Dziewczyny, pomóżcie, bo już wymiękam.
Mam nad sobą (dość mocno powiedziane, bo nie jest to mój przełożony, niemniej jest koordynatorem programu, przy którym pracuję - uczę) kompletnego debila. Gość jest miły, ale jest zupełnie niezorganizowany.
O większych obowiązkach (np. poprowadzenie miesięcznego kursu statystyki - 12.5 godziny wykładów, które muszę wymyślić, zaplanować i przygotować od zupełnego zera, bo kurs jest nowością wymyśloną przez tegoż pana) dowiaduję się tydzień przed deadlinem, na dodatek będąc na urlopie (o którym osobiście poinformowałam wszystkich 2 miesiące wcześniej).
Ciągłe zmiany dat, wszystkie informacje na ostatnią chwilę. Do założenia tego tematu skłonił mnie email, który właśnie dostałam - tydzień temu ustaliliśmy daty tego nieszczęsnego kursu, wszyscy zadowoleni, ja wpisałam sobie je w kalendarz i zajęłam się póki co innymi sprawami, dzisiaj dostaję maila z zupełnie innymi datami (wcześniejszymi), które przypadają w tym samym czasie co moje inne zajęcia.
Na dodatek mam bardzo dużo pracy, z przerwą na Lobby:-) pracuję mniej więcej 10-12 h na dobę przez 7 dni w tygodniu. Nie narzekałabym, widziały gały co brały, gdyby nie ten palant, który ciągle zsyła na mnie jakieś niespodzianki. Nie dość, że muszę robić trzy-cztery rzeczy na raz, to jeszcze te ciągłe zmiany planów.
Nie pisałabym tego posta, nie mam na to czasu:) ale zdałam sobie dzisiaj rano sprawę, że otwieram wiadomości od niego i jego departamentu ze ściśniętym gardłem i różnymi innymi nieprzyjemnymi objawami stresu. Jednym słowem, radzę sobie z tym źle, a nadmiar obowiązków średnio pomaga. Poza tym po jednym debilnym mailu ciśnienie trzyma mnie dobrą godzinę i nie mogę się skupić na innych rzeczach (właśnie wykorzystuję ten czas do napisania tego posta). Zastanawiam się na poważnie nad zostawieniem tej roboty w cholerę, choćbym miała długo szukać następnej.
Nie mogę wytoczyć mu otwartej wojny (tak mi się przynajmniej wydaje) - to nic nie da, po pierwsze; po drugie tutaj wszystko elegancko, grzecznie i (jakże pozornie) bezstresowo. Moje grzeczne, ale stanowcze uwagi i prośby o planowanie z nieco większym wyprzedzeniem trafiają w pustkę.
Macie jakieś konstruktywne rady dla mnie?
--
Smoki:)