Dodaj do ulubionych

Podważanie autorytetu. Jak nie grac do 1 bramki

16.01.19, 12:50
To co opiszę jest prawdopodobnie typowym przypadkiem wychowawczym, jednakże jakie będą tego konsekwencje, to już zupełnie inna historia.
Jesteśmy niewielką rodziną 3 osobową, moja piękna żona, 5 letni synek i ja.
Od 2 lat, od kiedy moja zona awansowała zawodowo, mniej poświęca czasu na wychowanie.
Kiedy przychodzi do domu po pracy, jedynie zje kolację i ciągle patrzy i pisze na smartfonie, oczywiście przy naszym synku.
Na początku graliśmy do jednej bramki wychowując małego.
Od kiedy moja żona więcej pracuje i ma więcej stresu w pracy, zaczęła mu niemalże na wszystko pozwalać, idąc tym samym na łatwiznę, gdyż przez uleganie, unika nerwowych sytuacji.
Oczywiście jest to złudne, ponieważ nerwowe sytuacje coraz częściej sie pojawiają, co wynika z podważania przez nią mojego ojcowskiego autrytetu.
Typową sytuacją jest przykład, kiedy mały przedłuża oglądanie dobranocki, a ja proszę, żeby dokończył obecną bajkę i poszedł ze mną do łazienki sie wykapać/umyc.
Od kilku miesięcy, nie kończy się to na jednej prośbie, tylko na 10, później prośba przeradza się w polecenie, w międzyczasie jest tez tłumaczenie dlaczego.
W rezultacie synek biegnie do mamy i skarżąc się na tatę, mówi, że chce jeszcze tę "ostatnią" obejrzeć.
Moja żona zazwyczaj mu ulega, mówiąc do mnie: " Daj spokój, niech sobie jeszcze poogląda".
Poza tym, że jest godzina 21, utwierdza małego w przekonaniu, że moje zdanie nie jest ważne.
Przez jakiś czas ulegałem, jednak przemyślałem sprawę i przestałem ulegać i właśnie wówczas zaczyna się nerwowa atmosfera, ponieważ zaczynam unosić głos.
Ostatnio nawet kilka razy pokłóciliśmy sie o to z zoną przy synku.
To był tylko jeden przykład, a jest ich wiele, np.: kupowanie zabawek lub słodyczy podczas każdego wyjścia do sklepu, nie zwracanie uwagi na coraz bardziej "odważne" odzywki synka, etc.

Straciliśmy wspólny język wychowawczy.
Poprosiłem żonę, żeby przy małym, nie podważała mojego zdania, że zawsze możemy o tym pogadac wieczorem, kiedy pójdzie spać, ale nie przyniosło to pożadanego efektu.

Kiedy jestesmy samo, mój synek nie ma problemu z pozytywnym ustosunkowaniem sie do moich próśb, albo czasami poleceń.
Z uśmiechem na twarzy idzie do łazienki, w sklepach jest grzeczny i zna umiar, nawet sam idzie umyć ząbki.
Wspólne wyjazdy we dwóch również należą do bardzo miłych i pouczających.
Zaś energię pożytkujemy na wspólne zabawy, naukę bądź inne czynności.
Przy żonie jest bardzo często nieznośny, w czym ona nie widzi żadnego problemu.

Należymy do ludzi o liberalnym i w sumie nowoczesnym podejściu do wychowania dzieci.
Jednakże w moim odczuciu, moja żona się pogubiła, poszła na łatwiznę i wybrała skrajność, co może skutkować bardzo niemiłymi sytuacjami w przyszłości oraz nieprawidłowym rozwojem naszego synka.

Co o tym sądzicie?

Pozdrawiam serdecznie,


Edytor zaawansowany
  • eukaliptusy 19.01.19, 09:42
    Myśle, ze musisz porozmawiać z żoną na ten temat.
    Ona na pewno ma swoje powody.
    Wbrew pozorom rodzic, który pozwala na wszystko ma gorszą relacje z dzieckiem. Taki rodzic nie daje mu poczucia bezpieczeństwa. Nic dziwnego, że syn przy matce zachowuje się nieznośnie - pokazuje jej, że potrzebuje postawienia granic.
    Tutaj jest podcast/artykuł w którym Janet Lansbury odpowiada innemu ojcu, który ma identyczny problem. Polecam.

    www.janetlansbury.com/2018/08/dad-feels-undermined-and-defeated-by-partners-lack-of-limits/
  • karianin 28.01.19, 12:53
    Dzięki wielkie!
  • eukaliptusy 19.01.19, 09:57
    Nie martwiłabym się tym, ze dziecko może uznać, że twoje zdanie nie jest ważne. W końcu w sytuacjach sam na sam nie jest to żaden problem.
    Natomiast prawdziwy problem jest w relacji małżeńskiej i tym, że to żona uznaje, że twoje zdanie nie jest ważne.
    Mam nadzieje, ze dałam ci trochę argumentów od ekspertów (napisanych z wielkim wyczuciem i zrozumieniem dla obu stron) do wykorzystania w dyskusji z żoną.

    Natomiast mam wrażenie, że to nie jest jedyny problem w waszej relacji. Biorac pod uwagę, że rozbieżności zdań u was kończą się krzykiem, może to na wzajemnej komunikacji przede wszystkim trzeba się skoncentrować.
  • verdana 20.01.19, 16:21
    Ale to nie jest tak, ze żona podważa Twój autorytet - Ty takze podwazasz jej. Uznałeś, ze jest jedyny słuszny sposób wychowania - Twj i żona winna podporzadkować sie temu, co zadecydowałeś, bo Ty wychowujesz dobrze, a ona ulega. Otóż nie. Kazde z Was ma prawo mieć swoje pomysły wychowawcze i to, ze jesteś bardziej stanowczy wcale nie przesadza o tym, ze trzeba realizować jedynie Twoją koncepcję. Żona ma tak samo prawo kupować dziecku, jak Ty niekupować. Chcesz, aby Twoim decyzjom podporzadkowało się nie tylko dziecko, ale i żona, co skłania mnie do przypuszczenia, ze rzeczywiście możesz być zbyt wymagający i mało elastyczny w kontaktach z dzieckiem, a matka chce być rodzicem bardziej swobodnym. I ma do tego prawo.
  • karianin 28.01.19, 12:54
    Oczywiście, że tak.
    Ale mi sie nie zdarzyło, abym podważył jej autorytet w obecności dziecka.
  • morekac 22.01.19, 06:37
    To, że dzieci bywają nieznośne, to norma.
    Przecież mały musi kiedyś strzelać focha. I jeśli przy tobie jest zawsze grzeczny, ułożony i nigdy nie sprawia żadnych problemów - to jest dziwne.

    --
    -------------------------------------------------------------
    "Pan Zenek z Bemowa: Dla mnie super sprawa, że niedziela jest wolna. Uważam, że powinni zamknąć sklepy także w sobotę. Jestem na zakupach tylko ze względu na żonę, która chciała zrobić je przed wolną niedzielą.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.