Dodaj do ulubionych

Kupno mieszkania

16.05.11, 02:24
Wybaczcie, wyszło mi długo. W skrócie niestety nie potrafię o wszystkim napisać, bo mną emocje jeszcze szarpią i nie potrafię jeszcze podejść do sprawy z chłodnym umysłem.

Jestem na etapie zakupu mieszkania od jakiegoś czasu. W Warszawie. Wy pewnie też to przechodziłyście, więc niech mnie ktoś oświeci czy takie praktyki są normalne i jak się przed tym bronić.

Otóż zaczęłam od sprzedaży bezpośredniej (powiedzmy mieszkanie do 50 m2, bo takie mnie interesują). Negocjacja ceny to jakiś koszmar, nikt nie zejdzie z ceny więcej niż 5k, bo ludzie mają pobrane kredyty pod mieszkania, a ponieważ mieszkania kupione w okresie boomu, to kredyt np. 300 tysięcy na mieszkanie 25 metrów. Bezsęsu, odpadłam po kilku takich ogłoszeniach z szukania w kręgu "tylko sprzedaż bezpośrednia".

Inne - małe, facet uparcie powtarzał że ma kilku kupców, ja się nie zdecydowałam, bo w zimie dojście przez osiedla do komunikacji oznacza brodzenie w śniegu, a poza tym - jakiś idiota projektował układ, bo mieszkanie faktycznie miało może 15 m2 przestrzeni użytkowej na wszystko. Cena też z kosmosu (9k za metr, mieszkanie do poważnego remontu). A jeszcze śmieszniej, bo na portalach to mieszkanie było wrzucone przez różne agencje w ilości kilkunastu ogłoszeń dziennie, a w każdym ogłoszeniu inna cena. Rzekomo kupcy byli na to mieszkanie na pewno, panu się śpieszyło, ale widzę że dalej wisi oferta.

Fajne mieszkanie znalazłam w końcu, cena mi odpowiada, wszystko jest już dogadane. I zaczął się horror. Załatwiam to przez agencję, więc nie mam kontaktu z właścicielami. Dzień podpisania umowy (ja wszystko załatwione: papiery, pieniądze na koncie), a tu właściciele się wycofują, bo coś tam nie zdążyli załatwić ze swojej strony. I kontakt z nimi się urwał. Się z lekka wnerwiłam, bo załatwiania miałam sporo, w tym kontaktowałam się z prawnikiem i wystawione miałam dokumenty potrzebne (koszty!). Właściciele postawili absurdalne warunki dot. zmiany umowy (w skrócie: oni mogą zerwać umowę w każdym momencie bez zwrotu kosztów), ale ponieważ kontakt się urwał, to nie było nawet szans na nie odpowiedzieć.

Śmiesznie się teraz zrobiło, bo mieszkanie znalazłam wystawione w innej agencji (drożej niż mieliśmy dogadane). I z tego co wiem, to nie ma na niego chętnych w tej cenie (czyżby boom się skończył i popytu nie było?). Ale teraz to szczerze mówiąc nie wiem, czy odezwą się i nagle "magicznie" wszystko będzie w porządku, a oni podpiszą cholerną umowę sprzedaży. A może odezwą się i zaproponują wyższą cenę, bo coś tam...

Mam cholernie mało czasu na szukanie mieszkania, załatwiłam wszystko bardzo szybko, a tu ktoś próbuje mnie wykołować. Odechciewa mi się szukać mieszkania, ale potrzebuję się wyprowadzić w ciągu 3-4 miesięcy. Najchętniej zleciłabym jakiemuś agentowi poszukanie mi ofert, negocjowanie, a dopiero potem mogłabym zobaczyć to mieszkanie i ocenić czy mi odpowiada oraz czy chcę umowę podpisać. Ale agencje mają to gdzieś, jak się kontaktuję, to spisują moje wymagania (realne, nie mówię, że chcę np. 100 metrów za 100k w centrum, ale mówię jaki mam górny pułap i że ma być blisko dobrej komunikacji - takie oferty się pojawiają, bo je widzę na portalach, ale nie mam kiedy oglądać i negocjować warunki). A potem agencje się nie odzywają do mnie, więc jak rozumiem mają gdzieś pieniądze, które im mogę zapłacić. Chyba, że któraś z Was zna takiego agenta, który potraktuje sprawę bardzo poważnie, wynegocjuje, zauważy wszystkie błędy i dopilnuje papierów - jeżeli ktoś bierze za udaną transakcję co najmniej kilka tysięcy, to byłoby miło, gdyby coś takiego dla mnie zrobił. Chętnie dam zarobić agencji, bo mi nerwy powoli puszczają.

I co mnie bardzo wkurza, to ta cholerna niepewność. Właściciel zawsze może odwołać transakcję, znaleźć za moimi plecami kogoś innego i podbić cenę, a mi nawet nie dać znać. Właściwie, to chyba jedynie umowa notarialna z zadatkiem mnie przed tym broni. A nie ma niestety szans, żeby dogadać warunki i od razu umowę przed notariuszem podpisać. Byłoby miło, gdyby ludzie, z którymi się dogadałam odzywali się mówiąc, że np "sorry, ale cena nas nie zadowala, poszukamy jeszcze, więc proszę nie czekać na kontakt od nas, ale szukać mieszkania".

Ponarzekałam sporo, sorry, ale przez ostatni tydzień nie mogłam spać z nerwów, bo załatwiłam pieniądze, papiery, a tu lipa, nie wiadomo co dalej. Teraz też nie wiem co robić, bo jeżeli znowu znajdę mieszkanie odpowiadające mi, a potem znowu właściciele wywiną jakiś numer, wycofają się w ostatniej chwili, to ech... Jeżeli to jest jakaś powszechna praktyka, to chyba dam sobie spokój z szukaniem mieszkania i następne dziesiąt lat spędzę w kilka osób na 40 metrach2. Bo mam za słabe nerwy na takie "szarpaniny", zwłaszcza że uczciwie podchodzę do sprawy, załatwiam wszystko terminowo i wkurza mnie, że nie jestem traktowana w ten sam sposób przez żadnego sprzedającego.

Naprawdę nie wiem jak ludzie kupuję mieszkania, mnie przerosło to wszystko, a dodatkowo jestem sama i wsparcie mam zerowe (poza rodzicami, ale oni mieszkają daleko, więc nie pomogą mi na miejscu). Nawet mój TŻ się wypiął, obraził trochę, że szukam mieszkania, które będzie moje, a nie nasze. I mimo, że on ma więcej czasu i mógłby oferty przejrzeć i pojeździć, to nie chce. A negocjacje uważa za nie fair wobec sprzedających - był ze mną obejrzeć dwa mieszkania, a kiedy później jeździłam po raz kolejny po tych mieszkaniach i negocjowałam ceny to powiedział, że on nie będzie (raz chciałam negocjować na zasadzie: pan ma nóż na gardle, więc może zejdzie z absurdalnej ceny wynikającej z przywiązania do mieszkania i dojdziemy do ceny realnej - o to był największy foch i awantura z TŻ, że chciałam w ogóle rozważyć taką opcję podłą i okropną).

Poproszę o dobre rady, bo się zaplątałam w tym wszystkim i naprawdę nie wiem co dalej robić. Nastawiłam się już na to, że urządzę sama mieszkanie, będę rządzić po swojemu i się strasznie mocno rozczarowałam. Może to dziecinne, ale naprawdę wymiękłam, bo włożyłam w coś sporo energii i właściwie nie uzyskałam nic.
Obserwuj wątek
    • besame.mucho Re: Kupno mieszkania 16.05.11, 10:17
      Kupowałam w Warszawie mieszkanie, jestem właśnie w trakcie kupowania drugiego. Po pierwsze i najważniejsze - zawsze, ale to zawsze podpisywać umowę przedwstępną z zadatkiem w wysokości 10% ceny. Jeśli nie ufasz, że właściciel w ogóle zjawi się u notariusza, to nie musicie jej spisywać u notariusza, tylko od razu przy dogadywaniu się (warto jednak najpierw albo prześledzić temat, albo być z kimś, kto się na kwestiach prawnych zna i pomoże Ci taką umową sformułować, żeby nie podpisać jakiejś bzdury). Różnica między umową podpisaną u notariusza, a nie u notariusza, jest taka: przy tej pierwszej, jeśli właściciel nawala, sąd może nakazać mu albo podwójny zwrot zadatku, albo zawarcie umowy właściwej (czyli sprzedanie Ci mieszkania). Przy tej pierwszej nie możesz dochodzić przed sądem zawarcia umowy właściwej, ale podwójny zwrot zadatku przysługuje Ci i tak.

      Swoją drogą ja o wiele lepiej dogadywałam się bezpośrednio niż przez pośredników. Widząc właściciela i rozmawiając z nim widziałam czy gadam z kimś, kto poważnie myśli o sprzedaży mieszkania, czy z kimś, kto mi się nagle w połowie rozmyśli, zacznie kręcić z ceną, itd. No i szczerze mówiąc tylko przy pośrednikach miałam takie historie, że nie mogłam dogadać się wcale i do tej pory nie wiem czy beznadziejni i niewywiązujący się ze swoich obowiązków byli pośrednicy, czy właściciele.

      Dalej - negocjacje. Nie słuchaj TŻa, większość ludzi wystawiających na sprzedaż mieszkanie podaje wyższą cenę i jest skłonna do negocjacji, mi się chyba już udało dogadać z właścicielem mieszkania które chcę kupić (mam nadzieję, że czytanie Twojego posta nie zapeszy i mi facet nagle nie wywinie numeru ;) ), zszedł mi z podanej przez siebie początkowo ceny prawie 10%.
      Pomyśl po prostu jakie masz racjonalne argumenty za obniżeniem ceny, a jakie może mieć właściciel. U mnie oczywistym argumentem właściciela za ceną nieco wyższą niż większość mieszkań w okolicy było to, że mieszkanie jest świeżo po remoncie, z wymienionymi wszystkimi instalacjami, itd. Moimi natomiast to, że remont w jakiś takich mało istotnych sprawach nie jest jednak dokończony i trochę jeszcze będę musiała w niego włożyć i - to okazał się najsilniejszy argument, czego się nawet na początku nie spodziewałam - że mogę mu zapłacić całą cenę od razu, a nie w ratach. Jeśli pisząc, że pieniądze masz już odłożone na koncie, masz na myśli, że też masz z góry przygotowaną całą kwotę, a nie pierwszą ratę, to używaj tego argumentu. Pieniądze, które właściciel dostaje od razu, mogą sobie leżeć w banku i zarabiać same na siebie znacznie więcej niż np. jedna szósta tych pieniędzy.
      Przemyśl na spokojnie wszystkie argumenty, przeglądaj inne ogłoszenia z okolicy z podobnych budynków, żeby zorientować się jakie mniej więcej ceny są w danej okolicy (pamiętając, że te w ogłoszeniach zazwyczaj będą trochę zawyżone) i nie krępuj się negocjować.

      Polecam kliknąć sobie przesyłanie powiadomień z różnych portali - ja miałam ustawione oferty.net i trovit.pl. Interesowały mnie mieszkania w konkretnej okolicy, o konkretnej wielkości, wklikałam to w wyszukiwarkę, dałam "wysyłaj powiadomienia" i bez żmudnego przekopywania się przez ogłoszenia dostawałam mailem linki do interesujących mnie ofert.

      No i powodzenia, mam nadzieję że wszystko się uda i będziesz się mogła przeprowadzić w terminie, który sobie zaplanowałaś :)
      --
      Dobrze dobrany stanik
      • eponak Re: Kupno mieszkania 16.05.11, 11:47
        A w sprawie negocjacji ceny: kiedy wymieniam wszystkie wady, a ktoś mi mówi że on o tym doskonale wie i uwzględnił to w cenie - to jak na to odpowiadać? Bo tak miałam z tym ostatnim mieszkaniem, faktycznie przyznaję że oferta bardzo dla mnie jest korzystna (więc nawet niewielkie zejście z ceny o malutki ułamek jest ok) i jestem wkurzona, że właściciele kręcą coś i tak raz chcą podpisać, raz się kontaktują, a potem udają, że ich nie ma. Jeżeli ceny w Warszawie nie spadną w najbliższym czasie, to mogę do wakacji nie znaleźć podobnie korzystnej ceny.

        I jak to jest z podpisywaniem umowy cywilnoprawnej z zadatkiem przed notarialną - faktycznie muszę od razu zapłacić 50% prowizji agentowi i 10% zadatku? Bo zrobiłabym to natychmiast po dogadaniu, ale bank miałam już zamknięty, a konto mam z limitem - większe przelewy mogę robić jedynie z placówki bankowej. Nie wiem - w maliny zostałam wpuszczona? Najczęściej mieszkania mogę oglądać wieczorami, więc wtedy mam bank przeważnie zamknięty.

        Chętnie bym się dogadała bezpośrednio, ale nie ma zbyt wielu korzystnych ofert, dlatego przeglądam te agencyjne. Po zwiedzeniu kilku mieszkań w sprzedaży bezpośredniej miałam wrażenie, ze właściciele są przywiązani do mieszkań i dlatego nie chcą zejść do realnej ceny - dla mnie oferta 9,5k za mieszkanie w kiepskiej lokalizacji oraz do totalnego remontu (przesuwanie ścian, rur, rwanie podłogi, a do tego brak balkonu i piwnicy) to jakiś kosmos. Inna sprawa, że wiele osób ma kredyty wzięte na mieszkania i są ograniczone wysokością kredytu, bo nawet się dogadałam tak, że właściciel nie chce nic zarobić, a ja przejmę kredyt, ale i tak wychodziła cena zbyt wysoka w porównaniu niektórych ofert agencyjnych. A szkoda mi kosztem sprzedaży bezpośredniej wydać więcej i mieć de facto mały metraż.

        Besame, mam nadzieję że Ci nie zapeszę. Sama się na siebie wkurzam, że uznałam ofertę za pewnik (nawet zaczęłam się zastanawiać co tam trzeba ewentualnie wymienić i dokupić, jak wykorzystam poszczególne pokoje), a teraz wyszły z tego nici - czuję się jakbym zapeszyła.. A ja może jestem za uczciwa, ale uważam, że jeżeli zgodziłam się na jakieś warunki, to chcę to doprowadzić do końca i nie mam serca szukać innych ofert bardzo serio. Co prawda teściowa podpowiada, żeby zrobić na złość i wycofać się, jeżeli właściciele się odezwą ws podpisania, ale trochę to jest zbyt wielka okazja, żeby strzelić focha. Tak samo głupio mi będzie szukać mieszkania i zgodzić się teraz na umowę mniej korzystną, bo jak znam życie to będę porównywać ją do tej, którą prawie zawarłam.
        • besame.mucho Re: Kupno mieszkania 16.05.11, 12:07
          > A w sprawie negocjacji ceny: kiedy wymieniam wszystkie wady, a ktoś mi mówi że
          > on o tym doskonale wie i uwzględnił to w cenie - to jak na to odpowiadać?

          Ja zawsze odpowiadałam: "Zapoznałam się z ofertą innych mieszkań i te, które miały podobne wady, sprzedawane były w niższej cenie".

          > I jak to jest z podpisywaniem umowy cywilnoprawnej z zadatkiem przed notarialną
          > - faktycznie muszę od razu zapłacić 50% prowizji agentowi i 10% zadatku? Bo zr
          > obiłabym to natychmiast po dogadaniu, ale bank miałam już zamknięty, a konto ma
          > m z limitem - większe przelewy mogę robić jedynie z placówki bankowej. Nie wiem
          > - w maliny zostałam wpuszczona?

          Nie chcę się próbować mądrzyć, żeby Cię nie wprowadzić w błąd, ja poprzednią umowę przedwstępną podpisywałam u notariusza i tę też będę tak podpisywała, bo właściciel nie wygląda na takiego, co ucieknie, więc niech lepiej wypowie się osoba, która to robiła, albo któraś z forumowych prawniczek :).

          > nie chcą zejść do realnej ceny - dla mnie oferta 9,5k za mieszkanie w kiepskiej
          > lokalizacji oraz do totalnego remontu (przesuwanie ścian, rur, rwanie podłogi,
          > a do tego brak balkonu i piwnicy) to jakiś kosmos.

          Dla mnie też, w takiej cenie to jest raczej dobra lokalizacja do remontu, albo kiepska lokalizacja, ale mieszkanie dopieszczone.

          > A szkoda mi kosztem sprzedaży bezpośredniej wydać więcej i mieć de facto mały metraż.

          Nie no, jasne, jeśli te bezpośrednie nie są sensowne, to nie ma co się w to pchać. Ja trafiałam raczej tak, że bezpośrednie były tańsze, bo właściciel nie doliczał do kosztów opłacenia pośrednika (którego niby to zawsze opłacał sprzedający, ale jakoś się to na cenie mieszkania odbijało :) ), ale nie mam jakiejś wielkiej próbki, bo szukałam bardzo konkretnego mieszkania w bardzo konkretnej lokalizacji, więc nie miałam jakiejś dzikiej ilości ogłoszeń.

          > Sama się na siebie wkurzam, że uznałam
          > ofertę za pewnik (nawet zaczęłam się zastanawiać co tam trzeba ewentualnie wymi
          > enić i dokupić, jak wykorzystam poszczególne pokoje), a teraz wyszły z tego nic
          > i - czuję się jakbym zapeszyła..

          E, dobrze robiłaś, takie rzeczy co wymienić, jak wykorzystasz pokoje, itd, trzeba przemyśleć wcześniej :). No bo przecież dopiero by beznadziejnie było jakbyś kupiła mieszkanie i nagle byś sobie uświadomiła, że nie będzie dla Ciebie funkcjonalne, a do tego wymienić w nim trzeba tyle, że wpędzi Cię to w olbrzymie koszta!

          > Tak samo głupio mi będzi
          > e szukać mieszkania i zgodzić się teraz na umowę mniej korzystną, bo jak znam ż
          > ycie to będę porównywać ją do tej, którą prawie zawarłam.

          To doskonale rozumiem, ja szukając musiałam się w którymś momencie palnąć w łeb i powiedzieć sobie "głupia babo, NIE ZNAJDZIESZ mieszkania dokładnie takiego, jakie Ci się kiedyś spodobało, przestań odrzucać wszystkie naprawdę fajne i korzystne oferty tylko dlatego, że mieszkania nie są DOKŁADNIE takie jak tamto" :). Tak jest, że jak człowiek się na coś zafiksuje - czy to na to jak mogłoby wyglądać, czy na to, że "już już prawie" miał tańsze, to trudno to przeskoczyć.
          --
          Dobrze dobrany stanik
          • eponak Re: Kupno mieszkania 16.05.11, 19:54
            besame.mucho napisała:

            > Ja zawsze odpowiadałam: "Zapoznałam się z ofertą innych mieszkań i te, które mi
            > ały podobne wady, sprzedawane były w niższej cenie".
            >
            Nawet, jeżeli to nie jest prawda? Nie wiem na ile właściciele się orientują co do cen podobnych mieszkań. Ja ostatnio znam prawie wszystkie okoliczne oferty i wiem, które mieszkania zostały już wyprzedane. Tak jeszcze myślę - strasznie krępująca jest obecność agenta. Bo nie bardzo wiem czy on jest moim człowiekiem (ja mu płacę) czy człowiekiem właściciela i jeżeli powiem coś, co nie jest do końca prawdą, to czy nie zareaguje. Chodzi mi o to, że zdarzają się korzystne oferty, ale oferty wiszące w sieci (po kilka miesięcy czy nawet lat) są często zawyżone, więc większość ofert na portalach jest zawyżona mocno, a te w dobrych cenach znikają jak świeże bułeczki.


            > Nie chcę się próbować mądrzyć, żeby Cię nie wprowadzić w błąd, ja poprzednią um
            > owę przedwstępną podpisywałam u notariusza i tę też będę tak podpisywała, bo wł
            > aściciel nie wygląda na takiego, co ucieknie, więc niech lepiej wypowie się oso
            > ba, która to robiła, albo któraś z forumowych prawniczek :).
            >
            Hm, poczekam w takim razie, może ktoś się orientuje. Zastanowiła mnie też inna sprawa - jeżeli podpiszę umowę przedwstępną z zadatkiem, a potem pójdę do notariusza, żeby mieć wpis do księgi, to notariusz uwzględni to, że już wpłaciłam zadatek i opłacę jedynie taksę plus resztę opłat związanych z wpisami, aneksami dot. tego co zostanie w mieszkaniu etc.?

            Besame, wielkie dzięki za wszystko co napisałaś - czytałam to już kilka razy i mi się humor poprawił, mniej się nerwuję tym wszystkim. Wydajesz się być oazą spokoju, która z chłodnym umysłem podchodzi do całej sprawy. Na razie dam sobie tydzień przerwy z szukaniem, jeżeli nic się nie wymyśli, to ruszę znowu i jakoś to będzie.
            • besame.mucho Re: Kupno mieszkania 16.05.11, 20:40
              > Nawet, jeżeli to nie jest prawda?

              Ja tego używałam jako argumentu wtedy, kiedy to była prawda :). Jeśli mieszkanie miało podobną cenę do innych w podobnej lokalizacji i w podobnym stanie, to nie targowałam się o cenę pod kątem tego, że będę musiała mieszkanie wyremontować i że jak na mieszkanie, w którym jest tyle rzeczy do wymiany, jest za drogie.

              > Chodzi mi o to, że zdarzają się korzystne of
              > erty, ale oferty wiszące w sieci (po kilka miesięcy czy nawet lat) są często za
              > wyżone, więc większość ofert na portalach jest zawyżona mocno, a te w dobrych c
              > enach znikają jak świeże bułeczki.

              To na pewno prawda. Ja, tak jak pisałam, szukałam mieszkania w konkretnym miejscu, które jest do tego w dosyć popularnej ostatnio dzielnicy i ładnie się sprzedaje, więc nie wisiało za dużo starych ogłoszeń. Pojawiało się kilka nowych i wtedy sobie zapisywałam w jakich cenach były wystawiane i w jakim były stanie.

              > Zastanowiła mnie też inna
              > sprawa - jeżeli podpiszę umowę przedwstępną z zadatkiem, a potem pójdę do notar
              > iusza, żeby mieć wpis do księgi, to notariusz uwzględni to, że już wpłaciłam za
              > datek i opłacę jedynie taksę plus resztę opłat związanych z wpisami, aneksami d
              > ot. tego co zostanie w mieszkaniu etc.?

              Tutaj tak jak wyżej - podpisywałam od razu u notariusza, więc nie miałam takiej sytuacji, mam nadzieję, że wypowie się ktoś kompetentny :)

              > Besame, wielkie dzięki za wszystko co napisałaś - czytałam to już kilka razy i
              > mi się humor poprawił, mniej się nerwuję tym wszystkim. Wydajesz się być oazą s
              > pokoju, która z chłodnym umysłem podchodzi do całej sprawy.

              Ha ha, wiesz, to teraz kiedy wydaje mi się, że udało mi się z kimś dogadać :). Powinnaś mnie widzieć w przedziale trzy miesiące-dwa tygodnie temu kiedy przez cały czas starałam się dogadać z #%$^$#%^ pośrednikiem mieszkania, które z oferty sprawiało na mnie super wrażenie, ale przez te dwa miesiące nie udało się nawet umówić na obejrzenie go. Nie chciałam się decydować na to mieszkanie, na które teraz jestem zdecydowana, przed obejrzeniem tego drugiego, żeby później nie żałować jakby się okazało fajniejsze. Ale też głupio mi było cały czas blokować właściciela tego mieszkania mówiąc mu "tak tak, jestem zainteresowana, ale czekam aż obejrzę drugi lokal" i przez 2,5 miesiąca nic... Oj, daleko mi było do oazy spokoju, pomogło jak machnęłam ręką i pomyślałam, że jak już z obejrzeniem są takie problemy, to wolę się w to nie pakować, bo co dopiero będzie jak w grę zaczną wchodzić pieniądze, a nie tylko oglądanie.
              --
              Dobrze dobrany stanik
              • eponak Re: Kupno mieszkania 16.05.11, 22:26
                besame.mucho napisała:

                > Ja tego używałam jako argumentu wtedy, kiedy to była prawda :). Jeśli mieszkani
                > e miało podobną cenę do innych w podobnej lokalizacji i w podobnym stanie, to n
                > ie targowałam się o cenę pod kątem tego, że będę musiała mieszkanie wyremontowa
                > ć i że jak na mieszkanie, w którym jest tyle rzeczy do wymiany, jest za drogie.
                >
                W kontekście tego, że te mieszkania w podobnej cenie wiszą i wiszą, a chętnych brak - nawet jeżeli dobrych cenowo ofert nie ma non-stop na portalach, jest to zatem prawda. Poza tym, znam dobrze rynek krakowski, gdzie agenci oraz developerzy powoli przyznają, że popytu nie ma, a ceny utrzymywane są sztucznie, żeby kreować wrażenie cen. W Wawie we Włochach siostra TŻta mieszka w developerskim mieszkaniu, gdzie wprowadziła się jako pierwsza - mieszkała sama przez parę tygodni, a ponieważ nieliczne osoby wykupiły mieszkania, to są one teraz wynajmowane pod biura i jako mieszkania.

                Więc w kontekście tego, ja wiem doskonale że takie mieszkanie może być cenowo podobne do innych ogłoszeń, ale wbrew temu co mi próbowali wmówić właściciele tychże mieszkań, popytu nie ma. Mój minirekord to zejście o około ćwierć ceny początkowej. I w dalszym ciągu uważam, że było to za dużo, jak na faktyczną wartość mieszkania, bo musiałabym dołożyć sporo, żeby się nadawało do użytku na parę następnych lat.

                >
                > Tutaj tak jak wyżej - podpisywałam od razu u notariusza, więc nie miałam takiej
                > sytuacji, mam nadzieję, że wypowie się ktoś kompetentny :)
                >
                Pouśmiecham się ładnie, może jeszcze ktoś się odezwie i wyjaśni jak to jest. Jeżeli nie, to wrzucę w osobny post, bo rozumiem że mało komu chce się przebijać przez masę tekstu, którą dzisiaj napisałam, zwłaszcza jeżeli nie jest na etapie zakupu/sprzedaży lub w okolicach.

                > Ha ha, wiesz, to teraz kiedy wydaje mi się, że udało mi się z kimś dogadać :).
                > Powinnaś mnie widzieć w przedziale trzy miesiące-dwa tygodnie temu kiedy przez
                > cały czas starałam się dogadać z #%$^$#%^ pośrednikiem mieszkania, które z ofer
                > ty sprawiało na mnie super wrażenie, ale przez te dwa miesiące nie udało się na
                > wet umówić na obejrzenie go. Nie chciałam się decydować na to mieszkanie, na kt
                > óre teraz jestem zdecydowana, przed obejrzeniem tego drugiego, żeby później nie
                > żałować jakby się okazało fajniejsze. Ale też głupio mi było cały czas blokowa
                > ć właściciela tego mieszkania mówiąc mu "tak tak, jestem zainteresowana, ale cz
                > ekam aż obejrzę drugi lokal" i przez 2,5 miesiąca nic... Oj, daleko mi było do
                > oazy spokoju, pomogło jak machnęłam ręką i pomyślałam, że jak już z obejrzeniem
                > są takie problemy, to wolę się w to nie pakować, bo co dopiero będzie jak w gr
                > ę zaczną wchodzić pieniądze, a nie tylko oglądanie.

                Widzę to fantastyczne podejście niektórych agentów. Najlepiej, żeby im dać prowizję, podpisać papierek na wyłączność, a oni żeby się nie musieli namachać np. dojeżdzając gdziekolwiek. Ale wiesz, ja po 2,5 miesiącach takiego "pomiędzy", chyba bym na serce zeszła. Teraz miałam niecałe 2 tygodnie zamieszania na zasadzie: a może chce, a może nie chce, jest, nie ma, znika, odzywa się, stawia absurdalne warunki, znika etc. i przyznam, że oglądałam włosy z uwagą, czy aby nie zaczęłam siwieć. Trzeba mieć dużo wewnętrznego spokoju, żeby przez 2,5 miesiąca próbować się dogadać z kimś, żeby łaskawie rozważył to możliwość ruszenia czterech liter, pojawienia się gdzieś na pół godziny i ewentualnego skasowania pokaźnej sumy pieniędzy.
    • anna-pia Re: Kupno mieszkania 16.05.11, 11:05
      kupowałam mieszkanie parę lat temu, mieliśmy zaufanego pośrednika, który wyszukał nam tylko takie, które odpowiadały naszym wymaganiom - jeśli chcesz, to napisz do mnie na gazetowy, podam ci namiary
      bardzo sobie chwaliliśmy udział agenta, bo oszczędziło nam to użerania się z ludźmi, jeżdżenia w dzielnice, które nas nie interesowały, oglądania mieszkań do remontu itd.
      --
      urodziłem się innym rodzicom


      Dekolt po 35 r.ż.
      • adamantia Re: Kupno mieszkania 16.05.11, 13:48
        anna-pia napisała:
        > mieliśmy zaufanego pośrednika, który wyszukał nam tylko takie, które odpowiadały
        >naszym wymaganiom - jeśli chcesz, to napisz do mnie na gazetowy, podam ci namiary

        My też mamy takiego zaufanego, w ostatnich latach w rodzinie pośredniczył w sprzedaży 3 małych mieszkań w W-wie, szybko i sprawnie; jak chcesz to też mogę dać namiary, pisz na gazetowy.

        --
        75-77/107-109 -> Dalia 65Ł jak Łał ;-)
        Mam na sprzedaż/wymianę używane 36J, 34HH/J, 32JJ... kontakt @gazetowy.
    • bathilda Re: Kupno mieszkania 16.05.11, 15:20
      eponak napisała:

      > Nawet mój TŻ się wypiął, obraził trochę,
      > że szukam mieszkania, które będzie moje, a nie nasze.

      Ja go w pełni rozumiem, też tak miałam kiedy mój chłopak kupował mieszkanie. Nie chciałam się w nic wtrącać, żeby potem nie było, że jego żona będzie się meczyć w kuchni którą ja zaprojektowałam. I potem przez parę lat ja się męczyłam w mieszkaniu które mi się nie podobało. Spróbuj mu to delikatnie uświadomić. Możesz się powołać na mnie ;).
      • eponak Re: Kupno mieszkania 16.05.11, 19:42
        Bathildo, on się obraził o to, że mieszkanie będzie miała własność na mnie i rodziców (tak być musi, kwestie prawne). Gdzie urządzanie mieszkania, jeżeli on na etapie szukania mówi, że nie pomoże mi ze wszystkim, bo to moje mieszkanie ma być, a on poszukiwania nie traktuje jako szukanie wspólnego gniazda?

        Przyznaję, że ja też schrzaniłam sprawę. Kiedy się kłóciliśmy o negocjację cen (wspomnianą wcześniej), to nieopatrznie wkurzona powiedziałam, żeby nie ważył się marnować moich pieniędzy, a jeżeli chce to może wziąć kredyt/zarobić/wygrać/cokolwiek i wtedy nie negocjować cen w ogóle. Ulało mi się trochę, a niestety efekt jest taki, że on nie chciał mi towarzyszyć w szukaniu, więc chodziłam trochę z teściami, ale im też rybka co zrobimy, zadeklarowali jedynie, że finansowo nie wesprą (nie prosiłam). Niestety, ale w jednym z pierwsze oglądanych (jeszcze z TŻ) rzuciłam hasło o tym, że łazienka jest źle zaprojektowana i na pewno musielibyśmy zrobić jej remont, co było naprawdę szczere, bo nie zamierzam z prysznica wychodzić na toaletę - TŻ ze zdziwieniem krzyknął coś w stylu: Ale co ty gadasz, przecież jest świetnie i nie trzeba nic robić :P:P:P To teraz proponuję sobie wyobrazić jak mogła wyglądać jakakolwiek negocjacja cen.

        Jeżeli kiedykolwiek dobrnę do momentu meblowania i projektowania wnętrza, to na pewno TŻ dostanie precedens Bathildy w kilku kopiach, a jak nie poskutkuje, to wytapetuję ścianę i mu na pulpit wrzucę. Akurat kuchnię musimy mieć zrobioną pod siebie, bo obydwoje gotujemy bardzo dużo.
    • eponak Do prawniczek i/lub zorientowanych 19.05.11, 20:46
      Wrzucam tutaj, bo w masie tekstu mogło zginąć, a potrzebuję się zorientować, żeby znowu przy kolejnej rozmowie być zorientowaną:


      I jak to jest z podpisywaniem umowy cywilnoprawnej z zadatkiem przed notarialną - faktycznie muszę od razu zapłacić 50% prowizji agentowi i 10% zadatku? Bo zrobiłabym to natychmiast po dogadaniu, ale bank miałam już zamknięty, a konto mam z limitem - większe przelewy mogę robić jedynie z placówki bankowej. Nie wiem - w maliny zostałam wpuszczona? Najczęściej mieszkania mogę oglądać wieczorami, więc wtedy mam bank przeważnie zamknięty.
      Zastanowiła mnie też inna sprawa - jeżeli podpiszę umowę przedwstępną z zadatkiem, a potem pójdę do notariusza, żeby mieć wpis do księgi, to notariusz uwzględni to, że już wpłaciłam zadatek i opłacę jedynie taksę plus resztę opłat związanych z wpisami, aneksami dot. tego co zostanie w mieszkaniu etc.?

      I jeszcze - ja nie mogę podpisać umowy notarialnej (znaczy mogę, ale nie będę w stanie jej wykonać) - dostanę pełnomocnictwo do podpisania umowy w imieniu rodziców. Ale czy mogę zrobić tak, żeby jeszcze bez pełnomocnictwa podpisać umowę cywilnoprawną stworzoną przez agenta, wtedy też muszę wpłacić zaliczkę i prowizję dla agenta, a dopiero potem odebrać pełnomocnictwo od rodziców i wtedy pójść do notariusza, gdzie podpiszę szczegółową umowę przedwstępną z wpisem do księgi, ale bez wpłacania zaliczki?
      Niestety, ale może być tak, że nie będę mieć czasu, żeby załatwić pełnomocnictwo przed podpisaniem umowy cywilnoprawnej u agenta (są bardzo konkretne, dotyczą konkretnych czynności ze szczegółami, więc nie mogę dostać takiego ogólnego na wszystko od rodziców i skorzystać przy decyzji o zakupie jakiegokolwiek mieszkania). Czy da się w ogóle tak zrobić?

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka