• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego

kary i nagrody - przedszkolak Dodaj do ulubionych

  • 12.11.11, 15:41
    Witam,

    córka ma ponad 4 latka. Od kilku miesięcy w jej pokoju wisi korkowa tablica, na której pod koniec każdego dnia przypinamy uśmiechniętą, bądź smutną buźkę. Niekiedy znaczek jest takim jakby ogólnym podsumowaniem dnia, a niekiedy (rzadziej) jest przypinany za poszczególne zachowanie, w jakiś sposób bardzo wyróżniające się (zarówno dobre - przypuśćmy nie proszona posprząta swój pokój, jak i złe - pobije młodszego brata).
    Po uzbieraniu 5 uśmiechniętych buziek jest nagroda (drobna zabawka, nowe farby, czasem ulubiony słodycz, kino itd). Po uzbieraniu 5 smutnych buziek jest kara. I tu mam problem. Zazwyczaj jest to dzień bez dobranocki i bez czytania książeczek (czytamy ok pół godziny dziennie). Pytanie jest takie, czy jest sens karcić dziecko za wydarzenia, które miały miejsce od 5 do 1 dni wcześniej (czyli po uzbieraniu 5 smutnych buziek)? Jeśli nie, to będę wdzięczna za podsunięcie pomysłu co robić, żeby nie karcić diecka co 5 minut? Rozmawiać? Rozmawiam. Jak ekzekwować poprawne (celowo nie piszę dobre) zachowanie? Sysytem nagród bardzo ją motywuje, ale nie może chyba być tak, że nagrodę dostaje po uzbieraniu 5 znaczków, a karę po każdym jednym. Ponadto bardzo boję się, że dziecko zacznie wiązać poprawne zachowanie z nagrodą, zamiast uczyć się, że jest to norma, za którą raczej nie dostaje się prezentów. Same pochwały jednak niestety nie skutkują...
    Ponadto mam poważne wątpliwości, czy dobrym pomysłem jest za każdym razem, gdy nie mogę się czegoś doprosić lub gdy nie da się bez płaczu wyjść z placu zabaw "straszyć" ją złym znaczkiem. O zbieraniu znaczków słyszałam kiedyś w radio od jakiegoś psychologa dziecięcego.
    Proszę Panią o opinię i sugestie.
    Zaawansowany formularz
    • 12.11.11, 16:19
      Czyli innymi slowy, potrafisz ukarać czterolatka za to, cozrobilo pięć dni temu, nawet jeśli tego wiecej nie powtórzyło? Litosci... Jeśli karzesz za byle przewinienia, to nie ma szans na poprawę, nie warto. Dzieco nie ma szans na poprawienie się, bo i tak zostanie ukarane.
      Co nalezy zrobić? Wyrzucić tablicę do smieci, nie karać dziecka za drobiazgi - najwyżej powiedzieć "nie rób tak", nie nagradzać za drobiazgi i wychowywać, a nie tresować.
      Wychowanie polega m.in. na przymykaniu czasem oczu, na tym, ze karę dostaje dziecko za zachowanie naprawdę powazne, a nie "co pięć minut".
      Z placu zabaw należy wyjść biorąc ryczace dziecko pod pachę.
      --
      Mops i kot

      img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
    • 12.11.11, 16:39
      Istnieje dośc powszechna opinia że ani kara ani nagroda nie jest najlepszym
      sposobem wychowania.
      Nagroda staje się motywacja do działania, do dobrego zachowania, do
      posłuszeństwa.
      A co się dzieje kiedy nie ma nagrody ?
      Podobnie z kara. Nie można używać kary jako motywacji do działania,
      dobrego zachowania bo co będzie kiedy kary nie ma.
      Starsze dziecko przestaje działać pod wpływem kary i nagrody i co wówczas ?
      Czasem jest tak że wszystko czego dziecko się nauczyło jest stracone, bo nie
      ma motywacji a czasem próbuje wszystko kontrolować, być perfekcyjne, albo
      zdyscyplinowane kosztem elastyczności, otwartości i skuteczności.
      Serdeczne pozdrowienia.

    • 12.11.11, 17:34
      Tablicę wyrzucić i przestać tresować dziecko. Zamiast tego zacząć traktować córkę jak człowieka. Podstawowa zasada: traktuj dziecko tak, jakbyś sama chciała być traktowana. Wyobrażasz sobie, że ktoś mógłby na każdym kroku cię oceniać? Jak byś się czuła?
      Kary i nagrody są w wychowaniu potrzebne baardzo rzadko, w przypadku zachowań ekstremalnych. Sama widzisz, że metoda nie jest dobra:
      "Ponadto bardzo boję się, że dziecko zacznie wiązać poprawne zachowanie z nagrodą, zamiast uczyć się, że jest to norma, za którą raczej nie dostaje się prezentów. Same pochwały jednak niestety nie skutkują.."
      Pochwały nie skutkują - bo efekt jest nie od razu. Trzeba poczekać na efekty. Poza tym każdy człowiek jest tylko człowiekiem i ma swoje złe zachowania niezależnie od tego, czy "jest dobrze wychowany" czy nie. Jeśli chodzi o nagrodę, to ona całkowicie zmienia cel działania. Zamiast np. posprzątać by było czysto, dziecko sprząta dla bajki...
      Podobnie jest karami. Nie jest dobrze, gdy dziecko unika złych zachowań z obawy przed karą. Bo gdy "bata nad głową" zabraknie, możemy się zdziwić.
      Ja uczę myślenia i współpracy, uczę na własnym przykładzie. Daję też dziecku popełniać błędy. Dziecko wie co jest dobre, a co złe, bo mu mówię np. zdenerwowałam się na ciebie/bardzo mi się podobało, co zrobiłeś. Takie komunikaty wystarczają w wielu przypadkach. Zdaję sobie też sprawę, że nawet najgrzeczniejsze dziecko ma prawo do złego dnia i nie czepiam się tego w nieskończoność. Gdy coś mi się nie spodoba - reaguję od razu. Mówię co mnie zdenerwowało i dlaczego. W krótkich, prostych słowach.
      W kwestii wyjścia z placu zabaw - nastawiasz minutnik i informujesz o tym córkę. Albo mówisz: zjedź jeszcze 3 razy ze zjeżdżalni i idziemy. Zawsze informuj z wyprzedzeniem, pozwól dziecku dokończyć zabawę.
      Wychowywać nie da się na skróty i nie licz, że efekty będą bardzo szybko. Kary i nagrody dają szybki efekt, ale jest to efekt pozorny, bo nie uczą myślenia i odpowiedzialności za własne czyny.
    • 12.11.11, 21:03
      dolores113 napisała:

      > I tu mam problem. Zazwyczaj jest to dzień bez dobranocki i bez czytania książe
      > czek (czytamy ok pół godziny dziennie). Pytanie jest takie, czy jest sens karci
      > ć dziecko za wydarzenia, które miały miejsce od 5 do 1 dni wcześniej
      Uważam to za absolutnie bezsensowne, szczególnie w tym wieku. Prawdę mówiąc zupełnie nie pojmuję i nie akceptuję tego typu "systemów wychowawczych".

      > Jeśli nie, to będę wdzięczna za podsunięcie pomy
      > słu co robić, żeby nie karcić diecka co 5 minut?
      A za co własciwie masz ochotę ją karać?

      > Sysytem nagród bardzo ją motywuje
      Słuchaj. Czy chcesz, żeby dziecko się zachowywało poprawnie tylko dlatego, że dostanie nagrodę lub uniknie kary? Czy nie boisz się, że w sytuacji, gdy wie, że nie ma szansy na nagrodę ewentualnie, że się nie wyda i kary nie będzie, motywacja będzie na poziomie zero?

      > Same pochwały jednak niestety nie skutkują..
      Podejrzewam, że oczekujesz wyników natychmiast, a to raczej tak nie działa.

      --
      JoShiMa

      Na świecie nie ma innych zjawisk, poza zjawiskami fizycznymi.
      • 14.11.11, 18:00
        > Sysytem nagród bardzo ją motywuje
        Słuchaj. Czy chcesz, żeby dziecko się zachowywało poprawnie tylko dlatego, że dostanie nagrodę lub uniknie kary? Czy nie boisz się, że w sytuacji, gdy wie, że nie ma szansy na nagrodę ewentualnie, że się nie wyda i kary nie będzie, motywacja będzie na poziomie zero?


        O to to! Tak się wychowuje oportunistów i osoby z moralnością zewnętrzną. W momencie, kiedy kara/nagroda wydaje się mało prawdopodobna, motywacja równa sie zeru.

        Poza tym, tak się składa, ze hobbystycznie zajmuję się rehabilitacją psów. Obecnie metody skinnerowskie robią furorę w szkoleniu psów. Wychowuje się wiec psy, które owszem słuchają, ale tylko jeśli 1.jest szansa na ciasteczko 2.ciasteczko jest bardziej ekscytujace niż inne zachowanie, na przykład gonienie samochodu

        Te metody przynosza opłakane skutki i sporo psów jest usypianych, bo 1. więź z właścicielem jest nikła albo jej nie ma (właściciel to automat do smakołyków) 2. ciasteczko okazuje się mniej pożądane niż na przykład pogryzienie innego psa, pogoń za samochodem czy skoczenie na przechodzące obok dziecko i psy zachowują sie fatalnie.

        Skoro te metody nawet u psów nie odnoszą długofalowych rezultatów (albo odnoszą, alebo niepożądane), dlaczego chcesz w ten psosób wychowywac dziecko?
    • Gość: z daleka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.11.11, 21:18
      tak mi się moje dzieciństwo przypomniało.
      pamiętam jak miałam 4-5 lat dostawałam ochrzan i/lub umoralniająca rozmowę dlaczego jestem niezadowolona i to okazuje np płaczem. Gdy byłam starszą dziewczynką : 9-11 lat; mama mnie opierniczała, że płaczę.
      Pod koniec szkoły podstawowej pamiętam taka rozmowę:
      rodzice o coś na mnie nakrzyczeli - niezrobione zadanie, zła ocena nie pamiętam. Pamiętam, ze się rozpłakałam a mama powiedziała, ze mam natychmiast przestać płakać. Zapytałam, czy to wszystko czego ode mnie dzisiaj chce i czy mogę iść spać. Mama powiedziała, ze tak. Więc poszłam do łóżka i płakałam chyba z godzinę. Weszła mama i dalej na mnie wrzeszczy, że ja płacze :
      I wtedy przyszło na mnie opamiętanie, powiedziałam krótko:
      Mogę płakać cicho , jak ci to przeszkadza, ale to moje łzy i moja sprawa. I jak ci się nie podobam jak płacze to mnie zostaw w moim łóżku i pokoju sama, bo to moja sprawa.

      Drogie mamy - nie są to najlepsze wspomnienia jakie mam z dzieciństwa.
      Nie wspominam źle, że zabraniano mi robić rożnych rzeczy, ale że dostawałam opiernicz , za to że płacze po prawie pół wieku nadal pamiętam.


      • 12.11.11, 22:31
        Droga "z daleka". Przykro mi, że masz takie wspomnienia z dzieciństwa. Nie widzę jednak analogii między sytuacjami opisanymi przez Ciebie, a naszą relacją z córką. Nigdy jej łzy, płacz nie były nam obojętne. Nigdy nam nie przeszkadzały, nigdy tego nie krytykowaliśmy, nie zabranialiśmy płakać. Jest płacz i jest histeria. Gdy dziecko płacze, bo nie chce iść do przedszkola zawsze przytulę, wyściskam, obiecam, że przyjdę, wspólnie zastanawiamy się, czy już np Natalka i Krzysio dotarli do sali.
        Ale gdy dziecko rzuca we mnie butami i pluje wrzeszcząc, że nie pójdzie do lekarza, bądź na leżąco wymusza w sklepie Kinderniespodziankę, uważam, że nie wystarczy powiedzieć "nie rób tego", a już na pewno nie rozczulać się nad jej łzami... Wybacz...
    • 12.11.11, 22:11
      Drogie Mamy, a szczególnie Ty, Verdano.
      Czytam: "Jeśli karzesz za byle przewinienia, to nie ma szans na poprawę, nie warto. Dziecko nie ma szans na poprawienie się, bo i tak zostanie ukarane."
      Skąd wniosek, że karcę za byle przewinienie? Dziecko jest przez nas szanowane, zna swoje prawa, ma poczucie własnej wartości, nie jest TRESOWANE. Dużo rozmawiamy. Zarówno o pozytywnych, jak i negatywnych zachowaniach. Nie tylko jej, ale i NASZYCH. Wielokrotnie zdarza nam się przeprosić córkę. Mówimy, co było dziś "fajne", a co powinno wyglądać inaczej, co można było zrobić lepiej.
      To nie jest tak, że dziecko "nie ma szans na poprawienie się, bo i tak zostanie ukarane". Takich szans dziecko ma bardzo dużo. Zawsze wielokrotnie otrzymuje ode mnie jasny komunikat co do swojego zachowania. Wielokrotnie mówię zarówno "nie rób tego" (co mi proponujesz, Verdano, jako jedno z rozwiązań), jak i informuję, że" jestem zdnerwowana", "nie podoba mi się to", co z kolei jest Twoją, Ruslanko, radą. Staram się nie krzyczeć, nigdy jej nie uderzyłam (mąż również). Otrzymuje dużo motywacyjnych pochwał. W domu są stałe zasady, a rytm dnia w miarę uregulowany. Stałe godziny snu, posiłków, kąpieli.
      Dziecko również nie otrzymuje nagród za drobiazgi, Verdano. Za drobiazgi zawsze jest pochwała (również przed tatą, jak przyjdzie z pracy, czy przed babcią przez telefon). Za drobiazgi są też przytulasy, całusy itd. (co nie znaczy, ze nie ma ich również spontanicznie, bez powodu - bo pewnie zaraz i to przeczytam)
      Znaczki są przypinane, albo po "dobrych" dniach, gdy naprawdę widać, że córka się starała, albo po wyjątkowych wydarzeniach np posprzątanie pokoju z własnej woli. Piszecie, że dziecko powinno sprzątać po to, żeby było czysto,a nie po to, żeby dostać uśmiechniętą buzię. Czy naprawdę myślicie, że nie dajemy jej jasnego komunikatu po co się sprząta, je, chodzi do lekarza? Ona wie, ale się buntuje, złości. Ok, można ją zostawić w tym bałaganie, ale na jak długo? Nie chcesz to nie sprzątaj, będziesz żyła w bałaganie. Ok. Ale wiecie jak wygląda jej pokój po 2 tygodniach nie sprzątania przez nią, ani przeze mnie? Na niej nie robi to wrażenia.
      Buzie smutne dostaje albo po wyjątkowo awanturniczych dniach, albo po wyjątkowych wydarzeniach, które nie mogą być tolerowane np pobicie brata (rok i 9 miesięcy).
      Piszesz, Verdano, o przymykaniu oczu. Myślisz, że tego nie robie? Myślisz, ze stoję jak żandarm przed szeregowym i tylko czekam, kiedy by tu ukarać, kiedy przypiąć zły znaczek, kiedy okazać władzę? Przymknięć oczu jest dużo, granic tolerancji i uwzględniania złego dnia dziecka, czy specyfiki wieku również dużo. Uwierzcie, że nie każde dziecko jest podręcznikowe i nie przy każdym dziecku podręcznikowy model wychowania daje podręcznikowy skutek.
      Oczywiście, że wiem, że na dłuższą metę nagrody i kary nie zdają egzaminu, bo w końcu kiedyś nagród zabraknie. I wyobraźcie sobie, że i o tym z nią rozmawiam. Jak wprowadziliśmy tablicę mówiłam jej, że PRZEZ JAKIŚ CZAS będziemy zbierać dobre i złe znaczki, a za nie nagrody i kary, żeby to pomogło jej nauczyć się wybierać dobre zachowania, a ograniczać złe.
      Odnośnie palcu zabaw, nie uważam, Verdano, żeby wynoszenie pod pachą czterolatka było szczęśliwym rozwiązaniem:
      Takie wynoszenie przez mamę w obecności innych dzieci jest dla wynoszonego dziecka upokorzeniem. Ponadto dziecko waży 18 kilo, ja jestem po operacji, a mam jeszcze w wózku malucha.
      Czy Twoim zdaniem mam też wnosić pod pachą dziecko do kąpieli bądź do gabinetu lekarskiego?
      Minutnik (nie dosłownie, ale wspólne liczenie do 20), czy też wspomniane 3 zjazdy ze zjeżdżalni nie skutkują. Zaczyna uciekać na drugi koniec placu zabaw badź histeryzować (często na leżąco).

      Przykład z ostatnich dni. Córka wspina się na taboret, żeby sięgnąć do najwyższej szafki w kuchni, w której są słodycze. Mówię :zejdź, słodycze jemy po obiedzie.
      Smieje się i kontynuuje. Proszę nie wchodzić na krzesło i nie wyjmować słodyczy. Udaje, że nie słyszy. Zdejmuję ją z krzesła i powtarzam, patrząc w oczy, że nie jemy słodyczy przed obiadem, oraz nie wchodzimy na taboret. Histeria i rzucanie zdjętymi przed chwilą kapciami. Proponuję, żeby krzyczała (jeśli musi) w pokoju obok, bo mi ten hałas przeszkadza. Nasilenie decybeli, plucie.
      Wychodzę na chwilę do toalety. Wracam, dziecko stoi na krześle z ciastkiem w buzi.
      Kochane, mam kontynuować komunikat "nie rób tak", "jestem zdenerwowana"? przymknąć oko bo i my dorośli mamy zachcianki? Przecież ona wielokrotnie prowokuje, sprawdza granice. Jest chyba różnica między buntem dwulatka (właśnie przechodzi go synek), kiedy to dużo więcej się "wybacza" niż buntem czterolatka, od którego już chyba więcej można wymagać.
      Tak więc podczas takich akcji (jest ich sporo stąd mój cudzysłów o karaniu co 5 minut) jest najpierw prośba o uspokojenie, potem ostrzeżenie (nawet kilka), a następnie na tablicy ląduje odpowiedni znaczek. Córka zawsze wie, za co go dostała. Nawet jak uzbiera ich 5 zazwyczaj pamięta, jakiego zachowania są skutkiem. Jeśli nie, to przypominam i rozmawiamy o tym.
      Nie oszukujmy się, my dorośli też troszkę funkcjonujemy motywacyjnym systemem "kar i nagród" Choć ani to dosłowne kary, ani nagrody. Szóstki/jedynki/nagana w szkole (niby nie uczymy się dla ocen, ale...), premie, bądź ich brak w pracy, albo pochwała przełożonego itd...
      Oczywiście nadal mam wątpliwości co do tej metody, stąd wątek i chęć przeczytania opinii psychologa.
      Przepraszam za dłużyznę, ale wolałam wyjaśnić.
      • 12.11.11, 22:32
        Jeśli chodzi o sprzątanie, to pomiędzy opcją "kara za nieposprzątanie/nagroda za posprzątanie" a zostawieniem dziecka w bałaganie do jutra jest posprzątanie razem z dzieckiem. Dla czterolatka samodzielne posprzątanie zabawek to jakiś kosmos.
        Jak moje dziecko nie chciało sprzątnąć, nawet razem ze mną, to zazwyczaj nie wolno mu rozpocząć następnej zabawy. Nie jest to kara.
        Piszesz, że czterolatka to nie dwulatka i więcej się wymaga. Myślę, że mając młodsze dziecko traktujesz starszą jak "już dużą" i wymagasz od niej za dużo. Tzn. wymagać trzeba i warto, ale czasem warto odpuścić, sprzątanie też. Przykład z koniem: jeżeli jedziesz na koniu i cały czas go ciągniesz za wodze, to on się znieczula i ma to gdzieś. Dlatego poluzowujemy.
        Liczenie do 20 przy wyjściu z placu zabaw to jest za mało. Celem minutnika jest pozwolenie dziecku na jeszcze trochę zabawy. W ciągu 20 sekund spędzonych na liczeniu zabawy nie ma. Ja nastawiałam minutnik na 10 minut już jak młody miał 2 lata i to działało. Po jakimś czasie zaczął wychodzić z placu jeszcze przed sygnałem.
        Za sytuację ze słodyczami zastosowałabym karę w postaci braku słodyczy np. przez tydzień.
        Jeżeli uważasz, że córka jest wyjątkowo trudna, to wybierz się z nią do psychologa. Forumowicze polecają też książkę Rodzeństwo bez rywalizacji. Być może wiele z jej zachowań wynika z zazdrości o brata. Córka chodzi do przedszkola?
        • 12.11.11, 23:07
          rulsanka napisała:

          > Jeśli chodzi o sprzątanie, to pomiędzy opcją "kara za nieposprzątanie/nagroda z
          > a posprzątanie" a zostawieniem dziecka w bałaganie do jutra jest posprzątanie r
          > azem z dzieckiem. Dla czterolatka samodzielne posprzątanie zabawek to jakiś kos
          > mos.

          Ależ oczywiście, że to kosmos, ale wyobraź sobie, że ona czasami sama inicjuje ten kosmos i porywa się na samodzielne posprzątanie pokoju (oczywiście jest to sprzątanie na miarę czterolatka, czyli zamaiatanie tzw śmieci pod tzw dywan :-) Wtedy są wielkie brawa, fajerwerki i uśmiechnięta buzia na tablicy. Na co dzień, zawsze przed kąpielą porządkujemy jej pokój wspólnie. Albo ja z nią, albo mąż. Oczywiście nie pedantycznie, normalne odkłądanie rzeczy na miejsce. Problem w tym, że ona nie chce się włączyć. Nie mogę zakazać jej kolejnej zabawy zanim nie uporządkuje po pierwszej, bo często jest tak, że jestem w drugim końcu mieszkania i robię co innego. Przypominam mam drugie, malutkie, dziecko, prowadzę dom. Porządkowanie jest raz dziennie, pod wieczór.

          > Piszesz, że czterolatka to nie dwulatka i więcej się wymaga. Myślę, że mając mł
          > odsze dziecko traktujesz starszą jak "już dużą" i wymagasz od niej za dużo.

          Oczywiście, że może tak być, że wymagam od niej za dużo, choć w moim odczuciu bardzo się staram tego nie robić. Trudno jest mi ocenić samą siebie. Natomiast nadal utrzymuję, że większe pole manewru (szerszy wachlarz możliwości, choćby komunikacji werbalnej) mamy przy buncie czterolatka niż przy dwulatka

          > . wymagać trzeba i warto, ale czasem warto odpuścić, sprzątanie też. Przykład z
          > koniem: jeżeli jedziesz na koniu i cały czas go ciągniesz za wodze, to on się
          > znieczula i ma to gdzieś. Dlatego poluzowujemy.

          Pisałam wcześniej, że naprawdę przymykam oko. Moje dziecko nie jest na smyczy:-)

          > Liczenie do 20 przy wyjściu z placu zabaw to jest za mało. Celem minutnika jest
          > pozwolenie dziecku na jeszcze trochę zabawy. W ciągu 20 sekund spędzonych na l
          > iczeniu zabawy nie ma. Ja nastawiałam minutnik na 10 minut już jak młody miał 2
          > lata i to działało. Po jakimś czasie zaczął wychodzić z placu jeszcze przed sy
          > gnałem.

          Nie sprecyzowałam. Najpierw mówię: niedługo kończymy zabawę i wracamy. Dopiero potem wspólnie liczymy. Liczy chętnie, potem ucieka. Może i minutnik to jakieś rozwiązanie. Spróbuję na wiosnę.

          > Za sytuację ze słodyczami zastosowałabym karę w postaci braku słodyczy np. prze
          > z tydzień.

          Musiałabym i maluchowi przez tydzień nie dać biszkopta w łapkę. Inaczej będzie zazdrosna i jeszcze bardziej rozżalona, ale może się mylę

          > Jeżeli uważasz, że córka jest wyjątkowo trudna, to wybierz się z nią do psychol
          > oga.

          Rozmawiałam luźno z psychologiem w jej przedszkolu (tak, chodzi). Nie widzi większego problemu. Plucie, rzucanie butami, brzydkie słowa to ewidentnie kopiowanie zachowań dzieci.
          Problem może tkwić w tym, że przez pierwsze 3 lata jej życia mieszkaliśmy w Niemczech. Tam chodziła do ichniejszego żłobko-przedszkola (Kinderkrippe), gdzie stosowano zupełnie inne metody wychowawcze. Ogromny nacisk na autonomię dziecka. Zawsze mogła odejść np od zabawy w kółku i pość rysować, badź poczęstować się owocem/jogurtem. Zawsze, gdy miała ochotę mogła pójść na godzinkę do innej (młodszej/starszej) grupy. Generalnie tam dzieci raczej robiły to, na co mają ochotę (pod warunkiem, że było to bezpieczne i nie zakłócało zbyt mocno rytmu, czy planu działania w danym momencie). Tu, u nas jest inaczej.
          Oczywiście pojawienie się brata na świecie na pewno też nie jest bez wpływu, tym bardziej, że z maluchem leżałam 3 ostatnie miesiące ciąży w szpitalu pod kroplówką, a dwuletnią wówczas córką opiekował się mąż na zmianę z moją ciocią, która specjalnie wtedy do nas przyleciała. W jej odczuciu braciszek zabrał jej mamę, jeszcze zanim się urodził. Mnóstwo wysiłku po porodzie włożyliśmy w okazywanie jej miłości, ale oczywiście maluch nadal jest intruzem.

          Pozdrawiam
          • 13.11.11, 00:46
            > Musiałabym i maluchowi przez tydzień nie dać biszkopta w łapkę. Inaczej będzie zazdrosna i jeszcze bardziej rozżalona, ale może się mylę <
            No i właśnie na tym polega kara...
            Poza tym myślę, że maluch nie zauważyłby braku biszkopta, a będzie to z korzyścią dla jego zdrowia :) U mnie słodycze bywają, ale nieregularnie, więc nikt się do nich nie przyzwyczaja i nie płacze, że nie ma :)
      • 12.11.11, 22:36
        Karcisz za coś absolutnie niewybaczalnego, na przyklad uderzenie mamy, , ale nie od razu, tylko po kilku dniach, gdy dziecko zachowało sie źle z zupełnie innego powodu(pocięło nożyczkami firankę i to był piąte przewinienie, więc kara się należy, tak? przez cztery dni dziecko starało sie poprawić w tym pierwszym wypadku, nawet bardzo złe mamy nie uderzyło. Ale i tak zostanie za to ukarane... Bo nie ma sily, małe dziecko wczesniej czy później cos przeskrobie, nie warto wiec starać sie nie popełniać konkretnego wykroczenia.
        Czy uderzy mamę pięć razy, czy będzie się starało tego nie robić, a "wpadnie" na czym innym - dla dziecka jest w tym wypadku obojętne. Czego to uczy dziecko?
        Wychowywanie dziecka metoda kar i nagród, sumowanych matematycznie to tresura, neizaleznie od rozmowy.
        Poza tym wydaje mi się,z e o wiele za dużo tych rozmow i podsumowań. Omawianie całego dnia pod katem zachowania oznacza, ze dziecko jest stale oceniane. A nie powinno być.
        Przytulanie, pochwała to też nagroda. Może po prostu nie oceniać pozytywnie lub negatywnie kazdego drobiazgu? Czy całujesz i przytulasz w formie nagrody, a nie po prostu, za nic? Gdy jest niegrzeczne, a Tobie zrobi się żal?
        Małe dziecko, które pobilo brata ma być uklarane natychmiast. A nie ukarane w ten sposób, ze dowód winy wisi na ścianie parę dni. "Niech noc nie zachodzi nad gniewem Twoim" mowi Biblia, całkiem niegłupio. A u Was dziecko nie ma szans na zaczynanie kolejnego dnia z czystym kontem - jej niegrzeczność jest spisywana i przypominana stale...
        Chcialabyś, aby cos, co ci się nie udało wisiało w Twoim pokoju na ścianie , tak, abyś nie mogła o tym zapomnieć? Watpię.
        W opisanej przez Ciebie scenie masz po prostu podnieść głos, zamiast po raz kolejny tłumaczyć, ze "nie wolno". Mozesz też ukarać córkę od razu, a nie po pięciu dniach, gdy na przyklad nie wróci na wołanie... Bo nie da sie nauczyć tak małego dziecka niczego, sumując kary za różne przewinienia. To nie jest recydywista...
        Jak widać to co robisz absolutnie nie skutkuje, co też warto zauwaźyć. przeciwnie, dziecko jest tak niegrzeczne, zę jak twierdzisz, trzeba je upominać co pieć minut.
        I czterolatek, nawet posiadający mlodsze rodzeństwo to jeszcze ciagle bardzo małe dziecko. O czym chyba zapominasz.
        Piszesz o szóstkach w pracy i premiach w szkole,. Tak, tak własnie motywuje się ludzi w instytucjach, zazwyczaj niezbyt przyjaznych, w instytujach, gdzie konkretny uczeń czy pracownik jest jednym z wielu i nikomu na nim szczególnie nie zależy. Dom rodzinnny powinien chyba różnić się od instytucji, do których ludzie chodzą bez szczególnego entuzjazmu. Zdecydownie lepiej na dziecko nakrzyczeć, kiedy jest ku temu powód niż na zimno ukarac po paru dniach. To pierwsze jest naturalną formą kontaktów, to drugie - odhumanizowanym regulaminem, dobrym w instytucjach zamknietych, nie w rodzinie.



        --
        Mops i kot

        img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
        • 12.11.11, 23:59

          Bardzo się, Verdano, upierasz przy tresurze i mam wrażenie, że chyba sprawiłoby Ci satysfakcję, gdybym w końcu się zgodziła na przypięcie przez Ciebie etykietki znieczulonej matki komendanta.
          Widzisz, to nie jest tak, że za bicie brata (mnie nie bije, nie pisałam o tym) kara jest za 5 dni, a na bieżąco nie ma reakcji. Po pierwsze zawsze w poważnych sytuacjach (właśnie bicie, czy opisana historia ze słodyczami) podnoszę głos, proszę, żeby usiadła na 3 minuty na kanapie, a następnie przeprosiła brata. Samo otrzymanie "złego znaczka" jest już w pewnym sensie karą. Myślisz, że jest jej to obojętne. Tzw kara po 5 złych znaczkach jest raczej karą symboliczną. Po prostu nie ogląda tego dnia dobranocki (swoją drogą raz na jakiś czas warto nie oglądać telewizji i się zdetoksykować). Ona nawet specjalnie nie protestuje. Wie, że dziś jest dzień bez dobranocki i zazwyczaj wtedy organizuje sobie jakieś prace plastyczne (uwielbia rysować) O dziwo, nie histeryzuje, nie domaga się, jakby nawet wolała coś rysować, czy lepić. Wcale nie dlatego, że się mnie boi, że czuje się na przegranej pozycji. Wydaje mi się, ze po prostu to rozumie.
          NIe wiem dlaczego piszesz mi, że to, co robię nie skutkuje, skoro już w pierwszym poście napisałam, że ten system ją motywuje.
          Wprowadziłam tą zasadę na określony czas, o czym dziecko dobrze wie. Ponadto, jak już pisałam, usłyszałam o niej z ust jakiegoś psychologa, nie wymyśliłam jej.
          No i trzecia rzecz, to to(jak również już pisałam), że też mam wątpliwości co do dnia bez dobranocki, czyli tzw kary po uzbieraniu 5 znaczków. Też widzę mankamenty, też drapię się po głowie i zastanawiam (głośno) nad słusznością metody. Stąd pytanie do eksperta. Łatwo Ci, Verdano, przychodzi używanie takich słów jak tresura, bądź wstawianie przerywników typu litości...
          Też mogłabym ( i zapewne nie tylko ja) napisać nieco mocniej o Twojej metodzie wynoszenia pod pachą czterolatka z placu zabaw. Jednak uważam komentarze typu "litości" w spokojnej, merytorycznej rozmowie za zbędne.

          > Przytulanie, pochwała to też nagroda. Może po prostu nie oceniać pozytywnie lub
          > negatywnie kazdego drobiazgu? Czy całujesz i przytulasz w formie nagrody, a ni
          > e po prostu, za nic?

          Gdybyś przeczytała wszystko dowiedziałabyś się, że przytulam również, a może przede wszystkim za nic. Napisałam to specjalnie wcześniej uprzedzając właśnie ten zarzut :-)
          Nie oceniam akademicko każdego drobiazgu. Spontanicznie mówię dziecku : super, że tak szybko się ubrałaś. BO NAPRAWDĘ SIĘ CIESZĘ, a nie mówię tego na pokaz, jak aktor na scenie.

          Późnawo. Dobranoc wszystkim

          • 13.11.11, 13:43
            Strasznie dużo czasu zajmuje Wam w domu wymyslanioe skomplikowanego systemu kar. Innymi slowy - gdy dziecko zobi cos xle, zamiast zadziałać instynktownie - krzyknąć, zabrać z miejsca zdarzenia, dac karę, wyrazić niezadowolenie - rusza machina. Najpierw podoszenie głosu(kara), potem znaczek - kara, potem za pięc znaczków kara. Czyli innymi słowu trzy kary za jedno przewinienie.
            Nie uwazasz, z to powoduje inflację kar? Że dziecko, wiedzac, ze zostanie ukarane jeszcze raz, nie zwraca szczególnej uwagi na te pierwsze kary i lawina kar rośnie? "Dzień bez dobranocki" dla czterolatka to abstrakcja, w porze dobranocki normalny czterolatek juz nie bardzo kojarzy, za co ta kara - kara jest za to,z ę był niegrzeczny. Nie za konkret - to samo po pieciu dniach.
            Wywieszanie na scianie dowodu, ze dziecko jest niegrzeczne moze jedynie utrwalić przekonanie dziecka, ze nic się z tym zrobić nie da. Nie ma siły, nawet anioł po paru dniach zbierze wystarczającą ilość punktów, aby zostać ukaranym.
            Dla czrerolatka nie istnieje precyzyjne pojęcie "okreslony czas" - tym bardziej, ze nie okreslilaś tego czasu. Dla czterolatka miesiąc to wieczność.
            Mam wrazenie, ze wcale nie chcesz porady, co robić, aby dziecko było grzeczne - chcesz porady, jak skutecznie karać i nagradzać dziecko, aby działało tak, jak sobie tego życzysz.
            Wiele porad wysłuchałam od psychologów, zdradzę Ci tajemnicę - oni nie są nieomylni, czasem są bardzo dobrzy, a czasem głupi jak but. Dla równowagi mój domowy pscyholog na wieść o tablicy, na której w domu wywiesza sie swiadectwa, jakie dziecko było niegrzeczne chwycił się za głowę i wydał z siebie okrzyck nieparlamentarny.
            Przytulanie małego dziecka w ogóle nie powinno byc nagrodą.
            --
            Mops i kot

            img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
        • 13.11.11, 00:03
          Podepnę się pod Verdanę, bo bardzo mi się podoba jej wywód ;) ale odpowiedź będzie dotyczyła oczywiście tematu wątku.

          Też mam czteroletnie dziecko - synka. Nie mam drugiego dziecka, ale w tym co chcę powiedzieć to nie gra roli. Nie wyobrażam sobie, żeby moje dziecko tak mnie ignorowało, jak w opisanej scenie ze wspinaniem się po słodycze. Raz, że młody wie, kiedy ma szansę zjeść coś słodkiego i że to ja podaję. Ale gdyby nagle mu coś w mózgu zaświtało, że może sam, to sprowadziłabym go na ziemię w tri miga, ręcznie. Bo poza wszystkim wspinanie się przez dziecko do wysokich szafek jest niebezpieczne. Najpierw bezpieczeństwo, potem wychowywanie ("nie wolno"). Oprócz tego zapewne miałby karę - szlaban na słodycze albo bajki przed 2-3 dni. Tydzień dla czterolatka to kosmos (moim zdaniem).

          Wydaje mi się, że autorka wątku nie jest dla swojej córeczki autorytetem. Oczywiście, mój mający w każdej sprawie wiele do powiedzenia syn też wchodzi ze mną w polemikę na placu zabaw, czy w innych fajnych miejscach - ale akcje takie jak opisane mieliśmy dwa lata temu. Przy buncie dwulatka byłam wystarczająco twarda, żeby dziecko pojęło, że mama to szef (jestem sama, tata jest okazjonalnie obecny).

          W dużą dziuplę wsadziłabym system kar i nagród, bo nie ma do niego podstaw - tak się mi wydaje. Nie ma hierarchii, nie ma wodza w tym układzie. Uśmiechnięte buźki stosowałam u synka z powodzeniem rok temu - nie szły za tym żadne nagrody, to buźka była premią za fajny dzień. Jak był całkiem niefajny, buźki nie było.

          Jeśli synowi memu zdarza się zrobić coś złego, konsekwencja jest natychmiast. Jeśli wyjątkowo źle się zachowa w stosunku do mnie, nie ma wieczornego czytania. To jest wyjaśnione przed karą, po - nie ma wałkowania tematu.
      • 12.11.11, 23:05
        Czytałam, że najlepszą reakcją na bicie rodzeństwa jest zajęcie się pobitym dzieckiem i zignorowanie w tym momencie agresora.
      • 13.11.11, 09:15
        dolores113 napisała:

        > Skąd wniosek, że karcę za byle przewinienie?
        Skoro wychodzi Ci, że musiałabyś karać co pięć minut to tak się nasuwa. Dlatego padło pytanie za co właściwie masz ochotę karać.

        > nie jest TRESOWANE
        Nie obraź się, ale IMO, naklejki trochę tak pod tresurę jednak podchodzą

        > To nie jest tak, że dziecko "nie ma szans na poprawienie się
        Trochę tak, bo jak najpierw była niegrzeczna a potem grzeczna ale i tak wieczorem dostanie naklejkę na minus to jaki w tym sens?

        > Piszecie, że dziecko powinno sprzątać po to, żeby było czysto,a nie po to,
        > żeby dostać uśmiechniętą buzię. Czy naprawdę myślicie, że nie dajemy jej jasn
        > ego komunikatu po co się sprząta, je, chodzi do lekarza?
        I to powinno wystarczyć, tylko nie zadziała ani w ciągu tygodnia ani w ciągu miesiąca, tylko kiedyś...

        > Ona wie, ale się buntu
        > je, złości. Ok, można ją zostawić w tym bałaganie, ale na jak długo? Nie chcesz
        > to nie sprzątaj, będziesz żyła w bałaganie. Ok. Ale wiecie jak wygląda jej pok
        > ój po 2 tygodniach nie sprzątania przez nią, ani przeze mnie? Na niej nie robi
        > to wrażenia.
        A czemu to ma być 'posprzątaj' a nie 'posprzątajmy'?

        > Oczywiście, że wiem, że na dłuższą metę nagrody i kary nie zdają egzaminu,
        Z Twojego opisu wynika, że na krótszą metę nie. Gdyby to działało, to na tablicy przestałyby się pojawiać znaczki negatywne, a przecież ciągle się pojawiają, prawda?

        > Odnośnie palcu zabaw, nie uważam, Verdano, żeby wynoszenie pod pachą czterolatk
        > a było szczęśliwym rozwiązaniem:
        IMO to typowe dla pewnego wieku.

        > Takie wynoszenie przez mamę w obecności innych dzieci jest dla wynoszonego dzie
        > cka upokorzeniem.
        Jesteś pewna, że traktujesz to jako upokorzenia dla dziecka a nie wstyd dla siebie?

        > Smieje się i kontynuuje. Proszę nie wchodzić na krzesło i nie wyjmować słodyczy
        > . Udaje, że nie słyszy. Zdejmuję ją z krzesła i powtarzam, patrząc w oczy, że n
        > ie jemy słodyczy przed obiadem, oraz nie wchodzimy na taboret. Histeria i rzuca
        > nie zdjętymi przed chwilą kapciami. Proponuję, żeby krzyczała
        A ja bym się w tym momencie w ogóle nie odzywała, bo to nie ma najmniejszego sensu. Niech się poawanturuje (kapcie nie ważą tonę i krzywdy nikomu nie zrobią). A rozmowa jak już jej przejdzie.

        > Wychodzę na chwilę do toalety. Wracam, dziecko stoi na krześle z ciastkiem w bu
        > zi.
        Twój błąd, że ciastka są w miejscu z którego może je wziąć podczas Twojej nieobecności.


        --
        JoShiMa

        Na świecie nie ma innych zjawisk, poza zjawiskami fizycznymi.
      • 13.11.11, 10:26
        Oczywiście, że wiem, że na dłuższą metę nagrody i kary nie zdają egzaminu, bo w końcu kiedyś nagród zabraknie. I wyobraźcie sobie, że i o tym z nią rozmawiam. Jak wprowadziliśmy tablicę mówiłam jej, że PRZEZ JAKIŚ CZAS będziemy zbierać dobre i złe znaczki, a za nie nagrody i kary, żeby to pomogło jej nauczyć się wybierać dobre zachowania, a ograniczać złe.
        Nie można - moim zdaniem - punktować dziecka za ogólnie pojętą grzeczność. Tablica z punktami ma pomagać w opanowaniu samodzielnego mycia zębów czy sprzątaniu pokoju - czyli jednej czynności, a nie całokształtu bycia grzeczną. Bo grzeczność jest zbyt obszerna, zbyt trudna do zdefiniowania - by za to nagradzać/karać.
        IMO: jeśli masz problem z dzieckiem rzucającym się w sklepie na podłogę z powodu Kinder-niespodzianki, to dawaj kropy za każde rzucenie się na podłogę i kropy dodatnie za każde wyjście do sklepu bez żądania Kinderka i awantury. Na razie dajesz kropy raz za to, raz za tamto -no i każde jej zachowanie jest w jakiś sposób oceniane.

        po wyjątkowy
        > ch wydarzeniach, które nie mogą być tolerowane np pobicie brata (rok i 9 miesię
        > cy).
        A brata też każesz, jak jej włazi na jej teren?
        Nie znam zbyt wielu 4-latek, które pobiłyby rodzeństwo tylko z tego powodu, że jest. Natomiast znam całkiem sporo, które trzepnęły 2-latka z powodu włażenia na ich terytorium i niszczenia ich zabawy. I być może tutaj pomogłyby nie tyle kary/nagrody, co inne metody?Np.zabieranie czasem 2-latka, żeby nie przeszkadzał i rozwijanie u obojga zdolności negocjacyjnych?

        --
        -------------------------------------------------------------
        Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
    • Gość: monika IP: *.ip.jarsat.pl 13.11.11, 01:08
      > Oczywiście pojawienie się brata na świecie na pewno też nie jest bez wpływu, ty
      > m bardziej, że z maluchem leżałam 3 ostatnie miesiące ciąży w szpitalu pod krop
      > lówką, a dwuletnią wówczas córką opiekował się mąż na zmianę z moją ciocią, któ
      > ra specjalnie wtedy do nas przyleciała. W jej odczuciu braciszek zabrał jej mam
      > ę, jeszcze zanim się urodził. Mnóstwo wysiłku po porodzie włożyliśmy w okazywan
      > ie jej miłości, ale oczywiście maluch nadal jest intruzem.
      mam kompletnie inne przemyslenia. uwazam, ze cos takiego w brutalny sposob, ale jednak ulatwia dziecku adaptacje do nowej sytuacji, jaka jest pojawienie sie rodzenstwa. 2latek jest bardzo elastyczny, moj synek sie ode mnie po porstu odzwyczail, brat nie stanowil dla niego konkurencji, tylko jakies nowe zjawisko, zreszta podobnie jak ja w domu, bo on byl przyzwyczajony do babci i taty. babcia jeszcze jakis czas mocno pomagala, wszystko odbylo sie w miare plynnie, najpierw wrocilam ja, po miesiacu brat, chyba kolejnych dwoch babcia przestala przyjezdzac. do glowy mi nie przyszlo, ze mlodszy odebral mnie starszemu oraz jestem przekonana, ze zupelnie tak tego nie odebral moj wowczas 2letni synek. zupelnie. to byly zbyt odlegle w czasie zdarzenia. nie wiem, co w tym czasie przezyl, moge sie domyslac, ale tata i babcia stawali na rzesach, zeby mu to ulatwic. i wiem na pewno, ze mocno sie ode mnie odzwyczail, tak zwyczajnie, bez zlosci czy jakiegos odrzucenia. im dluzej to trwalo, tym naturlaniejsze bylo. mialam wrazenie, ze mlody o wiele lepiej sobie z tym poradzil niz ja i, choc lalam lzy strumieniam, cieszylam sie z tego.
      Twoj synek ma niecale 2 latka, rozumiem, ze kazde dziecko jest inne, ale dlaczego uwazasz, ze dla coreczki mlody jest nadal intruzem? generalnie bycie w rodzenstwie to mix milosci i nienawisci, nie ma szans na sielanke, wiec konflikty sa na porzadku dziennym. jak patrze na moich synkow, to widze, ze raz lepiej byc starszym, raz lepiej byc mlodszym. ogolnie kwestia zdrowych proporcji, ile milosci, ile klotni ;-)
      jeszcze o tablicy. powtorze za poprzedniczkami - wyrzuc ;-) sama stosowalam, ale do konkretnej sprawy (chodzilo o jedne zajecia w przedszkolu), byly gwiazdki, ewentualnie ich nie bylo. akcja trwala kilka tygodni. byla glupia i nieskuteczna dlugofalowo. zle zachowanie synka nie bylo tylko i wylacznie jego zasluga, a poprawa doprawdy nie zalezala tylko od niego, to oczywiste. bez sensu, tak to podsumuje.
      ogolnie mysle, ze moze moznaby rozwazyc taka metode z nagradzaniem (bez karania, bez negatywnych znaczkow wiszacych kilka dni), ale na krotko, bo to dziala krotko, w konkretnej sprawie, i to takiej zrozumialej dla 4latka i faktycznie mozliwej do skorygowania przez niego samego. prawde mowiac, nie wiem, co to by moglo byc ;-) bicie rodzenstwa, bunt przy wychodzeniu z placu, niechec do sprzatania - to sa zachowania, ktore beda zawsze, kwestia, ile razy w tygodniu, z jaka sila itp. zreszta jak nie te, to inne zachowania. a tak przy okazji czas dziala na korzysc, bo to co bylo problemem w wieku lat 4, nie istnieje w wieku lat 5,6,7,8. jestem zwolenniczka robienia rzeczy po porstu. jak dziecko uwielbia granie w gry, powiedziec dosc, przygotowac sie na awanture, a nie imitowac awarie komputera, sieci, myszki i udawac bezsilna ;-) po swoich doswiadczeniach tak odbieram metode ze znaczkami. w jakis tam sposob to jest substytut wychowywania, maskowanie wlasnej niemocy albo pojscie na latwizne. bo nagle jakas tablica ze znaczkami robi sie wazna (kosztem rodzica), my to jeszcze podkrecamy, zamiast wziac sie do roboty ;-) jak jest jakis mocno zaawansowany problem, rodzice daleko zabrneli, nie maja pojecia, jak z tego wyjsc, tez inaczej. ale tak na co dzien to mysle, ze jest to kompletnie bez sensu.
    • 13.11.11, 14:14
      W życiu nie stosowałam żadnego systemu kar i nagród do dziecka. Nigdy.
      Jak było przedszkolakiem wykazywałam na bieżąco związek jego zachowania z tym co „otrzyma od otoczenia”
      Jest 7 wieczorem, przed snem idziesz się umyć, o 9 idę oglądać mój ulubiony film i to tej pory mamy czas dla siebie. Na kolację ( jak jesteś głodny) na mycie i pójście spać. Im szybciej to zrobisz , będzie więcej czasu na opowiadania bajek.
      Jak były awantury , nie było opowiadania bajek, bo nie było czasu – bo o 9 miałam czas dla siebie i swój film. Kropka.
      Uczyłam :
      -Są zasady
      -Dziecko ma wpływ na to co się stanie ( np. jest „grzeczne” – ma więcej czasu na przyjemności, wkurza się i awanturuje – ma mniej czasu na przyjemności i to samo ono o tym decyduje!)
      -Mam swój świat i granice i nie pozwalam sobie z nich za często rezygnować.

      Po latach : doskonale efekty
      Nastolatka również nigdy niczym nie ukarałam np. za złe oceny.
      Obecnie jest prawie dorosły.
      Oczywiście nadal specjalnych kar nie stosuję.

      jeżeli chodzi o chmurki i słoneczka - jestem WIELKA PRZECIWNICZKA!!!
    • 13.11.11, 15:10
      Dziękuję wszystkim za zainteresowanie moim pytaniem i szczere, długie odpowiedzi.
      W tej chwili dopiero zauważyłam, że pani ekspert jest na urlopie i zapewne szybko mi nie odpowie. Niewykluczone zresztą, że podpisze się pod opinią wielu z Was.
      Nie mogę odpisać wszystkim z osobna, więc piszę ogólnie.
      Wasze opinie utwierdziły mnie w wątpliwości, że karanie po kilku dniach jest bezzasadne, a nawet złe.
      Czy całkowicie zrezygnować z wszelkiego karcenia/karania - o tym muszę jeszcze na spokojnie pomyśleć.
      Nagrody (nie koniecznie materialne) chciałabym podtrzymać, przynajmniej jeszcze przez jakiś czas.
      Moja decyzja ( po przegadaniu sprawy z mężem) jest taka, że rezygnujemy z wszelkich znaczków. Dobrych i złych. Tablicę zostawiamy i wieszamy tam rysunki dzieci.
      Kary za wyskoki z kategorii "extra" - wspomniane bicie brata czy histerie w zestawie z pluciem będą (jeśli zdecydujemy się w ogóle je stosować) na bieżąco.
      Poinformowałam dziś o tym córkę. Powiedziałam, że jest już na tyle dużą dziewczynką, że częściej potrafi wybrać dobre zachowanie niż złe i że znaczki nie będą nam już potrzebne. Powiedziałam jej też, że dużo mam, z którymi rozmawiałam powiedziało mi, że lepszym pomysłem jest wyrzucić znaczki do śmieci. "Ojej, nawet te uśmiechnięte"? "Tak, nawet te." Wyrzuciłyśmy. Zobaczymy, co dalej.
      Dzięki.

      mam jeszcze jedno pytanie odnośnie córki, ale to chyba na osobny wątek.
      Pozdrawiam

      • Gość: domza2 IP: *.rzeszow.vectranet.pl 13.11.11, 19:29
        No i co teraz? System, którego używałaś sama przekreśliłaś i uznałaś, że już jest "be", aż nawet dziecko się zdziwiło?
        Taki brak konsekwencji może skutecznie zniszczyć Twój autorytet. Po co informować dziecko, że jakieś tam mamy uznały, że znaczki już nie są ok? A co z "systemem kar na bieżąco"? Może za jakiś czas też okaże się bez sensu??? Zdziwiłam się. SPoro chęci uporządkowania świata przy pomocy jakiegoś pomocnego systemu. Tymczasem wystarczy "być", w sposób prawdziwy po prostu. A dziecku nie mówić wszystkiego, nie informować o wszystkich dorosłych niuansach, po co?
        • 14.11.11, 22:29
          Autorytet nie buduje się za pomocą konsekwencji...
          Tylko świnia nie zmienia poglądów. Właśnie poprzez przyznanie się do błędu i zmianę strategii uczymy dziecko elastyczności i mądrości. Jeśli konsekwencja jest najważniejsza, to czym różni się ona od oślego uporu? Najważniejsze jest myślenie i tego trzeba dziecko uczyć. Konsekwencja od myślenia zwalnia.
    • 13.11.11, 16:58
      jak można karać dziecko odbierając mu przyjemność czytania książeczki? Przeczytaj "Wychowanie przez czytanie".
    • 14.11.11, 17:26
      Skinner swoje eksperymenty przeprowadzał na szczurach, potem rozciągnał wyniki na psy i ludzi.

      Zarówno w szkoleniu psów jak i w wychowywaniu dzieci tradycyjne podejście skinnerowskie daje opłakane efekty.

      Wywal tę tablicę.
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.