Dodaj do ulubionych

warsztaty artystyczne - bywacie?

26.03.10, 22:36
Dziewczyny, chodzicie na "imprezy" typu warsztaty twórczego rozwoju? :)
Np. ze zdobienia drewna metodą decoupage, filcowania, malowania na szkle, robienia biżuterii czy podobnych.
Chce Wam się, albo macie znajome koleżanki/siostry/mamy, które chodziłyby od czasu do czasu na tego typu zajęcia?

Pytam, bo zastanawiam się nad organizowaniem raz na jakiś czas czegoś w tym stylu u siebie, bo sama robię różne rzeczy (swoją wiedzą można się przecież dzielić :) a nie wiem, jakie tak naprawdę może być zainteresowanie.


--
Obserwuj wątek
    • edhelwen Re: warsztaty artystyczne - bywacie? 26.03.10, 23:06
      nie, bo tego typu warsztaty (jeśli w ogóle mają miejsce) w moim mieście
      zazwyczaj są płatne. Nie znam też osoby, która by na tego typu warsztaty
      uczęszczała. Wyjątkiem są pojedyncze imprezy, na których można było sobie np.
      poskładać origami ;) Za free to czemu nie ;)
    • jul-kaa Re: warsztaty artystyczne - bywacie? 26.03.10, 23:17
      Ja nie chodziłam nigdy, bo mogłam się sama nauczyć (ale mam smykałkę do
      rękodzieła, więc jestem mało reprezentatywnym przykładem), poza tym wydawały mi
      się nieludzko drogie - pamiętam ceny rzędu jakichś 300zł. Myślę jednak, że są
      osoby, które się na to piszą.
      • biedrona_a ceny 27.03.10, 00:02
        Ceny czasami faktycznie potrafią być zabójcze. Ja rozumiem, że można cenić swoją pracę i umiejętności i liczyć wykorzystane materiały, ale momentami to spora przesada.
        Myślałam raczej o wersjach cenowych osiągalnych dla zwykłych śmiertelników za te 2-3 godziny zajęć.
        --
    • sarahdonnel Re: warsztaty artystyczne - bywacie? 27.03.10, 00:35
      Chadzałam za czasów uniwersyteckich, 'z musu' - jestem (między innymi)
      animatorką kultury z wykształcenia, i musiałam 'zaliczać' godziny. Żartuję z
      'muszeniem', tak naprawdę to lubiłam takie rzeczy, nawet prowadziło mi się
      kompleksowe zajęcia w więzieniu (bardziej 'twórcza komunikacja' i odkrywanie
      innych kultur), i króciutkie dla gimnazjalistów z fotografii otworkowej.

      Przypadkowo babrałam się nad morzem w glinie pod okiem Pawła Althamera (na
      campingu była garncarnia, i można było z niej skorzystać, a Paweł coś tam lepił,
      i miał zacięcie do pokazania, co i jak). Mój przyjaciel najpierw bawił się w
      warsztaty literackie których popróbowałam, ostatnio organizował też festiwal
      kina niemego.

      Może wyszło to stąd, że moja mama półprofesjonalnie maluje, a tata fotografował,
      i jako dziecko mogłam sobie tego popróbować, i dwóch lewych rąk nie miałam.

      Po pierwsze - nie mogą być przekalkulowane cenowo, po drugie - lepiej zaczynać,
      proponując to jako zabawy integracyjne dla firm. Pewniejszy klient, i zawsze
      masz grupy, oraz 1 osobę na 10-12, której się spodoba, i może zechce szukać
      czegoś podobnego na własną rękę.
      Po trzecie - raczej potraktuj to jako eksperymentalny dodatek. Jak zacznie
      wychodzić, to możesz skierować się na konkretną grupę docelową, i próbować pisać
      małe projekty o dotacje z wydziału kultury, nazywa się to 'aktywizacja społeczna'.

      Zobacz (pogóglaj) np. 'Towarzystwo Inicjatyw Twórczych Ę', o ile dobrze ich
      pamiętam, rzeczywiście banda pasjonatów.

