Dodaj do ulubionych

Ilosc czasu poswiecana pasierbicy.

17.10.11, 20:16
Mam taki dylemat - od kilku miesiecy jestem w zwiazku z mezczyzna ktory jest wdowcem z prawie 5 letnia corka. Na dzien dzisiejszy ja mieszkam solo, on z corka i swoimi rodzicami ( mieszkamy po sasiedzku).
Moje doswiadczenia z dziecmi nie sa za wielkie, w dodatku jestem troche skrzywiona faktem, ze w poprzednim zwiazku dosc dlugo i bezskutecznie staralm sie o wlasne dziecko, ale jakos tam sie z Mloda dogadujemy, raz lepiej raz gorzej, generalnie jest ok.Normlanie gadamy, bawimy sie, wychodzimy na plac zabaw, zabieram ja do moich dziaciatych znajomych. Ojciec duzo pracuje i na zmiany, wiec mloda z koniecznosci duzo siedzi tez z dziadkami. Do 15 jest w przedszkolu, chodzi tam bardzo chetnie, uwielbia towarzystwo rowiesnikow.
Lubie z nimi spedzac weekendy, we trojke czy 2-ke,ale nie bardzo racze sobie z oczekiwaniami ze bede do Mlodej wpadac codziennie po poludniu po pracy.
Ja wracam do domu miedzy 17 a 18 ( zakladajac ze lece prosto z pracy, bez zakupow itp), mloda idzie spac ok 19-20, wiec jak o 18 przychodze zawsze jest o tej 19 wycie i rozpacz,ze trzeba isc spac, zawsze jest,ale jak ja jestem - podwojne. Do siebie nie bardzo chce ja zabierac na noce, bo w mojej dziupli nie ma miejsca na lozko dla niej, i musiala byc spac ze mna, troche bez sensu zeby dziecko ktore jzu nauczylo sie spac we wlasnym lozku znow pakowac do wspolnego. A moze niepotrzebne te moje obawy? Moze lepiej zeby przychodzila na noc i spala ze mna, albo lepiej zebym z nia siedziala wieczorami, mimo podwojnego wycia.
A moze wystarcza wyluzowane kontakty w weekendy?

Edytor zaawansowany
  • mama_myszkina 17.10.11, 22:54
    Byłam w podobnej sytuacji.

    Moim zdaniem weekendy wystarczą.

    Mała ma swoją rodzinę, a Ty jesteś partnerką taty i fajną panią, ale nie ma sensu burzyć takiego stanu rzeczy.
  • kachape 17.10.11, 23:47
    a ja bez doświadczenia własnego, ale z podobną sytuacją w bliskiej rodzinie powiedziałabym tak: związek z osobą z dzieckiem to sprawa o wiele powazniejsza, niż związek bez dziecka... o czym wiadomo.i nie jest tak,że mała ma swoją rodzinę a to jest ktoś osobny.. tak mozna powiedzieć jak dzieciak ma 18 lat. a tu mówimy o dziecku i ta pani, to to jest osoba, która zamierza żyć z jej ojcem... chyba docelowo nie na zasadzie weekendów?
    i tu nie chodzi o pytanie czy codziennie mam wpadać czy nie, czy ma spać ze mną czy nie, tylko kim ja chcę być dla dziecka, co moje pojawienie się w zyciu jej ojca dla niej oznacza, kim ja jestem dla niej i czy to chcę na siebie wziąć. i czy chcę z nią spędzać czas a nie "radzic sobie z oczekiwaniem, że będę do niej codziennie wpadać"
    powodzenia!!! niełatwe to na pewno
  • mama_myszkina 18.10.11, 12:09
    Dopóki razem nie mieszkają, nie stanowią gospodarstwa domowego i w razie zerwania dziecko będzie miało traumę. Zasada jest taka, że dziecko powinno być chornione przez zranieniem. Czyli dopóki zwiazek nie jest długotrwały, stabilny, sprawdzony i nastawiony na wspólne życie itp lepiej nie doprowadzać do sytuacji, kiedy dziecko bardzo się z partnerką/partnerem rodzica zwiąże i wytworzą się zależności. Ta mała ma 5 lat, nie ejst nastolatką. Gdyby była, owszem, rozumiałaby dużo więcej. Ale nie rozumie i należy ją chronić.
  • Gość: tuszeani IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.10.11, 08:50
    A mnie, też bez własnego doświadczenia, wydaje się że to zależy od tego, jak Wasz związek jest poważny.

