• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
Dodaj do ulubionych

Oczyszczająca głodówka+dieta

  • 08.06.09, 18:41
    Już 2 razy powiększałam rozmiar ubrań, w końcu stwierdziłam STOP,
    trzeba przejść na dietę i zmienić nawyki żywieniowe. Zaczęłam od
    oczyszczającej głodówki i od wczoraj od godziny 11 nic nie jadłam i
    właśnie przechodzę mały kryzys-myślę tylko o tym co sobie zaraz
    podjem. Potrzebuję wsparcia.
    Macie jakieś doświadczenia w tym temacie? Albo możecie polecić
    diety, przy których nie trzeba się głodzić? Bo jak jestem głodna to
    gryzę. Wszystkich;)

    --
    69/94/100 30G/GG
    Fotoblog:)
    Edytor zaawansowany
    • 08.06.09, 18:55
      Raz w życiu robiłam głodówkę. Po 4 dniach mama powiedziała STOP ;-)
      Proponuję na kryzys jakąś naprawdę wciągającą książkę. Taką, żebyś
      nie myślała o bożym świecie (w tym rónież o jedzeniu). Pomogło.
      I próbuj oszukać żołądek wodą. Niektórym pomaga na napady głodu
      mycie zębów. Powodzenia życzę :-)
      --
      Maja-Jakub [*]
      mój suwaczek
    • 08.06.09, 19:13
      Dużo pij i kup sobie wafle ryżowe (tylko nie paprykowe- fuj fuj), bo jak się
      złamiesz, to lepiej zapchać się tym niż golonką z piwem. Ja nie robiłam nigdy
      dłuższej niż jednodniowa i największe cierpienie przyszło, gdy patrzyłam jak
      inne dziewczyny po ważeniu mogły już wpierniczać śniadanie, a ja jeszcze nie.
      --
      www.ubuntu.com/
    • 08.06.09, 19:17
      a wchodziłaś na stronę glodowka.pl?? sporo tam artykułów...możesz np.w ten
      sposób zabić czas, i ewentualnie dowiedzieć się czegoś mądrego, albo mniej
      mądrego...
      --
      sprzedam Ballet Bamboo Zen 32E-używany
      • 08.06.09, 19:43
        Dzięki za adres, calkiem przydatny:)
        --
        69/94/100 30G/GG
        Fotoblog:)
    • 08.06.09, 19:31
      Zmienić nawyki żywieniowe - na głodówkę rozumiem? Czyli do końca
      życia już nic? ^^
      Jak się będziesz głodzić, to akurat NIE schudniesz, najwyżej
      odwodnisz.

      Jedzenie to nie twój wróg, trzeba jeść żeby żyć! Wszystko!
      I tu podkreślam JEŚĆ a nie ŻREĆ

      Wypisz sobie przez parę dni co jesz - bez oszukiwania! - i sama
      zauważysz, co trzeba zmienić.

      Na razie tyle, bo jutro mam egzamin z diet komercyjnych i nie mam
      czasu na forum.
      Może Pierwszalitera ma wolne i coś napisze.
      --
      70/105
      wolność słowa
      Kostar Minionego Lata
      oraz Mój Niezwykle Przyjemny Fetysz
      • 08.06.09, 19:42
        No co Ty, żadnych głodówek! Zmienić nawyki żywieniowe, a nie
        przestać jeść. Chyba to napisałam wcześniej:)
        --
        69/94/100 30G/GG
        Fotoblog:)
    • 08.06.09, 19:46
      W którymś wątku pierwszalitera zarzuciła tytułem ksiązki Chudnij podczas snu -
      no i zakupiłam. Przeczytałam. No i pomyślałam - co mi szkodzi ;)
      Zmieniłam nawyki żywieniowe, od dwóch tygodni jem 3 posiłki dziennie, najadam
      się do syta, jem prawie wszystko i jest dobrze. Może nie chudnę w tempie
      zastraszającym, ale kilo poszło. Może dla niektórych to wolne tempo, ale mi
      wystarczy :)
      W sumie tylko w weekendy trochę sobie luzuję i nie do końca przestrzegam
      zaleceń, ale i tak jem mniej niż przedtem, co jest najważniejsze.
      No i jeszcze jedno: przy 3 porządnych posiłkach NIE mam ochoty na podjadanie, na
      chipsy, czekoladki itp.

      --
      Wiosennie :)
      yaga7.fotolog.pl
      • 08.06.09, 19:51
        yaga7 napisała:


        > No i jeszcze jedno: przy 3 porządnych posiłkach NIE mam ochoty na podjadanie,
        na chipsy, czekoladki itp.
        >


        Czyli 3 porządne a nie 5 lekkich jak wszędzie piszą??
        A możesz podać przykładową kolację?
        • 08.06.09, 19:54
          Właśnie-wszysyc mówią jedz często ale mało, ja jem rzadko ale dużo i
          kilogramy się zwiększają.
          Zdecydownie bardziej podoba mi sie Twoja dieta:D
          --
          69/94/100 30G/GG
          Fotoblog:)
        • 08.06.09, 19:54
          W skrócie: na śniadanie węglowodany, na obiad węgle+białko, na kolację białko.
          Ja notorycznie na kolację zjadam sałatki pomidorowe z serem białym typu feta czy
          inne. Ale można mięso + warzywa, z tym że ja nie jem mięsa, więc to nie dla mnie.
          Tu jest sporo o tej diecie:
          f.kafeteria.pl/temat.php?id_p=4075929&start=0
          :)
          --
          Wiosennie :)
          yaga7.fotolog.pl
          • 08.06.09, 20:35
            O, zawsze miałam problem z białkowymi posiłkami, a tu sałatka pomidorowa z fetą,
            niezły pomysł. W sezonie na pomidory rzecz jasna ;)
            --
            Lobby bardziej i
            mniej biuściastych
            Małe kobietki i kobietki z Krakowa
            (73/93)
            • 08.06.09, 21:38
              A ileż pyszności można przyrządzić z tofu:)
          • 08.06.09, 21:03
            Ja jem tak, jak poleca pierwszalitera od końca lutego - z dużymi sukcesami:)
            Spadło mi już 12 kilo, czuję się o niebo lepiej, uregulowałam sobie metabolizm i
            nie myślę na okrągło o jedzeniu.
            Do tego ćwiczę sporo jogi, w takim połączeniu dieta działa u mnie fantastycznie.
            Co więcej, już dwie koleżanki też się przestawiły na ten system jedzenia.
            • 08.06.09, 21:08
              To super, że działa :)

              A jesz dokładnie tak, jak napisali w tej książce? Przestrzegasz ilości węgli i
              białka w zależności od BMI? Bo mnie wychodzą jakieś chore ilości i nie dam rady
              tyle zjadać. Ale i tak nie jestem głodna ;)
              I trawienie też mi się poprawiło, i też nie myślę na okrągło o jedzeniu.

              --
              Wiosennie :)
              yaga7.fotolog.pl
              • 08.06.09, 21:34
                Działa świetnie:) (mam jakieś 10cm mniej w biodrach i talii, 7 w biuście -
                większość ubrań już jest na mnie za duża:)

                Co do przeliczania na węglowodany i białko...
                Hmm...właściwie, to przestawiłam się na ten system i teraz wszystko przychodzi
                mi już naturalnie. Nie przeliczam za bardzo jedzenia na składniki odżywcze - po
                jakimś czasie stosowania tej diety mój organizm sam zaczął domagać się
                konkretnych rzeczy i tego się trzymam:) Czasem jem bardzo dużo, jak mam apetyt i
                chęć, a czasem mniej. Ale generalnie polecam Ci jeść sporo i się nie przejmować
                - i tak schudniesz.
                U mnie bywały momenty zastoju w chudnięciu (tak jest i teraz) i wtedy
                zastanawiałam się, co mogę poprawić, czy jakoś ten proces przyspieszyć.
                Pierwszalitera poleciła mi zamienić produkty mleczne na sojowe rano i robić
                sobie od czasu do czasu dzień białkowy (wtedy 4 posiłki) - tego ostatniego
                jeszcze nie próbowałam.
                • 08.06.09, 21:46
                  nanah napisała:

                  > Działa świetnie:) (mam jakieś 10cm mniej w biodrach i talii, 7 w biuście -
                  > większość ubrań już jest na mnie za duża:)
                  >

                  jak dla mnie brzmi jak cud, nie wierzę ze kiedykolwiek schudnę więcej niż 5 kilo
                  i nie będzie efektu jo-jo
                  • 08.06.09, 21:48
                    Nie będzie tylko pod jednym warunkiem - jeżeli zmienisz nawyki żywieniowe na
                    całe życie.
                    Żaden cud, tylko poważna zmiana.
                    A w inne diety nie wierzę:)
                • 08.06.09, 21:55
                  No jem sporo ;) W sumie.
                  Ale czasem nie potrafię zjeść więcej. Albo jak zjem za duże śniadanie, to po
                  pięciu godzinach i tak nie jestem głodna i jem mniejszy obiad.
                  Ale w tej diecie podoba mi się to, że mogę zjeść porządny posiłek, że do obiadu
                  mogę zjeść deser, że nie muszę sobie tylu rzeczy odmawiać. To ma rację bytu u mnie.

                  W typowych dietach przeszkadzało mi to, że muszę się obywać bez ulubionych
                  rzeczy. A tu - prawie - nie muszę.

                  Aha, nie przestawiłam się jeszcze rano na produkty sojowe zamiast mleka i do
                  musli nadal jem mleko. Ale może spróbuję co drugi dzień mleko sojowe rano i
                  zobaczymy.
                  --
                  Wiosennie :)
                  yaga7.fotolog.pl
                  • 09.06.09, 00:01
                    Chcialabym sie dowiedziec od yagi, co jada na kolacje - procz serow i jaj - nie
                    jem miesa i ryb, wiec nie wiem, jakie bialko mialabym jesc wieczorem.

                    Od pierwszejlitery zas chcialam sie dowiedziec, jakie zastosowanie ma ta dieta w
                    przypadku osob z hiperinsulinemią.
                    • 09.06.09, 01:01
                      jul-kaa napisała:

                      > Od pierwszejlitery zas chcialam sie dowiedziec, jakie zastosowanie ma ta dieta
                      > w
                      > przypadku osob z hiperinsulinemią.

                      To jest dieta ułożna z myślą o ludziach z hyperinsulinemią. Większość ludzi ze sporą nadwagą ma ten problem. Z jednej strony ze względu na genetyczną predyspozycję, a z drugiej strony przez intensywną stymulację wszechobecnymi węglowodanami. Ale nie tylko ludzie otyli mają ten problem. Dla tych z normalną wagą zmiana sposobu odżywiania wpływa też korzystnie na wyeliminowanie nieprzyjemnych symptomów związanych z częstych spadkiem poziomu cukru. Pozytywnym efektem jest też zniesienie niekorzystnego wpływu podwyższonego poziomu insuliny na organizm i zmniejszenie w ten sposób ryzyka powstawania tzw. metabolicznego syndromu. Dietę stosujemy też z sukcesem u cukrzyków, u tych zmuszonych do wstrzykiwania insuliny konieczna jest nieraz modyfikacja i dopasowanie dawek. Do tego potrzebna jest jednak kontrola doświadczonego lekarza. Mieliśmy już wiele pacjentów, którzy w ten sposób uzyskali kontrolę nad swoją chorobą do tego stopnia, że mogli całkowicie zrezygnować z dodatkowej insuliny. Wszystko zależy naturalnie od stopnia choroby. Hyperinsulinemia polega bowiem na zmniejszeniu wrażliwości komórek na insulinę. Dieta prowadzi do odprężenia sytuacji, zwiększenia wrażliwości komórek i w sumie mniejszego zapotrzebowania na insulinę. W ten sposób komórki są znowu w stanie samodzielnie przyjąć więcej energii w postaci cukru i poprawia się przemiana materii, a co za tym płynie, lepsze spalanie tłuszczu.
                      • 09.06.09, 01:12
                        Dotychczas słyszalam, ze u osob z hiperinsulinemia zaleca sie bardzo czeste
                        posilki (8 dziennie!) w zasadzie prawie całkowicie pozbawione weglowodanow. Czy
                        dobrze rozumiem, że to są jakby dwa skrajne podejscia?

                        I jeszcze taka kwestia: czy kazda osoba z hiperinsulinemią miewa niewlasciwy
                        poziom cukru? I od jakiego poziomu insuliny na czczo diagnozuje sie te przypadlosc?
                        • 09.06.09, 02:16
                          jul-kaa napisała:

                          > Dotychczas słyszalam, ze u osob z hiperinsulinemia zaleca sie bardzo czeste
                          > posilki (8 dziennie!) w zasadzie prawie całkowicie pozbawione weglowodanow. Czy
                          > dobrze rozumiem, że to są jakby dwa skrajne podejscia?

                          Tak, zgadzam się na 8 posiłków dziennie, pod warunkiem, że są to posiłki bezwęglowodanowe. :-) Za każdym razem bowiem, kiedy spożywasz węglowodany, powodujesz insulinową huśtawkę. W sposobie odżywiania bez węgli jest jeden dość istotny problem. Pokaż mi człowieka, który zrezyguje na zawsze z węglowodanów. ;-) A trzeba liczyć się, że problem hyperinsulinemii jest w dużej części zakodowany w genach i można go powrotem do starych nawyków znowu reaktywować. Dieta polegająca na trzech dużych, nieco zmodyfikowanych, posiłkach dziennie jest akceptowany przez wielu jako kompromis, który aż tak bardzo nie ogranicza i nie boli. Trzy posiłki dziennie dadzą się też lepiej wstawić do zwykłego życia i dają wrażenie normalności. Ludzie przestają na okrągło zajmować się żarciem - psychologicznie bardziej komfortowa sytuacja. Poza tym ludzie cierpiący dłuższy czas na hyperinsulinemię mają zwykle całkowice rozregulowane poczucie głodu i sytości. Dla nich zajmowanie się jedzeniem "tylko" trzy razy dziennie pozwala na lepszą kontrolę wielkości posiłków i uzyskanie satysfakcji pełnego talerza, a nie torturę kilku małych kąsków serwowanych przez cały dzień. ;-)
                          Oczywiście, przejście na trzy posiłki może na początku przy wysokim poziomie insuliny być trochę nieprzyjemne. W takim przypadku małe dodatkowe białkowe posiłki w razie mocnego poczucia głodu są dozwolone. Podstawą jest jednak, że pacjent nie je ogólnie za mało. Ale to należy już do szczegółów diety i dopasowywane jest u nas na podstawie ustalenie ilości tkanki mięśniowej metody BIA. W książce podany jest sposób za pomocą BMI.

                          Przy hyperinsulinemii można mieć całkiem normalny poziom cukru. Po prostu organizm walczy z oporem komórek produkując dodatkową insulinę i może sobie długi czas w ten sposób radzić. U niektórych osób hyperinsulinemia może prowadzić jednak do tak dużej niewrażliwości komórek, że własna insulina (w olbrzymich ilościach ) przestaje wystarczać i dochodzi do podwyższonego poziomu cukru we krwi, a w końcu do cukrzycy. Każdy cierpiący na cukrzcę typu II miał hyperinsulinemię. Cukrzyca jest tylko jej koroną. Jeżeli ma się więc podywższony poziom cukru we krwi, to nawet nie trzeba fatygować się do endokrynologa, by wiedzieć, że insulina w nas buzuje. Takie badanie nic wtedy nie da. Jeżeli mamy na czczco normalny cukier mniej więcej do 100 mg/dl, a mamy podejrzenie, że męczy nas hyperinsulinemia, to można takie badanie zrobić, ale prawdę mówiąc nie wymagamy tego od pacjentów i z głowy nie wiem nawet wartości. Po prostu wychodzimy z założenia, że regulacja insuliny przydaje się każdemu naszemu pacjentowi z nadwagą. Podywższony poziom insuliny można też dość łatwo rozpoznać. Jeżeli po obfitym posiłku stajesz się głodna szybciej niż po 4 godzinach, to masz problem. Jeżeli jesz normalnie, a cierpisz często na problemy ze spadkiem poziomu cukru, takimi jak drżenie rąk, mdłości, zaburzenia koncentracji, nagły głód na słodkie, osłabienie, ciemność przed oczami, obfite pocenie się, marznięcie, zły humor, agresja itp. i to wszystko mija, gdy zjesz ciastko, albo cukierka, to masz problem. Jeżeli po zjedzeniu owoca robisz się głodna masz problem. A tak naprawdę to hyperinsulinemia nie jest chorobą tylko ewolucyjną pozostałością po naszych przodkach. Gwałtowna reakcja insulinowa na węglowodany i jej konsekwencje są pożądanym wynalazkiem natury. Nikt tylko nie przewidział, że węglowodany (i w ogóle jedzenie) będą tak łatwo dostępne i do tego w takich ilościach jak dziś. ;-) Acha, wysiłek fizyczny leczy też hyperinsulinemię.
                          • 09.06.09, 03:40
                            pierwszalitera napisała:
                            >Jeżeli jes
                            > z normalnie, a cierpisz często na problemy ze spadkiem poziomu cukru, takimi ja
                            > k drżenie rąk, mdłości, zaburzenia koncentracji, nagły głód na słodkie, osłabie
                            > nie, ciemność przed oczami, obfite pocenie się, marznięcie, zły humor, agresja
                            > itp. i to wszystko mija, gdy zjesz ciastko, albo cukierka, to masz problem.

                            A czy w takim momencie poziom cukru we krwi jest niższy? Czy badania (chociażby
                            glukometrem) to wykaże? Rozumim, ze jest szansa, ze te problemy znikna po
                            dluzszym stosowaniu diety?

                            > Oczywiście, przejście na trzy posiłki może na początku przy wysokim poziomie in
                            > suliny być trochę nieprzyjemne. W takim przypadku małe dodatkowe białkowe posił
                            > ki w razie mocnego poczucia głodu są dozwolone.

                            Czy moglabys opisac proces, jaki zachodzi wtedy w organizmie? Bo jesli to
                            insulina powoduje zle samopoczucie, to w jaki sposob pomaga spozywanie bialka?
                            Jakie posiłki białkowe moglyby to byc?

                            >W sposobie odżywiania bez węgli jest jeden dość istotny p
                            > roblem. Pokaż mi człowieka, który zrezyguje na zawsze z węglowodanów. ;-)

                            Znam lekarza, który TWIERDZI, że to zrobil i ze kazdy by potrafił, tylko ludziom
                            sie nie chce...
                            Moim zdaniem problem jest takze w tym, ze przeciez nie w kazdych okolicznosciach
                            mozna jesc - wiekszosc z nas nie moglaby pozwolic sobie na posilki (nawet male)
                            co 1,5 godziny. No i jeszcze to, o czym piszesz: ciagle zajmowanie sie zarciem -
                            dramat :)

                            I jeszcze mam pytanie, czy dobrze kombinuje: jesli po posilku (nawet
                            weglowodanowym) poziom cukru we krwi badany co 10 min. w zasadzie w ogole nie
                            rosnie (nie przekracza 100), to czy znaczy to wlasnie, ze insulina nie radzi
                            sobie weglowodanami?
                            • 09.06.09, 14:39
                              jul-kaa napisała:

                              > A czy w takim momencie poziom cukru we krwi jest niższy? Czy badania (chociażby
                              > glukometrem) to wykaże? Rozumim, ze jest szansa, ze te problemy znikna po
                              > dluzszym stosowaniu diety?

                              Tak, powinno się dać zbadać. Problem znika, albo łagodzi się po dłuższym czasie stosowania diety, bo organizm uczy się na nowo dopasowywać dawki insuliny do faktycznej potrzeby. Głównie dlatego, że komórki stają się znowu wrażliwsze na insulinę, szybciej się otwierają i trzuska nie musi produkować już jak szalona, by złamać ich opór.


                              > > Oczywiście, przejście na trzy posiłki może na początku przy wysokim pozio
                              > mie in
                              > > suliny być trochę nieprzyjemne. > Czy moglabys opisac proces, jaki zachodzi wtedy w organizmie? Bo jesli to
                              > insulina powoduje zle samopoczucie, to w jaki sposob pomaga spozywanie bialka?
                              > Jakie posiłki białkowe moglyby to byc?


                              Początkowo trzuska produkuje jeszcze sporo insuliny, więc poziom cukru może spadać ciągle dosyć szybko, nawet, gdy porcje będą wystarczjące na kilka godzin. My polecamy między posiłkami nie jeść węglowodanów, by nie prowokować następnej dawki i wyzwolić się w końcu z tej spirali. Na spożyte wtedy białko organizm nie reaguje insuliną tak jak na węglowodany, jednak nasze organizmy posiadają umiejętność przekształcania białka na cukier. Jego poziom zostanie wtedy wyrównany bez nowej insulinowej reakcji. Można więc zjeść na przykład jajko na twardo, to zresztą ulubiony snack modelek, syci, dobre dla urody i nie tuczy. Albo kawałek szynki, kurczaka, jakiejś pieczeni, ryby, nawet sera żółtego itp. Dobre są też orzechy, albo migdały, ale tylko tyle ile mieści się w dłoni.


                              >Pokaż mi człowieka, który zrezyguje na zawsze z węglowodanów. ;-)
                              > Znam lekarza, który TWIERDZI, że to zrobil i ze kazdy by potrafił, tylko ludziom sie nie chce...

                              Przez pewien czas można się poświęcić, ale jedzenie spełnia u ludzi też jeszcze inne psychologiczno-towarzyskie funkcje, więc sprowadzanie go tylko do jednej podstawowej, żywieniowej roli jest skazane na porażkę. To nie ma nic wspólnego z chce, czy nie chce. Większość ludzi nie ma skłonności do chorobliwo- obsesyjnej samokontrolii. ;-)


                              > I jeszcze mam pytanie, czy dobrze kombinuje: jesli po posilku (nawet
                              > weglowodanowym) poziom cukru we krwi badany co 10 min. w zasadzie w ogole nie
                              > rosnie (nie przekracza 100), to czy znaczy to wlasnie, ze insulina nie radzi
                              > sobie weglowodanami?

                              To jest trochę skomplikowane, ale cukrzycy, czyli ludzie z zaawansowaną insulinoodpronością mają w porównaniu z normalnymi faktycznie przesunięte reakcje cukrowo-insulinowe. Wybacz, że nie potrafię ci tego dokładnie wytłumaczyć, ale nie jestem diabetologiem diagnostykiem, a nawet nie lekarzem, tylko psychologiem, który miał odrobinę koligacji z tematem odżywiania i uczył się w zasadzie w trakcie praktycznej pracy na pacjentach. Pewne rzeczy są i dla mnie jeszcze nie do końca jasne. Ale jak mówi mój szef, kto skutecznie pomaga, ma rację, więc tego się trzymamy. ;-)

                          • 12.06.09, 23:28
                            pierwszalitera napisała:
                            Jeżeli jes
                            > z normalnie, a cierpisz często na problemy ze spadkiem poziomu
                            cukru, takimi ja
                            > k drżenie rąk, mdłości, zaburzenia koncentracji, nagły głód na
                            słodkie, osłabie
                            > nie, ciemność przed oczami, obfite pocenie się, marznięcie, zły
                            humor, agresja
                            > itp. i to wszystko mija, gdy zjesz ciastko, albo cukierka, to masz
                            problem. Jeż
                            > eli po zjedzeniu owoca robisz się głodna masz problem.

                            Nie mam nadwagi, ale takie objawy, owszem:) Aaale, przez ostanie
                            koilka dni, czyli odkąd jestem na diecie, nie odczuwałam tych
                            przypadłości-hm... siła wiary?:D
                            --
                            69/94/100 30G/GG
                            Fotoblog:)
                    • 09.06.09, 07:00
                      Ja jem ryby, więc tu nie bardzo pomogę.

                      A myślisz, że sery i jajka na kolację by nie wystarczyły? W końcu typów sera
                      jest mnóstwo, a i jajka można przyrządzić na wiele sposobów :)
                      --
                      Wiosennie :)
                      yaga7.fotolog.pl
                  • 09.06.09, 00:49
                    tzn ja mleko rano baaaaardzo rzadko jem z otrębami i musli,
                    normalnie to kefir, maślanka albo zsiadłe mleko, samo mleko mi rano
                    nie podchodzi.
                    sojowe jest pyszne, ale drogie :(
                    o co chodzi z tą soją zamiast mleka?
                    • 09.06.09, 01:25
                      Kombinowanie węglowodanów ze zwierzęcymi białkami pociąga ze sobą gwałtowniejszą reakcję insulinową niż węglowodany i białko osobno. Ta pierwsza reakcja ma jednak dość istotny wpływ na poziom insuliny przez cały dzień. Rano jednak, nie chcemy rezygnować z węglowodanów, bo organizm reaguje na nie o tej porze dnia najkorzystniej, a węglowodany są szybką i doskonałą energią potrzebną do rozpędzenia przemiany materii. Dlatego rezygnujemy z białka zwierzęcego, typu przetwory mleczne, sery, wędlina, jajka itp. Naturalnie jedzenie samego białka też nie jest najgorszym pomysłem, jednak dla większości ludzi rezygnacja z chleba, cukru itp, jest nieprzyjemnym wyrzeczeniem i z punktu widzenia fizjologii nie jest też konieczne. Reakcja insulinowa na dużą porcję płatków owsianych rano wcale nie jest większa niż na rybę, albo jajka. My nie kierujemy się tu glykemicznym indeksem, czyli szybkością wzrostu poziomu cukru, tylko reakcją na ten cukier. Między węglowodanami istnieją bowiem olbrzymie różnice i nie mają one nic wspólnego z białą, albo ciemną mąką. Biały makaron albo frytki do piekarnika są insulinowo korzystniejsze od ciemnego chleba albo świeżych ziemniaków z wody. I oczywiście kombinacje wpływają też na poziom insuliny. Najprostszym sposobem na maksymalny wyrzut insuliny jest spożycie kubeczka niskotłuszowego jogurtu u owocami i miodem. ;-) To, co wiele kobiet uważa za zdrowy, lekki i dietetyczny posiłek może być wstępem do hyperinsulinemii z atakami głodu i ciągłej ochoty na słodkie. ;-)
                      • 09.06.09, 03:08
                        a czym może być jeszcze spowodowana ochota na słodkie? ja mam
                        ostatnio ochotę i wg mnie to jest jak samonapędzająca się spirala,
                        tzn im częściej jem, tym częściej mam ochotę
                        • 09.06.09, 13:44
                          kuraiko napisała:

                          > a czym może być jeszcze spowodowana ochota na słodkie? ja mam
                          > ostatnio ochotę i wg mnie to jest jak samonapędzająca się spirala,
                          > tzn im częściej jem, tym częściej mam ochotę

                          Naturalnie, że spirala. Jesz słodkie, na przykład ciastko, dostajesz gwałtowną reakcję insulinową, czyli twoja trzuska produkuje tej insuliny w zasadzie za dużo, jak na taką małą ilość zjedzonego cukru, taka przedobrzona reakcja. Nadwyżka insuliny wypucuje szybciutko całą krew z cukru, w rezultacie poziom cukru gwałtownie spada. Twój mózg zauważa sytuację, myśli, że jesteś w niebezpiecznej dla życia sytuacji, zaraz zabraknie mu cukru i każe ci znowu sięgać po słodkie. Jesz następne ciastko, znowu przychodzi wielka porcja insuliny i tak w kółko. Pytanie tylko co dzieje się z tym cukrem? Ano, insulina zaprowadza go do komórek, głównie mięśniowych, tam powinien być spalony. Ale komórki pokazują przy insulinoodporności figę, i myślą sobie: dziewczyna się napycha, ale się nie rusza, nie nadążam ze spalaniem, po cholerę mi ta energia? Zamykają szczelnie drzwiczki przed zdziwioną insuliną i wtedy ona pracowita biedaczka idzie sobie z tym cukrem do komórek tłuszczowych. Te biorą wszystko. ;-)
                          • 09.06.09, 13:51
                            opis fantastyczny :)
                            od razu stanela mi przed oczami kreskowka "byl sobie czlowiek"

                            --
                            kurczak: 03.03.05 (21:38)
                            pisklak: 07.09.07 (21:21)
                            • 09.06.09, 13:53
                              mnie też :)
                              --
                              Wiosennie :)
                              yaga7.fotolog.pl
                            • 09.06.09, 14:29
                              i mnie również :)
                              • 09.06.09, 15:13
                                • 12.06.09, 21:57
                                  Hehe, to samo skojarzenie. Swoją drogą te filmy były świetne:)
                                  --
                                  69/94/100 30G/GG
                                  Fotoblog:)
                                  • 12.06.09, 22:08
                                    Inez, i jak idzie dieta? :)

                                    --
                                    kurczak: 03.03.05 (21:38)
                                    pisklak: 07.09.07 (21:21)
                                    • 12.06.09, 22:27
                                      Stosuję Wasze rady, wytrzymuje bez problemu 5godzinne przerwy, nie
                                      podjadam, ale przed chwila się ważyłam-65kg...
                                      --
                                      69/94/100 30G/GG
                                      Fotoblog:)
                                      • 12.06.09, 23:20
                                        A od ilu zaczęłaś do czego chcesz dojść??
                                        I czego się spodziewasz po 4 dniach?
                                        Kilo na miesiąc znaczy kilo na miesiąc, 3 deka dziennie :)).
                                        I nie od razu. I jeszcze po głodówce....
                                        --
                                        Zapłatą za grzech jest śmierć, ale taka sama jest nagroda za cnotę.
                                        • 12.06.09, 23:34
                                          Przecie tylko piszę ile ważę:P Ale brzuch mi tak odstaje, że ło
                                          matko:D Mimo to lepiej się czuję i już nie drżą mi ręce i nie jestem
                                          nerwowa między posiłkami:D

                                          W ogóle nie spodziewam się na razie żadnych efektów, poczekam
                                          conajmniej z miesiąc-dwa. A chudnie się 0,5-1kg na tydzień a nie
                                          miesiąc:P

                                          Chcę (i dojdę!) do 60kg, a najjlepiej do 59:) i jestem z siebie taka
                                          dumna, że po kilku latach narzekania, że chciałabym schudnąć,
                                          wreszcie się za to wzięłam.
                                          --
                                          69/94/100 30G/GG
                                          Fotoblog:)
                                          • 13.06.09, 08:13
                                            No to ja trzymam kciuki - i już :))
                                            --
                                            Zapłatą za grzech jest śmierć, ale taka sama jest nagroda za cnotę.
                          • 09.06.09, 23:14
                            hm miałam na myśli raczej nie cykl w ciągu jednego dnia, ale taki
                            tygodniowy ;) tzn nie to, że napycham się słodyczami w ciągu jednego
                            dnia, ale jem np coś słodkiego, drugiego dnia też mi się chce,
                            trzeciego też... itd :/ kiedyś wspominałam w innym topiku, że mogę
                            nie jeść słodyczy przez pewien czas i mi sie nawet nie chce (i nie
                            oznacza to zastąpienia słodyczy przez coś szczególnego), a potem
                            nagle wpadam w "ciąg".
                            • 09.06.09, 23:56
                              kuraiko napisała:

                              > hm miałam na myśli raczej nie cykl w ciągu jednego dnia, ale taki
                              > tygodniowy ;)

                              O tak, wiadomo, że mamy w organiźmie nie tylko insulinę. U kobiet mamy na przykład zmiany wywołane fazą cyklu. W drugiej połowie nasz organizm pracuje zwykle trochę oszczędniej, dzięki progesteronowi przygotowuje się już powolutku do możliwej ciąży. Adrenalina i kortyzol też mają coś do powiedzenia. Ludzie z chroniczym stresem hodują sobie specyficzną dla stanów wyjątkowych insulinoodporność i zbierają tłuszczyk w okolicach brzucha. I to tylko niektóre z przykładów. No i nie wolno zapominać o psychologii. Wiele osób korzysta z jedzenia do zaspokajania innych (nieuświadomionych) potrzeb i odczuwa negatywne emocje i frustracje jako fizyczny głód. Od słodyczy można się uzależnić, jak od narkotyków i w gorszych mentalnych stanach potrzebować ich więcej. ;-)
                      • 09.06.09, 10:01
                        A jak to jest z produktami mlecznymi wieczorem? Nie wiem, czy dobrze pamiętam,
                        czy zmyślam teraz, ale kiedyś chyba mówiłaś, że np. samo mleko też może
                        wywoływać gwałtowniejszą reakcję insulinową. Tak jest? Bo tak się zastanawiam,
                        czy twaróg ze śmietaną i pomidorem (moja ulubione jedzenie kolacyjne ;)) albo
                        kefir z rzodkiewkami nadawałyby się na białkową kolację :).
                        --
                        Lubię blog balkonetka. O!
                        • 09.06.09, 13:56
                          a_girl napisała:

                          > A jak to jest z produktami mlecznymi wieczorem? Nie wiem, czy dobrze pamiętam,
                          > czy zmyślam teraz, ale kiedyś chyba mówiłaś, że np. samo mleko też może
                          > wywoływać gwałtowniejszą reakcję insulinową. Tak jest?

                          Wiele produktów mlecznych zawiera spore ilości cukru mlekowego, laktozy. Ta powoduje też gwałtowną reakcję insuliny. Produkty mleczne nie są więc najlepszym dostarczycielem białka. Raz, że to białko nie jest aż tak wartościowe, ze względu na ograniczone aminokwasy, a dwa, wcale go tak dużo tam nie ma. W mleku jest mniej więcej tylko samo białka, co cukru, więc picie go wieczorem w większych ilościach nie jest korzystne. Mała ilość węglowodanów jest w porządku, samo białko miałoby trudności z wejściem do komórek, ale ich ilość powinna być ograniczona. Tak mniej więcej 17-20gram. To nie jest zbyt dużo. Warto więc zajrzeć do jakiś tabel żywnościowych, ile tego kefirku, albo twarożku można wieczorem zjeść. My zgadzamy się zwykle z niepełną szklanką mleka, albo 250g twarożku. Ta ilość zależy jednak też od ilości mięśni. Wiadomo, że napakowany facet może pozwolić sobie na więcej, niż drobniutka kobieta. No i warzywa to też węglowodany. Dlatego nie polecane są na wieczór owoce, bo te mają trochę za dużo cukru.
                    • 09.06.09, 21:15
                      > sojowe jest pyszne, ale drogie :(

                      khem. w biedronce po 3.99. w trzech smakach. uzaleznilam sie i popijam regularnie. dziala tez na inne sprawy :)
                      --
                      Wierzę w ciała zmartwychwstanie poprzez czułość, przytulanie
                      • 09.06.09, 21:46
                        plica napisała:

                        > khem. w biedronce po 3.99. w trzech smakach.

                        Ale za LITR?
                        serio?!
                        • 09.06.09, 22:13
                          jesli tak to juz wiem gdzie sie wybieram :)

                          bo u mnie w sklepie chca prawie 10zl za litr :/

                          a jest jakies takie bezsmakowe? to znaczy neutralne...
                          • 09.06.09, 22:22
                            > a jest jakies takie bezsmakowe? to znaczy neutralne...

                            jest waniliowe, czekoladowe i naturalne.
                            tylko radze wybrac sie do takiej zadbanej biedronki, co zawsze maja wszystko z gazetek, porzadek i w ogole. zauwazylam, ze w biedronkach takich bardziej "syfskich" gdzie duzo elementu kupuje i gdzie jest ogolnie balagan nigdy tego nie mieli. np. w Zielonej Górze jest/było tylko w dwóch biedronkach :)
                            --
                            Wierzę w ciała zmartwychwstanie poprzez czułość, przytulanie
                            • 09.06.09, 22:28
                              mam tylko jedna biedronke w okolicy i to nie najblizszej...wiec duzego wyboru
                              nie mam ;)

                              ale dobrze wiedziec, ze tam bywa moze kiedys uda sie upolowac :)
                            • 09.06.09, 22:46
                              Nie mam zadnej biedronki w okolicy, ale chyba aż się przejadę...
                              A teza o syfiastych sklepach u nas sie sprawdza - jest w okolicy Tesco, a
                              okolica fatalna - lumpstwo i pijactwo. Tesco male, nie w nim prawie nic, same
                              produkty Tesco i to te najtańsze... jedyne, co dobre, to warzywa i owoce.
                        • 09.06.09, 22:20
                          serialnie. u nas nie zawsze jest, rzucają partiami, to biorę 10 czy 20 i mam zapas :)
                          --
                          Wierzę w ciała zmartwychwstanie poprzez czułość, przytulanie
                      • 09.06.09, 23:16
                        w tym roku było dwa razy, na wczesną wiosnę i jakiś czas potem.
                        pyszne, ja piłam zwykłe i raz czekoladowe, bo tylko takie dorwałam.
                        w Biedronce na osiedlu już dawno nie ma. 4zł to mało jak na mleko
                        sojowe, no ale sporo jak na napój w ogóle :/ powinni je przecenić,
                        kiedyś przeceniano produkty z gazetek jak mijały np 2 tygodnie od
                        wprowadzenia...
          • 08.06.09, 21:31
            yaga7 napisała:

            > W skrócie: na śniadanie węglowodany, na obiad węgle+białko, na kolację białko.
            > Ja notorycznie na kolację zjadam sałatki pomidorowe z serem białym typu feta cz
            > y
            > inne. Ale można mięso + warzywa, z tym że ja nie jem mięsa, więc to nie dla mni
            > e.
            > Tu jest sporo o tej diecie:
            > f.kafeteria.pl/temat.php?id_p=4075929&start=0
            > :)


            nie jesteś głodna jedząc na kolację same warzywa?
            ja do tej pory jadłam jakieś kanapki i nie wyobrażam sobie najeść się samych
            warzyw i nie być głodną
            i dobrze rozumiem że na obiad węgle (czyli np. ziemniaki) i białko (mięso)?
            • 08.06.09, 21:36
              Obiad - można albo węgle + białko + warzywa albo białko + warzywa. Ja mam tę
              drugą opcję:)

              Samych warzyw się nie je! Oczywiście, że byś się nie najadła nimi. Je się mięso,
              rybę, jajka, twaróg, fetę itp. z warzywami:) To co innego.
              • 08.06.09, 21:45
                nanah napisała:

                > Obiad - można albo węgle + białko + warzywa albo białko + warzywa. Ja mam tę
                > drugą opcję:)
                >
                > Samych warzyw się nie je! Oczywiście, że byś się nie najadła nimi. Je się mięso
                > ,
                > rybę, jajka, twaróg, fetę itp. z warzywami:) To co innego.

                dziękuję za wyjaśnienie :)
                • 08.06.09, 21:52
                  No dokładnie tak :)

                  Do tej pory jak robiłam sałatkę - bo w sezonie zjadam sporo sałatek - starałam
                  się nie dodawać serów, fety itp, bo kalorie itp ;)
                  A teraz spokojnie ładuję tyle, ile chcę i jest super :)
                  --
                  Wiosennie :)
                  yaga7.fotolog.pl
                  • 08.06.09, 23:26
                    yaga7 napisała:

                    > A teraz spokojnie ładuję tyle, ile chcę i jest super :)

                    A piwo? Kiedy jest czas na piwo? Przecież nie będę piła tego kalorycznego napoju z samego rana ;)
                    • 08.06.09, 23:34
                      limonka_01 napisała:

                      > A piwo? Kiedy jest czas na piwo? Przecież nie będę piła tego kalorycznego napoj
                      > u z samego rana ;)

                      Zamiast piwa polecam przerzucić się wieczorem na wytworne wino. ;-) Lampka wytrawnego wina jest wieczorem w porządku. A co do piwa, no cóż, życie jest niesprawiedliwe i nie można mieć wszystkiego. ;-) Małe grzechy od czasu do czasu są jednak wkalkulowane w program. Acha, piwko do obiadu ujdzie.
                      A co do bloga, ma na razie trochę inne plany. Ha, ha, ha, pracuję nad podbojem (grubej) Polski. ;-)
                    • 09.06.09, 06:58
                      Powiem Ci, że przeszła mi ochota na wieczorne piwo ;) Do tej pory często
                      wieczorkiem, filmik, piwko, popcorn... ;)))) A brzuch rósł.
                      Teraz wcinam kolację i już mam mniejszą ochotę na alkohol.
                      Poza tym robię sobie wolne w weekend - wtedy najczęściej łazimy gdzieś na
                      imprezy, no i piwo czy drinki obowiązkowo. ;)
                      --
                      Wiosennie :)
                      yaga7.fotolog.pl
          • 08.06.09, 22:09
            yaga7 napisała:

            > W skrócie: na śniadanie węglowodany, na obiad węgle+białko, na kolację białko.

            A tłuszcze? Są jakieś zalecenia lub ograniczenia, czy nie?
            Bo taka feta to raczej tłusta jest.
            • 08.06.09, 22:55
              To, że tyje się od tłuszczu, to dietetyczna bajka. Trzeba naturalnie też odrobinę dbać o energetyczny bilans, ale w sumie możemy jeść nawet więcej niż do tej pory. Głównym celem zmiany odżywienia polecanego przeze mnie, jest zmuszenie organizmu do porzucenia oszczędnego spalania, do tego trzeba jeść odpowiednią ilość energii dostosowanej do indwyidualnych potrzeb tkanki mięśniowej oraz wyregulowanie wydzielania insuliny. Dlatego nie wolno jeść za mało i posiłku powinny być rozłożone według fizjologicznego schematu:
              śniadnie - węglowodany w celu naładownaia energii do spalania
              obiad- jeszcze raz energia plus przyjemność z jedzenia
              kolacja - białko niezbędne do regeneracji mięśni oraz rezygnacja z węglowodanów, by obniżyć poziom insuliny.
              Program stosuję już od wielu lat i ten sposób odżywiania stał się zresztą hitem w Niemczech. Jego autora Dr. Pape przedstawiano już w wielu niemieckich mediach. Ponieważ mam przyjemność z nim pracować osobiście, mogę potwierdzić, że mamy znaczne sukcesy w odchudzaniu naszych pacjentów. Oczywiście podany schemat jest tylko wyjściowym rozwiązaniem i istnieją możliwości, i kombinacje, które dostosowuje się indywidualnie do typu pacjenta. Mam nadzieję, że niedługo ruszy też coś w Polsce. Trochę już nad tym pracujemy. ;-)
              • 08.06.09, 23:23
                Litera, a nie myśałaś o pisaniu bloga? Miałabyś na starcie wierne czytelniczki ;)
                • 09.06.09, 06:55
                  O tak, myślę, że sporo osób by się zainteresowało takim blogiem.
                  --
                  Wiosennie :)
                  yaga7.fotolog.pl
            • 09.06.09, 06:56
              Ale z drugiej strony - skądś ten tłuszcz trzeba brać nie? ;)
              Ja na pewno nie jem za tłusto - mnie zbyt tłuste jedzenie kojarzy się z rzeczami
              smażonymi i tłustym mięchem, a tego nie jadam.
              --
              Wiosennie :)
              yaga7.fotolog.pl
      • 09.06.09, 00:11
        u mnie to się nie sprawdza ;) mogę zjeść naprawdę porządny posiłek,
        aż do zapchania się, a za 3-4 godziny znowu jestem głodna... owszem,
        można przeczekać jakoś 2 godziny, ale po co się męczyć?
    • 08.06.09, 21:55
      No i ćwiczyć, ćwiczyć! Nie samą dietą człowiek żyje. Ja co prawda chudnąć nie
      muszę, ale najlepiej wyglądam i czuję się, jak przegonię lenia i godzinkę sobie
      poćwiczę(na zmianę, co drugi dzień -aeroby lub jakieś na rzeźbę-u mnie na
      brzuch, ręce i plecy). Odkąd włączyłam bieganie do swojego życia mogę jeść, co
      chcę, a ładnie mi się ciałko wyrobiło. Że już nie wspomnę o kondycji. No i
      żadnych diet 1000 kcal czy innych wymysłów, bo od tego się chudnie, owszem, ale
      potem ciężko jest to utrzymać. Ja zawsze jem śniadania(bułka, jogurt, coś
      słodkiego-no muszę, a lepiej rano), dość spore obiady(mięsko,ryba+ryż brązowy
      czasem+duużo warzyw), kolację rozbijam na jedzonko przed treningiem i po
      treningu(po zawsze białko, ale nie wiem czy tak być powinno, bo różne informacje
      znalazłam). Wiem, że mogłabym duuużo udoskonalić, ale zacznę się zagłębiać w
      diety jak ostatni egzamin zdam;)
      --
      nie dyskutuj z idiotą - sprowadzi cię do swojego poziomu
      i pokona doświadczeniem;)
      69/95=>65G
    • 08.06.09, 23:28
      Nie wiem skąd pomysł głodówki, ale najlepszym on nie jest. Stosując głodówki masz nawet duże szanse, że będziesz jeszcze więcej tyła, niż do tej pory. Starą prawdę jest też, że niskokaloryczne diety prowadzą do efektu jo-jo i zwiększają ryzyko otyłości. Głodówka jest najgorszą formą niskokalorycznej diety. Ludzie stosują ją z nadzieją spalenia większej ilości tłuszczu, niestety nie wiedzą, że spalanie tłuszczu, jest bardzo skomplikowaną sprawą i organizm robi to bardzo niechętnie. Nie ma też możliwości, by tłuszcz spalić bezpośrednio, to znaczy, by spalić tkankę tłuszczową organizm potrzebuje pewną ilość innej energi, najlepiej węglowodanów, a w razie ich braku białka. I tak stosując głodówkę organizm spala najpierw swoje zapasy cukru, które mamy w mięśniach i wątrobie w formie glykogenu. Ponieważ tej rezerwy nie mamy zbyt wiele, na długo to nie wystarcza. Glykogen to jest cukier rozpuszczony w wodzie, kiedy się skończy, niepotrzebna woda odchodzi i mamy efekt na wadze. Niestety złudny, bo po zjedzeniu jakichkolwiek węglowodanów rezerwa glykogenu się uzupełnia i waga wraca. Załóżmy, że głodujesz dalej. Oczywiście czujesz się fatalnie, a twój organizm walczy o przeżycie i szuka możliwości zaoszczędzenia energii, bo cukier mu się skończył. Nasz najważniejszy organ, mózg, odżywia się niestety tylko cukrem, więc powoli zaczyna wysłać sygnały głodu i złego sampoczucia. Głodujesz dalej, istnieją dwa wyjścia. Pierwsze, organizm schodzi na program oszczędny i redukuje spalanie. Zaczynasz marznąć i spalanie tłuszczu jest sprowadzone do minimum. Druga możliwość, organizm zaczyna trawić własną tkankę mieśniową, by uzyskać z niej ilość cukru potrzebną do pracy mózgu i innych ważnych organów, byś nie straciła przytomności. Zwykle organizm korzysta z obu możliwości. W efekcie po długiej głodówce jesteś lżejsza. Straciłaś wodę, ewentualnie część mięśni i stosunkowo małą ilość tłuszczu, zupełnie nieopłacalną do straconych mięśni. Jesteś lżejsza, ale niekoniecznie szczuplejsza. Do tego masz obniżoną przemianę materii i jeżeli rzucisz się teraz na jedzenie normalnych porcji, powstanie nadwyżka, którą organizm odłoży sobie z przyjemnością do komórek tłuszczowych. Wątpliwa frajda. :-/
      Acha, wielu ludzi mówi, że głodówka jest fajna, bo czują się lepiej, nie czują głodu i bólu, dostają przypływu energii itp. To takie oszustwo organizmu. Po pewnym czasie zaczyna wydzielać bowiem narkotyki własnej produkcji, endomorfiny, by zmusić cię do aktywności i starań o poszukiwanie jedzonka. To co w rodzaju ostatniego porywu, przed głodową śmiercią. ;-)
      • 08.06.09, 23:48
        Tez uważam, że głodzenie się nie jest dobrym sposobem na odchudzanie
        i w ogóle nie to mam na myśli. Zresztą ja nie jestem zdolna do
        takich poświęceń. Po prostu czytałam, że całkowita kilkudniowa
        głodowka oczyszcza organizm z toksyn. Ty masz odmienne zdanie? 3 dni
        głodu (tj. picie tylko wody) są bez sensu?
        --
        69/94/100 30G/GG
        Fotoblog:)
        • 09.06.09, 01:23
          Słuchaj pierwszejlitery, ma absolutną rację!
          Ja jednak broniłabym całkowitej głodówki (tylko woda, herbatki), ale
          nie jako metody odchudzaniowej, a tylko i wyłącznie jako
          przygotowanie do zmiany diety. Z osobistych doświadczeń wiem, że po
          takiej 2-3 dniowej głodówce zmieniają się upodobania smakowe -
          odrzuca człowieka od niezdrowego, "chemicznego" jedzenia, zaczyna
          się doceniać proste smaki. I wtedy bardzo łatwo można wprowadzić
          znaczące zmiany.
          A na marginesie margonesu: w jakim zoo były robione ostatnie
          zdjęcia (te nieludziowe oczywiście) na Twoim fotoblogu? Mój mąż i ja
          jesteśmy maniakami takich przybytków :)
          • 09.06.09, 01:34
            Kryklu te fotki robiliśmy w świetnym zupełnie innym zoo, które może
            ma mniej okazów zwierząt niż tradycyjne, ale za to mają dużo
            przestrzeni i można między nimi chodzić oraz robić zdjęcia bez krat
            na pierwszym planie.
            Link do zoo:
            www.fotawildlife.ie/
            --
            69/94/100 30G/GG
            Fotoblog:)
            • 09.06.09, 02:18
              Dzięki :)
              Wiesz, w nowoczesnych ogrodach już od dawna jest tendencja: mniej
              gatunków, za to liczebniejsze grupy, większe przestrzenie i bez
              krat. Chociaż to ostatnie to raczej dla ludzi, niż dla zwierząt,
              którym kraty się źle nie kojarzą, a granice tak czy siak zawsze
              jakieś mają wytyczone i w zoo, i na wolności.
          • 09.06.09, 02:24
            kryklu napisała:

            > Ja jednak broniłabym całkowitej głodówki (tylko woda, herbatki), ale
            > nie jako metody odchudzaniowej, a tylko i wyłącznie jako
            > przygotowanie do zmiany diety. Z osobistych doświadczeń wiem, że po
            > takiej 2-3 dniowej głodówce zmieniają się upodobania smakowe -
            > odrzuca człowieka od niezdrowego, "chemicznego" jedzenia, zaczyna
            > się doceniać proste smaki. I wtedy bardzo łatwo można wprowadzić
            > znaczące zmiany.

            Nie polecam. ;-) Zmiany nie muszą być wprowadzane drastycznie. Tu chodzi tylko o psychologiczny efekt. Niektórzy potrzebują "przełomów", ale istnieje w tym niebezpieczeństwo zasady "wszystko, albo nic". Malutkie przekroczenie nowych reguł pociąga wtedy za sobą zawalnie całego planu i frustrację. Odradzam moim pacjentom. Zmiany dokonane małymi kroczkami nie są może aż tak teatralne, ale działają równie dobrze. ;-)
            • 09.06.09, 11:21

              > Nie polecam. ;-) Zmiany nie muszą być wprowadzane drastycznie. Tu
              chodzi tylko
              > o psychologiczny efekt. Niektórzy potrzebują "przełomów",

              Właśnie :)
              Ja potrzebuję przełomów.

              > ale istnieje w tym niebezpieczeństwo zasady "wszystko, albo nic".
              Malutkie przekroczenie nowych reguł pociąga wtedy za sobą zawalnie
              całego planu i frustrację.

              I z tym się zgadzam :)
              Cokolwiek byśmy w życiu robili, zawsze musimy lubić siebie, a to
              znaczy, że powinniśmy też dawać sobie prawo do słabości i
              umiarkowanej niekonsekwencji bez winienia się za to.
              A "małe kroczki" to chyba najlepsza metoda na dłuższą metę.
    • 09.06.09, 10:11
      OK, wytrzymałam 2 doby bez jedzenia, czuję, że dam rade więcej, ale
      jeśli specjalista odradza, to ja na to jak na lato. Ależ będzie
      śniadanko:D
      W niedzielę ważyłam 65,7kg, teraz 62,9kg. Zaczynam jeść wg wyżej
      opisanej diety i zważę się za tydzień. 3majcie kciuki.

      Ps. Bardzo Wam dziękuję za oddzew i za bardzo cenne rady, dzięki
      którym przejście na dietę przestało mnie przerażać. Jak zwykle-siła
      tkwi w Lobby:)))
      --
      69/94/100 30G/GG
      Fotoblog:)
      • 09.06.09, 10:27
        Inez :)

        ja tez "chudne we snie" ;) od 2.5 tygodnia dopiero, ale mam dla Ciebie rade.
        poczytaj watek na kafeterii, ktory zalinkowala na poczatku Yaga. tam sa opisane
        2 typy ludzi, nomadzi i rolnicy, ktorzy potrzebuja 2 roznych typow obiadow
        (bialkowe lub weglowe), zeby chudnac. jak sie na poczatku dobierze zly typ
        obiadu, to sie tyje, zamiast chudnac, mozna sie tez zle czuc po obiedzie.
        wystarczy wtedy zmienic typ obiadu (wycofac albo wiekszosc wegli, albo wiekszosc
        bialek), i zaczyna sie chudnac...
        pisze o tym, bo mnie dokladnie to spotkalo! jestem typem (nomadem), ktory na
        spora ilosc wegli do obiadu (jak sie zaleca na poczatku) reaguje tyciem (4
        pierwsze dni diety - 2 kg plus!). oczywiscie ksiazki nie mam i tego nie
        doczytalam, ale zmienilam obiady troche intuicyjnie (bardziej mi pasowaly obiady
        z mala iloscia wegli, glownie jako deser ;) i przez 2 kolejne tygodnie na diecie
        schudlam 2.5 kg :)

        tak wiec, jesli po paru dniach (po tygodniu moze, bo Ty sie najpierw glodzilas?
        ;) bedziesz miec wyniki niezadowalajace, to zmien rodzaj obiadu. szczegoly sa w
        tym watku na kafeterii, dziewczyna zwana "Wieczna Odchudzaczka" to ladnie
        wyjasnia (trudno mi podac link do postu, bo stamtad nie umiem jeszcze... ale
        pewnie warto caly watek przeczytac :)

        zycze powodzenia! :)

        --
        kurczak: 03.03.05 (21:38)
        pisklak: 07.09.07 (21:21)
        • 09.06.09, 10:42
          oo, super, że kolejna osoba potwierdza, że to działa :)

          Ja jem obiady węgle+białko najczęściej - na pewno mają więcej węgli niż białka i
          działa, ale działa powoli.

          Hmm, może za wolno chudnę? Skoro Ty schudłaś 2,5 kg przez 2 tygodnie?

          Albo może zbytnio odchodzę od diety w czasie weekendu. Hmm.
          --
          Wiosennie :)
          yaga7.fotolog.pl
          • 09.06.09, 10:57
            Yaga, schudlam 2.5 kg, ale wczesniej, przez 4 dni przytylam 2 kg! wiec mysle, ze
            to jest powiazane.
            bo z tych 2.5 kg to 2 schudlam przez pierwszy tydzien, a teraz "tylko" 0.5 kg w
            nastepny.

            dr pape pisze, ze na tej diecie chudnie sie 0.5-1 kg na tydzien, wiec nie ma sie
            co martwic na zapas :) ja mysle, ze teraz bede chudla wolniej.

            mi wyraznie wegle+bialka na obiad nie podeszly (jesli chodzi o wage, bo
            smakowac, to smakowaly ;)

            a jak Ty sie czujesz po obiadach? robisz sie senna? jakies problemy z
            trawieniem? bo to moze byc sygnal, ze jestes "rolnikiem" i wtedy dobrze jest
            wyeliminowac wiekszosc bialek z obiadu (czyli wegle + warzywa, troche bialka).

            a poza tym, jak sobie odpuszczasz w weekend, to nie dziw, ze chudniesz wolniej :)
            ja w weekend jem czekolade, bo maz tez je, na deser po obiedzie...

            --
            kurczak: 03.03.05 (21:38)
            pisklak: 07.09.07 (21:21)
            • 09.06.09, 11:07
              Nie, nie mam żadnych problemów z trawieniem.
              Od czasu wycięcia woreczka żółciowego miałam większe lub mniejsze problemy z
              trawieniem, ale teraz, przy tych trzech posiłkach, jest super, nic mi się nie
              dzieje. Wszystko ślicznie wyregulowane ;)

              A po obiadach nie czuję się senna. W sumie mi jest ciężko określić, jak się
              czuję, bo generalnie czuję się prawie zawsze dobrze ;))

              W sumie może powinnam przeprowadzić eksperyment z tymi obiadami i spróbować
              jeszcze albo bardziej białkowe, albo bardziej węglowodanowe i zobaczyć, czy jest
              różnica. Ale obawiam się, że mogłabym nie wyłapać takiej subtelnej różnicy ;)
              --
              Wiosennie :)
              yaga7.fotolog.pl
              • 09.06.09, 11:28
                Yaga, jesli chudniesz i nie czujesz sie zle, to moze nie kombinuj, co? ;)

                Ty masz ksiazke, tak? tam jest napisane o tych rolnikach i nomadach, ponoc jest
                "instrukcja", jak to u siebie "zdiagnozowac". ja zadzialalam dobrze zupelnie
                nieswiadomie (przez przyzwyczajenia z diety montignaca) i wyszlo :)

                --
                kurczak: 03.03.05 (21:38)
                pisklak: 07.09.07 (21:21)
                • 09.06.09, 11:38
                  Tak, mam książkę, czytałam sposób "diagnozowania" x razy i nic mi nie pasuje ;))
                  To znaczy pasuje na zmianę, raz jedno, raz drugie.

                  Hmm, poczekam może aż będę na tej diecie z miesiąc czy więcej i wtedy zobaczę,
                  czy coś zmieniać, czy nie.
                  --
                  Wiosennie :)
                  yaga7.fotolog.pl
                  • 09.06.09, 11:57
                    to moze po prostu jestes klasyczna? :) i nic nie musisz zmieniac?

                    ja od zawsze bylam miesozerna i najlatwiej mi sie najesc tluszczami/bialkiem
                    wlasnie. nawet po wielkim weglowym sniadaniu ledwo 5 godzin wytrzymuje... a po
                    tluszczowo-bialkowym obiedzie i 7-8 bez problemow zniose :)

                    --
                    kurczak: 03.03.05 (21:38)
                    pisklak: 07.09.07 (21:21)
      • 09.06.09, 10:46
        ach, powzdycham do takiej wagi przez chwilę.... :) To moja docelowa :P
        --
        Wiosennie :)
        yaga7.fotolog.pl
    • 09.06.09, 10:34
      ja tez "chudne we snie". od 2.5 tygodnia dopiero, ale fajnie sie czuje na tej
      diecie i pociagne ja jeszcze troche :)

      jak pisalam do Inez, ja sie przekonalam na wlasnej skorze, ze mi nie sluza duze
      ilosci (polecane w standardzie) wegli na obiad (zaczelam tyc!), jak sie
      ograniczam do wegli w psotaci deseru (truskawki z jogurtem lub orzechy), to
      chudne :)

      i teraz szukam u Was inspiracji na sniadania.
      co jadacie do chleba?
      ja nie dam rady jesc musli z sokiem (a zmoim kochanym kefirem nie wolno...),
      wiec na ogol jadam chleb.
      dobry jest ryz/makaron/kasza z warzywami/owocami, ale nie zawsze mam czas robic
      (choc w weekend sobie dogadzam :).

      co jadacie do chleba? ja na slodko nie za bardzo lubie, nie chce jesc nutelli.
      kupilam sobie dzem na fruktozie (pozostalosci po diecie montignaca ;), jakies
      weganskie smarowidal (paprykowo-fasolowo-orzechowo-pomidorowe), paste sezamowa
      (100% zmielonego sezamu) oraz krem "gorzka czekolada". co jeszcze mozna by
      zjesc, co za slodkie nie jest? za chlebem z dzemem nie przepadam, ale jadam. ta
      pasta sezamowa bardzo mi smakuje, ale to tluste jest niesamowicie i ma tony
      kalori, wiec jakos sie waham... marzy mi sie jakies "maslo orzechowe" (ale nie z
      orzechow arachidowych), moze z migdalow, z duza zawartoscia orzechow, ale
      cholera to drogie jest i tez ma kalori od groma...

      nie lubie chleba z margaryna i warzywami, wiec jem smarowidla wege i
      pomidor/ogorek na to. ale troche mi sie nudzi ;)

      podpowiedzcie, co Ty na codzien jadacie na sniadanie, moze sie zainspiruje :)


      --
      kurczak: 03.03.05 (21:38)
      pisklak: 07.09.07 (21:21)
      • 09.06.09, 10:39
        kura17 napisała:
        > co jeszcze mozna by
        > zjesc, co za slodkie nie jest? za chlebem z dzemem nie przepadam, ale jadam. ta
        > pasta sezamowa bardzo mi smakuje, ale to tluste jest niesamowicie i ma tony
        > kalori, wiec jakos sie waham... marzy mi sie jakies "maslo orzechowe" (ale nie
        > z
        > orzechow arachidowych), moze z migdalow, z duza zawartoscia orzechow, ale
        > cholera to drogie jest i tez ma kalori od groma...
        >
        > nie lubie chleba z margaryna i warzywami, wiec jem smarowidla wege i
        > pomidor/ogorek na to. ale troche mi sie nudzi ;)

        a moze sprobuj sama zrobic jakies smarowidlo - na www.puszka.pl/ jest fura fajnych przepisów, tylko niektore trzeba dostosowac :)
      • 09.06.09, 10:44
        Ja uwielbiam słodkie śniadania, więc nie pomogę.
        A bułka z nutellą na śniadanie.... mmm pychotka ;)))

        Musli jadam z mlekiem sojowym, czasem idę na odstępstwo i jem z normalnym, albo
        z maślanką.

        Warzywa / makarony itp. u mnie na śniadanie odpadają. Śniadanie musi być słodkie :)
        Dzięki temu wieczorem nie mam chcicy na coś słodkiego i spokojnie mogę zjeść
        normalną bialkową kolację.
        --
        Wiosennie :)
        yaga7.fotolog.pl
        • 09.06.09, 10:53
          to ja slodkie (deser) musze miec po obiedzie ;)
          teraz jem truskawki z jogurtem, albo mala porcje musli, albo orzechy :)

          mleko sojowe jest fuj :( probowalam kilka razy sojowego nabialu, jak karmilam
          piersia i mailam obawy, czy dzieci nie maja skazy bialkowej... nie dawalam rady,
          smakuje jak zmielona trawa :(

          rzeczywiscie mi nie pomoglas, Yaga :)
          moj maz tez musi miec slodkie sniadanie. TYLKO nutella (inne smarowidla
          orzechowe odpadaja), dzem oraz miod. a do tego DOBRE maslo. jak studiowal w
          stanach, to zrezygnowal w ogole z nutelli, bo twierdzil, ze z ichniejszym maslem
          nie smakuje tak, jak powinna... ;)

          --
          kurczak: 03.03.05 (21:38)
          pisklak: 07.09.07 (21:21)
          • 09.06.09, 11:03
            Też lubię po obiedzie słodkie :) Ale deseru nie jem codziennie, w sumie słodkie
            śniadania mi wystarczają.

            Ja lubię soję i przetwory - kiedyś nie jadłam mięsa i ryb (teraz ryby szamam),
            więc zjadałam sporo sojowych rzeczy i tak mi zostało.

            A nutelli z masłem nigdy nie probowałam - to już dla mnie za dużo ;)
            --
            Wiosennie :)
            yaga7.fotolog.pl
            • 09.06.09, 11:07

              > A nutelli z masłem nigdy nie probowałam - to już dla mnie za dużo
              > ;)

              nawet sie nie przyznawaj mojemu mezowi!!!! przeklnie Cie!!! :D

              ja deser po obiedzie jem prawie codziennie, ale rzadko sa to slodycze. teraz to
              jadam truskawki z jogurtem (wczoraj zjadlam 0.5 kilo!!!), albo orzechy! po tym
              zupelnie mnie nie ciagnie do slodkiego!!! zreszta ja nigdy nie mialam za duzego
              parcia na slodycze, lubie najbardziej gorzka czekolade.
              ja zwyczajnie BARDZO lubie jesc, mam (mialam?...) zle nawyki - duzo, tlusto,
              malo zieleniny (tak zostalam wychowana). a poniewaz latka leca, ciaze mi nie
              pomogly na przemiane materii, wiec sie troche tego uzbieralo... (np po pierwszym
              dziecku, moja ulubiona "przegryzka" miedzy sniadaniem a obiadem byla... micha
              makaronu z maselkiem, mnia...)

              --
              kurczak: 03.03.05 (21:38)
              pisklak: 07.09.07 (21:21)
              • 09.06.09, 11:10
                Pól kilo truskawek PO obiedzie?
                Tyle to ja z trudem bym zjadła na sam obiad ;))

                Ja też lubię jeść, ale od paru lat widzę, że nie mogę jeść tyle co wcześniej, bo
                żoładek mi się zmniejszył, gorzej się czuję, gdy zjem za dużo itp. Dlatego jem
                mniej. Ale przytyłam, bo owszem, jadłam mniej rzeczy potrzebnych, ale tyle samo
                albo więcej rzeczy niepotrzebnych jak ciacha, chipsy czy insze przekąski.

                --
                Wiosennie :)
                yaga7.fotolog.pl
                • 09.06.09, 11:26
                  jak pisalam - ja moge (i lubie) zjesc duzo na raz. dlatego schemat: 3 duze
                  posilki dziennie bardzo mi pasuje! :)

                  --
                  kurczak: 03.03.05 (21:38)
                  pisklak: 07.09.07 (21:21)
        • 09.06.09, 19:41
          yaga7 napisała:

          > Ja uwielbiam słodkie śniadania, więc nie pomogę.
          > A bułka z nutellą na śniadanie.... mmm pychotka ;)))

          Dzisiaj na śniadanie zjadłam płatki jęczmienne błyskawiczne gotowane na wodzie ze szczyptą soli. Starczyło mi na ponad 6 godzin :) Były całkiem smaczne, jeżeli ktoś lubi takie rzeczy. Co prawda zamierzałam przyrządzić sobie owsiankę, ale zapomniałam kupić mleka i pomyliłam torebki z płatkami.

          Z niesłodkich smarowideł uwielbiam pesto (oliwkowe, z suszonych pomidorów, bazyliowe), ale te sklepowe mają za dużo chemii w słoiczku. No i właśnie sobie wygooglałam ten przepis na domowe pesto w Kafeterii.

          Niniejszym przyłączam się do "chudnących we śnie". Książka już leży na półce, czas ją zacząć czytać ;)
          • 09.06.09, 19:44
            ale fajnie, ze tyle sie nas juz uzbieralo :) ja jeszcze Magdalene probuje
            przekabacic :)

            a co do pesto - trzeba uwazac, bo tam jest zdaje sie parmezan, a na sniadanie do
            wegli nie powinno sie jesc bialek zwierzecych... ale jak sie robi samemu, to
            mozna parmezan pominac :)
            tylko ten czosnek... ja uwielbiam smak, ale potem sie zieje z paszczy jak smok,
            a ja miedzy ludzmi czase pracuje ;)

            --
            kurczak: 03.03.05 (21:38)
            pisklak: 07.09.07 (21:21)
            • 09.06.09, 19:50
              a ja juz wiem co kupie w prezencie mamie, ktora narzeka, ze powinna schudnac :)

              na dzien matki dostala upieczone ciasto i byla zla to to urodziny dostanie
              "chudnij we snie" :p
            • 09.06.09, 20:00
              kura17 napisała:


              > a co do pesto - trzeba uwazac, bo tam jest zdaje sie parmezan, a na sniadanie d
              > o
              > wegli nie powinno sie jesc bialek zwierzecych... ale jak sie robi samemu, to
              > mozna parmezan pominac :)
              > tylko ten czosnek... ja uwielbiam smak, ale potem sie zieje z paszczy jak smok,
              > a ja miedzy ludzmi czase pracuje ;)


              Mozna zrobić sobie pesto z suszonych pomidorów. Przepis jest bez parmezanu i bez czosnku. Warto przejrzeć cały zalinkowany wątek, jest tam więcej przepisów na różne pesto oraz linkow do nich. Chyba też sobie zrobie domowe :)


              • 09.06.09, 20:03
                ja robie z orzechami wloskimi zamiast migdalow i tez jest pyszne :)

                na pewno dobry by bylby tez jakis humus tylko, ze w polsce gotowy ciezko kupic
                ale pewnie tez mozna jakis przepis znalezc :)
                • 09.06.09, 20:07
                  Quleczka, zobacz do mojego postu z tego samego czasu :D
                  tez pytam o humus! :) :) :)

                  mam i pomidory i migdaly, lece robic pesto!
                  w dodatku mam pomidory w oleju, on jest swietnie doprawiony, mniam! uzyje tego
                  oleju, oczywiscie!

                  --
                  kurczak: 03.03.05 (21:38)
                  pisklak: 07.09.07 (21:21)
              • 09.06.09, 20:04
                Limonka, dzieki za link! to z pomidorow wyglada swietnie (uwielbiam migdaly i
                inne orzechy). zaraz lece czytac caly watek!

                wreszcie mam jakas insporacje. zupelnie o pesto nie pomyslalam, jak sie
                wysilalam ze znalezieniem czegos do sniadania :)

                a umie ktos zrobic humus??? albo zna jakis sprawdzony przepis?

                --
                kurczak: 03.03.05 (21:38)
                pisklak: 07.09.07 (21:21)
                • 09.06.09, 20:09
                  ja nie znam ale mysle, ze ogolnie jakas ugotowana ciecierzyca zmiksowana z
                  olejem, czosnkiem moze jakas papryczka lub suszonymi pomidorami moglaby byc dobra

                  ja lubie kombinowac :) podobno da sie tez z ciecierzycy z puszki co oszczedza
                  sporo czasu :)

                  zrobilyscie mi smaka, dawno juz pesto nie robilam..ide po orzechy i ukrece sobie
                  na jutro pesto, reszte skladnikow juz mam :)
                  • 09.06.09, 20:10
                    w ogole podobnie myslimy cos dzisiaj :D
                    • 09.06.09, 20:14
                      moze nie tylko dzisiaj? ;)

                      --
                      kurczak: 03.03.05 (21:38)
                      pisklak: 07.09.07 (21:21)
                  • 09.06.09, 20:14
                    a powiedz mi jeszcze, skoro masz doswiadczenie w robieniu pesto, jak duzo sie
                    tej oliwy dodaje? jaka jest "idealna" konsstencja...


                    ... buuu... mam w lodowce otwarty dzem oraz sloiczek gotowej pasty wege do
                    kanapek... i sloik pasty sezamowej (jejku, ale to pyszne!!!9 oraz gorzkiego
                    kremu czekoladowego...
                    chyba pesto bedzie musialo poczekac, nienawidze psuc jedzenia :(

                    chlip...
                    ale na pewno sobie zrobie, jak choc jedna z otwartych rzeczy wykoncze!

                    --
                    kurczak: 03.03.05 (21:38)
                    pisklak: 07.09.07 (21:21)
                    • 09.06.09, 20:21
                      pesto moze sporo lezec w sloiku pod warunkiem, ze jest przykryte chociaz cienka
                      warstwka oliwy :)

                      ja robie na oko, dolewam po trochu tak dlugo az mi bedzie konsystencja pasowala
                      bo zazwyczaj pomidorow mam tez niepelny sloiczek z blizej nieokreslona iloscia
                      oleju w nim :)

                      ja robie je do makaronu, wiec nawet wole takie mniej geste, do kanapek mozesz
                      pewnie dac troche mniej tej oliwy :)
                    • 09.06.09, 20:24
                      co do przepisow to moge podac stronke z ktorej pare rzeczy robilam i dobre byly,
                      choc ten akurat z gory zaznaczam, ze nie sprawdzony

                      www.pesto.art.pl/kuchnia/warzywa/straczkowe/hummus.php
                      • 09.06.09, 20:28
                        hej, jaki prosty przepis! i wlasnie mam sloj 500 gr tahiny, czyli pasty
                        sezamowej :) uzywam jej do chleba, a teraz dodam do hummusu! zrobie sobie (o ja
                        leniwa!) z ciecierzycy z puszki... tez mam w spizarni...

                        ... jej, tylko kiedy ja to zjem, hmm??? dopiero co siemartwilam, co jesc na
                        sniadanie do chleba, a teraz ma az za duzo inspiracji :)

                        swietnie swietnie swietnie!

                        --
                        kurczak: 03.03.05 (21:38)
                        pisklak: 07.09.07 (21:21)
                        • 09.06.09, 20:29
                          ja bym tam dodala jeszcze cos paprykowego/pomidorowego dla smaku ale co kto
                          lubi...na przyklad 1-2 suszone pomidory :)

                          i sporo swiezej pietruszki na wierzch kanapki, mniaaam :)
                          • 09.06.09, 20:39
                            haha, gora suszone pomidory!!! :)

                            a pamietacie ten film "smazone zielone pomidory", z kate bates? jakos tak mi sie
                            skojarzylo...

                            --
                            kurczak: 03.03.05 (21:38)
                            pisklak: 07.09.07 (21:21)
                            • 09.06.09, 20:48
                              ja wlasnie ide robic pesto :p

                              w domu sie na mnie dziwnie patrza, ze nagle mnie na miksowanie pesto naszlo ;)
                              • 09.06.09, 20:54
                                i nikomu nie przychodzi nawetdo glowy, ze to przez siedzenie na forum stanikowym :D

                                --
                                kurczak: 03.03.05 (21:38)
                                pisklak: 07.09.07 (21:21)
                              • 09.06.09, 20:57
                                A, jeszcze cos mi sie przypomnialo odnosnie do pesto - bazylia kupiona w
                                doniczce w sklepie ma mniej wiecej dziesiec razy mniej aromatu niz taka z
                                ogrodka/doniczki na oknie. Listki sa wiotkie, smak mozna poczuc przy 5-8 na
                                talerz (np. w salatce). Wyhodowana wlasnorecznie z nasionek jest tak
                                aromatyczna, ze 3 listi zdominuja smak kazdej potrawy :):)
                                oczywiscie jesli ktos ma dostep do normalnie hodowanej, a niesupermarketowej, to
                                pewnie nie ma az takiej roznicy. Ja sieje na oknie (bo w ogorku pies by zjadl :P)
                            • 09.06.09, 20:53
                              Film swietny, niedawno sobie przypomniałam :)

                              Hummus z czarnymi oliwkami
                              Składniki:
                              tahini (pasta z sezamu)
                              ciecierzyca - ugotowana, zmielona
                              oliwa ze słonecznika
                              sok z cytryny
                              czarne oliwki
                              asofetida (lub suszona cebula)
                              Przepis:
                              tahini do tego ciecierzyca, oliwa ze słonecznika, cytryna i czarne oliwki dla
                              smaku asofetida. Zmiksowac na gladko.

                              Moje rady:
                              - ciecierzyce obrać ze skorek - takze ta z puszki - skorki sa wiatropedne i
                              powodują paskudne wzdecia :)
                              - Jaka asofetida...?
                              - Mozna pewnie dodać czosnek, ale do sniadan to chyba srednio :)

                              I jeszcze idac za ciosem wkleje przepis na fantastyczne kotlety z ciecierzycy (z
                              blogu: www.smakimprezy.pl/)

                              Zdrowe i smaczne burgery ciecierzycowe

                              * 250 g ciecierzycy ugotowanej i obranej z łusek
                              * 2 średnie młode cukinie zielone
                              * 1 pęczek pietruszki
                              * 3 cebulki dymki z nacią
                              * 1 jajko
                              * 3 łyżki bułki tartej
                              * sól
                              * czarny pieprz
                              Ciecierzycę gotuję i obieram z łusek i rozgniatam widelcem. Cukinie trę na
                              grubej tarce solę i pozostawiam na 20 minut na sicie, aby odciekła, potem ją
                              dodatkowo ugniatam, aby pozbyć się nadmiaru soków. W misce mieszam ciecierzycę,
                              cukinię, pietruszkę i cebulkę pociętą drobno, jajko, bułkę tratą, sól i pieprz.
                              Mieszam dokładnie, formuję kotleciki, delikatnie obtaczam w bułce lub mące i
                              smażę aż osiągną złocistą barwę. Podaję saute lub w bułkach kajzerkach z
                              majonezem, sałatą i innymi dodatkami.

                              Sa naprawde swietne :)
                              • 09.06.09, 21:01
                                te kotleciki brzmia swietnie! moja siostra jest wegetarianka, podrzuce jej
                                pomysl! sobie tez zrobie, a co!

                                i mam jeszcze glupie pytanie... czy ciecierzyce z puszki tez trzeba gotowac? czy
                                mozna juz bez gotowania?

                                i dzieki za podpowiedz o obieraniu!!! :)

                                --
                                kurczak: 03.03.05 (21:38)
                                pisklak: 07.09.07 (21:21)
                                • 09.06.09, 21:07
                                  AAAbsolutnie nie! Ta z puszki jest gotowa do uzycia, o to w niej chodzi :):)
                            • 11.06.09, 09:32
                              jak juz mamy tutaj PierwszaLitere, to sie podpytam, czym moze byc spowodowany
                              moj problem.

                              chyba (?) od zawsze nie najadam sie weglowodanami. i to nawet w polaczeniu z
                              bialkiem.
                              po sniadaniu, na ktore napycham sie weglami (2-3 buly), jakies owoce, musli
                              (plus chleb, oczywiscie) - tak jadalam na diecie montignac - robie sie glodna
                              naprawde szybko, maks po 2-3 godzinach. teraz tez jem sporo chleba, smaruje
                              smacznymi rzeczami, unikam bialka zwierzecego (wiec bez musli), i sytuacja sie
                              powtarza - robie sie bardzo szybko glodna.

                              tak samo z obiadem - jak polacze wegle z bialkiem, np ryz/kasza/ziemniaki z
                              miesem/ryba, to robie sie glodna bardzo szybko... 2-3 godziny i mam na cos
                              ochote, czasem jestem strasznie glodna...
                              i ciagle mysle o zarciu...

                              a jak zjem (tak sie przyzywczailam na montignacu i to uwielbiam) kawal miesa
                              (naprawde duzy, moge spkojnie zjesc pol kurczaka) i cos zielonego, a na deser
                              kawalek sera, to spokojnie 6-7 godzin bez wielkiego glodu wytrzymuje i jestem
                              zadowolona :)
                              orzechy tez mi dobrze robia, chce je dodac do sniadania, ale ciagle zapominam
                              (bo na wczesniejszej diecie mm ich nie moglam jesc).

                              mam wrazenie, ze jestem totalnym koczownikiem, nieglodna jestem po sniadaniu
                              typu kilka parowek, smazona kielbaska, kiszka, a do tego chleb, oczywiscie. ale
                              to nie na tej diecie, hehe... chyba nie na zadnej...

                              obiady juz jem tak, jak lubie i mi pasuje - w zasadzie bez wegli, czasem na
                              deser jakis lod lub ciasto, dojadam orzechami i serem.

                              a jak sobie poradzic ze sniadaniami? czy te orzechy pomoga? musze o nich
                              pamietac ;) ile ich wolno zjesc? TYLKO garsc? ;)

                              co byscie radzily jesc na sniadania, jak je komponowac, zeby nie byc glodnym tak
                              szybko?
                              dzis na przyklad zjadlam (kolo 7) miseczke truskawek, 4 kromki ciemnego chleba
                              ze smarowidlem, dzemem, kremem czekoladowym i pasta sezamowa. jest 9:30 a ja sie
                              nie moge doczekac obiadu :(

                              i, tak szczerze mowia, ja do konca nie wiem, czy jestem glodna, czy mam klopoty
                              z zoladkiem moze? bo czuje sie dziwnie, lekko zgagowato... moze ja tak reaguje
                              na wegle? prawie zawsze tak mam, zwlaszcza po zjedzeniu chleba (zwlaszcza tego
                              ciemnego). po musli, ryzu, kaszy, jest lepiej, ale nie do konca, no i glod tez
                              jest...


                              --
                              kurczak: 03.03.05 (21:38)
                              pisklak: 07.09.07 (21:21)
                              • 11.06.09, 13:38
                                Kura, jesteś typowym koczownikiem. Reagujesz wrażliwie na węglowodany i na posiłki mieszane. Moje rady: korzystaj rano z węglowodanów, które odrobinę mniej frustrują trzustkę. Bardzo dobre są płatki zbożowe, na przykład owsiane. Owies, to samo zdrowie i łagodna insulina. :-) Z chlebem i bułkami sprawa wygląda trochę mniej korzystnie. Ciemna, razowa mąka cię nie uratuje, bo na insulinową reakcję nie ma to żadnego wpływu. Chyba, że lubisz chleb pieczony z pełnego ziarna, typu niemiecki Schwarzbrot, albo pumpernikel. To są wypieki, w których ziarna pieczone są długo i w całości. Skrobia ulega wtedy fizycznej przemianie, która wpływa na inne jej przetwarzenie przez organizm. Niestety chleb z wysokiego albo niskiego przemiału, jak nazwa mówi, zawiera mąkę ze zmielonego ziarna i czy mąka, jest jasna, czy ciemna nie gra dla insulinowej odpowiedzi już żadnej roli. Jeżeli masz czasem ochotę na normalny wypiek, to kup sobie francuskie croissants. To brzmi może śmiesznie, bo kapią one od tłuszczu, ale są lepsze na insulinę od zwykłych bułek, a tą odrobina tłuszczu wcale nie odbija się aż tak na bilansie kalorycznym.
                                Skoro jesteś więc koczownikiem najlepsze są dla ciebie białkowe obiady i kolacje. Jeżeli masz jednak czasem ochotę na węglowodany na obiad, to oddziel je od zwierzęcego białka, podobnie jak robi się to rano. To znaczy porcja makaronu z sosem pomidorowym, albo ryż z warzywami itd. Powinnaś reagować lepiej niż na posiłki mieszane typu ziemniaki plus mięso. I tu też istnieje pewna hierarchia. Znakomity jest makaron, potem ryż typu basmati, kasze, frytki do piekarnika, a na samym końcu ziemniaki i chleb. Na ziemniaki jest jednak sposób. Wcześniejsze ich ugotowanie i ostudzenie zmienia fizyczne właściwości skrobi czyni je korzystniejszą. To znaczy majonezowo- jogurtowa sałatka z ziemniaków jest lepsza od tych świeżo ugotowanych z wody.
                                A twoje sampoczucie jest normalne. Spróbuj pomiędzy posiłkami przytrzmywać się przy życiu małym białkowym imbissem, kiedyś trzustka się uspokoi i nawet po tych mniej korzystnych węglowodanach nie będzie już tak źle. Zmiany w organiźmie potrzebują trochę czasu. To tylko okres przejściowy, wcale nie znaczy, że już na zawsze musisz rezygnować z węgli na obiad i kolację. Musisz tylko przez jakiś czas organizm na nie zdesensybilizować. :-)
                                No i kura, 2-3 bułki to dla ciebie za mało. Orientuj się na 100g czystych węgli na śniadnie. To 4 bułki, albo prawie 200g płatków owsianych. To jest wielka micha. ;-)
                                • 11.06.09, 13:57
                                  Mi bardzo pasuje to, co piszesz Kurze, bo ja zawsze też po samych
                                  węglach byłam głodna. No i dziś też - po dwóch godzinach. zjadłam
                                  trochę sera żółtego, trochę pomogła...

                                  > I tu też istnieje pewna hierarchia. Znakomity jest makaron, potem
                                  > ryż typu basmati, kasze, frytki do piekarnika, a na samym końcu
                                  > ziemniaki i chleb.

                                  hm... jeszcze nigdy nie udało mi się najeść makaronem czy ryżem. Po
                                  samych płatkach owsianych mdli mnie z głodu. Natomiast frytki i
                                  chleb potrafią nasycić na trochę dłużej. Ale skoro mówisz, ze
                                  powinnyśmy jeść około 75-100g czystych węglowodanów, to może
                                  zwyczajnie jadłam ich za mało?


                                  --
                                  biuściasty katalog staników
                                  • 11.06.09, 14:08
                                    a nie, to do mnie sie zgadza dosc dobrze z tymi makaronami i ryzami (ale na
                                    sniadanie, nie jako dodatek do bialka!). dluzej jestem po nich syta, niz po chlebie.

                                    Szarsz, a probowalas orzechow? ja wczoraj mialam dzien bialkowo-beztluszczowy
                                    (chude bialko ino, bleeee ;) i po dosc obfitym sniadaniu (gotowana noga
                                    kurczaka, kefir 250 gr, serek homo 250 gr, jajo) glodna bylam juz po godzinie, w
                                    momencie dotarcia do pracy :(
                                    zjadlam garsc orzechow i wytrzymalam spokojne kolejne 3 godziny do obiadu, juz
                                    nie myslac o jedzeniu :) moze sprobuj? to zdrowa przekaska bialkowa, Litera tez
                                    ja gdzies polecala. ale garsc, nie wiecej.

                                    ps. ja robie makaron z grzybami (pieczarki, mrozone kurki i inne lesne), cebula
                                    i smietana (kremowke dodaje do grzybow i makaronu chwile przed koncem), do tego
                                    parmezan. zjadam 2-3 kopiate talerze i do kolacji 6 godzin spokojne wytrzymam. a
                                    mam tak, jak Ty - po weglach glod okropny ;) moze sprobuj? :)

                                    --
                                    kurczak: 03.03.05 (21:38)
                                    pisklak: 07.09.07 (21:21)
                                    • 11.06.09, 14:11
                                      no tylko z tymi orzechami to sie robi taki srednio beztluszczowy ten dzien ;)

                                      wiem czepiam sie :p
                                      • 11.06.09, 14:19
                                        ale czemu ma byc beztluszczowy?
                                        ma byc bez bialka zwierzecego :)

                                        a bez tluszczu to moj dzien proteinowy jest (taka moja modyfikacja diety, raz na
                                        2-3 tygodnie) :)
                                        pewnie ja tak nieskladnie pisze, ze nic nie wiadomow, hehe.

                                        --
                                        kurczak: 03.03.05 (21:38)
                                        pisklak: 07.09.07 (21:21)
                                        • 11.06.09, 14:27
                                          > ale czemu ma byc beztluszczowy?

                                          nie wiem czemu :) Sama napisalaś "ja wczoraj mialam dzien
                                          bialkowo-beztluszczowy(chude bialko ino, bleeee ;) " i potem o tych orzechach :)

                                          Ja tylko zwróciłam uwagę, że orzechy to tak średnio beztłuszczowe ;)

                                          Ale nie mówię, że to źle, zresztą nie zjadłaś ich całej paczki :)
                                      • 11.06.09, 15:10
                                        quleczka napisała:

                                        > no tylko z tymi orzechami to sie robi taki srednio beztluszczowy ten dzien ;)
                                        >
                                        > wiem czepiam sie :p

                                        A kto mówi, że ma być beztłuszczowy? ;-) Orzechy są niesamowicie zdrowe. Idealne tłuszcze, dobre roślinne białko. Zapytaj wiewiórki. ;-) Pomagają zbić zły cholesterol. Można zjeść codziennie. Garstka, dwie i nic się nie stanie.
                                        • 11.06.09, 15:15
                                          juz wyjasnilam dalej, ze nie ja :)

                                          po prostu zdziwilam sie jak kura napisala "ja wczoraj mialam dzien
                                          bialkowo-beztluszczowy" a potem o orzechach :)

                                          ale jak zaznaczylam czepiam sie ;)

                                          zgadzam sie, ze sa zdrowe, smaczne i w ogole...i absolutnie nie mam nic przeciw
                                          ich jedzeniu tylko dziwne mi sie wydaly przy dniu bezluszczowym :)
                                    • 11.06.09, 14:17
                                      kura17 napisała:
                                      > zjadlam garsc orzechow i wytrzymalam spokojne kolejne 3 godziny do
                                      > obiadu, juz nie myslac o jedzeniu :)

                                      Wczoraj orzechy mi pomogły, są naprawdę super.

                                      --
                                      biuściasty katalog staników
                                    • 11.06.09, 14:18
                                      Kura, nie zrozum mnie źle, ale jak ja bym jadła tyle co Ty, byłabym wieeeeeeelka ;)
                                      To jest naprawdę zadziwiające, jak różni ludzie się różnią pod względem
                                      żywieniowym :)
                                      --
                                      Wiosennie :)
                                      yaga7.fotolog.pl
                                      • 11.06.09, 14:23
                                        no rozumiem, ja apetyt mam wielki.
                                        ale wole zjesc 3 razy do syta (mojego ;), niz podjadac.

                                        ja malo jem slodkiego, nie pije zadnych slodkich syfow, nawet sokow (nie
                                        przepadam), wiec gdzies sobie pofolgowac musze ;)

                                        dlatego pasuje mi ta dieta, bo jedzenie do syta dozwolone, tak samo jak w
                                        montignatu, tylko on jest troche bardziej restrykcyjny.

                                        --
                                        kurczak: 03.03.05 (21:38)
                                        pisklak: 07.09.07 (21:21)
                                        • 11.06.09, 14:28
                                          A to w sumie jak ja bym wcześnie dodała te słodkie syfy, alkohol, ciacha itp, to
                                          by wyszło na to samo ;))
                                          --
                                          Wiosennie :)
                                          yaga7.fotolog.pl
                                        • 11.06.09, 14:51
                                          kura17 napisała:
                                          > no rozumiem, ja apetyt mam wielki.

                                          Ja też spory. Ale raczej starałam się mu nie ulegać, co jak właśnie
                                          się okazuje, było niezbyt mądre.
                                          Rrrany, jakbym się cieszyła, jakby się to wszystko udało jakoś
                                          naprostować...

                                          --
                                          biuściasty katalog staników
                                      • 11.06.09, 15:21
                                        Yaga, nie wiem jaki masz BMI i wagę, ale może jesteś większa, bo jesz za mało? Radzę przyjrzeć się naturalnym szczuplaczkom. Oni jedzą często ogromne ilości jedzenia, bo mają rozrzutną przemianą materii. Ludzie z tendencją do tycia robią jednak ten błąd, że albo jedzą za dużo, albo znaczenie za mało i trenują wtedy swój organizm do oszczędności i zbierania zapasów. Czasem nie ma wtedy innego wyjścia niż zmusić organizm do większej rozrzutności zwiększając porcje energii. Bo wierz mi, miałam już przed sobą grubasków, którzy przychodzili do mnie z protokołami żywnieniowymi, od których słabłam. Listek sałaty, jogurcik, a waga ciągle za wysoka. To byli ludzie z rozpaczą w oczach, bo słyszeli od innych lekarzy tylko: "proszę mniej jeść", a oni nie wiedzieli już, co mają jeszcze redukować.
                                        • 11.06.09, 15:49
                                          Miałam taką kumpelę w liceum - jak gdzieś jeździłyśmy ona jadła dwa razy tyle co
                                          ja, a ja byłam dwa razy większa ;)
                                          BMI mam w okolicach 26, BMI, które mi pasuje, to 23-24. Nie jest to jakaś
                                          znaczna różnica, ale już przeze mnie odczuwalna. Nie chcę ważyć 50 kg przy
                                          wzroście 170, bo wyglądałabym pewnie okropnie, ale te 65 kg by mi spokojnie
                                          wystarczyło.

                                          Powiedz mi, jaki okres czasu sobie dać, żeby zobaczyć, czy ten typ odżywiania
                                          jest dla mnie? 2-3 miesiące? Na razie staram się tak jeść od dwóch tygodni chyba
                                          i na pewno widzę pozytywne wyniki w stylu - brak wilczego apetytu na słodkie,
                                          brak ochoty na przekąski itp. Więc plusy są.
                                          Tylko jeszcze żeby waga szła w dół :)
                                          --
                                          Wiosennie :)
                                          yaga7.fotolog.pl
                                          • 11.06.09, 16:02
                                            yaga7 napisała:

                                            > Powiedz mi, jaki okres czasu sobie dać, żeby zobaczyć, czy ten typ odżywiania
                                            > jest dla mnie? 2-3 miesiące? Na razie staram się tak jeść od dwóch tygodni chyb
                                            > a

                                            2-3 miesiące to całkiem sensowny plan. Czasem na początku nie widzi się jeszcze większych zmian na wadze, bo najpierw organizm musi wyjść z trybu oszczędnego, a i często zmieniają się proporcje między masą tłuszczową a mięśniową. Lepiej odżywione mięśnie naciągają się wodą, zwiększają objętość i to powoduje lekki wzrost wagi. W ten sposób nie zauważa się procesu uszczuplenia. Widoczne byłoby tylko podczas profesjonalnej analizy ciała, dlatego my robimy ją przy każdym ważeniu. Po 2-3 miesiącach powinnaś jednak zauważyć efekty i gołym okiem na ciuchach. Spróbuj raczej się mierzyć, a nie ważyć. Mięśnie są ciężkie, ale mają mniejszą objętość i nadają szczupłego wyglądu. A o wygląd w końcu chodzi, a nie o cyferki na wadze. ;-)
                                            A teraz idę do kuchni, bo mój facet już się skarży, że zajmuję się brzuchami innych i zapominam o jego. ;-)
                                            • 11.06.09, 16:13
                                              a moglabym mi z ciekawosci napisac, jak robicie takie pomiary? tzz jaka jest
                                              zasada, niekoniecznie szczegoly techniczne. czy podobnie, jak robia wagi, czyli
                                              mierza opornosc, przeliczaja zgodnie z jakas tabelka itp?

                                              ja zauwazylam roznice... po pasku do spodni... byl dobry na przedostatnia i
                                              ostatnia dziurke...
                                              ... a teram brakuje mi 1-2 dziurek :)
                                              na wadze tez troche widac...

                                              ... no dobra, przyznam sie, NIE MAM juz (na dzien dzisiejszy, hehe) nadwagi :D
                                              BMI ponizej 25. jeszcze 3 kg i bedzie super, a przy -5 bede skakac z radosci -
                                              bo powroce do wagi sprzed pierwszej ciazy (ktora bardzo mi odpowiadala, mimo BMI
                                              *az* 23 ;).
                                              a jeszcze 0.5-1 kg i bedzie waga sprzed drugiej ciazy...
                                              ... rozmarzylam sie...


                                              --
                                              kurczak: 03.03.05 (21:38)
                                              pisklak: 07.09.07 (21:21)
                                              • 11.06.09, 16:14
                                                Kura, gratulacje!!!

                                                Mnie osobiście opcja BMI 23 się bardzo podoba i sama chętnie bym się takiego
                                                dorobiła :D
                                                --
                                                Wiosennie :)
                                                yaga7.fotolog.pl
                                                • 11.06.09, 16:28
                                                  dziekuje :) mam nadzieje, ze cholernego jojo nie bedzie... ale mam zamiar
                                                  "chudnac we snie", wiec mam wielka nadzieje, ze nie bedzie.

                                                  cieszy mnie fakt, ze do tego braku nadwagi probuje dobic juz naprawde dlugo
                                                  (prawie od urodzenia dziecka, sporo ponad rok) i jak na razie bylam oporna na
                                                  rozne diety, nawet na mojego ukochanego montignaca - przez pol roku stosowania
                                                  sie regul nie schudlam wcale... a wczensiej chudlam na tej diecie ok 1 kg na
                                                  tydzien...

                                                  i wlasnie dlatego fakt, ze wreszcie porzucilam magiczne BMI 26 tak mnie
                                                  mobilizuje :)

                                                  Yaga, my jestesmy chyba podobnej budowy - ja mam 172, 79 pod biustem, nosze
                                                  staniki 34FF/G (tez jestem raczej wrazliwa na sciskanie, mam kilka 32-jek, ale
                                                  mam lekki dyskomfort).
                                                  ja jestem grubo- i ciezkokoscista. czyli waze wiecej, niz wygladam. nawet przy
                                                  BMI 26 malo osob posadzalo mnie o nadwage. zreszta jakies 6 lat temu wazylam
                                                  wiecej, niz przy tym BMI 26 ostatnio... i wcale nie mialam ochoty sie zbytnio
                                                  odchudzac, nie czulam potrzeby.
                                                  ale mialam ten tluszcz inaczej rozlozony - rownomierniej. teraz, po ciazach, on
                                                  sie lokalizuje glownie na brzuchu i boczkach i to juz przy BMI 26 wygladalo z
                                                  lekka tragicznie :( dlatego mialam parcie na schudniecie ;)
                                                  jak patrze na zdjecia slubne, to sie sobie podobam, tusza tez, choc mialam lekka
                                                  nadwage. a teraz wciaz sie sobie nie podobam jeszcze...
                                                  ... ale juz niedlugo, trzeba tylko troche pospac :D

                                                  ps. zawsze wieczorem, jak sie kladziemy spac, mowie mezowi, ze teraz "ide
                                                  chudnac" :)

                                                  --
                                                  kurczak: 03.03.05 (21:38)
                                                  pisklak: 07.09.07 (21:21)
                                                  • 11.06.09, 16:34
                                                    No to faktycznie mamy podobną budowę :)

                                                    Ja też jestem grubokoścista i po mnie raczej też nie widać nadwagi - tak sądzę.
                                                    Wszystko ma ładnie równo rozłożone ;))) W sumie jak tyję, to tyję równo wszędzie
                                                    i jak chudnę to raczej też.

                                                    A ten tekst wieczorny - super! Też będę go stosować :)
                                                    --
                                                    Wiosennie :)
                                                    yaga7.fotolog.pl
                                                  • 11.06.09, 16:47
                                                    ja "przed dziecmi" tez mialam rowno rozlozone i tylach/chudlam wszedzie rowno.
                                                    ale ciaze (tak mysle) w duzej mierze to zmienily. naruszyly tez moj metabolizm.
                                                    a potem szarpanie sie z probami zrzucenia dodatkowych kilogramow tez na dobre mi
                                                    nie wyszly...

                                                    wiesz co?
                                                    teraz, jak juz nawet za duzo nie schudne, to mam zamiar trzymac ta diete. bo mi
                                                    z nia dobrze i wiem, ze jem w miare zdrowo i "robie dobrze" swojemu organizmowi
                                                    i trzustce. i nie musze walczyc z glodem, ha! w sumie chcialam ja stosowac
                                                    wczesniej (Litera juz o niej wspominala), ale nie moglam znalesc polskiej
                                                    "literatury" w sieci, z moim niemieckim kiepsko, a jakos mi sie nie chcialo
                                                    ksiazki z polski do niemiec sprowadzac...
                                                    ... a szkoda, w sumie, bo moze na lato bylabym laska. tzn koczownikiem-laska :)

                                                    --
                                                    kurczak: 03.03.05 (21:38)
                                                    pisklak: 07.09.07 (21:21)
                                                  • 11.06.09, 16:54
                                                    No na pewno ciąże miały wplyw na organizm, nie ma szans, żeby nie.

                                                    Mnie też ta dieta się podoba - jem na pewno lepiej niż przedtem, bo na pewno jem
                                                    więcej warzyw i białka.
                                                    Kiedyś jadłam dużo więcej jogurtów i tego typu rzeczy, a może jednak 200 g
                                                    wędzonego łososia jest od tego lepsze ;)

                                                    A poza tym i tak jesteś laska i już! :D
                                                    --
                                                    Wiosennie :)
                                                    yaga7.fotolog.pl
                                                  • 11.06.09, 17:01
                                                    > A poza tym i tak jesteś laska i już! :D

                                                    oczywiscie, nie ma to jak afirmacja kolezanek, ktore mnie nigdy nie widzialy :D

                                                    w sumie chyba najwiekszy komplement spotkal mnie od szefa (a byl zupelnie
                                                    nieswiadomy i nie majacy mi schlebiac). cos gadalismy o siedzacym trybie pracy i
                                                    ze wplywa on na wage itp. i ja nadmienilam (majac moje BMI ok 26 wtedy), ze
                                                    odkad pracuje naukowo (czyli od studiow), to przytylam 10-15 kg. a on na to, ze
                                                    w takim razie wczesniej musialam byc BARDZO szczupla :D

                                                    ... a oczywiscie nie bylam, bylam przecietna.

                                                    mnie u siebie zalamywalo to, ze, lubiac jesc, jadlam sporo, ale bez "syfow" i
                                                    tak nabieralam wagi po kazdym szalenstwie (w postaci chocby loda - 1-2 kg w gore
                                                    natychmiast...).
                                                    a widze, ze teraz moge to ustabilizowac, pozwolic sobie na tego loda po obiedzie
                                                    i tragedii nie bedzie. i moze nawet schudne ;)

                                                    200 gr lososia, mniam! ja bardzo jeszcze lubie pstraga pieczonego w foli z
                                                    dodatkiem masla, probowalas? supermarkety maja mrozone. ja smaruje folie maslem,
                                                    wkladam zamrozona rybe do foli, troche obsypuje ziolami i do piekarnika. samo
                                                    sie robi, a jakie pyszne! do tego koniecznie mizeria, uwielbiam mizerie!!!

                                                    a lubisz zupe rybna? ja mam fajny, wymyslony przepis, moge podac, jesli jestes
                                                    zainteresowana (prosty i mezom kolezanek, ktorym go podawalam, bardzo smakuje :)

                                                    --
                                                    kurczak: 03.03.05 (21:38)
                                                    pisklak: 07.09.07 (21:21)
                                                  • 11.06.09, 17:05
                                                    Właśnie sobie policzyłam BMI i wyszło mi 29... Rany boskie... Cały
                                                    czas żyłam w przekonaniu, że mam 26... A Wy tu mówicie o 23 i
                                                    niezadowolone:((( Ja się tak nie bawię :(((
                                                    --
                                                    Czytam bloga balkonetkę.pl
                                                    Aha, i czytam J.R.R. Tolkiena i oglądam filmy Petera Jacksona, co
                                                    widać po drugiej części mojej sygnaturki:
                                                    Let's face it Mr Frodo - we're lost!
                                                  • 11.06.09, 17:07
                                                    23 to DOCELOWE i WYMARZONE... za 5 kg :)

                                                    teraz mam minimalnie ponizej 25 (czyli ponizej granicy nadwagi).
                                                    gdybym miala 23 bylabym ZACHWYCONA. bede bardzo zadowolona, jesli bedzie to 24
                                                    (za 3 kg).

                                                    czytaj uwaznie, a potem sie stresuj ;)
                                                    Yaga, o ile pamietam, ma 26 i DAZY do 23 :)

                                                    --
                                                    kurczak: 03.03.05 (21:38)
                                                    pisklak: 07.09.07 (21:21)
                                                  • 11.06.09, 17:14
                                                    Wymarzone to ja mam 19... Ale tyle ważyłam w szóstej klasie
                                                    podstawówki, potem skoczyło na 26 od tego czasu waga mi "stoi" +/-3
                                                    kg (właśnie teraz jest to +3).

                                                    Chciałabym chociaż raz w życiu być szczupła ...:(
                                                    --
                                                    Czytam bloga balkonetkę.pl
                                                    Aha, i czytam J.R.R. Tolkiena i oglądam filmy Petera Jacksona, co
                                                    widać po drugiej części mojej sygnaturki:
                                                    Let's face it Mr Frodo - we're lost!
                                                  • 11.06.09, 17:25
                                                    Ja też kiedyś mówiłam sobie, że chciałabym choć raz być w życiu szczupła. Ale
                                                    ostatnio mi to przeszło. Bo jednak BMI typu 19 to już jest dla mnie stanowczo
                                                    zbyt mało i jednak nie chciałabym mieć takich parametrów ;)
                                                    --
                                                    Wiosennie :)
                                                    yaga7.fotolog.pl
                                                  • 11.06.09, 17:33
                                                    Tak na serio, to będę wniebowzięta jak zejdę permamnentnie na 22,
                                                    bez natychmiastowego powrotu po poprzedniej wagi.
                                                    Ale pomarzyć sobie można, nie? :)

                                                    --
                                                    Czytam bloga balkonetkę.pl
                                                    Aha, i czytam J.R.R. Tolkiena i oglądam filmy Petera Jacksona, co
                                                    widać po drugiej części mojej sygnaturki:
                                                    Let's face it Mr Frodo - we're lost!
                                                  • 11.06.09, 17:37
                                                    Marzenia są piękne, to fakt :)
                                                    --
                                                    Wiosennie :)
                                                    yaga7.fotolog.pl
                                                  • 11.06.09, 17:32
                                                    kura17 napisała:

                                                    > 23 to DOCELOWE i WYMARZONE... za 5 kg :)
                                                    >
                                                    > teraz mam minimalnie ponizej 25 (czyli ponizej granicy nadwagi).
                                                    > gdybym miala 23 bylabym ZACHWYCONA. bede bardzo zadowolona, jesli
                                                    bedzie to 24
                                                    > (za 3 kg).
                                                    >
                                                    > czytaj uwaznie, a potem sie stresuj ;)
                                                    > Yaga, o ile pamietam, ma 26 i DAZY do 23 :)



                                                    to ja też mam 26, chciałabym 23 i wzrostu 170 :)
                                                    >
                                                  • 11.06.09, 17:36
                                                    Mam dokładnie tak samo :)
                                                    --
                                                    Wiosennie :)
                                                    yaga7.fotolog.pl
                                                  • 11.06.09, 18:42
                                                    o. policzylam sobie wlasnie. ale duzo mi wyszlo 24,2 :)

                                                    --
                                                    Wierzę w ciała zmartwychwstanie poprzez czułość, przytulanie
                                                  • 11.06.09, 23:05
                                                    ja mam 22... no cóż, to zależy od tego jak się wygląda, a nie jakie
                                                    ma się BMI... BMI mam ok, ale np moje uda wcale nie są ok. poza tym
                                                    np Pierwszalitera napisała kiedyś na podstawie zdjęcia, że jeśli
                                                    piszę prawdę (!) i ważę tyle ile napisałam, to wyglądam na 10kg
                                                    więcej na tym zdjęciu. super, prawda :P
                                                    więc w sumie "idealne" BMI mogę sobie w d... wsadzić, bo te 10kg
                                                    więcej to w moim przypadku byłaby już nadwaga, a chyba liczy się
                                                    wygląd, proporcje ciała, a nie suche wyliczenia.
                                                    odchudzanie się i ćwiczenia nie mają sensu, bo maleje mi biust,
                                                    jedzenie w sporych ilościach też nie ma sensu bo utyję i będę
                                                    wyglądała gorzej. sprawa bez wyjścia w gruncie rzeczy. tyle, że
                                                    ostatnio neurolog zalecił mi pływanie na kręgosłup, to chyba będzie
                                                    moja jedyna aktywność oprócz chodzenia pieszo...
                                                  • 12.06.09, 20:12
                                                    > ja mam 22... no cóż, to zależy od tego jak się wygląda, a nie jakie
                                                    > ma się BMI... BMI mam ok, ale np moje uda wcale nie są ok. poza tym
                                                    > np Pierwszalitera napisała kiedyś na podstawie zdjęcia, że jeśli
                                                    > piszę prawdę (!) i ważę tyle ile napisałam, to wyglądam na 10kg
                                                    > więcej na tym zdjęciu. super, prawda :P

                                                    haha. wstaw wyrazne zdjecie na naszej-klasie :)
                                                    a nie ok uda to jakie z ciekawosci? i jak sie je mierzy? mi wypada w najgrubszym miejscu, na samej gorze jakies 56 cm. to duzio ? widzialam watki na forum odchudzaczy co 50 cm bylo juz grubo :)

                                                    --
                                                    Wierzę w ciała zmartwychwstanie poprzez czułość, przytulanie
                                                  • 13.06.09, 02:19
                                                    na nk mam zdjęcie w krótkich spodenkach, a i tak byłam wtedy ciut
                                                    szczuplejsza niż obecnie (u mnie widać każdy kilogram, na serio) :P
                                                    uda najgorzej wyglądają z profilu, w najszerszym miejscu 60-60,5cm a
                                                    jestem przecież niska :( to tyle co niektóre dziewczyny mają w
                                                    talii... noszenie mini i króciutkich spodenek odpada.
                                                    o tak ja takie wątki też widziałam ;) "mam 175cm i 52cm w udzie, czy
                                                    powinnam się odchudzać?" xD
                                                  • 11.06.09, 17:24
                                                    Każda afirmacja jest dobra :D

                                                    No to ja nie miałam tak, żebym od razu tyła po zjedzeniu loda. Nie raz na święta
                                                    obżerałam się ciastami strasznie a ważyłam mniej więcej tyle samo.
                                                    Dopiero od paru lat mi waga idzie nieubłaganie w górę. Powoli, ale w górę.

                                                    A w sprawie ryb to jestem wybredna strasznie.
                                                    Jadam ryby wędzone (łosoś, makrela), ryby grillowane (łosoś), ryby w panierce
                                                    (łosoś, mintaj, panga). Mogłabym się żywić łososiem :) Jak byłam w Finlandii,
                                                    przywiozłam sobie stamtąd łososia kupionego na targu - pychotka, wędzony na
                                                    ciepło... ach :) Kumpele patrzyły się na mnie dziwnie, bo kto widział łososia ze
                                                    sobą wozić ;)
                                                    I to tyle z ryb. Nie przepadam za rybą w folii, zupami rybnymi, rybami w
                                                    galarecie, czy rybami w warzywach. Dopóki nie zbrzydnie mi łosoś, nie będę
                                                    probować innych przepisów :)
                                                    --
                                                    Wiosennie :)
                                                    yaga7.fotolog.pl
                                                • 12.06.09, 23:22
                                                  W sprawie BMI też zabiorę głos, bo to wcale nie jest takie oczywiste
                                                  jak sie wydaje. Moje BMI jest jak najbardziej poprawne-22,5, ale
                                                  wyglądam na dużo więcej! Z ciekawości, za którąś z dziewczyn,
                                                  zmierzyłam uda-59cm (na wydechu;). Ogólnie wizulanie są bardzo duże,
                                                  tak jak i odstający brzuch. Pupa ujdzie, choć sporawa, to i tak ją
                                                  lubie, ale reszta wygląda mocno nadprogramowo. I to, że przy 170 cm
                                                  wzrostu ważę 65kg nic nie znaczy;/
                                                  --
                                                  69/94/100 30G/GG
                                                  Fotoblog:)
                                                  • 13.06.09, 02:14
                                                    pocieszę Cię z tymi udami - ja mam 11cm wzrostu mniej, a w udzie
                                                    60cm i też jest wizualnie duże, kiedy się patrzy z boku.
                                                  • 13.06.09, 02:27
                                                    ojej, jak sie chcecie tak pocieszac, to Wam napisze, ze mam 69 w udzie. I
                                                    maksymalnie plaski tylek.
                                                    Zadowolone :):):)?
                                                  • 13.06.09, 02:55
                                                    a może w zamian jesteś wysoka ;) qrcze też mam trochę płaski tyłek ;)
                                                    właśnie to jest głupie - jak ćwiczę, to chudnie nawet pupa, a uda
                                                    nie... gra nie warta świeczki w moim przypadku ^^ jakbym miała
                                                    fundusze, to zrobiłabym sobie odsysanie tłuszczu z ud i git ;)
                                                  • 13.06.09, 10:53
                                                    kuraiko napisała:

                                                    > a może w zamian jesteś wysoka ;)

                                                    O taaaak, mam całe 165 cm ;)
                                                  • 13.06.09, 11:00
                                                    A czy możecie mnie uświadomić, gdzie się te udźce mierzy?
                                                    W najszerszej części?
                                                    --
                                                    Kaczuchy :)
                                                    yaga7.fotolog.pl
                                                  • 13.06.09, 11:01
                                                    Też się zastanawiam. Tak samo nigdy nie wiem gdzie sie mierzy talię i czy na
                                                    wydechu i jak bardzo ściśle :P
                                                    --
                                                    Ale ładne!
                                                    Różności fotosikowe
                                                    73/93
                                                  • 13.06.09, 11:17
                                                    yaga7 napisała:

                                                    > A czy możecie mnie uświadomić, gdzie się te udźce mierzy?

                                                    Dla poprawy samopoczucia koleżanek - w najszerszej części, dla poprawy
                                                    samopoczucia swojego - tuż nad kolanem :):)
                                                  • 13.06.09, 12:35
                                                    No tak myślałam :)
                                                    Ale wolałam się upewnić ;)

                                                    Nie będę pisać, ile mi wyszło, ale uda to absolutnie nie jest mój problem - w
                                                    mini chodzę rzadko, jak chodzę to na imprezy, a wtedy i tak wygląda to ok, więc
                                                    się nie przejmuję.
                                                    --
                                                    Kaczuchy :)
                                                    yaga7.fotolog.pl
                                                  • 13.06.09, 13:36
                                                    ja tam zmierzylam. w najszerszym miejscu luzno. wyszlo mi tuz przy koncu uda :)
                                                    --
                                                    Wierzę w ciała zmartwychwstanie poprzez czułość, przytulanie
                                              • 11.06.09, 16:21
                                                kura17 napisała:
                                                > bo powroce do wagi sprzed pierwszej ciazy (ktora bardzo mi
                                                > odpowiadala, mimo BMI *az* 23 ;).

                                                Dla mnie też BMI ~23 było super, nie marzyłam o mniejszej wadze.
                                                Znaczy chciałam wtedy jeszcze odchudzić np. uda, ale jestem
                                                przekonana o niemożności tegoż, więc to 23 jest jak dla mnie super.

                                                Niestety nie udało się tej wagi utrzymać, a trochę za to zaczynam
                                                winić hormony - żeby zajść w ciążę brałam tabletki, które m.in.
                                                pośrednio powodowały wzrost progesteronu. A wzrost wagi zaczął się w
                                                tym samym czasie. Od wczoraj siedzę we wszystkich możliwych źródłach
                                                i czytam, że progesteron jest odpowiedzialny za insulinooporność...

                                                Niesamowite jest to (też dziękuję Pierwszejliterze), jak wiele
                                                niezrozumiałych dla mnie faktów zaczęło się nagle łączyć w jedność.
                                                Jak wiele zależności przegapiłam.

                                                --
                                                biuściasty katalog staników
                                                • 11.06.09, 16:30

                                                  > Niesamowite jest to (też dziękuję Pierwszejliterze), jak wiele
                                                  > niezrozumiałych dla mnie faktów zaczęło się nagle łączyć w jedność.
                                                  > Jak wiele zależności przegapiłam.

                                                  no wlasnie napisalam Literze cos podobnego - ze dzieki jej wyjasnieniom
                                                  (glownie) mnostwo rzeczy robi sie jasnych i logicznych.

                                                  jesli to jest trening do strony/blogu o diecie dr Pape po polsku, to wroze tej
                                                  stronie (i autorce ;) blyskawiczny i spektakularny sukces :)

                                                  Litera, jakbys potrzebowala referencji polskich potencjalnych klientek - naslin
                                                  doktora na nas!

                                                  --
                                                  kurczak: 03.03.05 (21:38)
                                                  pisklak: 07.09.07 (21:21)
                                              • 11.06.09, 23:37
                                                kura17 napisała:

                                                > a moglabym mi z ciekawosci napisac, jak robicie takie pomiary?

                                                Prosto opowiedziane bioimpendancja funkcjonuje tak: przykleja się elektrody na ręce i nodze, i puszcza przez ciało leciutki elektryczny prąd. Jesteśmy wprawdzie napełnieni w około 70 procentach wodą, ale jednak powstają podczas pomiaru rezystancje (opór). Na podstawie tych zmierzonych wartości można dodając do komputerowego modelu parametry takie jak waga, wzrost, wiek i płeć, wyliczyć aktualne wartości poziomu wody w mięśniach, wody poza masą mięśniową i tłuszczu. Plus parę innych rzeczy świadczących o stanie odżywienia organizmu. Wagi domowe pracują według podobnej zasady, są jednak bardzo niedokładne. Błąd pomiaru jest w nich tak duży, że mogą służyć tylko do ogólnej orientacji, ale w żadnym wypadku do szczegółowych interpretacji i porównań.
                                • 11.06.09, 14:03
                                  wiesz, mi w zasadzie wegle na obiad i kolacje nie sa potrzebne, takie posilki
                                  bialkowe BARDZO mi odpowiadaja, jesli moga byc troche tlustsze (tzn moge usmazyc
                                  na oleju, dodac majonezu lub smietany) i z zielenina. nie brakuje mi wegli na
                                  obiad, czy kolacje. ino czasem tak jest zwyczajnie wygodniej - glownie, jak
                                  jestem z wizyta i ludzie jedza "tradycyjnie". zeby nie byc glodna szybko, musze
                                  na obiad zjesc 2-3 kotlety, 2-3 porcje gulaszu, 2-3 kawaly ryby, pol kurczaka
                                  itp ;) czesto ludzie po prostu takiej porcji nie maja dla mnie, zwyczajowo sie
                                  je inaczej, dopycha wlasnie ryzem, makaronem, kartoflami...
                                  sobie sama robie dobrze i tak w gosci jezdzimi rzadko :)
                                  wiec sie nie martwie tym moim koczownictem, hehe.

                                  aha, ja lubie do obiadu zjesc jakies straczkowe/motylkowe - baked beans,
                                  soczewica itp. rozumiem, ze sie nada, prawda? ma i bialko i wegle i bardzo mi
                                  sluzy, dzis mialam do kotletow (bez panierki ;)

                                  i obiad, od czasu do czasu, w postaci michy makaronu z cebula, grzybami i
                                  smietana tez bedzie ok, prawda? a parmezan do tego? bo to jest moje danie
                                  popisowe, uwielbiam i czasem tak jadam :)

                                  tylko z tymi sniadaniami mam problem.
                                  dobrze mi to wszystko opisalas, bede sei stosowac, a crosissanty cala rodzina
                                  lubimy, kupujemy w pennym takie "w puszcze" i pieczemy sami na weekend. teraz
                                  bede mogla je jesc 2-3 razy w miesiacu bez winy :)

                                  ja platki owsiane bardzo lubie, zwlaszcza z owocami. ale zawsze jadalam z
                                  kefirem (uwielbiam!), a tutaj nie wolno :( mleka sojowego probowalam kilka razy
                                  i przez gardlo mi nie przechodzi, jogurt tez nie...
                                  z sokiem sobie tych platkow nie wyobrazam? moze sprobuje? a mozna jakos na
                                  cieplo je zrobic? nigdy nie probowalam, nie wiem, jak sie do tego zabrac... mam
                                  jakas wizje z rodzynkami, jablkiem, moze bananem?...

                                  ma ktos jakis przepis na platki owsiane na cieplo, bez mleka?

                                  a skoro nie chleb (albo nie za czesto), to makaron i ryz basmatki bedzie ok? bo
                                  micha makaronu/ryzu z owocami lub warzywami zapycha mnie lepiej, niz chleb,
                                  musze przyznac. i lepiej sie po niej czuje :)
                                  kurcze, jakbys dokladnie o mnie pisala, z tymi reakcjami insulinowymi - zgadza
                                  sie toczka w toczke.

                                  100 gr czystych wegli? ja mam BMI ok 25, dr Pape w ksiazce poleca 75 gr, nie
                                  przesadze z tymi 100 gr? jesli nie, to ja bardzo chetnie, ja rzadko kiedy
                                  (NAPRAWDE rzadko) moge szczerze powiedziec "juz nic nie dam rady zjesc" :D

                                  ps. Litero, jestes prawdziwym skarbem... pomijam juz kwalifikacje i powinowactwo
                                  z doktorem, ale poswiecasz nam mnostwo czasu, piszesz duzo, jasno, a w dodatku w
                                  sposob, ktory bardzo lubie: jak mowisz, ze czegos mozna "malo", "duzo",
                                  "niewiele", to od razu podajesz konkrety, ILE to jest. nie musze sie
                                  zastanawiac, czy zjedzenie malego jogurtu miesci sie w "nie-za-duzo nabialu na
                                  kolacje", bo konkretnie wyjasniach, ile czego. tak samo jak z tymi weglami,
                                  bulkami itp. no super (jak dla mnie) po prostu :) sorry, ze tak kadze, ale
                                  chcialabym, zebys poczula sie doceniona, bo naprawde robisz fajna robote, w
                                  wolnym czasie i dla obcych ludzi.

                                  --
                                  kurczak: 03.03.05 (21:38)
                                  pisklak: 07.09.07 (21:21)
                                  • 11.06.09, 14:07
                                    > z sokiem sobie tych platkow nie wyobrazam? moze sprobuje? a mozna jakos na
                                    > cieplo je zrobic? nigdy nie probowalam, nie wiem, jak sie do tego zabrac... mam
                                    > jakas wizje z rodzynkami, jablkiem, moze bananem?...
                                    >
                                    > ma ktos jakis przepis na platki owsiane na cieplo, bez mleka?

                                    no taka typowa owsianka :)

                                    to zalezy jakie sie ma platki bo blyskawiczne sie tylko zalewa woda, a niektore
                                    rodzaje sie gotuje - na wiekszosci jest podane jak to zrobic :)

                                    no i to tej "papki" wrzucasz co tylko masz ochote...troche miodu, orzechy,
                                    migdaly, suszone owoce, jakies swieze banany, brzoskwinie, jakis cynamon...co
                                    tam sobie tylko wymyslisz :)
                                    • 11.06.09, 14:10
                                      na moim (niemieckim ;) opakowaniu przepisu nie mam.
                                      mam takie nie-blyskawiczne.
                                      ile (mniej-wiecej) sie je gotuje?
                                      i je sie na cieplo, jak rozumiem?

                                      az sobie sprobuje :) z rodzynkami, bananem i platkami migdalowymi... mmmm....
                                      ... szkoda, ze sniadanie dopiero jutro!

                                      --
                                      kurczak: 03.03.05 (21:38)
                                      pisklak: 07.09.07 (21:21)
                                  • 11.06.09, 14:09
                                    > sorry, ze tak kadze, ale
                                    > chcialabym, zebys poczula sie doceniona, bo naprawde robisz fajna robote, w
                                    > wolnym czasie i dla obcych ludzi.

                                    dokladnie :)
                                    super robota i mysle, ze wiele osob jest Ci tu naprawde wdziecznych :)
                                    • 11.06.09, 15:51
                                      Też się dołączam do podziękowań :)

                                      WYgląda na to, po przeczytaniu powyższego, ze zwyczajnie ZA MAŁO
                                      zjadłam na śniadanie i obiad i dlatego bolała mnie głowa :) No i że
                                      lepszy jest makaron i ryż niż ziemniaki. Może być, ciemny ryż i
                                      makaron al dente lubię, a mój mąż też woli niż to niż pyry :)

                                      Ale rano z chlebka z nutellą nie zrezygnuję, za dużo lat tęskniłam
                                      żeby móc zjeść coś takiego bez wyrzutów sumienia.

                                      Coś niesamowitego. Przez tyle lat wmawiano mi
                                      - że powinnam jeść mniej
                                      - że węglowodany są moim największym wrogiem (tłuszcze już nie, bo
                                      nienasycone potrzebne)
                                      - że pięć razy dziennie małe porcje

                                      Oczywiście nić z tego mi nie wychodziło, bo jak tu jeść 5 razy
                                      dziennie w pracy, jak tu jeść mało, kiedy jeść się chce i co robić
                                      jak się uwielbia kanapki i ziemniami.

                                      --
                                      Czytam bloga balkonetkę.pl
                                      Aha, i czytam J.R.R. Tolkiena i oglądam filmy Petera Jacksona, co
                                      widać po drugiej części mojej sygnaturki:
                                      Let's face it Mr Frodo - we're lost!
                                  • 11.06.09, 14:12
                                    kura17 napisała:
                                    > ja platki owsiane bardzo lubie, zwlaszcza z owocami. ale zawsze
                                    > jadalam z kefirem (uwielbiam!), a tutaj nie wolno :( mleka
                                    > sojowego probowalam kilka razy i przez gardlo mi nie przechodzi,
                                    > jogurt tez nie...
                                    > z sokiem sobie tych platkow nie wyobrazam? moze sprobuje? a mozna
                                    > jakos na cieplo je zrobic? nigdy nie probowalam, nie wiem, jak sie
                                    > do tego zabrac... mam jakas wizje z rodzynkami, jablkiem, moze
                                    > bananem?...

                                    Ja jestem, nie chwaląc się, specjalistką od kaszek na wodzie
                                    (dziecię ze skazą białkową mnie zmusiło)

                                    Gotujesz wodę, 3/4l. Do wrzątku dodajesz szczyptę kurkumy, cztery
                                    łyżki kaszy kukurydzianej, trzy łyżki płatków owsianych, szczyptę
                                    imbiru i soli. Można dodać posiekane orzechy włoskie, płatki
                                    migdałów, etc.
                                    Gotujesz do miękkości płatków, dodajesz do tego sok z jabłka (czasem
                                    daję z kartonu) albo starte jabłko, albo sok z ćwiartki cytryny. Już
                                    po wyłączeniu gazu/prądu dodaje się czubatą łyżeczkę masła i trochę
                                    mniej czubatą miodu.

                                    Kasze można tam zamieniać, ja czasem daję jaglankę, czasem grysik
                                    (to zamiast kukurydzianej), płatki owsiane czasem zastępuje
                                    niepaloną kaszą gryczaną, ale bardzo rzadko.

                                    Jemy to albo samo, albo z sokiem owocowym, jak w przedszolu :)


                                    --
                                    biuściasty katalog staników
                                    • 11.06.09, 14:16
                                      dobrze wiedziec :) fajny przepis :)

                                      wlasnie zapomnialam...jablko plus cynamon...mniam :)

                                      ja mam takie platki owsiane co sie wlasciwie wrzuca do wrzatku i zostawia na 15
                                      minut by doszly...

                                      jak nie wystarczy to pewnie mozna gotowac i probowac czy juz sa ok :)
                                  • 11.06.09, 15:04
                                    Kura, dzięki śliczne, ale trochę się trenuję się przy tym w polskich objaśnieniach, bo w pracy jestem po niemiecku, więc tak całkiem bezinteresownie tego nie robię. ;-)

                                    Strączki: W zasadzie węglowodany, więc nie powinno łączyć się przy posiłkach czysto białkowych. To znaczy na kolację bym ich nie jadła. Ale przy obiedze jesteśmy bardziej wolni, więc możesz łączyć je i z węglami, i czasem z białkiem. Rośliny strączkowe zalicza się do tych trzustkoprzyjaznych węglowodanów.

                                    Ilość węgli: Ok, według BMI jesteś 75g węgli, ale BMI nie bierze pod uwagę faktycznej ilości masy mięśniowej i indywidualnego zapotrzebowania. Jeżeli 75g jest za mało, to możesz spokojnie zwiększyć do 100. Najlepiej orientuj się na wyczuwalnej sytości. Jeżeli 75g starcza 5 godzin, to w porządku, czujesz, że było mało, jedz 100g i obserwuj się dalej. Spróbuj te płatki z sokiem pomrańczowym, wcale nie jest takie obrzydliwe jak myślimy. ;-) Albo owsianka na wodzie z owocami. Anglicy gotują chyba ten ich porridge w podobny sposób.
                                    • 11.06.09, 15:48
                                      pierwszalitera napisała:
                                      > ale trochę się trenuję się przy tym w polskich objaśnieniach, bo w
                                      > pracy jestem po niemiecku, więc tak całkiem bezinteresownie tego
                                      > nie robię. ;-)

                                      Jasssne, że nie, to by źle wpłynęło na Twój imidż ;)

                                      --
                                      biuściasty katalog staników
                                      • 11.06.09, 15:50
                                        szarsz napisała:

                                        > Jasssne, że nie, to by źle wpłynęło na Twój imidż ;)

                                        :-D
                                        • 11.06.09, 16:20
                                          a jeszcze Ci cos powiem (pokadze ;)

                                          ja nie jestem dobra obserwatorka (bo mnie obserwacja "sama w sobie", bez tezy
                                          przewodniej nudzi).

                                          ale jak mam zasob informacji i faktow, to bardzo latwo mi jest poobserwowac,
                                          albo wrecz "wyciagnac z pamieci" obserwacje i pokojarzyc fakty. i im
                                          logiczniejsze, spojniejsze informacje, tym mi lepiej to kojarzenie idzie.
                                          i wlasnie po Twoich postach od razu zaczynam wiecej pamietac ze swojego
                                          odzywiania, zaczyma mi sie to ukladac w spojna calosc, zaczyna pasowac do
                                          siebie. przy tej diecie zaczelo sie od super wyjasnien Wiecznej Odchudzaczki na
                                          kafeterii i diagnozie (po jej postach), ze jestem koczownikiem - co sie
                                          potwierdza tutaj w kazdym calu. i potem juz coraz lepiej - tzn ze zrozumieniem :)

                                          ten watek jest absolutnie fantastyczny!

                                          --
                                          kurczak: 03.03.05 (21:38)
                                          pisklak: 07.09.07 (21:21)
                                          • 12.06.09, 23:45
                                            kura17 napisała:
                                            > ten watek jest absolutnie fantastyczny!

                                            Rety, czuję się taka doceniona! :D Heheh.
                                            Dzięki pierwszalitero, jesteś wielka!
                                            --
                                            69/94/100 30G/GG
                                            Fotoblog:)
          • 10.06.09, 17:48
            Talerz owsianki na wodzie + dwie kromki żytniego chleba z dżemem z rana i w efekcie 9 godzin bez kombinowania co by tu przekąsić :) Temat jedzenia w pracy mam z głowy. Ta dieta jest genialna. Właściwie to mogłabym przy niej przejść nawet na 2 posiłki dziennie.
            • 10.06.09, 22:54
              limonka_01 napisała:

              Właściwie to mogłabym przy niej przejść nawet
              > na 2 posiłki dziennie.

              Rozwiązanie prawie idealne. ;-) Jeżeli między obfitym węglowodanowym śniadaniem a białkowo-warzywną kolacją wkalkulujesz mały białkowy snack będzie idealnie. Nawet jak nie odczuwasz specjalnie głodu. Na przykład 1-2 jajka, trochę kurczka, mozzarela z pomiodorkiem, trochę szynki, albo ser feta z ogórkiem, albo nawet kawałek twarogu, to będzie idealnie. Jeżeli bowiem odstępy między posiłkami są za długie, to u niektórych osób organizm zaczyna pracować oszczędniej. Albo wieczorem dostanie się wilczego apetytu i ochoty na słodkie. Dobrze więc dać mu w południe trochę energii, ale nie stymulować zbyt intensywnej reakcji insulinowej. I wtedy trzeba też pamiętać, by porcja węglowodanowa rano była wystarczająco duża.
              • 11.06.09, 00:19
                Uwielbiam twaróg i inne sery :)

                Najbardziej cieszy mnie, że nie zerkam już łakomie co by tu chapnąć.
                Do tej pory stawałam się głodna wcześniej niż pozostali członkowie
                rodziny, miałam większy apetyt niż mój dorastający nastolatek. Nawet
                jeżeli nie spadnie mi waga, to i tak warto z tego powodu zmienić
                nawyki żywieniowe.
    • 09.06.09, 14:12
      Przeczytałam ten wątek i jestem w wielkim szoku - sama odkryłam tę dietę:) tzn.
      stosuję podobną od lutego na moim mężu (i sobie przy okazji). Sama skomponowałam
      posiłki na bazie dotychczasowych doświadczeń, tego co przeczytałam i
      ograniczenia w postaci nietrawienia laktozy przez mojego męża. Na śniadanie jemy
      węglowodany - najczęściej kasze i ryż z bakaliami, owocami (tutaj świetny i
      zdrowy przepis, który mnie zainspirował
      www.kuchnia.tv/html/kuchnioteka/przepisy.php?0,0,2804).
      Obiady, to różnie, ale zawsze dużo warzyw i staram sie ni łączyć białek z
      węglowodanami.
      Kolacje - podstawa to niejedzenie węglowodanów, więc królują sałatki warzywne z
      dodatkami takimi jak: feta, tuńczyk, jajka, mozarella, brie, orzechy. Polecam
      więc sałatki grecką, caprese, marokańską z tuńczykiem, z cykorią.
      Mąż oczywiście ćwiczy i nie czuje głodu, i oczywiście chudnie:) Życzę wam powodzenia
      --
      68/90
    • 09.06.09, 15:14
      "Przy hyperinsulinemii można mieć całkiem normalny poziom cukru."

      Tak właśnie mam. Glukoza na czczo w dolnych granicach normy - między
      70 a 80 mg/dl

      "Jeżeli mamy na czczco normalny cukier mniej więcej do 100 mg/dl, a
      mamy podejrzenie, że męczy nas hyperinsulinemia, to można takie
      badanie zrobić,"

      Jakie badanie, insulinę na czczo?

      "Podywższony poziom insuliny można też dość łatwo rozpoznać. Jeżeli
      po obfitym posiłku stajesz się głodna szybciej niż po 4 godzinach,
      to masz problem."

      Tak, tak właśnie mam, ale nie zawsze, od wielu lat nie potrafię
      znaleźć reguły, dlaczego po niektórych posiłkach robię się
      dramatycznie głodna nawet po pół godzinie. Czasem, choć nieczęsto,
      aż do mdłości :(

      "Jeżeli jesz normalnie, a cierpisz często na problemy ze spadkiem
      poziomu cukru, takimi jak drżenie rąk, mdłości, zaburzenia
      koncentracji, nagły głód na słodkie, osłabienie, ciemność przed
      oczami, obfite pocenie się, marznięcie, zły humor, agresja itp. i to
      wszystko mija, gdy zjesz ciastko, albo cukierka, to masz problem."

      Tego nie mam, czasem mdłości, ale bardzo rzadko, czy te objawy muszą
      występować łącznie? Czy wystarczy jeden z nich?

      "Jeżeli po zjedzeniu owoca robisz się głodna masz problem."

      o tak. Od zawsze.

      Mam problem? Warto zbadać tą insulinę na czczo? Czy coś jeszcze?

      I co dalej, jeśli wyjdzie coś nie tak?
      Dla utrudnienia jestem w ciąży :)

      --
      biuściasty katalog staników
      • 09.06.09, 16:22
        szarsz napisała:

        > Jakie badanie, insulinę na czczo?

        To taki test podobny do testu glukozowego. Pacjentowi podaje się na czczo glukozę do picia i następnie w czasowych odstępach robi badanie krwi. Mierzy się wtedy oprócz poziomu cukru, też insulinową odpowiedź i ta jest miernikiem do stwierdzenia hyerinsulinemii. To trochę skomplikowany test, wymagający pewnych technicznych warunków, więc robi go z reguły tylko endokrynolog. I chyba nie jest tani. Nie jest ale z reguły potrzebny. Potwierdzenie insulinoodproności nie daje żadnych praktycznych korzyści. Z opisanych przez ciebie symptomów można stwierdzić bezproblemowo, że masz ku temu predyspozycje. Poza tym normy, są i tak o ścianę trzasnął. ;-) Przy teście wyjdzie ci jakaś normalna wartość, a za tydzień może być już inaczej. I jak słusznie zauważyłaś, wytrzymanie albo niewytrzymanie 4 godzin zależy od spożytego posiłku. Na różne węglowodany różnie się reaguje, a do tego dochodzą kombinacje węgle- białko. Czasem przyrządzenie posiłku gra rolę, na przykład na ostudzone ziemniaki reakcja jest inna niż na świeżo ugotowane, gorące. Często pomaga samoobserwacja. I oczywiście nie trzeba mieć wszystkich symptomów spadku cukru we krwi. U mnie pojawiają się na przykład bóle głowy i zły humor. Ale dopiero gdzieś po 7-8 godzinach. ;-) Nawet jak jesteś w ciąży możesz uregulować posiłki do trzech większych, a w razie potrzeby jeść pomiędzy tylko białko. Pamiętaj, że ciąża, to nie jest czas kiedy powinno się chodzić głodnym, ale nie jest też przyzwoleniem na wrzucanie w siebie wszystkiego na co ma się ochotę. Niestety wiele kobiet tak reaguje, "ach, nareszcie mogą jeść wszystko" i żałuje potem, gdy z przybytych podczas ciąży 30kg spada potem tylko malutka część. ;-) Owoce należy jeść do posiłków, najlepiej rano i w południe. Nie pomiędzy. Tak samo soki. Pomiędzy, jeżeli już musi być raczej jajko, albo garść orzechów. Dziecko potrzebuje sporo białka. Badań na poziom insuliny robić nie musisz. Staraj się tylko zwiększyć posiłki główne, by starczyło na około 5 godzin, naprawdę nie ma potrzeby ciągłego podjadania pomiędzy. Daj swojej trzustce wytchnąć. :-)
        • 09.06.09, 16:36
          Dzięki :)

          > Niestety wiele kobiet tak reaguje, "ach, nareszcie mogą jeść
          > wszystko" i żałuje potem, gdy z przybytych podczas ciąży 30kg
          > spada potem tylko malutka część. ;-)

          Ja w pierwszej ciąży przytyłam bardzo racjonalnie, w sumie około 7
          kilogramów, z tym, że najpierw schudłam 3.5, czyli w sumie od
          najniższej wagi przybyło mi około 10kilogramów i już w dniu wyjściu
          ze szpitala ważyłam tyle co przed ciążą. Po dwóch miesiącach
          karmienia piersią ważyłam następnych 7kg mniej, choć jadłam jak
          smok. Ale rzeczywiście to były raczej trzy duże i chyba przypadkiem
          dość dobrze skomponowane posiłki, potem było coraz trudniej. A na
          podjadanie nie było w ogóle czasu, ba, na toaletę nie było czasu :)

          Teraz jest inaczej, bo w ciągu tygodnia przybył mi już 1 kilogram,
          następnych ważeń jeszcze nie było. No i się wystraszyłam, bo nie mam
          bladego pojęcia, co źle robię. Spróbuję tak jak radzisz.
          Książkę też już zamówiłam...

          --
          biuściasty katalog staników
        • 09.06.09, 17:39
          Mnie w takim badaniu w sumie niewiele wyszlo - glukoza w normie, insulina na
          czczo raz 31, kiedy indziej 19 i jeszcze raz 18. Nic z tego nie wynika, bo w
          sumie norma jest niby do 28.
          Norm insuliny "2h po" ponoc nie ma, ale moze to nieprawda? Ja mialam raz 96,
          innym razem 80.

          I tak jak piszesz - nic mi ta wiedza nie dala, choc probowano mnie leczyc
          metformina.
          Chociaz nie - jedno mi dala - przestalam sie czuc jak UFO i przestalo mi sie
          wydawac, ze to moja wina, ze sie zloszcze, mam zawroty glowy i inne opisane
          objawy ...
          • 09.06.09, 17:55
            jul-kaa napisała:
            > Chociaz nie - jedno mi dala - przestalam sie czuc jak UFO i
            > przestalo mi sie wydawac, ze to moja wina,

            No właśnie, dla mnie to też zupełna nowość. I wciąż miałam wyrzuty
            sumienia, że chce mi się jeść, a wszystkim moim kumpelom wystarcza
            byle jabłko, żeby się nasycić. A jak ja się czuję, jak zjem jabłko,
            to szkoda gadać...

            Chętnie bym się wybrała na takie prawdziwe konsultacje do
            Pierwszejlitery :) Szkoda, że to niemożliwe.


            --
            biuściasty katalog staników
            • 09.06.09, 18:06
              szarsz napisała:

              > Chętnie bym się wybrała na takie prawdziwe konsultacje do
              > Pierwszejlitery :) Szkoda, że to niemożliwe.

              Dziewczyny ja pracuję nad tym. :-) Mój szef jest zachwycony pomysłem podboju Polski. ;-) Próbuję więc zorganizować coś na wzór naszej niemieckiej poradnii, tylko to wymaga trochę czasu. Na razie mam w planie jakieś spotkanie informacyjne w Warszawie, znalezienie odpowiednich ludzi i ich wykształcić. Może zaczniemy od małej komórki, może przez pewien czas będę robiła to tam sama, jeszcze nie wiem... Na razie znalazłam kogoś kompetentnego, kto powinien mi w tym pomóc, bo ja jestem prawie tysiąc kilometrów od kraju, ale na konkrety jeszcze za wcześnie. :-)
              • 09.06.09, 18:10
                Trzymam kciuki!

                Jeszcze jakby w Krakowie się coś udało otworzyć...

                Albo może porady internetowe? To też jest biznes :) Myślę, że to miałoby ręce i
                nogi w mało skomplikowanych przypadkach.
                --
                Wiosennie :)
                yaga7.fotolog.pl
                • 09.06.09, 18:15
                  aga7 napisała:

                  > Trzymam kciuki!
                  >
                  > Jeszcze jakby w Krakowie się coś udało otworzyć...
                  >
                  > Albo może porady internetowe? To też jest biznes :) Myślę, że to miałoby ręce i
                  > nogi w mało skomplikowanych przypadkach.

                  No, Kraków też ładne miasto. :-) Na razie wszystkie opcje otwarte. :-)
                  • 09.06.09, 19:32
                    krakow, krakow, krakow!!! :)

                    Yaga, ja nie wiedzialam, ze Ty jestes z krakowa...
                    ... ja tez (pierwotnie), bo teraz z hamburga...

                    bede w lipcu u mamy, moze daloby sie z Toba umowic na pomierzenie Twoich
                    niezmierzonych ilosci stanikow?... bo rozmiar nam wychodzi podobny, 34FF-G...


                    PierwszaLitero, ja nie wiedzialam, ze Ty osobiscie z dr Pape wspolpracujesz, ale
                    fajnie :)
                    i super, ze zagladnelas na kafeterie!
                    ... a tak btw, jak sobie ogladnelam niektore watki tam na forum "diety", to mi
                    sie slabo zrobilo... w jednej z tych diet trzeba pic 8 (OSIEM) litrow wody
                    dziennie, je sie co sie chce i sie chudnie... nie dziwne, bo po 8 litrach wody,
                    to juz miejsca na nic innego nie ma...

                    --
                    kurczak: 03.03.05 (21:38)
                    pisklak: 07.09.07 (21:21)
                    • 09.06.09, 19:47
                      Kraków górą ;)

                      Nie ma problemu, możemy się jakoś umówić na mierzenie. Daj znać, jak już
                      będziesz znać konkrety, to się będziemy dogadywać.
                      --
                      Wiosennie :)
                      yaga7.fotolog.pl
                      • 09.06.09, 20:06
                        ja juz znam doklady termin :) lece z dwojka dzieci, wiec musze kupowac
                        bilety wczesniej, zeby bylo jak najtaniej (od 2 lat dzieci placa PELNY bilet,
                        skandal!)

                        bede w k-wie 16-29 lipca. w pierwszym tygodniu mam konferencje, pewnie bede
                        zajeta, ale kto wie, na mierzenie pewnie znajde czas :) odezwe sie na priva
                        przed wyjazdem, jesli pozwolisz, to sie wymienimy telefonami (bo ja w krakowie
                        nie mam dostepu do netu, niestety...)



                        --
                        kurczak: 03.03.05 (21:38)
                        pisklak: 07.09.07 (21:21)
                        • 09.06.09, 21:11
                          No to tak:
                          Mnie nie ma od 22 albo 23 lipca do 27 albo 28. Jeżeli by Ci pasowało jakoś przed
                          22, nie ma sprawy, daj znać przed wyjazdem, to się wymienimy telefonami :)
                          --
                          Wiosennie :)
                          yaga7.fotolog.pl
                    • 09.06.09, 22:49
                      kura17 napisała:

                      > PierwszaLitero, ja nie wiedzialam, ze Ty osobiscie z dr Pape wspolpracujesz, al
                      > e
                      > fajnie :)
                      > i super, ze zagladnelas na kafeterie!

                      No bo ja się nie chciałam chwalić, że to mój szef i mentor. :-) Trafiłam do niego jako praktykantka po studiach z takim trochę żywieniowo- psychologicznym tematem mojej pracy dyplomowej i... zostałam. Przeszłam u niego wszystkie szkolenia, które on organizuje dla medyków z medycyny żywieniowej i obecnie dzielimy sobie pacjentów. W tłumaczeniu książki na polski jednak nie uczestniczyłam i do telewizji też mnie nie zabiera. ;-)
                    • 09.06.09, 23:23
                      to szkoda, że te laski od 8 litrów wody nie słyszały o tej Brytyjce,
                      która została kaleką od takiego obfitego picia wody :/
                      no ale na kafeterii mają takie jazdy "od jutra 500kcal, kto ze mną?"
                      itp...
                      • 10.06.09, 00:08
                        Zatrucie dużymi ilościami wody spowodowane jest brakiem soli. Nasze płyny w organiźmie są lekko słone. Słodka woda przepływa wtedy do wnętrza komórek i powoduje rozrzedzenie ich zawartości. To nie jest zbyt zdrowe. Przy okazji komórki pęcznieją, szczególnie niebezpieczenie są takie obrzęki w mózgu. Mogą prowadzić do śmierci. Dlatego w sytuacjach kiedy dużo pijemy i sporo pocimy się wydalając sól z organizmi, na przykład podczas upałów, albo sporego i długiego wysiłku fizycznego warto pić lekko słonawą wodę mineralną. W orientalnych krajach stosuje się na upały gorącą herbatę z odrobiną soli i cukru.
                        • 11.06.09, 02:03
                          dzisiaj piłam taką pracując w terenie, w upale ;) już w ubiegłym
                          roku pracując w podobnych warunkach zauważyłam, że nie potrzebuję
                          się wypróżniać przez kilka godzin, ponieważ widocznie organizm
                          absorbuje większość wody w takim upale, mimo jej dostarczania. w
                          temperaturze poniżej 25 stopni w słońcu na pewno musiałabym chodzić
                          do toalety ;)

                          tak, z tamtą kobietą chodziło właśnie o uszkodzenie mózgu. podobno
                          jakaś dietetyczka zalecała jej pić dużo wody, doszło do jakiegoś
                          nieporozumienia, była mowa chyba o procesie czy odszkodowaniu.
                          • 11.06.09, 02:13
                            W czasie upałów lepiej wysoko. A jak masz jakąkolwiek nisko-średnią, to wsypujesz do butelki po prostu maciupeńką szczyptę soli. Woda nie powinna jeszcze smakować słono, a już wystarczy.
                    • 11.06.09, 00:18
                      kura17 napisała:

                      > w jednej z tych diet trzeba pic 8 (OSIEM) litrow wody
                      > dziennie, je sie co sie chce i sie chudnie... nie dziwne, bo po 8 litrach wody,
                      > to juz miejsca na nic innego nie ma...
                      Kto chudnie ten chudnie. Ja spokojnie wypiję 6 - 7 litrów płynów (ale wolę colę
                      light od wody) i nie chudnę.
                      --
                      Magdalaena
              • 09.06.09, 18:15
                Świetnie, tylko Wa-wa to i tak daleko :\
                Przydałoby się opanować południe Polski, najlepiej Wrocław ;) może
                być i Śląsk, krakowskim targiem z Yagą :)


                --
                biuściasty katalog staników
              • 11.06.09, 00:19
                pierwszalitera napisała:

                > Dziewczyny ja pracuję nad tym. :-)
                > Mój szef jest zachwycony pomysłem podboju Polski. ;-)
                > Próbuję więc zorganizować coś na wzór naszej niemieckiej poradnii,
                > tylko to wymaga trochę czasu.
                Gdybyś coś zaczęła, to jestem zainteresowana zupełnie realnie.

                --
                Magdalaena
              • 11.06.09, 00:28
                Chcialam podzielic sie z Wami wrazeniami z pierwszego dnia na diecie (wczorajszy
                dzien sie nie liczy - nie mialam bialek w domu i jadlam na kolacje troche
                weglowodanow).
                Po pierwsze okazalo sie, ze allegrowicz, u ktorego zamowilam ksiazke dra Pape,
                okazal sie klamczuszkiem - nie ma jej w magazynie. Coz, zostaje Empik...
                Po drugie - na sniadanie zjadlam platki z sokiem (ciekawy smak, ale troche za
                slodkie platki, wiec sie zaslodzilam) i 1,5 bulki z domowa konfitura z truskawek
                (mało cukru, imbir, pieprz, chili) i troche truskawek na "deser" (jest sezon i
                po prostu NIE JESTEM W STANIE sie oprzec). Na obiad chlodnik, kasza gryczana,
                salatka z feta i salatka szpinakowa z jajkiem i kurkami (salatek nieduzo).
                Glodna baaardzo nie bylam, ale syta i zadowolona jak po sniadaniu tez nie. Na
                kolacje zjadlam warzywa z jogurtowym dipem i troche serów różnych, ale jakos mi
                nie smakowalo to wszystko (nie wiem dlaczego, bo lubie takie jedzenie),
                doprawilam dwoma jajkami na twardo. Zoladek oprotestowal kolacje i sie roztroil.
                Nieprzyjemnie...

                Wnioski na dzis - weglowodany robia mi dobrze, bialka zle :).
                Jeszcze mam pytanie - ile bialka powinno sie jesc wg tej diety? Z tego, co
                czytalam na kafeterii, ilosc ma znaczenie.

                A moze zalozymy sobie watek - "co zjadlam dzis". Co Wy na to?
                (Nie jestem weteranka diet, pomimo znacznej otylosci nie odchudzalam sie od lat,
                a 10 lat temu jak zaczelam, to sie skonczylo zaburzeniami odzywiania i lekka
                niedowaga, wiec sie troche boje - wole byc zdrowa choc tlusta niz tak
                popieprzona, jak wtedy i chudziutka :):))
                • 11.06.09, 01:23
                  jul-kaa napisała:

                  > Wnioski na dzis - weglowodany robia mi dobrze, bialka zle :).

                  Niekoniecznie. Ale po kolei. Owoce na śniadanie są w porządku nie musisz się powstrzymywać. Zacznij do podstawowej porcji 75-100g czystych węglowodanów, czyli "żywej wagi" jest więcej, najlepiej sprawdzić w jakiejś tabelce żywnościowej ile czystych węglowodanów znajdzie się w chlebie, płatkach i dopasować ilość. To będą na przykład 3-4 bułki. Owoców, konfitury, miodu, cukru w herbacie, kawie itp. nie liczysz. Kup sobie na początek zwykłe, proste płatki typu owsiane, ale jakieś proste mieszanki, dyzajnerowskie muesli z tysiącami dodatków są przesłodzone, smakują sztucznie i są zwykle drogie. Można sobie samemu wmieszać trochę orzechów, suszonych albo świeżych owoców do płatków. Spróbuj z sokiem pomarańczowym albo mlekiem sojowym.
                  Procedurę węglowodanową powtórz w czasie obiadu. To znaczy jeszcze raz 75-100g węglowodanów, to jest mniej więcej 100-125g suchej wagi ryżu, kaszy, makaronu, albo około 500g (tak, tak) ziemniaków. Jeżeli chcesz możesz organizować sobie obiad czysto wegetariański. To znaczy węglowodany z warzywami i roślinami strączkowymi, małą ilości nabiału, mięsa lub ryby. Cukier, owoc i coś słodkiego jako deser też są w porządku.
                  Najważnieszy białkowy posiłek zostaw sobie na wieczór. To znaczy 150-250g mięsa, ryby, albo 2-3 jajka, albo 100g sera, plus warzywa. Oprócz tego dozwolone są też orzechy. Może być mieszana sałatka z odrobiną wszystkiego, albo zupa warzywna z wkładką, albo coś z grila, nawet kiełbaski z zieloną sałtką. Może być po prostu coś na zimno, puszka tuńczyka na przykład, mozzarela z pomidorkiem, nie trzeba wcale gotować i pichcić. Trochę zaszalałaś pierwszego dnia, lepiej na początek trochę prościej. ;-) Feta, grzyby, szpinak, chłodnik, sery, dipy, jajka, też trochę wywraca mi się w żołądku. ;-) To wcale nie białko musiało być winne, tylko nie posłużyła ci może ta mieszanka. No i po pierwszym dniu lepiej nie wyciągać zbyt dramatycznych wniosków. ;-)
                  • 11.06.09, 01:36
                    pierwszalitera napisała:

                    . Zacznij do podstawowej porcji 75-100g czystych węglowodanów, czyl
                    > i "żywej wagi" jest więcej, najlepiej sprawdzić w jakiejś tabelce żywnościowej
                    > ile czystych węglowodanów znajdzie się w chlebie, płatkach i dopasować ilość.

                    A czy ta ilosc, ktora podajesz, ma byc dostosowana do mojego BMI? Przeciez chyba
                    inaczej powinna jesc osoba o BMI 28 i osoba o BMI 37, prawda? Czy ilosc bialka
                    na kolacje powinna odpowiadac tej ze sniadania?

                    > Najważnieszy białkowy posiłek zostaw sobie na wieczór. To znaczy 150-250g mięs
                    > a, ryby, albo 2-3 jajka, albo 100g sera, plus warzywa. Oprócz tego dozwolone są
                    > też orzechy. Może być mieszana sałatka z odrobiną wszystkiego, albo zupa warzy
                    > wna z wkładką, albo coś z grila, nawet kiełbaski z zieloną sałtką. Może być po
                    > prostu coś na zimno, puszka tuńczyka na przykład, mozzarela z pomidorkiem, nie
                    > trzeba wcale gotować i pichcić. Trochę zaszalałaś pierwszego dnia, lepiej na
                    > początek trochę prościej. ;-) Feta, grzyby, szpinak, chłodnik, sery, dipy, ja
                    > jka, też trochę wywraca mi się w żołądku. ;-) To wcale nie białko musiało być
                    > winne, tylko nie posłużyła ci może ta mieszanka. No i po pierwszym dniu lepiej
                    > nie wyciągać zbyt dramatycznych wniosków. ;-)

                    Pamietaj, ze jestem wegetarianką :) Kielbaski, tunczyk, mieso itp. nie dla mnie,
                    jajka jem z trudem od niedawna. Muszę szaleć, bo inaczej jadlabym mdle nudne
                    jedzenie :) Z bialek mam orzechy, rośliny strączkowe oraz nabiał (który ma
                    czesto za duzo weglowodanow lub tluszczy i srednio mi sluzy) - wybor niezbyt duzy.

                    Zaszkodzila mi ewidentnie kolacja - mam bardzo wrazliwy zoladek, ktory reaguje
                    dosc szybko gwaltownie protestując przeciwko wielu daniom. Myslalam o
                    przerzuceniu sie na gotowane warzywa (miast surowych). Lekarz był pewien, ze to
                    Helicobacter, ale okazalo sie, ze nie...
                    • 11.06.09, 02:00
                      jul-kaa napisała:

                      A czy ta ilosc, ktora podajesz, ma byc dostosowana do mojego BMI? Przeciez chyb
                      > a
                      > inaczej powinna jesc osoba o BMI 28 i osoba o BMI 37, prawda?

                      I tak i nie. Obie osoby mogą mieć podobną tkankę mięśniową, a różnica w BMI wychodzi tylko z różnicy ilości tłuszczu. A węglowodanami odżywiamy tkankę mięśniową, a nie tłuszcz. Oczywiście wykonując analizę ciała można tą ilość potrzebnych węglowodanów wyliczyć dokładniej, ala ja mam już takie trochę praktyczne oko i wiem, że ilość 75-100g węgolowodanów jest mniej więcej normą u kobiet z przeciętną nadwagą. Kobiety szczupłe nie potrzebują też automatycznie mniej węgli, bo mają one zwykle tyle samo mięśni, co te okrąglejsze. Różnica jest tylko w tłuszczu. Dopiero przy bardzo dużej nadwadze organizm dorabia sobie więcej mięśni, przez codzienny trening związany z noszeniem własnego ciężaru. A ile ważysz i jakie masz BMI?

                      Czy ilosc bialka
                      > na kolacje powinna odpowiadac tej ze sniadania?

                      Na śniadnie nie musisz jeść celowo białka, a tego zwierzęcego lepiej o tej porze nawet unikać. Jeżeli chodziło ci o obiad, to jak napisałam, na obiad jesz tyle białka ile chcesz, a liczysz białko tylko wieczorem. Ponieważ jesteś wegetarianką nie byłoby źle, gdybyś w czasie obiadu częściej korzystała z roślin strączkowych, bo w naszej diecie zaliczamy je do węglowodanów. Uzupełnisz jednak w ten sposób braki w aminokwasach, bo tylko nabiał (wieczorem) jako białko nie wystarczy. Kombinuj wieczorem nabiał, orzechy, produkty sojowe, może jak chcesz też jajka. Nabiał, raczej z takich bez, albo z małą ilością laktozy, tzn. twarde i półtwarde sery, mogą być też owcze i kozie. Twarożki, jogurt i mleko w małych ilościach, około 200ml mleka, albo 150-200g jogurtu i twarożku. A gotowane warzywa jak najbardziej. Wiele ludzi reaguje na surowiznę wieczorem trochę wrażliwie. Ach, ci wegetarianie. ;-)
                      • 11.06.09, 02:14
                        pierwszalitera napisała:

                        > ilość 75-100g węgolowodanów jest mniej więcej normą u kobiet z przec
                        > iętną nadwagą.

                        No wlasnie ja nie mam przecietnej nadwagi, tylko znaczna otylosc.
                        Nie napisze, ile waze, bo bym umarla ze wstydu, ale BMI mam >35...

                        > Czy ilosc bialka
                        > > na kolacje powinna odpowiadac tej ze sniadania?
                        > Na śniadnie nie musisz jeść celowo białka, a tego zwierzęcego lepiej o tej porz
                        > e nawet unikać.

                        Skrót myslowy mnie pognebil - mialo byc: Czy ilosc bialka na kolacje powinna
                        odpowiadac ilosci weglowodanow ze sniadania?


                        >
                        Jeżeli chodziło ci o obiad, to jak napisałam, na obiad jesz tyl
                        > e białka ile chcesz, a liczysz białko tylko wieczorem. Ponieważ jesteś wegetari
                        > anką nie byłoby źle, gdybyś w czasie obiadu częściej korzystała z roślin strącz
                        > kowych, bo w naszej diecie zaliczamy je do węglowodanów. Uzupełnisz jednak w t
                        > en sposób braki w aminokwasach, bo tylko nabiał (wieczorem) jako białko nie wys
                        > tarczy. Kombinuj wieczorem nabiał, orzechy, produkty sojowe, może jak chcesz te
                        > ż jajka. Nabiał, raczej z takich bez, albo z małą ilością laktozy, tzn. twarde
                        > i półtwarde sery, mogą być też owcze i kozie. Twarożki, jogurt i mleko w małych
                        > ilościach, około 200ml mleka, albo 150-200g jogurtu i twarożku. A gotowane war
                        > zywa jak najbardziej. Wiele ludzi reaguje na surowiznę wieczorem trochę wrażliw
                        > ie. Ach, ci wegetarianie. ;-)

                        Zwykle jem duzo straczkowych i przetworow sojowych, dzis akurat nic nie jadlam,
                        wczoraj byla soczewica. Jogurty i twarozki praktycznie odpadaja, jedyne jogurty,
                        jakie moge jesc, to takie geste - grecki i bałkański, inne przelatuja dosc
                        szybko, mleko podobnie.
                        Ach, my wegetarianie ;)
                        • 11.06.09, 02:28
                          jul-kaa napisała:

                          > Skrót myslowy mnie pognebil - mialo byc: Czy ilosc bialka na kolacje powinna
                          > odpowiadac ilosci weglowodanow ze sniadania?

