Dodaj do ulubionych

Dokocenie dorosłego kocura doroslym kocurem

18.02.18, 09:37
Sytuacja: adoptowaliśmy w grudniu kota, koło 2 lat. Z domu tymczasowego zawierającego kilkadziesiąt kotów. Przebywał tam dość krotko, bo zgarnęliśmy go tuż po tym jak wrócił z kastracji, kilka dni.
Rudzik po lekkim onieśmieleniu zadomowił się mocno, ale mam wrażenie że się nudzi - śpi, je (chrupki, bo nic innego nie chce), namawia mnie na bieganie po schodach, na ogół jak chcę pójść spać.
I znalazłam na olx ogłoszenie pani, która musiała jednego ze swoich kotów oddać do schroniska (przebywa na kwarantannie) ale się martwi czy trafi w dobre ręce. Kastrat, chowany z innym kotem, koło 2 lat, pasuje kolorem. I strrrrasznie chciałabym i boję się.
Że się chłopaki nie zaprzyjaźnią. Że Rudzik mnie znienawidzi i będzie mi sikał do łóżka albo na buty. Że chcąc poprawić, zrobię coś złego i namieszam w główkach dwóm rudym stworom i jeszcze rodzicom zepsuję komfort (obecnego kota kochają jak wściekli, nie mają nic przeciwko nowemu ale trochę się obawiają, jak ja).
Czy ktoś się dokacał w takiej konfiguracji? Czytałam że nowego należy przetrzymać kilka dni w osobnym pomieszczeniu, ale przecież sam będzie płakał po nocy, a jeśli się z nim zamknę w sypialni to będzie jasny komunikat dla Rudzika 'wolę spać z tym nowym, już cię nie chcę' :(
Edytor zaawansowany
  • mniickhiateal 18.02.18, 12:09
    martvica napisała:

    >> I strrrrasznie ch
    > ciałabym i boję się.
    > Że się chłopaki nie zaprzyjaźnią. Że Rudzik mnie znienawidzi i będzie mi sikał
    > do łóżka albo na buty. Że chcąc poprawić, zrobię coś złego i namieszam w główka
    > ch dwóm rudym stworom i jeszcze rodzicom zepsuję komfort (obecnego kota kochają
    > jak wściekli, nie mają nic przeciwko nowemu ale trochę się obawiają, jak ja).
    > Czy ktoś się dokacał w takiej konfiguracji? Czytałam że nowego należy przetrzym
    > ać kilka dni w osobnym pomieszczeniu, ale przecież sam będzie płakał po nocy, a
    > jeśli się z nim zamknę w sypialni to będzie jasny komunikat dla Rudzika 'wolę
    > spać z tym nowym, już cię nie chcę' :(

    www.wvcats.com/integrating_cats.htm
    Sama nigdy nie przeprowadzałam tej operacji, ale powyższe kompendium jest powszechnie polecane przez schroniska i ponoć działa magicznie. Co do osamotnienia, no to przecież koty od siebie nawzajem izolujesz, a nie od człowieków. Plus w tej metodzie jest czas na integrację z człowiekami i nowym terenem, więc nie desperuj, waćpanna, i do dzieła, bo masz fantastyczny i jedynie słuszny plan.

    --
    #liveauthentic
  • yaga7 18.02.18, 13:04
    Dokacałam 9-letniego kota 4-letnim kotem. 1,5 roku temu.

    I tak, czytałam o 'socjalizacji z izolacją' i nie, nie przeprowadziłam jej. Tak, nie miałam serca zamknąć kota w łazience i słuchać, jak wyje. Może jakbym miała osobny pokój, gdzie faktycznie mogłabym zamknąć nowego kota, wsadzić mu tam kuwetę, żarcie i wszystko, to bym jakoś spróbowała.

    u mnie po 1,5 roku sytuacja jest taka, że koty się tolerują, gonią się, na pewno im się nie nudzi, bo się na siebie gapią, szukają się wzajemnie itp. Ale nie ma żadnego wspólnego mycia, leżenia, są to po prostu dwa kocury w jednym mieszkaniu, kazdy ma swoje ulubione miejsca, drogi, itp. Oczywiście oba kastrowane.

