Dodaj do ulubionych

skąd te ataki złości u 4,5 latka?

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.08.07, 14:37
Mamy problem z synkiem Krzysiem(4,5 roku). Od ok miesiąca nasiliły sie u niego
ataki złości. Zwykle mają one miejsce wtedy, kiedy coś nie jest po jego myśli,
lub nie chce wykonać czegoś o co go z mężem prosimy (np. mycie zębów,
ubieranie itp.). Dostaje ataku furii - krzyczy tak przeraźliwie, że trudno to
wytrzymać, płacze, czasem rzuca przedmiotami. Poza tym jest dzieckiem
wrażliwym i inteligentnym, szybko nawiązuje kontakty z innymi dziećmi. Jest
raczej płaczliwy. Często okazuje tzw. "humory". Nasza historia z atakami
złości zaczęła się gdy Krzyś miał ok. 2,5 roku, co oczywiście powiązaliśmy z
buntem 2-latka. Po krótki okresie wyciszenia (choć nie całkowitego ;)),
kolejny etap tych wybuchów był związany z pojawieniem się na świecie Jego
siostrzyczki, kiedy Krzyś miał skończone 3 lata. Rozumieliśmy z mężem to, że
jest to dla niego trudny moment i staraliśmy się go wspierać - swoim
zachowaniem pokazać, że mimo pojawienia się rodzeństwa nadal go kochamy. Po
jakimś czasie sytuacja się w miarę ustabilizowała i Krzyś w miarę radził sobie
z negatywnymi emocjami. Teraz jednak wszystko wróciło z mocą huraganu - i
przynajmniej raz dziennie synek robi nam sceny.
Zastanawiam się czy postępujemy dobrze. Kiedy zaczyna wrzeszczeć staramy się
mu pokazać, że takim zachowaniem nic nie zdziała, że np. mimo swego sprzeciwu
będzie musiał umyć zęby jak zawsze. Kiedy w ataku furii rzuca zabawkami - to
potem musi je posprzątać; kiedy kogoś uderzy - przychodzi (sam) i przeprasza.
Zresztą kiedy się wywrzeszczy, to potem zachowuje się tak, jak gdyby się nic
nie wydarzyło. Czasem ponoszą mnie nerwy i dam mu klapsa ale zdarza się to
bardzo rzadko. Widzę, że Krzyś tak jakby nie radził sobie z negatywnymi
emocjami i zupełnie nie wiemy jak mu w tym pomóc. Teraz we wrześniu idzie do
przedszkola na pół dnia i martwię się, że te zachowania będą przeszkodą,
zwłaszcza że w zeszłym roku podobne sytuacje miały miejsce w Klubie Malucha,
do którego chodził 2 razy w tygodniu. Zastanawiam się również czy ta jego
nadwrażliwość, płaczliwość i wybuchy niezadowolenia i złości nie są związane z
jego alergią (jajko, mleko) i atopowym zapaleniem skóry (choć problemy skórne
są teraz dużo mniejsze niż jeszcze rok temu).
Bardzo proszę o pomoc - jak mu pomóc, jak z nim postępować :( ?
Edytor zaawansowany
  • justyna_dabrowska 20.08.07, 17:40
    Wygląda na to, że robi Pani wszystko tak jak trzeba. radziłabym
    uznać że te ataki złości są jakimś "kolorytem" właściwym synkowi i
    że nie warto poświęcać im zbyt wiele uwagi - dopóki oczywiście nie
    zacznie kogoś krzywdzić...
    Chłopiec musi sie nauczyć "ogarniać" swoja złośc sam - nie zalewać
    nią otoczenia. Spokojne odczekiwanie, nie uleganie presji,
    ewentualnie odstawianie do innego pokoju aż sie uspokoi powinno w
    końcu przynieśc rezultat...

    Powodzenia!
    JD
  • Gość: ewicia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.08.07, 22:56
    Bardzo dziękuję za pomoc. Pocieszyła mnie Pani :))
    Z jeszcze większym optymizmem będę stawiać czoło "humorom" synka.
    Serdecznie pozdrawiam.
  • Gość: pinezka IP: *.streamnet.pl 21.08.07, 23:19
    Witam, czytając ten post o ataku złości u 4latka, to tak jakbym
    czytała o mojej trzyletniej córce.. niestety, tylko w jej wypadku
    trzeba dodać nagminne bicie wszytskich dookoła. Bije mame , tatę,
    babcie koleżnaki, ciągnie za włosy, zawsze wtedy, gdy cos idzie nie
    po jej myśli. Najgorsze jest to, że trudno dociec, co poszło nie po
    jej myśli, atak złości i agresji jest nieprzewidywalny, może być
    spowodowany nawet postawieniem szklanki w nie tym miejscu, w którym,
    niby wg córki, miała stać. Potrafi uderzyć na "dzień dobry" przy
    wejściu do domu, bez powodu, zrzucić jedzenie ze stołu, bo np.
    talerz źle stał... wiele jest takich przykładów. Jest agresywna,
    złości się, histeryzuje, płacze, wrzeszczy...Uspokajanie trwa
    różnie, od kilku do klikudziesięciu minut. Najpier, tak jak sławna
    niania nakazywała, usadzaliśmy ją w jednym miejscu do uspokojenia
    się, nie pomagało, potem w łazience.. ni epomagało, potem stanie w
    kącie! - też nie najlepeij, teraz jest najjgorzej, nic ni epomaga,
    zamykamy ją w pokoju... hmmm, bez większych rezultatów. Byłam 2x u
    psychologa, obie panie radziły to co niania z TVNu.. hmmm... ni
    emamy pomysłu juz żadnego... chyba się gdzieś zapętliliśmy....gdzieś
    zguliliśmy w wychowywaniu naszego dziecka... Babcia, która jest z
    nia gdy my jesteśmy w pracy, pomału opada z sił....a za dwa tygodnie
    przedszkole.. i co to będzie? jestem pełna obaw... denerwuję sie
    bardziej niż córa, chociaz ona nie wykazuje jakiegos zapału aby
    pójść do tego przedszkola, ale tylko w nim widze ratunek... może
    jakos dzieci ją "ustawia", może zobaczy, że nie jest tak, że tylko
    ona może rządzić... sama nie wiem co o tym myśleć.. nawet myslałam o
    prywtnym przedszkolu, gdzie jest mniej dzieci w grupie, może więcej
    uwagi wychowawczyni poświęca maluchom, może jest na stałe
    psycholog... dzisiaj nasza córa przeszła sama siebie.. opadlismy z
    sił.... a potrzeba nam jej tak dużo... jakby tego było mało, to
    jeszcze sa mało wyrozumiali rodzice i babcie na podwórku:" jakie to
    dziecko niegrzeczne!", gwoźdź do trumny :((( a przecież próbujemy..
    czy ktos ma pomysł, co tu jeszcze zrobić? z góry dziękuję za
    odpowiedzi/podpowiedzi

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka