Dodaj do ulubionych

Wyjazd bez dziecka

07.02.13, 12:52
Dzień dobry,
jakiś czas temu okazało się, że mam szansę wyjechać w "podróż życia" na 1,5 tygodnia.
Okazja niesamowita tym bardziej, że pojechałabym z mężem (dla nas to pierwsza od baaaaardzo długiego czasu szansa na spędzenie czasu tylko we dwoje).
Wszystko pięknie ale nie wiem, czy takie rozstanie nie będzie traumą dla córki (córka spędza dużo czasu ze mną, od pon. do pt. chodzi na 3 godziny do klubu malucha).
W momencie ewentualnego wyjazdu będzie miała 2 lata i 9 miesięcy.
Intuicja podpowiada mi, że będzie wszystko ok, zostanie z 11letnim bratem (mają bardzo dobry kontakt ze sobą) i z babcią, w najbliższym otoczeniu będą osoby, które mogą pomóc w opiece.
Babcię zna i bardzo lubi (nie mieszka z nami ale raz w miesiącu się widzimy).
Planowaliśmy, że babcia przyjedzie kilka dni przed naszym wylotem, pozna codzienne rytuały i "wgryzie się" w otoczenie ;)
Tak na prawdę, myślałam do tej pory, że wszystko będzie dobrze ale ostatnio usłyszałam, że powinnam zostać, bo mała przeżyje traumę, będzie ciągle płakać, nie poradzi sobie beze mnie i że jest za mała na takie rozstania, powinnam odpuścić wyjazd bo jestem matką.
Ja bardzo chcę jechać, taki wyjazd może się nie powtórzyć (za niewielkie pieniądze na drugi koniec świata :) no i okazja na romantyczne chwile tylko we dwoje).
Czy muszę z tego zrezygnować ?? Nie jest mi łatwo na samą myśl o rozstaniu ale zdrowy rozsądek podpowiada mi, że tragedii nie będzie - może się mylę?
Szanowni Eksperci bardzo proszę o opinie i poradę: czy taki wyjazd negatywnie odbije się na moich dzieciach?
dziękuję i pozdrawiam
Edytor zaawansowany
  • verdana 07.02.13, 13:12
    Traumę dziecko ma, jak na oczach dziecka cała rodzina wpada pod ciężarówkę. Albo dziecko jest w rejonie działań wojennych.
    Jak matka z ojcem wyjeżdżają na 1,5 tygodnia, zostawiając dziecko z kochającym bratem i babcią, to najwyżej dziecku może byc czasem wieczorem smutno. A moze i nie być.
    Traumą może też być rozwód rodziców, albo rozluźnienie więzi z powodu tego, że całe lata nie mogą spędzić czasu tylko ze sobą. Nie słuchaj idiotów. Jedź.
    --
    zpopk.blox.pl
  • Gość: domza2 IP: *.rzeszow.vectranet.pl 07.02.13, 17:58
    I jeszcze wielkie dzięki dla Verdany za przypomnienie czym jest trauma. Poniżej wklejam jeszcze kilka słów na ten temat, bo nadużywanie tego terminu na tym forum jest nagminne.

    "Współcześnie słowo „trauma” jest nadużywane. Ludzie mają tendencję do stosowania tego terminu do określenia różnych nieprzyjemnych sytuacji. Tymczasem trauma oznacza szok i poziom ekstremalnego stresu, który może doprowadzić do poważnych zaburzeń somatycznych i psychicznych. Stresory traumatyczne to sytuacje zagrażające bezpieczeństwu fizycznemu człowieka i wzbudzające uczucia strachu, przerażenia i bezradności. Do stresorów traumatycznych zalicza się wydarzenia katastrofalne, np. klęski żywiołowe i ataki terrorystyczne. Wydarzenia traumatyczne niejednokrotnie pozostawiają ślad w psychice w postaci urazu psychicznego"
  • Gość: dada IP: *.dynamic.chello.pl 10.02.13, 21:54
    To juz kwestia nomenklatury. Trauma, czy nie, chodzi o to, czy takie rozstanie nie wplynie na dziecko negatywnie. Dla przykladu: moj syn mial 16 miesiecy, kiedy zostalismy zaproszeni na wesele do innego miasta. Wszyscy radzili, zeby jechac bez dziecka. Wydawalo sie to rozsadne. Synek byl ufny, odwazny, nie mial problemow z rozsraniami. Pojechalismy. Maly zostal u dziadkow, z ktorymi mial swietny kontakt, widywal sie codziennie (opiekowali sie nim, kiedy bylam w pracy), przynajmniej 2 razy w tygodniu bylwal u nich w domu. Nie bylo nas 24 godziny. Dziecko zostalo chetnie, pomachalo nam, w ciagu tej doby nie plakalo, nic zlego sie nie wydarzylo. A jednak nastepnego dnia po naszym powrocie maly urzadzil dzika histerie w progu sklepu uniemozliwiajac mi wejscie do niego. Przez kilka kolejnych tygodni tak reagowal na kazda probe przekroczenia progu jakiegokolwiek pomieszczenia innego, niz wlasny dom. Jakby bal sie, ze go tam zostawie. Przez kolejne lata codziennie po kilkanascie razy pytal czy na pewno odbiore go z przedszkola a potem ze szkoly (tak, jeszcze na poczatku szkoly sie bal, mimo, ze nigdy sie nawet minuty po niego nie spoznilismy). Nie wiem, czy mozna to nazwac trauma czy nie, ale wiem, ze zostanie na dobe z ukochanymi dziadkami mojemu dziecku zaszkodzilo.
    Mysle, ze nikt na tym forum nie jest w stanie ocenic, czy autorka moze jechac, czy nie, jak zareaguje jej dziecko. Dzieci sa rozne i kazde inaczej by zareagowalo.
  • verdana 10.02.13, 23:22
    Czyli iunnymi słowy - nie można od dziecka oddalać się nawet na jeden dzień - do kiedy? Do ukończenia trzech lat? Pięciu? Siedmiu? A co jeśli sie ma więcej dzieci? Ile lat?
    Cóż, moja córka przżywała długo, gdy kazałam jej przez pięć minut stać w przedpokoju. Czy to oznacza, ze rodzice nie mają prawa ani na sekundę opuszczać dziecka przez całe lata?
    To, co opisujesz wydaje się czyms wiecej, niz tylko "porzuceniem". I podejrzewam jednak, ze w ciągu tej doby coś się wydarzyło, tylko o tym nie wiesz.
    --
    zpopk.blox.pl
  • agunia777 14.02.13, 17:12
    Moim zdaniem nic się nie stanie. Moja koleżanka ostatnio była w szpitalu przez 3 tyg: komplikacje w ciąży. Z jej 2 letnią córeczką została babcia, bo mąż był w delegacji. Mała normalnie się zachowywała, nie płakała. Jest ok
  • mruwa9 07.02.13, 14:12
    jedzcie i bawcie sie dobrze.
    Dzieciom krzywda sie nie stanie.
  • deszcz.ryb 07.02.13, 15:01
    Weź się nie wygłupia, to nie noworodek przecież. Jedź i baw się dobrze.
  • joshima 07.02.13, 17:04
    Córka nigdy nie zostawała na noc pod opieką babci? Jeśli nie to ja bym tak na głęboką wode nie skakała. To nie wyjazd do Koluszek, że możesz w każdym momencie się zwinąć i wrócić. Ja bym przynajmniej sprawdziła jak sobie radzą pozostawione razem na dobę (z noclegiem włącznie).

    No i czy rzeczywiście będzie to taki miły i romantyczny czas dla Ciebie jeśli Twoje obawy nie zostaną rozwiane?

    --
    JoShiMa

    Na świecie nie ma innych zjawisk, poza zjawiskami fizycznymi.
  • verdana 07.02.13, 17:06
    A co się dziecku stanie - najwyżej będzie tęskniło. Tęsknota to nie dźuma, alni nie trauma, ani nie uczucie, którego trzeba się wystrzegać jak ognia.
    Czasem warto nawet, aby dziecko parę dni tęskniło, a rodzice odpoczęli, jesli czują taką potrzebę.
    --
    zpopk.blox.pl
  • joshima 07.02.13, 17:09
    verdana napisała:

    > A co się dziecku stanie - najwyżej będzie tęskniło.
    No własnie. To nic takiego, kto by się bachorem i jego uczuciami przejmował. Kogo to obchodzi, że nie będzie mogło spać spokojnie i przez tydzień będzie płakało po nocach bo nigdy nie spało bez mamy a nagle zostało bez niej ana tak długo. No kogo to w ogóle obchodzi?

    --
    JoShiMa

    Na świecie nie ma innych zjawisk, poza zjawiskami fizycznymi.
  • verdana 07.02.13, 17:32
    Wiesz, nie przejmowanie sie, zę dziecko poteskni trochę za rodzicami pod dobrą opieką, nie jest nieprzejmowaniem się uczuciami dziecka. Jest akceptacją tego, że czasem nie ma nic złego w tym, jesli dziecko kilka dni potęskni za rodzicami, po prostu. I że nie jest to zadną krzywdą dla dziecka - rodzice nie mają obowiązku poświęcać absolutnie wszystkiego po to, aby dziecku nie było trochę smutno przez kilka dni.
    Rodzice, którzy uw3ażają, zę celem ich życia jest zapewnienie dziecku takiej sytuacji, aby nigdy nie było smutne, i poświecanie wszystkiego tylko temu celowi wcale nie wyprodukują szczęśliwego dziecka. Raqczej dziecko typu "dla ciebie poświęciliśmy wszystko, a ty...".
    Rozpatrywanie w formie nieszczęścia 1,5 tygodnia z babcią oznacza tylko to, że sama matka nie umie egzystować bez dziecka - nie odwrotnie.
    --
    zpopk.blox.pl
  • joshima 07.02.13, 19:04
    verdana napisała:

    > rodzice nie mają obowiązku poświęcać absolutnie wszystkiego
    A Ty po raz kolejny nie rozumiesz postu, który przeczytałaś i na który odpowiedziałaś.

    --
    JoShiMa

    Na świecie nie ma innych zjawisk, poza zjawiskami fizycznymi.
  • annakate 07.02.13, 17:34
    Joshima, gdyby prawdą było to, co piszesz, to dzieci matek, które np. lądują w szpitalu albo naprawdę muszą z jakiegoś powodu wyjechać miałyby psychike przeoraną w poprzek na całe życie. Z własnego doświadczenia powiem Ci, że tak nie jest. Ja pierwszy raz wyjechałam bez mamy - z dziadkami na letnisko jak miałam rok i jeździłam co roku aż do pójścia do szkoły, rodzice przyjeżdżali na jeden dzień co dwa tygodnie; moja córka pierwszy raz spedzała wakacje beze mnie mając niecałe 2 lata - tez dojeżdżałam, częściej wprawdzie, ale jednak od niedzieli do piątku mnie nie było. Obie mamy się znakomicie, żadna nie zwariowała.
  • mama303 07.02.13, 20:19
    Ja tam nie mogłabym wypoczywać, gdybym miała świadomośc że dziecko za mna bardzo tęskni.
  • Gość: domza2 IP: *.rzeszow.vectranet.pl 07.02.13, 17:45
    Jedź! Kto Ci nagadał, żeby nie jechać?
    Jesteś matką, zgadza się, więc nie opuszczasz dziecka na rok, a jedynie na 1,5 tygodnia. Fajny pomysł, by babcia się wgryzła. Może się okazać, że dzieci będą się tak fajnie bawić, że nawet nie zauważą, że już jesteś:).

    A co do uczucia tęsknoty - w całej rozciągłości zgadzam się z Verdaną. Naprawdę nie rozumiem, dlaczego celem rodzica ma być odcięcie dziecka od normalnych uczuć jak smutek, tęsknota.
  • joshima 07.02.13, 19:07
    Gość portalu: domza2 napisał(a):

    > A co do uczucia tęsknoty - w całej rozciągłości zgadzam się z Verdaną. Naprawdę
    > nie rozumiem, dlaczego celem rodzica ma być odcięcie dziecka od normalnych ucz
    > uć jak smutek, tęsknota.
    A dlaczego zaraz odcięcie? Czy nie można najpierw ostrożnie sprawdzić jak dziecko zniesie krótką jednodniową rozłąkę, skoro nigdy nie było w takiej sytuacji?

    --
    JoShiMa

    Na świecie nie ma innych zjawisk, poza zjawiskami fizycznymi.
  • Gość: domza2 IP: *.rzeszow.vectranet.pl 07.02.13, 19:42
    Oczywiście, można i warto sprawdzić, dlatego napisałam, że dobrze, by babcia się wgryzła. Jednak dziecko w dniu "testu" może zachować się inaczej niż w trakcie już właściwego wyjazdu. Dziecko nie robot, nie reaguje zawsze identycznie.
    Najważniejsze, że autorka jako mama czuje, że wszystko będzie ok, a ktoś nagadał, że matka itd. ma siedzieć itd. Intuicja i znajomość własnego dziecka jest najważniejsza. Jak zresztą pisze jedna z mam, o swoich dzieciach, że jedno można było zostawić spokojnie, a drugiego nie. Dodam, że ja w celach rekreacyjnych nie zostawiłam nigdy dziecka na dłużej niż jedną noc - było zresztą wtedy u babci. Gdy byłam w szpitalu, a dziecię było z ojcem to i tak nie mogłam wytrzymać. Dziecko tęskniło i gniewało się na mnie, mimo codziennych odwiedzin. Trwało to tydzień. Ale ja mam właśnie takie a nie inne dziecko i tak a nie inaczej jestem z nim związana. To wszystko jest kwestia indywidualna.
  • jola_ep 07.02.13, 18:01
    Myślę, że jest to pytanie, na które sama musisz sobie odpowiedzieć.
    Moja córa była takim dzieckiem, że nigdy nie zdecydowałabym się wyjechać na tydzień, gdy miała 2,9 lat. Ani wtedy, jak miała 4. Inna sprawa, że NIKT z rodziny nie podjąłby się tego z własnej, nieprzymuszonej woli. Każdy, kto miał ją okazję pilnować w okolicy wieczoru, wspomina to jako traumę ;)
    A ja wiedząc o tym, też bym nie wypoczęła.

    Ale za to mój syn był takim dzieckiem, że bez mrugnięcia okiem wyjechałabym na 1,5 tygodnia jak miałby 2,9 lat. Pewnie bym trochę tęskniła, ale to taka tęsknota wpisana w nasze życie i do zaakceptowania. Rodzina też by zbytnio nie opierała się przed opieką :)

    Całkiem możliwe, że częściej spotyka się dzieci w typie mojego syna.
    Ale to Ty najlepiej znasz swoje dziecko :)

    Pozdrawiam
    Jola
  • twitti 07.02.13, 19:29
    Zaczenij wczesniej ja przyzwyczajac. Wyjedzcie najpierw na caly dzien. POtem na dzien i noc. Potem na dwa dni. Tak bez przygotowania ja bym sie bala:)
  • kdys 08.02.13, 10:47
    Wyjechałam na takie wakacje z mężem jak nasz syn miał rok. Dziecko zostało z babcią i dziadkiem, traumy nie miało. Powiedziałabym nawet, że nie miał czasu tęsknić. Warto było wyjechać na taki urlop, żeby zadbać o związek z mężem. To był nasz drugi miesiąc miodowy. Dziecko jest ważne. Ale małżeństwo też jest ważne, a w codziennym trybie czasami umyka nam ta druga osoba w związku. I dlatego warto wyjechać.
  • forumowiczka.to.ja 09.02.13, 00:08
    A ja stoję gdzieś pośrodku tych wszystkich wypowiedzi.
    Bo z jednej strony:
    jak jest okazja, to trzeba korzystać. O małżeństwo trzeba dbać, taki wyjazd na pewno super sprawa, scali, przypomni fajne chwile. Dziecko zostawione z kochającą rodziną nie powinno tęsknić (i pewnie tak będzie ;-))

    Z drugiej strony:
    znam siebie i bym się myślami zabiła, czy zjadło, czy nie płacze, czy nie jest smutne. Poruszono tutaj ważny aspekt: dziecko dotychczas nie zostawało z nikim samo na tak długo (samo czyli bez rodziców). Gdybym wiedziała, że moje dziecko zostaje z babcia, jest ok, to może i spokojniej bym wyjechała. A Ty nie wiesz jak będzie. Pewnie, ze to nie trauma, ale jakieś zaburzenie poczucia bezpieczeństwa jest.
    Przyznam Ci się, że moje dziecko (ma 3 lata) zostaje czasami z ukochanymi babcią i dziadkiem, jest zadowolony, my też jak mozemy go zostawić to wiemy, że on tam lubi być i jest super. Ale 1,5 tygodnia...nie wiem, naprawdę nie wiem. Mój syn ma ogromne poczucie swojego domu, swojego łóżka itp. I jedna noc to frajda, coś innego, radocha. Ale kilka nocy mogłby zaburzyć jego rytm. Po prostu. Potem mogłabym mieć sto pytań do, zapewnień itp. Pamiętam jak kiedyś w nerwach powiedziałam mu, że jak nie chce ze mną iść i mówi, że mnie nie kocha to ja sobie pójdę do miasta i znajdę inne dziecko, które bedzie mnie kochać. On jeszcze chyba z miesiąc to wypominał, czy pójdę po inne dziecko, a co z nim się stanie itp. Glupota i banał wg jednych, wrażliwość dziecka wg innych.
    Znasz swoje dzieci, masz rozpisane kilka opinii, zdecyduj sama.
  • malasowa 09.02.13, 01:01
    Byłam w podobnej sytuacji, podobnej bo wyjechałam na 1,5 tygodnia i wtedy mój syn też miał 2,9, ale z nim został tata. Pewnie wiele osób powie w czym problem jak ojciec z dzieckiem zostaje, a ja jednak miałam obawy bo spędzałam z dzieckiem niemal 24h na dobę, byłam w nocy do utulenia itp. Nie chciałam żeby tęsknił, ale chciałam wyjechać.
    Myślę, że powinniście jechać, ale musicie się do tego przygotować nie tylko dla dziecka, ale też dla siebie po to, aby przez cały wyjazd nie myśleć o tym co dzieje się w domu.
    W zasadzie nie pisałaś czy mała nocowała u babci, ale jeśli nie dobrze byłoby gdyby kilka razy z nią została i to nie przed samym wyjazdem tylko już trochę wcześniej.
    Powinniście jej dokładnie wytłumaczyć, że Was nie będzie, że zostanie z babcią i bratem. Że będzie kilak nocy spała z babcią itp. Mój syn początkowo pyta,ł a dlaczego, więc mu wyjaśniałam dlaczego. A potem sam zaczął mówić- jak pojedziesz załatwić różne sprawy to ja z tatą... i wymyślał co będą robić. Jak pakował ze mną walizkę to mówił o tym moim wyjeździe jak o czymś normalnym i naturalnym
    Uważam, ze dużą rolę może nawet większą będzie odgrywał brat to on zna małą lepiej, zna jej przyzwyczajenia, rytuały. I to On jest jej bliższy niż babcia. Wiem, że On to też jeszcze dziecko, ale fajnie było by gdyby podczas waszej nieobecności był takim prawdziwym starszym bratem który we wszystkim pomoże.
    Mój syn nie tęskni,ł a przynajmniej nie pokazywał, że tęskni. Fajnie się bawił, codziennie rano pytał ile jeszcze dni mamy nie będzie,a poza tym nawet o mnie nie mówił. Ale po powrocie chyba z godzinę siedział u mnie na kolanach wtulony. A potem już bez problemu opowiadał mi co robili przez cały okres.
    Nie wiem dokąd Wy się wybieracie, ja miałam w hotelu internet który bardzo mi pomógł, miałam relacje na bieżąco, że jest wszystko ok i dzięki temu świetnie się bawiłam czego i Wam życzę :)
  • klarci 09.02.13, 02:50
    z początku wydawało mi się, że odpowiedź jest prosta, ale ...
    niecałe trzy lata, zaufana babcia, brat - to wszystko jest za wyjazdem. ale słuszna czyjaś uwaga - jeżeli dziecko nie nocowało nigdy bez Was 1,5 tygodnia to może być za długo. macie czas na 'przetrenowanie' sytuacji?
    ja akurat wylądowałam w szpitalu i wróciłam z małą 'konkurencją' ;), ale mój syn, wtedy 2,5 latek moim zdaniem bardzo przeżył rozstanie, najpierw na tydzień, potem na może 10 dni. po tygodniu był już "obrażony". no, ale ja zaznaczę, że doszedł element młodszego rodzeństwa i tego, że dziecko nie było przygotowane na takie rozstania.
    więc ja z perspektywy tamtych wydarzeń miałabym kłopot z odpowiedzią na Twoje pytanie. wydaje mi się, że musisz ocenić sytuację sama i jeżeli zdecydujesz się, to koniecznie popróbujcie noclegów u babci.

    syn na tą chwilę chętnie zostaje sam u dziadków na tydzień a nie ma jeszcze 4 lat. myślę, że związane jest to z tym, że jednak w domu nie ma szans poświęcić mu całej uwagi, którą ma u dziadków. ostatnio sam mówi, że bardzo chętnie zostanie na kilka dni, po których oczywiście z radością wraca do domu.
    nie wiem na ile tamta sytuacja z moim szpitalem się na nim odbiła, myślę, że mocno. ach, no i ja tęskniłam za nim okrutnie.
    nie wiem co to za wyjazd u Ciebie, może da się go odłożyć o rok? jeżeli nie, to sama zadecyduj.może babcia może przyjechać i u Was zająć się dziećmi? dla malucha, w tym wieku, to bezpieczniejsza opcja.
  • klarci 09.02.13, 02:53
    sorki za potłuczoną formę - jednak za późna pora na sensowne wypowiedzi ;)
  • Gość: Ada IP: *.b-ras2.lmk.limerick.eircom.net 09.02.13, 13:04
    Bardzo dobry pomysł to żeby babcia przyjechała 2-3 dni wcześniej i np. usypiała córkę, albo po prostu była obecna przy wieczornych rytuałach. 3 latce można już sporo wytłumaczyć. Np. moja lubi być dobrze poinformowana co ma sie zdarzyć, wtedy wie czego sie spodziewać. Zostaw list od Was do dzieci, który babcia może czytać kiedy Mała zatęskni. Dużo naklejek i kolorów, radosnych - mojej to pomagało przy moich trzydniowych dyżurach.... Znasz swoje dziecko, jeśli nie jest wielką bojaźliwą "przylepą", to jedźcie.... Ja dziecka do dwóch lat bym nie zostawiła żeby pojechać na wakacje , ale starsze i "kompatybilne" z lubianą bacią przy moim wielkim apetycie na wyjazd - tak.
    Moja 4 latka jedzie właśnie z tatą na 10 dni na drugi koniec świata. Właśnie wczoraj siedzialam do północy i pisałam liścik na każdą noc, kiedy się nie będziemy widzieć, na każdym napisałam krótką historyjkę o ulubionym bohaterze mojej córki plus dużo księżniczkowych naklejek. Wiem, że bedzie się domagała tych liscików co noc i jednocześnie będzie jej łatwiej sie orientowac ile brakuje żebyśmy sie zobaczyły ;-)
  • mamapodziomka 09.02.13, 14:36
    Ja bym nie zrezygnowala, o ile nie ma jakichs ukrytych problemow, o ktorych nie piszesz (dziecko adoptowane, po traumie, etc.) Obawialabym sie jedynie nieco, czy starszy syn nie bedzie mial zanadto przerypane, jesli mlodszy sie na nim uwiesi i bedzie chcial wszystko robic tylko z bratem. Akurat u nas tak jest, mlodsza daje sie soba zaopiekowac innym osobom, jesli starsza jest razem z nia. Z tym, ze wtedy tylko starszej wolno przewijac, usypiac, etc. Dlatego ja staralam sie to ograniczyc do naprawde niezbednego minimum, bo mi starszej bylo zal ;))) Ale mlodsza byla wtedy znacznie mlodsza od twojego synka, teraz ma troche ponad 2 i juz jest lepiej ;)))

    Jelsi masz mozliwosc to wyprobuj babcie ;)) troche wczesniej, bedziesz spokojnejsza, a reszta sie pouklada. Maly pewnie bedzie tesknil, mozecie wymyslic jak mu to ulatwic, dac zdjecie, zapewnic wiecej rozrywki niz zwykle, etc. Ale dzieci jezdzily z dziadkami i ciociami na wakacje, etc. od zarania dziejow i jakos to przezywaly ;))) i mialy frajde.

    A matce nie wolno opuscic dziecka nawet na sekunde tylko w okresie ciazy, poza tym jest wyposazone we wlasne pluca ;)))
  • rulsanka 09.02.13, 20:05
    Jedź. Nie testuj, po prostu jedź. Będzie dobrze. To tylko półtora tygodnia. Pogadacie sobie przez skypa i będzie git.
    O małżeństwo też trzeba dbać i o higienę psychiczną rodziców.
  • verdana 09.02.13, 20:08
    Z moich doświadczeń - młodsze dzieci ngdy nie czuły nsię same , gdy było przy nich starsze rodzeństwo.
    Poza tym pobyt z babcią, o czym wiele osób zapomina, może być niezapomnianą atrakcją.
    --
    zpopk.blox.pl
  • annakate 09.02.13, 21:21
    Coraz bardziej zdumiewa mnie tendencja, że komfort dziecka - czasem w rozmiarach rozdętych do absurdu- jest absolutnym priorytetem i wyznacznikiem postępowania całej rodziny, która powinna na uszach stanąć, żeby dziecko przypadkiem nie miało TRAUMY - bo zgłodnieje, bo zmarznie, bo zostanie na półtora tygodnia z babcią, bo będzie miało zaburzone poczucie własnej wartości, jak nie będzie miało tabletu na 4 urodziny... Naprawdę uważacie, że z chwilą pojawienia się potomka potrzeby rodziców - a zwłaszcza matki - schodzą już nawet nie na drugi tylko na ósmy plan? Że nietaktem jest nawet je głośno wyrazić?
  • forumowiczka.to.ja 10.02.13, 00:15
    annakate napisała:

    > Coraz bardziej zdumiewa mnie tendencja, że komfort dziecka - czasem w rozmiarac
    > h rozdętych do absurdu- jest absolutnym priorytetem i wyznacznikiem postępowani
    > a całej rodziny, która powinna na uszach stanąć, żeby dziecko przypadkiem nie m
    > iało TRAUMY - bo zgłodnieje, bo zmarznie, bo zostanie na półtora tygodnia z bab
    > cią, bo będzie miało zaburzone poczucie własnej wartości, jak nie będzie miało
    > tabletu na 4 urodziny... Naprawdę uważacie, że z chwilą pojawienia się potomka
    > potrzeby rodziców - a zwłaszcza matki - schodzą już nawet nie na drugi tylko na
    > ósmy plan? Że nietaktem jest nawet je głośno wyrazić?

    Zdecydowanie możesz swoje własne dziecko wychowywać tak jak nasi przodkowie, tuż po urodzeniu oddać mamce na wychowanie, ewentualnie zostawiać do wypłakania i zająć się obróbką w polu, ewentualnie oddawać do całodobowego żłobka. Za chwile przestanie Cię potrzebować, bo Twoje miejsce zajmą koleżanki, koledzy, komputery, zakupy, trawka. To przecież Twoje dziecko i Twoja sprawa.
    Po to czasy ewoluują, żeby czerpać z nowej wiedzy. Do pewnego wieku dziecko bardzo potrzebuje bliskości rodziców, czy tego chcesz czy nie. Nikt nie mówi o zdecydowanym postawieniu dziecka ponad wszelkie inne sprawy, mowa o sensownym, jak najmniej inwazyjnym załatwieniu wyjazdu.
    Tablet na 4 urodziny...kim się otaczasz to masz, jakie wartości wyznajesz takie przejmuje Twoje dziecko.
  • forumowiczka.to.ja 10.02.13, 00:08
    verdana napisała:

    > Z moich doświadczeń - młodsze dzieci ngdy nie czuły nsię same , gdy było przy n
    > ich starsze rodzeństwo.

    MIałam 7 lat kiedy wraz z 3 lata starszym bratem pojechałam na swoje pierwsze kolonie. Brat bawił się świetnie, ja tęskniłam, brata przenieśli do mojego pokoju żeby było mi raźniej, nie było. Po prostu tęskniłam. Obecność brata nie pomogła, mama musiała po mnie przyjechać i mnie zabrać.
  • mama303 10.02.13, 10:08
    forumowiczka.to.ja napisała:

    > MIałam 7 lat kiedy wraz z 3 lata starszym bratem pojechałam na swoje pierwsze k
    > olonie. Brat bawił się świetnie, ja tęskniłam, brata przenieśli do mojego pokoj
    > u żeby było mi raźniej, nie było. Po prostu tęskniłam. Obecność brata nie pomog
    > ła, mama musiała po mnie przyjechać i mnie zabrać.

    Ludzie czasem myslą że małe dziecko nie tęskni a ono nie potrafi poprostu tego wyrazić. Pies tęsni a co dopiero dzieciak mały.

  • mruwa9 10.02.13, 17:57
    tesknota jest normalnym uczuciem. Ludzkim. Niekoniecznie zlym.
    Dziecko nie zostaje w schronisku dla psow ani w domu dziecka. Zostanie pod opieka kochajacej babci. A ze poteskni? Jeszcze nie raz bedzie tesknic. Tego tez sie trzeba nauczyc. Zwlaszcza, ze istnieja telefony, skype. A rodzice przeciez wkrotce wroca.
    Ja rozumiem idee rodzicielstwa bliskosci, ale nie mozna tak histerycznie kwoczyc, ani na sekunde ne wypuszczajac pisklat spod skrzydel, bo tylko matka jest w stanie dac dziecku szczescie, a cala reszta swiata, z ojcem i dziadkami wlacznie, to psychopaci, czyhajacy tylko na okazje, zeby skrzywdzic dziecko.
  • mama303 10.02.13, 18:44
    Tęsknota podobnie jak smutek jest negatywnym uczuciem. Nie trzeba go chyba sztucznie wywoływać.
  • verdana 10.02.13, 18:48
    Nie jest uczuciiem negatywnym. Nie jest też "sztucznie wywoływana", tylko jest reakcją na naturalną co pewien czas nieobecność rodziców. Chroniąc dziecko przed tesknotą, chronimy je też przed pozytywnymi uczuciami - na przykład zrozumieniem, ze babcia też jest fajna, ze też jest kimś bliskim, z kim można pobyć, ze ludzie są różni i przy kazdym dzień wygląda trochę inaczej, że można być bez mamy i dobrze sie bawić.
    --
    zpopk.blox.pl
  • mama303 10.02.13, 20:13
    verdana napisała:

    > Nie jest uczuciiem negatywnym. Nie jest też "sztucznie wywoływana", tylko jest
    > reakcją na naturalną co pewien czas nieobecność rodziców.

    ale to nie jest naturalna i konieczna nieobecnośc rodziców, jak wytłumaczyc to dziecku, które np. chciałoby pojechac z rodzicami i nie rozumie dlaczego nie może....?
  • mruwa9 10.02.13, 21:03
    Bardzo prosto. Istnieja aktywnosci i zajecia, ktore nie sa przeznaczone dla dzieci. Tak, jak mama nie zostaje z dzieckiem na urodzinach u kolegi z przedszkola, a dziecko nie chodzi z mama do pracy, tak samo z innymi aktywnosciami i sytuacjami.
    Pewne sprawy sa zastrzezone dla dzieci, inne dla doroslych. Dzieci nie musza rodzicom towarzyszyc zawsze i wszedzie. Czasem wrecz nie powinny.
  • mama303 10.02.13, 21:10
    I wyjazd na super wakacje nie jest przeznaczony dla dzieci? Ciekawe....
  • mruwa9 10.02.13, 21:13
    nie, jesli jest zwiazany z dluga, uciazliwa podroza, trudnymi warunkami bytowymi, wedrowkami zbyt intensywnymi dla malucha, ktory z calej imprezy i tak niewiele zrozumie i niewiele zapamieta.
  • mruwa9 10.02.13, 21:04
    verdana napisała:

    > Chroniąc dziecko prz
    > ed tesknotą, chronimy je też przed pozytywnymi uczuciami - na przykład zrozumie
    > niem, ze babcia też jest fajna, ze też jest kimś bliskim


    oraz przez rownie pozytywnym uczuciem, jak to jest cudownie spotkac sie z rodzicami, gdy juz wroca.
  • mama303 10.02.13, 21:13
    mruwa9 napisała:

    > oraz przez rownie pozytywnym uczuciem, jak to jest cudownie spotkac sie z rodzi
    > cami, gdy juz wroca.

    pokrętna logika :-) na tej zasadzie zostawiajmy dziecko jak najczesciej - bedzie miec wiele radosci jak bedziemy juz wracać
  • mruwa9 10.02.13, 21:19
    no i zostawialismy: w przedszkolu. Codziennie.
    Nie wiem, jak dla twoich dzieci, ale moje cieszylo sie, gdy szlo do przedszkola (bo mialo swoj wlasny swiat i kolegow, z ktorymi ciekawie spedzalo dzien) , oraz cieszylo sie, gdy juz moglo isc do domu, do mamy, taty, swojego pokoju.
    Tyle pozytywnych doswiadczen kazdego dnia..
  • mama303 10.02.13, 22:01
    mruwa9 napisała:

    > no i zostawialismy: w przedszkolu. Codziennie.

    Ale chyba nie z powodu euforii na spotkanie z rodzicami po przedszkolu :-)

    > Nie wiem, jak dla twoich dzieci, ale moje cieszylo sie, gdy szlo do przedszkola

    Moje zawsze wolało zostac w domu gdyby jej dac wybór.Zawsze tez bardzo chciało z nami jechać na wakacje i cieszyła się bardzo na sama myśl wiec nie bardzo wyobrażam sobie zostawic ją i samej sie dobrze bawić.
  • nick_ze_hej 10.02.13, 10:29
    Też uważam tak jak joshima i część forumowiczek. Absolutnie nie powinnaś wyjeżdżać. Nie powinnaś też dziecka posyłać do przedszkola. 8 godzin bez ciebie wywoła traumę i unieszczęśliwi je do końca zycia. Zapewnij mu też nauczanie domowe w zakresie 1 - 6 klasa. Jak wyjdzie za mąż to wprowadź się do młodych i śpij w ich sypialni, bo a nuż zięć narazi ją na traumę;)
    Świat zwariował, a Wy wychowujecie kaleki nie przystosowane do samodzielnego życia.
    Słuchaj Verdany, bo to mądra kobieta jest, kilkoro dzieci wychowała i jest praktykiem, a nie teoretykiem po kilku pseudo poradnikach kiepsko przetłumaczonych na polski.
  • mama303 10.02.13, 10:55
    nick_ze_hej napisał:

    > Świat zwariował, a Wy wychowujecie kaleki nie przystosowane do samodzielnego ży
    > cia.

    Moja jest bardzo przystosowana do życia, wygadana, samodzielna, odważna. Nie przyszło nam do głowy z mężem wyjeżdżać samym na wakacje. Jesteśmy teraz trzyosobową rodziną i kazda okazje wykorzystujemy na wspólny odpoczynek. Pewnie kiedys córka nie bedzie chciała wyjeżdżac z nami i wtedy sobie wyjedziemy sami.
    Co innego jakas koniecznośc, wyjazd służbowy....ale odpoczynek tylko razem.
  • Gość: domza2 IP: *.rzeszow.vectranet.pl 10.02.13, 11:47
    Mama03, ja myślę tak samo i wszędzie wyjeżdżamy razem, skoro teraz stanowimy już rodzinkę. Ale innym bym tak bardzo wyjazdu we dwoje nie odradzala. Wszyscy sie roznimy i nasze dzieci tez sie roznia. a taki wyjazd dla malzenstwa tez jest bardzo wazny.
  • nick_ze_hej 10.02.13, 11:49
    Jeśli teraz nie odczuwacie potrzeby sam na sam z mężem, bycia choć na krótko tylko mężem i żoną, a nie rodzicami, to w przyszłości owszem wyjedziecie sami ale w pojedynkę.
  • verdana 10.02.13, 16:29
    Bo ludzie są różni. Jesli para absolutnie nie odczuwa potrzaeby bycia razem, bez dziecka, ani przez tydzień w roku - to OK, może nigdzie bez dziecka nie wyjeżdząc. Choć dla mnie 7-8 lat , gdy ani razu nie było się przez parę dni sam na sam może (choć nie musi) doprowadzic do sytuacji, że bez dziecka para nie będzie umiała funkcjonować. I po tych latach sie okaże, ze dziecko rodziców już nie potrzebuje, ale oni jego - tak.
    Ale jezeli para odczyuwa potrzebę bycia razem, bez dziecka, przez tydzień czy dwa, jeśli chce poświecić czas tylko sobie, a nie dziecku, to dla mnie jest to potrzeba, którą trzeba realizować, nawet kosztem tęsknoty i chwilowego zmartwienia dziecka. Bo małżeństwo, dobre małżeństwo jest fundamentem takze szczęścia dziecka. Nie mówiąc już o tym, ze szczęścia nas samych, a to jest waqżniejsze, niz tydzień tęsknoty za mamą.
    --
    zpopk.blox.pl
  • mama303 10.02.13, 16:55
    odczuwamy potrzebe bycia sam na sam i bywamy ale nie musimy aż wyjeżdżać w tym celu i zostawiac dziecka. Moi rodzice wyjeżdżaja sobie sami we dwoje teraz na emeryturze.
  • verdana 10.02.13, 18:46
    Tak, tylko sporo par na tej emeryturze nie ma już absolutnie o czym rozmawiać. Jesli przez wiele lat mieli dla siebie najwyżej wieczór, a swobody, takiej pełnej, bez mozliwości, zę dziecko bedzie czegoś chciało - wcale.
    --
    zpopk.blox.pl
  • jola_ep 10.02.13, 19:35
    > Tak, tylko sporo par na tej emeryturze nie ma już absolutnie o czym rozmawiać.

    A może to nie dziecko tu winne?
    Czy nie można być ze sobą, nawet mając małe dzieci?

    Ja zdecydowanie byłam (i pewnie jestem ;) ) matką-kwoką. I wcale mi to nie przeszkadzało w podkreślaniu, że jak ważny jest dla mnie mój mąż :)

    Trafiło mi się pierwsze dziecko-przylepiec. Nie wiem, czy wymagania co do bliskości większe, czy zdecydowany charakter. A może jedno i drugie :)

    A niech tam, wyłamię się: tak, łączyła nas z córą więź. Unikatowa. Wzmocniona długim karmieniem, wspólnym spaniem. Był taki okres, gdy ona musiała do mnie być przyklejona... choć palcem. No, chyba że spała. Chusta byłaby cudownym rozwiązaniem, ale wtedy nie miałam do niej dostępu. Tak - ideał mojej córy: noc ze mną, dzień w chuście.

    Wyrosło z niej dziewczę wybitnie samodzielne :) I w zasadzie najtrudniejsze byłoby dla mnie to, że ja musiałam jej w tym dorastaniu towarzyszyć: wypuszczać ją, nie zatrzymywać przy mnie. Choć było mi w tym bliskim macierzyństwie dobrze :)

    Byłoby: ale ja miałam swój świat, pracę, zainteresowania. I przede wszystkim mojego męża. Nasz związek rozwijający się, zmieniający, dostosowany do warunków. Spałam z dziećmi, ale wiadomo było, że miejsce przy tacie zajmuje mama :) Mało było tematów, których nie mogliśmy poruszać przy dzieciach. To moje przyklejone dziecko nauczyło mnie, jak pamiętać o sobie i moim pierwszym, ukochanym facecie :) O SOBIE. Nowe hobby, czas tylko dla mnie. Mąż podpatrywał u mnie, ja u niego. Bo jak jedno czymś się zainteresowało, to i to drugie w to wchodziło. Nie zawsze oczywiście ;)

    Od dobrych paru lat dzieciaki już "odpadły". Potrzeba bycia z rodzicami nie jest tak silna, aby przeważyła trudy przedzierania się przez las z rowerami ;) I o to mniej więcej chodzi w rodzinie. Nie jesteśmy najważniejsi, najważniejsze nie są dzieci. Wszyscy są jednakowo ważni. My, jako dorośli mamy swój rozum, aby rozsądzić, co dla rodziny będzie najkorzystniejsze. Tęsknota dziecka? Jak duża? Mój syn był do mnie mniej przywiązany, a ja to czułam i bez problemu wyjechałam z mężem na parę dni, jak miał 2,5. Córę próbowaliśmy zostawić na wieczór/noc, jak miała cztery lata. Przeczucie sprowadziło mnie wcześniej (czasy sprzed telefonów komórkowych). Dlatego do tego nawiązuję: trzeba znać swoje dziecko. I na tej podstawie podjąć decyzję.

    Pozdrawiam
    Jola
  • forumowiczka.to.ja 10.02.13, 23:04
    Żeby być razem nie trzeba od razu jeździć samemu na wakacje, ferie i co tam jeszcze. Dziecko to nie znajda, jak mam ochotę to się opiekuję, jak nie mam to sobie wyjadę, podrzucę komuś dziecko bo jestem "taka zmęczona". Przecież samemu wyjść można nawet na 3 godzinki na kolację raz w miesiącu, albo do kina, w tym czasie babcia może się zaopiekować, albo sąsiadka posiedzieć.
    Nie wiem jak bym miała synowi wytłumaczyć, który od zeszłego roku pamięta wakacje, wspomina, opowiada, że mama jedzie z tatą a on nie.
    Przecież to takie ciasne bycie razem to tylko kilka pierwszych lat, potem zaczynają się kolonie, ferie i wtedy jest to czas rodziców. Dlaczego ludzie płodzą dzieci, a potem dopiero myślą, że jednak się nie spełnili zawodowo, że jednak chcą być aktywni bez dziecka, i jeszcze dorabiają do tego teorię, że tęsknota to norma, wręcz pozytywne uczucie? A w ogóle dziecku wszystko jedno z kim zostanie, bo babcia to frajda. Osobiście jestem jednak za tym "beznadziejnym" modelem wychowania, czyli po prostu bycia. Z dzieckiem, przy dziecku, przynajmniej na początku. W obecnych czasach i tak nie da się być z dzieckiem zbyt wiele, bo pracujemy, posyłamy do żłobka/przedszkola, więc ono siłą rzeczy sporo jest bez nas.
    A potem właśnie jest zdziwienie, jak dziecko ma lat 12 i matka to dla niego kosmitka. No ale kim ma być, skoro dotychczas ona więcej bywała, niż była?
  • mruwa9 11.02.13, 19:25
    kwestia jednego wyjazdu w ciagu 3 lat zycia dziecka, a ty roztaczasz wizje porzucenia i opuszczenia.Nie zagalopowalas sie troche?
    I slyszalas powiedzonko, ze mozna zaglaskac kota na smierc?
    Wielu wspolczesnych rodzicow nic innego nie robi, tylko w imie rodzicielstwa bliskosci i histerycznego chronienia dziecka przed stresem, zaglaskuje je na smierc. Uszczesliwia swoja osoba 24 godziny na dobe, latami, przedszkole to zlo a zlobek to wymysl szatana. A potem na forum pojawiaja sie posty o rozwydrzonych, zlosliwych 3-4-5-latkach, z ktorymi matki (w imie dobra dziecka niepracujace) sobie nie radza. A dzieciom jest niedobrze z nadmiaru tej uwagi, z nadmiaru matki, z braku towarzystwa rowiesnikow, z braku plodozmianu socjalnego.
  • forumowiczka.to.ja 11.02.13, 21:41
    mruwa9 napisała:

    Uszczesliwia swoja osoba 24 godziny na dobe, latami, przedszkole to zlo a z
    > lobek to wymysl szatana. A potem na forum pojawiaja sie posty o rozwydrzonych,
    > zlosliwych 3-4-5-latkach, z ktorymi matki (w imie dobra dziecka niepracujace) s
    > obie nie radza. A dzieciom jest niedobrze z nadmiaru tej uwagi, z nadmiaru matk
    > i, z braku towarzystwa rowiesnikow, z braku plodozmianu socjalnego.

    No nie wiem, ale na moje oko to Ty układasz dramat. Bo ja wyraźnie niżej piszę, że obecnie nie da sie być blisko dziecka za dużo, bo pracujemy, dzieci chodzą do żłobka/przedszkola. Poza tym sama pracuję, mąż też, dziecko chodzi do państwowego żłobka więc nie wiem co dało Ci powód żeby brać mnie za nadopiekuńczą, zakompleksioną niekochaną mamę? Trzeba czytać ze zrozumieniem, do tego odnosić się do konkretnych wypowiedzi i nie dopowiadać sobie, a będzie dobrze.
  • mama303 12.02.13, 21:47
    mruwa9 napisała:

    > kwestia jednego wyjazdu w ciagu 3 lat zycia dziecka, a ty roztaczasz wizje porz
    > ucenia i opuszczenia.Nie zagalopowalas sie troche?

    Dziecko w tym wieku czesto nie ma poczucia czasu.

    > A dzieciom jest niedobrze z nadmiaru tej uwagi, z nadmiaru matk
    > i, z braku towarzystwa rowiesnikow, z braku plodozmianu socjalnego.

    W tym wieku to raczej dzieciom ciagle za mało rodziców /zwłaszcza tych pracujacych/ a rówieśnicy sa jeszcze mało potrzebni.
  • mruwa9 12.02.13, 22:18
    2-3-latkom BARDZO potrzebne jest towarzystwo rowiesnikow.
    Przynajmniej tym znanym mi.
  • mama303 12.02.13, 22:58
    mruwa9 napisała:

    > 2-3-latkom BARDZO potrzebne jest towarzystwo rowiesnikow.
    > Przynajmniej tym znanym mi.

    Wydaje Ci się
  • jola_ep 13.02.13, 05:42
    Z tego co wiem, potrzebne jest towarzystwo rówieśników, ale z zachowaniem bezpiecznej "bazy". Czyli matka, babcia, bliska dziecku opiekunka będąca w pobliżu . Myślę, że niewielkie przedszkole też by mogło się w ten schemat wpisać. Ale większa grupa przedszkolną z jedną panią już nie.
  • mama303 10.02.13, 20:18
    verdana napisała:

    > Tak, tylko sporo par na tej emeryturze nie ma już absolutnie o czym rozmawiać.
    > Jesli przez wiele lat mieli dla siebie najwyżej wieczór, a swobody, takiej pełn
    > ej, bez mozliwości, zę dziecko bedzie czegoś chciało - wcale.

    No bywa i tak i to niezależnie od tego czy rodzice wyjeżdżali sami w młodosci czy nie.

  • joshima 10.02.13, 16:36
    > Też uważam tak jak joshima i część forumowiczek. Absolutnie nie powinnaś wyjeżd
    > żać.
    Czytanie ze zrozumieniem to bardzo trudna sztuka. Ucz się i ćwicz. Może kiedyś ją posiądziesz :)

    --
    JoShiMa

    Na świecie nie ma innych zjawisk, poza zjawiskami fizycznymi.
  • mapola 10.02.13, 21:27
    Bardzo dziękuję za opinie, nie jestem w stanie odnieść się do wszystkich wypowiedzi ale Verdana pisze to, co ja w głębi duszy i z wyrzutami sumienia (tak wiem, to chore) czuję. Wszystkie wypowiedzi czytam bardzo uważnie.
    Na wcześniejsze próby z rozstaniem na jedną noc niestety nie ma opcji (babcia mieszka daleko a w otoczeniu rodziny nie mamy).
    Córka jest przylepą, dużo czasu spędza ze mną i dlatego mam dylematy. Zdaję sobie sprawę, że mała może na początku popłakiwać ,może ale nie musi.
    Starszy brat - jestem przekonana, że stanie na wysokości zadania, jest odpowiedzialnym i mądrym chłopakiem a i nagrodę też pewnie za opiekę sobie wynegocjuje ;)
    Do tej pory nie rozstawaliśmy się na dłużej (pomijając tydzień, kiedy leżałam w szpitalu, wtedy była z ojcem, kiedy miała rok została z ową babcią na tydzień), jest spokojnym i kontaktowym dzieckiem bez traumatycznych doświadczeń :)
    Słowa "trauma" użyłam z pełną świadomością, zdaję sobie sprawę, że jest to określenie na wyrost - chciałam podkreślić moc słów osoby, która kategorycznie mi wyjazd odradza.
    Co do wyjazdów rodzinnych: jeździmy wszędzie razem, tysiące km zaliczyliśmy wspólnie jako rodzina.
    Tego wyjazdu NIE MOŻNA rozwiązać w ten sposób, z wielu powodów, dlatego jest to też świetna okazja do bycia tylko we dwoje. Szczerze: dlatego ten wyjazd tak mnie kusi. Mamy silną potrzebę bycia tylko we dwoje, ehhh



  • forumowiczka.to.ja 10.02.13, 22:49
    Mapola, jesteś mądrą kobietą, można to wyczytać z Twoich postów, z troski o dzieci, z tego że nie będąc pewną zasięgnęłaś porady tutaj ;-)
    Powiem Ci: jedź. Bo wiem, że jadąc tak zorganizujesz wszystko, że dziecko nawet za bardzo nie odczuje Waszej nieobecności. A Wy wrócicie świeżsi, wypoczęci, psychicznie zdrowsi i wykochani ;-)
    Życzę udanej podróży !
  • saguaro70 12.02.13, 13:19
    To ja, według verdany jestem idiotą. Ale nie gniewam się :), bo w końcu to forum :)
    Nie wyjechałbym bez dziecka na tak długi okres. Dla mnie wyjazd jest przede wszystkim dla dziecka. Nawet na weekend nie wyjechałbym. Nawet na zwykłe zakupy biorę córkę. Ot, taki ze mnie wredny i mało samolubny tata :D
    --
    Życie jest jak pudełko czekoladek, nigdy nie wiesz co znajdziesz w środku :D
  • verdana 13.02.13, 08:47
    Hm, a absolutnie nie zalezy Ci na paru dniach z żoną i poświeceniu własnie jej, a nie dziecku czasu? Jesteś pewny, ze gdy dziecko nie będzie Cię już potrzebowało cały czas, będziesz miał z żoną taki sam dobry kontakt, jak kilka lat wczesniej - skoro przez lata nigdy nie byliscie sami razem? I gdy przez lata centrum Waszego zycia stanowiło tylko dziecko, a nigdy małżonek?

    --
    zpopk.blox.pl
  • angazetka 13.02.13, 10:49
    > Dla mnie wyjazd jest przede wszystkim dla dziecka.

    Wyjazd BEZ dziecka też jest dla dziecka? Ciekawostka.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka