Dodaj do ulubionych

mój syn jest wiecznie niezadowolony

IP: *.acn.waw.pl 03.10.11, 13:49
Witam, zwracam się z prośbą o pomoc. Mój 5-letni syn jest a raczej był wesołym, miłym przedszkolakiem. Od kilku miesięcy prezentuje zachowania, które mnie niepokoją. Na prawie każde polecenie czy propozycję reaguje zrzędzeniem, marudzeniem i okazywaną na wszelkie możliwe sposoby niechęcią. Np. "Znowu muszę myć zęby? Dlaczego ciągle trzeba spać i spać? Znowu rosół? Dlaczego ciągle chodzimy do parku?" A kiedy zostajemy w domu pyta: "To już cały dzień będę siedział w domu?" W gruncie rzeczy reaguje tak samo na obowiązki jaki i ewentualne przyjemności. W przedszkolu zachowuje się poprawnie, często jest chwalony i nauczycielka nie ma z nim żadnego kłopotu. W domu wydaje się znudzony - niechętnie sięga po zabawki, nie umie znaleźć sobie zajęcia, snuje się po kątach i najchętniej oglądałby tv gdyby mu na to pozwolić (ma od dawna ustalony limit). Nawet na placu zabaw potrafi stać jak kołek przez 10 minut bo nic go tam nie cieszy. Martwi mnie jego zachowanie, a niekiedy boli, bo gdy napracuję się nad obiadem lub zabiorę go w atrakcyjne miejsce to często tak właśnie mi dziękuje. Tracę ochotę do robienia czegokolwiek dla niego. Oczywiście nie chodzi tu o mnie - nie oczekuję wdzięczności, ale ta jego obrażona i nadąsana mina w odpowiedzi na mój wysiłek czy pomysł odbierają mi motywację do dalszej aktywności. Będę wdzięczna za każdą radę i pomysł. Pozdrawiam!
Edytor zaawansowany
  • 03.10.11, 14:45
    Oczxekujesz, ze pieciolatek bedzie Ci wdzięczny za to, ze go gdzieś zabrałaś? To masz problem. Dla pieciolatka wszystko to, co robi mama jest naturalne, Ty zaś rozpatrujesz to co robisz dla dziecka w formie poswięcenia, za ktore oczekujesz stosownego entuzjazmu i wdzieczności, wbrew temu co piszesz. Paradoksalnie, to moze być przyczyną problemu. Za bardzo czekasz na to,z ę syn odplaci Ci za kazdy drobiazg choćby radościa i dostrzegasz wszystkie te wypadki, kiedy cos mu się nie podoba. A ma prawo.
    Może częściej pytaj dziecka, co chce robić? Moze wyluzuj i uznaj, ze marudzi to marudzi i nie jest to skierowan przeciwko Tobie. Może zastanów się, czy rzeczywiście nie jest tak, ze stale robicie to samo i jest nudno.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • Gość: awenita IP: 91.224.46.* 06.05.15, 13:22
    Ja mam tak samo jak autorka! chyba macie po jednym dziecku! takie bzdury jej piszecie! ja mam porównanie! każde dziecko jest inne! Ja z praktyki stwierdzam że to jest wynik braku czasu na wyłączność dla dziecka. a ta "NUDA I NIEZADOWOLENIE " to forma zwrócenia na siebie uwagi! tylko tyle! Sama wiem że to czasem nie jest możliwe. zwłaszcza jak samemu się wychowuje dzieci.
  • 31.12.17, 19:43
    Bylo wychować
  • 03.10.11, 16:04
    Zgadzam się z Verdaną.
    Pozdr
    jd
  • Gość: rulsanka IP: *.ip.netia.com.pl 05.10.11, 10:44
    A mnie sie wydaje ze nie o to chodzilo autorce. Cos jest nie tak, jezeli dziecko nie umie sie bawic i cieszyc ani w domu ani na dworze. Jezeli na placu zabaw stoi jak kolek.
    Zawsze taki byl?
    Jezeli nie, to zrobilabym podstawowe badania - krew, mocz, kal - zeby upewnic sie, czy zachowanie nie wynika z problemow zdrowotnych.
  • Gość: awenita IP: 91.224.46.* 06.05.15, 13:23
    nie czytacie! w przedszkolu jest aktywny i chwalony.
  • Gość: monika IP: *.ip.jarsat.pl 05.10.11, 12:15
    moj mlodszy synek tez sporo marudzi i dyskutuje. mysle, ze to jest mieszanka wielu czynnikow. mlody jest dosc niesmialy, lubi spokoj, wiec place zabaw, halas w szkole dzialaja na niego czasem przytlaczajaco = stresujaco. taki tez jest wymagajacy od siebie, wiec nie lubi zmian, nowosci, bo boi sie, ze cos mu nie wyjdzie. i po porstu sie tym stresuje = marudzi. ja mam duzo cierpliwosci, wiec on na pewno wiecej i mniej "uprzejmie" ze mna dyskutuje niz z tata ;-) ma starszego brata, ktory jest bardzo sprawny i ma latwosc w nawiazywaniu kontaktow, wiec pewnie bardziej te jego cechy mu ciaza... starszego synka ciagle nosi, a mlodszy wolalby siedziec w domu w spokoju...
    mysle, ze maly z niego koles jeszcze i daje mu czas na poukladanie sie z tym, jaki jest on, jakie jest otoczenie. widze u niego zestaw cech, ktory zycia nie ulatwia, jest tez ten moj starszy synek, ktory poprzeczke podnosi, a maly, jak to mlodsi bracia, chce mu dorownywac... ja tez wole zycie bardziej intensywne. ogolnie jak patrze, mysle, ze maly musi czesciej isc na kompromisy, niz robic to co zgodne z jego natura. od chodzenia codziennie do szkoly poczawszy ;-)))
    oddzielam zestaw obowiazkow, ktore mam jako matka i ktore po porstu musze wypelnic, bo zdecywalam sie byc matka, od tego, jakie sa reakcje na menu czy plan dnia ;-) oddziel to tez. i jasne, zastanow sie, czy aby nie skoncentrowalas sie za bardzo na dziecku, bo dzieci tego nie potrzebuja i wlasnie tak reaguja - niezadowoleniem, zdezorientowaniem, po porstu wiedza, ze to niezdrowe, jak sa w centrum.
  • 05.10.11, 12:33
    Pytaj syna, co chciałby robić, może wcale nie ma ochoty na rytuały, które kiedyś były ważne, a teraz go nudzą. Mój syn też ma 5 lat i bardzo lubi nowości, których wcześniej unikał. Woli iść na nowy plac zabaw, a nie najbliższy. Zresztą dziecko w tym wieku już ma ustalone w miarę preferencje, które niekoniecznie muszą się pokrywać z Twoimi.
    --
    nie lubię pustych głów, pustych słów i pustych butelek
  • 05.10.11, 13:54
    Mam podobny problem ze swoim synkiem (5,5 roku), tyle, że on zapytany co chciałby robić zwykle odpowiada "nie wiem" i dalej marudzi, albo wszczyna awantury z błahego powodu...
  • 05.10.11, 15:22
    Myślę że jest przekonany że w domu musi wszystko robić. Z jednej strony chciałby
    żeby to się zmienilo, ale z drugiej strony, kiedy decyzja mogłaby zależeć od niego,
    nie bardzo wie co zrobić ze sobą, jest zależny od ciebie.
    On potrzebuje jak najwięcej niezależności ale również pomocy w tym uniezależnianiu
    się.
    W nim nie ma agresji w sensie naturalnego popędu do działania, zabawy, to mogło
    zostać w nim ograniczone przez wymagania jakie narzuca wychowanie.
    On musi myć zęby, ale to nie pochodzi od niego, to zostało go nauczone w taki sposob
    że traktuje to jako obowiązek a nie rozumianą potrzebę. To samo dotyczy spania, on
    nadal wierzy że spać idzie dlatego bo taki jest wymóg a nie dlatego że jest zmęczony.
    Idzie na dwór do kolegów to nie włącza się do zabawy, bo nie ma w nim naturalnego
    popędu, agresji. On moze czekać aż zostanie włączony przez innych.
    Z tego co piszesz wygląda na to że jest spięty, że zatrzymany został swobodny przepływ
    energi, spontaniczności a jej miejsce zajęla obawa, którą nieustannie slyszysz.
    Serdeczne pozdrowienia.