    Jeśli jesteście już pewni że chcecie być rodziną i jest to tylko kwestia czasu, to do Twojej rodziny wchodzi automatycznie też córka z całym dobrodziejstwem inwentarza. W takiej sytuacji będziesz już niebawem do pewnego stopnia zastępować jej Matkę i próbowałabym stopniowo wchodzić w tę rolę, dostosowując tempo na tym etapie raczej do potrzeb dziecka niż własnych.
    Ale jeśli jesteście jeszcze na wstępnym etapie związku na zasadzie "obwąchiwania" i nie wiecie jeszcze co dalej z Wami będzie, nie mieszałabym dziecku w głowie i starałabym się uniknąć sytuacji że Wasze ewentualnie rozstanie będzie dla niej kolejną traumą bo ona straci w ten sposób osobę którą obdarzyła zaufaniem i zaczęła traktować jak bliską sobie.

    Acha, mnie też zaniepokoiło sformułowanie o radzeniu sobie z oczekiwaniami, no chyba że jeszcze nie wiesz dobrze jakie są Twoje zamiary co do ojca dziewczynki (patrz przypadek drugi). Jeśli Wasz związek jest już dojrzały a Ty nadal tylko "radzisz sobie z oczekiwaniami" córki, poważnie zastanowiłabym się, czy to ma sens, bo bierzesz sobie nie samodzielnego faceta tylko tandem i Twoje zamiary wobec obu osób z tego tandemu powinny być spójne.
  • anula36 18.10.11, 09:18
    Funcjonujemy jako para od 4 mcy, we trojke od 6 tyg. Zwiazek powazny, natomiast dopoki mieszkamy jak mieszkamy ( a bedziemy tak mieszkac jeszcze przez kilka miesiecy) nie ma takiej opcji zebym funkcjonowala jako choc w jakiejs czesci matka, bo na to nie pozwola mi dziadkowie dziecka, dlatego nie lubie u nich przebywac bo przekroczylam juz pewien poziom "nalezenia do rodziny" i zaczely sie napominania i pojalanki co powinnam z dzieckiem robic, jak sie bawic itp. czyli to co namietnie serwuja synowi. Na razie zbywam je zartami,ale jestem przez to wkurzona i tak naprawde stad ta moja niechec do siedzenia tam wieczorami.
    Chodzilo mi o o oczekiwania OJCA DZIECKA - co do mlodej - jestem dla mniej jeszcze jedna z osob ktore sie nia opiekuje, poza dziadkami, ciocia ( siostra ojca), przyrodnia siostra. Srednio fajna pania bo ograniczam slodycze i kaze sprzatac zabawki:)
    Tez mialam na poczatku takie idealistyczne wizje ze jej zastapie matke,ale mloda ma przetrzen rodzinno - emocjonalna dosc dobrze zagospodarowana na dzien dzisiejszy i trudno tez wystepowac w roli mamusi bedac jednak osoba lekko z doskoku.
    To sie ma szanse zmienic gdybysmy mieszkali razem i mieli wspolne dziecko Takie sa zreszta plany) , wtedy z zalozenia jestem matka dla obojga tak samo, ale na to nam potrzeba jeszcze chwili na ogarniecie spraw mieszkaniowych.
  • verdana 18.10.11, 09:29
    Od czterech miesiecy? To za ktotko, aby być pewnym stałosci związku i funkcjonowac na zasadzie mamy. Na razie , poki nie będzie absolutnej pewnosci, że związek będzie absolutnie stały, powinnaś być dla dziecka wyłącznie miła ciocia, bez cienia zobowiązań. Bo może się okazać,z e dziecko będzie tracic po kolei wiele takich zastępczych matek.
    Czyli - spacer tak, zabieranie do domu nie. Napewno codzienne spotkania mogą okazać się fatalne, weekend wystarczy.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • mama_myszkina 18.10.11, 17:01
    Od czterech miesiecy? To za ktotko, aby być pewnym stałosci związku i funkcjonowac na zasadzie mamy. Na razie , poki nie będzie absolutnej pewnosci, że związek będzie absolutnie stały, powinnaś być dla dziecka wyłącznie miła ciocia, bez cienia zobowiązań. Bo może się okazać,z e dziecko będzie tracic po kolei wiele takich zastępczych matek.
    Czyli - spacer tak, zabieranie do domu nie. Napewno codzienne spotkania mogą okazać się fatalne, weekend wystarczy.


    Zgadzam się z powyższa wypowiedzią w 100%.

    Temat mam przerobiony 'empirycznie' i tez uważam, że dziecku nie nalezy fundować huśtawki emocjonalnej. Cztery miesiące to o wiele za krótko na rozpoczęcie pełnienia roli opiekunki dziecka. Gdyby córka miała lat 16, to może byłoby inaczej, ale ma 5 i nalezy być ostrożnym.
  • Gość: tuszeani IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.10.11, 09:38
    Mnie się też wydaje że 4 miesiące to jeszcze za wcześnie na zobowiązania wobec córki, choć oczywiście znam pary które się pobrały po takim czasie i są od lat znakomitym małżeństwem. Może tak będzie i z Wami ale może się też zdarzyć, że za kilka miesięcy chociażby nie zdzierżysz dłużej dziadków próbujących sterować synem.
    Myślę że jeśli ojciec rzeczywiście kocha swoją córkę, nie powinien mieć problemów ze zrozumieniem że na tym etapie dystans jest dla jej dobra a nie dla Twojej wygody.
  • anula36 18.10.11, 09:55
    Dziadkowie sa jacy sa i juz sie ich nie zmieni, chyle czola przed nimi ze przygadneli syna z wnuczka do niewielkiego mieszkania, zajeli sie 11 miesiecznym dzieckiem i wsparli syna w takiej sytuacji, a ze lubia rzadzic? Cos za cos, poza tym sa u siebie. Tego nie zmienimy, mozemy jedynei isc na swoje we trojke. I rzadzic sobie sami:)
    Licze na rozwiazanie nr 1 tzn ze przez najblizsze 50 lat bedzie dobrym malzenstwem:)
    Wiadomo, ze z milosci wiele glupst sie robi:) W sumie jakos samo sie ustawilo takie status quo ze wspolny czas dla nas to wieczor kiedy mala juz spi, i weekend - we trojke jak mamy oboje wolne, albo we dwojke jak moja druga polowa pracuje. Tylko czasami wlacza mi sie ten stereotyp " biednej malej sierotki" dla ktorej moznaby zrobic jeszcze cos wiecej:)

  • Gość: tuszeani IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.10.11, 10:03
    Życzę ziszczenia opcji nr 1 :)
    Skoro piszesz że te weekendy się już jakoś utarły to bym tego na razie nie rozszerzała bez wyraźnie awaryjnej sytuacji.
  • anula36 25.10.11, 16:44
    " Cztery miesiące to o wiele za krótko na rozpoczęcie pełnienia roli opiekunki dziecka".

    Gdzie i kiedy w takim razie zaczyna sie ta rola? Po slubie? Po zmieszkaniu razem? jednym i drugim?
    A jesli z jakichs powodow proces wspolnego zamieszkania sie przeciaga, np do roku czy dluzej?

    Chetnie poczytam takze przemyslenia na powyzsze tematy, cenie Wasze zdanie dziewczyny:)
  • Gość: tuszeani IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.10.11, 17:43
    Wydaje mi się że nie ma jednej odpowiedzi która by była właściwa dla wszystkich.

    Generalnie według mnie chodzi o jakiś moment kiedy dorośli zrobią coś co ich zwiąże na całe życie (w opcji tych co do grobowej deski) lub na długie lata (w opcji tych co traktują związek/małżeństwo mniej zobowiązująco). Dla jednych będzie to ślub, dla drugich zamieszkanie razem, dla trzecich może coś jeszcze innego.

    Te cztery miesiące są oczywiście umowne bo przecież po czterech miesiącach znajomości niektórzy też biorą ślub i wtedy nie ma dyskusji. Ja ich akurat uważam za mocnych ryzykantów ale to zupełnie inny temat ;) W sumie bardziej chodzi o coś takiego że związek ma swoje przypływy i odpływy, jeśli na fali przypływu podejmie się jakieś zobowiązania wobec dziecka to może się okazać że zanim się z delikwentem zwiążę na stałe, rozdzieli nas jakiś odpływ i będzie problem z tymi zobowiązaniami (dla dziecka przede wszystkim). Odpływ po związaniu to już inna bajka bo wtedy jakoś więcej jest motywacji żeby myśleć jak ten związek ratować a nie jak się pozbyć tego głąba ze swojego życia ;)

    Dla mnie (opcja do grobowej deski) byłby to chyba ślub bo okres narzeczeństwa pomimo złożonych deklaracji jednak służy między innymi ostatecznej weryfikacji decyzji zanim klamka zapadnie na dobre. I w tym czasie jakiś duży odpływ uzasadnia jeszcze rozstanie. W absolutnie wyjątkowej sytuacji kiedy dziecko ewidentnie i obiektywnie potrzebuje pomocy kobiety, rozważyłabym nieznaczne przyspieszenie tego.
  • spiacawdzien 26.10.11, 08:37
    "Gdzie i kiedy w takim razie zaczyna sie ta rola?"
    Przede wszystkim chyba od rozmów dorosłych i wspólnych planów.
    Od bardzo konkretnych ustaleń, nie na zasadzie "kochamy się, planujemy wspólną przyszłość."
    To muszą już być namacalne terminy, być może wstępne powiadomienie najbliższych (tu rodziców pana), to musi być oczywiste dla wszystkich nazwanie Ciebie jako partnerki? narzeczonej? przyszłej żony?.
    To właśnie zależy od tego co planujecie.
    Nic nie piszesz jak pan podchodzi do tych spraw, jak on widzi Twoje kontakty ze swoją córką.
    Przecież to z nim powinnaś porozmawiać zadając te same pytania co tu - na forum.
  • anula36 26.10.11, 09:37
    Napisalam w pierszym poscie moze niezbyt jasno ze pan ma oczekiwania takie, zebym teraz z mloda spedzala kazda wolna chwile, a ja sie skomasujemy we trojke w jednym lokalu ( chcemy to czasowo wycyrklowac tak zeby zbieglo sie mniej wiecej ze slubem) wskoczyla na caly etat w role mamy.Planujemy to wszystko dopiac do polowy przyszlego roku.
    Dla rodzicow sytuacja jest klarowna, w koncu spedzam tam kupe czasu, czasem nocuje, jezdze do nich do wiejskiego domku na wakacje.Sami podpuszczali mloda zeby mowila do mnie mamo, na szczescie syn im to szybko wybil z glowy.
    Z panem rozmawiam caly czas, zadaje pytania na forum bo ciekawi mnie spojrzenie innych osob na ta sprawe.
  • marianka_marianka 26.10.11, 10:43
    anula36 napisała:
    Tez mialam na poczatku takie idealistyczne wizje ze jej zastapie matke


    Nie rób tego.
    Dopóki nie zdecydujecie się na wspólne życie razem, nie "matkuj" obcemu dziecku.
    Bądź miłą ciocią, ale jednocześnie wymagaj tego, czego wymagałabyś od każdego dziecka z którym nawiązujesz bliższą znajomość. Przede wszystkim bądź wobec niej szczera, jeżeli coś ci się nie podoba, mów otwarcie. Dzieci na kilometr wyczuwają fałsz.
    Szczerze, to myślę że jesteście zbyt krótko razem, żeby poważnie planować przyszłość z cudzym dzieckiem. Daj sobie czas, dużo więcej czasu niż w przypadku związku bez obciążeń. Osobiście, nie wyobrażam sobie z taką lekkością planować ślub i wspólne życie, po 4 miesiącach znajomości, na dokładkę z pasierbicą w gratisie.
    Dodatkowo, musisz wiedzieć, że dziadkowie nie dadzą sobie odebrać palmy pierwszeństwa w wychowywaniu dziecka, sama piszesz o pierwszych sygnałach i nie łudź się, że to się zmieni, kiedy wyjdziesz za mąż. Ty jesteś obca, a oni są pierwszą i jedyną rodziną dziecka, zresztą mąż im na to przyzwolił, wprowadzając się z maluchem do rodziców. To są bardzo poważne zagrożenia, z którymi będziesz musiała się zmierzyć.
  • anula36 26.10.11, 12:03
    Idealistyczne wizje szybko wyprostowala rzeczywistosc:)

    Mam prawie 40 lat, moj (hehe) "chlopak" 40+, jestemy oboje w miare dojrzali, troche poobijani przez zycie oboje, juz wiemy co dla nas wazne, czego w zyciu chcemy, do tego chcemy miec jeszcze wspolne dziecko wiec paroletnie chodzenie, czy narzeczenstwo nie wchodzi w rachube.Czy to lekkosc? Moze. A moze po prostu szansa na szczescie dla wszystkich zainteresowanych.
    Nie mam potrzeby walki z dziadkami o palme pierwszenstwa, ani nie postrzegam ich jako zagrozenie, glownie dlatego ze generalnie zgadzam sie z ich metodami wychowawczymi i sama bym chciala miec tak poukladane i dobrze wychowane dziecko, jak mloda i pewnie nie raz do ich doswiadczen siegne przy wlasnym.Jak juz pisalam nie ludze sie ze dziadkowie sie zmienia, jedyne co my mozemy zmienic to miejsce zamieszkania.
    Nie potepiam tez mojego partnera za fakt, ze pracujac na 3 zmiany, takze w weekendy, zamiast fundowac dziecku karuzele opiekunek wprowadzil sie z rocznym dzieckiem, ktore samo mialo wtedy problemy ze zdrowiem, do wlasnych rodzicow, bo sama bym pewnie tak zrobila.

    W kazdym razie dzieki za wszystkie wypowiedzi, mam okazje spojrzec na to wszystko takze cudzymi oczami, a jak wiadomo z daleka widac wiecej:)
  • jagabaga92 26.10.11, 12:25
    Po 4 miesiącach znajomości z mężczyzną, córkę swojego partnera nazywasz pasierbicą? Pasierb/bica to dziecko męża/żony z poprzedniego małżeństwa tej osoby.

    --
    Teoria jest wtedy, kiedy wiemy wszystko, a nic nie działa. Praktyka jest wtedy, kiedy wszystko działa, a nikt nie wie dlaczego.
  • anula36 26.10.11, 12:35
    Pasierb/bica to dziecko męża/żony z poprzedniego małżeństwa tej osoby.
    Poza brakiem oficjalnej obraczki na palcu wszystko sie zgadza.A gdybysmy po 4 mcach znajomosci byli juz malzenstwem to by Cie pasierbica nie bulwersowala?
  • jagabaga92 26.10.11, 12:52
    anula36 napisała:

    A gdybysmy po 4 m
    > cach znajomosci byli juz malzenstwem to by Cie pasierbica nie bulwersowala?

    Nie;-)
    Ponieważ tej obrączki jeszcze nie ma, uważam że "matkowanie" w postaci poświęcania 5-latkowi dużej ilości czasu jest "niebezpieczna" dla tego dziecka. Życzę Wam zrealizowania planów o dalszym wspólnym życiu i szczęścia w późniejszym wspólnym pożyciu, ale póki co dziecko nie może sobie zbyt wiele obiecywać po Waszej 4-miesięcznej znajomości.

    --
    Teoria jest wtedy, kiedy wiemy wszystko, a nic nie działa. Praktyka jest wtedy, kiedy wszystko działa, a nikt nie wie dlaczego.
  • justyna_dabrowska 26.10.11, 12:47
    Myślę, że to pytanie jest postawione niefortunnie. Pani pyta o relacje z dzieckiem tak jakby chodziło o jakąs logistykę. A my mówimy o relacjach uczuciowych przecież. I to z nich mogą wynikac konsekwencje dla konkretnych działań a nie odwrotnie.

    Moje pierwsze pytanie dotyczy Pani relacji z tym mężczyzną i jego relacji z Panią. Czy wy wiecie, kim dla siebie jesteście? Kim dla siebie chcecie być? Jakie macie wobec siebie zamiary? Jak partner widzi Pani role w życiu córki?

    Skoro jest to wdowiec to rozumiem, że matka dziewczynki zmarła. Jak to się stało? Kiedy? jak dziecko przeżywa tę żałobę? Na jakim jest etapie? A partner? Czy rozstał się już z żona emocjonalnie?

    Panstwa związek jest krótki, obecnośc pani w życiu dziewczynki tez trwa bardzo krótko, radziłabym najpierw poznać dziecko, spróbowac się z nim zaprzyjaźnić, poznać jego potrzeby a dopiero potem zastanawiać ILE czasu macie razem spędzać.

    To wszystko sa bardzo wazne, podstawowe wręcz pytania a dopiero odpowiedź na nie pozwoli mysleć o tym co dalej z relacja wobec dziewczynki.

    I jeszcze napiszę o jednej sprawie, uprzedzam, że dość brutalnie - Pani NIE JEST mamą dziecka i nigdy nią nie będzie, może Pani być wspaniałą Anią -ukochaną Taty, opiekunką, podporą, powierniczką dziecka, ale nie mamą. Mamę dziecko ma - w pamięci, zapisaną w wewnętrznym świecie.

    pozdr
    jd
  • mamapodziomka 26.10.11, 15:28
    Hmmm, tez wydaje mi sie, ze 4 miesiace to jeszcze troche za krotko na to, zeby nawiazywac az tak gleboka wiez z dzieckiem, lepiej troche poczekac i lepiej robic to stopniowo i powoli, tym bardziej ze jak sama piszesz, sama tez sobie musisz przepracowac temat w kontekscie wczesniejszego leczenia nieplodnosci.

    Natomiast nie wiem czy zgadzam sie z kategoryczna opinia pani ekspert o tym, ze matka nie zostaniesz nigdy. Jesli dobrze odczytuje, dziecko mialo 11 miesiecy, kiedy matka zniknela, a ojciec przeprowadzil sie do rodzicow. Moze oczywiscie byc tak, ze mala ma wewnterzny obraz matki i nie potrzebuje tej roli nikim innym obsadzac, tego naturalnie wykluczyc nie mozna. Natomiast nie mozna, moim zdaniem, wykluczyc tez tego, ze mala ma w tym miejscu ogromna potrzebe i bedzie sie starala te role jak najszybciej obsadzic (tym bardziej jesli piszsesz, ze ma problem z twoim znikaniem wieczorem, nie chce zebys wracala do domu, chce z toba byc). Natomiast moze tez byc, ze ona ten obraz matki ma totalnie nierealistyczny i bedzie troche zgrzytalo, bo w sumie skad ona ma wiedziec co to takiego ta mama? Ze sporadycznych wizyt u kolezanek?

    U mojej corki byla sytuacja odwrotna jej biologiczny ojciec zniknal gdy miala rok, a nekst pojawil sie gdy miala troche ponad trzy. Wczesniej juz zauwazyla, ze inne dzieci maja tatusiow, a ona nie (oczywiscie tlumaczylam jej, ze ojca ma, tylko nie moze sie nia zajmowac, ale mala i tak widziala roznice miedzy dziecmi, gdzie ojciec byl obecny, a nia sama). Kiedy nekst sie wprowadzil natychmiast go "utatusila" (po okolo miesiacu ostrego buntu, bo ten tez byl, zeby nie bylo wszystko za rozowe), poczatkowo staralam sie troche to tempo zwolnic, zniechecac ja do mowienia do neksta "tato", ale im wiekszy moj opor tym bardziej mloda parla do przodu, wiec odpuscilam. Piec lat pozniej jestesmy po pierwszych badaniach psychologicznych do adopcji i wg. psychologa wiez rodzicielska w tym przypadku jak najbardziej istnieje. Dodam jednak, ze dla neksta to szalencze tempo bylo za szybkie, on za mloda nie nadazal i mial z tym problemy, ale na szczescie jakos udalo sie to poukladac i w koncu tez za mloda dotarl do celu ;))))
  • anula36 26.10.11, 22:24
    90% odpowiedzi na powyzsze pytania znajduje sie w moich poprzednich postach.Pozostale 10% to temat na priv, nie forum publiczne.
  • anula36 26.10.11, 23:11
    Dodam jednak, ze dla neksta to szalencze tempo bylo za szybkie, on za mloda nie nadazal i mial z tym problemy, ale na szczescie jakos udalo sie to poukladac i w koncu tez za mloda dotarl do celu ;))))

    No dokladnie mam to samo! Momentami nie nadazam:) Zwlaszcza ze nie bylo na kim przetrenowac;) A moja Mloda ma potrzeby jak Twoja corka - nawet jesli na 100% nie jest w stanie okreslic co to znaczy mama, czy miec mame- choc z drugiej strony bywamy duzo u znajomych gdzie sa oboje rodzice + dzieci wiec jakies tam pojecie ma, ewidentnie mnie juz do tej roli " adoptowala", chwali sie ze bede jej mama, mnie tez o to juz pytala, oraz czy wezme tate za meza, w zasadzie co dzien to jakies pytanie z tej beczki. I tego sie chyba tak naprawde najbardziej boje, tych pytan, oczekiwan i tego ze ich nie spelnie i jakos tam mloda zranie czy skrzywdze, nie odejsciem z tej rodziny, bo tego wbrew sceptykom, nie przewiduje, tylko raczej czyms co bede robic w niej bedac, a reszta to tylko taka pozorna zaslona dymna.
    Dzieki za tego posta Mamapodziomka:)

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.