• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego

Nastolatek - zachowanie w szkole Dodaj do ulubionych

  • 08.01.13, 13:55
    Poradźcie, jak powinnam postępować z 15 latkiem (II klasa gimnazjum).
    Uczy się dość dobrze, stara się, dużo czasu spędza nad lekcjami. Widzę, że mu zależy.
    Jest jednak problem z zachowaniem na lekcji. Rozmawia, jest prowodyrem wygłupów, pogwizduje na lekcjach, rzuca długopisem.
    Mam wrażenie, ze robi to po to, żeby się popisać. Kiedy pytam dlaczego tak się zachowuje; odpowiada: żeby było wesoło....
    Rozmawiam z nim, tłumaczę, że warto przestać się tak zachowywać. Jednak widzę, że już w trakcie rozmowy ze mną, niby się zgadza, ale nie ukrywa, że nie będzie zmieniał zachowania. Dodam jeszcze, że poza tym, nie sprawia problemów wychowawczych.
    Co teraz? Kara? Jaka? Kolejne rozmowy?
    Może spotkanie z pedagogiem?
    Doradźcie proszę.
    Edytor zaawansowany
    • 08.01.13, 14:31
      Ja bym zagroziła, ze jesli zachowania się będą powtarzały - to zmieni szkołę. Na klasę, gdzie bedzie "nowy", bez szans na bycie prowodyrem.
      --
      zpopk.blox.pl
      • 08.01.13, 15:26
        Verdano, też o tym myślałam......ale.......
        gimnazjum, do którego chodzi syn, jest jednym z lepszych w naszym mieście.
        Szkoła jest wymagająca zarówno pod względem nauki, jak i zachowania. Jest dyscyplina.
        Sądzę, że jak zagrożę zmianę szkoły, syn tylko będzie zadowolony, bo będzie wiedział, że pójdzie do szkoły słabszej i "luźniejszej".
        • 08.01.13, 15:45
          Hm, jaka to dyscyplina, skoro Twój syn rozrabia i przeszkadza na lekcjach?
          Jeśli syn będzie zadowolony ze zmiany szkoły, to być moze po prostu rozrabia, bo tej szkoły nie znosi. I wtedy tym bardziej nalezy zmienić szkołę na taką, w której będzie sie lepiej czuł. Może ta szkoła jest dla niego zbyt wymagająca i realizuje Twoje, a nie jego ambicje.
          --
          zpopk.blox.pl
    • 08.01.13, 15:56
      Domyśliłam sie:)
      Ale weź pod uwagę, ze on narazie demoralizuje się w dobrym towarzystwie... Nie demonizuj gimnazjów - po pierwsze ćpają we wszystkich gimnazjach, tylko te lepsze zamiatają sprawę pod dywan, bo jakże to - renomowane i problem? Po drugie nie wszystkie gimnazja to taki koszmar - nie ma tak, zę są dobre i renomowane, oraz dno i pół metra mułu.
      Jesli mogę zgadnąć (być moze niesłusznie) Twój syn był wzorowym uczniem podstawówki, a teraz jest gorzej niz przecietny.
      --
      zpopk.blox.pl
      • 08.01.13, 15:58
        Tzn, na tele klasy oczywiście, a nie obiektywnie - oceny moze mieć dobr, ale inni mają lepsze.
        --
        zpopk.blox.pl
        • 08.01.13, 16:05
          Dokładnie tak jest.
    • 08.01.13, 17:13
      trudneczasy napisała:

      > odpowiada: żeby było wesoło....

      Ja nie wiem, co się teraz z tymi dziećmi porobiło, nie mam na to dobrej recepty. Za wszelką cenę ma być "fajnie", "wesoło", ma być "fun". Coraz więcej uczniów traktuje szkołę (a nawet i dom) jak jakąś rzeczywistość nierzeczywistą, zabawową, nierealną, którą można "zaśmiać", prześlizgnąć się po niej.

      Ja bym spróbował nałożyć konkretne obowiązki, rozliczalne w "realu" - plus żelazna konsekwencja w ich egzekwowaniu. Odciąłbym na dłuższy czas od gier komputerowych i rzeczywistości wirtualnej, aby dziecko na powrót zmusić do życia w "realu", do doświadczania świata fizycznego, świata, który czasem boli, którego nie można obejść, uniknąć, "zabawić", uciec od niego, uciec od rzeczywistości.

      Może jakiś wolontariat w szpitalu? Niech się zetknie z cierpieniem, niech pozna, że rzeczywistość bywa trudna, a zabawa jest rzadkim przywilejem.
      Twój syn widać tego przywileju ma nadmiarze, no i porządki mu się pomieszały - normalny z ludycznym.

      --
      Ne puero gladium!
      • 08.01.13, 23:02
        Może jakiś wolontariat w szpitalu?
        Nikt ci 15-latka do szpitala na wolontariusza nie wpuści, nawet do schronisk dla psów biorą pełnoletnich.
        --
        -------------------------------------------------------------
        "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
        • 09.01.13, 08:20
          Już nie mówiąc o tym,że narażanie osób cierpiących na towarzystwo, które może mieć ich gdzieś, jest z lekka samolubne.
          Albowiem wolontariat - jak sama nazwa wskazuje - wymaga dobrowolności.
          --
          -------------------------------------------------------------
          "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
        • 09.01.13, 09:02
          morekac napisała:

          > Może jakiś wolontariat w szpitalu?
          > Nikt ci 15-latka do szpitala na wolontariusza nie wpuści, nawet do schronisk dla psów biorą
          > pełnoletnich.

          Zawsze może przychodzić jako zwykły odwiedzający, w uzgodnieniu z chorym i rodziną chorego. Jak się chce, to wszystko się da.

          --
          Ne puero gladium!
          • 09.01.13, 09:34
            Tyle, ze wtedy pacjent w hospicjium zostanie potraktowany nie jak człowiek, a jak rzecz, którehj się używa do reedukacji niechętnego nastolatka. Wyjątkowo niemoralne.
            --
            zpopk.blox.pl
            • 09.01.13, 12:29
              verdana napisała:

              > Tyle, ze wtedy pacjent w hospicjium zostanie potraktowany nie jak człowiek, a jak rzecz,
              > którehj się używa do reedukacji niechętnego nastolatka. Wyjątkowo niemoralne.

              Jest takie niebezpieczeństwo, to prawda.
              Dlatego gdybym się na coś takiego decydował, najpierw długo bym nastolatkiem rozmawiał. Nie posłałbym go zbuntowanego i niechętnego ludziom, którym ma pomagać.

              --
              Ne puero gladium!
              • 09.01.13, 12:32
                Tylko, jesli nastolatek ma pracować w hospicjum i jest do tego przekonany, to nie powinno to byc w ramach jego reedukacji, tylko czysto bezinteresownie.
                --
                zpopk.blox.pl
                • 09.01.13, 12:33
                  Ps - a mojej szkole była dziewczyna - wolontaruszka w hospicjum. Zachowanie w szkole - poniżej krytyki:) Ale fajna dziewczyna była, tyle, że akurat na zachowanie wolontarian jakoś nie pomaga.
                  --
                  zpopk.blox.pl
                  • 09.01.13, 16:34
                    verdana napisała:

                    > akurat na zachowanie wolontarian jakoś nie pomaga.

                    Ta dziewczyna sprawiała dokładnie te same problemy, co opisywany chłopak? Też miała ludyczny stosunek do rzeczywistości?

                    --
                    Ne puero gladium!
                    • 09.01.13, 17:07
                      Tak:) Ludyczny, jak była, olewacki, jak wagarowała.
                      --
                      zpopk.blox.pl
          • 09.01.13, 10:40
            super pomysl szurwo

            traktowanie chorego czlowieka jako narzedzia edukacyjnego dla wyluzowanych nastolatkow, zycze ci tej samej roli na starosc xD
            • 09.01.13, 12:15
              Dla mnie to bez sensu - zwłaszcza, jak mi dziecię - w gimnazjum zapalona wolontariuszka - opowiedziało, jak to panowie z jej szkoły wlali spirytusu do wody dla maratończyków. To jest mniej więcej ten poziom empatii - w życiu nie zaryzykowałabym posłania młodziana nieprzekonanego do samej idei wolontariatu do szpitala.
              Jeśli chłopak ma kłopoty z pozycją w grupie - lepiej byłoby chyba posłać na piłkę kopaną... niech tu się wykazuje. Podejrzewam, że dobrzy kopacze/sportowcy też są w cenie.
              --
              -------------------------------------------------------------
              "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
    • 08.01.13, 18:19
      Mój też taki był, do czasu. Łatka gaduły i klasowego pajaca ciągnęła się za nim jeszcze od podstawówki.
      W gimnazjum to samo... ale nie u wszystkich nauczycieli sobie pozwalał. Albo inaczej, nie każdy nauczyciel pozwalał włazić sobie na głowę. Po kilku skargach wychowawczyni powiedziałam, że nic nie mogę/nie mam mocy sprawczej - bo jak mam działać w momencie gdy mnie tam nie ma? Dodałam też, że to nie jajko i się nie stłucze jak potknie się i zobaczy że nauczyciel to nie kumpel ze szkolnej ławki. Trochę jak z pierwszakiem, ale no tak było. Na mojego podziałało kilka jedynek złapanych a to za złe zachowanie, a to za brak wiedzy bo czegoś nie dosłyszał, a to nie zanotował co zadane. Do tego ściemnił kilka razy. Wizja repety skutecznie oduczyła go pajacowania (sama zmiana składu klasy byłaby dla niego ciężką karą). Młody w końcu zajarzył, że jednak warto czasem przymknąć twarz i posłuchać co nauczyciel ma do powiedzenia. Fizykę pokochał tak, że teraz w liceum ma stypendium :D
      Tak od siebie dodam jeszcze, że 2 klasa gimnazjum to w ogóle ciężka była dla nas jako rodziców. Młody chyba poszukiwał siebie, trochę może autorytetów no i światopogląd mu się diametralnie wtedy zaczął zmieniać, gdyby nie mąż z którego zdaniem młody jednak liczy się bardzo, pewnie byłoby gorzej.
      On tak na wszystkich lekcjach, czy tylko na wybranych? Co wychowawczyni mówi? Lub nauczyciele? Może jakaś koleżanka z klasy wpadła mu w oko? ;)


      --
      Nie zatrudniaj fachowca - bądź
      bohaterem w swoim domu.
      • 08.01.13, 20:56
        !5 lat to cholernie ciężki wiek. Przypominają mi się informacje z Książeczki dla przestraszonych rodziców:) Popularność w grupie rówieśniczej dla chłopaka jest wtedy najważniejsza. Popisywanie się, pokazywanie, jaki jestem odważny, będę gwizdał na lekcjach, nie boję się nauczycieli - typowe. Znam bardzo wiele dzieciaków, które przechodziły ten etap. Kluczowe słowo: przechodziły. Czas przeszły. Jak ospa wietrzna, jak choroby wieku dziecięcego. Dzieci też odreagowują różne problemy w ten sposób. Niektóre stosując ryzykowne zachowania, eksperymentując z używkami i nie tylko takie:( Uważam pajacowanie za stosunkowo niegroźny objaw burzy hormonów i chęci pokazania się wśród rówieśników. Trzeba z młodym pogadać od serca, powiedzieć, że są inne sposoby wyróżniania się w grupie, mądrzejsze. Może ciekawe hobby?
        A w ogóle to dlaczego to jest taki wielki problem? Ma bardzo zły stopień z zachowania? Wielu nauczycieli się skarży? Czy na wszystkich lekcjach tak się zachowuje?
        I jeszcze uwaga: ja swoim dzieciom powiedziałam, że Marquez miał taki sposób, żeby się jak najmniej uczyć: uważać na lekcjach. Im więcej wyniósł z lekcji, tym mniej musiał pracować w domu. Moje dzieci wzięły sobie to do serca, serio, w domu prawie się nie uczyły, a średnią w gimnazjum miały zawsze w okolicy 5 (jedno z lepszych gimnazjów w W-wie). Syn w liceum się opuścił, ale to naprawdę trudna szkołą, tu już trzeba harować także w domu. Może powiedz o tym synowi, niech popróbuje, a jak się przekona, że warto, to mu wejdzie w nawyk:)))
        • 08.01.13, 21:29
          Zachowanie ma poprawne. Zresztą takie ma większość chłopców z klasy.
          W szkole trzeba się czymś wyróżniać "na plus", żeby mieć lepsze zachowanie.
          A mój syn owszem, wyróżnia się ale w drugą stronę.
          Nie na wszystkich lekcjach tak się zachowuje. Wie świetnie, który nauczyciel daje sobie wejść na głowę, a u którego za głośniejsze kichnięcie można dostać uwagę.
          Tak czy inaczej, jest cały czas na świeczniku, jako ten "zły".
          Oceny gorsze załapuje jak najbardziej, bo właśnie często nie usłyszał jaka była praca domowa, co trzeba przygotować itp. Wniosków żadnych nie wyciągnął.
          Rozmawiałam z nim dzisiaj ponownie. Ale jakoś chyba nie mam siły przekonania. Cały czas twierdzi, że fajnie jest się tak powygłupiać, że nie ma gdzie się z kolegami powygłupiać i pośmiać, więc robi to na lekcjach. Na moją sugestię, żeby wygłupiał się po lekcjach, umawiał w domu z kolegami - odpowiada, że po lekcjach to on ma dużo nauki, prac domowych, basen, więc nie ma czasu na spotkania......
          Może to odcięcie od kompa to dobry pomysł? Chociaż on w tygodniu nie spędza dużo czasu na komputerze.
          Mam wrażenie, że jak grochem o ścianę......
          '
    • 08.01.13, 21:27
      Oprócz powyższych rad zastosowałabym jeszcze scedowanie rozwiązania problemu na nauczycieli. Ale takie autentyczne, nie roszczeniowe. Pozwól zastosować nauczycielom wszelkie metody zdyscyplinowania ucznia, niech mają Twoje pełne poparcie na to.

      Nie mówię, że teraz nie mają tego poparcia, czy że im nie pozwalasz. Ale czasem tak jest, że nauczyciele potrzebują "zgody" rodziców.
      • 08.01.13, 21:53
        A ja mam wrażenie, ze chłopak ma problem i skupianie sie na tym "co zrobić , aby sie nie wygłupiał na lekcjach" jest - wybacznie "pudrowaniem syfa":)
        To dobry uczeń z podstawówki, z rodzicami, którzy są ambitni i swoje ambicje lokują w synu. Podejrzewam, zę jest jedynakiem, albo ajstarszym dzieckiem, mogę się oczywiście mylić. Dziecko, motywowane, zachęcane, pilnowane, dostało sie do elitarnego gimnazjum. I tu zaczynają sie schody.
        Chłopak wie, zę ma byc dobry, bardzo dobry, ze nauka to rzecz wazna, dla rodziny - fundamentalna. I okazuje się, że nagle wcale taki dobry nie jest, inni sa znacznie lepsi. Z bardzo dobrego ucznia zmienił się w przecietniaka. Szkoły nie lubi, podejrzewam, zę sam siebie juz też nie lubi. Mając 15 lat jest rozczarowany samym sobą, w tym wieku czuje, ze wcale nie jest taki zdeolny i wspaniały, jak dotychczas sądził Więc się wygłupia, przynajmniej w tym jest dobry.
        On nie potrzebuje dyscypliny, wolontariatu i postawienia do pionu. Potrzebuje szkoły, w której będzie miał szanse byc lepszy, w której doceni sie jego pracę. Sa tacy ludzie, któerzy jak Cezar wolą byc pierwsi w wiosce, niz drudzy w wielkim mieście.
        Jeszcze półtora roku mlody człowiek będzie systematycznie obniżał swoją samoocenę. Coś o tym wiem. Elitarne liceum odreagowywałam lata całe. Ja bym jednak zastanowiła sie, czy warto.

        --
        zpopk.blox.pl
        • 08.01.13, 22:06
          Verdano, syn wiedział, do jakiej szkoły idzie i chciał tam się dostać. Naprawdę w naszej okolicy pozostałe gimnazja są słabe pod każdym względem.
          Dużo z nim rozmawiam, zgadzam się, że to trudna szkoła, ale że doceniam jego wysiłek, jego chęci do nauki, to, że się stara.
          Nie mam też gwarancji, że jak go przeniosę do innej szkoły, to będzie zadowolony? Czy może będzie jeszcze gorzej, kiedy w klasie będą tylko tacy, którzy się wygłupiają?
          Kiedyś go zapytałam, czy by chciał zmienić szkołę. Odpowiedział, że nie.
          • 08.01.13, 22:59
            syn wiedział, do jakiej szkoły idzie i chciał tam się dostać.
            Ne przeczę, że chciał, ale być może jego oczekiwania minęły się z rzeczywistością.
            --
            -------------------------------------------------------------
            "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
    • 08.01.13, 23:34
      a ja uwazam, ze problem jest demonizowany. To nastolatek, ma prawo do sieczki w glowie.Jednoczesnie nie ma problemow z nauka, wiec w czym problem?
      Dac chlopakowi spokoj, wmacniac pozytywne zachowania chlopaka (chwalic za to, co dobre!),zamiast wymyslania durnych i nieskutecznych kar, a w miedzyczasie popatrzec w lustro i przypomniec sobie, jakim sie samym bylo nastolatkiem.
      Nie kazdy blazen i prowodyr klasowy wyrasta na psychopate i przestepce. Ba, odwaze sie stwierdzic, ze wiekszosc wyrasta na calkiem rozsadnych i fajnych doroslych.
      Rozmawiac z chlopakiem- ok, ale nie w stylu wymyslania kar i krytyki zachowania w klasie, ale w celu podkreslenia, co w nim jest dobre, czym naprawde warto imponowac i z czego wy, jako rodzice, jestescie dumni. Wzmacniac pozytywne zachowania, bo na razie wzmacnia sie negatywne ( zle zachowanie jest nagradzane uwaga nauczycieli, uwaga kolegow i uwaga rodzicow, budzi reakcje wszystkich, neatywne, ale zawsze, podczas gdy poprawne zachowanie przechodzi niezauwazone, jako cos oczywistego). Klasyka gatunku.
      Zapomnial wol jak cieleciem byl...
      Tego typu sytuacje zwykle bardziej swiadcza o nauczycieu i jego (nie)kompetencjach pedagogicznych, niz o uczniu.
      • 09.01.13, 16:53
        > Tego typu sytuacje zwykle bardziej swiadcza o nauczycieu i jego (nie)kompetenc
        > jach pedagogicznych, niz o uczniu.
        Mam takie same doświadczenia. Dopiero gdy nauczyciele młodego dostali ode mnie niejako zielone światło, że z nim trzeba "albo rybki albo..." to sytuacja najpierw się zaogniła a potem bardzo ładnie wyklarowała.
        --
        Nie zatrudniaj fachowca - bądź
        bohaterem w swoim domu.
      • 09.01.13, 20:22
        mruwa9 napisała:

        > a ja uwazam, ze problem jest demonizowany. To nastolatek, ma prawo do sieczki w
        > glowie.

        Niby z czego to prawo wynika? Widziałem wielu nastolatków bez sieczki w głowie.

        > Jednoczesnie nie ma problemow z nauka, wiec w czym problem?

        W zachowaniu?

        > Dac chlopakowi spokoj, wmacniac pozytywne zachowania chlopaka (chwalic za to, co
        > dobre!)

        To właśnie ciągłe pochwały i nadużywane wzmocnienia pozytywne, przy braku stanowczości, konsekwencji i umiejętności postawienia granic są często przyczyną zuchwałych zachowań dzieci.

        > Tego typu sytuacje zwykle bardziej swiadcza o nauczycieu i jego (nie)kompetencjach
        > pedagogicznych, niz o uczniu.

        To jest odwracanie kota ogonem. Nastolatek już ma ponosić odpowiedzialność za swoje zachowanie, szukać winy w sobie, a nie na zewnątrz.

        --
        Ne puero gladium!
    • Gość: xymena IP: *.ip.netia.com.pl 09.01.13, 09:06
      To mnie trochę ruszyło:
      "Cały czas twierdzi, że fajnie jest się tak powygłupiać, że nie ma gdzie się z kolegami powygłupiać i pośmiać, więc robi to na lekcjach. Na moją sugestię, żeby wygłupiał się po lekcjach, umawiał w domu z kolegami - odpowiada, że po lekcjach to on ma dużo nauki, prac domowych, basen, więc nie ma czasu na spotkania......
      On naprawdę tylko szkoła i dom? żadnych kumpli wieczorem, w weekendy? Może jakby wyżyłby się towarzysko poza szkołą, to w szkole by się uspokoił?
      • 09.01.13, 09:31
        Ależ na tym polega problem - chłopak nie ma na nic czasu, bo sie uczy. Tak własnie często działaja te dobre szkoły, zapominając, ze nastolatek nie maszyna.
        --
        zpopk.blox.pl
        • Gość: xymena IP: *.ip.netia.com.pl 09.01.13, 10:09
          Naprawdę mnie to przeraża. 15 lat to wiek, kiedy nastolatek "poszukuje siebie", swojego miejsca w grupie rówieśniczej, przyjaźni, pierwszych podrywów. Bynajmniej ja mam takie wspomnienia. Nie pamiętam wiele ze szkoły, ale pamiętam wygłupy do nocy na ławce pod blokiem, różne dziwne pomysły realizowane z koleżankami. I nie wiem, czy faktycznie mieliśmy o wiele mniej nauki? Zal mi tych dzieciaków. Nauka, nauka, ewentualnie zajęcia pozaszkolne dobrze zorganizowane i oczywiście "rozwojowe".
          Sama mam na stanie 9-latka, uwielbiającego towarzystwo, wygłupy, dla którego najlepszym momentem w szkole jest pobyt w świetlicy. I kiedy miałam okazję odebrać go zaraz po lekcjach był bardzo nieszczęśliwy, i na moje zdziwienie spytał: wolałabyś bawić się z kolegami czy sama w domu?
        • 09.01.13, 10:17
          Zgadzam się w 100% z Morekac. Uważam, że problem jest trochę demonizowany. To nie jest chuligan, nie gnębi słabszych, nie wagaruje, ale tylko się popisuje, co jest niezwykle typowe dla tego wieku. Kary i ciągłe strofowanie nic nie dadzą, zaostrzą konflikt, syn się zamknie w sobie, będzie tylko gorzej.
          Nie każde dziecko, które idzie do dobrego gimnazjum, spełnia oczekiwania rodzica. Jest wybór: słabe i dobre gimnazjum w okolicy, dziecko dobrze się uczy, dobrze zdaje egzamin, jaki byłby sens pójścia do gorszego gimnazjum? A teraz, jaka jest gwarancja, że zmiana gimnazjum poprawi sytuację? Nie poprawi, a pogorszy, bo w nowym gimnazjum tym bardziej będzie musiał się starać, by zdobyć popularność. W tym wieku popularność zdobywa się wygłupami. Nie zawsze, ale najczęściej.
          Zalecam dużo rozmów, pokazywania, że nieuważanie na lekcjach zmusza do większego wysiłku w domu, co się nie opłaca, tłumaczenie, że to brak szacunku dla trudu nauczyciela, dać przykłady, jak czuje się człowiek, któremu się przeszkadza. Jak na moje oko syn z tego wyrośnie, nie robiłabym z tego wielkiego problemu.
          • 09.01.13, 12:37
            Jako nauczycielka wolałam juuż czasem chamskich chuliganów, niz klasowych wesołków, rozwalajacych każdą lekcję. To JEST problem. Nie byłby, gdyby chłopak czasem sie wygłupiał, jak to w tym wieku i rozumiał, że to nie najlepszy pomysł, ale nie mógł sie powtrzymać. Tutaj mamy inny przypadek - on wygłupia sie specjalnie i nie ma zamiaru przestać. To moim zdaniem jest niepokojące.
            I w tym wieku wcale popularnosci nie zdobywa się wygłupami - wygłupami zdobywają ją dzieci odtrącone i zdesperowane, inne tego nie potrzebują. Klaowy wesłek wcale nie jest popularny, zazwyczaj klasa się śmieje, ale osobą raczej pogardza. I to też warto brać pod uwagę.
            --
            zpopk.blox.pl
            • 09.01.13, 15:10
              Verdano, masz sporo racji. Ja też zauważyłam, że takie zachowania często wynikają z braku poczucia pewności siebie dziecka, to ma ten brak zasłonić.
              A tak na marginesie, to czym zdobywa się popularność? Nie mówię o szacunku w grupie, ale o tej zwykłej popularności, w sensie posiadania jak największej grupy zwolenników w klasie, bycia lubianym przez większość. Nie wiem tego, bo ani ja, ani moje dzieciaki nigdy takie nie były, ale też nie zabiegały o to, bo wolały mniejszą, ale zgraną paczkę, wiem jednak skądinąd, że dla wielu, zwłaszcza chłopców, to jest ważne.
              • 09.01.13, 15:14
                Cholera wie, nigdy nie byłam popularna:)
                Problem w tym, ze to dążenie do "popularności" wydaje mi sie przeniesieniem amarykańskich wzorów. W Polsce raczej zawsze liczyła się przyjaciółka/przyjaciel, czy mała grupa znajomych.
                --
                zpopk.blox.pl
                • Gość: sebalda IP: *.medical-tribune.pl 09.01.13, 15:48
                  > Problem w tym, ze to dążenie do "popularności" wydaje mi sie przeniesieniem ama
                  > rykańskich wzorów. W Polsce raczej zawsze liczyła się przyjaciółka/przyjaciel,
                  > czy mała grupa znajomych.

                  Tu się kategorycznie nie zgodzę. Moim zdaniem to typowa cecha w tym wieku, szczególnie u chłopców. Poklask w grupie rówieśniczej. Dzieci dużo mi opowiadaly o takich przypadkach w ich klasach, zresztą literatura pełna jest takich przykladów:) I często są to nie tylko wygłupy, ale dużo poważniejsze zajścia. Takim integrującym zachowaniem jest prześladowanie kozła ofiarnego w klasie. I to jest dla mnie nie do przyjęcia, a nie wygłupy. Choć jeśli te wygłupy przekraczają pewne granice, faktycznie są nie ok.
                  Napisałaś Verdano, że nie wygłupami zdobywa się popularność, nadal zatem nie wiem, czym jeszcze.
            • 09.01.13, 16:50
              A co robiłaś by poskromić wesołków? Co jako nauczyciel robiłaś, żeby uczniowie nie rozwalali Ci pracy?
              Bo osobiście czasem nie wyrabiam szumu robionego prze czwórkę moich i zupełnie nie jestem w stanie wyobrazić sobie pracy w klasie, w której ktoś non stop pajacuje.

              --
              Nie zatrudniaj fachowca - bądź
              bohaterem w swoim domu.
              • 09.01.13, 16:58
                demonii.larua napisała:

                > A co robiłaś by poskromić wesołków? Co jako nauczyciel robiłaś, żeby uczniowie
                > nie rozwalali Ci pracy?
                No właśnie, to jest ważne pytanie. Dziś byłam u wychowawczyni. Okazało się, że mój syn jest jednym z wielu klasowych wesołków. Dowiedziałam się także, że wygłupianie się, niestosowne zachowanie ma miejsce na trzech przedmiotach. Na lekcji u pani wychowawczyni, syn oraz reszta klasy jest idealna.
                Wygląda na to, że częściowo problem tkwi także w nauczycielach, którzy nie potrafią ogarnąć klasy, postawić granic, a uczniowie wchodzą im na głowę. Nie rozumiem tego, bo syn mówi, że właśnie te trzy nauczycielki (które nie stawiają granic) lubi najbardziej.


                • 09.01.13, 17:11
                  Zaraz, zaraz - to czy Twój syn jest prowodyrem wyglupów na lekscjach, czy po prostu na lekcjach niektórych nauczycieli chłopaki się wygłupiają? To zdecydowanie nie jest to samo, nawet nie podobne:)
                  Mnie tylko dziwi, ze syn nie ma tyle empatii, by zrozumieć, ze jesli kogoś lubi, to przeszkadzanie mu jest co najmniej niefajne.
                  --
                  zpopk.blox.pl
                  • Gość: klucha IP: *.dynamic.mm.pl 10.01.13, 17:05
                    15-latek może bardzo lubić nauczyciela, który słabo sobie radzi w zawodzie. Być może mało wymaga, daje zbyt duży luz, jednym słowem daje sygnały, że u niego mozna więcej niż u innych, albo chce się z uczniami skumplować, gada głupie żarty, młodzi ludzie moga w takim przypadku sprawdzać, na ile mogą sobie pozwolić - jak wiadomo zdarzają się takie osobniki w szkole, którym uczniowie kubeł na głowę wożą:-) To, że takiego nauczyciela lubią, nie znaczy, że będą go szanować, ani kierować się empatią w stosunku do niego i nie przeszkadzać.
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.