Czy pieczarki się obiera? Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • Kogo nie zapytam, odpowiada inaczej ;)
    Jedni mówią, że tylko myją. Drudzy, że obierają, łącznie ze ściągnięciem skóry z łebka. Jeszcze inni, że nie obierają, a jedynie usuwają tę gąbczastą część (tę, która łączy często łebek z ogonkiem, kiedy pieczarka jest jeszcze mała).

    Mnie trafia, jak mam obierać małe pieczarki. Dlatego najczęściej wybieram duże, jakoś mniej paprania wtedy.
    Trzeba obierać, czy nie?
    • Nie trzeba, z pewnością.
      Ja obieram tylko takie wielkie, z których samo schodzi.
      Obieranie małych pieczarek do dla mnie szczyt absurdu :) A małe są znacznie smaczniejsze od wielkich.
    • ja w zależności od pieczarki
      młode, które mają jeszcze zamknięte główki - tylko dokładnie myję
      jak są starsze, otwarte to staram się obierać
      --
      -----------------------------
      biubiu.pl
    • Ja obieram - kupuję duże, myję i paznokciami ściągam skórkę z kapelusza, a potem nożem obieram nóżkę.
      --
      Magdalaena
    • Czy "się" obiera nie wiem, ale nigdy w życiu nie widziałam żeby ktoś obierał.. :P

      --
      65/71/89/97 = 30F/FF
      Tańczymy krzywo jak spoceni zapaśnicy w USA.
      nie używam gazetowego - zmijuniaminor[at]wp.pl
      • Znaczy, nie umrę, jak je po prostu umyję i do gara - yeaaaaaah!!! Nie cierpię obierać ;)
        • To ja mam pytanie do tych, które obierają nie tylko duże z twardszą skórą: po co? Pytam z ciekawości.
          • jul-kaa napisała:

            > To ja mam pytanie do tych, które obierają nie tylko duże z twardszą skórą: po c
            > o? Pytam z ciekawości.

            By ich nie myć. Pieczarki jak każde grzyby ciągną przy myciu wodę, a gdy chcę pieczarki przysmażyć, to mokrych już się tak ładnie nie da, bo zaczynają się dusić zamiast smażyć. Alternatywne czyszczenie tylko szczoteczką dla mojego poczucia higieny nie wystarczy.
            • Ooo... na to nie wpadłam, bo ja i obierałam i myłam... tak sobie myślę, że biorę do łapy brudną pieczarkę, obieram ją i macam tymi samymi upaćkanymi paluchami... jaki sens obierać?
              Ale fakt, ze ja pieczarki wrzucam raczej do żarcia jednogarnkowego, więc jest mi rybka, czy naciągną wody, czy nie.
              • madzioreck napisała:

                > Ooo... na to nie wpadłam, bo ja i obierałam i myłam... tak sobie myślę, że bior
                > ę do łapy brudną pieczarkę, obieram ją i macam tymi samymi upaćkanymi paluchami
                > ... jaki sens obierać?

                Po pierwsze kupuję w miarę czyste pieczarki. Upaćkanych nie lubię. ;-) Po drugie mam wypracowany sposób obierania bez dotykania kapelusza. Chwytam pieczarkę na ogonku, który potem obcinam. Gdybym miała myć pieczarki, to nie widzę powodów by je obierać, bo po co? Skóra na pieczarkach jest jadalna i można konsumować ją nawet na surowo. Lubię surowe pieczarki. Mam nawet wrażenie, że takie są zdrowsze, a duszone/smażone pieczarki są trochę ciężkostrawne.
            • pierwszalitera napisała
              > By ich nie myć. (...) Alternatywne czyszczenie tylko szczoteczką dla mojego poczu
              > cia higieny nie wystarczy.

              To już zupełnie bez sensu, bo jeśli gdzieś miałby być brud, który nie schodzi szczoteczką i nie zostanie zmyty wodą, to na blaszkach od spodu.
              • jul-kaa napisała:

                > To już zupełnie bez sensu, bo jeśli gdzieś miałby być brud, który nie schodzi s
                > zczoteczką i nie zostanie zmyty wodą, to na blaszkach od spodu.


                To ma sens, bo ja kupuję i obieram pieczarki bez blaszek, zamknięte od dołu. Te blaszkowe, jak się zdażą, to myję i wykorzystuję w inny sposób.
                • pierwszalitera napisała:
                  > To ma sens, bo ja kupuję i obieram pieczarki bez blaszek,

                  Każda pieczarka ma blaszki. To, że ich nie widać, nie znaczy, że ich nie ma.
                  • jul-kaa napisała:

                    > Każda pieczarka ma blaszki. To, że ich nie widać, nie znaczy, że ich nie ma.

                    No proszę cię, przestań się wygłupiać. Skoro blaszek nie widać, znaczy są przykryte kapeluszem, to w te blaszki nie wszedł jeszcze żaden brud, który trzeba zmywać. Blaszki pokazują się dopiero, gdy pieczarka jest "otwiera". A przecież o ten brud w blaszkach ci chodziło, czy może tak ogólnie jesteś znowu na nie? Jezus Maryja Jozef, ludzie mają zdrowie, mnie by się autentycznie nie chciało. ;-) Wojna na pieczarki. ;-)
                    • Julka pewnie zasugerowała się pieczarkami "bez blaszek" i pomyślała, że Ty myślisz, że istnieją pieczarki, które blaszek nie mają wcale.

                      I proszę mi się tu nie rzucać sobie do gardeł, w moim arcyważnym pieczarkowym wątku ;P
                    • pierwszalitera napisała:
                      > Skoro blaszek nie widać, znaczy są przyk
                      > ryte kapeluszem, to w te blaszki nie wszedł jeszcze żaden brud, który trzeba zm
                      > ywać.

                      Napisałaś "pieczarki bez blaszek". Nie odnosiłam się do brudu, tylko do tego, czy istnieją bezblaszkowe pieczarki.

                      > mnie by się autentycznie nie chciało. ;-)

                      Tobie się zawsze chce, w tym wątku również.
                    • pierwszalitera napisała:
                      > przecież o
                      > ten brud w blaszkach ci chodziło, czy może tak ogólnie jesteś znowu na nie? (...)
                      > Wojna na pieczarki. ;-)

                      Chciałam Ci jeszcze zwrócić uwagę, że ostatnio każde, nawet najspokojniejsze zwrócenie Ci uwagi, że walnęłaś głupotę lub niezręczność (a ostatnio dziwnym trafem walisz ich coraz więcej) kończy się Twoim atakiem i faktycznie wojną. Może weź pod rozwagę to, że masz coraz więcej "przeciwników", którym przypisujesz uprzedzenia i antypatie do Twojej osoby.
                      • jul-kaa napisała:

                        > Chciałam Ci jeszcze zwrócić uwagę, że ostatnio każde, nawet najspokojniejsze zw
                        > rócenie Ci uwagi, że walnęłaś głupotę lub niezręczność (a ostatnio dziwnym traf
                        > em walisz ich coraz więcej) kończy się Twoim atakiem i faktycznie wojną. Może w
                        > eź pod rozwagę to, że masz coraz więcej "przeciwników", którym przypisujesz upr
                        > zedzenia i antypatie do Twojej osoby.

                        Jaką niezręczność? To napiszesz, że walnęłam głupotę, gdy oświadczę, gdy biorę do wyrobu dżemu wiśnie bez pestek? Poinformujesz mnie wtedy dla porządku, że wiśnie zawsze mają pestki? Gdybyśmy rozmawiały o botanicznych szczegółach, to może miałoby to sens, ale w tym przypadku niewidoczne blaszki w pieczarkach, czyli ukryte szczelnie pod kapeluszem, do wyjaśnienia sprawy, o którą pytałaś, czyli o brud w blaszkach, po prostu nie istnieją. Precyzyjnie są to pieczarki bez widocznych blaszek. Przyczepiłaś się jednego pominiętego przeze mnie słowa, które w tym konkretnym kontekście (brudu i mycia) uważałam za zbędne.
                        I nawet nie jestem pewna, czy w ogóle masz rację twierdząc, że pieczarki zawsze mają blaszki. Bo może być, że blaszki w pieczarkach powstają dopiero na pewnym etapie rozwoju grzyba i istnieją jak najbardziej pieczarki bez blaszek. Chyba to nawet sprawdzę, skoro ty tak gorliwie poprawiasz mój styl.
                        Nie mam też "coraz więcej przeciwników" jul-kaa, to są ciągle tylko te same osoby, które czepiają się u mnie czego mogą. Mogę wyliczyć je na palcach jednej ręki. Nie zrobisz ze mnie oszołoma jul-kaa. Ostatnio te osoby tworzą z lubością językowe OT, bo wydaje im się, że znalazły wreszcie u mnie jakiś słaby punkt. Nie uważasz sama, że to małostkowe? Wielokrotnie próbowałam też nawiązać z tobą ludzką dyskusję bez przepychanek, bez wyciągania starych urazów, ale najwidoczniej nie potrafisz przeskoczyć własnego cienia.
    • Wylacznie kiedy skorka wyglada na tak twarda, ze bedzie to czuc przy jedzeniu (czyli w tych najwiekszych pieczarkach). W innych sytuacjach nie widze powodu.
    • Obieram zawsze, nawet takie najmniejsze grzdyle, tak samo jak zawsze ściągam skórkę z pomidora. Z mojego punktu widzenia "się obiera". Czy trzeba, nie wiem, ale nieobranej pieczarki po prostu nie zjem (chyba że ktoś mi zaserwuje taką i złośliwie nie uprzedzi, że nieobrane).
      --
      załóż stanik...poprawnie
    • Obieram nożykiem. Lubię to robić nawet.

      --
      75-81/106-110
    • Ja nie myję. Mam w kuchni szczoteczkę, taką jak do rąk, specjalnie do pieczarek. Obcinam tylko co najwyżej dolny kawałek nóżki, jeśli zbrązowiał.
    • i nie zamierzam. Myję i to bez specjalnego przykładania się do tej czynności. Staranniej myję kartofle, które zaraz będę obierać. O, o wiele staranniej bo szczotą.
      Zresztą, kurczę, nigdy nie widziałam, żeby ktoś obierał, a pracowałam w restauracjach, jednej całkiem dobrej ąę.

      Przed chwilą wróciłam ze sklepu, kupiłam pieczarki, obejrzałam na potrzeby niniejszego wątku. Są białe, zamknięte, nóżki czyste, przyklejone pojedyncze czarne grudki, które łatwo odejdą przy płukaniu na sicie i potarciu palcem.
    • sciągam skórę w nóżki i częściowo z łebka(tyle ile się bez problemów da) następnie myję

      --
      pomóż Igorkowi
    • Prawdę mówiąc nie znam nikogo, kto by obierał pieczarki;) Tytuł wątku wydał mi się tak abstrakcyjny, że aż musiałam zajrzeć co kto pisze:P
      Osobiście tylko płuczę i nie spędzam przy tym pół dnia. Jak pieczarki się płucze pod bieżącą wodą, to nie wchłaniają za bardzo wody. A nawet jeśli, to co za problem? I tak woda wyparuje podczas smażenia/duszenia ;)
      --
      69/96 30G :)
      szycie.blox.pl
    • ...nikogo, kto obierałby pieczarki, od dziś może się szczycić tym, że zna mnie ;)

      Ja obieram. Czasem nie, ale zazwyczaj tak ;) Dziś na ten przykład dwa kilo obrałam i mam paznokcie, jakbym bity tydzien na roli bez rękawic pracowała ;)

      (ale niestety nie dysponuję żadnym nieznoszącym przeciwu argumentem, dla którego obieranie nalezy uważać za niezbędne, a nieobieranie za be i fe :))

      --
      Moja Kopalnia srebra oraz blog okołobizuteryjny ;)
      Ja i druga ja na Facebooku (uwaga, dopiero się uczę ;))
      • Obieram pieczarki namiętnie - moi rodzice zawsze obierali, bo twierdzili, że skórka jest twarda :) I zawsze gotowali, smażyli itp. Nigdy nie jedli na surowo, więc pierwszą surową pieczarkę zjadłam tego lata przy ognisku :)

      • > Ja obieram. Czasem nie, ale zazwyczaj tak ;) Dziś na ten przykład dwa kilo obra
        > łam i mam paznokcie, jakbym bity tydzien na roli bez rękawic pracowała ;)

        A Ty je paznokciami obierasz? Bo ja ostatnio obieralam na obiad rodzinny, wiec duuuuzo, ale sladow nie bylo, to czyste zajecie, prawy kciuk czasem nosi pewne slady uzycia. To juz przebranie fasolki szparagowej i obciecie jej koncowek jest mniej przyjemne, bo ze swiezutkiej fasolki wydziela sie takie oblepiajace cos.
        --
        24 kilo klonow.
        • 29.08.11, 11:37
          Ogonki od fasolki obcinam jednym ciach. Biorę do ręki tyle strąków, ile zdolam, im więcej tym lepiej, wyrównuję jak paluszki przed włożeniem do szklanki, kładę na desce i ciach. Zrobione. Gdybym miała każdy strąk brać do ręki i operować, to w życiu nie dałabym się namówić na kupno fasoli. Podobnie zresztą myślę o pieczarkach. Ja mam jedno życie i to krótkawe.
        • turzyca napisała:
          > A Ty je paznokciami obierasz? Bo ja ostatnio obieralam na obiad rodzinny, wiec
          > duuuuzo, ale sladow nie bylo, to czyste zajecie, prawy kciuk czasem nosi pewne
          > slady uzycia. To juz przebranie fasolki szparagowej i obciecie jej koncowek jes
          > t mniej przyjemne, bo ze swiezutkiej fasolki wydziela sie takie oblepiajace cos

          Nie, paznokciami niewygodnie :) Mam nożyk, który ciągnę ze sobą od mieszkania do mieszkania, bo jest do pieczrek idealny, no skarb, zupełnie jak mój cudowny (i praktycznie bezużyteczny od dłuższego czasu ;)) obierak do ziemniaków :) Ale pomimo użycia noża i tak mam zawsze zabarwione paznokcie i skórki, nie wiem czemu. Fakt, że takie turboświeże pieczarki, dopiero zerwanie niemalże i od razu użyte, barwią praktycznie wcale, ale moje pieczarki przeważnie jednak mają cięższe przejścia przed spożyciem ;)

          Klejenia się fasolki to nie kojarzę, bo ostatnio jadałam głównie mrożoną, moją osobistą obrastającą słupy energetyczne musiałam zostawić, zanim pojawiły się nadające się do jedzenia strączki :( Za to nic mie nie oblepia paluchów tak skutecznie, jak surfinie podczas obrywania ;)

          --
          Moja Kopalnia srebra oraz blog okołobizuteryjny ;)
          Ja i druga ja na Facebooku (uwaga, dopiero się uczę ;))
          <a
    • Nie obieram, chyba,że parę dni za długo leżały w lodówce i są mi niezbędne, to wtedy tak.
    • Kilka lat temu zobaczyłam, że znajoma obiera pieczarki i byłam tym szczerze zdziwiona. Sprawy higieny nawet mi do głowy nie przyszły. Myślałam, że robi to, żeby ładniej wyglądały :) Teraz zdarza mi się obierać pieczarki właśnie wtedy, gdy ta znajoma do nas przychodzi i pieczarki są przewidziane. Skoro jej skórka przeszkadza, to przecież nie uraczę jej pieczarkami ze skórką. Poza tym jednym wyjątkiem nie obieram. Ale ja należę do tych, co nie szorują ziemniaków szczotką, jedzą pomidory ze skórką i nie wrzeszczą na kota, że łazi po kuchni i kłaki gubi, więc sterylnolubni byli oburzeni moją kuchnią :P
      • ocisza napisała:

        > nie wrzeszczą na kota, że łazi po kuchni i kłaki gubi

        Ale jakim prawem wrzeszczeć, toż to jego kuchnia ;D
        Kiedyś na klasową wielkanoc przyniosłam sernik wiedeński z kocimi kłakami - chyba był dobry, bo nawet moja antykocia koleżanka zjadła po usunięciu znalezionego włosa ;)

        --
        65/71/89/97 = 30F/FF
        Tańczymy krzywo jak spoceni zapaśnicy w USA.
        nie używam gazetowego - zmijuniaminor[at]wp.pl
      • ocisza napisała:
        >Ale ja należę do tych, co nie szorują ziemniaków szczotką,
        > jedzą pomidory ze skórką
        E tam, pomidory ze skórką są niedobre.
        Ja mam wieczny chlew w kuchni, chocbym nie wiem, jak się starała. Ostatnie zatrucie pokarmowe było poalkoholowe, a poprzednie pokebabowe. Ogórki hurtem kupilam i marynowałam w szczycie szaleństwa z Escherichia coli i żyję.

        --
        ...but before you come to any conclusions,
        Try walking in my shoes
    • Ja zawsze obieram pieczarki, bez względu na wielkość, tzn obieram kapelusze, a ogonki obkrawam nożem. Chłop natomiast je tylko myje . I zawsze przy obróbce pieczarek przypatrujemy się sobie podejrzliwie i uprawiamy krucjatę pod hasłem : ''nawróć się na mój sposób postępowania z pieczarkami'' Na razie bezskutecznie.
    • Obieram tylko wtedy, kiedy mają być użyte do jasnego sosu/zupy itp. Obrane nie ciemnieją tak bardzo i nie barwią potrawy.
      --
      Jak odszukać "tego przeklętego motyla, który-trzepocząc skrzydełkami-powoduje wszystkie burze, jakie nas nachodzą, i zmusić go, żeby przestał"?
    • Ja rzadko kupuję, bo nie lubię żadnych grzybów, a zazwyczaj są to wyrośnięte na nawozach i hormonach i pewnie jeszcze GMO sztuki, toteż myję, a później obieram. To takie transcendentalne doświadczenie, obieranie kapelusza pieczarki, wyciszające, że czasem kupuję pieczarki tylko po to, żeby je sobie poobierać... Uwielbiam symetrię i ta łatwo schodząca skórka jest dla mnie pięknym aktem oczyszczania. Takim metaforycznym.

      Toteż nie wiem, czy trzeba :) Robię to, bo lubię :)
    • Moja książka kucharska (a tak, kiedyś sprawdziłam!) twierdzi, że...
      duże się obiera, a małych nie. :-P
      • obieram zawsze i duze i male.. przez traume, bo wiem, na czym pieczarki rosna ;) widzialam na wlasne oczy.. a tez nie prowadze sterylnej kuchni i jem kocie wlosy..

        natomiast mam znajama co myje banany przed obraniem i jajka przed gotowaniem.. czemu? nie wiem ;) banan przeciez ma skore sciagnieta a jajka nie dosc, ze gotowane to jeszcze obrane sa potem..

        --
        Zrównoważona dieta to ciasteczko w każdej ręce.
        • ansil napisała:

          > natomiast mam znajama co myje banany przed obraniem i jajka przed gotowaniem..

          Jajek do gotowania nie myję, i tak zostaną wygotowane.
          Ale banany myję i jakoś nigdy nie brałam pod uwagę możliwości niemycia.. To znaczy jak dostanę banana i nie mam zlewu, to zjem nieumytego, ale jak mam zlew to umyję. Może to głupie, ale mam wrażenie, że w trakcie obierania fuj z powierzchni czegokolwiek może z łatwością przenieść się do wnętrza, na część którą jemy.

          --
          65/71/89/97 = 30F/FF
          Tańczymy krzywo jak spoceni zapaśnicy w USA.
          nie używam gazetowego - zmijuniaminor[at]wp.pl
          • > Ale banany myję i jakoś nigdy nie brałam pod uwagę możliwości niemycia.. To zna
            > czy jak dostanę banana i nie mam zlewu, to zjem nieumytego, ale jak mam zlew to
            > umyję. Może to głupie, ale mam wrażenie, że w trakcie obierania fuj z powierzc
            > hni czegokolwiek może z łatwością przenieść się do wnętrza, na część którą jemy

            Nie mylam pomaranczy, kolezanka mnie za to ochrzanila. Odparlam, ze przeciez skorki nie jem, na co dostalam podobna odpowiedz, w formie pytania, czy gdyby byly wysmarowane nawozem tez bym nie umyla ;) Przemowilo mi to do wyobrazni, aczkolwiek domyslam sie, ze na tej skorce wiecej grzybo- i bakteriobojczej chemii niz nawozowych zarazkow.

            --
            Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy, niż same rzeczy.
          • w zyciu bym nie pomyslała, że w ogóle można myć banany!
            --
            I don't want to start any blasphemous rumours
            But I think that God's got sick sense of humour
            And when I die I expect to find Him laughing
            • ederlezi1981 napisała:

              > w zyciu bym nie pomyslała, że w ogóle można myć banany!

              A ja dopiero z tego wątku dowiedziałam się, że są osoby, które tego nie robią. Jakoś mycie warzyw i owoców, tak samo jak i rąk przed jedzeniem jest dla mnie oczywiste. Rąk też się przecież nie je ;-) Ale de gustibus, co kto lubi.
              • > > w zyciu bym nie pomyslała, że w ogóle można myć banany!
                >
                > A ja dopiero z tego wątku dowiedziałam się, że są osoby, które tego nie robią.
                > Jakoś mycie warzyw i owoców, tak samo jak i rąk przed jedzeniem jest dla mnie o
                > czywiste. Rąk też się przecież nie je ;-) Ale de gustibus, co kto lubi.

                Ale akurat w przypadku banana trzeba sie sporo nagimnastykowac, zeby rece czy skorka dotknely tej czesci, ktora sie je.
                Co oczywiscie nie jest argumentem przeciwko myciu bananow, chcialam tylko bronic honoru niemyjacych, bo my wcale nie jestesmy takie brudasy. Ja jablka na przyklad myje. A nawet ogorki przed obraniem :o)
              • Widzisz, ja np jadam niemyte winogrona z łakomstwa i lenistwa- kupuje je w małych ilościach, zamiast fast foodu. I jem po drodze. Cała mase innych owoców (jabłka, truskawki) tez zdzarza mi sie jeśc niemytą- ale przy świadomości, że większośc myje. Ale o bananach bym nie pomyślała, podobnie, jak o innych owocach wymagajacych obierania ze skórki (cytrusy- choć np myję cytrynę, gdy chce uzyć skórki z niej).
                --
                "nauka społeczna jest córką kryzysu" Andre Akoun
        • Na czym rosną pieczarki?
          Pytam serio, nie wiem.
          • Za wikipedią:
            "Grzyby uprawia się na podłożu organicznym, którym jest w Europie głównie nawóz koński, w Ameryce Północnej – słoma kukurydziana, w Azji – słoma ryżowa. Przed procesem kompostowania do nawozu dodaje się do 20% dodatków (wióry drzewne, ew. nawozy mineralne)."

            --
            65/71/89/97 = 30F/FF
            Tańczymy krzywo jak spoceni zapaśnicy w USA.
            nie używam gazetowego - zmijuniaminor[at]wp.pl
          • Tradycyjnie uprawiało się na nawozie końskim, ale że koni coraz mniej i o nawóz trudno to obecnie używa się kurzaka (czyli odchodów kurzych, ich nie brakuje), który miesza się ze słomą, potem jescze to musi fermentować w odpowiednich warunkach pare tygodni i dopiero na to zaszczepia się grzybnie pieczarkową:)
            • zawsze mnie to bawiło: skoro kurzy nawóz to kurzak, to znaczy, że koński to będzie... koniak, nie? ;)
            • the_pipeline napisała:

              > Tradycyjnie uprawiało się na nawozie końskim, ale że koni coraz mniej i o nawóz
              > trudno to obecnie używa się kurzaka (czyli odchodów kurzych, ich nie brakuje),
              > który miesza się ze słomą, potem jescze to musi fermentować w odpowiednich war
              > unkach pare tygodni i dopiero na to zaszczepia się grzybnie pieczarkową:)

              Dodajmy jeszcze, że przefermentowane podłoże jest pasteryzowane i dzięki temu zupełnie bezpieczne. I nie śmierdzi :)
        • Ja też obieram, ale tylko duże i brzydkie, tj. jeśli skórka jest pouszkadzana, ściemniała. Inna sprawa, że rzadko takie kupuję, wolę okrąglutkie i bialutkie. Jak są w dobrym stanie, to tylko myję. Nawozy mi niestraszne ;)

          --
          Stanikomania!
          Stanikomaniaczki na Facebooku

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Okazje.info.pl

Bestsellery

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.