    Aha, 9-latek był wcześniej od swojego kocięctwa ze starszym od siebie o chyba 7 lat kocurem (też nie do końca żyły w przyjaźni, ale na pewno większej niż moje obecne dwa) i po jego śmierci był osowiały, dlatego się zdecydowałam na dokocenie. Ale po dokoceniu wyszedł z niego agresor ;) A nigdy wcześniej ze starszym kotem nie był agresywny.

    Ja wiem, że na podobne dokacanie nie mam już w przyszłości ochoty i jak będę brać kolejnego kota, to biorę po prostu dwupak i tyle.

    --
    Wyprzedaż allegro.pl/listing/user/listing.php?us_id=470059
  • miss-alchemist 18.02.18, 16:40
    Zanim wzięłam drugiego kota (ok. 10 miesięczną kotkę do dorosłego kocura) nie poczytałam zbyt wiele i izolowałam koty tylko na czas mojej nieobecności w domu. Jak byłam w domu, to starałam się po równo głaskać oba koty i poświęcać im tyle samo czasu. Koteły darzą się miłością, choć bywa to miłość szorstka.
    Izolując koty, możesz im zmieniać miejscówy - tzn. jeden na noc w sypialni, drugi w pokoju, a na drugą noc odwrotnie. Jest to nawet wskazane, bo przecież chodzi o zapoznanie się z zapachem ;). Jak już koty będą razem, to baw się z nimi też razem.
    Kup feliwaya do kontaktu i Kalmveta do buźki i będzie dobrze.

    Moja teściowa in spe po prostu wrzuciła kota do kota i niestety, po dziś dzień jest głęboka niechęć między tymi kotami, chociaż tutaj dużą rolę gra podły charakter starszej kocicy. Z trzeciej strony - moja ciocia, od lat opiekująca się podrzuconymi kotami, trzyma wszystkie w jednym pokoju i wcale się nie ceregieli, do tej pory żaden z jej kotów nie zaatakował innego, co najwyżej mniej się lubią niż bardziej.
  • yaal 20.02.18, 16:00
    Jeżeli zaczniesz od izolacji, masz duże szanse, że nie popsujesz swojej relacji z Rudzikiem, a wzbogacisz jego życie (:
    Nie myśl o tym, że nowy będzie płakał po nocy - izolacja jest dla jego bezpieczeństwa, to będzie jego bezpieczny teren w nowym miejscu. Przecież to tylko kilka dni, a zupełnie sam siedział nie będzie - ważną częścią dokocenia jest towarzystwo człowieków, którzy pachną rezydentem i przenoszą zapachy między futrami. W nocy będzie miał czas odpocząć od tego wszystkiego.

    Poczytaj sobie tutaj, jak to dobrze zrobić: kotdoskonaly.pl/2014/jak-wprowadzic-drugiego-kota-do-domu/
    Ja jeszcze dodam, że warto się wesprzeć Feliwayem (lepiej w wersji Friends niż oryginalnej), włączyć go co najmniej dzień, a lepiej dwa, przed przyniesieniem nowego do domu.

    A co do obaw, że się nie zaprzyjaźnią: ja dokociłam kilkuletnią przyzwyczajoną do samotności i niezbyt towarzyską kotkę młodym, ale dorosłym kocurem. Nie pokochali się, nie mam ich zdjęć, jak śpią wtuleni w siebie, ale obojgu dobrze robiło towarzystwo swojego gatunku. Bardzo to było widać, kiedy kotki zabrakło i kocurro wpadł w depresję.

    Bierz i integruj. Warto.
  • martvica 20.02.18, 18:47
    martvica napisała:

    > I znalazłam na olx ogłoszenie pani, która musiała jednego ze swoich kotów oddać
    > do schroniska (przebywa na kwarantannie) ale się martwi czy trafi w dobre ręce

    Zadzwoniłam dziś do schroniska i pani stamtąd wyjaśniła, że powodem oddania kota było to ze sikał właścicielce do łóżka (w ogłoszeniu napisała że 'zmieniły jej się warunki' i myślałam że chodzi o za małe mieszkanie albo za mało kasy, btw jak przedwczoraj zapytałam wprost czy zawsze trafia do kuwety to mnie zapewniła że tak). Szkoda mi strasznie, ale nie mieszkam sama :( Na razie rezygnuję, obserwuję krakowską grupę o kotach ze schroniska, pewnie się tam pojawi i może będzie jakaś diagnoza (na razie jest badany czy przyczyny są medyczne czy behawioralne).

    W każdym razie dzięki za odzew, już wiem że jeśli kiedyś nowy kot to trzeba będzie chłopaków izolować jakiś czas, mam nadzieję że damy radę.
  • mniickhiateal 20.02.18, 20:33
    martvica napisała:

    > Zadzwoniłam dziś do schroniska i pani stamtąd wyjaśniła, że powodem oddania kot
    > a było to ze sikał właścicielce do łóżka

    Uch. Nie będę Cię guilt-trippować za szukanie łatwiejszego egzemplarza, to poniekąd zrozumiałe, ale jakby co, to akurat wyleczenie kota z sikania do łóżka na tle nerwowym mam na swoim koncie i służę poradnictwem. Do tego bardzo dobre behawioralne książki pisze ta pani:
    www.amazon.com/Pam-Johnson-Bennett/e/B001H6NUGW
    więc jeśli kiedykolwiek pojawi Ci się problem z kotem nowym lub starym, polecam lekturę.

    --
    Decided to drop the cape.
  • miss-alchemist 24.02.18, 12:25
    Mniickhiateal, a masz jakieś pro-tipy, bez konieczności kupowania i czytania książki?

    Bo to jest okazjonalny problem mojego kota. Tzn na co dzień normalnie korzysta z kuwety, zdrowotnie z nim wszystko ok, ale czasem właśnie coś się w głowie mu odklei i nasika, gdzie nie trzeba. Tzn nie byle gdzie - ale na coś, czym może zakopać, czyli właśnie kołdra albo dywanik w łazience. Obecnie nie posiadam z tego powodu takich rzeczy w mieszkaniu z wolnym dostępem kota i od dawna takiego numeru nie zrobił, ale obawiam się, że jak położę znowu ten dywanik, to zacznie się od nowa.
    Żeby było ciekawiej, do kosza na brudne ręczniki, gdzie mógłby zakopywać do woli, nigdy nie nasikał, za to smacznie tam sypia (ale to nie jest główny czynnik, bo sypia jak najbardziej na łóżku, ale to mu wcale nie przeszkadzało nasikać, jak miał wolny dostęp do sypialni, a nas nie było w domu).
    Teraz problemu nie mam, bo mieszkanie odpowiednio przygotowane, ale problem robi się, gdy chcę gdzieś wyjechać i nie ma opcji, żeby komuś kociambra podrzucić, bo boję się, że zniszczy komuś mieszkanie. Ogólnie to bardzo grzeczny i kochany kot, tylko ma ten czynnik ryzyka ;)
  • mniickhiateal 24.02.18, 14:51
    No więc a zatem. Oczywiście trzeba na początek wykluczyć wszelkie zdrowotne przyczyny, poczynając od zapalenia układu moczowego, po np. alergie, które mogą kotu obniżać dobrostan, irytować go swędzeniem, itp. Należy też naprawdę dokładnie usunąć zapach jego znaczenia z tych miejsc, które obsikuje, i to się robi najlepiej enzymatycznym rozpuszczalnikiem typu Nature's Miracle. To, że ty nie czujesz już tego zapachu, nie oznacza, że kot nie czuje i trzeba to b dokładnie wykonać. Po trzecie, trzeba się upewnić, że kuwety masz rozmieszczone w atrakcyjnych (czyli takich, które warto oznaczyć, gdzie jest ruch domowników i gdzie kot chce zaznaczyć swoje terytorium; ja mam jedną w łazience, drugą w przedpokoju tuż przy wejściu do sypialni, trzecią w salonie)/bezpiecznych (gdzie nie zostanie się zaskoczonym czy wręcz zaatakowanym przez współkota) miejscach, i że jest ich wystarczająco dużo (l kuwet = l kotów+1). Po czwarte, pomóc kotu rozładować napięcia w naturalne dla kotów sposoby, czyli przez zabawę, która jest ciekawa i kończąca się satysfakcją, czyli upolowaniem zdobyczy. Po piąte, jeśli to wszystko nie pomaga, to można z weterynarzem zdecydować o podawaniu kotu środków uspokajających. Jak wspominałam już tutaj, ja mam kota na Prozaku, bo jest biedak tak straumatyzowany i po przejściach, że nic innego nie pomagało mu się uspokoić. Na psychotropku jest kotem spokojnym, szczęśliwym i dumnie oraz wyłącznie siusiającym na pokaz do kuwetki, za co otrzymuje każdorazowo wylewną pochwałę i nagrodę. Chwaleniem i nagradzaniem za siusianie do kuwetki wychowałam też do czystości parę kociątek za wcześnie zabranych od mamy, i jako 10-letnie koty nadal oczekują fanfar za załatwienie się do kuwety :D

    --
    The Last Frontier
  • mniickhiateal 24.02.18, 15:05
    Dodam jeszcze, że każdy kot jest inny, i jeśli on ma taki przemożny instynkt, żeby siusiać w fajne, kopne kocyki, to niekoniecznie jak będzie zestresowany w obcym miejscu bez swoich człowieków, będzie skłonny zapanować nad tym instynktem i sposobem rozładowania napięcia. W warunkach domowych, jeśli faktycznie nie ma zdrowotnych problemów, spróbowałabym zacząć od wyczyszczenia śladów znaczenia, zapewnieniem dostatecznej ilości rozrywki, oraz pozytywnego wzmacniania za załatwianie się w pożądany sposób.

    --
    "I did not mean that Conservatives are generally stupid; I meant, that stupid persons are generally Conservative." J.S. Mill
  • miss-alchemist 08.03.18, 16:28
    Zapachy usuwam Savic Refresh'r z zooplusa. Czy to o tego typu środki chodzi?

    Niestety, nie mam za bardzo miejsca na dodatkową kuwetę :/ W poprzednim mieszkaniu kuwety były trzy i nic to nie zmieniało.

    Próbuję go teraz chwalić po sikaniu w kuwetce, ale skubany wtedy ucieka przed głaskaniem i sprawia wrażenie zażenowanego O_o
  • mniickhiateal 08.03.18, 16:59
    miss-alchemist napisała:

    > Zapachy usuwam Savic Refresh'r z zooplusa. Czy to o tego typu środki chodzi?
    Nie wiem, jak to działa, bo używam hamerykańskiego wynalazku, który ma magię w nazwie i nie przybliża szczegółów składu:
    www.naturesmiracle.com/products/cat/stain-and-odor.aspx
    Ten środek działa.

    > Próbuję go teraz chwalić po sikaniu w kuwetce, ale skubany wtedy ucieka przed g
    > łaskaniem i sprawia wrażenie zażenowanego O_o

    Oj tam, po prostu musisz znaleźć odpowiedni styl zarządzania, a nie z łapami się prymitywnie pchać. Ja wydaję odgłosy zachwytu i docenienia wkładu kota w harmonię domową, jak też śmietankę.

    --
    Karl who?
  • miss-alchemist 08.03.18, 16:31
    Ach, i jeszcze - od września Kotlet jest już tylko na mokrej karmie, sika zdecydowanie częściej. W sumie od tego momentu chyba nie testowałam, czy nasikałby na dywanik...

    Dzięki wielkie za rady!
  • teresa104 21.02.18, 22:14
    Skoro właścicielka taka prawdomówna jak radio Erewań, to może się okazać, że to nie kot a żbik.

    A może kot się nie nudzi, tylko jeszcze się nie zaadaptował?
  • martvica 22.02.18, 12:10
    Kot, widziałam zdjęcia i na stronie schroniska też już jest. Ładny, w typie naszego poprzedniego, taka biszkoptowa poczciwa ciapa.
    Rudzik się nudzi tak na 99%. Poluje na swój ogon (teraz głównie wieczorami, kupiłam mu piszczącą mysz i znalazłam wędkę którą poprzedni dostał w prezencie i zignorował). Namawia mnie do zabawy w ganianego z chowaniem się za firanką (parę razy się za bardzo rozentuzjazmował i wyskoczył mi na nogę). Niezależnie od pogody, jak się zbliżę do drzwi ogrodowych to przybiega i ćwierka że chce wyjść do ogrodu (w ogrodzie się od razu jeży bo gdzieś jest pies albo samolot leci albo samochód, wyskakuje z szelek i biegnie do domu).
    Myślę że dobrze by mu zrobiło, jakby mógł się pobawić w ganianego po schodach z innym kotkiem, bo ja głośno tupię i nie jestem najlepsza w te klocki ;)
  • martvica 29.03.18, 13:28
    Na mojej wsi w sumie nigdy nie było bezdomnych kotów.
    A teraz się przewijają dwa. W tym jeden wygląda jak młodszy klon mojego Rudzika. Chłopiec, z jajkami, wygląda młodo. Przegrzebałam tonę ogłoszeń i wygląda na to że nikt go nie szuka. Raczej nie jest czyjś, bo zakleszczony jak nieszczęście, sąsiadka dokarmia. Wczoraj zjawił się u mnie (sąsiadujemy przez płot), dałam trochę mokrego w misce, podszedł i dał się pogłaskać.
    Tylko napotkałam opór.
    Rudzik1, czyli mój, zwiał wieczorem w trakcie mycia okien. Poszłam po niego do sąsiadów, patrzę, na trawniku siedzi kot, to idę i mówię 'wracaj do domu ruda mendo, co za ucieczki ci w głowie'. A kot patrzy i nie rozumie, bo to nie jest mój kot. Mój wyłonił się z krzaków, ignorując mnie, i poszedł dalej trawniczkiem szukać fajnych drzew do wspinaczki. Rudzik2 podchodził do niego i zagadywał przyjaźnie, ta tłusta karmelowa grucha łeb wysoko, nie widzi, pełen ignor.
    Dziś Rudzik2 przyszedł i próbował wejść przez przeszklone drzwi ogrodowe. Rudzik1 od drugiej strony miauczał groźnie, syczał i agresywnie tłukł pazurami w szybę. Po czym jak tamten drugi sobie poszedł, złapał mnie pazurami za rękę i użarł w rękaw bluzy.
    I ja bym strasznie chciała po świętach złapać Rudzika2, spakować do transportera i zabrać do weta, bo serce mi się kroi ale nie zabiorę do domu niewykastrowanego kota z zapewne bogatym życiem wewnętrznym. Ale czy to w ogóle ma szanse powodzenia, jak go już zawiozę i przywiozę z powrotem? Ojciec coś wspomniał że izolatkę by można zrobić u niego w pokoju, ale czy to izolowanie i stopniowe zapoznawanie z zapachami jeszcze coś da, jak się już widziały i z jednej strony jest wściekła zazdrość? Tak się łudzę że może po kastracji będzie miał inny zapach, ale boję się jak nie wiem co.
  • mniickhiateal 29.03.18, 14:35
    martvica napisała:

    > Ale czy to w ogóle ma szanse pow
    > odzenia, jak go już zawiozę i przywiozę z powrotem? Ojciec coś wspomniał że izo
    > latkę by można zrobić u niego w pokoju, ale czy to izolowanie i stopniowe zapoz
    > nawanie z zapachami jeszcze coś da, jak się już widziały i z jednej strony jest
    > wściekła zazdrość? Tak się łudzę że może po kastracji będzie miał inny zapach,
    > ale boję się jak nie wiem co.

    Tak, można zrobić reintrodukcję w ten sposób nawet, jeśli już się koty widziały. Tutaj masz jeszcze kwestię innych okoliczności (dom vs ogród) i jak napisałaś, zmiana zapachu po zabiegach u veta.
    Łap rudego dzikusa, zanim wygeneruje kolejne pokolenia, i trzymam za Was kciuki.

    --
    The Last Frontier
  • martvica 29.03.18, 15:48
    tuż po świętach. Jeszcze zrobię ogłoszenie ze zdjęciem że chcę przygarnąć i czy nie jest czyjś, żeby nie było że komuś ukradnę zwierzaka (chociaż, te kleszcze, ten głód, te próby włażenia do cudzego domu?) i rozwieszę na moim płocie, przed sklepem i przy kościele. Trochę się boję bo mam sąsiadów których nie kojarzę z twarzy, bo tylko garaż się otwiera automatycznie i samochód wyjeżdża, z drugiej strony to chyba nie typ ludzi, którzy mieliby wychodzącego kota z kleszczami jak ziarna kukurydzy pod uchem.

    www.instagram.com/p/Bg6KkTmA79j/?taken-by=martvanatura
    tu filmik z łagodniejszą wersją, mój rudzik się hamuje.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.