prusaki, karaluchy i inne niechciane robactwo Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • Pomocy!

    Dziś wieczorem odkryłam w kuchni dodatkowych lokatorów. Jeden mnie autentycznie przestraszył, drugiemu zdążyłam zrobić zdjęcie. Wygląda tak: yfrog.com/5nprusakj . Nie jestem pewna, co to jest - miało ok. 1,5 cm i dość dekoracyjny, błyszczący jasnobrązowo wierzch. Po konsultacji z Google wydaje mi się, że może to być prusak. Pierwszy "kolega" tylko mi śmignął, ale był większy i ciemniejszy. Biorąc pod uwagę fakt, że znalazłam je tylko w kuchni, a mieszkanie po wakacyjnych lokatorach było okropnie zapuszczone, obawiam się, że mogą to być karaluchy.

    No, i tu rozpoczyna się panika. Z tego, co pamiętam, karaluch przeżyje wszystko, z wybuchem bomby atomowej włącznie. W pierwszym odruchu miałam ochotę się spakować i uciekać :-) potem dotarło do mnie, że jednak jakoś na pewno można się tego pozbyć.I tu pytanie - jak? Czy są jakieś domowe sposoby na pozbycie się tego robactwa? Najpewniejszym rozwiązaniem wydaje mi się profesjonalna dezynsekcja, ale z tym trzeba zaczekać do wizyty właściciela mieszkania.

    A może w ogóle panikuję i robak ze zdjęcia jest zupełnie nieszkodliwym robaczkiem?

    --
    Świat blondynki - blog
    • Fuj, fuj, nawet jeśli nieszkodliwe, to obrzydliwe. Brr...
      Walczyłam z nimi jakimiś cudami "niby-profesjonalnymi" - bez efektu. Przyłaziły
      mi do kuchni ze sklepu, nad którym mieszkam. Sklep sobie ustawiał jakieś
      pułapko-trutki, a one ewakuowały się wyżej. Dosadna skarga do Sanepidu
      zlikwidowała robactwo natychmiast - zarządzili odkaraluszenie całego budynku, i
      od paru miesięcy mamy spokój.

      Niestety, kilka z nich upiekło się w wyświetlaczu kuchenki (tam pewnie uciekały,
      bo się świeciło...) i mam je na wystawce non-stop, bo nie umiem kuchenki
      rozkręcić, żeby te truposze wywalić... fuj, fuj....brrrr.
      Polecam Sanepid.

      --
      Zamienię Fantasie Shannon bordo 30F raz ubrane na 30FF lub 32E. Lub sprzedam.

      Nowe książki do nauki języków obcych na bazarku: forum.gazeta.pl/forum/w,87436,90761985,90761985,KSIAZKI.html
    • Niestety to prusak, zwany potocznie karaluchem ("prawdziwy" karaluch jest
      znacznie większy niż 1,5 cm). Mniejsze to od karalucha, ale trudniejsze do
      wytępienia. Jedyny skuteczny sposób na niego, to wybuch wyjątkowo silnej bomby
      atomowej lub profesjonalna firma dezynsekcyjna (polecam to drugie).
      --
      Kaczym dziobom mówimy stanowcze: NIE!
    • Mój światły mąż też mówi, że to prusaki (takie małe karaluchy...) i że trudno to
      wytępić. Ja zawsze polecam kratkę firmy Globol - moim zdaniem jest
      niezastąpiona, ale przyznam, że takiego robactwa jeszcze nie miałam.
      To niedrogi środek i mało wysiłkowy (ale konstrukt...), jesli nie pomoże - może
      jakaś firma?
    • No, dwie sztuki na raz, to raczej nie zabłąkane żuczki. ;-) Jeżeli porszają się do tego pershingowo, to na mur meton karaluch, zwany też prusakiem. Na początek i doraźnie pozapychaj w kuchni wszystkie zlewy i odpływy, by karaluchy nie porozłaziły się po kuchni. On żyją często w ciepłej i wilgotnej kanalizacji. Koniecznie zrób to na noc, bo karaluchy poruszają się chętnie w ciemnościach. Potem przyklej na ramie drzwi do kuchni i na lini podłogi taką dwustronną klejącą taśmą do dywanów. Chodzi o to, by karaluchy nie porozłaziły się po mieszkaniu i znalazły sobie inne przytulne kryjówki. I szukaj szybko profesjonalnej pomocy, najlepiej już jutro, bo te gady rozmnażają się migiem. Domowe środki na karaluchy raczej nie pomagają. Lepiej nie czekaj na decyzję właściciela mieszkania, chyba, że nie masz zamiaru tam dłużej mieszkać. Jeżeli możesz, powiadom go telefonicznie, że zamówiłaś profesjonalistę, weź fakturę od firmy i negocuj z nim później. Sowją drogą, karaluchy łatwo przynieść z importowaną żywnością ze sklepu, na przykład z egzotycznymi owocami i warzywami.
      • Teraz dopiero doczytałam, że zdjęcie zrobiłaś sama. A ja myślałam, że to jakieś z Wikipedii, czy coś. ;-) Jaki śliczny karaluszek. ;-) W Hiszpanii widziałam trochę większe, na zajęciach z zoologii miałam przyjemność robić sekcję zwłok takiemu obleśnemu tropikalnemu mutantowi, karaluch na pół ręki. Pewnie to zniechęciło mnie do studiów biologii i zmieniałam kierunek. ;-)
      • Hm, czy przypadkiem nie byłaś ze mną w tej kuchni? ;-) Oba pojawiły się właśnie po zmroku, ten pierwszy przestraszył mnie wyskakując ze zlewu. Póki co, zatykamy zlewy korkiem, w ciągu dnia mamy się zorientować co do firm.
        A problem "zarobaczenia" chyba generalnie w tym bloku istnieje, bo co pół roku spółdzielnia ogłasza wizyty firmy dezynsekcyjnej (oczywiście, na koszt lokatora). Do tej pory (a wynajmuję to mieszkanie już trzeci rok) ani u nas, ani u sąsiadów nic nie było :/

        --
        Świat blondynki - blog
        • elrosa napisała:


          Do tej pory (a wynajmuję to mieszkanie już trzeci rok) ani u nas, ani u sąsi
          > adów nic nie było :/
          >

          Nie chcę cię straszyć, ale gdy karaluchy zaczynają się pokazywać, to świadczy to o tym, że rozmnożyły się do takiego stopnia, że większość kryjówek jest przepełniona. Wszystkie karaluchy, a ty masz do czynienie tu z odmianą Blattella germanica, są trochę nieśmiałe i starają się ukryć swoją obecność. Co często bardzo dobrze im wychodzi, bo karaluchy są prawie wszędzie. Problemem jest, że przenoszą też choroby i sporo ludzi regauje na nie do tego alergicznie. Mam na myśli prawdziwą alergię, bo niechęcią na nie reagują prawie wszyscy. ;-) Uważać musicie, by nie przygniatać robactwa butem. W takiej sytuacji ewentualna samiczka wydala swoje jaja, które są wyjątkowo dobrze zapakowane i odporne na zniszczenia oraz pokryte klejącą substancją. Wtedy bardzo łatwo przenieść jaja do innych pomieszczeń.
          Słyszałam o jednym domowym środku, który podobno na nie działa. Trzeba dać im do jedzenia proszku do pieczenia. Proszek pęcznieje im we wnętrznościach i eksplodują. Podobno. To może być też tylko urban legend, ale czemu nie spróbować? Nie jest to może ładny sposób i może ich w ten sposób nie zliwidujesz, ale choć trochę dasz w kość. ;-)
          I na koniec jeszcze dobra wiadomość. Karaluchy nie lubią temperatur poniżej 4 stopni. Czyli życzę wam mroźnej zimy. ;-)
          • pierwszalitera napisała:
            >Karaluchy nie lubią temperatur poniżej 4 s
            > topni. Czyli życzę wam mroźnej zimy. ;-)

            Na wsi (białoruskiej z mojej wiedzy, ale pewnie i innych) przed wojną był taki
            sposób na robactwo - w środku mroźnej zimy wynosiło się dzieci na kilka dni do
            sąsiadów, samemu również się ewakuowało, a dom zostawiało otwarty na oścież -
            wszystkie drzwi, okna. Po jakimś czasie wracało się do lodowatego, ale wolnego
            od robactwa domu :)
            Może to rzeczywiście jest jakaś metoda? Spróbuj :)
    • My to mieliśmy w ostatnim wynajmowanym mieszkaniu. W nowo
      wybudowanym bloku. Zrobiły sobie gniazdo pod lodówką (ciepło).
      Dezynsekcja dawała efekt na dwa miesiące. Po wyprowadzce
      dowiedziałam się, że zaprusakowane jest całe osiedle, dlatego wciąż
      wracały :(

      Doraźnie kupowaliśmy jakieś świństwo w sprayu, po spryskaniu
      ścieżek i wszystkich ciepłych i zacisznych miejsc znikały na jakiś
      czas. Bardzo bałam się, żeby ich nie zabrać ze sobą na nowe
      mieszkanie, przy pakowaniu zużyłam chyba ze dwa pojemniki śroka
      owadobójczego. Na szczęscie się udało przeprowadzić bez
      współlokatorów.
      --
      biuściasty katalog staników
    • Walczyliśmy z tym latami, wszystkimi dostępnymi środkami. Były wszędzie i nie do zniszczenia. Najgorsze to wstać w nocy i wejść do kuchni po szklankę wody - czarny blat. Nie można zostawić luzem jakiejkolwiek otwartej żywności, napojów. Nie chcę straszyć, ale indywidualne zwalczanie nic nie daje. W niektórych budynkach nieskuteczne jest nawet działanie u wszystkich lokatorów, bo wracają znowu ze zbiorników na śmieci. U nas próbowaliśmy wszystkiego co się dało. Były obowiązkowe dezynfekcje z poziomu administracji, ale sąsiadom-alkoholikom wszystko wisiało i nie pozwolili pryskać u siebie. Skończyło się na wyprowadzce.
      Przepraszam, że tak pesymistycznie, ale poważnie jeśli to wynajmowane mieszkanie i jest możliwość jego zmiany, to ja bym to poważnie przemyślała. Zwłaszcza jeśli są podejrzenia, że sąsiedzi mogą być mało społeczni.
      • bo z przeprowadzką tez moze być problem - jak weźmiesz tapicerowane meble czy
        lodówkę ze sobą to zabierzesz też "żuczki".. Lepiej je wytępić, i to bez
        uzywania atomowych bomb ;)

        pisałam jakiś czas temu w wątku, który zaczęła zania_uk z pluskwami w tytule.
        uzupełniłam trochę to:

        ja (chyba) wytępiłam moją plagę- od 2 lat nie pojawiło się nic - a po
        przeprowadzce spotkałam w mieszkaniu stado.. Spotkałam je pewnej nocy - zepsułam
        radio i było bardzo cicho, weszłam do kuchni, zapaliłam światło i ... podłoga
        się rozbiegła..

        a co robiłam (po tym, jak już przestałam histeryzować)
        1. chemia - żel z firmy bros (przeszukałam wszystkie portale i fora i to jeden z
        lepszych specyfików - a właściwie zasada działania: jeden robaczek zajda, wraca
        do gniazda, zdycha, zjadają go inne razem z tą trucizną i tak dalej :-|)
        1a. zmusiłam w spółdzielni działanie (odkaraluszanie w bloku) - zagroziłam, ze
        przyniosę moje karaluchy w słoiku, żeby paniom pokazać co mam. Pan z firmy
        używał żelu o takim samym działaniu, ale innej nazwie handlowej (nie pokazał)
        1b. środki typu "pułapki" (chodzi o jakiś hormon czy feromon wabiący) są dobre,
        zeby sprawdzić, czy karaluchy jeszcze są w mieszkaniu - nie likwidują problemu i
        sa dosyć obrzydliwe..
        2. chemia cd - dokontaktowe antyowadzie środki w płynie (wyglądają jak
        odświeżacze) - nie likwidują problemu, ale odstraszają większość małych żyjątek,
        również rybki.. to nienajlepiej wpływa na alergików (lekarka nie pozwoliła mi
        tego używać przy córce z niedużą alergią)
        3. częste zamiatanie, mycie, ścieranie, również w szafkach z naczyniami czy
        jedzeniem, przestawianie - generalnie te owady lubią spokój - więc jak im
        będziesz ruszać domkiem i zmieniać ścieżki to się wkurzą i sobie pójdą szukać
        innego..
        3a. Wszystko co nadaje się do jedzenia musi zostać SZCZELNIE zamknięte (puszki,
        słoiki - folia to za mało..) - jest szansa że np. umrą z głodu... Czyli żadne
        okruszki czy brudne naczynia nie czekają na drugi dzień..
        4. zabezpieczenie WSZYSTKICH połączeń z innymi mieszkaniami - kratki
        wentylacyjne, miejsce, gdzie rury wchodzą w podłogę czy sufit, szczeliny w
        drzwiach, oknach, etc. dziury można zalepić silikonem, kratki np tetrą czy
        bardzo drobną siateczką..
        4a. "ujścia rur" ja traktowałam kretami i odkażaczami, a do tego gumowe,
        szczelne korki (taki metalowy na pokrętło zamocowany na stałe w umywalce nie
        dociśnięty wodą był mało

        zyczę powodzenia w tej walce.
    • Hmm, pisać, nie pisać? A jak pójdę do piekła za robaczkowy armagedon?
      Dobra, wybiorę wersję pośrednią ;) - jak widziałaś tylko 2 to
      faktycznie spróbuj się odgrodzić od rzeczywistego źródła (sąsiedzi).
      No i dobra, wrzucę Ci jeszcze link do porad specjalistów:
      www.felis.pl/porady/


      --
      Lepiej późno niż później, czyli kostiumy kąpielowe część I
      a doły od kostiumów w części II
    • To prusak, jak już zauważyły inne dziewczyny. Strasznie ci współczuję, bo sama
      walczyłam z nimi i wiem, jakie to trudne.

      W akademiku nie dało się ich wytępić. W wynajętym później mieszkaniu już tak,
      chociaż gigantycznym nakładem pracy.

      Udało nam się je pokonać w następujących krokach:

      1. Dokładnie sprzątnęliśmy całe mieszkanie. Łącznie z umyciem podłóg za
      kuchenką, pralką itp, wymyciem szafek kuchennych itp.

      2. Wyjęliśmy z szafek po kolei wszystkie ubrania, książki, talerze, wszystko,
      trzepaliśmy, dokładnie oglądalismy, czy nic po nich nie łazi i natychmiast
      pakowaliśmy w szczelne worki pozaklejane szeroką taśmą. Worki powędrowały na
      balkon. Myszoskoczki zanieśliśmy do znajomych.

      3. Kupiliśmy fartuchy, czepki i maseczki ochronne oraz środki: jakiś w sprayu,
      chyba Rajd, dodatkowo taki żel Bayera. Oraz koniecznie USZCZELNIACZE - silikon w
      tubie i piankę uszczelniającą. Za pierwszą operacją nie uszczelniliśmy
      mieszkania i cały nasz trud poszedł na marne. Dopiero połączenie uszczelnienia
      ze sprzątaniem i środkami chemicznymi poskutkowało.

      4. Po posprzątaniu mieszkania odsunęliśmy szafki i uszczelniliśmy bardzo
      dokładnie wszystkie znalezione dziury, także pod listwami przypodłogowymi,
      pianką i silikonem. Czasem może okazać się konieczne użycie gipsu. Dodatkowo -
      co chyba niezgodne z jakimiś przepisami przeciwpożarowymi czy innymi -
      zakleiliśmy papierem i taśmą klejącą kratki wentylacyjne, bo widzieliśmy, jak
      prusaki tamtędy łażą.

      5. Po uszczelnieniu mieszkania zamknęliśmy okna i rozłożyliśmy wszędzie żel na
      prusaki a później rozpoczęliśmy oprysk. Pryskaliśmy bardzo dokładnie, od wnętrza
      pokoju ku drzwiom. W jednym pokoju pryskanie trwało ok. minutę. Spryskaliśmy też
      tył lodówki, pralki i kuchenki. Wstrzymywaliśmy oddech, ale i tak przydały się
      maseczki i fartuchy, bo środek zostawał w nosie, na ustach, na ubraniach itp -
      dla mnie był okropnie drażniący.

      6. Po oprysku zamknęliśmy drzwi. Zdjęliśmy ubrania ochronne i wyszliśmy na dwie
      godziny. Po dwóch godzinach wbiegliśmy do mieszkania na wstrzymanym oddechu,
      pootwieraliśmy okna i wybiegliśmy na kolejne dwie godziny.

      7. Gdy już wywietrzył się smród środka na karaluchy, wróciliśmy do mieszkania i
      zaczęliśmy finałowe sprzątanie. Najpierw zebraliśmy martwe karaluchy. Później
      umyliśmy wszystkie powierzchnie, z którymi styka się jedzenie i ubrania, czyli
      półki w kuchni i w pokoju, stoły, biurka, krzesła, kuchenkę i lodówkę. Nie wolno
      natomiast myć podłogi za szafkami i w kątach, o zmylibyśmy środek na robaki
      (dlatego warto podłogę umyć dokładnie przed pryskaniem).

      8. Na koniec porozkładaliśmy wszystkie wyniesione wcześniej rzeczy,
      przynieśliśmy myszoskoczki i umarliśmy ze zmęczenie. Prusaki już więcej do nas
      nie wróciły.

      Sposób jest strasznie męczący, ale u nas zadziałał.
    • jedynym i skutecznym sposobem u nas w starym mieszkaniu była rada koleżanki
      przywieziona z Moskwy, gdzie takie robale są chlebem powszednim:(

      Gotujemy jajka, około 3godzin /długo, ale tylko wtedy coś tam w nim powstaje/,
      z tego ugotowanego jajka bierzemy żółtko, dodajemy ziemniak gotowany i boraks
      /proszek, do kupienie w sklepach chemicznych/
      z tych składnikow lepimy kulki i te kulki turlamy w rózne miejsca /za szafki,
      pod szafki itd/

      Polecam, niezbyt trudne i uciążliwe, a u nas podziałało:) u koleżanki w Moskwie
      też:)

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.