Dodaj do ulubionych

Wrażliwy 7 latek a relacje z kolegami

IP: *.centertel.pl 12.07.17, 12:20
Postanowiłam napisać tutaj i poradzić się innych mam. Mój syn ma 7 lat. Jest mądrym, wesołym, jednak bardzo wrażliwym dzieckiem. Przekłada się to, w zasadzie od zawsze, na jego relacje z rówieśnikami. Chodzi o to, że syn nie jest przebojowy, nie umie wpaść w towarzystwo i od razu z kimś się zakumplować. Raczej obserwuje, chodzi obok, jak ktoś go zachęci to on bardzo chętnie się bawi, śmieje i wygłupia. Nie umie niczego zabrać, wyrwać, tak zawalczyć o swoje. Mnie to nie przeszkadza kompletnie, kocham go nad życie i uważam że jest wspaniałym, idealnym dzieckiem. Jednak widzę, że jest to dla niego problem.
Od lat przewija nam się temat kolegów. Chodzili razem do przedszkola, a potem w 5 poszli do jednej klasy do szkoły. W 5 - czyli nie do pary. Jakiekolwiek wyjścia, wycieczki to z reguły mój jest bez pary, bo albo go uprzedzą, albo go przepchną. Nie, on nie jest "pierdołą", jest wg mnie za dobrze wychowany, nie na te czasy.
Sytuacja obecna, ma kolegę spośród tej 5, którego bardzo lubi - Piotrka. Mama Piotrka wydzwaniała, czy puszczę mojego na półkolonie, bo ten jej idzie, no puszczę. Okazało się, że na tych półkoloniach będzie Bartek - kolega ich z przedszkola (nie chodzą razem do szkoły) i kilku kolegów Piotrka z piłki nożnej. Wchodzimy dzisiaj na półkolonie - Piotrek przyklejony do Bartka, mojego odstawili totalnie. Mój zagubiony, bo jak nikogo nie zna to nie wie co ma robić więc snuje się. Zadzwoniła do mnie mama Piotrka z pytaniem czy mój poszedł, powiedziałam że tak ale Piotrek przykleił się do Bartka i mojego olali. Jej odpowiedź "no muszą się dogadać". Jak mają się dogadać skoro mój jest po prostu przez nich totalnie odstawiony?
Nie wkurzyłoby mnie to, bo nie można nikogo zmuszać do kolegowania się, nie mam o to pretensji. Ale tak jest zawsze, na feriach zimowych było to samo - Piotrek z każdym tylko nie z moim. Ale jak do odwiedzania w domu, latem wizyt u nas żeby dzieciaki pokąpały się w basenie - to mama Piotrka wydzwania, że on się stęsknił i chce przyjechać się pobawić.
Mąż mój się wkurzył, i powiedział że jak mama Piotrka zadzwoni że chcą przyjechać to on jej powie, że nasz syn nie ma ochoty się z nim bawić, bo na półkoloniach traktuje go jak powietrze, więc nie ma powodu spotykać się po zajęciach.
Mam 2 pytania:
1. Co zrobić żeby pomóc mojemu dziecku w takich sytuacjach? Ja widzę, że on jest zagubiony, jest mu przykro ale nie wiem czy nastawiać go bardziej agresywnie, czy co robić?
2. Czy powiedzieć mamie Piotrka to co mój mąż chce powiedzieć, a tym samym jednak trochę nadpsuć te relacje?
Edytor zaawansowany
  • 12.07.17, 17:33
    A brałaś pod uwagę, ze Piotrek po prostu nie lubi Twojego syna i robi wszystko, aby sie z nim nie bawić? Że to matka naciska na znajomość, a dziecko ma dosyć? Nie ma sensu nastawiać agresywnie, ale warto porozmawiać, że jeśli ktoś nie ma ochoty sie bawić, to lepiej poszukać innego towarzystwa - i ze na Piotrka moze nie liczyć.
    Na 100% nie zapraszać więcej Piotrka, to jest bez sensu i dla Twojego dziecka i dla samego Piotrka. Nie mówić dlaczego, bo oberwie najprawdopodobniej tenże Piotrek, niekoniecznie winny.
  • Gość: Agaja IP: *.centertel.pl 12.07.17, 18:27
    Może i masz rację. Ja widzę to trochę inaczej. Jak zbliżają się urodziny mojego syna i Piotrek dostaje zaproszenie to łazi za moim w krok, przymila się, staje w parze. Po urodzinach czar pryska - jak Kopciuszek o północy Piotrek kieruje sie w stronę najbliżej świętującego jubilata, tudzież kolegi z telefonem itp.
    Jak ochronić swoje dziecko przed taką znajomością, gdy w miarę fajny mamy kontakt z rodzicami, a dzieci tak jakoś sobie. Z jednej strony nie chcę psuć relacji, fajnie to działa w kwestiach szkolno-klasowych, z drugiej nie chcę żeby mój syn czuł się odrzucany, po kolejne jest mi zwyczajnie przykro. Za moich czasów nie każdy musiał każdego lubić, ale jak się było kumplami to się nikt do nikogo nie odwracał tylko dlatego że przyszedł fajniejszy kolega. Jakoś inaczej pojmuję koleżeństwo.
  • 13.07.17, 09:41
    Szczerze? Trochę traktujesz syna jako nic nie rozumiejącego 1,5 roczniaka, a nie 7-latka, z którym zwyczajnie da sie pogadać szczerze i uzgodnić pewne sprawy. Jak to załatwić? Po prostu powiedzieć synowi dokładnie to, co napisałaś - ze masz mieszane uczucia, ze Piotrek wydaje Ci sie być interesowny, a z drugiej strony masz fajny kontakt z jego rodzicami. I ustalacie RAZEM co robić w takiej sytuacji. Czy zapraszać, czy olać. Podyskutujcie, ale nie moralizatorsko, o przyjaźni. Zacznij zapraszać inne dzieci do domu, może jakieś okaze się fajniejsze od Piotrka.
    I nie, naprawdę, siedmiolatki jak świat światem nie były lojalne. Problemy z tym, ze wybiera sie fajniejszego kolegę były zawsze, trudno wymagać, aby przyjaźń z przedszkola była wieczna.
  • 14.08.17, 08:13
    Wygląda zatem, ze lubi imprezy, a niekoniecznie Twojego syna.
    Jeszcze raz radzę - pogadaj szczerze z synem, zapytaj go, czy ma ochotę utrzymywać znajomość, powiedz, co Ty o niej myślisz, podaj przykłady interesowności Piotrka. To syn, a nie Ty zadecyduje o tym, jak dalej ułożą sie jego kontakty z kolegą.
  • 13.07.17, 11:17
    A ja trochę rozumiem Twoje stanowisko. A trochę rozumiem też to mamy Piotrka. Bo nie da się nikogo zmusić do miłości przecież. Twój synek i Piotrek mają ewidentnie różne temperamenty i innych rzeczy poszukują w relacji. Piotrek najwyraźniej jest zafascynowany wieloma kolegami i potrzebuje jakiejś ekscytacji i rozrywek typu telefony, baseny czy te urodziny. Twój synek jest bardziej potrzebuje głębszej i bezpiecznej relacji z jedną osobą. I Twój syn i Piotrek są dziećmi i trudno wymagać, żeby Piotrek był odpowiedzialny za Twojego synka, bardziej introwertycznego. On najwyraźniej nie nadaje się na takie "stanowisko", mimo że Twojego synka chyba lubi i jak piszesz często ta relacja działa (trudno mi faktycznie stwierdzić, czy jest interesowny czy nie, ale na pewno ma inne potrzeby niż Twój synek). Dlatego co do drugiego pytania - już bym raczej nie podejmowała tematu z mamą Piotrka, skoro zależy Ci na relacji z nią, bo ona nie jest niczemu winna.
    Co do pierwszego pytania - to tak jak napisała Verdana. Porozmawiaj z synkiem, zapytaj co czuje w takich sytuacji, czy czuje się odrzucony. Opowiedz mu, że w życiu ludzie poszukują różnych rzeczy i nie każdy nadaje się na super kolegę, choć można mieć takich luźniejszych kolegów też. I może poszukajcie jakiegoś innego chłopca, który będzie trochę bardziej kompatybilny z Waszym. Półkolonie też - może lepsze byłyby jednak takie bez Piotrka, żeby Twój synek mógł na własną rękę poszukać kogoś innego, wyjść z tej zależności i przejść na inny etap.
    A co najważniejsze - mam wrażenie, że bardzo emocjonalnie to przeżywasz. Czasem piszesz, że synek czuje się zagubiony, ale bardzo często podkreślasz, że to Tobie przykro, że to Ty widzisz to jako niesprawiedliwie itp. Bardzo ważne jest, żeby oddzielić co Ty czujesz, od tego co może przeżywać synek. Dzieci często widzą inaczej swoje relacje niż my, a przede wszystkim potrzebują zrozumienia, wsparcia, a potem trochę obiektywnego spojrzenia na sytuację. Trudno Ci będzie o takie, jeśli będziesz tak zaangażowana emocjonalnie w tę sytuację. Weź pod uwagę, że synek jeszcze wiele razy zostanie czy poczuje się odrzucony, bo takie jest życie. Na pewno choć raz nieszczęśliwie się zakocha, inna relacja mu nie wyjdzie. Pomyśl o tym, jak chciałabyś mu towarzyszyć w takich sytuacjach i jakie wsparcie przynieść kiedyś, kiedy coraz mniej będzie w Twojej gestii i będzie musiał sobie radzić zupełnie sam.
    Mam nadzieję, że nie wzięłaś za złe tych ostatnich słów. Powodzenia i dużo siły życzę.
  • 12.08.17, 00:02
    Czyli jakby w klasie nie było tamtych czterech, to Twój syn nie odezwałby się do nikogo? Siedzisz z nim w klasie i obserwujesz, co się dzieje cały czas?

    Widzę tu parę rzeczy, które warto przemyśleć:
    1. czy na pewno to jest problem, czy to tylko Twoje podejrzenia, które mogą mieć zupełnie inne podłoże ( Czy dziecko faktycznie mówiło, że ma problemy? Nauczycielki sygnalizowały, że coś jest nie tak?). Ustal na początku, czy to Ty szukasz problemu tam, gdzie go nie ma, czy on naprawdę jest. Dzieci potrafią się zachowywać zupełnie inaczej, kiedy nie ma mamy na horyzoncie.
    2. Nie wszyscy rodzą się z naturalną umiejętnością wchodzenia w grupę. Być może Twój syn akurat jej nie ma i musi się niektórych rzeczy nauczyć. To się da zrobić, można na początku ćwiczyć w domu na sucho takie rzeczy, jak przedstawianie się, włączanie się do zabawy itp.
    3. Może tak być, że mama Piotrka realizuje jakieś swoje potrzeby, które nie są jego potrzebami, a może chce być po prostu sympatyczna i tyle. I również tak, że czasem Piotrek ma ochotę na wspólną zabawę. Ale tak szczerze mówiąc, to Piotrek nie ma obowiązku bawić się tylko z jednym dzieckiem i w żaden sposób go nie zmusisz do zabawy z Twoim, jeśli akurat nie będzie chciał. Może zwyczajnie jest przeciążony przymuszaniem do przyjaźni na siłę. Zarówno w klasie, jak i na półkoloniach jest wiele dzieci i zapewne warto je poznać.
    4. Jeśli ten problem naprawdę jest duży, to może warto się wybrać do psychologa. Fachowiec dostrzeże rzeczy, których rodzice nie widzą, i nakieruje na właściwe tory ;)
  • 12.08.17, 09:14
    A może twój syn po prostu jest nudny i dzieci, mając inną alternatywę, wybierają ciekawsze towarzystwo? O czym rozmawia, co go interesuje? Mam podobny przypadek wśród znajomych, chłopak jest odstawiony na boczny tor bo jedyne o czym potrafi i chce rozmawiać to gry komputerowe
  • 12.08.17, 11:26
    Wydaje mi się, ze Twój Syn jest introwertykiem. Tacy ludzie mają problemy z powierzchownymi, szybko zawieranymi relacjami. Dla nich bardzo ważne są trwałe, stałe więzi i na nich chcą się opierać. Więc w nowym środowisku liczą na wsparcie/oparcie tych, których już znają. Częśto nie szukają nowych znajomości, wolą snuć się z boku. Co więcej - w towarzystwie osób sprawdzonych są przebojowe, dowcipne, nawet mogą wieść prym w rozmowie, zabawie. Za to kolega - Piotrek - być może jest bardziej ekstrawertyczny (otwarty, potrafiący kumplować się z wieloma osobami na raz, ale zawierajacy bardzo powierzchowne relacje). Ekstrawertycy często nie posiadają też empatii na tyle, by zrozumieć, że powinni się kimś zająć, otoczyć opieką, wprowadzić w swój świat. Są bardziej skupieni na sobie, na tu i teraz, bo jest fantastycznie, jestem zachwycony i tyle nowych, ciekawych osób.

    Piszę z własnego doświadczenia - jestem introwertykiem, jak moja mama i córka. Długie lata analizowałam swoje zachowania. Dla mnie zaczęcie rozmowy z nową osobą, czy nawet telefon do kogoś neiznajomego to koszmar. Mam tylko stałych dawno poznanych znajomych i przyjaciół, znam dużo ludzi, ale nie potrafię utrzymywać z nimi bliskich relacji> wszelkie duże imprezy, szkolenia, wyjścia są nie dla mnie, jeśli nie mam "paczki" starych znajomych jako wsparcia :) Wszystkie moje związki już od czasów liceum zaczynały się od znajomości, przyjaźni. Nie było szans na miłość od pierwszego wejrzenia z kimś kogo nie znam.

    Pytasz co zrobić - przede wszystkim zrozumieć własne dziecko - on nie dąży do nowych znajomości, ale musi je zdobywać. Najłatwiej mu to zrobić w otoczeniu już znanych ludzi. Asekuruj go, ale nie ściągaj z drogi przeszkód, na których musi się zahartować. Introwertycy to wspaniali ludzie - empatycznie, ciepli, myślący o innych, pomocni, inteligentni :)
  • 12.08.17, 14:03
    Też mi się wydaje, że to mały introwertyk, ewentualnie nieśmiałe dziecko (choć czasem nie wiem czy to nie jedno i to samo). Niestety zwykle jest takim dzieciom ciężko w kontaktach towarzyskich. I może introwertycy to "wspaniali ludzie", ale w życiu jednak mają przes...rane. Także w tym dorosłym (Piszę z własnego doświadczenia, żeby nie było, że się wyzłośliwiam). A żeby ktoś docenił ich empatię, przywiązanie i oddanie, to najpierw musi chcieć to dostrzec (introwertyk nie potrafi sam się "sprzedać") i musi to mieć dla niego jakąś wartość, bo w naszych "zabieganych" czasach raczej liczą się inne sprawy.
  • 12.08.17, 19:52

    Myślę ze najsensowniej wypowiedział/a się bzum_bzum .
    Większość rozpatruję zagadnienie z punktu widzenia nie mających tego rodzaju problemów a empatii to może gdzieś czytali i mało tego zachwycających się jakby ktoś taki jak twój syn stanowił, dla nich zagrożenie. Pewnie zaprotestują ale to dla nich naturalne. Są w stadzie więc racja po ich stronie , w kupie siła:) Według mnie typowy odruch stada na inność . Pomocy tam nie znajdziesz.
    Mam podobną osobowość i widzę jak dla tak zwanych normalnych jest to wielkim problemem.
    Myśle że nie nalezy zbytnio naciskać na to aby syn się integrował jezeli sam nie zgłasza takich potrzeb. Mysle że należy skupić się na jego talentach i pomagać mu je doskonalić. Jest wiele dziedzin w życiu w których płytkie kontakty wcale nie są potrzebne a wręcz przeszkadzają. Sukces w którejś z nich pozwoli mu nabrać poczucia wartości własnej i na znaczeniu straci brylowanie w grupie rówieśniczej.

  • 23.08.17, 18:33
    najgorsza jest w takich sytuacjach mamusia, która chce zawierać relacje za dziecko. jest to co prawda wiek, w którym dzieci muszą mówić rodzicom z kim wychodzą i gdzie, nie wracają same ze szkoły. a twój syn sam nie może zaprosić piotrka ? pogadać z nim ?

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.