      Powodzenia!
      --
      Ja 'od kuchni'... www.mixedlanguage.blox.pl
      • sarahdonnel Re: warsztaty artystyczne - bywacie? 27.03.10, 12:13
        Magdalaena, nie przyjmuj poniższego jako osobistego ataku, bo nie to jest moim
        zamiarem. Pisząc swój post (i formułując swoje argumenty tak jasno), zrobiłaś
        Biedronie ogromną przysługę.

        To, co wypisałaś, to rozdział z (nieistniejącego) 'podręcznika animatora
        kultury', pt. 'Wszystkie zniechęcacze ze strony ludzkiej, które możesz usłyszeć,
        gdy próbujesz zebrać potencjalnych uczestników. /Nawet, jeśli uczestnicy
        materialnie dostają coś w zamian, tj. stypendium, zwrot kosztów itd./'

        Dobre warsztaty muszą zakładać, że zdolności manualne potencjalnych uczestników
        kończą się na umiejętności przyszycia guzika i odrysowania prostej od linijki.
        Chyba, że zaznaczamy, że jest to kontynuacja dla zaawansowanych, ale wtedy nie
        mówimy o warsztatach aktywności twórczej 'typu animacyjnego', a o
        hobbystycznych. Po warsztacie typu animacyjnego uczestnik ma wyjść z 'czymś',
        mrucząc pod nosem 'Nigdy nie myślał(a/e)m, że potrafiłbym zrobić coś takiego.'
        Ja mam na to wredny argument: 'Nie lubię pomidorów. Nigdy nie jadłem pomidorów,
        ale pomidory są czerwone. Nie lubię czerwonego. Nie lubię pomidorów.'

        Bywają warsztaty drogie, a bywają działania twórcze dofinansowywane z budżetu
        gminy, dotacji itd. NGOsy robią cuda, bo zwykle pracują z grupami 'społecznie
        marginalizowanymi'. Ja wcisnęłam 20-dniowy cykl (pół dnia) dla 12 osób w budżet
        12 tys. zł (dostałam dotację od partnera projektu, instytucji budżetowej, w
        której projekt był realizowany).

        Trzeci argument - jeżeli pada z ust stosunkowo zadbanej 'multietatowej' kobiety,
        właściciela własnej firmy:może byc prawdziwy. Jeżeli mamy do czynienia z
        'typkami podsklepowymi' na popegeerowskiej wsi (a na takich bywa sporo
        potencjalnych dotacji), to im po prostu wisi i powiewa. Oni chcą sobie pod tym
        sklepem postać.

        Dygresja trochę obok:

        'Moje chłopaki' (recydywiści, wykształcenie podstawowe i zawodowe, masa
        dyslektyków w grupie) przyszły na projekt 'komunikacyjny' w szkolne wakacje, po
        pracy w drukarni od 6. rano, niby z własnej woli, ale dostawali za to 'punkty'
        do 'dobrego sprawowania' (co jest na ich korzyść przy ubieganiu się o warunkowe
        zwolnienie). Lato 35 stopni, mogli być w tym czasie na spacerze, zero
        klimatyzacji. Na początku ledwo nadążali z zapisywaniem sobie różnych rzeczy (a
        niby 'siedzieli' w oddziale szkolnym), i pod ankietami początkowymi ledwo się
        podpisywali (te nie mogły być anonimowe), odpowiedzi na 'otwarte' pytania były
        po dosłownie pół słowa. W ankiecie końcowej dostawali trzy linijki, i jeszcze
        dodawali kartki, żeby się wypisać. Szczególnie ci różni 'dys-'.

        Mocno zastanawiam się, jak 'wejść' w coś takiego w Holandii (kwestie raczej
        wyuczenia się, z jakiej instytucji konkretnie tu się można ubiegać o dotacje
        odpowiedniej wysokości i jak konkretnie pisze się projekt). Szukamy mieszkania w
        dzielnicy podobnej do tej, w której się wychowałam, ze 'znanymi' mniejszościami
        etnicznymi, ale też sporo inwestującej w takie projekty - gdyż ma stygmat
        'getta'. [Mieszkanie akurat tam, bo jest ogólnie więcej 'przestrzeni', bardziej
        'prorodzinnie' i budownictwo lepszej jakości.] Mój partner jest muzykiem
        półamatorem, jak trochę uwierzy w siebie, to potencjał (nawet sprzętowy) jak
        najbardziej jest, np. żeby organizować warsztaty hiphopowe dla nastolatków.
        --
        Ja 'od kuchni'... www.mixedlanguage.blox.pl
        • jul-kaa Re: warsztaty artystyczne - bywacie? 27.03.10, 13:53
          sarahdonnel napisała:
          > Dobre warsztaty muszą zakładać, że zdolności manualne potencjalnych uczestników
          > kończą się na umiejętności przyszycia guzika i odrysowania prostej od linijki.
          > Chyba, że zaznaczamy, że jest to kontynuacja dla zaawansowanych, ale wtedy nie
          > mówimy o warsztatach aktywności twórczej 'typu animacyjnego', a o
          > hobbystycznych.

          Ano właśnie. Poszłam kilka razy na różne warsztaty i też się trochę nacięłam -
          raz były fotograficzne w warszawskiej gazowni - napaliliśmy się strasznie oboje
          z mężem, załadowaliśmy sprzęt i poszliśmy (obiekt cudny i wiecznie niedostępny
          dla zwiedzających i fotografujących, więc okazja nieziemska). No i okazało się,
          że najpierw jest wykład - połowa o warszawskich zabytkach postindustrialnych,
          połowa o fotografii. Ucieszyłam się, bo jedno i drugie w miarę ciekawe, ale
          okazało się, że ta druga część była dla absolutnie kompletnych lajkoników ;)
          Słuchacze mieli taki sprzęt, że oko mi bielało, a uczono nas, że dekiel trza
          zdjąć przed zrobieniem zdjęcia. Wysiedziałam te 2 godziny mając nadzieję, że
          popstrykam potem do woli. A po wykładzie wygoniono nas ekspresowo z gazowni.
          Myślałam, że mnie coś trafi.
          teoretycznie tydzień później można było ponoć wejść i robić zdjęcia - nie wiem,
          nie dotarłam.

          Inne warsztaty podobnie - albo poziom za niski (bo od zera zupełnego), albo za
          wysoki (np. warsztaty tańców ludowych). Mam wrażenie, ze trzeba BARDZO DOKŁADNIE
          określić grupę docelową i jej wymagane umiejetności.
          • sarahdonnel Re: warsztaty artystyczne - bywacie? 27.03.10, 15:41
            Widziałam na warsztatach fotograficznych (w Niemczech) studentów szkoły
            artystycznej z super-wypasionym sprzętem, którzy strzelali na pełnym automacie,
            ew. na 'programach tematycznych'. Tyle to i mój 'kieszonkowiec' za 80 eur
            potrafi, nie potrzeba mi do tego 'lusterka' w cenie samochodu.

            Nasz instruktor z uśmiechem wręczył im 40-letnie lusterka 'pełen manual' z
            równie ręcznym oddzielnym światłomierzem. Wcześniej mieliśmy 'dzień pudełka po
            butach i puszki po farbie', czyli camera obscura. To tak, żeby zobaczyć, że ten
            wypasiony sprzęt to też w sumie wyczernione od wewnątrz pudełko z dziurką.

            Ja pierwsze warsztaty przeżyłam na Zenku, mając chemiczno-techniczne podstawy od
            taty. Za drugim razem miałam F90x (kupione za grosze z drugiej ręki z fajnym i
            dość drogim, ale nieuniwersalnym szkłem) i dodatkowego, w miarę uniwersalnego
            zooma. I tak większość czasu spędzałam w ciemni, bo zrobiłam się 'mistrzem od
            szpulek' (ratowanie porwanych klisz, nawijanie na szpulki i 'pranie'
            niedoświetleńców/prześwietleńców). Uczyłam się od pana (uczestnika 'uniwersytetu
            trzeciego wieku'), który praktycznie nie mówił płynnie w żadnym znanym mi dobrze
            języku, za to 'rękami i nogami' oraz prostym niemieckim potrafił wytłumaczyć
            wszystko, a wiedział baardzo dużo.

            Z tanecznych - w Warszawie polecam to, co organizuje 'Dom Tańca'. Mają
            cierpliwość. (Chodziłam przez rok 'obowiązkowo' na cykl w Instytucie Kultury UW,
            bardzo mi się podobało.) Otwarte 'zabawy na dechach' organizują na Lubelskiej,
            'koło Straży Miejskiej', są też urlopowe 'Tabory' w różnych dziwnych miejscach w
            kraju.

            Ze 'służbowyc'h warsztatów w Instytucie Kultury nie podobał mi się tylko jeden
            fotograficzny. Był kontynuacją 'dla grupy wtajemniczonych', towarzysko również,
            instruktor nie widział problemu w tym, że ja miałam inne 'wcześniejsze
            doświadczenia', w szkole, w której podstawa techniczno/kompozycyjna była równie
            ważna jak 'sztuka', i miałam masę informacji zwrotnej podczas sesji
            'feedbackowych'. Raczej podchodzono tam na zasadzie 'ze 100 jedno zawsze będzie
            dobre, z czasem dojdzie do 10/100, i wtedy coś z tego będzie'. To, że nie
            widział problemu, to jedno, a to, że w żaden sposób nie zainteresował się, żeby
            jakoś 'zestalić' grupę, to drugie. Zrezygnowałam w połowie cyklu, bo nic z niego
            nie wynosiłam. Zależało mi właśnie na tym feedbacku i grupie, oraz jakimś
            'pomyśle' na zamknięcie cyklu, i tego niestety nie dostrzegałam. To, co
            dostałam, mogłam robić (i robiłam) we własnym zakresie: wobec tego zaczęłam czas
            poświęcany na te warsztaty spędzać na szukaniu informacji i eksperymentowaniu we
            własnym zakresie.
            (Byłam już wtedy praktykującą lektorką, i miałam jakieś tam oczekiwania co do
            'prowadzenia' warsztatów.)

            Ogólnie co do grup docelowych - o poziomie >umiejętności przyszycia guzika<
            pisałam, mając na myśli nie warsztaty półprofesjonalne, a typowo animacyjne
            (tzw. animacja społeczno-kulturalna), które mają za cel pobudzić uczestników do
            działania w ogóle, pokazać im, że mogą zrobić coś, czego w ogóle się po sobie
            nie spodziewali.

            Jeżeli np. zgarniasz gimnazjalistów z bram na Szmulowiźnie i dajesz im temat
            warsztatów foto 'Nasze Bramy do Innego Świata', (oraz prośbę - jeżeli macie, to
            możecie przynieść swój aparat, taki w komórce też będzie ok, jeżeli nie -
            zgłoście to do nas), to liczysz się z tym, że jeden przyniesie wybłaganą od
            starszego kuzyna gadżeciarską cyfrówkę, a inny wygrzebanego z piwnicy Zenita
            (bez kliszy, kliszę trzeba już klientowi dać), jeszcze inny nie będzie miał w
            ogóle nic i trzeba będzie kupić jednorazówki. W takim burdlu musisz dać tyle
            informacji grupie, żeby i ten od cyfrówki mógł osiągnąć efekt, i ten od
            jednorazówek, i ten od Zenka, a żaden nie czuł się zbyt wyróżniony lub zbyt
            niedowartościowany. ja miałam taką grupę 'na wsi', i żałowałam, że nie
            zamieniłam programu tak, żeby 'pudełka po butach i puszki po farbie' były na
            początku.

            Oczywiście przy okazji tych 'gazowniczych' warsztatów wystarczyło dopisać
            'doświadczenie i profesjonalny sprzęt niewymagane', wtedy wszystko jest jasne -
            będą nas uczyć, żeby zdejmować dekiel ze szkła. (W lusterku nie ma problemu, ale
            już w starych dalmierzowcach - jak najbardziej, bo patrzysz nie bezpośrednio
            przez obiektyw, a przez oddzielny wizjer. ;)

            --
            Ja 'od kuchni'... www.mixedlanguage.blox.pl
            • jul-kaa Re: warsztaty artystyczne - bywacie? 27.03.10, 16:06
              Ja zaczynałam w Pałacu Młodzieży również na Zenicie :) Miałam wtedy fajnego
              chłopaka, którego ojciec kończył technikum fotograficzne i miał ogromną wiedzę,
              którą chętnie się z nami dzielił. Do tego Zenitha mieliśmy fajne pierścienie i
              już wtedy polubiłam makro - do dziś mi zostało. Ciemnia była w łazience i ach,
              było super! W sumie ja bardziej lubiłam pracę w ciemni - najfajniej sie robi we
              dwójkę - jak stoisz przy kuwecie i nie wiesz, co było naświetlane, to masz
              niesamowitą niespodziankę jak już to"coś" się zaczyna ukazywać :)

              Po tych kursach miałam przekonanie, że odczynniki "same z siebie" mają kolor
              brunatny. Bardzo się potem zdziwiłam, że tak nie jest.

              Na warsztatach Domu Tańca też byłam, ale tylko kilka razy.Ogromnie sympatyczni
              ludzie, ale ja
              • jul-kaa Re: warsztaty artystyczne - bywacie? 27.03.10, 16:14
                ups...

                Na warsztatach Domu Tańca też byłam, ale tylko kilka razy.Ogromnie sympatyczni
                ludzie, ale ja naprawdę mam dwie lewe nogi:)

                Wracając do warsztatów w gazowni - akurat do tak specyficznego miejsca
                przychodzą specyficzni ludzie - nie o sprzęt mi tu chodziło, a o to, że to w
                sumie byli bardzo zaawansowani hobbyści lub wręcz zawodowcy, którym chodziło o
                walory obiektu :) A wykład o podstawach photoshopa(!!) nie zainteresował chyba
                nikogo :(

                (moim pierwszym aparatem była stareńka Yashica i też zdarzało mi się nie zdjąć
                dekla ;) po doświadczeniach z Zenithem)

                Napiszesz mi o otworkach?
        • magdalaena1977 Re: warsztaty artystyczne - bywacie? 27.03.10, 19:32
          sarahdonnel napisała:

          > Magdalaena, nie przyjmuj poniższego jako osobistego ataku, bo nie to jest moim
          > zamiarem. Pisząc swój post (i formułując swoje argumenty tak jasno), zrobiłaś
          > Biedronie ogromną przysługę.
          Nie potraktowałam tego osobiście, zresztą takie tematy są chyba właśnie po to,
          żeby potencjalna organizatorka czy sprzedawczyni usłyszała jasne argumenty za i
          przeciw.

          Ja jestem z tych naprawdę zajętych, ale co do pierwszego argumentu, napiszę, że
          to strasznie przykre widzieć jak coś co instruktorka wykonuje jednym palcem,
          mnie wychodzi jak tępemu przedszkolakowi.
          Swego czasu koleżanka próbowała nas zachęcić do dekupażu i organizowała takie
          damskie wieczorki. Wieczorki były nawet miłe, tylko, że jej ten dekupaż
          wychodził, a mnie nie. A i tak najlepsze rzeczy wychodziły mi w domu, jak
          skupiłam się na pracy, a nie na gadaniu.
          --
          Magdalaena
          • sarahdonnel Re: warsztaty artystyczne - bywacie? 27.03.10, 22:42
            magdalaena1977 napisała:

            > sarahdonnel napisała:
            >
            > > Magdalaena, nie przyjmuj poniższego jako osobistego ataku, bo nie to jest
            > moim
            > > zamiarem. Pisząc swój post (i formułując swoje argumenty tak jasno), zrob
            > iłaś
            > > Biedronie ogromną przysługę.
            > Nie potraktowałam tego osobiście, zresztą takie tematy są chyba właśnie po to,
            > żeby potencjalna organizatorka czy sprzedawczyni usłyszała jasne argumenty za i
            > przeciw.
            >
            > Ja jestem z tych naprawdę zajętych, ale co do pierwszego argumentu, napiszę, że
            > to strasznie przykre widzieć jak coś co instruktorka wykonuje jednym palcem,
            > mnie wychodzi jak tępemu przedszkolakowi.

            Ja nazywam to (chyba to, nie jestem pewna, ale tak pachnie wg twojego opisu)
            'Koszmar Perfekcjonisty'... (Mam takie skłonności, stąd np. zajęcia wybieram
            sobie takie, żeby mi wychodziło, i takie, żeby mieć 'przywilej' usankcjonowanej
            hierarchii społecznej, żeby w razie co dobrze się wykręcić.;)

            > Swego czasu koleżanka próbowała nas zachęcić do dekupażu i organizowała takie
            > damskie wieczorki. Wieczorki były nawet miłe, tylko, że jej ten dekupaż
            > wychodził, a mnie nie. A i tak najlepsze rzeczy wychodziły mi w domu, jak
            > skupiłam się na pracy, a nie na gadaniu.

            Z 'mojej działki' przykład takiego perfekcjonizmu - moja mama od 30 lat nie może
            nauczyć się angielskiego (próbowała na studiach, potem parę razy we wszechnicy
            TWP, z różnych samouczków, a w końcu dostała kurs w pracy). Nie chodzi o brak
            zdolności językowych, mama znała rosyjski (co wyszło, jak ja zaczęłam się uczyć)
            i francuski (klasa dwujęzyczna w szkole średniej, czytała i oglądała filmy, więc
            nie tak źle).
            Podobnie mój tata, doszedł do poziomu obecnego B1 wg CEF, czyli
            lekko-średniozaawansowany/(pre-)intermediate.

            Mój partner jeszcze nie miał okazji widzieć sensu w nauczeniu się polskiego,
            poza ciekawostkami (zresztą 'wychodzi' z niego niediagnozowany 'typ
            dyslektyczny' - przynajmniej wg mojej podstawowej kompetencji, czyli
            'rozpoznawanie symptomów ryzykownych', i też jest typem perfekcjonisty, co
            powiedziała mi akurat psycholożka). W domu mówimy po angielsku, i jak
            'importowałam' go na chwilę do Polski, to tata, niegramatycznie, z polskim
            akcentem, ale mówił, łaził na spacery, objaśniał, z historią II wojny włącznie,
            itd.
            Mama - po polsku gaduła straszna, aż musiałam ją przeganiać od moich znajomych,
            jak się odzywała, to tylko 'przez tłumacza' (kocham symultanki na wakacjach...)
            albo jak dokładnie powiedziałam jej słowo po słowie, jak coś powiedzieć.
            Potrafiła sprawdzać, zapisywać tysiąc razy z wymową. Strasznie ją ta wymowa
            'bolała', ja nie wiadomo, skąd, mam prawie bezakcentową 'królewską'. W końcu
            nawet bała się spróbować, a jak nie spróbujesz, to nie wiesz, co z tego wyjdzie.
            W międzyczasie zrobiła masę różnych kursów, podyplomówek, jest ministerialnym
            doradcą, pisze, recenzuje publikacje innych, wykłada na podyplomówkach, i to
            wychodzi jej świetnie.

            Ad. zajętości - napisałam, że są dwa typy ludzi 'nie mam czasu'. Jedni
            faktycznie go nie mają i nie dostawisz im kreski w terminarzu, inni mają tak w
            nadmiarze, tak im przez palce przecieka, że myślą, że nie mają czasu (przykład
            'panów podsklepowych', co to wstają koło południa, idą pod sklep, stoją pod
            sklepem do wieczora, i dzień mają absolutnie zapełniony).

            Napisałam też, że świetny według mnie post merytoryczny, bo zastąpił rozdział
            podręcznika i kawałek 'wiedzy tajemnej', której ja musiałam nauczyć się 'z
            doświadczenia'.

            Teraz też napisałaś coś bardzo ważnego, jakby ktoś chciał wchodzić w animację
            kultury. Właśnie o tym, że przykro Ci, kiedy instruktor robi coś, co wydaje się
            łatwe, a Tobie to nie wychodzi. Zastępujesz tymi uwagami pół roku praktyki.


            --
            Ja 'od kuchni'... www.mixedlanguage.blox.pl
            • magdalaena1977 Re: warsztaty artystyczne - bywacie? 27.03.10, 23:34
              sarahdonnel napisała:

              > Ja nazywam to (chyba to, nie jestem pewna, ale tak pachnie wg
              > twojego opisu) 'Koszmar Perfekcjonisty'...
              Na pewno jest tak, że jeśli jestem w czymś naprawdę dobra , to zniechęca mnie
              robienie innych rzeczy, gdzie jestem bardzo słaba a jak się mega wysilę, to będę
              średnia.
              A już najgorzej robić takie rzeczy w grupie osób, którym wychodzi lepiej.

              Ale w szkole średniej i na studiach lubiłam samotne robótki ręczne mimo miernych
              efektów, podobało mi się samo plątanie nitek. Teraz czasami coś wyszyję
              krzyżykami (szczególnie kartki na ślub czy chrzest), bo tu efekt wychodzi mi
              najlepiej.
              --
              Magdalaena
    • tfu.tfu Re: warsztaty artystyczne - bywacie? 27.03.10, 11:45
      nie, bo mi szkoda kasy na takie :)
      ale gdyby np. były kółka dziewiarskie typu dziweiarki forumowe z miasta x
      spotykają się o godz. y w punkcie z i uczą od siebie nawzajem, to ja bym bardzo
      chętnie.
      jedyne co wyszło kilka razy to foto-wycieczki: umawiają się pstrykacze i łażą i
      pstrykają ;) udało się w w-wie, pułtusku, berlinie, glasgow i bardzo miło wspominam.
      --
      .............. fusy precz!
      LOBBY;)
      Daj mu dom
      • kubeczka Re: warsztaty artystyczne - bywacie? 13.04.10, 16:19
        Forumowe robótkowiczki spotykają się regularnie w różnych miastach.
        Ja bywam na warszawskich spotkaniach. Mile widziane są różne
        techniki. Zawsze można skorzystać z doświadczenia kogoś biegłego, ja
        nauczyłam się frywolitek. Interesowałam się płatnymi warsztatami,
        ale cena 120 zł za trzygodzinny kurs wydała mi się wygórowana.
    • daslicht Re: warsztaty artystyczne - bywacie? 27.03.10, 14:36
      Nie. Nie mam wyczucia w rękach. I nie lubię się babrać w lepkich rzeczach.

      Rysować umiem i chodziłam kiedys na kółko plastyczne. Tyle, że rysowanie w kółko martwych natur jest nudne jak diabli. Nie lubię też robić czegokolwiek jak ktoś się na mnie gapi. A jeszcze bardziej jak stanie i komentuje - od razu przestaję wykonywac czynność. Nie lubię robić czegoś na czas. A już do szewskiej pasji doprowadza mnie jak prowadzący/a podejdzie i zacznie mi smarować po rysunku. Ja rozumiem, że mi powie co można poprawić, ale łapy precz, SAMA TO ZROBIĘ.
      Po kolejnym "rysuj większy fragment martwej natury i przestań tak detalizować", oświadczyłam że "od dziś rysuję wyłącznie detaliczne fraktale, mam dość rysowania natur hurtem". Teraz rysuję tylko na wykładach. I cały czas twardym ołówkiem, miękkich nie lubię.

      --
      70/105
      Ja chyba śnię! Nine Inch Nails, KMFDM, Rammstein, Laibach, Marilyn Manson i Depeche Mode w ciągu jednego roku!
    • miss.et Re: warsztaty artystyczne - bywacie? 27.03.10, 18:09
      W moim rodzinnym mieście dość prężnie działało centrum kultury i organizowało
      różne warsztaty. Funkcjonowała tam też pracownia plastyczna prowadzona przez
      parę malarzy. Od zajęć u nich, coś w stylu "ferie w mieście", na które trafiłam
      dość przypadkiem, zaczęłam poważnie myśleć o zdawaniu na asp (znaczy się ja
      bardzo chciałam, ale nie miałam śmiałości, bo przecież ja nic nie umiem i tam
      studiują Prawdziwi Artyści a nie takie szaraki jak ja;)).
      Siostra też wysyłała tam dziecia na feryjne warsztaty filcowania czy tańca.
      Wszystkie ww imprezy były darmowe, dofinansowane z urzędu miasta. Smutne było
      tylko to, że mimo tego zainteresowanie było dość niewielkie - ludziom się
      zwyczajnie nie chciało przyprowadzić dzieci:(
      Za to moja mamunia w ramach uniwersytetu trzeciego wieku bardzo chętnie korzysta
      z takich warsztatów - była już na wyrobie biżuterii, składania witrażu, teraz
      chodzi na rysunek i malarstwo. Może to jest jakaś grupa docelowa? ;)
      --
      ET.folio
    • kasienka.body Re: warsztaty artystyczne - bywacie? 27.03.10, 21:23
      uwielbiam wszelkiego rodzaju rękodzieło - decoupage, filcowanie, scrap, biżuteria. Wszystkiego uczę się sama, ale nieskromnie powiem, że mam do tego smykałkę (tata artysta, mama z zamiłowania też). Natomiast jeśli chciałabym się czegoś nauczyć a nie dawałabym rady sama to chętnie poszłabym na takie warsztaty. Ważne, żeby nie były zbyt drogie, bo to będzie odstraszać. W moim mieście na pewno są organizowane takie kursy w dużej pasmaterii, która prowadzi też sprzedaż akcesoriów do rękodzieła.
      A propos - właśnie popełniłam filcową pisankę :)

      --
      -------------------------------------
      Zimowa mega wyprzedaż w sklepie BODY.
      www.body.sklep.pl
      kontakt@body.sklep.pl
    • yaga7 Re: warsztaty artystyczne - bywacie? 27.03.10, 21:30
      Nigdy nie byłam.

      Planuję iść na porządny kurs fotografii, ale to kwestia paru miesięcy pewnie.

      Z rękodzieła za czasów licealnych bawiłam się w szydełkowanie i haftowanie, i to
      by było na tyle. Szyć ani robić na drutach nie potrafię.
      Jakbym miała więcej wolnego czasu, może bym się za coś zabrała, ale raczej marne
      szanse, bo takie aktywności są raczej na końcu listy rzeczy do robienia w wolnym
      czasie, mam po prostu inne priorytety :)
      --
      Sygnaturka chwilowo nieczynna
    • alex_k Re: warsztaty artystyczne - bywacie? 29.03.10, 09:31
      Prowadzę takie warsztaty od ponad 2 lat w lokalnym centrum kultury.
      Kobitki przychodzą bardzo chętnie, bywają i 20 - latki i 80 - latki
      też. Te które już się naumiały, przychodzą na kolejne edycje kursu,
      bo lubią porobić coś razem, nasze spotkania nazywaja "darciem
      pierza", oprócz materialow potrzebnych do pracy na stole ląduje
      herbata, ciacha do tego sympatyczne pogaduchy tematyczne ;-)
      Dodam tylko, ze centrum w dużej części sponsoruje paniom te
      warsztaty, płacą naprawdę niewielką sumę własciwie tylko za zużyte
      materiały.
      Jeśli omnie chodzi, gdyby ktoś zechciał w moim mieście poprowadzić
      np kurs wyrobu biżuterii albo scrapbookingu, poszłabym na pewno.

      --
      62/87 60G

      Mój decoupage
      Jak odszukać "tego przeklętego motyla, który-trzepocząc skrzydełkami-
      powoduje wszystkie burze, jakie nas nachodzą, i zmusić go, zeby
      przestał"?
    • biedrona_a dzięki! 12.04.10, 15:22
      Bardzo Wam dziękuję Dziewczyny za wszystkie odpowiedzi.
      I te na tak i te na nie. Zarówno jedne jak i drugie dały mi wiele wskazówek, na co zwrócić uwagę przy ewentualnej organizacji takich warsztatów.
      Jak już zacznę działać w tym temacie, pewnie się pochwalę jak mi idzie :)
      --
      biżuteria - nie tylko z cynamonu ;)

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka