Planuję kuchnię - pomożecie? :) Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • Bo ja głupia już jestem z tym wszystkim...
    Moja kuchnia to jest po prostu architektoniczna kpina. Nie dość, że maleńka, to jeszcze mało ustawna, tu jakaś dziura, tam, gdzie by pasowała szafka, wisi wielki licznik id gazu, rury, jak to w blokach, na wierzchu, itd. No i wykombinowałam sobie w miarę wygodny układ, żeby mieć i miejsce na przechowywanie, i dostęp w miarę łatwy do wszystkiego, i jakiś przyzwoity kawałek blatu roboczego w jednym kawałku. Tylko nie wiem, czy wszystkie moje genialne pomysły da się zrealizować...

    Mam w kuchni wnękę, głęboką, taką w sam raz na lodówkę. W tej wnęce chcę zrobić szafę na naczynia, gary i inne oprzyrządowanie, mnóstwo rzeczy się tam zmieści. Chciałabym też w tej wnęce umieścić piekarnik. Nie za bardzo mogę mieć całą kuchenkę czy piekarnik tradycyjnie pod blatem, bo musi się on jakoś otwierać - i wypadnie szafka lub kawał blatu. Pytanie - czy taki piekarnik elektryczny można wpasować miedzy zwykłe szafki? W sensie, że od podłogi do mojego pasa szafki, piekarnik, i wyżej dalej szafki?

    Druga sprawa - powiedzcie mi, czy taki wyciąg kuchenny (czy tam pochłaniacz), w znacznym stopniu pochłania ulatniający się przy gotowaniu syfnik (gaz, parujący tłuszcz, czy cokolwiek to jest ta tłusta a trudna do usunięcia mazia osiadająca na wszystkim)? Bo nawet nie zależy mi aż tak na pochłanianiu zapachów, co tego drugiego właśnie...
    Obiło mi się też o uszy, że pochłaniacza nie można podłączać do takiej blokowej wentylacji - prawda to? I czy pochłaniacz niepodłączony do wentylacji działa, czy jest tylko takim meblem?

    A w ogóle, jakbym dorwała tego gościa, co projektował takie chałupy jak moja, to bym mu nakopała, naprawdę ;)
    • > Pytanie - czy taki piekarnik elektryczny możn
      > a wpasować miedzy zwykłe szafki? W sensie, że od podłogi do mojego pasa szafki,
      > piekarnik, i wyżej dalej szafki?

      Ja tak mam. Na dole szafka, później piekarnik, wyżej znów szafki. Bardzo to lubię, taki piekarnik jest dużo bardziej wygodny niż taki na dole. Strasznie żałuję, że niedługo znów będę miała taki przy podłodze.
      Tylko kupując piekarnik koniecznie weź taki, który ma drzwiczki otwierane na bok, a nie tak jak taki pod szafkami - w dół. Inaczej Ci będzie niewygodnie przy nim stanąć żeby cokolwiek wyciągnąć czy wsadzić.

      > Druga sprawa - powiedzcie mi, czy taki wyciąg kuchenny (czy tam pochłaniacz), w
      > znacznym stopniu pochłania ulatniający się przy gotowaniu syfnik (gaz, parując
      > y tłuszcz, czy cokolwiek to jest ta tłusta a trudna do usunięcia mazia osiadają
      > ca na wszystkim)? Bo nawet nie zależy mi aż tak na pochłanianiu zapachów, co te
      > go drugiego właśnie...

      Mój pochłania wszystko co trzeba, nie mam żadnego osadu. Ale w tej chwili mam kuchenkę indukcyjną, przy gazowej jest zawsze więcej syfu, więc nie wiem czy z takim też dałby radę.

      > Obiło mi się też o uszy, że pochłaniacza nie można podłączać do takiej blokowej
      > wentylacji - prawda to? I czy pochłaniacz niepodłączony do wentylacji działa,
      > czy jest tylko takim meblem?

      Ja mam ów pochłaniacz w bloku i wszystko pochłania, ale pies jeden wie do czego on jest podłączony ;).
      • Zupełnie inny jest syf gazowy, a inny elektryczny/indukcyjny.
        Wydaje mi się, że żaden pochłaniacz nie pochłonie tego tłustego syfu, który robi kuchenka gazowa.
        Madzioreck, a nie chcesz kuchenki elektrycznej?
        • > Madzioreck, a nie chcesz kuchenki elektrycznej?

          Nie chcę. Za gaz płacę ok. 40zł za 2 miesiące, rachunki za prąd by mnie raczej zabiły, obawiam się. Zresztą ten gazowy syf nie jest mi aż tak straszny, mogę częściej umyć kuchnię. Po prostu zastanawiam się, czy jest sens montować ten pochłaniacz z takich względów, z jakich by mi się najbardziej przydał :)
          • madzioreck napisała:

            > > Madzioreck, a nie chcesz kuchenki elektrycznej?
            >
            > Nie chcę. Za gaz płacę ok. 40zł za 2 miesiące, rachunki za prąd by mnie raczej
            > zabiły, obawiam się.

            kiedyś przeliczałam i wyszło, że wcale nie płaciłabym więcej za prąd (a nawet mniej), tylko rozbiło się o koszt przypięcia do sieci elektrycznej jakimiś grubszym kablem (nie mogłam podłączyć kuchenki do blokowej instalacji elektrycznej, bo byłyby przeciążenia). Kuchenka indukcyjna jest b.oszczędna , choć musisz dodać koszt garnków do jej zakupu.
            Koszt gazu to koszt osoby sprawdzającej stany licznika i wypisujacej faktury, oplata przesyłowa i abonament. I brzydki licznik + rury w mieszkaniu. jeżeli masz tylko kuchenkę na gaz , to się musi opłacać :) (40zł rachunek przy 2 osobach, rozumiem, ze wodę podgrzewasz inaczej :) ) Likwidując gaz, odcinasz gazowe rury przy drzwiach wejściowych i płacisz jeden rachunek mniej.
            • kotwtrampkach napisała:

              > Kuchenka indukcyjna jest b.oszczędna , choć musisz dodać koszt garnków do jej zakupu.

