Dodaj do ulubionych

Czy według Was to wygląda obrzydliwie?

25.02.10, 22:35
Przeczytałam właśnie artykuł z "Wysokich Obcasów" podlinkowany na głównej
Gazety. O, ten:
www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,53581,7578406,Tu_mieszkalo_dziecko.html
Prezentuje kilka zdjęć kobiet po ciąży. Bez retuszu (choć z niezbyt fortunnym
dla kobiecego ciała filtrem). Patrzę na te zdjęcia i nie widzę tam absolutnie
nic szokującego. Ot, trochę zwisłej skóry na brzuchu, jakiś ledwie zauważalny
cellulit na udach. Normalne ciała, szczerze mówiąc wyglądające według mnie
naprawdę nieźle, jak na kobiety niedługo po porodzie. A w komentarzach bueeee,
zwracanie obiadu i w ogóle to nieprawda, bo tak wyglądają tylko kobiety
zapuszczone. Bo kobieta MUSI przez całe życie o siebie dbać, to jest jej psi
obowiązek, nieważne tam dziecko, nieważne zmęczenie po porodzie, no musi na tę
siłownię zasuwać i kremikami pupcię smarować. No nie no, myślę sobie, paranoja.

Nie wiem, czy ja mam coś nie tak z postrzeganiem rzeczywistości, ale dla mnie
te kobiety są piękne. Może dlatego, że sama mam niedoskonałe ciało i fałdki na
brzuchu. No ale, jak rany, nie rozumiem, jak ktoś może twierdzić, że te
zdjęcia są obrzydliwe. Obrzydliwe to są horrory typu "Piła", a to są normalnie
wyglądające, atrakcyjne kobiety z pociążowymi ciałami. Ja nie wiem, faceci
myślą, że ciało kobiety rozciąga się jak guma i po porodzie natychmiast wraca
do jędrności?

A już najbardziej wkurzają mnie komentarze facetów, którzy pitolą, że trzeba
tyle nie żreć w ciąży i smarować się kremikami, to wszystko będzie fajnie. No
bo inaczej facetowi opadnie libido i ma święte prawo poszukać sobie kochanki.
Noż jasny pieron, nie powiem, co bym takiemu zrobiła. Wybaczcie, nie, nie
jestem w ciąży, ani nawet nie planuję, ale jak coś takiego czytam, to
uaktywnia się mój wewnętrzny Kuba Rozpruwacz :P
--

Ten, kto uważa, że wszystko jest możliwe, ma po prostu kiepską wyobraźnię.
Edytor zaawansowany
  • jul-kaa 25.02.10, 22:44
    A widziałam to już dziś. Mnie się zdjęcia podobają, komentarzy nie czytałam, bo
    po co się denerwować?
    Ja mam wielki brzuch, rozstępami posiekany od góry do dołu, a i tak oglądam go
    co chwila, taki jest fajny z zawartością :)
    Po porodzie rozstępy nie znikną, skóra obwiśnie, a ja nadal będę śliczna :)
    Mężowi moje ciężarne ciało bardzo się podoba.
    I przyznam, ze średnio rozumiem te kobiety, które się tak strasznie martwią tym,
    jak ich ciało będzie wyglądało po porodzie. I tak strasznie dbają o to, żeby za
    bardzo nie przytyć, żeby tuż po porodzie zmieścić się w ubrania sprzed ciąży.
    Jakby to było najważniejsze...

    Ten fragment mnie dobił:
    "Szukałaś jakichś sposobów, żeby zmniejszyć rozstępy?
    Czego to ja nie próbowałam! Najnowszy mój patent to maść na odleżyny i rany.
    Odkryłam, że jak w miejscu, gdzie mam rozstępy, zetrę mocno naskórek pillingiem,
    a później posmaruję tą maścią, to ona bardzo fajnie tę ranę zasklepia. Skóra
    staje się równiejsza, gładsza. To brzmi strasznie, ale widać różnicę."

    Brzmi strasznie!
  • k_linka 25.02.10, 23:03
    Hmm, a ja sie spodziewalam gorszych komentarzy. Zdjecia nie sa drastyczne -
    chyba ze ktos za drastyczne uwaza nieuzywanie photoshopa. Goraco wspolczuje
    ludziom, ktorzy swoj zwiazek opieraja na atrakcyjnosci fizycznej. Przeciez z
    gory wiadomo ze ta nie trwa wiecznie?
  • nomina 25.02.10, 23:28
    Właśnie o to pewnie pryszczatym chodzi - nie było photoshopa, to już szok.
    A druga śmieszna rzecz - bo facetom to nic nie zwisa, oni zawsze jędrni i
    sterczący ;).
    --
    Nie używam e-maila Gazetowego. Proszę o kontakt poprzez stronę verbamed.pl

    Pęcherz można wyleczyć
  • fanka_tomcia 25.02.10, 23:24
    ja czytałam na samym początku tzn po ukazaniu się numeru i może na drugi dzień,
    pewnie teraz narosło komentarzy i pokazali się jacyś debile wychowani na Playboyach.
    ale co muszę powiedzieć jasno - zdjęcia nie są atrakcyjne (to nie jest tylko
    moja opinia :P ale dobra, niech będzie, że MOIM ZDANIEM), nie pokazują moim
    zdaniem piękna kobiecego ciała. Skóra wygląda na szarą, chropowatą, niezdrową. O
    wiele ładniej ciała tych bohaterek wyglądałyby, gdyby były pokazane w naturalnej
    kolorystyce. Jeśli już mają pokazywać prawdziwe ciała - niech będzie 100%
    koloru, zdjęcia czarno-białe zmiękczyłyby i wygładziły efekt, o to raczej nie
    chodzi. A te skojarzyły mi się z trupim odcieniem, z krytykowanymi na LB (?)
    zdjęciami jakiejś modelki Mimi Holiday...
    W każdym razie jak patrzę na te zdjęcia, to ok, widzę że ciało ma taki a nie
    inny kształt itd, i ok, mogę przyznać, że wygląda naturalnie, nie szczególnie
    źle, przeciętnie. Ale te zdjęcia nie są naturalne, ich kolorystyka działa na
    mnie zniechęcająco. Nie pokazano piękna, tak jak można by pokazać.
  • pierwszalitera 25.02.10, 23:24
    cissnei napisała:

    A już najbardziej wkurzają mnie komentarze facetów, którzy pitolą, że trzeba
    > tyle nie żreć w ciąży i smarować się kremikami, to wszystko będzie fajnie. No
    > bo inaczej facetowi opadnie libido i ma święte prawo poszukać sobie kochanki.


    A kto by się przejmował komentarzami pryszczatych smarkaczy, którzy masturbują do zdjęć plastykowych gwiazd porno? Przecież to nie są mężczyźni, którzy kiedykolwiek byli w emocjonalnym związku z kobietą z krwi i kości. I w ogóle średnia wieku wypowiadających się zwykle pod takimi artykułami jest zastraszająco niska. To już po języku można poznać. Tak niska, że można tą grupę uznać spokojnie za niereprezentatywną dla społeczeństwa. I jak wiadomo w tym wieku ma się czasem tak absurdalne wyobrażanie o tym, co w życiu jest ważne, że można moim zdaniem przymknąć na tą głupotę oczy. ;-) Mnie szczególnie zawsze bawi, gdy chłopcom się wydaje, że pozostaną już do końca życia zdrowi, szczupli i tryskający seksualną energią. Nie wiedzą jeszcze, że co trzeci mężczyzna przekraczający czterdziestkę zaczyna mieć na wskutek niezdrowego trybu życia i spadającego poziomu testosteronu, problemy z potencją, a na to nawet ponętne ciało kochanki nie pomaga. ;-)
  • heliamphora 26.02.10, 09:29
    Oj obawiam się, że niestety ci starsi od nastolatków też nie są dużo mądrzejsi.
    W końcu to nie nastolatek odchodzi od "zapuszczonej po ciąży" (czyli, jak
    powiedziałby myślący człowiek, normalnie zmienionej przez procesy fizjologiczne)
    kobiety do piękniejszej i bardziej pociągającej fizycznie.
    --
    Kaczym dziobom mówimy stanowcze: NIE!
  • pierwszalitera 26.02.10, 12:23
    heliamphora napisała:

    > Oj obawiam się, że niestety ci starsi od nastolatków też nie są dużo mądrzejsi.
    > W końcu to nie nastolatek odchodzi od "zapuszczonej po ciąży" (czyli, jak
    > powiedziałby myślący człowiek, normalnie zmienionej przez procesy fizjologiczne
    > )
    > kobiety do piękniejszej i bardziej pociągającej fizycznie.


    Mężczyźni odchodzą od kobiet z wielu powodów. Nie sądzę, że głównym motywem jest tu "zapuszczona ciąża". Jeżeli istnieje już jakiś związek, to raczej taki, że kobieta nieczująca się dobrze w swoim ciele wycofuje się z dziedzin wspólnego partnerstwa mające coś wspólnego z erotyką, seksualnością, zmysłowością. Partner może przez to przestać czuć się pożądany, może poczuć się odtrącony, niekochany, niewarty zainteresowania itd. Mężczyźni też mają swoje problemy i ich rozwiązania szukają wtedy u innych kobiet, nie zawsze piękniejszych. Stwierdzenie: rzucił mnie, bo straciłam figurę, to wielkie uproszczenie i bardzo rzadko cała prawda.
  • turzyca 26.02.10, 16:21
    A ile razy spotkalas sie z inna sytuacja? Ze kobieta czuje sie ze swoim cialem
    od "bardzo dobrze" do "nawet w porzadku", ale slyszy na kazdym kroku negatywne
    komentarze faceta, odczuwa ostentacyjny brak zainteresowania, a wrecz slyszy
    teksty w stylu "no jak juz bardzo chcesz seksu, to ok, ale wez zgas swiatlo, bo
    jak na Ciebie dalej popatrze, to mi na zawsze ochote odbierze" czy "wez cos zrob
    ze soba, bo patrzec na Ciebie nie mozna". A potem dalej juz Twoj scenariusz.
    I jasne, ze pewnie gdzies tam kryje sie zupelnie inny problem, np. przemeczenie
    praca, ale przykrywanie go w ten sposob rozpoczyna serie dalszych problemow.
    --
    Tak wygląda turzyca:), która znalazła szalenie ciekawy wątek. ;)
  • kotwtrampkach 28.02.10, 10:39
    Turzyca, ale to co opisałaś jest okropne, wolałabym wierzyć, że ludzie nie
    funkcjonują w takich związkach - przecież to całkowity brak szacunku, empatii,
    uczuć..? zwykłych ludzkich uczuć - nie mam na myśli miłości czy przyjaźni nawet,
    ale takiego poczucia "jestem człowiekiem".
    I nie chodzi o to, ze coś powinno być udawane i na siłę, ale po co tak
    krzywdzić? brrr
  • turzyca 28.02.10, 11:24
    > I nie chodzi o to, ze coś powinno być udawane i na siłę, ale po co tak
    > krzywdzić? brrr

    A dlaczego kobiety wiaza sie z katami i wytrzymuja dziesiatki lat bicia? To co
    opisalam to tez przemoc, tylko ze psychiczna.

    I co gorsza - o ile bicie powoli zaczyna byc rozumiane jako cos zlego, to takie
    zachowanie dla wielu osob jest norma i nic zlego w tym nie widza.
    --
    Tak wygląda turzyca:), która znalazła szalenie ciekawy wątek. ;)
  • magdalaena1977 25.02.10, 23:36
    Pierwsze zdjęcie - to z obwisłym brzuchem - jest drastyczne, bo zwykle nie
    przedstawia się skóry w ten sposób. Ale generalnie te kobiety wyglądają normalnie.

    Gdybym poszła na basen, to większość pań w przebieralni wyglądałaby podobnie. Co
    ciekawsze, te po 40 z cellulitem i nadwagą zwykle stoją nago pod prysznicem i
    gadają o mężach i dzieciach. A te 15, 16 latki o jędrnych udach i gładkiej
    skórze przebierają się w kąciku zawinięte w ręcznik.
    --
    Magdalaena
  • akj77 25.02.10, 23:41
    magdalaena1977 napisała:

    > Pierwsze zdjęcie - to z obwisłym brzuchem - jest drastyczne, bo zwykle nie
    > przedstawia się skóry w ten sposób. Ale generalnie te kobiety wyglądają normaln
    > ie.
    >
    > Gdybym poszła na basen, to większość pań w przebieralni wyglądałaby podobnie. C
    > o
    > ciekawsze, te po 40 z cellulitem i nadwagą zwykle stoją nago pod prysznicem i
    > gadają o mężach i dzieciach. A te 15, 16 latki o jędrnych udach i gładkiej
    > skórze przebierają się w kąciku zawinięte w ręcznik.

    O tak! Albo co gorsza zajmuja jedna z dwoch toalet na cala przebieralnie, zeby
    czegos nie pokazac przy przebieraniu. Chodze na basen regularnie, napatrzylam sie.
    Im mlodsze dziewczyny, tym bardziej sie wstydza innych kobiet, az tak sie
    zmienilo wychowanie od moich czasow? Dla mnie to jest normalne, ze na basenie
    pod prysznicem sie jest nago i ze zeby sie przebrac, to trzeba sie rozebrac.


    --
    78/108 -> było 75(34)H, szukam 32HH
  • jul-kaa 25.02.10, 23:56
    W sumie racja - te zdjęcia przedstawiają całkiem niezłe ciała. Myślę, że znaczna
    część kobiet po porodzie wygląda znacznie gorzej.
    Ale... co z tego?
  • akj77 25.02.10, 23:38
    Będę brutalna:
    Kto czyta komentarze w necie pod takimi zdjęciami, ten jest sam sobie winien.

    (nie, to nie wyglada obrzydliwie. oglądałam na papierze. ciała jak ciała i jeden
    ładny cycek)


    --
    78/108 -> było 75(34)H, szukam 32HH
  • fanka_tomcia 25.02.10, 23:41
    z tego co czytałam (no teraz mi się nie chce uzupełniać 300 postów lektury ;) )
    to najbardziej irytowały mnie posty osoby gazeta_mi_placi - zastanawiam się czy
    to nie umyślna prowokacja, podkreślanie co chwilę tego, że te ciała są
    obrzydliwe. Jak muszą się czuć dziewczyny, które zdecydowały się na pozowanie do
    tych zdjęć. Jak pisałam wcześniej - uważam zdjęcia za fatalne. Ale to zdjęcia, a
    nie ciało. A komentarze np. na temat piersi jednej z dziewczyn to już czyste
    chamstwo.
  • pinupgirl_dg 25.02.10, 23:53
    Nie wydaje mi się to obrzydliwe. Zdjęcia mi sie podobają, to akty, a nie reklama
    bielizny.
    Co do facetów - z kimś z takimi poglądami z pewnością nie chciałabym spać, więc
    ich wrażenia estetyczne też mnie nie interesują :)


    --
    Fizia Pończoszanka
  • jul-kaa 26.02.10, 00:15
    Yo_anka wrzuciła na matkujące lobbystki, ja gdzieś już widziałam tę stronę, ale
    od godziny nie mogłam jej znaleźć. Dzięki yo_anko!
    theshapeofamother.com/
  • slotna 26.02.10, 01:05
    Zdjecia imo sa fajne i ladne (nie przeszkadza mi kolorystyka), ale ciala tych kobiet pewnie nie podobaly mi sie na zywo. Jesli im tez sie nie podobaja, to nie widze powodu, dla ktorego mialyby nie probowac wrocic do wygladu sprzed ciazy. Sama nie rodzilam, a nie obrazilabym sie za korekcje brzucha i biustu i nie uwazam, zeby to robilo ze mnie pustego debila - wiekszosc kobiet chce wygladac ladnie, a ladnie znaczy m.in. jedrnie. Jesli komus zalezy na wygladzie dobrym pociazowym, to logiczne, ze bedzie w siebie wklepywal tony balsamow i masowal piec razy dziennie - i nie ma nic w tym zlego.

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy, niż same rzeczy.
  • pinupgirl_dg 26.02.10, 01:37
    Po pierwsze - ładnie dla każdego możne znaczyć co innego :).
    Myślę, że ciała tych kobiet spodobały by mi się również na żywo, większość ma
    moim zdaniem bardzo ładne figury.

    Po drugie - czasami wklepywanie tony balsamów niewiele pomoże.
    Nic nie mam przeciw dbaniu o siebie, ale tu chyba nie o tym mowa.


    --
    Fizia Pończoszanka
  • pinupgirl_dg 26.02.10, 01:41
    Po pierwsze - ładnie dla każdego możne znaczyć co innego :).
    Myślę, że ciała tych kobiet spodobały by mi się również na żywo, większość ma moim zdaniem bardzo ładne figury.

    Po drugie - czasami wklepywanie tony balsamów niewiele pomoże.
    Nic nie mam przeciw dbaniu o siebie, ale tu chyba nie o tym mowa.


    --
    Fizia Pończoszanka
  • slotna 26.02.10, 10:59
    > Po pierwsze - ładnie dla każdego możne znaczyć co innego :).

    Kazdemu moze sie podobac co innego, jasne - w detalach. Niemniej wiekszosci podobaja sie ciala mlode, zdrowe, jedrne i przynajmniej wygladajace, jakby nie rodzily. I ma to swoje uzasadnienie biologiczne.

    > Po drugie - czasami wklepywanie tony balsamów niewiele pomoże.
    > Nic nie mam przeciw dbaniu o siebie, ale tu chyba nie o tym mowa.

    Chyba jednak byla mowa o tym wyzej w dyskusji, w kontekscie pani starajacej sie zlikwidowac rozstepy. Ja nie uwazam, zeby to bylo straszne (co prawda sama moich nie likwiduje, bo mi sie nie chce, a i tak ich nikt nie zauwaza, ze mna na czele ;)), znaczylo, ze ma sie zwalone priorytety, czy co tam jeszcze.

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy, niż same rzeczy.
  • jul-kaa 26.02.10, 11:45
    slotna napisała:

    > > Po pierwsze - ładnie dla każdego możne znaczyć co innego :).
    >
    > Kazdemu moze sie podobac co innego, jasne - w detalach. Niemniej wiekszosci pod
    > obaja sie ciala mlode, zdrowe, jedrne i przynajmniej wygladajace, jakby nie rod
    > zily. I ma to swoje uzasadnienie biologiczne.

    Jakie uzasadnienie?
  • pierwszalitera 26.02.10, 12:32
    jul-kaa napisała:

    > slotna napisała:
    >
    > > > Po pierwsze - ładnie dla każdego możne znaczyć co innego :).
    > >
    > > Kazdemu moze sie podobac co innego, jasne - w detalach. Niemniej wiekszos
    > ci pod
    > > obaja sie ciala mlode, zdrowe, jedrne i przynajmniej wygladajace, jakby n
    > ie rod
    > > zily. I ma to swoje uzasadnienie biologiczne.
    >
    > Jakie uzasadnienie?

    Biologiczne. Piękne jędrne ciało świadczy o młodości i zdrowiu. Oraz o gotowości do płodności. Paradoksalnie, bo przez akt płodności kobieta tą atrakcyjność może właśnie stracić. Ale mężczyna czuje się biologicznie w obowiązku przekazywania swoich genów większej ilości patrnerek, więc jest zainteresowany tymi z większym potencjałem, czyli tymi, które są jeszcze świeże. To oczywiście uproszczenie, ale w jakiś sposób biologiczna reguła, bo nasze ideały piękności, takie jak szczupła talia, okrągłe biodra, ładna cera i włosy, to też atrybuty młodych, zdrowych i gotowych do rozmnażania samic.
  • jul-kaa 26.02.10, 12:43
    pierwszalitera napisała:

    > Biologiczne. Piękne jędrne ciało świadczy o młodości i zdrowiu. Oraz o gotowośc
    > i do płodności. Paradoksalnie, bo przez akt płodności kobieta tą atrakcyjność m
    > oże właśnie stracić. Ale mężczyna czuje się biologicznie w obowiązku przekazywa
    > nia swoich genów większej ilości patrnerek, więc jest zainteresowany tymi z wię
    > kszym potencjałem, czyli tymi, które są jeszcze świeże. To oczywiście uproszcz
    > enie, ale w jakiś sposób biologiczna reguła, bo nasze ideały piękności, takie j
    > ak szczupła talia, okrągłe biodra, ładna cera i włosy, to też atrybuty młodych,
    > zdrowych i gotowych do rozmnażania samic.

    Nie powiesz mi pierwszalitero, że aktualnie lansowany wygląd świadczy o zdrowiu
    i płodności.
    Poza tym pamiętam teorię, że kobieta, która już rodziła jest o tyle
    ponętniejsza, że na pewno jest płodna.
  • fanka_tomcia 26.02.10, 13:36
    taaa, ponętniejsza, jeśli ma szersze biodra, większe piersi, może troszkę
    opadnięte, ale okrągłe i pokaźne. A nie: obwisłą pooraną skórę na brzuchu,
    krechy rozstępów na brzuchu, pośladkach, udach, obwisłe jak to dziewczyny
    nazywają "skarpety"...
  • pierwszalitera 26.02.10, 13:52
    jul-kaa napisała:

    > Nie powiesz mi pierwszalitero, że aktualnie lansowany wygląd świadczy o zdrowiu
    > i płodności.

    Nie wiem co masz na myśli pisząc "aktualnie lansowany wygląd", ale młodość, jędrność, gładka cera i zachowanie pewnych proporcji w budowie ciała jest niezmienna i nie wychodzi z mody. O czym tu dyskutować?


    > Poza tym pamiętam teorię, że kobieta, która już rodziła jest o tyle
    > ponętniejsza, że na pewno jest płodna.

    Nie całkiem. Kobieta, która rodziła nie jest ponętniejsza, bo jej zasoby stały się ograniczone. Musi starać się bowiem też o wcześniej urodzone dzieci, a to zmniejsza szanse na przeżycie kolejnego potomstwa. To, że udowodniła swoją płodność nic nie znaczy, bo płodność u kobiety jest ograniczona czasowo, dla mężczyzny liczy się tylko oznaka potencjalnej płodności, a to jest młody, zdrowy wygląd. Nie piszę, że są to żelazne reguły i wszystko inne się nie liczy, motywy ludzkie są trochę bardziej skomplikowane, ale to jest biologia, ewolucja i wszystkiego nie da się wyprzeć, tylko dlatego, że nam się to dzisiaj nie podoba.
  • pinupgirl_dg 26.02.10, 14:04
    Ewolucja już dawno się wypięła na nasz gatunek. To co piszesz to oczywiście w jakimś stopniu jest prawdą. Młodość świadczy o płodności, proporcje ciała i twarz o dobrych genach i braku poważniejszych ułomności, skóra, włosy i paznokcie o zdrowiu i dobrej diecie. Wszystko to mówi "nasze dzieci będą piękne i zdrowe".
    Ale myślę, że jednak myślę, że biologia nie gra pierwszych skrzypiec. Bardziej podejrzewam modę (przykładem mogą być włosy pod pachami, które o niczym niezdrowym nie świadczą, a są "powszechnie uznawane" za coś odrzucającego) lub nasze osobiste doświadczenia, które nam podpowiadają, co nam się ma miło kojarzyć, a co nie. Nie wiem, co jeszcze. Fetysze...? W każdym razie myślę, że nasza ocena atrakcyjności innych jest tak złożona, że można by książkę napisać. Nie wspominam już o tym, że pociąga nas nie tylko uroda, ale też wdzięk, sposób ubierania, inteligencja, poczucie humory, ciekawe poglądy itd itd.

    --
    Fizia Pończoszanka
  • kura17 26.02.10, 14:16
    tak, ewolucja i biologia SA przereklamowane, jesli trzymamy sie faktow...
    ... ale sa najpopularniejszym argumentem, "ze tak musi byc", chocby i z gola
    falszywym...

    --
    kurczak: 03.03.05 (21:38)
    pisklak: 07.09.07 (21:21)
  • pinupgirl_dg 26.02.10, 11:55
    > Kazdemu moze sie podobac co innego, jasne - w detalach. Niemniej
    > wiekszosci pod obaja sie ciala mlode, zdrowe, jedrne i przynajmniej
    > wygladajace, jakby nie rodzily. I ma to swoje uzasadnienie
    > biologiczne.

    Po pierwsze - nie zaryzykowałabym tezy o większości. Gusta zarówno kobiet, jak i mężczyzn są o wiele bardziej różnorodne, niż by na to wskazywała treść kolorowych czasopism ;).
    Po drugie - zakładając, że rzeczywiście podobają się nam ciała zdrowe - CIĄŻĄ NIE JEST CHOROBĄ! Wypukły brzuszek, lekko obwisłe piersi - to nie jest nic nienormalnego. W dawnych czasach kobiety rodziły znacznie więcej dzieci a z kremami na rozstępy było krucho - gdyby ich ciała rzeczywiście były takie paskudne, nie było by nas teraz tutaj :).



    --
    Fizia Pończoszanka
  • jul-kaa 26.02.10, 09:46
    slotna napisała:

    > Zdjecia imo sa fajne i ladne (nie przeszkadza mi kolorystyka), ale ciala tych k
    > obiet pewnie nie podobaly mi sie na zywo. Jesli im tez sie nie podobaja, to nie
    > widze powodu, dla ktorego mialyby nie probowac wrocic do wygladu sprzed ciazy.
    > Sama nie rodzilam, a nie obrazilabym sie za korekcje brzucha i biustu i nie uw
    > azam, zeby to robilo ze mnie pustego debila - wiekszosc kobiet chce wygladac la
    > dnie, a ladnie znaczy m.in. jedrnie.

    Pojawia się jednak pytania, dlaczego im na tym zależy - czy nie dlatego, że tak
    im "każe" współczesny świat? Czy nie z lęku przed odrzuceniem (również przez
    siebie)?
  • slotna 26.02.10, 10:55
    > Pojawia się jednak pytania, dlaczego im na tym zależy - czy nie dlatego, że tak
    > im "każe" współczesny świat? Czy nie z lęku przed odrzuceniem (również przez
    > siebie)?

    To pytanie powinno sie pojawiac w takim razie przy kazdej kobiecie farbujacej wlosy, stosujacej makijaz, kremy i noszacej niedopasowane Masquerade, ktore co prawda troche kaleczy ramiaczkami, ale za to daje takie piekne kule ;)

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy, niż same rzeczy.
  • monika3411 26.02.10, 10:56
    jul-kaa napisała:

    > Pojawia się jednak pytania, dlaczego im na tym zależy - czy nie dlatego, że tak
    > im "każe" współczesny świat? Czy nie z lęku przed odrzuceniem (również przez
    > siebie)?

    Trafiłaś w sedno.
    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/3i49tv73r9oq5mo6.png
  • szarsz 26.02.10, 08:45
    Mi sie na pierwszy rzut oka nie spodobało to pierwsze zdjęcie, przez
    ręce, ktore wzięłam za ręce tej kobiety :) I spodnie mi się nie
    podobają. A ciało - normalne, tak wyglądają kobiety, matki...


    Slotna, ja nie jestem pewna, czy plastyka brzucha to takie
    pstryknięcie palcami - robisz i masz. Coś mi się kołacze po glowie,
    że to całkiem poważna ingerencja chirurgiczna.
  • slotna 26.02.10, 11:21
    > Slotna, ja nie jestem pewna, czy plastyka brzucha to takie
    > pstryknięcie palcami - robisz i masz. Coś mi się kołacze po glowie,
    > że to całkiem poważna ingerencja chirurgiczna.

    Mam na to powaznie odpowiedziec, czy jednak byla to lekka uszczypliwosc? ;)

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy, niż same rzeczy.
  • szarsz 26.02.10, 14:51
    slotna napisała:
    > byla to lekka uszczypliwosc? ;)

    e? skąd?
  • slotna 26.02.10, 21:06
    > e? skąd?

    Stad, ze niby jak moge zareagowac na cos takiego? "Co?! Ze operacja plastyczna to nie pstrykniecie palcami? O kurde! To ja nie chce, w zyciu, odmawiam!" ? ;)

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy, niż same rzeczy.
  • szarsz 26.02.10, 23:00
    slotna napisała:
    > "Co?! Ze operacja plastyczna to nie pstrykniecie palcami? O kurde!
    > To ja nie chce, w zyciu, odmawiam!" ? ;)

    a gdzie ja coś takiego napisałam?? Obiło mi się o uszy, że plastyka
    brzucha jest NAJCIĘŻSZĄ z operacji plastycznych, ze sporą szansą na
    niefajne powikłania. Z tym, że nie na pewno, bo operacjami
    plastycznymi jako żywo słabo się interesuję.
  • monika3411 26.02.10, 09:22
    Według mnie to są piękne zdjęcia prawdziwych kobiet. Ich ciała są piękne.
    Dokonały cudu - urodziły dzieci.
    Może brzmię patetycznie, ale dla mnie dziecko to cud.
    Też nie czytałam komentarzy.
    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/3i49tv73r9oq5mo6.png
  • fanka_tomcia 26.02.10, 13:38
    taa, no to same cuda chodzą po Ziemi... dla mnie ciąża i poród to nie cud, bo
    przytrafia się podejrzanie zbyt wielu osobnikom różnych gatunków od milionów lat ;)
  • heliamphora 26.02.10, 09:26
    Jako dyżurna feministka napiszę to samo, co zwykle:

    Media tworzące współczesny "mainstreamowy", czy też najgłośniejszy, przekaz
    kulturowy, robią ludziom sieczkę z mózgu w dziedzinie tego, czym jest ludzkie
    ciało, jak wygląda, jak ma prawo wyglądać, jak nie ma prawa wyglądać itp.
    Człowiek od dziecięcia bombardowany jest IDEOLOGIĄ w rodzaju:
    "Każdy (zwłaszcza każda kobieta) ma obowiązek pracować nad swoim ciałem, żeby
    było jak najpiękniejsze"
    "Młodość, zdrowie i gładka skóra to normalność, wszystko inne jest dewiacją i
    defektem"
    "Kto nie jest taki, jak modelki w czasopismach, ten jest brzydki, zdeformowany itp."
    "Kto jest brzydki, ten jest sam sobie winien"
    "Obowiązkiem kobiety jest bycie zawsze atrakcyjną seksualnie, jeśli nie jest -
    można ją poniżać"

    itd., itp.

    I ten biedny człowiek, często młody i nie mający w życiu zbyt wiele kontaktu z
    osobami, które potrafią sensownie pokazać inne wartości, nie rozumie, że
    powyższe jest ideologią (w dodatku bardzo dla niektórych opłacalną), tylko
    myśli, że jest to jedyna i niezaprzeczalna PRAWDA. I potem popada w rozpacz, bo
    ma rozstępy. Albo obwinia się, że mąż ją zostawił, bo utyła w ciąży i ma
    rozstępy. Albo zostawia partnerkę, bo utyła i ma rozstępy.

    Ech, miałam coś jeszcze napisać, ale smutno mi się zrobiło, więc na razie na tym
    poprzestanę.

    --
    Kaczym dziobom mówimy stanowcze: NIE!
  • palacsinta 26.02.10, 09:59
    Ja bym jeszcze dodała do tej listy dość jeszcze popularne w narodzie przekonanie, że kobieta spełniona to ta, która urodziła przynajmniej jedno dziecko. Teoretycznie więc matki powinny być osobami ogólnie szanowanymi, ale zamiast tego dowiadują się tylko, że popsuły sobie figurę i muszą pracować nad szybkim powrotem do stanu sprzed porodu, bo, patrz punkt 1, "kobieta seksowną musi być".

    Zastanawiam się, czy ktoś wpadłby na pomysł podobnego materiału o mężczyznach: np. ojcowie, którzy zajęci byli robieniem kariery i spełnianiem roli żywicieli rodziny (w końcu rola tradycyjna) teraz toną w łzach, bo przegapili wyżynanie się ząbków u swoich dzieci.
  • jul-kaa 26.02.10, 10:06
    palacsinta napisała:
    > Zastanawiam się, czy ktoś wpadłby na pomysł podobnego materiału o mężczyznach:
    > np. ojcowie, którzy zajęci byli robieniem kariery i spełnianiem roli żywicieli
    > rodziny (w końcu rola tradycyjna) teraz toną w łzach, bo przegapili wyżynanie s
    > ię ząbków u swoich dzieci.

    Mężczyźni ofiarami patriarchatu - ja myślę, że takich jest sporo. Nie tylko
    ojcowie zajęci karierą/zarabianiem na utrzymanie rodziny i przegapiający ważne
    momenty w życiu dzieci, ale też np. mężczyźni, którzy po rozwodzie w sumie
    automatycznie mają mniejsze prawa do dzieci.
  • palacsinta 26.02.10, 10:40
    Wiesz, ja wiem, że jest ich sporo, tylko zastanawiałam się nad tym, na ile poświęcanie przez mężczyznę relacji z dziećmi na rzecz kariery zawodowej jest powodem do stawiania go pod publicznym pręgierzem (spod którego miałyby go wyciągać stosowne artykuły), a na ile jego prywatnym błędem życiowym, z którego po latach rozliczy go progenitura. Myślę, że w naszym społeczeństwie mężczyzna jest w porządku, jeśli zarabia na siebie/rodzinę, a reszta nikogo nie obchodzi.
  • yaga7 26.02.10, 10:53
    palacsinta napisała:

    > Ja bym jeszcze dodała do tej listy dość jeszcze popularne w narodzie przekonani
    > e, że kobieta spełniona to ta, która urodziła przynajmniej jedno dziecko.

    O tak, też bym to dodała :)
    Bo wszędzie się dowiaduję, że nie jestem prawdziwą kobietą, nie jestem spełniona
    i w ogóle na drzewo z takimi jak ja ;)

    A w temacie - myślę, że niejedna kobieta chciałaby wyglądać tak po ciąży. Ja na
    pewno chciałabym być taka szczupła, hehe ;)

    --
    Kliknij i głosuj na mnie :) Dziękuję :) wizaz.pl/akcje/vichy/glosowanie.php?id=61326
  • thorrey 26.02.10, 11:53
    yaga7 napisała:
    > Bo wszędzie się dowiaduję, że nie jestem prawdziwą kobietą, nie
    >jestem spełnion a i w ogóle na drzewo z takimi jak ja ;)

    Yaga, ja będę druga obok Ciebie na tym drzewie

    > A w temacie - myślę, że niejedna kobieta chciałaby wyglądać tak po
    >ciąży. Ja na pewno chciałabym być taka szczupła, hehe ;)

    Ja też.



    --
    If you sit by a river for long enough, you will see the body of your
    enemy float by.
    No good deed ever goes unpunished.
  • pierwszalitera 26.02.10, 12:40
    horrey napisała:

    > yaga7 napisała:
    > > Bo wszędzie się dowiaduję, że nie jestem prawdziwą kobietą, nie
    > >jestem spełnion a i w ogóle na drzewo z takimi jak ja ;)
    >
    > Yaga, ja będę druga obok Ciebie na tym drzewie



    To drzewo się załamie pod nami. ;-)
  • yaga7 26.02.10, 14:34
    pierwszalitera napisała:

    > horrey napisała:
    >
    > > yaga7 napisała:
    > > > Bo wszędzie się dowiaduję, że nie jestem prawdziwą kobietą, nie
    > > >jestem spełnion a i w ogóle na drzewo z takimi jak ja ;)
    > >
    > > Yaga, ja będę druga obok Ciebie na tym drzewie
    >
    >
    >
    > To drzewo się załamie pod nami. ;-)

    eee, no co Ty, nie załamie się ;) Taki Yggdrasil całkiem spory jest ;)
    Lol.

    --
    Kliknij i głosuj na mnie :) Dziękuję :) wizaz.pl/akcje/vichy/glosowanie.php?id=61326
  • thorrey 26.02.10, 15:13
    yaga7 napisała:
    >
    > eee, no co Ty, nie załamie się ;) Taki Yggdrasil całkiem spory
    >jest ;)

    No wstyd mi że jestem taki straszny ignorator, musiałam sobie
    wyguglać tego Yggdrasila :(



    --
    If you sit by a river for long enough, you will see the body of your
    enemy float by.
    No good deed ever goes unpunished.
  • yaga7 26.02.10, 15:18
    To nie Ty ignorator, tylko ja to zawsze coś wymyślę coś nietypowego ;)
    --
    Kliknij i głosuj na mnie :) Dziękuję :) wizaz.pl/akcje/vichy/glosowanie.php?id=61326
  • pierwszalitera 26.02.10, 16:56
    yaga7 napisała:

    > To nie Ty ignorator, tylko ja to zawsze coś wymyślę coś nietypowego ;)

    E ta nietypowego. Yggdrasil należy do naszego indo-germańskiego kręgu kulturowego i moim zdaniem warto się zapoznać z innymi mitologiami.
  • anna-pia 26.02.10, 14:38
    pierwszalitera napisała:

    > horrey napisała:
    >
    > > yaga7 napisała:
    > > > Bo wszędzie się dowiaduję, że nie jestem prawdziwą kobietą, nie
    > > >jestem spełnion a i w ogóle na drzewo z takimi jak ja ;)
    > >
    > > Yaga, ja będę druga obok Ciebie na tym drzewie
    >
    > To drzewo się załamie pod nami. ;-)

    IMO to już szczyt bezczelności, mówić kobiecie, że jej obowiązkiem jest mieć
    dziecko i tylko tak może się spełnić. Taki tekst mogłam wybaczyć mojej babci, bo
    miała ponad 80 lat, ale kogo innego chyba bym strzeliła.
    Aha, ja mam troje dzieci i wcale nie uważam, że akurat posiadanie dzieci stanowi
    o moim "spełnieniu się" - to jest element życia, nie cel.
    Przeczytałam chyba z 10 komentarzy i wymiękłam.

    --
    urodziłem się innym rodzicom


    Dekolt po 35 r.ż.
  • kura17 26.02.10, 14:43

    > IMO to już szczyt bezczelności, mówić kobiecie, że jej obowiązkiem
    > jest mieć dziecko i tylko tak może się spełnić.

    IMO bezczelnoscia jest mowic kobiecie, CO (obojetne co) jest jej obowiazkiem...

    --
    kurczak: 03.03.05 (21:38)
    pisklak: 07.09.07 (21:21)
  • thorrey 26.02.10, 15:28
    anna-pia napisała:
    > IMO to już szczyt bezczelności, mówić kobiecie, że jej obowiązkiem
    > jest mieć dziecko i tylko tak może się spełnić. Taki tekst mogłam
    > wybaczyć mojej babci, bo
    > miała ponad 80 lat, ale kogo innego chyba bym strzeliła.

    To nie jest takie proste :) Nikt WPROST tak nie mówi. Ale pełno
    różnych subtelnych aluzji, często mówionych może i nieświadomie. OT,
    takie wyrażanie opinii

    "Jak to, nie masz dzieci? No przecież dzieci to najważniejsza dla
    mnie rzecz na świecie, nie wyobrażam sobie życia bez dzieci. Dzieci
    są cudowne, nie ma nic piękniejszego na świecie jak patrzeć, jak
    dzieci dorastają. Dla dzieci zrobię wszystko".

    Prawda, że niewinne? NIe sposób z tym polemizować - pewnie wiele
    osób tak czuje, więc wszystko w porządku. I super, że tak jest, bo
    może i dziecko powinno być tak kochane przez rodziców, chociaż może
    bym tu polemizowała. Ale jeśli do mnie mówi się coś takiego, to ja
    czuję (może niesłusznie), że :
    1. Moje życie jest pozbawione sensu, bo nie mam dzieci
    2. W moim życiu nie ma nic pięknego, bo niem mam dzieci
    3. Spełniam się tylko będąc matką
    4. Nie mając dzieci, jestem okropną egoistką.

    Może pierwszalitera tak tego nie odczuwo, bo społeczeństwo
    niemieckie jest trochę ine niż polskie, zdecydowanie chyba bardziej
    tolerancyjne, ale u nas ktoś taki jak ja, to dalej, cytując moją
    mamę, "dziwadło".

    --
    If you sit by a river for long enough, you will see the body of your
    enemy float by.
    No good deed ever goes unpunished.
  • yaga7 26.02.10, 15:38
    Zgadzam się :)

    Czasem wolę, żeby ktoś powiedział wprost, a nie puszczał takie niby niewinne i
    delikatne aluzje.

    Ale na szczęście ja osobiście zbyt często nie spotykam się z tego typu tekstami,
    bo znajomi w miarę normalni, a dalszą rodzinę (bo bliższa się uspokoiła) widuję
    na szczęście rzadko.
    --
    Kliknij i głosuj na mnie :) Dziękuję :) wizaz.pl/akcje/vichy/glosowanie.php?id=61326
  • jul-kaa 26.02.10, 21:54
    yaga7 napisała:

    > Zgadzam się :)
    >
    > Czasem wolę, żeby ktoś powiedział wprost, a nie puszczał takie niby niewinne i
    > delikatne aluzje.
    >
    > Ale na szczęście ja osobiście zbyt często nie spotykam się z tego typu tekstami
    > ,
    > bo znajomi w miarę normalni, a dalszą rodzinę (bo bliższa się uspokoiła) widuję
    > na szczęście rzadko.

    O tak, aluzyjki są rozkoszne: Jaki ładny ogródek, wózeczek z dzidziusiem sobie
    będziecie wystawiać! Życzenia świąteczne - I żeby Wam się wielu zdrowych synów
    (!) urodziło.
    Itp. itd. A jesteśmy 1,5 roku po ślubie - co by było za 3 lata...?
  • kura17 26.02.10, 21:59
    Julka, moja siostra nie MOGLA miec dzieci - musiala sie zdiagnozowac i zaczac
    leczenie, zeby w ogole myslec o wlasnych dzieciach, a na kazdej imprezie
    rodzinnej byly zyczenia "duzo dzieci WRESZCIE" oraz podpytywanie, czemu jeszcze
    z brzuchem nie chodzi :(

    wyobraz sobie, jak ona sie czula... unikala takich imprez, jak mogla...

    --
    kurczak: 03.03.05 (21:38)
    pisklak: 07.09.07 (21:21)
  • jul-kaa 26.02.10, 23:01
    kura17 napisała:

    > Julka, moja siostra nie MOGLA miec dzieci - musiala sie zdiagnozowac i zaczac
    > leczenie, zeby w ogole myslec o wlasnych dzieciach, a na kazdej imprezie
    > rodzinnej byly zyczenia "duzo dzieci WRESZCIE" oraz podpytywanie, czemu jeszcze
    > z brzuchem nie chodzi :(
    >
    > wyobraz sobie, jak ona sie czula... unikala takich imprez, jak mogla...
    >

    Ja też przecież "nie mogłam" mieć dzieci i byłam w sumie przekonana że mieć ich
    nie będę. Czułam się podobnie, choć na pewno nie z powodu uwag rodziców, czy
    teściów - rodzice wiedzieli, teściowie nigdy się nie zająknęli. Dalsza rodzina w
    sumie nie istnieje.
  • yaga7 26.02.10, 22:11
    No my jesteśmy 3,5 roku po ślubie - pewnie niektórzy stracili nadzieję na
    cokolwiek z naszej strony, lol.
    --
    Kliknij i głosuj na mnie :) Dziękuję :) wizaz.pl/akcje/vichy/glosowanie.php?id=61326
  • estreno 27.02.10, 17:48
    To przykre sluchac takich uwag czy aluzji. Mam 33 lata i sama zdaje sobie
    sprawe, ze czas leci, glupia nie jestem. Ale co mam zrobic, kiedy nie jestem w
    stalym zwiazku? Moj poprzedni dziewiecioletni rozpadl sie kilka lat temu i do
    tej pory jakos nie spotkalam na swojej drodze kogos z kim chcialabym miec
    dziecko. Nie mowiac o tym, ze wiem, co znaczy stracic ciaze i jak bardzo ciezko
    sie potem pozbierac. Ludziom przydaloby sie troche pomyslec, zanim puszcza
    nastepna uwage w stylu: pospiesz sie albo najlepiej miec dzieci przed
    trzydziestka. Nie no, najlepiej by bylo gdybym sie zakopala gdzies pod ziemia.
    Staram sie tym nie przejmowac za bardzo i robic swoje.

    --
    77-84/108-111
  • zawsze_zielona 01.03.10, 18:14
    Nie mam dzieci, w przyszlosci zamierzam, ale takie komentarze bardzo mnie
    denerwuja. W zaleznosci, kto pyta/kometuje mam ustalone odpowiedzi. Na pytanie
    "Czy/kiedy planuje dzieci"
    - Z Toba? Nie wiedzialam, ze nasz zwiazek jest juz na tym etapie.
    - Tak naprawde to jestem lesbijka a ten zwiazek to tylko przykrywka
    - A czemu pytasz?

    To ostatnie jest najbardziej niewinne a zamyka usta od razu.

    Na w/w aluzje i kometarze odpowiadam chlodno "Nie planuje dzieci", choc to
    nieprawda. Bo tak naprawde, to przeciez nikogo nie obchodzi, czy MY planujemy
    dzieci czy nie, po prostu ludzie szukaja sobie tematu do rozmowy.
    --
    75B jest jak YETI
    NaGIE Biusty
  • jul-kaa 01.03.10, 19:08
    Ja jeszcze uwielbiam te pytania: "już się staracie?", "kiedy zaczynacie się
    starać?". Zawsze słysząc takie zapytania miałam wrażenie, że mi ktoś do łóżka
    zagląda...
  • szarsz 01.03.10, 19:45
    jul-kaa napisała:
    > Ja jeszcze uwielbiam te pytania: "już się staracie?", "kiedy
    > zaczynacie się starać?".

    Ja w pracy miałam jeszcze: Przecież pani ma już TRZYDZIEŚCI lat!

    No rzeczywiście, sama sobie nie umiem policzyć. wrrr...
  • jul-kaa 01.03.10, 20:00
    szarsz napisała:

    > Ja w pracy miałam jeszcze: Przecież pani ma już TRZYDZIEŚCI lat!
    > No rzeczywiście, sama sobie nie umiem policzyć. wrrr...

    No wiesz, jak masz JUŻ TRZYDZIEŚCI lat i JESZCZE nie masz dzieci, to pewnie
    rzeczywiście nie umiesz liczyć ;)
  • szarsz 01.03.10, 20:51
    jul-kaa napisała:
    > No wiesz, jak masz JUŻ TRZYDZIEŚCI lat i JESZCZE nie masz dzieci,
    > to pewnie rzeczywiście nie umiesz liczyć ;)

    Wtedy problem polegał na tym, że dokładnie umiałam sobie policzyć...
    Jako i liczbę cykli, które się staraliśmy :( Tylko czy każdej obcej
    babie muszę się z tego zwierzać? I to jeszcze w pracy?
  • kok.12 26.02.10, 10:23
    Zgadzam się z Tobą w 100% Szczerze powiedziawszy, ja byłam prawdziwie przerażona
    komentarzami po artykułem. To po prostu jest straszne, że kobiety robią coś
    takiego kobietom. Żadnej solidarności, wyrozumiałości. To sprowadzanie kobiety
    do roli przedmiotu zaspakajającego potrzeby seksualne mężczyzn. Rozumiem, ze one
    są ważne w małżeństwie, ale do tego nie jest konieczna atrakcyjność fizyczna.
    Jedyne, co można by było wymagać w kwestii dbania o siebie od OBU małżonków, to
    zachowanie zasad higieny. Myślę, że ani kobiety ani mężczyźni nie mają obowiązku
    utrzymywać zgrabnej i pięknej sylwetki. Jeśli starają się dla partnerów to
    świetnie, ale jeżeli nie chcą, to druga strona nie ma prawa od niej tego
    wymagać, o ile nie zaznaczyła tego już na początku związku, że atrakcyjność jest
    dla niej taka ważna. A wymaganie od kobiet, aby pracując albo zajmując się domem
    i dzieckiem, w nawale obowiązków, znalazły czas na przygotowywanie dla siebie
    dietetycznych posiłków, czy chodzenie na fitness, jest po prostu okrutne.
    Zresztą, dlaczego miałyby odmawiać sobie przyjemności z jedzenia (o ile nie
    wchodzą tu kwestie czysto zdrowotne)-życie jest i tak wystarczająco ciężkie.
    Atrakcyjność nie jest według mnie na tyle istotą wartością, aby dla niej się tak
    poświęcać.
  • marta_monika 26.02.10, 11:08
    Ja tez bylam przerazona komentarzami pod tym artykulem. Nie wiem na
    ile w tych komentarzach ludzie manifestuja wolnosc slowa w
    internecie i korzystajac ze swojej anonimowosci pozuja na innych niz
    sa w rzeczywistosci. Przerazilo mnie tez to, ze pewnie pisza i
    czytaja to nastolatki - nastoletni chlopcy wychowani na
    przerabianych komputerowo i chirurgicznie modelkach i aktorkach w
    filmach porno w intenecie, ktorzy potem moga nie sprostac zderzeniu
    z rzeczywistoscia. "To sprowadzanie kobiety do roli przedmiotu
    zaspakajającego potrzeby seksualne mężczyzn" - zgadzam sie. ALE
    (duze ALE) z drugiej strony w Polsce dominuje obraz kobiety-matki-
    Polki i martyrologiczne podejscie do macierzynstwa, to znaczy "mam
    dziecko, zrobilam swiatu przysluge, wiec nie wymagaj ode mnie
    najnowszej fryzury i ogolonych nog". Nie zlicze ile razy slyszalam
    od kolezanek matek, ze jak bede miala dzieci to sie skonczy fitness,
    drogie kosmetyki i farbowanie wlosow co miesiac i bede miala duzo
    szczescia jak sie zdaze umyc codziennie. I tak sie utwierdzaja w tym
    przkonaniu, ze tak musi byc. A nie musi. I chyba dlatego WO
    zdecydowaly sie na taka akcje.
  • turzyca 26.02.10, 14:56
    To ja to mowie teraz. Cholera naprawde mam wazniejsze rzeczy do roboty niz
    golenie nog, na ktore potem i tak zakladam co najmniej dwie warstwy ubrania. Tym
    bardziej ze do tego w komplecie trzeba dorzucic koniecznosc pilnowania, zeby
    wlosy nie wrastaly. Jesli zsumowac ten caly czas, to wystarczy on spokojnie do
    napisania calkiem zgrabnego artykulu. A w mojej hierarchii opublikowanie fajnego
    tekstu jest zdecydowanie wyzej niz spelnianie jakies wydumanych standardow
    zadbania. Higiena to zupelnie co innego.
    --
    Tak wygląda turzyca:), która znalazła szalenie ciekawy wątek. ;)
  • fanka_tomcia 26.02.10, 15:01
    no, po co golić nogi w zimie :D ja nie pamiętam, kiedy ostatnio goliłam hihi ^^
  • kura17 26.02.10, 15:08
    a po co w lecie?...
    czy na wiosne, badz jesienia?...

    --
    kurczak: 03.03.05 (21:38)
    pisklak: 07.09.07 (21:21)
  • fanka_tomcia 26.02.10, 15:11
    bo mam za słabą psychikę, żeby narażać się na wyśmiewanie, spojrzenia i
    komentarze. gdybym miała jasne mało widoczne włoski, to może jeszcze... jeśli
    nie golisz nóg, to gratuluję, szczerze powiedziawszy to nigdy tego nie lubiłam,
    moim marzeniem jest depilacja laserowa... no a tak poza tym, to gładka skóra
    jednak jest dla mnie milsza w dotyku niż taka owłosiona jak teraz, to nie są już
    miękkie włoski na łydce 13-latki ;)
  • fanka_tomcia 26.02.10, 15:14
    a i jeszcze jakbym pomalowała paznokcie u nóg na czerwono, założyła moje zgrabne
    sandałki na 10cm koturnie, to w połączeniu z czarnymi włosami nad kostką to
    byłby doprawdy szczyt estetyki :DDD
  • kura17 26.02.10, 15:30
    > bo mam za słabą psychikę, żeby narażać się na wyśmiewanie,
    > spojrzenia i komentarze.

    a jestes pewna tego wysmiewania, spojrzen, komentarzy?...
    moze istnieja wylacznie w Twojej glowie?...
    ... albo w internecie?...

    ja nigdy w zyciu nie mialam ogolonych nog, nigdy tez nie spotkalam sie w realu z
    komentarzem na ten temat. czy tez z jakakolwiek reakcja...

    ... natomiast spotkalam sie z kometarzem i reakcja (negatywna, oczywiscie) w
    necie, gdy nieopatrznie sie do tego "przyznalam"...

    --
    kurczak: 03.03.05 (21:38)
    pisklak: 07.09.07 (21:21)
  • fanka_tomcia 26.02.10, 15:50
    no, byłam wprost wyśmiewana za nieogolone nogi w czasach nastoletnich (zaczęłam
    golić w pierwszej klasie liceum), od tamtej pory skrzętnie pilnuję, żeby moje
    nieogolone nogi nie rzucały się w oczy (tzn nie robię tragedii, gdy mam 2mm
    włosków i np idę na basen, czy mi wychylą się spod spodni, ale 2mm to nie to
    samo co ciemne wyraźne kłaki o długości 1cm). do tego jednak weź pod uwagę to co
    napisałam wcześniej - czarne włosy nad kostką do eleganckich bucików... już w
    pod koniec podstawówki wstydziłam się tego kontrastu - gładka skóra stopy i
    wianuszek kłaczków, a przecież ani internetu wtedy nie było, a w Bravo o tym nie
    pisali ;) no i jeszcze w dotyku - włosy nigdy niegolone może są miękkie (jak np
    u mojego faceta), ale moje nogi są niemiłe w dotyku i zdarzało mi się w zimie
    golić je dla własnej przyjemności, kiedy chciałam poczuć jedwabistą skórę ;)
  • turzyca 26.02.10, 17:15
    > a jestes pewna tego wysmiewania, spojrzen, komentarzy?...
    > moze istnieja wylacznie w Twojej glowie?...
    > ... albo w internecie?...

    no ja pamietam dosc dokladnie, kiedy i dlaczego po raz pierwszy usunelam
    owlosienie spod pach. Mialam 13 lat i radzenie sobie z presja spoleczna nie
    bardzo mi wychodzilo.

    --
    Tak wygląda turzyca:), która znalazła szalenie ciekawy wątek. ;)
  • kura17 26.02.10, 21:03
    kurcze, to ja chyba jestem z innej generacji... (no JESTEM sporo starsza ;))

    bo, choc probuje teraz sobie przypomniec, nie mam w glwie chyba zadnego
    przykladu presji spolecznej, GDY bylam "mloda"... nie przypominam sobie zadnej
    rozmowy o owlosieniu, goleniu, depilacji - z moimi kolezankami, przyjaciolkami,
    znajomymi...

    a moze to ja bylam dziwadlo i zwyczajnie nie czailam o co chodzi? to znaczy nie
    zauwazalam tej presji??

    pamietam do dzis, jaki szok przezylam, jako nastolatka, gdy moja ciotka zrobila
    scene przed wyjsciem w lecie nad rzeke... ze ona absolutnie isc teraz nie moze,
    bo ma nieogolone nogi i okolice bikini... przygladalam sie jej uwaznie i jakies
    delikatne wlosy tam widzalam, ale na pewno nie owlosienie, ktore rzuca sie w
    oczy, czy tez jest zauwazalne przy przelotnym spojrzeniu...

    ... tak wiec to moze ja jestem jednak dziwadlem, heh...

    za to widze, bardzo wyraznie, nasilenie tej presji spolecznej TERAZ. problem
    CUDZEGO owlosienia jest dyskutowany i komentowany bardzo czesto, wyrazy
    obrzydznia sa na porzadku dziennym, a ja powinnam juz dawno albo poddac sie
    presji, albo wyginac, zeby nie obrazac dobrego smaku innych...


    --
    kurczak: 03.03.05 (21:38)
    pisklak: 07.09.07 (21:21)
  • turzyca 26.02.10, 21:33
    > a moze to ja bylam dziwadlo i zwyczajnie nie czailam o co chodzi? to znaczy nie
    > zauwazalam tej presji??


    Moze faktycznie kwestia tych 10 lat roznicy i upowszechnienia sie przez ten czas
    mody na depilacje roznych obszarow ciala, ale to nie bylo delikatne napomykanie,
    tylko wyrabanie wprost "takie nieogolone pachy sa obrzydliwe" z paroma
    uszczypliwymi komentarzami gratis.
    --
    Tak wygląda turzyca:), która znalazła szalenie ciekawy wątek. ;)
  • kura17 26.02.10, 21:53
    no to ja sie w realu nigdy nie spotkalam z uszczypliwosciami, czy nieprzyjemnymi
    uwagami.

    za to w necie - tak. i to wiele i niewybrednych. w czasach bardziej
    wspolczesnych, rzecz jasna.

    calkiem mozliwe, ze te 10 lat roznicy wiele robi.
    choc u drugiej strony - opisywana ciotka bez ogolenia sie nie pokazuje ;) a
    starsza jest ode mnie...


    --
    kurczak: 03.03.05 (21:38)
    pisklak: 07.09.07 (21:21)
  • yaga7 26.02.10, 21:42
    W sumie to nie wiem, ile masz lat, ale nie sądzę, żeby była kolosalna różnica
    wieku między nami ;)
    W każdym razie dla mnie od zawsze owłosienie u mnie było problemem, więc jak się
    okazało, że mogę golić, to golę. Bo po prostu _mnie_ to pasuje. I nie sądzę,
    żeby tu odgrywała rolę presja społeczna, bo jak zaczynałam, to na pewno jej nie
    było ;)
    Dlatego myślę, że to po prostu zależy od człowieka :)
    --
    Kliknij i głosuj na mnie :) Dziękuję :) wizaz.pl/akcje/vichy/glosowanie.php?id=61326
  • kura17 26.02.10, 21:56
    > I nie sądzę, żeby tu odgrywała rolę presja społeczna, bo jak
    > zaczynałam, to na pewno jej nie było ;)

    no wlasnie o tym pisalam - ze za "moich mlodych lat" nie czulam zadnej presji!
    ale dziewczyny o ~10 lat mlodsze narzekaja, ze one tak.
    (i tez mysle, ze jestesmy w podobnym wieku ;))

    > Dlatego myślę, że to po prostu zależy od człowieka :)

    moze kiedys, teraz - raczej nie... wiele razy slysze/czytam wypowiedzi, jak to
    ktos nienawidzi sie depilowac, ale robi to, bo wlosy sa fuj i czuje sie
    "szykanowany", gdy sie nie ogoli...

    --
    kurczak: 03.03.05 (21:38)
    pisklak: 07.09.07 (21:21)
  • yaga7 26.02.10, 22:08
    kura17 napisała:

    > > I nie sądzę, żeby tu odgrywała rolę presja społeczna, bo jak
    > > zaczynałam, to na pewno jej nie było ;)
    >
    > no wlasnie o tym pisalam - ze za "moich mlodych lat" nie czulam zadnej presji!
    > ale dziewczyny o ~10 lat mlodsze narzekaja, ze one tak.
    > (i tez mysle, ze jestesmy w podobnym wieku ;))

    no właśnie o to mi chodziło :)

    > > Dlatego myślę, że to po prostu zależy od człowieka :)
    >
    > moze kiedys, teraz - raczej nie... wiele razy slysze/czytam wypowiedzi, jak to
    > ktos nienawidzi sie depilowac, ale robi to, bo wlosy sa fuj i czuje sie
    > "szykanowany", gdy sie nie ogoli...

    a z tym też się zgadzam :)
    W ogóle mam wrażenie, że dzisiejsze nastolatki mają naprawdę dużo, dużo gorzej ze względu na więcej tych przeróżnych presji.

    --
    Kliknij i głosuj na mnie :) Dziękuję :) wizaz.pl/akcje/vichy/glosowanie.php?id=61326
  • kura17 26.02.10, 22:24

    > W ogóle mam wrażenie, że dzisiejsze nastolatki mają naprawdę dużo,
    > dużo gorzej ze względu na więcej tych przeróżnych presji.

    tylko nastolatki??? przeciez dorosle kobiety (wiekszosc) zachowuja sie tak samo...


    --
    kurczak: 03.03.05 (21:38)
    pisklak: 07.09.07 (21:21)
  • fanka_tomcia 27.02.10, 00:25
    im wcześniej wbijesz sobie to czy tamto to głowy, to tym dłużej będziesz
    dochodzić do przekonania, że jednak nie warto się przejmować...
    być może za 10 lat przestanę golić nogi, a zakładając bluzeczki na ramiączkach
    nie będę golić pach ;)
    jak już przestałam się aż tak wstydzić swojej figury i wyszłabym w kostiumie
    2-częściowym, to zaczęły mi rosnąć włosy na brzuchu. chrzanię samoakceptację :P
  • turzyca 27.02.10, 01:43
    Ja bym pewnie do sprawy podeszla na zasadzie: czy ja mam czas i zaciecie, zeby
    golic sobie brzuch? Nie mam. No to hajda na plaze. Chrzanic glupich ludzi. Bo
    nieglupi sie nie gapia.
    --
    Tak wygląda turzyca:), która znalazła szalenie ciekawy wątek. ;)
  • akj77 27.02.10, 19:24
    fanka_tomcia napisała:
    > być może za 10 lat przestanę golić nogi, a zakładając bluzeczki na ramiączkach
    > nie będę golić pach ;)

    Zaraz mnie zlinczujecie, ale że temat golenia pach powraca...
    Jaki to właściwie problem golić pachy? To jest sekunda pod prysznicem. Ja już
    zapomniałam, jak wyglądają włosy na moich.

    --
    78/108 -> było 75(34)H, szukam 32HH
  • slotna 27.02.10, 19:48
    Dla mnie taki, ze jak ogole wieczorem, nastepnego dnia mam juz piekne czarne kropki. Jak ogole rano, mam je wieczorem. Do tego u mnie nawet zaraz po goleniu i tak zostaje ciemny slad. Dlatego uzywam depilatora, w tym momencie to juz luzik, zreszta nie jestem specjalnie wrazliwa na bol, ale przyznam, ze na poczatku bylo to dosc koszmarne.

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy, niż same rzeczy.
  • cissnei 27.02.10, 20:47
    akj77 napisała: Zaraz mnie zlinczujecie, ale że temat golenia pach powraca...
    > Jaki to właściwie problem golić pachy? To jest sekunda pod prysznicem. Ja już
    > zapomniałam, jak wyglądają włosy na moich.
    >

    Dla wielu kobiet golenie czegokolwiek nie jest problemem, bo mają mało widoczne,
    słabe włosy. Moje koleżanki były kiedyś zdziwione, jak im powiedziałam o goleniu
    ud - one ud nigdy nie goliły, bo nie musiały, włosków miały mało i nie było ich
    wcale widać. Ja w naturalnym stanie mam na udach gęste, kręcone włosy, których
    nie powstydziłby się facet. U mnie pozbycie się włosów z całego ciała przy
    pomocy maszynki (czyli najszybszą metodą) trwa ponad godzinę. Nie przesadzam.
    Kremem depilacyjnym, z pomocą narzeczonego - nawet i dwie. Gdybym miała robić to
    co parę dni, po prostu nie dałabym rady, nie mówiąc już o tym, jak bardzo
    podrażnioną miałabym skórę. A zgolenie czy usunięcie włosów kremem i tak nie
    oznacza w moim przypadku gładziutkiej skóry niemowlaka, ciemne kropki na skórze
    są bardzo widoczne.

    --
    Ten, kto uważa, że wszystko jest możliwe, ma po prostu kiepską wyobraźnię.
  • yaga7 27.02.10, 09:50
    O ile mogę trochę współczuć nastolatkom (młody, nieukształtowany mózg ;)), o
    tyle dorosłym kobietom współczuję już sporo mniej. Bo jak ktoś ma mózg, powinien
    myśleć, wiedzieć, analizowac i wyciągać wnioski. Zgodnie z tym co Turzyca
    napisała poniżej - chrzanić głupich ludzi i tyle :)
    --
    Kliknij i głosuj na mnie :) Dziękuję :) wizaz.pl/akcje/vichy/glosowanie.php?id=61326
  • fanka_tomcia 27.02.10, 18:16
    yaga ---> to właśnie nie jest takie proste, wychodzenie z wieloletnich
    kompleksów, zahamowań. Im więcej lat się zwracało na coś uwagę, to nie da się
    powiedzieć nagle z dnia na dzień "a chrzanię, co mnie to obchodzi". No i nie
    wiem czy to głupie, ale o ile zdarza mi się wyjść do sklepu po przysłowiowe
    bułki bez makijażu, to już idąc do teatru, czy do pubu ze znajomymi robię sobie
    porządną tapetę (żeby zakryć m.in. te ponad 20 wyprysków i trądzikowych zmian na
    brodzie i okolicach ;) ). Czy źle robię, powinnam iść tylko i wyłącznie
    posmarowana kremem nawilżającym, bez żadnego zmatowienia cery, nie wspominając o
    zamaskowaniu trądziku? czy to znaczy, że ulegam presji społeczeństwa, bo chcę
    mieć ładną buzię na "wyjście"?
  • yaga7 27.02.10, 20:02
    Wiesz, dla mnie sprawa jest prosta - jak robisz to, bo TY tak chcesz, to jest ok. Ale jeżeli robisz to, bo CO INNI POWIEDZą, to już DLA MNIE nie jest ok ;) Oczywiscie dla CIEBIE może być ok i jeśli o mnie chodzi, proszę bardzo :) Ja tolerancyjna jestem :)

    Oczywiście, zdaję sobie sprawę, że są osoby, które bardzo przejmują się opinią innych (zresztą chyba był tu na stoffie taki wątek), a są takie, które opinię innych mają w głębokim poważaniu. Coż, każdy ma pomysł na życie po prostu :)

    Aha, i oczywiście, że nie jest łatwo wyjść z kompleksów. Mnie też nie było łatwo. Ale patrząc z perspektywy czasu i swojego życia wiem jedno - im człowiek starszy, tym mniej się przejmuje ;)
    --
    Kliknij i głosuj na mnie :) Dziękuję :) wizaz.pl/akcje/vichy/glosowanie.php?id=61326
  • fanka_tomcia 27.02.10, 21:04
    w zasadzie robię to, żeby ładnie wyglądać. być może, żeby podobać się innym.
    nikt mi nie wmówi, że trądzik dodaje urody ;)
  • yaga7 27.02.10, 21:29
    Innym też się mogą podobać różne rzeczy ;)

    Ja osobiście nie mogę patrzeć na źle maskowany trądzik - stanowczo wolę jak ktoś
    ma na twarzy ma delikatną tapetę i widoczny trądzik niż kilo podkładu / pudru +
    źle dobrany korektor punktowy - wtedy - moim zdaniem ofkors - wygląda to jeszcze
    gorzej.
    Ale z pewnością są osoby, które wolą dokładnie na odwrót :)

    --
    Kliknij i głosuj na mnie :) Dziękuję :) wizaz.pl/akcje/vichy/glosowanie.php?id=61326
  • fanka_tomcia 27.02.10, 23:49
    hihi a ja właśnie doszłam do wniosku, że wolę mieć widoczną tapetę, niż widoczną
    "masakrę" na twarzy ;)
  • cissnei 26.02.10, 18:45
    kura17 napisała:
    > ja nigdy w zyciu nie mialam ogolonych nog, nigdy tez nie spotkalam sie w realu
    > z
    > komentarzem na ten temat. czy tez z jakakolwiek reakcja...
    >

    Serio? I nosisz w lecie szorty, bywasz na plaży? Jeśli tak, to naprawdę Cię i
    podziwiam i chciałabym mieć tyle odwagi i śmiałości, co Ty :) Chyba, że masz
    mniej widoczne owłosienie, co na pewno jest możliwe, jeśli nigdy go nie goliłaś.
    Ja mam w sobie tyle różnych barier, których nienawidzę, nigdy nie założyłabym
    mini, do wszystkiego noszę rajstopy, a na plaży ostatni raz byłam, jak miałam 17
    lat :/ I, kurczę, wiem, jakie to wszystko jest beznadziejnie głupie. Wiem, ze to
    idiotyzm pozbawiać się tylu przyjemności z powodu głupich spojrzeń ludzi, które
    mogą, ale nie muszą w ogóle się pojawiać. Do tego mam faceta, którego absolutnie
    nie obchodzą moje włosy, on uwielbia się ze mną pokazywać nawet, kiedy wyglądam
    jak wymięta stówka. Ale i tak nie mogę się przełamać. Nie cierpię tej części mnie.

    --
    Ten, kto uważa, że wszystko jest możliwe, ma po prostu kiepską wyobraźnię.
  • kura17 26.02.10, 21:07
    serio serio :)
    jesli w lecie zakrywam jakies czesci ciala, to ze strachu przed sloncem, bo
    latwo sie spalam i musze uwazac ;)

    ja z tych, co uwazaja, ze jak sie komus nie podobam, to niech wzrok odwroci. i
    taka sama zasade stosuje do innych, oczywiscie.

    i naprawde nie czuje sie ani bohaterka, ani osoba godna podziwu. zyje swoim
    zyciem, na szczescie tzw "presje spoleczne" nigdy nie byly dla mnie specjalnie
    wazne i jakos nie czulam potrzeby podporzadkowania sie im.

    --
    kurczak: 03.03.05 (21:38)
    pisklak: 07.09.07 (21:21)
  • kura17 26.02.10, 21:29
    a wlosy "tam" mam takie sobie - troche widoczne, ale nie bardzo.
    chyba normalne? ;)

    --
    kurczak: 03.03.05 (21:38)
    pisklak: 07.09.07 (21:21)
  • yaga7 26.02.10, 15:11
    Dla mnie odpowiedź jest prosta :)
    Jak ktoś chce, niech goli, jak nie chce, niech nie goli - mnie to tam rybka, co
    INNI robią.
    --
    Kliknij i głosuj na mnie :) Dziękuję :) wizaz.pl/akcje/vichy/glosowanie.php?id=61326
  • zawsze_zielona 01.03.10, 18:16
    Mnie sie nie podobaja nieogolone nogi. W zime ich nie ogladam, bo jak Turzyca
    wspomniala, zakladam dwie warstwy ubrania. W lato chodze z golymi nogami, wiec gole.
    --
    75B jest jak YETI
    NaGIE Biusty
  • marta_monika 27.02.10, 11:09
    O rany ale sie narobilo!! To golenie nog to byl tylko przyklad. Jedne sie gola,
    inne nie, jednym to przeszkadza a innym nie. Mnie to zwisa. Chcialam napisac, ze
    nie podoba mi sie robienie z matek meczennic, podkreslanie na kazdym kroku ich
    poswiecenia dla dobra ludzkosci i przeciwstawianie ich tym, ktore dla wlasnego
    dobrego samopoczucia znajduja czas zeby o siebie zadbac. Moja kolezanka z 5
    miesiecznym dzieckiem na reku tak oto komentuje wyglad innej kobiete z wozkiem
    bardzo ladnie ubranej i umalowanej: "ciekawa jestem kto sie zajmuje jej
    dzieckiem, gdy ona sie tak pindrzy".
  • pierwszalitera 27.02.10, 13:02
    marta_monika napisała:

    Moja kolezanka z 5
    > miesiecznym dzieckiem na reku tak oto komentuje wyglad innej kobiete z wozkiem
    > bardzo ladnie ubranej i umalowanej: "ciekawa jestem kto sie zajmuje jej
    > dzieckiem, gdy ona sie tak pindrzy".

    Akuart coś takiego też uważam za nieładne, bo zawiera nawet pejoratywną insynuację, że ta pindrząca się jest może gorszą matką. No bo poświęca cenny czas młodej matki, który powinna oddać dziecku. W porządku, każdy ma inne priorytety i wiele kobiet po urodzeniu dziecka nie odczuwa presji wyglądania jak z czasopisma (jeżeli w ogóle kiedyś odczuwała), ale bardzo proszę też o tolerancję w drugą stronę. Ja należę do kobiet, który golą nogi i nie wychodzą bez makijażu do ludzi, dbam również o moje ciało i gdy zaczyna rosnąć mi brzuch, albo pokazywać się cellulit, to zakładam sportowe buty. Jestem bowiem zdania, a życie to potwierdza, że atrakcyjne, zadbane kobiety mają w życiu w wielu dziedzinach łatwiej i chcę jak najdłużej z tych uprzywilejowań korzystać. Dlaczego nie? Z wiekiem stałam się też bardzo pragmatyczna, nie można być kobietą idealną, nie rozdwoję się i nie roztroję, więc w razie konfliktu gimnastyka, czy wyszorowanie kuchni, wybieram gimnastykę. Kuchnia nie ucieknie, a nakład pracy po długim zaniedbaniu figury jest nieproporcjonalnie większy. Uważam, że zbyt wiele kobiet zaniedbuje swoje ciała w imię sobie samych narzuconych obowiązków, które moim zdaniem można odpuścić, bo świat się naprawdę nie zawali, gdy nasze dzieci nie będą miały perfekcyjnej mamusi. Nie wolno zapominać, że dbanie o siebie, znalezienie czasu na sport, pielęgnację, małe kosmetyczne przyjemności, to nie tylko dobry wygląd, ale też zdrowie fizyczne i psychiczne. O to też trzeba dbać, to jest forma ubezpieczenia. Życie kobiety nie kończy się bowiem po 50-tce, gdy dzieci wychodzą z domu, potem też trzeba jakoś patrzeć w lustro i znaleźć w nim coś ładnego.
  • turzyca 27.02.10, 14:21
    Nie wolno zapominać, że dbanie o siebie, znalezienie czasu
    > na sport, pielęgnację, małe kosmetyczne przyjemności, to nie tylko dobry wyglą
    > d, ale też zdrowie fizyczne i psychiczne.

    Tak w zasadzie zgadzam sie z tym zdaniem, ale...
    Ale o to mi wlasnie chodzi, gdzie jest granica. Uprawianie sportu jest
    zrozumiale samo przez sie. Pielegnacja - rowniez. Male kosmetyczne przyjemnosci
    - takze.
    Ale "male kosmetyczne obowiazki"? Pelny makijaz, zajmujacy pol godziny,
    niezaleznie od tego, czy wychodzimy czy nie? Golenie nog pod grube rajstopy?
    Depilacja linii bikini, gdy nie uzywa sie bikini?
    A takze dalej - jesli mamy pecha i depilacja linii bikini wymaga od nas tysiaca
    zabiegow, zeby nie skonczyc z linia syfow zamiast linia bikini, to czy warto
    spedzac nad tym godziny, czy moze zrobic cos, co nas bardziej satysfakcjonuje, a
    ew. glupie komentarze glupich ludzi potraktowac wariantem riposty wujka Staszka?


    A szczerze mowiac, po tym jak na zywo zobaczylam, co oznacza nerwica natrectw -
    "ja sie musze umyc, jak tylko wyjdziecie, bo juz jestem brudna, wrecz smierdze"
    powiedziala kolezanka, od ktorej zapach swiezo wymytego ciala bil na kilometr -
    to odpowiedz "to zalezy, co kto czuje, ze musi" mnie nie satysfakcjonuje, bo
    czlowiek sobie znakomicie umie wmowic, ze cos musi.
    --
    Tak wygląda turzyca:), która znalazła szalenie ciekawy wątek. ;)
  • pierwszalitera 27.02.10, 14:47
    turzyca napisała:

    > Ale o to mi wlasnie chodzi, gdzie jest granica. Uprawianie sportu jest
    > zrozumiale samo przez sie. Pielegnacja - rowniez. Male kosmetyczne przyjemnosci
    > - takze.
    > Ale "male kosmetyczne obowiazki"? Pelny makijaz, zajmujacy pol godziny,
    > niezaleznie od tego, czy wychodzimy czy nie? Golenie nog pod grube rajstopy?
    > Depilacja linii bikini, gdy nie uzywa sie bikini?


    Przesada w każdym kierunku jest szkodliwa. Pośrodku jest dużo miejsca, by każdy się znalazł. Być może trzeźwe spojrzenie pomaga. Dużo tu się mówi o lansowanym przez czasopisma wzorze, ale ja nie wiem, jakie czasopisma kobiety czytają, bo mnie raczej te zdjęciami ze "zrobionymi" gwiazdami, które żyją z wyglądu nie interesują. Dlatego się na nich nie wzoruję. Gdy wezmę do ręki kobiece czasopismo, to owszem znajduję w nim całą masę pielęgnacyjnych wskazówek, ale traktuję je po prostu jako propozycję, a nie konieczność. I dostosowuję do moich potrzeb. Tak robię ze wszystkim w życiu, więc nie ulegam terrorowi czegoś tam. Rozejrzenie się dookoła też nie przeszkadza. Wtedy szybciej wie się, kiedy jest wystarczająco dobrze. Za zadziwiające na przykład uważam, że dziewczyny wiedzą jak wygląda sztuczny biust takiej, czy innej gwiadzki i potrafią godzinami na ten temat dyskutować, ale nigdy nie widziały naturalnego biustu koleżanki, na przykład w przebieralni na basenie, by sprawdzić widziane w czasopismach na rzeczywistości.
    A ja golę nogi też pod grube rajstopy, nie codziennnie, ale regularnie nawet zimą, bo nie robię tego, by ktoś nie zobaczył i pomyślał, że jestem niechluj, tylko by sama dobrze i gładko się czuć. To jest mała różnica. Noszę też krótkie, niemalowane paznokcie, bo tak dobrze się czuję i żadna moda na barokowe tipsy mnie nigdy nie ruszała. Życie to sztuka wyboru.
  • daslicht 27.02.10, 14:56
    Dziewczyny w ogóle nie znają swoich biustów, nie wiedzą którą pierś mają większą, jaki mają rzeczywisty rozmiar i jaki kształt.
    Babka od położnictwa powiedziała, że wieszają lustra za wysoko i widzą tylko głowy :))))

    --
    70/105
    Ja chyba śnię! Nine Inch Nails, KMFDM, Rammstein, Laibach, Marilyn Manson i Depeche Mode w ciągu jednego roku!
  • daslicht 27.02.10, 14:53
    Z serii "nie ma głupich pytań":
    Sportowe buty pomagają na cellulit? Jak noga jest po innym kątem niż na obcasie, to się jakos chowa? Czy jak to działa?

    Ja znałam dotychczas tylko jeden patent: założyć dłuższą kieckę i więcej chodzić, żeby woda zeszła. A poza tym cellulit to normalka.


    --
    70/105
    Ja chyba śnię! Nine Inch Nails, KMFDM, Rammstein, Laibach, Marilyn Manson i Depeche Mode w ciągu jednego roku!
  • szarsz 27.02.10, 16:13
    daslicht napisała:
    > Z serii "nie ma głupich pytań":
    > Sportowe buty pomagają na cellulit? Jak noga jest po innym kątem
    > niż na obcasie, to się jakos chowa? Czy jak to działa?

    On się autentycznie zmniejsza. Nie wiem, coś z krążeniem może? Odkąd
    buty na obcasie noszę nie na codzień i nie wtedy, kiedy wiem, że
    będę na nogach przez parę godzin, to mam celulit dużo mniejszy. A
    wyglądałam naprawdę niedobrze, chodzenie nie bardzo pomagało.
  • yaga7 27.02.10, 17:07
    No to nie wiem, jaki miałby być mój, gdybym chodziła codziennie na obcasach ;)
    Obcasy wkładam raz na tydzień albo rzadziej, normalnie śmigam w adidaskach,
    smaruję udka kremikami, łażę na ćwiczenia, a uda i pośladki jakie są, takie były
    od lat ;)
    --
    Kliknij i głosuj na mnie :) Dziękuję :) wizaz.pl/akcje/vichy/glosowanie.php?id=61326
  • szarsz 27.02.10, 21:03
    yaga7 napisała:
    > No to nie wiem, jaki miałby być mój, gdybym chodziła codziennie na
    > obcasach ;)

    Ja wiem :) Kiedyś chodziłam, bo uwielbiam buty na obcasie. No i
    celulit miałam potężny. Aż w jakiejś babskiej gazecie wyczytałam o
    tym krążeniu, że lepiej na płaskim itede. Rzeczywiście pomogło (choć
    nie w 100%), a inne patenty nie bardzo działały.
  • pierwszalitera 27.02.10, 16:52
    daslicht napisała:

    > Z serii "nie ma głupich pytań":
    > Sportowe buty pomagają na cellulit? Jak noga jest po innym kątem niż na obcasie
    > , to się jakos chowa? Czy jak to działa?
    >
    > Ja znałam dotychczas tylko jeden patent: założyć dłuższą kieckę i więcej chodzi
    > ć, żeby woda zeszła. A poza tym cellulit to normalka.

    Być może w swojej nieświadomości 20-latki uważasz, że to co masz na udach, to już jest cellulit (jakaż pomyłka) i wystarczy zasłonić to kiecką oraz można jeszcze "trochę pochodzić, by woda zeszła", ale pogadamy, gdy skończysz, jak ja lat 40. Naturalnie możesz wtedy zadecydować dla siebie, że te dołki deformujące tyłek i nogi, to normalka i mieć to w nosie, ale mnie sprawia przyjemność noszenia miniówy, a taki strój w moim wieku spotyka się z surowszą oceną otoczenia, dlatego zakładam sportowe buty i wsiadam na rower, albo robię pilates, albo coś innego, co wygładza moje nogi i sprawia, że czuję się dobrze.
  • daslicht 27.02.10, 21:01
    Ke?!
    Ja się tylko zapytałam czy to jakiś nowy, nieznany mi sposób. Tam nie było (i nie ma) drugiego dna (ani więcej). Na szczęście ktoś inny mi odpowiedział :P

    --
    70/105
    Ja chyba śnię! Nine Inch Nails, KMFDM, Rammstein, Laibach, Marilyn Manson i Depeche Mode w ciągu jednego roku!
  • pierwszalitera 28.02.10, 00:30
    daslicht napisała:

    > Ke?!
    > Ja się tylko zapytałam czy to jakiś nowy, nieznany mi sposób. Tam nie było (i n
    > ie ma) drugiego dna (ani więcej). Na szczęście ktoś inny mi odpowiedział :P
    >

    No to sorry, ale nie przewidziałam, że ktoś może wkładanie (i tylko wkładanie) sportowych butów wziąć za wystarczjący sposób na cellulit.
  • kotwtrampkach 28.02.10, 13:42
    Pierwszalitero, my tutaj się przekonujemy że podtrzymywanie/formowanie biustu
    dobrze dopasowanym biustonoszem poprawia jego kształt i konsystencję - w pobliżu
    forum łatwo łyknąć inne "nawiedzone" sposoby na poprawianie sylwetki, hihihihihi
  • marta_monika 28.02.10, 10:07
    Sa taki specjalne buty spotowe jak Reebok EasyTone z technologia, ktora modeluje
    lydki, uda i posladki. Pieta tych butow jest zbudowana inaczej niz w zwyklych
    butach sportowych, jest jakby nizej i miekka co zmusza miesnie do wysilku.
    Jestem zachwycona tymi butami. Nigdy nie mialam wygodniejszych butow sportowych.
    No i to dziala. Po pierwszym treningu czulam miesnie lydek i posladkow.
  • madzioreck 28.02.10, 11:37
    daslicht napisała:

    > Z serii "nie ma głupich pytań":
    > Sportowe buty pomagają na cellulit? Jak noga jest po innym kątem niż na obcasie
    > , to się jakos chowa? Czy jak to działa?

    Daslicht, to chyba był skrót - zakładam buty sportowe i ruszam pupkę na jakieś
    ćwiczenia :)
    --
    79/119 - 70(32)JJ/70R
    Biusty naGie;)
    Przekaż 1%
  • turzyca 27.02.10, 14:23
    to tylko kwestia treningu. I kupowania z glowa.
    W tej chwili jestem w stanie sie ubrac ladnie nawet, gdy strasznie zaspalam, bo
    po pierwsze mam rzeczy dopasowane do siebie i dobre ciuchy bazowe, a po drugie
    mam wycwiczone n schematow, co z czym, zeby bylo fajnie.

    A poza tym dzieci zazwyczaj maja tatusiow. ;]
    --
    Tak wygląda turzyca:), która znalazła szalenie ciekawy wątek. ;)
  • fanka_tomcia 27.02.10, 18:34
    ciężarne kobiety i te z malutkimi dziećmi na pewnym forum w pewnym wątku ;)
    wypowiadały się w takim tonie, że można było wręcz wysnuć wniosek, że jakieś 80%
    z nich to samotne matki, 75% nie posiada rodziny (rodzice, rodzeństwo), a
    pozostałe 20% ma partnerów/mężów ograniczonych umysłowo/niepełnosprawnych. Takie
    usprawiedliwianie się kobiety, robienie z siebie męczennicy, że ona sama musi w
    ciąży iść do sklepu albo koniecznie musi towarzyszyć mężowi/partnerowi. Po
    urodzeniu dziecka ojciec jakoś też nie jest widoczny w ich wypowiedziach,
    całkowita normalka, że one SAME wszystko robią w domu i przy dziecku.
  • kotwtrampkach 28.02.10, 20:42
    lata treningu i międzypokoleniowy przekaz..
    Mnie ciągle zadziwia u ludzi pozostawanie przy swoich, znanych,
    trudniejszych/bardziej czasochłonnych/wymagających cięższej pracy rozwiązaniach,
    podczas gdy trochę pracy i wysiłku w określonym czasie mogłoby ułatwić ich życie..

    np. nie zapłacę rachunków przez internet, mimo że 3złx4 przekazy pocztowe +
    stanie w kolejkach z obolałymi kolanami bardzo utrudnia życie..
    np. nie pozwolę dziecku samemu zakładać ubrania, bo musiałabym przez jakiś czas
    pozwolić mu to robić p-o-w-o-l-i
    np. nie pozwolę facetowi wykąpać dziecka, bo jeszcze mu wody do ucha naleje..
    np. nie mogę rozmawiać z moim partnerem o tym, co mi przeszkadza w naszym
    związku , bo mu będzie przykro/bo się pokłucimy
  • joannea 28.02.10, 21:19
    marta_monika napisała:
    ALE
    > (duze ALE) z drugiej strony w Polsce dominuje obraz kobiety-matki-
    > Polki i martyrologiczne podejscie do macierzynstwa, to znaczy "mam
    > dziecko, zrobilam swiatu przysluge, wiec nie wymagaj ode mnie
    > najnowszej fryzury i ogolonych nog". Nie zlicze ile razy slyszalam
    > od kolezanek matek, ze jak bede miala dzieci to sie skonczy fitness,
    > drogie kosmetyki i farbowanie wlosow co miesiac i bede miala duzo
    > szczescia jak sie zdaze umyc codziennie. I tak sie utwierdzaja w tym
    > przkonaniu, ze tak musi byc. A nie musi. I chyba dlatego WO
    > zdecydowaly sie na taka akcje.

    zastanawiałam się, czy ktoś w dyskusji powie coś w tym stylu, bo bardzo mnie od początku kusiło, by napisać coś w tym tonie.
    Żeby nie było: akcję WO i amerykańskiej strony uważam za bardzo ważną i mądrą, ba, nawet konieczną. Wszystko już zostało na ten temat powiedziane, nie będę się więc powtarzać.
    ALE moim zdaniem nie można popadać w skrajności. Nastaawienie, jakie prezentuje od momentu ciąży część moich koleżanek, z gatunku "takiego mnie Boże stworzyłeś, takiego mnie masz" nieco mnie przeraża. Obligatoryjne dbanie o siebie jest bzdurą, i nikt nie ma prawa nas do niego zmusić. Ja akurat jestem z frakcji walczących o zminimalizowanie - wg możliwości, ale bez przesady - rozstępów i innych przypadłości ciążowych, i choć nie wiem, czy mi się uda, mam przynajmniej poczucie spełnionego wzlgędem siebie "obowiązku" (z tym obowiązkiem żartuję, niemniej, czuję się lepiej, robiąc coś dla siebie - ot, dla mnie to przyjemność) - relacjonuję zresztą walkę pielęgnacyjną na blogu ze stopki. Widziałam niedawno brzuch koleżanki, która urodziła dziecko 2 tygodnie temu (i smarowała się całą ciążę najtańsza oliwką, oraz jeździła godzinę dziennie do pracy rowerem do 7go miesiąca), i której brzuszek jest piękny - owszem, jest go więcej, ale układa się w jakiś taki ładny sposób - jest inny niż przed ciążą, ale nadal atrakcyjny, choć inaczej.
    Wracając do cytatu: nie widzę problemu w zaniechaniu pielęgnacji, bo to osobosty wybór każdej z nas, natomiast to, co mnie przeraża, to zupełne odpuszczenie sobie aktywności fizycznej i dbania o wagę, bo to są rzeczy, które robi się dla zdrowia, nie ładnego wyglądu. Oczywiście, nikt nie ma czasu na sport, ale jakoś wszyscy znają ostatnie telenowele itp... Ale oczywiście, jak pisze marta_monika, to kobiety próbujące wcisnąć gdzieś sport i inne aktywności są postrzegane jako te "złe". I to jest dla mnie niepojęte (nie mówię tu o kobietach, które nie mogą się ruszać, mają problemy ze zdrowiem czy trudną sytuację domową).

    --
    proznosc.blox.pl
  • pierwszalitera 28.02.10, 21:40
    joannea napisała:

    > Wracając do cytatu: nie widzę problemu w zaniechaniu pielęgnacji, bo to osobost
    > y wybór każdej z nas, natomiast to, co mnie przeraża, to zupełne odpuszczenie s
    > obie aktywności fizycznej i dbania o wagę, bo to są rzeczy, które robi się dla
    > zdrowia, nie ładnego wyglądu. Oczywiście, nikt nie ma czasu na sport, ale jakoś
    > wszyscy znają ostatnie telenowele itp... Ale oczywiście, jak pisze marta_monik
    > a, to kobiety próbujące wcisnąć gdzieś sport i inne aktywności są postrzegane j
    > ako te "złe". I to jest dla mnie niepojęte (nie mówię tu o kobietach, które nie
    > mogą się ruszać, mają problemy ze zdrowiem czy trudną sytuację domową).
    >

    Mam zupełnie podobne zdanie, bo dbanie o swoje ciało, to nie tylko wygląd. Ja uprawiam sport, bo daje mi to sporo przyjemności, poprawia nastrój, zapobiega pewnym problemom ze stawami i innym bólom (pleców na przykład). Mam lepszą kondycję, więcej energii, lepiej sypiam, mam lepszą gospodarkę hormonalną, przez to regularny cykl, a dobra figura, to tylko automatyczny efekt uboczny.
  • kura17 26.02.10, 11:26

    > Atrakcyjność nie jest według mnie na tyle istotą wartością, aby dla
    > niej się tak poświęcać.

    dziekuje za to zdanie :)
    moje jest identyczne, ba, ja od wielu lat zyje w zgodzie z takim wlasnie pogladem...
    ... i czasami mam wrazenie, ze jestem kosmitka ;)
    dobrze, ze wiecej ludzi tak mysli - i o tym pisze/mowi!

    a meritum?
    te kobiety sa jak najbardziej normalne! niektore maja sliczne ciala, inne -
    normalne, ale zadna nie jest obrzydliwa, na boga!!! mnie sie bardzo podobaja te
    zdjecia, na ktorych kobieta ma bardzo duza i bardzo ciemna aureole wokol
    sutka... wyglada to dla mnie bardzo, hm, erotycznie ;) choc wiem, ze to mialy
    byc zdjecia matek i na tych zdjeciach z ta piersia sa dzieci :) ale i tak na
    mnie dziala...

    w ogole nie potrafie zrozumiec niektorych komentarzy, wypowiedzi, WYOBRAZEN...
    dla mnie sa nie-z-tej-ziemi...

    dobrze, ze takich osob nie spotykam w realu (albo dobrze sie maskuja ;)).

    moja znajoma miala meza i opowiedziala mi kiedys o nim cos ciekawego. otoz on od
    zawsze twierdzil, ze on uwielbia obserwowac uplyw czasu na "swoich kobietach" -
    wplyw ciazy, macierzynstwa, porodu, WIEKU... ze dla niego kobieta wtedy nabiera
    wyrazu, piekna - dokladnie jak wino!

    choc o tym winie, oczywiscie, to w stosunku do facetow sie mowi, prawda?...
    ... facetom nic nie ujmuje plusow, kobiecie - wszystko...

    dopoki takie wlasnie podejscie do sprawy bedzie powszechne, dopoty bedziemy zyc
    w partyjarchalnym spoleczenstwie i bedziemy potrzebowac ruchu feministycznego

    niechze sie ludzie naucza akceptowac fakt, ze cialo to TYLKO cialo, a zycie - to
    cos ZNACZNIE wiecej...

    --
    kurczak: 03.03.05 (21:38)
    pisklak: 07.09.07 (21:21)
  • cissnei 26.02.10, 11:40
    kura17 napisała:


    > moja znajoma miala meza i opowiedziala mi kiedys o nim cos ciekawego. otoz on o
    > d
    > zawsze twierdzil, ze on uwielbia obserwowac uplyw czasu na "swoich kobietach" -
    > wplyw ciazy, macierzynstwa, porodu, WIEKU... ze dla niego kobieta wtedy nabiera
    > wyrazu, piekna - dokladnie jak wino!

    Otóż to - piękne ciało to takie, które niesie ze sobą jakąś historię. Czymś się
    wyróżnia, czymś przykuwa uwagę. Przecież te wszystkie pieprzyki, zmarszczki,
    blizny to u każdej kobiety niepowtarzalna kombinacja, z którą wiążą się jakieś
    wspomnienia. To tak jak linie papilarne, które są jedyne i właściwe dla
    konkretnej osoby. A te wszystkie gładziutkie, błyszczące, identyczne ciała z
    gazet są jak palce bez tych linii - nijakie, bez żadnej tożsamości. Półprodukt,
    do którego można dokleić każdą twarz. I tak zresztą się przecież robi:
    www.celebrities.bigkurier.pl/obrazki/a/Anja_Rubik_Demi_Moore_7281.jpg
    > choc o tym winie, oczywiscie, to w stosunku do facetow sie mowi, prawda?...
    > ... facetom nic nie ujmuje plusow, kobiecie - wszystko...

    Właśnie, też to zauważyłam. Przyrównuje się do wina starszych mężczyzn, takich
    jak np. George Clooney, mówi się o uroku dojrzałości, srebrnych nitek włosów i
    seksownych zmarszczek na czole. Dojrzałe kobiety też przyrównuje się do wina,
    ale... tylko wtedy, kiedy nadal wyglądają na góra trzydziestkę. Wtedy mówi się,
    że kobieta dojrzała jest piękna. Wtedy, kiedy w ogóle tego po niej nie widać.
    Żadne tam siwe nitki, żadne seksowne zmarszczki.

    --
    Ten, kto uważa, że wszystko jest możliwe, ma po prostu kiepską wyobraźnię.
  • kura17 26.02.10, 12:13
    no - swietne okreslenie z ta historia ciala :)

    nawet nie wiecie, jak sie ucieszylam, jak mojemy synowi, ok 1-2 roku zycia,
    wyszlo na udzie (tuz pod tyleczkiem)... znamie...
    ... bo mam takowe i ja i mial i moj tata! w bardzo podobnym miejscu, o podobnym
    ksztalcie :) a ponoc znamiona sie dziedziczy 1 na 2 miliony :)


    --
    kurczak: 03.03.05 (21:38)
    pisklak: 07.09.07 (21:21)
  • jul-kaa 26.02.10, 11:52
    kura17 napisała:

    > ... facetom nic nie ujmuje plusow, kobiecie - wszystko...

    No nie wiem... Moim zdnaiem faceci też nie mają AŻ TAK lekko - owłosienie jest
    fuj (zwłaszcza w miejscach "nieklasycznych"), brzuszek jest fuj, lekki choćby
    zarys piersi jest fuj, za blade ciało jest fuj, brak kaloryfera na brzuchu
    podobnie.
    Nie porównuję sytuacji kobiet do sytuacji mężczyzn, ale nie mogę się zgodzić, że
    mężczyźni mają aż tak kolorowo.
  • kura17 26.02.10, 12:11
    a to nie zauwazylam, ze facetom tez sie dowala?
    zwlaszcza za wlosy???
    nie na czasie widac jestem :) albo malo sie tym z mezem interesujemy ;)

    w "moim swiecie" (tym, ktory ja obserwuje) wciaz rzadzi powiedzienie, ze
    mezczyzna to wystarczy, zeby ciut piekniejszy od diabla byl...

    owszem, czesto spotyka sie podobne teksty ("a ty to wygladasz jak apollo???") od
    bojowniczych kobiet, w stosunku do mezczyzn, ktorzy utyskuja na swoje kobiety...
    ale to uwazam za totalnie inna kategorie.

    jak napisano wyzej - mezczyznie na ogol oznaki starzenia sie komentuje sie
    "dojrzewa", kobiecie - starzeje sie... symptomatyczne...

    --
    kurczak: 03.03.05 (21:38)
    pisklak: 07.09.07 (21:21)
  • jul-kaa 26.02.10, 12:16
    kura17 napisała:

    > a to nie zauwazylam, ze facetom tez sie dowala?
    > zwlaszcza za wlosy???
    > nie na czasie widac jestem :) albo malo sie tym z mezem interesujemy ;)

    Nie tylko nie jesteś na czasie, ale też offtopów nie czytasz!
  • kura17 26.02.10, 12:26

    > Nie tylko nie jesteś na czasie, ale też offtopów nie czytasz!

    no fakt, to tez z CZASEM zwiazane (a raczej jego brakiem)...

    ... daj link :)

    --
    kurczak: 03.03.05 (21:38)
    pisklak: 07.09.07 (21:21)
  • kura17 26.02.10, 13:22
    dzieki, poczytam...

    ... a z tego, co wyczytalam o owlosieniu, to rzeczywiscie faceci tez nie maja
    latwo :(

    to jest dokladnie to, o czym ja sobie pisze od czasu do czasu (a mysle czesto) -
    ludzie zwracaja niewspolmiernie duzo uwagi na to, jak ktos WYGLADA, zamiast na
    to, jaki JEST. i jeszcze sobie na tej podstawie buduja obraz czlowiek - bez sensu...

    i NIE przekonuje mnie gadanie o stereotypach typu "ladnym jest latwiej", "wolimy
    ladnych"...
    ... do cholery, wierze, ze oprocz bagazu biologicznego mamy jeszcze wolna wole,
    rozum i cos, co sie nazywa charakterem...
    ... a tak latwo z tego nie korzystac, zaslaniajac sie "biologia", "naturalna
    koleja rzeczy", "ewolucja" itp...

    tak sobie naiwnie mysle, ze przydaloby nam sie poewoluowac duchowo...

    --
    kurczak: 03.03.05 (21:38)
    pisklak: 07.09.07 (21:21)
  • pierwszalitera 26.02.10, 14:03
    kura17 napisała:

    > ... do cholery, wierze, ze oprocz bagazu biologicznego mamy jeszcze wolna wole,
    > rozum i cos, co sie nazywa charakterem...
    > ... a tak latwo z tego nie korzystac, zaslaniajac sie "biologia", "naturalna
    > koleja rzeczy", "ewolucja" itp...
    >
    > tak sobie naiwnie mysle, ze przydaloby nam sie poewoluowac duchowo...

    Tak kura, tylko, że biologia ma tą przewagę, że istnieje dłużej. ;-) I nie da się ukryć, że naturalna selekcja doprowadziła do stanu, w którym się obecnie znajdujemy i który pozwala nam na przemyślenie sensu czy bezsensu biologii. I owszem charakter, czy raczej inteligencja też się liczą i grają ważną rolę w ewolucji. Inaczej wyglądalibyśmy już dawno całkiem inaczej. Z drugiej strony zapominamy, że to właśnie nasza kultura często stawia nas w takiej, a nie w innej sytuacji. Dominujący system patriarchalny sprawił, że pewne cechy kobiety stały się ważniejsze od innych. Nie jest to jednak jedyny możliwy układ, dlatego mamy swobodniejszą możliwość interpretowania naszej biologii niż nam się wydaje. Musimy się tylko uwolnić od pewnych myślowych przymusów.
  • kura17 26.02.10, 14:14
    w sumie masz racje - tak naprawde mialam na mysli KULTUROWE pojmowanie
    "biologii" i "ewolucji", to znaczy ich odpowiednia, jedyna sluszna interpretacje
    przez kultury patryjarchalne...

    bo wlasnie te zupelnie zapominane w dyskusjach biologiczne aspekty -
    inteligencja&co, ktore sprawily, ze mozemy sie rozkoszowac ewoluowaniem ducha...

    ... a przywoluje sie w dyskusji jedynie te "wygodne" - wlasnie zgodne ze
    schematami myslowymi!

    dobrze to ujelas: musimy sie wyzwolic od pewnych myslowych przymusow :)

    a tak na marginesie - w wysoko rozwinietych spoleczenstwach typowa
    ewolucja/bilogia (silniejszy wygrywa) przestala juz przeciez dzialac - wcale nie
    przezywaja jednostki najsilniejsze, najinteligentniejsze itp.

    akurat pod tym wzgledem - selekcjonowania najlepszych do przezycia - kultury
    prymitywne sa od nas duzo, duzo lepsze... ;)


    --
    kurczak: 03.03.05 (21:38)
    pisklak: 07.09.07 (21:21)
  • kok.12 26.02.10, 16:01
    Ja bym jednak nie kwalifikowała jednak zjawiska, o którym tu dyskutujemy, jako
    jedynie wynikającego z patriarchalnej kultury. Wydaje mi się, że w powyższym
    przypadku problemem jest również fakt, iż powstał nowy ideał kobiecego ciała.
    Osiągalny tylko dla nielicznych. Przecież jeszcze z 50-100 lat temu, a w końcu
    wtedy patriarchalizm miał się lepiej, ludzkie ciało nie było poddawane takiej
    "tresurze" i wystawianiu na publiczny widok i ocenę. Kryteria piękna były
    bardziej dostosowane do rzeczywistości.
  • turzyca 26.02.10, 17:23
    Kryteria piękna były
    > bardziej dostosowane do rzeczywistości.

    Masz na mysli superwaska talie wymuszana gorsetem czy plaska klatke piersiowa w
    wyniku bandazowania piersi?
    --
    Tak wygląda turzyca:), która znalazła szalenie ciekawy wątek. ;)
  • kok.12 26.02.10, 18:14
    To są dwie różne rzeczy. Nie oczekiwało się od kobiety,aby miały tak wąską talię
    naturalnie. Wszyscy wiedzieli, że kobiety noszą gorset, po zdjęciu, którego
    pojawi się normalne ciało. Celulit i rozstępy też były akceptowane. Zresztą
    wystarczy obejrzeć obrazy czy zdjęcia przedstawiające kobiety z dawnych lat. W
    mojej wypowiedzi chodziło mi o kanony pięknego kobiecego ciała, a nie pięknego
    wyglądu w ogóle.
  • turzyca 26.02.10, 18:31
    A ja bez poczytania zrodel i literatury nie zaryzykowalabym takiego sadu.
    Po pierwsze - nasze czasy stawiaja okreslone wymagania, ale kazde stawialy.
    Moiwsz: "Zresztą > wystarczy obejrzeć obrazy czy zdjęcia przedstawiające kobiety
    z dawnych lat." Wystarczy je obejrzec, zeby zobaczyc, ze tez istnialo jakies
    wyobrazenie o idealnym ciele. I na pewno byly kobiety, ktore tych wymagan nie
    spelnialy. Jak mogla czuc sie sredniowieczna kobieta o dlugich nogach, plaskich
    brzuchu i pupie oraz wydatnych piersiach, gdy jako ideal byly lansowane
    jednostki krotkonogie, o dlugim tulowiu, wydatnym kuperku, zaokraglonym brzuchu
    i raczej mniejszych piersiach? Jak mogla czuc sie brunetka o sniadej cerze,
    bardzo szczupla, o waskich biodrach, porownujac sie z obrazami Rubensa? I w
    ogole kobieta o sniadej cerze w czasach, gdy biel byla pozadana? Wiemy jak -
    byla sklonna polozyc na oltarzu urody zdrowie i pudrowac sie biela olowiana.
    Nihil novi sub solem. I mowimy o znaczeniu urody w czasach gdy uroda naprawde
    miala duzo mniejsze znaczenie niz majatek czy koligacje.

    Po drugie nacisk na widok nagiego ciala w naszych czasach w porownaniu z czasami
    o 100 do 600 lat wczesniejszymi jest sam przez sie zrozumialy. Po raz pierwszy
    od prawie 700 lat znow pokazujemy publicznie cialo (prawie) nago.




    Swoja droga nie widzialam ani jednego dziela sztuki od starozytnosci po
    klasycyzm na ktorym zaprezentowana bylaby kobieta z rozstepami. A jesli mi ktos
    wyciagnie w odpowiedzi jakas "stara kobiete przy piecu" to dopowiadam:
    szczegolnie w kontekscie atrakcyjnosci fizycznej. Co do celulitu - mozemy sie
    spierac o barok, aczkolwiek rzadko widzialam kobiety z taka waga i z tak malym
    celulitem, wiec tez podejrzewam malarzy o pewne poprawianie rzeczywistosci.
    --
    Tak wygląda turzyca:), która znalazła szalenie ciekawy wątek. ;)
  • pinupgirl_dg 26.02.10, 21:09

    > Co do celulitu - mozemy sie spierac o barok, aczkolwiek rzadko
    > widzialam kobiety z taka waga i z tak malym celulitem, wiec tez
    > podejrzewam malarzy o pewne poprawianie rzeczywistosci.

    OT: Ani jedna z moich pulchnych koleżanek nie ma nawet grama celluitu, farciary.
    Więc chyba można wierzyć barokowym artystom :).

    Ale z resztą mniej więcej można się zgodzić - kobiety wyrywały sobie włosy znad
    czoła czy krępowały sobie stopy zawsze, żeby upodobnić się do aktualnie modnego
    ideału. I to jest stare jak Świat, niestety.
    Pokazuje nam też, jak różne były na przestrzeni dziejów ideały kobiety, od Wenus
    z Willendorfu, przez smukłe średniowieczne piękności, od bohaterek obrazów
    Rubensa po modelkę Twiggy.


    --
    Fizia Pończoszanka
  • joannea 28.02.10, 21:03
    turzyca napisała:
    >
    > Swoja droga nie widzialam ani jednego dziela sztuki od starozytnosci po
    > klasycyzm na ktorym zaprezentowana bylaby kobieta z rozstepami.

    Eee, trochę tego było, taki Rubens jak najbardziej malował cellulit. Jest taka
    niezby mądra książka: The Cellulite Cure, i tam nieco o wizerunku cellulitu jest.

    --
    proznosc.blox.pl
  • turzyca 01.03.10, 00:37
    joannea napisała:

    > turzyca napisała:
    > >
    > > Swoja droga nie widzialam ani jednego dziela sztuki od starozytnosci po
    > > klasycyzm na ktorym zaprezentowana bylaby kobieta z rozstepami.
    >
    > Eee, trochę tego było, taki Rubens jak najbardziej malował cellulit. Jest taka
    > niezby mądra książka: The Cellulite Cure, i tam nieco o wizerunku cellulitu jes
    > t.
    >

    Fascynujące, ze wycięłaś z mojego postu wypowiedź o celulicie u Rubensa i
    zostawiłaś tylko rozstępy, których istnienie w dziełach sztuki rzeczywiście
    neguję, a potem piszesz o celulicie "troche tego było" i powołujesz się na
    wymienionego przecież przeze mnie Rubensa.
    Aczkolwiek ostrego celulitu czwartego stopnia u niego nie widziałam, a na żywo
    owszem, więc nadal twierdzę, że wygładzał nieco rzeczywistość.
    Ja świetnie zdaję sobie sprawę, że ja studiuję historię sztuki mocno po łebkach
    i na odwal się, bo tylko dlatego, ze muszę, ale jednak, chcąc nie chcąc,
    obejrzałam dobrych kilkanaście tysięcy dzieł sztuki i rozstępów nie widziałam.
    --
    Tak wygląda turzyca:), która znalazła szalenie ciekawy wątek. ;)
  • joannea 01.03.10, 11:49
    turzyca napisała:

    > Fascynujące, ze wycięłaś z mojego postu wypowiedź o celulicie u Rubensa i
    > zostawiłaś tylko rozstępy, których istnienie w dziełach sztuki rzeczywiście
    > neguję, a potem piszesz o celulicie "troche tego było" i powołujesz się na
    > wymienionego przecież przeze mnie Rubensa.
    > Aczkolwiek ostrego celulitu czwartego stopnia u niego nie widziałam, a na żywo
    > owszem, więc nadal twierdzę, że wygładzał nieco rzeczywistość.
    > Ja świetnie zdaję sobie sprawę, że ja studiuję historię sztuki mocno po łebkach
    > i na odwal się, bo tylko dlatego, ze muszę, ale jednak, chcąc nie chcąc,
    > obejrzałam dobrych kilkanaście tysięcy dzieł sztuki i rozstępów nie widziałam.

    cóż, dla mnie nie fascynynujące, ale faktycznie, zwracam honor, przeczytałam
    wczoraj Twoją wypowiedź po łebkach: masz rację, nie pisałaś w takim kontekście.

    PS przypuszczam, że rozstępy były zbyt pracochłonne do malowania, to raz, dwa, w
    obrazach "sprzedających" kobiece ciało dodawanie rozstępów byłoby strzelaniem
    sobie w stopę; trzy - kobiety na aktach są zwykle widziane z pewnej perspektywy,
    i może po prostu, przy warunkach oświetlenia, jakie wtedy mieli, malarz stojący
    4 metry od modelki ich nie dostrzegał na tyle, by je umieszczać w "dziele".
    ps Bardzo ciekawie o funkcji kobiecego ciała w sztuce pisze Lynda Nead w "Akt
    kobiecy", nie mam teraz do niej dostępu, żeby sprawdzić te nieszczęsne rozstępy,
    niemniej, polecam książkę gorąco.

    --
    proznosc.blox.pl
  • kotwtrampkach 28.02.10, 11:21
    kura17 napisała:

    > a to nie zauwazylam, ze facetom tez sie dowala?
    > zwlaszcza za wlosy???

    indianin mieć włosów nie może poza głową. A w romantycznej wersji, na głowie
    musi mieć długie, gęste włosy..

    :):):):)
  • cissnei 26.02.10, 11:01
    Całkowicie się z Tobą zgadzam, szczególnie z tym punktem: "Młodość, zdrowie i
    gładka skóra to normalność, wszystko inne jest dewiacją i
    defektem". Również zauważyłam, że wiele osób za normę uważa dzisiaj idealne
    ciało, bez żadnych defektów, coś, co powinno się z marszu posiadać, a jeśli się
    nie ma, to znaczy tylko tyle, że ktoś się zaniedbuje. Kobieta stuprocentowo
    zadbana to kobieta normalna, każdy defekt urody trzeba natychmiast poprawiać i
    dążyć do normy, którą jest ideał. To wszystko jest strasznie wypaczone, bo jaki
    procent kobiet ma tak naprawdę idealne ciała? I właściwie co oznacza "idealne"?
    Wygładzone z każdej zmarszczki, wyczyszczone z włosów, piegów, pieprzyków, w
    konkretnej tonacji kolorystycznej? Jedno i to samo dla szesnastolatki i kobiety
    w średnim wieku. I, jeżeli ta kobieta nie wygląda jak nastolatka, to koniecznie
    musi nad sobą pracować. Względnie poprawić w fotoszopie, żeby nie razić estetyki
    oglądających.

    Najbardziej mnie smuci podejście wielu kobiet, które pod takimi artykułami piszą
    o zaniedbanych grubych babach itd. Podkreślają, że one absolutnie tak nie
    wyglądają, bo robią to, to i tamto. Zastanawiam się, skąd to się bierze, czy to
    jakiś rozpaczliwy mechanizm zaprzeczenia, że mnie to nigdy nie dotknie, bo ja
    zawsze będę młoda, jędrna i zadbana? Takie kobiety nie potrafią dopuścić do
    siebie myśli, że można żyć inaczej, bez fitnessu, kontrolowania każdego posiłku,
    kremów, balsamów i maści. Kiedyś czytałam babską dyskusję na temat depilacji.
    Włączył się jakiś facet i wyraził żal z powodu powszechnego zwyczaju golenia
    nóg, bo jemu bardzo podobają się niegolone kobiece nogi. I co się stało? Kobiety
    zakrzyczały go i zwyzywały od zboczeńców. No bo jak komukolwiek mogą się podobać
    niewydepilowane ciała, toż to nienormalne jakieś jest. I to robią kobiety innym
    kobietom. Pewnie, że ma to związek z mężczyznami. Że te kobiety chcą w ten
    sposób podkreślić swą lepszość na tle innych kobiet. Ale to mnie właśnie
    przeraża, ten brak solidarności, niemożliwość powiedzenia "nie" idiotycznym i
    kłamliwym przekonaniom. Bo przecież wszystkie chcemy być piękne i jesteśmy
    piękne, te brzydkie, niezadbane, z rozstępami po ciąży, to nie jesteśmy my.

    --
    Ten, kto uważa, że wszystko jest możliwe, ma po prostu kiepską wyobraźnię.
  • kocio-kocio 26.02.10, 10:05
    One są piękne.
    Wiele kobiet po ciąży chciałoby tak wyglądać. Ja na przykład.
    Ale czasami się po prostu nie da!
    Po ciąża i poród to diabelnie skomplikowany proces, który zmienia
    wszystko.
    Skóra na całym ciele zmienia konsystencję. Biust się zmienia. Czasem
    rozchodzą się kości miednicy (mnie rozstaw tych guzków z przodu
    powiększył się o 5 cm).
    Pomijając kwestię kosztów: nie wszystko da się poprawić operacyjnie.
    A sieczkę z mózgu mamy wszyscy. Mniej lub bardziej. Ja ze swojej
    zdaję sobie sprawę, ale i tak od ponad 3 lat, czuję się uwięziona w
    cudzym ciele. Bo myślę o sobie inaczej niż wyglądam. Ot, kwestia
    przyzwyczajenia.

    --
    o Staśku
    Muranów
  • pitupitu10 26.02.10, 11:05
    Jak dla mnie normalne, piękne kobiety.

    > A w komentarzach bueeee,
    > zwracanie obiadu i w ogóle to nieprawda, bo tak wyglądają tylko kobiety
    > zapuszczone. Bo kobieta MUSI przez całe życie o siebie dbać, to jest jej psi
    > obowiązek, nieważne tam dziecko, nieważne zmęczenie po porodzie, no musi na tę
    > siłownię zasuwać i kremikami pupcię smarować.

    Według mnie takie nastawienie świadczy o niedojrzałości - mentalnej, nie
    biologicznej. Dojrzała osoba powinna zdawać sobie sprawę, że ludzie nie
    wyglądają tak jak modelki na okładkach czasopism, i że życie to nie serial w
    telewizji w którym wszyscy są piękni, szczęśliwi, a problemy ustępują miejsca
    happy-endowi.
    --
    Kuchenni Debiutanci
  • jolunia01 26.02.10, 11:40
    cissnei napisała:

    > ...Nie wiem, czy ja mam coś nie tak z postrzeganiem rzeczywistości,
    > ale dla mnie te kobiety są piękne. Może dlatego, że sama mam
    > niedoskonałe ciało i fałdki na brzuchu...

    Zdjęcia mi się nie podobają, ale nie widzę nic strasznego w
    wyglądzie tych kobiet. Wygladają zwyczajnie. Sama mam oprócz fałdy
    na brzuchu również dużą pionową bliznę po cesarce i jakoś z tego
    powodu nie wpadam w histerię.
    A komentarze idiotów, którym się wydaje, że kanonem urody i figury
    są wyretuszowane gwiazdy porno mnie nie wzruszają.
    --
    O, to ja - taka mądra jestem?!
  • fanka_tomcia 26.02.10, 13:47
    no cóż np ta szczupła bohaterka artykułu nie jest zadowolona ze swojego wyglądu,
    wręcz przeciwnie. Czy mamy prawo jej się dziwić?
    chyba nie chodzi o to, aby afirmować zmiany po ciąży, mimo że nam się nie
    podobają. Stwierdzić, że chrzanimy rozstępy, bo są "naturalne", czy po co
    ćwiczyć mięśnie brzucha, w końcu "tam mieszkało dziecko", więc nikomu nic do
    tego, że mamy z przodu zwiotczały obwis? no może czasem na piersi nie da się nic
    poradzić, nawet jak się nosi odpowiednie staniki ;) No i na resztę ciała też nie
    - może te z was, które oglądały "Chcę być piękna", pamiętają dziewczynę, która
    po ciąży miała tragiczny brzuch (na który nic nie podziałało). Brzuch bohaterki
    artykułu to przy tamtym pikuś. I ja jej się wcale nie dziwiłam, że chciała
    plastykę brzucha, na jej miejscu też bym zrobiła, gdybym miała pieniądze. Już
    pomijam "ideę" tego programu, bo oprócz pojedynczych defektów tam "poprawiali"
    urodę hurtem, tzn. oprócz tego brzucha, który faktycznie do tego się
    kwalifikował, to od razu zęby, pewnie piersi, może odsysanie tłuszczu, nie
    zawadzi poprawić nosa itd... :/
    Ale jeśli dla dziewczyny brzuch to taki problem, to czemu nie może sobie zrobić
    plastyki i mieć spokój, wyjść na plażę w bikini.
    Równie dobrze kobiety mogłyby przestać dbać o figurę, depilację (w końcu ciemne
    włosy na nogach są takie ponętne ;) ), a te z mniejszym biustem przestać nosić
    stanik, bo jak im "obwiśnie" to i tak nie będzie ich bolał kręgosłup, tylko
    estetyka troszkę się zmieni.
  • kura17 26.02.10, 13:54
    o matko, a naprawde myslisz, ze wartosc osoby (kobiety) wyznacza brak wlosow na
    nogach, obwisle piersi i rozstepy na brzuchu????

    jakas totalna bzdura. wartosc tej kobiety (jako czlowieka) NIC sie nie zmieni,
    gdy bedzie piekna, wydepilowana, jedrna i ze skora bez skazy...

    ... moze by tak pomoc ludziom to zrozumiec, a nie chrzanic o tym, ze oczywiscie
    trzeba byc piekna i bez skazy, bo inaczej to ohyda...

    zadna ohyda - normalna kolej rzeczy! kazdego spotyka starzenie, "brzydniecie",
    spadek formy (fizycznej i intelektualnej). niektorych spotykaja jeszcze ciezkie
    choroby, ktore w przerazajacej wiekszosc nie maja w sobie nic pociagajacego -
    JAK dowartosciowac takich ludzi, he? jesli sie za punkt ciezkosci przyjmie
    atrakcyjnosc fizyczna???

    --
    kurczak: 03.03.05 (21:38)
    pisklak: 07.09.07 (21:21)
  • fanka_tomcia 26.02.10, 14:03
    a czy ja pisałam coś o wartości kogokolwiek? O__o i nic o "ohydzie"...
  • kura17 26.02.10, 14:19
    sama przytaczalas przyklady - brak depilacji chocby, jako "degradacje",
    porownywalas je do zmian ciala kobiety w czasie/po ciazy...

    caly Twoj post odebralam jako "nawolywanie", aby wszyscy dbali o siebie, byli
    piekni i mlodzi ;)

    a ja probuje napisac, ze (wedlug mnie) lepiej by bylo takim kobietom (ktorym sie
    ich brzuch nie podoba) zmienic OPTYKE - pokazac, ze ten brzuch to tak naprawde
    jest najmniej wazny i jego plastyka NIE zmieni jej, jako osoby....

    ... ale chyba za duzo bym chciala...

    --
    kurczak: 03.03.05 (21:38)
    pisklak: 07.09.07 (21:21)
  • yaga7 26.02.10, 14:31
    Zasadniczo się zgadzam, ze zwykle jest lepiej zmienić optykę ;)

    Ale z drugiej strony - gdzie jest granica? Kiedy coś można / należy zmienić?
    Czasem operacja plastyczna poprawia samopoczucie i naprawdę wpływa pozytywnie na samoakceptację. Czasem nie wpływa, czasem pogarsza sprawę. Wszystko jest kwestią indywidualną. Na pewno jest sporo osób, które po operacjach czują się lepiej, też psychicznie. I nie rozumiem, dlaczego miałyby sobie takich operacji nie robić. Oczywiście ważne jest podejście - robię operację, bo ja sama chcę, a nie robię operację, bo społeczeństwo na mnie wymusza fakt posiadania płaskiego brzucha czy podniesionych piersi ;)

    --
    Kliknij i głosuj na mnie :) Dziękuję :) wizaz.pl/akcje/vichy/glosowanie.php?id=61326
  • kura17 26.02.10, 14:41
    Yaga, kurcze, ale co to za "samoakceptacja", jesli wynika z podniesienia biustu
    li-i-jedynie?...

    o to wlasnie chodzi - mysle, ze to probowalas i Ty napisac - zeby to bylo cos
    OBOK, a nie cel sam w sobie. bo jesli swoja akceptacje i samopoczucie
    uzalezniamy JEDYNIE od wlasnej atrakcyjnosci fizycznej, to cos jest nie tak
    (wedlug mnie). bez znaczenia, czy wynika to z nas samych, czy z norm spolecznych
    (a wyklocalabym sie, ze w wiekszosci z norm spolecznych/kulturowych).


    --
    kurczak: 03.03.05 (21:38)
    pisklak: 07.09.07 (21:21)
  • yaga7 26.02.10, 15:10
    Nie no jasne, że jeżeli JEDYNIE to bez sensu ;)

    --
    Kliknij i głosuj na mnie :) Dziękuję :) wizaz.pl/akcje/vichy/glosowanie.php?id=61326
  • fanka_tomcia 26.02.10, 14:48
    to źle zrozumiałaś tego posta ;) miałam na myśli to, że jeżeli kobiecie, której
    ciało zmieniło się po ciąży, przeszkadzają te zmiany, to ma prawo próbować
    powrócić do poprzedniego stanu, nawet jeżeli by to miała być plastyka, jeśli nie
    tylko "głupie" wcieranie kremów czy ćwiczenia. i tak - pisałam np. o depilacji,
    bo to jest coś co robimy, aby wyglądać "estetycznie", "atrakcyjnie", a przecież
    to czysta natura, tak samo jak rozstępy po ciąży ;) więc dlaczego golenie włosów
    na nogach miałoby być spoko, a wcieranie balsamów na rozstępy po ciąży już nie,
    bo to PRZECIEŻ PO CIĄŻY.
    wiesz i ostatecznie to JEJ brzuch i to ONA z nim żyje i odczuwa to czy tamto,
    szczerze powiedziawszy ja bym miała gdzieś co sądzą o moim ciele obce mi
    zupełnie osoby, które mnie w życiu na żywo nie widziały i próbują mnie
    przekonać, że moje ciało jest piękne i w ogóle i w czym mam problem.
  • pinupgirl_dg 26.02.10, 14:34
    > no cóż np ta szczupła bohaterka artykułu nie jest zadowolona ze
    > swojego wyglądu, wręcz przeciwnie. Czy mamy prawo jej się dziwić?

    Ze swojego wyglądu bywają też niezadowolone śliczne, zgrabne nastolatki.


    > chyba nie chodzi o to, aby afirmować zmiany po ciąży, mimo że nam
    > się nie podobają.

    Może Tobie się nie podobają i paru osobą, które dały temu upust w komentarzach. Inny się podobają, a innym są obojętne - rzecz gustu.

    Nie mam nic przeciw dbaniu o siebie, sama to bardzo lubię. Chodzi o podejście. Jest różnica miedzy "chcę" a "muszę".
    Nie mam nawet nic przeciw chirurgii plastycznej. Czasami może rzeczywiście być pomocna. Ale jeśli ktoś nienawidzi swojego ciała, to obawiam się, że sam skalpel nie pomoże, albo pomoże tylko na chwilę.


    --
    Fizia Pończoszanka
  • fanka_tomcia 26.02.10, 14:50
    nie miałam na myśli dziewczyn ze zdjęć z artykułu, no ale to mały szczegół ;)

    jeśli ktoś jest niezadowolony, to co, nie ma do tego prawa, musi afirmować swoje
    ciało??!! pewnie, jeśli ktoś się akceptuje w całości, spoko, mnie nic nie
    obchodzi, że jeśli dziewczyna ma obwisły brzuch i sobie idzie na plażę w bikini,
    właśnie bardzo dobrze, jeśli tylko JEJ to nie przeszkadza. ale jeśli chce coś z
    tym zrobić, to jej prawo.
  • pinupgirl_dg 26.02.10, 15:18
    A gdzie napisałam, że jest inaczej?

    Ale nikt nie ma prawa wytykać jej tego, nawet jeśli ona sama uważa to za wadę.

    Po trzecie - nie jest tak, jak w reklamach, że wystarczy się posmarować balsamem i wszystko znika. Nasze możliwości są ograniczone, chirurgia plastyczna też.

    Po czwarte - kobiety różnie sobie radzą z nową sytuacją. Jedne przeżyją to bezboleśnie i miękko wejdą w nową rolę, inne wpadną w depresje, jeszcze inne będą tryskać energią. I moim zdaniem to ich prawo. Jeśli kobiecie się wydaje, że cały świat stanął na głowie, że nie podobała obowiązkom i jeszcze na dodatek się zaniedbała, przekonywanie jej, że sama sobie jest winna chyba nie jest najlepszym sposobem na podniesienie jej na duchu. A wielu "partnerów" zamiast wyręczyć ją w opiece nad dzieckiem, dać jej zebrać siły i czas na wizytę u kosmetyczki czy fryzjera, ma tylko pretensje.

    --
    Fizia Pończoszanka
  • fanka_tomcia 26.02.10, 15:24
    "Ale nikt nie ma prawa wytykać jej tego, nawet jeśli ona sama uważa to za wadę.
    " - wydawało mi się, że napisałam coś podobnego wcześniej odnośnie komentarzy do
    artykułu w WO, ale dobra...
  • heliamphora 26.02.10, 14:36
    fanka_tomcia napisała:
    > Równie dobrze kobiety mogłyby przestać dbać o figurę, depilację (w końcu ciemne
    > włosy na nogach są takie ponętne ;) ), a te z mniejszym biustem przestać nosić
    > stanik, bo jak im "obwiśnie" to i tak nie będzie ich bolał kręgosłup, tylko
    > estetyka troszkę się zmieni.

    Fanko, dla mnie niezaprzeczalne jest, że kobiety MOGĄ tak zrobić, mają do tego
    święte prawo i w niczym to nie umniejsza ich wartości.
    To, że włosy rosną na nogach (i że u niektórych kobiet są ciemne), że większości
    ludzi ewolucyjnie łatwiej jest utyć niż schudnąć, że skóra rozciąga się i traci
    z wiekiem jędrność, jest faktem, jest po prostu częścią rzeczywistości. Ludzie
    mają prawo coś z tym robić, zapobiegać, smarować, wyrywac, ale mają tez prawo
    nic z tym nie robić, jako że fakt posiadania przeze mnie rozstępów na moich
    własnych, ososbistych udach nikogo nie krzywdzi. A jeśli narusza czyjeś
    indywidualne poczucie estetyki, to proponuję, żeby ten ktoś na mnie nie patrzył.
    Jeśli to nie pomaga i ten ktoś nadal czuje się źle oraz ma przymus prowadzenia
    krucjaty przeciwko moim rozstępom, to proponuję, żeby poddał się leczeniu -
    czego oczywiście robić nie musi, może też sobie cierpieć i skręcać się
    wewnętrznie. Ale nie ma prawa ani mnie obrażać, ani wytykac palcem, ani
    dyskryminować, bo to są moje osobiste rozstępy, czyli ujawniła się u mnie pewna
    cecha skóry gatunku ludzkiego, do której mam prawo jako Homo sapiens. I w niczym
    nie zmienia ona faktu, że jestem wartościowa, atrakcyjna, inteligentna, godna
    szacunku i poważnego traktowania, ponieważ rozstępy nie mają z tym absolutnie
    nic wspólnego.
    --
    Kaczym dziobom mówimy stanowcze: NIE!
  • pinupgirl_dg 26.02.10, 14:39
    Amen :).

    --
    Fizia Pończoszanka
  • fanka_tomcia 26.02.10, 14:53
    no to ja nie wiem, gdzie wy się doczytałyście o obrażaniu, wytykaniu itd w moich
    postach ;))))))
    mnie chodziło o to, że równorzędne jest dbanie o figurę u dziewczyny, która
    jeszcze nie rodziła, o różne zabiegi pielęgnacyjne i "poprawiające" urodę z
    analogicznymi zabiegami u dziewczyn, którym coś tam się po ciąży pozmieniało.
    jeśli dziewczyna uważa, że jej rozstępy nie są piękne, to może sobie z nimi
    walczyć.

    no ale może to nie jest "obowiązująca postawa afirmacji kobiecego ciała",
    przepraszam....
  • heliamphora 26.02.10, 15:47
    Nigdzie nie twierdzę, że usprawiedliwiasz wytykanie kogoś palcem czy obrażanie,
    ale "subtelną" nutkę akceptowania presji społecznej wyczułam w tym
    fragmencie,który zacytowałam wcześniej ("Równie dobrze kobiety mogłyby przestać
    dbać..."). Jeśli to Twoje stwierdzenie nie było ironiczne, tylko tak samo jak ja
    uważasz najzupełniej poważnie, że równie dobrze kobiety moga przestac dbać o
    figurę itp. i to jest OK, to znaczy, że obie pisałyśmy o tym samym, tylko innymi
    słowami :)
    --
    Kaczym dziobom mówimy stanowcze: NIE!
  • fanka_tomcia 26.02.10, 15:54
    wiesz co, może i mogłyby, ale przecież tego nie zrobią, prawda? ;)))
    po prostu nie podoba mi się podejście akceptowania jakiś czynności u kobiet
    "nieródek", a tych co to już porodziły - to od razu ma oznaczać, że siebie nie
    akceptują, a powinny ze względu na CIĄŻĘ. powinno być to jakoś zrównoważone, nie
    można dać się zwariować, ale też nie przeginać w drugą stronę.

    swoją drogą nie chciałabym też, żeby moje ciało po porodzie było traktowane
    wyłącznie przez pryzmat dziecka, jako ciało matki, a nie kobiety jako takiej.
  • heliamphora 26.02.10, 16:08
    Owszem, jedne nie robią, a inne robią. Jedne się depilują, a inne nie. Jedne się
    odchudzają, a inne nie. Jedne się smarują kremami, a inne nie.
    Jedne i drugie mają święte prawo do tego, co robią/czego nie robią.

    --
    Kaczym dziobom mówimy stanowcze: NIE!
  • pinupgirl_dg 26.02.10, 16:09
    Przecież na ciało kobiety można spojrzeć pod różnymi kątami. Można tak, jak na tych zdjęciach, można tak, jak w JDWN. Można sfotografować je w trakcie uprawiania sportu, kiedy też "kobiecość jako taka" jest teoretycznie na drugim tle. To są różne "wcielenia" kobiecości, każda z nas może być "matką", "kochanką", "wojowniczką"... Traktowanie nas wyłącznie jako matki czy wyłącznie jako kochanki zawsze będzie krzywdzące.


    --
    Fizia Pończoszanka
  • daslicht 26.02.10, 22:15
    Obrzydliwi to są ludzie, którzy nie wiedzą do czego mydło służy :/

    --
    70/105
    Ja chyba śnię! Nine Inch Nails, KMFDM, Rammstein, Laibach, Marilyn Manson i Depeche Mode w ciągu jednego roku!
  • kura17 26.02.10, 22:25
    gdybym Ci opowiedziala, do czego uzywaja mydla moje dzieci, tez bys je uznala za
    obrzydliwe - bo na pewno nie do tego, do czego sluzy :D

    to znaczy do tego, do czego sluzy tez, ale to jest w ogole margines zastosowan
    mydla...

    --
    kurczak: 03.03.05 (21:38)
    pisklak: 07.09.07 (21:21)
  • klocjanna 26.02.10, 23:18
    Dopiero dorwałam się do komnputera, wiec pozwolę sobie na kilka komentarzy:)
    Jak dla mnie to zdjęcia są fantastyczne. Pokazują ciała, w których skumulowane sa emocje, przeżycia i historia. Gdyby były idealnie piekne (takie też po ciążach widziałam) to byłyby nudne. Prawda, że szray kolor nadaje demonicznoći i zbrzydza, ale też dodaje wyrazistości. Moim zdaniem zdjęcia są\piękne. Jednocześnie ciała nie są piękne - idealnie zgrabne, ale nie są też obrzydliwe. To normalne kobiety (nawet zgrabniejsze ode mnie), któtych świetny fotograf wydobył to coś - dla jednych nieatrakcyjne, a dla mnie urzekające. Może jestem dziwna, ale po urodzeniu dziecka wszytsko co jest z nim związane - ciąża, poród (choć cięki)jest jakieś magiczne, czy wręcz mistyczne. Narodziny to cud i fakt że przytrafia się milionom kobiet jego cudowności nie umniejsza. A po swoim porodzie zgadzam się, że to także wyczyn psychicznie i fizycznie bohaterski. Dlatego dla mnie mój lekko obwisły brzuch, fałdki i zanikające już rozstępy są wręcz pamiątką po niezwykłej przygodzie. Nie znaczy, że będę je kultywować, ale snu z powiek mi nie spędzają.
    Nie można też oskrżać kobiet o brak pielęgnacji. Ja stosowałam najdroższe kremy na rzstępy, a i tak miałam je co centymetr na całym brzuchu - w ciąży je nawet lubiłam - byłam dla męża "tygryskiem".
    Pewnie, że warto dbać o swój wygląd, ale bez przesady. Najważniejsze to akceptować siebie i siebie lubić. Jak siebie nie lubimy to nawet operacja nie pomoże, zawsze coś znajdziemy. Mam taką przyjaciółke - piękną i zgrabną, która unieszczęśliwia wszsystkich do okoła swoim brakiem akceptacji dla siebie. Jej mąż powiedział mi kiedyś - wolałbym grubszą i mniej piękną, ale z pozytywnym nastawieniem do życia!!! Dbajmy o swó wygląd po to, by sobie sprawić przyjemność a nie by wpisywać się w niewiadomo czyje normy.
  • kasica_k 27.02.10, 03:27
    Żadne z tych zdjęć nie wywołało we mnie negatywnych odczuć, a kilka z nich
    przedstawia tak fajne ciała, że sama bym chciała takie mieć :) Od czytania
    komentarzy się powstrzymałam, ale pod artykułem zawsze kilka się pokazuje, więc
    jedno mądre inaczej zdanie mi w oko wpadło. Nie rozumiem jednego: czy ci wszyscy
    "obrzydzeni" - nawet załóżmy, że mają lat naście - nie widzieli nigdy choćby
    kawałka ciała swojej matki, babki, ciotki, starszej siostry? Czy na ich widok
    też odechciewa im się kolacji?

    Tak czy owak, u dzieciaków to raczej norma, że mają pstro w głowie, ale bardziej
    dziwi fakt, że ta obsesja idealnych ciał niektórym zostaje, i dorośli ludzie
    marnują niewspółmiernie dużo czasu i energii na ciągłe poprawianie swoich ciał,
    na walkę z upływającym czasem - zawsze przegraną, bo nie da się w nieskończoność
    udawać młodego boga, żeby się nie wiem ile kremików w siebie wklepało.

    --
    Stanikomania!
    Czarna Mać i dzieci
  • szarsz 27.02.10, 16:05
    kasica_k napisała:
    > Nie rozumiem jednego: czy ci wszyscy "obrzydzeni" - nawet załóżmy,
    > że mają lat naście - nie widzieli nigdy choćby kawałka ciała
    > swojej matki, babki, ciotki, starszej siostry? Czy na ich widok
    > też odechciewa im się kolacji?

    I czy każdy z tych "obrzydzonych" miał choćby cień refleksji, że
    gdyby jego mama tak bardzo bała się rozstępów - to nie miałby szansy
    na owo "obrzydzenie" ;p
  • pierwszalitera 27.02.10, 16:59
    szarsz napisała:

    > I czy każdy z tych "obrzydzonych" miał choćby cień refleksji, że
    > gdyby jego mama tak bardzo bała się rozstępów - to nie miałby szansy
    > na owo "obrzydzenie" ;p

    Dla tych obrzydzonych osoby będące w wieku ich matki nie są już kobietami w pełnym tego słowa znaczeniu, bo nie stanowią one dla nich seksualnego targetu. A młodość ma i tak słabą wyobraźnię i nie nie wierzy, że istnieje sensowne życie powyżej 30-tki. ;-)
  • kaga9 27.02.10, 03:57
    Mam niewielką nadwagę, spowodowaną w dużej mierze chorobą tarczycy; aktualnie
    zwalczam jedną i drugą. Moje ciało nie jest teraz piękne.
    Wiem, że nawet dbałość o nie nie gwarantuje sukcesu. Kobieta ma prawo wyglądać
    tak, jak jej się podoba i na tyle dobrze, na ile pozwala jej fizjologia i geny.

    Co myślę o tych zdjęciach? No więc ja osobiście nie widzę w nich piękna.
    Przyznaję, że jako kobieta świadomie bezdzietna jestem kompletnie niepodatna na
    urok (jaki urok?) ciąży. To, co dla wielu kobiet (i nie tylko) jest "ślicznym,
    ciążowym brzuszkiem", dla mnie jest deformacją sylwetki. Cud narodzin dla mnie
    jest procesem fizjologicznym.

    Dla jasności: nie zamierzam polemizować z uczuciami piszących tu matek, bo nie
    mam pojęcia o macierzyństwie. Chodzi mi tylko o to, że te kobiety na zdjęciach
    są ot- jak wiele kobiet z przeciętnymi figurami i nie widzę powodu do
    potępiania, ale i do zachwytu nad nimi. A ostatnio, chcąc, nie chcąc, na Gazecie
    trafiam na tematykę zbliżoną do tej dość często (vide niedawny konkurs "Moja
    historia" i wygrana zdjęcia okrwawionego noworodka w śluzie. Dla wielu piękne i
    magiczne, dla mnie... żałuję, że je zobaczyłam).

    Z mojego punktu widzenia kobieta nie jest piękna tylko dlatego, że została matką.
  • kasica_k 27.02.10, 05:10
    Ja się nie rozczulam na widok ciąż, zwłaszcza u obcych kobiet, nie stają mi w oczach łzy wzruszenia na widok ciężarnych brzuchów, ale widzę w niektórych z tych zdjęć piękno, tak samo, jak widzę piękno w wielu dobrych zdjęciach, i w wielu ludziach. Ciąża jest stanem naturalnym, nie deformacją, podobnie jak to, co dzieje się z ciałem po ciąży - rozstępy to nie choroba, ani ułomność. A piękne bywają kobiety nieciężarne, i kobiety ciężarne, kobiety stare i młode, szczupłe i otyłe. W tej publikacji chodziło nie tyle o wydobywanie piękna z ciąży jako takiej, bo modę na eksponowanie brzuszków mamy już od dawna, tylko o przełamanie tego czegoś, co oddaje ten cytat: 'Nikt mnie nie przygotował na to, co zobaczyłam' - mówi. 'Myślałam, że to moja wina i że nikt poza mną tak nie wygląda'.

    --
    Stanikomania!
    Czarna Mać i dzieci
  • klocjanna 27.02.10, 14:51
    Kasico, powiedziałasś to, co sama chciałam! zgadzam się z Tobą.
    Choć ja akurat nie utożsamiam się z cytowaną przez Ciebie wypowiedzią. Mnie też nikt nie przygotowywał, moje ciało nie jest "piękne" - czytaj idealne (i nigdy takie nie było) i wcale mnie to nie przeraża. Choć faktycznie trochę się boję co bedzie z moim biuściastym biustem gdy skończę karmić...
  • kaga9 27.02.10, 14:54
    kasica_k napisała:
    W tej publikacji chodziło (...) o przełamanie
    > tego czegoś, co oddaje ten cytat: 'Nikt mnie nie przygotował na to, co zobaczył
    > am' - mówi. 'Myślałam, że to moja wina i że nikt poza mną tak nie wygląda'.

    OK, z tego względu kampania jest słuszna. Cissnei spytała, czy podobają nam się
    zdjęcia, więc odpowiedziałam, że mnie nie i dlaczego.
  • fanka_tomcia 27.02.10, 18:45
    tiak, w gazetach, artykułach, ciężarne to modelki - szczupłe dziewczyny z
    brzuszkami jak piłeczki, nie uświadczysz czerwonych krech na brzuchu czy
    pośladkach, piersi też nie są jakieś szczególnie duże (no bo jak dziewczyna
    nosiła wcześniej to 70B/C...). Nie przypominam sobie zdjęć młodych matek, gdzie
    pokazywano by więcej ciała niż kawałek tułowia z piersią - oczywiście zazwyczaj
    też szczupła modelka.
    Realne zdjęcia kobiet po porodzie to widzę w gazetach lokalnych, kiedy piszą np.
    o dzieciach urodzonych w Sylwestra - pewnie, te dziewczyny za 3 miesiące mogą
    być laskami, ale widać od razu, że mają te 15-20kg więcej, pulchne ciała, twarze.
    I czasem ciąża naprawdę zmienia - pamiętam szczuplutką, zwiewną żonę sąsiada, po
    urodzeniu dziecka ledwo ją poznałam... (nie widywałam jej w okresie ciąży)
    przybrała może 30kg, zmienione były też rysy twarzy, ja byłam wtedy nastolatką,
    więc może postrzegałam inaczej niż teraz różne rzeczy, ale wtedy dla mnie ta
    dziewczyna wydawała się oszpecona przez ciążę :( najbardziej zszkowała mnie
    zmiana na twarzy, bo samo utycie to w sumie nic takiego. Niestety później już
    jej nie widziałam, nie mam pojęcia czy wróciła do poprzedniego wyglądu.
  • kotwtrampkach 28.02.10, 13:24
    też się nie rozczulam. Ale w bardzo wielu kobietach ciężarnych dostrzegam
    mnóstwo erotyzmu, kobiecości "takiego coś" co mi się nieziemsko podoba ( a co
    trudniej dostrzec u nieciężarnych - taka miękkość ruchów). uwielbiam patrzeć na
    ciężarówki :-)

    Pisałyście wyżej o samoakceptacji, i tak sobie myślę, że to może być to..
    Ciężarne rzadziej się rozczulają opiętą bluzką, fałdką, niedoskonałością - są
    przez to bardziej pewne siebie? ładniejsze? ciekawsze? :)

    A jeżeli chodzi o cytat z artykułu - kurcze, w dzisiejszym kulcie doskonałości,
    nie tylko ciało "po ciąży" jest niepopularne, ale też każda zmarszczka, zmiany
    związane z dorosłością, starością, zniekształcenia, wady.. Ukrywamy wszystkie
    niedoskonałości, skazy, to co mamy "innego", to co komukolwiek mogłoby się nie
    spodobać.

    Jest taki fragment ściany (film "the wall" floydów), którego często używam do
    opisu polskiej szkoły, ale można go odnieść też do tendencji zauważalnej wokoło:
    "bądźmy tacy sami/doskonali" - to fragment jak ucznoowie wpadają do maszynki do
    mielenia mięsa.
  • pinupgirl_dg 27.02.10, 21:44
    A ja, jako kobieta świadomie wybierająca abstynencję nie twierdzę, że seks jest tylko czynnością fizjologiczną :).

    Sama nie mam dzieci, ale podobają mi się podkreślone brzuszki ciężarnych, może mnie nie wzruszają, ale wygląda to fajnie. Jaka deformacja? Gdyby sama była w ciąży, na pewno bym podkreślała uroki tego stanu - brzuszek, piękniejsza cera, biust...


    --
    Fizia Pończoszanka
  • pierwszalitera 28.02.10, 00:38
    pinupgirl_dg napisała:

    Jaka deformacja? Gdyby sama była w c
    > iąży, na pewno bym podkreślała uroki tego stanu - brzuszek, piękniejsza cera, b
    > iust...
    >

    To mitologia. Istnieją wprawdzie i takie przypadki, ale zdarzyć się może też, że ciąża jest źle znoszona i wcale nie będzie miała tego upiększającego wpływu, na który liczysz. Już niejedna kobieta życzyła sobie, by wreszcie urodzić.
  • pinupgirl_dg 28.02.10, 13:10
    Co jest mitologią - zaokrąglony brzuszek :)? Z relacji znanych mi młodych matek
    wynika, że stan "niech to się już skończy" dotyczy raczej ostatniego miesiąca,
    więc życzenie zostało szybko wysłuchane :).
    I przyznam szczerze, że o ile nie czuję jakiegoś wyjątkowego instynktu
    macierzyńskiego, to stan ciąży jest czymś, czego jestem bardzo ciekawa.

    --
    Fizia Pończoszanka
  • kura17 28.02.10, 14:01
    mysle, ze troche mitologia jest zalozenie, ze kobieta z ciazowym brzuszkiem
    bedzie zawsze wygladac ladnie, ponetnie, kwitnaco... roznie to bywa :) brzuszki
    tez bywaja rozne - niektore kobiety tyja sporo w ciazy (i 30 kg) i ich brzuszek
    to nie jest "zaokraglona pileczka" doczepiona do w miare szczuplego ciala...
    czesto nie wygladaja nawet na ciezarne, tylko zwyczajnie grube... ja w pierwszej
    ciazy wygladalam sporo lepiej, niz w drugiej, rowniez moj brzuch i cialo, choc w
    drugiej ciazy przytylam mniej... ale bylam jakas bardziej wielorybowata, brzuch
    byl wrecz monstrualny, od wczesnych miesiecy, nie mial nic wspolnego z urocza
    pileczka ;)

    z cera i wygladem, oraz sapompoczuciem tez bywa najrozmaiciej. czyli jak zwykle
    - zycie ;)

    ja akurat ciaze swoje uwielbialam, mimo drobnych niedogodnosci, choc jakos
    uroczo nie wygladalam :) ale czulam sie swietnie, i fizycznie i psychicznie i
    chyba, jak ktos pisal, to mialo znaczenie - faceci lecieli na mnie wtedy
    niesamowicie, jakbym jakies specjalne feromony wydzielala :)

    --
    kurczak: 03.03.05 (21:38)
    pisklak: 07.09.07 (21:21)
  • pinupgirl_dg 28.02.10, 14:29
    I znów wracamy do tego, że nie to jest ładne, co jest ładne, ale co się komu podoba :). Mając na myśli kobiety w ciąży nie mam wyidealizowanego obrazu (tak myślę), wiem, że każda znosi ciąże inaczej. Jedna przytyje więcej, inna mniej, jednej się cera poprawi, innej nie. Ale z pewnością nie uważam ciąży jako jakiejś deformacji! Naturalny, fajny stan, stwarzający nowe możliwości stylizacji i rozgrzeszający nas z drobnych dziwactw kulinarnych i usprawiedliwiający potrzebę codziennego masażu stóp :). Wszystko ma swoje plusy i minusy.

    --
    Fizia Pończoszanka
  • fanka_tomcia 28.02.10, 14:57
    fajny o ile pożądany ;)))
  • klocjanna 28.02.10, 19:45
    Ja też swoją ciążę uwielbiałam, do samego końca! Byłan szczerze zmartwiona, gdu urodziłam, że nie mogę być nadal w ciąy i mieć jednocześnie dziecka przy sobie. A miałam potężny brzuch. Przytyłam 18 kilo a i miałam wcześniej wkład własny - więc nie była to śliczna piłeczka. Jednak sama możliwość dotykania brzucha, czucia dziecka i bycie w takim innymy stanie, odmiennym itp...no i to uprzywilejowanie w kolejkach oraz możliwość robienia innym awantur!
  • pierwszalitera 28.02.10, 14:02
    pinupgirl_dg napisała:

    > Co jest mitologią - zaokrąglony brzuszek :)?Z relacji znanych mi młodych matek
    > wynika, że stan "niech to się już skończy" dotyczy raczej ostatniego miesiąca,
    > więc życzenie zostało szybko wysłuchane :).

    Mitologią jest ta piękna cera i w ogóle piękno. Znam dziewczyny, które w ciąży dostawały wyprysków oraz dużych brązowych plamy na twarzy od słońca. Bywały też blade z podkrążonymi oczami, bo przez pierwsze miesiące rzygały. Jak brzuch zaczął się zaokrąglać, to zaczynały też w innych miejscach puchnąć i wyglądały jak sumo. Poza tym ciągłe parcie na pęcherz, wzdęcia. Niektóre, te za zagrożoną ciążą leżą miesiącami w łóżku, to jest dopiero horror. U wiele pokazuje się w ciąży pod wpływem estrogenów spory cellulit. A te którym zgęstniały mocno włosy, po porodzie wyciągały sobie je z głowy garściami, więc to względna przyjemność.
    Naturalnie może u "młodych matek" jest inaczej, nie wiem, ja znam tylko kobiety, który zachodziły w ciążę powyżej 25-tego, a nawet 30-tego roku życia.
  • thorrey 28.02.10, 14:49
    pierwszalitera napisała:

    > Naturalnie może u "młodych matek" jest inaczej, nie wiem, ja znam
    tylko kobiety, który zachodziły w ciążę powyżej 25-tego, a nawet 30-
    tego roku życia.

    A ja już myślałam, że minęły te czasy, kiedy kobietę rodzącą po raz
    pierwszy po 25 roku zycia nazywano "stara pierwiastka" (na karcie
    chorobowej w szpitalu!) ;)

    --
    If you sit by a river for long enough, you will see the body of your
    enemy float by.
    No good deed ever goes unpunished.
  • fanka_tomcia 28.02.10, 14:58
    widocznie nie, ja usłyszałam u lekarza, że "najwyższy czas" :/
  • kotwtrampkach 28.02.10, 16:12
    pierwszalitera napisała:

    > U wiele pokazuje się w ci
    > ąży pod wpływem estrogenów spory cellulit

    pozwolę sobie się przyczepić ;-)
    Jeżeli kobieta nie ma na sobie BIAŁYCH opiętych, cienkich spodni (i to jeszcze
    jeden rodzaj materiału..), lub nie podstawia mi nagiego uda pod nos - nie
    dostrzegam celulitu. NIe przesadzajmy, musiałabym sie wpatrywać chyba i oceniać
    każdą fałdkę i każdy kawałek ciała!

    Ba, mój facet nie dostrzega nierówności na skórze mojej (ja mu nie będę
    pokazywać/nazywać, po co mi to) - a nie mam mało. I nie to, żeby nie wiedział
    czym jest celulit, albo zebym w przy nim nosiła kombinezon narciarski ;-)
  • pierwszalitera 28.02.10, 18:54
    kotwtrampkach napisała:

    > pozwolę sobie się przyczepić ;-)
    > Jeżeli kobieta nie ma na sobie BIAŁYCH opiętych, cienkich spodni (i to jeszcze
    > jeden rodzaj materiału..), lub nie podstawia mi nagiego uda pod nos - nie
    > dostrzegam celulitu. NIe przesadzajmy, musiałabym sie wpatrywać chyba i oceniać
    > każdą fałdkę i każdy kawałek ciała!
    > Ba, mój facet nie dostrzega nierówności na skórze mojej (ja mu nie będę
    > pokazywać/nazywać, po co mi to) - a nie mam mało. I nie to, żeby nie wiedział
    > czym jest celulit, albo zebym w przy nim nosiła kombinezon narciarski ;-)


    A mogę zapytać, ile masz lat? I może nie przyglądałaś się aż tak wielu rozebranym dojrzałym kobietom? Bo w ubraniu to naturalnie nic nie widać, ale czasem zakłada się strój kąpielowy na przykład i kobieta, u której stan ud z wiekiem się nie pogarsza, to wielki wyjątek i na pewno coś przeciwko robi. I dodam jeszcze, że nie dla faceta dbam o moje ciało, tylko dla siebie. W pewnym sensie, nie chodzi mi nawet o całkowite pozbycie się cellulitu, tylko o zachowanie jego stanu z wieku lat 25-30-tu. Bo może być gorzej, znacznie gorzej. Dziewczyny, które w wieku lat 20-tu mają już z tym problemy, powinny się zastanowić.
  • fanka_tomcia 28.02.10, 19:00
    "Dziewczyny, które w
    > wieku lat 20-tu mają już z tym problemy, powinny się zastanowić. "
    w sensie - wcierać i ćwiczyć?
  • pierwszalitera 28.02.10, 21:21
    fanka_tomcia napisała:

    > "Dziewczyny, które w
    > > wieku lat 20-tu mają już z tym problemy, powinny się zastanowić. "
    > w sensie - wcierać i ćwiczyć?

    Przyznam się, że w życiu nie stosowałam jeszcze żadnego preparatu na cellulit, bo nie wierzę, że coś takiego pomaga. Dla mnie to wyrzucone pieniądze. Na cellulit pomaga rewelacyjnie ruch. Jazda na rowerze na przykład. 30 minut codziennie jakieś 4-5 razy w tygodniu wystarczy. A jak ktoś ma cellulit w wieku lat 20-stu, to powinien coś robić, bo cellulit to nie tylko kwestia kosmetyczna, zaawansowany cellulit może być bardzo bolesny.
  • joannea 28.02.10, 23:58
    pierwszalitera napisała:
    > Przyznam się, że w życiu nie stosowałam jeszcze żadnego preparatu na cellulit,
    > bo nie wierzę, że coś takiego pomaga. Dla mnie to wyrzucone pieniądze. Na cellu
    > lit pomaga rewelacyjnie ruch. Jazda na rowerze na przykład. 30 minut codziennie
    > jakieś 4-5 razy w tygodniu wystarczy. A jak ktoś ma cellulit w wieku lat 20-st
    > u, to powinien coś robić, bo cellulit to nie tylko kwestia kosmetyczna, zaawans
    > owany cellulit może być bardzo bolesny.

    Święte słowa. Ćwiczenia są na cellulit naprawdę najlepsze, większość kremów
    nawilży, odżywi, więc skóra będzie wyglądała lepiej (a przez to cellulit może
    się wydawać mniejszy) ale nie zadziała tam, gdzie powinna. Chyba, że przez
    masaże przy aplikacji ;)
    --
    proznosc.blox.pl
  • fanka_tomcia 01.03.10, 00:26
    użyłam raz próbki drogiego ;) kremu na cellulit, na drugi dzień rano szczęka mi
    opadła kiedy zobaczyłam swoje uda - gładziutkie ;) nie wiem na czym polegał
    efekt, wiadomo że miejscowy i doraźny, no ale jednorazowo był (oczywiście nie
    kupiłam całego opakowania ;) )
  • turzyca 01.03.10, 00:42
    Na cellu
    > lit pomaga rewelacyjnie ruch. Jazda na rowerze na przykład. 30 minut codziennie
    > jakieś 4-5 razy w tygodniu wystarczy. A jak ktoś ma cellulit w wieku lat 20-st
    > u, to powinien coś robić, bo cellulit to nie tylko kwestia kosmetyczna, zaawans
    > owany cellulit może być bardzo bolesny.

    Tylko ze sklonnosci do celulitu sa dziedziczne. Tak samo zreszta jak do
    rozstepow, niektore osoby nie maja najmniejszego sladu po kilku ciazach, a
    mnostwo osob ma rozstepy od samego rosniecia. Zalezy od "jakosci" skory, jej
    elastycznosci, sprezystosci, produkcji kolagenu itp. Tak mi to tlumaczyla
    doswiadczona dermatolog i ja jej wierze.
    Tym bardziej ze najgorszy celulit, jaki kiedykolwiek widzialam, widzialam u
    mojej kolezanki z klasy, osoby dosc wysportowanej, super zadbanej i wowczas
    18-letniej.
    --
    Tak wygląda turzyca:), która znalazła szalenie ciekawy wątek. ;)
  • pierwszalitera 01.03.10, 00:59
    turzyca napisała:

    > Tylko ze sklonnosci do celulitu sa dziedziczne.

    Owszem, ale to tak ja ze wszystkim. Masz skłonności do tycia musisz się bardziej pilnować, niż ktoś, kto ma rozrzutny matabolizm. Masz słabe włosy, musisz staranniej przemyśleć fryzurę itd. A jak masz skłonności do cellulitu, to lepiej dołożyć sobie zwyczaj regularnego sportu. I naprawdę nie chodzi o całkowite pozbycie się cellulitu, bo to jest, jakby nie było, charakterystyka "luźniejszego" kobiecego ciała, ale o to, by nie dopuścić do stanu, w którym kompleksy nie dają się zrównoważyć zdrową samoakceptacją. A ja widuję w mojej pracy sporo kobiet w majtkach i nie wszystko jest genetyczną koniecznością.


    > Tym bardziej ze najgorszy celulit, jaki kiedykolwiek widzialam, widzialam u
    > mojej kolezanki z klasy, osoby dosc wysportowanej, super zadbanej i wowczas
    > 18-letniej.

    Coś robiła źle. Może miała zaburzenia hormonalne, a może wcale nie była taka wysportowana, tylko ostro się odchudzała. Cellulit pokazuje się bowiem paradoksalnie bardzo szybko u dziewczyn stosujących niskokaloryczne diety i z dużymi skokami wagi w każdą stronę.
  • kura17 01.03.10, 12:18
    > Na cellulit pomaga rewelacyjnie ruch. Jazda na rowerze na przykład.
    > 30 minut codziennie jakieś 4-5 razy w tygodniu wystarczy.

    a codziennie 2 razy po 15-20 minut sie liczy, czy ma byc w jednym kawalku to pol
    godziny? pytam powaznie, bo wlasne 15-20 minut zabiera mi dojazd do pracy
    rowerem, co robie przez 3/4 roku (czyli spelniam powyzsze), ale jesli powinno to
    byc 30 minut jednym ciagiem, to moge sobie trase wydluzyc :)

    --
    kurczak: 03.03.05 (21:38)
    pisklak: 07.09.07 (21:21)
  • pierwszalitera 02.03.10, 01:27
    kura17 napisała:

    > > Na cellulit pomaga rewelacyjnie ruch. Jazda na rowerze na przykład.
    > > 30 minut codziennie jakieś 4-5 razy w tygodniu wystarczy.
    >
    > a codziennie 2 razy po 15-20 minut sie liczy, czy ma byc w jednym kawalku to po
    > l
    > godziny? pytam powaznie, bo wlasne 15-20 minut zabiera mi dojazd do pracy
    > rowerem, co robie przez 3/4 roku (czyli spelniam powyzsze), ale jesli powinno t
    > o
    > byc 30 minut jednym ciagiem, to moge sobie trase wydluzyc :)


    Wydaje mi się, że nie trzeba jednym ciągiem, tylko... takie jeżdżenie na rowerze do pracy, to pewnie dobra profilaktyka, ale by coś poprawić albo wygładzić nie da rady. By uzyskać widoczny efekt potrzeba pewnego wysiłku i mnie sport, przy którym się nie spocę wiele nie przynosi. Podam przykład, moje urlopy spędzam zawsze aktywnie. Jadąc do płaskiej Danii robię całodzienne wędrówki kilometrowym brzegiem plaży, na pewno jakieś 6 godzin w ruchu. Zwykle wiele się wtedy z moją figurą nie dzieje. Poświęcając tyle samo czasu na wędrówkę po szwajcarskich Alpach wracam po tygodniu do domu szczuplejsza o rozmiar i z ładnie wyrzeźbionymi nogami. Więc to nie tylko o czas chodzi, ale też o intensywność wysiłku. Ekonomiczniejsze są więc chyba 15 minut porządnego pilatesa niż godzina delikatnego pedałowania. Ja jeżdżę na ergometrze, na którym nastawiam takie obciążenie, by najpóźniej po 10-ciu minutach zacząć się pocić. Do pracy bym w takim stanie pójść nie chciała. ;-)
  • kotwtrampkach 28.02.10, 20:06
    pierwszalitera napisała:
    > A mogę zapytać, ile masz lat?

    mozesz. I nawet odpowiem. "trochę" ponad 30 :-) czasem jestem zdziwiona, że aż
    tyle..

    > I może nie przyglądałaś się aż tak wielu rozebran
    > ym dojrzałym kobietom? Bo w ubraniu to naturalnie nic nie widać,
    > ale czasem zakłada się strój kąpielowy na przykład

    NO właśnie o tym piszę - nie przyglądałam się za często. Widzę sylwetkę, widzę
    strój, ruchy, gesty - ale wpatrywanie się czy ktoś ma pieprzyk w nieodpowiednim
    miejscu, mniej jędrną skórę pod pośladkiem, przebarwienie pod lewą łopatką czy
    syfki na udzie uważam za stratę mojego czasu ;-) Chyba, ze jest mi to nachalnie
    pokazane. Kurcze, po to nosimy ciuchy, żeby wyglądać dobrze w róznych
    sytuacjach. NIe każda kobieta ma potrzebę pokazywania się w kostiumie, zawsze
    można narzucić koszulę, sukienkę, zawinąć chustę wokół bioder.. A na basenie,
    kiedy zakładam czepek wyglądam wyjątkowo idiotycznie i zwisa mi, czy ktos
    dostrzeże coś jeszcze :):)

    Po prostu jestem w stanie zaakceptować siebie z pewnymi niedoskonałościami,
    czuję akceptację od innych osób i jest mi z tym dobrze. NIe wiedziałabym, ze mam
    problem z cellulitem, gdyby mi ktoś o tym nie powiedział. Nie przejmowałabym się
    tym, gdybym nie wiedziała - uznałabym, że po prostu tak ma być w pewnym wieku i
    powyżej pewnej wagi i już.

    > i kobieta, u której stan ud z wiekiem się
    > nie pogarsza, to wielki wyjątek i na pewno coś przeciwko robi (..)

    i zonk. Nie każda. Niektórym na tym specjalnie nie zależy.. Ba, znam nawet
    takie, które obnoszą się ze swoimi zmarszczkami i sa przy tym zadbanymi i
    kobiecymi, eleganckimi paniami..
  • fanka_tomcia 28.02.10, 20:16
    "na basenie, kiedy zakładam czepek wyglądam wyjątkowo idiotycznie i zwisa mi,
    czy ktos dostrzeże coś jeszcze :):)"
    :DDD a wiesz, ja byłam w szoku, kiedy dowiedziałam się, że niektóre dziewczyny
    malują się na basen, np maskują trądzik. i to nie taki basen odkryty, gdzie
    wielu młodych ludzi chodzi na "podryw" ;) ale na kryty, gdzie raczej chodzi się
    wyłącznie w celu pływania. I rzeczywiście - ja, aby popływać, wybiorę raczej
    basen kryty, bo uniknę tym samym komentowania mojej figury, ciała, nie
    wspominając o pływaniu w czepku ;) (na odkrytym wszyscy pływają bez czepków, ja
    i brak czepka = łyse miejsca na mokrej głowie, no chyba że zapuszczę włosy ;) )
    i na krytym oczywiście nie przejmuję się zbytnio figurą, bo kto tam będzie na
    mnie patrzył ;)
  • pierwszalitera 28.02.10, 21:30
    kotwtrampkach napisała:

    > i zonk. Nie każda. Niektórym na tym specjalnie nie zależy.. Ba, znam nawet
    > takie, które obnoszą się ze swoimi zmarszczkami i sa przy tym zadbanymi i
    > kobiecymi, eleganckimi paniami..

    No coż, zmarszczki mi aż tak nie przeszkadzają, ale na wygląd moich uda mam wpływ i prawdę mówiąc, uważam gładkie, zadbane, wysportowane ciało za godne posiadania, bo świadczy o moim zdrowym stylu życia, odżywiania i sprawności fizycznej. Liczę, że to się kiedyś, gdy będę starsza, opłaci. Wszystko zależy też od indywidualnych potrzeb i priorytetów.
  • madzioreck 28.02.10, 13:55
    Obrzydliwe to są, za przeproszeniem, psie kupy wyłaniające się właśnie spod
    topniejącego śniegu. Określenia "obrzydliwe" odnoszę do ludzkiego ciała jedynie
    w przypadku osoby, która ma alergie na mydło, nie myje się i w związku z tym
    śmierdzi.
    Kobiety na tych zdjęciach są po prostu normalne, nie widzę tam strasznie
    zmasakrowanych ciążą ciał, a śmiem przypuszczać, że spektakularny efekt luźnej
    skóry osiągnięto przez to, że dziecko łapie mamę za skórę. Mój mąż,
    szczuplaczek, ma idealnie płaski brzuch, a też mogę go tak złapać za skórę, bo
    ma elastyczną ;)
    Niektóre kobiety mają widoczne ślady ciąży do końca życie, u innych nie ma
    śladu, że urodziły troje dzieci. Jeszcze inne, jak ja, nie rodziły, a chciałyby
    taki brzuch, jak ma ta pani, bo choć nie mam na brzuchu (i praktycznie tylko na
    brzuchu) rozstępów, to wystaje, i wystawał nawet, kiedy wystawały mi kości
    biodrowe i byłam bardzo szczupła. Nie jest to _teraz_ _dla_mnie_ powód do
    rozpaczy, choć oczywiście nie marzę o brzuchu, jaki mają w mojej rodzinie
    kobiety po ciąży, pociętego rozstępami. One pewnie też nie marzyły, ale nie
    wpływa to na ich ogólną atrakcyjność i nie postrzegamy się "w kawałkach", nie
    składamy się tylko z brzuchów czy ud, czy pośladków. Moja siostra to
    prześliczna, zaokrąglona kobieta, zawsze ładnie ubrana, uczesana, umalowana,
    faceci oglądają się za nią. Co mają do tego rozstępy...?
    --
    79/119 - 70(32)JJ/70R
    Biusty naGie;)
  • fanka_tomcia 28.02.10, 15:01
    no, przecież rozstępy widać dopiero bez ubrania/w stroju kąpielowym/bieliźnie, a
    nie u ubranej "zrobionej" dziewczyny ;))
  • kotwtrampkach 28.02.10, 20:27
    i często przy odpowiednio dobrym oświetleniu i wpatrywaniu się w określone
    miejsce :-)
    Poznałam kiedyś niespełna dwudziestoletnią dziewczynę, która z wdziękiem nosiła
    koszulki na ramiączkach, odsłaniając białe wężyki rozstępów na pełnych piersiach
    - jedyne co czułam widząc jej dekolt, to zazdrość, że tak się prezentują jej
    rozstępy - białe na opalonej skórze - a moje są czerwone :):):)
  • yaga7 28.02.10, 20:39
    A to nie jest tak, że one z czasem bieleją?
    Ja też kiedyś miałam czerwone, teraz już są białe.
    --
    Kliknij i głosuj na mnie :) Dziękuję :) wizaz.pl/akcje/vichy/glosowanie.php?id=61326
  • kotwtrampkach 28.02.10, 20:46
    Może zależy to od koloru skóry..? - moja jest dosyć jasna i blizny wszystkie
    (nawet taką jedną z dzieciństwa) mam czerwone/sine albo w okolicy tych kolorów
  • yaga7 28.02.10, 20:58
    Hmm, może to tak jak z opalaniem - niektórzy się opalają na czerwono, niektórzy
    na brązowo.
    Mnie wszystkie blizny bieleją, więc pewnie dlatego rozstępy też.
    --
    Kliknij i głosuj na mnie :) Dziękuję :) wizaz.pl/akcje/vichy/glosowanie.php?id=61326
  • fanka_tomcia 28.02.10, 21:01
    czy ja wiem ;) ja też mam jasną skórę i one wydają się jasne, chyba zależnie od
    oświetlenia, czasem sinawe. Ale czerwone to były tylko kiedy były "świeże".
  • kotwtrampkach 28.02.10, 21:40
    ok, czerwony to ten żywy,krwisty kolor. Więc moje blizny są sino/różowo/beżowe -
    ciemniejsze zazwyczaj od skóry obok.
    Kurcze, zapomniałam, ze piszę na forum pełnym kumatych babek, ja na codzień
    kolory opisuję prawie daltonistom, stąd uproszczenie :D
    (OT malutki: wiecie, ze bliżej gór brązową krowę nazywają czerwoną? hihihihi)
  • fanka_tomcia 28.02.10, 22:14
    ale no nie miałam na myśli żywego czerwonego koloru, aż takie to one nie były,
    zresztą jak mogę pamiętać dokładnie kolor rozstępów sprzed ok. 12 lat :DD
    a tak, czerwona krowa, potwierdzam :>
  • chattetoutenoire 28.02.10, 22:18
    Co do brązowych krów to one wręcz należą do bardzo starej rasy polska czerwona, która właśnie w okolicach gór występuje) i ten brąz ma naprawdę czerwony połysk. Są rasy brązowe (w sensie w kolorze, bo nazwy są inne:), o których nie da się powiedzieć, że są czerwone.

    Ale jak już się ktoś czepia kolorów rozstępów to te białe rozstępy też nie są białe tylko ot jaśniejsze niż reszta skóry:). Jakoś rozróżnienie na białe i czerwone jest częstym uproszczeniem.
    Co do moich to czasem bieleją, czasem czerwienieją, ale nie mam pojęcia kiedy i dlaczego, bo się nimi nie przejmuję, tylko czasem je widzę w lustrze i stwierdzam fakt, że "o znowu zmieniły kolor".
    --
    Szczęście to jedyna rzecz, która się pomnaża, jeśli się ją dzieli...:)
  • jul-kaa 28.02.10, 22:28
    Właśnie sobie przypomniałam, że endokrynolog oglądał kiedyś moje rozstępy i ich
    kolor ponoć coś znaczył. Ale co - nie pamiętam...
  • jul-kaa 28.02.10, 22:08
    yaga7 napisała:

    > A to nie jest tak, że one z czasem bieleją?
    > Ja też kiedyś miałam czerwone, teraz już są białe.

    Moje bieleją - jak utyłam, to zrobiło się ich bardzo dużo i były czerwone. Potem
    stanowczo zbielały, a teraz część z powrotem pękła, pojawiły się też nowe i
    wszystkie są czerwone. Pewnie potem znów zbieleją.

    Jeśli chodzi o dbanie o siebie w ciąży, to przyznam bez bicia, że częściej
    wychodzę z domu bez makijażu, co w sumie rzadko mi się zdarzało przedtem. Jeśli
    jednak mi się nie chce i jestem zwyczajnie zmęczona, to po prostu nie mam ochoty
    się wysilać i nie widzę w tym nic złego. Moim zdaniem ciężarne są zwykle
    stosunkowo zadbane, gorzej wyglądają młode mamy - wśród nich jest liczna
    reprezentacja tych, które mają po prostu brudne włosy (ubrania się nie czepiam,
    ja nie chadzam w dresie, ale cudzy strój mi zupełnie nie przeszkadza). Rozumiem,
    że robienie makijażu na spacer z dzieckiem nie ma sensu, ale tłuste strąki jakoś
    mnie odrzucają...

    No i jeszcze wrócę do tematu gładkiej skóry i gęstych włosów u ciężarnych - w
    życiu nie miałam tak paskudnej twarzy, jak w ciąży. Przez znaczną jej część
    miałam też okropnie przetłuszczające się włosy.
    Muszę jednak przyznać, że czuję się ze swoim ciałem naprawdę dobrze,
    paradoksalnie schudłam, choć utyłam - przybyło mi kilogramów, ale w sumie z
    innych (niż brzuch) części ciała spadły mi centymetry. Poza tym gram na nosie
    tym, którzy mnie straszyli anemią (z powodu wegetarianizmu) czy cukrzycą ciążową
    lub podwyższonym cholesterolem (z powodu otyłości) - mam absolutnie doskonałe
    wyniki, lepsze niż większość znanych mi "zdrowych" kobiet.
  • madzioreck 02.03.10, 15:41
    yaga7 napisała:

    > A to nie jest tak, że one z czasem bieleją?
    > Ja też kiedyś miałam czerwone, teraz już są białe.

    Chyba zależy od skóry, zwykle blakną, ale u niektórych są białe lub dużo
    jaśniejsze od reszty skóry, u mnie na szczęście przybrały taki kolor, jak reszta
    skóry i podobnie jak inne blizny, opalają się również, więc są prawie niewidoczne :)
    --
    79/119 - 70(32)JJ/70R
    Biusty naGie;)
  • slotna 28.02.10, 20:51
    Hehe, moze to bylam ja? ;)

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy, niż same rzeczy.
  • kotwtrampkach 28.02.10, 21:35
    :-) jeżeli ok 5 lat temu mieszkałaś w krakowie, to całkiem możliwe :-) :-)
  • slotna 28.02.10, 23:09
    Mieszkalam, 4 lata temu! :)

    Probowalam sobie przypomniec historie tych rozstepow i juz wiem - mialam ca 14 lat, kiedy z zaskoczeniem zauwazylam je w duzym, dobrze oswietlonym lustrze w lazience. Pojawily sie doslownie z dnia na dzien. Po prostu biust mi rosl i rosl, blyskawicznie, nie wiedzialam, ze cos takiego stac sie moze, a moja mama tez sie nie wykazala. No i byly to czerwone krechy, najpierw tylko na "spodniej" czesci, a potem i na gorze, nie wiem ile czasu minelo, zanim zbladly, ale pozostaly spore zlobienia, ktore wypelniaja sie w dobrym staniku i widac tylko mnostwo bialych paskow. Ktore w ogole mi nie przeszkadzaja, zaden facet nigdy ich nie zauwazyl, ja o nich sama nie pamietam (ba, piszac w tym watku wczesniej cos o rozstepach mialam na mysli wylacznie nogi i okolice) - ale teraz zaczelam sie zastanawiac, czy widza je inne kobiety i co o nich mysla? Ciekawe czy im mnie szkoda... :D

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy, niż same rzeczy.
  • madzioreck 02.03.10, 15:47
    U mnie historia piersiowych rozstępów jest identyczna, byłam w VII klasie i
    spanikowana opowiadałam mamie przez telefon, co mi się porobiło - byłam wtedy w
    sanatorium na końcu Polski. Fakt, że piersi urosły w strasznym tempie.
    --
    79/119 - 70(32)JJ/70R
    Biusty naGie;)
  • fanka_tomcia 03.03.10, 00:08
    a ja sobie ostatnio obejrzałam piersi i wygląda na to, że mam rozstępy na całych
    piersiach O__o w ogóle nie rejestruję, żebym w okresie dojrzewania miała
    widoczne rozstępy w tych miejscach, do tej pory dostrzegałam rozstępy nie na
    całych piersiach i one nigdy nie były czerwone jak np. te na biodrach. Teraz są
    widoczne jak się przyjrzy z bliska ;)
  • klocjanna 28.02.10, 19:49
    Czy zwróciłyście uwagę jak dużo w tym wątku napisałyśmy? Czyż to nie dowód na to jak ważny dla nas jest wygląd naszego ciał? nie rozpisujemy się tak o naszym intelekcie, zaletach charakteru... Warto dbać o ciało, ale nie bierzmy go zbyt serio.
  • yaga7 28.02.10, 20:02
    I tak, i nie ;)

    Do początku studiów uważałam, że wygląd się nie liczy, że intelekt najważniejszy, że nie jest ważne, jak wyglądam, tylko co mam w głowie. Miałam wtedy przegadane x godzin na tematy filozoficzne / życiowe / wszelkie inne. Ale to moje znajome latały na randki z facetami, a ja w tym czasie prowadziłam dysputy (i co z tego, że z facetami, skoro oni na te randki wybierali te, które po prostu lepiej wyglądały? ;))
    W czasie studiów zrozumiałam, że po prostu należy zachować równowagę między tym, co w głowie i tym, co na zewnątrz. Po prostu :)
    A teraz akurat wolę bardziej dbać o ciało niż o intelekt, bo wiem, że to ostatni dzwonek, żeby po 40-tce jeszcze wyglądać na parę lat mniej. Dokładnie tak, jak napisała pierwszalitera gdzieś tam w tym wątku. :)


    --
    Kliknij i głosuj na mnie :) Dziękuję :) wizaz.pl/akcje/vichy/glosowanie.php?id=61326
  • fanka_tomcia 28.02.10, 20:10
    a ja sobie pomyślałam właśnie, że w sumie ludzie robią to samo od tysięcy lat ;)
    paciorki, zausznice znajdowane w grobach przez archeologów nie musiały wyłącznie
    świadczyć o pozycji społecznej :> i oczywiście malowanie ciał, twarzy itd. A
    sprostanie kanonowi urody np. w starożytnym Egipcie było chyba jeszcze gorsze
    niż obecnie (np. golenie całego ciała łącznie z głową ;) o ile golenie głowy
    może i miało znaczenie higieniczne, to włosów na rękach czy nogach chyba nie
    :PP). Żeby przestać zwracać uwagę na wygląd, ubranie, fryzurę, makijaż itp. to
    trzeba by pokonać te tysiącletnie przyzwyczajenia...
  • klocjanna 01.03.10, 00:04
    Ja nie twierdzę, że wieloletnie tradycje dbania o urodę trzeba
    zwalczać. Sama o urodę dbam, ubranie itd. chodzi mi o to, że nie
    można dać się zwariować. Jak przez kilka dni nie umyję włosów, bo
    dziecko nie daje mi chwili - wolę te 5 minut odpocząć, to i tak
    wyjdę na ulicę. czy jak bolą mnie oczy to przeżyję okulary zamiast
    soczewek. Również podjem sobie na imprezie choć mogłabym ważyć mniej
    itd. A znam dziewczyny, które tak nie zrobią. I często świadczy to
    nie tyle o dbaniu o siebie, ale o byciem niewolnikiem swojego
    wyglądu (choć nie jest się modelką, bo te muszą być niewolnicami).
    takie niewolnistwo może prowadzić do poważnych problemów z samą
    sobą - ciągle mówimy sobie, że czegoś NIE MOŻEMY
  • klocjanna 01.03.10, 00:16
    ups, coś nie tak wcisnęłam i się skończyło, no więc;
    mówimy, ze czegoś NIE MOŻEMY lub coś MUSIMY i to prowadzi do
    frustracji - bo jak tu spokojnie nie zjeść pysznego tortu, czy nie
    spotkać się z koleżanką, bo się nie umyło głowy... A z czasem jest
    jeszcze gorzej, bo nie jestesmy co raz młodsze - zmarszczek będzie
    więcej, mniej jędronści w ciele itp. Moja przyjaciółka już w wieku
    30 lat nie włacza światła w łazience by zobaczyć soje odbicia w
    lustrze!
    Wcześniej pisałyście, że to kwestia priorytetów, jasne, sprawa
    indywidualne - ale kilka takich samych indywidualnych podejść może
    czasem przemienić się w grupę co raz większą i mieć wpływ na innych
    o słabszym charakterze. oczywiście niech każda z nas robi co chce ze
    swoim ciałem, ale nie piszcie, ze celulit, lub brzuch po ciąży jest
    okropny. Mi to wisi co inni mówią, ale są tacy dla których opinia
    społeczna (nawet kręgu znajomych czy lobbystek :)) jest niezwykle
    ważna i takie komentarze "rzucają się im na mózg"
  • fanka_tomcia 01.03.10, 01:26
    przypomniałam sobie historię z pewnej powieści (Montgomery? do tego dotyczyło to
    czasów wcześniejszych niż akcja powieści, w każdym razie chyba w 19 wieku) o tym
    jak to pewna panienka na przyjęciach, "proszonych" kolacjach jadła jak ptaszek,
    bo taka delikatna i w ogóle, a po takim przyjęciu gdzie prawie nic nie jadała,
    krewny ją przyłapał jak w kuchni napychała się pieczenią czy coś w tym stylu :D
    być może niektóre z dziewczyn nie jedzą "na pokaz", aby uchodzić za takie "fit"
    i żeby nikt sobie o nich nie pomyślał "obżartuch". z kolei w pewnych kręgach aż
    wstyd przyznać się do odchudzania/dbania o linię, zwłaszcza w takich, gdzie
    dziewczyny akceptują swoje ciała. "odchudzasz się? daj spokój, nie żartuj!"

    dla mnie odmawianie sobie na imprezie, czy "w gościach" ciasta i tortu jeśli ma
    się ochotę zjeść i mieć zrypany humor, bo nie spróbowało się pysznego deseru,
    jest bez sensu. Czemu nie zjeść małego kawałka, a odmówić sobie czego innego w
    domu, czy też trochę więcej poćwiczyć. Oczywiście znam skrajne przypadki, tzn
    wykonywanie ćwiczeń fizycznych tuż po zjedzeniu owocu aby spalić ;) ale też
    odmówienie czekoladki "och nie dziękuję jestem na diecie" może być przesadą. A
    czy jak ktoś faktycznie się objada na imprezie, to nie zjadłby tak czy owak
    podobnej ilości kalorii w domu? co za problem kupić paczkę ciastek, czipsów,
    colę. Oczywiście to nie moja sprawa, indywidualny wybór. Ja jem, kiedy mam
    ochotę, wolę zjeść, niż się umartwiać.
  • jul-kaa 01.03.10, 10:34
    fanka_tomcia napisała:

    > przypomniałam sobie historię z pewnej powieści (Montgomery? do tego dotyczyło t
    > o
    > czasów wcześniejszych niż akcja powieści, w każdym razie chyba w 19 wieku) o ty
    > m
    > jak to pewna panienka na przyjęciach, "proszonych" kolacjach jadła jak ptaszek,
    > bo taka delikatna i w ogóle, a po takim przyjęciu gdzie prawie nic nie jadała,
    > krewny ją przyłapał jak w kuchni napychała się pieczenią czy coś w tym stylu :D
    > być może niektóre z dziewczyn nie jedzą "na pokaz", aby uchodzić za takie "fit"
    > i żeby nikt sobie o nich nie pomyślał "obżartuch". z kolei w pewnych kręgach aż
    > wstyd przyznać się do odchudzania/dbania o linię, zwłaszcza w takich, gdzie
    > dziewczyny akceptują swoje ciała. "odchudzasz się? daj spokój, nie żartuj!"

    O, bardzo nie Libię takiej postawy! Przychodzą goście, ja się postarałam (nie
    namęczyłam, bo gotować lubię, ale właśnie postarałam), a tu koleżaneczki znów
    "od wczoraj" są na diecie. I zaczynają te diety co 5-10 dni. Moim zdaniem to bez
    sensu. I w wielce dobrym tonie jest właśnie dziewiętnastowieczne skubanie jak
    ptaszek... Gr!
  • pierwszalitera 01.03.10, 11:13
    jul-kaa napisała:

    O, bardzo nie Libię takiej postawy! Przychodzą goście, ja się postarałam (nie
    > namęczyłam, bo gotować lubię, ale właśnie postarałam), a tu koleżaneczki znów
    > "od wczoraj" są na diecie. I zaczynają te diety co 5-10 dni. Moim zdaniem to be
    > z
    > sensu. I w wielce dobrym tonie jest właśnie dziewiętnastowieczne skubanie jak
    > ptaszek... Gr!

    Też tak kiedyś miałam. To takie głęboko zakorzenione w nas, najczęściej wyniesione z domu przekonanie, że ludzi uszczęśliwia się przez ich nakarmienie. Jak smakuje, to gospodyni szczęśliwa, bo spełniła swoje "zadanie", a jak nie jedzą, to jesteśmy zawiedzone. Tak naprawdę robimy to więc nie dla innych, bo dzisiaj nakarmić już nikogo nie trzeba, tylko dla siebie, by czuć się w porządku, że godnie przyjęłyśmy gości i spełniłyśmy naszą społeczną rolę. Jak najszybciej powinnaś się tego pozbyć, bo stawia zamieszanie wokoł żarcia (u ciebie) w zbyt centralnym punkcie. Nie gniewaj się, ale to typowe dla ludzi z nadwagą. Nadają jedzeniu zbyt wielkie znaczenie i uzależniają od takich sytuacji swoje nastroje. Jeżeli lubisz gotować, to sama czynność powinna być już źródłem przyjemności. :-)
  • fanka_tomcia 01.03.10, 12:52
    niech mi ktoś wytłumaczy coś takiego ;) jak młodzi z mojego pokolenia ;) (no
    dobra, przekrój 18-32 ;) ) robią imprezę, zapraszają gości, to jeśli jest
    poczęstunek, np. talerzyk ciastek, miska czipsów itp. to nikt się nie cacka,
    tylko każdy się częstuje (pomijając przypadki "och, odchudzam się"), bo w końcu
    po coś to stoi ;) a pokolenie moich rodziców wystawia smakołyki, talerze z
    ciastkami itp. i goście (i gospodarze również) potrafią przez całą wizytę nie
    tknąć poczęstunku.
    Do tego wychowano mnie tak, że poczęstunek jest dla gości i głębokim nietaktem
    jest wzięcie ciastka przez dziecko, jeśli gość się nie poczęstował ;)
    czy jeśli chodzi o starsze pokolenie to poczęstunek dla gości jest od strony
    gospodarzy taką ściemą "bo co sobie pomyślą, jak nie postawię ciastek na stole",
    a od strony gości z kolei "nie zjem, bo nie chcę wyjść na łapczywego obżartucha"?

    oczywiście kupno ciastek czy innych słodyczy, to nie ten sam nakład pracy, co
    specjalne upieczenie ciasta. Mnie nie zdarzało się chyba piec ciasta "w ciemno"
    na czyjąś wizytę, czasem wręcz się umawiamy, że zrobimy specjalnie jakiś deser
    wspólnie, "kupny" poczęstunek to co innego.
  • zooba 01.03.10, 13:47
    Ja nie lubię właśnie tego "popatrz jak się starałam no zjedz coś" albo " zjedz
    bo się zmarnuje" - wzbudzające poczucie winy, że albo mam w nosie czyjś wysiłek
    albo jestem marnisz straszny (jak dziewczynka, która podeptała chleb u Andersena).

    Nie znoszę takiej maminej presji choć jeść uwielbiam :-)
  • fanka_tomcia 01.03.10, 14:27
    i trauma wzbudzana u małych dzieci klasycznymi tekstami typu "głodujące dzieci w
    Afryce ucieszyłyby się, gdyby mogły zjeść tą kaszę" :/
  • daslicht 01.03.10, 19:55
    Ja odpowiadałam na takie teksty: to im wyślij tę kaszę, przecież jak ja ją zjem, to nic nie da!

    I w sumie nie wiem czemu ma takie gadanie służyć.

    --
    70/105
    Ja chyba śnię! Nine Inch Nails, KMFDM, Rammstein, Laibach, Marilyn Manson i Depeche Mode w ciągu jednego roku!
  • jul-kaa 01.03.10, 15:30
    zooba napisała:

    > Ja nie lubię właśnie tego "popatrz jak się starałam no zjedz coś" albo " zjedz
    > bo się zmarnuje" - wzbudzające poczucie winy, że albo mam w nosie czyjś wysiłek
    > albo jestem marnisz straszny (jak dziewczynka, która podeptała chleb u Andersen
    > a).
    >
    > Nie znoszę takiej maminej presji choć jeść uwielbiam :-)

    Ja też tego nie znoszę i nigdy nikogo nie namawiam do jedzenia :) Pisałam o
    przeciwnej postawie, najadaniu się w domu, bo "publicznie jeść nie wypada".
  • zooba 02.03.10, 09:23
    W życiu by mi do głowy nie przyszło, żeby się najeść przed wizytą u kogoś,
    naprawdę myślisz, że ludzie tak robią? Byłoby to faktyczne zakłamanie.
  • kotwtrampkach 03.03.10, 23:52
    zooba napisała:

    > Ja nie lubię właśnie tego "popatrz jak się starałam no zjedz coś" albo " zjedz
    > bo się zmarnuje" - wzbudzające poczucie winy, że albo mam w nosie czyjś wysiłek

    brrr, ja juz nie bywam u tej części rodziny..
    A gości na diecie uwielbiam - kupuję pyszną herbatę, albo robię sałatkę , która
    pasuje do ich diety - tylko że to wymaga wcześniejszego uprzedzenia i tyle. NO i
    respektowania czyjegoś prawa do "bycia na diecie" (a z tym chyba wielu ludziom
    trudniej..)

    Pamiętam wizytę (wizytację:)), kiedy to teściowa, mimo że na diecie zjadła trzy
    kawałki ciast (urodzinowownuczkowych), a potem mnie było głupio, ze ją
    częstowałam i że nie zrobiłam nic bardziej dietetycznego... Ech, uwielbiam ludzi
    asertywnych :)
  • jul-kaa 01.03.10, 15:26
    pierwszalitera napisała:

    > Też tak kiedyś miałam. To takie głęboko zakorzenione w nas, najczęściej wyniesi
    > one z domu przekonanie, że ludzi uszczęśliwia się przez ich nakarmienie. Jak sm
    > akuje, to gospodyni szczęśliwa, bo spełniła swoje "zadanie", a jak nie jedzą,
    > to jesteśmy zawiedzone. Tak naprawdę robimy to więc nie dla innych, bo dzisiaj
    > nakarmić już nikogo nie trzeba, tylko dla siebie, by czuć się w porządku, że go
    > dnie przyjęłyśmy gości i spełniłyśmy naszą społeczną rolę. Jak najszybciej powi
    > nnaś się tego pozbyć, bo stawia zamieszanie wokoł żarcia (u ciebie) w zbyt cent
    > ralnym punkcie. Nie gniewaj się, ale to typowe dla ludzi z nadwagą. Nadają jedz
    > eniu zbyt wielkie znaczenie i uzależniają od takich sytuacji swoje nastroje. Je
    > żeli lubisz gotować, to sama czynność powinna być już źródłem przyjemności. :-)

    Nie gniewaj się, ale chyba nie zrozumiałaś :) Tu nie chodziło o to, ze MNIE jest
    przykro, ze goście nie jedzą, tylko o pewne zakłamanie i publiczne udawanie, że
    się nie je. Takie osoby nadają jedzeniu niewłaściwe znaczenie, twierdzą, że
    jedzenie jako takie jest szkodliwe, że jedzenie publiczne jest zachowaniem
    niewłaściwym. To taka postawa jest moim zdaniem przyczyną wielu zaburzeń.
    Jedzenie w ukryciu, wstydzenie jedzenia nie są przecież właściwe, nie mam racji?
  • zarin 01.03.10, 20:08
    I jeszcze pokrewne zjawisko to takie wręcz licytowanie się kobiet, która z nich je mniej, która najada się mniejszą porcją, i komiczne deklaracje w stylu "nie mogę się ruszyć, tyle zjadłam" po jednej kanapce.

    --
    V Śląska Manifa
  • klocjanna 01.03.10, 20:53
    A ja jeszcze uwielbiam koleżanki typu: "ale jestem gruba!", lub "ale
    jestem brzydka!" Oczywiście mówią to szczupłe i ładne, jeszcze nigdy
    nie słyszałam by faktycznie gruba lub brzydka cos takiego
    powiedziała.
  • pierwszalitera 02.03.10, 00:44
    jul-kaa napisała:

    > Nie gniewaj się, ale chyba nie zrozumiałaś :) Tu nie chodziło o to, ze MNIE jes
    > t
    > przykro, ze goście nie jedzą, tylko o pewne zakłamanie i publiczne udawanie, że
    > się nie je.

    Wydaje mi się, że zrozumiałam. Pokazuję ci tylko drugą stronę medalu. Zarówno społeczny obowiązek potwierdzenia gospodni i jedzenia, gdy nie chcemy tego robić jak i wstyd odczuwany podczas publicznego jedzenia, gdy chcemy jeść, nie świadczą o wolnym wyborze i oba zachowania mogą prowadzić do zaburzeń. I nie wiem dlaczego zakładasz, że odmawianie poczęstunku związane jest z udawaniem i jedzeniem po kryjomu? Może je się, albo zadecydowało się właśnie jeść, tylko coś innego? Jako wegetarianka, która też wszystkiego nie je, powinnaś to też rozumieć. Ja byłam zawsze szczupła, trochę genetyka, ale dużo też świadomy wybór. Bardzo często spotykałam się z komentarzami: "bierz, jedz, częstuj się, przecież możesz sobie na to ze swoją figurą pozwolić". I to jest właśnie idiotyczna logika, właśnie dlatego, że z pewnych rzeczy nie korzystam, wyglądam na taką, która może sobie na nie pozwolić. Nie odmawiam sobie zupełnie, ale pozwalam sobie mniej, rzadziej i na pewno nie na komando, by sprawić komuś przyjemność. Nawet gdy wiem, że to konkretne ciasto na pewno by mi smakowało. Nie przywiązuję jednak wagi do szybkich przyjemności, szczupła sylwetka jest za to długotrwałą satysfakcją. A to co podaje się u ludzi na przyjęciach, to zwykle o wiele więcej niż tylko dla zaspokojenia głodu, a może nawet w ogóle nie przyszło się głodnym, więc wcale nie trzeba koniecznie jeść.
  • heliamphora 02.03.10, 01:01
    A co powiesz na komentarz, który ja pewnego razu usłyszałam, będąc gościem i
    odmawiając zjedzenia "więcej":

    "E, z twoim wyglądem to widać, że mogłabyś więcej zjeść"...

    Miałam wtedy lekką nadwagę, dużo mniejszą niż teraz, ale za to dużo więcej
    kompleksów, więc nietrudno się domyślić, że nieźle zabolało :]

    Terror żywieniowy to straszna rzecz, dlatego bardzo mi odpowiadają modne
    ostatnio wykwintne kolacyjki, gdzie podana jest deska serów, miseczka orzeszków
    i mała taca koreczków. Choćby ktoś chciał po chamsku nakłaniać do jedzenia, to
    za bardzo nie ma do czego :))


    --
    Kaczym dziobom mówimy stanowcze: NIE!
  • heliamphora 02.03.10, 01:05
    A nie, to było "na twoją masę to mogłabyś więcej zjeść" :]

    Dżentelmeńskie to stwierdzenie padło z ust tatusia koleżanki, u której gościłam.
    Nietrudno się pewnie domyślić, że więcej mnie nie zobaczyła ani koleżanka, ani
    jej tatuś...
    --
    Kaczym dziobom mówimy stanowcze: NIE!
  • jul-kaa 02.03.10, 08:33
    pierwszalitera napisała:

    > Wydaje mi się, że zrozumiałam. Pokazuję ci tylko drugą stronę medalu.

    Pierwszalitero, każdy medal ma dwie strony i wymienianie drugiej wtedy, gdy ktoś
    jest świadomy istnienia obu, a ma akurat ochotę mówić o pierwszej, jest troszkę
    bez sensu :)

    > I nie wiem dl
    > aczego zakładasz, że odmawianie poczęstunku związane jest z udawaniem i jedzeni
    > em po kryjomu?

    Pisałam tylko i wyłącznie o osobach, które dobrze znam i których motywacja jest
    dokładnie taka, jak opisałam to wcześniej. Absolutnie nie wypowiadam się o nikim
    innym.
  • madzioreck 04.03.10, 12:29
    pierwszalitera napisała:

    Nie gniewaj się, ale to typowe dla ludzi z nadwagą. Nadają jedz
    > eniu zbyt wielkie znaczenie i uzależniają od takich sytuacji swoje nastroje.

    Nie gniewaj się, ale teraz piszesz bzdury po prostu. Znam wiele szczupłych osób,
    które, same czasem żyjąc przysłowiowym listkiem sałaty, prośbą i groźbą zmuszają
    do jedzenia innych, podobnie jak znam osoby z nadwaga, które tego nie robią.
    --
    79/119 - 70(32)JJ/70R
    Biusty naGie;)
  • slotna 04.03.10, 12:51
    > Nie gniewaj się, ale teraz piszesz bzdury po prostu. Znam wiele szczupłych osób
    > ,
    > które, same czasem żyjąc przysłowiowym listkiem sałaty, prośbą i groźbą zmuszaj
    > ą
    > do jedzenia innych, podobnie jak znam osoby z nadwaga, które tego nie robią.

    Pierwszalitera zapewne opiera swoja wiedze na twardych naukowych faktach, w koncu to jej zawod. A to, ze znamy osoby, ktore postepuja w przedstawiony przez ciebie sposob, nie znaczy, ze wiekszosc nie postepuje dokladnie odwrotnie. I to zreszta podpowiada logika i rozsadek - schudnac jest trudniej niz przytyc, osoby wiecznie szczuple musza miec luzniejszy stosunek do jedzenia, bo nikt nie jest w stanie wiecznie odmawiac sobie czegos, co uwielbia, na czym mu bardzo zalezy i co jest na wyciagniecie reki. Osoby z nadwaga za to zapewne bardziej lacza jedzenie z figura (czyli nie "posilek = zapokojenie glodu/ przyjemnosc" a "posilek - xxx kcal"), bo ta zaleznosc jest dla nich istotna, zatem zwracaja na nie w ten czy inny sposob wieksza uwage.

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy, niż same rzeczy.
  • pierwszalitera 04.03.10, 12:57
    madzioreck napisała:

    > Nie gniewaj się, ale teraz piszesz bzdury po prostu. Znam wiele szczupłych osób
    > ,
    > które, same czasem żyjąc przysłowiowym listkiem sałaty, prośbą i groźbą zmuszaj
    > ą
    > do jedzenia innych, podobnie jak znam osoby z nadwaga, które tego nie robią.

    Być może mam większe podstawy do stwierdzenia, co jest typowe dla ludzie z nadwagą. Nie poruszam się bowiem tylko na poziomie anegdotycznym i znam tych ludzi z nadwagą więcej niż kilku. A zwłaszcza tych, po wielokrotnych próbach schudnięcia. Krążące wokół jedzenia myśli są typowe. O szczupłych w ogóle nie rozmawialiśmy. Poza tym szczupli też mają zaburzenia łaknienia. A żeby było śmieszniej, szczupli mogą stać się przez błędy żywieniowe też otyłymi. To nawet nie jest aż takie trudne.
  • jul-kaa 04.03.10, 13:29
    pierwszalitera napisała:
    > Być może mam większe podstawy do stwierdzenia, co jest typowe dla ludzie z nadw
    > agą. Nie poruszam się bowiem tylko na poziomie anegdotycznym i znam tych ludzi
    > z nadwagą więcej niż kilku.

    Hmm.... Uogólnienia dotyczące kobiet są niewłaściwe, ale już tymi dotyczącymi
    osób z nadwagą można szafować na prawo i lewo...?
  • pierwszalitera 05.03.10, 00:57
    jul-kaa napisała:

    > Hmm.... Uogólnienia dotyczące kobiet są niewłaściwe, ale już tymi dotyczącymi
    > osób z nadwagą można szafować na prawo i lewo...?

    Jeżeli są sprawdzone, to można. Znaczna otyłość nie bierze się bowiem z kosmosu, tylko jest wynikiem zaburzonego stylu odżywiania. Do tego potrzebna jest wprawdzie genetyczna predyspozycja, ale nikt nie przychodzi na świat z zaprogramowaną wagą prowadzącą do BMI powyżej 30, albo nawet 40. Okrąglejsza sylwetka owszem, ale nie otyłość. Wszystkiego nie da się też zwalić na choroby, bo większość ludzi ze znaczną nadwagą żadnych chorób prowadzących do otyłości nie ma. Nie piszę tu, że ci ludzie sami są sobie winni, ale nie od dzisiaj wiadomo, że prostym sposobem na tycie jest powtarzanie przeróżnych diet i kuracji odchudzających. Te mają wpływ nie tylko na metabolizm, ale też na psychikę poszkodowanego. Jeżeli ktoś, kto ma poważną nadwagę i chętnie byłby szczuplejszy mówi mi, że ma całkiem normalne i zdrowe podejście do spraw odżywiania, to nie wie o czym mówi.
  • bebe.lapin 04.03.10, 12:58
    A ja to zrozumialam tak, ze ci goscie pzychodza ze wzgledu na to jedzenie (np.
    zapraszasz ich na kolacje czy ciacho domowej roboty) i potem sie kryguja,
    odmawiajac go. Wtedy rzeczywiscie odechciewa sie szykowania dla innych.
    --
    Może powinniśmy przestać myśleć o przeszłości i przyszłości, przecież wiemy, że
    życie można spotkać tylko w chwili obecnej.
    Kot i herbata
  • madzioreck 02.03.10, 15:56
    jul-kaa napisała:

    > O, bardzo nie Libię takiej postawy! Przychodzą goście, ja się postarałam (nie
    > namęczyłam, bo gotować lubię, ale właśnie postarałam), a tu koleżaneczki znów
    > "od wczoraj" są na diecie. I zaczynają te diety co 5-10 dni. Moim zdaniem to be
    > z
    > sensu. I w wielce dobrym tonie jest właśnie dziewiętnastowieczne skubanie jak
    > ptaszek... Gr!

    Ha, ponieważ koleżankę mam całą jedną, to na gorzałkę zapraszam kumpli. I aż
    miło patrzeć, jak zmiatają z talerzy, i aż się chce stać przy tych garach :)
    --
    79/119 - 70(32)JJ/70R
    Biusty naGie;)
  • bebe.lapin 03.03.10, 10:23
    >
    > Ha, ponieważ koleżankę mam całą jedną, to na gorzałkę zapraszam kumpli. I aż
    > miło patrzeć, jak zmiatają z talerzy, i aż się chce stać przy tych garach :)

    Ha, cos w tym jest. :) Z kobietami zawsze jest problem, moje dwie psiapsiolki
    czasami mam ochote ...no, przynajmniej walnac przez leb, jak slysze ich glupie
    gadki.

    Za to z facetami (kumplami) nigdy nie ma takich problemow - chca, to jedza, nie
    chca, to nie, jak nic nie ma, a sa glodni, to sie zapytaja. Kiedys jeden z nich
    zwierzyla sie mi, ze lubia przychodzic do mnie do domu na sesje RPG, bo zawsze
    jest cos dobrego do zjedzenia i w odpowiednich ilosciach. :D
    --
    "Ja, głupiec, wciąż wierzę w miłość bez chęci posiadania.
    Ja, głupiec, wciąż wierzę w miłość co przetrwa wszystko.

    Miłości wystarczy, że jest !"
  • pierwszalitera 03.03.10, 13:23
    bebe.lapin napisała:

    > Ha, cos w tym jest. :) Z kobietami zawsze jest problem, moje dwie psiapsiolki
    > czasami mam ochote ...no, przynajmniej walnac przez leb, jak slysze ich glupie
    > gadki.



    Acha, znowu zaczynają się gadki o tym, jakie te kobiety są durne. Mizogynia stosowana. Szczególnie interesująco to brzmi, że wychodzi z ust innych kobiet. Naturalnie, zawsze są to jakieś inne kobiety, bo my osobiście jesteśmy przecież bliżej tych wspaniałych, bezproblematycznych facetów, prawda? ;-)
  • bebe.lapin 03.03.10, 13:45
    A nie :)

    tu odnosze sie do konkretnego przykladu. jako zywo, nie spotkalam facetow,
    ktorzy by robili z jedzenia takie problemy jak kobiety ( w tym i ja);
    przynajmniej ci, ktorych ja znam, maja o wiele mniej znerwicowany stosunek. ale
    oprocz tego, to nie sa oni wcale tacy wspaniali i bezproblemowi, jak by sie tego
    oczekiwalo ;)
    --
    Może powinniśmy przestać myśleć o przeszłości i przyszłości, przecież wiemy, że
    życie można spotkać tylko w chwili obecnej.
    Kot i herbata
  • pierwszalitera 03.03.10, 18:00
    bebe.lapin napisała:

    > A nie :)
    >
    > tu odnosze sie do konkretnego przykladu. jako zywo, nie spotkalam facetow,
    > ktorzy by robili z jedzenia takie problemy jak kobiety ( w tym i ja);

    A ja spotkałam. Najbliższym przykładem jest mój TŻ. Nie je wielu rzeczy, co było wielkim problemem dla mojej rodziny. Na początku miałam takie małe oszukiwane wytłumaczenie zdrowotne dla nieuświadomionych, ale przestałam się przejmować. Jakoś z głodu nigdy nie umarł, chociaż mało je w "gościach". Dlatego nie uogólniam, bo znam też kobiety, które jedzą jak odkurzacze. Wszystko bez wyjątku.
  • jul-kaa 03.03.10, 13:45
    pierwszalitera napisała:
    > Acha, znowu zaczynają się gadki o tym, jakie te kobiety są durne. Mizogynia sto
    > sowana. Szczególnie interesująco to brzmi, że wychodzi z ust innych kobiet.

    Pokaż mi proszę miejsce, w którym bebe napisała, że kobiety są durne.
  • pierwszalitera 03.03.10, 17:54
    jul-kaa napisała:

    > Pokaż mi proszę miejsce, w którym bebe napisała, że kobiety są durne.

    Proszę bardzo. Cytat: "Z kobietami ZAWSZE jest problem, moje dwie psiapsiolki czasami mam ochote ...no, przynajmniej walnac przez leb, jak slysze ich GLUPIE gadki." Jaki wniosek byś w takim razie wyciągnęła z tego tekstu o kobietach? Pozytywny?
  • jul-kaa 03.03.10, 18:05
    pierwszalitera napisała:

    > jul-kaa napisała:
    >
    > > Pokaż mi proszę miejsce, w którym bebe napisała, że kobiety są durne.
    >
    > Proszę bardzo. Cytat: "Z kobietami ZAWSZE jest problem, moje dwie psiapsiolki c
    > zasami mam ochote ...no, przynajmniej walnac przez leb, jak slysze ich GLUPIE g
    > adki." Jaki wniosek byś w takim razie wyciągnęła z tego tekstu o kobietach? Poz
    > ytywny?

    Mój wniosek - wg bebe kobiety "robią problemy" z jedzeniem (większe niż
    mężczyźni) a jej dwie przyjaciółki mają odnośnie do jedzenia głupie gadki.
    Dobrze wiesz, że powiedzenie "gadasz głupoty" nie jest w najmniejszej mierze
    jednoznaczne z "jesteś głupi"... Przeinterpretowałaś z lekka wypowiedź bebe.
  • pierwszalitera 03.03.10, 23:45
    jul-kaa napisała:

    > Mój wniosek - wg bebe kobiety "robią problemy" z jedzeniem (większe niż
    > mężczyźni) a jej dwie przyjaciółki mają odnośnie do jedzenia głupie gadki.
    > Dobrze wiesz, że powiedzenie "gadasz głupoty" nie jest w najmniejszej mierze
    > jednoznaczne z "jesteś głupi"... Przeinterpretowałaś z lekka wypowiedź bebe.


    Bebe napisała, że ze kobietami zawsze są problemy, a nie, że są to problemy większe niż te u mężczyzn. Zinterpretowłaś jej wypowiedź ze swojej perspektywy, więc zostaw mi proszę moją. Uparłaś się przy moim wyrażeniu "durne", jakby to miało jakiekolwiek znaczenie. Jej wypowiedź na temat kobiet zawierała negatywne wartościowanie, a to już moim zdaniem wystarczy. Być może nie było to zamierzeniem bebe, ale ja nie atakuję jej osoby, tylko bezmyślne używanie antykobiecego języka. Szczególnie my kobiety powinnyśmy być odrobinę na coś takiego wyczulone. Nie lubimy, gdy wrzuca się nas wszystkie do jednego stereotypowego wora, więc powinnyśmy być też ostrożne z używaniem na jednym oddechu wyrażeń "z kobietami zawsze jest problem" i "głupie gadki" wymagające na dodatek walnięcia przez łeb. Nie wierzę, że uważasz coś takiego za całkowicie bezproblematyczne. Wydaje mi się, że chodzi ci tylko o to, że wcześniej nie zgodziłam się z twoim zdaniem i przekora kazała ci teraz mi zaprzeczyć. ;-)
  • jul-kaa 04.03.10, 09:06
    pierwszalitera napisała:
    > Bebe napisała, że ze kobietami zawsze są problemy, a nie, że są to problemy wię
    > ksze niż te u mężczyzn.

    Moim zdaniem z dalszej części wypowiedzi bebe wynika to, że są to problemy
    większe niż te u mężczyzn. W ogóle miałam wrażenie, że jej wypowiedź dotyczy
    dwóch konkretnych kobiet i konkretnej sytuacji publicznego jedzenia.

    > Jej wypowiedź na temat kobiet zawierała negatywne w
    > artościowanie, a to już moim zdaniem wystarczy. Być może nie było to zamierzeni
    > em bebe, ale ja nie atakuję jej osoby, tylko bezmyślne używanie antykobiecego j
    > ęzyka. Szczególnie my kobiety powinnyśmy być odrobinę na coś takiego wyczulone.

    I tu jest pies pogrzebany - Ty masz dość silne zapędy feministyczne, ja nie.
    Dostrzegamy więc różne rzeczy i pewnie obie mamy rację w ramach swojej
    perspektywy :)

    > Wydaje
    > mi się, że chodzi ci tylko o to, że wcześniej nie zgodziłam się z twoim zdaniem
    > i przekora kazała ci teraz mi zaprzeczyć. ;-)

    Pierwszalitero droga! Gdybym z przekory chciała dyskutować z każdym, kto mi
    kiedyś zaprzeczył, to naprawdę nie miałabym w życiu na nic innego czasu :) Swoją
    drogą sama pisałaś kiedyś, że przypisywane są Ci niewłaściwe intencje i to że
    "uwzinasz" się na osoby, które się z Tobą nie zgadzają - nie podobały Ci się
    takie insynuacje, a teraz mnie przypisujesz to samo...
  • pierwszalitera 01.03.10, 00:42
    klocjanna napisała:

    Również podjem sobie na imprezie choć mogłabym ważyć mniej
    > itd. A znam dziewczyny, które tak nie zrobią. I często świadczy to
    > nie tyle o dbaniu o siebie, ale o byciem niewolnikiem swojego
    > wyglądu (choć nie jest się modelką, bo te muszą być niewolnicami).
    > takie niewolnistwo może prowadzić do poważnych problemów z samą
    > sobą - ciągle mówimy sobie, że czegoś NIE MOŻEMY

    Owszem, ale ja jestem zwolenniczką mniejszych regularnych wyrzeczeń, bo nie mam zamiaru stanąć kiedyś przed lustrem i mieć do wyboru, albo akceptację zaniedbania, albo ciężką harówkę. Dlatego nie przejadam się na imperezach, ale przez to nigdy nie musiałam robić diety, która by mnie na pewno zabolała. Takie zrywy są zresztą strasznie męczące, podobnie jak godzinne programy piękności, by podreparować po miesiącach zaniedbaną cerę, włosy, czy coś tam innego. A kobiety właśnie często wpadają w takie skrajności, najpierw nic nie robią, bo nie możemy "być niewolnicami", a potem dramat, bo dobry wygląd jednak się liczy. Można się z tym nie zgadzać i mieć swoje priorytety, ale trzeba zdawać sobie wtedy sprawę, że nie będzie się traktowanym jako osoba fizycznie atrakcyjna.
    Nie wierzę też, że ktoś nie ma czasu, by nie umyć przez kilka dni włosów. Lepiej sprawić sobie wygodną, krótką fryzurę, która nie wymaga niczego, oprócz minuty pod porannym prysznicem niż chodzić ze strąkami. Co takie podstawowe czynności mają wspólnego z niewolnictwem?

  • klocjanna 01.03.10, 01:01
    Niewolnistwem nie jest mycie włosów, ale stan umysłu, który nie
    pozwala Ci bez ich umycia z domu wyjść! I uwierz, ze czasem z małym
    dzieckiem, takim jakie mi się trafiło, nawet przy krótkiej fryzurze
    czasem sie da. mówisz o takim małym odmawianiu sobie, ja nawet tego
    nie robię - jestem dzięki temu szczęliwa i zadowolona i uwierz mi,
    że uchodzę za atrakcyjną, he, he. Może natura mnie rozpieszcza, bo
    mam 30 lat w pracy mylą mnie z uczennicami gimnazjum :) cellulitu
    ani śladu, a strąków nie mam nawet jak przez tydzień w górach włosów
    nie umyję. Co nie znaczy jeszce raz powtarzam, ze o siebie nie dbam,
    bo i włosy ufarbuję i balsam wklepię - ale bardziej robię to bo mi
    to sprawia przyjemność, niż żeby dobrze wyglądać.
  • pierwszalitera 01.03.10, 01:18
    klocjanna napisała:

    mówisz o takim małym odmawianiu sobie, ja nawet tego
    > nie robię - jestem dzięki temu szczęliwa i zadowolona i uwierz mi,
    > że uchodzę za atrakcyjną, he, he. Może natura mnie rozpieszcza, bo
    > mam 30 lat w pracy mylą mnie z uczennicami gimnazjum :) cellulitu
    > ani śladu, a strąków nie mam nawet jak przez tydzień w górach włosów
    > nie umyję.

    Być może natura cię rozpieszcza, ale zwykle takie rzeczy pokazują się później. Życzę ci naturalnie jak najlepiej. Ja jestem zdania, że młodość wiele przepuszcza, prawdziwe piękno kobiety widać dopiero po 35- roku życia. Gdzieś widziałam ostatnio nawet nowe zdjęcia Kate Moss z dosyć mocnym cellulitem na tyłku. Z jednej strony to pocieszające, bo jest też tylko zwykłą kobietą, ale z drugiej strony, jak ma się miało taki potencjał, to trochę szkoda go tak szybko marnować, prawda? ;-)
  • fanka_tomcia 01.03.10, 01:28
    Kate Moss chyba nie prowadziła "higienicznego" trybu życia ;)
  • ko_kartka 01.03.10, 19:29
    jak ma się miało taki potencjał, to trochę szkoda go tak szybko marnować,
    > prawda? ;-)

    Ale przepraszam, jaki "potencjał" u Kate Moss masz na myśli? Wystające kości
    biodrowe? Krzywe nogi? Czyli to, co się sprzedawało? Bo cery nigdy nie miała
    idealnej, cellulit widziałam u niej już ładnych parę lat temu, tylko cycki ma do
    pozazdroszczenia. Ale cycków jakoś sobie nie zmarnowała, pomimo permanentnego
    braku bielizny ;)
  • pierwszalitera 02.03.10, 00:54
    ko_kartka napisała:

    > Ale przepraszam, jaki "potencjał" u Kate Moss masz na myśli? Wystające kości
    > biodrowe? Krzywe nogi? Czyli to, co się sprzedawało? Bo cery nigdy nie miała
    > idealnej, cellulit widziałam u niej już ładnych parę lat temu, tylko cycki ma d
    > o
    > pozazdroszczenia. Ale cycków jakoś sobie nie zmarnowała, pomimo permanentnego
    > braku bielizny ;)

    Ko_kartke może się Kate Moss nie podobać. ;-) Jednak niezaprzeczalne jest, że dziewczyna miała jako modelka niesamowite wzięcie, pracowała dla największych projektantów, zarabiała swoim ciałem kupę forsy i to jest dla mnie wystarczjącym dowodem na to, że miała potencjał. Jest wprawdzie bardzo szczupła, ale nie każdemu podobają się klepsydry z dużym biustem. Niektórzy uważają takie kobiety jak Monica Belucci za piękne. To dla mnie znowu bardzo nudny typ kobiety, który zawsze wygląda tak samo. Kate Moss to kameleon i dlatego jej uroda pozostanie legendarna.
  • fanka_tomcia 02.03.10, 03:15
    a mnie też się nie podoba :P i nie mam na myśli tylko figury, ale ogólnie typ
    urody. Ani dla mnie nie jest ładna, ani piękna, jak się "zrobi" może być
    interesująca. Zwykła kobieta. A Monica Belucci też nie jest dla mnie ideałem,
    czemu akurat te dwie przeciwstawione sobie. Obie zbyt często obwoływane
    "ideałami", z drugiej strony nie wiem czemu uważa się, że młode pokolenie się
    wzoruje na Kate Moss. Z moich koleżanek i przyjaciółek ta modelka robi wrażenie
    tylko na jednej dziewczynie. Dyskusyjne też czy akurat potencjał Moss polega
    wyłącznie na jej ciele, a nie np. na tym, że potrafiła dobrze je "sprzedać".
    nawet jak na modelkę nie jest szczególna jeśli chodzi o figurę
  • klocjanna 01.03.10, 20:29
    Ja życie pojmuje jakoś inaczej. Nie specjalnie rozumiem czym ma być
    ten potencjał - zgrabnym i gładkim tyłkiem? Po co mi taki potencjał?
    No chyba, ze miałabym zostać rozbierająca sie gwiada filmową...
    cellulit na tyłku mam w...
    Kształtna pupa ok, fajnie jest mieć, ale bez przesady.
    ja takiego potencjału nie mam i jakoś nie żałuję. I jeśli
    wartościujesz kogoś kryteriami gładkości skóry to tego nie rozumiem.
    Kate Moss ma cellulit, ale przynajmniej sobie przyjemnie pozyła
    (choć faktycznie niehigienicznie i tego "nie pochwalam"). ja też się
    zestarzeję, zbrzydnę, trudno, ale pozostanie mi radość z życia.
  • pierwszalitera 02.03.10, 01:06
    klocjanna napisała:

    > Ja życie pojmuje jakoś inaczej. Nie specjalnie rozumiem czym ma być
    > ten potencjał - zgrabnym i gładkim tyłkiem? Po co mi taki potencjał?
    > No chyba, ze miałabym zostać rozbierająca sie gwiada filmową...
    > cellulit na tyłku mam w...

    Widzisz, dla mnie uroda, to taki sam podarunek jak inteligencja i inne talenty. Naprawdę nie wiem dlaczego mam mieć to w...? Bo to teraz takie modne, być nieulegającą terrorowi wyglądu kobietą? Być może mamy inne priorytety w życiu, ty spełniasz się najwyraźniej jako kumpelska partnerka faceta, matka dzieciom i robisz oprócz tego karierę zawodową. Ja oprócz mojego zawodu lubię być od czasu do czasu famme fatale i dobry, seksowny wygląd z gładkim tyłkiem jakoś mi do tej roli lepiej pasuje. ;-) Nie tylko gwiazdy filmowe mają z tego przyjemność. ;-)
  • fanka_tomcia 02.03.10, 03:21
    jakoś tego nie łapię... jeśli rozbieram się tylko przed sobą i swoim facetem (to
    w kwestii gładkiego tyłka, basenu nie biorę pod uwagę, bo idę tam pływać, a nie
    kokietować panów w średnim wieku czy też przypakowanych nie w moim typie ;) ),
    to mogę być seksowna i uwodzicielska również z cellulitem na pupie, tu mi gładka
    skóra nie potrzebna.
    Czy uzależniasz swoją "famfatalskość" i seksowny wygląd od gładkiej skóry? ;)))
    bardzo ciekawe :PPP
  • cissnei 02.03.10, 10:00
    Poza tym faceci tak naprawdę nie zauważają większości rzeczy, zwłaszcza, kiedy
    mają głowę (i inne części ciała) zajęte czymś innym :P Mnie kiedyś narzeczony
    właśnie zasadził tekstem "ale ty masz gładką, miękką skórę", mimo że wcale nie
    jest gładka, mimo wcierania balsamów wiecznie zbyt sucha, do tego z
    odrastającymi włoskami. Ale w porównaniu do jego skóry faktycznie jest miękka :)
    Mężczyźni już tak mają, że potrafią kochać kobiety za to, że są kobietami, a to
    jest widoczne nawet, kiedy nie są "zrobione" ;)

    --
    Ten, kto uważa, że wszystko jest możliwe, ma po prostu kiepską wyobraźnię.
  • pierwszalitera 02.03.10, 13:06
    cissnei napisała:

    cissnei napisała:

    > Poza tym faceci tak naprawdę nie zauważają większości rzeczy, zwłaszcza, kiedy
    > mają głowę (i inne części ciała) zajęte czymś innym :P
    > Mężczyźni już tak mają, że potrafią kochać kobiety za to, że są kobietami, a to
    > jest widoczne nawet, kiedy nie są "zrobione" ;)

    Kochać może tak, ale ja jestem na tyle doświadczona, by wiedzieć, że mężczyźni mają jednak oczy i doskonale potrafią odróżnić ciało zadbane od tego mniej zadbanego. Zresztą to ja się czuję lepiej, swobodniej i seksowniej gdy dobrze wyglądam i o moje samopoczucie tu chodzi. Nie zawsze chodzi tylko o miłość i akceptację partnera.
  • cissnei 02.03.10, 16:51
    pierwszalitera napisała:
    > Kochać może tak, ale ja jestem na tyle doświadczona, by wiedzieć, że mężczyźni
    > mają jednak oczy i doskonale potrafią odróżnić ciało zadbane od tego mniej
    zadbanego.

    Zapewne masz rację, ale przecież to nie jest tak, że wszyscy mężczyźni są tacy
    sami. Nie ma uniwersalnego modelu idealnej kobiety, jednemu będą się podobały
    pomalowane paznokcie, inny będzie wolał naturalne. Bywają nawet i tacy, którzy
    lubią damskie owłosienie, i w tym przypadku kobieta "zadbana" będzie dla nich
    mniej atrakcyjna. Dla jednych ma to większe znaczenie, a dla niektórych naprawdę
    niewielkie. Nie każdy związek opiera się na wielkiej namiętności i fizycznym
    pociągu, co nie znaczy, że w takim związku nie ma wcale seksu ani magii ;)

    >Zresztą to ja się czuję lepiej, swobodniej i seksowniej gdy dobrze >wyglądam i
    o moje samopoczucie tu chodzi. Nie zawsze chodzi tylko o >miłość i akceptację
    partnera.

    Tutaj masz, oczywiście, rację. Jeśli coś ze sobą robimy, powinnyśmy to przede
    wszystkim robić dla siebie. Potem dla partnera. A reszta świata już nas nie
    powinna obchodzić :P

    --
    Ten, kto uważa, że wszystko jest możliwe, ma po prostu kiepską wyobraźnię.
  • fanka_tomcia 02.03.10, 17:36
    no wg mojego faceta ja mam jędrną pupę :D a w rzeczywistości... ;)
  • pierwszalitera 02.03.10, 12:58
    fanka_tomcia napisała:> Czy uzależniasz swoją "famfatalskość" i seksowny wygląd od gładkiej skóry? ;)))
    > bardzo ciekawe :PPP

    Nie, nie uzależniam. Tylko, że moja "famfatalskość" zaczęła się od ładnego wyglądu. Nie da się ukryć, że ładne, zgrabne dziewczyny mają większą ilość adoratorów i szybciej stają się pewniejsze co do swojego działania na płeć męską. Z czasem nabyłam pewnych umiejętności, z którymi przestałam być zależna od mojego wyglądu, zresztą ideałem nie jestem i nawet już nie najmłodszą laską. Jednak nie widzę powodu, dla którego moja powierzchowność miałaby przestać mi być ważna. Jeżeli mogę mieć jeszcze gładkie ciało, to dlaczego miałbym z tego rezygnować? Jeżeli mogę być interesującą kobietą i do tego długo mieć figurę 30-latki, to dlaczego zadowalać się tylko jedną stroną? Wcale nie muszę wybierać albo-albo. Nie chodzę też na basen by kokietować panów w średnim wieku, jeżeli to twoje wyobrażenie o "famfatalskości", to sorry. ;-) Jasne, że można być uwodzicielskim również z cellulitem na pupie, ale można też bez. Zapominasz, że ja należę do innej grupy wiekowej, przyjżyj się przeciętnej 40-sto latce w stroju kąpielowym, czy to jest kobieta, którą uznasz jeszcze za atrakcyjną?
  • fanka_tomcia 02.03.10, 17:44
    "Nie chodzę też na basen by kokietować panów w średnim wieku, jeżeli to twoje
    wyobrażenie o "famfatalskości", to sorry. ;-)"

    jak zwykle nie zakapowałaś :P chodziło mi o sytuacje, w których mężczyźni inni
    niż mój facet mają okazję oglądać chociażby fragment moich pośladków i nagą
    skórę nóg powyżej 1/3 uda :PPP

    no i zależy co masz na myśli pisząc "atrakcyjna" - szczupłą figurę, zaznaczoną
    talię, szczupłe uda, brak cellulitu, coś jeszcze? To będą tylko twoje
    wyznaczniki atrakcyjnej kobiety, no i może jeszcze tych osób, z którymi
    masz/miałaś styczność. Zapewne mężczyźni, którzy się za tobą oglądają, uznaliby
    taką dziewczynę jak ja za "paszteta", co nie oznacza, że dziewczyna wyglądająca
    podobnie do mnie (figura, ciało) nie może mieć powodzenia. Takie pojęcie
    atrakcyjności jest względne i tak czy owak wygląda jednak mimo wszystko na
    uzależnianie pewnych rzeczy od innych. Jakoś mi się to kłóciło z wyobrażeniem o
    osobie, która jest za***iście pewna siebie i ostra :P
  • pierwszalitera 02.03.10, 23:33
    fanka_tomcia napisała:

    > jak zwykle nie zakapowałaś :P chodziło mi o sytuacje, w których mężczyźni inni
    > niż mój facet mają okazję oglądać chociażby fragment moich pośladków i nagą
    > skórę nóg powyżej 1/3 uda :PPP
    >
    > no i zależy co masz na myśli pisząc "atrakcyjna" - szczupłą figurę, zaznaczoną
    > talię, szczupłe uda, brak cellulitu, coś jeszcze? To będą tylko twoje
    > wyznaczniki atrakcyjnej kobiety, no i może jeszcze tych osób, z którymi
    > masz/miałaś styczność. Zapewne mężczyźni, którzy się za tobą oglądają, uznaliby
    > taką dziewczynę jak ja za "paszteta", co nie oznacza, że dziewczyna wyglądająca
    > podobnie do mnie (figura, ciało) nie może mieć powodzenia.

    Nie wiem czemu przytykasz wszystko do siebie. Nigdy mnie nie widziałaś i nie wiesz jak wyglądam. Jedyną zauważalną różnicą miedzy nami na forum jest to, że ja jestem pewna swojej urody i atrakcyjności, a Ty wnioskujesz z tego co piszę, że wyglądasz gorzej i że pewnie uważam cię za paszteta. Ja ze swoją postawą na pewno będę miała dalej powodzenie, chociażby dlatego, że moją pewnością siebie potrafię przekonać faceta o swojej urodzie i nie czekam na jego potwierdzenie swojej atrakcyjności. Mój obecny partner nie był też jedynym mężczyzną w moim życiu i teoretycznie nie wykluczam możliwości, że jeszcze będę chciała jakiemuś innemu pokazać moje nagie pośladki, więc nie siadam na laurach, bo już kogoś złapałam, komu się podobam. Staram się w dalszym ciągu podobać samej sobie i inwestuję w to trochę pracy i wysiłku, bo wiem, że facetom najbardziej podobają się kobiety, które są z siebie zadowolone. Wygrywam więc podwójnie. Nie odmawiam też powodzenia kobietom, które są mniej atrakcyjne ode mnie. Przenosisz chyba swoje kompleksy na mnie, ja nie dbam o siebie po to, by poniżyć inne kobiety i by patrzyły na mnie z zazdrością. Jest mnóstwo kobiet, które wyglądają sto razy lepiej ode mnie, ale ja w przeciwieństwie do ciebie, nie uważam, że swoim dobrym wyglądem chcą mnie pognębić. ;-)
  • fanka_tomcia 03.03.10, 00:06
    "Ty wnioskujesz z tego co piszę, że wyglądasz gorzej i że pewnie uważam cię za
    paszteta"
    no daj spokój ;) chodzi mi o to pisanie co chwilę o "atrakcyjnej figurze" i
    chyba się nie pomyliłam co do twoich wyznaczników atrakcyjnej figury. akurat
    moja osoba to taki przykład, chociaż pewnie, nie widziałam twojej figury, ale z
    tego co piszesz, to można wywnioskować, że szczupła i wysportowana, a akurat
    moja nijak ma się do takiego opisu, ergo - nie jest atrakcyjna wg takich
    wyznaczników ;) i że osoby, które uznają wygląd wg twoich kryteriów atrakcyjny,
    raczej nie uznałyby za atrakcyjny wygląd odbiegający mocno od nich.
    no i w końcu piszesz, że starasz się być atrakcyjna i te wszystkie wtręty, że w
    późniejszym wieku coś tam i czy uważam przeciętną 40-latkę na basenie za
    atrakcyjną. jaki wniosek można z tego wysnuć inny, jak taki, że "jeśli masz
    jakieś skłonności do tycia czy cellulitu i nie będziesz robić czegoś takiego jak
    ja, to pożegnaj się z byciem atrakcyjną babką w wieku X lat".
    z drugiej strony, czemu nie można do siebie odnosić tego co ktoś tam pisze na
    forum, sama piszesz o inwestowaniu w przyszłość jeśli chodzi o ciało, figurę, to
    czemu dowolna użytkowniczka forum nie miałaby odnieść takich postów do swojej
    osoby, nie że bezpośrednio są do niej skierowane, ale pośrednio jako
    przedstawienie jakiegoś wzorca.
    no chyba, że pisząc o atrakcyjności masz na myśli nie "ogólną" atrakcyjność, ale
    wyłącznie atrakcyjność odnoszącą się do własnej osoby, tzn że szczupła sylwetka,
    talia o takim a nie innym zarysie i gładki tyłek czynią cię atrakcyjniejszą niż
    jakbyś miała 10kg więcej i mniej jędrną skórę.
  • pierwszalitera 03.03.10, 00:29
    fanka_tomcia napisała:

    > "Ty wnioskujesz z tego co piszę, że wyglądasz gorzej i że pewnie uważam cię za
    > paszteta"
    > no daj spokój ;) chodzi mi o to pisanie co chwilę o "atrakcyjnej figurze" i
    > chyba się nie pomyliłam co do twoich wyznaczników atrakcyjnej figury.


    No to mamy ze sobą coś wspólnego, tylko, że ja podkreślam moje pozytywy, a ty uważasz widocznie, że zdrową samoakceptację uzyskuje się marudzeniem i stałym wyszukiwaniem u siebie brzydoty. ;-)


    > no chyba, że pisząc o atrakcyjności masz na myśli nie "ogólną" atrakcyjność, al
    > e
    > wyłącznie atrakcyjność odnoszącą się do własnej osoby, tzn że szczupła sylwetka
    > ,
    > talia o takim a nie innym zarysie i gładki tyłek czynią cię atrakcyjniejszą niż
    > jakbyś miała 10kg więcej i mniej jędrną skórę.

    Dokładnie to mam na myśli, bo większość kobiet w młodszym wieku wygląda ładnie, świeżo i atrakcyjnie. Niezależnie od aktualnego wzorca. Zaawansowany cellulit to też nie jest cecha, która jest charakterystyczna dla 20 latki. Większość kobiet tyje i traci figurę z wiekim, więc dbanie o siebie nie oznacza koniecznie "dojścia" do ideału, tylko w pewnym sensie dbanie o to, co się ma. Ten wątek jest przecież o zmianach. W tym wypadku zmianach po ciąży. Niektóre są może nieuniknione, zależne od biologi, hormonów i genetyki, ale nie wszystkie.
  • klocjanna 03.03.10, 14:59
    No właśnie zmainy są nieuniknione. Dlatego uważam, że nie należy
    bardzo przejmować się swoją urodą. Pizsesz, że o urodę warto dbać
    tak jak o intelekt. jasne, tylko intelekt może nam spokojnie
    pozostać do 80-ki, a uroda z pewnością nie. I nie chodzi mi o to,
    że nie należy dbać o siebie, tylko, ze nie nalezy brać urody zbyt
    serio i do siebie, bo choć nie wiem jakie kremy będziemy stosować i
    jak się odchudzać, to i tak przestaniemy być kiedyś jędrne i
    zgrabne. A jeśli uroda stanie się naszym priorytetem, to zbliżając
    się do 70-ki możemy sobie psychicznie z tym nie poradzić.
    Piszesz też o atrakcyjności dla faceta - tu też można dyskutować, bo
    nie chciałbym, by mój mąż był ze mną głównie dla mojej urody i
    seksualnej atrakcyjności, bo...znów to samo - zestarzeję sie itd., a
    on znajdzie młodszą i jędrniejszą. Inne walory jak intelekt,
    charakter itd mają większą szansę pozostać niezmienne. Oczywiście
    faceci są różni i dlatego dobieramy sobie takich, którzy mają
    podobne przekonania. Mój pewnie nie pasowałby do Ciebie, a Twój do
    mnie:) bo ja bardzo sobię cenię fakt, że dla mojego mężna
    zewnętrzność nie jest najważniejsza, bo dzięki temu bez skrępowania
    (z obu stron) mógł byc ze mną przy porodzie, czy przy innych
    zdrowotnych, niekoniecznie estetycznych problemach.
  • moniach_1 03.03.10, 16:11
    Pizsesz, że o urodę warto dbać
    > tak jak o intelekt. jasne, tylko intelekt może nam spokojnie
    > pozostać do 80-ki, a uroda z pewnością nie.

    Ja mam takie wrażenie, że trwałość intelektu jest mocno mitologizowana. I o ile
    wszyscy wiedzą, że uroda przemija, to fakt, że w wieku 60 lat np. można zacząć
    zapominać rzeczy albo mieć inne problemy na tym polu jest niewystarczająco
    często wspominany. I dlatego może być dużo gorszym rozczarowaniem i powodem
    załamania. Umysł też się starzeje.
    --
    62/82 -> 65D i okolice :)
  • turzyca 03.03.10, 16:33
    moniach_1 napisała:
    >Umysł też się starzeje.

    I wlasnie dlatego trzeba o niego dbac i go regularnie cwiczyc. W trakcie pracy,
    gdy codziennie jestesmy stawiani przed nowymi zadaniami, to nie jest jeszcze tak
    decydujace, ale dbalosc o higiene umyslowa na emeryturze, jest jednak absolutna
    podstawa.
    Mam biezace porownanie miedzy osobami w zblizonym wieku (wszystkie po 80 roku
    zycia), ktore maja zroznicowane podejscie do rozrywek umyslowych. Te, ktore
    pasjami rozwiazuja szarady, krzyzowki (i to jeszcze sprawdzajac w atlasie, jak
    sie nazywa lewy doplyw Jeniseju), utrzymuja regularne kontakty korespondencyjne
    z masa osob, sa sprawne intelektualnie takze w codziennym zyciu. A osoby, ktore
    z pogarda nazywaja krzyzowki marnotrawstwem czasu i odmawiaja takze wszelkich
    innych zabaw intelektualnych ("ja sie juz w pracy namyslalam, wystarczy") z
    zaskoczeniem odkrywaja, ze problemem zaczyna byc zapamietanie, co bylo na obiad.
    I nie mowie tu o Alzheimerze czy innych schorzeniach tylko o zwyklym zaniku
    nietrenowanego organu.
    --
    Tak wygląda turzyca:), której posty zawierają tylko jej własne opinie.

    Zastrzega się możliwość zmiany opinii.
  • szarsz 03.03.10, 17:18
    turzyca napisała:
    > I wlasnie dlatego trzeba o niego dbac i go regularnie cwiczyc.

    I to starzenie następuje równie szybko, jak utrata urody imho.
    Zauważcie, że ludzie, którzy nie trenują umysłu, nie gimnastykują
    go, mają problemy, gdy mają nauczyć się czegoś nowego już po
    trzydziestce, nie mówiąc już o wieku późniejszym. Te braki
    częściowo kompensowane są przez doświadczenie, ale z czasem wychodzi
    szydło z worka...
    A ja muszę przyznać, że perspektywa utraty sił umysłowych jest dla
    mnie bardziej przerażająca niż utrata urody. Jest prawie na równi z
    utratą zdrowia i samodzielności.
  • fanka_tomcia 03.03.10, 17:33
    no ale nie chodzi chyba tylko o pamięć i uczenie się nowych rzeczy. Jak się nie
    pamięta pewnych rzeczy, to nie oznacza od razu, że człowiek staje się "głupkiem
    i nudziarzem" ;) a ja mam w domu 2 osoby po 60-tce i już daje się obserwować
    zapominanie pewnych dla mnie oczywistych faktów, przy jednoczesnym trenowaniu
    umysłu (wspomniane wcześniej krzyżówki ;) ) i nie zaobserwowałam, żeby przy tym
    jakoś znacznie dana osoba się zmieniała ;)
    a jak ktoś jest "leniwy umysłowo", to zakładam, że nie byłby zbyt interesującym
    partnerem, więc dla mnie wsio rawno, czy w wieku 60 lat będzie rozwiązywał
    krzyżówki ;)
    Chyba że mówimy o zmianach, które mogą dopaść w starszym wieku osobę niezależnie
    od "wytrenowania", np. taki Alzheimer (np. u Pratchetta), no to na to nie da się
    chyba zbyt wiele poradzić.
  • jul-kaa 03.03.10, 18:12
    fanka_tomcia napisała:

    > no ale nie chodzi chyba tylko o pamięć i uczenie się nowych rzeczy. Jak się nie
    > pamięta pewnych rzeczy, to nie oznacza od razu, że człowiek staje się "głupkiem
    > i nudziarzem" ;)

    Chodzi o to, że umysł niećwiczony zaczyna w pewnym sensie obumierać. Moja
    koleżanka jest neuropsychologiem i pracuje z osobami starszymi, bada ich
    problemy z pamięcią i zaburzenia poznawcze oraz zależność tychże z ogólnym
    funkcjonowaniem. Osoby "nie używające mózgu" z czasem radzą sobie coraz gorzej -
    i nie chodzi tu o zapamiętywanie menu całej rodziny, ale raczej o orientację w
    świecie, umiejętność zadbania o siebie, których to zdolności brakować zaczyna
    wtedy, kiedy na ich przywrócenie jest już za późno. Porównanie ćwiczeń umysłu do
    ćwiczenia ciała jest bardzo trafne.
    Była już kiedyś dyskusja na okoliczny temat (czy mamy prawo zachęcać/zmuszać(?)
    starszego człowieka do korzystania z tych możliwości, które jeszcze ma).
    Mniemam, iż rozwiązywanie krzyżówek to tylko przykład, który turzyca podała, by
    lepiej zilustrować to, co chciała przekazać.
  • turzyca 03.03.10, 18:44
    To nie chodzi tylko o zapominanie pewnych faktow, bo czesc tego mozna zrzucic na
    roztargnienie. To chodzi o ogolna zastalosc umyslowa, objawiajaca sie nie tylko
    zapominaniem, ale tez potwornymi problemami z przyswajaniem nowych rzeczy, takze
    zyciowo waznych.

    > a jak ktoś jest "leniwy umysłowo", to zakładam, że nie byłby zbyt interesującym
    > partnerem, więc dla mnie wsio rawno, czy w wieku 60 lat będzie rozwiązywał
    > krzyżówki ;)
    Po pierwsze stykamy sie nie tylko z wlasnym partnerem.
    Po drugie - niekoniecznie. Znajoma, ktora staje mi przed oczami jako taki
    przyklad idealny, byla osoba przez cale zycie czynna zawodowo, emocjonujaca sie
    praca, wiec o tym mozna z nia bylo pogadac. Zreszta do tej pory chetnie o tej
    pracy opowiada i robi to bardzo ciekawie. Druga pasja byl dla niej jej maz -
    uwielbiala sie nim zajmowac, zastanawiac, co mu sprawi radosc, gotowac dla
    niego, przyozdabiac dom, chodzic z nim na wycieczki gorskie, uprawiac ogrodek. A
    takze dbac o siebie. Dla niego. Obydwie pasje odeszly w przeszlosc, pani jest na
    emeryturze i owdowiala i regres jest porazajacy.

    fanka_tomcia napisała:
    > Chyba że mówimy o zmianach, które mogą dopaść w starszym wieku osobę niezależni
    > e
    > od "wytrenowania",
    turzyca napisala:
    "I nie mowie tu o Alzheimerze czy innych schorzeniach tylko o zwyklym zaniku
    nietrenowanego organu." I mysle, ze naprawde wlaczanie w ten watek schorzen
    niezaleznych od wczesniejszego zyciowego postepowania tylko przeszkadza w dyskusji.

    --
    Tak wygląda turzyca:), której posty zawierają tylko jej własne opinie.

    Zastrzega się możliwość zmiany opinii.
  • szarsz 03.03.10, 21:24
    turzyca napisała:
    > To chodzi o ogolna zastalosc umyslowa, objawiajaca sie nie tylko
    > zapominaniem, ale tez potwornymi problemami z przyswajaniem nowych
    > rzeczy, takze zyciowo waznych.

    O to to to. Chodzi o ogólną niemoc przy podejmowaniu nowych wyzwań
    umysłowych. Jak wielu ludzi, których zawahalibyśmy nazwać się
    starymi boi się choćby spróbować ogarnąć nowe.

    I jeszcze, a propos tego, o czym pisze Pierwszalitera - jasne, że
    dbanie o ciało i umysł powinno iść w parze, lecz skupianie się
    wyłącznie na ciele prowadzi imho do degeneracji umysłu ;) Odwrotnie
    zresztą też
  • pierwszalitera 03.03.10, 18:06
    szarsz napisała:

    > turzyca napisała:
    > > I wlasnie dlatego trzeba o niego dbac i go regularnie cwiczyc.
    >
    > I to starzenie następuje równie szybko, jak utrata urody imho.
    > Zauważcie, że ludzie, którzy nie trenują umysłu, nie gimnastykują
    > go, mają problemy, gdy mają nauczyć się czegoś nowego już po
    > trzydziestce, nie mówiąc już o wieku późniejszym. Te braki
    > częściowo kompensowane są przez doświadczenie, ale z czasem wychodzi
    > szydło z worka...

    Ciągle się zapomina, że dbanie o sprawność fizyczną, to równocześnie dbanie o umysł. Bardzo wiele procesów mentalnych zależy od dobrego fizycznego zdrowia i dotlenienia. Powiedzenie: "w zdrowym ciele, zdrowy duch" wcale nie jest przesadą. Taniec, w tym nauka nowych kroków, ćwiczenie koordynacji itp, jest na przykład o wiele lepszym treningiem dla umysłu niż rozwiązywanie krzyżówek.
  • turzyca 03.03.10, 18:42
    Ale dbalosc o sprawnosc fizyczna to nie to samo co dbalosc o atrakcyjnosc fizyczna.
    Koniecznosci uprawiania sportow nikt przeczy, czesc dyskutantek podwaza
    sensownosc nadmiernego skoncetrowania sie na dbaniu o atrakcyjnosci fizyczna.
    Jak depilacja nog ma wplywac na sprawnosc umyslu?

    --
    Tak wygląda turzyca:), której posty zawierają tylko jej własne opinie.

    Zastrzega się możliwość zmiany opinii.
  • fanka_tomcia 03.03.10, 19:51
    umysł pewnie nie, ale ćwiczy na pewno sprawność manualną xD (zajęcie wymagające
    precyzji)
  • stary_dywanik 04.03.10, 11:53

    pierwszalitera napisała:

    >
    > Ciągle się zapomina, że dbanie o sprawność fizyczną, to
    równocześnie dbanie o u
    > mysł. Bardzo wiele procesów mentalnych zależy od dobrego
    fizycznego zdrowia i d
    > otlenienia. Powiedzenie: "w zdrowym ciele, zdrowy duch" wcale nie
    jest przesadą
    > . Taniec, w tym nauka nowych kroków, ćwiczenie koordynacji itp,
    jest na przykła
    > d o wiele lepszym treningiem dla umysłu niż rozwiązywanie
    krzyżówek.

    Gdy mojemu dziadkowi zdrowie przestało pozwalać na zajmowanie się
    ogródkiem, to się okazało niestety, że trening czysto intelektualny
    (rozwiązywanie krzyżówek, bycie na bieżąco z dziedziną dawnej pracy
    itd.) to za mało.

    --
    Prężmy Pierś
  • klocjanna 03.03.10, 22:36
    Zgadzam się że umysł też trzeba dbać. Nie pisałam o tym, bo chciałam
    głównie obalać ten "mit ciała". Też słyszałam, że krzyżówki, dużo
    czytania i łamigłówki to świetna gimnastyka dla mózgu. Muszę
    przyznać (nieskromnie), ze pamięć mam wyćwiczoną świetnie. Od
    dzieciństwa starszy brat dreczył mnie zagadkami logicznymi (nadal je
    uwielbiam) i na wyrywki deklamowaliśmy klasykę polskiej poezji -
    najpierw dzidzięcej, potem tej dorosłej. To super zabawa. Jak na
    zmianę recytowaliśmy w takt "Lokomotywę" Tuwima to cała restauracja
    zamilkła, było śmiesznie. Taka pamięć bardzo pomaga np. w nauce
    języków i musz przyznać, e jak studiowałam historię szuki - gdzie
    większość nauki to pamięciówka: daty, autorzy, tytuły itp, to
    wystarczał mi dzień góra dwa by zaliczyć egzamin na 5. Tak
    dziewczyny ćwiczmy umysły, np. wklepując balsam lub depilując nóżki
    przypomnijmy sobie Inwokację! Wyjdzie to nam na zdrowie!
  • pierwszalitera 03.03.10, 23:27
    klocjanna napisała:

    > Zgadzam się że umysł też trzeba dbać. Nie pisałam o tym, bo chciałam
    > głównie obalać ten "mit ciała". Też słyszałam, że krzyżówki, dużo
    > czytania i łamigłówki to świetna gimnastyka dla mózgu. Muszę
    > przyznać (nieskromnie), ze pamięć mam wyćwiczoną świetnie.

    Dobra pamięć w pasywnym przyswajeniu nie ma nic wspólnego ze sprawnym umysłem. Kreatywni, a nawet genialni ludzie bywają nawet bardzo często roztargnieni i niespecjalnie dobrzy w wykuwaniu na pamięć. A Alzheimer to choroba degeneracyjna i nie ma nic wspólnego z tym, jak łatwo się wcześniej recytowało wiersze. A jak rozwiązuje się ciągle te same krzyżówki, w których powtarzają się i tak ciągle te same hasła, to nie trenuje się niczego. By nie uśpić umysłu potrzebny jest input, czyli przyswajenie i "przerabiane" nowych informacji. Do tego najlepsze są hobby, pasje, zainteresowania.
  • fanka_tomcia 04.03.10, 00:22
    z krzyżówek to polecam "jolki" :DD trening umysłu zapewniony ;)
  • turzyca 04.03.10, 03:19
    A jak
    > rozwiązuje się ciągle te same krzyżówki, w których powtarzają się i tak ciągle
    > te same hasła, to nie trenuje się niczego.

    Zlosliwosc podpowiada, ze utrwala sie posiadana wiedze. Tez trening. ;P
    Bo argument jest na takim poziomie, ze chce sie odpowiedziec, ze tanczenie
    walczyka tymi samymi krokami do tej samej melodii tez nie jest specjalnie
    rozwijajace intelektualnie. Wiele hobbies mimo potencjalu moze byc
    nierozwijajace i jak zechcemy sprowadzic argumentacje ad absurdum to nawet
    najbardziej tworcze zajecie przerobimy na powtarzalne. A o to przeciez w tym
    wszystkim chodzi, zeby sie wystawiac na nowe sygnaly. Szczegolnie gdy ustanie
    stale ich zrodlo, jakim zazwyczaj jest praca. A czy bedzie to szukanie na
    potrzeby krzyzowki prawego doplywu Jeniseju, czy uczenie sie nowych krokow - to
    juz rzecz drugorzedna. Choc w wieku, gdy nawet spacer jest wyzwaniem, to
    pierwsze jest latwiej dostepna metoda samorozwoju.
    --
    Tak wygląda turzyca:), której posty zawierają tylko jej własne opinie.

    Zastrzega się możliwość zmiany opinii.
  • pierwszalitera 04.03.10, 12:45
    turzyca napisała:

    > Zlosliwosc podpowiada, ze utrwala sie posiadana wiedze. Tez trening.

    Widać, że nie rozwiązujesz (jeszcze) krzyżówek. ;-) W większości krzyżówek hasła się bowiem ciągle powtarzają. Moja zaprzyjaźniona babcia robi to z namiętnością, więc wiem z pierwszej ręki. Po pewnym czasie sprawa sprowadza się do poziomu tabliczki mnożenia. Monotonna, nic nie dająca czynność, oprócz zabicia czasu. A walczyk czy inny taniec, to zupełna inna bajka. Dlatego, że koordynacja ruchowa pobudza znacznie więcej areałów mózgowych niż automatyczne klepanie haseł.

    Choc w wieku, gdy nawet spacer jest wyzwaniem, to
    > pierwsze jest latwiej dostepna metoda samorozwoju.

    I właśnie dlatego trzeba trenować ciało, bo naprawdę nic nie stoi na przeszkodzie, by do sędziwego wieku mieć sprawne mięśnie i stawy. Eksperymenty, w których 80-letnie staruszki zachęcano do treningu siłowego pokazały, że nie tylko poprawiła się znacznie ich siła fizyczna, ale wraz z mięśniami wróciły pewność siebie, samodzielność, optymistyczne spojrzenie na życie i zainteresowanie innymi tematami. Człowiek, to mózg i ciało, tego się nie da rozdzielić.
  • slotna 04.03.10, 13:08
    > Widać, że nie rozwiązujesz (jeszcze) krzyżówek. ;-) W większości krzyżówek hasł
    > a się bowiem ciągle powtarzają. Moja zaprzyjaźniona babcia robi to z namiętnośc
    > ią, więc wiem z pierwszej ręki. Po pewnym czasie sprawa sprowadza się do poziom
    > u tabliczki mnożenia. Monotonna, nic nie dająca czynność, oprócz zabicia czasu.

    Krzyzowki krzyzowkom nierowne. Rozwiazuje namietnie ja, rozwiazuje mama i rozwiazuje babcia - ta ostatnia od piecdziesieciu lat. Oczywiscie, ze hasla sie powtarzaja, w koncu jezyk ma jakis tam ograniczony zasob slow, ale inwencja ludzka nie zna granic. Sa rozne typy krzyzowek, oprocz tych "zwyklych", rozniacych sie co najwyzej typem diagramu (jolki, magiczne, lubelskie, blizniaki etc.) mamy hetmanskie, hocki-klocki, "z przymruzeniem oka" - przy ktorych naprawde trzeba sie naglowic, chocby wpisywane do kratek haslo okazywalo sie najzwyklejszym codziennym wyrazem. W dodatku w tych gazetach, ktore my kupujemy, krzyzowki przeplatane sa masa innych zadan: sa rebusy, szarady, rozne typy sudoku, zagadki matematyczne. Naprawde ciezko sie nudzic. Oczywiscie nie twierdze, ze samo tylko rozwiazywanie krzyzowek moze zahamowac wiotczenie naszego najwazniejszego organu, ale degradowanie ich do rozrywki dla tepakow uwazam za niesluszne. Chyba, ze ktos ma na mysli wydawnictwa typu "200, 500, 1000 panoramicznych" - hasla typu "samiec sarny = jelen", "duza mysz = szczur" faktycznie moga troche zabic ;)

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy, niż same rzeczy.
  • jul-kaa 04.03.10, 13:36
    pierwszalitera napisała:

    > Widać, że nie rozwiązujesz (jeszcze) krzyżówek. ;-) W większości krzyżówek hasł
    > a się bowiem ciągle powtarzają. Moja zaprzyjaźniona babcia robi to z namiętnośc
    > ią, więc wiem z pierwszej ręki.

    Ej, ale pisząc w ten sposób poruszasz się tylko na poziomie anegdotycznym i nie
    masz podstaw do formułowania ogólniejszych wniosków ;) jedna babcia rozwiązująca
    prawdopodobnie takie panoramki, o jakich pisze slotna, stanowczo nie jest dobrym
    przykładem. Zajrzyj do wątku o łamigłówkach (tu, na offtopach), a dowiesz się,
    jak wielkie bogactwo zadań logicznych jest na świecie. Krzyżówki są tu tylko i
    wyłącznie przykładem.

    Już pisałam, że moja koleżanka zajmuje się właśnie problemem aktywizacji
    intelektualnej ludzi starszych i ma silne dowody (w postaci badań) na to, że
    ćwiczenie umysłu (a nie tylko ciała) powstrzymuje degradację mózgu.