Dodaj do ulubionych

pytanie przedszkolanki- czy ma prawo - do eksperta

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.11.12, 20:16
Dowiedziałam się wczoraj, ze w związku z dniem bez przemocy, dzieci w przedszkolu były zapytane - czy rodzice was biją?
opowiadała to córka (4lata) i z usmiechem na twarzy oznajmiła,
ze dzieci mówiły, że nie a ona powiedziała że czasami biją ;/
Zdarzylo się, ze dostala klapsa może kilka razy (wiem że to złe i żałowałam, no ale było), jest bardzo absorbująca i przyznaję czasem mi brak cierpliwosci do niej jednej a mam trójkę ;/
Zapytałam ją czy tak uważa, ze ją bijemy i znowu powiedziała czasami.
ale moje pytanie bardziej w kierunku, czy Pani w przedszkolu ma prawo zadawać takie pytania? Czy to nie jest wkraczanie za bardzo w sprawy rodzinne, bo skoro nic sie nie dzieje podejrzanego, dziecko wręcz nie chce się oderwac od rodzica idąc do przedszkola, nie zachowuje się dziwnie, nie wyglada zle, to są jakies podstawy czy powody by pyatc 4-latkow o takie rzeczy?
Zastanawiam się, czy powinnam zwrócić uwagę w przedszkolu?
No ale skoro tylko ona powiedziala ze tak, to juz wiem jak to będzie wyglądać :(
Edytor zaawansowany
  • verdana 20.11.12, 20:22
    Niw jesatem ekspertem, ale nie zwracaj. Ściągniesz na siebie podejrzenia, zę naprawdę bijesz dziecko i jeszcze nie pozwalasz o tym mówić:)
    Moje dzieci w przedszkolu potrafiły powiedzieć, ze byli u nas goście, ale nie pijacy - a w życiu nikt ze znajomych u nas sie nie upił...
    Interweniowałabym, gdyby przedszkolanki nadal pytały o inne prywatne sprawy.
    --
    zpopk.blox.pl
  • Gość: z gazety IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.11.12, 21:35
    czy Pani w przedszkolu ma prawo zadawać takie pytania? Czy to nie jest wkraczanie za bardzo w sprawy rodzinne, bo skoro nic sie nie dzieje podejrzanego,

    wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,12884994,Sondaz_OBOP__Blisko_70_proc__Polakow_wciaz_akceptuje.html
    Nie tylko ma prawo, ma OBOWIĄZEK
  • joshima 20.11.12, 22:12
    Gość portalu: iga napisał(a):

    > ale moje pytanie bardziej w kierunku, czy Pani w przedszkolu ma prawo zadawać t
    > akie pytania? Czy to nie jest wkraczanie za bardzo w sprawy rodzinne
    No cóż. Nie bierz tego do siebie, bo choć Cię ponosi i robisz coś czego nie powinnaś (a co w naszym kraju jest karalne), to nie o Twoim przypadku chcę napisać. Chcę napisać o tym właśnie co jest sprawą rodzinną a co nie. Właśnie znieczulica i niewtrącanie się w tak zwane sprawy rodzinne jest przyczyną wielu nieszczęść i tragedii jakie są udziałem dzieci. Osobiście uważam, że lepiej jakąś mamę urazić wtrącaniem się niż pozwolić cierpieć w rodzinnych czterech ścianach jakiemuś dziecku, które przecież samo się nie obroni.

    > bo skoro nic sie nie dzieje podejrzanego, dziecko wręcz nie chce się oderwac od rodzica...
    A uważasz, że dzieci bite nie chcą się na jakiś czas oderwać od rodzica?

    > Zastanawiam się, czy powinnam zwrócić uwagę w przedszkolu?
    Na Twoim miejscu bym się nie wygłupiała. A przy okazji zastanowiłabym się, czy Ci jednak nie za często ta ręka lata.


    --
    JoShiMa

    Na świecie nie ma innych zjawisk, poza zjawiskami fizycznymi.
  • verdana 20.11.12, 22:17
    A moim zdaniem, to jest zbyt dalekie wkraczenie Pani w życie rodzinne jednak. Co innego, gdy coś się podejrzewa, a co innego, gdy pytamy dzieci o rodziców, co robią, jak wychowują, pod kątem "co rodzice robią źle".
    Co innego powiedzieć dziecku "Nie wolno bić", a co innego przepytywać, czy tata bije, czy pije, czy zdradza mamę i nie ma w komputerze kradzionych programów. Pawka Morozow jako wzór osobowy - to jednak nie jest to, co sprzyja dobru dziecka.
    --
    zpopk.blox.pl
  • Gość: iga IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.11.12, 22:33
    piszesz o patolgii,
    nie oceniaj bo mnie nie znasz, napisalam jak to wygląda a ideologie kazdy sobie doprawi...
    wiesz, podejrzewałam ze nie odezwą się Ci co daja te klapsy bo bedą oceniani, proszę o radę eksperta lub normalną konwersację, choc krytyki się nie boję, nikt idealny nie jest ....
  • morekac 20.11.12, 22:45
    A znasz patologicznych rodziców, którzy twierdzą, że są patologią? Bo z reguły wygląda to raczej tak, że ci najbardziej patologiczni twierdzą właśnie, że są jak najbardziej normalni, a patologia to gdzie indziej...
    Nie twierdzę, że wy jesteście. I też uważam, że pani trochę przesadziła z odpytaniem o zwyczaje rodziców, aczkolwiek pewne obowiązki w kwestii dbania o to, aby dzieci nie padały ofiarą przemocy domowej - ma.
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • joshima 21.11.12, 01:45
    Gość portalu: iga napisał(a):

    > nie oceniaj bo mnie nie znasz
    Ależ ja Ciebie nie oceniam. Napinasz się a ja Cię wyraźnie prosiłam, żebyś nie brała tego do siebie. Ech...

    --
    JoShiMa

    Na świecie nie ma innych zjawisk, poza zjawiskami fizycznymi.
  • Gość: domza2 IP: *.rzeszow.vectranet.pl 20.11.12, 23:08
    Moja też klapa w życiu dostała, niestety, ale ja byłabym zadowolona, że w przedszkolu się "wtrącają" w taki sposób, zgadzam się z Joshimą. A nie odrywanie się od rodzica, cóż, o niczym, zupełnie o niczym nie świadczy, wręcz przeciwnie
  • e-kasia27 21.11.12, 00:23
    Gość portalu: iga napisał(a):

    > Dowiedziałam się wczoraj, ze w związku z dniem bez przemocy, dzieci w przedszko
    > lu były zapytane - czy rodzice was biją?
    > opowiadała to córka (4lata) i z usmiechem na twarzy oznajmiła,
    > ze dzieci mówiły, że nie a ona powiedziała że czasami biją ;/
    > Zdarzylo się, ze dostala klapsa może kilka razy (wiem że to złe i żałowałam, no
    > ale było), jest bardzo absorbująca i przyznaję czasem mi brak cierpliwosci do
    > niej jednej a mam trójkę ;/
    > Zapytałam ją czy tak uważa, ze ją bijemy i znowu powiedziała czasami.

    No widzisz, a ja uważam, że to bardzo dobrze, że pani o to zapytała, bo...

    Ty do tej pory uważałaś, ze swojego dziecka nie bijesz, tylko czasem dajesz klapsa.

    A teraz dowiedziałaś się, że twoje dziecko uważa, że ją bijesz, więc może taka lekcja pozwoli ci zmienić swoje postępowanie wobec dzieci, a tym samym wyjdzie dzieciom na dobre?

    Wiem, że ci teraz bardzo głupio, że twoje dziecko jako jedyne tak powiedziało, ale może dzięki temu będziesz teraz jeszcze lepszą mamą?

    Na pocieszenie mogę dodać, że te dzieci, które są naprawdę porządnie bite(a w przedszkolu zawsze takie są), na pewno się do tego nie przyznały.
    I na pewno tak ochoczo, nie opowiadałyby mamie o tym, że pochwaliły się w przedszkolu, że są bite, bo doskonale wiedzą, że za coś takiego znowu by dostały manto.


  • verdana 21.11.12, 09:37
    Tyle, ze to działa w obie strony. Dziecko uznało, zę jest bite - a dostało parę rzay klapsa, co nie jest tym samym. Zatem dziecko nagle dowiedziało sie, ze rodzice są źli, a inni rodzice dobrzy. Następnym razem dzieci dowiedza sie, zę rodzice są źle, bo źle je karmią, krzyczą itd - i stracą powoli do rodziców zaufanie.
    Problem w tym, zę dziecko, które przyznaje się, zę dostało klapsa moze byc dzieckiem bitym, a moze własnie najlepiej traktowanym - tym, którego nie nauczono, ze rodziców trzeba sie bać, o laniu pasem nie wolno nikomu mówić, bo to tylko dziecka wina, że jest niegrzeczne i obrywa.
    Rodzice nie stają sie lepsi od tego, że w przedszkolu są krytykowani - tylko raczej zaczynają uczyć dziecko kłamać. Albo przerzucają sie na kary, często okrutniejsze, ale aprobowane przez przedszkolankę.

    --
    zpopk.blox.pl
  • paris-texas-warsaw 21.11.12, 11:48
    Myślę, że to wspaniale, że dbasz o poziom przedszkola, do którego dziecko uczęszcza, najgorzej, jak przedszkola działają niezgodnie z prawem. Taaak, tylko do kogo najlepiej skierować tak szczegółowe pytanie z zakresu prawa, to chyba rzeczywiście pytanie do eksperta... Myślę, że najlepsi są na Niebieskiej linii albo w Biurze Rzecznika Praw Dziecka. Opisz tę sytuację, na pewno udzielą Ci jakiejś bliższej wykładni prawa w zakresie, który Cię interesuje. Ja bym oprócz tego nurtującego Cię pytania jeszcze ich spytała, czy jeśli przedszkole na informację powziętą od dziecka, że jest czasami bite nic nie zrobi, to czy to jest dobre czy złe przedszkole. Ale może nie będzie tak źle i przedszkole gdzieś dalej podzieli się samo z siebie tą informacją... Tak dla dobra dziecka, żeby nie było już takie absorbujące i mniej matkę i ojca denerwowało...
  • mag_pie 21.11.12, 13:02
    a wg Ciebie klaps to jest co ? dar miłości ?

    Skąd wiesz czego się dowiedziało dziecko nt innych rodziców?
    Dziecko które jest bite prędzej czy później samo wyciągnie wnioski z postępowania swoich rodziców.
  • mag_pie 21.11.12, 12:52
    Ciekawe czy zadałaś by to samo pytanie gdybyś nie biła dziecka ? Wtedy ta prywatność już by Cię tak nie bolała prawda?
    Skoro był dzień bez przemocy to chyba jasne że o biciu rozmawiali - przez kolegów , rodziców ..
    Jesteś pewna ze pytanie zostało własnie wprost zadane o rodziców ?
    To co Ci przekazała 4latka nie znaczy że to ze się pochwaliła biciem wynikało z bezpośredniego pytania.
    Powiem więcej, najczęściej zajęcia z przedszkolakami są prowadzone na zasadzie pytań - dyskusji, co jest wg was przemocą ? no to dzieciaki powiedzą bicie, kopanie, popychanie , zabieranie zabawek itp a czy spotkaliście się z takimi zachowaniami? itd itd
    Osobiście uważam że bardzo dobrze że takie pytanie padało i panie dzięki temu mogą być czujne i móc zareagować jak dzieciak po sporadycznym laniu przyjdzie z siniakami.
  • Gość: tuszeani IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.11.12, 12:52
    U nas (w żłobku) realizowany jest program Dobry Rodzic Dobry Start Fundacji Dzieci Niczyje. Na zebraniu informacja o tym była bardzo skrótowa, ale wynikało z niej, że na temat każdego z dzieci żłobkowy psycholog wypełnia ankietę dotyczącą relacji pomiędzy dziećmi a rodzicami. I na podstawie tych ankiet wyłaniane są rodziny które "wymagają wsparcia", informacja o takiej rodzinie przekazywana jest do fundacji, która proponuje konkretne formy tego wsparcia (typu: warsztaty, indywidualne konsultacje różnego rodzaju itp). Tyle że, aby wypełnić taką ankietę, żłobek potrzebuje od nas indywidualnej zgody na temat każdego z dzieci. Ja się zgodziłam, bo sądzimy, że nie mamy nic do ukrycia w tej kwestii, ale domyślam się, że rodzice naprawdę patologiczni, takiej zgody raczej nie udzielą.

    A swoją drogą, muszę się dopytać, w jaki sposób dla dzieci niekoniecznie jeszcze mówiących, możliwe jest wypełnienie takiej ankiety bez rozmowy z rodzicami???
  • aga-mona 22.11.12, 07:38
    Drogie Mamy
    pracuję w przedszkolu i często podczytuję sobie na tym forum, niektóre wypowiedzi i wątki dają naprawdę wiele do myślenie. Ja nie zadaję wprost takich pytań, sytuację rodzinną dzieci poznaję innymi sposobami, zresztą pracuję w środowisku, gdzie "wszyscy wszystko wiedzą". Ale muszę Wam powiedzieć, że czasem zupełnie nieoczekiwanie dzieci zaskakują nas i z ust padają słowa, których rodzice na pewno nie życzyliby sobie. Ostatnio zorganizowałam zabawę, mającą pobudzić dzieci do twórczego myślenia i prosiłam, aby każde z nich zakończyło rozpoczęte zdanie: "Lubię, kiedy....." no i chłopiec dokończył: "moi rodzice nie piją".... Zawsze trzeba być przygotowanym na nieprzewidziane sytuacje, kto pracuje z dzieciakami wie o tym dobrze.
  • jola_ep 23.11.12, 20:33
    Tylko że do takich pojedynczych wypowiedzi należy podchodzić z pewną rezerwą.
    Moja córa w wieku 6 lat publicznie pochwaliła się, że "mamusia bije tatusia", niedługo potem w sklepie na moje stwierdzenie "znaj moje dobre serce" (kupiłam jej coś tam) opowiedziała "Znam, znam... i taty chamskie też znam". a w szkolnej ankiecie zaznaczyła, że rodzice piją kilka razy w tygodniu (oboje).
    I co? Patologia?
    Na jej stwierdzenie (ankieta), że w domu nie ma żadnych zasad, pani w szkole wyraźnie się zaniepokoiła.

    Wyjaśniam: tak, zdarzają (zdarzały) rodzinne przepychanki- cóż walki bezkrwawe, ale wiadomo, kto zwycięża ;) (nie, absolutnie nie chodzi o kłótnie ). Mój mąż w akcie dobroci mawiał "znaj moje chamskie serce" - nie wiem, skąd to wziął, ale takich powiedzonek w żartobliwym tonie mamy więcej :D Zdarzył nam się okres, gdy parę tygodni pod rząd zasiadaliśmy w sobotę z jednym redsem na spółkę. W ankiecie nie pytali czy chodzi o wino, ani o ilości, należało wybrać między: nie piją, kilka razy w tygodniu, raz na miesiąc i codziennie. To dziecko wybrało. A zasad nie ma, bo w tym wieku moje dzieciaki były na tyle wychowane (albo córa miała taki dobry okres), że wiedziała jak się zachować, nie musiałam więc jej strofować (tego nie wolno i tamtego zabraniam).

    Zresztą nie wiem, po co wyjaśniam. Takich uroczych powiedzonek i efektów ankiet można pewnie pęczkami.

    Może zresztą za patologię nas nie uznali, bo córa od zawsze robiła za aniołka w przedszkolu i szkole (diabełek był w domu;) ). Gorzej, jakby syn był bardziej szczery ;)

    Pozdrawiam
    Jola
  • milamala 23.11.12, 19:47
    A jak Ci sie wydaje? Oczywiscie , ze moze, bo jak inaczej mozna wylowic problemy w rodzinie? Lepiej zwroc uwage na swoje zachowanie a nie na pytanie pani przedszkolanki.
  • ula.malko 23.11.12, 20:52
    Dzień dobry,
    Z tego co wiem, z prawnego punktu widzenia nauczycielka ma prawo zapytać dzieci o to czy są bite.
    Pytanie oczywiście co robi z tą informacją, jak rozmawia potem o tym z dziećmi jeśli dzieci odpowiadają twierdząco. Ważne by nie oceniała rodziców przy dzieciach, nie stygmatyzowała.
    Pozdrawiam,
    Ula Malko
  • verdana 24.11.12, 15:59
    Naprawdę - przy pozostałych dzieciach, bez cienia podejrzeń? Ma prawo przy całej grupie pytać, czy tata pije wódkę, mama sprowadza panów, a dziadek bije?
    To nie jest dyskretne zapytanie dziecka, tylko nakaz, aby dziecko opowiedziało takze innym dzieciom o swoich sprawach. Ma naprawde do tego prawo?
    --
    zpopk.blox.pl
  • joshima 24.11.12, 18:42
    Czepiasz się.

    --
    JoShiMa

    Na świecie nie ma innych zjawisk, poza zjawiskami fizycznymi.
  • ula.malko 27.11.12, 22:39
    Dzień dobry,
    Bicie dzieci nie jest sprawą intymną. Gdyby nauczycielka wypytywała jeo to czy rodzice piją, czy uprawiają sex albo jakie mają zwyczaje świąteczne to byłoby wkraczanie w sprawy prywatne. Co nie zmienia faktu, że pytanie jest jaki cel miała nauczycielka zadając dzieciom takie pytanie i jak wyglądała potem o tym 'pogadanka'. Edukacja antyprzemocowa jest bardzo ważna, ale jest też delikatną kwestią i trzeba umiejętnie ją przeprowadzać.
    Pozdrawiam,
    Ula Malko
  • verdana 28.11.12, 13:18
    Nie jest? Czyli mozna w liceum powiedzieć całej klasie, ze Małgodsię rodzice biją? A że piją - to juz nie, bo pijani rodzice to prywatna sprawa Małgosi.
    --
    zpopk.blox.pl
  • scher 04.12.12, 01:34
    ula.malko napisała:

    > Edukacja antyprzemocowa jest bardzo ważna

    W świetle pani wiedzy fachowej obiektem "edukacji antyprzemocowej" winno być czteroletnie dziecko, czy raczej jego rodzice?

    --
    Ne puero gladium!
  • Gość: m2m IP: *.dynamic.chello.pl 24.11.12, 23:19
    Gość portalu: iga napisał(a):
    > ze dzieci mówiły, że nie a ona powiedziała że czasami biją ;/
    > Zdarzylo się, ze dostala klapsa może kilka razy (wiem że to złe i żałowałam, no
    > ale było), jest bardzo absorbująca i przyznaję czasem mi brak cierpliwosci do
    > niej jednej a mam trójkę ;/
    Ale Twoja córka powiedziała prawdę. Klaps to jest bicie. Czasami dostała klapsa=czasami ją biliście. Nie tłumacz bicia tym że jest absorbująca/tym że masz trójkę dzieci itd. Jak masz gorszy dzień i wkurzy Cię ktoś w pracy to też mu przylejesz?
    > Zapytałam ją czy tak uważa, ze ją bijemy i znowu powiedziała czasami.
    Więc chyba czas najwyższy zmienić metody?
    >Czy to nie jest wkraczanie za bardzo w sprawy rodzinne, bo skoro
    > nic sie nie dzieje podejrzanego
    IMO bicie dzieci jest podejrzane i nie świadczy dobrze o dorosłym. I nie uznaję wymówki o "wkraczaniu w sprawy rodzinne". Należy wkraczać jeżeli komuś dzieje się krzywda, zanim dojdzie do tragedii.

    Są podstawy i powody - zobacz ile ostatnio w mediach mówi się o przemocy wobec dzieci, o tym że nikt nie słyszał/nie widział/nie zauważył. I bardzo dobrze że w przedszkolu/szkole/żłobku/gdziekolwiek ludzie zwracają na to uwagę. Pytanie i reakcja dzieci pozwalają ocenić co dalej, czy należy się przyjrzeć, porozmawiać z rodzicami, czy być może już alarmować odpowiednie służby. Przedszkolanka zareagowała bardzo delikatnie, jeżeli jeszcze nie mieliście wizyty dzielnicowego.
    Jako nauczycielka mam obowiązek reagować kiedy moim uczniom dzieje się krzywda. Jako człowiek mam obowiązek reagować zawsze gdy komuś dzieje się krzywda. Widząc na ulicy mężczyznę lejącego swoją żonę wzywam policję, jeżeli widzę rodzica/opiekuna lejącego dziecko robię dokładnie to samo. Przemoc jest zła i należy ją tępić.
  • Gość: iga IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.11.12, 16:45
    nie leję dziecka !!!!! nie nawidzę gdy dziecko cierpi czy płacze....
    porównywanie patologicznych akcji jest nie na miejscu i uwierz ale obraża w tej sytuacji...
  • Gość: lotik IP: *.fbx.proxad.net 25.11.12, 21:56
    Iga, nie oceniam Cie i nie wiem jaka jest sytuacja w Twoim domu, moge jedynie napisac o sobie. Moim rodzicom tez sie czasem zdarzalo przylozyc pare klapsow - rzadko i niebolesnie. I co z tego, ze nie bolalo? Uczucie upokorzenia pamietam dobrze. Zreszta zawsze obrywalam - w moim odczuciu - albo bez powodu, albo niesprawiedliwie, albo dlatego ze nie mieli czasu na dyskusje, byli zdenerwowani, musieli swoja zlosc wyladowac, nie wiedzieli jak inaczej rozwiazac problem itp itd. Zepsulo to moje relacje z nimi, do dzis nie jestesmy blisko, nie moge im wybaczyc wielu rzeczy, ale tego najbardziej. Uwazaj na te klapsy, dla mnie kazdy klaps jest po prostu biciem.
  • phere_nike 26.11.12, 08:01
    nie przesadzaj. Słowa dziecka nalezy zweryfikowac, poprzez rozmowe z rodzicem równiez. Moja 4 latka w przedszkolu powiedziała ze mama za kare zamyka ja na 2 dni w pokoju i nie daje jesc. A rzecz była o tym, ze jak w czasie jakichs awantur wrzeszczała to mówiłam jej, ze rozumiem ze potrzebuje krzyczec ale poniewaz ja nic nie słysze przez ten krzyk to proszę zeby poszła do swojego pokoju. I co, miał przyjsc dzielnicowy?
    Poza tym pytanie o takie sprawy w gronie całej grupy równiez uwazam za nieprawidłowe. Jesli juz, to indywidualna rozmowa z dzieckiem, razem z psychologiem przedszkolnym. Wtedy mozna wyciagac wnioski.
    Co innego, gdy dziecko wykazuje cechy dziecka maltretowanego - czyli sa uzasadnione podejrzliwosci ze cos zlego sie dzieje.
  • Gość: m2m IP: *.dynamic.chello.pl 26.11.12, 11:04
    phere_nike napisała:

    > nie przesadzaj. Słowa dziecka nalezy zweryfikowac, poprzez rozmowe z rodzicem r
    > ówniez.
    Zależy kiedy. W bardzo wielu sytuacjach tego typu próba weryfikacji skończy się źle dla dziecka.
    >I co,
    > miał przyjsc dzielnicowy?
    Szczerze? Lepiej żeby przyszedł o raz za dużo, niż o raz za mało.
    > Poza tym pytanie o takie sprawy w gronie całej grupy równiez uwazam za nieprawi
    > dłowe.
    Rzucone "przy okazji" pytanie, kiedy dzieci są wciągnięte w rozmowę często daje zaskakujący efekt. W rozmowie 1:1 dziecko może czuć się zaniepokojone, do tego nie do końca znana pani psycholog i tak dalej. Pierwsze pytanie, takie sondujące może się pojawić właśnie w grupie. Później faktycznie przedszkolanki powinny się przyjrzeć dokładniej sytuacji dzieci, jeżeli coś je niepokoi.
    IMO jeżeli dziecko mówi że jest bite to są uzasadnione podejrzenia że coś złego się dzieje.
  • Gość: sebalda IP: *.medical-tribune.pl 26.11.12, 11:40
    Pytanie nie było zadana ot tak, bez powodu, bo pani taka ciekawska i sensatka, ma nadzieję, że kogoś złapie. Pytanie było w dniu walki z przemocą, przemoc była tematem pogadanki, nie wiemy, czy było wyrażone wprost, czy przy okazji, z odpowiednim zapleczem psychologicznym.
    Jestem zwolenniczką edukowania dzieci w tej kwestii od najmłodszych lat, bo innego rozwiązanie nie widzę. Szczególnie w kraju, gdzie kary cielesne wobec dzieci nadal znajdują poparcie u większości. Prawo karzące za bicie i za klapsy nadal jest niewydolne, gdy to poparcie jest tak duże. Co zatem? Ano właśnie edukacja i uświadamianie, szczególnie w szkole. I nie tylko na temat przemocy ze strony rodziców, ale później pierwszych partnerów, sympatii, uczenie o tym, czym jest stalking, jak stawiać granice, jak wychodzić z sytuacji konfliktowych. A pierwszym krokiem ku temu są właśnie takie dni, takie pogadanki, już w przedszkolu. Jestem bardzo za.
  • verdana 26.11.12, 12:15
    Czym innym jest edukacja, czym innym pytanie o bardzo intymne sprawy przy innych dzieciach. Gdyby dzieco miało lat nie cztery, a cztrernascie i nauczycielka zapytałaby przy klasie, które z dzieci jest bite - na 100% uznalibysmy to za absolutnie niedopuszczalne.
    Nie widze powodu, dlaczego inaczej potraktować czterolatki.
    --
    zpopk.blox.pl
  • mag_pie 27.11.12, 11:46
    Dlatego że znamy tylko relację oburzonej matki (btw bijącej dziecko).

    Myślę ze to pytanie nie było zadane wprost i nie miało znamion przesłuchania.
    To co było w przedszkolu do tego co dziecko powiedziało mamie a co ta sobie dopowiedziała, mocno zbulwersowana bo przecież wyszło na światło dziennie jej nie bicie dziecka, podzieliłabym przez 30.
  • Gość: justcam IP: *.5-4.cable.virginmedia.com 27.11.12, 14:20
    hm ja tez nie jestem przekonana do takich pytan publicznych . Co innego rozmowa z dzieckiem ktore wydaje sie byc maltretowane. Niestety moje wlasne doswiadczenie z trojka dzieci takze by pokazywalo ze niestety trafiaja sie tak trudne przypadki dzieci (moim zdaniem czesciej chlopcow) na ktore klaps nie ma znaczenia traumatycznego , ale raczej cos w formie otrzesienia i postawienia granic bo niestety ale tlumaczenie i rozne inne metody bywaja nieskuteczne. Czasem wydaje mi sie ze takie pewne wyroki stawiaja ludzie ktorzy sami sa wrazliwi i wobec nich niestety byly stosowane nieadkwatnie klapsy czy bicie i sami maja dzieci ktore sa poprostu grzeczne i latwo jest od nich wyegzekwowac pewne zachowania. Dzieki temu przypisuja sobie superlatywy dobrych rodzicow ktorzy doskonale radza sobie wychowawczo, a oceniaja innych rodzicow ze sobie nie radza bo np stosuja klapsa jako metode wychowawcza. A wydaje mi sie ze Ci rodzice ktorym tak latwo przypada oceniac negatywnie innych gdyby sami doswiadczyli posiadania takiego trudnego wychowawczo dziecka popadli by w takie same problemy i najprawdopodobniej takze uzyli by w koncu klapsa....
  • Gość: sebalda IP: *.medical-tribune.pl 27.11.12, 14:32
    Bicie nie jest intymną sprawą. Nie rozumiem, dlaczego bicie dzieci wkłada się do jednego worka z takimi kwestiami, jak picie rodziców czy ich prowadzenie się.
    Bicie dzieci nie jest sprawą intymną ani prywatną. To działanie niezgodne z prawem, na szczęście, i jako takie może być monitorowane. Nie tylko może, a powinno. A dzieci pytane na osobności rzeczywiście mogłyby poczuć presję. Połączenie tego pytania z pogadanką tematyczną uważam za najbardziej rozsądne działanie.
  • verdana 28.11.12, 09:59
    Naprawdę sadzisz, że swobodnie mozna w szkole i przedszkolu mówić kolegom, ze Jasia rodzice w domu biją? Już nie mówię nawet o tym, ze "zeznania" czterolatek nie są wiarygodne... Dziecko ma prawo nie chieć, aby koledzy wiedzieli co się u niego w domu dzieje - powinni oczywiście wiedzieć pedagodzy, ale informować o tym wszystkich?
    Pytanie dzieci na osobności nie oznacza przesłuchania.
    --
    zpopk.blox.pl
  • sebalda 28.11.12, 10:04
    Dziecko ma prawo nie chieć, aby koledzy wiedzieli co się u
    > niego w domu dzieje
    Gdyby nie chciało, to by nie powiedziało o tym, proste. Inne dzieci nie powiedziały, a przecież nie wierzę, że w grupie są dzieci, ktore nigdy w życiu nie dostały klapsa. Myślę, że dostały, ale zdarzało się to rzadziej albo było mniej traumatyzujące. Nikt tego dziecka siłą nie przymuszał do takiego stwierdzenia.
    Ja bym na to spojrzała inaczej. Może to była jedyna okazja, żeby to dziecko powiedziało o fakcie?
  • verdana 28.11.12, 12:58
    Nie, to dziecko ma cztery lata i zero świadomosci konsekwencji.
    Na pewno nie była jedyna okazja - myślisz, zę przedszkolanka ma tylko jedną, jedyną okazję, aby porozmawiać z dzieckiem? Można najpierw urządzić pogadankę o tym, z dzieci bić nie wolno, a potem w trakcie rozmowy czy zabawy dyskretnie zapytać dzieci, czy ktoś je kiedyś uderzył. A nie uznawać, ze czterolatek nie ma żadnego prawa do intymności.
    Mojego dziecka też nikt nie przymuszał do twierdzenia, ze raz, wyjątkowo, przyszli do nas goście, którzy nie byli pijani. Ani mnie , w dzieciństwie, ze tatuś kładzie sie na mamusi.
    W pierwszym wypadku nikt nie wie, o co dziecku chodziło - w drugim - ojciec położył się poprzsedniego dnia obok mamy na kanapie. I co? W świat by poszło, ze u nas jest melina alkoholowa, a moi rodzice uprawiają seks przy dziecku.
    Problem także w tym, ze o klapsie powiedziało pewnie to jedno dziecko, które nie bało sie rodziców - a reszta dzieci już wie, ze to jedno musi być okropnie bite, skoro o tym mówi wszystkim.
    --
    zpopk.blox.pl
  • mag_pie 28.11.12, 15:15
    Polecam analizie i refleksji: dorotazawadzka.natemat.pl/40703,klaps-boli-myslenie-nie
  • verdana 28.11.12, 16:14
    Taak, własnie myślenie ma kolosalną przyszłość. Bo mam takie wrażenie, że dowiedzenie się, czy czterolatka dostaje czasem klapsa staje się ważniejsze od tej czterolatki - nie wazne, co ona czuje, nie ma po co szanować jej intymności, nie ma po co być dyskretnym - mamy się dowiedzieć i tyle. Tylko to sie liczy.
    Gdzieś tu ktoś zagubił fakt, ze czterolatka jest człowiekiem, który powinien byc szanowany. Nie tylko nie bity, ale szanowany - a szacunek polega między innymi na tym, aby człowieka nie stawiać w trudnej sytuacji i nie skłaniać go do zwierzania sie z prywatnych spraw znajomym.
    --
    zpopk.blox.pl
  • Gość: sebalda IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.11.12, 21:30
    >>Można najpierw urządzić pogadankę o tym, z dzieci bić nie wolno, a potem w trakcie rozmowy czy zabawy dyskretnie zapytać dzieci, czy ktoś je kiedyś uderzył.
    Czy masz jakiekolwiek podstawy, by twierdzić, że tak właśnie nie było??? Ja tak to właśnie odebralam. Dzień bez przemocy, pogadanka na poziomie przedszkolaków o przemocy, jakieś przykłady, i dyskretne pytanie, czy ktoś je uderzył. Bo jak inaczej? Ni z gruszki, ni z pietruszki pytanie: rączka do góry, kogo rodzice biją?
    Z jednej strony, Verdano, piszesz, że dzieci jeszcze małe, "zero świadomości konsekwencji", a z drugiej sugerujesz, że dzieci się bały powiedzieć, a tylko to, co się nie bało, powiedziało. Coś tu brakuje logiki. Matka ponowiła to pytanie wobec dziecka i ono nadal mówiło, że jest czasem bite. Czemu zresztą matka nie zaprzeczyła, tłumacząc, że jest niesforne.
    Uważam, że zapytanie dzieci przy okazji rozmów o przemocy jest lepsze, niż branie każdego na osobności i wypytywanie, bo to może obudzić w dziecku większy niepokój.
    Nadal nie rozumiem, dlaczego pytanie o klapsy czy bicie tak mocno narusza intymność dziecka.
    Ze wszystkich sondaży wynika, że większość Polaków nadal uznaje kary cielesne wobec dzieci za normę i nie widzi w nich nic złego. Myślę, że najwyższa pora z tym walczyć. A że systemowo trudno to zrobić, to przynajmniej przez edukację od najmłodszych lat może się uda.
  • verdana 28.11.12, 21:39
    Ja rto odebrałam,z ę pani zapytała dzieci po pogadance, czy sa bite - inaczej nie ma siły, dziecko by nie wiedziało, ze zgłosiło się jako jedyne. Dziewczynka doskonale wie, ze tylko ona odpowiedziała, a więc musiało to być przy caej grupie.
    Dziecko straszone w domu po prostu wie, ze pewnych rzeczy mówić nie wolno. Nie ma świadomosci konsekwencji, tylko jest nauczone, ze jak będzie mleć ozorem, to mu sie przyleje jeszcze raz. Dziecko , które dostało trzy razy klapsa ma zero swiadomości, że jeśli powie to pani, to pani własciwie powinna zgłosić fakt popełnienia przestępstwa.
    Ależ oczywiście, moje dziecko też twierdziło,że do nas przychodzą pijacy, cholera wie dlaczego.
    Dlaczego pytanie o klaps narusza intymność? Bo stawia dziecko w roli ofiary, a nie każdy chce byc tak postrzegany. Bo dziecko, które nawet ma złych rodziców, moze sobie nie życzyć, aby koledzy o tym wiedzieli.
    To wszysto oczywiście nie oznacza, ze przedszkolaniki nie powinny byc czujne, pytać dzieci, jesli cokolwiek wydaje im sie podejrzane - ale na osobności, nie przy grupie.
    Walka z dorosłymi, przy pomocy dzieci, gdy dzieci są traktowane instrumentalnie, jako coś, co ma zmienić zachowanie dorosłych, to fatalna metoda - bo nigdy nie nalezy wykorzystywać dzieci nawert do szlachetnych celów.
    --
    zpopk.blox.pl
  • sebalda 29.11.12, 13:54
    >Bo stawia dziecko w roli ofiary, a nie każdy chce byc tak postrzegany. Bo dziecko, które nawet ma złych rodziców, moze sobie nie życzyć, aby koledzy o tym wiedzieli.
    Znowu przypisujesz malemu dziecku stanowczo za dużo samoświadomości, tak uważam. I ciągle piszesz tak, jakby to dziecko było zmuszone do tego wyznania, wbrew sobie, a tak nie było. Jakby sobie "nie życzyło, aby koledzy o tym wiedzieli", to by zwyczajnie nie mówiło. Była pogadanka, była rozmowa na temat przemocy, było pytanie na temat, dziecko odpowiedziało szczerze i dobrze, bo jest małe i nie widzi jeszcze potrzeby ukrywania się, zaciemniania, krycia. Matka zamiast się oburzać, powinna sobie co nieco przemyśleć. Nie widzę tutaj żadnej traumy, jaką miałoby wywołać dobrowolne i szczere przyznanie przez dziecko, że było klapsowane.
  • margonik 29.11.12, 14:31
    > Znowu przypisujesz malemu dziecku stanowczo za dużo samoświadomości,

    To, że dziecko nie ma samoświadomości na miarę nastolatka, czy dorosłego człowieka, nie oznacza, że można robić wobec dziecka rzeczy, które byłyby "źle widziane", gdyby chodziło o starszą osobę.
    Wyobraź sobie, że jesteś np. na zebraniu w szkole i osoba prowadząca zebranie zaczyna rozważać, która z pań obecnych na sali jest bita przez męża....
    Bicie przez męża jest naganne, ale to wcale nie znaczy, że osoba bita chciałaby, aby o tym rozmawiać publicznie.

    > Jakby sobie "nie życzyło, aby koledzy o tym wiedzieli", to by zwyczajnie nie mówiło

    Teraz to Ty przypisujesz dziecku umiejętności, które niekoniecznie posiada. Są dzieci, które nie potrafią kłamać i odpowiedzą szczerze, niezależnie, czy chciałyby na ten temat publicznie rozmawiać. Poza tym dziecko nie jest w stanie ocenić konsekwencji tego, co, gdzie i przy kim mówi. Oczywiście, jeśli dziecko jest bite, to nie jest to rzecz, która powinna być zamieciona pod dywan i ukryta przed całym światem, ale nie znaczy, że powinni o tym wiedzieć wszyscy. Dlatego, że bycia ofiarą samo w sobie jest też upokarzające (nie tylko bycie bitym).
    Czemu np. dużo kobiet, które zostały zgwałcone, w ogóle nie chcą by wyszło to na światło dzienne? Czemu tak dużo kobiet ukrywa, ze jest bitych w domu?
    Ukrywanie nie jest dobre, ale publiczne wyznania też niekoniecznie są dobre.

    > Nie widzę tutaj żadnej traumy, jaką miałoby wywołać dobrowolne i szczere
    > przyznanie przez dziecko, że było klapsowane.

    Też uważam, ze nie ma traumy z tego powodu. Jest to wstydliwe dla matki, ale od wstydu się nie umiera, a dziecko - skoro mówiło to z uśmiechem - raczej też specjalnie tego nie przeżywa.
    Ale gdyby w grupie byłoby dziecko naprawdę bite (nie tylko klapsowane) i zostało to wywleczone publicznie, to sytuacja mogłaby wyglądać już inaczej.

    Jestem w stanie sobie wyobrazić,jak inne dzieci zanoszą tą informację do domu, ich rodzice omawiają między sobą kwestię, używając niezbyt wybrednych wyrażeń, a potem bite dziecko, nie dość że jest bite, to wysłuchuje od innych dzieci: "bo twoi rodzice są nienormalni, bo twój tata jest pijakiem, a twoja matka to zdzira".

  • sebalda 29.11.12, 15:36
    > Jestem w stanie sobie wyobrazić,jak inne dzieci zanoszą tą informację do domu,
    > ich rodzice omawiają między sobą kwestię, używając niezbyt wybrednych wyrażeń,
    > a potem bite dziecko, nie dość że jest bite, to wysłuchuje od innych dzieci: "b
    > o twoi rodzice są nienormalni, bo twój tata jest pijakiem, a twoja matka to zdzira

    O, tutaj może mnie trochę przekonałaś. Reszta wywodów nieco jak na mój gust naciągana, ale tylko trochę. Ale już zupełnie nie zgodzę się z tezą, że to dobrze, że kobiety/dzieci nie upubliczniają traumy. Co jest w tym dobrego, bo nie mogę zrozumieć. Cała sprawa polega właśnie na tym, żeby mówić głośno o przemocy od najmłodszych lat i uświadamiać dzieci i nastolatki, by potem nie siedziały w szafie i nie cierpialy w milczeniu, myśląc, że im sie może należy, ale żeby głośno mówiły i zgłaszały gdzie trzeba wszelkie przejawy przemocy, stalkingu, manipulacji.
  • margonik 29.11.12, 15:56
    > Co jest w tym dobrego, bo nie mogę zrozumieć. Cała sprawa polega właśnie na tym,
    > żeby mówić głośno o przemocy od najmłodszych lat i uświadamiać dzieci i nastolatki,
    > by potem nie siedziały w szafie i nie cierpialy w milczeniu, myśląc, że im sie może
    > należy, ale żeby głośno mówiły i zgłaszały gdzie trzeba wszelkie przejawy przemocy,
    > stalkingu, manipulacji.

    Masz rację, że cierpienie w milczeniu absolutnie nie jest dobre. Tylko że publiczne obnażanie się z traumą, często prowadzi do kolejnej traumy. "Została zgwałcona, bo prowokowała..."
    Zobacz np. jakie komentarze pojawiają sie w internecie, gdy pojawi sie gdzieś artykuł o czyimś nieszczęściu. Niektórzy ludzie mają w sobie mnóstwo jadu i bardzo mało wyczucia.
    Taka osoba, jak najbardziej powinna to zgłosić na policję, jak najbardziej powinna o tym porozmawiać z psychologiem, czy z przyjacielem, a jeśli czuje się wystarczająco silna psychicznie, to może i w gazecie lub w TV to ogłosić. Ale nie każdego na to stać.
  • sebalda 29.11.12, 16:25
    Ok, rozumiem, o czym piszesz Margonik, chodzi Ci o wiktymizację wtórną. Wiem coś o tym, ale w innej sferze. Niemniej ja stoję na stanowisku mówienia o przemocy dużo i głośno, żeby wreszcie coś się w tej kwestii zmieniło. I stawiam na edukację od przedszkola, o czym już pisałam, dlatego przedstawiona tutaj sprawa nie wydała mi się naganna.
  • Gość: iga IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.11.12, 21:38
    Odniosę się własnie do tego jak się poczułam wtedy, tak jak od kilku dni czytając w większości Wasze opinie.
    W tych z Was co oceniają mnie, okreslają jako oburzoną, a nawet patologię nie ma za grosz wyczucia. Wrzucacie matkę czy ojca który dal kilka razy klapsa do jednego wora, z tymi co leją, katują czy zabijają nawet.
    Ten klaps nie jest dla nas żadną chlubą, zdarzył się dokładnie w sytuacji gdzie człowiek nie poradził sobie z emocjami, z rozwrzeszczanym, niesłuchajacym niczego i nikogo dzieckiem i dalo efekt dopiero wtedy gdy poczuło niestety.
    W moim przypadku akurat to nie nie jest tak, ze podziałało i to stosuję...
    Mam 3 dzieci, nie biję ich, za chwilę 3-cie pojdzie do tego samego przedszkola, nigdy nie mieli tam dluzszych przerw w chodzeniu bo prawie nie chorują.
    Z Paniami mam świetny kontakt, dzieci do nas biegną, rzucaja sie na szyję, tęsknia w ciagu dnia. Uwazacie, ze dziecko maltretowane tak sie zachowuje (nie wierzę),
    Zapewne stwierdzicie, ze przez kilka lat tak umiejętnie biję dzieci, ze Panie nie zauważyłyby siniaka, dziwnego zachowania dziecka czy podejrzanej nieobecności.
    Tak to sobie wyobrazam, tak zapewne byście odpowiedziały na moje wybielanie się, jak to ktoras nazwała.
    Nie wybielam się, wrecz odwrotnie, codziennie zastanawiam się czy te kilka klapsów tak zapamietała, czy poprostu tak zinterpretowała inne rzeczy? typu powstrzymywanie jej przed szarpaniem brata, czy nawet jakies zabawy wygłupy, w ktorych np. poklepię córkę mowiąc moja pupunia :) (zaraz zapewne wrzucicie to do wora z molestowaniem).
    W moim domu nic zlego się nie zdarzyło, a przejęlam się tak jak tu, ze tak wlasnie słowa mojej czterolatki mogłyby by byc odebrane, ze stracę w oczach fajnej przedszkolanki, która jednak mam nadzieję, ze zna mnie na tyle, ze wzięła poprawkę... zresztą córce zdrzyło się skarzyć z osobna na każdą ciocię w przedszkolu i kiedy idę i pytam o to, ciocie sa zdziwione tym co nie raz usłyszą na siebie...

    Nie zamierzałam się tu absolutnie tłumaczyć , ale na atak nie da się długo nie zareagować.
    Zgadzam się z kilkoma z Was i z Verdaną, no ale zamiast dyskusji czy odpowiedzi na konkrety padaja tylko oskarzenia, więc dziewczyny ktore myslą inaczej, czy tez się zdrzyłp inaczej nawet się nie wypowiedzą
    Wiele z Was pewnie robi nawet nie świadomie gorsze rzeczy niż ten klaps, który potrafi zranić dziecko, ale jak to bywa najlepiej ocenia się innych...
  • Gość: lotik IP: *.fbx.proxad.net 30.11.12, 09:26
    Dla dziecka rodzic jest calym swiatem i wszechswiatem. Jestem przekonana, ze dziecko bite/maltretowane tez nie daje sie odkleic w przeszkolu od rodzicow, rzuca sie im na szyje itd. Kocha ich po porostu bardzo. Ja bylam przylepa i swiata nie widzialam poza moimi rodzicami, uwielbialam ich. Co nie przeszkadzalo mi, jak mnie bili, nienawidziec ich, marzyc o zniknieciu, o smierci, o ucieczce z domu, do babci... strasznie poplatane emocje jak dla malego dziecka. A jaka jest Twoim zdaniem roznica miedzy klapsowaniem, biciem a maltretowaniem? Maltretowanie to jak zostaje prega po pasku, a jak jej nie ma, to to nie jest maltretowanie? Ja bylam bita, choc moi rodzice twierdza, ze "przeciez mnie nie bili, to bylo bicie?". Jesli moge cos doradzic, to radze powstrzymac "nerwa" i nie klapsowac - ja jestem przykladem tego, ze kazda forma bicia moze sie dla dziecka zle skonczyc.
  • mag_pie 30.11.12, 09:47
    skoro nie bijesz i w sporadycznych klapsach nie widzisz nic złego, i uważasz że jesteście dobrymi rodzicami szczęśliwych dzieci to czemu Cie zabolało to że dziecko powiedziało o tym fakcie w przedszkolu.
    Gdyby powiedziała że razem z rodzicami i rodzeństwem pieczecie perniczki na święta a rodzice dają jej wycinać kwadraciki nożykiem ( zagrożenie życia) to też byś się pytała czy została przekroczona granica prywatności ?
  • Gość: iga IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.11.12, 10:36
    nigdzie nie powiedziałam, ze nie widzę nic złego w klapsach, wręcz przeciwnie zgodzilam się z teorią, że ten klaps to nieumiejętnośc radzenia sobie z emocjami w "ekstermalnych" sytuacjach, a zabolało mnie bo pewnie każdego rodzica by zabolało, a normalnemu rodzicu da do myślenia... mnie dało...

    Nie zgodzę, się dzieci krzywdzone w domu przez rodziców biegną do nich czy wieszaja się im na szyję.... wygląda to zupełnie inaczej (no ale wyjątki jak wszędzie pewnie są)
  • Gość: sebalda IP: *.medical-tribune.pl 30.11.12, 12:02
    Nie zapytałaś, jak sobie radzić z trudnymi emocjami i starać się nie dawać dziecku klapsów, tylko oburzyłaś się na zachowanie przedszkolanki i zdenerwowałaś, że dziecko powiedziało o Tobie coś niepochlebnego. Teraz próbujesz się tego wypierać, ale już trochę za późno.
    Nie masz bladego pojęcia o psychice dziecka, skoro uważasz, że dziecko maltretowane nie okazuje rodzicom miłości. Znam bardzo wiele przypadków dorosłych ludzi, którzy mimo świadomości krzywdy, jaką im rodzice wyrządzali i nadal wyrządzają, nie potrafią się od nich odciąć, nadal się tłumaczą, nadal kochają, nadal pomagają. A co tu mówić o dziecku, które niczego z tych skrajnych emocji nie rozumie. Dziecko kocha bezwarunkowo i taka właśnie miłość mu się należy bezwzględnie, dlatego nie wolno go bić, szarpać, o byle co wrzeszczeć na nie.
    Nikt Ci nie wmawia maltretowania dziecka, ale jeśli dla Ciebie opinia przedszkolanki jest ważniejsza od odczuć własnego dziecka i jeśli tak mało wiesz o psychice małych dzieci, to ja to słabo widzę:(
  • Gość: iga IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.11.12, 12:49
    interpretujesz jak chcesz i tyle, nie czytasz ze zrozumieniem tego co napisalam
  • sebalda 30.11.12, 15:04
    iga napisała:
    >>W moim domu nic zlego się nie zdarzyło, a przejęlam się tak jak tu, ze tak wlasnie słowa mojej czterolatki mogłyby by byc odebrane, ze stracę w oczach fajnej przedszkolanki, która jednak mam nadzieję, ze zna mnie na tyle, ze wzięła poprawkę... zresztą córce zdrzyło się skarzyć z osobna na każdą ciocię w przedszkolu i kiedy idę i pytam o to, ciocie sa zdziwione tym co nie raz usłyszą na siebie...

    Klasyka: co pani w przedszkolu sobie pomyśli, stracę w jej oczach. Lepiej też wierzyć ciociom w przedszkolu niż własnemu dziecku. Jak sobie wyobrażasz reakcję "cioci" w przedszkolu na pytania o skargi dziecka? Uważasz, że się przyznają? Śmieszne.

    >>Wiele z Was pewnie robi nawet nie świadomie gorsze rzeczy niż ten klaps, który potrafi zranić dziecko, ale jak to bywa najlepiej ocenia się innych...

    Na jakiej zasadzie i jakim prawem tak piszesz? Co wiesz o traktowaniu swoich dzieci przez inne uczestniczki forum? To też jest charakterystyczne: przerzucanie winy, imputowanie przeciwnej stronie dyskusji gorszych rzeczy. Pani w przedszkolu zła, bo zapytała dzieci o przemoc w domu w dniu walki z przemocą, dziecko nie w porządku bo zmyśla (choć wcale tak nie jest jak się okazuje) na matkę i niewinne "ciocie", osoby, ktore mają inne zdanie, złe, bo nie rozumieją niewinnej matki i same na pewno są jeszcze gorsze. Teoria spiskowa dziejów???
    Radzę odrobinę samokrytyki i samoświadomości. Przy niektórych fundacjach organizowane są warsztaty radzenia sobie ze złością. Gorąco polecam, wcale nie złośliwie, wiele rodziców nie radzi sobie z negatywnymi emocjami w kontaktach z dziećmi. Ale nad tym można, a właściwie koniecznie trzeba, pracować, a nie obrażać się, gdy to wychodzi na jaw.
  • jola_ep 30.11.12, 21:21
    łatwo oskarżyć, łatwo rzucić kamień, dorobić sobie ideologię i przeczytać między wierszami to, czego nie ma.
    Tak łatwo zranić innego człowieka słowem.

    I poczuć się potem ... lepiej?

    Czy walcząc o słuszną sprawę możemy pozwolić sobie na "popłynięcie", na nadinterpetację?

    ja nie widzę, tego co ty widzisz w postach założycielki.

    I mogłam spokojnie wysnuć całą teorię, dlaczego Ty widzisz...
    Tylko po co?

    Moja mama -nauczycielka w szkole podstawowej mówiła, że nie musi znać rodziców, wystarczy, że pozna ich dzieci.
    Doświadczona pani w szkole, a w przedszkolu pewnie też, zauważy, gdy z dzieckiem dzieje się coś nie tak. Bo takie publiczne pytania to tylko mogą służyć ogólnemu przekazowi, że przemoc jest złem. Zgadzam się tu w pełni z tym, co pisze Verdana.

    Pozdrawiam
    Jola
  • sebalda 30.11.12, 23:25
    jola_ep napisała:

    > łatwo oskarżyć, łatwo rzucić kamień, dorobić sobie ideologię i przeczytać międz
    > y wierszami to, czego nie ma.
    > Tak łatwo zranić innego człowieka słowem.

    Czy Ty naprawdę nie widzisz, że największym zmartwieniem autorki jest utrata wizerunku dobrej matki? Nie zastanawia się, czy coś jednak nie było na rzeczy, skoro dziecko tak odpowiedziało i to dwa razy? Nie pyta, co robić, żeby wystrzegać się tego nieopanowania w stosunku do dziecka, ale najbardziej interesuje się tym, by przedszkolanka źle o niej nie pomyślała.
    Nie przyjmuje też odmiennego zdania niektórych dyskutantek, ale w odpowiedzi przeprowadza kontratak, imputując, że pewnie same stosują jeszcze gorsze metody. Tym też wystawia sobie świadectwo, dlatego odpowiadam w takim, a nie innym duchu.

    Bo takie publiczne pytania to tylko mogą służyć ogóln
    > emu przekazowi, że przemoc jest złem.
    No właśnie o to chodzi, o ten przekaz i bardzo dobrze, że on dociera już do dzieci od najmłodszych lat, właśnie taki miał on być zapewne w całej tej "aferze".
  • jola_ep 01.12.12, 08:16
    > Czy Ty naprawdę nie widzisz, że największym zmartwieniem autorki jest utrata wi
    > zerunku dobrej matki?

    No właśnie nie widzę, aby było to rzeczywiście NAJWIĘKSZE zmartwienie.
    A że zależy na jej na tym swoim wizerunku? Co w tym złego? Może jest z małej miejscowości, gdzie łatwo kogoś napiętnować. Albo - co wydaje mi się bardziej prawdopodobne - ceni pani w przedszkolu i dlatego zależy jej na tym, jak ją widzą. To źle? I jeszcze z parę powodów mogę wymyślić.

    Przekaz w Internecie jest ograniczony, obcięty o całą masę przekazu pozawerbalnego. Nie mając danych rzeczywistych nasz mózg dopowiada sobie kontekst. I czerpie często z sumy naszych doświadczeń. Dlatego ja mogę zupełnie inaczej odczytać jej posty niż Ty.

    > Nie zastanawia się, czy coś jednak nie było na rzeczy, sk
    > oro dziecko tak odpowiedziało i to dwa razy?

    Nie. Powyżej napisałam parę rzeczy z tego, co rozpowiadało moje dziecko o mnie.W sytuacjach, przy których byłam. Kto wie, co wygadywałaby zapytana w przedszkolu.

    > Nie pyta, co robić, żeby wystrzega
    > ć się tego nieopanowania w stosunku do dziecka

    Może wie? Jestem przeciwniczką klapsów, swego czasu w paru flejmach uczestniczyłam (tak, były takie czasy). Ale i owszem, zdarzyło mi się uderzyć moje dziecko. Nie twierdzę, że w każdej sytuacji byłabym w stanie zachować spokój.
    Nie pytałam na forum co mam robić, aby wystrzegać się nieopanowania, bo teorię znałam. Sama bym dobrych rad w tym względzie udzielała.

    > Nie przyjmuje też odmiennego zdania niektórych dyskutantek, ale w odpowiedzi pr
    > zeprowadza kontratak, imputując, że pewnie same stosują jeszcze gorsze metody.

    Masz na myśli ten cytat?
    "Wiele z Was pewnie robi nawet nie świadomie gorsze rzeczy niż ten klaps, który potrafi zranić dziecko, ale jak to bywa najlepiej ocenia się innych... "

    Bo ja ten tekst odczytuję zupełnie inaczej. Tak fajnie jest oceniać innych, ale prawdą jest, że zdarzają nam się rzeczy nawet gorsze niż ten incydentalny klaps. Ja mam świadomość, że w swoim wychowaniu też popełniałam błędy. I może rzeczywiście gorsze.

    Pozdrawiam
    Jola
  • mag_pie 30.11.12, 20:47
    biegną i to często to krzywdzone biegną najszybciej.Są tak zniszczone emocjonalnie i mają tak niskie poczucie własnej wartości że nie potrafią się "wyzwolić od oprawców". A dzieci które się swoich rodziców nie obawiają ani fizycznie ani psychicznie bez obaw odmówią kontktu z nimi bo w tej chwili bawią z koleżanką i wybiorą zabawę. Dziecko które się rodziców boi rzuca wszystko i rzuca się na szyję żeby potem w domu nie zebrać za to że mamusia za dlugo czekała w szatni.
    Oczywiście to nie jest regułą ale dziecko krzywdzone po prostu spełnia oczekiwania rodziców , nauczone doświadczeniem po prostu.
  • Gość: lotik IP: *.fbx.proxad.net 01.12.12, 00:45
    Nie jestem zadnym wyjatkiem, zapewniam Cie, ze dzieci krzywdzone w domu tez biegna do rodzicow, wieszaja im sie na szyi itd. Pragna czulosci i bliskosci jak kazde inne dziecko. Kochaja swoich rodzicow i garna sie do nich mimo krzywdy jaka im sie dzieje. Male dziecko kocha rodzicow bez stawiania zadnych warunkow, calym soba. Nie rozumiem dlaczego twierdzisz, ze u bitych dzieci to wyglada zupelnie inaczej.
    Zreszta, to, ze dziecko w przedszkolu przy rozstaniu placze, wyje i tak wczepia sie w rodzica, ze przedszkolanka go nie moze oderwac, to swiadczyc moze raczej o strachu i niepewnosci dziecka, (ze mama moze nie wroci, moze nie kocha wystarczajaco), swiadczy bardziej o zagubieniu dziecka. Takie zachowanie to nie jest jakis dowod milosci dziecka do rodzica (ktorego i tak bezbrzeznie kocha).
    Mysle, ze zdziwilo Cie to, ze corka uwaza, ze jest bita, bo wedlug Ciebie te pare klapsow? Przeciez jej nie maltretujesz? Probujesz sie uspokoic twierdzac, ze skoro kocha, przytula sie, rzuca na szyje itd. to znaczy, ze nie czuje sie krzywdzona. A ona moze czuc sie bita/skrzywdzona a jednoczesnie kochac Cie, przytulac sie itd. Jedno drugiego nie wyklucza.
  • Gość: kijjka IP: 78.101.158.* 29.11.12, 08:04
    Nie pani mówiła, że małgosię biją, tylko małgosia, jako jedyna z grupy, stwierdziła pubklicznie, że ją klapsują. Może zaknebluj Małgosię?
  • margonik 28.11.12, 23:53
    Kiedyś mój znajomy jechał z dwójką synów pociągiem. W pewym momencie jeden z nich był troche niegrzeczny. Wówczas ten drugi próbował go uspokoić i rzucił przy ludziach coś takiego: "przestań, bo tata zamknie cię w beczce". Dodam, że było to w czasie, gdy znaleziono martwe dzieci w beczce z kapustą...
    Oczywiście chłopcy nigdy w żadnej beczce nie byli zamykani.

    Co do pytania przedszkolanki, zgadzam się, ze przedszkolanki powinny wyłapywać rożne podejrzane oznaki u dzieci i jesli trzeba interweniować. Powinny też z dziećmi rozmawiać o przemocy. Mogłyby przy tym zapytać "czy uważacie, że bicie jest właściwe", "czy ktokolwiek może bić drugiego człowieka" - OK. Ale pytanie "czy rodzice was biją", jeżeli pada na forum grupy, uważam jednak za niewłaściwe. Jeśli przedszkolanka cokolwiek podejrzewa, mogłaby delikatnie podpytać dziecko na osobności, ale nie na forum publicznym.
    Gdyby publicznie zapytała, "kochane dzieci, czy tata albo dziadek dotyka was między nogami" to też uznałybyście, że jest OK? To niczym się nie różni.
    Jeśli jakieś dziecko jest bite, czy maltretowane, to ma prawo do zachowania dyskrecji, mimo że samo nie jest jeszcze w stanie ocenić, które pytania wkraczają w jego prywatność. Może publicznie powiedzieć coś na taki temat samo z siebie, ale nie powinno byc publicznie ciągnięte za język.
  • marianka_marianka 28.11.12, 22:16
    Pani w przedszkolu zapewne przeprowadziła pogadankę na temat bicia, przemocy i słusznie. Przy okazji zapytała zapewne, czy zdarzyło się, że ktoś cię uderzył, czy bije cię ktoś z rodziny itp.
    Nie przykładałabym na Twoim miejscu takiej wagi do pytania pani, jak również do odpowiedzi dziecka. Był taki temat w przedszkolu, dziecko Ci subiektywnie zrelacjonowało przebieg zajęć i na tym etapie zamknęłabym dyskusję. Przecież to czterolatek... Ma prawo wyolbrzymiać lub mijać się z prawdą;)
    A dziecko - ofiarę przemocy domowej - można rozpoznać nie tylko przy pogadankach tego typu, ale przy zwykłej zabawie w grupie, podczas obserwacji. Nie trzeba zadawać pytań, żeby zorientować się że dziecko jest bite.
    Czujność pedagogów powinna być zachowana i jeżeli ktoś nie maltretuje dziecka, nie stosuje przemocy, naprawdę nie ma się czego obawiać.
    Dałaś jej klapsa, trudno stało się. Wytłumacz dziecku, że "wyszłaś z nerw", jest ci przykro, nie wolno się bić i zamknij temat.
  • scher 04.12.12, 01:27
    czego się spodziewałaś?

    W tradycji chrześcijańskiej, na której opierają się cywilizacyjne korzenie Europy, państwo z pewnością nie jest od ingerowania w rodzinę, której nienaruszalność jest fundamentem społeczeństwa. Tradycjonaliści, do których mam przyjemność się zaliczać, sądzą, widzą, że społeczeństwo ma mechanizmy samoregulacyjne, zwalczające przejawy zła, także te występujące w rodzinach. Fakt, nie są to mechanizmy idealne, stuprocentowo skuteczne, ale prewencyjny nadzór nad rodzinami i urzędnicza kontrola, na pewno nie są mechanizmami lepszymi i przynoszą więcej szkody niż pożytku.

    Teza, iż każdy klaps jest przemocą i krzywdzi dziecko, że należy go stawiać na równi ze znęcaniem się i innymi przejawami patologii, jest tezą ideologiczną, tezą, której przeczy doświadczenie milionów Polaków. Tezą, do której większość ludzi w naszym kraju nie została przekonana nawet nowym, sztucznym (sztucznym, bo niebędącym rezultatem naturalnych dążeń społecznych, bo narzuconym "dzikim krajowcom" przez rzekomo oświeconych i rzekomo cywilizowanych) ustawodawstwem, co ostatnio wychodzi w badaniach.

    Niestety lewicowi ideolodzy z kręgów otaczających Donalda Tuska mają na ten temat zdanie odmienne, tak więc wprowadzili u nas instytucjonalną inwigilację rodzin za pomocą aparatu państwowego, do którego należy owa przedszkolanka. Ona, w swoim własnym przekonaniu, działa dla dobra twojego dziecka, nie dostrzega, że została wmanewrowana w rolę funkcjonariusza opresyjnego państwa, które uzurpuje sobie prawo nieustannie wystawiać ci certyfikat z rodzicielstwa słusznego i zgodnego ze standardami Postępu oraz Tolerancji.

    Owa przedszkolanka jest tak zindoktrynowana, że na użytek owej ideologii rzuciła w kąt nawet swoją wiedzę pedagogiczną. Bo pytania, które mają na celu zasiać w czteroletnim (sic!) dziecku zwątpienie w nieskończoną dobroć i mądrość rodzicielską, podważyć to fundamentalne, dane od Boga zaufanie dziecka do własnych rodziców, są sprzeczne z kanonami pedagogiki.
    Bo dostarczenie czteroletniemu dziecku informacji: Twoi rodzice biją cię i to jest złe - pomijając nawet aksjologiczny fałsz tego rozumowania oraz przekłamania polegające na nadawaniu starym pojęciom nowych, kompromitujących je konotacyjnych cech semantycznych - kiedy to dziecko z racji wieku nie dysponuje żadnymi emocjonalnymi kompetencjami do uporania się z tą wiedzą, jest działaniem głupim, działaniem na szkodę dziecka, nie zaś dla jego dobra.

    Jak powiadają, dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane... No ale lewicowcy, zarówno ci spod znaku sierpa i młota, jak i ci spod sztandarów tęczowego totalitaryzmu nigdy nie wierzyli ani w Piekło, ani w Niebo, wcielając w życie najpodlejsze idee pod płaszczykiem walki o swoiście rozumiane i duchowo wyjałowione "dobro" ludzkości.

    Kiedy lewactwo chce dobra twoich dzieci, módl się - i nie daj ich sobie ukraść.

    --
    Ne puero gladium!
  • scher 04.12.12, 01:55
    W systemie przeciwdziałania przemocy w rodzinie pierwszym poszkodowanym jest dziecko, które wyprowadzane jest z domu w asyście policji i trafia do pogotowia opiekuńczego, gdzie spotyka wiele innych dzieci, w tym nastolatki, często niestety dotknięte demoralizacją – mówi w rozmowie z portalem Niezależna.pl Tomasz Elbanowski ze Stowarzyszenia i Fundacji Rzecznik Praw Rodziców.

    Ustawa o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie została znowelizowana dwa lata temu. To prawo, które działa na rzecz rodziny, czy raczej jej szkodzi?
    Ustawę wprowadzono siedem lat temu, jeszcze za rządów SLD. Już sam tytuł ustawy jest dyskryminujący dla rodziny, i szkodliwy, tym bardziej, że jest powielany na ulotkach i plakatach wielu lokalnych akcji. Podczas nowelizacji w 2010 r. były starania, by tę nazwę zmienić, ale się nie udało. Tytuł ustawy kojarzy rodzinę ze złem, przemocą i krzywdą. Rozwinięcie tej myśli znalazło się w uzasadnieniu do projektu nowelizacji, gdzie czytamy że około 50 proc. rodzin jest dotknięta przemocą. Nie chodzi więc o walkę z patologią, ale o postawienie rodziny jako takiej w stan oskarżenia. Istotą nowych przepisów jest dokonanie zmian w myśleniu czyli inżynieria społeczna. Dwa lata temu podjęliśmy protest wobec nowelizacji, w który włączyło się ponad 70 tys. osób. Udało się zmienić niektóre, najbardziej kontrowersyjne zapisy.

    Na przykład?
    Wykreślono ściganie przemocy psychicznej, który wprowadziłby model szwedzki w relację państwo-rodzina. Zostały jednak inne zapisy, jak zakaz klapsów. W ustawie pozostał też system „niebieskich kart”. Dodatkowo rozszerzono listę podmiotów, które mogą taką kartę założyć rodzinie uznanej za zagrożoną przemocą. Może to zrobić szkoła, można ją założyć na podstawie doniesienia sąsiadów. Nawet jeśli sąsiad się myli albo jego pogląd jest niesprawiedliwy i jednostronny. Mamy sygnały, że ten mechanizm wykorzystuje się w konfliktach sąsiedzkich czy rodzinnych. Ale na to zezwalają zapisy ustawy, która nie ma nic wspólnego z państwem prawa, konstytucją czy w ogóle duchem systemu demokratycznego. Nowelizacja wprowadziła możliwość odebrania dziecka rodzicom przez urzędników, zanim zapadnie wyrok. Po protestach wpisano jedynie obowiązkową decyzję sądu w ciągu 24 godzin.

    Ale i tak to straszna i chyba nienormalna sytuacja, gdy urzędnik przychodzi do domu i po prostu zabiera stamtąd dziecko?
    Jeśli jest stosowana brutalna przemoc to powinno się odizolować jej sprawcę. W systemie przeciwdziałania przemocy w rodzinie pierwszym poszkodowanym jest dziecko, które wyprowadzane jest z domu w asyście policji i trafia do pogotowia opiekuńczego, gdzie spotyka wiele innych dzieci, w tym nastolatki, często niestety dotknięte demoralizacją. Co więcej ustawa pozwala zabierać dzieci nie tylko w przypadku podejrzenia przemocy fizycznej, ale również w razie zagrożenia zdrowia, co jest interpretowane jako złe warunki w domu. Źródła rządowe podawały, że co trzecie dziecko jest odbierane rodzicom z powodu biedy, co jest barbarzyństwem, szczególnie w obliczu pauperyzacji społeczeństwa zawinionej przez kolejne rządy. We wrześniu tego roku do Fundacji zgłosiła się po pomoc rodzina z Lubaczowa. Pani kurator pojawiła się tam w piątek przed południem z policją. Ojciec był wtedy w pracy. Matce odebrano czworo dzieci, nie przedstawiając rodzicom żadnego dokumentu. Dzieci zniknęły, rodzice miotali się między domem dziecka, OPS i policją, by ustalić co w ogóle się z nimi stało. Wyglądało to jak porwanie, tyle że dokonane przez urzędników w majestacie prawa.

    W tej sprawie, z tego co wiem, sąd podjął decyzję w ciągu 45 minut. Tylko na podstawie informacji kuratora, który uznał, że rodzice źle się dziećmi opiekują. To przecież czysty absurd!
    Rodzice nie zostali nawet powiadomieniu o rozprawie, która odbyła się tego samego dnia. Można powiedzieć, że w najważniejszej dla tej rodziny sprawie decyzję podjął sąd kapturowy.

    Przypadek z Lubaczowa nie jest z pewnością jedynym, o który informacje dotarły do Fundacji?
    Tak, jest ich o wiele więcej. Jakiś czas temu brałem udział w rozprawie w Brwinowie pod Warszawą gdzie dwie dziewczynki zostały zabrane sprzed domu, pod nieobecność rodziców. Tam również sąd potwierdził tylko informacje przekazane przez pracownika socjalnego. Młodsza z dziewczynek tak mocno przeżyła tę sytuację, że w pogotowiu niebezpiecznie schudła. Na szczęście sąd oddał dzieci rodzicom już na drugiej rozprawie, tej właśnie w której braliśmy udział. Uważam, że obecność w sądzie obserwatorów społecznych może w takich sytuacjach bardzo pomóc.

    Chory jest system, czy nadgorliwi urzędnicy, którzy traktują rodzinę podejrzliwie i na siłę szukają patologii?
    Trudno oceniać urzędników, którzy są tylko ludźmi. Cały system jest skonstruowany w ten sposób, że zamiast domniemania niewinności, fundamentu współczesnego systemu sprawiedliwości, jest domniemanie winy. Możemy pokusić się o stwierdzenie, że w Polsce postawiono rodziny poza nawiasem prawa. Każdy z nas, jeśli tylko żyje w rodzinie, może mieć założoną niebieską kartę na podstawie jednego donosu, złożonego przez nieżyczliwego sąsiada. Sąsiad nie poniesie żadnych konsekwencji, natomiast my nie będziemy początkowo nawet wiedzieli, że gromadzone są na nasz temat dane, do których dostęp ma szerokie grono urzędników lokalnego samorządu, policji, służby zdrowia. Biorąc pod uwagę, że już w Kodeksie Hammurabiego niesprawiedliwe oskarżenie ściągało karę na oszczercę, cofnęliśmy się cywilizacyjnie o kilka tysięcy lat.

    Jak można bronić się przeciwko ustawie, która ubezwłasnowolnia rodziców i z założenia przyznaje rację urzędnikom?
    Powinniśmy przede wszystkim znać prawa, jakie przysługują rodzicom, takie jak prawo zaskarżenia decyzji urzędnika odbierającego nam dziecko. Przede wszystkim jednak warto dążyć do uchylenia przepisów, które są według naszej wiedzy niekonstytucyjne. Nasza Fundacja chce doprowadzić do zaskarżenia ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie do Trybunału Konstytucyjnego. Niestety mimo obietnic nie zrobiła tego dotąd opozycja. Czekamy właśnie na wyznaczenie terminu spotkania z Rzecznikiem Praw Obywatelskich i z Ministrem Sprawiedliwości, który jako poseł wspierał początkowo nasz protest. Chcielibyśmy również uruchomić pomoc rodzinom poszkodowanym przez działania urzędników. Taki system powstanie jeśli tylko uda nam się zgromadzić odpowiednie środki, na zatrudnienie pracownika i pomoc prawną.

    Źródło:
    niezalezna.pl/35289-nasz-wywiad-rodzina-w-stanie-oskarzenia
    --
    Ne puero gladium!
  • sebalda 04.12.12, 16:17
    Jeśli chodzi o rodzinę z Lubaczowa, to sprawa miała się zgoła inaczej, niż to przedstawia przytaczany portal, bo dzieci były kompletnie pozostawione same sobie, matka wychodziła z domu na cały dzień i zostawiała je pod opieką najstarszej, 13-letnie córki, nie karmiła dzieci, nie płaciła rachunków, dzieci nie miały dostępu do kuchni ani łazienki, bo wyłączono im media (ojciec zarabiał ok. 2 tys.), kobieta była totalnie nieporadna, a dzieci przekazano do domu dziecka na wniosek tejże najstarszej córki, która miała dość takiego życia. Jej 9-letni brat żebrał pod sklepem. W końcu opieka społeczna zajęła się tą rodziną, pomogła wynająć normalne mieszkanie, bo to, w którym mieszkali, było tak zapuszczone, że nie nadawało się do zamieszkania (kobieta kompletnie nie zajmowała się utrzymaniem choćby podstawowych norm higieniczno-sanitarnych, młodsze dzieci mają po kilka lat, przypominam), dostali asystenta rodziny, który uczy tę kobietę, jak cokolwiek ugotować, posprzątać, ogarnąć. Ona nie prała na przykład ubrań, tylko wyrzucała i szła po następne do opieki społecznej.
    Jak się ogarną, dzieci dostaną z powrotem, młodsze chcą, choć podoba im się, że mają w ośrodku normalne warunki bytowe, swoje łożeczka i biurka, najstarsza niekoniecznie chce wracać.
    Tyle na temat wielkiej krzywdy wobec wspaniałych rodziców z Lubaczowa.

    >>Bo pytania, które mają na celu zasiać w czteroletnim (sic!) dziecku zwątpienie w nieskończoną dobroć i mądrość rodzicielską, podważyć to fundamentalne, dane od Boga zaufanie dziecka do własnych rodziców, są sprzeczne z kanonami pedagogiki.

    "Nieskończona dobroć i mądrość rodzicielska" czasami przejawia się w biciu, czasami w maltretowaniu, a czasami w wykorzystaniu seksualnym kilkumiesięcznego dziecka. Zdarzają się też przypadki, że z tej "miłości" kochany tatuś może "niechcący" zabić kilkumiesięczne dziecko, potrząsając nim i rzucając o ścianę. Takie dziecko też powinno mieć bezwarunkowe zaufanie dane od Boga do wlasnych rodziców??? I niestety często ma, więc cierpi w milczeniu, kochając swoich rodziców-potworów miłością bezwarunkową i szczerą:(
    Piszesz tak, jakby przemocy w rodzinie nie było wcale. A ona niestety jest i to w takich rozmiarach, o jakich nie masz bladego pojęcia, bo dzieci maltretowane są nie tylko w rodzinach patologicznych. Często w tzw. dobrych rodzinach zdarzają się przypadki tak strasznej przemocy psychicznej, że nawet trudno to sobie wyobrazić. W tej świętej, nienaruszalnej, cudownej komórce społecznej, rodzinie.

    Jeśli nie prawo, jeśli nie edukacja, to co Twoim zdaniem, Scher, ma pomagać przeciwdziałać tym zjawiskom? Co ma chronić ofiary przemocy w rodzinie???
  • scher 05.12.12, 01:33
    sebalda napisała:

    > Jeśli chodzi o rodzinę z Lubaczowa, to sprawa miała się zgoła inaczej

    A jeśli chodzi o dzieci z Brwinowa? Nie było nieludzkim okrucieństwem zabranie im rodziców?
    Wystarczy mi jedno dziecko skrzywdzone przez antyprzemocową utopię, bym orzekł, że od Złego ta utopia pochodzi.

    >> Bo pytania, które mają na celu zasiać w czteroletnim (sic!) dziecku zwątpienie
    >> w nieskończoną dobroć i mądrość rodzicielską, podważyć to fundamentalne, dane od Boga
    >> zaufanie dziecka do własnych rodziców, są sprzeczne z kanonami pedagogiki.
    > "Nieskończona dobroć i mądrość rodzicielska" czasami (podkr. moje) przejawia się
    > w biciu, czasami (podkr. moje) w maltretowaniu, a czasami (podkr. moje)
    > w wykorzystaniu seksualnym kilkumiesięcznego dziecka. Zdarzają się (podkr. moje) też
    > przypadki, że z tej "miłości" kochany tatuś może "niechcący" zabić kilkumiesięczne dziecko,
    > potrząsając nim i rzucając o ścianę.

    Czy w związku z tym mamy moralne prawo traktować każdą rodzinę jako podejrzaną, obejmując ją systemem instytucjonalnej inwigilacji? Kto jest wtedy odpowiedzialny za dzieci będące ofiarami pomyłek funkcjonariuszy tego nowego, "lepszego" ustroju? Kto zadośćuczyni im wyrządzone krzywdy i czy jest to w ogóle wykonalne?

    > W tej świętej, nienaruszalnej, cudownej komórce społecznej, rodzinie.

    Rodzina jako byt ontyczny i aksjologiczny jest najpiękniejszym darem dla dziecka, nigdzie indziej nie będzie dziecku lepiej. To najlepsze miejsce i najlepszy czas dla przeżywania dzieciństwa, najlepsze, co może dziecko w życiu spotkać.
    Nie zmienią tego nawet przypadki zezwierzęcenia niektórych rodziców.

    Wkraczać zdecydowanie w razie niewątpliwej, potwierdzonej w sposób zobiektywizowany krzywdy. Całą pozostałą ludzkość państwo ma pozostawić w spokoju i pozwolić jej swobodnie budować swoje szczęście.

    --
    Ne puero gladium!
  • sebalda 05.12.12, 16:37
    Nie masz bladego pojęcia o zasięgu przemocy w rodzinie. To nie są NIEKTÓRZY rodzice. A przemoc to nie tylko katowanie, gwałty czy zamordowanie dziecka.
    Jak chcesz zobiektywizować przemoc? Ile czasu taka obiektywizacja trwa? A przez ten czas dziecko nadal cierpi maltretowane na różne sposoby.
    Też uważam, że muszą być naprawdę dobre i sprawdzone sposoby badania sytuacji podejrzanej rodziny, ale znając skalę zjawiska i tak uważam, że sytuację w rodzinach należy monitorować, bo jest nieporównywalnie więcej przypadków maltretowania czy skrajnego zaniedbywania dzieci niż te jednostkowe przypadki pomyłek. Te zresztą często są nagłaśnianie jednostronnie, jak tego dowodzi rodzina z Lubaczowa.
    Rozumiem, że w myśl świętości rodziny jesteś przeciwnikiem edukacji na temat przejawów przemocy? Jak chcesz przeciwdziałać jej systemowo? Uważasz ten problem za tak marginalny, że nie zasługuje na to, by się nim zająć? Jedno dziecko skrzywdzone przez utopię bardziej Cię martwi niż tysiące bitych i maltretowanych w RODZINIE bezbronnych dzieci??? Widziałeś kiedyś statystyki policyjne???
  • scher 06.12.12, 11:07
    sebalda napisała:

    > Nie masz bladego pojęcia o zasięgu przemocy w rodzinie. To nie są NIEKTÓRZY rodzice.
    > Też uważam, że muszą być naprawdę dobre i sprawdzone sposoby badania sytuacji
    > podejrzanej rodziny, ale znając skalę zjawiska i tak uważam, że sytuację w rodzinach należy
    > monitorować

    W dobie postępu technicznego najlepiej byłoby w domach obywateli zainstalować podsłuchy i kamery (oczywiście na ich koszt, podobnie jak kasy fiskalne, bo przeciwdziałanie krzywdzie dzieci jest nie mniej ważne niż regularne płacenie podatków) oraz wprowadzić zasadę, że każde dziecko codziennie odbywa rozmowę profilaktyczną z nauczycielką w przedszkolu czy w szkole, odpowiadając na pytanie, czy od dnia ostatniego pobytu w placówce państwowej doświadczało ze strony rodziców przemocy fizycznej bądź psychicznej. Tym sposobem wzrośnie wczesna wykrywalność.

    Wprowadźmy też przetestowaną na przykład w Norwegii mentalność społeczną (celowo używam słowa: wprowadźmy, gdyż dysponujemy tu przecież odpowiednimi mechanizmami inżynierii społecznej), w której to mentalności dziecko jest własnością państwa. a nie rodziców.

    Następnie skończmy z mitem miłości rodzicielskiej jako gwaranta dobrostanu dzieci, bo jak uczy doświadczenie, są rodzice, którzy nie kochają, a nawet krzywdzą dzieci.
    Postuluję miłość rodzicielską zastąpić państwowymi kontraktami. Tak, zadaniowanie wychowawców naszych młodych obywateli państwowymi kontraktami pozwalałoby sprawować nam lepszą instytucjonalną kontrolę nad prawidłowością wykonywania przez wychowawców obowiązków służbowych wobec naszych dzieci, pozwalałoby też na natychmiastowe anulowanie kontraktu, gdyby ktoś próbował wychowywać dzieci niezgodnie z polskimi oraz europejskimi normami.

    --
    Ne puero gladium!
  • sebalda 06.12.12, 12:28
    Łatwiej wyśmiać i wypaczyć czyjeś zdanie, zrobić z niego karykaturę, niż odnieść się merytorycznie i normalnie do niego. Łatwiej wyśmiać czyjeś pomysły, niż zgłosić swoje, mądre i rzeczowe.
    Skąd ja to znam? Aaaa, z telewizji, radia i prasy, to typowe zachowanie pewnej naszej frakcji politycznej. Zdewaluować i skrytykować wszelkie poczynania przeciwników, w zamian nie dając nic lepszego. Typowe:P
    Masz lepszy pomysł na przeciwdziałanie przemocy niż edukacja i rozsądne monitorowanie??? Pytam serio. Ja nad tym łamię głowę od dawna, wiem, że przesadny nieraz model skandynawski czy amerykański nie jest idealny, ale nadal nie wymyśliłam nic lepszego. A Ty???
  • Gość: tuszeani IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.12.12, 13:10
    Idziecie oboje w skrajności.

    Zgadzam się niestety z tym, że cholernie trudno jest wypracować system, który z jednej strony będzie skutecznie chronić przed patologią, a z drugiej strony nie będzie pakować się z butami tam gdzie tej patologii nie ma. Nie wiem czy się w ogóle da.

    Ale obecnego systemu się boję. Podpisałam w żłobku zgodę na udział w programie "Dobry Rodzic Dobry Start" ale im więcej się zagłębiam, tym mam więcej wątpliwości czy słusznie. Przeczytajcie to:
    dobryrodzic.fdn.pl/czynniki-ryzyka-krzywdzenia-malych-dzieci
    Jednym z elementu tego programu (oprócz wielu innych, które wydają mi się niegroźne z punktu widzenia ingerowania państwa w rodzinę), jest zgłaszanie przez placówkę do Fundacji rodzin, w których zachodzą przynajmniej 3 czynniki z powyższej listy. Takie rodziny są kwalifikowane jako zagrożone przemocą i wymagające wsparcia. I tutaj już jest olbrzymie pole dla różnych nadgorliwców, którzy zdecydują, na czym to wsparcie ma polegać (bo może być całkiem niewinnie a może być całkiem groźnie). Ja mam akurat zaufanie do rozsądku naszego personelu żłobkowego, że wykorzysta to tylko w dobrym celu, dlatego nie bałam się podpisać. Ale tak z ręką na sercu, ile jest rodzin, które się do tego wsparcia nie łapią?

    P.S. Sher, dobrze że wróciłeś. Nie zgadzam się jak nie wiem z wieloma Twoimi wypowiedziami, ale jesteś ważną przeciwwagą dla najpopularniejszych na tym forum poglądów. Dopiero przy spojrzeniu z obu stron można sobie świadomie wyrobić własne zdanie na dany temat. Tylko nie daj się za często ponosić wścieklicy i zgryźliwości bo wtedy nie da się Ciebie czytać ;)
  • sebalda 06.12.12, 13:50
    Tuszeani, rozumiem Twoje wątpliwości, też mam ich wiele, nie wiem tylko w czym idę w skrajność. Jakbyś mi mogła to wyjaśnić, byłabym zobowiązana.
    Nie do końca też rozumiem, czego się bać w zwiazku z akcjami mającymi pomóc w walce z przemocą w domu, jeśli jest się dobrym rodzicem. Wyolbrzymiamy problem inwigilacji, moim zdaniem. Nie grozi nam przegięcie skandynawskie, bo jesteśmy krajem wyznaniowym i Kościół stoi na straży tego, by nikt nie ingerował zanadto w życie rodziny. Stoi na straży mentalnej głównie. Też nadmiernej, moim zdaniem. Kościół zamyka oczy na przemoc w rodzinie i nie daje żadnej alternatywy dla walki z nią. Zamiata problem pod dywan, tak jak Scher.
  • tuszeani 06.12.12, 14:25
    Co do skrajności - jutro, bo dziś za mało czasu już mam.

    Co do dobrego rodzica i niepotrzebnego strachu: wg mnie pies pogrzebany jest w tym, że właściwie nie wiadomo co to znaczy być dobrym rodzicem. Ja uważam że jestem dobrym, bo kocham swoje dziecko i dbam o nie w miarę swoich możliwości. Ale wg definicji z tej listy może jednak nie jestem w oczach systemu, bo np.: (1) mam dorywczą pracę, (2) w związku z tym wysoki poziom stresu, (3) mam słabe warunki mieszkaniowe, (4) przewlekle choruję ja lub mąż, (5) dziecko jest niejadkiem. I już wpadamy do szufladki "rodzina zagrażająca przemocą wobec dziecka". I nie chcę się bać, że jeśli trafi się jakiś bezmyślny nadgorliwiec, to pewnego pięknego dnia przyjdą do mnie trzy miłe panie w towarzystwie równie miłego pana policjanta i powiedzą że jesteśmy rodziną zagrażającą i dziecku będzie jednak lepiej w placówce niż w domu.
  • sebalda 06.12.12, 15:16
    Ale widzisz, to może nie być tak, że przyjdą i dziecko zabiorą. W artykule o rodzinie z Lubaczowa pojawia się coś takiego jak instytucja asystenta rodziny. Ta matka była totalnie niepozbierana, nie wiadomo czemu, ale ona nie miała żadnych, absolutnie żadnych kompetencji i zdolności do dbania o dzieci czy dom. Na wniosek najstarszego dziecka tam wkroczył sąd i zabrał dzieci do placówki opiekuńczej, ale potem kobiecie przydzielono tego asystenta, ktory uczył jej od podstaw najprostszych rzeczy, dostała pomoc materialną i organizacyjną i jest duża szansa, że te dzieci do niej wrócą.
    Takie rodziny "zagrożone" też nie będą może od razu rozdzielane, w założeniu tu chodzi bardziej o prewencję i pomoc takiej rodzinie, niż o zabieranie dzieci na dzień dobry.
    Takie są moje może naiwne wyobrażenia i pobożne życzenia.
    Z problemem przemocy trzeba coś zrobić, to dla mnie nie ulega wątpliwości. I o ile nadmierna inwigilacja i mnie wydaje się nieodpowiednia, o tyle odpowiednia edukacja od najmłodszych lat jest w moim odczuciu ważna i potrzebna. Oczywiście dostosowana do wieku dzieci.
  • mojemieszkanie24 09.12.12, 21:13
    tak, ma prawo o tym z dziećmi rozmawiać. Poczytaj PODSTAWĘ PROGRAMOWA ( jak widać jej nie znasz) I SIĘ DOWIESZ
  • scher 09.12.12, 23:05
    mojemieszkanie24 napisała:

    > tak, ma prawo o tym z dziećmi rozmawiać. Poczytaj PODSTAWĘ PROGRAMOWA

    Ja w podstawie programowej (Dz. U. 2012 nr 0, poz. 077) nie widzę konieczności nastawiania dziecka przeciwko rodzicom.

    --
    Ne puero gladium!
  • scher 09.12.12, 23:06
    poz. 977, nie 077.

    --
    Ne puero gladium!
  • anik801 11.12.12, 20:50
    Oczywiście,że ma prawo. Sama jestem nauczycielką i moim obowiązkiem jest jest interesowanie się tym, co się z dzieckiem dzieje(nie tylko w szkole).To nie jest żadne ingerowanie w prywatne sprawy. Zresztą dzieci same, nawet jak nikt ich nie pyta chętnie opowiadają o wydarzeniach w domu(czasem są to sprawy bardzo prywatne). Nikt ot tak nie biega i nie zgłasza sprawy na policję. A gdybym miała w nosie,że dziecko zgłasza problem,a potem coś by się stało? Jest Ci zwyczajnie wstyd i tyle. Gdyby chodziło o inne dziecko nie przeszkadzałoby Ci to, co mówiło. Jest Ci głupio i zastanawiasz się co sobie o Tobie pomyślą- nie martw się! Nic sobie nie pomyślą. A na pewno nic co mogłoby sprowadzić na Ciebie kłopoty. A jeśli według Ciebie bicie to są sprawy rodzinne, w które nikt nie powinien ingerować to gratuluję! Nawet nie zdajesz sobie sprawy ile nauczyciel wie o Tobie i Twojej rodzinie. Niestety choć nie chcemy stajemy się słuchaczami mimo woli. Dziewczynka mówi mi,że tata wczoraj podbiło oko jej mamie i mama dziś jej nie odbierze.Gdyby mi tego nie powiedziała nie wpadłabym na to nigdy. Dzieci w wieku przedszkolnym w większości są związane z nauczycielką emocjonalnie. Nikt ich za język nie ciągnie. Chyba nie myślisz,że nauczyciele chodzą za dziećmi i wypytują o szczegóły życia ich rodziców.
    --
    "Naga prawda edukuje prostytutkę!"
  • wilhelminaslimak 16.12.12, 14:26
    Może i miała prawo nauczycielka tak zapytać, ale czy miała prawo wierzyć we wszystko co dzieci mówią??
    Może 4-ro latki mają inaczej, ale mój 3-latek tak komfabuluje, że w ogóle nie można na jego opinii polegać. Także w sprawie bicia. Dodam, że nie stosujemy kar cielesny, nawet klapsów (chociaż znajomi twierdzą, że to tylko kwestia czasu:-)).
    W każdym razie np. karmię młodszego, wpada starszy z płaczem i mówi, że tata go uderzył. Dobrze wiem, że tata nie uderzył, bo tata był za ścianą i z tą swoją flegmą namawiał syna do zjedzenia kolacji, syn nie chciał więc sobie stworzył historię i przyczynę płaczu.
    Może za rok mu minie i nie będzie bajek opowiadał, ale jestem prawie pewna, że na podobnie postawione pytanie w przedszkolu odpowiedziałby z uśmiechem, że mama mnie bije.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.