Dodaj do ulubionych

Nastolatki - późne powroty do domu

14.10.11, 11:12
Ciekawa jestem Waszego zdanie oraz , najbardziej, pani psycholog (jak rozumiem też matki prawie dorosłych lub dorosłych dzieci)

Zdarza się, że nastolatek (powiedzmy od 15 lat wzwyż) wraca do domu późno (np teatr, koncert, kino, sptkanie u przyjaciół). Przyznam się, że dla mnie najlpeszą , najbezpieczniejszą opcją jest albo odbiór przez rodziców, ewentualnie powrót taksówką.

A co jeżeli nastolatek uważa to za przesadę? Teraz nie ma problemu , bo jednak uznaje (z trudem ;) ), że słucha się rodziów, jak jest w dobrym humorze to nawet uznaje ich argumenty za sensowne, ale co potem? Niebezpieczeństwa na ciemnej ulicy późną nocą dotyczą w takim stopniu 15 latka jak i 19 latka.

A może ja przesadzam i samotny powrót do domu około 23-24.00 nocnymi autobusami a potem słabo oświetloną ulicą to norma? I czy ma to coś wspólnego z wiekiem? (ja np zachowuję się wg podobnych zasad tzn samochód lub taksówka)
Edytor zaawansowany
  • Gość: kara_mia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.10.11, 12:12
    Ze swojego podwórka mogę powiedzieć tylko tyle, że syn raczej wraca taksówka lub jak pogoda dopisuje na motorze. I to zawsze jest jego decyzja. Nigdy nie było na ten temat jakiś specjalnych rozmów. Z mężem tez nocami wracamy taksówka lub samochodem. Po prostu taki zwyczaj w domu. Ja syna nie odbieram bo to obciach dla syna.
  • Gość: nati IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.10.11, 12:13
    Jako nastolatka często wracałam po nocach z koncertów rockowych, imprez w knajpach, urodzin u znajomych i doskonale sobie radzilam. Czasem zdarzało mi sie iść piechotą przez pół miasta do domu. Ja zufałabym mlodym, ew. zapewniła jakies pieniadze na taksówkę. Młodziez naprawdę potrafi sie doskonale zorganizowac w kwestii bezpiecznego powrotu do domu. My składaliśmy sie na taksówki, razem szliśmy na autobusy nocne, ktoś tam kogoś odprowadzał...
  • angazetka 14.10.11, 12:25
    Chodzenie w nocy przez pół miasta to nie jest dobre organizowanie się. To proszenie się o kuku.
  • annakate 14.10.11, 13:27
    Samotne łażenie po mieście po nocy to objaw braku rozsądku i ja napisała przedmówczyni proszenie sie o nieszczęscie.
    Moja ma 17 lat z imprez typu koncert odbierana jest przeze mnie lub wraca z innym rodzicem (z paczki jest kilka osób, zawsze któryś z rodziców oferuje podwózkę). Gdyby nie to - taksówka. Absolutnie nie zgadzam się na powroty jednoosobowe lub nawet w kilka osób nocnym autobusem, bo zawsze może sie okazać, że spotkają szukających zwady w przewadze. Z domówek dopuszczam powrót nastepnego dnia rano.
    Prawdę mówiąc nie bardzo mnie interesuje, czy zainteresowanej się to podoba, czy uważa za obciach - moje zarządzenia w tym względzie należa do kategorii zarządzeń stanowczych i nie podlegają negocjacjom.
  • joa66 14.10.11, 14:11
    Prawdę mówiąc nie bardzo mnie interesuje, czy zainteresowanej się to podoba, czy uważa za obciach - moje zarządzenia w tym względzie należa do kategorii zarządzeń stanowczych i nie podlegają negocjacjom.


    A jak skończy 18 lat? :)
  • annakate 14.10.11, 16:25
    A jak skończy 18 lat, to mam nadzieje, że będzie miała juz tyle rozumu, że wróci taksówka, albo umówi sie ze mną na "odbiór".

    Dla informacji - ja mam lat grubo więcej niz 18, jak umawiam się na damski wieczór bez samochodu albo wracam pociagiem po nocy to do domu tez wracam taksowką lub mąz po mnie przyjeżdża chociaz nie musze się nikomu opowiadać i mogłabym bohatersko autobusem zwiedzać miasto.
  • Gość: tuszeani IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.10.11, 13:32
    Wydaje mi się że temat jest delikatny ;)

    Mnie zawsze w takich okolicznościach odbierali rodzice, trochę uważałam to za obciach ale przyjmowałam do akceptującej wiadomości argumenty. Ciekawe dla mnie było zawsze to że moje koleżanki, które walczyły do upadłego ze swoimi rodzicami o to żeby po nie nie przyjeżdżali, bardzo chętnie dosiadały się do nas i były rozwożone po domach, to już nie było dla nich obciachem ;)

    Potem miałam z rodzicami umowę że mają wiedzieć o której mniej więcej godzinie mam zamiar dotrzeć do domu i albo mnie ktoś odprowadza pod same drzwi albo mam po nich dzwonić. Moja mama też musiała to zresztą robić i wtedy np. wychodziliśmy po nią z tatą do tramwaju :)

    Według mnie to nie ma zbyt dużego związku z wiekiem i rzeczywiście jeśli w domu panują takie same zasady dla wszystkich (typu: melduję się domownikom że szczęśliwie dotarłam na miejsce), nastolatek ma dużo mniejsze opory przed zastosowaniem tych zasad również do swojej osoby. A z tym samoorganizowaniem się młodzieży to jest bardzo różnie. Jak jakaś grupa mieszka mniej więcej w tym samym miejscu to przy odrobinie szczęścia można na to liczyć ale jak każdy ma dojechać w inny koniec miasta to raczej nie liczyłabym na wzajemne odprowadzanie, szczególnie jeśli ma się syna a nie cud piękności córkę ;)
  • verdana 14.10.11, 14:15
    Jako, ze nie mam samochodu, daje na taksówke. Do 22.30 mniej-więcej, gdy jeszcze pora nie jest dramatycznie późna, a autobusy dzienne jeżdżą przywoicie, powrót samodzielny wchodzi w grę. Później już nie - i jest to nie negocjowalne. Chyba, ze wraca cała grupa razem.
    Odbieranie przez rodziców, szczególnie z imprezy (z teatru już chyba nie) , jesli nie jedzie całe towarzystwo jest obciachem, nie da się ukryć.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • joa66 14.10.11, 14:33
    Z tego co widzę to odbieranie przez rodziców jest zwykle grupowe , czyli zwykle jeden rodzic odwozi kilka osób. Obciach jest więc chyba mały bo zbiorowy :) I nie dotyczy to tylko znajomych nastolatków. Czasami mam okazję obserwować np po koncercie dziesiątki samochodów z rodzicem w środku, do którego potem wsiada 3-4 nastolatków.

    Mnie bardzo jednak ciekawi kwestia co po 18 urodzinach?

    Argument pozwalania lub nie traci rację bytu, młody człowiek musi być sam przekonany o tym, że to najlepsze rozwiązanie. Dorastają do tego?
  • verdana 14.10.11, 15:29
    Po 18 urodzinach dawałam na taksówkę. Mój syn przed 19 urodzinami mieszkał już sam, wprawdzie niedaleko, ale przecież w tym wieku studenci wyjeżdżają do innego miasta i jakoś wracaja sami do domu. Nocą i pod wpływem.
    Nie jestem przekonana, czy najlepszym rozwiązaniem jest odbierać dorosłego faceta z imprezy.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • menodo 25.10.11, 10:16
    "Argument pozwalania lub nie traci rację bytu, młody człowiek musi być sam przek
    > onany o tym, że to najlepsze rozwiązanie. Dorastają do tego?"

    Hehe, z jednej strony dzieci dorastaja, staja sie zwyczajnie wygodnickie i nocne przygody w nocnym autobusie z perspektywa przejscia przez Wrzeciono przestaja byc dla nich ekscytujace:)
    A z drugiej - takze rodzice odpuszczaja. jeszcze niedawno, bo w gimnazjum, zawozilam corke np. do Galerii Mokotow do kina z kolezankami, czekalam na nie, a nastepnie odwozilam dziewczynki do domu - bo w tych centrach handlowych podobno niebezpiecznie... Dzis bylby to jednak obciach:D
    Bez przesady, Warszawa nie jest dzikim, niebezpiecznym miejscem,zwlaszcza w dzielnicach centralnych. Sama ostatniego lata wloczylam sie nad Wisla i bylam zachwycona; za mojej mlodosci nigdy w zyciu nie odwazylabym sie na takie wycieczki.
    Moje dzieci czasem nocuja w Warszawie i wiem, ze wieczorami poruszaja sie takze komunikacja miejska (do nas nocne nie dojezdzaja). Z taksowek korzystaja, gdy maja daleko do/od przystanku i nie znaja danej okolicy.
    A ze bywa niebezpiecznie - to wiem. Moj syn na pocz. liceum zostal napadniety/wciagniety do bramy na Nowym Swiecie w bialy dzien. Calkiem niedawno na Ochocie rowniez za dnia moja corka uratowala przed pobiciem swoich dwoch kolegow. Powolala sie zreszta na fakt, ze "jestesmy przeciez sasiadami" - kojarzyla ich z gimnazjum:)
  • joa66 25.10.11, 10:31
    Sama ostatniego lata wloczylam sie nad Wisla i bylam za
    > chwycona; za mojej mlodosci nigdy w zyciu nie odwazylabym sie na takie wycieczki


    Wtedy chyba jednak te okolice wyglądały trochę inaczej :)

    Ale oczywiście rodzice też się zmieniają. Kilka lat temu kiedy syn zaczął się sam wypuszczać "na miasto" kazałam mu wysyłać smsy, że dotarł tam gdzie ma dotrzeć. Teraz nie do pomyślenia. (mam na myśli zwykłe dzienne wyprawy do kina czy trafficu, itp)

    W czerwcu zaczął się "zwalniać" z nocowania w domu (oczywiście nie liczę nocowanek u kolegów już) w podstawówce. Za pierwszym razem nie spałam do jego powrotu (3 nad ranem - to była praca/wolontariat-pracodawca odwoził do domu). Teraz noce przesypiam, bo wiem gdzie i mniej więcej z kim jest i kiedy planuje powrót). Przyzwyczajenie.
  • justyna_dabrowska 14.10.11, 16:03
    Bardzo złozony temat. Nie znam prostych recept. Myslę że każda sytuacja wymaga odrębnego namysłu i wyważenie pomiędzy realnościa a naszymi lekami (tez sa istotne) a potrzeba samodzielności Młodego. Młodej. U nas bywało róznie.
    Dziś moje dzieci sa dorosłe a i tak kiedy wracają późno (do swoich domów) bywa że się niepokoję.
    Taki juz los matek ;-)

    pozdr

    jd
  • kara_mia 16.10.11, 16:25
    wyważenie pomiędzy realnościa a naszymi lekami (tez sa istotne) a potrzeba samodzielności Młodego

    Czy pani ekspert uważa, ze wymagania jakie stawiamy dziecku , przy zachowaniu w miarę realnej oceny sytuacji i potrzeby samodzielności dziecka należy również podporządkowywać naszym lękom?
    Np na logikę dziecko nie sprawia żadnych kłopotów i zachowuje się w sposób odpowiedzialny, chce iść na całonocna imprezę do klubu , ma na późny ( a raczej wczesny) powrót odłożone pieniądze na taksówkę - wiec bezpieczeństwo jest zapewnione. realna ocena klubu jest pozytywna - nic szczególnego się nie dzieje - ale mama naprawdę bardzo się boi , ze coś się stanie...
    to co?
  • verdana 16.10.11, 18:07
    To niech da na taksówkę, za jej lęki dziecię nie powinno placić:) I oczywiście, niech pusci - problem mamy nie może rzutowac na dziecko.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • joa66 16.10.11, 18:16
    A co jak mama zgadza się na ten klub, ale dziecię uważa, że taksówka to przesada? Zwłaszcza jak to dziecię ma 18 lat?
  • verdana 16.10.11, 18:48
    Jak ma mniej, to mama moze powiedzieć "Ależ dziecię, albo taksówka, albo szlaban".
    Jak ma 18 i więcej, to mama musi się przyzwyczaić. Dziecko będzie z kazdym rokiem bardziej samodzielne i niezalezne, takze finansowo i na pewno nie starczy mu kasy na taksówki z róznych imprez. Trudno. W tym wieku naprawdę mama juz nie powinna się wtracać, tym bardziej,że wiele "dzieci" w tym wieku mieszka samodzielnie z dala od domu.
    Pare pierwszych razy mama się denerwuje, a potem przywyka i tyle.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • joa66 16.10.11, 19:12
    Ale mama ma nadzieję, że przekabaci syna i sam będzie chciał wracać taksówką nawet jak będzie miał 18 lat..:)


    Tylko nie ma pojęcia jak to zrobić.
  • verdana 16.10.11, 20:58
    Ja mam wrażenie, ze czym starszy, tym chętniej taksówka wróci. Tym bardziej, jeśli będzie "pod wplywem".
    Przekabacać , czemu nie. Ale za własne pieniądze:)
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • justyna_dabrowska 24.10.11, 10:36
    Nie, nie uważam, że trzeba cokolwiek podporządkowywać naszym lękom, nie, one właśnie nas limituja i bardzo przeszkadzają w realistycznym rozważaniu rozmaitych wychowawczych (?) dylematów...pisałam o czym innym - o tym, że to, że się niepokoję jak Młody nie wraca, też ma swoja wagę. Bywa tak, że to jest jedyny argument który przemawia do nastolatka wtedy gdy usiłujemy się z nim na coś umówić. On chojrakuje - "nie, no co ty, wrócę sam o trzeciej w nocy z wileńskiego, nie ma sprawy" a my mówimy "ale ja się będę czuć lepiej jeśli weźmiesz taksówkę".
    Wtedy nie uderzamy w godność Młodego mówiąc :"dresy cię stłuką" tylko mówimy o sobie, w dodatku prawdę:)

    To miałam na myśli

    pozdr
    jd
  • Gość: kara_mia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.10.11, 11:16
    Dziękuje Pani Ekspert za odpowiedź.
    na początku rzeczywiście zrozumiałam to trochę inaczej.
    Choć osobiście wychowuje inaczej.
    Ani nie powiedziałabym - "dresy Cie stłuką" - bo tego nie można przewidzieć- i brzmi jakoś niefajnie, takie " nie biegaj, zobaczysz, ze się przewrócisz i będziesz płakał jak mnie nie posłuchasz...! ", ani nie używam NIGDY argumentu - bo ja się będę o Ciebie bała. Dla mnie to nie jest argument.

    Mowę- "wiesz zdarzało się wcześniej, że tam były pobicia. Z całym szacunkiem do twojej słusznej postury, ale gdyby co, to 5 dresom nie dasz rady jak i nikt inny na tym miejscu. Może taksówka nie byłaby taka głupia?. "

    Mam doświadczenia, że to działa, mój syn ma 17 lat, nie miałam ani razu problemu, że zachowywał się "chojracko i nieodpowiedzialnie.

  • justyna_dabrowska 24.10.11, 15:44
    A ja - jeśli się boję i oceniam, że ten mój lęk jest całkiem uzasadniony a nie wynika z moich neurotycznych problemów, to nie widze nic złego w mówieniu o nim. Rzadko to sie zdarza, ale czasami - tak. Traktuję lęk jak taka sama informację "z ciała" jak inne uczucia i nie udaję, że go nie ma. Kiedyś myslałam inaczej ale dziś myslę właśnie tak. Im mniej udawania tym lepiej. A ponieważ - jak mi się zdaje - po latach pracy nad sobą, mam wrażenie, że tej neurotyczności, ksobności, narcyzmu itp jest stosunkowo mało, zdarza się że mówie o swoim lęku.
    Podam przykład - z powodu pewnych doświadczeń z dzieciństwa mam odruch warunkowy który polega na tym, że przeżywam silny lęk wtedy gdy ktoś obok mnie traci przytomnośc. Opanowuje go szybko i działam w takich sytuacjach dośc sprawnie. Ale taki sam lęk przezywam również wtedy gdy ktoś "udaje, że mdleje".
    Moje dzieci o tym wiedzą o w związku z tym akurat w taki sposób sie nie bawią. Przez wzgląd na to bym nie przeżywała wyrzutu adrenaliny za każdym razem gdy ktoś wygłupia się, że "pada bez życia" na ziemię.
    Ja z kolei wiem, że oni nie lubią gdy jeżdżę w nocy na dalekich trasach więc pisze do nich gdy dojadę na miejsce, nawet jeśli to jest 3 w nocy. Robię to przecież ze względu na ich lęk.

    To wcale nie znaczy że pozdr
    jd
  • Gość: kara_mia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.10.11, 15:55
    Dziękuję, za tą odpowiedź.
    Przemyśle. To dla mnie bardzo istotne co Pani napisała.
  • justyna_dabrowska 24.10.11, 23:23
    Miło mi,
    przepraszam za pospieszną formę...
    dobrej nocy
    j
  • mskaiq 14.10.11, 17:20
    Zawsze się obawiałem o własne dzieci kiedy miały 15 - 16 lat. Zawsze czekałem,
    czasem do drugiej, czasem do 3 w nocy a czasem całą noc i martwiłem się.
    Najchętniej zabierałbym dziecko o określonej porze, ale to było niemożliwe, taka
    kontrola nie wchodzila w grę.
    No i w końcu pogodziłem się z tym, przestałem czekać, dzieci znały mój numer
    telefonu i wiedziały że mogą zadzwonić o każdej porze jeśli będą potrzebowały.
    To bylo bardzo trudne, nie miałem zaufania, dominowały obawy, oczekiwania
    pełne niepokoju.
    W końcu postanowilem zaufać, zrozumiałem że tak naprawdę gdyby coś się
    miało wydarzyć to i tak moje oczekiwanie i gotowość pomocy nie wiele
    zmienią. Zacząłem uczyć się ufności ktorej bylo we mnie bardzo niewiele, zawsze
    musiałem wiedzieć, zawsze musiałem kontrolować nawet tego czego nie można
    i nie dawało sie kontrolować.
    W końcu uwierzyłem że dzieciom się nic nie stanie, a nawet jeśli coś się wydarzy
    to mój niepokój nic im nie pomoże a próby kontrolowania muszą się skończyć bo
    mają prawo do bycia samodzielnymi.
    Obecnie moje dzieci mieszkają w różnych częsciach świata, każde w innej i to one
    wybierają jego czestotliwość. Nie mniej kedy mnie potrzebują to zawsze mogę liczyć
    na telefon w środku nocy a także spotkanie skypowe.
    Serdeczne pozdrowienia.
  • e-kasia27 14.10.11, 18:21
    Dla moich dzieci odbieranie ich z imprezy nigdy obciachem nie było. Wracanie autobusem było zbyt niewygodne, nawet o całkiem jeszcze wczesnej porze.
    Sami prosili, żeby po nich przyjechać i jeszcze koleżankę, czy kolegę podwieźć.

  • cruzbos 15.10.11, 17:31
    Moja córka wraca nocnym autobusem, nigdy nie jest sama, początkowo (wakacje przed 1 klasą liceum) była odbierana samochodem, później samochodem z przystanka, na którym wysiada, obecnie jest odprowadzana przez chłopaka. Ma 18 lat, jest w 3 klasie liceum. Wśród jej znajomych jest to norma, powrotów taksówką chyba nikt nie praktykuje, czasami przyjeżdżają rodzice. Dodam, że córka obraca się w towarzystwie, które często gdzieś wychodzi i wraca naprawdę późno.
  • Gość: lib IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.10.11, 10:07
    Od 12. roku życia jeździłam sama pociągiem do babci. Od 16. wyjeżdżałam ze znajomymi na wakacje pod namiot i na koncerty, a komórek nie było. Jako 19-latka wyjechałam na studia i opieka rodzicielska w tym względzie się skończyła. Z wami tak nie było?
    Ale teraz, jak sobie pomyślę, że mój syneczek miałby tak sobie pojechać, jakby wpadł do studni... Więc łapczywie czytam, co piszecie. Trzeba się przygotować.
    Dużo racji jest w tym, że wraz z wyjazdem dziecka na studia rączki rodzica robią się za krótkie. Na studiach widziałam wyraźną różnicę między miejscowymi a przyjezdnymi. Nie tylko dojechać trzeba było samemu, ale i o całą resztę zadbać. Miejscowi musieli się dogadać z rodzicami, ale za to mieli dostęp do wiktu i opierunku.
  • rosabell 21.10.11, 16:25
    Pozwalam swojej corce (lat16) na pozne powroty tylko wtedy, kiedy mozemy ja odebrac osobiscie. Nie wyobrazam sobie, zeby nawet w towarzystwie chodzila sama po miescie noca.
  • Gość: A. IP: 178.73.26.* 22.10.11, 21:27
    Mnie też syn uczył, że odbieranie przez mamusię to straszny obciach i lepiej w ogóle z domu nie wychodzić. Mnie tez wydawało się, że do godziny 23:00 nic złego stać się nie może. Do czasu, kiedy o godzinie 23:00 w środku Warszawy, po wyjściu z koncertu w klubie studenckim dostał łomot od kilku dresów. Był w towarzystwie, na nic to się nie zdało.
  • verdana 22.10.11, 22:22
    Łomot od dresów moze dostać też dwudziestoparolatek. Zatem po niego też powinna wychodzić mamusia?
    Mamusia zresztą też moze dostać łomot od dresów.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • joa66 22.10.11, 23:01
    Ależ wiadomo, że wszystkiemu nie da się zapobiec. Ale fakt, że tysiące ludzi przechodzi ulice na czerwonym świetle i żyje i sa tacy, którzy zgineli przechodząc na świetle zielonym, nie oznacza, że przestrzeganie przepisów bezpieczenstwa ruchu drogowego nie ma sensu.

    Moim zdaniem kiedy jest późno trzeba wziac taksówke bez wzgledu na to czy ma się lat 15 , 20 czy 40. Z tym, że oczywiscie to "późno" jest pojęciem elastycznym*. I chciałabym taki nawyk wyrobić w synu.



    *Czym innym jest wyjscie z filharmonii w tłumie ludzi o godz. 24.00, czym innym wyjściem z klubu studenckiego na warszawskiej Pradze o godz. 22.00.
  • verdana 23.10.11, 09:38
    Jestem absolutnie zwolenniczka taksówki, sama wydałam majątek na sponsorowanie tychże. Ale nie mamusi, przychodzacej po nastolatka.
    Nawyku brania taksówki u mlodego człowieka nie da się wyrobić, o ile to nie my placimy - z prostej przyczyny. Nastolatka na taksówkę nie stać. Student, mający mało pieniędzy, mieszkający sam, nie moze mieć żadnego "nawyku", bo go nie bedzie stać na jedzenie.
    Ja stosowałam jeszcze jedną metodę, przy imprezach domowych - o ile można było zostać do rana, radziłam zostanie. O piatej rano, mimo, ze jest ciemno, jest też znacznie bezpieczniej.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • joa66 23.10.11, 10:25
    Alez oczywiscie taksówki na koszt rodziców. Tez jestem zwolennikiem zostawania do rana po imprezie u kolegów. Z tym, że piąta rano to chyba za wczesnie :) Po co budzic innych i gospodarzy?

    Z obieraniem przez "mamusię" moze byc różnie - u nas to raczej niemozliwe bo mamusia nie ma prawa jazdy, więc zostaje tatuś :) A co najważniejsze - odbieranie przez rodziców funkcjonuje dosyc powszechnie i jest dobrze zroganizowane tzn odwożenia są grupowe - czasami my odwozimy innych, czasami inni odwożą naszego młodzieńca. Ta powszechnośc wyklucza obciach (chociaz nie zaprzeczam, że sytuacje wykluczające odbieranie moga się zdarzać/zdarzyć) . Kilka razy "odbierałam" syna po koncercie i widziałam wielu rodziców czekających w samochodach na "dzieci".


    Ciekawa też jestem motywów rodziców (nie samych zainteresowanych) pozwalających na samotne spacery po mieście w środku nocy.
  • verdana 23.10.11, 12:11
    A, nie, nie - to opcja, gdy o piatej impreza jeszcze jest w toku:) Inaczej wraca sie zwyczajnie, o 10 rano i problemu brak.
    My nie mamy samochodu, więc pomysł, aby mamusia 150 cm odbierała syna 176 cm jest nieco absurdalna. Znając mamusie odbierające, widzę, jakie to bywa uciążliwe, szczególnie przy imprezach o nieokreslonym czasie trwania(a nie koncert, teatr) - niemal dorosły czlowiek musi opuscić towarzystwo, bo mamusia czeka... A mama z kolei nie ma ochoty jeździć po "dziecko' o trzeciej w nocy.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • cruzbos 23.10.11, 14:22
    joa66 napisała:

    > Alez oczywiscie taksówki na koszt rodziców. Tez jestem zwolennikiem zostawania
    > do rana po imprezie u kolegów. Z tym, że piąta rano to chyba za wczesnie :) Po
    > co budzic innych i gospodarzy?

    Wśród znajomych córki domówek właściwie nie ma, jedna-dwie na rok i to w wakacje, kiedy rodziców nie ma, więc nie ma u kogo zostawać na noc, a jak są to też nie ma miejsca, żeby przenocować wszystkich.
    >
    > Z obieraniem przez "mamusię" moze byc różnie - u nas to raczej niemozliwe bo ma
    > musia nie ma prawa jazdy, więc zostaje tatuś :) A co najważniejsze - odbieranie
    > przez rodziców funkcjonuje dosyc powszechnie i jest dobrze zroganizowane tzn o
    > dwożenia są grupowe - czasami my odwozimy innych, czasami inni odwożą naszego m
    > łodzieńca. Ta powszechnośc wyklucza obciach (chociaz nie zaprzeczam, że sytuacj
    > e wykluczające odbieranie moga się zdarzać/zdarzyć) . Kilka razy "odbierałam" s
    > yna po koncercie i widziałam wielu rodziców czekających w samochodach na "dziec
    > i".
    U nas odbieranie funkcjonowało w gimnazjum, z tymże wtedy nie było wyjść do klubów, w liceum czasami niektórzy odbierają, ale to dotyczy raczej młodzieży, która rzadziej gdzieś wychodzi i mieszka w słabo skomunikowanych okolicach.
    >
    >
    > Ciekawa też jestem motywów rodziców (nie samych zainteresowanych) pozwalających
    > na samotne spacery po mieście w środku nocy.

    A to trzeba mieć motyw? Po prostu "dziecko" chce wyjść, ma bilet miesięczny, jest autobus dojeżdżający do nas, wychodzi w towarzystwie, nie mam kasy na taksówkę. Co zrobić? Zabronić wychodzić, zwłaszcza jeśli to "dziecko" ma 18 lat czy za każdym razem jeździć w środku nocy odbierać, a jeśli ktoś ma więcej niż jedno dziecko, rozumiem, że ma robić za nocnego szofera?
  • verdana 23.10.11, 16:14
    Mój motyw jest prosty - o ile przy mlodszym dziecku zastanawiam się, co robi, o tyle przy 'dziecięciu" w wieku studenckim po prostu przestaję nadzorować. O ile poprosi, dam na taksówkę, ale zdając sobie sprawę, ze być moze wróci autobusem, a za kasę kupi kolejną książkę czy plytę. Poza tym, o ile nie mieszka ze mną, po prostu nie wiem, czy wychodzi czy nie, a syn miał niecałe 19 lat, gdy się wyprowadził.

    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • joa66 23.10.11, 20:42
    Nie sprecyzowałam pytania - kiedy pytałam o "pozwalanie" miałam na myśli nastolatki młodsze niż 18 lat.

    p.s. Kiedy dziecko się wyprowadza w wieku 18-19 lat to naturalne, że nie wiemy kiedy wychodzi, a kiedy wraca. Jednak kiedy mieszka z rodziną (lub np dziewczyną/chłopakiem) nawet kiedy jest starsze, uważam, że powinno, tak jak każdy domownik, powiedzieć kiedy mniej więcej wraca i gdzie mniej więcej idzie.
  • verdana 23.10.11, 20:50
    Ja wiedziałam, kiedy córka mniej-wiecej będzie. Ale juz, gdy była w wieku studenckim nie pytałam, dokąd idzie. Często mowila sama, ale nie zawsze. Ale w tym wieku można iść gdzieś, gdzie niekoniecznie mama musi wiedzieć, albo można zmieniac plany.

    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • joa66 23.10.11, 21:33
    Bo to nie o pytanie chodzi. Mnie też w domu nikt nie pyta gdzie idę a mówię, mimo, że 18 lat skonczyłam dawno.

    Oczywiście nikt nie wymaga chyba teksów typu : " idę do zosi, która mieszka na zoliborzu i z która chodziłam do podstawówki.." albo "idę na nanowszy film X, zreazliwoany w zeszłym roku , do kina Y". Wystarczy ogólne "wychodzę na uczelnię, wrócę koło 22.00" bez wnikania czy poza wykładami idzie też do biblioteki, stołowki czy na pizzę z koleżanką.
  • verdana 23.10.11, 22:34
    Albo z grupą na pijaństwo, albo chłopakiem do łóżka...
    To naprawde nie jest wiek na mowienie, dokad sie idzie. W kazdeym razie, jesli chce sie mówić prawdę.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • joa66 24.10.11, 07:34
    Albo z grupą na pijaństwo= umówiłem się ze znajomymi
    albo chłopakiem do łóżka...= umówiłem się z X , ewentulanie jak wyżej

    :)

    Naprawdę szczegółów nie trzeba opowiadać.
  • verdana 24.10.11, 09:22
    Czyli "po co babcię denerwować, niech się babcia cieszy":)
    Prawdę mowiąc, nie wiem, po co w takim razie mowić, gdzie sie idzie, skoro nie mowi się prawdy. W dobie komórek nie muszę (i więcej nawet, chyba nie powinnam) chcieć wiedzieć, gdzie jest moje zupełnie dorosłe dziecko. Mogę , owszem, chcieć wiedzieć kiedy wróci.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • joa66 24.10.11, 10:16
    Ale gdzie ty tu widzisz kłamstwo????

    Czy nie mówienie wszytskiego z detalami to Twoim zdaniem jest kłamstwo?
  • verdana 24.10.11, 14:28
    Jest takie powiedzenie "p
    -- ółprawda jest gorsza niż całe kłamstwo". Po co mi w ogóle mówienie półprawd? Co mi to da? Owszem, można mówić tylko to, co sie nadaje dla mamy, skoro mama chce wiedzieć, gdzie idę - ale czemu to ma służyc?
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • joa66 24.10.11, 15:01
    Czy naprawdę uważasz, że wybór jest między tym, że nic mówię (poza przybliżoną godziną powrotu) a tym, że opowiadam ze szczegołami gdzie , z kim i po co idę?? Inaczej to jest kłamstwo , a w najlepszym wypadku półprawda? To chyba trochę zawężone spojrzenie :)

    A po co się to mówi - przede wszystkim ze względu bezpieczeństwa np kiedy domownik (nawet stary) miał być w domu o 22.00 a jest 6 nad ranem i jego nie ma, a telefon nie odpowiada. Przypuszczam, że wtedy lepiej wiedzieć czy poszedł do kina czy umówił się z kolegami czy pojechal na rajd rowerowy.

    p.s. Ty nigdy nie mówisz w domu gdzie wychodzisz?
  • verdana 24.10.11, 16:05
    Jezeli uczxymy dorosłe dziecko, ze ma obowiązek mowic, dokąd idzie - to zmuszamy je do lawirowania i klamstwa, albo do zbytniej, wcale nie wskazanej szczerości. Dorosły człowiek, mieszkający z rodzicami nie może byc traktowany jako osoba, ktora musi spowiadać sie ze swojego zycia rodzicom, a mowieni, co się będzie robiło tym dokładnie jest. Oczywiscie, ze jak dziecko, chce to mowi, a jak nie chce, to nie - a nie musi stosowac wykrętów.
    Oczywiscie,z ę dla mnie jest lepiej wiedzieć, gdzie dzecko jest, ale nie ja się w tym wypadku liczę. Jesli dorosly student mieszka poza domem, to tak samo moze mu się cos stać, a chyba to nie oznacza, ze ma dzwonić do matki, zanim wyjdzie? Tak samo powinien byc traktowany student, gdy mieszka z rodzicami.
    Nie mowie o godzinie powrotu - tak, godzine podaja wszyscy domownicy. Natomiast dokad idą - już nie zawsze. Poza tym mnie obowiązuje szczerość wobec męża, moje prywatne życie zupelnie "obok" niego to nie jest ideał - ale prywatne życie doroslego dziecka - tak, ono ma prawo toczyć się niezaleznie od rodziców.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • joa66 24.10.11, 18:50
    Tylko, ze ja nigdzie nie pisałam o tym, żeby wypytywac dziecko (dorosłe) gdzie idzie i po co.
    Oczekuję, że samo powie ( i na litość boska , bez szczegołow co będzie piło i z kim pójdzie do łożka). Dlatego, że w takim domu było wychowywane - my zwykle mówimy (chociaż nie zawsze) i nikt nie robi z tego problemu.

    I nie chodzi o to, że jest to "obowiązek" dziecka (nawet pełnoletniego) tylko "obowiązek" domownika, dlatego argument o dziecku mieszkającym samodzielnie jest bez sensu.

    Kiedy ja wyjeżdżam służbowo i np przez kilka dni mieszkam daleko od domu, tez nikomu , ani partnerowi ani dziecku, nie opowiadam gdzie wychodzę i kiedy wrócę.
  • verdana 24.10.11, 18:59
    A dlaczego ma mowić dokad idzie, skoro sama widzisz, ze nie zawsze może powiedzieć? Dorosle dziecko mieszkające z rodzicami jest w wyjątkowo niezrecznej sytuacji - musi mieć własne, niezalezne od rodziców zycie, coraz bardziej byc samodzielnym człowiekiem, a jednoczesnie mieszka w domu i funkcjonuje na zasadzie "dziecka". Nie tylko seks jest tu kłopotliwy. Spotykanie sie z kims przez pewien czas, mowienie bez problemów "Ide do Ani:" staje się klopotliwe, gdy nagle z Anią traci sie kontakt i rodzice to dostrzegą - a nie ma się ochoty na pytania...
    Dorosle dziecko w domu IMO funkcjonuje na zasadzie trochę innego rodzaju domownika. Ono samo dla siebie tworzy nową rodzinę i o ile powinno pilnować, aby rodzice nie denerwowali się, ze nie wraca o okreslonej porze, to opowiadanie się dokąd idzie, stawia go nadal na pozycji kontrolowanego dziecka. Owszem, mlodziez często mowi, ale ja bym do tego nie zachecała, przeciwnie. W tym wieku pora, aby nie mowic mamie wszystkiego - potem jest problem z "nieodpepnionymi" dziećmi.
    Para ma obowiązek byc szczera wobec siebie, dorosłe dziecko ma obowiązek zachowac pewne rzeczy dla siebie:)
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • joa66 24.10.11, 19:08
    nie mowic mamie wszystkiego

    verdana - czy Ty uważasz, że między WSZYSTKO a NIC jest tylko półprawda i mydlenie oczu?
  • verdana 24.10.11, 19:12
    Nie nic. Jednak obowiązek powiedzenia, gdzie się idzie wymusza kretactwo. Niech mlody człowiek mowi jak chce, a nie mowi - jak nie chce. Jesli musi powiedzieć dokąd idzie, to jest to poniekad "wszystko" w sprawie tego, co robi poza domem, gdyby chciał mowic prawdę, a nie lawirować i zmyslać.
    I naprawdę zastanawia mnie - po co wymagać czegoś, co albo będzie zawsze całą prawdą (niedobrze), albo nie bedzie zawsze całą prawdą (a w tedy po co? Dla rytuału?).
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • joa66 24.10.11, 19:24
    Nie wymuszanie tylko nawyk, mam nadzieję.

    A po drugie - wyjście z tekstem " umówiłem sie ze znajomymi, wrócę koło pólnocy" nie jest kłamstwem, krętactwem, półprawdą i tak dalej. Jest normalna ogólną informacją.

    Po co komu ona? Dla uproszczenia - jeżeli nie wróci po 24 godzinach i nie odbiera telefonu to można zacząć szukanie od znajomych.

    Nie wiem, może to jest jakiś problem w domach gdzie prywatność dzieci nadmiernie ekscytuje rodziców i wtedy każda informacja lub jej brak jest problemem.
  • verdana 24.10.11, 19:31
    No, dobra, tylko po co?
    Po co, skoro to nic nie daje, nawet jak dziecię zaginie? Nie wiesz, z jakimi znajomymi, nie wiesz, czy nei zmienił planów. Czyli wymagasz jednak, aby chce czy nie powiedział z kim idzie. A to już jest sprowadzanie doroslego do pozycji dziecka.
    Przecież gdyby mieszkał sam, to też mogłby zaginąć - ale wtedy byloby OK?

    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • joa66 24.10.11, 19:40
    Po co?

    Powtórzę:

    Ależ wiadomo, że wszystkiemu nie da się zapobiec. Ale fakt, że tysiące ludzi przechodzi ulice na czerwonym świetle i żyje i sa tacy, którzy zgineli przechodząc na świetle zielonym, nie oznacza, że przestrzeganie przepisów bezpieczenstwa ruchu drogowego nie ma sensu

    Rozumując w Twój sposób to nawet godzina powrotu nie jest potrzebna, bo po co wymuszac to na dziecku? żeby kłamało? A jak cos mu sie stanie to i tak godzina powrotu nie ma znaczenia skoro i tak juz zostało pobite/zgwałcone.

    No właśnie - dlaczego wymuszasz , zeby dorosła córka mówiła ci kiedy wróci?
  • verdana 24.10.11, 19:51
    Czasem trzeba zaryzykować. Trudno. Skoro jesteś gotowa na ryzyko, jesli dziecko meiszka poza domem, to oznacza, ze dziecko ma składac zeznania tylko po to, abys była spokojna.
    W sprawie godziny powrotu klamac nie trzeba - przecież można podać,że się wróci za trzy dni, albo rano. ICzasem nie wiadomo, wtedy dziecko mowi "Pojecia nie mam" - trudno, to tez jest w porzadku. Tto niczego mi ni mowi. . Natomiast mowienie, z kim się jest wprowadza Cie bardzo głęboko w życie dziecka. jesli mowisz, ze będziesz dzwonić po znajomuych, to zakladasz, ze wiesz, z którymi znajomymi Twoje dziecko obecnie jest, że masz ich telefony (cóż, ja nie mam telefonow do 99% doroslych znajomych dzieci), ze dziecko nie zmienilo planów itd.
    Być moze , będąc na razie matką nastolatka nie zdajesz sobie sprawy, jak bardzo dziecko-licealista rózni się od dziecka- studenta.

    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • verdana 24.10.11, 19:53
    Ps. Narzeczona mojego syna opowiada się rodzicom, gdzie jest i z kim. Jesli okazuje się,z e całe towarzystwo zmienia plany, cos robi spontanicznie, ona dzwoni i odmeldowuje to rodzicom. Dla mnie to chora zalezność dorosłej dziewczyny od rodziców.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • Gość: tuszeani IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.10.11, 12:08
    Właśnie to chciałam napisać. Ja tak miałam. Generalnie niewinna informacja o której wrócę była problemem jeśli to nie tylko ode mnie zależało co będziemy dalej robić i ile nam to zajmie czasu. Czułam się z tym strasznie niekomfortowo, uważałam że jest bez sensu i przestrzegałam tylko dlatego że miałam świadomość że ktoś mi bliski (rodzice) będzie się denerwować jeśli nie przyjdę o zapowiedzianej godzinie.

    Szczerze? Nadal nie wiem jakie rozwiązanie byłoby tu najlepsze. Z jednej strony uznaję to że w dzisiejszych czasach dobrze jeśli WSZYSCY domownicy z grubsza informują o swoich planach tak żeby w razie czego było wiadomo gdzie i kiedy ich szukać. Sama czasami dzwoniłam i nadal dzwonię, będąc na wyjazdach wakacyjnych, zameldować dokąd w danym dniu idziemy (np. na jaką górę będziemy wchodzić i mniej więcej kiedy powinnam dać znać że wróciliśmy szczęśliwie). Wtedy kiedy uważam że wiąże się to z jakimś większym ryzykiem i warto żeby ktoś o moich planach wiedział. Ale z drugiej strony młody człowiek który jest właśnie na etapie budowania swojej odrębności potrzebuje więcej autonomii i sądzę, że przychodzi taki wiek każdego dziecka że powinno się mądrze tę jego autonomię wspierać, akceptując ryzyko z tym związane i licząc że kiedy się już poczuje w tej odrębności pewnie, znowu informowanie o swoich planach nie będzie dla niego zagrożeniem.
  • joa66 25.10.11, 12:46
    świadomość że ktoś mi bliski (rodzice) będzie się denerwować jeśli nie przyjdę o zapowiedzianej godzinie

    Czyli jednak nie powinno się podawać przybliżonej godziny powrotu?

    Moim zdaniem własną autonomię buduje się wiele lat wcześniej, a sprawa informowania lub nie o godzinach powrotu to jedna milionowa całej , złożonej sytuacji i relacji z rodzicami. Można nie mówić i być mentalnie uwiązanym do rodziców i odwrotnie.

  • Gość: menodo IP: *.adsl.inetia.pl 25.10.11, 14:17
    > Moim zdaniem własną autonomię buduje się wiele lat wcześniej, a sprawa informow
    > ania lub nie o godzinach powrotu to jedna milionowa całej , złożonej sytuacji i
    > relacji z rodzicami. Można nie mówić i być mentalnie uwiązanym do rodziców i o
    > dwrotnie. "
    No, dokladnie.
    Moje dorosle dzieci bardzo dokladnie sie 'melduja' - wiedza, ze mnie na tym zalezy, a im to kompletnie zwisa...tzn. skoro matka sie martwi to niech ma tego newsa...Np. jestem u basi, odezwe sie jutro przed poludniem. Gdybym jednak probowala poddawac udoskonaleniu ich zwiazki czy partnerow albo plany zyciowe swoich dzieci wbrew ich woli - obawiam sie, ze zostalabym przez nie psychicznie znokautowana.
  • Gość: tuszeani IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.10.11, 14:55
    > Moje dorosle dzieci bardzo dokladnie sie 'melduja' - wiedza, ze mnie na tym zal
    > ezy, a im to kompletnie zwisa...tzn. skoro matka sie martwi to niech ma tego ne
    > wsa...Np. jestem u basi, odezwe sie jutro przed poludniem. Gdybym jednak probow
    > ala poddawac udoskonaleniu ich zwiazki czy partnerow albo plany zyciowe swoich
    > dzieci wbrew ich woli - obawiam sie, ze zostalabym przez nie psychicznie znoka
    > utowana.

    O to mi mniej więcej chodziło - że dziecko / młody dorosły który nie obawia się naruszenia swojej prywatności, nie będzie w każdym tego rodzaju meldunku widział jej zagrożenia.
    Przy czym mówię tu o meldowaniu i umawianiu się na godzinę w granicach rozsądku, tak żeby dorosły człowiek nie musiał wychodzić w środku udanej imprezy, bo zapowiedział mamusi że wróci o 3 o już o 3:05 mamusia zadzwoni na policję zgłosić zaginięcie dziecka ;)

    W każdym razie ja się raczej opowiadam za rozsądnym i realistycznym informowaniem dokąd i na ile czasu mniej więcej się idzie, a gdzie przebiega granica ogólności to już chyba jest indywidualna sprawa w każdym domu. Może nie jest to ideał i czasem chciałoby się powiedzieć "a co Cię to obchodzi, jestem już dorosły?" ale mimo wszystko uważam to za jedną z elementarnych zasad bezpieczeństwa każdego z domowników, niezależnie od wieku.
  • joa66 24.10.11, 20:58
    Mówimy o dorosłych dzieciach mieszkających z rodzicami. Tez mogą kłamać w sprawie godziny powrotu, prawda? Po co? A po co maja kłamac w innej sytuacji?

    A gdyby mieszkali sami to nie mówili by przecież , o której wrócą. Cały czas nie odpowiedziałas po co ci informacja, o której dziecko planuje wrócić :)

    Natomiast mowie
    > nie, z kim się jest wprowadza Cie bardzo głęboko w życie dziecka


    ?????

    verdana, a gdzie ja napisałam, że oczekuje takich szczegołow? :)
  • joa66 24.10.11, 21:38
    Relacja dziecka z rodzicami jest budowana przez lata i w różnych sytuacjach. Nie sądzę, że dziecko, które nie czuje , ze jego prywatność jest zagrożona, ma wieksze problemy z ogólnymi informacjami dla rodziców typu "idę do kina' (nie musi mówić z kim, na co , itp). Jeżeli ktos czuje się zagrozony, być może automatycznie zaczyna kręcić, bez konkretnego powodu. Ale to raczej efekt dotychczasowej relacji , a nie samego zakresu przekazywanej informacji.


    Mój syn wie, ze może zostawic laptopa i nikt nie będzie mu tam zaglądał ( i ma rację - NIGDY nie sprawdzałam historii, nie patrzę na monitor , itp) , nie dzwonie do jego kolegów i koleżanek, nie wnikam z status jego chodzenia z dziewczyną, nie zaglądam i nigdy nie zaglądałam do szkolnego plecaka, kieszeni, nie znam numerów telefonów jego nowych kolegów i ich rodziców, często nie wiem na co idzie do kina (chyba, ze potem chce podzielić cię wrażeniami) i z kim, i tak dalej.

    Wie też, że nie tylko domownicy mówią, gdzie i na jak długo mniej więcej wychodzą , ale kiedy np jesteśmy w hotelu i w środku pobytu planujemy spędzić jedną noc gdzie indziej to tez informujemy o tym recepcję (chociaz obowiązku przeciez nie ma) i nawet mówimy gdzie mniej więcej będziemy (Np dzisiaj nie będziemy nocować w hotelu, bo wyjeżdżamy do X., itp. Na wszelki wypadek.
  • verdana 24.10.11, 22:42
    Ależ problem w tym, ze dziecko nie czuje właśnie,z e jego prywatność jest zagrożona. ma poczucie, ze rodzicom winien jest informacje, dokąd idzie.
    I w tym widze niebezpieczeństwo, bo to jest zbytnia zalezność doroslego czxłowieka od rodziców - zalezność, ktora w tym wieku jest niewłaściwa.
    Dorosłe dziecko jest bardzo specyficznym domownikiem, którego trzeba powoli, ale systematycznie "oddamawiać" - uczyć go, że nie zalezy już od rodziców, nie ma obowiązku relacjonowac co robi. Ma sie z nimi liczyć, ale równiez prowadzić w pełni niezalezne zycie.
    Mój syn i Twój syn mają po 16 lat - obaj moga zostawić laptopa, ale musza powiedzieć dokąd idą. Gdy moj syn będzie studentem, będzie mógł powiedzieć "Wychodzę, wrocę o 23" i tyle.
    Nie będe bowiem znała wiekszości jego znajomych, a on sam nie bedzie maił pojęcia, czy wieczorem pójdzie z dziewczyną do kina, czy z kumlami na piwo, czy do biblioteko.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • joa66 25.10.11, 07:11
    będzie mógł powiedzieć "Wychodzę, wrocę o 23" i tyle.

    Po co ma mówic o której wróci? Po co chcesz to na nim wymuszać ?
  • Gość: menodo IP: *.adsl.inetia.pl 25.10.11, 09:38
    Dorosłe dziecko jest bardzo specyficznym domownikiem, którego trzeba powoli, al
    > e systematycznie "oddamawiać" - uczyć go, że nie zalezy już od rodziców, nie ma
    > obowiązku relacjonowac co robi. Ma sie z nimi liczyć, ale równiez prowadzić w
    > pełni niezalezne zycie."

    Przepraszam, ale sam fakt, ze chcesz powoli, ale systematycznie uczyc dorosle dziecko "oddamawiania " swiadczy o tym, ze traktujesz je jak kogos niezdolnego do samodzielnosci.

    Rozne bywaja relacje miedzy rodzicami a dziecmi i trudno powiedziec - ktore sa prawidlowe, a ktore nie.
    Moje dzieci prawie zawsze mowia mi - dokad wychodza/wyjezdzaja albo gdzie byly. Moze dlatego, ze czesto sa gdzies podrzucane samochodem (mieszkamy pod Warszawa) - glownie corka - i rozmowa na tem temat zaczyna sie glownie od prosby/pytania: a podwieziesz mnie do ....
    Co wiecej - czesto rowniez zdarza mi sie odbierac skads corke i wtedy, podczas tej "podrozy", tez calkiem naturalnie pojawia sie temat np. fajny film widzialam/ w fajnej knajpie bylam/ basia ma nowego chlopaka itd.....Co jest zlego w takich rozmowach?
    Mam powiedziec - nie mow mi tego, bo ja nie powinnam wiedziec, gdzie bylas, bo to jest zbytnia zaleznosc?
    Moje dzieci zupelnie w innych obszarach maja umiejscowiona potrzebe niezaleznosci i nie pozwola sobie ich naruszyc; jakos nie wygladaja na ludzi, ktorych prywatnosc zostala podeptana. Oczywiscie, ze nie znam juz wiekszosci ich znajomych a tym bardziej ich rodzicow, niemniej - czesto slysze np. w piatek jest osiemnastka tej Basi, do ktorej mnie kiedys zawozilas; bede u niej nocowac; w sobote rano dam ci znac - o ktorej wroce, bo moze jeszcze pojdziemy do kina...



  • joa66 25.10.11, 10:19
    słowa kluczowe w tej dyskusji to "obowiązek" i "wymuszanie" używane przez verdanę.

    Domyślam się, że uznaje, że są dzieci (dorosłe), które opowiadają rodzicom różne rzeczy z własnej woli i takie , które są do tego przymuszane i nawet czasami nie zdają sobie z tego sprawy. Jak odróżnia te, które mówią z własnej woli od tych, którym tylko tak się wydaje - nie wiem :)

    Strasznie mnie też ciekawi jej odpowiedź na pytanie dlaczego oczekuje godziny powrotu od dorosłego dziecka. Logicznego wytłumaczenia nie ma, bo powołując się na jej własne słowa taki dorosły dzieciak gdyby mieszkał sam to nie musiałby tego mówić.

    Nie mówiąc o tym, że dorosły człowiek ( a za takiego chcemy uznawać 18-19 latka) sam powinien świetnie się odnaleźć w świecie zwyczajów swojego domu jak i w obrinie swojej niezależności i prywatności. Oczywiście rodzice mogli w międzyczasie zrobić dziecku pranie mózgu, ale tutaj powtórzę pytanie - jak można odróżnić własne decyzje dziecka od tych narzuconych (nawet podświadomie). Założę się, że rodzice wspomnianej dziewczyny też powiedzą, że ich córka to robi dobrowolnie.


    verdano - więcej zaufania do ludzi :)
  • Gość: kara_mia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.10.11, 15:21
    Jak odróżnia te, które mówią z własnej woli od tych, którym tylko tak się wydaje - nie wiem :)

    wydaje mi się, że reakcja.
    jak dziecko dorosłe nie powie gdzie idzie i, żyje mu się z tym normalnie - aha, mamie nie powiedziałem- trudno to nie wie. - to mówi z własnej woli

    jak nie zdarza się, że nie mówi, a prośba koleżanki - np nie mów nikomu gdzie idziemy ( np towarzyszy koleżance do lekarza ) to są moje prywatne sprawy i nie chce byś się z nimi dzieliła z rodzicami - albo się
    wścieka, że "tak matki się ni traktuje",
    bagatelizuje "ach, co tam moja mama nikomu nie powie"
    racjonalizuje "ach, wyjątkowo moja mama dziś musi wiedzieć, bo od wczoraj jest chora i się nadmiernie denerwuje" albo nie mówi i się boi , i czuje , że coś złego zrobiła - tym się tylko wydaje.
    jak takie sytuacje się powtarzają i opowiada się z wszystkiego, to tłumaczenia "bo ja tak sama chcę" niestety nie wypadają wiarygodnie.

    czy to przymus czy nie, zawsze widać w reakcji na możliwość niezrobienia tego.

  • Gość: menodo IP: *.adsl.inetia.pl 25.10.11, 15:52
    Widze, ze sporo sie naczytalas:D
  • joa66 25.10.11, 16:08
    Moim zdaniem umiejętność stawiania granic prywatności rodzicom to umiejętność, którą się nabywa wcześniej a nie w wieku 18 lat. Jeżeli powiedzenie rodzicom gdzie się idzie (bez szczegółów) jest takim wyzwaniem dla młodego człowieka, to chyba coś wcześniej poszło nie tak.

    p.s. jeżeli młody człowiek zadzwoni z imprezy , że spóźni się 3 godziny bo zabawa w toku i jest to dla niego traumatycznym przeżyciem bo zrobił to, żeby rodzic się nie martwił..to chyba trochę dziwne.
  • verdana 25.10.11, 19:30
    Dla mnie cos jest nie tak, jesli dorosły człowiek nie ma zadnych oporów przed informowanie zawsze swoich rodziców dokąd idzie. I jesli mu to wcale nie przeszkadza. I jesli mowi przy tym prawdę.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • verdana 25.10.11, 19:28
    Dzicko, które jest zmuszane, do mowienia,dokąd idzie, nie jest moim zdaniem zagrożone. Ma świadomość, że rodzice gwałcą jego niezalezność, buntuje się, wszystko jest w porzadku.
    dziecko dobrze wychowane, ktore bez zadnego przymusu, z potrzeby wewnetrznej mowi zawsze rodzicom dokąd i z kim idzie, a ma 20 lat, mówi im za dużo. Nie powinno już w tym wieku mieć wyuczonej, niewymuszonej, wewnętrznej potrzeby zeznawania rodzicom, co bedzie robilo.
    Może oczywiście czasem powiedzieć, dokąd idzie - ale jesli uwaza, ze jest to jego obowiazkiem, to ja byłabym zaniepokojona o to, czy potrafi w przyszłym związku odseparowac sie od rodziców - i czy potrafi zachowac w nicm swoją odrebność.
    Poza tym nadal nie rozumiem, po co rodzicom 20-latka informacja z kim i dokąd idzie, o ile nie mają zamiaru go kontrolować.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • Gość: menodo IP: *.adsl.inetia.pl 25.10.11, 20:21
    "dziecko dobrze wychowane, ktore bez zadnego przymusu, z potrzeby wewnetrznej mo
    > wi zawsze rodzicom dokąd i z kim idzie, a ma 20 lat, mówi im za dużo. Nie powin
    > no już w tym wieku mieć wyuczonej, niewymuszonej, wewnętrznej potrzeby zeznawan
    > ia rodzicom, co bedzie robilo.
    > Może oczywiście czasem powiedzieć, dokąd idzie - ale jesli uwaza, ze jest to je
    > go obowiazkiem, to ja byłabym zaniepokojona o to, czy potrafi w przyszłym związ
    > ku odseparowac sie od rodziców - i czy potrafi zachowac w nicm swoją odrebność."

    wlasnie obwiescilam, ze od dzis w naszym domu obowiazuje zasada cioci verdany z internetu - ze nikt nikomu nie mowi dokad wychodzi ani z kim sie spotyka.Tak podobno jest zdrowo dla rozwoju wiezi miedzyludzkich oraz wewnetrznej autonomii jednostki ludzkiej.Mozna by sie nawet zastanowic nad nieinformowaniem w ogole o tym ze sie wychodzi/wyjezdza. W sumie to tez jakis rodzaj zniewolenia, a jesli ktos tego nie odczuwa - tym gorzej dla niego; najwyrazniej ma juz sprany mozg i jest czlowiekiem bez wlasciwosci.

    Na to uslyszalam od corki: aha, dobre, to ja ide na basen...cholera, mialam nie mowic:D
  • verdana 25.10.11, 20:49
    Nie nikt niekomu. Nie wszyscy wszystkim. Jak sie chce, to się mówi, a jak nie , to nie. To mowi sie "Cześć, wychiodze, wrócę o dziesiątej".
    Naprawdę, zadziwia mnie postawa rodziców doroslych dzieci, ktorzy nadal musza wiedzieć z kim dzieciątko idzie na spacer. Bo to przeciez takie wazne dla więzi miedzyludzkich, aby nie tracic z oczu zycia doroslego chlopa i wiedzieć, gdzie i z kim znajduje się o 22.30. Bo to przeciez nasze dziecko - jakzeby moglo sobie wyjść nie opowiadając mamusi dokąd?
    Takie same wymagania wobec męża i syna - oto marzenie wielu kobiet o idealnej tesciowej.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • joa66 25.10.11, 21:47
    A ja nie rozumiem i pewnie nie doczekam się odpowiedzi dlaczego niektórzy rodzice dorosłych dzieci oczekują , ze ich dzieciątko powie kiedy wróci ;) Bo to nasze dziecko ukochane - jak mogłoby tego nie powiedzieć mamusi?

    verdana, wybacz, ale kombinujesz :) i to strasznie

    1) Nie odróżniasz ogólnych informacji od dokładnego spowiadania się

    2) stawiasz sztuczne granice dorosłości - przywołując twoje przykłady seksu i pijaństwa: czy naprawde uważasz, ze wszyscy zaczynają picie i zycie seksulane po 18 urodzinach? Czy wg Ciebie dziecko poniżej osiemnastki mozna pytać i oczekiwac odpowiedzi czy uprawia seks , z kim, jakiej prezerwatywy używa? A potem nagle cisza i o nic ni pytamy i nic nie chcemy wiedzieć? Czy nie sądzisz, że respektowanie granic dziecka to coś czego rodzic powinien się nauczyć wczesniej, a dziecko wczesniej nauczyc sie bronić?

    3) czy nie wierzysz, że dziecko, którego uczucia i prywatnośc są i były szanowane najzwyczajniej w swiecie szanuje też uczucia rodziców i sporadyczne sytuacje kiedy biorą je pod uwagę mimo, że nie widza takiej konieczności (co nie oznacza wbrew sobie) nie są powodem do ich traumy i zakłóconego rozwoju?

    4) czy stwierdzenie "Takie same wymagania wobec męża i syna " miało byc po prostu złosliwe, bo nikt nie mówił tutaj o takich samych wymaganiach wobec męża i syna, tylko o jednej zasadzie dotyczącej wszystkich domowników?
  • verdana 25.10.11, 22:03
    To w takim razie zapytam, bo serio, już nie nabijając się - nie rozumiem.
    Po co komukolwiek ogólne informacje, dokąd ii z kim idzie dorosłe dziecko, skoro sa na tyle ogólnikowe, ze nawet w razie awarii nie da się ustalić z kim i gdzie jest (Ide na impreze z kolegami, idę do pubu ze znajomymi..). Nie daje to zadnego poczucia bezpieczeństwa.
    Poniżej 18-tki, a moze ściślej - w szkole, rzadko zdarza się, aby w tzw "dobrej rodzinie" nie miec pojęcia o kolegach, nie miec przynakmniej dwóch-trzech telefonów przyjaciół, na wszelki wypadek. Dziecko wychodzi znacznie rzadziej i rzadziej kompletnie bez planu, po prostu nie ma kiedy i jednak godzina powrotu jest negocjowana. Niech sobie uprawia i seks, ale jednak poniżej 18-tki mogę mniej-więcej wymagać, aby mowiło, gdzie idzie i kiedy wróci (ale juz nie, co robi..). A i tak część odpowiedzi bedzie pewnie czystą fikcją.
    W wypadku studenta towarzystw jest zwykle kilka, mlodego człowieka nie ma w domu w najdziwniejszych godzinach, nie ma mowy o negocjowanych godzinach powrotu, ani o ściśle określonych planach. Życie studenckie jest w dużym stopniu spontaniczne.
    Tak, potem nie pytamy - w wiekszości wypadków mlody czlowiek mowi i tak, ale nie czyje się zobowiązany. Owszem, chcemy wiedzieć - ale to, ile mlody człowiek nam powie, zalezy od niego. Bardzo chętnie slucham, co się działo i gdzie byli - ale na pewno nie bedę, dla własnej ciekawosci wymagac, aby wychodzac, mowili dokąd idą.
    Szanowanie uczuć rodziców wydaje mi się tu bardzo względne, bo sama uznajesz, ze odpowiedzi moga byc ogólnikowe, takie, z ktorych niewiele wynkia. jest to poddanie się pewnemu, kompletnie niezrozumiałemu dla mnie rytuałowi, tylko dla zaspokojenia świadomosci rodzica, ze dziecko nadal go informuje , co robi i z kim jest. Jestem przekonana, ze nie jest dobrze, jeśli kompletnie dorosły człowiek ma przymus wewnetrzny opowiedzenia sie rodzicom dokąd i z kim idzie.
    Tak, sa pewne zasady, ktore nie powinny nigdy dotyczyć wszystkich domowników. Mąż czy zona nie muszą miec przed sobą tajemnic, maż i zona mogą wzajemnie od siebie wymmagac lojalności i informowaniea gdzie są - o ile się tak umowili. natomiasty dorosłe dziecko ma byc tu tylko posłuszne zasadom wprowadzonym przez rodziców - a jest juz pora, aby bylo niezależne od nich.
    I tak naprawdę, co rodzicom przyjdzie z udzielanych w momencie wyjscia ogólnikowych informacji??? Ani bezpieczenstwo, ani wiedza o zyciu dziecka, ani większa bliskość.

    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • joa66 25.10.11, 22:51
    Powiem ci po co mi ogólne informacje jeżeli ty mi powiesz po co ci godzina powrotu....

    Bo przypuszczam, że to są podobne powody.....
  • verdana 26.10.11, 13:08
    Godzina powrotu - bo jest to ścisła informacja, pozwalajaca mi się nie denerwować. Zrezztą nie zawsze wymagana - czasem dorosłe dziecię mowi "nie wiem o której wrócę, ale nocą".
    Inne informacje w ogóle nie sa informacjami, o ile sa ogólnikowe. I godzina powrotu wymaga ewentualnie tylko jednego sms-a "spóźnię się", natomiast pozostałe informacji za każdym razem, gdy dziecie zamiast w bibliotece wyladuje w kinie, potem z innym towarzystwem w pubie, a potem z kolega na spacerze - czyli sa to informacje nic nie znaczące.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • joa66 26.10.11, 14:23
    A co byś zrobiła gdyby dziecko nie wróciło o tej godzinie, a jego komórka by nie odpowiadała ((np przez całą noc i następny dzień) ?


    Każdy ma prawo zmieniać i rozszerzać plany i o ile nie wpływają na życie innych domowników nie musi o tym informować. Poinformowanie innych domowników o tym gdzie się wychodzi, nawet jeżeli te plany potem ulegną zmianie (bez szczegółów - sorry muszę to powtarzać, b o zaraz się okaże, że wymagam numeru buta dziewczyny z którą się umówił ) jeżeli jest to praktykowane w domu nie jest obciążeniem dla dorosłego dziecka. Chyba , że relacje z rodzicami ma już zwichnięte i wtedy lepiej by było, żeby się dziecko w ogóle wyprowadziło.

    Moje dziecko ma dopiero 16 lat i całkiem dobrze radzi sobie z ochroną swojej prywatności i niezależności - bez kłamstw. Lepiej niż wtedy kiedy miał lat np. 12 . A za dwa -trzy lata pewnie będzie to umiał robić lepiej niż teraz.

    Nie pisz mi, że gdyby ktoś mieszkał oddzielnie to nie musiałby mówić rodzicom gdzie idzie, bo tak samo sprawa wygląda z godziną powrotu - też nie musiałby o niej mówić, a jednak tego oczekujesz.



    p.s. nie chcę to rozwijać wątku kryminalnego, ale uwierz mie, że WIEM, jak ważna jest KAżDA, nawet OGóLNA informacja kiedy zaginie człowiek.

    .
  • verdana 26.10.11, 17:26
    Czyli - aby dziecko nie zginęło nie sa Ci potrzebne ogólnikowe informacje, tylko szczegółowe i w 100% prawdziwe. Gdzie jest, o której i z kim. Dodatkowo powinnaś miec telefony do znajomych dorosłego syna. Co Ci przyjedzie z tego, jesli powie, ze idzie do biblioteki, skoro zmieni plany i pójdzie z kolegami na piwo? Tak samo nie bedziewsz wiedziała, gdzie go szukać...

    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • joa66 26.10.11, 17:56
    verdana - czy ja mam pisac duzymi drukowanymi literami?

    nie sa mi potrzebne szczegołowe...rany...j

    I tak nawet ogólne informacje, nawet jak ktos zmieni zdanie są przydatne! Piszę to z perspektywy osoby, która miała do czynienia z kilkoma przypadkami zaginięć i rozmawiała o tym wielokrotnie z policją.

    I dodam - nie , nie zyjemy w domu w ciągłej panice, że KTOKOLWIEK może zaginąć i dlatego WSZYSCY mówimy gdzie wychodzimy. Tak jak myjąc ręce nie myslę o tyfusie i żóltaczce. To po prostu zwyczaj, odruch.

    I nie jest tak , że ja będę rejtanem drzwi tarasować dopóki dziecko mi nie powie gdzie idzie. Dziecko mówi, bo taki jest zwyczaj. Mimo tego nie ma problemu z powiedzeniem 'to nie Twoja sprawa" bez kłamania, półprawd, kręcenia. O wszelkich zmianach planów informuje jeżeli uzna to za sensowne - jeżeli nie , to nie - po prostu wraca wtedy kiedy miał wrócić.

    Dodam - nie mówie tutaj o normalnych rozmowach o tym co sie robiło i tak dalej. Mówię o informacji przy wychodzeniu z domu.



    Najśmieszniejsze jest (jak zwykle ;) ), że robisz praktycznie to samo (tutaj chodzi mi o godzine powrotu), za to o innych piszesz "mamusia" i "dzieciątko".




  • verdana 26.10.11, 19:21
    Wybacz, ale ja nadal nie rozumiem, slowo daję, nie złosliwie.
    Aby odnaleźć osobę zaginioną potrzebne sa Ci informacje z kim i dokąd wyszła. Jeśli informację są ogólnikowe, albo niezgodne ze stanem faktycznym - sa nieprzydatne.
    Czyli - czy dorosłe dziecko ma rzucić ogólnym hasłem, ktore na nic się nie przyda, czy mowić prawdę gdzie i kiedy i z kim będzie?
    Jest naprawde zasadnicza różnica miedzy 16-latkiem , który powinien się opowiadać i być tam, gdzie powiedział, ze będzie, a 22 latkiem. Ten ostatni naprawdę będzie miał problemy, mówiąc Ci dokąd idzie, bo najprawdopodobniej po prostu nie będzie twgo z góry wiedział.
    Co Ci przyjdzie z ogólnikowych, niedokladnych informacji?
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • joa66 26.10.11, 20:57
    1) verdana - zdaje mi się, że to ty napisałas , ze wyjście z tekstem " idę na zajęcia...itd" jest normalne ????? A ja o tym cały czas pisałam, dosyc jasno.

    2) Co najmniej 4 razy pracowałam jako tłumacz przy przypadkach zaginionych osób. Od pierwszych przesłuchań (zgłoszeń) do ostatnich. Zdziwiłabyś się jaka jest różnica w tempie pracy policji kiedy mają jakikolwiek punkt zaczepienia nawet typu wyszedł do sklepu (nie wiadomo czy po piwo czy po garnitur) a wtedy kiedy nie ma żadnej informacji.
  • Gość: menodo IP: *.adsl.inetia.pl 26.10.11, 14:49
    No widzisz, a dla mnie kompletnie nicnieznaczace sa informacje - wroce o dziesiatej.
    Zazwyczaj slysze - jakos wieczorem, dam jeszcze znac albo - chyba zostane na weekend, to do poniedzialku.
    Natomiast wiadomosc - jade do Konstancina/Komorowa/Wiazowny - na osiemnastke do klubu, do knajpy ma dla mnie o tyle znaczenie, ze w przypadku corki - czesto ja zawoze/odwoze w rozne miejsca. (ale juz niedlugo, bo robi kurs na prawo jazdy:))
    Poza tym - lubie sobie gawedzic z dziecmi kiedy sie juz razem zejdziemy wieczorem; weekendy tez czesto spedzamy oddzielnie, wiec fajnie czasami pogadac - co tam kto sobie w ten weekend porabial. Co w tym zlego? Jakies narusznie prywatnosci?
    Hehe, moje dzieci to nie sa osoby, ktore maja problem z powiedzeniem: a co cie to wlasciwie obchodzi, zajmij sie swoim zyciem, kup sobie trzeciego kota itd.:D

    Wiec roznie to bywa Verdana i naprawde nie jest tak, ze istnieje tylko jeden model rodziny, ktory Ty uwazasz za sluszny, a reszta to patologia.
  • verdana 26.10.11, 17:24
    No i tu się zgodzę. Po namysle - rzeczywiście dzieci informują mnie, gdy wyjeżdżają poza Warszawę. Natomiast w obrebie Warszawy już nie.
    No i my oczywiście gadamy, co kto robił - to zupełnie co innego, niż domaganie się szczeółów, gdzie dokladnie i z kim dwudzestolatek bedzie dziś wieczór, na wypadek zaginięcia.
    Twoje dzieci też każą Ci kupić kota i się odczepić? Ciekawa zbiezność:)
    Mam niejakie wrazenie, ze modek rodziny mamy niemal ten sam. Czy naprawdę Twój dorosły syn dokladnie raportuje Ci, co bedzie robił w ciągu dnia, gdy wychodzi rano? Czy tez rzuca , cześć, mam zajęcia, wrócę wieczorem, no chyba, żeby nie, to zadzwonię?
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • joa66 26.10.11, 18:05
    Czy naprawdę Twój
    > dorosły syn dokladnie raportuje Ci, co bedzie robił w ciągu dnia, gdy wychodzi
    > rano? Czy tez rzuca , cześć, mam zajęcia, wrócę wieczorem, no chyba, żeby nie,
    > to zadzwonię
    ?

    verdana - znowu na litośc boską... a o czym ja piszę ..o tym, że dorosłe dziecko rzuca " cześć, mam zajęcia, wrócę wieczorem" ..to ty uparłas sie żeby w tym widziec dokladnie raportuje Ci, co bedzie robił w ciągu dnia,

    proszę...nie dorabiaj innym gęby jak nie musisz :)
  • mamagapka 01.08.18, 09:40
    :-D

    Gość portalu: menodo napisał(a):


    >
    > Na to uslyszalam od corki: aha, dobre, to ja ide na basen...cholera, mialam nie
    > mowic:D
  • marzenakrolik_223 26.07.18, 13:53
    Jeżeli bardzo boicie się, gdzie chodzą wasze dzieci to zajrzyjcie www.i-mobi.pl/ i je zlokalizujcie

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka