Dodaj do ulubionych

Nie dawajcie dzieciom klapsów

06.04.12, 11:36
Jestem zszokowana tym, jak wiele mam nadal stosuje klapsy jako metodę wychowawczą. Jest w sieci wiele materiałów na ten temat, poczytacie, przemyślcie. Nie wierzę, że po tym jak dałyście dziecku klapsa nie czujecie wyrzutów sumienia, wewnętrznego niepokoju.
Każdy dzień jest dobry żeby przestać dawać klapsy. Zawsze można się wycofać z tej "metody wychowawczej". To droga donikąd, ślepa ulica.
Dziecko niewiele jeszcze wie o świecie, uczy się go od was. Więc kiedy dowiaduje się, ze musi znosić uderzenie i ze to dla jego dobra, i że to wiąże się z miłością - przyjmuje to. Tyle, że w ten sposób w swojej małej główce może mieć problem z tym, kto jeszcze ma prawo do jego ciała, do traktowania go w sposób który sprawia dziecku ból, nieprzyjemność. Każdy dorosły, a może wujek, a może sąsiad - ich przecież dziecko też zna i lubi?
Nie otrzymywałam w dzieciństwie klapsów. Starszego syna wychowywałam jednak wśród innych rodziców, którzy uważali, że klaps jest ok. Byłam młodą mamą, więc któregoś dnia posłuchałam rady doświadczonej mamy. Zdarzyło mi się jeszcze kilkakrotnie dać synowi klapsa. Cieszę się z tego, że miałam dość rozumu aby wycofać się bicia dziecka, bo klaps to tez bicie, przeprosić moje dziecko i nigdy już tego nie zrobić.
Syn jest normalnym nastolatkiem, od dzieci wychowanych z użyciem klapsów rożni się tylko jednym - my nadal mamy bardzo dobry kontakt ze sobą i syn ma do mnie ogromne zaufanie. Nie stosując klapsów musiałam nawiązać z nim bliższy kontakt, określić przyczyny niektórych zachowań aby później je jakoś zmodyfikować do akceptowalnych granic. Mogłam pójść na łatwiznę - zmodyfikować zachowanie biciem - to rzeczywiście skuteczne, przekonałam się o tym. Tyle, że w ten sposób traci się szansę na poznanie swojego dziecka, jego motywacji zachowań, traci się też jego zaufanie. A co się zyskuje - posłuszne dziecko?
To nie jest cel wychowania, dzieci wychowane do posłuszeństwa mają ogromne problemy w życiu, gdy powinny być samodzielne, a nie posłuszne.
Analizowaliśmy kiedyś sprawę dziewczyny, studentki, która została zabita przez dwóch równolatków. Zanim została zabita sprawcy zabierali ją ze sobą to tu to tam, przez parę godzin. Okradziona została już na początku, później była bita. Po odtworzeniu zdarzeń okazało się, ze miała wiele możliwości zaalarmowania kogoś, poproszenia o pomoc, skutecznej ucieczki. Była jednak całkowicie bierna i podporządkowana. Charakterystyka dokonana przez jej znajomych: spokojna, cicha. Charakterystyka rodziców: posłuszna, nigdy nie sprawiała kłopotów.
Obiecałam sobie wtedy, że moje dziecko - wtedy jeszcze maleństwo - będzie umiało "sprawiać kłopoty" i nigdy nie uznam posłuszeństwa dziecka za priorytet.
Nie bijcie dzieci. Klaps to też bicie.
Edytor zaawansowany
  • rulsanka 06.04.12, 12:16
    "Zdarzyło mi się jeszcze kilkakrotnie dać synowi klapsa."

    "Syn jest normalnym nastolatkiem, od dzieci wychowanych z użyciem klapsów rożni się tylko jednym - my nadal mamy bardzo dobry kontakt ze sobą i syn ma do mnie ogromne zaufanie."

    Pomimo tych kilku klapsów?
    Myślę, że klaps jako metoda wychowawcza jest zły, bo niczego nie uczy.

    Natomiast z twojej wypowiedzi wynika, że kilka klapsów nie zaszkodzi...
  • Gość: mamaAga IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.04.12, 12:50
    Jestem cała za. Uważam, że bicie jako takie jest złe, i mam nadzieję że nigdy tego więcej mojemu dziecku nie zrobię, a zaznaczam: 3 klapsy na pampersa dostał w swoim 2 letnim życiu 1 raz, o czym wątek na tym forum. Jednak oprócz teorii jest też praktyka. Nie mówmy o patologiach, o ludziach niepogodzonych z sobą, którzy bijąc dziecko coś sobie rekompensują. Powiedzmy o normalnych rodzinach, zdrowych. Jest dziecko, które ma swój charakter, próbuje i testuje, wiadomo, często ryzykuje swoim bezpieczeństwem: reagować trzeba bo może zdarzyć się katastrofa. I dochodzisz w pewnym momencie do ściany: na Twoje dziecko nic nie działa, prośby ani groźby, nagrody ani kary, rozmowy, odwracanie uwagi. Nic. I gdy dziecko znowu wkłada palec do przysłowiowego kontaktu co robić? Co jest gorsze: wielomiesięczne targanie dziecka karami, jeżami, obrażaniem się, krzykiem, zakazami i tyradami na temat, czy też 1 klaps i krótkie "nie wolno"? Zaznaczam: nie klaps co chwilę, za każdym razem, tylko klaps wyjątkowy, kiedy jest już ta przysłowiowa ściana?
  • rulsanka 06.04.12, 13:04
    Na kontakt można założyć zaślepkę.
  • Gość: mamaAga IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.04.12, 13:15
    przysłowiowego kontaktu, napisałam. To oczywiste, że zakłada się zaślepki na kontakt.
  • rulsanka 06.04.12, 13:28
    Ale ja też napisałam przysłowiowo. Dziecku w wieku lat 2 tak się organizuje życie, by posłuszeństwo nie było warunkiem bezpieczeństwa. Klapsowanie dwulatka za cokolwiek i w imię czegokolwiek to absurd.
  • Gość: mamaAga IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.04.12, 13:51
    tak, znam takie domy...wszystko na najwyższych półkach, pozasłaniane, powynoszone, szafki pozamykane blokadami, barierki przed telewizorem, drzwi wewnętrzne na klucz zamknięte. A dolne rejony puste, dziecko bawi się robieniem dziur w ścianach łyżeczką, kredką, czym się da, autentyk.
  • jola_ep 06.04.12, 14:02
    A ja znam zupełnie inne. Rzeczy cenne wysoko, część szafek zamknięta, część nie. Kontakty zabezpieczone, dziecko nauczone co jest szczególnie niebezpieczne (dla jego własnego dobra, np. tradycyjna nauka pokazująca, że piec jest gorący). Ja miałam dodatkowo krzesła na szafie ;) (były rozkładane).
    Oczywiście wszystko jest możliwe, o ile zaakceptujemy, że młode ma prawo poznawać świat, że porysowane ściany to nie tylko wynik nudy, a wywalone półki to nie oznaczają końca świata ;) Lepiej uczyć jak ma z danych rzeczy korzystać, niż zabraniać. Tak samo jak lepiej schować, niż w kółko chronić dziecko lub cenne drobiazgi.

    Oszalałabym jakby miała krok w krok pilnować mojego małego. A tak co najwyżej wspominamy ze śmiechem, jak młody utopił pilota w kibelku ;)

    Pozdrawiam
    Jola
  • Gość: basca IP: *.ghnet.pl 06.04.12, 14:20
    U mnie podobnie.
    Telefony i piloty wysoko, odkąd jeden wylądował w szklance z piciem.
    Szafki w kuchni otwarte, przechodziliśmy etap grzebania w kaszach, makaronach i garach itd
    Ale mąka i sól przeniesiona do szafek na górze, bo przerastało mnie sprzątanie po nich;)
  • Gość: basca IP: *.ghnet.pl 06.04.12, 13:09
    Klaps dla mnie oznacza delikatne uderzenie dziecka. Mi się również zdarzyło dać klapsa w emocjach. Jakoś mojego małego dziecka to na dłużej nie powstrzymało w rozrabianiu.

    > Zaznaczam: nie kl
    > aps co chwilę, za każdym razem, tylko klaps wyjątkowy, kiedy jest już ta przysł
    > owiowa ściana?
    To jest już metoda wychowawcza. Pozwalasz sobie na klapsa. Później łatwo o coraz częstsze stosowanie. Bo im więcej klapsów, tym efekt zaskoczenia już nie działa, nie powstrzymuje dziecka. Trzeba albo częściej albo mocniej. I dochodzisz do ściany;)
  • jotde3 10.04.12, 11:15
    basca napisał(a):
    > To jest już metoda wychowawcza. Pozwalasz sobie na klapsa. Później łatwo o cora
    > z częstsze stosowanie. Bo im więcej klapsów, tym efekt zaskoczenia już nie dzia
    > ła, nie powstrzymuje dziecka. Trzeba albo częściej albo mocniej. I dochodzisz d
    > o ściany;))

    alez tu nie chodzi zaskoczenie ! a wręcz przeciwnie , o przewidywanie kary i nie tylko samego klapsa ale i tego focha ;) co sie z nim łączy i grożby że będzie gorzej . jak raz sie sparzysz to potem bedziesz odporniejsza ? może ale przedewszystkim nie będziesz łapy w ogień pchać .
  • mama303 07.04.12, 16:09
    Gość portalu: mamaAga napisał(a):

    > czy też 1 klaps i krótkie "nie wolno"?

    tez może nie zadziałać i co wtedy?
  • aleksandra1357 06.04.12, 22:26
    W głowie mi się nie mieści, jak można dać klapsa dwulatkowi, który wkłada palce do kontaktu. Mnie takie zachowania irytują, ale można doskonale dbać o bezpieczeństwo dziecka bez klapsów. Nikt mnie nie przekona, że klaps jest najlepszą metodą na przetłumaczenie dziecko 1-2 lata, żeby czegoś nie robiło.
    Natomiast jestem w stanie pojąć klapsy w stanie maksymalnego wnerwienia. Niestety zdarzało mi się uderzyć moje dziecko, ale raczej starsze niż 2 lata, kiedy złośliwie ignorowało moje polecenia, biło mnie, rzucało we mnie czymś. Jestem w stanie to pojąć, bo tak robiłam, ale jest to równie złe.

    Ale wyczytałam ostatnio na forum, że czasem lepszy ten demonizowany klaps niż terror psychiczny i inne metody, uważane za bardziej lightowe (to Verdana niedawno pisała). Np. matka może ukarać dziecko za niesprzątanie klapsem lub zabraniem ukochanej zabawki (której dziecko nie posprzątało) i to drugie będzie gorsze. Nie wiem, nie przekonuje mnie to. Są pewnie metody wychowawcze, które są równie złe jak klaps, zgoda, ale klaps nadal pozostaje złem, a nie lepszym wyjściem.
  • Gość: justcam IP: *.5-4.cable.virginmedia.com 06.04.12, 23:22
    Ciekawe ale sporo osob przyznaje sie jednak ze nie wytrzymala i dala klapsa ... zaczyna mnie zastanawiac czy jednak nie jest to jakis instynkt ktory dochodzi do glosu w skrajnych przypadkach i chocby nie wiem jakie mialo by sie negatywne zdanie o klapsach to niestety sie to zdaza ... Jednak napięcia i sytuacje bywają ciężkie do przetrwania i wytrwania w ideach . Do tego dochodzi moim zdaniem fakt jakie ma się dziecko ... Uważam że jednak zwykle dziewcznki łatwiej ogarnąc i wytlumaczyć coś czy nawet latwiej przyjmują nauke na wlasnych błędach z chłpcami bywa trudniej. Czasem mi sie wydaje ze oni sami celowo doprowadzaja do skrajnych sytuacji , nie popuszczając...a jednak przeciez trzeba postawic granice , które takze są niezbedne dla poczucia bezpieczenstwa dziecka czyż nie?
  • jotde3 07.04.12, 14:09
    justcam napisał(a):

    > Ciekawe ale sporo osob przyznaje sie jednak ze nie wytrzymala i dala klapsa ...
    > zaczyna mnie zastanawiac czy jednak nie jest to jakis instynkt ktory dochodz
    > i do glosu w skrajnych przypadkach

    i słusznie że Cie to zastanawia , jednak i instynkty zawodzą bo powstały bardzo dawno temu w zupełnie innych warunkach , czy akurat ten zawodzi ? nie wiem , wątpie . chyba przeważnie klapaków jest kilka w wieku 3- 6 lat raczej u chłopców dla postawienie jasnych granic , potem dzieci sa juz rozumniejsze i można sie z nim porozumieć bez przemawiania do tyłka ;) jesli klapaki mają maxymalnie taki wymiar to chyba jest oki .
  • mama303 07.04.12, 16:19
    Gość portalu: justcam napisał(a):

    > Ciekawe ale sporo osob przyznaje sie jednak ze nie wytrzymala i dala klapsa ...
    > zaczyna mnie zastanawiac czy jednak nie jest to jakis instynkt ktory dochodz
    > i do glosu w skrajnych przypadkach i chocby nie wiem jakie mialo by sie negatyw
    > ne zdanie o klapsach to niestety sie to zdaza ...

    Myślę, że to także kwestia panujacych zwyczajów, wychowania. Mnie rodzice nigdy nie uderzyli i ja sobie nie wyobrażam bic moją córkę.
  • lady-z-gaga 07.04.12, 18:09
    Twojabogini ze swoją przenośną kazalnicą na kolejnym forum...:D
    wie, jak wychowac męża, dzieci, a jej życie to pasmo sukcesów, które zawdzięcza wyłącznie sobie....zna wszystkie odpowiedzi i wszystko potrafi wytłumaczyć...
    Czy jesli coś ułoży się nie po Twojej myśli, będziesz szukała winy w sobie, równie ochoczo, jak teraz zasług?

    > Syn jest normalnym nastolatkiem, od dzieci wychowanych z użyciem klapsów rożni
    > się tylko jednym - my nadal mamy bardzo dobry kontakt ze sobą i syn ma do mnie
    > ogromne zaufanie


    Pewnie Ci się to nie mieści w głowie, ale mnóstwo klapsowanych dzieci tez ma bardzo dobry kontakt z rodzicami i zaufanie, rozmawiają o wszystkim i nie dzieli ich żadna trauma.
    Może to niesłuszne i niepoprawne politycznie, ale tak jest.
    Swiat nie jest czarno-biały i logiczny jak z kieszonkowych poradników.
  • scher 07.04.12, 20:50
    lady-z-gaga napisała:

    > Pewnie Ci się to nie mieści w głowie, ale mnóstwo klapsowanych dzieci tez ma bardzo dobry
    > kontakt z rodzicami i zaufanie, rozmawiają o wszystkim i nie dzieli ich żadna trauma.
    > Może to niesłuszne i niepoprawne politycznie, ale tak jest.

    Wężykiem, Jasiu, wężykiem!

    --
    Ne puero gladium!
  • Gość: forumowiczka.to.ja IP: *.toya.net.pl 07.04.12, 23:25
    lady-z-gaga napisała:


    > Pewnie Ci się to nie mieści w głowie, ale mnóstwo klapsowanych dzieci tez ma ba
    > rdzo dobry kontakt z rodzicami i zaufanie, rozmawiają o wszystkim i nie dzieli
    > ich żadna trauma.
    > Może to niesłuszne i niepoprawne politycznie, ale tak jest.
    > Swiat nie jest czarno-biały i logiczny jak z kieszonkowych poradników.

    Brawo!!! O to chodzi. 100%.

  • twojabogini 10.04.12, 13:03
    ady-z-gaga napisała:

    > Pewnie Ci się to nie mieści w głowie, ale mnóstwo klapsowanych dzieci tez ma ba
    > rdzo dobry kontakt z rodzicami i zaufanie, rozmawiają o wszystkim i nie dzieli
    > ich żadna trauma.
    > Może to niesłuszne i niepoprawne politycznie, ale tak jest.
    > Swiat nie jest czarno-biały i logiczny jak z kieszonkowych poradników

    Mieści mi się to w głowie - sama idąc za złą radą wlepiłam swojemu synowi kilka klapsów.
    W jednych rodzinach klapsy zdarza się raz na jakiś czas i nie będą żadną trauma, w innych stosowanie przemocy wejdzie do użytku codziennego, rodzicowi ręka się rozbuja i dzieciak będzie obrywał przy każdej okazji.
    To, że niektóre dzieciaki nie mają stałej traumy po klapsach nie jest argumentem dowodzącym, że klapsy są nieszkodliwe.

    Dziecko, które dostaje klapsa jest nieszczęśliwe, przestraszone, czasem upokorzone - tu i teraz. Jest to wystarczający argument za tym, żeby klapsów nie dawać. Dzieci zasługują na szacunek.

    Swoją droga - istnieje korelacja pomiędzy stosowaniem klapsów a poziomem życia rodziny i wykształceniem rodziców. Im wyższe wykształcenie - tym więcej rodziców umie opanować swoje dzieci bez stosowania przemocy, gdy tworzy się problem wychowawczy, potrafi ą sięgnąć po lekturę i rozwiązać sprawę używając mózgu nie ręki.
    Z dochodami jest z kolei tak, że im trudniejsze warunki materialne rodziny, tym więcej dzieci doświadczają klapsów połajanek, poszturchiwań. Spadek poziomu życia dobrze prosperującej rodziny jest skorelowany ze zmianą zachowania wobec dzieci - na bardziej nacechowane elementami przemocy. To samo zaobserwowano i innych ssaków, w tym szczurów - im bardziej stłoczone, mniej jedzenia itp. tym więcej przemocy wobec młodych.
    Klapsy też częściej dają matki niezaspokojone seksualnie i takie, które przeżywają trudności w związku lub podlegają silnym napięciom emocjonalnym.
    Klaps nie jest więc jakimś zadawnionym instynktem, który stał się niepoprawny politycznie. To zachowanie, które pojawia się w trudnych warunkach.
  • jotde3 09.04.12, 10:48
    twojabogini napisała:
    Charakterystyka dokonana przez jej znajomych: spokojna, cicha.
    > Charakterystyka rodziców: posłuszna, nigdy nie sprawiała kłopotów.Obiecałam sobie wtedy, że moje dziecko - wtedy jeszcze maleństwo - będzie umiał
    > o "sprawiać kłopoty" i nigdy nie uznam posłuszeństwa dziecka za priorytet.
    > Nie bijcie dzieci. Klaps to też bicie.

    wiec ta ofiara nie dostawała pewnie klapaków jak była taka spokojna i posłuszna ?więc była nie przygotowana do agresji ?
    a jacy byli rodzice ? pewni też cisi i spokojni . to jestchyba tak że jak masz jaja to i dziecko ma i oberwie klapaka , nie wpłynie on jednak na jego charakterek ale dziecko pozna granice .
    poza tym zdaje sie że maltretowane dzieci stają sie nie ofiarami a oprawcami ( jak podają media ) i też stawiałbym raczej głównie na dzidziczenie skłonności po rodzicach a na wychowanie w drugiej kolejności , ot takie pójscie za zdolnościami dziecka ;).

  • Gość: basca IP: *.ghnet.pl 09.04.12, 22:07
    > a jacy byli rodzice ? pewni też cisi i spokojni . to jestchyba tak że jak masz
    > jaja to i dziecko ma i oberwie klapaka , nie wpłynie on jednak na jego charak
    > terek ale dziecko pozna granice .

    To zabrzmiało tak, jakby tylko klapsy wyznaczały granicę. Że bez klapsów nie da się tej granicy ustalić.

    > poza tym zdaje sie że maltretowane dzieci stają sie nie ofiarami a oprawcami (
    > jak podają media ) i też stawiałbym raczej głównie na dzidziczenie skłonności
    > po rodzicach a na wychowanie w drugiej kolejności , ot takie pójscie za zdolnoś
    > ciami dziecka ;).


    Jakoś ten lekki ton nie pasuje mi tutaj.
  • jotde3 10.04.12, 09:02
    > To zabrzmiało tak, jakby tylko klapsy wyznaczały granicę. Że bez klapsów nie da
    > się tej granicy ustalić.

    bo jak dziecko ma "jaja" i jest w mało rozumnym wieku 3-6 lat to czasem inaczej sie nie da .
  • el_elefante 10.04.12, 12:39
    Kilka dni temu mój syn zauważył stary film w tv i zapytał:
    - A dlaczego na tym filmie nie ma kolorów?
    - Bo to jest film czarno-biały
    - Ale tu nie ma czarnego i białego, tylko różne szare.

    Czarno-białe zasady są dobre, bo są proste i zrozumiałe. Niestety mają jedną zasadniczą wadę: zbyt często nie przystają do szaro-szarej rzeczywistości. Jedną z tych zasad, z zaznaczeniem że to wyłącznie moja opinia a nie jakieś autorytarne stwierdzenie, jest zasada: klaps=zło.
    Wiele osób pisze tutaj, że "nie wyobrażam sobie żebym uderzył własne dziecko" albo "nigdy nie uderzę dziecka". Bardzo dobrze. Gratuluję, podziwiam i popieram. Sam jednak byłbym nieco ostrożniejszy formułując takie odcinające stwierdzenia, bo zetknąłem się już w życiu z rzeczami, których sobie wcześniej nie wyobrażałem i przekonałem się też, że "nigdy" potrafi nieźle z człowieka zakpić.
    Do tej pory nie uderzyłem syna i mój sposób wychowania nie zakłada stosowania tego rodzaju działań (proszę zwrócić uwagę, jak zręcznie uniknąłem słowa nigdy :P). Uważam że mam bardzo dobrą relację z synem. Z kolei kumpel, ojciec dwóch synów, uznaje zasadność stosowania klapsów jako środka ostatecznego w celu przywrócenia pionu w sytuacjach zagrażających bezpieczeństwu (na przykład). On również ma bardzo dobre relacje z dziećmi.
    Mój syn jest stosunkowo spokojnym dzieckiem, jego budrysy to dwa małe wulkany energii, nakręcające się nawzajem. A gdyby było odwrotnie? Wtedy on zapewne nie miałby potrzeby stosowania kar cielesnych, za to mnie być może puściłyby w pewnym momencie nerwy.
    Dzieci są różne, mają różne temperamenty, są bardziej otwarte i bardziej skryte i różnie reagują na tą samą rzecz - jedno się roześmieje, inne zaciekawi, inne rozpłacze. Dlatego o ile można dopuścić się uproszczenia klaps=zło w imię sformułowania ogólnej zasady, to przewidywanie w stylu klaps=trauma psychiczna do końca życia, uważam za nie do końca uprawnione.

    Dlatego też myślę, że o wiele ważniejsze od roztrząsania czy powinienem się wieczorem pobiczować z powodu skarcenia dziecka klapsem czy tez nie, jest zastanowienie się nad ogólnym sposobem budowania relacji z dzieckiem pod kątem jego traktowania. Mam na myśli traktowanie dziecka w taki sposób, a jaki my sami życzylibyśmy sobie być traktowani. Można się na przykład zastanowić, co w ciągu ostatniej godziny powiedziałem do syna, w jakiej sytuacji i jakim tonem a następnie wyobrazić sobie, że ktoś posiadający nade mną władzę tak się do mnie zwraca i jakie to budzi we mnie uczucia. Polecam, bo czasami można dojść do zaskakujących spostrzeżeń.
    --
    Nigdy nie porównuj tego, co masz w środku, z tym, co ktoś inny ma na zewnątrz. H.MacLeod
  • jotde3 10.04.12, 13:57
    el_elefante napisał:
    >Można się na przykład zastanowić, co w ciągu ostat
    > niej godziny powiedziałem do syna, w jakiej sytuacji i jakim tonem a następnie
    > wyobrazić sobie, że ktoś posiadający nade mną władzę tak się do mnie zwraca i j
    > akie to budzi we mnie uczucia. Polecam, bo czasami można dojść do zaskakujących
    > spostrzeżeń.

    nie sądzisz że to duże uproszczenie ? mi też jest przykro jak wydre morde na swoje w sytuacji w której na to nie do końca zasłużył a ja byłem po prostu zmęczony na odpowiednią reakcje ale czy nie uczymy ich w ten sposób prawdy o życiu ? dziecko Ci wiele wybaczy jeśli prócz złego bedzie dużo dobrego i jeśli prowadząc go drogą pracy doprowadzisz do sukcesów.
    po ostatnich sukcesach radwańskiej dowiedziałem sie o jej reakcjach na docinki ojca na korcie " zamknij sie i s..... " a było to wśród ludzi , jak myślisz ile oni takich pozdrowień wymienili jak nikt nie słyszał ? ile razy rakieta poleciała na d... ;) u innych ( siostry wiliams ) pewnie podobnie . przegiąć nie wolno ale to dobre co sie dobrze kończy :)
  • el_elefante 10.04.12, 14:32
    Jeśli chodzi ci o stwierdzenie, żeby zwracać się do dzieci tak jak sami chcielibyśmy aby się do nas zwracano, to owszem, jest to uproszczenie, ale czy zbyt duże? Jest to inny sposób na powiedzenie: szanujmy własne dzieci. Natomiast jeżeli chodzi o zacytowany fragment, to nie jest to uproszczenie, bo to nie jest stwierdzenie. To jakaś tam propozycja eksperymentu myślowego, który wg mnie może przynieść więcej korzyści niż roztrząsanie czy coś jest mniej czy bardziej szare. Np. wyobrażenie sobie, że chodzisz po domu, bierzesz do rąk różne przedmioty, a ktoś bez przerwy ci trajkocze nad uchem: nie ruszaj, zostaw, odłóż to, nie baw się tym, nie rzucaj, nie dotykaj, zepsujesz, uderzysz się, spadniesz itd. Od takiej gadki można albo oszaleć, albo w ramach samoobrony wyłączyć słuchanie. A całkiem sporo osób tak się właśnie zachowuje. Irytują się, że dziecko ich nie słucha bez zastanawiania się dlaczego. Bo bunt dwulatka, bo rozpieszczone, bo nieznośne. Ono. Nie my. My jesteśmy dobrym rodzicem, mamy rację, chcemy dobrze wychować i w rezultacie za bardzo się na tym chceniu koncentrujemy. Mówiąc wprost - zapominamy się, ale uchodzi nam to na sucho.

    --
    Nigdy nie porównuj tego, co masz w środku, z tym, co ktoś inny ma na zewnątrz. H.MacLeod
  • jotde3 11.04.12, 10:20
    el_elefante napisał:
    >Natomiast jeżel
    > i chodzi o zacytowany fragment, to nie jest to uproszczenie, bo to nie jest stw
    > ierdzenie.

    oczywiście , mój błąd . żle wstawiłem cytat . chodziło mi o ten :
    "Mam na myśli traktowanie dziecka w taki sposób, a jaki my sami życzylibyśmy sobie być traktowani." to jest uproszczenie prowadzące wielu do błędnych wniosków . oczywiście twoje rozwinięcie wyczerpuje temat .
  • domza2 11.04.12, 15:19
    Zgadzam się z Aleksandra. Osobiście dostałam kilka klapsów w życiu i był to dla mnie sygnał, że rodzic został doprowadzony do ostateczności. Uczucia upokorzenia, bólu pamiętam zupełnie z innych sytuacji niż klaps - odrzucenia lub niezrozumienia przez rodzica, a nie klapsa. Sama klapsów nie pochwałam, absolutnie. Staram się nigdy nie wpływać na dziecko fizyczną siłą,nie cierpię ciągnięcia za ramię, za rękę itd. Ale i mnie zdarzyło się dać klapsa, w zupełnej bezradności, całkowitym wnerwieniu - jak to opisuje Aleksandra. Dziecko śmiało mi się nos i wołało "ooo klaps, chcę jeszcze!". Efekt był żaden, dziecka to nie usadziło , a chociaż klaps miał siłę żadną to przeżywałam to wieczorem i miałam "spocone oczy". Byłam zła na siebie, że nie znalazłam sił i pomysłów na inne rozwiązanie tej sytuacji. To nie chodzi o to, że ktoś kto dał klapsa jest ZA klapsami, po prostu czasem wszyscy bywamy tak zmęczeni (chorzy - jak było w moim przypadku), wypruci z sił, energii, no po prostu to się zdarza. Nie wolno się rozgrzeszać, ale nie ma też sensu obwiniać się przesadnie. Warto przeanalizować sytuację, która miała miejsce na spokojnie i przygotować się jakoś na takie scenariusze - tak ja robię. Dodam, że klapnęłam rozszalałe dziecko w wieku lat niemalże 3, na które nie działało przez godzinę nic. Teraz wiem, że powinnam się odciąć, wyjść sobie do innego pokoju, nie zwracać uwagi na to, co wyczynia. Ale to wiem już po fakcie.
  • Gość: Krawat IP: *.bb.online.no 14.04.12, 09:39
    Czytając ten wątek oraz inne o podobnym temacie myślę że przed wymierzeniem kary dziecku trzeba sobie odpowiedzieć na dwa pytania:
    Po pierwsze trzeba się zastanowić za co dziecko powinno być karane a za co nie powinno być karane. W grę wchodzi tu wiele czynników, przede wszystkim jaki jest cel kary? W różnych sytuacjach kara może mieć różne cele.

    Po drugie jeśli już odpowiemy sobie twierdząco że są sytuacje gdzie dziecko należy ukarać to wtedy należy dobrać karę odpowiednią do winny, wieku dziecka i celu jaki chcemy w danym przypadku osiągnąć.

    I tutaj dopiero pojawia się kwestia czy stosujemy kary psychiczne czy fizyczne.
    Klaps jest tylko jedną z wielu możliwych kar do zastosowania, moim zdaniem nie stanie się nic złego jeśli ktoś zastosuje klapsa jako karę za poważniejsze przewinienie.
    O wiele gorzej jeśli ktoś stosuje kary psychiczne w momencie kiedy dziecko w ogóle nie powinno być karane.

    Cały problem polega na tym że najczęściej rodzic musi szybko w stresującej sytuacji odpowiedzieć na te dwa pytania, a w takim przypadku nie trudno o błędną decyzję.
    Jeśli jednak rodzić na spokojnie po zajściu będzie w stanie przeanalizować całą sytuację i następnym razem zareagować lepiej to chwała mu za to.

    Jeśli ktoś jednak nagminnie popełnia błędy w tych dwóch kwestiach to tak czy siak skutki będą dużo gorsze niezależnie od tego czy będą stosowane klapsy czy nie.


  • mskaiq 14.04.12, 11:46
    Kiedy daje sie klapsy dziecku uczy się go że bicie drugiej osoby jest dla dobra
    drugiej osoby. Kiedy krzyczy albo wymusza się na dziecku wtedy uczy się że
    to jest sposób w jaki należy działać.
    Jeśli szanuje się własne dziecko uczy się je aby szanowało innych. Można
    pokazać dwa różne swiaty dziecku. Ten w którym nie liczy się z druga osoba
    albo inny w którym liczy się przyjaźń, dobre słowa, bezinteresowność.
    Jeden z tych dwóch swiatów zostaje kiedy dziecko dorasta i dorosłe dziecko
    żyje wedlug jednego z tych scenariuszy które mu zostały przekazane.
    Psychologia pokazuje nieustannie że tam gdzie była agresja w okresie
    dzieciństwa, jest równiez w zyciu dorosłym, albo też pojawia się ogromny
    lęk w kontaktach z innymi ludźmi.
    Serdeczne pozdrowienia.
  • Gość: mamaAga IP: *.toya.net.pl 15.04.12, 10:51
    Wszyscy jesteście tacy mądrzy, teoria dopracowana do perfekcji: jak dajesz klapsy (nie bijesz!) to wychowasz bandytę, jak wychowujesz w dobroci to wychowasz samo dobro. Skoro to taka prosta zależność, to skąd biorą się bandyci z tzw. dobrych domów? dlaczego Skandynawia ma najwięcej samobójstw, skąd się wziął taki Breivik? To nie jest takie proste, i prosze, nie przytaczajcie tutaj swoich badań, teorii, zdań psychologów, bo one nijak się mają do codzienności, do normalnego zycia ze zbuntowanym, emocjonalnym dwulatkiem, czy pyskatym 5 latkiem, czy zbuntowanym nastolatkiem.
    I największe kuriozum: rzucacie tutaj swoje mądrości niczym prawdę objawioną, bronicie zdania "klapsowanie jest złe" niczym niepodległości, ale jak ktoś zada konkretne pytanie "co robić?" w danej, opisanej sytuacji, to nikt z Was nie potrafi doradzić. Bo najlepiej się teoretyzuje, a najtrudniej wychowuje dzieci.
  • mskaiq 15.04.12, 12:12
    Badania pokazuja że im wiecej agresji, braku respektu dla dziecka,
    braku miłości tym wiecej mają problemów dorosłe już dzieci.
    Bogactwo i dobre domy nie oznaczają respektu i poszanowania dla
    drugiej osoby.
    To jakie będzie dziecko i jakie będzie jego zycie zależ od tego czego
    sie od nas naucz, jakie wartości mu przekażemy.
    Jeśli dziecko zobaczy że nie sznuje się jego, że można go pobić to
    może reagować w podobny sposób. Próby zmiany tego,
    tłumaczenie o respekcie i szacunku do innych nie docierają bo dziecko
    widzi że rodzice sami tego nie przestrzegają.
    Takie działanie uczy dziecko że mozna mówić jedno, a robić coś
    zupełnie innego.
    A co robić kiedy ma sie problemy z dzieckiem ? Rozpocząłbym od
    przeczytania:
    Adele Faber, Elaine Mazlish Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały,
    jak słuchać, żeby dzieci do nas mówiły.
    Kiedy przeczytasz zobaczysz ze mozna inaczej, bez klapów, bez
    krzyku. Organizowane są również warsztaty dla matek oparte na
    Faber i Mazlish i to na całym swiecie.
    Serdeczne pozdrowienia.

  • scher 15.04.12, 13:26
    mskaiq napisał:

    > Badania pokazuja że im wiecej agresji, braku respektu dla dziecka,
    > braku miłości tym wiecej mają problemów dorosłe już dzieci.

    A co jeżeli jest głęboka miłość, głęboka więź, wielki respekt dla dziecka, liczenie się z jego potrzebami i jego zdaniem, a jednocześnie za zuchwałe, bezczelne zachowania grozi dziecku klaps?
    Takie rozwiązanie, taka atmosfera wychowawcza nie mieści się w twoim pojmowaniu?

    --
    Ne puero gladium!
  • jotde3 17.04.12, 10:41
    mskaiq napisał:

    > Badania pokazuja że im wiecej agresji, braku respektu dla dziecka,
    > braku miłości tym wiecej mają problemów dorosłe już dzieci.

    możesz pokazać te baDANIA ? ja widziałem tylko artykół że jak dziecko umiarkowanie jest karane fizycznie do ok 9 roku życia to ma lepsze wyniki niż nie karane fizycznie
  • domza2 15.04.12, 16:06
    Zgadzam się - ja doradziłam jedynie to, aby mama nie obarczała się winą w nieskończoność, ale przeanalizowała na spokojnie całą sytuację - przypomniała sobie wszelkie jej konteksty ( jak porę dnia, czy dziecko było głodne, zmęczona, czy ona była zmęczona, chora etc.) oraz emocje swoje i dziecka - z tego trzeba wyciągnąć wnioski. Jeśli się daną sytuację przeanalizuje to wowczas prawdopodobieństwo tego, że wszystko znów się powtórzy jest mniejsze - po prostu. Mówię tutaj o sytuacjach jednostkowych lub sporadycznych, rodzicom , którzy wymierzają klapsy często, bezwiednie i bez żadnych refleksji z pewnością potrzebna jest pomoc psychologa.
  • scher 15.04.12, 11:19
    mskaiq napisał:

    > Kiedy daje sie klapsy dziecku uczy się go że bicie drugiej osoby jest dla dobra
    > drugiej osoby.

    Nie znam żadnego zdrowego psychicznie dziecka, które z klapsa wyciąga właśnie taki wniosek.
    Ty nie możesz mieć dzieci, bo swoim chorym, nielogicznym rozumowaniem będziesz je zarażać.

    > Jeśli szanuje się własne dziecko uczy się je aby szanowało innych.

    Szacunek nie oznacza wychowania bez klapsów.

    > Psychologia pokazuje nieustannie że tam gdzie była agresja w okresie
    > dzieciństwa, jest równiez w zyciu dorosłym, albo też pojawia się ogromny
    > lęk w kontaktach z innymi ludźmi.

    Agresja to nie jest słowo wytrych.

    --
    Ne puero gladium!
  • Gość: basca IP: *.ghnet.pl 15.04.12, 12:21
    > Agresja to nie jest słowo wytrych.

    Sher, a nie myślisz, że twoja analogia do skeczu Kobuszewskiego oprócz dowcipu, niesie też myśl, że jesteś kiepskim majstrem od wychowania?
  • mama303 15.04.12, 15:28
    Chociaż pewnie trudno Ci w to uwierzyć to naprawdę można nie używać przewagi własnej siły fizycznej w wychowaniu dzieci. po co uczepiłes sie tej prymitywnej metody i jeszcze ją zachwalasz.
  • gazeta_mi_placi 04.05.12, 16:21
    Taka sama metoda jak każda inna.
    Mniej prymitywne i bardziej wymyślne jest np. szlaban na komputer lub nie kupienie lodów za karę??
  • mama303 06.05.12, 20:05
    gazeta_mi_placi napisała:

    > Taka sama metoda jak każda inna.

    Nie taka sama, Średniowiecze mamy za sobą.
  • gazeta_mi_placi 06.05.12, 20:58
    Klapsy na porządku dziennym były jeszcze 10 lat temu, a zaledwie od roku są karalne. O jakim średniowieczu Ty mówisz?
  • mama303 08.05.12, 12:23
    gazeta_mi_placi napisała:

    > Klapsy na porządku dziennym były jeszcze 10 lat temu, a zaledwie od roku są kar
    > alne. O jakim średniowieczu Ty mówisz?

    Różne prymitywne rzeczy są na porządku dziennym ale świat cywilizowany od kar cielesnych odszedł juz dawno.
  • scher 08.05.12, 13:07
    mama303 napisała:

    > świat cywilizowany od kar cielesnych odszedł juz dawno.

    Z widocznym na Zachodzie skutkiem.

    --
    Ne puero gladium!
  • mama303 08.05.12, 15:28
    scher napisał:

    > Z widocznym na Zachodzie skutkiem.

    A no jasne, tam za zgniłym zachodzie strasznie źle ludzie żyją, a u nas sam miód.
  • scher 08.05.12, 15:49
    mama303 napisała:

    > A no jasne, tam za zgniłym zachodzie strasznie źle ludzie żyją, a u nas sam miód.

    No u nas jeszcze dorośli nie boją się zwrócić uwagi dziecku. Czy to miód? Raczej standard, od którego niektóre kraje Zachodu oddaliły się o lata świetlne.

    Nawiasem mówiąc właśnie słyszę przez okno jak sąsiadka grozi laniem swojemu dziecku. Normalna wielodzietna rodzina, jest miłość, żadnych uzależnień, dzieci zadbane i dobrze wychowane. Gdyby jakiemuś oszołomowi przyszło do głowy złożyć na nią donos na policję, to dzięki naszej nowej lewicowej ideologii państwowej podstawy prawne do tego już stworzono.

    Na szczęście nasze społeczeństwo jeszcze jest normalne, no i odebrało za komuny solidny trening jak żyć w światach równoległych - w świecie oficjalnej nowomowy i państwowej propagandy i w normalnym świecie. W normalnym świecie oszołom nie poda sąsiadki na policję, bo wie, że miałby potem codziennie narobione na wycieraczkę.

    Na szczęście normalni ludzie prawidłowo potrafią ocenić, kto jest prawdziwym zagrożeniem: czy kochająca matka grożąca dziecku laniem, czy zideologizowany policyjny donosiciel.

    --
    Ne puero gladium!
  • gazeta_mi_placi 08.05.12, 16:25
    Podpisuję się w całości pod Twoją wypowiedzią. Dużo rzeczy jest lepsze za granicą, ale akurat nie ta cała antyklapsowa dziwaczna moda pt. "Dziecku wszystko wolno, żadnych kar".
  • mama303 08.05.12, 20:26
    scher napisał:

    > No u nas jeszcze dorośli nie boją się zwrócić uwagi dziecku. Czy to miód? Racze
    > j standard, od którego niektóre kraje Zachodu oddaliły się o lata świetlne.

    Czego Ty sie naczytałeś czy naoglądałeś?
  • gazeta_mi_placi 08.05.12, 16:24
    Masz na myśli Wielką Brytanię gdzie 10-latkowie dla żartu zamordowali dwuletnie dziecko? Gdzie głośne są przypadki molestowań seksualnych przez dzieci w wieku szkolnym (siebie nawzajem)?
    Czy może masz na myśli postępową Norwegię gdzie jej przedstawiciel wziął kałacha i rozwalił w drobny mak ponad 70 ludzi, w tym nastolatków?
  • mama303 08.05.12, 20:38
    Nie, mam na mysli Polskę, gdzie przemoc jest w co piątej rodzinie i gdzie dzieci są katowane i molestowane przez najbliższych.
  • gazeta_mi_placi 08.05.12, 21:09
    Zagranicą dzieci nie są katowane, nie zdarza się, że angielski/niemiecki/włoski rodzic molestuje córeczkę? Zagranicą nie ma pedofilii? No, patrz. Czego to się człowiek nowego dowie z forum na stare lata.
  • mama303 12.05.12, 18:58
    Nie odwracaj kota ogonem, to Ty i Sher podajecie zagranice jako najgorsze zło, a ja podałam przykłady że w Polsce nie jest lepiej.
  • barosob 03.05.12, 23:06
    Popieram calkowicie. Moja corka ma 4 lata. Dalem jej lekkiego klapsa moze trzy razy w zyciu i bylo to o trzy razy za duzo. Obiecalem sobie, ze juz nigdy tego nie zrobie. Mam duzo skuteczniejsze metody:
    - przytulenie (tak - wlasnie wtedy kiedy jest nieznosna)
    - cierpliwe tlumaczenie
    - ulozenie do snu (zwykle marudzenie wynika ze zmeczenia)
    - urozmaicone zajecia: jedzenie, spacer, nauka czytania, pisania, liczenia, rysowania), zabawa, spiewanie, mycie, bajki, sen
    - czeste pochwaly.

    Julka jest kochana, szczesliwa i pewna siebie dziewczynka. Duzo rozmawiamy i mowi kiedy czegos chce, kiedy cos jej przeszkadza. Coraz mniej jeczy i placze, a jezeli juz, to tylko wtedy kiedy jest zmeczona. Niedlugo urodzi sie nasze drugie dziecko. Tym razem nie dostanie juz ani jednego klapsa. Nie ma tez mowy o podnoszeniu glosu.
  • scher 03.05.12, 23:46
    barosob napisał:

    > Julka jest kochana, szczesliwa i pewna siebie dziewczynka. Duzo rozmawiamy i mowi kiedy
    > czegos chce, kiedy cos jej przeszkadza. Coraz mniej jeczy i placze, a jezeli juz, to tylko wtedy
    > kiedy jest zmeczona.

    Czterolatki na ogół takie właśnie są. Poczekaj na regres i nie mów hop, póki nie przeskoczysz.

    --
    Ne puero gladium!
  • gazeta_mi_placi 04.05.12, 16:20
    Obiecanki cacanki, być może drugie dziecko będzie 10 razy bardziej dożarte niż Twoja mała i dostanie, ale nie trzy klapsy lecz trzydzieści.
  • barosob 06.05.12, 16:09
    gazeta_mi_placi napisała:
    > Obiecanki cacanki, być może drugie dziecko będzie 10 razy bardziej dożarte niż
    > Twoja mała i dostanie, ale nie trzy klapsy lecz trzydzieści.

    To czy dziecko jest agresywne czy spokojne wynika przede wszystkim z tego jak zachowuja sie jego rodzice, wiec o charakter swojego nastepnego dziecka moge byc spokojny, czego i Tobie zycze.
  • scher 06.05.12, 16:41
    barosob napisał:

    > To czy dziecko jest agresywne czy spokojne wynika przede wszystkim z tego jak zachowuja sie
    > jego rodzice

    Jakiś ty uroczo naiwny, jak każdy "książkowy" rodzic :)

    --
    Ne puero gladium!
  • gazeta_mi_placi 04.05.12, 16:18
    Kilka razy w dupsko za karę nikomu jeszcze nie zaszkodziło, a niektórym wręcz pomogło wyjść na ludzi (tak samo pasem w przypadku starszego dziecka).
    Teraz mamy po prostu modę kreowaną przez kolorowe pisemka dla młodych rodziców, że klaps to trauma i Bóg wie co jeszcze.
    Prawda jest taka, że klaps, a także w przypadku starszych dzieci lanie pasem jest dokładnie taką samą karą jak każda inna (np. szlaban na wyjścia czy komputer), jednym dzieciom pomoże, innym nie wiele, w przypadku jeszcze innych wystarczy tylko rozmowa.
    Nie dajcie sobie wyprać mózgu pseudonowoczesną papką.
  • Gość: justcam IP: *.5-4.cable.virginmedia.com 04.05.12, 19:23
    a no tak jak sie czyta takie kometaze to mozna dojsc do wniosku ze faktycznie sa takie jednostki jak gazeta_mi_placi - zapewne plci meskie,j ktorym lanie bardzo by nie zaszkodzilo ale czy by pomoglo???
  • Gość: baja IP: *.dynamic.chello.pl 04.05.12, 21:34
    Nie zgadzam sie. Z wlasmego doswiadczenia uwazam, ze klapsy sie przydaja. Klapsy, nie znecanie sie, walenie pasem, czy zrzucanie ze schodow (bo ma wrazenie, ze niektorzy wrzucaja to do jednego worka i nie widza roznicy).
    Ja klapsy dostawalam wielokrotnie. I wiedzialam, ze jak mama cos powie, to tak ma byc i nie ma dyskusji. Swoich dzieci nie bije, bo... jakos nie umiem, zal mi ich. I z kazdym kolejnym rokiem zaluje tego coraz bardziej. Oni dyskutuja ze wszystkim. Bez protestow, ociagania sie i histerii nie wykonaja zadnego polecenia, zadnej prosby. Ciagle sa przepychnki (slowne), ktore mnie wykonczaja psychicznie. I tak sobie mysle, ze gdyby grozba klapsa (poparta eeentualnie czyne m) byla obecna w naszym zyciu, to juz teraz dzieci wiedzialyby, ze sie MUSZA sluchac...
    Aha, kontakt z rodzicami mam swietny, w niczym nam te klapsy nie przeszkodzily.
  • amy.27 06.05.12, 20:51
    Ja też wiedziałam że jak mama/tata coś powie to nie ma dyskusji i tak ma być - bez bicia.

    Uważasz, że autorytet da się zbudować tylko na bazie lęku jaki się nawarstwia w dziecku? Jest różnica między słuchaniem rodzica BO TO RODZIC KTÓREGO PO PROSTU SŁUCHAM, a słuchaniem BO DOSTANĘ W TYŁEK.

    Według mnie stosowanie klapsów to idiotyzm. Dla mnie rodzic, którego dziecka słucha bo się boi klapsa, to rodzic który osiągnął dno wychowawcze - a nie sukces.

    Klaps jest jak fotoradar - pytanie czy uważasz że lepszy jest kierowca który całe życie i wszędzie odpowiedzialnie jeździ, przestrzega przepisów a nagina je tylko tam gdzie jest to bezpieczne i w miarę rozsądne i myśli o tym co robi, czy zapierdziela bezmyślnie jak szalony a przy fotoradarze zwalnia, po to by zaraz jak go ominie dodać gazu.

    Ja postanowiłam wychować dzieci na ludzi, którzy mnie szanują - a autorytet jest w mojej osobie - a nie w groźbie tego, co moja osoba potrafi zrobić z ich tyłkami - bo jest wyższa, silniejsza i ma władzę, a oni są ode mnie uzależnieni i do tego bezbronni.
  • gazeta_mi_placi 06.05.12, 20:57
    Czyli nie stosujesz żadnych kar?
  • jotde3 07.05.12, 08:53
    amy.27 napisał(a):

    > Ja też wiedziałam że jak mama/tata coś powie to nie ma dyskusji i tak ma być -
    > bez bicia.

    wiedziałaś bo byłaś dziewczynką o słabym charakterku , uwież mi są inni.
  • gazeta_mi_placi 07.05.12, 11:59
    Otóż to. Komuś się trafi grzeczniejsze z natury dziecko i już na cały internet pieje jak to jego grzeczna Zosia wychowała się bez żadnego klapsa zatem i w przypadku innych dzieci klapsy niepotrzebne.
  • mama303 08.05.12, 12:30
    gazeta_mi_placi napisała:

    > Otóż to. Komuś się trafi grzeczniejsze z natury dziecko i już na cały internet
    > pieje jak to jego grzeczna Zosia wychowała się bez żadnego klapsa zatem i w prz
    > ypadku innych dzieci klapsy niepotrzebne.

    Nie tyle niepotrzebne, co niedopuszczalne. Ciekawe jak radzi sobie wychowawca w przedszkolu z dwudziestką dzieci o róznym poziomie grzecznosci.
  • mama303 08.05.12, 12:26
    jotde3 napisał:

    > wiedziałaś bo byłaś dziewczynką o słabym charakterku , uwież mi są inni.

    albo miała rodziców budzacych autorytet, uwierz sa tez inni :P
  • jotde3 09.05.12, 11:40
    mama303 napisała:

    > jotde3 napisał:
    >
    > > wiedziałaś bo byłaś dziewczynką o słabym charakterku , uwież mi są inni.
    >
    > albo miała rodziców budzacych autorytet, uwierz sa tez inni :P

    podważanie autorytetów świadczy właśnie o sile dziecka . nie chciałbym takiego chłopaka który mnie zawsze słycha. musi otrzec sie o granice bo inacze4j to bedzie baba .
  • mama303 12.05.12, 19:00
    jotde3 napisał:

    > podważanie autorytetów świadczy właśnie o sile dziecka.

    Albo o tym, że autorytet kiepściutki ;-)
  • verdana 12.05.12, 19:24
    Jak wyobrażam sobie klęskę wychowawczą, totalną i nieowracalną?
    Dziecko, które słucha mnie bez dyskusji, bo co ja powiem, to swięte i mojego zdania podwazać nie wolno. Oznacza to, zę albo dziecko jest głupie, albo zastraszone. Albo ja nieomylna, taaaa...
    Co do klapsów (klapsów, nie lania!) mam uczucia mieszane. Co do wychowywania dzieci na bezwolne automaty, niezaleznie jaką metodą - mam uczucia jednoznacznie negatywne. Jak widać to fatalna metoda, bo tak wychowany czlowiek nie znosi, kiedy ktoś go nie słucha, tylko z nim dyskutuje..
    --
    zpopk.blox.pl
  • mama303 13.05.12, 16:26
    verdana napisała:

    > Jak wyobrażam sobie klęskę wychowawczą, totalną i nieowracalną?
    > Dziecko, które słucha mnie bez dyskusji, bo co ja powiem, to swięte i mojego zd
    > ania podwazać nie wolno.

    Ale dlaczego odrazu zakładasz że dziecko nie podważa zdania matki bo nie wolno?
  • verdana 13.05.12, 16:44
    Jeśli wolno, a dziecko nigdy nie podważa, to pora zastanowić się, co jest z dzieckiem nie tak.
    --
    zpopk.blox.pl
  • mama303 13.05.12, 16:51
    verdana napisała:

    > Jeśli wolno, a dziecko nigdy nie podważa, to pora zastanowić się, co jest z dzi
    > eckiem nie tak.

    Bzdura. To może być przejaw inteligencji dziecka i ..... matki.
  • jotde3 14.05.12, 09:03
    mama303 napisała:

    > verdana napisała:
    >
    > > Jeśli wolno, a dziecko nigdy nie podważa, to pora zastanowić się, co jest
    > z dzi
    > > eckiem nie tak.
    >
    > Bzdura. To może być przejaw inteligencji dziecka i ..... matki.

    umre ze smiechu :) buhehehe
  • Gość: aga IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.05.12, 00:01
    Podpisuję sie pod kazdym Twoim słowem. Ja chcę, zeby moja córka była odwazna, samodzielna, umiała się przeciwstawić komus, kto działa wbrew jej interesom- jakimkolwiek. I nie chce, zeby była agresywna wobec innych, bo sa słabsi. Dlatego nie biję, a gdy po bezskutecznym proszeniu o pójscie do łazienki w celu wieczornej toalety ( dzień w dzień to samo ;) )szarpnęłam córkę za rekę (mocno), przeraziłam się samej siebie.
    Trzeba sobie przypomniec np. znajomych z podstawówki lub liceum i skojarzyć ich zyciowe postawy oraz kondycję psychiczną, samoocenę z wiedzą o ich relacjach z rodzicami, w końcu z reguły sporo sie wiedziało. Wtedy staje sie jasne, co jestwazne w wychowywaniu dziecka, jezeli nam na nim zalezy.
  • scher 26.05.12, 07:08
    Gość portalu: aga napisał(a):

    > Podpisuję sie pod kazdym Twoim słowem. Ja chcę, zeby moja córka była odwazna,
    > samodzielna, umiała się przeciwstawić komus, kto działa wbrew jej interesom

    Jeżeli twoja córka ma 2-5 lat i takie są twoje priorytety, to źle wam wróżę.

    > I nie chce, zeby była agresywna wobec innych, bo sa słabsi.

    Jeżeli twoja córka ma 2-5 lat i takie są twoje priorytety, to bardzo prawdopodobne, że wyrośnie na osobę egocentryczną, agresywną, tyranizującą otoczenie.

    --
    Ne puero gladium!
  • twojabogini 28.05.12, 13:50
    cher napisał:


    > Jeżeli twoja córka ma 2-5 lat i takie są twoje priorytety, to źle wam wróżę.

    Co widzisz złego w wychowywaniu dziecka na osobę odważną i samodzielną, oraz taką która potrafi przeciwstawiać się, gdy ktoś narusza jej granice? Nie wychowujemy dzieci dla siebie. Bardzo łatwo i wygodnie jest postawić sobie za cel wychowanie dziecka "grzecznego" (podporządkowanego, karnego, usłuchanego). To się zazwyczaj udaje przy zastosowaniu odpowiednich "środków wychowawczych": presji, kar, kontroli, klapsów, wymuszania pożądanych zachowań, posłuszeństwa. Ale my nie mamy wychowywać dzieci łatwych w obsłudze, naszym "celem wychowawczym" jest osoba dorosła - odpowiedzialna, samodzielna, a nie bierna i podporządkowana.


    > Jeżeli twoja córka ma 2-5 lat i takie są twoje priorytety, to bardzo prawdopodo
    > bne, że wyrośnie na osobę egocentryczną, agresywną, tyranizującą otoczenie

    Tu zupełnie nie rozumiem twojego stanowiska. W jaki sposób postawienie w wychowaniu priorytetu "nie chce, zeby była agresywna wobec innych, bo są słabsi" ma się twoim zdaniem w przyszłości przełożyć na takie cechy jak egocentryzm, agresja (sic!)?Wybacz ale to jakas bzdura.

    Z podporządkowanych dzieci wyrastają podporządkowani i bierni dorośli. Jeśli nie zaburzamy rozwoju dziecka, wpasowując go w ramy "grzeczności" - mamy spore szanse na wychowanie jednostki samodzielnej i twórczej, ale również takiej, która nie pozwala przekraczać i naruszać własnych granic. To jednostki z punktu widzenia społeczeństwa pożądane, a nie destrukcyjne.
  • mskaiq 28.05.12, 20:17
    >To się za zwyczaj udaje przy zastosowaniu odpowiednich "środków wychowawczych": presji,
    > kar, kontroli, klapsów, wymuszania pożądanych zachowań, posłuszeństwa.
    To prawie idealny przepis na dziecko obsesyjno kompulsywne.
    Serdeczne pozdrowienia.
  • jotde3 30.05.12, 09:50
    twojabogini Ty wogóle nie zrozumiałaś scher. on akceptuje priorytety . mówi tylko że nie tędy droga.
  • Gość: agnieszka.z.lodzi IP: 77.87.160.* 29.05.12, 12:14
    Dlaczego ta dyskusja toczy się jedynie w systemie zerojedynkowym? Czyli ja mam 100% racji, ty nie. ?
    Uproszczeń jest tu wiele. Pewnie, że nie powinno się bić dziecka, bo to złe, bo to wykorzystywanie przewagi fizycznej nad słabszym. Z dzieci robicie tutaj anioły, grzeczne kochane niuniusie bez cech typowych: ciekawości, testowania. A rodzice to wg Was samo zło i każdy przejaw niepasujących do obowiązujących trendów zachowań, uznajecie za strasznie moralnie naganne zło. A przecież obecnie rodzice w większości pracują, po pracy styrani wracają do domów, splacają kredyty, szukają pracy albo ledwo wiążą koniec z końcem. Czy wykreowana przez kolorowe pisemka rzeczywistość nie krzywdzi? Ano krzywdzi, i dzieci i rodzica. Rodzica, bo odbiera mu się wszelkie prawo, w tym do wyrażania emocji. Dzieci bo daje im się prawo do kompletnej całkowitej beztroski. Rodzic po powrocie z pracy musi się ze wszystkim obrobić (czyli zapiernicza 16 godzin na dobę) i do tego musi być cierpliwy, spokojny, uśmiechnięty i miły. Robot. Żądacie świata robotów, a nie ludzi. Jeśli rodzic krzyknie, zabierze na siłę z placu zabaw czy też nawet ostatecznie gdzieś da klapsa jest tak moralnie potępiony że aż powietrze gęstnieje. Nie ma wsparcia rodzic-rodzic. Jest jedna wielka rywalizacja, o to kto jest w czym lepszy, do tego wciąga się dzieci. A potem właśnie mamy samobójcow, frustratów, wyrasta pokolenie "wszystko dla mnie". Rodzica-patologię rozpoznaje się na kilometr, bo to widać i po dziecku i po rodzicu, wtedy trzeba reagować. Jednak większość rodziców to normalni ludzie. Ile to razy widziałam jak sąsiadka wracając z pracy z 2 córek rugała którąś bo idąc zamiatała kurtką po ziemi albo znowu zgubiła w szkole buty/bluzę. Już widze ten chór: dziecko ma prawo zgubić, ma prawo ubrudzić. A ona jako matka ma prawo nie mieć siły prać. I ma prawo być jej szkoda pieniędzy na kolejną bluzę, którą przez nieuwagę zgubiła córka. Dziecko to nie święta krowa! To cżłowiek, mały ale człowiek. I tak jak wobec siebie mamy wymagania, tak i wobec dziecka powinniśmy je mieć. Stosownie do wieku powinno mieć swoje przywileje jak i obowiązki.
    A dziecko? Dziecko nauczone nowomowy za chwilę w Polsce będzie robić to, co zrobiła mojej koleżanki córka w USA. Wróciła do domu spóźniona, pyskowała, obrażała matkę, a jak ta chciala jej przylać, córka wzięła telefon i do matki powiedziała "tylko spróbuj mnie tknąć, a dzwonię po policję". Kim w oczach dzieci sa więc rodzice?
    Poruszono tu ważną kwestię: charaktetu dziecka. Jak trafi się nam spokojne i delikatne dziecko, to pewnie, że wystarczą rozmowy, tłumaczenie i bez problemu przebrniemy przez wychowanie, snując teorię o tym, że się da. Jednak jesli trafi nam sie asior, który ma silny i władczy charakter, i będzie świat eksplorował pomimo wszystko, to czasami niestety klaps wskazuje granicę.
    Sami sobie jesteśmy wrogami. Zamiast trzymać rodzicielską sztamę i spojrzeć życzliwie na siebie - normalnych rodziców, patrzymy na siebie nawzajem jak na potencjalnego zabójcę, gwałciciela. A wszystkich traktując jedną miarą - gubimy realny obraz, znikają prawdziwe zagrożenia - bo nie widzimy tych prawdziwych patologii.

    Czasy mojego dzieciństwa nie były może piękne, bo były szare i smutne, schyłek komunizmu, w sklepach ocet. Słyszeliśmy nieraz, szczególnie latem, jak któreś z naszej paki dostaje lanie za złe stopnie czy coś innego. To było złe. Bo bicie jest złe. Ale jak mama siekła mi szmatą przez głowę bo byłam niegrzeczna, to przeżyłam. Traumy nie mam. A i tak z nią dyskutuję i dyskutowałam. Jak nie powiedziałam sąsiadce "dzień dobry" to mnie zatrzymała i dobitnie zapytała czy mnie w domu nie uczą. Mama jeszcze mnie pouczyła w domu na ten temat a z sąsiadką wypiła kawę. Ehhh, temat rzeka.
    Trochę wyrozumiałości, mniej perfekcjonizmu a będzie nam wszystkim normalniej.

  • twojabogini 01.06.12, 13:43
    Gość portalu: agnieszka.z.lodzi napisał(a):

    > Dlaczego ta dyskusja toczy się jedynie w systemie zerojedynkowym? Czyli ja mam
    > 100% racji, ty nie. ?


    Bo stosowanie przemocy w wychowaniu jest zero-jedynkowe. Albo się ją stosuje, albo nie.

    >A przecież obecnie rodzice w większości pracują, po pracy styrani wracają do domów, >splacają kredyty, szukają pracy albo ledwo wiążą koniec z końcem.

    To prawda. Właśnie w takiej sytuacji wzrasta ryzyko stosowania przemocy wobec dziecka.

    >Czy wykreowana przez kolorowe pisemka rzeczywistość nie krzywdzi?Rodzica, bo odbiera mu się wszelkie prawo, w tym do wyrażania emocji.

    Zaraz zaraz klapsy to metoda wychowawcza czy wyrażanie emocji? Jeśli wyrażanie emocji - to rodzic jest kompletnie niedojrzały.

    > Dzieci bo daje im się prawo do kompletnej całkowitej beztroski.

    Nie bicie dzieci nie zakłada, że dzieciom wszystko wolno. A beztroskie dzieciństwo, zwłaszcza wczesne (do 3 - 4) to wcale nie taki głupi pomysł. Beztroska nie oznacza przy tym braku obowiązków, czy nauki odpowiedzialności.

    >Rodzic po powrocie z pracy musi się ze wszystkim obrobić (czyli zapiernicza 16 godzin na dobę) i do tego musi być cierpliwy, spokojny, uśmiechnięty i miły.

    Nie musi. Może być zły, skwaszony, zmęczony.

    > Jeśli rodzic krzyknie, zabierze na siłę z placu zabaw czy też nawet os
    > tatecznie gdzieś da klapsa jest tak moralnie potępiony że aż powietrze gęstniej
    > e.


    I słusznie. Zmęczenie rodzica nie uprawnia go do stosowania przemocy. Może odwróćmy sytuację i niech rodzice zamiast odreagowywać na dzieciach zaczną odreagowywać w pracy? Niech wrzasną na szefa jak wymyśli głupi projekt, szarpną kolegę, który się obija, strzelą w dupę przechodnia, który tarasuje wyjście z metra?Czemu złość ma być rozładowywana w domu na najmniejszych i najbardziej bezbronnych osobach?Bo dziecko nie odda? Bo nikt nie widzi?

    > Ile to razy widziałam jak sąsiadka wracając z pracy z 2 córek rugała którąś bo idąc >zamiatała kurtką po ziemi albo znowu zgubiła w szkole buty/bluzę.

    I tak będzie rugać, aż córka dorośnie i wyprowadzi się z domu. O to właśnie chodzi - matka rozładowuje emocje - złość że córka pobrudziła, zgubiła. Ale nie wychowuje. Zmiana zachowania dziecka wymaga podjęcia działań wychowawczych, a nie dania klapa, rugania dziecka, krzyku.

    >Dziecko to nie święta krowa! To cżłowiek, mały ale człowiek. I tak jak wobec sieb
    > ie mamy wymagania, tak i wobec dziecka powinniśmy je mieć. Stosownie do wieku p
    > owinno mieć swoje przywileje jak i obowiązki.


    Zgadzam się. Ale dziecko ma tez swoje prawa - bo to mały człowiek. I tak jak nie bijemy i nie wrzeszczymy na dorosłych ludzi, tak nie powinniśmy tego robić naszym dzieciom.

    > A dziecko? Dziecko nauczone nowomowy za chwilę w Polsce będzie robić to, co zro
    > biła mojej koleżanki córka w USA. Wróciła do domu spóźniona, pyskowała, obrażał
    > a matkę, a jak ta chciala jej przylać, córka wzięła telefon i do matki powiedzi
    > ała "tylko spróbuj mnie tknąć, a dzwonię po policję". Kim w oczach dzieci sa wi
    > ęc rodzice?


    Dziecko wychowywane, a nie strofowane, wie, że jeśli się spóźnia - powinno powiadomić rodziców. Poza tym spóźnienie dziecka to nie powód do awantury - nie lepiej dziecka wysłuchać? A że dziewczynka się darła na mamę i ją obrażała? Tak ją nauczyła mama.

    > Jednak jesli trafi nam sie asior, który ma silny i władczy charakter, i będzie świat eksplorował pomimo wszystko, to czasami niestety klaps wskazuje granicę.


    Jak to pomimo wszystko? Dziecko musi eksplorować! I nie może za to dostawać klapsów.

    > Trochę wyrozumiałości, mniej perfekcjonizmu a będzie nam wszystkim normalniej.

    Tak, przejdźmy do porządku dziennego nad tym, że zagonieni i sfrustrowanie rodzice wyzywają się na dzieciach. W końcu jak pracują po 16 godzin na dobę, to mogą wrzeszczeć i dawać klapsy, ot tak, na rozładowanie emocji. Żeby dzieci nie miały czasem beztroskiego dzieciństwa, bo to im może zaszkodzić.
  • doti_cz 02.06.12, 22:18
    Nic nie dodam od siebie bo wszystko zostało konkretnie napisane.
  • doti_cz 02.06.12, 22:20
    Nie tu mi dopisało.
  • rygweda 14.06.12, 23:06
    Prycham, jak czytam tych, co wyciągają argumenty "za" biciem.
    Mój były mąż jako dziecko też dostawał klapsy i pasy wymierzane przez matkę
    za karę. Wspomina to,jako coś właściwego, matka tłumaczyła to
    dzieciom swoim tak, że jest to rodzaj sądu, "wymierzanie sprawiedliwości".
    Robiła to dla ich dobra, bo nie chciała przecież, żeby jej się rozpuścili.
    I rzeczywiście, dawało to świetne rezultaty na bieżąco. Mają z matką dobry
    kontakt i nawet nie analizują tego faktu zaistniałej w dzieciństwie przemocy.
    Ich zdaniem zasłużyli, należało im się. Matka im tak to tłumaczyła.

    Minęło dwadzieścia parę lat i taki przekonany o słuszności kar siłowych synek
    spotyka na drodze żonę, która w jego pojęciu zachowuje się "niegrzecznie",
    bo ma inne zdanie, bo wyraża sprzeciw.
    I co taki synek robi w szale emocji? Wali ją w łeb albo po twarzy, rzuca nią przez pokój. A niech ma "niegrzeczna", "krnąbrna"! Zasłużyła! A on przecież wymierza sprawiedliwość. Zaraz też znajduje tysiąc usprawiedliwień na to, że postąpił słusznie. Tak w końcu było w jego domu - bicie jako "racjonalnie" wymierzana kara za przewinienia i nieposłuszeństwo.

    Nie twierdzę, że każdy kto był bity/dostawał klapsy, jak mój mąż będzie bił swoją żonę. Mam tylko obawę, że w domu, gdzie dorośli znajdują pseudoracjonalne usprawiedliwienie dla swoich wybuchów emocji (klapsy), istnieje ryzyko wychowania przemocowca. Tam, gdzie powtarza się do upadłego dzieciom " w tym domu się nie bijemy", "nie bij mnie, bo ja nie biję ciebie", "nikt nie może cię uderzyć", "bicie jest złe", "bicie to nie rozwiązanie", wychowuje się ludzi, którzy nie będą sięgać po przemoc wżyciu dorosłym, ale również takich, którzy nie pozwolą bić siebie.
  • rygweda 14.06.12, 23:14
    Przestrzegam też rodziców, którym wydaje się, że ich dzieci bicie nie obchodzi,
    przyjmują to ze śmiechem, śmieją się w twarz, mają to za nic. Często jest tak, bo duma
    im nie pozwala okazać emocje rodzicowi, który w danym momencie jest przecież dziecka wrogiem. W środku takie dziecko czuje się upokorzone, cierpi jego poczucie godności.
    Śmieje się, bo wie, że to jedyny sposób odegrania się na silniejszym, czyli
    wkurzyć rodzica jeszcze bardziej, pokazać mu, że jednak coś się jest wartym, pomimo
    że ten traktuje dziecko jak przedmiot, tak, jak by nigdy nie potraktował znienawidzonego szefa
    i obcego na ulicy. Nie okłamujcie się. Dziecko cierpi.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka