Dodaj do ulubionych

pomoc w samouspokajaniu się impulsywnego dziecka

29.07.16, 09:58
Mam już dużego syna 9 letniego. Dużo przeszliśmy, sporo siwych włosów i zszarpanych nerwów za mną, postęp jest ale powolny bardzo. Nawet nas ostatnio psycholog pochwaliła,że dużo pracy widać. Cały czas słyszę od specjalistów,że powinien się nauczyć sam uspokajać. No dobra tylko jak? W momencie kiedy coś go zdenerwuje- krzyczy i to jak syrena głośno, może kogoś uderzyć choć bardziej u niego jest agresja słowna całe szczęście.. najgorzej jak to się dzieje kiedy mnie nie ma np. w szkole, na dworze itd.. bo ja jakoś go ogarniam- kwestia wprawy no i nie mam wyjścia. Dużo rozmawiam jak jest spokojny. Ustaliliśmy,że w szkole ma próbować odejść gdzieś na bok jak się źle poczuje, niby jest lepiej, krótsze są te "ataki" wychowawczyni mówiła, że całkiem już daje radę bo bywał naprawdę hardcore ale to jeszcze nie to- do normy sporo brakuje. Teraz idzie do 4 klasy- nowe problemy, więcej zadań, nie jeden już nauczyciel. Psycholog wyraziła obawę,że może u niego nastąpić pewne uwstecznienie i nasilenie tych "starych" zachowań. Syn jak się denerwuje to po pierwsze nie rozumie swoich emocji, obwinia wszystkich dookoła, generalnie "świat go boli". Siostra to ciągle niesłusznie od niego obrywa, krzyczy na nią bez powodu. Często oskarża niesłusznie. Może są tu mamy "nerwowych" dzieci. Macie jakieś patenty? Jeżeli nawet psychiatra nie ma pomysłu, to może jakiś rodzic praktyk? Niestety emocje są tylko jednym z jego problemów, często mi się wyć chce, ciężko jest. Ale jakbyśmy to okiełznali to z resztą będzie też lepiej.
--
"Życie nie jest lepsze ani gorsze od naszych marzeń, jest tylko zupełnie inne." William Shake­speare
Obserwuj wątek
    • karmelowa_bombonierka Re: pomoc w samouspokajaniu się impulsywnego dzie 31.07.16, 18:23
      Powiedz - znacie "pierwotną" przyczynę tych problemów chłopca?
      Bo to jest bardzo ważne w terapii i takim codziennym postępowaniu.
      Inaczej się postępuje z dzieckiem które ma jakieś zaburzenia rozwojowe, nie ogarnia świata, emocji, bodźców.
      Inaczej - z dzieckiem po traumie, z PTSD.
      Inaczej z dzieckiem z zaburzeniami somatycznymi.
      Inaczej pracuje się z dzieckiem nadpobudliwym psychoruchowo.
      Czasem wybuchy agresji są wywołane frustracją, czasem lękiem, czasem nadmierną pobudliwością układu nerwowego lub hormonalnego (albo tego i tego)
      Czasem są to sprawy poprzeplatane. Czasem nie.

      Część metod jest podobnych - ale niektóre się różnią.

      Różne też u różnych dzieci są "wyzwalacze" agresji. I różne sposoby na różne dzieci działają.

      Mało napisałaś o swoim synu.
      Jakie ma jeszcze inne problemy - a to przecież bardzo ważne.
      Czy tak było zawsze czy zaczęło się w pewnym momencie. Czy z czymś to wiążesz.
      Czy cierpi na jakieś schorzenia? Czy był przebadany metabolicznie, hormonalnie, neurologicznie?
      Czy nie ma niedoborów? Czy nie je rzeczy nasilających niepokój u dzieci i zwiększających ich pobudliwość? Co z komputerem? Telewizorem?
      Czy ma codziennie możliwość wyładowania energii - a jednocześnie czy ma możliwość wyciszenia się, pobycia w całkowitym spokoju.
      Jak wyglądają jego kontakty rówieśnicze?

      Pewnie macie to wszystko poogarniane, zakładam że nie pracujecie jedynie nad tym by chłopiec nauczył się stłumić w sobie ogromne emocje które go ogarniają w trudnych sytuacjach.
      Ale wolę się dopytać.


      • ametystowa.pani Re: pomoc w samouspokajaniu się impulsywnego dzie 31.07.16, 19:57
        Dzięki za odzew. Dlaczego moje dziecko jest takie do końca nie wiadomo. Mogą to być jakieś uszkodzenia, których nie dojdziemy. Badamy od ok 4 roku, kiedy wyszło,że jest inny w przedszkolu. Wcześniej trudno mi było porównać z innymi dziećmi. Na początku to było tylko,że to dziecko niedojrzałe,że trzeba dać mu czas. Błądziliśmy z diagnozą, biegaliśmy od jednych do drugich. Długo było,że w zasadzie nie da się go nigdzie przypiąć. Na dzień dzisiejszy jest to zespół aspergera, w badaniach wychodzi aleksytymia, zaburzenia IS, problemy ogromne z czytaniem i pisaniem to wyszło na poziomie już szkoły- według badania gdyby nie miał diagnozy aspergera to miałby głęboką dysleksję jak nic ale wiadomo dysleksję się diagnozuje jak nie ma innych zaburzeń. Pisanie i czytanie to już w ogóle jest masakrą. Nie może zapamiętać liter, pisze nieczytelnie, czyta sylabami ale strasznie powoli jakby mu się litery przestawiały. Wzrok ok, neurologicznie, tarczyca nic nie wyszło w badaniach. Przy aspergerze też raczej się dobrze czyta i pisze, uczy też. Syn jest dobry z matematyki, ma zmysł techniczny. Mamy tu jakiś miks. Oczywiście nadpobudliwość, męczliwość i brak motywacji, problemy w kontaktach z rówieśnikami, w każdej sytuacji trudnej szuka winy na zewnątrz. Po prostu jak to wszystko zebrać to wychodzi nie wiem co. I to wszystko u jednego tylko dziecka.A ta i tak jest niebo a ziemia z tym co było, bo zna zasady zachowań właściwych i potrafi je stosować obecnie ale jak go coś trafi to wiadomo. Inteligencja w normie, w ogóle normalnie z nim da się rozmawiać, na pierwszy rzut oka nic nie widać. U mnie to tylko najbliższa rodzina wie,że coś mu jest. Inni nic nie zauważyli. On się wstydzi swoich problemów i też nie chce tego żeby go traktowali jak gorszego, zdaje sobie sprawę,że jest inny, nie jest głupi. Piszę o emocjach bo jak nad nimi zapanujemy to wydaje mi się,że łatwiej będzie poradzić sobie z trudnościami szkolnymi i z innymi życiowymi. Syn rozwija się ale bardzo nieharmonijnie i zupełnie w swoim tempie. Dwa razy był w zerówce i potem już szedł do klasy integracyjnej oczywiście.

        --
        "Życie nie jest lepsze ani gorsze od naszych marzeń, jest tylko zupełnie inne." William Shake­speare
        • karmelowa_bombonierka Re: pomoc w samouspokajaniu się impulsywnego dzie 04.08.16, 07:25
          Czyli wygląda to na coś rozwojowego. Coś z czym się urodził lub do czego doszło tuż po narodzinach.
          Zazwyczaj przy takich problemach dziecku towarzyszy mniej lub bardziej uświadamiany lęk. Stałe napięcie. Stałe pobudzenie układu wegetatywnego.
          Dziecko może nawet nie zdawać sobie z tego sprawy, jest to jego codzienność, normalność, nie zna innych stanów. Nie zmienia to faktu że jego ciało i psychika jest w stanie ciągłego pobudzenia, gotowości, ze stałym zwiększonym zapotrzebowaniem na pewne składniki diety oraz nasileniem objawów powodowanych przez ich niedobory.

          Jeśli mogę coś doradzić to:
          - szczególne zadbanie o dietę, wykluczenie z nich składników pobudzających układ nerwowy. Zmniejszenie ilości cukrów na rzecz tłuszczy, szczególnie zdrowych olejów i oliwy. Wyeliminowanie sztucznych barwników.
          - mimo zdrowej i wartościowej diety suplementacja magnezu, kwasów omega 3 i 6 (olej z wiesiołka, czarnuszki, konopii, ogórecznika, oliwa z oliwek - dobrej jakości etc, można też gotowe mieszanki - EyeQ, CrystalMind), witamin z grupy B, cynku. Na pewno warto też podawać tran lub wit. D3 w innej postaci jeśli tranu dziecko nie łyknie - w razie wątpliwości po badaniu krwi oceniającej poziom tej witaminy w krwi. Praktycznie wszystkie dzieci z takimi problemami mają niedobory tych składników - a to dodatkowo nasila objawy.
          - umożliwienie dziecku choć kilka razy w tygodniu wyszalenie się ale na zasadzie "do upadłego". Idealnie - zabawa gdzie występuje uderzanie, tarzanie, przewracanie, walenie w coś. U nas sprawdzały się świetnie wojny na poduszki, ale takie naprawdę z zaangażowaniem. Plus szaleństwo na basenie.
          - i z drugiej strony - umożliwienie dziecku poznania sposobów na zrelaksowanie się. Czyli typowe relaksacje, treningi autonomiczny, Jacobsona etc. Jeśli jesteś z Warszawy, mogę Ci pokazać o co chodzi, jesli nie - poszukaj w sieci, może w Twojej okolicy jest ktoś kto to prowadzi? To najlepiej robić w domu, ale warto zobaczyć na własne oczy o co chodzi. Wspólne czytanie, w spokoju i ciszy dookoła. Masaże relaksacyjne. Wyciszanie. Coś co doprowadzi organizm dziecka do wyciszenia - zapewne o wiele głębszego niż jest w stanie samodzielnie to sobie zorganizować.
          - i sposób na agresję. Gdy syn czuje że go bierze, że traci kontrolę - niech zacznie w myślach wykonywać ćwiczenie matematyczne. Trzeba zacząć od bardzo prostych działań - bo gdy dym uszami idzie skomplikowane będą zbyt trudne i wywołają dodatkową frustrację. Czyli - 1 plus jeden równa się dwa, dwa plus dwa - i tak dalej, i tak dalej. To nie jest proste ale idzie się tego nauczyć. Wykonywanie obliczeń angażuje zupełnie inne części mózgu niż uleganie pobudzeniu, wściekłości - potrafi to super wygasić takie emocje. I jest znacznie skuteczniejsze niż popularne liczenie do 10. Które też ma swój sens, ale jest o wiele słabsze. Dodatkowo syn może też w sytuacji stresu napiąć jakieś mięśnie, mogą być pośladków, albo nacisk kciuka na palec wskazujący, albo łydek - i utrzymywać to napięcie z pełną świadomością jego odczuwania, skupić się na tym co czuje w tym momencie, poluźnić napięcie i znowu. To element treningu Jacobsona - do wprowadzenia w chwilach narastającego napięcia. Na początku pewnie będzie trudno. Emocje wezmą górę. Ale przy odpowiednim samozaparciu, przy trenowaniu podczas mniej stresujących momentach - da się :)

          Trzymam kciuki żeby było coraz lepiej :)
              • karmelowa_bombonierka Re: pomoc w samouspokajaniu się impulsywnego dzie 04.08.16, 20:05
                O treningu Jacobsona jest dużo w sieci. Poczytaj sobie - to wbrew pozorom jest bardzo łatwe do ogarnięcia a zasady bardzo proste. Mnie tego uczył ktoś kto to potrafi, z papierami etc, miałam szkolenie na żywo, ale i tak sztukę tego treningu rozwija się w domu, z dzieckiem, bo na początku jest bardzo trudno. Trzeba wypracowywać kompromisy. Szczególnie z dzieckiem nadpobudliwym. Cała teoria którą poznałam to było jedno. Drugie - było to wprowadzić w życie na żywym, nadpobudliwym, naładowanym emocjami i to buzującymi dziecku ;) Trzeba to robić krokami, obserwując postępy. Idealnie gdy prowadzi Cię ktoś fachowy, powie co normalne a co nie, wesprze, ale da sie też samemu. Tylko bardzo ważna sprawa - nie zrażać się niepowodzeniami. Nie mieć parcia na spektakularne sukcesy. Dziecko na którym uskuteczniałam/uskuteczniam ten trening (i inne relaksacje) po pierwszych próbach wpadało w takie pobudzenie ruchowe że samo był tym przerażone. Nie mówiąc o mnie ;) Wystarczyło skrócić czas ćwiczenia - i już było ok. Następnym razem posuwaliśmy się o krok dalej. Układ nerwowy dziecka nadpobudliwego działa specyficznie, próby zrelaksowania go, rozluźnienia się - może traktować jako zagrożenie, a to daje kopa. Trzeba powolutku. Dziecko o którym piszę jako o moim obiekcie do doświadczeń ;) - do teraz w czasie relaksacji rusza nogami. Wie że może, nawet jako element treningu wprowadziłam kwestię że może to robić, reszta ciała leży spokojnie, nogi mogą się poruszać jeśli chcą. I chcą ;) Ale reszta ciała rozluźnia sie w sposób do niedawna niespotykany. Próby zupełnego rozluźnienia lub znieruchomienia kończą sie pobudzeniem. Na początku też mój "obiekt" miał ogromne problemy z napinaniem mięśni bo miał je stale wszystkie napięte jak się okazało. I co wtedy? ;) To takie ciekawostki do których przydałby Ci się ktoś doświadczony. Bo takiej ogólnej, bardzo przydatnej teorii jest pełno w sieci. Jeśli go nie znajdziesz - to polecam sie wsparciem mailowym i telefonicznym jeśli masz chęć :) Nie jestem profesjonalistą, papierów nie mam, ale praktyki trochę nabrałam. Daj znać to Ci maila i numer podeśle.
    • twojabogini Re: pomoc w samouspokajaniu się impulsywnego dzie 04.08.16, 22:16
      Jestem dorosłą osobą z zespołem aspergera. Diagnozę dostałam niedawno, ale żyję ze sobą i tym jaka jestem całe życie.

      Kiedy otrzymałam diagnozę i uświadomiłam sobie, skąd brały się moje problemy szczególnie w szkole uznałam, że szkoda, że nie dostałam diagnozy na etapie edukacji. Teraz nie jestem już taka pewna - ze zdiagnozowanymi dziećmi pracuje się na różne sposoby, żeby przestały być takie jakie są. Są diety, zalecenia, praca, praca, praca. Nawet dla zupełnie neurotypowej osoby bycie w centrum uwagi musiałoby być męczące...Dodam, że prowadzę zupełnie "normalne" życie, mam rodzinę, pracę, przyjaciół, zainteresowania.

      To co składa się na zespół aspergera, to cała seria różnych zaburzeń, ale także odmienność w postrzeganiu świata, rozumieniu reguł. Można nauczyć się lepiej radzić sobie z niedomaganiami i lepiej się dostosowywać - ale nie można zmienić siebie. A rodzice, terapeuci, nauczyciele - nie mogą zmienić dziecka. Więc podstawą pracy z dzieckiem z zespołem aspergera powinna być akceptacja dla tego jakie jest oraz pomoc dla niego w odnalezieniu się w świecie. Nie zmiana.

      Po kolei - to co napiszę pewnie doskonale znasz, ale od strony rodzica, terapeuty - nie z perspektywy dziecka, czy osoby z ZA.

      Pierwsze, co daje popalić to tzw. zaburzenia SI (integracji sensorycznej): do wyboru cały pakiet - zaburzenia słyszenia (przy dobrym słuchu), widzenia (przy dobrym wzroku), węchu (przy prawidłowym powonieniu), czucia głębokiego, równowagi, temperatury, czucia odległości - jest tych systemów odbioru świata od cholery. Cała aparatura odbiorcza ciała działa dobrze - problem pojawia się na etapie przetwarzania danych.

      Tak więc słyszysz, ale często nie rozumiesz - sytuację pogarsza to, że czasem rozumiesz, a czasem nie. Jako dziecko bywasz posądzana o bezczelność, ignorowanie dorosłych, tępotę. Dla mnie problemem jest kiedy mówi osoba, której nie znam, szczególnie kiedy mówi nietypowo. Albo kiedy jest ogólny szum, dużo osób mówi na raz. Znane mi osoby rozumiem dobrze. Jeszcze parę lat temu nie rozumiałam tekstów śpiewanych po polsku, teraz jeśli śpiewający ma dobra dykcję - rozumiem.
      Według mojej oceny mój mózg po prostu nie uznaje pewnych dźwięków za ludzką mowę - i tak jak nie doszukuje się sensu w szumie traktora, tak nie analizuje sensu słyszanych słów. Taki sobie szum...Bonus - słyszę więcej dźwięków i lepiej niż większość znanych mi ludzi.

      Patrzysz, ale nie zawsze rozumiesz co widzisz. Zacytuję z powieści (jestem niemal pewna że autor ma ZA): "Sebastian wszedł do środka i zamknął za sobą drzwi. Nagle zastygł. Nie docierało do niego to co widział. Ściany zdawały się go atakować.
      Wszędzie były kwiaty.
      Dosłownie wszędzie."
      To reakcja na tapetę z bardzo intensywnym kolorystycznie motywem kwiatowym. Takie szoki zdarzają mi się rzadko, ale bywa, że naprawdę długo nie wiem, co w zasadzie widzę. Bonus - dostrzegam dużo szczegółów, które innym umykają. Jako dziecko nie umiesz zrozumieć co się dzieje i wpadasz w panikę. Nikt nie rozumie czemu - według otoczenia twój wybuch nastąpił bez przyczyny.

      Węch - są zapachy dla innych neutralne, od których robi mi się niedobrze. Nie mogę się skupić jeśli je czuję. Czuję zapachy, których nie czują inni. Ale mam bonus - są zapachy, które sprawiają mi ogromną przyjemność. Jeśli jesteś na lekcji nie możesz się skupić, kiedy koledze śmierdzą skarpety, albo nie znosisz nauczycielki której śmierdzi z gęby i robisz co możesz żeby jej unikać. Na przykład wychodzisz z klasy kiedy się do ciebie zbliża. Albo krzyczysz.

      Temperatura - prawie zawsze jest mi za gorąco. Jako dziecko jesteś stale ubierana (albo rozbierana, jeśli masz w drugą stronę niż ja). Męczysz się i męczysz.

      Smak i faktury jedzenia - jeśli jesteś dzieckiem, dorośli wciskają ci na siłę rzeczy, których nie możesz przełknąć, każą próbować chociaż troszeczkę - i mają gdzieś, że nie możesz. Nie nie chcesz - nie możesz.

      Czucie głębokie - odczuwanie swojego ciała - jesteś średnio poradna, masz słabą koordynacje ruchową, jesteś niezdarna. Obijasz się i słyszysz: uważaj. He, he...Czasem nie czujesz, że cię coś boli, a czasem masz nadwrażliwość na ból i zgłaszasz pierdoły, które wszyscy olewają, a kiedy zgłaszasz coś poważnego - wszyscy to bagatelizują.

      Do tego dochodzą zaburzenia z pola synestezji - są dźwięki, które mnie bolą, albo od których płaczę i nie mam nad tym kontroli. Na szczęście więcej nie mam, ale są osoby u których np. kolory lub zapachy wywołują emocje - złość, radość, smutek. Kiedy jesteś dzieckiem, masz zaburzenia SI - to świat czasem cię dosłownie boli, atakuje, odsuwa się od ciebie, twoje ciało reaguje nieprzyjemnie, albo przyjemnie. Nie umiesz tego nikomu wytłumaczyć - bo dla ciebie twoje reakcje są normą.
      Lista potencjalnych zaburzeń jest dłuższa - nadwrażliwość na światło, natężenie dźwięku i masa innych rzeczy.

      Czy to się z czasem zmienia i poprawia? Tak, pod warunkiem, że pracuje się odpowiednio. Jako dorosła osoba zaczęłam lepiej słyszeć (czy raczej rozumieć co się do mnie mówi), kiedy zaczęłam się uczyć angielskiego nową metodą, polegającą na identyfikacji dźwięków. Pracuję z ciałem - pomagają mi masaże, mycie się szorstką gąbka, określone rodzaje ćwiczeń, pływanie (chociaż pływam fatalnie).

      Podobno można odwrażliwić się na zapachy, albo dźwięki (mi się nie udało).
      Ale najlepszą metodą jest dostosowanie się do swoich potrzeb (albo potrzeb dziecka). Odkąd nie jestem dzieckiem i sama o sobie decyduję jem co chcę, nie używam śmierdzącej chemii w swoim domu, ubieram się jak tego potrzebuję i mam chłodniej, kapię się w wodzie, która mnie nie parzy, mam żarówki dostosowane do moich potrzeb itp. Ale też przystosowałam się do życia w środowisku w którym bodźce nie są zredukowane. Tylko, że znam swój limit i progi odporności i zapewniam sobie odpoczynek.

      Jeśli chcesz pomóc dziecku z zaburzeniami SI - pomóż mu zidentyfikować jakie bodźce źle przetwarza. Tych które są szczególnie bolesne - najlepiej unikać. Ale nie ma sensu zamieniać pokoju dziecka w jakiś bezpieczny kokon. Większość osób z ZA z powodu zmiany bodźców źle się czuje w nowych środowiskach - ale to nie znaczy, że mają żyć w swoim domu i paru miejscach. Oznacza to, że trzeba pomóc dziecku jeśli idzie w nowe miejsce - nawet jeśli to wycieczka do muzeum w którym nie było - i objaśniać uspokajać być obok.
      Nie wolno zmuszać dziecka SI do "przyzwyczajania się", "próbowania" itp. Pewne bodźce mogą zwyczajnie boleć. Albo wywoływać wymioty. Albo panikę (część dzieci ZA odczuwa ją kiedy jakaś ich część ciała robi się nagle mokra). To sadyzm.

      Ogarnięcie problemów SI zmniejsza niepokój i poprawia funkcjonowanie dziecka. Zwłaszcza kiedy samo dziecko zaczyna łapać co mu służy, co nie i rozumie co się z nim dzieje - przestaje reagować paniką i strachem - co z kolei może powodować agresję. Polecam masaż shantala - idealny dla wszystkich dzieci SI, tych starszych też.





      • twojabogini Re: pomoc w samouspokajaniu się impulsywnego dzie 04.08.16, 22:31
        Kolejne co daje popalić to zawiechy. Każdy się czasem wyłącza, kiedy jest zmęczony. Jeśli masz ZA przydarza ci się to dużo częściej i zazwyczaj wtedy kiedy nie trzeba. Na przykład kiedy nauczyciel albo rodzic coś do ciebie mówi.

        Znów zacytuję tego samego pisarza:
        "Gwałtownie wrócił do rzeczywistości. Torkel i pozostali patrzyli na niego, jakby spodziewali się odpowiedzi. Nie miał pojęcia jak brzmiało pytanie".

        Kiedy jesteś dzieckiem i masz już i tak przechlapane, zwyczajnie boisz się zapytać "co" albo "czy może pani powtórzyć". Wiesz, ze dostaniesz ochrzan. Bo znowu się nie skupiasz, nie słuchasz itp. Kiedy jesteś dorosła możesz to zrobić na luzie - nikt nie będzie się na ciebie wydzierał.

        Zawieszki to pół biedy - trwają chwilę i łatwo się z nich wraca.
        Są jeszcze wyłączenia - coś pasjonuje cię albo zajmuje cię czy pochłania tak bardzo, że się wyłączasz - przestajesz czuć inne bodźce - nie wiesz, że jesteś głodna, chce ci się siku, że ci zimno, że ktoś coś mówi. To przyjemne - i kiedy ktoś na siłę cię z tego wyrywa a jesteś dzieckiem to powrót może się wiązać z paniką albo złością. Po pierwsze wytrącono cię ze stanu w którym lubisz być, po drugie czasem wszystkie bodźce z których udało ci się odłączyć walą w ciebie wszystkie na raz.

        Z czasem uczysz się kontrolować i jedno i drugie, powroty nie wywołują paniki, nabywa się umiejętność "wracania". Pod warunkiem, że w czasie dnia ma się czas, żeby jednak sobie bezpiecznie odpływać i się wyłączać.


        • twojabogini Re: pomoc w samouspokajaniu się impulsywnego dzie 04.08.16, 22:49
          Trzecie co daje popalić to wszystko co kręci się wokół emocji. Zespół Aspergera to nie jest zespół niewrażliwość emocjonalnej. To zespół maksymalnej nadwrażliwości.

          Kiedy jesteś dzieckiem z ZA to jesteś dzieckiem które się różni, sprawia problemy, jest uparte. Więc to, co najczęściej widzisz na twarzach bliskich ci osób to w najlepszym razie zatroskanie i smutek, w najgorszym wściekłość i wrogość. Wszystko to często tłumione i maskowane - uprzejmym zachowaniem, miłym głosem. Jest to tak sprzeczne, że mózg ci się zawiesza.
          Wtedy uczysz się nie patrzeć na ludzi.
          Jestem przekonana, że unikanie patrzenia na ludzi jest przy ZA cechą wtórną - a nie elementem zaburzenia.

          Odczuwasz też masę emocji - i uczysz się je nazywać. Ale zakres rzeczy, które twoja mama określa smutkiem jest tak ogromny, jakbyś cały plac zabawa nazywała piaskownicą - a są tam jeszcze drabinki, huśtawki i dzieci i ich rodzice. To samo z radością, cieszeniem się, złością. To tego kiedy czegoś chcesz i się tego domagasz to wmawiają ci, że np. czujesz złość - chociaż jej nie czujesz - po prostu czegoś chcesz, albo nie chcesz. Do tego ludzie udają emocje - są mili kiedy są źli, albo weseli kiedy się smucą. Udają, że cię lubią. Można dostać kręćka.

          Pomaga:
          1. szczegółowe nazywanie emocji - np. przez przywoływanie emocji odczuwanych w konkretnych sytuacjach- czułam się smutna wtedy i wtedy, ale tez kiedy. Ten smutek był większy, ale szybko minął, a ten mniejszy, ale czułam go długo...
          2. Przyznanie, że ludzie ukrywają emocje, co innego czują, co innego starają się okazać i nauka maskowania emocji.

          Bardzo ważną jest nauka radzenia sobie ze złością i wrogością innych osób, także tą maskowaną. Z badań nad pracą mózgu osób ZA wynika, że obszar odpowiedzialny za rozpoznawanie tych emocji jest nadaktywny. Do tego dzieciaki ZA są przekonane, że jeśli ktoś jest zły - to jest zły na nie (tak wskazuje ich doświadczenie - zazwyczaj tak właśnie jest, ale czasem jednak nie).

          Z powodu zaburzeń SI i maskowania emocji przez ludzi większość dzieci bywa postrzegane jako nieczułe - bo nie lubią się przytulać ani być dotykane. Po pierwsze nagły dotyk może budzić przestrach, po drugie pewne formy mogą być niemiłe, poza tym: niektóre osoby źle pachną. Najgorsze są osoby, które niby chcą cię miło dotknąć a aż kipi z nich złość, albo chcą cię przytulić, bo jest im to potrzebne - jak miśka. Czasem tak robią rodzice - np. mama kiedy jest smutna, albo zła.

          Warto znaleźć akceptowane przez dziecko formy dotyku i nie udawać czułości kiedy się jej nie czuje. Szczegółowe rozmowy o tym co czują inne osoby w tym dzieci i czemu udają, że czują coś innego jest pomocne.




          • twojabogini Re: pomoc w samouspokajaniu się impulsywnego dzie 04.08.16, 23:01
            Czwarte co daje popalić to dosłowność.

            Dorośli każą robić różne rzeczy, a potem się wściekają kiedy to robisz. Masz mówić prawdę - każdy tak ci mówi i podkreśla jakie to ważne. Kiedy mówisz prawdę - zaczynają się wściekać. Masz przestrzegać określonych zasad - przestrzegasz i upierasz się, żeby inni tez przestrzegali i znów problemy. Na przykład takie chodzenie po pasach. Chodzisz. A dorośli na siłę wciągają cię na jezdnię tam gdzie nie ma pasów - chociaż sami mówili, że to bardzo niebezpieczne.

            Mój syn (ZA, diagnoza w wieku nastoletnim) poprawił kiedyś (koniec podstawówki chyba) nauczycielkę z fizyki, ta wkurzona powiedziała, że jak taki mądry to niech przyjdzie do tablicy i sam poprowadzi lekcję. Odebrał to dosłownie - podszedł i zaczął prowadzić wykład. Ona uznała, że jest bezczelny, on uznał, że nagle jej coś odbiło i zmieniła zdanie.

            Pomaga tłumaczenie niuansów ludzkich zachowań. I wyjaśnienie dlaczego pewne zasady niby obowiązują, ale jednak nie obowiązują. Wcale nie takie łatwe. Większość pozornie obowiązujących zasad jest po części na niby, z przymrużeniem oka. Chociaż do tego wszyscy twierdzą, że tych zasad przestrzegają. Jeśli masz ZA i jesteś dzieckiem to kolejna rzecz na której wiesza ci się mózg.
            • twojabogini Re: pomoc w samouspokajaniu się impulsywnego dzie 04.08.16, 23:10
              Piąte co daje popalić to sprawy manualne - pisanie, lepienie, rysowanie. Niski procent osób w tym dzieci z ZA ma uzdolnienia w tym kierunku. Okres szkoły i przedszkola to czas kiedy jest tego bardzo dużo. I wszyscy mówią, że masz małą motywację, nie starasz się, nie próbujesz.

              Proponuję kazać biegać dziecku ze złamana nogą. I krzyczeć że się nie stara, za mało ćwiczy, nie ma motywacji i jakby chciało to by pobieglo. Jestem dorosła, piszę na kompie, nie muszę rysować, lepić, ani nic malować. Mimo starań rodziców i pedagogów nie nauczyła się niczego poza bardzo wolnym kaligrafowaniem, kaligrafuje lepiej niż ktokolwiek inny. Kiedy piszę - nikt mnie nie rozczyta. Sztuka kaligrafii nie jest mi do niczego potrzebna. Zmarnowany czas.

              A przypomniało mi się z zaburzeń przetwarzania bodźców - dużo osób z ZA nie umie rozczytać odręcznego pisma innych osób - dla mózgu to zbiór niezrozumiałych szlaczków. Powodzenia kiedy masz odręcznie napisane polecenia na teście, albo każą ci coś przepisać z tablicy albo z zeszytu kolegi. nie wiesz też co nauczycielka pisze do rodzica, ani rodzic do nauczyciela. Z czasem mija - i lepiej się rozpoznaje odręczne pismo.

              Przy obecnych możliwościach technicznych katowanie dzieci z ZA i innymi zaburzeniami uniemożliwiającymi odręczne pisanie to sadyzm. Albo ocenianie ich za to. Warto uczyć dzieci pisania bezwzrokowego na komputerze - są do tego specjalne programy. Zwolnienie z wykonywania prac plastycznych to szczyt marzeń.
              • twojabogini Re: pomoc w samouspokajaniu się impulsywnego dzie 04.08.16, 23:19
                Szóste co daje popalić to własne ciało. Inni uczą się pływać ty nie. Inni zasuwają na rowerach, tu też, dopóki nie ma ostrego skrętu. Jak jesteś dzieckiem to sprawność ruchowa jest ważna a to zazwyczaj słaba strona.

                Nie wiem dlaczego rodzice dzieci z ZA często skupiają się nauce pisania czy panowania nad emocjami a kompletnie zaniedbują sferę rozwoju fizycznego. Co jest o niebo ważniejsze. Sporty zespołowe raczej odpadają - ale jest masę sportów i aktywności w których dziecko może się odnaleźć - poprawiając koordynację, czucie ciała, nabierając pewności siebie, wyczucia odległości. Nie zapisujemy dziecka na skomplikowane treningi, jeśli nie umie złapać piłki, i nie idziemy na basen jak wpada w panikę kiedy parę kropli spadnie mu na twarz.
                problemy sportowe są szczególnie ważne dla chłopców ZA - ich i tak słaba pozycja w grupie będzie jeszcze słabsza, jeśli będą fizycznie odstawać od reszty.

                Jazda na rowerze sprawia mi frajdę. Nawet jeśli przy ostrych zakrętach muszę zejść i przestawić rower. Tak samo z pływaniem - nie jestem asem, ale to przyjemne. Są dzieci z ZA o lepszej koordynacji - ale każde dziecko z ZA wymaga wsparcia w tym obszarze - to jeden z tych w których da się zrobić bardzo dużo. Ale nie na siłę i współpracując z dzieckiem - bez zmuszania, łamania, przymuszania. Oswajanie jest dużo lepsze. I zachęcanie. I brak krytyki.
                • twojabogini Re: pomoc w samouspokajaniu się impulsywnego dzie 04.08.16, 23:32
                  Samouspakajanie się. Piękna nazwa. Każdy atak złości czy płaczu kiedyś mija. Kiedy jesteś dzieckiem i masz ZA trwa to czasem długo. Ale żaden z takich ataków nie bierze się znikąd. To tylko z zewnątrz tak wygląda.
                  Nikt cie nie rozumie, jesteś ciągle w stresie, ciągle o coś posądzana. ciągle każą ci się starać, robisz co każą się wściekają, ubierają cię na siłę chociaż ci gorąco, sadzają na słońcu i pytają czemu nie pracujesz, zmuszają do rzeczy których nie jesteś w stanie zrobić.

                  To jest powód dla którego wybuchasz i wpadasz w panikę albo jesteś agresywna kiedy masz ZA i jesteś dzieckiem. Bo żyjesz w stałym napięciu emocjonalnym. Redukcja napięcia zmniejsza ilość wybuchów, podobnie jak opanowanie alfabetu zachowań społecznych (tych ciemnych stron których jako ZA nie rozumiesz - złośliwości, kłamstwa, łamania reguł), rozpoznanie i umiejętność radzenie sobie z trudnymi bodźcami.
                  Kiedy jednak dojdzie do ataku - to musi on przejść. Oczekiwanie, że dziecko sie opanuje jest płonne.

                  Ja jako dziecko miałam ataki długotrwałego płaczu - rozładowywałam nim nadmiar napięcia. Im byłam starsza i mogłam sama decydować o sobie - tym mniej napięć - tym mniej ataków. Jako dorosła osoba umiem odłożyć swoją reakcję w czasie, poczekać aż będę w bezpiecznym miejscu. Kiedy jestem w stanach dużego napięcia czasem płaczę długo, naprawdę długo.

                  Umiejętność rozładowywania napięcia jest przy ZA bardzo ważna. Każdy ma swój sposób - można się nauczyć tego nie robić, ale napięcie wtedy zostaje. Co odbija się kiedy dziecko ZA zostaje nastolatkiem ZA. Bo wtedy uczy się redukować napięcie alkoholem i używkami.

                  Dziecku może pomóc umiejętność rozpoznawania stanu napięcia, próby szukania bezpiecznych sposobów rozładowywania go (albo redukowania), jeśli jednak dziecko w stanach napięcia krzyczy - to właśnie najlepiej będzie mu pomagać do końca życia - krzyk. Można tez pracować z odkładaniem wybuchu w czasie, albo wyciszaniem się i izolowaniem od tego co może stanowić przekroczenie pewnego progu, wyzwalacza.
                  • twojabogini Re: pomoc w samouspokajaniu się impulsywnego dzie 05.08.16, 00:29
                    Ostatnia sprawa istotna przy ZA to są zainteresowania. Chyba nie ma osoby z ZA która nie ma swoich wkrętów. Są podobno terapeuci, którzy zalecają odciąganie dzieci od ich zainteresowań, żeby "się nie izolowały". Katastrofa.

                    Zainteresowania to podstawa bytu ZA, dla wielu, w tym dla mnie, to podstawa późniejszej pracy zawodowej, a wcześniej pozycji w szkole i w grupie rówieśników. Z wiekiem zainteresowania dziecka się zmieniają: dla mojego syna były to dinozaury, pociągi, liczby, kosmos, geografia, historia, minerały, mapy, fizyka i astronomia. Plus wiele innych, niekoniecznie w tej kolejności. Plus kolekcje różnych dziwnych rzeczy.
                    Jeśli dziecko ZA się czymś interesuje trzeba je w tym wspierać. W okresie pociągów u mojego syna kolekcjonowaliśmy pociągi, jeździliśmy pociągami i regularnie byliśmy też w muzeum kolejnictwa. Mileismy tez albumy o pociągach i książki o pociągach. Strzałem w 10 okazała się kolorowanka z pociągami - syn zaczął kolorować i się w tym podciagnął. udało się też poszerzyć jego dietę - nowe dania ułożone były w pociąg - pociągowe kanapki, drugie dania ułożone w pociąg. A "w wagoniku" coś nowego - np. nowy owoc.

                    Możliwość oddawania się swoim pasjom pomaga w redukcji napięcia.

                    Chłopcy rzadziej dziewczynki z ZA mają jako dzieci jeszcze jedną męczącą dla otoczenia cechę - dostarczają sobie sami różnych bodźców - wiercą się, biegają obijają. To nie niegrzeczność - to przymus. Mój syn regularnie stukał - długopisem, pustą butelką, cokolwiek miał pod ręką.

                    Zastanawiałam się nad jakąś sensowną lekturą dla rodziców dzieci z ZA i przychodzi mi do głowy książka Pani Agnieszki Kozdroń - zespół aspergera zrozumieć, aby pomóc. To ksiązka napisana przez mamę dziecka ZA, która włozyła dużo wysiłku w zrozumienie dziecka, i przybliżenie problemów dzieci z ZA. Książkę pisała przy współpracy specjalistów. Rady są w większości sensowne.

                    Osobną sprawą jest funkcjonowanie dziecka w grupie rówieśniczej - chłopcom z ZA jest trudniej, trzeba zwracać uwagę, gdyż często stają się ofiarami przemocy rówieśniczej. Nie wolno tego bagatelizować.
                    Drugie ważne zalecenie - dziecko trzeba usamodzielniać. Dużo dzieci z ZA cierpi ponieważ rodzice je wyręczają, nie uczą funkcjonowania w świecie, koncentrują się na tworzeniu bezpiecznych warunków - co powoduje że dzieciaki nie przystosowują się do życia w grupie, w społeczeństwie, poza swoją rodziną.

                    Częstym zaburzeniem przy ZA jest też prozopagnozja - zaburzenie rozpoznawania twarzy. Upierdliwe. Średni stopień nasilenia to trudności w zapamiętywaniu nowych osób. U dzieci przejawia się tym, że nie zawsze wiedza komu mówić dzień dobry, nie poznają dłużej nie widzianych członków rodziny, nie znają imion wszystkich kolegów z klasy, nie pamiętają jak wygląda nauczyciel (przy jednym nauczycielu stałym to nie problem - kiedy zaczyna sie dużo nowych nauczycieli - ogromny - chociażby to, że dziecko ich nie rozpoznaje i długi czas nie mówi dzień dobry - i jest uznawane za źle wychowane).

                    Pisząc o emocjach zapomniałam jeszcze dodać, że kiedyś robiono testy na osobach ZA pokazując im zdjęcia jakiś min lub obrazki po których osoby miały rozpoznać stan osoby. Oczywiście dla osoby ZA jakiś obrazek to nie człowiek, przy zdjęciu poziom identyfikacji jest różny. Pytanie osoby z ZA jaką emocję odczuwa obrazek ma ten sam sens co pytanie jaka emocje odczuwa klawiatura twojego kompa, albo szklanka na stole.
                    Zdjęcia uzywane do testów z kolei sa często niezbyt wyraźne przynajmniej dla osób z ZA. Więc nawet jesli którys Aspi potrafi zidentyfikować zadrukowaną kartkę papieru jako człowieka - to nie do końca widzi jaka ma minę. Przez takie badania rozpowszechnił sie mit o aleksytymii jako stałej cesze ZA. Bzdura. Osoby ZA rozpoznają i odczuwają ogromną paletę uczuć - słowa które poznają nie są adekwatne do nich (ile znasz rodzajów radości? świadomy aspi który się zastanowi poda ci przynajmniej kilka, podczas których są różne odczucia w ciele, inne myśli i inny stan ), stąd trudności w nazywaniu. Osoby z ZA okazują też uczucia w inny sposób - często bardziej bezpośredni - np. frustrację (krzykiem) i trudno im opanować hamowanie ekspresji oraz maskowanie emocji.

                    Nie napisałam jeszcze o rytuałach - w stanach stresu robią się ważne. Rytualizowanie nudnych rzeczy (robienie ich o tej samej porze w ten sam sposób) pomaga robić je z automatu, pod warunkiem ze są to rytuały proste i do zrobienia po zmianie warunków - np. na wyjeździe. Zwalczanie rytuałów to sadyzm. Mozna je róbowac upraszczac lub okrajac - jeśli są uciązliwe dla samego dziecka i utrudniają mu życie.
                    Dla mnie jako osoby dorosłej z ZA rytuały to strategia na wykonywanie codziennych beznadziejnych czynności jak utrzymywanie porządku, czy codzienne ćwiczenia, albo nauka języków obcych.

                    Na pociechę - wyrosłam w czasie kiedy nie wiedziano co to zaburzenia SI ani ZA. Było mi trudno. Najgorszy okres to przedszkole. W podstawówce w nauczaniu początkowym miałam szczęście do dobrych nauczycieli, którzy bazowali na moich mocnych stronach i olewali słabe. Moja rodzina uważała mnie za zdolną (wcześnie czytałam i lubiłam zagadki logiczne i zdobywanie wiedzy z różnych dziedzin). I na etykietce dziewczynki-naukowca udało mi się przetrwać wszystkie te przegrzewania, hałasy w szkole i masę innych męczących rzeczy. Podstawą była akceptacja - jeśli nie dla całej mnie - to chociaż dla części. To najważniejsze. Dziecka ani osoby z ZA nie da się wyleczyć, bo ZA to nie choroba. Ale da się pomóc zrozumieć i oswoić ograniczenia z którymi będzie żyć całe życie, i wzmocnić mocne strony, które są podstawą.
                    Tłumaczenie zawikłanych reguł społecznych i zachowań innych ludzi (dzieci) jest ważne. Nawet takich pozornie oczywistych. Jeśli Aspie uzna je za logiczne i mające określony cel, któremu mogą naprawdę służyć - będzie je stosować. Jeśli nie - to nie będzie.
                      • twojabogini Re: pomoc w samouspokajaniu się impulsywnego dzie 05.08.16, 11:48
                        Jak będziesz mieć jakieś pytania nie ma sprawy. Na pewno nie jestem w stanie ci doradzić nic mądrego, co robić w sprawach twojego dziecka. Mój najstarszy syn, obecnie nastolatek z ZA, to był jeden chodzący kłopot - jeśli chodzi o przedszkola i szkoły. Nikt nie wpadł na diagnozę ZA, próbowano dysleksji, ADHD i paru innych. Na koniec stwierdzono "nietypowe ADHD", ale wiedziałam, że to nie to. Pracowaliśmy na bieżąco z tym co się pojawiało - bieganie na lekcjach, stukanie, trudności z pisaniem i manualne, rozwój fizyczny, nauka pływania, przemoc ze strony niektórych rówieśników, nietolerancja ze strony niektórych nauczycieli, frustracja młodego. Nie warto pracować z dzieckiem w e wszystkich obszarach na raz - nie da się, pogłębia się frustracja dziecka. wybieramy jeden kluczowy problem istotny dla dziecka w zakresie umiejętności szkolnych i jeden samoobsługowy/społeczny (na przykład: priorytetem jest czytanie i znalezienie sposobu na nauczenie dziecka tej umiejętności oraz na przykład nauczenie dziecka samodzielnego ubierania się we w miarę znośnym tempie - bo ma przez to kłopoty z rówieśnikami).
                        Praca nad wybuchami dzieci z ZA to nie praca z wybuchami, tylko nauka dotycząca redukcji bodźców, radzenia sobie z nimi, unikania ich, dostarczania sobie bodźców potrzebnych. Zmniejszanie frustracji. Jeśli wybuchów robi się mniej - to jesteście na dobrej drodze. Czasem robi się nagle więcej - bo dochodzę jakieś nowe sprawy. Rodzice małych Aspich zazwyczaj intuicyjnie wiedza o co chodzi i co się dzieje - tylko nie zawsze otoczenie jest gotowe to przyjąć - sądzi, że rodzice usprawiedliwiając dziecko, zamiast wziąć się za wychowanie.

                        Przebrnąć przez niewspierający odmienności system edukacyjny nie jest łatwo. Zwłaszcza, że system ten nie jest nastawiony na realne wspieranie dzieci w rozwoju, raczej na równanie dzieci do jakiś tam szablonów, "unormalnianie" ich.
                        Historia mojej edukacji to także historia pełna frustracji, niepokojów, napięć. Odpoczęłam dopiero na studiach, gdzie liczyło się co umiem, a nie jak prowadzę zeszyt (nie prowadziłam zeszytów). Mój syn trafił na ogólniaka, w którym czuje się dobrze i gdzie bazuje się na jego mocnych stronach i mogłam trochę odetchnąć. Miałam dość nauczycieli próbujących na mnie wymuszać "motywowanie" dziecka.

                        Mogę ci podesłać trochę materiałów o pracy z dzieckiem z trudnościami w zakresie rozwoju umiejętności czytania i pisania jeśli podasz mail. Może coś cię zainspiruje i podsunie ci pomysł jak pomóc małemu w sprawnym opanowaniu czytania.

                        Ja długo miałam np. problem z angielskim - znam ten język bardzo dobrze, tłumaczę teksty pisane, pracuję w tym języku. Ale zrozumienie co do mnie mówią było trudne, rozumiałam jedynie proste komunikaty.
                        Język angielski w wymowie składa się z innych dźwięków, których po polsku nie wymawiamy. Nauczyłam się alfabetu fonetycznego i codziennie przez 1o minut słuchałam po angielsku różnych tekstów (najpierw z napisami) - najlepiej fragmentów filmów, gdzie jest dużo dźwięków, a nie tylko głos lektora. Odtwarzałam je po kilka razy, aż w końcu zaczęłam słyszeć - pojedyncze wyrazy, potem zdania. W końcu słyszę i uwaga - zaczęłam lepiej słyszeć po polsku.
                        Nie piszę, żeby się pochwalić ;) Chodzi mi o to, ze na wszystko są sposoby, każde ograniczenie da się obejść, mózg jest plastyczny, a u dziecka szczególnie.

                        Nie liczyłabym specjalnie na wsparcie poradni, pedagogów i psychologów, będą ci mówić, że masz pracować z dzieckiem i wykonywać zalecenia, a jak nie będzie efektów zwalą na ciebie, albo na małą motywacje dziecka. Mnie tak katowano z pisaniem. bez efektu.







                        Chociaż kiedy czytałam twój post o trudnościach twojego syna w nauce to myślałam nad tym, czy nie byłoby warto rozważyć pozostawienia dziecka na jeszcze jeden rok w klasie. Słabo czyta - a w klasie 4 czytanie i pisanie to w zasadzie podstawa edukacji. I jak dotąd nikt nie wymyślił skutecznego sposobu jak go tego nauczyć i co dokładnie jest dla niego barierą.
                        Z drugiej strony jest kwestia kontaktów społecznych i jego poczucia bezpieczeństwa. Jeśli w klasie ma słabą pozycje i nie czuje się dobrze - nowa klasa to nowa szansa (jest starszy więcej rozumie, przy wsparciu może lepiej się odnaleźć w nowej grupie). Jeśli wszystko jest dobrze - nowa klasa to ryzyko, że coś pójdzie nie tak.
                        Zawsze są za i przeciw. Na pewno stawianie dzieciakom z trudnościami poprzeczki zbyt wysoko prowadzi do uwstecznienia i zachwiania wiary w siebie. Jeśłi istnieje duże ryzyko że trudności spowoduję konieczność powtarzania klasy IV, to lepiej powtórzyć klasę trzecia i pracować nad dobrym przygotowaniem dziecka do dalszego etapu edukacji.
                        Czasem procentuje bycie najstarszym, bo dziecko jest nieco dojrzalsze w pewnych aspektach, więc są sytuacje kiedy wypada lepiej - co pozwala budować jakieś tam poczucie wartości.




                        Mogę ewentualnie spróbować przybliżyć perspektywę dziecka i jakie ewentualnie może mieć trudności.
                        • twojabogini Re: pomoc w samouspokajaniu się impulsywnego dzie 05.08.16, 12:08
                          A co do czytania. Teraz najczęściej w szkołach na etapach wczesnej edukacji stosuje się model nauczania przez tzw. czytanie globalne. "Patrz i czytaj". Dla dzieci z zaburzeniami w przetwarzaniu bodźców to raczej model "Patrz i zgaduj". Do tego nauczyciele rzadko naprawdę rozumieją o co chodzi w tej metodzie i nie realizują jej do końca.

                          Do tego dochodzi jakość podręcznika - kontrast, ilość rysunków na stronie, jak papier absorbuje światło, jak duże i jak wyraźne są litery. Większość podręczników nie jest przystosowana dla dzieci z problemami - kolorów i rysunków jest za dużo, litery zbyt małe, za mały kontrast, błyszczący papier. Tyle bodźców, że na czytaniu nie da się skupić.
                          Polecam ci publikacje Anny Jurek - "Metody nauki czytania i pisania z perspektywy trudności uczniów" oraz "Kształcenie umiejętności ortograficznych uczniów z dysleksją" (ta druga książka zainspirowała mnie do wymyślenia mojej metody nauczenia się rozumienia mówionego angielskiego). Kosztują po nie więcej niż 20 zł, a nawet mniej i są dostępne w sprzedaży netowej.

                          Spróbowałabym nauki czytania od nowa z tradycyjnym elementarzem znanym pod hasłem Ala ma kota Falskiego - w stałej sprzedaży i ciągle wznawiany. Spełnia kryterium czytelności - co ważne dla wszystkich dzieci z zaburzeniami SI. Tworzy więź między dzieckiem a książka i jej bohaterami, można o nich rozmawiać, omawiać rysunki itp. To ważne, dzieciom lepiej wtedy wchodzą informacje. Podręcznik jest oparty o konkretną i sprawdzona metodę nauki.
                          Nikoniecznie się ta metoda sprawdzi, ale skoro dotychczasowe zawiodły - warto spróbowac innej.
                          Jeśli w poradni zalecają ci codzienne ćwiczenia w czytaniu na głos z dzieckiem jako sposób na poprawę płynności czytania - możesz już sobie darować i przestać katować siebie i dziecko. Koniecznie przeczytaj publikację Jurek.

                          To jedna z tych rzeczy, które przy dzieciach z zaburzeniami rozwojowymi jest czasochłonna i angażująca - że trzeba samodzielnie zdobywać wiedzę, szukać, kombinować. Ale z drugiej strony to daje uczucie ulgi - że wie się jak dziecku pomóc, że przynosi to efekty.
                          Ja przy synu byłam uparta, bo pamiętałam katowanie mnie pisaniem i moja szkolną frustrację. Aż stałam się mimochodem domowym specem od wyrównywania trudności rozwojowych dzieci w edukacji. Może też lepiej te trudności rozumiem - bo sama ich doświadczałam. ktoś kto nie wie jak to jest słyszeć kogoś mówiącego i go nie rozumieć - będzie się upierał przy dyscyplinowaniu "niegrzecznego" dziecka...Albo stawianiu mu pał z angielskiego, że nie zrobił zadania i uparcie twierdzi, ze nie rozumie z kasety...



                          • Gość: sfrustrowana Re: pomoc w samouspokajaniu się impulsywnego dzie IP: *.warszawa.vectranet.pl 07.08.16, 22:10
                            Dzięki za Twój post. Jestem świeżo po napadzie złości u mojego 7 latka. Spektrum autyzmu. Czyta i pisze od 4 roku życia. A emocje na poziome 2 latka. Dzięki, że podzieliłaś się swoimi doświadczeniami. Od trzech lat próbuję go zrozumieć, wczuć się w jego położenie ale najwięcej wiedzy ( takim mamom jak ja) mogą dać przemyślenia osoby, która ten problem zna "od środka". Jeszcze raz wielkie dzięki.
                          • ametystowa.pani Re: pomoc w samouspokajaniu się impulsywnego dzie 07.08.16, 22:16
                            no właśnie katujemy się codziennie i rezultatów zero w czytaniu i pisaniu wciąż poziom ten sam. Muszę zobaczyć te publikacje. Masz rację, mi trudno zrozumieć jak można widzieć i nie widzieć, niby słyszeć a nie słyszeć. Staram się go zrozumieć. Częściowo już wyczuwam pewne rzeczy, nauczyłam się jakoś tego ale moje wyobrażenia to jednak nie to samo co wiedzieć jak to jest.

                            Mój mail to np. ten gazetowy
                            ametystowa.pani@gazeta.pl

                            Mój mąż ma dysleksję i też sobie opracował własny sposób pisania i na studiach z komputerem chodził, angielski to według niego jest nie do nauczenia. Fakt jest super programistą, w cyferkach mu dobrze ale jeżeli chodzi o syna, to on tylko mówi: ja też miałem problemy i sobie poradziłem. No tylko,że syn ma "trochę" większe łagodnie mówiąc. No ale cóż, łatwiej nie widzieć, też nie wie jak sobie z tym poradzić, na co dzień ja więcej jednak z synem przebywam.
                            Generalnie też bym była za powtarzaniem klasy ale psycholog odradzała, bo on w ogóle nie ma kolegów i jedynie w swojej klasie jako tako jeszcze nawiązuje relacje. Nawet ostatnio się bardziej skumplował z jednym chłopcem. No i będzie ta sama wspomagająca.

                            --
                            "Życie nie jest lepsze ani gorsze od naszych marzeń, jest tylko zupełnie inne." William Shake­speare

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka