Witam
Postanowiłam odejsc od meza(zdrady,ciagła manipulacja i takie tam) znalazłam mieszkanie w tej samej miejscowosci zeby dziecku sie nic nie pozmieniałlo i postanowilismy poki co zeby dziecko było tydzien u mnie tydzien u meza,okazuje sie ze moje dziecko nie chce tam spac został jedna noc i wymiotował ze stresu ze mna jak jest jest wszytsko ok,dziecko nie ma az tak wielkiego kontaktu z dzieckiem zawsze był ze mna przez 4 lata byłam z nim w domu potem przedszkole itp. naprawde dziecko ani nie przezywa tym bardziej ze było swiadkiem kłótni mało przyjemnych tu ma własny pokoj w koncu i jest ok maz robi mi pranie mozgu ze nie widze ze dziecko przezywa i takie tam zaczeło sie od tego jak sobie uswiadomił ze syn nie ma z nim az takiej wiezxi jak myslał ze bedzie miał ja synkowi nie zabraniam kontaktu a wrecz pytam czy chce zadzwonic do taty,przewaznie nie chce teraz maz wykorzystuje argument ze nie chce go wpuscic do mowego mieszkania zeby sie tu z synem pobawił a ja nie chce bo to moj azyl wytłumaczyłam synkowi ze po to jest 2 mieszkanie ze jak tylko ma ochote moze isc od taty,czy ja naprawde zle robie? bo juz głupieje naprawde dziekuje za pomnoc
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.