Dodaj do ulubionych

Zagwozdki u 8 latki

03.06.17, 23:04
Moje dziecko mnie zadziwia..
Z jednej strony to dobrze, ale z drugiej - po rozmowie z moją terapeutką, na temat córki, nabrałam obaw, że te oryginalne zachowania Młodej to jednak jakieś zaburzenia.. Psycholog zaleciła by oczywistości przebadać i wykluczyć - niedosłuch, zaburzenia hormonalne.. - zanim zaczniemy diagnozować ją pod kątem zaburzeń. Uwielbiam to forum bo jest skarbnicą wiedzy, życie jest łatwiejsze odkąd je odkryłam ;-) Dlatego i w tej sprawie z chęcią poczytam co myślicie.
Co mnie niepokoi u córki
- nie ma zwyczajnego poczucia wstydu/zażenowania - zapytałam ją czy są sytuacje gdy czuje się zażenowana - usłyszałam, że tak, "kiedy ogląda bajkę, której wcześniej nie widziała" noż kurcze! może to i głupie, że odnoszę do siebie ale nijak tu nie widzę powodu do zazenowania, jednak odpowiedziałam tylko "hmm". Dużo rozmawiamy, również na tematy trudne, np, o masturbacji, że "tego" przy innych ludziach nie robimy, nawet przy mamie, siostrze.. O zachowaniu w miejscach publicznych. Zaobserwowałam, że te nasze rozmowy to chyba jednym uchem jej wlatują a drugim wylatują - być moze szufladkuje je jako rzeczy niezrozumiałe więc i nieciekawe i nie zapamiętuje ich.. W towarzystwie obcych dorosłych córka z łagodnej nieśmiałej istoty zamienia się w hardą nakręconą istotę, mówiącą głośniej niż zazwyczaj. Na uprzejme zapytania odpowiada jakby była atakowana, ze stosowną mimiką
To, że nie panuje nad silnymi emocjami i bardzo łatwo doprowadzić ją do szału to raczej normalne u dzieci, tylko moja psycholog mówi, że niepokojące jest to, że mała nie hamuje swojego gniewu nawet przy obcych, przy nauczycielach, dzieciach w szkole.
- mała to stworzenie "wywrotne", pasuje mi tu opis jednego z zaburzeń IS, nie pamiętam nazwy, o braku umiejętności planowania ruchu, co skutkuje ciągłym zderzaniem się ze ścianą/podłogą/ziemią. Z kolei z nauką jazdy na rowerze/hulajnodze/rolkach nie miała żadnych problemów, więc to raczej nie problem z koordynacją ruchową.

Post robi się długi, więc poprzestanę na tym, jednak chętnie odpowiem na pytania jeśli Wam się jakieś objawią, w celu potwierdzenia/wykluczenia Waszych domysłów.

Nie próbuję jej szukać choroby na siłę, jeśli jednak coś jej dolega to dla niej samej i dla całej rodziny dobrze by było jej pomóc.
--
Drobnostka, Mama Natki i Ali
Edytor zaawansowany
  • 04.06.17, 14:08
    1. Podejrzewam, że dziecko nie rozumie słowa "zażenowanie".
    2. Być może za dużo tych rozmów i dziecko ma dosyć, albo nie słucha, bowiem własnie jest zażenowane. Bo wynika z tego, ze te rozmowy nie są rozmowami, tylko pouczeniami, czego robić nie wolno i na tym sie koncentrują.
    3. Czy w towarzystwie dorosłych córka zachowuje sie tak zawsze, czy tylko wtedy, gdy dorośli nie zwracają na nią uwagi? czy reaguje tak zawsze, czy tylko, gdy jest o coś pytana? A jak tak, to czy sa tematy, które wywołują jej szczególną złość?
    Rzeczywiście, sporo zachowań wydaję się niepokojących, ale przyczyna moze leżeć albo w dziecku, albo w rodzinie, albo w zachowaniu innych względem dziecka.
  • 04.06.17, 20:26
    1. Moja pierwsza myśl jak uslyszalam o tych nieoglądanych bajkach to była, że ona nie rozumie słowa zażenowanie i zapytałam jak je rozumie, odpowiedziała "zażenowani jesteśmy kiedy się wstydzimy" - na moje oko - odpowiedź prawidłowa.
    2. Do rozmów wybieramy chwile gdy ona chce rozmawiać, nie jest rozdrażniona, bywa tylko czasem zmęczona, bo najczęściej przed snem wpadają jej różne zagadnienia o które pyta do głowy. Na marginesie, nie wiem z czego ci wynika, że pouczam, a nie rozmawiam z córką, wyjasnij, proszę.
    3. Czasem zdaje się, że kompletnie dorosłych nie zauważa, czasem ostentacyjnie ich ignoruje.. Najczęściej padają całkiem niewinne pytania typu co słychać? Jak w szkole? (Intelektualnie radzi sobie super, gorzej z zawieraniem znajomości i ich utrzymywaniem, z silnymi emocjami, bo dzieci wyczaiły, że łatwo ją sprowokować) Co porabiasz? Takie pytania.. O dziwo, przy pytaniach o siostrę o psa z chęcią i bezproblemowo odpowiada.

    Cenię sobie Twoje zdanie i liczę na szczerość, nie na głaskanie po głowie.

    --
    Drobnostka, Mama Natki i Ali
  • 05.06.17, 09:26
    1. Słowa "wstydzimy" też może w pełni nie rozumieć. Gdyby rozumiała, nie powiedziałaby o oglądaniu bajki.
    2. Z tego, co napisałaś wynikało, ze rozmowy z córką to rozmowy o tym, czego nie wolno. Wielokrotne. Nie wiem, o czym rozmawiasz ponadto - być może to tylko część tych rozmów, ale to, co opisałaś, to nie jest rozmowa.
    3. Na pytanie "co w szkole" dziecko, które ma jakiekolwiek kłopoty może reagować agresją. Tu Twoja rola sprowadza sie do pouczenia krewnych i znajomych, aby o szkołę nie pytali. Jeśli na pytania o siostrę i psa odpowiada chętnie, to znaczy, ze reaguje agresywnie nie na dorosłych, tylko na to, że chcą, aby im się zwierzała z rzeczy nieprzyjemnych. Tu widzę problem - córka przyjmuje pytania zbyt dosłownie i nie potrafi odpowiedzieć grzecznie i niezgodnie z prawdą, tylko konwencjonalnie.
    Pytanie podstawowe - czy córka umie kłamać? I czy kłamie?
  • 05.06.17, 20:31

    nie potrafi odpowiedzieć grzecznie i niezgodnie z prawdą, tylko k
    > onwencjonalnie.

    Myślę, że potrafi odpowiadać niezgodnie z prawdą, często na moje pytanie, jak tam w szkole odpowiada super, a wieczorem jej się ulewa, że ten dzień to taki cały kiepski miała a 90% nieprzyjemnosci odbyło się w szkole.
    Kiedy spotkamy np. na spacerze kogoś obcego (np. moją klientkę) a ten przystanie by ze mną/nami pogadać to Młoda od razu się najeża, zanim ta osoba zdąży wymyślić do niej pytanie.
    Czy umie kłamać? Niezbyt, ja ją od razu rozgryzam, ale próbuje .. Próbuje też wkręcać.




    --
    Drobnostka, Mama Natki i Ali
  • 05.06.17, 20:52
    Jak tak rozmyslam o klamstwach małej to one nie były takie przemyślane, zaplanowane, tylko takie spontaniczne, na odczep się. Np. Masz cos zadane - nie .. A później.okazuje się że jest , tylko ona o tym nie pamiętała. Ta jej pamięć też mnie zadziwia - wiersza potrafi się nauczyć słuchając na lekcji jak pani z niego odpytuje inne dzieci, ale planu lekcji od września nie 2016 pamieta ..



    --
    Drobnostka, Mama Natki i Ali
  • 05.06.17, 21:05
    To dobrze, ze umie kłamać, bardzo pozytywny objaw.
    To, ze nie pamięta co zadane i planu lekcji jest absolutnie typowe w jej wieku, minie za parę lat, teraz nie ma co się przejmować, norma.
    Ja się też najeżałam na osoby spotkane na spacerze. Bo spacer z rodzicem jest przyjemnością, można pogadać, a tu ktoś zajmuje czas, przestaje się być ważnym. Można to porównać do umówienia się z przyjaciółką na plotki i uczuciem, gdy dosiada sie do nas znajoma przyjaciółki i zaczynają ze sobą rozmawiać o tym, co mnie w ogóle nie interesuje. Każdy w takim wypadku czuje się zlekceważony. Warto powiedzieć w takiej sytuacji klientce, ze jesteś na spacerze z córką, miło widzieć, ale musisz lecieć.
    O ile rozumiem, masz drugie dziecko, więc tym bardziej spacer, o ile jest tylko z Tobą, jest cenny.
    Warto nauczyć dziecko, ze na pytania obcych, na które nie ma ochoty odpowiadać, moze powiedzieć "Dziękuję dobrze", albo coś w tym rodzaju. Bo wygląda na to, ze boi się tych pytań, albo ich nie znosi.
    No i nadal utrzymywać kontakt z psychologiem, ale nie skupiać sie tylko na zachowaniach dziecka, ale zapisywać, kiedy wybucha, co ją prowokuje, być moze czegoś sie boi? Albo w ten sposób chce przyciągnąć uwagę?
  • 06.06.17, 19:00
    verdana napisała:

    > To dobrze, ze umie kłamać, bardzo pozytywny objaw.

    A jakiej diagnozy możnaby się obawiać gdyby kłamać nie potrafiła? I drugie pytanie - jeśli kłamać umie to czy można tą diagnozę z pewnością 100% odrzucić?

    >To, ze nie pamięta co zadane i planu lekcji jest absolutnie typowe w jej wieku,

    To już wiem, tylko zastanawia mnie łatwość zapamietywania innych rzeczy z niemożnością zapamietywania np.jaki dzień tygodnia był wczoraj, jaki miesiąc mamy, kiedy test z angielskiego itp. Nawet zapomniała że zmieniono termin wycieczki klasowej!

    Dziś byłyśmy we dwie u jej pediatry, anioł nie lekarz ze świetnym podejściem do dzieci. N
    Młoda ją zna od urodzenia niemalże, do niedawna gawędziła chętnie z lekarką a dziś na żadne pytanie nie odpowiedziała. Wiem, napiszesz, że jak dziecko chore to może nie mieć ochoty na pogaduszki, ok zgadzam się, tylko Młoda poza gabinetem już na chorą nawet nie wyglądała. .

    Na pewno są sytuacje gdy chce naszej uwagi ale wybucha raczej w momencie gdy szuflada z zawartością wysuwa jej się z regału i upada na podłogę- jak ona w niej grzebała np. Po prostu gdy coś idzie nie po jej myśli..





    --
    Drobnostka, Mama Natki i Ali
  • 15.06.17, 22:06
    Kłamać nie potrafią dzieci z Zespołem Aspergera, spektrum autyzmu, część z opóźnieniem umysłowym (chociaż rzadziej).
    To, co piszesz o zapominaniu jest zupełnie normalne dla 9-latków. Jest także normalne dla wielu 40-latków, którzy w tym celu używają organizerów, kalendarzy, albo mają sekretarki. Nieumiejetność zapamiętania miesiąca i wczorajszego dnia może łączyć się z tym, ze dziecko jeszcze nie opanowało automatycznego myślenia w kategoriach kalendarza. Jest to też objaw dysleksji, ale to akurat nie ten problem.
    Wygląda na to, ze dziecko rzeczywiście nie umie nad sobą panować, nie umie ukryć uczuć, ani nie umie się przemóc, aby zachowywać się grzecznie. Czy tak było od urodzenia, czy coś się zmieniło?
    Jak mnie szuflada spada na podłogę, to rzucam wiązanką, aż uszy więdną. Mozę by było dobrze nauczyć dziecko stosownych do wieku przekleństw, doskonale rozładowują narastającą agresję. Zresztą ten ostatni przykład skłania mnie do refleksji, czy nie za bardzo chcesz idealnie spokojnego dziecka, bo w tym wypadku wybuch jest kompletnie zrozumiały i uzasadniony.
  • 17.06.17, 23:40
    verdana napisała:

    > Wygląda na to, ze dziecko rzeczywiście nie umie nad sobą panować, nie umie ukry
    > ć uczuć, ani nie umie się przemóc, aby zachowywać się grzecznie. Czy tak było o
    > d urodzenia, czy coś się zmieniło?

    Od urodzenia nie, na pewno nie, jako niemowle prawie nie płakała, rozwijała się lepiej - szybciej - niż dzieci z którymi miałam okazję ją porównać. Była posłuszna i bezproblemowa, nie tęskniła za nami nawet w przedszkolu, czy na wyprawach z opiekunką - co też zaniepokoiło moją psycholog. Jakieś epizody histerii pamiętam od 2 rż. W przedszkolu wyszły problemy logopedyczne. w tym czasie też, mam wrażenie, zaczął jej się zmieniać stosunek do ludzi obcych, dorosłych, również dzieci - dzieci przez nią zaczepianie przyjaznym czesć, jak masz na imię? ignorowały ją - przypuszczam, że nie rozumiały co mówi. Ta zmiana stosunku m.in. dzieci do niej mocno nadwątliła jej samoocenę. Ale ogólnie była grzeczna, kulturalna, tylko był problem z narastającą wstydliwością, niechęcią do wypowiadania się przed obcymi - podejrzewam, że mocno dano jej odczuć w przedszkolu, że mówiła niewyraźnie.
    Ja mam wrażenie, że ona nie potrafi panować nad gniewem, błahe kompletnie incydenty sprawiają, że ona się zapala w tym gniewie, nie potrafi się uspokoić. Drażni ją np. mówienie oczywistości w wykonaniu jej siostry.. Np. dziś -wiesz Natuś? Babcia byłą na wakacjach ale już wróciła .. Można domniemywać, że Młoda ma problem z siostrą, jest o nią zazdrosna i dlatego tak ją drażni co tamta mówi, ok. ale jak wytłumaczyć fakt, że jedząc wate cukrową wpadła w szał bo całe ręce miała nią uklejone? Na punkcie czystości rąk ma hyzia podebranego od taty swojego, ale uprzedzałąm ją, że będą brudne po tej wacie, przyjęłą ze spokojem, tylko później zaczął się krzyk i skakanie .. nie dało się z nią porozumieć..
    Przerażają mnie te akcje tym bardziej po lekturze o NOP. Mała była szczepiona skojarzoną 5w1 trafiłam na wpis w którym straszą, że ta szczepionka daje te niepożądane objawy nawet pare lat po zaszczepieniu. Czy jeśli doszło do jakiegoś uszkodzenia ukł. nerwowego to możemy teraz coś temu zaradzić? Wiem, pytanie z rodzaju retorycznych.. Wiem jednak, że warto by było odwiedzić neurologa by sprawdzić czy "tam" wszystko gra..

    Szukam, szukam sposobu jak najlepiej się zabrać do udzielenia pomocy N. bo z pewnością jej potrzebuje i przeraża mnie opcja, że to NOP i że w związku z tym NIC nie mogę zrobić.. Ale to przerażenie mnie nie powstrzyma przed dociekaniem co jest grane i jak jej pomóc..



    --
    Drobnostka, Mama Natki i Ali
  • 18.06.17, 12:34
    Zmień panią psycholog. Dziecko od urodzenia chowane nie 24 godziny na dobę z matka, tylko mające opiekunki nie tęskni na spacerach i w przedszkolu - i to jest prawidłowe. Naprawdę, tęsknienie w przedszkolu jest skutkiem przebywania 24/24 z matką, kiedy ona znika, dziecko jest niepewne, świat mu się wali. Uznanie tego za norme to jakaś niewiarygodna głupota, słowo daję. Dziecko wychowane w przekonaniu, że matka wychodzi i wraca, od najwcześniejszych lat nie ma powodu tęsknić na spacerze z opiekunką!!!
    Naczytałaś się, za przeproszeniem głupot antyszczepionkowych.
    Wydaje mi się, tak na oko i nie znając dziecka, że problemy sa trzy 1. Zazdrość o siostrę. Siostra jak sadzę jest młodsza? Trzeba by zastanowić sie, skad ta zazdrość, a nie szukać NOP. 2. Dziecko ma problemy z odczuwaniem wrażeń dotykowych. Ja ją kompletnie rozumiem, bo klejące się ręce dla mnie też sa powodem do złości i pewnej paniki. Gdy jestem za ciepło ubrana wpadam w szał. Może należałoby tu zacząć jakąś terapię, 3. Dziecko ma wyraźny, jednoznaczny powód, dla którego zaczęło stronić od ludzi. Nie NOP, tylko odtrącanie przez rówieśników. Trudno się dziwić, ze jest niepewne siebie, skłonne do złości, ze nie umie normalnie kontaktować sie z ludźmi - to wina przedszkola i najwyraźniej źle prowadzonego wychowania, które pozwoliło, aby dziecko zostało wyizolowane z powodu wady wymowy.
    Jestem pewna, ze dziecko potrzebuje terapii, u dobrego psychologa. Warto by też iść do neurologa, bo problemy neurologiczne dzieci miewają, nawet te nieszczepione. Ale mam wrażenie, wybacz, ze kompletnie nie rozumiesz problemów dziecka, bagatelizujesz zazdrość o siostrę, bardzo dramatyczne przeżycia w przedszkolu, fakt, ze cos dziecka drazni - a Twoim zdaniem nie powinno. Być moze część wybuchów złości jest związana z tym kompletnym niezrozumieniem.
  • 18.06.17, 21:36
    Psycholog martwiło to, że N.nie przywiązywała się kompletnie do nikogo, ani do nas, ani do opiekunek - na przestrzeni 2 lat miała ich 4 bo tak się złożyło. Przy żegnaniu się z każdą.mówiłam małej że niania musi nas pożegnać i za każdym razem N.byla ciekawa kolejnej, o "starej" już nawet nie myśląc. Myślałam, że wynika to z tego, że ona się świetnie aklimatyzuje, dopiero p.psycholog oceniła to jako obojetność N. wobec ludzi. W przedszkolu zwracały jej uwagę tylko dzieci. Na początku miała kilka koleżanek, później zaczęła reagować na wszelkie przeszkody, niedogodności płaczem, stąd w pewien sposób dzieci ją odrzucały. Pewnie wada wymowy też była ważną przyczyną. W przedszkolu była pani logopeda, ale efekty jej pracy z N.były żadne. Logopeda szkolna jest 100% efektywniejsza.

    Na temat NOP z Tobą widzę, że nie pogadam :-)

    Zazdrości o siostrę (mlodsza o 5 lat) nie bagatelizuje. Zauważyłam problem i zaczynam stosować rady z poradnika "rodzeństwo bez rywalizacji", dlatego też o nim nie piszę tu, bo myślę, że z tym sobie poradze.. Skąd zazdrość? Z powodu ( z punktu widzenia N) niesprawiedliwego rozkładu uwagi na dziewczyny. Twierdzi, że batdziej kochamy A, że A dostaje lepsze rzeczy -zabawki itp.dokuczają sobie nawzajem, stąd próba prostowania ich relacji.

    >. Dziecko ma problemy z odczuwaniem wrażeń dotykowy
    > ch. Ja ją kompletnie rozumiem, bo klejące się ręce dla mnie też sa powodem do z
    > łości i pewnej paniki. Gdy jestem za ciepło ubrana wpadam w szał. Może należał
    > oby tu zacząć jakąś terapię,

    Terapie IS ?jeśli tak to mamy taki problem, że brakuje tu specjalistów od problemów z integracja sensoryczną. Chyba, że wystarczy psycholog dzieciecy?

    >Ale mam wrażenie, wybacz, ze kompletnie nie rozumiesz problemów dziecka,
    > bagatelizujesz zazdrość o siostrę, bardzo dramatyczne przeżycia w przedszkolu,
    > fakt, ze cos dziecka drazni - a Twoim zdaniem nie powinno. Być moze część wybuc
    > hów złości jest związana z tym kompletnym niezrozumieniem.

    Ależ ja się z ręką na sercu przyznaję, że problemów N..nie rozumiem i dlatego szukam pomocy - ewentualnej diagnozy i wytycznych.
    Co do siebie odnoszę takie wrażenie, że. powinnam przejść w dziecinstwie terapie IS i dobrze rozumiem co się dzieje gdy coś drażni. . nie odbieram N.prawa do tego by coś ją drażnilo. Przeraża mnie tylko skala reakcji N na draznienie.. Nie potrafię jej nauczyć tego co sama się nauczyłam nie tak dawno temu - nie ponosić się wnerwowi. N.wpada w prawdziwy szał jak cokolwiek jest nie po jej myśli i to nieważne czy jest u siebie, u obcych czy w szkole i na ulicy. Nie dociera do niej wtedy nic.
    Dzięki za konkrety, za szczerość, za wnioski, choć niektóre są na wyrost,





    --
    Drobnostka, Mama Natki i Ali
  • 18.06.17, 21:38
    Ucięło mi.. Są te niektóre wnioski na wyrost, ale dają do myślenia. . nie zostawiam ich odłogiem.

    --
    Drobnostka, Mama Natki i Ali
  • 19.06.17, 20:04
    Ja widzę problem znacznie szerszy. Rozumiem zaniepokojenie pani psycholog, ze dziecko nie przywiązuje się do rodziców, ale już do opiekunek wcale nie musi. Moje dzieci też sie nie przywiązywały, a jeśli opiekunki zmieniają sie często, to jest to zupełnie normalne. Ja w dzieciństwie miałam opiekunki i przywiązana byłam tylko do jednej, która mieszkała z nami 3 lata. Reszta była mi głęboko obojętna.
    Rady z poradnika "Rodzeństwo bez rywalizacji" moim zdaniem nie są dobre, są strasznie sztuczne. Poza tym o ile rozumiem, siostra ma już 3 lata i dopiero teraz zaczynasz walczyć z zazdrością. Obawiam się, zę to za późno. Szczególnie, ze zajmujesz sie "prostowaniem ich relacji", a nie prostowaniem Twoich relacji z dziećmi. Do tego, co robią między sobą , póki nie leje się krew, po prostu się nie wtrącaj - nie ma siły, aby nie stanąć po jednej stronie, zazwyczaj tej młodszej. Pierwszą rzeczą, nad którą należy sie zastanowić, jest czy aby córka nie ma racji mówiąc o nierównym traktowaniu.
    Na pewno dziecko ma problem i najprawdopodobniej potrzebuje diagnozy. Ale Ty też masz problem, bo strasznie lekceważysz problemy dziecka, a widzisz raczej problemy Z DZIECKIEM.
    Reasumując -dziecko we wczesnym dzieciństwie było pod opieką często zmieniających sie opiekunek, do których nie było przywiązane. Opiekunki zmieniały się na tyle często, ze jedynym rozwiązaniem dla dziecka, aby nie tęsknić, było sie nie przywiązywać
    - następnie dziecko poszło do przedszkola, w którym było odrzucane. Nikt z tym nic nie zrobił. Część winy za odrzucenie nawet Ty przerzucasz na dziecko.
    - potem urodziła sie siostra - w chwili, gdy dziecko wiedziało już, ze jest nielubiane. Problem próbujesz rozwiązać po trzech latach, w czasie których córka uważa, że jest mniej kochana także w domu (po przejściu przez autentyczną traumę odrzucenia w przedszkolu).
    - dziecko 8-letnie nie nauczyło sie jeszcze tego, czego Ty nauczyłaś sie jako osoba dorosła, czyli nie dać sie ponieść nerwom. Sądzę zatem, że skoro to było niedawno, to dziecko widziało jednak, jak dajesz sie ponieść. I uważasz, ze córka powinna w wieku 8 lat dojść do tego, do czego Ty doszłaś jako dorosła kobieta i matka.
    Masz dziecko, które naprawdę ma za sobą dosyć ciężkie przeżycia, a to przedszkolne moze być trudne do zapomnienia. Dlaczego nie zabrałaś jej z przedszkola, gdzie była izolowana??? Jestem pewna, ze dziecko potrzebuje teraz terapii, wzmocnienia pewności siebie. Problem w tym, że łatwiej pomyśleć o NOP, niż o tym, ze zachowanie dziecka może być skutkiem popełnionych przez rodzinę błędów.
  • 20.06.17, 00:27
    Hej! odleciałaś dziś w kosmos z niektórymi wnioskami ;-) Jeśli chciałaś mnie przekonać, że potrafisz jeszcze dalej idące wnioski wysnuwać to Ci się udało ;-) Ale ok, ustosunkuję się...

    Pozwolisz, że się nie zgodzę co do sztuczności rad z :"rodzeństwa bez rywalizacji" moim zdaniem są naturalne, wręcz proste .. Przypuszczam, że jeśli przeczytałaś tą pozycję to raczej pobieżnie niż z uwagą bo wiedziałabyś. że książka nie traktuje tylko o relacjach wśród rodzeństwa. a wskazuje również rodzicom. czego unikać. jak postępować by wspierać ich dobre relacje. No świetna jest ta książka moim zdaniem.. Wiem, że nie muszę ci się tłumaczyć i stawać w swojej obronie, ale zrobię to - przede wszystkim to do mnie należy ocena. kiedy szukać pomocy, przyznam, że częściej wkurza mnie postawa N wobec A niż odwrotnie, próbowałam z dziewczynami postępować w znanych sobie taktykach odkąd problem zaistniał, w końcu uznałąm te taktyki za kiepskie i poszukałam pomocy w poradnikach - to odpowiedź na zarzut, że dopiero teraz zaczynam walczyć z zazdrością. Nie, nie dopiero teraz i nie, nie zajmuję się tylko ich relacjami. Nie rozumiem na jakiej podstawie wysnuwasz takie wnioski.. ale może masz gorszy dzień... Opiszę Ci taką sytuacje, która jest u nas nagminna:
    A. coś tam w rękach ma, podchodzi N. i pyta " mogę zobaczyć?" A. jeśli akurat ma dobry humor, a przeważnie ma, odpowiada " tak, możesz" .. jeśli nie ma dobrego humoru, a N. ją przed chwilą wkurzyła" odpowiada "nie" wtedy N wykorzystując swoją większą siłę, zabiera A to coś z ręki i ryk A. gotowy.
    Jak się tu zachować? Moim zdaniem to N. postąpiła źle. Mam siedzieć i słuchać jak walczą ze sobą?. N. nie chce przyjąć do wiadomości, że trzeba szanować cudze "nie" i wykorzystuje swoją siłę przeciwko słabszej. Wkurza mnie w takich sytuacjach też to, że te nawyki A chłonie jak gąbka i za chwilę będzie robiła to samo co starsza bo uzna to za normę. N. każdą moją uwagę, że tak się nie robi, nie wolno nikomu z ręki nic wydzierać kwituje "przepraszam" a za chwilę jest powtórka z rozrywki. Na skargi " mama a ona" odpowiadam, "musicie załatwić to między sobą, dogadajcie się".
    Kochamy je obie, obu również to okazujemy,

    > Ale Ty te
    > ż masz problem, bo strasznie lekceważysz problemy dziecka, a widzisz raczej pro
    > blemy Z DZIECKIEM.

    to tu odleciałaś w kosmos..
    nie rozumiem gdzie zasugerowałam, napisałam że mam problem z dzieckiem, a nie że to dziecko ma problem. To stwierdzenie jest mocno niesprawiedliwe.

    > Reasumując -dziecko we wczesnym dzieciństwie było pod opieką często zmieniający
    > ch sie opiekunek, do których nie było przywiązane. Opiekunki zmieniały się na t
    > yle często, ze jedynym rozwiązaniem dla dziecka, aby nie tęsknić, było sie nie
    > przywiązywać

    czy dziecko w wieku do 2 lat jest obrać jakąkolwiek strategię? włączając tu taką w której postanawia się nie przyzwyczająć żeby nie tęsknić? tu też odleciałaś ... W tym czasie N. pozostawała pod opieką opiekunki 4 h dziennie, w pozostałym godzinach była z obojgiem rodziców.

    > - następnie dziecko poszło do przedszkola, w którym było odrzucane. Nikt z tym
    > nic nie zrobił. Część winy za odrzucenie nawet Ty przerzucasz na dziecko.

    N.miała problem z nawiązywaniem znajomości na placach zabaw, w przedszkolu sobie z tym radziła, w ostatnim roku przedszkola bawiła się przede wszystkim z maluszkami, a w pewnym stopniu odrzucana była gdy płakała, bo dzieci nie wiedziały jak jej pomóc i wolały trzymać się z dala. Bardzo dobrze wspomina przedszkole, opowiada o nim z dumą młodszej siostrze za każdym razem gdy je mijamy. Czy gdyby miała jakąś traumę związaną z tym miejscem kłóciłaby się żartobliwie z ojcem czyje to przedszkole było? Również tu Ci poniosło w podsumowaniu..

    > - potem urodziła sie siostra - w chwili, gdy dziecko wiedziało już, ze jest nie
    > lubiane.

    dziecko było lubiane i marzyło o siostrze 3 długie lata. Co nie wyklucza faktu, że nie zdawałą sobie sprawy, że będzie zazdrosna o wszystko, że mimo, że żadnych problemów z dzieleniem się z koleżankami, kuzynami nie miała, ale z siostrą tego nie potrafi i już,

    > - dziecko 8-letnie nie nauczyło sie jeszcze tego, czego Ty nauczyłaś sie jako o
    > soba dorosła, czyli nie dać sie ponieść nerwom. Sądzę zatem, że skoro to było n
    > iedawno, to dziecko widziało jednak, jak dajesz sie ponieść. I uważasz, ze córk
    > a powinna w wieku 8 lat dojść do tego, do czego Ty doszłaś jako dorosła kobieta
    > i matka.

    A przeczytaj sobie raz jeszcze to co napisałam w tym temacie. Gdzie ja tam piszę, że oczekuję, że ona będzie potrafiła się uspokajać? nie ponosić nerwom? Napisałam, że nie potrafię jej tego nauczyć. Nie jest to równoznaczne z tym, że oczekuję tego od niej. Uściślając, jestem dorosła ponad 20 lat, mniej więcej w połowie tego czasu leczyłam depresję po traumatycznym przeżyciu, miałam terapię, która pomogła mi również nauczyć się radzenia sobie ze stresem. Mam wrażenie, że właśnie terapia może pomóc mojej córce.
    > Masz dziecko, które naprawdę ma za sobą dosyć ciężkie przeżycia, a to przedszko
    > lne moze być trudne do zapomnienia. Dlaczego nie zabrałaś jej z przedszkola, gd
    > zie była izolowana???

    Bo nie byłą izolowana, Ty sobie to wkręciłaś. Albo ja inaczej rozumiem izolację - dla mnie jest to trzymanie dziecka w odosobnieniu, a N. nie przez wszystkie dzieci była rozumiana i lubiana ot wszystko. Nie objawiała w żaden sposób by przedszkole ją traumatyzowało. Reagowanie płaczem na wszystko było też moją cechą, właściwie do terapii, uznałam, że ten typ ma tak jak ja, a nie że jest to objaw jakiegoś problemu w przedszkolu. Jak ktoś jej tam dokuczył to nam mówiła i miałą w nas oparcie i to wszystko co jest potrzebne smucącej się dziewczynce, za chwilę była radosna jak ptaszek..

    Jestem pewna, ze dziecko potrzebuje teraz terapii, wzmocn
    > ienia pewności siebie. Problem w tym, że łatwiej pomyśleć o NOP, niż o tym, ze
    > zachowanie dziecka może być skutkiem popełnionych przez rodzinę błędów.

    A to to już w ogóle chwyt poniżej pasa był, nawet mi się tego rozwlekle komentować nie chce.
    Żadnych konkretów tylko obelga, jakobym zwalała winę na NOP, jeszcze mi tu brakuje byś napisała, że chcę umyć ręce bo przy NOP to już pozamiatane, nic zrobić się już nie da.. No bzdura nieprzeciętna w tym ostatnim zdaniu...


    --
    Drobnostka, Mama Natki i Ali



    --
    Drobnostka, Mama Natki i Ali
  • 20.06.17, 15:22
    Przeczytałam "Rodzeństwo" uwaznie. Poprzednia pani ekspert, Justyna Dąbrowska ma o tej książce takie samo zdanie jak ja. To jest proteza dla osób, które nie potrafią rozmawiać z własnym dzieckiem. Ale jak to proteza - zawsze naturalność jest lepsza. Jak się zachować, jak dzieci wydzierają sobie coś z rąk? Odesłać je do pokoju i zamknąć drzwi, zająć sie czytanie książki. Dzieci wcześniej czy później dojdą do porozumienia.
    Tak, zaburzenia więzi powstają właśnie w najwcześniejszym wieku, dziecko dwuletnie nie obiera świadomie strategii, ale jak najbardziej stosuje mechanizmy obronne. jednym z nich jest nie przywiązywanie się.
    Najpierw piszesz, ze dziecko nie miało koleżanek. Ale gdy pytam, jak to sie stało, że odrzucone dziecko pozostało w przedszkolu okazuje się, ze wcale odrzucane nie było i przedszkole uwielbiało. Cóż, jedna z tych wersji jest nieprawdziwa.
    Piszesz, ze nie potrafisz dziecka nauczyć czegoś, do czego sama doszłaś jako dorosła. Nie widzisz w tym sprzeczności? Izolacja w przedszkolu nie oznacza odosobnienia, oznacza, zę sześciolatka musi się bawić z maluchami, bo starsze dzieci ją odrzucają.
    Rozumiem zatem, ze jesteś idealną matką, nie jesteś skłonna zastanowić sie, czy część zachowań córki nie jest wynikiem pewnych błędów, bo żadnych błędów nie było. Dziecko po prostu jest nie takie, jakie powinno być.
    Zastanów sie też, czy zawsze reagujesz tak agresywnie na wszelkie uwagi, które mogą pokazać, ze być moze nie byłaś idealna. Bo nie tylko córka reaguje agresją, gdy coś idzie nie po jej myśli - Ty także. Ja kończę dyskusję z niewesołą refleksją, ze przy takim nastawieniu niewiele da się osiągnąć jeśli chodzi o zachowanie dziecka. NIGDY nie prowadzi sie terapii samego dziecka, zawsze wymaga to zmiany zachowań całej rodziny i przyjęcia do wiadomości, ze byc moze popełniło sie błędy. Bez tego szkoda nawet zaczynać pracę z dzieckiem, nie pomoże.
  • 20.06.17, 20:16
    Skoro ja bylam agresywna to ty przewrażliwiona.
    Nigdy się za idealną matkę nie miałam, mam świadomość każdego błędu jaki zdarza mi się popelnić. Jestem człowiekiem, nie cyborgiem, Mam też swoje cechy z którymi walczę, tak, również reaktywność. Tylko ja się zapalam i napięcie ze mnie schodzi, a z N. nie chce. I wcale nie uważam że to jej wina. Chciałabym jej pomóc bo widzę jak się męczy. Zwłaszcza że w perspektywie mamy przeprowadzkę na drugi koniec Polski. Nowe środowisko nowa szkoła, nowi ludzie, myślę że to, plus realna pomoc w trakcie terapii może pomóc jej zacząć nowe życie. Tak, mam świadomość, że terapia dziecka obejmuje całą rodzinę i bardzo dobrze.
    Moje wypowiedzi są czasem chaotyczne i tu m.in. widzę powód Twoich wniosków z kosmosu.

    Twoja uwaga o nielubieniu mojej córki, o jej izolacji, może mieć pokrycie w ostatnim roku przedszkola, gdy nie było sensu jej stamtąd zabierać bo szła zaraz do szkoły a te zabawy z maluszkami nie trwały długo.

    Byc moze tego widać w moich wypowiedziach ale przyjmuję na klate wszystkie negatywy na temat mojej rodziny, nie bezspornie, bo trudno mi uwierzyć, że gdybyś spędziła z nami jeden dzień to też uważałabyś, że N.jest niekochana, nieakceptowana. Przyznaję, że bywam stronnicza wobec A.i więcej od N.wymagam niż od niej, na swoje usprawiedliwienie mam tylko to, że schematy zachowań A.są mi bliższe i dzieki temu zrozumiałe, a u N. to często mąż musi mi wyjaśnić o co jej chodzi bo tego nie kumam. Myślę, że to też efekt tego, że jednak w 3 rż więcej mnie przy N nie było niż byłam i z ubolewaniem stwierdzam, że zgubilysmy tą nić porozumienia. Chcialabym móc wszystko naprawić i będą dążyła do tego by N.poczula się tak mocno kochana i akceptowana jak na to zasługuje.

    Podsumowując, terapia N.jest potrzebna i z pewnością ją podejmiemy. Nie oczekuje w każdym razie kontynuowania naszej dyskusji, zwłaszcza, że są trudności z porozumieniem. Ty zbyt pochopnie, bez uściślania ferrujesz wyroki, a ja się denerwuje wszystko prostując. Niemniej dziękuję Ci za uwagę mojej rodzinie poświęconą i życzę dobrej nocy.

    --
    Drobnostka, Mama Natki i Ali
  • 10.07.17, 11:31
    Drobnostko, ja pozwolę sobie wypowiedzieć trochę poza Waszą dyskusją, ale po przeczytaniu jej z zaciekawieniem. Myślę, że to super, że tak się zastanawiasz nad swoją córką, próbujesz ją rozgryźć i pomóc jej. Wychowanie to bardzo poważna sprawa i trzeba rzeczywiście wiele refleksji, żeby mądrze dzieciom towarzyszyć.
    Z mojego punktu widzenia wygląda to tak, że masz bardzo wrażliwą córeczkę i martwisz się o wiele rzeczy jej dotyczących. Rozumiem, że sama wykonałaś dużą pracę nad sobą i swoimi traumami. To jest już dla niej duży plus, że nie musi "nosić" Twoich ciężarów. Teraz kwestia Twojego spojrzenia na nią? Czy ona jest "zaburzona"? Czy ma zespół Aspergera? Czy ma "NOP" i uszkodzenie systemu nerwowego? Oczywiście tego na forum Ci nikt nie powie, czy tak, czy nie. Dla mnie to jednak tak wygląda, jakbyś szukała jak ją "naprawić", może się mylę.
    A ja mam wrażenie, że Twoja córka jest bardzo wrażliwa, może nawet nadwrażliwa. Piszę to trochę z drugiej strony, bo sama byłam taką dziewczynką i czasem czuję, że takie zachowania, absurdalne dla innych, bardzo rozumiem. Ba, do tej pory mam podobne zagwozdki. Tak jak z tą paniką od waty cukrowej - ja kiedy gotuję, albo np wyrabiam ciasto, muszę bez przerwy zmywać z palców to co mi je oblepia. Czasem mąż się ze mnie śmieje, że przecież za chwilę dalej włożę ręce w to ciasto, ale chwilowa ulga jest ważniejsza. Więc unikam takich aktywności. Pytania o szkołę? To może być za duża ingerencja w życie prywatne Twojej córeczki, zwłaszcza jeśli się w tej szkole zmaga z różnymi problemami, co jest normalne dla wrażliwych dzieci, które odczuwają bardzo mocno. Ja do dzisiaj nie cierpię jak mnie obcy ludzie pytają np o pracę, która w moim przypadku jest trudna i niestabilna, bo wybrałam nietypową drogę. Owszem, odpowiadam konwencjonalnie - dziękuję dobrze, ale bardzo dużo mnie to kosztuje i po prostu boję się dalszych pytań -jak z klientami, jak widzisz swoje perspektywy itp. Twoja córka może być dokładnie w tej samej sytuacji psychicznej - dlatego pytania o psa sprawiają jej większą radość. Niezauważanie czy ignorowanie dorosłych może po prostu wynikać z nieśmiałości czy braku zainteresowania nimi, dla wielu dzieci dorośli to obcy świat i trochę zagrażający. Dla mnie to wszystko nie jest jakimś dziwactwem czy czymś niepokojącym, ale po prostu przejawem jej osobowości, może innej niż każdego z Was w domu. Swoją drogą, po co ci dorośli w ogóle wypytują dzieci? Ja jak widzę zamknięte w sobie dziecko, to nie walę w niego obuchem pytań i w ogóle nie ingeruje w jego świat. Jeśli chcę pokazać zainteresowanie, to mogę powiedzieć np, ojej ale masz ładną spinkę do włosów, bardzo mi się podoba. Jeśli dziecko się uśmiechnie czy odwróci i nie podejmie tematu, to ok, zostawiam. Jeśli chce kontaktu to wiem, że mnie zaraz zaleje opowieściami i będę mogła pozadawać pytania. I jeszcze jedno - ja też nie cierpiałam spotykania znajomych mamy na spacerze. To oznaczało trzy rzeczy: długo, nudno i mama się mną nie zajmuje. Mój trzyletni synek też mi już komunikuje takie rzeczy i też się dąsa jak tylko spotkam kogoś na ulicy;)
    Z dziećmi miałam podobnie i bez problemów logopedycznych. Do czasów liceum nie potrafiłam nawiązywać relacji, zawsze szukałam młodszych dzieci, z którymi ten kontakt był dla mnie łatwiejszy. Młodsze dzieci mnie podziwiały i robiły co im mówiłam;) Po prostu ten typ tak ma. W duszę towarzystwa i osobę popularną przeistoczyłam się na innym etapie rozwoju. Ale dobrze, że się o to martwisz, bo te relacje faktycznie są przyczyną wielu frustracji dla dzieci.
    Wybuchy złości mogą być niepokojące, tu Cię rozumiem. I dla Ciebie, i dla niej samej. Pytanie, jak wtedy reagujesz. Tu znowu problem jest taki, że wiele dorosłych i po prostu ludzi, mam wrażenie, że chce od razu "naprawiać" emocje i zachowania innych ludzi. A człowiek po prostu czasem musi się po złość, ta złość jest przecież naprawcza, jest to zresztą tylko przejaw, tego co dziecko odczuwa. Problem tylko jak tę złość kanalizować, jak ją wyrażać. Nie wiem co robi wtedy Twoja córka i jakie Wy macie strategie. Dla mnie tu trzeba jak z każdą emocją, jak w ogóle z wychowaniem- nie "naprawiać" ale towarzyszyć. Jeśli mój synek (który jest dużo młodszy, wiem ale to nawet może się odnosić mojego meża) jest wściekły, ale nie robi czegoś co mu zagraża czy mi (zrzucanie książek z półek np jednak jest już dla mnie czymś z kategorii "zagraża), po prostu obserwuję go ze współczuciem. Ale się zdenerwowałeś - mówię mu nieraz. Tak cię wkurzyła [ta półka]? I czekam aż się sam wyreguluje, z otwartymi ramionami, jeśli przytulania mu pomogą. Ale wiem, że wiele rodziców od razu mówi: nie denerwuj się, to nie szkodzi, nie ma problemu, powiedz/zrób to zamiast krzyczeć. Nie wiem czy to też Wasz przypadek, mówię co obserwuje wokoło. Dla mnie to jest dolewanie oliwy do ognia i przeszkadzanie dziecku w osiągnięciu samodzielności. Nie jesteśmy odpowiedzialni za emocje innych i musimy im zaufać, że sami dadzą sobie w tym radę, po prostu "opierając się" na nas, jeśli tak trzeba.
    Ty piszesz o tym, że sama miałaś duże problemy z panowaniem nad sobą. Nie dać się ponosić nerwom to jest ogromna sztuka, zwłaszcza dla bardzo emocjonalnych osób. Oczywiście, że wtedy nic do niej nie dotrze - jej racjonalna część mózgu, górne warstwy, są wtedy niedostępne. Można rozmawiać z tym po tym. Proponuję ci książkę - Zintegrowany mózg, zintegrowane dziecko Daniela Siegela. On tam daje dużo technik, jak uczyć dzieci o funkcjonowaniu mózgu, by rozumiały co się dzieje kiedy przychodzi atak wściekłości, jak rozpoznać sygnały wywoławcze i uczy rodzice jak pomóc dzieciom, dostać się znowu do tej racjonalnej części mózgu.
    Poruszyłaś bardzo dużo wątków, trudno się odnieść do wszystkiego. Zastanawia mnie tylko ta psycholog i jej kwestie o przyzwyczajaniu się. Czy ona obserwowała dziecko, żeby stwierdzić, że nie było do Was przywiązane ani do opiekunek? Czy tylko na podstawie Twoich opisów tak stwierdziła? Z tym przyzwyczajaniem się to dziwna sprawa, w żłobku u mojego malucha jest taka rotacja, że mnie za każdym razem serce się rozdzierało, że jakaś pani, której zaufałam i z którą mój synek czuje się dobrze znów odchodzi. Moje dziecko natomiast znosiło to zawsze bardzo dzielnie i dużo mniej dramatycznie niż ja.
  • 10.07.17, 23:32
    Fajnie Amiralko, że odniosłaś się do mojego wątku.
    Masz rację, moja córka jest mega wrażliwa. Przyznam, że dla mnie najtrudniejsze jest towarzyszenie Młodej w czasie ataku wściekłości. Bardzo silnie to na mnie działa i kilka sekund wystarcza by i mnie wtedy wyłączyły się wyższe partie mózgu ;-) Ona wtedy napina się cała, tak jakby nie chciała tego gniewu z siebie wypuścić i zaczyna wrzask. Gdy potem o tym rozmawiamy to mówi, że mamy się wtedy nie odzywać, bo ona potrzebuje zupełnej ciszy by się uspokoić. Gdy jest spokojna, a ja zaczynam temat np. jak może sobie pomóc się uspokajać to "akcja" zaczyna się od nowa, bo ją samo wspomnienie zdenerwowania denerwuje. Staram się jak mogę by uwzględnić jej prośbę, nie okazywać ogarniającego mnie wnerwu. Najczęściej jednak muszę wyjść z pomieszczenia by się uspokoić i wrócić by służyć wsparciem córce. Wtedy pozwala się przytulić i uspokaja się. Tata wysyła wtedy ją do łazienki/do pokoju,choć prosiłam go by tego nie robił, no ale rozumiem, że w nim wtedy też wnerw narasta i wydaje mu się, że musi chronić przed tym wrzaskiem młodszą córkę i siebie samego. Wysyłanie małej gdziekolwiek, o ile do niej dociera, nie wywołuje żądanej reakcji, ona się wkurza bardziej bo jej prośba o ciszę została zignorowana.
    Psycholog, z którą rozmawiałam o córce zajmuje się moją terapią i tylko na podstawie moich opisów stwierdziła, że wygląda na to, że Młoda nie przywiązuje się do nikogo. O dość dużo szczegółów pytała z różnych okresów życia córki.
    Nie widzę tego tak, że chce ją naprawić.

    --
    Drobnostka, Mama Natki i Ali
  • 11.07.17, 09:41
    Nie dziwię się, że tak na Ciebie działa wściekłość córki. Złość jest w ogóle bardzo zaraźliwa i aktywuje nasze neurony lustrzane, to stąd ten typowy obrazek, jak jedna osoba wrzeszczy, żeby druga przestała wrzeszczeć;) Ale dla Ciebie to musi być wyjątkowo trudne, skoro tak długo pracowałaś nad swoimi nerwami. Nie dziwię się, że też Ci się te wyższe partie wyłączają, pewnie złość Twojej córki widzisz jako zagrożenie dla siebie - zagrożenie, że sama wpadniesz w szał i wtedy paradoksalnie mózg przechodzi w tryb uciekaj albo walcz. Wydaje mi się, że taktyka, żeby wyjść z pokoju jest bardzo dobra.
    Ciekawe jest to co mówisz o córce - czyli ona wie, czego jej trzeba żeby przywrócić stan równowagi: odcięcia się od bodźców. Ja mam dokładnie tak samo, moja rodzina nie rozumie, dlaczego nagle wychodzę z pokoju w trakcie jakiejś gorętszej dyskusji, mąż ma tendencje biec za mną i dalej perorować;) A ja potrzebuję też chwili ciszy, bez tego mój system nerwowy nie potrafi się ustabilizować w danym momencie. Rozumiem trochę też Twojego męża, jego taktyka tylko pogarsza sprawę oczywiście, ale faktycznie jak ktoś potrzebuje ciszy, to raczej powinien sam się odseparować w swoim bezpiecznym miejscu, a nie nakazywać tę ciszę innym. Rozumiem jego potrzebę ochrony siebie i młodszej córki, chociaż zgadzam się z Tobą, że on jest dorosły i nie powinien chroniąc siebie opuszczać w potrzebie starszej (a takie wysyłanie kogoś gdzieś wbrew jego woli, to jest sygnał - ja Cię zostawiam, odrzucam, dużo gorszy niż samemu wyjście z pokoju na uspokojenie się). Myślę, że do takiej sytuacji możecie dążyć, ale spokojnie, pamiętając że córka jest tylko dzieckiem, które na razie radzi sobie tak, ale z Waszą pomocą dojdzie do jakiegoś bardziej akceptowalnego społecznie zachowania.
    Ciekawe jest to, że same te nerwy są dla niej takim stresorem, że nawet rozmowa o tym ją wyprowadza z równowagi. Czy ma swój pokój lub kąt? Może czas na stworzenie jakiegoś "bezpiecznego miejsca", w którym będzie jej dobrze, w którym przyjdzie się uspokoić? Nie wiem, jakiś różowy baldachim nad łóżkiem?;) Coś co się jej spodoba. Może zamiast opowiadać o złości, żeby jej nie stresować, opowiedz jej, że to będzie jej taka oaza ciszy, port spokoju, na pewno znajdziesz słownictwo, które do niej trafi. Powiedz jej, że może zawsze się tam schronić, kiedy poczuje, że zalewa ją jakaś fala i potrzebuje ciszy. Są różne techniki - na przykład koło złości, możecie jakieś takie personalne zrobić (w internecie są takie instrukcje), kiedy córka będzie gotowa, z różnymi opcjami - na przykład gniecenie specjalnej piłeczki, oddychanie, bicie w poduszkę (choć to jest bardzo kontrowersyjne z tym biciem poduszki, trzeba uważać), rysowanie złości, targanie papierów, skakanie na skakance, co tam sobie wymyślicie.
    Myślę, że najważniejsze, żeby jednak o tej złości rozmawiać, nie robić z tego tabu. Może podejść do tego inaczej - można odgrywać role w zabawie, nie wiem czy to jeszcze przechodzi z takimi dużymi dziećmi, bo sama mam malucha, ale może mogłabyś odgrywać dziecko, które traci panowanie nad sobą, a córka być jego mamą? Albo w grze lalkami czy kukiełkami?
    Polecam też dużo mówić o sobie, o swojej złości o tym jak sobie też nie radziłaś. Najważniejsze, żeby nie czuła się z tym winna, gorsza, inna i odizolowana w swojej reakcji. Potem możesz mówić o jej złości, ale faktycznie bardzo delikatnie, skoro samo wspomnienie tej niemiłej dla niej reakcji swojego ciała może wywoływać podobną reakcję. Bo trochę to tak wygląda - nawet mówienie o trudnych rzeczach - co w szkole, o swoich napadach szału jest dla niej za trudne i niebezpieczne (to chyba moja bliźniaczka;) Dla tego warto jest mówić dzieciom o mózgu (i samemu się ciągle o nim uczyć rzecz jasna). Nie wiem czy czytasz po angielsku (jakby co to ponoć translator googla działa coraz lepiej;) ale mnie bardzo się kiedyś spodobał ten post: www.heysigmund.com/how-to-teach-kids-about-the-brain-laying-strong-foundations-for-emotional-intelligence-by-dr-hazel-harrison/ Jest tam taka rada, żeby przedstawić atak złości bardziej bezosobowo - zamiast zezłościłam się, można powiedzieć pan Złośniczek włączył dziś straszny alarm. Nie usłyszał jak pani Spokojnicka radziła wziąć parę oddechów. W taki obrazowy sposób dziecko może się powoli uczyć kontrolować swoje emocje.
    Też bym na Twoim miejscu przeczytała Self Reg, jeśli tego nie czytałaś jeszcze. Poszukałabym jakichś wzorów tej sytuacji - kiedy córka dostaje tych ataków, jakie są wtedy jej warunki biologiczne. Dla Was obu ta książka może być cenną wskazówką, skoro i Ty jesteś bardzo emocjonalna.
  • 11.07.17, 21:31
    Na początek bardzo dziękuję Ci za cierpliwość Twoją, za długie posty i za nadzieję, że moja wycofana córeczka może z nieśmiałej dziewczynki wyrosnąć na otwartą, mądrą kobietę- skoro to Twoja bliźniaczka :-) wlewasz miód w moje serce.

    Jest mi naprawdę ciężko poradzić sobie z czymś w rodzaju paniki gdy moja córka wpada we wściekłość. To narasta we mnie szybciutko i trudno mi zachować choćby dobrą minę i powstrzymać się od mówienia, dlatego wolę się ewakuować, choć czasem nie zdążę i coś mi się wymsknie, mając świadomość, że nic co powiem nie pomoże.

    Tak, Mała wie, że cisza pomaga jej wrócić do równowagi, skarży się, że kiedy wpada w zlość w szkole to wszyscy wokoło jej dokuczają i nie potrafi się tam uspokoić. Do domu wraca już bez ryku więc jednak jakoś się tam uspokaja, próbowałam się od wychowawczyni tego dowiedzieć ale nie potrafiła mi wyjaśnić. Rozmawiałam z córką o tym, że może sama poszukać sobie cichego kąta, gdzie łatwo jej bedzie się uspokoić, pamiętam że popatrzyla wtedy na mnie z paniką w oczach, wydusiła że nie chce być wtedy sama, jjakby potrzebowała jednak czyjejś obecności w czasie ataku.
    Ma swój pokój, ale powtarza że jej się on nie podoba, choć sama wybrała kolor ścian itd. coraz częściej zdarza się, że jak się z siostrą zetnie to idzie do swojego pokoju... Na całe 5 minut, ale od czegoś trzeba zacząć ;-) Myślą, że nie chce stracić nic z życia rodzinnego, dlatego tak niechętnie nas "opuszcza". Kilka razy się zdarzyło, że tak się rozwrzeszczała w tej złości, że zaczęło jej się gardło zaciskać i zlość zmieniła się w strach, że się udusi. Zimne powietrze wtedy pomagało. Kiedy nie daję się ponieść moim silnym emocjom podsuwam jej zawczasu sposoby na rozładowanie gniewu, np. Rysowanie go, choć Mała sceptycznie do tego podeszła, mimo widocznego uspokajania się w trakcie rysowania stwierdziła, że nadal ta zlość w niej jest i rzeczywiście, niewiele trzeba było by wywołać kolejny atak wsciekłości.

    - pan Złośniczek włączył dziś straszny alarm. Nie usłyszał jak pani Spokojnicka radziła wziąć parę oddechów. W taki.
    -obrazowy sposób dziecko może się powoli uczyć kontrolować swoje emocje.

    To raczej u Młodej nie przejdzie, nie lubi taki gadek, też ją złoszczą, bo jak sama twierdzi czuje się traktowana jak dzidziuś gdy ktoś odgrywa przed nią scenki.. Pomaga jej faktycznie zaakceptować istnienie tej złości w sobie opowiadanie jak mnie utrudniała życie w dzieciństwie.
    Co to Self Reg? Angielski znam w stopniu raczej podstawowym, ale szybko się uczę jak mam motywację: -) spróbuje tego translatora googlowego wypróbować.
    Jak sama zauważyłaś- zachowania problemy mojej córki przypominają Ci siebie samą, zastanawiam się czy masz za sobą jakąś terapię, która pozwoliła Ci przełamać choćby nieśmiałość?





    --
    Drobnostka, Mama Natki i Ali

    --
    Drobnostka, Mama Natki i Ali
  • 12.07.17, 09:54
    Na nieśmiałość pomogły mi najbardziej zajęcia teatralne, w których uczestniczyłam wiele lat i jeden profesor na uniwersytecie. Na trzecim roku jeszcze potrafiłam mdleć jak miałam wygłosić referat, a na czwartym on mnie sobie jakoś upatrzył i nie chciałam go zawieść, a że warunkiem zostania na jego seminarium była duża aktywność, po prostu zmuszałam się, żeby powiedzieć cokolwiek co myślę. Okazało się, że to "cokolwiek" było całkiem na temat, pan profesor wybierał mnie "liderem dyskusji", a moja nieśmiałość jakoś się ulotniła. Teraz wypowiadam się przed dużymi grupami ludzi i jest ok:)
    Tak więc myślę, żeby lepiej nie skupiać się na tym czy ona jest nieśmiała czy nie, nie skupiać na trudnościach (oczywiście nie mówię, żeby im zaprzestać), ale raczej na potencjale. Jak pamiętam siebie z dzieciństwa to najbardziej chciałam być akceptowana. Wtedy modne było takie słowo "być przebojowym" (początki kapitalizmu;) i ciągle słyszałam, że mój brat taki przebojowy, że inne dzieci takie przebojowe, a ja taka "przy spódniczce mamy". Bardzo mnie to bolało, bo ja uwielbiałam swój wewnętrzny świat i szczerze mówiąc nawet bym nie zauważała tej nieśmiałości, gdyby inni jej nie podkreślali.
    A wracając do gniewu - to ciekawe co mówisz, jaki efekt on wywołuje w Tobie. Niestety w wychowywaniu dziewczynek często stawia się na "bycie grzecznym" i po prostu tłumieniu ich osobowości. Zastanawiam się, jak odnosili się Twoi rodzice do Twoich wybuchów gniewu? Mam taką hipotezę, może zupełnie mylną, że nie miałaś sama prawa do okazywania swojej złości i gniewu i ciężkim kosztem (a koszty tłumienia mogą być poważne - depresje, oderwanie się od swojej prawdziwej natury, nałogi itp) nauczyłaś się jej nie uzewnętrzniać. I teraz napady małej wywołują z Tobą albo kontakt z tym gniewem, albo kontakt z tą małą istotą w sobie, która tytanicznym wysiłkiem musiała kiedyś ten gniew swój połykać. Twoja reakcja jest więc zupełnie naturalna.
    Ciekawa jest jeszcze inna rzecz - i Ty, i Twoja córka, tego gniewu się boicie. Nie jestem zwolenniczką wmawiania rodzicom, że problemy ich dzieci to ich wina więc nie w tym rzecz. Mam jednak wrażenie, że dla niej temat złości jest tak stresujący, bo po pierwsze - sama jest przerażona swoją utratą kontroli, po drugie czuje, że przeraża to również Ciebie. Zastanawiam się, czy jakbyś z nią szczerze nie porozmawiała w ten sposób, przyznała, że tracisz grunt kiedy widzisz ją taką wściekłą i że to co czujesz wtedy, odnosi się bardziej to Twojej historii, to czy by to nie odczarowało Wam tego tematu? Podobnie, skoro córka jest za duża na Pana Złośniczka to możesz jej o mózgu opowiadać bardziej odpowiednim języku. Daniel Siegel wyjaśnia to na podstawie modelu pięści: - kciuk to dolne partie mózgu -tego gadziego mózgu odpowiedzialnego za instynktowną ochronę nas przed zagrożeniem, a obejmujące go palce to te wyższe, odpowiedzialne za kontrolę emocji i realne oszacowanie czy to zagrożenie występuje. I właśnie w trakcie ataków złości - wtedy podnosisz palce: kciuk traci kontakt z resztą dłoni i stąd nieadekwatna reakcja. Naprawdę polecam Ci o tym poczytać, może daj sobie spokój z tym artykułem po angielsku, po polsku są dobre tłumaczenia : "zintegrowany mózg, zintegrowane dzieck" to bardzo fajny poradnik dla rodziców. "Self-reg : metoda samoregulacji" też jest wydana po polsku, choć tytuł może ma niezbyt szczęśliwie przetłumaczony. To też taka metoda identyfikacji i zarządzania silnymi emocjami, i dla dzieci, i dla rodziców.
    I jeszcze wracając do wychowania dziewczynek... Trzeba naprawdę uważać, żeby pomagać dzieciom w zrozumieniu swoich emocji i zarządzaniu nimi, bez ich tłumienia. Odniosę się jeszcze do przykładu kłótni między Twoimi dziećmi. Sama mam jedynaka i nie wiem co radzi Rodzeństwo bez rywalizacji, ale rzuciło mi się w oczy, że jak Twoja córka źle potraktuje młodszą, to masz ochotę od razu wkroczyć i powiedzieć co jest sprawiedliwe, a co nie. To jest to co pisałam o tym "naprawianiu", że my chcemy zawsze wkroczyć w świat dzieci (ale i nie tylko, jako dorosła też uważam by nie "naprawiać" przyjaciół i nie dawać im za dużo rad, bo sama uciekam od takich osób) i go urządzić. I to jest normalne, bo jednak jesteśmy przewodnikami, czujemy się odpowiedzialni, żeby pokazać co dobre a co złe. Z drugiej strony, zastanawiam się, czy skoro jest ta zazdrość między Twoimi dziećmi (co też nie wydaje mi się jakieś nietypowe;), to czy nie mogłabyś się pokazać trochę bardziej neutralnym obserwatorem? Ona w tym wieku na pewno wie, kiedy źle się zachowała z tym wyrywaniem młodszej. A gdybyś ją wtedy (tuląc oczywiście pokrzywdzoną) zapytała, co się stało? Jak się starsza czuje z tym, że młodsza płacze teraz? Myślę, że wtedy jest szansa lepiej się poznać: ona siebie, a Ty ją, a proces wychowawczy robi się sam, przy okazji.
  • 12.07.17, 23:46
    To ciekawe z tymi zajęciami teatralnymi Twoimi. że pomogły Ci w zwalczaniu nieśmiałości Natka nie odczuwa żadnej tremy kiedy ma np. wiersz na pamięć nauczony wygłosić przed całą klasą, czytać na głos czytankę, zgłaszać znalezienie prawidłowego rozwiązania zadania z matmy, Gdzieś ta jej nieśmiałość wtedy znika. Ma problem z kolei z samodzielnym zrobieniem zakupów, czy np. w poniedziałek miała pierwsze warsztaty w domu kultury i kiedy ją odprowadzałam na nie to z każdym krokiem zbliżającym nas do budynku domu kultury ona sztywniała cała i najchętniej by się z nich wymiksowała, jednak ciekawość zwyciężyła i nie zrezygnowała z kolejnego dnia warsztatów, bo okazały się fajne.
    Ona, podobnie jak Ty wspomina od czasu do czasu, żę chciałąby być sławna, wyjątkowa w czymś. Jeśli wspomina o swoich planach na przyszłość to pojawiają się takie zawody jak piosenkarka, baletnica, surferka. Stoi to w sprzeczności z tym o czym ja marzyłam mając 7-8 lat - nie wyróżniać się - a byłam podobnie wycofana jak Młoda, dlatego ta jej nieśmiałość już sama wydaje mi się wyjątkowa, nietypowa, i mówię jej o tym, Bo padają też pytania do mnie czy ja chciałam być kiedyś piosenkarką, zgodnie z prawdą odpowiadam, że nigdy, chociaż lubię śpiewać... Podobnie jak Ty, byłam szufladkowana jako ta mniej zaradna, nieśmiała, a Siostra, o ta to spada zawsze na cztery łąpy, zawsze sobie poradzi, Najgorsze, że rodzice utrwalali w nas takie role.

    > i szczerze mówiąc nawet bym nie zauważała tej n
    > ieśmiałości, gdyby inni jej nie podkreślali.

    Kluczowe zdanie, właśnie tak miałam ja sama. Z N. jest jakby troszkę inaczej, jakby ona sama sobie przypisała taką rolę bycia nieśmiałą i czasem o niej zapomina, gdy robi coś co nie sprawia jej trudności. Powoli próbuje przełąmywać niechęć do samodzielnych zakupów i staram się jej stwarzać ku temu okazję, ale tak bez presji - jeśli chce to może, jak nie chce, nie musi.

    Twoje hipotezy co do mojego tłumienia gniewu, temperamentu, potrzeb są raczej trafione. Kompletnie nie pamiętam siebie z okresu przedszkolnego i wczesnoszkolnego i tego jak reagowali rodzice na mój sprzeciw. Obserwując jednak jak teraz mama reaguje na złość, kłótnie swoich wnucząt, mam pewien pogląd jak to wyglądało względem mnie.

    Za kazdym razem gdy tracę nad sobą kontrolę i ulegam gniewowi, gdy Mała się wścieka, to później rozmawiamy. Wie już, że jej wyrażanie złości wyzwala ją również we mnie i pytałą dlaczego tak jest. Przekazałąm jej z grubsza to co od mojej psychoterapeutki na ten temat usłyszałam - że prawdopodobnie tłumiono we mnie przejawy silnych emocji gdy byłąm dzieckiem i dlatego teraz obserwowanie mojego dziecka w stanie złości przywraca mi wspomnienie mnie samej z tamtego czasu i włącza stres, uczucie dyskomfortu.

    "zintegrowany mózg, zintegrowane dziecko" i "Self-reg : metoda samoregulacji" już zamówione, z pewnoscią i dużą przyjemnością przeczytam.

    Co do interweniowania w czasie kłótni, awantur między dziewczynami, to masz rację, sama wiem, że lepiej by się było nie wtrącać, ale kurcze, to jakby silniejsze ode mnie! Dziś zaczęłam z tym walczyć i starałam się tylko ocierać łzy i przywracać spokój jak przyszły się skarżyć i jakoś tak spokojniej było nawet..
    Rozumiem, że w sugestii by pytać starszą o odczucia kiedy zrobi coś nie tak względem młodszej nie chodzi Ci o zawstydzanie jej? Jak formułować pytania o te odczucia, żeby właśnie nie wywołać w niej poczucia winy, czy poczucia, że jestem po stronie tej młodszej, nie ważne która zawiniła? Młodsza zachowuje się czasem koszmarnie względem Natki, np. wyśmiewając ją gdy tamta płacze czy wścieka się, drażniąc się z nią, staram się Alke od tego odwodzić, ale zachodzę też w głowę czemu ona to robi? Z ciekawosci ile N. wytrzyma i kiedy wybuchnie? Za chwile kończy 3 lata, nie sądziłam, że dzieci potrafią w tym wieku bawić sie w eksperymenty na starszej..




    --
    Drobnostka, Mama Natki i Ali
  • 13.07.17, 10:18
    > Za chwile kończy 3 lata, nie sądziłam, że dzieci potrafią w tym wieku bawić sie w eksperymenty na starszej..
    Masz ci los, mój trzylatek (z kwietnia) ma dokładnie tak samo ostatnio. Znaczy nie ma rodzeństwa, ale w towarzystwie innych dzieci zaczął się szatański śmiech jak ktoś upadnie czy płacze, taki wredny po prostu;) Myślę, że to jest szok dla rodzica, kiedy nasze empatyczne do tej pory anielątko przeistacza się w takiego diabełka. Ja to interpretuje jako kolejne odkrywanie siebie i świata i liczę, że to przejściowe. Pytam tylko zawsze: chce ci się śmiać jak upadniesz?, myślisz, że tej dziewczynce jest miło, kiedy się tak śmiejesz? Zawsze odpowiada mi hardo, że tak;) Raz jak czytaliśmy książkę o jakimś smutnym wilku mały najpierw śmiał się złośliwie z przygód wilka, ale potem widząc jego smutek wybuchnął strasznym płaczem. Zastanawiam się więc, czy ten śmiech w obliczu cudzego nieszczęścia też nie jest jakąś próbą budowania swojej tożsamości, oddzielenia się od tego empatycznego współbycia. Zresztą u dorosłych też jest taki mechanizm - często uważamy np, że ofiara jest sama sobie winna, może to nie jest to samo co wyśmiewanie, ale to jest jakiś sposób na chronienie siebie, bo skoro nie noszę przykrótkiej spódniczki i nie chodzę sama po lesie, to nikt mnie nie skrzywdzi. Może moje teorie to błądzenie, ale mam takie wrażenie, że jeśli będziemy widzieć dzieci jako dobrych ludzi, oddzielać ich zachowania, często związane po prostu z rozwojem od ich samych, rozwijać empatię i dawać dobry przykład, to te dzieci na takich ludzi wyrosną.
    W skrócie: mam nadzieję, że to przejdzie.
    Tobie jest trudno bo nie chodzi o jakąś dziewczynkę na plac zabaw tylko o starszą siostrę. Myślę, że ta ciekawość i chęć doprowadzenia siostry do ściany (czyli wybuchu) może być jej motorem. Dzieci bardzo chcą nas poznać i nasze granice, nasze sposoby radzenia sobie z silnymi emocjami. Ja wiem, że strasznie trudno zachować neutralność widząc jakieś "niemoralne" postępki czy u starszej czy młodszej, ale one chyba są nieuniknione w ich relacji. Nie przeszłam jeszcze treningu zarządzania rodzeństwem więc trudno mi coś radzić. Ja myślę, że zawsze zajmowałabym się najpierw ze współczuciem poszkodowanym, jeśli potrzeba, ale w "szkodniku" też widziała jego trudne emocje i nie odtrącała go. Jestem pewna, że szukając, znajdziesz jakoś w tym równowagę dla Twojej pozycji, nawet jeśli te poszukiwania będą pewnie musiały trwać aż do ich dorosłości;)

    >Obserwując jednak jak teraz mama reaguje na złość, kłótnie swoich wnucząt, mam pewien pogląd jak to >wyglądało względem mnie.
    Ja też obserwując moich rodziców nagle zrozumiałam skąd pochodzi wiele moich lęków i podobnych. Szczerze mówiąc to trochę przerażające, bo dziadkowie bardzo kochają wnuka i chcą dla niego jak najlepiej, a ja widzę jak z drugiej strony to może wyglądać. Np mają takie powiedzenie: "nie rób tak, bo przyjdzie jakiś pan/pani/sąsiad i nas bardzo okrzyczy". Nagle zrozumiałam dlaczego do tej pory jestem przerażona jak widzę policję, chociaż nigdy nie łamałam prawa;) I wiele takich. A wracając do Ciebie i do Twojej córki i Waszych problemów z gniewem - Twoje córki mają szczęście, że są wychowywane przez osobę myślącą, która się zastanawia i kwestionuje samą siebie, wykonuje ogromną pracę nad sobą i jest empatyczna. Zapewniam Cię, że już samo to to jest dla dziecka wielki dar.

    > Gdzieś ta jej nieśmiałość wtedy znika. Ma problem z kolei z samodzielnym zrobieniem zakupów, czy np. w >poniedziałek miała pierwsze warsztaty w domu kultury i kiedy ją odprowadzałam na nie to z każdym krokiem >zbliżającym nas do budynku domu kultury ona sztywniała cała i najchętniej by się z nich wymiksowała, jednak >ciekawość zwyciężyła i nie zrezygnowała z kolejnego dnia warsztatów, bo okazały się fajne.

    Czyli widzisz jak już radzi potrafi sobie świetnie radzić ze swoimi niepokojami! Pokazuje, że jest w niej wielka siła. Autorka tego bloga, do którego podałam linka wydała taką książkę o lękowych dzieciach: "Hey warrior" czyli Cześć wojowniku. Ładnie napisała, że dla niej wrażliwe i lękliwe dzieci są wielkimi wojownikami, bo nawet nie zdajemy sobie sprawę ile razy w ciągu dnia pokonują lęk - tak jak z tym domem kultury czy (czasami) samodzielnym robieniem zakupów (swoją drogą ja sama zupełnie niedawno miałam taki czas, że np jak stałam w aptece (za mną ludzie) i była moja kolej, musiałam mój głos wydobywać gdzieś z głębin, żeby o coś poprosić i wpadałam w szał, bo zawsze aptekarz czy sklepikarz prosił mnie o powtórzenie, mówiąc, że nie usłyszał. Chodziłam więc tylko do samoobsługowych;) Jeśli tak spojrzysz na córkę, o którą się martwisz - jak na wielkiego wojownika, który stacza dużo więcej walk niż tzw "zwykłe" dzieci, mniej wrażliwe czy nieśmiałe, to będziesz miała codziennie powodu do dumy i będziesz widzieć w niej bardziej jej siłę niż słabości! Myślę, ze na pewno też jej podkreślasz, że może być z siebie dumna, za każdym razem jak uda się jej pokonać samą siebie. To wszystko będzie budować jej "zasoby" (brakuje mi tu dobrego polskiego słowa) psychiczne, taka pamięć o trudnych momentach, w których jej się udało (choćby z punktu dorosłego to jest tylko "głupie" wejście do domu kultury i raczej norma niż wielkie zwycięstwo).

    >Ona, podobnie jak Ty wspomina od czasu do czasu, żę chciałąby być sławna, wyjątkowa w czymś
    Ostatnio wróciłam do lektury Biegnącej z wilkami Clarissy Pinkoli Estes i jak przeczytałam o Twojej córce, to mi się przypomniała jedna historia. Książka (polecam z całego serca choć dziś już mniej modna;) to lektura baśni pod kątem archetypów kobiecej osobowości. Jedna z baśni, "Czerwone trzewiki" opowiada o dziewczynce, sierocie bardzo biednej, która jednak zdołała uszyć sobie buciki z czerwonych skrawków. I choć dalej była biedna, to te buciki dawały jej poczucie szczęścia, bogactwa i wyjątkowości. Niestety, spotkała na swojej drodze starą bogatą kobietę, która zaproponowała jej wygodne życie, ale wyrzuciła buciki, uważając je za dziwaczne i śmieszne.Ta tradycyjna baśń to jest taka metafora właśnie poszukiwania wyjątkowości i "życia szytego na miarę", a postać starszej kobiety to jakby siła społeczeństwa czy rodziców, którzy często w dzieciach zabijają (choćby nie dostrzegając) ich talenty i pasję, bojąc się o nich, proponują im zwykłe i wygodne życie, czyli dostosowanie się do norm społecznych, bycie takim jak inni, nie afiszowanie się z tymi samodzielnie wykonanymi "czerwonymi bucikami", które dają dziecku tyle radości. Historia dalej opowiada jak małej dziewczynce ciągle czegoś brakowało, mimo że miała wszystko, aż przyszedł czas komunii i dziewczynka u szewca, szukając odpowiedniego obuwia zobaczyła półce czerwone buciki do sprzedaży. Oszukując krótkowzroczną starą kobietę kupuje je, nosi do kościoła prowokując wielkie oburzenia, a buciki okazują się przeklęte - zmuszają ją do szaleńczego tańca, którego dziewczynka nijak nie może zatrzymać. To dla pisarki jest metafora tego, co się dzieje z tymi kobietami, które zmusza się (czy nie wystarczająco zachęca) do porzucenia swych pasji - ich "głód duszy" zmusza je do poszukiwania całego życia jakiegoś substytutu tamtych ręcznie szytych bucików - nałogi czy złe związki to cena, którą się płaci za to. Ta historia mnie bardzo uderzyła i choć mój mąż oburza się, że te historie dotyczą tylko kobieta, ale mnie się wydaje, że zwłaszcza dziewczynkom wtłaczamy do głowy, żeby były "grzeczne", że mają się uśmiechać i miło odpowiadać na te pytania tych dorosłych, szufladkujemy je jako "nieśmiałe" czy też często "bezczelne" i one przez to cierpią całe życie. Mam wrażenie, że w Twojej córce też jest taki głód życia "uszytego na swoją miarę", stąd może też ta jej nieumiejętność hamowania się i dostosowania. A swoją drogą, wracając do tematu młodszej córki, jestem ciekawa jak ją postrzegasz? Podobnie czy raczej bardziej śmiałą i odważną? I w obliczu tego wszystkiego co napisałaś, trochę mnie dziwią słowa Twojej terapeutki - np. że mała się do nikogo nie przywiązuje (sk
  • 13.07.17, 23:06
    A wiesz, że ja też sobie tłumaczę śmiech młodszej na szał wściekłości jako próba poradzenia sobie z destabilizacją w jaką wprowadza płacz, wrzask starszej siostry? Alka najpierw reagowała lękiem, płaczem, ukrywaniem się w moich ramionach, a teraz podkręca jeszcze Natkę do większego wnerwu! Podłapała od taty i wczoraj podczas szału Siostry mówi mi : wyślij ją, do łazienki bo tego krzyku już nie da się wytrzymać! "I to ze stoickim spokojem i pełną powagą. Myślę sobie, że ona obserwuje nasze reakcje i próbuje je kopiować, choć żadne z nas nie podkręca Natki gdy ona sie wścieka, a Alka tak. Mam nadzieję, że to przejdzie, że Mała znajdzie sposób, by nikogo nie raniąc, znosić różne trudne sytuację, że trzylatki tak mają i to mija :-)

    Kiedy "złąpię" moją mamę na takich zagrywkach względem moich dzieci, jakie chyba stosowała u mnie i mam od tego różne lęki i zahamowania to od razu oponuję. Mówię, że tak swoich dzieci nie wychowuję i nie chcę by ona tego używała względem ich. Staram się nie robić żadnej awantury na tym tle, tylko na zasadzie stawiania granic mojej mamusi, mówię szczerze co i jak i dlaczego się na to nie zgadzam. Np. zawstydzanie, straszenie też, częśćiej jednak napuszczanie, że jak nie zje czegoś to przyjdzie ktoś i coś złego zrobi. Mówienie, że mamie/tacie/cioci będzie przykro jak czegoś dziecko nie zrobi. Przeczytałam niedawno książkę :co zrobić by nasze dzieci miały dobre życie" czy jakoś tak.. Rozgrzeszyłam się dzięki niej z podjętej terapii, przez którą mnie 2h w ciągu tygodnia nie ma na miejscu. Wiem już że dobrze robię, ta terapia pomoże i mi i moim dzieciom.

    Problem Natki z odwagą do zrobienia zakupów nie jest mi obcy, byłam już mocno pełnoletnia iak uzmysłowiłam sobie, że już się nie boję, nie wstydzę. Kiedy Młoda poszła pierwszy raz coś kupić od początku do końca sama to potem resztę dnia mówiła jak bardzo jest z siebie dumna, że poszła, odważyłą się i podołała. Bardzo mnie cieszy to, że zauważa gdy zrobi coś co podnosi jej samoocenę w górę i jest z siebie dumna. Staram się to podtrzymywać, w chwilach słabości przypominać... Masz rację, kiedy dostrzegam w niej coś co świadczy o tym, że jest silna, bystra to od razu łątwiej nam się dogadać. bo chyba dzieci mają pełną swiadomość akceptacji bądź jej braku u rodziców.

    "Biegnącą z wilkami " znam i cenię, muszę sobie ją odświeżyć bo jakieś 10 lat temu czytałam, ale wywarła na mnie ogromne wrażenie! W moim domu rodzinnym był ewidentny patriarchat, mama dotychczas daje wyraz swoim poglądom, że mężczyzna jest ważniejszy od kobiety, że kobieta nie może się wychylać nietypowym zachowaniem ubiorem, słownictwem, wyglądem. Dzięki ww książce zrozumiałam jak bardzo ważna jest kobieta i jaką siłę ma w sobie. Poczułam się dzięki niej silniejsza! Choć obiektywnie rzecz biorąc nie widzę w córce materiału na piosenkarkę staram się nie podcinać jej skrzydeł, szczerze jednak mówię gdy wyda przyjemne dla ucha dźwięki (mojego ucha), ale mówię też, źeby np. spróbowała zaśpiewać coś niższym/wyższym głosem bo nie zabrzmiało mi to dobrze. Uprzedzam jednak, że ja słuchu absolutnego nie posiadam i to co mnie się podoba/ nie podoba może być inaczej odebrane przez jakiegoś "guru" muzycznego.

    Jak postrzegam młodszą? Całkiem inaczej niż starszą. Wszystko, dosłownie wszystko, prócz wyglądu, je różni. Ona teraz chyba ma taki etap, że z początku wstydzi się obcych ale bardzo szybko się oswaja i znów jest "sobą". Taka otwarta do ludzi była od początku. Ale jest też bardzo, dużo bardziej niż N. w tamtym wieku, przywiązana do mnie. Tylko mnie chce gdy dzieje jej się krzywda, gdy przebudzi się w nocy itd. Prawdą jest jednak, że gdy N. kończyłą 2 lata ja otwarłam swoją firmę, w efekcie mało miałyśmy ze sobą do czynienia. Ona wtedy bardziej garnęła się do taty. Wychodziła z nianiami na spacer, robiła nam pa pa i wracała po 2-3 godzinach. Alicja czasem nie potrafi na minutę spuścić mnie z oka. Jej rozpacz jest wtedy ogromna. Z Nataszą nigdy tak nie było.
    Nie wiem czy zorientowałaś się już, że ucięło Twoją wypowiedź, pozwól że odniosę się do tego fragmentu który ucięło, jak się dowiem co w nim było :) Ucięło na tym, że dziwisz się, że moja terapeutka stwierdziła, że N, do nikogo się nie przywiązuje.
    Swoją drogą uderzyła mnie różnica jak widzisz Ty problemy mojej córki a jak widziała je verdana.
  • 14.07.17, 13:58
    >A wiesz, że ja też sobie tłumaczę śmiech młodszej na szał wściekłości jako próba poradzenia sobie z destabilizacją w jaką wprowadza płacz, wrzask starszej siostry
    Też to tak widzę :)
    >Mówię, że tak swoich dzieci nie wychowuję i nie chcę by ona tego używała względem ich. Staram się nie robić żadnej awantury na tym tle, tylko na zasadzie stawiania granic mojej mamusi, mówię szczerze co i jak i dlaczego się na to nie zgadzam.
    Podobnie staram się robić, ale niestety u mnie stawiający granice zostaje surowo ukarany;) Muszę więc mocno wybierać moje bitwy, jak to mówią anglofoni.
    > Rozgrzeszyłam się dzięki niej z podjętej terapii, przez którą mnie 2h w ciągu tygodnia nie ma na miejscu. Wiem już że dobrze robię, ta terapia pomoże i mi i moim dzieciom.
    Naprawdę musiałaś się "rozgrzeszać"? Rozumiem gdybyś pisała o dwutygodniowych wyjazdach, ale 2H to chyba dobrze jeśli Cię nie ma czasem? Już nie mówiąc, że cel jest chwalebny. Nie oskarżałabym się też o to, że to Twoja firma spowodowała, że N. garnęła się bardziej do taty. Widziałam wiele takich dziewczynek, niezależnie co mama robiła. A 2 lata to też nie 2 miesiące, jak się to tu we Francji robi, bo to czas kiedy kobieta wraca do pracy, a dziecko do żłobka czy niani.
    >Choć obiektywnie rzecz biorąc nie widzę w córce materiału na piosenkarkę staram się nie podcinać jej skrzydeł
    Masz rację. Myślę, że to nie o to chodzi, że każda z nas musi zostać piosenkarką czy kimś sławnym, ale o jakąś ekspresję artystyczną, możliwość wyrażania się w właściwy sobie sposób.
    >odniosę się do tego fragmentu który ucięło, jak się dowiem co w nim było :) Ucięło na tym, że dziwisz się, że moja terapeutka stwierdziła, że N, do nikogo się nie przywiązuje.
    Swoją drogą uderzyła mnie różnica jak widzisz Ty problemy mojej córki a jak widziała je verdana.
    Forum chyba ma dość moich epistoł;) Będę się trochę hamować więc. Dalej pisałam jeszcze, żebyś dała znać, czy będziesz szukać jakichś terapii sensorycznej dla Natki czy nie. Mnie do dzisiaj bardzo przeszkadza nadwrażliwość na dźwięki, która co gorsza z wiekiem się nasila! Szkoda, że za moich czasów nikt się nigdy nie zastanawiał nad takimi rzeczami.
    Ja problemy Twojej córki widzę swoimi oczami, przez własny filtr. Na forum trudno inaczej, mamy tylko fragment obrazu.
  • 15.07.17, 10:25

    > Podobnie staram się robić, ale niestety u mnie stawiający granice zostaje surow
    > o ukarany;)

    U mnie też nie jest różowo, bo moja mama niewiele sobie robi z tego stawiania przeze mnie granic, przy kolejnej wizycie jest od nowa ta sama akcja. Daje mi okazji mnóstwo do trenowania asertywnosci :-)

    > Naprawdę musiałaś się "rozgrzeszać"?

    Tak czułam, kiedy wracałam z terapi, zastawalam jedno obrażone na cały świat, drugie upłakane po pas, a trzecie wkurzone, lub wycofane.. Zastanawiałam się czy mężowi i Natce nie jest bardziej potrzebna terapia niż mnie. Miałam takie poczucie winy z tego powodu, że hej! Wiem, wiem w zeszłym wpisie pisalam, że to przez nieobecność w domu, ale odkąd pamiętam mam taką dziwną cechę, że pytana o argumenty zawsze wymieniam te mniej lub wcale ważne, mając pełną świadomość tych naprawde ważnych argumentów.Tak jakbym chciała umniejszać znaczenie podjętej decyzji ? Masz może pomysł skąd taka cecha?

    > Nie oskarżałabym się też o to, że to Twoja firma spowodowała,
    > że N. garnęła się bardziej do taty.

    Tak wynikło z kontekstu? Niesłusznie, bo nke winie firmy, że Natka zwróciła się w stronę taty. Od początku są widoczne ich podobieńtwa charakterowe, mąż też jest wrażliwcem. Świetnie się rozumieli, razem bawili tak jak ja nigdy nie potrafiłam. . Pisząc o firmie miałam na myśli to, że faktycznie mało się widziałyśmy w ciągu dnia z Natką. Ledwie udawało mi się zdążać by dać jej buziaka na dobranoc.

    Mamy ciężki okres bo Alicja bardzo źle w nocy sypia przez ostatnie tygodnie, o poranku ja odsypiam i w efekcie na wiele rzeczy nie starcza mi czasu. Również na szukanie fachowca od integracji sensorycznej w naszym regionie. Pomyślałam że udam się z Natką do poradni pedagogiczno-psychologicznej, niech ją zdiagnozują, bo tak wkroczyć z gotową diagnozą, przeze mnie i forum wydaną ;-) to nie bardzo.. Oni nas, mam nadzieję dalej pokierują. Tak, chciałabym terapię Nataszce zapewnić, wierzę że problemy trzeba rozwiązywać, a nie liczyć że jakoś to będzie...

    Verdana pisała z narastajaca agresją do mnie. Jawil się tu obraz mojej córki jako ciezkiego przypadku, natychmiast do terapii jej i całej rodziny. W Twoich wpisach jest wiele spokoju i optymizmu. Wiele spraw, które poruszylam o Natce uważasz za normę. Podajesz książki które pomogą zrozumieć i zaradzić problemom. Całkiem inny obraz problemu. Tak, myślałam, że spotkam tu różne opinie, różne reakcje , nie sądziłam tylko, że będą tak bardzo różne.

    W żadnym wypadku się nie hamuj!!!




    --
    Drobnostka, Mama Natki i Ali
  • 17.07.17, 11:48
    > pytana o argumenty zawsze wymieniam te mniej lub wcale ważne, mając pełną świadomość tych naprawde ważnych >argumentów.Tak jakbym chciała umniejszać znaczenie podjętej decyzji ?
    Myślę, że to normalny mechanizm obronny, omijanie tego co trudniejsze i mówienie o tym, co jest mniej kolczaste;)
    Życzę Ci lepszych nocy i żeby w Waszej PP byli jacyś sensowni ludzie. A opiniami w internecie nie ma co się przejmować. Wszyscy tak niewiele wiemy o sobie nawzajem, że (nad)interpretacja jest naszym jedynym często narzędziem. Ja Ciebie też kojarzę z forum Male dziecko i może mam szerszy obraz.

  • 17.07.17, 20:14
    Dzięki wielkie za wsparcie i zrozumienie. Za życzenia sensownych ludzi w PP również:-) Na forum tak jak w życiu "spotyka się " ludzi z którymi łapie się kontakt i takich, którzy działają na układ nerwowy destabilizująco ;-) Pozdrawiam!

    --
    Drobnostka, Mama Natki i Ali
  • Gość: Agaja IP: *.centertel.pl 14.07.17, 10:27
    Odniosę się do kwestii relacji między rodzeństwem. Sama mam brata 3 lata starszego i powiem Ci jak było u nas, bo momentami brzmi podobnie. Ja, jako młodsza byłam do pewnego czasu "pod ochroną". Bo młodsza, bo nie potrafi, bo ustąp. Wymagania były wobec mojego brata, ja sobie rosłam w pełni luzu rozwojowego. Do pewnego momentu brat ustępował, bo musiał. Potem walczył o swoje, niestety z pozycji siły. Inaczej nie umiał. Mój tata zawsze winę widział w nim "bo starszy powinien być mądrzejszy". Finał jest taki, że relacje z moim bratem obecnie są kiepskie w porywach do żadne.
    W przykładzie, który podałaś o tym jak A. bawi się zabawką, a N. chce zobaczyć. I jak A. ma dobry humor to jej da, a jak nie to N. jej zabierze. Twoja reakcja - winna jest N. Po co rozpatrujesz i rozbebeszasz te relacje w kwestiach winy?? Robisz tym krzywdę starszej córce, i oby nie, ale jak tak dalej pójdzie dziewczyny stracą kontakt. Z Twoich postów młodsza córka jawi się jako aniołek, biedny poszkodowany przez starszą cwańszą córkę. A gdybyś po takim zgrzycie zwyczajnie powiedziała N. "przed chwilą zdenerwowałaś siostrę i dlatego ona nie chce Ci teraz tego dać. Daj jej chwilę, i też pomyśl czy warto robić sobie na złość". I odciągnąć uwagę starszej na coś innego. Rozłóż ten parasol nad starszą również. Poza tym nie zawsze jak A. nie chce czegoś dać jest wkurzona przez N. Może mieć po prostu zły humor. Wtedy weź starszą na bok i spokojnie powiedz, że ona ma zły humor, za moment jej przejdzie i na pewno się pobawicie. Albo jak jest źle z obu stron to zwyczajnie rozsadzić dziewczyny po pokojach i powiedzieć, że jak się uspokoją to mogą wyjść i się dogadać. Nie stawaj zawsze i tylko po stronie młodszej, dla przykładu czasami załagodź "winę" starszej, żeby młodsza nie czuła się taką królową relacji.
    Rozpisałam się, ale strasznie jestem wyczulona na takie sztampowe i niesprawiedliwe z zasady podejście wobec dzieci.
  • 15.07.17, 17:01
    Chyba nawet troszkę przewrażliwiona jesteś, prawda?
    Nie musisz się martwić bo u nas nie wygląda tak jak w Waszym przypadku. Kiedy Alka dokucza Natce, zawsze słyszy komunikat, że to Natasze rani, to nie jest dobre zachowanie. A N. sie broni i nie przebiera w środkach. Zachęcam ją do tego by się broniła i mówiła, że na krzywdzenie jej się nie zgadza. Niestety bywa często tak,że N.od razu wpada w czarną rozpacz i włącza syrene, nie dopuszcza do głosu rozumu, skupia się na skarżeniu, a Ala to i tamto, jak nie zareaguję od razu to uszczypnie/uderzy/ryknie do ucha Alce i mamy dwie syreny w domu. Później jest hurtowe przytulanie, opatrywanie obrażeń i rozmowa o nie krzywdzeniu się nawzajem.

    Gość portalu: Agaja napisał(a):

    > W przykładzie, który podałaś o tym jak A. bawi się zabawką, a N. chce zobaczyć.
    > I jak A. ma dobry humor to jej da, a jak nie to N. jej zabierze. Twoja reakcja
    > - winna jest N. Po co rozpatrujesz i rozbebeszasz te relacje w kwestiach winy?

    Rozbebeszyłam to w kwestii winy na potrzeby odpowiedzi do V. Nie obciążam niepotrzebnie Młodej poczuciem winy za bzdurne kłótnie. Zresztą żadnej z nicb, ani też nikogo, bo nie widzę sensu w szukaniu winnych, wolę się zmierzyć z problemem i to mieć za sobą.

    Bardzo bym nje chciała by dziewczyny miały złe relacje i staram się by, mimo dużej różnicy wieku i charakterów, zachęcać do dogadania się. Kłótni się raczej nie uniknie, dobrze będzie jednak jak nauczą się konflikty między sobą rozwiązywać w chwilizowany sposób, nie krzykiem i bez bicia. Na pewno faworyzowaniem jednej nie odniosą sukcesu. Sama jestem "środkowym dzieckiem" zaznałam i niechęci do nowego członka rodziny i nkesprawiedliwosci w traktowaniu, a pamięć mam jak słoń ;-) bynajmniej nie trąbalski.. Dziękuję wlec za Twój głos w dyskusji, mImo, że nie dotrzegam tego dramatyzmu, który widzisz Ty, na podstawie paru uwag, uważam że jest również cenny, bo każe zweryfikować swoje stanowisko względem każdego dziecka.




    --
    Drobnostka, Mama Natki i Ali

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.