Dodaj do ulubionych

Proszę o radę, nie wiem gdzie popełniam błąd.

07.05.12, 15:38
Witam, chciałabym prosić o radę.Moja córeczka ma 2 lata i robi się coraz bardziej niegrzeczna i nieposłuszna. Największy problem polega natym, że kiedy nie dostanie tego czego chce, wpada w histerię tzn. strasznie płacze przez pół godziny, aż się zanosi. Kiedy biorę ją za rączkę, żeby uspokoić, rzuca się, wyrywa, tupie nogami i jest jeszcze gorzej, nie ulegam jej, ale to nic nie daje. Za każdym następnym razem jest to samo.Sytacja powtarza się nawet w miejscach publicznych: na placu zabaw, w sklepie, na ulicy. Uspokaja się dopiero jak już nie ma siły płakać, a ja ją wezmę na ręce i przytulę. Dodam,że mój mąż twierdzi, że córka zachowuje się tak tylko przy mnie. Nie wiem jak reagować na te histerie, nie mam zamiaru dawać jej klapsów, ale czasami nie wytrzymuję i podnoszę głos, co rozjusza ją jeszcze bardziej. Bardzo proszę o poradę, nie chcę być głupią matką i wychować córkę na rozpuszczonego dzieciaka. Na codzień często ją przytulam i całuję- czy ona to odbiera jako moją słabość i dlatego tylko przy mnie są takie sytuacje???
Edytor zaawansowany
  • joshima 07.05.12, 15:46
    Wiesz, gdzie popełniłaś błąd? Nie zadałaś sobie trudu by dowiedzieć się czegoś o rozwoju dziecka. To taki wiek. Dość specyficzny okres, który niektórzy nazywają "buntem dwulatka". Poczytaj trochę...

    --
    JoShiMa

    Na świecie nie ma innych zjawisk, poza zjawiskami fizycznymi.
  • scher 07.05.12, 17:00
    julczek napisała:

    > Witam, chciałabym prosić o radę.Moja córeczka ma 2 lata i robi się coraz bardziej niegrzeczna i
    > nieposłuszna. Największy problem polega natym, że kiedy nie dostanie tego czego chce, wpada
    > w histerię tzn. strasznie płacze przez pół godziny, aż się zanosi. Kiedy biorę ją za rączkę, żeby
    > uspokoić, rzuca się, wyrywa, tupie nogami

    Właśnie takie są dwulatki :)

    > nie ulegam jej, ale to nic nie daje

    Daje, daje, ale nie od razu. Dziecko w końcu się nauczy, że histerią nic nie osiągnie.

    > Sytuacja powtarza się nawet w miejscach publicznych: na placu zabaw, w sklepie, na ulicy.

    Dlatego w razie konieczności trzeba histeryzujące dziecko spokojnie wziąć pod pachę i wynieść w miejsce, gdzie będzie się mogło wyzłościć.

    > Uspokaja się dopiero jak już nie ma siły płakać, a ja ją wezmę na ręce i przytulę.

    No i prawidłowo.

    > Nie wiem jak reagować na te histerie, nie mam zamiaru dawać jej klapsów

    Klaps jest metodą zarezerwowaną na celowe, zuchwałe nieposłuszeństwo dziecka. Histeria dwulatka nie jest celowa i zuchwała, nie klapsuj dziecka w takich sytuacjach.

    > ale czasami nie wytrzymuję i podnoszę głos

    Unikaj, ale no cóż - rodzic nie jest z drewna a nerwy ma nie ze stali.

    > nie chcę być głupią matką i wychować córkę na rozpuszczonego dzieciaka

    Spokojnie :)

    > Na co dzień często ją przytulam i całuję- czy ona to odbiera jako moją słabość

    Nie.

    --
    Ne puero gladium!
  • twojabogini 07.05.12, 18:14
    Wszystko w normie. To przejdzie. Przez jakiś czas unikaj sytuacji które mogą spowodować wybuch, w miejsca publiczne i na wizyty zabieraj dziecko najedzone i wyspane. Gdy dziecko jest głodne śpiące łatwiej o wybuch złości, wtedy zachowaj szczególną ostrożność.
    Poczytaj sobie jakąś książkę o rozwoju psychicznym dziecka - przed wami jeszcze wiele takich niespodzianek ;)
    Gdy dochodzi do sytuacji która grozi wybuchem warto spróbować odwrócić uwagę dziecka - o chyba kotek tam przebiegł, choć go poszukamy, albo podać jakąś lubianą przez dziecko przekąskę - choć zjemy sobie serek, trochę rodzynek, napijemy się soczku. Czasem pomaga. A gdy wybuch nastąpił - czasem można dziecku ustąpić, jeśli żądanie mieści się w granicach rozsądku. Jeśli nie - to wybuch przeczekać, zachować spokój, zadbać, żeby dziecko w szale nie zrobiło sobie krzywdy. W miarę możliwości przenieść dziecko w inne miejsce. Czasem pomaga zanucenie czegoś.
  • ognista998 07.05.12, 19:41
    jakbym czytała o swoim dziecku;) też jest mniej więcej w tym samym wieku (w lipcu 2 latka) to jest typowy bunt 2latków, najlepiej robi niezawaracnie uwagi na takie zachowanie i konsekwencja w tym co robisz. jeśli w domu dostanie ataku histerii po prostu nie zwracaj uwagi, jak przestanie podjedź i przytul, w miejscu publicznym jest otyle gorzej, że ciężko czasem nad tym zapanować zwłaszcza jeśli jednocześnie masz jakie ważne sprawy do załatwienia lub duże zakupy. wtedy lepiej nie zabierać dziecka jeśli to nie jest możliwe i na takie sprawy zostawić z babcią, albo z kimś w rodziny a zabierać na drobniejsze zakupy i spacery tylko i tym ciężej zachować zim,ną krew zwłaszcza jak ktoś obcy zwróci na to uwagę a ludzie potrafią być perfidni. jak już dojdzie to atyaku histerii na ulicy to najlepiej za rączkę i do domu i próbować zwracać uwagę po drodze na coś innego, i nie dać się ponosić emocjom do dzieck jak widzie że ty się denerwujesz to tym bardziej spirala się nakręca
  • rulsanka 07.05.12, 21:34
    "Bardzo proszę o poradę, nie chcę być głupią matką i wychować córkę na rozpuszczonego dzieciaka."

