardy jest i wcale nie tak łatwo go uszkodzić.

    PS. Miło Cię widzieć, Klarci.
  • klarci 17.08.11, 10:48
    Mruwa, myślę, że nie jestem nadopiekuńcza. wiado siebie nigdy człowiek nie ocenia obiektywnie, ale widzisz nawet ten punkt przedszkolny jest po to, że nie chcę dziecka zamykać ze sobą. chcę, żeby miał kontakt z innymi dorosłymi, do którymi w jakiś sposób miałby się dostosować. natomiast zwracam uwagę bardzo dużą na jakość opieki - może dlatego, że sama mam bardzo złe doświadczenia - jako dziecko mocno niepokorne i taki typowy raczek byłam bardzo często oceniana i widzę jak destrukcyjne to na mnie wpłynęło. wiem więc, że z pozoru niewinne słowa mogą bardzo wpływać na dziecko i jego pewność siebie.
    w tym punkcie wiem, że będzie miał dobrą opiekę. i chyba będę walczyła (dla mnie to obciążenie finansowe póki nie pracuję, a na razie będę w domu), żeby tu został jak najdłużej po prostu. póki nie wrócę do pracy na pełen etat (a pewnie nie wrócę przez najbliższy rok, może dłużej), to najlepsza opcja. zawsze mogę zwiększyć czas do pięciu dni w tygodniu. szkoda tylko, że opieka jest tylko 5 godzin dziennie. a może się łądnie poskłada i znajdę coś na pół etatu :) za ten rok.
    tak czy inaczej nie wątpie, ze dziecko jest w wieku, w którym żłobek/przedszkole zaczyna mu być potrzebne. dlatego właśnie byłam zadowolona jak znalazłam ten punkt o którym piszę ;). i wysłałabym tam malucha wcześniej, gdyby to było finansowo (i wiekowo - bo przyjmują od 2,5 roku) możliwe :)

    z_lasu, nie chcę chronić przed wszystkim. pamietam tu nawet wątek o dziadkach. że nawet jeżeli jakaś 'miła' ciocia, czy babcia nie postępują wobec dziecka tak jak byśmy tego chcieli, to krzywda mu się nie stanie. dlatego czasami upomnę moją mamę, jak zdarzy się jej powiedzieć coś czego nie uznaję, ale też nie robię z tego halo. dokładnie tak mi się wydaje, że dziecko musi zobaczyć różnorodność ludzi i takie chronienie przed wszystkim nie jest dobre.
    jednak pani w przedszkolu to ważna postać w życiu dziecka. dziecko musi jej ufać, a nawet w jakiś sposób się do niej przywiązać. wolałabym więc, żeby nie raniła go bezmyślnymi tekstami (rozumiesz o co mi chodzi? co innego pani z którą dziecko ma sporadyczny kontakt i brak związku emocjonalnego. a co innego pani, która zapewne będzie pierwszą osobą z zewnątrz bardzo ważną dla dziecka :) fajnie, żeby budowała w nim pewność siebie i była mądrym przewodnikiem) innymi niedociągnięciami, typu przymuszanie do jedzenia, czy karcenie za wszystko też oczywiście - już wspomniałam, że przykład z "jesteś niedobry", to tylko jeden z elementów tego co obserwuję wokół. ot tyle.

    a, że najważniejsze jest serce do pracy i bezpieczeństwo - oczywiście się zgodzę.

    chcę wysłać młodego do przedszkola nie tylko dla fajnych zabaw i rozwoju intelektualnego, ale właśnie w dużej mierze dla odcinania pępowiny, nawiązywania nowych związków z innymi ludźmi - zależałoby mi na tym, żeby były to udane związki, nawet jeżeli nie każdy musi lubić młodego i to też bardzo ważna lekcja, wolałabym jednak, żeby pani miała to właśnie serce do tego co robi i odpowiednie przygotowanie.
    tak czy inaczej póki co pójdzie tu. a za pół roku złożymy papiery do pańwowego - będziemy się martwić o jakość opieki, jak wogóle się dostanie ;), bo w naszym rejonie jest z tym dość ciężko.



  • morekac 17.08.11, 11:19
    > jednak pani w przedszkolu to ważna postać w życiu dziecka
    Mam wrażenie, że nieco przesadzasz. I nie przelewaj swoich lęków czy uprzedzeń na dziecko - jest to zakaźne jak grypa.
    W każdym przedszkolu czy szkole może się zdarzyć jakaś przedszkolanka, która nie do końca będzie ci pasowała - wszak możesz interweniować wtedy, a nie - zamartwiać się na zapas z niezaistniałych powodów.


    --
    -------------------------------------------------------------
    Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
  • klarci 17.08.11, 11:52
    nie wiem, czy przesadzam.
    pamiętam nawet po swojej bratanicy, jak czesto opowiadała: a 'ciocia' to, a 'ciocia' tamto. przyjemnie było słuchać, że dziecko lubi ciocię i chętnie chodzi do przedszkola, bo czuje się tam pewnie i bezpiecznie. taka ciocia to w końcu pierwszy dorosły, który w jakiś sposób ocenia dziecko z boku - moim zdaniem ma bardzo ważne narzędzię w rękach - może pozytywnie wzmocnić dziecko, albo zachwiać jego poczuciem wartości.

    owszem, raz w tygodniu to niewiele, ale jak dziecko chodzi codziennie na 9-10 godzin to wydaje mi się, że dla niego to kawał jego, płynącego przecież innym tempem, życia.

    co do przelewania lęków. to na pewno nie jest dobre. dlatego wolałabym takich lęków nie mieć :P i czym więcej o tym myślę, tym bardziej dochodzę do wniosku, że postaram się, żeby jak najdłużej był właśnie tam, gdzie będę go rano zawoziła ze spokojem ducha ;)
  • morekac 17.08.11, 12:39
    pamiętam nawet po swojej bratanicy, jak czesto opowiadała: a 'ciocia' to, a 'ci
    > ocia' tamto.
    To nie jest reguła.
    Moje tak nie miały, siostrzenice też. Niektóre panie lubiły, inne - niekoniecznie, ale ogólnie miały do nich zdrowy dystans. ;-)
    --
    -------------------------------------------------------------
    Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
  • verdana 17.08.11, 15:18
    Z takim nastawieniem masz tylko jedno wyjscie - nigdy nie wypuscić dziecka z domu. Nie ma bowiem żadnych możliwosci, aby obcy ludzie stosowali Twoje metody wychowawcze i dostosowali sie do tego, co Ty uwazsz dla dziecka za najlepsze - chocby dlatego, ze oni też mają metody wychowawcze, które uznają za najlepsze. I ze nie mogą kazdego dziecka traktować inaczej, zgodnie z życzeniem jego rodziców - jedni będą chcieli, aby dziecko karcic za złe zachowanie, inni - aby nigdy nie powiedzieć złego słowa, jedni - aby skłaniać do jedzenia - drudzy - aby nie namawiać. Nie mówiąc już o tym, ze w przedszkolu jest kilka pań, one też różnią się miedzy sobą.
    Wazne jest, aby dziecko lubiło swoja panią - pani moze byc fajna, a dziecko jej nei znosi i raczej paskudna - a dziecko ja uwielbia. I tylko to jest wazne.
    Trzeba też mieś świadomość, zę dobrze jest, gdy dziecko spotyka sie z różnymi metodami wychowawczymi, bo żadna - nawet matki - nie jest idealna. Takie zderznie metod ma szanse skorygować coś, co jest niedobre w jednej z nich.

    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • klarci 17.08.11, 16:20
    żebym Cię nie znała to może bym się przejęła :P

    albo chciałaś być złośliwa, albo masz zły dzień, albo nie czytasz moich wypowiedzi, tylko coś tam zerknęłaś ....

    bez komentarza :/
  • mskaiq 17.08.11, 15:31
    Trzeba pozwolic mu na samodzielnosc, na spotkanie sie z roznymi ludzmi,
    czesto ze zlym podejsciem, dzialajacymi inaczej niz ty.
    On to musi poznawac i tego sie nie da uniknac ale ty nadal masz wplyw,
    nadal jestes w stanie mu pokazywac jak jest lepiej.
    Sedeczne pozdowienia.
  • klarci 17.08.11, 16:36
    nie no spoko, przecież po to między innymi ma iść do przedszkola, żeby się usamodzielniać.
    poza tym wcale nie uważam, że moje metody są najlepsze, przynajmniej nie praktyka. jestem nerwusem i wiem, że wiele rzeczy powinnam robić inaczej. ale to w sumie inny temat.

    cały czas skupiam się na tym, że dla mnie czym innym jest sporadyczne spotkanie z kimś, a co innego pani przedszkolanka, która nie bez powodu nazywana jest wychowawczynią - ma duży wpływ na proces wychowawczy.

    rozważanie moje bardziej dotyczyło jak silny może to być wpływ.
    bo jak podkreślam, tu gdzie teraz pójdzie, mam zaufanie co do opieki - wiem, że to osoby z dobrym przygotowaniem, nastawieniem itp. i z przyjemnością oddaję go w ich ręce. i nawet nie wnikam w szczegóły. obserwowałam kilka pań stamtąd z boku i nie mam żadnych obaw.
    moje obawy raczej dotyczą pań gdyby musiał iść do przedszkola państwowego, gdzie praktycznie nie mam większego wpływu na jakość opieki, póki nie dzieje się ewidentna krzywda. widzę, że ciągle żywe są metody z ubiegłych lat, które tu nieraz krytykujemy na forum. i dotyczy to zarówno opiekunek, jak i osób/rodziców spotykanych np. na placu zabaw.
    wiem, ze póki będzie przyzwolenie społeczne zmiany będą bardzo wolne, albo i ich nie będzie.

    i tu nie chodzi o jakieś histeryzowanie (przecież sama chcę posłać dziecko do przedszkola, dla niego, nie dla siebie i zrobiłabym to wcześniej gdyby nie było kosztowne).
    ale zastanowienie się.
    skoro dbamy o to, żeby rodzić po ludzku, żeby szanowano nasze prawo do pewnych decyzji, żeby nie zabierano dziecka bez naszej zgody, dlaczego nie dbać o to, żeby dziecko w przedszkolu było wspierane przez opiekuna (a jak trzeba to i skarcone, ale umiejętnie) i rozważać na ile taka nie do końca mądra opieka ma wpływ na malucha.
  • verdana 17.08.11, 16:55
    Może być bardzo silny. Może być bardzo słaby. I tego nie przewidzisz.
    Wiec jednak moze lepiej nie ryzykuj. Nawet w przedszkolu prywatnym moze się zdarzyć, ze dziecko będzie jednak wychowywane nie tak, jak to sobie wyobrażasz. I że się tym bardzo przejmie. Moze być też tak, ze absolutnie działania wychowawcze nawet najlepszej wychowawczyni nie zmienią charakteru czy opinii dziecka.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • klarci 17.08.11, 17:23
    widzisz, czyli jednak potrafisz być tylko złośliwa ;)

    skoro Ci to pomaga.

    cóż forum po to jest, żeby móc się czasami wygadać ;)
    tylko fajnie mieć jeszcze coś do powiedzenia ...
  • verdana 17.08.11, 17:28
    Nie jestem złosliwa. To , co napisałam to szczera prawda. Nie przewidzisz jaki wpływ wychowawca będzie miał na dziecko. To samo dziecko moze przejmowac sie jedną pania, a drugą całkowicie ignorować.
    Jeśli naprawdę boisz się wplywu na 2,5 latka, to kompletnie nie rozumiem, po co chcesz go posłać - to na tyle małe dziecko, ze nie potrzebuje jeszcze przedszkola. Wystarczył by jakis klun 2-3 razy w tygodniu.
    Mam wrazenie,z e oczekujesz wyłącznie upewnienia się, jaka jesteś dobra matka, wybierając prywatne przedszkole i dbając o to, by wychowawczynie były idealne, nie to, co zwykle matki, ktore rzucają swe dzieci na pastwę przedszkolanek państwowych.
    Bo jakich rad oczekujesz?
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • Gość: klarci IP: 85.222.112.* 17.08.11, 18:29
    więc jeżeli nie jesteś złośliwa, to albo podchodzisz z kiepskimi intencjami, albo wyższością.

    nie mam 5 lat i zdaję sobie sprawę, że opiekunka będzie miała swoje wypracowane metody pracy z dzieckiem. i mimo, że sama mam pewne przygotowanie w temacie, ona (ta z punktu o którym piszę) ma nieporównywalnie większą wiedzę ode mnie, a już na pewno praktykę. zresztą miałam przyjemność prowadzić krótką rozmowę z tą osobą, bo to ona podpowiedziała mi pomysł punktu przedszkolnego. bardzo spodobało mi się podejście, ale nie mam zamiaru wnikać w szczegóły jej metod pracy - bo widzę, że to ona jest tutaj tą, która wie co robi i na ile znam atmosferę w tym miejscu, to widzę, że dzieci czuja się tam dobrze. i to mi wystarczy, żeby z ufnością zawozić tam dziecko.

    oczywiście, że na razie pójdzie na jeden dzień, bo póki jestem w domu i nie pracuję, to i bez sensu i za drogo wychodziłoby przedszkole całodzienne. to co znalazłam to itak najtańsza opcja w Warszawie - cena podobna jak za miesięczny karnet zajęć, w których musi uczestniczyć rodzic. a mi właśnie o to chodzi - uważam, że syn powinien powoli uczyć się świata poza domem i zostawać beze mnie. moja intuicja podpowiada mi, że tego potrzebuje. tym bardziej, że bardzo ufa ludziom i chętnie nawiązuje kontakty z innymi - czemu tego nie wykorzystać. ma ochotę na interakcję z innymi - ja się tylko z tego cieszę i mam zamiar wspierać. ufam też, że może mu to ułatwić rozumienie różności ludzi i odnajdywanie się w różnych sytuacjach w przyszłości.
    zresztą może będzie musiał zostawać częściej, bo czeka mnie co najmniej miesiąc częstych badań i wizyt u lekarzy, na które nie bardzo mogę zabierać dziecko w tym wieku.

    jeżeli jednak zdecyduję się puścić dziecko za rok na cały tydzień do przedszkola państwowego, to wolałabym mieć podobne uczucia jak mam teraz. a, że wiem, że do państwowego przedszkola dostać się jest bardzo trudno, to nie będę mogła sobie za bardzo pomarudzić, w którym miałby lepiej. zastanawiam się więc, czy w przypadku konieczności oddania go do regularnego przedszkola tak istotny jest wpływ opiekunów i szukać już teraz jakiegoś miejsca w prywatnym, ale dostępnym finansowo miejscu, czy zaryzykować i walczyć o miejsce w państwowym.

    pamiętam wątek (już o tym wspominałam) o wpływie dziadków na maluchy. z tego co wiem Pani Justyna wtedy stała na stanowisku, że jeżeli metody dziadków nie ingerują za bardzo w metody rodziców, była też chyba mowa o częstości spotkań - to różnica metod nie zrobi dziecku mętliku, ani krzywdy, a wzbogaci jego wiedzę o różnorodności świata.
    ciekawa jestem jak sytuacja wygląda w przypadku wychowawczyni, która przebywa z dzieckiem 1/3 jego młodego życia.

    nie miałam na celu upewniać się niczego. decyzja o tym wydatku była dla mnie bardzo trudna, ale podyktowana naszymi obserwacjami potrzeb małego. trudno zrezygnujemy z czegoś innego. nie bardzo jednak stać mnie na prywatne regularne przedszkole, stąd moje wątpliwości - gdyby było mnie stać, to mam już dawno upatrzone i bym sobie nawet głowy nie zawracała wątkiem i przemyśleniami.
    chodziło mi bardziej o jakieś konkretne wskazówki, najchętniej osób posiadających wiedzę o rozwoju dziecka - czy konkretne przedszkole ma aż takie znaczenie.
    mi się wydaje, że tak. ale może są jakieś podstawy sądzić, że tak nie jest.

    a czemu posądziłam Cię o złośliwość. bo wielokrotnie jest tu pisane o tym jak ważne rozmawiać z dzieckiem, zwracać uwagę na jego emocje, nie zaprzeczać itp. a czym innym jest pozwalanie pani w przedszkolu na ocenianie dziecka, a nie jego zachowań, zdolności, czy nawet występków. uprościłam to podając przykład "jesteś niegrzeczny/niedobry".
    zamiast skupić się na merytorycznej stronie głównie Ty uciekłaś się do obrazu mnie jako matki nadopiekuńczej, która pewnie chętnie zamknęłaby dziecko w domu i nie pozwalała nikomu się zbliżać :> irytuje mnie takie podchodzenie do tematu.
    nie proszę o ocenianie mojego, bardzo niedoskonałego, macierzyństwa, tylko mądry głos w dyskusji/rozważaniach.
  • klarci 17.08.11, 18:53
    a tak przy okazji. taka mądra jesteś, a ciekawa jestem, czy życzyłabyś sobie, żeby ktoś Twoje dziecko potraktował w tyłek, albo za ucho uważając to za słuszna metodę wychowawczą...
    w sumie też należałoby uznać, że przecież są różne metody wychowawcze i nie należy się zamykać na swojej :>
  • Gość: basca IP: *.ghnet.pl 17.08.11, 19:11
    Ja widzę to tak. Skoro finanse preferują państwowe przedszkole, to kieruj się tam. Jak się nie dostaniesz to sprawa się rozwiąże. Jak dziecku się nie spodoba, to zmienisz.
    Zresztą trochę za wcześnie na takie wątpliwości. Chyba w marcu składa się papiery, a do tego czasu możesz się zorientować co to za przedszkola.
  • blaaanka 17.08.11, 19:17
    klarci napisała:

    > a tak przy okazji. taka mądra jesteś, a ciekawa jestem, czy życzyłabyś sobie, ż
    > eby ktoś Twoje dziecko potraktował w tyłek, albo za ucho uważając to za słuszna
    > metodę wychowawczą...
    > w sumie też należałoby uznać, że przecież są różne metody wychowawcze i nie nal
    > eży się zamykać na swojej :>

    Czytając Twoje wypowiedzi odnoszę wrażenie, że z góry zakładasz, iż przedszkole prywatne jest lepsze, b. dostosowane do potrzeb dziecka, oferujące lepszą opiekę niż państwowe. To nie tak. Nie ma większego znaczenia, jaki typ przedszkola- państwowe, prywatne, Montestorii, itp., ale jakie Panie w nim będą pracowały. Czy będzie nadawały na wspólnych falach, czy będziecie współpracowały, czy metody wychowawcze odpowiadają TObie. Warto przejść się do kilku państwowych placówek i wybrać odpowiednią. Co nie znaczy idealną. Podobnie jak Verdana myślę, że chciałabyś nadmiernie chronić swoje dziecko. Ale problemy, czy w przedszkolu, a póżniej w szkole pojawią się na pewno (bez wzgledu na to, jakie wybierzesz). I pewnie warto, aby uczyć radzić sobie z Nimi, rozwiązywać je, a nie wychowywać pod kloszem i oczekiwać, że nauczyciele spełnią wszystkie Twoje oczekiwania.
    A odnośnie powyższego Twojego wpisu- spotkałaś się z takim nastawieniem, znasz osobę która stosuje takie metody wychowawcze ?. Czy powtarzasz za kims, coś co zasłyszałaś....?
    grafomansko.blox.pl/html
  • verdana 17.08.11, 19:25
    W sumie moje dzieci spedziły w przedszkolach 10 lat. I zaręczam Ci, ze nikt ich nie ciągnął za uszy, ani nie bił. Skąd takie pomysły,że w przedszkolach państwowych to są metody wychowawcze? Kazda pani, ktora zrobi coś takiego musi się liczyć z natychmiastowym zwolnieniem. Nie wiem, skad bierzesz taki obraz państwowych przedszkoli...
    Owszem, w szkole moich dzieci pracowała nauczycielka wf-u, osoba chora psychicznie jak się okazało, ktora potrafila uderzyć dziecko. Mimo karty nauczyciela - wyleciała z hukiem.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • klarci 17.08.11, 19:51
    Blaaanka to odnosisz fałszywe wrażenie.
    chociaż tak, chronić chcę, ale na pewno nie pod kloszem. albo ja się nie umiem wysłowić, albo zbyt łatwo się ocenia człowieka (czyżby wychowanie przedszkolne :P),zresztą zamiast prowadzić dyskusję, przez internet.

    w każdym razie, nie nie uważam, żeby była jasna zasada: prywatne - dobre, państwowe - złe. tylko, że u nas brak przedszkoli państwowych. nie wiem, czy można składać do kilku?
    a prywatne, znalazłam ze dwa ciekawe i niestety są dość kosztowne, nawet jak na Warszawę. o Montessori nawet nie marzę, chociaż wydaje mi się, że jej zasady w czystej formie są warte zainteresowania. ale nie mam parcia, co do takich apsektów.

    Verdana - to z ciągnięciem za ucho, to był przykład tego, że niezgoda na stosowanie określanych środków wychowawczych nie oznacza nadopiekuńczości.

    zabawne, że wiele osób mających ze mną kontakt zauważa wręcz dawanie zbytniej swobody dziecku - że się wywali, ubrudzi, że przepcha się z jakimś dzieckiem o zabawkę, ale dostanie lekcję, że ktoś obcy go (delikatnie) skarci ;)
  • verdana 17.08.11, 20:01
    Rozumiem niezgodę na pewnwe srodki wychowawcze - ale jest jasne, ze jeśli w przedszkolu czy szkole źle się dzieje, trzeba po prostu pogadać, to często daje całkiem niezły efekt. Pamiętam rozmowę na temat oglądania w przedszkolu niezbyt odpowiednich bajek - nie tylko to się nie powtorzyło, ale rozsadna dyrektorka wydała w ogóle zakaz oglądania telewizji. Fakt, nie dało sie w tymże przedszkolu uzyskać czegoś, na czym mi zależało - nie zmuszania do jedzenia niektórych potraw. Ale na szczęście dziecko okazało sie nieugięte. za to w drugim przedszkolu rodzice przychodzili ze skargami, ze dzieci nie jedzą i nie są zmuszane do jedzenia - rozumiesz problem? przedszkole nie moze się dostosować do tak sprzecznych żądań rodziców. I dlatego czasem trzeba uznać, ze trudno - nieakceptowana metoda jest pewnym 'kosztem wlasnym" wychowywania dziecka w różnych srodowiskach.
    I nadmierna obawa, ze dziecku w przedszkolu stanie się krzywda, zanim cos jeszcze zaczęło się dziać, to jest objaw nadopiekuńczosci.
    A serio - jesli chodzi o prywatne placówki to porozmawiaj z rodzicami dzieci. To, co mowi kierownictwo prywatnych szkół i przedszkoli, a to, jaka jest rzeczywistość - nie zawsze się pokrywa.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • Gość: klarci IP: 85.222.112.* 17.08.11, 20:45
    tak tylko ciężko coś wyegzekwować widząc, że nawet wiele rodziców to stosuje :/ ileż razy słyszę na placu zabaw "miłe" odzywki do dzieci.
    podobnie jest z jedzeniem. jakby się wszyscy rodzice zbuntowali podawaniu na II śniadanie parówek i serka topionego, to rozwiązanie musiałoby się znaleźć. ale problem polega na tym, że rodzice sami często to dają maluchom, a nawet jak nie, to machaja ręką.
    pamiętam niedawne dyskusje na temat petycji odnośnie żywienia w przedszkolach.
    i oczywiście w wielu rzeczach tak trzeba - nie da się wszystkiego zaplanować, wszystkiego zrobić i zorganizować idealnie. i nawet nie ma takiej potrzeby. szkoda byłoby życia na każdą pierdołę. natomiast wydaje mi się, że przygotowanie opiekunki ma duże znaczenie.
    jakoś nie wyobrażam sobie wytłumaczenia pani, że wolę, żeby mówiła do dziecka co zrobiło źle, zamiast krzyknąć na nie, że jest niegrzeczny, skoro trudno to wytłumaczyć ciotkom (o innych rodzicach nie wspominam, bo nawet nie wchodzę na takie tematy - wystarczy, że uważają mnie za wariatkę, bo wolę chustę od wózka, spanie razem z dzieckiem, czy marzyłam o porodzie domowym) - przecież nas tak wychowano i jakoś się trzymamy.

    a co do placówek, to domyślam się, że rozmowa z rodzicami jest ważna, ale każdy ma trochę inne oczekiwania. i ja nie potrzebuję, żeby dziecko miało balet, za to ważne jest dla mnie, aby opiekun podchodził do dziecka ze zrozumieniem i traktował poważnie.
    co do punktu przedszkolnego - wyjdzie w praniu. ale znam to miejsce od prawie dwóch lat. synek uwielbia większość osób tam pracujących, oboje się tam dobrze czujemy i jedyne zastrzeżenie jakie mogłabym mieć to właśnie nadgorliwość niektórych rodziców, którzy nie pozwalają na przykład swobodnie pobawić, czy nawet lekko skonfliktować się maluchom i ingerują zanim dzieciaki znajdą same wyjście. to też powód dla którego zależy mi na przedszkolu, gdzie mnie nie będzie. chciałabym, żeby ktoś z przygotowaniem czuwał nad takimi sytuacjami. bez mamy obok. ponieważ syn bywa tą dominującą stroną chciałabym, żeby nauczył się zachowań akceptowalnych społecznie. ale bez krytykanctwa, czy karania co chwila - jak to pisze Pani Justyna - żeby dano szanse na ponoszenie naturalnych konsekwencji.

    moim ideałem byłoby to co widziałam kiedyś w programie na temat przedszkola nastawionego na konstruktywne rozwiązywanie konfliktów. jestem jednak realistką i będę szczęśliwa, jeżeli młody trafi pod opiekę kogoś, kto chociaż w części popiera takie podejście. a wydaje mi się, że tak tam jest.
    i apropos tego klosza - właśnie o to mi chodzi, żeby nie chronić młodego zawsze i wszędzie, żeby powoli uczył się radzić sobie sam. i żeby poczuł się bezpiecznie (w sumie to czasami mam wrażenie, że nawet za bardzo ufa obcym) nie tylko przy rodzicach, dziadkach, czy naszych znajomych - zostawał wielokrotnie z innymi - fakt, nie dłużej niż cały dzień i nie w grupie dzieci, gdzie nie będzie w centrum uwago dorosłego.

    a rozmowa z prowadzącą zajęcia była luźna rozmową na temat tego, że młody jeszcze nie mówi i żeby dać mu jeszcze czas. to ja wspomniałam, że chciałabym go wysłać do dzieci. wtedy pani wspomniała o punkcie przedszkolnym. ze względów finansowych odwlekałam decyzję, ale z ciężkim sercem. teraz na kilka tygodni itak muszę mu znaleźć opiekę na kilka godzin tygodniowo, więc stwierdziłam, że nie ma co czekać na przedszkole państwowe (przy wielkim szczęściu za rok), tylko trzeba podjąć decyzję.

    za kilka miesięcy pewnie sama ocenię, jeżeli będziemy bardzo zadowoleni, to chyba wolę raz, czy dwa w tygodniu go tam zostawić, przynajmniej do czasu mojego pójścia do pracy, niż szukać państwowego - o ile bym miała jakikolwiek wybór.
  • verdana 17.08.11, 21:11
    Nie ma sily - nie unikniesz tego,że Twoje dziecko spotka się z pewnymi slowami, ktore Ty uwazasz za niewłasciwe. O ile odzywke "Jesteś głupi" mozna oczywiście zakwestionować, to "jesteś niegrzeczny" na pewno z ust jakiejś pani padnie, bo większość osob nie widzi w tym niczego zlego. I pani nie przyjmie Twojej prośby, abu zawsze mówila dziecko, co robi źle, bo jesli rozrabia jednoczesnie dziesięcioro dzieci, to nie ma czasu na szczegółowe tłumaczenia.
    Opiekunki w przedszkolach są po studiach pedagogixcznych, w kazdym razie te z przedszkoli państwowych. W prywatnych różnie bywa. Oczywiście woźne, czy kucharki już nie, ale najcenniejszą poradę pedagogiczną uzyskałam właśnie od woźnej...
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • klarci 17.08.11, 23:24
    niestety znam te realia studiów pedagogicznych - szczególnie w przypadku pań przedszkolanek, które uważają się za mądrzejsze od wykładowców ...
    ale to inny temat.

    że się spotka to normalne. zresztą już się spotkał. tym już się nawet nie przejmuję.
    jednak miło byłoby gdyby stała opiekunka skupiła się na wyjaśnieniu dziecku, że czegoś nie wolno i dlaczego, a nie zjechaniu i postawieniu do kąta. ot tyle.
    niestety panie przedszkolanki zazwyczaj wolą dzieci posłuszne, a nie np. energiczne, ale wrażliwe na innych. mój należy raczej do tej drugiej grupy, więc pewnie stąd moje obawy.
    też stąd, że zdaję sobie doskonale sprawę, że pani w przedszkolu ma ileś tam dzieci na głowie i trudno by jej było skupiać się indywidualnie nad każdym. i tu (dobre oczywiście) placówki prywatne mają przewagę.
    ale oczywiście nie twierdzę, że w państwowym nie ma fajnych opiekunek - sama miałam taką, której nie chciałam z kolan schodzić, więc wiem, ze dużo też zależy od danego człowieka.
  • Gość: aniula IP: *.smgr.pl 19.08.11, 22:25
    jak czytam Twoje wypowiedzi, to jakbym czytała o sobie :)
    bardzo podobnie myślę, ale nie chce mi się odpowiadać na te wszystkie posty, bo ręce opadają,
    bardzo wcześnie zaczęłam edukację żłobkowo/przedszkolną i uważam, że więcej szkody niż pożytku mi to przyniosło, byłam bardzo wrażliwym dzieckiem, często niesprawiedliwie traktowanym, metody państwowo-komunistycznych placówek pożal się Boże... oczywiście metody wychowawcze mamy nie muszą być jedynymi słusznymi, ale ludzie! są pewne, elementarne zachowania, które muszą być spełnione, żeby dziecko prawidłowo się rozwijało.
    Chciałam ci dodać otuchy, że jest jeszcze jakaś mama, która też myśli tak jak ty :)
  • klarci 19.08.11, 23:15
    :)

    no ja też byłam wrażliwym dzieckiem, a bardzo niepokornym, więc jak to mówią "trudnym".
    możliwe, że to wpływa na to, że moim marzeniem jest, żeby syn miał mądrych pedagogów, którzy będą go uczyć zasad, ale jednocześnie wspierać
  • borderka80 17.08.11, 20:11
    klarci, myślę, że niepotrzebnie się stresujesz.
    Przedszkola państwowe nie są z założenia złe (chociaż zależy na kogo trafisz, jedna pani może być "gorsza").
    Moje dzieci chodziły do przedszkoli państwowych (z powodu przeprowadzek zaliczyły po 2).
    Nie złamało im to psychiki. Nie były jakoś szczególnie zapatrzone w panią, ale w koleżanki/kolegów to i owszem. Przeszło.
    Sądzę, że większe znaczenie ma to jak jest w domu. Wydajesz mi się przewrażliwiona na punkcie nieprawidłowych odzywek do synka (jakby zwrot "byłeś niegrzeczny" miał z niego uczynić wieloletniego pacjenta psychoterapeutów). ;)
    klarci, nie obraź się, ale być może to Ty jesteś niepewną siebie osobą i boisz się, żeby synek nie był taki sam? Więc starasz się (niejako na siłę) mówić do niego "prawidłowo". I chciałabyś, żeby każdy dorosły zachował równie wysokie standardy w stosunku do twojego dziecka? Obawiam się, że tak się nie da :( Najlepsze co możesz zrobić dla dziecka to popracować nad własną samooceną.
    Tak to wygląda z mojej strony.
    Pozdrawiam :)
  • Gość: klarci IP: 85.222.112.* 17.08.11, 20:51
    zastanowiło Cię kiedyś dlaczego z taką łatwością co niektórym przychodzi psychoalaniza osoby zakładającej wątek, zamiast rzeczowa odpowiedź na pytanie/zagadnienie ....?!
  • Gość: basca IP: *.ghnet.pl 17.08.11, 21:10
    Chyba w Twoim przypadku o tyle łatwo, że czytając Twoje wypowiedzi ciężko dobrnąć do pytania. Nie jest to złośliwość z mojej strony, ale zwróć uwagę że dosyć rozwlekle piszesz o swoich wątpliwościach. I rzucają się w oczy ciągłe Twoje wahanie, pragnienia, niepokoje a ucieka istota pytania.
  • klarci 17.08.11, 23:14
    to fakt, że rozwlekle piszę.
    dlatego też zaznaczyłam ze 2 lub 3 razy, że to wątek o rozważaniach a nie konkretne pytanie
  • joa66 18.08.11, 07:36
    Moim zdaniem możesz zacząć uczyc dziecko rozmowy. Nie "mówienia" tylko właśnie rozmowy. O tym co lubi ono, o tym co lubisz Ty, co akceptujesz czego nie.

    Nie uchronisz dziecka przed 'złymi" słowami, ale możesz nauczyć właściwego stosunku do nich (oczywiście to wsyztsko trwa)

    p.s. Ja wybrałam dziecku przedszkole bardzo starannie, nie kierując sie finansami. Zresztą tak samo jak szkołę. Było to (konkretne) przedszkole państwowe.
  • klarci 18.08.11, 23:40
    na pewno masz rację.

    jakoś po prostu mi się wydaje, że słowa mogą szczególnie ranić takie małe dzieci, kiedy pochodzą z ust jednak dość istotnej postaci na tym etapie ich życia.

    z tekstów (dla naświetlenia o co mi chodzi), które mnie osobiście wkurzają dodam typu: nie płacz, bo nie ma czego, jesteś chłopak, czy baba, nie bądź beksą i tego typu.

    wiem, ze są większe problemy na świecie, ale wątek miał być dość luźną refleksją o tym, czy takie teksty są w stanie wyrządzić jakąś krzywdę dziecku.

    szkoda, że Pani Justyna już nie chce napisać co ona myśli na ten temat.
    w sumie jestem ciekawa opinii.

    póki co w sumie mogę się cieszyć, że znalazłam miejsce, do którego z przyjemnością będę wozić małego :), a jak już przyjdą decyzje co dalej, to możliwe, że nie będę itak miała wyboru i wtedy lepiej nie przejmować się na zapas, tylko jak piszesz w domu rozmawiać, rozmawiać i przygotowywać.
  • kachape 18.08.11, 23:47
    podoba mi sie Twoja lista tekstow od których się włos na glowie jezy. jeszcze super jest "no chyba cię zabiorę od mamy bo jestes taki niegrzeczny".
    powodzenia na przedszkolnej drodze życia!
  • demonii.larua 19.08.11, 08:25
    Klarci, słyszałaś takie teksty w przedszkolu? Jeśli tak to w sumie jestem zdziwiona.
    W przedszkolach do których chodziły moje dzieci takie zwroty w kierunku dzieci są niedopuszczalne, a płaczące (na przykład) dziecko leci do pani i tuli się do momentu aż się uspokoi. Zresztą w szkole w klasach 1-3 jest tak samo :P I to wszystko placówki państwowe.
    Myślę, że Twoje obawy są jak najbardziej naturalne, a w momencie gdy dziecko już pójdzie do przedszkola przestawić się na troszkę inny "tor działania mamy" :) Z ochronno-opiekuńczego na obserwacyjno-interwencyjny :))) No i w ciągu tego pół roku pozwiedzaj okoliczne przedszkola, podpytaj rodziców itp :)
    --
    Nie zatrudniaj fachowca - bądź
    bohaterem w swoim domu.
  • demonii.larua 19.08.11, 08:26
    Oj za mało kawy jeszcze...zjadłam "musisz" w przestawić się na inny..." :D
    --
    Nie zatrudniaj fachowca - bądź
    bohaterem w swoim domu.
  • a.denver 19.08.11, 09:30
    mam w rodzinie 3 przedszkolanki, wielokrotnie obserwowałam ich pracę, wszystkie pracują w przedszkolach państwowych i żadna nigdy tak się do dziecka nie zwracała. Mają pod opieką - każda - przynajmniej 20 dzieci. Każde dziecko jest traktowane indywidualnie, każde jest przytulane, problemy są rozwiązywane na miejscu, adaptacja przebiega szybko i bez zakłóceń, dzieci są zadowolone i lubią wracać do przedszkola. Zamiast się zastanawiać i wypisywać elaboraty na forum, zajmij się szukaniem dla dziecka przedszkola, które spełnia Twoje oczekiwania. Nie naprawisz wszystkich opeikunek na świecie i nie podporządkujesz ich swoim kryteriom i wymaganiom. Ale tracony tutaj czas możesz poświęcić na wyszukanie tego co jest najbardziej zbliżone Twoim oczekiwaniom. A odnoszę wrażenie, że szukasz jednak potwierdzenia swoich lęków, jakoby w przedszkolu państwowym, gdzie jest dużo dzieciaków, było źle i metody wychowawcze tam stosowane były proporcjonalne do ceny jaką się płaci za takie przedszkole (w porównaniu do prywatnego). Dla mnie to śmieszne. Pozdrawiam.
  • kamooola 19.08.11, 10:39
    Tak, idź klarci, nie trać czasu na forum;)
    Też mam w rodzinie przedszkolankę i tez pracuje w państwowym p-kolu. Jest naprawdę świetną, kochającą dzieci wychowawczynią i wierzę, że kontakt z nią nie zrobi im krzywdy. Chociaż jeśli chodzi o toksyczne teksty, to owszem, można czasem co nieco usłyszeć. To nie jakieś ostre wpadki, ale takie drobiazgi, które pewnie wynikają z niewiedzy/nieuwagi.

    Często gadamy o pracy i słyszę różne przedszkolne historie, mają tam np. jedną panią, która do dzieci woła po nazwisku. Uwierzyłabyś? Jest niereformowalna w tym temacie a nikt jej na pewno za to zwalniał nie będzie. Jeszcze inna ma system promocji dzieci zamożnych, bo liczy na prezenty/gratisy/procentujące w przyszłości koneksje ich rodziców. Różnie bywa.

    Klarci, w ogóle się nie dziwię, że masz wątpliwości. Ja mam bardzo blisko spokojne wiejskie p-kole. Byłoby nam z nim bardzo wygodnie, synek mógłby być odbierany o ludzkich porach, mógłby się później uczyć w tej samej szkole. I tam zapisuję (choć to jeszcze rok).
    Ale czy dobrze robię?

  • klarci 19.08.11, 11:37
    powiem tak, nie czepiam sie przedszkoli państwowych - może tak to niezgrabnie wyszło.
    chodziło mi nie o podział: państwowe - prywatne, bo wiadomo, że to bzdura. często w prywatnych są 'byle jakie' opiekunki. miałam na myśli przedszkola dobre, z podejściem podmiotowym do dziecka i takie trochę przechowalnie. te dobre państwowe po prostu trudniej znaleźć, tym bardziej w warszawskiej dzielnicy, gdzie 4-latki nie dostają się z braku miejsc :/, bo 5 latki przyjąć, a placówek brak.
    prywatne też wcale nie tak łatwo znaleźć. jak przeglądam, to mam wrażenie, że największy nacisk jest kładziony na zajęcia dodatkowe, a nie to co w przedszkolu (dla mnie osobiście) ma być najważniejsze - fajna zabawa, socjalizacja i przygotowanie do szkoły.
    te fajniejsze prywatne są też bardzo drogie.

    a co do tekstów. może nie słyszałam nigdy od przedszkolanki. widzę po prostu w jaki sposób mówią do siebie dzieci, jakie jest przyzwolenie na takie teksty wśród rodziców. stąd moje obawy. może wyciągnęłam za dalekie wnioski. może działam stereotypem. ale wydaje mi się, że takie teksty puszczają młodzi wykształceni rodzice, to nic lepszego nie spodziewam się po starej kadrze, często jeszcze pamiętającej czasy naszego pokolenia.
    a rozmowa z rodzicami - no właśnie - jak podpytać o tą kwestię rodzica, który sam w domu stosuje takie teksty? :/ skąd czerpać wiedzę o przedszkolu? szukać w necie? u nas jest tylko jedno przedszkole w najbliższej okolicy i do tego nie chciałabym posyłać. z dalszych znam tylko jednych rodziców, z jednej placówki, o której pisałam i całkiem fajnie wygląda, ale jak odbierałam stamtąd dziewczynkę, to atmosfera jest właśnie trochę przechowalni - inna sprawa, że mogę się po prostu mylić, bo przecież nie siedziałam tam cały dzień.

    no nic. póki co mamy fajne miejsce, a jeszcze mam pół roku na zorientowanie się w przedszkolach w okolicy :) ostatecznie zostanie tutaj dłużej i do przedszkola pójdzie z czterolatkami :)
  • a.denver 19.08.11, 11:49
    ale w ogóle myślisz bardzo stereotypowo - skąd pomysł, że przedszkolanki, które zdobyły zawód lata temu nie dokształcają się dalej? skąd pomysł, że przez wzgląd na wiek one nie potrafią iść za nowymi odkryciami psychologii rozwojowej? dlaczego oceniać przedszkolanki przez pryzmat rodziców? przedszkolanki całe życie uczą się jak postępować z dziećmi, rodzice uczą się tylko jak postępować ze swoimi i to w określonym wieku, który szybko mija, tak że nie sposób zdobyć szersze doświadczenie

    myślę, że masz bardzo wiele niepotrzebnych wątpliwości - jedyne co możesz to sprawdzić te przedszkola, do których dziecko może iść. Tak - możesz zapytać rodziców - nie wszyscy są tylko wykształconymi ignorantami, są też rodzice, którzy potrafią myśleć nad tym co robią ze swoim dzieckiem - czy rozmawiałaś z którymkolwiek z nich? Czy tylko piszesz, że wszyscy stosują w domu takie teksty i nie wiesz jak ich podejść? Już po dwóch zdaniach można łatwo odgadnąć kto jakie metody wychowawcze stosuje i z kim warto o przedszkolu podyskutować.

    Nie wiem czego oczekujesz po tej wymianie zdań. Według mnie powinnaś po prostu poszukać kontaktu z rodzicami z innych przedszkoli. Zawsze możesz poświęcić trochę czasu podczas spaceru i minąć przedszkole gdy rodzice odbierają dzieci. I zpytać. Po prostu. Tutaj nikt Ci nie odpowie na Twoje pytania i nie rozwieje Twoich wątpliwości. Ja się zastanawiam po prostu czego Ty oczekujesz od forum? Żeby Pani psycholog napisała Ci jak przedszkole może wpłynąć na Twoje dziecko? A skąd ma to wiedzieć? To zależy tak od dziecka jak i od przedszkola. My tutaj nie znamy ani Twojego dziecka, ani przedszkoli w Twojej okolicy. Doprawdy zaskakuje mnie ten wątek, bo go w ogóle nie rozumiem :)
  • klarci 19.08.11, 23:20
    > ale w ogóle myślisz bardzo stereotypowo - skąd pomysł, że przedszkolanki, które
    > zdobyły zawód lata temu nie dokształcają się dalej? skąd pomysł, że przez wzgl
    > ąd na wiek one nie potrafią iść za nowymi odkryciami psychologii rozwojowej? dl
    > aczego oceniać przedszkolanki przez pryzmat rodziców? przedszkolanki całe życie
    > uczą się jak postępować z dziećmi, rodzice uczą się tylko jak postępować ze sw
    > oimi i to w określonym wieku, który szybko mija, tak że nie sposób zdobyć szers
    > ze doświadczenie

    stąd, ze uczyłam sie z takimi, stąd, że znam podejście starszego od nas pokolenia, stąd, że niestety często nauczyły się, jak w ogóle ogarnąć gromadkę, nie skupiając się szczególnie na środkach.
    stąd, że czasami jak słyszę psychologa, to mi szczęka opada, a co dopiero przedszkolankę, która (nie wszystkie takie są) idzie na studia dla papierku i jak pisałam udaje mądrzejszą niż wykładowca.

    moim zdaniem przedszkolanka/opiekunka to szczególnie odpowiedzialny zawód. podobnie ja k psycholog.
  • joa66 19.08.11, 12:03
    Za „moich” czasów ;) czyli w czasach wczesnego dzieciństwa mojego dziecka, działały tzw zielone dome. Fakt , niewiele ich było. To były spotkania dla dzieci w wieku 1-4 lat, (nasze były w salach przedszkolnych prywatnego przedszkola). Na spotkania dzieci przychodziły z rodzicami, ale rola rodziców była ograniczona do patrzenia, a dzieci bawiły się z innymi dziećmi i przedszkolankami.

    Jeżeli masz wątpliwości związane z przedszkolem, może taka przejściowa forma pozwoli Ci się oswoić z sytuacją?

    Musisz jednak wziąć pod uwagę, że nawet najstarraniej wybrana placówka z najlepszymi opiekunami nie da Ci żadnej gwarancji co do zachowania innych dzieci.
    Twoje dziecko będzie świadkiem i „udziałowcem” różnych zachowań , nawet tych, które Ty zdecydowanie potępiasz. To pewne jak śmierć i podatki.

    Zanim wypuścimy dziecko w świat mamy praktycznie kontrolę nad całym jego życiem. Potem, kiedy np. dziecko idzie do przedszkola tę kontrolę zaczynamy troszkę tracić (i dobrze) i trzeba to zaakceptować. Złudzenie, że możemy kontrolować wszystko w 100% jest tylko złudzeniem i może doprowadzić tylko do tego, że rodzice starają sią kontrolować wszystko co mogą, a nie wszystko, co kontrolować powinni.
  • klarci 19.08.11, 23:11
    Joa, ale ja chcę i muszę zostawić go samego.
    nie mam potrzeby kontroli, jeżeli ktoś wzbudza moje zaufanie - i znam to konkretne miejsce.

    a co do tego, ze spotka się z różnymi rzeczami - to prawda. zresztą już przyniósł do domu kilka zachowań, które próbuję teraz wyplenić :/ jak np. strzelanie do kogoś, czy czegoś :/
    ale zgadzam się, on musi poznawać świat i nie ochronie go przed wszystkim. nie ma nawet sensu się spinać, bo tylko nerwy bym straciła.

    ale jednak wiesz co fajne miejsce i życzliwa opiekunka, to lepiej :)
  • morekac 19.08.11, 23:29
    A dlaczego musisz to z niego wyplenić?
    Chyba nie używa do tego naładowanej broni? ;-)
    --
    -------------------------------------------------------------
    Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
  • klarci 20.08.11, 17:09
    nie odpowiada mi strzelanie do ludzi, czy zwierząt nawet na niby.
    może gdyby chodziło o jakieś gry strategiczne w wykonaniu starszego dziecka, to bym inaczej na to patrzyła.

    a w takiej zabawie w strzelanie jest ten rodzaj agresji, której nie toleruję.
  • morekac 20.08.11, 18:49
    Prawdopodobnie i tak będzie 'strzelał' - nie musisz tego wzmacniać, ale od razu wypleniać?
    Ten etap mija.
    --
    -------------------------------------------------------------
    Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
  • Gość: aniula IP: *.smgr.pl 19.08.11, 22:45

    wiem, ze są większe problemy na świecie, ale wątek miał być dość luźną refleksj
    > ą o tym, czy takie teksty są w stanie wyrządzić jakąś krzywdę dziecku.


    oczywiście, że są! nie oszukujmy się, jeśli dziecko spędza większość dnia w przedszkolu, to właśnie tam ukształtuje własny obraz siebie, dla tego nie mówi się : jesteś zły, ale: źle się zachowałeś,
  • morekac 19.08.11, 23:01
    Tyle tylko, że pani nie jest aż tak istotna jak mama i tata. Poza tym znaczną część obrazu siebie kształtuje się poprzez kontakty z rówieśnikami. A dzieci nie mówią 'źle się zachowałeś'.
    --
    -------------------------------------------------------------
    Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
  • klarci 19.08.11, 23:27
    niekoniecznie - to opiekunowie moim zdaniem kształtują wiele zachowań w grupie. owszem, wiele dzieci wynosi z domu - ostatnio syn znajomych zapytał mnie, czy idę z synem do domu, bo był niegrzeczny - bo u niego za wszystko są od razu kary. albo straszył mojego: jak będziesz niegrzeczny to dostaniesz w tyłek.
    ale myślę, że takie teksty od rówieśników, a od przedszkolanki to dwie różne rzeczy.
    uważam też, że przedszkolanka ma bardzo ważne zadanie - w każdym dziecku znaleźć coś pozytywnego, czym podbuduje go w grupie. obawiam się, że w państwowych przedszkolach, w dużych grupach to trochę trudne - acz oczywiście wykonalne i jak najbardziej wskazane.
    może myślę stereotypowo, a może intuicyjnie.
  • borderka80 19.08.11, 23:36
    klarci, nie zgodzę się (czysto teoretycznie :P ).
    To właśnie inne dzieci miały największy wpływ na moje maluchy. Nie pani. I od dzieci przejęły wiele dziwnych/denerwujących zachowań.
    Przeszło, ale kosztowało mnie to dużo cierpliwości.
  • klarci 20.08.11, 00:30
    nie no jasne, jeżeli mówimy o zachowaniach.
    ja bardziej mówię o jakości opieki i jej wpływie na dziecko.

    co do wpływu dzieci - nawet się nad tym nie rozdrabniam. jedyne co mogę zrobić to wpajać synowi, żeby dobierał sobie wartościowe towarzystwo. ale prawda jest taka, że ani teraz, ani za 10 lat, a tym bardziej później będę miała ograniczony wpływ na to z kim ma kontakt - więc nawet nie myślę o tym.
    na pewne zachowania nie pozwolę, ale też nie do końca będę miała wpływ na to, czy takie dzieci nie znajdą się w jakiejkolwiek placówce do której będzie chodził - zresztą nie jestem zwolenniczką przesadnego dobierania towarzystwa.
    chociaż nie powiem, czasami uszy mi puchną od tekstów 8-10- latków na naszym osiedlu. jedyne co to pozostaje mi tak wychowywać młodego, żeby nie ciągnęło go do takiego towarzystwa.
  • morekac 19.08.11, 23:37
    Myślę, że trochę sobie przeczysz. Z jednej strony posyłasz synka na 5 h raz w tygodniu (tak?), z drugiej oczekujesz, że będzie poznany i doceniony. A nie wiesz nawet, czy będzie miał swoją grupę, swoją panią i swoich kolegów.
    --
    -------------------------------------------------------------
    Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
  • klarci 20.08.11, 00:33
    myślę, ze przy kilkuosobowej grupie te 5 godzin w tygodniu spokojnie wystarczy dobrej pedagożce na to aby poznać mojego syna, na tyle, żeby umieć go wspierać. kwestia chęci.

    a poza tym jednak inaczej postrzegam ten jeden dzień (bardziej jako rozrywkę dla małego, a dla mnie tą chwilę na wizytę u lekarzy), a inaczej regularne przedszkole, do którego może będzie musiał pójść.
  • morekac 20.08.11, 12:56
    Przez 5 godzin w tygodniu to wpływ pani na samoocenę małego będzie minimalny. Niemniej twój syn może mieć problemy z dziećmi z grupy - chyba że będą chodzili na tej samej zasadzie - w ten jeden dzień tygodnia.
    --
    -------------------------------------------------------------
    Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
  • Gość: klarci IP: *.centertel.pl 20.08.11, 17:53
    no przykro mi, ale tylko na tyle mogę, i to też z trudem, mogę sobie pozwolić :/

    a myślę, że dla niego stanowczo ważniejsza jest teraz fajna zabawa i ogólnie kontakt z dziećmi w grupie. a regularność dni postaramy się wziąć pod uwagę, na ile tylko będzie to możliwe.
    myślę, że to itak lepsze niż wrzucać go w jakąś zżytą grupę na 2-3 godziny.
  • mamameg 19.08.11, 11:57
    Ja nie wiem czy to dobry pomysł zapisywać dziecko w jedno miejsce na pół roku a potem mu zmieniać przedszkole. Dla dziecka to spory stres, jeśli nie jest to konieczne to chyba lepiej go uniknąć.
  • klarci 19.08.11, 23:28
    na razie pójdzie na jeden dzień - może nawet nie będzie miał stałej grupki.

    za rok będziemy rozważać (o ile dostanie się gdzieś do państwowego) jakie rozwiązanie jest dla niego dobre.
  • lib 21.08.11, 22:49
    Mojego syna pani zamknęła w łazience, bo płakał, że chce jeszcze jednego cukierka. Dziecko pouczyłam, co się robi, jak je ktoś zamyka w łazience. I wyłożyłam niestosowność zachowania pani. Panią poinformowałam, co jej zrobię następnym razem. Panie usiłowały zmuszać moje dziecko do jedzenia. Dziecko utwierdziłam w przekonaniu, że je ile chce i samo o tym decyduje. Panie po kilku rozmowach również pojęły. Takie jest życie i już. Problem dla się rozwiązać dopiero jak się go już ma. A uniknąć wszystkich nie da się na pewno. Mój syn przy okazji paru rzeczy się nauczył. Że czasem ludzie zachowują się niefajnie, że ma prawo do swojego zdania, że nie wszystkich musi lubić, że nie wszyscy muszą lubić jego, że czasem nie jest miło, ale da się z tym żyć, itd. Jak ktoś twojemu dziecku powie, że jest głupie, to się twoje dziecko nauczy, że czasem ludzie tak robią. Nie rozpadnie się od tego na kawałki.
  • Gość: Joanna IP: *.toya.net.pl 21.08.11, 23:12
    Weź tego swojego księcia/księżniczkę (przepraszam, ale nie czytalam całego wątku), zamknij w swoim pałacu, zatrudnij 3 panie: od zabaw, od jedzenia i od wychowania, zapłać i wymagaj. A jak cię nie stać, to zejdź na ziemię i nie truj.
    Ludzie oddają dzieci do żłobków w wieku 6 m-cy, te dzieci rosną, w przyszłości mogą nawet przegonić twojego królewicza. Nie są bite, zagłodzone, gorsze.
    Masz o sobie, swoich metodach i swoim dziecku mega mniemanie, jesteś zarozumiała jak diabli. Niestety, poczytałam kilka twoich wpisów, i mam wrażenie, że albo ktoś jest z tobą, albo przeciw, nie znasz półśrodków..
  • Gość: klarci IP: *.centertel.pl 22.08.11, 01:14
    trudno trudno skomentować ... :/

    wie,m że karmie trolla, ale ..
    każdy oddaje dziecko kiedy uważa, ja bym nie oddała półroczniaka. sama poszłam do maluchów nie mając roku i dzisiaj wiadomo, że nie była to dobra decyzja ... mimo, że jakoś sobie z tym poradziłam.

    weź to swoje poczucie winy i wyrzuty sumienia i idź je wyładować gdzie indziej :/
    dziękuję za uwagę.
    bez odbioru.
  • Gość: Joanna IP: 77.87.160.* 22.08.11, 13:43
    Niestety, nie kazdy oddaje dziecko kiedy uważa, czasami oddaje kiedy musi. Nie ma wyjścia. Dal takich osób twoje wypociny sa żenujące. Zastanów się, ze męczysz niektórym ucho wyimaginowanymi problemami. Wystarczy mieć trochę wiedzy (łatwo znaleźć w necie) i zdolność dedukcji, do tego znajomość własnego dziecka i świadomość idących za wszystkim ograniczeń, za i przeciw. Kilka osób próbowało ci to tutaj wytłumaczyć, sensownie i kulturalnie, ale niestety, wolisz dyskutować zamiast słuchać.
    I nie karmisz trola, sama nim jesteś.
  • Gość: klarci IP: *.centertel.pl 22.08.11, 19:51
    rozumiem, że niektórzy muszą, chociaż osobiście zrobiłabym wszystko, aby do tego nie dopuścić (uprzedzę - nie jestem rozpuszczoną damulką z pełnym kontem ...), bo nie wierzę w żłobki dla 6- miesięczniaków.
    i ten wątek nie jest skierowany do tych osób! już Ci pisałam, kompleksy i wyrzuty sumienia wyładowuj gdzie indziej.

    tak, wolę dyskutować. już zaznaczałam, że po to zakładałam ten wątek - czytaj, żeby kogoś zrozumieć, poznać jego spojrzenie, a nie po to, żeby mieć z a co krytykować :/, będzie i Tobie i mi łatwiej.

    i daj juz sobie spokój - jakoś tego typu osoby i ich wypowiedzi mnie nie wciągają.
  • mondovi 22.08.11, 14:43
    Mój syn chodzi do przedszkola od kiedy skończył 3 lata. Nie jest to prywatne przedszkole, tylko samorządowe niepubliczne i nie miałabym żadnych obaw, żeby go do publicznego posłać, po prostu do tego się dostał. MA bardzo mądrą wychowawczynię, nie ma tekstów typu "Tak nie wolno", "mama cie nie bedzie lubić", "jesteś niedobry". Kwestia nie leży w tym, czy prywatne, czy państwowe, ale kto w nich pracuje. Kierowałabym się opiniami rodziców dzieci, które juz do przedszkola chodzą.
  • Gość: klarci IP: *.centertel.pl 22.08.11, 19:43
    > Kwestia nie leży w tym, czy prywatne, czy państwowe, ale kto w nic
    > h pracuje.
    oczywiście tu masz rację - próbowałam potem 'wyjść' z tego rozgraniczenia, które niechcący mi się zrobiło
  • justyna_dabrowska 22.08.11, 16:20
    Myślę, że to naturalne, że ludzie są różni i że dziecko prędzej czy później zetknie się z tym faktem:)
    Nie mamy wpływu na to z czym i z kim będą stykac sie nasze dzieci - nie sposób tego skontrolować. Poza tym to co mówią dorośli ma o wiele mniejsze znaczenie od tego co ROBIĄ i iaki mają do dzieci stosunek. Ważne żeby dziecko czuło się w przedszkolu bezpiecznie i żeby lubiło swoją panią ( to ona w dużej mierze stanowi o bezpieczeństwie). Oczywiście że jesli jest bezdennie głupia, nie lubi dzieci a w pedagogice pociąga ją wyłącznie to, że mozna miec władzę nad mniejszymi i słabszymi - to trzeba uciekać. Ale takich pań jest niewiele...

    Widzę w socjalizowaniu dzieci wiele zalet, radziłabym patrzeć na to, co się dzieje i w razie czego po prostu reagować stosownie do okoliczności:)

    POzdrawiam serdecznie

    jd
  • Gość: klarci IP: *.centertel.pl 22.08.11, 19:41
    dziękuję za odpowiedź :)
  • Gość: domza2 IP: *.rzeszow.vectranet.pl 27.08.11, 10:34
    Hej Klarci, jestem na takim samym etapie (wczoraj zrobiłam przegląd przedszkoli/żłobków w moim mieście i muszę wybrać) i myślę tak samo jak Ty. Nawet dziś śniło mi się przedszkole. Ja mam mega pozytywne wspomnienia z własnego przedszkola, chociaż to właśnie tam spotkała mnie pierwsza w życiu prawdziwa przykrość (od dziecka, nie od pani). Ja na razie wybrałam prywatne przedszkole, bo ma długi okres adaptacji i moglibyśmy ruszyć pełną parą od stycznia, ale docelowo chcę mieć dziecko w państwowym na osiedlu. Wiesz, mam podobne myśli, obawy, kotłuje mi się wszystko, ale ciągle mówię sobie, że to są moje obawy i problemy i muszę je zwalczyć dla dobra dziecka, żeby ono z pełną ufnością weszło w świat przedszkolny, bo jak wyczuje moje wahanie, to będzie mu trudniej. Też mam zadatki na mamę nadopiekuńczą. Najchętniej oddałabym dziecię do przedszkola, aby siedzieć pod nim i podsłuchiwać - serio, ale wiem, że muszę to zwalczyć w sobie. Sporo już wysilków zainwestowałyśmy , mówiąc brzydko, w nasze brzdące, kochając je, dając im bezpieczeństwo, budując pozytywny obraz siebie - niech idą w świat i uczą się bronić się same - mi też z tym trudno, ale wszyscy mi mówią, że przedszkole będzie większym problemem dla mnie niż dla mojej córy.
    DObrze Cię rozumiem, odczuwam niemal to samo. Wczoraj np. jak byłam w prywatnym takim ni to żłobku ni to przedszkolu przemiła pani ( i właścicielka w jednej osobie) powiedziała do dziewczynki "jsteś dziś niegrzeczna", bo ta dziewczynka zabrała innej jakiegoś pluszaka. Uczą tam, zeby po jakimś zgrzycie między dziećmi dzieci się przytuliły ( dla mnie to przesada, zmuszać do kontaktu fizycznego dzieci, które właśnie miały jakiś konflikt). Uczy się, żeby dzieci były cicho - to mnie najbardziej ubodło (to gdzie mają zachowywać się naturalnie?). A samo miejsce cudne. Oczywiście, od razu miałam x złych myśli. Zdecydowałam się na inne miejsce, ale tam nie miałam wglądu tak bezpośrednio w metody. Nie wiem, co i jak tam będzie. Zakładam jednak, że dziecku mojemu potrzebne są i inne dzieci i jakieś zasady, których ja nie zawsze umiem wymagać. Ten przedszkolny "dryl", stały rozkład dnia - w tym widzę plusy, a że pojedyncze metody mogą być do bani - tak może być. Jednak przeważają plusy nad minusami. Ja bym w ogóle nie chciała się rozstać z córką, ale to mój problem i zazdroszczę tym, którzy szybko chcą się pozbyć dziecka i mieć trochę wolności, mają chyba łatwiej. Walczmy z tym, a za jakiś czas podzielimy się tym, czego nasze dzieci nauczyły się w przedszkolu i jak tam dorośleją, ok? pozdr;)
  • joa66 27.08.11, 10:48
    Tylko mały komentarz/dygresja:

    Przedszkolanki w państwowym przedszkolu mojego syna mówily: " dzieci nie przychodzą do przedszkola po to, żeby były grzeczne, tylko po to, żeby się bawić i uczyć"
  • yarpen111 27.08.11, 12:06
    Mialam podobne mysli dokladnie 2 lata temu.
    tez sie balam jak to bedzie, jak dziecko sobie da rade, jakie beda panie, jakie metody ( przedszkole panstwowe, ale nowo otwarte, moje dziecko bylo pierwszym rocznikiem).
    Mialam problem z brakiem poczucia nadzrou nad tym co moje dziecko bedzie robilo, jadlo ( czy zje , czy sie naje?, etc). I to niestety byl MOJ problem, z ktorym walczylam jakies polr roku:)
    Dziecko sie swietnie zaadoptowalo, nie chcialo wychodzic z przedszkola:)
    A mi wszelkie obawy minely...zupelnie. W tym roku moje dziecko idzie do ostaniej grupy przedszkolnej , juz sie cieszy na wrzesien, a ja razem z nim.
    Ma swoje ulubione, panie, zabawki, kolegow. Ma tez takich za ktorymi nie przepada, nauczyl sie bardzo duzo, jest bardziej samodzielny, odwazny, smialy. Nawet lezakowanie mu sie podobalo, mimo,ze od dawna nie spal juz w domu:)

    Mysle,ze my - mamy za bardzo przekladamy nasze leki na dzieci. Dzieci sobie swietnie radza w nowych sytuacjach, szybko sie adaptuja, szybciej dostosowuja sie do regul panujacych w przedszkolu.
    Pamietam,ze na poczatku pyatalm dokladnie panie jak odbieralam synka, co jadl , ile zjadl, jak sie bawil, czy spal , etc.. Po jakims czasie ilosc pytan zmalala, jesli dzialo sie cos ciekawego panie same mi mowily...to byl chyba moment tzw. rozluznienia pepowiny...:) Nie czulam juz AZ TAK DUZEj potrzeby kontroli i czuwania nad tym co i jak dziecko robilo , jak mnie nie bylo obok:))

    Takze mysle,ze ja jakis czas i u Was tak bedzie:)
  • Gość: domza2 IP: *.rzeszow.vectranet.pl 27.08.11, 14:05
    yarpen - dzięki za tę wypowiedź. Moim zdaniem to też typowe chyba obawy przed czymś nowym, dla mam (którą jestem sama) które troszkę z maluchem siedziały w domu. Za jakis czas jestem przekonana, że nam mamom ulży znacznie, zwłaszcza , gdy dzieciom będzie fajnie, a że będzie - jestem pewna.pozdr
  • klarci 29.08.11, 21:31
    o, miłe zaskoczenie :)

    dzięki dziewczyny (wszystkie z ostatnich postów) za ważną dyskusję.

    tak, masz rację, że często to nasze lęki i na pewno niedobre jest pokazywanie ich przy dziecku, a już na pewno nie powinny być powodem "izolowania" dziecka.

    ja w sumie nie boję się z jedzeniem (bardziej o jego jakość), czy innymi rzeczami. do takich tematów sama chyba podchodzę za lajtowo. a sami jesteśmy nerwusami niestety i wcale nie jestem zadowolona ze wszystkich wzorów jakie małemu przekazujemy :(
    bardziej zależy mi na budowaniu pozytywnej wiary w siebie i nauki rozwiązywania konfliktów (kiedyś w angielskim dokumencie widziałam po prostu ideał przedszkola pod tym kątem - przynajmniej przed kamerami ;))

    możliwe, że mój lęk ma podłoże takie, że sama byłam wiecznie ganiona jako podobno robiąca na przekór itp. - no pokornym dzieckiem nie byłam. a widzę podobieństwa syna do mnie. może nie chcę, żeby jego pewność siebie była niszczona przez takie szufladkowanie.
    widzę też jako matka w nim duży potencjał - jest wrażliwy i na prawdę zazwyczaj dobre intencje (jak wszystkie dzieci). widzę wokół jak niektórzy niszczą w dzieciach tą naturalną pozytywną, zdrową samoocenę i chęć współpracy głupimi tekstami i jak dzieci wtedy gasną :/
    ciągle mam przed oczami syna znajomych (o których kiedyś pisałam) wyśmiewanego od mazgaji :( i tego, że on we wszystkim widzi karę - powrót do domu, to kara, siedzenie przy stole to kara :( sama miałam surowe wychowanie, dlatego zależy mi na podbudowywaniu dziecka z zachowaniem jasno określonych zasad i granic i tym, żeby otoczenie działało wspierająco. uważam, że dziecko w przedszkolu może nauczyć się na prawdę wiele dobrego, może super bawić i mieć świetne wspomnienia - czego wszystkim dzieciom życzę :)
  • Gość: Joanna IP: *.toya.net.pl 28.08.11, 00:21
    Każda z nas przeżywała podobnie: lęk, strach i obawy. Ale (przynajmniej w moim gronie) nie roztrząsa się tego tematu na aż takie atomy....
  • noemi29 28.08.11, 23:35
    Z moich obserwacji wynika, że to zależy w dużej mierze od charakteru, temperamentu dziecka.
    Mamy dzieci wrażliwych, mają naprawdę więcej powodów do roztrząsania, niż mamy "cajmerów"
    (określenie mojego pediatry). Dzieci są różne. Niektóre łatwiej wypuścić w świat bez roztrząsania tego faktu na atomy.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka