Dodaj do ulubionych

Co będzie lepsze dla dziecka?PaniEwoProszęOpomoc!

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.04.08, 00:56
moje dziecko ma 2,5 roku jest bardzo wrazliwą,mądrą dziewczynka.Mam tez meża
ktory czesto wraca do domu pod wpływem alkoholu,na ogol nie jest pijany,ale
jest np. po dwóch piwach,albo dwoch kieliszkach wódki.Nie ma już z tego powodu
kłótni w domu,chociaz zdażało sie kiedys ze bywały,ale ja nie potrafie udawac
ze nic sie nie stało,mala pewnie widzi ze jestem zła lub smutna,jeszcze do
tego mąz na ogół sie wypiera,więc dyskutujemy,jest wymiana zdań,takze mala
czesto słyszy słowa "jestes pijakiem" .Najczescie pozniej maz zasypia na
podłodze,czasem sie przebudza,bawi troche z mala,znow zasypia,albo ona go
budzi.Nieraz bez alkoholu zdaza mu sie zasnac bbo jest zmeczony.
Ogólnie raczej kiepsko sie miedzy nami ukłda,nawet jak sa lepsze dni to on
wszystko pozniej psuje alkoholem.Oboje jestesmy nerwowi,wiec czesto sie
sprzeczamy o pierdoły.Nie wiem dlaczego on pije,jak nie było małej to tez
czesto mu sie zdazalo,tylko wtesy to mi az tak nie przeszkadzało,mysle ze to
głównie koledzy sa tu problemem i jego słaba wola.Próbowalam znim
rozmawiac,stawialam warunki,nie odzywalam sie do niego,nic nie skutkuje,wiec
nie mam zamiaru juz dociekac dlaczego tak jest,,nie mam na niego wpływu,on
zreszta nie widzi zadnego problemu.
Coraz czesciej mysle o rostaniu,chodzi mi tylko o dobro dziecka.Nie wiem co
dla niej jest lepsze,czy taki ojciec,czy przewrocenie jej zycia do gory
nogami.Bo w razie rozwodu musialabym sie z nia wyprowadzić,nie wiem gdzie???bo
tego mieszkania nie utrzymam sama,poza tym bedzie podzial majatku,to
mieszkanie jest wspolne.Ona jest bardzo do mnie przywiazana,ja nie
pracuje,wiec musialabym isc do pracy,ona musialaby by byc z babcia.Poza tym
ona kocha "tatunie"lubi sie z nim bawić.
Prosze mi pomoc,co robić????
Edytor zaawansowany
  • asia.sthm 25.04.08, 17:35
    musisz zdiagnozowac meza - czy to jest nadmierna konsumpcja czy
    alkoholizm ? W zadnym przypadku Ty problemu nie rozwiazesz. Jedyne
    co mozesz zrobic to zadbac o siebie i dziecko. Twojemu mezowi MUSI
    sie oplacic zmienic zwyczaje lub podjac leczenie. Aby mu sie
    oplacilo, straty musza byc wieksze niz zyski. To jest prosty
    mechanizm dzialania , kecz bardzo trudny do przejscia.
    Tu masz dobre forum o alkoholizmie:
    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=10984
    w zajawce wazne linki.

    Zeby rozwazyc co jest dla dziecka lepsze, czy pijany tatus na stale
    czy tez trzezwy na przychodne, usiadz i wyobraz sobie twoja rodzine
    za 10 lat - jesli sytuacja sie natychmiast nie zmieni masz
    perspektywe zycia w piekle, twoje dziecko/dzieci tez.
    Sprawy materialne sa oczywiscie wazne, perpektywa naglego obnizenia
    standartu wydawac sie moze w obecnej chwili przerazajaca. Postaraj
    sie popatrzec na te druga perspektywe, z alkoholem nie wygrasz.
    Szukanie powodow picia, obarczanie kolegow, nie ma tu najmniejszego
    sensu. Najprawdopodobniej do jakiegos czasu maz kontrolowal alkohol,
    teraz alkohol kontroluje meza i steruje jego oraz waszym zyciem.

    Wez sprawy w swoje rece, korzystaj z kazdej mozliwej pomocy.
    Glowa do gory.
    --
    po prostu, prosto z mostu....
    ˙·٠•●♥●•٠·˙
  • kiki80 25.04.08, 21:46
    niewiem co doradzic!to trudny temat!zycze powodzenia!i podjecia
    dobrych decyzji!

    --
    www.szipszop.pl/tickers/5337.gif
  • Gość: smutna IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.04.08, 01:27
    U nas problem polega tez na tym ze maz nie ma rodziny,ma jaks dalsza ale raczej
    nie utrzymuje z nimi kontaktu.Nawet jak przychodzil po alkoholu i kazalam mu
    wyjsc to spal po drzwiami,albo wracałw nocy bo nie ma dokad pojsc.Bboje sie ze
    gdybym kazala mu definitywnie odejsc to i tak by wracał,albo by chlal az by sie
    zapił,nieraz sam mowil ze jak mamy sie rozstac to on nie ma po co zyc.mamy tez
    wspolnie kilka zaciagnietych kredytow,jak bede spłacac razem z nim
    kredyty,utrzymywac dom????ile musialabym zarabiać.
  • asia.sthm 26.04.08, 13:40
    > zapił,nieraz sam mowil ze jak mamy sie rozstac to on nie ma po co
    zyc.

    To faktycznie bardzo rozczulajace i latwo sie na to zlapac. Ty juz
    sie dalas. To, ze moze po prostu przestac pic, zostac trzezwym
    alkoholikiem, i tym samym wykluczyc rozstanie, do glowy mu
    przychodzi. Oznacza to ze jest naprawde uzalezniony. Ty zamiast
    wpadac w nastepne pulapki, zglos sie narazie sama do poradni dla
    osob wspoluzaleznionych. Otrzymasz tam pomoc zarowno psychiczna jak
    i porady praktyczne, jak rozwiazac sprawe podzialu majatku.
    Twoj maz sie nie zmieni dopoki sytuacja, a nie twoje gadanie, go do
    tego nie skloni. Bedzie wynajdywal tysiace powodow, manipulowal
    toba, czeka cie gehenna zycia z alkoholikiem. Poczytaj o tej
    chorobie. Wiedza da ci pewnosc ,ze ty w tej sprawie nie mozesz
    zrobic nic innego jak sie zwyczajnie odseparowac. Pozostajac przy
    nim ulatwiasz mu picie.
    Wiem ze jeszcze nie dojrzalas do podjecia odpowiednich krokow, ale
    jestes na dobrej drodze. Nie poddawaj sie i nie cofaj.
    --
    po prostu, prosto z mostu....
    ˙·٠•●♥●•٠·˙
  • Gość: smutna IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.04.08, 01:19
    wracajac do tego co wczesniej pisalas,mnie nie chodzi o to ze przy rozsatniu
    zmieniałaby mi sie stopa zyciowa,bo kokosow tweraz tez nie mam,tyle tylko ze nie
    pracuje.Chodzi mi o dziecko-inny dom(nie wiem gdzie)brak taty,ja do pracy to
    chyba duzo dla małego człowieczka.
    W tym wszystkim jest chyba jeszcze to istotne ze moj maz ma problem z powrotem
    do domu w stanie trzezwym kiedy wraca z pracy,chociaz wiem ze nie tylko pije z
    kolegami z pracy,ale takze z kolegami z miejsca w ktorym mieszkal,niestety
    wracajac z pracy codziennie tamtedy przejezdza.Natomiast jak ma np. urlop,czy
    nawet jest weekend to nie pije zadnego alkoholu,a na jakichs imprezach tez sie
    nie upija i nawet jak troche na jakiejs imprezie wypije to nie leczy pozniej kaca.
    Noi to p
  • asia.sthm 28.04.08, 09:47
    > W tym wszystkim jest chyba jeszcze to istotne ze moj maz ma
    problem z powrotem
    > do domu w stanie trzezwym kiedy wraca z pracy,chociaz wiem ze nie
    > tylko pije z kolegami z ....

    Twoj maz ma problem nie z powrotem do domu w jakimkolwiek stanie,
    twoj maz ma problem z alkoholem. Ty to juz dobrze wiesz, bo
    rozwazania o odejsciu nie wziely sie bez powodu.

    Rozumiem twoje obawy jak corka przejdzie wszystkie zmiany....wiec
    zapewniam ze przejdzie je mniej bolesnie niz sie obawiasz.
    Najbolesniejsze co mozesz jej zafundowac, to wyrastanie w atmosferze
    pijanej logiki, klotni, niepewnosci i wiecznego strachu. Popytaj
    doroslych ktorzy maja takie dziecinstwo za soba.
    Jesli teraz nie postawisz stanowczego ultimatum, to twoj maz sam z
    siebie nie zmieni zwyczajow. Jesli umie sie kontrolowac na urlopie
    czy podczas weekendow to ja nie wiem co mu ci koledzy robia.
    Najpewniej przystawiaja mu spluwe do glowy i sila upijaja. Inaczej
    nie widze.
    Pozdrawiam.

    PS
    Pani Ewa moze rozwinie aspekt zmian w zyciu 2,5 latki.
    --
    po prostu, prosto z mostu....
    ˙·٠•●♥●•٠·˙
  • madda_lenka 28.04.08, 11:50
    Asia ma rację- musisz myśleć o sobie i dziecku... Też doradzam wizytę w poradni-
    najpierw sama, a potem zaproponuj to meżowi.
    Piszesz, ze Mała byłaby z babcią, gdybyś sie z z nim rozstała i poszła do pracy-
    czyli nie jesteś sama, masz rodzinę, a przez to wsparcie.. To już pierwszy krok
    do sukcesu.
    Musisz być silna
    i konsekwentna
    To bardzo ważne
    --
    "Kobieta nigdy nie wie, czego chce, ale nie spocznie, dopóki celu nie osiągnie".
  • kajda28 28.04.08, 11:52
    >Ona jest bardzo do mnie przywiazana,ja nie
    > pracuje,wiec musialabym isc do pracy,ona musialaby by byc z babcia.Poza tym
    > ona kocha "tatunie"lubi sie z nim bawić.

    każde dziecko jest przywiązane do mamy, a zobacz ile mam 2,5 latków pracuje- to
    jest normalne. Tate może kochać dalej, to że się rozejdziecie nie wpłynie na jej
    uczucia. Dzieci b. szybko się przyzwyczajają, uczą żyć w nowych warunkach.
    Zgadzam się we wszystkim z asia.sthm. powiem tylko że ja odeszłam od mojego męża
    jak dzieci miały 4 i 2 lata. Ważne aby dziecko czuło się bezpieczne i kochane.
    Uważam że było to najlepsze rozwiązanie dla moich dzieci.
    --
    Spotkałem człowieka tak nie oczytanego, że musiał cytaty z klasyków wymyślać sam.
  • Gość: smutna IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.05.08, 02:11
    ja wiem ze pewnie szukam usprawiedliwienia dla mojego meża i oczywiscie boje sie
    odejsc bo na pewno nie bedzie łatwo.Owszem mam wsparcie rodzicow i moge na nich
    liczyc,ale np zamieszkac u nich nie moge,bo nie ma gdzie,wiec musze znaleźć
    mieszkanie i ta wizja mnie przeraza,bo gdzie za co????Wiem ze to w jakim domu
    ona sie teraz wychowuje nie jest dla niej ani troche dobre,ale mysle ze zycie
    bez ojca, zmiana wszystkiego ,dobra tez nie bedzie,ale wiem ze chyba nie mam
    wyjscia????
    Nie rozumiem dlaczego w domu potrafi nie pic wogole,a z pracy wrocic trzeźwym mu
    ciezko,jedno jest pewne ma problem i jak jest po alkoholu to mowi ze ma,ze sobie
    nie radzi ze soba,nawet chcial zebym go zapisala do psycologa,ale po pierwsze
    nie sadze zeby tam poszedł,a po drugie nie sadze zeby to cos dało,a po trzecie
    mam dosyc czekania,łudzenia sie.
    Kocham go,ale nie umiem juz chyba z nim byc,za duzo złego miedzy nami było zeby
    jeszcze probować.Nnnie moge patrzec jak cierpi dziecko.Alkohol chyba wygrał.
  • kajda28 01.05.08, 07:40
    mam jeszcze jedną radę, zanim zdecydujesz się całkowicie odejść, zrób wszystko
    co możesz aby utrudnić mu picie. Jak nie dla siebie to dla dziecka. Ja wiem że
    trudno jest żyć "razem" i kazać mu konsekwentnie odpowiadać za swoje błędy.
    Odejście, wyprowadzenie potraktuj jako jeden że środków aby nim potrząsnąć, aby
    w końcu zauważył że jest coś nie tak. Wcale nie musi to pomóc , może zacząć
    bardziej pić, ale to już jego życie i ty za niego trzeźwa nie będziesz. Sama
    idź na terapię dla współuzależnionych, od tego powinnaś zacząć, aby jemu pomóc
    musisz przede wszystkim pomóc sobie. Jeżeli coś wspomniał o pomocy dla siebie,
    to już dużo. Piszę żebyś mu pomagała, ale w sposób odpowiedni, pod okiem ludzi
    którzy znają tą chorobę- a może jeszcze jest dość wcześnie i może pije bo lubi,
    - ale pomaganie jest w obydwu przypadkach takie samo. Rób tak abyś miała czyste
    sumienie że zrobiłaś wszystko co w twojej mocy aby dziecko miało tatę, czy
    codziennie czy na dochodne, ale go miało.
    Trudna decyzja... :(((
    --
    Ludzie byli dawniej bliżsi sobie. Musieli. Broń nie niosła daleko.
  • zofijkamyjka 01.05.08, 09:16
    kajda28 napisała:

    > mam jeszcze jedną radę, zanim zdecydujesz się całkowicie odejść,
    zrób wszystko
    > co możesz aby utrudnić mu picie.

    Absolutnie odradzam, wykończysz sie psychicznie. Nikt nie pomoże
    Twojemu mężowi jesli on sam sobie nie pomoże. Pamietaj o tym!!
    Albo zakceptujesz to że, on pije albo musisz odejść. Innego
    rozwiązania nie ma.
  • kajda28 01.05.08, 12:31
    > kajda28 napisała:
    >
    > > mam jeszcze jedną radę, zanim zdecydujesz się całkowicie odejść,
    > zrób wszystko
    > > co możesz aby utrudnić mu picie.
    >
    > Absolutnie odradzam, wykończysz sie psychicznie. Nikt nie pomoże
    > Twojemu mężowi jesli on sam sobie nie pomoże. Pamietaj o tym!!
    > Albo zakceptujesz to że, on pije albo musisz odejść. Innego
    > rozwiązania nie ma.

    to zależy jak ktoś zinterpretuje "zrób wszystko" pisałam dalej żeby pomagała mu
    po konsultacji z fachowcem.
    U mnie to wszystko to było:
    1. wyprowadzka
    2. sprawa karna za znęcanie się psychiczne i fizyczne i groźby karalne.
    3. sprawa o przymusowe leczenie
    4. rozwód wyłącznie z winy męża
    5. nie wpuszczanie do domu jak był pod wpływem alkoholu, nawet jak było -15 na
    dworze i wiedziałam że nie ma gdzie spać.
    6. chodziłam do poradni uzależnień i pytałam "co mogę jeszcze zrobić?"
    7. chodziłam na grupę dla współuzależnionych.

    to jest to "wszystko " o co mi chodziło, w tej chwili gdyby coś mu się stało,
    gdyby się zapił- ja mogę z czystym sumieniem powiedzieć dzieciom że robiłam
    wszystko co było w mojej mocy aby ich tata nie miał komfortu picia.

    nie da sie zaakceptować picia- to jest współuzależnienie.

    --
    Człowiek jest całością, chyba że bliźni postanowią inaczej.
  • zofijkamyjka 01.05.08, 22:36
    kajda28 napisała:

    > w tej chwili gdyby coś mu się stało,
    > gdyby się zapił- ja mogę z czystym sumieniem powiedzieć dzieciom
    że robiłam
    > wszystko co było w mojej mocy aby ich tata nie miał komfortu picia.
    >

    Moim zdaniem to jest własnie problem współuzaleznionych - starają
    sie robić wszysto, co w ich mocy. Wypruwaja sobie nerwy, wykańczaja
    sie psychicznie, swoje całe życie obracaja wokół osoby
    współuzależnionej a alkoholik sobie funkcjonuje dotąd dokąd sam nie
    zechce sobie pomóc.

    > nie da sie zaakceptować picia- to jest współuzależnienie.

    Da sie zakceptować. Bez współuzaleznienia. Jak ktos nie potrafi
    niech ucieka i to szybko.


  • zofijkamyjka 01.05.08, 22:38
    zofijkamyjka napisała:

    > swoje całe życie obracaja wokół osoby
    > współuzależnionej

    miało być - wokół osoby uzależnionej oczywiście.
  • kajda28 02.05.08, 00:25
    > Da sie zakceptować. Bez współuzaleznienia.

    jak można zaakceptować to ze ktoś pije ? że zamiast być ze mną i z dzieckiem to
    on jest z kolegami na piwie? że zamiast dorabiać się i każdy pieniądz łożyć na
    dom, rodzinę, przyszłość to on woli w knajpie zostawić? i nie chodzi mi tu o
    pojedyńcze przypadki, raz na jakiś czas, np. na miesiąc , czy nawet raz na tydzień.

    > Moim zdaniem to jest własnie problem współuzaleznionych - starają
    > sie robić wszysto, co w ich mocy. Wypruwaja sobie nerwy, wykańczaja
    > sie psychicznie, swoje całe życie obracaja wokół osoby
    > współuzależnionej a alkoholik sobie funkcjonuje dotąd dokąd sam nie
    > zechce sobie pomóc.

    pewnie to jest współuzależnienie, ale tak na chłopski rozum jak można zostawić
    kogoś z kim się żyło kilka, kilkanaście lat, z kim ma się dziecko, z kim wiązało
    się przyszłość, swoje szczęście, szczęście i zaspokojenie bezpieczeństwa swoich
    dzieci zostawić z dnia na dzień bez żadnej walki? bez walki właśnie dla dzieci,
    aby miały ojca którego nie musiałyby się wstydzić? ja bym się wykończyła
    psychicznie gdyby się mój eks zapił a ja nie zrobiłabym wszystkiego aby mu w tym
    przeszkodzić.

    --
    Nie sztuka powiedzieć: "Jestem!". Trzeba jeszcze być.
  • zofijkamyjka 02.05.08, 13:33
    kajda28 napisała:

    > pewnie to jest współuzależnienie, ale tak na chłopski rozum jak
    można zostawić
    > kogoś z kim się żyło kilka, kilkanaście lat, z kim ma się dziecko,
    z kim wiązał
    > o
    > się przyszłość, swoje szczęście, szczęście i zaspokojenie
    bezpieczeństwa swoich
    > dzieci zostawić z dnia na dzień bez żadnej walki? bez walki
    właśnie dla dzieci,
    > aby miały ojca którego nie musiałyby się wstydzić? ja bym się
    wykończyła
    > psychicznie gdyby się mój eks zapił a ja nie zrobiłabym
    wszystkiego aby mu w ty
    > m
    > przeszkodzić.

    To jest właśnie paradoks.
    Odżywa sie psychicznie wtedy gdy uzmysłowi się sobie że nic nie
    można poradzić. Albo się akceptuje albo odchodzi. Nie umiesz
    zaakceptować, to odchodź. Jak nie zakceptujesz i nie odejdziesz
    bedziesz współuzalezniona.
    Proces uświadomienia sobie tego paradoksu trwac może latami,
    niestety, im dłużej tym gorzej dla całej rodziny.
  • kajda28 02.05.08, 15:57
    > Odżywa sie psychicznie wtedy gdy uzmysłowi się sobie że nic nie
    > można poradzić. Albo się akceptuje albo odchodzi. Nie umiesz
    > zaakceptować, to odchodź. Jak nie zakceptujesz i nie odejdziesz
    > bedziesz współuzalezniona.

    jak można świadomie akceptować zło?
    zawsze jak się żyje z osobą chorą, nadużywającą alkohol, narkotyki czy leki
    jesteśmy współuzależnieni- ale sami nie jesteśmy w stanie tego stwierdzić i wyjść.

    > Odżywa sie psychicznie wtedy gdy uzmysłowi się sobie że nic nie
    > można poradzić.
    tak, to prawda, dopiero jak sobie uzmysłowiłam że nie jestem wstanie za niego
    wytrzeźwieć zaczęłam myśleć o sobie i dzieciach. Wtedy dopiero poszłam na
    policje itp. rzeczy. Z współuzależnienia jest bardzo trudno wyjść, ja po 1,5
    roku od odejścia nie powiem że mnie to już nie dotyczy- ale wszystkie moje kroki
    w tej sprawie omawiam z ludźmi którzy znają tą chorobę, i wiedzą jak postępować
    z osobami chorymi.


    --
    Ludzie byli dawniej bliżsi sobie. Musieli. Broń nie niosła daleko.
  • zofijkamyjka 02.05.08, 19:20
    kajda28 napisała:

    > jak można świadomie akceptować zło?
    > zawsze jak się żyje z osobą chorą, nadużywającą alkohol, narkotyki
    czy leki
    > jesteśmy współuzależnieni.

    Nie nie zawsze. Czasem akceptujemy różne złe rzeczy w partnerze,
    niektórzy sa w stanie zaakceptować nawet alkoholizm partnera nie
    wpadajac we współuzaleznienie.
  • kajda28 02.05.08, 19:26
    > Nie nie zawsze. Czasem akceptujemy różne złe rzeczy w partnerze,
    > niektórzy sa w stanie zaakceptować nawet alkoholizm partnera nie
    > wpadajac we współuzaleznienie.

    nie zgadzam sie z tobą, na jakiej podstawie to mówisz?
    wiem że człowiek jest w stanie przekonać siebie samego że rzecz nie wybaczalną
    można wybaczyć- ale to nie jest zdrowe i normalne. Nie można świadomie
    zaakceptować że ktoś nas nie szanuje, można sie z tym tylko pogodzić, ale osoba
    która zaakceptuje takie zachowanie jest osobą o bardzo zaburzonej psychice ;(
    --
    I cóż po wariackich papierach. Szaleńcy ich nie uznają.
  • zofijkamyjka 02.05.08, 19:57
    kajda28 napisała:

    > nie zgadzam sie z tobą, na jakiej podstawie to mówisz?

    na podstawie własnych przeżyć

    > wiem że człowiek jest w stanie przekonać siebie samego że rzecz
    nie wybaczalną
    > można wybaczyć- ale to nie jest zdrowe i normalne.

    Ale co tu wybaczać lub nie wybaczać? człowiek sam siebie niszczy -
    współczuć należy bo pomóc nie można.

    > Nie można świadomie
    > zaakceptować że ktoś nas nie szanuje,

    A jesli nie ma tego problemu - nie mam braku szacunku?
    Nie kazdy alkoholik jest żulem tłuczacym rodzinę. Znam bardzo
    inteligentnego, kulturalnego, wtrażliwego alkoholika, budzącego
    powszechną sympatię.



  • kajda28 02.05.08, 21:12
    > A jesli nie ma tego problemu - nie mam braku szacunku?
    > Nie kazdy alkoholik jest żulem tłuczacym rodzinę. Znam bardzo
    > inteligentnego, kulturalnego, wtrażliwego alkoholika, budzącego
    > powszechną sympatię.

    sympatię, szacunku kogo? żony, dzieci- które jak będą miały szczęście to trafią
    na terapię DDA. Jeżeli dzieci i żona nie cierpią przez jego picie, to znaczy że
    nie występuje tu problem.

    mam pytanie czy własne przeżycia omówiłaś z psychologiem, terapeutą?



    "„To prawda, że te okropne rzeczy zrobił/powiedział
    którys z twoich rodziców. Musisz jednak zrozumiec,
    że on był pijany".
    Skutki takiego podwójnie zwiazanego komunikatu sa dla
    twojego zwiazku szczególnie szkodliwe. Twoja podswiadomosc
    mówi ci, że jesli zdołasz usprawiedliwic czyjes niewybaczalne
    zachowanie, to uwierzysz, że jest ono wybaczalne."

    Książka "Lęk przed bliskością"

    to akurat dla DDA, ale jak się zmieni "rodzica" na partnera to idealnie pasuje
    dla współuzależnionej żony.



    --
    Sumienie miał czyste. Nie używane.
  • ewa.ulrich-zaleska 02.05.08, 21:42
    Witam
    Co będzie lepsze? A jak Pani czuje? Ważne są nie tylko dzieci – Pani
    również i o tym proszę pamiętać!!!! Samopoczucie Mamy ma ogromny
    wpływ na dzieci – dlatego warto o siebie dbać :)
    Oczywiście, że rozstanie rodziców jest trudną sytuacją dla dzieci
    jednak można je do tego przygotować i pomóc im przetrwać ten czas.
    Rozstanie nie oznacza „ końca miłości” do taty – ważne by dać im
    prawo dalej go kochać – choćby na odległość.
    Myślę, że dobrym rozwiązaniem była by wizyta w ośrodku udzielającym
    pomocy rodzinom.
    Jeśli mogę jeszcze jakoś pomoc proszę napisać.
    Pozdrawiam serdecznie
    E U-Z

  • zofijkamyjka 03.05.08, 08:57
    kajda28 napisała:

    > sympatię, szacunku kogo? żony, dzieci- które jak będą miały
    szczęście to trafią
    > na terapię DDA. Jeżeli dzieci i żona nie cierpią przez jego picie,
    to znaczy że
    > nie występuje tu problem.

    alkoholizm ma różne twarze. Niektórzy funkcjonuja z nim wyjatkowo
    dobrze. Akurat ten człowiek o którym piszę /bardzo mi bliski/budzi
    szacunek nie tylko żony i dzieci ale także swoich podwładnych w
    pracy i ogólną bo to bardzo wartościowy gość.
    Wg Ciebie nie ma problemu bo nie tłucze rodziny i nie jest agresywny?

    > mam pytanie czy własne przeżycia omówiłaś z psychologiem,
    terapeutą?

    i owszem, nie raz :-)
  • kajda28 03.05.08, 12:33
    > alkoholizm ma różne twarze. Niektórzy funkcjonuja z nim wyjatkowo
    > dobrze. Akurat ten człowiek o którym piszę /bardzo mi bliski/budzi
    > szacunek nie tylko żony i dzieci ale także swoich podwładnych w
    > pracy i ogólną bo to bardzo wartościowy gość.
    > Wg Ciebie nie ma problemu bo nie tłucze rodziny i nie jest agresywny?

    tak, nie ma problemu, bo alkohol jest dla ludzi, i nie jest problemem spożywanie
    go, tylko brak kontroli nad spożywaniem- co prowadzi do wyrządzania swoim
    bliskim krzywdę, i nic z tym nie robienie.

    a tak naprawdę to nie wierzę żeby ktoś nadużywał alkoholu a jego najbliżsi, i
    nie otocznie a żona, dzieci nie miały nic przeciwko. ja bym nie chciała aby
    nawet najukochańszy mąż był ciągle pod wpływem alkoholu.
    Znam kilka osób które w pracy, przy znajomych są świetnymi ludźmi,
    sympatycznymi, godnych zaufania a w domu są potworami.


    --
    Tylko prawda nie musi być prawdopodobna.
  • zofijkamyjka 03.05.08, 21:41
    kajda28 napisała:


    > tak, nie ma problemu, bo alkohol jest dla ludzi, i nie jest
    problemem spożywani
    > e
    > go, tylko brak kontroli nad spożywaniem- co prowadzi do
    wyrządzania swoim
    > bliskim krzywdę, i nic z tym nie robienie.

    Brak kontroli nad spożywaniem jest przede wszystkim niszczeniem
    siebie.

    > a tak naprawdę to nie wierzę żeby ktoś nadużywał alkoholu a jego
    najbliżsi, i
    > nie otocznie a żona, dzieci nie miały nic przeciwko. ja bym nie
    chciała aby
    > nawet najukochańszy mąż był ciągle pod wpływem alkoholu.

    A kto mówi że oni chcą?
  • kajda28 03.05.08, 21:55
    > a kto mówi że oni chcą?

    jak to kto?, ty napisałaś że oni go szanują, uważają za wartościowego człowieka
    więc chyba to że pije alkohol im nie przeszkadza, i nie jest tu problemem.
    Przecież nikogo nie krzywdzi. A co robią aby przestał pić?

    >alkoholizm ma różne twarze. Niektórzy funkcjonuja z nim wyjatkowo
    >dobrze. Akurat ten człowiek o którym piszę /bardzo mi bliski/budzi
    >szacunek nie tylko żony i dzieci ale także swoich podwładnych w
    >pracy i ogólną bo to bardzo wartościowy gość.


    > Brak kontroli nad spożywaniem jest przede wszystkim niszczeniem
    > siebie.

    każdy ma prawo żyć jak uważa za słuszne albo jak chce, może i sam siebie
    niszczyć, problem się pojawia jak przez jego zachowanie cierpią inni ludzie.

    --
    Wszyscy chcą naszego dobra. Nie dajcie go sobie zabrać.
  • zofijkamyjka 03.05.08, 23:12
    kajda28 napisała:

    > > a kto mówi że oni chcą?
    >
    > jak to kto?, ty napisałaś że oni go szanują, uważają za
    wartościowego człowieka
    > więc chyba to że pije alkohol im nie przeszkadza.

    A co ma jedno do drugiego? Szanuja go bo pomimo uzaleznienia od
    alkoholu, jest mądrym i wartosciowym człowiekiem, kochaja go.

    > Przecież nikogo nie krzywdzi. A co robią aby przestał pić?

    Nic nie robią bo nic nie mogą zrobić, nie mogą mu pomóc.

    > każdy ma prawo żyć jak uważa za słuszne albo jak chce, może i sam
    siebie
    > niszczyć

    Problem w tym że on nie chce sam sie niszczyć, spotkałas kiedys
    alkoholika który chce sam sie zniszczyć?, chce byc uzależniony?,
    chce byc alkoholikiem? Jego rozum w kwestii picia nie pozostaje pod
    jego kontrolą. To jest właśnie uzależnienie.




  • kajda28 04.05.08, 08:02
    > Problem w tym że on nie chce sam sie niszczyć, spotkałas kiedys
    > alkoholika który chce sam sie zniszczyć?, chce byc uzależniony?,

    Jakby nie chciał się sam niszczyć to by tego nie robił- to jest wolny człowiek,
    ma prawo się leczyć. Nie chce, bo mu tak wygodnie. Ludzie popełniają
    samobójstwa, tak samo zdarzają sie alkoholicy którzy świadomie niszczą siebie.
    To tak samo z innymi chorobami, niektórzy nie leczą cukrzycy, nie podają się
    operacji, pomimo że muszą utrzymywać ścisłą dietę- nie robią tego- oni też
    wszyscy dążą do samozniszczenia :(- alkoholizm jest chorobą- więc trzeba ją
    leczyć, sama nie zniknie, a nie leczona prowadzi do śmierci.
    i nie opowiadaj że dla osoby chorej na alkoholizm nie ma już lekarstwa bo ona
    jest biedna, chora , i nie panuje nad swoimi myślami, chęciami- bo to nie
    prawda. Trzeba tylko zauważyć problem, i chcieć go rozwiązać- co nie jest łatwe,
    trzeba zmienić całe swoje życie ale możliwe!!!!


    > Nic nie robią bo nic nie mogą zrobić, nie mogą mu pomóc.

    Więc pozwalają mu dalej pić? dają mu komfort picia? nic gorszego nie może
    spotkać osoby chorej- nie ma żadnej nadziej że kiedykolwiek zobaczy że ma
    problem. Nie mogą być za niego trzeźwym- ale mogą go zgłosić do Komisji
    Rozwiązywania Problemów Alkoholowych- i jeżeli jeszcze go szanują to powinni to
    zrobić, to ich obowiązek względem niego. A czy on skorzysta z tej pomocy, zależy
    już tylko od niego.

    Powiem tak, żona twojego znajomego jest b. współuzależniona:((( jeżeli i ona
    jest twoją znajomą powinnaś jej pomóc , chociaż współuzależnienie jest również
    trudno zauważyć jak i wyleczyć jak alkoholizm.

    to smutne co piszesz :(
    --
    Czym staje się diabeł, kiedy przestaje wierzyć w Boga?
  • zofijkamyjka 06.05.08, 22:09
    kajda28 napisała:

    > Jakby nie chciał się sam niszczyć to by tego nie robił- to jest
    wolny człowiek,
    > ma prawo się leczyć. Nie chce, bo mu tak wygodnie.

    Raczej masz mgliste pojecie, co to jest uzależnienie /nie tylko od
    alkoholu/

    > alkoholizm jest chorobą- więc trzeba ją
    > leczyć, sama nie zniknie, a nie leczona prowadzi do śmierci.

    Alkoholizm jest nieuleczalny, akolholikiem jest sie do końca życia.

    > Więc pozwalają mu dalej pić?

    Uważasz że można pozwalac na cos lub nie pozwalac dorosłej osobie?

    > A czy on skorzysta z tej pomocy, zależy
    > już tylko od niego.

    Wszystko zależy od niego, nic od nich.

  • kajda28 07.05.08, 09:57
    Dziewczyno, więc w takim razie wytłumacz mi jak wg. ciebie alkoholik przestaje
    pić, co musi sie stać aby zrozumiał że jest chory i by miał w sobie tyle siły,
    tyle motywacji aby stanąć?
    to prawda że aby przestać pić on sam musi tego chcieć ale nie znaczy że nie
    trzeba o to walczyć, że nie trzeba walczyć o to aby osoba nam najbliższa,
    kochana dojrzała że ma problem.

    alkoholikiem jest się całe życie, tak samo jak cukrzykiem- obydwie choroby mają
    podobne genezy- albo przez nie właściwą dietę, albo przez geny. Co nie oznacza
    że nie można "zdrowo"/trzeźwo żyć i cieszyć się życiem.

    --
    Ludzie byli dawniej bliżsi sobie. Musieli. Broń nie niosła daleko.
  • zofijkamyjka 09.05.08, 22:20
    kajda28 napisała:

    > Dziewczyno, więc w takim razie wytłumacz mi jak wg. ciebie
    alkoholik przestaje
    > pić, co musi sie stać aby zrozumiał że jest chory i by miał w
    sobie tyle siły,
    > tyle motywacji

    Otóż na różnych ludzi działają różne rzeczy: na jednych wystarczy
    zagrożenie żony że odejdzie, na innych naprawdę - odejście żonyi
    dzieci, na jeszcze innych - obudzenie sie w izbie wytrzeźwień, a na
    niektórych nic nie działa - tacy też są.

    > to prawda że aby przestać pić on sam musi tego chcieć ale nie
    znaczy że nie
    > trzeba o to walczyć, że nie trzeba walczyć o to aby osoba nam
    najbliższa,
    > kochana dojrzała że ma problem.

    Trzeba wiedziec gdzie są granice tej walki, niektórzy sie w niej
    zatracają, pogrążając dodatkowo siebie i dzieci. Paradoksalnie wielu
    alkoholików taka walka zachęca do picia - bo wszystko zaczyna sie
    krecić wokół ich osoby.

    >
    > alkoholikiem jest się całe życie, tak samo jak cukrzykiem-
    obydwie choroby maj
    > ą
    > podobne genezy- albo przez nie właściwą dietę, albo przez geny.

    Cukrzyca nie ma nic wspólnego z umysłem, uzaleznienie to choroba
    umysłu.
  • womania 03.05.08, 10:15
    dzien dobry, interesujaca ksiazka o leku, dziekuje za podpowiedz. ja
    mam podobny problem, tylko nie z alkoholem, a obsesyjna zazdroscia
    meza. ale smiem powiedziec, ze to podobne.

    moim sposobem na to jest narazie rozpoznanie gruntu. staram sie jak
    najwiecej dowiedziec o chorobie (bo to choroba).

    i wnioski takie mi sie nasuwaja, ze trzeba:
    1. nie zgadzac sie na role ofiary - ani swoja ani jego, dazyc
    maksymalnie do partnerskich stosunkow. jezeli on lamie zasady, to
    nie przymykac oczu, tylko JASNO WYZNACZAC GRANICE i komunikowac. Jak
    z dzieckiem.
    2. nie usprawiedliwiac jego zachowac. moze ci go byc zal, ale nie
    mozesz z tego powodu ulegac jego humorom/piciu/wszelkich zachowan,
    ktore niszcza rodzine i ciebie.
    3. uswiadomoc sobie, ze PROBLEM LEZY PO JEGO STRONIE, NIE TWOJEJ.
    TWOIM STAL SIE TYLKO O TYLE, O ILE MACIE DZIECKO I MUSISZ Z NIM
    MIESZKAC.
    4. nie dac sie obarczyc chocby czesciowa WINA za jego zachowania. TO
    JEGO WYBOR.
    5. nie dac sie zniszcyc!!!!
    trzymam kciuki. i zgadzam sie, ze przed decyzja o odejsciu warto
    jest pojsc na terapie, czytac ksiazki, gromadzic wiedze (praktyczna
    i o uzalenieniach, zeby wiedziec, czego mozesz sie spodziewac).
    musisz byc madrzejsza niz on, zobaczyc sytuacje z lotu ptaka, i z
    tej pozycji podjac dezyzje.

    ja sama sie miotam, te ciagle hustawki, tez mamy dziecko 16
    miesiecy, bardzo kocha tate, tylko ze tutaj ja pracuje....

  • kajda28 03.05.08, 13:39
    > 1. nie zgadzac sie na role ofiary - ani swoja ani jego, dazyc
    > maksymalnie do partnerskich stosunkow. jezeli on lamie zasady, to
    > nie przymykac oczu, tylko JASNO WYZNACZAC GRANICE i komunikowac. Jak
    > z dzieckiem.
    > 2. nie usprawiedliwiac jego zachowac. moze ci go byc zal, ale nie
    > mozesz z tego powodu ulegac jego humorom/piciu/wszelkich zachowan,
    > ktore niszcza rodzine i ciebie.
    > 3. uswiadomoc sobie, ze PROBLEM LEZY PO JEGO STRONIE, NIE TWOJEJ.
    > TWOIM STAL SIE TYLKO O TYLE, O ILE MACIE DZIECKO I MUSISZ Z NIM
    > MIESZKAC.
    > 4. nie dac sie obarczyc chocby czesciowa WINA za jego zachowania. TO
    > JEGO WYBOR.
    > 5. nie dac sie zniszcyc!!!!

    przede wszystkim walczyć o siebie, o swoje JA
    niestety nie jest to takie łatwe ale nie nie możliwe, nie od razu wszystko sie
    udaje, ale w miarę czasu i postępowania wg. punktów jest łatwiej.
    --
    Tylko prawda nie musi być prawdopodobna.
  • deja1973 07.05.08, 10:12
    Witam Cię serdecznie!
    Gdy czytałam twoją historię przeżywałam po raz kolejny piekło, które mam za sobą. Mi się udało i uratowałam swoją rodzinę. Pozwól, że pokrótce opiszę moją historię. Może Ci to pomoże... :-)

    Trzy lata temu miałam córeczkę niespełna 2-letnią (od 4-ech miesięcy jestem szczęśliwą mamą już dwóch córeczek;-)) Mąż pił często, po trochu, czasem z kolegami, czasem sam (znajdowałam butelki w zakamarkach mieszkania). Nie leżał w rynsztoku, pracował, nie był pijany cały czas, ale choć potrafił nie pić w ogóle przez kilka dni dla mnie stawało się to coraz bardziej nieznośne. Coraz bardziej się oddalaliśmy, coraz częściej kłóciliśmy o alkohol. Kiedyś usłyszałam zdanie: "problem alkoholizmu jest również wtedy, gdy zaczyna to przeszkadzać bliskim..." Zmusiło mnie to do myślenia, ale coraz bardziej miotałam się i nie potrafiłam sobie poradzić. Próbowałam udowadniać, że pił, on oczywiście zaprzeczał (mechanizm zaprzeczenia i manipulacji), próbowałam kontrolować, on się krył. Nie upijał się na imprezach, bo najzwyczajniej potrzebował coraz więcej, żeby się upić. Gdy straszyłam go rozstaniem, słyszałam teksty, które Ty teraz słyszysz: że nie ma po co żyć, że się zabije, albo zapije, bo sobie nie poradzi. Poza tym co z mieszkaniem na kredyt? Pracowałam, ale mojej pensji nie starczyłoby na utrzymanie! Jak sobie poradzę? Myślałam, że zwariuję, a nasza mała córcia któregoś dnia przywitał tatuńcia słowami: „piłeś? Nie piłem...” - choć starałam się przed nią ukrywać problem. (Okazało się nawet, że gdy płakałam z innego zupełnie powodu rok po tym jak mąż przestał pić, ona przyszła i powiedziała: nie płacz mamusiu, tatuś już nie będzie pił piwka... Byłam w szoku ile wizą nasze szkraby, i jak długo pamiętają!). Nie wiedziałam co robić, zwróciłam się o wsparcie do matki męża i usłyszałam: „facet musi się czasem zrelaksować, jak go ograniczasz i nie dajesz mu się czasem upić (znaczy schlać jak świni) to masz taki efekt, w końcu coś mu się od życia należy” - koniec wsparcia ze strony teściówki. A ja sobie pomyślałam, że mi się też należy: normalny dom, a nie zapijaczona morda! Czasem myślałam, że zwariuję i też miotałam się z decyzją czy odejść, ale byłam skłonna sobie wkręcić, że to ja jestem nienormalna, a nie mąż alkoholik, przecież pije jak inni !!! A poza tym najzwyczajniej w świecie kochałam Go, chciałam mieć normalną rodzinę, ale właśnie z nim, i bałam się, że się stoczy bez nas (normalne we współuzależnieniu). Zaczęłam szukać w internecie i trafiłam na poradnię leczenia uzależnień. Miałam szczęście, bo gdy zadzwoniłam i powiedziałam o co chodzi, akurat była obok terapeutka osób współuzależnionych i zaprosiła mnie na rozmowę. Gdy poszłam, zaczęłam płakać, że to ja jestem nienormalna, bo mąż nie jest przecież alkoholikiem... I znowu usłyszałam, że skoro mi to nie daje spokojnie żyć, to raczej jest uzależniony i jeszcze bardzo dużo innych mądrych słów. Jaka byłam zdziwiona, gdy nasze zachowania ona zaczęła mi opisywać? Skąd wiedziała? W życiu bym nie powiedziała, że to są schematy choroby alkoholowej. Zaczęłam chodzić na terapię dla osób współuzależnionych i miałam szczęście, że osoby na które trafiłam nie nakłaniały do rozstania od razu (jak to czasem bywa), ale wspierały, mówiły jak sobie radzić, opowiadały swoje historie. I znowu okazało się, że są mechanizmy oddziaływania na alkoholika! Szok! Oczywiście na początku trudno je zastosować, bo współuzależnienie to też choroba. Powiedziałam mężowi gdzie chodzę, stwierdził, że jestem nienormalna, ale poczuł niepokój. Na czas terapii zostawiałam z nim naszą córcię, bo przed rodziną i znajomymi wstydziłam się przyznać gdzie chodzę. Jak wysiadałam z autobusu patrzyłam, czy się pali światło, czy nie ma karetki pod domem, bo zdarzało się, że gdy wracałam, on był pijany. Któregoś dnia spał na podłodze, a nasza 2-latka stała na segmencie! Ale powiedziałam sobie, że dopiero jak spróbuję wszystkiego, żeby uratować naszą rodzinę i nic nie poskutkuje, to odejdę. Ale zaczęłam się zmieniać dzięki terapii. Stałam się silniejsza, zaczęłam się zabezpieczać i przygotowywać również a wypadek odejścia od męża (ostatecznie mieszkanie sprzedam, zaczęłam szukać lepiej płatnej pracy i szlifować angielski – sama nie wiem skąd miałam siły). Uświadomiłam sobie, że jak nic nie zrobię to i tak prędzej czy później straci pracę i stracimy wszystko. Zmieniłam nagle i to radykalnie zachowanie wobec męża, powiedziałam mu, że od tego momentu skupiam się na sobie i malutkiej, jeżeli będzie trzeba to odejdziemy bo nie pozwolę, żeby było tak dalej i, że ma wybór: poradnia, albo rynsztok! Bo ja mam go w nosie tak jak on mnie. Oj, ile mnie kosztowało zachowanie kamiennej twarzy i nie wybuchanie gdy wracał pijany. Radykalna zmiana u mnie to była postawa silnej baby, która wie czego chce i kompletne nie zwracanie uwagi na jego zachowanie. Aha i dostał krótki termin na wizytę w poradni. I.... szok, bo poszedł! Stracił chyba poczucie bezpieczeństwa. Zaczął chodzić na grupę wstępną 2, 3 razy w tygodniu po południu (bo pracował). Po ok 2 tygodniach powiedział przerażony, że uświadomił sobie, że jest alkoholikiem i.... po krótkiej przerwie popłynął zupełnie! Pił ciągami, jak trzeźwiał miał dylerki, po 3 dniach zaczynał nowy ciąg (najczęściej przerwa w weekend). Chodził do pracy, wracał nawalony. Zaczął robić się agresywny. A ja? Zawzięłam się, czytałam „Trudną nadzieję”, „Małżeństwo z alkoholikiem” i mówiłam sobie: muszę zrobić wszystko zanim odejdę, bo odejść mogę w każdej chwili. Założyłam mu sprawę w ośrodku interwencyjnym do rozwiązywania problemów alkoholowych w naszym mieście. Podałam świadków: jego rodzeństwo i czekałam. Najpierw dostał wezwanie na rozmowę, a jeżeli nie podda się leczeniu, miał mieć nakaz sądowy. Ale się wściekł jak dostał wezwanie! Powiedział, że jak ja go po sądach i innych ciągam, to już koniec naszego małżeństwa. A ja mu na to, że to on zakończył nasze małżeństwo, a skoro go nie ma to ja nie mam nic do stracenia, a robię to tylko dlatego, że jest to ostatnia rzecz, którą dla nas zrobić mogę. Zanim naszedł termin sprawy stracił pracę (dokładnie w dniu moich imienin). Okazało się, że choć nie było po nim widać, coś tknęło szefa, żeby zbadać go alkomatem i ... miał 3,6 promila! I nie było po nim znać! Ani czuć (miał opanowane metody). Jak wróciłam z pracy zaczęłam go pakować, bo nie wytrzymałam. A do niego dotarło, że to koniec, uprosił o dwa dni. Poszedł do poradni i zaczął terapię 2 miesięczną całodzienną. Od tego czasu nie pije (choć miał dwa nawroty, daliśmy radę), znalazł jeszcze lepszą pracę. Ja go wspieram z całych sił i mam najlepszego męża na świecie. A nasze córeczki najlepszego tatusia. I choć przeszłam gehennę, przeszła bym ją jeszcze raz, żeby mieć taką cudowną rodzinę jak teraz.
    Wiem, że nie wszystkim się to udaje, ale czasem się opłaci zacisnąć zęby i zrobić wszystko co się da. Ja mam nagrodę.

    Smutna, zadaj sobie pytanie, czy za rok, jeżeli odejdziesz, nie będziesz żałować, że czegoś nie zrobiłaś? Odejście, to jest taki joker, którego zawsze można położyć. Jeżeli masz odrobinę sił to zwróć się do poradni i to natychmiast! Graj przed nim silną babę i zacznij szukać pracy! Może usunie mu się grunt pod nogami i zacznie myśleć?! A na pewno straci komfort picia bo straci spokój. A jeżeli chodzi o córeczkę, to po pierwsze, masz nieoceniony skarb skoro możesz zostawić dziecko pod opieką babci, a po drugie, chyba też pomału czas odcinać pępowinę ;-)) ja moją też zostawiałam z babcią, a jak miała 3 latka poszła do przedszkola. Choć czasem obie płakałyśmy, szybko przekonałam się, że to najlepsze rozwiązanie. Z dziećmi zaczęła rozwijać się z dnia na dzień, a samodzielnością co chwilę mnie zaskakiwała. Teraz chodzi do 4-latów i uwielbia swoje przedszkole ;-))) Jeżeli możesz jeszcze to weź się w garść, ale jeżeli nie dasz rady, pamiętaj, że odejście w każdym momencie jest dużo lepsze dla dziecka, niż tkwienie w związku z alkoholikiem i pozwolenie, żeby dzie
  • Gość: kasia972 IP: *.k1.pl 20.05.08, 18:32
    deja1973witam cie cieplutko i zazdroszcze ci że wygrałaś z tym
    wszystkim, mi sie to nie udało:( Mój mąż pije chyba od zawsze i też
    leczył sie kilka krotnie oczywiście było pięknie tylko jakiś
    krótki,króciutki czas potem było tak jak na począdku.
    historia mojego życia jest poprostu tragiczna...jestem mężatką już
    14 lat i też borykałam sie z tym problemem czy odejść czy pomóc.Mamy
    dwoje dzieci i przez te 14 lat miałam tylko 6 lat spokoju i
    szczęśliwego małżeństwa,potem były leczenia bez skutku,pomagałam mu
    kilka krotnie bo chciałam ratować małżeństwo ale tylko ja tego
    chciałam,potem było jeszcze gożej i gorzej doszło nawet do nie
    jednkrotnego pobicia przy dzieciach,do kradzieży różnych żeczy w
    domu,po pewnym czasie doszło do mnie że ja już wogóle do tego
    człowieka nic nie czuje prócz nienawiści i jest do tej pory
    tak.Mieszkamy razem bo nie mam innego wyjścia,nie mam rodziców bo
    zmarli gdy miałam 13 lat.Może pisze to tak nie pokolei ale mam tyle
    myśli w głowie że niewiem od czego zacząć i przepraszam jak ktoś
    tego nie bardzo będzie rozumiał:(powiem Ci jeszcze że nie ma nic
    najgorszego jak żona widzi swojego męża onanizującego sie:(:(Chce go
    zostawić ale nie wychodzi mi to ...niechce żeby dzieci przechodziły
    przez to jeszcze raz.W poniedziałek mam wzyte w ośrodku dla
    współuzależnionych,moje dzieci też ,,,może tym razem mi sie
    uda ,wierze w to i prosze boga żeby mi sił dodał i moim dziecią
    też...pozdrawiam
  • kajda28 21.05.08, 16:41
    kasia ty dopiero zaczynasz mu pomagać, idąc na wizytę dla współuzależnionych.
    w niektórych przypadkach odejść=pomóc, i to jest twój przypadek.
    jeżeli Cię pobił zgłosiłaś na policję? jak okradł, czy zgłosiłaś?
    --
    Ludzie byli dawniej bliżsi sobie. Musieli. Broń nie niosła daleko.
  • deja1973 29.05.08, 15:36
    Kasiu, trzymam kciuki. Wytrwaj na terapii i zbierz siły. Żal mi Ciebie i Waszych dzieci, które przez tyle lat musiały przez to przechodzić. Na szczęście wiesz gdzie szukać dla siebie i dla nich pomocy ;-) Jeżeli chodzi o męża, który zachowuje się w odrażający sposób, to chyba każda z nas widziała "swojego" alkoholika w różnych obrzydliwych sytuacjach, może nie akurat w takiej, ale nie mniej ochydnych. Ja też to przerabiałam. A jeżeli zdecydujesz się na rozstanie, to na pewno znajdzie się sposób. Pomogą Ci w ośrodku. Może sprawa za psychiczne i fizyczne znęcanie się i nakaz eksmisji? Wierzę, że doświadczone osoby na terapii Ci pomogą zebrać życie do kupy. Jeżeli nie masz nadziei i siły go ratować to szybko ratuj siebie i dzieci. Pozdrawiam Cię serdecznie, jak będziesz mogła napisz jak się trzymasz. Pozdrawiam.
  • aurita 29.05.08, 12:20
    deja
    szacun poprostu szacun i duzo duzo szczecia z zycia w rodzinie.
    Milo czytac ze dorosli potrafia sie dogadac :)
  • deja1973 07.05.08, 10:13
    Najważniejsze, żeby nie ulegać szantażom, manipulacjom i żeby nie dawać komfortu picia. Jak ma domek, obiadek, żonę, która tkwi bo jest uzależniona od niego choćby finansowo, a do tego zmanipulowana, to czego bardziej potrzeba alkoholikowi? Sielanka!

    Polecam Ci gorąco „Trudną nadzieję” Anny Dodziuk, którą czytałam w kółko, zawsze jak miałam dołek. Można ją kupić w księgarniach wysyłkowych.

    Pozdrawiam Cię serdecznie i trzymam kciuki.
  • asia.sthm 09.05.08, 22:45
    Deja, skladam ci gratulacje i klaniam sie z szacunkiem.
    Dobrze, ze dzielisz sie swoim doswiadczeniem .
    Serdecznosci.
    --
    po prostu, prosto z mostu....
  • kajda28 10.05.08, 19:49
    deja1973 podziwiam Cię. Jesteś Wielka :)

    --
    Człowiek jest całością, chyba że bliźni postanowią inaczej.
  • deja1973 18.05.08, 01:02
    Dziękuję za miłe słowa... ale ja miałam dużo szczęścia, bo trafiłam na mądre osoby na terapii. Nie wiem, czy bez nich dałabym sobie radę... Pozdrawiam wszyskie wspóuzależnione i -nych.
  • kajda28 18.05.08, 08:31
    > Dziękuję za miłe słowa... ale ja miałam dużo szczęścia, bo trafiłam na mądre os
    > oby na terapii. Nie wiem, czy bez nich dałabym sobie radę... Pozdrawiam wszyski
    > e wspóuzależnione i -nych.

    to ty byłaś mądra bo poszłaś na terapię, bo wiedziałaś że samemu nie dasz rady i
    że walczyłaś. Niewiele osób ma tyle odwagi aby pójść samemu się "leczyć", prosić
    o pomoc obcych ludzi.
    ale tak jak napisałaś trzeba albo walczyć albo odpuścić,odejść- obydwie drogi są
    dobre, najgorszą rzeczą jest bierne patrzenie i życie z alkoholikiem.
    --
    I cóż po wariackich papierach. Szaleńcy ich nie uznają.
  • Gość: smutna IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.05.08, 01:01
    dziekuje za wszystkie odpowiedzi.Szczególnie deja 1973,podziwiam Cie za
    wytrzymałość, siłe,ale tez dziwiie sie ze zostawialas dziecko majac swiadomosc
    tego ze Twoj maz moze sie ochlac,zwłaszcza ze zastalas go takiego,a dziecko na
    segmencie.Ja nigdy bym nie zostawiła dziecka z taka osoba,zaden facet nie jest
    warty narazania dziecka,zaden.Ale naprawde Cie podziwiam ze walczyłaś i wygrałas.
    Moja sytuacja jest troche inna niz niekktórych tu z Was i przez to moze mi
    trudniej podjac kroki.Bo mój mąz nie upija sie,jest po prostu po alkoholu,nie
    pije w domu,ani na imprezach,tzn. na imprezach pije,ale wychodzi trzezwy,ale w
    domu nigdy sie nie ochlał,nie pije sam alkoholu,nie robi awantur,poprostu nieraz
    zasypia na podłodze.Picie alkoholu nastepuje u niego po pracy,zawsze znajdzie
    kumpla zeby cos z nim wypic,i to tez nie zawsze,nieraz przez tydzien potrafi nie
    pic.Ale ja nie potrafie zaakceptowac tego ze on po pracy idzie sie napic i
    oczywiscie uwazam ze to co on robi nie jest normalne.
    Gdyby sie upijał,przychodził na czworaka,chlał w domu,robił afery,lał mnie to
    pewnie duzo łatwiej byłoby mi podjac kroki.
    Nie mam az takiej siły zeby walczyc o ten zwiazek za wszelka cene,łatwiej chyba
    mi by było sie z nim rozstac.
    Teraz po jego kolejnym wypadzie(stracił dwie godzinki po pracy,zeby napic sie z
    kolegą)nie był pijany,ale był po alkoholu,a mnie to wystarczy,nie rozmawiamy ze
    soba i chociaz wczesniej zastanawialam sie nad pojsciem do psychologa to teraz
    nie wiem czy to ma sens,czy go poprostu nie spakuje..Tego dnia co własnie popił
    rozmawialam z nim zeby przestał,prosiłam go o to ,powiedzial okej,a wieczorem...
    leczenie u psychologa wymaga czasu,czasu i czasu,a chocby przez to ze on pracuje
    bardzo długo to nie bedzie miala nawet kiedy tam chodzic.
  • sabciasal 29.05.08, 09:04
    smutna napisał(a):
    Bo mój mąz nie upija sie,jest po prostu po alkoholu,nie
    > pije w domu,ani na imprezach,tzn. na imprezach pije,ale wychodzi
    trzezwy,ale w domu nigdy sie nie ochlał,nie pije sam alkoholu,nie
    robi awantur,poprostu nieraz> zasypia na podłodze.Picie alkoholu
    nastepuje u niego po pracy,zawsze znajdzie kumpla zeby cos z nim
    wypic,i to tez nie zawsze,nieraz przez tydzien potrafi nie
    > pic.

    Sorry, ale to jest właśnie alkoholik. A ty niestety jestes osobą
    współuzależnioną. Pierwszy krok to dostrzec te fakty. Bo na razie
    jestes na etapie wypierania. On tylko pije z kolegami (przez
    kolegów?), ja nie wiem czy ma mi to przeszkadzac.... gadanie, żeby
    tylko odwlec decyzję.
    pytałaś co byłoby lepsze dla dziecka - akceptacja alkoholizmu w
    tej "delikatnej" formie czy rozwód albo walka o zmianę. Jako żona
    dziecka alkoholika widzę, ze pozostawienie spraw jakimi są,
    przyniesie dużo problemów twojej córce. Trzymaj się, wierzę że dasz
    sobie radę.
  • deja1973 29.05.08, 15:47
    Wiesz smutna, dziecko i tak było cęsto z tatusiem, bo on wcześniej wracał z pracy. Myśląc takimi kategoriami, życie z alkoholikiem zawsze jest jak na minie, bo nawet w nocy jak śpisz, może zostawić czajnik na gazie, papierosa nie zgaszonego itd. Życie z pijącym alkoholikiem to jedna wielka bomba. A jeżeli chodzi o to, że Twój mąż nie jest alkoholikiem, to wierz mi, ja Cię rozumiem. Ale może chociaż porozmawiaj z terapeutą w ośrodku, przyjmują w różnych godzinach (wiem, że w niektórych jest też opieka do dzieci na czas terapii), na pewno to Ci nie zaszkodzi. Pozdrawiam i życzę Ci "posklejania" życia.
  • kajda28 29.05.08, 19:14
    smutna nawet jak zdecydujesz odejść od męża, powinnaś udać się na grupę dla
    współuzależnionych, lub dla kobiet doznających przemocy w rodzinie (brzmi
    groźnie ale to m.in. chodzą tam kobiety których mężowie po prostu piją). decyzja
    o rozstaniu to jedno a rozstanie się to drugie. On będzie przychodził do
    dziecka, mieszkanie macie pewnie wspólne, a jak się nie wyprowadzi? jak
    będziecie razem mieszkać? Jak będzie błagał o kolejną szanse, jak przez miesiąc
    będzie trzeźwy? Musisz wiedzieć jak się zachować, na czym polega choroba
    alkoholowa (bo jeśli nawet twój mąż nie jest jeszcze nałogowym alkoholikiem to
    pospolitego pijaka tak samo się traktuje, daje mu się te same warunki).
    Najgorzej jest nic nie robić, samo się nie rozwiąże. życzę dużo siły i
    wytrwałości, będą Ci potrzebne. Nie wstydź się pytać o pomoc, jak nie dla siebie
    to dla dziecka, aby miało tatę- nawet tego dochodzącego, raz, czy dwa razy w
    tygodniu. Ono go kocha i chce czuć się przez niego kochane- możesz o to
    zawalczyć. Może Ci się uda, może... nie musi:( Ale warto spróbować.
    --
    Strach przed bólem jest gorszy niż sam ból.
  • agata1979-fr 30.05.08, 09:55
    ...przeczytałam ten post i wszystkie wypowiedzi ze łzami w oczach...moja sytuacja jest identyczna jak "smutnej"...tyle ,że ja z pierwszego małżeństwa mam syna ( eks był alkoholikiem i narkomanem - odeszłam, wzięłam rozwód i pozbawiłam go praw rodzicielskich ) i teraz znów wplątałam się w zwiazek z alkoholikiem...sytuacje są takie same jak opisuje "smutna"...nie upija się w domu, nie jest żulem, ale pije po pracy z kumplami ale najgorsze w tym wszystkim jest to , że po pijanemu prowadzi samochód...już nie mam siły ! Początkowo próbowałam sama go ratować teraz już zaangażowana jest cała rodzina...jestem 1600 km od domu,rodziny - jesteśmy tutaj sami i nie mam do kogo się zwrócić o pomoc...moje dziecko już tyle przeszło w życiu a teraz znów - sądziłam , że go znam - człowiek wykształcony , z dobrej,kochającej się rodziny , z zasadami...w srode usłyszałam ,że przecież nic się nie dzieje - pracuje , nie jest żulem , nie awanturuje się , mamy wszystko co potrzeba a mnie jeszcze jest źle...ja wiem że on jest alkoholikiem - pomimo noża na gardle nie robi nic aby zmienić tę sytuacje...ja już nie mam siły na próby zmieniania kolejnego faceta - mam pecha w życiu ale jestem silna ! Zaraz po zakończeniu roku szkolnego przez syna wracam do Pl - boję się tych pytań i plotek ale dla siebie i syna zniosę powrót !!
    --
    Zapomniałeś ? Nie zapomnij oddychać bo umrzesz....
  • kajda28 30.05.08, 19:53
    agata, to że wybierasz takich właśnie partnerów to nie jest przypadek- ja tak
    robię bo jestem DDA i miałam taki wzorzec rodziny, wychowałam się z pijakiem i
    to jest dla mnie znajome, "bezpieczne" środowisko. U ciebie też musi być jakiś
    powód i bez rozpatrzenia go , odpowiedniej terapii po raz następny trafisz na
    podobnego partnera.

    Piszesz że pomagałaś mężowi- jak? Czy kontaktowałaś się z terapeutą od
    uzależnień, psychologiem, psychiatrą? Z tego co piszesz są bardzo duże szanse
    aby Twój mąż przestał pić, prawdopodobnie nie jest jeszcze alkoholikiem .
    --
    No i przebiłeś głową mur. Co będziesz robił w sąsiedniej celi?

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka