Jaka kara? Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • Miałam nie pisać, ale się uduszę. Wybaczcie, możecie mnie nazwać forumową niezgułą, płaczkiem i tak dalej.

    Jaka kara dla faceta, który przemilczał, że ma żonę i dzieci, a z którym w związek zdążyło się zaangażować? Nie chcę wchodzić w szczegóły, ale pan był bardzo zdziwiony, że jak się dowiedziałam to mam "ale" i nie chcę kontynuować znajomości. Plucie sobie w brodę, i miliony wyrzutów, do własnego ja litościwie przemilczę. Koleżanka powiedziała, że jak z nim nie spałam (a nie spałam), to tak jakby go w moim życiu nie było i zapomnieć. Ale był i dość mocno się wyrył. I niestety widujemy się prawie codziennie i widywać będziemy. Błe.



    --
    http://c.wrzuta.pl/wi14480/599d971e002953ab4c670746/0/bez%20tytulu
    Urzekła mnie Twoja historia
    • Karą będzie obojętność (jeśli dasz radę) pod warunkiem, że liczył na coś więcej.
    • Możesz powiedzieć żonie co pan chciał z tobą zrobić. Niech się ma kobieta na baczności, może będą chcieli iść na terapię. Ty jesteś czysta bo nie wiedziałaś i na szczęście nie skonsumowałaś.
      Dotkliwszej kary poza tym, że nie będzie z tobą nie znam.
      --
      czasem przecinek mi się nie włącza ale mam dość wymieniania klawiatury, Lucyferek inspiruje
      • Myślałam nad tym. Ale, ale Pani jest w 7 miesiącu trzeciej ciąży. Nie mam serca jej powiedzieć, że jej mąż to bydlak.
        --
        http://c.wrzuta.pl/wi14480/599d971e002953ab4c670746/0/bez%20tytulu
        Urzekła mnie Twoja historia
      • Moim zdaniem absolutnie nie mieszaj w to żony. To jest jego sprawa i sprawa między nim i jego żoną. Każdy związek i każda osoba ma inne zdanie w tym temacie i inne ustalenia. A już zupełnie nie rozumiem, dlaczego ona miałaby być dodatkowo karana (wiedzą o skoku w bok), za coś, co on zrobił Tobie.

        Skup się na tym, co możesz zrobić dobrego dla siebie.
        Tak jak ktoś już tu mądrze napisał, karanie go w jakiejkolwiek formie tylko połechta jego ego.
        Myślę, że wystarczy ograniczenie kontaktów do tych koniecznych i ochłodzenie ich.

        --
        Busenfreundinnen czyli
        Lobby Biuściastych po niemiecku
    • Olać. Natychmiast, nieodwołalnie i zupełnie. Jakakolwiek forma zemsty (lub działania) będzie dla tego osobnika wyrazem Twojego zaangażowania, zainteresowania jego osobą i podbuduje jego ego, więc przyniesie skutek odwrotny od zamierzonego. Niech wie, że nie zasługuje nawet na zemstę ;-)
      Jak już musicie się widywać, ogranicz kontakty i ich formę do ściśle oficjalnej i zimnej.
      • Podpisuję się obiema rękami, obiema nogami i ołówkiem w zębach.
        I zapomnij natychmiast o informowaniu żony! Chcesz ukarać jego, czy ją?

        --
        Muranów
        • ej no. Nie jestem podła i uważam, że solidarność kobieca istnieje. Jak najbardziej. Mi tej kobiety, nie wiem żal?, współczuje jej?. Nie wiem. Ja bym wolała wiedzieć. Ale pamiętam lekturę "Kaczki" Ibsena i że prawda nie koniecznie wyzwala.
          --
          http://c.wrzuta.pl/wi14480/599d971e002953ab4c670746/0/bez%20tytulu
          Urzekła mnie Twoja historia
          • A ja bym nie chciała wiedzieć.
            Za żadne skarby!
            Już kiedyś była dyskusja na ten temat i ja zdania nie zmieniłam: nie należy plątać żon w debile wyczyny mężów-idiotów.

            --
            Muranów
            • Kurcze.. Naprawde nie chcialabyś wiedziec? W przypadku zdrady?
              To ciężki temat jest, a ja wiem tylko jedno - nie chciałabym być oszukiwana.
              Nie lubie wtrącania się w cudze życie, ale jak dowiedziałam się, że kolega zdradza narzeczoną to do niego straciłam szacunek, a Jej było mi zwyczajnie bardzo żal...

              A może w przypadku par przed ślubem/dziećmi taka informacja o zdradzie może być przydatna? Może skłoni do zastanowienia się?

              Kocio-kocio, ta dyskusja była na offtopach? Poczytałabym..
    • No wiesz, jeśli musisz mu jakos odpłacić żeby sie rozładować to go walnij w twarz. O ile masz pewność że Ci nie odda.

      Ale lepiej jedź do jakiegoś spa, zrób się na bóstwo i przemaszeruj mu przed nosem z innym facetem. Tobie zrobi to znacznie lepiej a i jego dłużej będzie boleć.
      • olać, wykopać z głowy, serca, myśli
        pomysł ze zrobieniem się na bóstwo jest ok, całkiem skuteczny powinien być
        ty jesteś w porządku, bo nie wiedziałaś o rodzinie
        a żonie bym chyba darowała ze względu na jej stan
        --
        68/92 28G lub 28GG
        A teraz 65/94-96 :] ->28H lub 65G/GG -> a co się będę dusić?!

        Jak tu nie lubić sieciówek? -> Ja nie mam za dużego biustu ,tylko za mały zadek i zbyt płaski brzuch :)
    • Oprócz pełnej obojętności przychodzi mi jeszcze do głowy ostrzeganie innych potencjalnych ofiar np. przez zrzucane mimochodem "Kazio to taki przystojny facet, prawda ? Jaka szkoda, że żonaty i dzieciaty ... "

      Swoją drogą, jak to możliwe, że obracacie się w jednym środowisku, a on zdołał ukryć posiadanie żony i dwojga dzieci ? Może istnieją jacyś kumple Kazia, którzy są także Twoimi znajomymi, którzy Cię nie ostrzegli i którym mogłabyś natrzeć uszu ?
      --
      Magdalaena
      • magdalaena1977 napisała:

        Może istnieją jacyś kumple Kazia, którz
        > y są także Twoimi znajomymi, którzy Cię nie ostrzegli i którym mogłabyś natrzeć
        > uszu ?

        A przepraszam, niby co kumple mają do tego? Oni się nie muszą wtrącać i rozpytywać, czy Epistilbit na pewno wie, co robi.
        To jest wina tylko i wyłącznie faceta, a nie jakichś nadgorliwych, zyczliwych kumpli.
        Olac drania.


        --
        Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie.
      • magdalaena1977 napisała:

        > np. przez zrzucane mimochodem "Kazio to taki przystojny facet,
        > prawda ? Jaka szkoda, że żonaty i dzieciaty ... "

        Bez żartów, może jeszcze niech mu fanpage założy ;)
        Jaka tam szkoda?

        Już lepiej rzucać "O, Kazio szuka naiwnej. Ze mną też wcześniej próbował. A facet ma żonę i trójkę dzieci".
        --
        Jak pozbyć się boczków?

        Kasia Figura nie jest jabłkiem
    • Myślę, że reklamowana "zazdrość w oczach byłego" jest najlepszą zemstą, a na każdą inną szkoda czasu i atłasu: on nie wart jednej łzy. Do kubła z nim.
      Sprawa żony jest ciężka - póki co nie ma co jej niepokoić (ale ogromnie jej współczuję), ale wyobrażam sobie, że żona ma prawo wiedzieć o męża skłonnościach do pięknych pań, choćby po to by pewnego dnia nie zostać na bruku z trójką dzieci, jak się mu skłonność za bardzo rozwinie albo piękna pani będzie sprytniejsza i mniej wrażliwa od niego.
      Jak ją poinformować, by sobie nie zrobić krzywdy, tego nie mam pojęcia. W najgorszym wypadku, trudno - nie robiłabym tego za wszelką cenę i zostawiłabym ich małżeńskie sprawy im samym. Ty masz obowiązek przede wszystkim chronić siebie i swoich bliskich.
      Aha, bo wyczuwam takie podteksty - pod żadnym pozorem nie czuj się winna tej sytuacji - to nie Twoja wina, że ktoś się tak zachowuje. Ty jesteś w porządku.
      • sandaltree napisała:

        żona ma prawo wiedzieć o męża skłonnościach d
        > o pięknych pań, choćby po to by pewnego dnia nie zostać na bruku z trójką dziec
        > i, jak się mu skłonność za bardzo rozwinie albo piękna pani będzie sprytniejsza
        > i mniej wrażliwa od niego.

        Ja nie sądzę, żeby to , że zona wie, uchroniło ją od zostania z dziećmi na bruku. Facet jak będzie chciał i będzie mu zależało na innej, to i tak odejdzie.
        Żona, żeby tego uniknąć, musiałaby odejść pierwsza z dziećmi, mając wcześniej zapewniony byt (z własnych środków, z pomocą rodziny, lub znalazłszy sobie innego faceta).
        Przy czym pierwsza sytuacja wydaje mi się bardziej prawdopodobna niz druga.


        --
        Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie.
        • może masz rację, nic nie wiemy o tej sytuacji, nie znamy tej kobiety, nie wiemy co dla niej dobre, może nawet wie o wyskokach męża, jak sama się nie obroni to my tutaj niewiele zdziałamy
          tak się jakoś uniosłam, bo wyobrażam sobie hipotetyczną sytuację, że można nie wiedzieć i później - dowiadując się - móc jakoś się obronić przed "brukiem"
    • Oooooo, wspolczuje, ale moge Ci tylko powiedziec, nie wchodzac zbytnio w szczegoly, ze powinnas sie cieszyc, ze to sie skonczylo teraz, zanim zaplatalas sie w to zbyt mocno. W kazdym razie duuuuuze glaski......


      Co do karania to nie powiem, bo nie miewam na to najlepszych rozwiazan. W kazdym razie, kiedys uslyszalam, ze "najlepsza zemsta jest przebaczenie", oczywyscie w takim wypadku zaprawione duza iloscia chlodu. Nie pozwol, zeby to Cie zjadlo, pan na pewno nie jest wart tego, strzepnij kurz z sandalow i idz dalej.
      --
      W nocy czas płynie inaczej (...). Nie ma sensu się temu przeciwstawiać. (Haruki Murakami)
    • Proszę wszystkie się zaraz na mnie nie denerwować, ale jak zwykle mam pewne wątpliwości dotyczące opisanej sytuacji. ;-) Przepraszam bardzo, ale jak można nazwać związkiem relację z facetem, o którym nie wie się najważniejszych rzeczy dotyczących jego prywatnego życia? Od kiedy to nazywa się też związkiem relację dwojga dorosłych ludzi, w której nie ma seksu? Chyba, że chodzi o układ, w którym oboje z pełną świadomością, w imię jakiejś tam ideii z cielesności rezygnują, ale tak chyba nie jest? Więc, czy autorka wątku się troszkę nie zagalopowała z interpretacją faktów? Według moich doświadczeń faceci myślą zwykle pragmatycznie. Seks dla nich to bardzo często właśnie ta granica, po przekroczeniu której rzecz zaczyna mieć dopiero jakieś tam znaczenie, więc on nie czuje się tutaj winny, ani wobec żony, ani wobec autorki wątku i ja nie widzę powodów by odebrać mu ten argument. Epistilbit pisze, że widują się codziennie, chodzi więc o biurowy flirt? Facet ma miłą koleżanką, z którą chętnie spędza czas, która go podziwia, daje mu zainteresowanie, z którą czuje się znowu trochę jak kawaler, ale nie można stosować tu miarki na zapas i robić z faceta łajdaka zdradzającego żonę na lewo i prawo. Nie wiemy, czy do seksu by doszło i nie wiemy też jakie on ma układy dotyczące tej sprawy z żoną. Wszystkie dobre rady zawiadomienia żony itp. to jakaś paranoja, jak z taniego melodramatu, w którym też z igły robi się widły. Nie mamy żadnego prawa wtrącać się w jego małżeństwo, tylko dlatego, że nie zachowuje się wobec naszych wyobrażeń. Co to ma przynieść dla polepszenia samopoczucia autorki posta? Może lepiej zapytać, dlaczego epistilbit anagażuje się aż tak emocjonalnie w coś, co na takie zaangażowanie w ogóle nie zasługuje? Bo ja może dziecko rozpasnych lat 80-tych jestem, ale jak to? W łóżku w ogóle ze sobą nie byli, ale wielką miłość jej już obiecywał i wspólną przyszłość? Zdążyła utworzyć się już głęboka intymność między nimi, tak, że coś mocno się wyryło w jej sercu? Sorry, ale dla mnie ktoś tu nierozważnie i przede wszystkim o wiele za wcześnie szasta swoimi uczuciami. Facetowi pewnie się taka naiwność podobała, więc nie śpieszył się z ujawnieniem prawdy, jak najdłużej chciał korzystać, ale to epistilbit pewnie coś błędnie zinterpretowała. Ma moje wyrazy współczucia, ale tu nie na faceta należy zwalać winę i mścić się na jego ciężarnej żonie, tylko zapytać, dlaczego tak łatwo dałyśmy się emocjonalnie w coś wciągnąć i wysunąć dla siebie wnioski na przyszłość. Teraz tylko pozostaje robienie dobrej miny do złej gry, znaczy traktować go grzecznie, ale chłodno, a nagromadzonej frustracji pozbyć się biegając po parku. I żadnych tam robienia się na bóstwo i paradowania przed nim z innymi facetami, przecież tu ślepy nawet zauważy, że laska przeżywa i chce by facet był o nią zazdrosny. To tylko podkręca jego ego, a on przecież od samego początku nie miał zamiaru mieć jej na zawsze i tylko dla siebie, więc aż tak bardzo go to też nie ruszy.
      • Litero, dwoje dorosłych ludzi bez uprawiania seksu może robić ze sobą takie rzeczy i mówić sobie takie słowa, że żona, która dowie się że jej mąż robi takie rzeczy i mówi takie słowa innej kobiecie, słusznie uzna, że ma z tą kobietą romans :). Seks i znajomość najważniejszych faktów z czyjegoś życia nie są IMO niezbędne, żeby coś nazwać romansem. Mniejsza z tym, czy "związkiem" też, czy nie.

        Ale zgadzam się z tym, że i mówienie żonie i defilowanie przed facetem z innym nie mają sensu. Jak masz ochotę się zrobić na bóstwo, to się zrób - ale nie po to, żeby mu pokazać, tylko po to, że jesteś rozżalona, zła i sama możesz się milej poczuć jak poleżysz dwie godziny w spa, a ktoś Ci zrobi fajny masaż. A faceta olej - nie pierwszy nie ostatni :)
        • esame.mucho napisała:

          > Litero, dwoje dorosłych ludzi bez uprawiania seksu może robić ze sobą takie rze
          > czy i mówić sobie takie słowa, że żona, która dowie się że jej mąż robi takie r
          > zeczy i mówi takie słowa innej kobiecie, słusznie uzna, że ma z tą kobietą roma
          > ns :).

          Ale tu nie chodzi o to, jak interpretuje sytuację żona, tylko jakie znaczenie ma taka relacja dla nas, znaczy dla bezpośrednio zaangażowanych. I prawdę mówiąc, w tą intymność akurat tutaj nie wierzę, bo do tego trzeba się trochę znać. Namiętność i fascynacja pomiędzy sobie obcymi? Owszem, ale wtedy wiemy, że ten obcy może nas mocno zaskoczyć przy bliższym poznaniu i nie liczymy na zobowiązania.
          • No wiadomo, że nie chodzi tylko o to, jak określiłaby to żona. Ale wiesz, ja np. zdecydowanie uważam, że z kilkoma facetami miałam romans. Nie zdążyliśmy pójść do łóżka, nie stworzyliśmy związków, no ale nie było to koleżeństwo, tylko właśnie romansowanie. To nie były zbyt długie historyjki, więc w zasadzie wyobrażam sobie sytuację, że przy jakiejś takiej znajomości facet miałby żonę, o której bym nie wiedziała. No ale owszem - to nie były też sytuacje, w których uważałam, że mamy wobec siebie szczególnie wielkie zobowiązania. W każdym razie pewnie gdyby mi nagle taki pan ziutek wypalił: "a wiesz, w sumie to zapomniałam ci powiedzieć że mam żonę i trójkę uroczych dzieci" to mimo wszystko bym była zła, że nie wiedziałam tego wcześniej.
            • besame.mucho napisała:

              > No wiadomo, że nie chodzi tylko o to, jak określiłaby to żona. Ale wiesz, ja np
              > . zdecydowanie uważam, że z kilkoma facetami miałam romans. Nie zdążyliśmy pójś
              > ć do łóżka, nie stworzyliśmy związków, no ale nie było to koleżeństwo, tylko wł
              > aśnie romansowanie.