  • Gość: iglo IP: *.acn.waw.pl 06.10.11, 08:41
    Dziękuję za odpowiedzi i rady - szczególnie te konstruktywne. Cieszę się, że rulsanka jako pierwsza właściwie zinterpretowała mój problem. Właśnie w tym sęk, że dziecko do tej pory zachowywało się normalnie i od pewnego czasu coś jest nie tak! I to nie dlatego, że w domu jest nudno, a ja oczekuję hołdów wdzięczności za to co dla niego robię!!! Wręcz przeciwnie, myślę, że w czasie wakacji miał za wiele rozrywek i atrakcji, a teraz może trudno wrócić mu do codzienności? Problemy zdrowotne wykluczyłam na samym wstępie - nic mu nie jest. Oczywiście zawsze traktowałam go partnersko i liczyłam się z jego preferencjami. Ale, gdy go zapytać co chciałaby robić odpowiada, że oglądać bajki w tv na co zgodzić się nie mogę. I wtedy awantura gotowa. Poza tym - w zwykły powszedni dzień - trudno wymagać, by po pracy organizować coś niesamowitego, dalsekie wyprawy itp. Myślę, że mało która pracująca mama po odebraniu dziecka z przedszkola/szkoły jest w stanie codziennie obmyślać jakąś pasjonującą i nową przygodę! Zawsze staram się zabrać go do parku, pobliskiego lasku czy na plac zabaw (jeden z kilku w zasięgu) i dać mu chwilę swobody na świeżym powietrzu, ale przecież te pobliskie miejsca są ograniczone i trudno to zmienić. W domu też nie wymieniam mu zabawek raz w tygodniu na nowe, bo mnie na to nie stać! Poza tym musi uczestniczyć w naszym zwykłym życiu - robieniu zakupów, przygotowywaniu posiłków itd. "Może zastanów się, czy rzeczywiście nie jest tak, ze stale robicie to samo i jest nudno. " - a w którym domu jest inaczej? Musi być jakiś podstawowy plan dnia, ze wszystkimi nudnymi elementami takimi jak posiłki, mycie zębów, spanie, przedszkole itd.? Dziwię się, że psycholog podpisuje się pod takim stwierdzeniem - przecież to oni głównie postulują, że przestrzeganie takiego stałego porządku dnia prowadzi do poczucia bezpieczeństwa dziecka i że od małego należy wdrażać wszystkie obowiązki i rytuały! Tak jak pisze monika - jest może trochę nieśmiały, niezbyt chętnie nawiązuje kontakt z rówieśnikami, jednak nigdy nie było to powodem unikania spotkań z innymi dziećmi. Zauważyłam także, że często używa przekory - chce robić coś, czego aktualnie nie może - chce wyjść na plac zabaw gdy pada deszcz lub ja nie mam czasu, a gdy jest w parku to mija obojętnie plac zabaw, na którym ostatnio świetnie się bawił. Nie chce się wykąpać, ale później nie chce wyjść z wanny itd. Próbuje wymuszać różne rzeczy i chyba ciągle bada granice, do których może się posunąć. To ciągłe sprawdzanie mojej wytrzymałości w połączeniu z jego pretensjonalnym zachowaniem jest często dla mnie nie do zniesienia i prowadzi do frustracji. Życie codzienne przypomina ciągłą walkę i zmaganie się z nim o podstawowe czynności. Wiem, że dzieci tak mają, ale myślałam, że jest już rozumny i że ten trudny czas już mamy za sobą... Oczywiście mskaiq, śpi także z ciężkiego obowiązku i nawet gdy ziewa i kleją mu się oczy to twierdzi, że w cale nie jest zmęczony. Faktycznie wydaje się być - w jego rozumieniu - przytłoczony nadmiarem wymagań, ale trudno mu popuścić w kwestiach, których słuszność narzuca konieczność wychowania, które jest chyba moim podstawowym wobec niego obowiązkiem.
  • 06.10.11, 09:06
    Masz w domu pieciolatka, a nie przyjmujesz tego do wiadomosci. Z jednej strony przyjęłaś, ze juz powinien być wychowany, trudny czas macie za sobą, w tym wieku powinien być rozumny i nie marudzić, tylko dostosować się do tego, co ma. To są wymagania mniej-więcej dla dwudziestolatka. Z drugiej twierdzisz, że dzieci powinny mieć stały plan dnia, rutyne, stalość i spokój - to akurat jest w sam raz dla dwu-trzy latka. W żadnym z tych schematów pięciolatek się nie miesci.
    Bardzo mnie niepokoi jedna rzez. "Zwalasz" cała winę na pięciolatka - to on się zmienił, to on jest niedobry, to on jest marudny.. Nie próbujesz nawet zastanowić się, co można by zmienić w domu. Jest jak jest, inaczej być nie moze i nie powinno. Jak jest nudno, to będzie - nie masz checi na zmiany. Nikt nie mówi, ze stale musza być fajerwerki, ale spacer w inne okolice, zamiast stałego placu zabaw, poczytanie zupelnie innej książki itd to nie są rewolucyjne zmiany. Dziecko wydaje się przytloczone nadmiarem zadać - trudno, nie popuscisz, jak uwazasz, ze dziecko cos musi to musi i nie ma zmiłuj, choćbyś widziała, ze cos złego sie dzieje. Twój system jakoś nie działa - nie zmieniając go na pewno nie osiągniesz sukcesu.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • Gość: iglo IP: *.acn.waw.pl 06.10.11, 09:47
    Zgadza się, nie popuszczę - musi spać, myć się, jeść i chodzić do przedszkola. Ja nie zwolnię się z pracy i nikt nie zwolni mnie z podstawowych obowiązków domowych. Placów zabaw i terenów rekreacyjnych w promieniu 5 km więcej niż jest - nie będzie. A w dzień powszedni dalej się nie wybiorę. Zmiana lektury na inną go nie interesuje, mamy ponad 100 bajek w domu i zawsze ma prawo wybrać tę którą chce. Zabawek też mu nie brakuje. Prenumeruję dla niego czasopismo odpowiednie dla wieku, ma kolorowanki, książki z zadaniami itd. Nigdy nie odmawiam mu swojego czasu, pomocy i zainteresowania. Może wybrać sobie co chciałby zjeść, nie zmuszam go do jedzenia czegoś wg własnego widzimisię. Gdy ma oczywiście dobry humor - porozumiewamy się znakomicie. A martwi mnie to, że ostatnio coraz częściej wraca z przedszkola i już w progu ma obrażoną minę, jest zbuntowany, nieuprzejmy, czasem arogancki, nie ma na NIC ochoty, neguje wszelkie moje propozycje i sam też niczym się nie chce zająć. To chyba nie jest normalne i nie wydaje mi się, bym wyłącznie ja była za to odpowiedzialna.
  • 06.10.11, 10:01
    Wiesz, może winna jest po prostu nasza cywilizacja?

    Dzieci dzisiaj nie mają prawdziwego dzieciństwa. Niemalże zero czasu wolnego, bez bezpośredniego nadzoru dorosłych. Bez możliwości wyszalenia się z kolegami podczas swobodnej zabawy na podwórku.

    Całe życie dziecka jest podporządkowane dorosłym schematom. Szczególnie życie jedynaka.

    --
    Ne puero gladium!
  • Gość: iglo IP: *.acn.waw.pl 06.10.11, 10:38
    Trudno się nie zgodzić. Myślę też, że z tego samego powodu nasze dzieci nie zaznały niedostatków. Gdy byłam mała i mieszkałam w małym miasteczku nie było takich atrakcji jak teraz ma moje dziecko - nie miałam placu zabaw, kina, teatru, imprez kulturalnych, pikników itp. Dla mojego dziecka takie atrakcje - do których ma dostęp w weekend - są czymś zupełnie normalnym i sądzę, że codziennie życzyłby sobie aż tak atrakcyjnego życia, co nie jest wykonalne. Moje dziecko nigdy też nie zaznały głodu ani żadnego niedostatku w tym zakresie, więc po prostu nie umie docenić kunsztownej potrawy, bo ma je na co dzień. Dla mnie marudzenie pt. "znowu pieczeń" jest niemal grzechem. Ale właśnie aktualne warunki życia narzucają takie a nie inne standardy życia i wymagania naszych dzieci.
  • 06.10.11, 19:29
    Cóż, wymagasz od dziecka, aby wiedziało co jest kunsztowną potrawą, czego Ty nie miałaś w dzieciństwie - powienien docenić"ze ma lepiej"?
    Mam wrazenie, ze problem tkwi w Tobie, a nie w dziecku. Uwazasz, że powienien entuzjastycznie doceniać to, co mu dajesz, bo ma obowiazek wiedzieć, że to jest dla niego. Że ma znać historię i orientowac się w stosunkach społecznych na swiecie i wiedzieć, ze pieczeń to jest coś, czego inni nie mają, wiec nawet jak nie lubi , to ma jeść z wdziecznoscią.
    Oczywiste jest, ze dla dziecka pieczeń nie jest niczym nadzwyczajnym, bo nie moze być. Jest codziennym, banalnym daniem, w którym Ty widzisz kunsztowną kuchnię, a on konieczność zjedzenia jeszcze raz nie bardzo lubianej potrawy. No, ale przeciez powinien wiedzieć, ze pieczeń jest droższa od plackow kartoflanych...
    Takich standardów nie narzucają wymagania dzieci - narzucają je rodzice swoim dzieciom. I dając pieczeń, nie powinni tego dzieciom wymawiać.
    Trochę to przerazające co piszesz - jakbyś dawała dziecku mieso nie dlatego,z e uważasz, ze to dla niego dobre, tylko dlatego, zę musisz sprostać czemuś i ze dziecko tego od cziebie żąda. A przecież to Twoj wybór, Twoja decyzja, a dziecko nie ma tu nic do powiedzenia. Pretensje do niego są co najmniej nieuzasadnione.
    Trochę wygląda na to, ze uwazasz, ze nie da sie wychować dziecka w dostatku.


    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • 06.10.11, 10:36
    miewam tak samo z trzylatkiem
    i wiesz co, chyba za bardzo przeżywam(-y) niezadowolenia naszych dzieci. i - o niesprawiedliwości! - stałyśmy się takim wysypiskiem złych emocji pojawiających się u naszych dzieci. osobiście pracuję nad tym, zeby akceptować zły humor mojego dziecka i nie roztkliwiać się nad tym. bo taka reakcja powoduje, ze moje dziecko przestaje sie zbierać w sobie i daje mi popalić wyrzucając z siebie swoją frustrację
    każdy może mieć zły dzień i to chyba trzeba zaakceptować (i my jako matki i samo dziecko)
    --
    A widziałeś Melanię??

    kura domowa
  • Gość: iglo IP: *.acn.waw.pl 06.10.11, 10:43
    Ja ma problem z ignorowaniem jego złego nastroju. Humory dziecka strasznie mi się udzielają i po takiej akcji mam zepsuty humor niemal na resztę dnia. Nie wiem jak to zrobić, żeby wrzucić na luz i po prostu ignorować to zachowanie, choć naprawdę się staram.
  • Gość: lib IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.10.11, 13:17
    Jak sama piszesz, pewne rzeczy są dla twojego syna normalne. Np. kunsztowne potrawy. Nie może przecież skakać z radości z powodu rzeczy normalnych. Dawaj mu przez dwa miesiące kaszę bez omasty, a doceni pieczeń. Coś mi się wydaje, że trochę próbujesz sobie odbić niedostatki własnego dzieciństwa. Ja w dzieciństwie jadłam banana raz w roku i robiłam to z wielkim namaszczeniem. Mój syn nie je w ogóle, bo gorzkie podobno. Nie może docenić banana dlatego, że mamusia w dzieciństwe dałaby się za niego pokroić. Nasze dzieci mają całkiem inne doświadczenia niż my. A że marudzi? Pomarudzi i przestanie. Nie podoba się w parku? Idziemy do domu i mama się zajmie swoimi sprawami. Nudno? Wymyśl coś fajnego. Nie umiesz? To się nudź. Ja cię oczywiście rozumiem, też bym wolała, żeby moje dziecko było zawsze zadowolone. Ale sama nie zawsze jestem.
  • 06.10.11, 13:25
    Scher- dzięki Ci za to, że jesteś na tym forum.
    --
    Mam tak samo jak Tyyyyyyyyyyyyy ;)
  • 06.10.11, 14:48
    już mialam wątek zakładać: kto uwielbia komentarze Schera :)

    jedynybasek5 napisała:

    > Scher- dzięki Ci za to, że jesteś na tym forum.


