Dodaj do ulubionych

trudny 5 latek

04.09.19, 12:42
Witam,
bardzo proszę wszystkie mamy urwisów o zdanie.
Mam problem z moim pięciolatkiem, a mianowicie - nie słucha się.
Tak wiem, każdy rodzic czasami narzeka. Ale u nas to chyba coś więcej niż zwykły upór, a w każdym razie na pewno ja to postrzegam jako bardzo duży problem (czy słusznie?).
Problem polega na tym, że mój pięciolatek nie słucha się. Nie wykonuje poleceń, ani tych "dnia codziennego" (ubierz majtki, umyj rączki), ani tych "nadzwyczajnych" (nie wjeżdżaj autem zdalnie sterowanym ludziom pod nogi - to było wczoraj, powtarzałam 4 razy). To oczywiście tylko przykłady.
Ja z natury swojej nie jestem osobą o nieograniczonych pokładach cierpliwości, jednak wcześniejsze lata macierzyństwa nauczyły mnie dużo, i uważam, że zachowuję spokój dość długo. Jednak prawda jest taka, że dopóki się nie wydrę, to nie osiągam celu polecenia/prośby.
Bez porannej awantury ubieranie się i mycie zębów/jedzenie śniadania potrafi trwać w nieskończoność (prawdopodobnie nie osiągnie się celu wcale), dzisiaj z mini awanturą trwało ponad godzinę. Odsyłam młodego do pokoju ubrać się, za 5 minut zaglądam - wciąż goły (synku, o co cię prosiłam? - żebym się ubrał - to się ubieraj), za 5 minut - goły (o co cię prosiłam? ...) i tak w kółko. W 90% przypadków wie, czego od niego wymagam w danym momencie, więc nie jest to kwestia tego, że nie rozumie, czego od niego oczekuję.
Wiem też, że w przedszkolu skarżą się na to samo.
Ostatnio do powyższych problemów doszły wybuchy złości, ale to zazwyczaj na tle podbierania sobie zabawek z siostrą, i osobiście nie wiążę tych dwóch problemów ze sobą.
Zaznaczę, że syn był zawsze wychowywany zarówno z karami jak i nagrodami, uważam, że byliśmy konsekwentni.
Nagrody to wyjście na lody / jakieś atrakcje np. zoo / czasami bajka np. Psi Patrol.
W sytuacji, w której bardzo potrzebuję szybko wymusić na nim posłuszeństwo, potrzebuję bardzo silnej kary (zazwyczaj grożę odebraniem klocków lego, wtedy jest dramat) lub bardzo silnego motywatora (ostatnio wychodziliśmy do zoo, więc wtedy ubrał się szybko).
Przyznaję, że nie mam już siły, na co dzień brak jest takich silnych przekonywaczy, łagodniejsze nagrody lub kary absolutnie po nim spływają.
Nie chcę wprowadzać w domu terroru, ale przyznam szczerze, że moja wytrzymałość osiągnęła już granicę, wstyd mi również przed goścmi, którzy przychodzą z dziećmi i obserwują, co u nas się dzieje.
Dodam jeszcze, że syn jest niesamowicie żywym dzieckiem, z dużymi pokładami energii, chodzimy z nim 3 x w tygodniu na treningi, żeby go jakoś rozładować. Przechodził kiedyś badania psychologiczne w związku z problemmi w przedszkolu, ADHD wykluczono.
Proszę o radę :)
Edytor zaawansowany
  • rulsanka 05.09.19, 22:08
    Pięciolatki przechodzą duży skok rozwojowy, problemy wychowawcze to norma w tym okresie. Wychowywanie z karami i nagrodami przynosi taki efekt, że dziecko nie ma motywacji wewnętrznej do tego, by coś zrobić. Nie rozumie celu wykonywanych czynności, bo dla niego celem jest nagroda lub uniknięcie kary.
    Z karami problem jest taki, że z czasem potrzeba coraz silniejszych bodźców, tego właśnie doświadczasz. A potem co? Bić będzie trzeba, bo nic innego nie zadziała. Pora zacząć z dzieckiem rozmawiać.
    Pięciolatka prościej jest ubrać niż go terroryzować - zapewniam. Każde dziecko ma okresy regresu w ubieraniu. Pięciolatka można też nakarmić, dziura w niebie się nie zrobi, a ten stan wkrótce minie. Zawsze mija. Zęby dziecku się myje przynajmniej do 8-9 lat, dziecko samo nie jest w stanie zrobić tego dobrze.
    Przyjazna atmosfera w domu to dobro nie do przecenienia. Czy celem wychowania jest posłuszeństwo dziecka, czy nauczenie dziecka podejmowania własnych, mądrych decyzji? Bo nie zawsze będzie przy nim mamusia i groźba zabrania lego. Co jeżeli jacyś agresywni koledzy zażyczą sobie jego posłuszeństwa w np. sprzedaży narkotyków? Albo, żeby kogoś pobił?
    Jeżeli będziesz miła, ciepła i cierpliwa, to wtedy może zadziałać jednorazowe wydarcie się, gdy dziecko najeżdża autkiem na czyjeś nogi. Ale nie wtedy, gdy terroryzujesz go cały czas. Nota bene w przypadku autka należało je zabrać zamiast ostrzegać tyle razy.
  • eowen 07.09.19, 18:38
    Wypisz wymaluj moja córka ostatnimi czasy ;) Natomiast wiem, że jej niesłuchanie bardziej wynika z rozkojarzenia, skupianiu się na czymś innym niż moje polecenie. Czasem też mówi, że słyszy to, co mówię, ale jej się to nie podoba. Raczej tłumaczę, daję określony czas, podaję konsekwencję, chociaż też czasem krzyknę (głównie jeśli jej niesłuchanie dotyczy zamęczania młodszego brata). Wiem, że ona zasadniczo chce mnie słuchać, tylko przez większość czasu po prostu jej się to nie udaje ;)
  • verdana 13.09.19, 19:41
    "Zaznaczę, że syn był zawsze wychowywany zarówno z karami jak i nagrodami, uważam, że byliśmy konsekwentni.
    Nagrody to wyjście na lody / jakieś atrakcje np. zoo / czasami bajka np. Psi Patrol.
    W sytuacji, w której bardzo potrzebuję szybko wymusić na nim posłuszeństwo, potrzebuję bardzo silnej kary (zazwyczaj grożę odebraniem klocków lego, wtedy jest dramat) lub bardzo silnego motywatora (ostatnio wychodziliśmy do zoo, więc wtedy ubrał się szybko).
    Przyznaję, że nie mam już siły, na co dzień brak jest takich silnych przekonywaczy, łagodniejsze nagrody lub kary absolutnie po nim spływają."
    I tu masz odpowiedż - przynajmniej częściową - na swój problem. Nauczyciście konsekwentnie dziecko, ż erobi coś tylko dla nagrd albo dla kar. Niższe nagrody i kary się zdewaluowały, a motywacji wewnętrznej w dziecku nie ma. Proponuję zaprzestać wychowywania przez nagrody i kary, zamiast tłumaczyć po raz piąty ubrać dziecko samemu. Zamiast marusdzenia zostawić minutnik i zrobić wyścigi.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka