Dodaj do ulubionych

Nie chcę, nie będę, nie chcę!

IP: *.ssp.dialog.net.pl 08.03.12, 11:40
To nie wątek o 3 latce, ale o ...8,5 latce, niestety:(
Poniosłam totalną porazkę wychowawczą, nie daję sobie rady z córką, nie umiem do niej dotrzeć.
Nawet nie wiem od czego zacząć. Od urodzenia była uparta i niezależna. Ja w jedna stronę, ona w drugą, zawsze. Do dziś mam przed oczami obraz, gdzie córa jako 1,5-2 latka leeeci na plac zabaw, obskakuje wszystkie urządzenia przez kilka minut , potem nastepuje odwrot i biegiem na nastepny plac zabaw. W pół dnia zaliczałysmy zwykle 3-4 place zabaw, wszedzie biegiem. W domu byłam w wiecznym stresie, bałam się iść do łazienki bo ona w tym czasie wspinała się na szafki w kuchni, próbowała otworzyć drzwi balkonowe itd, itd. W sklepie histerie, no dobra, typowe zachowania 2-3 latki. W przedszkolu było dziwnie bo była bardzo posłuszna, cicha i nie wchodziła w konflikty z koleżankami. W domu przed każdym wyjściem cyrk, o czesanie, o ubieranie się, o to, że nie chce iść do przedszkola, i tak codziennie. W wieku 6 lat pojechała z dziadkami nad morze. Zero posluszenstwa. W sensie: nie ubiore się, nie umyję się, nie zjem sniadania. Żadne rozmowy, tłumaczenia, nawet przekupstwo ze strony mojej mamy nie dzialały. Po tygodniu rodzice musieli wsadzić ją pod prysznic w ubraniu bo konsekwentnie odmawiała umycia się...
W domu było to samo: czesanie, jedzenie śniadania, ubieranie się, wyjście z domu-gdziekolwiek, sprzątanie, wieczorna kąpiel-NIE! Wieczne nie! Nie będę, nie chcę...
W końcu poszła do szkoły. Miala problemy w pierwszej klasie bo chodziła po klasie i nie wykonywała poleceń. Dobrała sobie taką samą koleżaneczkę i potrafiły wyjśc ze świetlicy z drugiego pietra i pójśc do sklepiku na parter-szkoła moloch. Potrafiły wyjść ze szkoły bez powiadomienia kogokolwiek. Na wycieczce oddalily sie od grupy i poszły moczyc nogi w jeziorze...
Po moich kazaniach, bo jak inaczej nazwać wielokrotne powtarzanie tego samego, uspokoiła się i teraz w drugiej klasie jest bardziej zdyscyplinowana, w szkole.
W domu jest to co zawsze czyli NIE CHCĘ. Oczywiście do tego nie chcę dochodza wrzaski, krzyki i teksty typu: wyjdź z mojego pokoju, zostaw mnie, pójde sobie od Was i mnie nie znajdziecie itd.
Dodatkowo, pierwsza klasa to był okres kiedy córa zaczęła samodzielnie przebywac na dworze. Nigdy nie wracała o umówionej godzinie i zawsze trzeba było jej szukać. Teraz jest tak samo. Ona się świetnie bawi, nie wraca i już.
No i rzecz ważna: nauka. NIE CHCĘ i nie będę sie uczyc, nie odrobię lekcji, nie i już. Próbowałam odpuścić zeby odczuła konsekwencje. Żaden brak zadania ani jedynka z języka-nie nauczyła się na zapowiedzianą kartkówkę nie mobilizują ją do czegokolwiek. Ona się w ogole tym nie przejmuje.
Robi co chce i już. Mnie np strasznie irytuje to, ze nie ma dla niej granic, kiedys grzebala w mojej torebce, i torebkach babci. Jak ją w końcu ktos zawstydził skonczyło się. Ale bez problemu czyta moje smsy, zmienia ustawienia telewizora. Wyjada wszystkie słodycze-to silniejsze od niej, jest w stanie zjeść każda ilość i zrobi wszystko dla głupiego cukierka. Bez przerwy szpera w szafach brata, zabiera mu rózne rzeczy, przez co sa kłótnie.
Zajmowałam się nia do trzeciego roku zycia, byłam w domu. Potem poszłam do pracy, ale poświęcalam jej bardzo duzo czasu. Gorzej zrobiło się gdy okazało się, że syn ma kłopoty w szkole i musialam się nim zająć. Wtedy mąż przejął paleczkę. Niespotykanie spokojny człowiek. Próbowal, naprawdę się starał, miał do niej ogromną cierpliwość, ale i ona się skonczyla. Córa pomiatała mężem-poważnie. Nie dało się tego słuchać. Ja z tych stanowczych i konsekwentnych, mąż z tych co tylko po dobroci-ale bez efektu.
Poszlismy do psychologa, mielismy kilka spotkań. Pani doktor stwierdziła, że tylko konsekwencja może nas uratować. Ha! Córa ma w nosie kary, nic sobie z tego nie robi.
A my wkrótce będziemy pacjentami psychiatryka. POMÓZCIE!!!
Edytor zaawansowany
  • morekac 08.03.12, 12:17
    Dobrała sobie taką samą koleżaneczkę i potrafiły wyjśc ze świetlicy z drugiego pietra i pójśc do sklepiku na parter-szkoła moloch
    Piszesz o tym tak, jakby z tego II piętra schodziły po zewnętrznym murze...

    Potrafiły wyjść ze szkoły bez powiadomienia kogokolwiek.
    Na wycieczce oddalily sie od grupy i poszły moczyc nogi w jeziorze...
    Tutaj - mam wrażenie - szkoła powinna jednak bardziej wykazywać się w pilnowaniu pierwszaków i drugoklasistów.

    Nigdy nie wracała o umówionej godzinie i zawsze trzeba było jej sz
    > ukać.
    A ma zegarek i może sobie włączyć jakiś budzik powrotny? Bo jeśli tak - pretensje są uzasadnione.
    Po prostu nie puszczaj jej samej na dwór, skoro się nie stosuje do zasad.

    Żaden brak zadania ani j
    > edynka z języka-nie nauczyła się na zapowiedzianą kartkówkę nie mobilizują ją d
    > o czegokolwiek. Ona się w ogole tym nie przejmuje.
    Chyba musisz być nieco namolna i po prostu stać jej nad głową. Być może ma jakieś trudności z nauką - i być może potrzebuje pomocy.

    Mnie np strasznie irytuje to, ze nie ma dla niej granic, ki
    > edys grzebala w mojej torebce, i torebkach babci. Jak ją w końcu ktos zawstydzi
    > ł skonczyło się. Ale bez problemu czyta moje smsy, zmienia ustawienia telewizor
    > a. Wyjada wszystkie słodycze-to silniejsze od niej, jest w stanie zjeść każda i
    > lość i zrobi wszystko dla głupiego cukierka. Bez przerwy szpera w szafach brata
    > , zabiera mu rózne rzeczy, przez co sa kłótnie.
    A ktoś jej te granice stawia? Dlaczego sobie nie zabezpieczysz telefonu czy telewizora, czy nie założysz zamków na szafki brata czy na szafkę ze słodyczami?

    Czy dziecko było diagnozowane w kierunku ADHD?
    --
    -------------------------------------------------------------
    Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
  • Gość: Ewa IP: *.ssp.dialog.net.pl 08.03.12, 12:54
    > Piszesz o tym tak, jakby z tego II piętra schodziły po zewnętrznym murze...
    zostałam wezwana do szkoly, nasluchalam się
    > Po prostu nie puszczaj jej samej na dwór, skoro się nie stosuje do zasad.
    nigdy by nie wyszła
    > Chyba musisz być nieco namolna i po prostu stać jej nad głową. Być może ma jak
    > ieś trudności z nauką - i być może potrzebuje pomocy.
    jestem namolna, ale ona żadnej pomocy nie potrzebuje, jest piekielnie zdolna
    zresztą gdyby potrzebowala pomocy ma nas na kazde zawołanie
    > A ktoś jej te granice stawia? Dlaczego sobie nie zabezpieczysz telefonu czy tel
    > ewizora, czy nie założysz zamków na szafki brata czy na szafkę ze słodyczami?
    stawia, ale nic sobie z tego nie robi, na szafkę była kłódka na szyfr, rozpracowała, telefon to samo, telewizora nie da się niestety zabezpieczyć pinem w całości jest kontrola rodzicielska. Jak zabezpieczylismy kanały z bajkami zaczęła oglądac programy dla doroslych. Zabieram piloty do pracy-włączy tv bez nich. Wyłączamy tv z gniazka-wlącza sobie sama.
    Pani psycholog stwierdziła, że córa jest lekko nadruchliwa, li i jedynie. Poza tym bardzo inteligetna i ma silne poczucie niezależności. To nasza wina, że córa taka jest bo jestesmy niekonsekwentni. Tylko, ze żadna kara nie działa, zakazy nie sa respektowane.
    Poza tym cora jest wiecznie zabzdyczona i odpychająca. Czasem mam wrażenie, że straciłam do niej serce:( Wariuję już
  • agnieszka.z.lodzi 08.03.12, 13:21
    Jak czytałam o tym, że z koleżaneczką się dobrały i się prowadzają, to miałam uśmiech na ustach. Może dlatego, że jako dziecko też miałam takie odruchy, mama mnie szukała a ja z koleżaneczką (hehe) pod rączkę spacerowałyśmy dorośle po parku. Miałyśmy może po 6 lat. Jednak na tym ten uśmiech się kończy. Ja znałam granice, po tej sytuacji dostałam taki żołnierski opieprz od mamy, że mi więcej do głowy nie przyszło nie odmeldować się.
    Jesteś strasznie nieudolna wychowawczo, Ty i Twój mąż. Od początku, jak tylko córka sie pojawiła, trzeba było stawiać granice, to teraz byłoby Wam dużo łatwiej. Jak córka leciała biegiem na plac zabaw, to trzeba było być na jednym, potem córkę za rękę i albo się bawisz tutaj, a mama siedzi obok, albo wracamy do domu. I tak ze wszystkim. U Ciebie dostosowałas sie kompletnie do córki. Błąd. Ogromny błąd.
    Obecnie jest tak, że to córka trzęsie domem. A powinno być tak, że to rodzice rządzą w domu, w porozumieniu z dziećmi, nie na odwrót. I teraz im bardziej jej skracasz pomysły, tym bardziej ona Ci pokazuje, że możesz jej nafikać. Bo teraz możesz, niestety tylko to zrobić.
    Ty nie jesteś konsekwentna, a Twój mąż to kompletna ciapa. Co to znaczy: mega cierpliwy? On jest nieudolnym ciamajdą, któremu dziecko po głowie skacze i ma go za g...no, przepraszam, ale tak jest. A Ty gadasz, gadasz, i gadasz. I nic to nie daje i nie da, tylko w pewnym momencie córka podejdzie i Ci strzeli w twarz jak ją zmęczysz tym gadaniem. A mąż jak spróbuje Cie bronić, dostanie kopa w tyłek. To brutalna, ale bardzo prawdziwa wizja. Dla dziecka jesteście nikim, bo sami się o to prosiliście.
    Nie wiem co Ci doradzić, muszę pomyśleć, bo nie wiem jakie obecnie środki oprócz kategorycznego rozpoczęcia przemian doradzić. To Ty masz decydować co się dzieje w domu.
    A już zabieranie pilotów do pracy, wyłączanie tv z gniazdek....porażka.
  • Gość: Ewa IP: *.ssp.dialog.net.pl 08.03.12, 13:25
    Dziękuję, masz rację, brutalną, ale rację.
    Ale co mamy robic, pomóż!
  • agnieszka.z.lodzi 08.03.12, 13:40
    Nie wiem, czy ktokolwiek jest Ci w stanie pomóc na forum, bo tak naprawdę musisz przemeblować całe swoje życie.
    Zaczęłabym od rozmowy z mężem, że w imię dobra wyższego ma znaleźć w sobie ikrę i zacząć walkę (wspólnie z Tobą) z i o dziecko. Nie może dłużej być ciamajdą, tylko facetem, mężczyzną w domu. Ustalcie wspólny plan działania. Nie kupuj żadnych słodyczy, żadnych a szafka niech będzie otwarta. Idziesz do szkoły, do sklepiku, z córką za rękę, pokazujesz córkę i mówisz, że jeżeli coś jej sprzeda na zeszyt, to nikt mu za to nie zwróci pieniędzy. Następnie idziesz sama do wychowawcy, mówisz jaki jest problem i co postanowiliście, i wychowawca ma oznajmić rodzicom (przez internetowy dzienniczek chociażby), że mają uczulić dzieci, że nie wolno Twojej córce pożyczać pieniędzy.
    Idziesz z córką do lekarza zrobić podstawowe badanie krwi plus na cukrzycę.
    Następnie zbieracie się w 4: Ty, mąż, córka i syn i jako rodzice oznajmiacie, że w Waszym życiu doszło do takiej sytuacji, że trzeba to skończyć i zbudować wszystko od początku. Zróbcie to w wolny dzień, żebyście mieli sporo czasu na rozmowę, żeby nic nie gonilo. Zaczynacie od wyjaśnienia, że słodyczy w domu nie ma i póki co nie będzie.
    Następnie mówicie, że dłużej nie będziecie tolerować zachowań córki. Że bardzo ją kochacie, wesprzecie i pomożecie, ale ona musi zacząć was szanować i uznawać Wasze zalecenia i prośby, respektować zakazy. Wejść trochę na ambicję, że wierzycie w nią, że jest mądrą dziewczyną, że Was nie zawiedzie.
    Matko, tego jest tyle, że nie dam rady opisać...
  • Gość: Ewa IP: *.ssp.dialog.net.pl 08.03.12, 13:48
    Aż się usmiechnęłam, jakbyś siedziała w mojej głowie:)
    Pisz wiecej, pisz, proszę
  • agnieszka.z.lodzi 08.03.12, 13:57
    Zacznij konsekwentnie od tego. Zrób porządek w szkole. Zbadaj ją.
    I wścieknij się jak się córka zbuntuje, raz a porządnie się wścieknij jak nigdy, i zobacz co się wtedy stanie, nawet jak by młoda miała dostać pierwszego w życiu klapsa (sic! jestem temu przeciwna, ale tutaj aż mnie reka swędzi).
    A potem tu wróć i napisz co zrobiłaś, i jak potoczyła się rozmowa.
  • Gość: Ewa IP: *.ssp.dialog.net.pl 08.03.12, 14:15
    Wścieklam się porządnie przedwczoraj. Normalnie balam się, że albo jej zrobię krzywdę albo sama dostanę jakiegoś udaru. Wypchnęłam ją za drzwi mieszkania, żebym mogła sie uspokoic. I sam ten fakt, to szarpanie się z nią zabolało i upokorzyło mnie do tego stopnia, ze nie moge sie pozbierać. Dlaczego doszło do tego, że tak traktuje swoje dziecko...
    Wpusciłam ja do domu, usmiechnieta, lekko zawstydzoną, powiedziała, że przeprasza, za chwile znowu to samo, ściana.
  • agnieszka.z.lodzi 08.03.12, 14:25
    Gość portalu: Ewa napisał(a):

    > Wścieklam się porządnie przedwczoraj. Normalnie balam się, że albo jej zrobię k
    > rzywdę albo sama dostanę jakiegoś udaru. Wypchnęłam ją za drzwi mieszkania, żeb
    > ym mogła sie uspokoic. I sam ten fakt, to szarpanie się z nią zabolało i upokor
    > zyło mnie do tego stopnia, ze nie moge sie pozbierać.

    Czyli masz niską samoocenę, skoro uważasz, że złość na dziecko świadczy źle o Tobie. Zwykle to dobra metoda, jednak w tej sytuacji dałabym córce zobaczyć i poczuć konsekwencje, a nie wypchnąć za drzwi, żeby nie zobaczyła mamusi wściekłej. . Zupełnie niepotrzebnie negujesz i wypierasz złe emocje, bo one są potrzebne! A niech zobaczy jaka jesteś wkurzona, opierdziel ją i wylej z siebie tą złość. To najprostsza i najnaturalniejsza metoda wychowawcza: akcja-reakcja. Jest granica, której trzeba pilnować, czyli nie ubliżać, nie przeklinać, nie bić. Słowa, które być jej wykrzyczała mogłyby ją poruszyć, w konsekwencji jakbyś się uspokoiła mogłabyś jej po prostu zapytać "dlaczego taka jesteś złośliwa? za co?". W ogóle zadałaś jej kiedykolwiek to pytanie?

    >Dlaczego doszło do tego, że tak traktuje swoje dziecko...

    Złe pytanie. Powinno być: dlaczego doszło do tego, że moje dziecko się tak zachowuje?

    > Wpusciłam ja do domu, usmiechnieta, lekko zawstydzoną, powiedziała, że przepras
    > za, za chwile znowu to samo, ściana.

    Bo nie czuła konsekwencji, nie wiedziała jak bardzo jesteś wściekła. A powinna była być w tym, bo to dotyczyło jej.
  • Gość: Ewa IP: *.ssp.dialog.net.pl 08.03.12, 14:39
    Widziała, że jestem wściekła, ba, wystraszyła się mnie, dlatego ją wypchnełam, nie bylam w stanie racjonalnie mysleć. Pytałam czemu tak się zachowuje, nie odpowiada, albo mowi: nie wiem. Nie raz widziała mnie wściekłą, nie raz krzyczalam na nią bo nie chcę jej uderzyć, kilka razy jak byla mlodsza dalam klapa to powiedziała, ze dzieci się nie bije. Boże jak mi było źle. Ona mną manipuluje po prostu, gra na moich uczuciach i bawi ją to, ze ja nie wiem co robić, że jestem bezsilna.
    Miedzy nami jest mur. Niechęć narosła przez lata z mojej strony i upór z jej strony. Nie umiem ani tego muru przeskoczyc ani obejść.
  • zdolowana.znadwaga 08.03.12, 14:49
    Gość portalu: Ewa napisał(a):

    > Niechęć narosła przez lata z mojej strony i upór z jej strony. Nie umiem ani tego muru przeskoczyc ani obejść.

    Myślę, że powinnaś pójść sama, potem z mężem, a potem w 4 do terapeuty rodzinnego. Sama tego nie udźwigniesz.
  • morekac 08.03.12, 16:58
    > Piszesz o tym tak, jakby z tego II piętra schodziły po zewnętrznym murze.
    > ..
    > zostałam wezwana do szkoly, nasluchalam się

    No i co z tego? Ode mnie nasłuchaliby się w szkole w kwestii bezpieczeństwa - małe dzieci nie powinny wychodzić same do sklepu. Nie powinny wogóle mieć takiej możliwości.

    > Po prostu nie puszczaj jej samej na dwór, skoro się nie stosuje do zasad.
    >
    > nigdy by nie wyszła
    Czyli jednak byłaby to konsekwencja. A tym bardziej nie puszczałabym na dwór 8-latki, która przynosi jakieś cukierki kupione przez panów.

    > stawia, ale nic sobie z tego nie robi, na szafkę była kłódka na szyfr,
    wystarczyłaby kłódka na klucz... A słodyczy nie kupuj - tyle tylko, ile jest do zjedzenia na raz.

    rozpraco
    > wała, telefon to samo,
    Widocznie hasło było takie do niczego. Najlepiej trzymaj komórkę przy sobie.

    Zabieram piloty do pracy-włączy tv bez nich. Wył
    > ączamy tv z gniazka-wlącza sobie sama.
    Akurat ta czynność jest do opanowania przez 2-3 latka. :-)
    Ty chyba sobie kpisz.
    Wiesz dlaczego zakazy nie są respektowane? Bo z waszymi zakazami poradziłby sobie 2 latek, a nie 8 latka obdarzona jakim takim pomyślunkiem. Co nie znaczy, że rozsądkiem.





    --
    -------------------------------------------------------------
    Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
  • wrzesniowamama07 08.03.12, 13:07
    Bardzo mocno bym przemyślała diagnozę w kierunku ADHD, to jest prawdopodobne.

    Ale być może jest to efekt braku narzucenia pewnych ram we wczesnym dzieciństwie. Nie wyobrażam sobie sytuacji, jaką opisujesz -
    Do dziś mam przed oczami obraz, gdzie córa jako
    > 1,5-2 latka leeeci na plac zabaw, obskakuje wszystkie urządzenia przez kilka m
    > inut , potem nastepuje odwrot i biegiem na nastepny plac zabaw. W pół dnia zali
    > czałysmy zwykle 3-4 place zabaw, wszedzie biegiem

    - no sorry, jeśli mama zamierza być na jednym placu zabaw dłużej niż pół godziny, to jest. A jak się dziecku nie podoba, to wracamy do domu. Raz, drugi, dziesiąty. Podjęłaś próbę narzucenia jej swojego zdania, czy biegałaś? Biegałaś, więc nauczyła się, że może.


    W sklepie histerie, no dobra,
    > typowe zachowania 2-3 latki.

    Owszem, takie histerie mają miejsce, niekoniecznie w sklepie, ale u dwulatka. Okiełznany 2,5 latek nie histeryzuje. Wiem co piszę, pół roku walczyłam z histerycznymi zagraniami (nie w sklepie) u dziecka. Przeszło. Bardzo dużo pracy w to włożyłam, żeby przeszło.


    W przedszkolu było dziwnie bo była bardzo posłusz
    > na, cicha i nie wchodziła w konflikty z koleżankami.

    I to daje do myślenia, że to może jednak nie być ADHD. Przedszkole potrafi - wychowawcy i grupa - narzucić normy. Dużo bardziej niż szkoła, od razu mówię.

    W domu przed każdym wyjści
    > em cyrk, o czesanie, o ubieranie się, o to, że nie chce iść do przedszkola, i t
    > ak codziennie.

    A Ty co na to? Jedna znajoma miała taki egzemplarz, córkę. Wsadziła 4,5 letnią pannę rozczochraną w piżamie i na bosaka (jesień słoneczna była) do samochodu i w tym stanie dostarczyła ją do przedszkola. W reklamówce były rzeczy. Nie uwierzysz, koleżanki ją uczesały, pomogły się ubrać, trochę ciocie się dołożyły z pytaniami, czy nie zdążyła, zaspała, pochwaliły ubranka - przeszło, no przeszło.

    Dziecka, które jest tak nieposłuszne nie wysłałabym na wakacje z dziadkami. Nie dla kary, tylko z miłości do dziecka (i dziadków).

    Jest jeszcze jeden trop - słodycze. Piszesz, że zjada ich bardzo dużo. Jest możliwe, że ma po prostu świra od cukru. Piszę wprost, nie jestem wrogiem słodyczy jako takich (sama lubię, dziecku daję), ale cukier w dużych ilościach działa fatalnie na układ nerowowy. Jeśli dodatkowo je świństwa (barwione lizaki etc, dostępne w sklepikach), to może być pod wpływem substancji toksycznych.

    Zastanawiam się, jak to możliwe, żeby dwoje dorosłych ludzi dało się tak podporządkować. Jeśli to ADHD, to trzeba pilnie leczyć. Jeśli nie, znajdź lepszego psychologa rozwojowego od dzieci trudnych, bo bywają dzieci które nie mają ADHD, ale inne zaburzenia.

    Może inne forumowiczki napiszą coś więcej, ja się oddalam będąc w szoku
  • Gość: Ewa IP: *.ssp.dialog.net.pl 08.03.12, 13:18
    Dziękuję za tego posta, ja tez podejrzewałam adhd, ale to chyba nie to.
    W szkole inna w domu inna.
    Tez jestem w szoku, zwlaszcza że mam starszy egzemplarz-totalne przeciwienstwo. No i sama byłam z tych raczej grzecznych.
    Co do słodyczy, az wstyd o tym pisać. Ja nie juz nie pozwalam jeść ile wlezie, dlatego ta kłódka. Może zjeść coś słodkiego w weekend. Ale ona kupuje w sklepiku na zeszyt albo pożycza pieniądze od koleżanek! Kiedyś przyszła do domu z torba cukierków, spytalismy skąd ja ma, pan jej kupił. Mało nie zeszlismy na zawał. A tyle się mówi na temat bezpieczeństwa.
    Ale to jest silniejsze od niej, to jej chcenie.
  • wrzesniowamama07 08.03.12, 13:22
    Ale to może być jedną z przyczyn zachowania, serio. Cukier pobudza w sposób nieprawdopodobny.

    Ja się jednak trochę dziwię, ona może robić z wami co chce... Wyobraź sobie, że to będzie szło w gorszą stronę - co zrobisz za 4 lata?
  • Gość: Ewa IP: *.ssp.dialog.net.pl 08.03.12, 13:29
    Własnie tego się obawiam. Dlatego piszę, bo mam kryzys psychiczny i to straszny.
    Syn dyslektyk wymagajacy nieustannego pilnowania, sprawdzania i kontrolowania jesli chodzi o naukę, bo poza tym bardzo dobre, empatyczne, po prostu kochane dziecko. Ale wymagajace czasu i cierpliwości, córa wymagajaca czasu i...nie wiem czego, praca, dom, pies. A doba ma tylko 24 godziny.
    Poddaje się. Życie z moją córa to bezustanna walka. Nie mam siły.
  • wrzesniowamama07 08.03.12, 13:35
    No poddać się nie możesz. Poszukaj profesjonalnej pomocy, na forum to można tylko refleksje snuć. Musisz znaleźć psychologa, który popracuje z wami i z nią.

    Bo fakt, że w szkole panuje nad sobą a w domu sobie odbija świadczy o tym, że wie że może. I tak naprawdę to rzeczywiście wy jesteście za to odpowiedzialni, więc wy się musicie z tym zmierzyć. Jak konkretnie? To właśnie pole do popisu dla psychologa, który nawiąże kontakt z dzieckiem.

    Córka jest tyranem, bo tak została nie-wychowana. Może mieć trudniejszy charakter, ale dziecko się wychowuje od początku, stawia granice bardzo wyraźnie, zdecydowanie. Inaczej dziecko rośnie, problem rośnie.
  • Gość: Ewa IP: *.ssp.dialog.net.pl 08.03.12, 13:47
    I jeszcze jedno dopiszę. Od przedszkola chodzila na plastyke i grafike, z koleżankami, bo lubila to bardzo a potem okazalo się, że utalentowana jest. Zdobyła nawet nagrodę za miniature graficzną:) Ale w pierwszej klasie zaczęła przeszkadzać na zajęciach, wygłupiac się, popisywać i lekcewazyc pracę. Musiałam ją wypisac-panie o to poprosiły, dopóki się nie zmieni, ona tez juz nie chciała chodzić. Zaproponowalam inne zajęcia; taneczne, ruchowe, śpiew, koszykówkę. Na wszystkich zajęciach odmawiala udzialu. Nawet jak okazało się, ze ma słuch i ładnie spiewa. Nie chce chodzic bo nie i już. No to nie.
    Spotykam czasem prowadzących zajęcia i slyszę: jaka szkoda, że nie chodzi, taka zdolna...
  • zdolowana.znadwaga 08.03.12, 13:53
    Twoja córka nie ma czasu zajmować się sobą, bo musi wychowywać rodziców. To strasznie męczące i trudne zadanie, na nic innego nie starcza jej zapału. A wystarczy skierować uwagę gdzieś indziej, podejść troszkę, troszkę ochrzanić jak beczkę od smoły, troszkę przytulić, pochwalić.
  • wrzesniowamama07 08.03.12, 14:00
    Też mam wrażenie, że dziecko koncentruje się na sprawdzaniu, jak daleko może się posunąć - to dość typowe u dzieci które nie mają określonych przez rodziców granic. Rozsadza je niepokój.
  • aqua48 08.03.12, 14:00
    A jakie są relacje miedzy Tobą a mężem? Brak konsekwencji w wychowaniu niestety bardzo często jest spowodowany tym, ze rodzice nie potrafią się dogadać w tym względzie. Jedno zabrania czegoś, a drugie dla świętego spokoju lub zmęczone sytuacją, pozwala co tak rozwala dziecku świat, że samo musi narzucić swoje zasady.
    Coś mi się wydaje że będziecie musieli oboje popracować mocno nad sobą zanim uda Wam się okiełznać córkę i narzucić jej nowy sposób postępowania. Radzę poszukać dobrego psychologa od problemów rodzinnych.
  • Gość: Ewa IP: *.ssp.dialog.net.pl 08.03.12, 14:11
    Hmm, gdybym miała tylko córę moglabym calkowicie przytaknąć-tak, pozwoliłam jej na to, zbieram owoce. Ale ja mam starszego syna, gimnazjaliste, ktory w 1-2 klasie SP tez próbował nie przestrzegac zasad, ale szybko mu to zgłowy wybiłam. On po prostu dał się wychować.
    W domu są zasady, dzieci je znają. Od osob postronnych slyszę same pochwaly na temat kulturalnego zachowania moich dzieci, obojga. Tyle, że obowiązki sa dla moich dzieci czymś czego się nie robi bo się nie chce. I tu w przypadku mojego syna: jak mama pogoni to zrobię. W przypadku corki: niech sobie gada mam ją w nosie.
    Na moja corke nie działa groźba, wrócisz niepunktualnie nie wyjdziesz nastepnego dnia. Wraca spóźniona i już. Jak na drugi dzień odmowie wyjścia to się wścieka i rozwala ubrania. Gdy każę je sprzatnąć rozwala jeszcze bardziej. Co mam zrobic z tymi ubraniami gdy ich nie sprzatnie? Przeciez nie wyrzucę do kosza. Od wczoraj leżą na podłodze...
  • Gość: ja IP: 77.87.160.* 08.03.12, 14:15
    trzepnij przez łeb i powiedz, że ma biegiem to sprzątnąć, ale już! Spojrzenie i mowa ciała ma być taka, że córka w lot złapie, że jak się sprzeciwi to nastąpi 3 wojna światowa.
    I tak zawsze, dopóki nie zrozumie, że ma się zachowywać jak cywilizowany człowiek, dopóty będzie tresowana.
  • Gość: gośka IP: *.icpnet.pl 08.03.12, 15:46
    > Gdy każę je sprzatnąć rozwala jeszcze bardziej. Co mam zro
    > bic z tymi ubraniami gdy ich nie sprzatnie? Przeciez nie wyrzucę do kosza. Od w
    > czoraj leżą na podłodze...

    Jeśli to są jej ubrania, to wywal do kosza albo za okna (to sposób mojej teściowej na mojego mężą jak był dzieciakiem, bardzo sprawdzony) - czego się boisz? Pokaż jej, że też umiesz się wkurzyć i że nie dasz sobie narzucać tego wszystkiego. Ja bym wywaliła te ubrania. Co może potem zrobić? Jak wpadnie na pomysł kolejnej demolki, pomyślisz jakie konsekwencje wyciągnąć. Piszesz, że jesteś konsekwentna. Wcale nie jesteś.

  • morekac 08.03.12, 17:18
    Co mam zro
    > bic z tymi ubraniami gdy ich nie sprzatnie? Przeciez nie wyrzucę do kosza. Od w
    > czoraj leżą na podłodze...
    Jak to co? Nic. To ona nie będzie miała w czym chodzić, ty chyba nosisz inny rozmiar...

    --
    -------------------------------------------------------------
    Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
  • Gość: Ewa IP: *.ssp.dialog.net.pl 08.03.12, 14:32
    Mąż dostrzegł, że jest problem jakies pół roku temu. Wczesniej próbował córe prosić, o wszystko. Ja nie mogłam tego słuchać, więc się wtrącałam, wiem, niepotrzebnie. No i byla kłótnia.
    Ja z kolei z opcji: jest czas na obowiazki, które ma kazdy i jest czas na zabawę. Nie ma tak, że kazdy robi co chce i kiedy chce. No i co mi z tego przyszło..
    Jestem za miękka, tak jak mąż, tyle, ze on próbował prośbą a ja groźbą.
    Mój problem polega na tym, że nie wiem jakie konsekwencje wyciagnąć z jej zachowania. Co zrobic gdy nie chce posprzątać? Co wtedy powiedzieć? Co, kiedy nie chce się uczyc (m.in.I komunia)?
  • Gość: pireneje IP: 31.41.177.* 08.03.12, 15:07
    tak - jesteś za miękka. hodujesz upiora, który zamieni wasze zycie w piekło. dla mnie sytuacje przez ciebie opisane (zachowanie córki) sa nie do przyjecia. chyba, ze cierpi na jakies deficyty rozwojowe czy moze raczej zaburzenia osobowiściowe tudzież psychiczne.
    pytasz o konsekwencje- wiele z nich będzie z grupy tzw. naturalnych.
    nie posprzata- bałagan bedzie narastał. na poczatku zaznaczyc tylko, co zrobisz, jesli narosnie za bardzo- wchodzisz, zbierasz i wyrzucasz jak leci.
    nie chce sie uczyć do pierwszej komuni? idziecie RAZEM z córką do katechetki i mówicie jak sprawa wyglada. religia nie jest obowiązkowa.
    kupuje na zeszyt? idziesz RAZEM z córka do sklepiku i mówisz pani , ze tej dziewczynce nie daje na zeszyt.
    pozycza od kolezanek? za zgoda wychowawcy wchodzisz na lekcje i mówisz dzieciom, ze córce nie wolno pozyczac pieniedzy, bo nie umie sie nimi jeszcze właściwie posługiwać. tu przyda sie tez pomoc pani, która widzi z reguły które dzieci korzystaja ze sklepiku.
    córka zdecydowanie potrzebuje granic. i to natychmiast. a wy pomocy w nauce jak byc konsekwentnym rodzicem.
  • Gość: Ewa IP: *.ssp.dialog.net.pl 08.03.12, 15:26
    To nie jest tak, że ja nigdy nie probowalam, tylko, że standarty na corę nie działają.
    zabiorę zabawki-trudno, pobawie się czymś innym
    nie chce się uczyc do komunii- nie chcę iść do komunii
    kupuje na zeszyt-wiem o tym od tygodnia-zagroziłam, że pójde do szkoły i powiem to co napisałaś-prosila zeby nie iść, ze bedzie jej wstyd i to się już nie powtórzy-sprawdzę
    Z koleżankami rozmawialam-obiecaly nie pozyczać
    Ubran wyrzucac nie będę, ciążko na nie pracuję. Uczyc nie chce się wszystkiego, co jest dziwne bo nauka przychodzi jej z łatwością, same wspaniale, 5, 6-stki, kiedy ją zmuszę i powtorzymy coś przez góra 10 minut! zadania domowe od pierwszej klasy robi sama, sprawdziany pisze na 100% z matmy i 90% z polskiego.
    Potwornie męczace jest to, że gdy ja powiem: córciu powtórzmy słówka na dyktando, slyszę krzyk, nie będe się uczyc, nie chcę! Odechciewa sie wszystkiego...
  • Gość: pireneje IP: 31.41.177.* 08.03.12, 15:39
    wszystkie standardy- stosowane KONSEKWENTNIE i z glową- zadziałają.
    zabierasz zabawkę, ona bawi sie inna- prosze bardzo, ale nie TĄ.
    WYPISUJESZ córke z religii skoro nie chce na nia chodzic. powtarzam -religia nie jest obowiązkowa.
    wyrzucanie ubrań- cóz-trzeba kiedys ZAPŁACIĆ za błędy wychowawcze które popełnialiscie przez lata. wystarcza jej 2 zmiany ubrań na sezon. i moze przestań tak ciezko na te ubrania pracować, bo nikt, z wyjatkiem ciebie, wydaje sie tego nie doceniać. a córka juz najmniej.
    naukę zostaw w spokoju. czego oczekujesz? 7-demki z angielskiego? córka uczy się wystarczająco dobrze, tu jej kontrola zbedna.
    i musze do licha to napisać- KOBIETO, OTRZĄŚNIJ SIĘ! pomiata toba dziecko z drugiej klasy! obłęd!
  • aqua48 08.03.12, 15:43
    Ubrania schowaj jeśli nie posprząta. I nie oddawaj jeśli nie zacznie słuchać poleceń. Dopóki nie będzie miała w czym wyjść z domu to nie zrozumie. I powtarzaj, że jak każesz jej iść do szkoły w piżamie to będzie jej wstyd, nie Twój. I to z niej koleżanki będą się śmiały.
    Pamiętam dziewczynę, która zawsze miała bałagan na biurku i nie chciała go sprzątać, zawsze były o to dzikie awantury, dopóki bardzo spokojny ojciec nie wziął wszystkiego i nie smyrgnął przez okno na podwórko. Dziewczę z płaczem zbierało swoje rzeczy, ale od tej pory porządek był idealny.
  • Gość: gośka IP: *.icpnet.pl 08.03.12, 15:50
    Brakuje Ci weny twórczej :) do każdego złego zachowania można dobrać konsekwencje. Jeśli potrzebujesz zawsze trochę czasu, żeby pomyśleć jakie, po wybryku dziecka nie narzucaj od razu jakiejś nielogicznej kary, tylko wyjdź do pokoju i pomyśl chwilę co pasuje dalej do tej układanki: akcja-reakcja.

    Co zrobic gdy nie chce posprzątać?
    wyrzucić jej rzeczy na śmietnik - posprzątasz za nią raz a dobrze. I ostatni raz, bo więcej te rzeczy nie będą się walały w domu, więc nie będzie z nich bałaganu.

    Co, kiedy nie chce się uczyc (m.in.I komunia)?
    Jeśli tłumaczenie czym jest I Komunia i dlaczego trzeba się do tego przyłożyć nie pomaga, to niech się nie uczy - jeśli nie zda egzaminu, nie przystąpi do Komunii. Może przystąpić za rok lub 10 lat jak zmądrzeje. Po co Ty sobie zawracasz tym głowę? Niech odpowiada za siebie.
  • keszurka 08.03.12, 16:06
    W tym momencie walczysz o dziecko i dumę i własne ambicje (może nawet wstyd przed dalszą rodziną?) odnośnie tej Komunii może schowaj do kieszeni. Niech córka ponosi konsekwencje swojego zachowania. Niech poczuje, że Tobie nie zależy na tym, by miała same piątki, by przystąpiła do komunii, czy miała porządek w pokoju - jej samej powinno na tym zależeć i powinna rozumieć zależności.
    To nie jest czas na zastanawianie się czy wiele pracujesz na jej ubrania, inne rzeczy czy nie. Teraz jest chwila, w której masz szansę odzyskać spokojny, bezpieczny i radosny dom. Czy nie warto?

    --
    Would you know my name
    if I saw you in heaven.

    clapton
  • Gość: Ewa IP: *.ssp.dialog.net.pl 08.03.12, 16:37
    Ja sie kompletnie nad tym nie zastanawiam czy ciężko pracuję czy lekko, tylko nie jest fajnie wyrzucać prawie nowe ubrania. Dlatego o tym wspomnialam.
    I nie o moją dumę tu chodzi, ja wiem, ze tak naprawdę to ona chce iść do komunii i to przeżywa, ale żeby mnie zranić, albo zeby się nie uczyc musi swoje chlapnąć.
    Jesli chodzi o szkołę, to ja chce ją nauczyć systematyczności i obowiązkowości, nie chodzi mi o oceny
  • Gość: fruzia01 IP: 212.160.103.* 09.03.12, 08:09
    jeśli ona jest naprawdę zdolna i potrafi sama się nauczyć to błagam, odpuść jej;
    ja też byłam zdolnym dzieckiem, prawie wszystko pamiętałam ze szkoły z lekcji, a mama w domu katowała powtarzaniem po raz setny, że kura jest ptakiem grzebiącym, rozwiązywaniem równań i wymyślaniem coraz dłuższych zdań ze słowem 'drabina' (jak drabina nie miała trzech przymiotników, a tata na niej stojący pięciu, to zdanie nie było wystarczająco ładne) - do końca życia nie zapomnę tych łez, krzyków i załamywania rąk - mama oczywiście miała poczucie spełnionego obowiązku nauczenia dziecka pracy, systematyczności i wysiłku
  • Gość: Ewa IP: *.ssp.dialog.net.pl 09.03.12, 08:57
    To co piszesz to jakis horror, ja chcę żeby córka CODZIENNIE odrabiała lekcje a nie tylko od święta. A moje zmuszanie polega na tym: córciu przepisz słówka na dyktando, tu wiadomy komentarz córki, ja na to, że trzeba ćwiczyć, żeby zapamiętać, ona swoje, w końcu pisze, zadowolona, ja stawiam "ocenę" -wymóg córki, nie mój, broń boże. Całość trwa 10-15 minut - raz w tygodniu!. "Katowanie" zadaniem domowym również trwa 10-15 min. Nauka do komunii 10-15 min ale codziennie, bo to dla niej trudne slowa i nie chcę żeby się zniechęciła. Całość 30 min, max godzina. A co się dziecko najęczy to jej.
    Naprawdę znęcam się nad córką?
  • morekac 09.03.12, 09:40
    A moje zmuszanie polega na tym: córciu przepisz słówka na
    > dyktando, tu wiadomy komentarz córki, ja na to, że trzeba ćwiczyć, żeby zapami
    > ętać,
    Nigdy swoim córkom nie robiłam dyktand. Jeśli nie ma z tym większych problemów - odpuść. Są dzieci, które nie muszą uczyć się ortografii i być może twoje dziecko do nich należy.

    Nauka do komunii 10-15 min ale codziennie,
    Kogoś tu zdrowo porąbało, nie twierdzę, że ciebie, być może katechetkę.
    A czego się nieszczęsna do tej komunii musi uczyć? Podstawowe modlitwy powinna znać - jako często stosowane. Reszta - z tego co pamiętam, była do zaliczenia od czasu do czasu, ale nie wymagało to nie wiadomo jakiego zakuwania i dzieci większości uczyły się tego na lekcjach.
    Jeśli się nie modlicie, nie chodzicie do kościoła i nie prowadzicie życia religijnego - to po co posyłasz ją na religię i do komunii?
    --
    -------------------------------------------------------------
    Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
  • Gość: Ewa IP: *.ssp.dialog.net.pl 09.03.12, 09:55
    Chodzimy do kościoła, jestem wierzaca, chcę by corka poszla do komunii. Ona tez chce.
    Tylko uczyc jej się nie chce.
    Wyznanie wiary, chwała na wysokości to trudne modlitwy, dziecko nie nauczy się tego w jeden dzien. Dlatego rozkładam to na raty. Przecież to tylko do kwietnia, połowę ma zaliczone. Katechetka jest przemiłą osobą, nie gnębi dzieci. Tu chodzi o naprawde minimalny wysiłek ze strony corki. Nikt sie nad nią nie znęca...
  • morekac 09.03.12, 11:11
    Odpuść młodej trochę - najwyżej zaliczy za drugim razem.
    Jeszcze nie słyszałam o przypadku niedopuszczenia drugoklasisty do komunii z powodu niezaliczenia wszystkich modlitw w pierwszym terminie.
    --
    -------------------------------------------------------------
    Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
  • fruzia01 09.03.12, 10:07
    poteoretyzuję, bo sama mam dopiero 2latka
    ale może zamiast "córciu przepisz słówka na dyktando, bo trzeba ćwiczyć" zapytaj czy pamięta o jutrzejszym dyktandzie, zapytaj czy zna materiał, przepytaj wyrywkowo z 2 słówek (a przez jakie u pisze się kura?) albo zaproponuj żeby napisała na próbę w domu; jak stwierdzi, że ona wszystko umie to się uciesz; jeśli mimo wszystko przyniesie z dyktanda dwóję - porozmawiaj i wyjaśnij że jest mądra, jedna dwója o niczym nie świadczy, następnym razem pomożesz jej się nauczyć na 5;
    religia to osobny temat: są nauczyciele, którzy kładą nacisk na postawę i przymykają oko na nieznajomość małego katechizmu jak i tacy, dla których wykucie na pamięć 40 modlitw i regułek jest absolutną podstawą świadomości religijnej, bez której sakrament nie będzie przyjęty godnie; zależy na kogo trafiła twoja córka, może nie musi wszystkiego perfekcyjnie znać na pamięć?; inna rzecz, że jeśli rodzina jest religijna, modli się razem i chodzi na niedzielną mszę świętą, to rzeczy nowych i trudnych jest naprawdę mało
  • Gość: Ewa IP: *.ssp.dialog.net.pl 09.03.12, 10:20
    Robiłam jak mówisz, pozwolilam przygotować się "po swojemu" dostała dobrze z dyktanda i była bardzo rozczarowana. Powiedzialam, ze następnym razem troszkę się pouczy i na pewno pójdzie jej lepiej. Usłyszałam, że uczyć się nie chce, bo nie.
    Co do religii, nie jest tego dużo, ale to jest ośmiolatka, nie dorosły, nie skupia się w kościele tak by wszystko zapamiętać z mszy. Więc trzeba pouczyć się w domu. Jak wyżej.
  • morekac 09.03.12, 10:34
    dostała dobrze z dy
    > ktanda i była bardzo rozczarowana.
    Czyli nie dostała wcale złej oceny - tylko dobrą. Dzieci w tym wieku mają prawo do robienia błędów i niedostawania szóstek. Jej rozczarowanie to jej problem.
    Wyluzuj - bo na razie naprawdę nie jesteś lepsza od mamy od drabiny i taty z przymiotnikami.
    --
    -------------------------------------------------------------
    Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
  • Gość: fruzia01 IP: 212.160.103.* 09.03.12, 11:04

    > Robiłam jak mówisz, pozwolilam przygotować się "po swojemu" dostała dobrze z dy
    > ktanda i była bardzo rozczarowana. Powiedzialam, ze następnym razem troszkę się
    > pouczy i na pewno pójdzie jej lepiej. Usłyszałam, że uczyć się nie chce, bo ni
    > e.
    i ja bym na tym pozostała - albo się uczysz albo masz 4 - twój wybór, jeśli chcesz mieć lepsze oceny - poproś to ci pomogę;

    religia - no dobrze: credo, chwała są trudne, może jeszcze 6 prawd wiary, przykazania kościelne; to raptem 4 pozycje; może córka woli zostawić najtrudniejsze rzeczy na koniec? może niech sama zaproponuje termin (i zaznaczy w kalendarzu), w którym je zaliczy?

    a może woli przysiedzieć nad czymś całe popołudnie i wieczór ale raz, a nie codziennie męczyć się z nieprzyjemnymi rzeczami po trochu? ja na przykład taka jestem - niesystematyczna, robię co trzeba na zadany termin, ale jeśli tego nie lubię to raczej w ostatniej chwili; nienawidzę, jak mi ktoś ciągle przypomina musisz, musisz, musisz - sama wiem że muszę; chcę przez to powiedzieć, że może córka nie pasuje do twojego sposobu nauki, coś innego pasowałoby jej bardziej, a że jest bardzo uparta to są takie zgrzyty między wami w temacie szkoły
  • Gość: Ewa IP: *.ssp.dialog.net.pl 09.03.12, 11:23
    a może woli przysiedzieć nad czymś całe popołudnie i wieczór ale raz, a nie codziennie męczyć się z nieprzyjemnymi rzeczami po trochu? ja na przykład taka jestem - niesystematyczna, robię co trzeba na zadany termin, ale jeśli tego nie lubię to raczej w ostatniej chwili; nienawidzę, jak mi ktoś ciągle przypomina musisz, musisz, musisz - sama wiem że muszę; chcę przez to powiedzieć, że może córka nie pasuje do twojego sposobu nauki, coś innego pasowałoby jej bardziej, a że jest bardzo uparta to są takie zgrzyty między wami w temacie szkoły

    może masz rację, ja tylko brałam pod uwagę jej niecierpliwośc i fakt, że nie skupi sie dłużej niż 15-20 minut, dlatego uczyła sie na raty
  • morekac 09.03.12, 09:31
    prawie wszystko pamiętałam ze szkoły z lekcji,
    > a mama w domu katowała powtarzaniem po raz setny, że kura jest ptakiem grzebiąc
    > ym, rozwiązywaniem równań i wymyślaniem coraz dłuższych zdań ze słowem 'drabina
    > ' (jak drabina nie miała trzech przymiotników, a tata na niej stojący pięciu, t
    > o zdanie nie było wystarczająco ładne) -

    Współczuję. Z początków mojej kariery szkolnej pamiętam moją mamę, czepiającą się literek 'o', które były nie takie, jak trzeba. Oraz moje wrzaski i stres. Przy czym moja mama pisze skrajnie nieczytelnie, więc za wzór służyć nie może. ;-) Na szczęście awantura była taka, że był to ostatni raz, kiedy zajrzała mi do zeszytu.
    --
    -------------------------------------------------------------
    Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
  • Gość: gośka IP: *.icpnet.pl 09.03.12, 13:18
    Ona ma trochę psychopatyczną osobowość - może lubi zadawać Ci ból. W tym układzie powinnaś się obronić - nie dać się zranić. Jak widzi że Ci na czymś zależy, wbija Ci szpilę. Może udawaj przez jakiś czas, że Ci nie zależy.
  • Gość: Ewa IP: *.ssp.dialog.net.pl 09.03.12, 22:22
    Nie, nie, nie pisz tak, córa jest zagubiona, cos ją męczy, pewnie świadomie sprawia mi bol bo chce mnie ukarać za to, że nie bylam cala jej, ale to wszystko, nie robi tego dla samego zranienia. Gdy udawalam, że mi nie zależy było jeszcze gorzej, czyli nie tędy droga.
  • morekac 08.03.12, 17:08
    Ale być może jest to efekt braku narzucenia pewnych ram we wczesnym dzieciństwi
    > e.
    Równie dobrze może być to niezbyt nasilone ADHD ( w sensie, że takie niepełnoobjawowe), połączone z nieco ciapowatymi rodzicami. Być może ci sami rodzice rewelacyjnie sprawdziliby się jako posiadacze spokojnego dzieciątka.
    --
    -------------------------------------------------------------
    Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
  • Gość: gośka IP: *.icpnet.pl 08.03.12, 15:54
    Wiesz Ewo ja nie czytam psychologicznych książek za dużo, ale w jednej takiej mądrzejszej jaką kiedyś czytałam wyczytałam o podświadomym narzucaniu przez rodziców ról swoim dzieciom i zastanawiam się czy Twoje dzieci w te role nie próbują wejść, bo Wy tak o nich myślicie. Może je porównujecie? Syn - kochany, ułożony, grzeczny. Córka - zła, krnąbrna, nieusłuchana... Przeczytaj "Rodzeństwo bez rywalizacji". Zobacz czy czasem nie popełniacie jakichś podstawowych błędów typu porównywanie, narzucanie roli, bo może można coś zmienić.

    Twój problem jest poważny, myśle, że nadaje się do zaopiniowania przez psychologa. Garść konkretnych rad może wiele pomóc, potrzebny będzie wysiłek, praca ale może się udać, jeszcze nie jest za późno. Dzieci się nie wybiera, jak to mówią :) Ale można je ukształtować.
  • verdana 08.03.12, 17:06
    Dokłasnie to samo mi przyszlo do głowy. Ten syn-dyslektyk, wokół nauki ktorego kreci się cały dom i córka, ktora robi , co moze, aby zwrócić na siebie uwagę.
    Cos jest nie tak takze z Waszym stosunkiem do syna - dyslektyk potrzebuje pomocy w lekcjach, ale z Twojego opisu wynika, ze te lekcje z dzieckiem sa centrum Twojego zycia, tak, zę wychowanie córki musiałaś powierzyc ojcu. Dajcie odetchnąć synowi - tak nie wolno postępować z dyslektykiem! Dom nie ma być drugą szkołą!
    Wszystkie niemal odpowiedzi koncentrowały siena tym, jak dowalić córce, czego jej zabronić, jak ja karać i dyscyplinować. Od razu mowię - to nic nie da. Problemem sa stosunki w rodzinie, w całej rodzinie, a córka jest tylko osoba, na ktorej to wszuystko się odbioja. Idxcie jak najszybciej na terapię rodzinna, bez zmiany całej rodziny córka się nie zmieni.
    --
    zpopk.blox.pl
  • Gość: 71tosia IP: *.adsl.inetia.pl 08.03.12, 19:18
    Akurat przy silnej dysleksji nie ma wyjscia, w poczatkowej fazie nauki masz praktycznie druga szkole w domu, bo dzieci dyslektyczne maja duze problemy z pamiecia. Trzeba poswiecic dziecku wiele czasu bo moze sobie samo nie poradzic. A nie chesz dokladac sobie jeszcze problemow z synem.
    Co do corki, mozliwosc kar wykorzystaliscie a nagrod? Jast cos na czym jej naprawde zalezy? Moze Mala jednak przynajmniej od czasu do czasu stymulowac - nagrodami. Jezeli uda sie jej posprzatac to chwalic pod niebiosa, nawet jak nie do konca sie jej udalo. A co do nadaktywnosci ruchowej, probowaliscie sportow? Skoro z nauka radzi sobie bez problemow to zapiszcie na... basen, tenis, tance i konie i co tam jeszcze mozecie. U moich znajomych gdzie dziecko wlasnie bylo takie nadaktywne to bardzo pomoglo, przeniesieli corke na jakis czas do szkoly sportowej. Treningi plywackie dwa razy dziennie te nadaktywnosc skutecznie skanalizowaly.

  • Gość: Ewa IP: *.ssp.dialog.net.pl 08.03.12, 19:42
    To prawda, ja nie miałam wyjścia, syn nie zdałby po prostu do nastepnej klasy. Nie umiał sklecić porzadnie zdania pojedynczego, ani sie wypowiedziec. Niczego z lekcji nie wynosił ani nie pamietał. Pracowalismy bardzo ciężko trzy lata. Zero wolnego, ale warto było. Praca przyniosła efekty. A mąż mial zająć się córką, w jej wolnym czasie, którego nie bylo aż tak duzo, bo jeszcze wtedy chodziła na dodatkowe zajęcia.
    Czuję się winna, że ją wtedy zaniedbałam, ale co miałam zrobić? Nie stac nas było na kogoś kto by przychodził do syna siedem razy w tygodniu na kilka godzin. Sama musiałam sie tym zająć.
    Teraz juz jest lepiej, mam wiecej czasu dla córki, ale co z tego...
    Co do nagród. Psycholog zaproponowała tablicę motywacyjną dla obojga. Była dwa miesiace, ale zaprzestałam tego bo syn miał zawsze wiecej plusów. Nie dlatego, że jest synkiem mamusi, tylko dlatego, że jest chetny do pomocy, robi wszystko to, o co się go prosi. Córa zaś robiła tylko to, co jej pasowało, czyli niewiele...
    Sport. Chodziłam z nią na naukę pływania. Siedziałam całe zajęcia ślepa totalnie (problemy ze wzrokiem) i wpatrywałam się w szybę nie widząc jej. Ale chciałam tam być, dla niej, żeby jej pokazać, że mi zalezy. Co ja się nasłuchałam po zajęciach, wieczne pretensje nie wiadomo o co, opryskliwość... Na inne zajęcia nie chce chodzić. Odpuściłam.
  • jola_ep 08.03.12, 20:56
    > Co do nagród. Psycholog zaproponowała tablicę motywacyjną dla obojga. Była dwa
    > miesiace, ale zaprzestałam tego bo syn miał zawsze wiecej plusów.

    Sama widziałaś, że rada bez sensu (w tej sytuacji).
    Myślę, że chodzi raczej o docenienie-dostrzeżenie dobrych zachowań córki, a w maksymalnym stopniu "niedostrzeganie" złych zachowań. Pochwalić nawet na wyrost.

    Tzn.
    Ja (może błędne, ale działało) w takich sytuacjach wybierałam pewne rzeczy, z którymi walczyłam - gdzieś tam była nieprzekraczalna granica. A odpuszczałam sobie pozostałe.
    I niech posypią się na mnie gromy - ale w pewnym okresie mój syn kąpał się co tydzień. Za to codziennie ćwiczył.

    Tak jak pisano - najlepsze są proste konsekwencje. Dziecko w tym wieku ma prawo do nieodpowiedzialnych zachowań i prawo do ponoszenia konsekwencji. I nie chodzi o to, że mają one w widoczny sposób dotknąć dziecko. Przecież to też może być element gry - nie pokażę nikomu co czuję.

    Czasem trzeba wiedzieć jak zadziałać na swoje dziecko. Mój syn jest uparty i ja to wykorzystuję. Wiem, że jeśli doprowadzę do sytuacji, gdy on "podejmie decyzję" to na pewno to zrobić. Tak samo konsekwentnie jak konsekwentnie mi odmawiał ;) (np. on mówi "zrobię to jutro i inaczej", a ja kolejnego dnia przypominam "przecież zdecydowałeś zrobić dzisiaj")
    Takie podejście absolutnie nie zadziała z moją córką.

    Córka dla odmiany zachowuje się jak jeż: z zewnątrz kłuje, a tak naprawdę potrzebuje mojego pocieszenia. Trzeba jej dać czas na "marudzenie", cierpliwie wysłuchać, a potem dotrzeć do sedna problemu. Czasem potrzebna jest przerwa na ochłonięcie (dla nas obu!). Ale generalnie nawet wzajemne wrzaski są czasem dla nas odświeżające. Ale w żadnym razie nie ośmieliłabym się tak się zachować w stosunku do młodszego. Mój krzyk rozpamiętywałby przez kolejne parę miesięcy ;)

    Do czego zmierzam: przyda Ci się ktoś, kto przyjrzy się Wam i Coś mądrego, dostosowanego do Was podpowie.
    Są pewne wspólne recepty. Ale moim zdaniem warto poznać nasze dzieci i uczyć się także od nich. Każde jest inne, więc po co porównywać? Moja słodka córeczka jak była młodsza potrafiła słodko wbić szpilę bratu, tak że otoczenie sądziło, iż to on jest wrednym agresorem :/
    Zresztą po co dzieciaki mają się starać, skoro już mają przydzielone role: może Twoje dzieci toczą się w koleinach: on jest "dobry", ona "zła". Tak czasem jest dużo łatwiej... Płynąć z prądem przyzwyaczajenia. Więc rozważcie pomoc.

    Pozdrawiam
    Jola
    PS. Nie jestem doskonała. Popełniam błędy. Ale życie na tym polega, że trzeba się otrzepać i znowu podjąć starania: naprawić, wyprostować...
  • agnieszka.z.lodzi 09.03.12, 09:31
    Ewo,

    Tak się zagrzebałaś w sprawach syna, tak się potwornie zaangażowałaś, że nie masz serca i głowy do czegoś innego.
    Mam pytanie, czy Twój syn to "tylko" dyslektyk"? Być może dlatego ledwo zipiesz, że ciągniesz go za uszy, bo nie chcesz pogodzić sie z myślą, że syn nadaje się bardziej do szkoły specjalnej niz zwykłej? To nie stwierdzenie, to pytanie. Bo jeśli walczysz o to, żeby on umiał się wypowiedzieć tak, żeby go każdy zrozumiał, o inne rzeczy które powinny być absolutną normą nawet dla dyslektyka, to coś jest nie tak. Czy nigdy nie miałaś od nauczycieli sygnałów, że on jest wyciągany z klasy do klasy tylko dla Ciebie, na siłę?
    Jeśli chodzi o pieska, to piesek jak najbardziej może być obowiązkiem 8 latki. Nie całodziennym, ale jeden spacer dziennie z psem i np wyczesanie go (nie wiem jaka to rasa), to 8 latka spokojnie załatwi.
    Myślę sobie, że dziewczyny dały Ci tu dużo mądrych rad, zanim je przetrawisz pewnie chwila minie. Poszukaj w miejscowości z jakiej pochodzisz, dobrego psychologa dla całej Waszej rodziny. Jednak w tzw. między czasie, zróbcie sobie jeden dzień (weekend?) wolny dosłownie od wszystkiego. Dzień wcześniej zaszokuj dzieciaki (bo sądzę, że to będzie dla nich szok) i zapytaj co mają ochotę jutro robić. Mam nadzieję, że ich zmotywujesz, i z pierwszego marazmu jednak wyjdą i coś zaproponują. Np park, rolki, rower, spacer. Nie gotuj, wyśpijcie się i zróbcie w 4 to, co dzień wcześniej ustaliliście. I na ten jeden dzień zapomnij, że córa jest taka, a syn taki. Zapomnij. Pomyśl sobie, że wzięłaś na ten jeden dzień pod opiekę dzieci koleżanki i musisz je poznać podczas tego dnia. Nic nie wiesz o nich. Znajdź ten balans pomiędzy obowiązkami a relaksem.
  • Gość: Ewa IP: *.ssp.dialog.net.pl 09.03.12, 10:01
    > Tak się zagrzebałaś w sprawach syna, tak się potwornie zaangażowałaś, że nie ma
    > sz serca i głowy do czegoś innego.
    To stan sprzed roku, teraz jest duzo lepiej:)
    > Mam pytanie, czy Twój syn to "tylko" dyslektyk"? Być może dlatego ledwo zipiesz
    > , że ciągniesz go za uszy, bo nie chcesz pogodzić sie z myślą, że syn nadaje si
    > ę bardziej do szkoły specjalnej niz zwykłej? To nie stwierdzenie, to pytanie. B
    > o jeśli walczysz o to, żeby on umiał się wypowiedzieć tak, żeby go każdy zrozum
    > iał, o inne rzeczy które powinny być absolutną normą nawet dla dyslektyka, to c
    > oś jest nie tak. Czy nigdy nie miałaś od nauczycieli sygnałów, że on jest wycią
    > gany z klasy do klasy tylko dla Ciebie, na siłę?
    Absolutnie nie! Problem z wypowiadaniem się był 4 lata temu! Juz go nie ma!
    I jeszcze raz, absolutnie! nie jest wyciągany na siłę, tzn nie był-teraz jest w gimn. i nie wiem jak będzie. Na koniec szóstej klasy mial srednią 4,5. Myslisz, że to dla mnie?
    > Nie całodziennym, ale jeden spacer dziennie z psem i np wyczesanie go (nie wiem
    > jaka to rasa), to 8 latka spokojnie załatwi.
    Dokładnie.
    Co do ostatniej rady-marzę o tym. I na pewno skorzystam. Dziękuję:)
  • Gość: Ewa IP: *.ssp.dialog.net.pl 08.03.12, 19:25
    Ja się z tym zgadzam Verdano, tyle, że psycholog, do ktorej chodzilismy powiedziała, ze mam nie mowic o synu, bo jej pacjentem jest córka. A bez opisu sytuacji całej rodziny , w tym syna, opis jest niepełny.
    Nie koncentruję się na lekcjach syna, tzn staram się, ale cwaniak tak się przyzwyczaił do tego, że mama podpowie, sprawdzi, skoryguje,( tak było w SP), że czeka aż ja mu powiem co ma robić.
    Walczę z tym, dałam mu właścicie wolna rękę jesli chodzi o szkołę, ale zacząl robic wszystko po łebkach, no i oceny spadły, jego samoocena razem z nimi. Jak przypilnuję- oceny szybują i synuś zadowolony. No ale ja mam tego dość.
    Wczesniejsza praca była niezbędną i nigdy nie będę żałowac, że poświęciłam mu duzo czasu bo warto było. Przekonalismy się oboje, że ma mozliwości, że jesli chce może wszystko.
    Tyle, że teraz nie bardzo mu się chce.
    Od września skupiałam się na maksa na córce, doszłam do takich samych wniosków jak Verdana, że córa walczy o naszą uwagę. Ale to nic nie dało, bo zachowanie sie nie zmieniło.
    Pogubiłam się już.
  • verdana 08.03.12, 19:31
    To natychmiast zmień psychologa - psycholog, ktory nie chce słyszeć w przypadku klopotow z dzieckiem o kontekscie rodzinnym powinien zmienić zawód. Może sie sprawdzi jako piekarz.
    Wyglada na to, ze syn także wykorzystuje Wasze słabosci, tylko inaczej niż córka - i jemu też nie potraficie powiedzieć "nie". Nie jestem psychologiem, ale diagnozuję jakąś koszmarną walkę o uwagę rodziców pomiedzy rodzeństwem. Każde robi to na swój sposób, a oba sa niszczace dla nich samych.
    Nie ukrywam - dysleksja jest tego typu zaburzeniem, które nie przechodzi tak latwo nawet przy usilnej pracy rodziców.. jeśli jest znacznie lepiej, to podejrzewam, że nie była to czysta dysleksja. Dyslektyk absolutnie NIE MOŻE, niezaleznie jak bardzo chce.
    Bardzo dobry psycholog+ terapia rodzinna - to jedyne , co mogę poradzić.
    --
    zpopk.blox.pl
  • verdana 08.03.12, 19:33
    Ps.
    Mój syn, w przeciwieństwie do mnie psycholog, poleca usilnie znalezienie psychologa, zajmującego się terapią systemową. U Was nie sprawdzi się po prostu psycholog dziecięcy - dziecko jest produktem wadliwie działającej rodziny.
    --
    zpopk.blox.pl
  • Gość: Ewa IP: *.ssp.dialog.net.pl 08.03.12, 19:50
    Ale czego nie może Verdano? Bo nie zrozumiałam.
    Dysleksję zdiagnozowano w PDT, test ryzyka Bogdanowicz -100% na tak.
    Gdy czytam jakie problemy mają dyslektycy w gimnazjum z podziałem na przedmioty wypisz wymaluj mój syn. Moze jedynie daty i słówka do tego nie pasują bo z językami nie ma probemów, daty zapamiętuje dość szybko, wiersze też. Tyle, ze on ma pamięć słuchową i własnie tak uczylismy się w domu-ja mówilam, a on słuchał i zapamiętywał. Czytanie i nauka z książek to jakis horror. Problem z koncentracją i lekka nadpobudliwość jest nadal, poza tym nie może miec przerwy w nauce bo wtedy wszystko zapomina. Musi powtarzac, powtarzac i jeszcze raz powtarzać.
  • verdana 08.03.12, 19:57
    Bo dysleksja nie jest uleczalna. pewne objawy - tak, ale nie dysleksja, jako sposób działania mózgu. Nie można powiedzieć,że jak dyslektyk się postara, to się nauczy - to tak nie działa. Są pewne rzeczy, które można wyćwiczyć, ale nie zalezy to od dobrej woli - to czesty błąd rodziców.
    Mój syn powtarza daty II wojny swiatowej (poczatek-koniec) szósty rok - i ich nie umie. I nie będzie umiał, niezaleznie od włożonej w to pracy. Moja córka nie rozpoznaje godziny na zwyklym zegarku. Nie, nie ma 8 lat - ma 25 i dwa fakultety. Mój syn ma problemy z podpisaniem sie drugi raz tak samo w banku. I bedzie je miał do konca życie.
    Twój syn uczy się lepiej, niż uczyłby się, gdybyś nie poświęcila mu trzech lat. Za to macie rozwaloną rodzinę, córkę, która nie jest szczęśliwa, syna, który nie umie bez Was się obyc przy nauce. Nie sadzę, aby to był naprawdę dużo lepszy start w zycie..
    Nie mowiąc o tym, ze Twój syn calymi latami robi przede wszystkim to, w czym jest słaby. A czy ma czas na zajęcia, w ktorych byłby dobry, czy większość czasu zajmuje mu powtarzanie szkolnych lekcji?
    --
    zpopk.blox.pl
  • Gość: Ewa IP: *.ssp.dialog.net.pl 08.03.12, 20:05
    Czyli wg Ciebie te trzy lata były bez sensu? Lepiej żeby został na drugi rok i zamiast uczyć się grał w piłkę?
    Sprecyzuj, źle zrobiłam?
    To, że rodzina rozwalona to ja wiem.
    Tylko, że czasu nie cofnę. Nie potrafię.
  • verdana 08.03.12, 20:10
    Tak. Bez sensu było przez trzy lata poświęcać się wyłącznie nauce. dziecku trzeba było trochę pomóc, pamiętając , ze matka nie jest nauczycielką tylko matką, a dom to dom, a nie kolejne miejsce pracy. Dziecku bardziej potrzebna jest swoboda, luz, pewność siebie i piłka, niż ukończenie szkoły w terminie. I mama, a nie pani nauczycielka.
    Czasu nie cofniesz, ale możesz poszukać fachowej pomocy. Dla mnie zachowanie Twojej córki jest w kontekscie Twojego zajmowania sie przede wszystkim nauką syna oczywiste. Ciekawe, czy ktoś by w ogóle zajmował sie córka, gdyby nie sprawiała problemów - ona przecież widziała, ze a. jest mniej wazna , niz brat, b. jest mniej ważna, bo brat sprawia problemy.
    Do tego dochodzi Wasze niezdecydowanie, jej charakter - i macie to co macie. Bez terapeuty ani rusz.
    --
    zpopk.blox.pl
  • Gość: Ewa IP: *.ssp.dialog.net.pl 08.03.12, 20:32
    Tak, tyle że sama przyznaj, wiesz to teraz, po fakcie, kiedy jak to napisałas jeden syn swoje wycierpiał. No to ja tez, teraz, po fakcie jestem mądrzejsza. Walczę jedynie z lenistwem syna i brakiem samodyscypliny a nie z jego słabościami.
    Dziecku bardziej potrzebna jest swob
    > oda, luz, pewność siebie i piłka, niż ukończenie szkoły w terminie.
    Ja tez wolałabym całymi dniami czytac ksiązki a nie pracować.
    I wolałabym jednak, żeby dziecko, które jest bardzo inteligentne nie musiało kopac rowów z powodu nie skonczenia gimnazjum np.
    Mam kontakt z pedagog z PDT, której syn ma dysleksję. Ona pokazala mi co robić by pomóc dziecku i zabroniła "odpuścić sobie". No i ktora z Was ma rację?
    Zresztą, gdyby syn nie był dyslektykiem tylko np. miał inne problemy i musialabym poświęcić mu czas tez bys uważała, że lepiej odpuścic, zeby nie rozwalic rodziny?
    Córka miała ojca na wyłączność, mnie rzadziej niż by chciała, ale nie była sama!
    Fakt, jesteśmy pewnie nieudolni wychowawczo, ale chcemy dla dzieci jak najlepiej i pewnie w tym chceniu przesadzilismy...
  • verdana 08.03.12, 20:39
    Syn nie jest leniwy, jest dyslektykiem. Poza tym "pracowity gimnazjalista' to sprzeczność sama w sobie.
    Moje dziecko nie kopie rowów. Moje dziecko jest na studiach doktoranckich, dzięki temu, ze w czas zostałam opieprzona przed dobrego psychologa.
    Posłuchałaś psychologa - nie odpuścilaś w dziedzinie nauki - odpuściłaś sobie jednak rodzinę, odpuscilaś sobie córkę, uznając potrzeby uczuciowe dziecka za o wiele mnie ważne niż oceny szkolne. Nie rozumiem tego, naprawdę.

    --
    zpopk.blox.pl
  • Gość: Ewa IP: *.ssp.dialog.net.pl 08.03.12, 20:47
    O jejku, Verdana, ale zeby byc na tych studiach trzeba skończyć gimnazjum, prawda???
    Więc ja walczę o to, by syn je skończył, rozumiesz? Nie zeby skończył z samymi czworkami, tylko żeby skonczył w ogóle.
    Zresztą , to nie wątek o dysleksji. Nie twierdzę, ze w ogóle nie masz racji, ale calkowitej Ci nie przyznam.
  • Gość: Ewa IP: *.ssp.dialog.net.pl 08.03.12, 20:40
    Co do dat, dyslektyk mysli obrazami, czy Twój syn próbował mnemotechnik?
    Mojemu bardzo pomógł biofeedback i szkoła szybkiej nauki-skojarzenia, mapy mysli...
  • morekac 09.03.12, 00:35
    Problem z koncentrac
    > ją i lekka nadpobudliwość jest nadal,
    Czyli syn może mieć z tym problemy, ale jego siostrze odmawiasz prawa do jakiś niedostatków?
    A co, jeśli ma problemy z koncentracją czy też inne problemy w nauce - nie tak bardzo jeszcze widoczne, bo to dopiero początek szkoły, a ona jest zdolna i jeszcze daje radę to nadrobić?
    --
    -------------------------------------------------------------
    Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
  • Gość: Ewa IP: *.ssp.dialog.net.pl 09.03.12, 09:00
    > Czyli syn może mieć z tym problemy, ale jego siostrze odmawiasz prawa do jakiś
    > niedostatków?
    A skąd taki wniosek???
    Nie martw się, na pewno jej pomogę jesli okaże się, że sobie z czymś nie radzi.
    Dlaczego robisz ze mnie potwora???
  • morekac 09.03.12, 09:25
    >A skąd taki wniosek???

    Bo nie sądzisz, żeby to było ADHD.
    Najpierw dziecko porządnie przebadaj - pokaż je specjaliście od ADHD, a nie pierwszemu z brzegu psychologowi. I jeśli stwierdzi, że dziecko jest najspokojniejsze na świecie - oznacza to zapewne ciężką pracę, ale głównie dla rodziców nad sobą - swoim zachowaniem i swoimi komunikatami. I nie będzie to zapewne kilka spotkań z psychologiem. Bo żeby w miarę bezproblemowe dziecko tak się zachowywało, to sądzę, że trzeba mieć wyjątkowy talent. A jeśli jest to dziecko z problemami - to każdy dzień, w którym myślisz o niej jak o rozpuszczonym bachorze, jest krzywdą dla niej i dla was wszystkich.
    Po drugie - naprawdę nie puszczałabym samej nadpobudliwej i nierozsądnej 7-8-latki na ulicę - bo po prostu bałabym się o nią.

    >Dlaczego robisz ze mnie potwora???
    A ten wniosek to skąd?!
    --
    -------------------------------------------------------------
    Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
  • Gość: Ewa IP: *.ssp.dialog.net.pl 09.03.12, 09:50
    Ależ ja tak sądzę!
    Byłam u pedagoga i psychologa szkolnego w pierszej klasie gdy były problemy z subordynacją. Usłyszałam że jestem przewrażliwiona i na siłę doszukuje się czegoś w córce. To samo twierdzi moja mama, pedagog, nie, jej wnuczka na pewno nie ma adhd. Więc poszłam do psychiatry, ta skierowała do psychologa (osrodek zaburzeń psychicznych, nie prywatny gabinet) a psycholog orzekł, że tylko konsekwencja może pomóc.
    W sumie to teraz doszlam do wniosku, ze ja mam troszkę pod górkę z tymi psychologami i pedagogami. Z synem tez tak było-pani sie za bardzo przejmuje dzieckiem, nic mu nie jest, mamiono mnie tak cztery lata-a ja wiedziałam, ze cos mu jest! To samo teraz, utwierdziłyscie mnie w tym skutecznie. Dla mnie sygnałem było m.in. to, że córa nie jest w stanie usiedziec przy stole dluzej niż 2 minuty bo musi robić dziesięć przerw. No ale przecież ja przesadzam...Poszukam psychologa, potrzebujemy terapii, wiem o tym.
    > Po drugie - naprawdę nie puszczałabym samej nadpobudliwej i nierozsądnej 7-8-l
    > atki na ulicę - bo po prostu bałabym się o nią.
    >Ale ona nie chce ze mną wychodzić, mam się chowac za krzakami? Boję sie o nią naprawdę, siedzę na balkonie jak wychodzi, cała w stresie, ale nie wiem co innego mialabym zrobić. Przecież nie moge jej trzymac w domu...
    > >Dlaczego robisz ze mnie potwora???
    > A ten wniosek to skąd?!
    Ogólny wniosek z tonu wypowiedzi.
    Wiem, ze Verdana nie znosi nadgorliwych matek dyslektyków, wiec jej wypowiedzi mnie az tak nie ruszają. Ale chciałabym, zeby nie odsądzano mnie od czci i wiary za to, że się po prostu pogubilam.
  • agnieszka.z.lodzi 09.03.12, 10:17
    Gość portalu: Ewa napisał(a):

    > >Ale ona nie chce ze mną wychodzić, mam się chowac za krzakami? Boję sie o
    > nią naprawdę, siedzę na balkonie jak wychodzi, cała w stresie, ale nie wiem co
    > innego mialabym zrobić. Przecież nie moge jej trzymac w domu...

    Możesz!!!! Kobieto, możesz. Jeśli nie daj Boże padnie ofiarą pedofila - pana od cukierków, lub najzwyczajniej się zagapi i wpadnie pod samochód, jak będziesz się tłumaczyć przed policją? No powiedz. Nie chcę Cię straszyć, po prostu miej trochę wyobraźni. Ty się Ewo boisz swojej córki, jej kolejnego ataku histerii czy złośliwości. Dlatego schodzisz z drogi. Zamiast powiedzieć po akcji z cukierkami "tyle razy cię prosiłam, żebyś nie brała nic od obcych, nie rozmawiała z nieznajomymi. Skoro tego nie rozumiesz, nie będziesz wychodziła na dwór." I koniec, i nie wychodzi, zamykasz drzwi, jak trzeba to ją fizycznie powstrzymujesz. Ma stanąć na Twoim, bo to Ty do chol...ry w tym domu rządzisz! Nie ona.

    >Ale chciałabym, zeby nie odsądzano mnie od czci i wiary za to, że się po prostu pogubilam.

    Nikt Cię nie odsądza, wręcz przeciwnie. Wiele osób Cię tu rozumie i wspiera jak może. Tylko, że na tyle się pogubiłaś, że nie widzisz ile błędów popełniłaś. I teraz, żeby to odkręcić musisz te błędy odkryć, rozpoznać i naprawić. Dlatego tyle gorzkich słów tu pada. A żeby było Ci łatwiej, to co słyszysz tutaj, przekazuj meżowi, niech też zacznie myśleć i działać, a nie prosić.
  • Gość: Ewa IP: *.ssp.dialog.net.pl 09.03.12, 10:27
    "Ty się Ewo boisz swojej córki, jej kolejnego ataku histerii czy złośliwości. Dlatego schodzisz z drogi"
    Nic dodac, nic ująć.
    Boimy się jej, mamy dosyc krzyków i awantur, chcemy normalnie żyć jak rodzina, a nie wiecznie walczyć. Jestem potwornie zmęczona tą walką.
  • agnieszka.z.lodzi 09.03.12, 10:48
    Gość portalu: Ewa napisał(a):

    > "Ty się Ewo boisz swojej córki, jej kolejnego ataku histerii czy złośliwości. D
    > latego schodzisz z drogi"
    > Nic dodac, nic ująć.
    > Boimy się jej, mamy dosyc krzyków i awantur, chcemy normalnie żyć jak rodzina,
    > a nie wiecznie walczyć. Jestem potwornie zmęczona tą walką.

    Masz wybór. Albo weźmiesz się za to teraz, powalczysz jeszcze ale będziesz miała względny spokój w przyszłości, albo zostawisz tak jak jest i wychowasz dwa "potwory". Póki co, widzę że skłaniasz się ku opcji pierwszej (walka), więc musisz swoje zmęczenie schować na później, jesteś dorosła, udźwigniesz to. Walcz, póki ona ma 8 lat, bo jak będzie miała 15 to nic nie zrobisz. Koniecznie, ale to koniecznie zaangażuj męża. Nie możesz tego wszystkiego dźwigać sama. Niech i on pomyśli co i gdzie, i jak. Niech i on podjąwszy trudną decyzję weźmie na siebie histerię młodej, przetrzyma ją, a Ty w tym czasie wyjdź na balkon.
    Pamiętasz o pójsciu do szkoły i załatwieniu spraw z pieniędzmi?
    Zrozum, że nie zawsze można być wrażliwym na słowa dziecka "nie rób mi tego, bo wstyd", "nie chcę, nie bo nie, nie zrobię". Czasami ważniejsze ochronić je przed nim samym. Twója córa tego potrzebuje, bo tak jak Wy, jest kompletnie zagubiona. Ten bunt, nerwy, to taki krzyk "zrób coś z tym, bo nie radzę sobie!!". Dziecko nie umie wyartykułować "wiesz, mamo, chciałabym żebyś czasami mi czegoś zakazała, żebym widziała że ci zależy na mnie, a nie na moich stopniach czy złym/dobrym zachowaniu". Ona zamiast tego zrobi Ci karczemną awanturę, zwyzywa. Tak to często działa.
    Jeszcze nie czas na żalenie się nad sobą, Ewo. To nie jest ten moment. Jeszcze wytrzymaj.
  • Gość: Ewa IP: *.ssp.dialog.net.pl 09.03.12, 10:57
    Dziękuję. bardzo dziękuję.
  • Gość: Ewa IP: *.ssp.dialog.net.pl 09.03.12, 22:33
    Rozmawialam z panią ze sklepiku. Bez córy bo zwiała ze wstydu. I dobrze, wiem, ze teraz nie odważy się wziąć czegokolwiek na zeszyt. Będe trzymała rekę na pulsie.
    Dziś po powrocie ze szkoły było to co zawsze, czyli: nigdzie nie pójdę, nie chcę bo nie. Ale zmusilam ja grzecznie do pójscia na drogę krzyżową i wróciła jakaś odmieniona:) grzeczniejsza.
    Dziękuję za słowa wsparcia Agnieszko! pozdrawiam
  • agnieszka.z.lodzi 12.03.12, 09:18
    Najważniejsze: działasz! Coś robisz, to jest ogromnie ważne.
    Co z koleżankami? Powiedziałaś córce, ze nie wolno jej pożyczać pieniędzy?

    Myślę, że wróciła z kościoła "grzeczniejsza" bo wreszcie sprawy trafiły na własne miejsce: to mama decyduje co jest ważne, i umie to wyegzekwować. Córa mogła poczuć się bezpieczna, więc spokojna.Cieszę się Ewo, że idzie powolutku do przodu ;-)

    Co robiliście w weekend?

    Pozdrawiam!
  • Gość: Ewa IP: *.ssp.dialog.net.pl 12.03.12, 09:48
    Dziękuję:)
    Z koleżankami się nie widziałam, ale one już jakiś czas temu zostały poinformowane, że nie zgadzam się na pozyczanie pieniędzy córce. Ale przypomnę się:)
    Weekend był boski, w sobotę posprzątaliśmy troszkę mieszkanie, ale bez spięcia, dzieciaki odrobiły lekcje i był luz...Wczoraj jeszcze większy, oprócz tego, że dzieci były z tatusiem w markecie (mus był, puste szafki i lodówka), totalna wolność-filmy, książki, komputer. Dzieci chyba zadowolone:)
    Nie zawsze jest możliwy taki luz, wiadomo, ale ja już od dawna staram się dzielic obowiązki pomiędzy wszystkich. Za męczennicę robić nie zamierzam.
    Natomiast córa potrzebuje mojej uwagi i będzie ją miała, szkoda tylko, że nie można gdzies kupic cierpliwości w ilościach hurtowych:)
    Dziękuję Ci raz jeszcze i pozdrawiam serdecznie:)
  • agnieszka.z.lodzi 12.03.12, 09:56
    ;-)
    Jakby coś się działo, to pisz.
    Pozdrawiam.
  • wrzesniowamama07 09.03.12, 11:04
    Ewo, ale życie "normalnie jak rodzina" na ogół nie bierze się samo z siebie, tylko wymaga wysiłku.

    Mój syn ma 4,5 roku. I jest dzieckiem charakternym, z dość mocną osobowością. Nawet - jak twierdzą kochający go dziadkowie oraz inni krewni - bardzo mocną. Więc trochę wiem, o czym piszę. Rodzic musi sobie dziecko podporządkować, pokazać mu hierarchię w domu. Nie na zasadzie przemocy, ale właśnie - demonstracji siły, opanowania, spokoju, ale siły przede wszystkim. Dużo łatwiej to zrobić, gdy dziecko ma 2 lata, niż gdy ma 8,5. Ale można i trzeba, jeśli chcesz mieć normalną rodzinę. Normalną, czyli taką w której rodzice wyznaczają dzieciom ramy, nie boją się dzieci, nie dają się terroryzować, poniżać się.

    Czytałam wczoraj ten wątek, ale się nie odzywałam, żeby pozbierać jakoś myśli

    - rada Verdany o terapii dla całej rodziny jest bardzo słuszna. Też pisałam wcześniej o psychologu dla Was jako rodziców i córki.
    - ubrania. Jestem przeciwnikiem smyrgania rzeczami za okno czy też wywalania do śmieci. Ale pozbierać ubrania do worka i schować - jak najbardziej. Niech chodzi w jednym dresie, dopóki się nie nauczy porządku. Córka obawia się ośmieszenia (pisałaś, że prosiła żebyś nie szła do szkoły, bo się będą śmiać), szybko załapie, że daje koleżankom pretekst do obśmiania.
    - nauka. Poprosiłabym katechetkę, żeby porozmawiała z córką o konsekwencjach niezaliczenia egzaminu. I niech jej ona powie, że ma wybór: albo się nauczy, zda i przystąpi do komunii, albo nie. Nie w tym roku, nie z całą klasą. Ale musicie być konsekwentne. To, że jesteś wierząca nie ma tu nic do rzeczy. Jeśli uda Ci się sprawić, że córka odczuje konsekwencje swojej decyzji, nie wyrządzisz jej krzywdy.
    Dyktanda i dobra ocena, która rozczarowywuje. Ja byłam załamana, jak dostawałam czwórki a nie piątki z czegokolwiek. Trója to była katastrofa. Efekt tresury w domu. Porozmawiaj z córką - że ma wybór: jeśli czwórka JEJ nie wystarcza, musi się w domu uczyć. Z Tobą, bez Ciebie - to jej wybór. Niech spróbuje bez Ciebie, bo moim zdaniem działasz na nią jak płachta na byka. Nie chce się uczyć, ryzykuje że piątki czy szóstki nie dostanie. Ale powiedz że to JEJ sprawa, bo to nie są TWOJE oceny, tylko JEJ.
    Pies - psa się nie kupuje dziecku, tylko sobie, wprowadza się go do domu. A za domowników odpowiadają dorośli. Niezależnie od rasy, to nie ma żadnego znaczenia, dziecko nie przejmie obowiązków opiekuna psa, nawet w temacie spacerów.
    Samodzielne wychodzenie na dwór - Twoja córka nie daje gwarancji bezpieczeństwa. Cukierki od pana byłyby dla mnie alarmowym Dzwonem Zygmunta. Miałaby absolutny szlaban na samodzielne/z koleżankami wyjścia na dwór.
  • Gość: Ewa IP: *.ssp.dialog.net.pl 09.03.12, 11:36
    Wiesz co, pewnie źle ukierunkowuję ten swój wysiłek, ale uwierz, wkladam go tyle, że odbija się to na moim zdrowiu.
    Co do tego co napisałas przed tym fragmentem się zgadzam:"a byłam załamana, jak dostawałam czwórki a nie piątki z czegokolwiek. Trója to była katastrofa. Efekt tresury w domu."
    Natomiast z tym zgodzic sie nie mogę. I to nie dlatego, ze nie przyjmuję krytyki, bo jak widać w tym wątku umiem uderzyc się w piersi. Tylko dlatego, że ja swojej corki nie tresuję!!!
    Jestem chyba jedyna matka w klasie, która na pierwszym zebraniu w II kl dostała opiernicz od innych matek, za to, że nie sprawdzam codziennie domowniczka, że nie robię z córą dodatkowych zadań z matmy, że ma tak mało zaliczonych modlitw z religii, że nie wiem czego trzeba się nauczyć na język, wyrodna jestem, no.
    Uznałam po prostu, że sama ma się pilnować bo potrafi, a ja jej pomogę w razie czego i ona o tym wie.
    Problem jest moim zdaniem odwrotny. Córa widzi, że siedze z synem więc zaniedbuje naukę bym jej tez "musiała" pomóc. Chętnie to zrobię byleby nie pyskowała i bez wrzasków.
    Psa nie kupiłam dziecku, pies jest domownikiem i wszyscy razem mamy dbac o jego potrzeby.
    Co do wyjścia na dwór - zgadzam się.
  • wrzesniowamama07 09.03.12, 12:06
    O tresurze pisałam o sobie. Nie o Tobie.

    Tyle że moi rodzice też nie mówili mi, że mam mieć same piątki. Oni tylko pilnowali, żebym umiała tyle, że nikt innej oceny by mi nie postawił. Musiałam umieć. Tak do czwartej klasy mniej więcej, bo potem na szczęście mama zaszła w ciążę a tata został działaczem Solidarności. Miałam już luz (ale nie od piątek, to siedziało w głowie aż do końca LO).
  • Gość: Ewa IP: *.ssp.dialog.net.pl 09.03.12, 12:19
    Rozumiem, przepraszam, że odniosłam to do siebie.
    Gwoli wyjasnienia, nie przelewam swoich ambicji na dzieci, nie chcę by robili to czego ja nie mogłam itd, bo osiagnęłam to co chciałam i pod względem zawodowym jestem spełniona.
    Rodziców mialam ambitnych owszem, do tego stopnia, ze moje czerwone paski spowszedniały i przestały miec znaczenie. Dlatego wiem, że niewazne są same piątki tylko chęć do nauki, umiejetność logicznego myslenia i wyciągania wniosków, posiadanie hobby, przyjaciół i bycie dobrym człowiekiem.
    Świadectwo szkolne nie świadczy o człowieku.
  • morekac 09.03.12, 10:49
    Ale czy byli to specjaliści od ADHD? Sama piszesz, że dysleksję u syna zdiagnozowano w PTD - czyli przez ludzi, którzy tych dyslektyków widują zapewne na pęczki.
    Natomiast - jeśli nie potwierdzi się ta diagnoza, to chyba zastanawiałabym się nad jakąś terapią rodzinną i warsztatami dla rodziców. Zresztą jeśli się potwierdzi - tym bardziej.

    >Ale ona nie chce ze mną wychodzić, mam się chowac za krzakami? Boję sie o
    > nią naprawdę, siedzę na balkonie jak wychodzi, cała w stresie, ale nie wiem co
    > innego mialabym zrobić. Przecież nie moge jej trzymac w domu...
    Ma wybór: albo wyjdzie z tobą, albo wcale. Decyzja należy do niej. Ty też masz wybór: siedzieć zdenerwowana na balkonie, ryzykować jej zdrowiem i życiem, dawać kary za spóźnienia albo wychodzić z nią na dwór.


    --
    -------------------------------------------------------------
    Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
  • Gość: Ewa IP: *.ssp.dialog.net.pl 09.03.12, 10:55
    Nie wiem czy to byli specjaliści akurat od ADHD, odniosłam wrażenie, że nasz problem jest błahy i wystarczy tylko jak będziemy bardziej konsekwentni a wszystko samo sie ułoży.
    Co do drugiej części wypowiedzi-masz rację.
  • Gość: Ewa IP: *.ssp.dialog.net.pl 08.03.12, 19:56
    I jeszcze jedno. Ta walka mnie dziwi. bardzo. Bo nie znam w otoczeniu nikogo, kto tak bardzo skupiałby się na dzieciach jak my. A im dalej mało...
  • verdana 08.03.12, 19:58
    Bo skupiacie się nie na potrzebach dzieci, tylko na ich naprawianiu.
    --
    zpopk.blox.pl
  • wrzesniowamama07 08.03.12, 19:33
    Przez całą podstawówkę odrabiałaś lekcje z synem??? Nawet - dyslektykiem? Chyba nie ogarniam tego
  • Gość: 71tosia IP: *.adsl.inetia.pl 08.03.12, 19:44
    a pracowalas kiedys z dzieckiem silnie dyslektycznym? Ono i w liceum czasami potrzebuje pomocy szczegolnie przy nauce jezykow i wyszystkiego co jest 'na pamiec'.
  • verdana 08.03.12, 19:46
    Mam troje dzieci dyslektycznych.
    --
    zpopk.blox.pl
  • Gość: 71tosia IP: *.adsl.inetia.pl 08.03.12, 19:50
    ja jedno, z roku na rok jest lepiej ale bywa nawet w liceum trudno, bo szkola takie dzieci porafi skutecznie zdemotywowac.
  • verdana 08.03.12, 19:59
    I po wykonczeniu psychicznie pierwszego dyslektyka mam naukę - szkoła nie jest najwazniejszą dziedziną zycia.
    --
    zpopk.blox.pl
  • wrzesniowamama07 08.03.12, 20:00
    Moja koleżanka ma syna dyslektyka, obecnie już dorosłego - uczyła się z nim do 3 klasy SP, a potem znalazła szkołę, bardziej dostosowaną do potrzeb dyslektyków. Syn był uczniem czwórkowo-piątkowym z większości przedmiotów, zna nawet dwa języki.

    No przyznam, że nie ogarniam modelu dopilnowywania dziecka powyżej drugiej, trzeciej klasy SP.

  • Gość: Ewa IP: *.ssp.dialog.net.pl 08.03.12, 20:12
    U syna zdiagnozowano dysleksję dopiero w piatej klasie. W czwartej okazało sie, ze sobie kompletnie nie radzi. W klasach 1-3 zbierał same laurki, mimo iz w poradni PP bylam co roku, bo czułam, że cos jest nie tak. Poza tym zdiagnozowano u niego ogromny deficyt uwagi i zaburzenia SI.
    I co? Miałam to zlekcewazyc?
  • verdana 08.03.12, 20:39
    Nie. Ale nie miałaś robić z tego centralnego problem zycia calej rodziny.
    --
    zpopk.blox.pl
  • Gość: Ewa IP: *.ssp.dialog.net.pl 08.03.12, 20:56
    NIe bardzo rozumiem, miałam się gdzies schowac z synem? Rozciagnąć dobe do 48 godzin? Przestac spac? Udawać, że nic takiego się nie dzieje? Poświęcać mu czas po łebkach?
    Naprawde nie rozumiem. Napisz proszę jak według Ciebie powinna wygladac pomoc matki dziecka, które nie potrafi powiedziec i napisac poprawnie zdania, nie wie co było w szkole, ma puste zeszyty, nie wie co jest zadane na drugi dzień, odpowiada na pytania; nie wiem, nie pamiętam, ma same oceny negatywne?
  • verdana 08.03.12, 21:03
    Nie wyobrazam sobie poswiecenia aż tyle czasu nauce z synem, aby na trzy lata odstawić drugie dziecko na boczny tor. Serio. Nie miesci mi się to w głowie.
    Moje dziecko miało tak samo. Poszukałam psychologa, ktory naprawde pomagał, a nie zrzucił pomoc na rodzinę. dziecko nei sklada sie wyłącznie z nauki. matka nie jest tylko nauczycielką. Wiesz, lepiej niedojadać, a raz w tygodniu zaplacic za profesjonalną reedukację. Poza tym z pewnymi rzeczami trzeba się pogodzić. na przyklad z pustymi zeszytami (mój syn nie miał przez 6 lat w ogóle zeszytów). Ze zlymi ocenami.
    Takimi problemami powinien zająć sie profesjonalista - gdybyś miała dziecko, wymagające rehabilitacji, też nie robilabyś jej sama. dziecku można pomoc, nie mozna mu poswięcic wszystkiego, łącznie z siostrą. Tego starają sie nie robić nawet rodzice ciężko chorych dzieci.
    Czy Twój syn potrafi sie uczyć samodzielnie?
    --
    zpopk.blox.pl
  • Gość: Ewa IP: *.ssp.dialog.net.pl 08.03.12, 21:25
    Tak, teraz potrafi, co prawda całkiem samodzielnie oznacza po lebkach, ale obecnie moja bieżąca pomoc ogranicza się do sprawdzenia zeszytów i zwrócenia uwagi co jest ważne, a co mniej, no i do zagonienia do nauki. Owszem czasem posiedze dłużej bo ma problem z jakims tematem, no ale to chyba każdemu moze się zdarzyć.
    Kuleje mapa, kuleją reakcje chemiczne, kuleje matma -mysli całkiem abstrakcyjnie, nie ogarniam tego, ale ja sie pogodziłam z tym, ze pewnych rzeczy nie nauczy się bo nie potrafi i juz.
    Dla mnie wazne jest by potrafil składnie sie wypowiedzieć, tak, zeby wszyscy go zrozumieli i czuł się pewnie w towarzystwie, zeby mial troche wiedzy o otaczającym go świecie, żeby starał się na ile może, zeby potrafił załatwić swoje sprawy samodzielnie, żeby uwierzył w siebie! Że da radę, ze naprawde potrafi. Żeby cos go zainteresowało, cos co później moze stać się jego pasją, a może zawodem. Na zawodową piłke jest po prostu za stary, więc musi znaleźć sobie inny zawód.
    Nie odstawiłam córki całkowicie na boczny tor, po prostu miałam dla niej mniej czasu, ale bylam ze wszystkimi sprawami na bieżąco, chodziłam na wszystkie przedstawienia, odprowadzałam na zajecia i wychodziłam z nią na podwórko. To ja ją nauczylam jeździc na rowerze i na rolkach...nie budowalam zamków z klocków, nie bawiłam sie lalkami i nie czytałam do snu, miałam mniej cierpliwości bo...padałam na twarz
  • Gość: 71tosia IP: *.adsl.inetia.pl 08.03.12, 22:20
    ja naprawde rozumiem twoja sytuacje, silnie dyslektyczne dziecko jest baaaardzo absorbujace. A przy tym człowiek ciągle wali w mur niezroumienia, u nauczycieli, innych rodziców, którzy uważają ze bacik i kilka jedynek wyleczy każdą dysfunkcje.
    Czy twoja corke cos interesuje? Czy ma jakieś marzenie? Moze połączenie obowiazkow z jakas pasja (opieka nad zwierzątkiem, jakims chomiczkiem, rybka) tak by nie zawsze obowiązek kojarzył sie jej z czyms nieprzyjemnym by pomógł.

  • Gość: Ewa IP: *.ssp.dialog.net.pl 08.03.12, 22:28
    No dokladnie, i to jest strasznie przykre, żadnej pozytywnej motywacji, lepiej jedynkę przywalić leniowi paskudnemu...
    Co do córci, śliczności moje marzylo od niemowlecia o piesku. Kocha zwierzatka, bardzo. Do tego stopnia, ze mamusia nie kochająca piesków przestawiła swoje nie na tak i nabyła sliczną sunię. No i mamusia ma co robić. Córcia nawet na spacer nie wyjdzie, bo pies nie chce robic tego co córcia chce, moja wina, upartą rasę nabyłam, no:)
  • morekac 09.03.12, 00:44
    Bo pieski to jest obowiązek dorosłych, a nie 8-latków.
    --
    -------------------------------------------------------------
    Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
  • morekac 09.03.12, 00:30
    Nie koncentruję się na lekcjach syna, tzn staram się, ale cwaniak tak się przyz
    > wyczaił do tego, że mama podpowie, sprawdzi, skoryguje,( tak było w SP), że cze
    > ka aż ja mu powiem co ma robić.
    > Walczę z tym, dałam mu właścicie wolna rękę jesli chodzi o szkołę, ale zacząl r
    > obic wszystko po łebkach, no i oceny spadły, jego samoocena razem z nimi. Jak p
    > rzypilnuję- oceny szybują i synuś zadowolony.

    Koncentrujesz się. Nadmiernie. Przejęłaś odpowiedzialność za naukę syna, zaś jego samoocenę uzależniasz od otrzymywanych stopni.
    --
    -------------------------------------------------------------
    Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
  • Gość: Ewa IP: *.ssp.dialog.net.pl 09.03.12, 09:22
    Przyznałabym Ci rację, gdyby nie fakt, że trochę lepiej znam syna. Tak więc przyznaję Ci częściową rację. W SP chodził do klasy najlepszej w szkole, presja była straszna, ale syn nie chciał słyszec o zmianie szkoły, teraz tez nie chce słyszeć. W SP, w czwartej klasie był jednym z 4 najsłabszych uczniów i czuł się z tym strasznie. Dawano mu odczuc, że jest słaby, chciał miec kontakt z "lepszymi" ale nie wiedział jak go nawiązać. Próbowałam wszystkiego, chodził na treningi piłki, aikido, koszykówki, ale jak sam stwierdził nie znalazł tam pokrewnej duszy. W sumie nic dziwnego, nie potrafił opowiadać o swoich zainteresowaniach, w ogóle miał problem z wypowiadaniem się. Wolał duzo młodsze od siebie dzieci. Zaczęłam więc intensywna pracę nad tym by nauczył się ładnie mówić. Długo to trwało, było ciężko, ale gdy dostał pierwszą czwórkę z wypracowania przyszedł do domu tak szczęśliwy jak nigdy dotąd. Do dzis pamiętam jego promienny usmiech i łzy szczęścia w oczach. Dostał pochwałę od nauczyciela i to go tak uskrzydliło, że zaczął chętnie pisać i słuchać moich wskazówek. Teraz lubi język polski:)
    Dla niego dobra ocena to sukces, może i dlatego, ze widzi moje zadowolenie, ale tez dlatego, że przekonuje się, że nie jest taki słaby jak mu się czasem wydaje.
    NIGDY nie mówiłam synowi, że nie da sobie z czymś rady, zawsze mówiłam spróbuj, na pewno Ci sie uda, jesteś mądry, potrafisz. Dokładnie to samo mówię córce.
    Staram się tylko pozytywnie motywowac dzieci, nigdy nie było kar za oceny, jedynie moje zmartwienie jesli np. jedynka byla za brak zadania domowego.
    Na pewno syn uczy sie dla mnie, to nie jest jeszcze ten etap, żeby wiedział po co właściwie się uczy. Ale dla mnie wazniejsze jest by miał jakies zainteresowania, by je rozwijał i by potrafiał o nich rozmawiac z rówieśnikami. Bo jego samoocenia zalezy równiez od tego jak go postrzegają rówieśnicy.
  • morekac 09.03.12, 10:25
    Dawano mu odczuc, że jest słaby, chciał miec kontakt z "lepszym
    > i" ale nie wiedział jak go nawiązać. Próbowałam wszystkiego, chodził na trening
    > i piłki, aikido, koszykówki, ale jak sam stwierdził nie znalazł tam pokrewnej d
    > uszy. W sumie nic dziwnego, nie potrafił opowiadać o swoich zainteresowaniach,
    > w ogóle miał problem z wypowiadaniem się.

    Cały czas piszesz, w czym jest/był słaby. A na pewno był też w czymś mocny. Nic dziwnego, że mu samoocena leci, jeśli nie ma dobrych ocen. Bo to jest najważniejsze - dla szkoły i dla ciebie.
    --
    -------------------------------------------------------------
    Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
  • Gość: Ewa IP: *.ssp.dialog.net.pl 09.03.12, 10:35
    Nie zrozumiałas mnie, w piłce jest bardzo dobry. Na treningi chodził bo chciał robić to co lubi i jednoczesnie kogoś poznać, kogos czyli kolegę, który mógłby zostac jego przyjacielem.
    W czym syn jest bardzo dobry? W człowieczeństwie, juz o tym pisalam. Nie rozwijałam tematu bo to nie o nim ten wątek (mimo wszystko:))
  • morekac 09.03.12, 11:03
    Ale jako uczeń też na pewno ma jakieś zalety i mocne strony, które może wykorzystywać.
    I naprawdę - dla takiego dziecka szukałabym szkoły, która go będzie wspierać, a nie dołować ciągłym przypominaniem, że jest najsłabszy w klasie. I nie poświęcałabym całego życia - swojego i dziecka - po to tylko, żeby dostawał czwórki. Dla mnie nawet dwójki są ok, jeśli wiem, ze dziecko nie jest w stanie wyciągnąć więcej.
    Mam wrażenie, że trzymasz ze szkołą, a nie ze swoimi dziećmi.
    A za odłączenie się od grupy czy niedozwolone wyjście z sali czy ze szkoły - to zapewne zrobiłabym dzika aferę, ale szkole, nie dziecku. Bo to ich obowiązkiem jest pilnowanie dzieci i chronienie ich przed ich własną nierozwagą.
    Co robiły panie na wycieczce, na której dziewczyny poszły sobie moczyć nogi? Bo raczej nie zajmowały się pilnowaniem dzieci.
    --
    -------------------------------------------------------------
    Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
  • Gość: Ewa IP: *.ssp.dialog.net.pl 09.03.12, 11:19
    Primo, pisalam o SP, teraz w gimn. mieści się w średniej:)
    Ale on nawet nie chce słyszec o zmianie szkoły:(

    Myslisz, że ja nie brałam tego pod uwagę? Sadzisz, że wolę katowac dziecko nauką skoro mógłby miec nauczycieli, którzy rozumieją jego problemy? On się boi nowych sytuacji, nowych rzeczy, nawet nowych pokarmów. A ja boję się, ze nawet w szkole, ktora jest twierdzi, ze jest przyjazna dzieciom z dysleksją trafią się nauczyciele, którzy jego dys będą mieli w nosie.
    Tak jest obecnie, jedni go rozumieją, wspierają, inni tępią. Uczę go, jak sobie ułatwić naukę, jak przetrwać, bo mysle sobie, że w przyszłości nikt nie bedzie się z nim cackał, nikogo jego dys nie będzie obchodzić, musi dac sobie radę sam. Źle myslę?
    Córa ma teraz nową wychowawczynię, zupelnie inna bajka.
    Co do tego, ze ja stoję po stronie szkoły, oj baardzo się mylisz, bardzo. Nie będę podawac przykładów bo byłaby to epopeja. W każdym bądź razie i w SP córy i gimn. syna wiedzą, że nie dam dzieci skrzywdzić. Będę bronic jak lwica, biorąc jednoczesnie pod uwagę to, że moje dzieci aniolami nie są i za uszami swoje mają. Rację wyważam,
  • morekac 09.03.12, 12:30
    A ja boję się, ze nawet w s
    > zkole, ktora jest twierdzi, ze jest przyjazna dzieciom z dysleksją trafią się n
    > auczyciele, którzy jego dys będą mieli w nosie.

    Ale inaczej się z taką szkołą rozmawia.

    Uczę go, jak sobie
    > ułatwić naukę, jak przetrwać, bo mysle sobie, że w przyszłości nikt nie bedzie
    > się z nim cackał, nikogo jego dys nie będzie obchodzić, musi dac sobie radę sa
    > m. Źle myslę?
    Przecież może dawać sobie radę w dziedzinie, w której jest dobry, nie sądzisz? Znam kilku dyslektyków, którzy jako dorośli mają się całkiem nieźle w sferze zawodowej i nikogo ta ich dysleksja nie obchodzi.
    --
    -------------------------------------------------------------
    Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
  • Gość: Ewa IP: *.ssp.dialog.net.pl 09.03.12, 12:40
    Na testach wyszlo, że myslenie logiczne duużo powyżej przecietnej. Testujaca kazała skupic sie na matmie, ze w tym będzie dobry.
    Cóż, testy swoje, realia swoje. Nigdy nie zapisze danych, szukanych i nie podstawi do wzoru grzecznie jak pan bóg przykazał. Więc obcina mu się punkty i obniża oceny. Nauczycielka podobnie jak ja nie ogarnia jego abstrakcyjnego myslenia, a połowa zadan ma tylko rozwiązanie. Co z tego, ze prawidłowe skoro wyglada to jakby ściagnął od kogoś?
    Dzisiejszy system edukacji nie uwzględnia tego, ze dys może nie robic ortów a miec problem z matmą czy geografia.
  • morekac 09.03.12, 14:11
    Na testach wyszlo, że myslenie logiczne duużo powyżej przecietnej. Testujaca kazała skupic sie na matmie, ze w tym będzie dobry.
    Cóż, testy swoje, realia swoje. Nigdy nie zapisze danych, szukanych i nie podstawi do wzoru grzecznie jak pan bóg przykazał.

    I zamiast skupić się, żeby zaczął zapisywać przyzwoicie zadania, skoncentrowałaś się na tym, żeby dostawał czwórki z pisania wypracowań. A być może tutaj miałby dużo większe szanse na osiągnięcie sukcesu. I to dużo mniejszym wysiłkiem. A z polskiego - być może - wystarczyłyby mu do szczęścia niezagrożone dwóje.

    > Dzisiejszy system edukacji nie uwzględnia tego,
    Żaden system szkolny w Polsce tego nie uwzględniał. Ale można nauczyć się żyć z 2 z geografii/chemii/plastyki/języka itp. i nie mieć straszliwej traumy z tego powodu.

    --
    -------------------------------------------------------------
    Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
  • Gość: Ewa IP: *.ssp.dialog.net.pl 09.03.12, 21:23
    I zamiast skupić się, żeby zaczął zapisywać przyzwoicie zadania, skoncentrowała
    > ś się na tym, żeby dostawał czwórki z pisania wypracowań. A być może tutaj mia
    > łby dużo większe szanse na osiągnięcie sukcesu. I to dużo mniejszym wysiłkiem.
    > A z polskiego - być może - wystarczyłyby mu do szczęścia niezagrożone dwóje.
    Trzy lata się skupialam i odpusciłam. On nie da rady nauczyc się takiego systemu rozwiązywania zadań. Nie potrafi po prostu. Jego nauczycielka matematyki, też się uparła, ze go nauczy - bez skutku.
    W napisanie wypracowania wkładał duzy wysiłek przez rok, potem samo poszło, faktycznie masakra...
    Trzeba się bardzo postarac, żeby tak odczytywać moje intencje jak Ty to robisz. Powaznie.
  • mruwa9 08.03.12, 23:35
    bardzo pobieznie przejrzalam powyzsze odpowiedzi, ale mnie to bardzo, ale to bardzo wyglada na klasyczny opis ADHD. czy dziecko, niezaleznie od tego, co ci sie wydaje, bylo diagnozowane pod tym katem?
    Jesli mam racje, to zdecydowanie powinnas sie skontaktowac ze specjalista, ktory potrafi, po pierwsze, prawidlowo zdiagnozowac dziecko, a po drugie, podsunie narzedzia do rozwiazania codziennych problemow. Czesto sama wiadomosc, ze to nie jest wina rodzicow ani wynik ich nieudolnosci wychowawczej, tylko wrodzone zaburzenie, potrafi przyniesc ulge.
  • anula36 09.03.12, 08:42
    tez przeczytalam pobieznie, bo obowiazki wzywaja,ale normalnie jakbym ogladala ten film "musimy porozmawiac o Kevinie".
  • mama_myszkina 09.03.12, 11:19
    Ja akurat nie dopatrywałabym się tutaj ADHD. To zupełnie nie te objawy. Zresztą psycholog też niczego poza lekką nadpobudliwością ruchową (która może być spowodowana podwyższoneym poziomem cukru we krwi!) nie zauważył.

    Nasunął mi się Asperger ale jak przeczytałam o Twoim metodach wychowawczych, to jestem skłonna się zgodzić, że uratuje Was konsekwencja a nie diagnozowanie na siłę. Owszem, wizyta u specjalisty nie zaszkodzi ale nie liczyłabym na przełom.

    Jak ktoś słusznie zauważył (chyba agnieszka.z.łodzi), fakt, że pół dnia biegałaś za dzieckiem na place zabaw mówi wiele. Po prostu nie ma w Tobe żadnej konsekwencji. A to bardzo źle, bo pokazanie dziecku norm społecznych to jest psi obowiązek rodzica.

    Mleko się rozlało i nie ma się co samobiczować, bo takie umartwianie się skutecznie utrudnia zmianę.

    Córka prawdopodbnie jest uzależniona od cukru, bo on uzaleznia tak jak alkohol i inne używki, więc na początek proponuję detoks. Może się okazać, ze jak córce spadnie poziom cukru we krwi to sie uspokoi trochę.

    Czyli - nie kupujesz slodyczy ale owoce (zadbaj, żeby zawsze cos było do przegryznienia, jakiś banan, jablko, winogrona, cokolwiek). Nie dajesz córce pieniędzy do szkoły tylko przygotowujesz drugie śniadanie. Wychowawczyni mówisz (może nie przy córce bo stygmatyzacja rodzi bunt), w czym jest problem i uczulasz, żeby inne dzieci nie pożyczały córce pieniedzy. W sklepiku szkolnym mówisz, co i jak i uczulasz, że nie ma kupowania 'na krechę' (z resztą to jest w ogóle niepotrzebny i demoralizujący zwyczaj w sklepikach szkolnych moim zdaniem).

    Córka nie wraca z dworu o umówionej porze = szlaban na nastepne dwa lub trzy dni. Znowu nie wraca = szlaban na tydzień. Przygotuj się, na przeciąganie liny, bo sama corkę nauczyłaś, że można Ci wleźć na głowę i ona na pewno łatwo przywilejów nie odda.

    W ogóle trochę mnie dziwi Twoja postawa - córka za cukierka zrobi wszystko a Ty ją zostawiasz samą na dworze? a skąd wiesz, co ona tam robi? Rozmawiałaś z nią o tym, że jesli obcy ją zaczepi to ma krzyczeć i uciekać? Moze ona jest wykorzystywana przez kogoś na tym dworze? Taki ładunek agresji to typowe tego objawy, niestety. Na Twoim miejscu bym się przyjrzała temu.

    Wygospodaruj trochę czasu dla rodziny, np. raz w tygodniu idźcie razem popływać, jedźcie do lasu na grzyby czy na piknik. Cokolwiek tak, żeby porobić coś z rodziną.

    Corce powiedz, że grzebanie w rzeczach inncyh osób jest niedopuszczalne, bo swiadczy o braku szacunku. Jeśli córka nie przestanie, daj jej odczuć konsekwencje. Konsekwencja naruszania granic innych osób jest to, że owe osoby są na nas złe i nam nie ufają.

    Poki co, oboje z mężem uczycie córkę, że moze robić wszystko, co chce bez oglądania sie na innych. Pora to zmienić ale w mądry i nie rozhisteryzowany sposób.

    Mąż moim zdaniem zachowuje się karygodnie. Skoro był gotowy robić dzieci, to pora wziąć za te dzeci odpowiedzialność, także wychowawczą. Obecnie po prostu krzywdzi swoją córkę, bo nie jest dla niej ani wzorem ani oparciem.

    Jeśli córka jest wykorzystywana, to wszelką dyscyplinę odłożyłabym na później i zajęła się porządną terapią. Nie chcę krakać, ale znam przypadek, gdzie dziewięcioletnie dziecko biegało po dworze w samopas i źle sie to skończyło. Ponieważ nie miało dobrych relacji z rodzicami, nic im nie mówiło i koszmar się przeciagał.

    Pamietaj, rozmawiajac z córką tym absolutnie nie wybuchaj, bo ona to odczyta jako obwinianie jej. Zachowaj spokój i powiedz, że jeśli kiedykolwiek ktokolwiek zmusi ją do robienia czegoś, czego ona nie chce, to może Ci o tym powiedzieć. I że jesli ktoś ją nastraszy, że ma nie mówić, to są to tylko puste słowa.
  • mama_myszkina 09.03.12, 11:23
    ...o tym ,jak traktujecie syna.

    Powinnam była to zrobić od razu, bo to zmienia postać rzeczy.

    Cóż, zamieniłaś dom w szkołę i całą uwagę poświęcasz synowi, zaś córkę odepchnęłaś (ona tak to widzi). Czego oczekujesz? Ona chce zwrócić na siebie uwagę, za wszelką cenę.

    Katowanie dyslektyka lekcjami to jest moja droga nadużycie i w cywilizowanym kraju miałabyś na głowie panie z opieki społecznej. Po to jest zaświadczenie o dysleksji, żeby potwierdzić fakt, że uczeń ma biologicznie uwarunkowaną niezdolność do opanowania reguł gramatycznych i ortograficznych. Więc nie próbuj tego zmieniać na siłę, bo nie tędy droga.
  • Gość: Ewa IP: *.ssp.dialog.net.pl 09.03.12, 11:48
    Córa jest na dworze ok. godziny z synem mojej koleżanki i ja ich widzę! z balkonu. Ma zakaz oddalania się gdziekolwiek. Gdyby tylko zniknęła mi z oczu, nie wyszłaby szybko na dwór.
    Co do syna. Poczytaj proszę o dysleksji np. tu:
    www.ptd.edu.pl/content/download/213/909/version/1/file/symptomy_gim.pdf
    zaświadczeniem to my sobie możemy co najwyzej ścianę wytapetować
    Są ludzie i ludziska, jedni biora pod uwagę dys, inni nie.
    Zresztą skoro wyczytałas w tym wszystkim, co napisałam, że katuję syna to ja wysiadam.
  • kag73 09.03.12, 12:36
    Sporo dostalas rad. Tak, owszem potrzebna konsekwencja. Moze straj sie ignorowac napdy szalu corki, wtedy zrozumie, ze tym nie zwroc Twojej uwagi.
    Poza tym mysle, ze malo u Was takiego normalnego "luzu" od czasu do czasu. Dzieciaki maja funkcjonowac, robic te lekceje. Cora doskonale sobie radzi a Ty dalej walkujeszl tematy.
    Czego mi brakuje w Twojej relacji z corka? Mysle, ze troche stracilas dla niej serce a ona to czuje. Nie masz dla niej czasu, tak tylko dla niej. Mam w domu siedmiolatka88 lat to nie duzo wiecej), Ok, jedynak a ja mam duzo czasu, wiec czesto spedzamy go razem. Mysle, ze pojscie z corka na plywalnie to nie to samo, co zwykly niby drobiazg: siadasz sobie na kanapie, przytulasz corke, ogladacie czy czytacie razem jakas nowo wypozyczona ksiazke, albo po prostu lezycie sobie w lozku i opowiadasz jej jak to bylo kiedy Ty bylas mala i co Ci sie wszystko "strasznego" przytrafilo i co lubilas a czego nie. Moj syn to uwielbia, zadaje pytania, mowi o swoich "przygodac". Nie musi trwac to dlugo, bo rozumiem, ze nie masz czasu, ale chociaz jakies pol godzinki dziennie. Zeby to dziecko poczulo, ze jest w domu, ze jest kochane, ze mama sie nia interesuje jako mala osoba a nie czy odrobila lekcje.
  • morekac 09.03.12, 12:39
    Ma zakaz oddalania się gdziekolwiek

    Sama piszesz, że nie istnieją dla niej zakazy. Dałaś kilka przykładów samowolnego oddalenia się dziecka. Liczysz, że tym razem posłucha? Pomimo, że normalnie nie przestrzega zakazów/nakazów/zasad?
    Igrasz z losem.
    Albo nie lubisz jej tak bardzo, że chcesz się jej podświadomie pozbyć...
    --
    -------------------------------------------------------------
    Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
  • verdana 09.03.12, 13:40
    Bedę brutalna.
    Rodzina się wali. Syn ma dobrą samoocenę tylko wtedy, gdy ma dobre stopnie. Córka rozpacza nad czwórką. Córka sprawia powazne problemy wychowawcze, na tyle poważne,z ę to moze grozić jej życiu i zdrowiu. Syn w gimnazjum potrzebuje nadal pomocy matki. Ojciec jest nieudolny. Pedagodzy są nieudolni/ źli. W domu brak konsekwencji w sprawch dotyczacych wychowania i bezpieczeństwa, natomiast nauka jest egzekwoawana bezwzględnie, z zelazną konsekwencją.
    Trzeba coś zmienić. Matka jednak nie jest sklonna zmienić niczego - bowiem ona sie poswięca i tym poswieceniem żyje. Poświęciła córke, rodzine, czas, zycie - i za nic nie przyzna, ze moze nie była to najlepsza droga. Wiec chętnie zmieni wszystkich, tylko nie siebie i nie to, czym zycje - kontrole nad rodziną. Owszem, Ewa przyjmuje wszelkie sugestuie dotyczace rozszerzenia kontroli. Natomiast wszelkie dotyczace zmniejszenia - są przyjmowane agresywnie. To ona decyduje , jakie mają byc dzieci (nie mama, nie mąż) i ona to osiągnie, chocby miała paść na posterunku.
    Teraz oczekuję na zlinczowanie mnie - ale bez zmiany tej postawy będzie z kazdym rokiem gorzej. Gdy czytam o funkcjonowaniu tej rdziny, mam wrazenie,z ę bunt dziecka jest efektem mieszaniny nieudolności i niekonsekwencji w sprawach wychowawczych z żelazną reką w sprawie szkoły - jakby szkoła była absolutnie najwazniejsza w zyciu wszystkich w tej rodzinie.

    --
    zpopk.blox.pl
  • morekac 09.03.12, 14:19
    >Owszem, Ewa przyjmuje wszelkie sugestuie dotyczace rozszerzenia kontroli.

    To nie tak. Jeśli chodzi o wychodzenie córki na dwór, wszelka kontrola jest zbędna.

    --
    -------------------------------------------------------------
    Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
  • verdana 09.03.12, 14:45
    Racja. Bo jak córka wychodzi z domu, to jej nie ma.
    Może zatem "Wszelkie sugestie, ze powinna sie mniej angazować, poświęcać i kontrolować naukę". problem w tym, ze ja tu widzę całkowitą kontrolę nad nauka+ odpuszczenie sobie wszystkiego poza tym.
    --
    zpopk.blox.pl
  • morekac 09.03.12, 15:18
    Czyli - moim zdaniem - dziecko jest sprowadzone do roli ucznia. Wyłącznie. I nie jest akceptowany uczeń słaby. W chwilach nie związanych z nauką dziecka może nie być...
    --
    -------------------------------------------------------------
    Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
  • Gość: Ewa IP: *.ssp.dialog.net.pl 09.03.12, 17:12
    Agresywnie?
    To Ty jestes agresywna, albo czytasz między wierszami i widzisz cos czego nie ma. Trochę umiaru by się przydało Verdano.
  • Gość: Ewa IP: *.ssp.dialog.net.pl 09.03.12, 17:10
    Zastanawiam się jak moglo Ci to przejść przez klawiaturę.
    Jak mozna cos takiego pomysleć, i napisać...
  • morekac 09.03.12, 18:36
    To do mnie?
    Tak, tak pomyślałam - bo jak dla mnie masz gdzieś bezpieczeństwo córki.
    Martwisz się jakimiś bzdetami: że dostała czwórkę z dyktanda, że jej nie dopuszczą do komunii - a nie zwracasz uwagi na jej fizyczne bezpieczeństwo. Dziecka, które jest impulsywne i da się pokroić za słodycze, dziecka, które lata nie wiadomo gdzie, nie wraca na czas,ma gdzieś zakazy i nakazy, przynosi cukierki od jakiś panów- (sama to wszystko napisałaś!) - a tobie wciąż nie włączył się alarm. Czy ty się o nią nie boisz?


    --
    -------------------------------------------------------------
    Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
  • Gość: Ewa IP: *.ssp.dialog.net.pl 09.03.12, 20:13
    Aha, rozumiem, chciałaś mną wstrząsnąć...
    Nie przyszło Ci do głowy, że nie da się wszystkiego napisać w jednym wątku?
    Gdybym miała opisywać swoje uczucia, jak spędzamy czas wolny, jak rozmawiamy z dziećmi, jaką NAPRAWDĘ jestesmy rodziną, musiałabym napisać ksiązkę!!!
    Skupiłam sie tu tylko na problemie i wymieniłam rzeczy zle. Nie wymienialam dobrych bo nikt nie miałby siły tego przeczytać.
    Zupełnie opacznie mnie zrozumiałaś. Zobaczyłas matkę, którą córka wkurza i która chce miec świety spokój a "bachor" jej żyć nie daje. Nie zobaczyłaś matki, która siwieje ze zmartwienia, która wie, że popelniła błąd, ale nie wie jak go naprawić. Nie zobaczyłaś matki, która kocha dzieci nad życie. Zobaczyłaś to, co chciałaś zobaczyć.
    Każdy człowiek popełnia błędy, Ty też. Nie każdy wie, ze popełnił błąd, nie każdy się do tego przyznaje. Sztuką jest wskazać błąd i jednoczesnie sposób jego naprawienia.
    Chłostanie kogoś słowami nie jest żadnym wyczynem, jedynie rani, nic więcej.

    Co do reszty, sytuacja z panem od cukierkow i lataniem nie wiadomo gdzie jest sprzed roku. Wymieniłam te wszystkie fakty, zeby zobrazować jej zachowanie. Zimą corka nie wychodzila sama na dwór. W tym roku była dwa razy na dworze z kolegą. Gdy nie wróciła punktualnie, mąż po nią poszedł i na drugi dzien nie wyszła za karę. Mialam ją cały czas na oku. Nie jestem idiotką, uwierz wreszcie.
    Na ostatnie pytanie nie będę odpowiadać. Po co, przecież Ty wiesz lepiej.
  • morekac 09.03.12, 20:37
    i lataniem nie wiadomo gdzie jest s
    > przed roku. Wymieniłam te wszystkie fakty, zeby zobrazować jej zachowanie. Zimą
    > corka nie wychodzila sama na dwór. W tym roku była dwa razy na dworze z kolegą
    > . Gdy nie wróciła punktualnie, mąż po nią poszedł i na drugi dzien nie wyszła z
    > a karę.
    Przedstawiłaś córkę jako dziecko, które ma wszystko gdzieś, tudzież odmówiłaś chowania się po krzakach celem pilnowania jej. A teraz nagle okazuje się, ze właściwie to cały czas masz ją na oku, zaś niepokojące zdarzenia miały miejsce dawno i raptem 2 czy 3 razy w ciągu roku. To może zdecyduj się na jedną wersję?
    Bo jeśli prawdziwa jest wersja podana teraz przez ciebie, to w pierwszych postach oczerniłaś dziecko. Jeśli prawdziwa jest wersja podana pierwotnie - to teraz się wybielasz.
    Nigdy nie twierdziłam, że jesteś idiotką. Bulwersuje mnie tylko, że dziecko, które - twoim zdaniem - zupełnie się nie słucha i które ma gdzieś wszelkie zasady puszczasz na dwór bez opieki.
    --
    -------------------------------------------------------------
    Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
  • Gość: Ewa IP: *.ssp.dialog.net.pl 09.03.12, 21:08
    "Dodatkowo, pierwsza klasa to był okres kiedy córa zaczęła samodzielnie przebywac na dworze. Nigdy nie wracała o umówionej godzinie i zawsze trzeba było jej szukać. Teraz jest tak samo. Ona się świetnie bawi, nie wraca i już"
    Przeczytaj dokładnie, pierwsza klasa, teraz jest w drugiej!
    Napisalam teraz jest to samo, bo jak pierwszy raz wyszła sama w tym roku, nie chciala wrócic do domu punktualnie.
    Gdzie Ty tu widzisz oczernianie? Gdzie widzisz dwie wersje?
    Czemu ciagle mi wmawiasz, że nie lubię swojego dziecka?
    I jeszcze jedno: kiedy Twoim zdaniem bedzie mogła wychodzić na dwór sama? Jak ma sie nauczyc punktualności i przestrzegania zasad bezpieczeństwa bez wychodzenia z domu? Poprzez kazania?
  • morekac 10.03.12, 06:24
    > Przeczytaj dokładnie, pierwsza klasa, teraz jest w drugiej!
    W pierwszej klasie zaczęła wychodzić. Nie napisałaś, kiedy zdarzył się incydent cukierkowy. Oraz to, że 'nigdy nie wracała o umówionej godzinie' oznacza, że raptem dwa razy w przeciągu roku trzeba było jej szukać. Więc może bądź bardziej precyzyjna w takich wypowiedziach i bardziej skup się na faktach, a nie pisz wściekła na młodą, bo córka właśnie wkurzyła cię na maksa - a dopiero potem niej pretensje, że zostałaś błędnie zrozumiana?

    > Czemu ciagle mi wmawiasz, że nie lubię swojego dziecka?
    A lubisz ją? Sama sobie odpowiedz. Bo tak o niej piszesz, jakbyś jej nie cierpiała.

    Jak m
    > a sie nauczyc punktualności

    Wtedy, jak będzie miała zegarek z budzikiem.

    i przestrzegania zasad bezpieczeństwa bez wychodzen
    > ia z domu?
    Wtedy, kiedy ogólnie będzie stosowała się do ogólnych zasad bezpieczeństwa i przestrzegała pewnych zasad w domu. Wtedy, kiedy poza impulsywną myślą 'zrobić to' będzie się jej włączało czerwone światełko ostrzegawcze 'zaraz, a może nie' i będzie go słuchała, zamiast robić każdą głupotę, która jej przyjdzie do głowy.
    To nie tylko jest kwestia 'nauczenia się', co po prostu dojrzałości mózgu dziecka.

    --
    -------------------------------------------------------------
    Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
  • Gość: Ewa IP: *.ssp.dialog.net.pl 10.03.12, 11:39
    Ale ja wyraźnie napisałam, bodajże w pierszym poście, że przechodzę kryzys, jestem w dołku. Nie bardzo da się być w dołku i widziec wszystko dookoła na różowo.
  • mama_myszkina 09.03.12, 15:41
    Cóż, dzieciom pozotaje współczuć. Syn już ma samoocenę uzależnioną od wyników w nauce, pozostaje oczekiwać załamania nerwowego kiedy się okaże, że w którymś momencie nie nadąża. A ponieważ dysleksji nie można wyleczyć, taki moment nieuchronnie nadejdzie.

    Córce wróże nie lepiej - młode dziewczyny na różne sposoby usiłują sie uwolnić spod kurateli toksycznych rodziców. Oboje, syn i córka, są zdegradowani do roli uczniów.

    Znam jedną taką kobietę, która dzieci traktowała podobnie. Jej córka popełniła samobójstwo (dokładniej zagłodziła się na śmierć, co psychiatra określił jako spowolnione samobójstwo, bo motywem była autodestrukcja), syn wpadł w narkotyki po same uszy, już raczej z tego nie wyjdze. Obecnie przebywa na oddziale zamkniętym, bo od narkotyków nabawił się schizofrenii.

    Matka wciąż nie widzi w swoim postępowaniu niczego złego i obwinia dzieci, że 'się nie udały' i 'narobiły jej kłopotu'.

    Metody wychowawcze wypisz wymaluj jak Autorki - dzieci miały się dobrze uczyć i 'nie pyskować'. W domu była druga szkoła i rzeczywiscie, do pewnego momentu dzieci były jak z obrazka. A potem się posypało. Piszę to ku przestrodze.

    Co do dysleksji to podejrzewam, że wiele matek broniłoby swojego dziecka przed nauczycielem, który nie respektuje orzeczenia zamiast wymagać, żeby syn magicznie wyzdrowiał. Daltonistę też byś uczyła rozróżniać kolory?

    W dysleksji owszem, pomaga np. wertowanie słownika przy herbacie i czytanie interesujacych książek, bo się zapamiętuje pisownię. Natomiast lekcje po lekcjach to jakieś nieporozumienie.

    Nie musisz mnie uczyć o dysleksji, bo temat znam z autopsji (ja nie mam ale bliska osoba ma). I akurat koszarowe podejście do tematu daje odwrotne efekty. Nie rozumiem też, po jaką cholerę dajesz mi link do listy symptomów? Nie rozmawiamy o symptomach tylko o Twoich metodach.

    Co do córki i zakazu oddalania to juz nic nie rozumiem. Najpierw piszesz, że ona nie respektuje zakazów, teraz, że siedzi w polu widzenia, bo ma zakaz odchodzenia. To jak w końcu jest?
  • 71tosia 09.03.12, 16:11
    litosci, jednak nie wiele wiesz o dysleksji. To nie sa problemy z czytaniem i pisaniem i werotowanie slownika nic nie daje. Dysleksja to jest najczesciej wiele problemow GLOWNIE z zapamietywaniem, z crosslateralizacja, z zaburzonym rozpoznawaniem wzrokowym i sluchowym etc etc problem z czytaniem/pisaniem jest wtorny i nie najwazniejszy.

    A co do samooceny dziecka. Ty bylabys zdolowana z zycia gdyby twoja praca jest CIAGLE zle oceniana, jak szef cie opieprza w pracy przy byle okazji, jak koledzy sie z ciebie podsmiewaja. Wiec, jezeli wielu doroslych sobie nie radzi w takich sytuacjach, a ich problemy w pracy maja wplyw na zycie rodzinie to czego wymagasz od dziecka? Nawet bardzo wspierajacy rodzice sa czesto bezradni jak dziecko ma powazne problemy w szkole. Dziecko podobnie jak dorosly MUSI miec sukces takze zawodowy, czyli w tym wypadku szkolny, maly ale sukces by czuc sie zadowolonym. Autorka zrobila dobrze pracujac z synem, nie zostawiajac go z jego problemami szkolnymi, nie zaslaniajac sie 'papierami dyslektycznymi'. Tak tez zwykle radza psychologowie i slusznie. Trzeba sie skupic na tym co dziecku idzie dobrze ale zeby chociaz 'cos' szlo, to nie ma rady dziecko dyslektyczne musi pracowac wiecej i musi miec pomoc, szczegolnie w pierwszych latach nauki.
    Tak dobrze znalas te rodzine, w ktorej corka popelnila samobojstwo a syn wpadl w narkotyki, tak dobrze znasz zycie autorki ze mozesz dokonywac takich porownan? Ja w przeciwienstwie do domoroslych psychologow nie wiem gdzie jest problem z corka, moze ma jednak jakas dysfunkcje, jakies zaburzenie? Mozna cos tam na forum podpowiedziec ale od mowienia stanowczo ze ktos jest tu za cos odpowiedzialny bym sie powstrzymala. Nie mozna stawiac diagnozy nie znajac w pelni sytuacji, do diagnozy potrzebna sa powazne badania i praca z psychologiem a nie wymyslanie matce ze 'nic nie rozumieja'.


  • Gość: gośka IP: *.icpnet.pl 09.03.12, 16:26
    Ja się zgadzam z powyższą wypowiedzią - nie należy z odległości linczować matki, a jedyne wnioski jakie można wyciągnąć z tego krótkiego opisu sytuacji nasuwają się same również mamie tych dzieci. I myślę, że mama jest tego świadoma, a rolą tego forum jest popchnięcie tej kobiety do działania na rzecz siebie i swojej rodziny. A nie usilna próba rozwiązania jej nierozwiązalnego z tego poziomu problemu. Jeśli widzimy, że mama popełniła błąd (i tu też należy się zgodzić, że popełniła, bo poświęciła synowi za dużo czasu, czego dowodem jest zdecydowanie zaniedbana córka) to należy ten błąd uświadomić i tylko tyle. Bez oceniania.

    Zgoda, że z dzieckiem z deficytami trzeba pracować, że zasłanianie się dokumentami jest ucieczką od problemu. Nie ma natomiast jednoznacznego kryterium ILE należy pracować i DO JAKICH rezultatów doprowadzić, żeby zaliczyć zadanie. W tej rodzinie są 4 osoby i pies. I każda z tych osób ma swoje potrzeby i wymagania. Potrzeby córki zostały zdecydowanie zaniedbane (inaczej nie zachowywałaby się tak jak zachowuje) i to jest jedyny dowód dla mamy na to, że przesadziła ze skupianiem uwagi na starszym dziecku, odbierając ją młodszemu i sobie przede wszystkim. Rodzina nie jest zintegrowana. I w tym konkretnym przypadku prawdopodobnie mniej znaczyłoby więcej. Może gdyby starszak był jedynakiem, wiele by to ułatwiło i może wtedy można by było więcej robić. Ale tu proporcje zostały źle wyważone i nie należy za to matki lać po głowie tylko uzmysłowić problem póki nie jest za późno. Mama nie zrozumiała od początku, że rodzice mają trochę inne role do spełnienia w życiu WSZYSTKICH swoich dzieci. Źle oceniła sytuację rodziny i teraz za to płacą wszyscy. Ale to można zmienić. Potrzeba tylko pomocy.
  • mama_myszkina 09.03.12, 16:42
    71tosia napisała:

    > litosci, jednak nie wiele wiesz o dysleksji. To nie sa problemy z czytaniem i p
    > isaniem i werotowanie slownika nic nie daje. Dysleksja to jest najczesciej wi
    > ele problemow GLOWNIE z zapamietywaniem, z crosslateralizacja, z zaburzonym roz
    > poznawaniem wzrokowym i sluchowym etc etc problem z czytaniem/pisaniem jest wto
    > rny i nie najwazniejszy.

    Oczywiście, że daje. Zapamietuje się pisownię. Dysgrafia jest częsta przy dysleksji. Zaś czytanie książek pozwala ćwiczyć tę umiejętność. Są jeszcze inne ćwiczenia usprawniające umiejętności wzrokowe i słuchowe ale nie mają wiele wspólnego ze ślęczeniem nad lekcjami.

    Sama mam crosslateralizację i to bardzo mocną, więc akurat wiem sporo na ten temat. Stąd między innymi moje częste literówki w postach. Ale dysleksji nie mam, bo dysleksja to jest zespół objawów i niekoniecznie zawsze wygląda tak samo.
  • verdana 09.03.12, 18:16
    Przy dysortogarafii na przyklad czytanie NIC nie daje. Niestety. dziecko z dysortografią NIE zapamiętuje pisowni, tylko dlatego,z e dużo czyta. na tym własnie polega dysortografia. Ktoś, kto dzięki czytaniu zapamiętuje pisownie nie ma zadnej dysortografii, tylko nie zna ortografii. Zasadnicza różnica.
    Natomiast lateralizacja skrzyżowana jest jednym z czynników sprzyjających dysleksji, ale wcale nie musi z nią występować, można ją mieć bez dysleksji (moja matka-redaktor), i mozna mieć dysleksję z lateralizacją jednostronną (mój najmłodszy).

    --
    zpopk.blox.pl
  • mama_myszkina 10.03.12, 00:39
    E, mój chlop mówi, że jemu TROCHĘ pomogło. Tzn jasne, że problem nie zniknie ale on nawet dziś trzyma przy łózku slownik i wertuje i czasami mówi, że coś jednak mu się w odpowiednim momencie przypomniało.

    A dysleksję ma na pewno, stwierdzoną przez trzech różnych specjalistów, bo jego matka nie wierzyła, że on to ma i szukała takiego specjalisty, który stwierdziłby, że nie ma ;)

    Ale dysleksja dysleksji nierówna, z tego, co wiem różne problemy są różnie nasilone u różnych dyslektyków. W każdym razie moim zdaniem podstawa to nauczyć dziecko z tym żyć i akceptować na ile to możliwe, bo wyleczyć się nie da, można jedynie poprawić to i owo.
  • Gość: Ewa IP: *.ssp.dialog.net.pl 09.03.12, 21:18
    Mamo myszkina wybacz, ale to brednie co piszesz.
    Uogólniasz i to na maksa, gdzies cos usłyszałaś, gdzies cos przeczytałaś, wymieszało Ci się i..
    Moj syn ma pamięć słuchową, czytanie nic nie daje, druk mu się zlewa i taka nauka idzie w łeb. W podstawowce czytałam mu rozdzialy, zeby coś zapamietał, teraz wspomaga się audiobookami i bardzo duzo wynosi z lekcji, jak się skupi. Każdy dyslektyk jest inny, nie ma gotowego wzorca!
    Są jeszcze inne ćwic
    > zenia usprawniające umiejętności wzrokowe i słuchowe ale nie mają wiele wspólne
    > go ze ślęczeniem nad lekcjami.
    No cos Ty? Naprawdę? No popatrz, takie jak biofeedback albo mnemotechniki?
    Moj biedny, katowany syn chodził dwa lata na takie zajęcia...
    Sorry za ton wypowiedzi, ale drazni mnie jak ktoś wypowiada się tak kategorycznie na temat, którego nie zna.
  • verdana 09.03.12, 18:55
    Wiecej - tak, ale nie o tyle wiecej. Jesli przez trzy lata nauka w domu dziecka rozwaliła życie rodzinne, to znaczy, ze bylo jej o wiele za dużo. Poza tym slusznie napisałaś, ze dziecko musi mieć sukcesy. Dokladnie to samo powiedziała mi ostatnia z rzedu wielu psychologów, u ktorych szukałam porady. Jesli wiele godzin dziennie pracuję z dzieckiem nad lekcjami, z ktorymi ma problemy, to ono cały dzień uczy sie przede wszystkim tego,z e nie umie, ze znowu się nie udało. Nie ma sukcesów w szkole i nadal w domu wszystko obraca sie wokół kleski.
    Moje dzieci - wszystkie - zawsze wracaly z wakacji ze skokowymi sukcesami, gdy nareszcie wszyscy dali im święty spokoj z powtarzaniem tego, w czym były najgorsze.
    Oczywiscie - pelna diagnoza psychologiczna rodziny, a nie dziecka , w tej sytuacji jest konieczna.
    --
    zpopk.blox.pl
  • Gość: Ewa IP: *.ssp.dialog.net.pl 09.03.12, 21:51
    Dziękuję za wsparcie, Rycerzowej również.
    Ja też nie rozumiem tego problemu niektórych forumowiczek z ocenami. Przeciez dorosli w pracy też są oceniani, dostają premię, albo naganę, awansuja albo wylatują z pracy.
    Szkoła to praca dziecka, obowiązek a nie przyjemnośc. W szkole sie ocenia, ominąć sie tego nie da. Nie wiem, czy forumowiczki wolałyby, żebym wmawiała dziecku, że durny nauczyciel się pomylił i postawił mu jedynkę niechcący? I w ogóle te oceny to nie sa jego, on na nie nie pracował, ma je olać a świadectwo oddać komus innemu? Nie rozumiem Waszego zafiksowania na punkcie ocen.
    Napisałam, że lepsze oceny podnoszą samoocenę dziecka a gorsze osłabiają, czy to jest nienormalne? Czy Wy naprawde nie pamiętacie jak się czułyscie kiedy dostałyscie zasłuzoną pałę? Mogę synowi gadać ile wlezie, ze ma się nie przejmować, że poprawi, że da radę itd, a jemu i tak z tym źle. I co mam z tym zrobic? Olać jego uczucia? Opierdzielić nauczyciela?
    Jedna z forumowiczek, która z góry załozyła, że jestem s.. bez serca, napisala, że dobra matka to by dopilnowała, żeby nauczyciele stosowali się do zaleceń opinii...Akurat dzisiaj kolejnym dwóm nauczycielom tłumaczyłam na czym polega dys u mojego syna. Bo oni, tak ja ta forumowiczka, byli przekonani, że gdyby się przyłozył, przeczytal 3-4 razy to by sie nauczył...
    Normalnie załamać się można jak się czyta takie bzdury.
  • Gość: gośka IP: *.icpnet.pl 09.03.12, 15:01
    Ewo, nie napiszę, że Cię rozumiem, bo nie mam w domu dyslektyka, a może mam a jeszcze tego nie wiem. Napiszę tylko, że jest w Tobie bardzo dużo napięcia, przejęłaś role, któych nie powinna przejmować matka - nauczycielki, prokuratora, adwokata własnych dzieci, zmęczonej cierpiętnicy.

    A Twoje dzieci potrzebują domu. One są bezdomne, Ewo. One mają w domu rodziców, którzy zamiast skupiać się na tym co dzieci CZUJĄ skupiają się na tym jakie dzieci SĄ i co gorsza nie akceptują ich takimi jakimi są. Całe Wasze życie, mam wrażenie, polega na tym, żeby wykombinować jak te dzieci zmienić. A czy pomyślałaś kiedykolwiek, że niska samoocena Twojego syna wynika nie z ocen w szkole, ale z tego, że czuje się nieakceptowany ze swoimi słabościami przez Ciebie (no bo jak stale mu stałaś z batem nad głową, to pewnie jego wartość krytycznie podupadła, a może nawet był nieszczęśliwy - Ty to nazwałaś nauką dyscypliny szkolnej, a on chyba ma inne zdanie na ten temat)? Że Twoja córka zachowuje się tak skrajnie źle, żeby zwrócić na siebie Twoją uwagę? Czego chcesz nauczyć swoje dzieci? Piszesz, że chcesz nauczyć je SYSTEMATYCZNOŚCI, ODPOWIEDZIALNOŚCI... Ewo. A kiedy nauczysz je MIŁOŚCI? SZACUNKU? Do siebie wzajemnie, do rodziców. Nauka systematyczności, odpowiedzialności za swoje czyny i decyzje, konsekwencja płynie z życia. Życie samo tego uczy dotkliwie i boleśnie. A rolą rodzica jest to tylko umożliwić (czego wcale nie robisz, bo Ty żyjesz za siebie, mężą i dwójkę dzieci - myślisz za nich, pracujesz za nich i dla nich, ponosisz konsekwencje ich błędów i słabości, a tymczasem nikt nie ponosi Twoich za Ciebie). Ale poza tym, że rodzic ma umożliwić dziecku ponoszenie konsekwencji, ma też to zrobić tak, żeby dziecko wiedziało, że jest kochane i niezależnie od tego ile piwa naważy i ile będzie musiało wypić, potrzymasz je za rękę, gdy będzie te konsekwencje ponosiło.

    Taka jest społeczna rola matki - kochać, uczyć miłości, szacunku do innych i do siebie samego, dawać poczucie bezpieczeństwa (ciepły obiad, dom, czystą pidżamę, wsparcie przy pierwszych niepowodzeniach w życiu). A nie szkolić.

    Myślę, że Ty nie umiesz kochać swoich dzieci za to że po prostu są. Ty za wszelką cenę próbujesz im pomóc. A może one tego wcale nie potrzebują.
  • mama_myszkina 09.03.12, 15:44
    Dodatkowo, dzieci bezustannie gonione do nauki i kontrolowane wyrastają na pozbawionych ambicji i mocno niekonsekwentnych dorosłych. Nadmierna kontrola w tym wypadku daje identyczne efekty jak zaniedbywanie dziecka. Dziecko po prostu jest zewnątrzsterowalne i kiedy w pobliżu nie ma nikogo, kto kazałby się uczyć/pracować itp, takie dzieci, już jako dorośli, nie potrafią tego zrobić. Po prostu są uzależnieni od presji z zewnątrz.
  • rycerzowa 09.03.12, 17:38
    Ewa, przeczytałam wątek i jedno ci powiem: absolutnie nie słuchaj tego chóru krytyków, którzy w tobie, w funkcjonowaniu twojej rodziny widzą problem.
    Jesteście zwyczajną, fajną rodziną, dbacie o dzieci, szanujecie się, a błędy popełnia każdy.
    Normalnego dziecka nie da się zniszczyć zwyczajnymi błędami wychowawczymi, nawet jeśli je popełniliście.
    (Ja nie widzę jakichś specjalnych błędów - gdy zajęłaś się nauką syna, córeczka była jeszcze mała, dla niej to był porządek zastany. Nie widzę też np. powodów, dlaczego nie można iść z dwulatką na kilka placów zabaw, jeśli ona chce).
    Poza tym w rodzinie zdarza się, że rodzi się następne dziecko albo dzieci, ktoś choruje, więc rodzice są bardzo zajęci. Zwyczajnemu dziecku z tego powodu nie "odbija".

    Twoje dziecko ma problem. Córka potrzebuje terapii, pomocy, to nie jest jej wina, że jest, jaka jest. Dzieci rodzą się różne, niektóre mają zaburzenia autystyczne, niektóre są urodzonymi socjopatami. Na tym forum nie znajdziesz pomocy, bo tu wszystko zwala się na błędy wychowawcze, tu zawsze rodzic jest winny. A nie zawsze tak jest.
    Tu tylko rodzic jest na cenzurowanym, szczególnie wtedy, gdy chce dobrze. Bo gdy napisze, że ma bachora dość, że go bije i czasem ma ochotę go udusić, to spotka się ze współczuciem i zrozumieniem.
    Nawiasem mówiąc, niektórym dzieciom ciepły klaps czasem by się bardzo przydał...
  • wrzesniowamama07 09.03.12, 17:45
    Można iść nawet na dwadzieścia placów zabaw, jeśli matka chce. Tu jednak matka nie chciała, dziecko chciało. Matka przybiegała do domu z wywieszonym językiem po wymuszonym turnee po placykach.

  • verdana 09.03.12, 18:18
    No tak. Tylko tego brakowało dziecku, na ktore matka nie zwracała przez trzy lata uwagi, bo uczyła brata - stwierdzenie, ze wszystko w domu jest OK, a dziecko być może jest socjopatyczne.
    Trochę odpowiedzialności, naprawdę.
    --
    zpopk.blox.pl
  • rycerzowa 09.03.12, 18:52
    A co, uważasz, że nie ma "socjopatycznych" czy inaczej zaburzonych dzieci?
    Że autyzm to się bierze z "zimnej matki", a choroba dwubiegunowa z błędów wychowawczych?
  • verdana 09.03.12, 19:00
    Uwazam, ze są, ale nie diagnozuje sie ich przez internet.
    W tym wypadku błędy wychowawcze, popełnione w domu, po prostu biją po oczach. W kazdym tego typu wypadku potrzebne jest przebadanie całej rodziny, a nie stwierdzenie,z e rodzina jest dobra, a tylko dziecko się wyrodzilo. Oczywiście, taka moze byc diagnoza po penym czasie. Ale bardzo, bardzo jest prawdopodobne, ze dziecko reaguje tak na odtracenie przez matkę, na to, że proces wychowania jest zaburzony - zbyt kontrolujacy w pewnych sferach i kompletnie nie kontrolujący w innych.
    Autorka postu najwyraźniej bardzo by chciała takiej diagnozy - ona w niczym nie zawinila (i to częściowa prawda, zawinila być moze jedynie latwowiernością w stosunku do rad psychologa), to corka jest zła. Tyle, ze jeśli zaakceptuje takie rozwiązanie, to nikt w tej rodzinie nie bedzie szczęśliwy, a dziecko - i matka- nie otrzymają pomocy.
    --
    zpopk.blox.pl
  • wrzesniowamama07 09.03.12, 19:02
    Dziecko nie zna żadnych granic bo nie miało ich stawianych. Żre cukier na potęgę. Może to jednak błędy wychowawcze, takie rudymentarne?

    Sama mówiłam o diagnozie, ale tu jedno z drugim się splata, zdrowe i zupełnie normalne dziecko może odwalać takie numery bo może właśnie. Bo mama i tata nie radzą sobie z okiełznaniem potomkini. Nie dlatego że potomkini taka mocarna, tylko przez zaniechanie.

    Ewa, weź się w garść. Jakby - próbuję sobie wyobrazić - moje dziecko za 3 lata przyszło z torbą cukierków od jakiegoś pana, to by musiał mi pokazać, gdzie pan kupił cukierki - w sklepie zrobiłabym śledztwo, znają tego pana czy nie znają. A dziecko na rok albo lepiej straciłoby prawo do samodzielnych wyjść - nie za karę, ale z powodu mojego poczucia, że jest w niebezpieczeństwie bezpośrednim, bo przyjmuje cokolwiek od obcych. Musiałabym bardzo mocno odbudować w sobie zaufanie do dziecka (a raczej do jego rozsądku), żeby zezwolić na samodzielne wyjścia gdziekolwiek.

    Padają tu bardzo ostre słowa, niektóre może za ostre, ale moim zdaniem powinnaś bardzo mocno przemyśleć meritum postów, a nie zatrzymywać się na formie.
  • Gość: Ewa IP: *.ssp.dialog.net.pl 09.03.12, 20:33
    Wzięłam się w garść:)
    Od dwóch dni myslę o tym, co napisałyscie non stop, nawet nie gotuję:)
    Śledztwo zrobione, pan przypadkowy, na wszelki wypadek cora przez tydzien była u babci. To było w zeszlym roku, pisałam o tym wyżej.
    Może niepotrzebnie o tym wspomniałam, bo fakt ten miał miejsce kilka miesięcy temu, córa mogła przez ten czas dojrzeć odrobinę i taka sytuacja może już nie zaistnieć. Ale cały czas to we mnie siedzi, ta jej łatwowierność, ta chęć na słodkie za wszelką cenę...Zaczęłam się obawiać, że znowu to się zdarzy, dlatego o tym napisałam....
    Czeka nas reorganizacja. ja jestem na nia gotowa. Muszę sobie wszystko w głowie poukładać. Ale będzie lepiej, jestem z tych co się nie poddają:)
    Dziękuję za PRAWIE wszystkie slowa krytyki. Prawie-bo to, co napisały niektóre osoby jest dla mnie nie do przyjęcia. Rozumiem intencję ale nie akceptuję formy.
    Nie mozna kogos ranic ot tak, a nóz widelec poskutkuje. Wszystko ma swoje konsekwencje. Ja sobie z tym poradze, ale gdyby trafiło na kogioś bardziej delikatnego, mogłoby przynieść odwrotny rezultat do zamierzonego.
    Wrzesniowa mamo, dziękuję, jesteś miłą, empatyczną osobą. Moje dzieci tez wrzesniowe:)
  • mama_myszkina 09.03.12, 19:57
    rycerzowa napisała:

    > A co, uważasz, że nie ma "socjopatycznych" czy inaczej zaburzonych dzieci?
    > Że autyzm to się bierze z "zimnej matki", a choroba dwubiegunowa z błędów wycho
    > wawczych?

    Kochana, socjopatii nie diagnozuje się przed 25 rokiem życia. Tak więc odpuść sobie.

    Brak miłości i odrzucenie daje takie właśnie objawy u dzieci jak u tej ośmiolatki.
  • mama_myszkina 09.03.12, 19:58
    że w dzisiejszych cholernych czasach małe dziewczynki nie dostają cukierków od obcych panów za darmo.
  • kag73 09.03.12, 20:10
    mama_myszkina napisała:

    > że w dzisiejszych cholernych czasach małe dziewczynki nie dostają cukierków od
    > obcych panów za darmo.

    Moze jestem naiwna, ale mysle, ze dziewczynka jest po prostu obrotna i zagaila jakiegos pana w sklepie co by jej kupil troche cukierkow. A ze facet byl poczciwy, to jej kupil.
  • Gość: Ewa IP: *.ssp.dialog.net.pl 09.03.12, 20:17
    A Ty jestes odpowiedzialna pisząc, że nie zwracalam uwagi na córke przez trzy lata???
    Skąd taki wniosek? Czytałas wszystkie moje wypowiedzi? Chyba nie...
  • verdana 09.03.12, 20:21
    Zwracałaś uwagę, ale przede wszystkim zajmowałaś sie nauka syna - to ojciec miał zająć się córką.
    Przy dwoju dzieciach o ile jednemu poświęca sie wiekszość wolnego czasu, to drugie czucje się odtracone.
    --
    zpopk.blox.pl
  • Gość: Ewa IP: *.ssp.dialog.net.pl 09.03.12, 21:03
    Tyle, że to zupelnie inaczej brzmi: nie zwracac na kogos uwagi a poświecac mu mniej czasu. Jest różnica, nie widzisz jej?
    Krzywdzisz mnie takimi opiniami i nie masz racji po prostu. Oceniłam juz samą siebie: zaniedbałam córkę bo poświęciłam więcej czasu synowi, ale nie ignorowałam córki, to co piszesz to nadużycie.
    Co do moich uczuc w stosunku do dzieci, traktowaniem ich jak uczniów itd mocno przeholowałaś. Napisałam już Morekac na ten temat, dziwne, że Ty akurat tego nie rozumiesz. Powtórzę zatem: nie da się wszystkiego opisac w jednym wątku, ale jesli chcesz założę osobny, np. pod tytulem moje kochane słoneczka. Wątpię tylko czy kogos to zainteresuje:P
  • Gość: gośka IP: *.icpnet.pl 09.03.12, 21:32
    Ja niestety nie dziwię się autorce wątku, że tak odbiera niektóre posty - nikt nie lubi być kategorycznie oceniany, tymbardziej jeśli oceny dokonuje obca osoba. Jest to niestety brzydki zwyczaj tego forum. Wcale się nie zdziwię jak się zaraz zawinie i stąd pójdzie, bo przecież ileż można na tą samą nutę. Każdą opinię można wyrazić tak by nikogo nie ranić - jeśli chcecie, żeby ludzie, którzy tutaj oczekują Waszej pomocy brali na serio to co piszecie, piszcie to tak byście nie przeczyli sami sobie (piszecie o szanowaniu uczuć 8-letniej dziewczynki - szanujcie też uczucia jej matki. To te same uczucia, też się liczą - jak macie taki światopogląd, to chyba nie jest wybiórczy. Ta mama jest stawiana w jednym szeregu z patologią społeczną, a ona po prostu popełniła błąd. Czy tylko udowodnieniem komuś, że jest do niczego umiecie podbudować swoje ego? To trochę niewiele, żeby udzielać górnolotnych rad na forum publicznym)
  • verdana 09.03.12, 21:44
    To nie jest takie proste.
    jesli wszystkie bedziemy grzeczne i współczujące, to matka, ktora musi jednak poszukać pomocy i jakoś zmienić sytuacje rodzinną, najprawdopodobniej poczyta, poczyta - i nic nie zrobi. Ja też nic nie zrobilam, póko przed sklapem miesnym, przypadkowo spotkana psycholog mojego syna nie nawrzeszczała na mnie, ze jestem skończona kretynką. (Po czym, ale to już na marginesie, przyjaźnimy sie od 17 lat).
    Czasem trzeba kims potrzasnąć, tak, aby siedział dwa dni, nie gotował obiadu i zastanawiał sie, co dalej i jak dalej. Czyli - podziałało.
    Nie zauwazaylam, aby tu ktos pisał o patologii - jesli juz, to o patologicznych stosunkach w rodzinie, ktore z "patologią" nie mają nic wspólnego.
    --
    zpopk.blox.pl
  • Gość: gośka IP: *.icpnet.pl 09.03.12, 22:01
    Ja mimo wszystko będę obstawać przy tym, że grzeczność i uprzejmość też mają siłę przebicia, o ile tylko odpowiednio się je wykorzysta. Forum nie jest może najlepszym miejscem wymiany doświadczeń, ale nawet na forum można dostrzec, że osoba z którą piszemy jest bardziej lub mniej inteligentna, lepiej lub gorzej znosi krytykę, więcej lub mniej rozumie. Tutaj mama wyraźnie chce tej pomocy, rozumie w czym rzecz, przyjmuje na klatę, nie wykłóca się. Broni meritum dysleksji jaką zna i ja się jej nie dziwię, bo ma do tego prawo, obserwując własne dziecko. Natomiast nie podważa zdania większość, że jako rodzice dali plamę przy wychowaniu córki. A Wy jej jeszcze post za postem dowalacie. Bez sensu. Nakręcanie się. Tak można robić jak do kogoś nie trafia. Ale tu trafia, to po co? Chyba tylko, żeby sobie znowu pogadać i ulżyć.
  • Gość: Ewa IP: *.ssp.dialog.net.pl 09.03.12, 22:04
    Ale nie podziałały teksty typu: chcesz się jej pozbyć, trzy lata nie zwracałas uwagi na córkę, synowi zmarnowalaś życie
    Podziałały słowa Agnieszki z łodzi i Wrzesniowej mamy i Gosi i innych dziewczyn, które wcale mnie nie głaskały ale w sposób taktowny a jednoczesnie ostry ukazały istotę problemu.
    Do mnie nie trzeba brutalnie, ja nie jestem zapatrzona w siebie mamuską, nie twierdzę, że ja jedyna mam rację a inni na drzewo, ja się ciągle uczę wychowywac dzieci.
    Verdano, z Twoich wypowiedzi wynika, ze nadal obwiniasz samą siebie o to, ze jesli dobrze zrozumiałam, zniszczyłaś psychicznie syna. Ale zrozum, nie każda matka dyslektyka, ktora siedzi z dzieckiem nad lekcjami jest Tobą. Nie każda postępuje tak samo. Nie dla każdej oceny są najważniejsze, a to mi cały czas probujesz wmówić. I próbujesz mi też wmówić, że zrobiłam błąd poświęcając mu czas, podczas gdy cale otoczenie syna włącznie z kolegami twierdzi, że zmienił się na lepsze. Nie siedzisz we mnie. Nie mieszkasz z nami. Nie bądź taka kategoryczna! Przykro się Ciebie czyta.
  • rycerzowa 09.03.12, 23:08
    A ja w dalszym ciągu nie widzę żadnego "zaniedbania" dziecka młodszego z tego powodu, że starsze wymagało pomocy. Dziewczynką zajmował się ojciec, czuły, starający się zrozumieć dziecko.
    Chyba, że ktoś uważa, że wszystko musi matka.
    Nie musi.

    Nie było żadnej nagłej zmiany zachowania na gorsze, z momentem "oddalenia się " matki, czyli nie o to chodziło. Dziewczynka zawsze miała naturę nieokiełznaną, od początku.

    Niewyczuwanie niebezpieczeństwa, ucieczki, brak dystansu wobec obcych - są charakterystyczne dla pewnych typów zaburzeń. Nie będę pisać, jakich bo "diagnozowanie" na odległość faktycznie jest ryzykowne. Dziecko nie jest "złe", ono pewnych rzeczy nie widzi, nie rozumie, nie czuje.
    Potrzebujecie fachowej diagnozy - u dobrego psychiatry dziecięcego.

    Co do pomocy dyslektykom. Z doświadczeń znajomych wiem, że praca z takim dzieckiem nie polega na wyprowadzaniu go z dysleksji, bo to się nie uda, ale znalezieniu innej, niejako okrężnej drogi osiągnięcia celu. I że ta pomoc jest dziecku niezbędna.
  • morekac 10.03.12, 06:41
    Chyba, że ktoś uważa, że wszystko musi matka.
    > Nie musi.
    Matka musi zająć się całkowicie nauką dziecka. Tak, jakby rodzice nie mogli podzielić się przedmiotami - jeśli już była taka paląca konieczność. Łatwiej podzielić się dziećmi.

    Co do pomocy dyslektykom. Z doświadczeń znajomych wiem, że praca z takim dzieck
    > iem nie polega na wyprowadzaniu go z dysleksji,
    Ja z doświadczeń z własnym dyslektycznym egzemplarzem wiem, że skupianie się przede wszystkim na lekcjach z dzieckiem i jego stopniach nie jest dobre.I że ciągłe wałkowanie tematu 'szkoła' do niczego dobrego nie prowadzi.
    --
    -------------------------------------------------------------
    Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
  • mama303 10.03.12, 10:52
    Gość portalu: Ewa napisał(a):

    > Dodatkowo, pierwsza klasa to był okres kiedy córa zaczęła samodzielnie przebywa
    > c na dworze. Nigdy nie wracała o umówionej godzinie i zawsze trzeba było jej sz
    > ukać. Teraz jest tak samo. Ona się świetnie bawi, nie wraca i już.

    Miałam podobny problem i poradziłam sobie tak: córka wychodziła albo z zegarkiem albo z telefonem komórkowym i albo miała wracac na określoną godzinę albo na wezwanie przez telefon. jak wracała nawet spóźniona to mówiłam cos w rodzaju: spóźniłaś sie ale na szczęście niewiele, takie spóźnienie jest dopuszczalne, brawo, moge Tobie zaufać!. I tak zawsze a jej zaczęło na tych pochwałach zależeć i wracała coraz bardziej punktualnie a ja coraz bardziej ją chwaliłam, że tak super jest punktualna, doszło do tego, że czasem biegeim leciała, żeby posłuchać mojej pochwały i zachwytu nad jej punktualnoscią ;-) teraz jest w III klasie i w zasadzie problem zniknął. A było i tak, że lataliśmy za nią po nie odbierała np. telefonu, były też kary ale zadziałało najlepiej wzmocnienie pozytywne.
  • Gość: Ewa IP: *.ssp.dialog.net.pl 10.03.12, 11:34
    Świetna rada, dzięki!
  • Gość: aniko IP: 195.85.196.* 13.03.12, 15:34
    Ciekawy wątek nie ma co. Przed oczami stają mi znajome rodziny (a właściwie jedna ) podobne do Twojej. Dzieci starsze ale problemy pozostały. Matka skoncentowana na "średniej" i sukcesach szkolnych. Dzieci pilnowane przy lekcjach "od zawsze", czego skutek jest taki, że nie pojęły aż do doeosłości, że to im powinno zależeć na wiedzy i wynikach, a nie matce, nauczycielowi czy ojcu. Nie porafią się uczyć, bo uważają, że któś powinnien im wiedzę wtłoczyć do głowy, a one niewiele mają z tym procesem wspólnego. Przede wszystkim popełniłaś ogromny błąd odstawiając małą na boczny tor podczas pracy z synem. Nie wiem jak możesz to naprawić, chyba tylko bliskością i akceptacją jej jaka jest ,ale na to się nie zanosi. Wnosząc z opisu zachowania córki w pierwszym poście traktujesz ją chłodno i niechętnie. Opisujesz ją jak obce, niemiłe dziecko a nie swoje własne. No i te lekcje. Piszesz, że zdolna a piłujesz z nią dyktanda i co lepsze ...modlitwy. My nie chodzimy do kościoła, dzieci nie były chrzczone, nie słuchają modlitw ale syn chce i chodzi na religię. Gdy był w 2 klasie przypadkowo wzięłam do ręki jego zeszyt i na ostatniej stronie odkryłam cały szerag 6 i 5+ za modlitwy które pozaliczał jako jeden z pierwszych w klasie, w ogóle ich się nie ucząc w domu. Fakt, że ma nieprawdopodobną pamięć ale było to dziecko bez "podkładu" kościelnego. 15 min to uczy się długiego wiersza zadanego na j. polskim na ocenę. Akurat torbą z cukierkami wcale bym się nie przejmowała. To jakaś polska fobia wietrzenie uprowadzeń i pedofilów. Uprowadzeń żadnych nie ma, a historie pedofilskie zdarzają się w ponad 90% przypadków we własnym domu. Wzmożenie kontroli córki nic dobrego nie przyniesie. To czego potrzebuje to miłość, a przynajmniej życzliwe zainteresowanie.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka