Dodaj do ulubionych

3 latek bije... jak mu pomóc?

09.08.17, 11:45
Syn niedługo skończy 3 lata. Od roku bije. Bije każdego kto mu odmówi,chociaż nie zawsze. Bije też inne dzieci. Jeśli coś mu się nie uda, np przyczepić dwóch klocków a obok siedzi młodszy brat to młody dostaje od razu po głowie. Za każdym razem mówię mu że tak nie wolno że to boli i że ma przeprosić. Więc teraz nauczył się że uderza w niego albo we mnie i od razu przeprasza i uważa że już jest ok. Od zawsze był nerwowy przez azs bo drapanie doprowadzało go do szału,wyładowywał się sam na sobie uderzając głową w podłogę. To mu przeszło ale od roku zaczął bić innych. Mówię mu że jeśli jest zły bo to czy tamto to żeby skoczył bardzo wysoko albo że będziemy uderzać poduszką z całej siły w łóżko. Ale on tego nie robi. W efekcie ja i młodszy brat dostajemy po głowie kilka razy dziennie. Dodam że spędzam z nim dużo czasu. Bawimy się,czytamy,biegamy po podwórku,chodzimy na spacery itd. Ogląda 20 min bajek wieczorem przy kolacji,tak tv jest cały czas wyłączony. Oprócz tego jest na prawdę dobrym dzieckiem. Choć jest typem przekory to pięknie dzieli się zabawkami,sprząta je,zawsze cichutko się bawi kiedy jego brat zasypia w tym samym pokoju,ładnie je,jest radosny,otwarty do innych dzieci. Niewiele jeszcze mówi więc nie kest w stanie mi powiedzieć czemu jest zły i co się dzieje. Na razie używa tylko woelu rzeczowników. Jak mogę mu pomóc? Mam po prosj
tu dalej łapać go za rękę mówić że tak nie się to nie podoba i tyle? I mam liczyć że pew
nego dnia mu przejdzie? Próbowałam też zostawiać go samego na kilka min żeby się uspokoił albo zabierać jakąś zabawkę za karę ale to nie działa. Za to mąż ostatnio wziął pasa i strzelił go przez pupę. Powiedział że jeśli jeszcze raz kogoś uderzy to znów dostanie. Efekt? Syn przez cały dzień nikogo nie uderzył. Nie pamiętam takiego dnia. Jak był zły to głośno wzdychał. Zaciskał pięść ale nikogo nie uderzył. No i teraz już w ogóle wszyscy mnie męczą że na nic jest moje gadanie że po prostu powinien dostawać lanie. Nie będę go biła. Ale jak mam sobie znim poradził. To mnie przerasta a młodszy brat zaczął go naśladować. Niedługo czeka mnie regularna wojna domowa.
Edytor zaawansowany
  • 09.08.17, 14:07
    Cóż, najwyraźniej coś odziedziczył po ojcu, skłonność do agresji. Serio, o ile zrozumiałabym jeszcze klapsa danego trzylatkowi, to zlanie trzylatka pasem jest karygodne i karalne. Trudno wychować niebijące dziecko w domu, w którym ktokolwiek jest w stanie uderzyć pasem dziecko. Nalezy zacząć wychowywanie od reedukacji ojca. Tyle w temacie.
  • 09.08.17, 14:37
    Verdana syn od roku bije. Ale nigdy nie dostał nawet klapsa. Teraz dostał jeden strzał pasem. Mąż nigdy wcześniej nie był wobec niego agresywny. Nawet nie pamiętam żeby kiedyś na niego krzyknął. Mi się czasami zdarza krzyknąć. Nawet zaczęłam przypisywać tym krzykom całą winę. Zaczęłam zapisywać ile razy podniosłam na niego głos. W zeszłym miesiącu 2 razy. Ale czasami jak widzę że złapał jakiś samochód i z całej siły łupnął nim brata w głowę dlatego że nie mógł zamknąć w nich drzwiczek,to po prostu automatycznie krzyknę jego imię bo boję się że zanim dolecę to zrobi to drugi raz.
  • 09.08.17, 15:23
    Ktoś, kto jest w stanie uderzyć pasem trzylatka jest draniem. I jest agresywny. Normalny człowiek nie da pasem trzylatkowi niezależnie od okoliczności. Ok, rozumiem, ze może nie wytrzymać i dać klapsa w pupę. Użycie pasa wobec trzylatka jest niewybaczalne i oznacza brak pewnych podstawowych hamulców. ie mówiąc już o tym, ze jest to przestępstwo. Zastanów sie jednak, czy agresji mały nie odziedziczył po mężu - być może mąż już potrafi sie hamować, ale agresywny jednak jest. Bez tego uderzenie pasem trzylatka do głowy by mu nie przyszło. Cos jest bardzo nie tak, skoro uznał, że jest to jakieś rozwiazanie.
  • 09.08.17, 21:26
    Nie bronię go. Możliwe że syn odziedziczył agresję po ojcu,bo mąż jako małe dziecko był bardzo agresywny. Jego ojciec tłukł go regularnie z tego tytułu do jakiegoś 15 r.ż. i właśnie mąż zawsze mi mówił że bicie dzieci nie ma sensu i nie działa.Że ojciec tłukł go za karę że był niegrzeczny a on miał to gdzieś i nic sobie z tego nie robił. Sam pierwszy raz uderzył syna. Bo stwierdził że skoro od roku mu tłumaczę że nie wolno bić. I kiedyś akt uderzenia zdarzał się raz dziennie później kilka a teraz kilkanaście. To może jednak źle myśleliśmy. Problem narasta i mówienie że nie wolno bić łapanie za rękę się nie sprawdza. Dlatego stwierdził że wypróbuje sposób swojego ojca. Tłumaczyłam mu że tym pasem wyrwał go z bezpiecznego świata w którym żył do tej pory,że tak się przestraszył że do końca dnia już nie wiedział na czym stoi i kim jest ten facet który zawsze kocha a teraz uderzył. Myślę że dlatego nikogo nie ruszył do końca dnia. Ale nie chcę się tu rozwodzić nad moim mężem. Uderzył raz jak bydlak i więcej tego nie zrobi. Chcę wiedzieć co mogę zrobić dla maluszka.
  • 10.08.17, 09:15
    Pierwszą rzeczą, jaką bym zrobiła (może juz to zrobiłaś), to pokazanie dziecka logopedzie. Trzylatek powinien mówić na tyle dobrze, aby można było z nim pogadać. Tu może tkwić problem, bo masz stosunkowo duże dziecko, które nie potrafi powiedzieć, o co mu właściwie chodzi, to musi być cholernie frustrujące.
    Druga możliwość to nagrody. Tablica, na której za każdym razem, gdy mały się wścieknie, a nikogo nie uderzy, coś przyczepiacie. Jak uderzy - zdejmujecie. Za ustaloną liczbę naklejek czy czegokolwiek dajecie niewielką nagrodę.
    Trzecie - i tu możesz sie zdziwić. Jesli nie podnosisz głosu, a z dzieckiem nie da się jeszcze swobodnie rozmawiać, to syn może sobie nie zdawać sprawy, ze jesteś zła, gdy bije. Być może dlatego zadziałało uderzenie pasem - bo syn zorientował sie, jak bardzo rozzłościł ojca. Ja bym przestała być spokojną mamą i tak - podnosiła głos za każdym razem, gdy kogoś uderzy. Krzyczenie na dzieci z błahych przyczyn jest złe. Z poważnych - wcale niekoniecznie.
    Wojna domowa czeka Cię i tak, większość rodzeństwa bije się w dzieciństwie, ale póki się biją, a nie jedno leje drugie, to nie bardzo jest sie czym przejmować.
  • 10.08.17, 14:26
    Jak młodszy syn miał fazę bicia (a to się zdarza u wielu dzieci) to obrażałam się na niego na chwilę, mówiąc, że nie chcę bawić się/przebywać z kimś kto mnie bije. Gdy uderzał starszaka, skupiałam całą uwagę na starszaku, tuliłam, użalałam się nad bólem. Młodszy widział, że bijąc nie zyskuje mojej uwagi, a wręcz przeciwnie. Nie stosowałam innych kar, tłumaczeń. Pomogło.

    Ojciec, który jest w stanie uderzyć pasem trzyletnie dziecko, nadaje się do odstrzału sanitarnego.
  • 10.08.17, 16:21
    Spokojnie. Nie obwiniaj się, to nie Twoje krzyki coś spowodowały, zwłaszcza, że z tego co mówisz niewiele krzyczysz. Nie ma sensu się obwiniać o wszystkie zachowania dziecka. Po drugie - współczuję mężowi, naprawdę niefajny bagaż wyniósł z domu. Po trzecie - bezsensowne też jest moim zdaniem powtarzanie o "dziedziczeniu agresji". W każdym z nas jest jakaś agresywność. Pytanie tylko co z nią zrobimy i jak towarzyszą nam w tym rodzice.
    A teraz wracając do Twojego synka;
    >Jeśli coś mu się nie uda, np przyczepić dwóch klocków a obok siedzi młodszy brat to młody dostaje od razu po głowie
    Współczuję synkowi, jest mu trudno (i Wam dorosłym też, rzecz jasna). Sama mam problemy ze swędzącą skórą i wiem, jak to potrafi dorosłego doprowadzać na skraj szaleństwa (słowa jakich używam nie są przesadne). Bardzo szybko pojawiło się rodzeństwo, co też jest dla dzieci trudne. Synek ma ewidentnie problemy z tolerowaniem frustracji i ten mechanizm bicia jako wyładowania się trochę mu się zakorzenił. To jest tak: jak zaczynam krzyczeć na dziecko i widzę, że to działa, to mój mózg sięga coraz częściej po to narzędzie, mimo że sama je potępiam. U dzieci jest podobnie. Dobrze, że Twój synka ma wsparcie w mądrej mamie, dobrze, że szukasz jak mu pomóc i że nie popierasz tego bicia.
    >Za każdym razem mówię mu że tak nie wolno że to boli i że ma przeprosić. Więc teraz nauczył się że uderza w niego albo we mnie i od razu przeprasza i uważa że już jest ok.
    Zawsze mnie zastanawia, czemu rodzicom tak małych dzieci tak zależy na przeprosinach. Dwulatek nie ma możliwości naprawdę szczerze przeprosić. Ja zawsze stosuję taki schemat (też mam trzylatka)
    - przede wszystkim odseparować dzieci (czy siebie), zapewnić bezpieczeństwo ofierze
    - skupić się następnie na zbitym, przytulić go, zapytać jak bardzo go boli ze współczuciem. Jeśli dziecko się nie broniło, poinstruować, że ma prawo się bronić: powiedzieć NIE np.
    - potem dopiero zająć się na dzieckiem agresorem, ono bardzo często jest zdestabilizowane. Podejść do agresora z takim samym współczuciem. Ocenić jego stan - czy biło prowokacyjnie, czy z powodu frustracji. W tym drugim przypadku - skupić się na tej emocji - jesteś zły, bo nie dało się przyczepić tych klocków? Jeśli jest przestrzeń na dyskusję - zadawać pytania: co możesz zrobić kiedy coś się nie udaje? Zawołać mamę? Poprosić o pomoc? Czy bicie jest dobre? Czy chciałby sam być bity? Dopiero kiedy widzisz, że dziecko żałuje, zaproponować przeprosiny. Ja dziecko nauczyłam tak przepraszać, że sama w jego imieniu przepraszałam np na placu zabaw pokrzywdzone dziecko (w rzadkich chwilach kiedy naprawdę nie udało mi się go upilnować) i tłumaczyłam, że mój synek DOPIERO SIĘ UCZY jak się zachowywać. Zawsze też brałam stronę synka - ok, dzisiaj zrobiłeś tak, ale jutro mam nadzieję, że nie tak zrobisz, prawda? Nawet jeśli wiedziałam, że pewnie zrobi znowu, nie ma cudów. Najgorszy jest toksyczny wstyd u dziecka i wpajanie mu komunikatu - nie jesteś ok, bo bijesz! Przecież w rzeczywistości on jest ok, tylko jego zachowanie jest niedopasowane. Trzeba w niego wierzyć i pokazać mu lepszą perspektywę. Słowa "przepraszam" używałam tylko kiedy sama za coś synka przepraszałam (za brak cierpliwości, za krzyczenie, za to że go źle zrozumiałam, jeśli go przez przypadek nadepnęłam itp). Syn zaczął przepraszać sam z siebie i szczerze.
    > Próbowałam też zostawiać go samego na kilka min żeby się uspokoił albo zabierać jakąś zabawkę za karę ale to nie działa. Za to mąż ostatnio wziął pasa i strzelił go przez pupę.
    Kary i zostawianie działają, oczywiście. Zbicie zadziałało, po prawdopodobnie synek strasznie się przeraził. Ale Ty chcesz dziecku pomóc, nie przerażać go. Zeby zrozumiał, że bić nie wolno, bo to boli, a nie, bo można samemu zostać. I żeby szanował ojca, a nie bał się go. I bardzo dobrze. Ja bym skupiła się na każdym dobrym zachowaniu synka. Działaj proaktywnie, jak tylko widzisz że dziecko zaczyna się denerować - przerwij tę spiralę. Odseparuj małego od razu - odsuń się też na tyle, żeby samej nie dostać. I zapytaj - o czujesz złość teraz? Dziękuję, że nas nie bijesz, mimo że widzę jak Ci trudno (nawet jeśli i tak chciał zbić). I w każdym momencie kiedy nie bije, mówić : ale się zgodnie bawisz z bratem, tak się cieszę kiedy się tak zachowujesz.
    I tak jak ktoś napisał - zaprowadź koniecznie dziecko do logopedy. To nie jest normalne w takim wieku, tak mało mówić i to tylko wzmacnia jego frustrację. Synek może mieć też różne inne problemy sensoryczne, to bardzo częste. Polecam też lekturę Self reg - o nauce samoregulacji własnego organizmu dla dzieci i dorosłych. Naprawdę zmienia podejście do wielu rzeczy.

  • 10.08.17, 16:38
    > Kary i zostawianie *NIE działają, oczywiście.
  • 10.08.17, 22:12
    Jesteśmy pod opieką logopedy. Robimy w domu ćwiczenia metody krakowskiej. Też myślałam że ta ciężka mowa ma trochę wpływ na to że się złości. Rety dziękuję wam za wszystkie sugestie. Tyle tu zdrowych pozytywnych pomysłów. Żałuję że sama nie jestem na tyle kreatywna żeby je wymyśleć.
    Zastanawia mnie jeszcze jedna rzecz którą zauważyłam teraz. Mamy ciężką sytuację mieszkaniową. Mieszkamy w domu w 9 osób. Każda rodzina ma swój pokój ale jadalnia kuchnia łazienka wspólna. Syn rok temu zaczął bić mojego,rocznego wtedy,bratanka. Nikogo innego tylko jego. Moja mama zasugerowała ostatnio że problem leży również w tym że widzi dwa typy wychowania,nie rozumie tego i stąd agresja zaczęła się właśnie najpierw w kierunku bratanka a po kilku miesiącach wszyscy zaczęli obrywać. Więc moja bratowa jest dosyć zamknięta w sobie i odkąd urodziła syna trzymała jego i siebie zamkniętych w pokoju. Sporadycznie pojawiała się z nim poza pokojem. A jeśli już to od razu krzyczała do mojego syna że ma do niego nie podchodzić nie dotykać itd. Kiedy przyszedł czas że zaczęła częściej z nim wychodzić z pokoju(miał jakieś 7m) mój maluch był żywo zainteresowany zabawkami które tamten miał w rączkach bo nigdy ich wcześniej nie widział. Ale nie wolno mu było ich dotykać bo bratowa od razu krzyczała. Więc ich nie dotykał,akurat to mu jakoś łatwo przyszło. Ale później jak bratanek zaczął chodzić to już się posypało. Bratowa ciągle uwieszona nad moim synem,tak go nie dotykaj tak się nie bawcie tego mu nie zakładaj,nie dotykaj jego włosów,nie biegaj bo mały biega za tobą ,czemu dziwnie na niego patrzysz itd.. dodatkowo nie wolno mu dotykać czy bawić się zabawkami bratanka które są zamknięte w jego pokoju do którego nigdy nie wolno nam wchodzić. W efekcie syn raz bawił się jakąś zabawką bratanka w swięta bo była przy nim rozpakowana i w urodziny bratanka. Tak nigdy jego zabawki nie są wynoszone poza pokój. Swoimi zabawkami syn ma się dzielić i dosyć szybko się tego nauczył. Nie ma z tym problemu. Ale wygląda to tak że on ma się swoimi dzielić a czasami przejdziemy koło ich pokoju i synek widzi tam mnóstwo kolorowych zabawek których nigdy nie dotknął i pyta mnie o nie a ja mu mówię że nie możemy się nimi bawić bo ciocia nie pozwala. Albo widzi otwarte drzwi i pyta czy tam pójdziemy żeby mógł się pobawić z kuzynem a ja wiem że nie wolno mu tam wchodzić i przyprowadzam kuzyna do nas bo generalnie chłopcy się lubią. Więc wyobrażam sobie że ciężko mu zrozumieć dlaczego on ma się dzielić zabawkami a kuzyn nie musi. Dlaczego on do nas codziennie przychodzi a my do niego nie możemy pójść. Kilka razy zdarzyło mi się że tam wbiegł i musiałam go od razu wynieść i strasznie rozpaczał... do tego dochodzi wiele innych sytuacji że ja zawracam mu na coś uwagę że nie wolno a bratanek to robi i jemu wolno bo bratowa pozwala np.najeżdżanie pchaczem na kogoś, walenie zabawkami w ścianę,rzucanie zabawkami i wyrywanie zabawek. Bratanek ma teraz fazę że musi zabrać tę zabawkę którą trzyma drugie dziecko. Synek nie daje sobie wyrwać. Więc bratanek wyrywa mojemu drugiemu synowi,a jak mu się ostatnio nie udało mojemu maluchowi wyrwać pchacza to bratowa mu pomogła. Zwróciłam jej uwagę że to jakaś paranoja ale ona twierdzi że inaczej jej syn będzie płakał. A zazwyczaj kończy się to płaczem mojego młodszego.. takich sytuacji jest mnóatwo. w każdym razie dodatkowo widać że 'ciocia' nie lubi moich chłopców. A mój starszak ją bardzo. I np jak siedzi na podłodze to wskakuje do niej na kolana i bierze jej ręce żeby go oplotła w pasie. A ona bierze swoje ręce do tylu za swoje plecy...i udaje źe on wcale nie siedzi jej na kolanach. Albo ona zejdzie na dół a mój synek staje kolo niej i chce ja zagadać i mówi ciocia. I tak będzie sobie stał dwie trzy minuty i pytał ciocia a ona udaje że on nie istnieje. Aż tu nagle podlatuje do niej jej dziecko i mówi mama a ona od razu się do niego schyla zagaduje słodkim głosem a ta moja bida stoi obok i patrzy na nią zupełnie zdezorientowany... Sytiacja jest na prawdę ciężka a ja po prpstu nie wiem nie mam pojęcia jak to wytłumaczyć wszyatko synkowi. Więc go oszukuje że ciocia była zmęczona że do pokoju nie możemy iść bo tam jest coś ostrego i może się skaleczyć ale on już nie jest głupi. Widzi że się go inaczej traktuje. Dlatego myślę że to też może mieć wpływ, tymbardziej że właśnie najpierw bratanka zaczął popychać i a później bić nas to tak od pół roku...
  • 11.08.17, 00:01
    To ważne, co napisałaś. Wygląda na to, że nie uczysz synka asertywności, (sama też nie jesteś asertywna), a w miejsce asertywności pojawia się agresja. To całkiem naturalne. Choć naturalne jest też, że trzylatek może kogoś uderzyć. Na tym etapie samokontrola bywa słaba.
    Nie ma najmniejszego powodu, by twój syn dzielił się swoimi zabawkami, jeżeli nie odbywa się to na zasadzie wzajemności. Tak więc nie ucz go tego. Wręcz przeciwnie. Warto uczyć, że dzielić się można, żeby było miło, ale syn ma zawsze prawo odmówić.
    Jeśli ciotka go nie lubi, nie ma powodu, by ściemniać i kłamać. Powiedz prawdę "ciocia cię nie lubi". Nie wszyscy muszą nas lubić i vice versa, nie ma powodu, by zakłamywać rzeczywistość.
    Z bratową nie starałabym się nawiązywać kontaktu. Zakładam, że do chwili obecnej byłaś dla niej przyjazna. Nie warto.

    "Synek nie daje sobie wyrwać. Więc bratanek wyrywa mojemu drugiemu synowi,a jak mu się ostatnio nie udało mojemu maluchowi wyrwać pchacza to bratowa mu pomogła. "

    Nie pozwól na takie zachowanie. To zabawka syna i wyrwij ją bratowej, choćby z gardła. Uczysz synka bycia ofiarą.
  • 11.08.17, 09:26
    To "nie dotykaj, nie biegaj, nie patrz na niego" musiało być faktycznie bardzo denerwujące, nie dziwię się, że w końcu miał ochotę palnąć bratanka,to trochę jak samospełniająca się przepowiednia - skoro bratowa wisiała tak na nim, dając mu do zrozumienia, że coś z nim nie tak, w końcu zaczął się faktycznie zachowywać w taki sposób.
    Zabawkami nikt się nie MUSI dzielić. Mówimy, że może się podzielić jeśli chce/jeśli jest gotowy, że może zaproponować jakąś inną zabawkę, jeśli kolega czy kuzyn chcę tą akurat, którą się chce bawić. Stwarzając szacunek do własności (dla dzieci dany przedmiot to ich własne przedłużenie) i dobrowolności w dzieleniu się, uczysz dziecka dzielenia się z przyjemnością, a nie dlatego, że tak chcą dorośli. Możesz usiąść z nim i mu powiedzieć, że od tej pory nie musi się dzielić, tak jak kuzyn. Kiedy kuzyn się nie podzieli, powiedzieć mu głośno: może mu bardzo zależy na tej zabawce, może ci odda potem. Bo to bardzo się miło dzielić prawda? Ale trzeba być na tym gotowym. Widzę że ci przykro, że bardzo chciałbyś się tym pobawić, może jak kuzyn skończy to się zgodzi?

    Chroń swoje dzieci przed agresywnym zachowaniem "cioci" i jej synka, ale też bym nie wyolbrzymiała wpływu zachowania tej ciotki na Twojego syna. Mam wrażenie, że Tobie jest bardzo przykro i mogę to zrozumieć. Dzieci są przyzwyczajone, że mamy "faworyzują" własne dzieci, że to je biorą na ręce i są skupione na nim. Możesz to potraktować jako okazję do budowania inteligencji emocjonalnej synka - kiedy widzisz, że coś było dla niego trudnego, pochyl się nad nim i zapytaj jak się czuję, czy jest mu smutno kiedy ciocia się ta odwróciła? Niech będzie świadomy, że tak czuje, nie trzeba go pocieszać, wystarczy przytulić i zapewnić, że go bardzo kochasz i jak widzisz, że jest ciekawy tamtych zabawek, to zaproponuj mu, że zrobicie sobie razem jakąś super zabawkę (ja jestem zero z plac plastycznych, ale ostatnio hitem u nas jest bazgranie po i "robienie" czegoś z kartonów - "narty", domek dla lalek, garaż, rakieta kosmiczna. W życiu zawsze dzieci spotkają kogoś, kto będzie ich odrzucał, sprawiał przykrość - jeśli nie jest to tata czy mama, to nie jest źle. Twoim zadaniem jest mu w tym mądrze towarzyszyć.
  • 11.08.17, 23:17
    Tzn to nie do końca tak z tym dzieleniem. Głównie uczę ich zasady 'teraz on się bawi'. Jak kuzyn wziął jakąś zabawkę i syn ją nagle chce to musi poczekać aż on skończy się bawić,nie ma wyrywania z rączek. No tylko że później synek widzi jak młodszy brat się czymś bawi a ich kuzyn podbiega i mu wyrywa i tyle. Młodszy płacze. Bratowa nie reaguje a mi trochę tak głupio bratankowi tą zabawkę zabrać w końcu to tylko dziecko. No i zasada 'on się teraz bawi musisz poczekać na swoją kolej' zgrzyta nam jak mijamy ich otwarty pokój. Ostatnio przechodziliśmy obok i synek zobaczył u nich samochód pchacz. chciał tam iść i się nim bawić. Powiedziałam że nie możemy bo ciocia nie pozwala. A synek mnie zatrzymuje i mówi ze śmiechem:mama gapa Olek teraz nie bawi, ja bawi bum bum. Zobaczył że kuzyn samochodem się wtedy nie bawił i sam próbował mi wytłumaczyć że skoro tamten się nim teraz nie bawi to on może. Jakoś go zagadałam. No zdarza mi się że syn się czymś bawić bratanek podbiega i chce tą zabawkę a ja zmuszam syna żeby dał mu się chwilę pobawić,rzadko ale zdarza się. Ja po prostu zawsze byłam strasznym chytrusem i zawsze sobie mówiłam że swoje dzieci nauczę się dzielić. Ale nie wiedziałam że robię to w zły sposób. Wielu rzeczy widzę że nie wiem. Macie jakąś książkę którą pomogłaby mi zrobić jakiś szybki kurs pedagogiczny. Wszystko robię na odwrót.
  • 11.08.17, 23:48
    Co to znaczy że byłaś "chytrusem"? Kto Ci tak powiedział? Dlaczego myslisz ze robisz na odwrót wszystko? Pisalas tez ze czujesz sie malo kreatywna. Nie musisz się tak surowo oceniać, wszyscy uczymy się na błędach.
    Masz PRAWO wyrwać bratankowi zabawkę. Nie agresywnie, po prostu podchodzić i mówić (najlepiej zapobiec: teraz te zabawkę ma x, oddamy mu ją i może poczekać aż skończy - i wyjmujemy delikatnie eśli dziecko nie puszcza. Ja też tak miałam na początku, wszyscy zabierali nam na placu zabaw nasz rowerek, hulajnoge i ja tylko pocieszalam synka. Ale obserwowałam wielu asertywnych rodziców, którzy stanowczo ale z szacunkiem potrafili "bronic" własności swoich dzieci i sama się tego od nich nauczyłam. Na początku bałam się ich scen, płaczu czy złej oceny przez innych, ale powiem Ci ze nic nigdy mi się takiego w odpowiedzi nie przydarzyło. Może czasem był jakiś płacz ale też mówiłam po prostu ze rozumiem jak to smutno i że może dostanie potem. Myślę że to dla własnego dziecka dobra lekcja asertywności, której może nam trochę brakuje, ale dziecko bardzo dużo się uczy od rodzica, który przekracza swoje ograniczenia i zdobywa nowe umiejętności.
  • 12.08.17, 21:57
    Po prostu wiem że jestem chytra,sama to widzę. Odkąd pamiętam nie potrafię się dzielić jedzeniem. Wiem że to że on bije jest tylko i wyłącznie moją winą. Przez to że popełniłam błędy. Nie potrafię sobie wybaczyć że on ma przeze mnie teraz takie problemy. Ciągle się boję że jest za późno żeby go tego oduczyć. I nie mogę sobie tego darować. I dziś sobie myślę że jeśli jacyś ludzie nie nadają się do rodzicielstwa to właśnie ja jestem w ich gronie. Bo pewnych błędów popełniać nie można. Żałuję że się jakoś do tego lepiej nie przygotowałam.
    Co do bratowej to ja po prostu nie umiem zwrócić jej uwagi,bratankowi też nie. Czuję się przy nich speszona. Ja jestem w swoim domu rodzinnym,z moimi rodzicami,a ona wprowadziła się do naszego świata. Nie chciała się wyprowadzać od swoich rodziców ale mój brat nie dał jej wyboru. Od pierwszego dnia powtarza że nie czuje się tu jak u siebie. Teraz minął już czwarty rok od jej wprowadzki a ona. Po prostu boję się że jak zwrócę jej na coś uwagę to ona będzie czuła się jeszcze gorzej. Razem z mężem zajmujemy się sprzątaniem domu,moi rodzice gotowaniem. Ona nie robi nic bo wszyscy się boją że ją czymś urażą. Rok temu mój mąż zbuntował się ze sprzątaniem i powiedział żr nie jesteśmy służbą,że każda rodzina powinna mieć dyżur sprzątania. Ale nic z tego nie wyszło. A brat mówił później że jego żona płakała że nie będzie tu sprzątać bo nie czuje się jak u siebie. Na tym się skończyło. Boję się do niej odezwać. Jest zamknięta w sobie. Nigdy nie mówi co myśli. Nie da się z nią otwarcie porozmawiać. Nie chcę jej niczym urazić.
  • 13.08.17, 00:36
    Powiem Ci jedno -"chytre" osoby rzadko kiedy chcą wychować dzieci na dzielące się i "niechytre". Jeśli cały Twój wątek to nie jest jakiś przewał, to też Ci radzę szybko znaleźć jakieś psychologiczne wsparcie. Twój syn, Twoje dzieci potrzebują silnej matki, która na błędach się uczy a nie wykorzystuje je, żeby sobie dowalić. Mam wrazenie, ze te agresje jaka Twoj synek wyladowuje na innyvh, ty kierujesz przeciw sobie. To taki depresyjny objaw. Do rodzicielstwa nie da sie jakos przygotowac, wszystko nas zaskakuje i uczymy sie w trakcie, nir ma wyjscia innego. Z Twoją brązowa to przykra sytuacja ale jakoś musisz sobie z tym radzić, jeśli nie ma możliwość zmiany. Ale z doświadczenia wiem, że takimi osobami nie ma co się cacka, bo i tak znajdzie sobie powód do urazy, miałam taka sytuacje w rodzinie..Bratankowi i bratowej nie musisz zwracać uwagi - po prostu: nie pozwol mu wyrwać dziecku zabawki. Mi pomogło jak mowilam: przepraszam cie ale to jest zabawka mojego syna i bardzo mu na niej zależy. Uzmyslawialam sobie ze to nie moje więc muszę tego pilnować.
  • 12.08.17, 00:45
    ROzumiem ze mąż zlał dziecko mówiąć mu " mówiłem ze nie wolno nikgo bic"? Pomijam ze to jest przemoc i jest karalne...zrobiliscie dziecku jeszcze wiekszy mętlik. Tatus moze bić, on nie może. MOze warto isc do psychologa dzieciecego...ale na litosc boska nie bić.
  • 12.08.17, 22:02
    Nie wiem co mu mąż powiedział bo mnie przy tym nie było. Popełnił błąd ale tego nie zmienię. Wiem że tego więcej nie zrobi. Nie chcę się na tym skupiać. Stało się i idę dalej. Myślałam nad kosultacją z psychologiem tylko nie wiem na ile to ma sens jeśli syn niewiele mówi.
  • 12.08.17, 22:12
    Do psychologa możesz iść, sama ze sobą. Ale psycholodzy niestety bywają bardzo różni, ja np. trafiałam na głupich, sorry.

    --
    Pomoc dla Zosi
  • 14.08.17, 08:11
    W takiej sytuacji, w jakiej jest Twój syn trudno sie trochę dziwić, ze bije - jemu wolno zabierać, a on nie ma do tego prawa. Proponuję nie regulować kontaktów syna z innymi dziećmi - niech dogadują sie same. Wyrwie zabawkę i dostanie po głowie? Cóż, tak komunikują się trzylatki. To, ze trzylatek bije nie oznacza, ze będzie buł jak dorośnie.
    Nie pozwalaj bić młodszego ani siebie, ale rówieśnicy to inna sprawa. Za duzo wymagasz, powodując że syn jest sfrustrowany - w zabawie zawsze przegra, cokolwiek zrobi. Jak mu zabiorą zabawkę, to nie ma zabawki. Jak on ją odbierze, to jest karcony. W tym jednym wypadku weź przykład z bratowej - nie reaguj.
    I stań na głowie, aby wynająć cokolwiek samodzielnego.
  • 15.08.17, 22:11
    Brat z rodziną niedługo się wyprowadzą więc mam nadzieję ze to poprawi i kontakty między nami i między chłopcami. A jeśli nie to cóż,będziemy się widywać od święta.
    W każdym razie wprowadziłam kilka zmian. Jak młody uderzy to dalej mówię e nie wolno i od razu skupiam się na poszkodowanym. Nie zmuszam do przepraszania. Syn stoi chwilę z boku,przygląda się i zazwyczaj sam podchodzi,przeprasza swoją ofiarę no i ja dostaję jakiegoś całusa nie wiem za co ale to miłe. Nie karzę mu się dzielić z nikim. Aczkolwiek tłumaczę że byłoby miło. Raz się uśmiechnie i m9wi 'tak miło' i sam wręcza zabawkę a drugi raz mówi że nie. Więc pytam czy mógłby dać bratu jakiś inny samochodzik on się zgadza wybiera i daje. Bardzo szybko to podłapał. Teraz jak sobie coś ustawia z aut i młodszy mu zabiera to mówi że nie ten nie i daje inne auto. Proszę go żeby mnie wołał kiedt coś się nie udaje,woła ale czasem i tak nie zdąże dolecieć. W każdym razie ani razu nie uderzył babci od kilku dni,a normalnie było kilka razy dziennie bez powodu,no i młodszy brat dostaje na razie o połowę mniej. I widzę że syn zaczął się trochę hamować z siła. Czasami zamiast uderzyć młodszego to zaciska zęby i przyciska do niego jakąś zabawkę. Od bratanka nas na razie odizolowałam. Posiłki jemy w pokoju,siedzimy na zewnątrz i tyle. Trochę posprzeczałam się z bratem który twierdzi że robię za mało i widocznie mały powinien dostawać klapsy albo stać w kącie. Powiedziałam żeby zastosował to wobec swojego dziecka jeśli chce. Ja będę tłumaczyć aż zrozumie.
    W każdym razie dzięki. To takie na prawdę małe drobiazgi które wprowadziłam a jest inaczej. Mam nadzieję że będzie tylko lepiej. Pozdrawiam
  • 18.08.17, 14:33
    Moim zdaniem trzeba isc do psychologa. Walenie głową w ścianę nie jest normalne.

    Kiedy dziecko bije przy zabawie, należy zakończyc zabawę. Po prostu musi wiedzieć, że bicie nie działa. wyślij go do jego pokoju za karę.
  • 18.08.17, 21:26
    "Po prostu musi wiedzieć, że bicie nie działa. wyślij go do jego pokoju za karę."

    Jeśli da karę, to będzie znaczyło, że bicie DZIAŁA. Bo dostaje UWAGĘ rodzica. Znacznie lepszą konsekwencją jest poświęcenie uwagi POSZKODOWANEMU.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.