Kat przyjezdazal Nysa Dodaj do ulubionych


Kat przyjeżdżał nysą



Choć w celi śmierci wyroków nie wykonuje się od 27 lat, zapadnia
ciągle robi wrażenie na oglądających to miejsce...
Fot: Marcin Bielecki
Od ponad dwudziestu lat tylko sporadycznie otwierano do niej drzwi.
Ostatnio jednak nieliczni mieli okazję zajrzeć do podziemnych
pomieszczeń nowogardzkiego Zakładu Karnego, gdzie jeszcze w latach
70. tracono osadzonych z wyrokiem śmierci.

W Nowogardzie żyją ludzie, którzy pamiętają tamte lata. Są też
tacy, którzy byli obecni przy wykonywaniu wyroków śmierci. W
dokumentacji zakładu zachowały się jedynie suche informacje o
wieszanych więźniach. Nawet żyjący, dawni pracownicy więzienia, nie
chcą opowiadać o tych przypadkach. Zasłaniają się tajemnicą lub
niepamięcią.

Dlatego, mimo że wielu nowogardzian wie o celi śmierci w
nowogardzkim Zakładzie Karnym, to jednak nieliczni tylko wiedzą,
jak ona wygląda, ilu więźniów stracono i jak wyglądał sam proces
wieszania skazanego. Nam udało się dotrzeć do kilku osób, które
zdradziły szczegóły wykonywania wyroków w nowogardzkim więzieniu.



Brakuje dokumentów

Zainteresowanie celami śmierci powróciło niedawno, kiedy pojawiły
się rozmowy nad przywróceniem kary śmierci w Polsce. Zamknięta do
tej pory nowogardzka cela stała się dostępna, przynajmniej dla
dziennikarzy i odwiedzających zakład gości.

Niektóre wątki dotyczące wykonywania kary śmierci do tej pory
pozostają niejasne. Nie wiadomo dokładnie, ile osób od czasów
powojennych do późnych lat 70. zostało straconych. Nie ma też
dokumentacji jasno mówiącej o tym, w jakich latach i w jaki sposób
ginęli więźniowie z wyrokiem śmierci. Są tylko pewne poszlaki,
niepełne wspomnienia dawnych funkcjonariuszy i akta osobowe
ostatnich straconych.

- Dokumentów poświęconych tylko wykonywaniu kary śmierci w naszym
zakładzie nie ma, bo nie prowadzono ich nigdy - tłumaczy porucznik
Artur Bojanowicz, rzecznik prasowy ZK w Nowogardzie. - Są jedynie
zapiski w ogólnej dokumentacji, akta osobowe osób straconych.
Zachowały się także protokoły z wykonania kary oraz postanowienia
sądowe. Nie ma jednak wyraźnych dat, w jakich latach ta kara była u
nas wykonywana. Te informacje, które posiadamy, są efektem naszych
dociekań. Są skorowidze, w których zapisano nazwiska wszystkich
więźniów. W uwagach przy nazwisku wpisywano, co stało się z
konkretnym więźniem: czy zmarł naturalnie, targnął się na życie,
czy wykonano na nim karę śmierci. Na podstawie tego doszedłem do
ustalenia pewnych faktów, ale na ile one są pełne, tego nie wiemy.
Z moich ustaleń wynika, że w latach 1972 - 1978 prawdopodobnie w
celi śmierci zginęło 6 osadzonych z wyrokami śmierci. Ostatnia kara
wykonana została 12 grudnia 1978 roku. Ale czy liczba sześciu
powieszonych jest prawdziwa, tego nie wiem. Dlatego tak cenne są
dla nas wspomnienia osób jeszcze pamiętających tamte lata. Zdaję
sobie sprawę, że tych ludzi jest coraz mniej. A nam zależałoby na
uzupełnieniu naszej wiedzy dotyczącej liczby straconych i lat, w
których wykonywano w Nowogardzie karę śmierci, bo z tego, co
słyszałem, wykonywano ją także dużo wcześniej.

Rzeczywiście, ze wspomnień dawnych pracowników zakładu karnego, czy
osób interesujących się historią więzienia, wynika, że w
Nowogardzie już po wojnie wykonywano pierwsze wyroki.

Prawdopodobnie nie przez powieszenie, ale przez rozstrzelanie.

- Kiedyś głośno wypowiadano nazwisko dawnego mieszkańca Nowogardu,
który takie wyroki wykonywał - wspominają najstarsi mieszkańcy
miasta. - Podobno człowiek ten był alkoholikiem i bez problemu
podejmował się tego zadania. Nazywano go naszym miejscowym katem,
ale to było prawie pół wieku temu i ile w tym prawdy, nie wiadomo.
Od lat powojennych do 70. też wykonywano wyroki śmierci w naszym
więzieniu.

Z opowieści najstarszych mieszkańców wynika, że wyroki odbywały się
po cichu, często nawet bez poinformowania rodziny skazanego.

- Pamiętam, że w zakładzie istniała cela śmierci z drewnianą
zapadnią - opowiada pan Franciszek, jeden z nauczycieli, uczących
wtedy w Zakładzie Karnym w Nowogardzie. - To były takie grube
drewniane dechy na kołkach, wyglądało to jak stół. Kołki opadały,
kiedy kat zwalniał sznur z pętlą. Ta zapadnia była całkiem
prymitywna, zachowała się jeszcze z czasów przedwojennych. Z moich
informacji, jakie wtedy czasem przemycane przez funkcjonariuszy
trafiały poza mury więzienia, wynikało, że sporadycznie, ale w
latach 60. kara ta była u nas wykonywana.

W 1972 roku w nowogardzkiej celi śmierci wybudowano nową betonową
zapadnię, która nie zmieniona, zachowała się do dziś.



Kat czy prokurator?

Do tej pory najwięcej emocji wzbudza tajemnicza osoba, która
wykonywała najczarniejszą robotę przy wyroku, czyli kat.

- Pracowałem w naszym Zakładzie Karnym w latach, kiedy wykonywano
ostatnie wyroki śmierci - opowiada jeden z ówczesnych
funkcjonariuszy. - Nie byłem bezpośrednio przy wykonywaniu wyroków,
ale wiem jak to wyglądało z opowieści kolegów. W tym dniu, kiedy
miał być wykonany wyrok, wszyscy wiedzieliśmy o tym. Taka atmosfera
wtedy panowała, w powietrzu coś takiego dziwnego wisiało. Widywałem
na bramie wjazdowej ludzi, którzy przyjeżdżali, bo musieli być
obecni przy wyroku z racji swojej funkcji. Dokładnie znam przebieg
stracenia więźnia, a to dlatego, że także mój ojciec sporo mi
opowiadał, bo też pracował w tym zakładzie. Ja na pewno mogę obalić
mit kata, jako jednej konkretnej osoby, zajmującej się wykonaniem
wyroku. Przynajmniej w tych ostatnich latach wykonywania kary.
Wcześniej być może była taka osoba, ale te wyroki, które pamiętam,
odbywały się inaczej. Więzień skazany na śmierć przebywał w
izolatce. Nie znał dnia, ani godziny wykonania wyroku. Kiedy
przyszedł na niego czas, wówczas przychodziło po skazanego czterech
funkcjonariuszy. Doprowadzali go do pomieszczeń, w których
przeprowadzano ostatnie badanie lekarskie. Gdyby się okazało, że
stan zdrowia skazanego jest bardzo ciężki, zwołana komisja mogła
zawiesić wyrok. Po badaniu lekarza, skazanego doprowadzano do
pokoju ostatniej posługi, tuż przed celą. Na więźnia czekał już
naczelnik zakładu, kierownik ochrony i ksiądz kapelan, który czynił
ostatnią posługę. Modlił się za skazanego, a ten mógł się
wyspowiadać. W tym pokoju czekało też na skazanego czterech
prokuratorów, którzy, jak dziś pamiętam, przyjeżdżali do nas nysą
ze Szczecina. Wpuszczałem ich nieraz na bramie. Wśród nich jeden
był katem.

Z opowieści funkcjonariusza wynika, że prokuratorzy przywozili z
sobą cienką linkę, zapakowaną i zaplombowaną.

- Ten stryczek zawieszali na haku umieszczonym w suficie celi i
zakładali na szyję skazanego - kontynuuje funkcjonariusz. - Koniec
linki przyczepiany był do kołka wystającego ze ściany. Uwolnienie
linki powodowało obsunięcie się ciała, zaciśnięcie pętli na szyi i
otwarcie zapadni. Lekarz stwierdzał zgon. Ot, cała historia. Linka
była stosunkowo cienka, mogła się zerwać i to zawsze było takie
niedoścignione marzenie skazanych. Bo gdyby się zerwała, wtedy
według międzynarodowego prawa, taka osoba zostaje zwolniona z
wyroku. U nas jednak nigdy tak się nie zdarzyło.

Ostatni wyrok śmierci wykonany w nowogardzkiej celi straceń odbył
się na gwałcicielu spod Gryfic.

- Zakrzewski się nazywał, ale nie pamiętam jego imienia - wspomina
funkcjonariusz. - Pamiętam natomiast dokładnie za co go skazali.
Zgwałcił dziewczynkę, a wcześniej upoił ją alkoholem, potem dusił.
W końcu dziecko zmarło. To był ostatni wyrok śmierci. Potem wielu
miało jeszcze wyroki, ale w latach 90. karę śmierci zniesiono i
pozostałych nie wykonano.

Jedyną pamiątką po powieszonych w nowogardzkim więzieniu były ich
groby.

- Tych ludzi chowano przeważnie nocą, bez księdza, bez
powiadomienia rodziny tuż przy głównym wejściu na cmentarz, po
lewej stronie - dodaje pan Franciszek. - Czasem, ja
  • Kat przyjezdazal Nysa -
    hard-ass 12.06.09, 21:05

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Okazje.info.pl

Bestsellery

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.