              Ok, ty nazywasz coś takiego romansem, ja niezobowiązującym flirtem, na pewno nie na tyle poważnym, by rozpaczać i rozważać kary za brak pełnej szczerości. Można być złym, że pan ziutek zataił coś ze swojego życia prywatnego, ale ja chyba zapytałabym wtedy siebie, dlaczego sama nie zapytałam wcześniej, jeżeli w ogóle miałoby to dla mnie jakieś znaczenie na tym etapie intymności.
              • > Moż
                > na być złym, że pan ziutek zataił coś ze swojego życia prywatnego, ale ja chyba
                > zapytałabym wtedy siebie, dlaczego sama nie zapytałam wcześniej, jeżeli w ogól
                > e miałoby to dla mnie jakieś znaczenie na tym etapie intymności.

                Zgoda, ja pewnie byłabym zła głównie dlatego, że byłabym zła na siebie, że się nie domyśliłam/nie zapytałam, itd. Zresztą chyba największa złość wynika z tego, że wściekamy się na siebie :)
                • że w badanym przypadku nie mamy do czynienia ze złamanym sercem, a z zawiedzonym zaufaniem i nadziejami. Może boleć podobnie. Szczepienie boli.

      • >> Może lepiej zapytać, dlaczego epi
        > stilbit anagażuje się aż tak emocjonalnie w coś, co na takie zaangażowanie w og
        > óle nie zasługuje?

        ale to wiemy po fakcie, tak? po fakcie to każdy jest prorokiem

        >>I żadnych tam robienia się na bóstwo

        IMHO każdy powód do zrobienia się na bóstwo jest dobry, nie chodzi o odstrzelenie jak na wesele, ale zadbanie o siebie - jest milej, ładniej się wygląda, lepsze to niż się nażreć do wymiotów albo napić z tym samym skutkiem. Często odkłada się wizytę u fryzjera, zadbanie o zdrowie na jakiś tajemniczy lepszy czas - teraz jest to lepszy czas, od tej pory przede wszystkim patrzeć należy na swoje dobro i zakochać w sobie samej:)
        A wkręcanie poczucia winy, jakby nie było dydaktyczne, to moim zdaniem rada chybiona, bo co ma wnieść? Załamać do końca, dobić, zrazić do ludzi na zawsze?
        • sandaltree napisała:

          > ale to wiemy po fakcie, tak? po fakcie to każdy jest prorokiem

          Mnie nie chodzi o stwierdzenie winy, tylko o wzór zachowań i interepretacji, który stosujemy w stosunku do nowych męskich znajomości. Jeżeli jest mało dla nas korzystny, to można troszkę nad tym popracować, prawda?

          > A wkręcanie poczucia winy, jakby nie było dydaktyczne, to moim zdaniem rada chy
          > biona, bo co ma wnieść? Załamać do końca, dobić, zrazić do ludzi na zawsze?

          Jeszcze raz powtarzam, nie wkręcam nikomu poczucia winy, tylko jestem zwolnniczką nauki z doświadczeń. Moim zdaniem pragnienie zemsty wychodzi tu z fałszywej interpretacji faktów bazujących na niekorzystnych założeniach. Spojrzymy na sytuację z dystansu, traci ona mocno na dramatyzmie i przestajemy się same nakręcać w swoim poczuciu bycia ofiarą. Nie ma ofiary, to nie ma też potrzeby na nikim się mścić. A zrobić się na bóstwo można, ale niekoniecznie po to, by zrobić na złość facetowi.
          • > Mnie nie chodzi o stwierdzenie winy, tylko o wzór zachowań i interepretacji, kt
            > óry stosujemy w stosunku do nowych męskich znajomości. Jeżeli jest mało dla nas
            > korzystny, to można troszkę nad tym popracować, prawda?

            Pewnie należy być bardziej ostrożnym i chronić siebie, ale do końca nie wiemy jak było w tym wypadku, może ona "pierwsza naiwna", a może on"patologiczny kłamca".
            Miałam różnych znajomych kolegów (chroniłam siebie i nie wchodziłam w bliskie relacje, więc byłam kumplem od wszystkiego), którzy nie raz umawiali się z kilkoma babkami jednocześnie, sypiali z nimi, zachowywali pewne pozory, uważali to za pewnego rodzaju związki, wybierali jedną np. do wyjścia na wesele jako osobę towarzyszącą, ale jakby co to im nic nie obiecywali i trzymali nogę w drzwiach, żeby dać dyla.
            Jak tu winić te kobiety, nieświadome i nic nie winne?
            Nie wiem czy bohaterka jest już w stanie się zdystansować, ochłonąć i na zimno wyciągać wnioski, nie daje nam znać od jakiegoś czasu.
            • 17.06.11, 17:51
              > Miałam różnych znajomych kolegów (chroniłam siebie i nie wchodziłam w bliskie r
              > elacje, więc byłam kumplem od wszystkiego), którzy nie raz umawiali się z kilko
              > ma babkami jednocześnie, sypiali z nimi, zachowywali pewne pozory, uważali to z
              > a pewnego rodzaju związki, wybierali jedną np. do wyjścia na wesele jako osobę
              > towarzyszącą, ale jakby co to im nic nie obiecywali i trzymali nogę w drzwiach,
              > żeby dać dyla.
              > Jak tu winić te kobiety, nieświadome i nic nie winne?

              Moze jestem mloda i naiwna, ale naprawde tak mozna? Byc z kims bardzo blisko, i sie nie zorientowac, ze cos tu nie gra?
              • 17.06.11, 17:52
                Nie chodzi mi oczywiscie o autorke watku, tylko o dlugoterminowe zwiazki wspomniane przez sandaltree.
                • 17.06.11, 18:09
                  nie wiem czy blisko - podejrzewam, że właśnie jak ktoś chce to przez jakiś czas to się udaje

                  Np. taki scenariusz: poznanie przez internet, znajomych, potem kolejne randki, poza tym inne obowiązki, praca (nieregularna, zmianowa), do tego jeszcze np. zaoczna szkoła, zamieszkiwanie w innym mieście, no i warunki są, trudno kontrolować kogoś, no to hulaj dusza, piekła nie ma

                  nie bronię tej postawy i nie uważam tego za normę, wprost mówiłam o tym owym panom, nie przejęli się tym, z drugiej strony dziewczyny bywały z reguły już koło 30tki i w ich przypadku determinacja też swoje robiła, "chłopcy" też pewnie szukali jakiegoś potwierdzenia

                  mam nadzieję, że w zdrowym związku to raczej nie jest możliwe, aby nie zauważyć pierwszych objawów zgnilizny
                  • 17.06.11, 20:18
                    Nie chodzilo mi o kontrole, tylko o poczucie, ze cos w zwiazku nie gra. Ale jezeli to sa poczatki zwiazku, to oczywiscie trudno wyczuc, ze psuje sie cos, co jeszcze nie mialo czasu powstac.
                    Myslalam, ze byly to zwiazki z dluzszym stazem.

                    > mam nadzieję, że w zdrowym związku to raczej nie jest możliwe, aby nie zauważyć
                    > pierwszych objawów zgnilizny

                    Tez tak mysle.
      • pierwszalitera napisała:

        > Przepraszam bardzo, ale jak można nazwać związkiem
        > relację z facetem, o którym nie wie się najważniejszych rzeczy
        > dotyczących jego prywatnego życia?

        A to akurat żaden argument. Są tacy, co latami ukrywają różne niewygodne fakty.

        > Od kiedy to nazywa się też związkiem relację dwojga dorosłych
        > ludzi, w której nie ma seksu? (...) Według moich doświadczeń faceci
        > myślą zwykle pragmatycznie. Seks dla nich to bardzo często właśnie ta granica,
        > po przekroczeniu której rzecz zaczyna mieć dopiero jakieś tam znaczenie

        Ale to są właśnie Twoje poglądy - że bez seksu to tylko taki niezobowiązujący flirt i że się nie liczy jako zdrada. A ja i kilka innych osób w tym wątku widzimy tę granicę i początek związku znacznie wcześniej. Z drugiej strony są osoby, dla których granica leży dalej niż dla Ciebie i jeden szybki numerek na szkoleniu o niczym według nich nie świadczy.

        Ad rem - uważam, że ukrywanie własnego małżeńskiego stanu w zasadzie na każdym etapie znajomości jest nieuczciwe. Żonaci faceci po to noszą obrączki, żeby już od razu było widać, że są zajęci.
        --
        Magdalaena
        • magdalaena1977 napisała:

          > Ale to są właśnie Twoje poglądy - że bez seksu to tylko taki niezobowiązujący f
          > lirt i że się nie liczy jako zdrada.


          Dla wielu ludzi niezobowiązujący flirt nie jest zdradą. Na całe szczęście, bo inaczej ten świat składałby się tylko z dramatów zazdrości i/albo skrzywdzonych samotnych. Jeżeli należymy do grupy, która wszystko bierze bardzo serio, to najpierw dokładnie się informujemy zanim wdamy się z kimś w rozmowę i przede wszystkim zanim nazwiemy coś związkiem.

          > Ad rem - uważam, że ukrywanie własnego małżeńskiego stanu w zasadzie na każdym
          > etapie znajomości jest nieuczciwe. Żonaci faceci po to noszą obrączki, żeby już
          > od razu było widać, że są zajęci.

          Brak obrączki nie jest kłamstwem. Ja i mój mąż też obrączki nie nosimy, bo nie potrzebujemy jej jako symbolu naszego związku. Moi rodzice też obrączki kiedyś zdjęli, bo było im szkoda pamiątki ślubu, która z czasem robiła się coraz cieńsza, więc to o niczym nie świadczy. Języka nam nie urwie, jak zapytamy faceta, który nas interesuje i zainteresowanie odwzajemnia, czy jest zajęty. A co jak jakby miał długoletnią przyjaciółkę, mieszkał z nią bez ślubu i miał z nią dzieci? Byłby wtedy może wolny?
          • Wyobrażam sobie taką sytuację: facet ewidentnie podrywa kobietę, często zaprasza ją na kolacje, wyjeżdżają razem na kilka dni, seksu na razie brak, ale wszystko zapowiada, że się przydarzy. Są na razie pocałunki, spacery za rączkę i zapowiedź czegoś więcej. Są kwiaty, prezenty, są opowieści o swoim życiu (oczywiście skrzętnie pomijające temat żony i potomstwa). Mnie w takiej sytuacji nie przeszłoby do głowy pytanie "czy jesteś zajęty", bo zachowanie świadczy o tym, że facet nie jest.
            W takiej sytuacji facet zatajając istnienie rodziny jest naprawdę zupełnie w porządku?
            Proszę się nie czepiać stereotypowości opisu, celowo jest taki. Nie odnosi się też do postów autorki wątku.
            • jul-kaa napisała:

              > W takiej sytuacji facet zatajając istnienie rodziny jest naprawdę zupełnie w po
              > rządku?

              Jasne, że nie jest, ale gdyby tak faktycznie było jak opisałaś, to miało się fajny wyjazd z miłym, adorującym nas kolegą, w końcu nic większego się nie stało. Dziwię się jednak kobietom, które tak szybko się angażują i wyjedżają z facetem, o którym nic nie wiedzą. Ja szczególnie sceptyczna jestem przy dorosłym facecie, którego oceniam jako atrakcyjny. Jeżeli podoba się mnie, to poda (podobał) się pewnie i innym kobietom. Tacy faceci z reguły kogoś tam mają, więc jeżeli robię sobie nadzieje na przyszłość, to wolę dwa razy zapytać na czym stoję, zanim uwierzę w jego słodkie słówka i coś tam sobie ubzduram.
              • Pierwszalitero, normane kobiety, ktore sie wczesniej nie sparzyly, po prostu zakladaja, ze skoro facet je podrywa, to jest wolny, bo uczciwi ludzie tak sie nie zachowuja. Skoro podrywa, zwlaszcza w sposob zaawansowany (jak w przykladzie julki), to znaczy, ze nie ma innych, powaznych zobowiazan.


                --
                Więc kiedy ja mówię 'wolność',nie mów mi że nie wolno
                Moja wolność to żaden Twój grzech
                • bebe.lapin napisała:

                  > Pierwszalitero, normane kobiety, ktore sie wczesniej nie sparzyly, po prostu z
                  > akladaja, ze skoro facet je podrywa, to jest wolny, bo uczciwi ludzie tak sie n
                  > ie zachowuja.

                  No to sorry, ale mnie mama nauczyła zdrowego rozsądku i ostrożności w stosunku do mężczyzn. ;-) I nawet gdyby inne kobiety nie miały takiej mamy jak ja, to matko jedyna, nigdy nie oglądałyście żadnej telenoweli? ;-)
                  • a wiesz, ze pewne rzeczy moga komus sie w glowie nie miescic? na przyklad to, ze ktos moze byc do tego stopnia cynikiem i sk...synem? ja wiem, powiesz, ze to naiwnosc....
                    --
                    Więc kiedy ja mówię 'wolność',nie mów mi że nie wolno
                    Moja wolność to żaden Twój grzech

                    • > a wiesz, ze pewne rzeczy moga komus sie w glowie nie miescic? na przyklad to, z
                      > e ktos moze byc do tego stopnia cynikiem i sk...synem? ja wiem, powiesz, ze to
                      > naiwnosc....

                      A nie przenosisz jakiś swoich negatywnych doświadczeń na tą sytuację? Sorry, ale zajęty facet chciał sobie poflirtować, a dziewczyna zaraz o wielkich emocjach i nadziejach. Szkoda mi dziewczyny, ale jak coś takiego nazwiesz cynizmem i sk..synstwem, to zabraknie ci skali na prawdziwe świństwa, które mogą wywijać sobie ludzie w prawdziwych związkach.
                      • wyobraz sobie, ze mam na czym skale budowac, ale nie bede tu o tym pisac.

                        fakt, ze nie wiemy, jak dokladnie wszystko przebiegalo, ale zakladam, ze nie byl to niewinny jednorazowy flirt, a to juz dla mnie zajezdza wczesniej wymienionymi cechami. uczciwi ludzie tak nie robia, uczciwi ludzie nie bawia sie z premedytacja innymi.
                        --
                        Więc kiedy ja mówię 'wolność',nie mów mi że nie wolno
                        Moja wolność to żaden Twój grzech
                        • bo to czyni moja poprzednia wypowiedz wyrwana z kontekstu..
                          --
                          W nocy czas płynie inaczej (...). Nie ma sensu się temu przeciwstawiać. (Haruki Murakami)
              • pierwszalitera napisała:
                > Dziwię się jednak kobietom, które tak szybko się angażują i wyjedżają z facete
                > m, o którym nic nie wiedzą.

                W moim przykładzie kobieta z tym facetem od roku pracuje, mają wspólnych znajomych, wydawało jej się, że facet jest wolny, opowiadając o sobie zawsze używał liczby pojedynczej ("jak byłem w zeszłym roku na wakacjach w X" itp.), opowiadał o dawnych związkach. Czy to jest takie znowu szybkie angażowanie? I czy trzeba się angażować żeby poczuć niesmak, że facet zapowiadający się na partnera (czyt. zachowujący się tak, jak opisałam niżej) "zapomniał", że ma żonę?

                • jul-kaa napisała:

                  > W moim przykładzie kobieta z tym facetem od roku pracuje, mają wspólnych znajom
                  > ych, wydawało jej się, że facet jest wolny, opowiadając o sobie zawsze używał l
                  > iczby pojedynczej ("jak byłem w zeszłym roku na wakacjach w X" itp.), op
                  > owiadał o dawnych związkach. Czy to jest takie znowu szybkie angażowanie?

                  No faktycznie. Trzyma żonę w piwnicy, czy co? Nie wierzę, że kobieta może dawać się tak długo zwodzić. Tylko wtedy, gdy sama tego chce.
                  • pierwszalitera napisała:
                    > No faktycznie. Trzyma żonę w piwnicy, czy co? Nie wierzę, że kobieta może dawać
                    > się tak długo zwodzić. Tylko wtedy, gdy sama tego chce.

                    Nie rozumiem. Po prostu nie zapraszał kobiety z mojej opowieści do domu, wiele osób tak akurat robi.
                    • Serio?
                      Ja bym była baaaardzo podejrzliwa, gdyby po jakimś czasie facet nie chciał mnie zaprosić do domu. W sumie to sobie nie wyobrażam, żebym mogła zacząć być z kimś, nie wiedząc, jak mieszka. Pomijam czasy studenckie, gdy ludzie mieszkali w akademikach czy z rodzicami, bo to nie ta bajka.

                      --
                      I znów znalazłam buty...
                      wyprzedaż allegrowa - regularne dostawy
                      • Ja też bym była, ale wiem, że wiele związków zaczyna się bez zwiedzania lokalu.
                        Można jeszcze zawsze założyć ściemę, że się mieszka z mamusią/bratem itp. i dlatego unika się wizyt ;)
                    • A ja z życia moich koleżanek znam historię kobiety, która przez ponad dwa lata była w ten sposób zwodzona a bywała w domu Pana. Nawet pomieszkiwała tam po kilka dni w jakieś długie weekendy i tego typu rzeczy. Normalnie w tygodniu. Przenosił wszystkie atrybuty związane z żoną i nastoletnimi dziećmi do piwnicy czy gdzieś i wyprawiał rodzinkę za miasto.. Nie pamiętam już dokładnie jak się dowiedziała ale byli wtedy 'niby' w bardzo zaawansowanym związku, prawie narzeczeństwie a tamten osobnik naprawdę d o s k o n a l e się kamuflował. Mi samej trudno było uwierzyć, że to nie fabuła jakiegoś średniego filmu ale wniosek z tego taki, że można kogoś długo okłamywać, jeśli tylko ma się trochę więcej wyobraźni.
                      --
                      tylko płakać będą na ziemi
                      zostawione przez nas nasze cienie.
                • Od roku pracuje i od roku romansuje? Długo ;)
                  Ja bym zrobiła wywiad środowiskowy i bym się dowiedziała ;))

                  Niesmak na pewno można poczuć, jasne, natomiast ja osobiście bym się mściła dopiero wtedy, gdyby mnie coś z tym gościem na serio łączyło, a nie byłby to etap flirtowania.
                  Bo w sumie dopóki nie stwierdzi się wyłączności, to wszystko się może zdarzyć.

                  --
                  I znów znalazłam buty...
                  wyprzedaż allegrowa - regularne dostawy
              • pierwszalitera napisała:

                > Dziwię się jednak kobietom, które tak szybko się angażują i wyjedżają z
                > facetem, o którym nic nie wiedzą.

                Ja mam wrażenie, że Ty po prostu nie bierzesz pod uwagę sytuacji, kiedy zaangażowanie jest, związek jest, a seksu (jeszcze) nie ma.
                Część ludzi potraktuje seks jako miłą aktywność towarzyską, część będzie czekać do ślubu, ale spora grupa będzie najpierw czekała na poważne emocjonalne zaangażowanie.

                > Ja szczególnie sceptyczna jestem przy dorosłym facecie, którego
                > oceniam jako atrakcyjny.

                Zgadzam się w tym, że większość mężczyzn w naszym w wieku jednak jest z kimś związana. I poznając nowy egzemplarz jesteśmy nastawione na weryfikację tego faktu.
                --
                Magdalaena
                • magdalaena1977 napisała:

                  > Ja mam wrażenie, że Ty po prostu nie bierzesz pod uwagę sytuacji, kiedy zaangaż
                  > owanie jest, związek jest, a seksu (jeszcze) nie ma.

                  Nie, nie biorę. Z seksem czeka się, gdy partnerzy są jeszcze bardzo młodzi i nie mają doświadczenia. Albo w przypadku, gdy rezygnuje się z seksu przed ślubem w imię ideologii, ale tacy ludzie informują swojego potencjalnego partnera dużo wcześniej i nie jest to w ogóle bardzo popularna postawa. W normalnym przypadku, znaczy kiedy mamy do czynienia z dorosłymi ludźmi, seks należy do relacji i o związku zaczyna mówić się dopiero, gdy było się ze sobą w łóżku. Przykro mi, ale tak to jest w normalnym życiu, nie żyjemy w Disneylandzie. Zapominasz też, że autorka wątku z facetem w łóżku jeszcze nie była, więc nawet według twojej teorii o aż takim poważnym zaangażowaniu mowy jeszcze nie było.
                  • Tez nie wyobrazam sobie zwiazku bez jakiejkolwiek fizycznosci. Do seksu potrzeba zauroczenia, do zwiazku - powaznego uczucia.
                    Nie twierdze, ze jest to prawda uniwersalna, ale nie potrafie sobie kompletnie takiego zwiazku wyobrazic.
            • O, dokladnie, nie zdazylam sama napisac, ale w pelni sie zgadzam, a takie zachowania chyba sa czestsze niz sie moze wydawac :(


              --
              Więc kiedy ja mówię 'wolność',nie mów mi że nie wolno
              Moja wolność to żaden Twój grzech
            • Tak sobie myślę, że to też zależy od wieku osób.

              To znaczy ja akurat w tej julkowej sytuacji nie zapytałabym się studenta o to, czy ma żonę, bo bym założyła, że jest wolny. Ale gdybym się spotykała z panem po 30, to na pewno bym się chciała dowiedzieć o przeszłe związki, bo ja bywam wścibska i się pytam, lubię wiedzieć, z kim się zadaję ;)
              I w sumie mając 20 parę lat inaczej człowiek patrzy na związki i relacje niż wtedy gdy ma 30 parę. To znaczy, ja inaczej patrzę, nie wiem, może u innych to się nie zmienia.

              Podoba mi się tekst teresy, "że w badanym przypadku nie mamy do czynienia ze złamanym sercem, a z zawiedzonym zaufaniem i nadziejami. Może boleć podobnie. Szczepienie boli. "
              I zgadzam się z Literą, bo dla mnie sytuacja z wątku to raczej też nie byłby związek.

              --
              I znów znalazłam buty...
              wyprzedaż allegrowa - regularne dostawy
          • pierwszalitera napisała:

            > Jeżeli należymy do grupy, która wszystko bierze bardzo serio,
            > to najpierw dokładnie się informujemy zanim wdamy się z kimś
            > w rozmowę i przede wszystkim zanim nazwiemy coś związkiem.

            Ale przecież nie każemy delikwentowi złożyć cv i zaświadczenia o zarobkach ;-) tylko słuchamy, co mówi i jak się zachowuje.

            > Brak obrączki nie jest kłamstwem.

            Oczywiście, że nie. Ale niezaobrączkowany, a żonaty lub trwale związany facet ujawni się w pierwszej czy drugiej rozmowie. Okaże się, że żona dzwoniła, zacytuje jakąś anegdotkę o dzieciach, pochwali kuchnię teściowej. Chyba że ... świadomie ukrywa swój stan.
            Wielokrotnie poznawałam fajnych facetów w moim wieku i w większości wypadków bardzo szybko okazywało się, że są zajęci.

            > Języka nam nie urwie, jak zapytamy faceta,
            > który nas interesuje i zainteresowanie odwzajemnia, czy jest zajęty.

            W takiej sytuacji, jak opisuje jul-kaa w życiu nie przyszłoby mi do głowy pytać o żonę. To tak jakbym zapytała "kochanie, a nie jesteś aby mordercą poszukiwanym listem gończym ?"
            --
            Magdalaena
            • magdalaena1977 napisała:

              > Wielokrotnie poznawałam fajnych facetów w moim wieku i w większości wypadków ba
              > rdzo szybko okazywało się, że są zajęci.

              No właśnie, normalny facet po bliższym poznaniu zawsze coś o sobie powie. Jeżeli jest nami zainteresowany, będzie chciał podkreślić, że jest wolny. Jeżeli więc facet nic nie mówi, to zalecana jest ostrożność. Wydaje mi się bowiem, że facet w tym opisywanym przypadku nie kłamał, tylko "zapomniał" powiedzieć całą prawdą. Jestem pewna, że autorka wątku chciała nawet wierzyć, że jest tak, jak jej się wydaje i dlatego jest teraz taka zła na siebie.
              • > Wydaje mi się bowiem, że facet w tym opisywanym przypadku nie kłamał, tylko
                > "zapomniał" powiedzieć całą prawdą.

                Facet jednak kłamał. I w takim wypadku (jeśli robił to umiejętnie) nie dziwi mnie, że Epistilbit dała się oszukać. No bo szczerze mówiąc ja np. jestem przekonana, że będąc mężatką, gdyby przyszła mi ochota na uwodzenie innego pana i kłamanie mu, że mężatką nie jestem, to posiadam na tyle inteligencji, żeby ów inny pan naprawdę długo się nie zorientował, że robię go z balona. (Nie wiem, nie jestem mężatką, może zatajanie tego, że ma się męża, jest znacznie trudniejsze niż mi się wydaje, ale jeśli posiadanie męża wygląda podobnie do posiadania facetów, z którymi mieszkałam, to ja tych szczególnych trudności nie widzę :) ). Tzn. oczywiście sytuacja jest łatwiejsza, kiedy mamy męża, który np. z powodu pracy dużo wyjeżdża, do tego nie mamy z tym mężem dzieci, itd.
                No a jako że panowie nie mają mniej inteligencji niż my, to wcale się nie dziwię, że te co bardziej sprytne przypadki potrafią długo zwodzić kobietę. I wcale nie potrzebują do tego spotkań tylko na mieście, nie zapraszania nigdy do domu i innych zachowań, które mogłyby wzbudzać słuszne podejrzenia.
    • Przebolej go. Dla niego prawdopodobnie to nie był "związek". Flirtował, uwodził, dał się chwili ponieść, uległ atrakcji, jaką jest niewątpliwie uwaga i afekt wybranego osobnika. I tyle.
      A w przyszłości lepiej starać się dowiedzieć takich elementarnych rzeczy o człowieku, nim damy kolanom zmięknąć.

      Kara przypominałaby bicie psa, który zrobił kupę na twój ukochany fotel. Bierzesz psa, ciągniesz go do kupy, żeby zobaczył swoją kupę, następnie go bijesz (niech będzie, że gazetą, jak to się przyjęło; że ponoć w ten sposób, psa bijąc, psa się nie bije. Nie rozumiem, przytaczam). I pies pojmuje dwie rzeczy: 1. pańcia cokolwiek nie w sosie dzisiaj, jakoś niemiło się zrobiło; 2. o kupa, może nawet moja. Kupa jak kupa. Fajna kupa.
    • eno, żadnego zawiadamiania żony. Nic dobrego z tego nie będzie, a na Tobie się skrupi. W jednym (bardzo prawdopodobnym) z możliwych scenariuszy wyjdziesz na harpię dybającą na szczęśliwe małżeństwo, dodatkowo spodziewające się dziecka. Już widzę pana, jak przysięga na klęczkach, że "Z nią? Kochanie, nie spałem, nic mnie nie łączyło, nie wiem, czego ona ode mnie chce! To jakaś wariatka, przysięgam!"

      Zapomnieć to jedyna sensowna rada. Znaczy zapomnieć o panu, bo historię znajomości lepiej potraktować jako lekcję od życia i bogatszą w to doświadczenie iść swoją drogą dalej :)
      A wirtualnie tylko przytulić mogę... Na pewno przyjdzie dzień, kiedy przestanie boleć.
    • 17.06.11, 17:01
      Dlaczego zaraz niezgułą, płaczkiem itp?

      Zakładam, że pierwszy raz się w ten sposób nacięłaś. Teraz wyciągnij naukę na przyszłość (:

      Dziewczyny dobrze mówią, żeby nie karać - każda akcja z twojej strony (włącznie z demonstracyjnym robieniem się na bóstwo) będzie jasnym sygnałem, że cię ta sytuacja mocno dotknęła, a facet niewart tego.
      Kup sobie największą czekoladę w sklepie, kubełek lodów czy co tam jest twoim ulubionym pocieszaczem jedzeniowym, zrób sobie jeden wieczór poużalania się nad sobą jak w amerykańskich filmach i wystarczy.

      Pana traktuj tak neutralnie, jak jesteś w stanie (kolega z pracy?) - wyobraź sobie, że to jakiś facet, którego nie znasz (bo przecież, jak wychodzi, nie znasz) i nie jesteś nim zainteresowana.
    • Otóż autorka pracuje na kontraktach. To specyficzna praca, tam gdzie do tej pory była dziura w ziemi, nagle ładuje się sporo firm z całej Polski i macie pracować. Przyjeżdżają różni ludzie, często-gęsto widzą się po raz pierwszy w życiu, ładuje się ich do pakamer i pracujcie. To rzutuje na to ,że np poznaje się daną osobę w okolicznościach pt pon-pt, 7-19, ale nie zna się jej środowiska, jej rodziny itp. Tytułem wstępu.

      Pan powiedział, że się rozwiódł, a ja wierzyłam. I przychylam się do zdania magdaleny, że to że nie było seksu, sprawia, że mniej boli.

      Mówicie, że to nie zdrada. A jak inaczej nazwać sytuację, kiedy facet zamiast trwać przy rodzinie angażuje czas, pieniądze i myśli w kogoś innego? Pół-zdrada? Moje małżeństwo było klapą, ale dostałabym piany na ustach, jakby mąż w trakcie wysyłał do innej smsy, takie jakie ja dostawałam.

      Autorka pomarudzi, pomarudzi i pójdzie dalej :) Wypracuję sobie pancerz na tej sytuacji, ja muszę po prostu wszystko przemaglować, pogadać o tym no. Mój terapeuta diagnozuje mi osobowość typu borderline, aż się sama siebie boję. Dzięki, za wpisy dały mi do myślenia.

      Panu nic nie zrobię. Kontrakt się za rok skończy. On w moich oczach skończył się szybciej.
      --
      http://c.wrzuta.pl/wi14480/599d971e002953ab4c670746/0/bez%20tytulu
      Urzekła mnie Twoja historia
      • epistilbit napisała:
        > Pan powiedział, że się rozwiódł, a ja wierzyłam.

        Czyli nie przemilczał, a skłamał? To zmienia postać rzeczy.
        • Też tak sądzę. Co innego omijać temat, a co innego kłamać w żywe oczy.

          --
          I znów znalazłam buty...
          wyprzedaż allegrowa - regularne dostawy
          • Bo to takie zagmatwane było. Nie wybielam go, ale ja założyłam, że skoro startuje do mnie, to jest wolny. Później okazało się, że są dzieci, ale się rozwiódł. Potem się okazało, że jeszcze rozwodu nie ma, ale są w trakcie. Przyparty do muru, stwierdził, że ma kryzys. Taki kryzys, że żona w ciąży była jak mnie poznał, albo planowali wtedy, nie wnikam. Jak w tym dowcipie o radiu Erewań i rozdawaniu samochodów.
            --
            http://c.wrzuta.pl/wi14480/599d971e002953ab4c670746/0/bez%20tytulu
            Urzekła mnie Twoja historia
            • W takim razie to byl mocno nieciekawy typ. To zawsze boli, kiedy sie przejedziemy na wlasnej ocenie sytuacji, szczegolnie jezeli to mogl byc potencjalnie ktos dla nas wazny. Ale skoro juz sie wszystko wyjasnilo, moze juz byc tylko lepiej, prawda? I na pewno bedzie lepiej, wczesniej lub pozniej.
              A kontakty z tym panem bym ograniczyla do minimum, nie jest warty tego, zeby z jego powodu podejmowac jakiekolwiek decyzje, takze o zrobieniu sie na bostwo. Aczkolwiek spa w ramach zasluzonego relaksu jest nienajgorsza propozycja.
            • no to jak znam zycie, ani nie bylas pierwsza, ani ostatnia...zal mi zony tego pana.
              --
              Więc kiedy ja mówię 'wolność',nie mów mi że nie wolno
              Moja wolność to żaden Twój grzech
              • bebe.lapin napisała:

                > no to jak znam zycie, ani nie bylas pierwsza, ani ostatnia...zal mi zony tego p
                > ana.

                Może to zbychu?

                heteroseksualisci.blox.pl/2010/11/Zbychu-ma-dylemat.html
                • palacsinta napisała:

                  > Może to zbychu?
                  rel="nofollow">heteroseksualisci.blox.pl/2010/11/Zbychu-ma-dylemat.html

                  Świetny tekst. Aczkolwiek mam jednak wrażenie, że zbychu to troll :-(
                  --
                  Magdalaena
                  • Z takim zestawem danych jakie przedstawiłaś nie mów. Oszczędź ciężarnej.
                    Co do Zbycha to znam takich w realu i z podobnym myśleniem więc niekoniecznie troll.
                    --
                    czasem przecinek mi się nie włącza ale mam dość wymieniania klawiatury, Lucyferek inspiruje
                • coś mi nie daje spokoju
                  Pierwszalitera niby słusznie wylewa kubły zimnej głowy na romantyczne porywy różnych "pań wierzących" mężczyznom. No właśnie "niby". Bo niby broni, przestrzega, nie każe ufać, stosuje prewencję w pogotowiu złamanych serc, ale...
                  Czy jak Ktoś się do mnie przystawia - daje kwiaty, mówi takie rzeczy, że się rumienię, albo co gorsza pisze je (dowód materialny), spotyka się i jest miły i zainteresowany,..., poza tym nie wykazuje objawów klasycznej patologii (nie pije, nie bije, chodzi do pracy, radzi sobie z rzeczywistością, etc.), to co to za interes wchodzić w taki układ, w którym nigdy nie można poczuć się bezpiecznie, co to za związek z tym Kimś, kiedy wg trzeźwych porad cały czas człowiekiem wobec tego Kogoś podejrzliwość ma wzdrygać? Za portfel cały czas się trzymać i spać z otwartymi oczami, bowiem wiadomo, że kradnie się najlepiej kiedy ranne wstają zorze, a Morfeusz chrapie i sapie. Przy takiej postawie i oczekiwaniach to przecież i małżeństwo z Ktosiem gwarancji spokoju dać nie może.
                  I tu się zapytam o normy i zasady.
                  Skoro w naszym katolickim społeczeństwie "wiadomo" (mama albo Pierwszalitera nauczyły i wyjaśniły), że kobieta randki i kwiaty (no i wyjazdy, bo ja przepraszam, ja sam na sam nie wyjeżdżam z "kolegami") traktuje jak grę wstępną, a seks to już w ogóle jakby byli "po słowie" to dlaczego za normę mamy traktować męskocentryczny typ zachowań typu: "mam żonę i inne kobiety, ale nie dbam o nie, niestety". Ja bardzo przepraszam, ale ja się nie godzę na to (choć flirtingu nie uprawiam, więc może się nie liczę), ale ja nie chcę żyć w społeczeństwie oszustów. Powiedzmy sobie szczerze - jak ktoś robi w konia żonę i inne "bliskie mu kobiety" to tym bardziej można się spodziewać, że będzie oszukiwał innych ludzi (a może tylko inne kobiety?), swoich kontrahentów, klientów, współpracowników.
                  Przypomina mi to zgodę na to, żeby ktoś mi narobił na głowę. I moim zdaniem to nie kobiety są winne tej sytuacji (Pierwszalitera gromy rzuci na mnie), tylko oszukujący je faceci, i tyle. To oni oszukują (jedni udolniej inni mniej, ale pamiętajmy - trening czyni mistrzem), a nie one są winne, bo są za mało węszącymi psami gończymi albo nie stać je na prywatnego detektywa.
                  Zdaję sobie sprawę, że poza chłopami zajętymi jest mnóstwo innych pułapek, choćby te wszystkie, które wymieniła Bridget Jones, można bowiem trafić na "alkoholików, pracoholików, związkofobów, (...), mizoginów, megalomanów, szowinistów, emocjonalnych popaprańców, pijawki i zboczeńców.". Pułapek jest na tyle dużo, że może zwykłych oszustów zdradzających żony i oszukujących dziewczyny można zwyczajnie potępić?
                  Chronić się to jedno, ale dostać paranoi i węszyć to drugie, a trzecie to uznać, że flirt i samotny wyjazd z chodzeniem za rękę to nic.
                  Podejrzewam, że większość znanych mi osób potępiłaby wyjazdy-kwiaty-seks_smsy swoich partnerów z kimś innym i uznane byłoby to co najmniej za duże nadużycie zaufania i lojalności.
                  • sandaltree napisała:
                    > owiedzmy sobie szczerze - jak ktoś robi w konia żonę i inne "bliskie mu kob
                    > iety" to tym bardziej można się spodziewać, że będzie oszukiwał innych ludzi (a
                    > może tylko inne kobiety?), swoich kontrahentów, klientów, współpracowników.

                    Ja ze światłych wywodów pierwszejlitery zrozumiałam, że w kwiatach, wyjazdach, smsikach, randeczkach i flircie nie ma oszustwa wobec żony. Nie było związku, bo nie było seksu. Nie było więc nieuczciwości.
                    • A ja tego tak nie zrozumiałam :)

                      Po prostu wg mnie wszystko zależy od tego, od której strony patrzymy - pana, żony czy tej trzeciej. Dla każdego z nich ta sytuacja może być inna i inaczej okreslana. To, że dla tej trzeciej czy dla pana coś nie jest związkiem, nie oznacza, że dla żony nie jest zdradą.

                      --
                      I znów znalazłam buty...
                      wyprzedaż allegrowa - regularne dostawy
                    • Nie mam pojecia, co Pierwszalitera ma na mysli, ja natomiast rozumiem to tak, ze na poczatkowych etapach znajomosci wiele sie moze jeszcze okazac. Lacznie z malo przyjemnymi niespodziankami. Nie chodzi o to, zeby weszyc wszedzie oszustwo, bo tak to sie nie da, ale starac sie realnie ocenic sytuacje.

                      > Powiedzmy sobie szczerze - jak ktoś robi w konia żonę i inne "bliskie mu kobiety" to tym
                      > bardziej można się spodziewać, że będzie oszukiwał innych ludzi (a może tylko inne
                      > kobiety?), swoich kontrahentów, klientów, współpracowników.

                      No wlasnie, takie typy niestety chodza po swiecie, czasem pewnie mozna takiego na pierwszy rzut oka nie rozpoznac.

                      > Pułapek jest na tyle dużo, że może zwykłych oszustów zdradzających żony i oszukujących
                      > dziewczyny można zwyczajnie potępić?

                      Tak tez i robie.

                      > Chronić się to jedno, ale dostać paranoi i węszyć to drugie, a trzecie to uznać, że flirt i
                      > samotny wyjazd z chodzeniem za rękę to nic.

                      Nie nic, ale nie zwiazek, i nie zlamane serce. W takiej sytuacji dostaje sie po nosie, to boli bardzo, i nie staram sie tu umniejszyc problemu. Ale nie mozna tego porownywac z prawdziwym zwiazkiem, i nie chodzi tu o pojscie czy nie pojscie do lozka, tylko to, ze zna sie ta osobe od podszewki, ufa sie jej kompletnie, i to zaufanie zostaje zawiedzione. Troche inny kaliber moim zdaniem.

                      > Ja ze światłych wywodów pierwszejlitery zrozumiałam, że w kwiatach, wyjazdach,
                      > smsikach, randeczkach i flircie nie ma oszustwa wobec żony. Nie było związku, b
                      > o nie było seksu. Nie było więc nieuczciwości.

                      Jasne, ze pewnie byla nieuczciwosc. Ale chcesz tej zonie ukladac zycie? A ze facet jest nieciekawym typem, to jasne.
                      • kis-moho napisała:

                        > > Chronić się to jedno, ale dostać paranoi i węszyć to drugie, a
                        > > trzecie to uznać, że flirt i samotny wyjazd z chodzeniem za rękę to nic.
                        >
                        > Nie nic, ale nie zwiazek, i nie zlamane serce.

                        Wiemy, że definicja związku jest równie mglista, co definicja mody ;-) , ale widziałam przypadki porządnie złamanych serc bez wcześniejszego seksu i mieszkania ze sobą.
                        --
                        Magdalaena
                        • Tez mysle, ze nie ma co kruszyc kopii o definicje :o)

                          I nie mowie, ze taki zawod milosny wcale nie boli, i w ogole nie ma sie czym przejmowac. To byloby dopiero pocieszenie dla autorki watku... Chodzi mi raczej o to, ze na poczatku znajomosci z wieloma niespodziankami trzeba sie liczyc. Nie tylko z tym, ze facet okaze sie oszustem stulecia, bo mam nadzieje, ze wielu takich nie ma. Ale po jakims czasie moze sie okazac, ze to jednak nie to. I wtedy tez nie jest fajnie.
                          Z tym, ze dla mnie to inny kaliber niz zawod w prawdziwym, dlugim zwiazku.
                      • OK, rozumiem, chodzi o skalę głównie. Czego innego oczekujemy od kilkukrotnego randkowicza, a czego innego od faceta z którym mieszkamy.
                        • Mieszkamy, ewentualnie slub czy dzieci, mamy za soba wspolne problemy, choroby, piekne wspomnienia. Takiej osobie ufa sie cala soba.
                          Randkowicz moze nas jeszcze potencjalnie rozczarowac. Jasne, ze jest jakis element ryzyka, jeszcze sie nie znamy za dobrze, dlatego to wszystko jest tez takie ekscytujace. I jasne, ze jakies uczucia w to wkladamy, nikt nie jest robotem :o) Wazne chyba jednak, zeby zdawac sobie sprawe, ze to niekoniecznie jest "to", partnerstwo dusz do grobowej deski, prawda?
                          I nie ma to znaczenia, kto z kim kiedy poszedl do lozka, bo mam wrazenie, ze dyskusja czasem nieco zbacza w tym kierunku.
                  • sandaltree napisała:

                    I moim zdaniem to
                    > nie kobiety są winne tej sytuacji (Pierwszalitera gromy rzuci na mnie), tylko o
                    > szukujący je faceci, i tyle. To oni oszukują (jedni udolniej inni mniej, ale pa
                    > miętajmy - trening czyni mistrzem), a nie one są winne, bo są za mało węszącymi
                    > psami gończymi albo nie stać je na prywatnego detektywa.

                    Nie rzucę na ciebie gromów, ale takie spojrzenie na sprawę mnie mierzi. Zawsze winni są ci wredni faceci. ;-) Winni, gdy się nami nie interesują, winni, gdy nachalnie podrywają, winni, gdy oszukują. Matko jedyna, wygląda na to, że my zawsze ofiarami jesteśmy! Lalkami, które siedzą, ładnie wyglądają, czekają na męską inicjatywą i tylko reagują na jego input. Ja osobiście nie zgadzam się na taką rolę i na wszelki podryw oraz romantyczne bziu, bziu reaguję bardzo sceptycznie. Być może wcześnie się tego nauczyłam i mamusia przestrzegała, bo i ona była w typie słodkiej blondynki i faceci się do nas kleili. Ja byłam podrywana już w wieku lat 12 i to nawet przez o wiele starszych facetów. Nie lubię być tak traktowana, facet, który chce mnie zdobyć, musi najlepiej pokazać mi obojętność i rozmawiać ze mną na jakieś mądre tematy. ;-) I nawet jak na jakimś etapie pojawiają się kwiaty-smsy- komplementy, co jest przecież też przyjemne i jest potwierdzeniem, że moje starania o niego przynoszą efekty, to nie tracę głowy i nie rzucam się facetowi w ramiona, oddając się całkowicie i rezygnując z mojej kontroli. To nie paranoja, tylko strzeżonego Pan Bóg strzeże, pewnie dlatego nigdy się nie przejechałam. A może i się przejechałam, ale nie miałam przy tym poczucia skrzywdzenia i to jest najważniejsze. Po prostu ten facet okazał się nieodpowiednim, moją pomyłką. Wszystkim kobietom radziłabym też, wybierajcie sobie waszych facetów same, nie czekajcie, aż jakiś fagas się wami zainteresuje, łaskawie się uśmiechnie i zakomplementuje. Być zdobywaną jest fajne na początku, ale potem okaże się, że facet do nas w ogóle nie pasuje. Faceci lecą na coś zupełnie innego niż my i bardzo często to coś, co było na początku w nas dla niego atrakcyjne, zaczyna go po czasie nudzić. A my przyzwyczajone do roli księżniczki otwieramy oczki, że miso nas już nie adoruje, tylko ogląda się za następną zdobyczą. Wybierając same mamy większą szansę na trafienie w odpowiedniego dla nas i na związek według naszych warunków.
                    • jestes w stanie przyjac do wiadomosci, ze nie wszystkim model bycia na ciaglym polowaniu i stalej czujnosci odpowiada, ze nie kazdy ma ochote popadac w paranoje, ze niektorym trudno pogodzic sie z wizja swiata, w ktorym nikomu nie mozna okazac zaufania, tylko trzeba z gory zakladac, ze wszyscy graja i oszukuja? potrafisz, czy nie bardzo?
                      --
                      Więc kiedy ja mówię 'wolność',nie mów mi że nie wolno
                      Moja wolność to żaden Twój grzech
                      • bebe.lapin napisała:

                        > jestes w stanie przyjac do wiadomosci, ze nie wszystkim model bycia na ciaglym
                        > polowaniu i stalej czujnosci odpowiada, ze nie kazdy ma ochote popadac w parano
                        > je, ze niektorym trudno pogodzic sie z wizja swiata, w ktorym nikomu nie mozna
                        > okazac zaufania, tylko trzeba z gory zakladac, ze wszyscy graja i oszukuja? pot
                        > rafisz, czy nie bardzo?

                        Przede wszystkim, to ja nie jestem ciągle na polowaniu, tylko nie wpadam w zachwyt, gdy pierwszy lepszy z brzegu facet pokaże mi odrobinę zainteresowania. Nie biorę jego łowczych zapędów jako rokowania na naszą szczęśliwą przyszłość. Panowie w takim stanie stroszą piórka i nie pokazują prawdziwej twarzy. Wiele kobiet uznaje też bezwzględne zainteresowanie pana jako jedyne kryterium do udzielenia mu swojej łaski. I w ogóle nie patrzy, co kandydat ma jeszcze do zaproponowania, jakby jego adoracja miała wystarczyć na wszystkie życiowe ewentualności. Więc panowie się starają odegrać nam romantyczną komedię i pewnie przez jakiś czas sami nawet w nią wierzą. Egoistycznie chcemy być w tym momencie najważniejsze, wymagamy zapewnień o wyłączności i zachęcamy tym facetów same do kłamstwa. Ja nie wykazuję też stałej czujności tylko wybieram facetów, którzy mnie się podobają, nie czekając na podryw. Mam szansę poznać ich wtedy w normalnym stanie, a nie w tańcu godowym i dowiedzieć się o nich czegoś więcej. I teraz będę bardzo osobista, porównując nasze doświadczenia życiowe, to ja na mojej strategii jednak wychodzę lepiej, więc mam prawo mniemać, że nie jest taka zła.
                        • oczywiscie, Tobie nigdy nie przytrafily sie porazki, rozczarowania, nikt nigdy nie postapil wobec Ciebie nie fair, a autorka watku, ja i kilka innych osob jestesmy glupimi gesiami, ktore padaja na kolana, gdy tylko jakis facet na nas mrugnie, zamiast zastosowac Jedyna Sluszna i Sprawdzona recepte na relacje z plcia przeciwna, ktora na pewno by sie sprawdzila w kazdym przypadku, skoro sprawdza sie tak znakomicie w przypadku Pierwszejlitery.

                          przyjete do wiadomosci, w koncu nie moze byc inaczej. dla mnie koniec dyskusji, bo choc co prawda dawno nie bylo na stoffach goracej klotni i moze niektorym teskno, to nie zamierzam zmieniac tego stanu rzeczy.
                          --
                          W nocy czas płynie inaczej (...). Nie ma sensu się temu przeciwstawiać. (Haruki Murakami)
                          • Tutaj akurat uważam, że Pierwszalitera ma rację. Też wolę sama wybierać sobie potencjalnych chłopów i uważam, że jest to bardzo dobra strategia. Wiem czego chcę=szukam tego czego chcę=biorę to co chcę.

                            Zwróć uwagę, że to nie oznacza braku porażek i rozczarowań, Pierwszalitera tego nie napisała, a przynajmniej ja tego nigdzie nie przeczytałam.

                            To chyba zależy, czego się szuka. Jeśli szuka się potwierdzenia własnej atrakcyjności, to owszem, łatwo paść łupem podrywacza i złotoustej glizdy:). Ale jeśli szukamy np. kogoś do seksu, kogoś kto po prostu ładnie według nas wygląda, czy też wreszcie poważnego kandydata na życiowego partnera, to chyba lepiej wziąć sprawy w swoje ręce. Tym bardziej, że w tych trzech różnych sytuacjach można mieć różne kryteria.
                          • bebe.lapin napisała:

                            > przyjete do wiadomosci, w koncu nie moze byc inaczej. dla mnie koniec dyskusji
                            > , bo choc co prawda dawno nie bylo na stoffach goracej klotni i moze niektorym
                            > teskno, to nie zamierzam zmieniac tego stanu rzeczy.

                            A kto się kłóci? To ty pierwsza chciałaś koniecznie udowodnić mi, że jestem przemądrzałą arogantką nierozumiejącą twój wielki ideał świata, w którym wszyscy się kochają i nigdy nie okłamują. Zauważ, że ja się rzadko skarżę, ale nie dlatego, że mam życie jak w bajce, tylko dlatego, że jak coś mi się nie udaje, to nie rozdzieram szat, tylko myślę, jak następnym razem zrobić to lepiej. I jak dwa razy zrobię źle, to rozglądam się dookoła i szukam ludzi, którym się udaje, by podpatrzyć, jak oni to robią, bo skoro im się udaje, to coś robią dobrze. Proste. I zanim wydasz krytyczną ocenę na temat mojej strategii, że niby nie pasuje do twojego przypadku, to racz ją najpierw przynajmniej raz sprawdzić w praktyce, a potem pogadamy.
      • Pewno i tak już czujesz do niego niechęć. Zaraz zamieni się ona w obojętność, za siedem godzin i szesnaście dni.
    • Za kazdym razem, jak otwieram ten watek i widze Twoj pierwszy post Epistilbit, Twoja historie, a potem tego kota i Twoj podpis - no po prostu ironia pierwasza klasa:):)
    • klątwę rzuć, tak mentalnie. pożycz mu pryszczy na dupie i sraczki na ważnym spotkaniu i żeby go wiatry męczyły - głośne i smrodliwe - zawsze w niesprzyjających okolicznościach przyrody.
      ulży ci :)
      --
      .............. fusy precz!

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Zadaj pytanie na Forum

Za darmo

Na każdy temat

Tysiącom użytkowników

Zapytaj

Bestsellery

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.