Dodaj do ulubionych

Klubik biegacza - reaktywacja

10.06.11, 11:24
Pozwalam sobie założyć nowy wątek, ponieważ stary dawno się zarchiwizował, a ja, po pierwsze chciałabym oficjalnie dołączyć do grupy biegających Lobbystek, a po drugie mam niecierpiące zwłoki pytanie.

Biegam dopiero od dwóch miesięcy, 4 razy w tygodniu. Przygotowanie kondycyjne miałam bardzo dobre, więc zaczynałam od normalnego biegu, tyle że najpierw na krótkiej trasie - pi razy drzwi 3 km. W tym tygodniu po raz pierwszy zaczęłam ćwiczyć także prędkość, dodając na mojej normalnej trasie 6-8 trzydziestosekundowych szybkich interwałów, co drugi dzień. No i zaczęły się schody.
Jestem odporna na ból, ale dziś wymiękłam. Bardzo, bardzo boli mnie wewnętrzna strona łydek. Podczas biegania jest OK, nic nie czuję, jakieś 30 minut po bieganiu jestem kulawa jak Nasza Szkapa. Dziś w nocy myślałam, że szlag mnie trafi, bo obudziły mnie te łydki i nie mogłam spać do piątej nad ranem. Nie bolą mnie mięśnie z tyłu, na przód piszczeli robię ćwiczenia z "bieganie.pl", które czynią cuda, ale boków nie mam nawet jak rozciągnąć.

Na serio nie wiem co z tym zrobić, do lekarza nie pójdę, przestać biegać nie zamierzam - jak biegnę, to nie boli:) Poradźcie!
Edytor zaawansowany
  • besame.mucho 10.06.11, 11:33
    > tyle że najpierw na krótkiej trasie - pi razy drzwi 3 km.

    Hłe hłe. Przepraszam że się wcinam, nie mam pojęcia jak ratować łydki, musiałam tylko dać wyraz memu rozbawieniu. Bo ja z tych, co jakby przebiegły trzy kilometry, to by sobie gratulowały przez najbliższe pięć lat sprawności fizycznej ;)
    Pływać trzy kilometry, chodzić, jeździć na rolkach czy na rowerze - z przyjemnością. Ale do biegania zrobiłam tak z dwa miesiące temu pierwsze po latach podejście - biegłam może z 10 minut tempem raczej powolnym, a po powrocie do domu leżałam na kanapie i mówiłam, że nigdy więcej!
  • ciociazlarada 10.06.11, 11:45
    Pisałam już o tym kiedyś w jakimś wątku o ćwiczeniach - robiłam wcześniej przez 33 dni coś co się nazywa "30 day shred": codziennie, również w święta państwowe i kościelne:). Jak skończyłam to zaczęło mnie tak nosić z braku ruchu, że zaczęłam biegać+ćwiczyć - nie miałam co zrobić z nadmiarem energii.
    Ja dla odmiany pływam bardzo marnie rozpaczliwą żabką, nie lubię i boję się wody:)
  • ko_kartka 10.06.11, 14:26
    > > tyle że najpierw na krótkiej trasie - pi razy drzwi 3 km.
    >
    > Hłe hłe. Przepraszam że się wcinam, nie mam pojęcia jak ratować łydki, musiałam
    > tylko dać wyraz memu rozbawieniu. Bo ja z tych, co jakby przebiegły trzy kilom
    > etry, to by sobie gratulowały przez najbliższe pięć lat sprawności fizycznej ;)

    Przybij piątkę! A już się chciałam aktywować w klubie biegacza, ale na tym poziomie dyskusji odmawiam...
  • ciociazlarada 10.06.11, 15:24
    Bo jak na razie to masz tu jednego aktywnego kulawego, który biega, ale kiepsko chodzi...
    Chyba, że oczekujesz wymiany wrażeń z przygotowań do maratonu, tylko ja Cię nie zrozumiałam, bo mnie nogi bolą jak jasna cholera:)
  • wodadobra 10.06.11, 15:45
    Ja bym stawiała na buty.
    Sprawdzałaś pronację i masz buty odpowiednie do tego?
  • pierwszalitera 10.06.11, 15:59
    wodadobra napisała:

    > Ja bym stawiała na buty.
    > Sprawdzałaś pronację i masz buty odpowiednie do tego?

    Dokładnie. Idź do fachowego sklepu, w którym mają taką specjalną bieżnię i sprawdź jak stawiasz stopę. Doradzą ci tam odpowiednie buty, a może nawet wkładki, bo buty do intensywnego biegania muszą być dobrze dobrane, a na rynku są przeróżne i możliwe, że masz nie te dla ciebie całkiem optymalne. Dodatkowo stawiam jednak jeszcze na słabe mięśnie wewnętrzne ud, dlatego obciążenie dla łydki jest zbyt duże. To typowe dla wielu kobiet, sama mam z tym lekki problem. W ekstremalnym przypadku widać co takiego w iksowym ułożeniu kolan. Dlatego do biegania dołożyłabym ćwiczenia na wzmocnienie tej części ud, na przykład jakieś z pilatesa. Przy normalnych ćwiczeniach siłowych często się o tym miejscu zapomina.
  • ciociazlarada 10.06.11, 16:20
    O butach już odpisałam. Też myślałam o tych udach, bo to nie jest coś co można tak łatwo wyćwiczyć. Nogi mam proste, ale wewnętrzna strona ud mogłaby być ładniejsza. Robię dwa razy w tygodniu taki fajny zestaw siłowy, jest w nim coś na wnętrze ud, ale niewiele.

    Zastanawiam się, czy to nie jest coś z nerwami/krążeniem. Obejrzałam sobie schemat anatomiczny i jako żywo, tam gdzie mnie boli wielu mięśni nie ma, chyba że jakoś pochowane. Krążenie mam fatalne w całej żeńskiej części rodziny poczynając od praprababci, wiecznie zimne ręce, wszystkie żyły na wierzchu, te sprawy. Na tej gorszej nodze mam początki żylaków (w skali "obleśnych żylaków" od 1-10 powiedziałabym 5)
  • kis-moho 10.06.11, 16:27
    Hmm, jak boli z powodow krazeniowych, to jest powazna sprawa i jezeli masz objawy to trzeba do lekarza. Z tego co wiem, noga wtedy puchnie, moze sie zaczerwienic, jest ciepla - podobno nie da sie tego pomylic z niczym innnym.
    (Nie dam za to sobie reki uciac, bo lekarzem nie jestem, ale dwa dni temu dopadl mnie koszmarny bol lydki - tak ni z tego ni z owego - i lekarz powiedzial, na jakie objawy zwracac uwage przy takich bolach.)
  • ciociazlarada 10.06.11, 16:34
    Zaczerwienione też nie jest, ani spuchnięte. Mam wrażenie, jakbym miała tam coś sztywnego i ciężkiego, do rozciągnięcia, ale nie potrafię tego zrobić.
  • kis-moho 10.06.11, 16:42
    Jak mowie, nie jestem lekarzem, wiec nie za bardzo czuje sie na silach powiedziec, ze to na pewno to, albo na pewno nie to. Wiem, ze lekarz obmacal lydke, i powiedzial, ze jakby spuchla, zmienila kolor (!) albo byla bardzo ciepla, to natychmiast do lekarza, bo to znaczy, ze jest klopot z krazeniem.
    U mnie to pewnie jakis dziwny wybryk miesnia - co mnie zdziwilo to to, ze lekarz kazal mi lezec i dal zwolnienie na tydzien. Dziwna sprawa, bo ja sie zwykle nad miesniami tak nie trzese. Lezalam sobie dwa dni, znudzilo mi sie, poza tym sie polepszylo, dzis pochodzilam po mieszkaniu i znowu mnie boli. Moze mial racje? W kazdym razie, moze warto troche odpoczac zanim ci troche ten bol nie odpusci?
  • ciociazlarada 10.06.11, 16:12
    Tak, wcześniej, jakieś 3 tygodnie biegałam w starych tzw. "naturalnych" laciach - nie chciałam inwestować, jeśli mi się nie spodoba. Ćwiczę od dawna na bosaka i stopy mam mocne więc było OK, ale zaczęła mi doskwierać i puchnąć kostka.

    Obecne buty mam korekcyjne - jedną nogą, tą od kostki, pronuję bardzo, drugą prawie wcale.
    Dobierali mi buty w sklepie na bieżni, mierzyłam i biegałam w co najmniej 15 parach. Nie są idealne, ze względu na różnicę między nogami, ale najlepsze jakie były.
    Wcześniej miałam tylko problemy z kostką, ale biegałam na początku jednak wolniej niż teraz.
  • wodadobra 10.06.11, 16:18
    I właśnie nadpronacje/supinacje przy tempowych biegach dają w kość najbardziej. A nie dało się dobrać wkładek indywidualnie dla każdej stopy?
    Druga opcja jest taka, że przetrenowałaś się.
    Do biegowej formy dochodzi się moim zdaniem długo/dłużej niż 2 miesiące. A szczególnie, że 4 razy w tygodniu na początek to sporo. Mało czasu na regenerację.
    Nie wiem ile czasu zajmuje ci bieganie. Ciało musi mieć czas na ustawienie się i wzmocnienie i uelastycznienie konkretnych partii mięśni, ścięgien, stawów.
  • ciociazlarada 10.06.11, 16:31

    wodadobra napisała:

    > I właśnie nadpronacje/supinacje przy tempowych biegach dają w kość najbardziej.
    > A nie dało się dobrać wkładek indywidualnie dla każdej stopy?
    > Druga opcja jest taka, że przetrenowałaś się.
    > Do biegowej formy dochodzi się moim zdaniem długo/dłużej niż 2 miesiące. A szcz
    > ególnie, że 4 razy w tygodniu na początek to sporo. Mało czasu na regenerację.
    > Nie wiem ile czasu zajmuje ci bieganie. Ciało musi mieć czas na ustawienie się
    > i wzmocnienie i uelastycznienie konkretnych partii mięśni, ścięgien, stawów.

    Próbowałam z wkładkami, ale chyba coś z nimi było nie tak, bo mnie poobcierały. Z przetrenowaniem nie wiem: biegam ok. 20 km w tygodniu w tej chwili (trasa po której biegamy ma 5 km z hakiem), prędkość ok. 6-7/km, konwersacyjna.
    Mam sobie dać siana z tymi interwałami? Jeśli to ma być coś, co przerywa mój zdrowy sen, to ja dziękuję!
  • turzyca 10.06.11, 16:18
    Pronacja??? Juz wiem dlaczego jestem sceptyczna wobec mojego planu na lipiec. Bieganie jest chyba za skomplikowane. Ale moze z Wasza pomoca uda mi sie uporac z zagadkami.

    Uporzadkujmy:
    1. Doswiadczenie biegacze minimalne, w sprintach skrecalam kostki po 10 metrach, dlugodystansowke robilam w klasie maturalnej, truchtajac jakies 30 minut bez przerwy. Ale to bylo w innym zyciu. Kostki skrecam takze w tym zyciu.
    2. Cel: moc przebiec wlasnie jakies pol godziny ciaglym biegiem i nie pasc po tym trupem.
    3. Srodki zaplanowane do osiagniecia celu: codzienny poranny polgodzinny trening interwalowy, polegajacy na przeplataniu biegu i szybkiego marszu z narastajacym udzialem biegu. Czas projektu chwilowo wyznaczony jest na caly lipiec, z opcja na przedluzenie, jesli bieganie okaze sie fajne.
    4. Teren treningow: polna droga.
    5. Kondycja ogolnie niezla, 4-5 razy w tygodniu godzinny trening aerobowy plus duzo ruchu "codziennego". Ale biegac nie umiem i umieram po paruset metrach. W sumie wiecej umiem przeplynac niz przebiec...
    6. Pronacja, jak wnioskuje z tekstow w necie, duza.

    I teraz watpliwosci: mam w moim miescie sklep specjalizujacy sie w bieganiu, z takimi wypasami jak bieznia i kamera, zeby okreslic, czy w danych butach noga lepiej pracuje. No sa super profesjonalni i naprawde umieja pomoc. Ale w sumie nie wiem, czy bieganie mi sie spodoba, po tym miesiacu biegania podejme decyzje co dalej, i nie widze sensu w wykladaniu grubej kasy na buty, ktorych moze bede uzywac jeden miesiac. A moze warto zainwestowac? A moze w stolycy sa sklepy z podobna oferta i jak po pierwszym tygodniu stwierdze, ze jednak potrzebuje lepszych butow, to trafie na kogos, kto bedzie umial mi profesjonalnie doradzic?
    --
    24 kilo klonow.
  • pinupgirl_dg 10.06.11, 16:25
    Wszystko pięknie, ale nie podoba mi się punkt 3. Zamieniłabym "codzienny" na "trzy razy w tygodniu, z opcją zwiększenia częstotliwości w kolejnym miesiącu".


    --
    Fizia Pończoszanka
  • turzyca 10.06.11, 16:33
    Ale ruch 3 razy w tygodniu to dla mnie tragicznie za malo. Tym bardziej ze prawdopodobnie odpada tez dojezdzanie na rowerze. Z roznych skomplikowanych powodow nie moge sie zapisac na ten miesiac na jakies zajecia czy chodzic na basen. Wprawdzie bede nieco wiecej chodzic, ale i tak mi bedzie brakowac ruchu.
    3 treningi biegowe, 4 marsze z kijkami? 4 biegowe, 3 z kijkami?
    Swoja droga mysle, ze w pierwszym tygodniu to ja glownie bede maszerowac, nie wiem, czy jestem w stanie biec bez przerwy przez chocby kilka minut.
    --
    24 kilo klonow.
  • ciociazlarada 10.06.11, 16:59
    Nie masz w tym planie (oprócz biegania) żadnych porządnych ćwiczeń stricte siłowych. Pływanie, rower - owszem mięśnie pracują, ale nie to nie jest "weight bearing", tak jak bieganie, stąd umieranie po kilku minutach mimo kondycji. Wymień kijki na ćwiczenia z ciężarkami i od razu zobaczysz różnicę:)
  • turzyca 10.06.11, 17:17
    Masz na mysli moj plan "tutejszy" czy moj plan na "tam"?
    Tu mam przeplatanke z plywania i cwiczen aerobowo-silowych - chodze na rozne zajecia, wiekszosc ma czesc czysto aerobowa, po ktorej nastepuja roznego typu cwiczenia z obciazeniami, typu opaski na nogi, hantle czy sztanga. Idealny plan tygodnia cwiczenia w dni nieparzyste i basen w parzyste. A ze idealow nie ma to wychodzi mi jakies 5 treningow, w tym dwa na basenie. I do tego jakas godzina niespiesznej jazdy na rowerze codziennie, co wynika z potrzeb komunikacyjnych.

    No i jak gdzies na dluzej wyjezdzam, to mi tego ruchu brakuje. W Warszawie zazwyczaj udawalo mi sie chodzic na basen lub na jakies zajecia, ale teraz chcialabym dorzucic kurs jezykowy i trudno bedzie mi dojechac jeszcze gdzies. No i stad pomysl biegania, bo to sie da zalatwic na miejscu, bez dojazdow, ziemne sciezki zaczynaja sie pareset metrow od mojego domu. Ale skoro nie powinno sie biegac, to stad pomysl, zeby "tam" biegac na zmiane z marszami.
    Ale moze w ogole branie sie za bieganie nie ma sensu?
    --
    24 kilo klonow.
  • pinupgirl_dg 10.06.11, 17:10
    Ale przecież możesz mieszać bieganie z inną aktywnością fizyczną, im bardziej różnorodny trening, tym lepiej. Możesz w pozostałe dni ćwiczyć siłowo, jak radzi ciociazłarada, pójść na rower, na spracer, pograć ze znajomymi w siatkówkę - cokolwiek.

    --
    Fizia Pończoszanka
  • wodadobra 10.06.11, 16:28
    Turzyca. Biegaj.
    Nie jest skomplikowane, jeśli nie chcesz żeby było. Najbardziej naturalna forma ruchu.
    Buty. Podobno fajne są te z lidla. I to stwierdzenie nie jakiegoś truchtającego leszcza jak ja, tylko gościa, który wybiega tysiące kilometrów.
    Ja mam jakieś wolffy za 100. Ale po 2 latach wymieniłam im wkładkę na sportową z lidla - zyskały niesamowicie na amortyzacji (mam problem z kolanem, a przy mojej nadwadze muszę chuchać na zimne, mniej boli dzięki temu).
    Tutaj jest kopalnia wiedzy dla początkujących.

    bieganie.pl/?cat=6
    Warto wziąć sobie do serca to co piszą.
    O błędach też. Czyli dlaczego umieram po 5minutach. Formę budować należy powoli. A cele stawiać niezbyt odległe. Dzięki temu bieganie staje się przyjemne.
  • pinupgirl_dg 10.06.11, 16:37
    > Buty. Podobno fajne są te z lidla.

    Z lidla??

    Ja od dawna biegam w najtańszych butach z Decathlonu i jestem zadowolona, nie mam porównania, ale na moim poziomie w zupełności wystarczają, sprawdzały się nawet wtedy, kiedy było mnie kilka kilogramów za dużo. Parę razy przeholowałam, a na to najlepsze buty nie pomogą, ale spokojnie znosiły kilkadziesiąt kilometrów biegania tygodniowo.
    Swoją drogą, znam dziewczynę, która wygrywa zawody biegając w halówkach od chińczyka po 20 zł ;). To oczywiście z kategorii nie róbcie tego sami, dziewczyna jest bardzo wytrenowana, początkujący biegacz potrzebuje jednak porządnej amortyzacji.


    --
    Fizia Pończoszanka
  • ciociazlarada 10.06.11, 16:49
    Potwierdzam. Ja co prawda nie Lidl, a Aldi, i nie buty, a ciuchy. Są genialne, nie obcierają, odprowadzają pot, szybko schną. Za cenę jednej koszulki ze specjalistycznego sklepu kupiłam parę gaci i dwie koszulki. Są wypaśne i doskonałej jakości. CoolMax, czyli materiał, jest wszędzie taki sam:)
  • turzyca 10.06.11, 16:51
    Wlasnie sie dowiedzialam, ze zaplanowalam dwa razy za malo czasu na osiagniecie celu: bieganie.pl/?cat=6&id=81&show=1
    Hmmm, hmmmm. Jednak slusznie bieganie mnie przeraza, plywanie jest intuicyjniejsze.
    --
    24 kilo klonow.
  • pierwszalitera 10.06.11, 17:11
    wodadobra napisała:

    > Buty. Podobno fajne są te z lidla.

    Z Lidla? Z pronacją i innymi problemami stawowymi? Uchowaj Boże. To już lepiej w ogóle nie biegać. Buty z Lidla to jest masówka, która ma pasować na każdą, czytaj standardową stopę jako tako, czyli byle jak. Do specjalistycznego sklepu można pójść i skorzystać z servicu, butów kupować od raz nie trzeba, ale mnie by tego wydatku nie było szkoda, nawet gdybym miała biegać tylko trochę. W końcu jaką cenę mają nasze mięśnie i stawy? Utrzymanie ich w dobrym stanie, to podstawa naszego zdrowia w późniejszym wieku. To już lepiej odmówić sobie jakiegoś ciucha, albo innej zbędnej przyjemności, niż kupić z źle zrozumianej oszczędności niedpasowane buty do sportu. Widzę to po moich butach do chodzenia po górach. Szarpnęłam się i kupiłam w specjalistycznym sklepie bardzo drogie, ale dopasowane do mojej stopy i znakomitej jakości, chociaż chodzę w nich maksymalnie dwa tygodnie w roku. Służą mi jednak już wiele lat, a komfort noszenia nieporównywalny. Po prostu stopami się już podczas wędrówek nie zajmuję. Do biegania moim zdaniem but musi być jeszcze lepszy. Widziałam też bardzo często testy butów do biegania w niemieckich czasopismach Fit for Fun i Shape. Z opisami dla kogo się najlepiej nadają. Tam turzyca może zaglądnąć, zamiast albo dodatkowo do wizyty w specjalistycznym sklepie.
  • pinupgirl_dg 10.06.11, 17:33
    Sądzę, że w tej masówce można znaleźć coś dla siebie, uznane sportowe firmy też oferują masówkę, tyle, że w większym wyborze :). Nie znaczy, że każdemu buty z Lidla spasują, ale spróbować zawsze można. Jeśli się często biega, potrzeba tych butów więcej, a wtedy to już nie takie małe koszty. Ponadto nie powinno się biegać w zużytych butach, lepiej je wymieniać w miarę często, bo amortyzacja z czasem przestaje dobrze spełniać swoją funkcję. Źle dobranymi butami można sobie rzeczywiście zrobić krzywdę, ale można nie trafić kupując buty za 50 zł, jak i za 300.

    --
    Fizia Pończoszanka
  • wodadobra 10.06.11, 18:32
    Buty z lidla i tym podobnych sklepów są przeznaczone do biegania. Widziałam je. Nie wyglądają może zbyt ładnie, ale mają dobrą, solidną amortyzację niż jakiekolwiek inne sportowe nie dedykowane do biegania.
    Na dłuższą metę być może się nie sprawdzą, ale do rozeznania się i złapania bakcyla jak najbardziej.
  • paulinago 13.06.11, 10:00
    > Z Lidla? Z pronacją i innymi problemami stawowymi? Uchowaj Boże.

    :) Dobrze, że Marcin Smalec o tym nie wiedział.
    A tak poważnie - to nie do końca tak. To, czy warto zainwestować w profesjonalne buty zależy od paru czynników. Jak ktoś jest lekki, biega po miękkim rekreacyjnie i nie ma większych problemów ortopedycznych niż umiarkowana pronacja to nic się dziać nie powinno. Kwestia poczucia komfortu. Ja biegałam w dość długo w butach z Decathlona za 50 PLN i też było ok. Oczywiście mało żywotne gady :)
    Oczywiście jak ktoś ma ochotę wydać większą kasę to oczywiście profesjonalne buty są lepsze.
    A buty z Lidla jakiś czas temu były opisane w "Bieganiu" - całkiem nieźle te testy wyszły. Jak znajdę ten artykuł, to wrzucę.
  • paulinago 13.06.11, 15:01
    paulinago napisała:

    > > Z Lidla? Z pronacją i innymi problemami stawowymi? Uchowaj Boże.
    >
    > :) Dobrze, że Marcin Smalec o tym nie wiedział.
    Michał Smalec oczywiście:
    bieganie.pl/?cat=46&id=857&show=1
  • pinupgirl_dg 10.06.11, 16:21
    Nie za bardzo rozumiem, co Cię boli - mięśnie łydki, czy jakby kości?
    Ciociuzłarado - wiem, że zarówno bieganie, jak i jego efekty, są uzależniające, ale na Twoim miejscu zrobiłabym sobie tydzień przerwy. Przez ten czas forma nie spadnie na łeb, na szyję ;), a jeśli dorobisz się poważnej kontuzji, będziesz musiała pożegnać się z bieganiem na dłużej. Ja bym zrobiła kilka dni przerwy, po czym zaczęła jeszcze raz, ale ostrożniej.

    --
    Fizia Pończoszanka
  • ciociazlarada 10.06.11, 16:44
    Boli mnie taki "pasek" łydki od wewnątrz, od kostki w górę, mniej więcej pośrodku ma "punkt zapalny", który promieniuje w górę. Mam wrażenie, że pomogłoby rozciągnięcie tego miejsca. Próbowałam masować, nie pomaga. Uczucie jest do wytrzymania, bardziej denerwuje niż boli.
    Jak biegam to momentalnie przechodzi.
  • urkye 10.06.11, 17:53
    Mój wujek biegający co drugi dzień aktualnie też na to narzeka - najprawdopodobniej się przetrenował. Odpoczywaj po prostu i samo powinno przejść:)
    --
    69/96 30G :)
    szycie.blox.pl
  • kis-moho 10.06.11, 16:36
    Tak sobie czytam i zastanawiam sie, od jak dawna juz zamierzam zaczac biegac :o) Jak juz wykuruje ta cholerna lydke to chyba tez zaczne.
  • urkye 10.06.11, 17:52
    Dopisuję się:) Regularnie biegam, uwielbiam to! :)
    Wiecie co, polecę Wam endomondo - to jest taki fajny darmowy programik na komórkę. Ściąga się go z ich strony (endomondo.com) i instaluje na komórce. Jak zaczyna się trening, to trzeba uruchomić aplikację (łączy się z netem i trzeba mieć GPS w komórce). Programik na bieżąco wyświetla mapkę, liczy kilometry, tempo, spalone kalorie, ilość oszczędzonego dwutlenku węgla itd. Na koniec wszystkie statystyki przesyłane są na stronę, gdzie ma się swój profil. Wszystkie treningi są fajnie przedstawione w formie kalendarza, są przeróżne statystyki i mnóstwo innych bajerków. Oczywiście są znajomi;) i można obserwować i komentować treningi innych. Ogólnie świetny programik, bardzo motywuje do treningów:)
    --
    69/96 30G :)
    szycie.blox.pl
  • ciociazlarada 10.06.11, 18:56
    Forerunner 60. Zgadzam się, ten mały gnojek uzależnia:). Bardzo się przydaje do monitorowania siebie, ja jestem control freakiem więc dużo lepiej mi się biega jak mam nad sobą większą kontrolę. Ale w bazie Garmina się nie zarejestrowałam, nie lubię się aż tak udostępniać przez internet. Wystarczy mi program na własnym komputerze.
  • pinupgirl_dg 10.06.11, 19:15
    Ja nie polecam takich bajerów, zapisywałam swoje wyniki na takiej stronie i były one umieszczane w stopce na forum biegaczy. Czułam się zatem mocno zmotywowana, aż za mocno i przegięłam raz i drugi. W efekcie się zraziłam i nie biegałam ponad rok. Bieganie i tak jest piękne i wciągające, początkującym biegaczom odradzam dodatkowe motywatory. Postępy na początku są widoczne i bez tego. Jeśli naprawdę nie mam ochoty na bieganie, to znaczy, że coś robię nie tak, wtedy siadam, i zastanawiam się, dlaczego, do niczego się nie zmuszam.

    --
    Fizia Pończoszanka
  • urkye 10.06.11, 21:23
    Ale nie muszą wszyscy widzieć Twoich wyników - mam profil ukryty -tzn. tylko moi "znajomi" widzą moje treningi. Ponieważ mam ich aż trzech, to nie czuję się zbyt obserwowana:P
    Dla mnie świetne jest właśnie gromadzenie treningów w jednym miejscu i oglądanie statystyk:) Wiadomo, nic na siłę, uprawiam sport dla przyjemności. Ale genialna jest możliwość sprawdzenia w trakcie biegu, ile już km mam w nogach, podsumowanie ile kcali spaliłam (wiadomo - około;))) i zżarcie batonika bez żadnych skrupułów :)
    --
    69/96 30G :)
    szycie.blox.pl
  • pinupgirl_dg 10.06.11, 21:52
    Wiesz, jeśli nie zapominasz, że biegasz dla przyjemności, to ok, ale u niektórych (np. u mnie :] ) sportowe zacięcie połączone z brakiem wiedzy trenerskiej kończy się różnie ;).

    --
    Fizia Pończoszanka
  • ciociazlarada 10.06.11, 21:55
    Też staram się nie porównywać z innymi, zresztą nie mam z kim bo biegam albo solo, albo z chłopem. Ale przyznaje się, że "ścigam się" z własnym monitorem pracy serca, po prostu uwielbiam to urządzenie, a satysfakcja ze zbicia tętna spoczynkowego nieziemska:)

    Zgodnie z Waszą radą odpuściłam bieganie i ograniczyłam się do w miarę lekkich wygibasów przed dvd (Yoga Meltdown, polecam nieodmiennie panią Jillian Michaels), a maksymalny wysiłek inwestuję właśnie w obejrzenie Top Geara:) Z nogami wygodnie wyciągniętymi.
  • madzi1 10.06.11, 21:00
    To ja mam zapytanie, czy jest może na woli/bemowie jakiś paralityk który by chciał zacząć biegać w towarzystwie? ;)
  • marta_monika 11.06.11, 08:58
    Na Woli/Bemowie jest cala damska grupa biegajaca. Nazywa sie to Women Run www.womensrun.pl/
    Spotykaja sie w soboty o 10 przy Hali Sportowej Kolo. Ja akurat jestem w ten weekend w Warszawie i sie oczywiscie wybieram!
    --
    Sprzedam plunge Tango Two Tone 30G i jasno-zielona balkonetke Eleanor 30G
  • ciociazlarada 11.06.11, 19:56
    Pobiegłam w swoich starych "naturalnych" kapciach i łydki jak na razie w porządku, nic nie boli po bokach, czuję się fantastycznie:). Ta sama trasa - mój chłop bardzo ją lubi. Profilaktycznie odpuściłam dziś interwały, jeśli łydki nie wyrwą mnie z łóżka w nocy, to może delikatnie podejdę do nich jutro.
  • ciociazlarada 13.06.11, 17:51
    Zgodnie z Waszymi radami zrobiłam sobie najpierw przerwę, a w sobotę poszliśmy bardzo delikatnie pobiegać - ja w moich starych Eliofeetach. Było bardzo, bardzo dobrze, nic mnie nie bolało, więc wczoraj zdecydowaliśmy się na dłuższe zwiedzanie okolicznych lasów i jezior, a że to ponad 10 km, wzięłam swoje dopasowane w sklepie buty.

    Wczoraj cały wieczór znowu chodziłam kulawa, dzisiaj to samo. Mam wrażenie, że one są po prostu zbyt twarde, choć problem z nadpronacją faktycznie eliminują - na dłuższych dystansach, gdy nogi są już zmęczone zaczynam odbijać się z pięty, to samo jak biegam po lesie i po nierównym. Wtedy się przydają, tak poza tym, to mam wrażenie, że robią mi krzywdę. Może jakaś ekspertka się wypowie, nie chcę kurczę blade kupować trzeciej pary butów!
  • fanaberia.fanaberia 13.06.11, 19:11
    > Może jakaś ekspertka się wypowie, nie
    > chcę kurczę blade kupować trzeciej pary butów!

    Jeśli może być ekspertka płci przeciwnej, to proszę bardzo.

    A w samym treningu może spróbowałabyś zastąpić interwały przebieżkami, które dostosujesz do swojego organizmu? Jeśli dobrze rozumiem, biegasz wyłącznie dla zdrowia i przyjemności, więc po co się katować?

    --
    Pomóż Amelce wyzdrowieć.
  • ciociazlarada 13.06.11, 20:42
    Bardzo ciekawe i jestem biegającym przykładem na to, że ten artykuł to 100% racji.
    O przebieżkach i rytmach też przeczytałam i spróbuję, przebieżki wyglądają bardzo fajnie - co do rytmów to wydaje mi się to niesamowicie skomplikowane, za krótko biegam, żeby mieć wyczucie jakie dokładnie kroki stawiam.
  • fanaberia.fanaberia 13.06.11, 21:55
    > O przebieżkach i rytmach też przeczytałam i spróbuję, przebieżki wyglądają
    > bardzo fajnie - co do rytmów to wydaje mi się to niesamowicie skomplikowane,

    Nienienie, ja tylko przebieżki pokazywałam, nie namawiałam do rytmów (które chyba zresztą są całkowicie zbędne w bieganiu rekreacyjnym). Mnie one się wydają znacznie bardziej przyjazne niż interwały w czystej postaci, więc polecam jako zamiennik. Równie (podobno) skuteczny, a łagodniejszy dla organizmu.

    --
    Pomóż Amelce wyzdrowieć.
  • ciociazlarada 18.06.11, 15:39
    Dodam, że wypróbowanych na własnej nodze, bo po przerzuceniu ton informacji w necie i książkach dotarło do mnie, że jestem modelowym przypadkiem:(

    Męczę się z tym cholerstwem już ponad 10 dni, o bieganiu oczywiście nie ma mowy, a ja nie widzę jak na razie żadnego światełka w tunelu na horyzoncie. Poprawa jest, ale utykam przy chodzeniu na dłuższe dystanse.
    Postanowiłam spisać to, co znalazłam na sieci i co mi pomaga, mam nadzieję że nigdy żadna biegająca lobbystka nie będzie musiała z tego korzystać:

    -gdzie boli:
    może boleć goleń z przodu, ale może boleć, tak jak mnie, z boku. Tam gdzie przebiega duża kość piszczelowa. Może boleć na całej długości, ale może też boleć w jednym miejscu tak jak mnie;
    -co pomaga:
    nic:( a tak poza tym, to należy zawczasu przykładać lód (np. szklanka z zimnym piwem doskonale działa leczniczo;-)), a później brać środki przeciwzapalne. Ja biorę aspirynę, bo nic innego nie mam aktualnie oraz smaruję maścią z Naproxenem.
    -ćwiczenia:
    znalazłam kilka ćwiczeń, które pomagają wyrobić sobie mięśnie przedniej części łydki. Poza tym ćwiczenie tych mięśni nieco zmniejsza ból. Moje ulubione są dwa proste: (1) chodzić po domu na przemian na piętach i na palcach, (2) siedząc przy kompie rysujemy dużym palcem stopy wszystkie litery alfabetu w powietrzu.
    Do tego rozciąganie łydek oraz przodu łydek: klęknąć, usiąść na piętach i cisnąć subtelnie na nogi ciężarem swoich 4 liter. Rozciąganie kilka razy razy dziennie też pomaga zmniejszyć ból.
    -czy wolno biegać:
    nie, nie wolno też chodzić na koncerty ulubionych zespołów z dzieciństwa i przez dwie godziny skakać jak debil:)
    -za to wolno:
    jeździć na rowerze, biegać na orbitreku, biegać w wodzie (aquaaerobik), pływać, ćwiczyć z ciężarkami.

    Najważniejsze jest to, że biegać naprawdę nie wolno. Przekonałam się na własnej skórze, w środę wszystko było już cacy, pojechałam do lasu na moją ulubioną trasę z górkami wzdłuż morza i zeszłam z niej prawie na czworakach - przez pierwsze 3 km liczyłam, że przejdzie samo. Nie przejdzie.

    To tyle by było. Na cholerny orbitrek już nie mogę patrzeć, tęsknię do lasu i morza, ale naprawdę się boję. Jeśli ktoś może mi powiedzieć, czy to będzie mnie spotykać już zawsze, albo jak zapobiegać nawrotom, będę wdzięczna.
  • pinupgirl_dg 20.06.11, 15:40
    > Najważniejsze jest to, że biegać naprawdę nie wolno.

    Eh, a nie mówiłam :)


    > To tyle by było. Na cholerny orbitrek już nie mogę patrzeć, tęsknię do lasu i m
    > orza, ale naprawdę się boję. Jeśli ktoś może mi powiedzieć, czy to będzie mnie
    > spotykać już zawsze, albo jak zapobiegać nawrotom, będę wdzięczna.

    Nie zawsze, chociaż moim zdaniem niepotrzebnie biegałaś z tym bólem. Mnie to męczyło kilka tygodni, w końcu ból był tak silny, że odpuściłam, zaleczyłam zarazę i od tamtej pory moje treningi były bardzo przemyślane, więcej mnie to nie dopadło. Podobno czynnikiem ryzyka jest słaba amortyzacja, więc spróbuj z innymi butami i bieganiem ze śródstopia, najlepiej omijaj asfalt i (szczególnie) beton, odcinki o takiej nawierzchni najlepiej przejść marszem, albo biec bokiem po trawie. Z czasem nasze nogi się przyzwyczajają, ale w pierwszych miesiącach oszczędzaj je, ile możesz. I nie wracaj od razu do codziennego biegania, skok formy, który zwykle następuje po około 3-4 miesiącach biegania może nas oszukać. Nasza wydolność rośnie, ale ścięgna, stawy i kości nie muszą za nią nadążać. Ponadto trzeba pamiętać, że wzrost formy następuje w okresie regeneracji, trening jest tylko bodźcem. Jeśli nie dasz ciału odpowiednio dużo czasu na regenerację, efekt będzie przeciwny od zamierzonego. Całkiem nieźle jest to opisane tutaj:
    biegajznami.pl/pokaz.php?id=430
    jeśli kolejny trening nastąpi między punktem t2 i t3, parametr, który chcemy wytrenować zamiast rosnąć, spadnie. Jeśli będziemy tak robić przez całą serię treningów, nieuchronnie zmierzamy w stronę kontuzji. Idealnie byłoby wstrzelić się z kolejnym treningiem w punkt t4, ale nawet, jeśli się spóźnimy, to nic złego się nie stanie, a najgorszym razie nie będzie efektu. To tak w wielkim skrócie. Jeszcze trochę na temat zjawiska superkompensacji (oczywiście nie dotyczy ona tylko biegania):
    www.lider.szs.pl/slownik/download.php?plik_id=578&f=slownik_578.doc
    Jak widać jest to skomplikowana sprawa, żeby dobrze wykorzystać to zjawisko, trzeba mieć dużo wiedzy i wyczucia, chciałam tylko zaznaczyć coś, o czym biegacze (nie tylko początkujący) zapominają - że regeneracja jest równie ważna, jak trening.

    --
    Fizia Pończoszanka
  • wodadobra 20.06.11, 15:54
    Ogólnie rzecz ujmując nie ma się co rzucać na bieganie jak bezzębny na suchary. Bieganie nie ucieknie. Wiem, że można popaść w swojego rodzaju uzależnienie. Ale z tego co opisywała ciociazlarada było za szybko mocno. Wydaje mi się, że nie sposób w żaden inny sposób przygotować się do biegania jak poprzez samo bieganie i odpoczynek od niego.
    Jakkolwiek.
    Szybkiego powrotu do zdrowia życzy twoja apteka :-D
  • ciociazlarada 25.06.11, 13:10
    Drogie Biegaczki,

    Moja noga jest już jak nowa, regularne ćwiczenia, odpoczynek oraz maść z ibuprofenem i diclofenakiem zrobiły swoje.
    W czwartek mój chłop miał do "przeżucia" prezentacje, a ja materiały na spotkanie następnego dnia, więc pierwszy raz po przerwie poszliśmy biegać. Było super, noga działała bez zarzutu:)
    Mieliśmy być delikatni, ale w połowie drogi złapało nas oberwanie chmury, nie mieliśmy innego wyjścia jak przycisnąć w drodze do domu. Było fantastycznie - kałuże, tęcza, wielkie krople na asfalcie:) Coś niesamowitego.

    Korzystając z lata i bardzo dużych obniżek na buty zimowe/trailowe kupiłam sobie właśnie parę Inowejtów, które mam zamiar wykorzystywać w lesie i zimową porą (u nas prawie nie odśnieżają chodników). Dziś będę je testować w lesie (od rana pada, więc powinny się nadać w sam raz). Dam znać co i jak, bo stosunek jakości do ceny był rewelacyjny.
  • pinupgirl_dg 25.06.11, 19:10
    Cieszę się, że czujesz się lepiej :).

    Wiele frajdy z biegania życzę :). Jeśli będziesz mogła, napisz jak się te nowe buty spisują, chociaż mnie to interesuje bardziej teoretycznie, raczej pozostanę wierna markom własnym Decathlonu, ewentualnie przetestuję Lidla :). Czeka mnie kupno butów, bo swoje (obie pary) załatwiłam biegając po piasku - nie mam pojęcia, jak je teraz doczyścić. Przez tę siateczkę u góry wsypał się do nich brud i nijak nie da się go stamtąd usunąć. Jakieś pomysły? Chyba muszę kupić nowe, tamte zresztą i tak były już nadgryzione zębem czasu.


    --
    Fizia Pończoszanka
  • ciociazlarada 25.06.11, 20:21
    Kurcze, trudna sprawa - nie mam pojęcia jak to usunąć, jedyne co mi przychodzi do głowy, to odwrócić do góry nogami i próbować walczyć starą szczoteczką do zębów. Drugie, co wpadło mi do głowy, to również odwrócić i obkleić taśmą klejącą (taką srebrną, duct tape - wyskoczyło mi to zdjęcie po wpisaniu do googla), mocno przyciskając. Może taśma choć trochę piasku wyciągnie.
    Chłop mi jeszcze podpowiada odkurzacz:)

    Jeśli to tylko defekt urody, to bym olała, gorzej jeśli chrzęści.

    Buty kupiłam TUTAJ. Mają bardzo dobre ceny, buty "terenowe" już od 15 funtów. Wysyłka na kontynent kosztuje 13 funtów, jest rejestrowana. W Danii nie ma w ogóle Decathlonu, w Holandii są dwa na cały kraj, oba daleko ode mnie.
  • ciociazlarada 26.06.11, 22:32
    Zgodnie z obietnicą mam zamiar rozpływać się w zachwytach nad butami. Tytuł postu inspirowany bezpośrednio offtopem o zdrobnieniach:-P

    Najpierw o nazwie. W butach Inowejta pierwszy człon to nazwa podeszwy, drugi to zawsze waga w gramach. Tych pierwszych jest kilka typów, począwszy od najbardziej kolczastych Mudclawów, poprzez nieco mniej kolczaste X-Talony i buty bardziej drogowe-terenowe.

    Ogólnie jestem naprawdę zachwycona. Jeśli szukacie butów na zimę/do lasu/w góry/na bezdroża, z całego serca polecam moje X-Talony. Po pierwsze są bardzo, bardzo lekkie, moje (brytyjski rozmiar 4.5, nie jest to dokładny odpowiednik 37.5, bo Inov8 ma własną rozmiarówkę) ważą 195 gramów. Są również bardzo miękkie, mimo wysokiej cholewki można je zwinąć w idealną kuleczkę. Na nodze dają wrażenie wygodnych kapci, wyglądają również dość kapciowo. Biega się jak na bosaka, z podobnych butów mam jedynie porównanie z Eliofeetami z Decathlonu, które są dużo twardsze i bardziej toporne.

    Wysoka cholewka fajnie stabilizuje kostki, do buta nie wlatują śmieci, a zimą będzie pewnie fajnie ogrzewać achillesy. W ogóle buty są wbrew pozorom dość ciepłe, na zewnątrz siateczka, ale od wewnątrz są wyłożone czymś mięciutkim, więc są raczej mało przewiewne.
    Podeszwa jest niesamowita, biegałam w nich dzisiaj po różnych hebziach, kałużach i błocie, trzymają jak przymurowane, można zamknąć oczy i biec do przodu. W porównaniu z wszystkimi innymi butami trailowymi, które oglądałam w sklepach Inowejty są najlżejsze i najbardziej giętkie.
    Są również bardzo łatwe do wyczyszczenia, wszelki maras sam z nich odpada, a resztę można domyć w kilka sekund.

    Z minusów - nie nadają się w ogóle do biegania po twardym - asfalcie/chodnikach. Podeszwa jest ze specjalnej gumy, która przykleja się np. do zwykłej, terakotowej podłogi, chodzić można, ale z charakterystycznym "mlaskaniem". Jeśli ktoś oczekuje niesamowitej amortyzacji to również się zawiedzie, bo podeszwa jest raczej cienka.

    Mój model jest z zeszłego sezonu i kupiłam go na wyprzedaży teraz z myślą o zimie i jesieni. Tutaj zdjęcie. Jeśli ktoś szuka lekkich butów terenowych, naprawdę warto. Rozmiarówka jest specyficzna, trzeba mierzyć nogę i patrzeć w tabelę Inowejta. Wszystkie są raczej wąskie, z wąskimi piętami. Normalnie noszę 36, do biegania mam 36.5, a te X-Talony wzięłam 4.5, mam około 1.5-2 cm z przodu w cienkich skarpetach.
  • kis-moho 27.02.12, 12:15
    Drogie biegaczki :o) Wiosna idzie, więc reaktywuję wątek, na pewno nie tylko ja chcę wrócić do biegania. I w związku z tym powrotem mam do Was parę pytań.
    Biegałam kiedyś całkiem sporo (jak na mnie...), mam na koncie półmaraton w sztafecie (czyli chyba 10 czy 12 km), parę biegów na 5-7 km. Dwa lata temu biegałam regularnie +/- 3-4 razy w tygodniu. Niestety, potem przyszła zima, potem dużo pracy, a potem wielki leń, i od tej pory za wiele poza pilatesem i jogą nie robiłam, nawet po górach za wiele nie chodziłam, rower też we wrześniu poszedł w chwilową odstawkę. I nie wiem za bardzo, od czego zacząć... Zdaję sobie sprawę, że kondycji nie mam żadnej, nie chcę się przeforsować i zniechęcić. Z drugiej strony perspektywa marszobiegów mnie trochę zniechęca. Teorię i stronę bieganie.pl znam, pytam o Wasze doświadczenia. Warto się pomęczyć z marszobiegami i ryzykować, że się znudzę?
  • mszn 27.02.12, 13:50
    A wyszłaś już z raz na próbę? Ja się nigdy nie bawiłam w marszobiegi, zresztą jak zaczynałam biegać, to nawet nie wiedziałam, że są takie metody ;) Krzywda mi się nie stała. Poza tym jesteś młoda i bez nadwagi, więc w ogóle spoko.
    Może na początek spróbuj wyjść na krótko, jak masz zielone blisko, to szybkim marszem do zielonego (tyle chyba nie znudzi? - a rozgrzać się warto i tak), potem truchtać tyle, ile dasz radę (nie do zgonu oczywiście), a na koniec siłę - może kilka przebieżek (20-30 sekundowe sprinty, szybkie, ale jeszcze na tyle wolne, żeby technika była top top), przysiady, brzuszki, coś na pośladki i wewnętrzne udo, coś na łydki. Całość pewnie zajmie z 45 minut.
    Chodzi mi o to, żeby na początku biegania było może mniej, ale za to więcej ćwiczeń na wzmocnienie mięśni biegających, a potem te proporcje stopniowo odwracać.


    --
    logiczka.blogspot.com
  • kis-moho 27.02.12, 13:57
    > A wyszłaś już z raz na próbę?

    Nie, na razie robię Plan Biegacza (czyli się motywuję).

    > przysiady, brzuszki, coś na pośladki i wewnętrzne udo, coś na łydki.

    Tak publicznie? :o) Masz jakieś linki z fajnymi ćwiczeniami? Ja jak biegałam to zupełnie amatorsko, rozgrzewka, bieganie, ewentualnie zgon, rozciąganie, prysznic, nic więcej. Chyba muszę się dokształcić zanim zacznę...
  • mszn 27.02.12, 14:46
    W tym roku siłę robię w domu po przyjściu z biegania i na siłce, więc powiedzmy, że nie publicznie, ale dwa sezony miałam takie, że wszystko robiłam w parku.

    Nogi da się na stojąco/przy drzewie, robię mniej więcej te ćwiczenia (3 i 4 w parku nie bardzo). Jak trawa jest jeszcze taka, że nie da się siadać, dobrze jest mieć jakąś niską ławkę bez oparcia albo kawałek murka - można wtedy robić trochę brzucha (takie ćwiczenia, że nie leżysz na plecach, tylko siedzisz i składasz/rozkładasz się jak scyzoryk, albo skręty tułowia) i, opierając się o tę ławkę, nawet próbować pompek. Nie wiem, jak ćwiczyć grzbiet i dolne mięśnie brzucha bez leżenia i bez maszyn :)

    W ogóle w Holandii miałam fajny park pod domem, z taką jakby ścieżką zdrowia: w różnych miejscach były poustawiane różne drewniane drabinki, poprzeczki, można było na nich się pobujać, popodciągać. Teraz mam do tego parku 6 km przez centrum miasta, więc mi się nie chce tam biec ;)

    W ogóle ćwiczenie mięśni ma chyba dwa cele. Raz, że ciało robi się fajniejsze, chociaż to oczywiście kwestia tego, czego od siebie chcemy. Dwa, że ponoć silniejsze mięśnie = mniejsze ryzyko kontuzji przy bieganiu (ma to chyba sens) - coś musi te stawy stabilizować. A silniejszy core (jak to powiedzieć po polsku?) - czyli głębokie mięśnie brzucha, plecy - to ładniejsza postawa prz bieganiu i lepsza technika. Oraz, być może, mniej garbienia.


    --
    logiczka.blogspot.com
  • wodadobra 27.02.12, 16:54
    mszn napisała:


    >silniejszy core (jak to powiedzieć po polsku?) -

    może wycisk?

  • mszn 27.02.12, 17:08
    Eeee? Mi chodziło o core muscles, czyli chyba to, co czasem po polsku bywa określane może jako gorset mięśniowy? Chodzi o mięśnie głębokie tułowia, mięśnie pleców, które zapewniają stabilność tułowia.


    --
    logiczka.blogspot.com
  • fanaberia.fanaberia 28.02.12, 18:01
    kis-moho napisała:

    > Tak publicznie? :o)

    Pewnie, że publicznie. Każdy powód jest dobry, żeby pobyć na powietrzu parę minut dłużej.
    No ale ja biegam w lesie, to i potencjalną publiczność mam minimalną.

    A co do sedna - nie rób nic na siłę. Jeśli od marszobiegów Cię odpycha, to je sobie odpuść i tylko biegaj. Po prostu zacznij od krótszego dystansu i rekreacyjnego tempa. Jak poczujesz, że Ci sił przybywa, to dodasz sobie jakieś trudności - odległość, górki, interwały czy na co będziesz mieć ochotę. Trening ma być przyjemny :)
  • urkye 27.02.12, 18:19
    zawsze po dłuższym zastoju idę po prostu biegać i biegnę póki mogę, a potem sobie kawałek idę i znowu biegnę... Czyli coś w stylu marszobiegu, byle pokonać dystans:) Aczkolwiek nie trzymam się sztywno podziału 400m bieg, 200m marsz itp.

    Ale wiesz, nigdy nie podchodziłam do biegania zgodnie z "radami" :P Tzn. teorię niby znam, ale i tak biegam po swojemu, ma być fajnie, a nie podręcznikowo:)
    --
    szycie.blox.pl
  • ananke666 11.04.12, 15:32
    Twardo postanowiłam tupać. Zaczynam z Planem Zdechlaka o Kondycji Ujemnej, czyli 6-tygodniowy Puma. Lubię chodzić. Nienawidzę biegać. Ale nienawidzę dlatego, że się męczę, więc zakładam, że jak męczyć się AŻ TAK przestanę, to i nienawiść zdechnie. Póki co byłam 2 razy i nie umarłam ze wstrętu, więc zamierzam tupać dalej.
    Zaczęłabym wcześniej, ale... nie mam sportowych ciuchów, płaszcz zimowy nie wchodził w grę ;) a w innych za zimno... a szkoda mi było pieniędzy na coś, co może potem mi się nie przydać, bo ogólnie sportowych ubrań nie lubię. Mam tylko buty, drugie w kolejności najtańsze z Decathlonu, Ekiden 50 za niecałe 6 dych. Na razie mi wygodnie.
    Zobaczę za miesiąc, jak się wciągnę, to może nabędę jakieś łachy. Na razie przymierzam się do jakichś spodni, bo szkoda mi kurzyć jeansy. Gdzie znajdę najtańsze długie portki do tuptania? :)
    --
    http://tupecik.blox.pl/resource/favicon.png Tupecik
  • fanaberia.fanaberia 11.04.12, 16:53
    ananke666 napisała:

    > Gdzie znajdę najtańsze długie portki do tuptania? :)

    Gdzie najtańsze, to nie wiem. Ale tanie przyzwoitej jakości trafiają się w Lidlu. Mam stamtąd zarówno typowe "lajkry" (tych trzeba szukać w ciuchach do biegania), jak i oddychające portki luźniejsze (szukać w fitnessach).
    Sugerowałabym jednak na lato spodnie do kolan. W długich powyżej 15 stopni mam wrażenie ołowianych nóg. Ale pewnie nie wszyscy muszą mieć jak ja ;)

    Z innych rzeczy, których od początku lepiej nie przeoczyć - dobre, "techniczne" skarpety. Czyli takie, które odprowadzają wilgoć i dają stopom względny komfort.

    Życzę powodzenia i wytrwałości w treningach :)
  • ciociazlarada 11.04.12, 17:03
    Tez polecam Lidla, albo Aldiego (chyba nie ma w Polsce). Spodnie sa dobrej jakosci, nie obcieraja. I dobre skarpety tez polecam, mam Falki drozsze od spodni:) i warto.
    --
    Smoki:)
  • onion68 11.04.12, 20:57
    Polecam markę Kalenji z Decathlonu - zimowe spodnie kupiłam za 40 zł. Ale i tak najważniejsze są buty, a te już masz.
    Powodzenia :)
    --
    Gossip is the new pornography
    W. Allen
  • mszn 11.04.12, 21:41
    W ogóle Decathlonowe ciuchy chyba są przyzwoite. Ja zawsze kupuję Domyosy. Dwie pary takich bawełnianych spodni za kolano mam już czwarty albo piąty rok, używane kilka razy w tygodniu. Te, co były trochę przyciasne, przetarły się tej zimy po wewnętrznej stronie uda, drugie, w dobrym rozmiarze, trwają nienaruszone. Jakiś polar, tiszerty - mniej eksploatowane, nie widać po nich nic.


    --
    logiczka.blogspot.com
  • onion68 12.04.12, 07:58
    Potwierdzam, z moimi też nic się nie dzieje, do biegania czy nart.
    --
    Gossip is the new pornography
    W. Allen
  • ananke666 13.04.12, 21:26
    Spodnie chwilowo muszą poczekać. Idę szukać jutro jakiejś kurtki, która mnie jako tako osłoni przed wiatrem. Nad rzeką ostatnio wiało, jakby się ktoś obwiesił. Ziemia mnie gryzie w podeszwy, buty gapią się z wyrzutem, a ja nie wychodzę, bo cholera marznę, biust miałam zimny jak u wczorajszych zwłok. A co gorsza, muszę kupić jakieś tanie goovno, bo musiałam nabyć sukienkę i dysponuję nader skromną kwotą.
    --
    http://tupecik.blox.pl/resource/favicon.png Tupecik
  • fanaberia.fanaberia 13.04.12, 22:50
    ananke666 napisała:

    > Spodnie chwilowo muszą poczekać. Idę szukać jutro jakiejś kurtki, która mnie
    > jako tako osłoni przed wiatrem.

    To ja konsekwentnie polecę Ci Lidla. Ostatnio były fazy na różne sporty, więc warto zajrzeć - może coś znajdziesz. Ceny są naprawdę przystępne, a jakość i trwałość całkiem przyzwoita.
  • ananke666 13.04.12, 23:14
    Jutro zasuwam do Lidla. Zdaje się, że akurat są jakieś promocje na odzież sportową, co prawda w gazetce nie ma nic ciekawego, ale obaczym na miejscu.

    --
    http://tupecik.blox.pl/resource/favicon.png Tupecik
  • onion68 14.04.12, 06:45
    A ja konsekwentnie polecam Decathlon, to jednak sklep sportowy, coś kupisz na pewno. Np. niedrogo cienką bluzę polarową - jeśli tylko o izolację termiczną chodzi.
    --
    Gossip is the new pornography
    W. Allen
  • urkye 14.04.12, 08:03
    Potwierdzam, ciuchy sportowe z decathlonu są bardzo fajne i mają przyjazne ceny:P w szczególności te ich "niebieskie" marki, czy jak to tam się zwie - koszulki oddychające za 25 zł... na serio warto;)
    polaru do biegania nie polecam - ugotujesz się. Lepsze są takie koszulki z długim rękawem, znajdziesz je w sekcji dla biegaczy. Są zrobione z grubszego materiału, od spodu trochę przypomina polar. Dobrze oddychają, jest w nich ciepło i kosztują coś ok. 50zł;)
    --
    szycie.blox.pl
  • ananke666 14.04.12, 10:47
    Później to może się i ugotuję, ale teraz jest dumne 11 stopni, robię marszobiegi z przewagą marszu i naprawdę marznę. Przy 16 st tuż nad rzeką i przy średnim (zimnym!) wietrze było mi po prostu trochę za chłodno, głównie przez ten wiatr. Ciało niby rozgrzane, a za przeproszeniem cycki i szyja jak u nieboszczyka. A poszłam w koszulce, cienkim polarze i rozpinanym swetrze. Muszę mieć coś, co trochę osłoni mnie od wiatru i ewentualnie mżawki czy mgły.


    --
    http://tupecik.blox.pl/resource/favicon.png Tupecik
  • onion68 14.04.12, 12:04

    -> polaru do biegania nie polecam - ugotujesz się.

    Ha, no właśnie ja lubię dać trochę w kość swemu organizmu, jak już biegam - a nie żeby czuł się jak na fotelu przed telewizorem ;) Fakt, jestem cała mokra po bieganiu. Te spodnie już kupiłam, jakie trzeba, jak zdarłam zwykłe dresowe, ale skoro narciarski polar daje radę? :)
    -
    Mogłabym robić nie wiadomo co, ale nic nie robię. Jak to przyjemnie robić to, na co ma się ochotę.
  • fanaberia.fanaberia 14.04.12, 20:56
    onion68 napisała:

    > Ha, no właśnie ja lubię dać trochę w kość swemu organizmu, jak już biegam - a n
    > ie żeby czuł się jak na fotelu przed telewizorem ;) Fakt, jestem cała mokra po
    > bieganiu. Te spodnie już kupiłam, jakie trzeba, jak zdarłam zwykłe dresowe, ale
    > skoro narciarski polar daje radę? :)

    A to świadczy o tym, że mamy zupełnie inne potrzeby :) Ja dzisiaj biegałam w koszulce z krótkimi rękawami. Miałam tych koszulek na sobie dwie, bo jednak trochę wiało, ale jedna też by dała radę. Jak wychodziłam na trening, termometr pokazywał 12 stopni, jak wróciłam - 12,5. Tyle że w cieniu. Na nasłonecznionych i osłoniętych od wiatru ścieżkach było na pewno powyżej 20.
  • fanaberia.fanaberia 14.04.12, 10:02
    onion68 napisała:

    > A ja konsekwentnie polecam Decathlon, to jednak sklep sportowy, coś kupisz na pewno.

    Ja akurat mam nie najlepsze doświadczenia z jakością rzeczy tam kupionych. Jedyne, co darzę uczuciem wielkim, to jedwabne rękawiczki. Gdyby nie to, że nie nadają się do prowadzenia samochodu, mogłabym już nigdy w życiu nie mieć innych.

    > Np. niedrogo cienką bluzę polarową - jeśli tylko o izolację termiczną chodzi.

    Miałam wrażenie, że chodzi o ochronę przed wiatrem. Tego polar bez membrany nie zrobi. A taki z membraną nie nadaje się do biegania przez 3/4 roku. No i wypada z kategorii "przystępna cena".
  • fanaberia.fanaberia 14.04.12, 10:28
    No dobra, za 3 dychy przełamałabym uprzedzenia ;) i obniuchała to: www.decathlon.com.pl/PL/bluza-isolate-1000-87015578/

    I Urkye zdecydowanie ma rację mówiąc, że przed niesprzyjającą pogodą lepiej ochroni przylegająca (a oddychająca) koszulka-bluza, niż polar.
  • ananke666 14.04.12, 10:50
    Za trzy dychy też bym przełamała, ale tego we Wrocku nie ma. Sprawdziłam na stronie :/
    --
    http://tupecik.blox.pl/resource/favicon.png Tupecik
  • fanaberia.fanaberia 14.04.12, 11:08
    ananke666 napisała:

    > Za trzy dychy też bym przełamała, ale tego we Wrocku nie ma. Sprawdziłam na
    > stronie :/

    A nie sprowadzą Ci z innego sklepu? Większość sieci chyba nie robi z tym problemu, więc może warto zapytać.
  • ananke666 14.04.12, 11:26
    Szkoda czasu. Muszę coś mieć już, dzisiaj. I tak już nie poszłam dwa razy, raz lało, a raz zimno.
    --
    http://tupecik.blox.pl/resource/favicon.png Tupecik
  • urkye 14.04.12, 11:32
    Mam coś w tym stylu www.decathlon.com.pl/PL/bluza-isolate-essential-190686136/# tylko czarno-niebieskie;) Bardzo fajnie się sprawdza:)
    --
    szycie.blox.pl
  • ananke666 15.04.12, 00:28
    No i kuppa. W Lidlu nic nie znalazłam, ceny w sportowych są nad wyraz zabawne, na placu boju zostaje lump i decathlon, bo po bazarach nie mam czasu latać. Do lumpa zresztą też pewnie nie pójdę, z tego samego powodu. W decathlonie trzeba zostawić najmarniej siedem-osiem dych, a ja się spłukałam na kieckę. I znowu nigdzie nie poszłam. Fuck. Zajrzę jeszcze do reala, mam najbliżej, może jakaś użyteczna ścierka gdzieś wisi.

    --
    http://tupecik.blox.pl/resource/favicon.png Tupecik
  • onion68 14.04.12, 12:15
    www.decathlon.com.pl/PL/polar-isolate-3000-83295970/
    A jednak są i polary przewidziane :) Widzę, że cena może trochę wysoka, ale odpowiedni będzie IMO na większą część roku. W tym moim narciarskim (wygląda bardzo podobnie, niezbyt gruba, przylegająca bluza) biegałam w mrozy kilkanaście stopni (na bluzce bawełnianej z długim rękawem).

    --
    Mogłabym robić nie wiadomo co, ale nic nie robię. Jak to przyjemnie robić to, na co ma się ochotę.
  • fanaberia.fanaberia 14.04.12, 20:41
    onion68 napisała:

    >
    rel="nofollow">www.decathlon.com.pl/PL/polar-isolate-3000-83295970/
    > A jednak są i polary przewidziane :) Widzę, że cena może trochę wysoka,

    Ależ ja doskonale wiem, że są polary chroniące przed wiatrem, sama z radością korzystam. Tyle tylko, że zadanie polegało na znalezieniu ciucha o niewygórowanej cenie i takiego, który będzie przydatny dłużej niż do końca kwietnia.

    > ale odpowiedni będzie IMO na większą część roku. W tym moim narciarskim (wygląda
    > bardzo podobnie, niezbyt gruba, przylegająca bluza) biegałam w mrozy kilkanaście
    > stopni (na bluzce bawełnianej z długim rękawem).

    No ale właśnie przez większą część roku mamy temperatury dodatnie. Zgadzam się, że przy ujemnych wiatroszczelny polar jest doskonały, jednak dla mnie staje się mało komfortowy powyżej 0 stopni, a powyżej 5 przestaję go używać.
  • wodadobra 14.04.12, 21:38
    Musisz wykombinować coś żeby ubierać się na cebulę. Polar jest ciepły ale daję ochrony przed wiatrem. Jeżeli odczuwasz zimno to koszulka termoaktywna, na to bluza techniczna w stylu zalinkowanej przez urkye i tzw wiatrówka. A jak dalej zimno to rękawiczki, i czapka/buff na głowę. I moim zdaniem nie ma się co bać ciuchów z lidla/decathlonu/tchibo - wszystko i tak się zużyje i potem można się doposażać po kolei.
    Aaaaaaa!!
    I doczytałam. Nigdy, przenigdy nie zakładaj bawełnianych ubrań.
    Bawełna bardzo wychładza.
    www.nordre.pl/cms.php?id_cms=8
    Tak na szybko znalazłam o co chodzi. Struktura włókien powoduje, że bawełna się nie nadaje i dlatego do produkcji odzieży sportowej stosuje się włókna wełniane lub sztuczne.
  • urkye 15.04.12, 11:08
    >A jak dalej zimno to rękawiczki, i czapka/buff na głowę.

    U mnie jest trochę inaczej - tzn. bardzo długo biegam w szaliku i buffie na głowie. Bardzo łatwo tracę ciepło przez głowę i mnie przewiewa - właśnie w okolicach szyi i skroni.
    Mogę mieć krótki rękawek, ale jak wieje, to buffa wezmę i tak;) Wyglądam dziwnie, ale co tam;)

    --
    szycie.blox.pl
  • onion68 15.04.12, 12:46
    Gdy dzisiaj zaczynałam, było + 7, lekki wiatr. Nie założyłam już polaru, tylko t-shirt z długim rękawem H&M (chyba bawełna plus elastan), na to podkoszulek na ramiączka też bawełniany, portki jeszcze zimowe. Po 10 minutach biegu zaczęło być naprawdę ciepło. Po zakończeniu - twarz gorąca, szyja zimna, tyłek i plecy mokre (tak, nawet w miejscach pokrytych przez te specjalne spodnie).

    Termoaktywność wydaje mi się sprawą drugorzędną, jak kiedyś ludzie biegali? Stanik i buty to podstawa, a sens biegania jest dla mnie m. in. w tym, że czasem się spocę, czasem trochę zmarznę, a czasem zmoknę. Taki kontakt z naturą :)
    --
    Gossip is the new pornography
    W. Allen
  • ananke666 15.04.12, 14:09
    No, ale na to trzeba już te 10 min biec :p a ja dopiero zaczynam. Idę znacznie dłużej, niż biegnę.
    --
    http://tupecik.blox.pl/resource/favicon.png Tupecik
  • onion68 15.04.12, 14:20
    Może spróbuj robić krótsze cykle marszu-biegu? Jestem też zdania, że nie warto wywalać za bardzo forsy na specjalny strój lub akcesoria na tym etapie.
    I powodzenia, bo warto.
    --
    Gossip is the new pornography
    W. Allen
  • ananke666 15.04.12, 18:43
    Raz już schrzaniłam próby biegania, teraz trzymam się planu, a raczej zacznę, jak się ubiorę. Całość zajmuje mi ok. 50 minut, w tym dotarcie na ścieżkę, które traktuję jak rozgrzewkę, więc niezbyt długo.
    --
    http://tupecik.blox.pl/resource/favicon.png Tupecik
  • onion68 15.04.12, 20:12
    Jakiego planu? :)
    A zaraz zrobi się ciepło, więc może się obędzie - przez lato nabierzesz takiej wprawy, że części biegowe będą dłuższe niż marszowe.
    Gdy zaczynałam, nie miałam żadnego planu - biegłam, póki mogłam, potem szłam, póki nie uspokoiłam w miarę oddechu, i tak na zmianę. Starałam się tylko, aby część marszowa była nie częstsza i nie dłuższa niż biegowa. Pierwsze seanse trwały ok. 30 minut, teraz biegam ok. 70-80 ciągłego biegu minimum. Zaczynam biec od razu, biegam dość wolno.
    Uważam, że ciuchy to najmniej ważna rzecz na początku, ale mogę się mylić :)

    --
    Gossip is the new pornography
    W. Allen
  • ananke666 16.04.12, 00:46
    onion68 napisała:

    > Jakiego planu? :)

    A o, wspominałam już gdzieś o planie dla zdechlaków:
    bieganie.pl/?show=1&cat=19&id=547
    Podobno działa.

    > Uważam, że ciuchy to najmniej ważna rzecz na początku, ale mogę się mylić :)

    Nie mylisz się, pod warunkiem, że się ma cokolwiek. A ja nie mam. Mam dwa zimowe płaszcze, kurteczkę na podszewce z dekoltem po mostek, kurteczkę bez podszewki ze szczuplejszych czasów, w której nie mieści mi się biust i lepiej nie machać za bardzo rękami, oraz skórę, cienką, ale raczej sztywną, która w stanie zapiętym już mnie przypłaszcza i krępuje ruchy. Koniec. No nie da rady, jakąś szmatkę muszę nabyć, urodę rzeczy mam gdzieś, byle mi tak nie wiało.
    --
    http://tupecik.blox.pl/resource/favicon.png Tupecik
  • fanaberia.fanaberia 16.04.12, 11:10
    ananke666 napisała:

    > Nie mylisz się, pod warunkiem, że się ma cokolwiek. A ja nie mam.
    (...)
    > No nie da rady, jakąś szmatkę
    > muszę nabyć, urodę rzeczy mam gdzieś, byle mi tak nie wiało.

    To ja mam jeszcze jeden pomysł. Rozpocząć gromadzenie wyposażenia od koszulki tego typu. Bo ona przyda się także latem, a teraz miałabyś ją przy samym ciele. Na nią możesz założyć dowolną bluzkę lub bluzki, choćby i bieliźniano-piżamowo-bawełniane, i zakończyć polarem albo obszerniejszym swetrem. Jeśli marznie Ci szyja i dekolt, to owiń się chustą czy szalem. Taka ekstremalna cebulka powinna ochronić przed wiatrem, przy skórze będziesz mieć przyjazny materiał sportowy, a jak się ociepli, oddychająca koszulka będzie jak znalazł.
    Aha, w dziale "warstwa 2" jest to samo, tylko długorękawne, o dychę droższe.
  • onion68 16.04.12, 16:41
    To ja mam jeszcze jeden pomysł. Rozpocząć gromadzenie wyposażenia od koszulki [

    No właśnie, albo od tych 2warstwy z długim rękawem. A może zajrzyj do działu narciarskiego, tam powinny być obniżki? A w końcu co za różnica, ciuch spełnia tą samą rolę zasadniczo.
    --
    (...) with it all the day still comes where they put you in a box, and its on to the next generation of idiots, who'll also tell you all about life and define for you what's appropriate
    W. Allen
  • ananke666 19.04.12, 21:05
    Po obejrzeniu cen w kilku miejscach, w tym takich, gdzie powinno być tanio (real) zapadłam w stupor. Ale okazało się, że niepotrzebną kurtką dysponuje kuzynek. Dobre dziecko przekaże w ręce cioci za pomocą poczty polskiej.
    Reszta to już pikuś, kiedyś tam nabędę faktycznie kosiulkę i jakieś gacie. Grunt, że buty są. I w ogóle cieplej ma być, do cholery!
    Polazłam dzisiaj, bo się wystarczająco ociepliło i uprzejmie nie lało. Widzę po drodze tylu wytrenowanych biegaczy, że mnie zazdrość zżera :p
    --
    http://tupecik.blox.pl/resource/favicon.png Tupecik
  • fanaberia.fanaberia 19.04.12, 21:29
    ananke666 napisała:

    > Po obejrzeniu cen w kilku miejscach, w tym takich, gdzie powinno być tanio
    > (real) zapadłam w stupor.

    Bo biegowe i rowerowe trzeba kupować w zimie, a teraz to narciarskie ;)

    > Ale okazało się, że niepotrzebną kurtką dysponuje kuzynek.
    > Dobre dziecko przekaże w ręce cioci za pomocą poczty polskiej.

    O, i to jest dobra wiadomość :)

    > Polazłam dzisiaj, bo się wystarczająco ociepliło i uprzejmie nie lało. Widzę po
    > drodze tylu wytrenowanych biegaczy, że mnie zazdrość zżera :p

    No to lataj, lataj ;)
  • ananke666 20.04.12, 15:56
    Latam. Znaczy, człapię. Wlazłam stopień wyżej w Planie dla Zdechlaków, co powinnam zrobić dawno temu, ale mi było zimno. Rzeka całkiem ładna, a nudno nie było, bo kłapałam przez telefon, uprzedzając uprzejmie, że będę sapać.
    --
    http://tupecik.blox.pl/resource/favicon.png Tupecik
  • onion68 14.06.12, 13:44
    > Po obejrzeniu cen w kilku miejscach, w tym takich, gdzie powinno być tanio (rea
    > l) zapadłam w stupor. Ale okazało się, że niepotrzebną kurtką dysponuje kuzynek
    > . Dobre dziecko przekaże w ręce cioci za pomocą poczty polskiej.
    > Reszta to już pikuś, kiedyś tam nabędę faktycznie kosiulkę i jakieś gacie.

    Dostałam dzisiaj emaila od ubraniadobiegania.pl (nie pracuję tam), że mają przecenę na damskie ciuchy. Nie na wszystkie, niestety, ale skorzystałam z okazji i zamówiłam m.in. wiatrówkę za niespełna 100 zł, co wydaje mi się rozsądną ceną (moja z second-handu nie przepuszcza za bardzo powietrza). Bluzy też są przecenione.
    I jak idzie w ogóle? :)
    --
    (...) with it all the day still comes where they put you in a box, and its on to the next generation of idiots, who'll also tell you all about life and define for you what's appropriate
    W. Allen
  • ciociazlarada 14.06.12, 19:04
    Gratuluję zakupu. U mnie idzie źle: rzygamy, więc nie biegamy.
  • fanaberia.fanaberia 15.04.12, 22:44
    ananke666 napisała:

    > No, ale na to trzeba już te 10 min biec :p a ja dopiero zaczynam. Idę znacznie
    > dłużej, niż biegnę.

    A spróbuj może rozbierania? :)
    Mądra zasada, którą wyczytałam kiedyś na bieganie.pl (chyba, ale nawet jeśli nie tam, to i tak mają zasługi z tytułu mnóstwa innych mądrych zasad), mówi, że jeśli wychodzisz na trening i odczuwasz temperaturę jako "wsamraz", to się ubrałaś za ciepło. Trzymam się jej z bardzo dobrymi rezultatami.
    Może zatem mogłabyś iść na trening w zwykłej kurtce, którą do biegu będziesz zdejmować, a do marszu zakładać z powrotem? Wilk będzie syty i owca najedzona ;) A przy okazji nieco się zahartujesz.
  • ananke666 16.04.12, 00:18
    Nie mam takiej kurtki :p facet ma, ale jest o głowę za wysoki. W tym sęk, że okryć wierzchnich mam mało i żadne się nie nadaje. Polarek mam bardzo, bardzo cieniutki, bardziej bluzka niż bluza. Sweter nie chroni przed wiatrem. Gdyby nie zakup parszywej sukienki, nie byłoby problemu, coś kupiłabym i tyle.
    Rozbierania i hartowania chwilowo próbować nie będę, tak jak mówię, w tym cieniutkim czymś i w swetrze wiatr mi hulał wszędzie, wiał po szyi i szarpał za włosy, na ewentualne przeziębienia nie mogę sobie teraz pozwolić. Poszukam jeszcze jakiejś szmaty w markecie albo będę mieć nadzieję, że temperatura wzrośnie względnie wiatr się uspokoi.
    --
    http://tupecik.blox.pl/resource/favicon.png Tupecik
  • fanaberia.fanaberia 15.04.12, 22:19
    urkye napisała:

    > U mnie jest trochę inaczej - tzn. bardzo długo biegam w szaliku i buffie na głowie.

    U mnie buff to wyposażenie całoroczne i najulubieńszy element ekwipunku biegowego. Zimą grzeje, latem robi za opaskę i potowchłaniacz ;)
  • olgaw6 24.08.14, 15:14
    Witam :)

    wielka prośba o wypełnienie krótkiej, anonimowej ankiety. Dotyczy marek, jakie można znaleźć w sklepach Decathlon. Wyniki posłużą mi do napisania pracy magisterskiej.

    link do ankiety --> moje-ankiety.pl/respond-61385.html

    Z góry Wam dziękuję za pomoc :)
  • 100krotna 12.04.12, 14:02
    Czyli reaktywowałam się.
    Biegam niedaleko domu, dróżką w polach, przy lesie :) Dróżka objechana na rowerze z licznikiem, bo mnie kręcą cyferki, odległości, kilometry ;)
    Stąd też wiem, że przy pierwszej rozgrzewce mogę przetruchtać (takim średnio-szybkim marszotruchtem) dokładnie 2 km. Po przekroczeniu tej magicznej granicy moje łydki zamieniają się w kamienie, kurczą się bardzo i muszę przejść albo do pełnego biegu (ponieważ to rozgrzewka, a mój organizm powoli przechodzi do pełnej aktywności rzadko korzystam) albo do marszu. Mimo ponad 4 tygodni regularnego (3-5 razy tygodniowo) biegania moje nogi zawsze reagują w tym samym miejscu, ostatnie 100-150 metrów do przystanku przy mostku (z barierkami do rozciągania) muszę przemaszerować.

    Mój standardowy trening wygląda tak:
    2km truchtu + 100m marszu ;)
    Porządne rozciąganie (nogi + całe ciało) przy barierkach, skłony, rozciąganie w siadzie itp.
    skipy-marsze-podskoki
    czasami rytmy/starty z opadu, kilka przebieżek
    interwały trucht-bieg albo odcinki szybki bieg (150-180 m) naprzemiennie z marszem, czasami 8x50 m na maksymalnej szybkości (jeśli mam ciężki dzień)
    kończę "świńskim" truchtem, w zależności od pogody i samopoczucia 600m-2km
    lekkie rozciąganie
    Całość zajmuje mi 1,5 do 2 godzin.

    Robię na razie trening sprinterski, bo taki umiem, moje ciało jest do takiego przyzwyczajone przez kilka lat w klubie sportowym.
    Po zimie mam zbyt mało kondycji na trening długodystansowy, do biegania kilkunastu kilometrów, ale chciałabym do niego powoli przechodzić.
    Problemem są te bolące, kamienne łydki, przez które równo po 2 km muszę się zatrzymać - skurcz jest bolesny. Obydwie nogi reagują tak samo, po rozgrzewce i rozciąganiu mija, po ok 2 km przychodzi znowu. Magiczna odległość, ostatnio dla mnie nie do przeskoczenia.

    Dawniej biegałam dłuższe dystanse (jeszcze jesienią około 10km, kilka lat temu 15-18km) i nie miałam takich problemów. Niestety, cały październik, listopad i zimę przesiedziałam na tyłku, rzadko wybierając się na basen - no to teraz mam.
    Nie wiem, czy teraz przeczekać, aż przejdzie dalej robiąc to, co robię? Coś zmienić?
    Odpoczynek kilka dni pod rząd nie zmienia sytuacji. Basen zamiast jednego trenigu (dla rozluźnienia) też nie, podobnie rozciąganie przed biegiem. Czasami bieganie zamieniam na rower/rolki, ale tu też nie obserwuję żadnej zmiany.
    Help me!

    --
    Mam raczej niewielki biust, ale na szczęście równoważy go duża pupa ;)
  • fanaberia.fanaberia 12.04.12, 14:39
    Mam zerowe doświadczenie z własnymi skurczami, ale w takiej sytuacji chyba zbadałabym sobie krew pod kątem ewentualnego niedoboru mikrych ;) elementów.
  • urkye 12.04.12, 18:15
    U mnie magnez, wit. B i potas to podstawa śniadania:P Problemów w mięśniami nie mam od czasu, jak zaczęłam łykać to ustrojstwo;) Może u Ciebie tez sie sprawdzi?
    --
    szycie.blox.pl
  • 100krotna 12.04.12, 18:52
    @fanaberia
    nawet nie wiedziałam, że można sobie zbadać krew pod kątem mikre;)elementów.
    A tak ogólnie problemów ze skurczami nie mam, tutaj to też nie jest mocny, ostry skurcz, raczej takie narastające ściśnięcie. Fakt, łydki wtedy robią się twarde jak kamień i bolesne - biec dalej się nie da, ale nie jest to takie przeszywające kłucie. Myślicie, że można z prośbą o zestaw badań (sportowych) przejść się do internisty? Czy może prywatnie, do laboratorium?

    @urkye
    Czy potas może być wchłaniany z pomidorów? Jeśli tak, to niedoborów raczej nie mam, spożywam często w różnych postaciach ;) Ale wit. B i magnez to pewnie trzeba uzupełnić. Szczerze mówiąc suplementy nie przyszły mi do głowy, raczej jakieś rady czysto techniczne. Spróbuję przezwyciężyć niechęć do łykania tabletek, dam znać za parę tygodni, czy podziałało :)
    --
    Mam raczej niewielki biust, ale na szczęście równoważy go duża pupa ;)
  • fanaberia.fanaberia 12.04.12, 23:00
    100krotna napisała:

    > nawet nie wiedziałam, że można sobie zbadać krew pod kątem mikre;)elementów.

    Można, można. I zdecydowanie lepiej zbadać, niż suplementować po omacku.
    Nie wiem natomiast, czy lekarz POZ może dać skierowanie na takie badanie. Ale za sam sód i potas w prywatnym laboratorium zapłacisz grosze i będziesz mieć wynik tego samego dnia.
    I chyba miałoby sens zbadać się po treningu, przed regeneracją.
  • pierwszalitera 12.04.12, 19:26
    100krotna napisała:

    > Nie wiem, czy teraz przeczekać, aż przejdzie dalej robiąc to, co robię? Coś zmi
    > enić?

    Spróbuj z całkiem banalną solą. Sport wzmaga pocenie i wydalanie soli, a większość ludzie pija wodę z małą ilością sodu. Skurcze są tego konsekwencją. To jest zwykle najprostsze wytłumaczenie i żadne tam magenzy albo potasy. ;-) Szczypta soli do butelki do picia i powinno być lepiej.
  • 100krotna 12.04.12, 20:21
    Piję Cisowiankę: (bo tania)

    KATIONY w mg/l
    wapniowy Ca2+ 131,26
    magnezowy Mg2+ 22,48
    sodowy Na+ 10,71
    potasowy K+ 0,78
    ANIONY w mg/l
    wodorowęglanowy HCO3- 542,60
    chlorkowy Cl- 3,20
    Siarczany SO42- 2,58
    Fluorkowy F- <1,00
    Składnik niedysocjowany w mg/l:
    Krzemionka SiO2 18,38

    Kroplę Beskidu: (bo smaczna)
    KATIONY (mg/l)
    Wapniowy (Ca2+) - 48,1
    Magnezowy (Mg2+) - 20,7
    Sodowy (Na+) - 18,7
    Potasowy (K+) - 1,2

    ANIONY (mg/l)
    Wodorowęglanowy (HCO3-) - 241,1
    Siarczanowy (SO42-) - 36,6
    Chlorkowy (Cl-) - 5,3

    I wodę z kranu, jeśli zapomnę kupić mineralnej (u nas czerpana ze studni głębinowych, średnio smaczna)
    Parametry nieznane ;)
    --
    Mam raczej niewielki biust, ale na szczęście równoważy go duża pupa ;)
  • pierwszalitera 12.04.12, 22:08
    Zauważ, że ta smaczniejsza woda ma więcej sodu. Ale to i tak malutko. Dla ludzi uprawiających sport, lub dużo się pocących lepiej jest gdy woda ma Na+ co najmniej 100 mg/l. Ale to żaden problem, odrobinka soli do butelki i z głowy. Woda nie staje się przez to słona, tylko smaczniejsza.
  • 100krotna 12.04.12, 22:18
    Spróbuję ;) Chociaż mam wizję wyrzucania treści żołądkowej po słonej wodzie ;)
    Ale zacznę od minimalnych ilości.
    --
    Mam raczej niewielki biust, ale na szczęście równoważy go duża pupa ;)
  • pierwszalitera 12.04.12, 22:35
    100krotna napisała:

    > Spróbuję ;) Chociaż mam wizję wyrzucania treści żołądkowej po słonej wodzie ;)
    > Ale zacznę od minimalnych ilości.

    Ja woda będzie słona, to już za dużo. Tylko kilka ziarenek, tak między palce i potrzeć. Na rynku (niemieckim) jest woda mineralna z ponad 300mg/l i ta nie smakuje nawet jeszcze słono.
  • fanaberia.fanaberia 12.04.12, 23:08
    100krotna napisała:

    > Spróbuję ;) Chociaż mam wizję wyrzucania treści żołądkowej po słonej wodzie ;)

    E tam ;) Zobacz skład tej:
    wodakrystynka.pl/krystynka/Sklad-Mineralny,1.html
    A jest - owszem - wyraźnie słona, ale też i całkiem smaczna. Tyle że w wersji gazowanej - to chyba jedyna gazowana woda, jaką piję. Niegazowana jest dla mnie nie do przełknięcia.

    Nawiasem mówiąc - przy regularnych treningach spontanicznie zaczynam więcej solić. Jeżeli Twój organizm sam nie domaga się większej ilości soli, to może faktycznie nie uzupełniasz wypoconych pierwiastków, szczególnie sodu (potas, jak mówisz, masz z pomidorów).
  • onion68 14.04.12, 12:21
    Teraz ode mnie pytanie: czy pierzecie swoje buty w pralce? Czasami wpadnie się w jakieś błocko i chciałoby się przywrócić wygląd, zwykłe czyszczenie pod kranem nie daje zadowalającego rezultatu.
    --
    Gossip is the new pornography
    W. Allen
  • fanaberia.fanaberia 14.04.12, 21:05
    onion68 napisała:

    > Teraz ode mnie pytanie: czy pierzecie swoje buty w pralce?

    Nie pierzecie. Ale macie świadomość, że co najmniej 3/4 świata tak robi.

    > Czasami wpadnie się w jakieś błocko i chciałoby się przywrócić wygląd, zwykłe
    > czyszczenie pod kranem nie daje zadowalającego rezultatu.

    Nie spotkałam jeszcze takiego błota, które po wyschnięciu nie dałoby się wykruszyć ;)
    A serio to zupełnie nie mam stresu z tego powodu, że buty, w których biegam, nie są idealnie czyste. Jako że biegam całkowicie offroadowo, zwariowałabym, gdybym się miała przejmować kurzem. Buty i tak wymagają wymiany po paru miesiącach ze względu na zużycie amortyzacji, więc pal czort błoto. Grubsze igliwie wytrząsnąć i wio :)
  • onion68 14.04.12, 21:12
    Dzięki :)

    --
    Mogłabym robić nie wiadomo co, ale nic nie robię. Jak to przyjemnie robić to, na co ma się ochotę.
  • urkye 15.04.12, 11:06
    > Teraz ode mnie pytanie: czy pierzecie swoje buty w pralce?

    zdecydowanie nie, żal mi pralki;) Jak już, to szczoteczka do paznokci, miska z wodą i płynem zamiast pralki:)

    --
    szycie.blox.pl
  • fanaberia.fanaberia 14.04.12, 22:04
    Czyli miejsce na triki i patenty pielęgnacyjno-prewencyjne.

    Mój zestaw to:
    1. wygodne buty z niewielkim zapasem miejsca z przodu
    2. paznokcie _zawsze_ ostrzyżone jak tylko najkrócej się da (lenistwo w tym względzie jest u mnie zawsze surowo karane co najmniej sinym paznokciem)
    3. skarpety "techniczne" tudzież "funkcyjne"
    4. spray przeciwgrzybiczy z talkiem na stopy przed bieganiem
    5. to samo, bez talku, do butów po bieganiu
    6. maść z witaminą A na otarcia, odparzenia i profilaktycznie

    Ciekawa jestem natomiast, czy ktoś używał tego kremu. Ja się tak zafiksowałam na biednym jeleniu, że mimo że wiem, że pewnie są go tam ilości homeopatyczne, nie potrafię się przemóc. A parafinę-wazelinę mam w maści z wit. A za trzy zeta z apteki za rogiem ;) No ale może ubity jeleń bądź pszczeli wosk robią dużą różnicę?
  • urkye 15.04.12, 11:14
    > 1. wygodne buty z niewielkim zapasem miejsca z przodu

    Hmm... pytanie, co rozumiemy przez pojęcie niewielki. U mnie buty z niewielkim zapasem zakończyły się dość fioletowo;) Paznokcie schodziły, że hej. Buty z większym zapasem niż niewielki robiły odciski po dłuższym biegu. Teraz mam buty sporo większe (tak 1,5cm na długość na stopie przed biegiem i trochę szersze niż stopa) i wreszcie nie mam odcisków i fioletowych paznokci:) Buty muszą być na tyle za duże, żeby spuchnięta stopa po kilku km biegu nadal się mieściła bez problemu. Zarówno na długość jak i szerokość. O właśnie - ważne jest też jak się wiąże buty. Nie można ich związać zbyt ścisło, bo potem boli śródstopie. I to jest baaardzo nieprzyjemne.

    Potwierdzam "lepszość" skarpet biegowych - faktycznie mają wpływ na ilość odcisków i odparzeń.

    U mnie paznokcie nie mogą być za krótkie, bo się boleśnie wbijają w palce w trakcie biegu. Takie 2mm odrostu jest najlepsze;)
    --
    szycie.blox.pl
  • onion68 15.04.12, 12:38
    O rany, musicie naprawdę dużo biegać.

    Nie robię nic szczególnego ze stopami, nawet krem wcieram, jak mi się przypomni. Buty mam w zwykłym rozmiarze, pół cm luzu z przodu (lub coś koło tego). Żadnych obtarć, schodzenia paznokci, nic. Moja obecna trasa to 10-12 km, w zależności od kondycji danego dnia. Ale ja to traktuję wyłącznie rekreacyjnie, biegam w każdą niedzielę, święto kościelne i państwowe, na urlopie co drugi dzień. Natomiast normalne bardzo rzadko udaje mi się pobiec dwa razy w tygodniu.
    --
    Gossip is the new pornography
    W. Allen
  • onion68 15.04.12, 12:41
    A, skarpety zwykłe bawełniane.
    --
    Gossip is the new pornography
    W. Allen
  • fanaberia.fanaberia 15.04.12, 23:14
    urkye napisała:

    > > 1. wygodne buty z niewielkim zapasem miejsca z przodu
    >
    > Hmm... pytanie, co rozumiemy przez pojęcie niewielki. U mnie buty z niewielkim
    > zapasem zakończyły się dość fioletowo;) Paznokcie schodziły, że hej.

    No to Ty masz książkowo, a ja całkiem odwrotnie. Dobre dla mnie jest 0,5 cm luzu. Teraz używam na zmianę dwóch par butów (model ten sam) - jedne są większe o 0,5, drugie o cały centymetr. Mniejsze są wygodniejsze. Dłuższe trasy biegam jednak w większych, rozsądek bierze górę ;)

    > O właśnie - ważne jest też jak się w
    > iąże buty. Nie można ich związać zbyt ścisło, bo potem boli śródstopie. I to je
    > st baaardzo nieprzyjemne.

    Racja. Pewnie dlatego powstają całe teorie naukowe o sznurowaniu butów :)
    www.bieganie.pl/?cat=13&id=164&show=1
    To "równoległe" sznurowanie sprawdzało mi się w poprzednich butach, obecne są OK również wiązane na krzyż.

    > U mnie paznokcie nie mogą być za krótkie, bo się boleśnie wbijają w palce w
    > trakcie biegu. Takie 2mm odrostu jest najlepsze;)

    Tu znowu mam inaczej. Muszę mieć pazury spiłowane "do mięska", każdy odrost powoduje ból, siniaki, a ekstremalnie - rozstanie z paznokciem. A lato, kurde, idzie, w sandałach by się chciało pomykać.
  • ciociazlarada 15.04.12, 12:40
    Ja też muszę mieć sporo zapasu w butach. Biegam już tylko w butach jednej firmy, która ma swoją rozmiarówkę i u nich najwygodniej mi w 4.5 (brytyjskim). Normalnie pasują mi 3 (czyli pi razy drzwi 36).
    --
    Smoki:)
  • ananke666 29.04.12, 13:14
    Człapię na dość krótkiej trasie - ok. 5 km, co drugi dzień. Biegnę jeszcze mało, 1-1,5 minuty, potem idę ze trzy minuty, potem znowu biegnę i tak w kółko. Nie mam zakwasów, nie przeszkadza mi niemal ciągłe uczucie znużenia, jakieś tam niewielkie bóle w nogach, raz tu, raz tam. To się wyćwiczy i przejdzie. Ale jedno mnie wkurza, bolą mnie plecy na odcinku lędźwiowym! Jakieś pomysły, co z tym zrobić i jak długo to potrwa? Zwłaszcza wieczorami mi to przeszkadza, trudno mi znaleźć pozycję do zasypiania...
    --
    http://tupecik.blox.pl/resource/favicon.png Tupecik
  • pierwszalitera 29.04.12, 14:08
    ananke666 napisała:

    Ale jedno
    > mnie wkurza, bolą mnie plecy na odcinku lędźwiowym! Jakieś pomysły, co z tym z
    > robić i jak długo to potrwa? Zwłaszcza wieczorami mi to przeszkadza, trudno mi
    > znaleźć pozycję do zasypiania...

    Masz najprawdopodobnie wadę postawy, która przy chodzeniu nie powoduje jeszcze problemów, ale odzywa się przy większym obciążeniu. To może być wszystko, stopy, kolana, miednica, czy faktycznie coś w plecach. Zobacz jak biegasz, znaczy, może ktoś mógłby cię sfilmować i wtedy sama zobaczysz, jak tragiczną masz technikę i co robisz źle przy bieganiu. Technika biegania jest bardzo ważna, by nie pogłębiać właśnie istniejących błędów i nie doprowadzać do uszkodzeń stawów. Może też masz niewłaściwe buty i biegasz na zbyt twardym podłożu (asfalcie). Dobrze byłoby zadbać też o brzuch i plecy, bo to one muszą utrzymywać prostą postawę podczas biegania. Czyli po bieganiu , jak jesteś rozgrzana, kilka ćwiczeń pilatesa na górą część sylwetki. Początkujący mają skłoność do biegania jak worek piasku, bo mają problemy z oddychaniem. ;-) Spróbuj utrzymywać w dolnym brzuchu stale lekkie napięcie stabilzujące miednicę i odcinek lędźwiowy pleców, czyli nie pozwalaj byś załamywała się jak scyzoryk.
  • ananke666 29.04.12, 15:55
    Nie mam wady postawy jeśli chodzi o plecy, zresztą uprawiałam kiedyś latami sport mocno obciążający kręgosłup i nie miałam problemów. Niżej to już trudno mi powiedzieć. "Tragicznej" techniki też nie mam. Super to ona na pewno nie jest z racji niewytrenowania, ale tragiczna też nie. Nie biegam po asfalcie z wyjątkiem krótkiego odcinka, buty mam w porządku. Nie załamuję się w scyzoryk i unikam garba. Co do pilates - jakieś konkrety?
    --
    http://tupecik.blox.pl/resource/favicon.png Tupecik
  • onion68 29.04.12, 18:42
    Nigdy nie miałam takich problemów, ale także podejrzewam słabość mięśni brzucha/pleców. Myślę, że ogólne ćwiczenia tych partii zawsze po bieganiu powinny z czasem pomóc.
    Albo może seans jogi zamiast jednego biegania w tygodniu.
    I w ogóle chyba potrzeba trochę czasu, żeby ciało ułożyło się do biegania.
    --
    (...) with it all the day still comes where they put you in a box, and its on to the next generation of idiots, who'll also tell you all about life and define for you what's appropriate
    W. Allen
  • wodadobra 29.04.12, 18:48
    I zwróć jeszcze uwagę na to żeby podciągać jakby miednicę pod siebie. Mamy naturalną tendencję do lordozy i przy bieganiu i słabych mięśniach lędźwi i brzucha może wywoływać to takie bóle.
  • ananke666 29.04.12, 21:10
    To prawie na pewno słaby gorsecik, na to sama wpadłam. Miałam nadzieję, że znacie jakieś wypróbowane ćwiczenia na te partie i sypniecie prognozę, kiedy to ustąpi :p Może faktycznie joga to niezły pomysł.
    Problem nie jest aż tak rzadki, googlowa wróżka na zapytanie wypluwa innych obolałych, ale sporo wypowiedzi typu "bolało, poszedłem na basen/siłownię/whatever i przestało. Nie pójdę, bo nie mam ani czasu, ani kasy...
    --
    http://tupecik.blox.pl/resource/favicon.png Tupecik
  • pierwszalitera 29.04.12, 21:36
    ananke666 napisała:

    > Problem nie jest aż tak rzadki, googlowa wróżka na zapytanie wypluwa innych obo
    > lałych, ale sporo wypowiedzi typu "bolało, poszedłem na basen/siłownię/whatever
    > i przestało. Nie pójdę, bo nie mam ani czasu, ani kasy...

    Ale może kasa na dobrą DVD z pilatesem wystarczy? Ja masz sportowe doświaczenie, to samodzielne ćwiczenia nie będą takie trudne, a i parę minut na dywanie zawsze znajdziesz.
  • brykanty 30.04.12, 01:04
    Jeżeli boli w lędźwiowym, to
    1. www.youtube.com/watch?v=PcjUEsZgpyI
    2. www.youtube.com/watch?v=l-sUnownQpA&feature=player_embedded
    W tym drugim przypadku można kogoś poprosić, żeby usiadł ci z tyłu tak mniej więcej jak już zaczynają się pośladki i dociążył, ale powinien siłę kierować w stronę twoich stóp. To bardzo pomaga.
    --

    Koty. Koty są miłe. http://s20.rimg.info/01fe8cb72a88d3f5ba169167f4508334.gif
  • ananke666 30.04.12, 11:37
    Dzięki Brykanty! To faktycznie działa, ulga przyszła natychmiast. Tzn, nie całkowite zniesienie bólu, ale bardzo znaczny spadek owszem. Teraz to ledwie dyskomfort. Myślę, że na razie rzeczywiście spróbuję jogi, pilates w dalszej kolejności. Obie formy mi się podobają, ale jakoś instynktownie czuję, że długie, powolne ćwiczenia jogi dadzą mi w tej chwili szybszy efekt.

    LWW, dziękuję za wszystkie rady :) gdyby ktoś wiedział coś jeszcze użytecznego, konkretne ćwiczenia czy coś, to jestem chętna...
    --
    http://tupecik.blox.pl/resource/favicon.png Tupecik
  • brykanty 30.04.12, 16:56
    A sama na sobie to testowałam i pamiętam, jak się zdziwiłam, że takie to skuteczne. W szkole jogi można też zrobić psa z głową do dołu na linach (adho mukha śwanasana), bo wtedy porządnie się wyciąga kręgosłup, a asanę robisz w odciążeniu. Jak się nie można podwiesić na linie, to nawet zwykły pies pomoże, pod warunkiem, że porządnie skręcisz uda do wewnątrz - wtedy rozsuwają się jakoś stawy krzyżowe czy inna tam część, w której z powodu nacisku czy zbytniego wygięcia pojawia się ból.
    Tu Wiktor pokazuje, jak to zrobić. Warto słuchać i wszystkie zrobić te wszystkie subtelne ruchy, bo to czasem drobiazgi decydują o tym, jak bardzo skuteczna jest dana asana (oj dana, dana, dobra asana)
    www.youtube.com/watch?v=VZ_NXu_X_MU
    --
    Koty. Koty są miłe. http://s20.rimg.info/01fe8cb72a88d3f5ba169167f4508334.gif
  • styxia 01.05.12, 16:03
    świetne ;]
    Chętnie sprawdzę. ja przez dwa lata ćwiczyłam ale jakoś niewiele zapamiętałam, głównie bez filozofii tylko pozycje. Bardzo się interesuję medytacją. Czy ten Twój kolega prowadzi jakąś szkołę jogi?
  • brykanty 01.05.12, 18:11
    Nie, to nie mój kolega, ale pozwoliłam sobie wkleić linki, bo bardzo dokładnie tłumaczy, jak to wykonywać.
    Razem z Justyną Wojciechowską prowadzi szkołę jogi w Warszawie w dwóch punktach - na Żoliborzu i niedaleko Politechniki. On rano prowadzi zajęcia na Politechnice, popołudniami na Żoliborzu. Mają też oczywiście kilka innych osób do prowadzenia zajęć, jest też oddzielna joga dla kręgosłupa. Robią wyjazdy wakacyjne, na ferie i długie weekendy.
    Tu praktyka zwrócona jest raczej na budzenie świadomości własnego ciała, tej "filozofii jogicznej" prawie nie ma. Ale pamiętam, że Wiktor uczestniczył w kilkudniowych wyjazdach medytacyjnych i zainteresowanym dawał namiary na te wyjazdy.
    --
    Koty. Koty są miłe. http://s20.rimg.info/01fe8cb72a88d3f5ba169167f4508334.gif
  • styxia 01.05.12, 18:21
    O..to ciekawe nawet niedaleko mnie ;D
    muszę się zainteresować, choć szczerze chciałabym również skupić się na rozwoju duchowym...wciąż czegoś szukam i nie wiem czego, myślę że to może pomóc ;]
  • ananke666 01.05.12, 19:59
    http://c.wrzuta.pl/wm432/d5835948001229aa48d65881/rozyczka dla Brykanty.
    Powypinałam tyłek, porozpłaszczałam się jak żaba i ból pleców zniknął jak sen jaki złoty. Miałam po prostu napięte mięśnie.
    --
    http://tupecik.blox.pl/resource/favicon.png Tupecik
  • brykanty 01.05.12, 20:36
    Bardzo się cieszę (z kwiatka też:).
    --
    Koty. Koty są miłe. http://s20.rimg.info/01fe8cb72a88d3f5ba169167f4508334.gif
  • mszn 04.05.12, 12:39
    Wygląda na to, że Runner's World ma cały cykl na ten temat. Nie czytałam całości, ale może komuś się przyda.


    --
    logiczka.blogspot.com
  • onion68 04.05.12, 18:08
    O, dzięki, to ciekawe. Część z tych pozycji robię po bieganiu, ale nie wszystkie. I Śavasana jest, moja ulubiona ;)
    A byłam jak najgorszego zdania o Runnerze, kupiłam raz, a tam pełno reklam i promowania bezsensownych gadżetów.
    --
    (...) with it all the day still comes where they put you in a box, and its on to the next generation of idiots, who'll also tell you all about life and define for you what's appropriate
    W. Allen
  • mszn 04.05.12, 20:33
    Runner nie jest taki zły. Jasne, że jak w każdej kolorowej gazetce, która musi na siebie zarabiać, jest pełno lokowania produktów, ale różne rzeczy o zdrowiu i treningach wyglądają porządnie. Ja się na nim uczę niemieckiego :)


    --
    logiczka.blogspot.com
  • urkye 29.04.12, 20:05
    W kwestii postawy nic nie pomogę, o technice tez nic sensownego nie napisze, bo się na tym nie znam;) Faktem jest, że plecy nie powinny boleć podczas biegania. Wiesz co, chyba bym się przeszła do lekarza/ortopedy, żeby rzucił okiem na kręgosłup, w sensie ew. skrzywień/chorób etc, które by mogły w efekcie powodować ból pleców.
    Btw ja mam złą postawę, często się garbię, mam skoliozę i jedną nogę dłuższą;) Ale plecy mnie nigdy nie bolały od biegania. Więc to wcale nie musi być kwestia postawy. Może gdzieś Ci jakiś krąg naciska na nerw?
    --
    szycie.blox.pl
  • styxia 30.04.12, 09:46
    Przede wszystkim musisz wzbogacić dietę o kolagen inaczej bardzo obciążasz stawy i zaczną Ci się chrząstki ścierać. Polecam preparat Flexagen-posiada 2 rodzaje kolagenu, witaminy i minerały a wszystko łatwiej przyswajalne. Poprawia też wygląd skóry-no znasz te reklamy ;] wzmacnia paznokcie i włosy. Przy dużym obciążeniu już możesz mieć starte chrząstki międzystawowe. Jedz dużo galaretek. Jeśli nie przejdą bóle, powinnaś iść do lekarza-to może być jakiś uraz lub reumatyzm. Możesz spróbować poćwiczyć pod okiem osoby kompetentnej typu rehabilitant, lekarz. Polecam zabiegi krio sprawiają ulgę-sama jeździłam na wypoczynek i ćwiczenia do kliniki rehabilitacji nowy dwór-w dodatku jest na co popatrzeć.
  • ananke666 30.04.12, 11:24
    Styxio, na odległość wonieje od ciebie szeptaną reklamą. Obawiam się, że jestem na nią odporna.
    --
    http://tupecik.blox.pl/resource/favicon.png Tupecik
  • styxia 30.04.12, 12:00
    Wierz mi, że gdybym tego nie spróbowała sama, bym nie polecała. W wieku lat 18 wróżono mi wózek inwalidzki. Mam duże zmiany reumatyczne i łapię się wszystkich możliwych sposobów. Flexagen jest naprawdę dobrym produktem to taka wzbogacona glukozamina. Fakt w moim przypadku jest to tylko dodatek oprócz sterydów ale i tak widzę poprawę. Joga jest dobrym sposobem na rozruszanie mięśni i rozciągnięcie ciała tylko pamiętaj, żebyś nie robiła nic na siłę bo może być jeszcze gorzej.
  • ananke666 30.04.12, 12:27
    Tak, tak, a teraz zmykaj.
    --
    http://tupecik.blox.pl/resource/favicon.png Tupecik
  • pierwszalitera 30.04.12, 12:27
    styxia napisał(a):

    > Wierz mi, że gdybym tego nie spróbowała sama, bym nie polecała. W wieku lat 18
    > wróżono mi wózek inwalidzki. Mam duże zmiany reumatyczne i łapię się wszystkich
    > możliwych sposobów. Flexagen jest naprawdę dobrym produktem to taka wzbogacona
    > glukozamina.

    No proszę jaki prosty sposób na reumatyzm i wszelkie zmiany w stawach (oraz mięśniach). ;-) Wystarczy kolagen. ;-) No niestety, gdyby to było takie proste, to nie mielibyśmy problemów aparatu ruchowego, wszak Polacy uwielbiają galaretki. ;-)
  • styxia 30.04.12, 12:49
    Ja nie mówię że to cud sposób.Choć "Meduza i Lornetka", na pewno pomogłyby w zwalczeniu bólu ;P jest to tylko pomoc, bo tak naprawdę jeśli masz reumatyzm to bez sterydów się nie obejdziesz, z resztą najważniejszy jest ruch, oczywiście dopasowany do możliwości cierpiącego, bo inaczej mozna pogorszyć tylko sprawę.
  • ananke666 30.04.12, 14:30
    Przestajesz reklamować albo zgłaszam do moderacji.
    --
    http://tupecik.blox.pl/resource/favicon.png Tupecik
  • styxia 30.04.12, 14:49
    Wybacz ale chyba czegoś nie rozumiem, czy widziałaś jakąś reklamę w poprzednim poście? Rozmawiałyśmy o Meduzie i Lornetce czyli po warszawsku dwie setki wódki i galaretka.
  • brykanty 30.04.12, 16:43
    No mnie akurat sterydy pomagały wtedy, kiedy je brałam. A potem kolejny rzut. Dopiero methotreksat wyciszył i od dobrych kilku lat mam spokój. Innym methotreksat nie pomoże i konieczne są leki biologiczne działające na cytokiny.
    Każdy przypadek choroby reumatycznej tak naprawdę jest inny i kategoryczne stwierdzenie, że bez sterydów się nie obejdziesz, jest nieuprawnione.
    Ale masz rację, bo po alkoholu faktycznie trochę mniej bolało, tylko że nie wolno łączyć go z lekami, więc nie mógł stanowić uzupełnienia terapii :)
    --
    Koty. Koty są miłe. http://s20.rimg.info/01fe8cb72a88d3f5ba169167f4508334.gif
  • onion68 03.05.12, 18:36
    Zaprawdę, lepiej mi się biega zimą, jesienią lub wczesną wiosną niż w pogodę, jak dzisiaj ;) Ciężko! Zastanawiam się, czy mam prawo narażać niewinnych przechodniów na widok mojej twarzy pod koniec trasy.
    --
    (...) with it all the day still comes where they put you in a box, and its on to the next generation of idiots, who'll also tell you all about life and define for you what's appropriate
    W. Allen
  • mszn 03.05.12, 21:46
    To prawda, trochę się boję lata. Na razie staram się przynajmniej nie biegać w słońcu, wychodzę na krótsze treningi o dwudziestej albo tuż przed, akurat jak dobiegam do domu, robi się całkiem ciemno. Ale niedzielnego wybiegania tak nie ustawię, zresztą te chłodne wieczory też za chwilę się skończą.
    Ale przechodniami nie ma się co przejmować, dobrze wiesz, że jak ochłoniesz i się umyjesz, to od tego biegania będziesz wyglądać dużo lepiej niż oni wszyscy razem wzięci :)

    --
    logiczka.blogspot.com
  • urkye 04.05.12, 09:49
    onion68 napisała:

    > Zaprawdę, lepiej mi się biega zimą, jesienią lub wczesną wiosną niż w pogodę, j
    > ak dzisiaj ;) Ciężko! Zastanawiam się, czy mam prawo narażać niewinnych przecho
    > dniów na widok mojej twarzy pod koniec trasy.

    eee tam, nie przejmuj się. Ja mam krzywe kolana i jak biegam, to łydki idą mi na zewnątrz, wygląda to ponoć przekomicznie. I wiesz co? Mam to gdzieś:P Czasem się ludzie na mnie dziwnie gapią, ale to ich problem;) Łatwiej jest się gapić i komentować, niż zacząć samemu biegać. Więc olej innych i się nie przejmuj:)
    --
    szycie.blox.pl
  • magdalaena1977 04.05.12, 20:18
    Dopiszę się do tego wątku, bo liczę na Was.

    Kupiłam sobie pulsometr CW Kalenji 100, podobno miał mieć umiarkowaną cenę i sensowną jakość
    www.decathlon.com.pl/PL/cw2-new-model-black-26809824/
    Założyłam go na siebie (na razie bez stanika) zwilżyłam czujniki wodą ... A on nic! Nie pokazuje tętna. Czy coś robię źle czy powinnam reklamować wadliwy produkt?

    I przy okazji - gdzie dokładnie należy nosić pas pulsometru? - na dolnej części biustu pod stanikiem? poniżej stanika na brzuchu?
    Obsługiwał mnie sprzedawca płci męskiej więc postanowiłam się nie dopytywać zbyt dokładnie, a wszystkie obrazki instruktażowe pokazują umięśnionego faceta (instrukcja zaleca nieumieszczanie czujników w miejscach mocno owłosionych ;-) )
    --
    Magdalaena
  • fanaberia.fanaberia 04.05.12, 20:34
    > Kupiłam sobie pulsometr CW Kalenji 100, podobno miał mieć umiarkowaną cenę i se
    > nsowną jakość
    >
    rel="nofollow">www.decathlon.com.pl/PL/cw2-new-model-black-26809824/
    > Założyłam go na siebie (na razie bez stanika) zwilżyłam czujniki wodą ... A on
    > nic! Nie pokazuje tętna. Czy coś robię źle czy powinnam reklamować wadliwy prod
    > ukt?

    Używam pulsometru innej marki, ale przypuszczam, że wszystkie działają podobnie. U mnie nadajnik i odbiornik wymagały "sparowania", żeby się zaczęły rozpoznawać. Było to opisane w instrukcji.

    > I przy okazji - gdzie dokładnie należy nosić pas pulsometru? - na dolnej części
    > biustu pod stanikiem? poniżej stanika na brzuchu?

    Na sercu ;) Mój pasek wchodzi pod obwód sportowego stanika.
  • mszn 04.05.12, 20:36
    Nie poradzę Ci nic w kwestii pulsometru. Ja zwykle z patrzeniem na pomiar czekam aż się trochę spocę, takie lizanie (tak, lizanie ;)) jakoś mało mnie przekonuje. Jesteś pewna, że włączyłaś odpowiedni tryb? Mój np. pokazuje puls tylko w jednym z trybów, tzn. np jak pokazuje godzinę, to nie puls.

    A nosić ten pasek można ponoć nad stanikiem, czyli tak mocno pod pachami, chociaż mnie to nie przekonuje, albo pod stanikiem (=poniżej), na żebrach, jak najwyżej możesz podciągnąć. Jak masz stanik sportowy, bez fiszbin, to można nawet trochę wcisnąć pod obwód, ale prawda jest taka, że i tak zjedzie.


    --
    logiczka.blogspot.com
  • mszn 26.09.12, 19:24
    Na pewno mamy tutaj maratonki, prawda? Podzielcie się doświadczeniami, właśnie zaczynam panikować.

    Pobiegłam dzisiaj ostatni duży trening przed maratonem (14 października), 28 km, teraz już tylko krótsze bieganie i nadzieja, że się nie rozłożę z żadną chorobą czy kontuzją w międzyczasie. Wydaje mi się, że fizycznie jestem przygotowana na doczołganie się do mety przed przepisowymi sześcioma godzinami, ale psychicznie chyba nie bardzo. Im bliżej dnia zero, tym bardziej się boję, coraz częściej myślę o odpuszczeniu sobie (powstrzymuje mnie myśl, że włożyłam w trening dziewięć miesięcy ciężkiej pracy, a jeśli nie pobiegnę teraz, to na wiosnę znowu będę się katować - obiecałam sobie, że raz w życiu maraton przebiec muszę).

    Gdzie mogę poczytać coś uspokajającego? Wszystkie treningi aż do dzisiejszego (gorsze samopoczucie plus efekty tygodniowego wychładzania organizmu) były miłe i przyjemne, więc nie bardzo nawet umiem sobie wyobrazić, czego oczekiwać - bo że będzie bolało i że przyjemnie nie będzie to wiem, ale jak bardzo i jak sobie z tym radzić?

    Najmniej obczajony mam temat odżywiania, co na pewno jest błędem, ale przynajmniej częściowo jeszcze do naprawienia. Do 20 km w ogóle nie brałam nic ze sobą, potem musiałam biegać w 25+ stopniach, więc miałam jakąś wodę. Od biegów 24 km zamiast wody miałam woda+sok+sól (od izotoników mnie mdli), ale nigdy nie próbowałam nic jeść po drodze, więc nie mam pojęcia, jak zareaguję. Wiem, że bieganie wcześniej nić 1,5-2h po posiłkach kończy się dla mnie nieprzyjemnie. No ale przy najprawdopodobniej pięciogodzinnym wysiłku trzeba chyba czymś się doładować? Z trzeciej znowu strony, jak nakręcę insulinę bananami na trasie, to będę się bała nagłych zjazdów z cukru.

    Buty mam bardzo badziewne, ale chyba nie ma co ryzykować z kupowaniem lepszych, jeśli nie będę miała szansy wypróbować ich na 25+k, prawda? Czy warto mieć ze sobą jakąś bluzę, nawet jeśli jest w miarę ciepło?

    A najsmutniejsze w tym wszystkim jest to, że najprawdopodobniej nie będę miała nikogo, kto mógłby się mną zaopiekować po biegu - zawieźć do domu, upewnić się, że nie zemdlałam pod prysznicem etc. Myślicie, że da się i bez tego?


    --
    logiczka.blogspot.com
  • mniickhiateal 26.09.12, 20:13
    > Gdzie mogę poczytać coś uspokajającego?

    A czytałaś Murakamiego o bieganiu (www.amazon.co.uk/What-Talk-About-When-Running/dp/0099526158/ref=sr_1_1?ie=UTF8&qid=1348683154&sr=8-1)? Nie wiem, czy o takie coś Ci chodziło, ale ja (jeszcze) nie biegam, a książkę przeczytałam z dużym zainteresowaniem i nawet poczułam się całkiem zachęcona. Jest też o maratonach.
  • mszn 26.09.12, 21:34
    No tak, obiło mi się o oczy w magazynie Książki, że było coś takiego, ale zignorowałam, bo czytałam kiedyś coś Murakamiego i wylądował mi w głowie w zakładce "trochę lepszy Coelho". Szkoda że akurat przedwczoraj robiłam spore zamówienie na książki, nie wolno mi teraz tak o sobie zamówić ;)
    Pewnie konkretnych rad tam nie będzie, ale trudno o książki o bieganiu w ogóle, więc warto spróbować.


    --
    logiczka.blogspot.com
  • mniickhiateal 26.09.12, 21:54
    mszn napisała:

    > No tak, obiło mi się o oczy w magazynie Książki, że było coś takiego, ale zigno
    > rowałam, bo czytałam kiedyś coś Murakamiego i wylądował mi w głowie w zakładce
    > "trochę lepszy Coelho". Szkoda że akurat przedwczoraj robiłam spore zamówienie
    > na książki, nie wolno mi teraz tak o sobie zamówić ;)
    > Pewnie konkretnych rad tam nie będzie, ale trudno o książki o bieganiu w ogóle,
    > więc warto spróbować.
    >
    >

    Za tego Coelho się zaraz obrażę :p IMO to bardzo krzywdzące i nieuzasadnione porównanie, bo bajkowość bajkowością, ale u Murakamiego jest znacznie mniej bełkotliwej filozofii i ogólnie większy akcent na fabułę, a nie gurowanie.. Poza tym, przeczytaj sobie taki Underground, wymiata wszak, zwłaszcza jak chodzi o przepaść między kulturami.

    Co do samej książki o bieganiu, już jakiś czas temu to czytałam, ale o ile dobrze pamiętam, jest tam całkiem sporo technicznych konkretów, co robił, jak jaki problem rozwiązywał i co czuł na temat maratonów, no i to jest Japończyk, więc wszystko takie dość medytacyjno-rozumowo-skromne.
  • virgaaurea 26.09.12, 23:12
    matko, jak ja ci zazdroszcze, tez bym chciala raz w zyciu maraton przebiec, ale do takiego wniosku doszlam z tydzien temu dopiero...
    teraz z okropna zazdroscia patrze na tych, ktorzy sie szykuja do warszawskiego (bede kibicowac natrasie, supportowac technicznie i pewnie troche zdjec porobie), panikuja tez, bo to juz w te niedziele; jak zgaduje po dacie biegniesz w poznaniu?

    z konkretami ci nie pomoge niestety, bo ja przy tobie to jestem malutka, dopiero niedawno zaczelam sama biegac i jak ktos idzie na niedzielne wybieganie 25-30k to mi szczeka opada z podziwu; ale wiem, ze towarzystwo (debiutujace w maratonie takoz) jakos sie tam szykuje z jedzeniem, jakies proszki, zele (nie chca bananow z trasy), zasadniczo testowali juz na tych dlugich wybieganiach i wiem, ze robia tak jak z piciem, czyli co jakis czas, regularnie, ale malutko na raz; w wwie dosc gesto beda to punkty zywieniowe, wiec podejrzewam, ze u was podobnie;

    no i chyba rzeczywiscie lepiej isc z kims - wprawdzie to z polmaratonu refleksja ale moze byc podobnie - od wyjscia ze strefy szatni do startu mija maaase czasu, trudno non stop truchtac, moze byc chlodno, zwlaszcza ze w tych strefach startowych tloczno sie robi, bluza sie przydaje, czasem dlugie gacie w zaleznosci od temperatury i dobrze miec komu je oddac, bo biec z tym nie ma sensu chyba; ostatnio widzialam cala mase porozrzucanych bluz wywalanych w trakcie biegu wzdluz trasy przez debiutantow, zeby nie przeszkadzalo;) bo zdaje sie nie mieli wlasnie komu oddac; a co sprytniejsi vel bardziej doswiadczeni mieli po prostu taka cieniutka folie aluminiowa czy cos i w to sie zawijali w oczekiwaniu na start, wtedy bez zalu mozna bylo wywalic;

    murakamiego tez lubie i zdecydowanie nie jest to ta polka co coehlo, nie zniechecaj sie do niego;

    poza tym sciskam i bede trzymac kciuki, szkoda, ze nie biegniesz w wwie, pomoglabym okolobiegowo i fajnych fotek troche strzelila, bedzie dobrze:)
  • mszn 27.09.12, 08:29
    Dzięki za słowa otuchy i tyle informacji, to zdecydowanie było to coś uspokajającego do przeczytania :) Chciałam biec w Polsce, ale nic z tego nie wyszło, więc biegnę w Monachium. Na szczęście właśnie wczoraj się okazało, że moi rodzice jadą na dość niespodziewany urlop do Włoch i będą wracać akurat w mój maratoński weekend, więc i tak by się u mnie zatrzymali na noc - i zostaną na całą niedzielę. Więc będę nawet mieć osobisty transport :)

    No, wiedziałam, że dałam ciała z odżywkami, może chociaż przejdę się do sklepu jakiegoś i popróbuję, czy jest coś niemdlącego. Na trasie chyba od 12. kilometra będą punkty co dwa km, więc bardzo często.

    Masz rację z tym staniem przed startem, jak w czerwcu biegliśmy dziesiątkę, to zanim dotoczyliśmy się w tej ludzkiej masie na linię startu, to już byłam zmęczona - chociaż wtedy problem był odwrotny, bo było jakieś 25-26 stopni w cieniu, a cały pas startowy był w słońcu... Tyle, że nie bardzo sobie wyobrażam umówienie się np. z rodzicami na piąty czy dziesiąty kilometr na trasie, żeby ode mnie tę bluzę wzięli, bo raz, że oni się zgubią, a dwa, że ja w stresie (i bez okularów ;)) i tak ich nie zauważę. W takim razie jeszcze ten srebrny kubraczek idzie do obczajenia na zakupach.

    Póki co nie wiadomo, czy jest mi czego zazdrościć :) Za rok będziesz w tym samym stresie, zobaczysz. Cały ten trening to jest super przygoda, chociaż ostatnie tygodnie były dość mocno frustrujące, bo praktycznie całość życia w tygodniu trzeba było dopasować - kiedy zjeść, kiedy biegać, niedziela całkiem z życia wyjęta.

    No dobra, dam Murakamiemu drugą szansę :)

    --
    logiczka.blogspot.com
  • ciociazlarada 27.09.12, 12:15
    Nigdy nie miałam ciśnienia na maraton (wyścigi górskie mnie kręcą), niemniej zazdraszczam, bo sama musiałam odpuścić Mayrhofen Harakiri Run, gdy po zapłaceniu wpisowego dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Będę kibicować i trzymać kciuki!
  • mszn 27.09.12, 12:21
    Bieganie.pl jak zawsze na czasie :)
    bieganie.pl/?show=1&cat=2&id=4370

    --
    logiczka.blogspot.com
  • urkye 28.09.12, 07:19
    Jako była maratonka czy jak to tam się odmienia;) Mogę z czystym sumieniem Ciebie podnieść na duchu - jak przebiegłaś 28km, przebiegniesz maraton. Od 30km zaczyna się walka z własną psychiką, nogi są już tak wyrobione, że same biegną. Najważniejsze to nie stawać, nie robić długich przerw i nie dać się poczuciu, że masz już dość i olewasz ten cały maraton;)

    Nie rób nic specjalnego, poleż sobie i poodpoczywaj:) A przed samym biegiem pamiętaj o tym, żeby dużo pić. I będzie super :) Ponoć makaron poprzedniego dnia jest idealny. Ponoć, bo ja nie jadłam:P
    Aha, koniecznie pij na każdym punkcie żywieniowym izotoniki. Nawet, jeśli na początku Ci się nie będzie chciało, to pij. Co najmniej jeden kubeczek, a najlepiej weź dwa. Co do jedzenia - osobiście nie czułam w ogóle głodu, na maratonie zjadłam jednak snickersa po połówce, bardziej z rozsądku niż potrzeby.

    Ubiór - najlepiej na cebulkę i ciuchy oddychające, lekkie. Na początku an pewno będzie Ci zimno, w trakcie biegu ciepło, a pod koniec będziesz pewnie umierać z zimna. Więc bluzka z długim rękawkiem jest konieczna:)

    Buty - tu będę bezlitosna, jeśli masz badziewne, to koniecznie kup sobie porządne i pobiegaj w nich chociaz kilka krótkich 5-km treningów i pochodź w nich normalnie. Badziewne buty mogą rozwalić Ci nogi - tak miał Wojtas na pierwszym maratonie, jak biegł w zdezelowanych halówkach. Nie chcesz wiedzieć, jak wyglądały jego stopy i kolana;)

    Atmosfera maratonu jest świetna, na pewno Ci się spodoba :D POWODZENIA! :))))
    --
    www.urkye.pl
    urkye szyje
    urkye na blogspocie
    urkye na fejsie
  • mszn 28.09.12, 08:25
    No nie, w zdezelowanych halówkach nie biegam, mam jednak buty, które się nazywały biegowe, tylko nie są to Asicsy za pięć stów, a Kalenji za niewiele - byłam gotowa wydać sporo, ale jedyne odpowiednio szerokie buty w sklepie to były te właśnie. Wszystkie damskie są na mnie za wąskie, a męskim się rozmiary zaczynają za daleko. A potem latem kupiłam "porządne" - Salomony, super buty - po czym się okazało, że po 7-8 km robi się wielki bąbel i cześć. Boję się kupować buty.

    Pocieszyłaś mnie niejedzeniem - zresztą przecież w izotonikach jest cukier. Najwyżej będę je popijać wodą, żeby mnie nie mdliło ;) Ładowanie węglami przed zawodami na pewno mi wyjdzie, bo od dawna już nie mogę się doczekać takiego dnia dziecka :)

    Wczoraj się wreszcie zarejestrowałam, bo przyszła wypłata :) Atmosfera na pewno będzie fajna, biegłam już jedne zawody w Monachium i było naprawdę fajnie, chociaż przeraża mnie wizja dwudziestotysięcznego tłumu w kolejce do startu.
    Ale ogólnie to chyba powoli radość zaczyna wypierać banie się.

    --
    logiczka.blogspot.com
  • fanaberia.fanaberia 28.09.12, 11:00
    mszn napisała:

    > Wszystkie damskie są na mnie za wąskie, a męskim się rozmiary zaczynają
    > za daleko.
    New Balance robi buty w trzech tęgościach, może coś sobie dopasujesz.

    > mam jednak buty, które się nazywały
    > biegowe, tylko nie są to Asicsy za pięć stów, a Kalenji za niewiele
    Za żadne swoje asicsy nie zapłaciłam więcej niż 200 zł, a z powodu różnych ograniczeń jestem zmuszona wybierać "z tych droższych". Za sprawą uporu własnego natomiast nie kupuję butów białych, co dodatkowo znacznie zawęża wybór. Spokojnie jednak da się upolować sensowne modele na wyprzedażach.

    > A potem latem kupiłam "porządne" - Salomony, super buty - po czym
    > się okazało, że po 7-8 km robi się wielki bąbel i cześć. Boję się kupować buty.
    No niestety z butami jak ze stanikami - cudze doświadczenia są przydatne etapie dokonywania wyboru, ale nie rozstrzygną, czy będzie nam wygodnie. Nie będzie tego też wiedział sprzedawca w sklepie, mimo najlepszej woli i dużej fachowości. Mnie w podejmowaniu decyzji bardzo pomaga jednak czytanie recenzji. Z opisów typu blogowego (w tym testów np. na bieganie.pl) typuję sobie modele, za fachową radą część odrzucam, a następnie czytam recenzje w sklepach. Tam ludzie często opisują szczegółowo, w jakich sytuacjach i na jakich stopach buty się sprawdzają. Proces jest żmudny i mało ambitny (chociaż w najlepszym okresie mogłabym niemal sama prowadzić doradztwo obuwnicze ;)), ale skuteczny - wszystkie buty sportowe kupuję przez net, odsyłałam niewiele, a te, które zostały, doskonale się sprawdziły. Tyle że to jest metoda na później, nie rozwiąże Ci raczej problemu szybkiego zakupu.

    A tak w ogóle to mocno Ci zazdroszczę i wspieram całym swoim duchem uwięzionym w uziemionym ciele. Ale też jeszcze kiedyś przebiegnę te 40 z ogonkiem :)
  • urkye 28.09.12, 19:48
    > > Wszystkie damskie są na mnie za wąskie, a męskim się rozmiary zaczynają
    > > za daleko.
    > New Balance robi buty w trzech tęgościach, może coś sobie dopasujesz.

    Mam wąską i długą stopę (biegowe buty biorę w rozmiarze 43), u mnie New Balance się świetnie spisuje:) Mogę polecić z czystym sumieniem, mam już 4 parę :) I każde kolejne kupuję tej samej marki, bo inne się na mojej stopie po prostu nie sprawdzają.
    --
    www.urkye.pl
    urkye szyje
    urkye na blogspocie
    urkye na fejsie
  • pinupgirl_dg 28.09.12, 12:23
    > Nie rób nic specjalnego, poleż sobie i poodpoczywaj:) A przed samym biegiem pam
    > iętaj o tym, żeby dużo pić. I będzie super :) Ponoć makaron poprzedniego dnia j
    > est idealny. Ponoć, bo ja nie jadłam:P
    > Aha, koniecznie pij na każdym punkcie żywieniowym izotoniki. Nawet, jeśli na po
    > czątku Ci się nie będzie chciało, to pij. Co najmniej jeden kubeczek, a najlepi
    > ej weź dwa.

    Nie mam doświadczeń maratońskich (co najwyżej z połową tego dystansu), też jestem wychowana na tej szkole, żeby pić możliwie dużo, że jak się pojawia pragnienie, to już doszło do odwodnienia i kiedyś nie ruszałam się bez bidonu w żadną dłuższą trasę. Ale ostatnio coraz więcej czytam artykułów, które nie są tak jednoznaczne, np.:
    runners-world.pl/zdrowie/Pic-czy-nie-pic-4289.html
    blog.micoach.pl/2012/06/co-za-duzo-to-niezdrowo/
    treningbiegacza.pl/dieta/nawadnianie/item/488-10-ciekawych-wnioskow-na-temat-nawadniania-w-trakcie-maratonu


    --
    Fizia Pończoszanka
  • virgaaurea 04.10.12, 10:58
    jak pewnie wiesz, warszawski sie odbyl; prawie 7 tysiecy ludzi, nie ma statystyk ilu debiutantow maratonskich w tej liczbie, ale duzo na pewno, bo w ogole ludzi bylo rekordowo duzo; wiekszosc dobiegla (cos kolo 100 osob tylko nie skonczylo) i dumnie zakonczyla trase finiszujac na stadionie narodowym; imponujaco to wygladalo, a reakcje ludzi konczacych bieg - przeciekawe... niesamowite emocje to musialo wyzwalac, bo nawet patrzacym sie niezle udzielaly...
  • mszn 15.10.12, 14:42
    Jak w temacie :) Czas nikogo poza mną nie wbiłby w dumę (5:15), ale dałam radę, mimo płakania z bólu przez dobrych parę kilometrów po drodze, mimo nieporządnego trenowania przez ostatnie dwa miesiące, mimo wreszcie tego, że nikt nie czekał na mnie ani nigdzie na trasie, ani na końcu.
    Emocje nieporównywalne do niczego, i chyba uzależniające - muszę pogadać z jakimś lekarzem (przy mojej masie boję się trochę o kolana na dłuższą metę, a w wiotką trzcinę się nie zmienię nigdy, to wiem), ale chyba jeszcze kiedyś zafunduję sobie tę "przyjemność" ;)

    Póki co spoglądam tęsknie w stronę półmaratonu w Wiedniu w kwietniu, trzeba będzie się szybko zdecydować, bo mają ograniczenie miejsc.

    Największym zaskoczeniem był fakt, że już po wszystkim czułam się naprawdę dobrze (tzn. nie bardzo słabo, bo bolało prawie wszystko), lepiej nawet niż po niektórych treningach, miałam nawet lekki kłopot z zaśnięciem. Pewnie adrenalina. Dzisiaj samodzielnie wchodzę po schodach (choć jak listonosz dzwonił domofonem, to nie odebrałam, bo nie chciałam mierzyć się ze schodami dla głupiej paczki z czyścikiem do twarzy ;)), samodzielnie się z nich powolutku staczam.

    Acha, stanik: SA niebiesko-fioletowy (chyba lato 2012) - ZERO obtarć!, paznokcie: ChG Ruby Pumps (myślałam, że nie tylko mi w głowie błyskotki przed zawodami, ale nie widziałam lakierów na innych kobietach ;) chciałam mieć coś błyszczącego, żeby się pocieszać widokiem, jakby mi było słabo).

    --
    logiczka.blogspot.com
  • kis-moho 15.10.12, 14:53
    > Póki co spoglądam tęsknie w stronę półmaratonu w Wiedniu w kwietniu, trzeba będ
    > zie się szybko zdecydować, bo mają ograniczenie miejsc.

    Nie spogladaj, tylko sie zapisuj! Nocleg masz, odbior z mety tez :o)
  • mszn 15.10.12, 15:37
    :)
    To raczej chodzi o to, czy chcę znowu spędzić całą wiosnę na trenowaniu po 4 razy w tygodniu. Ale w sumie od lutego do marca nikogo nie trzeba uczyć, przyda się też trochę świeżego powietrza po zimie... Dam znać :)


    --
    logiczka.blogspot.com
  • virgaaurea 15.10.12, 15:48
    ha, gratulacje!
    czekalam az cos napiszesz:D
    mozesz mi zdradzic 2 rzeczy - przy jakiej masie sie boisz o kolana? bo mnie wystraszylas troszke...
    i jak wypada ten shock fioletowy rozmiarowo? tzn. na jakie wymiary jaki masz? on jest tak samo scisly jak czarny? jak sie ewentualnie nie chcesz upubliczniac z wymiarami, to na poczte gazetowa napisz, plis, plis... bo potrzebuje sobie kupic drugiego porzadnego sportowca, chce w innym kolorze i nie moge sie zebrac...
    gratuluje raz jeszcze!
  • mszn 15.10.12, 17:42
    Ważę 69 kilo teraz, przy wzroście chyba 172. Jestem szczupła (biubiu, urkye 38B/BB), ale jakoś się boję tych kilogramów, tym bardziej, że biegacze długodystansowi kojarzą mi się raczej ze szczypiorami. Kolana potrafią mnie czasem pobolewać podczas i po treningu, mam też szerokie biodra, więc wolę się sprawą zainteresować zanim będzie za późno (no, już teraz jest za późno, skoro przebiegłam maraton bez jakiejkolwiek konsultacji z lekarzem...). Ale w tych sprawach na pewno indywidualne predyspozycje i słabości tego i owego liczą się najbardziej, a nie liczby.

    Fioletowego SA mam 34DD, tak samo czerwonego, z czarnym nie do końca mogę porównać, bo czarny miałam 32F - teraz się w niego nawet nie zapnę, wcześniej też jakoś lubiłam się bardziej ściskać sportowcami. Fioletowy wydaje mi się jednak luźniejszy od czerwonego, i chyba od czarnego też, jeśli porównać to, jak zachowują się w rękach.
    Wymiary dzisiaj mierzone: pod 74/79, w biuście 95/99, biust lekki stożek, większość obecnych staników noszę 34DD (Effuniak, OnlyHer).
    Jeśli masz biust mniejszo-średni, to brałabym taki sam rozmiar, jak w czarnym - byłam zdziwiona po przejściu na obwód 75, że podtrzymanie nie zmalało, a wygoda wzrosła.


    --
    logiczka.blogspot.com
  • mszn 16.10.12, 08:44
    Aj waj, dostałam link do zdjęć z maratonu i filmików, na których finiszuję (zapłać jedyne 59,99 i zobacz to w pełnej rozdzielczości), i nagle nabrałam ochoty na zrzucenie z pięciu kilogramów...

    --
    logiczka.blogspot.com
  • virgaaurea 16.10.12, 10:56
    a masz w ogole jeszcze co zrzucac po takich treningach do maratonu?
    bo pewnie masz mase miesniowa po prostu ktora wyrabia te kg?
  • mszn 16.10.12, 13:36
    Mam mięśnie, to wiem. Z drugiej strony, przez tych 9 miesięcy trenowania, nie straciłam ani kilograma, zrzuciłam tylko zimowe zapuszczone 2 cm w biodrach, reszta wymiarów bez zmian - więc wcale nie zmieniłam się w smukłą gazelę, jak byłam upakowana, tak jestem, tylko nogi ładniejsze. Nie dziwię się zresztą za bardzo, bo dużo ćwiczę od 7-8 lat, więc spektakularnych przemian u mnie nie będzie.
    Te kilogramy do zrzucenia to tylko takie marzenia, bo wiem, że wszystko poniżej 66-68 wymagałoby ode mnie bardzo dużych wyrzeczeń i możliwe, że odbiłoby się w przyszłości problemami z nadwagą, rozwalonym metabolizmem itd. Takie ciało, trzeba kochać - i kocham, póki się na zdjęciach nie widzę ;) Zawsze się dziwię, że ta laska z lustra to ta sama, co na zdjęciu.


    --
    logiczka.blogspot.com
  • kis-moho 16.10.12, 13:43
    Zawsze się dziwię, ż
    > e ta laska z lustra to ta sama, co na zdjęciu.

    Dostaniesz ode mnie kopa w te wysportowane cztery litery, możesz mnie trzymać za słowo. Masz ładną, zgrabną, sportową sylwetkę i nie masz czego zrzucać. W wiotką gazelę się nie zmienisz, bo to nie Twój typ sylwetki, chyba, że się zagłodzisz, a wtedy już dużo nie pobiegasz.
    Inna rzecz - pokaż mi osobę zadowoloną ze swoich zdjęć po przebiegnięciu maratonu :D Ja widziałam siebie na mecie biegu chyba na 6.2, mogłabym spokojnie straszyć w horrorze klasy C ;o)
  • pinupgirl_dg 16.10.12, 13:51
    > Inna rzecz - pokaż mi osobę zadowoloną ze swoich zdjęć po przebiegnięciu marato
    > nu :D Ja widziałam siebie na mecie biegu chyba na 6.2, mogłabym spokojnie stras
    > zyć w horrorze klasy C ;o)

    Prawda ;). Ja też podzieliłam się z otoczeniem tylko zdjęciami ze startów, starannie wyselekcjonowanymi, bo w rozciągniętym dresie i mało twarzowej czapeczce jestem jeszcze mniej fotogeniczna, niż zwykle ;). Na mecie mało kto rozsiewa wdzięk i czar, ale to akurat wtedy nie jest najważniejsze :).

    --
    Fizia Pończoszanka
  • virgaaurea 16.10.12, 22:03
    po tylu latach intensywnego sportu to masz jakis fenomenalny stosunek miesni do tluszczu i super sportowa sylwetke zapewne:D
    i nie masz co zrzucac;
    a mam jeszcze jedno pytanie - czemu pisalas o szerokich biodrach, czym "to grozi"? wole wiedziec, na co mam uwazac;
  • mszn 17.10.12, 08:14
    Gdzieś kiedyś wyczytałam - i przekonuje mnie to - że kobiety przez szerokie biodra są bardziej narażone na problemy z kolanami, bo nogi u góry zaczynąją się trochę szerzej, więc siłą rzeczy tendencja do iksowatych nóg jest większa - a to większe obciążenie dla kolan.

    Jeszcze o body composition - opowiadałam już gdzieś na forum tę anegdotkę, ale opowiem znowu ;) Rok temu przy zapisywaniu się do klubu fitness tu w Niemczech miałam spotkanie z panią, która miała mnie pomierzyć i tak dalej. Przy wstępnych pytaniach - jakie mam cele etc. - pani otaksowała mnie wzrokiem i mówi: no nie, w pani przypadku to na pewno nie odchudzanie, wszystko super wygląda. Pięć minut później postawiła mnie na wagę, zrobiła oczy, i mówi: no, z pięć kilo zrzucić by się przydało, bo będzie niebezpiecznie dla zdrowia. Po instruktorce fitnessu spodziewałam się więcej myślenia ;)

    Jak tylko nadrobię zaległości w brzuszkach - bo się zapuściłam przez bieganie - to będę całkiem zadowolona z siebie. :)

    --
    logiczka.blogspot.com
  • pinupgirl_dg 17.10.12, 14:21
    > Gdzieś kiedyś wyczytałam - i przekonuje mnie to - że kobiety przez szerokie bio
    > dra są bardziej narażone na problemy z kolanami, bo nogi u góry zaczynąją się t
    > rochę szerzej, więc siłą rzeczy tendencja do iksowatych nóg jest większa - a to
    > większe obciążenie dla kolan.

    U mnie się nie sprawdza, mam szerokie biodra i typowe ( ), nie X. Może dlatego, że chodzę jak kaczka, zamiast zgrabnie stawiać nogę za nogą ;).


    > Jak tylko nadrobię zaległości w brzuszkach - bo się zapuściłam przez bieganie -
    > to będę całkiem zadowolona z siebie. :)

    A robisz brzuszki, czy spięcia? Ja cały czas robiłam spięcia, ale chyba wrócę do brzuszków, mam wrażenie, że lepiej na mnie działają.

    --
    Fizia Pończoszanka
  • pinupgirl_dg 15.10.12, 16:00
    Gratuluję :).
    Co do imprez biegowych - wszystkie są rewelacyjne. Jeśli nie czujesz się na siłach na maraton, to śmiało startuj na krótszych dystansach. Jest tyle pięknych biegów. Polecam wszystkim biegaczom, również początkującym, atmosfera zwykle jest super :).


    --
    Fizia Pończoszanka
  • mszn 15.10.12, 20:22
    Wiem, wiem, dlatego myślę o tej połówce w Wiedniu - turystyka biegowa to jest to :) Dziesiątki są dla mnie trochę zbyt stresujące, bo trzeba szybko biec, i pojawia się chęć poprawiania wyników, bo przecież 10k to nie jest bieg, w którym człowiek się rozgląda na boki za widokami albo cieszy z samego ukończenia.
    Kurczę, no, dobry bakcyl ^^

    --
    logiczka.blogspot.com
  • pinupgirl_dg 15.10.12, 22:18
    > Wiem, wiem, dlatego myślę o tej połówce w Wiedniu - turystyka biegowa to jest t
    > o :) Dziesiątki są dla mnie trochę zbyt stresujące, bo trzeba szybko biec, i po
    > jawia się chęć poprawiania wyników, bo przecież 10k to nie jest bieg, w którym
    > człowiek się rozgląda na boki za widokami albo cieszy z samego ukończenia.
    > Kurczę, no, dobry bakcyl ^^

    No, nie ukrywam, że gdzieś tam prędzej czy później pojawia chęć poprawiania wyników, ale ta atmosfera jest bardziej wciągająca. Wiele biegów odbywa się w całkiem fajnych okolicznościach przyrody, więc jest na co się oglądać, a satysfakcja też wcale nie jest mała. Ja nie dzielę mojej radochy z danego biegu tylko na podstawie dystansu. Kolekcjonowanie medali też wciąga ;). Osławiona samotność biegacza jest fajna, ale czasami naprawdę miło spotkać się z innymi zarażonymi.


    --
    Fizia Pończoszanka
  • fanaberia.fanaberia 15.10.12, 16:10
    mszn napisała:

    > Jak w temacie :)
    Wielkie gratulacje!

    > Czas nikogo poza mną nie wbiłby w dumę (5:15)
    Bardzo się mylisz! ;D
  • urkye 15.10.12, 19:01
    Super! Gratuluję!!! :)))
    --
    www.urkye.pl
    urkye szyje
    urkye na blogspocie
    urkye na fejsie
  • izas55 15.10.12, 21:32
    Gratulacje !
    --
    Klub Nieanonimowych Lakieroholiczek
  • ciociazlarada 17.10.12, 13:03
    Nooo, gratulacje!

    Czas mnie by wbił. W takim tempie schodzę obecnie z trzech pięter schodów:(
  • mszn 17.10.12, 15:25
    Wiesz co, Ty masz inne wbijające w dumę i stresujące zadania póki co.

    --
    logiczka.blogspot.com
  • zenobia44 17.10.12, 14:35
    Gratulacje!
  • besame.mucho 27.09.12, 09:50
    Się dorobiłam przy bieganiu. Siedzę w domu, obkładam lodem i psikam chłodzącym sprejem. A jak mi już przejdzie, to co mam zrobić, żeby się tego znowu nie nabawić? Że puknąć się w łeb i kupić buty do biegania, zamiast biegać w starych trampkach, to już wiem ;). Ale coś jeszcze? Jakieś specjalne rozgrzewki czy coś takiego? Jakie są genialne sposoby żeby zminimalizować ryzyko ponownego wystąpienia takiej kontuzji?
  • pinupgirl_dg 27.09.12, 12:22
    > Się dorobiłam przy bieganiu. Siedzę w domu, obkładam lodem i psikam chłodzącym
    > sprejem. A jak mi już przejdzie, to co mam zrobić, żeby się tego znowu nie naba
    > wić? Że puknąć się w łeb i kupić buty do biegania, zamiast biegać w starych tra
    > mpkach, to już wiem ;). Ale coś jeszcze? Jakieś specjalne rozgrzewki czy coś ta
    > kiego? Jakie są genialne sposoby żeby zminimalizować ryzyko ponownego wystąpien
    > ia takiej kontuzji?

    Kupić buty do biegania, unikać twardy nawierzchni (czyli np. raczej asfalt, niż betonowe płyty), jeśli się da i przede wszystkim - spokojnie. Nasza kondycja adaptuje się do biegania szybciej, niż nasze kości i stawy, dlatego nawet, jeśli się jeszcze może, trzeba zachować umiar. Tak naprawdę to jest najważniejsze, bo dobrze wytrenowana osoba nawet w trampkach może sobie poradzić, a jeśli się rzucimy od razu na głęboką wodę, to i buty za dwie średnie krajowe nas nie uratują.
    BTW niektórym osobom (w tym mi) zimne okłady nie pomagały, wręcz przeciwnie, lepiej mi było, jak trzymałam nogi w cieple. Trzeba zobaczyć co i jak. Możesz też spróbować z preparatami przeciwzapalnymi i przeciwbólowymi w żelu. I nie próbuj biegać, zanim zupełnie nie przejdzie!


    --
    Fizia Pończoszanka
  • besame.mucho 28.09.12, 10:16
    > Nasza kondycja a
    > daptuje się do biegania szybciej, niż nasze kości i stawy, dlatego nawet, jeśli
    > się jeszcze może, trzeba zachować umiar.

    Podejrzewałam raczej buty dlatego, że w wakacje na działce biegałam więcej i częściej niż w Warszawie, tylko po leśnych dróżkach, a nie po betonie, i żadna krzywda mi się nie działa :). Ale też fakt, że zaczęło mnie boleć wyjściu, w trakcie którego stwierdziłam, że już jestem taka fantastyczna, że mogę biec dłużej i szybciej niż zazwyczaj.

    > BTW niektórym osobom (w tym mi) zimne okłady nie pomagały, wręcz przeciwnie, le
    > piej mi było, jak trzymałam nogi w cieple.

    Mnie chyba to zimno pomaga, bo przy chodzeniu już mnie nie boli, boli już tylko jak w tym miejscu naciskam. Aż tak przestanie boleć też mam czekać? Jak nic się z pewnym niedowierzaniem przyznaję do uzależnienia, brakuje mi biegania od kiedy tę nogę rozwaliłam :).
  • pinupgirl_dg 28.09.12, 11:36
    > Mnie chyba to zimno pomaga, bo przy chodzeniu już mnie nie boli, boli już tylko
    > jak w tym miejscu naciskam. Aż tak przestanie boleć też mam czekać? Jak nic si
    > ę z pewnym niedowierzaniem przyznaję do uzależnienia, brakuje mi biegania od ki
    > edy tę nogę rozwaliłam :).

    Rozumiem, rozumiem ;). Jeśli Cię to pocieszy, to chyba większość biegaczy zna ten ból. Ja bym odczekała, aż całkiem przestanie boleć. Nie ma sensu teraz, bo przedłużysz sobie powrót do zdrowia. W tym czasie, jeśli już dochodzisz do siebie, możesz postawić na jakieś inne formy aktywności, jeśli nogi pozwolą, np. basen, może rower, ale bądź ostrożna i sama musisz ocenić, czy na pewno nie powoduje to żadnego dyskomfortu.

    Jeśli chodzi o rozciąganie, to tutaj masz przykładowe ćwiczenia:
    polskabiega.sport.pl/polskabiega/1,105615,7779741,Polska_Biega__rozciaganie_czyli_stretching.html
    Generalnie wśród biegaczy dominuje rozciąganie statyczne, chociaż mi się też zdarza dynamicznie, jak nie mogę się powstrzymać ;). I to ma być delikatne naciąganie, żeby rozluźnić mięśnie, nie musisz robić szpagatów :). Wręcz z punktu widzenia biegaczy pewna "sztywność" jest pożądana. Niektórzy zalecają rozciąganie przed i po, chociaż według wielu danych rozciąganie po treningu w zupełności wystarczy. A rozgrzewasz się? Zaczynasz od marszu, czy od razu od biegu?

    --
    Fizia Pończoszanka
  • sbarazzina 28.09.12, 12:30
    pinupgirl_dg napisała:


    > Jeśli chodzi o rozciąganie, to tutaj masz przykładowe ćwiczenia:
    > rel="nofollow">polskabiega.sport.pl/polskabiega/1,105615,7779741,Polska_Biega__rozciaganie_czyli_stretching.html

    Ćwiczenia fajne, ale tej pani to przydałby sie porządny stanik sportowy! :)

    ---
    Mam staniki na zbyciu, różne rozmiary:
    tnij.org/staniki01
  • virgaaurea 27.09.12, 13:04
    1. nie szalec sportowo, jak juz musisz to chyba plywanie sie najbardziej nada; a na pewno odpuscic rolki i bieganie;
    2. jesli jestes na jakims w miare poczatkowym etapie to spokojnie zaczynac (wiem, ciezko, chcialoby sie poleciec wiecej;), mam to samo, ale sie stopuje, bo stawy i sciegna musza sie przyzywczaic;
    3. poczytac w necie, np. tu: bieganie.pl/forum/viewtopic.php?f=2&t=14251&start=0&sid=c9f707dae02f597f2e8a71a3c2273bc2
    4. zanabyc buty jesli twoja stopa/technika biegu tego wymaga
    5. no i to oczywista oczywistosc, ale rozciagalas sie codziennie?
    czy cieplo czy zimno pomaga to ponic indywidualna sprawa;
  • besame.mucho 28.09.12, 10:18
    > 5. no i to oczywista oczywistosc, ale rozciagalas sie codziennie?

    O, widocznie dla mnie nie aż taka oczywista oczywistość, bo rozciągałam się po bieganiu, a nie codziennie. A jakie ćwiczenia rozciągające są przy bieganiu najlepsze? Bo ja sobie coś tam rozciągam, ale nawet nie wiem czy to, co powinnam ;).
  • fanaberia.fanaberia 28.09.12, 11:13
    besame.mucho napisała:

    > O, widocznie dla mnie nie aż taka oczywista oczywistość, bo rozciągałam się po
    > bieganiu, a nie codziennie.
    Dla mnie też nie aż taka. Wręcz przeciwnie, o ile wiem, biegaczom (na poziomie wyczynowym, nie rekreacyjnym) wręcz sugeruje się ograniczenie rozciągania na rzecz siły. Że niby mocno rozciągnięte mięśnie są mniej wydajne czy coś.

    > A jakie ćwiczenia rozciągające są przy bieganiu
    > najlepsze? Bo ja sobie coś tam rozciągam, ale nawet nie wiem czy to, co powinnam ;).
    Na bieganie.pl znajdziesz gotowe zestawy, z tym że w większości sugerują układanie się na glebie ;) Ponieważ sama ćwiczę w lesie, to mam przed tym niejakie opory. Postaram się też później odszukać artykuł, w którym autor opisywał rozciąganie po bieganiu w prostych krokach. Nie pamiętam szczegółów, bo czytałam go jakiś czas temu, a pakiet rozciągający mam własny, ale zapamiętałam wrażenie, że "o, fajne".
  • virgaaurea 28.09.12, 13:56
    co do rozciagania - jak pewnie z wiekszoscia spornych kwestii, ile osob tyle zdan; ale znajomym 2 osobom orto zalecil calkiem osatnio przy niewilkich kontuzjach wlasnie codzienne rozciaganie (konkretne zastawy cwiczen nawet), a w dni biegowe i przed delikatnie i po; przy czym to zadni zawodowcy, rekraacyjni polmaratonczycy; orto z wawelskiej wiec porzadny raczej; musze przyznac, ze sama zaczelam sie rozciagac wiecej i dobrze mi to robi; tylko ja sie nie nastawiam na bicie rekordow, wiec troche mniej wydajne miesnie mnie nie przerazaja jakos mocno;
  • fanaberia.fanaberia 29.09.12, 00:01
    A byłam niemal pewna, że czytałam go na papierze i że wiem gdzie.
    Żeby nie przyjść z całkiem pustymi rękami, przyniosłam to. (A tutaj onlajnowa wersja angielska.) Bo też fajne i lubię.
  • besame.mucho 28.09.12, 10:34
    Jak jęczę wyżej, nabawiłam się zapalenia okostnej - może przez brak odpowiednich butów, może przez zbyt forsowny trening a może przez cholera wie co. W każdym razie żeby się to nie powtórzyło kupuję buty i robię Plan. Tylko nie wiem ile mam biegać, żeby nie przeciążać stawów, a żeby się nie zanudzić na śmierć. Wygóglowałam to:
    bieganie.pl/?show=1&cat=19&id=547
    od początku nie będę zaczynała na pewno, bo 30 sekund, to nawet nie poczuję że biegnę. Bez problemu biegałam po ok. 15-20 minut (w wolnym tempie, dystans ok 2-2,5 km). Nogę sobie popsułam jak biegłam ponad 30 minut i szybciej. Przerw na marsz nie robiłam ani w jednym ani w drugim wydaniu. Powinnam to zmienić i dobić do 30 minut nie stopniowym wydłużaniem biegu (czyli wychodzeniem sobie na tych 15-20 minut, później na 20-25 itd), tylko robieniem na zmianę marszu skracając marsz aż bieg będzie nieprzerwany? Jeśli tak, to od którego miejsca zlinkowanego planu powinnam zacząć?
  • pinupgirl_dg 28.09.12, 12:05
    Ten ma na celu głównie wyrobienie kondycji. Ty kondycję już masz, jeśli 30 minut biegu w żwawym tempie nie stanowi dla Ciebie wielkiego problemu. Ja bym wróciła ostrożnie, przez pierwsze treningu robiłam marszobieg, ale bez specjalnych proporcji, jak Ci serce podyktuje, bo do formy i tak pewnie wrócisz bardzo szybko. Ja bardzo polecam rozgrzewkę w marszu, moim zdaniem to najlepsza forma rozgrzania + kilka ćwiczeń rozgrzewających stawy. Zanim pobiegnę, maszeruję jakiś kilometr w dobrym tempie. I nie polecam biegania częściej niż 3x w tygodniu na początku. Sama zobaczysz, co i jak. Poza tym - jaki jest Twój cel?


    --
    Fizia Pończoszanka
  • besame.mucho 28.09.12, 12:16
    Biegam co 2-3 dzień, więc mi właśnie wychodzi ok. 3 razy w tygodniu. Zaczynam od rozgrzewki, ale nie marszowej - jeśli biegam dalej od domu, to dojeżdżam w dosyć szybkim tempie na rowerze (ok. 10 minut), jeśli koło domu, to pedałuję ok. 10 minut na rowerku stacjonarnym, a później wychodzę i od razu biegnę. Lepiej zamienić rower na marsz?

    > Poza tym - jaki jest Twój cel?

    W zasadzie nie wiem, zaczęłam, żeby się sprawdzić czy w ogóle dam radę, i się wciągnęłam ;). Przede wszystkim chyba taki, żeby się zupełnie nie zasiedzieć, bo ostatnio głównie siedzę w domu i czuję potrzebę poruszania się czasem. Ale oczywiście jak przy okazji zgubię kilka kilo i znów wpadnę w strefę do G, a nie GG+ to też się nie obrażę.

    Czyli ten plan odpuścić? A jeśli tak, to lepiej robić jakiś określony czas samego biegu (np. 15 minut, żeby nie przeciążyć stawów, i stopniowo zwiększać co tydzień o np. 2 minuty), czy lepiej założyć stały czas treningu (np. 30 minut, i biec sobie tyle, żeby się nie przeciążyć, później chwilę maszerować i znów biec)?

    Dzięki za linka do ćwiczeń rozciągających. Robię właśnie takie, ale niektóre jak się okazało źle, np. nie wiedziałam, że przyciągając piętę do pupy kolana obu nóg powinnam trzymać złączone :).
  • pinupgirl_dg 28.09.12, 12:31

    > Dzięki za linka do ćwiczeń rozciągających. Robię właśnie takie, ale niektóre ja
    > k się okazało źle, np. nie wiedziałam, że przyciągając piętę do pupy kolana obu
    > nóg powinnam trzymać złączone :).

    Przyznam, że ja też :D. I się zastanawiałam, co z mną jest nie tak, że prędzej sobie tę nogę założę na głowę, niż coś rozciągnę ;).


    > Czyli ten plan odpuścić? A jeśli tak, to lepiej robić jakiś określony czas same
    > go biegu (np. 15 minut, żeby nie przeciążyć stawów, i stopniowo zwiększać co ty
    > dzień o np. 2 minuty), czy lepiej założyć stały czas treningu (np. 30 minut, i
    > biec sobie tyle, żeby się nie przeciążyć, później chwilę maszerować i znów biec
    > )?

    Powiem szczerze, że nie wiem :). Pewnie wyjdzie na to samo. Ja sama teraz wolę 15-20 minut ciągłego biegu. Kondycji mi spokojnie na tyle wystarcza i nad tym na razie nie mam zamiaru pracować, a te 20 minut biegu daje mi odprężenie od siedzącego trybu życia. Pilnowanie zegarka co chwilę psułoby mi tę frajdę. Myślę, że jak kupisz porządne buty, zaczniesz ostrożniej i ewentualnie będziesz się wystrzegać betonowych płyt, będzie dobrze :).


    --
    Fizia Pończoszanka
  • pinupgirl_dg 28.09.12, 12:37
    > Biegam co 2-3 dzień, więc mi właśnie wychodzi ok. 3 razy w tygodniu. Zaczynam o
    > d rozgrzewki, ale nie marszowej - jeśli biegam dalej od domu, to dojeżdżam w do
    > syć szybkim tempie na rowerze (ok. 10 minut), jeśli koło domu, to pedałuję ok.
    > 10 minut na rowerku stacjonarnym, a później wychodzę i od razu biegnę. Lepiej z
    > amienić rower na marsz?

    Aaa jeszcze co do rozgrzewki. Warto dołączyć jakieś ćwiczenia na stawy. Nie musi to być nic wyrafinowanego, parę obrotów stopą w jedną i w drugą, uginanie nóg w kolanie, krążenia bioder. Ja lubię rozgrzewkę w marszy i zwykle chociaż te pierwsze kilkaset metrów trasy (i ostatnie, żeby się trochę schłodzić) pokonuję marszem. Sama musisz zobaczyć, co Ci pasuje.


    --
    Fizia Pończoszanka
  • virgaaurea 28.09.12, 14:03
    > > Poza tym - jaki jest Twój cel?
    >
    > W zasadzie nie wiem, zaczęłam, żeby się sprawdzić czy w ogóle dam radę, i się w
    > ciągnęłam ;). Przede wszystkim chyba taki, żeby się zupełnie nie zasiedzieć, bo
    > ostatnio głównie siedzę w domu i czuję potrzebę poruszania się czasem. Ale ocz
    > ywiście jak przy okazji zgubię kilka kilo i znów wpadnę w strefę do G, a nie GG
    > + to też się nie obrażę.

    moze spodobaloby ci sie to: bieganie.pl/index.php?show=1&cat=13&id=249
    zeby zaczac tzreba spokojnie dac rade biec 40 minut, wiec pewnie troche musialabys jeszcze popracowac nad wydluzeniem czasu, ale potem mozna zaczac krok po kroku wprowadzac ten plan;
  • besame.mucho 28.09.12, 20:03
    Brzmi fajnie :). Chyba zrobię taki plan, że najpierw bez planu ;) sobie tym razem powolutku dobiję do 30 minut, później się trochę ponapawam, że biegam 30 minut i mi się nic nie naciąga, nie zapala i nie boli, a jak skończę z napawaniem i zacznę szukać czegoś nowego, żeby się nie nudzić, to rozważę ten program.
  • zenobia44 28.09.12, 11:37
    Czy to w ogóle możliwe, żeby biegać jak się jest grubym? Czytałam forum bieganie i tam na wątku o grubych biegaczach wypowiadają się kobiety ważące mniej niż 70 kg i faceci owszem tężsi, ale tez wyżsi i zwykle tacy którzy drastycznie w czasie biegania chudną.
    Mam b.wysokie BMI (musiałabym schudnąć sporo, żeby przejść do tabelkowej nadwagi), właśnie zaliczyłam porażkę, bo po kilku dniach biegania (czy raczej marszobegu) dorobiłam się kontuzji stopy/kostki/ścięgna. Poprzednia taka kontuzja unieruchomiła mnie na kilka dobrych lat i podczas tego unieruchomienia właśnie masakrycznie przytyłam, zatem nie chcę ryzykować i biegać przestałam od razu. Ale czy ja mam szansę w ogóle się z bieganiem zmierzyć przy tej wadze? Taka młoda tez już nie jestem, więc raczej mi możliwości kondycyjne same z siebie nie wzrosną.
  • pinupgirl_dg 28.09.12, 11:51
    > Mam b.wysokie BMI (musiałabym schudnąć sporo, żeby przejść do tabelkowej nadwag
    > i), właśnie zaliczyłam porażkę, bo po kilku dniach biegania (czy raczej marszob
    > egu) dorobiłam się kontuzji stopy/kostki/ścięgna. Poprzednia taka kontuzja unie
    > ruchomiła mnie na kilka dobrych lat i podczas tego unieruchomienia właśnie masa
    > krycznie przytyłam, zatem nie chcę ryzykować i biegać przestałam od razu

    Bardzo słusznie. Cokolwiek się dzieje nie tak, lepiej treningi przerwać. Znacznie łatwiej potem te opuszczone treningi nadrobić, niż wychodzić z poważnego dołka.
    Co do tematu - znam kilku biegaczy z nadwagą/otyłością. Większość to ludzie, którzy biegają od dawna i przytyli z upływem lat, chociaż nie tylko. Bieganie dla kości i stawów to seria wstrząsów, im wyższa waga biegacza, tym mocniej stawy są obciążane. Moim zdaniem nadwaga nie wyklucza biegania, ale każdy przypadek musiałby być rozpatrzony indywidualnie, z pomocą lekarza lub rehabilitanta. Na pewno warto zadbać o dobre buty, nie biegać codziennie i bardzo uważnie obserwować organizm, zresztą w każdym przypadku, nie tylko biegacza z nadwagą. Bieganie uzależnia i łatwo dać się ponieść :).


    --
    Fizia Pończoszanka
  • zenobia44 28.09.12, 19:21
    >na pewno warto zadbać o dobre buty, nie biegać codziennie

    Buty chyba mam dobre, ale w sumie nie wiem jak to ocenić. Jak wy kupujecie buty? Co bierzecie pod uwagę? Wstyd powiedzieć - ja zaufałam sprzedawcy:D Przydadzą się takie wskazówki na przyszłość, jeśli moje aktualne byty przejdą test.

    ps. biegałam codziennie, bo mi się wydawało, że im więcej tym lepiej
  • besame.mucho 28.09.12, 19:57
    > Wstyd powiedzieć - ja zaufałam sprzedawcy:D

    E, czemu wstyd :) ? Ja dziś kupiłam i też zaufałam - pani mnie wypytała jak długo biegam, po jakim terenie, obejrzała stopy, kazała przebiec się po sklepie, później nagrała w różnych butach kamerą na bieżni, pokazała, że jedna kostka mi chodzi prościutko, a drugą odrobinę krzywię, i pomogła dobrać takie buty, w których kostka była w obu stopach prosto, a mi było wygodnie. Brzydkie są jak noc, ale gdyby kosztowały połowę mniej i były połowę ładniejsze, to bym w takich na co dzień latała, takie wygodne.
    Ze stanikami ufamy brafitterkom, to czemu z butami nie ufać sprzedawcom :) ?
  • zenobia44 28.09.12, 20:10
    > Ze stanikami ufamy brafitterkom, to czemu z butami nie ufać sprzedawcom :) ?

    Z tego prostego powodu - mój nic takiego nie zrobił. Zapytał do czego - do biegania - jaki rozmiar - taki - proszę jest to, to i to. Wyszłam z pumami, ale nazwy modelu nie pomnę. Piękne nie są. W jakim sklepie byłaś, bo też chcę kamerkę na nogi:)
  • besame.mucho 28.09.12, 20:28
    Byłam w ergo:
    ergo-sklep.pl/
    Na stronie jest napisane, że jeśli po dobraniu modelu nie będziesz kupowała butów, to usługa dobierania jest płatna 40 zł. Jeśli kupujesz, to darmowa.
    Tu jest opisane jak takie dobieranie wygląda:
    ergo-sklep.pl/webpage/ergolab-profesjonalny-dobor-butow-do-biegania.html
    potwierdzam, że u mnie się te wszystkie kroki odbyły.
    Na dobieranie się nie umawiałam, ale byłam w środku dnia, na stronie jest napisane, że wieczorami i w weekendy jest większy ruch i warto zadzwonić i się umówić.

    Nie wiem jak wypadają cenowo, pewnie tak, jak większość sklepów stacjonarnych, czyli że w necie da się taniej, ale ja chciałam, żeby mi ktoś powiedział co i jak. I dobrze w sumie zrobiłam, bo się okazało że chociaż tak na pierwszy rzut oka moje stopy wyglądają na neutralne, albo nawet supinujące (wysoki łuk, jak samodzielnie robiłam testy stawiając na kartce mokre stopy, to zewnętrzna linia stóp odbijała się tylko cieniutko), to na wideo się okazało że prawą stawiam prosto, a w lewej kieruję kostkę do wewnątrz, czyli odwrotnie niż by wynikało z samego patrzenia na stopy. Pomierzyłam kilka par różnych firm, już wiem w jakich firmach mi wystarczają buty neutralne, w jakich muszę sięgnąć po takie dla lekkiej nadpronacji, a jakie mi w ogóle nie odpowiadają, bo są na inny kształt nogi i cisną.
    Czuję się naumiana i mądrzejsza i następne buty pewnie już kupię taniej samodzielnie przez net :).
  • virgaaurea 28.09.12, 22:14
    pokazesz co ci ddobrali?
  • besame.mucho 29.09.12, 14:28
    Tak, jasne :).
    O takie:
    www.brooks-running.pl/produkty/obuwie-damskie/Neutral/glycerin10B761
    okazało się, że najlepiej na mnie leżą Brooksy, Najki neutrale za słabo trzymały mi stopę i musiałabym brać model dla pronatorów (co z kolei nie do końca pasi do prawej stopy), a Asicsy wszystkie mnie cisnęły w duży palec w miejscu łączenia siateczki w przednim wzmocnieniem. Brooksy najlepiej leżały te i model Ghost. Ghosty mnie kusiły, bo były stówkę tańsze i nie miały tego strasznego różu, a pani, która mi pomagała dobrać buty, mówiła, że przy mojej wadze i stylu biegania wystarczyłyby Ghosty (te, które w końcu kupiłam, są mocniej amortyzowane), ale niestety miały twardsze wykończenie tego miejsca, gdzie są dziurki od sznurówek, i trochę mi się to wbijało w stopę, co pewnie przy dłuższym biegu by nie było specjalnie komfortowe.
  • virgaaurea 04.10.12, 10:55
    o mamo, ale amortyzacji:D pewnie ci w nich wygodnie jak w kapciach:D
    no i mi taki roz (do stroju treningowego, w akcentach, nie na zwykly dzien) sie calkiem akurat podoba:D
  • zmijunia.lbn 02.11.12, 23:00
    besame.mucho napisała:

    > O takie:
    > www.brooks-running.pl/produkty/obuwie-damskie/Neutral/glycerin10B761

    I to są buty brzydkie jak noc? Baaardzo zabawne - marzę o tym żeby dobrali mi coś z różem jak kiedyś będę biegówki kupować.. :P

    --
    65/71/89/97 = 30FF?
    LAST.FM
    BLOG
    nie używam gazetowego - zmijuniaminor[at]wp.pl
  • ciociazlarada 28.09.12, 20:33
    Nie przejmuj się. Mnie buty dobierane kamerką dość konkretne skrzywdziły - zajrzyj na wcześniejsze strony tego wątku. Dobrze biegało mi się w takich kupionych przez internet:) czyli urągając wszelkiej sztuce dobierania butów... To naprawdę jest w dużym stopniu loteria, ale na pewno na początku nie warto biegać codziennie.
    Mój znajomy zrzucił z nadwagi (24 kilo w sumie) biegając 3 razy w tygodniu, pamiętam że opowiadał o początkach i zaczynał od 100 metrów truchtem.
  • maggianna 28.09.12, 13:27
    Bieganie odradzam, mam duza nadwage i BM 31 i zarozno ortopeda jak i rehabilitant zakazali biegac, bardzo latwo o urazy od przeciazenia, nie tylko nog ale i calego kregoslupa, zwlaszcza ze przy duzej nadwadze czesto miesnie nie sa zbyt mocne zeby utrzymac cialo w odpowiednim polozeniu i wtedy latwo o skrecenia/naciagniecia.

    Cwicze od prawie 2 lat bardzo intensywnie, kondycje mam calkiem niezla ale niestety ciagle mam problemy wlasnie zwiazane z przeciazeniami i cwicze rownolegle z rehabilitacja i pod kontrola ortopedy i rehabilitanta, mam ciagle problemy ze stopami i kolanami.

    Wskazane sa szybkie marsze/dobrze wykonywany nordic walking - zeby sie zmeczyc na biezni zazyczaj ide ok 7-7.5 km/h, powyzej 8 km/h musialabym zaczac biec, wiec ostatnio przesiadlam sie na orbiteka bo jest mniej obciazajacy dla kolan a latwiej sie na nim zmeczyc.

    Co do mozliwosci kondycyjnych - podejrzewam ze jestem starsza od Ciebie a przez rok (o czym juz pare razy pisalam) z ostrej zadyszki na biezni przy 4 km/h i wytrzymaniu w tym tempie maksymalnie 20 min doszlam do swobodnego marszu przez godz przy predkosci 7.5 km/h. No i teraz po godzinie schodze z biezni bo mi sie nudzi a nie dlatego ze jestem tak zmeczona ze nie jestem w stanie nogami przebierac.

    Malo tego - od 3 miesiecy zastapilam bieznie orbitekiem i mam cel na treningu ze skoncze trening jak spale 500 kalorii - na poczatku potrzebowalam na to 65 min, teraz z takimi samymi ustawieniami i tym samym tetnem potrzebuje 45 min (bo jestem w stanie biec szybciej), wiec kondycja zdecydowanie wzrosla.
  • zenobia44 28.09.12, 19:14
    Dzięki Maggianno. Właśnie od jakichś dwóch lat uprawiam nordic walking i mam go serdecznie dosyć, nudzi mnie, robię kółka w tym samym parku, a i tak nie mam poczucia, że się tam porządnie zmęczę. Jak wymieszałam marsz i bieg to poczułam wreszcie i pot i zmęczenie i szybsze tętno i o ile zwykle po 20 minutach jestem znudzona jak mops i walczę ze sobą, żeby nie iść do domu, to tu godzinka minęła nie wiem nawet kiedy.
    Bieżnię wykluczam, nie tylko dlatego, że nie mam gdzie, ale przede wszystkim - mam na niej zawsze tak nieprzyjemne zawroty głowy, nawet spadłam, jest to nieprzyjemne i niebezpieczne.
    Pomyślałam o tej formie aktywności, bo miałam nadzieję, że bieganie da mi to czego siłownia nigdy nawet nie próbowała dać czyli relaks, spokój i zen, no ale jak widać nie czas na zen w moim życiu.
    Czy rehabilitant mówiła ci może kiedy będzie dobry moment na bieganie, tzn. przy jakiej wadze już wolno?
  • maggianna 28.09.12, 21:20
    Co do biegania to nie tylko waga jest istotna ale i predyspozycje do urazów i stan mięśni. Jeżeli mialas już problemy ze stopa (tak jak ja mam z kolanami) to trzeba bardzo uważać - ortopeda uważa ze zrzucenie 10 kg powinno mi znaczaco pomoc, 15 kg mniej rozwiazaloby moje problemy z urazami przeciazeniowmi (mam ok 25 kg nadwagę). U mnie rehabilitacja pomogła na kolana ale żeby bardziej zmęczyc się na bieżni ustawialam program na chodzenie pod górę i nabawilam się zapalenia kości srodstopia :-( wcześniej od prób biegania miałam zapalenie rozciegna.
    Mam dobrze dobrane buty (w tym samym sklepie co besame), ortopeda polecił tez maksymalna amortyzacje żeby chronić stopy i zdarzało się ze były to jedyne buty w jakich moglam chodzić.

    Od 3 miesięcy ćwicze na orbiteku (4 z w tyg) - na razie odpukac żadnych nowych problemów nie mam a przy okazji mecze się tak ze nawet skarpetki mam mokre :-) więc mogę polecić orbiteka, dobre tez jest pływanie i rożne zajęcia grupowe - pilates, zumba. Nie polecam stepi i spinningu bo obciążaja kolana.
  • mszn 29.09.12, 09:08
    Spinning obciąża kolana? To dlaczego jazda na rowerze jest zalecana jako część rehabilitacji po urazach kolan?


    --
    logiczka.blogspot.com
  • mszn 29.09.12, 17:20
    Przemyślałam sprawę i doszłam do wniosku, że może być i tak, że holenderscy lekarze wierzą w rower jeszcze bardziej niż w paracetamol, więc moimi doświadczeniami nie ma się co sugerować ;)

    --
    logiczka.blogspot.com
  • maggianna 01.10.12, 11:00
    Przede wszystkim chodzilo mi o to ze spinning to jednak nie jest zwykla jazda na rowerze ale (przynajmniej w tej wersji ktora ja widzialam) to prawie sport wyczynowy i dosc latwo w nim o kontuzje, zwlaszcza gdy mowimy o osobach z nadwaga.

    A co do roweru - wszscy trenerzy polecali mi zawsze rower, bo lepszy dla kolan niz bieganie i mniej obciazajacy i ja tez tak uwazalam az uszkodzilam sobie trwale na rowerze kolana (do tego stopnia ze czesc lekarzy proponowalo operacje) - okazalo sie ze nie dla wszystkich rower jest dobry, przy wszelkich problemach z rzepka (np gdy rzepka nie jest idealnie symetryczna, po urazach i peknieciach), przy konflikcie rzepkowo-udowym, uszkodzeniach chrzastki - rower moze bardzo zaszkodzic. Wg odwiedzonych przeze mnie ortopedow i rehabilitantow najbardziej neutralny dla kolan jest orbitek, zwlaszcza przy nadwadze. W moim przypadku nawet bieganie jest lepsze od roweru.
  • mszn 15.10.12, 22:31
    Patrzcie, patrzcie:
    www.tchibo.pl/Ubrania-sportowe-i-urzadzenia-fitness-t400009518.html?cs=1#Damen_laufen
    Sama upolowałam tę różową kurtkę i póki co mi się podoba, chociaż nie miałam jeszcze okazji testować jej w faktycznie testowych warunkach. Niebieska ciepła też fajnie wyglądała, na zimę super (ale taką porządną zimę). Gdybym nie była w tym miesiącu spłukana, poszalałabym pewnie bardziej, ciepłe spodnie kuszą.


    --
    logiczka.blogspot.com
  • besame.mucho 16.10.12, 14:22
    Widziałam je w tchibo, wyglądały bardzo ok, ale była sobota i w sklepie się taki tłum kłębił, że zrezygnowałam. Jedyne co mi się w kurtce nie podobało to to, że była ze strasznie szeleszczącego materiału, sprawiała wrażenie, że jak się będzie biegło, to będzie to tarcie łokci o tułów słychać dwie przecznice dalej ;)
  • kis-moho 29.10.12, 15:40
    Nareszcie się zmobilizowałam do tego, żeby zacząć regularnie biegać - regularnie jak na te pierwsze dni, oczywiście :o) Biegałam kiedyś trochę więcej, ostatnio miałam sporą (półtoraroczną chyba...) przerwę, ale na razie twardo trwam przy mocnych postanowieniach. Niestety, jak jest za oknem wszyscy wiedzą, a ja nigdy nie biegałam w zimie. Na co zwracać uwagę? Różne ciepłe bluzy/koszulki mam, ale nie wiem, jak ze spodniami? W czym biegacie w zimie?
  • onion68 29.10.12, 16:12
    W spodniach za 40 zł z Decathlonu, takich ocieplanych trochę. Jak temperatura spada poniżej minus 15, dokładam bawełniane rajstopy.
    Jesienią i zimą biega mi się lepiej niż latem.
    Powodzenia :)
    --
    (...) with it all the day still comes where they put you in a box, and its on to the next generation of idiots, who'll also tell you all about life and define for you what's appropriate
    W. Allen
  • urkye 29.10.12, 18:56
    Bieganie w zimie fajnie hartuje, trzeba tylko się ciepło ubrać w dobrze oddychające ubrania, szalik i koniecznie czapkę. U mnie świetnie się spisywał buffx2 - jeden jako czapka i jeden dodatkowo jako opaska na uszy. Bo w uszy zawsze było mi najzimniej;) No i dobre rękawiczki!

    Przyznam szczerze, że dla mnie zawsze najgorsze było wyjście. Bo na dworze zimno i ciemno, na śniegu/lodzie średnio bezpiecznie, a po lasach jednak po ciemku biegać się trochę boję;) Więc to wychodzenie było trochę z poczucia obowiązku i walki ze swoimi słabościami;) Teraz chodzę sobie na bieżnię i bardzo mi to pasuje:) Dystans robię jaki chcę, jest ciepło i... bezpiecznie. No i nie muszę już biegać wzdłuż ulic:) Polecam więc gorąco bieżnię! :)
    --
    www.urkye.pl
    urkye szyje
    urkye na blogspocie
    urkye na fejsie
  • kis-moho 29.10.12, 19:03
    Teraz chodzę sobie na bieżnię i bardzo mi to pas
    > uje:) Dystans robię jaki chcę, jest ciepło i... bezpiecznie. No i nie muszę już
    > biegać wzdłuż ulic:) Polecam więc gorąco bieżnię! :)

    Ja siebie znam, konieczność dojazdów szybko by mnie zniechęciła :o) Mam park tuż pod drzwiami domu, oświetlony (słabo, bo słabo, ale jednak). Nie wiem jeszcze, jak z odśnieżaniem, to faktycznie może być problem. Zobaczymy. Ale na pewno to bardzo ułatwia mi bieganie, nie muszę się nigdzie ekstra wybierać.

    U mnie świetnie się spisywał buffx2 -
    > jeden jako czapka i jeden dodatkowo jako opaska na uszy. Bo w uszy zawsze było
    > mi najzimniej;) No i dobre rękawiczki!

    To dobry pomysł, dzięki, mi też uszy marzną :o) Rękawiczki muszę sobie sprawić, wczoraj strasznie zmarzły mi ręce.
  • besame.mucho 29.10.12, 23:31
    > To dobry pomysł, dzięki, mi też uszy marzną :o) Rękawiczki muszę sobie sprawić,
    > wczoraj strasznie zmarzły mi ręce

    Ja kupiłam dwa Buffy w cieplejszej wersji (z wełny merynosów) i biegam w jednym na głowie, a drugim na szyi. Polecam, są genialne, cienkie i bardzo ciepłe.
  • onion68 30.10.12, 18:15
    Nie napisałam o rękawiczkach, bo nie przyszło mi do głowy, że można teraz bez nich ;)
    Ale na razie jeszcze biegam bez czapki.

    --
    (...) with it all the day still comes where they put you in a box, and its on to the next generation of idiots, who'll also tell you all about life and define for you what's appropriate
    W. Allen
  • besame.mucho 30.10.12, 18:30
    Ja odwrotnie :). Mam w kurtce długie rękawy z dziurą do zaczepienia kciuka i na ręce mi to na razie wystarcza, biegam bez rękawiczek. Ale Buff albo czapka na głowę obowiązkowo, z moją odpornością bez czegoś na głowie przy takich temperaturach momentalnie łapię katar.
  • pinupgirl_dg 30.10.12, 21:21
    Ja też :). Przy czym czapkę noszę praktycznie cały rok. Rękawiczki nie są mi tak niezbędne, chyba że przy wyjątkowych mrozach.


    --
    Fizia Pończoszanka
  • pinupgirl_dg 29.10.12, 22:33
    Ja w największe mrozy biegam w zestawie kalesony (leginsy bawełniane) + polarowe spodnie, na górę kilka podkoszulków i bluza. Chusta-komin to dobry pomysł.
    Zgadzam się, że zimą się bardzo fajnie biega, chociaż nie wiem, jak będzie z powrotem do biegania zimą. Ale zimą szybko robi się ciemno, mniej ludzi chodzi po parkach i ulicach, wtedy bieganie samemu jest już mniej przyjemne. Na talkie okazje mam w domu steper, bo bieżnia by mi się nie zmieściła.
    Minus biegania zimą to cieknący nos, warto mieć pod ręką chusteczki.
    A buty mam te same co latem, czyli najtańsze z Decathlonu. Przy czym biegam raczej drogami, które są w miarę odśnieżone/ubite, nie w śniegu po kolana.

    --
    Fizia Pończoszanka
  • virgaaurea 01.11.12, 21:20
    dobra, zmobilizowalyscie mnie i wyszlam, bo przez tydzien mi sie nie chcialo, jak sie zimno zrobilo;
    jak dla mnie to pierwsza biegowa zima bedzie, wiec pewnie na poczatku bede musiala troche poeskperymentowac, jakie kombinacje sie sprawdzaja;

    akurat we wtorek snieg zacinal jak wyszlam i bylo niewiele ponad zero +2, moze 3 - ocieplana bluza, legginsy dlugie ocieplane tez, rekawiczki, cienki buff na glowe; bylo ok, tylko w uszy zmarzlam;

    dzis przy ok. + 10 moj juz przetestowany iles razy zestaw na taka temperature: cienka koszulka z dlugim rekawem, cienkie spodenki, takie z lycry za kolano (wiec biegalam czesciowo z golymi nogami, ludzie podazajacy na cmentarze gapili sie dziwnie, jeszcze sie nie rpzyzwyczailam, zeby sie nie przejmowac);

    natomiast odkryciem jest to:
    www.mustela.net.pl/p/1573/MUSTELA-BEBE-Sztyft-ochronny-z-Kremem-Ochronnym-10gr.html
    pomazalam sobie tym sztyftem usta i policzki (przy temp. ok 2-3 stopnie i zacinajacym wietrze) - super, bardzo mi ciezko znalezc cos, co chroni skore na twarzy, ale jest lekkie, nie zapycha, nie splywa przy wysilku (pot), nie powoduje potem problemow z polozeniem makijazu (po zmyciu sztyftu oczywiscie);
    wszystkie prawie kremy, ktore chronily mi skore mocno zapychaly, a dodatkowo po zmyciu mialam dluugo jeszcze czerwone i piekace policzki;
  • kis-moho 01.11.12, 22:52
    > dobra, zmobilizowalyscie mnie i wyszlam, bo przez tydzien mi sie nie chcialo, j
    > ak sie zimno zrobilo;

    Bardzo się cieszę :o) Ja też twardo realizuję mój plan początkującego.
  • mszn 01.12.12, 16:31
    Właśnie wróciłam z pierwszego w tym roku biegu na mrozie i czuję, że dopiero teraz zacznę w pełni doceniać ten kosmetyk. Nawet latem jestem zmarznięta po bieganiu (potrafiłam w tym roku brać gorący prysznic po biegu w 25-26 stopniach), a teraz to już w ogóle.
    Oczywiście hasłem "wyszczuplanie" na opakowaniu nie ma się co ekscytować, ale jak ten krem rozgrzewa! Biorę szybki, ciepły prysznic, smaruję się cała (na początku omijałam biust, bo bałam się podrażnienia, ale nic się nie dzieje), i zakładam jakieś ubrania bardziej przy ciele - nie chodzi o to, żeby były grube/ciepłe, ale o jakiś materiał w okolicach skóry. I to mocne rozgrzanie skóry (a czuć to nawet głębiej) utrzymuje się jakieś 20-30 minut. Bardzo relaksujące.


    --
    logiczka.blogspot.com
  • kis-moho 02.12.12, 23:06
    > Bardzo relaksujące.

    O, chyba wiem, co sobie zażyczę w paczce na święta :o)
  • virgaaurea 05.11.12, 23:25
    moze kogos zainteresuje - calkiem przez przypadek znalazlam dzis, ze asics urzadza takie cos niedlugo:
    www.asics.pl/running/foot_id/
    ponoc nie kosztuje nic;
    tutaj znalazlam notke kogos, kto sobie zrobil takie badanie:
    bieganie.mauser.com.pl/2010/05/19/asics-foot-id-moja-analiza-stop/
  • kis-moho 15.11.12, 14:17
    Biegam regularnie mniej więcej od miesiąca i ostatnio zaczęły mnie nachodzić wątpliwości czy wszystko dobrze robię, bo biega mi się coraz ciężej.
    Nauczona doświadczeniami, że rozpoczynanie biegania na hurra i według motto "biegnę ile dam radę" kończy się u mnie ogólnym zniechęceniem i wielkim bólem mięśni, zaczęłam od planu "od zera do pół godziny biegania". W skrócie: pół godziny jest podzielone na 6x 5 minut, każde pięć minut na odcinki chodzone i biegane, przy czym czas spędzony na bieganiu jest z tygodnia na tydzień większy. Początki były lightowe, teraz jestem przy 3 min biegu/2 min chodzenia, wszystko to cztery razy w tygodniu. Do tego ostatnio doszedł nordic walking, zwykle raz w tygodniu, koło 2 godzin. Ogólnie wszystko było fajnie, biega się miło, widzę powoli mięśnie, których nigdy nie miałam :o) a kontuzji się (jeszcze) nie dorobiłam. Lubię ten półgodzinny plan, bo od samego początku przyzwyczajam się do wychodzenia na dłużej, to był u mnie zwykle problem, kiedy biegi się przedłużały. Teraz od początku mam 30 min + rozgrzewkę i rozciąganie.
    Natomiast przy ostatnich biegach czułam, że mam mięśnie jak z kamienia i biega mi się coraz mniej fajnie, zamiast coraz lepiej. No i właśnie nie wiem - czy przesadziłam z częstotliwością, czy to normalne przy zwiększeniu czasu biegania (całe 18 minut jak na ten tydzień :o)), czy to typowy kryzys po pewnym czasie? Zastanawiam się, czy nie zmienić planu na 3 zamiast 4 biegów? Najsensowniej byłoby zrezygnować z kijków, one mnie mniej rajcują niż biegi, ale to trochę wydarzenie towarzyskie, chodzę ze znajomą, biegam przeważnie sama.
    Ogólnie dodam, że ja koniecznie muszę mieć jakiś plan do zrobienia na tydzień, inaczej nie zwlokę się z kanapy i przełożę bieganie na jutro. Jak sobie nie przydzielę biegów na konkretne dni, nic z tego nie będzie.
  • mszn 15.11.12, 16:25
    Nawet cztery razy w tygodniu po pół godziny lekkiego biegu to w Twoim wieku chyba nie powinien być aż taki problem, żeby aż ciężkie mięśnie - może coś jeszcze się na to nałożyło? Czujesz się też bardziej niż zwykle zmęczona w ciągu dnia, ciężej Ci się wstaje? Może powoli przyplątuje Ci się jakieś jesienne przeziębienie?
    Acha, a jest Ci wystarczająco ciepło, jesteś najedzona (ale nie bezpośrednio przed)? Ja mogę przewidzieć tempo, jakie wyjdzie mi na treningu, po tym, kiedy jadłam ostatni posiłek i co jadłam.

    Jedyną metodą diagnozowania przetrenowania, którą znam (poza oczywiście ocenianiem samopoczucia) jest sprawdzanie tętna rano po obudzeniu i bezpośrednio po wstaniu z łóżka - o, tutaj jest więcej.

    Może na razie biegaj trzy razy, a jak dojdziesz do pół godziny ciągłego biegu, to dołącz czwarty? Chociaż trzy plus to chodzenie brzmią już dosyć optymalnie, zwłaszcza jak dojdziesz do trzydziestu minut biegu i np. dwa treningi w tygodniu zaczniesz przedłużać.

    --
    logiczka.blogspot.com
  • mszn 15.11.12, 16:27
    Acha, a może jeśli odpowiada Ci obecny harmonogram, to jeden bieg zamień na 30 minut lekkich ćwiczeń siłowych - albo w domu, albo w parku (podejrzewam, że w takim wyrafinowanym parku, jak Twój, może nie być drążków i całej tej reszty do outdoorowej siłowni ;))? Wzmocnisz się, to i biegać będzie łatwiej.

    --
    logiczka.blogspot.com
  • kis-moho 15.11.12, 16:32
    > Acha, a może jeśli odpowiada Ci obecny harmonogram, to jeden bieg zamień na 30
    > minut lekkich ćwiczeń siłowych - albo w domu, albo w parku (podejrzewam, że w t
    > akim wyrafinowanym parku, jak Twój, może nie być drążków i całej tej reszty do
    > outdoorowej siłowni ;))? Wzmocnisz się, to i biegać będzie łatwiej.

    To może być dobry pomysł :o) Parki mam dwa, drugi jest zdecydowanie mniej wyrafinowany :o) ale drążków też brak. Poczytam, co to w praktyce ćwiczenia siłowe i może spróbuję w sobotę w takim razie.
  • kis-moho 15.11.12, 16:31
    > Nawet cztery razy w tygodniu po pół godziny lekkiego biegu to w Twoim wieku chy
    > ba nie powinien być aż taki problem, żeby aż ciężkie mięśnie - może coś jeszcze
    > się na to nałożyło? Czujesz się też bardziej niż zwykle zmęczona w ciągu dnia,
    > ciężej Ci się wstaje? Może powoli przyplątuje Ci się jakieś jesienne przeziębi
    > enie?

    Nie, ogólnie czuję się dużo lepiej niż przez ostatnie miesiące, dużo więcej mi się chce od czasu, kiedy zaczęłam biegać. Jem różnie, zależy od godziny biegu, ale nie biegam ani na głodnego, ani tuż po jedzeniu.
    Nie obawiam się może przetrenowania (przy obecnej wersji planu to byłby śmiech na sali), tylko tego, że może powinnam sobie dać czasem dzień odpoczynku? Bo teraz biegam wtorek, czwartek, sobota, niedziela, kijki zwykle w środę. Zostaje mi leniwy poniedziałek i piątek.
    Hmm, chyba poczekam do soboty i zobaczę, jak mi będzie szło. Może to jakieś chwilowe wahania formy, bo zima idzie.
  • pinupgirl_dg 15.11.12, 19:19
    Ja bym wywaliła jeden trening biegowy. Jaki jest Twój cel?
    Co do ćwiczeń siłowych - szeroki temat. Możesz zacząć od obciążenia swojego ciała pompki, przysiady, wykroki, brzuszki (do tematu brzuszków zaraz wrócę). Ostatnio najbardziej na topie jest chyba FBW, jest polecany początkującym. Za każdym razem ćwiczy się całe ciało, zaczynając od największych partii. Kasieńka.body chyba jest tu specjalistką w tej kwestii. Ale nawet, jeśli ćwiczysz z kasetą dvd na dywanie, to to też są w większości ćwiczenia siłowe.
    Co do brzuszków - ostatnio cieszą się fatalną sławą, jako nieskuteczne, obciążające kręgosłup i zamiast nich poleca się spięcia mięśni brzucha. Przy czym jeśli zabierasz się za porządny trening siłowy, to mięśnie brzucha pracują jako stabilizator przy większość ćwiczeń i często nie ma potrzeby ich dodatkowo męczyć. Mimo to ja widzę wyraźną różnicę czy pomęczę brzuch, czy nie pomęczę, uwielbiam też klasyczne brzuszki, więc robię. Ale zawsze na koniec, bo jak zmordujesz brzuch, to potem on będzie słabiej pracował i albo trening będzie nieefektywny, albo wręcz niebezpieczny. Dlatego najpierw duże partie, przy tych ćwiczeniach pracują też mniejsze, a potem, jeśli trzeba, szlifujemy np. brzuch czy przedramiona. Poza tym lepszym wyjściem są ćwiczenia z wolnymi ciężarami, niż na przyrządach (czyli raczej sztanga, niż atlas), bo angażują więcej partii mięśni.

    --
    Fizia Pończoszanka
  • kis-moho 15.11.12, 20:05
    > Ja bym wywaliła jeden trening biegowy. Jaki jest Twój cel?

    Biegać regularnie, nie zniechęcić się, mieć z tego frajdę. Może coś przebiec w przyszłym roku (10 km?) ale tylko w ramach zabawy, nie wyniku.
    Dzięki za rady, kasety nie mam, poprzyglądam się ćwiczeniom.
  • pinupgirl_dg 15.11.12, 20:26
    To myślę, że 3x w tygodniu spokojnie wystarczą :).

    Ja mam teraz inny problem biegowy, okropnie mnie swędzi skóra, jak biegnę, głównie w talii, biodrach i udach. Fakt, że ostatnio biegam od przypadku do przypadku, ale wcześniej tak nie miałam. Zaczęło się jakieś pół roku temu.

    --
    Fizia Pończoszanka
  • yaal 01.12.12, 22:46
    A próbowałaś korzystać z gotowych programów typu Couch to 5K? Są aplikacje na smartfony, gotowe podcasty (ja korzystałam z wersji NHS)...

    Świetnym źródłem muzyki do biegania jest Podrunner.

    Jak masz smartfona, to może Zombies, Run!?
  • kis-moho 02.12.12, 23:04
    > A próbowałaś korzystać z gotowych programów typu Couch to
    > 5K
    ? Są aplikacje na smartfony, gotowe podcasty (ja korzystałam z ht> tp://www.nhs.uk/Tools/Pages/couch-5K-running-plan.aspx)...

    Trochę się zgubiłam w drzewku, ale to chyba do mnie? :o)
    Korzystam jak najbardziej, na razie z bieganie.pl, program od flaka do 30 minutowego biegacza, ten zakłada właśnie 4 biegi w tygodniu. Na razie chorowałam i mam przerwę, ale od jutra wracam do końcówki planu. A jak już dobiegnę to 30 minut, to będę szukać czegoś na 3x tygodniowo, będzie mi to łatwiej ogarnąć.
  • yaal 03.12.12, 15:40
    Tak, do ciebie (:

    Couch 2 5K to też program "od flaka do 30-minutowego biegacza", tylko rozpisany na 3 treningi tygodniowo. Sporo ludzi po zakończeniu zaczyna go od początku, tylko zamiast trucht/marsz robią bieg/trucht, może też tak spróbuj? Zawsze to następne 2 miesiące rozplanowane (:
  • kis-moho 03.12.12, 15:48
    > Tak, do ciebie (:

    Drzewko mnie trochę zmyliło :o)
    Ten plan jest całkiem podobny do tego, co teraz robię. Jak już dobrnę do tych 30 minut, to będę szukać czegoś nowego (plany bardzo lubię, inaczej się nie mobilizuję), ale chyba już wystartuję z wyższego pułapu niż kompletny flak ;o) Mam na oku jeden plan na bieganie.pl, też 3x w tygodniu, ale mam jeszcze chwilę żeby się porozglądać. Dzięki za podrzucenie linków!

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka