Dodaj do ulubionych

jak rozmawiać z naszym 8 latkiem?

19.11.17, 00:36
Witam serdecznie,
Do napisania postu skłonił mnie ostatni rok naszego wspólnego życia. Jestem mamą 2 synów: 8 letniego i 20 miesięcznego, od mniej więcej roku, ale z coraz większym nasileniem mamy z mężem kłopot z komunikacją ze starszym – 8 letnim. Myślałam że to przejściowe, ale jest chyba coraz gorzej… kłopoty są głównie wtedy gdy jesteśmy sami (tj. ja z synami w domu, lub wszyscy razem z mężem). W szkole, przy sąsiadach, w sklepie, przy większym gronie rodzinnym, są jakieś tam małe nieporozumienia, ale syn pięknie trzyma fason. Zwłaszcza w szkole jest uważny, sumienny, pracowity, choć robi tylko to co trzeba, nic ponadto.
Jakiś czas temu pisałam w innym poście, że młodszy syn jest dzieckiem chorującym na dość rzadką chorobę płuc, wymaga dużej uważności, monitorowania w czasie snu, sporo czasu spędziliśmy w szpitalu daleko od naszego miejsca zamieszkania i bywało, że z tego powodu nie było mnie w domu przez kilka tygodni (na początku) lub dni (później) w miesiącu. Obecnie sytuacja jest unormowana, ponieważ kolejną wizytę mamy zaplanowaną za ponad pół roku.
Piszę o tym ponieważ mam wrażenie, że moja czasowa nieobecność oraz spore skupienie i opieka nad młodszym dzieckiem spowodowała ten kłopot z komunikacją, Syn być może jest zły, że maluchowi poświęcam dużo więcej czasu niż jemu. Obecnie cały czas jestem na urlopie wychowawczym, a do pracy nie wrócę przez co najmniej najbliższy rok.
Dzieci staramy się wychowywać bez nagród i kar, staram się używać języka osobistego, choć coraz częściej i intensywniej ręce mi opadają i wzrasta we mnie niechęć do szukania odpowiednich słów, gdy proszę nawet po 5-10 razy o to samo: ubierz się, pościel łóżko, spakuj plecak… Ktoś napisze 8 latek to już duże dziecko, powinno wiedzieć jakie ma obowiązki… ale gdyby nie to nasze gadanie, syn nie poszedłby na czas do szkoły (co jestem w stanie przełknąć), ale mąż ma określone obowiązki i nie może czekać aż młody wpadnie na pomysł że już 7:30 i warto się zebrać.
Podobnie jest z lekcjami, gdy mąż jest dłużej w pracy, starszy syn ma kłopot aby zebrać się do lekcji (w 1 i 2 klasie sam siadał i odrabiał teraz wołami trzeba ciągnąć), ja z nim nie siedzę, tylko od czasu do czasu podchodzę, bo młodszy syn jest bardzo żywy i ma różne pomysły, trzeba mieć go na oku. Ale lekcje są zrobione, wszystko spakowane. Gdy mąż jest popołudniu w domu (większość tygodnia roboczego) to sprawdza synowi zeszyty, ćwiczenia, prosi go o poprawienie błędów. Nie robi za niego lekcji, ale mu towarzyszy… zwykle zadanie domowe jest krótkie, zajęłoby 10-15 minut, ale syn siedzi, zastanawia się, śpiewa piosenki, wymyśla żarty, byleby nie robić lekcji, mężowi rośnie ciśnienie… mi też. Druga sprawa… reakcja na nasze prośby, leży na podłodze, wokół bałagan: prośba o posprzątanie części, nie…to brat porozwalał, choć to nie prawda i po maluchu staramy się sprzątać, tłumaczymy że pomożemy mu, ale zwykle kończy się, że ja sprzątam (szybkiego sprzątania jest na 10 minut), a starszy znajdzie zabawkę i zatrzymuje się, no bo przypomniał sobie że ją szukał, a tu taka niespodzianka. Proszę… staram się używać języka osobistego… nie działa.. łatwiej jest poleżeć na łóżku lub pobawić się klockami…
Głównie martwi mnie to że jako młodsze dziecko 3-4-5-6 latek starszy syn był pomocny, współpracujący… nie podnosiłam głosu… a teraz to jego „zaraz” i kolejne pół godziny nic się nie dzieje wywołuje u mnie zniecierpliwienie i wściekłość, podnoszę głos, tak..również krzyczę… bo nie wiem co mam mu powiedzieć… jego odpowiedzi: A skąd mogłem wiedzieć, jakie ma to znaczenie, nie wiem, nie rozumiem – wypowiedziane półironią służą tylko podsyceniu tego baletu, który z nim tańczymy…
Miałam kiedyś taką mądrą książkę o rozwoju psychicznych dziecka 0-10 lat, ale komuś pożyczyłam. Czytałam książki Juula, Kohna, książki autorek „Jak mówić aby dzieci…” ale nie jestem w stanie stwierdzić czy większość 8 latków tak się zachowuje. Jak postępować w synem, jak z nim się normalnie komunikować, jak ograniczyć krzyczenie gdy wzbiera we mnie złość…
Syn jest niezwykle bystrym, inteligentnym młodym człowiekiem, uwielbiam go… ale ja gdzieś popełniam z mężem błąd…gdzie?
Edytor zaawansowany
  • verdana 19.11.17, 09:00
    Ja napiszę coś wręcz przeciwnego - 6-latek to nie jest duże dziecko i na pewno samo nie ogarnia (poza pojedynczymi wypadkami) swoich obowiązków. Opisujesz absolutnie normalne 8-letnie dziecko, które uwaza, ze zabawa jest fajniejsza od odrabiania lekcji, nie potrafi sie skupić na nudnych czynnościach, nie lubi sprzątania, mówi "zaraz" .
    Popełniłaś z mężem tylko jeden błąd - zapomniałaś, ze starsze dziecko jest dzieckiem. Nie jest juz "duże i dojrzałe", choć takie Ci sie wydaje w porównaniu z maluchem. W dodatku jest dzieckiem, które miało ciężkie przeszycia, skupienie sie rodziców na chorym bracie, nieobecność matki, to wszystko oczywiście powoduje, że dziecko musi sobie radzić z pewnymi rzeczami samo.
    Tak, dziecko w tym wieku bardzo, bardzo często potrzebuje właśnie takiego nadzoru, mówienia 10 razy tego samego, a Wy zmęczeni młodszym, chcielibyście , aby starszy był juz dojrzały i samodzielny. Nie będzie. Jest akurat taki, jaki jest ośmiolatek. W dodatku jak nie robi tego, co powinien, zyskuje Waszą uwagę, której miał za mało, więc to co robi, jest absolutnie zrozumiałe.
    Z synem jest OK. To Wy musicie wyluzować, uznać,że dziecko jest nadal dzieckiem, dać mu moze wiecej uwagi w wypadkach, gdy wszystko robi dobrze. I przestać zwracać sie do dzieci specjalnym językiem, szukać odpowiednich słów, tylko mówić jak do każdego innego człowieka. Język osobisty nie działa, bo jest denerwujący jak jasna cholera. I odpuścić, odpuścić przed wszystkim.
  • zetkaad 19.11.17, 10:44
    zgadzam się z Verdaną w 100%. czytałam post i czekałam gdzie problem? problemu nie znalazłam.
  • anku1982 20.11.17, 00:44
    Dziękuję za odpowiedź Verdano... ja rozumiem, że on może nie ogarniać swoich obowiązków, stąd moje powtarzanie i przypominanie...zauważyliśmy jednak, że bardziej ogarniał swoje sprawy, przy dokładnie takiej samej naszej pomocy jak teraz, gdy był młodszy, a dodatkowo nie trzeba było na wszystko taaak czekać... ja nie wymagam od niego ślepego posłuszeństwa i reagowania natychmiast, nadal z odpowiednim wyprzedzeniem wszystko zapowiadam, a i tak syn czeka do momentu, w którym godzina jest taka, że rzeczy które ma wykonać - wykonuje w pośpiechu...wołając "ale jestem niemądry, po co tak długo czekałem", a ja nie mogę sobie pozwolić czekać za każdym razem, gdy wybieramy się do lekarza, bo mam do ogarnięcia jeszcze małego, który mimo choroby ma temperament tornada.... być może moja spokojna natura, która lubi planować, robić pewne rzeczy z wyprzedzeniem, za nimi po prostu nie nadąża? Piszesz odpuścić... to znaczy nie prosić o sprzątanie, czekać aż sam o 20:00 wpadnie na pomysł że chyba lekcje są do zrobienia, czy raczej odpuścić i nie zakładać że coś syn zrobi po 10 prośbie, a może po 20? A może po 30??? Gdzie jest ta granica? Nie uważam, aby syn był dojrzały jakoś specjalnie, pojawia się mnóstwo zachowań mało dojrzałych, ryczenie tubalnym głosem (nigdy tak nie robił - raczej śpiewał), na wszystko odpowiadanie kupa... mam wtedy kończyć rozmowę, prosić, aby wymyślił inne słowo?, pomijać milczeniem?... na czym tak naprawdę ma polegać to odpuszczenie?
  • jednorazowy22 19.11.17, 17:24
    Gdzie popełniłaś błąd?
    Błędnie założyłaś, że 8-latek to bystry, inteligentny młody człowiek i że można od niego wymagać samodzielnego wykonywania obowiązków.
    8-latek, to jeszcze nie młody człowiek, to jeszcze pisklę, to całkiem małe dziecko, potrzebuje czułości, mamusi i robienia za niego wielu rzeczy. O tym, że to młody człowiek, to będziesz mogła myśleć, jak będzie miał z 15-16 lat!
    Jeśli wzbiera w tobie złość, bo 8-latek nie robi natychmiast tego, co mu każesz, to z tobą jest coś nie tak, a nie z nim.
  • anku1982 20.11.17, 00:59
    Dlaczego uważasz, że 8 latek nie da sobie rady z częściowym sprzątaniem, czy pościeleniem własnego łóżeczka (złożenie kołdry na pół, przykrycie narzutą), które nadal jest niepełnowymiarowe? To nie jest tak, że dajemy mu zadania i się ulatniamy na kolejną godzinę, pytamy czy mu pomóc? Otrzymujemy odpowiedź: za chwilę, teraz sie bawię...tylko czy za chwilę czy za godzinę mimo kolejnych próśb nic się nie dzieje, nie chce żyć w totalnym bałaganie, bo do ciągłego nieporządku już się przyzwyczaiłam. Gdzie jest ten czas, gdy mogę go prosić o wypełnianie pewnych czynności samodzielnie... Jeśli w tej chwili obowiązki nie będą istniały, gdy syn będzie miał 12-13 lat, a ja zacznę wtedy wymagać, pomyśli że z konia spadłam i będzie miał rację. Myślę, że to młody człowiek, ponieważ rwie się do samodzielności, np. samodzielnych zakupów w spożywczaku. W wielu rzeczach go wspieramy, jestem w domu na urlopie nie tylko ze względu na młodszego syna, ale również starszego, aby odebrać go o 13-14 ze szkoły, a nie o 17:00 z językiem na brodzie. Mąż gdy pracuje popołudniu, idzie w południe do pracy, jest bardzo dużo w domu, nie pracuje w weekendy. Złość we mnie zbiera, gdy widzę, że powtarzam 10 razy i właściwie mogłabym nie mówić nic...bo efekt jest ten sam...syn zbiera się do tego o co go poproszę najczęściej gdy podniosę głos po tym 10-tym razie...a ja nie lubię krzyczeć, ja wiem że wtedy to jest moja porażka.
  • ortolann 20.11.17, 09:19
    Wyznacz mu pory w ciągu dnia. Taki schemat. Że po powrocie ze szkoły jest czas na obiad, zabawę, kolegów, naukę, kolację, odpoczynek, higienę i sen. Przy czym - wiadomo, nauka ma priorytet. Zaplanuj ile czasu która część dnia potrzebuje i egzekwuj. Dlaczego bez nagród i kar? Jeśli z czymś się nie wyrobi, to przepadnie mu jakaś rozrywka, bo najzwyczajniej w świecie nie będzie już na nią czasu. To jest kara. Jeśli zrobi coś dobrze, to go chwal. Spędź z nim sama trochę czasu, nie wiem: pograjcie razem w planszówki, zróbcie wspólnie coś do jedzenia. Ale tylko Ty i on, bez brata. Ewentualnie tylko on i tata. I to jest nagroda.
    To jest jeszcze całkiem małe dziecko, które - tak się składa-ma juz calkiem powazne obowiązki (czyli szkołę). Chwalcie go, doceniajcie, kiedy zrobi coś dobrze, kiedy z czymś zdąży, kiedy się postara.

    --
    [url=http://smayliki.ru/smilie-1038114855.html][img]http://s17.rimg.info/5aa663295cabae0e0baed1538c766a3b.gif[/img][/url]
  • verdana 20.11.17, 15:32
    Nie bardzo rozumiesz. Nie o to chodzi, aby odpuścić obowiązki, ale żeby odpuścić myślenie, ze ośmiolatek powinien zachowywać sie jak osoba o wiele od niego starsza. I że to jest młody człowiek, a nie dziecko, stosunkowo jeszcze małe. I że to, ze Ty musisz zajmować sie młodszym dzieckiem ma absolutnie nie wpływać na zachowania starszego, powinien zrozumieć i już.
    Pojawiają się w Twojej wypowiedzi akcenty, które wskazują na to, ze oczekujesz od ośmiolatka, aby zrozumiał, jacy jesteście dla niego dobrzy i troskliwi i uwzględnił to, sprawiając jak najmniej problemów. Jesteś w domu dlatego,zę uważasz, ze dla syna jest lepiej byc odbieranym o 15. Ale to nie jest coś, za co syn ma być wdzięczny, czy w ogóle brać pod uwagę, że zostałaś w domu "dla niego". Więcej - z tego, ze zostałaś dla niego nic nie wynika.
    Jeśli zachowanie dziecka się zmienia, to jest to wynikiem zazwyczaj sytuacji w domu. W tym wypadku dosyć oczywistej - nie tylko dla Was sytuacja po urodzeniu młodszego była trudna, dla syna także. Oczekiwanie, że trudna sytuacja nie powinna wpływać na dziecko, ze ma być takie jak przedtem jest nierealne. Podejrzewam, że jesli syn będzie robił wszystko od razu, to zyska 1/10 waszej uwagi - będzie zrobione, będzie można spokojnie zająć sie młodszym, czy własnymi sprawami. Wygląda to na klasyczne przyciąganie uwagi. To zamknięte koło, bo zwracając synowi uwagę, ze nic nie robi, faktycznie nagradzasz go. Proponuję nie przypominać, tylko spisać na kartce wszystko, co ma danego dnia zrobić (byle nie za dużo), kartkę wywiesić i niech syn sam z niej wykreśla to, co już zrobił. To da mu poczucie decydowania o sobie, a Ty przestaniesz stale przypominać. Dobry jest też minutnik - w tym wypadku na wyuczenie konkretnej czynności. Wchodzisz do pokoju z nastawionym minutnikiem, jak syn pościele przed dzwonkiem, dostaje punkt. Za 10 punktów - drobna nagroda.
    A przede wszystkim przyjrzyj sie, ile czasu poświęcacie synowi (i tylko jemu, nie obu synom) POZA odrabianiem lekcji, sprzątaniem, pospieszaniem i zwracaniem uwagi. Bo tu może być sedno problemu.
  • anku1982 21.11.17, 00:00
    W jednym się z Tobą zgodzę Verdano... zapomnieliśmy że 8 latek ma potrzeby małego dziecka, planując drugie dziecko miałam złudne wrażenie, że różnica ponad 6 letnia między dziećmi jest tak duża, że starszak częściowo zajmie się sobą, później przyszły kłopoty zdrowotne młodszego, a każdy pobyt szpitalny okupywałam minidepresjami, zostawiona sama sobie 24 h/dobę w warunkach szpitalnych z małym niemowlakiem (bo mąż wracał do naszej miejscowości), z lekarzami nastawionymi do nas mało przyjaźnie (byliśmy trudnymi rodzicami pacjenta, bo mieliśmy czelność grzebać w literaturze światowej i podważać decyzje lekarskie, mające z młodszego zrobić królika doświadczalnego), wracałam do domu i nie miałam siły zapewnić starszemu bezpieczeństwa emocjonalnego...i mamy teraz co mamy... jak to mówią winny się tłumaczy. Myślę że moje słowa o "młodym człowieku" są chyba rozumiane zbyt dosłownie. Pisząc o pozostaniu na urlopie rodzicielskim, miałam raczej na myśli, że będąc w domu liczę na to, że mam więcej przestrzeni na to aby znaleźć ze starszym wspólny język, może na nowo go poznać. I masz rację w jeszcze jednym zbyt mało czasu poświęcam starszakowi sam na sam. Natomiast co do rodzaju tablicy motywacyjnej, to mam taką filozofię że wolałabym aby moje dziecko umiało motywować się wewnętrznie, a nie zewnętrznie, i o ile taka tablica nie przeszkadza mi zupełnie w placówkach edukacyjnych zwłaszcza w przedszkolach, to w domu nie chcę stosować takich metod. Zresztą syn jest z nami umówiony że dostaje drobne prezenciki, typu gazetka z lego, albo jak chce sobie coś kupić droższego to się dokładamy do jego kwoty ze skarbonki, zupełnie bez okazji. Sama też w ten sposób postępuję, nie kupuję sobie fajnej gazety, ciuchu, czy kosmetyku tylko dlatego że sobie zasłużyłam, tylko dla własnej przyjemności, ograniczenie polega jedynie na nie robieniu tego hurtowo.
  • verdana 21.11.17, 13:09
    Ja też wolę motywację zewnętrzną, ale to dotyczy raczej moralności, a nie ścielenia łóżka. W wypadku prostych, pojedynczych czynności motywacja zewnętrzna jest jak najbardziej OK. I pomaga i Tobie i dziecku. Mnie tablice motywacyjne w przedszkolach cholernie przeszkadzają, bo oceniają całokształt zachowania, a nie wykonanie konkretnej czynności, w dodatku tam daje sie nie tylko punkty za dobre zachowanie, ale i za złe. Taką motywację stosował nawet Korczak - moze i Ty mogłabyś ją zastosować. Korczak, w łasnie w wypadkach, gdy i dziecko i wychowawca uważali, że jakieś zachowanie należy zmienić zakładał sie z dzieckiem np. o cukierka - zakład wyglądał tak, ze chłopiec np. używający brzydkich wyrazów co drugie słowo zakładał sie, że przez cały dzień nie użyje więcej niz 5 razy. Jak mu sie udało, to przychodził po wygrany cukierek. Jak nie, to nie. Potem zakładał sie, ze użyje tylko dwóch słów, a potem,z tylko jednego na tydzień. Tu masz i motywację zewnętrzną i wewnętrzną, bo dziecko samo siebie kontroluje. Przy okazji - zwracanie uwagi czy krzyk jest też wyłącznie motywacją zewnętrzną, ale mniej przyjemną dla obu stron.
    Co to znaczy, ze syn jest z wami "umówiony" na dostawanie prezencików? Bo samą ideę, że nie zostaje sie za coś, tylko dlatego,że się jest popieram z całego serca. Ale prezenty i nagrody za umiejętność zrobienia tego, czego sie nie chce to dwie różne rzeczy. Prezentem w takiej sytuacji może nie być nic materialnego, tylko zgoda na posiedzenie wieczorem godzinę dłużej, obejrzenie filmu niekoniecznie dla dzieci, albo - przykładowo- u mnie jako nagrodą było to, ze wyprowadzałam zamiast dziecka jeden dzień psa. (Nota bene pies jest mój i dziecko dosyć słusznie czuło sie wykorzystywane, ale i tak sie cieszyło, ze zgodziłam sie wyprowadzić swojego własnego psa...)
  • anku1982 21.11.17, 23:59
    Przykład z Korczakiem do mnie przemawia, bo bliskie są memu sercu wartości, które on wyznawał, być może zbyt mało nadal do znam. Krzyk na pewno nie jest motywacją wewnętrzną, kto by chciał być wiecznie opierniczany przez własnego szefa w robocie...a tu dochodzi jeszcze uczucie, miłość do rodziców i dziecka, zupełnie się to kłóci. Zaczęłam w chwilach totalnego niesłuchania przez syna, mu się przyglądać, słuchać tego co mówi, a nie paplać, byleby go skierować na właściwy tor...nie za każdym razem mi się udaje. Syn jest umówiony, że 2 razy w miesiącu dostaje gazetę typu star wars lub ninjago lego ( z klockami), również jeśli jesteśmy w sklepie typu rossmann, a tam jest półka z zabawkami i syn wpadnie na to że chciałby jakieś naklejki, małe puzzle, to także, jeśli chce coś większego zwykle negocjuję cenę pół na pół (nie powoduje to znacznego topnienia pieniędzy w jego skarbonce to wydaje mi się że jest w porządku). Czasami jest tak, że rozmawiamy co byłoby lepsze, fajniejsze, i dopiero syn idzie kupić, czasem wykładam całość kwoty i syn oddaje mi część. Większość pieniędzy syn dostaje od dziadków i babć. Idee nagród nie materialnych rozumiem i uważam że jest w porządku:)
    P.S. Przykład z psem jest ciekawy...:) to trzeba mieć łeb jak sklep aby to obmyślić i wprowadzić w życie;P
  • verdana 22.11.17, 09:39
    Mam wrażenie, ale tu się nie będę kłócić, ze za dużo jest w tym wszystkim pieniędzy. Ja bym raczej zrobiła tak, że część, na którą Wy nie chcecie wyłożyć pieniędzy syn kupuje za swoje, a jak chcecie coś kupić, to kupujecie bez zwracania kasy. Nie jest dobrze, jeśli dziecko musi, aby mieć coś większego w tym wieku wykładać własne pieniądze.
    Ale jam mam trochę inny stosunek do pieniędzy, więc różnie moze być.
  • anku1982 22.11.17, 22:38
    Aby mieć coś większego syn zamawia sobie u członków rodziny i u nas z tzw. okazji: urodziny, imieniny, dzień dziecka, święta bożego narodzenia...absolutnie NIE DOKŁADA się do takich prezentów, to dzielenie kwotowe zakupów pojawiło się ostatnio gdy w sklepie pojawiły się w "promocji" klocki w cenie 40 zł i koniecznie chciał aby mu kupić, kupowanie zabawki za 40 zł "bez okazji" jest nie jest moim rodzicielskim priorytetem. Stąd propozycja kupowania z nim na spółkę. Przy czym jestem absolutnym przeciwnikiem kupowania ZABAWEK za 500 zł z zasady, nawet z okazji, przez innych członków rodziny, nikogo na to nie byłoby stać...Co innego rower, sprzęt elektroniczny (to na przyszłość). Mam takie podejście do pieniądza. Myślę, że podejście u dorosłych ludzi wynika z tego ile tych pieniędzy się zarabia, ja nie mam nawet średniej krajowej.;)
  • verdana 24.11.17, 13:57
    Nie chodziło mi o kupowanie drogich zabawek. Tylko raczej o to, ze jak chcesz zabawkę, a nie masz pieniędzy to zabawki nie kupisz. Czasem rodzic może kupić zabawkę i za 40 zł, bez okazji, bo przecież dziecko tak naprawdę potrzebuje zabawek, kredek itd częściej niż 4 razy w roku. Finansowo nic nie tracisz, bo nie dokładasz się do zabawek, które dziecko chce, a nie ma pieniędzy - a dziecko uczy się, ze jak sie nie ma kasy, to się nie ma. Kropka.
  • anku1982 24.11.17, 17:53
    mamy tak olbrzymie ilości zabawek kupowanych przez całą wielką rodzinę i nas, że musiałam wprowadzić ograniczenie jakieś, chciałam część schować na jakiś czas i potem wymienić to syn za każdym razem reagował zdecydowaną niezgodą, twierdząc że wszystkie są mu potrzebne, to nie moje zabawki, więc póki mieszczą mu się w pokoju nic nie chowam, ale też zastanawiam się jak sami coś kupujemy, innych staramy się ograniczać tylko gabarytem, aby w pokoju nie stało 5 ponad metrowych ciężarówek...kredki, plastelina, flamastry, książeczki to inna kategoria...może masz i rację w kwestiach finansowych.
  • verdana 24.11.17, 18:44
    Mnie sie też nigdy nie udało schować, ale rodzina mniejsza na szczęście:)
  • anku1982 20.11.17, 23:39
    Kary nie działają, jest to udowodnione naukowo, kara jest dla mnie sytuacją w której dziecko robi coś, co jest niezgodne z ustaleniami, a ja jemu daję szlaban w postaci braku gier, telewizji, wyjścia do kina, które są zupełnie nie związane z przewinieniem, kary niczego nie uczą, powodują tylko bunt i złość, ale nie dają nic dobrego...to o czym Ty piszesz, to raczej naturalne konsekwencje i u nas takie występują. Nie mniej jednak zastosowanie schematu wymaga współpracy obydwu stron. Czasem robimy coś razem, więcej czasu sam na sam syn spędza z mężem, bo maluch buntuje się popołudniami na przejmowanie opieki przez tatę, biega za mną po mieszkaniu, jest zazdrosny o starszego brata. Wydaje mi się że wspólne spędzanie czasu to też nie nagroda, ale normalny stan wynikający w możliwości w trybie funkcjonowania rodziny. Rzeczywiście być może ustalenie schematu dnia może poprawić sytuację.
  • verdana 21.11.17, 13:15
    Maluch buntuje sie czy nie - powinnaś znaleźć czas tylko dla starszego, nawet kosztem płaczu malucha. Obawiam sie, że bez tego nic nie pomoże, bo ewidentnie syn stara sie przyciągnąć Twoją uwagę marudząc przy robieniu różnych rzeczy. Weź starszego syna na ciastka czy do kina czy na spacer - pamiętając,z ę w tej chwili jego potrzeby nie są mniej ważne niż potrzeba młodszego, aby być z Tobą. Młodszemu nie stanie sie krzywda, jak raz na 10 dni zostanie z ojcem. Starszemu moze stać sie krzywda, jeśli zbyt rzadko będzie miał mamę tylko dla siebie.
  • anku1982 22.11.17, 00:07
    Staram się wychodzić tylko z synem, ale głównie wtedy gdy jest jasno w dzień, bo ewidentnie na młodszego rozpacz za mamą związana jest ze zbliżaniem się pory wieczorowej...jednak te wyjścia były dotąd związane z obowiązkami (syn jest w 3 klasie, przygotowuje się do komunii św.), więc do kościoła...to chyba mało atrakcyjne przebywanie z mamą, zwłaszcza że część tego czasu syn siedzi z rówieśnikami w ławce...Raz na 10 dni to zupełnie do zrobienia...zawsze jak ktoś pisałam w innych tematach że trzeba znaleźć czas sam na sam ze starszakiem, miałam wizję codziennego takiego czasu...i myślałam sobie o niee to nierealne, co to za propozycja...nie wiem dlaczego tak miałam...propozycja jest baaardzo dobra, dziękuję. Maluch uprzedzony i odpowiednio wcześniej nastawiony na pewno da mi wyjść ze starszym z domu... Zresztą starszy też lubi być z tatą...tak się składa że w najbliższych dniach, po dodatkowych zajęciach, mąż musi go wziąć do pracy, bo nie zdążyłby go odwieźć do domu (może tak czasem zrobić), pytałam syna, czy nie przyjechać po niego autobusem...nieee bo to jedyna okazja żeby u taty w pracy posiedzieć...no dobra, niech siedzi, choć jak przyjadą będzie 20:30...dziękuję za wszelkie czas poświęcony w tym wątku i pomysły, Pozdrawiam!!!
  • zetkaad 21.11.17, 22:03
    Chciałabym zwrócić uwagę na jeszcze jedną sprawę. Małe dzieci to czasem wielkie osobowości i wpływ rodziców jest chyba często przeceniany. Mojej najstarszej córce (10 lat) ciągle o czymś przypominam "spakowałaś się?, a torbę na basen?" i zawsze się okazuje, że nie, a ona ma naturę takiego trzbiota, który nawet jak posprząta to zaraz jego rzeczy się rozłażą po domu. Średnia, w wieku Twojego synka, zawsze jest spakowana i jeszcze odpowiada oburzona 'już dawno", a plan tygodniowy ma w głowie. Wcale nie uważam, że w pierwszym przypadku coś zawaliłam, a w drugim wyjątkowo się postarałam ;)
    Musisz być bardzo zestresowana i przemęczona i powinnaś troszkę odpuścić i sobie i synkowi. Mam wrażenie, że to dzieci nas wychowują i to dla nas jest raczej trudne ;) Trzymaj się
  • anku1982 22.11.17, 00:12
    Niestety zrozumiałam to taaak późno...dopiero jak starszy zaczął być "zbuntowany"...Dotąd myślałam, że moje super wychowanie, przyniosło rewelacyjne efekty...a to rzeczywiście kwestia temperamentu i doświadczeń życiowych dziecka, nie mniej jednak my rodzice potrafimy wyjątkowo wiele zawalić...będziemy odpuszczać...chyba sami odetchniemy, co to za dzieciństwo gdy rodzice chodzą cały czas jak chmury gradowe...dziękuję i pozdrawiam:)
  • pyzarogata 24.11.17, 16:13
    Opisujesz dokladnie mojego 8,5 letniego syna.
    Oni wlasnie w ten sposob dorastają, kochana.
    Moj tez w 1 i 2 klasie był pilniejszy. Jeśli chodzi o szkołę: odrabianie lekcji, naukę (to była dla niego nowość więc chętnie siadał przy biurku, odrabiał kaligrafię, matmę itd.) Teraz jest w 3 klasie i nauka mu spowszedniała, nie jest już dla niego atrakcją. Jak również jeśli chodzi o obowiązki domowe - sprzątanie.
    Kochana teraz inne rzeczy robią się ważniejsze.

    Może łączysz zachowanie syna z pojawieniem się rodzeństwa, bo akurat się ono pojawiło, ale u mnie dopiero będzie w lutym, a syn powolutku zmienia swoje zachowanie i podejście do różnych spraw już od jakiegoś czasu.
  • anku1982 24.11.17, 17:57
    być może jest to wypadkowa wieku, temperamentu, sytuacji życiowej (rodzeństwo)...szczęśliwego rozwiązania :)
  • pyzarogata 24.11.17, 21:08
    Dzieki ;)
    Fakt że mój synek też temperentny jest ;)
  • drobnostka7 08.12.17, 09:33
    Jakbym o mojej rodzinie czytała :-) Mam 3,6 latke i 8 -latke. Identyczne scenki w domu jakie opisałaś. Moja 8 latka ma piekne oceny w szkole, a w domu to ja musze jej przypominać ze jutro szkoła, do lekcji trzeba zajrzeć. . rano przypominać, że czas płynie i jest już pora by skonczyla sniadanie, umyla, spakowała (mimo, ze wieczorem tez podpowiadam by po odrobieniu lekcji warto od razu spakować plecak. Coraz częściej myślą, by odpuścić i pozwolić jej na poniesienie konsekwencji swojej opieszałości. Że.swoim zachowaniem pokazuje że wcale nie była gotowa jako 6 latek iść do szkoły i podjąć obowiązki szkolne. Bo choć intelektualnie jest super to emocjonalnie słabo. Zazdrość o mlodsze rodzeństwo (o uwagę rodziców. Tak naprawdę) to silne uczucie, nawet mogące powstrzymać proces rozwoju dziecka. Tak było u nas, Młoda ma terapię w PPP. Czekamy na efekty :-) P.psycholog poradziła uzbroić się w cierpliwość i dać jej dojrzeć. Może u Was tez tak jest?

    --
    Drobnostka, Mama Natki i Ali
  • anku1982 10.12.17, 00:52
    nasz też poszedł jako 6 latek do szkoły (do pierwszej klasy), jako 5 latek do zerówki szkolnej...chodził bardzo chętnie. Nadal chodzi do szkoły chętnie, ale roboty jest po pachy. Mam wrażenie że emocjonalnie z 8 latkiem jest więcej pracy niż z młodszym niedługo 2 latkiem. Zaczęłam się przyglądać jak zachowują się chłopcy z klasy syna. Jak to mąż określił, względem sąsiedniej klasy, z którą klasa syna dzieli szatnię, to dzieci u nas są dużo lepiej zgrane, prowadzą rozmowy, a nie pyskówę. Zauważam, że większość chłopców ma bardzo specyficzne zachowania, a nasze dziecko zupełnie nie odstaje od ogółu, Coraz częściej mam też wrażenie, że mogłoby być dużo gorzej. Jakie zachowania starszej córki, skłoniły Was do wizyty w poradni?.. u nas w ogóle o tym bym nie pomyślała... jest tak jak piszą tutaj forumki, zwłaszcza verdana. Za mało poświęcamy czasu synowi i widzieliśmy w nim zbyt dojrzałe dziecko, którym nie jest. P. S. Rada verdany na temat zakładu na wzór Korczaka, o nie mówienie brzydkich słów, była niezwykle cenna. Syn właściwie od pierwszego dnia bardzo się starał. Minęło dwa tygodnie, a ja już nie pamiętam, że miałam taki kłopot.
  • drobnostka7 13.12.17, 21:09
    Jest tu gdzieś mój wątek o zagwozdkach z córką starszą, w którym m.in.doradzala mi Verdana. W skrócie, do zgloszenia się do poradni skłonił nas fakt, że Młoda kompletnie nie radzi sobie z emocjami, a my nie potrafimy jej pomóc,. Problem narastał i rzutował na jej relacje z rówieśnikami. Wydawało mi się, że nie popełniamy błędu za dużych oczekiwań wobec starszej córki kiedy pojawiła się młodsza, a jednak tak było i bywa, dopóki do nas nie dociera ten fakt, że ona ma prawo być wciąż dziecinna...Córka wypracowała sobie też nieciekawy sposób na radzenie sobie ze zdenerwowaniem, z tym też mają pracować na terapii. Nam - rodzicom- łatwiej zaakceptować ją taką jaka jest po rozmowach z jej terapeutką, Staram się nie porównywać jej z jej rówieśnikami, ale kiedy słyszę, że inne dziecko w jej wieku wykazuje identyczne zachowania to mi jednak lżej na sercu ☺

    --
    Drobnostka, Mama Natki i Ali

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.