Dodaj do ulubionych

Złośliwe zachowania? Jakieś zaburzenia? Norma?

06.05.15, 20:53
Moja córka ma 3,5 roku. Chodzi do przedszkola. Nie bawi się sama w domu. Tylko chcę się bawić ze mną albo z mężem przez cały czas, bez względu na to, czy akurat jemy, czy sprzątamy, czy robimy coś innego.
Jej zachowanie wygląda tak, że sama się prawie nigdy nie bawi, tylko ciągle nas zaczepia. Chodzi za mną i za mężem i cały czas wymusza na nas uwagę. Jak nie zwracamy na nią uwagi, to rysuje po stole, po rękach, po twarzy, wchodzi na regał, tnie nożyczkami książki. W trakcie wspólnego jedzenia nie da nam zjeść, tylko rozlewa picie, wkłada ręce do jedzenia. Je sama od kiedy skończyła pół roku, i do tej pory rozmazuje to jedzenie po rękach i po twarzy.
Podczas sprzątania przeszkadza, brudzi to co przed chwilą umyte, rozwala złożone ubrania. Wszystko co ma dłużej w rękach zaczyna niszczyć. Jeżeli dam jej farby do malowania rękami, to najpierw macza palce, potem dłonie, ręce, twarz i otoczenie. To samo kredki, czy flamastry.
Na dworze rzuca błotem na elewacje, na okna, wchodzi specjalnie w błoto w nieodpowiednim ubraniu (ma ubranie do błota). Ma piaskownice, to grzebie w ziemi i sypie sobie ziemie na głowę.
Bardzo dużo się z nią bawimy, tylko, że w trakcie zabawy ona też zachowuje się dziwnie. A to włoży palec w oko, to pociągnie za włosy, to wbije łokieć w brzuch. Jak gdyby celowo chciała nam popsuć nastrój. W gry planszowe pogra 3 minuty i zaczyna zabierać karty. Sama się nie pobawi i z kimś też nie umie się bawić. W wannie 5 minut się pobawi sama, po czym zaczyna wylewać wodę na podłogę.
Z rówieśnikami i starszymi dziećmi potrafi się bawić ale nie spotyka się z nimi często, tylko w weekendy, na co dzień ma tylko kontakt z dziećmi w przedszkolu. Ciągle wkłada wszystko do buzi. Trzeba jej ciągle pilnować, bo wchodzi wszędzie.
Czy to jest normalne, bo my już z mężem jesteśmy na granicy wytrzymałości. Tłumaczymy, rozmawiamy, wyjaśniamy. Dziecko wszystko rozumie, przytakuje, przeprasza, a po 5 minutach jest to samo.
Edytor zaawansowany
  • ciocia-krysia 06.05.15, 21:15
    My wobec siebie nie jesteśmy złośliwi. Ani wobec dziecka. Nie stosujemy cichych dni, biernej agresji, zawsze staramy się wszystko wytłumaczyć. Kiedy ktoś z rodziny jest zły, smutny, to się pytamy o co chodzi itd, nie dusimy złości, nie mamy jakiś tajemnic.
    Nic nie wymuszamy, nie stosujemy podstępów, uników. Nie ignorujemy, nie mówimy "bo nie", idziemy na kompromisy. No i to działa. Dziecko nie miało ani jednego dnia w którym nie chciałoby iść do przedszkola. Zawsze rano wstaje, ubiera się i czesze. Do sklepu, na plac zabaw, do znajomych do dziadków.
    Problem zaczyna się kiedy dziecko się nudzi. A nudzi się natychmiast, jak nic się nie dzieje. A przecież życie, to nie ciągła rozrywka, powinien być jeszcze czas na pracę i odpoczynek ale nie u naszego dziecka. A jak coś się dzieje, to też od czasu do czasu wyskakuje z czymś złośliwym, żeby nie wypaść z formy chyba.
    Śpi od zawsze mało, jako niemowlę 10-11 godzin na dobę. Teraz tylko 9,5 godziny na dobę.
  • aqua48 06.05.15, 21:43
    ciocia-krysia napisała:

    > My wobec siebie nie jesteśmy złośliwi. Ani wobec dziecka.

    Nie wiem skąd pomysł, że trzy i półlatek jest złośliwy? Może być niezręczny, impulsywny, niesamodzielny, nieskoncentrowany i nieposłuszny. To wszystko jest normą.

    > Problem zaczyna się kiedy dziecko się nudzi. A nudzi się natychmiast, jak nic s
    > ię nie dzieje.

    To dawajcie poważne zadania. Nie musi to być rozrywka czy zabawa sensu stricto. Mój syn w tym wieku dostawał trzy sweterki do uprania i miskę ciepłej wody. Miałam go z głowy na pół godziny. Poważna praca, z gatunku ulubionych - bo taplanie w wodzie i odrobinie mydła czy płynu. Wciągaj córkę do pomocy w domu - składania ściereczek, sprzątania, przejechania odkurzaczem pokoju. Pod Twoją kontrolą oczywiście. Zamiast biegania z nożyczkami i cięcia książek niech potnie nimi szczypiorek na kolację. Musisz jej organizować czas i wymyślać zajęcia, które odwrócą jej uwagę od niszczenia, będą kreatywne. I dużo chwalić za wykonywanie takich poleceń. Chce coś pociąć - dawaj stare gazety kolorowe. A potem razem naklejajcie to co wycięła na duży papier. Niech zdejmuje i składa pranie. Naucz ją też wieszać skarpetki. Niech pracuje razem z Tobą w kuchni. Nawet gotując jakieś swoje zupki dla lalki z wody i marchewki oraz makaronu np. I początkowo pokazuj, rób takie rzeczy wraz z córką.
    Mam wrażenie, że traktujesz małe dziecko jak nastolatkę, którą jeszcze nie jest. I że męczy Cię opieka nad córką, a to całkiem normalne, że córka tej opieki, uwagi i pilnowania wymaga. Powtarzam, to malutkie dziecko.


  • ciocia-krysia 06.05.15, 21:54
    Robię to wszystko, co napisałaś. A właściwie próbuję to robić. Bo córka nie chce tak się "bawić". Owszem tapla się w zlewie z płynem jak ma ochotę, ale potem zaczyna chlapać na okno i na siebie, owszem złoży jedną ścierkę a potem rozwali resztę. Potnie szczypiorek a potem kanapki, kiełbasę i włosy. Cięła gazety na potęgę ale już jej się znudziło, woli książki. Gotuje zupy z obierków i mydła a potem wylewa na podłogę. Wytrze szybę ścierką a za chwilę wymaże rękami i wyleje płyn do szyb na podłogę.
    Na dłużej potrafi się zająć gotowaniem zupy i ciastoliną ale teraz już bardzo rzadko, bo wyeksploatowała te tematy. Podobnie jak cięcie gazet i innych rzeczy, które pozwalałam ciąć.
  • aqua48 06.05.15, 22:02
    ciocia-krysia napisała:

    >Owszem tapla się w zlewie z płynem jak ma ochotę, ale potem
    > zaczyna chlapać na okno i na siebie, owszem złoży jedną ścierkę a potem rozwali
    > resztę. Potnie szczypiorek a potem kanapki, kiełbasę i włosy. Cięła gazety na
    > potęgę ale już jej się znudziło, woli książki. Gotuje zupy z obierków i mydła a
    > potem wylewa na podłogę. Wytrze szybę ścierką a za chwilę wymaże rękami i wyle
    > je płyn do szyb na podłogę.

    Bo się szybko nudzi. Wszystko co opisujesz normalne zachowania dziecka. Nie oczekuj, że trzy i półlatka godzinami będzie wykonywać jedno zajęcie i da Ci spokój. 10-15 minut uwagi to maks. Musisz wyłapywać moment kiedy zaczyna się nudzić i dawać co innego do roboty. A jak coś rozleje, czy wybrudzi, albo rozwali to musi pościerać i poskładać. Z Twoją pomocą oczywiście i pod kontrolą, ale bez zmiłuj się. Taka konsekwencja bezmyślnego zachowania. To lepiej uczy niż gderanie i pouczanie matki.

  • ciocia-krysia 06.05.15, 22:10
    No sprząta czasem po godzinie, czasem od razu...Nie uczy ją to nic, zresztą nie zetrze dobrze upapranego lustra ani szyb, ani szafek ani stołu, ani ścian...Nie jestem robotem od zabawiania swojego dziecka. Znam inne dzieci w tym wieku i wiem, że potrafią się bawić o wiele dłużej i nie demolują chaty z nudów.
  • aqua48 06.05.15, 22:16
    ciocia-krysia napisała:

    > No sprząta czasem po godzinie, czasem od razu...Nie uczy ją to nic, zresztą nie
    > zetrze dobrze upapranego lustra ani szyb, ani szafek ani stołu, ani ścian...Ni
    > e jestem robotem od zabawiania swojego dziecka. Znam inne dzieci w tym wieku i
    > wiem, że potrafią się bawić o wiele dłużej i nie demolują chaty z nudów.

    Może się tak nie nudzą jak Twoja córka? Nie masz być robotem od zabawiania dziecka, macie wspólnie robić rzeczy, które Wam obu sprawią przyjemność.
    Trzy i półlatka, a nawet czterolatka nie jest też sprzątaczką, trudno oczekiwać od niej aby umiała sprawnie i szybko sprzątać..

    Czy Ty lubisz w ogóle swoją córkę?
  • ciocia-krysia 06.05.15, 22:31
    Szczerze powiem, że coraz gorzej z tym lubieniem. Mąż ma podobnie, skarży mi się, że niedługo nie wytrzyma i zacznie lać.
  • ciocia-krysia 06.05.15, 22:32
    Nie ma takich rzeczy, bo jak coś mi zaczyna sprawiać przyjemność, to ona zaczyna to sabotować, kumasz? Nie nagminnie ale często, właśnie psuje wspólna zabawę.
  • aqua48 06.05.15, 22:41
    ciocia-krysia napisała:

    > Nie ma takich rzeczy, bo jak coś mi zaczyna sprawiać przyjemność, to ona zaczyn
    > a to sabotować, kumasz? Nie nagminnie ale często, właśnie psuje wspólna zabawę.

    Nie, nie rozumiem jak tak małe dziecko może coś sabotować, albo być złośliwe. Uważam natomiast, że powinniście jak najszybciej iść po fachową poradę do psychologa. Wszyscy troje. Bo coś w relacjach w Waszej rodzinie dzieje się nie tak jak powinno i warto to jak najszybciej naprawić dla dobra wszystkich. Trudno powiedzieć, czy zachowania dziecka są powodem, czy skutkiem. Niewykluczone, że lekka korekcja zachowań dorosłych poprawiłaby mocno zachowania dziecka. A może pomoc dziecku poprawiłaby jego relacje z rodzicami? Nie wiem.
  • ciocia-krysia 06.05.15, 22:50
    Normalnie, wielokrotnie powtarza czynności, o których wie, że sprawiają nam największą przykrość.
  • yoma 07.05.15, 16:01
    Ni
    > e jestem robotem od zabawiania swojego dziecka. 

    A powinnaś.
    --
    Uwłaszczyło się
    niech żyje:DDD
  • aqua48 06.05.15, 21:30
    Brak umiejętności koncentracji, konieczność dotykania rękami, brania do buzi lub rozmazywania jedzenia i paćkania, czy rozlewania jest normalnym etapem rozwoju. Wszystkie małe dzieci to mają w określonym stopniu, ale skoro widzicie, że Wasze dziecko nie wyrasta z takich zachowań to może być niepokojące. Na gry planszowe z pewnością jeszcze jest za mała. One wymagają dużego skupienia od dziecka. Umiejętności samodzielnej i bezpiecznej zabawy ktoś ją w ogóle uczy? Bo w przedszkolu na pewno jej nie nabędzie. A jak
    w ogóle zachowuje się w przedszkolu? Panie nie zwracały Wam uwagi? Tłumaczenie i wyjaśnianie trzy i półlatkowi to dość słaby pomysł. Raczej należy ograniczać pozostawianie go samego w kąpieli, a także z farbami czy błotem albo jedzeniem - i zwracać uwagę natychmiast , nie pozwalając na niekontrolowane "dokonania artystyczne". Dziecko w tym wieku ma też prawo mieć gorszą koordynację ruchów - stąd mogą być niezręczności w zabawie. Na pewno nie chce celowo popsuć Wam humoru. Myślę że generalnie za dużo oczekujesz od córki, to JEST jeszcze maluch.
    Jednak jeśli Cię niepokoi Cię jej zachowanie przejdź się do psychologa dziecięcego. Mogą to być też objawy zaburzeń.
  • ciocia-krysia 06.05.15, 21:42
    Właściwie, to ma już prawie 4 lata, na początku lipca skończy.
    Nie uczyłam samodzielnej zabawy, hmm.
    Paprze jak roczniak. Nie zostawiam samej, siedzę obok, gdybym zostawiła samą, to by chałupę rozniosła. Zwracam uwagę, parę razy, po czym zabieram, kredki, farby, jedzenie, czy co tam niszczy.
    To nie jest brak koordynacji, to jest specjalne duszenie, zarzucanie mi włosów na twarz, wyrywanie włosów, skakanie kolanami na brzuch, mimo że mówię, że mi to przeszkadza, że boli, to ją jakoś kręci. Bawi ją robienie krzywdy innym, robienie na złość, sprawianie bólu.
    Tak, niepokoi mnie to zachowanie, ja również ciągłe grzebanie w ustach i wkładanie tam wszystkiego.
  • aqua48 06.05.15, 21:53
    ciocia-krysia napisała:

    > Nie uczyłam samodzielnej zabawy, hmm.
    > Paprze jak roczniak. Nie zostawiam samej, siedzę obok, gdybym zostawiła samą, t
    > o by chałupę rozniosła. Zwracam uwagę, parę razy, po czym zabieram, kredki, far
    > by, jedzenie, czy co tam niszczy.

    No to nie jest uczenie. To tresura. I nuda. Ona po prostu nie umie się bawić. Zamiast zabierać jej rzeczy pokazuj i ucz jak można ich używać. Zamiast siedzieć obok, wejdź w zabawę - róbcie coś na zmianę. Coś co będzie bawiło Was obie, nie tylko ją (niszczenie), albo tylko Ciebie (gra planszowa), a na co córka jest jeszcze za mała.

    >to jest specjalne duszenie, zarzucanie mi włosów
    > na twarz, wyrywanie włosów, skakanie kolanami na brzuch, mimo że mówię, że mi t
    > o przeszkadza, że boli, to ją jakoś kręci.

    A jak reagujesz na takie zachowanie? Może dajesz za słabe sygnały? Bo zamiast mówić, że Ci to przeszkadza, powinnaś zdecydowanie i stanowczo odsuwać wtedy dziecko od siebie, łapać za rękę i przytrzymać mocniej, lub wręcz krzyknąć, DOŚĆ, na znak, że ma natychmiast przestać. A jeśli nie przestaje, wyjść do innego pomieszczenia. No i przewiduj sytuacje kiedy córka jest w nastroju do takich harców i unikaj ich - wtedy jak widzisz, że się do takiego dokuczania zbiera szybko zaproponuj jej coś innego. Zawody. Bieganie na czworakach, robienie fikołków na dywanie, skakanie na jednej nodze, chodzenie tyłem. Coś co odwróci jej uwagę i zapewni ruch.
  • ciocia-krysia 06.05.15, 22:00
    Umie się bawić, jak ją coś bardzo kręci (ciastolina, woda, cięcie). Bawię się z nią często ale czasem nie mam ochoty i ona wtedy daje do wiwatu.
    Taa, za słabe, krzyczę, ała , mówię, nie będę się z tobą bawić i po następnym razie wychodzę i ona leci za mną, już nie będę i za pięć minut to samo.
    I ja nie będę się z nią bawić przez cały mój wolny czas, bo nie mam na to ochoty. W przybliżeniu ja się bawię z nią godzinę dziennie, codziennie a mąż 2 godziny dziennie, codziennie. A ona jest niezmordowana i chciałaby być ciągle w centrum uwagi.
  • aqua48 06.05.15, 22:13
    ciocia-krysia napisała:

    > Umie się bawić, jak ją coś bardzo kręci (ciastolina, woda, cięcie). Bawię się z
    > nią często ale czasem nie mam ochoty i ona wtedy daje do wiwatu.

    No jasne, bo nie umie samodzielnie się bawić.

    > Taa, za słabe, krzyczę, ała , mówię, nie będę się z tobą bawić i po następnym r
    > azie wychodzę i ona leci za mną, już nie będę i za pięć minut to samo.

    A dlaczego pozwalasz na to samo? Unikaj zabaw w bliskim kontakcie. Nie pozwalaj na tarmoszenie Cię. Od razu, ZANIM dostaniesz łokciem. Powiedz, że możecie się poprzytulać, ale bez robienia sobie krzywdy.

    > I ja nie będę się z nią bawić przez cały mój wolny czas, bo nie mam na to ochot
    > y. W przybliżeniu ja się bawię z nią godzinę dziennie, codziennie a mąż 2 godzi
    > ny dziennie, codziennie. A ona jest niezmordowana i chciałaby być ciągle w cent
    > rum uwagi.

    A dziwisz się? Małe dziecko to nie laleczka, którą się wsadza do szafy i wyjmuje wtedy kiedy ma się czas, humor i ochotę na elegancką i czystą zabawę. Najlepiej intelektualną. Bycia rodzicem nie można przeliczać na godziny zabawy, tak jak godzin pracy. I co w dziecko włożysz to i wyjmiesz. Jak je czegoś nie nauczysz to nie będzie umiało samo z siebie. Im mniej dziecku poświęcasz swego czasu "wolnego" tym bardziej ono go pragnie..
  • ciocia-krysia 06.05.15, 22:29
    No i jak ją nauczyć się bawić?
    Jak pozwalam, bawimy się i ona mi znowu próbuje wejść na głowę i ja znowu wychodzę i tak w kółko. Poświęcam tyle czasu ile mogę, i chcę. Opisałam zwykły dzień powszedni. W weekendy jeździmy na basen, w góry, na wycieczki z innymi dziećmi a ona po powrocie do domu, po wycieczce dalej się nudzi i uprzykrza nam życie.
    Kiedyś mąż bawił się z nią autentycznie godzinami ale teraz już ma coraz bardziej dosyć, właśnie ze względu na te ciągłe złośliwości (!). Mąż lubi się bawić z dziećmi, jest bardzo aktywny, ale ma dosyć tego właśnie chamstwa (!) i nieustających prób dominacji. Wydaje mi się, że im więcej czasu jej poświęcamy, tym ona gorzej się zachowuje.
  • yoma 07.05.15, 16:09
    Sorry, ale 2 godziny dziennie to nie jest "więcej czasu".
    --
    PT Pisięta: niniejszy post nie stanowi zamachu na życie prezesa.
  • yoma 07.05.15, 16:07
    >Zwracam uwagę, parę razy, po czym zabieram, kredki, far
    > by, jedzenie, czy co tam niszczy. 

    Czyli ledwo się dzieciak zacznie bawić, to mu matka w krzyk i zabiera kredki, bo niszczy?


    --
    Chłop jest tyle wart, do ilu ukończonych miast przylega
  • ciocia-krysia 07.05.15, 16:57
    Idź być trollem gdzie indziej.
  • yoma 07.05.15, 18:35
    Còrce też tak odpowiadasz, jak coś ci nie pasuje?
    --
    PT Pisięta: niniejszy post nie stanowi zamachu na życie prezesa.
  • ciocia-krysia 06.05.15, 21:44
    Panie ją lubią, nie mają żadnych uwag, pewnie dlatego, że chętnie bierze udział we wszelkich aktywnościach. Jest bardzo aktywna i niezmordowana. W górach ostatnio przeszła na pieszo 8 kilometrów.
  • aqua48 06.05.15, 21:56
    ciocia-krysia napisała:

    > Panie ją lubią, nie mają żadnych uwag, pewnie dlatego, że chętnie bierze udział
    > we wszelkich aktywnościach. Jest bardzo aktywna i niezmordowana. W górach osta
    > tnio przeszła na pieszo 8 kilometrów.

    No to proste - ma w domu za mało ruchu i ją nosi. Masz dziecko przy którym nie możesz sobie poleżeć w spokoju po południu.
  • ciocia-krysia 06.05.15, 22:03
    Ale ona potrafi się ruszać tylko w towarzystwie innych dzieci. Gdybyśmy w te góry poszli sami, to by spędziła całą wycieczkę w nosidełku jęcząc i kombinując, a po powrocie by była jak nowo narodzona. Podobnie z placem zabaw, ze mną się tam nudzi, nie chce się bawić, jak nie ma innych dzieci a po powrocie roznosi chałupę.
  • aqua48 06.05.15, 22:20
    ciocia-krysia napisała:

    > Ale ona potrafi się ruszać tylko w towarzystwie innych dzieci. Gdybyśmy w te gó
    > ry poszli sami, to by spędziła całą wycieczkę w nosidełku jęcząc i kombinując,
    > a po powrocie by była jak nowo narodzona. Podobnie z placem zabaw, ze mną się t
    > am nudzi, nie chce się bawić, jak nie ma innych dzieci a po powrocie roznosi ch
    > ałupę.

    Bo TY się tam nudzisz, chciałabyś ją wrzucić na sprzęty i mieć święty spokój, przyznaj, że tak? A ona to wie i czuje.
    Mam wrażenie, że w ogóle towarzystwo Twego dziecka Cię nudzi, męczy i nie sprawia żadnej przyjemności. A ona z całej siły chciałaby sprawić abyś ją wreszcie zobaczyła, doceniła i polubiła.
  • ciocia-krysia 06.05.15, 22:37
    Nie prawda, cały czas próbujesz udowodnić, to co nie jest prawdą. Podam tylko przykład mojego męża, autentycznie się z nią bawił, uwielbia się gonić, bawić w berka, przewracać chować pod namiotem ale ma córki coraz bardziej dosyć podobnie jak ja. Bo ona psuje te zabawę.Zachowuje się tak samo wobec mnie jak wobec niego. Mimo, ze do tej pory mąż mi mówił, żebym poświęcała więcej czasu dziecku, to będzie "lepsze", to sam już zaczyna w to wątpić i już się tak nie cieszy ze wspólnej zabawy, tylko czeka, co ona odwali.
  • aqua48 06.05.15, 22:47
    ciocia-krysia napisała:

    > Nie prawda, cały czas próbujesz udowodnić, to co nie jest prawdą. Podam tylko p
    > rzykład mojego męża, autentycznie się z nią bawił
    > ale ma córki coraz bardziej dosyć podobni
    > e jak ja.

    Niczego nie próbuję udowodnić. Niewątpliwie coś się u Was dzieje niedobrego. Jak pisałam wyżej - w tej sytuacji powinniście jak najszybciej znaleźć dobrego psychologa. Zanim się znienawidzicie na dobre. I iść do niego we trójkę. Bo moim zdaniem problem jest rodzinny, a czy spowodowany jakimiś deficytami dziecka, czy innym powodem, powinien zdecydować i podejmować próby zaradzenia mu profesjonalista. A nie ktoś przypadkowy na forum.
  • ciocia-krysia 06.05.15, 22:54
    Mimo wszystko chciałabym, żeby się ktoś jeszcze wypowiedział, jak to widzi.
  • mruwa9 06.05.15, 22:59
    bylo postarac sie ze dwa lata temu o rodzenstwo dla corki, mielibyscie problem z glowy, dzieci nie zawracalyby wam gitary, tylko bawily sie ze soba.
    Dla mnie-klasyczny opis nudzacego sie jedynaka, cierpiacego na niedobor towarzystwa rowiesniczego do zabawy . Z braku rowiesnikow ciaga was.
  • ciocia-krysia 06.05.15, 23:04
    Gorzej, gdyby to rodzeństwo nie okazało się odpowiednim towarzystwem. Bo córka nie ze wszystkimi dziećmi umie się bawić, z niektórymi się ciągle kłóci i zabawa jest niemożliwa. Gdyby trafiła mi się taka dwójka, to by była dopiero jazda.
  • mad_die 08.05.15, 21:29
    Ja widzę tak:
    - dziecko psuje zabawę tacie
    - dziecko zbyt szybko nudzi się mamie
    Do tego:
    - dziecko odreagowuje przedszkole, za co dostaje dodatkowo opr

    Powiedz, jakim ona była noworodkiem? Jakim była niemowlakiem? Kiedy wróciłaś do pracy? Czy macie/mieliscie inne dzieci? Zwierzęta? Rodzinę gdzieś w pobliżu?
  • ciocia-krysia 06.05.15, 23:07
    Poprawka - za dwa miesiące skończy cztery lata.
  • kj-78 06.05.15, 23:14
    Moim zdaniem to co opisujesz nie jest normalne. Na Twoim miejscu skonsultowalabym to z jakims specjalista. Mam 4-latka na stanie, ktory jest dokladnym przeciwienstwiem Twojego dziecka. Rozumiem, ze dzieci sa rozne, ale wydaje mi sie, ze Twoja corka przekracza wszelkie normy. Ogolnie dziwi mnie zamartwiani sie mam wydumanymi problemami. Ale w Twoim przypadku wydaje mi sie, ze masz prawdziwe podstawy, zeby sie martwic. Strasznie Ci wspolczuje tak trudnego dziecka. Z moim tez sie musze duzo bawic, ale moje dziecko jest sympatycznym, dowcipnym i empatycznym 4-latkiem, nic nie niszczy, swietnie bawi sie w historie samochodowe najrozniejszego typu, i chociaz siedzenie z nim na podlodze nudzi mnie w stopniu znacznym, to jednak jest to calkiem inny poziom zabawy niz to, co opisujesz.

    Prawie 4-latek do duze i madre dziecko. Odpowiedzi Aquy48 bardzo mnie zdziwily. W ten sposob mozna tlumaczyc zachowanie 2-latka, a nie czterolatka... Moje przychodzi do domu, samo sie rozbiera, myje rece, pyta, kiedy obiad, wyjmuje sobi widelec, samo zjada, jak mu cos kapnie to prosi o papier, milo ze mna rozmawia o roznych sprawach, potem pyta, czy sie pobawimy, jak mam cos do zrobienia, to cierpliwie czeka ogladajac ksiazczki albo tv, albo pomaga. Nigdy specjalnie nie robi nic, co mogloby mne zdenerwowac, a jak niechcacy popchnie, to mowi przepraszam i pyta, czy nie boli...

    Moja rada: do specjalisty!

    --
    Elunia 01.07.2009
    Martin 04.01.2011
  • ciocia-krysia 07.05.15, 10:42
    Tez mnie zdziwiły wypowiedzi Aquy48, bo takie zachowanie jest jest normalne u młodszych dzieci, które jeszcze się uczą reakcji otoczenia. A moja córka już się nie uczy tych reakcji, ona wie jak się dana osoba zachowa po pociągnięciu za włosy, czy porysowaniu podłogi i robi to, żeby zobaczyć te reakcje. Z mojego punktu widzenia, gdyby nie zareagować na malowany stół, udawać, że to nic takiego, toby pomalowałaby ścianę a potem urwała firankę i tak do skutku aż ktoś się wkurzy.
  • aqua48 07.05.15, 13:31
    ciocia-krysia napisała:

    > Tez mnie zdziwiły wypowiedzi Aquy48, bo takie zachowanie jest jest normalne u m
    > łodszych dzieci, które jeszcze się uczą reakcji otoczenia. A moja córka już się
    > nie uczy tych reakcji, ona wie jak się dana osoba zachowa po pociągnięciu za w
    > łosy, czy porysowaniu podłogi i robi to, żeby zobaczyć te reakcje. Z mojego pun
    > ktu widzenia, gdyby nie zareagować na malowany stół, udawać, że to nic takiego,
    > toby pomalowałaby ścianę a potem urwała firankę i tak do skutku aż ktoś się wk
    > urzy.

    A dlaczego dopuściliście do sytuacji kiedy jedynym skutecznym sposobem córki na zwrócenie na siebie uwagi jest niszczenie? Bo dla mnie ewidentnie, jeśli córka jest całkowicie zdrowa i rozwija się normalnie, to jest to jej sposób na skoncentrowanie Waszej/Twojej uwagi na sobie. Paradoksalnie nawet jeśli ta uwaga to złość, krzyk, czy kara..


  • Gość: Buka IP: *.centertel.pl 07.05.15, 07:58
    Musicie znalezc kogos, kto spojrzy na sytuacje z boku.
    Jesli nie jest tak, ze zle interpretujesz normalne zachowania, typowe dla dzieci, to rzeczywiście wyglada na poważny problem.
    Inna sprawa, ze dziecko, któremu na wcześniejszych etapach nie pozwolono na nudę, nie było zachęcane do samodzielnej zabawy, moze miec z tym problem.
    Moze rozwiązaniem byłoby zapraszanie dzieci do domu, nie tylko po to, żebyście nie zwariowali, ale zeby corka ćwiczyła niedestrukcyjne zabawy.

    Jesli chodzi o zachowania agresywne, to mysle powinnaś reagować bardziej stanowczo, silniej okazywać niezadowolenie, nie dać sie przeprosić po minucie buziakiem.
    "Jestem smutna, bo mnie uderzylas i nie chce sie z tobą bawić."
    "Jestem zła, bo zniszczyłas moja ksiażke, a kiedy jestem zła nie mam ochoty na zabawe."
    I rzeczywiście sie nie bawisz i pokazujesz emocje.
    I zauważaj te momenty, kiedy corka zachowuje sie dobrze, stara sie i daj jej znac, ze widzisz i ci sie to podoba.
  • ambivalent 07.05.15, 10:41
    A masz zastrzezenia do jej ogolnego rozwoju? Poza tymi problemami, ktore opisujesz, czy jest jeszcze cos co Was martwi?
    Nie zgadzam sie z Auqa, ze czterolatek to malutkie dziecko. Przynajmniej nie we wszystkim. Samodzielna zabawa to jednak jest cos co dziecko w tym wieku powinno juz ogarniac. Moze problem nie lezy w tym, ze ona sie nie chce samej bawic, ale w tym, ze zabawy, ktore jej oferujecie ja nudza. Moze ona wcale nie chce tych kredek, nozyczek itp. Moze zamiast tego wolalaby pojsc na rower? Wyglada na to, ze jest to dziecko bardzo zywiolowe i wydaje mi sie, ze potrzebuje duzo ruchu, aktywnosci fizycznej. Moze pomyslcie nad zajeciami sportowymi, rowerem itp takze w ciagu tygodnia? Jak wyglada pojscie i powrot z przedszkola? Samochodem czy na pieszo? Jezeli samochodem, to moze przesiadzcie sie wszyscy na rower.
    I dlaczego nosicie czterolatke w nosidle?? To troche za duze dziecko na to.
    Kazde dziecko jest inne. Nie ma uniewersalnego sposobu na problemy. Wiem, ze jestescie na skraju wytrzymania ale zmobilizujcie sie i sprobujcie odnalezc to co corke interesuje i zajmuje. Albo najlepiej zapytajcie.
    Jest wiosna, super czas na wyjscia na dwor.


    --
    “Death, taxes and childbirth! There's never any convenient time for any of them.”
  • ciocia-krysia 07.05.15, 10:54
    Ogólny rozwój jest dobry, liczy, dodaje, jest bystra i przenikliwa, lubi słuchać czytania książek i lubi oglądać bajki. Na co pozwalamy jej tylko godzinę dziennie albo wcale, bo by siedziała cały dzień przed komputerem.
    Nożyczki i inne chyba chce, bo mówi, żeby dać, wszystko jest pochowane, z wiadomych względów.
    My jej dajemy wolność wyboru. Rower ma biegowy, poleci na plac zabaw i z powrotem i koniec zabawy na dany dzień. Na basen pojedzie ale tylko jeżeli jedzie kolega. W foteliku na rowerze wysiedzi z godzinę. Na placu zabaw, jeżeli nie ma dzieci, to wchodzi w skarpetach w błoto, żeby trzeba było iść do domu.
    Nosimy, bo chodzimy po górach, i kiedy jesteśmy sami, to ona nie chce iść. Wychodzi na dwór ale musi mieć towarzystwo, inaczej błoto na ubranie, piasek do buzi. Ja mogę nie reagować ale flaki mi się wywracają.
  • aqua48 07.05.15, 13:43
    ciocia-krysia napisała:

    > My jej dajemy wolność wyboru.

    Może w tym rzecz - że Twoje dziecko powinno mieć ZAPLANOWANY dzień? Czterolatek nie musi sobie radzić z wolnością wyboru, ścisły plan daje dziecku poczucie bezpieczeństwa, bo wiadomo co nastąpi po czym.
    A nie na zasadzie - wracam z przedszkola i nie wiem co będę robić. Nie wiem - czyli będę się nudzić. Spróbuję wobec tego zwrócić na siebie uwagę rodziców. A jak? jak umiem. Psuciem skakaniem ciągnięciem za włosy.
    Inaczej jest kiedy dziecko wie, że po powrocie ma 15-20 minut na odpoczynek, potem myje ręce, je posiłek (obiad lub podwieczorek) po podwieczorku idzie na spacer z mamą na godzinę. Po powrocie bawi się z tatą, a mama ma wolne, potem bajka w tv i kolacja.. Po kolacji pomaga w sprzątaniu ze stołu, przygotowuje ubranie na następny dzień i idzie się myć. Na kąpiel ma wyznaczony krótki czas, żeby nie rozlewała wody na podłogę i do łóżka. W łóżku ewentualnie słucha czytanej przez któregoś z rodziców krótkiej bajki. I codziennie tak samo.
    To się wydaje dopiero nudne, ale zapewniam, że dobrze porządkuje chaos wokół małego dziecka. Bo dalej twierdzę, że trzyipółlatek czy czterolatek to małe dziecko. Choć rodzicom wydaje się inaczej.
  • ciocia-krysia 07.05.15, 17:04
    "Może w tym rzecz - że Twoje dziecko powinno mieć ZAPLANOWANY dzień?"
    Może tak, spróbujemy. Tyle, że codziennie po powrocie do domu jest awantura o mycie rąk, potem problem z obiadem, bo my chcemy jeść a ona często nie jest głodna, i nam przeszkadza. Mimo, że mówię, że jak zjemy to się z nią pobawimy, to ona nam i tak przeszkadza. No i w sumie to mamy plan. Ręce, obiad, zabawa z mamą, zabawa z tatą, tylko nigdy tego nie nazywaliśmy...
  • aqua48 07.05.15, 17:11
    ciocia-krysia napisała:

    > "Może w tym rzecz - że Twoje dziecko powinno mieć ZAPLANOWANY dzień?"
    > Może tak, spróbujemy. Tyle, że codziennie po powrocie do domu jest awantura o m
    > ycie rąk, potem problem z obiadem, bo my chcemy jeść a ona często nie jest głod
    > na, i nam przeszkadza.

    Jak nie jest głodna to niech nie je, ale siedzi z Wami przy stole.
  • ciocia-krysia 07.05.15, 17:37
    Ona stoi koło nas i wrzeszczy, że akurat chce, żeby jej dać czekoladę, albo ściągnąć flamastry z szafy. A jak my jemy, to nie dam jej flamastrów, bo będzie mazać po ścianach. Albo wchodzi na szafkę i wyjada sól. Albo po prostu wrzeszczy o cokolwiek, mimo, że ją prosimy, że chcemy zjeść w spokoju i, ze się pobawimy jak zjemy. I tak prawie codziennie. Jak nam na czymś zależy, tu cisza przy obiedzie, to ona robi na przekór. A zaczyna się od mycia rąk. Czyli prawie codziennie po przedszkolu jest awantura, póki ona się nie wyżyje. Odreagowuje przedszkole, wyżywając się na nas. A potem, już są drobne złośliwości, typu ciągniecie za włosy, gryzienie cudzego ubrania, łamanie liści od kwiatków. Dodam, że zawsze dotrzymujemy obietnic. Nie zdarzyło mi się czegoś jej obiecać i nie spełnić obietnicy.
    Znacie jakiegoś specjalistę we Wrocławiu?
  • aqua48 07.05.15, 17:53
    ciocia-krysia napisała:

    > Ona stoi koło nas i wrzeszczy, że akurat chce, żeby jej dać czekoladę, albo ści
    > ągnąć flamastry z szafy.

    Nie, na rysowanie jest czas kiedy indziej, nie podczas obiadu. I pod kontrolą.

    Ale to trzeba z dzieckiem uzgodnić na spokojnie, nie jak jest zdenerwowane, narysować razem na dużej kartce plan dnia, albo tygodnia i jak zaczyna się domagać czegoś powiedzieć - idź i sprawdź czy teraz jemy czy rysujemy. Jest pora obiadu to siadaj przy stole nad talerzem.

    A jak my jemy, to nie dam jej flamastrów, bo będzie ma
    > zać po ścianach. Albo wchodzi na szafkę i wyjada sól.

    Zdejmij dziecko z szafki postaw sól przed nią i niech sobie je do woli. Każ jej tylko uprzedzić jeśli jej się będzie niedobrze robiło.

    >Albo po prostu wrzeszczy o cokolwiek

    Musicie ją oduczyć wrzasków - nie reagować na nie. Reagować natomiast na prośby. Omawiać je z córką, nie odmawiać tylko w wątpliwych sytuacjach odpowiadać, że musicie się zastanowić i wspólnie z mężem naradzić. I zgadzać się - np na te flamastry, ale nie w tej chwili już kiedy córka chce, tylko wtedy kiedy będziecie mieli czas jej popilnować.

    >Jak nam na czymś zależy, tu cisza przy obie
    > dzie, to ona robi na przekór. A zaczyna się od mycia rąk. Czyli prawie codzienn
    > ie po przedszkolu jest awantura, póki ona się nie wyżyje.

    Nie doprowadzaj do awantur. Wyciszaj, nie walcz z córką tylko współpracujcie - odwracaj jej uwagę. Jak ma umyć ręce to niech to zrobi szybko i już myśli o następnej czynności. Nie każ jej bezwzględnie myć rąk tylko daj wybór - zapytaj czy sama je umyje czy chciałaby żebyś jej w tym pomogła.

    I odstawcie słodycze.

  • ciocia-krysia 07.05.15, 18:49
    Ja się jej pytam, myjesz ręce, czy ci umyć, a ona nie chce ani tego ani tamtego ;)
  • aqua48 07.05.15, 18:59
    ciocia-krysia napisała:

    > Ja się jej pytam, myjesz ręce, czy ci umyć, a ona nie chce ani tego ani tamtego
    > ;)

    Pytaj: czy umyjesz sama jak duża dziewczynka, czy mam ci pomóc. Pomóc to nie znaczy umyć za nią. Wchodź jej trochę na ambicję. I zagaduj w międzyczasie - np. a zgadnij co będzie na obiad..podpowiem, że będzie to zielone i podłużne..no co to może być?
    Odpowiednio zagadane kapryśne dziecko robi wszystko co trzeba beż świadomości że wykonuje polecenia.
  • yoma 07.05.15, 18:33
    Wiesz co ciociu? Strasznie dużo w twoich postach tego, że ona wam przeszkadza...
    --
    Chłop jest tyle wart, do ilu ukończonych miast przylega
  • ciocia-krysia 07.05.15, 18:47
    Brawo Szerloku.
  • yoma 08.05.15, 14:47
    Nie trzeba Sherlocka. Może oddaj ty ją po prostu w dobre ręce, co się będziecie męczyć wy i ona.
    --
    Uwłaszczyło się
    niech żyje:DDD
  • yoma 07.05.15, 16:20
    Ona nie wchodzi w skarpetach w błoto, żeby iść do domu. Ona wchodzi w skarpetach w błoto, bo jest bardzo fajnie wejść w skarpetach w błoto. Czy to nie ty podnosisz w takiej chwili wrzask: To nie jest ubranie na błoto! Marsz do domu!?

    Specjalne ubranie na błoto, bogowie, ale pomysł...
    --
    Kobyła ma mały bok
    Ogrodnik ma wielki łeb, jest ślepy, lubi dobrze zjeść i czyta Herriota
  • aqua48 07.05.15, 17:12
    yoma napisała:

    > Specjalne ubranie na błoto, bogowie, ale pomysł...

    Co w tym dziwnego? też takie miałam jako dziecko.
  • yoma 07.05.15, 18:31
    Jakoś nie widzę wrzeszczenia na dziecko: Nie właź do błota! Wracamy przebrać się w ubranie do błota!

    Naprawdę po czymś takim chciałoby ci się jeszcze włazić do błota?

    Ludzie, to tylko błoto, nie trzeba go prać kijanką w przeręblu.
    --
    Nie jestem człowiekiem w swoim wieku. Jestem człowiekiem w wieku kogoś o wiele młodszego.
  • aqua48 07.05.15, 18:40
    yoma napisała:

    > Jakoś nie widzę wrzeszczenia na dziecko: Nie właź do błota! Wracamy przebrać si
    > ę w ubranie do błota!
    > Naprawdę po czymś takim chciałoby ci się jeszcze włazić do błota?

    Ja bym wrzeszczała: Nie właź do błota w lakierkach, kremowym sweterku i beżowej sukience!
    Wiesz jak trudno sprać plamy z błota? Niektóre nigdy nie schodzą nawet w pralni chemicznej. Załatwił mi tak jeden kierowca beżowy ulubiony płaszczyk...Dwa lata temu.
  • ciocia-krysia 07.05.15, 18:46
    Ja mówię, że nowych nie kupie, bo mnie nie stać i będzie w takich zniszczonych chodzić do przedszkola.
  • aqua48 07.05.15, 19:02
    ciocia-krysia napisała:

    > Ja mówię, że nowych nie kupie, bo mnie nie stać i będzie w takich zniszczonych
    > chodzić do przedszkola.

    A ją akurat rusza na co Cię stać. Posłałaś ją kiedykolwiek w zabłoconym ubraniu do przedszkola? Jeśli nie, to jest to psu na budę straszenie dziecka.
    Nie tłumacz dlaczego - macie ubrania do błota, w nich się można brudzić, a w innych nie i koniec.
  • yoma 08.05.15, 14:48
    OK, to może nie prowadzić dziecka na spacer w lakierkach i beżowym płaszczyku?
    --
    Kobyła ma mały bok
    Ogrodnik ma wielki łeb, jest ślepy, lubi dobrze zjeść i czyta Herriota
  • verdana 07.05.15, 19:01
    1. Psycholog, jak najszybciej - dla całej rodziny. Nie tylko dlatego, że dziecko jest zbyt aktywne, ale takze dlatego, że wszystkie jej niewłaściwe zachowania przypisujecie "złośliwości". Wygląda na to,że nie lubisz własnego dziecka, a to nie jest wina 4-latki. Co tu jest przyczyna, a co skutkiem - trudno powiedzieć
    2. Zaburzenia, które manifestują sie tylko w domu, a w przedszkolu nie - raczej nie są zaburzeniami dziecka, tylko wynikiem niewłaściwego wychowania, niewłaściwej sytuacji w rodzinie. Zaburzone dziecko sprawiałoby problemy także w przedszkolu
    3. Bardzo niepokojące jest to, co piszesz o córce - jakbyś musiała mieszkać z kompletnie obcym dzieckiem, które Ci przeszkadza. I szukasz pomocy dla siebie, nie dla córki.
  • aqua48 07.05.15, 19:10
    verdana napisała:

    > 1. Psycholog, jak najszybciej - dla całej rodziny.

    Sugerowałam to już wyżej. Psycholog nie zaszkodzi na pewno. a może bardzo pomóc w tej sytuacji.

    > 3. Bardzo niepokojące jest to, co piszesz o córce - jakbyś musiała mieszkać z k
    > ompletnie obcym dzieckiem, które Ci przeszkadza.

    Dla mnie jest bardzo smutne, że autorka nie odczuwa przyjemności i radości z bycia w towarzystwie córki, nie cieszy ją to. Jest to dla niej tylko uciążliwy obowiązek. Nigdzie nie pisze o czymś co obie LUBIĄ ROBIĆ RAZEM...
  • ciocia-krysia 14.05.15, 22:50
    "3. Bardzo niepokojące jest to, co piszesz o córce - jakbyś musiała mieszkać z kompletnie obcym dzieckiem, które Ci przeszkadza. I szukasz pomocy dla siebie, nie dla córki."

    No właśnie nie ma między nami więzi... Karmiłam ją rok piersią, potem dwa lata z nią siedziałam w domu. I wcale się nie poświęcałam, chciałam tego.
    Organizowałam wycieczki, basen, spotkania z innymi dziećmi, klub malucha a mojemu dziecku było ciągle mało, i ciągle było upierdliwe i w dzień i w nocy (pierwszy rok budziła się co 2 godziny).
    Ona woli robić wszystko z tatą, bo jest ciekawiej chyba ale też dlatego, że jego potrafi zdominować. Tyle że tato się ostatnio też zbuntował, bo też ma już dosyć jej zachowania. I tak sobie ją podrzucamy na przemian.
  • yoma 14.05.15, 23:02
    Rozumiem, kilkumiesięczne dziecko na złość matce budziło się co 2 godziny i basen mu się nie podobał. Wy ją naprawdę oddajcie w dobre ręce...
    --
    - Proszę państwa, całka z e do x jest tak idealna, że nawet PiS nie mógłby jej nic zarzucić.
  • rulsanka 07.05.15, 14:02
    Bawi ją robienie krzywdy innym, robienie na złość, sprawianie bólu.
    Tak, niepokoi mnie to zachowanie, ja również ciągłe grzebanie w ustach i wkładanie tam wszystkiego.


    Moim zdaniem to nie jest normalne!
    Dziecko przedszkolne ma prawo być absorbujące i czasami nieznośne. Ale powinno być też nastawione na współpracę, wykazywać empatię, nie robić krzywdy celowo!
    O ile nie jest to kwestia jakiegoś skoku rozwojowego, tylko córka zachowuje się tak mniej więcej od zawsze to poszukałabym jakiegoś sensownego specjalisty. Może zacząć od integracji sensorycznej, być może ona po prostu jest nadwrażliwa lub ma osłabioną wrażliwość na różne bodźce zmysłowe.
    Z twojego opisu nie wynika, żebyś popełniała jakieś duże błędy wychowawcze.
    Przyjrzałabym się jeszcze diecie córki. Czy ma jakieś alergie, czy je wybiórczo, czy zjada dużo cukru, sztucznych dodatków do żywności.
  • aqua48 07.05.15, 15:04
    rulsanka napisała:

    > Tak, niepokoi mnie to zachowanie, ja również ciągłe grzebanie w ustach i wkłada
    > nie tam wszystkiego.[/i]
    >
    > Moim zdaniem to nie jest normalne!

    Ja uważam za nienormalne, sytuację kiedy dziecko widzi, że na placu zabaw nie ma innych dzieci, z którymi może się bawić to wsadza piasek do ust, albo celowo się brudzi, żeby móc wrócić do domu. W normalnych kontaktach z rodzicem dziecko po prostu mówi - tu nikogo nie ma, nie mam się z kim bawić, wróćmy do domu. I rodzic wraca, albo proponuje - to chodźmy gdzie indziej, zobaczymy czy tam będzie ktoś znajomy.
    Dlaczego ta dziewczynka tego nie robi? Czy matka w ogóle ją wysłuchuje? Bierze pod uwagę to co DZIECKO ma do powiedzenia?

    > Przyjrzałabym się jeszcze diecie córki. Czy ma jakieś alergie, czy je wybiórczo
    > , czy zjada dużo cukru, sztucznych dodatków do żywności.

    Tak, o diecie też myślałam. Słodycze=nadpobudliwość. Teraz jest dobra pora aby je wyeliminować całkowicie z jadłospisu dziecka.
  • ciocia-krysia 07.05.15, 17:17
    Córka nie mówi zbyt dużo, nie opowiada co było w przedszkolu. Ja się jej pytam, chcesz robić to, czy tamto i opowiadam, co będziemy robić, ona się zgadza, prawie zawsze. Ostatnio dopiero raz powiedziała, że na basen pojedzie tylko z kolegą. I że na rowery nie chce w foteliku siedzieć.
    Co jej zaproponuję, to ona robi dopóki jej się nie znudzi, a jak się znudzi, to zaczyna być złośliwa. Nic nie mówi, tylko zaczyna broić. Tyle, ze raz jej się znudzi po godzinie (ciastolina, woda, cięcie) a raz po 5 minutach (cała reszta), chyba że ma towarzystwo innych dzieci.
    Ma alergie na mleko, dlatego ze słodyczy je kawałek gorzkiej czekolady albo ze 3 gumy rozpuszczalne na dzień. W przedszkolu ma zdrowe jedzenie, gotowane na miejscu. Nie dostają słodyczy.
  • aqua48 07.05.15, 17:59
    ciocia-krysia napisała:

    > Co jej zaproponuję, to ona robi dopóki jej się nie znudzi

    A czego oczekujesz?Konsekwencji? Nie w tym wieku.

    > Ma alergie na mleko, dlatego ze słodyczy je kawałek gorzkiej czekolady albo ze
    > 3 gumy rozpuszczalne na dzień. W przedszkolu ma zdrowe jedzenie, gotowane na mi
    > ejscu.

    Odstawcie całkowicie gumy rozpuszczalne - to sama chemia i potwornie alergizują. Zastąp je szklanką uczciwego soku bez dodatku cukru. A czekoladę owszem, ale tylko w jeden dzień w tygodniu po obiedzie.
    Alergia na mleko dużo mówi. Takie dziecko ma prawo być rozdrażnione, kapryśne. Być może ma też inne alergie, z których nie zdajecie sobie na razie sprawy. Radziłabym przebadać porządnie u alergologa.
  • ciocia-krysia 07.05.15, 18:43
    Testy u niej nie wychodzą, po odstawieniu przetworów mlecznych nie ma praktycznie żadnych objawów. Ogólnie się zgadzam ale uważam, że dawanie słodyczy raz w tygodniu jest bez sensu, bo czyni z nich mroczny obiekt pożądania.
  • aqua48 07.05.15, 19:05
    ciocia-krysia napisała:

    > Testy u niej nie wychodzą, po odstawieniu przetworów mlecznych nie ma praktyczn
    > ie żadnych objawów. Ogólnie się zgadzam ale uważam, że dawanie słodyczy raz w t
    > ygodniu jest bez sensu, bo czyni z nich mroczny obiekt pożądania.

    Ja przetestowałam na własnych dzieciach tę metodę. Po pierwszych tygodniach kiedy tak było rzeczywiście, po prostu zapominały, że to akurat jest dzień słodyczowy. A ja perfidnie nie przypominałam.. Zęby maja fantastyczne. Żołądki też zdrowe.
    Wszystkie otrzymane od kogoś słodycze przez cały tydzień też były odkładane do specjalnej szuflady.
  • ambivalent 08.05.15, 13:04
    Kawalek czekolady po obiedzie to nie zbrodnia. Szczegolnie jezeli czekolada jest gorzka. Jest to mniejsze zlo niz szklanka soku. Nie widze tutaj przesady rodzica i potrzeby wprowadzania dni slodyczowych.

    --
    “Death, taxes and childbirth! There's never any convenient time for any of them.”
  • besia5 08.05.15, 15:35

    U nas wiele rzeczy podobnych.rozlewanie, taplanie, niezdarnosc. Corka ma stwierdzone zaburzenia integracji sensorycznej, poczytaj o tym.ma problemy z motoryka mala.problemy z buzka ma podobne-ciagle cos gryzie wklada palce oraz co najgorsze je piach.teraz juz tylko kiedy nest pobudzona.czytajac wypowiedzi doszlam xo wniosku ze takze atmosfera w naszym domu nie pomaga.

  • domza2 11.05.15, 12:14
    Hej, ja też mam niełatwe w obsłudze dziecko, ale wcale bym się nie upierała, że dziecko na pewno rozwija się prawidłowo. Rodzice zwykle dobrze "czują", że coś jest nie w porządku - warto wybrać się po poradę. Oczywiście inne rady też warto wcielić w życie - te, o których pisały poprzedniczki. Moja córka (teraz 6 lat) też nie należy do najspokojniejszych, trochę nadpobudliwa emocjonalnie, bardzo żywa i żywiołowa, bardziej niż rówieśnicy, ale takich złośliwości - celowych miała dotychczas tylko kilka. Wcale nie wydaje mi się, że znudzone dziecko naturalnie reaguje w taki sposób. Pytanie, czy nie jest rozpuszczona jak dziadowski bicz, obok oczywiście jakiś swoich naturalnych skłonności... Bo moja musi ponosić skutki swojego demolowania. Jak celowo zrobi bałagan to musi posprzątać, jak wyleje wodę to musi pościerać. W ten sposób dziecko najlepiej uczy się, że każda rozróba wymaga potem pracy. Z drugiej strony, dziecko potrzebuje utytłać się w błocie, w piachu, to smak dzieciństwa. Pytanie, czy jest zainteresowane tylko tym. MOja rada to udać się do specjalisty z dzieckiem, ale całą rodziną, bo niewykluczone, że dziecko w ten sposób objawia jakieś głębsze deficyty uwagi, etc. Ewentualnie - odwrotnie, dziecko nie ponosi żadnej odpowiedzialności za swoje działania - obie sytuacje są równie zgubne. Druga rzecz, po konsultacji ze specjalistą to polubić swoje dziecko - wiem, że nie zawsze jest to łatwe. Kochamy swoje dzieci, ale nie zawsze je lubimy, a w trudnych dla nich okresach, bywa , że chce się wyć. Znam to. W takich sytuacjach warto przewartościować swoje oczekiwania, pogadać z sobą samym: inne dzieci są czyste i miłe, a moja nie. Zdać sobie sprawę z tego, co stoi za naszymi oczekiwaniami. Często wstyd przed otoczeniem i chęć dogonienia "normy" jest silniejsza niż chęć zrozumienia właśnego dziecka. Trzeba też rozmawiać, pytać, dlaczego tak zrobiłaś, co czułaś. A potem powiedzieć sobie jasno: moje dziecko przeżywa coś bardziej niż inne, bardziej potrzebuje wsparcia w tym i w tym - takie wewnętrzne pogodzenie się z tym, JAKIE naprawdę jest dziecko i zmiana oczekiwań potrafi zdziałać cuda. Życzę powodzenia i wytrwałości. Dzieci inteligentne się gorzej chowają - tak czasem mnie pocieszają znajomi, mam niełatwe, ale bardzo bystre dziecko i wciąż go się uczę. pozdr!
  • domza2 11.05.15, 12:32
    Jeszcze tak mi się rzuciło w oczy, że dziecko nie bardzo lubi być z Wami. MOja córka szuka tak kontaktu z rówieśnikami dopiero od roku - odkąd miała 5 lat, a i tak uwielbia wycieczki i inne zajęcia tylko ze mną lub tylko z tatą. Widać wyraźnie, że teraz najlepsza zabawa jest wtedy, gdy są rówieśnicy, ale do tej pory chyba ja byłam zawsze najlepszym kompanem wspólnych zabaw, wypadów. Pytanie, czy z Wami można się dobrze bawić. Czy macie trochę dziecka w sobie, empatii. Ja uwielbiam przeżywać dziecięcy świat, rozumiem, że świetnie jest poskakać w kałużach i żałuję nieraz, że nie mogę swobodnie pozjeżdżać na zjeżdżalni, żeby dziecku nie robić siary. Warto przyjrzeć się sobie, czy też lubicie swobodę i radość dziecięcych szaleństw. Bez szaleństw nie ma dzieciństwa. Przy szybko nudzącym się dziecku, a takie od zawsze było moje, trzeba być kopalnią pomysłów. Czasem wystarczy tylko coś zasugerować, zainteresować, podsunąć. Zorganizować zabawę tak, żeby można było się wyżyć. Ale skutki wyżycia się, jakieś ścinki, brudy z zupek, porozlewaną wodę trzeba potem ( z pomocą mamy) usunąć samemu. Czyli zabawa tak, ale sprzątanie po zabawie też tak! pozdr
  • ciocia-krysia 14.05.15, 18:56
    Mąż robi to wszystko o czym piszesz. Z nim bawi się bardzo dobrze, ze mną średnio. No i mimo tego, że z nim się bawi bardzo dobrze, to w pewnym momencie robi coś, żeby popsuć tę zabawę. Pociągnie za włosy, napluje na fotel, urwie liść od kwiatka.
  • Gość: tuszeani IP: *.dynamic.chello.pl 14.05.15, 20:11
    Sprawdza, jak się tym razem zachowacie?

    U nas się też to zdarza - dokładnie to o czym napisałaś. Pociągnięcie, kopnięcie, klepnięcie, walnięcie, stuknięcie od tyłu jak baran rogami - w ferworze zabawy właśnie, jakby tracił jakieś hamulce, ale absolutnie bez intencji zrobienia nam na złość.

    Przypomniało mi się jeszcze, że jakiś czas temu u nas działała samosprawdzająca się przepowiednia. Jeśli my w czasie zabawy podświadomie czekaliśmy na jakąś akcję Młodego, to ta akcja jak w banku następowała. Licho wie, wyczuwał chyba napiętą atmosferę, wchodził w rolę jaką mu podświadomie przypisaliśmy w tej zabawie?
    Teraz od dłuższego czasu już tego nie ma, ale my też wyluzowaliśmy i tu chyba jest pies pogrzebany.
  • tuszeani 11.05.15, 20:50
    To i ja się odezwę :) Mój syn, lat obecnie prawie 5, momentami zachowuje się podobnie.

    Kiedy jest przebodźcowany albo zmęczony, dąży do konfrontacji. Po przekroczeniu tej magicznej granicy zmęczenia, nie pomaga już odwracanie uwagi, atmosfera się nieuchronnie zagęszcza i prawie zawsze, nawet jeśli bardzo zręcznie lawirujemy i omijamy trefne tematy, uda mu się w końcu wymyśleć coś na co już absolutnie zgodzić się nie możemy, następuje wtedy atak furii i rozładowanie atmosfery. Jesteśmy świeżo po rozmowie z psychologiem, który twierdzi, że nie ma w tym nic nadzwyczajnego - niektóre dzieci tak mają, większość z nich z tego samoistnie wyrasta, jeśli tylko rodzice nie dają się zbyt często sprowokować i podchodzą ze spokojem i konsekwencją do takich scen. Jakie to trudne, wiem doskonale i wcale nie zawsze wychodzimy z tego obronną ręką.

    Nasz syn też jest żądny mocnych wrażeń dotykowych - popycha, klepie, uderza, kopie, wpada z impetem (nie patrząc, czy np. w tym czasie ktoś niesie kubek z wrzącą herbatą), wiesza się na nas znienacka. Ostatnio bierze wszystko do buzi, liże, udaje że jest pieskiem. To podobno typowe objawy niedoborów czucia głębokiego (czyli kłania się integracja sensoryczna). Na branie do gęby podobno pomaga szczoteczka elektruczna, na resztę różne masaże, oklepywanie (dość mocne), kontrolowane siłowanie. Jest nam łatwiej się dogadać, kiedy wiemy, o co chodzi, co nie znaczy, że pozwalamy na wszystko.
    Ostatnio udało się dowiedzieć, co nam chce powiedzieć kiedy nas tak atakuje - mianowicie chce nam powiedzieć, że nas kocha! Teraz jesteśmy w trakcie uczenia, jak to można zrobić milej, powoli efekty zaczyna być widać.

    ciocia-krysia, doskonale rozumiem Twoje odczucia. My też mamy chwile zwątpienia i zmęczenia, kiedy we wszystkim upatrujemy złośliwości, celowego robienia nam przykrości. A zmęczeni jesteśmy notorycznie, bo musimy mieć cały czas oczy dookoła głowy i być, jak pisała domza, kopalnią pomysłów i energii. Kiedy się ma wiedzę, jakie są przyczyny danego zachowania, łatwiej je odczucia opanować, bo się wie, że to tylko niesłuszne wrażenie.
  • rulsanka 12.05.15, 11:42
    Tuszeani, ty opisujesz typowego pięciolatka! Pięciolatek nawet świętego potrafi wyprowadzić z równowagi.

    U cioci-krysi, jak na moje oko, jest problem innego rodzaju. Po pierwsze dziecko w innym wieku, po drugie z postów wynika, że te zachowania są stałym elementem, a nie czymś chwilowym i okazjonalnym. Po drugie o ile dobrze zrozumiałam, dziecko nie jest chętne do współpracy, "rozwala zabawę". I teraz nie bardzo wiadomo, czy to rodzice mają jakąś własną wizję dobrej zabawy, a dziecko ma się dostosować, czy też dziecko rzeczywiście nie potrafi współpracować i bawić się w coś konstruktywnego.

    Ostatnio bierze wszystko do buzi, liże, udaje że jest pieskiem.

    A nie zaczynają mu przypadkiem wymieniać się zęby? Bo mój syn jako pięciolatek zaczął wszystko brać do ust, czego nie robił jako niemowlę. A wkrótce wypadły mu jedynki i zaczęło się ząbkowanie na całego. Przez półtora roku wyrosło mu 12 nowych zębów.

    Pomiędzy 3,5 a 5 lat jest przepaść rozwojowa, to zupełnie inny etap. Fakt, że 3,5 latek też może akurat przechodzić skok rozwojowy (u syna było szaleństwo na 3-3,2 roku), ale autorka nic tu nie pisze o tym, że są to zachowania nowe. Jeżeli są nowe, to zapewne przejściowe i miną.
  • ciocia-krysia 14.05.15, 18:47
    "Po drugie o ile dobrze zrozumiałam, dziecko nie jest chętne do współpracy, "rozwala zabawę". I teraz nie bardzo wiadomo, czy to rodzice mają jakąś własną wizję dobrej zabawy, a dziecko ma się dostosować, czy też dziecko rzeczywiście nie potrafi współpracować i bawić się w coś konstruktywnego."

    Ja nie umiem się z nią bawić, to prawda, ale mąż potrafi bawić się jak dziecko ale to nie pomaga.
  • ciocia-krysia 14.05.15, 18:43
    Wprowadziliśmy plan dnia. Godzina ze mną, godzina z ojcem, kolacja, mycie, spanie. Sytuacja z ostatniej chwili, rozwiązujemy sudoku dla dzieci, rysujemy. Córka mówi, żeby jej przynieść nożyczki. Idę po nożyczki, wracam. Córka zakrywa książkami prześcieradło. Zaglądam, tam porysowane flamastrem. Pytam o czym myślała, kiedy to robiła. Odpowiada z miną niewiniątka - myślałam o tym, że będzie ci się podobać.
  • yoma 14.05.15, 19:57
    A co u licha robiło prześcieradło w książkach, flamastrach i sudoku?
    --
    Oszołomy z Greenpeace i tym podobnych organizacji, proszę natychmiast przywrócić globalne ocieplenie, bo w ryja.
  • verdana 14.05.15, 20:57
    I dla mnie to raczej normalne zachowanie pięciolatka...
  • yoma 14.05.15, 21:01
    Trzyipółlatka...
    --
    Chłop jest tyle wart, do ilu ukończonych miast przylega
  • ciocia-krysia 14.05.15, 22:11
    A potem mówiła, że wcale nie pomalowała prześcieradła, a jak jej pokazałam plamy, to powiedziała, że to nie ona, tylko Hello Kitty.
    Bardzo często tak robi, nie przyznaje się do tego co zrobiła, zaprzecza w żywe oczy, twierdząc, że dane wydarzenie/zachowanie nie miało miejsca.
  • rulsanka 14.05.15, 21:50
    Mam parę pytań. Obserwowałaś może, w jaki sposób bawi się z innymi dziećmi? Czy są to jakieś zabawy polegające na współpracy, zabawy z wyobraźni? Czy raczej bieganie, wygłupy, bez bardziej skomplikowanych treści?
    Wspomniałaś o tym, że córka niechętnie z wami rozmawia. A jak wyglądają rozmowy z innymi dziećmi?
    Czy córka zmieniła się od czasu pójścia do przedszkola? Czy zawsze była taka brutalna? Jaka jest w odniesieniu do zwierząt?
  • ciocia-krysia 14.05.15, 22:08
    Raczej bieganie, wygłupy, chyba że jest ze starszymi dziećmi, to wtedy bardziej skomplikowane zabawy. Ona rozmawia, tylko mało. Mówi, że chce jeść albo do ubikacji. I jakieś wyrywki wydarzeń z przedszkola opowiada. Od kiedy chodzi do przedszkola zmieniła się trochę na lepsze, bo wcześniej była niewyżyta zupełnie. Teraz przynajmniej trochę zaspokaja tę swoją potrzebę ciągłej interakcji. Ze zwierzętami mamy mały kontakt, a jak są to podchodzi do nich raczej obojętne. Swego czasu rozgniatała ślimaki jakoś tak sama z siebie.
  • rulsanka 14.05.15, 22:20
    Raczej bieganie, wygłupy, chyba że jest ze starszymi dziećmi, to wtedy bardziej skomplikowane zabawy.

    Ale co to za zabawy? Bawią się w coś, co ma treść, jakieś odgrywanie ról? Np. czy bawią się w postacie bajki, w sklep, w gotowanie? Czy córka kiedykolwiek zjadła wymyślone ciastko, nalała wody z nieistniejącego kranu? Czy zauważyłaś u niej empatię - pocieszanie kogoś kto płacze lub inne wyrażenie współczucia, jakąś chęć pomocy?

    Ona rozmawia, tylko mało. Mówi, że chce jeść albo do ubikacji.

    To nie rozmowa.

    I jakieś wyrywki wydarzeń z przedszkola opowiada.


    Opowiada. Ale czy da się z nią porozmawiać, odpowiada na pytania? Zadaje pytania "dlaczego?" "po co"? Lubi słuchać odpowiedzi?

    Swego czasu rozgniatała ślimaki jakoś tak sama z siebie.

    To nic niepokojącego, pod warunkiem, że przerwałaś tę zabawę.
  • ciocia-krysia 14.05.15, 22:28
    "Czy córka kiedykolwiek zjadła wymyślone ciastko, nalała wody z nieistniejącego kranu?"
    Tak
    "Czy zauważyłaś u niej empatię - pocieszanie kogoś kto płacze lub inne wyrażenie współczucia, jakąś chęć pomocy?"
    Tak, pocieszanie kogoś kto płacze. Chęć niesienia pomocy już nie bardzo.
    Bardzo rzadko się o coś pyta, raz na tydzień może. Np. co znaczy jakieś słowo, którego nie rozumie.
  • rulsanka 14.05.15, 23:02
    Wygląda na to, że pod tym względem rozwija się prawidłowo :)
    Do rozwiązania pozostaje kwestia "jedzenia jak niemowlę", "brutalnych zabaw", "brudzenia się" i "niszczenia". To mogą być jakieś problemy z integracją sensoryczną.
  • mamasiasiulki 15.05.15, 00:33
    nazywania emocji? Mam dość trudną córę, z grubsza w wieku Twojej. Gdy zaczyna dostawać p...ca pospolitego próbuję wyczuć, o co chodzi i nazwać to. "Widzę, że roznosi Cię energia/emocje i nie wiesz, co z nią/nimi zrobić", "oj, tyle złości, że nie wiesz, jak ją wyładować - może potupiemy, pomoże Ci?", "kiedy byłam taką małą dziewczynką miałam takie chwile, że mnie coś rozpierało, miałam ochotę popiszczeć/pokrzyczeć/pozrzucać książki z półki/ i nie wiedziałam, co z tym zrobić". Tyle, że ja sama byłam podobna do mojej córki i doskonale, dosłownie fizycznie czuję, o co jej chodzi. Trzeba było trochę czasu, aby tę metodę "dotrzeć", ale kurczę działa. Podobnie jak NVC - zamiast "nie wolno" "Zosia, potwornie mnie frustruje, kiedy piszesz po ścianie/stole/szafie; jeśli nie przestaniesz zabiorę flamastry, bo nie chcę mieć popisanych ścian". Jeśli muszę ją "spuścić", a ona się nudzi - proponuję coś - narysowanie czegoś, co jest na topie - później oglądam, konstruktywnie chwalę.

    Inna sprawa - wiem, trudna, nudna, cholernie ciężko wykrzesać z siebie prawdziwą ochotę na takie zabawy: bawisz się z nią w jakieś "udawanki"? Lekarz (koniecznie jak najmniej prawdziwych rekwizytów, dużo "zastępców", np. termometr dla misia to ołówek, dużo rekwizytów "na niby", "podawania" nieistniejących lekarstw i tp.), sklep (kolorowe klocki na stole - towary, kasa i waga "na niby"), mamy z dziećmi (lalki) na placu zabaw (zjeżdżalnia, piaskownica, huśtawki "na niby"), udawane zabawy lalkami (znowu - jak najwięcej rekwizytów "na niby").

    Warto znaleźć chwilę dla siebie, chociaż raz w tygodniu, poza domem. Jeśli tej chwili nie ma - to rano wstać trochę wcześniej, kawa z ciasteczkiem, celebracja tej chwili, nawet kwadransa. Wieczorna kąpiel - trochę piany, sól, jakaś świeczka zapachowa. Nabiera się sił - wierz mi, mam czworo dzieci, pracuję zawodowo - gdyby nie te momenty to bym o...piała ;-P Na dodatek rodzeństwo wcale sprawy nie załatwia - wtedy są cztery pijawy i każda w swoją stronę ciągnie "alemamopobawsię", każda do innej zabawy oczywiście ;-D

    Najtrudniej możesz mieć z mężem, jeśli ta jego frustracja osiągnęła jakieś wyżyny, ciężko będzie pracować nad dzieckiem i odpierać frustrację męża. Na pewno warto - skoro już macie taki "podział czasu" pilnować tego "czasu dla siebie/czasu gospodarczego" i bez nerwów, tak autentycznie mówić metodą zdartej płyty: "Aniu/Kasiu/Zosiu, bawiłyśmy się, mnie też się podobało, ale teraz muszę/chcę zrobić to i to". Tak to jest w tym wieku...

    Na pewno warto pogadać z psychologiem, warto coś poczytać (znasz Juula? fantastyczne książki, zwłaszcza w kwestii obcej naszej kulturze autentyczności rodzicielskiej).

    Przyjrzałabym się także przedszkolu. U nas był moment, kiedy pojawiły się duże problemy z córką. Generalnie w planach było posłanie jej od września do zerówki ze starszym o rok bratem (ma opinię ppp, od prawie dwóch lat jest pod ich opieką), ale nagle coś się zaczęło dziać - dziecko było dożarte, w końcu zaczęły wypływać skargi na nową - jak się okazało (pierwszy wygadał się syn, potem już poszło) - panią, ostatecznie wyszło, że doszła nowa nauczycielka, smarkula tuż po studiach i próbuje zrobić z grupy 3-4-latków koszary, stosuje represyjne metody, szarpie, bije dzieci, za np. "złą zabawę" (jej zdaniem zabawa w... czarownice jest dla dzieci nieodpowiednia...) każe odbieraniem zabawek i stawianiem do kąta, za niezdjęcie pantofli na rozkaz - nie bierze za karę na spacer, jazda po prostu. Przenieśliśmy dzieci do innego przedszkola, z dnia na dzień wróciło nam "stare" dziecko i jest w porządku...
  • mamasiasiulki 15.05.15, 00:38
    Jeśli - jak mówisz - po pięciu minutach obraca się i robi to samo. U nas działa zwykle ludzkie stwierdzenie w stylu: "widzę, że sobie zapomniałaś, żeby pisać po kartce/wycinać wycinankę", "mnie też ciężko zapamiętać wiele rzeczy, ale staraj się pamiętać, że..."
  • mamasiasiulki 15.05.15, 01:47
    Starałabym się możliwie najmniej skupiać na momentach złych zachowań, a jak najbardziej - na dobrych. Zawczasu, kiedy jest grzeczna - bawić się, chwalić. Jeśli się powstrzyma przed czymś, posłucha - do przesady, ale szczerze: "o, musiało Ci być trudno, super". Wykrzesać z siebie jednak dziecko, naprawdę się da :-) Pobawić się lalkami, w sklep, w co tam jeszcze, nawet pół godziny, ale tak z całego serca. Jeśli wrzeszczy nad tobą, to wypuścić parę uszami, wyciszyć się wewnętrznie i stwierdzić po ludzku, bez złości i emocji, że podasz jej flamastry jak zjesz. Jeśli nie przestanie, to przykucnąć, przytulić/popatrzyć na nią, powiedzieć jej, że rozumiesz, że czekanie jest trudne, ale teraz jesz, jeśli jej to pomoże, niech sobie potupie/pokrzyczy/pomarudzi, ale poczekać musi. Usiąść, zjeść, nie reagować, póki nie próbuje się zabić ;-) Po zjedzeniu - nawet, jeśli w tym czasie wyła ile paszcza da radę - pochwalić, że fajnie, że dała radę zaczekać, tak od serca. I koniecznie zrobić rachunek sumienia, bo zawsze warto pracę nad dzieckiem zacząć od siebie - poza tym, jeśli specjalista ma pomóc, to Ty musisz sama wiedzieć, co może być przyczyną po Waszej stronie (niezależnie od ewentualnych problemów dziecka) i to trzeba szczerze przedstawić sobie, a później psychologowi.

    Mnie z kolei trochę uderza, że tak naprawdę Twoje posty sprawiają wrażenie, jakbyś problemy widziała tylko po stronie małej (a jak to widzi Twój Mąż?). Nie wiem, ja mam w drugą stronę - przy każdym problemie dzieci doszukuję się własnych błędów, to też przesada. Ale kurczę, wydaje mi się, że zawsze, w każdej rodzinie w dorosłych jest coś, co można by poprawić, a Ty raczej mówisz dość pewnie o tym, że dziecko to, dziecko tamto.
  • ciocia-krysia 15.05.15, 07:40
    Dzięki za rady, część znam, czytałam wyrywki z tego Juula, czytałam też inne książki typu rodzicielstwo bliskości.
    Wiem, że ja też popełniam błędy ale na pewno nie tyle, co przeciętny rodzić, który stosuje "tradycyjne" metody. Nie daję klapsów, idę na kompromisy, rozmawiam, pytam co myśli, nie rozładowuję swojej złości na dziecku, wypuszczam parę uszami, tłumaczę swoje stanowisko, na męża to działa ;) Przy dziecku to jest orka na ugorze. Mąż się wścieka, bo też szedł na kompromisy, próbował zrozumieć, ale chyba nie do końca umiejętnie, bo dziecko mu weszło na głowę.
  • mamasiasiulki 15.05.15, 02:03
    Kiedy mam wszystkiego dość, w pracy jazdę, przychodzę zmęczona, dopada mnie rutyna, czuję, że uciekam przed dziećmi, czy zwyczajnie mam ich po wentylek, a któreś przerabia właśnie okres fochów i jazd na kółkach - szukam sobie blogów rodziców, którym dzieci chorowały i odchodziły, cierpiały, leczono je latami, umierały. Takie krasnale małe, jak moje. Na mnie działa. Już się wszystko chce, udaje się wykrzesać z siebie spokój, taki "od środka", cierpliwość. Na długo starcza. Krasnal jeden z drugim wraca zmęczony, prezentuje klasyczny w...rw o byle co, następuje atak histerii, a ja cierpliwie czekam na koniec, przytulam, wycieram usmarkane nochale.

    Ja kiedyś byłam klasyczną choleryczką. Ogólnie dzieci nauczyły mnie spokoju, cierpliwości, empatii na skalę o jaką się nie podejrzewałam. Ale najmłodsza córa - przez ten swój charakterek - dała mi najwięcej. Ostatnio złapałam się na tym, że właściwie nie ma takiego dziecięcego zachowania, które by mnie zdenerwowało. Rozumiesz: na wiele zachowań się nie godzę, ale od jakiegoś czasu co by się nie działo - czuję spokój i potrafię ze spokojem przyjąć każdą chimerę dzieciaków. Takie przystosowanie ewolucyjne chyba ;-) Powodzenia!
  • ciocia-krysia 15.05.15, 07:53
    Też stałam się oazą spokoju przy dziecku. Musiałam nad tym pracować. Na początku skręcało mnie w żołądku na każdy jej wrzask, potem zaczęłam to zlewać. Ale czasem jak wrzaśnie, to mam ochotę łeb ukręcić natychmiast. Nie robię tego, mówię, do niej, żeby nie wrzeszczała, bo mnie to denerwuje i też zacznę wrzeszczeć.
    Miałam ze dwa razy taką akcję, że straciłam panowanie nad sobą. Zabawki fruwały po całym domu, część połamałam, część wyrzuciłam ale przynajmniej dziecka nie tknęłam.
    Mam dużo agresji w sobie ale pracuję nad tym, żeby ją odpowiednio skanalizować.
    Kiedyś wiele ludzkich zachowań wyprowadzało mnie z równowagi, teraz patrzę z pobłażaniem. Moje dziecko tak mnie przemaglowało, że przestałam być tak wrażliwa na bodźce z zewnątrz, na fochy dorosłych. Bo są w porównaniu do fochów mojego dziecka jak lekki wietrzyk przy tajfunie ;)
  • Gość: agata IP: 46.22.169.* 17.05.15, 22:13
    Moja córka jest w pewnych kwestiach podobna. Ma 5 lat. Nie bawi się sama, budzi się bardzo wcześnie od razu na pełnych obrotach. Bałagani okrutnie, rozlewa, przewraca, wysypuje, upada - to nagminnie, wrzeszczy. ze wszystkim zawsze biega do mnie, o moją uwagę się doprasza, mnie zawsze budzi rano i na mnie wymusza swoje zachcianki. Jest niezwykle absorbująca ruchowo, cieleśnie (ogromna potrzeba kontaktu fizycznego) oraz dźwiękowo (ostatnio gada non stop, o niczym. Wygłasza jakieś monologi i opowiada sobie i nam o czymś zupełnie bez sensu. Typu że zabawka leży bardziej z prawej a nie z lewej i przegadanie tego zajmuje jej bardzo dużo czasu i poświęca na to niezliczone ilości energii, przy tym pojękując, lamentując, stękając, ruszając się na swój charakterystyczny sposób, narzekając i wymagająn naszej reakcji zwrotnej).

    Po trzech latach nieskończonej miłości do niej i rozpływania się na widok jej uśmiechu czy słów doszłam do etapu że chyba przestałąm ją lubieć. Czuję się przez nią molestowana fizycznie i emocjonalnie. Mam dość . Z rok temu okazało się że ma dość silne zaburzenia SI, chodziła na terapię. Część zachowań uległa poprawieniu, część niestety została zastąpiona przez inne.

    Koniecznie skorzystaj z rady dot. wizyty u psychologa. Czuć waszą niechęć do dziecka przez internet. Córka w życiu rzeczywistym musi czuć się z tym podle. Idźcie i pomóżcie sobie.
  • xseniaw 18.05.15, 12:32
    Mnie wydaje się, że twój problem Ciociu-Krysiu można bardzo łatwo rozwiązać. Wygląda na to, że nie postawiliście córce jasnych granic, co wolno a czego nie. Córka was wypróbowuje, a wy poddajecie się od razu.
    Tak tylko zapytam, jak córkę karcicie za złe zachowanie? Bo z tego co opisujesz to tylko z nią rozmawiasz, a to raczej na wiele się nie zda.
    Jak postawić granicę? Bardzo łatwo: mówisz raz córce, że źle się zachowuje, i dlaczego. Jeśli nie poprawia się, mówisz drugi raz i dodajesz, że jak nie przestanie, to zostanie ukarana. Jeśli córka nie poprawia swojego zachowania mówisz, że się źle zachowała i teraz zostanie za to ukarana i natychmiast: przerywasz zabawę, jedzenie, pisanie, czy co tam ona robiła i sadzasz w jednym miejscu (pufa, róg pokoju, przedpokój) na tyle minut ile ma lat. Gdy stamtąd ucieka, łapiesz sadzasz ponownie i na nowo liczysz czas. I tak długo aż wysiedzi te 3 czy 4 minuty. Po tym czasie prosisz o przeproszenie ciebie, męża, czy innych i przytulasz. Jeśli nie będzie chciała przeprosić dokładasz jeszcze jedną minutę do kary. I najważniejsze: KONSEKWENCJA.
    Wychowywanie bezstresowe nie polega na pozwalaniu dziecku na wszystko. Dziecko musi znać granice, które powinny być jasno określone. Za uderzenie w kogoś, szczypanie, plucie na innych, czy inne objawy agresji w stosunku do innych osób kara powinna być natychmiastowa. Dwa miesiące takiego traktowania i córka nauczy się co wolno, a co nie.
  • Gość: Agata IP: 46.22.169.* 18.05.15, 15:05
    Zatelepało mną jak przeczytałam Twoje rady o karaniu. To nie jest dobra metoda, ale nie chciało mi się produkować argumentacji. Ale proszę, przypadkiem natknęłam się dziś na artykuł:
    time.com/3404701/discipline-time-out-is-not-good/
    Jeśli nie znasz angielskiego użyj google translate, mniej więcej dowiesz się o co chodzi w tekście.

    Ja streszczę tylko jeden jego fragment. Otóż karne jeżyki pokazują dziecku, że jest ono aprobowane tylko wtedy kiedy sobie radzi z własnymi emocjami, kiedy jest mówiąc potocznie "grzecze" W innym wypadku jest poddawane presji jaką jest opuszczenie i radzenie sobie samemu. W podejściu jakie sugerujesz, żadne z potrzeb dziecka nie jest zapokojona w zamian za to jest ono - jako człowiek usuwane z "pola widzenia".

    Od siebie dodam, że warto przestawić myślenie na takie, w którym dziecko nie jest nie grzeczne na takie: nie umie sobie radzić z własnymi emocjami. To jest trudne, wiem bo sama sobie z tym nie radzę.
  • xseniaw 18.05.15, 15:44
    > Od siebie dodam, że warto przestawić myślenie na takie, w którym dziecko nie je
    > st nie grzeczne na takie: nie umie sobie radzić z własnymi emocjami. To jest tr
    > udne, wiem bo sama sobie z tym nie radzę.

    Sama sobie nie radzisz z panowaniem nad emocjami, ale dalej popierasz taki rodzaj wychowania??? Dałaś właśnie najlepszy przykład, że już od najmłodszego dziecka trzeba je uczyć jak panować nad emocjami, bo potem takie dziecko dorasta i "sobie nie radzi". A w dorosłości nikt nie będzie się z takim człowiekiem cackał, oberwie słownie raz, drugi i trzeci i "dorosły" wpada w depresję, chce się zabijać i nie wie jak żyć. Większość psychologów dziecięcych potwierdzi, że dziecko musi mieć jasne zasady i je znać. I kara też musi być. Karne jeżyki sprawdzają się w większości przypadków i nie sprawdzają się jedynie w przypadku gdy to rodzic jest niekonsekwentny.
    Karny jeżyk jest świetną metodą, tym bardziej, że jeśli dorosły nie stosuje się do zasad moralnych to zostaje poddany ostracyzmowi społecznemu, a to przecież właśnie taki karny jeżyk dla dorosłych.
    Po za tym dziecko, które ewidentnie ma problemy z emocjami inaczej się zachowuje niż ta dziewczynka opisywana przez autorkę wątku. Ta dziewczynka ewidentnie sprawdza granicę do czego może się posunąć, a ponieważ nie spotyka jej żadna "kara", to pozwala sobie na coraz więcej i więcej. Naprawdę tego nie widzisz?
  • morekac 18.05.15, 16:57
    Ale chrzanisz.
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • Gość: Agata IP: 46.22.169.* 18.05.15, 18:42
    Nie mam w zwyczaju wdawać się w internetowe polemiki światopoglądowe, ale nie zrozumiałyśmy się, więc chciałabym coś dopowiedzieć.

    Z cytowanego przez Ciebie fragmentu mojej wypowiedzi miało wynikać co następuje:
    1. Ja nie za dobrze radzę sobie z podejściem wychowawczym, które jest mi bliskie emocjonalnie a mianowicie, że dzieci zachowują się czasami źle bo nie pootrafią inaczej. Emocje, które nimi targają są na tyle silne że nie są w stanie w sposób konstruktywny nad nimi zapanować więc radzą sobie tak jak potrafią, wrzaskiem, biciem, "złośliwościami".
    2. W praktyce zamiast być dorosłą i dojrzałą pomocą dla mojego dziecka zachowuję się jak ono i też krzyczę lub wypraszam do pokoju.
    3. O moich emocjach jako tako tam nie piszę.


    Co do Twojego komentarza, nie rozumiem w jaki sposób karny jeżyk łączy się z nauką wyrażania (!) emocji. Uczy jak się nie drzeć i jak I od razu dodam, że nie chcę tego wiedzieć, bo nie będę stosować Twoich rad.

    Pozdrawiam, bez odbioru.
  • xseniaw 19.05.15, 07:59
    Rzeczywiście się nie zrozumiałyśmy. Ja o jednym, ty o drugim.

    1. Ja nie za dobrze radzę sobie z podejściem wychowawczym, które jest mi bliski
    > e emocjonalnie a mianowicie, że dzieci zachowują się czasami źle bo nie pootraf
    > ią inaczej. Emocje, które nimi targają są na tyle silne że nie są w stanie w sp
    > osób konstruktywny nad nimi zapanować więc radzą sobie tak jak potrafią, wrzask
    > iem, biciem, "złośliwościami".

    Ani słowa nie napisałam o twoim podejściu wychowawczym. Napisałam tylko, że dziwi mnie że radzisz by dziecko źle zachowujące się traktować jak dziecko, które nie radzi sobie z emocjami. A sama napisałaś, że sobie z emocjami nie radzisz. Jeśli dziecko nie nauczy się jak opanować własne emocje, to potem dorosły będzie się musiał tego bardzo szybko nauczyć, bo społeczeństwo tego nie akceptuje.

    > 2. W praktyce zamiast być dorosłą i dojrzałą pomocą dla mojego dziecka zachowuj
    > ę się jak ono i też krzyczę lub wypraszam do pokoju.
    Mam rozumieć, że jak dziecko zaczyna cię bić i gryźć, i pluć ci w twarz, to głaszczsz je po główce i nazywasz biednym dzieckiem z trudnymi emocjami? Ciekawe jak byś zareagowała, gdyby tak zachował się dorosły człowiek. A bardzo prawdopodobne będzie, że jeśli dziecku pozwoli się na takie zachowanie, to będzie je powtarzał w dorosłości.

    > Co do Twojego komentarza, nie rozumiem w jaki sposób karny jeżyk łączy się z na
    > uką wyrażania (!) emocji.
    Nauka wyrażania emocji to jedno, a karny jeżyk to drugie - i dlatego mnie nie zrozumiałaś. Nauczyć dziecko jak może bezpiecznie wyrażać emocje trzeba i to według mnie jest logiczne. Karny jeżyk ma być karą tylko w przypadku kiedy dziecko robi coś co jest nietolerowane w społeczeństwie. Bicie, plucie, kopanie innych, niszczenie rzeczy, cięcie książek. W przedszkolu takie dziecko będzie musiało się dostosować do zasad, a jeśli tego nie będzie robiło, to je po prostu wyrzucą z przedszkola. W szkole takich zachowań też się nie toleruje. I takich zasad dziecko musi się nauczyć.

    > A skąd ty możesz wiedzieć ,z czym dziecko ma ewidentny problem? Nie widziałaś dziecka > na oczy, opinię wyrobiłaś sobie na podstawie opisu jedynie i pomimo to wiesz, co dziecku > dolega i jak temu zaradzić.
    Widzisz, akurat mam syna, który miał problemy z panowaniem nad własnymi emocjami. Dlatego na podstawie własnych doświadczeń wystawiłam taką a nie inną opinię o dziewczynce z tego wątku. Oczywiście, że mogę się mylić. Każdy jest tylko człowiekiem. Ale jeśli matka sobie nie radzi z dzieckiem, mąż zaczyna załamywać ręce, a dziecko im skacze po głowie, to nie jest to problem z emocjami tylko właśnie z postawieniem granic.

    Nie napisałam o jeszcze jednej ważnej rzeczy. Dziecko za dobre zachowanie trzeba też nagradzać. Np. jeśli przez cały dzień grzecznie się bawiło i nic nie zepsuło, to warto takie zachowanie nagradzać. Dobre do tego są tablice motywacyjne.

  • morekac 19.05.15, 08:21

    > Np. jeśli przez cały dzień grzecznie się bawiło i nic nie zeps
    > uło, to warto takie zachowanie nagradzać. Dobre do tego są tablice motywacyjne.--

    Widziałaś ty chociaż 3 czy 4latka na oczy ,czy jesteś matką idealną , bo jeszcze bezdzietną? I to trollem pedagogicznym? Nie da się wychować dziecka tablicą motywacyjną, jakimiś nagrodami czy kropeczkami da się ogarnąć 1 czy 2 zachowania dziecka (np. kąpiel czy sprawniejsze ubieranie) . Mało jest dzieci idealnie grzecznych przez cały dzień, taka tablica będzie wkrótce tablicą demotywacyjną.
    Radzenie sobie z emocjami przychodzi z wiekiem, a pomagają w tym nie karne jeżyki, a nazywanie emocji.

    > Mam rozumieć, że jak dziecko zaczyna cię bić i gryźć, i pluć ci w twarz, to gła
    > szczsz je po główce i nazywasz biednym dzieckiem z trudnymi emocjami? Ciekawe j
    > ak byś zareagowała, gdyby tak zachował się dorosły człowiek. A bardzo prawdopod
    > obne będzie, że jeśli dziecku pozwoli się na takie zachowanie, to będzie je pow
    > tarzał w dorosłości.

    Jakieś badania nt tego prawdopodobieństwa jesteś w stanie przytoczyć? Bo dorośli nie zachowują się jak przedszkolaki.
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • xseniaw 19.05.15, 09:37
    > Widziałaś ty chociaż 3 czy 4latka na oczy ,czy jesteś matką idealną , bo jeszcze bezdzietną? I to trollem pedagogicznym?
    Mam dwóch synów 9-cio i 14-stolatka. Nie jestem matką idealną, ale taką która uczy się na własnych błędach. I stara się przekazać zebraną wiedzę innym. [rozumiem, że dla ciebie normalnością nie jest dyskusja i wytoczenie normalnych argumentów, tylko obrażanie i wyśmiewanie, bo ktoś ma inne zdanie od ciebie]

    > Mało jest dzieci idealnie grzecznych przez cały dzień, taka tablica będzie wkrótce tablicą demotywacyjną.
    Dziecko nie musi być IDEALNIE grzeczne. Wystarczy, że się stara i za to warto go nagrodzić.

    > Radzenie sobie z emocjami przychodzi z wiekiem, a pomagają w tym nie karne jeżyki, a nazywanie emocji.
    Zgadzam się, że radzenie sobie z emocjami przychodzi z wiekiem, ale powiedź mi jak 3-latce ma ułatwić nazwanie emocji? 3-latka jest dopiero na etapie poznawania słów i co jej da, że powiesz jej, że jest zła, czy wściekła?

    > Jakieś badania nt tego prawdopodobieństwa jesteś w stanie przytoczyć?
    A znasz powiedzenie "czego Jaś się nie nauczy, tego Jan nie będzie umiał". Można to też odwrócić "co się Jaś nauczy, to Jan będzie umiał". Sama masz na 100% zachowania, których nauczyłaś się jako dziecko.

    > Bo dorośli nie zachowują się jak przedszkolaki.
    Hmm ile osób znasz? Bo ja znam wiele, które zachowują się jak przedszkolaki. Szef, który wrzeszczy bez powodu (i tylko tupania nóżką mu brakuje), klient sklepu, który się przepycha przed innych by być pierwszym, forumowiczka, która obraża innych, bo ktoś śmie mieć inne zdanie niż ona. Takie zachowania widzę na co dzień.

    Nikogo nie zmuszam by stosował się do moich rad. Tym bardziej, że każde dziecko jest inne i do każdego dziecka należy podejść indywidualnie. I nie można stwierdzać, że tylko jedna metoda jest lekiem na całe zło i tylko jeden system wychowywania jest dobry, a reszta zła. Karny jeżyk dla jednego dziecka będzie super metodą, a innemu dziecku wystarczy tylko rozmowa. Weź też pod uwagę, że w mojej metodzie dziecko dostaje najpierw ostrzeżenie, że źle się zachowuje i dopiero gdy dziecko nie zmienia swojego zachowania, dopiero wtedy jest konsekwencja złego zachowania czyli karny jeżyk.


  • Gość: mamasiasiulki IP: *.adm.uj.edu.pl 19.05.15, 10:35
    "Zgadzam się, że radzenie sobie z emocjami przychodzi z wiekiem, ale powiedź mi jak 3-latce ma ułatwić nazwanie emocji? 3-latka jest dopiero na etapie poznawania słów i co jej da, że powiesz jej, że jest zła, czy wściekła?"

    Ano widzisz: mam 4 dzieci, najmłodsza w wieku córki Autorki. U nas wyrozumiałość i nazwanie emocji praktycznie kończy ich "napad". Ja również uczę się na błędach i powiem Ci, że komunikacja w typie NVC, wysławiana empatia plus AUTENTYCZNOŚĆ rodzica zamiast tresury i maski potrafią zdziałać cuda.

    Na dodatek "akceptowalna społecznie" jest olbrzymia różnorodność zasad - dziwne, że tego nie dostrzegasz. Jedni nie akceptują rzeczywiście: bicia, kopania, ciągnięcia za włosy, dewastacji rzeczy, a dla innych trzylatek marudzący na kilkugodzinnej imprezie rodzinnej jest "ojakionnieznośny"...

    Druga sprawa: psychologowie właśnie dlatego doradzają rodzicom nagradzanie zamiast kar, że większość rodziców karać nie umie. Kara NIE MA PRAWA być ODWETEM dorosłego - ma być naprawą szkody. Pocięłaś bajkę - dostajesz taśmę i sklejasz, nie kupujemy kolejnych książek i tp. Zapaćkałaś pokój - sprzątasz. I od razu uprzedzę: tak, trzyipółlatka odpowiednio wdrażana potrafi naprawdę nieźle po sobie posprzątać, zaprać w przygotowanej przez mamę misce poplamiony obrus by nie zasechł, wytrzeć podłogę, umyć biurko popisane flamastrem. Twój jeżyk to ODWET, jak klaps...

    Jeśli dziecko jest bałaganiarzem - wprowadzamy zasadę, że na raz bierze jedną zabawkę i odkłada, nim weźmie kolejną. "Grubsze" zasyfienie (typu rozrzucona masa klocków) można mu pomóc uprzątnąć (dobrze zachęcić, urządzając np. zawody, kto to zrobi lepiej).
  • Gość: mamasiasiulki IP: *.adm.uj.edu.pl 19.05.15, 10:38
    absurdalne dokładanie minuty za brak przeprosin. Dziecko MA PRAWO Cię nie przeprosić. Ale musi ponieść KONSEKWENCJĘ: "jest mi przykro i jestem wściekła, że tak się zachowałaś - nie będę się z Tobą bawiła, ponieważ mnie nie przeprosiłaś". Dołożenie minuty to zwykłe łamanie woli dziecka, upokarzanie i naruszanie jego granic - najczystsza przemoc ("jestem silniejsza, jak mnie nie przeprosisz, to będziesz tu siedzieć jeszcze dłużej").
  • Gość: mamasiasiulki IP: *.adm.uj.edu.pl 19.05.15, 10:47
    "Nikogo nie zmuszam by stosował się do moich rad. Tym bardziej, że każde dziecko jest inne i do każdego dziecka należy podejść indywidualnie. I nie można stwierdzać, że tylko jedna metoda jest lekiem na całe zło i tylko jeden system wychowywania jest dobry, a reszta zła."

    A poniżej cytuję z pierwszego postu - pomijam, że napisałaś, że "ten problem można bardzo łatwo rozwiązać":

    "Tak tylko zapytam, jak córkę karcicie za złe zachowanie? Bo z tego co opisujesz to tylko z nią rozmawiasz, a to raczej na wiele się nie zda."

    "Wychowywanie bezstresowe nie polega na pozwalaniu dziecku na wszystko. Dziecko musi znać granice, które powinny być jasno określone."

    No to inne są, czy nie są złe? Inna sprawa, że nie odróżniasz wychowania bezstresowego od np. rodzicielstwa bliskości, podejść opartych na behawioryzmie, stosowania NVC czy "mowy żyrafy" i nie potrafisz - przynajmniej w kwestii w. bezstresowego - ich zdefiniować. Wychowania bezstresowe z definicji POLEGA na pozwalaniu na wszystko i niestawianiu żadnych granic - i jako takie już dawno zostało podważone.

    "Za uderzenie w kogoś, szczypanie, plucie na innych, czy inne objawy agresji w stosunku do innych osób kara powinna być natychmiastowa. Dwa miesiące takiego traktowania i córka nauczy się co wolno, a co nie."

    No to "takie traktowanie" zadziała na wszystkie dzieci, czy nie?
  • xseniaw 19.05.15, 11:43
    "No to inne są, czy nie są złe?"
    Nie rozumiem twojego toku myślenia, mogłabyś jaśniej?

    "Inna sprawa, że nie odróżniasz wychowania bezstresowego od np. rodzicielstwa bliskości, podejść opartych na behawioryzmie, stosowania NVC czy "mowy żyrafy" i nie potrafisz - przynajmniej w kwestii w. bezstresowego - ich zdefiniować."
    Hmm NVC? "Mowa żyrafy"? Nawet o czymś takim nie słyszałam, a jakoś udaje mi się wychować dzieci. I moje dzieci nie są agresywne, nie plują, nie niszczą, nie są złośliwe. Potrafią mówić przepraszam i proszę, i dziękuję. Czego nie można powiedzieć o reszcie dzieci w ich szkołach. Naprawdę trzeba się stać pedagogiem dziecięcym i behawiorystą by móc wychowywać dziecko?

    "No to "takie traktowanie" zadziała na wszystkie dzieci, czy nie?"
    ??? Nie pisałam tu o wszystkich dzieciach, tylko o tym jednym konkretnym przypadku. Nie polecałam mojej metody dla każdego dziecka, tylko dla tego jednego opisanego w tym wątku.

    Zainteresowałaś mnie co to nvc i "mowa żyrafy". Poczytałam trochę. Piękne idee i tylko idee. Gdyby wszyscy stosowali się do nvc i "mowy żyrafy" [nie tylko uczyli tego dzieci] to świat na pewno byłby spokojniejszy. Ale nawet tu na forum i na tym wątku znajdują się osoby, które stosują "język szakala". Może więc warto nauczyć dzieci reagować także na taki język? Obawiam się, że dziecko, które pójdzie do takiego ślicznego przedszkola jak "Przyjaciele żyrafy" w Józefosławiu [www.jezyk-serca.pl/] dozna ogromnego szoku, gdy pójdzie do normalnej szkoły. A szok będzie z każdym rokiem coraz większy, gdy spotka na swej drodze profesora na wyższej uczelni nienawidzącego kobiet, teściową stosującą przemoc psychiczną i szefa, który zwykłe polecenie przekazuje w formie wrzasku z co drugim słowem na k...
    Trzeba by się zastanowić, czy chcemy wychowywać dziecko w idei braku przemocy, czy chcemy wychować dziecko, które gdy dorośnie to sobie z taką przemocą będzie potrafiło radzić.
  • mamasiasiulki 19.05.15, 17:39
    nie przeczytałaś żadnej publikacji wychowawczej, nie znasz większości współczesnych poglądów wychowawczych, ale tylko Twoje dzieci są - w całej szkole - dobrze wychowane. Na dodatek uważasz, że masz doskonały sposób na dziecko Autorki i radzisz jej, by go stosowała, bo akurat na jej dziecko zadziała.

    Nie jestem pedagogiem ani psychologiem, ale doceniam wiedzę fachową z tych dziedzin, staram się ją poznawać i korzystać z niej, sprawdza się.

    Mnie nie interesuje wyłącznie to, by moje dzieci nie pluły i nie biły. Interesuje mnie, by nie robiły tego z własnej woli, bez strachu przed karą, ale i by wyrosły na samodzielnych ludzi, szczęśliwych, asertywnych, umiejących się sprzeciwić i sprzeciwiać się zasadom, gdy zajdzie taka potrzeba.
  • morekac 19.05.15, 20:42
    Tak a propos wychowania za pomocą motywatorów zewnętrznych: im bardziej ich używałam, tym mniejsze były efekty. Pewne sukcesy odnotowałam tylko w przypadku psa.😄
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • xseniaw 20.05.15, 07:34
    "nie przeczytałaś żadnej publikacji wychowawczej, nie znasz większości współczesnych poglądów wychowawczych"
    Ciekawe. Ludzie od zarania dziejów wychowywali dzieci i też nie znali współczesnych poglądów. Mam rozumieć, że dobra matka to tylko ta, która jest TRENDY w poglądach wychowawczych? :) No to ja nie jestem trendy, i tylko staram się wychować dzieci na dobrych, mądrych ludzi.

    "ale tylko Twoje dzieci są - w całej szkole - dobrze wychowane."
    Nie tylko moje. Ale niestety większość nie zna słów proszę, przepraszam i dziękuję.

    "Na dodatek uważasz, że masz doskonały sposób na dziecko Autorki i radzisz jej, by go stosowała, bo akurat na jej dziecko zadziała."
    Dopóki nie spróbuje to się nie przekona. Ciekawam co by było gdyby jednak moja metoda zadziałała, co ty byś wtedy powiedziała? :)

    "sprzeciwiać się zasadom" Taaa. Ja jednak wolę wychować dzieci w poszanowaniu prawa. Ciekawe jak twoje dziecko dorośnie i zacznie rzeczywiście sprzeciwiać się zasadom i to np. twoim.
    Takie tylko pytanie (oczywiście odpowiesz jeśli będziesz chciała): ile masz dzieci i w jakim wieku?
  • verdana 21.05.15, 14:36
    Xsenia - ja widzę jednak konsekwencję w tym co robisz i w tym, co piszesz.
    Karałaś dziecko odsunięciem i brakiem kontaktu (tym jest tak naprawdę karny jeżyk) za złość - nie tylko za jej wyrażanie, ale za uczucie. Bo absolutnie nie akceptujesz jakiejkolwiek polemiki - jeśli ktoś sie z Tobą nie zgadza od razu kwalifikujesz to jako agresję, jezyk szakala itd. Jedyne, co chcesz słyszeć, to potwierdzenie i akceptację,. Nic wiec dziwnego, zę nie byłaś w stanie rozmawiać z dzieckiem, które nie zgadzało sie z tym, co mówisz, albo nie wykonywało poleceń, albo było na Ciebie złe. Po prostu nie odróżniasz krytyki d agresji i od wszystkich wymagasz "języka żyrafy" - co oznacza pełną zgodę na Twoje poglądy.
    Tak naprawdę, to tu nikt , prócz Ciebie , agresywny nie był. Wskazywano jedynie na to, ze Twoje metody wychowawcze nie są wcale najlepsze i ze nie bardzo rozumiesz, o czym piszesz. Trudno sie dziwić, ze Twoim priorytetem jest wychowanie dzieci, które nie będą sie nkomu sprzeciwiać, a Tobie w szczególności.
  • xseniaw 22.05.15, 09:54
    Gdybym była taka jak napisałaś, to jeden z moich postów byłby taki "wszystkie jesteście głupie, wychowacie samolubów i jeszcze tego pożałujecie, i kończę dyskusję".
    Na szczęście taka nie jestem.
    Trochę ciężkie jest komentowanie na tym forum, bo trzeba przeskakiwać i niektóre odpowiedzi uciekają. Znajdź mój post, w którym pisałam, że nie każę i nigdy nie karałam za odczuwanie złości.
    I totalnie mylisz się, że nie akceptuję polemiki sprzecznej z moją. Gdybym nie chciała byście mnie przekonały do waszej metody, to już dawno bym sobie odpuściła tą dyskusję. Uważam jednak, że można spokojnie przekazać własne argumenty, a wy od razu na mnie napadłyście, obrażając i próbując mi wmówić, że NVC jest dobrą metodą. Kilka razy już pisałam w tym wątku, że jedno mówicie, a drugie robicie. Zachęcacie do NVC stosując przemoc psychiczną i słowną.
    I wierz mi potrafię odróżniać krytykę od agresji. Nauczyła mnie tego bardzo dobrze moja teściowa. I wybacz "troll pedagogiczny" to jest agresja, a nie krytyka.
    Twój wniosek, że nie potrafiłam rozmawiać z dzieckiem, też trochę za bardzo wypuszcza się na manowce. Nadinterpretacja moich słów. Chyba powinnam się do tego przyzwyczaić na tym forum.
    Tak naprawdę, to tu nikt , prócz Ciebie , agresywny nie był.
    Acha. Rozumiem, że kogoś obraziłam, zwyzywałam, zraniłam moimi słowami i zastraszyłam. Czy mogłabyś przytoczyć te moje agresywne słowa? Bo troszkę się pogubiłam, a chciałabym poprawić się następnym razem.
    Wskazywano jedynie na to, ze Twoje metody wychowawcze nie są wcale najlepsze i ze nie bardzo rozumiesz, o czym piszesz.
    Tak, zapewne to były te słowa "antywychowawcze!, antypedagogiczne!", "karny jeżyk to TRESURA". Rzeczywiście przecież te słowa tylko spokojnie przekazują, że moje metody nie są najlepsze. A ja pewnie jestem tylko przewrażliwiona. AAA to pewnie dlatego, że w ogóle nie wiem o czym piszę. Zapewne dlatego, że nie potrafię czytać, czytać ze zrozumieniem, pisać i poprawnie wnioskować. Dziękuję Verdana za uświadomienie jaką debilką jestem :) Jeszcze tyle się muszę nauczyć.....
  • mamasiasiulki 22.05.15, 09:24
    ad.1 To nie są "trendy", tylko próby korekty błędów w "starym" podejściu. Poczytaj Korczaka - znajdziesz tam to samo. To metody stosowane nagminnie w pokoleniu naszych rodziców były "trendami" odchodzącymi od starej, dobrej pedagogiki typu Korczak czy nawet Montessori...

    ad.2 Dla mnie akurat "proszę, przepraszam, dziękuję" są miłym elementem grzecznościowym, a nie wyznacznikiem dobrego wychowania. Inna sprawa, że chyba zgodzisz się, że poza zachowaniami skrajnie aspołecznymi (łamanie prawa: bicie, dewastacje, deprawacje), które najczęściej zdarzają się ludziom zwyczajnie niekochanym niewiele jest "stałych wychowawczych". Niemal każde środowisko ma swój system norm i "jedynie słuszne trzymanie widelca, bo ludzie będą się z Ciebie śmiali" według mojej mamy przyniosło jej bardzo krępującą sytuację podczas oficjalnego spotkania w moim środowisku...

    Mało tego - w moim otoczeniu dzieci kochane, akceptowane, którym poświęca się czas i rzeczywistą uwagę, których rodzice sami stale się rozwijają i dokształcają "wychowawczo", których rodzice zwyczajnie je lubią i szanują - funkcjonują naprawdę dobrze. Jasne, że jedne są spokojnymi "flusiami" stojącymi w jednym miejscu tak długo, aż się ich w inne miejsce nie przestawi, a inne mają temperament bardziej żywiołowy, ale naprawdę żadne nie bije, nie kopie, nie gryzie, nie pluje. No to po co je łamać? Bo mają własne zdanie, a MA BYĆ tak, jak chce mama?

    I przyznam, że masz moim zdaniem jakiegoś koszmarnego pecha, bo moje dzieci chodziły do różnych placówek (czworo mam - pytałaś o to) i wszędzie były dzieci ciche i głośne, spokoje i żywiołowe, mniej i bardziej posłuszne ale wszystkie: uśmiechnięte, radosne, niebijące, nieagresywne, nie tylko mówiące "dzień dobry", ale i wybiegające na widok matki koleżanki, żeby pomóc, zagadać, podać coś, co spadło... A w autobusach - hmmm... Z niemowlęciem na ręku zawsze mogłam liczyć na miejsce, gdy był w nich ktoś młody lub dziecko. Jeśli były osoby - zwłaszcza panie - można było zapomnieć. Nawet, gdy jechałam do laboratorium z pięciodniową córką na ręku.

    Co do zasad: patrz wyżej. Niewiele jest naprawdę uniwersalnych. I trzeba umieć je odsiać od plew.
  • mamasiasiulki 22.05.15, 09:27
    osoby - zwłaszcza panie - po pięćdziesiątce miało być
  • xseniaw 22.05.15, 10:20
    No proszę, jednak można rozmawiać "ludzkim językiem" :) Doceniam to.

    To nie są "trendy", tylko próby korekty błędów w "starym" podejściu.
    Mogę się z tym zgodzić. Tyle, że teraz jest mnóstwo rodziców, którzy w myśl "nie karać dziecko", nie karzą w ŻADEN sposób i dzieci wyrastają na dosłownych psycholi.
    Domyślam się, że wy takimi matkami nie jesteście i potraficie rozróżnić, kiedy postawić granicę i ją egzekwować.

    "Inna sprawa, że chyba zgodzisz się, że poza zachowaniami skrajnie aspołecznymi (łamanie prawa: bicie, dewastacje, deprawacje), które najczęściej zdarzają się ludziom zwyczajnie niekochanym niewiele jest "stałych wychowawczych"."
    Oj zgadzam się w 100%. Mam dwóch synów i oni są totalnie różni, i całkiem inaczej ich wychowuję. Do starszego tłumaczenia nigdy nie docierały, do młodszego wystarczy powiedzieć raz. Zresztą młodszy jest na tak inteligentny, że swoją argumentacją potrafi mnie przekonać do własnego zdania. Natomiast do starszego dalej trudno cokolwiek dociera.

    "Jasne, że jedne są spokojnymi "flusiami" stojącymi w jednym miejscu tak długo, aż się ich w inne miejsce nie przestawi, a inne mają temperament bardziej żywiołowy, ale naprawdę żadne nie bije, nie kopie, nie gryzie, nie pluje. No to po co je łamać? Bo mają własne zdanie, a MA BYĆ tak, jak chce mama?"
    No i tu trafiłaś :) Uczę moich synów przede wszystkim samodzielności. A wraz z samodzielnością posiadania własnego zdania i właściwej argumentacji. Szanuję moje dzieci i zawsze szanowałam. I również nie widzę powodów by "łamać dziecko".

    " I przyznam, że masz moim zdaniem jakiegoś koszmarnego pecha, bo moje dzieci chodziły do różnych placówek (czworo mam - pytałaś o to) i wszędzie były dzieci ciche i głośne, spokoje i żywiołowe, mniej i bardziej posłuszne ale wszystkie: uśmiechnięte, radosne, niebijące, nieagresywne, nie tylko mówiące "dzień dobry", ale i wybiegające na widok matki koleżanki, żeby pomóc, zagadać, podać coś, co spadło."
    Kurczę zazdroszczę. Chyba rzeczywiście mam pecha z tymi szkołami. Starszy w klasie w podstawówce miał kolegę zbyt rozbudzonego seksualnie. Co chwilę zdarzało się: walenie po głowie butelkami, obrażanie, wyzywanie, popychanie, niszczenie zeszytów, książek. Teraz jest w gimnazjum i trafił mu się kolega z 17 zarzutami wyzywania i naruszania nietykalności cielesnej. Młodszy natomiast, choć chodzi do prywatnej szkoły (wysłaliśmy go do prywatnej, bo w podstawówce starszego nieraz się działy dantejskie sceny), to ma w klasie dwóch kolegów z problemem agresji. I przychodzi mój syn z podbitym okiem, siniakami na rękach, nogach. I rozmowy z rodzicami tych chłopców nie pomagają. Rzeczywiście wygląda na to, że po prostu moje dzieci mają pecha ze szkołami i rówieśnikami. Mieszkam w dużym mieście, może to dlatego? :(
  • mamasiasiulki 22.05.15, 10:38
    WOW...

    Ja z Krakowa. Przyznam, że dzieci bardzo krótko chodziły do samorządowego przedszkola integracyjnego i tam była niezła jazda - łącznie z dość wiarygodnym podejrzeniem przemocy ze strony wychowawczyni. Poza tym - nawet na osiedlu nie widuję żadnych "akcji" dzieciaków ani młodzieży (serio, serio). To Twój starszak zwłaszcza ma kanał, szkoda dziecka...

    Dzieciaki od znajomych z pracy trafiają właściwie zawsze albo do wyznaniówek (wyjątki), albo do dwóch przedszkoli, jednej podstawówki, jednego liceum w okolicy miejsca pracy. Mamy też własne placówki "zakładowe", więc może to ja mam trochę hermetyczny świat...?
  • mamasiasiulki 22.05.15, 10:41
    było kilkoro ze spektrum autyzmu czy niepełnosprawnością intelektualną średnią/głęboką i one rzeczywiście często tłukły inne dzieci, gryzły, waliły głową o ziemię i tp. Ale tu pretensje należałoby mieć raczej do personelu, bo dzieci, które nie potrafią po jakimś czasie zacząć funkcjonować w grupie integracyjnej powinny trafić do grupy czy placówki specjalnej.
  • mamasiasiulki 22.05.15, 10:43
    Da się po ludzku, da, tylko trzeba "spuścić szakala" razem z parą - uszami. Łatwiej przy dzieciach czy młodzieży, nawet cudzych, najgorzej mam ze studentami ;-) No i niektórymi elementami ciała pedagogicznego ;-P
  • xseniaw 22.05.15, 11:51
    Hm. Ja z Sosnowca. Może tylko tu takie dziwne dzieci się wychowuje :?
    "Poza tym - nawet na osiedlu nie widuję żadnych "akcji" dzieciaków ani młodzieży (serio, serio)."
    No u mnie na osiedlu to różnie się działo. Gry na zasadzie "przegrasz-płacisz", zabieranie piłek, rowerów, wandalizm, bijatyki, poniżanie (synowie z płaczem przybiegali do domu). Też byłam nieraz w szoku. Choć najbardziej niezrozumiałe było dla mnie jak pewna starsza pani składała tak długo petycję do administracji o likwidację ławki przy piaskownicy koło jej bloku, że w końcu ją zlikwidowali. A pani argumentowała to tym, że na ławce przesiaduje młodzież i klnie. Też mi szczęka spadła.

    "Dzieciaki od znajomych z pracy trafiają właściwie zawsze albo do wyznaniówek (wyjątki), albo do dwóch przedszkoli, jednej podstawówki, jednego liceum w okolicy miejsca pracy. Mamy też własne placówki "zakładowe", więc może to ja mam trochę hermetyczny świat...?"
    Wyznaniówek? Nie znam pojęcia, mogłabyś wytłumaczyć? Taki hermetyczny świat wcale nie musi być zły. Każdy zna każdego, o wszystkim idzie się dowiedzieć. Tu u mnie każdy każdego traktuje jak wroga, złodzieja i kłamcę. Straszna nieufność i w sumie się nie dziwię, po tym co oglądam na co dzień.

    "było kilkoro ze spektrum autyzmu czy niepełnosprawnością intelektualną średnią/głęboką i one rzeczywiście często tłukły inne dzieci, gryzły, waliły głową o ziemię i tp."
    Mój starszy ma ZA. Od jego 3 roku życia jeździłam po psychologach, psychiatrach, pedagogach, i różnych poradniach PPP. I przypisywali mu wszystko od ADHD (opinia dwóch pedagogów), poprzez nadpobudliwość psychoruchową z brakiem skupienia uwagi (psycholodzy) do całkowitej normalności (dwóch psychiatrów). Właściwą diagnozę postawili mu jak miał 11 lat. Wysoko funkcjonujący Zespół Aspargera, czyli inaczej prawie normalne dziecko. Na moje szczęście starszy nie ma w sobie złośliwości i rzadko zdarzało mu się krzywdzić innych. Jedynie te plucie mnie wykańczało.

    "Da się po ludzku, da, tylko trzeba "spuścić szakala" razem z parą - uszami. Łatwiej przy dzieciach czy młodzieży, nawet cudzych, najgorzej mam ze studentami ;-) No i niektórymi elementami ciała pedagogicznego ;-P "
    Super :D Bo ja naprawdę lubię wymieniać się poglądami i uczyć nowych rzeczy na podstawie poglądów innych. Z tym "spuszczeniem szakala" to masz rację. Sama jestem cholerykiem i wiem, że będzie mi trudno wprowadzić metodę NVC do domu. No ale czego to się nie robi dla dzieci. :) taa teraz to dobry moment, bo dziś to już będzie trzeci dzień jak go proszę by wyniósł śmieci....
  • morekac 19.05.15, 11:56
    Zgadzam się, że radzenie sobie z emocjami przychodzi z wiekiem, ale powiedź mi
    > jak 3-latce ma ułatwić nazwanie emocji? 3-latka jest dopiero na etapie poznawan
    > ia słów i co jej da, że powiesz jej, że jest zła, czy wściekła?
    Pozna nowe pojęcie i z czasem będzie mogła sama postawić sobie 'diagnozę': teraz jestem wściekła i zostawcie mnie w spokoju.

    > > Mało jest dzieci idealnie grzecznych przez cały dzień, taka tablica będz
    > ie wkrótce tablicą demotywacyjną.
    > Dziecko nie musi być IDEALNIE grzeczne. Wystarczy, że się stara i za to warto g
    > o nagrodzić.
    Taa... tego już nie napisałaś, a tymczasem wielu rodziców nie zauważa starań, jako że uznaje wyłącznie stany zero jedynkowe. Nie twierdzę, że czasami tablica się nie przyda, ale używanie jej przez cały dzień do każdej czynności dziecka jest chore.

    >Hmm ile osób znasz? Bo ja znam wiele, które zachowują się jak przedszkolaki.
    Współczuję, ale nadal twierdzę, że dorośli ludzie zachowują się mniej więcej jak dorośli, nie jak trzylatki. Przykro mi, że twoi znajomi tacy nie są.

    [rozum
    > iem, że dla ciebie normalnością nie jest dyskusja i wytoczenie normalnych argum
    > entów, tylko obrażanie i wyśmiewanie, bo ktoś ma inne zdanie od ciebie]
    Tak jak przedszkolaki są traktowane karnym jeżykiem za tamto czy owamto, tak samo wypisywanie rzeczy, które inni uznają za głupoty może spotkać się ze stosownym wpisem. Z czym powinnaś się liczyć . ;-)
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • xseniaw 19.05.15, 13:10
    "Pozna nowe pojęcie i z czasem będzie mogła sama postawić sobie 'diagnozę': teraz jestem wściekła i zostawcie mnie w spokoju. "
    Świetnie. :) Gdyby tylko rozzłoszczone dziecko tak mi powiedziało, to zostawiłabym je spokojnie, aż się uspokoi i przemyśli sprawę. :D tyle, że rozzłoszczone dziecko zazwyczaj [ZAZWYCZAJ nie oznacza zawsze :) ] kogoś bije, coś niszczy. Nie chodzi mi też o to, że dziecko nie ma prawa do bycia złym. Oczywiście, że ma takie prawo, ale musi się nauczyć jak je rozładowywać nie niszcząc niczego i nie bijąc nikogo.

    "Taa... tego już nie napisałaś, a tymczasem wielu rodziców nie zauważa starań, jako że uznaje wyłącznie stany zero jedynkowe. Nie twierdzę, że czasami tablica się nie przyda, ale używanie jej przez cały dzień do każdej czynności dziecka jest chore. "
    I tu chyba dotknęłaś sedna sprawy. Nigdy nie ma stanów zero-jedynkowych. Zawsze warto najpierw dowiedzieć się dlaczego dziecko jest złe, ale jeśli to nie pomaga, to trzeba jasno powiedzieć co mu wolno a czego nie. Jako dorosły człowiek nie pozwalasz się bić innym dorosłym ludziom, to dlaczego pozwalać na to dziecku?
    Tablica motywacyjna według mnie nie powinna ocenić każdej czynności dziecka. Powinna oceniać całokształt zachowania przez cały dzień. Czyli np.: posprzątałaś pokój +1, posprzątałaś zabawki +1, uderzyłaś mamę -1, suma dnia +1. itp. :)

    "Współczuję, ale nadal twierdzę, że dorośli ludzie zachowują się mniej więcej jak dorośli, nie jak trzylatki. Przykro mi, że twoi znajomi tacy nie są."
    To bardzo często też całkiem obcy ludzie, którzy np. kłócą się jak dzieci o to kto ma rację, zamiast posłuchać co druga strona ma do powiedzenia.

    " Tak jak przedszkolaki są traktowane karnym jeżykiem za tamto czy owamto, tak samo wypisywanie rzeczy, które inni uznają za głupoty może spotkać się ze stosownym wpisem. Z czym powinnaś się liczyć . ;-)"
    :D Ależ ja się jak najbardziej z tym liczę :D Tylko wolałabym, jeśli według kogoś mylę się w swoich racjach i osądach, by ktoś mi to spokojnie wytłumaczył i przedstawił własne racje, a nie "krzyczał" zarzucając nieuctwo i tyranizm. :)

  • morekac 19.05.15, 18:03
    Może rozłoszczone dziecko tylko się wścieka? Moja młodsza wściekała się wtedy, kiedy była głodna , zmęczona, spragniona. Czasami naprawdę wystarczyło z nią usiąść i o nią zadbać, by nie zaczęła się wściekać. A czasami wystarczyło odwrócić jej uwagę albo podrzucić inny pomysł, by nie zaczęła ryczeć w niebogłosy.

    Nigdy nie ma stanów zero-jedynkowych. Zawsze
    > warto najpierw dowiedzieć się dlaczego dziecko jest złe
    Zgodnie z twoją propozycją to najpierw trzeba je wsadzić do kąta , bez dyskusji. Jak ledwo mówiące dziecko, nie znające słów (to twoje określenie), ma określić, że jest wkurzone?
    A poza tym takie zbiorcze traktowanie sprawia, że coś, cos się poprawia (np. poranne wstawanie czy chodzenie do kąpieli) znika w powodzi plusów i minusów z całego dnia.
    Wartość oczekiwana zero, a jednak coś się zmieniło.
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • xseniaw 20.05.15, 07:41
    "Może rozłoszczone dziecko tylko się wścieka? "
    Jeśli matka nie potrafi rozróżnić, kiedy dziecku chce się pić, a kiedy jeść, a kiedy jest po prostu złośliwe, to rzeczywiście taka matka powinna iść na kurs opieki nad dzieckiem.

    "Zgodnie z twoją propozycją to najpierw trzeba je wsadzić do kąta , bez dyskusji."
    Coś ci uciekło z mojej metody. Przeczytaj co napisałam jeszcze raz i nie pisz fałszywych konkluzji.

    "A poza tym takie zbiorcze traktowanie sprawia, że coś, cos się poprawia (np. poranne wstawanie czy chodzenie do kąpieli) znika w powodzi plusów i minusów z całego dnia. Wartość oczekiwana zero, a jednak coś się zmieniło. "
    Punktacja jest uzależniona od tego na czym tobie zależy. Jeśli ci zależy by dziecko rano szybko wstawało i wieczorem chodziło do kąpieli, to w tablicy motywacyjnej umieść tylko to. Przecież można ją dostosowywać do własnych założeń.
  • morekac 20.05.15, 09:49
    Coś ci uciekło z mojej metody. Przeczytaj co napisałam jeszcze raz i nie pisz f
    > ałszywych konkluzji.
    Nie sądzę. Może przywyknij do tego, że inni to nie twoje dzieci i mogą mieć inne zdanie na temat wychowania swoich dzieci niż ty. Oraz mogą wyrazić to, co sądzą o twoich metodach, ty zaś nie możesz ich wrzucić na karnego jeżyka.

    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • xseniaw 20.05.15, 11:39
    "Zgodnie z twoją propozycją to najpierw trzeba je wsadzić do kąta , bez dyskusji."

    Tyle, że moja metoda nie zakłada najpierw wsadzenie do kąta i bez dyskusji. I to co napisałaś nie jest zgodne z tym co napisałam. Miło by więc było byś nie przypisywała mi wymyślonych przez siebie metod, tylko odnosiła się do tego co zaproponowałam.

    "Nie sądzę. Może przywyknij do tego, że inni to nie twoje dzieci i mogą mieć inne zdanie na temat wychowania swoich dzieci niż ty. Oraz mogą wyrazić to, co sądzą o twoich metodach, ty zaś nie możesz ich wrzucić na karnego jeżyka."
    A tu to chyba piszesz o sobie :D Ja nie mam problemu z przyjmowaniem krytyki i akceptowaniem odmiennych poglądów :)
  • morekac 20.05.15, 12:11
    >Ja nie mam problemu z przyjmowaniem krytyki i
    > akceptowaniem odmiennych poglądów :)
    Widzę.
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • morekac 20.05.15, 12:13
    >Tyle, że moja metoda nie zakłada najpierw wsadzenie do kąta i bez dyskusji.
    W pierwszej wersji tak to można było odczytać (i to bez konfabulacji ze strony czytających), potem zaczęłaś uszczegóławiać i wyszło trochę co innego, mam nadzieję. --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • xseniaw 20.05.15, 13:22
    Moje słowa: "mówisz raz córce, że źle się zachowuje, i dlaczego. Jeśli nie poprawia się, mówisz drugi raz i dodajesz, że jak nie przestanie, to zostanie ukarana. Jeśli córka nie poprawia swojego zachowania mówisz, że się źle zachowała i teraz zostanie za to ukarana i natychmiast: przerywasz zabawę, jedzenie, pisanie, czy co tam ona robiła i sadzasz w jednym miejscu (pufa, róg pokoju, przedpokój) na tyle minut ile ma lat. Gdy stamtąd ucieka, łapiesz sadzasz ponownie i na nowo liczysz czas. I tak długo aż wysiedzi te 3 czy 4 minuty. Po tym czasie prosisz o przeproszenie ciebie, męża, czy innych i przytulasz. Jeśli nie będzie chciała przeprosić dokładasz jeszcze jedną minutę do kary."
    Proszę wytłumacz gdzie tu opisałam, że najpierw wsadzam do kąta i to bez dyskusji? Czytanie bez zrozumienia?
    A krytykę przyjmuję bardzo dobrze :), ale nie na zasadzie "jesteś trollem pedagogicznym", "jesteś matką idealną, bo bezdzietną". Takie Argumentum ad personam to według mnie uderzenie poniżej pasa.
  • morekac 20.05.15, 16:44
    Radzisz mamie dziecka (być może dziecka z problemami), które znasz tylko z opisu w internecie, do stosowania dosyć rygorystycznych środków. Być może nie nadających się dla tego dziecka i po prostu je krzywdzących - bo wiesz lepiej, co temu dziecku dolega.
    W życiu nie stosowałam karnych jeżyków , wsadzania do kąta, zaś tablice motywacyjne po tygodniu wywalałam do kosza (jako że uznawałam, że są bez sensu, może brak mi było konsekwencji ). Przyznaję się do prób stosowania nagród finansowych za stopnie (średnia ocen zmieniła się o 0,001) i za niespóźnianie się u starszej (nieskuteczne zupełnie, po wprowadzeniu systemu motywacyjnego zaczęła spóźniać się jeszcze bardziej ;-) ). Jedyne wychowanie za pomocą nagród (bo już nie kar), jakie udało mi się przeprowadzić , to wyrobienie kilku nawyków u psa. Chociaż wyszedł mi znacznie bardziej rozpuszczony niż dzieci.
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • xseniaw 21.05.15, 07:34
    Wierz mi Morekac, to wcale nie są aż tak bardzo rygorystyczne metody. Pamiętaj też, że ja tylko radzę, a to matka wybierze, co się będzie jej wydawało najlepsze dla jej dziecka.
    Zresztą moja rada chyba nie jest taka najgorsza w porównaniu z propozycjami wizyt u psychiatry czy oskarżaniem matki o samolubstwo, co było w tym wątku.
    W sumie to też jest dziwne. Przychodzi kobieta na forum z problemem, szuka pomocy i rad, a dostaje obelgi. Taaa bardzo zachęcające.
    Ja też nie miałam tablicy motywacyjnej, bo moje dzieci były już za duże jak się o niej dowiedziałam. Ale założyłam moim dzieciom zeszyty pochwał. I wpisywałam tam pochwały za coś co zrobili wyjątkowego. Np. śniadanie dla całej rodziny. Za 10 pochwał była drobna zabawka do 20 zł. Uwielbiali te zeszyty i bardzo często starali się robić coś niestandardowego :)
    Za oceny nigdy ani nie ganiłam, ani nie nagradzałam. Mieli i mają u mnie tylko karę za nieodrabianie zadań domowych (brak komputera).
    Psa niestety nie mam, ale mam rozpuszczonego kota. Jakbyś miała kilka rad, jak sobie radzić z kotem, to chętnie poczytam. :)
  • rulsanka 21.05.15, 07:57
    Ale założyłam moim dzieciom zeszyty pochwał. I wpisywałam tam pochwały za coś co zrobili wyjątkowego. Np. śniadanie dla całej rodziny. Z a 10 pochwał była drobna zabawka do 20 zł. Uwielbiali te zeszyty i bardzo często starali się robić coś niestandardowego :)


    Brrr, okropna metoda, demoralizująca. Łapówkarska, ucząca materializmu.

    Dlatego kary i nagrody są takie złe, że zmieniają cel i motywację działania. Celem staje się nagroda/uniknięcie kary, a nie bycie dobrym człowiekiem. Od najmłodszych lat wychowujemy dzieci po to, by myślały, by umiały samodzielnie ocenić sytuację i podjąć właściwe decyzje. Systemy kar i nagród wypaczają ten proces.
  • xseniaw 21.05.15, 08:41
    "Brrr, okropna metoda, demoralizująca. Łapówkarska, ucząca materializmu. "
    Mam rozumieć, że jak twoje dzieci dorosną, to nie będą się starały o podwyżkę czy premię, tylko będą pracowały za stałą pensję. A gdy poproszą o premię to nazwiesz je materialistami? I nie będę twoje dzieci uczestniczyły z żadnych konkursach, bo gdy wygrają to staną się materialistami?
    A gdy twoje dziecko złamie prawo i pójdzie do więzienia, to będziesz utrzymywała, że to nie za karę?
    W dorosłości są i kary, i nagrody, dlaczego tego nie uczyć i dzieci? Są też obowiązki i zasady. Kto je łamie zostaje ze społeczeństwa wykluczony. I raczej nie zmieni tego wychowywanie językiem serca. A pobudka i przejrzenie na oczy może być ogromnym szokiem dla waszych dzieci. I zderzą się z rzeczywistością już w szkole podstawowej.
    Ale w końcu to wasze dzieci...

    Ciociu-Krysiu czyżbyś już znalazła rozwiązanie na własną córkę? :) Super, to pochwal się co w końcu zadziałało. :)
  • rulsanka 21.05.15, 09:42
    W życiu jest wystarczająco dużo okazji, by nauczyć się żyć w systemie nagród i kar - chociażby wspomniane konkursy, oceny w szkole, premie w pracy. I zdecydowanie szczęśliwsze są osoby, które potrafią być ponad ten ciągły wyścig szczurów.

    Natomiast wśród bliskich motywacją do dobrego postępowania ma być wzajemna miłość i troska, to chyba jasne?!

    A gdy twoje dziecko złamie prawo i pójdzie do więzienia, to będziesz utrzymywała, że to nie za karę?

    Odwrotnie. Jeżeli ktoś idzie do więzienia, to prawdopodobnie w dzieciństwie został źle wychowany. Tak naprawdę do więzienia idą ci, którzy nie mają wewnętrznej motywacji do tego, by unikać złego. Czyli tzw. sumienia. Kara nie odstrasza, co zresztą widać po przepełnionych więzieniach.
  • ciocia-krysia 21.05.15, 09:56
    > Ciociu-Krysiu czyżbyś już znalazła rozwiązanie na własną córkę? :) Super, to po
    > chwal się co w końcu zadziałało. :)

    Ach, gdyby istniał cudowny sposób na rozwiązanie wszystkich problemów wychowawczych, to na świecie nie byłoby wojen i wszyscy ustępowaliby sobie miejsca w autobusie :D
  • xseniaw 21.05.15, 11:46
    Byłoby cudownie :D I wierzcie mi naprawdę chciałabym żyć w takim świecie. Niestety tak dobrze nie ma, a na nasze dzieci czeka mnóstwo pułapek i toksycznych ludzi. A ja tylko staram się by moje dzieci w tym realnym świecie sobie poradziły same, bo przecież mnie kiedyś zabraknie.
  • verdana 21.05.15, 14:43
    A, rozumiem. Rodzinę nalezy traktować tak, jak pracodawcę lub podwładnego. Nic za darmo. Chcesz, aby ktoś Ci podał herbatę - zapłać. Przecież nie zrobisz niczego bez zapłaty.
  • ciocia-krysia 21.05.15, 08:04
    Daruj sobie xeniaw, ja z przeciwnej opcji ;)
  • morekac 21.05.15, 10:12
    Jakbyś miała kilka rad, jak
    > sobie radzić z kotem, to chętnie poczytam. :)

    Pokochaj jak swoje. :-)
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • morekac 21.05.15, 10:21
    >Przychodzi kobieta na forum z problemem, szuka pomocy i rad, a dostaje obelgi. Taaa bardzo zachęcające.

    Nie ode mnie.
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • verdana 21.05.15, 14:41
    Innymi słowy, Xeniu, rodzica w ogóle nie powinno interesować, dlaczego jego dziecko zachowuje się tak, a nie inaczej. Jedyne, co rodzica interesuje, to przywołanie go do porządku. Problem sie nie liczy, liczy sie zachowanie. Dziecko ma być grzeczne, a dlaczego nie jest - nieważne.
    No i zeszyty pochwał to doskonały pomysł. Uczy dziecko, ze nie ma nic takiego, jak bezinteresowność - jak zrobi coś dla kogoś, to należy mu sie nagroda. I po to robimy coś niestandardowego. To ja dziękuję za takie wychowanie, zabijające bezinteresowność. Chcę, aby dziecko uczyło sie, że jak robi śniadanie dla rodziny, to dlatego,że to jego rodzina.
  • xseniaw 22.05.15, 07:46
    Te wyssane z palca insynuacje są tak absurdalne, ze nawet nie będę na nie odpowiadać.
  • 1matka-polka 21.05.15, 14:51
    Dlaczego propozycja wizyty u psychiatry, którego zresztą mylisz z psychologiem, miałaby być czymś złym?

    --
    www.pajacyk.pl/
  • xseniaw 22.05.15, 07:54
    Dlaczego ci się wydaje, że mylę psychologa z psychiatrą? Wizytę u psychologa zalecam, a u psychiatry odradzam, przynajmniej na początku jakiejkolwiek diagnozy. A dlaczego? Proste. To psycholog stwierdza, czy dziecko rozwija się prawidłowo, czy nie. I jeśli nie, to sam próbuje postawić diagnozę albo wysyła do psychiatry. Inaczej mówiąc, psycholog jest od określenia zachowania dziecka, a psychiatra od leczenia zaburzeń i chorób psychicznych.
    Dlatego ja nie mylę tych dwóch lekarzy.
  • mamasiasiulki 22.05.15, 08:30
    Psychiatra też w razie potrzeby odsyła do psychologa, a nie trzeba do niego skierowania...
  • angazetka 18.05.15, 19:40
    A myslałam, że wszyscy wiedzą, że karny jeżyk jest tresurą, a nie wychowywaniem...
  • morekac 19.05.15, 06:48
    >Po za tym dziecko, które ewidentnie ma problemy z emocjami inaczej się zachowuje niż ta dziewczynka opisywana przez autorkę wątku. Ta dziewczynka ewidentnie sprawdza granicę do czego może się posunąć--

    A skąd ty możesz wiedzieć ,z czym dziecko ma ewidentny problem? Nie widziałaś dziecka na oczy, opinię wyrobiłaś sobie na podstawie opisu jedynie i pomimo to wiesz, co dziecku dolega i jak temu zaradzić.
    Pomysłu dokładania minuty do karnego jeżyka , bo dziecko nie chce przeprosić, nie skomentuję, bo byłoby to z lekka obelżywe.
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • Gość: mamasiasiulki IP: *.adm.uj.edu.pl 19.05.15, 10:06
    kiedy się czyta coś takiego. Antypedagogiczne, antywychowawcze! Sama idea karania - tak. Ale nie w ten sposób! Naoglądałaś się superniani... To jest sprzeczne nawet z tak prymitywnymi metodami, jak behawioralne - tylko eskalujesz złe zachowania!

    Po pierwsze: kara ma być natychmiastowa, ale i ADEKWATNA. Czyli: rozlewasz zupę, paćkasz dookoła mimo upominania, więc rodzic spokojnie i bez eskalowania sprawy przynosi ścierkę i prosi o wytarcie.

    Jeśli widzisz, że dziecko dostaje furii (np. z powodu odmowy) mówisz nie, stwierdzasz, że oboje musicie ochłonąć, odsuwasz się. Warto nazwać emocje - "widzę, że jesteś wściekła, ja też, musimy się uspokoić". Gdy bije, szczypie, gryzie - mówimy nie, chwytamy tę bijącą rękę, odchodzimy. Jeśli później chce się bawić mówimy po ludzku, że biło, jesteśmy źli i nie mamy na to ochoty/ nie chcemy znowu zostać uderzeni.

    Masz dzieci? W jakim wieku i ile?
  • xseniaw 19.05.15, 11:48
    "Xenia, aż brzuch boli, kiedy się czyta coś takiego. Antypedagogiczne, antywychowawcze! Sama idea karania - tak. Ale nie w ten sposób! Naoglądałaś się superniani... To jest sprzeczne nawet z tak prymitywnymi metodami, jak behawioralne - tylko eskalujesz złe zachowania!"
    Piszesz o "mowie żyrafy", a sama stosujesz "język szakala". Jeśli moje metody są złe możesz to spokojnie powiedzieć i nie musisz "krzyczeć", że to niepedagogiczne i antywychowawcze. Z drugiej strony nie jestem pedagogiem, ale ty chyba też nie.
  • yoma 19.05.15, 12:42
    > Piszesz o "mowie żyrafy", a sama stosujesz "język szakala". 

    O rany... aleś ty się poradników naczytała, dziewczyno...
    --
    Chłop jest tyle wart, do ilu ukończonych miast przylega
  • xseniaw 19.05.15, 13:13
    "O rany... aleś ty się poradników naczytała, dziewczyno..."
    Nie przepadam gdy ktoś mi zarzuca, że się na czymś nie znam, a ja rzeczywiście nawet nie słyszałam o takim pojęciu. Żeby się odnieść do konkretnych argumentów, trzeba choć trochę poznać o czym się mówi, czy pisze.
    Poradników? :) Przeczytałam dosłownie jedną stronę internetową. :)
    www.niebieskalinia.org/bialawstazka/zakladka5.php
  • yoma 19.05.15, 14:27
    A mogłabyś wypowiedź o żyrafie i szakalu łaskawie przełożyć na zrozumiałą dla laika, swoimi słowami?
    --
    Uwłaszczyło się
    niech żyje:DDD
  • xseniaw 20.05.15, 07:42
    ??? Podałam ci stronę internetową, gdzie jest to łatwo wytłumaczone. Wystarczy przeczytać.
  • yoma 20.05.15, 13:37
    Umiem grzebać w internecie, naprawdę. Prosiłam, żebyś sama objaśniła. Czy, jak cię ktoś spyta o drogę, odpowiadasz "sprawdź se pan w internecie"?
    --
    PT Pisięta: niniejszy post nie stanowi zamachu na życie prezesa.
  • xseniaw 21.05.15, 08:31
    No i chyba musze przekleić. :)
    "Języka szakala - oznacza, że komunikaty, to co przekazują sobie wzajemnie, jest mocno nasycone agresją, mniej lub bardziej jawną. Szakal jest symbolem "nieustraszonego i zjadliwego agresora" (szczeka, gryzie, broni się, narusza terytorium).
    Komunikacja za pomocą jego języka jest pełna krytyki, aluzji, złośliwości, interpretacji i manipulacji - zmierza do zawstydzenia i podporządkowania sobie rozmówcy.
    Język żyrafy - to komunikaty wyrażane z delikatnością, wrażliwością, chęcią porozumienia, otwartością i szczerością. Komunikacja żyrafy pomija interpretacje, rezygnuje z domysłów, stara się "usłyszeć", co druga osoba chce jej przekazać i inicjuje rozmowę na ten temat. Zaprasza w ten sposób do komunikacji bez przemocy, wzajemnego poznawania siebie, uczenia się, wymiany, porozumienia."
    Czy o to ci chodziło ? :)

  • Gość: mamasiasiulki IP: *.adm.uj.edu.pl 19.05.15, 10:10
    pomiędzy brakiem granic, a niestosowaniem karnego jeżyka???
  • verdana 19.05.15, 13:53
    Innymi słowy - małe dziecko wpada we wściekłość. Odpowiedzią rodzica na każde wyrażanie wściekłości poza spokojnym oświadczeniem "jestem zły" - jest natychmiastowe ukaranie dziecka. Ma siedzieć tak długo, aż nauczy sie nie złościć. Tak to wygląda w praktyce. Małe dzieci nie potrafią spokojnie i bez emocji oświadczyć, że sa z jakiegoś powodu złe. Nie potrafia też - i nikt by nie potrafił - zrozumieć,że są karane za sposób wyrażania uczucia, a nie za uczucie. Innymi słowy to metoda na nauczenie dziecka, ze nie wolno byc złym. Teoria teorią, a parolatek teorii nie zna - wie, ze złość kończy sie natychmiastową karą. Co najważniejsze - rodzica w tym wypadku kompletnie nie interesuje przyczyna złości, nie ma zamiaru dowiadywać sie, co dziecko czuje, interesuje go tylko forma. Ma byc spokój. Tyle.
    Doskonała metoda na wychowanie kogoś, kto będzie potulny, nie potrafi sie "postawić" i wypiera własne uczucia. No, ale jakże wygodna dla rodzica.
  • mamasiasiulki 19.05.15, 17:28
    Verdana, ale ja się w pełni z Tobą zgadzam, mam nadzieję, że to nie do mnie było :-)
  • xseniaw 20.05.15, 07:58
    To co opisałaś Verdana robią tylko matki, które własne dziecko mają w 4 literach i zależy im tylko na spokoju.
    A wątpię by takie matki były na tym forum. Skoro przyszły na forum "wychowanie bez porażek" to znaczy, że zależy im na własnym dziecku i szukają rozwiązań własnych trudnych sytuacji.
    I przekonuję się coraz bardziej, że to jest mylne myślenie. Bo tutaj na tym wątku nie daje się propozycji rozwiązań danej sytuacji (żeby to matka zdecydowała, co będzie najlepsze dla jej dziecka), tylko na chama wciska się jedyną poprawną, behawiorystyczną, o współczesnych poglądach metodę. A jeśli ktoś ma inną, wypróbowaną na własnych dzieciach, to jest złą matką, tyranem, której nie zależy na własnym dziecku, bo chce tylko spokoju.
    Ze zdziwieniem obserwuję, jak matki, które podobno uczą własne dzieci wyrażania uczuć i pokojowego rozwiazywania sytuacji, zamiast rozmawiać normalnie, wymieniać poglądy, w trybie natychmiastowym przechodzą do plucia jadem, obrażania i znieważania. Czyżby to też była metoda na wyrażanie uczuć? Myślisz inaczej, masz inną metodę, to mnie denerwuje i dlatego cię zgnoimy?
    Może jednak zastanówcie się mamusie o współczesnych poglądach, dlaczego tak bardzo jesteście wściekłe i wyżywacie się na forum.
  • mamasiasiulki 20.05.15, 08:24
    Dlatego, że jesteś dorosła, używasz stwierdzeń bardzo zasadniczych i piszesz o rzeczach, które są podważane przez psychologów, ponieważ są najzwyklejszą przemocą psychiczną. O ile jeszcze dyskutowałabym o kwestii karnego jeżyka, o tyle powrót do kąta za brak przeprosin uważam za przemoc psychiczną w najczystszej postaci i budzi to mój gorący sprzeciw. Takie zachowanie pokazuje dziecku, że jesteś silniejsza i siła może wszystko - nawet uzurpować sobie władzę nad czyimiś uczuciami. A jeśli przeprosi Cię nieodpowiednim tonem tudzież ze wściekłym wyrazem oczu też wraca do kąta? Podobnie zareagowałybyśmy, gdybyś pisała, że na Twoje dziecko działają klapsy i zaleciła ich stosowanie. Tyle w temacie.
  • domza2 20.05.15, 11:59
    Verdana spointowała niezmiernie ważną i chyba jedną z najtrudniejszych w wychowaniu spraw - karania za uczucia/za sposób ich przejawiania się. Ożywiona dyskusja potwierdza, że to duży problem. Może po prostu nie ma w tej kwestii zero-jedynkowych rozwiązań. Sama mam duży problem ze złością dziecka. Dziecko jest wściekłe, więc krzyczy. Nie krzyczy na mnie, nie obraża się, więc moim odruchem jest pozwolić mu się wykrzyczeć - dodam, że ja też mam raczej "żywą" ekspresję i jest to kwestia osobowości - płaczę, gdy mi smutno, śmieję się, gdy mi wesoło i krzyczę czasem, gdy się wściekam. Osobiście uważam to za zupełnie naturalne. Ale społecznie nie akceptuje się krzyczenia, więc najlepiej dziecku zakazać krzyczenia, więc jak ma wyrazić te silne emocje, w ciszy? I tu zaczynają się schody. Omawiać tresury typu :karny jeżyk nawet nie chcę, bo nigdy nie umiałabym zastosować tej "metody". Ale co z innymi, może nie metodami, ale sposobami radzenia sobie ze złością dziecka? Niestety, działam niekonsekwentnie i w zależności od sytuacji. Nie jesteśmy robotami, nie da się do każdej sytuacji przyłożyć identycznej miarki. Ja też miewam gorsze dni, gdy ta sama sytuacja wyprowadza mnie z równowagi, a innym razem reaguję spokojnie. To bardzo trudne. Ja to oceniam jakoś tak intuicyjnie. Czasem nie komentuję krzyczenia, tylko biegnę z obiadem, bo widzę , że to głód. Czasem rzucam wszystko, by utulić dziecko. Czasem wysyłam do swojego pokoju, by tam się wykrzyczało, jeśli atmosfera się zagęszcza. Nie zawsze umiem zdobyć się na pełne zrozumienie, na empatię. Czasem po prostu krzyk mi przeszkadza, denerwuje. Jak Wy robicie? Mam dużą nieświadomość niedoskonałości tego, co robię, ale to chyba wynika z tego, że zakładam, że w rodzinie jesteśmy ludźmi i musimy radzić sobie po "ludzku". Nikt nikomu nie powinien okazywać siły, ani dziecko krzycząc NA mnie, ani ja zmuszając dziecko do siedzenia w kącie i zapłakiwania się w samotności. Od tego jestem mamą, że zawsze mam okazywać wsparcie, nawet w najtrudniejszych emocjonalnie dla mnie chwilach, muszę być otwarta na dziecko. Ostatnio połknęłam złość, choć miałam już dym w uszach, przytuliłam mocno córkę i powiedziałam, że bardzo ją kocham. Złość minęła w sekundę. Potem: trochę wyrzutów sumienia, czy aby nie nagrodziłam jej za złość i znowu myśl, że miłość nie jest nagrodą, tylko prawem... Ech.. ciężkie to. Podzielcie się, jak jest u Was. BTW karny jeżyk jest fuj, ale ja także zwróciłam uwagę w wątku autorki na to, czy dziecko ponosi jakieś konsekwencje własnych poczynań. Mówiąc o konsekwencjach mam raczej na myśli świetnie opisane przez poprzedniczki konsekwencje naturalne, które nikogo nie tłamszą, a uczą, że nawarzone piwo trzeba wypić, uczą odpowiedzialności za swoje czyny - i spokojnie można je dostosować do każdego wieku dziecka. pozdr
  • rulsanka 20.05.15, 13:08
    Ostatnio połknęłam złość, choć miałam już dym w uszach, przytuliłam mocno córkę i powiedziałam, że bardzo ją kocham. Złość minęła w sekundę. Potem: trochę wyrzutów sumienia, czy aby nie nagrodziłam jej za złość i znowu myśl, że miłość nie jest nagrodą, tylko prawem...

    Mam takie same spostrzeżenia i doświadczenia. Im bardziej syn był nabuzowany i szukał konfliktu tym bardziej potrzebował przytulenia... I tak, moim zdaniem nie jest to nagroda za złość, tylko prawo do miłości. Takie przytulenie łagodzi złe nastroje.

    Niestety, działam niekonsekwentnie i w zależności od sytuacji.

    Nie niestety, tylko stety :) Zachowywanie się zawsze tak samo niezależnie od sytuacji to nie mądrość tylko zaburzenie ze spetrum autyzmu.
  • domza2 20.05.15, 13:25
    Dlaczego przytulając córkę w trakcie, gdy bardzo się złości mam potem, mimo załagodzenia konfliktu, wyrzuty sumienia? Pewnie dlatego, że mnie raczej karano za wrzeszczenie. Dopiero potem była spokojna rozmowa - czyli bardziej jak karny jeżyk. Średnio to wspominam, chociaż było to robione w dobrej wierze przez bardzo spokojną i opanowaną mamę. Ja jestem typem, który nie jest zawsze opanowany, sama krzyczę, ale nie każę za złość. Skoro sama się złoszczę, to nie mogę za to karać. Za to mnie trochę męczy własna niekonsekwencja. Zawsze muszę się tłumaczyć, dużo tego tłumaczenia zaistniałych okoliczności. Myślę, że łatwiej się żyje konsekwentnym, bardziej stałym rodzicom i może(?) ich dzieciom. Ja jestem taka elastyczna, nie wiem, czy w dobrym sensie. Najpierw zabraniam czegoś tam i mam na to jakieś argumenty. Potem dziecko tłumaczy mi swoje argumenty, a ja zmieniam zdanie i pozwalam - bo faktycznie nie wzięłam pod uwagę tych i tych spraw, a córka otworzyła mi oczy. W czasach moich rodziców, należałoby utrzymać decyzję swoją do końca. ale ja tak nie umiem. Skoro mnie przekonała, to mam sztucznie trzymać się swojego jak koza? Takie mam różne dylematy.
    Masz rację, dzieci są najbardziej "niegrzeczne", gdy najbardziej potrzebują okazania im bliskości. Jednak znów taka myśl: tak postępując (krzycząc, tupiąc) świat nie da jej miłości, powinna umieć inaczej to wyrazić. Ok, potem jest rozmowa, tłumaczę, że tak i tak, ale choć rozmoy są bardzo ważne, poziom dojrzałości i niedojrzałości jest decydujący - po prostu dziecko pewnych spraw nie przeskoczy. To wymaga ogromnej siły od rodzica, umieć rozponawać te momenty i te sprawy, których dziecko nie umie przeskoczyć... ciężko:)) pozdr
  • rulsanka 20.05.15, 13:55
    Skoro mnie przekonała, to mam sztucznie trzymać się swojego jak koza? Takie mam różne dylematy.

    Moim zdaniem dając się przekonać uczysz kompromisów na własnym przykładzie. To właśnie jest wychowanie, a nie jakieś jeżyki i konsekwencja za wszelką cenę.

    Jednak znów taka myśl: tak postępując (krzycząc, tupiąc) świat nie da jej miłości, powinna umieć inaczej to wyrazić.

    Ale świat to nie mama. Właśnie po to są rodzice, żeby kochać mimo wszystko i dawać wsparcie. Zresztą w ogóle tego krzyczenia i tupania jest najwięcej w kontakcie z rodzicami, właśnie dlatego, że przy nich dziecko czuje się najbezpieczniej. Z kolegami i nauczycielkami w przedszkolu raczej tak nie pogrywa.

    Ja to w ogóle czasem na początku histerii daję dzieciom czekoladkę albo żelkę - to dopiero niewychowawcze :) A jednak działa... bo często histeria wynika z głodu, spadku poziomu cukru we krwi. I wcale później nie histeryzują po to, by dostać coś słodkiego. Bo dzieci tak naprawdę nie są aż tak interesowne, one przeżywają autentyczne uczucia, a nie jakieś gierki w celu przytulenia czy dostania słodyczy.
  • domza2 20.05.15, 21:02
    :)))) Ja też daję żelki czy kinderki - szczególnie, że moja córa ma od małego takie silne "głodowe akcje". Pewnie bym się do tego nie przyznała, gdybyś o tym nie napisała.

    Masz 200% racji, mama to mama, a nie świat, a ja wiecznie się martwię, czy da sobie radę w świecie, skoro ma takie i takie zachowania w domu. I zgadzam się, że dzieci wcale nami tak silnie nie manipulują. Mam wrażenie, że to odbiór tych dorosłych, którzy mają ogólną tendencję do ujmowania świata w negatywnych barwach i węszenia spisków wokół siebie. Myślę, że dużo więcej jest tam autentycznych emocji niż dorosły jest w stanie wychwycić, dorosły - ze wszystkimi maskami społecznymi, które determinują odbiór rzeczywistości i dziecko - jeszcze bez masek, tak autentyczne, że właśnie czasem przez dorosłych widziane jako manipulator.
  • rulsanka 21.05.15, 08:06
    Mam wrażenie, że to odbiór tych dorosłych, którzy mają ogólną tendencję do ujmowania świata w negatywnych barwach i węszenia spisków wokół siebie.

    Widzą to, co chcą widzieć i czego zostali nauczeni, żeby widzieć. To takie diabelskie odpryski z lustra z Królowej śniegu, które utkwiły w oczach.

    a ja wiecznie się martwię, czy da sobie radę w świecie, skoro ma takie i takie zachowania w domu.

    A ile ma lat? Pięć? To taki skok rozwojowy, minie. Mój starszak był w tym okresie nie do zniesienia, a ja czułam się jak chodząca porażka wychowawcza. Postępowałam mniej więcej jak ty, ale nerwów nie dało się uniknąć.
    Później było już dużo lepiej, a teraz w szkole mamy okres naprawdę stabilny. Świetnie sobie radzi ze swoimi emocjami i z kolegami, w domu też bez awantur, tylko ze skupianiem się jest jeszcze problem.
  • szamanta 21.05.15, 14:54
    > Mam takie same spostrzeżenia i doświadczenia. Im bardziej syn był nabuzowany i
    > szukał konfliktu tym bardziej potrzebował przytulenia...

    Moje wlasnie odwrotnie i zupełne przeciwieństwo. Im bardziej nabuzowane i nasilającą się wścieklą szajbą , tym gorzej się kończył jakikolwiek fizyczny kontakt , bo to działało jak odpalenie beczki trotylu. Nie ma mowy o takiej formie uspokojenia. W sumie po mamusi. Ja tak samo, jak jestem okrutnie roztrojona nerwowo to najgorsze co można zrobić, to jakies próby przytlen, sciskow i naruszanie moje nietykalności cielesnej .
    Moje dziecie kiedy dostaje totalne wariacji nie ma najmniejszej ochoty na objecia, tak samo jak i ja nie zawsze mam ochotę na czulosci z dzieckiem, kiedy ewidentnie mnie rozdrażni i samo się nakręci . Sztuczności nie akceptuje
  • xseniaw 20.05.15, 14:17
    Nigdy, przenigdy nie ukarałam dziecka za okazywanie uczuć. I nie namawiam do stosowania karnego jeżyka by karać za uczucia. To błędnie wyciągnięte wnioski z moich wypowiedzi.

    Według mnie Domza2 masz całkiem racjonalne podejście do własnych dzieci. Pójście na kompromis, gdy dziecko prawidłowo argumentuje sytuację u mnie jest na co dzień. I traktuję to raczej jako normę, a nie sprzeniewierzanie się tradycji.

    Ale mam do ciebie pytanie: mój starszy syn gdy był mały (mniej więcej 3 latka) znalazł sobie zabawę - plucie w twarz. Tłumaczyliśmy, że tak nie wolno, prosiliśmy, groziliśmy i nic nie skutkowało. Pluł na nas i na obcych. Jak ty byś na takie zachowanie zareagowała?
    Szczerze mówiąc dostaliśmy zakaz przychodzenia do pewnego domu, bo mój syn plunął gospodarzowi w twarz. Takie zachowanie jest po prostu nietolerowane w społeczeństwie i jak to wytłumaczyć 3-latkowi?
  • domza2 20.05.15, 21:10
    Zszokowałaś mnie tym pluciem w twarz. Przede wszystkim starłabym się "odkryć" drugie dno takiego zachowania, jakoś wierzę, że zwykle ono jest i nie zawsze jest to jedynie "badanie granic". Tym bardziej uporczywe powtarzanie takich rzeczy. POza tym starałabym się zaobserwować, w jakich sytuacjach to występuje, może w sytuacji zmęczenia, stresu, wstydu. Odkryć to. Zwykle na tym etapie jakieś powtarzające się zachowanie mojego dziecka mijało, bo widziałam już z czym to jest związane i tak organizowałam sprawy, żeby zminimalizować czynnik wyzwalający to. No, kiedyś miałam jakieś problemy z zachowaniem córki, nie pamiętam dokładnie o co chodziło, miała tablicę motywacyjną, wyłącznie z nagrodami za dane zachowanie. To dotyczyło tylko jednego zachowania i było przejrzyste. Dziecko się poprawiło znacznie, potem znów pogorszyło, a następnie wyrosło z tego zachowania:)))
  • xseniaw 21.05.15, 09:15
    Taa, dzieci czasem szokują. Mój syn plucie w twarz uznał za świetną zabawę. I nie pomagały tłumaczenia, że ktoś takim zachowaniem czuje się obrażony i poniżony. Do niego to w ogóle nie docierało. To akurat nie było badanie granic. On się po prostu świetnie bawił i nie chciał z tego zrezygnować.
    Występowało to w przeróżnych sytuacjach. W trakcie zabawy, gdy przychodził ktoś się przywitać, gdy my składaliśmy komuś wizytę, gdy ktokolwiek brał go na ręce, i nie było różnicy czy to ja, czy mąż, czy babcia, czy koleżanka z placu zabaw, czy całkiem jemu obca osoba. I co ty byś zrobiła?
    Szczerze? Walczyliśmy z tym 2 lata, i przestał, bo mu się znudziło, a nie dlatego, że zrozumiał, że tak nie wolno. Zrozumiał to jak skończył 10 lat.
  • verdana 21.05.15, 14:28
    Dziecko nie czyta artykułów o wychowaniu. Jak jest złe i wrzeszczy , a zostaje ukarane, to jest dla niego oczywiste, że zostało ukarane, bo jest złe.
    Gdyby mój syn pluł komuś w twarz bardzo zastanowiłabym sie nad tym, dlaczego moje metody wychowawcze nie skutkują.
  • mamasiasiulki 22.05.15, 08:33
    I to pluł w wieku OŚMIU lat 8-O
  • xseniaw 22.05.15, 10:29
    I to pluł w wieku OŚMIU lat 8-O
    Zaczął w wieku około 3 i skończył po dwóch latach, tak jak pisałam wyżej. Skąd tyś wzięła te 8 lat?????? 8-O
  • szamanta 21.05.15, 14:37
    > Ale mam do ciebie pytanie: mój starszy syn gdy był mały (mniej więcej 3 latka)
    > znalazł sobie zabawę - plucie w twarz. Tłumaczyliśmy, że tak nie wolno, prosili
    > śmy, groziliśmy i nic nie skutkowało. Pluł na nas i na obcych. Jak ty byś na ta
    > kie zachowanie zareagowała?

    Nie do mnie ,ale wtrące się
    Moja wtenczas 2.5 latka kiedyś tez sobie na to pozwoliła. Nastąpił chlust wody w twarz ze szklanki wody trzymanej w ręku oplutego . Plujak aż się wzdrygnął z szoku i ocucił szybciej niżbym się tego spodziewała. Nawet nie jęknęła, tylko oszołomiona poszła się wytrzeć .Byłam obserwatorem zajścia i w sumie nawet się uśmiechnęłam pod nosem ,ze tak to zostało rozegrane.
  • xseniaw 20.05.15, 12:11
    Przemoc psychiczna. A za przeproszeniem czego ja tu doświadczyłam od was, jak nie przemocy psychicznej? Krzyk, wyśmiewanie, poniżanie doznałam od osób, którym tak bardzo zależy na tym by dzieci nie doświadczały przemocy psychicznej. Mówicie jedno, a robicie drugie. Mnie do waszej metody nie przekonałyście waszymi aluzjami jakobym się na niczym nie znała i była psychopatką stosującą przemoc psychiczną.
    Tyle w temacie.
  • morekac 20.05.15, 12:18
    Ktoś tu na ciebie krzyczy? I nie jesteś dzieckiem, chyba można napisać jak do dorosłego, nie jak do dziecka?

    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • yoma 20.05.15, 13:39
    To o poniżaniu to chyba do mnie. Poniżyłam koleżankę prośbą o wyjaśnienie cudacznych pojęć swoimi słowami.
    --
    Grupa G8. Kraje rozwinięte. Trzeci Świat. IV RP.
  • xseniaw 20.05.15, 14:24
    Nie Yoma, to nie o tobie :)
    Ale ciekawe stwierdzenie o tych "cudacznych pojęciach". Mam rozumieć, że ty też nie stosujesz NVC, "mowy żyrafy" i wychowywania językiem serca. :) No proszę a myślałam, że tylko ja jestem taka zacofana matka, która się nie zna na współczesnych, behawiorystycznych metodach wychowawczych. :D
  • yoma 20.05.15, 15:01
    A to przepraszam i odszczekuję, hau hau. Nie mam najmniejszego pojęcia, czy stosuję mowę żyrafy, cokolwiek to jest. Tak jak ten pan, który nie wiedział, że mówi prozą :P
    --
    Chłop jest tyle wart, do ilu ukończonych miast przylega
  • rulsanka 21.05.15, 08:30
    No proszę a myślałam, że tylko ja jestem taka zacofana matka, która się nie zna na współczesnych, behawiorystycznych metodach wychowawczych. :D

    Behawioryzm to właśnie karne jeżyki i tablice motywacyjne.

    pl.wikipedia.org/wiki/Behawioryzm
    pl.wikipedia.org/wiki/Warunkowanie_instrumentalne
  • mamasiasiulki 21.05.15, 09:03
    Nie do końca - metody wywodzone z behawioryzmu podkreślają, by zwracać uwagę na pozytywy, a minimalizować utrwalanie złych zachowań (częsty błąd, gdzie awanturą, dziwnym karaniem, długim kazaniem zwracamy uwagę na złe zachowanie i mimowolnie je utrwalamy).
  • rulsanka 21.05.15, 09:14
    Nagrody czy kary, to jeden diabeł. Bardziej chodzi o podejście "tresurowe" w behawioryzmie a nie dobór konkretnych metod. Jeżeli zwolenniczka "jeżyków" i "zeszytu pochwał" wypowiada się negatywnie o behawioryzmie, to znaczy, że nie rozumie tego słowa i jego pochodzenia.
  • xseniaw 21.05.15, 09:24
    "Jeżeli zwolenniczka "jeżyków" i "zeszytu pochwał" wypowiada się negatywnie o behawioryzmie, to znaczy, że nie rozumie tego słowa i jego pochodzenia."
    Rozumiem, rozumiem. :)
    Za to ty przytocz moje negatywne słowa o behawioryzmie, bo jak żywo nic takiego nie napisałam. Również masz problemy z czytaniem i rozumiem tekstu pisanego?
    Zadziwiające jak przeinaczacie moje słowa pod to co wam pasuje. Szok po prostu.
  • rulsanka 21.05.15, 09:34
    Ale ciekawe stwierdzenie o tych "cudacznych pojęciach". Mam rozumieć, że ty też nie stosujesz NVC, "mowy żyrafy" i wychowywania językiem serca. :) No proszę a myślałam, że tylko ja jestem taka zacofana matka, która się nie zna na współczesnych, behawiorystycznych metodach wychowawczych. :D

    Ja to zrozumiałam, że
    - pod pojęciem behawioryzmu rozumiesz "język szakala" i "mowę żyrafy" (co jest błędne, to zupełnie inne podejście)
    - odcinasz się od "współczesnych, behawiorystycznych" metod wychowawczych - "nie znam, nie stosuję"

    Mamy tu połączenie odcinania się od tych metod (współczesnych, behawiorystycznych) wynikające z niechęci lub uznania, że są niepotrzebne. Czyli wypowiadasz się negatywnie o tych metodach (współczesnych, behawiorystycznych).

    Jest w tej wypowiedzi jakaś wewnętrzna sprzeczność, prawdopodobnie wynikająca z niezrozumienia pojęcia behawioryzmu i jego podstawowych założeń.
  • ciocia-krysia 21.05.15, 09:35
    Proszę, 2 negatywne komentarze, na temat behawioryzmu, którego to pojęcia na dodatek używasz w złym kontekście, prawdopodobnie dlatego, że nie znasz jego definicji:

    xseniaw 20.05.15, 14:24
    "No proszę a myślałam, że tylko ja jestem taka zacofana matka, która się nie zna na współczesnych, behawiorystycznych metodach wychowawczych. :D"
    xseniaw 20.05.15, 07:58
    "Bo tutaj na tym wątku nie daje się propozycji rozwiązań danej sytuacji (żeby to matka zdecydowała, co będzie najlepsze dla jej dziecka), tylko na chama wciska się jedyną poprawną, behawiorystyczną, o współczesnych poglądach metodę."
  • xseniaw 21.05.15, 11:38
    Pod pojęciem behawioryzmu zawsze rozumiałam ogół zachowania ludzkiego.
    Zmusiłyście mnie do zgłębienia tematu behawioryzmu i NVC. A oto moje wnioski:
    Behawioryzm - nauka o stałych, odruchowych lub wyuczonych reakcjach na bodźce. Polega na badaniu wyłącznie bodźców bądź ich układu (sytuacji) i reakcji fizjologicznych im odpowiadających, czyli na analizie obiektywnego zachowania się człowieka.
    pl.wikipedia.org/wiki/Behawioryzm
    portalwiedzy.onet.pl/27093,,,,behawioryzm,haslo.html
    NVC (inaczej "mowa żyrafy") - Jest ono nazywane również językiem empatii lub językiem serca, ponieważ opiera się na rozpoznawaniu uczuć i potrzeb - swoich oraz drugiej osoby - i na otwartym ich wyrażaniu.
    www.egodziecka.pl/Jezyk-zyrafy-czyli-porozumienie-bez-przemocy.html
    Na model NVC składają się 4 elementy, których systematyczna realizacja przynosi skuteczną komunikację na poziomie zarówno negocjacji handlowych jak i rodzinnych.
    SPOSTRZEŻENIE - Na tym etapie obserwujemy, co się rzeczywiście stało, co naprawdę zostało powiedziane – nie dodając do tego naszych ocen i osądów, nie obarczając tego, co widzimy i słyszymy, tym, co pochodzi z naszej przeszłości lub jest grą naszej wyobraźni. Chodzi o to, aby nie ferować wyroków, tylko rzetelnie uzmysłowić sobie, co się wydarzyło.
    UCZUCIA - Mówisz, co ty czujesz w tej sytuacji.
    OKREŚLAMY WŁASNE POTRZEBY
    PROŚBA - Mówmy wprost czego konkretnie oczekujemy od innych.
    www.solaris-rozwojosobisty.pl/jezyk-zyrafy/

    Przez behawioryzm rozumiem różne zachowania ludzkie w reakcji na konkretne bodźce. I bodźce nie muszą być fizyczne, ale mogą być np. słowne. Skrytykuję kogoś i jak on się zachowa. Pochwalę kogoś i jak on się zachowa. Natomiast NVC to nic innego jak obserwowanie zachowania dziecka, nazwanie uczucia jakie odczuwa i wyrażenie głośno naszej prośby.
    W obu metodach jest obserwacja zachowania dziecka. W obu metodach poprzez nasze zachowanie staramy się zmienić zachowanie dziecka. W behawioryzmie poprzez odpowiednie bodźce (kara, nagroda), w NVC poprzez odpowiednio dobrane słowa.

    Tak ja to rozumiem, a jak wy to rozumiecie?

    Ciociu-Krysiu gdzie w tych moich słowach, które przytoczyłaś jest choć jedno słowo krytyki na temat behawioryzmu?
    Pierwszy cytowany przez ciebie: Napisałam tylko, że się nie znam na współczesnych behawiorystycznych metodach wychowawczych. To, że się na czymś nie znam nie jest równoznaczne z tym, że to neguję. Powiem więcej, nie opiniuję niczego o czym nie mam pojęcia. Np. Nigdy nie jadłam mango, więc nie potrafię powiedzieć czy jest smaczne czy nie.
    Twój wniosek, że neguję behawioryzm i nowoczesne metody badawcze na podstawie tego cytatu jest wnioskiem błędnym.

    Drugi cytowany przez ciebie: napisałam tylko, że tu na forum propaguje się tylko jedną metodę wychowawczą i bez mała wciska się ją na chama. Nie ma tu ani jednego słowa o tym, że ta metoda wychowawcza jest zła. Jest natomiast o tym, że propagowanie tylko i wyłącznie jednej metody (bez mała ośmieszając i obrażając każdą inną) mnie się osobiście nie podoba i wcale mnie do niej nie przekonuje.
    Twój wniosek, że w tym cytacie neguję waszą metodę wychowawczą również jest błędny.

    Rulsanka:
    "- pod pojęciem behawioryzmu rozumiesz "język szakala" i "mowę żyrafy" (co jest błędne, to zupełnie inne podejście) "
    Wytłumaczyłam wyżej co rozumiem przez behawioryzm i "mowę żyrafy". Proszę ustosunkuj się do moich wypowiedzi powyżej.

    "- odcinasz się od "współczesnych, behawiorystycznych" metod wychowawczych - "nie znam, nie stosuję" "
    "Mam rozumieć, że ty też nie stosujesz NVC, "mowy żyrafy" i wychowywania językiem serca. :) No proszę a myślałam, że tylko ja jestem taka zacofana matka, która się nie zna na współczesnych, behawiorystycznych metodach wychowawczych. :D"
    Zrozumiałaś to Ruslanko totalnie opacznie. Nie stosuję, bo nie znam [czytaj: dopiero poznaję, ocenię i być może wypróbuję], nie to samo co odcinanie się [czytaj: nie znam i nie mam zamiaru stosować].
    W sumie i tak obojętnie jak to zrozumiałaś, również nie ma tu słowa negatywnego o tych metodach. Jest tylko stwierdzenie faktu, że nie stosuję NVC i się na tym nie znam.

    Ponowię moje słowa: zadziwiające jest jak bardzo czytacie w moich postach to co chcecie, a nie to co faktycznie piszę.
    www.niebieskalinia.org/bialawstazka/zakladka5.php
    "Komunikacja za pomocą języka szakala jest pełna krytyki, aluzji, złośliwości, interpretacji i manipulacji - zmierza do zawstydzenia i podporządkowania sobie rozmówcy. Zawsze wtedy, gdy zwracając się do drugiego człowieka posługujemy się oceną, wartościujemy coś, "ubieramy" strój szakala. [...] Uszy szakala są przetrenowane w tym, aby słyszeć i reagować na własne myśli i wyobrażenia. Szakal koncentruje się wyłącznie na osobistej interpretacji zdarzeń, nadaje im wrogie dla siebie znaczenie i broniąc się - walczy."
  • ciocia-krysia 21.05.15, 11:52
    "Napisałam tylko, że się nie znam na współczesnych behawiorystycznych metodach wychowawczych." A na myśli miałaś, że masz je w nosie. Ale teraz za chińskiego boga się do tego nie przyznasz, ziew.
  • xseniaw 21.05.15, 12:36
    A na myśli miałaś, że masz je w nosie. Ale teraz za chińskiego boga się do tego nie przyznasz, ziew.
    To fakt, forma przekazania tej metody odrzuca mnie na kilometr, a nie sama metoda. Ja tresuję własne dzieci, stosuję metody antypedagogiczne, antywychowawcze, uczę je materializmu, jestem "trollem pedagogicznym".
    Jak takimi słowami chcecie mnie przekonać do metody "języka żyrafy" i NVC? Inne osoby mają tą metodę stosować, ale wy już nie musicie?
    "- Jedź dziecko szpinak, bo jest zdrowy,
    - mamusiu a dlaczego ty nie jesz?
    - bo nie lubię."
    Tak to ma wyglądać? Może, gdybyście same go stosowały, to nie odbierałabym go tak źle i fałszywie. Im więcej czytam, tym bardziej się przekonuję, że to nie musi być zła metoda, tylko forma "przyjmij ją za swoją i stosuj, bo jak nie do ci dokopię" jakoś mnie odrzuca.
  • mamasiasiulki 22.05.15, 09:01
    > To fakt, forma przekazania tej metody odrzuca mnie na kilometr, a nie sama meto
    > da.

    Tu - pewnie masz rację. Choć ZAZWYCZAJ ludzie stosujący "stare, dobre wychowanie" są tak zatwardziali w swych poglądach, matki stosujące alternatywne podejścia tyle się muszą nawalczyć z np. dziadkami dzieci i przeróżnymi starszymi paniami spod znaku "cozaniewychowanybachor, jak można mu pozwolić dyskutować, nagłowępaniwlezie", a nam tak już język skołowaciał od tłumaczenia na tym forum, o co chodzi i że warto - że rzeczywiście: możemy mówić skrótami myślowymi i odczuwać niechęć przy czytaniu tego typu rad.

    Tak, moim zdaniem masz rację, że projektujemy pewne zaszłości (np. z dyskusji, które już się tu odbyły), zakładając z góry, że osoba o Twoich poglądach natychmiast zacznie się wykłócać, negować nasze podejście i uważać, że ona wie lepiej, bo jest matką, a współczesne metody, to "wymysły".

    Zważ, że większość z nas wychowano skandalicznymi nieraz sposobami, większość dorosłych dopiero w dorosłym wieku wiele rzeczy przepracowuje, dochodzi do tego, kim chce być. I niestety większa część "stare wychowanie" uważa nadal za jedynie słuszne...

    Niemniej - ja nadal uważam, że podejścia inne, niż NVC, rodzicielstwo bliskości, autentyczność, szacunek dla dzieci - są niewłaściwe. Pięknie napisał Juul: one SĄ skuteczne, ale godzą w godność, integralność i granice dziecka i dlatego dziś wiemy, że należy ich unikać. Podobnie, jak należy próbować wprowadzać bezprzemocową komunikację w życie codzienne, co jest o tyle trudniejsze, że nie pracujemy tu już z dosyć "czystym" dzieckiem, tylko ludźmi tak samo przyzwyczajonymi do "języka szakala", często - z niemal paranoidalnym postrzeganiem świata. Tak, uważam, że NVC jest społeczeństwu PALĄCO potrzebne. I tak: znam wiele osób z problemami, funkcjonujących na granicy tolerancji społecznej, których problemy wynikały właśnie z takiej "starej szkoły wychowawczej", łamania ich granic i tp. Owszem, dobry rodzic wie, że to on "przewodzi" i właśnie dlatego tego nie nadużywa, nie walczy o władzę, nie udowadnia swojej pozycji. Wszak i w życiu dorosłym to takich szefów cenimy sobie najbardziej...

    W miejscu pracy podlega mi bezpośrednio blisko stuosobowy zespół: bardzo zróżnicowany wiekowo, o różnym poziomie ogólnym (zarówno kultury, jak i intelektualnym). Wierz mi: NVC działa CUDA. Nigdy mi się nie śniło, że tak się da.
  • mamasiasiulki 22.05.15, 09:06
    I przykro mi, jeśli akurat w moich wypowiedziach coś Cię "ruszyło" - odpowiadałam zwykle "na biegu" (szaleństwo mam ostatnio w pracy, nie wyrabiam na zakrętach), nie opanowałam fali niechęci i zmęczenia faktem, że można sobie dyskutować, publikować, wydawać książki, a "stare, dobre metody", karne jeżyki i stawianie do kąta nadal będą rządziły...
  • xseniaw 22.05.15, 12:30
    Bardzo, bardzo ci dziękuję za ten post. Jest naprawdę niewiele osób na świecie, które potrafią się przyznać do błędu i przeprosić. Bardzo to doceniam. :)
    Masz oczywiście rację, że za dużo jest przemocy w życiu codziennym. Sama doświadczyłam przemocy psychicznej od teściów przez 8 lat. To byli bardzo toksyczni ludzie, choć zdaje się nie uświadamiali sobie, jak wiele zła wyrządzają. Ja sama, będąc ofiarą, zaczęłam być agresywna. Przez dobre kilka lat (około 5) wychodziłam z tego, ale pozostała mi po tym doświadczeniu życiowym rozpoznawalność przemocy psychicznej i manipulacji u innych.
    Tym bardziej zaskoczyła mnie obecność i jednego i drugiego na tym wątku, i to w dyskusji zachwalającej właśnie NVC. Nie bardzo też mogę zrozumieć przypisywanie mi zachowań i myśli na podstawie "nie wiadomo czego". A zarzucano mi tutaj karanie jeżykiem za uczucia, rygorystyczne metody bez dyskusji z dzieckiem, uczenie materializmu i łapówkarstwa, płacenie za zrobienie herbaty itp. Tak jakby połowa moich postów przechodziła niezauważona, a z drugiej były wyciągane fałszywe wnioski, byle tylko potwierdzić jaką to straszną, rygorystyczną i tyraniczną matką jestem, i żeby broń Boże przez przypadek nie przyznać mi w czymś racji. A zdaje się to się nazywa demonizowaniem osoby. No cóż, nie lubię jak się mnie demonizuje i dlatego się bronię.

    "Podobnie, jak należy próbować wprowadzać bezprzemocową komunikację w życie codzienne, co jest o tyle trudniejsze, że nie pracujemy tu już z dosyć "czystym" dzieckiem, tylko ludźmi tak samo przyzwyczajonymi do "języka szakala", często - z niemal paranoidalnym postrzeganiem świata. Tak, uważam, że NVC jest społeczeństwu PALĄCO potrzebne."
    Zgadzam się w całej rozciągłości. Najgorsze jest to, że bardzo wielu dorosłych nie zauważa, że stosuje przemoc psychiczną, bardzo wielu zaprzecza, że ją używa, choć używa, i bardzo wiele ofiar nie wie, że to co je spotyka, to przemoc psychiczna, która jest karana przez prawo z paragrafu 207 Kodeksu Karnego. Ja sama dowiedziałam się, że to co mnie spotyka ze strony teściów, to przemoc psychiczna dopiero po około 6 latach jak jej doświadczałam. A uświadamianie sobie tego zajęło mi dobry rok.
    Masz rację, że NVC jest społeczeństwu PALĄCO potrzebne. I sama spróbuję je zastosować. Może to zadziała na moje "nic nie słyszące" dziecko :)
  • ciocia-krysia 21.05.15, 11:56
    Ja behawioryzm rozumiem, jako tresurę, karne jeżyki, kopanie prądem, takie tam.
  • ciocia-krysia 21.05.15, 12:06
    Ogólnie, bezsensowny wyciek śliny już na sam widok zapalonej lampki ;)
  • xseniaw 21.05.15, 12:45
    Widzisz palący się dom, to uciekasz, to zachowanie behawioralne. Topisz się, to wzywasz pomocy, to też zachowanie behawioralne. Ktoś cię atakuje, to się bronisz, to też zachowanie behawioralne. Ktoś obcy się do ciebie uśmiechnie, to też się uśmiechasz, to też zachowanie behawioralne.
  • 1matka-polka 21.05.15, 13:40
    Zachowanie behawioralne to masło maślane. Behawioralny - dotyczący zachowania.

    --
    www.pajacyk.pl/
  • kj-78 05.06.15, 20:50
    <Widzisz palący się dom, to uciekasz, to zachowanie behawioralne. Topisz się, to wzywasz pomocy, to też zachowanie behawioralne. Ktoś cię atakuje, to się bronisz, to też zachowanie behawioralne.<

    Poczytaj o behawioryzmie jako nurcie pedagogicznym. O psie Pawlowa, bo chyba jest Ci obcy. Behawiorystyczne metody w pedagogice to wlasnie nauka robienia/nie robienia czegos dla kar czy nagrod. Czyli karny jezyk, tablice motywacyjne itp to sa metody behawiorystyczne. I nie sa one nowoczesne, to wlasnie behawiorystyczne metody naszych rodzicow sa krytykowane przez nasze pokolenie!

    --
    Elunia 01.07.2009
    Martin 04.01.2011
  • verdana 21.05.15, 14:25
    Jestem mamusią o niewspółczesnych poglądach raczej, albowiem wszystkie moje dzieci są dorosłe. Na własnych dzieciach wypróbowałam starą, ale dobrą prawdę - kary nie działają. A jak działają, to znaczy, ze są o wiele za poważne.
    Jesli ktoś tu pluje jadem, to hm, chyba jednak nie my.
  • xseniaw 21.05.15, 16:04
    Jesli ktoś tu pluje jadem, to hm, chyba jednak nie my.
    Ubawiłaś mnie :D Zaraz, jak to było? A tak, to nie plucie, to tylko deszcz pada :D

    Na własnych dzieciach wypróbowałam starą, ale dobrą prawdę - kary nie działają.
    Hm, to może wypuśćmy wszystkich przestępców, skoro kary nie działają. I zaoszczędzilibyśmy na więzieniach i na wypłatach strażników i policji. :)
  • szamanta 21.05.15, 19:57
    Kary czasami działają, a czasami nie działają. Na każde dziecko co innego działa i co innego nie działa. Nie jest tak ,ze nigdy nie działają, lub zawsze działają. Kwestia indywidualnego podejścia do każdego z osobna i odpowiedniego doboru sankcji karnych w uzasadnionych sytuacjach .
    Jednakże wychowywanie dziecka w całkowitej bezkarności mnie nie przekonuje . Nawet w szkole, w pracy , w kodeksie karnym i wykroczeń są uwzględnione konsekwencje karne. Czasami bez tego ani rusz
  • verdana 21.05.15, 21:03
    Nie, kary nie działają - chyba, ze krótkofalowo. Między bezkarnością, a karaniem jest spora przestrzeń - na przykład na dzieci bardzo często działa dezaprobata rodziców.
    Kary owszem, bywają konieczne - aby pokazać, że dane zachowanie nam sie nie podoba i ze jest naganne. Ale nie należy liczyć na to, że dziecko sie poprawi i więcej tego nie zrobi - chyba, zę bardzo sie boi kolejnej kary. A to już niedobrze. Natomiast kary są o tyle dobre, że pokazują dziecku,z ę to co robi nie spotka sie z rodzicielska aprobatą.
    Ale mechaniczne kary typu "karny jeżyk" nie działają w ogóle. Bo są rytuałem, nie karą dopasowaną do przewinienia.
  • xseniaw 22.05.15, 08:19
    Szamanta w końcu jeden rozsądny głos w tej dzikiej dyskusji. Popieram, każde dziecko jest inne i co innego na nie zadziała. :)
    Cały czas też tu piszę, że kara ma być tylko za coś co jest nietolerowane w społeczeństwie. Agresja fizyczna - oczywiście, że trzeba się dowiedzieć dlaczego dziecko uderzyło, kopnęło, czy pobiło, ale to nie zmienia faktu, że agresja fizyczna powinna być ukarana. Już 13 letnie dziecko może być wysłane do zakładu poprawczego gdy stosuje agresję fizyczną.
    Niszczenie rzeczy (wandalizm) - tak jak wyżej, najpierw dowiedzieć się dlaczego, a potem ukarać. Oczywiście, jeśli dziecko niszczy ci w domu rzeczy, i nie chcesz go za to karać, to w końcu twoje dziecko, twój dom i twoje rzeczy. Ale jeśli zacznie niszczyć rzeczy innych, w miejscach publicznych (przedszkole, szkoła), to już tak łatwo nie pójdzie. Będziesz płacić za szkody.

    " Między bezkarnością, a karaniem jest spora przestrzeń - na przykład na dzieci bardzo często działa dezaprobata rodziców."
    Po pierwsze dezaprobata rodziców to też forma kary. A po drugie, widziałaś ty współczesne dzieci? Taki 3 czy 6-latek może jeszcze przejmie się dezaprobatą rodziców, ale na 10-12-latka to już nie działa. Nie mówiąc o starszych dzieciach.

    Nie, kary nie działają
    Kary owszem, bywają konieczne
    To może jednak zdecyduj się na coś Verdana, bo to są całkowicie przeciwne zdania.

    Ale nie należy liczyć na to, że dziecko sie poprawi i więcej tego nie zrobi - chyba, zę bardzo sie boi kolejnej kary. A to już niedobrze.
    Czyli chcecie uczyć dziecko, że nie wolno bić drugiego człowieka z szacunku do niego, a nie z powodu bania się kary? Czy dobrze to zrozumiałam?
    Według mnie tylko bardzo, bardzo wyjątkowe dzieci są w stanie się tego nauczyć w wieku przedszkolnym.
  • morekac 22.05.15, 08:59
    >ale na 10-12-latka to już nie działa
    A to już zależy od dziecka.
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • mamasiasiulki 22.05.15, 09:34
    z czym to dziecko się dotychczas zetknęło. Obserwuję od jakiegoś czasu dzieci/młodzież wychowywane konsekwentnie według modeli z kręgu NVC znacznie dłużej, niż moje dzieci żyją na świecie - są spokojne, zrównoważone, bardzo dojrzałe jak na swój wiek i świetnie sobie radzą w różnych sytuacjach stresowych czy konfliktowych. Bez wyjątków kurczę... Moje najstarsze były malutkie gdy zetknęłam się z Montessori, Juulem, NVC - stosujemy, nie mamy problemów. Natomiast rzeczywiście - zastanawiam się, co z dziećmi, które teraz mają 12, 14 lat, wychowanymi "tradycyjnie" - co dałby przeskok na NVC. Ma któraś z Was takie doświadczenia?
  • xseniaw 22.05.15, 11:09
    Morekac rzeczywiście powinnam doprecyzować. Na moje dzieci moja dezaprobata nie działa.

    mamasiulki mogę spróbować na moich dzieciach, wiek maja odpowiedni (9 i 14 lat). Tylko najpierw sama muszę się nauczyć tej metody, zanim zacznę uczyć moje dzieci.
  • verdana 25.05.15, 16:21
    To znaczy, ze Twoje wychowanie było złe. Nie zdołałaś wypracować sobie autorytetu.
  • xseniaw 26.05.15, 08:16
    Tak masz rację. Mój autorytet podkopywali moi teściowie. W ogóle starali się zrobić wszystko by zabrać mi dzieci. A gdy do nas przychodzili, to moje zdanie przestawało się liczyć.
    Ciężko było mi potem odzyskać autorytet u dzieci, ale cały czas o to walczyłam. Aż wywalczyłam. Ale tego co się działo, gdy byli mali już nie odwrócę.
  • verdana 23.05.15, 12:51
    Oczywiście, ze działa. Pod warunkiem,że rodzic przez lata nie karał mechanicznie i ze ma dobry kontakt z dzieckiem.
    Jezeli w ogóle nie działa, to rodzic bardzo skopał wychowanie swojego dziecka. Nie udało mu się przekonać dziecka, że jednak nie jest nastawiony do niego wrogo, coś tam wie i czasem warto sie z nim liczyć.
  • rulsanka 22.05.15, 09:29
    Po pierwsze dezaprobata rodziców to też forma kary.

    Tylko, że jest to kara naturalna, w logiczny sposób powiązana z czynem. Stanie w kącie taką karą nie jest. Naturalną nagrodą jest np. zadowolenie drugiej osoby. Dawanie pieniędzy za zrobienie mamie herbaty - nie jest naturalnym następstwem.

    A po drugie, widziałaś ty współczesne dzieci? Taki 3 czy 6-latek może jeszcze przejmie się dezaprobatą rodziców, ale na 10-12-latka to już nie działa. Nie mówiąc o starszych dzieciach.

    Taki 3-6 latek jeszcze się przejmie karnym jeżykiem, a 10 latka to już trzeba na cały dzień do pokoju. A 17latka do więzienia na 48.
    A jak się potem dogadywać z dorosłymi dziećmi, skoro dezaprobata rodziców na nich nie działa, bo były wychowywane w oparciu o tresurowe kary i nagrody? Jaka opłata za odwiedzanie starej matki na święta?
  • xseniaw 22.05.15, 11:23
    "Naturalną nagrodą jest np. zadowolenie drugiej osoby. Dawanie pieniędzy za zrobienie mamie herbaty - nie jest naturalnym następstwem. "
    Hm. Jak mi syn zrobi herbatę, to przytulam, daję buziaka i mówię "dziękuję", czy to naturalna nagroda, czy już nienaturalna?
    Zaczynam się gubić. Nie karać, nie nagradzać. Po czym się okazuje, że jednak, tak, karać i tak nagradzać. To co może być karą, a co nagrodą? Ma to być, czy nie ma być?
    Rozumiem was "karny jeżyk" jest be. Ale co w zamian? Mam zrobić grymas by wyrazić swoją dezaprobatę, gdy dziecko zasłuży i nic poza tym? I "nie będę się z tobą bawiła" ma zastąpić karę? Proszę wytłumaczcie.

    " Taki 3-6 latek jeszcze się przejmie karnym jeżykiem, a 10 latka to już trzeba na cały dzień do pokoju. A 17latka do więzienia na 48."
    W moim przypadku 9-latkowi wystarczy zabrać komputer na jeden dzień i nie zamykam go w pokoju. Wręcz przeciwnie, bardzo często gdy ma taką karę, to jest wręcz dodatkowy czas by porozmawiać wspólnie o różnych sprawach. Zresztą taką samą karę mam dla starszego.

    "A jak się potem dogadywać z dorosłymi dziećmi, skoro dezaprobata rodziców na nich nie działa, bo były wychowywane w oparciu o tresurowe kary i nagrody? Jaka opłata za odwiedzanie starej matki na święta?"
    Hm. Powiem ci na własnym przykładzie. Ja też byłam wychowana tą straszną metodą tresury kary i nagrody. I wiesz co, kocham własną matkę i bardzo często ją (i ojca) odwiedzam. I nigdy mi nie płacili. :)
  • rulsanka 22.05.15, 13:52
    Hm. Jak mi syn zrobi herbatę, to przytulam, daję buziaka i mówię "dziękuję", czy to naturalna nagroda, czy już nienaturalna?


    Nie udawaj, że nie rozumiesz. Wpisanie do zeszytu pochwał jest nienaturalne, buziak jest z reguły naturalny (chyba, że u ciebie podlega to jakiemuś kodeksowi. Herbata - 1 buziak, kanapka -2. Odmowa wyniesienia śmieci - 0 buziaków przez cały dzień. To wtedy byłoby sztuczne)

    Rozumiem was "karny jeżyk" jest be. Ale co w zamian? Mam zrobić grymas by wyrazić swoją dezaprobatę, gdy dziecko zasłuży i nic poza tym?

    To zależy od sytuacji i twojej oceny. Czasem wystarczy powiedzieć "nie podoba mi się to co robisz", innym razem mówię podniesionym tonem, jeszcze innym razem krzyczę. Ale nie na zasadzie sztywnego regulaminu, każda sytuacja jest inna.

    W moim przypadku 9-latkowi wystarczy zabrać komputer na jeden dzień i nie zamykam go w pokoju. Wręcz przeciwnie, bardzo często gdy ma taką karę, to jest wręcz dodatkowy czas by porozmawiać wspólnie o różnych sprawach. Zresztą taką samą karę mam dla starszego.

    Pytanie - za co te kary. Jeżeli za jakieś naprawdę poważne przewinienie, to dziecko szkolne jest w stanie zrozumieć koncepcję kary i stosowana w wyjątkowych sytuacjach ma szansę zadziałać zgodnie z planem. Natomiast kar nie można stosować jako codzienny element wychowania, bo się szybko dewaluują i przestają działać. A w przypadku dzieci przedszkolnych, których rozróżnianie dobra od zła oraz samokontrola dopiero się rozwijają - kary działają tylko pozornie. Poza tym, zawsze lepiej od kary zadziała rozmowa, w której uda nam się dotrzeć do dziecka, w taki sposób, by samo oceniło swoje postępowanie i uznało, że trzeba się poprawić.

    Hm. Powiem ci na własnym przykładzie. Ja też byłam wychowana tą straszną metodą tresury kary i nagrody.

    I dlatego powielasz ten system. Ludzie bici jako dzieci twierdzą często, że zasłużyli i "wyrośli na ludzi". Nie są to argumenty potwierdzające słuszność metod wychowawczych.

    I wiesz co, kocham własną matkę i bardzo często ją (i ojca) odwiedzam.

    Bo zazwyczaj ludzie chcą kochać swoich rodziców i kochają ich nawet jeśli doznali wielu krzywd. A co dopiero, gdy mieli w miarę normalnych.
    Nie zmienia to sytuacji jeśli chodzi o wpisywanie zasług do zeszytu pochwał. To po prostu zmiana perspektywy z niematerialnej na materialną i przemyśl to lepiej.
  • xseniaw 22.05.15, 15:01
    "Nie udawaj, że nie rozumiesz. Wpisanie do zeszytu pochwał jest nienaturalne, buziak jest z reguły naturalny (chyba, że u ciebie podlega to jakiemuś kodeksowi. Herbata - 1 buziak, kanapka -2. Odmowa wyniesienia śmieci - 0 buziaków przez cały dzień. To wtedy byłoby sztuczne)"
    Na szczęście u mnie w domu nie trzeba zasłużyć by dostać buziaka w policzek. I nie udaję. Padło tu hasło "nie karać i nie nagradzać", więc nie wiem czy taki buziak to już nie jest nagroda, której być nie powinno.

    "To zależy od sytuacji i twojej oceny. Czasem wystarczy powiedzieć "nie podoba mi się to co robisz", innym razem mówię podniesionym tonem, jeszcze innym razem krzyczę. Ale nie na zasadzie sztywnego regulaminu, każda sytuacja jest inna. "
    Taaa. To nie robisz nic innego ode mnie. Tylko czy czasem krzyk nie jest sprzecznością z NVC? Karnego jeżyka stosować nie wolno, ale drzeć się na dziecko już tak? hmmm

    "Pytanie - za co te kary. Jeżeli za jakieś naprawdę poważne przewinienie, to dziecko szkolne jest w stanie zrozumieć koncepcję kary i stosowana w wyjątkowych sytuacjach ma szansę zadziałać zgodnie z planem."
    Brak zadania domowego i jedynka, pomimo iż dzień wcześniej prosiłam o odrobienie zadań domowych. Ewidentne kłamstwo [i cały czas powtarzam synom, że wolę najgorszą prawdę od kłamstwa]. Hm i jakoś więcej przewinień nie potrafię sobie przypomnieć. Nawet za nie wyniesienie śmieci przez 3 dni jakoś ich nie karzę, co najwyżej jak ty powrzeszczę.

    Zeszyt pochwał kazała mi założyć psycholog, wiec nie za bardzo analizowałam czy to dobrze czy nie. Przez ten czas kiedy go stosowałam u mnie się sprawdził i tyle. Od mniej więcej 2 lat już ich nie stosuję (każdy miał swój własny), choć moi synowie lubią jeszcze do nich zaglądać i wywołują u nich miłe wspomnienia :). Teraz to już po prostu pamiątka z dzieciństwa, tak jak dzienniczek ucznia starszego z kilkudziesięcioma uwagami od nauczycieli. :)
  • morekac 22.05.15, 19:31
    >
    -- więc nie wiem czy taki buziak to już nie jest nagroda, której być nie powinno.

    Kpisz, czy tak na poważnie?
    Być może musisz mieć wszelkie kary czy nagrody zadekretowane ze względu na przypadłości dziecka oraz swoje własne doświadczenia z dzieciństwa.
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • morekac 23.05.15, 00:25
    >Padło tu hasło "nie karać i nie nagradzać", więc nie wiem czy taki buziak to już nie jest nagroda, której być nie powinno. --

    Chyba mi poprzedni post wcięło, więc zapytam : kpisz czy piszesz na poważnie?

    Mogę pojąć, że przy dziecku z ZA trzeba stosować niestandardowe metody , bo jest to związane z upośledzeniem odczytywania emocji i mowy ciała, niemniej dla dzieci w normie raczej nie trzeba tworzyć kodeksu karnego na użytek domowy.
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • mamasiasiulki 22.05.15, 14:41
    Ciekawe pytania... Ogólnie mnie najtrudniej było zacząć myśleć, zmienić myślenie na: nie karzę, nie odgrywam się - wyciągam konsekwencje.

    > Hm. Jak mi syn zrobi herbatę, to przytulam, daję buziaka i mówię "dziękuję", cz
    > y to naturalna nagroda, czy już nienaturalna?

    Bardzo naturalna, nawet, jeśli chwalisz do przesady. Jakieś "ojej, skąd wiedziałeś, a tak mnie dziś nogi bolą, ale mi sprawiłeś frajdę!" Tudzież: "wiem, że musiało być Ci ciężko się do tego zmobilizować, ja też nie lubię, gdy ktoś coś mi każe", "o, pościeliłeś łożka i odkurzyłeś dywan, będę miała czas by wreszcie wybrać się do sklepu i wybrać dla Ciebie te nowe rolki". U mnie działa także to, by od czasu do czasu zrewanżować się tym samym. Ja moim - w tym małżonowi - robię czasem śniadanie do łóżka, z kakałkiem z bitą śmietanką i pełnym rozpuszczaniem ekipy :-) Innym razem mąż nakręca dziewczyny na zasadzie "chodźcie, zrobimy mamie frajdę". Pękałam z dumy gdy najmłodsza (3,5) zwlokła się kiedyś o piątej rano, wyciągnęła blok i zaczęła wycinać "laurkę dla pani Ewuni" (woźna z przedszkola). W ogóle: widzę, że mnie też łatwiej wiele rzeczy zrobić gdy ktoś się naprawdę ucieszy, szczerze pochwali i tp.

    > Zaczynam się gubić. Nie karać, nie nagradzać. Po czym się okazuje, że jednak, t
    > ak, karać i tak nagradzać. To co może być karą, a co nagrodą? Ma to być, czy ni
    > e ma być?

    Wiesz, bo w zasadzie - dosłownie rozumiejąc: wytarcie rozpaćkanej zupy też jest karą. Ale nie jest "odegraniem się". Wstawienie do kąta, bo "trzy razy upomniałam, uprzedziłam, a nie pomogło" trochę jest odegraniem się, pokazaniem, że mamy przewagę i choćby nie wiem co - w końcu to dziecko musi się ugiąć. Mnie było początkowo trudno, ale podziałało jedno - dziecko i tak będzie czasami "niegrzeczne" :-) I tak będą momenty ryku i naruszania granic. I mnie też czasami puszczą nerwy. Ale wtedy mówię: przepraszam, nie powinnam krzyczeć.

    Generalnie: warto kategorycznie stosować się tylko do kwestii ludzkich granic, bezpieczeństwa, zdrowia i tp. I warto być autentycznym, nie nakładać maski "wychowawcy".

    A a propos nazywania emocji - moja młodsza dwójka w wieku około 2,5 - trzech lat modelowo: zaczynała wyć, bo np. kupiłam lizaka, ale kazałam zjeść dopiero po obiedzie. To ja na to wycie: "czemu krzyczysz? ja przecież nie krzyczę na Ciebie, nie lubię, kiedy tak załatwiasz sprawę". Młode cichło właściwie natychmiast i meldowało: "ale... (np. ja jestem taki zazdrosny, bo ta dziewczynka je loda teraz, a ja muszę poczekać, nie wytrzymam tak długo".

    > Rozumiem was "karny jeżyk" jest be. Ale co w zamian? Mam zrobić grymas by wyraz
    > ić swoją dezaprobatę, gdy dziecko zasłuży i nic poza tym? I "nie będę się z tob
    > ą bawiła" ma zastąpić karę?

    Zależy od sytuacji. Nie wyniesie śmieci raz, drugi. Powiedziałabym, że nie wyniósł śmieci, jest ich pełno i nie ma gdzie wyrzucać. Że domyślam się, że to dla niego koszmarna strata czasu, że nikt nie lubi obowiązków, ja też ich nie znoszę i wolałabym po dniu pracy poleżeć. Wreszcie zapytałabym, czy widzi jakieś wyjście z tej sytuacji, bo śmieci trzeba wynosić. A dalej - zależy od niego. Może woli odkurzać? Może łatwiej mu będzie brać worek ze śmieciami po drodze do szkoły, żeby nie musiał wracać po wyniesieniu śmieci do domu (brrr... ja mieszkam na parterze i okropnie mi się nie chce - wynosimy po drodze do pracy/szkoły/sklepu). Nie chce mu się odkurzać w ciągu dnia, to może lepiej będzie robić to rano po wstaniu z łóżka? Nie będzie miał poczucia, że sobie rozwala dzień? I tp. i tp.

    > " Taki 3-6 latek jeszcze się przejmie karnym jeżykiem, a 10 latka to już trz
    > eba na cały dzień do pokoju. A 17latka do więzienia na 48."
    >
    W moim przypadku 9-latkowi wystarczy zabrać komputer na jeden dzień i nie z
    > amykam go w pokoju. Wręcz przeciwnie, bardzo często gdy ma taką karę, to jest w
    > ręcz dodatkowy czas by porozmawiać wspólnie o różnych sprawach. Zresztą taką sa
    > mą karę mam dla starszego.

    Nie bardzo mam jak się odnieść - my nie lubimy kompa i telewizji, telewizor mamy od czasu mistrzostw - mąż się zbuntował, ale w sumie prawie ciągle wyłączony. Komp służy do nauki programowania :-) Jak tak lubią, to może mu wypożyczysz Grębosza, będzie pożytek?


    > "A jak się potem dogadywać z dorosłymi dziećmi, skoro dezaprobata rodziców n
    > a nich nie działa, bo były wychowywane w oparciu o tresurowe kary i nagrody? Ja
    > ka opłata za odwiedzanie starej matki na święta?"

    > Hm. Powiem ci na własnym przykładzie. Ja też byłam wychowana tą straszną metodą
    > tresury kary i nagrody. I wiesz co, kocham własną matkę i bardzo często ją (i
    > ojca) odwiedzam. I nigdy mi nie płacili. :)

    Podziwiam. Może to tak naprawdę nie zależy od metody, tylko postawy rodzica, relacji, rzeczywistych emocji? Tak głośno myślę... Może da się karać "na zimno", na zasadzie umowy, że to taki "kodeks karny", a w rzeczywistości nie wywlekać własnej władzy i budować fajną relację? Nie wiem. Na pewno pokazywanie "kto tu rządzi" nic dobrego nie wnosi, ale jeśli np. rodzice potrafią się przyznawać do błędów, słuchać, pójść na kompromis, słowem: sami są dojrzali, to kto wie...? Tylko jestem pewna, że to jeszcze trudniejsze - trudniej "stanąć obok siebie", zachować dystans, uchronić się przed błędem "jaturządzenia". Ja bym nie dała rady.
  • mamasiasiulki 22.05.15, 14:50
    Przy maluchach starałam się mówić głośno o tym, że pewnie sobie zapomniały, że nie wolno czegoś-tam. I umawiałam się np. - jak już emocje opadły - że jak sobie następnym razem zapomni, to mu/jej przypomnę. I rzeczywiście działało. Dzieci często nie są "niegrzeczne" bo np. nie znają granic, tylko sobie zapominają, działają zanim pomyślą, a później już głupio się przyznać. U starszych - mam wrażenie - przede wszystkim: szkoda im na coś (śmieci!) czasu, nie chce im się, mama gdera, więc jest bunt, czemu ciągle wszyscy coś mi każą (ręka do góry, kto lubi, gdy mu się wydaje rozkazy?)
  • xseniaw 22.05.15, 16:10
    "Ciekawe pytania... Ogólnie mnie najtrudniej było zacząć myśleć, zmienić myślenie na: nie karzę, nie odgrywam się - wyciągam konsekwencje"
    To już zrozumiałam dobrych 6 lat temu. Nie odgrywać się i karać tylko za ewidentne łamanie wspólnych zasad. Jeszcze kilka lat temu w repertuarze miałam tylko 4 rodzaje kar: brak komputera, brak słodyczy, brak podwórka i kolegów, i krzyk. Teraz pozostał mi tylko ban na komputer i krzyk [choć ostatnio coraz częściej słyszę "mamo nie musisz krzyczeć" co mnie uspokaja natychmiastowo].

    "Bardzo naturalna, nawet, jeśli chwalisz do przesady. Jakieś "ojej, skąd wiedziałeś, a tak mnie dziś nogi bolą, ale mi sprawiłeś frajdę!"
    Hahahaha dokładnie to stosuję :D I żeby było śmieszniej na męża też to działa :D

    "W ogóle: widzę, że mnie też łatwiej wiele rzeczy zrobić gdy ktoś się naprawdę ucieszy, szczerze pochwali i tp."
    Ja też lubię pochwały i cieszę się, gdy mogę za coś pochwalić moje dzieci. Natomiast mój maż nie chwali praktycznie wcale i niestety nie potrafię tego w nim zmienić.

    "Wiesz, bo w zasadzie - dosłownie rozumiejąc: wytarcie rozpaćkanej zupy też jest karą. Ale nie jest "odegraniem się". "
    Hm. Dla mnie to naturalne, pobrudziłeś = sprzątasz. Ale mam siostrzeńca, który brudzi, i nie chce sprzątać i co wtedy? Np. potrafi strzaskać szklankę, kłamać, że to nie on i on tego nie ma zamiaru sprzątać. I jak się wtedy zachować? Albo mój syn dostał nową zabawkę, on chciał ja zobaczyć, zepsuł ją i się śmiał. Mogłabym uwierzyć w przypadek, ale tak się zdarzyło kilka razy. Moi synowie już nie chcą go zapraszać do naszego domu. A jest równolatkiem z młodszym.

    "Mnie było początkowo trudno, ale podziałało jedno - dziecko i tak będzie czasami "niegrzeczne" :-) I tak będą momenty ryku i naruszania granic."
    Zbyt grzeczne dzieci mnie przerażają. :)

    Ale wtedy mówię: przepraszam, nie powinnam krzyczeć.
    Coraz częściej zdarza mi się mówić te słowa, tym bardziej, że moi synowie nie boją się mówić mi "mamo nie krzycz".

    " Nie wyniesie śmieci raz, drugi. Powiedziałabym, że nie wyniósł śmieci, jest ich pełno i nie ma gdzie wyrzucać. Że domyślam się, że to dla niego koszmarna strata czasu, że nikt nie lubi obowiązków, ja też ich nie znoszę i wolałabym po dniu pracy poleżeć."
    U mnie pod tym względem nie ma zmiłuj. Ja muszę płacić rachunki, prać brudy, robić zakupy, gotować obiady, czy chodzić na wywiadówki, nikt się mnie nie pyta czy mam na to ochotę czy nie. I dlatego mój syn gdy dostaje zadanie wynieść śmieci, to nie dyskutuję z nim, czy nie wolałby odkurzyć dywanu. Musi to zrobić czy mu się podoba czy nie. I też nie jest tak, że tylko on wynosi śmieci, czasem wynosi młodszy, czasem ja, a czasem mąż. To samo ze sprzątaniem kuwety kota. Raz ja, raz starszy, raz młodszy, raz mąż. Nie ma zmiłuj. Tyle, że jak ja wynoszę, czy też młodszy czy mąż to jest to zrobione natychmiastowo. I tylko starszy czeka z tym do 3 dni. Potem narzeka, że jest ich dużo i są ciężkie :) A ja na to, że trzeba było wynieść wtedy kiedy mówiłam. I tak właściwie to jest cała kara, większy ciężar i ilość.

    "Jak tak lubią, to może mu wypożyczysz Grębosza, będzie pożytek?"
    Obawiam się, że u starszego to już nałóg. Grębosz spowodowałby już całkowite przyklejenie do komputera. A nieźle się męczę by choć na chwilę się od niego oderwali. Karate, piłka nożna, ścianka wspinaczkowa, basen cokolwiek co nie ma ekranu do wpatrywania.

    "Może to tak naprawdę nie zależy od metody, tylko postawy rodzica, relacji, rzeczywistych emocji? Tak głośno myślę... Może da się karać "na zimno", na zasadzie umowy, że to taki "kodeks karny", a w rzeczywistości nie wywlekać własnej władzy i budować fajną relację? Nie wiem."
    No właśnie i tu jest pewnie clou całej tej sprawy. Moja mama nawet gdy mnie za coś karała, to nie było wyśmiewania i poniżania. Zawsze wiedziałam za co jestem ukarana. I też potrafiłam mamę przekonać do własnych argumentów. Tak samo staram się wychować własnych synów. Też powtarzałam im, że to, że mają karę nie znaczy, że przestaję ich kochać. Zawsze doskonale wiedzieli gdzie zawinili i jak można było rozwiązać tą sytuację inaczej. Tak jak pisałam, teraz za niewiele przewinień ich karzę i to tylko po kilkukrotnych dyskusjach na temat. Wiedzą też, że mogą zmniejszyć wymiar kary np. dobrą oceną, umyciem naczyń, czy posprzątaniem pokoju. Wszystko jest do dogadania.

    "Na pewno pokazywanie "kto tu rządzi" nic dobrego nie wnosi, ale jeśli np. rodzice potrafią się przyznawać do błędów, słuchać, pójść na kompromis, słowem: sami są dojrzali, to kto wie...? Tylko jestem pewna, że to jeszcze trudniejsze - trudniej "stanąć obok siebie", zachować dystans, uchronić się przed błędem "jaturządzenia". Ja bym nie dała rady."
    Hmm. A co z zasadami domowymi? W naszym domu ustalam je ja z mężem. Dzieci mają "prawo wniosku", czyli mogą coś zaproponować, ale na końcu to i tak my z mężem decydujemy. Jakoś nie wyobrażam sobie domu, gdzie rządzą dzieci. Zresztą powtarzam im też, że każdy dom ma inne zasady. Np u dziadków zarówno dzieci , jak i my rodzice musimy dostosować się do zasad babci i dziadka, i np. wstawać na śniadanie o 7 rano świątek piątek, bo taką zasadę mają oni.
    I jakoś nie wierzę, że nie rządzisz u siebie :) W każdym domu musi być jakaś głowa do rządzenia. :)
  • mamasiasiulki 23.05.15, 01:50
    Nie lubię tego określenia. Wiem, że my dzierżymy pałeczkę - nie przenosimy odpowiedzialności na dzieci, nie boimy się stawiać granic. Ale zupełnie nie czuję potrzeby by to młodzieży udowadniać ;-) Przyznam Ci się, że chyba jedyna rzecz, którą muszę "zarządzić" to wieczorny marsz do łóżek (i rąk mi wtedy brakuje, każde chce głaskania po plecach ;-P). Może mam po prostu fajne, łatwe do kochania dzieci... Choć w sumie mała ma charakterek, oj, ma...

    Podziwiam Cię za stanowczość - nigdy nie chciałoby mi się bawić spinki z dziećmi, jeśli coś mogę im zapodać w formie żartu, pozwolić wybrać zadanie i - w granicach rozsądku - moment jego wykonania i tp. Ale to już w sumie bardzo indywidualna sprawa, bo mnie też się czasem nie chce zrobić prania i hałda zalega na 3 doby ;-D

    A Grębosza i tak polecam - z dwojga złego niech wisi nad tym, dobry chleb i pewny :-)
  • morekac 23.05.15, 10:19
    >Może da się karać "na zimno", na zasadzie umowy, że to taki "kodeks karny", a w rzeczywistości nie wywlekać własnej władzy i budować fajną relację? Nie wiem."

    [i]"Może to tak naprawdę nie zależy od metody, tylko postawy rodzica, relacji,
    > rzeczywistych emocji? Tak głośno myślę... Może da się karać "na zimno", na zasa
    > dzie umowy, że to taki "kodeks karny", a w rzeczywistości nie wywlekać własnej
    > władzy i budować fajną relację?

    Sądzę, że to raczej niemożliwe. Żeby karać na zimno, należałoby chyba przy jego wprowadzaniu uwzględnić wszelkie możliwe 'przestępstwa' (co jest niemożliwe) i taryfikator kar za nie, a i tak wiadomo, że mogą zaistnieć jakieś okoliczności łagodzące. W każdej sytuacji, nieprzewidzianej w rodzinnym kk, rodzic jednak odwoła się do swojej władzy i do emocji zapewne. Mnie zaniepokoiłby rodzic, karzący wg taryfikatora, bez wysłuchania jakichkolwiek racji. Zupełnie na zimno i bez uczuć, bo uważa, że tak trzeba. I ani nigdy nie odpuści, ani nie załamie rąk nad nieszczęsną progeniturą zmierzającą prosto w przepaść państwowych lochów.
    I tak szczerze: wnioskując z opisu nie tak to u ciebie wyglądało (w sensie, że coś nabroiłaś, a twoja mama wyciąga w odpowiedzi jakiś zeszycik, szuka w spisie czegoś w stylu 'gryzienie koleżanki' (pod literą g) i widząc, że jest tam napisane '3 dni wynoszenia śmieci', daje ci taką właśnie karę).
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • verdana 23.05.15, 12:54
    Karać na zimno można, jeśli nie zależy nam na dziecku, tylko na dyscyplinie.
  • xseniaw 24.05.15, 22:35
    Hm. U mnie system był dość prosty.
    Skrzywdzenie innego dziecka = kara na podwórko i wyjścia do kolegów.
    Niesłuchanie poleceń = kara na komputer.
    Odmawianie normalnego jedzenia = kara na słodycze.

    I zawsze przysługiwało prawo do obrony :) ale argumenty miały być właściwe. I często udawało im się wybronić od kary. Zwłaszcza młodszemu.
  • morekac 25.05.15, 01:02
    Przy krzywdzeniu innych dzieci to raczej zastanawiałabym się nad możliwością zadośuczynienia. Komputer konfiskowałam chwilowo, do czasu zrobienia czegoś tam, a i tak sporadycznie się zdarzało. Za niejedzenie nie karałam nigdy, nigdy też słodycze nie były nagrodą.
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • xseniaw 26.05.15, 08:22
    Przeproszenie za skrzywdzenie innego dziecka dla mnie było naturalne.
    A z tym jedzeniem. Słodycze były w moim domu zawsze i moja zasada brzmiała: najpierw obiad, potem słodycze. ale gdy przychodziła teściowa, wszystkie moje zasady traciły ważność. I potem słuchałam jak mówi "Nie chcesz obiadku, to może choć pączka zjesz?". I moje dziecko przestawało jeść cokolwiek normalnego i jadło tylko słodycze i ciastka, które babcia przynosiła.
    Starszego bez mała musiałam nauczyć od nowa co powinno się jeść.
  • Gość: eve IP: *.jmdi.pl 06.06.15, 22:42
    Witaj,
    Miałam podobne problemy, właściwie to co przeczytałam idealnie pasuje do mojego dziecka. Doskonale Cię rozumiem, bo to co opisujesz wszystko przerabialam i tez miałam moment, że wcale nie miałam ochoty spędzać czasu ze swoim dzieckiem. Wszystko psul, niszczył, każda zabawa zamieniają się w koszmar, a każda próba kończyła się fiaskiem i jeszcze większą frustracja...Z tym, że moje dziecko jest po meeega przejściach zapalenie opon m.r i ogromne niedotlenienie mimo wszystko rozwija się całkiem nieźle -tylko to zachowanie...Proponuje zacząć pracę z psychologiem oraz terapeutą SI nie jestem specjalistą, ale po tym co opisujesz mam wrażenie że Twoja córka ma zaburzenia integracji sensorycznej -warto to sprawdzić! U nas po współpracy z psychologiem, pedagogiem i terapeutą SI jest już w miarę ok, ale było ciężko...I powiem tak czasem dużo tu mądrych mam, które nie mają bladego pojęcia co to znaczy mieć na prawdę niegrzeczne dziecko ( zazwyczaj z problemami - przynajmniej w moim przypadku), owszem 3.5 letnie dziecko potrafi robić na złość i po prostu być wredne -my z mężem tez mieliśmy dosyć...nie będę opisywala zachowań mojego dziecka bo w zasadzie Ty opisałaś wszystko mogę dodać jeszcze walenie głową w ścianę jak coś było nie po jego myśli i gryzienia mnie po rękach jak po raz 30 próbował uciec mi na ulicę ( oczywiście na zlosc) i trzymałam go całą drogę za rękę. U nas w dużym stopniu powodem jest choroba nie wiem co się zadziało u Was nam pomogli fachowcy i moja żelazna konsekwencja i w pewnym momencie przestałam na niego tak zwracać uwagę jak coś broil -de facto jak był niegrzeczny nie dostawał mojej uwagi o którą walczył non stop - pomogło, ale baaardzo dużo pracy nas to kosztowało. Teraz jest lepiej oczywiście jest i walka, ale dogadujemy się i wreszcie mam przyjemność w spędzaniu z nim czasu . PS. I nie czuj się wyrodna matką , że zabierasz dziecku kredki bo 10 tłumaczeniach jak maluje po ścianach czy stole - każdy psycholog Ci powie ze robisz dobrze, nam kazali tez zabierać jedzenie jak zaczął nim rzucać itd. Poskutkowało bardzo szybko, teraz wystarczy mu przypomnieć, że jak nie chce jeść to może odejść od stołu. Mogę życzyć powodzenia i trzymać kciuki - dużo pracy przed Wami, ale wierz mi ten trud się opłaca teraz jak odbieram go z przedszkola zamiast uderzenia w twarz dostaje buziaka;-) mój syn ma prawie 4 lata jest z sierpnia...
  • ciocia-krysia 07.06.15, 21:31
    Dziękuję za ten post.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.