                          Nie.


                          > Ach, my wegetarianie ;)

                          Według mnie problematyczne. Skoro masz tak wysokie BMI to jesteś w ciemno koczownikiem i odżywianie pełnowartościowym białkiem, znaczy mięsem i rybami byłoby korzystniejsze dla twojego typu. Proponowałabym ci wtedy węglowodany tylko rano, a obiad i kolacja tylko białko. Co przy wegatariańskim jedzeniu jest trochę trudne. To, że masz wrażenie, że źle znosisz białako, a węglowodany dobrze, to oszustwo organizmu. W praktyce mamy sporo takich pacjentów, którym coś takiego się wydawało. Po prostu twój organizm wybiera węglowodany, bo łatwo od nich tyjesz, naszym biologicznym programem jest bowiem tycie. Dopiero po dłuższym przestawieniu na białko zorientowałabyś się, że tak jest jednak lepiej. Ale nie będę cię do niczego przekonywała. :-)
                          • 11.06.09, 02:33
                            pierwszalitera napisała:

                            > Skoro masz tak wysokie BMI to jesteś w ciemno koczo
                            > wnikiem i odżywianie pełnowartościowym białkiem, znaczy mięsem i rybami byłoby
                            > korzystniejsze dla twojego typu.

                            Zawsze tak scisle laczy sie wysokie BMI z typem? Czy to, jak przytylam (i w jakim tempie) nie ma znaczenia? Czy nie ma mozliwosci przytycie nie na weglowodanach?

                            >Ale nie będę
                            > cię do niczego przekonywała. :-)

                            Pewnie dalabym sie przekonac gdyby nie przekonania :)
                            • 11.06.09, 13:02
                              jul-kaa napisała:

                              > Zawsze tak scisle laczy sie wysokie BMI z typem? Czy to, jak przytylam (i w jak
                              > im tempie) nie ma znaczenia? Czy nie ma mozliwosci przytycie nie na weglowodana
                              > ch?

                              Niezupełnie samo BMI, ale porządnie przytyć da się tylko na rozregulowanej insulinie. A u każdego da się insulinę rozregulować, u koczowników tylko łatwiej i szybciej. Tyć można od wszystkiego, tylko że organizm dąży do homeostazy, czyli zachowania status quo. Jeżeli przez jakiś czas jesz więcej niż potrzebujesz, zwiększa przemianę materii starając się spalać niepotrzebne kalorie i sygnałami sytości daje ci do zrozumienia, że nie masz się tak napychać. W ten sposób ludzie szczupli regulują swoją przemianę materii i wagę. Jeżeli ty tych sygnałów sytości nie zauważyłaś i organizm pozwolił na tak wysokie BMI, to jesteś w insulinowej pułapce. Wczoraj było już bardzo późno, więc nie skojarzyłam wszystkich faktów, ale ta dramatyczna reakcja, którą przeżyłaś po pierwszych próbach przestawienia odżywiania, to nie była zapewne reakcja na białko, tylko na brak węglowodanów. Taki bunt twojej wysokiej insuliny, który nie dostała swojej wystarczającej dawki węgli. Niekiedy gwałtowny spadek cukru wywołuje u ludzi stan wyjątkowy w organiźmie i bardzo złe sampopoczucie, połączone z nieprzyjemnościami żołądkowo-trawiennymi. Ja sama nie należę do wysokoinsulinowców, ale silne uczucie głodu, na przykład po całym dniu przypadkowo-przymusowego postu, objawia się u mnie bólami głowy i mdłościami, i paradoksalnie wieczorem nie mogę nic w siebie wsunąć, bo robi mi się naprawdę niedobrze. Na szczęście wiem, z czego to wynika i zmuszam się do jedzenia, po czym wszystko się zwykle uspokaja.


                              > Pewnie dalabym sie przekonac gdyby nie przekonania :)

                              Oczywiście przekonania, to ideologia, a ideologia oznacza w praktyce często utrudnienia i poświęcenie się dla sprawy. Czasem nie można mieć wszystkiego na raz. Dobrze, gdy decyzje podejmuje się przy pełnej znajomości faktów. :-)
                              • 11.06.09, 14:57
                                pierwszalitera napisała:

                                > Niezupełnie samo BMI, ale porządnie przytyć da się tylko na rozregulowanej insu
                                > linie. A u każdego da się insulinę rozregulować, u koczowników tylko łatwiej i
                                > szybciej. Tyć można od wszystkiego, tylko że organizm dąży do homeostazy, czyli
                                > zachowania status quo. Jeżeli przez jakiś czas jesz więcej niż potrzebujesz, z
                                > większa przemianę materii starając się spalać niepotrzebne kalorie i sygnałami
                                > sytości daje ci do zrozumienia, że nie masz się tak napychać. W ten sposób lud
                                > zie szczupli regulują swoją przemianę materii i wagę. Jeżeli ty tych sygnałów s
                                > ytości nie zauważyłaś i organizm pozwolił na tak wysokie BMI, to jesteś w insul
                                > inowej pułapce.

                                Problem w tym, ze ja wcale nie jadlam tak baardzo duzo. W kazdym razie nie na
                                tyle duzo, zeby przytyc ok. 30-40 kg w kilka miesiecy. Gdzies pisalas ile
                                mozna/nie mozna schudnac w jeden dzien. Ja bym chciala policzyc, czy da sie
                                przytyc 1kg w ciagu 2-3 dni. Bo na logike sie nie da, prawda?

                                >Wczoraj było już bardzo późno, więc nie skojarzyłam wszystkich
                                > faktów, ale ta dramatyczna reakcja, którą przeżyłaś po pierwszych próbach przes
                                > tawienia odżywiania, to nie była zapewne reakcja na białko, tylko na brak węglo
                                > wodanów. Taki bunt twojej wysokiej insuliny, który nie dostała swojej wystarcza
                                > jącej dawki węgli. Niekiedy gwałtowny spadek cukru wywołuje u ludzi stan wyjątk
                                > owy w organiźmie i bardzo złe sampopoczucie, połączone z nieprzyjemnościami żoł
                                > ądkowo-trawiennymi. Ja sama nie należę do wysokoinsulinowców, ale silne uczucie
                                > głodu, na przykład po całym dniu przypadkowo-przymusowego postu, objawia się u
                                > mnie bólami głowy i mdłościami, i paradoksalnie wieczorem nie mogę nic w siebi
                                > e wsunąć, bo robi mi się naprawdę niedobrze. Na szczęście wiem, z czego to wyni
                                > ka i zmuszam się do jedzenia, po czym wszystko się zwykle uspokaja.

                                Ja tez myslalam, ze to niski poziom cukru wywoluje takie reakcje. Badanie jednak
                                tego nie wykazuje - cukier wiecznie w normie. Przed posilkiem, w trakcie i po...
                                Moze w tym jest problem? Ze cukier nie rosnie?


                                > > Pewnie dalabym sie przekonac gdyby nie przekonania :)
                                >
                                > Oczywiście przekonania, to ideologia, a ideologia oznacza w praktyce często utr
                                > udnienia i poświęcenie się dla sprawy. Czasem nie można mieć wszystkiego na raz
                                > . Dobrze, gdy decyzje podejmuje się przy pełnej znajomości faktów. :-)

                                Oczywiscie, masz racje. Ja nie czuje szczegolnego poswiecenia i mysle, ze jak
                                sytuacja bedzie dramatyczne i bede w stanie zaczac jesc mieo, to moze zaczne.
                                Niestety na to sie nie zanosi. Jedna z lekarek powiedziala mi, ze to nawet
                                lepiej, bo jedzac miesa zwiekszylabym sobie poziom cholesterolu we krwi, a ten
                                mam zaskakujaca niski :) a tego chyba nie warto zmieniac, nie?
                                • 11.06.09, 14:59
                                  > Problem w tym, ze ja wcale nie jadlam tak baardzo duzo. W kazdym razie nie na
                                  > tyle duzo, zeby przytyc ok. 30-40 kg w kilka miesiecy. Gdzies pisalas ile
                                  > mozna/nie mozna schudnac w jeden dzien. Ja bym chciala policzyc, czy da sie
                                  > przytyc 1kg w ciagu 2-3 dni. Bo na logike sie nie da, prawda?

                                  mnie sie nasuwa jedno pytanie... bylas u lekarza?
                                  • 11.06.09, 15:34
                                    quleczka napisała:
                                    >
                                    > mnie sie nasuwa jedno pytanie... bylas u lekarza?

                                    Oczywiście...
                                    • 11.06.09, 15:37
                                      ok :) wolalam sie upewnic :)

                                      i jak rozumiem nie stwierdzil jakis powazniejszych problemow zdrowotnych u
                                      ciebie? nie bierzesz jakis lekow mogacych powodowac tycie i tak dalej?
                                • 11.06.09, 15:46
                                  jul-kaa napisała:

                                  > Problem w tym, ze ja wcale nie jadlam tak baardzo duzo. W kazdym razie nie na
                                  > tyle duzo, zeby przytyc ok. 30-40 kg w kilka miesiecy. Gdzies pisalas ile
                                  > mozna/nie mozna schudnac w jeden dzien. Ja bym chciala policzyc, czy da sie
                                  > przytyc 1kg w ciagu 2-3 dni. Bo na logike sie nie da, prawda?
                                  >

                                  Wysoka insulina a potrafi tuczyć błyskawicznie komórki tłuszczowe i sprzyja zatrzymywaniu sporej ilości wody w organiźmie. Przy tym BMI masz gwarantowanie wodę ponad normę. Zrobiłam już tyle analiz składu ciała, że byłabym bardzo zdzwiona, gdyby u ciebie było inaczej. No i zastanów się, skoro nie jadłaś aż tak dużo, to skąd te kilogramy? Coś tam nie funkcjonuje jak trzeba. A pierwsze podejrzenie pada na insulinę. I najczęściej jest też słuszne.

                                  Badanie jedna
                                  > k
                                  > tego nie wykazuje - cukier wiecznie w normie. Przed posilkiem, w trakcie i po..
                                  > .
                                  > Moze w tym jest problem? Ze cukier nie rosnie?

                                  Ludzie z insulinoodpornością mogą mieć cukier w normie. Wysoka insulina dba o to, by nie był zbyt wysoki. Dopóki może. Kiedyś tam insulinoodporność komórek może się zwiększyć i będziesz mierzyła za wysoki cukier w krwi. A niski cukier powinnaś rejestrować w chwilach, gdy zauważasz te nieprzyjemne symptomy.


                                  Jedna z lekarek powiedziala mi, ze to nawet
                                  > lepiej, bo jedzac miesa zwiekszylabym sobie poziom cholesterolu we krwi, a ten
                                  > mam zaskakujaca niski :) a tego chyba nie warto zmieniac, nie?

                                  Z pełnym szacunkiem, ale lekarze nie mają często pojęcia o odżywianiu, bo nie wchodzi to aż tak bardzo w zakres studiów medycznych. I często są niedoinformowani. Nie mają pojęcia o ostanich badaniach i odkryciach w dietetyce. To, co lekarka powiedziała ci o choleterolu to jest bzdura. Eskimosi musieliby umierać masowo na wysoki cholesterol. ;-) Poza tym bardzo niski poziom ogólnego cholestreolu też nic nie znaczy. Liczy się proporcja LDL/HDL. Jeżeli jest u ciebie niżej 3, to jest idealnie. Niestety, nawet przy niskim ogólnym cholesterolu nie musi tak być. Nie wiem czy wiesz, ale bardzo ciężko chorzy ludzie, na przykład ci z nowotworami mają bardzo często zaskakująco niskie poziomy ogólnego cholesterolu. U kobiet zdarzają się też często wysokie poziomy cholesterolu przy znakomitych proporcjach LDL/HDL i żadnej potrzebie zmian.
                                  • 11.06.09, 16:20
                                    pierwszalitera napisała:

                                    > Wysoka insulina a potrafi tuczyć błyskawicznie komórki tłuszczowe i sprzyja zat
                                    > rzymywaniu sporej ilości wody w organiźmie. Przy tym BMI masz gwarantowanie wod
                                    > ę ponad normę. Zrobiłam już tyle analiz składu ciała, że byłabym bardzo zdzwion
                                    > a, gdyby u ciebie było inaczej. No i zastanów się, skoro nie jadłaś aż tak dużo
                                    > , to skąd te kilogramy? Coś tam nie funkcjonuje jak trzeba. A pierwsze podejrz
                                    > enie pada na insulinę. I najczęściej jest też słuszne.

                                    No właśnie sie zastanawiem, skąd te kilogramy, skoro nie jadlam za duzo :)
                                    Przytylam na neuroleptykach - czy one mogly rozregulowac insuline? Wczesniej
                                    bylam szczupla, choc zdarzaly mi sie epizody lekkiej nadwagi.

                                    Napisalas wczesniej:
                                    >Wczoraj było już bardzo późno, więc nie skojarzyłam wszystkich
                                    > faktów, ale ta dramatyczna reakcja, którą przeżyłaś po pierwszych próbach przes
                                    > tawienia odżywiania, to nie była zapewne reakcja na białko, tylko na brak węglo
                                    > wodanów. Taki bunt twojej wysokiej insuliny, który nie dostała swojej wystarcza
                                    > jącej dawki węgli. Niekiedy gwałtowny spadek cukru wywołuje u ludzi stan wyjątk
                                    > owy w organiźmie i bardzo złe sampopoczucie, połączone z nieprzyjemnościami żoł
                                    > ądkowo-trawiennymi.

                                    Co jest w takim razie za to odpowiedzialne, skoro badanie nie wykazuje niskiego
                                    poziomu cukru we krwi nawet wmomencie, kiedy z glodu trzesa mi sie rece, szumi
                                    mi w glowie i mam mroczki przed oczami?

                                    > Z pełnym szacunkiem, ale lekarze nie mają często pojęcia o odżywianiu, bo nie w
                                    > chodzi to aż tak bardzo w zakres studiów medycznych. I często są niedoinformowa
                                    > ni. Nie mają pojęcia o ostanich badaniach i odkryciach w dietetyce. To, co leka
                                    > rka powiedziała ci o choleterolu to jest bzdura. Eskimosi musieliby umierać mas
                                    > owo na wysoki cholesterol. ;-) Poza tym bardzo niski poziom ogólnego cholestreo
                                    > lu też nic nie znaczy. Liczy się proporcja LDL/HDL. Jeżeli jest u ciebie niżej
                                    > 3, to jest idealnie. Niestety, nawet przy niskim ogólnym cholesterolu nie musi
                                    > tak być. Nie wiem czy wiesz, ale bardzo ciężko chorzy ludzie, na przykład ci z
                                    > nowotworami mają bardzo często zaskakująco niskie poziomy ogólnego cholesterolu
                                    > . U kobiet zdarzają się też często wysokie poziomy cholesterolu przy znakomityc
                                    > h proporcjach LDL/HDL i żadnej potrzebie zmian.

                                    Moj cholesterol:
                                    całkowity 148
                                    HDL 34
                                    LDL 93

                                    To dobry wynik?

                                    Czytalam, ze "Możliwe jest także, że kiedy poziom cholesterolu jest wyższy niż
                                    300 mg%, rośnie ryzyko zawału serca, ale nawet to nie jest czystą korelacją!
                                    (...) Profesor Hans Kaunitz twierdzi wręcz, że cholesterol jest czynnikiem
                                    chroniącym przed zawałem serca i dlatego jego poziom przy zagrożeniu zawałem
                                    wzrasta 143, więc zalecanie obniżenia zawartości cholesterolu w pokarmie jest
                                    niedźwiedzią przysługą."
                                    • 11.06.09, 16:31
                                      > No właśnie sie zastanawiem, skąd te kilogramy, skoro nie jadlam za duzo :)
                                      > Przytylam na neuroleptykach - czy one mogly rozregulowac insuline? Wczesniej
                                      > bylam szczupla, choc zdarzaly mi sie epizody lekkiej nadwagi.

                                      Nie jestem specjalista i nie wiem jak to dziala ale moja mama tez wlasnie tak
                                      przytyla :/

                                      Co do cholesterolu to proporcje masz moim zdaniem idealne :)

                                      Pocieszajace nieco jest to, ze znasz powod tycia po czesci, a nie ze nagle i tak
                                      zupelnie bez przyczyny.

                                      A bierzesz te leki nadal czy juz nie?
                                      • 11.06.09, 17:42
                                        quleczka napisała:

                                        > Pocieszajace nieco jest to, ze znasz powod tycia po czesci, a nie ze nagle i ta
                                        > k
                                        > zupelnie bez przyczyny.

                                        Po czesci znam i w dodatku wiem, ze branie lekow to bylo zyc albo nie zyc i
                                        ciesze sie mimo wszystko, ze to wlasnie wybralam. W trakcie tycia lekarka
                                        usilowala mi zmienic leki widzac wzrost wagi, ale konczylo sie to zle, wiec
                                        dobrnelam do tych 40kg nadwagi... I tak zyje tlusta, ale w sumie szczesliwa :)
                                        zamiast gnic pod ziemia :):)

                                        >
                                        > A bierzesz te leki nadal czy juz nie?

                                        Nie, od kilku lat ich nie biore. Ale dlatego wlasnie balam sie idiotow lekarzy,
                                        ktorzy na mnie wrzeszczeli "cale zycie byla pani otyla!", "prosze mniej zrec!".
                                        Balam sie, ze wroca inne problemy, ktore byly skorelowane z niska waga i mialy
                                        swoje poczatkowe objawy w zaburzeniach odzywiania.
                                      • 11.06.09, 21:11
                                        quleczka napisała:

                                        > > No właśnie sie zastanawiem, skąd te kilogramy, skoro nie jadlam za duzo :
                                        > )
                                        > > Przytylam na neuroleptykach - czy one mogly rozregulowac insuline?
                                        Niektóre neuroleptyki, szczególnie chlorpromazyna, poprawiają łaknienie przede wszystkim w anorexia nervosa. (...) Mechanizm tego działania nie jest jasny, może się wiązać z hamowaniem ośrodka sytości w podwzgórzu.
                                        Farmakologia. Podstawy farmakoterapii. t.2 pod red. Hermana i Kostowskiego
                                    • 12.06.09, 00:08
                                      jul-kaa napisała:

                                      > No właśnie sie zastanawiem, skąd te kilogramy, skoro nie jadlam za duzo :)
                                      > Przytylam na neuroleptykach - czy one mogly rozregulowac insuline? Wczesniej
                                      > bylam szczupla, choc zdarzaly mi sie epizody lekkiej nadwagi.

                                      Tak, mogą. Neuroleptyki, środki antydepresyjne, sterdy, betablokery, hormony żeńskie, to tylko niektóre lekarstwa po których można tyć. Wywołują insulinoodporność, albo zwalniają spalanie, albo jedno i drugie. Jeżeli po odstawieniu leków nie chudniesz, to znaczy, że warto spróbować z regulacją insuliny.


                                      > Co jest w takim razie za to odpowiedzialne, skoro badanie nie wykazuje niskiego
                                      > poziomu cukru we krwi nawet wmomencie, kiedy z glodu trzesa mi sie rece, szumi
                                      > mi w glowie i mam mroczki przed oczami?

                                      Jul-kaa muszę napisać uczciwie, że nie wiem. Nie jestem diabetologiem, nie robię takich dokładnych badań, ale wiem, że takie objawy, spowodowane są spadkiem poziomu cukru i osłabiają się po wyregulowaniu insuliny. W mojej pracy takie badania nie mają też większego sensu, moim pacjentom zależy na redukcji masy tłuszczowej i subjektywnej poprawie samopoczucia. Do objektywnych parametrów należy u nas regularna kontrola wagi, masy tłuszczowej i mięśniowej. Wiele pacjentów z problemami zdrowotnymi kontroluje też jeszcze cholesterol, triglicerydy i cukier, zwłaszcza czynnik HbA1, który świadczy o długotrwałym stanie poziomu cukru. Te wartości polepszają się zwykle w trakcie stosowani diety.
                                      Jeżeli szukasz stuprocentowego potwierdzenia na swoją insulinoodporność, to nie będę ci go mogła tutaj dać. Nie jesteś jednak pierwszą osobą z czasem mało zrozumiałym tyciem w przeszłości, z którą mam kontakt. Po prostu nie ma co się zastanawiać skąd wzięły się te kilogramy, tylko znaleść sposób, co z nimi zrobić. Cudownej pigułki raczej nie oczekuj. :-)

                                      > Moj cholesterol:
                                      > całkowity 148
                                      > HDL 34
                                      > LDL 93

                                      Stosunek LDL/HDL poniżej 3, czyli wynik idealny. Cholesterol masz w porządku.
                                      • 12.06.09, 00:26
                                        > Stosunek LDL/HDL poniżej 3, czyli wynik idealny. Cholesterol masz w porządku.

                                        az sama z ciekawosci sprawdzilam swoj i sie zdziwilam :)

                                        przy wynikach na ktore kazdy lekarz patrzy w mocnym zdziwieniem i
                                        zaniepokojeniem jednoczesnie...

                                        wychodzi mi LDL/HDL = 2,57 czyli niby idealnie, tak? :)

                                        kurcze a i zly i calkowity mam oba ponad norme :/

                                        no to mnie ukrywam...pocieszyl mnie ten wynik z proporcja :)
                                        • 12.06.09, 00:38
                                          quleczka napisała:

                                          > wychodzi mi LDL/HDL = 2,57 czyli niby idealnie, tak? :)

                                          Proszę: www.medizinfo.de/kardio/lipide/quotient.htm
                                          Po niemiecku, ale tabelka dość czytelna.
                                          • 12.06.09, 00:44
                                            dzieki :)

                                            ja mam 139/54 czyli ok. 2,5 z tej tabelki

                                            ja wierze tylko martwi mnie, ze to w ogole jest mozliwe, ze wiekszosc lekarzy w
                                            polsce w ogole o tym nie wie :/

                                            mi juz trzech roznych lekarzy kazalo brac leki na cholesterol...
                                            • 12.06.09, 00:47
                                              quleczka napisała:

                                              > mi juz trzech roznych lekarzy kazalo brac leki na cholesterol...

                                              Mnie jeden powiedzial, ze mam CHOROBLIWIE niski cholesterol i powinnam
                                              natychmiast "cos z tym zrobic" ;)
                                              A, norma jest tez zmuszanie mnie do ponowienia badania: "pani z TAKA otyloscie
                                              NIE MOZE miec tak niskiego cholesterolu!"
                                              • 12.06.09, 00:50
                                                :))

                                                ja za to jestem chuda i cholesterol od zawsze ponad norma...a tez mi na poczatku
                                                nikt nie chcial zbadac na zasadzie "z taka waga to na pewno ma pani w normie"

                                                dopiero fakt, ze moja mama z taka sama waga w wieku 45 lat byla po wylewie ich
                                                przekonywal :/
                                            • 12.06.09, 00:58
                                              quleczka napisała:

                                              > ja wierze tylko martwi mnie, ze to w ogole jest mozliwe, ze wiekszosc lekarzy w
                                              > polsce w ogole o tym nie wie :/
                                              >
                                              > mi juz trzech roznych lekarzy kazalo brac leki na cholesterol...

                                              Ja przypuszczam, że dlatego, bo stare normy na ogólny cholesterol ustalane były na mężczyznach, jak wszystko inne w medycynie, a wiele kobiet ma o wiele wyższe wartości. I mimo tego mają stosunek LDL/HDL lepszy do wielu facetów z niższym cholesterolem ogólnym.
                                              • 12.06.09, 01:02
                                                >a wiele kobiet ma o wiele wyższe wartości.

                                                no wlasnie nie wiem czy to jest zalezne od plci tak bardzo :) ale ty pewnie masz wieksze dane do porownania :)

                                                ja ostatnio porownalam swoje dane z danymi mojej 80cio letniej babci majacej jakies 40-50kg nadwagi... i ona ma nizsze wyniki niz ja :)

                                                tak czy inaczej bardzo mnie pocieszyla ta informacja o proporcji, moze nie bede musiala brac tych paskudnych lekow :)

                                                dobranoc :)
                                      • 12.06.09, 00:55
                                        pierwszalitera napisała:
                                        > Jeżeli po odstawieniu lekó
                                        > w nie chudniesz, to znaczy, że warto spróbować z regulacją insuliny.

                                        Dietą, czy w inny sposób także?

                                        > Po prostu nie ma co się za
                                        > stanawiać skąd wzięły się te kilogramy, tylko znaleść sposób, co z nimi zrobić
                                        > . Cudownej pigułki raczej nie oczekuj. :-)
                                        >

                                        Moje zastanawienie sie nie ma na celu znalezienie cudownego srodka, nie wierze w
                                        takie magiczne sztuczki :)
                                        Raczej zastanawiam sie, jak bez popadniecia w problemy po prostu schudnac. Na
                                        razie dieta dziala (dobrze sie po niej czuje, a to najwazniejsze), choc z
                                        bialkowymi posilkami mam spory problem.
                                        Powiedz mi jeszcze szczerze, czy skoro wg Ciebie jestem koczownikiem, to mam
                                        szanse schudnac jedzac tak, jak jem (czyli wegetariańsko i z lekka przewaga
                                        weglowodanow na obiad)?
                                        • 12.06.09, 01:11
                                          jul-kaa napisała:

                                          > Dietą, czy w inny sposób także?

                                          Czasem lekarze dają przy zdiagnozowanej insulinoodporności, albo już podwyższonym cukrze, metforminę. Ten lek łamie trochę opór komórek i uwrażliwia je znowu na insulinę. Jak chcesz to wybierz się do lekarza, który robi taki test, magdalaena pisała chyba, że robiła.


                                          > Powiedz mi jeszcze szczerze, czy skoro wg Ciebie jestem koczownikiem, to mam
                                          > szanse schudnac jedzac tak, jak jem (czyli wegetariańsko i z lekka przewaga
                                          > weglowodanow na obiad)?

                                          Musisz wypróbować. Mamy pacjentów, którzy z założenia są koczownikami i też w ten sposób dobrze chudną. My nikogo nie zmuszamy do "intensywnej" wersji. Zachęcamy raczej do eksperymentowania i wybrania dla siebie najbardziej satysfakcjonującego modelu. Dla niektórych bowiem priorytetem jest szybkie i maksymalne chudnięcie, dla innych znowu w miarę "normalny" sposób odżywiania i pozbycie się syndromu diety.
                                          • 12.06.09, 01:34
                                            pierwszalitera napisała:

                                            > Czasem lekarze dają przy zdiagnozowanej insulinoodporności, albo już podwyższon
                                            > ym cukrze, metforminę. Ten lek łamie trochę opór komórek i uwrażliwia je znowu
                                            > na insulinę. Jak chcesz to wybierz się do lekarza, który robi taki test, magdal
                                            > aena pisała chyba, że robiła.

                                            Miałam robiony taki test, pisalam juz tutaj o wynikach. Metformine tez bralam i
                                            pisalam:
                                            "Tak, ale ja po metforminie nie mogłam funkcjonowac i przez kilka tygodni sie to
                                            nie zmienilo. Lekarka stwierdzila, ze nie ma co sie meczyc, bo niepozadane
                                            objawy powinny minac po 2 tyg. Szkoda."
                                            • 12.06.09, 01:56
                                              jul-kaa napisała:

                                              > Miałam robiony taki test, pisalam juz tutaj o wynikach. Metformine tez bralam

                                              Sorry, o tej godzinie, to już trochę mi się miesza. :-) Ale ta dieta ma podobne działanie jak metformina. Tylko to trochę dłużej trwa.
                                              • 12.06.09, 02:06
                                                pierwszalitera napisała:

                                                > Sorry, o tej godzinie, to już trochę mi się miesza. :-) Ale ta dieta ma podobne
                                                > działanie jak metformina. Tylko to trochę dłużej trwa.

                                                To nawet lepiej, za duzo w zyciu juz chemii zjadlam.
                                                Dobranoc pierwszalitero :)
                                                • 12.06.09, 20:19
                                                  poprosze specjalistki lub posiadaczki ksiazek o rade. gdzie wpasowac slonecznik (niby duzo bialka) i kaszke dla dzieci mleczno-ryzowa na mleku modyfikowanym rozrabianą z wodą (obiad ?- bialko plus weglowodany) . produkty te stanawia dla mnie zagwozdke :)
                                                  --
                                                  Wierzę w ciała zmartwychwstanie poprzez czułość, przytulanie
                                                  • 12.06.09, 20:22
                                                    ja nie mam ksiazki, ale sprobuje odpowiedziec ;)

                                                    slonecznik mozna na pewno do sniadania i obiadu. do sniadania nie jemy bialek
                                                    ZWIERZECYCH. ja mysle, ze troche do kolacji tez mozna. sa tam wprawdzie
                                                    weglowodany, ale jesli zjemy nie wiecej niz garsc, to chyba nie zjemy za duzo
                                                    weglowodanow? ale tego nie jestem pewna. natomiast sniadania i kolacji - tak.

                                                    ta kaszka moze byc na obiad. bo na sniadanie dyskwalifikuje ja bialko zwierzece
                                                    w mleku modyfikowanym, a na kolacje - wegle w kaszce.

                                                    --
                                                    kurczak: 03.03.05 (21:38)
                                                    pisklak: 07.09.07 (21:21)
                                                  • 12.06.09, 20:24
                                                    to jeszcze pozostaje ten sloneczki - ale tak z paczka :)
                                                    --
                                                    Wierzę w ciała zmartwychwstanie poprzez czułość, przytulanie
                                                  • 12.06.09, 20:29
                                                    mysle, ze paczke mozesz zjesc napewno na obiad (na deser? ;)
                                                    ja myse, ze tez na sniadanie. wprawdzie wspomina sie cos o nie przesadzaniu z
                                                    tluszczem, ale slonecznik to zdrowy tluszcz...

                                                    na ten temat to moze LItera odpowie? :)

                                                    --
                                                    kurczak: 03.03.05 (21:38)
                                                    pisklak: 07.09.07 (21:21)
                                                  • 01.07.09, 20:33
                                                    wiem, ze net to nie lekarz, ani książka, ale proszę o naprowadzenie.
                                                    Otóż mam do zrzucenia 12 kg, niby nie dużo, ale waga stanęła bo magicznych 3.
                                                    Zawsze byłam osobą taką okrągłą, nigdy nie nosiłam 36 raczej 38, ale to że
                                                    jestem nie wysoka sprawia iż teraz w 44 wyglądam jak kulka. Problem jest taki,
                                                    że ja bym mogła bez przerwy jeść, nie dam rady wytrzymać dłużej bez jedzenia niz
                                                    2-3 h (poza nocą). Dodatkowo cały czas mam podwyższony poziom cukru; w mojej
                                                    rodzinie cukrzyca wyniszyczyła dziadków, niszczy rodziców i dalsza rodzinę. A po
                                                    kamienicy nie trawię dużej dawki tłuszczów, po tłuszcvzowym posiłku zaraz mi
                                                    wyskakują bąble na całym ciele.
                                                    Obecnie mój jadłospis wygląda tak:
                                                    śniadanie: 3 wafle ryżowe z wędliną i 2 pomidory, kawa z mlekiem bez cukru
                                                    2 śniadanie : owoce ( 2 brzoskwinie lub 2 banany)+ sok, ewentualnie bułka + kefir
                                                    obiad: kalafior lub brokuł ew. mięso z ryżem, albo obiadek dla niemowląt bobovita
                                                    kolacja: wafle ryżowe.
                                                    Nie mogę się jakoś przemóc, żeby zamiast owoców był sok warzywny, potrzebuję tej
                                                    dawki cukru:)
                                                    ale jak już wspominałam ja ciągle czuję głód, znaczy nie ciągle, ale co 3 h
                                                    jedzenia byłoby dla mnie optymalnie. I nie chudnę, nie wiem co mam jeszcze
                                                    wyrzucić, doszło do tego że boję się zjeść kawałka tortu na własnych urodzinach
                                                    albo loda w upalny dzień.

                                                    --
                                                    www.zosianowak.grisha.pl/index.php?link=money
                                                  • 01.07.09, 21:09
                                                    epistilbit napisała:
                                                    > śniadanie: 3 wafle ryżowe z wędliną i 2 pomidory, kawa z mlekiem
                                                    > bez cukru

                                                    3 wafle to mniej więcej 30g, czyli 24g węglowodanów. Jeśli masz BMI
                                                    między 25 a 30 to mniej więcej ... TRZY RAZY ZA MAŁO. Nic dziwnego,
                                                    że jesteś szybko głodna po takim śniadaniu. A mózg i mięśnie
                                                    potrzebują węgli na rozruch.
                                                    Na śniadanie nie powinno się jeść białka zwierzęcego, więc szynka
                                                    out - przerzuć na kolację, to samo kawa z mlekiem. Pierwszalitera
                                                    pisała, że jeśli już musisz to mleko zastąp łyżeczką śmietanki.

                                                    > 2 śniadanie : owoce ( 2 brzoskwinie lub 2 banany)+ sok,
                                                    > ewentualnie bułka + kefir

                                                    owoce i kefir z tego co tłumaczyła Pierwszalitera powodują ogromy
                                                    wyrzut insuliny. Nic dziwnego, że po takim drugim śniadaniu jesteś
                                                    głodna.

                                                    > obiad: kalafior lub brokuł ew. mięso z ryżem, albo obiadek dla
                                                    > niemowląt bobovita

                                                    RRRany, serio jesz obiadki dla niemowląt? Przecież to sa
                                                    mikroskopijne ilości! Najadasz się tym?

                                                    Mięso z brokułem/kalafiorem przerzuć na kolację, ryż zostaw z
                                                    częścią mięsa albo sosem na obiad. Na deser możesz zjeść owoc z
                                                    drugiego śniadania lub kefir.

                                                    > kolacja: wafle ryżowe.

                                                    Węgli na kolację nie jemy, bo w nocy zamiast chudnąć, będziesz tyć.
                                                    Kolacja to czas białka i warzyw. Czyli szynka ze śniadania, mięso z
                                                    obiadu, do tego warzywa.

                                                    --
                                                    biuściasty katalog staników
                                                  • 01.07.09, 22:37
                                                    wklejam się tu, bo forum zwariowało i wywaliło mi post gdzieś w lasek

                                                    Kawa bez mleka -ok może być.
                                                    Co do śniadania z węglowodanami to, zostaje mi tylko pieczywo z dżemem, bo
                                                    pracuję w terenie i nie ma mowy o żadnych płatkach owsianych, znaczy ich
                                                    przyrządzeniu. A zaraz po wstaniu nie jestem w stanie nic przełknąć, robię się
                                                    głodna jakieś 2 h po pobudce. Nie utyję bardziej po takich bułach z dżemem?


                                                    Obiadkami dla niemowląt się nie najadam. Lekarz w okresie rekonwalescencji mi je
                                                    polecił :bez cukru, chemii i dodatków. Traktuje je jako obiad awaryjny.
                                                    Co do reszty to ok.
                                                    A jak jest z napojami typu light? Można, czy wywalić?
                                                    --
                                                    www.zosianowak.grisha.pl/index.php?link=money
                                                    --
                                                    Nie należy psuć kawy cukrem, piwa sokiem, a miłości małżeństwem.
                                                  • 02.07.09, 07:13
                                                    Light możesz pić :)
                                                    --
                                                    Coś nowego :)
                                                    yaga7.fotolog.pl
                                                    chcesz książkę? :)
                                                  • 02.07.09, 08:12
                                                    Płatki błyskawiczne (zalane wrzątkiem, do tego dżem/miód do posłodzenia) też
                                                    nie? To się wsypuje do miseczki, zalewa wrzątkiem, po 10 minutach zjada. Pracy
                                                    tyle co przy zrobieniu herbaty, duuużo mniej niż z kanapkami. Mnie solidna
                                                    porcja płatków (100g) z dodatkami (miód/konfitury, owoce, rodzynki, migdały,
                                                    figi, daktyle, inne śmieci w zależności od nastroju i zawartości szafek i
                                                    lodówki) trzyma spokojnie 5 godzin. Do tego to naprawdę daje "kopa", w końcu
                                                    płatki owsiane to ulubione danie kulturystów :>
                                                  • 02.07.09, 12:02
                                                    epistilbit napisała:
                                                    > Co do śniadania z węglowodanami to, zostaje mi tylko pieczywo z
                                                    > dżemem

                                                    Nie tylko :) Może być jeszcze z miodem albo koncentratem pomidorowym
                                                    i ziołami, możesz sobie zrobić smarowidła warzywne, jak tapenada,
                                                    pesto albo (wege)leczo do miseczki, możesz sobie wziąć pomidora,
                                                    ogórka... Aktualnie są ogórki małosolne, szczypiorek, papryka,
                                                    cebula. możliwości jest tysiąc. Ja do śniadania jem też truskawki,
                                                    czereśnie, jagody, arbuzy, banany...

                                                    > A jak jest z napojami typu light? Można, czy wywalić?

                                                    Na kafeterii dziewczyny pisały, że można.

                                                    --
                                                    biuściasty katalog staników
                                                  • 02.07.09, 12:09
                                                    a oto moj wynalazek sniadaniowy, uwielbiam!!!

                                                    bulka, lub 2 kromki chleba (bo to musi byc podwojna kanapka ;) smaruje pasta
                                                    sezamowa (tahin, 100% zmielonego sezamu). na to klade usmazone na patelni
                                                    plastry oberzyny, na to rukola, pomidor, duuuuzo swiezej bazyli. przykrywam
                                                    druga kromka lub polowka bulki.
                                                    jest genialne :) i mnie ta oberzyna syci! pewnie rowniez dlatego, ze smaze na
                                                    oleju, a mnie tluste syci wlasnie ;)

                                                    --
                                                    kurczak: 03.03.05 (21:38)
                                                    pisklak: 07.09.07 (21:21)
                          • 11.06.09, 09:20
                            W sumie trochę potwierdzasz to, na co sama wpadłam.

                            Ja też jestem byłą wegetarianką - bo teraz jem ryby, kiedyś ich nie jadłam, więc
                            przez lat 10 chyba żywiłam się głównie węglami, bo jednak białka ze strączkowych
                            i nabiału było mało.

                            I tak się zaczęłam zastanawiać - skoro na węglach byłam sobie okrąglutka, no to
                            może powinnam jeść właśnie białko, żeby schudnąć?
                            I też mam wrażenie, że nie trawię dużych porcji bialka.

                            Na razie po prostu postaram się jeść tyle białka, ile powinnam. Co jest dla mnie
                            problemem, bo kawał ryby 200 g to jest dla mnie dużo :) Zwłaszcza z warzywami ;)
                            --
                            Wiosennie :)
                            yaga7.fotolog.pl
                            • 11.06.09, 13:41
                              yaga7 napisała:

                              > Na razie po prostu postaram się jeść tyle białka, ile powinnam. Co jest dla mni
                              > e
                              > problemem, bo kawał ryby 200 g to jest dla mnie dużo :) Zwłaszcza z warzywami ;
                              > )

                              Yaga, czasy, kiedy kobiety jadły jak ptaszki się skończyły. ;-) 200g ryby, to porcja dla kota, w czym trudności? ;-D
                              • 11.06.09, 14:01
                                szczerze mowiac mnie tez "przeraza" te 200g miesa na kolacje plus jeszcze na
                                przyklad pol kilo gotowanych warzyw :)

                                nie mowiac juz o kilku bulkach na sniadanie :)

                                do tej pory jadalam 2 nieduze kromki chleba na sniadanie, a kolacji wlasciwe wcale

                                zwyczajnie nie umiem sobie wyobrazic kolacji majacej 1/2 do 3/4 kg :D
                                • 11.06.09, 14:07
                                  No ja też mam problem z wyobrażeniem sobie takiej ilości ;)

                                  Na śniadanie wcześniej jadłam musli, teraz jem nieco więcej musli, ale obawiam
                                  się, że to i tak mało.
                                  Raz zjadłam 4 kromki chleba i nie mogłam potem zjeść obiadu, bo nie byłam
                                  głodna... ;)))
                                  --
                                  Wiosennie :)
                                  yaga7.fotolog.pl
                                  • 11.06.09, 14:18
                                    ja nigdy, NIGDY nie mialam takich problemow...

                                    jak moj maz mowi, po sytej kolacji w knajpie, nastepnego dnia przy sniadaniu, ze
                                    on NIE JEST GLODNY, to ja patrze na niego jak na kosmite...
                                    ... ja w zasadzie zawsze i wszedzie "jestem glodna" tzn mam apetyt i moglabym
                                    cos zjesc :)

                                    jak RAZ (slownie raz) za 11 lat naszej znajomosci z mezem nie mialam apetytu w
                                    chorobie, to on sie powaznie zastanawial nad wezwaniem pogotowia... :)

                                    spokojnie moge zjesc 4 bulki na sniadanie, do tego jogurt, ha :)

                                    --
                                    kurczak: 03.03.05 (21:38)
                                    pisklak: 07.09.07 (21:21)
                                • 11.06.09, 14:49
                                  quleczka napisała:

                                  > szczerze mowiac mnie tez "przeraza" te 200g miesa na kolacje plus jeszcze na
                                  > przyklad pol kilo gotowanych warzyw :)

                                  A kto ci każe jeść pół kilo gotowanych warzyw? To chodzi o to, by nie jeść więcej niż pół kilo warzyw, bo wtedy ilość węglowodanów (w warzywach) robi się zbyt duża.
                                  • 11.06.09, 14:56
                                    Nie bede szukac po ksiazce teraz ale jestem niemal pewna, ze opisuja, ze na
                                    kolacje np. ok 200g miesa, ryby lub innego bialka i ok.200g salaty z dressingiem
                                    lub 500g gotowanych warzyw :)

                                    Zapamietalam bo ilosc wydala mi sie mocno szokujaca jak na kolacje :)

                                    Czyli tak naprawde nie ma znaczenia jak duza jest ta kolacja czy sniadanie?

                                    Ma sie tylko ilosc bialka zgadzac na kolacje i ilosc wegli na sniadanie czy cos
                                    wiecej?
                                    • 11.06.09, 15:24
                                      quleczka napisała:

                                      > Ma sie tylko ilosc bialka zgadzac na kolacje i ilosc wegli na
                                      sniadanie

                                      To jest najważniejsze. :-)
                                      • 11.06.09, 15:33
                                        ok, dobrze wiedziec, powoli lapie :)

                                        ksiazki na razie nie moge dokladnie przeczytac bo to prezent dla mamy :)

                                        czyli jak zjem sporo mieska czy ryby na ta kolacje, bialka bedzie tyle ile
                                        trzeba i bede syta to ok...moge sobie wiekszosc warzyw darowac, tak?

                                        ufff bo ja naprawde nie widze mozliwosci by zjesc i sporo warzyw i tak duza
                                        porcje bialka, przynajmniej poki co :)
                              • 11.06.09, 14:05
                                Już pisałam na kafeterii - 10 lat temu mogłam zjeść dużo i często.
                                Od jakiegoś czas mam skurczony żołądek - sam się skurczył ;) i jem mniej. Jak
                                zjem za dużo, czuję się ociężała, kiedyś tak nie miałam. Ale z drugiej strony -
                                kiedyś miałam woreczek żółciowy, teraz nie mam, więc to też może mieć wpływ na
                                trawienie.

                                200 g ryby nie określiłabym jako porcji dla kota ;) Ale właśnie na obiad
                                wsunęłam dwa filety z pomidorkiem ;)
                                --
                                Wiosennie :)
                                yaga7.fotolog.pl
                              • 11.06.09, 19:07
                                200g ryby, to p
                                > orcja dla kota, w czym trudności? ;-D

                                moj kot mowi, ze 100g tunczyka w sosie wlasnym wystarczy w zupelnosci.
                                --
                                Wierzę w ciała zmartwychwstanie poprzez czułość, przytulanie
                                • 12.06.09, 00:19
                                  plica napisała:

                                  > moj kot mowi, ze 100g tunczyka w sosie wlasnym wystarczy w zupelnosci.

                                  A to pewno masz malutkiego kota. Ja myślałam raczej o takim z parametrami Garfielda. ;-)
                                  • 12.06.09, 20:04
                                    całkiem porządna koteczka tak z 6 kg kota. ale moze u mnie je tylko deserek, bo to ktorys z kilku domków ktore odwiedza.
                                    a kocura wielkosci garfielda mam. znaczy miałam. przed cukrzycą wazyl jakies 12 kg i jadl tyle samo co ta kotka 6 kilowa :) teraz wazy polowe z tego i je jeszcze mniej.
                                    --
                                    Wierzę w ciała zmartwychwstanie poprzez czułość, przytulanie
          • 09.06.09, 17:58
            jul-kaa napisała:

            > Norm insuliny "2h po" ponoc nie ma, ale moze to nieprawda? Ja mialam raz 96,
            > innym razem 80.
            >

            Jeszcze chyba trochę niezbadany teren. ;-)


            > I tak jak piszesz - nic mi ta wiedza nie dala, choc probowano mnie leczyc
            > metformina.

            Metformina jest spoko. Podajemy ją pocjentom z początkami cukrzycy, albo z dużą nadwagą i problemami w chudnięciu. Pomaga przełamać insulinoodporność uwrażliwiając znowu komórki. To jeden z tych naprawdę dobrych leków działających tam gdzie trzeba. Wiele leków przeciwko cukrzycy zbija bowiem tylko symptomy. Oczywiście bez zmiany sposobu odżywiania sama metformina ma tylko ograniczone działanie.
            • 09.06.09, 18:44
              pierwszalitera napisała:
              > Metformina jest spoko. Podajemy ją pocjentom z początkami cukrzycy, albo z dużą
              > nadwagą i problemami w chudnięciu. Pomaga przełamać insulinoodporność uwrażliw
              > iając znowu komórki. To jeden z tych naprawdę dobrych leków działających tam gd
              > zie trzeba. Wiele leków przeciwko cukrzycy zbija bowiem tylko symptomy. Oczywi
              > ście bez zmiany sposobu odżywiania sama metformina ma tylko ograniczone działan
              > ie.

              Tak, ale ja po metforminie nie mogłam funkcjonowac i przez kilka tygodni sie to
              nie zmienilo. Lekarka stwierdzila, ze nie ma co sie meczyc, bo niepozadane
              objawy powinny minac po 2 tyg. Szkoda.
        • 11.06.09, 00:23
          pierwszalitera napisała:

          > To taki test podobny do testu glukozowego. Pacjentowi podaje się na czczo gluko
          > zę do picia i następnie w czasowych odstępach robi badanie krwi. Mierzy się wte
          > dy oprócz poziomu cukru, też insulinową odpowiedź i ta jest miernikiem do stwie
          > rdzenia hyerinsulinemii.
          > To trochę skomplikowany test, wymagający pewnych
          > technicznych warunków, więc robi go z reguły tylko endokrynolog.
          Dlaczego skomplikowany ?
          Ja sobie sama wymyśliłam to badanie jesienią i zrobiłam je na własną rękę w
          rejonowej przychodni.
          Miałam takie same wyniki jak Koczownik na obrazku na stronie 24.

          I tylko nikt z lekarzy nie miał pomysłu co dalej, ale dieta coraz bardziej mi
          się podoba.

          --
          Magdalaena
          • 11.06.09, 00:47
            magdalaena1977 napisała:

            > Dlaczego skomplikowany ?
            > Ja sobie sama wymyśliłam to badanie jesienią i zrobiłam je na własną rękę w
            > rejonowej przychodni.

            Bo ja wychodzę z zachodniej rzeczywistości. U mnie w Niemczech takie badania robi endokrynolog. Czasem diabetolog, albo internista, ale wtedy zamrażają próbki krwi i wysyłają do laboratorium. To pewnie dlatego, że w Niemczech lekarze mają prywatne praktyki i rzadko znajdują się w zbiorowej przychodni, mającej większe diagnostyczne możliwości. Specjalistyczne badania wykonuje się wtedy u innego specjalisty, albo w klinice bądź szpitalu. Do tego badania "na życzenie" nie pokrywa ubezpieczenie, istnieją listy z sensownymi i mniej sensownymi (według kasy) interwencjami lekarskimi i lekarze muszą się tego trzymać inaczej kasa mu nie zapłaci, a nikt nie chce pracować za darmo. Wszystkie ekstra musisz jako pacjent pokryć z własnej kieszeni, a nie jest to tutaj tanie.
    • 09.06.09, 21:38
      A ja pewnie tak całe życie chudnę :))
      Rano żadna siła mnie nie zmusi do wędliny, mięsa, sera.
      A wieczorem do chleba.
      --
      Zapłatą za grzech jest śmierć, ale taka sama jest nagroda za cnotę.
      • 09.06.09, 22:04
        To pewnie jesteś szczuplutka? Pytam poważnie:)
        --
        69/94/100 30G/GG
        Fotoblog:)
        • 09.06.09, 22:50
          forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=20960
          Jestem na tej diecie.Bardzo szybko mozna stracic kilka kilogramow i kilka
          centymetrow w pasie,biodrach ,udach.Jestem na diecie 2 mies, zgubilam 5
          kg,ubrania musielam zwezac.
          --
          http://images38.fotosik.pl/128/e5bd09a204c74e07.jpg
          "Mamo nie boj się, to tylko Hehalump trąbi."
        • 10.06.09, 07:48
          Jestem. Aż za powiedziałabym.
          Nie chcę się wam wcinać, ale chętnie dowiedziałabym się od pierwszejlitery jak
          na takiej trzustkoprzyjaznej diecie nie chudnąć, a nawet lekko poprawić wagę.
          --
          Zapłatą za grzech jest śmierć, ale taka sama jest nagroda za cnotę.
          • 10.06.09, 13:34
            joankb napisała:

            > Nie chcę się wam wcinać, ale chętnie dowiedziałabym się od pierwszejlitery jak
            > na takiej trzustkoprzyjaznej diecie nie chudnąć, a nawet lekko poprawić wagę.

            Poprawić wagę? ;-) Njchętniej to bym cię zmierzyła metodą bioimpendancji, by zobaczyć czego ci właściwie brakuje. Bo niska masa tłuszczowa nie musi oznaczać jeszcze chudości, jeżeli dbasz o odpwiednio odżywione mięśnie. I tak, jak niekórzy mają genetyczną predyspozycję do tycia i przy najlepszych staraniach nie osiągną wagi idealnej i naprawdę szczupłej sylwetki, tak i pewnie twój organizm uparł się przy wadze poniżej normy. Dbaj o dostateczne ilości białka. Bez obawy, to nie jest tak, że przy białku automatycznie się chudnie. Ciało nie jest głupie, jeżeli masa tłuszczowa jest już wystarczająco niska, to nie spalamy dalej w nieskończoność, tylkie kiedyś pojawia się stop i koniec. To też jest wskazówka dla tych, którzy myślą, że przy pomocy trzuskoprzyjaznej diety osiągną figurę modelki. Może się nie udać, bo takim sposobem odżywiania zwalcza się nadwagę, a nie ma na celu anoreksji. Każdy człowiek ma bowiem zakodowany w genach "ciężar idealny", niektórym natura pozwala na wymaganą medialnie szczupłość, a niektórym nie i jeżeli ci drudzy się uprą, to uda im się to tylko kosztem zdrowia i niedożywienia.
            Na twoim miejscu dbałabym też o wystarczjącą ilość węglowodanów. I tak proponowałabym też trzy trzustkoprzyjazne posiłki, ale wieczorem możesz spokojnie sięgnąć też po węglowodany. Nie musisz przecież jeść chleba. Porcja spaghetti, płatków, albo ryżu to też węglowodany. Najlepiej trzy posiłki a 75g gram czystych węglowodanów. Można zajrzeć do tabel żywieniowych. To oznacza w praktyce na przykład 3 bułeczki na śniadanie. Założę się, że tyle nie jesz. ;-) Jeżeli do tego zjesz codziennie porcję białka w formie 150-200 g mięsa, ryby, albo 2-3 jajka, albo 100g sera, to twoja tkanka mięśniowa będzie miała wszystko czego potrzebuje. Ponadto łatwo tyje się od owoców i mleka. Akurat zaczyna się sezon. Taka mleczno-owocowa kolacja ładnie poprawia kobiece krągłości. ;-)
            • 10.06.09, 15:07
              Wygrałabyś zakład :))
              Jedna bułeczka :)) + jakieś musli. 2 jajka to jeszcze, ale 200g mięsa czy ryby
              to chyba też nie.
              Ja naprawdę tak mało jem???
              Dobrze chociaż, że to tylko trzy razy - to co mi z kretesem obrzydło w czasie
              ostatniej diety to konieczność myślenia o jedzeniu, szykowania tegoż po kilka
              razy dziennie. Ja tak nie mogę. Zresztą po 3 godzinach to ja nigdy nie jestem
              głodna. I kończyło się niejedzeniem...
              --
              Zapłatą za grzech jest śmierć, ale taka sama jest nagroda za cnotę.
              • 10.06.09, 16:05
                joankb napisała:

                > Dobrze chociaż, że to tylko trzy razy - to co mi z kretesem obrzydło w czasie
                > ostatniej diety to konieczność myślenia o jedzeniu, szykowania tegoż po kilka
                > razy dziennie. Ja tak nie mogę. Zresztą po 3 godzinach to ja nigdy nie jestem
                > głodna. I kończyło się niejedzeniem...

                Potrafię zrozumieć. Dla mnie jedzenie częściej niż trzy razy dziennie, też jest okropnie stresujące. 6-7 godzin bez jedzenia przalatuje u mnie niezauważalnie i nie mam też potrzeby włożenia wtedy niczego do ust. Nie przegryzam jabłek, jogurcików, w ogóle nie przepadam za produktami mlecznymi, bo nie toleruję większej ilości laktozy i nie lubię zbytnio owoców. Połowa z tego co kupuję zamienia się zwykle w kuchni w pomarszczoną kupkę nieszczęścia. ;-) Ale tycie dla mnie, to nie jest problem, bo lubię gotować, piec i sobie dogodzić frykasami kuchni włoskiej czy orientalnej. Cudownie tyję na przykład po tureckiej chałwie. ;-) Pomimo jednak tego, że jem naprawdę duże porcje, ładuję sobie na talerz tyle, ile mojemu facetowi, to trzymam dosyć niską wagę i mój BMI jeszcze nigdy nie był wyższy niż 22. Myślę, że to połączenie genetycznej predyspozycji, potrzeby ruchu oraz właśnie intuitywnego niepodjadania między posiłkami. Wolę też zwiększyć mój sportowy program, niż odebrać sobie moje porcje. Niskokaloryczne diety nigdy więc mi nie zagrażały. Kiedyś jednak jadłam znacznie mniej, niskotłuszczowo, rezygnowałam z rzeczy niezdrowych typu czipsy, słodycze. Zależało mi wtedy bardzo na niskiej wadze i BMI poniżej 20, robiłam też masę sportu. Też przy tym nie byłam głodna, ale byłam wtedy bardzo szczupła, za szczupła, miałam skłonności do marznięcia i dzisiaj czuję się znacznie lepiej. Mam mniej więcej idealną wagą według tabelek, więcej na pewno niż młodziutkie modelki, ale takiej potrzeby już nie mam. ;-) Spróbuj więc też powiększyć porcje, zwłaszcza w ciągu dnia, bo wiem z doświadczenia, że zapomina się wtedy często o jedzeniu. A ja mam też tak czasem, że jak jadę cały dzień na jednej kanapce, to wieczorem też już nie mam specjalnego apetytu. Na szczęście nie zdarza mi się to zbyt często, bo nie czuję wtedy najlepiej.
    • 10.06.09, 09:02
      Przeczytałam cały wątek i linki (tylko jakoś ksiązki w Merlinie nie
      mogłam namierzyć) i zaczynam dziś.
      Cholera, to jest chyba jedyna dieta, kóra nadaje się do mojego
      obecnego trybu życia (ciągłe delegacje).

      Pierwszalitero, jesli to zadziała to chyba Cię ozłocę. Bo u mnie nic
      nie działa, a włos zjeżył mi się na głowie, jak wymieniałaś te
      objawy prowadzące do hyperinsuliemi (pocenie się, ciemność przed
      oczami, wilczy głód po obfitym posiłku) Jakbym czytała o sobie.
      Dam znać za jakiś czas, jak mi poszło.

      --
      Czytam bloga balkonetkę.pl
      Aha, i czytam J.R.R. Tolkiena i oglądam filmy Petera Jacksona, co
      widać po drugiej części mojej sygnaturki:
      Let's face it Mr Frodo - we're lost!
      • 10.06.09, 09:29
        Niech no tylko dorwę książkę..
        Już niedługo
        A jak zadziała to się pochwalę oczywiscie..
        • 10.06.09, 09:44
          to chodzcie do nas na kafeterie :)
          jest Yaga, PierwszaLItera, ja ;)
          Kuraiko tez jest, ale chyba (?) sie nie odchudza, tylko towarzyszy :)

          f.kafeteria.pl/temat.php?id_p=4075929&start=180
          --
          kurczak: 03.03.05 (21:38)
          pisklak: 07.09.07 (21:21)
          • 10.06.09, 09:55
            Super, będzie nas więcej :D

            --
            Wiosennie :)
            yaga7.fotolog.pl
            • 10.06.09, 10:11
              Zamowilam ksiazke, sprobuje dzis odebrac, ale cos sie sprzedawca nie spieszy...
              Od wczoraj na diecie :)
              Mam problem z bialkowymi posilkami, doradzcie cos jeszcze...
              (bez ryb i miesa)
              • 10.06.09, 10:21
                bez ryb i miesa rzeczywiscie troche trudno...

                salatka z mazzarelli i pomidorow i bazyli?

                ja sobie robie czasem takie "zapiekanki" z cukini: cukinie kroje wzdluz na ok 4
                plastry. klade na blaszcze do piekarnika (na folie alu, bo sporo wody wycieka).
                sole, pieprze. na to daje warzywa - koniecznie pieczarki, cebule, papryke - co
                mam i lubie. i na to grube plastry sera zoltego. i zapiekam, zeby ser byl ok.
                pycha, mi bardzo smakuje! :)

                a jajecznica?
                albo jaja w sosie tatarskim?

                twarozek z rzodkiewka i cebulka, szczypiorekiem? u nas sie to nazywa awanturka :)
                --
                kurczak: 03.03.05 (21:38)
                pisklak: 07.09.07 (21:21)
              • 10.06.09, 10:22
                W sumie jest mnóstwo rodzajów serów sałatkowych - ostatnio w Lidlu kupiłam trzy
                różne.
                Jajka też można jeść na różne sposoby w sumie.
                Do tego jeszcze jest tofu w przeróżnej postaci.
                No i zastanawiam się też nad parówkami sojowymi.
                --
                Wiosennie :)
                yaga7.fotolog.pl
    • 10.06.09, 19:45
      Dziś dzień testów.
      Rano śniadanie - bułki z dżemem i pomidorem. Praktycznie same
      węglowodany i trochę masła. Rzeczywiście nie byłam po tym głodna
      przez parę ładnych godzin - dziękuję :)

      Obiad - kasza gryczana (spora porcja) z gulaszem + papryka i wilczy
      głód po 15 minutach, uratowała mnie garść orzechów nerkowca.

      No i kolacja, głównie kurczak + warzywa, ogórki, trochę słonecznika
      itp. Do tego trochę chleba. I też jak na razie czuję się dobrze, bez
      napadów tego nienormalnego głodu.

      Nie chcę chudnąć, chcę normalnie przytyć, jak w ciąży być powinno.
      A na razie szkoda gadać, kilo co tydzień da mi wielorybią wagę na
      koniec :(

      Pierwszalitero, pomożesz? Co schrzaniłam z obiadem?

      --
      biuściasty katalog staników
      • 10.06.09, 20:41
        Stawiam na to, że powinien być gulasz z kasza, a nie kasza z gulaszem i ta kromka chleba do kolacji byla zbedna, ale najlepiej, by Pierwsza skomentowala.
        • 10.06.09, 21:35
          limonka_01 napisała:
          > Stawiam na to, że powinien być gulasz z kasza, a nie kasza z
          > gulaszem

          Czyli myślisz, że u mnie proporcje powinny być odwrócone - sporo
          białka i mało węglowodanów?

          > kromka chleba do kolacji byla zbedna

          Pewnie tak, gdybym się odchudzała, ale że tego nie chcę, a raczej
          panować nad wzrostem wagi.
          No i wciąż czuję się dobrze, czyli nasycona, to może dostanę
          rozgrzeszenie ;)

          --
          biuściasty katalog staników
      • 10.06.09, 22:44
        szarsz napisała:

        > Pierwszalitero, pomożesz? Co schrzaniłam z obiadem?

        E tam, nic nie schrzaniłaś. ;-) Ale co znaczy spora porcja kaszy? Jeżeli nieugotowana ilość kaszy ważyła 100-125g to było w porządku. Nieugotowana, czyli sucha ilość. Ugotowana, to całkiem niezła porcja. A jeżeli porcja była faktycznie porządna, to zwalmy to na hormony. W końcu jesteś w ciąży i trochę nieprzewidziane reakcje są dopuszczalne. ;-)
        • 10.06.09, 22:51
          pierwszalitera napisała:
          > > Pierwszalitero, pomożesz? Co schrzaniłam z obiadem?
          > E tam, nic nie schrzaniłaś. ;-) Ale co znaczy spora porcja kaszy?

          Tak, to był woreczek 100 gramowy suchej kaszy, ale nie dałam rady
          zjeść wszystkiego.

          > zwalmy to na hormony. W końcu jesteś w ciąży i trochę nieprzewidzi
          > ane reakcje są dopuszczalne. ;-)

          Ok, to z czystym sumieniem zwalam winę na hormony, uffff....

          --
          biuściasty katalog staników
          • 10.06.09, 23:05
            szarsz napisała:

            > Ok, to z czystym sumieniem zwalam winę na hormony, uffff....

            Zapomniałam o jeszcze jednej możliwości. ;-) Jeżeli jesteś dopiero na pocztąku zmiany odżywiania, to twoja trzustka reaguje jeszcze odrobinę wrażliwie i powoduje ciągle jeszcze trochę więcej insuliny niż trzeba. Im dłużej będziesz stosowała ten styl odżywiania, tym łagodniejsza będzie reakcja na węglowodany i corzaz rzadziej będziesz odczuwała te wilcze apetyty. A przy tym zminimalizujesz ryzyko potencjalnej cukrzycy ciążowej.
            • 10.06.09, 23:28
              Cieszy mnie ogromnie Twoja odpowiedź, tym bardziej, że taki styl
              jedzenia bardzo mi pasuje.

              > Jeżeli jesteś dopiero na pocztąku zmiany odżywiania, to twoja
              > trzustka reaguje jeszcze odrobinę wrażliwie i powoduje ciągle
              > jeszcze trochę więcej insuliny niż trzeba.

              No jestem. Całe życie byłam dziwadłem i żarłokiem (bo często głodna
              po obiedzie i szukałam jak dojeść), to z czystą przyjemnością poddam
              się temu, co może pomóc. I będę cierpliwie czekać na efekty.

              --
              biuściasty katalog staników
              • 10.06.09, 23:33
                Ach, i jeszcze zapomniałam się (czy aby na pewno się?) pochwalić, że
                teraz, wieczorem, czuję głód, a nie mam ochoty na słodycze. Głód jak
                najbardziej normalny, bo minęło już 5 godzin od kolacji.

                --
                biuściasty katalog staników
                • 10.06.09, 23:46
                  szarsz napisała:

                  Głód jak
                  > najbardziej normalny, bo minęło już 5 godzin od kolacji.
                  >

                  Normalny. W aktywnym stanie organizm melduje się co 4-6 godzin. Jeżeli chcesz możesz zjeść coś białkowego. Ja jak pracuję długo i napada mnie w nocy jeszcze trochę głodzik, to robię sobie jakąś zupkę warzywną z odrobiną gotowej pieczeni, szynki, albo resztek mięsa z obiadu, czy kolacji, jajeczkiem, albo moją ulubioną ostrą zupką rybną a la bouillabaisse dla ubogich z mrożonym filetem. ;-) Takie wynalazki z różnymi przyprawami i tym co akurat znajdę w lodówce. ;-)
            • 11.06.09, 08:22
              pierwszalitera napisała:
              > Jeżeli jesteś dopiero na pocztąku zmiany odżywiania, to twoja
              >trzustka reaguje jeszcze odrobinę wrażliwie i powoduje ciągle
              >jeszcze trochę więcej insuliny niż trzeba. Im dłużej będziesz
              >stosowała ten styl odżywiania, tym łagodniejsza będzie reakcja na
              >węglowodany i corzaz rzadziej będziesz odczuwała te wilcze apetyty.

              No mam nadzieję :)
              PO wczorajszym dniu widać, że coś _musi_ ze mną być nie tak, bo
              wczoraj jadłam mniej więcej to samo co mój mąż (186 cm wzrostu,
              normalna waga) i dziś ja ledwo dowlokłam się rano na śniadanie, tak
              mi się chciało jeść po białkowej kolacji, a on się czuje normalnie.

              No i najgorszy jest ból głowy, ale to u mnie normalne przy każdym
              odchudzaniu. Mam nadzieję, że niedługo przejdzie.

              --
              Czytam bloga balkonetkę.pl
              Aha, i czytam J.R.R. Tolkiena i oglądam filmy Petera Jacksona, co
              widać po drugiej części mojej sygnaturki:
              Let's face it Mr Frodo - we're lost!
              • 11.06.09, 13:48
                thorrey napisała:

                > No i najgorszy jest ból głowy, ale to u mnie normalne przy każdym
                > odchudzaniu. Mam nadzieję, że niedługo przejdzie.

                Bó głowy to objaw niskiego cukru. Insulina jeszcze buzuje. Zwiększ może trochę porcje, albo spróbuj między posiłkami, gdy niedobrze się czujesz, zjeść odrobinę białka. Powinno być trochę lepiej. Poza tym zajrzyj do mojej odpowiedzi na post kury o głodzie po śniadaniu. Może wybór na początek węglowodanów łagodniejszych dla trzustki, ułatwi okres przejściowy.
    • 11.06.09, 00:31
      Kupiłam dzisiaj książkę. była ostatnia we wszystkich warszawskich empikach.
      --
      Magdalaena
      • 11.06.09, 00:39
        magdalaena1977 napisała:

        > Kupiłam dzisiaj książkę. była ostatnia we wszystkich warszawskich empikach.

        No to cudnie. Szkoda... Ale bede szukac. Jak ktos trafi na zaglebie, niech da
        znac :)

        magdalaena, napisz mi prosze (jesli mozesz) jakie mialas wyniki badania insuliny
        (co powiedzialy) i jak mniej wiecej wyglada obrazek, o ktorym piszesz.
      • 11.06.09, 12:03
        ja dorwalam w swiecie ksiazki bezporsrednio ale tez po obdzwonieniu kilku innych
        najpierw i wyprawie do sasiedniego miasta ;)

        mila pani w swiecie ksiazki powiedziala mi, ze jak nie ma na ich stronie to
        znaczy, ze naklad jest juz na wyczerpaniu

        w warszawie tez jest kilka ksiegarni Swiata Ksiazki, polecalabym obdzwonienie

        www.swiatksiazki.pl/wps/wcm/connect/web+content/SwiatKsiazki/CommercePage/lista_ksiegarnii/warszawa
    • 11.06.09, 15:57
      Czy ich też obowiązują te same zasady, te same ilości?

      Chciałabym kupić książkę teściowej, ona twierdzi, że ma (z powodu
      wieku) bardzo wolną przemianę materii i rzeczywiście je bardzo mało.
      A każde pofolgowanie sobie - lody, kawałek czekolady, truskawki ze
      śmietaną powodują u niej wzrost wagi.

      Nie jest otyła, tak na oko ma nadwagę i cukier na granicy, raz
      powyżej, raz poniżej górnej kreski.


      --
      biuściasty katalog staników
      • 11.06.09, 16:07
        na kafeterii jest Wieczna Odchudzaczka, wlasnie zostala babcia :)
        wiec jest w tej starszej grupie wiekowej. i bardzo sobie chwali ta diete! je
        smacznie, zdrowo, nie jest glodna i chudnie. pisala, ze jest weteranka diet i
        dopiero ta jej naprawde odpowiada.

        ja bym chetnie mame na ta diete "poslala", ale mamj wrazenie, ze ona ma zwyczaje
        nie do odkrecenia :( bo jej sie nie che, zwyczajnie i twierdzi, ze ma swoje
        przyzwyczajenia, a na stare lata nie bedzie zmieniac... i uwielbia chleb
        (niekoniecznie nawet kanapki) na kolacje... ma troche nadwagi, wg mnie je za
        malo, ale zmuszac nie moge :(

        a z tym wzrostem wagi po kazdej "zahciance" - znam to! mialam tak w drugiej
        ciazy! jadlam "montignaca dla ciezarnych" i slicznie trzymalam wage. ale od
        czasu do czasu (1-2 razy w miesiacu) mialam jakas zachcianke (u mnie glownie
        lody i to magnum, nie wiem czemu, ale jestem zafiksowana na tych lodach, hehe) i
        BUCH! zaraz 1-2 kg wiecej... i prawie CALA moja waga ciazowa (jakies 16-18 kg)
        przybyla mi wlasnie w ten sposob, masakra :( strasznie przykre i demobilozujace
        to dla mnie bylo... zwlaszcza, ze w pierwszej ciazy duzo mniej uwazalam na to,
        co jem, a przytylam tyle samo... i bylam w ciazy miesiac dluzej (pierwsza
        przenoszona 2 tygodnie, druga 2 tygodnie przed terminem :)

        --
        kurczak: 03.03.05 (21:38)
        pisklak: 07.09.07 (21:21)
      • 11.06.09, 16:08
        szarsz napisała:

        > Czy ich też obowiązują te same zasady, te same ilości?

        Tak samo. My mamy nawet osoby z 80-tką na karku. Przemiana materii trochę z wiekiem spada, ale głównie dlatego, że ludzie nie szanują masy mięśniowej i pozwalają jej z biegiem lat się odbudować. Wtedy ilości jedzone wcześniej robią się za duże. Można zacząć z odrobiną mniej węgli, a jak wszystko gra trochę powiększyć.
    • 11.06.09, 21:02
      Wkurza mnie to, ale każdy ma prawo niszczyć swoje zdrowie - to co do niektorych wypowiedzi dot. głodówek, diet, itd.

      Jest 1 wpsaniała dieta, która działa - NŻT - Nie Żryj Tyle + wysiłek fizyczny. Dieta zawsze działa, o ile sie do niej stosować.

      I jeszcze taki problem z człowiekiem, ze jest leniwcem niesamowitym i oprócz tego strasznie niecierpliwy - jak schudnąć to już, od razu 10 kilo!

      Dziewczyny, schudnięcie 10 kilo w ciągu miesiąca zawsze oznacza jakąś patologię - nadmierny stres, bardzo czesto nowotwór, jakieś problemy z hormonami.

      Jak chudnąć, to z głową :)
      • 11.06.09, 21:21
        trixa86, ale może byś DOPRECYZOWAŁA, do kogo się zwracasz?
        Bo w tej chwili mam dość jasne wrażenie, że próbujesz obrazić nas
        wszystkie, łącznie ze specjalistką - zawodowcem w dziedzinie
        odchudzania.

        Albo może przeczytaj wątek, zanim zaczniesz się rzucać i krytykować?

        --
        biuściasty katalog staników
      • 11.06.09, 21:27
        trixa86 napisała:


        > Jest 1 wpsaniała dieta, która działa - NŻT - Nie Żryj Tyle + wysiłek fizyczny.
        > Dieta zawsze działa, o ile sie do niej stosować.

        Hmm..., chodzi o to nieprzyjemne uczucie ssania w żołądku godzinę-dwie po
        posiłku, które występuje przy dietach NŻT. Bywa to problem na tyle poważny, że
        potrafi nieźle zakłócić codzienne funkcjonowanie. I nie zawsze NŻT daje spadek wagi.


        > Jak chudnąć, to z głową :)

        Podpisuję się pod tym rękami i nogami :)


        --
        FAQ
      • 11.06.09, 21:37
        Typowe podejście. Tyle, że ja osobiście znam takich, którzy nie żreją już prawie
        nic - bez rezultatu.
        Takie w kółko "nie żryj tyle" jest śmieszne, a diety oparte na coraz mniejszej
        ilości kalorii a może 1000, a może 800 rozwaliły zdrowie niejednemu.
        Ja na okrągło od fachowców słyszałam, że mam jeść więcej - i jakoś do żadnego
        nie docierało, że nie mogę. Nie mogę i już.
        --
        Zapłatą za grzech jest śmierć, ale taka sama jest nagroda za cnotę.
      • 11.06.09, 22:23
        trixa86 napisała:

        > Jest 1 wpsaniała dieta, która działa - NŻT - Nie Żryj Tyle + wysiłek fizyczny.
        > Dieta zawsze działa, o ile sie do niej stosować.

        Przeczytaj może cały wątek, a przede wszystkim to, co pisze pierwszalitera i
        zastanow sie, zanim cos napiszesz. Nie wszystkie przypadki otylosci sa skutkiem
        obżarstwa...

        I poprawcie mnie, jesli sie myle, ale osoba chociażby z niezdiagnozowana
        hiperinsulinemia, ktora Nie Zeżre Tyle i pojdzie pobiegac, moze skonczyc z
        ciezka hipoglikemia.
      • 12.06.09, 00:24
        trixa86 napisała:

        > Jest 1 wpsaniała dieta, która działa - NŻT - Nie Żryj Tyle + wysiłek fizyczny.
        > Dieta zawsze działa, o ile sie do niej stosować.

        Nie wiesz o czym piszesz. Gdyby to było taki łatwe, to wszyscy byliby szczupli. Na chęciach sprawa się nie kończy.
        • 12.06.09, 10:32
          Nie mam na myśli osób bioracych leki, zwiększające masy ciała, osoby z genetyczną predyspozycją.

          A nie chodzi o zmniejszanie kalori - najpierw 1000, potem 800, a może potem 0? NIE! Tu chodzi, żeby jeść mniej niż dotychczas, posiłki mają być zbilansowane,
          bo jak widzę dziewczynę 100 kg kupującą chipsy, batoniki i Coca-colę, to mi się robi niedobrze (widziałam, dziwiłam się i nie mogę uwierzyć)
          Też w tym wina wszystkich reklam - "po ilu kostkach się uśmiechniesz?".

          Naprawdę, zobaczcie ile osób wokół ma nadwagę tylko z przejedzenia! Ja dotychczas znałam dwie osoby, które w rodzinie miały bardziej puszystych(czyli tutaj geny), jedna trzymała dietę (normalne kanapki do szkoły, itp., ale słodyczy starała się unikać + ćwiczenia na rowerku) i wyglądała kobieco i ponętnie. Fałdki miała, duży biuścik, duże bioderka, fałdki, ale talia (typowa klepsydra) uśmiech i działało na facetów niesamowicie :)

          Druga dziewczyna, na przerwach zawsze ze 3 ogromne bułki, jakieś czipsy i inne tego typu sprawy. Naprawde była potężna. Oczywiście od czasu do czasu stosowala jakieś diety, głodówki, ale nie wytrzymywała i wracała do złych nawyków żywieniowych...

          Widziałam tutaj wypowiedzi specjalistki, jestem za :) Widać, ze kobietka wie, co pisze, absolutnie tego nie podważam! Moje wypowiedzi dot. postów z głodówką, nie będę pokazywała paluchami, nie o to chodzi :)
          Głodówki są złe, bo spalasz masę nietłuszczową - głównie mięśnie, poza tym pozbawiasz się często potrzebnych witamin, mikro - i makroelementów, poza tym po szybkim spadku wagi okupionym głodówką jest bardzo często efekt jojo.

          Pozdrawiam :)

          Aha, pamiętajcie też, że obiektywnie nadwaga występuje gdy BMI jest większe od 25. Może też być tak, ze wszystko w porządku, tylko dziewczyna uważa, że ma nadwagę. Takie zakłamane patrzenie na siebie -> www.joemonster.org/filmy/9639/Jak_widza_swiat_anorektyczki_
          • 12.06.09, 10:42
            Trixa, ale przeciez z glodowkami rozprawilysmy sie juz na poczatku watku. i do
            tego tematu juz nie wracamy ;)

            przeczytalas go calego? jesli tak, to powinnas wiedziec, ze Twoje uwagi naprawde
            byly zupelnie nie na miejscu i dieta, o ktorej tutaj dyskutujemy, nie ma NIC
            wspolnego z obzeraniem sie chipsami...

            zwyczajnie urazilas (obrazilas?) sporo dziewczyn, ktore zebraly sie, by sobie
            poprawic styl odzywiania i przy okazji schudnac.

            i nie jest prawda, ze tyje sie wylacznie od obzerania, chipsow, fast foodow. o
            tym tez sporo tutaj napisano.

            i nie zawsze trzeba jesc MNIEJ, zeby schudnac, czasem - wrecz przeciwnie -
            trzeba jesc WIECEJ.

            o tym wszystkim tutaj jest. glodowka byla tylko punktem wyjscia do bardzo
            ciekawej i owocnej dyskusji. i Twoj glos sie jakos nie wkomponowal ;) trzeba
            bylo krytykowac glodowki na samym poczatku, prawie kazdy by Ci przytaknal wtedy ;)

            --
            kurczak: 03.03.05 (21:38)
            pisklak: 07.09.07 (21:21)
            • 12.06.09, 10:52
              W zasadzie to nie chodzi o to, a
              by jesc MNIEJ lub WIECEJ, ale o to aby JESC MADRZE i że zrozumieniem odnosic się do potrzeb wlasnego organizmu.

              --
              FAQ
              • 12.06.09, 10:59
                no wlasnie.
                a ta dieta "chudnij we snie" wlasnie uczy takiego jedzenia "zgodnie z wlasnym
                cialem" i to mi sie podoba.

                kurcze, nie sadzilam, ze w ciagu ok 2 tygodni moja nieustajaca "chec na
                czekolade po obiedzie" mi przejdzie... jem orzechy lub truskawki z jogurtem i
                czekolady NIE CHCE ;) kawalek czekolady gorzkiej to nie grzech, ale widze teraz,
                ze moje chetki byly spowodowane czyms, co moge wyeliminowac jedzac orzechy lub
                truskawki - ot zamienniki dla czekolady. i jakos cieszy mnie lepsza znajomosc
                mojego sposobu jedzenia i mojego typu. wiele rzeczy staje sie zrozumialych.

                --
                kurczak: 03.03.05 (21:38)
                pisklak: 07.09.07 (21:21)
            • 12.06.09, 10:55
              > i nie jest prawda, ze tyje sie wylacznie od obzerania, chipsow, fast foodow. o
              > tym tez sporo tutaj napisano.
              >
              > i nie zawsze trzeba jesc MNIEJ, zeby schudnac, czasem - wrecz przeciwnie -
              > trzeba jesc WIECEJ.

              dokladnie :)

              a czasem trzeba po prostu inaczej :)

              znam sporo osob, ktore obiektywnie nie jedza duzo ani specjalnie "smieciowych"
              rzeczy ale nie jedza na przyklad sniadan niemal w ogole, do popoludnia na kawie
              plus ew. jedna kanapka... a duzy i syty posilek dopiero na wieczor i to niedlugo
              przed spaniem

              i w sumie dostarczaja nie za duza ilosc kalorii, nie jedza tez nie zdrowo, a
              mimo to maja problemy

              ogolnie wazne jest dobre odzywianie i tyle :)

              nie zawsze jedynie nalezy zaczac mniej jesc by schudnac :)
          • 12.06.09, 11:28
            trixa86 napisała:

            > bo jak widzę dziewczynę 100 kg kupującą chipsy, batoniki i Coca-colę, to mi si
            > ę robi niedobrze (widziałam, dziwiłam się i nie mogę uwierzyć)

            Kurcze, to moze widzialas mnie? Bo ja poki nie wiedzialam o swojej chorobie, to
            jadlam na sniadanie suróweczke, potem bieglam do autobusu i czesto naprawde zle
            sie czulam, i po prostu balam sie ze zemdleje (a zdarzalo mi sie). Kupowalam
            wtedy batonika i coca-cole, bo zjedzenie kanapki, lub kolejnej surówki wzietej z
            domu, ni cholery nie pomagalo.
            Ale rozumiem, ze doskonale wiesz, kto na co choruje, tak?

            W sumie, tak offtopujac, to osoby otyle wiecznie sa nastawione na takie
            spojrzenia - jak mozesz jesc lody? czy ty sie nie wstydzisz wychodzic z domu?
            czy ty nie masz lustra? jak smiesz domagac sie bezplatnej opieki lekarskiej,
            przeciez sama sie tak utuczylas? masz katar? - to z powodu otylosci!
            Kiedys myslalam, ze otylym to sie tylko wydaje, ze inni wiecznie patrza im w
            talerze (sama bylam za krotko otyla i mniej spotykalam okrutnych ludzi). Teraz
            jednak widze, ze nie...
            • 12.06.09, 12:28
              Julka, cos jest w tym, co mowisz o traktowaniu otylych, niestety...

              mam znajoma, ktora byla otyla, jak ja poznalam. potem bardzo schudla (dieta
              niskoweglowa i mnostwo sportu), potem zaczela tyc znowu. rozmawialam z nia w
              okresie "tycia od nowa". i ona tez wspominala o tym, co Ty - ze ludzie sa na
              ogol bardzo bezkompromisowi w stosunku do osob otylych (lacznie z odmowa
              siedzenia kolo niej w samolocie...). smutno bylo tego sluchac...
              kurcze, nikomu nie przeszkadzaja tlumy palaczy, ktorych nalog jest rownie
              zgubny, jak objadanie sie, a w dodatku (wg mnie) DUZO bardziej irytujacy dla
              otoczenia...

              --
              kurczak: 03.03.05 (21:38)
              pisklak: 07.09.07 (21:21)
              • 12.06.09, 12:53
                kura17 napisała:

                > Julka, cos jest w tym, co mowisz o traktowaniu otylych, niestety...

                Oj jest niestety... W dodatku jest wiele dziewczyn otylych od dziecinstwa,
                ktorym nigdy nie bylo dane zobaczyc, jak moga byc traktowane jako "normalne". Im
                najchetniej sie wmawia, ze to ich wina, ze to one sa agresywnie nastawione do
                swiata. Trafilam kiedys na strone prowadzona przez taka dziewczyne. Do dzis nie
                moge zapomniec tego, co opisywala, tego okrucienstwa i bezmyslnosci...
                A ja bylam szczupla wieksza czesc zycia i doskonale wiem, jak bardzo zmienia sie
                stosunek do czlowieka, kiedy staje sie on grubasem - jak inaczej patrza chocby
                obcu ludzie - sprzedawcy w sklepie, rozmowcy na ulicy - nagle czlowiek staje sie
                powietrzem, nagle nie mozna kupic w sklepie nic slodkiego (ja kupuje dla meza),
                zeby sprzedawcy nie patrzyli jak na kosmite, ubran takich sie nie szyje, o
                stanikach nie wspominajac... A najgorsi sa paradoksalnie lekarze, ktorzy pytaja
                "a nie probowala pani schudnac?" Probowalam, ale dotychczas czulam sie tak
                podle, ze musialam rezygnowac. Przez 4 lata nikt nie wpadl na to, zeby mi zrobic
                badania, tylko wmawiano mi, ze ZAWSZE bylam gruba (mialam im zdjecia przynosic
                sprzed kilku lat? to żenujące!). No bo otylosc to WYLACZNIE moja wina przeciez...
              • 12.06.09, 13:56
                Kura - poziom kultury naszych rodaków (choć pewnie nie tylko) to dłuuuga bajka.
                I nie dotyczy tylko otyłych. Dotyczy wszystkich. Wysokich, niskich, grubych,
                chudych, niepełnosprawnych.
                W którymś wątku na LB nt. "ile to jest miska mniej czy więcej" zalinkowałam Ci
                moje zdjęcie. Jakimś cudem adminki gazety "wyciągnęły" je na wierzch - był
                moment, że było na głównej.
                Nie masz pojęcia ile chamskich komentarzy sobie poczytałam :)).
                Idź coś zjeść to chyba był najłagodniejszy :)).
                Plus dostałam takowe na gazetowego maila....
                Mnie to tam wisi i powiewa, zdjęcie zdjęłam, ale WIEM, że chamstwa może
                spodziewać się każdy.

                --
                Zapłatą za grzech jest śmierć, ale taka sama jest nagroda za cnotę.
                • 12.06.09, 14:32
                  > Idź coś zjeść to chyba był najłagodniejszy :)).

                  joankb, Ty przeciez nie jestes jakis patyk :)

                  a glupie anonimowe komentarze w necie to niestety plaga... nawet pod zdjeciami
                  kobiet, ktore wygrywaja w konkursach pieknosci sa teksty jakie to one grube i
                  paskudne ;)

                  ale glupie komentarze w necie to jakos latwiej olac niz slyszac cos takiego na
                  zywo, a juz szczegolnie np. jak ktos znajomy mowi cos o nas myslac, ze nie
                  slyszymy :/
                • 12.06.09, 14:46
                  Joankb, zartujesz???
                  ja popatrzylam na tamto Twoje zdjecie zazdrosnie i pomyslalam, ale jestes
                  slicznie szczupla! :) ale nawet nie chcialam do Ciebie komentowac, bo zdjecie
                  mialo pokazywac za maly stanik, a nie Twoja figure... chamstwo ludzi nie zna
                  granic :(

                  a ta moja kolezanka, to amerykanka, mieszkala dlugo w niemczech, w hamburgu,
                  troche podrozowala po swiecie. wiec to zachowanie globalne jest, niestety.

                  --
                  kurczak: 03.03.05 (21:38)
                  pisklak: 07.09.07 (21:21)
            • 12.06.09, 12:54
              jul-kaa, ktoś ci poradził, że może masz insulinooporność. Masz cukier w normie, cholesterol też w normie (HDL trzochę niski, ale norma). Nie czułaś się ostatnio senna, ospała? Nic ci się nie chciało robić? Możesz mieć niedoczynność tarczycy.

              Trzymasz dietę, a tu guzik? Ćwiczysz, a kilogramy zamiast znikać się pojawiają? Możesz mieć zespół Cushinga, spowodowany nadmiernym wydzielaniem kortykosteroidów. Osoby z zesp. Cushinga często mają wygląd tzw. "kasztanowego ludzika" - szczupłe, chude nogi i ręce, natomiast cała masa znajduje się na tułowiiu. Jeśli jeszcze do tego masz tzw. "pajączki" na skórze, zrób sobie hormony przysadki i nadnerczy.

              A może byłas w ciąży i ci tak zostało? Istnieje takie coś, jak cukzyca cieżarnych. Jeśli twoje dziecko po porodzie ważyło koło 4kg, to powinnaś się zbadać.

              Może też jako dziecka miałaś nadwagę? Komórki tłuszczowe pojawiają się w dzieciństwie - jak ktoś wówczas był otyły "wyhodował" ich sobie dużo. W dorosłym życiu one pęcznieją jak mają dużo tłuszczu albo się zmniejszają - ale ciągle są. Takie osoby mają problemy i duże wahania wagi i bardzo ciężko jest im się odchudzić.

              Czasem lekarze dają przy zdiagnozowanej insulinoodporności, albo już podwyższon
              > ym cukrze, metforminę. Ten lek łamie trochę opór komórek i uwrażliwia je znowu
              > na insulinę.
              Nieprawda. Metformina ZWIĘKSZA tkankowe zużycie glukozy, hamuje produkcję glukozy w wątrobie i ogranicza wchłanianie glukozy z pokarmów. Lekami UWRAŻLIWIAJĄCYMI tudzież ŁAMIĄCYMI OPÓR KOMÓREK :) są tzw. glitazony. Natomiast sama metformina ładnie działa ,zmniejsza masę ciała, zmniejsza stężenie cholesterolu i triglicerydów (które też są niedobre), ale nie uwrażliwia tkanek na insulinę :)

              Przyznaję się, że nie przeczytałam całego wątku, chciałam się dopisać pod głodówkami, ale mnie wpisało tutaj.

              Jeśli kogoś to uraziło, to przepraszam, nie chciałam krzyczeć :)

              A co do osób otyłych jedzących lody - złoty srodek. Nie przeszkadza mi osoba otyła jedząca lody, wafelka, cukerka czy innego słodycza. Przeszkadza mi osoba otyła jedząca olbrzymiastą paczkę czipsów z porządnym zapasikiem w reklamówce obok :)
              Tak samo jak przeszkadza mi niemożliwie wychudzona osoba jedząca pół pomidora przez godzinę...Takie jest moje zdanie :)
              • 12.06.09, 13:06
                trixa86 ->

                Po co napisalas do mnnie takiego dlugiego posta nie czytajac nic z tego, co
                napisalam wczesniej? Wszystko wczesniej wyjasnijam, podalam wyniki badan nawet.
                Doczytalas, ze "ktos mi poradzil", a nie doczytalas, ze sama o tym wiem?

                Nie mialam nadwagi w dziecinstwie. Poczytaj watek, a bedziesz wiedziala o mnie
                wszystko, co potrzeba, zeby nie zadawac takich pytan.
                • 12.06.09, 13:20
                  Podałam możliwości, jakie znam, starałam się przeczytać cały wątek, mogłam coś przeoczyć.
                  Ten post jest nie tylko do ciebie, ale też do innych.
                  • 12.06.09, 13:40
                    Znalazłam resztę :)
                    Podaj jeszcze wyniki z hormonów nadnerczy i przysadki.
                    Podaj, czy w twojej rodzinie osoby też mają taki problem (np. tlyko mama, czy też i babcia, ciocia, itp.) i czy jesteś młoda.
                    Jesteś wegetarianką - musiałas brać też pewnie suplementy (np. wit. B12), może niektóre miały dodawane substancje powodujące wzrost masy ciała?
                    Pisałaś, ze się leczyłaś neuroleptykami. Powodują zwiększenie masy ciała, ale przez hamowanie ośrodka sytości - mózg nie wysyła sygnału "Jestem już najedzona". A może bierzesz jeszcze jakieś leki? Poczytaj ulotki, ewent. poszukaj w internecie, czy przypadkiem nie zwiększają masy ciała.
                    Aha, no i choroba leczona neuroleptykami - właśnie tez ona mogła spowodować przyrost masy.

                    Hmmm, co by tu jeszcze...
                    O! A może bierzesz środki antykoncepcyjne? Ewentualnie masz zbyt dużo progesteronu (h. płciowy). Progesteron działa też maskulinizująco - tzn. pojawiają się ciemne włosy na brodzie, wokół sutków, itp.

                    Na razie nic więcej nie wymyśliłam, najlepiej by było uporządkować wiadomości o Tobie, bo jest porozbijane na całym forum. Jak coś mi się przypomni, dowiem się czegoś, to dorzucę :) 3maj się
                    • 12.06.09, 14:45
                      trixa86 napisała:
                      > Jesteś wegetarianką - musiałas brać też pewnie suplementy (np. wit. B12),

                      Yyyyy.
                      Jestem wegetarianką, w życiu nie jadłam suplementów z tej okazji.
                      --
                      Ale ładne!
                      Różności fotosikowe
                      73/93
                      • 12.06.09, 18:41
                        Martvica dzieki. Bo mi w tym momencie lapki opadly i wyciagnely sie do podlogi.
                        Podlogi piwnicy... Mi sie wydawalo, ze swiadomosc, ze diete wegetarianska mozna
                        skomponowac tak samo dobrze jak miesna, jest powszechna. No to mi sie wydawalo.
                        --
                        Tak wygląda turzyca:), która znalazła szalenieciekawy wątek. ;)
                        • 12.06.09, 18:43
                          No coś Ty?
                          Powszechna? Lol.
                          Gdy byłam wegetarianką, ludzie _zawsze_ się pytali, co jem, jak jem i dlaczego
                          jem ciasto i czy marchewka ma duszę ;))))
                          Teraz jem ryby, więc od razu to ucina rozmowę na temat bycia wegetarianką, bo
                          nie jestem ;)
                          --
                          Wiosennie :)
                          yaga7.fotolog.pl
                          • 12.06.09, 20:00
                            Jak byłam za chuda - bo jestem wegetarianka.
                            Jestem za gruba - bo jem na pewno tluste miesa sosy iutp. Nie, nie jem, jestem
                            wegetarianka. Chwila zdziwienia. A, to dlatego!
                          • 12.06.09, 20:00
                            Fascynuje mnie ta dusza marchewki, mnie też pytają. I ze roślinki boli jak się
                            je zjada.
                            Zawsze z kamienną twarzą odpowiadam że owszem, wiem, i szkoda mi ich, więc wolę
                            zjadać roślinki niż zwierzątka które muszą zjeść najpierw dużo więcej tych
                            biednych krzyczących roślinek. Rozumiecie, powoduję mniej bólu w łańcuchu
                            pokarmowym wszechświata. Działa.

                            A pytanie 'to co Ty jesz?' mnie rozwala. Ludzie mają strasznie mało wyobraźni,
                            chyba zacznę wymieniać wszystko alfabetycznie ;)

                            --
                            Ale ładne!
                            Różności fotosikowe
                            73/93
                            • 12.06.09, 20:05
                              o, dobre, dobre z tym bólem - zapamiętam :)

                              --
                              Wiosennie :)
                              yaga7.fotolog.pl
                            • 12.06.09, 20:19
                              a ta zamordowana marchewka to nie z mojego ukochanego filmu notting hill??? z
                              randki z frutarianka?... ;)

                              nie bronie miesozernych, ale wiele ludzi zwyczajnie NIE WIE, jak smacznie mozna
                              jesc bedac wegetarianinem! i jak zroznicowanie. w polsce jest "kult schabowego",
                              wiekszosc je naprawde nudno - kawal miecha, ziemniaki, ogorek kiszony, albo
                              kapusta... aha i rosol. no to jak niby maja sobie wyobrazac diete wegetarian???
                              jedza to samo, co oni, ale bez miesa... ;)
                              wiadomo - bez sensu, ale ludzie mysla utartymi torami. a wystarczy dorwac
                              dowolna ksiazke kulinarna wegetarianska, zeby sie przekonac, jak rewelacyjne
                              zarcie mozna zrobic bez miesa. i wcale nie wymyslne.


                              --
                              kurczak: 03.03.05 (21:38)
                              pisklak: 07.09.07 (21:21)
                        • 12.06.09, 19:04
                          Tylko nie bijcie :)
                          O wegetariańskiej wiem, że może człowiekowi służyć i jeśli się zna,
                          to nie brakuje na niej niczego.
                          A na wegańskiej też? Też się da, czy tu już jakieś suplementy są
                          potrzebne?
                          --
                          biuściasty katalog staników
                          • 12.06.09, 19:53
                            Myślę że się da, ale trzeba się ciut więcej nakombinować. No i B12 chyba wtedy
                            trzeba suplementować, niby jest w jakichś glonach, ale podobno nieprzyswajalna
                            forma.

                            Nie wnikałam nigdy głębiej w zagadnienia diety wegańskiej, bo o ile wyrzucenie z
                            diety schabowego i tuńczyka nie było dla mnie żadnym wyrzeczeniem, tak życia bez
                            lodów sobie nie wyobrażam ;)
                            --
                            Ale ładne!
                            Różności fotosikowe
                            73/93
                            • 13.06.09, 00:50
                              Glony zawierają analogi B12, nie tylko niesprzyswajalne, ale też fałszujące poziom witaminy w badaniach.
                              Ogólnie, regularnie pojawiają się doniesienia o roślinnych źródłach B12, które niewiele później są obalane, więc bezpieczniej jest założyć, że takich źródeł nie ma i suplementować. Co zresztą dotyczy tak naprawdę całego społeczeństwa, ze względu na wyjałowienie flory bakteryjnej u zwierząt w obecnym systemie hodowli, światłoczułość i niewytrzymywanie obróbki termicznej przez B12.
                              Pewnym źródłem witaminy jest ludzki kał oraz sperma ;).

                              Jeśli dieta wegańska w jakimkolwiek sensie jest trudna do skomponowania, to tylko dlatego, że odstaje od tradycyjnych polskich przyzwyczajeń żywieniowych - kwestia nawyków.
                              • 13.06.09, 03:26
                                zarin napisała:

                                > Pewnym źródłem witaminy jest ludzki kał oraz sperma ;).

                                O tak i to wcale nie takim złym. U żyjących w UK i odżywiających się wegańsko Hindusów zaobserwowano właśnie braki B12. Okazało się, że w swojej ojczyźnie Indiach nie mieli żadnych problemów ze swoją dietą, bo tam warzywa nawozi się ludzkimi odchodami. W Wielkiej Brytanii jednak, nabrali higienicznych przyzwyczajeń kraju i myli gruntownie swoją żywność, pozbawiając ją zanieczyszczeń i w ten sposób ewentualnych drobnoustrojów będących dostawcami tej witaminy.
                                • 13.06.09, 10:55
                                  Pierwszalitero, czy znasz ksiazke "Prost Mahlzeit" napisana przez Udo Pollmera,
                                  Andreę Fock, Ulrike Gonder, Karin Haug?
                                  • 13.06.09, 14:16
                                    jul-kaa napisała:

                                    > Pierwszalitero, czy znasz ksiazke "Prost Mahlzeit" napisana przez Udo Pollmera,
                                    > Andreę Fock, Ulrike Gonder, Karin Haug?

                                    O tak, po tej lekturze z radością przestałam zamęczać się zarnisto-ciemnymi wypiekami. :-) Traktuję teraz białą mąkę na równi z tą z pełnego przemiału i kieruję się raczej apetytem, a nie jak kiedyś, histerycznymi regułami zdrowego odżywiania wyczytanymi w kobiecych czasopismach. ;-) A od kiedy dowiedziałam się, że odpowiedź insulinowa nie zależy w ogóle od staniu zmielenia, w ogóle nie mam wyrzutów sumienia, gdy zapycham się francuskimi bagietkami.
                                    Ten Udo Pollmer jest w Niemczech dosyć popularny, widać go od czasu do czasu w telewizji, ale moim zdaniem odrobinę przegina. ;-) Wygląda i zachowuje się trochę jak rubaszny święty Mikołaj, grubawy, z brodą, i ogłasza wszystkim raj na ziemi - żryjta, co chceta. ;-)
                                    • 13.06.09, 19:05
                                      pierwszalitera napisała:

                                      > Ten Udo Pollmer jest w Niemczech dosyć popularny, widać go od czasu do czasu w
                                      > telewizji, ale moim zdaniem odrobinę przegina. ;-) Wygląda i zachowuje się troc
                                      > hę jak rubaszny święty Mikołaj, grubawy, z brodą, i ogłasza wszystkim raj na zi
                                      > emi - żryjta, co chceta. ;-)

                                      hehe, wlasnie tak go sobie wyobrazalam :):) Moje spojrzenie na jedzenie
                                      rzeczywiscie sie zmienilo od kiedy przeczytalam jego dzielo, choc nie jest ono
                                      juz przeciez nowoscia.
                                      • 13.06.09, 19:06
                                        a tak w dwóch zadniach- co tam opisują?

                                        --
                                        to się dzieje naprawdę
                                        77/102
                                        • 13.06.09, 19:39
                                          Coz za mroczne dogmaty dietetyki zostaly obalone?
                                          --
                                          Perfekcję osiąga się wtedy, gdy nie można już nic odjąć, a nie dodać.

                                          84/124-126(130-131)
                                          • 14.06.09, 11:45
                                            bebe.lapin napisała:

                                            > Coz za mroczne dogmaty dietetyki zostaly obalone?

                                            Mnie się ostał z lektury w pamięci tylko wątek o "zdrowym" pełnym ziarnie, ale wyciągnęłam dla was książkę z zakurzonego regału. ;-) Podtytuł jest "Chory przez zdrową żywność". Książka jest dosyć stara, wydana w 94 roku i wiele opisanych w niej w nieco histeryczny sposób rzeczy, to już żadne nowości i sensacje. Na początku autor, a raczej autorzy, bo to praca zbiorowa, zajmują się kłamstwem kalorii. Obalają stare przekonanie, że człowiek, to maszyna z pewnym zapotrzebowaniem kalorycznym i obcianając odpowiednią ich ilość można doprowadziać do ujemnego bilansu i w ten sposób do obniżenia wagi. Zajmują się też problemem pełnoziarnistej mąki, tym, że niekoniecznie jej jedzenie ma zalety dla zdrowia. I jeszcze sprawą supelementowania wiatmin, zakazem soli, demonizowania cholesterolu w tłuszczach zwierzęcych i zastępowowania ich margaryną z taniego, utwardzanego oleju, Trochę o kawie, alkoholu i cukrze oraz o tuningu żywności, by nam lepiej smakowała i zachęcała do kupna, i jedzenia. I jeszcze o szczupłym ideale, dietach i oszustwie produktów lihgt. Taka wesoła mieszanina, luźno się czyta, sporo w niej prawdy, ale moim zdaniem przedstawionej odrobinę w sposób, by szokować nieuświadomionego czytelnika. Podchodząc do całości trochę z dystansem i biorąc poprawkę na ostatnie 15 lat można czytać tą książkę ciągle z zainteresowaniem. To były początki zmian w zapatrywaniach na dietetykę, w Ameryce był wtedy chyba tylko Atkins, który coś tam sobie bezwęglowodanowo eksperymentował i w Europie uważano go za wariata, w telewizji leciały nonstop reklamy firmy Du darfst (Tobie wolno), w której produktach tłuszcze zastępowano skrobią, a cukier słodzikiem, masło było wrogiem nr.1, a na każdym rogu powstawały sklepy, gdzie można było kupić ekologiczne ziarno, które twardziele jedli w całości i w łupinach. ;-)
                                            • 14.06.09, 14:19
                                              pierwszalitera napisała:

                                              > Na
                                              > początku autor, a raczej autorzy, bo to praca zbiorowa, zajmują się kłamstwem k
                                              > alorii. Obalają stare przekonanie, że człowiek, to maszyna z pewnym zapotrzebow
                                              > aniem kalorycznym i obcianając odpowiednią ich ilość można doprowadziać do ujem
                                              > nego bilansu i w ten sposób do obniżenia wagi.

                                              Dla mnie dość szokujący był też opis obliczania kaloryczności potraw, ale pewnie
                                              osoby zajmujace sie dietetyka już to przerobily. Jeszcze wazniejsze jest chyba
                                              pokazanie, jak z biegiem lat zmieniaja sie wartosci kaloryczne produktów:
                                              Pokaze Wam tabelke z ksiazki
                                              Kolejno:
                                              Artykuł spożywczy
                                              Liczba kcal na 100 g w roku 1978
                                              Liczba kcal na 100 g w roku 89/90
                                              Liczba kcal na 100 g w roku 2009 (wg polskich tabeli Kunachowicz i in.)
                                              Ziemniaki 87 68 69, 85
                                              Marchew 35 24 27
                                              Kapusta włoska 33 20 38
                                              Seler 38 16 21
                                              Chleb razowy żytni 240 194 223
                                              Awokado 240 205 160
                                              Pektyny 0 283 ??
                                              Celuloza 0 121 ??

                                              Kolejną ciekawostką jest zbiór zaleceń dotyczących spożywania wit. C:
                                              Amerykanom zaleca się 90 mg witaminy C, Brytyjczykom 30 mg, Francuzom 80 mg,
                                              Włochom 45 mg, Niemcom 100 mg witaminy C, a ogólnie Europejczykom zaleca się 30 mg.

                                              Zajmują się też problemem pełnoz
                                              > iarnistej mąki, tym, że niekoniecznie jej jedzenie ma zalety dla zdrowia. I jes
                                              > zcze sprawą supelementowania wiatmin, zakazem soli, demonizowania cholesterolu
                                              > w tłuszczach zwierzęcych i zastępowowania ich margaryną z taniego, utwardzaneg
                                              > o oleju, Trochę o kawie, alkoholu i cukrze oraz o tuningu żywności, by nam lepi
                                              > ej smakowała i zachęcała do kupna, i jedzenia. I jeszcze o szczupłym ideale, di
                                              > etach i oszustwie produktów lihgt. Taka wesoła mieszanina, luźno się czyta, sp
                                              > oro w niej prawdy, ale moim zdaniem przedstawionej odrobinę w sposób, by szokow
                                              > ać nieuświadomionego czytelnika. Podchodząc do całości trochę z dystansem i bio
                                              > rąc poprawkę na ostatnie 15 lat można czytać tą książkę ciągle z zainteresowani
                                              > em. To były początki zmian w zapatrywaniach na dietetykę, w Ameryce był wtedy c
                                              > hyba tylko Atkins, który coś tam sobie bezwęglowodanowo eksperymentował i w Eur
                                              > opie uważano go za wariata, w telewizji leciały nonstop reklamy firmy Du darfst
                                              > (Tobie wolno), w której produktach tłuszcze zastępowano skrobią, a cukier słod
                                              > zikiem, masło było wrogiem nr.1, a na każdym rogu powstawały sklepy, gdzie możn
                                              > a było kupić ekologiczne ziarno, które twardziele jedli w całości i w łupinach.
                                              > ;-)

                                              Piszesz z pozycji osoby mieszkającej w Niemczech. Mam wrażenie, ze w Polsce taki
                                              szał na niby zdrowe jedzenie zaczął sie niedawno - chociażby opisywany przez
                                              autorów Actimel - w Polsce to stosunkowo nowy produkt i ludzie naprawde wierzą,
                                              że zbawi ich od zła wszelkiego.
                                              Generalnie książka napisana jest zabawnym językiem i można się z niej dowiedzieć
                                              wielu ciekawych rzeczy - oczywiście trzeba się jeszcze do nich zdystansować, ale
                                              to nie jest trudne :)
                              • 13.06.09, 10:46
                                zarin napisała:
                                > Pewnym źródłem witaminy jest ludzki kał oraz sperma ;).

                                Ufff, to wszystko OK ]:-> :DDDDDD
                                Słyszałam też coś o drożdżach, ale bardzo sprzeczne informacje i sama już nie
                                wiem. W każdym razie anemii nie mam.

                                --
                                Lobby bardziej i
                                mniej biuściastych
                                Małe kobietki i kobietki z Krakowa
                                (73/93)
                                • 14.06.09, 11:58
                                  Spożywcze drożdże na pewno nie mają B12. Natomiast bakterie produkujące witaminę z tabletek hoduje się m.in. na drożdżach. Nie do zrobienia w warunkach domowych.
                            • 13.06.09, 19:53
                              nie czytałam dokładnie, ale widziałam, że sporo się poświęca temu
                              tematowi ;)
                        • 12.06.09, 19:56
                          Turzyca, wyprostuj się ładnie, opadanie czegokolwiek nie jest wskazane ;)

                          A o wegetarianizmie wciąż czytam że w zasadzie jest zdrowy, ale... i tu długa
                          lista różnych strasznych rzeczy które się mogą stać, chyba ze sie włączy do
                          diety ryby i wtedy chce mi się krzyczeć ;)
                          --
                          Lobby bardziej i
                          mniej biuściastych
                          Małe kobietki i kobietki z Krakowa
                          (73/93)
              • 12.06.09, 14:37
                Zgoda, zgoda, trixa. Widzę, że się znasz, ale to nie jest takie
                proste i ja jako osoba nigdy nie mająca problemów z nadwagą też się
                kiedyś dziwiłam. Ot, po prostu myślałam sobie, trzeba robić ja ja,
                zdrowo się odżywiać, nie nażerać czipsami i czekoladą, czasem nawet
                zrezygnować z pokusy i uprawiać sport. Wynik? Rozmiar 36 bez
                problemu. Wszyscy wiemy też, że dodatkowe kilogramy nie biorą się z
                powietrza, nie ma się co oszukiwać, kiedyś zostały zjedzone, ale...
                No właśnie. Nie od dzisiaj wiadomo, że skłonność do szybszego
                przybierania na wadze zapisana jest w naszych genach. Kiedyś
                naukowcy mówili, że to 30 procent zależności, dzisiaj skłaniają się
                nawet do większego wpływu, bo różnice interpersonalne są po prostu
                ogromne. Niektórzy ludzie mają szczupły set point, u niektórych leży
                on po prostu dużo wyżej. Niektórzy ludzie mają rozrzutną przemianę
                materii i kaloryczne grzeszki, których wszyscy się dopuszczamy,
                pozostają bez większych konsekwencji, u innych kończą się dodatkowym
                tłuszczykiem. Takie oszczędne jednostki mają trochę inaczej
                funkcjonującą gospodarkę hormonalną i skłonność do nadmiaru insuliny
                jest jej specyficzną cechą. Ludzie z takim handicapem już w
                dzieciństwie przybierają łatwiej na wadze i hodują sobie większą
                ilość komórek tłuszczowych i trudno tu naprawdę mówić, że dzieciaki
                mają skłonność do obżarstwa, bo małe dzieci kierują się naturalnymi
                sygnałami głodu i sytości, więc wiedzą kiedy mają, albo nie mają
                dosyć. Jeżeli jako dziecko dopracowało się większej ilość komórek
                tłuszczowych, to całe życie będzie polegało na walce z nadwagą,
                która (ta walka) nieraz paradoksalnie prowadzi do jeszcze większej
                otyłości. Dlatego, że lekka naturalna nadwaga nie oznacza jeszcze
                potrzeby interwencji. To często nasze niezadowolnie z wyglądu i
                niezgodność z ideałami piękna, skłaniają nas od walki z kilkoma
                kosmetycznymi kilogramami, a większość diet prowadzi po prostu
                nieuchronnie do efektu jo-jo. U wielu ekstremalna nadwaga nie jest
                więc wynikiem obżarstwa z wewnętrznej słabości i lenistwa, tylko
                porażką z ewolucyjnym programem zapewniającym nam przetrwanie w
                ubogim otoczeniu. Jasne, można powiedzieć kobiecie na granicy BMI 25
                "nie odchudzaj się, bo może się źle dla ciebie skończyć, taki już
                twój genetyczny program", ale żyjemy w bardzo skomplikowanym
                świecie i nasze aktualne priortytety nie zawsze są takie logiczne.
                To trzeba uszanować. Wiadomo też, że odchudzają się też ludzie
                zupełnie bez nadwagi, efekt może być podobny. Niektórzy nie chcą
                zaakceptować, że w miarę lat przybywa trochę ciałka, to całkiem
                normalne. Czasem przez wygodny tryb życia nawet trochę więcej. W
                każdym, nawet tym z natury szczupłym organiźmie, można insulinową
                gospodarkę rozregulować i zmusić do oszczędzania zapasów. Wszyscy
                mamy w sobie zdolność radzenia sobie z okresami niedoboru i
                wykorzystywania czasów, gdy jedzenia jest więcej, tylko u jednych
                jest ona wyraźniej, a u drugich mniej wyraźnie wyrażona. Istnieje
                też cała masa przeróżnych sytuacji, które bez naszego przyczynku
                mogą spowodować insulinoodporność: ciąża, dłuższa choroba, przeróżne
                medykamenty. I nie zawsze znika ona po rozwiązaniu podstawowego
                problemu. I jasne, szuka się zawsze medycznej przyczyny, nasi
                pacjenci są przebadani zwykle na wszystko, byli u wielu lekarzy i
                szukają czegoś, co można prostym sposobem zreparować. Ale
                najczęściej się nie da. I dobre rady, by zrezygnować z nadmiaru i
                będzie dobrze, też nie działają. Wielu ludzi z dużą nadwagą je już
                bardzo mało, o wiele mniej niż ludzie normalni. Oni naprawdę nie
                mają z czego rezygnować. Owszem, zdarzają im się ataki żarcia, bo
                ludzie głodni nie mogą się często opanować, ale ludzie szczupli też
                kupują czipsy i czekoladę, tylko po prostu nie zwracasz na to uwagi.
                Grubas z pełnym wózkiem zakupowym rzuca się bardziej w oczy. Radzę
                sprawdzić. I jest jeszcze jedna, moim jako psychologa zdaniem, nawet
                bardzo istotna rzecz. Jedzenie spełnia jeszcze inne ważne funkcje w
                naszym życiu. To nie tylko zaspokajanie głodu fizycznego. Jeżeli
                zapomina się o tym w pracy z ludźmi z nadwagą i traktuje ich jako
                maszyny, którym wystarczy wyliczyć i ułożyć idealny jadłospis,
                dodając w razie potrzeby odpowiedni lek i wszystko gra, to jest się
                skazanym od razu na porażkę.
                • 12.06.09, 14:46
                  Pierwszalitero, swietny wpis. Dziekuje w imieniu swoim i innych osob z nadwaga :)
                  • 12.06.09, 14:51
                    tak, ja tez. glownie za tolerancje i zrozumienie, zwlaszcza dla roznych
                    niuansow, o ktorych inni nawet nie pomysla widzac "grubasa".
                    nie wiem, czy chcesz odpowiedziec, Litero, ale czy taki poziom, czy ja wiem,
                    empatii, dla problemu nadwagi to wynik pracy od lat z ludzmi z problemami z
                    waga, czy generalnie cecha Twojego charakteru?
                    (sorry, jesli jestem wscibska, nie musisz odpowiadac ;).
                    bo generalnie mam wrazenie, ze jestes osoba tolerancyjna, jesli brac pod uwage
                    srednia forow internetowych. i w sumie ciekawe, czy to "nabyte", czy trzeba sie
                    takim urodzic?

                    --
                    kurczak: 03.03.05 (21:38)
                    pisklak: 07.09.07 (21:21)
                    • 12.06.09, 15:55
                      kura17 napisała:

                      > tak, ja tez. glownie za tolerancje i zrozumienie, zwlaszcza dla roznych
                      > niuansow, o ktorych inni nawet nie pomysla widzac "grubasa".
                      > nie wiem, czy chcesz odpowiedziec, Litero, ale czy taki poziom, czy ja wiem,
                      > empatii, dla problemu nadwagi to wynik pracy od lat z ludzmi z problemami z
                      > waga, czy generalnie cecha Twojego charakteru?

                      Ha, ha, ha, kura. :-) To ty nie wiesz jeszcze, że ja jestem bardzo nietolerancyjna, agresywna, nie liczę się wrażliwością innych i nieprzyjemnie się wyrażam? ;-D Do tego trzeba chyba wychować się w rodzinie uparciuchów, w której wyrażanie emocji i otwarte konflikty były na porządku dziennym. Delikatne futerka nie miały szans przeżycia. Dlatego lekka prowokacja kojarzy mi się tak trochę ciepło i swojsko. ;-) No i wyczytałam też kiedyś, że kierunek poglądów polityczno-społecznych, czyli skłonność do konserwatyzmu, albo liberalizmu w wielkim stopniu zdeterminowane sę genetycznie, czyli nic za nie nie mogę. ;-)
                      A jeżeli chodzi o sprawę z nadwagą, to nasłuchałam się już tylu opowieści, że kiedyś nawet najoporniejszy przeciwnik zacząłby szukać w nich jakiegoś konsensu. Prawdę mówiąc, wiele praktycznych rzeczy na moich studiach się nie nauczyłam, ale jedno zdanie utkwiło mi bardzo w pamięci "pomoc dla samopomocy". Byłam więc bardzo mile zaskoczona, gdy zobaczyłam, że Dr. Pape wyznaje tą samą zasadę. Z reguły bowiem jest tak, że ludzie udający się z problemem nadwagi do lekarza spotykają się z ciągle tą samą procedurą. Najpierw lekarze zdejmują z nich całą odpowiedzialność, entuzjastycznie zabierajc się do diagnostyki, dając pacjentom "szansę" na chorobę, którą można prosto wyleczyć. Wielu pacjentów trzyma się tego złudzenia, ufa lekarzowi i oddaje mu pełną kontrolę. Kiedy jednak badania niczego nie wykazują, a rzadko coś wykazują, to nagle lekarze odwracją kota ogonem, zrzucają pełną odpowiedzialność na pacjenta, który musi wziąć się w garść, po prostu mniej jeść i nie zawracać mu głowy, czymś tak banalnym jak słaba wola i obżarstwo. To jest bardzo rozczarowywujące. U nas staramy się nie wchodzić za bardzo w szukanie winnych i nie biadolić nad złym losem, tylko zmuszamy trochę pacjenta do patrzenia w przód, do podejmowania własnych decyzji, pokazujemy powstałe konsekwencje i pozostawiamy zawsze prawo wyboru, bez belferskich komentarzy. Ludziom bardzo dobrze robi takie odzyskanie kontroli nad własnymi potrzebami i zachowaniami. Czasem musimy akceptować też, że ktoś przychodzi do nas od lat, tylko by uspokoić własne sumienie, że coś tam niby robi, ale w praktyce i tak nic nie zmienia w odżywianiu. Jego decyzja. Musiałam bardzo zmienić moje wyobrażenie o motywacji. ;-) To daje też okazję do prywatnych doświadczeń i przekonania się, że każdy ma prawo do swoich dziwności i durnoty, tylko lepiej durnota z pełną premedytacją, niż taka z nieznajomości faktów. ;-)
                      • 12.06.09, 20:28
                        hehe, ja nie twierdze, ze masz anielski charakter, tylko ze wygladasz na osobe
                        tolerancyjna w stosunku do ludzkich slabosci.

                        lubienie prowokacji, ciety jezyczek, nawet ostre krytykowanie, wg mnie, nie ma
                        nic wspolnego z brakiem tolerancji. jak to szlo?... "absolutnie nie zgadzam sie
                        z twoimi pogladami, ale oddam zycie, zebys mogl je wyznawac" ;)

                        mam wrazenie, ze ludzie czasem myla tolerancje z totalna akceptacja,
                        potakiwactwem lub trzymaniem jezyka za zebami, nawet jesli sie ma inne poglady.
                        a przeciez nie o to chodzi.

                        a Ty czesto piszesz jakby ze zrozumieniem o ludzkich slabosciach - tzn o
                        posiadaniu ich, o roznych "dziwactwach", generalnie o innosciach. moze nie mam
                        racji, ale takie odnosze wrazenie - na temat tolerancji.

                        --
                        kurczak: 03.03.05 (21:38)
                        pisklak: 07.09.07 (21:21)
                        • 13.06.09, 02:57
                          kura17 napisała:

                          mam wrazenie, ze ludzie czasem myla tolerancje z totalna akceptacja,
                          > potakiwactwem lub trzymaniem jezyka za zebami, nawet jesli sie ma inne poglady.
                          > a przeciez nie o to chodzi.

                          Cieszę się, że widzimy to podobnie. :-)
                • 12.06.09, 15:20
                  Do jul-kaa - nie wiem, jakim jesteś typem wegetarianina (czy dopuszczasz przetwory mleczne, jaja a może ryby?). Wegetarianie mają problemy z niedoborami np. wit. B12, której duze ilości znajdują się w np. wątrobie, rybach, ale też przetworach mlecznych.

                  Do pierwszalitera :
                  chylę czoła :) nie zajmuję się skomplikowanym przypadkami otyłości. Co do ewolucyjnego programu - znalazłeś jedzenie, jedz i chomikuj na cieżkie czasy - tak, jesteśmy nieprzystosowani, a teraz nie musimy biegac za mamutami i głodować jak nam się nie uda go zabić :)

                  W dodatku mamy coraz wiecej przetworzonej żywności. Jul-kaa, jesteś wegetarianką - czy warzywa i owoce sama hodujesz albo kupujesz na jakimś straganie od zaprzyjaźnionych rolników? Jeśli nie, to jesteś skazana jak my wszyscy na jedzenie zieleniny z jakimiś pestycydami, nawozami i różnego tego typu śmieciami, których nie da się zmyć. Nie wspominając o mięsie, w którym mięsa nie ma.
                  Chyba, że kupować w ekologicznych sklepach :)ale 1. drogo 2. trzeba szukać zeby znaleźć.
                  Cywilizacja kosztuje.

                  Jeśli jeszcze kogoś interesują jakieś wiadomości z medycyny, to piszcie. Postaram się poszukać i odpowiedzieć na tyle, na ile internet i ksiażki prawdę mówią :)
                  • 12.06.09, 15:45
                    trixa86 ->
                    Czytalas, ale nie doczytalas. Pisalam, jakim jestem typem wegetarianki.

                    Badanie hormonów tez mialam robione i o ile dobrze pamietam byly w porzadku -
                    jak znajde wyniki, moge wrzucic.
                    W rodzinie nie ma podobnych problemow. Jestem młoda, nie mam dzieci mam
                    podejrzenie PCOS, nie bralam zadnych suplementow - nie musialam, mam cudownie
                    wzorowe wyniki badan - wszystko poza insulina. Nie biore zadnych lekow, srodkow
                    antykoncepcyjnych. Utylam od neuroleptykow, po ktorych (tych konkretnie, ktore
                    bralam) znaczna czesc osob tyje. Nie mam za dużo progesteronu.
                    Do czego Ci ta wiedza...?
                  • 12.06.09, 16:29
                    trixa86 napisała:
                    > Do jul-kaa - nie wiem, jakim jesteś typem wegetarianina (czy dopuszczasz przetw
                    > ory mleczne, jaja a może ryby?)

                    Błagam. Wegetarianie nie jedzą ryb.

                    Wegetarianie mają problemy z niedoborami np. w
                    > it. B12, której duze ilości znajdują się w np. wątrobie, rybach, ale też przetw
                    > orach mlecznych.

                    Wszyscy? Zawsze? Czy to tylko taki wygodny slogan?
                    --
                    Lobby bardziej i
                    mniej biuściastych
                    Małe kobietki i kobietki z Krakowa
                    (73/93)
    • 11.06.09, 22:26
      Jestem po pierwszym dniu i na razie jest interesująco !
      po śniadaniu o 8:00 (trzy wielkie kromki chleba z dżemem) wytrzymałam spokojnie
      do obiadu przed 14:00. Obiad też ok., kolacja (mozarella + pomidory) trochę za mała.
      Generalnie nareszcie najadłam się do syta i powoli robiłam się głodna. Trzy
      posiłki są bardzo wygodne.

      Ale mam pytanie co do ilości składników odżywczych. Mam na myśli składniki
      wyliczone z tabelki na opakowaniu.
      Mam BMI powyżej 30, jestem ewidentnie koczownikiem, ale postanowiłam zacząć od
      diety standardowej, a potem ewentualnie ją zredukować.

      czy to ma być tak ?
      śniadanie WW - 100 g, T do 20 g
      obiad - WW - 100 g , B - 20 g, T do 20 g
      kolacja - B - 50 g, T do 20 g

      czy na obiad naprawdę tylko 20 białka ?
      Ile białka można znieść na śniadanie, a węgli na kolację jako efektów ubocznych ?
      Czy liczyć węgle / białko w pomidorach czy traktować je jako neutralne dodatki ?



      --
      Magdalaena
      • 11.06.09, 22:42
        i jeszcze pytanie o ten sen w końcu mam chudnąć we śnie ;- )
        O której muszę położyć się spać, żeby dieta zadziałała, zakładając, że wstaję o
        6:30 ?
        Bo w tej chwili to najczęściej siedzę do 2:00 i podyspiam po południu.
        --
        Magdalaena
        • 11.06.09, 22:51
          7-8 godzin ;)

          Ja też wstaję o 6:30 albo i wcześniej i o 23 zazwyczaj grzecznie mykam spać ;)
          --
          Wiosennie :)
          yaga7.fotolog.pl
        • 12.06.09, 00:46
          No to ja wam wytłumaczę z tym tytułem książki. ;-)
          Tu wcale nie chodziło o długość snu. Po prostu niemieckie wyrażenie Im Schlaf (we śnie) oznacza coś łatwego, nie przyprawiającego zbytniej trudności. I miało być taką grą słów, bo wieczorna rezygnacja z węglowodanów obniża bardzo insulinę, a jej niski poziom sprzyja lepszemu spalaniu tłuszczu w następnach godzinach, czyli w nocy. Jeżeli w ciągu dnia napędzimy jeszcze przemianę materii dostateczną ilością energii, to możemy liczyć, że będziemy chudły podczas snu. Ale spać też trzeba, bo chroniczny brak snu i częste zarywanie nocy powoduje wysoki poziom hormonów stresu (adrenalina i kortyzol) a te stymulują raczej insulinoodporność.
          • 12.06.09, 12:15
            pierwszalitera napisała:

            > No to ja wam wytłumaczę z tym tytułem książki. ;-)
            > Tu wcale nie chodziło o długość snu. Po prostu niemieckie wyrażenie Im Schlaf (
            > we śnie) oznacza coś łatwego, nie przyprawiającego zbytniej trudności. I miało
            > być taką grą słów, bo wieczorna rezygnacja z węglowodanów obniża bardzo insulin
            > ę, a jej niski poziom sprzyja lepszemu spalaniu tłuszczu w następnach godzinach
            > , czyli w nocy. Jeżeli w ciągu dnia napędzimy jeszcze przemianę materii dostate
            > czną ilością energii, to możemy liczyć, że będziemy chudły podczas snu. Ale spa
            > ć też trzeba, bo chroniczny brak snu i częste zarywanie nocy powoduje wysoki po
            > ziom hormonów stresu (adrenalina i kortyzol) a te stymulują raczej insulinoodpo
            > rność.


            Uff..., juz myślałam, że trzeba będzie wybierać pomiędzy przestrzeganiem diety i
            przykładnym spaniem po 8 godzin, a nocnym siedzeniem na forum ;)



            --
            FAQ
            • 12.06.09, 12:28
              i co bys wybrala? ;)

              --
              kurczak: 03.03.05 (21:38)
              pisklak: 07.09.07 (21:21)
            • 30.06.09, 13:15
              hmm, to nie jest takie głupie. Większość moich znajomych, którzy dużo i
              regularnie śpią mają normalną wagę bez specjalnych diet, a Ci, którzy zarywają
              noce, albo śpią krótko - albo nic nie jedzą żeby dobrze wygladać, albo należą do
              "większych"

              ale to tylko moje obserwacje :-)
              • 30.06.09, 17:28
                Chyba potwierdzę korelację wzrostu wagi z niedostatkiem snu. Choć nie wykluczam,
                że mniejsza aktywność fizyczna bardziej się przyłożyła.
                --
                FAQ
                • 30.06.09, 21:37
                  Ja na pewno nie potwierdzam tej korelacji.

                  Od zawsze muszę spać 6-8 godzin, nigdy nie zarywałam nocy na pracę czy naukę.
                  Owszem, imprezuję, ale po imprezach odsypiam przez dwa dni, więc średnia
                  wychodzi ok.

                  Ale za to nie jestem aktywna fizycznie, więc u mnie to jest problem.
                  --
                  Coś nowego :)
                  yaga7.fotolog.pl
                  chcesz książkę? :)
    • 12.06.09, 10:29
      to ja sie jeszcze dopytam Litery i posiadaczek ksiazek :)

      jestem koczownikiem. jem (i bardzo mi to pasuje) bialkowe obiady (plus zielenina, ofkorse). w zasadzie bez wegli (czasem straczkowe).

      ale lubie zjesc na deser albo troche orzechow, albo (zwlaszcza teraz) jakies owoce z jogurtem. albo nawet i loda :)
      czy lepiej tego unikac? czy na te ilosci wegli (w orzechach, lodach, owocach, gorzkiej czekoladzie) moge sobie po obiedzie pozwolic?

      tzn chodzi mi o chudniecie, nie o samopoczucie, bo samopoczucie po takich deserach mam dobre, hehe...

      jedzenie typowych obiadow wegle+bialko nie dla mnie (nie przeszkadza mi to), ale taki deserowy dodatek wegli by mnie ucieszyl, ale nie chce, zeby zniwelowal moje odchudzanie. na razie tak wlasnie jem, NIE TYJE, chudne chyba troche ;) mam testowac na sobie po prostu? jak brak spadku wagi, to odstawic desery?... chlip... ;)

      --
      kurczak: 03.03.05 (21:38)
      pisklak: 07.09.07 (21:21)
    • 12.06.09, 18:09
      Jak już pisałam kilkukrotnie w tym wątku, jestem w ciąży.
      Niestety, nie wszystko idzie gładko i leżę prawie plackiem już od
      miesiąca. Zanosi się na to, że następny miesiąc, do końca pierwszego
      trymestru, też przeleżę, a i potem mam realną szansę na sport w
      postaci co najwyżej .... spacerów :\
      No i palcami u rąk mogę sobie pomachać ewentualnie w ramach
      gimnastyki. Seks też zakazany, w każdej postaci ;)

      Dodatkowo biorę żeńskie hormony: progesteron, w coraz mniejszej na
      szczęście dawce, i estradiol, nie wiem jak długo jeszcze.

      Pierwszalitera pisała w którymś z postów, że insulinooporność
      świetnie leczy sport :(
      Czy w mojej sytuacji sama dieta daje realną szansę na poprawę? Na
      razie od trzech dni testuję i sam sposób odżywiania bardzo mi się
      podoba, ale wolałabym wiedzieć, jeśli na znaczące efekty nie mam co
      liczyć...

      --
      biuściasty katalog staników
      • 12.06.09, 18:20
        Ja myślę - ale się nie znam - że samą dietę też warto stosować.
        Ja sama mam bardzo bierny tryb życia - pracuję w domu, na fitnesy nie chodzę,
        czasem pomacham hantlami - raz na miesiąc ;), więc raczej się nie ruszam.
        Ale myślę, że warto stosować samą dietę, nawet mimo braku ruchu :)
        --
        Wiosennie :)
        yaga7.fotolog.pl
      • 13.06.09, 02:56
        Nie mogę odpowiadać na każde pytanie, mam nadzieję jednak, że większość ma ustawienie postów jak ja, według najnowszego i mogę pisać skokowo, jeżeli znajdę jeszcze coś ważnego do wyjaśnienia. :-)

        Szarsz, jesteś w ciąży, więc twój organizm przestawił i tak na inny, oszczędniejszy program. Pewnego rodzaju czasowej insulinoodporności więc pewnie nie unikniesz. Z tego biorą się właśnie u zdrowych wcześniej kobiet przypadki cukrzycy ciążowej, jako patologicznej już insulinoodporności. Przestawić się na nowy sposób odżywianie naturalnie możesz i powinnaś odnieść z tego korzyści. Nie byłabym jednak w twoim przypadku dla siebie zbyt surowa. Jeżeli masz koniecznie na coś ochotę, nawet w niewłaściwym czasie, to sobie aż tak nie odmawiaj. Staraj się tylko w większości dni trzymać się zasady. Pisałam, by się w ciąży nie napychać, ale nie powinnaś też jeść za mało. Tylko u kobiet z dużą otyłością stara się w tym czasie nie podwyższać wagi, ale wszystkie inne kobiety powinny w ciąży jednak utyć.
        • 13.06.09, 18:01
          pierwszalitera napisała:
          > Pisałam, by się w ciąży nie napychać, ale nie powinnaś też jeść za
          > mało. Tylko u kobiet z dużą otyłością stara się w tym czasie nie
          > podwyższać wagi, ale wszystkie inne kobiety powinny w ciąży
          > jednak utyć.

          Dzięki. Ja nie chcę wcale schudnąć, chciałabym przytyć racjonalnie,
          ale przede wszystkim mam nadzieję na wyregulowanie poczucia głodu i
          sytości, bo jak rozumiem, to jest rozregulowane przez insulinę.
          I jeśli udałoby się dojść do poziomu, na którym czułabym się głodna,
          gdy mam pusty żołądek i najedzona, gdy jest pełny, to jak na razie
          byłaby pełnia szczęścia dla mnie :)
          No i co się z tym wiąże, wyeliminować te nienormalne ataki głodu, po
          krótkim czasie od sporego posiłku.

          --
          biuściasty katalog staników
    • 12.06.09, 23:07
      Bardzo mi się podoba ta dieta, mam nadzieję, że na stałe już zmienię nawyki
      żywieniowe. Zaczęłam dzisiaj i wspaniałe jest to, że naprawdę nie trzeba
      kombinować. Ale dobija mnie jedno - jak to rano kawa bez mleka?:((((
      --
      77/102
      • 12.06.09, 23:52
        Ja takze, ksiazke zamowilam, ale niestety musze kilka dni poczekac, a wyobrazni
        dietetyczno-kulinarnej nie posiadam absolutnie zadnej (jeszcze kilka lat temu
        nie kojarzylam, ze mieso to bialko, heh...); nie wiem, co jesc przez ten,
        powiedzmy, tydzien?
        Po posilku porannym i poludniowym bylo ok, ale teraz po kolacji (ok 20.30) mnie
        ssie, nie wiem, co zrobic? Jak za bardzo zglodnieje, to nie moge zasnac..

        Pierwszalitero, czy przy bmi powyzej 35 i niektorych objawach, o ktorych pisalas
        na poczatku watku (nagle ataki glodu na slodycze, potegowanie uczucia glodu po
        zjedzeniu owocu/warzywa) polecasz jakies badania albo inne czynnosci kontrolne?
        Dodam, ze zawsze mialam bmi nieco ponad tabelkowa norme, ale okazuje sie, ze to
        chyba byl wlasnie moj "punkt wyjsciowy", a te nieszczesne 30 kg nadprogramowe
        zarobilam po dwudziestce, w okresie ok 3 lat. Oczywiscie, nie twierdze, ze nie
        ma w tym ani grama mojej winy :D Aha, cukrzyca w rodzinie wystepuje u kilku
        egzemplarzy.
        Sorry, ze tak prywatnymi pytaniami zameczam na forum, ale z tego, co piszesz, to
        w Polsce i tak nie ma sie do kogo zwrocic, jesli chce sie byc prowadzonym metoda
        dr Pape, wiec chcialam chociaz poprosic o nadanie kierunku.
        --
        Perfekcję osiąga się wtedy, gdy nie można już nic odjąć, a nie dodać.

        84/124-126(130-131)
        • 13.06.09, 00:02
          Przepraszam, ze bedac laikiem sie madrze, ale mnie juz odpowiedziano na podobne
          pytania :)
          Po kolacji na atak glodu pierwszalitera polecala np. jajko na twardo albo inna
          bialkowa mala przekaske. W ciagu dnia tez orzechy (mala garsc), ale nie wiem,
          czy na noc to zdrowo.

          Te objawy, ktore opisujesz moga byc sygnalem problemow z gospodarka
          weglowodanowa (?) - mozna zrobic badanie cukru i insuliny - na czczo i po
          podaniu glukozy. Te badania moga cos rozjasnic, bo jak masz cukrzykow w
          rodzinie, a sama mialabys poczatki hiperinsulinemii, to naprawde warto uwazac :)
          • 13.06.09, 00:06
            Co do poziomu cukru, to jak bylam we Francji, to robiono mi badania krowi w
            miare regularnie (tanletki), i o dziwo, cukier zawsze mialam w normie, za to z
            cholesterolem walcze, ale bez lekarstw.

            Moglabym podjesc troche sera, ale czy to nie bedzie za duzo? Te wieczorna porcje
            bialek juz zjadlam w kolacji :/
            --
            Perfekcję osiąga się wtedy, gdy nie można już nic odjąć, a nie dodać.

            84/124-126(130-131)
            • 13.06.09, 00:09
              Ja cukier tez mam w normie. Zawsze i wszedzie :) A insulina skacze jak diabli.

              Podjedz cokolwiek, wilczy glod to zla rzecz..
              • 13.06.09, 00:17
                Właśnie przesypałam do plastikowych pudełek wszystkie orzechy, ktore dzis
                kupilam na "poskramiacze wilczego apetytu". Patrzę na nie i myślę: "Ale
                kusidełka" :))))
                • 13.06.09, 00:34
                  Hihihi.Dobre. :D

                  Cos tam podjadlam, a najlepiej chyba zrobie, jak pojde spac..Moze szklanka mleka
                  na dobry sen :D
                  --
                  Perfekcję osiąga się wtedy, gdy nie można już nic odjąć, a nie dodać.

                  84/124-126(130-131)
                  • 13.06.09, 03:14
                    bebe.lapin napisała:

                    > Cos tam podjadlam, a najlepiej chyba zrobie, jak pojde spac..Moze szklanka mlek
                    > a
                    > na dobry sen :D

                    Z mlekiem bym uważała. Jako dodatek do innych białkowych składników może być niepełna szklanka mleka, ale tak osobno to raczej nie. Mleko to węglowodany w postaci laktozy i wcale nie ma ich tam tak mało. Mniej więcej na pół z białkiem.
            • 13.06.09, 03:11
              bebe.lapin napisała:

              > Co do poziomu cukru, to jak bylam we Francji, to robiono mi badania krowi w
              > miare regularnie (tanletki), i o dziwo, cukier zawsze mialam w normie, za to z
              > cholesterolem walcze, ale bez lekarstw.
              >
              > Moglabym podjesc troche sera, ale czy to nie bedzie za duzo? Te wieczorna porcj
              > e
              > bialek juz zjadlam w kolacji :/

              Przy insulinoodporności można mieć przez długie lata normalny poziom cukru. Dodatkowa insulina już o to dba, by nie było go we krwi zbyt dużo.
              A co do nocnego ssania. Spraw sobie zapas sera z niższą zawartością tłuszczu, będziesz miała spokojniejsze sumienie. ;-) A po pewnym czasie stosowania diety będziesz coraz mniej odczuwała ten problem. Pod warunkiem jednak, że nie jesz ogólnie za mało. No i spokojnie, od uczucia niedosytu od razu się nie umiera, spróbuj sobie wytłumaczyć na spokojnie, że rano czeka cię obfite śniadanie i na pewno nie będziesz głodna. Wiele pokrzywdzonych przez niskokaloryczne diety, dostaje w chwilach wyrzeczenia pewnego rodzaju paniki. Taki trochę irracjonalny strach przed głodową śmiercią, a to uczucie może potęgować natrętne myśli o żywności i potrzebę jedzenia. Zdarza się częściej niż myślisz. ;-)
    • 13.06.09, 00:41
      czy tez raczej ich brak...Wiele produktow nie ma na opakowaniu skladu, czasem co
      najwyzej liczbe kalorii w 100g. I co robic? Ja dzisiaj spedzilam w sklepie dobre
      pol godziny szukajac czegos na poludniowy posilek i przegladajac opakowania jak
      jakas wariatka.

      Za to lektura niektorych etykietek moze naprawde wprawic w oslupienie, co tez
      tam w srodku siedzi :/
      --
      Perfekcję osiąga się wtedy, gdy nie można już nic odjąć, a nie dodać.

      84/124-126(130-131)
    • 13.06.09, 08:50
      Dzięki dziewczyny za ten topik. Obecnie od poniedziałku jestem na
      diecie proteinowej Dukana, ale za bardzo mnie ona męczy (częsty brak
      warzyw, brak owoców i serów w I i II fazie, zakaz używania nawet
      odrobiny tłuszczu) i znalazłam TO!

      Zamówiłam wczoraj książkę w Empiku i czekam aż mi do sklepu dowiozą i
      ZACZYNAMY (z małżem).
      Do tego czasu pociągniemy już tą proteinówkę.

      Pierwszalitero kochana mam pytanie co do śniadania, wstaję rano do
      pracy przed 5, i mam tak żołądek przyzwyczajony, że MUSZĘ coś zjeść w
      domu (zwykle piłam kawę Anatol i wcinałam jogurt naturalny - nabytki
      z Montiniaca). Potem jadam w pracy około 9 i obiad około 13.30-14, a
      potem w domu kolację około 18-19.

      Czy mam się powstrzymać z tą poranną przekąską i z pustym żołądkiem
      dotrzymać do śniadania w pracy - zalać się tylko wodą i czarną kawą?
      (czyli około 3h od wstania) Czy też nie wolno tak długo żołądka na
      pusto trzymać?

      Tak rano z kolei zjedzenie obfitego węglowego śniadania odpada - nie
      mam na to czasu, a wstawanie wcześniej nie wchodzi w grę - i tak
      jestem nieprzytomna i ledwo się z łóżka zwlekam ;-)

      BMI mam 25, a optymalne przy którym się dobrze czuję to 22.

      --
      Mam bzika na punkcie dobrego stanika
      • 13.06.09, 09:21
        Ja nie fachowiec - ale pierwszalitera pisała, że ten poranny posiłek ma
        dostarczać organizmowi paliwa, dawać kopa na cały dzień.
        Weź Ty nie żartuj, że 4 godziny o niczym wytrzymasz bez szkody dla zdrowia.
        Ja niestety wstaję o podobnej porze - i podobnie, łażę jak zombie, nieprzytomna.
        Ale te węgla jakieś na śniadanie pochłania się szybciutko - to jest 10 minut!!!
        Używam mleka sojowego i tak - to zalewam nim musli i idę się myć. Przypuszczam,
        że nawet płatki owsiane w tym czasie zdążyły by "się zrobić"
        A kawę robisz i tak.
        Ja w każdym razie nie wyjdę z domu głodna, bo nie dojdę do przystanku :))
        --
        Zapłatą za grzech jest śmierć, ale taka sama jest nagroda za cnotę.
        • 13.06.09, 10:07
          Niektorzy owsianke przygotowuja wieczorem, a rano tylko podgrzewaja. To jest naprawdę szybkie do przygotowania danie. Sa do kupienia blyskawiczne platki owsiane, ktore zalewa się wrzatkiem niczym Goracy Kubek i po paru minutach mozna zjesc.
          --
          FAQ
          • 13.06.09, 12:29
            Moje dzisiejsze śniadanko - płatki owsiane błyskawiczne zalać wrzątkiem,
            odczekać niecałe 10 minut (w tym czasie można pójść pod prysznic), odlać nadmiar
            wody (lekko przesadziłam :D), dorzucić owoce/rodzynki/migdały, wlać łyżkę miodu
            i dodać dwie łyżki konfitury owocowej. Wymieszać. Zjeść :D. Robi się
            błyskawicznie, zjada też, ogólnie wszelkie płatki to moim zdaniem idealne
            śniadanie, bo nie wymagają posługiwania się nożem (też rano jestem zombie, noża
            wolę nie dotykać).
            • 13.06.09, 13:42
              ja robie podobnie owsianke, ale przed zalaniem wrzucam wszystko co mam pod reka. rodzynki, ananasy, migdaly, dynie, rozne orzechy, zarodki zbozowe, a sumie to jak nakupuje roznych farfocli wrzucam do wielkiego pojemnika, mieszam i potem gotowe nakladam do kubaska, zalewam i za 10 min mam. taka mieszanka na dosc dlugo starcza. na codzienne sniadanie w pracy przynajmniej na tydzien.
              --
              Wierzę w ciała zmartwychwstanie poprzez czułość, przytulanie
      • 13.06.09, 14:04
        idid napisała:

        > Pierwszalitero kochana mam pytanie co do śniadania, wstaję rano do
        > pracy przed 5, i mam tak żołądek przyzwyczajony, że MUSZĘ coś zjeść w
        > domu (zwykle piłam kawę Anatol i wcinałam jogurt naturalny - nabytki
        > z Montiniaca).

        Tak jak dziewczyny ci pisały, najlepsze byłoby mimo wszystko śniadnie węglowodanowe, ale nie chcę być bezduszna. ;-) Niektórzy ludzi mają faktycznie tak, że o piątej rano nie są w stanie wmusić w siebie większej ilości węglowodanów. To zależy trochę od skłonności w stronę skowronka, albo sowy. Nie każdy wybiera sobie godzinę wstawania na podstawie własnych preferencji, ale organizmu nie da się tak do końca przyzwyczaić. Czyli możesz zrobić sobie pierwsze śniadnie montiniacowe, najlepiej całkiem białkowe. Ten Anatol, to chyba kawa zbożowa? Nieszkodzi, aż tak dużo pewnie niej nie jest. Mały jogurcik (bez dodatków), kilka orzechów, jajko, kawałek srera, szynki, to powinno podnieść nieco poziom cukru i utrzymać spalanie do czasu, kiedy możesz usiąść do głównego śniadania węglowodanowego, tylko raczej nie czekaj z tym za długo.
        • 13.06.09, 16:54
          Dziękuję Ci dobra kobieto :))))

          Ja raczej jestem skowronek, ale nie o 5.50 ;-) Z natury (bez budzika)
          wstaję max 7.30 a chodzę spać ok.22

          No i chodzę na palcach, bo dzieci i małż śpią o tej zboczonej
          godzinie - więc wszelkie hałasowanie ograniczam.

          A kwestia śniadania w pracy - u nas to taka przerwa z pogadankami w
          pracowej kuchni, więc szkoda by mi trochę było z tego rezygnować.
          Gdybym musiała, to najwyżej bym siedziała towarzysko nad herbatą.

          Anatol to kawa zbożowa i jako jedyna uznana w montiniacu, bo nie
          zawiera buraków. Skoro mogę jogurcik to moge ją pić z mlekiem?

          Na koniec jeszcze napiszę, że na razie takie odstępstwo będę robić
          tylko 3 dni w tygodniu, bo jeszcze korzystam z przywilejów "młodej"
          matki ;-) W pozostałe dni mogę się już napychać wglowodanowym
          śniadankiem, bo wstaję o bardziej ludzkiej porze.

          --
          Mam bzika na punkcie dobrego stanika
          • 13.06.09, 17:05
            idid napisała:

            > Anatol to kawa zbożowa i jako jedyna uznana w montiniacu, bo nie
            > zawiera buraków. Skoro mogę jogurcik to moge ją pić z mlekiem?

            Buraków? ;-) Mleko tak, ale w małych ilościach, by z białkowego przedśniadania nie robić węglowodanowego (laktoza). Tak trochę do kawy jest w porządku. A swoją drogą, to możesz pić też normalną, pospolitą kawę, jak inni ludzie. ;-) Nie mam pojęcia, jak można wstawać o tej godzinie i dać sobie dawki kofeiny. ;-)
            • 13.06.09, 17:56
              Buraków :) W każdej innej są prażone buraki, które na montim są beee...


              --
              Mam bzika na punkcie dobrego stanika
              • 13.06.09, 18:03
                yyy? jak to? pierwsze słyszę, szczerze powiedziawszy
                --
                to się dzieje naprawdę
                77/102
                • 13.06.09, 18:57
                  O zawartości czy o zakazie?

                  --
                  Mam bzika na punkcie dobrego stanika
                  • 13.06.09, 19:06
                    o zawartości. no bo skąd buraki w kawie? (buraki cukrowe)
                    --
                    to się dzieje naprawdę
                    77/102
                • 13.06.09, 19:04
                  samo_zloto napisała:
                  > yyy? jak to?

                  no cukrowe buraki, przecież że nie czerwone :)

                  --
                  biuściasty katalog staników
          • 13.01.10, 01:28
            > Anatol to kawa zbożowa i jako jedyna uznana w montiniacu, bo nie
            > zawiera buraków. Skoro mogę jogurcik to moge ją pić z mlekiem?

            W ramach uzupelnienia starego watku - kawa Caro firmy Nestle zawiera jeczmien,
            slod jeczmienny, zyto i cykorie. I zdecydowanie nie zawiera burakow.
            --
            Tak wygląda turzyca:), która znalazła szalenie ciekawy wątek. ;)
    • 13.06.09, 22:37
      Pierwszalitero (albo ktosiu inny, jeslis kompetentny;)), orientujesz sie moze,
      czy gdzies w okolicach Versmoldu (k. Bielefeldu) znajduje sie poradnia, ktora
      praktykuje Wasza metode? Siostra mieszka w Niemczech, no i chyba taka dieta
      bardzo by jej sie przydala. Uzalezniona od wegli i slodyczy ...Bede bardzo
      wdzieczna :)
      --
      Perfekcję osiąga się wtedy, gdy nie można już nic odjąć, a nie dodać.

      84/124-126(130-131)
      • 14.06.09, 11:52
        bebe.lapin napisała:


        > czy gdzies w okolicach Versmoldu (k. Bielefeldu) znajduje sie poradnia,

        Sprawdę w poniedziałek, czy mamy na liście lekarza w pobliżu z odpowiednim programem.
        • 14.06.09, 13:00
          wielkie dzieki :) do Essen ma troche jednak za daleko (tak mowila).
          --
          Perfekcję osiąga się wtedy, gdy nie można już nic odjąć, a nie dodać.

          84/124-126(130-131)
          • 16.06.09, 13:04
            Z adresami w okolicach Bielefeldu jest cieńko. Najbliższy w miarę dobry (?) mogłabym polecić w Münster. Zapewne też kawałek drogi. Gdybyś była zainteresowana adresem, to prześlę, razem z numerem telefonicznym na maila. Poczta gazetowa? Osoba, która to prowadzi nie jest lekarzem, tylko chyba asystentką dietetyczną, nigdy z kobietą nie miałam osobistego kontaktu, więc nie wiem, jaka jest w praktyce. Przynajmniej można się u niej wymierzyć i dopasować idealną ilość węgli. Dla chętnych sprzedajemy też tam białkowego drinka, to taka zbilansowana kolacja do picia, gdy komuś się nie chce robić mięsa i ryb. Oprócz tego mamy też białkowe batoniki, takie do torebki, gdy nie mamy możliwości zjedzenia czegoś innego poza domem. Ale oczywiście dietę da się robić i bez tych ułatwień. Uprzedzam tylko, by nie być zaskoczonym, jak babka coś pokaże.

            Oprócz tego zapraszam do Essen. :-) Dr. Pape robi w każdy pierwszy wtorek w miesiącu o 19.30 wieczór informacyjny. Zupełnie bezpłatny i niezobowiązujący. Adres poradni też mogę przesłać na maila.
            • 16.06.09, 13:39
              Litero, a czy po takim bialkowym drinku na kolacje to chce sie jesc?
              mi sie czasem nie chce nic robic, ale glodna jestem... zastanawiam sie, czy taki
              drink zabija tez poczucie glodu? bo glodna byc nie lubie ;)

              --
              kurczak: 03.03.05 (21:38)
              pisklak: 07.09.07 (21:21)
              • 16.06.09, 14:01
                Kupiłam w KDC, pewnie jeszcze są, szybko przyszła, bede czytac i dzielić sie z
                Wami refleksjami :))
                Kupiłam jeszcze "Nie potrafię schudnąć" Pierra Dukana - zna może któraś z Was?

                Na diecie na razie jest fajnie :) znikneły mroczki (te aktory takie ;))) przed
                oczami, trzesawki rak i inne. Sniadania wchodzą mi świetnie, gorzej z kolacjami,
                50g białka to straaasznie duzo na raz, wiec dziele na mniejsze porcje. Moze
                macie pomysl na bialko w czyms? Moze wlasnie jakies bialkowe "suplementy" (np.
                ze sklepu dla kulturystów)? Bo bez bialka wieczorem to chyba ta dieta nie ma
                sensu...
                Zauwazylam, ze po "chlebowo/bułkowym" sniadaniu pozniej jestem glodna, a po
                "płatkowym" wczesniej. Moze to dlatego, ze jem kanapki ze słodkimi dodatkami,
                więc relatywnie zjadam więcej weglowodanów?
              • 16.06.09, 14:27
                kura17 napisała:

                > Litero, a czy po takim bialkowym drinku na kolacje to chce sie jesc?
                > mi sie czasem nie chce nic robic, ale glodna jestem... zastanawiam sie, czy tak
                > i
                > drink zabija tez poczucie glodu? bo glodna byc nie lubie ;)
                >

                W tym drinku ilość kalorii jest mniejsza niż w zwykłym posiłku białkowym. Jednak ze względu na zawartość pełnowartościowego białka i roślinnej substancji opóźniającej przechodzenie cukru do krwi (Amorphophallus konjac, czyli po niemiecku konjakwurzel) te drinki sycą zwykle bardzo dobrze i wielu pacjentów je stosuje. Nadają się one jednak tylko do zastępowania jednego posiłku, najlepij wieczorem, a w razie dnia czystobiałkowego z czterema posiłkami można użyć go dwa razy. Częstsze wymiany redukują zbytnio bilans kaloryczny. Można stosować je na zmnianą z normalnym odżywianiem, nie jest to bowiem żadne cudo przyśpieszające przemianę materii, które trzeba brać na okrągło, bo inaczej dieta nie funkcjonuje. ;-) Nasz drink różni się od innych produktów białkowych typu slim fast tym, że zawiera o wiele niższy poziom węglowodanów. Istnieją bowiem dwie kategorie produktów dietetycznych w Niemczech. Pierwsza, którą można kupić samemu w aptece, albo w drogerii, to zwykle zbilansowane posiłki o określonej przez prawodawcę ilości cukru. To jest ważne, bo ludzie stosują te drinki często jako wyłączne odżywianie (np. przez kilka dni) i niska zawartość cukru byłaby niewskazana, a nawet niebezpieczna. Problemem jest tu jednak, że stymulują one przez ten cukier ciągle wysoki poziom insuliny i poza ograniczeniem kalorii nie przynoszą żadnych korzyści. Drugą kategorią są produkty z obniżoną zawartością cukru i te mogą być sprzedawane tylko z odpowiednią dietetyczną poradą, do tej kategorii należy nasz drink. Po prostu, dla uświadomionego pacjenta, który dba o dostateczną ilość kalorii, jeden niskocukrowy i niskokaloryczny drink nie jest problemem. Gdyby jednak ktoś wpadł na pomysł zrezygnować ze wszystkich posiłków i żyć cały dzień z tym drinkiem, to gwaratuję, że poczuje się conajmniej słabo. ;-) Jako alternatywę dla osób nie mających dostępu do osobistego kontaktu z doradcą sprzedajemy też internetowo drink z nieco podwyższonym cukrem, tak by odpowiadał zarządzeniom, ale ciągle był stosunkowo niski. O doświadczeniach z tym produktem nie mogę nic napisać, bo mamy go dopiero od niedawna. Dr. Pape wprowadził ten drink ze względu na ciągłe zapytania o możliwość zakupu naszego produktu bez potrzeby przyjeżdżania na poradę.
                • 16.06.09, 14:38
                  czyli nawet po znajomosci nie moge od Ciebie kupic jednej puszki, zeby miec "na
                  wszelki wypadek", raz w tygodniu, jak mi sie nie chce kolacji wymyslac?...
                  ... chlip...

                  moglabys podac choc link do tego Waszego drinka dostepnego w necie? z gory
                  dziekuje :)

                  --
                  kurczak: 03.03.05 (21:38)
                  pisklak: 07.09.07 (21:21)
                  • 16.06.09, 16:10
                    kura17 napisała:

                    > czyli nawet po znajomosci nie moge od Ciebie kupic jednej puszki, zeby miec "na
                    > wszelki wypadek", raz w tygodniu, jak mi sie nie chce kolacji wymyslac?...
                    > ... chlip...
                    >
                    > moglabys podac choc link do tego Waszego drinka dostepnego w necie? z gory
                    > dziekuje :)
                    >

                    Tu masz linka do strony internetowej konceptu "Schlank im Schlaf" i info o produktach stosowanych w poradni:
                    www.insulean.de
                    A tu znajdziesz produkty dostępne bez osobistego kontaktu:
                    www.schlankimschlaf.com/
                    A jeżeli chodzi o "po znajomości". ;-) Poczytaj sobie najpierw o tych produktach, a jak będziesz czymś zainteresowana, co dostępne jest tylko w poradni, to napisz mi na maila gazetowego. Jeszcze nigdy nie sprzedawaliśmy produktów z obniżonym cukrem po poradach internetowych, nie jestem pewna, czy coś takiego jest legalne. Musiałabym się zorientować i zapytać szefa. :-)
            • 16.06.09, 13:51
              A ja mam pytanie.
              Kiedyś na odchudzanie kupiłam sobie takie "szejki" - firma Nutrend, nazwa T-meal.
              Jest napisane, że w 100 g jest 54 g białka (i 19 g węgli), na posiłek się zjada
              40 g.
              Czy mogłabym jeść to jako dodatek do kolacji, albo zamiast kolacji? Oczywiście z
              wodą, nie mlekiem.

              Bo mam tego dwie puszki, nie zjadłam do końca w czasie poprzednich epizodów
              dietetycznych, a to jest dobre i mogłabym jeść. Tylko właśnie pytanie - czy można?

              --
              Kaczuchy :)
              yaga7.fotolog.pl
              • 16.06.09, 14:34
                yaga7 napisała:

                > Jest napisane, że w 100 g jest 54 g białka (i 19 g węgli), na posiłek się zjada
                > 40 g.

                40g węgli to za dużo. My staramy się by nasza porcja miała wymieszana ze szklanką mleka tylko około 17g. Niektóre proteinowe szejki kupowane na siłowniach mają też mało węgli. Ale specjalnie na ich nazwach się nie znam. Czasem pacjenci przynoszą jakieś puszki do sprawdzenia.
                • 16.06.09, 14:50
                  pierwszalitera napisała:

                  > yaga7 napisała:
                  >
                  > > Jest napisane, że w 100 g jest 54 g białka (i 19 g węgli), na posiłek się
                  > zjada
                  > > 40 g.
                  >
                  > 40g węgli to za dużo. My staramy się by nasza porcja miała wymieszana ze szklan
                  > ką mleka tylko około 17g.

                  Ale yaga pisze, że węgli jest 19g...
                  W 40g takiego proszku będzie więc 7.6g węgli i 22g białka. To zła proporcja, czy
                  czegoś nie zrozumiałam?
                  • 16.06.09, 15:53
                    > Ale yaga pisze, że węgli jest 19g...
                    > W 40g takiego proszku będzie więc 7.6g węgli i 22g białka. To zła proporcja, cz
                    > y
                    > czegoś nie zrozumiałam?

                    Nie, to tylko ja pobieżnie przeczytałam i zrozumiałam, że w porcji jest 40g węgli. Jasne, jedna porcja będzie w porządku. Sorki.
                    • 16.06.09, 15:55
                      No właśnie :)

                      Czyli super, mogę jeść! To dobra wiadomość:)
                      --
                      Kaczuchy :)
                      yaga7.fotolog.pl
                    • 16.06.09, 15:57
                      Zniknęła mi odpowiedź na ten post, więc jeszcze raz piszę, że to super :D
                      --
                      Kaczuchy :)
                      yaga7.fotolog.pl
                • 16.06.09, 15:54
                  Źle zrozumiałaś ;)

                  W w 100 g proszku jest 54 g białka i 19 g węgli.

                  Na porcję zjada się 40 g proszku, czyli ok 22 g białka, 12 g węgli.

                  --
                  Kaczuchy :)
                  yaga7.fotolog.pl
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.