Dodaj do ulubionych

Nie radzę sobie ze swoimi dziećmi... :(

IP: *.183.stk.vectranet.pl 09.01.12, 18:00
Witajcie
Będzie to raczej dość długa historia, tak więc proszę dotrzymać do końca i pomóc :)
Tak więc, od początku - mam dwójkę małych dzieci, syn ma 3,5 roku, córka około 2,5r.
Obydwoje są fajnymi i mądrymi dzieciaczkami, każdy jest diametralnie inny. jak to między rodzeństwem bywa, czasem świetnie się ze sobą bawią, czasem są sprzeczki, kłótnie..
We wrześniu syn poszedł do przedszkola i po około 2 mc (więc stosunkowo niedawno) zaczęło dziać się coś niedobrego, najpierw z nim, a teraz i z córką. Problem niestety narasta, i dzień w moimi dziećmi zamienia się czasem w koszmar z którym sobie nie radzę... Zmieniłam się w kłębek nerwów i czuje, że tak dalej być nie może.
Zacznijmy od syna - zawsze był bardzo posłusznym dzieckiem. Wiadomo, że nie ominął nas bunt dwulatka, ale nigdy nie było z nim większych problemów, z którymi nie potrafiłabym sobie poradzić. Niestety na dzień dzisiejszy wobec jego zachowania rozkładam ręce.
Pierwszy problem to totalny brak posłuszeństwa,nie chce zrobić niczego o co go proszę - nie chce usiąść i zjeść,posprzątać, nie chce się ubrać, nie chce umyć zębów, wykąpać się,położyć się spać. Proszę, tłumaczę, nastawiam czas na telefonie - on ma to w nosie. W końcu krzyczę i grożę zabraniem jakiegoś przywileju. np. nie obejrzy bajki, albo przez jedną noc będzie spał bez swojej ulubionej pościeli (to jest najcieższe działo jakie mogę mu wytoczyć) ale niestety skutki są zazwyczaj żadne.
Po drugie, kiedy się zdenerwuje to nie panuje nad sobą, szczególnie jeśli chodzi o siostrę, to popycha ją bardzo agresywnie,czasem uderzy. Wobec mnie, parę razy zdarzyło się, żewpadł w szał, zaczął kopać i bić. Wtedy przytrzymałam go i próbowałam uspokoić, w końcu go zostawiłam bo nie umialam go utrzymać..
I trzecia rzecz, która bardzo mnei niepokoi..nie wiem jak dokładnie to nazwać,opisać. Syn wstydzi się swoich emocji?Zaprzecza im? Kiedy np. chcę zrobić mu jakąś niespodziankę, i mówię np. pójdziemu na lody/do kina/do dziadka, przelatuje szybki uśmiech na jego twarzy po czym zaczyna się złościć, i mówi, że nie chce, strzela focha. Na to w ogóle nie wiem jak zareagować, nie rozumiem tego zachowania. Kiedy pytam dlaczego się nie cieszy, czemu się złości, nie potrafi tego wytłumaczyć.Zazwyczaj jest taki obrażony, że nie chce ze mną gadać.
Nie wiem czy to taka złożona osobowość, czy jakiś głębszy problem?

A jeżeli chodzi o córkę, to zauważyłam, że wraz z narastaniem problemu z synem, ona przy nim zaczyna zachowywać się bardzo złośliwie. Kiedy jest w przedszkolu, jest bardzo grzeczna, pogodna. Natomiast kiedy tylko pojawi się brat, zamienia się w małego diabełka - przeszkadza mu w jedzeniu, bije go, zaczepia, przeszkadza w zabawie,rozwala mu jego budowle etc.. Tu też nie działa nic, ani prośba ani groźba. I tak non-stop.

Czy ktoś ma jakiś pomysł co z tym zrobić?
Obserwuj wątek
    • rulsanka Re: Nie radzę sobie ze swoimi dziećmi... :( 09.01.12, 18:35
      Mój syn się bardzo podobnie zachowywał do twojego, miał wtedy 3 lata i 2 miesiące. Do tego czasu też się świetnie dogadywaliśmy, bywały zgrzyty, ale ogólnie było super.
      Nagle nastąpiła zmiana, odmowa jakiejkolwiek współpracy, po dobroci i po złości. Postawienie warunku typu jak się ubierzesz, to wyjdziemy na spacer, skutkowało tym, że młody nie ubierał się godzinami, nie chciał też dać się ubrać.
      Zaczął również mnie bić, może nie z jakąś agresją, ale złośliwie i mocno :(
      W pewnym momencie stwierdziłam, że jest to jakiś skok rozwojowy i że trzeba go po prostu przetrwać w jak najlepszej kondycji. Dlatego zmieniłam zasady z normalnych na zasady "stanu wyjątkowego" i zaczęłam syna ubierać... przy bajce na komputerze. Ogólnie szłam na skróty, dbałam jedynie o to, by nie wpadł pod samochód i mył zęby ;) No jeszcze parę podobnych priorytetów miałam, ale środki do osiągnięcia celu były inne niż zwykle.
      Nie stosowałam kar ani nagród. Przytulałam, pozwalałam mu pobyć dzidziusiem, dużo rozmawiałam.
      Po kilku tygodniach samo przeszło i dziecko zaczęło być mądre, współpracujące. Znowu ubierało się samo, zaczęło sprzątać po sobie bez przypominania, ogólnie zrobiło się miłe i mądre. I tak jest już od pół roku.
      Odczuwanie sprzecznych emocji: radość/złość /smutek - to raczej specyfika wieku. Mój syn (już po skoku rozwojowym, miał prawie 3,5 roku) poszedł ze mną do strażaków, o czym bardzo marzył. No i na widok otwartego samochodu strażackiego - strażak chciał go posadzić za kierownicą - ... rozpłakał się rzewnie :)
      Co do córki, to być może u niej skok rozwojowy zaczął się wcześniej?
      • Gość: TamTam Re: Nie radzę sobie ze swoimi dziećmi... :( IP: *.183.stk.vectranet.pl 09.01.12, 19:10
        Dzięki, od razu mi lepiej, że nie jestem odosobniona w tych problemach ;)
        Ja też naginam nasze zasady, które mieliśmy do tej pory, szczególnie jeśli chodzi o jedzenie, nie raz nie dwa zdarza się, że go np. karmię.
        Miałam nadzieję, że to minie, ale trwa to już 3 miesiąc, i problem w tym, że moje nerwy, które zaczynają puszczać szkodzą wszystkim w moim najbliższym otoczeniu, głównie niestety dzieciakom.
        Z tymi emocjami mnie uspokoiłaś, bo naprawdę się martwiłam, że to nie z wieku wynika ...
    • joa66 Re: Nie radzę sobie ze swoimi dziećmi... :( 09.01.12, 20:02
      Moim zdaniem synek może odreagowywac emocje z przedszkola. A w tym wieku chyba niewiele dzieci potrafi nazwać swoje uczucia, emocje itp , co często potęguje już istniejący stres i napięcie. W przedszkolu nie musi się dziac nic złego - wystarczy sam hałas, inny rytm , drobne konflikty z kolegami.

      W codziennych sytuacjach odpuszczałabym mniej istotne rzeczy, a w przypadku istotnych nie bawiłabym się w kary, nagrody, tylko od razu dopilnowałabym, żeby ta istotna rzecz była zrobiona. Nie wiem jak Twój synek, ale mój w tym wieku wolał być uprzedzany o tym co się zaraz stanie, np " za 5 minut pójdziesz myc zęby" itd - to nieważne, że byc może nie wie dokłanie co to jest "5 minut" i ile trwa ;) ważne, żeby był uprzedzony.

      I chyba najważniejsza rzeczy, która przynajmniej u mnie się sprawdziła - wymyślałam krókie historyjki z pracy, na miare doświadczenia trzylatka i opowiadałam jak się wtedy czułam np Ewelina zabrała mi długopis z biurka i byłam wściekła itd.:) Słuchal tego baaardzo uważnie, chociaż na rozmowy o swoich uczuciach nie miał wtedy ochoty. W sumie to może to lepiej , bo mogłam mówic o swoich uczuciach, a nie np wmawiać mu co on czuje. Oczywiście nie od razu, ale powoli zaczynał rozpoznawac własne.
    • na_forum_na Re: Nie radzę sobie ze swoimi dziećmi... :( 09.01.12, 22:24
      uważam, ze ta akurat kara jest ciosem poniżej pasa. zrezygnuj z niej od razu i ew. wymysl cos innego

      portalu: TamTam napisał(a):
      albo przez jedną noc będzie spał bez swojej ulubionej p
      > ościeli (to jest najcieższe działo jakie mogę mu wytoczyć) ale niestety skutki
      > są zazwyczaj żadne.

      --
      A widziałeś Melanię??

      kura domowa
    • aleksandra1357 Re: Nie radzę sobie ze swoimi dziećmi... :( 09.01.12, 23:07
      Współczuję, brzmi strasznie, ale zdaje mi się, że sobie radzisz, tylko dzieci mają bardzo trudny etap.
      Jedno na pocieszenie: mój synek miał ok. 3 roku życia taki etap, że odmawiał wszystkiego, jak Twój. Jak się budził, to zanim otworzył oczy, mówił: "Ale ja się dziś nie ubiorę". Potem było, że nie zje śniadania, nie wyjdzie na spacer, o sprzątaniu nawet nie marzyłam. I po paru miesiącach (nie pamiętam po ilu, ale bliżej pół roku), stał się nagle cud: "Tak mamusiu, oczywiście, że to zrobię, przepraszam, że tak wolno". Byłam w takim szoku, że nie wiedziałam, czy śmiać się, czy płakać. Czyli niestety takie etapy.
      Staraj się trzymać fason, postępować z godnością i poprawnie wychowawczo, a dzieci muszą niestety wyrosnąć z tego diabelskiego wieku.
      Kary niestety nie działają. Ja bym wykrzesała z siebie jak najwięcej miłości i zrozumienia. A co do emocji i ich ukrywania, to Twój syn ma z tym jakiś problem, ale wydaje mi się to typowe. Ignoruj to i mów dużo o swoich uczuciach.
      Mój syn ma też problem, że potwornie się frustruje, jak coś mu się nie uda. Odkryłam, że wręcz magicznie działa wtedy na niego powiedzenie, że to było bardzo trudne i że nikt by tego nie umiał zrobić i opowieść o tym, jak mi się coś podobnego nie udało i jaka byłam smutna. Dzieci są jednak bardzo mądre i chłoną wszelkie mądre opowieści, nie trzeba się zniechęcać chwilowym brakiem reakcji i współpracy.
      • Gość: TamTam Re: Nie radzę sobie ze swoimi dziećmi... :( IP: *.183.stk.vectranet.pl 10.01.12, 08:59
        Jeżeli chodzi o wymyślanie historyjek-super pomysł, napewno wprowadzę go w życie :)

        Z tą karą wiem, że to nie jest dobry pomysł, ale jak już ręce mi opadają i jestem bezradna wobec jego zachowania to wtedy to stosuję. Zdarzyło się to ze 2 razy, ale niestety zdarzyło się :(

        Piszecie, że to prawdopodobnie taki wiek, odreagowywanie emocji z przedszkola- pewnie macie rację, ale co ja mam robić? Nie mogę wiecznie popuszczać, ubierać go, rozbierać,karmić ... Wydaje mi się, że odwróci się to przeciwko mnie, że się przyzwyczai..
        Mam nadzieję, że się mylę..


    • e-kasia27 Re: Nie radzę sobie ze swoimi dziećmi... :( 10.01.12, 11:29
      Gość portalu: TamTam napisał(a):

      > Pierwszy problem to totalny brak posłuszeństwa,nie chce zrobić niczego o co go
      > proszę - nie chce usiąść i zjeść,posprzątać, nie chce się ubrać, nie chce umyć
      > zębów, wykąpać się,położyć się spać. Proszę, tłumaczę, nastawiam czas na telef
      > onie - on ma to w nosie. W końcu krzyczę i grożę zabraniem jakiegoś przywileju.
      > np. nie obejrzy bajki, albo przez jedną noc będzie spał bez swojej ulubionej p
      > ościeli (to jest najcieższe działo jakie mogę mu wytoczyć) ale niestety skutki
      > są zazwyczaj żadne.


      A Ty byś chciała tak robić wszystko na rozkaz?????????????

      Im więcej nakazów i zakazów, tym większy będzie opór dziecka.

      Pozwól dziecku decydować!
      Jak chcesz żeby zjadł jajko, to zapytaj go czy woli jajecznicę, jajko na miękko, czy na twardo, czy sam będzie je obierał czy mu obrać?
      Pokaż jak wygląda rozbite jajo, jak się smaży, jak się gotuje....
      Pozwól dziecku poczuć, że ma jakąś moc sprawczą, że może decydować o sobie(każdy to lubi, dzieci też), że to od niego zależy, to co w danej chwili robi.

      Takie postępowanie potem procentuje, bo dziecko uczy się podejmować właściwe decyzje i kiedy samo musi decydować popełnia mniej błędów i robi mniej głupot.





      > Po drugie, kiedy się zdenerwuje to nie panuje nad sobą, szczególnie jeśli chodz
      > i o siostrę, to popycha ją bardzo agresywnie,czasem uderzy. Wobec mnie, parę ra
      > zy zdarzyło się, żewpadł w szał, zaczął kopać i bić. Wtedy przytrzymałam go i p
      > róbowałam uspokoić, w końcu go zostawiłam bo nie umialam go utrzymać..
      > I trzecia rzecz, która bardzo mnei niepokoi..nie wiem jak dokładnie to nazwać,o
      > pisać. Syn wstydzi się swoich emocji?Zaprzecza im? Kiedy np. chcę zrobić mu jak
      > ąś niespodziankę, i mówię np. pójdziemu na lody/do kina/do dziadka, przelatuje
      > szybki uśmiech na jego twarzy po czym zaczyna się złościć, i mówi, że nie chce,
      > strzela focha. Na to w ogóle nie wiem jak zareagować, nie rozumiem tego zachow
      > ania. Kiedy pytam dlaczego się nie cieszy, czemu się złości, nie potrafi tego w
      > ytłumaczyć.Zazwyczaj jest taki obrażony, że nie chce ze mną gadać.
      > Nie wiem czy to taka złożona osobowość, czy jakiś głębszy problem?
      >
      > A jeżeli chodzi o córkę, to zauważyłam, że wraz z narastaniem problemu z synem,
      > ona przy nim zaczyna zachowywać się bardzo złośliwie. Kiedy jest w przedszkolu
      > , jest bardzo grzeczna, pogodna. Natomiast kiedy tylko pojawi się brat, zamieni
      > a się w małego diabełka - przeszkadza mu w jedzeniu, bije go, zaczepia, przeszk
      > adza w zabawie,rozwala mu jego budowle etc.. Tu też nie działa nic, ani prośba
      > ani groźba. I tak non-stop.
      >
      > Czy ktoś ma jakiś pomysł co z tym zrobić?
    • jerzozwierza Re: Nie radzę sobie ze swoimi dziećmi... :( 10.01.12, 21:56
      Opowiedziałam dziś mojemu dziecku bajkę o małym chłopcu, który myślał tylko o sobie i zachowywał się tak i tak (opis jego zachowania z dzisiejszego wieczoru)- i jego mamie, którą bardzo smuciło zachowanie synka. Pewnego dnia mama postanowiła synkowi pokazać, jak to jest, gdy on się tak i tak zachowuje. I mama cały dzień zachowywała się wobec synka tak, jak synek wobec niej (konkretne przykłady padły). Oraz mama się nie bawiła i nie robiła wielu rzeczy, które synek lubi. Wieczorem synkowi było baaardzo smutno. Zrozumiał, że musi słuchać, o co go mama prosi. Tak w skrócie. Mój synek ma 2 latka i 3 miesiące i po pierwszym razie kazał to sobie opowiedzieć jeszcze 3 razy:-) Chciał też czwarty, ale mu powiedziałam, że mama prosi, aby już spał. Oraz przypomniałam morał bajki. Nie wiem, jak będzie jutro, ale leżał dłuższy czas bardzo zamyślony i ani drgnął;-) Jeśli chcesz, pożyczam Ci bajkę:-)
        • magda2180 Re: Nie radzę sobie ze swoimi dziećmi... :( 11.01.12, 21:14
          Witam,
          mój syn też zachowywał się okropnie i to właśnie kiedy zaczął chodzić do przedszkola. W przedszkolu zachowywał się idealnie, po przekroczeniu furtki wstępował w niego "diabeł'. Poszłam z nim do psychologa (w przedszkolu), w Twoim na pewno też jest więc proponuje tam się udać po poradę. Nam Pani powiedziała, że takie zachowanie jest spowodowane stresem jakie dziecko przeżywa na początku edukacji przedszkolnej. Kiedy dziecko bardzo stara się być "idealne w przedszkolu", a do tego ma mnóstwo nowych bodźców, gdzieś musi znaleźć ujście złych emocji. I niestety pierwsza napatacza sie mama. Nam Pani poradziła zabawy w turlańce (gdzie przytulasz dziecko, tarzasz się z nim, przewalasz po łóżku)- takie ugniatańce- byle nie były bolesne oczywiśćie. Do tego dużo ciszy i spokoju po powrocie do domu- bez dodatkowych bodźców typu godzina bajek w telewizorze. I do tego spokój i opanowanie u mamy (ja jestem nerwusem ;) ), kiedy bije po prostu powtarzać, że nie można bić- łapać za rączkę- bez kar i nagród.
          U nas pomogło, co prawda nie natychmiast, ale w miarę szybko. A co do córki podejrzewam, że jeśli uspokoi się sytuacja z synem córka też wróci na "właściwy" tor. Może zauważyła, że zwracasz większą uwagę na brata, kiedy rozrabia i w ten sam sposób próbuje zwrócić uwagę na siebie.
    • aiczka Re: Nie radzę sobie ze swoimi dziećmi... :( 12.01.12, 00:06
      Jeśli chodzi o reakcję na radosne (wydawałoby się) niespodzianki, to od razu skojarzyła mi się z serią filmów, jakie można znaleźć na youtube, wpisując hasło "Disney surprise fail". Oglądając je, można się naprawdę zdołować. Ale także wysnuć parę wniosków na temat postępowania z dziećmi. Na pewno w niektórych filmach zobaczysz dzieci reagujące jak Twój syn.
      • Gość: TamTam Re: Nie radzę sobie ze swoimi dziećmi... :( IP: *.183.stk.vectranet.pl 12.01.12, 13:50
        Historyjki narazie go nie interesuja, przypuszczam, że po przedszkolu jest zbyt zmęczony, żeby się skupic nad tymc o do niego mówię..a może zbyt długą historyjkę chciałam mu przekazać.
        Spróbujemy te turlańce :) on lubi takie zabawy :) Być moze rzeczywiście jest tak, że córka chce zwrócić na siebie uwagę i go po prosu naśladuje..?
        Aiczka- nie, to nie jest taka reakcja, przejrzałam parę filmów i mój syn nie zachowuje się w ten sposób. Większość tych dzieci nie radzi sobie po prostu z nagłym wybuchem emocji, pewnie większość z nich marzyła o tym, żeby odwiedzić Disneyland i kiedy okazuje się, że mają tam jechać, ich marzenie nagle się realizuje emocje zaczynają brać górę. Większość dzieci woli być uprzedzana, przygotowywana do przyszłych wydarzeń.. przynajmniej ja tak to odbieram. Ale reakcje mojego synka są inne, to jednak to nie to samo co na filmikach..W każdym razie dzięki za ich podsunięcie :)
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka