Dodaj do ulubionych

4latek złości się i nie przestaje płakać

IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 09.12.16, 22:01
Mam kłopot z synem i z obserwacji przeczuwam, że z wiekiem nie minie tylko się może pogłębić. Otóż synek (niespełna 4 latka), kiedy się złości, coś mu nie wychodzi, bądź nadużywa naszej cierpliwości zaczyna płakać i... NIE PRZESTAJE :( Jest to na tyle uciążliwe, że ostatecznie pomimo wielu rozmów, zapytań dlaczego, uwag, żeby się uspokoił, bo nie ma powodów do takiego zachowania, podnosi mi się ciśnienie i krzyknę... tyle, że to też nie działa. Wcale nie chcę krzyczeć, źle się z tym czuję, bo ja krzyczę i już się tego wstydzę- sama siebie, poza tym widzi to o 2 lata starsza córka, która nie miewa takich zachowań. No paranoja. Mały płacze, ja jak mantra próbuję rozmawiać, po czasie krzyczę, córka się nie odzywa, bo przecież wie, że jej to nie dotyczy.... oooo losie. Nie chcę, żeby dzieciaki pamiętały, że mama krzyczała dużo, kiedy były małe, bo już czasami mówią tacie: a mama krzyczała dziś dużo. Jak temu zaradzić, temu, żeby przestał płakać? ...bo dodam jeszcze, że nie reagowanie też nie pomaga, tego też już próbowaliśmy. Poradźcie coś sensownego, może mnie czegoś najpierw nauczcie, wytłumaczcie, bo już sama nie wiem. Dziękuję z góry!
Edytor zaawansowany
  • 11.12.16, 20:22
    Spróbuj starej metody praktykowanej przez naszych rodziców i dziadków (ale raczej nie w miejscach publicznych), skoro perswazje nie pomagają strzel w tyłek.
  • Gość: moska IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 11.12.16, 22:45
    czytam i nie wierzę ....
  • 11.12.16, 23:06
    Spróbuj, jak to nie pomoże to wtedy zastanowimy się co dalej.
  • 02.01.17, 12:03
    Moja matka tak robiła - uważała się za osobę wrażliwą i nie znosiła widoku łez. Żeby ukrócić mój płacz, groziła biciem i natychmiast przystępowała do działania. Skutkowało - traciłam oddech z bólu i/lub strachu i przestawałam płakać. W ogóle oduczyłam się płakać. Nie zapłakałam po jej śmierci i do dziś źle ja wspominam.
  • 12.12.16, 08:52
    Zwróć uwagę, czy te sytuacje nie zdarzają się, gdy dziecko jest głodne, przemęczone, chce mu się pić. Na początek daj szklankę wody z miodem lub sokiem malinowym.

    "Jest to na tyle uciążliwe, że ostatecznie pomimo wielu rozmów, zapytań dlaczego, uwag, żeby się uspokoił, bo nie ma powodów do takiego zachowania, podnosi mi się ciśnienie i krzyknę... tyle, że to też nie działa. "

    Za dużo gadasz i nie to co trzeba. Pomyśl, że płaczesz, bo spotkało cię coś przykrego, albo po prostu jest ci źle. I ktoś bliski tłumaczy ci, że powód jest błahy, w zasadzie go nie ma. Każe ci się uspokoić, następnie krzyczy... Czy działa to na ciebie uspokajająco, czy wręcz przeciwnie? Nie ważne, jak błahy dla ciebie jest powód, z którego płacze dziecko. Ważne jest to, co ono czuje.

    Próbowałaś po prostu być przy dziecku? Życzliwie towarzyszyć mu, bez tych wszystkich komentarzy, pytań itp.? Delikatnie próbować wysłuchać, co ma do powiedzenia, bez narzucania swojej opinii? Przytulić, gdy to jest możliwe?

    Zwróć uwagę, że problem jest głównie po twojej stronie. To tobie przeszkadza, że dziecko płacze, bo cię to denerwuje. Chcesz ukrócić to zachowanie, żeby tobie było wygodniej. Dziecko to wyczuwa, że jego zachowanie nie jest akceptowane i jest to dla niego dodatkowy stres.
  • 12.12.16, 10:00
    A dlaczego jej nie ma być wygodnie? Poza tym płacz przeszkadza też innym (siostrze, a jak mieszkanie z wielkiej płyty to i sąsiadom). W dodatku to chłopak, powinien być wychowywany inaczej niż dziewczynka, silniejszą ręką. Inaczej wyrośnie z niego delikatna płaksa, a to mu życia nie ułatwi.
    Zgadzam się z Tobą, że durne gadanie ze strony matki nic tu nie pomoże, a może nawet zaszkodzi. Klaps, raz i drugi i chłopak powinien zaprzestać swoich histerii. Ojciec w ogóle bierze udział w wychowaniu dziecka? Bo widzę brak silnej ręki.
  • 12.12.16, 10:07
    Weź nie trolluj.
  • 12.12.16, 10:16
    Nie trolluję. Trzeba w końcu umieć przyznać, że tzw. nowoczesne wychowanie nadaje się najwyżej dla niektórych, uległych z natury (takie też są) dzieci. Reszta dzieciaków będzie perfidnie wykorzystywać słabość rodziców. Zobacz co się dzieje i jak zachowują się dzieci (nawet całkiem normalnych rodziców, nie patologii) w przestrzeni publicznej. Nie mam na myśli kompletnych maluszków, ale dzieci nieco starsze i już myślące. Jak dziki nie liczące się z nikim (czasem nawet i z rodzicami) ani z niczym. Dziś dzieciom wszystko wolno, a szczęśliwsze od tego nie są ani one ani otoczenie. Klaps krzywdy nie zrobi, a może pokazać granice szybciej niż długa pogadanka. A ci modni nowocześni psychologowie, dla których klaps to samo zło? Przypominam jak skończył dorosły już syn "Super Niani". Niestety niektórym dzieciom (zwłaszcza chłopcom) trzeba wyraźnie pokazać gdzie jest granica. Rośnie nam pokolenie dzieci wychuchanych, z którymi rodzice nie radzili sobie bo ktoś (nowoczesne tzw. wychowanie) wmówił im, że oni nie mają prawa do własnej złości, do dania klapsa (gdy sytuacja tego wymaga, a inne metody nie działają) własnemu dziecku, a nawet do podniesienia głosu. Wszystko jest dziś "traumą". Potem ja jako pracodawca muszę się w pracy użerać z takimi delikatnymi "panienkami" (płci obojga), którym rodzice wmówili, że są zawsze super i nie pokazali stawiania granic. Każde drobne potknięcie i drobna krytyka ich pracy (nie osoby) to ataki płaczu (nawet u facetów), a nawet próby oskarżenia o mobbing. Mamusia z tatusiem każdy pyłek ścierali sprzed nóg księcia i żadnej krytyki tylko "długa rozmowa", ale to nie sprawdza się na dłuższą metę.
  • 12.12.16, 10:29
    Idź na ematkę, tam cię sprowadzą do pionu :)
  • Gość: moska IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 15.12.16, 22:12
    jakoś nie przemawia do mnie żadna z propozycji, aczkolwiek każda w sobie coś ma... o ile przytulam synka, bo wierzę, że czasami po prostu musi się wypłakać i już, o tyle nie pozwalam, żeby robił z domu cyrk. I o wiele bardziej skłaniam się ku wypowiedziom kaz_nodzieja, ale mimo wszystko bez klapsów- w końcu ciało to własność człowieka, ja nie chciałabym być popychana w pracy przez kogoś innego. Też uważam, że dzieci powinny być WYCHOWYWANE, a nie cały czas niańczone. Tata jak najbardziej wychowuje dzieci... w końcu ojciec to tak samo jak matka, tylko nie nakarmi piersią ;) Poza tym nie będzie pisać postów:) Abstrahując od wszystkiego: nooo nie mam rozwiązania :/
  • 16.12.16, 09:01
    Mówienie płaczącemu dziecku, że nie ma powodu do płaczu oraz że ma przestać płakać, bo TOBIE przeszkadza, to elementarny brak empatii i w ten sposób dziecko uczysz egoizmu, na własnym przykładzie.
  • 28.12.16, 20:21
    Rulsanka już napisała że problem jest w TOBIE,a ten masz rozwiązać za pomocą zmiany swojego podejścia z roszczeniowego na pełne współczucia i wyrozumialości..
    A w ogóle to wolę myśleć że trollujesz niż dopuszczać do siebie myśli o bólu jaki odczuwa twój synek.

    --
    Drobnostka, Mama Natki i Ali
  • 01.01.17, 21:54
    W takich sytuacjach(przedłużający się płacz nieadekwatny do sytuacji) bierzesz syna odstawiasz do kąta(osobnego pokoju, jego pokoju itp miejsca) i informujesz, że jak się uspokoi to Cię poinformuje i Ty zdecydujesz, że może wrócić i porozmawiać o problemie.
    Tak wychowują dzieci moi synowie i to się sprawdza.
    Dziecko wie, że po dwóch, max trzech, uwagach pójdzie do kąta przemyśleć sprawę, po opadnięciu emocji wraca i musi jakoś sensownie wytłumaczyć co było powodem takiego zachowania.
    Oczywiście pomijam sytuacje typu przewróciło się, uderzyło, skaleczyło ...
    Wnuki wiek 4,6 i 2,5 roku(starszy wnuk już jest na tyle starszy, że go to prawie nie obejmuje).

    --
    www.facebook.com/przetworybabcijoasi/
  • 01.01.17, 22:47
    Oczywiście pomijam sytuacje typu przewróciło się, uderzyło, skaleczyło ...

    Aha, czyli ból fizyczny jest dla ciebie dobrym wyjaśnieniem dla płaczu. Czemu w takim razie nie dajesz dziecku prawa do płaczu z powodów innych niż fizyczne? Dzieci mają różne powody do płaczu, dorosłym mogą się wydawać błahe, ale widziany oczami dziecka problem może być poważny. Mój młodszy syn (4 lata) w ogóle nie płacze jak się uderzy, skaleczy. Po prostu jest twardzielem, jeśli chodzi o te sprawy. Natomiast płakał dzisiaj, bo ja zamieszałam jajecznicę, a on chciał ją zrobić osobiście. Dla niego to był poważny problem, poważniejszy od skaleczenia.
    Poza tym z mojej obserwacji wynika, że dzieci płaczą zazwyczaj gdy są zmęczone, głodne, przebodźcowane, kluje się jakaś choroba.
    Przykro się czyta o takich metodach wychowawczych, które polegają na przymusowym tłumieniu uczuć u dziecka. Nie chciałabym mieć takiej babci jak ty :/
  • 01.01.17, 23:05
    Właśnie przykład mieszana jajecznicy jest znakomity, to matka/ojciec/babcia/dziadek ma nauczyć dziecko, że taki problem, mimo iż w tej chwili widzi to jako problem, problemem nie jest. Doskonale wiem kiedy dzieci są płaczliwe, i że ich chęci są dla nich najważniejsze, ale wiem też z doświadczenia, że rolą opiekunów jest uczyć dzieci, że istnieją większe problemy niż zamieszanie jajecznicy, czy założenie nie takiej sukienki jaką dziecko chce (np.)
    Szczęśliwie nie mogę mieć Cię za wnuczkę, zaś moje wnuki, mimo, że karcone, za mną przepadają i nie zanosi się na to, że się to zmieni.


    --
    www.facebook.com/przetworybabcijoasi/
  • 02.01.17, 16:09
    Niestety brakuje ci empatii i nie jesteś w stanie zrozumieć, że ból psychiczny jest często poważniejszy od fizycznego. Oraz że "problem" jest zjawiskiem względnym. Dla ciebie problemem będzie zgubienie portfela z 1000zł, dla dziecka to błahostka, ponieważ nie ma poczucia wartości pieniądza. I na odwrót, dla dziecka jajecznica to problem, a dla ciebie nie. Empatia, współczucie, zrozumienie - uczymy tych umiejętności NA WŁASNYM PRZYKŁADZIE. Bagatelizując problemy dziecka doprowadzasz do tego, że ono uczy się, że jego uczucia dla bliskich osób NIE SĄ WAŻNE. Czyli, że uczucia można i wręcz trzeba bagatelizować. W przyszłości, gdy żona wnuka będzie płakać, bo np. miała ciężki dzień w pracy - będzie mogła liczyć tylko na to, że zostanie zignorowana.
  • 02.01.17, 20:12
    Przepraszam, piszesz bzdury nawet niewarte komentarza. Czy Ty naprawdę nie rozumiesz co czytasz?

    --
    www.facebook.com/przetworybabcijoasi/
  • 02.01.17, 20:31
    "Przepraszam, piszesz bzdury nawet niewarte komentarza. Czy Ty naprawdę nie rozumiesz co czytasz?"

    Czy osoba o takim poziomie agresji jest wiarygodnym uczestnikiem dyskusji nt. WYCHOWANIA? Sama sobie odpowiedz :/

    "Bo dziecko(jak ktoś tu już wspomniał) nie może zostać wychowane w poczuciu, że jego problemy rzeczywiste czy wyimaginowane, są najważniejsze na świecie, musi wiedzieć, że jego poczucie krzywdy jest subiektywne, a inni ludzie mogą to postrzegać całkiem inaczej."

    Innymi słowami: należy pokazać dziecku, że jego problem nie jest najważniejszy na świecie. To znaczy, że skoro płacze z powodu nie zamieszanej jajecznicy, to zasługuje na przemyślenie sprawy w kącie. Prawdziwy problem to dzieci w Afryce, które nie mają jajecznicy. Ewentualnie rodzice, dziadkowie.

    Ja dzieci traktuję poważnie. Jeżeli mogę rozwiązać ich problem w sposób konstruktywny, np. zaproponować zamieszanie jajecznicy już gotowej, tudzież zrobienie jeszcze jednej jajecznicy - to tak robię. Jeżeli nie ma czasu, jajek, jest późno - odmawiam, tłumacząc powód. Jeżeli nadal płacze i nie reaguje na 1-2 spokojne próby kontaktu, przytulenia, to czekam, aż się wypłacze i będzie chciał się przytulić.
    Nie traktuję dziecka jak osoby, która chce na mnie coś wymusić, nie traktuję jak przeciwnika, ani wroga. Moje dzieci płaczą bardzo rzadko, a to dlatego, że wiedzą, że mają we mnie wsparcie. Nie muszę ich stawiać do kąta, by przestały płakać.
  • 02.01.17, 20:37
    Nie jestem agresywna, wręcz odwrotnie, ale Ty upierasz się, że wiesz lepiej, no, to się upieraj, nie martwi mnie to. Chcesz mieć poczucie, że jesteś wyjątkową matką i Twoje pomysły są super - na zdrowie. Pozwól jednak, że nie wszyscy się z Tobą będą zgadzali.
    I tak na marginesie zapytam, Ty naprawdę tylko tyle zrozumiałaś z naszych wywodów, że radzimy karać dziecko za płacz...pogratulować.

    --
    www.facebook.com/przetworybabcijoasi/
  • 02.01.17, 20:49
    "Nie jestem agresywna, wręcz odwrotnie, ale Ty upierasz się, że wiesz lepiej, no, to się upieraj,"

    Do dzieci pewnie też tak mówisz, szkoda, że nie widzisz w swoim języku nic niewłaściwego.

    "Chcesz mieć poczucie, że jesteś wyjątkową matką i Twoje pomysły są super - na zdrowie"

    Nie mówimy O MNIE, tylko o METODACH.
  • 06.01.17, 20:55
    Wadera, uważasz naprawdę, ze to inny człowiek ma decydować, co jest problemem, a co nie jest - i jesli sam uważa, że coś nie jest problemem, to dziecko powinno zostać ukarane za płacz? Innymi słowy, uznaje się, zę dziecko nie ma uczuć - ma czuć to, co dorośli uznają za godne pochwały. Innych uczuć nie ma prawa mieć. Nie jestem zwolennikiem ustępowania dziecku w każdym wypadku, gdy jest smutne, ale zaakceptowania, że ma prawo być smutne. Dziecko wychowywane w taki sposób, gdy dorośnie, nie będzie wiedziało, co czuje naprawdę - bedzie dostosowywać swoje uczucia do oczekiwań towarzystwa. Zastanów się, jakie niebezpieczeństwo w wieku nastoletnim moze spotkać dziecka, które nie wierzy, że ma prawo czuć to, co czuje i ze obowiązkiem jest dostosowywać sie do tego, co towarzystwo wymaga. Oczywiście, zę tak wychowywane dzieci sa grzeczne, bo sa karane za to, że sa sobą i że mogą myśleć co innego niz rodzice.
  • 01.01.17, 21:49
    Płacze, bo ma świadka wydarzenia, mimo, że nie ma powodu do jego rozpaczy.
    Wtedy po prostu należy wyjść unikając jego wzroku, zamknąć za sobą drzwi i nie reagować.
    Po godzinie przestanie. Albo wcześniej...

    --
    Unia Europejska pod kierownictwem Niemców jest wyłącznie realizacją dawnych planów Adolfa Hitlera.
  • 01.01.17, 22:48
    W ogóle lepiej oddać do okna życia i problem z głowy na trwałe.
  • 01.01.17, 22:59
    Problemem, moja droga są rodzice i inne osoby robiące z dzieci nieprzystosowanych społecznie ludzi(wcześniej młodzież z problemami).
    Bo dziecko(jak ktoś tu już wspomniał) nie może zostać wychowane w poczuciu, że jego problemy rzeczywiste czy wyimaginowane, są najważniejsze na świecie, musi wiedzieć, że jego poczucie krzywdy jest subiektywne, a inni ludzie mogą to postrzegać całkiem inaczej.
    To się nazywa empatia, której nagle próbują uczyć się ludzie dorośli, bo wcześniej nikt im nie powiedział, że nie są pępkami świata.
    To wszystko się nazywa proces WYCHOWAWCZY.

    --
    www.facebook.com/przetworybabcijoasi/
  • 02.01.17, 14:20
    wadera3 w 100% zgadzam się z Tobą. Zamieszana jajecznica to nie powód do histerii chyba, że wcześniej obiecałam, że dzieciak te jajecznice zamiesza a koniec końców zrobiłam to sama. Owszem wiem, że nie bardzo mogę pomagać w rozbieraniu i ubieraniu nawet gdy mi się spieszy bo przynosi to odwrotny efekt. Wiem, że dziewuchy mają ulubione łyżki do zupy ale jak ich nie ma to pomimo kręcenia nosem przyjmują do wiadomości info, że ich łyżki są brudne w zmywarce i dziś zjedzą łyżkami w innym kolorze. Jednak jeśli chodzi o przysłowiowe fochy to jeśli tłumaczenie/przytulenie/bycie nie pomaga a wrzaski się nasilają to dzieciak idzie do kąta z informacją, że jak się uspokoi to ja jestem np w kuchni i jeśli będzie chciał przyjść/przytulić/powiedzieć o co chodziło to czekam. Wchodzę co jakiś czas jeszcze do pokoju w którym beczy pytam czy może już. A jak czytam, że to ze mną jest problem to mi ręce opadają. Ja też jestem ważna, mój mąż i jej siostra bliźniaczka. I owszem, przeszkadza nam jak ktoś ma fochy... uważam, że dzieci należy uczyć tego, że nie są same na świecie i że to nie wokół nich kręci się świat.
    Chociaż mój kręci się wokół nich ;-)

    --
    Kobieta powinna powstrzymywać swoje kokieteryjno-prowokacyjne zachowanie
    aby umożliwić mężczyźnie wykształcenie pozagenitalnych form osobowej komunikacji
  • 05.01.17, 12:12
    I ja też. Dzisiaj rodzice cackolą się z dziećmi i trudno się dziwić, że dla dziecka tak chowanego niezamieszana jajecznica czy podobnej rangi "problem" to trauma i powód do histerii.
  • 02.01.17, 16:11
    "że jego problemy rzeczywiste czy wyimaginowane, są najważniejsze na świecie, musi wiedzieć, że jego poczucie krzywdy jest subiektywne, a inni ludzie mogą to postrzegać całkiem inaczej."

    No właśnie, dziecko uczone, że JEGO problemy nie są ważne. Ty naprawdę uważasz, że dziecko nie ma prawa do posiadania WAŻNYCH problemów? Z racji bycia dzieckiem? Ważne problemy, to problemy dorosłych, problemy dziecięce ważne nie są. Uczysz dziecko siedzenia cicho, ale nie uczysz go empatii, bo empatii uczy się na własnym przykładzie.
  • 02.01.17, 20:11
    Czytaj i próbuj rozumieć co czytasz, tak, jak nie cierpię tego zdania, tak tu pasuje jak ulał.
    Nie uczę dziecka, że jego problemy nie są ważne, uczę, że reagowanie płaczem/krzykiem/histerią itp. nie jest dobrym sposobem na ich rozwiązywanie.
    Nie uczę siedzenia cicho(w przypadku moich wnuków to by się akurat przydało), tylko cywilizowanego załatwiania spraw wszelkich. I nie tłumacz/cie mi, że na to przyjdzie czas.
    Wychowywanie człowieka nie zaczyna się w szkole czy jeszcze później, zaczyna się od przysłowiowej kołyski.

    --
    www.facebook.com/przetworybabcijoasi/
  • 02.01.17, 20:19
    Dlaczego płacz nie jest wg. ciebie "cywilizowaną metodą wyrażania uczuć"?
  • 05.01.17, 12:10
    Płacz czy histeria?
  • 06.01.17, 20:59
    Nie. Uczysz tego, ze jego problem jest nieistotny. Istotne jest to, co dorośli uznają za ważne.
    Tymczasem to nieprawda. Pamiętam, jak bardzo płakałam, bo mama obiecała, że da mi ugryźć chleb z miodem, a zapomniałam, ze byłam u dentysty i nie mogę jeść. Błahy problem? Tak, jak sie jest dorosłym i uważa, że dziecko ma prawo mieć tylko dorosłe problemy, lekceważy to, ze dziecko jest dzieckiem. Ma być dojrzałe w wieku 3 lat, bo tak jest dorosłym wygodniej. Tymczasem uznanie, ze problem dziecka JEST problemem, choć dla nas błahym właśnie uczy empatii. Nie można uczyć empatii nie czując jej wobec dziecka.
  • 06.01.17, 21:44
    Życzę każdemu dziecku tylko takich traum ja Twoja. Świat byłby wtedy pięknym miejscem.
  • 06.01.17, 21:58
    Jaka trauma? Przykrość. Warto pamiętać co martwi dziecko, wtedy - uwaga - człowiek nie ramoleje tak szybko.
  • 06.01.17, 22:02
    Przykrość jest częścią życia. Nie do uniknięcia, także w przypadku dzieci.
  • 06.01.17, 22:03
    Tak. Oczywiście. Tylko należy uznać, że to jest przykrość, a nie mówić, ze przykrością jest tylko to, co dorosły za przykrość uznaje, a reszta to bzdura i histeria.
  • 07.01.17, 11:19
    Zarówno dzieci, jak i dorośli (np. kobiecy PMS temu sprzyja) uznawają czasem za "problem" kompletną bzdurę.
  • 06.01.17, 21:06
    Oczywiście. Ludzie postrzegają w różny sposób różne problemy. To jednak nie znaczy, zę nasze problemy muszą być postrzegane tak, jak widzą to inni i że opinia innych jest istotniejsza niz nasza. O ile wiem, masz koty. Dla wielu ludzi fakt, że kot zdechł albo jest chory nie jest problemem istotnym. Osoby opłakujące kota sa uważane za histeryków, którzy przesadzają i nie widzą naprawdę poważniejszych problemów. Czy zdanie "Nie histeryzuj, tez masz problem, to tylko kot, kupisz sobie nowego" jest zatem zdaniem pełnym empatii, pokazującym, ze ten problem naprawdę nie jest najważniejszy na świecie, ze jest czysto subiektywny i ze w takim razie nie ma sensu rozpaczać?
  • 06.01.17, 21:46
    Jest różnica między śmiercią zwierzęcia do którego człowiek się przywiązał, a histerią o zamieszanie jajecznicy nie w tą stronę co według dziecka trzeba. Miejmy we wszystkim umiar.
  • 06.01.17, 22:02
    Ależ skąd. W obu przypadkach to inni oceniają co jest ważne, a co nie. Wielu ludzi uważa, że śmierć kota nie jest istotnym problemem. Dorosły wie, ze zamieszanie jajecznicy to drobiazg, ze będzie w życiu jeszcze setki okazji do zamieszania jajecznicy. Dla dziecka często zamieszanie jajecznicy jest wielką sprawą - uważa, że to coś wspaniałego, co robią tylko dorośli i jest za mały, aby wiedzieć, że będzie miał w życiu jeszcze wielokrotnie szansę to zrobić. W obu wypadkach należy uznać problem za problem - można pocieszyć, wytłumaczyć, okazać współczucie, ale nie powiedzieć "co jest problemem to wiem tylko ja".
  • 07.01.17, 11:23
    Robienie krzywdy dziecku i wmawianie mu, że owe "zamieszanie jajecznicy" to faktycznie "życiowy problem".
    Dziecko obserwuje i bierze przykład często z rodzica. Jeżeli widzi, że dla rodzica "zamieszanie jajecznicy" to ważny powód do płaczu i histerii to każdy drobiazg tego rodzaju będzie urastał do histerii.
    Raz widziałam jak dziecko upadło, ale niegroźnie, lekkie obtarcie kolana. Nim się rozhisteryzowało spojrzało na matkę, a ta oczywiście zaczęłam histeryzować i użalać się nad nim i dopiero wtedy wpadło w ryk.
  • 07.01.17, 20:21
    Kto tu dziecku wmawia, że ma wielki ptoblem?
    A otarcie kolan może boleć, to jedo, i przyjmij proszę.że różnie odczuwamy ból.. Nic mnie tak nie wkueza jak ktoś mojemu czy też obcym dzieciom, wmawia że."nic się nie stało, to wcale nie boli". Ocena boli czy nie,należy tylko do osoby, która to odczuwa.. A takim zaprzeczaniem dziecku co do jego odczuć robi mu się sieczke z mózgu, która rzutuje na CAŁE jego życie.

    --
    Drobnostka, Mama Natki i Ali
  • 08.01.17, 12:11
    Oczywiście. Nikt nie mówi dziecku "Masz rację, to tragedia", tylko po prostu akceptuje fakt, ze dziecko ma inne problemy, niż osoby dorosłe , ale to są nadal problemy. I że bardziej doświadczony dorosły ich nie dostrzega, to nie znaczy, ze nie istnieją.
  • 01.01.17, 23:48
    Miałam ten sam problem z córką. Może moje doświadczenie pomoże w znalezieniu rozwiązania.
    Moja córka zaczęła płakać w wieku siedmiu lat czyli w czasie gdy poszła do szkoły. Płakała drugo i rozpaczliwie i z błahego powodu, a najczęściej bez żadnego widocznego powodu. Było to o tyle zaskakujące, że wcześniej była bardzo grzecznym i pogodnym dzieckiem i jedynym problemem jaki z nią miałam był jej wstręt do jedzenia.

    Napady płaczu zdarzały jej się w szkole i w domu. I były coraz częstsze im otoczenie czyli nauczyciele, rówieśnicy i my rodzice reagowaliśmy bardziej nerwowo. Doskonale Cię rozumiem, że wyprowadza Cię to z równowagi. Miałam to samo. Najpierw przytulałam, potem krzyczałam. Dlatego trzeba zacząć szukać przyczyny jak najszybciej. Trafiłam na wspaniałą nauczycielkę wychowania początkowego i wspólnie szukałyśmy rozwiązania. Wiadomo było, że problemem nie jest szkoła. Moja córka uwielbiała szkołę i nie chciała z niej w ogóle wychodzić.

    Pierwszą przyczynę odkryłam obserwujące córkę w wolne dni było to, że traciła panowanie nad sobą gdy była głodna. Jej wieloletnie wcześniejsze problemy z jedzeniem spowodowały że nie rozpoznawała u siebie na czas uczucia głodu. To znaczy czuła że coś jest nie tak ale nie wiedziała, że lekarstwem na to jest jedzenie. Najgorsze było to, że jak już zaczynała płakać to na jedzenie było za późno. Śniadanie do szkoły, które jej dawałam najczęściej wracało nie ruszone. Wspólnie z nauczycielką opracowałyśmy taki system, że po dwóch pierwszych godzinach lekcji podchodziła do córki i mówiła jej że ma wyciągnąć kanapkę i ugryźć przynajmniej dwa kęsy. Moja córka była zwykle posłuszna i to robiła. Potem po następnych dwóch godzinach znów to samo. Ważne było żeby jadła bardzo mało ale często. Większa kanapka na raz zawsze ją przerażała i trzeba było ją rozdzielac na kęsy. Ilość napadów płaczu wyraźnie się zmniejszyła.

    Druga przyczyna tkwiła w jej charakterze. Córka była zawsze bezkonfliktowa i posłuszna. Nie miała napadów złości bo my dorośli jej nie denerwawaliśmy. Denerwowało ją niepoprawne zachowanie innych dzieci. Gdy ktoś komuś robił krzywdę, nie słuchał poleceń nauczyciela, czy jakakolwiek inna niesubordynacja. W przedszkolu ten problem się nie pojawiał. Ale w szkole jej klasa była o wiele bardziej rozbrykana i moja córka nie radziła sobie z problemem. Swoją złość uwalniała przez płacz. Ostatecznie zabrało nam trzy lata zanim wspólnie rozmawiając o problemie, tłumacząc jej jak ma sobie radzić gdy czuje narastającą złość i chce jej się płakać ma postępować. Z wiekiem coraz lepiej panowała nad sobą. Ale po prostu taka była i nigdy do końca nie udało się jej płaczu wyeliminować do końca.

    Dziś moja córka ma 25 lat i dalej z trudem hamuje łzy gdy jest świadkiem jakiejś niesprawiedliwości. Zawsze jest obrońcą wszystkich skrzywdzonych, osobą, która zawsze jest pierwsza gdy trzeba pomóc. Nauczyła się płacz zamieniać w działanie. Jeszcze w szkole potrafiła wykłócać się o czyjeś oceny. Gdy jej koleżnka ponosiła karę za ściąganie w trakcie sprawdzianu potrafiła wstać i powiedzieć, że ją też trzeba ukarać to też oszukiwała. Nauczyciele nigdy za nią nie przepadali. Do matury miała zawsze obniżone zachowanie. Ale przynajmniej wiedziała, że ten płacz to złość która ją dusi od środka.

    Moja rada: Nie obwiniaj siebie. Dziecko po prostu w trakcie rozwoju ma jakiś problem, który trzeba rozpoznać. Rada z sokiem malinowym jest obiecująca. Cukier w krwioobiegu zasila mózg i podnosi poziom samokontroli. Obserwuj, obserwuj, obserwuj! Żadne dziecko nie chce płakać. Twój syn też. Płacz to próba wyrażenia jakiejś złości, której nie umie nazwać ani określić. Ale wspólnie uda się Wam dojść przyczyny.
  • 02.01.17, 01:31
    Jezeli placz wynika ze zlosci to zalecam sznur od zelazka, ktorego pozytywne dzialanie jest sprawdzone i leczy szybko i skutecznie. Zaniechanie leczenia moze przerodzic sie u takiego dziecka w stan przewlekly i w pozniejszym czasie trudny do wyleczenia.
  • 02.01.17, 02:39
    U nas zadziałało odstawienie do innego pokoju/pomieszczenia/miejsca i hasło - "Jak się uspokoisz to przyjdź i porozmawiamy" - gdy sytuacja miała miejsce poza domem [miejsce publiczne] - wyprowadzaliśmy w miejsce odosobnione akcentując, że "inni nie chcą słuchać takiego hałasu" - po 4-5 razach zadziałało..
  • 02.01.17, 11:42
    Nie reagować.
  • Gość: ELCIA IP: *.dynamic.mm.pl 02.01.17, 14:18
    Zadam Ci pytanie czy był szczepiony szczepionką pięć w jednym, jeśli tak to masz odpowiedż szczepionka uszkodziła mu system nerwowy i przebadaj u dobrego neurologa czy nie ma Aspergera lub Autyzmu , bo te objawy z wiekiem bedą się nasilały wszystkie dzieci szczepione tą szczepionką mają te problemy często mylone z ADHD mój wnuki też Elżbieta
  • Gość: Janusz Mateusz IP: 212.160.172.* 02.01.17, 15:56
    Moja żona w takiej sytuacji przytulała synka i się uspakajał. Być może potrzebuje czułości :) Jak mu mówiłem, że ma nie płakać, a jak nie pomagało to kazałem iść do swojego pokoju. Szedł z płaczem, zamykał się i po chwili już była cisza. Tulił się do swojego ulubionego misia i po jakimś czasie zasypiał. Jeśli nie to wychodził odmieniony i już nie było płaczu. Dzieciom należy poświęcać dużo uwagi. Gdy są w centrum zainteresowania to są szczęśliwe. Jakiś czas tak musi być i bo to taki etap w życiu, który jest niezbędny by wyrosnąć na wartościowego i silnego duchem człowieka :)

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.