    --
    A widziałeś Melanię??

    kura domowa
  • 06.10.11, 15:07
    Ja proponuję fanclub :D
    --
    Mam tak samo jak Tyyyyyyyyyyyyy ;)
  • 06.10.11, 17:21
    a może... terapia szokowa ? Jeżeli pójdziecie w ciekawe miejsce a on znowu ze znudzoną miną: długo tu będziemy ? to wróćcie do domu. Nie siedz z nim tak na siłę. Po pewnym czasie zorientuje się,ze ,, nie opłaca" mu się siedziec w domu. Na placu zabaw tak samo- nie to nie. Ja tak zrobiłam z jednym dzieckiem w przedszkolu. Też wiecznie znudzony i mowił: po co jestesmy na tym placu zabaw ? ( przychodziła pomoc i brala go do sali a tak siedział z nią przy stoliku), nie chciał malowac to nie- siedzial przy stoliku. W koncu sam przyznał ,ze to co proponuje jest ciekawe.

    no ale co się dziwić, dziecko żyje w świeci gier komputerowych wiec zajęcia proponowane przez nauczycielkę po prostu nie sa ciekawe. Moja inna rada: ogranicz TV albo dostosuj programy do jego wieku. Problem z zniknie
  • 06.10.11, 18:08
    Moja inna rada: ogranicz
    > TV albo dostosuj programy do jego wieku. Problem z zniknie
    Chłopak ma limit na TV.
    --
    -------------------------------------------------------------
    Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
  • 06.10.11, 20:53
    Dawaj mu p
    > rzez dwa miesiące kaszę bez omasty, a doceni pieczeń.
    No nie wiem, czy doceni.
    Psa od kilku dni karmię mięsem z kaszą i ugotowaną marchewką - tzn. wrzucam mu to do miski, a skubaniec się nie łamie. Po prostu twierdzi, że gotowana marchewka jest niejadalna.Ciekawe, które z nas szybciej pęknie...
    Żeby nie było - z pewnością nie jest to niejadalne, koty to nawet chętnie jedzą...
    --
    -------------------------------------------------------------
    Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
  • Gość: Lola IP: *.dynamic.chello.pl 06.10.11, 22:46
    ma limit ale czy oglada odpowienie programy ?
  • 07.10.11, 00:39
    Pozwalam mu ostatnio oglądać wyłącznie Animal Planet o policji dla zwierząt - niech smarkacz zobaczy, że inne psy mają puste miski. ;-)
    Tak na serio - to akurat nie sądzę, żeby umiarkowane oglądanie telewizji miało wpływać na zrzędliwość młodzieńca.
    --
    -------------------------------------------------------------
    Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
  • Gość: lib IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.10.11, 13:08
    Racja, może nie doceni. Wtedy będzie mu się dawać ukochaną kaszę bez omasty i będzie spokój. Zależy jeszcze tylko czy chodzi o to, żeby był zadowolony, czy żeby jadł i doceniał pieczeń.
    Moje dziecko akurat jakoś tam kuma o co chodzi z tym docenianiem, bo się napatrzyło na prawdziwą biedę i pracujące dzieci. Ale i tak czasem marudzi. Nawet dorośli rzadko potrafią mierzyć miarą inną niż własna.
    A pies mój zje wszystko, więc nie mam dla ciebie żadnej zbawiennej rady ;-)
  • 17.10.11, 19:46
    Kurde, a ja mam odwrotnie:) Mloda ( moja pasierbica) lat prawie 5, chodzi do przedszkola, a potem niestety duzo siedzi z dziadkami - takie mamy prace:( w weekendy staram sie wydrzec ja z domu, zorganizowac wycieczke, wyjscie do znajomych ktorzy tez maja dzieci - i co slysze cala droge i czesto na miejscu? " chce do domu".:) I juz sama nie wiem czy ja ciagac na te wyjscia, czy faktycznie siedziec w domu, gdzie czesze lalki i faktycznie widac ze jest cala happy.
  • 17.10.11, 22:26
    A ja, autorko wątku, chyba Cie rozumiem. Moja corka, prawie szescioletnia tez tak ma i tez mnie to martwi i meczy. Staram sie a ona wiecznie niezadowolona, domyslam sie ze ma to związek z pojsciem do szkoły a wiec zmiana otoczenia, ale jest to trudne i dla mnie frustrujace. Patrzy na to jej młodsze rodzeństwo i boje sie, ze tez sie uczy podobnych zachowań. Rowniez nie rozumiem postawy p. psycholog.
  • 19.10.11, 11:24
    Mam syna ktory zachowuje sie tak samo. Zawsze taki byl, teraz ma 11 lat i nic sie nie zmienilo. Jest zblazowany, niechetny, niezadowolony, znudzony prawie caly czas. Jedyne co chce robic to ogladac TV lub grac w gry, co ma oczywiscie limitowane. Uwazam, ze na pewno popelnilismy jakies bledy wychowawcze, prawdopodobnie podajac mu wszystko w gotowej formie, rozpieszczajac, a przede wszystkim pozwalajac, zeby manipulowal nami okazujac "humory". Ale z perspektywy czasu, uwazam tez, ze jest to po prostu typ osobowosci - taki malkontent i pesymista. Mam drugiego syna, dla ktorego wszystko jest rozrywka, radoscia, reaguje spontanicznie i entuzjastycznie na prawie wszystko, chocby to bylo skakanie po podlodze w kuchni lub gra w "Piotrusia" po raz 10 z kolei. Taki byl od najmlodszych lat. Roznica jest niesamowita i dopiero teraz widzimy z mezem, przez jakie tortury musielismy przechodzic ze Starszakiem, nie wiedzac nawet, ze moze byc inaczej. Oczywiscie, obu kocham tak samo i Starszak ma rowniez wiele zalet! :)
  • Gość: dimma IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.10.11, 12:12
    A ja bym wyluzowała:-). Taka teoria, bo sama nie umiem do konca i tez zly nastroj dzieci mi sie udziela. ale moze tu jest sedno - za bardzo sie przejmujemy.

    Moze nie za malo sie starasz, tylko za bardzo, mijajac sie z potrzebami dziecka.

    Dzieci maja swoj swiat, rodzice swoj i nie koniecznie musimy dbac caly czas o atrakcje dziecka. Czytalam tu ostatnio kilka watkow mam, co wlasnie sie za bardzo przejmuja, co rodzi ich frustracje i te same osoby co tu mowia, ze zanudzasz dziecko, tam odslają mamy na kawę:) nie rozumiem, ale wg mnie odpusc troche i pozwol dziecku samemu sobie zorganizowac czas.

    normalne, ze jak sie starasz, to oczekujesz pozytywnego feedbacku (nie mam na mysli wdzieczosci dziecka!!, tylko zadowolenia z twoich działań,), bo to normalne, ze na akcje oczekujemy reakcji.

    Ale moze rzeczywiscie za bardzo sie starasz... odbierz z przedszkola, wlacz bajke na 20-30 min na reset, sama w tym czasie zjedz/przygotuj jedzenie i odpocznij, potem wylacz TV i niech Młody czlowiek sam sobie organizuje czas. I poczekaj, az przyjdzie do Ciebie z jakąc propozycja, albo tak pogadac, popatrzec, co Ty robisz... jak dlugo bedziesz go jeszcze tak zabawiac?

    A jak sie nudzi? jego sprawa. Tez tu przeczytalam, ze dziecko musi sie czasem ponudzic, by nauczyc sie organizowac czas.

    Mysle, ze mamy co mają 3-4 dzieci nie mają takich problemow, ze dziecko niezadowolone z pieczeni i nudzi mu sie zabawa. Raczej mowia, ze ma muchy w nosie:)), i czekają, az minie.

    Bo przeciez kazdy czasem ma gorszy dzien, nic mu sie nie chce. a jak dziecko widzi, ze na Ciebie to dziala, to moze tez tego uzywa w jakims celu.

    Mysle, ze jako matka jestes w stanie z calym zapasem matczynej milosci i troski ocenic, co jest prawdziwym problemem u dziecka, a co dąsami, i nie bac sie reagowac adekwatnie.
    czasem obrocic dasy w zart, czasem ignorowac, czasem cos podpowiedzie.

    Ale na pewno nie czuj sie odpowiedzialna za kazdy zly humor dziecka. Bo za zly dzien i humor meza przeciez sie nie czujesz, prawda?

  • Gość: iglo IP: *.acn.waw.pl 20.10.11, 12:23

    Dimma - dziękuję za życzliwe słowa i wnikliwe spojrzenie. Masz świętą rację!
  • Gość: tuszeani IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.10.11, 12:29
    Wydaje mi się że takie zrzędzenie jest naturalne u większości dzieci w tym wieku ;)

    Przypomina mi się opowieść koleżanki, mamy czwórki o feriach zimowych kiedy po raz pierwszy starsza trójka wyjechała a ona została z najmłodszą córą, wtedy w wieku 6 lat.
    Nastarała się wtedy jak nie wiem, zaplanowała kupę wyjść, a to na basen, a to do teatru a to na jakieś fajne zajęcia. Całe dwa tygodnie mała miała wypełnione na full żeby nie tęskniła za rodzeństwem i nie czuła się poszkodowana z pozostania w domu.
    Jak już się zbliżał dzień powrotu rodzeństwa, córka wygłosiła: "O Jezuuuuuuuu, jak dobrze że oni już wreszcie wracają, przecież ja się tu z Wami tak straaaaaaaaaasznie nudzę!".

    Albo ta sama rodzina i obiady. Kiedyś koleżanka mówi że ugotowała taaaaaaaki pyszny kapuśniak, z mężem się zajadali, a młodzież po powrocie do domu zajrzała do garów i oznajmiła "O rany, co za breja! Nie mógł być rosół? Albo pomidorowa?".

    Luuuuuuuuuuuuz :) Marudzi to marudzi, kiedyś mu przejdzie :)
  • Gość: iglo IP: *.acn.waw.pl 20.10.11, 12:33


    :-)) skąd ja to znam
  • 20.10.11, 14:15
    Dlaczego ciągle trzeba spać i spać?

    Z kolei ja ten tekst znam doskonale, slysze za kazdym razem przed zasnieciem:) Wiek marudzacej ten sam:)
  • 20.10.11, 22:46
    Trafilem na twoj post jak wpisalem w wyszukiwarce awantury 4 lat. Mam corke, ktora ma 4.5 roku i ostatnio troche sie martwie jej zachowaniem. Czesto ma napady zlosci i "szalu", zaczyna krzyczec, zatyka sobie uszy i nie chce nikogo sluchac. Nie wiem co w takich momentach robic, przez jakis czas obwinialem fakt, ze jest przemeczona (szkola, potem swietlica), ale ostatnio zaczalem sie naprawde martwic, czy to nie sa objawy czegos powaznego. Za kazdym razem jak sie jej pytam dlaczego sie denerwuje, albo dlaczego cos jej sie nie podoba odpowiada, ze nie wie. I ciezko od niej cokolwiek wyciagnac.
    Myslalas o wizycie u psychologa?

    Pozdrawiam,

    Piotr
  • Gość: iglo IP: *.acn.waw.pl 21.10.11, 16:13
    Nie lubię rozmów z psychologami - zresztą spójrz na opinię, pod którą podpisał się psycholog tutejszego forum w mojej sprawie - załamałam ręce! Staram się raczej obserwować swoje dziecko - w końcu znam je najlepiej na świecie - i czytam wypowiedzi innych rodziców, którzy zetknęli się z podobnym problemem. Na razie działa metoda ignorowania marudera i nie nadskakiwanie mu - tak jak to robiłam dotychczas - nie zjesz = będziesz głodny, nie umyjesz się =pójdziesz brudny do przedszkola itp. Od razu spuścił z tonu. Czasem staram się zrzędy obrócić w żart. Jakoś sobie radzę, najważniejsze, że sama trochę wyluzowałam. Powodzenia!
  • Gość: julia IP: *.icpnet.pl 21.10.11, 16:54
    może on jest po prostu zmęczony i dlatego tak marudzi

    ja też nie znoszę marudzenia, ale sama ostatnio mam tyle obowiązków, że non stop chodzę podminowana, zmęczona pracą, wszystko mnie denerwuje, jeszcze robi się zimno i ciemno... dzieci podlegają tym samym prawom natury co my, może w przedszkolu coś się dzieje niedobrego, jest jakieś napięcie

    nie daj sobie wmówić że to tylko Twoja wina, to do niczego nie doprowadzi, dzieci nie mamy po to, żeby non stop stawać na głowie - nie jesteśmy zatrudnionymi na godziny animatorami, którzy mają na okrągło myśleć, główkować, wysilać się... olej to marudzenie, niech się wymarudzi. Jak moja marudzi to mówię, że jak przestanie to pogadamy. Nie znoszę jak swoimi nastrojami wpływa na atmosferę w całym domu. Pozwalam jej na fochy, pytam o co chodzi, ale jak ma focha dla samego focha i nie stoi za tym ból, smutek czy inna dolegliwość to zostawiam ją z tym fochem, po co ma mi się udzielać?
  • 31.12.17, 19:45
    Lanie ja nauczy
  • 27.10.11, 13:05
    Witam, mam syna w tym samym wieku, jak marudzi że się nudzi to jak mam czas ( mam też drugiego synka 2,5 roku) to proponuję że coś wspólnie zrobimy - najczęściej się zgadza, pogramy w coś albo pobudujemy, a jak nie mam czasu to mówię że musze coś zrobić i że musi sam się sobą zająć, żeby się nie nudzić , za bardzo się tym nie przejmuję, może dlatego że młodszy też absorbuje moja uwagę , jest w wieku mama buduj ze mną czytaj ze mną , po całym dniu w żłobku też jest za mną stęskniony, czasem staram się coś robić wspólnie ale na razie kończy się to fiaskiem, bo mały robi aferę , ale nie o tym chciałam. Myślę że humorami dzieciaków nie ma się co za bardzo przejmować , jak pisała któraś z moich poprzedniczek, a na pewno nie rozdwajać się i roztrajać żeby zapewnić im atrakcje, niestety dzień codzienny jest trochę szary, dom - praca - przedszkole - dom, jak sie uda czasem coś ciekawego zrobić to super ale jak nie to trudno nie ma się co zadręczać . Zszokołwało mnie tylko to co napisała Pani ekspert, ona wogóle chyba nie wczytała się w ten post, kompletnie bez analizy sytuacji, po przeczytaniu też się zniechęcam do psychologów, nie warto czytać nawet, pozdrawiam,
  • Gość: ania1986 IP: *.t-novum.pl 21.11.14, 09:57
    Witam, mam to samo i kompletnie nie wiem co sie dzieje...
  • 21.11.14, 12:43
    Zdaje się, że to taki wiek. U nas (córka 5,5 roku) nie jest tak drastycznie, że wszędzie i wszystko jest źle, ale marudzenie od kilku miesięcy się nasiliło. Awantury o zakazy też. Jęczenie, marudzenie, psie smutki - cóż dziecko dorasta i widzi, że ten świat nie taki wspaniały:))
  • 21.11.14, 14:44
    Droga mamo iglo, bardzo tu na Ciebie napadnięto, zwłaszcza na początku wątku (przeczytałam z zainteresowaniem), ja zupełnie inaczej odczytuję Twoje intencje, a mianowicie widzę, że:
    1. Martwisz się o synka, i chcesz aby był SZCZĘŚLIWY, a wieczne malkontenctwo i niecieszenie się z rzeczy małych temu nie sprzyja, i dlatego chcesz to zmienić -> słusznie!
    2. wcale nie oczekujesz hymnów pochwalnych na swoją cześć w zamian za ugotowanie obiadu, ale po prostu domagasz się szacunku dla swojej pracy, którą wykonujesz bardzo dobrze! Wg mnie również jak najsłuszniej.
    Dziewczyny tu bardzo dobrze Ci poradziły, z mojej strony, oczywiście subiektywnie, jak ja to widzę:
    1. z opisu wynika, że synek jest jedynakiem, wkracza w wiek społeczny, jest coraz starszy, stawiałabym, że potrzebuje grona przyjaciół, czy przyjaciela, w zależności od charakteru (są dzieci, które lubią skupić się na jednej wybranej osobie, inne wolą szersze grono). On się nudzi z wami, dorosłymi. Zapewnianie rozrywki na wysokim poziomie (nowe place zabaw, kina, teatry, warsztaty) - niewiele tu dadzą. Może nastąpić wręcz przesyt - z tego co piszesz on powoli następuje. Rozglądnijcie się wśród sąsiadów, grupy przedszkolnej, kuzynów może? U nas w domu prawie mieszka kolega młodszej córki - odpowiada to córce, a także jemu - jest jedynakiem. Aż miło na nich patrzeć, jak wymyślają wspólnie kolejne zabawy. Samo chodzenie na plac zabaw dla samego chodzenia, jest dobre dla 2-3 latków, starsze dzieci chodzą tam dla innych dzieci, dla towarzystwa. Plac zabaw wtedy może być tylko zwykłym podwórkiem lub kawałkiem terenu między blokami :)
    2. Nie staraj się tak. Nie dogadzaj, tzn nie aż tak bardzo :) Ale widzę, że już to robisz :) Szacunek Ci się należy, ugotowałaś nieszczęsną skrytykowaną tu pieczeń, rodzina je pieczeń, jeśli nie smakuje, następnego dnia dostaną ją pokrojoną w sosie z warzywami ;) Dotyczy to ludzików od najmłodszych do najstarszych. I bardzo dobrze, że masz zdrowe podejście w tym względzie. Ja zwykle targuję się w takich sytuacjach, możesz zjeść pół, czasem posuwam się do tego, że każę zjeść choć trochę, nawet jak jęczą że im taaaak strasznie nie smakuje, mówię trudno, to jest jedzenie i nie truje, innego obiadu dziś nie ma, ja też czasem jem rzeczy niesmaczne - często po pierwszej awersji jednak okazuje się, że o dziwo, danie okazuje się zjadliwe, i wchodzi "do kanonu" że tak powiem, rodzinnych dań.
    Powodzenia!
  • 23.12.14, 16:54
    Nadąsana mina rzeczywiście może demotywować do działania.Zastanawiam się nad przyczyną. Może warto byłoby zaangażować dziecko w pomoc, pozwolić mu decydować o tym co się będzie działo. Proponowałabym Ci zagłębić się w teorię Marii Montessori. Jej naczelna ideą jest hasło "Pomóż mi zrobić to samodzielnie" jest to apel ucznia skierowany do nauczyciela (również rodzica) . Sformułowanie tego hasła, dokonane przez samą Marię Montessori, należy uznać za kwintesencję jej przemyśleń pedagogicznych. Wyraża ono dążenia dziecka do samodzielnego i nieskrępowanego rozwoju, w warunkach właściwej pomocy nauczyciela, która musi opierać się na jego głębokiej i rzetelnej wiedzy o danym zjawisku. Jednak forma tej pomocy musi inspirować ucznia do pracy samodzielnej. Może taka samodzielność byłaby dla Twojego syna ciekawym doświadczeniem i motorem do działania?
  • 23.12.14, 18:30
    Proponowałabym nauczyć sie czytać cyferki.
  • 11.01.18, 10:16
    Mam podobna sytuacje ale z 8 latka też nie chce chodzić na dwór na spacer czy plac zabaw wydaje mi się że jest już za duża i po prostu nudzi ją to. Najchętniej oglądałaby tv i siedziała na yt. Zapisałam ją na różne zajęcia praktycznie każdego dnia gdzieś idzie po szkole czasami marudzi ale później jest zadowolona że poszła. Najgorsze są wakacje, ferie:/ w zajeciach są wtedy przerwy i znów marudzenie. Chodzimy czasem na basen czy do kina ale ileż można? Codziennie to troche przesada. Poszykaj dla synka może jakiś fajnych zajęć po przedszkolu. Może rozwinie jakąś pasje w sobie. Nie zniechęcaj się że początkowo będzie marudził i dużo chwaljak sobie świetnie radzi na thch zajeciach. Nic tak nie motywuje jak pochwały:). Może syn jest nie zadowolony bo faktycznie w domu jest nudno na placu też i go to frustruje. Moja chodzi na basen, angielski, akrobatyke i chór kościelny. Nie wszystkie zajecia są płatne. A najchętniej zapisałaby się na coś jeszcze tylko już nie damy rady czasowo. Pozdrawiam.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.