Dodaj do ulubionych

Próba sił - czy warto?

IP: *.dynamic.chello.pl 30.09.13, 21:14
Mój syn ma 2,5 roku i jest typem wyjątkowo upartym i, niestety, konsekwentnym w tej upartości ;) Jak sobie coś ubzdura, na czymś mu zależy, albo przeciwnie - czegoś nie chce zrobić, będzie walczył do upadłego.
Przykład z wczoraj: wychodzimy z domu, ja mam kilka worków śmieci. Mówię, że najpierw idziemy do śmietnika. Czy mi pomoże nieść (coś lekkiego bym mu dała)? Nie. OK, nie musi, myślałam, że to będzie atrakcja. Na korytarzu zaczyna się marudzenie, że on chce na ręce. Tłumaczę, że nie mogę go wziąć, nie mam wolnej ręki, że wezmę go na chwilę, jak wyrzucę śmieci itd. On swoje - chce na ręce. W końcu zaczyna się płacz, potem już ryk, wycie i tarzanie się po ziemi. Powtarzam więc, że teraz nie mogę, wezmę na ręce później. Młody wyje nadal. Idę przed siebie. On prosi, żebym zaczekała. Czekam więc a on leży na podłodze i wyje. Ruszam przed siebie. I tak kilka razy. W końcu widzi, że nic nie ugra, więc rusza za mną wyjąc nadal. Dochodzimy do śmietnika. Wyje nadal. Wyrzucam więc śmieci i przytulam, tłumaczę jeszcze raz, że miałam zajęte ręce. On mnie kopie rzuca się i nadal wyje. W końcu próbuję go wziąć na ręce mówiąc, że teraz już mogę. On wyjąc tłumaczy, że on teraz to już nie chce, bo on chciał na korytarzu, wtedy, nie teraz. Więc tłumaczę jeszcze raz. I tak dalej... Młody wył potem jeszcze ze pół godziny, może nawet dłużej nie dając się wziąć na te ręce, zagadać, zmienić tematu... W końcu po blisko godzinie awantury uspokoił się.
Tak jest za każdym razem, kiedy nie ulegnę. Ulegam więc kiedy tylko mogę, bo zwykle nie mam czasu ani ochoty na godzinne awantury. Nie ulegam w kwestiach ważnych (typu: zęby trzeba umyć, trzeba trzymać się za rękę przechodząc przez ulicę), albo w sprawach zupełnie absurdalnych, jak opisana powyżej (bo oczywiście mogłabym wynieść te śmieci na dwie tury z dzieckiem na rękach, ale dla mnie to absurd, tym bardziej, że młody nie był ani zmęczony, ani śpiący i spokojnie mógł ten odcinek przejść). I tu nie mam wątpliwości. Zastanawiam się natomiast, jak postępować w sprawach mniej ważnych, gdzie niby mogę odpuścić, ale ta walka jest ewidentnie walką o władzę i ja ustępując mą władzę oddaję. Ustępować dla spokoju mojego i dziecka? Czy walczyć? Chodzi mi o sytuacje codzienne, na przykład taka: młody po przyjściu z dworu nie chce zdjąć butów, bo chce, żebym ja mu zdjęła. Ja bym chciała, żeby był samodzielny. Wiem, że umie to zrobić, nie sprawia mu to kłopotu, a on uparcie codziennie zapiera się, że butów nie zdejmie, bo ja mam to zrobić. Jeśli mu zdejmę, jest wszystko ok. Jeśli ja też się zaprę i powiem, że ma zdjąć sam, leży przez kilkadziesiąt minut w przedpokoju i wyje, czasem z tego płaczu sika w majtki, albo wręcz zaczyna wymiotować.
To jest moje trzecie dziecko. Starsza dwójka była zdecydowanie łatwiejsza pod tym względem. Jeśli nawet nie chcieli czegoś zrobić, zawsze w jakiś sposób dawali się przekonać. Będąc w takim wieku, jak teraz młody byli bardzo samodzielni - sami się rozbierali, ubierali, jedli, chodzili na własnych nogach (jego czasem noszę, bo nie mam siły walczyć) itd.
Boję się, że ulegając młodemu sprawię, że będzie totalnie niesamodzielny, roszczeniowy, jednym słowem rozpieszczony i wejdzie mi zupełnie na głowę. A z drugiej strony nie mam pewności, czy warto zmuszać go do tego przykładowego zdejmowania butów kosztem nerwów jego i moich i nieustannie napiętej atmosfery w domu.
Obserwuj wątek
    • verdana Re: Próba sił - czy warto? 30.09.13, 22:15
      Ja bym poradziła dwie rzeczy
      - po pierwsze unikaj konfrontacji. Nie mów mu na razie, aby zjął buty, tylko po prostu mu je zdejmij. Buty to tylko przyklad - po prostu w sytuacjach, gdy wiesz, ze będzie awantura, od razu staraj się jej zapobiec. Unikniesz w ten sposób pewnie co czwartej. Syn jeszcze zdąży być samodzielny:)
      -Po drugie, w sytuacji, gdy syn zdecydowanie czegoś chce szybko się zastanów. I albo natychmiast się na to zgódź (dobra, biore cię na rece, wyrzucami śmieci potem), albo wcale, niezaleznie od ryku. Tak, aby dziecko wiedziało, zę może spokojnie o coś poprosić i to dostać, ale gdy mówisz "nie", to "nie", choćby się waliło i paliło.
      W tej sytuacji nie ma mowy o uleganiu - gdy od razu mówisz "tak", jest tylko wypełnienie prośby dziecka - byłoby dobrze, aby przejsciowo jak najczęęściej mówić "tak", nawet jak to nie jest szczególnie wygodne.
      Natomiast zmiana zdania w trakcie ryku nie jest dobra dla nikogo. Przede wszystkim dlatego, że w ten sposób znacznie silniej wyrabia się odruch domagania sie. Dziecko, które nigdy nie wie, czy zdola płaczem zmienić decyzję, będzie płakało cżęściej niż to, które wie, ze mama zawsze ustąpi i to, które wie, ze nigdy. To nie jest dobra dla nikogo. Po drugie, dziecko płacząc godzinami nie jest szczęśliwe - gdy będzie wiedziało, że to żadna metoda, znacznie szybciej przestanie w taki sposób sie czegoś domagać.
      Ale, niestety, to działa tylko wtedy, gdy prośby dziecka sa częściej spełniane, niż niespełniane...
      --
    • soffia75 Re: Próba sił - czy warto? 30.09.13, 22:55
      Ode mnie tylko jedna uwaga: nie ma sensu tłumaczenie, kiedy dziecko jest już "nakręcone", rozhisteryzowane i robi awanturę. To nic nie da, bo ono wtedy i tak nie słucha tego, co mówisz, tylko jest zafiksowane na swoich emocjach, na swojej złości. Jeśli już doszło do awantury, trzeba ją przeczekać. Rozmowa ma sens dopiero, kiedy syn uspokoi się i ochłonie.
      --
      "Future's made of virtual insanity"
    • joshima Re: Próba sił - czy warto? 01.10.13, 00:08
      Gość portalu: dada napisał(a):

      > Zastanawiam się natomiast, jak
      > postępować w sprawach mniej ważnych, gdzie niby mogę odpuścić, ale ta walka jes
      > t ewidentnie walką o władzę
      Zmienić podejście? Dzieci naprawdę nie walczą o władzę. Przynajmniej nie dwulatki. To Ty walczysz o władzę i kontrolę. Naprawdę chcesz walczyć z własnym dzieckiem? Pamiętaj, że w walce każdy coś przegrywa.

      > Chodzi mi o sytuacje codzienne, na przykład
      > taka: młody po przyjściu z dworu nie chce zdjąć butów, bo chce, żebym ja mu zdj
      > ęła. Ja bym chciała, żeby był samodzielny.
      No i niech będzie samodzielny, ale korona z głowy Ci nie spadnie jak możesz mu te buty zdjąć. Ja mam córkę w wieku ponad 4 lat i też mnie czasem prosi o pomoc przy rozbieraniu. Co oczywiście nie kłóci się z jej samodzielnością. Sama się obsługuje (ubiera rozbiera, kąpie czy robi kanapki)

      > czasem z tego płaczu sika w majtki, albo wręcz zaczyna wymiotować.
      Warto?

      > Boję się, że ulegając młodemu sprawię, że będzie totalnie niesamodzielny, roszc
      > zeniowy, jednym słowem rozpieszczony i wejdzie mi zupełnie na głowę.
      Nic takiego u swojej czterolatki nie dostrzegłam. wręcz przeciwnie. Im więcej mam cierpliwości i im bardziej jest dopieszczona, kiedy tego potrzebuje, tym spokojniejsza i bardziej układna jest.

      > A z drugie
      > j strony nie mam pewności, czy warto zmuszać go do tego przykładowego zdejmowan
      > ia butów kosztem nerwów jego i moich i nieustannie napiętej atmosfery w domu.
      No moim zdaniem nie, ale Ty musisz sobie bilans zrobić sama.

      --
      JoShiMa

      Na świecie nie ma innych zjawisk, poza zjawiskami fizycznymi.
    • Gość: Kinderczekolada Re: Próba sił - czy warto? IP: *.205.89.188.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl 01.10.13, 09:11
      Musisz pamiętać, ze jesteście rodzina. Masz jeszcze dwójkę dzieci, ktore temu wszystkiemu sie przyglądają, one widza co działa i kiedy ulegniesz.
      Nie wiem w jakim wieku jest reszta, ale co zrobisz jesli cała trojeczka siadzie i poprosi (bardziej lub mniej grzecznie) o zdjecie butów? Któremu odmówisz?
      Przy licznej rodzinie (a trojeczka to już sporo) dobrze dążyć do takiego układu, ze każdy zobowiązany jest do robienia samodzielnie wszystkiego co już potrafi.
      A jak będziesz szła z workami na śmieci, dzieckiem na ręku i jeszcze plecakiem średniego (bo przecież reszcie nie mozesz wszystkiego odmawiać, tłumacząc, ze maluch potrzebuje wiecej pomocy)?
      Verdana dobrze Ci poradziła, czyli dzieciaki musza wiedzieć, ze jesli mówisz nie to znaczy nie i żadne płacze tego nie zmienia. I, ze jesli czasem nie, zmienia sie na tak, to dostają komunikat, ze awantura potrafi zdziałać cuda i beda płakać dłużej i głośniej, bo pewnie kiedys zadziała. Dziecko, ktore wie, ze nie znaczy nie wyrazi swoje niezadowolenie (bo przecież jest niezadowolone), ale szybko skończy, bo płacz bedzie tylko wyrazem złości, a nie narzędziem do celu.
      Jak poradzić sobie w sytuacji z butami? Ja bym siadla obok dziecka i powiedziała, ze ok, ja zdejmuje jeden twój but, potem ty ściągasz mój i tak możemy sie rozebrać.
      Inny sposób, zostawiam dziecko w butach idę robic cos ciekawego, mówię, ze jak tylko zdejmie buciki będziemy robic to samo (jak przybiegnie w butach spokojnie odstawiam do przedpokoju itd).
      W zależności od możliwości i inwencji mozna jeszcze kilka innych pomysłów zrealizować.
      Sytuacja ze smietnikiem postapilas dobrze. Zaproponowalas, ze wezmiesz go na ręce, jak wyrzucicie śmieci, nie chciał, spokojnie zajmujesz sie kolejnymi rzeczami. W takich sytuacjach nie warto krzyczeć, rozmawiać raczej tez sie nie da, bo to wymagało by przekroczenia brzdaca i zaczyna sie robic nieprzyjemne.
      Najlepiej taki przeciagajacy sie płacz traktować możliwie obojętnie, ani złość ani nadmierna uwaga sa niedobre (napisałas, ze próbowałas go czymś zając, nie dało sie, wiec ok, dalej robisz swoje)
      Co do noszenia spokojnie najwyższy czas oduczyc (2,5 roku to już pewnie konkretny ciężar, nie szkoda Ci kręgosłupa).
      Bierz go na ręce i za chwile odkładaj, mówiąc, ze jest już takim duży, ze nie masz siły. Nie mow, ze nie chcesz, ze już nie powinien, tylko, ze nie masz siły. Jak bedzie płakał zachowaj spokój.
      Róbcie doświadczenia czy np. da radę podnieść ciężka siatkę i tłumacz, ze tak jak on ma problem z noszeniem tej siatki, tak ty dajesz rady nosić jego.

      Jeszcze raz, pamietaj, ze dzieci masz trójkę i te cichsze, starsze widza, co na Ciebie działa i jak przyjdzie odpowiedni moment wykorzystają to. Zycie rodziny nie powinno kręcić sie wokół najglosniejszego członka;)
      • joshima Re: Próba sił - czy warto? 01.10.13, 12:59
        Gość portalu: Kinderczekolada napisał(a):

        > Ciebie działa i jak przyjdzie odpowiedni moment wykorzystają to. Zycie rodziny
        > nie powinno kręcić sie wokół najglosniejszego członka;)
        Masz rację. Dziecko to Twój największy wróg a życie w rodzinie to nieustanna wojna podiazdowa. Strzeż się go, bo wszystko co powiesz czy zrobisz, prędzej czy później zostanie wykorzystane przeciwko Tobie.


        --
        JoShiMa

        Na świecie nie ma innych zjawisk, poza zjawiskami fizycznymi.
    • el_elefante Re: Próba sił - czy warto? 01.10.13, 09:54
      > ta walka jest ewidentnie walką o władzę i ja ustępując mą władzę oddaję
      No jeśli masz na myśli władzę absolutną, to w sumie tak. Pytanie, do czego twoja władza ma tak naprawdę służyć i dalej - jaki w związku z tym ma mieć charakter?
      Nie, nie uważam, że oddajesz władzę zdejmując mu te przykładowe buciki. Bo jeśli by tak miało być, to ta władza byłaby kiepskiej jakości. Chyba nie w tym rzecz.


      --
      Nigdy nie porównuj tego, co masz w środku, z tym, co ktoś inny ma na zewnątrz. H.MacLeod
    • rulsanka Re: Próba sił - czy warto? 01.10.13, 12:50
      To jest moje trzecie dziecko. Starsza dwójka była zdecydowanie łatwiejsza pod tym względem.

      No właśnie, i dlatego młodszy ma przechlapane. Będziesz go porównywać, szufladkować? To inny człowiek i tyle. Może jego obecne wady okażą się kiedyś zaletami. Jesteś starsza, może bardziej zmęczona. Może masz mniej cierpliwości. Ty też nie jesteś taką samą matką jaką byłaś dla starszych dzieci.

      Boję się, że ulegając młodemu sprawię, że będzie totalnie niesamodzielny, roszczeniowy, jednym słowem rozpieszczony i wejdzie mi zupełnie na głowę.

      I dlatego dwulatek musi sam zdejmować buty? Nie tędy droga. Ustępstwami uczysz dziecko kompromisów i ustępstw. Ale też masz prawo do respektowania swoich granic. Czyli możesz zdjąć buty młodemu, ale raczej nie będziesz nieść go na rękach niosąc równocześnie torby ze śmieciami.
      Dziecko nie walczy o władze, po pierwsze ono w ogóle nie wie co to władza i po co ona. Dziecko chce pewnych rzeczy tu i teraz, i nie umie nad tym popędem zapanować. A jak już się nakręci w histerii to w ogóle nie da się z nim dogadać. Spróbuj poobserwować, czy histerie nie zdarzają się u was z jakiegoś banalnego powodu: zmęczenie, głód, nadmiar bodźców. Może da się zapobiec części z nich.
      • mama_trojga Re: Próba sił - czy warto? 01.10.13, 13:42
        O to właśnie chodzi, to porównywanie jest najgorsze. Ja nieustannie łapię się na tym, że porównuję to trzecie do pierwszej dwójki. Tymczasem sytuacja jest kompletnie inna, ja jestem inna (starsza i 100 razy bardziej zmęczona) i dziecko jest inne. Wiem o tym, ale i tak czasem ciężko zapanować nad irytacją.
    • mad_die Re: Próba sił - czy warto? 01.10.13, 16:10
      > Mój syn ma 2,5 roku i jest typem wyjątkowo upartym i, niestety, konsekwentnym w
      > tej upartości ;) Jak sobie coś ubzdura, na czymś mu zależy, albo przeciwnie -
      > czegoś nie chce zrobić, będzie walczył do upadłego.
      W tym zdaniu zawarłaś wszystko, czyli brak wiedzy o rozwoju dzieciaków w tym wieku.
      On nie jest uparty, on ma dwa i pół roku.
      I tak, jak mu na czymś zależy, to chce tego - jak każdy, nie?

      Ja na Twoim miejscu:
      - śmieci : wystawiłabym worki za drzwi i albo wzięła młodego na ręce i wyniosła śmieci na raty ALBO zostawiła te przyjemność mężowi -------------------- jedna awantura mniej, matka zadowolona, dziecko jeszcze bardziej
      - nie postrzegałabym tej sytuacji jako absurdalnej, bo jednak maluch inaczej widzi świat niż Ty i dla niego kwestia bycia na Twoich rękach lub nie mogła być jak żyć albo nie żyć, nie wiesz, czy młody nie był zmęczony, może jednak był, a może był głodny, a może się pić chciało, a może po prostu chciał być blisko CIEBIE?
      - buty : zdjęłabym, bez wahania, oszczędzasz zdrowia sobie, jemu płaczu i wstydu zasikanych majtek....
      - inne dzieci : skończyłabym z porównywaniem, bo to trzecie dziecko jest zupełnie innym człowiekiem


      --
      BadVista
    • Gość: dada Re: Próba sił - czy warto? IP: *.dynamic.chello.pl 01.10.13, 20:33
      Dziękuję za Wasze odpowiedzi. Niektóre z nich bardzo mi pomogły uporządkować to sobie w głowie.
      Natomiast tym wszystkim, które czepiają się sformułowania "walka o władzę" już się tłumaczę. Może to niefortunne określenie, trochę skrót myślowy. To jest po prostu próba ustawienia świata po swojemu, tak jak dziecko chce. Czyli chce oczywiście mieć mamę na wyłączność, co jest kompletnie nierealne, bo czasem muszę się zająć starszymi dziećmi, pomóc im w lekcjach, czasem coś zjeść, wykąpać się, porozmawiać przez telefon itd. Ale też chce, żeby telewizor był nonstop włączony, żebym ja założyła np. kalosze, kiedy świeci słońce, żebym nie zamykała za sobą drzwi do toalety, nosiła go na rękach po domu (nosiła, nie przytulała, mam STAĆ trzymając go na rękach) a brat żeby natychmiast oddał mu kubek, z którego pije herbatę (natychmiast, nie jak już wypije). I jeśli nie ulegniemy - wyje (przypominam nie płacze chwile, ale wyje czasem i godzine). Uleganie w tych sytuacjach powodowałoby, że cała rodzina byłaby sterroryzowana przez najmłodszego. I ja wcale nie twierdzę, że on ma zapędy tyrana i chce nami rządzić. Nie. On "tylko" chce, żeby świat wyglądał tak, jak jemu się podoba. I to nazywam walką o władzę, mimo, że z faktyczną władzą nie ma to zbyt wiele wspólnego.
      I tam, gdzie "mnie to nie boli" mogę ustąpić - założyć jemu inny kolor bluzki, niż początkowo chciałam, czy pokroić ogórka wzdłuż a nie w plasterki. Ale przykłady, które podałam wyżej są dla mnie nie niedorzeczne. Nie będę nosiła dziecka na rękach cały dzień po domu, bo mi ciężko. Mogę wziąć na kolana. Mogę potrzymać na rękach chwilę, ale to wszystko.
      I nie, nie walczę z dzieckiem. Próbuję zachować równowagę między zaspokajaniem jego potrzeb, potrzeb reszty rodziny (co w jego opinii czasem się wyklucza) i jeszcze czasem przypomnieć sobie o swoich potrzebach.
      • joshima Re: Próba sił - czy warto? 01.10.13, 21:10
        Gość portalu: dada napisał(a):

        > Ale też chce, żeby telewizor był nonstop włącz
        > ony, żebym ja założyła np. kalosze, kiedy świeci słońce, żebym nie zamykała za
        > sobą drzwi do toalety, nosiła go na rękach po domu (nosiła, nie przytulała, mam
        > STAĆ trzymając go na rękach) a brat żeby natychmiast oddał mu kubek, z którego
        > pije herbatę (natychmiast, nie jak już wypije). I jeśli nie ulegniemy - wyje (
        > przypominam nie płacze chwile, ale wyje czasem i godzine).
        W niektórych wymienionych kwestiach (a pewnie w realu jest ich więcej) spokojnie i bez uszczerbku na "honorze" można ustąpić. W tych kwestiach w których nie można (ot choćby w przypadku kubka z którego pije brat) frustracje dziecka trzeba wziąć na klatę i zapytać się co jest prawdziwą przyczyną. Zawsze jest jakaś prawdziwa przyczyna i jakieś niezaspokojone potrzeby. Trzeba ich tylko poszukać. No i wymyślić jak pomóc dziecku, żeby jednak nie wyło godzinę. Naprawdę można dziecko przytulić i ukoić jego gorycz mimo iż nie można mu ustąpić i zaspokoić jego bezpośredniego żądania.

        > I ja wcale nie twierdzę, że on ma zapędy tyrana i chce nami rządzić. Nie. On "t
        > ylko" chce, żeby świat wyglądał tak, jak jemu się podoba.
        Ależ każde dziecko w jego wieku tak ma, tylko jedne walczą o to mocniej a inne mniej. W zależności od temperamentu i siły charakteru.

        > I tam, gdzie "mnie to nie boli" mogę ustąpić - założyć jemu inny kolor bluzki,
        > niż początkowo chciałam, czy pokroić ogórka wzdłuż a nie w plasterki. Ale przyk
        > łady, które podałam wyżej są dla mnie nie niedorzeczne. Nie będę nosiła dziecka
        > na rękach cały dzień po domu, bo mi ciężko.
        A skąd wiesz, że konieczne by było noszenie go przez cały dzień?

        > I nie, nie walczę z dzieckiem. Próbuję zachować równowagę między zaspokajaniem
        > jego potrzeb, potrzeb reszty rodziny (co w jego opinii czasem się wyklucza) i j
        > eszcze czasem przypomnieć sobie o swoich potrzebach.
        Niewątpliwie jakieś jego potrzeby pozostają niezaspokojone.

        --
        JoShiMa

        Na świecie nie ma innych zjawisk, poza zjawiskami fizycznymi.
      • mama_trojga Re: Próba sił - czy warto? 01.10.13, 22:44
        Czasem jest tak, że te absurdalne wrzaski z pozoru bez sensu mają podłoże w czystej fizjologii. W sumie często tak jest, najczęściej pragnienie albo głód. Dziecko w tym wieku najczęściej nie wie, że jest głodne i właśnie tak to się objawia. Mnie zdarzyło się wielokrotnie, że upewniwszy się, że nie da się nic wytłumaczyć a sytuacja się pogarsza, mówiłam: chodź bo ty chyba jesteś głodny i dziecko zjadało 2 miski zupy. Tak jak pisze joshima - prawdziwa przyczyna jest inna.
      • majgug Re: Próba sił - czy warto? 01.10.13, 23:45
        poniewaz wiele juz zostalo powiedziane, to ja odniose sie tylko do kwestii kaloszy.
        moj syn (dokladnie 2,5) bardzo lubi kiedy pada deszcz, bo wtedy moze zalozyc kalosze i skakac w kaluzach. kiedy tylko na niebie pojawi sie troche chmurek od razu chce maszerowac do zlobka w kaloszach. kilka razy tlumaczylam, ze nie bedzie padac, tez zaczynala sie awantura. zeby nie przedluzac, mowilam: ok, moze bedzie ci za goraco, moze bedziesz chcial zmienic, wezmiemy tez sandaly, tak na wszelki wypadek.

        i wiecie co?
        zawsze jak ma kalosze to pada, albo wrecz leje :)


      • mad_die Re: Próba sił - czy warto? 03.10.13, 13:00
        To jest po
        > prostu próba ustawienia świata po swojemu, tak jak dziecko chce.
        Nie, on ma jakieś potrzeby, których nie potrafi do końca określić słownie więc próbuje to robić tak jak umie.


        Czyli chce ocz
        > ywiście mieć mamę na wyłączność, co jest kompletnie nierealne, bo czasem muszę
        > się zająć starszymi dziećmi, pomóc im w lekcjach, czasem coś zjeść, wykąpać się
        > , porozmawiać przez telefon itd.
        Skąd wiesz, że na wyłączność? Może po prostu potrzebuje mieć Cię dla siebie przez 5 minut i potem poleci do swoich spraw. Mój syn, który niedługo będzie miał 4 lata, czasami włazi mi na ręce albo na kolana, siedzi sobie wtulony przez kilka minut, po czym rusza do swoich zajęć, jak gdyby nigdy nic. Jakbym go odganiała od siebie, to pewnie za WSZELKĄ cenę NIGDY PRZENIGDY nie dałby mi się nigdzie ruszyć i nic zrobić bez wycia. A tak? Da się.

        Ale też chce, żeby telewizor był nonstop włącz
        > ony,
        No tu tv rozumiem, nie ma bata. ALE.... żal po bajce, której już nie ma trzeba ukoić i zrozumieć małego człowieka.

        > żebym ja założyła np. kalosze, kiedy świeci słońce,
        A co w tym złego?

        żebym nie zamykała za
        > sobą drzwi do toalety,
        To też nie jest jakaś kwestia strasznie ważna, nie?

        nosiła go na rękach po domu (nosiła, nie przytulała, mam
        > STAĆ trzymając go na rękach)
        No tu nie kumam... wydzielasz dziecku bliskość? Wielokrotnie zdarza mi się, że stojąc w kuchni syn podbiega, wskakuje mi na ręce, da kilka buziaków, posiedzi na rękach i ..... koniec, dziękuje, już go nie ma :)

        a brat żeby natychmiast oddał mu kubek, z którego
        > pije herbatę (natychmiast, nie jak już wypije).
        A może to kubek młodszego? A może jemu też się pić chce?

        I jeśli nie ulegniemy - wyje (
        > przypominam nie płacze chwile, ale wyje czasem i godzine). Uleganie w tych sytu
        > acjach powodowałoby, że cała rodzina byłaby sterroryzowana przez najmłodszego.
        > I ja wcale nie twierdzę, że on ma zapędy tyrana i chce nami rządzić. Nie. On "t
        > ylko" chce, żeby świat wyglądał tak, jak jemu się podoba. I to nazywam walką o
        > władzę, mimo, że z faktyczną władzą nie ma to zbyt wiele wspólnego.
        W każdej z tych sytuacji mogłabym ulec. Ty zapewne też.
        Ale postawiłaś sobie za priorytet pokazać, kto rządzi w domu. No to masz....

        Nie będę nosiła dziecka
        > na rękach cały dzień po domu, bo mi ciężko. Mogę wziąć na kolana. Mogę potrzym
        > ać na rękach chwilę, ale to wszystko.
        Mówisz mu to? Tak, żeby zrozumiał? Czy po prostu rzucasz NIE na odwal się?


        --
        BadVista
        • Gość: fruzia01 Re: Próba sił - czy warto? IP: 194.93.124.* 03.10.13, 14:08
          > > żebym ja założyła np. kalosze, kiedy świeci słońce,
          > A co w tym złego?
          kalosze to nie są najwygodniejsze na świecie buty, nie wiem jak ty, ale ja nie lubię w słoneczny gorący dzień kisić nóg w gumowcach; wolę latem ubierać sandały i nie mam ochoty nabawić się odparzeń, bo młodemu akurat podoba się mama w kaloszach

          żebym nie zamykała za
          > > sobą drzwi do toalety,
          > To też nie jest jakaś kwestia strasznie ważna, nie?
          ja mam małą toaletę i nie chciałabym serwować całej rodzinie widoku podcierania wypiętego tyłka, zmieniania tamponu, podpaski itd; starsze dzieci mają to oglądać, bo młodszy nie pozwoli mamie zamknąć drzwi?

          > a brat żeby natychmiast oddał mu kubek, z którego
          > > pije herbatę (natychmiast, nie jak już wypije).
          > A może to kubek młodszego? A może jemu też się pić chce?
          a może to kubek starszego?

          > nosiła go na rękach po domu (nosiła, nie przytulała, mam
          > > STAĆ trzymając go na rękach)
          > No tu nie kumam... wydzielasz dziecku bliskość?
          ty masz siłę i dziecko które po chwili pobiegnie dalej; autorka nie ma siły i skoro mówi, że nie ma siły to znaczy że nie ma i może nie przekonujmy jej że jednak ma;

          naprawdę uważacie, że należy spełniać KAŻDĄ niezagrażającą życiu potrzebę dziecka bez uwzględnienia potrzeb innych osób w tym siebie?
            • Gość: Kinderczekolada Re: Próba sił - czy warto? IP: *.158.216.116.pat.umts.dynamic.t-mobile.pl 03.10.13, 17:16
              Przecież jako rodzice jesteśmy w stanie spełnić większość próśb dziecka, wiec tworzymy kategorie 'mogę, ale nie zrobię, bo...' (przynajmniej w mojej psychice taka kategoria istnieje).

              Przecież mozesz codziennie kupic dziecku lizaka, mozesz codziennie przygotowywać ulubiona pracochlonna potrawę, mozesz tez na zyczenie dziecka bawić sie kolejka o 3 w nocy, w koncu mozesz ubierac 8 latka czy karmic 4 latka (jedno i drugie na wlasne oczy widziałam) wszystko to jest w zasięgu Twoich możliwości, o kazda z tych dzieci dziecko moze Cie poprosic i w kazdym z tych przypadkow odmowa moze wywolac zlosc, ale uznajesz, ze z rożnych powodów nie będziesz tego robic.
              Większość osob napisała tu, ze dla świętego spokoju ściąga buty, zeby nie było płaczu, ale ktos inny moze postąpić inaczej.
              • jola_ep Re: Próba sił - czy warto? 03.10.13, 18:10
                > 'mogę, ale nie zrobię, bo...'

                Ddlaczego "nie mogę"? Bo może w tym konkretnym wypadku mogę, ale lecę siłą rozpędu? Czy stanie się coś złego, jeśli "ulegniemy" dziecku?
                Ja stosowałam prostą zasadę: na wrzaski nie reaguję, ale spokojne prośby (nawet jak chwilkę przedem był wrzask) rozważam - jeśli uznam, że mogę - spełniam.

                Moje dzieciaki dość szybko nauczyły się cywilizowanego komunikowania, bo im się to opłacało ;)

                > w koncu mozesz ubierac 8 latka
                ubierałam 6-latkę (prawie 7 lat)

                > czy karmic 4 latka
                karmiłam 4-latka, a może i starsze.

                I co?
                Świat się nie zawalił.
                Wyrosły mi całkiem fajne, samodzielne dzieciaki.

                Przy starszej opierałam się takim fanaberiom dłużej.
                W efekcie przy młodszym osiągnęłam to samo, ale atmosfera w domu była lepsza.

                Więc namawiam. Zastanówmy się i rozważmy :)
          • joshima Re: Próba sił - czy warto? 03.10.13, 18:01
            Gość portalu: fruzia01 napisał(a):

            > kalosze to nie są najwygodniejsze na świecie buty,
            No nie są. Jednak jaki problem żeby dać dziecku tego doświadczyć? A może ono ma inne zdanie. Nogi mu odpadną od tego, że pochodzi w kaloszach w ciepły dzień? Nie rozumiem dlaczego wielu rodziców sądzi, że wystarczy dziecku coś powiedzieć i ono ma wszystko brać na wiarę i to w dodatki takim jak mu rodzic przedstawił. Dzieci poznają świat, robią to po swojemu i mają, a w każdym razie powinny mieć, prawo dochodzić do wniosków innych niż zdanie rodziców. Szczególnie, kiedy to nikomu tak naprawdę nie szkodzi. Jak w przypadku tych nieszczęsnych kaloszy. Niektórzy rodzice pochodzą do pewnych kwestii chyba zbyt ambicjonalnie i mają bóle wątroby jeśli dziecko nie uwierzy im na słowo i chce coś zrobić po swojemu, przekonać się samo.

            > bo młodemu akurat podoba się mama w kaloszach
            A to mama ma założyć te kalosze, czy dziecko?


            > ja mam małą toaletę i nie chciałabym serwować całej rodzinie widoku podcierania
            > wypiętego tyłka, zmieniania tamponu, podpaski itd; starsze dzieci mają to oglą
            > dać, bo młodszy nie pozwoli mamie zamknąć drzwi?
            A skąd wiesz jaką toaletę ma autorka wątku?

            > ty masz siłę i dziecko które po chwili pobiegnie dalej; autorka nie ma siły i s
            > koro mówi, że nie ma siły to znaczy że nie ma i może nie przekonujmy jej że jed
            > nak ma;
            Ale może jednak spróbowałaby się przekonać czy rzeczywiście dziecku chodzi o noszenie go cały dzień a nie o kilka razy w ciągu dnia na chwilę? Dla osób, które mają mało siły i dzieci potrzebujące więcej bliskości zawsze będę polecać nosidła ergonomiczne. Wrzuca się żuczka na plecy a ręce są wolne. Żuczek wyprzytulany i wynoszony a mama nie musi się odrywać od swoich arcyważnych zajęć.


            > naprawdę uważacie, że należy spełniać KAŻDĄ niezagrażającą życiu potrzebę dziec
            > ka bez uwzględnienia potrzeb innych osób w tym siebie?
            Nie. Uważam jednak, że należy zawsze rozważyć, czy nie lepiej spełnić potrzebę dziecka, bo na dłuższa metę może to być dla wszystkich bardziej korzystne. Dla mnie mniejszym wysiłkiem jest ponosić trochę dziecko czy ustąpić w innych kwestiach, niż znosić zupełnie niepotrzebne histerie i wrzaski przez cały dzień. A w dodatku mniej cierpią nasze wspólne relacje kiedy dziecko ma świadomość, że mama nie jest głucha i ślepa i dostrzega jego małe tragedie i chce dać wsparcie.


            Uważam, że w rodzinie ludzie, a właściwie ich granice, są jak bańki mydlane w pianie. Normalnie bańka mydlana jest okrągła. W pianie każda musi się nieco ugiąć gdy napotyka drugą. Tak w rodzinie każdy musi nieco ustąpić ze swoich potrzeb, żeby wszystko grało. Tyle, że rodzice, jako osoby dojrzałe (a w każdym razie takie powinny być) są w stanie lepiej niż kilkulatek poradzić sobie z frustracją związaną z takim kompromisem.



            --
            JoShiMa

            Na świecie nie ma innych zjawisk, poza zjawiskami fizycznymi.
            • jola_ep Re: Próba sił - czy warto? 03.10.13, 18:13
              Dodam, że na niezaspokojenie potrzeby bliskości moje dzieciaki reagowały wzmożonym "pilnowaniem" mamy. Jak uznały, że jest obiektem dostępnym, odpuszczały.
              Opędzając się uzyskiwałam efekt przeciwny: kleiły się i pchały na ręce.
              • Gość: Kinserczekolada Re: Próba sił - czy warto? IP: *.158.216.116.pat.umts.dynamic.t-mobile.pl 03.10.13, 18:47
                A u mnie funkcjonuje to tak, ze jak jest chęć i możliwość jest sciskanie i baraszkowanie do padniecia, którejś ze stron, jak nie ma czasu jest szybki buziaczek i mini przytulanko, a jak nie ma możliwości, dziecko musi zadbać o siebie (nawet maluszek).

                To, ze w danym momencie nie zdejme butów dziecku nie znaczy, ze za chwile nie będziemy sie tarzac jak wariaci.
                Nie mam problemu z hałasem robionym przez zezloszczone dziecko, nie wywołuje to we mnie ani złości ani agresji. Nie przypominam sobie sytuacji, kiedybym podniosła głos w takiej sytuacji. Zwyczajnie mówię, w takiej sytuacji, cos w stylu, ale sie wsciekasz kolego i jak mam czas jestem przy nim i patrzę jak walczy ze sobą albo wymyślam jak go zachęcić, a jak nie mam akurat czasu to zwyczajnie zajmuje sie swoimi sprawami.
                Moje dzieci praktycznie nigdy nie wpadały w przedluzajace sie histerie (no mały jeszcze ma czas), zwykły płacz spowodowany frustracja czy deprywacja nie trwa długo, a szybko sie nauczyły, ze u nas płacz nie jest narzędziem do załatwienia czegokolwiek, wiec nie praktykuja przeciagajacego sie jeczenia.
              • joshima Re: Próba sił - czy warto? 03.10.13, 19:12
                > Dodam, że na niezaspokojenie potrzeby bliskości moje dzieciaki reagowały wzmożo
                > nym "pilnowaniem" mamy. Jak uznały, że jest obiektem dostępnym, odpuszczały.
                > Opędzając się uzyskiwałam efekt przeciwny: kleiły się i pchały na ręce.

                Dokładnie tak.

                --
                JoShiMa

                Na świecie nie ma innych zjawisk, poza zjawiskami fizycznymi.
                • murwa.kac Re: Próba sił - czy warto? 04.10.13, 12:45

                  Dodam, że na niezaspokojenie potrzeby bliskości moje dzieciaki reagowały wzmożonym pilnowaniem" mamy. Jak uznały, że jest obiektem dostępnym, odpuszczały.
                  Opędzając się uzyskiwałam efekt przeciwny: kleiły się i pchały na ręce.


                  dokladnie to samo zaobserwowalam u swojego syna.
                  w szczegolnosci odkad zaczal chodzic do zlobka.
                  po powrocie do domu lepil sie i kleil, chcial sie bawic na podlodze, ciagle mama i mama.
                  odpedzalam, bo przeciez obiad, bo przeciez pranie, bo przeciez sprzatnac, bo przeciez cos tam.
                  w efekcie bylo jeszcze gorzej, mlody przyklejony do nogi, z placzem, nie dajacy nic zrobic.

                  przeorganizowalam logistyke po powrocie do domu, po rozebraniu pierwsze co to sa zabawy, przytulania, obiady staram sie robic rano, badz dzien wczesniej, pranie i sprzatanie - nie zajac - nie ucieknie i jest spokoj.
                  czasem Maly po zlobku potrzebuje ze mna czy z ojcem godziny, czasem 15 min.
                  dalo sie.


                  --
                  To jest noworodek, nie przepina się pasami w kroczu, bo się zwyczajnie nie da, zazwyczaj i tak jest w beciku lub omotany kocykiem. Przewozenie noworodka jest na innych zasadach niż dziecka kilkumiesięcznego i starszego. by atteilow
            • fruzia01 Re: Próba sił - czy warto? 03.10.13, 21:14
              -no właśnie chodzi o to, że to mama miała sobie ubrać kalosze, bo tak chciał młody
              -z toaletą chodziło mi o to, że dla mad_die pozostawienie otwartych drzwi to w ogóle nie problem, ja podaję przykład, że jednak dla niektórych to jest spory problem
              -kwestia noszenia-gdyby chodziło o samą potrzebę bliskości, wystarczyłoby przytulanie na siedząco; dziecko zaś ma potrzebę oglądania świata z góry, autorka zaznaczyła, że ona musi stać, siedzenie na kolanach mamy nie jest satysfakcjonujące (a przecież też jest bliziutko);

              >
              > Uważam, że w rodzinie ludzie, a właściwie ich granice, są jak bańki mydlane w p
              > ianie. Normalnie bańka mydlana jest okrągła. W pianie każda musi się nieco ugią
              > ć gdy napotyka drugą. Tak w rodzinie każdy musi nieco ustąpić ze swoich potrzeb
              > , żeby wszystko grało. Tyle, że rodzice, jako osoby dojrzałe (a w każdym razie
              > takie powinny być) są w stanie lepiej niż kilkulatek poradzić sobie z frustracj
              > ą związaną z takim kompromisem.
              >
              >
              o, piękna parabola :)
              tylko, dlaczego większość odpowiedzi w tym wątku sprowadza się do "przecież możesz ustąpić"; wychodzi na to, że uginają się wszystkie bańki za wyjątkiem najmłodszej!

              ja bym dodała jeszcze, że skoro (jak to ujęłaś w sąsiednim wątku) wychowanie jest przereklamowane, bo dziecko i tak uczy się przez obserwację, to nie możemy ulegać mu we wszystkim; dzieciak patrząc na mamę ma nauczyć się, że toaleta ma drzwi po to, aby nie obdarzać innych widokami i zapachami nieestetycznymi, że latem nosimy sandały a nie kalosze - owszem możemy pozwolić żeby na sobie sprawdził jak to jest kisić się w gumie latem, ale mama sama "świeci przykładem" i robi to co trzeba i jak trzeba, nie nagina się do wizji świata jaką ma dziecko, bo czego ono się nauczy?
              • mad_die Re: Próba sił - czy warto? 03.10.13, 22:28
                fruzia01 napisała:

                > -no właśnie chodzi o to, że to mama miała sobie ubrać kalosze, bo tak chciał mł
                > ody
                No rzeczywiście, aż wróciłam i przeczytałam ;)
                W takim razie ja bym odmówiła tych kaloszy, podziękowała za radę stylizacyjną i żal młodego stylisty zrozumiała i ukoiła :)

                > -z toaletą chodziło mi o to, że dla mad_die pozostawienie otwartych drzwi to w
                > ogóle nie problem, ja podaję przykład, że jednak dla niektórych to jest spory p
                > roblem
                ok, są sytuacje, gdzie drzwi lepiej zamknąć, ale wtedy można młodego przylepę wziąć ze sobą do toalety - wilk syty (drzwi zamknięte), owca cała (dziecię nie zalewa się łzami pod drzwiami)

                > -kwestia noszenia-gdyby chodziło o samą potrzebę bliskości, wystarczyłoby przyt
                > ulanie na siedząco; dziecko zaś ma potrzebę oglądania świata z góry, autorka za
                > znaczyła, że ona musi stać, siedzenie na kolanach mamy nie jest satysfakcjonują
                > ce (a przecież też jest bliziutko);
                >
                No i skoro ma tę potrzebę oglądania świata, to można go wziąć na ręce, poprzytulać, a jak chce dalej patrzeć z góry posadzić na blacie w kuchni i już, zająć się samej arcyważnym obiadem ;)


                > o, piękna parabola :)
                > tylko, dlaczego większość odpowiedzi w tym wątku sprowadza się do "przecież moż
                > esz ustąpić"; wychodzi na to, że uginają się wszystkie bańki za wyjątkiem najmł
                > odszej!
                >
                dorosły ma trochę wiecej rozumu i doświadczenia, potrafi sobie wyobrazić, co czuje to młode sfrustrowane dziecię, które by chciało dużo, a może mało...
                i może nawet w swojej odmowie być stanowcze ale i empatyczne
                tu autorka wątku prezentuje postawę nie bo nie

                ale mama sama "świeci przykładem" i rob
                > i to co trzeba i jak trzeba, nie nagina się do wizji świata jaką ma dziecko, bo
                > czego ono się nauczy?
                nauczy się, że na mamę można liczyć, że nawet jak powie NIE, to nie znaczy, że go nie kocha, tylko że tak w tej sytuacji uważa, że traktuje dziecko serio i myśli o nim dobrze, a nie uważa za tyrana, szantażystę i manipulatora.... i tak dalej i tak dalej


                --
                BadVista
              • joshima Re: Próba sił - czy warto? 03.10.13, 22:48
                fruzia01 napisała:

                > -no właśnie chodzi o to, że to mama miała sobie ubrać kalosze, bo tak chciał młody
                Nie byłabym tego taka pewna, ale autorka wątku pewnie się nie wypowie.

                > -z toaletą chodziło mi o to, że dla mad_die pozostawienie otwartych drzwi to w
                > ogóle nie problem, ja podaję przykład, że jednak dla niektórych to jest spory p
                > roblem
                Ale może dla założycielki wątku w gruncie rzeczy nie jest. Może pozwolimy jej samodzielnie podjąć decyzję?

                > -kwestia noszenia-gdyby chodziło o samą potrzebę bliskości, wystarczyłoby przyt
                > ulanie na siedząco
                Bo Ty tak uważasz? Proszę Cię.

                > tylko, dlaczego większość odpowiedzi w tym wątku sprowadza się do "przecież moż
                > esz ustąpić";
                Bo możesz, bo nie wyrządzi Ci to krzywdy, bo jesteś dojrzalsza i lepiej sobie z tym poradzisz niż Twoje dziecko, bo ono nie robi Ci na złość i naprawdę nie zaszkodzi Wam to. I tak dalej...

                > wychodzi na to, że uginają się wszystkie bańki za wyjątkiem najmł
                > odszej!
                Nie. Przecież są kwestie w których tak naprawdę nie można ustąpić pod żadnym pozorem (nie wolno pozwolić na krzywdzenie innych, na zachowania naprawdę niebezpieczne itd itd) i do nich w zasadzie wystarczy się ograniczyć.


                > ja bym dodała jeszcze, że skoro (jak to ujęłaś w sąsiednim wątku) wychowanie je
                > st przereklamowane, bo dziecko i tak uczy się przez obserwację, to nie możemy u
                > legać mu we wszystkim;
                Wręcz przeciwnie. Warto,bo dziecku uczy się, że ustąpienie innym nie zabija :)

                > dzieciak patrząc na mamę ma nauczyć się, że toaleta ma d
                > rzwi po to, aby nie obdarzać innych widokami i zapachami nieestetycznymi,
                To już jest kwestia umowna a nie norma jednakowa dla wszystkich. Poza tym to nie działa tak jak Ci się wydaje. Moje dzieci zawsze iały otwarty dostęp do toalety podczas gdy my z niej korzystamy ale były w stanie łatwo pojąć, że innym (np gościom) należy się tam święty spokój. Z resztę nie mieli potrzeby nachodzenia innych w toalecie, wszak chodziło na ogół o mamę. Po drugie starsza córka w naturalny sposób poczuła potrzebę odosobnienia w toalecie i to, że mnie nie przeszkadza jej obecność na to nie wpłynęło. Po prostu sama pewnego dnia poprosiła, żebyśmy jej nie przeszkadzali. To naturalne procesy i nie ma się czego obawiać. Dzieci nie wyrosną na dziwolągi.

                > że latem nosimy sandały a nie kalosze
                To też kwestia umowna. Jeśli ktoś zdecyduje, że latem będzie nosił kalosze to jego sprawa i nic mi do tego.

                > ale mama sama "świeci przykładem"
                Proszę Cię. Więcej luzu.

                > i rob
                > i to co trzeba i jak trzeba, nie nagina się do wizji świata jaką ma dziecko, bo
                > czego ono się nauczy?
                Oj wiele dobrego. Ustępowanie dziecku uczy dziecko ustępowania innym i kompromisów. Pozwala dziecku budować jego poczucie wartości. Przecież nie wszystko jest czarno-białe a mama tak naprawdę nie zawsze ma rację.

                --
                JoShiMa

                Na świecie nie ma innych zjawisk, poza zjawiskami fizycznymi.
                • fruzia01 Re: Próba sił - czy warto? 04.10.13, 07:54

                  > Oj wiele dobrego. Ustępowanie dziecku uczy dziecko ustępowania innym i kompromi
                  > sów. Pozwala dziecku budować jego poczucie wartości. Przecież nie wszystko jest
                  > czarno-białe a mama tak naprawdę nie zawsze ma rację.

                  i dlatego ja ustępuję w 'lajtowych' kwestiach - np. nie chcesz kapci - spoko biegaj boso, musisz koniecznie wyciągnąć ciuchy z pralki? dobra, wyciągaj, wstawię pranie za 15 minut jak się znudzisz, pójdziemy do sklepu dookoła pod kasztanami a nie na skróty - ale jednocześnie idziemy do sklepu który ja wybrałam - skoro stać mnie tylko na biedronkę,nie będę na życzenie dziecka przepuszczać majątku w almie; takie przykłady
                  • joshima Re: Próba sił - czy warto? 04.10.13, 10:46
                    fruzia01 napisała:

                    > i dlatego ja ustępuję w 'lajtowych' kwestiach
                    Lajtowe to kwestia umowa. Dla każdego co innego jest lajtowe. Dla mnie np wchodzenie za mną do łazienki, czy ponoszenie chwilę dziecka to lajt. Takie już mam lajtowe podejście do życia ;)


                    --
                    JoShiMa

                    Na świecie nie ma innych zjawisk, poza zjawiskami fizycznymi.
                    • Gość: Kinderczekolada Re: Próba sił - czy warto? IP: *.30.47.210.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl 04.10.13, 10:55
                      Ale dla matki trójki dzieci to nie jest sprawa lajtowa.
                      Dla niej np. lajcikiem bedzie np. sprawa jedzenia przez dzieci słodyczy. I ty będziesz tłumaczyła maluchowi, ze czekolady niedostanie, bo w domu mamy taka zasadę, ze nie jemy słodyczy, bo to niezdrowe, a ona powie, ze to pikus.
                      Sztuka polega na tym, ze jak maluch płacze, to nadal nie dostaje czekoladki i nadal ma buty na nogach;)
                      • joshima Re: Próba sił - czy warto? 04.10.13, 10:58
                        > Ale dla matki trójki dzieci to nie jest sprawa lajtowa.
                        Nie wiem. Na razie mam dwójkę w tym jedno ciągle wymaga pełnej obsługi a drugie tylko czasami ;)

                        > Sztuka polega na tym, ze jak maluch płacze, to nadal nie dostaje czekoladki i n
                        > adal ma buty na nogach;)
                        O ile czekoladę rozumiem, bo argument jest sensowny (btw moje dziec czasem dostają), o tyle oślego uporu ws butów nie rozumiem. Dla mnie to upór matki na zasadzie "nie, bo ja tak mówię".

                        --
                        JoShiMa

                        Na świecie nie ma innych zjawisk, poza zjawiskami fizycznymi.
                        • Gość: Kinderczekola Re: Próba sił - czy warto? IP: *.30.47.210.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl 04.10.13, 11:10
                          Ale powiedzmy nie dajesz hamburgerow, nie pozwalasz malować po ścianach i masz ku temu uzasadnienie. Od hamburgera sie nie umiera, ścianę mozna pomalować, to wszystko nie sa rzeczy ostateczne, a jednak mówisz nie i pod wpływem płaczu nie zmieniasz zdania (zakładam).
                          To samo z tymi butami, swiat sie nie zawali, ale zasada jest taka, ze histeria nie wpływa na zmianę rzeczywistości.
                          • joshima Re: Próba sił - czy warto? 04.10.13, 11:42
                            Gość portalu: Kinderczekola napisał(a):

                            > Ale powiedzmy nie dajesz hamburgerow, nie pozwalasz malować po ścianach i masz
                            > ku temu uzasadnienie. Od hamburgera sie nie umiera, ścianę mozna pomalować, to
                            > wszystko nie sa rzeczy ostateczne, a jednak mówisz nie i pod wpływem płaczu nie
                            > zmieniasz zdania (zakładam).
                            > To samo z tymi butami, swiat sie nie zawali, ale zasada jest taka, ze histeria
                            > nie wpływa na zmianę rzeczywistości.
                            No nie tak samo. Zdjęcie dziecku butów nie niesie dla mnie takich samych nieprzyjemnych konsekwencji jak pomalowanie przez nie ściany (wydatek i kłopot z odmalowaniem) czy zjedzenie hamburgera (może się nie umiera, ale zdrowe to to nie jest a jak dziecko choruje to uderza we mnie). To zdjęcie butów rozumiałabym gdyby np mama była po operacji i naprawdę schylanie się sprawiałoby jej kłopot albo groziło uszczerbkiem na zdrowiu. Tymczasem porównujesz rzeczy których ktoś nie chce zrobić, bo zna ich konsekwencje i nie chce ich ponosić do rzeczy, której ktoś nie chce zrobić bo nie.

                            --
                            JoShiMa

                            Na świecie nie ma innych zjawisk, poza zjawiskami fizycznymi.
                            • Gość: Kinderczekolada Re: Próba sił - czy warto? IP: *.30.47.210.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl 04.10.13, 12:00
                              Ale konsekwencja zdjecia tych 'głupich' butów jest kolejne doswiadczenie dziecka. Brzdac notuje w zakladce wazne: 10 minut, 3 rzuty na podłogę i jedno palniecie głowa w lustro, powoduje miły skutek:)
                              (Aż sie przestraszylam, bo jak to przeczytałam to zobaczyłam przed oczami moja dorosła koleżankę, ktorej ta metoda tak sie całe zycie sprawdzała, ze praktykowala ja na mężu i własnych dzieciach)

                              Jesli ma to tak wyglądać, to lepiej wprowadzić zasadę, ze po przyjściu do domu szybko zdejmuje dziecku buty i nie ma tematu, ale nie ustępuje pod wpływem pewnej tonacji płaczu (no wyjątek mogłaby stanowić choroba, czy jakas absolutnie wyjątkowa sytuacja (np. siostra śpi)
                              • joshima Re: Próba sił - czy warto? 04.10.13, 12:03
                                Gość portalu: Kinderczekolada napisał(a):

                                > Ale konsekwencja zdjecia tych 'głupich' butów jest kolejne doswiadczenie dzieck
                                > a. Brzdac notuje w zakladce wazne: 10 minut, 3 rzuty na podłogę i jedno palniec
                                > ie głowa w lustro, powoduje miły skutek:)
                                To po co czekać aż się rzuci? Czemu nie zareagować na jego spokojną (w miarę prośbę)? Poza tym nie zauważyłam u swoich dzieci takiej prawidłowości jaką tu naświetlasz. Może dlatego, że ja ze swoimi dziećmi nie poszłam na wojnę :)

                                --
                                JoShiMa

                                Na świecie nie ma innych zjawisk, poza zjawiskami fizycznymi.
                              • murwa.kac Re: Próba sił - czy warto? 04.10.13, 12:04
                                Gość portalu: Kinderczekolada napisał(a):

                                Ale konsekwencja zdjecia tych 'głupich' butów jest kolejne doswiadczenie dziecka. Brzdac notuje w zakladce wazne: 10 minut, 3 rzuty na podłogę i jedno palniecie głowa w lustro, powoduje miły skutek:)

                                bzdura.
                                dziecko uczy sie zachowan od nas.
                                jezeli widzi, ze matka jest nieustepliwa, nawet przy byle pierdółce - uczy sie tej nieustepliwosci.
                                jezeli widzi, ze rodzic jest zdolny do kompromisu, umie ustapic - samo tez sie tego nauczy.

                                tylko trzeba dziecku to POKAZAC.

                                traktowanie dziecka jako przeciwnika nigdy nie przyniesie dobrych efektow.
                                traktowanie jak rownego sobie, umiejetnosc do kompromisu, umiejetnosc przyznania sie do bledu - da dlugofalowe i pozytywne efekty.


                                --
                                To jest noworodek, nie przepina się pasami w kroczu, bo się zwyczajnie nie da, zazwyczaj i tak jest w beciku lub omotany kocykiem. Przewozenie noworodka jest na innych zasadach niż dziecka kilkumiesięcznego i starszego. by atteilow
                                • joshima Re: Próba sił - czy warto? 04.10.13, 12:09
                                  murwa.kac napisała:

                                  > traktowanie dziecka jako przeciwnika nigdy nie przyniesie dobrych efektow.
                                  > traktowanie jak rownego sobie, umiejetnosc do kompromisu, umiejetnosc przyznani
                                  > a sie do bledu - da dlugofalowe i pozytywne efekty.

                                  Równego w sensie, tak samo jak rodzic zasługującego na szacunek przez sam fakt bycia człowiekiem. Bo się zaraz jajkoniespodzianka przyczepi, że nie da się żeby dziecko we wszystkim było rodzicowi równe :P

                                  --
                                  JoShiMa

                                  Na świecie nie ma innych zjawisk, poza zjawiskami fizycznymi.
                                • Gość: Kinderczekolada Re: Próba sił - czy warto? IP: *.30.47.210.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl 04.10.13, 12:34
                                  Moja rodzina to nie linia frontu ani konsylium profesorów (gdzie teoretycznie każdy ma równe prawa i doświadczenie).

                                  My jesteśmy bardziej jak zaloga statku, jak już sie sile na porównania, jest kapitan (u nas chwała bogom ja i partner mamy podobne poglądy), jak jest spokojna woda, to niech dzieciaki bawią sie nawigacja, ale jak zaczyna sie sztorm (albo nam port zamykają) to jednak ktos bardziej doświadczony przejmuje stery.

                                  Taki układ u nas sie sprawdza i dzieciaki tez na załamane sytuacja nie wygladaja. Corka, mistrzyni w social skills (a co ja tez sie moge jakimś talentem cory pochwalić, bo drażni mnie cała reszta licytacji na cudownosc dziecka) potrafi bardzo ładnie opisywac swoje emocje i odczucia, jak 'zeznala' ostatnio czuje sie zupełnie fajnie w tej naszej grupce (powiedziała, ze wszyscy jesteśmy rabnieci jak rodziny z seriali na disney chanel, a w jej ustach to komplement;)
                                  • joshima Re: Próba sił - czy warto? 04.10.13, 14:59
                                    Gość portalu: Kinderczekolada napisał(a):

                                    > Moja rodzina to nie linia frontu ani konsylium profesorów (gdzie teoretycznie k
                                    > ażdy ma równe prawa i doświadczenie).
                                    Z twoich wypowiedzi to jednak linia frontu. A poza tym wiedziałam, że się przyczepisz...

                                    > My jesteśmy bardziej jak zaloga statku
                                    Załoga statku to jednak struktura kierowana przez dyktatora, co by nie mówić.

                                    --
                                    JoShiMa

                                    Na świecie nie ma innych zjawisk, poza zjawiskami fizycznymi.
                                  • szamanta Re: Próba sił - czy warto? 04.10.13, 17:05
                                    Kinderczekolada:
                                    ...
                                    > My jesteśmy bardziej jak zaloga statku, jak już sie sile na porównania, jest ka
                                    > pitan (u nas chwała bogom ja i partner mamy podobne poglądy), jak jest spokojna
                                    > woda, to niech dzieciaki bawią sie nawigacja, ale jak zaczyna sie sztorm (albo
                                    > nam port zamykają) to jednak ktos bardziej doświadczony przejmuje stery.

                                    U nas w domu jest podobne założenie stosowane w praktyce. Hierarchia w pewnych sytuacjach musi być mocno podkreślona ,kto ma ostateczne zdanie i należy je respektować. Przykład z załogą statku ,z sztormem i spokojna wodą mi się podoba, bo ma realne odniesienie do rzeczywistości i codziennych perypetii rodzinnych jakie przynajmniej u nas występują. To przynosi korzyści, a nie straty

                                    • jola_ep Re: Próba sił - czy warto? 04.10.13, 18:03
                                      Ale rozmiawiamy o sytuacji, gdy MOŻEMY coś zrobić (zdjęcie butów nie niesie niebezpieczeństwa). Czy warto wtedy czasem wysłuchać dziecka, a nawet ugiąć się przy jego prośbie (może nie w 100% grzecznej i spokojnej), czy twardo trzymamy ster?
                                      Czy możemy czasem zmienić zdanie, nawet jak prosi (po dziecinnemu mało elegancko) dwulatek? czy uleganie takim prośbom powoduje, że już ZAWSZE będzie wymuszał wszystko na nas krzykiem? (jak owa nieszczęsna pani, która tu w jednym z przykładów się pojawiła)
                                        • jola_ep Re: Próba sił - czy warto? 04.10.13, 18:17
                                          > Oni tylko, z potrzeby serca (bo AP na pewno nie znali) zaspokajali potrzeby i s
                                          > pełniali marzenia swojej malutkiej i slicznej córeczki, cała reszta przyszła po
                                          > tem i niepostrzeżenie...

                                          A potem się opowiada takie przykłady i już rodzi się strach, że jak ulegniemy, to wyrośnie z naszego dziecka taka "panienka".
                                          Strach jest zaś złym doradcą :)
                                          • verdana Re: Próba sił - czy warto? 04.10.13, 19:50
                                            Ależ można dać sie przekonać dziecku - jest zasadnicza różnica między posłuchaniem prośby dziecka, a uleganiem wbrew sobie, bo dziecko czegoś sie domaga.
                                            Można zmienić zdanie, gdy dziecko ma rację, oczywiście. Można zmienić zdanie, gdy dziecko naprawdę jest zmęczone i nie ma powodu wymagać, aby coś, co robi zwykle, zrobiło. Można - i trzeba - zmieniać zdanie w bardzo wielu sytuacjach. Z wyjątkiem jednej - gdy jesteśmy przekonani, ze dziecko naprawdę powinno coś zrobić, nie powinno czegoś dostać itd, a zdanie zmieniamy tylko po to, aby przestało płakać. Bo wtedy rzeczywiście ulegamy, a nie rozmawiamy.
                                            --
                                            • jola_ep Re: Próba sił - czy warto? 04.10.13, 20:01
                                              > gdy jesteśmy przekonani, ze dziecko naprawdę powinno coś zro
                                              > bić, nie powinno czegoś dostać itd, a zdanie zmieniamy tylko po to, aby przesta
                                              > ło płakać.

                                              Motywacja rzeczywiście błędna.
                                              Ale ja zachęcam, żeby nawet gdy jesteśmy przekonani, to przy zdecydowanym oporze dziecka, jednak przyjąć, że (to trudne) możemy się mylić. A w żądaniu dziecka jest sens.

                                              Dlatego karmiłam piersią dłużej o 8 miesięcy moją córkę i poczekałam, aż sama dorośnie do rozstania z piersią. Nie dlatego, że uległam, bo płakała. Choć oczywiście trochę tak było ;) Ale na spokojnie zaczęłam rozważać ... może ma rację?

                                              Parę innych tego typu sytuacji mi się zdarzyło. Początkowo byłam przy tym zbyt zafiksowana na tym, aby nie ulegać, być konsekwentna. Zmieniło się to chyba wtedy, gdy poczułam się w swoim rodzielstwie pewniej.
                                              • verdana Re: Próba sił - czy warto? 04.10.13, 21:40
                                                Nie, ja mówię o sytuacjach, które są oczywiste. Dziecko chce jeszcze jedno ciastko, dziecko chce założyć sandały, a jest -5 stopni, dziecko chce na ręce, a my jesteśmy w zagrożonej ciąży, dziecko chce, abyśmy poczytali taką książkę, jaka ono chce, a nie taką, jaką wybrał brat - choć dziś jest dzień brata na wybieranie lektury. Jest sporo sytuacji, gdy dziecko chce czegoś , co jest niezdrowe, niebezpieczne, albo po prostu niewychowawcze (przy czym pod tym ostatnim pojęciem rozumiem nie pozwolenie na "niegrzeczne zachowanie, ale na zachowanie kogoś krzywdzące czy niesprawiedliwe).
                                                Akurat karmienie piersią nie jest dobrym przykładem, bo tu dziecko jest jakby to powiedzieć - równorzędnym decydentem. Mama może przerwać, jak juz nie chce karmić, oczywiście, ale i dziecko może przerwać. Tu naprawdę żadna ze stron nie jest bardziej kompetentna, aby decydować.
                                                Mnie się zdarzało zmieniać zdanie stosunkowo często - ale nie w sytuacjach, w których dziecko (starsze, o niemowlętach czy ,5 roczniakach nie mówimy), usiłowało wymóc zmianę decyzji krzykiem. Na przykład nie wtedy, gdy rzuciło sie w sklepie na podłogę, żądając ciasteczka.
                                                --
                                                • jola_ep Re: Próba sił - czy warto? 04.10.13, 21:57
                                                  O oczywistościach nie ma co rozmiawiać :) (to o wymuszaniu krzykiem)

                                                  Choć ja respektowałam, gdy - po wrzasku - moje dziecko nagle milkło i proponowało "kompromisowe" rozwiązanie spokojnym tonem. Szczególnie dobrze działało w przypadku mojego młodszego, który był bardzo konsekwentym (by nie powiedzieć - upartym) dzieckiem. W dodatku wystarczyło mu powiedzieć: "przecież sam zdecydowałeś" i sprawa była załatwiona ;) (np gdy proponował: wyjdziemy, ale jeszcze dwa razy zjadę)

                                                  • verdana Re: Próba sił - czy warto? 04.10.13, 22:32
                                                    Ja pamiętam z dzieciństwa mojej córki jedną scenę - miała tak ze trzy lata i kupiłam jej nowy dres. Wyszła w tym dresie, ale zrobiło się gorąco i chciałam zdjąć bluzę. Córka odmówiła. Pokazałam inne dzieci i powiedziałam "Popatrz, wszyscy chodzą w krótkich rękawach". Na co córka energicznie podciągnęła rękawy dresu i oświadczyła "Ja też mam krótkie".
                                                    Na tym zakończyłam dyskusję, albowiem zabrakło mi rzeczowych argumentów:)
                                                    --
                                            • jola_ep Re: Próba sił - czy warto? 05.10.13, 13:52
                                              > Ja jednak jako rodzic czuje sie zobowiązana do minimalizacji szansy, ze tak sie
                                              > stanie

                                              A ja jako rodzic czuję zobowiązana do dobrego wychwywania dziecka. Czytam, obserwuję moje dziecko, uczę się od niego, korzystam z doświadczeń starszych, mądrych ludzi.
                                              Skąd wiesz, jak owa pani była w rzeczywistości wychowywana? Znam dziewczynkę, której na wszystko pozwalano (aż do wszelakiej przesady), a w wieku 9 lat jest bardzo fajną, poukładaną dziewczyną. Aż miło z nią przebywać.

                                              Przy starszej spinałam się na konsekwentność, przy młodszym wyluzowałam. Uparty z niego był niemożliwie osobnik, więc jakby szła na noże, to atmosfera byłaby w domu ciężka.
                                              I co?
                                              W wieku 6 lat zaczęłam się martwić, że jest zbyt grzeczny. W wieku 14 lat upomina mnie, abym mówiła konkretnie, czego od niego potrzebuję. I jak powiem np. obieraj ziemniaki - to od razu zaczyna obierać ;) (nie wiem, co będzie dalej, to fakt)

                                              Jak się ma tzw. uparte dziecko, to trzeba go wychowywać INACZEJ. Usiąść i przemyśleć strategię.

                                              Moja była taka:
                                              - sprawy, w którym się nie ugnę nigy/przenigdy (mało, głównie bezpieczeństwo dziecka).
                                              jak płacze? poczekam, utule, zajmę czym innym
                                              - to co musi być zrobione, ale niekoniecznie ściśle tak, jak ja chcę. Taka mała furteczka na wyjście "z honorem" dla dziecka ;) typu: kładę spać w dzień, młody stawia opór -> wrzucam do łóżka (jestem zdecydowana dopilnować, abyś to zrobił) -> on ryczy, ale za chwilę cichnie i mówi "mama, ale przecież TRZEBA siku zrobić" (tonem: mama się nie zna), ja idę w tę konwencję, zezwalam (on ma swój wentylek, ma coś do powiedzenia)-> młody leci do łazienki, wraca do łóżka i w minutę zasypia.
                                              - to co chcę, aby było zrobione, ale dam się przekonać.

                                              To ja podejmuję decyzję, ale jestem skłonna wysłuchać dziecka i nawet zmienić zdanie.

                                              A przede wszystkim nie patrzmy na "upartość" jako na wadę. Odklejmy negatywną etykietkę. To naprawdę pozytyw :)
                                              • Gość: Kinderczekolada Re: Próba sił - czy warto? IP: *.205.95.8.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl 05.10.13, 15:14
                                                Ale moja strategia jest bardzo podobna, z tym, ze ja bym bez mrugniecia okiem nawet odpuścila spanie.
                                                Zakazów, jak pisząc w tym wątku, zrobiłam sobie analizę, to jest na palcach policzyć (dotyczy roczniaka, sa typu nie walimy w szyby, nie grzebiemy w torbie siostry), gimnazjalistka praktycznie nie ma zakazów, ma za to kilka obowiązków.
                                                Roznica jest w uleganiu wrzaskom. Piękny przykład był przed chwila przy obiedzie.
                                                Pózniej opisze;)
                                                • jola_ep Re: Próba sił - czy warto? 05.10.13, 21:06
                                                  > Ale moja strategia jest bardzo podobna, z tym, ze ja bym bez mrugniecia okiem
                                                  > nawet odpuścila spanie.

                                                  U starszej mogłam, u młodszego nie. On chciał spać, ale szkoda mu było na to czasu ;)


                                                  > Roznica jest w uleganiu wrzaskom.

                                                  to przykład:
                                                  dziecko wrzeszczy, ale po paru minutach milknie i spokojnym tonem proponuje inne rozwiązanie (np Ty mu pomożesz, zrobi to inaczej itp.)
                                                  - akceptujsz? czy nie ulegasz?

                                                  Albo inny:
                                                  dziecko wrzeszczy, ale stwierdzasz, że nie spodziewałaś się, że aż tak mu zależy. I proponujesz kompromisowe rozwiązanie (coś w tym stylu jak podawałaś w tym wątku jeśli chodzi o buty)
                                                  - spróbujesz? czy nie ulegasz?
                                                  • Gość: Kinderczekolada Re: Próba sił - czy warto? IP: *.205.95.8.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl 05.10.13, 21:34
                                                    Jesli wracamy do tematu na spokojnie, oczywiscie, ze rozmawiamy. Ze starsza miałam taki układ, ze czekamy aż obecna łzy. Jesli sie da szukamy rozwiązania, kompromisu. Np. załóżmy, ze chodziło o przyslowiowego lizaka w sklepie, a np. mamy układ, ze jemy jednego w tygodniu, a limit na ten tydzien jest wyczerpany. Łzy obsychaja i rozmawiamy, przypominam, ze umowa mowi jeden lizak w tygodniu. W ramach negocjacji na spokojnie mogłabym rozważyć nabycie lizaka i oddanie w depozyt do przyszłego tygodnia, zamienia w postaci np. jabłka (bo moze głośna). Dodatkowo tłumaczę dlaczego nie jadamy dowolnej liczby lizakow. Uwaga: przykład jest absolutnie hipotetyczny, prosze nie przekonywać mnie, ze mozna jesc dwa, czy costam (zwyczajnie nie bardzo pamietam w jakich sytuacjach prowadziliśmy takie rozmowy, bo sporo czasu upłynęło).
                                                    Jesli byłaby to sytuacja z takim roczniakiem jak mój, nie prowdzilabym negocjacji, tylko starała sie odwrócić jego uwagę od obiektu pożądania.

                                                    Z tymi butami probowalabym zabawa (jak opisywalam) na wesoło, odwrócić uwagę. Natomiast nie zdjelabym ich w czasie płaczu (zwłaszcza biorąc pod uwagę wiek dziecka). Jesli byłoby jakies okienko w tych wrzaskach, wtedy pewnie probowalabym wejść z rozmowa, staram sie nie mówić do krzyczacego dziecka, bo to sie wiąże z przekrzykiwaniem, podniesionym głosem itd.
                                                    W realiach mojego domu latem nikt nie dba o zdejmowanie butów (tzn. zdejmuje jesli chce zwłaszcza chodząc na piętrze, gdzie nie ma naszych sypialni).
                                                    Taka sytuacja mogłaby miec miejsce w jakies błoto-śniegowe miesiące;)

                                                • Gość: Kinderczekolada Re: Próba sił - czy warto? IP: *.205.95.8.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl 05.10.13, 22:31
                                                  No wiec sytuacja przy obiedzie.
                                                  Był obiad, jadłam ja, partner i Maluch. Siostra nie zdążyła przetrawic tony chipsow, ktore z koleżankami wciągala do białego rana (były urodziny i absolutna dyspensa), wiec nie chciała obiadu.
                                                  Maluch dostał swoje w mieseczce, ale jakoś nie szło samodzielne jedzenie, a głodek naprawde potężny, bo od dawna nie jadł (na razie jeszcze w 90 procentach to my go karmimy i to zanim sami zjemy, potem on sam tylko dojada, zeby sie ćwiczyl, wiec sytuacja trochę nietypowa).
                                                  Siostra nie jadła, wiec padło na nią i nagle okazało sie, ze ma go karmić mama, ew. tata, ale nie siostra. Z głodem Malucha nie dyskutuje i należało go natychmiast zaspokoić, natomiast jego awantura dotyczyła osoby karmiacego, jak ja mu dałam łyzeczke ok, tata ok, a od niej wrzask.
                                                  Dodatkowo siostrze jest zwyczajnie smutno w takich sytuacjach, kiedy ona do niego z sercem na dłoni, a on woli kogoś innego.
                                                  Co robicie?
                                                  • jola_ep Re: Próba sił - czy warto? 05.10.13, 22:50
                                                    Moje dzieci miewały "fazy" na mamę, tatę itd. Respektowałam.

                                                    Jeśli chodzi o jedzenie, to podstawą było: mama je pierwsza :) Matka głodna, to matka zła.
                                                    Więc albo musiałby poczekać (z komunikatem, że chętnie go nakarmię, ale potem), albo dostawałaby z rzadka.

                                                    Jak młode małe, to nie może powiedzić "mamusiu, bardzo proszę, abyś mnie dziś nakarmiła, bo wtedy jedzenie jest najwspanialsze na świecie. Pragnę, abyś pokazała mi, jak bardzo jestem dla ciebie ważny, ważniejszy od tego, co robisz w tej chwili. Daje mi to poczucie bezpieczeństwa." (choć pewnie zależy też od wieku malucha) Więc wrzeszczy. Marudzi, miałczy i wkurza rodziców. Taki lajf.

                                                    Generalnie mniej patrzyłabym na wrzaski (można też poczekać na chwilę względnej ciszy i ją wykorzystać), bardziej na to, aby się najeść :) (sygnał-> potrzeby matki też są ważne)

                                                    Jak powiesz: "nie mamy zamiaru cię karmić, jesz sam, albo karmi cię siostra" to masz mniejsze pole do manewru.

                                                    Starsza siostra to nie mama, więc nie ma się co dziwić, że zawsze jej nie zastąpi. Ona ma zupełnie inną, wyjątkową rolę do spełnienia. Jest wzorcem do naśladowania, partnerem do kłótni i bójek, wsparciem przy tworzeniu wspólnego frontu przeciwko rodzicom.
                                                  • Gość: Kinderczekolada Re: Próba sił - czy warto? IP: *.204.56.194.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl 06.10.13, 09:06
                                                    Fazy na mamę i tatę, oczywiscie znam i akceptuje. Jesli chodziłby o zwykle poproszenie o karmienie przez konkretna osobę, to oczywiscie szanujemy to, a nasz maluch potrafi robic to w całkiem cywilizowany sposób, mówiąc mama, tata i wiemy o co chodzi, ma tez specjalny rodzaj kwekniecia, ktory jest jego forma proszenia o pomoc, zwrocenia uwagi i na ktory w miarę możliwości reagujemy spełnieniem 'prosby'

                                                    Jesli prośby nie mogliśmy lub nie chcieliśmy spełnić, to wtedy u nas zaczyna sie ta przedmiotowa walka na decybele i już w trakcie tej walki nie ustepujemy. Jakimś wyjątkiem mogłaby byc (zupelnie teoretyczna sytuacja, wiec prosze o nie pisanie,ze nie trzymac domestosa obok jogurtu itp. )sytuacja, ze np. zauważam, ze nie prosił o podanie butelki z domestosem, a np. buteleczke z jogurtem, ktora stała obok, wtedy dałabym mu i powiedziała, 'sorki, myślałam, ze awanturujesz sie o żółta butelkę'.

                                                    Ale jesli zdarzy sie 1 taka sytuacja na 100 innych to nie robi rewolucji w jego głowie i zasada pozostaje niezmienione, czyli nie wykrzykujemy zmiany decyzji.

                                                    Co do sytuacji z siostra napisałam dłuższe wyjaśnienie, jesli będziesz miała chwilke to zerkinij, bo starałam sie jaśniej nakreślił sytuacje;)
                                                  • jola_ep Re: Próba sił - czy warto? 06.10.13, 13:36
                                                    Jak 15 miesięcy, to wyluzj. Maluch jeszcze. Co innego w wieku 2,5-3 lat. Wtedy można zacząć uczyć cywilizowanego odzywania się, jednocześnie ucząc, że jak rodzic zdeterminowany, to słuchać go należy.
                                                    Teraz odwracanie uwagi, wyprzedzanie i nie przejmowanie się. IMHO. No i przystosowanie domu :) Mój młody w tym wieku codziennie wybebeszał mi ze dwie półki z ubraniami. Na szczęście to były swetry, bo pozostałe szafki zawiązałam sznurkiem ;) Gerenalnie koncetrował się na poznawaniu świata czyli demolowaniu domu.

                                                    Moja ulubiona dewiza: dyscyplina nie polega na tym, że dzieci się nas słuchają, tylko na tym, że robią to co nalezy.

                                                    Co do karmienia nie zmieniam zdania: dostaje łychę do ręki, albo liczy się z tym, że mama nie koncentruje się w 100% na nim, bo sama też je.

                                                    Co do siostry. Nie rób z niej matki, bo nią nie jest. Starsze siostry mają silne ku temu ciągoty. Myślę, że to nie służy ani jej, ani jemu.
                                                    Jak już musiałaś prosić ją o karmienie młodszego, to powiedz, że ma wolne, bo młody woli męczyć matkę. Żartem weź to.
                                                  • Gość: Kinderczekolada Re: Próba sił - czy warto? IP: *.31.14.7.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl 06.10.13, 16:04
                                                    Chyba juz sie watki poplataly;)
                                                    My z zachowaniem Młodego nie mamy poki co najmniejszych problemów (albo znów dobry model albo jakoś tam sprawdzamy sie jako rodzice), bo choć jest maly, tak jak pisałam, potrafi sie całkiem cywilizowanie domagać co tam potrzebuje (coraz częsciej uzywa do tego jakis tam słów), jak możemy dać to dostaje, a jak nie to chwilke krzyczy i przestaje. Nawet jak w nocy budzi sie na picie to oddaje do ręki smoczek i mowi, ze chce butelkę z woda (poważnie, nie żartuje, uzywa swojego słowa na butelkę w środku nocy zamiast płakać), płakać zaczyna dopiero jesli okazuje sie, ze w butelce nie ma wody i musze isc mu przynieść.

                                                    Kilka miesięcy temu miał kilka razy napad niekontrolowanej wscieklicy, ani na ręce, ani odwracanie uwagi, ani mama, ani tata, ani przytulanie ani rozweselanie. Był wściekły bez jakiegokolwiek zauwazalnego powodu (nie było to związane z jakimkolwiek uchwytnym dla nas zdarzeniem, typu cos zabralam, czegos nie dałam), krzyk, walenie głowa w łóżko, podłogę. Ponieważ nic nie działało zostawialam go w spokoju i po 20-30 minutach mu przechodziło, zdarzyło sie to 4 moze 5 razy w okolicach wakacji, od tamtej pory spokój. Żaden płacz nie trwał dłużej niż 5 minut. Dlatego mam powody wierzyć, ze jakos tam z sensem działamy. Oczywiscie wiele razy okazuje niezadowolenie, o bestia z tych zywotnych, wiążących na wszystko, macajacych i o temperamencie huraganu wyższej kategorii, ale nie dochodzi do histerii. Pewne ułatwienie, ze jest mega ciekawski i wszystko budzi jego fascynacje, wiec łatwiej odwrócić uwagę (ale to już charakter, a nie moja zasługa) ;)
                                                  • joshima Re: Próba sił - czy warto? 06.10.13, 16:29
                                                    Gość portalu: Kinderczekolada napisał(a):

                                                    > Dlatego mam powody wierzyć, ze jakos tam z sensem działamy.
                                                    Przeceniasz się. Po prostu masz łatwy model. Wręcz taki u którego tzw bunt trwa kilka dni. Też mam jeden taki i nie śmiem nawet przypuszczać, że to moja zasługa. Zwyczajnie taki temperament.


                                                    --
                                                    JoShiMa

                                                    Na świecie nie ma innych zjawisk, poza zjawiskami fizycznymi.
                                                  • joshima Re: Próba sił - czy warto? 06.10.13, 16:35
                                                    Gość portalu: Kinderczekolada napisał(a):

                                                    > Tak wlasnie mysle, na ochy i achy zawsze mówię, ze łatwy model sie trafił;)
                                                    No ale przed chwilą napisałaś, że to Twoja zasługa. Ciekawa jestem jak byś sobie swoimi metodami poradziła z moją starszą córką.

                                                    --
                                                    JoShiMa

                                                    Na świecie nie ma innych zjawisk, poza zjawiskami fizycznymi.
                                                  • Gość: Kinderczekolada Re: Próba sił - czy warto? IP: *.31.14.7.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl 07.10.13, 07:57
                                                    To ciekawska, temperamentna bestyjka, wiec na pewno jeszcze nie raz bedzie ciekawie;) Najtrudniej bedzie utrzymać niepowstrzymana ciekawość w ramach bezpiecznych dla jego życia ( i naszego zdrowia psychicznego). Np. teraz namiętnie bada dno wanny wypełnionej woda i co któraś próba kończy sie aspiracja wody do dróg oddechowych. Widok i odgłosy dla ludzi o mocnych nerwach;)

                                                    Wiem jak bardzo dzieciaki potrafią zmieniać sie w ciagu życia, spotykają rożnych ludzi, zaczynaja sie uczyc tez od innych (na razie to glownie my modelowalismy jego zachowania), zmieniają sie ich priorytety itd. Do tego ich własne odkrywanie niezależności, samodzielności i sprawdzanie tych 'nieszczesnych' granic swoich i innych ludzi... wiele przed nami;)

                                                    Dlatego, dla mnie osobiście, tak wazne jest wypracowanie pewnych podstaw i zachowan na możliwie wczesnym etapie i ich utrwalenie, tak aby nawet jesli, gdzieś bedzie miał negatywne wzorce, nie tak lekko i bezwiednie podda sie ich wpływom, a ja bede tez miała pewne sposoby wpływu na jego zachowanie.
                                                  • Gość: Kinderczekolada Re: Próba sił - czy warto? IP: *.31.14.7.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl 06.10.13, 16:29
                                                    Corka nie ma ciągot do matkowania (nigdy nie przepadala za małymi dziećmi, trzymała sie z dwa, trzy lata starszymi koleżankami), lubi sie z bratem powyglupiac, nauczyć czegos dziwnego, popatrzec jak tanczy przy jej muzyce, dostac calusa jak wraca ze szkoly itp.
                                                    O pomoc prosimy ja tylko czasami i wtedy stara sie jak moze (tak jak z tym jedzeniem, bo jak zwykle byliśmy już, gdzieś spóźnieni). Zreszta ńie miałabym sumienia jej wykorzystywać, bo chwilowo ma na głowie wiecej niż ja.
                                                    Od kilku lat obserwowaliśmy tez naszych przyjaciół, ktorzy, naszym zdaniem nadmiernie angazowali córkę w wychowanie młodszego dziecka i dlatego bardzo pilnowalismy sie, zeby nie pójść ta droga.
                                                    Ten żart z męczennika matki podoba mi sie;) Jak bede miała chwilke opisze jak to załatwialam.

                                                    A i w sprawie domu to u nas jest raj, bo na parterze, gdzie spędzamy praktycznie całe dni, praktycznie nie ma ani pokus ani zagrożeń dla dzieci. Ma do dyspozycji 2 szuflady w kuchni plus szafke z garnkami (wydawała sie bezpieczna, ale okazało sie, ze jak sie odpowiednio mocno grzmotnie mozna wyeliminować jedyna szklana pokrywke garnka), jest spora przestrzeń do biegania plus kosze z zabawkami, wiec mozna powiedziec, ze mały dziecięcy raj;)
                                                  • murwa.kac Re: Próba sił - czy warto? 06.10.13, 07:50
                                                    chyba oczywiste?
                                                    chce od mamy, niech dostanie od mamy
                                                    chce od taty - niech dostanie od taty

                                                    siostra jest starsza, powinna zrozumiec, ze brat ma fazy na mame i tate i nie ma to nic wspolnego z nielubieniem jej. porozmawiajcie, wytlumaczcie, niech dziewczyna sobie nie wkreca.

                                                    w jakim wieku syn jest?

                                                    --
                                                    Niektóre samochody nawet nie jeżdżą (!) tylko są traktowane jako ,,piwnica" by mojemieszkanie24
                                                  • Gość: Kinderczekolada Re: Próba sił - czy warto? IP: *.204.56.194.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl 06.10.13, 08:38
                                                    Syn 15 miesięcy.
                                                    Siostra 13 lat, na poziomie racjonalnym oczywiscie rozumie, przecież brat jest nie od dzisiaj, sto razy jej potrzeby schodzily na drugi plan i nie miała nic przeciwko temu, ze to ona sie dostosowuje, musi czekac, odpuscic, jako siostra zachowuje sie swietnie, ale widać po niej i mowi, ze w takich sytuacjach jest jej smutno (wiadomo, ze nie wpada w czarna otchłań rozpaczy i nie ma paranoi i rozdzierania szat, ale jest rozzalenie)
                                                    Rzuciła swoje zajęcia, przyszła, stara sie, zabawia, a jej pomoc jest odrzucona. Ma byc mama, tata, ale nie ona (ktora stara sie najbardziej). Pomyślcie jakie myśli moga przychodzić do głowy takiej dziewczynki (u niej to: on nie docenia tego jak sie staram, moze wykrzyczeć sobie, co chce, a przecież w wielu sytuacjach potrafi zachować sie inaczej, bo wiemy, ze potrafi i to nie moja zgadywanka tylko jej przemyślenia, bo w podobnych sytuacjach rozmawialiśmy kilka razy)

                                                    Do zarysowania tła dodam jeszcze, ze ona nigdy nie chciała rodzeństwa, wykonała duza prace nad sobą, zeby zaakceptować, pokochac i zafascynowac sie bratem, w dodatku chociaż bardzo kocha mojego partnera, to nie jest jej ojcem.

                                                    Jak zadbacie w takiej o potrzeby i emocje dwójki dzieci? Ja jeszcze musze myslec szerzej, bo wiem, ze po kilku takich akcjach Małego jej chęć do angażowania sie w relacje z nim spada (on i tak nie bedzie chciał isc ze mna, on nie bedzie chciał tego czy tamtego ode mnie)

                                                    Jesli możecie to piszcie możliwie konkretnie, co robicie, co mówicie, bo właśnie o ten 'aspekt techniczny jest dla mnie bardzo ważny', bo hasło rozmawiam, tłumaczę, moze zawierać wszystko.
                                                  • murwa.kac Re: Próba sił - czy warto? 06.10.13, 08:47
                                                    i syn w wieku 15 miesiecy dalej jest karmiony?

                                                    u nas nie ma takiej opcji. siadamy wszyscy do stolu i kazdy je sam.
                                                    karmic, kosztem swojego obiadu, karmilam jak syn mial 10 czy 11 miesiecy. roczniak juz operowal sam, z niewielka pomoca. 15 miesieczniak - po prostu dostawaly lyzke i jadl.

                                                    dajcie mu te lyzke i widelec do reki i niech sie uczy. bo kiedy ma, skoro 90% czasu go karmicie?
                                                    wtedy problem karmienia dziecka podczas obiadu odpadnie sam przez sie.

                                                    co do corki - slabo moge podpowiedziec. z takiego powodu, ze nie mam na stanie takiej nastolatki.
                                                    ale wydaje mi sie, ze skoro dziewczyna jest taka duza i rozumie wiele kwestii - duzo nie potrzeba.
                                                    sa sytuacje, ze spedza czas TYLKO z rodzicami? bez brata? ze np. brat zostaje z tata w domu i corka TYLKO z mama idzie do kina, na zakupy, do kawiarni? albo wyjezdza TYLKO z mama na kilka dni (z mama, z tata, obojetnie)
                                                    albo, ze syn zostaje z babcia i dziadkiem, a corka ma przez kilka godzin rodzicow dla siebie? jak dawniej?


                                                    --
                                                    Niektóre samochody nawet nie jeżdżą (!) tylko są traktowane jako ,,piwnica" by mojemieszkanie24
                                                  • Gość: Kinderczekolada Re: Próba sił - czy warto? IP: *.31.121.29.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl 06.10.13, 10:14
                                                    Super, ze tak fajnie wychodzi Twojemu synkowi samodzielne jedzenie!
                                                    U nas chyba popełniliśmy kilka błędów, np. zbyt długo pozwalając mu na używanie kończyn górnych jako sztuccow i żywienie sie z naszych talerzy (gdzie siła rzeczy my dawalismy mu jedzenie do buzi) plus częste jedzenie na czas, bo trzeba gdzieś biec.
                                                    Teraz stałe jedzenie wyjada paluchami, a operowanie łyżką idzie mu mizernie, zwłaszcza na głodniaka. Chociaż ostatnio okazało sie, ze w żłobku radzi sobie zupełnie niezle (pomyślałam, ze moze chodzi o kształt łyżki, ale okazało sie, ze to nie to), wiec przeszło nam przez myśl, ze to zwykle wygodnictwo moze byc i teraz trochę zmieniamy taktykę.
                                                    Wierze, ze kiedys dojdzie do perfekcji (wszak jedzenie to jego miłość)
                                                    Córkę udało mi sie wyszkolić tak, ze jescze chyba przed pierwszymi urodzinami potrafiła jesc na tyle dobrze, ze pozwalilam jej na to w restauracji bez obawy o to, ze kelnerzy nawołują mi do zupy widząc ile sprzątania ich czeka;)

                                                    Z corka spędzamy duzo czasu we wszystkich możliwych kombinacjach (ja z nią, ona z moim partnerem, ja z dzieciakami, on z dzieciakami , my sami z nią itd)
                                                    Pozwalamy jej na podejmowanie decyzji w sprawach brata (co mu kupic, co założyć), pytamy sie jesli jest możliwość czy zabieramy go czy zostawiamy, w koncu zostają tez sami.
                                                    Na poziomie racjonalnym corka wszystko rozumie, ale emocje sie pojawiają i o jej emocje tez musze dbać.
                                                  • murwa.kac Re: Próba sił - czy warto? 06.10.13, 10:16
                                                    to ciekawe, bo moj syn mial diete rozszerzana BLW i wlasnie na samym poczatku jadl rekoma wszystko (i bawil sie jedzeniem :P )
                                                    i uwazam, ze dzieki temu tak szybko lyzeczke i widelec zalapal.

                                                    --
                                                    Niektóre samochody nawet nie jeżdżą (!) tylko są traktowane jako ,,piwnica" by mojemieszkanie24
                                                  • joshima Re: Próba sił - czy warto? 06.10.13, 13:00
                                                    Gość portalu: Kinderczekolada napisał(a):

                                                    > Super, ze tak fajnie wychodzi Twojemu synkowi samodzielne jedzenie!
                                                    Każdemu dziecku, któremu się na to pozwala niemal od początku, wychodzi to tak ładnie. Tylko wtedy trzeba zaakceptować coś co trudno Ci przeskoczyć. Zabawę i "marnowanie" jedzenia ;)

                                                    > U nas chyba popełniliśmy kilka błędów, np. zbyt długo pozwalając mu na używani
                                                    > e kończyn górnych jako sztuccow
                                                    Wręcz przeciwnie. Prawdopodobnie zbyt późno mu na to pozwoliliście. Moja 18 miesięczna córka nadal przeważnie używa rą podczas jedzenia, sztućców rzadko. TO jednak nie jest powód, żeby ją karmić. Sama się karmi.

                                                    > i żywienie sie z naszych talerzy (gdzie siła rz
                                                    > eczy my dawalismy mu jedzenie do buzi) plus częste jedzenie na czas, bo trzeba
                                                    > gdzieś biec.
                                                    Jedzenie na czas jest niezdrowe nie tylko dla dziecka. Jedenia z talerzy rodziców nie postrzegam jako błędu.

                                                    > Teraz stałe jedzenie wyjada paluchami, a operowanie łyżką idzie mu mizernie, zw
                                                    > łaszcza na głodniaka.
                                                    A nie lepiej pomyśleć nad dostosowaniem pory posiłku?

                                                    --
                                                    JoShiMa

                                                    Na świecie nie ma innych zjawisk, poza zjawiskami fizycznymi.
                                                  • Gość: Kinderczekolada Re: Próba sił - czy warto? IP: *.31.14.7.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl 06.10.13, 17:33
                                                    Dietę syna, pomimo, ze był na piersi rozszerzalam odkąd skończył 3 miesiące. Odkąd miał 7 miesięcy podrozowalam z nim po swiecie i Polsce bez sloiczkow (tylko z kasza), żywil sie tym co było dostępne w restauracjach w miejscach, gdzie akurat byliśmy. Chodził upackany jedzeniem od rana do wieczora (jadł rękoma)

                                                    Całe lato jadł (jesli byliśmy w domu albo jakimś odpowiednim miejscu w samej pieluszce) i brudzil sie ile tylko miał ochotę.
                                                    Nigdy, ani razu w życiu i z ręka na sercu nie zmuszalam dziecka do jedzenia (ani córki ani malucha), jestem twarda zwolenniczką nawet przeglodzenia dziecka przez kilkadziesiąt godzin, niż pchania jedzenia w pełen brzuch.

                                                    Z tym, ze czasem żyjemy w szybkim tempie nie bede polemizowala, bo tak jest i postępuje głowę popiołem. Takie mamy charaktery, taki tryb życia i tu nasz Maluch jest na przegranej pozycji, bo to my i zycie narzucony tempo (za to ile doświadczeń i wspomnień ;) )
                                                  • szamanta Re: Próba sił - czy warto? 06.10.13, 13:15
                                                    No a sama ostatnio miałam dylemat dot. jedzenia dziecka. W związku z tym ,ze jest skrajnym niejadkiem to u niej kilka łyżek zupy zawsze odbierany jest za sukces, a jak naprawdę nie ma ochoty nic przełknąć to zmuszanie jest debilizmem. Melisy pomidorową z makaronem rurki , mała na początku nie chciała patrzeć na miskę ,ale zaraz wymyśliła ,ze będzie jeść zupę pijać ja poprzez makaron rurki. Ja już widziałam jaki finał tego będzie, ze wszystko na podłodze wyląduje i tak się stało. Drugie podejście dziecka do nachylenia się i wciągania zupy przez makaron skończyło się zawartością obiadu na ubraniu i podłodze po brodą zaczepiła o miskę
                                                    Postanowiłam, ze koniec takich zabaw.
                                                    Wczoraj znów chciała w ten sposób "jesc" zupę, ale nie dostała zgody (wiedziałam ,ze skończy to się tak jak ostatnio)no wiec tak zastrajkowała ,ze nic a nic nie tknęła ,nic a nic. Bez obiadu była bo zmuszać ją na sile nie ma sensu .
                                                    Miałam rozterki, czy znów powinnam jej pozwolić na wariacje takie jak ostatnio ,ale choć by cos wtedy zjadła ,trochę ale zawsze cos, czy tak jak postanowiłam, ze je jak na normalnego człowieka przystało, bez takich świrowań, lecz fal taki ze nic nie tknęła z jej niedowaga to niezbyt mnie cieszy taki przebieg sprawy
                                                  • joshima Re: Próba sił - czy warto? 06.10.13, 13:35
                                                    szamanta napisała:

                                                    > Wczoraj znów chciała w ten sposób "jesc" zupę, ale nie dostała zgody
                                                    Cudownie... Bo to wielki problem dziecku fartuch założyć albo zetrzeć podłogę. Lepiej się z dzieckiem o jadzenie handryczyć niż pozwolić mu cieszyć się posiłkiem.

                                                    --
                                                    JoShiMa

                                                    Na świecie nie ma innych zjawisk, poza zjawiskami fizycznymi.
                                                  • szamanta Re: Próba sił - czy warto? 06.10.13, 17:29
                                                    joshima napisała:

                                                    > szamanta napisała:
                                                    >
                                                    > > Wczoraj znów chciała w ten sposób "jesc" zupę, ale nie dostała zgody
                                                    > Cudownie... Bo to wielki problem dziecku fartuch założyć albo zetrzeć podłogę.
                                                    > Lepiej się z dzieckiem o jadzenie handryczyć niż pozwolić mu cieszyć się posiłk
                                                    > iem.
                                                    >

                                                    Cudownie może i dla ciebie, mi się akurat nie uśmiechało za każdym razem mieć obiad na podłodze ,wiedząc ze technika dziecka jedzenia skończy się tak jak skończyła za pierwszym razem .Bo to było do przewidzenia. To nie jest kawałek ziemniaczka na podłodze, a cały rozpizgasz po kuchni ochlapując podłogę w tym również dolne ściany .
                                                    Widząc taką katastrofe co się z obiadem dzieje, gdy dziecko zaczyna niemal pokładać się na stole nurkując w misce z zawartością to wolałam przy nast. okazji zapobiec temu, a byłaby powtórka z rozrywki na bank
                                                  • murwa.kac Re: Próba sił - czy warto? 06.10.13, 18:37
                                                    szamanta napisała:

                                                    mi się akurat nie uśmiechało za każdym razem mieć obiad na podłodze

                                                    no i co z tego?
                                                    raz, drugi, trzeci sie skonczy tak, podloge wytrzesz, za czwartym zalapie i bedzie jadla ladnie.

                                                    a tak sie silujesz z dzieckiem i poglebiasz problem z jedzeniem.



                                                    --
                                                    Niektóre samochody nawet nie jeżdżą (!) tylko są traktowane jako ,,piwnica" by mojemieszkanie24
                                                  • szamanta Re: Próba sił - czy warto? 06.10.13, 22:59
                                                    murwa.kac napisała:

                                                    > szamanta napisała:
                                                    >
                                                    > mi się akurat nie uśmiechało za każdym razem mieć obiad na podłodze
                                                    >
                                                    > no i co z tego?
                                                    > raz, drugi, trzeci sie skonczy tak, podloge wytrzesz, za czwartym zalapie i bed
                                                    > zie jadla ladnie.
                                                    >
                                                    > a tak sie silujesz z dzieckiem i poglebiasz problem z jedzeniem.
                                                    >

                                                    No właśnie nie siłuje się z mała, nie zmuszam do jedzenia ,ani na siłe jej nie wciska nikt niczego ,to dopiero pogłębiłoby problem i zafundowało dziecku traume na widok .Akurat tak się zdarzyło ,ze córki mam od urodzenia niejadki, taki ich urok i natura
                                                    Mała zupełnie nie dawno obchodziła 3 urodzinki ,stąd uważam, ze jest to wiek w którym dziecko bez żadnych przeszkód powinno jeść łyżką, widelcem i ona te umiejętności ma wdrążone perfekt.
                                                    Jakoś nie widzi mi się aby w małego prosiaczka się zamieniała przy stole, przy wspólnym jedzeniu wyprawiając niemal dosłownie akrobacje nad każdym posiłkiem :/ Kultura przy stole powinna jakaś obowiązywać
                                                  • joshima Re: Próba sił - czy warto? 06.10.13, 18:43
                                                    szamanta napisała:

                                                    > Cudownie może i dla ciebie, mi się akurat nie uśmiechało za każdym razem mieć o
                                                    > biad na podłodze
                                                    Słowo cudownie to był sarkazm i nie dotyczył zupy na podłodze, tylko Twojego postanowienia. Teraz policz sobie bilans zysków i strat. Zupa na podłodze: 15 minut więcej sprzątania i zapominasz o sprawie. Zupa podana dziecku łyżką: Dziecko zje z jednej łyżki albo i nie a Ty się martwisz do następnego posiłku i do następnego i tak przez cały dzień. Dla mnie wybór jest oczywisty.

                                                    > Widząc taką katastrofe co się z obiadem dzieje, gdy dziecko zaczyna niemal pok
                                                    > ładać się na stole nurkując w misce z zawartością to wolałam przy nast. okazji
                                                    > zapobiec temu, a byłaby powtórka z rozrywki na bank
                                                    I masz taki efekt, że kuchnię masz w prawdzie czystą, za to dziecko nic nie zjadło a Ty masz na głowie problem.

                                                    Czasem tak się zastanawiam, czy u niektórych rodziców niejadkostwo dzieci to nie jest jakąś łagodna odmiana zastępczego zespół Münchhausena. Rodzic najpierw robi wszystko co może, by jedzenie obrzydzić i utrudnić, a potem wszystkim opowiada jaki ma problem.

                                                    --
                                                    JoShiMa

                                                    Na świecie nie ma innych zjawisk, poza zjawiskami fizycznymi.
                                                  • verdana Re: Próba sił - czy warto? 06.10.13, 19:11
                                                    Mój najstarszy ma lat niemal 30. I do dziś mu nieprzyjemnie, gdy przypomina sobie, jak dwulatek mówił "nie, ty nie".
                                                    Starsze dziecko także jest ważne, nie mniej ważne. Dlatego czasem warto, dla dobrego samopoczucia starszego, nie ustąpić.
                                                    --
                    • fruzia01 Re: Próba sił - czy warto? 04.10.13, 11:12
                      joshima napisała:


                      > Lajtowe to kwestia umowa. Dla każdego co innego jest lajtowe.

                      o widzisz; autorka ma swoje własne "poczucie lajtowości" (lubię słowotwórstwo :p) tak jak ty masz swoje; to są jej granice i ma do nich prawo; zresztą w pierwszym poście napisała, że ustępuje tam gdzie tylko może; na pytanie jak postępować z długo i głośno sfrustrowanym dzieckiem otrzymuje odpowiedź, że musi przesunąć granice; imo nie da się przesuwać granic w nieskończoność! dziecko musi się nauczyć, że nie jest samotną banieczką, tylko częścią piany :)
                      • joshima Re: Próba sił - czy warto? 04.10.13, 11:43
                        fruzia01 napisała:

                        > o widzisz; autorka ma swoje własne "poczucie lajtowości" (lubię słowotwórstwo :
                        > p) tak jak ty masz swoje; to są jej granice i ma do nich prawo;
                        Alez oczywiście. Tylko ja swoje weryfikuje. Nawet nie wiesz jakie ja miałam pomysły wychowawcze nim urodziłam. Weryfikuję i rozszerzam i do tego namawiam autorkę. Do refleksji :)


                        --
                        JoShiMa

                        Na świecie nie ma innych zjawisk, poza zjawiskami fizycznymi.
                      • jola_ep Re: Próba sił - czy warto? 04.10.13, 18:07
                        Poszerzanie granic to świetna metoda na okresy nierównowagi rozwojowej (albo trudniejszym okresem w życiu dziecka). Ja nazywałam to ograniczeniem punktów spornych. Po jakimś czasie można spokojnie znowu te granice zawężać.
                        Dlatego jak czujemy, że nasze stosunki przeradzają sie w próbę sił i małą "wojnę" warto przemyśleć, czy z pewnych elementów nie możemy zrezygnować.
                        • Gość: Kinderczekolada Re: Próba sił - czy warto? IP: *.147.72.35.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl 05.10.13, 09:13
                          Oczywiscie, ze granice nie sa stałe i normalne jest to, ze sie zmieniają w pewnych sytuacjach, miejscach, wraz z dorastaniem dziecka.
                          Jednak u mnie zasada jest to, ze nie dzieje sie to pod wpływem krzyku malucha, wymuszen, gróźb czy rozkazów starszego dziecka.
                          Gdyby synek Autorki nie stosował tej metody stale, byłoby to jakies incydentalne zdarzenie, pewnie zdjelaby buty i nawet nie zauważyła, ze to zrobiła (moze chory, moze zmęczony, moze cos), jednak jasno pisze, ze syn zrobił z awantur narzędzie komunikacji z otoczeniem i zmieniania swiata wedle swoich potrzeb. I w tym jest kłopot.
                          • joshima Re: Próba sił - czy warto? 05.10.13, 09:19
                            Gość portalu: Kinderczekolada napisał(a):

                            > Gdyby synek Autorki nie stosował tej metody stale
                            Pewnie by nie stosował, gdyby nie ośli upór mamy, która odmawia głupot dla zasady. Kto wie?

                            > jednak jasno pisze, ze syn zrobił z awantur narzędzie komunikacji z otoczeniem
                            Ciekawe dlaczego? Może zanim zacznie wrzeszczeć jest niezauważalny? Pomyślałaś o tym?

                            > i zmieniania swiata wedle swoich potrzeb.
                            To interpretacja autorki. Nie koniecznie prawdziwa.


                            --
                            JoShiMa

                            Na świecie nie ma innych zjawisk, poza zjawiskami fizycznymi.
                            • Gość: Kinderczekolada Re: Próba sił - czy warto? IP: *.147.72.35.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl 05.10.13, 09:40
                              Autorka, przeciwnie do tego co napisałas, zaznaczyła, ze w większości sytuacji ulega dziecku (wróć do wypowiedzi Autorki), wiec stworzony przez Ciebie obraz jest nieprawdziwy.
                              Ona pisze, ze jesli zrobi co dziecko chce jest cisza i spokój. Schody sa, kiedy prośba pozostaje niezrealizowana. Dziecko próbuje radzić sobie w sprawdzony sposób, czyli krzyczy. Przypominam, ze mówimy o dziecku 2,5 letnim (nie młodszym o rok). Takie dziecko powoli powinno byc gotowe do funkcjonowania w grupie.
                              • joshima Re: Próba sił - czy warto? 05.10.13, 10:21
                                Gość portalu: Kinderczekolada napisał(a):

                                > Ona pisze, ze jesli zrobi co dziecko chce jest cisza i spokój. Schody sa, kiedy
                                > prośba pozostaje niezrealizowana.
                                No to jest oczywiste. Większość dzieci w tym wieku tak reaguje. Potem przechodzi okres nierównowagi i dziecko radzi sobie lepiej. Szczególnie jeśli troskliwy rodzić nie pozostawi go samemu sobie lecz wyposaży w stosowne narzędzia. Poza tym już dużo było o to, że niektórych rzeczy autorka odmawia zupełnie bez sensu ;)

                                > Przypominam, ze mówimy o dziecku 2,5 letnim (nie młodszym
                                > o rok).
                                No i?

                                > Takie dziecko powoli powinno byc gotowe do funkcjonowania w grupie.
                                Proszę Cię. Dzieci w różnym wieku, cyklicznie przechodzi okresy nierównowagi, zwanej potocznie buntami. Potem im przechodzi. 2,5 roku to jest właśnie dokładnie taki moment. Dziecko się rozwija, zmienia, dojrzewa. Samo nie rozumie co się z nim dzieje. Jest bardziej rozdrażnione i nie potrafi sobie z tym poradzić. Żadna wielka filozofia. Norma.

                                --
                                JoShiMa

                                Na świecie nie ma innych zjawisk, poza zjawiskami fizycznymi.
                                • murwa.kac Re: Próba sił - czy warto? 05.10.13, 10:28
                                  joshima napisała:

                                  Dzieci w różnym wieku, cyklicznie przechodzi okresy nierównowagi, zwanej potocznie buntami. Potem im przechodzi. 2,5 roku to jest właśnie dokładnie taki moment.

                                  moze rycina pomoze niektorym ogarnac temat...?

                                  www.bangla.pl/foto/news/article_61_clip_image002.jpg

                                  --
                                  To jest noworodek, nie przepina się pasami w kroczu, bo się zwyczajnie nie da, zazwyczaj i tak jest w beciku lub omotany kocykiem. Przewozenie noworodka jest na innych zasadach niż dziecka kilkumiesięcznego i starszego. by atteilow
                                  • Gość: Kinderczekolada Re: Próba sił - czy warto? IP: *.147.72.35.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl 05.10.13, 12:03
                                    Ładna;)

                                    Czy ty wierzysz, ze cała psychologia rozwojowa, sprowadza sie do prostej spiralki. Czy myślisz, ze ktos siadł i w jednym szlaczek zawarł kilkadziesiąt teorii, koncepcji i pomysłów rożnych ludzi.
                                    Jeden pan rysuje to tak, kolega z tego samego uniwersytetu ma inny pomysł, podparty podobna ilością badań, a ktos trzeci na podstawie tych dwoch koncepcji dochodzi do innych wniosków.
                                    Tak działa nauka. A psychologia wogóle jest pod tym względem wyjątkowa.

                                    Za duza dziewczynka jestem, troszkę z życiu poczytalam, troszkę zobaczyłam, troszke popracowalam tu i tam, w koncu troszke samodzielnie pomyślałam, żebym wierzyła, ze rozwój dziecka czy jakikolwiek proces psychologiczny mozna sprowadzić do prostej rciny.

                                    Na koniec dobra rada, nie wierz, we wszystko co piszą w książkach i gazetach, a nawet zanim uwierzysz poszukaj rożnych źródeł.
    • Gość: aaa Re: Próba sił - czy warto? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.10.13, 17:46
      zgadzam się z wyrażanymi już opiniami, że albo zgadzasz się od razu albo potem już w ogóle; jak mawiała moja mama - pewność prawa jest najważniejsza:) jeżeli zmienisz zdanie dziecko kolejnym razem też będzie na to liczyło; a tak przy okazji jak raz od czasu sobie trochę popłacze to naprawdę nic się takiego nie stanie;
      • joshima Re: Próba sił - czy warto? 03.10.13, 18:04
        Nie sądzę. Zdarzało mi się zmienić zdanie jeśli udzieliłam odpowiedzi zbyt pochopnie. Dziecko nie wlazło mi na głowę. Za to nauczyło się tego samego. Nie trwać w uporze tylko zmieniać zdanie i ustępować ;)

        --
        JoShiMa

        Na świecie nie ma innych zjawisk, poza zjawiskami fizycznymi.
      • murwa.kac Re: Próba sił - czy warto? 04.10.13, 12:50
        Gość portalu: aaa napisał(a):

        [/i]zgadzam się z wyrażanymi już opiniami, że albo zgadzasz się od razu albo potem już w ogóle; jak mawiała moja mama - pewność prawa jest najważniejsza:) jeżeli zmienisz zdanie dziecko kolejnym razem też będzie na to liczyło; a tak przy okazji jak raz od czasu sobie trochę popłacze to naprawdę nic się takiego nie stanie; [/i]

        czyli pokazujesz dziecku, ze zmiana zdania, pogladu jest czyms niewlasciwym?
        ze nie jestes czlowiekiem i nie masz prawa do bledu?
        ze niezaleznie od sytuacji ZAWSZE trzeba miec to same zdanie?

        bez sensu.


        --
        To jest noworodek, nie przepina się pasami w kroczu, bo się zwyczajnie nie da, zazwyczaj i tak jest w beciku lub omotany kocykiem. Przewozenie noworodka jest na innych zasadach niż dziecka kilkumiesięcznego i starszego. by atteilow
        • Gość: aaa Re: Próba sił - czy warto? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.10.13, 17:36
          nie - pokazuje dziecku, że nie należy pleść pochopnie co ślina na język przyniesie i że należy szanować własne słowa i że jak się coś komuś powiedziało, obiecało to należy dotrzymać; otaczam się takimi ludźmi, zatrudniam takich ludzi i na taką osobę chce wychować swoje dziecko; a nie na pleciugę co raz tak a raz tak...............PS - tak uważasz że ZAWSZE należy dotrzymać słowa
          • joshima Re: Próba sił - czy warto? 04.10.13, 18:45
            Gość portalu: aaa napisał(a):

            > nie - pokazuje dziecku, że nie należy pleść pochopnie co ślina na język przynie
            > sie i że należy szanować własne słowa i że jak się coś komuś powiedziało
            Dawno się tak nie ubawiłam. Rzeczywiście, dwulatek tak to zrozumie. Dziewczyno, takich rzeczy to się dzieci uczy spełniając obietnice, nawet jak się pochopnie ją złożyło. Wtedy dziecko zrozumie i zapamięta.


            > a nie na pleciugę co raz tak a raz tak...............
            Bo pomyślę, że Ty nigdy nie zmieniasz zdania. Absolutnie nigdy.

            > tak uważasz że ZAWSZE należy dotrzymać słowa
            Jeśli się coś obieca i zmiana zdania może kogoś skrzywdzić to tak , bezwzględnie trzeba spełnić obietnice. Ale jeśli zmiana zdania nie robi nikomu krzywdy a jedynie niesie korzyści niemal dla wszystkich, to dlaczego nie? Czemu służą takie zasady? JEsteś cyborgiem. który nie popełnia błędów, czy jednak człowiekiem?

            PS: uważam się za osobę poważną i kompetentną oraz odpowiedzialną, jeśli chodzi o sprawy zawodowe/służbowe i w życiu nie chciałabym pracować u takiego cyborga co nie daje sobie prawa do błędu i zmiany decyzji.

            --
            JoShiMa

            Na świecie nie ma innych zjawisk, poza zjawiskami fizycznymi.
    • Gość: Kinderczekolada Re: Próba sił - czy warto? IP: *.30.47.210.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl 04.10.13, 10:24
      Tak czytam te wszystkie uwagi i dochodzę do wniosku, ze roznica pomiędzy zaprezentowanymi tu podejsciami polega na tym co wyznacza granice, a skutek jest w zasadzie podobny, dziecko i tak kiedys trafi na niezaspokojona potrzebę i poczuje, ze żal do rodzicow.

      Osoby, ktore ustępują w obawie przed płaczem dziecka, boja sie tego, ze dziecko poczuje, ze jego potrzeby nie sa zauważone, wiec starają sie możliwie wiele z nich spełnić. W koncu jednak i tak dochodzi do sytuacji, gdzie potrzeba nie moze zostać zaspokojena, czyli np. chec pospacerowania po pedzacym samochodzie, zjedzenia 3 kulki lodów, czy posiadanie lalki tak pięknej jak ta koleżanki, czy niechęć do umycia zębów.

      Efekt tego jest taki, ze dziecko przeżywa te same uczucia jak dziecko, któremu mama każe zdjąć buty albo któremu odmawia noszenia na rękach.

      Roznica zasadniczo jest w głowie rodzica, bo jeden mysli sobie "ja nie ustalam zasad, bo one sa", a tak naprawde i tak wybiera, gdzie jego zdaniem przebiega granica bezpieczenstwa czy inna.
      Dla malutkiego dziecka, nie wolno, bo to niebezpieczne, nie różni sie od nie wolno, bo taka mamy w domu zasadę. A jedno i drugie mozna powiedziec na spokojnie i z uzasadnieniem.

      Jak bysmy nie kombinowali, to dziecko i tak, kiedys walnie w mur, tylko w jednych domach ten mur jest stały, zawsze w tym samym miejscu, a w innych miejsce muru zależy od innych czynników.

      Wazne, zeby tych murów nie nastawiac za duzo, bo dziecko sie pogubi. W jednym domu tym murem bedzie zdejmowanie butów, a w innym niejedzenie lizakow.
      Nie nam oceniac czy dany mur w danym domu jest potrzebny czy nie.
      Każdy jest odpowiedzialny za to, zeby uczyc dziecko co zrobic z bólem po zderzeniu, a wcześniej uprzedzić o istnieniu przeszkody.

      Moim zdaniem błędem jest zarówno budowanie dodatkowych, niepotrzebnych przeszkód, jak i próby usuwania tych, gdzieś już istniejących, najwieksze zaś nieporozumienie to zmiany tego gdzie te mury/granice stoją. Lepiej umowmy sie, ze zawsze zdejmujemy buty lub nigdy, ale nie róbmy tak, ze czasem tak a czasem nie w zależności od glosnosci wrzasku lub humoru mamusi.

      • joshima Re: Próba sił - czy warto? 04.10.13, 10:56
        Gość portalu: Kinderczekolada napisał(a):

        > Osoby, ktore ustępują w obawie przed płaczem dziecka, boja sie tego, ze dziecko
        > poczuje, ze jego potrzeby nie sa zauważone
        Mylisz kwestie. Co innego ustępować w obawie przed płaczem a co innego mieć chęć zaspokajania tych potrzeb, które bez trudu da się zaspokoić.

        > W koncu jednak i tak dochodzi do sytuacji, gdzie potrzeba nie moze zostać zaspokojena
        Oczywiście i to bardzo szybko. Ale czy to oznacza, że należy zrezygnować z aspokajania tych potrzeb. które można zaspokajać?

        > Efekt tego jest taki, ze dziecko przeżywa te same uczucia jak dziecko, któremu
        > mama każe zdjąć buty albo któremu odmawia noszenia na rękach.
        Oczywiście, ale o wiele rzadziej i tylko wtedy gdy naprawdę nie ma innego wyjścia. To nie jest ważne? A na dodatek rodzice, którzy chcą zaspokajać potrzeby dziecka, ale w danym momencie nie mogą są nastawieni na to, by dziecku pomóc w przeżywaniu rozczarowania czy frustracji.

        > Moim zdaniem błędem jest zarówno budowanie dodatkowych, niepotrzebnych przeszkó
        > d, jak i próby usuwania tych, gdzieś już istniejących
        A dlaczego? Ja uważam, że dziecko, szczególnie takie które ma dużo woli walki o swoje potrzeby (określane mianem trudnego czy upartego) to cenny dar dla rodzica. Myślący rodzic w zetknięciu z takim dzieckiem ma szansę zweryfikować wiele kwestii i zmienić się na lepsze, pozbywając się wielu ograniczeń zupełnie bezsensownych. Takie wrzucenie na luz naprawdę poprawia jakość życia, nie tylko z dzieckiem ale w ogóle.

        > najwieksze zaś nieporozu
        > mienie to zmiany tego gdzie te mury/granice stoją.
        Dlaczego? Jeśli stoją naprawdę bez sensu. Jeśli wynikają jedynie z błędnych założeń nt. wychowania dziecka (bo mi wejdzie na głowę, bo co z niego wyrośnie, bo się przyzwyczai) albo z niezrozumienia etapów rozwoju i jego potrzeb.

        > Lepiej umowmy sie, ze zawsze
        > zdejmujemy buty lub nigdy
        Dawno nie słyszałam większej bzdury. Toż to nałożenie kajdanów na samego siebie. W życiu nigdy nie jest tak (albo prawie nigdy), że coś jest na zawsze albo nigdy. Wprowadzanie takich sztucznych zasad to tylko utrudnianie sobie życia. Szczególnie, że taka żelazna konsekwencja jest przereklamowana i nie niesie wartości sama w sobie.

        >, ale nie róbmy tak, ze czasem tak a czasem nie w zal
        > eżności od glosnosci wrzasku lub humoru mamusi.
        A dlaczego, skoro tak jest najbardziej naturalnie i normalnie?


        --
        JoShiMa

        Na świecie nie ma innych zjawisk, poza zjawiskami fizycznymi.
        • fruzia01 Re: Próba sił - czy warto? 04.10.13, 11:20
          > Ja uważam, że dziecko, szczególnie takie które ma dużo woli walki o
          > swoje potrzeby (określane mianem trudnego czy upartego) to cenny dar dla rodzi
          > ca. Myślący rodzic w zetknięciu z takim dzieckiem ma szansę zweryfikować wiele
          > kwestii i zmienić się na lepsze, pozbywając się wielu ograniczeń zupełnie bezse
          > nsownych. Takie wrzucenie na luz naprawdę poprawia jakość życia, nie tylko z dz
          > ieckiem ale w ogóle.

          proszę rozwiń, daj przykłady
          • joshima Re: Próba sił - czy warto? 04.10.13, 11:49
            Oj. Przykład czego? Czym mogę zilustrować prosty fakt, że jak człowiek jest mniej spięty, mniej zasadniczy i mniej ograniczony pierdołami to jest szczęśliwszy i bardziej pogodny?

            No może taki przykład. Z domu rodzinnego wyniosłam przekonanie (rodzice nad tym ciężko pracowali), że do zabawy są zabawki i to w dodatku w pokoju a broń boże w kuchni. Ot taka zasada dla zasady. Zasadę tę w swoim domu złamałam, czyli wrzuciłam na luz, zmieniłam swoje przekonanie. Co zyskałam? Nie wkurzam się, że dziecko nie chce siedzieć samo w pokoju, gdy ja mam coś do zrobienia w kuchni, nie wkurzam się, że siedzi w kuchni na podłodze i robi przegląd misek, albo maca torebki z kaszami. Lajt. Rozumiesz? Nie wkurzam się bo uznałam, że wkurzanie się takimi pierdołami źle na mnie wpływa i trzeba je odpuścić. Nie tylko po to, żeby dziecko nie płakało ale tez dlatego, żeby sobie nie dokładać tam gdzie to zbyteczne.
            I ten nieszczęsny przykład z butami, o zdjęcie których prosi dziecko. Jaki jest builans zysków i strat? Mama się nie zgadza, bo powzięła takie postanowienie. Dziecko wyje, mama się wkurza dziecko się wkurza atmosfera gęstnieje. Po co? Zdjęcie tych butów to 3 minuty i po sprawie. Dziecko szczęśliwe, mama spokojna, korona jej z głowy nie spadła.

            --
            JoShiMa

            Na świecie nie ma innych zjawisk, poza zjawiskami fizycznymi.
            • murwa.kac Re: Próba sił - czy warto? 04.10.13, 11:54
              dokladnie takie samo mam podejscie.

              zamiast sie spinac i denerwowac pie... - daje mu ten makaron za 2 zl i niech rozwali po kuchni. trudno, najwyzej posprzatam. zajmie mi to 5 min, zamiast godziny walki. dziec zadowolony, ja mam czas na kawe czy zrobienie obiadu.

              pomazane sciany?
              coz. posiadanie dziecka to wieczny bilans strat i zyskow. jasne, ze estetyczne te freski nie sa, ale wole sie nie spinac jak widze kredke w łapie. w koncu mu te zapedy do bycia drugim Michalem Aniolem mina, sciany pomaluje i mam swiety spokoj. nie jestem spieta, dzieciak mi nie ryczy, jest zadowolony i nie ma efektu zakazanego owocu.

              --
              Niektóre samochody nawet nie jeżdżą (!) tylko są traktowane jako ,,piwnica" by mojemieszkanie24
              • Gość: Kinderczekolada Re: Próba sił - czy warto? IP: *.30.47.210.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl 04.10.13, 12:11
                Murwo, ale zgodzisz sie, ze dojdziecie do takiego punktu, ze powiesz nie.
                Mój syn wczoraj wrzucal do wanny kawałki papieru, patrzył jak sie rozplywaja, jak oblepiaja palce, moja pełna akceptacja i towarzyszenie w zabawie, gdyby jednak postanowił sprawdzić jak to działa na banknotach, uslyszalby stanowcze nie, ktore z jego punktu widzenia byłoby równie absurdalne, co zakaz wrzucania papierkow i oczywiscie obudziloby identyczny sprzeciw;)
                • joshima Re: Próba sił - czy warto? 04.10.13, 12:16
                  Gość portalu: Kinderczekolada napisał(a):

                  > Murwo, ale zgodzisz sie, ze dojdziecie do takiego punktu, ze powiesz nie.
                  To chyba oczywiste, ale co z tego?

                  --
                  JoShiMa

                  Na świecie nie ma innych zjawisk, poza zjawiskami fizycznymi.
                • murwa.kac Re: Próba sił - czy warto? 04.10.13, 12:26
                  tak. w pewnym momencie musisz powiedziec NIE.

                  ale czy w kazdym?

                  w przytoczonym przez Ciebie przykladzie jest proste rozwiazanie - nie dawac dziecku dostepu do banknotow.

                  druga sprawa jest to, ze jezeli konsekwentnie bedziesz dziecku ustepowac w sprawach naprawde nie majacych duzej wagi - powiedzenie przy ciezszym kalibrze NIE nie wywola juz takiego protestu i awantury.

                  klasyczny przyklad.

                  moj syn jest w takim wieku, ze na spacerach ZAWSZE pojdzie nie tam gdzie trzeba. wychodzimy z klatki na autobus - slreca w prawo miast w lewo.
                  kalkuluje wiec okrezna droge i wychodzimy wczesniej. chce wejsc na schody? prosze bardzo. isc po trawniku, prosze bardzo. po krawezniku - nie mam nic przeciwko. kaluza? a wlaz. chcesz obejrzec kazdy kamyk, trawke, liscia - proszzzzz, mamy jeszcze pol godziny do autobusu.

                  problemem byla ulica. ze on sam chce isc badz biegnie na oslep. ze nie chodnikiem, tylko srodkiem ulicy. raz, drugi, trzeci ustapilam z kraweznikiem, kaluza etc - nie przy wejsciu na ulice jest dla niego czyms normalnym, akceptowalnym, nie budzacym sprzeciwu.

                  inny przyklad - noz.
                  koniecznie noz do zabawy mi daj mama, w tej chwili natychmiast!
                  wiadomo, nie dam.
                  kupilam zestaw plastikowych - daje plastikowe. unikam sytuacji kiedy ten noz jest przy nim w moich rekach. zajmuje najpierw czyms innym, dopiero cos tam kroje. przewiduje, jestem o krok przed nim.

                  da sie, naprawde sie da.
                  trzeba morza cierpliwosci, czasu, ale naprawde WIEKSZOSC kwestii mozna odpuscic i pozwolic.
                  tych, ktorych nie mozna, ze wzgledu na zagrozenie zycia, zdrowia badz naprawde duze straty finansowe - MOZNA przekuc na cos innego. dostosowujac mieszkanie do dziecka, ograniczajac mu mozliwosci zniszczen, klasc rzeczy cenne poza zasiegiem, zampewniajac alternatywe.


                  --
                  Niektóre samochody nawet nie jeżdżą (!) tylko są traktowane jako ,,piwnica" by mojemieszkanie24
                  • Gość: Kinderczekola Re: Próba sił - czy warto? IP: *.30.47.210.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl 04.10.13, 13:15
                    Widzisz pewne niezrozumienie polega na tym, ze w naszym domu jest mega mało zasad i ograniczeń. Ja tak żyje od zawsze i u nas nie wymagało to wprowadzania zmian (w domu rodzinnym tez bylo nienajgorzej) i pewne rzeczy, ktore u wielu sa rewolucja u mnie nawet nie wiem i dzieci nie wiedza, ze istnieją.
                    Zasad jest mało, bo wiem, ze jakby ich było duzo to ja nie potrafilabym ich konsekwentnie przestrzegać.

                    Ja taki lajtowy styl mam we krwi, bzdurami nie zaprzątam sobie głowy. Co wiecej u nas w domu jest strasznie głośno, ale praktycznie nigdy nikt nie podniósł na siebie głosu, nigdy nikt sie nie obraza, nie wyzywa (chociaż mówimy sobie rożne rzeczy, ktore gdzie indziej pewnie byłyby zniewaga, a my mamy olbrzymi dystans do siebie, ja nie udaje, ze mam figurę baletnicy, corka śmieje sie jak jej pyszcz wyskoczy, a i facet ma swoje niedoskonałości). Jak ktos zrobi cos głupiego to mowi, ale dałem ciała, albo ale głupotę zrobiłem.
                    Nigdy nie oplakiwalismy szklanek, keczup z jasnej kanapy scieramy (ten kto go tam zostawił), jedzenie nigdy nie było problemem. Nie ma ciśnienia na jedzenie (bardziej bym musiała wygrywać niż namawiać;)

                    Wypracowalismy za to taki układ, ze jak już jest jakas zasada, to ona obowiązuje. To jest szczególnie wazne przy maluchach, bo potem to wszystko sie kręci dosc bezboleśnie, choć zawsze mozna do tego wrócić.
                    Jak córce spadł w którejś tam klasie zapał do szkoły i ciagle ladowala przed tv, to po jakis tam wpadkach, ustalilismy (ona tez, choć z bólem), ze telewizja miała w tym wielki udział i zapadła decyzja, ze tv na razie bedzie w weekendy, szybko wszystko wróciło do normy (z Waszego punktu widzenia to zwykła kara, ale ja nigdy nie mówiłam, ze u nas jest bezkarowo i beznagrodowo). Przy innym dołku, gdzie problemem była organizacja znów padło na tv i mogła zejść na dół jak zakończyła tematy szkolne.

                    Nastolatka wie, ze zwykle mówię tak na jej prośby, wiec jak słyszy nie, to sama wie, co to znaczy. Wie tez (no, ale tu rozmawiamy już o zupełnie innym poziomie komunikacji, ze czasem moze proponować alternatywne rozwiązania i moze cos z tego bedzie, ale to sa niuanse i bez przykładów nieczytelne.

                    Natomiast malucha konsekwentnie uczymy, co znaczy nie wolno. Tych rzeczy tez jest malutko (np. nie wolno walić różnymi rzeczami w szyby) i wtedy po walnieciu słyszy nie wolno, potem bardziej stanowcze i jest jeszcze trzecia szansa. Po trzecim razie zabieramy co tam dzierżył i odnosimy go do lozeczka na chwilke.

                    Słowa nie wolno beda nam potrzebne jak już sie go nie da wziąć pod pache.
                    I teraz tez uczę dziecka, ze histeria nie wpływa na moje zachowanie (ani pozytywnie ani negatywnie), zachowuje sie zupełnie normalnie. Czasem powiem, ale sie wkurzyłes (zeby pózniej wiedział, co to znaczy byc wkurzonym) i robię swoje. Naprawde u nas to działa.
                    • verdana Re: Próba sił - czy warto? 04.10.13, 17:31
                      Trochę OT - zabawne wydaje mi się w tym wątku, ze zwolenniczki stawiania granic, pewnej konsekwencji i hierarchii w rodzinie sa nastawione na dyskusję i próbują uzasadnić swoje zdanie, natomiast zwolenniczki luzu i demokracji są sztywno przywiązane do swoich poglądów i absolutnie nie nastawione na wysłuchanie innych.
                      Jakoś nie jestem w stanie uwierzyć, ze osoby, które swoje poglądy uznają za jedynie słuszne są nastawione na negocjacje i innymi poglądami własnych dzieci i ustępowanie , a osoby dyskutujące - na wydawanie dzieciom jednoznacznych poleceń.
                      --
                      • jola_ep Re: Próba sił - czy warto? 04.10.13, 18:23
                        Verdana, a kto jest kim?
                        Bo np. ja nie wiem, kim jestem.
                        No, może tylko tyle, że ze względu na mój wiek, nie lubię już zmieniać zdania.
                        Co najwyżej dojdę do wniosku, że jak tak się dłużej podyskutuje, to się okaże, że większość podobnie wychowuje dzieci :)
                      • joshima Re: Próba sił - czy warto? 04.10.13, 18:46
                        verdana napisała:

                        > Trochę OT - zabawne wydaje mi się w tym wątku, ze zwolenniczki stawiania granic
                        > , pewnej konsekwencji i hierarchii w rodzinie sa nastawione na dyskusję i próbu
                        > ją uzasadnić swoje zdanie, natomiast zwolenniczki luzu i demokracji są sztywno
                        > przywiązane do swoich poglądów i absolutnie nie nastawione na wysłuchanie inny
                        > ch.
                        Ciekawe dlaczego odnoszę dokładnie odwrotne wrażenie? ;)


                        --
                        JoShiMa

                        Na świecie nie ma innych zjawisk, poza zjawiskami fizycznymi.
                • joshima Re: Próba sił - czy warto? 04.10.13, 18:51
                  Gość portalu: aaa napisał(a):

                  > ty tak serio ? uważasz, że "rozwalenie makaronu" to naprawę odpowiednia zabawa
                  > dla dziecka?
                  Ja tak uważam. Zabawa makaronem to świetne ćwiczenie dla małych paluszków. Można wyjąć z torebki. Wkładać i wyjmować. Można łamać. Badać strukturę i słuchać jak fajnie pstryka. Co w tym złego?

                  > żadnej refleksji że jednak komuś tego makaronu brakuję?
                  Nie brakuje mu makaronu tylko pieniędzy (na świecie są nadwyżki żywności). Może powinnam mieć wyżuty sumienia jak kupię dziecku ciastolinę? Przecież mogłabym dać te pieniądze komuś, komu brakuje na chleb? A może nie powinnam wydawać na buty 100PLN (niektórzy wydają znacznie więcej) tylko kupić dziadostwo na targu a różnicę dać komuś komu brakuje na makaron? Opanuj się i myśl.

                  > że nie baw
                  > imy się jedzeniem, że rodzic jednak musiał zapracować nawet na te 2 zł?
                  A jaka jest różnica w wydaniu 2 PLN na makaron, którym dziecko się pobawi a na kolorowankę, która też jest jednorazowego użytku i posłuży dziecku niewiele dłużej? Rolką papieru toaletowego też się nie pozwolisz bawić, bo szkoda złocisza? Ja wolę pozwolić dziecku rozwalić naście rolek, niż kupić badziewne, elektroniczne, pseudodydaktyczne cymbergraje za kilkadziesiąt złotych.

                  --
                  JoShiMa

                  Na świecie nie ma innych zjawisk, poza zjawiskami fizycznymi.
                    • murwa.kac Re: Próba sił - czy warto? 04.10.13, 19:26
                      Gość portalu: aaa napisał(a):


                      jak dorośniesz to zrozumiesz; względnie jak ci kiedyś zabraknie 2 zł na makaron

                      nie raz mi braklo.
                      i na makaron i na chleb.

                      i jakos nie uwazam, zebym teraz, kiedy mi nie brakuje, musiala tych 2 zl dziecku zalowac.


                      --
                      To jest noworodek, nie przepina się pasami w kroczu, bo się zwyczajnie nie da, zazwyczaj i tak jest w beciku lub omotany kocykiem. Przewozenie noworodka jest na innych zasadach niż dziecka kilkumiesięcznego i starszego. by atteilow
                      • Gość: aaa Re: Próba sił - czy warto? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.10.13, 19:32
                        ja też nie żałuje dziecku 2 zł ani 20 ani 200, niemniej nie pozwalam na zabawy jedzeniem; załóżmy, że będąc "w gościach" dziecko przyłączy się do dzieci gospodarzy zacznie bawić się kolorowanką za 2 zł - reagujesz? zakładem, że nie; natomiast jeśli dziecko zaczyna się bawić makaronem, leżącym na blacie kuchennym gospodarzy - no to przeca taka rozwijająca zabawa............, czujesz różnice?
                        • murwa.kac Re: Próba sił - czy warto? 04.10.13, 19:35
                          to niech sie bawi.
                          oddam im te 2 zl.
                          i posprzatam.

                          --
                          To jest noworodek, nie przepina się pasami w kroczu, bo się zwyczajnie nie da, zazwyczaj i tak jest w beciku lub omotany kocykiem. Przewozenie noworodka jest na innych zasadach niż dziecka kilkumiesięcznego i starszego. by atteilow
                        • murwa.kac Re: Próba sił - czy warto? 04.10.13, 21:26
                          i jeszcze jedna sprawa. spieszylam sie i nie dopisalam.

                          naprawde bronisz dziecku dostepu do kuchni i do jedzenia?
                          nie w sensie - glodzisz. a w sensie - dajesz dziecku mozliwosc poznania, pomacania jedzenia, ktore je?

                          nie wyobrazam sobie tego.
                          dziecko, ktore poznaje jedzenie, ktore moze je pomacac, dotknac, pobawic sie nim - wyrasta na dziecko, ktore jest bezproblemowe w jedzeniu, wrecz jest smakoszem.
                          zabronienie dziecku na zapoznanie sie z tym, czym sie zywi - uwazam za glupote jednak.

                          mojemu synowi pozwalam na eksploracje kuchni praktycznie niczym nieograniczona. dostosowalam kuchnie do dziecka i nie mam problemow, ze cos tam.

                          moze sie bawic makaronami, kaszami, warzywami, owocami. jak robie na obiad kotlety mielone - dostaje w malej misce mala porcje miesa go umieszania, pomacania, dotkniecia. jak pieke apfelstrudel, dostaje na stoliku kopczyk szklanki maki i jajko - i sobie ugniata, miesza, kombinuje. tak dzikiej radosci nie widzialam przy ZADNEJ zabawce.
                          ba! raz nawet dostal surowe jajko do lapy. nawet nie wiesz jaki byl wniebowziety.
                          mial cisnienie na olej - wsadzilam golego do wanny, dalam mala butelke oleju i pilnowalam, zeby sie nie poslizgnal i lba nie rozbil.

                          miedzy innymi dzieki takiemu postepowaniu
                          a) mam smakosza w domu, ktory zje wszystko. poniewaz uwielbiam gotowac, kombinowac i wymyslac z jedzeniem - dla mnie to nieziemska radosc, ze dziecko zje WSZYTKO i nie musze sie glowic jak ulozyc roznorodna diete dla dziecka z 3 produktow na krzyz, ktore je.
                          b) potrzeba eksploracji dziecka, poznawania swiata - w duzym stopniu zaspokojna
                          c) moj swiety spokoj, ze moge przygotowac bez nerwa obiad, ze mam czas na kawe, ksiazke, kompa, bo syn w miedzyczasie kucharzy - BEZCENNE.


                          --
                          Niektóre samochody nawet nie jeżdżą (!) tylko są traktowane jako ,,piwnica" by mojemieszkanie24