Dodaj do ulubionych

Grupa wsparcia dla wszystkich, które go potrzebują

25.11.08, 23:30
To zaczynam.
Na początek chciałam wesprzeć kuraiko i martvicę.

Dziewczyny, przynależność do Lobby zobowiązuje. :)
Lobbystka jest świetną dziewczyną.
Lobbystka działa, a nie marudzi.
Lobbystka ma problemy, ale je rozwiązuje.
Lobbystka może mieć chwile załamania i zwątpienia, ale inne Lobbystki ją wspierają/z lekka opieprzają/dają dobre rady.


Lobby czuwa, Lobby radzi, Lobby nigdy Cię nie zdradzi ;)
--
My mamy kota na punkcie kota
nie lubię poczty gazetowej, wolę swoją:
Edytor zaawansowany
  • jolka-pol-ka 25.11.08, 23:32
    ja też wspieram, ale chyba trzeba będzie usunąć wątek "co robimy
    wbrew idałowi"
    --
    73/96 - 65FF
  • brykanty 25.11.08, 23:45
    to właśnie chciałam napisać. Jak ktoś organicznie brzydzi się prasowania i chodzenie w wymiętym mu nie przeszkadza, to co będzie życie marnował na pierdoły.
    Chodziło mi o wsparcie ogólne w sprawach, w których chcemy albo musimy coś zmienić, ale nie bardzo potrafimy się za to zabrać, nie udaje się zmobilizować itp. - np. martvica z szukaniem pracy, kuraiko z napisaniem licencjatu.
    Łagodnie zaganiamy i męczymy o rezultaty.
    --
    My mamy kota na punkcie kota
    nie lubię poczty gazetowej, wolę swoją:
  • jolka-pol-ka 25.11.08, 23:46
    normalnie przepychamy się przez życie :)
    Koleżanka mojej córki dostała na 18 urodziny przepychaczkę do zlewów
    (drewniana rączka z czarną gumową miseczką) z dedykacją taką
    właśnie: "przepychaj się przez życie". Bardzo mi się to podobało,
    takie zmaterializowanie życzeń :))
    --
    73/96 - 65FF
  • tfu.tfu 25.11.08, 23:54
    kuzyn mojego eksia nazywał to urządzenie "Pocałunkiem Indianki" ;)
    a życzenia boskie :)
    czy jak mnie juz cholera strzeli, to znaczy, że też się tu mogę Wam w staniki
    wypłakać? (z góry dzięki :))
    --
    .............. fusy precz!
    dobry nabiustnik zmienia świat na lepsze! ;)
  • brykanty 25.11.08, 23:57
    Oczywiście, po to jest ten wątek:
    Lobbystka może mieć chwile załamania i zwątpienia, ale inne Lobbystki ją wspierają/z lekka opieprzają/dają dobre rady (niepotrzebne skreślić).
    --
    My mamy kota na punkcie kota
    nie lubię poczty gazetowej, wolę swoją:
  • jolka-pol-ka 26.11.08, 00:03
    jasne, zgodnie z zasadą: co parę głów, to nie jedna!
    --
    73/96 - 65FF
  • siamese67 26.11.08, 00:12
    Bo jak powiedziała Żaba do Makrauchenii: "my, kobiety, musimy trzymać się razem"
    Znacie?
    --
    Jezusmaria, Magda-z-Inką, ja zaraz oszaleję!!!

    moje zabawki na jesienne wieczory
  • brykanty 26.11.08, 00:21
    oczywiście,siostra ma pierwsze wydanie, to z ilustracjami Rupińskiego, ja to od Prószyńskiego, z 1998 r.
    --
    My mamy kota na punkcie kota
    nie lubię poczty gazetowej, wolę swoją:
  • brykanty 26.11.08, 00:19
    - My, kobiety, powinnyśmy trzymać się razem - szepnęła Cheni do ucha. Bo ci mężczyźni nas zniszczą. Nawet sobie nie wyobrażasz, jakie ja tu mam ciężkie życie.
    Chenia westchnęła smutno: - Ja też mam ciężkie życie.
    - Opowiedz! - poprosiła Żaba.
    I Chenia zaczęła opowiadać.
    --
    My mamy kota na punkcie kota
    nie lubię poczty gazetowej, wolę swoją:
  • luliluli 26.11.08, 09:00
    ekhm, mam nadzieję, że w tym cytacie chodzi nam tylko o
    zwrot "trzymać się razem":) chronicznie nie znoszę tworzenia i
    podgrzewania opozycji my kobiety - oni mężczyźni, a wszyscy na
    wzajem się nienawidzimy i krzywdzimy.
    Jeśli już, to zniszczą nas głupole, chamy, bezduszni egoiści i
    ćwierćinteligenci. Wśród nich także kobiety. Nie czuję się siostrą z
    każdą napotkaną kobietą!:|
    To taka moja mała reakcja alergiczna na "nieskrępowaną niczym
    solidarność jajników"
    --
    71/95
    LOBBY BIUŚCIASTYCH
  • brykanty 26.11.08, 09:45
    No pewnie. Ja nie mam natury jątrzącej, w tym cytacie chodzi wyłącznie o trzymanie się razem i siłę, jaką nam daje opowiedzenie sobie o "naszym ciężkim życiu" :)
    --
    My mamy kota na punkcie kota
    nie lubię poczty gazetowej, wolę swoją:
  • siamese67 26.11.08, 09:48
    Oj, luliluli, to jasne, ze nie chodzi o solidarność jajników, tylko
    o ten kawałek, który moja własna siostra, brykanty, zacytowała -
    żeby trzymać się razem, bo można sobie nawzajem opowiedzieć, jakie
    to życie bywa ciężkie - czasem wystarczy tylko tyle i już jest
    człowiekowi lepiej na duszy. Niekoniecznie człowiekowi płci
    żeńskiej. A zawsze może sie zdarzyć, że od rozmówcy otrzymasz nie
    tylko to, że Cie wysłucha, ale i poradzi, wesprze, przedstawi
    problem z innej strony - i rzeczony problem może stać się dzięki
    temu znacznie mniejszy.
    Czasami jesteśmy jak Żaba - i słuchamy, a czasmi jak Chenia - żalimy
    się.
    --
    Jezusmaria, Magda-z-Inką, ja zaraz oszaleję!!!

    moje zabawki na jesienne wieczory
  • elayne_trakand 26.11.08, 18:59
    znacie :D

    wlasnie od czasow czytania tej ksiazki dla mlodszego brata nosze plaziaste
    przezwisko ;)
    --
    72/97-> 30G
  • dziwna_dziewczyna 27.11.08, 18:03
    znaaamy :) nawet grałam Makrauchenie w przedstawieniu szkolny.
    I na konkursie recytatorkim z fragmentami występowałam. Cudowna książka :)
  • esmaya 26.11.08, 09:30
    to ja też poproszę:) o trzymanie kciuków i czasem teksty pt."na pewno sobie
    poradzisz"
    zaczęłam drugie studia, o których zawsze marzyłam i wychodzi na to, że nie
    zawsze powinny się spełniać;) jestem zmęczona po prostu
    jako, że nie mogę znaleźć pracy /studia mam tak, że mogę tylko na 1/2 etatu/
    wymyśliłam sobie z koleżanką, że założymy firmę:) i to też mnie przeraża
    ja wiem, że sobie poradzimy, ale czasem jestem strasznie zmęczona i ostatnio
    poddenerwowana
    pomarudziłam i już mi lepiej:)
  • brykanty 26.11.08, 10:45
    Wspieram i wiem, że sobie poradzisz. Będzie dobrze!
    --
    My mamy kota na punkcie kota
    nie lubię poczty gazetowej, wolę swoją:
  • tfu.tfu 26.11.08, 13:35
    esmaya, trzymam kciuki! bardzo bardzo baaaaaaaaaaaardzo mocno! :) zmęczenie
    minie po pierwszych sukcesach ;) będzie dobrze!
    --
    .............. fusy precz!
    dobry nabiustnik zmienia świat na lepsze! ;)
  • jolka-pol-ka 26.11.08, 13:41
    Esmaya, na pewno dasz radę, gdyż ponieważ (mój osatnio ulubiony
    zwrot, się przyczepił) człowiek to jest takie zwierzę, że im więcej
    ma roboty, tym lepiej ją sobie organizuje :))
    --
    73/96 - 65FF
  • esmaya 27.11.08, 20:51
    już lepiej;) zacznę od "przemeblowania"/poszaleć niestety nie mogę/ i
    zorganizowania sobie jakiejś przestrzeni do pracy.
    a jutro zacznę bawić się fotoSzopem, tu też proszę trzymać kciuki;)
  • wera9954 26.11.08, 19:20
    Ja mam już dość. Chcę się położyć, poczytać książkę albo nawet nie robić nic, od
    czasu do czasu włączyć kompa i zajrzeć na LB i SO, a tu się trzeba uczyć, uczyć
    i jeszcze raz uczyć :( Znowu dostałam tróję, ale wcale mnie to do nauki nie
    mobilizuje. Nie mam zamiaru robić czegokolwiek poza w/w czynnościami. Ktoś mi da
    kopa?
    --
    68/94=28(60)H
  • brykanty 26.11.08, 19:25
    Ja mogę? Mobilizuję Cię niniejszym stanowczo. Jak się pouczysz, to w nagrodę sobie poczytasz ulubione fora. I będziesz moralną zwycięzcą.

    Czy ktoś może mnie zdyscyplinować, żebym zajęła się Unią Europejską i przestała tu zaglądać przez najbliższe 5 godzin?
    --
    My mamy kota na punkcie kota
    nie lubię poczty gazetowej, wolę swoją:
  • tfu.tfu 26.11.08, 19:33
    brykanty napisała:


    > Czy ktoś może mnie zdyscyplinować, żebym zajęła się Unią Europejską i przestała
    > tu zaglądać przez najbliższe 5 godzin?

    niniejszym dyscyplinuję stanowczo ;) sio! do UE ;)


    --
    .............. fusy precz!
    dobry nabiustnik zmienia świat na lepsze! ;)
  • jolka-pol-ka 26.11.08, 19:26
    Wera, żeby do głowy jeszcze coś weszło, trzeba ją opróżnić z
    niepotrzebych rzeczy :) Zresetuj się i do nauki, bo to do wiedzy
    klucz! A 3 to ocena pozytywna przecież. Chyba nie bierzesz udziału w
    wyścigu szczurów? Moim dzieciom zawsze mówiłam: ocena jest dla
    nauczyciela, wiedza dla Ciebie.
    --
    73/96 - 65FF
  • madzioreck 26.11.08, 19:31
    i zajęcie się pracą/nauką? Może założymy wątek z wnioskami o czasowego bana ;P
    --
    79/120 - 70(32)JJ/70P
  • tfu.tfu 26.11.08, 19:32
    marisska potrzebowała w 1 dniu działamia offtopów, tośmy ją przekonały, że nie,
    no po co ;) :P
    --
    .............. fusy precz!
    dobry nabiustnik zmienia świat na lepsze! ;)
  • madzioreck 26.11.08, 20:06
    WYŚCIE przekonywały, ja po prostu nie wiedziałam, jak się to technicznie robi ;P
    --
    79/120 - 70(32)JJ/70P
  • kuraiko 27.11.08, 21:16
    ja kiedyś sąsiada prosiłam o odłączenie neta, bo chciałam pisać
    pracę i koleś to zlekceważył, bo myślał że żartuję :(((
  • agafka88 27.11.08, 21:28
    kuraiko napisała:

    > ja kiedyś sąsiada prosiłam o odłączenie neta, bo chciałam pisać
    > pracę i koleś to zlekceważył, bo myślał że żartuję :(((

    Mogłaś odpiąć kabel i dać komuś na przechowanie. A dlaczego od razu
    "zlekceważył"? Ogólnie powiedzenie "odetnijcie mi neta" jest dość popularne i
    raczej mówione w formie żartobliwej. Mogłaś podkreślić, że naprawdę Ci na tym
    zależy i że mówisz serio :)
    --
    Lobby makes you feel sexy :)
    72/99=65GG/65L
  • kuraiko 28.11.08, 01:25
    kabla nie mogłam odłączyć, bo chciałam przecież na kompie pisać ;))
    a net mam drogą radiową i tylko dostawca sam mógł go odciąć. z tego
    co pamiętam, to pisałam dlaczego i że mi na tym zależy. cóż może
    informatycy mają inne podejście do tego typu spraw ;)
  • wera9954 02.12.08, 22:45
    jolka-pol-ka napisała:

    > Wera, żeby do głowy jeszcze coś weszło, trzeba ją opróżnić z
    > niepotrzebych rzeczy :) Zresetuj się i do nauki, bo to do wiedzy
    > klucz! A 3 to ocena pozytywna przecież. Chyba nie bierzesz udziału w
    > wyścigu szczurów? Moim dzieciom zawsze mówiłam: ocena jest dla
    > nauczyciela, wiedza dla Ciebie.

    To ja zazdroszczę Twoim dzieciom ;)
    Moja mama niestety gotowa jest ze mnie zrobić pospolitą kujonkę, która nic nie
    kuma i wszystkiego na pamięć się uczy, abym tylko miała dobre oceny :(
    --
    68/94=28(60)H
  • jolka-pol-ka 02.12.08, 23:14
    wera9954 napisała:
    To ja zazdroszczę Twoim dzieciom ;)
    > Moja mama niestety gotowa jest ze mnie zrobić pospolitą kujonkę,
    która nic nie
    > kuma i wszystkiego na pamięć się uczy, abym tylko miała dobre
    oceny :(

    bo wiesz, ja z racji swojej profesji, widziałam wielu niezbyt
    lotnych nauczycieli, czego nie ukrywałam przed córkami. Ocena jest
    zawsze wypadkową wiedzy ucznia i stanu ducha stawiającego stopień
    (może ma migrenę np.?). Wydawało mi się, że moje dzieci mają
    wygórowane ambicje i za wszelką cenę starałam się wpoić im
    przekonanie, że nie muszą wiedzieć wszystkiego na świecie, natomiast
    muszą wiedzieć jak najwięcej z dziedziny, która je interesuje. A
    nauczyciel to tylko "narzędzie", które ma im to umożliwić. Do tej
    pory uważam, że pracują zbyt ciężko, biorą sobie zbyt wiele
    obowiązków na głowy i niepotrzebnie dążą do perfekcji. Czasem
    mogłyby sobie odpuścić, więc w sumie to nie wiem, czy dobrze z nimi
    postępowałam. Ogólnie uważam, że w życiu ważny jest złoty środek we
    wszystkim :)

    --
    73/96 - 65FF
  • martvica 26.11.08, 19:35
    Dzięki :)
    Jadę jutro do UP... mam nadzieję ze się nie okaże że zapomniałam jakiegoś
    świstka, bo mnie jasny szlag trafi :/

    --
    A ja wolę Wolę
    Rude i Łaciate
    Ogród Martvej
  • siamese67 26.11.08, 21:28
    Trzymamy kciuki - a potem zdaj relację, bo na pewno sporo osób będzie ciekawych, jak poszło.
    --
    Jezusmaria, Magda-z-Inką, ja zaraz oszaleję!!!

    moje zabawki na jesienne wieczory
  • joankb 26.11.08, 21:42
    Martva - pamiętaj, że tam jest ta cholerna kolejka po numerki. I niektórzy
    przychodzą baaardzo wcześnie. Przyjaciółka Młodej była w końcu 3 razy zanim jej
    się udało. Numerków być 100 i wystarcza na 20 minut.
    --
    Zapłatą za grzech jest śmierć, ale taka sama jest nagroda za cnotę.
  • martvica 27.11.08, 15:56
    Tak, pojechałam sobie w środę na luzie koło 11.00 (w internecie była taka ładnie
    opisana procedura, numer pokoju, info że czynne do 14.30 bodajże i _ani słowa o
    numerkach_).
    Dziś się zwlokłam z łóżka o 5.30, przejechałam całe miasto, obejrzałam świt w
    Nowej Hucie, pomarzłam przed wejściem 20 minut (jak nie będę chora to cud), aż
    do 7.30; postałam w jednej kolejce, potem w drugiej i po 10.30 było po wszystkim ;>
    --
    A ja wolę Wolę
    Rude i Łaciate
    Ogród Martvej
  • tfu.tfu 27.11.08, 18:24
    tja, pamiętam ;] też tak miałam, ale z Kalinowego jednak tyrochę bliżej miałam
    ;) (co to za pomysł, żeby ten pośredniak na takim zadupiu zrobić?)
    no, ale już po wszystkim :) teraz już będzie z górki! :)
    --
    .............. fusy precz!
    dobry nabiustnik zmienia świat na lepsze! ;)
  • kuraiko 27.11.08, 01:54
    ja niestety nie lubię jak mi się mówi "na pewno sobie poradzisz" :/
    zawsze proszę, aby mi tego nie mówić... otóż przed komisem z
    socjologii wszyscy mi mówili "dasz sobie radę", "poradzisz
    sobie", "będzie dobrze" i co gorsza ja w to uwierzyłam. a tu klapa.
    od tamtej pory nie przyjmuję takich słów, po co mam się zawieść. tak
    naprawdę wiara we własne możliwości się nie liczy - im bardziej się
    człowiek na coś nastawia, tym dotkliwszy i bolesny jest cios.
  • plica 27.11.08, 07:27
    > od tamtej pory nie przyjmuję takich słów, po co mam się zawieść. tak
    > naprawdę wiara we własne możliwości się nie liczy - im bardziej się
    > człowiek na coś nastawia, tym dotkliwszy i bolesny jest cios.

    kuraiko, ale tak sie dzieje tylko w przypadku beznadziejnych pesymistek. u umiarkowanych optymistyek i realistek, dziala to inaczje:
    im bardziej sie czlowiek na cos nastawia, tym wieksze szanse ma, ze mu sie to uda :)
    --
    Wierzę w ciała zmartwychwstanie poprzez czułość, przytulanie
  • kuraiko 27.11.08, 17:42
    jak rozumiem, oblali mnie, bo jestem pesymistką? ;) nie wierzę, że
    WSZYSTKO jest zależne od naszego nastawienia, są przecież czynniki
    zewnętrzne, niezależne.
    akurat w tamtym przypadku byłam pozytywnie nastawiona. tzn nie aż
    tak pozytywnie, jak podczas poprawki egzaminu, gdzie byłam PEWNA, że
    zdam, a oblałam. myślałam, że na komisie będzie ok, zwłaszcza że
    jako jedyna miałam odwagę podejść do komisa (inni stchórzyli i
    zrezygnowali)...
  • plica 27.11.08, 20:59
    > jak rozumiem, oblali mnie, bo jestem pesymistką? ;) nie wierzę, że
    > WSZYSTKO jest zależne od naszego nastawienia, są przecież czynniki
    > zewnętrzne, niezależne.

    oblewac pesymistow? bardzo czeste zjawisko. Ty nie wierzysz, ze cos umiesz, to i wykladowca nie wierzy. przyklad który podalas swiadczy tylko i wylacznie o tym, ze oblali Cie, mimo, ze akurat wyjatkowo pesymistką nie bylas i bylas pewna ze zdasz. trudno zdarza sie. pozytywne nastawienie, wiara w siebie ma ogromne znaczenie przy egzaminach. szczegolnie ustnych, pisemnie tez sie czasem da na tym poleciec. egzaminujacy tez czlowiek, czasem trzeba mu pomoc podjac decyzje i przekonac, ze sie cos umie :)
    no i jeszcze jedno. nic w zyciu nie jest na 100% nie ma ze jak tak to siak a jak srak to inaczej.

    --
    Wierzę w ciała zmartwychwstanie poprzez czułość, przytulanie
  • agafka88 27.11.08, 21:25
    plica napisała:

    > oblewac pesymistow? bardzo czeste zjawisko. Ty nie wierzysz, ze cos umiesz, to
    > i wykladowca nie wierzy. przyklad który podalas swiadczy tylko i wylacznie o ty
    > m, ze oblali Cie, mimo, ze akurat wyjatkowo pesymistką nie bylas i bylas pewna
    > ze zdasz. trudno zdarza sie. pozytywne nastawienie, wiara w siebie ma ogromne z
    > naczenie przy egzaminach. szczegolnie ustnych, pisemnie tez sie czasem da na ty
    > m poleciec. egzaminujacy tez czlowiek, czasem trzeba mu pomoc podjac decyzje i
    > przekonac, ze sie cos umie :)

    Potwierdzam. Ja bardzo często na pierwswzym roku słyszałam na egaminach/ustnych
    kolokwiach - byłaby piątka, ale nie jest pani do końca pewna siebie.

    A najlepiej na pierwszym roku wyszedł mi egzamin, który był z facetem-pogromcą.
    Ja czekałam na ten egzamin w kolejce 6 godzin, a kiedy już weszłam (było już
    przed POLNOCA) to naprawdę było mi wszystko jedno, wyluzowana byłam totlnie, z
    facetem pogromcą ucięłam sarkastyczną pogawędkę (chyba więcej było gadania niż
    pytania) i dostałam najlepszą ocenę z całej sesji. A to wcale nie był przedmiot,
    na który umiałam najwięcej, jestem przekonana, że umiałam conajmniej na pół
    oceny-ocenę mniej niż dostałam :)

    Więc ogólnie już stram się tak nie stresować, nie dementorzyć i nie wmawiać
    sobie że nic nie wiem

    --
    Lobby makes you feel sexy :)
    72/99=65GG/65L
  • luliluli 27.11.08, 10:31
    też nie lubię nastawiać się na pozytywne efekty, bo wychodzi mi to
    zawsze na gorsze:)
    ale jest metoda - nastawiasz się, że owszem, może się nic nie udać,
    efekty działań mogą być różne (także niepożądane), ale COŚ się
    stanie. I zazwyczaj jest to COŚ, czego się nie spodziewasz. COŚ
    pociąga za sobą COŚ JESZCZE i ostatecznie, koniec końców, wszystko
    może wyjść na dobre:)
    Czasem jedna rzecz się nie uda, ale w to miejsce dzieje się coś
    dobrego (głupi przykład - spóźnisz się na autobus, jesteś wściekła,
    a tu nagle okazuje się, że zaraz jedzie inny, w dodatku taki z
    wygodniejszymi siedzeniami/bez tłumu/itp.:D)
    A poza tym, wg mnie, w życiu bilans zawsze wynosi zero. Im więcej
    się schrzani, tym więcej się powiedzie:) i ta zasada u mnie sprawdza
    się zawsze (niestety w obie strony...:P)
    --
    71/95
    LOBBY BIUŚCIASTYCH
  • kuraiko 27.11.08, 17:39
    ostatecznie tamta sprawa wyszła mi na dobre jeśli chodzi o zdrowie i
    możliwości leczenia (pozostając na studiach w innym mieście nie
    miałabym takiej możliwości). jednak to był dotkliwy cios ;/
  • klymenystra 27.11.08, 10:12
    Ostatnimi czasy czuje sie jak kombajn :( Do 18 grudnia mam napisac dwa artykuly
    do,czasopisma naukowego, prezentacje na seminarium i przetlumaczyc komiks, ktory
    ma 200 stron. Do tego jutro mam oddac durny esej, a nade mna wisi magisterka.
    Dynda i powiewa. Nadto to polowy grudnia mam 4-5 godzin praktyk w tygodniu, co
    wiaze sie z przygotowaniami w domu - drugie tyle. No i w niedziele daje
    korepetycje, do ktorych tez sie musze przygotowac. Poza tym mam pryszcze,
    problemy natury osobistej i ogolne rozbicie :(
    --
    72/95= 30FF

    75B nie istnieje. 95A teznie.
  • luliluli 27.11.08, 10:25
    klymenystra, wpieramy Cie, wspieramy Cie...;)
    wczoraj głupi film na jedynce w stylu "Okruchy życia" przypomniał mi
    pewną ważną kwestię: "w życiu stoi nam na drodze tyle przeszkód, ile
    jesteśmy w stanie pokonać":)
    Więc się nie martw i rób co masz robić, na pewno się uda:)
    (rada "brzuchowa" - potańcz sobie, od razu będzie Ci weselej:D)
    --
    71/95
    LOBBY BIUŚCIASTYCH
  • klymenystra 27.11.08, 10:48
    Z checia bym potanczyla i pocwiczyla te cudne wymachy i inne sztuczki z woalem,
    tylko niestety, najpierw musze skonczyc esej, potem jechac na praktyki, a potem
    nakarmic koty przyjaciela, ktory wyjechal. Jak dobrze pojdzie, to o 17 mi sie
    uda :(
    Ale za cytat dziekuje, wyglada na to, ze jestem w stanie duzo pokonac :) A to
    jest budujace.
    OT brzuchowy - luliluli bylabys chetna na tribal od nowego roku?
    --
    72/95= 30FF

    75B nie istnieje. 95A teznie.
  • klymenystra 27.11.08, 10:49
    O mamo, co mi sie ubzduralo, przeciez nie jestes z Krakowa, nie? :)
    --
    72/95= 30FF

    75B nie istnieje. 95A teznie.
  • luliluli 27.11.08, 11:26
    byłabym szalenie chętna, ale w Zielonej Górze jeszcze nikt się za to
    nie zabrał;)
    --
    71/95
    LOBBY BIUŚCIASTYCH
  • plica 27.11.08, 21:03
    a co to?
    --
    Wierzę w ciała zmartwychwstanie poprzez czułość, przytulanie
  • luliluli 28.11.08, 07:54
    a pamietasz ten utwór com Ci wysłała kiedyś i Ci sie spodobał aż
    ściągnęliście z mężem całą płytę?;)
    --
    71/95
    LOBBY BIUŚCIASTYCH
  • plica 29.11.08, 09:05
    pamietam - pentaphobe. wikipedia twierdzi ze to IDM, Drum and Bass, Ambient, Glitch, Middle industrian, Illbient, Chromaphonics, Experimental, Electronic, Noise a nie tam tribal jakis :)
    --
    Wierzę w ciała zmartwychwstanie poprzez czułość, przytulanie
  • plica 29.11.08, 09:07
    znalazlam jeszcze ze tribal to tez za wikipedią plemienny house. czyli tez nie to. bo plemienny house to wiem co to :)
    --
    Wierzę w ciała zmartwychwstanie poprzez czułość, przytulanie
  • scarlet_agta 29.11.08, 16:32
    Pociągnę ten OT tribalowy, bo tribal fajny jest ;)

    Co to jest tribal? Słownik na stronie belly-dance.pl:
    tnij.org/cfs8
    tnij.org/cfs9
    tnij.org/cftc
    Na polskiej wikipedii chyba pustki, ale niemieckojęzyczna i angielska mają już dość bogate wyjaśnienie:
    de.wikipedia.org/wiki/Tribal_Style_Dance
    en.wikipedia.org/wiki/American_Tribal_Style_Belly_Dance
    en.wikipedia.org/wiki/Tribal_fusion
    Poza Pentaphobe, tribalowy klimat ma też na przykład Amon Tobin, Beats Antique, Solace, Maduro. A na zajęciach u Yolandy improwizujemy zbiorowo na przykład do Mahala Raï Banda vs Shantel - Mahalageasca ( www.youtube.com/watch?v=8xVRDU8ZTgw ). Przynajmniej tak mi się wydaje ;)

    A co do zajęć tribalu od stycznia to przypuszczam, że w Krakowie znajdą się chętni. A nawet jak nie będzie nowej grupy to możesz spróbować dołączyć do istniejącej w Novej.
    --
    Nareszcie mam WYGODNY stanik. :-)
    Tylko 5% Polek nosi dobrze dobrany stanik! Jesteś jedną z nich?
    Dla małych i dla tych z Krakowa.
  • klymenystra 30.11.08, 11:43
    Gosia chce otworzyc - moze nie od stycznia, ale na wiosne. Do Novej nie dolacze,
    bo nie nadrobie :))))
    --
    72/95= 30FF

    75B nie istnieje. 95A teznie.
  • plica 27.11.08, 21:02
    o. to pozostaje tylko przyczepic miotełke do tyłka i heja przy tym wszystkim jeszcze zamiatać :)
    a tak szczerze moge przesłać wirtualny *głask* i zyczyc duzo siły, mobilizacji i oddechu od czasu do czasu.
    --
    Wierzę w ciała zmartwychwstanie poprzez czułość, przytulanie
  • klymenystra 27.11.08, 21:19
    Dzieki :) Wlasnie skonczylam durny esej (arhgfhfvhsdvs:cv) i ide sie myc. Potem
    potlumacze, ale tlumaczyc kocham nade wszystko, wiec to juz nie bedzie kara :)
    --
    72/95= 30FF

    75B nie istnieje. 95A teznie.
  • joankb 27.11.08, 21:42
    Dobrze do tego podeszłaś :)) Najpierw uporać się z najgorszym, potem reszta
    idzie lepiej :)). Zawsze tak robię, jak już jest tyle, że mnie nie widać...
    --
    Zapłatą za grzech jest śmierć, ale taka sama jest nagroda za cnotę.
  • tfu.tfu 28.11.08, 01:06
    będzie dobrze! im więcej zajęć, tym więcej czasu (: ze wszystkim zdążysz na pewno :)
    --
    .............. fusy precz!
    dobry nabiustnik zmienia świat na lepsze! ;)
  • tfu.tfu 27.11.08, 18:22
    wlazło mi w bark i boli :( cyckonosza nie mogłam zapiąć rano :/
    powiedzcie, że przejdzie do jutra, bo zaraz wyć zacznę :/
    --
    .............. fusy precz!
    dobry nabiustnik zmienia świat na lepsze! ;)
  • sylwia-osama 27.11.08, 18:28
    przejdzie, przejdzie :)
    mi ostatnio też wlazło, ale jak się wyspałam to przeszło :)
  • tfu.tfu 27.11.08, 18:35
    dzięki :) żeby jeszcze tak ziiiiiiiiiiimno nie było :/ (i znowu leje, ychhh)
    będę jojczyć dziś, jest mi tak źle, że aż niedobrze!
    --
    .............. fusy precz!
    dobry nabiustnik zmienia świat na lepsze! ;)
  • brykanty 27.11.08, 18:59
    Czasem człowiekowi musi być przez chwilę źle, żeby potem było mu lepiej i mógł to docenić.:) Przejdzie na pewno, jutro będzie lepiej.
    --
    My mamy kota na punkcie kota
    nie lubię poczty gazetowej, wolę swoją:
  • plica 27.11.08, 21:04
    tez mi dzisiaj jakos zle bylo. ale poszlam sobie na sztangi i od razu czlowiekowi lepiej :)
    --
    Wierzę w ciała zmartwychwstanie poprzez czułość, przytulanie
  • jolka-pol-ka 27.11.08, 23:21
    tfu.tfu napisała:

    > dzięki :) żeby jeszcze tak ziiiiiiiiiiimno nie było :/ (i znowu
    leje, ychhh)
    > będę jojczyć dziś,
    "czasami człowiek musi, inaczej się udusi"
    --
    73/96 - 65FF
  • tfu.tfu 28.11.08, 00:18
    jesteście ko-cha-ne! :)
    naproxen mam, smaruję od rana, może do jutra zadziała, bo jak ja nacycnik
    założę? :/
    --
    .............. fusy precz!
    dobry nabiustnik zmienia świat na lepsze! ;)
  • madzioreck 02.12.08, 19:29
    A nie masz jakiegoś starego, co go dołem można założyć? ;P
    --
    79/120 - 70(32)JJ/70P
  • kuraiko 28.11.08, 03:46
    to był szok, oczywiście przez naszą klasę się dowiedziałam. chłopak
    w moim wieku, wiedziałam, że ma narzeczoną, ale nie sądziłam, że to
    tak szybko będzie i w ogóle. dziwnie się czuję, zwłaszcza że on jest
    parę miesięcy młodszy, no i tak jakoś dziwnie... :(
  • plica 28.11.08, 07:23
    to ile Ty masz lat?
    myslalam, ze jestem w wieku calkiem do malzenstwa.
    --
    Wierzę w ciała zmartwychwstanie poprzez czułość, przytulanie
  • kuraiko 28.11.08, 14:46
    w wieku może i jestem ;) ale nie w zdolności xD
  • kura17 28.11.08, 16:05
    mam huk roboty, na srode mam przygotowac bardzo.wazne.seminarium...
    oczywiscie robota w lesie...

    ... a dzis rano dzieciak mi sie rozchorowal :( zadzwonili z przedszkola, ze ma
    40 stopni goraczki :( do 15 siedzialam z nim ja, teraz zmiana - siedzi maz, a ja
    w robocie...

    a dzis jeszcze mam w planach pierwsza od porodu (ponad 14 miesiecy) PRAWDZIWA
    impreze...
    ... wstalam o 5 rano, dziecko chore, roboty masa, ciekawe, jak mi sie impreza uda :(
    coraz bardziej sie zastanawiam, czy w ogole isc, czy popracowac...
    ... ale chyba by mnie maz zabil, kazal dobrze sie bawic, hehe...


    --
    kurczak: 03.03.05 (21:38)
    pisklak: 07.09.07 (21:21)
  • joankb 28.11.08, 23:01
    Leć. Od nadmiaru napięcia "że muszę" to człowiek głupieje. Jak już wszystko
    wokoło się pali i wali to sobie robię spacerek. Wracam i gaszę te pożary w
    godzinę. Jak nie pójdę, gaszę w pięć. :))
    --
    Zapłatą za grzech jest śmierć, ale taka sama jest nagroda za cnotę.
  • kura17 29.11.08, 13:12
    hehe, ja to jestem idiotka do potegi... okazalo sie, ze impreza jest dzis, nie
    wczoraj... dobrze, ze tam nie poszlam wczoraj, wyobrazcie sobie mine gospodyni
    :D :D :D
    tknelo mnie, kiedy kolo 19 ciagle widzialam gospodynie w pracy (pracujemy
    razem), a na 19:30 sprosila gosci... zagladnelam jeszcze raz do maila i...
    sobota, hehe...
    tak wiec spedzilam upojny piatkowy wieczor w robocie, a dzis ide sie pobawic :)

    dziecie zdrowieje, chwala Bogu :)


    --
    kurczak: 03.03.05 (21:38)
    pisklak: 07.09.07 (21:21)
  • malagracja 29.11.08, 20:54
    Ale nie powiem dlaczego.
  • lavaenn 29.11.08, 21:46
    no to wspieramy, w czymkolwiek potrzebujesz :)

    --
    64/85,5
  • jolka-pol-ka 03.12.08, 12:43
    Dostałam dzisiaj i posyłam wszystkim potrzebującym :)
    Pewnego dnia, na placu targowym, pośród tłumu ludzi siedział
    niewidomy z kapeluszem na datki i kartonikiem z napisem: "Jestem
    ślepy, proszę o pomoc"
    Pewien mężczyzna, który przechodził obok niego. Zauważył, ze jego
    kapelusz jest prawie pusty, zaledwie parę groszy... Wrzucił mu parę
    monet, po czym bez pytania niewidomego o zgodę. Wziął jego kartonik,
    odwrócił na druga stronę i napisał cos....
    Tego samego popołudnia, ten sam mężczyzna znowu przechodził obok
    tego samego niewidomego i zauważył, że tym razem jego kapelusz jest
    pełen monet. Niewidomy rozpoznał kroki tego człowieka i zapytał go
    czy to on odwrócił kartonik i co na nim napisał......
    Mężczyzna odpowiedział: " nic co nie byłoby prawdą. Przepisałem
    Twoje zdanie tylko troszkę inaczej."
    Uśmiechnął się i oddalił....
    Niewidomy nigdy się nie dowiedział, że na jego kartoniku było
    napisane:
    "dziś wszędzie dookoła jest lato. A ja nie mogę go zobaczyć..."

    Zmień swoją strategię jeśli cos nie jest tak jak być powinno. A
    zobaczysz ,że będzie lepiej...
    Jeśli któregoś dnia ktoś zarzuci Ci, że Twoja praca nie jest
    profesjonalna powiedz sobie, ze Arkę Noego zbudowali amatorzy a
    Titanic profesjonaliści......



    --
    73/96 - 65FF
  • la_parisiene 10.12.08, 23:20
    Dziękuję Ci za ten tekst :)
    Jest fantastyczny!
    Znalazłam ten watek przypadkowo, zdepresjonowana jestem totalnie a ten tekst
    sprawił, że się uśmiechnęłam :)
    Fantastyczny!!!
    --
    Dla tych co narzekają na rozmiar biustu, cytat z T&S :
    "Duże piersi i długie nogi są kobiecą wersją ferrari..."
    hmm... nogi wydłużę wkładając wysokie obcasy ;)
  • kuraiko 05.12.08, 17:05
    nie dość, że prawie nie ma ofert pracy (dla młodych dziewczyn, nie
    wymagającej książeczki sanepidowskiej), to jeszcze jak gdzieś
    zadzwonię, to już nieaktualne :/ trzeba było iść po podstawówce na
    fryzjerkę :(((((
  • ava.adore 05.12.08, 17:13
    Po pierwsze: grudzień to kiepski okres na szukanie pracy, więc się nie załamuj. W końcu jakieś będzie aktualne albo "znowu aktualne" (część osób się nie sprawdzi i po próbnym zwolnią etat - dlatego zawsze warto wysyłać CV: jak firma będzie znowu kogoś szukać, już będziesz w ich bazie).
    Po drugie, Kuraiko, ile Ty szukasz pracy na poważnie? Tydzień? Miesiąc? To naprawdę niedługo i jeszcze nie czas na frustrację. Oczywiście, nie jest przyjemnie pytać i ciągle odchodzić z kwitkiem, ale uwierz mi, w końcu to się zmieni. Z moich doświadczeń wynika, że najpierw długo, długo nic się nie dzieje, a potem następuje klęska urodzaju i żałujesz, że dasz radę pracować tylko na jednym etacie. Tak więc uszy do góry i nie załamywać się :)
  • kuraiko 05.12.08, 17:16
    "na poważnie" to tak od końca sierpnia :/
    z tym że wcześniej przerywałam poszukiwania na kilka dni, do tego
    nie miałam unormowanej sytuacji odnośnie statusu studenta, teraz mi
    to wisi, bo pewnie za jakieś 2-3 tygodnie mnie skreślą z listy.
    ale tak czy owak zawsze pisałam "w pełni dyspozycyjna".
    we wrześniu i październiku szukali dziewczyn w sklepach odzieżowych,
    poroznosiłam i porozsyłałam CV i byłam tylko na jednej rozmowie.
    najbardziej gorzkie (a właściwie już szydercze?) jest to, że co
    sezon zanoszę CV do tych samych sklepów i za każdym razem zero
    odzewu.
  • ava.adore 05.12.08, 17:32
    No to tak na szybko, co możesz próbować zrobić:
    1. zmienić branżę - może z jakichś powodów pracodawcy uważają, że nie nadajesz się na stanowisko bezpośredniego kontaktu z klientem (nie obrażaj się, to nic złego, ja np. nie nadaję się ni hu hu i każdy doświadczony rekruter będzie to wiedział po trzech minutach rozmowy ze mną)
    2. krytycznie przyjrzeć się swojemu CV - może użyłaś w nim niefortunnych sformułowań? Może nie ma w nim nic, co przyciągałoby uwagę i zapadało w pamięć? Jeśli sama nic nie widzisz, może znasz kogoś (speca od HRu np.), komu mogłabyś je pokazać? Albo idź na kurs aktywizacji zawodowej kobiet - poprawią Ci tam CV, nauczą, co mówić i jak się zachowywać na rozmowach kwalifikacyjnych etc.
    3. a może ktoś znajomy szuka pracownika i dałby Ci szansę? Nieważne jaka to praca, każdą następną trudniej jest znaleźć. Z pierwszą zawsze najgorzej...
  • kuraiko 05.12.08, 17:49
    qrcze, nikogo znajomego nie mam :/ (bo jedynie to tata daje mi
    dorywczą, jak jego stały pomocnik nie może ;) )
    nie wiem czy czytałaś w innym wątku, tam pisałam, że skończyłam
    turystykę i nie obroniłam licencjatu. oczywiście moje kontakty z
    klientami to trochę taka ściema, ale obsługę klienta miałam na
    studiach, a i w papierach od praktyk (które pewnie i tak na wieki
    zostaną na uczelni :/ bo studentom chyba się ich nie daje) mam
    wpisane, że miałam kontakty z klientami ;)
    poza tym w większości przypadków oceniają mnie wyłącznie na podst.
    cv i listu motywacyjnego, bo mało razy się zdarzyło, że zostałam
    zaproszona na rozmowę (co i tak prawie zawsze było wynikiem mojej
    dyspozycyjności, a nie tego że mam takie czy inne umiejętności).

    moje CV jest przejrzyste i tabelkowe, czasem niektóre elementy mam
    grubszą czcionką (np certyfikat językowy, czy komputerowy). problem
    może być z listem motywacyjnym, ale też list nie zawsze jest
    wymagany i podobno nie zawsze czytany. zresztą taki list to też
    lanie wody, bo przecież moim największym marzeniem nie jest praca w
    sklepie odzieżowym czy w saloniku prasowym ;) (do tego biorąc pod
    uwagę zarobki).
    do tego mam wrażenie, że mam złe zdjęcie w cv. owszem, wyglądam na
    nim poważnie, ale może to nie jest wymarzona pracownica sklepu typu
    Reserved ;) cały czas mi się wydaje, że to chodzi o wygląd, że mam
    nie taką fryzurę (najlepsze byłyby długie włosy), za mało makijażu,
    że jestem za brzydka. kiedyś przyjmowała ode mnie CV kobieta
    wyglądająca jak Barbie (na serio), to od razu pomyślałam, że nie
    oddzwonią ;)
  • ava.adore 05.12.08, 18:49
    > moje CV jest przejrzyste i tabelkowe
    No i może w tym problem? Wśród dziesiątek ofert, Twoja nie wyróżnia się w żaden sposób?

    > do tego mam wrażenie, że mam złe zdjęcie w cv. owszem, wyglądam na
    > nim poważnie, ale może to nie jest wymarzona pracownica sklepu
    > typu Reserved ;) cały czas mi się wydaje, że to chodzi o wygląd,
    > że mam nie taką fryzurę (najlepsze byłyby długie włosy), za mało
    > makijażu, że jestem za brzydka. kiedyś przyjmowała ode mnie CV
    > kobieta wyglądająca jak Barbie (na serio), to od razu pomyślałam, > że nie oddzwonią ;)
    Że sklepy odzieżowe, drogerie, salony kosmetyczne etc. zwracają uwagę na wygląd, to niestety fakt. Co nie oznacza, że dziewczyny, które nie dostają tam pracy są brzydkie/grube/łotewer - to tylko oznacza, że menedżerowie sklepów mają problem, i kij im w nerę, jak mawia moja siostra.
    Co możesz zrobić na teraz? Jeśli w wymaganiach nie ma prośby o dołączenie zdjęcia, wysyłaj CV bez, a na rozmowie podkreślaj swoje doświadczenia w pracy z klientem. Aplikuj na różne stanowiska - może Sephora nie zechce Cię na stanowisko sprzedawcy, ale zatrudni jako referenta w magazynie?
    Pisałaś, że praca w sklepie z ciuchami czy saloniku prasowym to nie jest Twój szczyt marzeń. Co nim jest w takim razie? Może warto nie rozdrabniać się na drobne i od razu zacząć działać w tym konkretnym kierunku? (Wiadomo, że jeśli np. chcesz być specjalistą od HRu, to nie dostaniesz takiej pracy od razu, ale może uda Ci dostać do działu jako stażysta?).

    I jeszcze coś. Kuraiko, nie obraź się, ale sprawiasz wrażenie, jakbyś była przekonana, że cały świat specjalnie robi Ci na złość, wobec czego nie warto już nawet próbować, bo i tak masz życie zmarnowane. Grasz w "tak, ale..." i tak prowadzisz rozmowę, że każdy rozmówca w końcu wymięknie i machnie na Ciebie ręką. Poszukaj profesjonalnej pomocy: psycholog, terapia pomogą Ci dojść do ładu ze sobą, a wtedy i świat zewnętrzny nie będzie taki straszny.
  • kuraiko 05.12.08, 23:43
    ale psycholog nie da mi pracy xD
    a na serio - to jak można urozmaicić CV? ja słyszałam, że CV ma być
    przede wszystkim przejrzyste. że wszelkie ozdóbki, różne kolory i
    czcionki wprowadzają zamęt i uprzedzają pracodawcę. kilka razy się
    zdarzało, że osoba przyjmująca moje CV od razu patrzyła na
    zawartość, i mówiła "w porządku", dodatkowo pytała np o
    dyspozycyjność, ale tego się raczej nie pisze w CV, ale w treści
    maila, ostatecznie w liście motywacyjnym.

    co do mojego "szczytu marzeń" to wstyd mówić. a tak przyziemnie to
    chciałabym wykonywać pracę biurową, bo właściwie w takiej mam
    doświadczenie. ale wysyłam CV tam gdzie są ogłoszenia, proste.
    wiadomo, że nie tylko do sklepów, aplikowałam też m.in. na
    papierkową robotę w inpoście, stanowisko dysponentki w
    hipermarkecie, posadę sekretarki.
  • pierwszalitera 06.12.08, 00:00
    Ach kuraiko, zaglądam do wątku, a ty tu znowu te same beznadziejne historie wałkujesz. Gdybyś przynajmniej raz w jakiejś rady skorzystała, którą ci się daje, a tak tylko smutno się znowu robi. :-/
  • kuraiko 06.12.08, 00:36
    no właśnie wysłałam 3 cv. jak rozumiem nie można się dołować :/
    powinnam być szczęśliwa ;/
  • kuraiko 06.12.08, 00:43
    poza tym sorry, ale chyba ten wątek służy temu, żeby się wyżalić.
    jak rozumiem mam nikomu nie psuć humoru, bo przecież najlepiej jest
    jak wszyscy są uśmiechnięci, szczęśliwi i zadowoleni, a własne brudy
    piorą w domu
  • pierwszalitera 06.12.08, 00:51
    kuraiko napisała:

    > poza tym sorry, ale chyba ten wątek służy temu, żeby się wyżalić.
    > jak rozumiem mam nikomu nie psuć humoru, bo przecież najlepiej jest
    > jak wszyscy są uśmiechnięci, szczęśliwi i zadowoleni, a własne brudy
    > piorą w domu

    Każdy ma prawo do złego nastroju i do problemów, ale większość ludzi prędzej czy póżniej w konstruktywny sposób je rozwiązuje. Ty nie robisz nic, by coś w swoim życiu zmienić. Więc jakiemu celowi ma takie wyżalanie się służyć?
  • kuraiko 06.12.08, 00:56
    no to ta mniejszość powinna iść do gazu? jestem śmieciem czy jak?
  • pierwszalitera 06.12.08, 01:05
    kuraiko napisała:

    > no to ta mniejszość powinna iść do gazu? jestem śmieciem czy jak?

    I koniec dyskusji, bo zaczynasz starą śpiewkę o ciężko prześladowanych. ;-)
  • kuraiko 06.12.08, 00:59
    mam też wrażenie, że to co robię nie tak, to pisanie o takich
    sprawach na forum, gdzie większość użytkowniczek nie ujawnia swoich
    problemów i sprawia wrażenie zadowolonych z życia. jak widać na
    przykładzie jednego z ostatnich wątków, nie wszystko jest kolorowe i
    jednostka może w końcu nie wytrzymać tłamszenia w sobie problemów.
    jednak mój facet za każdym razem jak czytam takie "miłe" odpowiedzi
    mi powtarza "przestań tu pisać o takich sprawach", widocznie
    powinnam go posłuchać, bo moje problemy to moje problemy i nie
    powinny być powodem aby ktoś obcy mnie mieszał z błotem
  • pierwszalitera 06.12.08, 01:04
    kuraiko napisała:

    > mam też wrażenie, że to co robię nie tak, to pisanie o takich
    > sprawach na forum, gdzie większość użytkowniczek nie ujawnia swoich
    > problemów i sprawia wrażenie zadowolonych z życia. jak widać na
    > przykładzie jednego z ostatnich wątków, nie wszystko jest kolorowe i
    > jednostka może w końcu nie wytrzymać tłamszenia w sobie problemów.

    A skąd wiesz, że sprawiają tylko wrażenie zadowolonych? Nawet z chwilowymi problemami życie może sprawiać przyjemność. U ciebie to jednak faza trwała i powtórzę to jeszcze raz, nie robisz nic, by to zmienić.
  • mauzonka 06.12.08, 02:16
    Ja do tej pory myślałam, że Ty te wszystkie rzeczy na forum wypsiujesz tylko z nudów i dla zabicia czasu. A Ty po prostu autentycznie czytasz potem odpowiedzi i jakby - nie wiem - przejmujesz się nimi...?

    W tej sytuacji powinnaś jak najszybciej przestać wywlekać swoje emocje na forach internetowych - czy podeszłabyś do dowolonej osoby na ulicy i zaczęła jej opowiadać, że masz problemy ze znalezieniem pracy i jesteś ogólnie nieszczęsliwa? A jeśli ta osoba odpowiedziałaby Ci "nic dziwnego, że taki wypłosz niczego nie potrafi!" - to byś się tym przejęła? Jeśli tak, to uważam, że absolutnie nie powinnaś na forach pisać o tak intymnych rzeczach. Fora online są, imo, dla osób, po których takie rzeczy spływają, jak po kaczce (dla mnie, pierwszejlitery i jeszcze niektórych;))

    I pamiętaj - od zwierzań ma się bliskich, a nie fora. Posłuchaj raczej swojego faceta a nie bandy mniej i brdziej biuściastych bab z-niewiadomo-kąd.
    --
    Balkonetka.pl - wszystko, co chcieliście wiedzieć o biustach i stanikach, ale wstydziliście się zapytać:)
  • jolka-pol-ka 06.12.08, 02:21
    Mądrze piszesz Mauzonko :)
    --
    73/96 - 65FF
  • kuraiko 06.12.08, 02:38
    dużo w tym racji...
    (to będę tylko mojemu facetowi truła :P)
  • jolka-pol-ka 06.12.08, 02:42
    kuraiko napisała:

    > dużo w tym racji...
    > (to będę tylko mojemu facetowi truła :P)

    od tegoż on jest :)
    --
    73/96 - 65FF
  • plica 06.12.08, 11:54
    > Każdy ma prawo do złego nastroju i do problemów, ale większość ludzi prędzej cz
    > y póżniej w konstruktywny sposób je rozwiązuje. Ty nie robisz nic, by coś w swo
    > im życiu zmienić. Więc jakiemu celowi ma takie wyżalanie się służyć?

    nie zapominaj, ze dla czesci ludzi zachowujacych sie w ten sposob, to bardzo przyjemna metoda na zycie. zwalnia z wielu rzeczy, usprawiedliwia itd. :)
    --
    Wierzę w ciała zmartwychwstanie poprzez czułość, przytulanie
  • pierwszalitera 07.12.08, 20:44
    plica napisała:

    > > Każdy ma prawo do złego nastroju i do problemów, ale większość ludzi pręd
    > zej cz
    > > y póżniej w konstruktywny sposób je rozwiązuje. Ty nie robisz nic, by coś
    > w swo
    > > im życiu zmienić. Więc jakiemu celowi ma takie wyżalanie się służyć?
    >
    > nie zapominaj, ze dla czesci ludzi zachowujacych sie w ten sposob, to bardzo pr
    > zyjemna metoda na zycie. zwalnia z wielu rzeczy, usprawiedliwia itd. :)

    Jezu, plica! Gdyby kuraiko napisała mi taką odpowiedź, to chyba trzy dni chodziłabym pijana ze szczęścia. ;-)))
  • plica 08.12.08, 11:18
    > Jezu, plica! Gdyby kuraiko napisała mi taką odpowiedź, to chyba
    trzy dni chodzi
    > łabym pijana ze szczęścia. ;-)))

    haha. dalej wierzysz w swoja zbawcza misje ?
    myslisz, ze nawrocisz kuraiko? to troche trudniejsze niz dobry
    stanior :)
    --
    Wierzę w ciała zmartwychwstanie poprzez czułość, przytulanie
  • pierwszalitera 08.12.08, 22:32
    plica napisała:

    > haha. dalej wierzysz w swoja zbawcza misje ?
    > myslisz, ze nawrocisz kuraiko? to troche trudniejsze niz dobry
    > stanior :)

    Tylko mi nie wjeżdżaj na ambicję, bo jeszcze się na dziewczynę uwezmę. ;-)))
  • nanah 06.12.08, 00:27
    Kuraiko!
    Już w jednym wątku pisałam, że grasz w "tak, ale...". Mistrzowsko:) To naprawdę
    świetny sposób, by udowodnić sobie, że świat jest beznadziejny, Ty jesteś do
    niczego i znikąd pomocy.
    Również uważam, że przede wszystkim możesz pomóc sobie dzięki spotkaniom z
    dobrym psychologiem.
  • kuraiko 06.12.08, 00:38
    ok w pewnych sferach psycholog na pewno by się przydał, ale zupełnie
    nie wiem jak psycholog może pomóc na małą ilość ofert pracy, na to,
    że pracodawcy nie odbierają maili z aplikacją, czy na to że już
    kogoś przyjęli na dane miejsce. no chyba że to wszystko to nie jest
    powód do doła i że powinnam się cieszyć, że mam co jeść i mam dach
    nad głową :/
  • nanah 06.12.08, 00:45
    Gdy już przyda się w tych sferach, czyli dokładniej mówiąc na przykład będzie Ci
    lepiej samej ze sobą, będziesz się bardziej lubić, wierzyć w siebie i lepiej dla
    siebie postępować , to i wielu innym problemom świata będziesz stawiać czoła Ty
    sama:)
  • kuraiko 06.12.08, 00:52
    no zapewne tak jest ;) ale jak gdzieś pisałam jestem niezłą aktorką
    i potrafię sprawiać wrażenie osoby pewnej siebie.
    owszem może to ma znaczenie w relacjach bezpośrednich, ale nie widzę
    jaki wpływ miałoby mieć moje podejście na to jak moje CV oceni
    potencjalny pracodawca mając je na ekranie komputera/wydrukowane.
    nie mówię, że zawsze było źle. byłam na kilku rozmowach i trudno
    powiedzieć jakie było wrażenie, kiedyś usłyszałam, że ze względu na
    dyspozycyjność mam duże szanse, ale jak się znajdzie ktoś z
    doświadczeniem, to wezmą tamtą osobę (i się widocznie znalazła).
    bardziej mnie wkurza to, że albo w ogóle nie odbierają maili (bo nie
    otrzymuję raportu, że mail odebrany), albo w ogóle zero odzewu. na
    to, że nieaktualne nie mogę mieć wpływu. co nie oznacza, że mam mieć
    do tego podejście spokojne, bo to może wkurzać jak się szuka
    pierwszy raz pracy, a nie za którymś razem z kolei (pierwszy raz
    szukałam pracy na 3 roku studiów 2 lata temu, bo miałam dużo wolnego
    czasu)
  • pierwszalitera 06.12.08, 00:58
    kuraiko napisała:

    byłam na kilku rozmowach i trudno
    > powiedzieć jakie było wrażenie, kiedyś usłyszałam, że ze względu na
    > dyspozycyjność mam duże szanse, ale jak się znajdzie ktoś z
    > doświadczeniem, to wezmą tamtą osobę (i się widocznie znalazła).

    A co, mieli ci powiedzieć, że zrobiłaś złe wrażenie? Pracodawcy tego ci nie powiedzą. A jak kilka razy nie udało się nikogo przekonać, to trzeba koniecznie zmienić strategię. W twoje aktorskie zdolności jakoś nie wierzę. ;-)
  • kuraiko 06.12.08, 01:02
    nie mówię że w każdej sytuacji umiem udawać, ale na rozmowach
    kwalifikacyjnych tak. co innego przed całą grupą - wtedy się spalam
    na amen, to co innego niż rozmowa z jedną osobą.
  • nanah 06.12.08, 01:03
    Jako że nie dam Ci się wciągnąć w udzielanie porad i grę w "tak, ale..", to
    odpowiem tylko na tę część Twojego maila do momentu pojawienia się tego słowa:)
    Też myślę, że tak właśnie jest. Psychoterapia to miejscami trudna praca nad
    sobą, ale ma się w tym fachowca-sojusznika i przynosi dobre efekty.
  • kuraiko 06.12.08, 01:29
    bo mi właściwie nie chodziło o żadne porady ;) (jako że wcześniej
    były udzielane) zresztą nie widzę, żebym robiła coś nie tak, bo co
    złego może być w zapytaniu się przez telefon, czy oferta jeszcze
    jest akutalna ;)
    myślę, że moim problemem, jeśli chodzi o przyjmowanie jakichkolwiek
    porad jest to, że nie jestem podatna. nie jestem typem osoby, która
    przyjmie jakąś poradę z hurraoptymizmem i będzie padała do stóp z
    wdzięczności, bo jednak wiele razy mi wskazywano w czym może tkwić
    problem i sama analizowałam to i owo, próbowałam poprawiać. być może
    gdybym była "tabula rasa" to by tak działało. sztuczki typu
    powtarzanie mantry na mnie nie działają, a wręcz przeciwnie.
    cieszenie się z "małych rzeczy" też nie, bo wiem, że to tylko
    przykrywka i nie zmienia niczego z wyjątkiem mojego chwilowego
    samopoczucia.
    akurat w tej sytuacji przydałoby mi się coś w stylu "każdy w końcu
    znajdzie pracę" i rzeczywiście napisałaś na początku słowa, które
    mnie pocieszyły :)
  • kuraiko 06.12.08, 01:30
    ups to nie Ty pisałaś, ale ava.adore ;)))) sorry, już mi się
    miesza...
  • madzioreck 06.12.08, 12:34
    Przeczytaj ten post do końca, zanim się na mnie wkurzysz. Zwykle się nie
    wypowiadam w niektórych sprawach, bo jestem za mało pewna siebie, żeby komuś
    doradzać, i sama nie zawsze wiem, jak postąpić. Ale jak ja tu czytam, co
    wypisujesz... Nie wytrzymam. Nie obraź się, sympatyczna z Ciebie dziewczyna, ale
    najwyraźniej potrzebujesz porządnego kopa w tyłek i chyba tylko sytuacja
    ekstremalna jest w stanie zmusić Cię do działania. Tak ekstremalna, żeby nie
    było czasu na biadolenie. Wtedy uruchamiają się jakieś mechanizmy
    samozachowawcze, czy jak to się tam nazywa.
    Mówisz, że psycholog nie znajdzie Ci pracy. Zgadza się, nie znajdzie. Ale może
    jeśli popracujesz nad sobą, wpadniesz na to, co robisz nie tak albo czego nie
    robisz.
    Słyszałaś o czymś takim jak samospełniająca się przepowiednia? Jak długo
    będziesz wmawiać sobie, ze jesteś do niczego, a wszystkie moce tego świata
    sprzysięgły się przeciwko Tobie, to tak właśnie będzie.
    Nie chodzi mi tu o bezmyślny optymizm, jestem taka super i wszystko zrobi się
    samo, ale uwierz mi, optymistom jest łatwiej. Również tym, u których optymizm
    jest wyuczony, jak u mnie. Nie dlatego, że działa on jak magiczna różdżka, ale
    dlatego, że pomaga uwierzyć w siebie. A gdy zaczynamy wierzyć w siebie i nie
    zakładamy z góry, że wszystko jest do dupy, to podejmujemy się działań, których
    pesymista się nie podejmie, "bo i tak się nie uda". A właśnie czasem, kurde, się
    udaje. Amen.
    --
    79/120 - 70(32)JJ/70P
  • jolka-pol-ka 06.12.08, 12:46
    słusznie prawisz Madziorecku ! Z ust mi to wyjęłaś. Nie napisałam
    tego sama, bom "stara" i nie chciałam wyjść na mentorkę. Myślę, że
    Twój głos (prawie rówieśniczy) zabrzmi mocniej :)
    --
    73/96 - 65FF
  • zooba 07.12.08, 17:47
    Ja jeszcze dorzucę swoje trzy grosze - za miesiąc zostanie zlikwidowane moje
    aktualne miejsce pracy - los mój bardzo niepewny - może stracę pracę, może
    obetną mi pensję (ratunku!!!), może zostanę. Mam chwile depresyjne ale w gruncie
    rzeczy wiem, że dam sobie radę, cokolwiek się stanie, bo:
    - nie mogę sobie pozwolić na niepracowanie
    - pracy się nie boję
    - pieprzę kryzys światowy i recesję
    Pójdę sprzątać, opiekować się dziećmi, do jakiejkolwiek pracy biurowej, za ladę
    do Lidla - nie pójdę na dno!

    Potrząsam tobą wirtualnie, nie daj się kobieto!
  • tfu.tfu 07.12.08, 20:14
    amen ;)
    u mnie też wyuczony, po urodzeniu powinni mi nadać imiona Czarnowidzka
    Jojczysława ;)
    można, wszystko można. z praca jest niefajnie, ale jakaś jest. i chyba lepiej na
    pół etatu na kasie i mieć własną kasę jednak. a te 80 zeta pożycz i zrób tę
    książeczkę!
    --
    .............. fusy precz!
    dobry nabiustnik zmienia świat na lepsze! ;)
  • pierwszalitera 06.12.08, 00:47
    kuraiko napisała:

    > ok w pewnych sferach psycholog na pewno by się przydał, ale zupełnie
    > nie wiem jak psycholog może pomóc na małą ilość ofert pracy, na to,
    > że pracodawcy nie odbierają maili z aplikacją, czy na to że już
    > kogoś przyjęli na dane miejsce. no chyba że to wszystko to nie jest
    > powód do doła i że powinnam się cieszyć, że mam co jeść i mam dach
    > nad głową :/

    A nie przyszło ci nigdy do głowy, że masz solidną negatywną aurę? Jeżeli w swoim CV prezentujesz się tak jak na forum, to się nie dziwię, że nigdzie cię nie chcą. Popracować, to byś musiała, ale przede wszystkim na swoim nastawieniu do świata. :-)
  • kuraiko 06.12.08, 00:55
    "Jeżeli w swoim CV prezentujesz się tak jak na forum, to się nie
    dziwię, że nigdzie cię nie chcą"


    nie bardzo rozumiem jak to może być wykonalne. jak rozumiem mój
    adres, imię i nazwisko, ukończone szkoły, umiejętności i
    zainteresowania musiałyby brzmieć beznadziejnie ;)
    a w liście motywacyjnym nikt o zdrowych zmysłach nie napisze, że
    jest np nieśmiały, zamknięty w sobie, boi się ludzi itd. z drugiej
    strony same superlatywy też nie są dobrze odbierane.
    mam NORMALNY list motywacyjny i CV, skończyłam bardzo dobre liceum,
    uczyłam się nie na najgorszej uczelni, nie jestem idiotką, uczyli
    nas prezentacji własnej osoby, a także sprytnego tuszowania wad
  • masza.s 12.12.08, 11:14
    A masz coś, co Cię wyróżnia? Gdzie widać Twoją przebojowość?
    I nie mogłabyś jednak zrobić tego licencjatu? Bo sam fakt uczenia się na uczelni
    nic nie zmienia, moja mama rzuciła prawo z powodu depresji i to była najgłupsza
    decyzja jej życia. Namawiam ją na powrót na studia, ale ona nie chce "bo nie da
    sobie rady". Tylko, że Ty jesteś znacznie młodsza, nie masz dziecka na
    utrzymaniu i MOŻESZ skończyć kolejne studia/kursy językowe/kursy podwyższające
    kwalifikacje/prawo jazdy/cokolwiek czego chcą.
  • samo_zloto 05.12.08, 17:53
    Pytanie: dlaczego nie zrobisz sobie książeczki sanepidowskiej, jeśli w łatwy
    sposób zwiększyłoby to możliwości znalezienia pracy?
    --
    to się dzieje naprawdę
    77/102
  • kuraiko 05.12.08, 18:00
    bo jeszcze nie wpadłam w taką desperację, żeby pracować w
    hipermarkecie ;) poza tym książeczka kosztuje 80zł albo i więcej.
  • joankb 06.12.08, 11:57
    Mam wrażenie, że nie znajdujesz pracy - bo jej nie potrzebujesz. Serio.
    Popracowałabyś, ale to nie jest Twój priorytet. Ot, tak - przydałoby się.
    Masz gdzie mieszkać, masz co jeść. Trochę Ci niewygodnie, ale da się wytrzymać.
    Coś rodzice burkną - przyzwyczaiłaś się.
    Jak się pracy potrzebuje - to z CV się chodzi, nie wysyła. Od rana do wieczora
    się chodzi, usiłuje "przeskoczyć" sekretarkę i dostać do osoby decyzyjnej.
    Chodzi się po trzy, po pięć razy. Bo może jednak?
    Nie teoretyzuję - sama tak szukałam swego czasu :)). Moja córka tak szukała
    stażu - codziennie i uparcie. Dostała po czwartej chyba wizycie u dyrektora,
    który, moim zdaniem miał jej już po prostu powyżej uszu...
    Zatrudniliśmy niedawno, do pomocy w księgowości, dziewczynę, która, po osobistym
    "zakręcie" wyjechała w ciemno z jakiejś tam Dębicy,czy spod Dębicy do Krakowa i
    zaczepiła się w markecie. Nie miała najwyższych kwalifikacji, z tych, które się
    zgłosiły (szkoła skończona, ale bez obrony). Ale miała tak cholerną motywację,
    tak było widać, że potrzebuje tej pracy, że to przeważyło. Pracuje od wiosny,
    awansowała - i obie strony są zadowolone.
    Obudź się kobieto i po prostu coś zrób.... Bo na razie to jesteś strasznie
    zadowolona z tego, że tak Ci nic nie wychodzi....

    --
    Zapłatą za grzech jest śmierć, ale taka sama jest nagroda za cnotę.
  • pierwszalitera 07.12.08, 20:49
    joankb napisała:

    > Mam wrażenie, że nie znajdujesz pracy - bo jej nie potrzebujesz. Serio.
    > Popracowałabyś, ale to nie jest Twój priorytet. Ot, tak - przydałoby się.
    > Masz gdzie mieszkać, masz co jeść. Trochę Ci niewygodnie, ale da się wytrzymać.
    > Coś rodzice burkną - przyzwyczaiłaś się.
    > Jak się pracy potrzebuje - to z CV się chodzi, nie wysyła. Od rana do wieczora
    > się chodzi, usiłuje "przeskoczyć" sekretarkę i dostać do osoby decyzyjnej.
    > Chodzi się po trzy, po pięć razy. Bo może jednak?

    A jak po pięciu razach ciągle nie mają pracy, to się wciskasz na bezpłatną praktyką, bo może się wykażesz i nóż widelec się tobą zainteresują? W najgoszym wypadku nabędziesz doświadczenia i masz więcej do CV. Ja tak zrobiłam i po miesiącu poproszono bym została na dłużej. Odpłatnie naturalnie. :-)
  • kuraiko 08.12.08, 00:37
    bo tam, gdzie miałam praktyki wymagali bezwzględnie skierowania z
    uczelni, żeby nie było problemów w razie jakiejś kontroli. nie wiem
    czy można iść na praktyki, jeśli nie ma się skierowania. to by
    wyglądało jak praca na czarno, w dodatku za darmo ;) po prostu nie
    wiem, czy takie coś w ogóle jest możliwe. byłam na dwóch praktykach,
    na jednych byłam traktowana jako balast, na drugich byłam przydatna,
    ale szef potem zatrudnił nową osobę (swoją znajomą)
  • pierwszalitera 08.12.08, 00:56
    A chodziłaś? Pytałaś? A pracuj na czarno. Skoro za darmo, to kogo to obchodzi? A do poczucia bycia balastem musisz się przwyzwyczaić. Często tak jest. By cię zatrzymano, musisz wykazać się inicjatywą i ponadprzeciętnymi umiejętnościami. Czyli robić więcej niż inni. I nie mieć takiego roszczeniowego podejścia do świata.
  • siamese67 08.12.08, 01:02
    Ale chyba czym innym są tzw. praktyki studenckie, w moich czasach wymagane jako zaliczenie kolejnego roku studiów, a czym innym bezpłatny staż w ramach wolontariatu. Co jest np. u nas nagminnie praktykowane, żeby dziewczyny po studiach mogły rozpocząć specjalizację, nie mogąc znaleźć żadnej płatnej pracy - bo do otwarcia specjalizacji jest wymagany roczny staż pracy w zawodzie. Te dziewczyny mają u nas normalne obowiązki i uprawnienia jak zwykły pracownik, łącznie z np. badaniami okresowymi, tylko nie dostają wynagrodzenia za swoją pracę.
    --
    Jezusmaria, Magda-z-Inką, ja zaraz oszaleję!!!

    moje zabawki na jesienne wieczory
  • kuraiko 08.12.08, 01:10
    hmm ale ja myślę o biurze podróży albo ogólnie o jakimś biurze.
    stażu raczej nie dostanę, bo to dla absolwentów.
    chodzi o to, że na praktyki koleś nie chciał mnie przyjąć bez
    papieru z pieczątką uczelni, wypełnionego (nam uczelnia dawała in
    blanco), bo się boi że będzie miał problemy (właśnie za rzekome
    zatrudnianie kogoś na czarno)
  • siamese67 08.12.08, 01:18
    Hm, tego to ja nie wiem, ale myślę, że sama bez problemu powinnaś znaleźć odpowiedź na swoje pytanie, jeśli ci naprawdę zależy na podjęciu pracy
    A zależy, prawda? Przecież jako młoda, zdolna, inteligentna osoba nie możesz nie dać sobie z tym rady.
    Wierzę w Ciebie. Tylko zbierz się do kupy - a teraz to już idź spać.
    --
    Jezusmaria, Magda-z-Inką, ja zaraz oszaleję!!!

    moje zabawki na jesienne wieczory
  • kasica_k 08.12.08, 03:09
    na podniesienie poczucia własnej wartości i ogólnie życiowego optymizmu oraz
    ładowaczem akumulatorów na przyszłe działania jest ROBOTA. Jakakolwiek!
    Poczucie, że robisz coś przydatnego (zwłaszcza, jeśli jeszcze ci za to płacą).
    To jest to poczucie sukcesu, które, jak widzę, jest Ci bardzo potrzebne. Nie
    pochwała mamusi czy tatusia, tylko własne osiągnięcie - nawet jeśli będzie to
    zarobienie pensji minimalnej na jakimś pomocniczym stanowisku. Tak zarabiają
    miliony ludzi!

    Więc jeśli nie mamy perspektywy na zupełnie nic poza kasą w markecie, to nie
    warto się zastanawiać, tylko należy na tę kasę iść i tyle. Żadna praca nie
    hańbi, to nie jest pusty frazes. Jeśli uważasz, że to wstyd być kasjerką czy
    sprzedawczynią, to idź natychmiast przeprosić wszystkie kasjerki, które są super
    kobietami, ponieważ ciężko pracują i robią to dobrze. Możesz kasować,
    sprzedawać, zmywać, jeździć na szmacie - osobiście Cię za to pochwalę i powiem,
    że jesteś dzielną kobietą, bo pracujesz na siebie (tylko się nie obijaj ;)

    Pracuj na swoje małe sukcesy i ciesz się nimi, a jeśli ktoś będzie próbował je
    umniejszać, miej to koło nosa. Twoje sukcesy są tylko Twoje i nikt Ci ich nie
    zabierze. Od takich właśnie małych-wielkich sukcesików zaczyna prawie każdy
    dorosły człek na tym świecie. Społeczeństwo nie składa się z samych gości po
    Harvardzie zaczynających karierę od wiceprezesa.

    --
    Stanikomania!
    Na zakupy - z Piersiówką!
    Biuściaste
  • kuraiko 08.12.08, 03:37
    wiesz, pracowałam na budowach, między robotnikami, których nierzadko
    uznaje się za "gorszych", a nie patrzy się, że dzięki nim mamy drogi
    i mosty. jako że pracowałam w różnych warunkach, to mam szacunek dla
    pracy fizycznej.
    co do kasy w markecie... być może to jest wina tego, że
    przedstawiano mi to jako swoisty "upadek", że "na kasę" idą
    nieudacznicy, którzy się nigdzie indziej nie nadają (pomijając
    studentki pracujące dorywczo). pewnie dlatego boję się tej kasy, że
    będą się ze mnie śmiać znajomi zarabiający kilkanaście-kilkadziesiąt
    zł za godzinę (bo mają takie wykształcenie które im to zapewnia), a
    także dlatego że sama w głębi duszy uważam, że "stać mnie na coś
    lepszego". zapewne jest to głupie myślenie, bo to mogłaby być praca
    na początek.
    ja sama mogę siebie podziwiać za to, że szukając pracy jako niania
    odważyłam się chodzić do obcych ludzi na rozmowy, no i pracowałam u
    obcych ludzi. a niby jestem nieśmiała ;) kiedyś nawet usłyszałam, że
    wypadłam najlepiej z dotychczasowych kandydatek (i tu wymienione
    dlaczego, bo byłam ciekawa ;) ), a powiedział to facet, który
    zajmuje się m.in. resocjalizacją i przygotowuje ludzi do rozmów
    kwalifikacyjnych, taki pedagog-społecznik. do pracy mnie nie
    przyjęli (nie wątpię, że znaleźli lepszą osobę), ale mimo to wówczas
    byłam podbudowana.
    jeszcze wracając do hipermarketu - to pewnie takie demonizowanie,
    dużo się mówiło o wykorzystywaniu, że dziewczyny nie mogą iść do
    toalety. w sumie nawet chciałabym iść do Reala, bo to 10 minut od
    domu, a poza tym znajoma tam pracowała dorywczo i mówiła, że nie
    jest tak źle. z tym, że ostatnio nie mają tam naboru.
    w każdym razie postanowiłam, że jak się zarejestruję jako
    bezrobotna, to zrobię tą książeczkę. wkurza mnie, że np wymaga się
    obsługi kasy fiskalnej, a podobno każda fiskalna się czymś różni i
    obsługi się uczy nowych pracowników w jeden dzień (albo jak w Realu
    jest kurs dla pracowników)
  • mauzonka 08.12.08, 04:32
    rzeszow.dlastudenta.pl/praktyki/?act=show_oferty
    Szukają lokalnego korespondent z Rzeszowa dla portalu dlastudenta.pl.

    Wyskoczyło mi to na trzecim miejscu po wpisaniu w góglu "praktyki rzeszów".

    Rzeczywiście, w Twoim regione o ciekawe oferty pracy trudno, dlatego może spróbuj wykorzystać dobrodziejstwa Internetu? Praca buzz-marketera (kogoś, kto robi w sieci marketing szeptany), a Ty i tak tyle po forach chodzisz:), że poczujesz się jak ryba w wodzie:)

    O tu np:
    www.iwork.pl/zlecenie.php?projekt_id=1087
    A jak juz nic nie znajdziesz, załóż sobie bloga, walnij adsensy, uczyń go popularnym i zarabiaj kieszonkowe, ponoć można mieć z tego kilkaset do 2k złotych:
    zarabianie-na-blogu.pl/
    Powodzenia


    --
    Balkonetka.pl - wszystko, co chcieliście wiedzieć o biustach i stanikach, ale wstydziliście się zapytać:)
  • psuj-ka 08.12.08, 11:09
    Ja sama szukałam w tym roku pracy na wakacje. Bez ŻADNEGO doświadczenia, przed zaczęciem studiów. No i co? Wysyłałam masę CV, starannie napisanych, czytelnych. I naprawdę sporo osób się do mnie odezwało. Miałam kilka opcji pracy w różnych miejscach, już po rozmowach kwalifikacyjnych, a wybrałam to, w którym mogłam najwięcej zarobić. Co dziwne tym miejscem okazał się być supermarket budowlany, a pieniądze, jakie zarobiłam były pewnie większe, niż inni znajomi w wakacje ;)
    Też się bałam. Nie miałam pojęcia o pracy kasjerki, nie wiedziałam czy dam radę. Przez pierwsze dwa tygodnie kazali przyglądać się jak pracują inne kasjerki, a potem już pracowałam zupełnie sama. Bywało ciężko, trzeba przyznać, klienci nieprzyjemni, nie masz drobnych do wydawania, co chwilę popołudniowe zmiany itd. Spotkałam przy tym wielu znajomych i jakoś nikt się ze mnie nie śmiał, bo nie ma w takiej pracy nic gorszego niż w dowolnej innej. Do czego dążę? Ano do tego, że kto wie, może akurat taka praca Ci się spodoba? Przecież nie musisz od razu na cały etat pracować, a zawsze będziesz miała swoje pieniądze na wydatki, staniki itp. Także weź się w końcu w garść :)
  • pierwszalitera 08.12.08, 11:14
    kuraiko napisała:

    > wiesz, pracowałam na budowach, między robotnikami, których nierzadko
    > uznaje się za "gorszych", a nie patrzy się, że dzięki nim mamy drogi
    > i mosty. jako że pracowałam w różnych warunkach, to mam szacunek dla
    > pracy fizycznej.
    > co do kasy w markecie...

    Plan na dzisiaj już masz? Poniedziałek. Najlepszy dzień na poszukiwania pracy. Ogłoszenia, telefony, wycieczki do miasta. Może gdzieś w witrynie coś wisi? Może też wejść gdziekolwiek zapytać....
  • plica 08.12.08, 11:26
    > Plan na dzisiaj już masz? Poniedziałek. Najlepszy dzień na
    poszukiwania pracy.
    > Ogłoszenia, telefony, wycieczki do miasta. Może gdzieś w witrynie
    coś wisi? Moż
    > e też wejść gdziekolwiek zapytać....

    moja rada to potraktowac poszukiwania pracy jak pracę.
    wstac rano, ubrac sie, przygotowac i ciezko ciezko pracowac.
    na pewno efekty beda.
    --
    Wierzę w ciała zmartwychwstanie poprzez czułość, przytulanie
  • samo_zloto 08.12.08, 15:18
    taka refleksja mnie ogarnęła- czy dorosła kobieta naprawdę nie wie, jak szukać
    pracy? czy po pierwszych poradach, gdy widać, że nie są w żaden sposób
    wykorzystywane, nie warto byłoby zaprzestać i skończyć z martwieniem się za
    osobę, która potrzebuje nie pracy, tylko pretekstu do użalania się nad sobą?

    --
    to się dzieje naprawdę
    77/102
  • samo_zloto 08.12.08, 18:41
    nie pracuję jako psycholog/psychiatra etc, ale w swojej pracy mam duuużo do
    czynienia z ludźmi z wieloma problemami, żalami, pretensjami. na początku było
    mi trudno, ale nauczyłam się w końcu jasno widzieć swoje obowiązki- ja pomagam
    im w jednej, konkretnej sprawie, z którą się do mnie zgłaszają. reszta nie
    należy już do mnie. oczywiście jeśli jest sygnał, że moja pomoc przydałaby się
    nadal, staram się, rozmawiam, orientuję się, czy jest coś, co JA jestem w stanie
    zrobić. ale jeśli moje wysiłki są ignorowane, kończę sprawę, w końcu nie chcę
    doznać wypalenia zawodowego. po pierwsze wysiłek musi być po stronie osoby z
    problemem. po co się męczyć, jeżeli wiadomo, że nasza praca pójdzie na marne?
    prosta droga do frustracji.
    --
    to się dzieje naprawdę
    77/102
  • kuraiko 08.12.08, 22:23
    kliknęłam ;)))
  • kuraiko 08.12.08, 23:31
    zastanawiam się nad tym korespondentem co do kultury, to z
    internetem przypomina te "systemy-piramidy" gdzie klikasz w reklamy
    za 1gr ;) pomysłu na bloga nie mam, przyznam się, że założyłam
    kiedyś stronę internetową i pisałam tam jakieś wypociny, nawet
    założyłam banner jakiejś strony, ale trzeba mieć oczywiście dobrą
    stronę żeby ktoś w ogóle tam wchodził, a mnie jedna strona zaginęła
    w czeluściach internetu, a drugą zaczęłam robić i to się jakoś
    rozmyło. na myspace miałam kilka blogowych notek, ale to tak dla
    znajomych. jakoś się na to nie nadaję, być może gdybym się cofnęła
    10 lat wstecz, to byłby dobry grunt - pisałabym pewnie o swojej
    beznadziejnej miłości do pewnego piosenkarza i opisywała swoje
    cierpienia i pragnienie śmierci + sentymentalne wiersze :DDD
    w każdym razie dzięki, zwłaszcza za te praktyki :) poszukam jeszcze
    jakiś innych praktyk, mam nadzieję, że to nie tylko dla studentów, a
    na dział muzyczny to namawiam swojego faceta, bo on zawsze chciał
    być dziennikarzem ;)
  • madzioreck 08.12.08, 19:39
    kuraiko napisała:

    > co do kasy w markecie... być może to jest wina tego, że
    > przedstawiano mi to jako swoisty "upadek", że "na kasę" idą
    > nieudacznicy, którzy się nigdzie indziej nie nadają (pomijając
    > studentki pracujące dorywczo). pewnie dlatego boję się tej kasy, że
    > będą się ze mnie śmiać znajomi zarabiający kilkanaście-kilkadziesiąt
    > zł za godzinę (bo mają takie wykształcenie które im to zapewnia), a
    > także dlatego że sama w głębi duszy uważam, że "stać mnie na coś
    > lepszego". zapewne jest to głupie myślenie, bo to mogłaby być praca
    > na początek.

    Kuraiko, nie wkurzaj mnie. Tak to daleko nie zajedziesz. Ja w tej chwili pracuję
    w banku, chociaż nie mam wyższego wykształcenia, bo podobnie jak Ty skopałam
    sprawę. Ale w swojej karierze zawodowej, studiując, pracowałam na cały etat, m.
    in. zasuwałam fizycznie przy rozładowywaniu dostaw, w sklepie na kasie,
    sprzątałam. Mam wrażenie, że zachowujesz się jak księżniczka na ziarnku grochu.
    Co Cię obchodzą znajomi? Co masz za znajomych, jeśli śmieją się z takich rzeczy?
    Też zaczynam uważać, że jest Ci po prostu wygodnie, tak jak teraz. Poszłabym
    nawet sprzątać, gdybym dzięki temu nie musiała prosić rodziców o każdą złotówkę
    i chodzić w sukienkach, które oni mi kupują.

    wkurza mnie, że np wymaga się
    > obsługi kasy fiskalnej, a podobno każda fiskalna się czymś różni i
    > obsługi się uczy nowych pracowników w jeden dzień (albo jak w Realu
    > jest kurs dla pracowników)

    Wymaga się, ale raczej nikt nie zostawia Cię pierwszego dnia samej, bo byś
    narobiła bałaganu, który ktoś potem by musiał prostować. Masz mieć ogólne
    pojęcie, jak to działa.
    --
    78/120 - 70(32)JJ/70P
  • luliluli 08.12.08, 11:28
    praca mało ciekawa, ale jest, na początek nie ma co marudzić - w
    urzędach:) wejdz na stronę swojego urzędu miejskiego,
    marszałkowskiego - pyknij na Biuletyn Informacji Publicznej - tam na
    niektóre stanowiska wystarczą dobre chęci;) tylko mi zaraz nie mów,
    że to tylko dla znajomych - wysłanie CV nic nie kosztuje, nawet jak
    wygra znajomy prezydenta miasta:)
    znajdź w swojej okolicy agencję pośrednictwa pracy - zostawiasz im
    CV a oni z niego robią cud miód i orzeszki - wiem, bo moja firma
    dostaje oferty od takiej agencji:) - na dodatek szukają za Ciebie
    pracy:) przykładowa agencja - MAN Power, Nowa Sól - to z mojego
    województwa:) możesz wejść na ich stronę i popatrzeć, z czym to się
    je.


    --
    71/95
    LOBBY BIUŚCIASTYCH
  • agafka88 07.12.08, 18:40
    kuraiko napisała:

    > bo jeszcze nie wpadłam w taką desperację, żeby pracować w
    > hipermarkecie ;) poza tym książeczka kosztuje 80zł albo i więcej.

    Widać pieniądze nie są Ci potrzebne i tyle. Bo gdyby naprawdę potrzebna by Ci
    była kasa i chciałabyś pracować, to byś dawno tą książeczkę wyrobiła. Co, od
    pracy w markecie Ci korona z głowy spadnie, czy jak? Już pisałam Ci, 2 dni pracy
    i masz koszty książeczki zwrócone. Pisałaś coś kiedyś o jakiejś nieuczciwej
    agencji pracy tymczasowej. W cywilizowanych agencjach podpisujesz umowę i tyle.
    Poza tym możesz sprawdzić sobie opinie na forum internetowym

    Wiesz, ja ogólnie nie muszę pracować - rodzice wręcz proszą mnie, żebym skupiła
    się na nauce. Do tego harowałam za granicą 3 miesiące w 2 pracach na zmianę i
    mam trochę oszczędności. Ale chodzę parę razy w miesiącu do pracy - (o zgrozo!)
    właśnie w markecie i jakoś żyję. Po prostu chcę mieć własne oszczędności i jak
    najmniej brać pieniędzy od rodziców. Mam 20 lat i uważam, że w takim wieku już
    nie powinnam być całkowicie zależna finansowo od rodziców.

    W którymś z wątków dziewczyny pisały, jakie prace wykonywały kiedyś -
    pierwszalitera np. spracowała jako sprzątaczka i pomoc kuchenna. Któraś z
    dziewcyzn była drwalem i skubała gęsi. Ty po prostu tak naprawdę nie
    potrzebujesz pracy i tyle.

    I nie wierzę, że w Rzeszowie nie możesz od sierpnia ZADNEJ pracy znaleźć. Chyba
    jakoś nieudolnie szukasz, albo masz zbyt wysokie wymagania. Gdyby zależało mi na
    pracy, znalazłabym jakąkolwiek, a potem szukała czegoś, co bardziej odpowiada
    moim wymaganiom.

    Poza tym nie musisz wysyłać CV tylko do firm, które dają ogłoszenia. Ktoś Ci to
    zresztą już pisał. Możesz sama zgłosić gotowość do pracy.
  • mokta 07.12.08, 18:51
    Mam problemy na uczelni, podly nastrój, płacze co wieczór.
    Z uczelnią to tak : kilka tygodni temu skęciłam noge i nie mogłam być na 1
    terminie poprawkowym. Jutro ma sie odbyć 2 poprawka, uczylam sie 2 tygodnie ale
    nie wiem co to bedzie bo profesor chyba te kartki losuje. Dlaczego tak uwazam?
    Bo jest pare osób które dobrze sie uczą i zdać tego nie mogą... Jutro mam kolosa
    z ruskiego - nic nie umiem. Nie zamierzam iść jutro w ogole na zajęcia. Kolejny
    problem to zaliczenie takiego jednego przedmiotu - moja wina, nie nauczyłam sie.
    ale prof dał czas na zaliczenie tego do świąt i to w takich godzinach kiedy ja
    mam rehabilitacje. W srode okaże sie czy zaliczyłam kolokwium z jeszcze innego
    przedmiotu ale czarno to widze. Do tego dchodzi pare innych spraw o których
    pisac juz nie bede.

    A dziś, dziś kończyla sie aukcja stanika na którego bardzo ostrzyłam sobie zęby
    i co? Wygrałabym gdybym nacisneła 1 przycisk ale głupia przeoczyłam to i w
    efekcie moja oferta nie pojawiła sie w ogole na aukcji. Dodam, ze stanik poszedl
    po dobrej cenie... a była to nowa freya Saskia... Siadłam, zjadłam batona
    połykając łzy nad sobą i swoją głupotą.
  • tfu.tfu 07.12.08, 20:19
    ooooooj, no nie bucz! albo bucz, a co tam :) przytulam wirtualnie. napoiłabym
    herbatą i dała ciacho, ale przez kabel nie bardzo mam jak.
    jutro będzie nowy dzień, nowe szanse! zobaczysz! :)
    --
    .............. fusy precz!
    dobry nabiustnik zmienia świat na lepsze! ;)
  • siamese67 07.12.08, 20:25
    Stanikiem to się absolutnie nie przejmuj - gdzieś tu jedna dziewczyna mądrze napisała: jak się nie udało zakupić, znaczy nie był ci pisany. I już. Mało to staników na świecie? Za jakiś czas może znajdzie się tańszy? Lepszy, bardziej dopasowany? Na pewno.

    A z uczelnią to ja bym jednak radziła iść na ten poprawkowy. Bo skoro się uczyłaś przez 2 tygodnie, to musiało coś ci zostać w głowie. Często jest tak, że się w ostatniej chwili coś odblokowuje i idzie świetnie na egzaminie.

    Jak z ruskiego nic nie umiesz, to szykuj się od razu na poprawkowy - w końcu to zaliczysz.
    Do świąt zostało sporo czasu, spróbuj umówić się z profesorem, wytłumaczyć, że masz w tym czasie rehabilitację. W ostateczności można spróbować przełożyć termin zabiegów - tam też są ludzie i jak pogadasz, to może się uda.
    Głowa do góry, będzie OK.

    --
    Jezusmaria, Magda-z-Inką, ja zaraz oszaleję!!!

    moje zabawki na jesienne wieczory
  • mokta 07.12.08, 20:37
    Na egzamin ide oczywiście! Nie pójde tylko na kolokwium z ruskiego. Babka jest
    miła i przyjazna, więc może nie bedzie zła, w końcu to tylko kolokwium.

    Powinnam jeszcze dopisać w poprzednim poście, że czekam już ze 2 tygodnie na
    paczke z UK z nowym stanikiem i niestety ani widu ani słychu. Mam złe przeczucia.
  • siamese67 07.12.08, 20:39
    W kwestii egzaminu trzymam kciuki. I paczki z UK też. Powodzenia.
    --
    Jezusmaria, Magda-z-Inką, ja zaraz oszaleję!!!

    moje zabawki na jesienne wieczory
  • kura17 08.12.08, 11:44
    cos Ty, 2 tygodnie to jeszcze nie tak duzo! :) ja w niemczech czasem tyle czekam
    na paczke z anglii, a ich (niemcow) poczta to jest jak marzenie... no i teraz
    juz sie zaczelo szalenstwo przedswiateczne, wiec wszystko idzie wolniej...
    zobaczysz, dojdzie :)

    a sprawy na uczelni, mam nadzieje, ze uloza :) przeloz moze rehabilitacje, co?
    nawet jak nie pojdziesz, to 1 raz Cie nie zbawi (rozumiem, ze chodzisz
    regularnie?), a powaznie zawalony egzamin to sie za czlowiekiem ciagnie i ciagnie...

    3maj sie :)


    --
    kurczak: 03.03.05 (21:38)
    pisklak: 07.09.07 (21:21)
  • myszaaa163 08.12.08, 20:06
    Dziewczyny,od trzech tygodni jestem czasowo niepelnosrawna i przywiazana do
    wozka. Co najmniej jeszcze trzy tygodnie przede mna,a tak naprawde ile to nie
    wiadomo.
    I ja nie wiem juz co ze soba robic. Tak zmeczona i zblazowana jestem tym
    nic-nie-robieniem,ze juz nie moge... A juz najbardziej nie moge w tym domu
    wysiedziec. Ale,ze to 4 pietro to moge jedynie przez okno wyskoczyc (o ile wyjde
    na parapet ;) ).
    Bylyscie juz polamane? Co wtedy robilyscie? Pomozcie,bo oszaleje od nadmiaru
    energii i braku jej ujscia.
  • mokta 08.12.08, 20:58
    Kilka tygodni temu skręciłam noge i musiałam leżeć w domu 3 tygodnie. Wiem, że
    to z tymczasowym wózkiem nie może konkurować ale wiem jak to jest jak sie tak
    siedzi w tym domu, kiedy nie można zejść na dół do kuchni zrobić sobie głupią
    kanapke tylko być na łasce innych.
    Dla mnie to było okropne. Gdybym nie miała neta to bym sie chyba powiesiła. Non
    stop grałam w gry... Poproś aby ktoś wypozyczył Ci ciekawą książkę, albo od razu
    kilka. Jest ktoś kto może Cie odwiedzić? To zapraszaj ilu się da.

    Nie martw się, jeszcze bedziesz śmigała że ho ho :)
  • myszaaa163 08.12.08, 22:32
    Goscie przychodza,co prawda w weekendy bo mieszkam pod miastem,ale jak juz sa to
    na dluzej :)
    Ksiazki-zawsze uwielbialam czytac,szczegolnie ambitna literature,niekoniecznie
    beletrystyke,ale o dziwo w tej chwili wszystko poza tanim romansidlem wzbudza we
    mnie niechec i znuzenie.
    Na internecie jak widac rowniez szaleje,jest tez TŻ,ktory ok 16 wraca z pracy.
    Ale ja do tej pory bylam niesamowicie towarzyska i energiczna istota i nie moge
    sie wciaz pogodzic z takim stanem rzeczy. Ja bym chciala do pracy... Najgorzej
    to na glowe mi podzialal ten upadek ze schodow bo mimo,ze do wozka podchodze z
    humorem to strasznie marudna i zrzedliwa sie zrobilam. Jest na to lekarstwo? A
    na nadmiar energii?
  • kuraiko 08.12.08, 22:37
    aaa, ja jeszcze plotłam bransoletki z makramy. jak włączyłam muzykę,
    zasiadałam nad haftem albo makramą, to jakoś szybko czas mijał, tak
    samo z rysowaniem, ale do tego trzeba wenę załapać.
    no ale to już kwestia czy dana osoba ma zdolności manualne i lubi
    ruszać łapkami, bo niektórzy zupełnie inaczej się rozładowują
  • myszaaa163 08.12.08, 22:41
    A co to jest makrama? Zdolnosci manulane mam bo pare lat temu konczylam kurs
    stylizacji paznokci,a potem instruktorski :)
  • kuraiko 08.12.08, 22:54
    makrama, to splatanie sznureczków :) popularne bransoletki z muliny
    są właśnie robione techniką makramy. ja robiłam też naszyjniki,
    stroiki na święta - owijanie tamborka sznurkiem jutowym albo z
    takiego sznurka białego używanego w gospodarstwie (takiego
    plastikowego).
    trochę fotek z netu :>
    images26.fotosik.pl/248/64a857695697ba3dmed.jpg
    www.makrama.republika.pl/hy.jpg
    makrama.republika.pl/botle.jpg
    mzocho.ovh.org/bransoletki/zygzaki/s531/zyg-s531-13.jpg
    (ej ten futerał jest super!!!)
    republika.pl/blog_na_3628612/4415276/tr/bransoletki_z_muliny_mn.jpg

  • madzioreck 08.12.08, 22:57
    Wiązałam kiedyś bransoletki z muliny, chyba nawet mam gdzieś jeszcze jedną, ze
    4cm grubości, 8 miesięcy cholerę robiłam :)
    --
    78/120 - 70(32)JJ/70P
  • kuraiko 08.12.08, 23:00
    ja ostatnio zrobiłam taką czarno-żółto-zieloną i coś mi się
    skojarzyło, że ileś lat temu robiłam podobny wzór, ale w innych
    kolorach. znalazłam tamtą starą, jakieś 10 lat temu zrobiona, ale
    sploty o wiele ładniejsze i równiejsze niż teraz. wtedy to masterem
    byłam ;) takie coś uczy cierpliwości, dokładności, jak się popełni
    błąd, to trzeba rozplatać i na nowo.
    nawet nie wiedziałam, że teraz to też jest popularne, ale ostatnio
    znalazłam kilka aktualnych stronek w necie, gdzie dziewczyny
    pokazują swoje bransoletki. wystarczy wpisać w google "bransoletki z
    muliny" i łatwo znaleźć linki
  • myszaaa163 08.12.08, 23:03
    Stroiki na swieta! Niekoniecznie wyplatane,bede produkowac.
    Jestes boska,dziekuje :)
  • kuraiko 08.12.08, 23:25
    można gdzieś dostać takie piankowe podkłady - kule, sześciany. i w
    to się wbija różne elementy.
    jeszcze się uczyłam robić stroiki z mydła ;) w mydło wbija się
    szpilki i oplata wstążeczką. do tego potem sztuczne kwiaty i
    pałączek z drucika opleciony wstążką. ale to wtedy szło chyba na
    sprzedaż. teraz nie wiem gdzie takie coś mogłoby się przydać, bo do
    domu to taka sobie ozdoba ;)
  • kuraiko 08.12.08, 22:26
    zdarzało mi się chorować i siedzieć w domu 3 tygodnie albo i dłużej.
    niestety to nuży, najlepsza dla mnie była ciekawa książka, a raczej
    kilka, bo bardzo szybko czytam. kompa/internetu nie było, więc inne
    rozrywki jak rysowanie czy haftowanie. do tego odwiedzały mnie
    koleżanki po szkole. hmm połamana nie byłam, ale trudno było w domu
    fikać koziołki, mogłam co najwyżej popatrzeć przez okno ;)
  • myszaaa163 08.12.08, 22:36
    No wlasnie tez mam ten problem. Ostatnio kolezanka mi przyniosla Cien
    Wiatru-swoja droga swietna ksiazka. I zaczelam czytac o 20,skonczylam o 2 w nocy.
    Gazety w moim przypadku sie w ogole nie sprawdzaja bo sa nieadekwatnie drogie do
    czasu,ktory sie nimi zajmuje.
    Rysowac nie lubie,ale z tym haftowaniem to nie glupi pomysl,moze sie w koncu
    naucze :)
    A do okien nie dostaje z wozka :)
  • kuraiko 08.12.08, 22:39
    ja polecam haft krzyżykowy ;)))) prosty jak drut, cała sztuka polega
    na ładnym wykańczaniu po lewej stronie i gładkim prowadzeniu nitki
    po prawej :) w necie można znaleźć wzory, niestety te darmowe nie są
    takie ładne jak te z gazet, ale na początek w sumie zaczyna się od
    prostych wzorów.
  • myszaaa163 08.12.08, 22:42
    Wiec jutro nakarze TŻ przy powrocie z pracy zakupic akcesoria do haftowania i
    bede psuc :)
  • kuraiko 08.12.08, 22:57
    tylko materiał - kanwa, a nie panama, która ma drobniejsze
    dziurki ;) i trzeba oczy wysilać. igła - specjalnie do haftu
    krzyżykowego, nieostra na końcu. ja jeszcze mam tamborek, ale jakoś
    nie lubiłam na nim haftować. muliny na początek lepiej z Ariadny, bo
    tańsze
  • agafka88 08.12.08, 22:42
    ściskam.

    NIe ma jakiejś rzecyz, której zawsze chciałaś się nauczyć, a nie miałaś nigdy na
    to czasu? Ja mam taką jedną rzecz, ale nie śmiać się, to to głupie ;) Kiedyś w
    necie znalazłam stronę, gdzie pokazane jest krok po kroku jak zrobić "wiklinowe"
    koszki z gazet :D strasznie sympatyczne ;)

    albo nauczyć się robić na drutach...
  • myszaaa163 08.12.08, 22:44
    Co do drutow to chcialabym,ale moja mama juz wielokrotnie ponosila na tym polu
    kleske ze wzgledu na moj brak cierpliwosci do niepowodzen i genialna wprost
    zdolnosc do rozkojarzania sie i tracenia watku :D
  • pierwszalitera 08.12.08, 22:45
    myszaaa163 napisała:

    > Bylyscie juz polamane? Co wtedy robilyscie? Pomozcie,bo oszaleje od nadmiaru
    > energii i braku jej ujscia.

    Ucz się czegoś. Poważnie. Ja miałam okres czasowej niemożności ruchu po operacji kolana. Mąż przyniósł mi stos książek o astronomii i siedziałam pół nocy na balkonie obserwując niebo. Wiele mi się zapomniało, ale ciągle znajduję Bliźniaków i Oriona. Wiem też gdzie szukać Wielkiego Psa, Kasjopeji i paru innych. Zawsze mogę się podczas nocnej imprezy na świeżym powietrzu pochwalić. ;-)
  • myszaaa163 08.12.08, 22:52
    Co do rzeczy,ktore zawsze chcialam robic,a nie mialam na nie czasu to nie moge
    sobie nic przypomniec co nie wykraczaloby w tej chwili poza moje mozliwosci.I
    moje mozliwosci po ozdrowieniu,lekarz mnie juz oswiecil :)
    Astronomia-zanotowalam i bede szukac ksiazek.
    Co do nauki-zapisalam sie na kurs do akademi PARP i choc sa tam poruszone
    ciekawe i pomocne dla mnie kwestie to nauka przez internet,bez kontaktu z
    trenerem badz wykladowca nie trafia do mnie.
    Ale przy okazji-wszystkim kobietom-przedsiebiorcom polecam akademie PARP :)
  • tfu.tfu 11.12.08, 17:30
    o, to ja Cię przytulam delikatnie, żeby połamanego nie urazić :) a moze na
    drutach porób? i fiiiiiiiiiiilmy! mi się swietnie dzierga przy serialach
    (wszystkie star treki obejrzałam z drutami w rękach ;))
    ja generalnie pracuję w domu, więc zawsze mam co robić ;) ale zdaję sobie
    sprawę, że jak się czyta 16h/dobę, to się kociokwiku dostaje mentalnego.
    jesli lubisz zdjęcia i zabawę komputerem to moze photoshop albo gimp i picasa
    darmowe? można też grać :)
    szybkiego powrotu do zdrowia!!
    --
    .............. fusy precz!
    dobry nabiustnik zmienia świat na lepsze! ;)
  • kuraiko 08.12.08, 22:32
    jeśli to jest już sesja, to spróbuj może przedłożyć zwolnienie
    lekarskie i przedłużyć sesję? na pojedynczy egzamin zwolnienie od
    lekarza też czasem działa. ja miałam kiedyś podobne akcje, bo
    chorowałam od końca września i lądowałam co tydzień na jakiś
    zwolnieniach, a cały grudzień spędziłam w szpitalu i na zwolnieniu w
    domu. i w sumie wszystko poszło ok z wyjątkiem angielskiego, bo
    koleś był nie fair i nie pozwolił mi mieć terminu poprawkowego,
    długa historia, miałam z tego warunek. ale poza tym wszystko było ok.

    oczywiście dużo zależy od dobrego podejścia wykładowcy/pań z
    dziekanatu (czasem to panie z dziekanatu są najważniejsze :P), ale
    myślę, że jak przedłożysz odpowiednie papiery (np skierowanie na
    rehabilitację, jak ja rehabilitowałam kolano, to miałam karteczkę na
    której były wypełniane kolejne terminy, może też masz coś takiego)
    to będzie w porządku.
  • heidowata 10.12.08, 16:59
    Mam jutro klasówkę z historii. Jestem w klasie historycznej, bo za
    późno odkryłam, że rozszerzona historia mnie wcale nie pasjonuje.
    Nie umiem nic i będę się uczyła w nocy. Świetnie.
    Poza tym wczoraj kupiłam kartę miejską, rano się śpieszyłam więc jej
    nie aktywowałam (bo stałam wciśnięta w drzwi autobusu i za nic bym
    się nie dopchnęła do kasownika), a gdy wracałam ze szkoły zupełnie o
    tym zapomniałam i oczywiście przystanek przed domem złapał mnie
    kanar. No i płacę 107 zł, co oznacza że albo ktoś nie dostanie
    prezentu, albo ja będę miała jeden dobry stanik (jeżeli łaskawie
    mama mi kupi jeden, bo ze wszystkich wyrosłam).
    A najbardziej wkurza mnie to, że sama jestem sobie winna. Mogłam się
    uczyć wcześniej i raz w życiu pamiętać o czymś :/!
    --
    72/89 65E => 70/91 65F?
  • kuraiko 10.12.08, 22:21
    hmm takie dni mają nawet swoją nazwę...
    co do kanara - móże uda się jakoś napisać odwołanie. w sumie
    posiadasz tą kartę miejską. u nas często się odwołują z różnych
    powodów i zamiast np 70zł kary płaci się 10zł, że jak masz bilet
    studencki i nie masz legitki, to można okazać w MPK legitkę i
    umarzają część kary, zamieniają też na jakieś prace społeczne
    (czyszczenie przystanków). ja na pewno bym wolała czyścić przystanek
    niż płacić 80zł ;) ale nie wiem czy to jeszcze działa w taki sposób.
    w każdym razie warto się popytać, spróbować, że nie masz dochodów,
    bo jesteś w liceum itd.
    co do klasówki to też czasem może się zdarzyć - na pewno staraj się
    zapamiętać główne fakty, żeby mieć przynajmniej orientację o co
    chodzi.
  • agafka88 10.12.08, 22:41
    Heidowata, ja bym tego mandatu nie płaciła :P Z Lublina jesteś, tak? Moją
    koleżankę złapali ze 2 lata temu, do tej pory nie zapłaciła. Nie wpisali jej do
    zadnego spisu dłużników, ani nic. Za jeden niezapłacony nie opłaca im się ścigać ;)
  • the_mariska 10.12.08, 22:47
    Ożeszkurna, ja też mam niezapłacony mandat w lubelskim MPK 0_o Ale jak tylko
    pojawię się w Lublinie to im zapłacę, nie lubię mieć długów u nikogo...
    --
    Lobby makes me proud of my figure! :)
    68/102 - mój kalkulatorek mówi, że to
    28J, ale i tak nie mam co nosić.. ;)
  • kuraiko 10.12.08, 23:04
    ja bym się bała ryzykować ;) a nuż się trafi jakaś dokładna gorliwa
    urzędniczka...
  • heidowata 11.12.08, 16:57
    Nie, ja z Warszawy. Ja nie ryzykuję, mojego tatę kiedyś ścigali za
    niezapłacone 10 zł z jakiegoś mandatu :/.
    Klasówkę zawaliłam kompletnie, no trudno, najwyżej będę miała 2 na
    semestr. Przeżyję. Mam dziś lepszy dzień i jakoś nie bardzo się na
    razie przejmuję szkołą i kanarami ;).
    --
    72/89 65E => 70/91 65F?
  • kuraiko 11.12.08, 17:40
    to może spróbuj z umorzeniem części kary ;)

    a klasówką się nie przejmuj. może będzie poprawka? jeśli Cię to
    pocieszy, to ja miałam w 3 klasie liceum pałę na półrocze z historii
    (a byłam w klasie humanistycznej - mój brak umiejętności uczenia sie
    historii spotkał się z bardzo surową i wymagającą nauczycielką) i
    potem musiałam zaliczać półrocze (na 4 bodajże zaliczyłam) i
    skończyłam chyba z 3 na koniec, w każdym razie na koniec 4 klasy też
    miałam 3 na koniec z hist. no z tym że wtedy oceny się nie liczyły,
    jak się zdawało na państwowe studia...
    w każdym razie, jak dostaniesz jedną jedynkę, to nie oznacza, że na
    koniec będziesz miała 2 lub 3, może być lepiej :)
  • plica 12.12.08, 19:50
    > Heidowata, ja bym tego mandatu nie płaciła :P Z Lublina jesteś, tak? Moją
    > koleżankę złapali ze 2 lata temu, do tej pory nie zapłaciła. Nie wpisali jej do
    > zadnego spisu dłużników, ani nic. Za jeden niezapłacony nie opłaca im się ściga
    > ć ;)

    czasami to wychodzi jak ma sie podatek do zwrotu. po prostu zwrot pomniejszają. nie wiem jakim prawem :) ale widzialam takie przypadki
    --
    Wierzę w ciała zmartwychwstanie poprzez czułość, przytulanie
  • kuraiko 10.12.08, 17:25
    ciekawa jestem czy masz już akcesoria...
    ja co jakiś czas kupuję gazetki z fajnymi wzorami, ale odkładam je i
    leżą ;)
  • semele2 11.12.08, 17:59
    Ja przepraszam, że tak z drobiazgiem, kiedy Wy tutaj - jak widzę po pobieżnym
    choćby przejrzeniu - o poważnych sprawach mówicie, ale jak była mobilizacja do
    odejścia od kompa, to i ja mogę buzię otworzyć.

    Muszę iść jutro na konsultacje do pana magistra i zaliczyć nieobecność na
    zajęciach, mam materiały, zaczęłam to czytać, nawet się nieźle zapowiada, nie ma
    tego jakoś przytłaczająco dużo, dam radę bez problemu... tylko tak mi się
    sakramencko nie chce! A świadomość, że jak nie pójdę jutro, to mogę iść za
    tydzień, jest potwornie demobilizująca. A ja nie chcę iść za tydzień, odmawiam
    uszczęśliwiania siebie i pana magistra Związkiem Radzieckim przed samymi
    Świętami. Wtedy nie będzie mi się chciało jeszcze bardziej, prawda?
    --
    74/116
  • agafka88 11.12.08, 18:13
    No sio od kompa i do nauki ;)

    PS. Biuściasta windykacja czuwa, co z listem do Panache?
    PS2. Jeżeli nie pójdziesz na konsultacje, to biuściasta windykacja też Cię może
    odwiedzić, więc lepiej weź się do nauki ;)
  • semele2 11.12.08, 18:19
    Biuściasta windykacjo, ja szanowną windykację kocham!

    List dzisiaj do korekty pójdzie. Tak się zastanawiam, co będzie gorsze, styl
    Chruszczowa czy moja angielszczyzna. Chociaż relacja Chruszczowa o wojnie
    koreańskiej to nie jest COŚ... Obśmiałam sie jak norka.
    --
    74/116
  • semele2 11.12.08, 23:03
    List do Panache napisany, psze szanownej windykacji. Właśnie udaję się na lobby
    celem wysłania maila do korekty. Czuję się dzielnym bojownikiem w walce z
    marazmem i morderczymi drutami.
    --
    74/116
  • agafka88 13.12.08, 00:24
    semele2 napisała:

    > List do Panache napisany, psze szanownej windykacji. Właśnie udaję się na lobby
    > celem wysłania maila do korekty. Czuję się dzielnym bojownikiem w walce z
    > marazmem i morderczymi drutami.

    Super! :) ja tylko czekam na podpisanie
  • klymenystra 11.12.08, 21:05
    Bu. Bellissima napisala do mnie przedwczoraj, ze dziewczyna, ktora byla na
    pierwszym miejscu, sie wycofala i w zwiazku z tym mam III miejsce. Cieszylam sie
    jak glupia, mniej na te 200 zlotych, bardziej na sesje - marzylam o czyms takim,
    bardzo sie nastawilam, tym bardziej, ze termin dogodny i zwracali pieniadze za
    bilety. I tak sie cieszylam glupia, a teraz sie okazalo, ze sesja odwolana, bo 1
    i 2 miejsce jej nie chce. Nie rozumiem, po co braly udzial. Strasznie mi
    przykro, ze ktos moze byc tak bezmyslny.
    Poza tym robilam ciasteczka, ktore sa smiesznie proste i OCZYWISCIE nie wyszly
    takie, jak w przepisie. Sa dobre, ale zwyczajne, a mialy byc swiateczne.
    A do tego wszystkiego jestem malym tchorzem :(((( I nie mam na nic czasu. I
    musze skonczyc poprawiac tlumaczenie i napisac kolejny esej. A moje artykuly sa
    do niczego. A ksiazke, ktora mialam tlumaczyc z 3 osobami, bede robic z 10 i
    jestem zdegustowana. A niedlugo na pewno spadnie snieg :(((
    --
    72/95= 30FF

    75B nie istnieje. 95A teznie.
  • semele2 11.12.08, 23:27
    Buuuu, odwołali? Kurcze no, a to faktycznie była najfajniejsza część nagrody.
    Współczuję i warczę wraz z Tobą.

    Jeśli ciasteczka są dobre, to po prostu je zjedz :). Świąteczne zdążysz zrobić.
    Duży kubek herbaty i talerz ciasteczek nastrajają pozytywnie i pozwalają z nową
    energią podejść do całej reszty zmartwień. Mówię Ci. Ania Shirley twierdziła, że
    ciastka nie uleczą chorej duszy, ale ona ewidentnie miała wtedy jakieś kosmiczne
    zaćmienie umysłu. Gilbert jej się na mózg rzucił, ot co.
    --
    74/116
  • klymenystra 11.12.08, 23:46
    Ech, ciasteczka sa na jutro na impreze kola naukowego. :(
    A co do tej sesji, to winy Bellissimy w tym nie ma, tylko dziewczyn, ktore
    glupio wziely udzial w konkursie :( Takie sytuacje tylko poglebiaja moja socjopatie.
    --
    72/95= 30FF

    75B nie istnieje. 95A teznie.
  • mauzonka 12.12.08, 21:56
    Klymenystro, uwierz, panie z Bellissimy też nie są tym faktem zbytnio pocieszone. Byłam współjurorką w konkursie i na początku strasznie się cieszyłam, że będę mogła zamieścić zdjęcia laureatek na Balkonetce, Kasica miała je też zamieścić na Stanikomanii. W końcu sesje Brastopu czy Bravissimo wzbudzały tyle ochów i achów.

    Niestety, laureatki się sukcesywnie wycofywały z sesji. Nie tylko Ty jesteś tym wkurzona:(
    --
    Balkonetka.pl - wszystko, co chcieliście wiedzieć o biustach i stanikach, ale wstydziliście się zapytać:)
  • klymenystra 12.12.08, 23:53
    Wiem, jak sie czuly pani z Bellissimy, bo dostalam kilka maili. Uwazam, szczerze
    mowiac, ze skoro dziewczyny rezygnuja z sesji, to rezygnuja tez z zakupow.Albo
    rybki albo akwarium. I moze to zabrzmi dziwnie, ale wolalabym sesje, niz
    idacego do mnie Aragona i Pour Moi. Stanikow mam od groma, a taka sesja... I
    bardzo mi przykro, bo taka okazja moze sie juz nie trafic, nie sadze, zeby
    bellissima w nastepnym konkursie zaoferowala taka nagrode.
    Moim zdaniem i Ty i Kasica powinnyscie napisac o tym na blogach - i wyjasnic,
    jak to sie stalo, ze jednak zdjec nie bedzie :(
    --
    72/95= 30FF

    75B nie istnieje. 95A teznie.
  • agafka88 13.12.08, 00:29
    klymenystra napisała:

    > Wiem, jak sie czuly pani z Bellissimy, bo dostalam kilka maili. Uwazam, szczerz
    > e
    > mowiac, ze skoro dziewczyny rezygnuja z sesji, to rezygnuja tez z zakupow.Albo
    > rybki albo akwarium. I moze to zabrzmi dziwnie, ale wolalabym sesje, niz
    > idacego do mnie Aragona i Pour Moi. Stanikow mam od groma, a taka sesja... I
    > bardzo mi przykro, bo taka okazja moze sie juz nie trafic, nie sadze, zeby
    > bellissima w nastepnym konkursie zaoferowala taka nagrode.

    tu był błąd belissimy niestety. Mogli w regulaminie zaznaczyć, że aby odebrać
    talony na staniki trzeba wziąć udział w sesji. Też bardo czekałam na te fotki,
    przydałyby się nam ładnie ostanikowane dziewczyny, do udowodnienia światu, że
    miseczka G to nie koniec świata, a tu lipa. I szkoda, że ktoś Ci popsuł taką
    miłą nagrodę, uważam to zachowanie za niepoważne.
    Jeżeli ktoś nie chciał sesji, mógł nie brać udziału w konkursie.
  • kuraiko 13.12.08, 00:35
    e tam, nie przesadzajmy!
    ja np nie chciałabym sesji, bo nie uważam aby moje ciało nadawało
    się do prezentowania bielizny. chyba, że od pasa w górę ;)))) i
    wstydziłabym się pozować, do tego musieliby mnie chyba totalnie
    wyfotoszopować, żeby się to nadawało do pokazania publicznie.
    a talon na staniki bym bardzo chciała ;)

    być może te dziewczyny miały podobne obiekcje. sorry, nie każdy musi
    być zadowolony ze swojego ciała i na tyle odważny, aby wziąć udział
    w sesji zdjęciowej bielizny.
  • agafka88 13.12.08, 00:42
    kuraiko napisała:

    > sorry, nie każdy musi
    > być zadowolony ze swojego ciała i na tyle odważny, aby wziąć udział
    > w sesji zdjęciowej bielizny.

    I nie każdy przecież musiał brać udział w tym konkursie, prawda? :)
  • klymenystra 13.12.08, 00:44
    Kuraiko, to wtedy nie bierze udzialu w konkursie. To jest bardzo proste i bardzo
    jasne. I byl regulamin.
    --
    72/95= 30FF

    75B nie istnieje. 95A teznie.
  • kuraiko 13.12.08, 01:02
    ok, dobra, rozumiem rozgoryczenie, ale ja bym się powstrzymała z
    takim jechaniem na obce osoby
  • klymenystra 13.12.08, 01:16
    Jakim jechaniem? Rzucam kalumnie? Wyzywam kogos? Jest faktem, ze te osoby
    zawalily sprawe i postapily nieodpowiedzialnie. Voilà.
    --
    72/95= 30FF

    75B nie istnieje. 95A teznie.
  • joankb 13.12.08, 15:27
    Masz rację. Ja nie wzięłam udziału w tym konkursie - właśnie ze względu na
    sesję. Był wątek na ten temat na LB i wiele dziewczyn miało wątpliwości. Ale -
    powinna być klauzula w regulaminie pt. "wyrażam zgodę.. itp". Organizatorzy mają
    czego chcieli..
    Z drugiej strony - konkurs powinien być jakoś "podwójny". Wiele osób mogłoby i
    chciało napisać recenzję, wiele nie ma ochoty/możliwości zaprezentowania się
    publicznie w bieliźnie.
    Wyobrażasz sobie np. nauczycielkę, sędzinę, adwokatkę, lekarkę, dyrektorkę dużej
    firmy. Radość moich klientów to ja sobie wyobrażam bez trudu....
    --
    Zapłatą za grzech jest śmierć, ale taka sama jest nagroda za cnotę.
  • kuraiko 13.12.08, 15:52
    ... dyrektorkę liceum/gimnazjum :D itd xD
  • plica 13.12.08, 21:28
    joankb napisała:
    > firmy. Radość moich klientów to ja sobie wyobrażam bez trudu....

    haha. wyobrazilam sobie radosc moich klientow i wpolpracownikow. szczegolnie po tym jak uslyszalam na obiedzie swiatecznym ostatnio ze jestem "niezła szprycha" cokolwiek ten komplement by nie oznaczał. jednak mimo wszystko skusiłabym sie. tym bardziej ze chodzi za mna ostatnio naga sesja zdjeciowa, tylko fotografa brak.

    --
    Wierzę w ciała zmartwychwstanie poprzez czułość, przytulanie
  • daslicht 13.12.08, 00:37
    No niektórzy to nie myślą :/ A już się spodziewałam zdjęć w stylu
    Brastopowego "Star in bra". Hahaha! Popularne podejście pt. "jestem
    brzydka, a fe, nie rób mi zdjęć" jednak rządzi! Swoją drogą nie
    bierze się wtedy udziału w konkursach, które wiadomo jak wyglądają.
    Ale może chęć maskaradek za darmo zwycięzyła.

    Zwyciężczyniom gratuluję głupoty. Może i macie swoje kusidełka-
    świecidełka, ale nikomu to na dobre nie wyszło :/
    --
    71/109 --> 30JJ/65P
    My się tu chyba nie rozumiemy :) ja się czuję TAK lub TAK a wszyscy myślą, że TAK
  • kuraiko 13.12.08, 00:39
    proszęęęęęęęę

    a może zwyciężyła dziewczyna, która po porodzie ma straszne rozstępy
    na brzuchu i w ogóle obwisły brzuch, którego się wstydzi pokazać?
    to nie miała prawa brać udziału w konkursie?

    a gdyby to któraś z nas zrezygnowała, to też byście ją linczowały na
    forum?
  • daslicht 13.12.08, 00:43
    Wiadomo na czym konkurs polegał. Tu zwyciężyła zwykła pazerność i
    tyle :/

    Któraś z nas? Kim są MY? I automatycznie: kim są ONI? :))))))
    --
    71/109 --> 30JJ/65P
    My się tu chyba nie rozumiemy :) ja się czuję TAK lub TAK a wszyscy myślą, że TAK
  • kuraiko 13.12.08, 01:03
    "nas" czyli lobbystek

    ok, może nie każdą dziewczynę stać na aragona i nie każda dziewczyna
    chciałaby się pokazać w bieliźnie

    ale sobie linczujcie te pazerne idiotki, jak tak się podoba :/
  • pierwszalitera 13.12.08, 01:12
    kuraiko napisała:

    > "nas" czyli lobbystek
    >
    > ok, może nie każdą dziewczynę stać na aragona i nie każda dziewczyna
    > chciałaby się pokazać w bieliźnie
    >
    > ale sobie linczujcie te pazerne idiotki, jak tak się podoba :/

    Wielu ludzi na wiele rzeczy nie stać, ale za darmo nikomu nic się nie należy. Umowa była jasna i należało jej dotrzymać.
  • kuraiko 13.12.08, 01:17
    no zaraz, ale nic nie pisze o konsekwencjach w przypadku braku zgody
    na sesję.

    tak piszecie, jakby ta sesja była kluczowa. ok dla niektórych
    uczestniczek na pewno, a dla innych zapewne nie.
    czy to daje prawo do nazywania innych idiotkami czy jakoś w tym
    stylu?
  • klymenystra 13.12.08, 01:19
    Pojawilo sie gdzies slowo idiotka? Chyba nie. Sesja byla jedna z dwoch nagrod.
    Dwoch. I to nie byly nagrody do wyboru.
    --
    72/95= 30FF

    75B nie istnieje. 95A teznie.
  • kuraiko 13.12.08, 01:21
    nieeee, pochopnie tak napisałam
    pojawiło się stwierdzenie "gratuluję głupoty"

    ok JA NAPRAWDĘ ROZUMIEM ŻE JEST CI PRZYKRO
  • klymenystra 13.12.08, 01:24
    Stwierdzenie "gratuluje glupoty" odnosi sie do postepowania. "Idiotka" to juz
    epitet godzacy w dana osobe. Widzisz roznice?
    Ciesze sie, ze rozumiesz. W takim razie mam nadzieje, ze Madzioreck jutro wytnie
    ten glupi off top na temat "Mam prawo startowac w konkursie i odmowic nagordy
    kosztem innych".
    --
    72/95= 30FF

    75B nie istnieje. 95A teznie.
  • kuraiko 13.12.08, 02:10
    no tak... sama nie wiem, skąd mi się "idiotka" wzięła ;)
    ale może to było takie skojarzenie.

    ale ciekawa jestem, czy te dziewczyny wiedziały, że jak odmówią, to
    nie będzie sesji dla innych.
    czy zamiast tego nie mogły wziąć udziału inne uczestniczki? :/
    i dlaczego opłacało im się dla trzech, a dla jednej już nie?

    a rozumiem np dlatego, że w 8 klasie podstawówki były zapisy do
    ogniska muzycznego i moim pragnieniem była nauka gry na skrzypcach.
    niestety były tylko dwie osoby chętne na skrzypce i powiedzieli, że
    nauczycielowi nie opłacałoby się przyjeżdżać z sąsiedniej
    miejscowości :/ (to był cios)
  • agafka88 13.12.08, 01:23
    uraiko napisała:
    >
    > tak piszecie, jakby ta sesja była kluczowa. ok dla niektórych
    > uczestniczek na pewno, a dla innych zapewne nie.


    Tak, tylko że te dziewczyny odebrały szansę na sesję klymenystrze - i to jest
    zupełnie nie fair.

    Uskładać na stanik to nie problem, gorzej na profesjonalną sesję.
  • klymenystra 13.12.08, 01:18
    Kuraiko, wyobraz sobie, ze natykasz sie na oferte pracy. Super warunki, wysoka
    pensja, miodzio. Jednak jednym z zadan na stanowisku jest sypianie z szefem.
    Skladasz CV. Przyjmuja Cie. Czy masz prawo sie oburzac, ze szef Cie ciagnie do
    lozka? Co Cie przyciagnelo do tej pracy w takim razie? Kasa, prawda? To, co
    materialne - ergo - pazernosc.
    --
    72/95= 30FF

    75B nie istnieje. 95A teznie.
  • kuraiko 13.12.08, 01:23
    eee nie za bardzo rozumiem przykładu? to troszkie inna sytuacja,
    prawda?
    zwłaszcza że szef za taką propozycję miałby sprawę karną za
    molestowanie seksualne :P niezależnie od mojej zgody, tylko jako
    podanie tego jako warunek przyjęcia do pracy.

    cóż, ludzie są wolni, pewnych osób się do pewnych rzeczy nie zmusi.
  • klymenystra 13.12.08, 01:27
    Sytuacja jest bardzo podobna, choc specjalnie wyolbrzymilam. Jesli czyjas
    moralnosc, kompleksy potrafia odrzucic jedna czesc nagordy, za to z radoscia
    wyciagnac lapki po druga, to tak samo mozna isc do pracy za kase (z hurra
    optymizmem), ale sie szefowi nie oddac. Jesli decydujesz sie na cos swiadomie,
    to z konsekwencja. To naprawde jest takie skomplikowane?
    --
    72/95= 30FF

    75B nie istnieje. 95A teznie.
  • semele2 13.12.08, 01:28
    Wiesz, po prostu ta sesja to było COŚ. To była możliwość odczarowania ideału
    modelki, pokazania, że nie trzeba mieć dramatycznej niedowagi, żeby dało się
    zrobić piękne zdjęcia. I - mam nadzieję - przy okazji możliwość udowodnienia, że
    da się robić zdjęcia bielizny przeznaczone dla kobiet, bo tego w Polsce brakuje.

    Strasznie żałuję, że nie wzięłam udziału w tym konkursie. Ot, najpierw nie
    mogłam się zdecydować, który stanik opisać, potem się zagapiłam z terminem.
    Chciałabym mieć taką sesję. Ważę prawie 80kg przy niecałych 165cm wzrostu, mam
    rozstępy, problemy ze skórą, wszystko, co tylko zechcesz. To by pomogło przede
    wszystkim mnie, miałabym piękne zdjęcie, na które mogłabym sobie rzucić okiem w
    przypadku kolejnego doła "jestem gruba i brzydka". Ale może komuś też? Bo jeśli
    mnie da się zrobić piękne zdjęcie, to czemu nie każdej jednej kobiecie?

    Nie posuwałabym się do oskarżeń o pazerność, bo nie wiem, dlaczego dwie osoby
    zrezygnowały z sesji. Sytuacje bywają różne, może coś nagle wypadło, kłopoty,
    wyjazd, choroba, nie mam pojęcia. Ale jeśli nie zamierzały pozować, nie trzeba
    było pisać. Bo jeśli powstaje akcja, w której jedynym narzędziem selekcji
    modelek jest tekst, który napisały, a nie pyta się w ogóle o wygląd, to musi
    chodzić o coś innego, niż wstawienie do Bellissimy trzech laleczek.
    --
    74/116
  • klymenystra 13.12.08, 01:31
    Semele, bardzo fajny post, mialam napisac to samo o Bellissimie :)
    Co do pazernosci - wygladalo to tak, ze najpierw wycofala sie dziewczyna z
    pierwszego miejsca z powodow osobistych - rezygnujac z obu nagrod. Ok. Dwie
    nastepne zrezygnowaly w trakcie rozmow na temat terminu sesji - to bylo juz w
    fazie dogrywania go, w gre wchodzily dwa weekendy. I nagle OBU cos wypadlo? Moge
    sie zalozyc, ze gdyby problem byl tylko z terminem, to Bellissima przenioslaby
    sesje na inny termin. Im tez na tym zalezalo.
    --
    72/95= 30FF

    75B nie istnieje. 95A teznie.
  • pierwszalitera 13.12.08, 01:45
    semele2 napisała:

    > Wiesz, po prostu ta sesja to było COŚ. To była możliwość odczarowania ideału
    > modelki, pokazania, że nie trzeba mieć dramatycznej niedowagi, żeby dało się
    > zrobić piękne zdjęcia.

    Zgadzam się. Kiedyś w niemieckiej telewizji widziałam fotografkę, która za grube pieniądze robi normalnym babkom właśnie takie intymne sesje w bieliźnie i nawet trochę rozebrane, ale ładnie, erotycznie, ale z gustem. By miały coś fajnego w szufladzie, albo jako prezent dla ukochanego. I te zdjęcia były odlotowe. Te bardziej problematyczne miejsca przykryte były leciutko jakmiś zwiewnym jedwabiem, odpowiednie światło i makijaż robiły też swoje. Każda kobieta powinna dostać taką okazję, bo to niesłychanie podnosi samoocenę.
  • klymenystra 13.12.08, 00:52
    Tak. Linczowalabym. I mam nadzieje, ze wlasnie linczuje. Jesli ktos sie wstydzi,
    to nie bierze udzialu w konkursie, co w tym trudnego do zrozumienia??? Ja tez
    nie mam idealnego ciala, troche za grube udka i inne atrakcje, ale co z tego?
    Bylaby szansa pokazac, ze nawet jak sie wazy 65 kilo przy 168 mozna wygladac
    fajnie w gorsecie i ze 65FF to jest sredni biust, ale za to cudnie odziany.
    --
    72/95= 30FF

    75B nie istnieje. 95A teznie.
  • daslicht 13.12.08, 01:07
    A co jest nie tak w 168/65? O_o

    Oto własnie efekty gazetowopochodnej wody z mózgu. Dziewczyny, nie
    ma ideałów i nie ma brzydkich kobiet! Jeśli jesteś naturalnie chuda
    jak patyczek, to w porządku, ale jeśli nie, to daj sobie spokój, bo
    jakiś idiota wymyslił sobie, ze waga zaczynająca się od 6 i więcej
    to ZŁO! Najlepsze jest naturalne piękno, a nie fotoszop a'la
    Krislajn czy katowanie się by osiągnąć "idealną oświęcimską
    sylwetkę".
    A naturalne piękno mozna podkreślić dobrze dobranym strojem,
    bielizną oczywiście, fryzurą, makijażem... a na sesjach dochodzi do
    tego ustawienie, światło, specjalny makijaż. Każda by dobrze
    wyglądała. Nie chciałabym mieć fotoszopowanej sesji, jedyne korekty
    jakie dopuszczam to podkręcenie kontrastu czy usunięcie jakichś plam.

    To jest jakaś plaga, to podejście "jestem brzydka, gruba, nie rób mi
    zdjęć, brzydź się mnie", w niemalże stu procentach fałszywe. I po
    co? Dla jakiejś perwersyjnej kokieterii? Fotoszop wali w dekielek? A
    może pseudopiękne modelki? Masakra!
    --
    71/109 --> 30JJ/65P
    My się tu chyba nie rozumiemy :) ja się czuję TAK lub TAK a wszyscy myślą, że TAK
  • kuraiko 13.12.08, 01:10
    hahah od 6 i więcej to zuo? xD przy moim wzroście waga 50+ to już
    kaszalot.... :P
  • daslicht 13.12.08, 01:14
    A moja waga zaczyna się od siódemki, co nie przeszkadza mi wyglądać
    fajnie w gorsecie i lubić siebie :P
    Nie lubię za to firm odzieżowych za 1.robienie ludziom wody z mózgu,
    tak jak wyżej opisane 2.to, że nie szyją na mnie ubrań
    --
    71/109 --> 30JJ/65P
    My się tu chyba nie rozumiemy :) ja się czuję TAK lub TAK a wszyscy myślą, że TAK
  • pierwszalitera 13.12.08, 01:22
    kuraiko napisała:

    > hahah od 6 i więcej to zuo? xD przy moim wzroście waga 50+ to już
    > kaszalot.... :P

    Moja waga przy odrobinę wyższym wzroście zaczyna się od 6 i uważam się za superseksowną, szczupłą babkę. Nie mam problemów, by wszystkich, a szczególnie facetów o tym przekonać. Żadnemu nie byłam jeszcze za gruba. ;-) Możliwe, że istnieją ludzie, którzy uważają mnie za kaszalota, ale co mnie to obchodzi? Nikogo o coś takiego nie pytam. Po co ? Ja wiem lepiej. ;-)
  • kuraiko 13.12.08, 01:24
    przecież moje stwierdzenie było ironiczne :PPPP
    nie będę dążyła do wagi 45 kg żeby zadowolić jakiś oszołomów
  • joankb 13.12.08, 20:06
    Możliwe, że niektóre (zwłaszcza niektóre...) uważają mnie za wieszak :)). Równo
    mi to powiewa... Jestem szczuplakiem, wszystkie w mojej rodzinie bliższej i
    dalszej takie są.
    Mój ideał kobiety to kobieta szczupła, smukła, gibka...
    --
    Zapłatą za grzech jest śmierć, ale taka sama jest nagroda za cnotę.
  • stary_dywanik 14.12.08, 17:31
    joankb napisała:

    > Możliwe, że niektóre (zwłaszcza niektóre...) uważają mnie za
    wieszak :)). Równo
    > mi to powiewa... Jestem szczuplakiem, wszystkie w mojej rodzinie
    bliższej i
    > dalszej takie są.
    > Mój ideał kobiety to kobieta szczupła, smukła, gibka...


    O to tak jak u mnie... i też mam taki niepoprawny politycznie ideał
    kobiety :))
    --
    Prężmy Pierś
  • pierwszalitera 14.12.08, 17:44
    stary_dywanik napisała:

    > > Mój ideał kobiety to kobieta szczupła, smukła, gibka...
    >
    >
    > O to tak jak u mnie... i też mam taki niepoprawny politycznie ideał
    > kobiety :))

    No nie, nie czujcie się dyskryminowane. ;-) Szczupła kobieta, to nie znaczy jednak wychudzona. I nie zawsze też gibka. ;-) Ja też z całym podziwem dla pełniejszych kształtów dbam na sportowo o sylwetkę i e miarę szczupły wygląd. Tylko nie orientuję się jak niektórzy na liczbach i nastoletnich modelkach. ;-)
  • semele2 14.12.08, 17:55
    Ej no, bo to są dwie różne sprawy. Kobiety szczupłe z natury to co innego, niż
    takie, które sobie wymyśliły, że będą wyglądać tak i tak, więc od 10 lat chodzą
    głodne ;). Różnica jest w głowie no i w zdrowiu. Wy jesteście po prostu sobą,
    gdybym ja nagle postanowiła się odchudzić do Waszego poziomu, to nikt by ze mną
    nie wytrzymał, bo Sem głodna to Sem zła ;).

    A poważnie - przeczytałam dzisiaj na blogu notkę dziewczyny, która zachowuje się
    jak anorektyczka (po awanturze z rodzicami obiecała, że od przyszłego tygodnia
    będzie "jeść normalnie", więc do tego czasu głodzi się na zapas - i to dosłownie
    głodzi). I tutaj chyba przebiega różnica. Bo czym innym jest docenianie urody
    kobiet z natury drobnych (takich, jak Wy), a czym innym kult morderczej
    szczupłości, który próbowałyśmy tutaj trochę zwalczać. Pierwsze prowadzi do
    uznania różnorodności kobiecych sylwetek, drugie - do takich notek, jak ta na
    blogu.
    --
    74/116
  • stary_dywanik 14.12.08, 18:42
    semele2 napisała:

    > Ej no, bo to są dwie różne sprawy. Kobiety szczupłe z natury to co
    innego, niż
    > takie, które sobie wymyśliły, że będą wyglądać tak i tak, więc od
    10 lat chodzą
    > głodne ;).

    Ja wiem, że to są różne sprawy :)) to, że część osób ich nie
    rozróżnia to już zupełnie inna kwestia...
    Nakręcona jestem troszkę po dyskusji na Balkonetce (pod notką o
    koralach) o "kobiecych kształtach" i o tym co jets "politycznie
    poprawne".

    Nie ukrywam, że jestem odrobinę przewrażliwiona, ale jestem drobnej
    budowy i jako chude dziecko, chuda nastolatka i teraz bardzo
    szczupła kobieta się nasłuchałam różnych przykrości
    --
    Prężmy Pierś
  • tfu.tfu 14.12.08, 18:52
    uch, to ja Ci powiem, że miałam zawsze na odwrót, jak jadłam w szkolę kanapkę,
    to się na mnie patrzyli jak na przestępcę, a moje chudzieńkie koleżanki
    wtryniały 6 buł i spoko ;)
    moje najlepsze przyjaciółki - na zasadzie przeciwieństw: drobne, wiotkie,
    oniryczne dziewczątka ;) z tym, że rzeczywiście szczuplaszki naturalne, żadna
    się nigdy nie głodziła.
    najważniejsze jest to, czy się człowiek sam ze sobą dobrze czuje :) wtedy inni z
    nami tez czują się dobrze. a różnorodność w przyrodzie jest najważniejsza. i nie
    ma tak, że każdemu się musi podobać według sztancy, na szczęście :)

    --
    .............. fusy precz!
    dobry nabiustnik zmienia świat na lepsze! ;)
  • joankb 14.12.08, 19:03
    Ja jak stary_dywanik - szczupłość ludzie komentują śmielej...
    Wieszak, patyk, worek kości, no takiej szkapy dawno nie widziałam - mogę długo....
    Do łagodnych należy - a Pani coś jada???, za to zdarzyło mi się w całkiem
    oficjalnych okolicznościach... W których nota bene nikt by się nawet nie
    ośmielił stwierdzić "a Pani nie za dużo je??"
    --
    Zapłatą za grzech jest śmierć, ale taka sama jest nagroda za cnotę.
  • semele2 14.12.08, 19:20
    Reasumując: chamstwem i krzywdzeniem jest ocenianie ludzi po wyglądzie.

    A ludzie komentują różne rzeczy. Mnie sie najbardziej oberwało, kiedy się
    zakochałam. Bo mój TŻ jest dobre 20kg lżejszy ode mnie. Nam to odpowiada, ale w
    naszym otoczeniu - nie wszystkim. Teraz już na szczęście komentarze się znudziły.
    --
    74/116
  • kuraiko 14.12.08, 19:18
    tfu.tfu ------> nie wiedziałaś, że ludzie z nadwagą, ewentualnie z
    wagą w normie, ale "więksi" niż laski z BMI 18 nie mają prawa jeść
    publicznie? ;)))) a już na pewno żadnych słodyczy, drożdżówek,
    kebabów.
    bo jak jesz to są spojrzenia i komentarze w stylu "gruba a wtyka
    słodycze", "gruba i jeszcze się obżera" :/ jedyne co potrafię
    zrozumieć, to krytykę rodziców dziecka z widoczną nadwagą, którzy
    zabierają dziecko do fast fooda i kupują to co chce, czyli
    oczywiście pizzę, a nie zaproponują zdrowszej sałatki. albo
    kupowanie otyłym dzieciom słodyczy (bo same w hipermarkecie
    wybierają co chcą).

    ale tak serio to nie rozumiem. każda osoba ma prawo zjeść drożdżówkę
    na mieście jeśli zgłodniała. wg niektórych tylko szczupła, a ta z
    nadwagą nie powinna, "bo drożdżówka tuczy", a nikt nie pomyśli o tym
    że jeśli się przegłodzi, to w domu zje o wiele więcej. przynajmniej
    ja tak mam. niestety trudno o zdrowe przekąski, ja się staram
    wybierać batoniki musli. brak tanich barów sałatkowych, niestety...
    no i nie zawsze jest czas na to, żeby sobie siąść...
  • agafka88 14.12.08, 19:38
    > ja tak mam. niestety trudno o zdrowe przekąski, ja się staram
    > wybierać batoniki musli. brak tanich barów sałatkowych, niestety...

    ja ostatnio sobie sprawdziłam wartość kaloryczną takiego jednego batonika musli
    i wartość kaloryczna 500 kalorii w 100g. Tyle co moje kochane chipsy ;)
  • semele2 14.12.08, 19:42
    Czyli - batoniki musli to taki sam mit, jak 75B? ;)
    --
    74/116
  • turzyca 14.12.08, 19:47
    Nie do konca. Bo jednak nie zawieraja glownie tluszczu i skrobii, jakis tam
    blonnik sie po nich paleta, ale zdecydowanie miesci sie w kategorii "deser" a
    nie "niskokaloryczna przekaska". W ogole warto czytac opakowania, rozne
    niespodzianki sie tam znajduja. :)
  • semele2 14.12.08, 19:53
    Kiedyś chciałam być dzielna i dietetycznam więc wymyśliłam sobie, że jak już mam
    ochotę na ciasteczka, to niech będą takie zdrowe, z pełnego ziarna i z innymi
    takimi bajerami - sama natura. Tknęło mnie i przeczytałam informację na
    opakowaniu, chociaż nigdy tego nie robię. Moje cudowne, dietetyczne ciastka
    miały więcej kalorii, niż delicje. Obśmiałam się jak ta norka. Podejerzewam, że
    to był ten moment, kiedy postanowienie diety poszło się bujać ;)
    --
    74/116
  • agafka88 14.12.08, 19:51
    semele2 napisała:

    > Czyli - batoniki musli to taki sam mit, jak 75B? ;)

    Ja zwracam uwagę tylko, żeby nie rzucać się na wszystko co light czy powszechnie
    uznawane za zdrowe. Po prostu warto sprawdzić zawartość odżywczą/kaloryczną. Ja
    właśnie tego batonika znalazłam na półce ze zdrową żywnością.

    Zresztą niektóre znane mi osoby miały tak, że zjadły sobie przykładowo 10 takich
    batoników, bo przecież zdrowe to można jeść niewiadomo ile. A jak we wszystkim,
    ważny jest umiar.

    Ja jestem często tępiona za moją miłość do chipsów - czasami mam okresy, że
    zjadam jedną paczkę (małą) codziennie lub co dwa dni. I często mam komentarze:
    łeeeeeee, to niezdrowe. A ja po prostu nie lubię słodyczy, wole przekąski
    wytrawne. Juz nawet nie pamiętam kiedy z własnej woli kupiłam sobie batonika :P
  • kuraiko 14.12.08, 20:26
    ja patrzę głównie na skład, a nie na kalorie.
    czipsy są strasznie śmieciowe, do tego w moim przypadku
    ciężkostrawne, zawierają glutaminian sodu.

    przeciętny batonik musli, jaki wybieram, ma 300-450 kcal (w 100
    gramach), czyli mniej niż tabliczka czekolady, a jego waga to ok 30g.
    poza tym najczęściej mają same naturalne składniki.
  • pierwszalitera 14.12.08, 21:20
    kuraiko napisała:

    > przeciętny batonik musli, jaki wybieram, ma 300-450 kcal (w 100
    > gramach), czyli mniej niż tabliczka czekolady, a jego waga to ok 30g.
    > poza tym najczęściej mają same naturalne składniki.

    A co dla ciebie są naturalne składniki? Poza tym zapominasz, że człowiek to nie maszyna i liczeni kalorii już od dawna się nie sprawdza. Słodkie batoniki podkręcają gwałtownie wydzielanie insuliny, poczucie głodu szybciej wraca i w konsekwencji przy następnym posiłku jesz więcej. Batoniki musli to wielkie dietetyczne oszukaństwo. ;-)
  • kuraiko 14.12.08, 21:49
    yhmmmm oczywiście lepiej bym zrobiła jedząc czipsy jak agafka ;)

    naturalne składniki to dla mnie po prostu brak syfu typu glutaminian
    sodu, różne "E", barwniki (ok, te czasem są naturalne), benzoesan
    sodu itp.
    no i w moim przypadku ta teoria (zjem batonik, to i zjem więcej na
    obiad) się nie sprawdza, jest wręcz przeciwnie. takiego batonika się
    je właśnie jak chce się chwilowo zabić głód, nikt zdrowy na umyśle
    nie oczekuje od 30g przekąski uczucia sytości jak po obiedzie.
    no to ciekawa jestem co proponujesz osobie zabieganej na mieście,
    która nie ma czasu wstąpić do baru tylko chce coś na szybko kupić w
    spożywczym. głodzić się?
  • pierwszalitera 14.12.08, 22:09
    kuraiko napisała:

    > no to ciekawa jestem co proponujesz osobie zabieganej na mieście,
    > która nie ma czasu wstąpić do baru tylko chce coś na szybko kupić w
    > spożywczym. głodzić się?

    A ta zabiegana na mieście osoba to ty? ;-) Nie było czasu zjeść śniadania i zrobić sobie kilka kanapek do torby? A na mieście, to można też kupić sobie choćby jakąś bułkę. A w spożywczym dwa banany i kefirek do tego. Na przykład. ;-)
  • kuraiko 14.12.08, 22:26
    a czemu akurat ja? mało to osób, które kupują coś do przegryzienia?
    banan i kefir to trochę kłopotliwe jedzenie "w biegu". bułki są
    suche.

    ja lubię batony musli, a o kaloriach napisałam w odniesieniu do
    postu agafki, w którym pisze, że batonik ma tyle kcal co czipsy
    (więc ona woli czipsy)
  • pierwszalitera 14.12.08, 22:49
    kuraiko napisała:

    > a czemu akurat ja? mało to osób, które kupują coś do przegryzienia?
    > banan i kefir to trochę kłopotliwe jedzenie "w biegu". bułki są
    > suche.

    A batoniki kleją się do zębów. ;-) Kłopotliwość jest relatywna, ale jak zechcesz to wszystko można zrównać z ziemią.

    > ja lubię batony musli, a o kaloriach napisałam w odniesieniu do
    > postu agafki, w którym pisze, że batonik ma tyle kcal co czipsy
    > (więc ona woli czipsy)

    Bo to faktycznie wsio ryba, batoniki i czpisy to (kaloryczne) używki, a nie jedzenie.
  • turzyca 14.12.08, 22:52
    Pytanie czy zdajesz sobie sprawe, ze ten batonik ma tyle kalorii ile powinno
    miec sniadanie.
    Co mozna kupic? Na ten przyklad jogurt pitny.
    A ja w ogole jestem z tych, ktorzy w torebce nosza lyzeczke i jak mnie napada to
    kupienie sobie twarozku czy czegokolwiek innego wymagajacego spozycia sztuccem
    nie jest problemem.

    A co do rzucania sie na zarcie po powrocie do domu jest na to prosty patent.
    Kubek bulionu. Ja korzystam z gotowego, z suszonych warzyw i drozdzy, ale w domu
    wywar na zupe zazwyczaj stal w lodowce, wystarczylo rozcienczyc wrzaca woda i
    bulion gotowy. A po takim cieplym kubku od razu czlowiek inaczej patrzy na jedzenie.
  • daslicht 14.12.08, 23:03
    O, robię podobnie, tyle, że piję herbatkę ziołową jakąś, bo zupki w
    proszku to sama sól. I faktycznie pomaga, hamuje dziką gastrofazę ;)

    A co do jedzenia na ulicy, to znam ten ból, jak byłam 30 kilo
    grubsza niż obecnie to też chciało mi się czasem jeść (cyborgiem nie
    jestem). Nie jadłam żadnych hamburgerów ani batoników, tylko jakieś
    bułki, jabłka, kefirki (są fajne małe buteleczki) a i tak swoje
    usłyszałam/zobaczyłam. Denerwowało mnie to strasznie, bo przytyłam
    po hormonach, a według oceniających ludzi obżerałam się czipsami
    przed telewizorem :/ Ludzie są okrutni - gie wiedzą, a komentują!

    Teraz mam uraz i na ulicy piję tylko wodę lub sok z marchwi.
    --
    71/109 --> 30JJ/65P
    My się tu chyba nie rozumiemy :) ja się czuję TAK lub TAK a wszyscy myślą, że TAK
  • tfu.tfu 15.12.08, 13:04
    a ja chromolę :P mogę być gruba i szczęśliwa :P lepiej tak niż być wiecznie
    niezadowolonym z własnych wyimaginowanych niedoskonałości, bo każda z nas jest
    doskonała taka, jaka jest: jedyna, niepowtarzalna, wspaniała.AMEN!
    Dziewczyny, przestańcie sobie wmawiać :) nawet jak
    schudniecie/przytyjecie/odmarszcycie się/pozbędziecie cellulitu i inne tego
    typu, to nic nie zmieni, jeśli w głębi będziecie do siebie nastawione na "nie".
    a to, że ludziska głupie i gadają? tym się można mając lat naście przejmować, a
    potem trzeba olać i się polubić!
    --
    .............. fusy precz!
    dobry nabiustnik zmienia świat na lepsze! ;)
  • aadrianka 15.12.08, 13:16
    tfu.tfu napisała:

    > a ja chromolę :P mogę być gruba i szczęśliwa :P lepiej tak niż być
    wiecznie
    > niezadowolonym z własnych wyimaginowanych niedoskonałości, bo
    każda z nas jest
    > doskonała taka, jaka jest: jedyna, niepowtarzalna, wspaniała.AMEN!
    > Dziewczyny, przestańcie sobie wmawiać :) nawet jak
    > schudniecie/przytyjecie/odmarszcycie się/pozbędziecie cellulitu i
    inne tego
    > typu, to nic nie zmieni, jeśli w głębi będziecie do siebie
    nastawione na "nie".
    > a to, że ludziska głupie i gadają? tym się można mając lat naście
    przejmować, a
    > potem trzeba olać i się polubić!

    Swiete slowa pani dobrodziejki:)
    Atrakcyjnosc i seksapil ma sie w glowie, a nie w pasie, biodrach czy
    udach:)
    --
    Dobrze dobrany stanik
  • tfu.tfu 15.12.08, 13:21
    no bo to tak działa, jakbym sie wszystkimi moimi "niedoskonałościami"
    przejmowała, to bym umarła na wrzody żołądka ;)
    inna rzecz, że fajny stanik też mi poprawia :P mogę na wierzchu w barchanach,
    ale jak założę ładny stanik, to się czuję jak księżniczka i nawet przez te
    barchany widać moje samopoczucie ;)
    --
    .............. fusy precz!
    dobry nabiustnik zmienia świat na lepsze! ;)
  • madzioreck 16.12.08, 17:23
    Ludzie zawsze znajdą coś, o co się można czepić, o czym można gadać. Dziś
    powiedzą schudnij, a jak schudniesz - lewą nogę sobie przestaw...
    --
    78/120 - 70(32)JJ/70P
  • siamese67 15.12.08, 18:38
    Droga tfu.tfu, Siostro Ty moja w rozumie!!! jestem dokładnie tego samego zdania. Lepiej być grubym i szczęśliwym/zadowolonym/doceniać_to,_co_się_ma, niż jojczyć, jęczeć i marudzić. Za dużo jest ludzkiego nieszczęścia na świecie, żebym przejmowała się takimi drobiazgami jak nadwaga, zmarszczki czy cellulit. Trzeba siebie polubić, kochać i szanować. I to przychodzi z wiekiem. Zapewniam - po czterdziestce człowiek czuje się znacznie lepiej niż mając lat naście czy nawet dwadzieścia parę.
    --
    Jezusmaria, Magda-z-Inką, ja zaraz oszaleję!!!

    moje zabawki na jesienne wieczory
  • tfu.tfu 15.12.08, 19:32
    u mnie przyszło po 30-tce ;) całkiem niedawno i szczerze: trzeba mieć gdzieś "co
    ludzie powiedzą", bo to nasze życie, a nie ichnie ;) inna rzecz, że ta moda na
    diety, śmety, kabarety wymusza na nas niejako to, że się czujemy nieatrakcyjne.
    ja tylko napisze, że wolę być ideałem, a nie musieć dążyć do jakiegoś ;) no i
    jestem ideałem :P :D dla siebie, dla mojego Ukochanego, dla mojego psa nawet :P
    resztę mam gdzies, czyli nigdzie :)
    ściskam siamese mocno niczym obwód w ruby pink ;)
    --
    .............. fusy precz!
    dobry nabiustnik zmienia świat na lepsze! ;)
  • ciri1971 15.12.08, 19:52
    O, mnie też po 30-tce oświeciło:)i dobrze mi z tym. Załapię się na
    uściski?
    --
    77/98
  • winter76 15.12.08, 20:12
    U mnie też po 30-stce,czyli od niedawna :)
    --
    17.11.2004-witam Cię Syneczku:-)
    -----
    A poczcie gazetowej mówię stanowcze:NIE! I rzadko tam zaglądam...;)
  • aadrianka 15.12.08, 20:17
    Ha, a u mnie przed 30:D
    --
    Dobrze dobrany stanik
  • kuraiko 15.12.08, 21:36
    spoko, to mnie do 30-stki brakuje tylko 5 lat z małym haczykiem xD
  • pierwszalitera 14.12.08, 23:15
    turzyca napisała:

    > A co do rzucania sie na zarcie po powrocie do domu jest na to prosty patent.
    > Kubek bulionu. Ja korzystam z gotowego, z suszonych warzyw i drozdzy, ale w dom
    > u
    > wywar na zupe zazwyczaj stal w lodowce, wystarczylo rozcienczyc wrzaca woda i
    > bulion gotowy. A po takim cieplym kubku od razu czlowiek inaczej patrzy na jedz
    > enie.

    No to intuicyjnie wykorzystujesz sposób dietetyków na wściekły głód. :-) To się autentycznie zaleca, też przy takich "jestem głodna, ale nie wiem dlaczego, bo przecież zjadłam sporo" problemach.
  • agafka88 14.12.08, 23:05
    kuraiko napisała:

    > yhmmmm oczywiście lepiej bym zrobiła jedząc czipsy jak agafka ;)
    >

    Chipsy nie są głównym elementem mojej diety, więc nie masz się co czepiać :P

    > no to ciekawa jestem co proponujesz osobie zabieganej na mieście,
    > która nie ma czasu wstąpić do baru tylko chce coś na szybko kupić w
    > spożywczym.

    Jabłko? gruszkę?
  • kuraiko 15.12.08, 00:28
    agafka - batoniki musli też nie są głównym elementem mojej diety ;)
    jabłko dobry motyw, tylko zawsze mnie wkurzało mycie jabłka w
    toalecie w centrum handlowym :P
  • plica 15.12.08, 07:28
    > no to ciekawa jestem co proponujesz osobie zabieganej na mieście,
    > która nie ma czasu wstąpić do baru tylko chce coś na szybko kupić w
    > spożywczym. głodzić się?

    gorzka czekolade :)
    albo np. avocado.
    obie rzeczy zatykaja glod na jakis czas i nie wywoluja napadow wilczego glodu. przetestowane na odchudzajacym sie mezu :)
    --
    Wierzę w ciała zmartwychwstanie poprzez czułość, przytulanie
  • kuraiko 14.12.08, 19:07
    mam znajomą, dla której waga 42kg (a jest tylko 1cm ode mnie niższa)
    to norma, dla niej jest wyczynem utyć chociaż 1kg, przypadkowo utyła
    za granicą do 46kg i czuła się atrakcyjniejsza, teraz znowu chce
    tyle ważyć. gdybym ja się zaczęła odchudzać do wagi ok 45kg czyli i
    tak więcej niż ona waży, to rodzice by mnie chyba odesłali do
    czubków (jak słyszałam od nich, że przy wadze 55 wyglądam jak
    anorektyczka - wierutna bzdura :/), większość znajomych uznałoby
    mnie za pomyloną no i nieochybnie zniszczyłabym sobie zdrowie.
    powiedzmy, że nie jest fajnie przy takim samym wzroście ważyć prawie
    20kg więcej, ale bez przesady...
    najgorsze dla tej dziewczyny były zawsze podejrzenia o anoreksję i
    namawianie do jedzenia przez osoby, które słabo ją znały, bo laska
    wcale nie je mało...
  • joankb 14.12.08, 19:27
    Kuraiko - ja Cię jednak zastrzelę...
    WCALE nie potrzebuję dodatkowych kilogramów żeby poczuć się ATRAKCYJNIEJSZA.
    Znowu powielasz stereotypy...
    Jedyne co bym sobie poprawiła to łapki - wolałabym mieć pełniejsze nieco.
    Ale łapki tyć nie chcą i kropka. Ćwiczonka też gdzieś mają...Jak miewam okresy
    plus 2-3 kilogramowe to zupełnie nie tu :))

    --
    Zapłatą za grzech jest śmierć, ale taka sama jest nagroda za cnotę.
  • kuraiko 14.12.08, 19:34
    maaaaaatko
    ja pisałam o KONKRETNYM przypadku, gdzie dziewczyna całe lata ważyła
    40-42 kg i CZUŁA SIĘ ATRAKCYJNA, a potem utyła, powiększył jej się
    biust i pupa i stwierdziła, że jednak w tym wydaniu czuje się lepiej.
    na dodatek ona NADAL miała BMI poniżej normy.
    chciałam tylko przedstawić przypadek osoby naturalnie szczupłej,
    wręcz chudej, nie widzę żadnego powielania stereotypów.
    nawet nie wiem ile ważysz, ile masz wzrostu, jak wyglądasz, a tamtą
    dziewczynę poznałam w okresie dojrzewania i znam jej wahania wagi,
    wzrost i wiem jak wyglądała ważąc tyle a tyle, poza tym nie oceniam
    kiedy wyglądała lepiej, a jedynie piszę o jej własnych odczuciach.
  • kuraiko 14.12.08, 19:36
    a na dodatek większa część mojej wypowiedzi odnosiła się do mnie ;)
    że ona ważąc malutko miała to po prostu "sama z siebie" natomiast
    gdybym ja chciała schudnąć do jej wagi, to musiałabym mieć coś z
    głową
  • joankb 14.12.08, 19:46
    A wyszło Ci jak wyszło - przytycie i atrakcyjność, schudnięcie i "coś z głową"...
    Mamy, niestety dwa, równie szkodliwe stereotypy. Medialny, który wpędza kobiety
    w anoreksję i "szeptany" o większej atrakcyjności i "kobiecości" tych okrąglejszych.
    Ofiary obu mają po równo przerąbane.
    Mam 159 mniej więcej i od 44 do 47 mniej więcej :))

    --
    Zapłatą za grzech jest śmierć, ale taka sama jest nagroda za cnotę.
  • agafka88 14.12.08, 19:55
    joankb napisała:
    .
    > Mam 159 mniej więcej i od 44 do 47 mniej więcej :))
    >
    Moja mama ma 7 cm więcej niż Ty, a waży mniej więcej tyle co Ty. Przed ślubem
    ważyła prawie 60. I dlatego często się śmieje, że tata i my dzieci wyssaliśmy z
    niej soki życiowe ;) Może to prawda, bo jedyny okres, kiedy mama przytyła, był
    wtedy, kiedy kilkanaście lat temu wyjechała do pracy za granicę.

    Tak czy siak mama nie może przytyć, taka już jej uroda. I od razu zaznaczam, że
    mama nigddy nie stosowała żadnych diet ani niczego takiego.
  • kuraiko 14.12.08, 19:59
    no sorry, ale dla mnie obiektywnie złe jest dążenie dziewczyny do
    BMI 16-17...
    dziewczyna utyła i poczuła się atrakcyjniejsza, ja schudłam i
    poczułam się atrakycjniejsza - czemu mamy przemilczać fakty?
    ja nie piszę, że ona wyglądała źle ważąc mniej. wyglądała normalnie.

    piszę też, że MOJA rodzina i MOI znajomi uznaliby, że coś jest nie
    tak, że chcę się doprowadzić do takiej niskiej wagi.
    jak ktoś ma taką niską wagę naturalnie, to w porządku, jak
    dziewczyna chce się odchudzić do wagi, którą przy jej wzroście
    lekarze określają jako "niedowagę", "ryzyko utraty zdrowia", to coś
    chyba jest nie tak.
    zastanów się skąd się bierze ten "szeptany" stereotyp. kobiety mają
    naturalnie więcej tkanki tłuszczowej niż mężczyźni, tłuszcz
    naturalnie odkłada im się na pośladkach, biodrach, udach (produkcja
    estrogenu i takie tam), większość dziewczynek tyje w okresie
    dojrzewania. a dzisiejszy świat (zwłaszcza media) wciska im, że są
    grube, nie pasują do wizerunku młodej przebojowej dziewczyny, która
    obowiązkowo musi być "fit" i mieścić się w ciuchy rozmiaru S,
    ostatecznie M. dlatego (moim zdaniem) pojawił się ten stereotyp
    szeptany, żeby przywrócić pulchniejszym dziewczynom wiarę w siebie,
    niekoniecznie dlatego żeby dokopać szczupłym, chociaż to jest
    oczywistą konsekwencją. i tak jak większe laski wyzywa się od
    kaszalotów, tak szczupłe od wieszaków.

    ja naprawdę wiele bym dała, żeby być szczupła i zgrabna, a
    przynajmniej żeby taka być w dzieciństwie i wieku nastoletnim.
    oszczędziłoby mi to wielu upokorzeń, łez. nawet jeśli bym miała być
    wyzywana od "wieszaków"... to i tak w gazetach dominowałyby
    dziewczyny podobne do mnie, nie miałabym problemu z kupnem spodni
    czy ładnej sukienki (o ile oczywiście miałabym proporcjonalną
    figurę) itd itp
  • semele2 14.12.08, 20:09
    Wiecie co, to jest jak dyskusje duży biust vs mały biust. Każdemu się wydaje, że
    jest bardziej nieszczęśliwy, bo bardzo dobrze pamięta, co usłyszał niemiłego na
    swój temat. A o tym, co słyszy druga strona, to się często nawet nie wie, bo
    ludzie się raczej takimi rzeczami nie chwalą. Przeglądałam kiedyś jakiś wątek na
    LMB i byłam w szoku, że dziewczyny tam piszą, że biuściaste mają łatwiej, bo ich
    nikt od desek nie wyzywa. Wszystkie moje przymierzalnie w bieliźniakach mi
    stanęły przed oczami ;).

    Zdarzają się ludzie, którzy z okrucieństwa lub zwykłej bezmyślności gnębią
    bliźnych. Oberwać można za: grubą sylwetkę, szczupłą sylwetkę, duży biust, mały
    biust, długie nogi, krótkie nogi, proste włosy, kręcone włosy i każdy z 12 typów
    figury. Podejrzewam, że za chęć do życia i miłość do ojczyzny też by się dało.
    To po co się przejmować?
    --
    74/116
  • stary_dywanik 14.12.08, 20:18
    kuraiko napisała:

    nie miałabym problemu z kupnem spodni
    > czy ładnej sukienki (o ile oczywiście miałabym proporcjonalną
    > figurę) itd itp

    Ja mam 30cm (58cm/88cm) wcięcia w talii czyli niby wzorcem
    proporcjonalności jestem a spodni na mnie w sklepach nie ma WCALE!!!

    Nie wiem skąd wziął się mit, że szczupłe osoby mogą kupić ubrania
    bez problemu... To bzdura jest!
    --
    Prężmy Pierś
  • kuraiko 14.12.08, 20:20
    chociażby stąd, że jak schudłam w tyłku i udach, to nagle udało mi
    się łatwiej kupić dżinsy niż wcześniej :P chociaż też nie było łatwo.
    za to spodni w rozmiarze 29 było w sklepach dostatek.
  • pierwszalitera 14.12.08, 21:11
    kuraiko napisała:

    > chociażby stąd, że jak schudłam w tyłku i udach, to nagle udało mi
    > się łatwiej kupić dżinsy niż wcześniej :P chociaż też nie było łatwo.
    > za to spodni w rozmiarze 29 było w sklepach dostatek.

    Opowiadasz. Jak nie wchodzisz w 29, to bierzesz 30, albo więcej i odcinasz metkę. Ja specjalnie kupują większe spodnie, bo wygląda się szczuplej niż wciśnięta w kiełbaskę. A ty nawet nadwagi nie masz, a panikujesz ze swoją figurą, jakby od niej zależało całe szczęście. Wyobraź sobie, że bardzo atrakcyjni ludzie wcale nie są bardziej zadowoleni z życia od "normalniaków". A gdybyś ty wyglądała według twojego wyobrażenia idealnie, to na pewno byś sobie jakiegoś pecha wymyśliła. ;-) Nie kokietuj swoją wagą, bo ktoś z autentyczną otyłością może się wkurzyć. ;-)
  • tfu.tfu 14.12.08, 21:25
    ja tam sie nie wkurzę ;) mnie to rybka, jestem piękna jaka jestem i koniec :P a
    jak się komu nie podoba, może popatrzeć w inną stronę ;)
    a propos podobania: mi najbardziej podobaja się dziewczyny/kobiety, które same
    sobie się podobają :) niezależnie od gabarytów ;)
    --
    .............. fusy precz!
    dobry nabiustnik zmienia świat na lepsze! ;)
  • pierwszalitera 14.12.08, 21:33
    tfu.tfu napisała:

    > a propos podobania: mi najbardziej podobaja się dziewczyny/kobiety, które same
    > sobie się podobają :) niezależnie od gabarytów ;)

    Takie się wszystkim podobają, dlatego, jak ktoś bezustannie powtarza, że jest brzydki, niezgrabny i za gruby, to zaczynam mu wierzyć i też przestaje mi się podobać. Logiczne prawda? ;-)
  • kuraiko 14.12.08, 21:42
    zaraz... nie chodzi o rozmiar, bo mnie wisi, czy mam na metce 33 czy
    31 (teraz noszę 31), dopóki mogę bez problemu zakupić taki rozmiar.
    tymczasem poszukiwania takich spodni w cenie do 100zł, jeszcze
    takich żeby mi się podobały (bez durnych różowo srebrnych haftów i
    ozdóbek które uwielbiają nastolatki) i ładnie na mnie leżały, są
    naprawdę bardzo długie i żmudne. jak miałam w biodrach 100cm to
    kupno na mnie dżinsów to były katusze.

    i nikogo nie kokietuję swoją wagą. mam prawo być niezadowolona ze
    swojej sylwetki tak samo jak osoba z nadwagą, jak i z niedowagą. no
    chyba, że kogoś w oczy kole moja prawidłowa waga, a na dodatek
    większość mi mówi, że wyglądam na więcej niż mam, więc o co w ogóle
    chodzi.
    przecież nie piszę rzeczy w stylu "ooooch jestem taka gruba, same
    wałki tłuszczu, muszę schudnąć 10kg", parę postów napisałam, że
    uważam taką postawę za głupotę

    no ale wiesz, ile razy widzę, że napisałaś coś do mnie, to od razu
    wiem, że na 90% to jest coś uszczypliwego, niemiłego, więc powoli
    przestaję się przejmować. jak widać wszędzie musi być ktoś, kto
    porobi za kozła ofiarnego i czyje wypowiedzi będą pod lupą.
  • pierwszalitera 14.12.08, 22:05
    kuraiko napisała:

    > zaraz... nie chodzi o rozmiar, bo mnie wisi, czy mam na metce 33 czy
    > 31 (teraz noszę 31), dopóki mogę bez problemu zakupić taki rozmiar.
    > tymczasem poszukiwania takich spodni w cenie do 100zł, jeszcze
    > takich żeby mi się podobały (bez durnych różowo srebrnych haftów i
    > ozdóbek które uwielbiają nastolatki) i ładnie na mnie leżały, są
    > naprawdę bardzo długie i żmudne. jak miałam w biodrach 100cm to
    > kupno na mnie dżinsów to były katusze.

    Zmyślasz. 100cm w biodrach o nie jest aż tak wiele i ponieważ też prawie tyle mam, wiem, że nie jest aż tak trudno dostać pasujące spodnie. To zaledwie odzieżowy rozmiar 38-40. Chyba, że szukasz na dziecięcych stoiskach.


    > i nikogo nie kokietuję swoją wagą. mam prawo być niezadowolona ze
    > swojej sylwetki tak samo jak osoba z nadwagą, jak i z niedowagą. no
    > chyba, że kogoś w oczy kole moja prawidłowa waga, a na dodatek
    > większość mi mówi, że wyglądam na więcej niż mam, więc o co w ogóle
    > chodzi.

    Powiedziano ci, że wglądasz na więcej, bo swoją negatywną postawą prawie od nas to sama wymusiłaś. Było to coś w rodzaju przekory. Nie trzeba było tak entuzjastycznie zapewniać, że jest się klocem. ;-)


    > przecież nie piszę rzeczy w stylu "ooooch jestem taka gruba, same
    > wałki tłuszczu, muszę schudnąć 10kg", parę postów napisałam, że
    > uważam taką postawę za głupotę

    To jest właśnie kokietowanie. Gdybyś napisała jak wyżej, byłabyś przynajmniej autentyczna. A ty piszesz, jak pasuje akurat do wypowiedzi poprzednika. Niby twoim ideałem są wychudzone modelki i chciałabyś być bardzo szczupła, tak by nawet ktoś mówił o tobie wieszak, a przyznawanie się do tego uważasz za głupotę. Gubisz się we własnej logice.

    > no ale wiesz, ile razy widzę, że napisałaś coś do mnie, to od razu
    > wiem, że na 90% to jest coś uszczypliwego, niemiłego, więc powoli
    > przestaję się przejmować. jak widać wszędzie musi być ktoś, kto
    > porobi za kozła ofiarnego i czyje wypowiedzi będą pod lupą.

    Ja nie mam osobiście nic przeciwko tobie i nawet pomijam twoje wypowiedzi jak się da, ale czasem nie da rady i czytam wtedy u ciebie ciągle to samo. Zaskocz nas czymś innym, to będę pierwsza, która się z tego ucieszy. :-)
  • agafka88 14.12.08, 23:07
    pierwszalitera napisała:

    > kuraiko napisała:
    >
    > > zaraz... nie chodzi o rozmiar, bo mnie wisi, czy mam na metce 33 czy
    >jak miałam w biodrach 100cm to
    > > kupno na mnie dżinsów to były katusze.
    >
    > Zmyślasz. 100cm w biodrach o nie jest aż tak wiele i ponieważ też prawie tyle m
    > am, wiem, że nie jest aż tak trudno dostać pasujące spodnie. To zaledwie odzież
    > owy rozmiar 38-40. Chyba, że szukasz na dziecięcych stoiskach.

    W 100% się zgadzam. Sama mam 99 cm w biodrach, czyli najszerszym miescu na tyłku
    - w kościach biodrowych mam 90. I wcale mi nie jest trudno kupić pasijących
    spodni. Spodniowo zawsze noszę 38. I nie mów mi, że nie ma 38ek w sklepach :P
  • agafka88 14.12.08, 23:13
    Co do tych spodni, to nie centymetry się liczą tylko proporcje. I też jak sporo
    osób tutaj, mam ok. 30 cm różnicy między talią, biodrami i biustem
  • pierwszalitera 14.12.08, 23:51
    agafka88 napisała:

    > Co do tych spodni, to nie centymetry się liczą tylko proporcje. I też jak sporo
    > osób tutaj, mam ok. 30 cm różnicy między talią, biodrami i biustem

    To prawda. Mam też 30cm różnicy. Tylko, że spodni nie kupuje się na talię. Takie są wprawdzie niesłychanie modne, ale klasyczne kończą się zwykle od wielu, wielu lat gdzieś w okolicach bioder (nie mam na myśli tych przesadnie nisko wyciętych) i nie muszą być idealnie dopasowane do szczupłej talii. Długość nogawek też czasem trudno dopasować, ale skracanie jest łatwiejsze od zwężania.
  • the_mariska 14.12.08, 23:32
    Mhm, zgadzam się :) 38 lub 40 w sklepach bez specjalnej spodniowej rozmiarówki
    (tylko takie zazwyczaj są na mnie za długie), w spodniowej rozmiarówce to będzie
    29 albo 30. Chociaż przyznam, że kupowanie spodni doprowadza mnie zawsze do
    szewskiej pasji, bo żadne nie są dopasowane jednocześnie w talii, biodrach,
    udach i na długość. Idę więc na kompromis i noszę głównie biodrówki lekko
    rozszerzane u dołu, często muszę je też skracać...
    --
    Lobby makes me proud of my figure! :)
    68/102 - mój kalkulatorek mówi, że to
    28J, ale i tak nie mam co nosić.. ;)
  • daslicht 14.12.08, 23:49
    Też noszę 38 lub 40 i też kupienie spodni to rzeźnia. Albo nie
    wcisnę udek, albo będzie się zsuwało i trzeba nosić pasek. Popularne
    mankamenty spodni to jeszcze wysokość do połowy tyłka i długość "na
    wysokie błota" czy "przystosowane do wkładania w kozaki". Oraz
    profilowanie "kobiece" czyli przy w miarę dobrej talii moge wsadzić
    w spodnie poduszkę plus długość za kolano (profilowane "kobieco" są
    ZAWSZE jeszcze krótsze niż zwykłe)
    --
    71/109 --> 30JJ/65P
    My się tu chyba nie rozumiemy :) ja się czuję TAK lub TAK a wszyscy myślą, że TAK
  • the_mariska 14.12.08, 23:53
    Dasz mi cynk, gdzie sprzedają takie profilowane 'kobieco'? Bo wszystkie spodnie,
    które są dopasowane w biodrach w talii pomieściłyby jeszcze pięciomiesięczny
    brzuch ciążowy i te o których piszesz mają szanse być na mnie dobre (choć i tak
    pewnie za długie ;)).
    --
    Lobby makes me proud of my figure! :)
    68/102 - mój kalkulatorek mówi, że to
    28J, ale i tak nie mam co nosić.. ;)
  • daslicht 15.12.08, 00:03
    W lumpeksach, modele z zeszłego stulecia, ale czasem wyglądały
    całkiem spoko i mierzyłam :)
    --
    71/109 --> 30JJ/65P
    My się tu chyba nie rozumiemy :) ja się czuję TAK lub TAK a wszyscy myślą, że TAK
  • kuraiko 15.12.08, 00:30
    "Dasz mi cynk, gdzie sprzedają takie profilowane 'kobieco'?" - ja
    takie kupuję na targu. nie mam na myśli spodni za 10-30zł, ale dość
    dobrej jakości za 70-100zł. z tym że przeważnie kupuję nie takie,
    jakie chciałam. kiedyś szukałam jednolicie czarnych rozszerzanych
    biodrówek (ale nie takich niskich) i nie było... i nadal nie
    znalazłam :/
  • psuj-ka 15.12.08, 09:22
    jedna rzecz - ja już nawet nie przymierzam spodni w "normalnych" sklepach a co dopiero na bazarkach. wszystkie moje spodnie pochodzą ze sklepów, które sprzedają tylko dżinsy i u nich spodnie mają 2 wymiary - szerokość/długość. i tam dostanę spodnie powiedzmy 31/36.

    nie pamiętam, żeby pasowały na mnie jakiekolwiek spodnie z bazarku, bo tam są totalnie chińskie rozmiary. i naprawdę nie warto ich tam szukać. ja płacę za spodnie koło 100zł, ale przynajmniej są mniej więcej do mnie dopasowane. zawsze kupowałam za luźne spodnie albo takie, które mocno się rozciągały po praniu i wyglądałam jakbym nosiła worek. ostatnio kupiłam jedne spodnie tak obcisłe, że ledwo się w pasie dopięłam i teraz po rozciągnięciu wyglądają super. a rozmiarówką się nie przejmuję :D

    aha i istnieje rozmiar 30, właśnie widzę na własnych dżinsach :D co prawda były kupione w americanos, czyli drożyzna, ale w normalnych sklepach też taki rozmiar występuje. specjalnie dla Ciebie sprawdziłam rozmiary moich spodni z metek (a i w biodrach i w udach mam ciut więcej niż Ty). w tym sklepie, gdzie zwykle kupuję dżinsy, mam rozmiar M i długość 36, i takie spodnie u nich mogłabym prawie w ciemno brać, niektóre są nawet za luźne w udziskach. a normalny rozmiar brytyjskich spodni (jeśli jakieś lumpeksowe itp) to 12.
  • zooba 15.12.08, 10:11
    Psuj-ka, a gdzie w Poznaniu za 100 zł można dostać dżinsy w wielu opcjach
    rozmiarowych? Trudno mi kupić spodnie na krótkie nogi, szerokie uda i wąską talię.
  • psuj-ka 15.12.08, 10:20
    chyba nie jestem w stanie Ci pomóc, bo ja moich spodni nie kupuję w Poznaniu, co zabawne firma, która produkuje te spodnie ma sklepiki tylko w mniejszych miastach :O przyzwoite ceny miewają czasem jeszcze w big starze i też mają podział szerokość/długość. generalnie raczej warto pochodzić po tych sklepach typowo "dżinsowych", bo rozmiarów na pewno mają pełno, a czasem się trafi na jakąś promocję, tańszy model itp.

    ewentualnie jeszcze zajrzyj do tematu na lobby odzieżowym :
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=58541&w=81203667&v=2&s=0
  • pitupitu10 15.12.08, 11:37
    > jedna rzecz - ja już nawet nie przymierzam spodni w "normalnych" sklepach a co
    > dopiero na bazarkach. wszystkie moje spodnie pochodzą ze sklepów, które sprzeda
    > ją tylko dżinsy i u nich spodnie mają 2 wymiary - szerokość/długość. i tam dost
    > anę spodnie powiedzmy 31/36.
    >
    > nie pamiętam, żeby pasowały na mnie jakiekolwiek spodnie z bazarku, bo tam są t
    > otalnie chińskie rozmiary. i naprawdę nie warto ich tam szukać.

    U mnie na bazarku jest DOKŁADNIE to samo, co w sklepach. Rozmiarówka zależy od
    firmy - jedne stosuję rozmiary S/M/L.., inne 36/38/40..., a jeszcze inne
    szerokość/wzrost. Wiadomo, że czasem trafi się szmelc, ale prawda jest taka, że
    duża część "bazarkowych" spodni produkowana jest w dokładnie tych samych
    fabrykach, co rzeczy "dżinsowych" firm.
  • kuraiko 15.12.08, 16:39
    tylko ja nie mam na myśli bazaru z chińszczyzną albo podróbami od
    sąsiadów zza wschodniej lub południowej granicy, ale stoiska ze
    spodniami polskich firm, które są dobrej jakości. kosztują ok 60-
    100zł i na pewno się nie rozwalają po kilku praniach. ja zazwyczaj
    kupuję u doświadczonej kobiety, która potrafi podać co trzeba i
    doradzić, a takie dziunie w "firmowych" sklepach patrzą jak na
    kosmitkę kiedy się prosi rozmiar większy niż 29. ogólnie nie widzę
    różnicy czy kupię te same spodnie w galerii handlowej czy na targu.
    jedyna różnica, że na targu są tańsze :P tak samo jest z
    bluzeczkami. identyczne widziałam w galerii za 50zł, a na targu za
    35zł bo po prostu tyle nie płacą za czynsz.
  • the_mariska 15.12.08, 16:59
    kuraiko napisała:
    ogólnie nie widzę
    > różnicy czy kupię te same spodnie w galerii handlowej czy na targu.
    > jedyna różnica, że na targu są tańsze :P tak samo jest z
    > bluzeczkami. identyczne widziałam w galerii za 50zł, a na targu za
    > 35zł bo po prostu tyle nie płacą za czynsz.

    Ja ostatnio dżinsy kupuję tylko w KDT, bo mam dość biegania po mieście i
    zastanawiania się czy przypadkiem w danym sklepie trafi się rozmiar 30/30. A tam
    zawsze są, może w niedużym wyborze, ale są. Inna sprawa, że ceny porównywalne z
    dżinsami z H&M, a w innych sieciówkach są czasem dużo tańsze...

    Co do bluzeczek - przypomniała mi się historia z mojej studniówki. Jako, że
    chodziłam do prywatnej szkoły, bywały w niej takie przypadki, które na wszelkie
    zakupy jeździły do Warszawy "bo w Lublinie nic nie ma" (choć jak teraz porównuję
    zaopatrzenie sklepów lubelskich i warszawskich to stwierdzam, że miały trochę
    racji ;)). Przed studniówką to w ogóle był szał, dziewczyny licytowały się ile
    wydały na swoją boską kreację z warszawskiej galerii (rekord padł chyba w
    okolicach.. 3000zł?). Jakież więc było moje zdziwienie, kiedy jedna z tych
    dziewczyn, na widok mojej sukni za 250zł z targu (która wyglądała <a
    href="http://www.liceum.paderewski.lublin.pl/wydarzenia/2005_06/studniowka2006/images/1.jpg>tak</a>
    . Ja to oczywiście ta w pierwszej parze :)) zbladła, poczerwieniała i wyszeptała
    "O Boże! Miałam sobie kupić taką samą!". Nie wiem, ile za nią chciała dać, ale
    podejrzewam że 250zł to nie było ;)
    --
    Lobby makes me proud of my figure! :)
    68/102 - mój kalkulatorek mówi, że to
    28J, ale i tak nie mam co nosić.. ;)
  • pierwszalitera 14.12.08, 23:58
    Może szukasz złych fasonów? Klasyczne kroje, takie odrobinę męskie z niezbyt wysoką talią i prostą nogawką pasują wielu typom sylwetki. A jeżeli jesteś wysoka, to wypróbuj Mango, tam mają spodnie na dziewczyny 175-180. Ostatnio w modniejszych tego sezonu, luźniejszych fasonach.
  • tfu.tfu 15.12.08, 13:07
    mierzyłam z 15 par damskich i nic nie leżało nigdzie, szyte na nie wiem kogo, bo
    chyba nie na kobiety. wkurzyłam się i kupiłam męskie ;)
    --
    .............. fusy precz!
    dobry nabiustnik zmienia świat na lepsze! ;)
  • plica 15.12.08, 22:00
    > , to wypróbuj Mango,

    ha! wlasnie wyallegrowalam jedne takie jeansy na spróbę. podobnie jak kolezanki nosze 38, ale szukam normalnej talii, normalnych bioder (najlepiej z wglebieniem na tyłek zamiast w szerz) i z waziutkimi udami.
    --
    Wierzę w ciała zmartwychwstanie poprzez czułość, przytulanie
  • pierwszalitera 15.12.08, 23:34
    plica napisała:

    > ha! wlasnie wyallegrowalam jedne takie jeansy na spróbę. podobnie jak kolezanki
    > nosze 38, ale szukam normalnej talii, normalnych bioder (najlepiej z wglebieni
    > em na tyłek zamiast w szerz) i z waziutkimi udami.


    Sama noszę dżinsy Mango. :-) Trzeba jednak pamiętać, że rozmiarówka Mango jest nieco zaniżona i może trzeba będzie wziąć rozmiar większe. Ja mam model Lizzy, dosyć wysokie (zdecydowanie nie niskie biodrówki) i z wąską nogawką (slim fit). Przez tą wąską nogawkę nie przeszkadza mi, że są odrobinę za długie. Na tyłku są też przyjemnie obcisłe i robią ładną okrągłą pupę. Dla mnie idealny fason. Ja mam dość szczupłe nogi i spodnie Mango nie latają mi na udach, jak czasem zdarza się to gdzieindziej.
  • plica 16.12.08, 07:32
    zobaczymy co przyjdzie. to co wylicytowalam to jakies niziutkie biodrowki ze stanem ponizej 18 cm :)
    no i zobacze czy sie wcisne ze swoimi 94 cm czterema literami w to 38. nie wiedzialam, ze robią mniejsze :( jaki rozmiar nosisz przy jakich biodrach?

    --
    Wierzę w ciała zmartwychwstanie poprzez czułość, przytulanie
  • pierwszalitera 16.12.08, 14:00
    plica napisała:

    > zobaczymy co przyjdzie. to co wylicytowalam to jakies niziutkie biodrowki ze st
    > anem ponizej 18 cm :)
    > no i zobacze czy sie wcisne ze swoimi 94 cm czterema literami w to 38. nie wie
    > dzialam, ze robią mniejsze :( jaki rozmiar nosisz przy jakich biodrach?
    >

    Kupuję sporo w Mango i zwykle biorę tam rzeczy o rozmiar większe niż gdzie indziej. Letnią dopasowaną do figury sukienkę musiałam nawet wziąć XL, chociaż takiego rozmiaru nigdy nigdzie nie noszę. Właśnie się zmierzyłam, mam w najszerszym miejscu w pupie 99cm, trochę wyżej na wysokości kości biodrowych 93cm i dżinsy Lizzy mam w rozmiarze 42. Leżą na mnie bardzo dopasowane. Dopięłam się też wprawdzie w rozmiar 40, ale wyglądałam jak serdelek i rozchodził się zamek błyskawiczny. To nie wyglądało zbyt seksi, tylko jakby mi się nagle przytyło i nie zdążyłam kupić nowych ciuchów. Dlatego wzięłam 42 i jestem bardzo zadowolona, bo jak już pisałam na udach są wąziutkie. Moje uda w najszerszym miejscu mają 54cm, przy wzroście 168. Dla porównania, spódniczkę w Mango, taką ołówkową biodrówkę wzięłam w rozmiarze 40 i zsuwa mi się chyba za nisko, ale 38 opinała się (zbyt )mocno na pupie, a potrzebowałam ją na oficjalne jedzenie przedświąteczne i nie chciałam bulwersować moim tyłkiem gości. ;-) Moje dżinsy są jednak wyższe, (biodrówki wyszły trochę już z mody) i nie wiadomo jak zachowują się te niższe. Kilka lat temu, gdy mój tyłek był jeszcze bardziej płaski, nosiłam od nich bardzo wąskie i bardzo niskie biodrówki w rozmiarze 36. Genialne. I one nawet rosły razem ze mną, bo miały trochę strechu. ;-) Potem jednak Mango kombinowało coś z rozmiarówką, była taka wielka akcja "wprowadzamy nowe rozmiary" czy coś. Chodziło o większe i o mniejsze. A po tym wszystko zrobiło się jakby inne. ;-) A może jednak te twoje 38 będą na ciebie dobre? :-) Zależy jaka jesteś ściśliwa. ;-)
  • pierwszalitera 16.12.08, 16:28
    Właśnie znalazłam metkę z moich dżinsów i wprowadzę jeszcze więcej zamieszania. Na metkach ciuchów z niemieckiej filiali Mango znajduje się zwykle kilka rozmiarów. Ja orientuję się na tej niemieckiej określonej literką D. Według niej moje dżinsy mają rozmiar 42, jednak rozmiar E-F czyli europejsko- francuski jest podany jako 44, włoski 48, amerykański 12, brytyjski 16. Chyba z tego powodu miałam w głowie zaniżoną rozmiarówkę w Mango. Jeżeli twoje spodnie są w (mango)europejskim 38, ten podany jest zwykle na pierwszym miejscu, to w rzeczywistości odpowiadają raczej 36. Napisz, jak przyjdą, czy się zmieściłaś. :-)
  • plica 16.12.08, 20:05
    dziekuje za wyczerpujaca odpowiedz :) pochwale sie jak dojdą czy sie wcisne :)
    jedno wiem na pewno. w bluzki tej firmy w rozmiarze 36 nie wchodze. w biuscie, paszce i bicepsie :)
    --
    Wierzę w ciała zmartwychwstanie poprzez czułość, przytulanie
  • plica 18.12.08, 07:26
    masz racje. to co przyszlo to eur 38 d 36 :(
    owszem zalozyc zaloze, nawet zapne i w sumie tez usiade, ale juz za estetycznie to nie wygladam. szkoda, bo fajny fason. w sumie biodra i uda dobre, jedynie w niskim pasie za ciasne :)
    upoluje rozmiar wieksze :)
    --
    Wierzę w ciała zmartwychwstanie poprzez czułość, przytulanie
  • pierwszalitera 18.12.08, 14:50
    No to szkoda. :-/ Ale wiem, że na mnie dżinsy Mango wszystkie dosyć dobrze leżą i nawet gdybyś nie dostała dokładnie tego samego modelu, to z innego też możesz być zadowolona. Tyle celuj w slim fit, wtedy nogawki masz fajnie wąskie. Niemieckie filiale Mango przeceniają też mocno ciuchy po sezonie i skoro masz niedaleko do zachodniej granicy, to może kiedyś przy okazji wycieczki? :-)
  • psuj-ka 15.12.08, 00:02
    ojjj ja nigdy udzisk nie mogę wcisnąć :D zwykle przymierzam spodnie do kolan, dalej się nie da ;)i potem chodzę w za luźnych spodniach, szczególnie w pasie :/

    a jak przymierzałam spodnie typu bazarkowe rurki - o jaaa... na kogo oni je szyją? chyba rozmiar xxl był mi za mały i sięgał do połowy tyłka z długością, a w biodrach mam koło 100 :D i gdybym się tym przejmowała, to marnie bym skończyła. dlatego lubię spódnice, znacznie łatwiej je dopasować, a odpowiedni fason chowa moje udziska :P
  • daslicht 15.12.08, 00:04
    Oooo, Psuj-ka, chyba się muszę z tobą na zakupy umówić! :) Widzę po
    różnych wątkach, że mamy prawie identyczne wymiary :)
    --
    71/109 --> 30JJ/65P
    My się tu chyba nie rozumiemy :) ja się czuję TAK lub TAK a wszyscy myślą, że TAK
  • psuj-ka 15.12.08, 00:09
    daslicht napisała:

    > Oooo, Psuj-ka, chyba się muszę z tobą na zakupy umówić! :) Widzę po
    > różnych wątkach, że mamy prawie identyczne wymiary :)

    tylko biustowo jestem nieco uboższa ;) poza tym jakbyś była gdzieś w Poznaniu czy coś to wiesz ;)
  • plica 15.12.08, 22:02
    daslicht napisała:

    > Oooo, Psuj-ka, chyba się muszę z tobą na zakupy umówić! :) Widzę po
    > różnych wątkach, że mamy prawie identyczne wymiary :)

    bedziecie sobie ciuchy podbierały :)
    ze mna mozecie pochodzic! biore wszystkie co wam na udo nie wejdą :)
    --
    Wierzę w ciała zmartwychwstanie poprzez czułość, przytulanie
  • kuraiko 15.12.08, 00:31
    psujka ---> ja tak miałam, że jak wcisnęłam udźce, to w pasie
    szerokie, a poniżej ud szerokość spodni jak dla postawnego
    robotnika. do tego za długie o jakieś 20cm minimum.
  • kuraiko 15.12.08, 00:26
    "Też noszę 38 lub 40 i też kupienie spodni to rzeźnia." - wiem co
    czujesz :/
    no ale jak ja piszę coś podobnego to "zmyślam", a okazuje się że
    więcej dziewczyn ma podobny problem...

    nawet przeczytałam mojemu facetowi wypowiedź pierwszejlitery na ten
    temat i zwątpił - jego słowa "przecież wiem jak jest bo chodziłem z
    tobą za spodniami i wiem że masz problem"
  • madzioreck 16.12.08, 17:32
    Ja mam 110 w biodrach i jakoś nie mam problemów z zakupieniem spodni...
    Oczywiście nie w sklepach typu Pretty Girl, tam w nic się nie mieszczę :)
    --
    78/120 - 70(32)JJ/70P
  • plica 16.12.08, 20:06
    > Ja mam 110 w biodrach i jakoś nie mam problemów z zakupieniem spodni...
    > Oczywiście nie w sklepach typu Pretty Girl, tam w nic się nie mieszczę :)

    za to bluzki mają wypaśne. mieszcze się w 38 :)
    --
    Wierzę w ciała zmartwychwstanie poprzez czułość, przytulanie
  • kuraiko 14.12.08, 23:55
    zmyślam? :/ nie, opisuję swoje własne doświadczenia. jak nie
    wierzysz, możesz zapytać mojej mamy czy łatwo było na mnie kupić
    dżinsy :P no nie wiem być może to nie kwestia samych bioder, ale
    raczej za szerokich ud w stosunku do kości biodrowych albo do talii.

    31 to rozmiar spodni 40. kupuję na 95cm w biodrach 100cm to jakieś 2
    rozmiary więcej, minimum 42. chyba lepiej wiem jaki rozmiar spodni
    nosiłam!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
  • pierwszalitera 15.12.08, 00:19
    kuraiko napisała:

    > 31 to rozmiar spodni 40. kupuję na 95cm w biodrach 100cm to jakieś 2
    > rozmiary więcej, minimum 42. chyba lepiej wiem jaki rozmiar spodni
    > nosiłam!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

    Hmm, ja mam 98cm w biodrach i mieszczę się w 38. Czasem kupuję 40, ale tylko dlatego, że lubię więcej luzu. Ale to nieważne, jaki rozmiar. Dziwię się tylko, że w tym popularnym rozmiarze nie znalazłaś nic dla siebie. Ja dżinsy mogłabym kupować z biegu. Moje ostatnie z typową spodniową rozmiarówką były faktycznie 31. Właśnie sprawdziłam. I slim cut, czyli z wąską nogawką. Jeżeli masz jednak pełniejsze uda, to wiadomo, że coś takiego nie dla ciebie, musisz szukać coś w rodzaju regular cut, albo podobnie. Chyba wciskałaś się po prostu w nieodpowiednie fasony.
  • kuraiko 15.12.08, 00:33
    być może nieodpowiednie fasony, szyją nie wiadomo na kogo, chyba nie
    na kobiety xD
    nie wiem co to jest "regular cut", ale podejrzewam że chodzi o
    proste spodnie?
  • turzyca 15.12.08, 00:39
    E tam, nie wiadomo dla kogo. Na kobiety. Jesli kobieta moze miec:
    - szczuple uda, przecietne uda, masywne uda
    - szczuple biodra, przecietne biodra, szerokie biodra
    - bardzo waska talie, waska talie, srednio waska talie, prawie nie miec talii
    - wystajacy tylek, plaski tylek, przecietny tylek
    - plaski brzuch, zaokraglony brzuch, wystajacy brzuch

    i moze miec dowolna kombinacje z tych pieciu elementow, to nic dziwnego, ze
    wiekszosc spodni na nas nie pasuje. Na pewno jest jakas kobieta, na ktora pasuja.