              Niekoniecznie. U moich rodziców odpadła jedna patelnia i ze dwa rondelki, reszta garnków nadawała się do indukcji.

              --
              Magdalaena
        • jul-kaa napisała:

          > Zupełnie inny jest syf gazowy, a inny elektryczny/indukcyjny.
          > Wydaje mi się, że żaden pochłaniacz nie pochłonie tego tłustego syfu, który rob
          > i kuchenka gazowa.

          Też mi się tak wydaje.
          --
          Magdalaena
      • besame.mucho napisała:

        > > Pytanie - czy taki piekarnik elektryczny możn
        > > a wpasować miedzy zwykłe szafki? W sensie, że od podłogi do mojego pasa s
        > zafki,
        > > piekarnik, i wyżej dalej szafki?
        >
        > Ja tak mam. Na dole szafka, później piekarnik, wyżej znów szafki. Bardzo to lub
        > ię, taki piekarnik jest dużo bardziej wygodny niż taki na dole.

        To prawda, jest to bardzo wygodne.

        > Tylko kupując piekarnik koniecznie weź taki, który ma drzwiczki otwierane na bo
        > k, a nie tak jak taki pod szafkami - w dół. Inaczej Ci będzie niewygodnie przy
        > nim stanąć żeby cokolwiek wyciągnąć czy wsadzić.

        Nie zauważyłam tej niewygody. Być może dlatego, że mój piekarnik ma teleskopowe prowadnice, więc blachę można wygodnie wysunąć, nie trzeba jej podtrzymywać i nie wypada.

        Madziorku, najlepiej na początku wybierz piekarnik, a dopiero dorabiaj pod niego odpowiednią szafkę.
      • dzięki :)

        > Ja tak mam. Na dole szafka, później piekarnik, wyżej znów szafki.

        A między piekarnikiem a szafkami na górze i na dole jest jakaś przerwa, czy tak ciurkiem? Te szafki się jakoś nie nagrzewają za mocno od piekarnika czy cuś?

        Bardzo to lub
        > ię, taki piekarnik jest dużo bardziej wygodny niż taki na dole.

        No o tym też pomyślałam, taki na wysokości pasa czy biustu byłby najwygodniejszy. Ale najbardziej mi chodzi o to miejsce na jego otwieranie :)
        • Na dole jest ciurkiem, na górze mam między szafką a piekarnikiem jeszcze mikrofalę. Ale mój brat właśnie remontował kuchnię i zrobił szafki od razu nad piekarnikiem, tak mu zaprojektowali w firmie zajmującej się projektowaniem i montażem kuchni, więc raczej nie spartaczyli i tak można :).
          Pod piekarnikiem nic mi się nie grzeje. Grzeje mi się za to szuflada pod płytą indukcyjną jeśli długo gotuję. Nie do jakiejś bardzo wysokiej temperatury, ale jednak.
    • Moja mama rok temu zrobiła sobie kuchnię, ja się powoli przymierzam i doszłam do takich wniosków:
      - na dole wyłącznie szuflady i cargo, żadnych szafek
      - kosz na śmieci wysuwany w szufladzie
      - zlew w ciapki z pseudogranitu - nie widać kropel wody
      - wylewka z prysznicem
      - AGD nie do zabudowy - jest taniej (AGD jest tańsze i nie trzeba płacić za szafkę), a urządzenia np. lodówka są bardziej pojemne
      - na podłodze i ścianach kafelki
      - zabudowa do sufitu - jest mnóstwo rzeczy, które można tam upchnąć, a puste miejsce tylko się kurzy
      - brak kaloryfera - w kuchni i tak jest ciepło

      Jako sobie coś jeszcze przypomnę, to napiszę.
      --
      Magdalaena
      • Madzia, dzięki za konkrety :)

        > - na dole wyłącznie szuflady i cargo, żadnych szafek

        Jeszcze trzeba mieć miejsce na wysunięcie tychże szuflad... moja kuchnia to
        naprawdę dziupla ;)

        > - zlew w ciapki z pseudogranitu - nie widać kropel wody

        racja, dzięki, nie pomyślałam o tym :) a faktycznie strasznie mnie wkurza każda kropla zasychająca na tym moim metalowym badziewiu, które w dodatku wgniata się od bele czego :/

        > - wylewka z prysznicem

        wylewka...? chodzi o ten taki wyciągany kran, tak?

        > - AGD nie do zabudowy - jest taniej (AGD jest tańsze i nie trzeba płacić za sza
        > fkę), a urządzenia np. lodówka są bardziej pojemne

        tzn? jeśli chodzi o szafki, to mam chłopa zdolnego stolarza, więc problem szafek odpada... bardziej będę musiała kombinować z wymiarami urządzeń :) a do kupienia będzie tylko płyta gazowa i piekarnik, lodówka jest, mikrofala też.

        > - na podłodze i ścianach kafelki

        jasna sprawa :)

        > - zabudowa do sufitu - jest mnóstwo rzeczy, które można tam upchnąć, a puste mi
        > ejsce tylko się kurzy

        też tak myślałam, ale jak dziuplę zabuduję do sufitu, to powstanie studnia. Normalnie nie mam hopla na punkcie optycznego zwiększania i rozświetlania przestrzeni i takich tam, ale na powierzchni jakichś 6m2 (z których 1 to i tak ta wnęka) będę się czuła, jakby mi coś chciało spaść na głowę. To naprawdę, naprawdę jest dziupla - dlatego właśnie chcę zagospodarować wnękę. Zmieści tyle, co wszystkie inne szafki w kuchni.

        > - brak kaloryfera - w kuchni i tak jest ciepło

        Prowda - wywaliliśmy :)

        > Jako sobie coś jeszcze przypomnę, to napiszę.

        Wszystkie porady mile widziane, co rusz wpadam, że o czymś nie pomyślałam :)
        • madzioreck napisała:

          > Jeszcze trzeba mieć miejsce na wysunięcie tychże szuflad... moja kuchnia to
          > naprawdę dziupla ;)

          Moja kuchnia też ma 6m2 i moim patentem będzie rezygnacja ze stołu na rzecz szafek i blatu. Jeść i tak jem w salonie.

          > > - wylewka z prysznicem
          >
          > wylewka...? chodzi o ten taki wyciągany kran, tak?

          Tak.

          > tzn? jeśli chodzi o szafki, to mam chłopa zdolnego stolarza, więc problem szafe
          > k odpada... bardziej będę musiała kombinować z wymiarami urządzeń :) a do kupie
          > nia będzie tylko płyta gazowa i piekarnik, lodówka jest, mikrofala też.

          To dobrze, bo niestety meble na wymiar są strasznie drogie (mnie wychodzi 15 - 20.000 zł bez AGD), a taka IKEA aczkolwiek ładna i porządnie wykonana, nie bardzo da się dostosować - np. szuflady muszą mieć głębokość 60 cm a nie 50 :-(

          > > - zabudowa do sufitu - jest mnóstwo rzeczy, które można tam upchnąć,
          > > a puste miejsce tylko się kurzy
          >
          > też tak myślałam, ale jak dziuplę zabuduję do sufitu, to powstanie studnia. Nor
          > malnie nie mam hopla na punkcie optycznego zwiększania i rozświetlania przestrz
          > eni i takich tam, ale na powierzchni jakichś 6m2 (z których 1 to i tak ta wnęka
          > ) będę się czuła, jakby mi coś chciało spaść na głowę.

          W warszawskiej IKEI widziałam taki patent, że rząd szafek pod sufitem jest głęboki na 60cm, a nie na 35 tak jak szafki nad blatem. Wyglądało to naprawdę dobrze.


          --
          Magdalaena
          • > Moja kuchnia też ma 6m2 i moim patentem będzie rezygnacja ze stołu na rzecz sza
            > fek i blatu. Jeść i tak jem w salonie.

            Hm... u mnie nie ma z czego rezygnować, na stół po prostu nie ma miejsca... jejciu, jak ja bym chciała choć ze 2m2 miejsca więcej. Choćby i kosztem "salonu"...

            > To dobrze, bo niestety meble na wymiar są strasznie drogie (mnie wychodzi 15 -
            > 20.000 zł bez AGD)

            Wiesz co, a popatrz na ceny nie w Warszawie. My tak kupowaliśmy sztukaterię - w Sieradzu za dokładnie połowę tego, co wołają łódzkie firmy. W Warszawie to nawet nie chcę wiedzieć, jaka by była cena...
            A IKEA, no może i obiektywnie rzecz biorąc, niedroga, ale jak popatrzyłam na cenę jednej szuflady na prowadnicach, bez frontu, to mi się zrobiło słabo. Na same szuflady bym nie zarobiła...:)

            > W warszawskiej IKEI widziałam taki patent, że rząd szafek pod sufitem jest głęb
            > oki na 60cm, a nie na 35 tak jak szafki nad blatem. Wyglądało to naprawdę dobrz
            > e.

            Nie, naprawdę wolę nie... zresztą jeśli wprowadzę ten pomysł z zabudowaniem wnęki + zwykłe pod blatem, to całkiem możliwe, że zmieszczę się w ogóle bez szafek wiszących, albo z jedną, którą mam teraz.
          • > To dobrze, bo niestety meble na wymiar są strasznie drogie (mnie wychodzi 15 -
            > 20.000 zł bez AGD), a taka IKEA aczkolwiek ładna i porządnie wykonana, nie bard
            > zo da się dostosować - np. szuflady muszą mieć głębokość 60 cm a nie 50 :-(

            Magda, a rozglądałaś się po różnych firmach? Bo fakt, że ja robiłam kuchnię już kilka lat temu i ceny na pewno się pozmieniały, ale 20 tysięcy to brzmi jak strasznie dużo kasy za meble do niewielkiej kuchni (Chyba że wliczasz w to już blat, który robisz z kamienia lub innego dosyć drogiego tworzywa?). Mój brat właśnie robi kuchnię, która ma 14m2, czyli ponad dwa razy więcej, a jeśli dobrze pamiętam, to za szafki nie płaci żadnej astronomicznej sumy. Wprawdzie on nie robi takich aż do sufitu, ale jeśli chcesz, to zapytam go o nazwę firmy, która mu tę kuchnię robi, może się okaże, że jest tańsza niż Twoja? Chyba że już zamówiłaś, podpisałaś umowę i po ptakach?
            • besame.mucho napisała:

              > Magda, a rozglądałaś się po różnych firmach? Bo fakt, że ja robiłam kuchnię już
              > kilka lat temu i ceny na pewno się pozmieniały, ale 20 tysięcy to brzmi jak st
              > rasznie dużo kasy za meble do niewielkiej kuchni

              No właśnie dlatego jeszcze nic nie zamówiłam. Jak pomyślę o wydaniu 25.000 zł (bo jeszcze chcę położyć kafelki itp), to moja stara kuchnia wydaje mi się coraz mniej okropna.
              A ceny za indywidualnie dopasowane meble z montażem kształtują się powiedzmy od 15.000 zł, zależnie od tego, ile szafek upchnę w kuchni.

              > (Chyba że wliczasz w to już blat, który robisz z kamienia lub innego dosyć
              > drogiego tworzywa?).

              Nie, blat miał być zwykły i tani.
              Drogie są za to wszystkie cargo, samozamykające się szuflady i inne cudeńka :-(
              Nawet rezygnacja z drewnianych frontów niewiele zmniejsza koszt całości.

              > Mój brat właśnie robi kuchnię, która ma 14m2, czyli ponad dwa razy więcej,
              > a jeśli dobrze pamiętam, to za szafki nie płaci żadnej astronomicznej sumy.
              > Wprawdzie on nie robi takich aż do sufitu, ale jeśli chcesz,
              > to zapytam go o nazwę firmy, która mu
              > tę kuchnię robi, może się okaże, że jest tańsza niż Twoja?

              Chętnie :-)
              --
              Magdalaena
        • > > - zlew w ciapki z pseudogranitu - nie widać kropel wody
          >
          > racja, dzięki, nie pomyślałam o tym :) a faktycznie strasznie mnie wkurza każda
          > kropla zasychająca na tym moim metalowym badziewiu, które w dodatku wgniata si
          > ę od bele czego :/

          Ja mam biały ceramiczny i też się sprawdza bdb (mam zdjęcia kuchni w galerii, jakby ktoś chciał obejrzeć: fotoforum.gazeta.pl/a/28690.html )
      • > - zabudowa do sufitu - jest mnóstwo rzeczy, które można tam upchnąć, a puste mi
        > ejsce tylko się kurzy

        A to IMO zależy :). Ja np. mam skłonność do chomikowania rzeczy, dlatego w mieszkaniu specjalnie nie robiłam szafek do sufitu, żadnych pawlaczy czy innych miejsc, gdzie można upchnąć "napewnoprzydasie". I niepotrzebne mi rzeczy wywalam albo oddaję, gdybym miała więcej szafek, to na pewno bym chowała i później by tam stały i stały :).
      • magdalaena1977 napisała:
        > - na dole wyłącznie szuflady i cargo, żadnych szafek

        Jeszcze są wysuwane kosze - znacznie tańsze od szuflad.

        > - wylewka z prysznicem

        Zgadzam się, jest świetna

        > - AGD nie do zabudowy - jest taniej (AGD jest tańsze i nie trzeba płacić za sza
        > fkę), a urządzenia np. lodówka są bardziej pojemne

        Znów się zgadzam, niedawno zrezygnowałam ze zmywarki do zabudowy, bo była droga jak pieron.

        > - zabudowa do sufitu - jest mnóstwo rzeczy, które można tam upchnąć, a puste mi
        > ejsce tylko się kurzy

        Też się zgadzam, nawet w dziupli bym zabudowała, jestem strasznym chomikiem i jak nie mam gdzie chować, wala się wszędzie.

        > - brak kaloryfera - w kuchni i tak jest ciepło

        Zgadzam się, podobnie jak z kaflami.
    • Moja kuchnia ma 200x180 cm^2, więc myślę, że się kwalifikuję jako wiarygodny zeznający ;) U siebie zastosowałam takie rozwiązania:

      * Poza lodówką, całe AGD jest w wersji chudej (tzn 45 cm szerokości, a nie 60).
      * Zlew jednokomorowy, zmywarka mieszka pod częścią na ociekacz.
      * Zdecydowanie bierz kosze i kargo na dół (nie wierzę, że się nie da ich u Ciebie otworzyć - najlepiej idź do jakiegoś specjalistycznego sklepu typu Belmeb i obejrzyj patenty z odmianami wysuwanymi pod kątem itp.), i koniecznie wykorzystajcie porządnie narożniki - ja mam właśnie w rogu największą szafkę, i dzięki zmyślnemu systemowi wysuwanych koszy poleconemu przez stolarza, mieści mi się w niej cała kolekcja garów z pokrywkami, miski sztuk 6, waga kuchenna, wirówka do sałaty i jeszcze parę drobiazgów.
      * Ponieważ mam kuchnię łączoną z dużym salonem, i w tymże salonie meble na wymiar, pierwszy duży segment szafek - nie różniący się od reszty wyglądem i poza wszystkim i tak stojący obok stołu jadalnego - został awansowany na kredens. Mieści całość mojej zastawy stołowej, dzięki czemu nie muszę jej upychać po nielicznych szafkach kuchennych, oraz dużą część zapasów (przetwory, puszki, sypkie). Nie wiem, czy u Ciebie też się tak da, ale jeśli tak, to może to znacząco pomóc.
      * Moja kuchnia dodatkowo nie ma okna, więc zależało mi na nieprzytłoczeniu jej optycznym. Z tego powodu zdecydowałam się na a) to samo jasno-brzozowe drewienko frontów, co w salonie, efekt jest jasny i zestreamline'owany, że się tak wyrażę; b) jasne kafelki i ściany; c) co istotniejsze, brak dużych szafek na górze. Jedyna duża szafka wypełnia przestrzeń do sufitu nad lodówką (to w ogóle tworzy taki słupek osobny przy drzwiach). Na dłuższej ścianie mam tylko optycznie lekki i ażurowy system Grundtal IKEi (reling z suszarką, haczykami, kombajnem do ręczników i folii (chyba już niestety niedostępny w PL), plus listwa magnetyczna). Mam na nim pozawieszane patelnie, sitka, rękawice, jakieś tarki itp. Musi Ci pasować do konceptu, ja mam i lubię industrialnie, więc pasuje. Są też bardziej rustykalne opcje, no ale musi Ci się ten efekt podobać.
      Na bocznej, krótszej ścianie, po bokach okapu kuchennego, mam takie nieduże szafeczki, część zamykana, część tylko z pólkami, na głębokość najwyżej 30 cm, gdzie mimo to świetnie się mieszczą herbaty, oliwa, bakalie itp. Może takie płytsze szafki i półki rozwiążą Ci problem tych wystających liczników &co.
      * Kolekcja przypraw mieszka w magnetycznych pojemnikach Grundtal przyczepionych do lodówki.
      * W rozpaczliwym szukaniu miejsca na szafki, nie zrezygnuj czasem ze słupka lub inaczej rozmieszczonego ekwiwalentu 4-5, słusznie Ci się należących, szuflad. Naprawdę, szuflady są niezbędnie pożyteczne. Mogą za to być nieco węższe, niż 60 cm.

      Powodzenia!
    • tam, gdzie by pasowała szafka, wisi wielki licznik od gazu
      ===
      na początek pomaszeruj do spółdzielni / zarządcy czy nie mają w planach wymiany instalacji. Wg nowych przepisów liczniki przenosi się z mieszkań na klatki. Odpadnie Ci jeden kłopot :)
      • i jeszcze jedno - na szafkach podsufitowych (jeśli planujesz wiszące) warto położyć kawał papieru/gazety. Tam osiada cały syf. Zamiast szorowania raz na jakiś czas wymieniasz papier i problem uświnionych szafek z czapki
    • madzioreck napisała:
      > od podłogi do mojego pasa szafki,
      > piekarnik, i wyżej dalej szafki?
      o, bardzo lubiłam to rozwiązanie. Miałam kiedyś w wynajętym mieszkaniu..

      > Druga sprawa - powiedzcie mi, czy taki wyciąg kuchenny (czy tam pochłaniacz), w
      > znacznym stopniu pochłania ulatniający się przy gotowaniu syfnik (gaz, parując
      > y tłuszcz, czy cokolwiek to jest ta tłusta a trudna do usunięcia mazia osiadają
      > ca na wszystkim)? Bo nawet nie zależy mi aż tak na pochłanianiu zapachów, co te
      > go drugiego właśnie...

      mój pochłaniał trochę, dokąd miał świeży/nowy filtr. Ale i tak pomaga w "niezatłuszczeniu sufitu i ścian" - tłusta maź osadza się na nim, zamiast na szafkach i wyżej. Bardzo polecam płytki ułożyć aż do wysokości pochłaniacza, czasem przez roztargnięcie zostaje taki pasek ściany - nie do wyszorowania. Ta maź to wynik spalania gazu.

      > Obiło mi się też o uszy, że pochłaniacza nie można podłączać do takiej blokowej
      > wentylacji - prawda to? I czy pochłaniacz niepodłączony do wentylacji działa,
      > czy jest tylko takim meblem?
      nie można podłączyć do wentylacji grawitacyjnej. Kominiarz każe zdemontować taki wyciąg, można dostac mandat - zależy od prężności spółdzielni/wspólnoty. są dostępne różne filtry, trzeba je dosyć często wymieniać. Pochłaniacze dzielą sie na takie podłączane do wyciągu z obiegiem zamkniętym.

      > A w ogóle, jakbym dorwała tego gościa, co projektował takie chałupy jak moja, t
      > o bym mu nakopała, naprawdę ;)

      :):) niech architekci i kierownicy budowy czytają i drżą - ja tez mam paru takich. I te rury na wierzchu..
    • > A w ogóle, jakbym dorwała tego gościa, co projektował takie chałupy jak moja, t
      > o bym mu nakopała, naprawdę ;)

      Wikipedia podaje dokładne nazwiska :D

      "Projektantami osiedla w wyniku konkursu zorganizowanego przez Komitet do Spraw Urbanistyki i Architektury zostali mgr inż. Czesław Kaźmierski i mgr inż. arch. Bolesław Tatarkiewicz."

      To ich masz zamordować ;)
      • miss-alchemist napisała:

        > To ich masz zamordować ;)

        nie no, tak nie można - to namawianie do przestępstwa..
        publiczne zobowiązanie do przynoszenia paczek albo dostarczania opisów najnowszych modeli staników też raczej nie wchodzi w grę :-)
    • Gazownik, który był u mnie przemieszczać kuchenkę, wyjaśniał, że nie tyle chodzi o to, że pochłaniacz nie może być podłączony do szybu, tylko o to, że w kuchni musi być wolna kratka wentylacyjna. Czyli nie wolno pochłaniacza podłączyć do tej kratki. Co oznacza dwa wloty do szybu - jeden od pochłaniacza, drugi wolny.

      U mnie jest tak, że gdybym nie zastawiła lodówką drzwi do gazomierza, to musiałabym ją postawić w świetle okna, no dziadostwo. Dlatego mam lodówkę postawioną na takim niskim podeściku na kółkach. Jak przychodzą do licznika, to po prostu odsuwam lodówkę, leciutko chodzi, spokojnie sama to robię. Myślę, że tym bardziej szafka może być na kółkach. Wygląda to estetycznie, z przodu jest listwa maskująca w kolorze frontów szafek, do samej podłogi, nie ma żadnych szpar, kółek nie widać.

      Na ulicy Elektronowej mieścił się warsztat, gdzie robiono mi wszystkie meble kuchenne (oraz łazienkowe i kibelkowe). Facet miał naprawdę łeb, przyszedł i zaproponował wiele dobrych rozwiązań, na które bym nie wpadła, na przykład tę suwaną lodówkę. Ja bym jednak odwołała się na Twoim miejscu do kogoś takiego. Poza tym chwalę ten zakład, bo meble, choć już dość stare, mają ponad 10 lat, to naprawdę niewiele się zużyły, a wybieraliśmy opcje niemal najtańsze. Pewno są już niemodne i nieefektowne, ale nie mam się do czego przyczepić do dziś.
      • Kółka nie pomogą, bo licznik wisi na ścianie na wysokości szafek wiszących, nad zlewozmywakiem :) Przeca mówię, że miał ktoś pomysła ;) Ale nic to, dotąd nie miałam tam szafki, możliwe, że nadal nie będzie potrzebna - tyle, że on brzydki jest jak noc listopadowa :)

        A na Elektronową podjadę chętnie, dziękuję, akurat koło mężowej pracy :) Jakby ceny nie zabijały, to może i małżonek by nie ślęczał nad tymi szafkami...

        • To może go obuduj szafką?
          Moi rodzice w zupelnie nowym bloku też mieli kilka takich paskud na ścianach, na jednaj mają kute drzwiczki od pieca, na innej ażurowy obrazek ;) Spokojnie możesz licznik wsadzić w szafkę bez plec ;)
          • jul-kaa napisała:

            > To może go obuduj szafką?

            No właśnie - widywałam takie rozwiązania w starych blokach - zaglądasz do szafki, a tam np. bezpieczniki ;-)
            --
            Magdalaena
          • W takiej szafce bez plec dużo się może zmieścić przydasiów, niezbyt ładnych, by były zawsze na wierzchu typu płyn do zmywania, jakieś szczotki, myjki, korki.

            No ja na szczęście mam wszystkie te flaki w szachcie, ale nie powiem, żebym nie gryzła paluchów na myśl, co trzeba będzie rozwalić, gdyby rura walnęła (a u sąsiada na dole już ścianę dziurawiono, żeby chłop wszedł i rury obejmami obejmował).
        • > Kółka nie pomogą, bo licznik wisi na ścianie na wysokości szafek wiszących, nad
          > zlewozmywakiem :) Przeca mówię, że miał ktoś pomysła ;) Ale nic to, dotąd nie
          > miałam tam szafki, możliwe, że nadal nie będzie potrzebna - tyle, że on brzydki
          > jest jak noc listopadowa :)

          We no kiedy przyjdź do mojego chłopca i obczaj kuchnię, to akurat może się rozwiązanie spodoba - oni ten licznik mają zabudowany w płytkiej szafce (płytszej niż reszta) i poza nim trzymają tam różne popierdółki nieco rzadziej używane. Na pewno lepiej to wygląda, niż sam licznik ;) A na dole tej szafki sobie zamontowali takie lampki diodowe, jak się zmywa, to sobie można poświecić. pod szafką spokojnie mieści się suszarka na naczynia.
          A nad kuchenką mają okap, ale nie jest podłączony nigdzie ten wyciąg, bo nie można. O tyle ułatwia, że łatwiej okap wyczyścić, niż sufit.

          Kuchnia analogiczna, jak Twoja, tylko w drugą stronę ;)
        • Niestety nie pamiętam dokładnie adresu, dzikawo tak było, były krzaki mirabelek, które żarliśmy. Na pewno teraz znajdziesz;)

          To było dość dawno, mogło się więc zmienić, ale wtedy liczyliśmy, ile kosztowałyby gotowe szafki i wyszło nam, że szafki robione na wymiar kosztowały tyle samo. No i montaż był w cenie, jak coś nie pasowało od razu naprawiali. Samemu trzeba by się z tym nieźle namordować, albo mieć narzędzia, albo jeździć do stolarni.
          Ostatnio spotkałam znajomego. Siedzimy na kawce, bredzimy o niczym, patrzę, a on palca nie ma wskazującego. Panele ciął krajzegą. Zabrał palec do szpitala, ale uznano, że zbyt poharatany, żeby go przyszywać. Postanowiłam, że nikt bliski w moim domu krajzegi używać nie będzie. Dopuszczam wyłącznie piłki ręczne.
      • Rewelacyjny pomysł z tym podestem na kółkach

        My za lodówką mam jakiś zawór, chyba od wody, więc w sumie też powinniśmy mieć taką wysuwaną lodówkę.

        Madzioreck, mogę Cię pocieszyć, że moja kuchnia też ma 6m2 (właśnie zmierzyłam), ale ponieważ u nas mało kto gotuje, to mało komu to przeszkadza. No i nikt w tej kuchni nie je :)

        Ja na dole mam normalnie szafki, nie mam żadnych koszy, cargo (??) i inszych cudów, może dlatego, że kuchnia była robiona parę(naście??) lat temu (jeszcze przez moją mamę). Natomiast szafki mam pod sam sufit i dzięki temu coś się mieści. Aczkolwiek my i tak mamy niskie mieszkanie, więc w wielu przypadkach "pod sam sufit" oznacza, że ktoś i tak ma wyżej o 20 cm niż my.


        --
        allegro.pl/listing/user.php?us_id=470059
        • > Ja na dole mam normalnie szafki, nie mam żadnych koszy, cargo (??)

          No właśnie, co to jest cargo, bo chyba wszyscy wiedzą, tylko ja i Yaga nie :o)
          • kis-moho napisała:

            > > Ja na dole mam normalnie szafki, nie mam żadnych koszy, cargo (??)
            >
            > No właśnie, co to jest cargo, bo chyba wszyscy wiedzą, tylko ja i Yaga nie :o)

            Ja też nie wiem, ale wstydziłam się przyznać ;)
            • 08.09.12, 20:04
              Ja też kojarzę tylko PKP Cargo. Z tego mi wychodzi, że chodzi o jakiś system załadunku szafek. Natomiast zupełnie nie umiałabym wskazać w sklepie, czy to akurat jest cargo czy nie cargo. Z tego zaś wnoszę, że cargo nie mam, a jak otworzę szafkę nad lodówką na podeściku, to wszystko mi leci na łeb, rondle, tace, cedzaki, całe to... kargo.
    • Moja ma 6.7 m2 i ja jej nie uważam za małą, raczej za wygodną ;) bo jak stoję na środku, to wszędzie dosięgam. I nawet połowicznie stół w niej stoi.

      Ja mam szafki do sufitu i jakoś mnie nie przytłaczają, mimo że jest ich cała ściana (dwa rzędy po cztery), bo są bardzo neutralne, z prostymi uchwytami. Specjalnie tak dałam, bo w starej kuchni mnóstwo rzeczy stało na szafkach i wyglądało to autentycznie słabo.

      * Po pierwsze, drugie i trzecie na dole ile się da i się nie da - tyle montuj szuflad. W takich o podwójnej wysokości mieszczą się nawet wielkie gary.
      * Dobre systemy prowadnic, żeby szuflady mogły mieć poważniejszą wytrzymałość: w moich można swobodnie przechowywać dwie - trzy zgrzewki wody i wciąż leciutko chodzą. Trzeba dać wtedy solidniejsze dno.
      * W szafkach wiszących na wymiar warto poprosić o nawiercenie rządków otworów co 2 - 2.5 cm, żeby mieć możliwość regulacji półek, wstawić dodatkową albo i dwie.
      * Przy indukcji pochłaniacz pochłania, choć nie wszystko. Przy gazie pewnie byłoby trudniej. * Indukcja jest naprawdę oszczędna, to nie tylko slogan reklamowy. Mnie rachunki spadły po przeprowadzce z kuchenki elektrycznej o 50 - 70 złotych. Ale mam też nowocześniejszy piekarnik.
      Garnki trzeba sprawdzić, jeśli mają grube dno i przyciągają magnes, to będą dobre. Ikeowskie, choć niewygodne same w sobie, to z indukcją współpracują bardzo dobrze.
      *Jeśli jesteście wzrostu choćby nieco wyższego niż przeciętna, np. 90 - 95 cm, szafki stojące można zrobić wyższe, niż standardowe. Będą wygodniejsze a dobry stolarz może zmieścić w nich dodatkową szufladę.
    • 08.09.12, 19:43
      Cargo to takie wysuwane kosze od zabudowane od frontu. Przeważnie są węższe i wyższe od szuflad i przechowuje się w nich produkty spożywcze (lub co tam kto tylko chce). Przewagę nad szafkami mają taką, że wysuwając je ma się dostęp do zawartości ukrytej w głębi.

      www.mm-kuchnie.pl/11,0,cargo.html
      • 08.09.12, 19:56
        > Cargo to takie wysuwane kosze od zabudowane od frontu.

        Aaa. Ja to znałam jako wysuwane kosze. Niech żyje ekonomia języka :o)
        • 08.09.12, 20:41
          Cargo to co innego niż wysuwane kosze.
          Cargo ma wysuwany front - drzwiczki wyciągają wszystkie kosze naraz i dostęp do dolnych jest tylko z boku, jak jest za szerokie i nisko, to jest bez sensu - moja mama tak ma. Wysuwane kosze wysuwa się pojedynczo po otwarciu drzwiczek - są znacznie tańsze od szuflad i prawie tak samo funkcjonalne.
          • 08.09.12, 20:56
            > Cargo to co innego niż wysuwane kosze.

            Wysuwane kosze z dechą z przodu :o)
            Szczerze mówiąc, nie wiem, po co ta decha - nie lepsze by były proste drzwiczki + wysuwane kosze? Bo to co zalinkowała Sylwiastka wygląda dla mnie nieco jak zaproszenie do ćwiczeń gimnastycznych ;o)
            • 08.09.12, 21:04
              Jak masz na przykład 30cm szerokości wysoką, wąską, głęboką przerwę, to zwykłych koszy tam nie wstawisz, a cargo już owszem. Wtedy wysuwasz i masz wszystko pod ręką, każdą półeczkę. Ja mam niską szafeczkę 30cm z półkami i trochę jest bez sensu, bo strrasznie głęboka, ale na cargo nie miałam kasy.
              O takie jest fajne IMO: www.info-kuchnia.pl/p/o/SWING%20-%20obrotowy%20wyci_g%20wysoki.jpg
              • 08.09.12, 21:07
                > O takie jest fajne IMO

                A, to faktycznie zupełnie inna bajka, bardzo mi się podoba. Czego to się na forum nie można nauczyć :o)
              • 09.09.12, 09:09
                Ooo, fajne jest :)

                Ale to trzeba mieć miejsce na środku kuchni, żeby toto wysunąć do przodu, u mnie niestety kompletnie by nie zdało egzaminu, bo by nie było gdzie tego wysunąć ;)
                --
                allegro.pl/listing/user.php?us_id=470059
                • 09.09.12, 10:03
                  A jak otwierasz inne szafki? Każda szafka czy szuflada wyjeżdża na środek o te swoje 60cm głębokości, nie?
                  • 10.09.12, 06:45
                    Ale nie w każdym miejscu, w którym są szuflady czy szafki można zamontować takie wysokie cargo :) W sumie nie mam żadnego mebla w kuchni, który byłby od podłogi do sufitu, bo nie mam na to miejsca. No i szafek typu 60 cm mam chyba dwie, reszta jest mniej głęboka, bo nie mam miejsca ;)

                    A wydawało mi się, że ideą takiego cargo jest właśnie wysokość. Po co mi cargo na wysokości kolan, do którego i tak się muszę schylać? ;)

                    Poza tym wydaje mi się, że do takiego cargo zapakuje się mniej rzeczy niż do szuflad / szafek. Co jest lepsze o tyle, że ma się porządek i wszystko na wierzchu, ale gorsze o tyle, że jak ktoś ma dużo rzeczy, to musi je upychać w innych miejscach.

                    --
                    allegro.pl/listing/user.php?us_id=470059
                    • yaga7 napisała:

                      > A wydawało mi się, że ideą takiego cargo jest właśnie wysokość. Po co mi cargo
                      > na wysokości kolan, do którego i tak się muszę schylać? ;)

                      Nie, ideą cargo jest wysuwność ;-)

                      > Poza tym wydaje mi się, że do takiego cargo zapakuje się mniej rzeczy niż
                      > do szuflad / szafek.

                      Cargo to wypełnienie malutkiej przestrzeni np. 30 cm - wtedy jest dużo bardziej funkcjonalne niż szuflada.
                      --
                      Magdalaena
                      • 10.09.12, 11:09
                        Wysuwność tak, ale właśnie na wysokiej, wąskiej i głębokiej przestrzeni.

                        Ja osobiście w kuchni nie posiadam takiej przestrzeni :))

                        Na tym linkowanym zdjęciu to właśnie fajnie wygląda - że to cargo jest pomiędzy dużymi szafkami - czy po prostu w ciągu szafek i sprzętów np. wysoka lodówka, potem cargo, potem wysoka szafka (od ziemi po sufit). Dla mnie to abstrakcja, bo nie mam tyle miejsca.

                        --
                        allegro.pl/listing/user.php?us_id=470059
                        • 26.10.12, 12:07
                          yaga7 napisała:

                          > Wysuwność tak, ale właśnie na wysokiej, wąskiej i głębokiej przestrzeni.
                          >
                          > Ja osobiście w kuchni nie posiadam takiej przestrzeni :))

                          Nie ograniczalabym cargo az tak. Moja matka ma jako spizarke olbrzymie cargo szerokosci 80 cm i jest bardzo poreczne, latwiej tam operowac pudelkami niz w normalnej szafce. Z drugiej strony u Aadrianki korzystalam z cargo podblatowego, szerokosci chyba 30 cm i rowniez bylo to bardzo wygodne rozwiazanie, stoi tam olej i podobne. Szczegolnie w tym drugim wypadku sensowne uzywanie takiej waskiej przestrzeni bez jakiegos wysuwanej powierzchni (szuflady czy cargo) wydaje sie niemozliwe.
                          --
                          Czajniczek Pana R.
    • Kuchnia nadal w planach, powoli i mozolnie doprowadzamy chałupę do ładu :)
      Przestawiliśmy sobie ten licznik gazu do wnęki - obudowanie szafką o tyle średnio rozwiązywało kłopot, że przez całą długość kuchni biegła poziomo i pionowo przy ścinie rura od dziada. Trochę rozwalonej ściany i rura znalazła się w pionie łazienkowym, gdzie są wszystkie inne rurki od wody.
      Parę pomysłów odpadło ze względu na pojawienie się w międzyczasie wszędobylskich szczurów - niekoniecznie bezpieczne są dla nich sprzęty jeżdżące na kółkach czy zbyt lekko chodzące/samozamykające się szuflady ;)
      Ale wiele pomysłów wykorzystam.
      Powoli czas myśleć, jak w końcu z tą kuchnią, no i wybieramy piekarnik. Raczej elektryczny (termoobieg i takie tam), że drzwiczki otwierane na bok, to już wiem. A reszta? Jakie funkcje są przydatne, a jakie niekoniecznie? Niestety nie mam bladego pojęcia, bo niczego nigdy sama nie piekłam (tylko w prodiżu), ale mam zamiar się nauczyć, jak już będę miała w czym piec :D Czy taki piekarnik udźwignie kilka godzin pieczenia (np. gęś) - to pytanie mojego małżonka ;)
      • o, gratuluję postępów :) Mało w domu rzeczy tak cieszy, jak nowa czysta kuchnia.

        Ja w piekarniku niezmiennie polecam pyrolizę. Pyk i piekarnik czyściutki, tylko ściereczką popiół zamiotę, żadnego szorowania, żadnej ostrej chemii.
        Oprócz tego korzystam z funkcji szybkiego nagrzewania, pieczenia na kilku poziomach (pierniczki, ciasteczka), grilla, termoobiegu rzadziej niż myślałam, że będę korzystać.
        Korzystam z bardzo niskich temperatur (40 stopni) do przyspieszania wyrastania chleba i bardzo wysokich (280) do pizzy. Lepsze piekarniki mają szerszy zakres temperatur niż mój (30 - 300), ale za to to już się dopłaca konkretnie, nawet i drugie tyle.

        Mam niepolecane powszechnie beko. Wygrał ceną, bosch z takimi samymi parametrami kosztował 4 tysiące, beko 1400, no i dostałam na niego 5 lat gwarancji.
      • madzioreck napisała:

        > Powoli czas myśleć, jak w końcu z tą kuchnią, no i wybieramy piekarnik. Raczej
        > elektryczny (termoobieg i takie tam), że drzwiczki otwierane na bok, to już wie
        > m. A reszta? Jakie funkcje są przydatne, a jakie niekoniecznie?

        Powtórzę się: teleskopowe prowadnice. Dzięki nim da się wysunąć całą blachę, żeby np. mięso obrócić, czy dziobnąć patyczkiem ciasto, bez konieczności jej podtrzymywania.
    • Zapytaj na forum wnetrza mieszkan, tam dziewczyny prawdziwe cuda potrafia.

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.