Dodaj do ulubionych

Czy pozwalać 7-latce jeść co chce?

02.06.13, 18:44
Mam problem z córką, która ma swoje specyficzne upodobania jedzeniowe. Nie wiem jaką postawę wobec tego przybrać.
Wiem, że to częsty problem, czytałam wiele artykułów, w których eksperci sugerują, ze to problem mijający, że należy próbować i proponować..
U nas to trwa już przynajmniej 3 lata. Córka ma swoją stałą listę produktów, które spożywa (ostatnio się zawęża) i nie tknie niczego innego, pomimo propozycji i prób. Problem tkwi w tym, że są to produkty w formie 'surowej'- surowe wybrane warzywa, jogurt-ale tylko jeden rodzaj, chleb- tylko z masłem, ewentualnie serem, parówka, kotlet z kurczaka, makaron. Odpadają jakiekolwiek obiady, w której jest sos, produkty, które są zmieszane. Wszystko musi koniecznie leżeć na talerzu oddzielnie, jak tylko pomidor zabarwi lekko makaron- już go nie zje itp. W zasadzie nigdy nie je normalnego obiadu- w szkole (specjalnie ją zapisałam od dwóch lat), ani przy rodzinie. Trzeba jej specjalnie przygotowywać obiad - makaron z serem i kurczak w panierce lub frytki (ziemniaki też już nie). Nie zje nic innego. Jeśli nie podam tego- będzie jadła suchy chleb, zagryzie papryką i popije mlekiem. No i oczywiście gdyby mogła-jadłaby tylko słodycze (które bardzo jej wydzielam w związku z sytuacją).
Po pierwsze-boję się o jej stan zdrowia, choć nie wykazuje na razie oznak braku składników mineralnych mimo, że jest szczupła. Nie byłam z tym u pediatry- powinnam?
Po drugie- przede wszystkim- ona sama traktuje to jako problem społeczny- ani w szkole, ani w rodzinie ludzie nie akceptują takiej postawy, wmuszają jedzenie w imię troski. Czasami sama pyta się mnie- dlaczego jest nienormalna i nie smakują jej różne rzeczy tak jak innym dzieciom?
Ja jestem totalnie rozbita- pomiędzy zrozumieniem, współczuciem i dostosowywaniem się do jej 'potrzeb' a lękiem, że kształtuję nieprawidłową postawę i o jej zdrowie. Po prostu nie wiem co robić. Mam jej dalej dawać tylko to, co lubi? Zrezygnować z obiadów szkolnych i dalej gotować makaron codziennie? Oczywiście żadne prośby, tłumaczenia, groźby, głodzenie, krzyki, wpychanie na siłę, obietnice nagrody, targowanie się -nic nie dają a kończą krzykiem i płaczem.
Rodzinie, i wszelkim ludziom, z którymi mam do czynienia- muszę tłumaczyć, że moja córka tak ma, że nie mogę nic poradzić na to. Dziwnie się patrzą na córkę i na mnie. I tak większość uważa, że rozpieściłam dziecko, że na pewno popełniłam jakieś błędy wychowawcze. A ja się czuję zupełnie bezradna.. nie wiem gdzie popełniłam błąd. Od niemowlaka córka była wybredna ale problem narasta zamiast maleć...
--
Edytor zaawansowany
  • verdana 02.06.13, 19:46
    Wiele dzieci nie jes nic "zmieszanego" i tym bym sie nie przejmowała. Natomias panierowany kotlet i frytki, to inna sprawa - to nie jest zdrowe jedzenie, jesli je się to codziennie, albo często. Problem w tym, że córka ma wybór, jeśli nie zje tego, co jest na obiad, dostanie chleb i tyle.
    Proponuję dosyć drastyczne rozwiązanie. Nie zmuszać dzick do jedzenia tego, czego nie lubi, ale nie dawac altrnatywy. Na obiad będzie np. pieczony kurczak i ziemniaki, skoro nie je - nie ma mowy o chlebie i mleku. Po prostu - albo obiad, albo nic. Oczywiście, na obiad nie powinno byc rzeczy, których córka po prostu nie znosi, na przykład miesa w sosie. Ale tez nie frytki i panierowany kotlet.
    Córka powinna wiedziec,z ę jest do jedzenia tylko to, co na stole. Do nastepnego posiłku nie ma nic.
    --
    zpopk.blox.pl
  • araukaria29 02.06.13, 20:07

    Trzeba jej specjalnie przygotowywać obiad - ma
    > karon z serem i kurczak w panierce lub frytki (ziemniaki też już nie). Nie zje
    > nic innego.

    Nie trzeba jej specjalnie niczego przygotowywać. Nauczyłaś to masz. Nie ma tego co lubi to zje chleb popije mlekiem i ma co lubi. Do tego trochę ryku i krzyku i mamusia gotuje co córunia lubi.

    I do tego parę uwag do postu Verdany, tak mi się nasunęło:
    Jeśli nie zje obiadu to na kolację nie serwujesz wagonu makaronu i jedynie słusznego jogurtu tylko jakąś normalną kolację.
    I akcję radzę zacząć w piatek, żeby w sobotę i niedzielę nie mogła kupić sobie mleka w sklepie. Nie piszesz ile ma lat, ale wspominałaś szkołę więc zakładam, że to mozliwe. I szlaban na słodycze.
    I jeśli czwartego dnia się nie złamie to masz problem. Cztery dni wytrzymał totalny niejadek moich znajomych. Miał 3,5 roku i przez 4 dni pił tylko wodę;)) Nie umarł i nic mu się nie stało. Tylko matkę serce bolało.
  • mmk9 02.06.13, 20:21
    araukaria29 napisała:

    >
    >
    > I akcję radzę zacząć w piatek, żeby w sobotę i niedzielę nie mogła kupić sobie
    > mleka w sklepie.

    ??? Masz na myśli mleko? Nie Colę?
  • aninka9 02.06.13, 20:09
    Mam wrażenie, że problem tu jest głębszy. Próbowałam już takich rozwiązań- że jest jeden obiad i koniec, jeśli nie chce to nie je nic ale to nie zdaje egzaminu; u niej to nie jest "widzimisie" tylko dramat, że jej nie smakuje naprawdę. Kończy się to dwugodzinnym płaczem i prośbami choćby o mleko...z głodu. Ona ma już spaczony apetyt.
    Właśnie rozmawiałam z mężem o tym i doszliśmy do wniosku, że jakiekolwiek zmuszanie nic nie da, a jeszcze bardziej pogłębi opór. Nie chcę aby jedzenie kojarzyło się jej z dramatem życia...a z przyjemnością i chyba wprowadzimy taką filozofię, że będzie dostawała to, co chce ( z wyjątkiem słodyczy), bez nacisków i wypiszemy ją z obiadów ze szkoły, których i tak prawie nie je. W szkole bardzo silnie ją presjonują aby zjadła, czasem siedzi sama zapłakana na stołówce bo jako jedyna nie zjadła... Możliwe, że jakąś traumę już ma z tym związaną.. a nie tędy chyba droga. Chyba spróbuję zupełnie odpuścić, aby przestała kojarzyć jedzenie z naciskiem. Możliwe, że moje wcześniejsze takie próby były niweczone przez nacisk w szkole...oświeciło nas...
    Ale dziękuję za odpowiedź, wierzę, że w lżejszych przypadkach buntu metoda jednego obiadu i koniec by zadziałała
    --
    [url=http://www.suwaczki.com/][img]http://www.suwaczki.com/tickers/28whsek2bxq112c9.png[/img][/url]
  • araukaria29 02.06.13, 20:17
    Może i tak. Ale dla mnie wygląda na śliczną walkę o władzę, którą dziewczynka pięknie wygrywa. Bedzie jadła to co lubi i jeszcze się nad nią wszyscy litują, że ona taka biedna. Zastanów się. Zdrowe dziecko urządzające dwugodzinną scenę i co? I dostaje to co chce. Jesli podejrzewasz i dopuszczasz mozliwość, że problem jest głębszy to nic na to sama nie poradzisz. Tutaj jednak się specjalista kłania.
  • mmk9 02.06.13, 20:22
    araukaria29 napisała:

    > Może i tak. Ale dla mnie wygląda na śliczną walkę o władzę, którą dziewczynka p
    > ięknie wygrywa. Bedzie jadła to co lubi i jeszcze się nad nią wszyscy litują,

    Matka się lituje. Szkoła robi piekło z obiadu.
  • deszcz.ryb 02.06.13, 21:07
    > Może i tak. Ale dla mnie wygląda na śliczną walkę o władzę, którą dziewczynka p
    > ięknie wygrywa.

    A guzik prawda. Szkoda, że nie potrafisz zrozumieć, że są ludzie, które po prostu ODRZUCA połączenie niektórych potraw. Ja nie robiłam cyrków przy jedzeniu ze złośliwości czy żeby walczyć o jakąs głupią wladzę, ja po prostu cierpiałam fizycznie, jak mi wmuszali różne świństwa.

    Dlaczego niby ta dziewczynka nie mogłaby zjeść makaronu osobno i [surowych] warzyw osobno? Wychodzi na to samo, a jest zdrowiej.
  • deszcz.ryb 02.06.13, 20:53
    > u; u niej to nie jest "widzimisie" tylko dramat, że jej nie smakuje naprawdę. K
    > ończy się to dwugodzinnym płaczem i prośbami choćby o mleko...z głodu. Ona ma j
    > uż spaczony apetyt.

    No bo jej NIE SMAKUJE i koniec, ja mam to samo. I wypraszam sobie, że mam "spaczony apetyt", niby kto powiedział, że wasz apetyt jest jakiś "normalny"?

    > Właśnie rozmawiałam z mężem o tym i doszliśmy do wniosku, że jakiekolwiek zmusz
    > anie nic nie da, a jeszcze bardziej pogłębi opór. Nie chcę aby jedzenie kojarzy
    > ło się jej z dramatem życia...a z przyjemnością i chyba wprowadzimy taką filozo
    > fię, że będzie dostawała to, co chce ( z wyjątkiem słodyczy), bez nacisków

    No i bardzo dobrze, dziecko się przecież nie zagłodzi. A na pewno będzie szczęśliwsza.

    > i wy
    > piszemy ją z obiadów ze szkoły, których i tak prawie nie je. W szkole bardzo si
    > lnie ją presjonują aby zjadła, czasem siedzi sama zapłakana na stołówce bo jako
    > jedyna nie zjadła... Możliwe, że jakąś traumę już ma z tym związaną..

    A to jest jakaś masakra, JAK mogłaś do tego dopuścić? Jak można pozwolić, żeby obcy ludzie terroryzowali ci dziecko? :( Ja bym się przeszła do tej szkoły i zrobiła im porządną awanturę.

    Twoje dziecko jest całkiem normalne, powiedz jej to. Możesz jej powiedzieć, że są ludzie, którzy jedzą, jak ona i czują się świetnie, niech się biedaczce nie wydaje, że jest sama.
  • deszcz.ryb 02.06.13, 20:48
    Pozwalać. Ja jadam identycznie, jestem stara baba, do tej pory mi nie minęło i co najwazniejsze - żyję i czuję się świetnie. Pomimo tego, że jadam makaron do spagetti oddzielnie, a sos oddzielnie. Jadam surowe warzywa - każde oddzielnie, nie znoszę zmieszanego jedzenia. Więc niektórzy tak mają.

    > Po pierwsze-boję się o jej stan zdrowia, choć nie wykazuje na razie oznak braku
    > składników mineralnych mimo, że jest szczupła. Nie byłam z tym u pediatry- pow
    > innam?

    Jeżeli dziecko jest zdrowe, ma wszystkie składniki odżywcze i jest szczupłe, to absolutnie nie masz się o co czepiać. Więc przestań.

    > Po drugie- przede wszystkim- ona sama traktuje to jako problem społeczny- ani w
    > szkole, ani w rodzinie ludzie nie akceptują takiej postawy, wmuszają jedzenie
    > w imię troski. Czasami sama pyta się mnie- dlaczego jest nienormalna i nie smak
    > ują jej różne rzeczy tak jak innym dzieciom?

    A to już jest skandal. Ja na twoim miejscu przeszłabym się do tej szkoły i kazała wszystkim się odpie^*&^%^ od dziecka. NIE ZGADZAJ się na wmuszanie jedzenia i głupie komentarze. To największa msakra, jaka może być - niech ludzie się zajmą sobą i swoim własnym interesem. Znowu z mojego przykładu - NIE ZNOSIŁAM [i nie znoszę], jak ludzie mi cudują nad talerzem, od razu nie chce mi się w ogóle jeść, nawet tego, co lubię. Nauczyłam się ostro odpalać tym, co zawsze wiedzą lepiej, i przestali. Naucz też tego swoją córkę.

    >Mam jej dalej dawać tylko to, co lubi?

    Jeżeli ci zależy, żeby jadła - tak. Żadnych krzyków, wymuszania i innych, bo po prostu zwiększysz jej traumę. Powiem ci, że ja po jakimś czasie, w którym sama sobie wreszcie wybierałam to, co zjem i w jaki sposób zjem, sama zaczęłam sobie powoli rozszerzać dietę. I dzisiaj zjem o wiele więcej rzeczy niż w dzieciństwie. Ale SAMA musiałam do tego dojść.

    > Rodzinie, i wszelkim ludziom, z którymi mam do czynienia- muszę tłumaczyć, że m
    > oja córka tak ma, że nie mogę nic poradzić na to.

    A po co się tłumaczysz? Tylko zwiększasz w dziecku poczucie winy. Powiedz rodzinie i innym, że TO NIE ICH SPRAWA i niech patrzą w swoje talerze. A jak mają z tym jakiś problem, to przestań ich widywać w porach posiłków. I ucinaj wszelkie głupie komentarze typu "no kiedy ona wreszcie zacznie NORMALNIE jeść" [szlag mnie trafia na coś takiego, a niektórzy jeszcze do tej pory potrafią tak palnąć. Zawsze mam ochotę im palnąć za to w ucho. :P ].

    Powiem ci, co u mnie działało dobrze "na apetyt" w dzieciństwie - to, że sama sobie mogłam komponować, jak jem posiłki [w rozsądnych granicach]. Czyli pogadaj z córką: powiedz, że z jednej strony nie chcesz jej zmuszać do jedzenia, a z drugiej jednak chciałabyś, żeby chociaż próbowała zjadać nowe potrawy. Więc jak planujesz na obiad np. pieczonego kurczaka z ryżem i sałatką, to niech córka uczestniczy w przygotowaniu i niech sobie wybierze, JAK chce jeść poszczególne składniki. Niech sobie np. najpierw nałoży samego ryżu i zje, później obskubie trochę mięsa z kurczaka i zje, może zje poszczególne składniki z sałatki? I tak jej się w żołądku wszystko wymiesza, więc co to dla ciebie za różnica, jak ona to je?

    Ja do tej pory tak jadam i wcale nie czuję się gorsza od osób, które sobie wszystko mieszają. Po prostu niektórzy wolą INACZEJ i trzeba to uszanować.
  • morekac 02.06.13, 21:12
    Był kiedyś na NG czy Discovery czy może na jakiejś Kuchni program "Dzieci, które nie jedzą". A ponieważ mam taki egzemplarz w domu, to to, co mogę poradzić - to absolutnie nie zmuszać, ale samemu jeść w miarę normalnie. Czyli przygotowywać obiad w sposób, który może być akceptowalny - w sensie: sosy osobno, mało przypraw (a już na pewno takie, które 'nie rzucają się w oczy), mięso zapewne bez żyłek czy innych takich, warzywa niech jada osobno. Najlepiej byłoby pojechać na tydzień do schroniska wysoko w górach - wtedy z czystym sumieniem możesz powiedzieć, że nie ma innej opcji żywieniowej niż fasolka po bretońsku - twoje zaś dziecię może stwierdzić, że nie smakuje to tak tragicznie jak wygląda...
    Chce - to je, jeśli nie chce - nie je. Ale nie namawiaj, nie nalegaj, nie czyń ze stołu poligonu.
    Mam dziecko, które jada makaron, ryż, ziemniaki, naleśniki, ser żółty, wędlinę z kurczaka, szynkę i kiełbasę, pieczywo bez masła, poza tym warzywa i owoce na surowo (nie wszystkie, ale wystarczająco), jakiś czas temu polubiła sałatę z oliwą i cytryną, ze słodyczy jada dwa rodzaje ciasta, dwa rodzaje czekolady i lody czekoladowe wyłącznie jednej firmy, 3 rodzaje zupy.Jada też fasolkę po bretońsku, a ostatnio zaczęła przekonywać się do kapusty. Za to potrafi stwierdzić, że naleśniki były z innej mąki niż zwykle. ;-) Jako 5 latka jadała mleko, chleb, makaron i kotlety z kurczaka.
    Starsza jako dziecko jadała nawet szpinak i ogólnie nie wybrzydza -więc to chyba nie jest wina ani mojej kuchni, ani sposobu wdrażania dzieci w jedzenie.
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • verdana 02.06.13, 21:48
    Ja też jestem za tym, żeby nie zmuszać i nie dawać nielubianych potraw. Ale jednak co innego nie zmuszanie, a co innego dziecko, które stale je panierowany kotlet z frytkami. na pewno, gdybu autorka napisała, zę dziecko je tylko słodycze, nikt by nie namawiał, zeby odpuścić, a kotlet z frytkami nie jest wcale duzo zdrowszy.
    Tu bym nie ustąpiła. Raz w tygodniu - OK. Wiecej - nie. No i płacz, ze dziecko jesst głodne jest swoistym wymuszaniem na rodzicach tego, co chce dostać. Dobrze by było jednak spróbowac nie dawać - po obiedzie , ktory nie zawiera niczegoi "obrzydliwego" typu sos, a jest niezjedzony, bo nie było makaronu z serem , ani frytek.
    Moje dziecko tez nie jadło wiekszości rzeczy, ale rzeczy niezdrowych po prostu w codziennym menu nie było - i jak nie chciało jeść obiadu, to nie miało szczególnego wyboru.
    --
    zpopk.blox.pl
  • deszcz.ryb 02.06.13, 21:59
    >Dobrz
    > e by było jednak spróbowac nie dawać - po obiedzie , ktory nie zawiera niczegoi
    > "obrzydliwego" typu sos, a jest niezjedzony, bo nie było makaronu z serem , an
    > i frytek.

    Tylko wiesz, problem w tym, że jednak większość obiadów może być obrzydliwa - ja tak naprawdę miałam, nic nie mogłam na to poradzić, ale mnie odrzucało. Jaka ja byłam szczęśliwa, kiedy mogłam sobie "powybierać" to, co mi pasowało z obiadu - np. zjeść sam makaron, same ziemniaki i kapustę kiszoną. I ja do tej pory nie zjem większości obiadów, które innym smakują [z reguły nie pasuje mi mięso i zupa].

    Więc nie ma sensu dawać warunku "masz zjeść cały obiad", bo zjedzenie całego obiadu [albo nawet tylko spróbowanie wszystkiego] może okazać się zadaniem ponad siły. Można prosić o spróbowanie choćby gryza z wszystkiego, ale jeżeli nie, to nie.
  • verdana 02.06.13, 22:05
    Powybierać jak najbardziej, mój syn robił to samo - on z kolei - nigdy nie był normalny:), zjadał jako dziecko surówkę i wiekszość jarzyn, gardząc nalesnikami, pierogami, kluskami i wszystkim tym, co dzieci lubią. Jestem zdecydowanym przeciwnikiem, wrogiem wręcz postawy "masz zjeść cały obiad", nawet "masz chociaż spróbować". Dla mnie nawet "musisz zjeść jednego gryza wszystkiego - to swoiste znęcanie się naad dzieckiem. Już sobie wyobrazam mojego syna, zjadajacego pół leniwego pieroga...
    Jestem jak najbardziej za zjadaniem tylko tego, co dziecko chce z obiadu, pod warunkiem, że zazwyczaj wybiera sie z rzeczy mniej-wiecej zdrowych, a nie smażonego kotleta i frytek. Jesli dziecko zje tylkokiszoną kapustę - OK, nie ma sprawy. Zje tylko frytki - zdecydowanie gorzej... Dlatego frytek tym wypadku po prostu nie powinno byc.
    --
    zpopk.blox.pl
  • aninka9 02.06.13, 23:27
    Z typowo obiadowych rzeczy to faktycznie teraz zje tylko makaron, frytki i czasem trochę kaszy jęczmiennej, i ten sławetny kotlet z kurczaka w panierce (rozróżni po smaku każde mięso inne niż kurczak, a i w tym nie może być żadnej żyłki ani kropeczki ). Ziemniaki i ryż odpadają. Zupy też, choć ponoć (wyjątkowo!) lubiła ogórkową w szkole. Ciężko skomponować rodzinny obiad tak aby akurat był np. czysty makaron, zwłaszcza, że z mężem odżywiamy się raczej zdrowo- wolimy warzywa gotowane, ryby, chude mięsa, których córka nie lubi.. Właśnie bardzo często wychodzi tak, że nie je w ogóle obiadu, a za to np. pomidora, paprykę, bułkę, parówkę i truskawki na deser...bo ja już nie wiem co wymyślać w zamian za ten wieczny makaron z serem lub frytki, których właśnie nie chcę dawać w nadmiarze ze względu na zdrowie... I to nie jedzenie mięsa...tylko kurczak i parówka, ew. cienki kabanos...boję się, żeby jej żelaza nie zabrakło...fasoli, soi, soczewicy nie zje...
    Mogę jej dawać to, co lubi ale czy według Was to wystarczające składniki diety, którą toleruje?:
    - mączne - chleby (jasne i ciemne), makarony, kluski, płatki kukurydziane
    - warzywa - pomidor, papryka, ogórek, fasolka szparagowa, kukurydza, kalarepka
    - owoce- większość akurat
    - mięso- kurczak, parówki, kabanos
    - nabiał- mleko, ser żółty, jogurt
    To chyba wszystko. Inne rzeczy jej nie smakują.
    Najgorzej jest podczas rodzinnych uroczystości, Świąt...zazwyczaj takich rzeczy, które lubi nie serwuje się na stole. Siedzi głodna, albo zje jakiś owoc. Wtedy wszyscy co chwilę jej coś proponują, a ona ciągle odmawia...A potem rodzinny deser- i napycha się słodyczami- bo jest głodna a i ja nie bardzo widzę rozwiązanie. w tej sytuacji.. Aż mam ochotę wozić ze sobą osobny zestaw dla niej... Tak to wygląda...
    ...W szkole to jest nawet taki Pan woźny, który specjalnie przychodzi podczas obiadu i pilnuje aby dziecko zjadło choć 'pół kotleta'... Zapisując ją na obiady myślałam, że gdy będzie jadła obiad z innymi dziećmi to się przekona, przyzwyczai. Nic z tego, wpadła w kompleksy jeszcze większe...

    --
  • deszcz.ryb 03.06.13, 06:34
    > I to nie jedzenie mięsa...tylko kurczak i parówka, ew.
    > cienki kabanos...boję się, żeby jej żelaza nie zabrakło..

    A słyszałaś o wegetarianach, i wiesz, że oni sobie żyją zdrowo nie jedząc w ogóle mięsa? Przebadałaś w ogóle dziecko? Bo może się okaże, że jesc całkiem zdrowe i nie ma ŻADNEGO niedoboru?

    > - mączne - chleby (jasne i ciemne), makarony, kluski, płatki kukurydziane
    > - warzywa - pomidor, papryka, ogórek, fasolka szparagowa, kukurydza, kalarepka
    > - owoce- większość akurat
    > - mięso- kurczak, parówki, kabanos
    > - nabiał- mleko, ser żółty, jogurt

    No to co, to niby jest MAŁO? Już samego kurczaka można przyrządzać na miliard sposobów - pieczony, smażony, gotowany; pokaż córce, jak go przygotowujesz, może posmakuje jej pieczony [zdrowszy niż smażony]. Dawaj jej te warzywa, które lubi [jak lubi sałatki, to w sałatkach]. jak lubi owoce, to niech ma owoce; to samo z mlekiem, serem i jogurtem. Ona je więcej rzeczy ode mnie.

    > Najgorzej jest podczas rodzinnych uroczystości, Świąt...zazwyczaj takich rzeczy
    > , które lubi nie serwuje się na stole. Siedzi głodna, albo zje jakiś owoc. Wted
    > y wszyscy co chwilę jej coś proponują, a ona ciągle odmawia...

    Podczas świąt spoko, święta są parę razy do roku, można ustalić przed z gospodarzami, że podadzą ten sam makaron, i niech dziecko też ma święto. Parę razy do roku może się napchać słodyczami, nie zaszkodzi jej to.

    > ...W szkole to jest nawet taki Pan woźny, który specjalnie przychodzi podczas o
    > biadu i pilnuje aby dziecko zjadło choć 'pół kotleta'...

    Już pisałam, że to jakaś masakra; ja bym po pierwszej takiej akcji była w szkole. I ty się dziwisz, że ona ma traumę? To jest sadyzm i znęcanie się nad dzieckiem w czystej postaci.
  • morekac 03.06.13, 09:56
    Cóż, moja doprowadzała babcie do płaczu, bo potrafiła przesiedzieć Wigilię o suchym chlebie - z wigilijnych potrwa nawet ciasta nie były jadalne ;-)
    Skasuj frytki i parówki - maksymalnie raz w tygodniu. Do całej reszty mogę polecić strategię - każda rzecz na półmisko osobno i każdy nakłada sobie tyle, ile potrzebuje, bez nacisków,próśb i gróźb. Będzie chciała - spróbuje.
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • angazetka 03.06.13, 12:34
    > Mogę jej dawać to, co lubi ale czy według Was to wystarczające składniki diety,
    > którą toleruje?:
    > - mączne - chleby (jasne i ciemne), makarony, kluski, płatki kukurydziane
    > - warzywa - pomidor, papryka, ogórek, fasolka szparagowa, kukurydza, kalarepka
    > - owoce- większość akurat
    > - mięso- kurczak, parówki, kabanos
    > - nabiał- mleko, ser żółty, jogurt
    > To chyba wszystko. Inne rzeczy jej nie smakują.

    Nie jest źle. Całkiem sporo rzeczy, można pokombinować. I zadbać też, by na świątecznych stołach były rzeczy jadalne (bo to ma być święto, a nie znęcanie się nad dzieckiem).
  • morekac 03.06.13, 19:20
    Poza tym, że kurczak może być w panierce, może być też usmażony na patelni teflonowej albo upieczony w piekarniku - wtedy równie dobrze możecie upiec dziecku tą pierś, a sobie coś innego. Wy możecie jeść gotowane warzywa - a dziecko surowe. Surowe są jeszcze zdrowsze niż te na parze, fakt, buraków czy kalafiora się w ten sposób nie zje, ale po prostu się obejdzie.

    uroczystości, Świąt...zazwyczaj takich rzeczy
    > , które lubi nie serwuje się na stole
    Kanapka z serem żółtym też się nie znajdzie? Zresztą możesz wozić zestaw dla dziecka i tyle.
    A z obiadów szkolnych ją wypisz.
    Jeśli chodzi o białko: kurczak i kabanos są wystarczające, wapń uzupełni sobie mlekiem, serem żółtym i jogurtem, żelazo jest w fasolce szparagowej i pomidorach, jakiś kaszach i pieczywie pełnoziarnistym, morelach, jabłkach, truskawkach, wiśniach i czereśniach. W kakao też jest.
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • deszcz.ryb 03.06.13, 21:52
    >Wy możecie jeść gotowane warzywa - a dziecko suro
    > we. Surowe są jeszcze zdrowsze niż te na parze, fakt, buraków czy kalafiora się
    > w ten sposób nie zje

    Kalafiora jak najbardziej można jeść surowego, jest o wiele smaczniejszy, i - przede wszystkim - nie śmierdzi tak potwornie, jak gotowany. ;)
  • morekac 03.06.13, 23:51
    Nie strasz mnie, dla mnie kalafiory są niejadalne w każdej postaci...
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • deszcz.ryb 04.06.13, 06:45
    > Nie strasz mnie, dla mnie kalafiory są niejadalne w każdej postaci...

    A próbowałaś kiedyś surowego? Nie pachnie i jest właściwie bez smaku, nawet można go zjeść z przyjemnością. ;) A głąb z kalafiora jest bardzo dobry; smakuje identycznie jak głąb z kapusty.
  • morekac 04.06.13, 08:26
    Mnie nawet niegotowany śmierdzi. Kiedyś na widok kumpla zażerającego się kalafiorem na surowo - zrobiło mi się tak sobie. Też mam swoje fobie jedzeniowe.
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • aninka9 04.06.13, 09:46
    Mi też smakuje surowy kalafior, tylko nie w jakiś ogromnych ilościach. Dobra jest sałatka- tylko kalafior i zielony groszek z puszki plus majonez... Dziecko pewnie by pochrupało...surową kapustę czasem chrupie, kalafiora pewnie też..spróbuje...
    --
    [url=http://www.suwaczki.com/][img]http://www.suwaczki.com/tickers/28whsek2bxq112c9.png[/img][/url]
  • verdana 04.06.13, 22:42
    Surowy kalafior to jest najlepsza rzecz na świecie!!!! Nie jadłaś? Spróbuj koniecznie!
    --
    zpopk.blox.pl
  • morekac 05.06.13, 06:31
    Może jak kiedyś dorwę jakiegoś kalafiora, to uszczknę kwiatek celem konsumpcji - zasadniczo nie kupuję i nie robię, nikt tego w domu u mnie nie jada (pewnie dlatego, że nie robię - błędne koło. ;-) )
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • Gość: Agat IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.06.13, 12:09
    Polecam też surowe brokuły.
  • aqua48 05.06.13, 13:49
    Gość portalu: Agat napisał(a):

    > Polecam też surowe brokuły.

    Najpyszniejsze są łodygi brokułowe, surowe, obrane ze skórki i twardego łyka. Smakują jak młoda kalarepka.
  • agaciha 02.06.13, 22:54
    Ech jak ja Cie rozumiem. Mam 6 latka, ktory ma tak samo. Zadnych sosow- na sam widok ma odruch wymiotny. Na palcach moge wymienic rzeczy, ktore je:

    kurczak panierowany, kotlety mielone ale bardzo cienkie,
    ziemniaki w roznej postaci,
    kanapka tylko i wylacznie z ogorkiem lub papryka. Zje jajecznice. NIe tknie zadnej wedliny- nie ma mowy. Zoltego sera tez nie. Za to wcina brokuly, kalafior, marchewe, zielona fasolke, salate i papryke czerwona i zolta w ilosciach hurtowych:) Lubi suche kabanosy.
    Z owocow je tylko jablka, winogrona i arbuzy. Na widok banana ucieka. Jogurtow nie tknie ale tu akurat nie narzekam. NIe jada zadnych serkow, deserkow i innych swinstw wiec tu tez super:)
    Pije mleko ale nie za duzo, zje platki, rosol i warzywna zupe...no i to by bylo na tyle.Sok pije tylko jablkowy ale przede wszystkim czysta wode. Coli nie tknie nawet jakby cala szkola ja pila:) Nie zebym narzekala!! ale wszedzie gdzie bywamy to jest chyba jedynym dzieckiem, ktore do picia chce zawsze wode:) Zadnych pierogow, sosow z makaronem (chociaz makaron zje) zadnych salatek, pomidorow. Zyje i ma sie swietnie. Jest okazem zdrowia i ma pelno energii. Dla porownania jego 4 letni brat jest zupelnie wszystkozerny a banany moglby jesc kisciami. Wychowuje ich tak samo- ba, starszemu nawet wiecej rzeczy gotowalam jak byl maly bo mialam wiecej czasu. Coz robic...Nie walcze bo nie ma to sensu. Nie bede glodzic bo dlaczego? Jak widze jak brzydzi sie banana to nie bede go zmuszala to zjedzenia. Tak ma i tyle- trzeba zaakceptowac. Czasem robie pozostalej trojce cos fajnego na obiad a Jemu to co lubi.
    To ze Twoja cora tez taka wybredna jesli chodzi o jedzenie wcale nie oznacza, ze ja rozpiescilas. Moje dzieci sa tego przyladem. Jeden je tylko wybrane rzeczy a drugi wcina krewetki. Jak zdrowa to niech je jak je...z wiekiem sama zechce probowac nowosci- zobaczysz :)
  • verdana 02.06.13, 23:10
    Ale problem jednak w tym, z e pókie dziecko je niewiele rzecz, ale zdrowe (jak Twój), to można spokojnie odpuścić. Jesli nie, to argument, ze na razie dziecko jest zdrowe nie jest zadnym argumentem.
    --
    zpopk.blox.pl
  • aninka9 02.06.13, 23:39
    :) Właśnie szukam trochę pocieszenia i właściwego punktu odniesienia, bo czuję się odpowiedzialna za zdrowie i wychowanie dziecka, a otoczenie nie jest za bardzo wspierające, raczej ma tradycyjne podejście.. Nawet mężowi to trudno przyjąć, gdyż pochodzi z niezbyt bogatej rodziny, w której się jadło to- co było ze smakiem... Zastanawiał się na ile to fanaberia a na ile po prostu zjawisko, którego nie zna...i chyba się przekonuje, że to nie tragedia i nie-brak szacunku do jedzenia...
    Ja sama należę do tych, którzy mają swoje smaki- wolę zjeść mniej, czasem drożej, a smaczniej. Do dziś nie znoszę selera, pietruszki i koperku... Dlatego wykazuję więcej empatii w stosunku do córki... no ale zostałam z tym trochę sama....
    --
    [url=http://www.suwaczki.com/][img]http://www.suwaczki.com/tickers/28whsek2bxq112c9.png[/img][/url]
  • mruwa9 03.06.13, 00:43
    ja mam ponad 40 lat i tak samo..jestem bardzo wybredna, wielu potraw nie lubie i nie tkne, niektorych nie toleruje do tego stopnia, ze nie maja prawa wstepu do naszego domu (jesli domownicy nie chca ogladac mojego pawia na stole).
    Niestety, moje dzieci maja podobnie, w efekcie nie ma ANI JEDNEJ potrawy, ani jednego dania, ktora bez szemrania zjedza wszyscy domownicy, wiec w efekcie kazdorazowo szykuje kilka wersji obiadu aby dla kazdego znalazlo sie cos, co zjedza. Upierdliwe to jest, ale sama nie znioslabym sytuacji, ze ktos we mnie wmusza danie, ktorego nie lubie. Nie jestem w stanie zjesc i koniec. Probowalam kiedys sama racjonalnie podejsc do tematu MOJEJ diety, kosztowac , polubic. Roslo mi w ustach, prawie zwymiotowalam, nie lubie i koniec.
    Biorac pod uwage wlasne doswiadczenia, w zyciu nie zmusilabym dzieci do jedzenia czegos, czego nie lubia w sposob zdecydowany. Moge zaproponowac, zachecic bez naciskania, ale nigdy nie szantazowac, nie zmuszac. Zamiast tego planuje menu pod katem upodoban dziecka. Miedzy innymi po to, aby jedzenie przestalo byc problemem, o ktorym sie dyskutuje. Dziecko ma prawo do swoich upodoban i ja je szanuje, nawet, jesli te upodobania w przypadku kazdego z dzieci nie maja punktow wspolnych, co czyni cala logistyke gotowania bardziej skomplikowana. I nawet, jesli nie raz sie wkurzalam i wkurzam na swoj ciezki los osoby odpowiedzialnej za szykowanie posilkow, nie zamierzam z tym walczyc. Dzieci wyrosna i same beda sie w doroslosci troszczyc o swoja diete.
    Jest tylko jedna sprawa: slodycze NIGDY nie zastepuja posilku i nie stanowia dla niego alternatywy. Slodycze dzieci dostaja po zjedzonym obiedzie w sobote lub niedziele.
    Nie czuj sie winna i nie walcz za wszelka cene.
    Stawianie dziecka w sytuacji: musisz to zjesc, MUSISZ skosztowac, czy przetrzymywanie glodem, jest po prostu znecaniem sie. Tego sie nie robi komus, kogo sie kocha.
  • 77kunda 03.06.13, 17:38
    pocieszę Cię twoje dziecko bardzo dużo je...mój 7latek z zup zjada tylko rosół bez warzyw, drugie danie suchy makaron suchy ziemniak lub frytki, jeden rodzaj mięsa, grzanki lub płatki z mlekiem tylko jeden rodzaj i ze słodyczy tylko jeden wafelek. W szkole panie już się nauczyły że kanapka z masłem lub serkiem topionym, a na obiad bez sosów.. co jakiś czas zestawy jedzeniowe się zmieniają np zamiast makaronu są kluski...i już była rozmowa z psychologiem, pediatrą wyniki są dobre
    Więc nie zmuszaj do jedzenia, dla świętego spokoju co jakiś czas rób badania i tyle
  • aninka9 03.06.13, 22:37
    Dzięki bardzo za wypowiedzi, utwierdziły mnie w przekonaniu, że nie jest tak tragicznie, a przede wszystkim, że nie robię jakiegoś kolosalnego błędu wychowawczego nie tresując jej jedzeniowo. Od dziś nie chodzi na obiady, jest zadowolona z tego bardzo.
    ps. Kurczak wchodzi w grę tylko w panierce smażony...
    Będziemy próbować rozszerzać dietę, ale nie na siłę...ciekawe co z tego wyjdzie na dłuższą metę..
    --
    [url=http://www.suwaczki.com/][img]http://www.suwaczki.com/tickers/28whsek2bxq112c9.png[/img][/url]
  • deszcz.ryb 04.06.13, 06:43
    > ps. Kurczak wchodzi w grę tylko w panierce smażony...

    No to tu verdana miała rację, kurczaka w panierce smażonego przygotowuj raz na tydzień, a w tygodniu [na oczach córki - żeby widziała, że dostaje samo posolone mięso] rób jej np. pieczonego.

    A na dłuższą metę pewnie wyjdzie taki dorosły człowiek, jak ja, który żyje, jest zdrowy, szczupły i nie martwi się tym, że nie je wielu rzeczy. I jest szczęśliwy od kiedy sam sobie może dobierać dietę. ;)
  • aninka9 04.06.13, 09:43
    Dostrzegam plus panierki taki, że jest w niej jajko, a jajko to żelazo. I tak nie ma mowy o codziennym smażeniu kotleta bo chyba bym zwymiotowała....
    --
    [url=http://www.suwaczki.com/][img]http://www.suwaczki.com/tickers/28whsek2bxq112c9.png[/img][/url]
  • mruwa9 04.06.13, 12:29
    kurczak w panierce to jedyna miesna potrawa, jaka zje moje dziecko. Poza tym absolutnie zadnego innego miesa ani wedliny. Ani kurczaka w absolutnie zadnej innej postaci. Fajnie sie gada: duszony, pieczony. Ale na taki dziecko nawet nie spojrzy.
    Podobnie z jajkiem, panierka i nalesniki to jedyny sposob przemycenia jajka.
    Pomijam np. ciastka i biszkopty, bo tego nie wliczam do jedzenia, zwlaszcza w codziennym menu. Nawet nalesniki balansuja na granicy, bo slodkie (i nie mowcie, ze nalesniki mozna przyrzadzic nieslodkie, ze szpinakiem albo czymkolwiek. Dziecko na nie nawet nie spojrzy).
  • z888 04.06.13, 13:12
    Ale jak to się stało, że dziewczynka jada tylko kurczaka czy inne frytki z makaronem? Oczywiście jest to pytanie retoryczne - sama się tego nie nauczyła. Nie mówię tu z pozycji pierwszej mądrej, bo też "zepsułam" sobie dziecko, a teraz czekam, aż się naprawi, a przede wszystkim pracuję nad swoim zachowaniem.
    Przede wszystkim całe otoczenie dziecka musi zejść z tematu jej jedzenia. Siadajcie do stołu jak równy z równym, ona nie grzebie wam po talerzach, a wy jej. Żadnych nagród za zjedzenie, żadnych kar za niezjedzenie. Je się dla zdrowia oraz dla przyjemności, przyjemności smaku i towarzystwa przy stole. Ja bym zrobiła tak (tak robię z moim młodym): nie zjadł obiadu, bo obiad był ble, a za pól godziny jest głodny, to mu mówię, że sorry, do podwieczorku czy kolacji jeszcze trochę czasu. Potem następuje następny posiłek, który może znowu zjeść lub nie zjeść. I tak w kółko. Sorry, ale płakanie z głodu, żeby mama dała chociaż mleko tuż po niezjedzonym obiedzie, ja bym skwitowała pukaniem się w głowę. To, że ona "cierpi", bo nie smakuje jej "jak innym dzieciom", to już ona usłyszała od rodziców, babci albo w szkole. Widzi, że się martwisz, że nie spełnia oczekiwań, boi się kolejnych posiłków i się robi z tego jakiś chory temat.
    Wypowiedziało się tu kilka osób, które uważają za normalne jedzenie wyłącznie kilku produktów i gotowanie osobnego dania dla każdego członka rodziny. Jasne, że to można uznać za normalne, jeśli odpowiedzialnemu za gotowanie to nie przeszkadza, ale niezbyt wygodne chyba. Co impreza czy obiad u rodziny, to się trzeba tłumaczyć, że tego nie jem, tego nie lubię, to tylko w formie surowej. A co z wyjazdami wakacyjnymi, powiedzmy gdzieś za granicę? Co ze świętami? Takie rzeczy nie zdarzają się aż tak rzadko, to normalna część życia. Pewnie, że są różne etapy, raz ktoś lubi brokuła, za chwilę ma go dość i woli co innego, ale po to się właśnie proponuje dziecku różne rzeczy do jedzenia, żeby ćwiczyło kubki smakowe, poznawało nowe smaki. Nie musi od razu lubić pomidorów suszonych czy oliwek, ale może kiedyś spróbuje, jak będą stały na stole.
    Ja bym natychmiast wróciła na miejscu założycielki wątku do normalności. Poinformowałabym dziecko, że do tej pory było tak, że mama gotowała jej trzy wybrane potrawy, ale od teraz to się zmieni i wprowadziłabym to w życie. I nie liczyłabym na efekty po kilku dniach, raczej po miesiącach. Najpierw na pewno nie obejdzie się bez szopek i błagań o mleko, ale ja bym to totalnie olała. Może przez chwilę będzie jeść skandalicznie mało, ale w ogólnym rozrachunku wyjdzie jej to na dobre. Jedzenie to ma być też miłe spędzenie czasu, a nie "dam jej panierowaną kurę, byle coś zjadła".
    Życzę wytrwałości w zapominaniu o temacie jedzenia.
  • mmk9 04.06.13, 13:34
    z888 napisał(a):



    > Sorry, ale płakanie z głodu, żeby mama dała chociaż mleko
    > tuż po niezjedzonym obiedzie, ja bym skwitowała pukaniem się w głowę.
    > nie obejd
    > zie się bez szopek i błagań o mleko, ale ja bym to totalnie olała.

    Sorry, ale dla mnie pukanie w głowę to za mało na takie "mądrości". Odmawiać MLEKA nieuczulonemu dziecku, które o nie BŁAGA ? Pani Szymbartowa jesteś?
  • deszcz.ryb 04.06.13, 17:44
    >Sorry, ale płakanie z głodu, żeby mama dała chociaż mleko
    > tuż po niezjedzonym obiedzie, ja bym skwitowała pukaniem się w głowę.

    Ja się popukam w głowę. Mleka będziesz odmawiać? Mleko jest ZDROWE.

    > Co impreza czy obiad u rodziny, to się trzeba
    > tłumaczyć, że tego nie jem, tego nie lubię, to tylko w formie surowej. A co z
    > wyjazdami wakacyjnymi, powiedzmy gdzieś za granicę? Co ze świętami? Takie rzecz
    > y nie zdarzają się aż tak rzadko, to normalna część życia.

    Co z imprezami i wyjazdami? Nic. Rodzina się już przyzwyczaiła, że ja zjadam sam makaron i ma z głowy. A jak próbuje cudować czy wydziwiać, to ja też im zaczynam wydziwiać i mam spokój. A na wyjazdach JEM, CO CHCĘ. To w końcu mają być wakacje.
  • aninka9 04.06.13, 19:36
    Myślisz, że gdybym podawała jej 'zwykłe' obiady i nie dawała nic innego to w końcu zaczęłoby jej to smakować? Nie wydaje mi się. Możliwe, że zaczęłaby jeść -zamierając z głodu (opór zapewne byłby wielki, wystarczy, że sama wyobrażę sobie, że mam na siłę zjeść rozgotowany ryż np. z selerem), ale na pewno jedzenie nie kojarzyłoby się jej z niczym przyjemnym. Nie umiem sobie wyobrazić nawet, że można jakieś jedzenie polubić pod presją.
    Ja sama nie znoszę przymusu w tej kwestii i w ogóle zachowań typu sztywna nieempatyczna konsekwencja wychowawcza w stylu super niani. Dosyć długo przyglądałam się tego typu wychowywaniu i przyznawałam rację, bo efekty wydawały się pozytywne, jednak ciągle coś wewnątrz mnie gryzło, czułam jakiś zgrzyt przyglądając się karnym jeżykom i pół-obojętności na krzyki dziecka. Po głębszym zastanowieniu doszłam do wniosku, że nie mogę tego robić moim dzieciom, bo najważniejszą potrzebą człowieka jest bycie wysłuchanym, ważnym i gdy bierze się w ogóle pod uwagę zdanie małego człowieka (dużego też). Nie oznacza to, że należy ulegać dzieciom we wszystkim- ale nigdy nie bagatelizować wielkiego problemu dziecka, jego zdania, jego toku myślenia. Zawsze wykazać zrozumienie, choć nie zawsze postąpić z dzieckiem tak, jak chce.
    I jeżeli przychodzi dziecko i mówi, że mu bardzo nie smakuje to nie mam serca ani go zmuszać ani głodzić, bo wszyscy doskonale wiedzą, że oprócz obiadu lodówka nie jest pusta i są w niej inne rzeczy, które są smaczne.
    W moim dzieciństwie matka nie bardzo liczyła się z moim zdaniem, z tym, co czuję, a właśnie często apelowała do 'norm' i 'szacunku' wobec rodzica, jedzenia i konsekwencje tego miały wpływ na całe moje życie. Chyba wolę dziwne dziecko ale czujące, że jest kochane i wysłuchane...
    --
    [url=http://www.suwaczki.com/][img]http://www.suwaczki.com/tickers/28whsek2bxq112c9.png[/img][/url]
  • z888 05.06.13, 13:33
    No ludzie, nie chodzi mi o to, żeby dziecko zmuszać do jedzenia czegokolwiek, co mu nie smakuje, ale tak to już jest, że nie zawsze jest na obiad coś superpysznego, coś, co się uwielbia. Czasem są rzeczy "umiarkowanie" smaczne, takie jest życie. Ja musiałabym każdego dnia lepić pierogi albo smażyć naleśniki z czymś słodkim, żeby spełniać oczekiwania mojego dziecka.
    Jak pisze w swoich książkach Jesper Juul, którego ja akurat bardzo cenię, dziecko często czegoś chce, ale potrzebuje czegoś innego i czasem dostaje to czego chce, ale częściej powinno dostać to, czego potrzebuje. I po to są rodzice. Nie dam dziecku owsianki, której nie cierpi i rośnie mu w ustach, ale też nie dam mu każdego wieczora cheeriosów z nestle, które oczywiście jadłby każdego dnia. Liczyć się ze zdaniem dziecka to nie znaczy robić dokładnie to, czego ono chce. Co nie znaczy, że gotuję na obiad golonkę z megatłuściorem, siadam na wprost dziecka i każę zjeść.
    Powtórzę jeszcze raz moje zdanie z poprzedniego posta: jeśli nie przeszkadza ci to, że twoje dziecko jada w taki sposób, to gotuj mu to, co lubi, ewentualnie próbując zmodyfikować składniki obiadu, żeby były zdrowsze. I czekaj, aż z tego wyrośnie. Ale ja bym tak zwariowała i byłoby to dla mnie bardzo niewygodne. Na przykład podczas wakacji w Chorwacji jak znaleźć akurat ten jeden ulubiony serek albo ugotować coś dokładnie jak w domu, skoro mam do dyspozycji inne garnki, inne składniki, nie mam piekarnika albo w ogóle nie mogę sama gotować tylko trzeba coś zjeść na mieście? Jeśli masz taki luz, że nie przeszkadza ci to, że musisz stale kombinować w kwestii odżywiania u dziecka, to ok, nie ma problemu, ale z twojego posta wynika, że jednak obecny stan rzeczy trochę cię martwi. Czyli "wyżej wymieniony" pobyt w Chorwacji pewnie spędziłabyś na zamartwianiu się o to, co wykombinować dziecku, żeby coś zjadło.Tak mi się zdaje.
    Polecam książkę Jespera Juula pt. "Uśmiechnij się! Siadamy do stołu". Jest tam sporo fajnych rzeczy o podejściu do jedzenia w rodzinie w ogóle, a jest też rozdział "Moje dziecko chce jeść codziennie to samo".
  • mruwa9 05.06.13, 16:35
    no wlasnie problem polega na tym, ze nie ma potraw, ktore smakuja umiarkowanie. Jest zero-jedynkowo. Albo zje (bardzo ograniczone menu), albo nie tknie wcale.
    Nie mam ochoty ogladac, jak dziecko puszcza mi pawia do talerza.
    Wkurzam sie i nie cierpie gotowac. Przeszkadza mi szykowanie dla kazdego czegos innego, ale nie widze innego wyjscia z sytuacji, bo dzieci cos jesc musza.Bo glodne nawet nie czuja tego glodu, ale za to wstepuje w nie Zly, a ja mam ochote je wtedy pozabijac. Trzeba im dostarczyc kalorii chociazby dla higieny psychicznej calej rodziny.
    Czasem dziecko samo wykazuje inicjatywe skosztowania czegos nowego i to mnie cieszy. Ale nie zamierzam szantazowac mlodych haslami: albo jesz to, co na stole, albo wynocha.
    No ale z reguly staram sie, aby na stole znalazo sie to, co lubia.
  • morekac 05.06.13, 18:53
    Mam dziecko, które nawet czasami lubi coś tam ugotować. Ale czasami ugotuje i potem stwierdza, że tego nie zje, bo to jest zbyt obrzydliwe w formie surowej... Raczej ostrożnie z czymś takim.

    Na
    > przykład podczas wakacji w Chorwacji jak znaleźć akurat ten jeden ulubiony ser
    > ek albo ugotować coś dokładnie jak w domu, skoro mam do dyspozycji inne garnki,
    > inne składniki, nie mam piekarnika albo w ogóle nie mogę sama gotować tylko tr
    > zeba coś zjeść na mieście?
    Mam nieodparte wrażenie, że jeśli nie jest to kraj, w którym żywią się zasadniczo dżdżownicami i szarańczą, to zawsze się coś znajdzie.
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • z888 06.06.13, 10:53
    No jasne, że zawsze się coś znajdzie, ale jeśli dziecko jada tylko i wyłącznie daną rzecz przyrządzoną w dany sposób, to akurat z tą konkretną rzeczą może być problem.
  • deszcz.ryb 05.06.13, 21:10
    >Czasem są rzeczy "umiarkowanie" smaczne, takie jes
    > t życie. Ja musiałabym każdego dnia lepić pierogi albo smażyć naleśniki z czymś
    > słodkim, żeby spełniać oczekiwania mojego dziecka.

    Nie rozumiesz problemu, więc się nie wypowiadaj. To nie jest tak, że są rzeczy smaczne i mniej smaczne. To jest podział na rzeczy jadalne i niejadalne. To NIE do przeskoczenia.

    > Na
    > przykład podczas wakacji w Chorwacji jak znaleźć akurat ten jeden ulubiony ser
    > ek albo ugotować coś dokładnie jak w domu, skoro mam do dyspozycji inne garnki,
    > inne składniki, nie mam piekarnika albo w ogóle nie mogę sama gotować tylko tr
    > zeba coś zjeść na mieście?

    Wymyślasz problemy, przyznaj, że ci się nie chce. Bo zawsze coś zjadliwego się znajdzie, chyba, że pojedziecie na pustynię. Wtedy owszem - możesz podawać tylko to, co jest.Bo nie ma innego wyjścia.
  • z888 06.06.13, 10:55
    Owszem, nie chce mi się robić z jedzenia tematu numer jeden w domu.
  • morekac 06.06.13, 11:17
    Gwarantuję, że przy dziecku jak tu opisywane właśnie takie podejście zrobiłoby z jedzenia numer jeden w domu. Problem z moją młodszą córką zaczął maleć, kiedy domownicy przestali się trząść "Bo ona znowu nic nie zjadł." Od lat je to, co chce ...
    BTW: są nawet domownicy nader uradowani, jak dziecię postanowi nie zjeść mięsa... ;-)
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • mruwa9 06.06.13, 15:12
    pozostaje mi sie podpisac pod powyzszym.
    Robienie z jedzenia /niejedzenia problemu , wokol ktorego kreci sie cale zycie, przynosi efekt odwrotny do zamierzonego.
    Usmazenie tego nieszczesnego kurczaka 2, czy nawet 3 razy w tygodniu, rzucenie go na stol, a potem posprzatanie pustych talerzy, oproznionych bez szemrania przez wybredne dzieci, jest w gruncie rzeczy latwiejsze, szybsze i obarczone mniejszym ryzykiem awantur przy stole, niz stawianie sprawy na ostrzu noza: masz zjesc to, co przyrzadzilam, czy ci smakuje, czy nie.
  • z888 07.06.13, 13:03
    Nie "masz zjeść to, co przyrządzam, czy ci smakuje czy nie", tylko "możesz zjeść, jeśli ci smakuje. Jeśli nie, to nie jedz".
  • morekac 07.06.13, 22:36
    A potem nie wytrzymujesz, patrzysz na dziecię błagalnym wzrokiem i mówisz: No spróbuj...
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • morekac 04.06.13, 20:43
    Moja młodsza córka jest dzieckiem, które nadal może nie jeść, jeśli nie ma rzeczy 'jadalnych'. Ona nawet nie płakałaby z głodu - napiłaby się wody i poszła spać...
    Owszem, teraz pasuje jej dużo więcej rzeczy niż kilka lat temu, w większości przypadków może sobie coś tam wygrzebać jadalnego z menu w knajpie czy w kraju czy za granicą. Sporo sobie rozszerzyła dietę w okresie intensywnego wzrostu - chociaż muszę przyznać, że pijała wówczas jakieś przemysłowe ilości mleka i jadała jak chłop od kosy - ale przede wszystkim rzeczy, które jadała wcześniej...
    I jeszcze jedno: gdybym nie miała starszej córki, która nigdy nie marudziła przy jedzeniu, zaś w przedszkolu - jako jedyna prosiła o dokładkę szpinaku, być może stwierdziłabym, że pewnie rozpuściłam dziecko.
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • mruwa9 04.06.13, 21:55
    latwo ci sie teoretyzuje. To byloby bardzo proste, gdyby dziecko bylo jak kulka plasteliny, ktora rodzic moze sobie dowolnie formowac, wedlug wlasnego widzimisie. A tu pojawia sie czlowieczek, ktory ma wlasne zdanie i lasny pomysl na zycie. Nie mowiac o swoich wlasnych gustach kulinarnych.
    Zmuszanie do jedzenia potraw zdecydowanie nielubianych, czy lamanie go glodem , dla mnie ma znamiona znecania sie nad dzieckiem. Ja moim dzieciom tego nie potrafie zrobic.
    No i nie bierzesz pod uwage, ze niektore dzieci trzeba by glodzic naprawde dlugo (dluzej, niz jedna dobe), zeby je zlamac. Bo majac do wyboru zjedzenie tego, czego nie lubia a niejedzenie wcale, wybiora to drugie.
    Moje dziecko w wieku niemowlecym i poniemowlecym jadlo praktycznie wszystko, co zaserwowalam. Ale w miare uplywu czasu samo wykluczalo ze swojej diety coraz to kolejne potrawy. Tak po prostu. Ja bylam taka sama, wedlug mojej mamy. Jako male dziecko jadlam praktycznie wszystko, a potem przestalam jesc wiele rzeczy i tak mi zostalo. Dlatego jak malo kto, rozumiem moje dzieci. I jestem ostatnia osoba, ktora bedzie je zmuszac do jedzenia czegos, czego nie lubia.
  • Gość: paszczakowna1 IP: *.chem.uw.edu.pl 04.06.13, 13:10
    Co do frytek, wyprobuj ziemniaki skropione oliwa, pieczone w mikrofalowce. Znacznie zdrowsze niz frytki, a moze tez okaza sie jadalne.
  • aqua48 04.06.13, 18:09
    Ja byłam taką siedmiolatką. Można mnie było tylko pozbawić jedzenia, co wcale nie wywoływało u mnie apetytu, głodu, po prostu mogłam nic nie jeść. A jadałam całymi tygodniami na przemian dwie zupy, skubałam drugie, którego zazwyczaj nie znosiłam, chleb był tylko z masłem, żółtym serem i dżemem i owoce. I to koniec.
    Zapewniam wszystkich, że nic mi nie smakowało, wszystko rosło w ustach w gulę i prowadziło do odruchu wymiotnego. Wyrosłam z tego dopiero w czasach licealnych do których dożyłam bez większego szwanku na ciele i umyśle :) Od tej pory jem wszystko. Ze smakiem.
  • majakowa 04.06.13, 20:30
    Ja to rozumiem. Mam 30 lat i zawsze mówię, ze dużo potraw lubię i jednocześnie dużo nie lubię. Gdy zjem coś z opcji nie lubię (np. obiad rodzinny bo wypada zjeść) zawsze mi potem zaszkodzi, jak nie wymiotuję to mam biegunkę itp. Więc dziecku nic nie wciskam, niech je na co ma ochotę, bo to też "ciężki" przypadek. U niej jest gorzej, nauczyłam się już, bo próbowałam wielu metod. Metoda wciskania, kombinowania, grożenia, nagradzania itp. powodowały tylko, że zamykała buzię i na samą myśl widziałam, jak staje jej w gardle. Kiedy udało sie coś wcisnać, zaraz wymiotowała. Nie wiem czy to problem w psychice czy w czym, ale od małego tak było, że mało co oprócz mleka zjadała. Teraz widzę, że ma okresy że jak coś jej posmakuje to jadłaby na okrągło aż się jej to przeje. I tak je, obydwu nam z tym dobrze. Ja jestem spokojniejsza, że coś zje a ona gdy nic się jej nie wciska sama ma ochotę czasem coś nowego spróbować. A dla męża gotuję osobno :) i nic w tym dziwnego nie widzę bo on je jeszcze całkiem co innego. To co mi smakuje jemu nie, więc zdarza się że jemy na obiad 3 różne dania ; )
  • babyaggie 05.06.13, 12:15
    Może jak zajrzy do jakiejśc książki z przepisami dla dzieci to może jej się coś spodoba na tyle, że po przyrządzeniu spróbuje to zjeść?

    Moja (wszystko żerna) ale np. uwielbia roladki z kurczaka. Wkląda do środka różne rzeczy zawijamy i potem ma zabawę sprawdzając co jest gdzie?
    Może zainteresowanie jedzeniem sprawi, że się bardziej otworzy.

    U nas często robimy chipsy z pasternaku i buraków. Może frytki z tego byłyby dla Twojej córki zjadalne?
  • mamatin 05.06.13, 23:13
    może ja dziwna jestem, ale dla mnie dziecko (już od urodzenia) to odrębny człowiek. Ma swoje upodobania, charakterEK, wariactwa, ulubione potrawy i inne, ktore można probować zmieniać, wychowywac. Nie można wymagać, aby było takie jak my, bo to inny człowiek. 7-miolatka tym bardziej. Zasadniczo ona zbyt wiele nie wymaga, kilka produktow podanych osobno. Tak ma i koniec, można probowac przekonywac ją do innych rzeczy, ale nie na siłę.
    Gdyby codziennie chciała naleśniki z nutellą, cole do popicia i krówki na deser to ok. Ale skoro w najgorszym wypadku zadowoli się chlebem i mlekiem, to nie jest zbyt "wymagająca" i raczej nie nadużywa matczynej litości. Po co ją dręczyć?.

    Natomiast historia z płaczem na stołówce i wożnym czekajacym na pół kotlecika to jakis horror. Dlaczego nic z tym nie robicie? W domu pozwalacie, a obcy ludzie pastwią sie nad dzieckiem? Idż do szkoły i powiedz żeby makaronu i kaszy nie polewali jej sosem, to taki problem?
    Dla mnie opisane metody "zachecania" do jedzenia to przemoc.
    W zerowce u mojej bratanicy wywierali inaczej nacisk: żadne dziecko nie moglo wstac od stolika dopóki ona nie zje. Mała ciągle plakala, nie chciala chodzic do przedszkola. Sytuacja sie zmieniła, gdy ja wypisali z obiadów.

  • agnieszka.z.lodzi 09.06.13, 09:17
    Jaka jest sytuacja u Was w domu? Czy jesteście pełną rodziną? Jeśli tak, to czy w domu atmosfera jest normalna, tj nie ma problemów z używkami, awantur itp? Jeśli nie, to jakie są kontakty Twoje i dziecka z ojcem?
  • mruwa9 09.06.13, 09:38
    a co to ma do rzeczy?
    Myslisz, ze w pelnych, zdrowych rodzinach, problem niejadkow nie istnieje?
  • morekac 09.06.13, 10:53
    Podejrzewam jakąś nadwrażliwość kubków smakowych czy coś w tym guście... Córka zauważa, kiedy naleśniki są zrobione z innej mąki niż zwykle... Jest w stanie wymienić niemal wszystkie przyprawy wrzucone do jedzenia - mnie się to smakowo zlewa. Chyba powinna zostać kiperem.
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • agnieszka.z.lodzi 09.06.13, 19:54
    mruwa9 napisała:

    > a co to ma do rzeczy?
    > Myslisz, ze w pelnych, zdrowych rodzinach, problem niejadkow nie istnieje?

    A Ty myślisz, że opisany przypadek, to typowy niejadek?
  • deszcz.ryb 09.06.13, 21:07
    > A Ty myślisz, że opisany przypadek, to typowy niejadek?

    A nawet jak nietypowy, to wydaje ci się, że przestała jeść, bo ma dysfunkcyjną rodzinę? No proszę cię, nie pisz takich głupot. :D
  • agnieszka.z.lodzi 09.06.13, 23:15
    A może poczytaj o zaburzeniach odżywiania u dzieci? A potem mnie obrażaj?

    Wiesz o takim schemacie, że dziecko które nie ma wpływu na otoczenie (np syt między rodzicami) szuka takiej dziedziny, w której ma wpływ na coś. I tak właśnie często mając wpływ na to co je, odreagowuje inne tematy. Wiedziałaś o tym, czy za trudne?
    Oczywiście, dywaguję, bo to może być zwykły niejadek, który "taki jest" i już. Po to zadałam pytanie. Ale znawcy forum mnie storpedowali....
  • mruwa9 09.06.13, 23:49
    dorabiasz teorie, jakbys byla studentka 1 roku psychologii, ktorej sie wydaje, ze kompetencji wystarczy do roli eksperta.Juz tu taki mskaiq byl. A moze to twoj poprzedni nick?
    Tak, to moze byc normalny obraz niejadka. Wychowywanego w jak najbardziej normalnej rodzinie.
  • deszcz.ryb 10.06.13, 06:40
    > Oczywiście, dywaguję,

    No jasne, że dywagujesz, i to głupio. Jak ktoś napisał - jak studentka pierwszego roku psychologii. :D Przestań.

    TAK, istnieją osoby, które NIE MOGĄ zjeść pewnych rzeczy, nie dlatego, że nie chcą albo na złość, albo "odreagowując", ale po prostu dlatego, że są to rzeczy dla nich NIEJADALNE.
  • agnieszka.z.lodzi 10.06.13, 10:23
    deszcz.ryb napisała:

    > > Oczywiście, dywaguję,
    >
    > No jasne, że dywagujesz, i to głupio. Jak ktoś napisał - jak studentka pierwsze
    > go roku psychologii. :D Przestań.

    Dobrze, natychmiast, bo ty i mruwa tak chcecie....

    > TAK, istnieją osoby, które NIE MOGĄ zjeść pewnych rzeczy, nie dlatego, że nie c
    > hcą albo na złość, albo "odreagowując", ale po prostu dlatego, że są to rzeczy
    > dla nich NIEJADALNE.

    a ty znasz to konkretne dziecko z wątku i wiesz na jego temat wszystko. Ty z mruwa faktycznie, nie jesteście samozwańczymi ekspertami....jesteście najprawdziwszymi ekspertami!

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka