Dodaj do ulubionych

strategie słodyczowe

13.05.14, 23:26
Mam 5letnią fajną i mądrą córę która kocha jeść :) A najbardziej kocha jeść słodycze :) No i trochę mam z tym problem bo staram się karmić ją zdrowo i tu te słodycze całkiem się nie wpasowują. Wychodzi na to że jestem troche nazistką bo nie pozwalam na żelki, batony i takie tam najgorsze badziewia, zgadzam się na lody, czekoladę i jakieś ciastka - jako te mniej szkodliwe. Wszystko raczej na zasadzie jeden słodycz dziennie, oczywiscie nie wliczam w to deseru w przedszkolu (zwykle tam jakis serek albo cos). No i to w miarę działa chociaż czasem muszę powalczyć, czasem również nie jestem konsekwentna i są dni że je trochę więcej.
Z zasady jednak jest tak że jak jest impreza no to może zjeść więcej. Czyli przychodzą goście, ciacha na stół i wtedy jedz ile chcesz. No i ona je wtedy naprawde dużo, ostatnio mielismy az akcje z bolącym w nocy brzuchem. Więc przy ostantniej imprze zaczełam ją hamować, w stylu "zjadłaś dwa ciastka, następne ze pół godziny" itd.. Słuchała się chociaż niechętnie :)
Po imprze stwierdziłam jednak że to głupie, że może powinnam pozwolić jej samej decydować?
I tak w ogóle jak wykształcić w niej zdrowy stosunek do słodyczy? Tak żeby nie traktowała ich jak ósmy cud świata? Żeby jak już dorośnie nie rzucała się na nie, ale też żeby nie miała wyrzutów sumienia że coś zjadła? Nie chce wychować anorektyczki/bulimiczki :( No ale z drugiej strony jestem przecież odpowiedzialna za to żeby zdrowo się odżywiała nie? Jak sobie z tym radzicie?
Edytor zaawansowany
  • verdana 14.05.14, 09:31
    Ależ nauczenie dziecka, że się nie je tyle niezdrowych rzeczy, na ile się ma ochotę, tylko należy się hamować, to bardzo zdrowa strategia. Na pewno nie wywoła zaburzeń odżywiania - zaburzenia mogły by powstać, gdybyś zabroniła dziecko na przyjęciu nawet spróbować słodyczy, nie pozwalałabyś jeść większości rzeczy, bo się od nich tyje, mówiłabyś "Nie jedz tyle, bo będziesz gruba". To jest zupełnie co innego niż "Nie jedz tyle, bo cię od tego brzuch rozboli".
    Chyba to, co pokazujesz dziecku to jest zdrowy stosunek do słodyczy własnie.
    --
  • aqua48 14.05.14, 09:33
    Nie uważam za słuszne aby pięciolatka sama decydowała o ilości i jakości tego jedzenia.
    I nie, nie jesteś nazistką, tylko rozsądną dorosłą osobą, dbasz o zdrowie i prawidłowy rozwój dziecka, które samo nie jest jeszcze w stanie przewidzieć konsekwencji swoich poczynań.
    Słodycze to nie jest coś co się dziecku "należy".
    U mnie w domu jak dzieci były małe - tzn gdzieś do wieku dziesięciu lat była zasada - słodycze raz w tygodniu. Dzień słodyczowy to był piątek i to co dzieci dostawały (np od rodziny) w inne dni chowały do specjalnej szuflady i w piątek mogły jeść po obiedzie w zasadzie bez ograniczeń. Nie mieliśmy problemów z chęcią na słodkie, czasami wręcz zapominały, że piątek jest dzisiaj. Natomiast codziennie po obiedzie dostawały jako deser owoce, najczęściej jako sałatki owocowe (bez cukru), które lubimy wszyscy. Cukierków, batonów, czekoladek, nie kupowaliśmy nigdy, bo tego po prostu nie jadamy. Czekolada owszem, ciastka, torty też, najczęściej domowe.
    Dla zębów - bezcenne doświadczenie. Zero próchnicy do wieku dorosłego.

    Córce zrób podstawowe badania i zastanów się wraz z lekarzem bariatrą dziecięcym jaką powinna mieć dietę aby nie odczuwać braku słodyczy i ograniczyć ilość jedzenia. To jest możliwe. Bo jeśli pozwolisz jej na dogadzanie sobie teraz bez ograniczeń, będzie miała potem bardzo poważne problemy ze zdrowiem.
  • ambivalent 14.05.14, 09:35
    Sobie nie radzimy :)
    Corka, prawie cztery lata jest ogolnie wybredna na zdrowe rzeczy (warzywa-niet, owoce-tylko niektore) za to slodycze moglaby jesc w kazdych ilosciach. Slodycze w domu sa zawsze (nie wiem dlaczego, duzo dostajemy od rodziny, niezbyt czesto kupujemy), wiec Mloda wie, ze cos tam moze dostac.
    Nie stosuje zadnych sztywnych zasad, poza jedna: nie jemy przed obiadem, ew. po obiedzie, na deser. Pozwalam wybierac samej co chce jesc, obecnie jest na etapie jajek z niespodzianka. Lody jemy srednio co drugi dzien. STARAM sie, zeby jadla cos slodkiego nie wiecej niz raz dziennie, ale srednio to wychodzi.
    Mam nadzieje, ze jej to przejdzie. Nie chce sprawiac wrazenia, ze slodycze to owoc zakazany, bo wydaje mi sie, ze spowoduje to raczej zwiekszenie checi na nie. Z drugiej strony wiem, ze musze troche regulowac popyt :)
  • joshima 14.05.14, 11:02
    Po pierwsze zacznę od tego, że czekolada ciastka i lody wcale nie są lepsze i zdrowsze od żelków i batonów. Naprawdę wystarczy przeczytać składy i poszperać na ten temat w necie). Ja kupnych słodyczy prawie nie daję dzieciom z różnych powodów, nie tylko dlatego, że to jest generalnie syf. Domowe mogą jeść jak są i same sobie ograniczają. Na przykład po obiedzie pieczemy ciasto i dziewczyny właściwie do wieczora na nim jadą. No i dobra do obiadu najadły się już tych wszystkich wartościowych rzeczy ;) Z resztą domowe słodycze też robimy nie byle jakie. Galaretki z prawdziwych owoców i niewielką ilością cukru, podobnie kisiel czy budyń z mleka roślinnego. Babeczki, ciasta owocowe albo z warzywami (fasolowe, dyniowe, marchewkowe, burakowe). Lody z mrożonych owoców i śmietany kokosowej. I tak dalej i tak dalej.
    Na imprezach nie ograniczam tylko pilnuję żeby nie jadła tego co jej szkodzi (ma alergię). Jak jej się zdarzyło zjeść za dużo to sama o tym wiedziała i poprosiła wieczorem o miętę. Następnym razem jak prosiła o dokładkę to tylko przypomniałam, żeby pamiętała,m że jak zje za dużo to znów może się źle czuć. To w końcu pięcioletnie dziecko wie ile może i szybko się uczy.
    I tak mi sie wydaje, ze to jest u nas złoty środek córka słodycze lubi, jak chyba każde dziecko, ale nie jojczy w sklepie o kupno, nie rzuca się na nie jak wygłodniały wilk a ja nie ciosam jej kołków na głowie jeśli chce ciasto na podwieczorek i jeszcze raz na kolację.

    --
    JoShiMa

    Na świecie nie ma innych zjawisk, poza zjawiskami fizycznymi.
  • verdana 14.05.14, 11:32
    Akurat gorzka czekolada jest niezwykle zdrowa. Żelki zdrowe nie są - ale gdy miałam problem z włosami i paznokciami paru lekarzy radziło mi, abym jadła żelki. Domowe ciasto zawiera taki sam cukier, jak nie domowe i też nalezy jeść je z umiarem. To nie o to chodzi, aby cukru nie jest zamiast wartościowych rzeczy, tylko by go po prostu jeść jak najmniej.
    --
  • aleksandra1357 14.05.14, 13:09
    verdana napisała:


    > Domowe ciasto zawiera taki sam cukier, jak nie domowe i też nalezy jeść je z u
    > miarem. To nie o to chodzi, aby cukru nie jest zamiast wartościowych rzeczy, ty
    > lko by go po prostu jeść jak najmniej.

    Tak, ale do ciasta domowego możesz dodać połowę cukru mniej albo dodać ksylitol/stewię. Poza tym w domowym cieście nie ma konserwantów, wzmacniaczy, jajek w proszku, tłuszczów trans i tysiąca innego syfu, obecnego w ciastkach kupnych. Można też użyć mąki orkiszowej czy owsianej zamiast pszennej.
    Podsumowując: domowe ciasto może być duuużo zdrowsze niż kupne słodycze.

    Ja też mam patent na lody: zamrażam truskawki lub maliny z jogurtem, bez cukru, a dzieci z upodobaniem to jedzą, choć dobre to nie jest.
  • margonik 28.06.14, 10:55
    > Tak, ale do ciasta domowego możesz dodać połowę cukru mniej albo dodać ksylitol
    > /stewię.

    Z ksylitolem ostrożnie u dzieci. Ja niedawno zrobiłam lody z ksylitolem i skończyło się biegunką u mojej dwójki - 4 i 7-latki. Ksylitol tak może działać u dzieci.

    Natomiast ciasto ze stewią by chyba nie wyszło - chyba, że tylko część cukru zastąpilibyśmy stewią. Natomiast do słodzenia innych rzeczy, to jak najbardziej.

    Zakładajac jednak, że nie walczymy z nadwagą, to dla dzieci chyba najlepszą substancją słodzącą jest melasa. Kalorycznie nie różni się od cukru, ale ma całe bogactwo związków mineralnych.

    Alternatywą dla zwykłego cukru jest też cukier trzcinowy nierafinowany (czyli nieoczyszczony z melasy), albo miód (pomijając maluchy).

    > Ja też mam patent na lody: zamrażam truskawki lub maliny z jogurtem, bez cukru,
    > a dzieci z upodobaniem to jedzą, choć dobre to nie jest.

    Ja polecam maszynę do lodów. Kosztuje niewiele (100-260 zł), a lody wychodzą naprawdę pyszne - i wystarczy do nich jogurt naturalny, owoce i np. cukier puder trzcinowy (żadnej chemii, a cukru też mniej niż w kupnych). Jeśli misę do lodów mamy zmrożoną (ja cały czas ją trzymam w zamrażalce), a składniki schłodzone, to zrobienie lodów zajmuje 20 min.
  • aurelia76 14.05.14, 14:14
    Co do gorzkiej czekolady się zgadzam, ale z tym cukrem bywa różnie - w gotowych ciastkach/słodyczach częściej od cukru występuje syrop glukozowo-fruktozowy. A to jeszcze gorsze świństwo niż poczciwy cukier.... :)
    --
  • joshima 14.05.14, 19:57
    Tak prawdziwa gorzka czekolada jest. Tylko poczytaj sobie proszę składy gorzkiej czekolady powszechnie dostępnej na polskim rynku. To, że ktoś napisze na opakowaniu "gorzka czekolada" to jeszcze nic nie znaczy.
    A tych lekarzy od żelków to bym chyba na douczanie wysłała ;)
    A co do cukru. Tak się składa, że to nie cukier jest największym problemem w kupnych słodyczach. wierz mi są gorsze rzeczy niż cukier. Przynajmniej nie z mojego punktu widzenia. Poza tym ilość cukru w domowym cieście mogę kontrolować.

    --
    JoShiMa

    Na świecie nie ma innych zjawisk, poza zjawiskami fizycznymi.
  • aleksandra1357 14.05.14, 13:11
    A co do słodyczy, to według mnie najlepszą i najprostszą strategią jest brak w domu słodyczy. U mnie sprawdza się to świetnie. Dzieci się nie domagają i jest spokój. Oczywiście często się zdarza, że słodycze się pojawiają (ktoś przyniesie) i wtedy jemy, ale na co dzień nie ma.
    A jak idziemy gdzieś na imprezę, to jedzą bez ograniczeń.
  • twojabogini 14.05.14, 14:57
    Przy najstarszym dziecku popełniłam błąd. Moje dziecko nie dostawało słodyczy "przemysłowych", nie znało też smaku cukru, słodkich napojów. W ramach przekąsek używałam owoców, ewentualnie czasem ciasteczek, czy napoju typu kakao, do których cukru dawałam niewiele. Gdy dziecko wyszło "do ludzi" nie miało wypracowanych żadnych wzorców jedzenia słodyczy, za to spory do nich dostęp.

    Teraz po wielu próbach i błędach sądzę, że słodkie pokarmy powinny być stałym i normalnym elementem diety. Co do słodyczy bardzo kalorycznych lub szkodliwych - po prostu informuję dzieci o tym dlaczego nie spożywamy np. coli litrami i tyle, a gdy dzieci proszą o zakup - odmawiam. Nie kupujemy tego rodzaju produktów do domu, więc nie mamy problemów. Natomiast zawsze drugie śniadania lub deser lub kolacja jest "na słodko" ale też "na zdrowo". Dzieci lubią słodki smak, a da się jeść słodko i zdrowo. Na przyjęciach nie nadzorujemy dzieci ile czego jedzą - jeśli któreś się pochoruje, to też będzie lekcją prawidłowego żywienia. Co ciekawe - najstarszy syn, ten który był tak rygorystycznie ograniczony za młodu ma nadal tendencję, aby zjeść tych okazyjnych słodyczy za dużo, najmłodszy przy którym byłam już mądrzejsza - je trochę i potem nawet namawiany nie chce więcej ani czekoladek ani coli.

    Sądzę więc, że nie tyle trzeba eliminować lub ograniczać dziecku spożycie słodkich pokarmów, co uczyć dziecko unikania produktów przemysłowych, w tym słodyczy i napojów tego rodzaju. Pod kategorię przemysłowe i przesłodzone zaliczam tez jogurty i serki - te przeznaczone dla dzieci mają nawet więcej cukru niż normalne. Nie kupuję tez żadnych owoców w tubkach i innych wynalazków. Zażywasz - przegrywasz.

    Sensowne słodkie pokarmy dla dzieci: napoje: kakao, kawa zbożowa (herbaty proponuję jednak nie słodzić), kompoty domowe; dania ciepłe: wszystkie racuchy, gofry, omlety, zapiekane na słodko makarony lub kasze, ryż, budynie i kisiele (mogą być też na zimno, łatwo nauczyć się robić je samemu - ich przygotowanie zajmuje tyle samo co torebkowych); dania zimne - np. kuleczki owsiane, szyszaki (z prażonego ryżu), wszelkie ciasta i ciasteczka, bita śmietana z owocami, jogurty (naturalny z owocami świeżymi i miodem lub z czymś z przetworów), kanapki na słodko (miód, dżemy).

    Wbrew pozorom wcale nie stoję cały czas w kuchni, aczkolwiek parę dni w roku poświęcam na przygotowanie przetworów owocowych: soków, kompotów, dżemów, galaretek i owoców w kawałkach. Wtedy "wyprodukowanie" domowego jogurtu (jogurt naturalny + wsad ze słoiczka) to jedna chwila. Tak samo ozdobienie gofra, czy przygotowanie napoju.

    Większość słodkich dań podaję z owocami świeżymi lub ze słoiczków. Pasują do wszystkiego - od budyniu po ciasto. Nie ma sensu używać dżemów i soków przemysłowych - mają tyle cukru zazwyczaj lub słodzików, że kalorii z jednej porcji starczyłoby dziecku na wyprawę na marsa.
  • fruzia01 14.05.14, 15:09
    my nie kupujemy prawie wcale, mamy za to słodycze które dzieciaki otrzymują z różnych okazji od rodziny; ponieważ mam dosyć bycia sierżantem i wydzielania dziennej porcji słodyczy przyjmuję od niedawna nową strategię: dostałeś czekoladki? zjadaj do razu bez limitu, najlepiej wszystkie od razu. Jak się skończą to nie ma - nie ma jęczenia, proszenia i tłumaczenia dlaczego tylko tyle, ale mamusiu to już na pewno ostatnia itd. Następuje abstynencja słodyczowa przez kolejny miesiąc - aż do kolejnej okazji i prezentu od rodziny.

    Acha - powyższe nie dotyczy słodkich serków i jogurcików - te kupujemy dzieciom od czasu do czasu.
  • aleksandra1357 14.05.14, 15:26
    fruzia01 napisała:

    przyjmuję od niedawna nową strategię: dostałeś czekoladki
    > ? zjadaj do razu bez limitu, najlepiej wszystkie od razu.

    Też stosuję tę strategię.
    Dla dziecka powyżej 5 lat sprawdza się też strategia: "dostałeś torbę żelków, możesz zjeść od razu lub zostawić sobie na później. To Twoje żeli i wierzę, że umiesz nimi dobrze rozporządzać." To uczy dziecko odpowiedzialności za swoje czyny ;)
  • joshima 14.05.14, 20:15
    To ja mam pod tym względem lepiej. Mam przeszkoloną rodzinę, która nie kupuje słodyczy wcale.

    --
    JoShiMa

    Na świecie nie ma innych zjawisk, poza zjawiskami fizycznymi.
  • margonik 28.06.14, 11:16
    > ennej porcji słodyczy przyjmuję od niedawna nową strategię: dostałeś czekoladki?
    > zjadaj do razu bez limitu, najlepiej wszystkie od razu. Jak się skończą to ni
    > e ma - nie ma jęczenia, proszenia i tłumaczenia dlaczego

    U mnie taka "strategia" skończyła się szpitalem. Przyszli goście i dali dzieciom po czekoladzie. W trakcie spotkania nie przypilnowałam dzieci i córka zjadła całą czekoladę. Skończyło się mega zatwardzeniem i kilkudniową wizytą w szpitalu. Także nie polecam takiej "strategii"...
    Dodam, że wcześniej córka nie miała takich problemów.

    Potem był okres, że pilnowaliśmy jej ze słodyczami - dawaliśmy, ale uprzedzaliśmy, że nie może przesadzić. Ona sama też miała tego świadomość, bo poznała konsekwencje na własnej skórze. W rezultacie udało nam sie osiągnąć naprawdę olbrzymi sukces!

    Teraz ma 7 lat (od tamtego wypadku minęły ze 2-3 lata) i wiem, że mogę jej dać spokojnie tabliczkę czekolady, czy pudełko ptasiego mleczka, a ona nie zje tego na posiedzeniu, tylko schowa w swoim schowku (aby jej brat sie nie dorwał). Częstuje się, kiedy ma ochotę, czy też częstuje swoich gości lub nas. Na dodatek, mimo, że nie wymagam tego od niej, to praktycznie zawsze się pyta, czy może (chociaż ja w ogóle nie muszę jej kontrolować ze słodyczami). Wiem, że mogę mieć do niej całkowite zaufanie, bo zje np. kostkę czekolady, czy jednego cukierka i na tym koniec. Ja sama tak nie potrafię (dlatego sama nie trzymam dla siebie słodyczy w domu), a ona tak :)
  • ambivalent 15.05.14, 07:25
    A tak na wesolo: Moja Starsza ostatnio wykorzystujac fakt, ze latalismy za Mlodszym, ktory nienawidzi byc przebierany "ukradla" z szafki czekoladowego zajaca i go CALEGO zjadla. Nie byl ogromny, ale zawsze.
  • Gość: mooonn IP: *.dynamic.chello.pl 30.06.14, 14:51
    Moje dziecko (prawie 6 lat) może jeść słodycze po głównym posiłku (śniadaniu, obiedzie). Nigdy nie ograniczałam mu ilości. W swoim pokoju ma kącik ze słodyczami i swobodny dostęp do nich. W efekcie nie rzuca się jak wygłodniały na jakieś łakocie, nie objada wszystkich i wszystkiego, jak inne dzieci (co nie raz zaobserwowałam). Często zdarza mu się podziękować za coś, gdy jest częstowany, bo po prostu nie ma ochoty. Jest szczupły i nie ma problemów ze zdrowiem.Wydaje mi się, że jak dziecko ma słodycze okazyjnie, ogranicza mu się bardzo, to bardzo tego pragnie. Nie raz widziałam, jak do dzieci mających urodzinowe cukierki podchodziły inne (1/2/3 osoby) i ciągle wołały o jeszcze, jak wygłodniałe.
  • srebrna_ta 15.05.14, 15:50
    Dzięki że podzieliłyście się swoimi doświadczeniami. Jak widzę wszyscy mniej więcej podobnie. Skąd się więc biorą te wszystkie dzieci dookoła mojego zażerające się tiktakami i danonkami :]
    I dlaczego słyszę od co po niektórych że niszczę dzieciowi dzieciństwo.. (najczęściej od cioć, wtedy proponuję że następna wizyta u dentysty sponsorowana i przeprowadzana przez daną ciocię.. )
    Ja też robię słodycze domowe, do ich produkcji używam cukru trzcinowego. Córka zwykle je jogurty naturalne i pije wodę i niesłodką herbatę. Mam nawyk (niektórzy nazywają to natręctwem) czytania składów tego co kupuję, więc słodycze przemysłowe też raczej te lepsze kupuje.. Tylko patentu na lody nie mam, mrożony jogurt i inne takie wynalazki nie działają.. No a jeśli chodzi o imprezy czuję się rozgrzeszona w takim razie :) Troche mnie frustrowało, że zwracałam jej uwagę przy gościach itp.. Juula się naczytałam i wydało mi się to zamachem na jej autonomię..
    I jeszcze pytanie, jak robicie przetwory typu owoce w kawałkach żeby nie było w nich za dużo cukru i żeby dało się je dodać np. do jogurtu lub kaszki? Bo dodawać zwykły dżem to mi jakoś nie pasuje..
  • joshima 15.05.14, 19:51
    srebrna_ta napisała:

    > Dzięki że podzieliłyście się swoimi doświadczeniami. Jak widzę wszyscy mniej wi
    > ęcej podobnie. Skąd się więc biorą te wszystkie dzieci dookoła mojego zażerając
    > e się tiktakami i danonkami :]
    Bo fora internetowe nie są reprezentatywne dla naszego społeczeństwa.

    > Tylko patentu na lody nie mam
    Ze schłodzonego mleka kokosowego zbieram śmietanę i miksuję z owocowym sorbetem.

    > I jeszcze pytanie, jak robicie przetwory typu owoce w kawałkach żeby nie było w
    > nich za dużo cukru
    Tu się wiele nie da ugrać, bo w takich przetworach to cukier jest konserwantem.

    --
    JoShiMa

    Na świecie nie ma innych zjawisk, poza zjawiskami fizycznymi.
  • aleksandra1357 15.05.14, 22:39
    Mój patent na lody to takie urządzenie do lodów na patykach, metalowa skrzynka z dziurkami, którą trzyma się w zamrażarce, a potem wlewa się tam masę lodową, wkłada patyki i po 5 minutach są lody. Ja miksuję jogurt z owocami + łyżka ksylitolu. Zawsze zjadają.
  • forumowiczka.to.ja 15.05.14, 23:16
    Przede wszystkim upewnij się, że dziecko nie jest głodne. Nie, że Tobie się wydaje, upewnij się.
    Bo takie pożeranie słodkiego przy gościach świadczy albo o tym, że dziecko jest głodne, albo że za bardzo ograniczasz jej słodycze.
    W kwestii "jak wykształcić zdrowe nawyki" to napiszę Ci, jak to jest u mnie. Przede wszystkim zawsze pilnowałam i pilnuję, żeby syn był najedzony "normalnym" jedzeniem. Do tego nigdy nie chowałam słodyczy, od zawsze stoją na łatwo dostępnej półce, cały koszyk cukierków wszelakich. Jak wracamy z przedszkola, a ja z pracy, syn ma czasami odruch jak jest bardzo głodny (to osobna historia - przedszkolna), że łapie za cukierka. Ale mówię "poczekaj, za chwilę będzie obiad, słodkie zjesz po obiedzie", i naprawdę on zje jednego cukierka i czeka. Obecnie ma 4,5 roku, i może z 2 razy w jego życiu zwróciłam mu uwagę, że je za dużo słodkiego.
    Pamiętaj - podstawa to normalne jedzenie: śniadanie, zupa, obiad. Na miejscu 1. Do syta. Czasami gotuję 2 obiady - on też ma być najedzony.
    Oczywiście zdaję sobie sprawę, że dzieci są różne, i Twoje może nie ten typ co moje, napisałam swoją radę.
    Wierz mi lub nie, ale jak przychodzą koleżanki i koledzy do syna, ja im daję półmisek owoców, jakieś ciastka/cukierki, picie, i pierwsze znikają owoce :-)
    I zawsze, od początku, wychodziłam z założenia, że zakazany owoc smakuje najlepiej, dlatego u mnie ta półka z cukierkami, żeby sam dokonywał wyborów.
    Napisz co o tym sądzisz.
  • srebrna_ta 15.05.14, 23:54
    Oj pilnuje z tym najedzeniem pilnuje.. Jak głodna to strach do sklepu wejść :) Zresztą ma duże spadki nastroju jak jest głodna.
    No u mnie łatwo dostępne słodycze się nie sprawdzają, jeżeli jest coś słodkiego w domu i do tego jest na widoku to nie ma przeproś.. Oczywiście zawsze mówię najpierw obiad/kolacja i dopiero słodycz, często to się kończy tak że obiadu zjada trochę ("bo już nie ma miejsca") ale na słodycz zawsze się znajdzie miejsce :)
    Nie zauważyłam żeby jadła mniej słodyczy gdy jest najedzona.. Czy impra świeżo po obiedzie czy nie, rzuca się na ciacha tak samo.. A czy za mało jej daje słodyczy? Moim zdaniem za dużo :)
  • forumowiczka.to.ja 16.05.14, 23:27
    srebrna_ta napisała:

    > Oj pilnuje z tym najedzeniem pilnuje.. Jak głodna to strach do sklepu wejść :)
    > Zresztą ma duże spadki nastroju jak jest głodna.
    > No u mnie łatwo dostępne słodycze się nie sprawdzają, jeżeli jest coś słodkiego
    > w domu i do tego jest na widoku to nie ma przeproś.. Oczywiście zawsze mówię n
    > ajpierw obiad/kolacja i dopiero słodycz, często to się kończy tak że obiadu zja
    > da trochę ("bo już nie ma miejsca") ale na słodycz zawsze się znajdzie miejsce
    > :)
    > Nie zauważyłam żeby jadła mniej słodyczy gdy jest najedzona.. Czy impra śwież
    > o po obiedzie czy nie, rzuca się na ciacha tak samo.. A czy za mało jej daje sł
    > odyczy? Moim zdaniem za dużo :)

    To może coś sobie tymi słodyczami rekompensuje? Mało wspólnego czasu, jakiś trudny moment? A może to taki typ, i musisz ją "krótko" w tej materii trzymać i już? Bez dorabiania ideologii?
  • turzyca 14.06.14, 11:34
    Moja babcia mowila w takich sytuacjach "na zur nie ma dziur, na ciastko znajdzie sie gniazdko". :)
    I tak po prawdzie jak jestem u tesciowej, ktora gotuje jak dla pulku wojska, to zawsze zrezygnuje z kolejnej poledwiczki, zeby moc sie nacieszyc deserem. Ktory najczesciej jest salatka owocowa (albo miska sezonowych owocow), ale... no wlasnie jest deserem i tez jest go duzo. Nie bede poledwiczka zmniejszala sobie porcji deseru, nie ma mowy. Jakbym wiedziala, ze na deser dostane jedno ciasteczko, to zachowywalabym sie inaczej.

    Moze mala i jedyna porcja deseru jest jakims rozwiazaniem?
    --
    Entropia i chaos dnia codziennego
  • Gość: mooonn IP: *.dynamic.chello.pl 30.06.14, 14:54
    w 100% prawda!
  • quba 15.05.14, 23:43
    Jak mogłaś napisać, że wychowując dziecko bez słodyczy, jesteś nazistką?
    Czy wiesz co robili naziści?
    To jest umniejszanie ich potwornych zbrodni, niedopuszczalne po prostu.
    Oburzyłam się, bo moja rodzina bardzo ucierpiała z ręki nazistów, więc dlatego proszę, byś nie pisała NIGDY takich głupot.
    Poza tym uważam, podobnie, jak inni, że masz zdrowe podejście do tego, co Twoje dziecko jada.
    Pozdrawiam.
    --
    Tradycja to dąb, który tysiąc lat rósł w górę. Niech nikt kiełka małego z dębem nie przymierza. Tradycja naszych dziejów jest warownym murem, to jest właśnie kolęda, świąteczna wieczerza... To jest ludu śpiewanie, to jest ojców mowa, to jest nasza historia, której się nie zmieni. A to co dookoła powstaje, od nowa, to jest nasza codzienność, w której my żyjemy.
  • verdana 17.05.14, 15:29
    Moja rodzina też ucierpiała, cała i naprawdę, nie należy być aż tak przeczulonym. To jest rodzaj porównania, obecny w języku. Niewolnictwo też było okropne, trudno nie używać jednak frazy "pracować jak niewolnik". Jak można powiedzieć, ze dziecko katuje się lekcjami, wiedząc, jak wiele osób zabili kaci? Jak można używać frazy "polowanie na czarownice", jeśli wiemy, ile zginęło niewinnych kobiet?
    --
  • quba 23.05.14, 14:40
    Verdano, inaczej Ty odczuwasz, inaczej ja.
    Nie wolno umniejszać zbrodni nazistowskich.
    Nie wolno!
    --
    Tradycja to dąb, który tysiąc lat rósł w górę. Niech nikt kiełka małego z dębem nie przymierza. Tradycja naszych dziejów jest warownym murem, to jest właśnie kolęda, świąteczna wieczerza... To jest ludu śpiewanie, to jest ojców mowa, to jest nasza historia, której się nie zmieni. A to co dookoła powstaje, od nowa, to jest nasza codzienność, w której my żyjemy.
  • Gość: ingeborg IP: 89.175.42.* 10.06.14, 13:22
    Problem jest w tym, że właśnie w tak młodym wieku organizm produkuje komórki tłuszczowe, takie mikroskopijne pojemniczki na tłuszcz. Tłuszczu przybywa albo ubywa, ale komórki Jeśli za młodu dziecko jest przekarmiane, to organizm wyprodukuje ich dużo i potem jako dorosła osoba Twoje dziecko będzie miało problem z zachowaniem prawidłowej wagi. Jeśli będziesz dziecko karmiła w zrównoważony sposób, to to będzie kapitał na całe dorosłe życie.
  • kj-78 10.06.14, 21:50
    Powiem szczerze, ze zdziwily mnie wpisy (rowniez autorki), ze ograniczam slodycze=daje jeden slodycz dziennie, nie liczac slodyczy dawanych codziennie na podwieczorek w przedszkolu. Ktos inny: pilnuje, zeby nie za duzo=lody co drugi dzien...

    Naprawde jecie tyle slodyczy? Dla mnie to brzmi jak "potworne ilosci", a nie "ograniczone". U nas w tygodniu w ogole nie ma slodyczy i myslalam, ze to jest normalne. Dzieci sie nie domagaja, bo nigdy nie bylo, wiec nawet im do glowy nie przychodzi pytanie (w naszym przedszkolu slodyczy nie daja, jogurtow i drozdzowek tez nie). W weekend idziemy na lody, kupuje dzieciom czekoladke, zelki czy co tam chca i tyle. Na przyjeciach nie zauwazylam przesadnego objadania sie slodyczami, moze dlatego, ze moje dzieci nie lubia wiekszosci ciast, ani galaretki - tylko lody i czekolada wchodza w duzych ilosciach ;)

    No po prostu zdziwilam sie (i od razu poczulam lepsza matka ;) ).
    --
    Elunia 01.07.2009
    Martin 04.01.2011
  • ambivalent 10.06.14, 22:36
    A ja zaczynam myslec, ze wszystkie te strategie sa do bani :) I, ze duzo zalezy od samych dzieci i ich indywidualnych preferencji. Niektore dzieci nie maja smaka na slodycze tylko na przyklad mieso (znam takie), inne nie jadaja nigdy ciast, bo nie lubia (tez znam), jeszcze inne nie tkna czekolady (takie tez). Dzieciom, ktore nie lubia tak bardzo slodyczy latwiej przychodzi niejedzenie ich. I tyle. Jak z doroslymi. Beda mniej prosic, mniej jesc.
    Moja corka przez pierwszy rok zycia nie dostawala zadnego cukru. Do drugich urodzin w bardzo ograniczonych ilosciach. A potem poszla do przedszkola (stracilam kontrole nad tym co je) plus skumala, ze slodycze istnieja i sa dobre :) Owszem, my jemy dosc duzo slodkosci w postaci ciast. Slodyczy jako takich nie bardzo. W okresie letnim sporo lodow. I nie widze potrzeby ograniczania siebie samej lub jedzenia potajemnie jezeli mam na cos slodkiego ochote (przykladowo, chce mi sie upiec ciasto lub pojsc na lody). I oczywiscie, ze corka tez cos z tego dostanie.
    Wydawalo mi sie, ze jezeli corka, od poczatku wychowana na malej (bardzo malej) ilosci cukru jakos tego "smaka" na slodycze nie rozwinie. A tutaj zonk: Mloda jada zerowe ilosci warzyw (my, rodzice, jemy DUZO warzyw) i moglaby jesc slodycze caly dzien.
    Pewnie gdzies popelnilam blad, ale co tam :)
  • anula36 11.06.14, 09:24
    A ja zaczynam myslec, ze wszystkie te strategie sa do bani :) I, ze duzo zalezy od samych dzieci i ich indywidualnych preferencji. Niektore dzieci nie maja smaka na slodycze tylko na przyklad mieso (znam takie), inne nie jadaja nigdy ciast, bo nie lubia (tez znam), jeszcze inne nie tkna czekolady (takie tez). Dzieciom, ktore nie lubia tak bardzo slodyczy latwiej przychodzi niejedzenie ich. I tyle. Jak z doroslymi. Beda mniej prosic, mniej jesc.

    ja bylam takim dzieckiem i jestem takim doroslym, kabanosik- tak, sledzik- tak, slodycze- bleee:)
    Nie smakuja mi i juz.
  • kj-78 11.06.14, 23:04
    Owsze
    > m, my jemy dosc duzo slodkosci w postaci ciast. Slodyczy jako takich nie bardzo
    > . W okresie letnim sporo lodow. I nie widze potrzeby ograniczania siebie samej
    > lub jedzenia potajemnie jezeli mam na cos slodkiego ochote (przykladowo, chce m
    > i sie upiec ciasto lub pojsc na lody). I oczywiscie, ze corka tez cos z tego do
    > stanie.

    No, jedzenie slodyczy przez dzieci ma na pewno zwiazek ze zwyczajami jedzeniowymi doroslych. Oboje z mezem musimy ograniczac slodycze, jesli nie chcemy co pare lat poszerzac wlazu drzwiowego :( Pieczenie ciast odpada wiec: dzieci zjedza po kawalku, a reszte wciagniemy my. Pieke wiec tylko, jak zapraszam gosci, i CALA reszte niezjedzonego ciasta wpycham im na sile przy pozegnaniu :D Ogolnie dla siebie w ogole nie kupuje slodyczy, bo niestety jestem w tej materii jak odkurzacz (silna wole mam tylko w sklepie, wiec z niej korzystam). Tak wiec dzieci jedza malo slodyczy, bo rodzice nie jedza, w przedszkolu nie daja, na placu zabaw nie widuja (w Norwegii babcie nie karmia dzieci na placach zabaw, hehe), rodziny tu zadnej nie mamy, wiec nie ma kto dzieci rozpieszczac. Kupuje im co chca w weekendy, i tyle.

    Nie lubimy z mezem napojow gazowanych (wlasnie po namysle stwierdzilam, ze jeszcze nigdy w zyciu nie kupilam do domu coli, fanty itp - kto da wiecej? ;) ), nienawidze wrecz czekolady na chlebie (sama czekolade, jak i chleb uwielbiam), wiec moje dzieci jeszcze nie wiedza o istnieniu przysmaku zwanego nutella...

    Tak czy siak widze, ze my zdecydowanie ponizej sredniej, a myslalam, ze tak jak wiekszosc...
    --
    Elunia 01.07.2009
    Martin 04.01.2011
  • ambivalent 12.06.14, 10:21
    My ponizej sredniej jestesmy patrzac na znajomych :) A corka i tak wciaga slodycze w kazdej postaci.
    Ja nie toleruje slodyczy typu cukierki, lizaki itp Nie kupujemy nigdy napojow gazowanych (no dobrze, zdarzy nam sie raz na pol roku wypic cole - ale dziecko czteroletnie nie ma pojecia jak to smakuje). Nie kupujemy nigdy dosladzanych sokow a soki jak juz dziecko pije to rozcienczone z woda (pol na pol i zdarza sie nie za czesto).
    Mamy problem z tymi paczkami (tak, paczkami, bo rodziny nie ma na miejscu) od rodziny meza, ktore zawsze (!) zawieraja slodycze. Oni sa strasznie slodyczolubna rodzina. Maz z reszta tez ma ogromnego smaka na slodycze. Ale np. czekoladowy zajac nadal stoi nie rozpakowany a opakowanie zelkow, ktore mloda dostala tez na wielkanoc zjedzone tylko w polowie.
    Mam tez problem ze sniadaniem, bo moj maz to w stylu francuskim, tylko slodkie na sniadanie. Wiec corce zdaje sie zjesc muffinke na sniadanie, bo akurat zostaly i maz tez na szybkiego jedna wciagnal. Ale tez, np, nigdy nie kupuje slodkich platkow sniadaniowych i jezeli corka je mleko z czyms tak, to sa to z reguly nieslodzone cornflakes albo dmuchane ziarna orkiszu slodzone miodem.
    Ale tak, pieczemy sporo. Mloda dostaje sporo w przedszkolu (zawsze sa kogos urodziny, cholibka), sporo od rodziny. I sporo wyprosi gdzies tam, a tata ma do niej slabosc :D
    I corka, od poczatku na 50 centylu nadal tam figuruje (poza spadkiem, pare miesiecy temu, na 25 centyl kiedy miala zapalenie pluc) i zeby ma w super stanie. Bardzo duzo sie rusza i jakos o wage sie nie boje. Bardziej o nawyki.
    A ogolnie to mam jeszcze tak mysl, ze mozna nie jesc slodyczy jako takich a pic dosladzane soki, slodzic herbate, jesc slodkie platki sniadaniowe. Wiec w sumie to to niejedzenie slodyczy nie oddaje dobrze sytuacji "cukrowej" w domu. Ja wole dac slodycze i odstawic cukier w innych produktach niz odwrotnie.
  • zgnisia 13.06.14, 12:14
    Padło już kilka razy, że to raczej zależy od indywidualnych cech dziecka. Że dzieci lubią słodycze bardziej niż standardowi dorośli, że nawet najbardziej rygorystyczne zasady biorą w łeb, kiedy dziecko idzie do przedszkola/szkoły; oczywiście to zależy do charakteru samego dziecka na ile chce przestrzegać zasad wpojonych mu przez rodziców.
    Moje dzieci do ok. roku nie jadły cukru pod żadną postacią tylko tyle ile było go np. w owocach. Soki rozcieńczałam sto razy wodą:). Czekoladę podałam dopiero w okolicach 2-3 lat... gazowanych rzeczy do dzisiaj nie piją (tzn. my ich im nie kupujemy, pewnie kosztują na urodzinach kolegów np. coca- colę).
    Był czas kiedy pewne osoby na wieść o tym, że nie jedzą czekolady mając 2-3 lata, użalały się tak nad nimi , że wpadali na pomysł, żeby im kupić, bo jest im ich żal...
    Teraz mają 8 i 6,5 roku, do kilku lat funkcjonują w innych społecznościach niż rodzina i co? Zajadają się słodyczami aż im się uszy trzęsą. Kontroluję to jak mogę, ale co chwilę słyszę: "Mogę coś słodkiego??" w sensie: cukierek, batonik, ciasteczko (dobrze, że jeszcze pytają, choć zdarza im się "ukraść" bez pytania:)
    Staram się wpajać im zasadę, że najpierw zdrowa rzecz, potem słodycz, czyli śniadanie/obiad, a potem dopiero coś słodkiego. Byłoby idealnie gdyby i mąż tak samo uważał....ech..:(
    Ale ostatnio widzę, że jedzą coraz mniej zdrowych rzeczy w sensie śniadania czy obiadu (mało co jest "pyszne", wszystko jest "niedobre", zwłaszcza warzywa...)
    I nie ma sposobu. Zje 1/3 obiadu ( gdzie wiem, że np. pierogów ruskich zjadłby 10), a po 10 minutach :"mogę coś słodkiego?" "Nie możesz , bo nie zjadłeś obiadu" - wtedy płacz.
    Po kolejnych 20 minutach" mogę coś słodkiego". "Nie".
    Idzie po kromkę chleba z szynką, zjada. "A teraz mogę? Już zjadłem coś zdrowego..."

    A wy jacy byliście jak byliście dziećmi? Ja zajadałam się słodyczami do rozpuku. Nie lubiłam obiadów tylko kanapki i słodycze. Jako dziecko jadłam tyle słodyczy , że moja babcia i prababcia wmówiły mi ,że będę mieć robaki i potem każde odgłos z brzucha myślałam, że spowodowany jest istnieniem robaków;(
    Jedynym pocieszeniem jest to, że ciągle byłam szczupła i jestem (w miarę) nadal, że zęby mam i to w nienajgorszym jeszcze stanie...;)))
  • zigzac1 13.06.14, 20:51
    Przeczytałam niedawno ciekawy artykuł w piśmie Gaga, w którym dietetyk opowiada o tym, że nie o to chodzi, żeby zabronić dziecku słodkości, bo każdy z nas lubi słodycz, tylko dawać w formie zdrowej. PIsał ten Pan Dietetyk, że słodkie jest mleko matki, więc smak słodki kojarzy nam się z bezpieczeńswem i zaspokajaniem podstawowych potrzeb. Może cos w tym jest. My walczymy z własnym łakomstwem - od czasu do czasu kupujemy słodycze, a nasza córka ich nie może, bo jest strasznie uczulona. Więc jemy po nocach :D A jej robie zamrożone owocowe lody - same owoce z łyżką mleka owsianego w pojemniczkach na lody. Uwielbia. Od czasu do czasu dostaje szklankę coli, głownie jak idziemy do restauracji. Czekolady nie może, suszonych owoców w większości też nie. Nie może też jajek, więc wszelkie słodycze na wyjściach odpadają. Czasem pieke wegańskie ciasto. Robimi też mango lassi na mleku kokosowym. Ale widzę, że mimo naszych prób w jej wczesnym dziecinstwie nie podawania słodyczy, nagradzania marchewką, zamiast czymś słodkim - uwielbia słodki smak. WIęc nie walczymy, staramy się tylko, żeby jadła zdrowo i normalnie. A zamrożone, niedosładzane owoce w formie lodów - dajemy w sumie bez ograniczeń.
  • ambivalent 13.06.14, 21:02
    Mam przepis na super muffinki weganskie na mleku kokosowym. Moje dzieciaki uwielbiaja, chcesz?
  • zigzac1 14.06.14, 08:11
    Bardzo chcę, pod warunkiem, że nie zawiera kakao :)
  • ambivalent 14.06.14, 20:41
    Nie zawiera:
    400 ml mleka kokosowego (standardowa puszka)
    400 gr maki (ja daje pol na pol biala i pelnoziarnista, pszenna albo orkiszowa)
    150 gr cukru (to z przepisu, ja daje z reguly okolo 100 tylko i i tak sa slodkie)
    opakowanie proszku do pieczenia
    opakowanie cukru waniliowego
    6 duzych lyzek wiorek kokosowych (probowala tez ze zmielonymi orzechami - wloskie, laskowe i migdaly i ciasto jest jeszcze lepsze)

    Mieszasz wszystko i nakladasz do foremek wylozonych papierkami. Ciasto jest dosc luzne wiec same papierki, nawet podwojne, slabo sie sprawdzaja.
    Piekarnik na okolo 180 stopni i pieczesz do czasu az muffinki beda gotowe (okolo 20 minut, sprawdz patyczkiem).
    Super proste i bardzo dobre.
    Czasami dodaje do ciasta rodzynke, czasami jakiejs czekolady albo kakao. Wszystko sie sprawdza.
    Smacznego!
  • zigzac1 14.06.14, 22:53
    Bardzo dziękuję :) Sprawdzę. MY też robimy muffiny, ale przyznam, że od kiedy kakao nam odpadło, to jest z tym słabo. Korob, mimo zapewnien dietetyków, smakuje zupełnie inaczej, mała go nie trawi.....Spróbujemy z pewnością, pewnie nawet jutro :) Pozdrawiam najserdeczniej!
  • Gość: Ddd IP: *.netrunf.cytanet.com.cy 14.06.14, 07:35
    Nie dawaj dziecku słodyczy! Od tego psują się zęby i nie tylko. Moje dzieci dostają słodycze tylko w nagrodę za ładne zjedzenie obiadu (to niejadki, więc działa to jak system motywacyjny) i jest to 1 cukierek. Poza tym słodyczy nie daję! Jeśli mają ochotę coś przegryźć między posiłkami to proponuję im marchewkę, jabłko itp. Są szczupli i zdrowi, a dentysta nie ma co u nich leczyć. Dzieciom nie brakuje słodyczy ani się ich nie domagają, ale trzeba być konsekwentnym od samego początku. Jeśli jest impreza urodzinowa to sobie trochę folgują, ale to nie zdarza się często.
  • verdana 14.06.14, 13:58
    I to własnie te dzieci, które dostają słodycze w nagrodę, mają znacznie większe szanse na to, zę jako dorośli będą jedli o wiele za dużo cukru, niz dzieci, które mają po prostu do słodyczy dostęp. To NAJGORSZA możliwa strategia. Bo uczy, ze cukier jest nagrodą i że jedzenie słodyczy jest rekompensatą za przykrości. Pierwszy krok do uzależnienia w dorosłym zyciu od cukru.
    --
  • ambivalent 14.06.14, 20:41
    Amen!
  • dixi 16.06.14, 14:34
    nigdy nie pozwalam synowi na jedzenie słodyczy gdy jest głodny - czasami wpada do domu ze szkoły, podwórka i biegnie do szuflady ze slodyczami, wtedy doslownie zabieram z ręki, wkładając w nią w zamian banana, jablko czy inny owoc nadający się do natychmiastowego zjedzenia. Za to po posiłku dostęp do slodyczy nieograniczony, często sama wyciągam na stół i proponuję - wtedy przeważnie nie ma ochoty, niekiedy zje coś pózniej, ale z reguły się czymś zajmie i nie ma czasu, dopiero jak zglodnieje... :D
    tym sposobem słodyczy nie je prawie wcale, zresztą wszyscy w rodzinie tak mamy, jak nakupię slodyczy na jakąś okazję czy jest zapas np. po mikolajkach, to leżą aż się przeterminują;
    w szkole też woli kanapkę od słodycza, zwłaszcza że jest w plecaku, a po słodycze trzeba iść do sklepiku... tak, ma z reguły złotówkę czy dwa na sklepik, głównie wydaje na wodę niegazowaną;
  • almar925 22.06.14, 12:27
    Mi się wydaję, że z pięcioletnim dzieckiem warto "zawrzeć umowę" np. że pozwalamy sobie raz w tygodniu iść do sklepu i zrobić sobie dzień słodyczowy tzn. wybrać jedną, dwie rzeczy i na tym koniec. A w inne dni stosować zamienniki, urozmaicać dziecku posiłki i pokazywać, że na słodyczach świat się nie kończy. Latem można robić zdrowe koktajle, sałatki owocowe, galaretki. Zamiast kupować słodycze można robić je z dzieckiem w domu, wtedy być może zamieni miłość do słodyczy na radość ze spędzania wspólnie czasu. Najważniejsze jest wyznaczenie dziecku zdrowych granic i uświadomienie, by nie traktowało jedzenia emocjonalnie, ale na to przyjdzie czas pewnie później, bo 5 latka tego jeszcze nie zrozumie. Ogromne znaczenie ma to, jak sama podchodzisz do jedzenia słodyczy, bo dziecko obserwuje i kopiuje mnóstwo nawyków, w tym jedzeniowych. Powodzenia, nie poddawaj się;-)
  • verdana 22.06.14, 13:07
    Paradoksalnie, własnie w ten sposób świat kręci się wokół słodyczy. Szwedzi odchodzą od "jednego dnia", bo okazuje sie, że dzieci, czekając cały tydzień na jeden dzień, gdy wolno je zjeść, zaczynają uznawać słodycze za coś nadzwyczajnego, świątecznego. I naprawdę, spędzanie wspólnie czasu nie jest zamiennikiem słodyczy. Tak samo jak nie jest zamiennikiem schabowego. Akurat ten jeden słodyczowy dzień to jest najlepsza droga do emocjonalnego traktowania słodyczy. Jak naprawdę nie chce sie, aby dziecko jadło za dużo, to nalezy kupować słodycze w miarę rzadko, starać sie wybierać zdrowsze - na przykład czekoladę, ale nie robić ze słodyczy owocu zakazanego.
    --
  • zyrafa46 22.06.14, 23:17
    Wiem to po sobie, że że słodyczy ciężko zrezygnować.
    Mamo 5 latki, czy Ty nie jesz nic słodkiego (nie myślę o owocach)?
    Być może od samego początku dbałaś, by dziecko jadło zdrowo.
    Robiliśmy podobnie z mężem.
    Jednak chęć na słodkie jest wielka. Skąd ona?
    Powiedział mi o tym lekarz. Zbadał i oświadczył, że mam grzybicę (candida)
    wszędzie. Nie tylko w przewodzie pokarmowym (czego się spodziewałam).
    A o grzybicę nietrudno. ANTYBIOTYKI. To one "tłuką" nie tylko złe bakterie ale też
    te bardzo nam potrzebne - zasiedlające nasz organizm. Mamy (POWINNIŚMY mieć)
    ich mieć bardzo wiele. Niestety po każdym leczeniu antybiotykowym powstaje
    niebezpieczna pustka. I bardzo szybko... zostaje wypełniona. Bo nie może być
    i nie ma pustki w przyrodzie... Candidę można przegonić.... Są różne sposoby.
    Ale zanim w nas jest - to ona "krzyczy" Chcę słodycze!!!. Muszę dostać słodycze!!!

    W dzieciństwie i jeszcze dłuuugo po nim często chorowałam.... Były antybiotyki...

    Czyli mój wniosek:
    1 - uwaga na antybiotyki (nawet te banalne). Nawet kilkutygodniowe
    przyjmowanie leczenia z probiotykami sprawy nie załatwia (niestety)
    2 - mam niechęć do wszechobecnej reklamy słodkości oraz ich dużej dostępności
    dla nas i dla naszych dzieci
    --
    Sprzątam po swoim psie.
  • zyrafa46 22.06.14, 23:28
    Aaaaa, jeszcze jest słodka stewia, którą można jeść do woli.
    Nawet tuż przed snem, już po wymyciu zębów.
    Jest bardzo słodka i zdrowa. Niestety ma ziółkowy posmak
    a w zbyt dużej dawce wręcz gorzkawa - jak np aspartam.
    Tyle, że aspartam jest hmmmm - średnio zdrowy....
    Stewia zaś - bardzo. W necie sporo jest na jej temat... :).
    Uprawiam stewię w ogródku... staram się jak mogę... ale - cukier smaczniejszy,
    niestety.
    --
    Sprzątam po swoim psie.
  • emi23 23.06.14, 20:18
    My wprowadziliśmy kilka lat temu zasadę słodycze tylko w weekend (pomysł zaczerpnęliśmy po pobycie w Szwecji). Pierwsze tygodnie owszem były trudne dla dzieci, ale teraz przyzwyczaiły się i nawet w weekend jedzą dużo mniej słodyczy niż na początku. Oczywiście zasada dotyczy wszystkich domowników - wyjątkiem są jakieś okazje wypadające w tygodniu typu urodziny. Grunt to konsekwencja.:)
  • zebramalutka 27.06.14, 17:05
    a w jakim wieku dzieci? nie kupują sobie same? dzieciakom raczej trudno "tylko w weekend" jeść ja bym nie wytrzymała :D
  • emi23 27.06.14, 21:56
    Obecnie 10 lat i 8 lat, ale tę zasadę wprowadziliśmy 4 lata temu.
  • verdana 28.06.14, 14:31
    I nie sądzę, aby dało sie ja utrzymać, gdy dzieci będą wychodzić z kolegami.
    --
  • zyrafa46 28.06.14, 15:18
    Jedyne co pomoże aby nie ciągnęło dzieci do słodyczy to
    (zabrzmi jak paradoks) - brak na nie chęci. A jest to możliwe.
    Sama to po sobie sprawdziłam :)
    --
    Sprzątam po swoim psie.
  • margonik 28.06.14, 17:42
    To bardzo trafna uwaga. Ja po sobie tez to widzę. Jak jem jedzenie niskiej jakości i o wysokim indeksie glikemicznym, to ciągnie mnie do słodyczy. Jak jem zdrowo - nie. Wówczas słodycze mogłyby dla mnie nie istnieć. Jedzenie słodyczy napędza jedzenie słodyczy. Rozwiązaniem jest zdrowa dieta (pelnoziarniste pieczywo, kasze, ryż ciemny, warzywa, owoce), zapewnienie organizmowi dostatecznej ilości składników odżywczych (w tym witamin i minerałów) i wybieranie w miarę możliwości słodyczy o niskim indeksie glikemicznym - czekolada, orzechy w czekoladzie, ciastka pelnoziarniste, owsiane, sezamki o wysokiej zawartości sezamu i niskiej cukru, amarantuski (podobne do sezamków). Poza tym dając słodycze, dobrze dać wcześniej np. jablko, albo słodycze dać bezpośrednio po obiedzie. Wówczas poziom cukru we krwi tak nie skacze.
    Mój syn jest na diecie wysokobłonikowej, bez białej mąki itp. I widzę, ze na niego tez to działa! Od kiedy jest na diecie, dużo mniej upomina sie o słodycze.

    Ja generalnie dzieciom daję słodycze, ale staram sie, aby to były słodycze wartościowe w jakiś sposób. Już pisałam, ze z córką (7 lat) nie mam żadnego problemu, bo nauczyła się umiaru - moja córka ma zawsze własny zapas słodyczy i zupełnie ich nie nadużywa.
    Syn jest młodszy i go bardziej pilnuję, ale już tez widzę postępy. Jak prosi, to dostaje, ale w małych ilościach i wartościowe słodycze. I często z klauzulą "ok, ale po obiedzie" (co nie znaczy, ze zawsze po obiedzie dostaje, ani że słodycze są nagrodą za obiad).

    Poza tym myśle, ze bardzo szkodliwe bywają małe slodyczowe zwyczaje, które niechcąco wprowadzamy. Mój mąż np. wpadł w coś takiego, ze codziennie po szkole kupował córce wafelka. I mimo ze moja córka zna umiar, jesli chodzi o słodycze, to wciągnęła sie w te codzienne wafelki. Potem cieżko było zrezygnować z tego. Ważne było m.in. zwiększenie jej ilości jedzenia, które zabiera do szkoły, aby bezpośrednio po szkole nie była głodna.
    Pamietam tez, jak moja bliska koleżanka, kupowała dziecku codziennie po przedszkolu pączka, a inna paczkę chrupek. Trzeba uważać, aby nie dać sie wciągnąć w coś takiego. Ja odbierając dziecko z przedszkola mam np. przy sobie zawsze jakieś orzeszki, albo pokrojone jabłko. Problem wilczego glodu i naciągania na słodycze znika.
  • ach_dama_byc_z_kanady 02.07.14, 07:46
    Chcialaby zwrocic uwage ze weganskie czy wegetarianskie to nie znaczy
    odchudzajace, a wbrew przeciwnie - moze okazac sie bardzo tuczace.

    przestudiujmy tutejszy przepis na "pyszne muffinki" i policzmy
    jego wartosc kaloryczna:

    400 ml mleka kokosowego
    (standardowa puszka) (100 g = 100 ml)

    Calories in Kingfisher Oriental Organic Coconut Milk
    Serving size 100ml 150 calories (x 4 = 600) 400ml - 600cal
    kalorie w Kingfisher Oriental Organic Coconut Milk
    600 kalorii
    Calories in Essential Waitrose Coconut Milk 1 container 400ml 812 calories
    kalorie w Essential Waitrose Coconut Milk puszka 400 ml -812 kalorii

    400 gr maki
    (ja daje pol na pol biala i pelnoziarnista, pszenna albo orkiszowa)

    There are 1456 calories in 400 grams of White Wheat Flour (All Purpose).
    w bialej mace "do wszystkiego" jest 1456 kalorii.
    150 gr cukru
    (to z przepisu, ja daje z reguly okolo 100 tylko i i tak sa slodkie)

    Sugar Amount Per 150 grams Calories 580
    Cukier bialy, w 150 gramach jest 580 kalorii.
    Cukier waniliowy,
    jedna paczka 16g - 63,04 kalorii

    opakowanie proszku do pieczenia
    6 duzych lyzek wiorek kokosowych
    (probowala tez ze zmielonymi orzechami - wloskie, laskowe i migdaly i ciasto jest jeszcze lepsze)
    wiorki kokosowe:
    Łyżka wiórków kokosowych waży 6 g - 36 kalorii x 6 lyzek = 216 kalorii

    pomijam proszki do pieczenia, rodzynki, migdaly ( z dwoch ostatnich - slodkie i tluste,
    a wiec kaloryczne).

    pododawajmy:
    mleko 600
    maka 1456
    cukier 580
    waniliowy 63
    wiorki 216

    razem 2915 kalorii

    muffinki ktore upieczesz beda mialy 2915 kalorii.
    zwykle tacki do muffinow maja duze 6 albo mniejsze 12 wglebien.
    wiec bedzie albo 6 duzych po ok 486 kalorii jeden (tyle moze miec jeden obiad dla dziecka!)
    albo 12 mniejszych po 243 kalorie kazdy.

    I to pododawaj do codziennej dobowej porcji kalorii ktore twoje dziecko
    musi zjesc w postaci pelnowartosciowych posilkow, jak sniadanie, obiad, kolacja
    i pomiedzy tym jakies ZDROWE przekaski typu lunch i podwieczorek.

    jak myslisz, ile razem twoje dziecko pochlania dziennie kalorii
    i czy jest w stanie to spalic? i kiedy?

    Minnie



    --
    "Każdy normalny człowiek od czasu do czasu ma ochotę kogoś zabić".
    Jerzy Pilch
  • margonik 02.07.14, 21:28
    Damo, to nie mój przepis, ale pozwolę sobie skorygować Ciebie. Policzylam (na podstawie innych przepisów), ze 12 sztuk standardowych mufinek wychodzi z około 500 g ciasta. Ten przepis jest na około 1000 g ciasta, wiec wyjdą z niego ok. 24 mufinki. 1 taka mufinka to w takim razie 120, moze 150 kcal, a z orzechami moze 200 parę, a nie 400, jak piszesz.
    O ile nie odchudzamy dziecka, to nie ma powodu, żeby mu nie dać od czasu do czasu mufinki, np. na drugie śniadanie do szkoły lub na podwieczorek. Tylko warto je robic z wartościowych składników (mąka częściowo pelnoziarnista, cukier nierafinowany, jako tłuszcz np. olej z orzechów i jako dodatki orzechy lub owoce). A dzieci dużo sie ruszają i mają to kiedy spalić.
  • margonik 02.07.14, 21:47
    Jeszcze dla sprostowania - ja tez nie twierdze ze zdrowa, odpowiednia dieta dla dziecka to dieta weganska czy wegetariańska. Wyżej nie wymieniłam mięsa, ryb i nabiału nie dlatego, ze ich nie daję dzieciom, tylko dlatego ze skupiłam sie na węglowodanach - bo od jakości spożywanych węglowodanów zależy, czy dziecko bedzie ciągnęło do słodyczy czy nie.
  • ach_dama_byc_z_kanady 02.07.14, 22:48
    margonik napisała:
    Damo, to nie mój przepis, ale pozwolę sobie skorygować Ciebie. Policzylam (na podstawie innych przepisów), ze 12 sztuk standardowych mufinek wychodzi z około 500 g ciasta

    Margonik, zwroc prosze uwage,
    ze kalorie policzylam na podstawie przepisu.
    a przepis podaje 400g maki, 150g cukru itd.

    400 +150+ troche proszku 16g + wiorki 36g = 602g

    po wlaniu mleka kokosowego 400ml=400g ciasto bedzie owszem wazylo 1002 g ale
    to nie znaczy ze bedzie mialo tak ogromna objetosc jakbys jeszcze dodala 400g maki.
    objetosc ciasta nie bedzie duzo wieksza niz sama wymieszana maka z cukrem
    na dobra sprawe. mleko niewiele to zmieni.

    wez to pod uwage obliczajac porcje i kalorie,
    bo przy takich kalkulacjach niezadlugo okaze sie ze to powietrze tak tuczy ;)

    I zgadza sie, dziecku mozna dac od czasu do czasu cos slodkiego, czemu nie.
    ale tu, w tym watku zdaje sie jest problem ze slodyczami, bolacy brzuch itd,
    a w ogole to to media trabia o zastraszajacej ilosci dzieci z otyloscia i co gorsza,
    wzrastajaca liczbe dzieci z cukrzyca insulinozalezna - nalezy wiec juz wczesnie
    dbac o zdrowa diete, wiedziec nie tylko co jesc a co nie,
    ale i co jest i ile w pokarmach ktore dzieciom podajemy :)

    dzieci u ktorych dobre nawyki zywieniowe wyrobi sie we wczesnym dziecinstwie
    wyrastaja na doroslych ze zdrowymi nawykami, i zwykle szczuplych.

    co ja bym zmienila w tym przepisie, to np zamienila mleko kokosowe na "half fat"
    pol tluszczu
    czyli ze zredukowana iloscia tlusczu i co za tym idzie kalorii, np
    essential Waitrose half fat coconut milk
    100ml - 61 kcal, x 4 = 244 cal
    - juz lepiej

    mniej cukru, oczywscie, co zreszta podawala autorka przepisu,
    i poszukala mniej tlustych wiorkow kokosowych.
    jedynie make zostawilabym w spokoju : )

    ale sa w ogole maki o nieco mniejszej zawartosci kalorii np maka migdalowa, ziemniaczana,
    z orzeszkow ziemnych..

    Minnie
    --
    "Każdy normalny człowiek od czasu do czasu ma ochotę kogoś zabić".
    Jerzy Pilch
  • margonik 02.07.14, 23:07
    Ale ja nie porównałam tego przepisu z innym, który składa sie z samej mąki, ale z innym, w którym tak samo występują składniki płynne - średnio pół na pół z sypkimi. I wiem, ze z takiego przepisu wychodzi 12 babeczek, ze standardowych foremek, chociaż moze nie tak wyrośnięte jak sklepowe. Moje mufinki mają jakieś 50 g na sztukę i około 150 kcal (i prawdę mówiąc moje dzieci nie są w stanie zjeść wiecej niż 1). Sklepowe giganty około 75 g na sztukę i jakieś 230 kcal. Mufinka, ktora ma ponad 400 kcal, jak z Twoich wyliczeń, musiałaby być jakimś gigantem :)

    Jak dziecko ma nadwagę to oczywiście trzeba uważać na każda kalorię, ale jeśli nie, to nie ma to sensu. Trzeba po prostu pilnować by dzieci jadły wartościowe rzeczy, a nie junk food.
  • ach_dama_byc_z_kanady 02.07.14, 23:18
    margonik napisała:
    Ale ja nie porównałam tego przepisu z innym, który składa sie z samej mąki, ale z innym, w którym tak samo występują składniki płynne - średnio pół na pół z sypkimi. I wiem, ze z takiego przepisu wychodzi 12 babeczek, ze standardowych foremek, chociaż moze nie tak wyrośnięte jak sklepowe.

    mozna tez porownac do innych przepisow gdzie tez jest ok 1000g ciasta ale tak lekkie
    i puszyste a la bezy ze wejdzie w 116 wglebien,
    tylko co ci daje takie porownywanie?

    tu masz konkretny przepis, konkretne obliczenia.
    przez takie porownywania jeszcze wyjdzie na to ze kazdy muffinek ma 0.5 kalorii
    i mozna zjesc na raz 10.

    . Mufinka, ktora ma ponad 400 kcal, jak z Twoich wyliczeń, musiałaby być jakimś gigan
    tyczna.


    i dlatego niektorzy ludzie sa grubi bo nie chca uwierzyc ze cos tak malego
    moze byc tak tuczace.
    przecietnie duzy jagodowy mufin ma wlasnie ok 400 kalorii. a czasem wiecej
    nie wierzysz, zobacz tutaj:

    muffins kalorie

    Minnie
    --
    "Każdy normalny człowiek od czasu do czasu ma ochotę kogoś zabić".
    Jerzy Pilch
  • margonik 02.07.14, 23:50
    To mi da, że patrząc na proporcje, szacuję, ze mylisz sie co do ilości mufinek z tego przepisu. Ty natomiast bez żadnych podstaw, założyłaś, ze jest to przepis na 6 mufinek. Ale nie ma co dywagować, bo autorka już wyjaśniła, ze wychodzi jej 16.
    Poza tym mieszkasz za oceanem i co prawda nie wiem, jak w Kanadzie, ale w stanach wszystko jest w rozmiarze XXL. Polskie porcje są jednak trochę inne :)
  • ach_dama_byc_z_kanady 03.07.14, 01:37
    margonik napisała:

    Ty natomiast bez żadnych podstaw, założyłaś, ze jest to przepis na 6 mufinek. Ale nie ma co dywagować, bo autorka już wyjaśniła, ze wychodzi jej 16.
    Poza tym mieszkasz za oceanem i co prawda nie wiem, jak w Kanadzie, ale w stanach wszystko jest w rozmiarze XXL. Polskie porcje są jednak trochę inne


    no nie calkiem, napisalam ze 6 duzych albo 12 mniejszych, ale fakt ze kompletnie nie pomyslalam ze nasze rozmiary moga sie nieco roznic.
    miemniej jednak, aby nie bylo watpliwosci,
    424kalorii i wiecej moze miec duzy muffin o wadze 139g,
    extra duzy o wadze 168g - 660 kalorii
    sredni - 113g - 444kalorie !


    2915 : 16 = 182 kalorie w jednym
    tyle jak wyjdzie 16.

    tak ze, dokladnie policzylam ci zawartosc kaloryczna ciasta z przepisu,
    ty nie kombinuj dalej tylko podziel sume kalorii przez ile ci ciastek wyszlo
    i wtedy na pewno bedziesz wiedziala
    ile masz kalorii w jednym muffinie :)

    nie zapomnij tez pododawac kalorii zjedzonych przez dzieciaka mufinow dziennie : )
    Minnie

    --
    "Każdy normalny człowiek od czasu do czasu ma ochotę kogoś zabić".
    Jerzy Pilch
  • margonik 03.07.14, 02:05
    Autorka przepisu juz to policzyła.
    Policzylam, że moje mufinki ważą 50 g na sztukę. Moje dzieci zjadają po jednym (wiecej nie chcą).
    Cieżko mi sobie wyobrazić muffin 168 g :)
  • Gość: majenkir IP: 74.221.64.* 05.07.14, 04:07
    ach_dama_byc_z_kanady napisała:
    > I zgadza sie, dziecku mozna dac od czasu do czasu cos slodkiego, czemu nie.
    > ale tu, w tym watku zdaje sie jest problem ze slodyczami, bolacy brzuch itd,
    > a w ogole to to media trabia o zastraszajacej ilosci dzieci z otyloscia i co go
    > rsza, wzrastajaca liczbe dzieci z cukrzyca insulinozalezna


    Ze co???? Cukrzyca typu 1 (czy jak to ladnie ja nazwalas insulinozalezna), a na ta wlasnie diagnozowane sa dzieci (typ 2 to ogromna rzadkosc w tak mlodym wieku) to choroba autoimmunologiczna, niezalezna od diety, wagi czy stylu zycia. Warto sie douczyc, zanim strzeli sie babola ;).
  • ach_dama_byc_z_kanady 05.07.14, 04:41
    Gość portalu: majenkir napisał(a):
    Warto sie douczyc, zanim strzeli sie babola

    warto dokladnie przeczytac zanim zaczniemy sie niezdrowo podniecac:
    wzrastajaca liczbe dzieci z cukrzyca insulinozalezna

    geny czy nie, otylosc sprzyja rozwojowi cukrzycy, w tym insulinozaleznej.

    a zatem - dzieci ktore maja genetycznie uwarunkowana cukrzyce nie musza byc otyle aby ja dostac, fakt.
    dzieci ktore nie maja genetycznych uwarunkowan ale sa otyle,
    nie musialyby dostac cukrzycy gdyby byly szczuple. dostaly ja w wyniku zlej diety
    i w wyniku kontynuacji tej zlej diety cukrzyca rozwija sie w te insulinozalezna.
    ale i pierwszym, i w drugim przypadku z pewnoscia otylosc przyspieszyla pojawienie sie cukrzycy.
    w drugim, moze nie gdyby nie otylosc nie pojawilaby sie w ogole.

    tu masz link jakby co:
    More than 80 percent of all children and adolescents with type 2 diabetes are overweight, and about 40 percent are clinically obese. Indeed, researchers suspect that increases in obesity among young people is driving the new epidemic.]children and diabetes

    children and diabetes


    Minnie




    --
    "Każdy normalny człowiek od czasu do czasu ma ochotę kogoś zabić".
    Jerzy Pilch
  • verdana 05.07.14, 14:13
    Mylisz typ 1 i typ 2 cukrzycy, przy okazji jednocześnie insynuując, że chorobie swoich dzieci są winni rodzice.
    --
  • majenkir 05.07.14, 14:18
    More than 80 percent of all children and adolescents with type 2 diabetes are overweight,
    Caly czas mylisz dwie rozne przypadlosci. Zgoda, cukrzyca typu 2 jest coraz bardziej powszechna u dzieci, ale nawet wsrod amerykanskich grubasow i tak jest rzadko spotykana. According to data from the SEARCH for Diabetes in Youth study, the overall prevalence of type 2 diabetes among American youths aged 10-19 years rose by 35% between 2001 and 2009 (from 0.34 per 1000 to 0.46 per 1000).[ I tak, bede sie "niezdrowo podniecac", bo jako matka dziecka z cukrzyca t1 krew mnie zalewa, kiedy slysze, ze moja corka zachorowala, bo jadla za duzo cukierkow :/

    > geny czy nie, otylosc sprzyja rozwojowi cukrzycy, w tym insulinozaleznej

    NIE, NIE, NIE
    www.doz.pl/czytelnia/a418-Cukrzyca_insulinozalezna
    jdrf.org/life-with-t1d/type-1-diabetes-information/myths-and-facts/
    W zasadzie nie wiem, po co wrzucam linki, internet jest pelen informacji, ale ludzie i tak "wiedza lepiej" :/








    --
    [img]http://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/re/qd/3acg/EyS38bArbyduwnye7X.jpg[/img]
    Coco i Bruno
  • verdana 05.07.14, 22:07
    Bo wtedy wydaje im się, że są w stanie zapobiec chorobie swojej, czy swojego dziecka. Taka strategia obronna, zaklinanie świata - nie wierzyć, ze pewne rzeczy wydarzają się przypadkiem i nie ma się na to większego wpływu.
    I że cnota+ zdrowe odżywianie + sport+ higiena nie ustrzegą nikogo przed wszystkimi chorobami.
    --
  • ach_dama_byc_z_kanady 06.07.14, 05:21
    majenkir napisała:
    I tak, bede sie "niezdrowo podniecac", bo jako matka dziecka z cukrzyca t1 krew mnie zalewa, kiedy slysze, ze moja corka zachorowala, bo jadla za duzo cukierkow uncertain
    geny czy nie, otylosc sprzyja rozwojowi cukrzycy, w tym insulinozaleznej
    NIE, NIE, NIE


    ja nie mowilam ze cukrzyce mozna dostac od cukierkow tylko od otylosci,
    slodycze sa jedna z szybszych drog do otylosci.
    i nie mowilam ze TYLKO otylosc powoduje cukrzyce, tak ze prosze cie
    nie zacietrzewiaj sie.

    i dobrze juz, niech bedzie cukrzyca typ 2 nie 1, my mistake.


    Minnie


    --
    "Każdy normalny człowiek od czasu do czasu ma ochotę kogoś zabić".
    Jerzy Pilch
  • verdana 06.07.14, 13:49
    Cukrzyca typu 1 nie ma nic wspólnego z otyłością.
    Cukrzyca typu 2 to inna sprawa, ale większość dzieci i młodych ludzi ma własnie cukrzyce typu 1.
    --
  • Gość: Katarzyna IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.07.14, 19:29
    Dzień dobry. Nazywam się Katarzyna Obłuska. Jestem studentką Akademii Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej w Warszawie. Studiuję na Wydziale Nauk Pedagogicznych, specjalność Rehabilitacja osób ze sprzężoną niepełnosprawnością. W ramach pracy magisterskiej na temat Badania rodziców dzieci chorych na cukrzycę typu 1 przeprowadzam badania rodziców/ prawnych opiekunów dzieci chorujących na cukrzycę typu 1 dłużej niż rok w wieku 8-15 lat.
    Badanie ma na celu poznanie wpływu choroby dziecka na postawę rodzicielska w stosunku do chorego dziecka i relacje małżeńskie oraz które z rodziców ponosi większą odpowiedzialność za leczenie dziecka. Zwracam się do Państwa z uprzejmą prośbą o wypełnienie ankiety. Jest ona w pełni anonimowa a uzyskane informacje będą użyte jedynie w celach naukowych. Czas wypełnienia ankiety to około 15 minut. Z góry dziękuję. Poniżej zamieszczam link do ankiety. Katarzyna Obłuska
    www.survio.com/survey/d/J5J9A0I0L6G6C9K9P
  • majenkir 07.07.14, 23:31
    Strona 21
    2. Dość często zdarza mi się dać dziecku dodatkową porcję jedzenia mimo, iż wiem, że nie powinno jej dostać

    A wiem? ;) dlaczego niby nie powinno dostac? Dzieci z cukrzyca moga jesc :P, pod warunkiem, ze weglowodany zostana pokryte insulina.



    --
    [img]http://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/re/qd/3acg/EyS38bArbyduwnye7X.jpg[/img]
    Coco i Bruno
  • Gość: Katarzyna IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.07.14, 14:27
    Dziękuję za wypełnienie ankiety
  • ambivalent 02.07.14, 21:40
    Z tego przepisu wychodzi srednio 16 duzych muffinek. Czyli jedna muffinka (duza) ma 182 kalorie i moje dziecko jest w stanie zjesc pol takiej muffinki. Jezeli pieke male muffinki (forma ma 24) wychodzi ich conajmniej dwie formy, czyli okolo 50.
    I nie chodzi o to, ze fakt, iz sa one weganskie ma oznaczac odchudzajace. One nie sa odchudzajace i nie maja byc. One maja byc slodkie i pyszne. I maja smakowac mojemu dziecku.
  • ach_dama_byc_z_kanady 02.07.14, 23:04
    ambivalent napisała:
    One maja byc slodkie i pyszne. I maja smakowac mojemu dziecku.

    maja smakowac, owszem, to rozumiem.

    ale popelniasz wielki blad uczac dziecko wczesnie ze
    "slodkie" = bardzo smaczne :/

    dlaczego nie zmniejszyc ilosc cukru w slodyczach i nauczyc ze mniej cukru to smaczniejsze.
    bo to JEST lepsze. nie mowiac ze o wiele zdrowsze.
    wspolczesna dieta zawiera w ogole duzo ukrytego cukru w produktach w ktorych normalnie
    cukru nie pownno byc, poczawszy od cereali sniadaniowych poprzez
    gotowe sklepowe frytki do piekarnika
    skonczywszy na lekarstwach.
    nawet nie zdajesz sobie sprawy ile naprawde cukru pochlanisz dziennie.
    wiesz na przyklad ile kostek cukru jest w jednej puszcze 0.25ml takiej Coca- Coli?
    no ile? a ile czesto sie takich puszek dziennie wypija?

    wracaj do rzeczy, ogladajac programy jak Masterchef albo podobne gdzie gotuja wytrawni kucharze typu chef Ramsey Gordon, Joe Bastianich, Alvin Leung, Claudio Aprile,
    Michael Bonacini zauwazylam ze krytykuja zbyt slodkie desery.
    w/g wytrawnego kucharza deser nie powinien byc zbyt slodki gdyz, jak oni mowia
    " po jednej lyzce zaczyna rosnac w ustach".

    I ja sie z tym zgadzam, u mnie w domu tez nie jadalo sie zbyt przeslodzonych rzeczy,
    jedyny ulepek ktory musial byc "slodki" to byla kutia, ale nawet ona w porownaniu
    do tych z innych domow byla malo slodka.

    tak ze, zastanow sie jakie nawyki wyrabiasz w swoim dziecku i ile cukru mu podajesz
    w "slodkim i pysznym".

    mniej cukru = zdrowiej, i szczuplejsza sylwetka :)

    Minnie


    --
    "Każdy normalny człowiek od czasu do czasu ma ochotę kogoś zabić".
    Jerzy Pilch
  • margonik 03.07.14, 00:13
    > wspolczesna dieta zawiera w ogole duzo ukrytego cukru w produktach w ktorych no
    > rmalnie cukru nie pownno byc, poczawszy od cereali sniadaniowych poprzez
    > gotowe sklepowe frytki do piekarnika skonczywszy na lekarstwach.
    > nawet nie zdajesz sobie sprawy ile naprawde cukru pochlanisz dziennie.
    > wiesz na przyklad ile kostek cukru jest w jednej puszcze 0.25ml takiej Coca- Co
    > li?
    > no ile? a ile czesto sie takich puszek dziennie wypija?

    Mogę Ci powiedzieć dokładnie, ile sie u nas w domu wypija. Zero. I to licząc rocznie, a nie dziennie. I mogę sie założyć, ze nie jestem wyjątkiem w tym wątku.

    Bardzo dobrze zdaję sobie sprawę z tego, ile cukru pochłaniamy dziennie, bo jest go mniej wiecej tyle, ile sama go dodam do potraw (nie licząc cukru naturalnie występującego w naturalnych produktach, owocach itp). Słodycze moje dzieci jedzą, ale w niewielkich ilościach. Płatków śniadaniowych nie kupujemy, jogurtów owocowych też, słodzonych soków rowniez. Frytki jemy może raz na kwartał. Może gdzieś tam w szynce i wędlinach jest cukier, ale w 2 dwóch plasterkach jest go tyle, co kot napłakał, jesli jest w ogóle. Naprawdę mogłabym Ci wyliczyć ilośc cukru z dokładnością do łyżeczki, prawie kazdego dnia, pomijając jakieś wyjątkowe dni, gdy jemy coś słodkiego na miescie, np. jak idziemy na lody do kawiarni.

    Większość mam,które znam osobiście, nie różni sie w tym względzie specjalnie ode mnie.
  • ach_dama_byc_z_kanady 03.07.14, 01:57
    margonik napisała:
    Mogę Ci powiedzieć dokładnie, ile sie u nas w domu wypija. Zero. I to licząc rocznie, a nie dziennie. I mogę sie założyć, ze nie jestem wyjątkiem w tym wątku.

    ja zawsze podaje cytat z nickiem na poczatku komu odpowiadam :)
    ale skoro juz napisalas, to dodam:

    Zero. I to licząc rocznie, a nie dziennie.

    a w formie alkoholu? ;)

    Minnie


    --
    "Każdy normalny człowiek od czasu do czasu ma ochotę kogoś zabić".
    Jerzy Pilch
  • margonik 03.07.14, 02:11
    Tez zero. Nie pijamy drinków. Jak juz to wino.
    Czasami mamy w domu colę, jak ktoś z gości przyniesie, ale moze u nas stać w nieskończoność.
  • ach_dama_byc_z_kanady 03.07.14, 06:56
    margonik napisała:
    Tez zero. Nie pijamy drinków. Jak juz to wino.

    jakie wino? wytrawne, polwytrawne, slodkie? biale, czerwone? bo to wazne

    co do mufinkow - z pewnoscia z calego ciasta 2915 kalorii niezaleznie od wagi
    jak 16
    to wyjdzie ci tak czy siak
    kazdy po 182 kal czy ile tam bylo kalorii, o wadze no powiedzmy te 50 g : )

    smacznego:)

    Minnie
    --
    "Każdy normalny człowiek od czasu do czasu ma ochotę kogoś zabić".
    Jerzy Pilch
  • margonik 03.07.14, 11:45
    > jakie wino? wytrawne, polwytrawne, slodkie? biale, czerwone? bo to wazne

    Z reguły wytrawne czerwone. I jest to naprawdę mało ważne, bo przecież nie piję tego wina codziennie, ale może 1-2 lampki ze 2 razy w miesiącu. A biorąc pod uwagę, że wątek dotyczy dzieci, dzieci nie piją go w ogóle.

    > kazdy po 182 kal czy ile tam bylo kalorii, o wadze no powiedzmy te 50 g : )

    A wg Ciebie idealne jedzenie powinno mieć zero kalorii?

    Poza tym muffinki nie są przecież stałym elementem diety, ale okazjonalnym urozmaiceniem.
  • ambivalent 03.07.14, 07:09
    ach_dama_byc_z_kanady napisała:

    > ambivalent napisała:
    > One maja byc slodkie i pyszne. I maja smakowac mojemu dziecku.
    >
    > maja smakowac, owszem, to rozumiem.
    >
    > ale popelniasz wielki blad uczac dziecko wczesnie ze
    > "slodkie" = bardzo smaczne :/

    Niczego dziecka nie ucze. Moje dziecko do drugiego roku zycia nie dostawalo cukru. A potem samo zdecydowalo, ze slodkie lubi. Czy probowalas kiedys mleka matki albo mm? ObA SA slodkie jak cholera. Dzieci nie trzeba przekonywac do tego, zeby jadly slodycze.
    >
    > dlaczego nie zmniejszyc ilosc cukru w slodyczach i nauczyc ze mniej cukru to sm
    > aczniejsze.
    > bo to JEST lepsze. nie mowiac ze o wiele zdrowsze.

    Jakbys przeczytala co napisalam, to bys zauwazyla, ze do tych "pysznych muffinek" dodaje sporo mniej cukru niz zalecane.

    > wspolczesna dieta zawiera w ogole duzo ukrytego cukru w produktach w ktorych no
    > rmalnie
    > cukru nie pownno byc, poczawszy od cereali sniadaniowych poprzez
    > gotowe sklepowe frytki do piekarnika
    > skonczywszy na lekarstwach.
    > nawet nie zdajesz sobie sprawy ile naprawde cukru pochlanisz dziennie.
    > wiesz na przyklad ile kostek cukru jest w jednej puszcze 0.25ml takiej Coca- Co
    > li?
    > no ile? a ile czesto sie takich puszek dziennie wypija?

    Zdaje sobie sprawe. Dlatego ani ja ani moje dziecko nie je ulepek cukrowych na sniadanie. I NIGDY nie pije napojow jak coca cola (ja tez nie, raz od swieta). Co chcesz udowodnic, ze jak pieke muffinki i ciesze sie, ze dziecku smakuja to zaraz ja tym cukrem futruje? Bzdurne zalozenie. JAkbys troche zeszla z domu to moze zauwazylabys, ze moje muffinki nie zawieraja jajek (ktore uwazam same w sobie za niezdrowe) i z mleko kokosowe, ktore (zapewne umiesz googlowac) jest jednym z najzdrowszych tluszczow. A sam przepis pojawil sie tutaj bo kogos dziecko jest na jajka UCZULONE, wiec pomoglam.
    >
    > wracaj do rzeczy, ogladajac programy jak Masterchef albo podobne gdzie gotuja w
    > ytrawni kucharze typu chef Ramsey Gordon, Joe Bastianich, Alvin Leung, Claudio
    > Aprile,
    > Michael Bonacini zauwazylam ze krytykuja zbyt slodkie desery.
    > w/g wytrawnego kucharza deser nie powinien byc zbyt slodki gdyz, jak oni mowia
    > " po jednej lyzce zaczyna rosnac w ustach".

    I co, zakladasz, ze kazdy tak ma?

    >
    > I ja sie z tym zgadzam, u mnie w domu tez nie jadalo sie zbyt przeslodzonych rz
    > eczy,
    > jedyny ulepek ktory musial byc "slodki" to byla kutia, ale nawet ona w porownan
    > iu
    > do tych z innych domow byla malo slodka.
    >
    > tak ze, zastanow sie jakie nawyki wyrabiasz w swoim dziecku i ile cukru mu poda
    > jesz
    > w "slodkim i pysznym".

    ZASTANAWIAM SIE. I wybieram pieczenie wlasnych muffinek. I nie widze nic zlego w tym, ze dziecko zje cos PYSZNEGO.
    >
    > mniej cukru = zdrowiej, i szczuplejsza sylwetka :)

    A ty zastanow sie nad obsesja, ktora rozwijasz. I ktora zapewne sprzedajesz przy okazji dziecku.

    >
    > Minnie
    >
  • ach_dama_byc_z_kanady 03.07.14, 08:10
    ambivalent napisała:

    A ty zastanow sie nad obsesja, ktora rozwijasz. I ktora zapewne sprzedajesz przy okazji dziecku.


    Nie czuj sie zagrozona ani atakowana, Ambivalent, ja ci przeciez zyczliwie radze.
    po pierwsze, napisalam tylko ze slodkie nie znaczy zaraz dobre, i przestrzeglam przed przyzwyczajaniem do jedzenia "im slodsze tym lepsze' ale przeciez to nie znaczy wcale
    ze podejrzewam cie iz przykleilas dziecku rure do gardla i tasmociagiem walisz ciacha z czekolada przez okragla dobe :D

    moje muffinki nie zawieraja jajek (ktore uwazam same w sobie za niezdrowe) i z mleko kokosowe, ktore (zapewne umiesz googlowac) jest jednym z najzdrowszych tluszczow.

    o ile twoje dziecko (albo ktos z rodziny, lub ty sama) nie ma przeciwwskazan do jajek
    to mozesz je smialo jesc. najnowsze doniesienia naukowe dowiodly ze jajka nie tylko sa zdrowe ale i doskonalym zrodlem protein, i nalezy je jesc, a zwlaszcza tak dotad
    potepiane zotlko!
    nie powoduja zadnego "zlego cholesterolu" - jest go zbyt mala ilosc aby to mialo wieksze znaczenie, przy czym wartosci odzywcze jajka sa tak wysokie ze ten "niedobry cholesterol"
    przepada wsrod bezmiaru "dobroci odzywczej" :)

    Nowe ustalenia naukowców stawiają jednak jajka w całkowicie innym świetle – badacze udowodnili bowiem, że cholesterol przyjmowany z pożywieniem (tzw. cholesterol egzogenny) tylko w niewielkim stopniu przyczynia się do wzrostu stężenia cholesterolu LDL, czyli „złego” cholesterolu.

    ale jaja

    natomiast tluszcz kokosowy, owszem, jest bardzo zdrowy i osobiscie prawie nic innego do smazenia nie uzywam jak coconut oil (olej kokosowy), ale, pamietaj, to w dalszym ciagu TLUSZCZ i ma duzo kalorii - wiec jak pisalam, w zaleznosci od firmy 400ml puszka mleka kokos. moze zwierac:
    724 kalorie,
    812 kalorie,
    704 kalorie,
    600 kalorii,

    jak widzisz rozpietosc spora - od min 600 do 812 kalorii czyli duzo.
    ktos kto musi uwazac na linie, powinien byc swiadomy co spozywa i ile jest w tym kalorii.

    Czy probowalas kiedys mleka matki albo mm? ObA SA slodkie jak cholera.

    nie, ale wiem ze sa z mediow.
    niemniej jednak, przychodzi okres kiedy dziecko mleko matki przestaje pic.
    i tu uwaga,
    odstawia sie je stopniowo, nie nagle. tak samo powinno byc ze slodyczami.
    nieznacznie coraz mniej, coraz mniej slodkie.

    Dzieci nie trzeba przekonywac do tego, zeby jadly slodycze

    nie trzeba, zgadzam sie. ale to sie z czegos bierze :)
    mianowicie, dzieci maja inaczej wyksztalcony sens smaku niz dorosly.
    zrodla tego leza jeszcze w ewolucji, kiedy wysokokaloryczne, slodko smakujace
    produkty byly dla mlodego,
    gwaltownie rozwijajacego sie organizmu bardzo pozadane,
    oprocz slodkiego smaku cukier powoduje takze "dobre samopoczucie"
    m inn. dlatego dzieci pocieszaja sie slodyczami, lekartswa dla dzieci robi sie slodkie
    (aktualnie, slodkie pomaga nieco zmniejszyc bol) .

    z chwila kiedy organizm przestaje rosnac, ok 16 lat, zmienia sie tez sens smaku i chec na cukier maleje. zwykle.

    dla tych co znaja angielski, przepraszam, ale nie moge tego dokladnie, znalezc po polsku
    why kids like sugar

    tak ze, nie denerwuj sie :)

    Minnie
    --
    "Każdy normalny człowiek od czasu do czasu ma ochotę kogoś zabić".
    Jerzy Pilch
  • Gość: MIke IP: *.play-internet.pl 02.07.14, 18:36
    > Po imprze stwierdziłam jednak że to głupie, że może powinnam pozwolić jej samej
    > decydować?

    Gdy po jakiejś imprezie oznajmi że bardzo smakują jej papierosy czy alkohol też pozwolisz decydować?

    Po pierwsze musisz pamiętać o jednej podstawowej rzeczy. Twoja córka jakkolwiek mądra by się nie wydawała, jest dzieckiem. Nie możesz jej oddawać prawa do decydowania o tym jak się odżywia. Taka natura dzieci, że jak im dawać wybór to nie wybiorą szpinaku zamiast czekolady, nauki zamiast gry na komputerze, zabawy drewnianymi klockami zamiast petardami itd. Rolą dorosłych jest dawać wzorce, uczyć i czasem zabronić.
  • maksimum 03.07.14, 06:42
    srebrna_ta napisała:

    > Z zasady jednak jest tak że jak jest impreza no to może zjeść więcej. Czyli prz
    > ychodzą goście, ciacha na stół i wtedy jedz ile chcesz. No i ona je wtedy napra
    > wde dużo, ostatnio mielismy az akcje z bolącym w nocy brzuchem. Więc przy ostan
    > tniej imprze zaczełam ją hamować, w stylu "zjadłaś dwa ciastka, następne ze pół
    > godziny" itd.. Słuchała się chociaż niechętnie :)
    > Po imprze stwierdziłam jednak że to głupie, że może powinnam pozwolić jej samej
    > decydować?

    Czy ty zes na mozg upadla by 5 letnie dziecko samo za siebie decydowalo.
    Ty jestes odpowiedzialna za nia do 18 roku zycia i ja bedzie gruba jak beczka i zalapie sie na cukrzyce to bedzie to wylacznie tylko twoja wina.

    > I tak w ogóle jak wykształcić w niej zdrowy stosunek do słodyczy?

    W normalnych domach nie ma slodyczy,bo to jest radocha dla bezmozgiego pospolstwa.


  • ambivalent 05.07.14, 13:04
    maksimum napisał:

    > W normalnych domach nie ma slodyczy,bo to jest radocha dla bezmozgiego pospols
    > twa.

    Wow, dawno sie tak nie usmialam :) Dzieki!
  • zuzanna.zamorska 05.07.14, 12:55
    Zapraszam do udziłu w konkursie! moje dziecko bardzo dobrze sie przy tym bawi! i uczy dzieci bycia EKO! ;) ekodzieciaki.mos.gov.pl/ekokonkursy !!! GŁOSUJCIE NA MOJĄ ANTOSIE!
  • jakubstrzelecki 22.07.14, 00:09
    Jak To dziecko, każde lubi słodycze
    Pamiętaj, że cukier hamuje apetyt i chęci na zjedzenie normalnego posiłku

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka