Dodaj do ulubionych

minimum higieny wymagane dla zdrowia

26.01.11, 11:57
jakie jest - Waszym zdaniem - minimum higieny, ktore zapewni zdrowie? chodzi mi o brak chorob, zwiazanych ze zla higiena itp. i nie chodzi mi o Wasze "fisie" (typu zmiana recznika po kazdym uzyciu lub prysznic 4 razy dziennie), bo wiadomo, ze zdarzaja sie rozne dziwactwa i nikomu nic do tego. chodzi o to, co uwazacie za KONIECZNE w sprawach higieny i to glownie ze wzgledow zdrowotnych, a nie estetycznych. nie chodzi mi o "zadbanie", jeno o bycie czystym :)

czytajac rozne fora internetowe, dochodze do wniosku, ze brudas ze mnie ;) moje rodziny (zalozona i ta, w ktorej sie urodzilam), jak i rodziny meza - tez. wiem, ze ludzie w internecie pisza rozne rzeczy, ale - tak mi sie wydaje - tutaj pewnie jest sporo prawdy, bo niby po co klamac? oraz wypowiedzi o tej "nadmiernej" - wedlug mnie - higienie sa zbyt powszechne... nie chodzi mi o to, zeby innych krytykowac - nic mi do tego - chodzi o fakt, co jest niezbedne ze wzgledu na zdrowie. bo na ogol te osoby, ktore "przesadzaja" uznaja to za absolutnie niezbedne i twierdza, ze bez tego zginie sie marnie - umrze z brudu i syfow z tym zwiazanych...

a ja i moje rodziny naprawde mamy sie dobrze. nasze dzieci nie mialy na razie nigdy zadnych "chorob brudnych rak", w ogole nie choruja duzo, zdrowe, silne dzieci, dobrze sie rozwijaja. maz i ja tez do chorowitkow nie nalezymy, u jego rodziny to samo. wprawdzie siostra mojego meza zmarla mlodo, ale na przewlwkla chorobe jelit i raka, wiec nie sadze, aby to bylo zwiazane z higiena, jego mama ma ponad 80 lat i radzi sobie dobrze, moja babcia to samo...

jakos nie wydaje mi sie, aby nasz "brak higieny" pogarszal nasze zdrowie. i zastanawiam sie (zupelnie powaznie), czy po prostu "glupi ma szczescie", czy jednak te wspolczesne wszechobecne "wymagania higieniczne" sa przesadzone?

wiem, ze to nie takie forum, ale dodam, dla uscislenia, ze brudni absolutnie nie chodzimy :) jestesmy czysci i (na ogol) pachnacy. nie zauwazylam, aby z "powodow higienicznych" ludzie nas unikali ;)

nie pisze (na razie), jakie sa - wedlug mnie - minimalne zasady higieny, zeby nie zaburzyc "badania" :P


--
Badz Piekna Naturalnie, czyli blog o kosmetykach naturalnych :)
Edytor zaawansowany
  • teresa104 26.01.11, 12:17
    Pewien znany mi kucharz na wieść, że zbliża się tak zwana sanitarna, skrył się w składziku, by wymoczyć dłonie w spirytusie. Był to ruski royal, wówczas częsty zamiennik legalnego alkoholu. Po kilkudziesięciu minutach kontrolerzy nadeszli, jak się spodziewano, pobrali próbki z dłoni personelu, wyskrobiny spod paznokci. Za kilka dni nadszedł alarmujący raport, iż na dłoniach kucharza są ślady frakcji ropy naftowej, metale ciężkie, rtęć, kadm. Restaurację zamknięto do wyjaśnienia.

    Się myje, się pierze, się omiata. Żeby być czystym, żeby szmaty nie śmierdziały, żeby nie było szaro, żółto, brunatno, żeby koty z kurzu siedziały za szafą i nie wyłaziły na salony.
  • roza_am 26.01.11, 12:24
    Tu masz świeżutki artykuł z opiniami eksperta. Myślałam po tytule, żze właśnie do niego nawiązujesz tym wątkiem.


    --
    Katalog dobrych sklepów
    Stanikowa Mapa na Facebooku
  • smutny.wybor 28.01.11, 10:09
    No tak, ale autorka w sumie nie powiedziała, na czym polega ich "brak higieny". Czy to jest prysznic raz dziennie, czy raz w miesiącu? Czy na bieliźnie noszą "Poniedziałek", "Wtorek"... czy może "Styczeń", "Luty"...?

    Więc ciężko się wypowiedzieć

    --
    przeciw-a-nie-za
  • bathilda 26.01.11, 13:22
    To się zmienia w czasie - spójrz tutaj:

    klarkamrozek.blogspot.com/2011/01/sowo-na-niedziele.html

    Uwaga - nie czytać jedząc ;)
  • felisdomestica 26.01.11, 13:22
    Nikt nie chce być uznany za brudasa. Stąd ta higieniczna histeria. Agatha Christie powtarzała, że dziecko należy wychowywać w kontakcie z rozsądną ilością brudu. Mądra kobieta, wyprzedziła swoją epokę :-).
  • aankaa 26.01.11, 22:01
    felisdomestica napisała:

    > Nikt nie chce być uznany za brudasa. Stąd ta higieniczna histeria. Agatha Chris
    > tie powtarzała, że dziecko należy wychowywać w kontakcie z rozsądną ilością bru
    > du. Mądra kobieta, wyprzedziła swoją epokę :-).

    starej daty pediatrzy mawiali "dziecko jest albo czyste, albo szczęśliwe". Na szczęście mam tyle lat, że trafiłam na takowych. Progenitura nie jest chorowita, żadnych alergii, a przemarznięte/przemoknięte "leczę" gorącą kąpielą + aspiryna
  • jul-kaa 26.01.11, 22:56
    aankaa napisała:
    > starej daty pediatrzy mawiali "dziecko jest albo czyste, albo szczęśliwe".

    Przyznałam się kiedyś (z odrobiną lęku przed zbesztaniem ;)) pediatrze mojego syna, że nie kąpię go codziennie. Pochwaliła mnie :)
  • zooba 26.01.11, 14:08
    Ok, mały coming out - nie myję codziennie uszu, nawet nie co dwa dni, myję jak tylko mi coś w nich przeszkadza - a jest to rzadko.

    Kiedyś w pracy się przyznałam, nie było miło...
  • klymenystra 26.01.11, 14:44
    Dla mnie minimum w "normalne" dni, czyli wtedy, kiedy nie mam okresu, nie ma upałów, czy nie tańczę i nie cwiczę (dobra, te dwie rzeczy robię kilka razy w tygodniu :P), to prysznic rano, kąpiel wieczorem, mycie rąk, jak są brudne i po wizycie w toalecie, mycie zębów/płukanie płynem po każdym posiłku i przed każdym wyjściem, mycie włosów na tyle często, żeby nie były tłuste (w moim przypadku codziennie, co dwa dni).
    --
    Jestem z Krakowa. Mówię "oglądnąć", "kapło" i "sznurówki". Oraz "weka", "cwibak", "sznycel" i "zastrugaczka". I mam do tego prawo. Halte à la mort des langues!
  • titta 28.01.11, 10:45
    Jak dla mnie to jest maksimum, nie minimum. Odpada: kapiel wieczorem. Pozostaje, prysznic rano, wieczorem tyko w wypadku intensywnego dnia, konkretnego zabrudzenia. Kompiel od czasu do czasu - raczej dla relaksu.
  • titta 28.01.11, 10:54
    Chm...poczytalam kawalek dalej. Ja nie mieszkam przy ruchliwej ulicy, co prawda do klepiska daleko ale powietrze czyste. Woda zreszta tez.
    no i jablka po umyciu obieram: za duzo chemi na skorce.

    Z anegdot dodam, ze wlosy musze miec umyte niezaleznie od warunkow. W efekcie zdazylo mi sie mycie w rzece przy 10 stopniac C i w arunkach polowych w temp. ok 0. Oraz rozwazanie w tropikach czy sie przypadkiem nie ogolic ;)
  • zawsze_zielona 26.01.11, 15:31
    Moje minimum to prysznic rano (w lato rano i wieczorem), wlosy raz na trzy dni (ale to dlatego, ze pozbylam sie szamponow z silikonami i teraz wlosy dluzej wytrzymuja), rece po kazdej wizycie w toalecie (w pracy takze przed, ale to dlatego, ze mam kontakt z roznymi odczynnikami). Zmiana bielizny i skarpet/rajstop codziennie, ale stanik piore dopiero po trzech zalozeniach (chyba ze to lato i sie czlowiek poci).

    Recznik zmieniam jak zachodzi potrzeba, zwykle raz na 5-6 dni, robot odkurza 2 razy w tygodniu (okragly, wiec w katach musze odkurzac sama, zwykle robie to jak zaczyna mi to przeszkadzac). Posciel tez zmieniam jak zaczyna mi przeszkadzac, ale nigdy nie zaczela mi przeszkadzac wczesniej niz po trzech tygodniach od ostatniej zmiany (ale spimy w nieogrzewanym pokoju, nie wiem, czy to ma znaczenia).

    Toalete czyszcze zwykle czyms co usuwa kamien, bo w DK jest koszmarnie twarda woda, a nie "zabija na smierc". W maju urodzi sie nam pierwsze dziecko i tez nie zamierzam zmieniac naszych przyzwyczajen (chyba, ze dziec bedzie spal tylko przy dzwieku odkurzacza;).
    --
    75B jest jak YETI
    NaGIE Biusty
  • daslicht 26.01.11, 16:19
    Obrzydliwe jest, gdy ludzie ściągają ubłocone buty i rąk nie umyją, ale jak najbardziej posmarują kremem. Albo jak nie myją rąk po wyjściu z toalety. Bleee!

    --
    77/105 (70H)
    Too big, too small, size does matter after all...
    It's dead, Jim
  • kotwtrampkach 26.01.11, 18:47
    daslicht napisała:

    > Obrzydliwe jest, gdy ludzie ściągają ubłocone buty i rąk nie umyją, ale jak naj
    > bardziej posmarują kremem. Albo jak nie myją rąk po wyjściu z toalety. Bleee!

    chyba mam bardziej liberalne podejście :)
    No, pod warunkiem, że ta osoba nie przygotowuje DLA MNIE jedzenia (dla siebie czy kogokolwiek innego zupełnie mi nie przeszkadza).

    np. bywałam w toaletach, w których proces mycia rąk i wycierania był bardziej niehigieniczny niż brak tych czynności (brak ciepłej wody, mydła, brudny dozownik, kurek , brak czegokolwiek do wytarcia rąk etc) ;-) Ale znam ludzi, którzy potrafią wytrzymać i nie korzystać z toalety w miejscach publicznych - można i tak.

  • nople 27.01.11, 18:40
    Tak, ale wówczas (tzn jeśli toaleta jest w strasznym stanie, a trzeba skorzystać) - można użyć odpowiedniego żelu/chusteczek.
    Niestety niektórzy po wyjściu nawet z wyjątkowo czystych toalet nie myją rąk :(
    I podać potem takiej osobie rękę....
    --
    NOPLE.pl - nowy serwis bez skrajności
    Eko - przepisy, wiadomości ekologiczne, eko - gadżety i prezenty, zdrowe życie, eko- dziecko, ekologiczny dom
    <http://www.nople.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=89:naturalne-farbowanie&catid=32:eko-uroda&Itemid=56">Farbowanie włosów - bez chemii</a>
  • madzioreck 27.01.11, 18:50
    > Niestety niektórzy po wyjściu nawet z wyjątkowo czystych toalet nie myją rąk :
    > (

    Co to znaczy "wyjątkowo czysta toaleta"? To, ze nie ma widocznego syfu?
    Bo tu raczej chodzi o to, że zanim umyjesz ręce po skorzystaniu, to dotykasz rękoma baterii przy umywalce, dozownika z mydłem, po czym już umytymi rękoma na przykład zakręcasz wodę, znów dotykając usyfionej, choc na oko czystej, baterii.
    Ale jeśli ktoś nie myje tych rąk, bo nie, to nawet samodezynfekująca się bateria tego nie zmieni.
  • kotwtrampkach 26.01.11, 17:08
    tak mi się skojarzyło, że mimo, ze tutaj są świetne kobiety i w wielu sprawach mozna na nie liczyć, to czasem zwyczajnie nie warto pisać wszystkiego szczerze, bo można nieźle dostać po uszach..
    Mnie sie wydaje, ze reklamowana sterylność jest szkodliwa dla zdrowia.
    Ale poza sterylnoscią jest czystość - i ta jest konieczna, bo żyjemy bardzo blisko innych ludzi. I dużo zależy od naszych indywidualnych właściwości - jeżlei ktoś się bardzo poci/brudzi, możliwe, ze powinien brać prysznic 3 razy dziennie - jeżeli wcale moze i wystarczy mu raz na 5 dni? Nie wiem, jaka jest granica - ja współczuję ludziom mającym jakieś polipy w nosie +słaby wzrok+brak szczerych ludzi wokół +zaburzenia dotyku, odczuwania bólu etc..

    ale wracając do granic higieny.. kiedy mówimy o chacie drewnianej, w dziewiczym lesie, nad źródłem czystej wody, pod bezspalinowym niebem - to zakurzone klepisko, latryna za rogiem czy spoceni ludzie jedzący nieprzetworzony chemikaliami obiad ma się nijak do mieszkania przy ruchliwej ulicy w dużym mieście, w pobliżu domków jednorodzinnych których właściciele spalają smieci w którym (mieszkanku)matka myje dziecku jabłko w zimnej wodzie ;-)

    ja zmywam tę tłustą warstwę z jabłek płynem do mycia naczyń ;-)CZasem myślę, że to śmieszne - tu chemia i tu. Ale ta powłoka obrzydza mnie strasznie..
  • elftherinii 26.01.11, 17:15
    Kocie dziękuję za ostanie zdanie! Myślałam że tylko ja traktuję jabłka płynem do mycia naczyń/mydłem. ^^
    Dla mnie absolutnym minimum jest prysznic raz dziennie (bo uwielbiam go brać) i umycie włosów codziennie. Nie znoszę chodzić spać z takimi po całym dniu - autobusy, czapki, kurz, a fe.
    Za to w warunkach rejsowych mogę nie myć się i 3 dni i nie czuję dyskomfortu (oprócz włosów bo się tłuszczą). Możliwe, że jeśli wszyscy od tych 3 dni się nie myli to po prostu hmm... zdudniamy się i nie zwracamy uwagi;)
    --
    elftherinii@yahoo.com
  • kotwtrampkach 26.01.11, 18:40
    elftherinii napisała:

    > Kocie dziękuję za ostanie zdanie! Myślałam że tylko ja traktuję jabłka płynem d
    > o mycia naczyń/mydłem. ^^
    :):)

    > bo uwielbiam go brać [prysznic]

    myslę, że to uwielbianie jest kluczem do całości. miss-alchemist też pisała o zdrowiu psychicznym. WYdaje mi się, że jest duża różnica pomiędzy "czyszczę szklanki octem, żeby błyszczały, bo uwielbiam jak nie mają śladów" (niedawno usłyszałam), a "czyszczę szklanki do całkowitego braku śladów/ wspaniałego błysku bo muszę/bo teściowa mnie zje/bo koleżanka o mnie źle pomyśli"

    chociaż.. człowiek potrafi sobie dużo wytłumaczyć, wmówić innym i sobie przedziwne fakty i zależności. Ale ja lubię wierzyć że moi rozmówcy i ja sama jesteśmy świadomi :):)
  • misself 27.01.11, 18:45
    kotwtrampkach napisała:
    >
    > myslę, że to uwielbianie jest kluczem do całości. miss-alchemist też pisała o z
    > drowiu psychicznym. WYdaje mi się, że jest duża różnica pomiędzy "czyszczę szkl
    > anki octem, żeby błyszczały, bo uwielbiam jak nie mają śladów" (niedawno usłysz
    > ałam), a "czyszczę szklanki do całkowitego braku śladów/ wspaniałego błysku bo
    > muszę/bo teściowa mnie zje/bo koleżanka o mnie źle pomyśli"

    Są jeszcze tacy: "czyszczę szklanki Domestosem, żeby zabić wszystkie bakterie" i "jak w domu pachnie chlorem, to znaczy, że jest czysto". To już, można powiedzieć, jest choroba. I nadmierna dbałość o sterylność.

    Też biorę prysznic 1-3 razy dziennie - bo to lubię, lubię czuć się czysta i świeża.
    Ale tak naprawdę śmierdzieć zaczynam po 3-4 dniach (niestety sprawdziłam to, kiedy ostatnio miałam paskudną grypę i najpierw nie miałam siły na prysznic, a potem przez 2 dni nie mieliśmy ciepłej wody).
    Zmiany skórne pojawiają się, przypuszczam, dopiero po wielu tygodniach śmierdzenia.
    --
    "Rozmiar S. S jak: sorry, nie zmieścisz się."
    ich4pory.blogspot.com
  • tyggrysio 27.01.11, 20:04
    > Zmiany skórne pojawiają się, przypuszczam, dopiero po wielu tygodniach śmierdzenia.

    Polecam film, w którym dwie osoby biorą udział w higienicznym eksperymecie:
    vod.onet.pl/jak-bardzo-mozna-byc-brudnym,6901,film.html
    Widać, że na niemyciu znaczniej bardziej niż skóra cierpią zęby.
  • ederlezi1981 26.01.11, 19:27
    kotwtrampkach napisała:
    > ja zmywam tę tłustą warstwę z jabłek płynem do mycia naczyń ;-)CZasem myślę, że
    > to śmieszne - tu chemia i tu. Ale ta powłoka obrzydza mnie strasznie..
    No ja tak z papryką z marketu robię. Z papryką kupowaną latem na bazarku jakos nie, bo ona nie ma takiej tłustej warstwy.
    --
    Tak, jestem feministką. Nie palę staników, tylko je kupuję i noszę
  • szarsz 26.01.11, 19:42
    Ja też myję jabłka płynem do naczyń... Cichcem i po ciemku w kuchni, żeby się mąż nie zwiedział. Tylko skąd Wy o tym wiecie?
  • origami_21 27.01.11, 16:19
    A ja myję wiekszość owoców w ten sposób. Oczywiście z wyłączeniem np. truskawek. I robię to całkiem "legalnie":)
    --
    Nudne kobiety mają nieskazitelnie czyste domy.
  • magdalaena1977 26.01.11, 19:59
    kotwtrampkach napisała:
    > ja zmywam tę tłustą warstwę z jabłek płynem do mycia naczyń ;-)CZasem myślę, że
    > to śmieszne - tu chemia i tu. Ale ta powłoka obrzydza mnie strasznie..
    Ale ona wytwarzana przez samo jabłko !

    Jednak pani dietetyk proponowała kiedyś na spotkaniu celiaków, żebyśmy umyli jabłko ludwikiem i szczoteczką , a potem poczekali i sprawdzili, że powłoka się pojawi,

    --
    Magdalaena
  • elftherinii 26.01.11, 20:02
    Hmm ale to jak to jest, że na jabłkach z ogrodu od dziadka takiej powłoki nie ma?:)
    Kwestia gatunku?
    --
    elftherinii@yahoo.com
  • jul-kaa 26.01.11, 20:09
    elftherinii napisała:

    > Hmm ale to jak to jest, że na jabłkach z ogrodu od dziadka takiej powłoki nie m
    > a?:)
    > Kwestia gatunku?

    Ja myślę, że tak. Są jabłka z powłoką, są bez :)
  • jehanette 27.01.11, 11:12
    Woski są to produkty pochodzenia naturalnego pełniące u roślin i zwierząt rolę ochronną przed uszkodzeniem mechanicznym oraz przed zbytnią utratą wody na skutek parowania. Powlekają one cienką warstwą ochronną liście, owoce, pióra, skórę uodparniając je na działanie szkodliwych czynników chemicznych i biologicznych. Przykładem na to może być woskowa powłoka jabłek (składająca się z palmitynianu mirycylu, cetylu, stearynianów, a także alkanów o 27 i 29 atomach węgla w cząsteczce).


    [url=http://www.sciaga.pl/tekst/16265-17-woski_znaczenie_i_budowa_chemiczna] źródło [/url]

    mnie to jakoś nie obrzydza :D
    --
    Jestem Lobbystką!
    Piszemy - czytajcie!
  • mondego1 27.01.11, 19:18
    a moze proscie jablko obrac??
  • misself 27.01.11, 18:47
    elftherinii napisała:

    > Hmm ale to jak to jest, że na jabłkach z ogrodu od dziadka takiej powłoki nie m
    > a?:)

    Spróbuj wypolerować takie jabłko z ogrodu...
    --
    VII. Starać się być szczęśliwym, bo tylko tacy ludzie mogą dać szczęście innym. [Z. Herbert]
  • zmijunia.lbn 27.01.11, 19:19
    misself napisała:

    > elftherinii napisała:
    >
    > > Hmm ale to jak to jest, że na jabłkach z ogrodu od dziadka takiej powłoki
    > nie m
    > > a?:)
    >
    > Spróbuj wypolerować takie jabłko z ogrodu...

    No błyszczy się, owszem, ale jakoś nie klei do rąk ;)

    --
    65/71/89/97 = 30FF? 30F? Cycki mi zmalały! :(
    W głowie dyskoteka trwa ;)
    nie używam gazetowego - zmijuniaminor[at]wp.pl
  • elftherinii 27.01.11, 20:52
    Hmm a po co poleruje się jabłka?:D I faktycznie - takie jabłko nie zostawia mi klejących się rąk po dotknięciu.

    A do posta trochę wyżej - pod skórką jest najwięcej witamin, więc obieranie jej jest bez sensu:)
    --
    elftherinii@yahoo.com
  • palacsinta 27.01.11, 21:37
    elftherinii napisała:

    > Hmm a po co poleruje się jabłka?:D

    Po to, po co froteruje się zapastowaną podłogę.

    > I faktycznie - takie jabłko nie zostawia mi
    > klejących się rąk po dotknięciu.
    >

    Skład tego wosku różni się w zależności od gatunku, do tego w sklepach czasami dodatkowo woskuje się owoce, np. szelakiem albo woskiem karnauba. O: postharvest.tfrec.wsu.edu/pgDisplay.php?article=N2I2A
  • zmijunia.lbn 27.01.11, 22:07
    palacsinta napisała:

    > Skład tego wosku różni się w zależności od gatunku, do tego w sklepach czasami dodatkowo woskuje się owoce, np. szelakiem albo woskiem karnauba. O: postharvest.tfrec.wsu.edu/pgDisplay.php?article=N2I2A

    I to jest chyba kluczowa kwestia. ;)
    Nie wierzę że to lepkie, tłuste coś, o którym mówię, jest wytworem samego jabłka - tak się jakoś składa, że macane przeze mnie jabłka z supermarketów lepiły się zawsze, a te z innych źródeł (targ, osiedlowe sklepiki, znajomi, nawet mały osiedlowy supermarkecik) nigdy. Nie jestem w stanie uwierzyć, że wszystkie supermarkety dobierają po prostu takie gatunki jabłek (inna sprawa, że te z dużych sklepów często w ogóle są no-name, a ja niestety jadam tylko wybrane odmiany, bo jabłek tak generalnie nie lubię).

    --
    65/71/89/97 = 30FF? 30F? Cycki mi zmalały! :(
    W głowie dyskoteka trwa ;)
    nie używam gazetowego - zmijuniaminor[at]wp.pl
  • izas55 28.01.11, 06:53
    No więc nie do końca jest tak, że jak na jabłku jest coś grube i lepkie o na pewno człowiek to powoskował. Do dziś pamiętam jabłka z ogrodu mojego dziadka. Była to bardzo późna odmiana do przechowywania na zimę. Bardzo duże żółtozielone, słodkokwaśne i bardzo soczyste. Wytrzymywały w piwniczce aż do wiosny. A do tego pokryte kilkumilimetrową warstwą wosku. Jak najzupełniej naturalnego. Mój dziadek nazywał te jabłka "smalcówki" bo tak gruba i niemalże mazista była ta warstwa. Warstwa na jabłkach kupowanych w sklepie to na prawdę niezauważalny drobiazg przy tamtych jabłkach. Przy okazji, ponieważ lobbystki wiedzą wszystko, czy któraś może wie jak to może być odmiana? Bo ani drzewa ani dziadka już niestety nie ma.... a to dla mnie jeden z tych smaków dzieciństwa za którym tęsknię i nie mogę go w żaden sposób odtworzyć.
  • wariamiktoria 28.01.11, 08:53
    www.niam.pl/produkty/produkt/4862-smalcowka
    www.ppr.pl/artykul-wracaja-malinowki-i-kosztele-124553.php w Skierniewicach są na pewno, może skontaktuj się z nimi po szczegóły?
  • izas55 28.01.11, 12:29
    Nie jestem bardzo wylewna w uczuciach, ale kocham cie po prostu ;-).
  • ciociazlarada 28.01.11, 17:15
    Ja również bardzo dziękuję za linki. Nie jadam jabłek od wielu lat, bo są po prostu niedobre, natomiast za porządną, prawdziwą Papierówkę dałabym się pokroić, nie mówiąc już o tym, że kaczka nadziana Szarą Renetą albo Antonówką smakuje 400 razy lepiej niż wypchana tym różowym badziewiem z holenderskiego marketu.

    Z zapałem śledzę i kibicuję takim inicjatywom!
    --
    dragcave.net/user/Nerpa Smoki i ich dzieci proszą o kliki:)
  • turzyca 28.01.11, 17:28
    A Holendrzy nie maja wlasnych starych odmian? Ja jestem na etapie zglebiania wiedzy o niemieckich starych odmianach (co mi umiarkowanie wychodzi, bo jakos sie rozmijam w moich planach z dniami targowymi, ale probuje) i jestem przyjemnie zaskoczona. No nie sa to kosztele, ale niektore sa calkiem fajne, powoli przestaje tesknic za szara reneta.
    --
    24 kilo klonow.
  • ciociazlarada 28.01.11, 17:46
    Coś tam muszą mieć, ale ja już nie mieszkam w Holandii od dłuższego czasu. To chłop robi kaczkę, on kupuje jabłka i wciąż tam mieszka.

    Natomiast Papierówki, mogę oficjalnie potwierdzić, są w Niemczech na pewno. Trzy lata temu w Trewirze na Rajdzie Niemiec nie wzięłam autografu Sebastiana Loeba, bo miałam wcześniej bliskie spotkanie z Papierówką, która, nawiasem mówiąc, niehigienicznie rosła przy obwodnicy. Miałam jabłka wszędzie, zrobiłam nawet minitorbę z koszuli:) Wygrywanie rajdów zdarza się dość często, natomiast dobra Papierówka coraz rzadziej. Trzeba więc znać swoje priorytety.
    Jeśli mieszkasz w okolicy, mogę Ci dać namiar na to drzewo, jest w publicznym miejscu, więc "bycie w szkodzie" Ci nie grozi:)
    Jak będę miała własny ogród, to przy kolejnym Rajdzie Niemiec wezmę stamtąd szczepkę albo oczko i zrobię sobie swoją Papierówkę. Service Park jest zazwyczaj w tym samym miejscu, czyli tuż koło mojej Papierówki Trewirskiej:)
    --
    dragcave.net/user/Nerpa Smoki i ich dzieci proszą o kliki:)
  • felisdomestica 28.01.11, 20:09
    Papierówka, czyli Oliwka Żółta lub Inflancka jest jak najbardziej do kupienia w Polsce :-). Nie wiem, jak jest z przewożeniem roślin w obrębie Unii. Z gołym korzeniem chyba można.
  • ciociazlarada 28.01.11, 18:10
    Jestem właśnie w tej chwili w Holandii i nie zdawałam sobie sprawy, że za moimi plecami leży na regale część książek sadowniczych, które odziedziczyłam po dziadku. Mam więc w tej chwili na kolanach "Deutsche Obstsorten", tom trzeci z trzech, "Steinobst":)
    Książka jest co prawda wydana w 1964, więc nie taka stara, ale wszystkie odmiany mają obrazki i bibliografię:) Jeżeli szukasz czegoś konkretnego, może będę mogła pomóc? Mam jeszcze starsze książki sadownicze po dziadku, ale to niestety w Polsce, gdzie jestem rzadko.
    --
    dragcave.net/user/Nerpa Smoki i ich dzieci proszą o kliki:)
  • turzyca 28.01.11, 18:35
    Dzieki za propozycje, ale nie dosc ze biblioteka uniwersytecka ma calkiem niezly zbior literatury, to jeszcze jak sie pojedzie tam, gdzie jakies normalne jablka mozna kupic, czyli na targ, to sie trafia na pasjonatow, ktorym milosc do jablek pozwala nawet przezwyciezyc polnocnoniemiecka mrukliwosc. Tak wiec jak juz sie zbiore i pojade i zazycze sobie "wie pan, takich jablek, zeby bylo chrupkie, ale nie twarde, kwaskowate, ale nie kwasne, slodkawe, ale nie slodkie" ;) to pan sie sprezy i wlasciwe jablka dostane.
    --
    24 kilo klonow.
  • felisdomestica 28.01.11, 20:14
    Polskie stare odmiany to są bardzo często niemieckie stare odmiany :-), np. boiken czy grafsztynek. Jak ci się gdzies uda znaleźć grafsztyna (nazwa niemiecka Gravensteiner) to kupuj na pniu.
  • ciociazlarada 28.01.11, 22:45
    Dzięki, dobrze wiedzieć (zwłaszcza z tą Papierówką, tudzież Oliwką). Grafsztynek jest w mojej książce (tom pierwszy).
    Po moim dziadku w ogrodzie rodziców zostały Kaiser Wilhelm i Piękna z Boskoop, cały czas rosną i mają się dobrze. Nie wiem, na ile odmiany te są dostępne na rynku, ja nie pałam do nich wielką miłością, bo średnio mi smakują.
    --
    dragcave.net/user/Nerpa Smoki i ich dzieci proszą o kliki:)
  • turzyca 28.01.11, 23:04
    > Po moim dziadku w ogrodzie rodziców zostały Kaiser Wilhelm i Piękna z Boskoop,
    > cały czas rosną i mają się dobrze.

    Boskoop jest w Niemczech chyba naszym odpowiednikiem szarej renety - w kazdym razie jak sie pytalam o jablka do pieczenia, to boskopy byly wymieniane prawie automatycznie.

    A z ciekawostek - podobno czerwone boskopy maja malo alergenow.
    --
    24 kilo klonow.
  • brykanty 29.01.11, 13:14
    Melduję, że na bazarku koło Uniwersamu przy rondzie Wiatraczna od jakiegoś czasu na jednym stoisku pojawiły się jabłka pod nazwą Boskop. Jak sądzę, to może być Piękna z Boskoop. Są bardzo smaczne, ciemnoczerwone z dużym udziałem tej szorstkiej jasnooliwkowej skórki, takiej jak na prawdziwych antonówkach przy ogonku była.
    --
    Koty. Koty są miłe.
  • pierwszalitera 29.01.11, 13:50
    brykanty napisała:

    > Melduję, że na bazarku koło Uniwersamu przy rondzie Wiatraczna od jakiegoś czas
    > u na jednym stoisku pojawiły się jabłka pod nazwą Boskop.

    Boskop to najlepsza odmiana do ciast, szarlotek, wypieków, musów i podobnej obróbki. Miąż tych jabłek jest pomimo sporej ilości cukru lekko kwaskowaty i rozpada się podczas pieczenia na gładko, nie robiąc wrażenia twardych, surowych kawałków, które dają inne odmiany w cieście. Boskop doskonałe są z tego powodu też na pieczone jabłka.
  • palacsinta 28.01.11, 10:56
    zmijunia.lbn napisała:

    > palacsinta napisała:
    >
    > > Skład tego wosku różni się w zależności od gatunku, do tego w sklepach czasami dodatkowo woskuje się owoce, np. szelakiem albo woskiem karnauba. O: postharvest.tfrec.wsu.edu/pgDisplay.php?article=N2I2A
    >
    > I to jest chyba kluczowa kwestia. ;)

    Tak, tylko ww. substancje są stosowane również w przemyśle farmaceutycznym i cukierniczym, pokrywa się nimi powierzchnię różnego rodzaju pastylek. A jakoś nie słyszałam, żeby ktoś wpadł na pomysł szorowania np. ibupromu albo m&msów.

    > Nie wierzę że to lepkie, tłuste coś, o którym mówię, jest wytworem samego jabłk
    > a - tak się jakoś składa, że macane przeze mnie jabłka z supermarketów lepiły s
    > ię zawsze, a te z innych źródeł (targ, osiedlowe sklepiki, znajomi, nawe
    > t mały osiedlowy supermarkecik) nigdy. Nie jestem w stanie uwierzyć, że
    > wszystkie supermarkety dobierają po prostu takie gatunki jabłek (inna sprawa, ż
    > e te z dużych sklepów często w ogóle są no-name, a ja niestety jadam tylko wybr
    > ane odmiany, bo jabłek tak generalnie nie lubię).
    >

    W ramach dowodu anegdotycznego: ja mam dokładnie odwrotne wrażenie, że to te z supermarketów są śliskie i świecące, a "od chłopa" lepkie i matowe.
  • kotwtrampkach 28.01.11, 13:12
    hmm.. ciekawe.. Potrzebuję to jakoś sprawdzić dodatkowo, w sumie moja pamieć lubi czasem spłatać figla..

    A co do róznicy bazarek/supermarket - ja specjalnej róznicy nie widzę. Choć w osiedlowym sklepiku udało mi się w ubiegłym roku kupić sałatę z gąsienicami (tłumaczyłam to niepryskaniem :-) ), to nie mam złudzeń, że warzywa pochodzą z tych samych hurtowni. Wystarczy pojawiać się na targu w większym mieście o różnych porach dnia - można zobaczyć, jak babina kupuje skrzynkę kalafiorów czy pomidorów z tej samej cieżarówki, z której biorą wszyscy pozostali, a potem sprzedaje jako "swoje" :)
  • zmijunia.lbn 28.01.11, 15:53
    palacsinta napisała:

    > W ramach dowodu anegdotycznego: ja mam dokładnie odwrotne wrażenie, że to te z
    > supermarketów są śliskie i świecące, a "od chłopa" lepkie i matowe.

    Hm.. Te które ja macałam były lepkie, śliskie raczej nie, ale świecące jak najbardziej. Te od chłopa świecące albo matowe, zależnie od gatunku, ale lepkie nigdy. I bądź tu człowieku mądry..

    --
    65/71/89/97 = 30FF? 30F? Cycki mi zmalały! :(
    W głowie dyskoteka trwa ;)
    nie używam gazetowego - zmijuniaminor[at]wp.pl
  • zmijunia.lbn 27.01.11, 19:15
    kotwtrampkach napisała:

    > ja zmywam tę tłustą warstwę z jabłek płynem do mycia naczyń ;-)CZasem myślę, że
    > to śmieszne - tu chemia i tu. Ale ta powłoka obrzydza mnie strasznie..

    Tłustą warstwę? O fuuuuuuu, dlatego nigdy nie jem jabłek z supermarketu. Wolę już takie od nie-wiadomo-kogo, poczciwego rolnika-sadownika niż nawoskowane nie-wiadomo-czym-ale-strasznie-się-klei. ;)

    --
    65/71/89/97 = 30FF? 30F? Cycki mi zmalały! :(
    W głowie dyskoteka trwa ;)
    nie używam gazetowego - zmijuniaminor[at]wp.pl
  • miss-alchemist 26.01.11, 17:21
    Nie wiem jak tam ze zdrowiem fizycznym, ale dla mojego zdrowia psychicznego ;) prysznic dwa razy dziennie, włosy raz dziennie, mycie rąk po każdym wyjściu z toalety, zęby tak ze trzy razy dziennie.

    Natomiast mam spore ciśnienia w kwestii higieny w miejscach publicznych :P sikanie na małysza lub 5 warstw papieru toaletowego na desce to dla mnie standard. Wystarczyło mi dwa razy pójść na basen, żeby złapać grzybicę. Na basen już nie pójdę ;) Tak samo nie korzystam z suszarek powietrznych, tylko z ręczników papierowych albo najlepiej własnych chusteczek, bo mi koleżanka opowiedziała, ile tam syfu w tych suszarkach jest :P. I tak samo myję ręce po przyjściu do domu/akademika, zwłaszcza kiedy jeździłam komunikacją miejską. Dla mnie właśnie to jest minimum higieny wymaganej dla zdrowia, bo w miejscach publicznych bywają ludzie, którzy o higienę i zdrowie nie dbają.

    Jako dzieciaka jednak mnie nie pilnowali i jadłam różne dziwne rzeczy, wkładałam ręce do buzi, a lekarz rodzinny prawie nigdy nie zapisywał mi antybiotyków... A mimo to od czterech chyba lat rok w rok mam zapalenie gardła, więc niehigieniczna młodość też nie zapewnia super odporności :P

    Wg mnie jednak zdrowie to nie powinno być jedyną kwestią podejmowaną w dyskusji o częstotliwości mycia się, bo brzydki zapach niemytego ciała jest nieprzyjemny dla innych. A czuć, jak ktoś się nie mył od dwóch dni ;). I tak jeszcze odnośnie mycia głowy - ja rozumiem, że komuś włosy się nie przetłuszczają, ale ja bym w życiu nie mogła myć rzadziej niż co trzy dni, żyjąc w mieście, gdzie na skórze głowy i włosach osadzają się różne syfy. Codziennie przechodzę przez pełną samochodów, zadymioną ulicę, jakbym nie umyła wieczorem włosów, to bym chyba chora była.
  • felisdomestica 27.01.11, 12:11
    miss-alchemist napisała:
    więc niehigieniczna młodość też nie zapewnia super odporności :P

    Ale może to superhigieniczna teraźniejszość jest przyczyną twoich kłopotów :-)?
  • miss-alchemist 27.01.11, 14:36
    Raczej ostre zapalenie gardła, które przeszłam w klasie maturalnej :) Olałam sobie ból gardła, stwierdziłam, że przejdzie, ale kiedy nie mogłam jeść ani pić, to się do lekarza wybrałam w końcu. No i mocne antybiotyki dostałam, całą tonę leków i od tamtej pory tak sobie choruję. Wcześniej nie miałam takich problemów przez dobrych parę lat - tylko gdzieś na początku podstawówki miałam gronkowca, a tak to byłam raczej zdrowym dzieckiem.

    I nie uważam, żeby miała superhigieniczny tryb życia, raczej taki przeciętny :)
  • jul-kaa 26.01.11, 19:40
    Mieszkałam kilka miesięcy na Ukrainie (we Lwowie) i studiowałam na tamtejszym uniwersytecie. I powiem tak: ich minimum i moje minimum są bardzo, bardzo różne. Smród ludzkich ciał śni mi się do dziś - śmierdział dziekan, śmierdzieli studenci i wykładowcy, śmierdzieli ludzie na ulicach. Pachy miały zapach cebuli, paszcze szlamu z dna jeziora.
    Wiem, że piszę ostro i uogólniam (tak, mam świadomość, że nie śmierdzieli wszyscy, tylko większość), ale ten smród jest w mojej głowie do dziś...

    Jednocześnie sama nie mam parcia na kąpiele kilka razy dziennie. Muszę wziąć prysznic rano, nie muszę wieczorem. Pościel i ręczniki zmieniam, kiedy są brudne. Dziecko kąpię co 2 (czasem 3) dni, w lecie będę częściej.
  • jul-kaa 26.01.11, 20:28
    I jeszcze mi się przypomniało: czytałam taki przerażający watek na WDPD, w którym pani opisywała, jak to chloruje codziennie całe mieszkanie, pierze ręczniki po każdym(!) użyciu, posciel co dwa dni bodajże...

    Moja mama zawsze opowiada historię, jak to pewnemu dziecku rodzice wszystko wygotowywali, sterylizowali, spirytem przemywali. Aż pewnego dnia dziecko gdzieś się zgubiło (w domu). Rodzice znaleźli je po chwili, jak siedząc w kącie łazienki ssało brudną szmatę. Dzieci glupie nie sa :)
  • maugorzata2008 27.01.11, 21:13
    Czy we Lwowie dalej jest tak, że woda dostępna jest tylko przez 6 godzin dziennie? 6:00-9:00 i 18:00-21:00. Bo w takim razie wcale się nie dziwię, że tam się kanony higieny rozluźniły.
  • lewap.a 28.01.11, 09:25
    Dla mnie jest z kolei dziwne, ze tak wielu ludzi rano idzie pod prysznic, wieczorem natomiast nie.Po calym dniu pracy po prostu umyc zeby,byc moze przplukac rece i twarz ,rozebrac sie i do lozka? Seks z brudnym partnerem musi byc wspaniale ..cuchnacy. Codziennie rano sie myje, a posciel brudna? Dla mnie (mezczyzna) podejscie jest proste: prysznic rano ( z myciem wlosow) i wieczorem, mycie zebow po kazdym posilku, rece sa myte po kazdej wizycie w toalecie i generlanie zawsze, gdy czuje potrzebe ich umycia, bielizna osobista zmieniana codziennie, reczniki w naszych lazienkach(mamy z zona osobne) wymieniane raz w tygodniu, posciel raz na dwa tygodnie. Owoce i warzywa sa oczywiscie myte przed spozyciem.Wystarcza, zyjemy w miare zdrowo, a i nasza dwojka dzieci tez sie przy nas dobrze wychowala. Co do dzieci: czy naprawde jest konieczne wszystko dezynfekowac, jak to czesto obserwuje?
    Kiedy organizmy dzieci maja sie uodpornic, jezeli rodzice robia wokol nich sterylny swiat, ktory zawali sie przy pojsciu do np.przedszkola?
    Dla mnie klasyka w tym temacie: mama i zona prasuje dziecku i mezowi majtki, aby nie dostali..pryszczy na posladkach.Oryginal. Prawdopodobnie tych pryszczy nie dostali ( nie pytalem), ale czy byloby inaczej, gdyby nosili nieprasowane majtki?

  • pierwszalitera 28.01.11, 12:31
    lewap.a napisał:

    Seks z brudnym partnerem musi byc wspania
    > le ..cuchnacy.

    Mam słaby zapach ciała, podobno zdrowe kobiety i do tego te, o jasnej skórze i jasnych włosach tak mają. Mój partner nie przepada więc, gdy jestem sterylna. Po prostu lubi mój zapach. Gdyby miał uprawiać seks z przygodnymi kobietami, to może kazałby im się przed tym myć, kto wie? ;-) I zresztą kto powiedział, że seks uprawia się w tylko w nocy?
  • estreno 28.01.11, 13:32
    Mój wieloletni partner wręcz prosił mnie, żebym nie brała prysznica wieczorem, jak byłam nauczona w domu, bo właśnie uwielbiał zapach mojego ciała, nie mydła i balsamów. Bardzo wielu ludzi bierze prysznic rano i jakoś żyją :)
    --
    75-81/106-110
  • ko_kartka 03.02.11, 12:14
    > Dla mnie jest z kolei dziwne, ze tak wielu ludzi rano idzie pod prysznic, wiecz
    > orem natomiast nie.Po calym dniu pracy po prostu umyc zeby,byc moze przplukac r
    > ece i twarz ,rozebrac sie i do lozka? Seks z brudnym partnerem musi byc wspania
    > le ..cuchnacy. Codziennie rano sie myje, a posciel brudna?

    Jeśli partner przez cały dzień przerzuca gnojówkę, to owszem, masz rację, seks z nim nie jest przyjemny po tym uroczym zajęciu. A skoro twoja małżonka tak strasznie cuchnie wieczorową porą - może ma problemy zdrowotne? To trzeba leczyć, a nie myć. Pomijam tu przypadki nadpotliwości, z którą trzeba żyć, bo wtedy kilkukrotny prysznic to właśnie leczenie objawowe.

    I rozbawiło mnie to, jak skrzętnie podkreśliłeś, że macie z żoną osobne ręczniki - dla mnie to taki standard, że nawet bym nie pomyślała, że można inaczej.
  • edhelwen 26.01.11, 20:22
    chodzi o minimum, które zapewni zdrowie, zakładając, że siedzimy w domu i nie udzielamy się między ludźmi? ;)
    To tak - mycie zębów. Obalam mit jakoby mycie zębów rzadziej niż po każdym posiłku czy 2 razy dziennie powodowało próchnicę, ubytki, etc. To zależy od tego pewnie jak się ma zdrowe zęby.
    Higiena intymna - jeśli się nie ma problemów zdrowotnych/wrażliwej skóry itd itp, to dla zachowania zdrowia tych okolic wystarczy mycie wodą! Szorowanie dwa razy dziennie płynem do higieny intymnej podobno jest niezdrowe. Mycie żelem tym samym co do ciała pod prysznicem też raczej nie powinno szkodzić.
    Mycie włosów - abstrahuję od kwestii "tłuste śmierdzą". W moim przypadku nie mogę myć rzadziej niż jakieś 3-4 dni bo dostaję łupieżu :/ Czyli powiedzmy co 3 dni to jest kwestia zdrowia, 1-2 dni to kwestia higieny i bycia "do ludzi".
    Mycie łapsk - przy gryzoniach myłam często, bardzo często ;) Teraz - po przyjściu do domu, przed przygotowaniem jedzenia, ale jak robię kanapki wieczorem, to się nie przejmuję. Nie myję rąk zarąbiście często, chociaż jak była epidemia świńskiej grypy, to myłam grzecznie przez minutę po przyjściu do domu ;)
    Stopy - mycie swoją drogą, to raczej kwestia "śmierdzenia", nie wiem jak się przekłada na zdrowie, bo tego nigdy nie zaniedbywałam, ale jeśli chodzi o inne aspekty, to przy noszeniu ciepłych skarpet wskazane użycie kremu PRZYNAJMNIEJ dwa razy w tygodniu i peeling, bo inaczej skóra zaczyna się łuszczyć.
  • magdalaena1977 26.01.11, 21:00
    Nie wiem, gdzie miałaby być ta granica, gdzie brak higieny powoduje negatywne skutki dla zdrowia. Myślę, że znacznie wcześniej pojawiłby się problem brzydkiego zapachu odstręczającego innych.

    Dla mnie naturalny jest prysznic raz dziennie, ale wieczorem, bo wtedy czuję się znacznie bardziej brudna. Nie chciałabym się kłaść nieumyta do czystej pościeli.
    Jeśli nie wezmę prysznica albo nie umyję zębów czuję się okropnie i unikam takich sytuacji.
    Włosy myję codziennie, bo następnego dnia wyglądają na nieświeże.
    --
    Magdalaena
  • pinupgirl_dg 26.01.11, 21:26
    To ja wyjdę na prawdziwego brudasa, bo dla mnie absolutne minimum zdrowotne to umycie zębów przed snem i mycie rąk po skorzystaniu z toalety, podróży komunikacją miejską itp. - bez tego nie mogłabym zasnąć. Opcja minimum dla dobrego samopoczucia to prysznic, albo umycie pach, stóp i okolic intymnych, oraz mycie zębów po posiłkach. Włosy jak są krótkie, mogę myć codziennie, codzienne mycie długich włosów negatywnie odbiłoby się na moim zdrowiu psychicznym :P.
    Otoczenie to inna sprawa, są osoby, dla których naturalny zapach konia, który przecież nie bierze prysznica dwa razy dziennie jest super przyjemny, są tacy, dla których to niewyobrażalny smród. Pewnie podobnie jest z człowiekiem. Dużo też będzie zależało od stanu zdrowia (inaczej pachnie człowiek zdrowy, inaczej chory, inaczej na kacu, inaczej się poci podczas uprawiania sportu, inaczej w stresie), oraz materiałów i kroju odzieży. W przylegających do ciała poliestrach czuję się (dosłownie) nieświeża już w kilka godzin po prysznicu.


    --
    Fizia Pończoszanka
  • jul-kaa 26.01.11, 21:44
    pinupgirl_dg napisała:
    >(inaczej pachnie człowiek zdrowy, inaczej ch
    > ory, inaczej na kacu, inaczej się poci podczas uprawiania sportu, inaczej w str
    > esie)

    A jeszcze inaczej zjadacz mięsa :)
  • marikooo 26.01.11, 21:31
    Mnie kiedyś dermatolog powiedział tak: ludzie się myją generalnie zbyt często i zbyt silnymi środkami. Częste mycie mydłem przesusza skórę. Codziennie należy myć okolice intymne i jeśli się ma problemy z zapachem, to także stopy, pachy. Jeśli problemów nie ma, to stopy i pachy co parę dni. Prysznic, czyli namydlenie całego ciała i spłukanie, raz w tygodniu wystarczy. Oczywiście nie dotyczy to osób uprawiających sporty albo intensywnie pocących się.
    I ja mu wierzę, bo to się pokrywa z moimi doświadczeniami i obserwacjami - oczywiście mojego ciała, a każdy ma trochę inne ciało/reakcje/próg wrażliwości itd.

    --
    75/98 = 70FF
  • o_retyy 27.01.11, 19:11
    No dokładnie, ludzie na pewno myją się za często. Ja wychodzę z założenia, że człowiek z natury był istotą nie myjącą się, podobnie jak wszystkie zwierzęta, a zaczął się myć stosunkowo niedawno porównując to do czasu swego istnienia na Ziemi. Dla mnie minimum to prysznic lub kąpiel wtedy, gdy myję włosy - czyli raz na trzy dni (i używam wyłącznie ekologicznych kosmetyków do mycia), mycie zębów rano (nie ma to żadnego wpływu na stan mojego uzębienia, bo dentystę odwiedzam regularnie), oczywiście myję ręce po toalecie i po powrocie do domu. Nie myję codziennie twarzy i nie podmywam się (oprócz okresu) i to wyłącznie wodą, dzięki czemu skończyły się podrażnienia i upławy, a jeśli przemywam twarz to wyłącznie delikatnym olejem. Odkąd wprowadziłam to w życie skórę mam delikatną jak dziecię, twarz wcześniej niemal zawsze zaczerwienioną i podrażnioną, teraz zdrową i promienną, zniknęły mi syfki z pleców i takie małe krostki z ramion i ud. Jednym słowem, nie dajmy się zwariować koncernom kosmetycznym, które najpier każą nam się dokładnie wymyć, a potem dokładnie czymś tam nasmarować i tak w kółko...
  • maith 26.01.11, 22:27
    Minimum zdrowotne dla kogoś kto pracuje biurowo w domu, nie uprawia sportów, no generalnie nie ma się kiedy zabrudzić i nie ma alergii na kurz, brud i inne takie będzie chyba bardzo odległe od "biorę prysznic codziennie rano...".
    Obiektywnie, wyobraźcie sobie, że wyłączają Wam całymi dniami wodę, jak na Ukrainie, o której pisała Julka (bo tak, oni tam cierpią na codzienne długie wyłączenia wody).
    No i miało być o względach zdrowotnych, nie o estetycznych.
    To po jakim czasie coś by nam naprawdę (zdrowotnie!) groziło?
    No? Zabierze się ktoś za odpowiedź na pytanie?

    Ja bym tu sobie mogła pohisteryzować "aj, ja nawet jestem w stanie pokazać, jak mi momentalnie szkodzi kontakt z brudem, kurzem itd." I to by nawet była prawda, bo jestem wydelikacona i wyalergizowana. Ale to jest nie na temat.
    --
    A na Święta... kaganiec na biust ;)

    Kasia Figura nie jest jabłkiem
  • moniach_1 26.01.11, 22:43
    Tak stricte zdrowotnie, to największy problem będą stanowić skaleczenia. Jak kojarzę od mojej lektorki, właśnie dlatego japońscy bezdomni myją się i piorą rzeczy (choćby w fontannach), bo jakakolwiek rana w stałym kontakcie z brudem zacznie się paprać, a zdecydowanie szybciej zacznie w wilgotnym klimacie. Ale konkretnie po jakim czasie, to nie wiem.
    --
    62/82 -> 65D i okolice :)
  • kk345 26.01.11, 23:36
    To co, Japonia ma jedynych na świecie czystych włóczegów?:)

    Tak sobie wspominam lata 70-80te: standardem, jaki pamiętam z dzieciństwa były sobotnie kąpiele, dezodoranty nie były standardem, czasem były kłopoty z kupieniem mydła czy szamponu, a jednak nie pamiętam, by naród generalnie padał pod kosą epidemii- więc chyba da sie zdrowo żyć w minimum higienicznym?
  • moniach_1 27.01.11, 00:39
    > To co, Japonia ma jedynych na świecie czystych włóczegów?:)
    >
    Ja tym rzuciłam jako obiegowym stereotypem, że Japończycy są tak czyści, że nawet bezdomni się myją. A w rzeczywistości wynika to raczej z właściwości klimatu. Może stereotyp nie jest aż tak obiegowy, jak myślałam.

    > Tak sobie wspominam lata 70-80te: standardem, jaki pamiętam z dzieciństwa były
    > sobotnie kąpiele
    Też pamiętam z dzieciństwa, początek lat 90.
    --
    62/82 -> 65D i okolice :)
  • edhelwen 27.01.11, 01:16
    > Tak sobie wspominam lata 70-80te: standardem, jaki pamiętam z dzieciństwa
    > były
    > > sobotnie kąpiele
    > Też pamiętam z dzieciństwa, początek lat 90.


    Ba, moi rodzice do tej pory się dziwią, że zdarza mi się kąpać w środę, czwartek, poniedziałek, a nie akurat w sobotę, jak "nakazuje tradycja" ;) W zasadzie to nie jest takie dziwne, że akurat sobota, bo większość ludzi być może nie ma czasu, żeby sobie leżeć w wannie, siedzieć w łazience i nacierać się przez ponad godzinę w środku tygodnia, a sobota nadal często jest dniem wolnym ;) Tylko że... teraz ludzie codziennie biorą prysznic oprócz tej kąpieli raz w tygodniu, a wtedy to była tylko kąpiel raz w tygodniu, bez żadnych pryszniców ;P
  • moniach_1 27.01.11, 10:35
    W zasadzie t
    > o nie jest takie dziwne, że akurat sobota, bo większość ludzi być może nie ma c
    > zasu, żeby sobie leżeć w wannie, siedzieć w łazience i nacierać się przez ponad
    > godzinę w środku tygodnia, a sobota nadal często jest dniem wolnym ;)
    Mi zawsze tłumaczyli, że trzeba być czystym do kościoła następnego dnia ;)
    --
    62/82 -> 65D i okolice :)
  • maith 27.01.11, 03:47
    moniach_1 napisała:

    > Tak stricte zdrowotnie, to największy problem będą stanowić skaleczenia. Jak ko
    > jarzę od mojej lektorki, właśnie dlatego japońscy bezdomni myją się i piorą rze
    > czy (choćby w fontannach), bo jakakolwiek rana w stałym kontakcie z brudem zacz
    > nie się paprać, a zdecydowanie szybciej zacznie w wilgotnym klimacie.

    Tak, to prawda, skaleczenia w kontakcie z brudem potrafią się bardzo babrać.
    W jednej książce czytałam opis ośrodka dla bezdomnych i coś podobnego tam też było.
    Tylko że bezdomni przebywają sporo w trudnych warunkach, miejscach użyteczności publicznej, gdzie brudzi wielu ludzi itd.

    To skoro już jesteśmy przy innych narodach. Arabowie jedzą tylko prawą ręką, bo lewą się podcierali. Zapewne w czasach, kiedy nie było papieru toaletowego i takich tam. A klimat u nich ciepły, czyli chyba zachęcający dla bakterii. Jednocześnie potrafią jeść tą drugą ręką z jednej miski. I jakoś żyją...

    I kolejna kwestia - ewolucja niektórych plemion.
    Biali turyści chorują ciężko napiwszy się w niektórych południowych krajach miejscowej wody, a miejscowi ją piją i nic. Bo ich układy pokarmowe już są przyzwyczajone.

    --
    A na Święta... kaganiec na biust ;)

    Kasia Figura nie jest jabłkiem
  • maith 27.01.11, 03:48
    Czyli 1 minimum, to przemywanie ran, zawsze. Prawdopodobnie odkażanie też.
    --
    A na Święta... kaganiec na biust ;)

    Kasia Figura nie jest jabłkiem
  • madzi1 27.01.11, 10:40
    Uważam, że drugie minimum to częste mycie rąk. Przed posiłkami, po toalecie, po powrocie do domu skądkolwiek. A jak już nie ma ich gdzie umyć i mamy brudne to unikać jedzenia nimi i wkładania do buzi.
  • mszn 27.01.11, 10:44
    >
    > To skoro już jesteśmy przy innych narodach. Arabowie jedzą tylko prawą ręką, bo
    > lewą się podcierali. Zapewne w czasach, kiedy nie było papieru toaletowego i t
    > akich tam. A klimat u nich ciepły, czyli chyba zachęcający dla bakterii. Jednoc
    > ześnie potrafią jeść tą drugą ręką z jednej miski. I jakoś żyją...
    >

    Nie tylko w czasach, kiedy nie bylo papieru toaletowego. W Azji (uzywam szerokiego slowa, bo nie wiem, jak to jest miedzy krajami dokladnie, ale na pewno Indie i kraje muzulmanskie) Europejczycy uznawani sa za strasznych brudasow, wlasnie dlatego, ze zamiast umyc sie po skorzystaniu z toalety, wycieraja sie tylko papierem. Czyli ta lewa reka nie jest zarezerwowana do "podcierania", tylko mycia. Papier toaletowy sluzy do osuszania po umyciu, nie do wcierania w siebie wiadomo czego ;) Mam znajomego, ktory od czasu przeprowadzki do Europy zawsze nosi ze soba pusta plastikowa butelke, bo oczywiscie nasze lazienki nie maja opcji ulatwiajacych takie higieniczne zabiegi (chyba tylko Wlosi prawie zawsze montuja bidety?).

    Swoja droga po kilku dlugich i emocjonujacych ;) rozmowach ze znajomymi przekonalam sie do ich punku widzenia i jestem teraz nieszczesliwa, jak nie moge sie umyc. :) No bo pomyslcie: jakby przez przypadek zabrudzilo Wam sie ramie albo reka wlasnie odchodami, to naprawde wystarczylo by Wam przearcie tego kawalkiem papieru, a nie umycie?
  • jul-kaa 27.01.11, 10:52
    mszn napisała:
    > Europejczycy uznawani sa za strasznych brudasow, wlasni
    > e dlatego, ze zamiast umyc sie po skorzystaniu z toalety, wycieraja sie tylko p
    > apierem.

    Ja Europejka, ale też mnie fascynuje, że ludzie się nie myją "po". A większość chyba się nie myje, nie? Nie trzeba od razu montować bidet, istnieje doskonałe rozwiązanie: bidetta - taki miniaturowy prysznic do podmywania (i nie tylko, łatwiej nalać wodę do wiadra czy wanienki, dziecku umyć to i owo).
  • brykanty 27.01.11, 13:03
    Bidetta to świetny wynalazek. Zwłaszcza jak się ma malutką łazienkę i umywalkę tuż koło sedesu. Mam u siebie w domu i jestem nieszczęśliwa, jeżeli nie mogę się od razu umyć, bo akurat musiałam korzystać z toalety w pracy czy gdzieś na mieście.
    --
    Koty. Koty są miłe.
  • maith 28.01.11, 20:06
    jul-kaa napisała:
    > Nie trzeba od razu montować bidet, istnieje doskonałe
    > rozwiązanie: bidetta - taki miniaturowy prysznic do podmywania

    Tak, też polecam, super rozwiązanie. Nie wymaga przesiadania się z toalety na bidet, dzięki formie prysznica jest moim zdaniem wygodniejsze i w odróżnieniu od bidetu zmieści się nawet w malutkich toaletkach :)
    --
    A na Święta... kaganiec na biust ;)

    Kasia Figura nie jest jabłkiem
  • blanka00 27.01.11, 19:07
    mszn napisała:
    > Nie tylko w czasach, kiedy nie bylo papieru toaletowego. W Azji (uzywam szeroki
    > ego slowa, bo nie wiem, jak to jest miedzy krajami dokladnie, ale na pewno Indi
    > e i kraje muzulmanskie) Europejczycy uznawani sa za strasznych brudasow, wlasni
    > e dlatego, ze zamiast umyc sie po skorzystaniu z toalety, wycieraja sie tylko p
    > apierem. Czyli ta lewa reka nie jest zarezerwowana do "podcierania", tylko myci
    > a. Papier toaletowy sluzy do osuszania po umyciu, nie do wcierania w siebie wia
    > domo czego ;) Mam znajomego, ktory od czasu przeprowadzki do Europy zawsze nosi
    > ze soba pusta plastikowa butelke, bo oczywiscie nasze lazienki nie maja opcji
    > ulatwiajacych takie higieniczne zabiegi (chyba tylko Wlosi prawie zawsze montuj
    > a bidety?).
    >
    > Swoja droga po kilku dlugich i emocjonujacych ;) rozmowach ze znajomymi przekon
    > alam sie do ich punku widzenia i jestem teraz nieszczesliwa, jak nie moge sie u
    > myc. :) No bo pomyslcie: jakby przez przypadek zabrudzilo Wam sie ramie albo re
    > ka wlasnie odchodami, to naprawde wystarczylo by Wam przearcie tego kawalkiem p
    > apieru, a nie umycie?

    Przypomniała mi się historia z Nepalczykiem, którego parę lat temu zaprosiłam do domu na obiad. Gdy chciał skorzystać z toalety szybko wręczyłam mu rolkę papieru, bo akurat się skończyła i stał biedaczek z tym papierem w ręku, zażenowany, nie wiedząc co robić :)
  • jul-kaa 26.01.11, 22:58
    maith napisała:
    >(bo tak, oni tam cierpią na codzienne długie wyłącz
    > enia wody).

    Nie do końca :) Oni raczej cierpią na włączenia wody. We Lwowie woda jest od 7 do 9 rano i podobnie wieczorem. I może dlatego wielu Lwowiaków mając wybór: czysty czy wyspany wybiera "wyspany".
  • milstar 26.01.11, 23:22
    Zdrowotnie - to mnie po 3 dniach bez prysznica skóra swędzi. To pewnie dlatego, że bakterii jest już tak dużo, że czuję, jak się ruszają.
    Poza tym - codzienne mycie twarzy, bo inaczej mam pryszcze
    Przy nawracających zapaleniach przydatków podmywanie 2 razy dziennie (zalecenie lekarza)
    Zęby - słyszałam, że koniecznie trzeba raz dziennie, o dziwo rano.
  • kk345 26.01.11, 23:37
    > Zdrowotnie - to mnie po 3 dniach bez prysznica skóra swędzi. To pewnie dlatego,
    > że bakterii jest już tak dużo, że czuję, jak się ruszają.

    Raczej podrażnia ją sól, zawarta w pocie...
  • milstar 26.01.11, 23:57
    > Raczej podrażnia ją sól, zawarta w pocie..

    Na końcu mojej wypowiedzi powinno być takie coś: ;)
  • kk345 27.01.11, 00:00
    Aaaaa :)
  • maith 27.01.11, 03:40
    milstar napisała:

    > Zdrowotnie - to mnie po 3 dniach bez prysznica skóra swędzi.

    To Ty się nie liczysz. Tak samo jak ja :)

    --
    A na Święta... kaganiec na biust ;)

    Kasia Figura nie jest jabłkiem
  • milstar 27.01.11, 04:10
    To zależy jak na to spojrzeć. U mnie swędzenie powoduje rozstrój nerwowy, a zdrowie psychiczne to też zdrowie ;)
  • klymenystra 27.01.11, 10:08
    Mnie swędzi teraz, po 24 godzinach od ostatniego prysznica (wieczorem wróciłam późno i nie chciałam budzic rodziny kąpielą). Skończę czytac forum i idę się myc.
    --
    Jestem z Krakowa. Mówię "oglądnąć", "kapło" i "sznurówki". Oraz "weka", "cwibak", "sznycel" i "zastrugaczka". I mam do tego prawo. Halte à la mort des langues!
  • edhelwen 26.01.11, 23:51
    no mnie się wydawało, że się wypowiedziałam na temat ;)) oczywiście nie znam wyników jakiś obiektywnych badań, mogę pisać tylko o sobie ;)
  • jezymka 27.01.11, 09:16
    maith napisała:

    > Minimum zdrowotne dla kogoś kto pracuje biurowo w domu, nie uprawia sportów, no
    > generalnie nie ma się kiedy zabrudzić i nie ma alergii na kurz, brud i inne ta
    > kie będzie chyba bardzo odległe od "biorę prysznic codziennie rano...".

    To ja jestem ;) Ja pracuję w domu przy kompie, rzadko wychodzę, ruszam się skandalicznie mało, czasem zmuszam się do porządków, alergii żadnych nie mam, problemów z potliwością także. Ale nie dałabym rady pracować bez porannego prysznica (przy czym "poranny" oznacza dla mnie prysznic o jedenastej, po śniadaniu i ogólnym obudzeniu). Jestem w stanie położyć się do łóżka bez umycia się wieczorem, ale zdarza mi się to bardzo rzadko i tylko wtedy, kiedy jestem niemożebnie zmęczona. A rano zawsze tego żałuję, dlatego są to przypadki marginalne. Defaultowo mam w ustawieniach prysznic rano i wieczorem ;)

    Oprócz tego nie uważam jednak, żebym przesadzała z higieną, bliżej mi do umiarkowanych niechlujów ;) Czyli zęby dwa razy dziennie, ręce kiedy czuję, że potrzeba, włosy co drugi dzień, bo nie cierpię ich na mokro rozczesywać, a są długie, grube i gęste. Nić dentystyczna od wielkiego dzwonu, jak czuję, że coś mi przeszkadza. I uwaga, przyznam się do Strasznej Rzeczy - często zdarza mi się nosić te same skarpetki dwa dni z rzędu, a nawet w nich spać. Są to grube puchatki, w których stopa oddycha, i nawet po dwóch dniach pachną ładnie płynem do płukania. Ale ja rzadko męczę stopy butami, więc prawie wcale mi się nie pocą.

    Ogólnie mam wrażliwy nos i sama bym ze sobą nie wytrzymała, gdybym była nieumyta. Dlatego nawet, jeżeli cały dzień spędzam w domu, lubię być czysta i pachnąca. Osobną kategorię stanowi mój strój, nie mam nic przeciwko znoszonym, dziurawym ciuchom i nigdy ich nie prasuję :P No i w walce z kurzem przegrywam na całej linii. Ma ktoś jakiś pomysł, jak sprawić, by to cholerstwo nie lądowało na wyczyszczonej powierzchni w pół godziny po sprzątaniu?

    A, i nie zauważyłam zależności pomiędzy goleniem pach, a ich poceniem. Przynajmniej u siebie. Ja się pocę w obcisłych, wpijających się w pachy koszulkach, niezależnie od stopnia ogolenia :P Z tego też powodu nie traktuję golenia ciała jako element higieny, ale jako fanaberię, której czasem zdarza mi się ulegać.
  • kotwtrampkach 28.01.11, 13:31
    jezymka napisała:

    > A, i nie zauważyłam zależności pomiędzy goleniem pach, a ich poceniem. Przynajm
    > niej u siebie.

    ja też nie zauważyłam takiej zależności.
    Ale.. łatwiej mi rozprowadzić antyperspirant, kiedy na skórze nie mam włosów. NO i płyn/zel/krem oblepiający włosy łatwo zostaje wytarty przez materiał koszulki, a potem zostają brzydkie ślady na ubraniach.
  • klymenystra 27.01.11, 10:06
    Kwestie zdrowotne to zęby... Ja absolutnie muszę pilnowac częstego mycia i płukania jamy ustnej i do tego żuc gumy - kiedys trochę tego zaniedbałam i nabawiłam się potwornego zapalenia kieszonki :(


    --
    Jestem z Krakowa. Mówię "oglądnąć", "kapło" i "sznurówki". Oraz "weka", "cwibak", "sznycel" i "zastrugaczka". I mam do tego prawo. Halte à la mort des langues!
  • teresa104 27.01.11, 12:14
    Te sznurówki i sznycel oznaczają w Krakowie coś specjalnego? Bo jestem z Łodzi i też zdarza mi się użyć tych słów, nie chciałabym, rozumiesz, nieporozumień w Kraku.

    Jestem z Łodzi, mówię krańcówka, migawka, angielka, szajowy, choć nie mówię kompe. A kompe się codziennie:)
  • teresa104 27.01.11, 12:19
  • slotna 27.01.11, 13:21
    Kompe mnie czegos wkurza, reszte uwielbiam. Moja mama mowi jeszcze do tego ŁAPĘĘĘĘ!!! (pilke, w sensie)

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy, niż same rzeczy.
  • madzioreck 27.01.11, 13:57
    > Jestem z Łodzi, mówię krańcówka, migawka, angielka, szajowy,

    Ja też z Łodzi, ale co to "szajowy"...?
  • teresa104 27.01.11, 14:03
    szajowy to lichy, kiepski, marnej jakości. Przymiotnik pochodzący od niejakiego Szai, producenta tanich tkanin.
  • jul-kaa 27.01.11, 14:06
    A nie szałowy + fajowy
  • teresa104 27.01.11, 14:12
    to sz to się nawet wymawia pośrednio pomiędzy ś a sz (tak jak siksa /sziksa z jid. szikse 'dziewczyna, młoda gojka').
  • pierwszalitera 27.01.11, 14:19
    teresa104 napisała:

    > szajowy to lichy, kiepski, marnej jakości. Przymiotnik pochodzący od niejakiego
    > Szai, producenta tanich tkanin.

    Albo od wulgaryzmu Scheiße (wymawia się szajse) i oznaczającego gówno. Tego słowa używa się, że chce się w niemieckim wyrazić niezadowolenie i określić coś jako liche, kiepskie, marnej jakości.
  • teresa104 27.01.11, 14:24
    w całej Polsce.
  • marikooo 27.01.11, 21:00
    Jak dziś pamiętam, jak mnie babcia pytała, po jakich chęchach ja tak ciekałam :)

    Tereso, sąsiadko moja, specjalnie dla Ciebie moja ulubiona strona o gwarze łódzkiej: www.historialodzi.obraz.com.pl/?p=136
    Pozdrawiam!
    --
    75/98 = 70FF
  • jul-kaa 27.01.11, 21:07
    Rzuciłam okiem i kopiuję te określenia, których sama używam lub które stosunkowo często słyszę:
    badylarz – zawodowy hodowca kwiatów – lub bogaty, prywatny przedsiębiorca
    betka, betki – drobna sprawa (od bedłek – małych grzybów, nie prawdziwków, sprzedawanych na targach na objętość, mierzonej miseczkami lub szklankami)
    bystro – prędko
    chałka – bułka słodka pleciona
    foliówka – torebka, torba foliowa, reklamówka
    jechać do Rygi – wymiotować
    kanar – kontroler biletów MPK
    kijowo – fatalnie od kija, którym dostawało się lanie
    naród – zmiana znaczeniowa słowa, ograniczająca się do grupy np. z danej dzielnicy.
    przylepka – piętka chleba (krańcowa)
    rzeźnik – sklep mięsny
    tytka – papierowa torebka, kawałek papieru spiralnie zwinięty – opakowanie na cukierki; zapożyczenie z niemieckiego (die Tüte = torba), znane również na Śląsku i w poznańskiem

    Ciekawe :)
  • indigo-rose 29.01.11, 00:53
    A ja zawsze myślałam, że "kijowo" to po prostu ocenzurowana wersja czegoś innego. Tak samo jak "kurde".
    --
    60/89-91 60FF :)
    luinloth.deviantart.com/
  • miss-alchemist 27.01.11, 14:41
    Nie jestem z Łodzi, ale mieszkam tu trzeci rok - i już od dawna mówię krańcówka, migawka i angielka :D Jednocześnie nadal wychodzę na pole, nie na dwór, co doprowadza znajomych z uczelni do ogromnego zdziwienia, bo gdzie tu pole.

    To jest dopiero słowny chaos!
  • madzioreck 27.01.11, 14:48
    Gdzie tu pole... no tak, w Łodzi mówi się "na dwór", ale jak sie głębiej zastanowić, to gdzie tu "dwór"...? ;)

    Siostra mojego męża po przeprowadzce do Krakowa wróciła zszokowana ze sklepu, gdzie wybrała się po angielkę właśnie. Widzi, że angielka leży, a bezczelna ekspedientka mówi, że nie mają czegoś takiego ;P
  • teresa104 27.01.11, 14:54
    bo pewno ekspedientka sobie odłożyła. Do sznycli;)
  • origami_21 27.01.11, 16:49
    Ja też z Kraku i nie sądzę, abyś miała mieć tu kłopoty:)

    Ale chciałam zaznaczyć, że mówimy jeszcze "rajtki" i "borówka". Mój mąż (nie Krakus) twierdzi, że borówka to jagoda, ale ja nie mogę się absolutnie z nim zgodzić, ponieważ tak naprawdę to jest borówka. Oczywiście przy tym wiem, że borówka jest jagodą, ale pomidor także.

    Krańcówkę znam, to u nas pętla, ale jakie znaczenie (łódzkie) ma migawka i angielka?
    --
    Nudne kobiety mają nieskazitelnie czyste domy.
  • jul-kaa 27.01.11, 16:53
    Borówka i jest, i nie jest jagodą.
    Jagodą jest borówka czernica, borówką borówka brusznica :)
  • origami_21 27.01.11, 17:13
    Z morfologicznego punktu widzenia zarówno owoc brusznicy jak i czernicy jest jagodą.

    Dla mnie borówka czarna (czernica) to borówka, dla małża to czarna jagoda, a borówka brusznica dla mnie to brusznica, a dla niego borówka.

    I dogadaj się tu człowieku z własnym chłopem...;)
    --
    Nudne kobiety mają nieskazitelnie czyste domy.
  • yaga7 27.01.11, 17:00
    A ja o krańcówce - w jakimkolwiek znaczeniu - usłyszałam dopiero tutaj.
    Ja na pętlę mówię pętla ;))
    I w sumie nikt z moich znajomych krańcówki nie używa.
    --
    cryptofdarkness.blogspot.com/ - nowy post
  • klymenystra 27.01.11, 23:49
    Dla mnie też pętla to pętla. No.
    --
    Jestem z Krakowa. Mówię "oglądnąć", "kapło" i "sznurówki". Oraz "weka", "cwibak", "sznycel" i "zastrugaczka". I mam do tego prawo. Halte à la mort des langues!
  • slotna 27.01.11, 17:05
    > Krańcówkę znam, to u nas pętla, ale jakie znaczenie (łódzkie) ma migawka i angi
    > elka?

    Migawka to bilet miesieczny, a angielka - rodzaj pieczywa (inaczej weka, bulka paryska albo wroclawska, baton).

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy, niż same rzeczy.
  • kaga9 27.01.11, 23:16
    slotna napisała:
    angielka - rodzaj pieczywa (inaczej weka, bulka
    > paryska albo wroclawska, baton).

    Ja to znam jako gryzkę. Ale gdy moja mama, wyjechawszy na studia do Kraka, poprosiła w tamtejszej piekarni o gryzkę, podła ekspedientka zachowała się tak samo, jak ta wspomniana w poście Madziorecka;)
  • teresa104 27.01.11, 17:08
    Rajtki jako rajtuzy też u nas się mówi, ale odbierane jest jako żartobliwe. Migawka to bilet okresowy MPK, słowo jak najbardziej literackie, występowało kiedyś nawet w regulaminie korzystania ze środków KM, ale wraz z nastaniem przyjezdnych prezesów zostało wyparte. Angielka to weka. Kanapki z angielki, grzanki z angielki, stare te angielki.

  • origami_21 27.01.11, 17:17
    Slotna i Teresa - wery sękju za wyjaśnienie:)

    O ile podejrzewałam, że angielka może być wyrobem piekarniczym, o tyle migawka mnie powaliła:DDD
    --
    Nudne kobiety mają nieskazitelnie czyste domy.
  • teresa104 27.01.11, 17:30
    lodz.gazeta.pl/lodz/1,35153,9003460,MPK_w_Lodzi__kiedy_wreszcie_zaplacimy_mniej_za_migawki_.html
  • jonaszewski 27.01.11, 18:51
    > Krańcówkę znam, to u nas pętla, ale jakie znaczenie (łódzkie) ma migawka i angi
    > elka?

    W Łodzi często nie było pętli w dosłownym znaczeniu, czyli miejsca, które tramwaj objeżdża dookoła, żeby pojechać w przeciwnym kierunku.
    Tutaj po prostu tor się kończył, a motorniczy przesiadał się z jednego wagonu do drugiego i ruszał w przeciwnym kierunku (bo tramwaje były dwustronne). Stąd krańcówka - kraniec toru.
  • klymenystra 27.01.11, 23:46
    Sznurowadła i taki ten... kotlecik :P
    --
    Jestem z Krakowa. Mówię "oglądnąć", "kapło" i "sznurówki". Oraz "weka", "cwibak", "sznycel" i "zastrugaczka". I mam do tego prawo. Halte à la mort des langues!
  • indigo-rose 29.01.11, 00:56
    Ja ze Sląska i też mówię, i chyba częściej słyszę, "sznurówki" zamiast "sznurowadła". "Sznurowadła" są dłuższe i dziwne, takie jakby troszkę archaiczne. Ot, dziwadła :D
    --
    60/89-91 60FF :)
    luinloth.deviantart.com/
  • misself 27.01.11, 19:08
    maith napisała:
    > No i miało być o względach zdrowotnych, nie o estetycznych.
    > To po jakim czasie coś by nam naprawdę (zdrowotnie!) groziło?

    Przy niemyciu rąk przed jedzeniem - owsiki, biegunki, w skrajnych przypadkach żółtaczka, plus choroby wirusowe.
    Przy niepodmywaniu się - zapalenie pęcherza (kobiety).
    Przy otyłości i poceniu się - potówki, odparzenia, a nawet coś w rodzaju odleżyn (nie wiem jak to nazwać).
    Przy niemyciu zębów - próchnica (tu wiele zależy od diety i od indywidualnych predyspozycji do psucia się zębów), zapalenie nerwu itd.

    To wszystko praktycznie natychmiastowo - po tygodniu maksimum myślę, że którąś z tych rzeczy by się złapało.
    --
    To ja!
  • kasiamat00 28.01.11, 08:10
    > To wszystko praktycznie natychmiastowo - po tygodniu maksimum myślę, że którąś
    > z tych rzeczy by się złapało.

    No way, nie w naszym ogólnie bardzo czystym środowisku, no chyba że ktoś notorycznie łazi po miejscach, gdzie mogą występować większe ilości nowych i bardziej zjadliwych zarazków (szpitale) oraz nie usuwa widocznego (!) brudu z rąk i ubrań. Gdybym miała nie wychodzić z posprzątanego domu, to pewnie przez dwa tygodnie mogłabym go nie sprzątać i się nie myć i raczej nic strasznego by się nie stało. No dobrze, nie odważyłabym się nie myć zębów przez tyle, ale moje zęby są na samym końcu skali jeśli chodzi o podatność na próchnicę, psują się od patrzenia na nie. Kwestia jeszcze pory roku, zarazki nie lubią zimy.
  • boziaj 27.01.11, 09:40
    > jakie jest - Waszym zdaniem - minimum higieny, ktore zapewni zdrowie? chodzi mi
    > o brak chorob, zwiazanych ze zla higiena itp.

    nie znam jedynie slusznej odpowiedzi na to pytanie, ale wydaje mi sie:
    co do mycia rąk, to standardowe: po przyjsciu do domu, po wizycie w toalecie, przed jedzeniem - przeklada sie realnie na zdrowie, choc rzecz jasna nie kazdy od razu pada, jak tego nie zrobi ;)
    uwazam natomiast, ze mycie calego ciala codzienne nie jest konieczne dla zapobiegania chorobom z brudu, choc minimalnego odstepu miedzy kąpielami nie jestem w stanie ustalic i nawet nie mam specjalnej ochoty na rozstrzasanie szczegółów :P
    brutalna prawda jest taka, ze smrod spod pachy nie jest smiertelny, choc czasem jadąc latem srodkami komunikacji miejskiej mam wrażenie, że jednak może byc...
  • jul-kaa 27.01.11, 10:32
    To ja poruszę jeszcze jeden problem, czyli coraz rzadsze mycie się w miarę upływu lat. Wielu (większość?) starszych ludzi myje się rzadziej, a jednocześnie pachnie khem... mocniej. Przyczyny? Utrudnieniem jest z pewnością to, że kąpiel jest bardziej męcząca. Druga kwestia to stępione zmysły - nie czują, że cuchną. Tak czy owak dla otoczenia bywa to trudne.

    I jeszcze odnośnie do mycia się w ogóle - myślę, że mimo wszystko warunki sanitarne odgrywają znaczną rolę. Jeśli mycie to odkręcenie kurka, to można się kąpać iks razy dziennie. Jeśli mycie to na przykład konieczność grzania wody (czy wręcz nanoszenia, tak też się zdarza), to pewnie robi się trudniej.

    Już kiedyś pisałam, że dużo zależy od przebywania w określonym otoczeniu. Ja mam generalnie hysia na punkcie zapachu z ust - po zjedzeniu czegokolwiek silniej pachnącego myję zęby lub żuję gumę. Po kilku tygodniach na Ukrainie przestałam (odruchowo). Podobnie z porannym prysznicem - normalnie wychodząc bez niego czułam, że śmierdzę. Na Ukrainie i tak byłam jedną z osób, które śmierdziały najmniej. Ciekawe nie jest to, że tak się działo, tylko że zwyczajnie zmieniały się nawyki - to nie były moje decyzje, tylko zmiana potrzeb.
  • ciociazlarada 27.01.11, 18:02
    Pytanie, czy to jest związane z męczeniem się, czy z innymi czynnikami, takimi jak np. "czym skorupka za młodu itd.". Do takich wniosków dochodzę czytając ten wątek i bo jest to dla mnie ciekawe i egzotyczne co piszesz Ty o starszych ludziach, czy inne osoby o wspomnieniach kąpieli raz na tydzień, w sobotę.

    Standardy higieniczne sama mam zupełnie przeciętne, ale nie pamiętam, żeby moje śp. babcie i dziadkowie myli się rzadziej niż raz dziennie czy nie dbali o siebie, po dziewiędziesiątce również. Czwartego pokolenia wstecz już nie poznałam, ale wszyscy mieli normalne łazienki, zarowno w mieście jak i na wsi. Może to zależy od części kraju z której się pochodzi, albo może jestem taki upper crust;)
    --
    dragcave.net/user/Nerpa Smoki i ich dzieci proszą o kliki:)
  • turzyca 27.01.11, 22:01
    > Standardy higieniczne sama mam zupełnie przeciętne, ale nie pamiętam, żeby moje
    > śp. babcie i dziadkowie myli się rzadziej niż raz dziennie czy nie dbali o sie
    > bie, po dziewiędziesiątce również.

    To chyba raczej nie jest zwiazane z wiekiem, ile ze sprawnoscia fizyczna. Rzadko kto ma to szczescie w postaci mieszkania dostosowanego do osob nie w pelni sprawnych czyli m.in. z brodzikiem (bezprogowym) z krzeselkiem i odpowiednio poreczna instalacja sanitarna. A jak nie jestes w stanie wejsc do wanny, to zaczynaja sie problemy, bo ktos Cie musi umyc. Czyli w tym celu przyjsc - codziennie?
    Ja sobie to zreszta wpisalam do zlotych postanowien: przeprowadzic sie do odpowiedniego mieszkania dosc wczesnie oraz utrzymywac sie w mozliwie dobrej kondycji fizycznej jak najdluzej.


    Czwartego pokolenia wstecz już nie poznałam,
    > ale wszyscy mieli normalne łazienki, zarowno w mieście jak i na wsi. Może to z
    > ależy od części kraju z której się pochodzi, albo może jestem taki upper crust

    A oczywiscie ze zalezy! Jesli pomyslisz, ze przed wojna chlopi w poznanskiem mieli wlasny park maszynowy, a chlopi na Polesiu zawiazywali dzieci w workach z trocinami, zeby zima nie zamarzly, to i kwestia lazienek staje sie jasna.
    --
    24 kilo klonow.
  • jul-kaa 27.01.11, 22:09
    turzyca napisała:
    > To chyba raczej nie jest zwiazane z wiekiem, ile ze sprawnoscia fizyczna. Rzadk
    > o kto ma to szczescie w postaci mieszkania dostosowanego do osob nie w pelni sp
    > rawnych czyli m.in. z brodzikiem (bezprogowym) z krzeselkiem i odpowiednio pore
    > czna instalacja sanitarna. A jak nie jestes w stanie wejsc do wanny, to zaczyna
    > ja sie problemy, bo ktos Cie musi umyc.

    Generalnie z wiekiem sprawność fizyczna spada. Dla niektórych starszych osób umycie się jest czynnością osiągalną (są w stanie zrobić to same), ale bardzo, bardzo męczącą. Dlatego jej unikają...
  • jehanette 27.01.11, 11:08
    temat rzeka... :)


    ja osobiście nie odczuwam potrzeby mycia rano (nie wspominając o tym, że rano raczej nie mam czasu;). rano myję się ew. w lecie jak jest gorąco w nocy, jak jestem chora..

    natomiast rzadko kładę się spać bez mycia, choćby najważniejszych części jeśli np. jest awaria termy i mam zimną wodę. Ale zdarza mi się, jeśli np. cały dzień spędziłam w domu albo myłam się rano po koniach czy bieganiu a potem nie podejmowałam już wysiłku fizycznego.

    ręce przed jedzeniem, po toalecie, zwykle po powrocie do domu.

    zęby po jedzeniu , wieczorem (wiem, że niektórzy myją rano, po wstaniu z łóżka, ale jak wtedy jeść z buzią pełną smaku pasty? :>)

    włosy - teraz regularnie jeżdżę konno więc zwykle po jeździe myję, żeby nie było mnie czuć stajnią (wypada 2-3 razy w tygodniu), ale czasem jak mam świeżo umyte i pod toczek założę chustkę to nie myję bo mi się nie chce :>

    pościel, ręczniki itp zmieniam jak wydają się brudne i ew jak sobie przypomnę że już miesiąc używam tej samej pościeli :>

    staniki ;) piorę po kilku założeniach, oczywiście w zależności od koloru i sposobu użytkowania (w lecie wiadomo, częściej, jasne też), sportowy piorę z resztą ciuchów sportowych , średnio raz na tydzień (używam do jazdy konnej 2-3 razy w tygodniu)

    natomiast nie jest dla mnie problemem, co dla niektórych jest potwornym - ze np. w górach nie myję się przez tydzień (wędrówka z namiotem generalnie bez cywilizacji), nie myję wtedy włosów (wiele dziewczyn strasznie schizuje na takiej wyprawie apropos włosów), ręce przecieram żelem do mycia bez wody, a zęby myje się w wodzie z patykami i innym śmieciem z ogniska. za to menażkę zawsze wyskrobuję bo nie lubię mieć kisielku z resztkami obiadowej kaszy ;P

    ciekawe są porównania, co dla kogo jest "niezbędne" :) czekam na temat "minimum czystości w domu" ciekawe czy tylko ja jestem taką abnegatką że okna myję raz w roku ;>>>

    --
    Jestem Lobbystką!
  • pierwszalitera 27.01.11, 12:42
    jehanette napisała:

    > ja osobiście nie odczuwam potrzeby mycia rano (nie wspominając o tym, że rano r
    > aczej nie mam czasu;). rano myję się ew. w lecie jak jest gorąco w nocy, jak je
    > stem chora..
    >
    > natomiast rzadko kładę się spać bez mycia, choćby najważniejszych części

    A mnie osobiście zadziwia, że istnieją jeszcze ludzie, którzy myją się wieczorem idąc do łóżka, ale nie robią tego rano. Kompletna kąpiel wieczorem to może dobra była, jak ludzie pracowali fizycznie, w brudzie, gdzieś na roli, albo w kopalni itd, ale gdzie pobrudzi się człowiek, który statystycznie przechodzi dziennie tylko jakieś kilkaset metrów? A gdy do tego dowiemy się, ile litrów potu wydala z siebie człowiek nocą, nawet jak w ogóle tego nie rejestruje, jak aktywny jest w tym czasie metabolizm, znaczy odnawia się i łuszczy skóra, to nie powiemy już nigdy, że kładziemy się wieczorem do czystej pościeli. Chyba, że tą pościel zmieniamy codziennie. Dlatego dla mnie poranny prysznic to podstawa higieny, wieczorem, jeżeli nie uprawiałam sportu i nie miałam jakiegoś wyjątkowo ciężkiego dnia, że prysznica potrzebują do mentalnego odprężenia, to myję tylko twarz i ochlapuję czystą wodą pachy i części intymne. Zdaje sobie poza tym sprawę, że nawet codzienny prysznic z medycznego punktu widzenia nie jest aż tak konieczny i wprowadziłam w moje oblucyjne rytuały pewne reguły. To znaczy jak najmniej środków myjących, tylko delikatne i zwykle rozcieńczone, niższa temperatua wody, kremowanie ciała dobrym ekologicznym balsamem po każdym prysznicu (bez wyjątku) oraz zrezygnowałam całkowicie z kąpieli w wannie. Ostatni raz kąpałam się w ten sposób chyba 15 lat temu. Wylegiwanie się w gorącej wodzie, do tego może w płynach, to katorga dla skóry. Nie tylko ją wysusza, ale nawet powoduje z czasem startę jędrności i zwiotczenie, szczególnie delikatnej skóry biustu. Z wiekiem zauważyłam też, że skóra coraz gorzej znosi peelingi na mokro, więc robię je pod prysznicem bardzo rzadko, wolę masaż sizalową szczotką na sucho przed. Nie narusza kwaśnego środowiska skóry i nie powoduje podrażnień. Poza tym wiem, że jak ktoś brzydko pachnie pomimo dosyć regularnej higieny, to zwykle winne są grzyby i bakteryjna dysharmonia, także u kobiet w pochwie. Zdrowe kobiety nie pachną rybio, nawet gdyby nie podmywały się trzy dni.
  • jehanette 27.01.11, 12:59
    > A mnie osobiście zadziwia, że istnieją jeszcze ludzie, którzy myją się wieczore
    > m idąc do łóżka, ale nie robią tego rano. Kompletna kąpiel wieczorem to może do
    > bra była, jak ludzie pracowali fizycznie, w brudzie, gdzieś na roli, albo w ko
    > palni itd, ale gdzie pobrudzi się człowiek, który statystycznie przechodzi dzie
    > nnie tylko jakieś kilkaset metrów?

    no akurat strzał nietrafiony, ja dziennie przechodzę minumum 6 km (taki urok mieszkania na wsi ;), do tego codziennie 2 x podróż zbiorowymi środkami transportu, w zimie człowiek poci się i zbiera na siebie różne syfy, chce czy nie chce (butów przecież w kolei podmiejskiej nie zdejmę, czasem ledwo kurtkę dam radę zdjąć....), w lecie kurzy się dodatkowo i poci też, bo niestety tabor albo stary, albo klima jest słaba.
    więc ja nie rozumiem, jak można nie myć się wieczorem i iść z tym wszystkim do łóżka.

    każdy ma, jak wynika z tego typu wątków, swoje podejście, zależne od stylu życia, potrzeb i możliwości....

    swoja drogą nie rozumiem też jak można wytrzymać nie ruszając się codziennie... gdyby nie te spacery codzienne chcę czy nie, to bym chyba codziennie na jakiś fitness musiała chodzić żeby nie zwariować...
    --
    Jestem Lobbystką!
  • pierwszalitera 27.01.11, 13:23
    jehanette napisała:

    > no akurat strzał nietrafiony, ja dziennie przechodzę minumum 6 km
    > swoja drogą nie rozumiem też jak można wytrzymać nie ruszając się codziennie...

    Tu nie chodzi o nasze osobiste preferencje, bo ja też nie rozumiem, jak można nie uprawiać sportów, ale większość ludzi nie rusza się zbyt wiele i niewiele się brudzi. Brudne ręce i twarz, można umyć, a nawet się powinno, chociażby dlatego, że kobiety noszą często makijaż, ale ciało się w biurze nie brudzi. Najwyżej trochę poci pod pachą. A mycie się do czystego łóżka, to nieporozumienie, biorąc pod uwagę, że nasze łóżka po nocy przestają być czyste. W nocy tracimy bowiem mniej więcej pół litra potu. W ciepełku rozwijają się na tej bazie bakterie i potem nie ma się co dziwić, gdy ludzie z samego rana już nieprzyjemnie zajeżdżają rozłożonym potem. Do wieczora w tym własnym sosie to już nawet nie wspomnę. To od rana (z prysznicem) do wieczora czas rozkładu jest krótszy. A co mi po wieczornej kąpieli w nocy?
  • jehanette 27.01.11, 13:51
    >gdy ludzie z samego rana już nieprzyjemni
    > e zajeżdżają rozłożonym potem.

    0_0 jakoś nie zetknęłam się z tym problemem.
    chyba że zdarzyło mi się nie umyć ;)

    > A mycie się do czystego łóżka, to nieporozumie
    > nie,

    skoro tak strasznie się pocimy w nocy to chyba te łóżka nie są czyste?
    ;P


    nie przekonuje mnie też, że człowiek się w pracy biurowej nie brudzi i poci tylko pod pachami jeśli nie użył antyperspirantu. nawet jeśli w nocy szaleje metabolizm, złuszcza się skóra, rosną włosy i co tam jeszcze, to w ciągu dnia ruszamy się, stresujemy, emocjonujemy, oddychamy i wszystkie procesy działają na full ;)

    poza tym, dla mnie np mycie się wieczorem to część przygotowań do snu - odprężenie i takie tam. może dla innych poranny prysznic to rozbudzenie, nie wiem, dla mnie nie.
    --
    Jestem Lobbystką!
  • teresa104 27.01.11, 14:00
    Jak mam myć "tylko" pachy, krocze, stopy, twarz, szyję, to wolę wejść na trzy minuty pod natrysk, strategiczne miejsca otoczyć uwagą, resztę ciała mimochodem przy tym opłukać i z głowy. Mogę też spędzić pod prysznicem pół godziny, stosując kolejno wszelkie szykany.
  • jehanette 27.01.11, 14:09
    teresa104 napisała:

    > Jak mam myć "tylko" pachy, krocze, stopy, twarz, szyję, to wolę wejść na trzy m
    > inuty pod natrysk, strategiczne miejsca otoczyć uwagą, resztę ciała mimochodem
    > przy tym opłukać i z głowy. Mogę też spędzić pod prysznicem pół godziny, stosuj
    > ąc kolejno wszelkie szykany.

    o tak :) często z lenistwa myję cała :)
    metodę "cząstkową" stosuję tylko jak mam zimną wodę w domu i nie chcę moczyć zimną wodą całego człowieka :)
    --
    Jestem Lobbystką!
  • turzyca 27.01.11, 23:21
    teresa104 napisała:

    strategiczne miejsca otoczyć uwagą, resztę ciała mimochodem
    > przy tym opłukać i z głowy.

    No wlasnie! My mozemy dyskutowac do usmiechnietej smierci, o tym ile razy co nalezy zrobic, o ile nie ujednolicimy sobie nazewnictwa. Bo dla niektorych prysznic to porzadne wyszorowanie kazdego elementu czlowieka odpowiednim mydlem, a dla niektorych, to praktyczna metoda mycia miejsc strategicznych polaczona ze oplukiwaniem miejsc niestrategicznych.

    I jesli ktos sie umie porzadnie umyc w miejscach strategicznych bez wchodzenia pod prysznic, to prawdopodobnie jest w stanie zachowac bardzo zblizony poziom higieny do osob rozumiejacych pod haslem prysznic druga definicje.

    > Jak mam myć "tylko" pachy, krocze, stopy, twarz, szyję, to wolę wejść na trzy m
    > inuty pod natrysk,

    Ja podejrzewam, ze to czesciowo kwestia wyposazenia lazienki, bo mycie damskiego podwozia to takie nieporeczne jest. Jak sie ma bidet, to jednak mycie czastkowe jest znacznie szybsze.
    --
    24 kilo klonow.
  • magdalaena1977 27.01.11, 23:25
    turzyca napisała:
    > Ja podejrzewam, ze to czesciowo kwestia wyposazenia lazienki, bo mycie damskieg
    > o podwozia to takie nieporeczne jest. Jak sie ma bidet, to jednak mycie czastko
    > we jest znacznie szybsze.
    Nawet jak chwilowo nie miałam ciepłej wody i myłam się w misce, to odkryłam, że wygodniej myć się w wannie (bo woda spływa) a po umyciu "miejsc strategicznych" można się ogólnie polać choćby garnuszkiem ciepłej wody uzyskując ogólne wrażenie czystości ;-)
    --
    Magdalaena
  • jul-kaa 27.01.11, 23:26
    magdalaena1977 napisała:
    > można się ogólnie polać choćby garnuszkiem ciepłej wody uzyskując ogólne wraż
    > enie czystości ;-)

    Koniecznie po plecach i karku - jeśli nie poleję tego fragmentu, to jakbym się zupełnie nie myła :)
  • pierwszalitera 28.01.11, 00:01
    turzyca napisała:

    > Ja podejrzewam, ze to czesciowo kwestia wyposazenia lazienki, bo mycie damskieg
    > o podwozia to takie nieporeczne jest. Jak sie ma bidet, to jednak mycie czastko
    > we jest znacznie szybsze.

    Też. Ale ludzie zwykle pod prysznicem bywają dłużej niż napisała teresa104. Radzę jej sprawdzić z zegarkiem, ile naprawdę trwają te trzy minuty na ochlapanie. ;-) No i odświeżenie tylko miejsc strategicznych, gdy nie mamy tak naprawdę potrzeby całościowego prysznica chroni skórę przed niepotrzebnym moczeniem. Może jak ktoś ma niewrażliwą i tłustą cerą, to i codzienne wylegiwanie się w wannie nie przeszkadza, u mnie już za gorąca woda pod prysznicem powoduje podrażnienia. A ponieważ z codziennego prysznica rano nie chcę i nie mam zamiaru rezygnować, ograniczam dodatkowe mycie całego ciała do minimum, nawet jak trwa to pięć minut dłużej. I tak myję się już w całości wystarczająco często, bo dni sportowe wymagają więcej. Chociaż jak mam czas, to robię mojego pilatesa rano przed pierwszym prysznicem.
  • turzyca 28.01.11, 00:35
    Rad
    > zę jej sprawdzić z zegarkiem, ile naprawdę trwają te trzy minuty na och
    > lapanie.

    W trzy minuty z zegarkiem w reku - w reku pana od pobierania oplat za prysznice - mozna sie umyc w calosci mydlem i wymyc glowe szamponem.
    --
    24 kilo klonow.
  • edhelwen 28.01.11, 07:39
    prawda ;) kiedyś korzystałam z takiego prysznica na monety - 5 czy 6 minut i niepotrzebnie się bałam, że nie zdążę się umyć - czasu było aż nadto ;)
  • teresa104 28.01.11, 08:55
    3 minuty z podziwianiem ciała w lustrze. Tu na Wschodzie czas się ceni.
  • pierwszalitera 28.01.11, 12:33
    teresa104 napisała:

    > 3 minuty z podziwianiem ciała w lustrze. Tu na Wschodzie czas się ceni.

    Zaoszczędza się go na co?
  • teresa104 28.01.11, 16:11
    i kurzenie machorki. Ale to drugie to tylko topmenedżmynt.
  • pierwszalitera 27.01.11, 14:13
    jehanette napisała:

    > skoro tak strasznie się pocimy w nocy to chyba te łóżka nie są czyste?
    > ;P

    No przecież napisałam, że ta czystość to złudzenie.

    > nie przekonuje mnie też, że człowiek się w pracy biurowej nie brudzi i poci tyl
    > ko pod pachami jeśli nie użył antyperspirantu. nawet jeśli w nocy szaleje metab
    > olizm, złuszcza się skóra, rosną włosy i co tam jeszcze, to w ciągu dnia ruszam
    > y się, stresujemy, emocjonujemy, oddychamy i wszystkie procesy działają na full
    > ;)

    Ja osobiście nie potrzebuję żadnego antytranspirantu. Wystarczy mi delikatny dezodorant w sztyfcie, bo używam go przecież na świeżo umyte ciało. A pot zaczyna pachnieć dopiero, gdy zdążą dobrać się do niego bakterie, nawet po całym emocjonalnym dniu u mnie coś takiego się nie dzieje. Ale noc plus kwiatowy zapaszek na nieumytą skórą i plus dzień, to wyobrażam sobie, że wieczorkiem, po 24 godzinach, to ma się pod paszką niezłą mieszankę. ;-)

    > poza tym, dla mnie np mycie się wieczorem to część przygotowań do snu - odpręże
    > nie i takie tam. może dla innych poranny prysznic to rozbudzenie, nie wiem, dla
    > mnie nie.

    Owszem, czasem też używam do tego wody, ale wtedy tylko czystej, bez środków myjących i jest to raczej oczyszczanie mentalne, a nie fizyczne. Poza tym, pot rozpuszcza się doskonale nawet w chłodnej w wodzie.
  • zooba 27.01.11, 13:55
    Ja biorę prysznic po pracy, rano tylko w weekendy, nie chce mi się wstawać wcześniej, szósta rano to dla mnie i tak bardzo nieciekawa pora na wstawanie. Popołudniowy prysznic nie traktuję jako umycie się do łóżka ale zmycie brudu przyniesionego z miasta, takie rozszerzone mycie rąk po kontakcie z cywilizacją.
  • maith 28.01.11, 05:37
    > Tu nie chodzi o nasze osobiste preferencje (...)
    > A mycie się do czystego łóżka, to nieporozumie
    > nie

    Oj rety, nie ma to jak narzucać innym własne preferencje z zasłanianiem się hasłem "wcale tego nie robię".
    Niektórzy w nocy się nie pocą. W czystym łóżku po prysznicu nie.
    Ale nie chcą do tego czystego łóżka wejść spoceni po ćwiczeniach, kilkukilometrowym marszu, jeździe kiepskimi środkami komunikacji i takie tam.
    Zatem biorą prysznic wieczorem, z przyjemnością kładą się do czystego łóżka, a potem wstają rano niespoceni.
    No tak mają.
    Będziesz im zasady odwracać na siłę, żeby do Twoich warunków pasowały?
    --
    A na Święta... kaganiec na biust ;)

    Kasia Figura nie jest jabłkiem
  • pierwszalitera 28.01.11, 12:23
    maith napisała:

    > Będziesz im zasady odwracać na siłę, żeby do Twoich warunków pasowały?

    Że jak proszę? Czytaj może moje wypowiedzi w całości, a nie tylko te fragmenty, które pasują ci do teorii na mój temat. Napisałam sama, że uprawiam sport i w tych dniach biorę też prysznic wieczorem. Czyli wtedy, gdy mocno się pocę na całym ciele. Moja uwaga do zaoszczędzenia kąpieli wieczorem dotyczyła dni, kiedy człowiek się nie wysila. I pewnie, wszyscy ludzie robią codziennie kilkukilometrowe marsze. Błogosławieni, którzy wierzą.
    Preferuję za to prysznic ranny i mnie sprawia więcej przyjemności przebywanie z ludźmi, którzy robią tak samo. Po prostu są czyściejsi i nie pachną potem, albo mieszanką żółtego sera i mleka, bo tak mniej więcej pachnie nieumyty, ale nie śmierdzący jeszcze człowiek, ja mam wrażliwy nos. A wieczorem nie kładę się z nimi do łóżka, to mogą sobie robić co chcą. Ale miał być wątek o wpływie na zdrowie, więc piszę, że podwójna kąpiel, to dla mnie przesada i mycie całego ciała rano ma większy sens, zarówno z biologicznego punktu widzenia (intensywny metabolizm skóry w nocy), jak i społecznego.
    Bardzo mi przykro, że robię z nudnego wymieniania, kto ile razy w tygodniu myje włosy, dyskusję na zarzucony temat. ;-)
  • magdalaena1977 28.01.11, 13:25
    pierwszalitera napisała:
    > Preferuję za to prysznic ranny i mnie sprawia więcej przyjemności przebywanie z
    > ludźmi, którzy robią tak samo. Po prostu są czyściejsi i nie pachną potem, alb
    > o mieszanką żółtego sera i mleka, bo tak mniej więcej pachnie nieumyty, ale nie
    > śmierdzący jeszcze człowiek, ja mam wrażliwy nos.
    A skąd wiesz, że ci brzydko pachnący ludzie myli się wieczorem poprzedniego dnia, a nie np. dwa dni wcześniej ?

    > mycie całego ciała rano ma większy sens, zarówno z biologicznego punktu
    > widzenia (intensywny metabolizm skóry w nocy), jak i społecznego.
    Pytam się po raz kolejny - skąd masz dane o tym, że człowiek bardziej brudzi się w nocy niż w dzień ?
    Bo przecież nie opierasz takich radykalnych stwierdzeń tylko na własnej intuicji, prawda ?
    --
    Magdalaena
  • pierwszalitera 28.01.11, 14:53
    magdalaena1977 napisała:

    > Pytam się po raz kolejny - skąd masz dane o tym, że człowiek bardziej brudzi si
    > ę w nocy niż w dzień ?
    > Bo przecież nie opierasz takich radykalnych stwierdzeń tylko na własnej intuicj
    > i, prawda ?

    Z książek o ludzkiej fizjologii? Wykreślili po 1985 roku (data mojej matury) biologię z planu nauczania, czy co?
  • elftherinii 28.01.11, 15:52
    Ano biologii nie wykreślili ale ja na biol-chemie takich rzeczy już się nie uczyłam (ale za to umiałam wymienić cykle rozwojowe tasiemca i motylicy wątrobowej!:P).
    Jednak wierzę na słowo bo brak możliwości porannego prysznica w zimie działa na mnie strasznie denerwująco na całą resztę dnia.
    --
    elftherinii@yahoo.com
  • elftherinii 28.01.11, 15:53
    Hm
    Brak możliwości wzięcia prysznica działa na mnie zawsze denerwująco. A w zimie nie mam możliwości go brać. Jakoś nielogicznie to wyżej napisałam.
    --
    elftherinii@yahoo.com
  • magdalaena1977 28.01.11, 16:37
    pierwszalitera napisała:
    > Z książek o ludzkiej fizjologii?
    > Wykreślili po 1985 roku (data mojej matury) biologię z planu nauczania, czy co?
    Fizjologii nie studiowałam. Biologię miałam aż do matury, ale jestem pewna, że nie uczyli mnie o tym, że człowiek bardziej brudzi się nocą niż w dzień.
    --
    Magdalaena
  • pierwszalitera 28.01.11, 19:45
    magdalaena1977 napisała:

    > Fizjologii nie studiowałam. Biologię miałam aż do matury, ale jestem pewna, że
    > nie uczyli mnie o tym, że człowiek bardziej brudzi się nocą niż w dzień.

    Ja fizjologię miałam wprawdzie na studiach, ale o poceniu się i intensywnej pracy skóry w nocy wiedziałam jednak wcześniej. Nie trzeba jednak wiedzieć wszystkiego, ale można przynajmniej sprawdzić w googlu zanim podaje się coś w wątpliwość. Zawsze możesz potem powiedzieć, wiem, ale mam to w nosie i ciągle nie mam zamiaru brać prysznica rano. Przecież policji higieny ci nie wyślę. ;-)
  • magdalaena1977 28.01.11, 21:16
    pierwszalitera napisała:
    > Ja fizjologię miałam wprawdzie na studiach, ale o poceniu się i intensywnej
    > pracy skóry w nocy wiedziałam jednak wcześniej.
    > Nie trzeba jednak wiedzieć wszystkiego, ale można przynajmniej sprawdzić
    > w googlu zanim podaje się coś w wątpliwość.
    Google nic nie wyrzuca.

    Przypomnę, że to Ty jako pierwsza w tym wątku (poza ukraińskimi opowieściami jul-kii) zaczęłaś krytykować zwyczaje higieniczne innych, twierdząc że są one błędne, a nie tylko odmienne od Twoich upodobań.
    A przedmiotem sporu nie jest to, czy człowiek poci się w nocy, tylko to, czy w nocy brudzi się bardziej niż w dzień i kiedy w związku z tym warto brać prysznic, jeśli robimy to tylko raz dziennie.
    Moja intuicja mówi mi, że bardziej brudna jestem wieczorem, ale jestem gotowa zmienić zdanie, jeśli będę miała po temu umotywowane przesłanki, najlepiej wyniki badań naukowych.
    --
    Magdalaena
  • pierwszalitera 28.01.11, 21:47
    magdalaena1977 napisała:

    > Przypomnę, że to Ty jako pierwsza w tym wątku (poza ukraińskimi opowieściami ju
    > l-kii) zaczęłaś krytykować zwyczaje higieniczne innych, twierdząc że są one błę
    > dne, a nie tylko odmienne od Twoich upodobań.

    Po pierwsze, mam pełne prawo do krytyki tego, co mi się nie podoba. Nie nazwałam przy tym nikogo ani głupkiem, ani brudasem, więc nie rozumiem zamieszania. Moja krytyka nie zmusza też nikogo do zmiany własnego zachowania. Za to informacje, które podałam, mogą się przydać komuś, kto do tej pory nie zdawał sobie sprawy z fizjologicznych faktów. Nie wiem jak ty definiujesz brud, ale ja rzadko pracuję na roli/w błocie/ w piachu, więc przypuszczam, że dla większości osób tu na forum brud na ciele (oprócz rąk i makijażu na twarzy) oznacza też pot, inne wydzielny ludzkiego ciała, złuszczający się non stop naskórek i żerujące na tym bakterie. A że skóra w nocy jest bardzo aktywna, aktywniejsza niż w ciągu dnia, masz rano całą masę tego brudu zaklejającego pory na sobie. Twoja intuicja mówi ci coś innego, ale od kiedy to nasza intuicja jest dowodem na biologiczne zależności? Wynik badań naukowych? Nie mam zamiaru szukać, zapytaj przy następnej wizycie lekarza, może jest dla ciebie większym autorytetem ode mnie. Na studiach medycznych powinni tego uczyć. I już ci napisałam, nie musisz zmieniać zdania. Chociaż, możesz zrobić eksperyment i spróbować przez tydzień , dwa brać prysznic rano. Kto wie, może będzie miało jakieś lepsze działanie na skórę i samopoczucie? Jeżeli jednak nie potrzebujesz zmian i masz idealną, zdrową cerę oraz nie pachniesz brzydko w ciągu dnia, to mnie ignoruj. Prawdopodobnie robisz wszystko dobrze.
  • magdalaena1977 28.01.11, 22:31
    pierwszalitera napisała:
    > Po pierwsze, mam pełne prawo do krytyki tego, co mi się nie podoba.
    Już pisałam - problem polega na tym, że jako jedyna twierdzisz, że Twoje standardy higieniczne są obiektywnie lepsze, a nie tylko przyjemniejsze czy wygodniejsze dla Ciebie.

    > Twoja intuicja mówi ci coś innego, ale od kiedy to nasza intuicja jest
    > dowodem na biologiczne zależności?
    I dlatego uważam, że nie powinnaś wygłaszać radykalnych sądów, jeśli nie możesz poprzeć ich wiarygodnymi źródłami, a jedynie własną intuicją.

    > Wynik badań naukowych? Nie mam zamiaru szukać (...)
    Czyli, że ich nie znasz ?
    --
    Magdalaena
  • pierwszalitera 28.01.11, 23:19
    magdalaena1977 napisała:

    > Już pisałam - problem polega na tym, że jako jedyna twierdzisz, że Twoje standa
    > rdy higieniczne są obiektywnie lepsze, a nie tylko przyjemniejsze czy wygodniej
    > sze dla Ciebie.

    Nie. Przyjemniejsze jest dla mnie korzystanie z prysznica dwa, a nawet trzy razy dziennie. Bardzo przyjemne jest też wylegiwanie się w gorącej wodzie z pianką. Czy wygodne, nie wiem, ale mam czas na mycie się zarówno rano i wieczorem, w zasadzie więc wsio ryba. Nie robię jednak tego z powodów, które mnie, z moim osobistym stanem wiedzy, wydają się logiczne. Jeżeli nie jesteś mojego zdania, to rób po swojemu. Uroczyście oznajmiam, że nikogo nie chcę uszczęśliwiać na siłę i wisi mi, jak kto dba o higienę, dopóki nie napadnie na mnie zapachowo. Wystarczy?


    > I dlatego uważam, że nie powinnaś wygłaszać radykalnych sądów, jeśli nie możesz
    > poprzeć ich wiarygodnymi źródłami, a jedynie własną intuicją.

    Ty pisałaś o jakiejś intuicji, a nie ja. Ja pisałam o moim stanie wiedzy. Zdaje się, że kryklu mnie nawet potwierdziła, więc fantazja mnie nie poniosła. Nie mam też obowiązku ci niczego udowadniać. Ale ty możesz naturalnie znaleźć dowód na nieprawdziwość moich słów i przestrzec wszystkich na forum przed moimi farmazonami. Droga wolna, skoro uważasz mnie za ignorantkę albo arogantkę umyślnie wprowadzającą ludzi w błąd.


    > Czyli, że ich nie znasz ?

    Nie, nie znam. A przynajmniej nie pamiętam, gdzie się tego dowiedziałam. Potrafisz wytrzepać z rękawa naukowe potwierdzenie na wszystko, co wiesz o codziennościach tego życia? Na przykład na to, że od kilku kilogramów śliwek na raz można dostać biegunki?
  • kryklu 29.01.11, 00:27
    pierwszalitera napisała:
    Zdaje
    > się, że kryklu mnie nawet potwierdziła, więc fantazja mnie nie poniosła.

    Tak zdecydowanie potwierdzam, a wykształcenie mam cokolwiek medyczne.
    A dowody naukowe? Litości, to jest podstawowa wiedza o funkcjonowaniu organizmów ssaczych, a nie jakieś nowe teorie. Powtarzam: ja uczyłam się o tym już w podstawówce (przed kilkudziesięciu laty). Rozumiem, że humaniści mogą tego nie wiedzieć, np. mój mąż kompletnie tego nie "czuje" pomimo mojego wielokrotnego tłumaczenia. Jesteśmy różni, każdy zna się na swojej działce, nie ma omnibusów. Ja nie dyskutuję np. o zawiłościach prawa bo się na tym najzwyczajniej nie znam, a tym bardziej nie polegałabym tu na mojej intuicji ;)
  • jul-kaa 28.01.11, 13:49
    pierwszalitera napisała:
    > Czytaj może moje wypowiedzi w całości, a nie tylko te fragmenty,
    > które pasują ci do teorii na mój temat.

    Nie nadużywasz aby ostatnio tego argumentu?
  • pierwszalitera 28.01.11, 14:57
    jul-kaa napisała:

    > Nie nadużywasz aby ostatnio tego argumentu?

    Pozwól, że nie skomentuję tej kolejnej osobistej zaczepki z twojej strony. Jak masz jakieś frustracje do wylania, to mam gazetowy adres.
  • kryklu 28.01.11, 12:36
    maith napisała:
    > Ale nie chcą do tego czystego łóżka wejść spoceni po ćwiczeniach, kilkukilometr
    > owym marszu, jeździe kiepskimi środkami komunikacji i takie tam.
    > Zatem biorą prysznic wieczorem, z przyjemnością kładą się do czystego łóżka

    To zrozumiałe.


    > Niektórzy w nocy się nie pocą.
    > Zatem biorą prysznic wieczorem, z przyjemnością kładą się do czystego łóżka, a
    > potem wstają rano niespoceni.
    > No tak mają.

    To złudzenie. W nocy kiedy śpimy dominuje układ przywspółczulny, powodujący m.in. silniejsze niż w dzień pocenie. Kiedy rano się budzimy, przewagę zyskuje układ współczulny i mniej się pocimy, a nocny pot zdążył już wsiąknąć w czystą pościel, a zapachu potu nie czujemy bo bakterie nie zdążyły go jeszcze rozłożyć. Poczujemy za kilka godzin, jeśli rano porządnie się nie umyjemy.

  • zmijunia.lbn 28.01.11, 16:10
    kryklu napisała:

    > To złudzenie. W nocy kiedy śpimy dominuje układ przywspółczulny, powodujący m.i
    > n. silniejsze niż w dzień pocenie. Kiedy rano się budzimy, przewagę zyskuje ukł
    > ad współczulny i mniej się pocimy, a nocny pot zdążył już wsiąknąć w czystą poś
    > ciel, a zapachu potu nie czujemy bo bakterie nie zdążyły go jeszcze rozłożyć. P
    > oczujemy za kilka godzin, jeśli rano porządnie się nie umyjemy.
    >

    Nie myję się porządnie rano i jakoś nie śmierdzę po kilku godzinach. Ba, jeśli nie wychodzę z domu, to nie śmierdzę co najmniej do wieczora (pomijam upały czy chorobę). Nie zauważyłam też, żeby moja pościel brzydko pachniała, a zdecydowanie nie jest zmieniana co dwa tygodnie. Co dwa tygodnie to ja zmieniam piżamę, bo częściej zazwyczaj nie mam potrzeby.
    Widocznie jestem mutantem albo mam niewykształcony układ przywspółczulny, trudno - jak zwykle okazało się że mój chłopak jest normalny, a ja nie. Przyzwyczaiłam się. ;)

    --
    65/71/89/97 = 30FF? 30F? Cycki mi zmalały! :(
    W głowie dyskoteka trwa ;)
    nie używam gazetowego - zmijuniaminor[at]wp.pl
  • kotwtrampkach 29.01.11, 14:21
    zmijunia.lbn napisała:

    > Widocznie jestem mutantem albo mam niewykształcony układ przywspółczulny, trudn
    > o - jak zwykle okazało się że mój chłopak jest normalny, a ja nie. Przyzwyczaił
    > am się. ;)

    To ze ktoś poci się bardziej, nie znaczy, ze intensywność wydzielanego zapachu jest taka sama jak u innych ludzi, litości! Są ludzie, których "nie czuć" po kilku dniach, a są tacy, którzy silnie pachną po kilku godzinach snu.. PO prostu, każdy z nas jest inny.
    i nie ma to nic wspólnego z mutacjami, ale z trybem życia ;-)
    to, że bardziej pocimy się w nocy, łatwo zbadać - trzeba porównać zapach ciała, po nocy i po spokojnym dniu bez zbytniego ruchu. W sytuacji, kiedy nie jemy bardzo ostrych rzeczy, nie korzystamy z sauny, nie chorujemy etc.
    :-) Naturalne, ze intensywne uprawianie sportu, przebywanie w zakurzonym miejscu, czy długotrwała sytuacja stresowa powodują, że pot jest intensywniejszy i jest go więcej niż podczas odpoczynku.. Dlatego porównywać trzeba sytuacje podobne..
  • felisdomestica 29.01.11, 16:47
    Ale tu nie chodzi o porównywanie sytuacji podobnych, tylko o to kiedy bardziej się śmierdzi :-). I kiedy w związku z tym należy się myć :-). Wydaje się oczywiste, że po całym dniu śmierdzi się bardziej niż po nocy bo:
    -wysiłek fizyczny jest większy
    -przebywamy w śmierdzącym otoczeniu (palacze, chińskie żarcie itp)
    -dzień jest zazwyczaj bardziej stresujący
    -w dzień jest dużo cieplej niż w nocy

    Jeśli ktoś bardzo poci się w nocy to może ma jakies zaburzenia termoregulacji? Działania układu autonomicznego? Albo inną cholerę?
  • kryklu 29.01.11, 17:10
    Myjemy się wtedy kiedy odczuwamy taką potrzebę. Czasem ze względu na swoje samopoczucie, innym razem z troski o odczucia otaczających nas osób lub z obydwu powodów.
    W każdym razie nie dla zdrowia raczej :)
  • pierwszalitera 29.01.11, 17:58
    felisdomestica napisała:

    > Jeśli ktoś bardzo poci się w nocy to może ma jakies zaburzenia termoregulacji?
    > Działania układu autonomicznego? Albo inną cholerę?

    A może to ten, który poci się zbytnio przy normalnej temperaturze i niskim wysiłku fizycznym w ciągu dnia pokazuje patologiczne reakcje na stres i nademocjonalność? Nikt mi nie powie też, że siedzenie na krześle zmusza bardziej do pocenia się od leżenia. A co do temperatury, to przypominam, że większość ludzi nocą się czymś przykrywa. A jak ktoś komuś wszedł już kiedyś pod kołdrę, to wie, że temperatura jest tam nawet zimą dosyć wysoka.
  • kk345 27.01.11, 13:22
    > A mnie osobiście zadziwia, że istnieją jeszcze ludzie, którzy myją się wieczore
    > m idąc do łóżka, ale nie robią tego rano.

    No cóż, świat jest wielki i taaaaaki dziwny:) Podejrzewam, że ludzi, biorących prysznic wieczorem, lub -o zgrozo- biorących go rzadko lub wcale jest na świecie więcej, niż tych kąpiących się codziennie rano.
  • pierwszalitera 27.01.11, 13:30
    kk345 napisała:

    Podejrzewam, że ludzi, biorących
    > prysznic wieczorem, lub -o zgrozo- biorących go rzadko lub wcale jest na świeci
    > e więcej, niż tych kąpiących się codziennie rano.

    Na świecie może i tak, ale reszta zależy od kultury, w której się żyje. Zwyczaj porannego prysznica jest w Europie zachodniej częstszy niż ten wieczornego mycia. Nie wiem jak to jest w Polsce, ale przyjmuję, że powoli ten rytuał też staje się popularniejszy, bo związany jest ze zmianą warunków pracy. Po prostu ważniejsze staje się pojawienie się wymytym i nie zajeżdżającym w pracy i po pracy coraz rzadziej trzeba szorować się ryżową szczotką, by dostać pozwolenie wejścia w wykrochmaloną pościel. ;-)
  • teresa104 27.01.11, 13:37
    Ponadto warto podkreślić, że łóżko jest zanieczyszczone naszym conocnym w nim przebywaniem i rano trzeba zmyć z siebie to, czym się człowiek upaprał przez sen;)
  • magdalaena1977 27.01.11, 17:30
    pierwszalitera napisała:
    > A gdy do tego dowiemy się, ile litrów potu wydala z siebie człowiek nocą,
    > nawet jak w ogóle tego nie rejestruje, jak aktywny jest w tym czasie metabolizm,
    > znaczy odnawia się i łuszczy skóra,
    Czy masz jakieś źródło tych informacji ?
    Tj. tego, że przeciętny mieszczuch bardziej się brudzi nocą niż w dzień.
    --
    Magdalaena
  • zmijunia.lbn 27.01.11, 20:06
    pierwszalitera napisała:

    > A mnie osobiście zadziwia, że istnieją jeszcze ludzie, którzy myją się wieczore
    > m idąc do łóżka, ale nie robią tego rano.

    Wiesz, różni ludzie mają różne potrzeby.
    Ja w ciągu dnia zwyczajnie się pocę - z powodu różnych temperatur w różnych pomieszczeniach oraz sporadycznie podejmowanego wysiłku fizycznego. Dobrze czuję się zakopując się w pościeli po kąpieli, kiedy czuję się odświeżona. Nie lubię spać z resztkami całego dnia na ciele. Budzę się nieświeża tylko kiedy jestem chora.
    Mój chłopak natomiast myje się rano. Zrozumiałam czemu dopiero, kiedy zaczęłam z nim sypiać od czasu do czasu. Poci się w nocy - ot tak, po prostu, nieważne czy zimno czy ciepło. W dzień "zużywa się" dużo mniej.

    Także jeśli trzeba się zdecydować na kąpiel/prysznic rano lub wieczorem, to oczywiste dla mnie jest, ze mój chłopak wybierze rano, a ja wieczór. Pomijam już kwestie typu brak czasu.

    --
    65/71/89/97 = 30FF? 30F? Cycki mi zmalały! :(
    W głowie dyskoteka trwa ;)
    nie używam gazetowego - zmijuniaminor[at]wp.pl
  • jul-kaa 27.01.11, 20:55
    zmijunia.lbn napisała:
    > Wiesz, różni ludzie mają różne potrzeby.

    I różne upodobania. Mój mąż na przykład woli spód kajzerki. Zaskakujące, nie? Myślę, że są osoby, które może to osobiście zadziwiać ;)
  • butters77 27.01.11, 22:03
    Mnie zadziwia!:-) Dla mnie kajzerka mogłaby mieć dwa wierzchy;-)
    --
    Powoli chodzę i rozglądam się...
  • zmijunia.lbn 27.01.11, 22:11
    jul-kaa napisała:

    > zmijunia.lbn napisała:
    > > Wiesz, różni ludzie mają różne potrzeby.
    >
    > I różne upodobania. Mój mąż na przykład woli spód kajzerki. Zaskakujące, nie? M
    > yślę, że są osoby, które może to osobiście zadziwiać ;)

    Pozdrów męża, wierzch ma dla mnie za dużo buły w bule ;)

    --
    65/71/89/97 = 30FF? 30F? Cycki mi zmalały! :(
    W głowie dyskoteka trwa ;)
    nie używam gazetowego - zmijuniaminor[at]wp.pl
  • jul-kaa 27.01.11, 22:20
    zmijunia.lbn napisała:
    > Pozdrów męża, wierzch ma dla mnie za dużo buły w bule ;)

    Kurcze, pozdrowiłam tłumacząc: "no bo napisałam, że Ty wolisz dół, a ja spód". haha
  • marciasek 29.01.11, 21:06
    > Pozdrów męża, wierzch ma dla mnie za dużo buły w bule ;)

    hm, ale ten nadmiar buły da się "wyszczypać" i wtedy zostaje tylko chrupiąca miseczka na różne różności... ;)
  • cojakco 28.01.11, 10:15
    Po co kąpiel wieczorem? Żeby usunąć całodzienny bród, zmyć ze skóry dezodoranty, perfumy, make up itp. Proste doświadczenie: wieczorem przetrzyj wacikiem nasączonym mleczkiem kosmetycznym np szyję czy dekold i zobacz czy jest śnieznobiały? Bo mój nigdy nie był. A pracuję w biurze, mieszkam w stosunkowo czystej okolicy. Wieczorem biorę przysznic lub kąpiel żeby w nocy mogła moja skóra odpocząć. Odpocząć od chemii, kurzu itp. Biorę prysznic i oczekuję tego samego od partnera bo nie wyobrażam sobie pobudki przy kimś z całodziennym brudem na sobie. No i chyba jest logiczne, że nasza aktywność fizyczna podczas snu jest minimalna. A jak się śpi w pomieszczeniu o odpowiedniej temperaturze, wentylacji i w odpowiedniej pościeli to pocenie jest znikome. A stosowanie mydeł, żeli pod prysznic itp to już odrębna sprawa.
  • klymenystra 28.01.11, 11:57
    Na tym forum dbamy o język: brud, dekolt.
    --
    Jestem z Krakowa. Mówię "oglądnąć", "kapło" i "sznurówki". Oraz "weka", "cwibak", "sznycel" i "zastrugaczka". I mam do tego prawo. Halte à la mort des langues!
  • pierwszalitera 28.01.11, 12:04
    cojakco napisała:

    Żeby usunąć całodzienny bród, zmyć ze skóry dezodoranty
    > , perfumy, make up itp. Proste doświadczenie: wieczorem przetrzyj wacikiem nasą
    > czonym mleczkiem kosmetycznym np szyję czy dekold i zobacz czy jest śnieznobiał
    > y? Bo mój nigdy nie był.

    A nie wystarczy demakijaż i umycie twarzy (plus dekoltu, szyi i okolic pach)?


    No
    > i chyba jest logiczne, że nasza aktywność fizyczna podczas snu jest minimalna.
    > A jak się śpi w pomieszczeniu o odpowiedniej temperaturze, wentylacji i w odpo
    > wiedniej pościeli to pocenie jest znikome.

    Nie tylko nie logiczne, ale też nieprawdziwe. W nocy tracimy co najmniej pół litra potu, czy chcesz, czy nie chcesz. Organizm pracuje noc na pełnych obrotach.
  • kryklu 28.01.11, 12:44
    pierwszalitera napisała:
    W nocy tracimy co najmniej pół li
    > tra potu, czy chcesz, czy nie chcesz. Organizm pracuje noc na pełnych obrotach.

    Jak widać w tym wątku, wiedza o ludzkiej fizjologii nie jest zbyt rozpowszechniona. I nie mam tu na myśli poziomu uniwersyteckiego, ja się o tym uczyłam w podstawówce.
  • edhelwen 29.01.11, 01:55
    a to w ogóle rozmawiamy o minimum higieny wymaganym dla zdrowia, czy byciu brudnym, śmierdzącym i ogólnie "fuj" dla innych ludzi?
    Bo jak siedzę sama w domu to mi wsio rawno czy wezmę kąpiel o 16, 21 czy prysznic o 10 czy 14. I raczej nie choruję od tego, że wzięłam wieczorem kąpiel, a rano umyłam miejsca strategiczne. Ani od tego, że pościel nie zmieniana od 2 tygodni, itd. Chyba, że od tego się choruje?
  • kryklu 29.01.11, 03:06
    > a to w ogóle rozmawiamy o minimum higieny wymaganym dla zdrowia, czy byciu brud
    > nym, śmierdzącym i ogólnie "fuj" dla innych ludzi?

    Rozmowa zeszła chyba bardziej na to "fuj" :)



    > Bo jak siedzę sama w domu to mi wsio rawno czy wezmę kąpiel o 16, 21 czy pryszn
    > ic o 10 czy 14. I raczej nie choruję od tego, że wzięłam wieczorem kąpiel, a ra
    > no umyłam miejsca strategiczne. Ani od tego, że pościel nie zmieniana od 2 tygo
    > dni, itd. Chyba, że od tego się choruje?

    Zdecydowanie od tego się nie choruje :)

    Istnieją hipotezy, że nadmierna higiena i wyjaławianie naszego środowiska sprzyjają chorobom o charakterze autoimmunologicznym. Bo "armia" mająca nas bronić, z powodu braku naturalnych zewnętrznych wrogów, zwraca się przeciwko komórkom własnego organizmu.
  • edhelwen 29.01.11, 03:59
    zwróciłam uwagę na to, bo pierwszalitera w którymś poście napisała, że wypowiada się na temat, a przekonywanie o tym, że ludzie się pocą w nocy i jak można się nie myć rano to chyba raczej nie jest w temacie ;)
  • zmijunia.lbn 28.01.11, 16:15
    cojakco napisała:

    > A jak się śpi w pomieszczeniu o odpowiedniej temperaturze, wentylacji i w odpo
    > wiedniej pościeli to pocenie jest znikome.

    No niestety, niekoniecznie. Dziewczyny mają sporo racji, tylko że to nie dotyczy każdego - akurat mojego chłopaka tak. Pisałam zresztą gdzieś wyżej o nim - poci się w nocy jak szalony, niezależnie od warunków.
    Ludzkie ciała są różne i nie można wszystkich wcisnąć w ciasne ramy jakichś tam danych liczbowych, bo te dane są uśrednione i nie uwzględniają ludzkiej różnorodności.

    --
    65/71/89/97 = 30FF? 30F? Cycki mi zmalały! :(
    W głowie dyskoteka trwa ;)
    nie używam gazetowego - zmijuniaminor[at]wp.pl
  • maith 28.01.11, 19:57
    zmijunia.lbn napisała:
    > Ludzkie ciała są różne i nie można wszystkich wcisnąć w ciasne ramy jakichś tam
    > danych liczbowych, bo te dane są uśrednione i nie uwzględniają ludzkiej
    > różnorodności.

    Mądrze powiedziane :)

    --
    A na Święta... kaganiec na biust ;)

    Kasia Figura nie jest jabłkiem
  • kryklu 29.01.11, 00:41
    maith napisała:

    > zmijunia.lbn napisała:
    > > Ludzkie ciała są różne i nie można wszystkich wcisnąć w ciasne ramy jakic
    > hś tam
    > > danych liczbowych, bo te dane są uśrednione i nie uwzględniają lud
    > zkiej
    > > różnorodności.
    >
    > Mądrze powiedziane :)

    Owszem nasze ciała są różne, ale jednak wszystkie funkcjonują zgodnie z tymi samymi prawami. Jedni pocą się bardziej, drudzy mniej, ale wszyscy bardziej nocą (pomijając intensywny wysiłek fizyczny w dzień). Podobnie nocą mamy rozszerzone naczynia -> niższe ciśnienie krwi, serce pracuje mniej intensywnie, mamy węższe źrenice, zwężone oskrzela, produkujemy więcej śliny itd. Chcąc nie chcąc, działamy w pewnych ramach :)
  • turzyca 29.01.11, 02:06
    Jedni pocą się bardziej, drudzy mniej, ale wszyscy bardziej nocą
    > (pomijając intensywny wysiłek fizyczny w dzień).

    A mnie fascynuje jedna rzecz - tak na wech to tshirt noszony w ciagu niezbyt meczacego dnia (bez specjalnych wydarzen stresujacych, gdy pot nam cieknie wzdluz kregoslupa, i bez generalnych porzadkow) pachnie intensywniej niz taki sam t-shirt noszony w nocy.
    I to jest obserwacja wielu osob - pomijajac juz wszystkie dowody, to wystarczy porownac watki o zmianie ubran/bielizny i zmianie pizamy/koszuli nocnej. Oczywiscie zeby takie badanie bylo wiarygodne trzeba by to sprawdzic uwzgledniajac zmienne typu czestotliwosc i rytm mycia, ale mimo wszystko nie spotkalam sie nigdzie z wypowiedzia, z ktorej wynikaloby, ze ktos zmienia odziez nocna czesciej niz dzienna, co w kontekscie "noca pocimy sie bardziej" jest jedynym logicznym rozwiazaniem.
    To jak to jest? Jakie jest logiczne rozwiazanie tej zagadki?
    --
    24 kilo klonow.
  • edhelwen 29.01.11, 02:49
    zgaduję ;)
    1. większość Polaków o czym była mowa xD kąpie się wieczorem, więc do łóżka idziemy pachnący i świeży i to dlatego
    2. wsiąka w prześcieradło ;)))) a ze zwykłej koszulki nie ma gdzie wsiąkać kiedy nie mamy na niej swetra itd.
    3. pot jest innego rodzaju (???)
  • madzioreck 29.01.11, 03:09
    > 1. większość Polaków o czym była mowa xD kąpie się wieczorem, więc do łóżka idz
    > iemy pachnący i świeży i to dlatego

    No ale, tak czy siak, żebyś nie wiem jak czysta poszła spać, to w nocy masz się upocić, więc to odpada :)

    > 2. wsiąka w prześcieradło ;)))) a ze zwykłej koszulki nie ma gdzie wsiąkać kied
    > y nie mamy na niej swetra itd.

    Ale żeby wsiąknąć w prześcieradło, to najpierw musi przesiąknac przez to, w czym śpisz, i się raczej nie dematerializuje ten pot :)
    A jeśli chodzi o ścisłosc, to jeśli się spocę, to pierwsza warstwa odzieży daje na mój nos podobny zapach zarówno wtedy, kiedy mam na sobie kolejne warstwy odzieży, jak i kiedy ich nie mam :)

    > 3. pot jest innego rodzaju (???)

    Ano być może :)
  • kryklu 29.01.11, 02:55
    > A mnie fascynuje jedna rzecz - tak na wech to tshirt noszony w ciagu niezbyt me
    > czacego dnia (bez specjalnych wydarzen stresujacych, gdy pot nam cieknie wzdluz
    > kregoslupa, i bez generalnych porzadkow) pachnie intensywniej niz taki sam t-s
    > hirt noszony w nocy.

    Może skład potu nocnego różni się od składu potu produkowanego w dzień? Nie wiem.
    Wiadomo, że w nocy, kiedy dominuje układ przywspółczulny, produkujemy więcej śliny, ale o rzadszej konsystencji. W dzień pod wpływem układu współczulnego ślina jest gęściejsza i jest wydzielana w mniejszej ilości.
    Może z potem jest jakoś podobnie?
    Ja tej różnicy zapachowej nie zauważyłam.

    W środku nocy, w czasie najgłębszego snu mój mąż jest dosłownie zlany potem, a nad ranem, kiedy jeszcze śpi, jest już całkiem suchy. W dzień poci się zadziwiająco mało, nawet w czasie ekstremalnych upałów.
    Ja w nocy też się pocę. A śpimy zawsze przy otwartym oknie.
    Nie wyobrażam sobie rozpoczęcia dnia bez porannego prysznica. Pościel zmieniam co tydzień, najrzadziej co 2 tygodnie. A miewam ochotę jeszcze częściej.
  • madzioreck 29.01.11, 03:06
    > Może skład potu nocnego różni się od składu potu produkowanego w dzień? Nie wie
    > m.
    > Wiadomo, że w nocy, kiedy dominuje układ przywspółczulny, produkujemy więcej śl
    > iny, ale o rzadszej konsystencji. W dzień pod wpływem układu współczulnego ślin
    > a jest gęściejsza i jest wydzielana w mniejszej ilości.
    > Może z potem jest jakoś podobnie?

    Szczerze mówiąc, nie wiem, jak jest, ale ja mam taką czujkę - pachy. Ponieważ w normalnych warunkach pachy mi się dość bardzo pocą, tzn. są stale wilgotne, jeśli nie używam poskramiacza, to moja skóra pod pachami, kiedy się nie pocę, daje mi dość nieprzyjemne uczucie ściągnięcia, czuję też wtedy mocno, jak kłują mnie ogolone dzień wcześniej włoski. I po nocy mam takie właśnie uczucie, że skóra w tym miejscu od wielu godzin była sucha. A z kolei wtedy, kiedy zdarza mi się spocić w nocy, po prostu to... czuję :) Po zapachu (choć to naprawdę jeszcze nie cuchnięcie:)), po odczuciach dawanych przez skórę. I wtedy oczywiście idę pod prysznic.
  • kryklu 29.01.11, 03:34
    Wzmianka o Twoich pachach przypomniała mi o istnieniu gruczołów potowych apokrynowych (właśnie pod pachami oraz w okolicach narządów płciowych), pot przez nie produkowany ma intensywniejszy zapach, zróżnicowany płciowo i rasowo. Gruczoły apokrynowe zwiększają wydzielanie pod wpływem emocji (bardziej w dzień?).
    Gruczoły ekrynowe są rozmieszczone na całym ciele i to chyba raczej one są odpowiedzialne za nasze nocne pocenie.

    Na marginesie: gruczoły mlekowe to też są gruczoły apokrynowe...
  • turzyca 29.01.11, 12:38
    > Ja tej różnicy zapachowej nie zauważyłam.
    I zmieniasz odzienie nocne rownie czesto jak odzienie dzienne? Czy ktores zmieniasz czesciej?

    > W środku nocy, w czasie najgłębszego snu mój mąż jest dosłownie zlany potem
    Ale to jest kwestia indywidualna, sa ludzie, ktorzy macani o dowolnej porze nocy sa susi. Macalam. ;)

    O i jeszcze jedna kwestia indywidualna - warunki w sypialni. Sa ludzie, ktorzy maja w sypialni 12 stopni Celsjusza, sa ludzie, ktorzy maja w sypialni 24 stopnie Celsjusza. I to pozostaje bez wplywu?
    --
    24 kilo klonow.
  • kryklu 29.01.11, 13:26
    > I zmieniasz odzienie nocne rownie czesto jak odzienie dzienne? Czy ktores zmien
    > iasz czesciej?

    Odzienia nocnego właściwie nie stosuję. Staniki do spania zmieniam po 2-3 nocach, staniki dzienne po 1-2 dniach.

    > O i jeszcze jedna kwestia indywidualna - warunki w sypialni. Sa ludzie, ktorzy
    > maja w sypialni 12 stopni Celsjusza, sa ludzie, ktorzy maja w sypialni 24 stopn
    > ie Celsjusza. I to pozostaje bez wplywu?

    W naszej sypialni temperatura jest bliższa 12 st. Przy 24stopniach kiepsko by nam się spało.

    Całe to nasze mycie, ranne czy wieczorne - nieważne, ma znaczenie wyłącznie estetyczne, kulturowe.
    Kiedy nie ma obniżonej odporności, przerwania ciągłości tkanek, kontaktu z wybitnie silnymi patogenami, mycie jest niepotrzebne dla zdrowia, skutkiem jest tylko smród.
    Nadmierna higiena powoduje problemy dermatologiczne, alergiczne i może jeszcze jakieś inne.

  • kryklu 29.01.11, 13:30
    turzyca napisała:

    > > Ja tej różnicy zapachowej nie zauważyłam.
    > I zmieniasz odzienie nocne rownie czesto jak odzienie dzienne? Czy ktores zmien
    > iasz czesciej?

    A może częstsze na ogół zmienianie bielizny dziennej niż nocnej jest spowodowane tym, że bardziej przejmujemy się oceną obcych niż swoich? :)
  • pierwszalitera 29.01.11, 13:35
    turzyca napisała:

    > Ale to jest kwestia indywidualna, sa ludzie, ktorzy macani o dowolnej porze noc
    > y sa susi. Macalam. ;)

    Tak. Siedziałaś całą noc i macałaś co 10 minut, by z pewnością pisać te słowa? Ludzie pocą się w nocy bardziej niż w dzień. Kropka. Przypadkowe obserwacje domorosłych specjalistów są tu bez znaczenia. Jakie wynikają z tego praktyczne konsekwencje jest już sprawą indwidualnego widzimisię. Ja rano chociaż nie cuchnę, czuję się na tyle nieświeża, że uważam ten czas za najlepszy na mycie całego ciała. Jeżeli inni mają inne zdanie niech się kąpią wieczorem, ale niech nie argumentują tu jakimś dziennym brudem i czystą pościelą, której nie chcą pobrudzić. Przed brudem z zewnątrz chroni nas ubranie. Nikt nie siada za przeproszeniem gołym tyłkiem na siedzenie w tramwaju, a brzydki zapach niedomytych ludzi na pewno na nas w przelotnych kontaktach nie przeskoczy. A odkryte twarz i ręce, czy zakurzone w sandałach stopy można umyć bez prysznica i ja też tak robię zanim idę do łóżka.
  • turzyca 29.01.11, 14:04
    > Ludzie pocą się w nocy bardziej niż w dzień

    Ale nie wszyscy tak samo silnie. Ilosc potu i rozklad w ciagu doby sa zindywidualizowane, choc oczywiscie, poza stanami chorobowymi, trzymaja sie jakichs tam wzorcow. Ale nie ma jednego jedynego wzorca, nie dzialamy wszyscy identycznie, z podstawowych praw natury wynika, ze musza byc ludzie, ktorzy poca sie mocno i musza byc ludzie, ktorzy poca sie minimalnie. A do tego mamy zroznicowana flore bakteryjna. Sa ludzie, ktorzy musza splukac pot co najmniej trzy razy dziennie, bo inaczej przebywanie w ich towarzystwie jest nie do zniesienia, sa ludzie, ktorzy po czeterech dniach niemycia pachna swiezej niz przecietny obywatel po 12 godzinach od ostatniego porzadnego mycia.
    A do tego przebywamy w roznych srodowiskach. Inaczej czlowiek sie czuje, po spacerze w letni skwar pylista polna droga, gdy cale nogi, rece, twarz i wlosy ma oblepione mieszanka potu i kurzu, a inaczej, gdy zawiniety po czubek nosa w szaliki, palta i kalesony przemyka sie dygoczac przez ekologiczne (znaczy sie bez przemyslu ciezkiego i z orgraniczonym ruchem samochodowym) miasto.
    To wszystko trzeba uwzglednic w rytmie mycia i dlatego nie ma sensu wyznaczac jakis stalych wytycznych typu "prysznic rano i wieczorem", "obowiazkowy prysznic rano" "rano prysznic, wieczorem kapiel". Rytm ma byc taki, zeby nie sprawiac przykrosci otoczeniu i samemu czuc sie dobrze. A czy w tym celu bedziemy brac prysznic dwa razy w tygodniu czy dwa razy dziennie to juz najmniej wazna czesc tematu.
    --
    24 kilo klonow.
  • pierwszalitera 29.01.11, 14:23
    turzyca napisała:

    > Ale nie wszyscy tak samo silnie. Ilosc potu i rozklad w ciagu doby sa zindywid
    > ualizowane,

    Ale my o tym nie rozmawiamy. Jeżeli ktoś poci się sporo w dzień, tak że ma wrażenie wieczorem nieświeżego ciała wymagającego koniecznie kąpieli, to poci się nocą prawdopodobnie też sporo i rano też nie jest czyściutki. I jasne, że myjąc się tylko wieczorem ma następnego wieczora wrażenie brudu. Pot zalegający tak długo na ciele rozkładany jest dłużej przez bakterie i nic dziwnego, że po 24 godzinach nieprzyjemnie się już pachnie. Gdyby miał zwyczaj prysznica rano, to nie odczuwałby może wieczorem po niezbyt intensywnym dniu aż takiej konieczności kąpieli. A upały to jest coś innego, bo pocimy się wtedy najczęściej i w dzień i w nocy, wię można mieć ochotę na częstsze korzystanie z prysznica, to jest chyba jasne. Podobnie przy intensywnym wysiłku fizycznym.
  • edhelwen 29.01.11, 17:17
    pierwszalitero - bo ja już przestałąm ogarniać ;) Chcesz udowodnić, że ludzie, którzy się kąpią wieczorem, a rano W OGÓLE się nie myją (nawet pod pachami, zęby i twarz pomijam) śmierdzą pod koniec dnia?
  • kryklu 29.01.11, 17:30
    A to tak nie jest???
  • madzioreck 29.01.11, 19:10
    kryklu napisała:

    > A to tak nie jest???

    Nie, nie jest. Nie automatycznbie przynajmniej. Jeśli wezmę prysznic wieczorem, nie umyję pach rano, bo czuję, że są suche jak pieprz, użyję dezodorantu, to wieczorem nie śmierdzę, a spod pachyczuję zapach dezodorantu.
  • kryklu 29.01.11, 19:41
    madzioreck napisała:

    > kryklu napisała:
    >
    > > A to tak nie jest???
    >
    > Nie, nie jest. Nie automatycznbie przynajmniej. Jeśli wezmę prysznic wieczorem,
    > nie umyję pach rano, bo czuję, że są suche jak pieprz, użyję dezodorantu, to w
    > ieczorem nie śmierdzę, a spod pachyczuję zapach dezodorantu.

    A ja rano czuję się nieświeżo nawet jeśli brałam prysznic przed snem. I zawsze nakładam dezodorant na umytą przed chwilą skórę. Jeśli wiem, że rano nie będę miała czasu na kąpiel, stosuję dezodorant po wieczornym myciu. A jeśli mam dzień lenia i nie umyję się porządnie rano, czuję się parszywie przez cały dzień i unikam bliskich kontaktów fizycznych z innymi ludźmi. Pewnie to moja chora wyobraźnia :)
  • turzyca 29.01.11, 19:52
    > nikam bliskich kontaktów fizycznych z innymi ludźmi. Pewnie to moja chora wyobr
    > aźnia :)

    Mozliwe. :P A moze po prostu inna flota bakteryjna? I inny organizm?
    --
    24 kilo klonow.
  • madzioreck 29.01.11, 19:52
    A tam zaraz chora wyobraźnia :)

    Ale co do fatalnego samopoczucia - to nie jest tożsame ze śmierdzeniem. Ja się czuję niefajnie latem, kiedy tuz po prysznicu i wyjściu z domu w skwar o 8:00 rano zaczynam się pocić i mam ochotę wrócić pod prysznic. Ale to nie znaczy, że śmierdzę. Nie śmierdzę jeszcze nawet wracając po iluś tam godzinach, choć czuję się jeszcze mniej fajnie niż rano.
  • madzioreck 29.01.11, 20:14
    Przypomniało mi się pewne letnie szkolenie wstępne do pracy. To były 3 tygodnie w lipcu, nad morzem, upały były jak 100 choler. Było nas 8 osób i co rano zbieraliśmy się na dole, aby wspólnie dotrzeć na zajęcia. Mieliśmy jakiś kilometr do przejścia, spory kawałek pod ostrą górkę. Na szkoleniu stawialismy się najczęściej mokruteńcy, sale nie były klimatyzowane. Po kilku godzinach miałam wrażenie, że muszę strasznie śmierdzieć, wręcz czułam od siebie ten zapach. Okazało się, że nie tylko ja miałam takie wrażenie, i na którejś przerwie na papierosa się zgadaliśmy - kurde no, nikt nie śmierdział :) Może nie pachniał już porannym mydełkiem, ale nie śmierdział, nie czułam od nikogo niemiłego zapachu :)
  • kryklu 29.01.11, 20:30
    madzioreck napisała:

    > A tam zaraz chora wyobraźnia :)
    >
    > Ale co do fatalnego samopoczucia - to nie jest tożsame ze śmierdzeniem.

    Racja. Ja właściwie nie czuję, że śmierdzę, tylko się tego obawiam. I nie ufam swojemu nosowi. Mam dwie znajome o specyficznym, bardzo silnym zapachu (potu?, ciała?). Są bardzo czyste, pewnie też używają dezodorantów, a jednak wszyscy dookoła czują ten nieprzyjemny zapach. Wszyscy, tylko nie one.
  • madzioreck 29.01.11, 20:37
    > Racja. Ja właściwie nie czuję, że śmierdzę, tylko się tego obawiam. I nie ufam
    > swojemu nosowi. Mam dwie znajome o specyficznym, bardzo silnym zapachu (potu?,
    > ciała?). Są bardzo czyste, pewnie też używają dezodorantów, a jednak wszyscy d
    > ookoła czują ten nieprzyjemny zapach. Wszyscy, tylko nie one.

    Też miałam taki etap, i właśnie na owym szkoleniu się dosłownie nawzajem obwąchaliśmy i stwierdziliśmy, że chyba popadamy w jakąś schizę od tego upału ;) Później, już w pracy, dziewczyny śmiały się ze mnie, bo potrafiłam się obwąchiwać na zapleczu, czy aby nie pachnę brzydko, przy klientach nie byłoby to za fajne ;) Też stwierdziły, że schizuję, więc przestałam się ciągle wąchać :) Także myślę, że bez przesady, dopóki jednak nie śmierdzimy, myjmy się wtedy, kiedy czujemy taką potrzebę. Ja się prysznicuję wieczorem, plus, jeśli zachodzi taka potrzeba, rano lub w ciągu dnia (np. przytargam cieżkie zakupy albo odkurzę dokładnie mój oporny dywan, choc to tez jest mycie dla ojego komfortu psychicznego, bo smrodu brak:))
  • jul-kaa 29.01.11, 20:15
    kryklu napisała:
    > A ja rano czuję się nieświeżo nawet jeśli brałam prysznic przed snem. (...) Pewnie to moja chora wyobraźnia :)

    Pewnie własnie tak jest. Nawyki związane z czystością są czymś nabytym, o czym pisałam niżej. Prawdopodobnie gdybyś nie miala możliwości mycia się rano przez dłuższy czas, przywykłabyś do wieczornych ablucji i przestalabyś odczuwać poranny dyskomfort.
    --
    I don't necessarily agree with everything I say.
  • kryklu 29.01.11, 20:33
    > Pewnie własnie tak jest. Nawyki związane z czystością są czymś nabytym, o czym
    > pisałam niżej. Prawdopodobnie gdybyś nie miala możliwości mycia się rano przez
    > dłuższy czas, przywykłabyś do wieczornych ablucji i przestalabyś odczuwać poran
    > ny dyskomfort.

    Oczywiście, że to są tylko nawyki. Zadziwiająco łatwo oduczalne nawyki :)
  • pierwszalitera 29.01.11, 17:48
    edhelwen napisała:

    > pierwszalitero - bo ja już przestałąm ogarniać ;) Chcesz udowodnić, że ludzie,
    > którzy się kąpią wieczorem, a rano W OGÓLE się nie myją (nawet pod pachami, zęb
    > y i twarz pomijam) śmierdzą pod koniec dnia?

    He? To ja tak źle piszę po polsku, że wychodzą ci podobne interpretacje? ;-)
  • edhelwen 29.01.11, 20:05
    czyli chodzi o co innego? ;)
  • turzyca 29.01.11, 15:41
    > Ludzie pocą się w nocy bardziej niż w dzień.

    Moment, wlasnie do mnie dotarlo, co mi w tej wypowiedzi nie pasuje.

    Noc trwa dwa razy krocej niz dzien, wiec oznaczaloby to, ze w nocy pocimy sie w przeliczeniu na godzine ponad dwa razy mocniej.
    A do tego w nocy lezymy, w dzien chodzimy, siedzimy itd. Wg tabel na siedzenie potrzeba wiecej energii niz na lezenie.
    Czyli z energetycznego punktu widzenia:
    lezenie<siedzenie
    ale
    lezenie+sen=(2+n)xsiedzenie, gdzie n>0

    To ma jakos malo sensu. No i do tego Ty podajesz pol litra, ja znalazlam 25 ml na godzine czyli 200 ml na noc.

    Poprosze wiec linka do badan ew. informacje bibliograficzna. Bo jak nie, to jednak uznam, ze sobie te informacje zmyslilas, zeby uzasadnic swoja teze..
    --
    24 kilo klonow.
  • pierwszalitera 29.01.11, 16:04
    turzyca napisała:

    > Noc trwa dwa razy krocej niz dzien, wiec oznaczaloby to, ze w nocy pocimy sie w
    > przeliczeniu na godzine ponad dwa razy mocniej. Wg tabel na siedzenie
    > potrzeba wiecej energii niz na lezenie.

    Nie bardzo wiem, co chcesz przeliczać. I co ma energia do potu?

    > To ma jakos malo sensu. No i do tego Ty podajesz pol litra, ja znalazlam 25 ml
    > na godzine czyli 200 ml na noc.
    >
    > Poprosze wiec linka do badan ew. informacje bibliograficzna. Bo jak nie, to jed
    > nak uznam, ze sobie te informacje zmyslilas, zeby uzasadnic swoja teze..

    Nie podam ci linka do badań, bo to nie jest jak pisała już kryklu nowa teoria. Nie mam ochoty zaglądać za ciebie na medline, albo inne banków medycznych publikacji.
    Tu masz jedną ze wskazówek, a jak poszperasz bardziej w internecie, to tak liczba wszędzie się powtarza.
    www.es-gibt-keine-dummen-fragen.de/fragen-und-antworten/Wissenschaft-Der-Mensch/frage_2008613175738585.html
  • turzyca 29.01.11, 16:09
    Aha, czyli nie masz zadnych wiarygodnych zrodel tej informacji. Tak myslalam.
    --
    24 kilo klonow.
  • pierwszalitera 29.01.11, 17:47
    turzyca napisała:

    > Aha, czyli nie masz zadnych wiarygodnych zrodel tej informacji. Tak myslalam.


    Bez wglądu do medline trudno nieraz znaleźć detaliczne informacje. Niemiecka Wikipedia podaje na przykład de.wikipedia.org/wiki/Matratzenhygiene
    Durch natürliches Schwitzen verliert jeder Mensch bis zu 1,5 Liter Schweiß pro Nacht.
    Przez naturalne pocenie się każdy człowiek traci do 1,5 litrów potu w ciągu nocy.
    Pod tekstem podane są bibliografie.
    Przypominam ci też, że dopóki nie podasz argumnetów obalających moją teorię, nie widzę potrzeby zmieniania swojego zdania. Tylko dlatego, że podaje się coś w wątpliwość i ktoś się do tego przyłączy, nie oznacza, że teoria nie jest prawdziwa.
  • turzyca 29.01.11, 18:21
    > Przez naturalne pocenie się każdy człowiek traci do 1,5 litrów potu w ciągu noc
    > y.

    A homo sapiens ma do 2,47 m wzrostu.


    > Pod tekstem podane są bibliografie.

    Tak. Na temat alergii. Informacja o pocie nie ma przypisu. I ja bym jednak chciala dostac wyniki wiarygodnych badan, a nie tych sponsorowanych przez producentow materacy.

    > Przypominam ci też, że dopóki nie podasz argumnetów obalających moją teorię, n
    > ie widzę potrzeby zmieniania swojego zdania

    Podalam. Nie jest mozliwym w przypadku zdrowego organizmu, zeby wydzielanie potu w nocy okreslane w ml/h bylo ponaddwukrotnie wieksze niz za dnia. Czyli nie jest mozliwym zeby w ciagu calej nocy zdrowy czlowiek wytwarzal wiecej potu niz w ciagu calego dnia.

    Tylko dlatego, że podaje się coś w
    > wątpliwość i ktoś się do tego przyłączy, nie oznacza, że teoria nie jest prawd
    > ziwa.

    Od poczatku watku powtarzasz informacje, ze czlowiek wydziela wiecej potu w nocy. Udowodnij to.
    --
    24 kilo klonow.
  • felisdomestica 29.01.11, 16:39
    Skoro nie jest to nowa teoria, to nie trzeba przeszukiwać medline'a, wystarczy zacytować podręcznik.
  • kryklu 29.01.11, 16:12
    Sprawdziłam. Gruczoły potowe są zaopatrzone tylko we włókna współczulne, pobudzające pod wpływem stresu wydzielanie potu. W czasie snu układ współczulny jest wyciszony, dominuje wtedy układ przywspółczulny, który nie ma wpływu na działanie gruczołów potowych. Nocne pocenie może być spowodowane koszmarami sennymi (kiedy uaktywnia się układ współczulny) lub wysoką temperaturą otoczenia.
    A czy pocimy się bardziej w dzień czy w nocy, sama już nie wiem :)
  • kryklu 29.01.11, 16:16
    w każdym razie ważniejsze są dla mnie poranne ablucje. Oczywiście to tylko moje osobiste preferencje :)
  • ko_kartka 03.02.11, 13:10
    Jednym słowem, obalasz własną teorię, którą podpierała się Pierwszalitera?
  • origami_21 29.01.11, 13:33
    W nocy wydzielanie śliny spada niemal do zera.
    --
    Nudne kobiety mają nieskazitelnie czyste domy.
  • kryklu 29.01.11, 14:33
    origami_21 napisała:

    > W nocy wydzielanie śliny spada niemal do zera.

    Wydzielanie śliny spada w chwilach stresu. Pamiętasz to uczucie suchości w ustach w czasie egzaminu, czy przy innych stresujących okolicznościach? Wtedy najsilniej działa współczulna część układu wegetatywnego. pl.wikipedia.org/wiki/Uk%C5%82ad_wsp%C3%B3%C5%82czulny

    W nocy, kiedy dowodzenie przejmuje układ przywspółczulny jest odwrotnie. pl.wikipedia.org/wiki/Uk%C5%82ad_przywsp%C3%B3%C5%82czulny
  • scarlet_agta 29.01.11, 14:43
    kryklu napisała:

    > W nocy, kiedy dowodzenie przejmuje układ przywspółczulny jest odwrotnie. rel="nofollow">pl.wikipedia.org/wiki/Uk%C5%82ad_przywsp%C3%B3%C5%82czulny

    "Ta sama" wikipedia twierdzi też, że "wydzielanie śliny spada również w czasie snu, kiedy to wydzielane jest w sumie ok. kilkudziesięciu mililitrów (2-10% wydzielania dobowego)." ;)
    pl.wikipedia.org/wiki/%C5%9Alina
    --
    agta @ blox.pl
  • kryklu 29.01.11, 15:42
    Jasne, wikipedia nie jest nieomylna :)

    To może dowód pośredni. Pilokarpina - parasympatykomimetyk (substancja pobudzająca układ przywspółczulny czyli ten "nocny") zwiększa wydzielanie śliny. Bywa stosowana w leczeniu kserostomii (zmniejszone wydzielanie śliny).
    www.pharma-cosmetic.com.pl/?strona,doc,pol,glowna,0,0,242,1,0,ant.html
    Uff, strasznie odbiegamy od zasadniczego tematu :)
  • felisdomestica 29.01.11, 16:40
    Ale ślina produkowana jest przez ślinianki a pot nie. Jak wiążesz ślinę z potem?
  • kryklu 29.01.11, 17:05
    felisdomestica napisała:

    > Ale ślina produkowana jest przez ślinianki a pot nie. Jak wiążesz ślinę z potem
    > ?


    Tak:


    "Autor: kryklu 29.01.11, 00:41
    maith napisała:

    > zmijunia.lbn napisała:
    > > Ludzkie ciała są różne i nie można wszystkich wcisnąć w ciasne ramy jakic
    > hś tam
    > > danych liczbowych, bo te dane są uśrednione i nie uwzględniają lud
    > zkiej
    > > różnorodności.
    >
    > Mądrze powiedziane :)

    Owszem nasze ciała są różne, ale jednak wszystkie funkcjonują zgodnie z tymi samymi prawami. Jedni pocą się bardziej, drudzy mniej, ale wszyscy bardziej nocą (pomijając intensywny wysiłek fizyczny w dzień). Podobnie nocą mamy rozszerzone naczynia -> niższe ciśnienie krwi, serce pracuje mniej intensywnie, mamy węższe źrenice, zwężone oskrzela, produkujemy więcej śliny itd..."

    Potem z opinii o większym poceniu nocą wycofałam się.
  • origami_21 29.01.11, 20:47
    Nerwami eferentnymi dla gruczołów ślinowych ssaków są włókna przyswspółczulne, biegnące z mózgowia w nerwach VII i IX, jak również współczulne dochodzące z części piersiowej (Th1-Th3) rdzenia kręgowego. Sprawną regulację ślinianek zapewniają zatem oba układy. Ponadto układ przywspółczulny reaguje wybiórczo, więc nie włącza wszystkich funkcji na raz, ale tylko te niezbędne. A wydzielanie śliny w nocy nie jest niezbędne, ponieważ nie występują bodźce fizyczne ani chemiczne, które by je aktywowały.

    Wszelkie podręczniki fizjologii jakie posiadam twierdzą, że wydzielanie śliny w czasie snu się zmniejsza. Jeżeli jednak masz jakieś dane (bardziej wiarygodne niż wiki:)), które mówią inaczej, prosiłabym o ich podanie - w końcu człowiek uczy się całe życie.



    --
    Nudne kobiety mają nieskazitelnie czyste domy.
  • kryklu 29.01.11, 21:34
    Och, nie będę się z Tobą przerzucała cytatami z podręczników akademickich :)
    To chyba nie to forum. Moich podręczników pozbyłam się sto lat temu. Teraz to ja jestem bardziej praktykiem niż teoretykiem. Przeciwstawiłam sobie noc i dzień i analogicznie ukł. przywspółczulny i współczulny, co jest oczywiście dużym uproszczeniem. Wymieniłam przykładowe efekty działania obydwu układów, w tym wpływ na wydzielanie śliny. Teraz czekam na Twoje wyjaśnienia (podparte solidnym wykładem z anatomii i fizjologii), że nie zawsze w nocy spada ciśnienie krwi ;)
    Tylko po co to wszystko? :)
  • origami_21 29.01.11, 22:38
    Moich podręczników pozbyłam się sto lat temu. Teraz to j
    > a jestem bardziej praktykiem niż teoretykiem.

    Ja jestem teoretykiem i dlatego podręczniki jeszcze mam:) Są one mniej więcej dwudziestoletnie, dlatego myślałam, że podrzucisz coś nowszego.

    No włącza mi się czasem taka niepotrzebna upierdliwość, przepraszam.

    Ale przyznać muszę, że temat ciśnienia jest ciekawy:)))


    --
    Nudne kobiety mają nieskazitelnie czyste domy.
  • kryklu 29.01.11, 23:23
    origami_21 napisała:
    > Ja jestem teoretykiem i dlatego podręczniki jeszcze mam:) Są one mniej więcej d
    > wudziestoletnie, dlatego myślałam, że podrzucisz coś nowszego.

    Moje byłyby raczej trzydziestoletnie :D

    > No włącza mi się czasem taka niepotrzebna upierdliwość, przepraszam.
    O nie! Prymatu w upierdliwości odebrać sobie nie dam ;)

    > Ale przyznać muszę, że temat ciśnienia jest ciekawy:)))

    Owszem, ciekawy. W tej dziedzinie również jestem praktykiem (jako pacjentka kardiologów), ale na pewno nie byłabym partnerem do dyskusji dla Ciebie :)
  • zmijunia.lbn 29.01.11, 23:37
    kryklu napisała:

    > Przeciwstawiłam sobie noc i dzień
    > i analogicznie ukł. przywspółczulny i współczulny, co jest oczywiście dużym up
    > roszczeniem.

    Bardzo dużym.
    Mam wrażenie, ze zapominamy, że oba układy mogą działać zarówno w dzień, jak i w nocy, a zwłaszcza w dzień działają obydwa.

    Ale to absolutnie nie jest wymądrzanie się ani nic w tym klimacie, po prostu chyba w całej naszej potliwej dyspucie nie pojawił się ten szczegół, a moim zdaniem zdecydowanie utrudnia on rozróżnienie dnia i nocy pod względem aktywności naszego organizmu. :)

    --
    65/71/89/97 = 30FF? 30F? Cycki mi zmalały! :(
    W głowie dyskoteka trwa ;)
    nie używam gazetowego - zmijuniaminor[at]wp.pl
  • edhelwen 30.01.11, 00:51
    a ja się zastanawiam czy "w nocy" to oznacza "w nocy" czy "podczas snu" ;))) bo dla mnie niekoniecznie noc jest porą snu (zwłaszcza ostatnio :P). Czy bardziej się pocimy siedząc przy kompie w nocy czy w dzień. Czy osobnik szalejący na dyskotece mniej by się spocił na tej dyskotece w godzinach no nie wiem 12-14 niż 00-01?
  • kotwtrampkach 28.01.11, 13:45
    jehanette napisała:

    > ciekawe są porównania, co dla kogo jest "niezbędne" :) czekam na temat "minimum
    > czystości w domu" ciekawe czy tylko ja jestem taką abnegatką że okna myję raz
    > w roku ;>>>

    uwielbiam myć okna, jak są juz widocznie brudne..
    Dawno temu, z kilkoma osobami wynajmowałam mieszkanie na parterze. Mieliśmy duuuże okno we wspólnej kuchni, nie myte ok półtora roku. Potem zmienił nam się skład i przy okazji jakiegoś przemeblowania i sprzątania okno zostało otarte z kurzu i umyte - ranyy.. jakie to było cudne wrażenie - jaka zmiana. Kuchnia od zawsze miejsce przyjemne i przyciągające tłumy nagle stała się świątynią słońca :-)
  • nunia01 27.01.11, 11:43
    Wg mnie dużo zależy od warunków, możliwości i od tego co się robi.
    Dla mnie minimum minimów, to zęby wieczorem - jak nie umyję, mam problem z zaśnięciem. I pamiętam koszmarną noc z czasów wczesnego dzieciństwa (okolice 4 roku życia) kiedy zmęczeni rodzice położyli mnie spać zupełnie bez mycia. Przez pół nocy śniły mi się atakujące mnie rzecze owadów latających, a drugie pół nocy wyłam w łóżku rodziców - raczej im to nie pomogło na zmęczenie. Tak, że zęby muszą być umyte - nawet jak nocuję na dziko pod namiotem i padam na pysk.
    Przy normalnej aktywności - prysznic do dwa, trzy dni i mycie miejsc strategicznych mi wystarczało. Włosy - raz w tygodniu.
    Teraz, ponieważ ćwiczę codziennie, to i prysznic musi być codziennie. Włosy, różnie, ale chyba zmniejszyła mi się wrażliwość przez fizyczną niemożność umycia i mogą być rzadziej niż co tydzień.
    Ale jak byłam w sierpniu służbowo w Grecji, to brałam prysznic 3 - 4 razy dziennie. Rano, wieczorem i przy każdej możliwej do wykorzystania okazji związanej z pobytem w pobliżu prysznica.
  • teresa104 27.01.11, 12:54
    Uważam, że fisie są ciekawsze, można się z bliźniego pośmiać, można się podziwować, można się pocieszyć, że własne fisie nie takie straszne. Przejdźmy już do fisiów.
  • jehanette 27.01.11, 13:00
    :D
    może zaczniesz to się inni ośmielą? :D
    --
    Jestem Lobbystką!
  • teresa104 27.01.11, 13:11
    Chyba że liczyć to, że tak jak w dzień nie zakładam bez prania dwa razy tej samej koszuli czy majtek, tak samo wieczorem chcę się ubierać w świeże, szorstkie ubrania. Lubię właśnie tę szorstkość. W rezultacie ciągle piorę te szmaty, inaczej nie na się nazwać mojej nocnej konfekcji, bo najładniejsze piżamy szybko zamieniają się w gałgany, a ja, miast jak wamp i kusicielka, wyglądam w nocy jak ozdrowieniec po cholerze w łachach ze sterylizatora.
  • agafka88 27.01.11, 13:47
    Z fisiami to idzcie osobny wątek założyć, może być zabawnie. Pamiętam, że na początku offtopów był taki wątek i zebrało się wiele nietypowych fisiów :O)
  • cojakco 28.01.11, 10:23
    wyglądam w nocy jak
    ozdrowieniec po cholerze w łachach ze sterylizatora.
    Wyobraźnia mi się włączyła ;)

  • slotna 27.01.11, 14:32
    Dentystka zabronila mi byc zeby czesciej niz 3-5 razy dziennie, bo myjac czesciej niszcze sobie szkliwo i dziasla mi sie cofaja. Rownoczesnie przez kilka lat, kiedy szczotkowalam jak szatan, jedyne, co robila mi w jamie ustnej, to czyscila i naprawiala, jak jaka stara plomba wyleciala. Po pol roku stosowania sie do jej zalecen odnosnie mycia, mam 4 nowe dziury...

    Myje sie po powrocie z pracy, czasem przed obiadem, czasem po, zalezy jak glodna wroce - ale po prostu musze umyc sie i przebrac, bo inaczej czuje sie tak brudna, spocona, smierdzaca i oblepiona bakteriami, ze az sie plakac chce. Nie zawsze potem myje sie dodatkowo przed pojsciem spac, raczej tylko kiedy ide jeszcze na zakupy albo cwicze.

    Jesli ide do pracy albo po prostu gdziekolwiek, a nie wezme prysznica rano, czuje sie paskudnie przez reszte dnia. Jesli siedze w domu, jest ok. Mycie "miejsc stragecznych" niewiele mi daje do samopoczucia, wole blyskawiczny nawet prysznic.

    W pracy uzywam zelu antybakteryjnego do smarowania rak, bo brzydze sie ubikacji i mycie ich tam niewiele mi daje.

    Probowalam zima myc sie rzadziej, jesli nie wychodzilam z domu, bo mialam wrazenie, ze kapiel dodatkowo wysusza mi i tak zmasakrowana ogrzewaniem skore. Nic z tego. Dzialaja jedynie dobre balsamy, a nie bede sie przeciez nimi smarowac na brudne cialo.

    Wlosy myje co drugi dzien, bo na trzeci grzywka juz wyglada nieciekawie. Gdybym jej nie miala, mylabym pewnie troche rzadziej, bo sa dlugie i mozna je zwiazac. Czasem zdarza mi sie przetrzymac je 3, a nawet czasem 4 dni, kiedy nie pracuje. Jednak kiedy mieszkalam w mieszkaniu, gdzie sie palilo papierosy i nie bylo wywietrznika kuchennego, a za to maly metraz, zawsze mylam co drugi dzien i dodatkowo przed kazdym waznym wyjsciem.

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy, niż same rzeczy.
  • edhelwen 27.01.11, 22:09
    bo z zębami to chyba bardzo osobnicze ;) Nie byłam u dentystki minimum 2 lata (poszłam dlatego bo miałam problem z zębem mądrości), okazało się, że mam jedynie zaczątek małej dziurki, którą można było wyborować bez znieczulenia, taka była nieznaczna ;) A ja mam jedną główną zasadę mycia zębów - myć wtedy kiedy wychodzę z domu, oraz kiedy zaczną mnie denerwować nieumyte. Czyli w praktyce rzadko myję dwa razy dziennie. Czasem nawet raz dziennie i to wodą. Czasem używam płynu antybakteryjnego, bo wyrzyna się kolejny ząb :/
    Podobno na poranny "zapach" z ust nie tyle ma wpływ umycie zębów, co zjedzenie śniadania. (dlatego: najpierw śniadanie, potem myjemy ząbki :) )
  • edhelwen 27.01.11, 22:14
    jak prowadziłam regularny tryb życia, to myłam 2-3 razy dziennie. A teraz zdarza mi się jeść w nocy, więc mycie zębów ok. północy jest bez sensu, a nie będę myła np po 3 bo to przeszkadza innym domownikom :/
  • zmijunia.lbn 27.01.11, 22:18
    edhelwen napisała:

    > jak prowadziłam regularny tryb życia, to myłam 2-3 razy dziennie. A teraz zdarz
    > a mi się jeść w nocy, więc mycie zębów ok. północy jest bez sensu

    No ale po co w ogóle się myć? Przecież i tak się z powrotem zabrudzimy :D
    Przepraszam, nie mogłam się powstrzymać ;)

    --
    65/71/89/97 = 30FF? 30F? Cycki mi zmalały! :(
    W głowie dyskoteka trwa ;)
    nie używam gazetowego - zmijuniaminor[at]wp.pl
  • edhelwen 28.01.11, 07:44
    wiesz, jak umyję zęby o północy, a 2-3 godziny później coś zjem, to chyba nie ma sensu, co nie? A mycie się w środku nocy = awantura ;/ A do rana jakoś przetrwam. Chyba że wkraczamy na poziom dyskusji "nie rozumiem jak można/wytłumacz mi" (w domyśle "ale z ciebie brudas i oblech") :/
  • zmijunia.lbn 28.01.11, 16:19
    Hej, spokojnie. Mam przed każdym postem pisać "uwaga, będę żartować!"? ;)

    --
    65/71/89/97 = 30FF? 30F? Cycki mi zmalały! :(
    W głowie dyskoteka trwa ;)
    nie używam gazetowego - zmijuniaminor[at]wp.pl
  • turzyca 28.01.11, 17:21
    Wiesz, to kwestia przyzwyczajen. Ja bym myla zeby w kuchni lub przygotowala butelke z woda i myla po cichu bez odkrecania wody, zeby uniknac awantur, ale jednak bym myla, bo chyba bym nie usnela. Ale swietnie wiem, ze to wycwiczony rytual wieczorny, jako dziecko umialam usnac bez mycia zebow.
    --
    24 kilo klonow.
  • edhelwen 28.01.11, 23:47
    czasem mam wrażenie, że moi rodzice wszystko w nocy słyszą, są bardzo wrażliwi na włączanie światła, do kuchni trzeba zejść na dół, co też słychać, słychać zapalanie światła, odkręcanie wody :/ Nie rozumiem, czemu to, że np o 4 nad ranem mogę skorzystać z toalety i spuścić wodę i to jest ok, a mycie zębów zakrawa na bycie świrem :/
  • turzyca 28.01.11, 23:58
    Slychac zapalanie swiatla???? O.o To czym sie to swiatlo uruchamia?
    --
    24 kilo klonow.
  • madzioreck 29.01.11, 00:21
    turzyca napisała:

    > Slychac zapalanie swiatla???? O.o To czym sie to swiatlo uruchamia?

    Turzyco, są ludzie, których budzi wszystko. Na przykład moja siostra (przed urodzeniem dzieci) - najcichszy szmer i budziła się z wrzaskiem. Snu nie ułatwiał jej fakt, że jej sypialnia sąsiadowała przez ścianę z toaletą, do której ja biegam średnio 3 razy w nocy. Zapalenie światła zwykłym pstryczkiem brzmiało dla niej jak huk armatni ;)
    Choc, prawdę mówiąc, dziwi mnie, że budzi zapalenie światła,a nie budzi spuszczenie wody :)
  • elftherinii 29.01.11, 00:27
    Mnie dziwi jak tacy ludzie funkcjonują - nigdy niewyspani?
    Ale ja jestem z tych co głośny budzik potrafią przespać. Nie zmienia to faktu, że nie dałabym się sterroryzować i myłabym zęby. Istnieje coś takiego jak zatyczki do uszu. I światła od biedy zapalać nie trzeba :)
    --
    elftherinii@yahoo.com
  • turzyca 29.01.11, 00:41
    > Choc, prawdę mówiąc, dziwi mnie, że budzi zapalenie światła,a nie budzi spuszc
    > zenie wody :)

    Istnieje odpowiedz dosc prosta, a jednoczesnie nieco zlosliwa. O ile oczywiscie budzi tylko zapalenie swiatla, ktore potem nie konczy sie spuszczeniem wody.



    > Turzyco, są ludzie, których budzi wszystko

    Znam taka jedna. Ale ona uzywa stoperow i nie robi awantur. I dlatego wszyscy ja tak strasznie kochaja. :P
    --
    24 kilo klonow.
  • madzioreck 29.01.11, 01:13
    turzyca napisała:

    > > Choc, prawdę mówiąc, dziwi mnie, że budzi zapalenie światła,a nie budzi s
    > puszc
    > > zenie wody :)
    >
    > Istnieje odpowiedz dosc prosta, a jednoczesnie nieco zlosliwa. O ile oczywiscie
    > budzi tylko zapalenie swiatla, ktore potem nie konczy sie spuszczeniem wody.

    To znaczy...? :)
  • edhelwen 29.01.11, 01:50
    właśnie z tym się nie mogę pogodzić - że spuszczenie wody spotyka się ze zrozumieniem (no ja nie chciałabym rano trafić na cudze "niespodzianki" w toalecie ;) ), zresztą to można robić po ciemku.
    A ja nie mogę zasnąć jak lekko szemra kaloryfer.
  • kryklu 29.01.11, 00:52
    edhelwen napisała:

    > czasem mam wrażenie, że moi rodzice wszystko w nocy słyszą, są bardzo wrażliwi
    > na włączanie światła, do kuchni trzeba zejść na dół, co też słychać, słychać za
    > palanie światła, odkręcanie wody :/ Nie rozumiem, czemu to, że np o 4 nad ranem
    > mogę skorzystać z toalety i spuścić wodę i to jest ok, a mycie zębów zakrawa n
    > a bycie świrem :/

    Kochana, mycie zębów przed snem to jedno z najbardziej racjonalnych zachowań higienicznych.
    Na pocieszenie: do mycia zebów niezbędna jest szczoteczka, wskazana pasta, za to bez wody spokojnie można się obejść. Wydzielająca się intensywnie w czasie mycia zębów ślina pozwala na rozcieńczenie i wyplucie nadmiaru pasty. A buźkę można wytrzeć ręcznikiem lub chusteczką higieniczną. Pozostawienie w jamie ustnej resztek pasty przedłuża jej działanie przeciwbakteryjne.
    Lepiej w nocy umyć zęby i nie spuścić wody w toalecie.
  • madzioreck 27.01.11, 14:42
    Nie mam pojęcia, jakie jest minimum dla zdrowia (fizycznego, bo chyba o takim mowa). To pewnie też zależy od indywidualnej odporności. Nie mam pojęcia, naprawdę, podejrzewam, że nawet kilka dni albo dłuzej bez mycia nie zabija.
    Natomiast to, co wystarczy dla utrzymania zdrowia nie wystarczy pewnie, aby nie śmierdzieć ;)
    I dla zdrowia psychicznego chyba też nie ;)

    Natomiast co do tematu, czy lepiej prysznic rano czy wieczorem, czy bardziej się pocimy i brudzimy w nocy, czy po całym dniu - dylemat stary i roztrząsany w necie chyba od początku istnienia for (forów?) internetowych...
    A prawda jest taka, że mam znajomych myjących się całościowo tylko rano, albo tylko wieczorem, albo i rano, i wieczorem, a niektórzy myją całe ciało 3 razy dziennie. Żadna z tych osób nie śmierdzi :) Jeśli ktoś myje się raz na dobę i po tym myciu nie przerzuci tony węgla, jest zdrowy, to raczej śmierdzieć nie będzie, więc niech się myje, kiedy lubi, a dla mnie te historie, że rano w autobusach smród, bo ludzie nie biorą prysznica rano, są po prostu śmieszne. Trzeba trochę więcej, żeby śmierdzieć, raczej nie kilka bezwysiłkowych godzin od wieczornej toalety :)
  • koza-1985 27.01.11, 14:52
    dla mnie minimum to ręce po wejsciu do domu, po korzystaniu z toalety, przed przygotowywaniem jedzenia, zęby wieczorem, rano często myje po śniadaniu(połączenie pasty i cytrusów w paszczy jest wyjątkowo paskudne).
    kąpiel biorę przed snem, rano myję głowę, twarz.
    nie wyobrażam nie umyć się wieczorem, codziennie robię minimum 4km i kilka wejść na 4 piętro.
    zdarza mi się wykąpać rano, zwłaszcza latem, ale nie jest to dla mnie niezbędne. pościel zmieniam co ok 2 tygodnie. ręczniki częściej, majtki i skarpetki codziennie, biustonosz latem także, zimą co ok 2 dni.
    jeśli chodzi o wyprawy w góry itp. to ja także mam problem z włosami, niemyta głowa swędzi i jest dla mnie dyskomfortem ;)
    gdy pracowałam na fermie myłam się dużo dokładniej i częściej, zapach fermowy jest bardzo łatwo absorbowany przez skórę i włosy. miałam tez wtedy 3 rodzaje ubrań- ubrania niefermowe, ubranie tylko fermowe i przechodnie.
    ale wiem że nie wszyscy tak jak ja przestrzegali rezimu zapachowego.
    mój idol z wieloletnim stażem, niejaki Zenek (który grzał piwo w puszcze wmikrofałowce;) zwierzył się kiedyś że on to się codziennie nie myje, aa tak co kilka dni, i nie przeszkadza mu ten smrodek do momentu aż do łóżka się nie położy. Przypuszczam że nawet wykąpany po nocy w takim łożku wyszedłby śmierdzący ;)
    --
    pomóż Igorkowi

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.