Dodaj do ulubionych

18-latek Leniwy? Niezmotywowany?

12.07.18, 14:04
Witam!
Jestem mamą dwóch synów - 18 i 16 latka.
Mój problem dotyczy 18 latka. Właściwie od urodzenia nie miałam z Nim dobrego kontaktu - bardzo się starałam, ale nie wyszło. Od początku syn był trudny - płaczliwy, bojaźliwy, niechętny do kontaktów, małomówny - chociaż nigdy w szkole nie był osamotniony czy sekowany. W pewnym momencie pojawiły się problemy z nauką - im trudniejszy materiał tym gorsze oceny - mówiąc współczesnym językiem - syn nie ogarniał. Jakoś przechodził z klasy do klasy ( oczywiście największe kłopoty są z matematyką)...i tak jest do teraz. Obecnie zdał do klasy maturalnej. Właściwie nigdy nie miał jakichś sprecyzowanych zainteresowań oprócz oczywiście komputera i gier na PS4 i piłki nożnej - kilka lat chętnie chodził na treningi i należał do klubu piłkarskiego, jeździł na obozy piłkarskie ale z dnia na dzień przestał chodzić i nie podjął żadnej innej aktywności.
Ja uczestniczyłam w wielu warsztatach dla Rodziców, aby dowiedzieć się jak mu pomóc ( czy pomagać, co robić? jak to zaakceptować...chyba średnio się udało.Chodziłam nawet do psychologa z synem, ale też w pewnym momencie odmówił i nie było sensu prowadzać Go na siłę. I tak zaczął zjeżdżać po równi pochyłej.....w szkole - po najmniejszej linii oporu, zero towarzystwa, zero aktywności, zainteresowań. ......Najchętniej gra w FIFĘ, siedzi na telefonie lub na laptopie
Pod koniec roku szkolnego umówiliśmy się, że w wakacje chociaż trochę popracuje, spróbuje coś znaleźć, we w miarę bezpiecznych warunkach zobaczy jak to jest na rynku pracy... no i na deklaracjach się skończyło. Przez tydzień sprawdzał w komputerze, przyglądał się, na żadną ofertę nie odpowiedział. Po tygodniu zasugerowałam mu, że trzeba by napisać CV - pisał przez 3 dni...W końcu zapytałam dlaczego to tak wszystko marnie idzie "Bo żadna oferta pracy mi nie pasuje" A czego szukasz? - zapytałam ."Nie wiem" ......usłyszałam i ....ręce mi opadły.. Teraz w końcu wziął to CV i pojechał do kilku miejsc - ale nawet nie wiem czy pytał o tę pracę czy tylko pojechał, żebym się nie czepiała. Po prostu mam wrażenie, że On cały czas ściemnia, oszukuje przede wszystkim siebie i tak na prawdę nie chce iść to tej pracy - bo woli leżeć z laptopem na łóżku. Zupełnie nie widzę w nim chęci, motywacji - i to dotyczy nie tylko pracy - z nauką jest to samo - ciągle niby się uczy a ledwie wyciąga się zawsze na 2. Jestem załamana Jego zachowaniem. Jest mi szczególnie trudno bo sama jestem osobą bardzo zorganizowaną, energiczną, zmotywowaną, samodzielną. Też życie moje tak się ułożyło , że od bardzo młodych lat pracowałam a w wieku 19 lat wyprowadziłam się od Rodziców. Mam też niestety takie przykłady z życia rodzinnego, że takie siedzenie w domu, odizolowanie, brak kontaktów z ludźmi prowadzi do tragedii. Zupełnie nie wiem co mam robić? Jak mu pomóc Czy pomagać?
Nie chcę być też jędzą, która tylko pogania do roboty a z drugiej strony wiem, że jak się nie ruszy z domu to ta frustracja, izolacja brak wiary w siebie będą się tylko pogłębiać. Niestety nie mogę w tej kwestii liczyć na męża bo On już w ogóle nie rozumie postępowania syna - tylko się drze i go krytykuje - a myślę, że nie tędy droga. Może ktoś ma jakiś ciekawy pomysł?
Edytor zaawansowany
  • verdana 12.07.18, 22:29
    Zaraz. Tu jest jedno zdanie kluczowe. " ciągle niby się uczy a ledwie wyciąga się zawsze na 2. " Czy "niby" się uczy, czy sie uczy, ale nie jest w stanie nauczyć? Bo jeśli to drugie, to trudno sie dziwić, że po tylu latach jest kompletnie zniechęcony do wszystkiego.
    Jak mu pomóc? Być może szkoła nie jest dla niego odpowiednia. Być moze, jesli rzeczywiście się uczy, a mu nie wychodzi, jest cholernie zmęczony. Być moze potrzebne mu wakacje. A moze nie, moze rzeczywiście jest leniwy - ale tego nie możemy stwierdzić na podstawie tego, co piszesz.
    Ciekawym pomysłem byłoby zapytanie syna, czy nie wolałby zmienić szkoły na łatwiejszą. Nie porównywanie go z idealną matką. Zbadanie w kierunku depresji.
  • aisak49 13.07.18, 09:31
    Dziękuję za informację zwrotną. Stosunek mojego syna do nauki pokazałam jako element całości. Już wypłakałam swoje na temat ocen i wreszcie dałam spokój - przyjęłam do wiadomości, że nie jest zdolny i mu trudno. Ale jak ma się 18 lat, 5 gołych 1 z matematyki i nic się z tym nie robi na bieżąco, tylko pod koniec roku jest amok, napięcie, stres i bieganie za nauczycielką...to nie jest to dobry sposób na życie, na załatwianie problemów. Ale widocznie on mobilizuje się tylko wtedy, gdy jest całkowite zagrożenie. Być może z pracą jest podobnie. Nie mam zbyt dużo narzędzi nacisku: przecież nie wygonię go z domu, nie odetnę od prądu, jedzenia.....może mi w nieskończoność mydlić oczy, że szukał, ale nie znalazł.
    Mam poczucie kompletnej porażki jako matka.....nie wiem co zrobiłam nie tak, że On nie ma żadnych potrzeb, ambicji, pomysłu na siebie
  • verdana 13.07.18, 09:44
    To zależy dlaczego tak robi. Jeżeli nie jest zdolny, to jak ma sie tej matematyki nauczyć? Czy ma jakąś pomoc, korepetycje? Mozna poradzić sobie z jedynkami, kiedy pilniejsza nauka coś da, ale w przypadku matematyki raczej samodzielnie się zaległości nie nadrobi, a w niektórych przypadkach po prostu uczeń nie jest w stanie jej się nauczyć. Wtedy on cały rok żyje w stresie, bez możliwości realnego rozwiązania problemu.
    W przypadku matematyki oczekiwanie, ze niezbyt zdolny uczeń sam sobie poradzi jest nierealistyczne.
    Może być tak, ze chłopak nie ma żadnego pomysłu, bo w niczym nie jest dobry. W szkole porażka za porażką, rodzice wiecznie niezadowoleni, patrzą na niego, jak na nieudacznika, jego decyzje sa tylko dowodem braku ambicji - np rezygnacja z piłki nożnej. Zanim jeszcze mu sie nie uda, juz wiadomo, ze będzie źle - jak z tą pracą.
    Czy syn naprawdę nie ma zainteresowań? Gra, moze by chętnie rozwijał swoje zainteresowania grami - pisma, artykuły, konwenty, mecze. Zainteresowanie niekoniecznie szkolne i niekoniecznie naukowe to też zainteresowania.
    I takie proste pytanie - czy Wy mu w ogóle współczujecie? Dla niezdolnego ucznia szkoła średnia jest horrorem. To jest powód do pomocy i wsparcia, a nie wymówek. Poza tym patrzysz na wszystko ze swojego punktu widzenia - jakby ten chłopak to był produkt, który Ci sie nie udał i Twoje samopoczucie jest tu kluczowe. Nie jego, on by mógł być lepszy i Ty byś się lepiej poczuła. Ale on jest niedobry, nie chce.
    Nie obraź się. Bo byłam taka sama. Syna przeniosłam do liceum zawodowego. Jak przestał sie stresować, to okazało sie, że jest zdolny. Bardzo zdolny. Wybitnie zdolny. Studia skończył, podyplomowe skończył, z lenia zmienił się w pracoholika, planuje doktorat. Tylko nerwica, którą mu zafundowałam, została.
  • verdana 13.07.18, 09:51
    I jeszcze jedno - Twój syn załatwił problem z matematyką, zdał. Zamiast mówić "to nie jest dobry sposób na życie", należało to docenić , pochwalić, ucieszyć się, ze jednak się udało. I nie oceniać ocen z matematyki w kontekście całej reszty życia - to akurat jest normalne zachowanie wielu uczniów, którzy potem radzą sobie w życiu doskonale.
  • aisak49 13.07.18, 09:55
    Zdaję sobie sprawę, że duży problem to sprawa moich ambicji i rzeczywiście tak to wygląda - nie ptrafię "sukcesów" i "porażek" mojego syna oddzielić od siebie.
    Oczywiście, że syn ma korepetycje przez cały od gimnazjum do teraz. Jak pisałam wcześniej ja ciągle próbowałam się dowiedzieć na róznych warsztatach dla rodziców jak nie szkodzić własnemu dziecku ( chyba nieskutecznie). Nie umiem odnaleźć sie w tej sytuacji: nie mogę pomóc, bo syn deklaruje, że nie potrzebuje pomocy i jego ulubiony zwrot to NIE WIEM a też ciężko mi to zostawić.
  • verdana 13.07.18, 10:04
    A co mówi korepetytor? Czy z nim rozmawiasz? Bo czasem korepetytorzy widza więcej, niż nauczyciele.
    Czy nie jest tak, ze syn nie potrzebuje pomocy, bo ta pomoc jest po to, aby robił to, co Wy uważacie za słuszne?
    Dlaczego uważałaś od zawsze, że szkodzisz własnemu dziecku?
    Mam wrażenie, że psycholog bardzo by pomógł, ale Tobie, nie synowi. Bo syn jest dorosły. Jego "nie wiem" odczytywałabym jako "nie mam ochoty z wami gadać". Problem lezy w pewnej wizji syna, do której on nijak nie pasuje. Za późno na wychowywanie. Może ktoś pomógł by Ci zaakceptować sytuację. Na przykład siedzenie w domu 18-latka nie oznacza naprawdę tragedii. Ludzie nietowarzyscy są równie dobrzy co towarzyscy. Przy czym pewnie syn ma internetowych znajomych w grach.
    Czy syn miał badane IQ?
  • aisak49 13.07.18, 10:29
    Oczywiście, że rozmawiam z korepetytorem i jak razem z synem rozwiązują zadania jest ok, gorzej gdy jest test i syn ma sam coś rozwiązać - wtedy jest problem. To akurat doskonale rozumiem, bo sama jestem głąbem matematycznym, ale moim sposobem było ćwiczenie, ćwiczenie, ćwiczenie ...co zaleca również korepetytor, ale.....u syna bywa z tym różnie. Ilekroć mam z synem jakieś problemy okazuje się, że problem jest ze mną. I rzeczywiście tak to wygląda jak się przeczyta mój post. Patrzę na sytuację oczywiście ze swojej perspektywy: ja byłam bardzo zaniedbanym emocjonalnie dzieckiem...generalnie rodzice z różnych względów mieli mnie w du...Ja nie chciałam popełnić tego błędu jako rodzic i chyba fajnie mieć poczucie, że komuś na Tobie zależy ....tak mi się wydaje bo tego nie doświadczyłam. Mam natomiast inne doświadczenie: mój młodszy brat, pupilek rodziców, który robił co chciał, nie miał żadnych obowiązków NIGDY nie pracował: jak 12 lat temu zmarła Mama to był biedny, nieszczęśliwy bo zmarła mu Mama i żyli sobie z Taty emerytury. 2 lata temu niespodziewanie zachorował Tata i mój brat-pupilek biedny - miał próbę samobójczą - zostawił mnie zupełnie samą z chorobą a potem śmiercią Taty ,a 2 miesiące po Tacie on umarł bo nie umiał sam żyć - nie dziw się, że analogie nasuwają się same. Nie chcę tego dla swoich dzieci. I niestety uważam, że jak człowiek chce to dużo może ....nie wszystko ale dużo....
  • verdana 13.07.18, 13:20
    Naprawdę BARDZO potrzebujesz pomocy psychologicznej, przy czym absolutnie nie traktuj tego jako złośliwści. Twoim problemem jest patrzenie na syna pod kątem Twoich przezyć i robienie wszystkiego, aby nie był taki, jak Twój brat. To jest bardzo niedobry pomysł i niedobra wizja - bo zamiast patrzeć na syna, jako tego konkretnego człowieka, patrzysz na niego jako na zbiór potencjalnych zagrożeń i starasz sie postępować odwrotnie, niz postępowano z Tobą i Twoim bratem. Nie umiem oczywiście ocenić, jaki jest Twój syn i skąd biorą się poroblemy, ale mogę ocenić, ze patrzysz na niego bardzo jednostronnie. Bo z tego, co napisałaś mozna stworzyć zupełnie inną relację "Mój syn nie jest dobrym uczniem, chyba nie jest szczególnie zdolny. Jednak mimo to ma zawsze dobre relacje z kolegami w klasie. Mimo bardzo wyraźnych problemów z nauką, szczególnie z matematyką - nawet korepetycje nie pomagają - syn nigdy nie został na drugi rok. Podziwiam, zę choć trochę olewa sprawę przez cały rok, to pod koniec potrafi się albo sprężyć, albo ma jakiś wyjątkowy dar przekonywania - i jednak ląduje z oceną wystarczającą, aby zdać do następnej klasy. Dostał sie też do liceum. Przed długi czas był też bardzo zaangażowany w zajęcia sportowe, ale gdy przestały go bawić rozsądnie podjął decyzję, że nie będzie ich kontynuował." . To także jest Twój syn.
    Twój syn nie jest Twoim bratem, ale mógł odziedziczyć po nim skłonność do depresji i to jest bardzo wyraźna wskazówka, aby jednak zbadać to u psychologa. Bo nieleczona depresja... sama wiesz, jak się kończy.
    I jeszcze jedno - uwazam, ze praca w wakacje przed klasą maturalną jest fatalnym pomysłem, szczególnie w wypadku marnego ucznia. Twój syn moze być zmęczony, choćby całorocznym stresem. Chcesz go zmobilizować? lepiej zafunduj mu samodzielny wyjazd, gdzie będzie musiał wszystko ogarnąć sa, albo wyjazd na kurs językowy, albo obóz sportowy, gdzie będzie musiał być aktywny i wyjść z domu.
  • aisak49 13.07.18, 13:51
    Dziękuję, że pokazujesz mi tę stronę mojego syna - w tej złości i żalu najczęściej Jej nie widzę, ale wiem, że taka Jego strona też jest. Wiesz, też nie doszłam jeszcze co jest w naszej relacji nie tak, gdzie i czy w ogóle jest moja akceptacja Jego osoby, gdzie są granice tej akceptacji? Jest dla mnie ogrooooomnym wyzwaniem. Nie wiem o co chodzi ...jakąś wskazówką dla mnie jest fakt, że jakieś mniej więcej dwa lata temu kompletnie wylogowałam się ze szkoły syna i jego stopni ( oczywiście oprócz korepetytora i zwrócenia uwagi pod koniec roku na 5 niepoprawionych jedynek) - chyba obydwoje odetchnęliśmy z ulgą - on jak zauważyłaś przechodzi z klasy do klasy a ja zdjęłam sobie duży ciężar z pleców. Nie wiem czy jesteśmy tak skrajnie różni czy wręcz w pewnych kwestiach podobni, ze nigdy nie miałam z Synem takiej dobrej, normalnej relacji...nie wiem o co chodzi? Z drugim Synem dogaduję się bez problemu, chociaż też nie jest aniołkiem i potrafi podnieść ciśnienie - z nim wszystkie problemy są rozwiązywalne, normalne, na moją miarę. Tutaj - nie wiem o co chodzi? Przerasta mnie to
  • verdana 13.07.18, 15:47
    Nie z każdym można się dogadać, dziecko jest odrębnym człowiekiem i czasem coś nie wychodzi. Zawsze uznaje się to za winę rodziców - może jest w tym ziarno prawy, ale na pewno nie cała. W ogóle czasem trudno mówić o winie, są po prostu fajni ludzie, którzy nadają na różnych falach i tyle.
    Pierwsza zasada, którą poznałam za późno to taka, aby dziecko, a juz szczególnie dorosłe dziecko nie było traktowane w domu jak uczeń. Szkoła to jedno, dom to drugie. Niestety, teraz wszyscy mamy tendencję do uznania, ze uczeń z problemami to dziecko sprawiające problemy, a nie dziecko, które ma problem. I ze oceny szkolne niewiele o dziecku mówią, a na pewno nie powinny byc podstawą oceny go jako człowieka.
    Uważam też, że starsze nastolatki, a szczególnie dorośli nie powinni być już wychowywani. Można im zwrócić uwagę tak, jak mężowi czy żonie, ale nie tak, jak dziecku.
    Nie wiem, jaka jest Wasza sytuacja materialna, ale dla mnie idealnym rozwiązaniem byłaby nauka lub studia albo w innym mieście, z dala od domu, albo wynajęcie po maturze mieszkania dla syna.
  • leda16 05.08.18, 17:51
    verdana napisała:
    > Nie wiem, jaka jest Wasza sytuacja materialna, ale dla mnie idealnym rozwiązani
    > em byłaby nauka lub studia albo w innym mieście, z dala od domu, albo wynajęcie
    > po maturze mieszkania dla syna.


    Studia :) Dla chłopaka, który od gimnazjum jedzie na jedynkach i ledwo, ledwo z klasy do klasy dzięki korkom przechodzi? Z lichutką maturką na żadne studia go nie przyjmą. Zresztą nie wiesz, że studia nie są dla każdego? STUDIA SĄ DLA NAJZDOLNIEJSZYCH, najbardziej pracowitych i wytrwałych.

    --
    www.pmiska.pl
  • morekac 05.08.18, 19:42
    > Z lichutką maturką na żadne studia go nie przyjmą. Zresztą nie wiesz, że studia nie są dla każdego?

    Się chyba mylisz nieco. Pewnie, że nie każde studia są dla każdego, nie wszystkie warto kończyć i nie po wszystkich będzie praca w zawodzie, ale z pewnością nie są jedynie dla najlepszych.

    --
    -------------------------------------------------------------
    "Pan Zenek z Bemowa: Dla mnie super sprawa, że niedziela jest wolna. Uważam, że powinni zamknąć sklepy także w sobotę. Jestem na zakupach tylko ze względu na żonę, która chciała zrobić je przed wolną niedzielą.
  • tere121 06.08.18, 02:15
    Tu się włączę, bo nie wytrzymam. Rozumiem Twoje problemy baaardzo dobrze. Mam syna 20 latka, zdolny przeciętnie ale strasznie leniwy. Za naukę brał się zawsze jak już terminy goniły. Teraz jest na studiach ( płatnych, zaocznych, sam wybrał, sam opłaca) i znowu prawie wszystkie egzaminy na wrzesień. I jeszcze za wcześnie żeby myśleć o nauce. Granie na komputerze ważniejsze.
    Namawiam go na zastanowienie się, czy na pewno chcę studiować. Może lepiej skupić się na pracy. Ale on sam nie wie czego chce. Ja za to zrobiłam się nadopiekuńcza, najchętniej uczylabym się za niego, żeby tylko pozaliczał. Jest najmłodszy, trochę pewnie był rozpieszczany, nie nauczył się systematycznej pracy. Bardzo się martwię o niego.
    Natomiast nie zgodzę się ze stwierdzeniem, że kiepski uczeń nie może być studentem. Może, i to bardzo dobrym. Jeśli dojrzeje, że tego naprawdę chce i znajdzie swoją dziedzinę. Z mojej klasy jedyna uczennica, która w ogóle nie podeszła do matury ze swoim rocznikiem, bo była za słaba, zrobiła doktorat i karierę naukową. Niczego nie można przesądzać. Trzeba mieć nadzieję, że nasi synowie dojrzeją, wezmą życie w swoje ręce i mądrze nim pokierują. Oczywiście, po swojemu.
  • leda16 07.08.18, 22:55
    Owszem, są wyjątki, które niestety potwierdzają regułę. Sama taka byłam. Rodzice zapisali mnie do zawodówki, odzieżowej. Po 2 miesiącach szkołę znienawidziłam dokładnie i jechałam na samych dwójach. Na drugi rok zapisałam się do LO, które ukończyłam terminowo a potem zdałam (wówczas jeszcze były egzaminy) na kierunek, w którym było 15 osób na jedno miejsce. Na drugim roku dostałam stypendium naukowe wysokości...dzisiejszej najniższej pensji. Wobec własnych synów starałam się od najmłodszych lat wytworzyć w nich ambicje, wytrwałość i pracowitość wszelkimi dostępnymi metodami. Wymagałam, ale intelektualnie stać ich było na spełnianie moich oczekiwań. Nie "wierzyłam", nie "ufałam", do V klasy nigdy nie pozwoliłam sobie na niesprawdzenie zadania domowego. Komputer był reglamentowany, jak lekcje odrobili. Dla mnie leniwy = niezdolny do nauki, bo gdyby był zdolny, to by się uczył.
    Podejrzewam, że autorka wątku od podstawówki zostawiła dzieciaka samopas a obudziła się z letargu jak braki w wiedzy, zwłaszcza w naukach ścisłych, były nie do nadrobienia. Nie świeciła własnym przykładem, nie nauczyła być najlepszym, wytrwałym i pracowitym. Aspiracje i owszem, miała, tyle, że nie dostosowane do możliwości chłopaka. Ot, i efekty. A samo chciejstwo sukcesów nie wystarczy. Trzeba mieć i odpowiednie IQ i cechy osobowości gwarantujące sukces.


















    --
    www.pmiska.pl
  • Gość: rudor IP: *.centertel.pl 01.08.18, 17:39
    Tak ale rozumie temat przy którym pracuje, ma powody do zadowolenia, może w wielu tematach sam podejmuje decyzje. Ma okazje by się dowartościować. To klucz do sukcesu.
  • morekac 14.07.18, 07:24
    Równie dobrze może być zmęczony albo z depresją. I akurat w wakacje przed maturalną klasą dałabym mu jednak spokój z szukaniem pracy, chyba że tego chce.

    >Mam też niestety takie przykłady z życia rodzinnego, że takie siedzenie w domu, odizolowanie, brak kontaktów z ludźmi prowadzi do tragedii

    Depresja ?

    --
    -------------------------------------------------------------
    "Pan Zenek z Bemowa: Dla mnie super sprawa, że niedziela jest wolna. Uważam, że powinni zamknąć sklepy także w sobotę. Jestem na zakupach tylko ze względu na żonę, która chciała zrobić je przed wolną niedzielą.
  • Gość: rudor IP: *.centertel.pl 01.08.18, 17:00
    Roman z Kujawsko-pomorskiego. Zakłady produkcyjne również często pracują 7 dni w tygodniu przez całą dobę. Jeśli jest ciągła pogoń, wyrabianie wyśrubowanych planów, jeśli ideą jest by pracownik ani minuty nie stał bezczynnie a od pilnowania jest spora grupa brygadzistów, liderów i dziesiątki kamer wówczas taki młody człowiek wchodzący na rynek pracy pewnie się zniechęci.
  • leda16 07.08.18, 23:09
    morekac napisała:

    > Równie dobrze może być zmęczony albo z depresją.


    A czymże gó...arz taki "zmęczony"? O 5-tej rano do roboty wstaje, 8 godz. łopatą wywija? Depresja, z jakiego powodu? Na raka zachorował, tramwaj nogę uciął, jest bity, maltretowany, głodny chodzi, ojciec na dziwki goni, matka mu umarła? W depresji, bo uczyć się kazali?! A co od przedszkola rodzice zrobili, żeby LUBIŁ się uczyć? Uczyć się nie lubi, to do roboty też będzie jak do kieratu chodził. Nie przedstawili dziecku nauki, jako zabawy najpiękniejszej? Zabawą nie sposób się zmęczyć.


    --
    www.pmiska.pl
  • morekac 09.08.18, 06:48
    Leda, depresja zdarza się - ot tak. Bez jakiś traumatycznych przeżyć. Biochemia mózgu.

    --
    -------------------------------------------------------------
    "Pan Zenek z Bemowa: Dla mnie super sprawa, że niedziela jest wolna. Uważam, że powinni zamknąć sklepy także w sobotę. Jestem na zakupach tylko ze względu na żonę, która chciała zrobić je przed wolną niedzielą.
  • leda16 09.08.18, 11:47
    Tylko jeden rodzaj depresji "zdarza się" bez najmniejszego powodu: tzw. depresja endogenna, zazwyczaj leczona latami i mało skutecznie. Tutaj już widać, że nie ten wiek i nie takie objawy.

    --
    www.pmiska.pl
  • morekac 09.08.18, 12:49
    A ty lekarz psychiatra jesteś i rozmawiałaś z tym potencjalnym pacjentem, by tak kategorycznie to stwierdzić?
    Czy tak ci się tylko zdaje?

    --
    -------------------------------------------------------------
    "Pan Zenek z Bemowa: Dla mnie super sprawa, że niedziela jest wolna. Uważam, że powinni zamknąć sklepy także w sobotę. Jestem na zakupach tylko ze względu na żonę, która chciała zrobić je przed wolną niedzielą.
  • leda16 10.08.18, 23:51
    mam na ten temat wiedzę znacznie większą niż Ty, a tłumaczyć Ci się co robię w realu nie zamierzam. Nie musisz mi wierzyć, jeśli nie chcesz.

    --
    www.pmiska.pl
  • morekac 11.08.18, 07:54
    A skąd wiesz, że znacznie większą? Bo założyłaś, że jesteś najmądrzejsza na świecie, a inni to głupki? Jesteś nauczycielką, prawda?
    Kto to wie, czy chłopak po latach walczenia w szkole o przejście do następnej klasy, po chodzeniu po psychologach (bo płaczliwy i nieidealny) , być może pewnych rodzinnych predyspozycjach , wiek dojrzewania. A 1/3 młodzieży w Polsce ma objawy depresji - zatem nie byłoby to żadne dziwo, że ma tę chorobę.
    Dlaczego zatem nie namówić chłopaka na diagnozę w tym kierunku?

    --
    -------------------------------------------------------------
    "Pan Zenek z Bemowa: Dla mnie super sprawa, że niedziela jest wolna. Uważam, że powinni zamknąć sklepy także w sobotę. Jestem na zakupach tylko ze względu na żonę, która chciała zrobić je przed wolną niedzielą.
  • kachaa17 11.08.18, 18:19
    Chyba nie masz pojęcia czym jest depresja. Ja tez nie bylam bita, nikt mi nei umarł, nie wydarzyła się żadna tragedia a miałam depresję jak byłam nastolatką. Powodem było "tylko" picie ojca i związana z tym atmosfera w domu. Może ten chłopak czuje się nieakceptowany? Juz samo nazywanie go gó...arzem mówi jakie masz podejście do ludzi. Brrr
  • lianis 17.07.18, 09:20
    Mam 18latka na stanie, w przyszlym roku matura i pomimo, ze jest zupelnie inny niz opisujesz swojego syna to na pytanie co potem, odpowiedz jest “niewiem”. Nawet ostatnio wspomnial o jakims psychologu, ktory moglby mu powiedziec w czym jest dobry, bo on nie wie co robic w zyciu.
    Moj co prawda pracuje w wakacje, ale tylko dlatego ze w sierpniu jedzie na oboz zwiazany ze swoja sportowa pasja i chce miec kase zeby tam wydac, w innym przypadku na kasie mu nie zalezy.
    Nie jestem specjalista, ale wydaje mi sie, ze nie jestes na sile w stanie pomoc synowi. Choc moze byc ci trudno, ja bym mu odpuscila, po prostu badz, daj mu odczuc, ze kochasz i wspierasz, bo z twojego postu mam wrazenie, ze cokolwiek by nie robil to cie nie satysfakcjonuje. W tym wieku jakkolwiek by niedojrzaly ci sie nie wydawal, musisz mu juz pozwolic na wlasne decyzje i ich konsekwencje. Ja syna wspieram i radze, ale nie mowie co ma lub powinien robic, tyle, ze syn sam przychodzi porozmawiac.

    --
    "Age is an issue of mind over matter. If you don't mind, it doesn't matter." - Mark Twain
  • sabciasal 20.07.18, 10:51
    myślę, że najmądrzejsze rady dała ci Verdana. a ja tylko powiem, że szukanie pracy, pisanie CV przy braku wiary w sukces- nie jest proste. nie dziwię się, ze żadna praca mu nie pasuje - bo szukanie jej na wakacje to był pomysł rodziców, co fajnego jest w pracy w sklepie albo piekarni w wakacje? ja na jego miejscu wpadłabym w cięzką depresję.
  • ilona_baczewska 31.07.18, 17:21
    Czy syn był kiedykolwiek badany w poradni psychologiczno-pedagogicznej, czy podjęto próbę zdiagnozowania źródła trudności w nauce? Wiele dzieci, których trudności są od nich niezależne (z dysleksją czy z dyskalkulią, czy różnymi zaburzeniami rozwojowymi) i nie otrzymują odpowiedniej pomocy w szkole i w domu, zachowuje się podobnie. Często na dużo wcześniejszych etapach edukacji. Dopada je frustracja, zniechęcenie. Mają poczucie, że co by nie zrobiły, to nigdy im to nie wychodzi. Po co wtedy w ogóle się starać? A jak nie mogą poznawać świata, uczyć się w sposób dla siebie odpowiedni, to i ciężko o sprecyzowanie i pogłębienie zainteresowań. Czy syn rozważał na etapie wyboru szkoły średniej jakąś szkołę poza liceum? Jest w zasadzie dorosły ale nadal jest uczniem, więc jeśli jeszcze nie był badany w poradni, a chciałby dowiedzieć się czegoś więcej o sobie, to może po prostu warto namówić go na złożenie wniosku do poradni p-p. Specjaliści zbadają poziom rozwoju intelektualnego, sprawność funkcji poznawczych, poziom wiedzy i umiejętności szkolnych, może uda się zorganizować spotkanie z doradcą zawodowym. Odpuściłabym pracę w wakacje, może być na prawdę zmęczony. Spróbowałabym za to zmobilizować go do innych form wypoczynku, niż komputer i telefon.
    Resztę chyba już nieźle opisała Ci Verdana.
  • Gość: praktyka IP: 31.169.86.* 06.08.18, 13:51
    To wiek "odmóżdżenia", ktory jedni wygrywaja,inni przegrywaja...by wygrac,potrzebna jest jakas bratnia realna dusza.czasem tez tumiwisizm sam mija,jednak z ambicja czlowiek sie rodzi wychowywany jest lub nie.potrzeba nagrod i kar,nie nagradzamy dziecka tylkoza to,ze oddycha.wychowanie bez porazek nie istnieje,tak jak liberalne wychowanie,na ktorym juz dawno Europa sie przejechala,a zniwo zbiera caly czas.
  • leda16 08.08.18, 09:18
    Nie prawda. Nikt się nie rodzi z ambicjami, pracowitością, posłuszeństwem, empatią, normami moralnymi itp. Te cechy należy dziecku wpoić w procesie wychowawczym. Pewna 10-ciolatka na pytanie gdzie chciałaby pracować odpowiadała; "Ja?! To mąż będzie pracował" Przy tych popisach mamusia rechotała z zadowoleniem jaką ma "mądrą" córuś. Obudziła się po maturze, gdy kandydaci na utrzymywanie leniwej żony jakoś się nie pojawiali, 5 lat pasożytkę utrzymywała kłamiąc znajomym, że córka studiuje weterynarię, w końcu zaczęła jej kupować na raty dyplom humanistyczn, bo na ścisły rozumku zabrakło. No i pracuje, już z 10 lat po znajomości wepchana na etat, za niską pensyjkę, jak to bywa po studiach z mniemanologii stosowanej. Mąż po technikum, teściowa warsztat samochodowy kupiła, dwoje dzieci mają i ledwo koniec z końcem wiążą. Na dostatnie życie już nie starczy. Tak to jest z tymi ambicjami. Z pustego i Salomon nie naleje.

    --
    www.pmiska.pl
  • morekac 09.08.18, 06:55
    Z różnymi rzeczami człowiek się rodzi. Inne nabywa. Przy czym poczucie sprawiedliwości to nawet psy mają, o małpach człekoształtnych nie wspominając. Empatię także - myślę więc, że i człowiek jest w stanie prwne normy nabyć bez zbytniego , opresyjnego edukowania w tym zakresie.
    Pewnie, że nie każdy - ty np.wydajesz się mieć empatię bliską zeru. Za to masz w sobie strasznie dużo agresji. Rodzice wyrzucili cię z domu w dzień 18 urodzin czy jak? Współczuję.

    --
    -------------------------------------------------------------
    "Pan Zenek z Bemowa: Dla mnie super sprawa, że niedziela jest wolna. Uważam, że powinni zamknąć sklepy także w sobotę. Jestem na zakupach tylko ze względu na żonę, która chciała zrobić je przed wolną niedzielą.
  • leda16 09.08.18, 12:00
    morekac napisała:

    Przy czym poczucie sprawied
    > liwości to nawet psy mają, o małpach człekoształtnych nie wspominając.
    Empatię także - myślę więc, że i człowiek jest w stanie prwne normy nabyć bez zbytniego
    > , opresyjnego edukowania w tym zakresie.


    Żartujesz, prawda? Tę empatię i poczucie sprawiedliwości najlepiej obejrzysz na organizowanych walkach psów. W Polsce co prawda oficjalnie zakazane, ale jak się uprzesz...Rzymianie mieli Skałę Tarpejską a zwierzęta po prostu zagryzają nieudany miot.


    > Pewnie, że nie każdy - ty np.wydajesz się mieć empatię bliską zeru.


    Częściowo masz rację. Moja empatia jest dosłownie zerowa wobec pasożytów i przestępców.



    Za to masz
    > w sobie strasznie dużo agresji. Rodzice wyrzucili cię z domu w dzień 18 urodzin
    > czy jak? Współczuję.


    A w czym się to wg Ciebie przejawia? Reszta Twojej wypowiedzi to wyciąganie błędnych wniosków z nieistniejących faktów. A swoje współczucie okaż, codziennie klikając w moją stopkę. Zamieszczam jej treść przede wszystkim z uwagi na takich, jak Ty, współczujących, żeby swoje współczucie kierowali pod właściwym adresem :).


    --
    www.pmiska.pl
  • molik28 09.08.18, 12:50
    Leda16. Jesteś straszna. Dobrze, że Cię nie znam. Samo czytanie twoich porad mi wystarczy. Nie chciałabym być twoim dzieckiem. Mężem też raczej nie. Życie nie jest czarno/białe. Szarości też są.
  • leda16 10.08.18, 23:55
    Ależ Człowieku, ja Ci żadnych porad tutaj nie daję, tylko przedstawiam własne poglądy na te kwestie. Nowych znajomości mam aż nadto w realu, żeby jeszcze tu ich szukać.

    --
    www.pmiska.pl
  • morekac 09.08.18, 13:07
    Fransa de Waala polecam. Do lektury.
    Co do reszty moich wniosków: skoro rodzice zapisali cię do zawodówki odzieżowej, to może oznaczać 3 rzeczy (możliwe, że więcej niż jedna na raz).
    1.w domu było dramatycznie biednie
    2.twoje potrzeby , zdolności i ambicje nikogo nie obchodziły - po prostu rodzice mieli cię w dupie i to bardzo głęboko.
    3. koniecznie sama chciałaś tam iść i wtedy był to szczyt twoich ambicji (i możliwości). Co jednak dowodzi, że jest szansa, że młody człowiek się ogarnie.

    --
    -------------------------------------------------------------
    "Pan Zenek z Bemowa: Dla mnie super sprawa, że niedziela jest wolna. Uważam, że powinni zamknąć sklepy także w sobotę. Jestem na zakupach tylko ze względu na żonę, która chciała zrobić je przed wolną niedzielą.
  • leda16 11.08.18, 00:05
    Wszystkie są błędne. Najbliższe prawdy będzie może stwierdzenie, że mieli wobec mnie niskie aspiracje a ja byłam posłuszną jedynaczką. Do czasu.

    --
    www.pmiska.pl
  • morekac 11.08.18, 10:04
    > że mieli wobec mnie niskie aspiracje
    Rozumiem. Po prostu mieli gdzieś , co będziesz robiła i ile będziesz zarabiała. Bo akurat krawcowe po zawodówce to nigdy nie była elita zawodów i zarobków.
    A nawet jedni z moich dziadków, chociaż w domu była czwórka dzieci i było bardzo, bardzo skromnie (oni zaś mieli wykształcenie typu: podstawowe) - wysyłali swoje niegłupie dzieci do techników, nie do zawodówek.

    --
    -------------------------------------------------------------
    "Pan Zenek z Bemowa: Dla mnie super sprawa, że niedziela jest wolna. Uważam, że powinni zamknąć sklepy także w sobotę. Jestem na zakupach tylko ze względu na żonę, która chciała zrobić je przed wolną niedzielą.
  • hanusinamama 31.07.18, 22:25
    Nie wiem co poradzić. Widzisz ze syn jest równi pochyłej i nic nie mozesz zrobić. Mysle ze błędem było "przechodził jakos z klasy do klasy". Chłopak złapał tyły, czegos nie skumał, odpuscił a potem juz było za duzo do nadrabiania. Moze mu pomóc jakas zawodówke znależc...tylko ze on sam nie wie. Rodzicom sie wydaje ze jak przepchną dziecko z klasy do klasy to mu pomagaja...a potem jest za późno
  • labare_f 03.08.18, 10:01
    Dokładnie. Rodzice przychodzą do nauczcie i skamlą o dobre oceny a potem dziecko wyciąga naukę że to rodzice zawsze wszystko za niego załatwią! Cytat:" wiem ze syn się nie uczył cały rok ale ta dwuja tak brzydko bedzie wyglądać na świadectwie. Obiecuje że od września weźmie się do pracy". Takie listy rodzice piszą do nauczycieli
  • morekac 06.08.18, 08:55
    labare_f napisała:

    > Dokładnie. Rodzice przychodzą do nauczcie i skamlą o dobre oceny a potem dzieck
    > o wyciąga naukę że to rodzice zawsze wszystko za niego załatwią! Cytat:" wiem
    > ze syn się nie uczył cały rok ale ta dwuja tak brzydko bedzie wyglądać na świad
    > ectwie. Obiecuje że od września weźmie się do pracy". Takie listy rodzice pisz
    > ą do nauczycieli

    Dziecko, dwuja to się przez o z kreską pisze.
    Po drugie: teraz to nie zdaje się z jedynką, a nie z dwóją.



    --
    -------------------------------------------------------------
    "Pan Zenek z Bemowa: Dla mnie super sprawa, że niedziela jest wolna. Uważam, że powinni zamknąć sklepy także w sobotę. Jestem na zakupach tylko ze względu na żonę, która chciała zrobić je przed wolną niedzielą.
  • hanusinamama 09.08.18, 00:12
    Ale chodziło o "wygląd" świadectwa. A nie o sam fakt zdania.
  • czegotychcesz 01.08.18, 10:01
    Bardzo często rodzice mają za duże wymagania , jeśli chodzi o ich dzieci, tak myślę, że Twój syn stosuje "bierny opór", a to dlatego, że z nim jako osobą nikt się nie liczy, rodzice chcą aby dziecko spełniało ich marzenia i aspiracje niejako w zastępstwie,
    jedynym lekarstwem jest "zwrócenie" mu wolności, w tym wieku nastolatek już powinien podejmować samodzielne decyzje, a rodzic może być tylko doradcą !
  • powrozowy 01.08.18, 20:53

    Zapytalaja na chlebek to popadl w depresje i stracha dostal. Nie on jeden ucieka w udawana bezradnosc. Dzieciaki widza codzienna mlocke rodzicow tyrajacych w znienawidzonych firmach , zeby zarobic pieniadze, ktore wydaja na niepotrzebny chlam i gowane wakacje nad brudnym i zimnym morzem, na plazy obstawionej parawanami kryjacymi Januszy obok Grazyn.
    Najtwardzszy be sie zalamal.
  • labare_f 03.08.18, 09:55
    Wg mnie powinniście przestać go strofowac. Nie chce niech nie pracuje, nie chce niech się nie uczy. Ale takie zachowanie powinno mieć swoje konsekwencje. Piszesz że tylko konsola i komputer go interesuje = gra! I to prawdopodobnie jest sedno całego problemu. Jeśli na komputerze pracuje czyli programie lub uczy sie tego to super da sobie radę w życiu a jeśli tylko gra to zabrać mu to trzeba jak najszybciej! Twój syn nie widzi sensu pracy i nauki bo nie widzi plusów jakie będzie z tego mieć. Wiec powinien zobaczyć co się dzieje kiedy ktoś nie wykonuje swoich obowiązków. W krajach trzeciego świata gdzie dzieci tyraja od rana mają jeszcze chęci żeby chodzić do szkoły wieczorami bo szkoła to przywilej. Niestety u nas szkoła to "niemiły obowiązek i nauczyciele są baznadziejni". Nikt nie patrzy jak rozleniwione są dzieciaki bo uważają że im się należy i że mama i tata wszystko załatwią.
    TAK, prawdopodobnie twój syn ma depresję (może problemy z tarczyca) i musi sobie uswiadomic ze problem jest w nim i musi się wziąć do kupy! Bo skończył 18 lat i nadal na garnuszku rodziców? To może ten garnuszek trzeba zmniejszyć do zapewnienia podstawowych potrzeb po minimum. Tzn zero komputera, gier, telefonu, nowych ciuchów, markowych gadżetów i innych rozrywek. Rano wstaje razem z rodzicami i z racji ze nie idzie do pracy bo ma wolne to robi im śniadanie, sprząta w domu itd. Musi przejac wasze obowiązki i tyle. A jak to tez trudno mu robić to droga mamo rób pranie tylko na siebie, męża i rodzenstwa, jedzenie tak samo gotuj tylko dla was. Możecie tez przez tydzień jeść na mieście a w domu tylko chleb i masło. Może jak zobaczy "ze bez pracy nie ma kołaczy" to w koncu przestanie być obibokiem
  • pilot1010 03.08.18, 10:13
    A pomyślałaś może, że przyczyna tkwi w braku jakiegoś pierwiastka w organizmie, witamin lub czegoś podobnego. Jak jest z aktywnością fizyczną, z tego co piszesz to raczej słabo. Spróbuj wykonać podstawowe badania oraz poziom testosteronu, poziom hormonów stresu, czyli hormonów nadnerczy, poziom hormonów tarczycy, wit D3. Zrób test skórny na jod. Może człowiek po prostu nie może. Zachowanie ojca dziecka raczej nie pomaga, choć jest typowe :-), też nie wie co zrobić i frustracja prowadzi do agresji.
  • nomina 04.08.18, 15:39
    @verdana

    Verdano, nie traktowałabym liceum zawodowego jako coś słabszego. Ćwierć wieku temu sama chodziłam do LZ, bo marzyłam o zawodzie, który był niestabilny - albo można było osiągnąć wszystko, albo klepać biedę, i niewiele zależało tu od chęci i umiejętności, więc chciałam mieć dodatkowy stabilny zawód jako plan B. I fakt, nie miałam biologii ani chemii, ale miałam prawo i marketing. Żeby było śmieszniej, na tydzień przed maturą zdawaliśmy blokowo egzaminy zawodowe, więc nieco hardkorowo było. I uważam, że ta szkoła była bardzo dobrym wyborem, a z nabytych umiejętności korzystałam przez lata w wielu innych aktywnościach zawodowych.

    Wracając zaś do bohatera wątku.

    @aisak49

    Co to znaczy "Właściwie od urodzenia nie miałam z Nim dobrego kontaktu - bardzo się starałam, ale nie wyszło". Nie ma takiej możliwości, żeby zdrowe niemowlę czy kilkulatek nie miał więzi z matką, bo to jest fizjologicznie niemożliwe. Jeśli nie ma, to coś od najwcześniejszego okresu życia było nie tak. Może miał jakieś zaburzenia (coś lekkiego ze spektrum autyzmu, jakieś inne zaburzenia/schorzenia powodujące trudności z nawiązaniem kontaktu - nie piszesz, czy chodzi o werbalny, czy też kwestie dotyku itd.)., może przeżył jakąś traumę (tfu!), o której możesz nawet nie wiedzieć (i nawet on sam może nie wiedzieć). Wypadałoby dyskretnie wypadać kwestie zaburzeń pamięci, zakresu wspomnień z dzieciństwa, ciągłości umiejętności itd. A może syn ma jakieś problemy typu lęki/fobie, które powodują, że w chwili egzaminowania go wszystko zapomina, potem się stresuje Twoją reakcją i w efekcie proces się nasila? Sprawdzić, dlaczego nastolatek izoluje się od otoczenia? O ewentualnej depresji pisała Verdana, ale może też być kwestia, że syn coś bierze, co obniża mu zdolności poznawcze i nastrój?

  • verdana 04.08.18, 20:01
    Mojego syna przeniosła z LO do zawodowego , które jednak było dla niego łatwiejsze. Są oblegane technika i licea zawodowe., a są i takie które przyjmują słabszych uczniów i biorą to pod uwagę.

  • leda16 05.08.18, 17:40
    Skoro od gimnazjum był wleczony za uszy i dzięki korepetycjom, to po licho do LO go pchałaś zamiast do zawodówki, żeby miał konkretny fach w ręce? Też niby do psychologa ganiałaś a tutaj nie potrafisz napisać jakie ma IQ w Skali Wechslera. A od tego się zaczyna planowanie ścieżki edukacyjnej dla dziecka, żeby potem sobie i jemu strasów oszczędzić. I teraz go do roboty wysłałaś - jakiej, skoro chłopak nic nie umie, nie ma konkretnego zawodu i po tym LO może co najwyżej na kasie w markecie się zaczepić albo na budowie cegły nosić. Nie chce mu się? Tobie by się chciało jak byś się do 18-stki wałkoniła i robiła tylko to, co lubisz? A co ojciec na to? Nie prasnął laptopem i komórą o ziemię jak pierwszą jedynkę ze szkoły przyniósł. nie pogonił do UP jak maturę zdał, nigdy nie zapytał- kim chcesz być, co robić? Czy może ojca w jego życiu nie było a Ty go próbowałaś nieudolnie zastąpić? Rzeczywiście możliwości masz ograniczone - żadne CV, tylko UP i robota, jaką mu dadzą - fizyczna. Odmówi, to z UP zostanie skreślony i wówczas będziesz wiedziała jaką ma "motywację" skoro jeszcze nie wiesz. Ale podejrzewam, że identyczną jak do nauki...Wówczas masz dwa wyjścia - do końca swoich dni roszczeniowego pasożyta utrzymywać, lub wyścigać z domu.

    --
    www.pmiska.pl
  • tere121 06.08.18, 02:29
    Hej, powoli, chłopak się jeszcze uczy. Jeszcze nie skończył szkoły. To nie takie proste: laptopa o ziemię i do UP albo i z domu. Tak może było dawniej. Teraz dzieci mają swoje prawa. Jest obowiązek alimentacyjny póki się uczy ( nawet jeśli się nie uczy). Metody siłowe nie zawsze skutkują a często skutek odwrotny. Poza tym potem pójdzie do psychologa, który mu wytłumaczy, że wszystkie problemy przez przemoc domową i, generalnie, złych rodziców.
  • remigius991 07.08.18, 12:25
    Chłopak dorosły i nie można go prowadzić za rączkę cały czas. Trzeba coś zrobić, żeby się jakoś określił i dać mu do zrozumienia, że musi się usamodzielnić.
  • leda16 07.08.18, 23:24
    No chwila, chłopak skończył 18 lat i nie ma takiego prawa, żeby pasożyta utrzymywać. To metrykalnie dorosły mężczyzna, nie żądne dziecko. Tego laptopa sam sobie kupił, za swoje zarobione pieniądze? Metody siłowe skutkują, jak ma 3 lata, w wieku 18 lat nie skutkują. Dorosły syn powinien już mieć przyswojone normy moralne i obowiązki wobec rodziców. Nie ma, to laptopa nie kupujemy. Dzieci jak konie narowiste, trzeba trzymać krótko i przy pysku. Póki na chleb nie zarobią - ich prawo słuchać, prawo rodziców - rządzić. O tak wychowywane dzieci już od ich 12-tego roku życia nie musisz się martwić.

    --
    www.pmiska.pl
  • verdana 12.08.18, 12:04
    Nawet podstawowych rzeczy nie wiesz - oczywiście, ze jest prawo, które mówi, ze rodzice mają obowiązek utrzymywać uczące sie dziecko. Do 26 roku życia. Dzieci trzymane krótko i przy pysku czasem są bardzo wygodne dla rodziców, bo sterroryzowane nie pyskują, ale jak będą dorosłe, to albo kazdy - mąż, zona, pracodawca będzie mógł ich takze trzymać krótko i przy pysku, bo tego sa nauczone, albo wreszcie się zbuntują i zrobią wszystko, aby odseparować się od toksycznych rodziców i ich sposobu wychowania. Twoim dzieciom życzę tego drugiego, ale podejrzewam raczej , ze wychowujesz pacjentów dla psychiatrów, osoby które nie nauczono sprzeciwiania się i posiadania własnych dążeń i celów. Jeśli sądzisz, ze tacy ludzie radzą sobie w życiu, to się mylisz. Wychowujesz posłusznych podwładnych, a nie samodzielne jednostki. Może się okazać, ze będą to podwładni tych leniwych.
  • pshx 16.08.18, 10:07
    Warholskie wychowanie. Mam nadzieję, że tylko medrkuje w internecie. Mój tatuś miał podobne poglądy, nie wyszło mu to na dobre, a ja owszem zbuntowałam się, ale przypłaciłam to dekadą depresji i nerwicy. Tych najlepszych lat życia nikt mi już nie zwróci, a ojcu najchętniej naplułabym w twarz.
  • leda16 18.08.18, 19:17
    verdana napisała:

    > Nawet podstawowych rzeczy nie wiesz - oczywiście, ze jest prawo, które mówi, ze
    > rodzice mają obowiązek utrzymywać uczące sie dziecko.


    Słusznie piszesz - uczące się dziecko. Ten, jak zrozumiałam skończył LO, maturę zdał ledwo, ledwo, i nie w głowie mu dalsza nauka. Więc?


    Dzieci
    > trzymane krótko i przy pysku czasem są bardzo wygodne dla rodziców, bo sterror
    > yzowane nie pyskują,


    Pyskują przekupki na bazarze. Dzieci musiały spokojnie przedstawiać swoje argumenty. Ale to my decydowaliśmy, nie one.


    ale jak będą dorosłe, to albo kazdy - mąż, zona, pracodawc
    > a będzie mógł ich takze trzymać krótko i przy pysku, bo tego sa nauczone,


    Nie rozumiesz przenośni. Nawyk odpowiedzialności, obowiązkowości i dyscypliny jeszcze nikomu nie zaszkodził w przeciwieństwie do modnego w latach 70-tych wychowania bezstresowego Beniamina Spocka. Te teorie jeszcze w latach 90-tych Ameryce czkawką się odbijały. Ty do jednego worka wrzucasz małe dzieci i ludzi dorosłych. Dziecko partnerem rodzica nigdy nie będzie. Dorosły może negocjować warunki pracy i płacy, współpracować w zespole, a we własnej rodzinie współdecydować o stylu komunikacji.

    albo
    > wreszcie się zbuntują i zrobią wszystko, aby odseparować się od toksycznych rod
    > ziców i ich sposobu wychowania.


    Na tym bunt polega, żeby dorosnąć, pracować, założyć rodzinę i samodzielnie decydować o sobie? No to moi synowie "zbuntowali się" zaraz po studiach. Mamy 5-cio letnią, dwujęzyczną wnuczkę. Młodszy jest jeszcze kawalerem, ale był drużbą na weselu swojego pracodawcy. Niestety, dalsza część tego "buntu" nie zgadza się z Twoją definicją. Nas nie traktują jak toksyny. Jacyś nienormalni, prawda, tylko patrzeć jak psychiatrzy zaczną na nich zarabiać :)


    wychowujesz osoby które nie nauczon
    > o sprzeciwiania się

    Istotnie, nauczyliśmy nie sprzeciwiać się mądrym i życzliwym radom, opartym o racjonalne argumenty. oraz tego, że bezrozumny sprzeciw tylko szkody przynosi. Jeden chciał iść na...historię. Przedstawiliśmy wszystkie rozsądne argumenty od nasycenia rynku pracy poczynając a skończywszy na obowiązku zapewnienia dostatku sobie i rodzinie, którą kiedyś założy. Na koniec dodaliśmy, że przecież nikt mu nie broni pasjonować się w wolnych chwilach historią.

    i posiadania własnych dążeń i celów. Jeśli sądzisz, ze tacy
    > ludzie radzą sobie w życiu, to się mylisz. Wychowujesz posłusznych podwładnych
    > , a nie samodzielne jednostki. Może się okazać, ze będą to podwładni tych leniw
    > ych.


    Młodszy ma 29 lat. Na ostatnim roku studiów jako jedyny Polak wygrał międzynarodowy konkurs w branży technicznej. W pracy jest oczywiście podwładnym jak większość z nas, ale wysokie zarobki i obrotność w znajdowaniu zleceń raczej o lenistwie jego szefa nie świadczą.

    --
    www.pmiska.pl
  • camaretto 09.08.18, 18:16
    Na pewno narosły do matury zaległości - na maturze ważna jest wiedza, nie oceny z roku na rok powyciągane za uszy - i depresja przedmaturalna to najzupełniej normalna rzecz. Może wyjedzie gdzieś, ja bym mu dała trochę czasu, jego brakowi "motywacji do pracy" też nie masz się co dziwić - w końcu jeszcze w życiu nic nie robił, więc po prostu nic w żadnym zawodzie nie umie. Byłam przez lata tłumaczką, ale i korepetytorką. Takich dzieciaków miałam zawsze w różnym wieku, o różnym stadium "braków" mnóstwo - ale, oprócz tego że jestem niezłym tłumaczem, i w tym się spełniam - nauczania i korepetycji - nie - znajomości języka, tylko metodyki pracy - i podejścia do spraw zawodowych - nauczyła mnie matka, nie szkoła. Ja z kolei mam wrażenie, że im częściej "drze się" na niego mąż (to u mężczyzny normalne, po prostu presja to jedyne co umieją faceci w chwilach stresu, tak działa testosteron, a on nagle u ucznia słabego chce uzyskać efekty "konkurencyjne" :D - śmiech na sali), on by popracował może nad brakami - boi się matury, i to panicznie, a Wy przez swój pomysł żeby "na siłę" wszystko zostawić, i pójść do pracy - dajecie mu sygnał, że nie wierzycie w jego pozytywną ocenę na maturze. Dać mu wiarę w siebie , w swój talent - może jakiś posiada, zainteresowania - jeśli "nie działa" u psychologa, to może wyjazd i oddalenie na wakacjach "podziała"lepiej , znajdzie w innych warunkach motywację i "naładuje" akumulatory, będzie chciał coś zgłębić, czegoś się nauczyć, a może i zatrudnić. Takich poszukiwań i kontaktu ze środowiskiem nic mu nie zastąpi, poczucia, że nie jet już dzieckiem "przywiązanym do domu rodzicielskiego" i za chwilę czeka go samodzielność, obojętnie czy zda maturę, czy obleje ze stresu. Środków na depresję ani tym razem grzędy zrzędów - psychiatrów nie polecam, te ich leki to w istocie takie narkotyki, tylko w innych dawkach, też osłabiają zmysły i świadomość, zdrowym ludziom mogą dopiero zaszkodzić, działać nasennie, nawet toksycznie,osłabić reakcje zmysłów albo hormony wywołać omamy - a on nie jest wariatem, tylko ma kłopoty w szkole. Najbardziej go załamie niezrozumienie jego w sytuacji.
    Ja w jego wieku, dostałam na półrocze - nagle, po wielu latach "piątkowych" - nagle dwójkę i jedynkę w klasie maturalnej. Poszłam z tym do matki, ona do nauczycielki. Okazało się, że babka ":nie wie, ile ja umiem, bo ... jest nowa w naszej klasie, i to jeszcze nauczycielka polskiego. :D Zacięłam się, nie poszłam do niej na "korki", na które "musiała" chodzić cała klasa, podobnież "zmotywowana". Maturę zdałam jako najlepsza w szkole.
    Jeszcze jeden przykład z autopsji -jeden z kolegów, też słabiutki - wywołał u tej samej babki reakcję alergiczną. W kółko go niszczyła, mimo, że zdawaliśmy sobie sprawę, że bez naszej pomocy to matury chyba nie napisze wcale. On też. Złośliwość nauczycielki nie pomogła, mimo że parę osób oblało, w końcu życie i serce nie sługi na usługi, dzięki pomocy nauczycieli kolegów "jakoś się przepchnął". Maturę zdał ledwo, na uczelni też - był fajnym, dobrym kolegą, skończył tylko łatwiejszy kierunek (ludzie pytali często jakim sposobem), w w życiu robi co innego. Prowadzi sklep internetowy. Nawet studium podyplomowe skończył.
    Rozumiesz... to wszystko niekoniecznie jest w życiu najważniejsze. On idzie jak na ..ścięcie.

    Powodzenia! ( PS. moi uczniowie na korkach- maturzyści wszyscy zdali :) Nawet z dysleksją czy dwójkowi)

    --
    To nie karty są nietrafne tylko interpretator do kitu :-)
    stare przysłowie Starożytnych Rzymian
    Od wróżenia z flaczków jest jeszcze jedna,gorsza rzecz:flaki z olejem
  • walkyria 10.08.18, 09:32
    MOJE PIERWSZE WRAŻENIE JEST TAKIE...ma świetną matkę, bardzo dobre warunki wszystko jak na tacy... niech idzie do wojska
  • walkyria 10.08.18, 09:33
    Moje wrażenie. Chłopak ma za dobrze. swietna matka, i ojciec którzy robią za dużo/ Niech idzie do wojska. to pomoże
  • leda16 11.08.18, 00:11
    Ma być mięsem armatnim i zabijać ludzi? Tracić życie i zdrowie w obronie interesów ekonomicznych okupanta obcego kraju? Tego bym żadnym rodzicom nie życzyła.

    --
    www.pmiska.pl
  • camaretto 12.08.18, 11:44
    Moi koomple z wojska poszli, i służą, bo znieśli w międzyczasie obowiązek pospolitego ruszenia, walkyrio. Są w stanie obronić przez p. Kaczyńskiego jedynie (to z dziennikarskich informacji) jedynie 3 % powierzchni kraju. (pozostawiono przez niego jedynie wojsko zawodowe, z wyjątkiem dobrowolnych szkoleń oficerskich. Czy jakoś tak się zrobiło. )
    Ja mimo wszelkich "dobrych chęci" -a w tym wieku żądny przygód młody człowiek jeszcze ma chęci... dobre, lecz "w ząbek czesane", zdając sobie sprawę z głupoty oczywistej naszych wodzów gównych, znaczy sie... prezydętóff, nawet nie liczyłam na zwycięstwo moralne i podążyłam na fronta przeze mnie już na chodniku utarte, a więc ścieżką tolerancji, i - w Polsce jeszcze nielicznych prób walki dla pokoju na świecie :D
    Mimo twojego sarkazmu - TEGO NALEŻY ZABRONIĆ :)

    PS. Polecam lekturę filmową - Oliver Stone "Pluton", ścieżka tłumaczeniowa nie jest w stanie oddać w pełni tła socjologicznego filmu - "ciasteczko"- Stone w autobiografii z Wietnamu to chłopiec z dobrego domu, reszta to ulica.

    --
    To nie karty są nietrafne tylko interpretator do kitu :-)
    stare przysłowie Starożytnych Rzymian
    Od wróżenia z flaczków jest jeszcze jedna,gorsza rzecz:flaki z olejem
  • Gość: behelit IP: *.play-internet.pl 11.08.18, 22:11
    Witaj, nie chcę Tobie radzić bo rad już dużo dostałaś i większość z nich brzmi mądrze, a jednocześnie tylko praktyka pokazuje czy rzeczywiście jest jakiś 'sposób' by pomóc synowi. Życie zawsze wszystko weryfikuje. Osobiście po przeczytaniu Twojego opisu uważam Cię za troskliwą, kochającą mamę, a to naprawdę dużo, nawet jeśli czasem wydajesz się sobie bezradna.

    Rzadko czytam coś na forach, tu jestem pierwszy raz, a jeśli już coś przeczytam to nigdy sam nic nie piszę, ale tu chcę się wypowiedzieć. Bo widzę że w 90% to co przeczytałem mogłaby napisać moja mama jakieś 6 lat temu.

    Jako dziecko byłem zawsze spokojny i raczej w swoim świecie (fantazjowanie, książki fantasy, gry komputerowe) ale również ambitny i lubiłem się uczyć. Marzyłem o własnym komputerze i gdy byłem właśnie jak Twój syn w liceum, tym wymarzonym, o profilu, po którym miałem drzwi otwarte na studia, wtedy po odłożeniu pieniędzy z prac wakacyjnych kupiłem wymarzony komputer. Oczywiście grałem tyle ile mogłem, ponieważ byłem zdolny to na początku uchodziło mi to w szkole na sucho, zachęcając do pogłębienia mojej nowej cudownej pasji. Później poszedłem w minimalizm, miałem gorsze oceny, zacząłem opuszczać zajęcia, niejednokrotnie przez całonocne sesje nie mogłem się pozbierać, oczywiście nie chciałem wtajemniczać w to mamy więc okłamywałem ją 'dla jej dobra' a tak naprawdę to dla własnego spokoju.

    Oceny mi się pogorszyły, ale wciąż byłem ambitny i dużo od siebie oczekiwałem, co w zderzeniu z rzeczywistością zaprzestania innych aktywności i ograniczenia relacji z ludźmi zrodziło we mnie nieugaszone poczucie wstydu.

    To czym na początku się zachwycałem przekształciło się w coś na kształt choroby, której nie chciałem by ktokolwiek inny widział. Wychodziłem do świata rzeczywistego, w którym czułem się do tyłu, a po każdej porażce czy to w relacjach z rówieśnikami czy z własnymi oczekiwaniami wobec siebie (każdy ma wobec siebie oczekiwałem, Twój syn również!) wracałem w chłodne objęcia rzeczywistości wirtualnej, która daje tylko iluzję sukcesu (osiągnięcia w grach), marny substytut relacji (kontakt z ludźmi w większości przez internet) i poniżający substytut miłości (pornografia, od której uzależniona jest większość mężczyzn, statystyki są porażające). To wszystko zebrane naturalnie prowadzi do izolacji w tym świecie, który się jednocześnie kocha i nienawidzi, ale choć te objęcia są chłodne, to nie osądzają, wydają się dawać cień zrozumienia i ...tak można przeżyć życie.

    Świat poszedł do przodu i prawda jest taka, że nie oszacowano jeszcze powagi zagrożeń z uzależnienia od świata wirtualnego, a pierwsze ofiary dopiero się pojawiają, a kolejne pokolenia rosną i coraz wcześniej zaczynają. Znam wiele osób o zachowaniu takim jaki opisałaś a ja sam również się do tego przyznaję. Straciłem wiarę w siebie, pojawiły się kompleksy, dalsza izolacja i eskalacja uzależnienia. Błędne koło. Żądło tej pasji polega na tym że obiecuję ci to przyjemność, i w pogoni za nią idziesz dalej niż początkowo zamierzałeś, zostajesz przy niej dłużej niż chciałeś... I ostatecznie płacić dużo wyższą cenę, niż kiedykolwiek chciałbyś zapłacić.

    Ja zapłaciłem słono. Łącznie 10 lat spedziłem w większości w świecie wirtualnym, liceum skończyłem ledwo i dzięki łasce nauczycieli, dostałem się (za drugim razem) na wymarzone studia ale będąc sam z dala od domu rzuciłem je(!!!) bo znów zamknąłem się w tym świecie. Masakra jakaś.

    Dużo już napisałem, moja życiową historia z pewnością zbyt długa, ale chcę Ci powiedzieć o mojej mamie. Zachowywała się wspaniale, była wspierająca, cierpiąca gdy się zmagałem, troskliwa. Życzę Ci byś była taka jak ona w stosunku do Twojego syna. Ale to że była taka dobra, wcale mnie nie cofało od takiego życia, za to dawało takie zdrowe poczucie winy (w odróżnieniu do toksycznego wstydu i obrzydzenia do samego siebie). Dlatego, proszę nigdy nie przestawaj walczyć o syna, niech mu będzie niewygodnie z kłamstwami, niech poczuje wyrzuty sumienia widząc Twoją nieodwzajemnioną troskę! Niech stale widzi że nie jest Ci wszystko jedno! To naprawdę dużo, to są jego decyzje, tylko proszę, nie zrozum mnie źle. Zabójcza dla niego jest zgoda na wszystko i organizowanie mu tego ogrodu zepsucia, pozwolenie by z domu zrobił sobie norę. Im szybciej zobaczy konsekwencje (nie kary, a naturalne skutki) tym szybciej zechce zawalczyć o wydostanie się na wolność. To co mu pomoże to Twoja miłość i otwieranie przed nim różnych możliwości, człowiek nie może tak po prostu pozbyć się złych nawyków, musi je zastąpić nowymi, zdrowymi.

    Ze mną było w końcu tak, że po leżeniu na samym dnie po porzuceniu studiów, wziąłem się najpierw do przyznania się rodzicom, potem do pracy z tatą, potem w życiu znalazłem różne pasje, zajęcia i mimo że miałem wzloty ale i całkiem pokaźne upadki to moje życie stało się mimo wszystko bogatsze. Po latach jest już dużo lepiej, mam dobre kontakty z rodzicami i życie, które w ich oczach jest sukcesem, a co ważniejsze, zrodziło się w bólu i po rozczarowaniach, ale z własnej wewnętrznej motywacji, która pojawiła się u mnie dopiero gdy dosięgnąłem dna.

    Mam nadzieję że Twój syn nie będzie musiał tracić tyle czasu w niewoli i płacić takiej ceny, ale że jakkolwiek będzie, to ostatecznie pójdzie do góry. Każdy głupi uczy się na własnych błędach. Może Twój syn będzie tym nielicznym, który nauczy się na cudzych błędach i nie będzie szedł w nie głębiej.

    Proponuje też porozmawiać z mężem, dla syna niechęć i rozczarowanie ze strony ojca może działać bardzo destrukcyjnie (ja bardzo chciałem by tata był ze mnie dumny). Psychologowie mają wiedzę i mogliby pomóc, ale sam kontekst bycia 'pacjentem' i człowiekiem z problemem sprawia że trudno może być się otworzyć. To czego potrzeba to przyjaciół lub kogoś z rodziny, kto wyciągnie na zewnątrz, zderzenia z różnymi pomysłami i pasjami by znów zacząć marzyć i stawiać realne i osiągalne cele (jak choćby praca żeby zarobić na auto, ba, nawet na nowy komputer).

    Dobrze kończę już bo nigdy nie przestanę gadać, a tam gdzie wiele słów, tam wiele marności... Mam nadzieję że mimo że dużo i trochę chaotyczne napisałem to że coś pomoże. Życzę wam sukcesu w rodzinie!
  • Gość: Róża IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.08.18, 20:36
    Leda16 - ewidentnie nie posiada Pani ani grama wiedzy o depresji. Proszę nie wypowiadać się na temat, o którym nie ma Pani zielonego pojęcia. Nie trzeba przeżyć traumatycznych wydarzeń, aby zmagać się z tą chorobą. Zapewne nie wie Pani, co oznacza termin depresji endogennej...
    Aisak49 - radziłabym wybrać się z synem do DOBREGO psychiatry w celu weryfikacji ewentualnych zaburzeń o podjęcia leczenia przed klasą maturalną. Nie polecam zachęcania do pracy w wakacje.
  • Gość: Nick1 IP: *.170.246.94.jerzostrada.pl 14.08.18, 18:10
    Leda16 jest legendą forum Psychologia. Jedzie równo po każdym, szczególną nienawiscią obdarzając przedstawicieli trzech grup: dzieci sprawiajace kłopoty rodzicom (wg. Ledy to rodzice zawsze maja racje), osoby molestowane w dzieciństwie oraz gejów/lesbijki. Sama zobacz jak obrzuca ich na forum gównem :/
  • leda16 18.08.18, 19:52
    A Ty jakiś koprofag, że z takim upodobaniem to g...o wąchasz? Przyjemności :)

    --
    www.pmiska.pl
  • leda16 18.08.18, 19:43
    Gość portalu: Róża napisał(a):

    > Leda16 - ewidentnie nie posiada Pani ani grama wiedzy o depresji. Proszę nie wy
    > powiadać się na temat, o którym nie ma Pani zielonego pojęcia.


    W necie nie ma zwyczaju "panowania" więc zapytam uprzejmie, na jakiej podstawie dyskryminujesz poziom mojej wiedzy psychiatrycznej? Swojego "widzimisię" ? To odrobina za mało, żeby decydować, czy mam się na jakiś temat wypowiadać, czy nie.


    Zapewne nie wie Pani,
    > co oznacza termin depresji endogennej...


    Przypuszczam Koleżanko, że widziałam więcej przypadków depresji endogennej niż Ty liczysz sobie latek. Tutaj możesz mi tylko wierzyć lub nie. Natomiast jeśli lepiej się czujesz z przekonaniem, które wyraziłaś na początku Twojego postu, to pozostań w nim nadal. Mnie to lotto :)


    > Aisak49 - radziłabym wybrać się z synem do DOBREGO psychiatry w celu weryfikacj
    > i ewentualnych zaburzeń o podjęcia leczenia


    Tia...weźmie dorosłego, 18 -to letniego mężczyznę za rączkę i zaprowadzi do psychiatry. "Nie wiem o co chodzi - stwierdzi młodzian - mamusia mnie tu przyprowadziła, bo...jakaś pani w internecie, o ksywce Róża napisała, że może mam depresję endogenną i mama powinna tą jej diagnozę zweryfikować..."
    DOBREGO psychiatry powiadasz? A jak wygląda taki "dobry" psychiatra?



    --
    www.pmiska.pl
  • klaudiabloguje 15.08.18, 19:50
    Nie czytałam wszystkich komentarzy, bo jest ich bardzo dużo, być może ktoś napisał już coś podobnego.
    Ja uważam, że najlepiej by było, gdybyś zaakceptowała swojego syna takim jaki jest. Chcesz mu pomóc - to dobrze - ale próbujesz mu pomóc w taki sposób, żeby go zmienić troszkę na siłę i uformować go tak, by bardziej spełniał Twoje oczekiwania. On nie będzie nigdy taki, jak Ty chcesz, żeby był. Będzie taki jaki jest. Największy prezent jaki możesz mu dać to zaakceptować go i nie zmieniać na siłę. Myślę, że on czuje, że Ty uważasz, że z nim jest coś nie tak. On musi czuć, że kochasz go takiego jaki jest (wraz z tymi wszystkimi pałami z matematyki).
    Wiem, że się o niego martwisz i chcesz dla niego jak najlepiej. Jak okażesz mu akceptację, być może on bardziej się otworzy. Być może uda Wam się wspólnie znaleźć jego mocne strony i syn nabierze odwagi, by je rozwijać.
    W życiu przecież nie chodzi o to, by spełniać cudze wymagania i oczekiwania. Chodzi o to, by być sobą, znaleźć i rozwijać swoje mocne strony.
    Nie wiem, czy to co napisałam Ci pomoże... W każdym razie życzę wszystkiego dobrego.


    --
    www.klaudiabloguje.pl

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.