    Jak nie być głupią matką? Uczyć się: od dziecka, z książek, z forum. Nie bać się popełnić błędu. Uczymy się na błędach i tylko ten ich nie popełnia, kto ich nie robi. Nie bać się, że "wychowasz rozpuszczonego dzieciaka". Dziecku czasem warto ustąpić i od tego nie robi się rozpuszczone.

    "Na codzień często ją przytulam i całuję- czy ona to odbiera jako moją słabość i dlatego tylko przy mnie są takie sytuacje???"
    Dzieci z reguły zachowują się najgorzej przy osobie, przy której czują się najbezpieczniej i wiedzą, że nie muszą tłumić swoich uczuć. Normalne. A przytulanie i całowanie należą się dziecku jak psu kość. Nie zastanawiasz się przecież, że dając jedzenie, okazujesz dziecku słabość?

    Co do histerii. Jest wiele powodów, a jednym z głównych jest zmęczenie, przeciążenie bodźcami. Czasem wystarczy wcześniejsze położenie spać, albo danie czegoś do zjedzenia.

    W zapobieganiu histerii np. przy wyjściu z placu zabaw przydaje się informowanie dziecka z wyprzedzeniem o tym, co ma się wydarzyć. Np. "za chwilę musimy wyjść z placu zabaw, ale możesz zjechać jeszcze 2 razy" (albo nastawiasz minutnik na 3 minuty).

    Czasem też warto ustąpić, jeżeli nie dotyczy to kwestii kluczowych typu bezpieczeństwo. Dziecko histeryzuje, bo jeszcze nie umie ładnie poprosić i w ten sposób wyraża swoją potrzebę. Ustąpienie wprowadza atmosferę życzliwości i uspokaja dziecko. W sprawach kluczowych nie ustępuj, a histerię najlepiej zignorować (nie uspokajać, nie przytulać, nie tłumaczyć).

    I jeszcze jedno. Histerie wynikają nie z niegrzeczności, tylko ze skoku rozwojowego. Następny będzie w okolicach 3 roku życia. Po skoku rozwojowym dziecko jest dojrzalsze, mądrzejsze i grzeczniejsze. A w czasie skoku w mózgu zachodzą intensywne zmiany, panuje chaos, z którym dziecko sobie nie radzi i odreagowuje jak może.
  • el_elefante 09.05.12, 09:19
    > W zapobieganiu histerii np. przy wyjściu z placu zabaw przydaje się informowani
    > e dziecka z wyprzedzeniem o tym, co ma się wydarzyć. Np. "za chwilę musimy wyjś
    > ć z placu zabaw, ale możesz zjechać jeszcze 2 razy" (albo nastawiasz minutnik n
    > a 3 minuty).

    Z jednym zastrzeżeniem - nie musimy trzymać się sztywno tych trzech minut - dzieciak i tak nie ma poczucia czasu i czy to będzie 3 czy 10 minut, to nie ma znaczenia. Ważne są dwa komunikaty: "za ... minut wychodzimy" oraz po nie za długim czasie "czas minął, teraz wychodzimy". Szczegóły do ozdoby jedynie.
    --
    Nigdy nie porównuj tego, co masz w środku, z tym, co ktoś inny ma na zewnątrz. H.MacLeod
  • rulsanka 09.05.12, 22:04
    Ja nastawiałam minutnik w komórce, więc było równo 3 minuty :)
    Ale jak syn bardzo prosił, to nastawiałam jeszcze raz na 3 minuty. Miał wtedy około 2,5 roku. Działało idealnie. Ale to taka sztuczka do wypróbowania. Mojemu dziecku się podobała, bo budzik dzwonił, i dlatego była skuteczna. Nadal z rzadka włączam minutnik, gdy młody przeciąga kąpiel w nieskończoność.
  • olcia71 07.05.12, 23:42
    Wiele mądrego już zostało powiedziane. Najważniejsze to chyba to, że Twoja córka nie jest niegrzeczna, ona tak ma ;) To taki wiek, wszystko przeżywa totalnie i pewnie sama nie rozumie swoich emocji. Wątpię żeby znała znaczenie słowa "grzeczna". Wiem, że łatwo stracić cierpliwość. Moja mała ma 2,4 i chyba najgorsze za nami. Najważniejszy jest Twój spokój, aczkolwiek stanowczy ton też nas nieraz wyprowadził z opresji. Musisz ją "wyczuć". U nas tez sprawdziło się ustępowanie jej w drobnych sprawach, czego na początku nie praktykowałam, bo bałam się, że dziecko "wejdzie mi na glowę". Nic głupszego ( w naszym wypadku) Od kiedy zaczęłam jej ustępować w niektorych sytuacjach mam spokojniejsze życie a ona jest szczęśliwsza i mnie korona z głowy nie spadła. Zaczęłam jej ustępować jak ryczała, że chce, żeby ja wziąć na ręce, pobawić najpierw a nie zaraz robić śniadanie, jak chciała jeszcze zostać i pobawić sie na placu zabaw (OK jeszcze zjeżdżalnia a potem idziemy) Jasne, czasem zdarza mi się brać ja pod pachę z placu zabaw, bo ona nie chce do domu, ale generalnie jest o niebo lepiej. Można się z nia dogadać. Dlaczego? Bo chyba zrozumiała, że nie obiecuję jej gruszek na wierzbie (jak mówię- przyjdziemy później, albo jutro, to naprawdę przychodzimy), jestem konsekwentna (jeśli musimy iść to musimy i nie odwlekamy tego w nieskonczoność, pomimo ustępstw ale do czasu), mam pewien próg odporności i później trace cierpliowść- ostrzegam ja o tym, czasami jest tego swiadkiem a wtedy nie jest miło.
    Ważne są ustępstwa w sprawach w których upierasz się przy swoim tylko dla jakiejś zasady- nie wychowasz przez to rozpuszczonego bachora. Ale ważne jest też Twoje nieugięcie w sprawach istotnych (bezpieczeństwo/zdrowie/ważne sprawy)
    U mnie też sprawdzała się przekora ;) Nie chce sie ubierać? No to nie. I zaraz przylatywała z krzykiem, ze chce! Bez moich nerwów, wściekania i ubierania na siłę. A poza tym zależnie od sytuacji pomagało mocne przytulenie. podziałalo na mnie jak przeczytałam, że dziecko w tym wieku nie radzi sobie z emocjami, jest zagubione. nie chciałam, żeby jeszcze dodatkowo czula sie odtrącona przeze mnie, niekochana, co mogło potegować jej stan, bo dodatkowo nie rozumiała dlaczego. Mówiłam, że wiem, że jest zła z powodu czegoś. Dużo tlumaczyłam i ze i tak ja kocham. Czasem to ona nie chciała sie nawet dotknąć.
    Teraz natomiast przechodzimy zdaje się inny nowy etap. Od kilku tygodni mamy nocne histerie ;) No, co nas nie zabije to nas wzmocni ;)
    --
    [url=http://www.suwaczki.com/][img]http://www.suwaczki.com/tickers/zem320mmuo2fcinf.png[/img][/url]
  • kacper.wozniak 08.05.12, 11:38
    U dzieci wieku 2 lat trudne zachowania, które Pani opisuje często przypisywane są do tak zwanego buntu dwulatka. Urządzane histerii i długie płakanie często się powtarzają i mogą wynikać z wielu rzeczy: przebodźcowania, zmęczenia, głodu, chęci postawienia na swoim i wielu innych czynników.

    Jeśli chodzi o sposoby reagowania na tego typu zachowania bardzo polecam zadbanie nie tylko o potrzeby dziecka, ale też o własne granice.

    Czyli np jeśli dziecko płacze i rzuca się na podłogę w sklepie, bo chce coś dostać, można powiedzieć "słyszę że ci źle (okazanie zrozumienia), jeśli chcesz mogę cię przytulić, możesz ze mną pójść do kasy (dawanie wyboru) ale nie dostaniesz.... Nie chcę żebyś tu leżała i kopała, więc jak nie przestaniesz to wyniosę cię na zewnątrz (podanie realnej konsekwencji)".

    Tak jak Pani zauważyła, często Pani córka uspakaja się dopiero jak nie ma siły płakać. Można jej dać czas na wypłakanie się, zawsze z możliwością przytulenia się w dowolnym momencie. W takim stanie dzieci potrzebują wiedzieć, że jest możliwość przytulenia się, ale że nie zgadzamy się np na bicie nas, albo np na krzyk i rozwalanie czegoś w sklepie. Jeśli chodzi o Pani pytanie o to dlaczego tylko przy Pani są takie sytuacje, to oczywiście nie wiem na pewno, ale ludzie często żeby coś uzyskać sięgają po strategie zachowań, które działają. Być może płaczem i krzykiem Pani córka coś sobie potrafi "ugrać" u Pani.

    Jeśli chodzi o klapsy, to cieszę się, że pisze Pani że nie ma Pani zamiaru ich stosować. Pomijając fakt, że bicie każdego innego człowieka jest w brew prawu, to na dłuższa metę jest to nieskuteczne i bardzo szkodliwe. Rozumiem, że zdarza się Pani podnieść głos, to naturalna reakcja na bezsilność. Proszę pamiętać, że to co będzie pomagać to stawianie granic, realne konsekwencje przekraczania tych granic i okazywanie gotowości do okazania akceptacji i miłości.
    Życzę wytrwałości i cierpliwości, na pocieszenie powiem że bunt dwulatka mija :)

    --
    Kacper Woźniak
  • jotde3 08.05.12, 12:21
    kacper.wozniak napisał:
    >Pomijając fakt, że bicie każdego innego człowieka jest w brew prawu,
    > to na dłuższa metę jest to nieskuteczne i bardzo szkodliwe.

    kacpi nie odrużniasz klapsa od bicia . wiesz że podobno eskimosi mają 40 okresleń na rodzaj śniegu ? a Ty psychologu pożal sie boże nie odrużniasz klapsa od bicia ?
  • joshima 08.05.12, 15:22
    jotde3 napisał:

    > kacpi nie odrużniasz klapsa od bicia
    Bo nie ma co odróżniać. I ni popisuj się chamstwem, bo to żałosne.

    --
    JoShiMa

    Na świecie nie ma innych zjawisk, poza zjawiskami fizycznymi.
  • kacper.wozniak 10.05.12, 15:00
    Wychodzę z założenia że jakakolwiek forma uderzenia drugiego człowieka (czy to "klaps", policzek, kopnięcie, szarpanie za włosy, ugryzienie itd.) jest zachowaniem agresywnym (chyba, że obie strony się na to umówią). Jeśli natomiast dodatkowo jedna ze stron ma wyraźną przewagę (fizyczną, psychiczną, emocjonalną, stosunek zależności prawnej) to jest to przemoc.

    --
    Kacper Woźniak
  • scher 10.05.12, 20:03
    Wygląda na to, że z Panem trzeba familiarnie, per Kacpi, i po chamsku. Bo raczył Pan odpowiedzieć właśnie na chamską zaczepkę, jednocześnie ignorując moje uprzejmie postawione pytania.

    Dla mnie to wiele mówi o Panu jako ekspercie.

    --
    Ne puero gladium!
  • kacper.wozniak 14.05.12, 23:32
    Poprzednio postawionych przez Pana pytań nie zauważyłem, nie było w tym żadnej mojej złej woli. Odpowiedziałem na poprzedniego posta dzisiaj. Mam nadzieję że wyczerpująco.

    --
    Kacper Woźniak
  • jotde3 18.05.12, 10:20
    kacper.wozniak napisał:

    > Wychodzę z założenia że jakakolwiek forma uderzenia drugiego człowieka (czy to
    > "klaps", policzek, kopnięcie, szarpanie za włosy, ugryzienie itd.) jest zachowa
    > niem agresywnym (chyba, że obie strony się na to umówią).

    wychodze z założenie że cokolwiek spada z nieba ( czy to śnieg czy deszcz czy zepsuty samolot ;) jest opadem admosferycznym (jak byśmy sie nie umówili )
    jak myslisz , wiecej czy mniej nam to powie o świecie ?
    mamy takie określenia jak "ulewa" , "kapuśniaczek " czy też "klaps" ,"lanie ", "maltretowanie " uzywajmy ich .


    >Jeśli natomiast dodat
    > kowo jedna ze stron ma wyraźną przewagę (fizyczną, psychiczną, emocjonalną, sto
    > sunek zależności prawnej) to jest to przemoc.

    żadna dodatkowa przewaga chyba nie jest konieczna by użyć określenia "przemoc "?
    ale co z tego kacpi ? przemoc nie jest zła . tak jak pistolet nie jest zły . np. państwo stosuje przemoc w stosunku do swoich nie zsocjalizowanych dostatecznie obywatelek gdy np coś ukradly i uciekają ( wymieniam tu Panie bo tak prą na to równouprawnienie ;) hehe.
    powstrzymuje to je przed dokonywaniew wiekszej ilości takich czynów jak i powstrzymuje wiele innych przed popełnianiem takich wogóle , tworzy normy społeczne i w konsekwencji etos uczciwości .
  • scher 08.05.12, 16:11
    kacper.wozniak napisał:

    > Czyli np jeśli dziecko płacze i rzuca się na podłogę w sklepie, bo chce coś dostać, można
    > powiedzieć "słyszę że ci źle (okazanie zrozumienia), jeśli chcesz mogę cię przytulić, możesz ze
    > mną pójść do kasy (dawanie wyboru) ale nie dostaniesz.... Nie chcę żebyś tu leżała i kopała,
    > więc jak nie przestaniesz to wyniosę cię na zewnątrz (podanie realnej konsekwencji)".

    Czy dopuszcza Pan wyniesienie dziecka bez zachowywania tego całego nowoczesnego rytuału czyli bez okazania zrozumienia, dawania wyboru, nazywania swoich uczuć i uprzedzenia o konsekwencjach? Bo mam wrażenie, że rozwiązywanie prostych sytuacji wychowawczych zrobiło się strasznie skomplikowane ostatnio, przynajmniej w poradnikach i na forach eksperckich.

    > Pomijając fakt, że bicie każdego innego człowieka jest w brew prawu,

    W swojej pracy pewnie dość często chcąc nie chcąc dowiaduje się Pan o klapsach rodzicielskich. Mam wobec tego pytanie, ile razy już po wejściu w życie nowego prawa złożył Pan zawiadomienie na policji przeciwko rodzicom, którzy korzystali z Pańskich usług?

    > to na dłuższa metę jest to nieskuteczne i bardzo szkodliwe

    Na czym wg Pańskiej wiedzy fachowej ta nieskuteczność polega?
    Na czym wg Pańskiej wiedzy fachowej polega ta szkodliwość?
    Czy jest to wg Pańskiej wiedzy fachowej nieskuteczne i szkodliwe in genere, czy tylko w pewnych okolicznościach?

    --
    Ne puero gladium!
  • Gość: basca IP: *.ghnet.pl 08.05.12, 17:49
    > Czy dopuszcza Pan wyniesienie dziecka bez zachowywania tego całego nowoczesnego
    > rytuału czyli bez okazania zrozumienia, dawania wyboru, nazywania swoich uczuć
    > i uprzedzenia o konsekwencjach? Bo mam wrażenie, że rozwiązywanie prostych syt
    > uacji wychowawczych zrobiło się strasznie skomplikowane ostatnio, przynajmniej
    > w poradnikach i na forach eksperckich.

    Tutaj się zgodzę. Dziecko w płaczące, rzucające się na podłogę często nie słyszy żadnych komunikatów. Płaczem odcina się od bodźców. Ja wtedy bez gadania zanoszę dziecko w spokojne miejsce, najlepiej do domu.
  • verdana 08.05.12, 20:29
    Ja też się zgodzę. Nie tylko dlatego, zę dziecko nie słyszy tych komunikatów - takze dlatego, że są one mu w tym momencie niepotrzebne. Jesli czegoś potrzebuje to jednoznacznej, zdecydowanej akcji, a nie konieczności podejmowania decyzji, której naprawdę podjąć nie jest w stanie.
    --
    zpopk.blox.pl
  • el_elefante 09.05.12, 09:16
    Tak. Dzieciak, któremu emocje się wymknęły spod kontroli (o co łatwo), nie nadaje się do negocjowania. Musi się uspokoić, wtedy przyjdzie czas na rozmowy. W uspokojeniu się możemy i powinniśmy pomagać. Jak, to każdy niestety musi sam sobie wypracować, bo dzieci są rożne. W przypadku mojego syna nieźle działała moja bliska obecność i postawa wyczekiwania i gotowości. Coś w rodzaju "jestem tu przy tobie, widzę że coś jest nie tak, czekam aż będziesz gotów powiedzieć coś, przytulic się itp." Dobrze działało "wycięcie" dziecka z otoczenia, np. poprzez jego zmianę na spokojniejsze, np. wyniesienie ze sklepu, przeniesienie z ulicy gdzieś między domy, za drzewo, cokolwiek i zbudowanie sytuacji, w której jesteśmy tylko on i ja i nic nam nie przeszkadza. To bardzo pomagało również mnie, bo pozwalało na pozbycie się presji otoczenia, uczucia zakłopotania, wstydu i innych bezsensownych reakcji.

    Ale Pan Kacper tez ma rację, w niektórych sytuacjach można oczywiście rozmawiać, trzeba się nauczyć wyczuwać o co może chodzić dziecku i czy to jest jeszcze domaganie się lizaka, czy już zaczęła się jazda. No niestety, instrukcji obsługi nie dołączają. Ja się nauczyłem, że gotowe recepty nie istnieją i nie ma co oczekiwać że ktoś mi powie co mam zrobić w konkretnej sytuacji, bo to ja sam jestem najlepszym ekspertem od tej właśnie sytuacji. Warto jednak co nieco poczytać o rozwoju dziecka po to, aby łatwiej było pewne rzeczy zrozumieć. Zrozumienie daje poczucie panowania nas sytuacją i ułatwia zachowanie spokoju. Dziecko również wyczuwa, gdy rodzic wie, rozumie, że to się zdarza, że nie dzieje się nic strasznego i że rodzic nie miota się bezradnie - bo to jest najgorsze.
    Pomimo tego wszystkiego, czasami jednak puszczają nerwy, w końcu mnie też zdarzają się lepsze i gorsze dni. Nic nie szkodzi, tak ma być.
    --
    Nigdy nie porównuj tego, co masz w środku, z tym, co ktoś inny ma na zewnątrz. H.MacLeod
  • kacper.wozniak 14.05.12, 23:28
    > Czy dopuszcza Pan wyniesienie dziecka bez zachowywania tego całego nowoczesnego
    > rytuału czyli bez okazania zrozumienia, dawania wyboru, nazywania swoich uczuć
    > i uprzedzenia o konsekwencjach? Bo mam wrażenie, że rozwiązywanie prostych syt
    > uacji wychowawczych zrobiło się strasznie skomplikowane ostatnio, przynajmniej
    > w poradnikach i na forach eksperckich.

    Podałem kilka przykładów komunikatów, które mogą pomóc. Absolutnie nie uważam że trzeba koniecznie użyć ich wszystkich, bo może to być trudne do odebrania przez dziecko, nie adekwatne do sytuacji, albo nie możliwe do zapamiętania przez rodzica, który jest wściekły.
    To co uważam za najistotniejsze, to uprzedzenie konsekwencjach. "Jeśli nie przestaniesz krzyczeć, to wyniosę cię ze sklepu." Po chwili wynoszę je ze sklepu. Dla mnie między innymi na tym polega jedna z różnic między konsekwencją a karą (konsekwencja znana z góry, kara często jest nagła).

    > W swojej pracy pewnie dość często chcąc nie chcąc dowiaduje się Pan o klapsach
    > rodzicielskich. Mam wobec tego pytanie, ile razy już po wejściu w życie nowego
    > prawa złożył Pan zawiadomienie na policji przeciwko rodzicom, którzy korzystali
    > z Pańskich usług?

    Rodzice, którzy się ze mną spotykają szukają rozwiązań na trudne sytuacje z dziećmi. Staramy się wspólnie wypracować strategie, które zakładają stawianie granic dziecku z jednoczesnym poszanowaniem jego granic. Przychodzą do mnie bo np. szukają alternatyw dla klapsów. Ale jeśli mam podejrzenie albo wiem, że dani rodzice biją swoje dzieci i nie chcą tego zmienić zgłaszam taką sytuację (częściej do opieki społecznej, niż na policję) - wcześniej oczywiście informując rodziców. Zdarzyło mi się to dwa razy.

    > Na czym wg Pańskiej wiedzy fachowej ta nieskuteczność polega?
    > Na czym wg Pańskiej wiedzy fachowej polega ta szkodliwość?
    > Czy jest to wg Pańskiej wiedzy fachowej nieskuteczne i szkodliwe in gene
    > re, czy tylko w pewnych okolicznościach?

    "Skuteczność" rozumiem jako to, że dziecko uczy się trwale, jakie zachowania są przez nas akceptowane, a jakie nie. W sytuacji, w której dziecko dostaje klapsa włącza się bardzo prymitywny mechanizm obronny nakazujący organizmowi ucieczkę lub walkę ( tzw. "fight or flight") wynika to z tego, że klaps wywołuje strach. Mechanizm ten jest silnie powiązany z prymitywnymi częściami mózgu i ze względu na prędkość reakcji ogranicza korzystanie z części mózgu odpowiedzialnej za świadome uczenie się. Nawet jeśli dziecku wyjaśniamy czemu dostało klapsa jest nikła szansa, że ta informacja zostanie przez nie przyswojona, zrozumiana i wcielona w życie. W sytuacjach stresowych ludzie gorzej zapamiętują związki przyczynowo skutkowe. Dziecko uczy się, że ma czegoś nie robić bo za to czeka je klaps. Nie uczy się, czemu ma tego nie robić ani co może zrobić zamiast.
    Dlatego najczęstszą odpowiedzią dzieci gdy je pytam "dlaczego dostałeś klapsa" to:
    a. Nie pamiętam/nie wiem
    b. Bo byłem niegrzeczny (ale dzieci nie potrafią podać konkretnego zachowania) ani tego czego oczekiwali od nich rodzice

    Jest przynajmniej kilka wymiarów szkodliwości - niektóre z poniższych przykładów czerpię z własnych obserwacji, a niektóre podpieram również badaniami innych specjalistów:
    1. Dzieci by uniknąć klapsa uczą się kombinować, mówić nieprawdę, ukrywać się.
    2. Dzieci uczą się, że przekraczanie fizycznych granic drugiego człowieka jest strategią rozwiązywania konfliktów. Dzieci bardzo dużo uczą się przez naśladowanie. Widząc, że gdy rodzic jest zły wymierza mu klapsa uczy się, że taki jest sposób wyrażania złości.
    3. Dzieci, które dostają klapsy wykazują więcej agresywnych zachowań niż te, które są nie bite. (Badania np. C. Taylor w latach 1998-2005 na 2500 rodzin.)
    4. Im częściej dzieci są bite, tym większa szansa, że będą biły rodzeństwo, rówieśników, partnerów życiowych, swoje dzieci. (Straus and Gelles, 1990; Wolfe, 1987).
    5. Używanie kar cielesnych zwiększa szanse na pojawianie się antyspołecznych zachowań (Straus, Sugarman, & Giles-Sims, 1997)
    6. Osoba stosująca kary cielesne wpada w pułapkę eskalacji. (jeśli dziecko powie np. „mnie to nie boli” pozostaje tylko uderzyć mocniej)

    --
    Kacper Woźniak
  • Gość: sebalda IP: *.89.98.152.static.crowley.pl 18.05.12, 10:46
    Do bardzo dobrych i rzeczowych argumentów Pana eksperta przeciwko biciu czy nawet dawaniu klapsów dodałabym jeszcze jedno zagrożenie związane z eskalacją przemocy (to, o czym Pan Woźniak napisał jako o pułapce eskalacji). Rozsierdzony rodzic może nie umieć wyczuć, jak silne uderzenie może wyrządzić dziecku zwyczajnie krzywdę. Może na przykład szarpać dzieckiem czy je popchnąć tak, że to w konsekwencji doprowadzi do poważnego uszkodzenia ciała dziecka. Dzieci, wobec których często stosuje się kary cielesne, mogą na nie reagować śmiechem, co niejednego rodzica może doprowadzić do takiej furii, że przestaje nad sobą panować. Stąd już krok do skatowania własnego dziecka.
  • scher 18.05.12, 11:51
    kacper.wozniak napisał:

    > szukają alternatyw dla klapsów. Ale jeśli mam podejrzenie albo wiem, że dani rodzice biją swoje
    > dzieci i nie chcą tego zmienić zgłaszam taką sytuację (częściej do opieki społecznej, niż na
    > policję) - wcześniej oczywiście informując rodziców. Zdarzyło mi się to dwa razy.

    No i wszystko na ten temat. Donosicielstwo jako "wsparcie" i forma "pomocy" rodzicom usiłującym podnosić swoje kompetencje wychowawcze. Żyjemy w świecie, w którym wielu psychologów to ludzie zagrażający rodzinie, ludzie zwyczajnie niebezpieczni.

    > "Skuteczność" rozumiem jako to, że dziecko uczy się trwale, jakie zachowania są
    > przez nas akceptowane, a jakie nie.

    Ułomna definicja skuteczności wychowawczej.

    > W sytuacji, w której dziecko dostaje klapsa włącza się bardzo prymitywny mechanizm obronny
    > nakazujący organizmowi ucieczkę lub walkę

    Twierdzenie arbitralne, którego podstawą jest bardzo płytka filozofia człowieka.

    > Mechanizm ten jest silnie powiązany z prymitywnymi częściami mózgu i ze względu na prędkość
    > reakcji ogranicza korzystanie z części mózgu odpowiedzialnej za świadome uczenie się.

    Człowiek to nie tylko fizjologia. Psycholog, który tego nie rozumie, jest ...tylko psychologiem niestety i dla mnie osobiście (a dzieci mam trójkę) nie może być żadnym autorytetem w kwestiach wychowawczych.

    > Nawet jeśli dziecku wyjaśniamy czemu dostało klapsa jest nikła szansa, że ta informacja zostanie
    > przez nie przyswojona, zrozumiana i wcielona w życie.

    Uwielbiam takie arbitralne twierdzenia, niepoparte zwyczajnym doświadczeniem życiowym znakomitej większości dorosłych ludzi.

    > Dziecko uczy się, że ma czegoś nie robić bo za to czeka je klaps.

    I wystarczy. Właśnie tego ma nauczyć klaps.

    > Nie uczy się, czemu ma tego nie robić ani co może zrobić zamiast.

    Bo od uczenia tego są inne metody, które każdy kochający rodzic stosuje równolegle.

    > Dlatego najczęstszą odpowiedzią dzieci gdy je pytam "dlaczego dostałeś klapsa" to:
    > a. Nie pamiętam/nie wiem
    > b. Bo byłem niegrzeczny (ale dzieci nie potrafią podać konkretnego zachowania)
    > ani tego czego oczekiwali od nich rodzice

    Nie uwzględnia pan wszystkich możliwych przyczyn takiego zachowania dziecka, ani wszystkich możliwych pozytywnych skutków klapsa, które niekoniecznie ujawniają się
    a/ tu i teraz
    b/ akurat w rozmowie z psychologiem o określonym ideologicznym skrzywieniu.

    Ludzie chętniej są sobą w rozmowie z drugim człowiekiem, a nie będąc indagowani przez psychologa.
    Jako psycholog właśnie, i to o określonym ideologicznym skrzywieniu ma pan wcale nie tak duże możliwości poznania prawdy o człowieku - może warto otworzyć oczy i poznać własne ograniczenia?

    > 1. Dzieci by uniknąć klapsa uczą się kombinować, mówić nieprawdę, ukrywać się.

    To skutek uboczny, który rozsądni rodzice uczą się minimalizować. Rozsądni rodzice stosują klapsa w absolutnie wyjątkowych sytuacjach, wyłącznie w razie celowego nieposłuszeństwa dziecka. Dzieci, nieskażone współczesną myślą psychologiczną;), doskonale rozumieją, czym grozi celowe nieposłuszeństwo i starają się go unikać. I właśnie o taki efekt chodzi.

    > 2. Dzieci uczą się, że przekraczanie fizycznych granic drugiego człowieka jest strategią
    > rozwiązywania konfliktów.

    Gdyby moje dziecko wyciągało takie wnioski, zacząłbym się zastanawiać, czy jest normalnym, rozumnym, zdrowym psychicznie człowiekiem.

    > Dzieci bardzo dużo uczą się przez naśladowanie. Widząc, że gdy rodzic jest zły wymierza mu
    > klapsa uczy się, że taki jest sposób wyrażania złości.

    Trzeba być właśnie tylko psychologiem, aby uznać, że sensem, istotą, esencją wymierzenia klapsa jest wyrażenie złości.

    > 3. Dzieci, które dostają klapsy wykazują więcej agresywnych zachowań niż te, które są nie bite.
    > (Badania np. C. Taylor w latach 1998-2005 na 2500 rodzin.)

    Gdy ktoś przyjmie chorą definicję "agresji" i nienormalną definicję "bicia", to w badaniach wyjdzie mu wszystko, co sobie założył.

    > 5. Używanie kar cielesnych zwiększa szanse na pojawianie się antyspołecznych zachowań
    > (Straus, Sugarman, & Giles-Sims, 1997)

    Ze mną taka naiwna, powierzchowna gadka nie przejdzie. "Kary cielesne", zachowania "antyspołeczne" - bez definicji, bez założeń. Ja się na takie slogany łapać nie dam, trzeba się bardziej wysilić.

    6. (jeśli dziecko powie np. „mnie to nie boli” pozostaje tylko uderzyć mocniej)

    Chyba tylko głupi rodzic jest zdolny wyciągnąć takie wnioski. Aby z kategorii "psycholog" awansować do kategorii "człowiek", należy nauczyć się zauważać niuanse. Kiedy dwóch robi to samo, to nigdy nie jest to to samo. Kiedy mądry rodzic daje klapsa, to zupełnie co innego, niż gdy "to samo" robi głupiec.

    --
    Ne puero gladium!
  • basca_basca 18.05.12, 12:09
    Zapytałabym cię o wartości obiektywne. Skoro istnieją, to klaps - jakby na niego nie patrzeć - jest przemocą. Owszem można rozważać go uwzględniając okoliczności. Ale w twardym stanowisku broniącym klapsa (a ty takie reprezentujesz) jest coś nieuczciwego.
    IMO co innego zrozumienie okoliczności, zrozumienie rodziców, co innego twarde bronienie klapsa.
    --
    ***
    "pamięci Konstantego Puzyny"
    Tadeusz Różewicz
  • scher 18.05.12, 12:20
    basca_basca napisała:

    > Zapytałabym cię o wartości obiektywne. Skoro istnieją, to klaps - jakby na niego nie patrzeć -
    > jest przemocą.

    Tak, ale przemoc nie zawsze jest złem.
    W życiu nie zaakceptuję eksperta od wychowania, który każdą przemoc uważa za zło, a na samo wychowanie patrzy w kategoriach swoistej "fizjologiczno-psychologicznej" stymulacji aktywności mózgu dziecka, nie zaś w kategoriach etycznych.

    --
    Ne puero gladium!
  • Gość: basca IP: *.ghnet.pl 18.05.12, 12:39
    > Tak, ale przemoc nie zawsze jest złem.
    Być może, ale w tych kwestiach ja pozostawiam sobie odrobinę wątpliwości. Bo a nóż - z perspektywy czasu - okaże się że mam fałszywe sumienie.

    Po drugie pytałeś o wiedzę fachową psychologa. Dla mnie jest oczywiste, że w takim przypadku psycholog udzieli odpowiedzi w oparciu o wiedzę psychologiczną.
  • scher 18.05.12, 13:11
    Gość portalu: basca napisał(a):

    > > Tak, ale przemoc nie zawsze jest złem.
    > Być może, ale w tych kwestiach ja pozostawiam sobie odrobinę wątpliwości. Bo a
    > nuż - z perspektywy czasu - okaże się że mam fałszywe sumienie.

    Każda kara jest przemocą. Nie wyobrażam sobie wychowania dziecka bez przemocy.
    Co do kategorii moralnych bardziej wiarygodny osąd o moich poglądach wychowawczych są w stanie wydać moje własne dzieci, Żona i Pan Bóg, a nie opieka społeczna.

    Dopuściliśmy psychologów do uznaniowej, arbitralnej władzy nad rodzinami i wmówiliśmy im, że mają monopol na rację, od wychowania odsunęliśmy etyków i przestaliśmy słuchać starszego pokolenia, tych z rodziców, którym udało się już wychować swoje dzieci na porządnych ludzi. No i mamy to, co mamy.

    Każdy psycholog tylko z racji bycia psychologiem może się dzisiaj bezkarnie mienić ekspertem i pokazywać kły, donosząc na rodziców funkcjonariuszom administracji państwowej (bo przecież nawet nie funkcjonariuszom sądownictwa). Byle pańcia czy byle panek z opieki społecznej, sfrustrowani (lub wręcz przeciwnie: arogancko pewni siebie daną im do ręki uznaniową władzą i kryci przez zideologizowanych postmodernizmem zwierzchników oraz przez zideologizowanych ponowoczesnością "ekspertów") ma dyktować mnie, jak mam wychowywać swoje własne dzieci, nie ponosząc przy tym ani grama odpowiedzialności za ich przyszłość oraz za ich zbawienie?! Wolne żarty! To jest dopiero usankcjonowana prawnie przemoc i gwałt na społeczeństwie!

    > Po drugie pytałeś o wiedzę fachową psychologa. Dla mnie jest oczywiste,
    > że w takim przypadku psycholog udzieli odpowiedzi w oparciu o wiedzę psychologiczną.

    Póki ta "wiedza fachowa" nie będzie poparta rzetelnymi, bardzo szeroko zakrojonymi, międzykulturowymi, trwającymi nawet nie lata, ale dziesięciolecia badaniami nad losami ludzkimi, badaniami dającymi wyniki jednoznaczne, powtarzalne i niesprzeczne z doświadczeniem życiowym oraz zwyczajną obserwacją dorosłej części społeczeństwa, pozostanie dla mnie ta "wiedza" stekiem arbitralnych, niesprawdzalnych twierdzeń o podłożu nie naukowym, lecz ideologicznym.

    --
    Ne puero gladium!
  • conena 18.05.12, 13:00
    scher napisał:
    > Uwielbiam takie arbitralne twierdzenia, niepoparte zwyczajnym doświadczeniem ży
    > ciowym znakomitej większości dorosłych ludzi.

    jeśli to miała być ironia, to bardzo nieudana, ponieważ sam przede wszystkim stosujesz w dyskusji "arbitralne twierdzenia".


    --
    A tiger? In Africa?
  • scher 18.05.12, 13:17
    conena napisała:

    > sam przede wszystkim stosujesz w dyskusji "arbitralne twierdzenia".

    Pewnie tak, ale nie mienię się ekspertem i nie twierdzę, że moje osobiste opinie i moje osobiste życiowe obserwacje należą do kategorii sprawdzalnej i weryfikowalnej wiedzy naukowej czy fachowej.

    Nie składam też donosów i nie szczuję opieką społeczną ludzi, którzy wychowują swoje dzieci wg innych założeń światopoglądowych.

    --
    Ne puero gladium!
  • scher 18.05.12, 12:03
    kacper.wozniak napisał:

    > Zdarzyło mi się to dwa razy.

    Być może z biegiem lat przestanie Pan być psychologiem i stanie się człowiekiem, nie wykluczam tego. Ale wg mnie długa droga przed Panem. Trudno decydować o ludzkich losach, będąc zapalczywym gołowąsem.

    Nie jest dobrze, gdy sędzią zostaje ktoś zbyt młody. To samo dotyczy psychologów i pracowników opieki społecznej.

    --
    Ne puero gladium!
  • mskaiq 08.05.12, 23:27
    Twoje dziecko nie staje się wcale niegrzeczne, chociaż tak to może wygladać z
    Twojego punktu widzenia.
    Dla wielu dzieci odmowa, zakaz przeżywane są jak koniec świata, tak jak u
    dorosłych śmierć kogoś najbliższego, tylko że trwa to stosunkowo krótko i
    dziecko szybko zapomina. Zwykle dziecko wypłakuje swój wielki żal i nie wiele
    z tego żalu pozostaje. Dla niektórych jednak dzieci taka odmowa czy zakaz
    oznaczają, że matka ich odrzuca i wtedy staje się ona najbardziej pożądaną
    osobą w zyciu dziecka.
    Dlatego kiedy twój mąż mówi że córka może zachowywać się tak tylko przy tobie
    może mieć racje. Ona potrzebuje twojej uwagi i tylko twojej. Jej o nic innego nie
    chodzi. Kiedy ty odmawiasz budzi sie lęk że ją odrzucasz, twoje dziecko nie boi sie
    że zrobi to twoj mąż bo jego zachowanie nie wywołuje w dziecku lęku że może ją
    opuścić. Twój mąż jest bardziej równy w swoich zachowaniach. Ty czasem okazujesz
    bardzo wielka miłość, przytulasz, całujesz, a czasami kiedy jesteś zła pewnie
    okazujesz to również.
    Ta sytuacja powtarzana za każdym razem zatrzymuje jej rozwój emocjonalny, jej
    separację bo wszystko inne przestaje się liczyć bo liczy się tylko twoja akceptacja.
    Jeśli twoje zachowania staną się równiejsze, kiedy dziecko przestanie odczuwać
    że jest odrzucane wtedy problem zniknie.
    Serdeczne pozdrowienia.
  • bobozena 09.05.12, 10:56
    Witaj! Nie martw się , Twoje dziecko niczym nie różni się od innych dwulatków. Ja też przeszłam już przez bunt dwulatka, bunt trzylatka, teraz przechodzę przez bunt przedszkolaka. Takie są etapy w życiu każdego dziecka. A Ty staraj się spokojnie (wiem, że łatwo powiedzieć :)) do tego podchodzić. Daj sie dziecku wypłakać, wykrzyczeć a potem kiedy będzie tego już chciało to przytul i wtedy można porozmawiać na temat zaistniałej sytuacji, wytłumaczyć i mieć nadzieję, że coś z tego zrozumie :D
    A co do Twojego męża to też mam podobnie. Mąż twierdzi, że dzieci są takie tylko przy mnie a przy nim nie. A wiesz dlaczego? Bo ja stawiam granice, jestem stanowcza i nieugięta a on spełnia zachcianki dzieci i dlatego przy nim nie robią takich histerycznych scen. Mozę u Ciebie jest podobnie? Życzę dużo, dużo spokoju i wytrwałości :) pozdrawiam!
    --
    [img]http://www.suwaczki.com/tickers/zem3cwa1elgail94.png[/img]
  • julczek 09.05.12, 17:13
    Bardzo dziękuję wszystkim za porady, uspokoiły mnie :)
  • feniks_z_popiolu 15.05.12, 06:19
    www.gwp.pl/335,rozwoj-psychiczny-dziecka-od-0-do-10-lat-poradnik-dla-rodzicow-psychologow-i-lekarzy.html
    Polecam ci ten poradnik. Wyjaśnia (lub stara się przybliżyć) uwarunkowania psychiczne zachowań dzieci na różnych etapach rozwoju. Na pewno to nie jedyny poradnik, który warto przejrzeć ale ten akurat pozwala zrozumieć mechanizmy zachowań na różnych etapach dzieciństwa.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka