Dodaj do ulubionych

Problem z nadmiernym jedzeniem u 3,5 latki

27.02.14, 12:19
Dziewczyny,

Mamy mały/duży problem, a może go nie mamy, niemniej kwestia mnie martwi, więc może Wy doradzicie, albo jakoś zdiagnozujecie obiektywnym okiem.
Moja córeczka ma 3,5 roku i uwielbia jeść-uwielbia nade wszystko!
Byłą karmiona piersią prawie 2 lata i prawie nic nie chciała jeść tzn. teraz z perspektywy czasu i większego mojego ogarnięcia w temacie, ona jadła baaardzo dużo, ale wtedy wydawało mi się, ze nie je nic. Popełniłam bardzo dużo błędów, bo w tamtych czasach "niejedzenia" mojego dziecka, Z była zabawiana etc., aby tylko zjadła tę przepisową część mięsa czy czegoś tam, co w ogóle jej potrzebne nie było. Kiedy ją odstawiłam zaczęła jeść, ale tez swoje wybrane rzeczy. I potem zaczęła się rozkręcać...
Poszła do przedszkola i spróbowała "normalne" jedzenie (w domu staramy się jeść zdrowo, zero danonkow, buleczek, paroweczek, soczków etc.) I dopiero się zaczęło.
Z. wazy prawie 17 kg. przy wzroście 100 cm. i ma taki okrągły dzidziusiowy brzuszek. Gdyby nie ten brzuszek, wyglądałaby na normalną dziewczynkę, taką powiedzmy dobrze wyglądającą, ale na pewno nie grubą.
Problem u nas polega na tym, ze jemy inaczej niż przeciętna rodzina i ona to odczuwa. Nie daje jej co do zasady typowych słodyczy, tzn. daję, ale suszone owoce, albo orzechy, albo piekę sama ciastka czy muffiny (odchudzam je, modyfikuje przepisy). Do przedszkola dostaje swoje śniadanie i podwieczorek, bo jedzenie przedszkolne jest wiadomo jakie. Obiad je w przedszkolu.
Kwestia jedzenia jest dość ważnym tematem i ona to czuje, bo jej koleżanki piją kubusia i jedzą pączki, a ona ma zjeść np. amarantusowego muffina (które lubi, ale to nie to samo) i pic wodę. Wymyślam naprawdę fajne zdrowe słodkości i jest ich w jej diecie sporo;)
W związku z tym, ze lubi sobie zjeść i wagowo też niczego sobie, mamy pewne ograniczenia np. jak prosi o kolejną jaglankę, to pomimo, ze zdrowa, to jednak proponuje jabłko albo coś innego według mnie mniej "inwazyjnego". I rodzą się frustracje.
W przedszkolu powiedziano mi, ze był czas (na szczęście jej minęło), kiedy podczas zabaw zamiast skupiać się np. na bajce o robaczku mieszkającym w jabłku, pytała czy może te jabłko zjeść. Albo przy rożnych innych aktywnościach, w których pojawiał się jakiś element jedzenia, Z. zawsze pytała czy to dzieci zjedzą. Teraz np. jak składa komuś życzenia urodzinowe, to pyta czy odwiedzimy tę osobę, bo tam będzie tort. nie dlatego, ze będzie fajna zabawa tylko tort.
Nie wiem, jak z tego wybrnąć... ewidentnie za bardzo Z. focusuje się na jedzeniu, bo je inne rzeczy i ma w sumie jedzenie w pewien sposób ograniczane.
Nie będę rezygnowała ze sposobu w jaki się odżywiamy, bo buduję jej nawyki na przyszłość i to, ze moje dziecko prosi mnie o dokładkę kaszy jaglanej albo kolejna porcje migdałów w ramach czegoś słodkiego uznaję za pewien mały sukces...ale...no właśnie...
Wiem, ze nabroiłam, kiedy była karmiona piersią i pewnie wówczas jadła za dużo, kiedy ja paradoksalnie, byłam święcie przekonana, ze je bardzo mało. Czasu nie cofnę, przy drugim dziecku postąpię inaczej. Zaufam mu i nich je tyle ile chce, bez wciskania, zabawiania i samolocików.
Jest mi o tyle ciężko, bo nie mam wsparcia w rodzinie i znajomych, którzy uważają mnie za kosmitkę, bo przecież dzieciństwo zabieram dziecku i niech je ile chce, co chce, a potem wyrośnie. Moje argumenty, ze może i wyrośnie, ale na otyłego dorosłego z problemami ze zdrowiem nie trafiają.
Dodam tylko, ze nie jestem w stanie wykluczyć zupełnie niezdrowego, kalorycznego jedzenia, bo chodzimy na urodziny, na babcine niedzielne obiadki, jak w przedszkolu dzieci pieką same ciasto, albo ciasteczka, to również Z. je. Jak dostanie cukierka od kolegi na placu zabaw to jej nie wyrywam, ale jak potem prosi o coś słodkiego, to może dostać co najwyżej owoc, bo słodycze już jadła i u nas w domu są takie zasady, ze więcej słodyczy nie jemy. Staram się ograniczać na ile mogę, ale tak całkowicie się nie udaje.
No i co ja mam zrobić? Wiem, ze to, co zakazane, najbardziej kusi. Widzę, ze już teraz jest z tym problem. Zakazy, jak to zakazy, robią więcej złego niż pożytku. A ona naprawdę uwielbia jeść. Help!
Edytor zaawansowany
  • Gość: mama czwórki IP: *.hist.uj.edu.pl 27.02.14, 13:48
    JAKA DOBRZE ZBUDOWANA?????????????

    Kobito, słyszałaś o siatkach centylowych? Twój dzieciak jest w okolicy 50 centyla, ona nie jest "dobrze zbudowana" tylko normalna. Może po prostu je za mało i stąd ten fiks? Nie wiem - moje dzieci jadają zdrowo, słodyczy w porównaniu z rówieśnikami niemal w ogóle, ale jedzą do syta i dużo szaleją, biegają, jeżdżą na rowerach, uprawiają sporty. Nie mają nadwagi, ale fakt, że w sklepie 2,5 latka urządza ryk o lizaka - normalka chyba? Czasem kupuję, czasem odmawiam tłumacząc, czemu i już.

    Proponuję zerknąć na wytyczne Instytutu Matki i Dziecka - wprawdzie dla dzieci do lat trzech, ale tu masz tylko kwestię zwiększenia porcji do syta. A brzuszek może być przede wszystkim wynikiem słabych mięśni - zapisz gdzieś dzieciaka, jeśli mieszkasz w mieście bez trudu znajdziesz choćby balet czy gimnastykę artystyczną. Dzieć się wyszaleje, nabierze gracji, pobędzie w grupie, pojeździ na zawody. Znudzi się, to wypiszesz. Inne sporty "przyjmują" chyba dopiero około 5-cio latki, stąd polecam co polecam.

    I nie fiksuj się na punkcie jedzenia, nie gadaj o nim, nie truj, co zdrowe, a co nie. Traktuj to jako oczywistą oczywistość, gotuj, stawiaj na stole i jedzcie. Nie praw kazań, że np. nie powinna jeść w przedszkolu tego czy tego, nie komentuj jakości żywienia przedszkolnego. Jeśli w domu jadacie wszyscy zdrowo i jest to dla Was oczywiste, to dzieciak i tak przejmie ten model. Pogadać to o tym możecie jak będzie starsza.

    Sorry za kiepską formę wypowiedzi, trochę moralizatorską, ale zmęczona jestem - pomór mamy w domu, trzy nocki w plecy. Pozdrawiam.
  • magkar2 27.02.14, 14:20
    Mamo czwórki, nie ma sprawy;) No z tymi centylami to wzrostem jest na 50, a wagą na 75:) W kwestii ruchu, to Z. należy raczej do tych lubiących siedzieć z książką. Chociaż ostatnio rzeczywiście trochę lepiej w temacie ruchu:)
    Wiesz co, może rzeczywiście ja się fiksuje i przenoszę to na nią. W sumie z domu, w którym się czyta książki, nie wyjdzie w świat idiota.
    Faktycznie, ona rzuca się głównie na słodycze, ciasta, schabowe, chleb. Ostatnio byliśmy na weselu-zjadła 2 schabowe, jednego ja ledwo zjadłam. Generalnie uwielbia wszystkie kluchy i panierowane rzeczy-tłuste i niezdrowe. Jak w przedszkolu jest jakaś uroczystość i jest milion pięćset ciast jakości supermarketowej, to Z. mogłaby zjeść tego naprawdę dużo. Ustaliłam z nią, ze na tego typu uroczystościach, może zjeść 2 kawałki. A takich uroczystości jest w sumie sporo. I patrząc z perspektywy tygodnia, to sporo tego syfu je. W przedszkolu jest cały dzień, weekendy często wypadowe. I kurcze mała jest jeszcze, aby skumać, dlaczego inne wsuwają, a jej nie wolno. Bo co, mama ma takie podejście i dlaczego jej zabrania się przyjemności.
    Jeśli chodzi o wytyczne instytutu, to Z. je sporo;)
  • Gość: mamasiasiulki IP: *.hist.uj.edu.pl 28.02.14, 09:39
    wpędzić w poczucie winy!

    Jeeezu, przeczytałam dwa posty jakieś poniżej i już mam dość. Powiem Ci tak. Popieram ręcami i nogami, że w domu gotujesz zdrowo. Jak czytam, że jakiś tam młody je parówki, danonki i obiady z makdonalda "i żyje" to mnie skręca. Ja bym w zasadzie na Twoim miejscu robiła tak, jak robisz tylko bardziej naturalnie (tzn. przestała robić z jedzenia "sprawę"). Przypuszczam, że dużo o tej jakości żywienia mówisz, czytasz i tp. Po prostu traktuj to naturalnie. Nie masz większego wpływu na to, co dzieć zje, gdy nie widzisz, ale właśnie dlatego w domu powinna jadać zdrowo. Ja bym za to np. na imprezie nie deklarowała z góry, że "tylko dwa" tylko jak wchłonie drugie i chce jeszcze w zależności od Twoich poglądów i wielkości ciastek tudzież częstotliwości ich jedzenia w ostatnim czasie powiedziała, że już wystarczy tudzież pozwoliła na ostatnie i tego się trzymała. Wszelkie "mamo ale" spokojnie bym tłumaczyła: że ciasteczka są smaczne, ale psują się od nich zęby i są niezdrowe, dlatego nie można jeść ich zbyt dużo. A na "ale czemu inni mogą" również cierpliwie odpowiadała, że nie wiem, dlaczego, ale wiem, że to niezdrowe i muszę o ciebie dbać. Na zadowolenie dziecka z sytuacji bym nie liczyła, ale chyba nie o to chodzi - kiedyś zrozumie i będzie wdzięczne. Natomiast współczuję Ci otoczenia, bo u nas: przedszkole i szkoła (PUBLICZNE) promują zdrowe żywienie. Jeśli dzieci coś robią/pieką to sałatki owocowe czy jakieś ciasteczka zbożowe. Jeśli urodziny, to jest ciasto, a nie cukierki/paluszki/czekoladki - zresztą dzieci w grupach/klasach jest raptem około 25, więc tych urodzin nie tak znowu wiele no i rodzice czasami "łączą siły" i np. dwoje dzieci urodzonych "w pobliżu" przynosi jeden tort. Kiedy w żłobku córy dzieci wyklejały zimowe drzewo popcornem poza jedną dziewczynką żadne nawet go nie oblizało, czyli nie wiedzą co zacz i że to można jeść. Nie spróbowały także gdy Nadia zaczęła go jeść, więc nie tak źle z tymi rodzicami.

    Moja mama jeśli stawia ciasto, to sama go piecze. Jasne, że słodycze to, ale bez chemii, margaryny i tony tłuszczu, cukru też zwykle sporo mniej niż w przepisach. Teściową znam na tyle, że po narodzinach każdego kolejnego dziecia wmawiałam, że meeega alergik i teraz babcia robi ewentualnie galaretkę z owocami tudzież truskawki z mrożonki z cukrem, a nie cukierniane ciasta. A ze znajomymi nie widujemy się aż tak często, by ewentualne słodycze stanowiły problem. Pozdrówki i nie daj sobie wmówić, że Twój styl żywienia jest zły!
  • Gość: katje IP: *.gdynia.mm.pl 27.02.14, 13:56
    Hej,


    wiesz, baardzo rzadko się udzielam na forum ale ...

    Bardzo podobne podejscie do żywienia reprezentuje mój kuzyn wraz z małżonką odnośnie ich 3 letniej pociechy. Efekt niestety jest taki sam jak u Ciebie. Pamiętam jak w Boże Narodzenia ich
    Młoda dostała furę zabawek z wyższej półki, których nawet nie rozpakowała bo w jednej z paczek znalazła batonika (typu mars, snickers coś w tym stylu) i dla niej to było niczym gwiazdka z nieba.

    Obawiam się, że jeżeli nie odpuścisz, będzie coraz gorzej. Restrykcje dot pożywienia i tak będa przez Młodą omijane, tylko ty nie będziesz o tym wiedziała.

    Uważasz, że dla psychiki 3.5 letniej dziewczynki dobre jest tak olbrzymie skupianie się na jedzeniu ???

    Na prawdę nie dziwię sie, że nie masz poparcia w rodzinie, bo Twoje poglądy sa na prawdę kosmiczne (chociaż ja bym użyła innego słowa o bardzo niecenzuralnym wydżwieku) i sama przez swoje postepowanie generujesz problemy u dziecka.

    Na prawdę uwierz mi, nic się Młodej nie stanie jak zje coś wg Ciebie niezdrowego. Im więcej luzu tym mniej problemów w wychowaniu dzieci. I mówi Ci to mama 2 latka, który nigdy nie była karmiony piersią, słodycze w domu są dostepne, spożywa danonki, parówki, soczki etc, a jak się nie wyrobię z obiadem to zabieram go do Mc Donalda. Chlopak żyje, jest zdrowy, duży, silny, intelektualnie fajnie rozwinięty i uwierz mi na słowo, że ŻADNYCH jedzeniowych problemów nigdy nie mieliśmy.


  • Gość: matka IP: *.hist.uj.edu.pl 28.02.14, 09:43
    art." czy inne kampanie, skoro naród z betonu. A karmże go sobie nawet plastikiem, ale nie wpędzaj w poczucie winy matki, która stara się ok! Dwulatek w makdonaldach. O Boże, co za...
  • Gość: katje IP: *.gdynia.mm.pl 28.02.14, 13:27
    Bardzo proszę o dokończenie zdania "O Boże, co za ..." bom niezwykle ciekawa, co autorka ma na mysli ;-)))))

    Na co te akcje typu "zdrowart" czy inne kampanie - no jak dla mnie to te kampanie są jak psu na budę ! Nie buduję swojej świadomości na kampaniach medialnych.

    Czy ja wpedzam w poczucie winy ? Droga matko, myślę że to Twoja mocna projekcja.

    Generalnie zalecem nie spinanie się.
  • Gość: basca IP: *.dynamic.chello.pl 27.02.14, 14:11
    Nasz pediatra zaleciłby profilaktycznie badanie morfologii, tsh, glukozy.
    Moja córka uwielbia słodycze i też jej ograniczam, ale staram się nie popadać w skrajność. W przedszkolu w tym roku wprowadzili zdrowsze jedzenie, nie ma już cotygodniowych batoników, pączków, choć nadal jest dosyć słodko jak na mój gust.
    Chyba ważny jest tez ruch i regularne, w miarę częste jedzenie, tak żeby dziecko nie odczuwało głodu. Brzuszek to często efekt słabszych mięśni.
  • magkar2 27.02.14, 14:32
    Tak, jak wspominałam Z. ma dostęp do moim zdaniem absolutnie "syfiastego" jedzenia i z niego korzysta np. przy okazji świąt, urodzin etc. Na co dzień staram się jej zastępować pączka, 7Daysa etc. zrobionym przeze mnie muffinem czy czymś podobnym, tez słodkim i pysznym.
    To, co mnie zastanawia, to to, czy chęć wyrobienia w niej zdrowych nawyków żywieniowych nie spowoduje więcej szkód niż korzyści. Natomiast na pewno, jak się nie wyrobię z obiadem, to nie zabiorę jej do Maca.
    Badania miała robione pół roku temu i jest ok, tylko bez tsh i glukozy. Wiem, ze hormony tarczycy mogą mieszać, ale czuję, ze tu wszystko ok, bardziej kwestia tego "reżimu" powoduje tę sytuację. Ona teraz, tak, jak pewnie większość dzieciaków jadłaby same słodkości, no, ale kaman, bez jaj, nie będę jej ulegała, bo i tak, znając jej upodobania kulinarne staram się przygotowywać dość dużo słodkich rzeczy. Niech wie, ze w tej dziedzinie są limity i koniec. Czy się mylę-jestem przyznam szczerze pogubiona w temacie.
  • Gość: katje IP: *.gdynia.mm.pl 27.02.14, 14:36
    A tak z ciekawości zapytam: dzisiaj jest tłusty czwartek - pozwolisz jej zjeść sklepowego pączka czy upieczesz zdrowego muffina z amarantusem czy jak to się tam nazywa ?
  • magkar2 27.02.14, 14:46
    Wiesz co, napiszę z sympatią, ze uśmiechnęłam się, jak zadałaś mi to pytanie, bo też o tym pomyślałam:)
  • Gość: bb IP: *.elpos.net 28.02.14, 21:43
    psycho madka a potem dziwi sie ze 16 bulimia ostro i wielbienie batonika bo madka rezimowa jak naziwegetarianin co dla psa karme meatless kupuje
  • Gość: mamasiasiulki IP: *.hist.uj.edu.pl 28.02.14, 09:55
    U mnie też nie było łatwo, dzieci po prostu najchętniej jadłyby same słodycze tudzież makaron i naleśniki z dżemem i to chyba normalne ale najstarsza - świeża siedmiolatka - od początku pierwszej klasy upomina mi się o jakieś domowe "zdrowotności" typu muffinki (i to SŁONE - np. z szynką i papryką, niemal wszystko potrafią już zrobić same, ja tylko sprawy "okołopiecowe" załatwiam), a i na drugie śniadania SAMA robi dla siebie i siostry (zerówka, pięciolatka) np. sałatkę. W sklepie mam ubaw po pachy z min ekspedientek, kiedy upomina się o indyka do sałatki "na jutro do szkoły". No i wszystkie z zapałem hodują na wacie kiełki - nie tylko rzeżuchę. Juniorka rzodkiewki normalnej nie chce, za to o jej kiełki upomina się co dzień - Mamuniu, jeszcze roślinki! Na chlebuś!

    Przyznam szczerze, że poza sytuacjami, kiedy najmłodsza (2,5 roku) zobaczy - i oczywiście chce - czekoladę czy lizaka w sklepie nie mam jakichś problemów. A i na podwieczorek chętniej zjedzą owoce czy kanapkę z serem niż ciasto ;-p Nie wspomnę, że w ogóle nie tkną słodkiego, gotowego nabiału - po prostu nie smakuje.
  • Gość: mamasiasiulki IP: *.hist.uj.edu.pl 28.02.14, 09:57
    Nie było łatwo oczywiście początkowo. U nas problem wyciszył się koło 5-go roku życia, nagle słodycze przestały być zachciewajką nr 1, w tortach urodzinowych to zwykle pogrzebią, obliżą i 3/4 porcji zostaje na talerzu; najmłodsza jeszcze przerabia etap "dajcie mi lizaka".
  • ambivalent 27.02.14, 14:33
    Tez mam trzy i pol latke i faktycznie wazy ona 3 kg mniej przy takim samym wzroscie. Ale czy twoja jest za gruba, to nie wiem. Sytuacja u nas jest podobna, moja corka je duzo slodyczy (ma niemca za ojca) i jest w stanie jesc slodycze zawsze i wszedzie. A faktycznie okazji ma duzo, bo troszke w domu dostanie, troszke w przedszkolu, troszke u znajomych i sie zbiera. Tylko, ze moja jest z tym wybrednych i niestety TYLKO slodycze tak wciaga. Reszta jedzenia jest z reguly bee, poza paroma produktami, ktore je zawsze i w ogromych ilosciach.
    Pare rzeczy przyszlo mi do glowy:
    - sytuacji przeszlej nie zmienisz juz, jedyne co mozesz zrobic to starac sie poprawic sytuacje obecna
    - jezeli uwazasz, ze jest za duza (pytalas sie lekarza o opinie?) to odchudzic jej nie mozesz stosujac diete. Jedyne co mozesz zrobic to zachecic do wiekszej aktywnosci fizycznej. Jak to u was wyglada? Moja corka duzo sie rusza, jezdzi na rowerze, na rowerku biegowym, na hulajnodze. Twoja moze tego nie lubic, ale moze zajecia na basenie, jakis taniec, jakies zajecia zorganizowane?
    - mysle, ze powinnas zrezygnowac z dawania jej do przedszkola wlasnego jedzenia. Niektore dzieci sie z tym godza i nie czuja sie wyobcowane a na inne ma to zly wplyw. Zrezygnuj na jakis czas i zobacz jak sie sytuacja rozwinie.
    -ogranicz slodycze wprowadzajac jakies rozsadne zasady: np, mala porcja raz dziennie (ale tego, na co dziecko, nie ty, ma ochote) albo wieksza porcja ale tylko w weekend itp I nie probuja ja przekonywac do zjedzenia amarantusa jezeli ona ma ochote na zelki. Ona ma trzy i pol roku i potrzebuje autonomii.
    -odpusc tlumaczenie, ze cos jest zdrowe i to nalezy jesc a cos niezdrowe i nie mozna. Na dzieci to nie dziala i przynosi, IMHO, wiecej szkody niz pozytku. Mam znajomych wegan i syn (tez 3 i pol roku) wprost im powiedzial, ze jego nie obchodzi, ze zwierzeta cierpia i gina, on LUBI mieso a mama gotuje same niedobre rzeczy :)
    -i ogolnie odpusc na jakis czas, pozwol jej jesc ile chce i czego chce (z pewnymi zasadami, np dotyczacymi slodyczy), przestan dawac jedzenie do przedszkola, WYLUZUJ i zaufaj troche dziecku. Zaoferuj wiecej aktywnosci fizycznej i zobacz jak sytuacja wyglada za pare miesiecy. Bo moze sie okazac, ze mniej kontroli nad tym to strzal w dziesiatke. I pamietaj, ze dzieci nie ucza sie zdrowym nawykow, bo im sie to TLUMACZY, tylko dlatego, ze obserwuje rodzicow. Wy robcie swoje.
    Powodzenia.
    -
  • magkar2 27.02.14, 14:44
    Dzięki:)
    1. Jeśli chodzi o aktywność fizyczną, to wymyślam coś, co mała lubi np. ganianki po domu, wyścigi, tańce. Generalnie staram się, aby miał tego ruchu jak najwięcej.
    2. Rzeczy, które dostaje do przedszkola bardzo lubi, ale może rzeczywiście wolałaby zjeść coś co jedzą dzieci.
    Tylko obawiam się, ze Zuzka zje 3 duże kanapki z serem i popije soczkiem i zagryzie owsianką.
    3. Wydaje mi się, ze może rzeczywiście należy odpuścić, pomijając kwestię słodyczy. I niech ona kontroluje tę sferę. Strasznie to ciężkie...:(
  • meresanch 27.02.14, 14:55
    a wiesz że zakazany owoc smakuje najlepiej
  • verdana 27.02.14, 15:02
    Twoje dziecko jest zafiksowane na jedzeniu, bo nie moze jeść tego co inni - dostaje własne jedzenie do przedszkola, a to jest dla dziecka zazwyczaj bardzo przykre. Czuje się inne, wyobcowane - dzieci w tym wieku wolą robić to, co robią inni. Twoje dziecko jest w takiej samej sytuacji co dziecko chore, na diecie, któremu nie wolno jeść takich fajnych rzeczy, jak jedzą inni. Więc gdy ma szansę jedzenia tego, co jedzą inne dzieci, traci kontrolę.
    Przestań jej dawać co innego do przedszkola. Zaprowadź raz na pół roku do McDonald'sa - nie otruje się. Kup czasem niezdrowe, kupne lizaki czy ciastka.
    Udało Ci się zrobić to samo, co mnie. Ja byłam restrykcyjną przeciwniczką zabawek militarnych. Nie kupowałam, nie pozwalałam kupować, nie pozwalałam się bawić. Do dnia, gdy zobaczyłam słodko uśmiechniętego przed snem 4,5 latka i zapytałam, o czym tak marzy. "O karabinie maszynowym" - odpowiedział tenże. I zrozumiałam,z ę udało mi się osiągnąć cel przeciwny do zamierzonego - dziecko marzyło o tym, co uznawałam za nieodpowiednie. Następnego dnia kupiłam karabin, syn się pobawił i rzucił w kąt. Twoje dziecko tak samo mysli o jedzeniu - j śmieciowe jedzenie stało sie najcenniejszą dla niej rzeczą. Chyba nie o to chodziło.

    --
  • meresanch 27.02.14, 15:12
    dokładnie
    dziecko i tak samo wyczuje co jest lepsze
    a to co zakaz kusi
    my nie pijamy coli syn ją uwielbia wiec cola jest na wakacjach i jak jest chory służy do podania lekarstw (bo inaczej nie wejdą)
    ludzie się za to dziwnie patrzą na mojego syna jak nie chce od kolegi lizaka

    też na razie nie chce zabawek militarnych i na razie się udaje - mój 4 latek raz w sklepie wziął jakiś pistolet i chce go kupić wiec zapytałam się do czego to służy a on że nie wie - jak będziesz wiedział to o tym pogadamy
  • illegal.alien 28.02.14, 15:32
    Rekami i nogami sie podpisuje.
    Ja zrobilam tak: poprawilam nawyki zywieniowe calej rodziny plus zawsze pozwalalam jesc ile chce, co chce i kiedy chce, pod warunkiem, ze bylo dostepne w domu (czyli nie popychalam do sklepu, bo dziecko chce costam).
    Zapisalam do przedszkola, w ktorym jadlospis moze nie jest idealny, ale jest naprawde w porzadku - plus wszystko gotowane na miejscu, zadnego kateringu. Na imprezach, etc. pozwalam jesc wszystko. I wiesz co? Moja corka rzuca sie na warzywa, zolty ser, pomidorki koktajlowe - z ciasta zje lukier, reszte zostawi, bo sie zaslodzila. To ja wole, zeby raz na miesiac zjadla kulke lukru, nia ma jeczec codziennie o slodycze - tego u nas nie ma, bo po prostu w jej otoczeniu dzieciaki (i dorosli) slodyczy nie jedza.
    Za to jak przyjezdzam po nia do przedszkola i nie mam przy sobie gruszki/jablka/banana/innego owocu, to jest zadyma :)
    --
    M. - grudzień 2010
    ? - marzec 2014
  • ambivalent 27.02.14, 21:21
    Trudne, trudne. Szczegolnie przy pierwszym dziecku. Przy drugim brak kontroli jakos tak bardzo nie boli :) Ale moze po prostu czasu na to brakuje...

    A jak wyglada taka normalna, codzienna aktywnosc fizyczna? My na kazdy spacer bierzemy cos (rower albo hulajnoge), do przedszkola mloda jezdzi z tata, ale odbieram ja zawsze ja i tez wracamy na piechote lub na hulajnodze/rowerze zaczepiajac o sklepy. W przedszkolu wychodza na podworko z reguly dwa razy dziennie. A i my wychodzimy czesto na spacery. Nawet bez organizowania zajec ma tego ruchu duzo.
    I co z jedzeniem przedszkolnym? W miare zdrowe? Nasze wprowadzilo ostatnio zasade nie przynoszenia na sniadanie (u nas sniadanie dzieci przynosza same) rzeczy slodkich. Taki maly kroczek :) Ale slodyczy w sumie jest duzo (bo zawsze cos - a to ciasto na podwieczorek, a to ciastka, a to urodziny kogos, a to z urodzin zostaly slodycze, a to wielkanoc itp itd). Jakby miala sie trzymac zasady "slodycze raz dziennie" to Mloda od nas nie dostawalaby niczego juz.


  • Gość: m IP: *.hist.uj.edu.pl 28.02.14, 10:02
    Wiesz, ale skoro przedszkole serwuje ser i owsiankę, to chyba nie jest źle?
  • magkar2 28.02.14, 10:22
    No nie jest źle. Sporo się zmienia. W tygodniu na pewno maja i jaglankę i owsiankę na śniadanie, na podwieczorki jest np. jajko i grahamka, albo gruszka pieczona z miodem i wafle ryżowe. Nie, nie bardzo źle nie jest. Tylko to jest trochę tak, ze w tej owsiance tez jest pewnie tona cukru, a jak ja jej daje owsiankę, to słodzę albo stewia, albo dodaje trochę owoców suszonych i jest git.
    Jak widzę jadłospis i jest np. domowe ciasto na podwieczorek, to Zuzia dostaje tez muffina, albo moje ciasto, jak jest danio, to dostaje Bielucha, jak jest jakiś wyjątkowy syf, to wtedy dostaje swoje ukochane kanapki z grahamką i serem żółtym.
    Zawsze daje jej to, co lubi, nawet bardzo lubi. Nie wciskam jej sałatki z warzyw i quinoi, bo nie znosi, choć zdecydowanie zdrowsza niż Bieluch. Jak dzieci maja urodziny, albo same pieką, to również nie zabraniam. A jak na podwieczorek do budyniu jest bana, gruszka, jabłko czy jakikolwiek inny owoc czy warzywo, to oczywiście może jeść ile chce.
    Pociesza mnie zbliżająca sie pora roku i coraz więcej możliwości przebywania na podwórku:)
    Przedszkole Zuzi jest wyjątkowe równiez z tego powodu, ze oni bardzo dużą wagę przywiązują do wychodzenia na podwórku i w ciepłym sezonie zawsze sa 2 razy po 2h, a zima obowiązkowo raz i tez tak do 2 godzin. Teraz zawsze po przedszkolu, gdy zabieram ją po podwieczorku, to od razu prujemy na plac zabaw i tam śmiga godzinkę. Nieisty nie plubi ani roweru, ani hulajnogi, spacerować tez średnio, najchętniej robiła by coś statycznego-taki typ:)Ale jak jest z dziećmi na placu zabaw-to biega, szaleje i sporo się rusza:)
  • mad_die 01.04.14, 20:24
    1. Jeśli chodzi o aktywność fizyczną, to wymyślam coś, co mała lubi np. ganiank
    > i po domu, wyścigi, tańce. Generalnie staram się, aby miał tego ruchu jak najwi
    > ęcej.
    Ma rowerek biegowy? Jak nie ma, to kup i wychodźcie na spacer. Zabawy w domu to nie jest ruch. Na powietrzu się ruszać trzeba.
    Plac zabaw masz? Puść ją tam, na zjeżdżalnie, huśtawki, karuzele, drążki.
    Basen masz? Idź z nią, zapisz na naukę pływania.

    > Tylko obawiam się, ze Zuzka zje 3 duże kanapki z serem i popije soczkiem i zagr
    > yzie owsianką.
    No i co z tego? Niech je tyle, na ile ma ochotę. Ale niech się RUSZA jeszcze więcej!

    3. Wydaje mi się, ze może rzeczywiście należy odpuścić, pomijając kwestię słody
    > czy. I niech ona kontroluje tę sferę. Strasznie to ciężkie...:(
    Ciężkie, nieciężkie, odpuścić trzeba. W domu Ty masz kontrolę nad tym co ona je, więc niech zjada dużo warzyw, zdrowych, złożonych węglowodanów, chudego mięsa itp.
    A poza domem? Niech je co chce ;)

    --
    BadVista
  • Gość: Kinderczekolada IP: *.centertel.pl 27.02.14, 15:50
    Też uważam, że pomysł z własnym jedzeniem w przedszkolu jest nietrafiony. Dziecko czuje się inne, to co jedzą dzieci wydaje się wyjątkowo atrakcyjne i pożądane, a skoro jest nie zawsze dostępne, to trzeba najeść się na zapas.
    Jeśli w domu będzie odżywiała się zdrowo, to wystarczy. Może uda się zjeść zdrowe śniadanko, potem w przedszkolu zje mniej.
    Bardzo uważałabym też na "zdrowe" słodycze i przekąski. Często, pomimo, że niewątpliwie mają więcej wartości odżywczych, to wcale niekoniecznie mają mniej kalorii.
    Zbliża się wiosna, będzie więcej okazji do ruchu. I wiele dzieci ma tak, że właśnie wiosną i latem szybciej rosną w górę niż na boki:)
  • aqua48 27.02.14, 17:52
    My wprowadziliśmy jeden "słodki" dzień w tygodniu. Moje dzieci nie dostawały słodyczy do jedzenia w tygodniu wcale, a jeśli dostały od kogoś batonik, czekoladę, cukierki itp. to przynosiły do kuchni i wkładały do specjalnej szuflady. Umowa polegała na tym, że w piątek PO OBIEDZIE mogły szufladę otworzyć i jeść z niej słodycze bez ograniczeń i uwag o tym co zdrowe lub niezdrowe.. Po paru tygodniach jedzenia dużych ilości w ten jeden dzień słodycze się im przejadły i dzieci zapominały nawet często o tej możliwości, albo brały po jednej rzeczy na deser. I nie piekłam specjalnych babeczek, tylko my też nie jedliśmy (nie przepadamy) słodyczy konsekwentnie.. Dzięki temu maja zdrowe zęby i nadwaga nigdy im nie groziła.
    Jeśli uważasz, że córka je za dużo, przed każdym posiłkiem daj jej się napić. Zje wtedy mniej, bo ludzie często mylą pragnienie z łaknieniem.
  • verdana 27.02.14, 18:42
    Picie przed posiłkiem jako metoda odchudzania dla dzieci nie jest dobrym pomysłem.
    --
  • Gość: atoness IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 27.02.14, 20:51
    Zgadzam się z poprzedniczkami. Sprzedałaś dziecku fiksację na punkcie jedzenia. Jedzenie nie jest czymś, czym warto się strasznie przejmować. Wypada się moim zdaniem cieszyć, że mamy co jeść, i jeść, żeby żyć. Obserwuję taką rodzinę jak twoja na co dzień i jest to niezła jazda. Tamto dziecko jest starsze i jak tylko jest okazja, je co chce. I kłamie jak z nut. A jak po raz kolejny słyszę wygłoszone z dumą oświadczenie, że ciasto jest bez cukru, z samych daktyli, to padam trupem. Pytałam autorkę rzeczonych ciast, bardzo zresztą słodkich, jaka jest różnica między cukrem z daktyla a cukrem z buraka, ale nie odpowiedziała. Może i u ciebie jest tak, że ulegasz jakimś złudzeniom.
  • aqua48 28.02.14, 13:52
    verdana napisała:

    > Picie przed posiłkiem jako metoda odchudzania dla dzieci nie jest dobrym pomysł
    > em.

    Dziecko nie potrafi jeszcze dobrze odróżnić potrzeby napicia się od potrzeby zjedzenia, picie przed posiłkiem powoduje, że zaspokaja pragnienie napełnienia czymkolwiek żołądka..nie jest "metodą odchudzającą".
  • aleksandra1357 27.02.14, 23:47
    Magkar, wszystko, co napisałaś, jest mi bliskie, bo sama mam fiksację jedzeniową i moje dzieci mają to po mnie, ale...
    U nas jest zupełnie inaczej: też popełniłam błędy, pierwsze dziecko zabawiałam, drugiego już nie, chroniłam przed złym żarciem, nawet czekoladowego króliczka na Wielkanoc im zabraniałam.
    Moi synowie są chudzi. 3,5-latek waży 12 kg przy 100 cm wzrostu. 6-latek waży jakieś 19 kg przy 120 cm. Są chudzi i nic nie chcą jeść prócz słodyczy, bułek, lizaków i frytek. Więc nie jedzą.
    Codziennie, zwłaszcza w zimie, mam ten dylemat: czy lepiej, żeby dziecko zjadło rano bułę czy poszło na spacer lub narty bez śniadania?
    Więc to nie jest tak, że fiksacja na jedzeniu powoduje fascynację jedzeniem i otyłość. U nas jest odwrotnie. Każde dziecko jest inne.
    Ja podejrzewam, że gdyby nie Twoje zdrowe podejście do odżywiania, Twoja córka ważyłaby 20 kg, znam takie przypadki.
    Ja bym jednakowoż dawała dokładkę jaglanki, tylko zadbała o więcej ruchu.
  • kanga_roo 28.02.14, 08:40
    nie zgodzę się z Aleksandrą, że gdyby nie Twoje zdrowe podejście do odżywiania, Twoja córka ważyłaby 20 kg. równie dobrze można gdybać, że ważyłaby mniej, niż teraz, bo organizm nie magazynowałby rezerw (co robi, kiedy człowiek nie je do syta), a metabolizm byłby lepszy.
    generalnie jemy, żeby żyć, a nie żyjemy, żeby jeść, więc nie robię z jedzenia i niejedzenia wielkiego halo.
    starszak, lat 8, je niewiele, i jest sporo rzeczy, których nie lubi.
    młodsza, lat 5, je bardzo dużo, czasem tyle, co ja, lubi prawie wszystko.
    oboje są szczupli, młodsza ma super figurę - zgrabne nogi, płaski brzuch. naprawdę nie wiem, gdzie mieści to całe jedzenie, chyba wszystko spala.
    ja bym na Twoim miejscu absolutnie nie ograniczała dziecku ilości jedzenia. przecież jecie zdrowo. dobrym testem, czy dziecko jest głodne, czy ma tylko zachciankę jest chlebek z masłem. moja młodsza codziennie po przedszkolu prosi o kanapkę ( w przedszkolu trzy posiłki), i nawet kanapkę z samym masłem zjada chętnie i z apetytem. jeśli nie chlebek to owoce i warzywa jako przekąska. słodycze też są dla ludzi, nie musi to być od razu tort bezowy przecież, czekolada, cukierki typu krówki, żelki, ciastka typu herbatniki, pierniki jako dodatek przy zdrowej diecie nie spowodują spustoszenia w organizmie. to już większe słodzona herbata w przedszkolu czy szkole, podawana codziennie.
    poza tym - jak długo planujesz myśleć za dziecko, czy jest głodne, czy najedzone? do osiemnastki?

  • aleksandra1357 28.02.14, 09:08
    > dobrym testem, czy dziecko jest głodne, czy ma tylko zachciankę jest chlebek z masłem.

    Co to za test? Po pierwsze moje dzieci lubią tylko suchy chleb, z masłem nie cierpią, a jak na maśle jest ser lub wędlina, to nie tkną kijem. Po drugie chleb pszenny jest niezdrowy i należy go ograniczać. Jak moje dziecko chce suchy chleb, to znaczy, że nie jest głodne. Bo suchy chleb jest jego ulubionym i podstawowym produktem, który jada na obiad, śniadanie i kolację, a ja traktuję biały chleb jak niezdrową przekąskę.
    W sumie jakby dziecko zjadło chleb z masłem to by był dla mnie sygnał, że umiera z głodu, bo masła się brzydzi. I wiele dzieci tak ma.

    > poza tym - jak długo planujesz myśleć za dziecko, czy jest głodne, czy najedzon
    > e? do osiemnastki?

    Tu popieram, dziecko od urodzenia jest gotowe wziąć odpowiedzialność z swój głód i swoje odżywianie. Autorka zaburzyła ten proces przez zabawianie i sama to rozumie. Ja bym dała dziecku całkowitą wolność jedzenia tyle, ile chce, ale tylko zdrowych rzeczy.
    I ja bym zmieniła przedszkole, bo nic mnie tak nie wpienia, jak słodycze na śniadanie i podwieczorek, a tak jest w 99% polskich przedszkoli. Moje dziecko jest w przedszkolu, gdzie każde dziecko jedzenie przynosi ze sobą i wreszcie jestem spokojna o dziecko.
  • magkar2 28.02.14, 09:38
    No u nas bułka czy chleb idą zawsze i wszędzie. Nawet jakby zjadła obfity obiad, to chętnie zjadłaby bułeczkę.
    Ja również uważam, ze pieczywo jest niezdrowe, wiec staram się ograniczać. Owoce i warzywa dostaje bez ograniczeń, tylko warzyw nie lubi, a z owoców jadłaby banany i jabłka na tony. Dostaje jabłka, bo banany to tez sporo kalorii.

    Ja nie myślę za nią czy jest głodna czy nie. Wiem, kiedy może być głodna, a kiedy chce po prostu coś na ząb.Jeśli prosi o dokładkę brokułów, to jest bardzo głodna, a jeśli prosi o lizaka, bułkę, albo coś w tym stylu, to znaczy, ze nie jest.
    Jeśli na obiad jest zupa, której zje np. kilka łyżek, a potem jakieś mięso, kasza i warzywa i ona z tego zje samą kaszę, bo jeśli mięso to nie schabowy, to nie tknie, to jak poprosi o dokładkę kaszy to dostanie, ale jak poprosi o bułkę czy inny zapychacz, to nie dostanie, bo był obiad. Tym, bardziej słodycze. W przedszkolu je 2 daniowy obiad, niezależnie co to jest, a w domu jest wybredna. Zawsze staram się przygotowywać to co lubimy, nie torturuję ją rybą, której nie lubi i nie zje za nic w świecie, tylko staram się gotować plus minus tak, aby znalazły się tam rzeczy, które wszyscy lubimy. Tak, aby każdy mógł sobie znaleźć coś, co lubi.

    Przedszkole jest wspaniale, więc nie zmienimy. W kwestii jedzenia ostatnio sporo się zmienia, ale i tak jest baaaaardzo dalekie od tego, jak bym chciała, aby ono wyglądało. Poza tym nie znajdę u nas lepszego przedszkola. W pozostałych kwestia jedzenia wygląda dużo gorzej.
  • Gość: mama IP: *.hist.uj.edu.pl 28.02.14, 10:20
    Pięknie ujęte.

    Czyli: zdrowa dieta, dziecko je do syta, dużo się rusza i generalnie jest ok :-)
  • magkar2 28.02.14, 09:21
    Dziękuję dziewczyny za Wasze rady:) No tak, rzeczywiście mam fiksacje jedzeniową i to wiem. Właściwie moje dziecko również nie rzuca się na wszystko-oj nie nie., Np. warzywa omija dalekim łukiem, ale nie zmuszam, generalnie wolę jak nic nie zje, niż zje coś niezdrowego.
    Tak jak pisała aleksndra, gdyby nie chciała nic jeść poza tym, co uwielbia, czyli kluchy, bułki, smażone, to pewnie kombinowałabym, ale wolałabym raczej, aby nie zjadła nic niż tego typu rarytasy. Zgłodniałaby i na pewno by coś powiedzmy rozsądnego zjadła.
    Moje obawy i rozterki wynikają głownie z tego, ze gdybym jej pozwalała na takie normalne jedzenie, to pojawiłby się problem walki z otyłością. Ona może spokojnie zjeść np. 2 pączki, albo 3 kanapki.
    Gdyby jadła przedszkolne podwieczorki i śniadania, to codziennie jadłaby dużo słodkiego, bo tam często jest tak, ze na obiad są naleśniki, a na podwieczorek np. danio i soczek. No sam cukier. Dodatkowo w jej przedszkolu dzieci maja np. na śniadanie do wyboru rożne produkty, wiec same sobie komponują kanapki i zgadnijcie co jest bardziej popularne: twarożek ze szczypiorkiem i rzodkiewką i sałata czy kajzerka z dżemem?
    Z drugiej strony, faktem jest, ze boję się spróbować poluzować, ze własnie to się dla niej skończy nadwagą. Wiem, ze są takie dzieci, które wcale za słodkim tak bardzo nie przepadają, ale moje dziecko uwielbia słodkie.
    Aleksandro, jak sobie radzisz z posiłkami, bo przecież coś tam musza jeść i jak im odmawiasz tych ulubionych rzeczy?
  • kanga_roo 28.02.14, 11:41
    ale Ty wiesz, że dziecko będzie miało problem z otyłością (choroba, otyłość w rodzinie), czy tylko przypuszczasz, że tak będzie? ja bym na próbę pozwoliła jej na trzy kanapki, a nawet dwa pączki. może jak się zapcha raz czy drugi, zrozumie, że to ona kontroluje, ile zjada, i że zjedzenie zbyt dużej ilości nie jest przyjemne.
    poza tym dziwi mnie, że rozpisujesz się na temat zdrowej diety, a jednocześnie Twoje dziecko uwielbia kluski, bułki, pączki itp. to znaczy, że gdzieś to jadło, że to lubi. i że teraz jeść nie może. obstawiam, że kiedy tylko będzie mogła (a prędzej czy później stracisz nad tym kontrolę) będzie nadrabiać zaległości, i rzeczywiście, wtedy może pojawić się problem nadwagi.
    dla mnie optymalnym rozwiązaniem jest, kiedy dzieci jedzą to, co reszta domowników. moi rzadko jedzą chipsy, nie piją gazowanych napojów, lubią marchewkę i jabłka oraz jogurt naturalny dlatego, że to właśnie jemy (lub nie jemy) w domu, i to po prostu w domu jest.
    produkty, które lubią, a które nie są niezbędne dla zdrowia (a wg Was są niezdrowe) takie jak kulki i płatki śniadaniowe, cukierki, czekolada, nutella są w domu, ale dzieci wiedzą, że zapasy są uzupełniane co jakiś czas, więc musi im wystarczyć tych dobroci na dłużej - albo zjedzą na raz, i przez tydzień - dwa nie będzie nic.
    btw, też jestem ciekawa, jak odmawiacie dzieciom ich ulubionego jedzenia.
  • Gość: Kinderczekolada IP: *.centertel.pl 28.02.14, 12:01
    Ja postawiłam na "edukację" i tłumaczyłam dlaczego jedne rzeczy jemy częściej, a inne rzadko lub bardzo rzadko.
    Po domu nie kusiły chipsy i cola, natomiast na imprezach mogła się tego objeść do bólu. W restauracji pierwsze zamówienie to może być cola czy sok, dalej zamawia się wodę.
    Generalnie zasada była taka, że w domu jest zdrowo i można jeść w zasadzie wszystko co się znajdzie. Zresztą moje dzieciaki lubią zdrowe jedzenie, więc nie ma problemu.
    W przedszkolu i szkole jadła, to co inni, jedne rzeczy smakowały jej bardziej inne mniej (np. naleśniki z serem).
    W fazie fascynacji fast foodami było jedno wyjście w miesiącu (i nawet w miarę udawało się tego bezboleśnie trzymać), chociaż jak w międzyczasie ktoś zabrał ją dodatkowo, to też nie robiłam afery.
  • aleksandra1357 28.02.14, 18:02
    > Aleksandro, jak sobie radzisz z posiłkami, bo przecież coś tam musza jeść i jak
    > im odmawiasz tych ulubionych rzeczy?

    Ja mam taką filozofię, że czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal. W domu staram się nie mieć bułek, słodyczy, klusek, dżemu itd. Tylko oczywiście pojawia się często problem, że dziecko całą dobę nic nie je (np. dziś, mimo kilku godzin spaceru). Kompromisem jest np. grahamka czy banan na obiad.
    Niestety nijak nie kontroluję tego, co dzieci jedzą poza domem i nie zabraniam niczego u babć i w gościach, więc moje dzieci jedzą tam mnóstwo słodyczy.
    Nie zabraniam, nie ograniczam - nie pokazuję, nie kupuję.
  • Gość: domza2 IP: *.rzeszow.vectranet.pl 28.02.14, 11:05
    Jako zdrową przekąskę proponuję suszone owoce, od niedawna na rynku, bez żadnych wspomagaczy, a z dużą ilością błonnika. Owszem, tanio nie wychodzi, ale tą metodą udało mi się zupełnie niechcący (bo nie mam żadnych fiksacji na punkcie jedzenia) wyplenić wszelką ochotę na krakersy, paluszki i inne takie. Moja jadłaby te owocki non stop, a dobre są.
  • magkar2 28.02.14, 11:13
    Dzięki za radę:), ale suszone owoce są u nas własnie słodyczami od zawsze i młoda dostaje je codziennie w ramach własnie przekąski razem z orzechami i pestkami albo deseru.
  • Gość: Kinderczekolada IP: *.centertel.pl 28.02.14, 11:46
    Ale właśnie suszone owoce i pestki są baaaaardzo kaloryczne, a łatwo jest zjeść tego dużo. W sumie wychodzi na to, że Twoja córka codziennie je "słodycze" i deserki i może w tym problem. Może, gdyby zamiast tego zjadła np. naleśnika z domowymi konfiturami byłaby najedzona i poziom słodkości byłby odpowiedni.
    A tak zje suszone owoce, które są smaczne i zdrowe, ale głód zaspokajają w takim stopniu jak cukierki, a za chwilę chodzi i szuka czegoś konkretnego i zjada w sumie dwa razy tyle kalorii.
    U nas jako przekąski czy ciastka sprawdza się pieczywo typu Wasa czy takie wafle z dmuchanego ryżu. Na stole stawiam też pokrojone w drobne kawałki surowe owoce i zawsze można skubnąć coś jak przyjdzie mały głodek, równie łatwo i szybko jak otworzyć batonika.
  • Gość: domza2 IP: *.rzeszow.vectranet.pl 28.02.14, 11:54
    Właśnie - bardzo ważne jest stawienie w zasięgu łapki dziecka tego, co chcielibyśmy, by było w brzuchu:) . Badania dowodzą, że dwuktrotnie chętniej jemy to, co mamy w zasięgu rąk niż to, po co trzeba by gdzieś iść. Więc najlepiej "decydować" za dziecko, podtykając różne owoce czy warzywka.
    U nas też były chętnie jedzone kromki typu wasa czy właśnie ryżowe, ale teraz dziecko wyraźnie przerzuciło się na te owocki. Faktycznie, głodu nie zaspokajają, ale i tak się cieszę, że znikł apetyt na tłuste paluchy i krakersy.
  • kanga_roo 28.02.14, 12:14
    i jeszcze co do suszonych owoców - sprawdzałam ostatnio skład mojego musli, połowa owoców jest tam dosładzana. dodaj do tego orzechy i rzeczywiście bomba kaloryczna gotowa.
  • magkar2 28.02.14, 12:23
    Jestem tego absolutnie świadoma, zawsze kupuję owoce suszone oddzielnie i sama robię ewentualne mieszanki. Bo tak jak piszesz bardzo dużo cukru jest w gotowcach. I tak, jak pisałam, jedna morelka czy figa dziennie, 3-4 orzechy i trochę pestek dyni czy słonecznika nie sądzę, aby ją utuczyły jakoś nieznośnie.
  • magkar2 28.02.14, 12:21
    Generalnie nie ma u nas problemu z otyłością w rodzinie i mam nadzieję, ze Zuzia z tym również problemu nie będzie miała.
    Skoro my jemy w domu zdrowo, to skąd Zuzia zna kluchy, buły etc., ano z przedszkola, wizyt u babć, cioć etc. Nie jestem z nią 24h/dobę. Dziwi mnie ten zarzut jednej z dziewczyn.

    Córeczka zjada sporo słodkości, ale ja je przygotowuje i wiem co tak upycham i mój przykładowy muffin, którego je codziennie (robię różne muffiny i je modyfikuje), jest zrobiony z kaszy, marchewki, karobu, stewii, przecieru jabłkowego i kilku rodzynek. Sycące, słodkie i zdrowe. Suszone owoce je prawie zawsze po posiłku w ilości 1 morelka, 2 migdały, 2 orzechy laskowe, trochę pestek. Czy ja wiem czy to dużo? Do przegryzania ma zawsze jabłka. Jak robimy razem szarlotkę, to też odchudzoną (np. spód jaglany, na to starte jabłka doprawione przyprawami i zapieczone wszystko w piekarniku) i ot taka szarlotka, jak murzynek to np. fasolowy. Jak serek to serek wiejski, albo bieluch, choć wiem, ze jakby spróbowała monte czy danio, to wiejski poszedłby w odstawkę, a tak je je bardzo chętnie. Gdzie się daje to odchudzam produkt, przemycam warzywa. Mała to lubi nawet bardzo i jak jesteśmy w weekend w domu to nie prosi mnie o schabowego tylko np. o buraka, albo jabłko bo wie, ze to jemy.
    Ponadto, przez 5 dni w tygodniu obiady je w przedszkolu, wiec dostaje różne rzeczy od naleśników, leniwych, po pulpety etc. Wiec zbierając wszystko z całego tygodnia ( a dochodzą przecież rożne wyjścia do znajomych, babć etc., gdzie nie wyrywam jej z reki jak dorwie kolejny kawałek ciasta, czy czegoś), to aż tak jej nie maltretuje swoją żywieniową filozofią.
  • kanga_roo 28.02.14, 12:51
    hmm, u nas ostatnio koleżanka przyniosła "zdrowe" ciastka owsiane. może i były zdrowe, ale w porównaniu do moich zwykłych ciastek owsianych i ciastek owsianych z dodatkiem mąki, które robi inna koleżanka, po prostu - niesmaczne.
    tak, masz rację, że jeśli dziecko ma do wyboru, to wybierze smaczniejsze. większość dorosłych też.
    i jeszcze - uważam, że jeśli bawi Cię to ganianie wokół krzaka z własną rodziną, odchudzanie przepisów, przemycanie warzyw itp, to OK. dla mnie - szkoda czasu, szkoda zachodu. tak, jak któraś dziewczyna pisała powyżej - można dziecko nauczyć, dlaczego niektóre produkty jemy częściej, a inne rzadziej. wolę raz w tygodniu zrobić smaczne, zwyczajne muffiny, drożdżówki, czy inne ciacha, niż produkować codziennie dietetyczne cuda, ze świadomością, że własne dziecko bez żalu odda całą moją kuchnię za jednego pączka.
  • magkar2 28.02.14, 13:40
    hmmm...coś w tym jest, co napisałaś. Dziękuję:)
  • Gość: misty IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.05.14, 20:35
    Wiem, że już dość dużo czasu upłynęło od ostatniej odpowiedzi w tym wątku, ale nie mogłam się oprzeć. Jako wielka fanka pieczenia chciałabym Cię zapytać- a po kiego tak wszystko odchudzać? Murzynek z fasoli? Murzynek jest ciastem na bazie kakao, względnie czekolady, a nie fasoli... Przeczytałam Twoje receptury i, bez urazy, ale nie chciałabym na miejscu Twojego dziecka tego zjeść. To, że coś jest słodkie, nie oznacza, że jest smaczne. Można odchudzać przepisy, tylko- po co? Szczerze mówiąc, nie wierzę, że szarlotka na jaglanym spodzie jest tak samo smaczna, jak szarlotka na cieście kruchym. Jak piec, to porządnie, a nie zawracać głowę i tracić czas na muffinki na kaszy. Nie pojmuję, skąd taka w Tobie wrogość do pszennej mąki, masła, cukru i jajek. Rozumiem, że te składniki nie pasują do Twojej filozofii jedzenia, ale dietetycznymi muffinkami nie wygrasz. Ona zawsze w zestawieniu z tradycyjnym ciastem przegra, przynajmniej w oczach Twojej córki.
    Ograniczanie jedzenia słodkości w tzw. gościach do dwóch kawałków wydaje mi się lekko sadystyczne. A niech je, zasłodzi się najwyżej i później nie zje czegoś innego.
    Nie wiem, jak sytuacja wygląda teraz, ale uderzyło mnie to, co napisałaś: "jakby spróbowała Danio, to serek wiejski poszedłby w odstawkę"- jakby jadła to, co jej dajesz, nie mając innego wyboru. I teraz może go faktycznie nie mieć, ale już niedługo. Co zrobisz, gdy córka zakosztuje owego zakazanego owocu?
  • aleksandra1357 28.02.14, 17:57
    Gość portalu: Kinderczekolada napisał(a):

    > Ale właśnie suszone owoce i pestki są baaaaardzo kaloryczne, a łatwo jest zjeść
    > tego dużo. W sumie wychodzi na to, że Twoja córka codziennie je "słodycze" i d
    > eserki i może w tym problem. Może, gdyby zamiast tego zjadła np. naleśnika z do
    > mowymi konfiturami byłaby najedzona i poziom słodkości byłby odpowiedni.
    > A tak zje suszone owoce, które są smaczne i zdrowe, ale głód zaspokajają w taki
    > m stopniu jak cukierki, a za chwilę chodzi i szuka czegoś konkretnego i zjada w
    > sumie dwa razy tyle kalorii.

    Bzdura, nie masz pojęcia o zdrowym odżywianiu. Owoce suszone bez dodatku cukru są kaloryczne, ale sycą na długo i mają niski indeks glikemiczny oraz mnóstwo wartości, czego nie można powiedzieć o cukierkach i innym syfie.
  • verdana 28.02.14, 19:11
    Dziecko pewnie lubi kluchy i pieczywo, bo to jedzą inne dzieci w przedszkolu, a jej nie wolno. Mój najmłodszy był uczulony na mleko. W żłobku inne dzieci dostawały zupę czy mleko, a on kanapki i herbatkę. Efekt - jako jedyna osoba w rodzinie uwielbia mleko i zupy mleczne. To, co zakazane, jest atrakcyjne.
    Jestem dzieckiem, któremu zabraniano wielu rzeczy od najmłodszych lat. Bo byłam za gruba. Rodzice byli mili, dyskretni, nie wypominali, ze jestem za gruba, tylko bardzo pilnowali zdrowego żywienia - raczej bez słodyczy, jedna kromka chleba dziennie, tylko niesłodzone napoje, w kawiarni tylko herbata, od święta pół ciastka.
    Efekt - nadwagę mam i tak, wyrzuty sumienia po zjedzeniu każdego posiłku (choć jeść lubię nie powiem) i poczucie, ze jestem paskudnie gruba. A zdjęcia z dzieciństwa nie pokazują grubego dziecka, tylko dziecko z lekką nadwagą.
    Polecam jak najmniej zamieszania wokół jedzenia. Jesli dziecko jest naprawdę za grube - dietetyk, ale rozsądny. I nigdy nie robić z dziecka "innego", dając własne jedzenie do przedszkola, bo utyje. Bo można zaszkodzić bardziej, niż złym odżywianiem.
    --
  • Gość: atoness IP: 93.154.169.* 28.02.14, 19:37
    Święte słowa. Widzę tu ten sam problem. Dziecko nie jest grube, w rodzinie tego problemu nie ma, jest tylko lęk matki. Może się skończyć jak u Verdany. Ja bym tu poszła w stronę rozwiązania własnego problemu, czyli fiksacji. Może to już są zaburzenia odżywiania, może ortoreksja. A ortoreksja ma skutki takie same jak anoreksja. Jest jeszcze wyraźna potrzeba sprawowania kontroli. Tego też to dziecko się uczy. I znów do anoreksji stąd blisko.
    Jest w tym wszystkim coś, czego zupełnie nie rozumiem: jedne zboża są niezdrowe, inne zdrowe. Quinoa, proso i amarantus są ok, pszenica jest be. A one wszystkie zawierają z grubsza to samo, głównie węglowodany. Kawał świata żywi się prosem i nie wygląda na to, żeby akurat temu kawałowi świata żyło się wyraźnie lepiej niż innym. Dlaczego szarlotka z prosem na być lepsza od szarlotki z pszenicą, cukrem z buraków i jajkiem? Wydaje mi się, że to znów charakterystyczna dla ortoreksji potrzeba udowadniania sobie, że się je lepiej, bo inaczej niż i inni, którzy to inni nie są wtajemniczeni i jedzą syf.
  • magkar2 28.02.14, 21:48
    Verdana, bardzo Ci dziękuję:) Naprawdę...trochę otworzyłaś mi oczy. To chyba ja musze popracowac nad sobą. Będzie baaaaardzo ciężko, ale spróbuje.
  • Gość: Doswiadczona IP: *.dynamic.chello.pl 28.02.14, 21:16
    Chcesz dobrze, ale corka widzi, ze Twoj swiat kreci sie kolo jedzenia. Po co az tyle pieczesz, sporzadzasz? Moze po prostu lepiej dac 1 biszkopta, niz najlepiej skomponowana,domowa babeczke. Mniej wiecej 6 krotnie bardziej kaloryczna. I zajac sie corka. Zapelnic jej czas i skupic uwage na czym innym. Pogadac, pobawic sie, poprzytulac. A, i suszone owoce, orzechy sa bardzo kaloryczne.
    Moim zdaniem tym wyszukanym jedzeniem sobie i jej cos rekompensujesz. Co innego jesc zdrowo, ograniczyc slodycze, ale nie izoluj dziecka. Ona tak to odbiera.
    Powodzenia.


    > Problem u nas polega na tym, ze jemy inaczej niż przeciętna rodzina i ona to od
    > czuwa. Nie daje jej co do zasady typowych słodyczy, tzn. daję, ale suszone owoc
    > e, albo orzechy, albo piekę sama ciastka czy muffiny (odchudzam je, modyfikuje
    > przepisy). Do przedszkola dostaje swoje śniadanie i podwieczorek, bo jedzenie p
    > rzedszkolne jest wiadomo jakie. Obiad je w przedszkolu.
    > Kwestia jedzenia jest dość ważnym tematem i ona to czuje, bo jej koleżanki piją
    > kubusia i jedzą pączki, a ona ma zjeść np. amarantusowego muffina (które lubi,
    > ale to nie to samo) i pic wodę. Wymyślam naprawdę fajne zdrowe słodkości i je
    > st ich w jej diecie sporo;)

    > W związku z tym, ze lubi sobie zjeść i wagowo też niczego sobie, mamy pewne ogr
    > aniczenia np. jak prosi o kolejną jaglankę, to pomimo, ze zdrowa, to jednak pro
    > ponuje jabłko albo coś innego według mnie mniej "inwazyjnego". I rodzą się frus
    > tracje.
    > W przedszkolu powiedziano mi, ze był czas (na szczęście jej minęło), kiedy podc
    > zas zabaw zamiast skupiać się np. na bajce o robaczku mieszkającym w jabłku, py
  • magkar2 28.02.14, 21:50
    Przytulamy i bawimy sie az nadto:) Niczego sobie nie rekompensuje, acz rzeczywiscie zbytnio skupiam sie na jedzeniu.
  • verdana 01.03.14, 14:25
    Proponowałabym całkowicie odpuścić sobie problem jedzenia. Nie dawać nic do przedszkola, niech je, co chce. Jedyna rzecz - sama to robiłam - nigdy nie trzymać w domu słodyczy. Owszem, można je czasem zrobić, czy kupić, ale to ma być czasami, a nie tak, ze w domu leżą i można je sobie brać.
    I jeszcze jedna anegdotka. Moja teściowa, raczej nie pobłażliwa w wychowaniu, gdy urodziły się dzieci, zapowiedziała, ze niezależnie od moich zaleceń, jak dzieci poproszą o lizaka, to dostaną. Jej nigdy lizaka nie kupiono, bo lekarz zabronił - dzieci nie powinny jeść tego świństwa. Była też na specjalnej zdrowej diecie, złożonej głównie z kasz, warzyw itd - przedwojenny odpowiednik dzisiejszej mąki orkiszowej i amarantusa.
    Efekt - gdy zaczęła się wojna, zaczęła chorować z powodu zmiany diety. I mimo, ze jest po 80-tce tego lizaka rodzicom nie może darować. Zdrowe odżywianie jest ważne, ale w dzieciństwie bywają znacznie ważniejsze rzeczy.
    --
  • mruwa9 01.03.14, 17:07
    oprocz tego, co tu napisano, to ja zredukowalabym ilosc weglowodanow w diecie (te wszystkie kasze,muffinki, owoce suszone- sa bardzo slodkie i kaloryczne) na rzecz tluszczow. I bialek. Slodycze- raz w tygodniu. I proponowac duzo ruchu, nie tylko dla spalenia kalorii, ale tez zajecia czasu i odwrocenia uwagi (rowniez twojej) od kwestii jedzenia. Na przyklad- rodzinne wyjscie na basen w stalym schemacie tygodniowym rodiny. Wychodzenie na place zabaw, na rower, jesli macie ogrod- zainwestowac w trampoline, itd.
  • lianis 01.03.14, 20:00
    Tak jak dziewczyny pisza, z tego posta widac ogromne skupienie na jedzeniu. Moj syn ma 3 lata 11 mies, jakies 105cm, moze troche wiecej i ok 18kg. W domu stosuje zywienie zdrowe, czyli pieke sama chleb, malo smaze, jestesmy wegetarianami i to co jemy jest dla mnie bardzo istotne. Faktycznie na lizaka czy cukierka twardego nie wyrazam zgody, zabiore dziecku jak dostanie, choc najczesciej sam juz mi przyniesie jak od kogos dostanie, ale nie dlatego ze tuczace, tylko z powodu szkodliwosci dla zebow i tak to dziecku tlumacze, ale pozwole mu na czekolade gorzka, czy soczek kupny, pod warunkiem, ze nie ma cukru, czyli kubusie odpadaja. Rzucilo mi sie w oczy w twoim poscie podjadanie, kazdy ma swoja wlasna wizje zywienia, ale wg mnie przerwy pomiedzy posilkami powinny wynosic jakies min 3 godz i w tym czasie trawi sie to co wczesniej zostalo zjedzone, bez dopychania czy to owocami, orzechami czy pestkami (owoce po posilku dlugo zalegaja w zoladku, bo wczesniej jest trawione to co bylo zjedzone wczesniej a owoce fermentuja...) Ja np pestki daje do chleba, orzechy daje rano do owsianki/ jaglanki, owoce przed posikiem albo zamiast. Jemy sniadanie, potem lunch o 1, obiad o 4 i kolacje o 7, a pomiedzy nic, ale w czasie posilku moze zjesc tyle ile chce i wybrac z tego co ma na talerzu (wszyscy jemy to samo).
    --
    [url=http://lilypie.com][img]http://lb4f.lilypie.com/jXZyp1.png[/img][/url]
  • ambivalent 01.03.14, 20:19

    lianis napisała:

    > Tak jak dziewczyny pisza, z tego posta widac ogromne skupienie na jedzeniu.

    No, z Twojego tez :)
  • verdana 01.03.14, 21:14
    O ile wiem Szwedzi z dużym hukiem odchodzą od tego "jednego dnia słodyczy w tygodniu", sprzedaż słodyczy od czasu wprowadzenia tej zasady wzrosła dwukrotnie, a dzieci jadły tych słodyczy więcej, nie mniej.
    --
  • Gość: ... IP: *.dynamic.chello.pl 01.03.14, 21:26
    Słodycze dla dzieci tylko jeden dzień w tygodniu to dla mnie rzecz kompletnie nieosiągalna, ale teoretycznie wiem, że dla zębów lepszy jest jednorazowy kontakt z dużą ilością cukru, niż wielorazowy z ilościami mniejszymi. Dlatego to nie jest głupi pomysł.
  • verdana 01.03.14, 21:53
    Ale dziecko nie składa się wyłącznie z zębów.
    --
  • Gość: atoness IP: *.free.aero2.net.pl 02.03.14, 21:15
    A do tego zęby da się umyć. My nie mamy w domu słodyczy, chyba że właśnie odbył się najazd rodzinny i zwieziono zapasy. Zapasy szybko znikają i znów nie mamy. Jak się mnie albo dziecku zachce, to trzeba się pofatygować do sklepu. System się sprawdza, dziecko ma zęby w stanie idealnym. Oczywiście te zęby się myje i pokazuje dentyście. System słodycze raz w tygodniu ma - przynajmniej wokół mnie - skutki raczej opłakane. Dziecko najbardziej poszkodowane - raz w tygodniu plus ortoreksja mamy - odprawia jakieś modlitwy do soboty. Nie chciałabym, żeby życie mojego dziecka upływało na czekaniu na słodycze.
    A jeśli chodzi o sok bez cukru, to nie spotkałam się z czymś takim. To kolejne złudzenie. Może w nim nie być cukru z buraków czy w innej trzciny, ale cukier jest na pewno.
  • magkar2 03.03.14, 10:34
    Jak fantastycznie ujęte:) No własnie, sobie powinnam powtarzać, że dzieciństwo nie składa się głównie ze sposobu odżywiania:)
  • Gość: aaa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.03.14, 13:55
    bosh jak łatwo widzimy u dzieci wady, których nie zauważamy u samych siebie! Twoje dziecko jest tak samo zafiksowane na punkcie jedzenia jak Ty sama!!!
  • magkar2 03.03.14, 10:32
    Ok. Hmmm. Napisze tak.
    Przede wszystkim bardzo dziękuję wszystkim za komentarze. Czuję się niebywale wzbogacona o Wasze opinie i rady. Naprawdę niektóre z Was dały mi do myślenia, przynajmniej przyczyniły się do takiej holistycznej refleksji.
    Ewidentnie moja córka skupia się na jedzeniu, bo jest ono ważne dla mnie. O ortoreksję bym się jeszcze nie pokusiła, choć najwyraźniej przesadzam. I nie w kwestii tego co daje na talerz moim bliskim, bo taki styl odżywiania będzie mi towarzyszył zawsze (choć kto wie), tylko te całe jedzenie urosło do rangi nie wiadomo, jak ważnej rzeczy i gra chyba jest nie warta świeczki.
    Jeśli postanowiłabym, aby Zuzia wszystkie 3 posiłki jadła w przedszkolu, to po prostu zwiększam jej liczbę cukru i węglowodanów. Podwieczorki przedszkolne, to prawie sam cukier, śniadania również. Kluchy, makarony, placki z cukrem, racuchy, naleśniki, jak są, to zjada razem z dziećmi, bo obiady je przedszkolne. Ale tu chyba mniej chodzi o to co je, tylko o kwestię tego, ze je to co inni.
    Jeden dzień w tygodniu słodkości u nas się nie sprawdzi. Ona codziennie dostaje lizaka (ksylitolowego bo nie psuje zębów-mała uwielbia). Codziennie. Jak nie lizak, to coś małego np. jedna guma, ale dostaje, własnie po to, aby zaspokoić jej ochotę na coś co jest niezdrowe, ale fajne, kolorowe, smaczne i jedzą to inne dzieci. W tę sobotę np. dostała lizaka, którego sama wybrała i w drodze na "kulki" poprosiła o gumy. Więc dostała gumy, bo jest sobota, razem z mamą jedziemy szaleć w sali zabaw i ma być fajnie. Ale na kulkach stały dzieci, które jadły mamby i lizaki i wtedy powiedziałam jej, ze dość. Ze ona miała już i lizaka i gumy i w związku z tym, ze słodycze należy jeść z umiarem i psują się od ich nadmiaru zęby, na dzisiaj już starczy. Wielkich protestów nie było. Gdybym zrobiła jeden dzień słodyczowy, to dopiero te słodycze byłyby ważne! Cały tydzień trzeba na nie czekać, bo są tak wyjątkowe i można je jeść tylko raz na caly tydzień. Kiepski pomysł.
    Jeśli chodzi o organizowanie rożnych aktywności, to staram się, ile się da. Jak pogoda jest fatalna, to jedziemy na kulki, tańczymy, urządzamy wyścigi, biegamy po schodach w ramach jakiś tam wymyślonej zabawy. Jak jest fajna pogoda, to jesteśmy na podwórku.
    Nigdy u nas nie ma wystawionego jedzenia, tym bardziej słodyczy. Nie znęcam się nad swoim dzieckiem.. Nie wyobrażam sobie, ze na stole stoi pudło ciastek maślanych, a jej mówimy, ze nie wolno...
    Wczoraj starałam się jej wytłumaczyć, ze nie podjadamy pomiędzy posiłkami, nawet jabłuszek, bo brzuszek musi troszkę odpocząć. Natomiast jeśli bardzo chce te jabłko, to proszę bardzo.
    Najważniejsze dla mnie jest własnie zmiana tego klimatu wokół jedzenia. Nie chcę jej zakazywać, bo to znowu rodzi bunt, frustrację i jeszcze większa chęć na te jedzenie. Staram się wyczuwać, kiedy np. mówię dość np. w kwestii słodyczy, a kiedy lepiej byłoby czegoś tam jej nie zabraniać.
    Jeśli chodzi o ilość węgli, białek i tłuszczu w diecie, to temat jest mi znany, wiec u Zuzi wegli wbrew pozorom nie jest tak wiele. Przyczepiłyście się trochę do tych suszonych owoców, no, ale jedna morela, czy figa dziennie naprawdę nie sieje spustoszenia. Orzechy kaloryczne, owszem, ale 3 migdały dziennie, czy łyżka pestek....a ona to traktuje jak słodycze i bardzo jej to smakuje.
    Podsumowując, dziękuje jeszcze raz. Najpierw poukładam to w swojej głowie, postaram się wyeliminować temat jedzenia na tyle, ile to będzie możliwe. Wyluzować, mnie kontrolować, zachęcić do aktywności. Będzie dobrze:) Licze na to:)
  • kj-78 08.03.14, 23:48
    Mnie przyznam troche dziwi ilosc tych wszystkich "zdrowych" slodyczy, ktorymi codziennie karmisz swoje dziecko. Wydaje mi sie, ze masz wyrzuty sumienia, ze karmisz ja tak zdrowo i inaczej, ze czujesz sie w obowiazku dawac jej codziennie cos, co moze oslodzic jej te "innosc". Twoje opisy bardzo mnie dziwia: u nas nigdy nie bylo slodyczy codziennie, jakis ciast, muffinow, orzechow, rodzynek, jogurtow i bieluchow. Po co wprowadzilas to do codziennego menu? Moim dzieciom do glowy nie przychodzi, ze codziennie maja byc desery, przekaski i slodycze, chocby nie wiem jak zdrowe. Jedza sniadanie (jakies musli z kefirem czy owsianke - BEZ slodkich dodatkow, czy naprawde do owsianki trzeba dodawac stewie/ksylitol/miod czy rodzynki? Ja dodaje mleko i nigdy nikt sie nie skarzyl, wiecej: dzieci nie wiedza, ze to sie je na slodko), w przedszkolu kanapki na lunch, potem owoce, w domu obiad i kolacje. Nalesniki z szynka np. W weekend tez, plus slodycz w sobote. Moim zdaniem za bardzo przyzwyczailas dziecko do tych wszystkich wymyslnych i zdrowych slodkosci.
    --
    Elunia 01.07.2009
    Martin 04.01.2011
  • magkar2 10.03.14, 08:53
    Nie mam wyrzutów sumienia. Co więcej jestem z tego bardzo dumna. Co tak wszystkie uczepiłyście się tych orzechów czy rodzynek:)? Tak, jak pisałam już kilka razy, 2 migdały, 1 morelka dziennie- o zgrozo rzeczywiście codziennie dostaje mega deser. Nie widzę w tym absolutnie nic złego czy niewłaściwego. Raz jest muffin, raz jest kanapka, raz owoce, innego dnia bieluch lub jogurt, a innego jeszcze coś. No normalny podwieczorek. Byłoby fantastycznie, jakby rodzice i kuchnie czy cateringi przedszkolne dawały dzieciom właśnie takie np. podwieczorki.
    Dodatkowo, moje dziecko bardzo lubi owsiankę na mleku bez dodatków, ale na wodzie jak jej robię, to lubi z owocami suszonymi i jest ok.
    Nie widzę nic niewłaściwego w podaniu dziecku czegoś co ma słodki smak i na dodatek jest zdrowe. Dzieci tak, jak i my dorośli mają swoje preferencje, jedni bardziej wolną na przysłowiowe "słono" inni na "słodko". I bynajmniej nie przyzwyczaiłam dziecka do słodkiego, od małego dostawała kupę wytrawnych w smaku rzeczy. Fajnie, ze Twoje dziecko lubi naleśniki z szynką, moje z pewnością wybrałoby z serem na słodko. Jak moja córka miała styczność tylko z potrawami przygotowanymi przeze mnie, to również nie widziała, ze można jeść inaczej.
  • estel7 31.03.14, 00:57
    Obawiam się, że wychowujesz dziecko w taki sposób, że ma ono wielkie szanse mieć w przyszłości zaburzenia jedzenia.
    Niestety obstawiam, że za 10 lat napiszesz tu post pt:"ratunku moja córka ma bulimię."
    Do tego to niestety zmierza: zakazany owoc, który już doprowadził do jej fiksacji na punkcie jedzenie, Twoje przekonanie, że ona jest za gruba, które na 100% wyłapie, nawet jeśli staniesz na uszach by przy niej o tym nie mówić, oraz podejście do jedzenia "syfu" jak to nazywasz, które oznacza poczucie winy po zjedzeniu "czegoś takiego." Wybacz ale to są składowe, które bez dodatkowych przyczyn wystarczą by mała zachorowała na bulimię. Jeśli do tego dojdą inne czynniki, a w wieku lat nastu jest ich masa, to córka sobie z tym nie poradzi.
    Nie namawiam Cię na chodzenie do MD bo też tego nie robię, ale odpuść, daj jej żyć i nie koncentruj jej życia na jedzeniu, bo to nie o Ciebie chodzi. I daj jej przestrzeń wolności - np w przedszkolu, zwłaszcza, że z tego co piszesz, karmią tam rozsądnie.
  • mad_die 01.04.14, 21:01
    Przeczytałam wszystko i co widzę:
    - córka je prawie non stop (bo tu lizak, tu żelek, tu jabłuszka do pogryzania, tu owoce suszone) węglowodany! cukry! co z tego, że lizak z ksylitolem, co z tego, że jabłuszka zdrowe - to cukier!
    Czy ona ma stałe pory posiłków? Nie wiem, śniadanie o 8, owoc o 11, lunch o 12, podwieczorek o 15 i obiad o 18? Chyba nie ma... Ona chyba ciągle coś je.
    A co pije?
    Masz możliwość, żeby śniadanie jadła w domu?
    Napisz jak wygląda jej przykładowy dzień jedzeniowo-ruchowy.

    --
    BadVista
  • sop.hie 01.04.14, 10:37
    Moj maz ma odlot na punkcie zdrowego jedzenia. Generalnie mnostwo dzieje sie wokol zarcia, zdrowych przekasek, itp, itd. Chryste, moze i on zdrowo je, ale jego podejscie do jedzenia na pewno zdrowe nie jest! W ogole nie rozumiem jak mozna tyle myslec o zarciu. W przypadku meza uwazam, ze to jest po prostu forma kompulsji lub/ i ortoreksja. Gdybym pozwolila, zatrulby tym zdrowym zarciem i corke. Nie zrozum mnie zle, jemy w domu bardzo zdrowo, ale ciastko na deser dam, lizaka kupie, lody rowniez i do Mac Donalda tez raz na jakis czas pojdziemy. Nie daje soczkow do szkoly, ale jak przychodza kolezanki do domu to od czasu do czasu je kupuje dla wszystkich. Mysle, ze jesli bedziesz tak bardzo skupiac sie na jedzeniu, a corka podrosnie, to jedyne co uzyskasz, to efekt podobny do mojej sasiadki: tylko wchodzi do czyjegos domu, a mama znika za drzwiami:" moge dostac cos slodkiego?" i to poczucie winy w oczach.... Obserwuje od kilku lat narastajace zaburzenie odzywiania, oczywiscie problemy na waga, ewidentne poczucie winy zwiazane z jedzeniem.... Mysle, ze efekt zupelnie odwrotny do zamierzonego przez mame, czego Tobie nie zycze.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka