Dodaj do ulubionych

Czy Jagna była socjopatką?

10.01.10, 22:00
Nigdy wcześniej nie pomyślałam w ten sposób o Jagusi, ale trafiłam na
definicję tego zaburzenia i wiele elementów układanki pasuje.
Socjopatia – zaburzenie osobowości, przejawiające się nierespektowaniem
podstawowych norm etycznych oraz wzorców zachowań w społeczeństwie,
uwidaczniające się w wyraźnym braku przystosowania do życia w społeczeństwie.
Nie jestem psychiatrą i ciekawa byłabym opinii specjalisty, ale to zaburzenie
pasuje do Paczesiówny.
Myślę o Jagnie i zastanawiam się co oprócz jej subiektywnych, aktualnie
odczuwanych wrażeń było dla niej istotne? Przypominam sobie jedyne odruchy
człowieczeństwa, kiedy mówią o niej, że wspominała biedotę i miała dobre serce
- mam jednak wrażenie, że to nie były odruchy u podstaw których było
współczucie i zrozumienie dla cudzej krzywdy. Raczej rozchwianie i egzaltacja,
zaspokajanie chwilowego kaprysu bez głębszej refleksji. Kiedy obdarowuje
nowożeńców, Nastusię i Szymka, w pewien sposób im zazdrości, ale sama nie
potrafi zrozumieć czego, bo nie jest w stanie czuć tego w stosunku do
mężczyzn, z którymi się wiązała.
Jedyną motywacją jej postępowania było zaspokajanie własnych potrzeb w danej
chwili. Kierowała się popędami i nie kwalifikowała własnych czynów w
kategoriach zła i dobra, nie czuła się władna sobą dysponować, więc nie czuła
się odpowiedzialna za konsekwencje. Nie skłaniały jej do refleksji nad własnym
postępowaniem nawet sygnały z zewnątrz - każdą krytykę odbierała jak atak i
czuła się krzywdzona. Kiedy wspomina słowa księdza ostrzegającego ją przed
kontaktami z pasierbem (Antkiem) boi się grzechu, ale tak jak dziecko tego, że
dostanie klapsa. Nie czuje, że zdrada to zło. Nie czuje się winna wobec Hanki,
gdy spotyka ją w kruchcie patrzy i myśli, że Antkowa kobieta tak źle wygląda,
jakie to dziwne - a przecież sama jest współwinna jej ciężkiej sytuacji. Jagna
nie kocha Mateusza, nie kocha Antka - czuje do niego silny pociąg seksualny,
wobec męża jest zupełnie obojętna do czasu kiedy zaczyna go nienawidzić, z
braćmi nie ma zbyt wiele wspólnego, ma niechętny stosunek do macierzyństwa,
Jasio jest jak świątek na obrazie, nie jak mężczyzna z którym chciałaby żyć.
Jedyną trwałą relację ma z matką, ale czy można nazwać jej stosunek do niej
miłością? Wygląda to raczej na pewne przyporządkowanie do niej z racji życia w
tym, a nie innym domu. Dominikowa kochała córkę patologiczną miłością
oblubieńczą, może w ten sposób przyczyniła się do ukształtowania jej chorej
osobowości. Do tego dochodzi nieprzystosowanie do życia w społeczeństwie,
którego zasad Jagna nie przyjmuje i nie chce i nie umie się do nich stosować.
Z tego wszystkiego wyłania się obraz zaburzonej osoby.
Zgadzacie się, czy macie coś na jej obronę?
--
Ale wieś! Forum o "Chłopach" Reymonta
Edytor zaawansowany
  • magda.gryniewicz 10.01.10, 22:36
    jeśli trzymać się ściśle tej definicji "socjopatia" to przynajmniej
    90% społeczenstwa jest nią dotknięta - zdradza - po cichu, kradnie,
    obmawia - plotkuje, robi małe przekręty i szwindelki, a np. lekarze
    zostawiają w brzuchu pacjentów narzędzia chirurgiczne... itd, itp.
    z tą jednak rożnicą, że większość kryje się ze swoim postępowaniem -
    czasem z marnym skutkiem.
    Jagusia kryła się mniej - może z powodu niedojrzałości, może z
    powodu naiwności. taka "nieskalana" cywilizacyjnie, ale lubię tę
    postać i nie oceniałabym jej tak surowo. patologiczna miłość matki
    mogła odcisnąć jakieś tam piętno na jej osobowości, ale pamiętajmy,
    że ona w powieści ma zaledwie 18 lat - my ją oceniamy z naszej
    własnej perspektywy dorosłych kobiet. czy i teraz nastoletnie
    dziewczyny wszystkie są takie przystosowane i rozsądne?
  • stara_dominikowa 11.01.10, 10:15
    Buntować się przeciwko ustalonemu porządkowi to co innego niż w ogóle go nie
    dostrzegać i nie rozumieć.
    Osiemnastoletnia chłopka nie chodziła do klasy maturalnej, tylko pracowała, żeby
    jeść i potrafiła zająć się gospodarstwem tak, aby płynnie przejść z domu
    rodziców do domu męża. Józka miała 10 lat a przypominała dzisiejsze
    piętnastolatki, Jagna była młodą, dojrzałą kobietą.
    --
    Ale wieś! Forum o "Chłopach" Reymonta
  • monikate 11.01.10, 17:56
    Dajcie spokój, kumo Dominikowo! Ja myślę, tak jak Magda. Inna sprawa, że żadne
    społeczeństwo nie lubi odmieńców. "Socjopatka" i "aspołeczna" jest Lisbeth
    Salander ("Millenium") - ale że Szwedzi nie wywożą takich ze wski, to wzięli i
    ubezwłasnowolnili dzieuchę.
    Lubię i Jagnę, i Lisbeth :) Takim, jak one jest ciężko w życiu, ale dodają barw
    codzienności.
    --
    Uważaj, o co prosisz, bo się spełni
  • stara_dominikowa 11.01.10, 22:31
    Chyba żem utrafiła w świętość jaką:)
    Odmieńcy są ciekawym tematem literackim, fakt. A spokoju nie dam, bo mnie
    ciekawi. Nie traktujta mnie jak Pietrka co wóz prowadził jak Jagnę ze wsi wywozili!
    Jedne Hanki się czepiają, to ja Jagusi spokoju nie dam. Zastanawiam się dlaczego
    złego od dobrego odróżnić nie odróżniała i nie rozumiała o co do niej świat
    pretensje ma.
    --
    Ale wieś! Forum o "Chłopach" Reymonta
  • mamajulki35 26.08.14, 21:55
    stara_dominikowa napisała:

    Zastanawiam się dlaczego złego od dobrego odróżnić nie odróżniała i nie rozumiała o co do niej świat pretensje ma.

    Nie umiała nie bardziej niż ci, co ją za wieś wywieźli ;). Oni też ze zdolnością odróżniania dobra od zła i poczuciem sprawiedliwości byli na bakier.
    I mam wrażenie, że gdyby nie poszło w końcu o pieniądze, to Jagusia do starości by we wsi żyła, co jakiś czas tylko będąc obiektem plotek.
    No ale wójt kasę sprzeniewierzył, ktoś musiał być za to ukarany, a przecież wiadomo, że nie główni winowajcy ;).
  • jadwiga1350 12.01.10, 13:18

    -Kierowała się popędami i nie kwalifikowała własnych czynów w
    > kategoriach zła i dobra, nie czuła się władna sobą dysponować,
    więc nie czuła
    > się odpowiedzialna za konsekwencje. Nie skłaniały jej do refleksji
    nad własnym
    > postępowaniem nawet sygnały z zewnątrz - każdą krytykę odbierała
    jak atak i
    > czuła się krzywdzona. Kiedy wspomina słowa księdza ostrzegającego
    ją przed
    > kontaktami z pasierbem (Antkiem) boi się grzechu, ale tak jak
    dziecko tego, że
    > dostanie klapsa. Nie czuje, że zdrada to zło. Nie czuje się winna
    wobec Hanki,
    > gdy spotyka ją w kruchcie patrzy i myśli, że Antkowa kobieta tak
    źle wygląda,
    > jakie to dziwne - a przecież sama jest współwinna jej ciężkiej
    sytuacji.-

    To prawda. Tylko, że w tym akurat Jagna tak bardzo się nie różni od
    pozostałych mieszkańców Lipiec. Tam właściwie wszyscy nie potrafią
    rozróżnić między dobrem i złem, nie czują wyrzutów sumienia, są
    zawsze niewinni.
    Antek nie czuje wyrzutów sumienia za romans z macochą, krzywdę
    rodzonego ojca i żony.
    Mateusz uwodzi i porzuca mężatkę, ale nic to dla niego.
    Organiścina ma na sumieniu Magdę i śmierć jej dziecka, ale nadal
    jest surową strażniczką moralności we wsi.
    Kozłowie kradną i traktują to jako normalny sposób zarabiania na
    życie.
    Ksiądz kradnie trawę, a sumienie uspokaja obietnicą zmówienia
    paciorka za kłebową duszę.
    Jagustynka podpuszcza Antka na Jagusię i nie myśli jak bardzo
    krzywdzi w ten sposób Hankę.
    Jedyną osobą która odczuwała wyrzuty sumienia była Tereska
    żołnierka. Ale dopiero wtedy, gdy kochanek ją zawiódł, a mąż jej
    wszystko przebaczył. Wcześniej gdy nosiła Mateuszowi wałówę do
    więzienia, nie czuła, że krzywdzi Jaśka tęskniącego za nią w dalekim
    wojsku.


    Jagusia wcale tak bardzo nie odbiegała moralnością od większości
    mieszkańców Lipiec.Czy zdradzanie męża z dwoma mężczyznami jest dużo
    większym grzechem niż cudzołóstwo z jednym(kazus Tereski żołnierki)?
    Tylko,że innym łatwo uchodziło to na sucho i było szybko zapominane.
    A grzechy Jagny były wciąż rozpamiętywane, wciąż podlewane sosem
    społecznego oburzenia i przez plotki potęgowane do gigantycznych
    rozmiarów.Oprócz niemoralności zarzucano jej też przecież kradzież i
    chciwość, a na koniec: "grzeszenie przeciwko wszystkim przykazaniom."
    Jagna stawała się kozłem ofiarnym, można było ją oskarżać o wszelkie
    zło. Dlaczego tak się działo? Może dlatego że Jagna rzeczywiście nie
    rozumiała reguł rządzących społeczeństwem? Nie kryła się ze swoimi
    postępkami, nie umiała udawać, być obłudną.Nie rozumiała ,że w
    społeczeństwie każdy łajdak może spokojnie funkcjonować jeśli nałoży
    maskę moralności.









    Próbowałem zwrócić uwagę konduktora,że to Piłsudski, ale
    konduktorowi nazwisko to nic nie mówiło. Wtedy Warszawę emocjonował
    Zdzisław Lubomirski.
  • stara_dominikowa 12.01.10, 14:39
    jadwiga1350 napisała:
    Dlaczego tak się działo? Może dlatego że Jagna rzeczywiście nie
    > rozumiała reguł rządzących społeczeństwem? Nie kryła się ze swoimi
    > postępkami, nie umiała udawać, być obłudną.Nie rozumiała ,że w
    > społeczeństwie każdy łajdak może spokojnie funkcjonować jeśli nałoży
    > maskę moralności.

    Nie wpadajmy w skrajności. Wystarczy rozejrzeć się wokół a i na samego siebie -
    kto nigdy nie okłamał, kto nie jechał "na gapę", kto z jenternetu jednej piosnki
    nie ściągnął? Rozumiemy jednak co robimy źle, staramy się wytłumaczyć sobie "bo
    kierowca nie miał biletów", "bo po co robić przykrość mówiąc prawdę" - tak
    tłumaczyli sobie i oni. Mateuszowi Tereska sama w ręce weszła to i wzion, Magdę
    organiścina ostrzegała, żeby nie prowadzała się z Frankiem. To naturalny
    mechanizm, że usprawiedliwiamy swoje postępki.
    Z Jagną sprawa ma się nieco inaczej. Co innego jechać 120 km/h przez miasto - bo
    przecież przepis mówiący, że można jechać tylko 50 km/h jest "nieżyciowy", a co
    innego nie rozumieć po co są skrzyżowania i sygnalizacja świetlna, o znakach nie
    wspominając. Pierwsze jest karygodne, ale drugiego nawet nie da się
    zakwalifikować bo delikwent nie pojmuje całej idei ruchu drogowego. Rozumując w
    ten sposób Jagna faktycznie jest mniej winna niż organiścina, bo będąc poza
    kategoriami dobra i zła jest wykluczona z obowiązujących norm.
    --
    Ale wieś! Forum o "Chłopach" Reymonta
  • jadwiga1350 12.01.10, 15:20
    Mateuszowi Tereska sama w ręce weszła to i wzion, Magdę
    > organiścina ostrzegała, żeby nie prowadzała się z Frankiem. To
    naturalny
    > mechanizm, że usprawiedliwiamy swoje postępki.

    Oj, Dominikowo, Jagna też w podobny sposób próbowała się
    usprawiedliwiać.
    Wójt ją przecież spoił.O Bożym świecie nie wiedziała.Niewinowata
    była.
    Boryna też był odpowiedzialny za krzywdy Jagusi.Zły go postawił na
    jej drodze, matkę morgami skusił, związał Jagnie cały świat.
    --
    Próbowałem zwrócić uwagę konduktora,że to Piłsudski, ale
    konduktorowi nazwisko to nic nie mówiło. Wtedy Warszawę emocjonował
    Zdzisław Lubomirski.
  • monikate 12.01.10, 19:34
    Dodam, że Jagna była przecież urodna ponad ludzką miarę bez to... Baby jej
    zazdrościły, chłopy się wściekały, że nie dla psa kiełbasa.
    A że Jaguś faktycznie żadnej maski nie zakładała, od ludzi stroniła, to darować
    jej nie mogły.
    --
    Uważaj, o co prosisz, bo się spełni
  • cahir4 12.01.10, 20:47
    A ja myślę, że słusznie prawicie, Dominikowo. Kużden tam w Lipcach miał coś na
    sumieniu, ale Jaguś to w zasadzie sumienia nie ma. Nie w takim znaczeniu jak we
    frazeologizmie "być bez sumienia", ale w tym, że nie posiada świadomości grzechu.

    Organiścina i Mateusz to niewłaściwe przypadki, bo oni nie robią nic złego. To
    znaczy, dla nas zło wyrządzane przez nich jest oczywiste, ale w lipieckiej
    moralności to co najwyżej niezbyt ładny postępek. Organiścina, wiejskie
    wcielenie Dulskiej, wyrzuca Magdę robiąc wielką i hałaśliwą scenę właśnie po to,
    by zadośćuczynić wymogom społecznej moralności, poprzez demonstracyjne odcięcie
    się od Magdy "grzechu". Co ciekawe, a trochę mniej dulskie, większą jeszcze
    zgrozą przejmuje ją myśl o ewentualnym grzechu syna (bo ranga przewinienia
    większa) i zapowiada, że i jego by się wyrzekła.
    Mateusz żyje w świecie (i zdaje sobie z tego sprawę), gdzie stosunki
    pozamałżeńskie są hańbą dla kobiety, ale powodem chwały za nieżonatego
    mężczyzny. Im liczniejsze, tym chwała większa. Wie o tym, stąd jego przechwałki
    o licznych w tej dziedzinie sukcesach. Trudno o specjalny powód do poczucia winy.

    Inni, o ile czynią źle, wiedzą o tymi próbują się maskować. Ta maska, obłuda,
    jak ją nazywacie, jest wszak częścią kultury, świadectwem świadomości
    obowiązujących norm społecznych nawet wtedy, kiedy nie mamy siły albo ochoty,
    żeby się im podporządkować. Jagna jest poza tymi normami, naprawdę rzadko widać
    w niej jakieś przebłyski myśli, wstydu itp. Nie dociera do niej ksiądz, nie
    dociera matka, nawet Roch się poddaje uznając ją za beznadziejny przypadek. W
    sprawie z Jasiem jest już kompletnie rozbrajająca - no o co im wszystkim chodzi?

    Masz rację, Dominikowo, też piszesz o tym, że nie jest ona zdolna do zbudowania
    relacji z kimkolwiek. Nie jest w zasadzie zdolna do uczuć w głębszym rozumieniu
    tego słowa. Nie wiem, czy to skutek patologicznej miłości Dominikowej, być może.
    Na pewno mogła ona doprowadzić do Jagusinego egocentryzmu. Ale czy mogła to być
    jedyna przyczyna? Zaburzenie wydaje się zbyt głębokie. Ludzie powiadają o
    Dominikowej, że była taka samiuteńka za młodu. Może predyspozycja dziedziczna?
    Tylko że Dominikowej to w którymś momencie przeszło. Czy jest możliwe, żeby
    Jagnie też w końcu włączyło się myślenie?
  • stara_dominikowa 13.01.10, 09:10
    cahir4 napisała:
    Czy jest możliwe, żeby
    > Jagnie też w końcu włączyło się myślenie?

    Już nawet tego myślenia od niej nie oczekuję, ale zwykłej chęci przetrwania i
    gromadzenia ku temu zasobów (zarówno materialnych jak i w postaci zbudowanych
    więzi z ludźmi). Możliwe, że pewną ewolucję przeszłaby gdyby urodziła dziecko.
    Poczułaby się za kogoś odpowiedzialna i może ten gront stałby się dla niej
    wartością a i relacja z mężem i drugimi? Może wtedy zakorzeniłaby się Jaguś w
    rzeczywistości zamiast jeno za tymi chmurami duszą lecieć? Możliwe też , że jej
    matkę zmieniło założenie rodziny, chociaż dopiero Jagusię tak naprawdę
    pokochała, chłopaków traktowała źle. Ciekawa jestem jej relacji z mężem. Nie
    wspomina go nigdy.
    O! Przebłysk człowieczeństwa Jagny mi się przybaczył - na jarmarku prosi Jagatę
    o pacierze za tatula i daje jej pieniądze. Biorę to za nomen omen dobrą monetę:)
    Jagnę łatwo lubić bo i piękna i uzdolniona i fascynuje tą siłą niszczycielską co
    facetów łamie jak wicher drzewa... Życie z ludźmi w zgodzie kojarzy się z
    konformizmem. Ale tak jak pisała Cahir, pewna doza fałszu jest niezbędna do
    życia w społeczeństwie. Zasady dobrego wychowania bynajmniej nie wymagają od nas
    szczerości i otwartości w relacjach. Przemilczenie, powściągliwość - to też
    pewna obłuda, czy nie? Moralność bez społeczeństwa nie istnieje, ma swoje
    korzenie w regulacji życia grupy i jej ma służyć. Jeśli Jaguś była poza
    społeczeństwem, jak miało ukształtować się jej sumienie? Jeśli było jej "za
    równo" to po całości. Nie była zakorzeniona w niczym i nie miała żadnej myśli
    przewodniej. Można obwiniać wieś za brutalny finał powieści, ale całą sobą Jagna
    do takiego czy innego złego końca dążyła.
    --
    Ale wieś! Forum o "Chłopach" Reymonta
  • jadwiga1350 03.05.10, 17:37
    Organiścina, wiejskie
    > wcielenie Dulskiej, wyrzuca Magdę robiąc wielką i hałaśliwą scenę
    właśnie po to
    > by zadośćuczynić wymogom społecznej moralności, poprzez
    demonstracyjne odcięcie
    > się od Magdy "grzechu".


    Ale czy tego wymagała społeczna moralność? Maciej nie wyrzucił
    ciężarnej Ewki i nikt mu z tego powodu złego słowa nie powiedział.


    > Co ciekawe, a trochę mniej dulskie, większą jeszcze
    > zgrozą przejmuje ją myśl o ewentualnym grzechu syna (bo ranga
    przewinienia
    > większa) i zapowiada, że i jego by się wyrzekła.

    Oj dulskie, dulskie. Organiścinę przejmuje zgrozą nie tyle ewntualny
    grzech syna, ale fakt,że z tego powodu, Jasio byłby wytykany palcami
    ("nie chcę dożyć takiego wstydu i hańby,żeby cię ludzie palcami
    wytykać mieli").
    Ale gdyby nikt o niczym nie wiedział i nie zachodziła
    obawa "wytykania palcami", to kto wie. Może gdyby Jasio miał
    podobny "romans" w mieście(większa anonimowość), albo z mniej
    osławioną kobietą niż Jagusia (choćby z Nastką Gołębianką), to
    mamuśka nie broniłaby tak gorliwie jego niewinności.
  • czepialska 19.01.10, 14:20
    Myślę dokładnie w ten sam sposób - Jagna stała się kozłem ofiarnym
    wioski. Ofiarą złożoną za krzywdy - w moim odczuciu mocno
    wyolbrzymione - wyrządzone przez nią oraz innych.
    Ze swym bezwolnym poddaniem się instynktom, ufnością czy brakiem
    obłudy była przecież doskonałym typem ofiary. A złożono ją dopiero
    wtedy, gdy już nie miała nikogo kto mógłby ją obronić, czy choćby
    odwrócić od niej uwagę...
    Założę się, że po pohańbieniu Jagny, wioska odetchnęła pełną
    piersią, a każdy kto brał udział w akcie zemsty czuł się
    sprawiedliwy i godny. Do czasu aż kolejny, grzeczny czyn jakiegoś
    "niedostosowanego" społecznie nie karze im wymierzyć sprawiedliwości
    w myśl zasady za zbrodnie wasze - te nasze w domyśle...

    --
    ...Pewnie zapytacie co się stało z piaskiem? Jest tam do dziś, bo
    przez diabły na polach rozsypany, pustkę wielką utworzył...Zaś
    Hehelek za czyn swój samowolny i haniebny, z piekła na zawsze
    wygnany został. Siedzi teraz w swej wierzbie i za utraconym srebrem
    płacze. I ani z niego diabeł, ani żaden srebra właściciel...
    "Podróże z legendą"
  • enesaj 17.11.16, 00:05
    jadwiga1350 napisała:

    > Jagusia wcale tak bardzo nie odbiegała moralnością od większości
    > mieszkańców Lipiec.Czy zdradzanie męża z dwoma mężczyznami jest dużo
    > większym grzechem niż cudzołóstwo z jednym(kazus Tereski żołnierki)?
    > Tylko,że innym łatwo uchodziło to na sucho i było szybko zapominane.

    Mateusz był kawalerem, więc Tereska jako jego kochanka zawiniła tylko wobec męża (a potem uznała swój grzech i podjęła pokutę). Jagusia, rzucając się na żonatych, krzywdziła też Hankę i wójtową, cały czas nie pojmując, o co się jej właściwie czepiają.
  • stara_dominikowa 12.01.10, 20:17
    Bronita Jagusi aż mnie dziwno:)
    Chyba jej gładka gębusia wam we łbach zamieszała:) Nie zauważacie naprawdę jak
    bardzo nieprzystosowana do życia była Jaguś? Nie dbała o gront, o grosz, jeno na
    przyodziewę łakoma była. Robić robiła kiedy było potrza - ale wiedziała to po
    co? Martwiła się to co do garnka włoży i jak wymiarkować, żeby mieć? To było
    dobre co sprawiało, że w duszy jej drujko było, a to złe co przeciw niej. Za
    Szymkiem wstawić się nie wstawiała u matki, a przecież mogłaby dużo zwojować u
    starej. Winy nie czuła, jeno dopiero kiedy ktoś ją ganił i wypominał tłumaczyła,
    że wójt, czy Boryna winni. Nie przychodziło jej do głowy, że źle robi, nigdy!
    Hanka myślała o sobie krytycznie, że leń, paparuch i nad drugie wynosząca była u
    Borynów, Antek wstydził się swojego Jagusi miłowania. Jaguś nie czuła, że źle
    robi, nigdy, w żadnej sytuacji. O organistach i ich sumieniu nic wiedzieć nie
    wiemy bo i mniej o nich Reymont pisze, za przykład trudno ich brać.
    Widzę też, że wam jagusina aspołeczność imponować imponuje. Całą resztę
    hipokrytami nazywacie. Rzeczywiście, dwulicowości w Jagusi nie było bo i
    wyrzutów ani potrzeby życia z ludźmi w zgodzie być nie było. Łatwo potępiać
    skąpą Hankę co la dzieci pazurami wydzierała każdą obierkę, łatwo Jagusię
    podziwiać bo o nikogo i o nic dbać nie dbała i la nikogo do poświęceń skłonna
    nie była...
    --
    Ale wieś! Forum o "Chłopach" Reymonta
  • magda.gryniewicz 13.01.10, 11:11

    mnie tam Jagusi gładka gębusia nie zamieszała we łbie, tylko staram
    się oceniać problem nie tylko z własnej perspektywy. Wszystkie te
    opisy Reymonta Jagusi wskazują - jak dla mnie - że była w tej
    społeczności wiejskiej zagubiona, nadwrażliwa, a być może czekająca
    na miłość, ale ze strony mężczyzny - nie tylko matki.
    a z drugiej strony przerąbane miała - te ówczesne wiejskie
    obyczaje - 18 latka miała już być dorosłą, dojrzałą kobietą! Matka
    ją wydała na starego capa. Mnie kobiecie po 30 taka perspektywa
    wydaje się obrzydliwa, a co dopiero 18 letniej dziewczynie. Tak
    wtedy było na wsi, że młódki szły za starych capów - nieźle musiały
    być gruboskórne...
    Może gdyby Mateusz był w niej zakochany i ona by go kochała - i
    zaproponował ożenek - byłaby szczęśliwa. A tak...mimo 30 nie myslał
    chłop o żeniaczce, tylko wolał się łajdaczyć.
    dlatego mysle, że nazwanie Jagny socjopatką - to duże uproszczenie.
    Może zwyczajnie była poligamiczna jak większość facetów - tyle, że
    im przeciez wolno, nieprawdaż?
  • jadwiga1350 13.01.10, 14:34
    magda.gryniewicz napisała:
    >te ówczesne wiejskie
    > obyczaje - 18 latka miała już być dorosłą, dojrzałą kobietą!

    Nie tylko wiejskie.Osiemnastoletnia arystokratka czy mieszczka też
    już była dojrzałą kobietą

    Matka
    > ją wydała na starego capa

    Ale nie wbrew woli Jagny.Jagna się zgodziła na małżeństwo. A w
    każdym bądź razie nie zaprotestowała.

    Mnie kobiecie po 30 taka perspektywa
    > wydaje się obrzydliwa, a co dopiero 18 letniej dziewczynie. Tak
    > wtedy było na wsi, że młódki szły za starych capów - nieźle
    musiały
    > być gruboskórne...

    Przesada. Teraz też się takie związki zdarzają.
    A ja myślę, że małżeństwo z Boryną było najlepszym rozwiązaniem dla
    Jagny.Paczesiówna pod wzgledem emocjonalnym była "dzieciątkiem", a
    nie dojrzałą kobietą. Więc odpowiedni dla niej był starszy mąż,
    który by jej ojcował i za raczkę prowadził.Gdyby nie zdrada
    Jagny,Borynowie mieliby duże szanse na udane pożycie.
    Watpię żeby Jagnie było dobrze z Mateuszem.Zafascynowany był urodą
    Jagny, może nawet ją kochał po swojemu.
    Ale on potrzebował żony, która ciężko pracowałaby w domu i polu,
    rodziła dzieci, miała staranie o wszystko. Na pewno nie chodziłby
    koło płaczącej żony jak kiele tego dzieciątka.Jagna musiałaby stać
    się "żoną-partnerką"
    Boryna był już w takim wieku i miał na tyle środków, że mógł sobie
    pozwolić na "żonę-dzieciątko"

    --
    Próbowałem zwrócić uwagę konduktora,że to Piłsudski, ale
    konduktorowi nazwisko to nic nie mówiło. Wtedy Warszawę emocjonował
    Zdzisław Lubomirski.
  • stara_dominikowa 13.01.10, 15:11
    magda.gryniewicz napisała:
    Wszystkie te
    > opisy Reymonta Jagusi wskazują - jak dla mnie - że była w tej
    > społeczności wiejskiej zagubiona, nadwrażliwa, a być może czekająca
    > na miłość, ale ze strony mężczyzny - nie tylko matki.

    To pięknie brzmi wszystko, ale co Jagna z siebie dawała? Niczyja miłość jej nie
    obchodziła. Antek zaspokajał ją seksualnie, po tym jak sprawa się wydała i
    więcej z kochankiem było problemów niż przyjemności - całe "miłowanie" jej
    przeszło. Jasio był z kolei wielbiony przez nią jak dzisiaj nastolatki kochają
    sezonowe gwiazdki. Mateusz, wójt - przypadkowi kochankowie. Najmniej chyba
    jednak dbała o męża i jego uczucie.
    Dzisiaj, w świecie zachodnim, kobieta dojrzewa do życia kiedy skończy studia,
    pracuje na swoje utrzymanie, do tego jeszcze chciałaby zobaczyć trochę świata -
    często dopiero koło trzydziestki zakłada rodzinę. W Lipcach, tak jak pisałam,
    osiemnastolatka była w pełni gotowa przejść "na swoje". Szkołą dla niej była
    ciężka praca od dzieciństwa, światem jarmark w Tymowie a rozrywką tańce w
    karczmie. Samej ciężko to i w pary się łączyć potrza.
    Zauważ, że Jagny siłą nikt nie wydawał za Borynę. Było jej wszystko jedno. Jej
    własny los jej nie obchodził. Matka zadecydowała za nią kierując się
    przesłankami obiektywnymi - gdyby Jagna nie chciała to by za Borynę nie
    wychodziła. "Przerąbane", jak piszesz, miała Jagna na własne życzenie.
    Poza tym, rozejrzyj się wokół - sporo jest par z dużą różnicą wieku. Męskie
    doświadczenie i zasoby lubią łączyć się z młodością i wysokim poziomem
    estrogenów:) Nikt nikogo nie zmusza i nie nakłania, co ciekawe!
    --
    Ale wieś! Forum o "Chłopach" Reymonta
  • jadwiga1350 13.01.10, 14:12
    stara_dominikowa napisała:
    Nie zauważacie naprawdę jak
    > bardzo nieprzystosowana do życia była Jaguś? Nie dbała o gront, o
    grosz

    Widzę, oczywiście, że widzę

    Martwiła się to co do garnka włoży i jak wymiarkować, żeby mieć? To
    było
    > dobre co sprawiało, że w duszy jej drujko było, a to złe co
    przeciw niej.

    Taki sam był i Antek. Kiedy rzucał pracę w młynie nie myślał co da
    Hance i dzieciom jeść.

    > Nie przychodziło jej do głowy, że źle robi, nigdy!

    A komu z Lipczaków przychodziło do głowy że źle robi?

    > Hanka myślała o sobie krytycznie, że leń, paparuch i nad drugie
    wynosząca była
    > u
    > Borynów,

    Wtedy gdy była w skrajnej biedzie i rozpaczy z powodu zdrady Antka.
    Wtedy gdy w religii szukała pociechy i wsparcia.A tak w ogóle to
    Hanka też czuła się niewinna i skrzywdzona przez innych. Ona była
    dobra i szlachetna, a zły był Boryna, bo nie chciał iść na wycug,
    czy Jagna bo 6 morgów "ukradła"

    >> Antek wstydził się swojego Jagusi miłowania.

    Ale dopiero wtedy gdy Jagna go odrzuciła.


    > Łatwo potępiać
    > skąpą Hankę co la dzieci pazurami wydzierała każdą obierkę

    Przeceniacie Hankę.Przecież ona najbardziej skąpa była w tych
    okresach życia kiedy,ani jej, ani dzieciom niczego nie brakowało.
    Jakby jej tak na obierkach dla dzieci zależało toby nie mówiła:Mój w
    karczmie robić nie będzie! Przecież to gospodarski syn.


    > ani potrzeby życia z ludźmi w zgodzie być nie było.

    Bo ja wiem, czy nie było? Jagusia mimo swej aspołeczności i
    skrajnego indywidualizmu, miała też ogromną potrzebę bycia kochaną i
    akceptowaną.Wtedy gdy obie kłócą się z Hanką, Jagusia wcale nie jest
    szczęśliwa czy zadowolona.
    Gdy wracają chłopi z więzienia i każda kobieta kogoś wita, a Jagna
    nikogo, czuje wtedy ogromną gorycz. Myśli o sobie,że jest jak ten
    patyk złamany o który nikt nie stoi.
    Gdy Borynowa i wójt zostają przyłapani na gorącym uczynku i cała
    wieś z pogardą odtrąca wiarołomną żonę, Jagna cierpi.Niby jej
    zarówno jedno, ale cierpi.
    --
    Próbowałem zwrócić uwagę konduktora,że to Piłsudski, ale
    konduktorowi nazwisko to nic nie mówiło. Wtedy Warszawę emocjonował
    Zdzisław Lubomirski.
  • stara_dominikowa 13.01.10, 15:27
    jadwiga1350 napisała:
    > Bo ja wiem, czy nie było? Jagusia mimo swej aspołeczności i
    > skrajnego indywidualizmu, miała też ogromną potrzebę bycia kochaną i
    > akceptowaną.Wtedy gdy obie kłócą się z Hanką, Jagusia wcale nie jest
    > szczęśliwa czy zadowolona.

    Nie potrzebowała szczerej i prawdziwej relacji dla niej samej. Podczas kłótni
    nie jest zadowolona bo ktoś się jej czepia, nie wiadomo o co. Nie rozumie, że
    Hanka ma do niej uzasadnione pretensje. To matka hamuje ja w kłótni, Jagna
    bezmyślnie dźga życzliwą sobie Hankę okrutnymi słowami. Ta wrażliwa Jagusia co
    płakała jak Pietrek na skrzypicy grał. Wrażliwa, owszem, ale na własnym punkcie.

    > Przeceniacie Hankę.Przecież ona najbardziej skąpa była w tych
    > okresach życia kiedy,ani jej, ani dzieciom niczego nie brakowało.
    > Jakby jej tak na obierkach dla dzieci zależało toby nie mówiła:Mój w
    > karczmie robić nie będzie! Przecież to gospodarski syn.

    Hanka miała jakikolwiek priorytet oprócz tego jaki ma obecnie nastrój i gdzie
    jej dusza płynie. Antka wielbiła, o rodzinę dbała. Tego jej nie zarzucisz. Mnie
    jej wiernopoddańcza miłość do męża nie śmieszy. Był jej życiem i to mi imponuje.
    Nie byłabym chyba w stanie nikomu tyle wybaczyć. Jagusi też jej żal kiedy pijana
    wraca do domu. Byłabyś zdolna, Jadwigo, współczuć kochanicy swojego? Ja nie.
    Jagna oprócz swojego życia wewnętrznego nie dbała o nikogo i nic. Umierającemu
    mężowi, który - o czym przecież wiedziała - bardzo ją kochał - wysyczała w ucho,
    żeby zdychał. Znowu kłania się jej wrażliwość i kruchość?
    Jestem skłonna wiele wybaczyć ludziom, którzy robią źle, ale mają nadrzędny cel
    któremu podporządkowują swoje zachowanie. Jagna krzywdziła ludzi w imię swoich
    chwilowych, ulotnych zachcianek, o których na drugi dzień nawet nie pamiętała...
    --
    Ale wieś! Forum o "Chłopach" Reymonta
  • monikate 13.01.10, 20:03
    Weźta, kumo Dominkowo wrzućta na luz! Bo jeszcze trocha, a Jagnę wywieziecie ze wsi!
    A ja Jagusię lubię, i tyla! Bez niej powieść byłaby za nudna, za porządna, za
    bogobojna :)
    Kiedyś pisałam na innym forum, że Jagna urodziła się nie w tym miejscu i czasie,
    co należy. Dzisiaj byłaby artystką, singielką, miałaby piękne mieszkanie i
    pracownię (skłaniam się do malarskiej), a te chłopy służyłyby jej jeno jako
    artystyczna inspiracja. Potem poszli wont :) A jaki pijar by tera nasz Jagna
    miała... W takim Holiwudzie artysty gorzej się prowadzą i tylko sławę bez to mają.
    Jednym słowem: ręce precz od Jagusi!

    --
    Uważaj, o co prosisz, bo się spełni
  • stara_dominikowa 13.01.10, 20:30
    monikate napisała:
    > Jednym słowem: ręce precz od Jagusi!

    Monikate, czy wam nie myli się postać literacka jako temat do rozmów z prawdziwą
    osobą? :)
    Im bardziej barwna, trudna, niekonwencjonalna postać tym ciekawsza historia. I
    taką Jagnę łatwo lubić. Gdyby jednak prawdziwa Jaguś wyszła za waszego ojca i
    zdradzała go z kim popadnie inaczej byście śpiewali:)
    --
    Ale wieś! Forum o "Chłopach" Reymonta
  • monikate 13.01.10, 21:06
    Ale nie wyszła, hihi :)
    --
    Uważaj, o co prosisz, bo się spełni
  • magda.gryniewicz 13.01.10, 21:25
    wydaje mi się dominikowa, że trochę naginasz i manipulujesz faktami -
    czy po ślubie z Boryną, Jagna zdradziła go z kimkolwiek innym
    oprócz Antka, który jak pies za nią latał? czy jest o tym jasno i
    wyraźnie w powieści napisane?

    ponadto, we wczesniejszym poście miałam na myśli miłość spełnioną -
    taką, że Jagna mogłaby się zaangażować w pełni uczuciowo - kochać i
    byc kochaną. Z antkiem nie mogło byc o tym mowy - to nic dziwnego,
    że traktowała go tylko jak materac:)
    Boryne zasugerowała matka i Jagna bezwolnie się zgodziła, może
    własnie dlatego, że zdawała sobie sprawe, że w jej wieku to już czas
    było iść na swoje i wszystkie w owym czasie na wsi tak robiły.
  • cahir4 13.01.10, 22:56
    magda.gryniewicz napisała:

    > wydaje mi się dominikowa, że trochę naginasz i manipulujesz faktami -
    > czy po ślubie z Boryną, Jagna zdradziła go z kimkolwiek innym
    > oprócz Antka, który jak pies za nią latał? czy jest o tym jasno i
    > wyraźnie w powieści napisane?

    1. Z wójtem.
    2. Latał, nie latał, sama za bróg wychodziła.

    > taką, że Jagna mogłaby się zaangażować w pełni uczuciowo - kochać i
    > byc kochaną.

    Na to musiałaby być zdolna do miłości. Niby ma odwzajemnione uczucie do Jasia i
    nijakiej dojrzałości jej to nie daje. Powiedziałabym, wręcz przeciwnie. Jeszcze
    przy Antku grzechu się bała, a przy Mateuszu plotek ludzkich. I nie chodzi mi o
    to, że w imię miłości nie chce się podporządkować moralności czy obyczajom,
    które stałyby im na przeszkodzie do szczęścia, bo to nie jest ten przypadek. Ona
    sobie zupełnie w obłokach buja, nie wiedząc prawie o czym Jasio gada, kiedy mówi
    "nie wolno", "grzech", nie wie, o co chodzi organiścinie. Kłamie mu w żywe oczy
    wpatrując się w niego wielkimi błękitnymi dziecięco niewinnymi oczami i nie wie
    nawet, że kłamie, bo ją właściwie mało obchodzi, co Jasio do niej gada. Ot, taka
    to ta Jagusina miłość.
  • jadwiga1350 14.01.10, 14:39
    cahir4 napisała:

    > magda.gryniewicz napisała:
    >
    > > wydaje mi się dominikowa, że trochę naginasz i manipulujesz
    faktami -
    > > czy po ślubie z Boryną, Jagna zdradziła go z kimkolwiek innym
    > > oprócz Antka, który jak pies za nią latał? czy jest o tym jasno
    i
    > > wyraźnie w powieści napisane?
    >
    > 1. Z wójtem.
    > 2. Latał, nie latał, sama za bróg wychodziła.

    Ale to obaj mężczyźni wykazywali inicjatywę, Jagna tylko biernie
    ulegała.
    To Antek szeptał w kościele:"wyjdź Jaguś za bróg", to on przyszedł
    do obory, to on w karczmie porwał Jagnę do tańca. To on w końcu
    zapowiedział kochance, że jak do niego nie wyjdzie, to zbije ją
    bardziej niż mąż.

    Wójt Borynową do karczmy ciągnął, do picia niewolił, karmelki za
    pazuchę wkładał.

    Jagusia tylko przy Jasiu wykazywała własną inicjatywę:częste
    odwiedziny domu organistów, codzienna obecność w kościele,
    wypatrywanie Jasia na polach.

    On
    > a
    > sobie zupełnie w obłokach buja, nie wiedząc prawie o czym Jasio
    gada, kiedy mów
    > i
    > "nie wolno", "grzech", nie wie, o co chodzi organiścinie.

    Jagusia była wtedy w ostrym stadium zakochania. Nic dziwnego że
    takie słowa jak "nie wolno", czy "grzech" nie miały dla niej
    znaczenia. Liczyła się tylko sama miłość i obiekt tej miłości.

    Podobnie było z Tereską żołnierką. Nastka jej mówi:"jak twój wróci z
    wojska to i tak się wszystko wyda". Jagustynka przestrzega:"gdzie to
    pójdziesz jak cię twój z chałupy wygna"?
    A Tereska zupełnie nie rozumie czego od niej chcą, i co miałby w
    swoim postępowaniu zmienić.

    Serce ma swoje racje, których rozum nie zna.
    --
    Próbowałem zwrócić uwagę konduktora,że to Piłsudski, ale
    konduktorowi nazwisko to nic nie mówiło. Wtedy Warszawę emocjonował
    Zdzisław Lubomirski.
  • stara_dominikowa 14.01.10, 11:14
    magda.gryniewicz napisała:
    Z antkiem nie mogło byc o tym mowy - to nic dziwnego,
    > że traktowała go tylko jak materac:)

    Dlaczego nie mogło być mowy? A dlatego, że to Jagna go nie kochała. Myślisz, że
    Jagna z rozmysłem traktowała Antka jak partnera jedynie do seksu trzymając w
    ryzach uczucia, bo wiedziała, że Antek jest żonaty? Chyba zdajesz sobie sprawę,
    że to nierealne. Wręcz dziwne jest to, że pozostając z nim w ścisłej zażyłości
    fizycznej nie pokochała go. Namiętność minęła, nie przerodziła się w miłość i
    los Antka stał się jej obojętny. Parafrazując: innego było jej już potrza, innego...

    W innych kwestiach wypowiedziała się Cahir, a ja się zgadzam.
    --
    Ale wieś! Forum o "Chłopach" Reymonta
  • cahir4 13.01.10, 23:01
    monikate napisała:


    > Kiedyś pisałam na innym forum, że Jagna urodziła się nie w tym miejscu i czasie
    > ,
    > co należy. Dzisiaj byłaby artystką, singielką, miałaby piękne mieszkanie i
    > pracownię (skłaniam się do malarskiej), a te chłopy służyłyby jej jeno jako
    > artystyczna inspiracja. Potem poszli wont :) A jaki pijar by tera nasz Jagna
    > miała...

    Co do tych chłopów, to rychtyk Reymontowej Jagnie do tego samego służą. No
    prawie... raczej do zabicia nudy, bo do inspiracji to ona woli smoki i południce.

    W resztę świetlanej wizji nie wierzę - dzisiaj tak samo musiałaby umieć swą
    "artystyczną duszę" sprzedać, cob ten "a success" uskutecznić. A do interesów,
    to ona głowy nie miała.
  • jadwiga1350 14.01.10, 14:17
    > W resztę świetlanej wizji nie wierzę - dzisiaj tak samo musiałaby
    umieć swą
    > "artystyczną duszę" sprzedać, cob ten "a success" uskutecznić. A
    do interesów,
    > to ona głowy nie miała.

    Chyba żeby miała dobrego menedżera, który umiałby wylansować i
    sprzedać jagusiną artystyczną duszę.
    --
    Próbowałem zwrócić uwagę konduktora,że to Piłsudski, ale
    konduktorowi nazwisko to nic nie mówiło. Wtedy Warszawę emocjonował
    Zdzisław Lubomirski.
  • monikate 14.01.10, 19:46
    O, to, to! Agent. Menager. Znalazłby się, i to dobry, bo na takich Jagusiach
    dobry biznes można zrobić.
    --
    Uważaj, o co prosisz, bo się spełni
  • kastelka 17.01.10, 19:23
    A ja zgadzam się ze starą dominikową, że Jagusia w życiu kierowała się tylko swoimi pragnieniami, potrzebami, pożądliwościami.
    Jej związki z innymi były powierzchowne, nie miała przyjaciółek, koleżanek, z braćmi łączyło ją tylko mieszkanie we wspólnej chałupie.
    To, że wspomaga w którymś momencie Szymka nie jest niczym szczególnym, dała parę groszy, bo inni tez dawali. Nie interesowała się jego losem, jak zauważyła dominikowa, nie wstawiła się za nim u matki.

    Nie wiem, czy była socjopatką, ale czasami zachowywała sie tak, jakby przyleciała do Lipiec z kosmosu-nie rozumiała podstawowych praw rządzących życiem w gromadzie. Jak można zdradzać męża ze swoim pasierbem i dziwić sie potem nienawiści męża, nienawiści Hanki?
    Pamiętacie jak przed pielgrzymką Hanka przychodzi do Jagny i Dominikowej prosić o wybaczenie -scena, która moim zdaniem pokazuje niezwykłą dojrzałość i siłę Hanki oraz, no właśnie,brak swiadomości, ograniczone możliwości pojmowania otaczającego świata przez Jagusię.
    Dla mnie tekst Jagny,wygłoszony z absolutną pewnością, że ona tez odpuszcza, chociaż nie mało przecierpiała (przez Hankę) jest dziwny i niezrozumiały.Kto tu powinien sie kajac i wybaczać, ona, Hance?Że wygnała kochanke męża z chałupy, kogoś kto robotę od dawna ma w poważaniu i z kim generalnie nie można złapać normalnego kontaktu?
    Myslę jednak, że gdyby Hanka była wtedy w Lipcach nie dopuściłaby do krzywdy jaka spotkała Jagusię.

    Czy chociaz troche myśląca kobita, brałaby się za Jasia w taki sposób?Jawnie, na oczach szpiegujących Kozłowych, Jagustynek, i innych, po dwóch ostrzeżeniach od organiściny, w których ukryta groźba nie pozostawiała wątpliwości co do reakcji na ewentualne uwiedzenie? Uczucie Jagny do Jasia jest czystą chemią, pożądaniem, nie ma w tym ani kawałeczka refleksji, do czego to prowadzi, jakie moga być konsekwencje. Oczywiście możemy bronić Jagny, że była szczera i naturalna, co nie zmienia faktu, że nie szanowała norm społecznych bo, o nieba, była ich chyba nieświadoma!Ile razy czytając ostatni tom, liczyłam na to, że tym razem Jagna sie opmięta, albo po prostu będzie ostrożniejsza i zobaczy cos oprócz tego ogarniającego ją miłowania. I cholera za każdym razem wpadka:-.

    Zastanawiałam się również nad ciekwą sugestią poczynioną przez którąś z kum, że jakby Jagna żyła współcześnie to byłaby artystką, singielką i generalnie dobrze by sie jej wiodło.Moim zdaniem,ze swoim charakterem, nie odniosłaby sukcesu (w żadnej dziedzinie pracy, sztuki czy biznesu) który prowadziłby do samodzielności- nie zauważyłam u niej wytrwałości, mocy, zdolności do poświęcenia się, myslenia dalekowzrocznego. Natomiast jestem w stanie wyobrazić ją sobie jako uroczą utrzymankę jakiegoś biznesmena, prowadzącą podarowaną jej przez niego galerę sztuki prymitywnej, czynną jedynie dwie godziny dziennie, bo dłużej,to by się Jagna nudziła.


    Wybaczcie ten esej, ale temat doprawdy fascynujący.


  • jadwiga1350 18.01.10, 00:19
    Jagusia pozbawiona jest zdolności logicznego myślenia, konsekwencji,
    kieruje się emocjami i instynktem.
    Ale jeśli chodzi o funkcjonowanie w społeczeństwie, znajomość różnic
    między dobrem i złem, czy też ogólnie mówiąc "posiadanie sumienia",
    Jagna nie odbiega tak bardzo od ogółu.
    Gdy popatrzymy na mieszkańców Lipiec, to jest tam wiele osób,które
    łamią normy społeczne,zakłócają ustalony porządek, nie kierują się
    rozsadkiem, itp.

    Czy Tereska żołnierka kierowała się rozsądkiem,romansując z
    Mateuszem?
    Czy wójt myślał logicznie i długodystansowo, biorąc z kasy państwowe
    pieniądze?
    Czy Antek w ogóle myślał,gdy leciał do lasu zabić ojca?
    A jaką to logiką i konsekwencją kierowała się Jagustynka?
    Najpierw rozpływa się w zachwytach nad dobrocią i hojnością Hanki,a
    w następnej chwili podpuszcza Antka na Jagusię? Dziwnie pojmowana
    wdzięczność!
    Ten brak konsekwencji widać i u Hanki. Idąc do Częstochowy godzi się
    z Jagną i Dominikową, którym rzeczywiście nie zrobiła nic złego. A
    rodzony ojciec pałętający się gdzieś z dziadmai proszalnymi, nic ją
    nie obchodzi.

    Ludzie krzywdzą innych, cudzołożą, kradną, oszukują, wyganiają
    krewnych czy rodziców na żebry, intrygują.Większości uchodzi to na
    sucho. Ludzie najwyżej pokiwają głowami, powyrzekają, że to nie
    po "krześcijańsku" i tyle.
    Jagnie jej grzechy nie uchodzą na sucho. Są wciąż rozpamiętywane,
    podnoszone do potęgi entej.
    Wypędzenie Jagny ze wsi, to nie sprawiedliwy gniew ludu, który już
    nie mógł znieść grzechu i niszczenia ładu społecznego przez
    jawnogrzesznicę, i ogarnięty słusznym oburzeniem, zapragnął ten
    naruszony ład przywrócić.
    To wynik frustracji wywołanej widmem spłacania długów wójta.
    Wójt był daleko więc nie można było mu nic zrobić. Jagna była blisko
    i idealnie nadawała się na kozła ofiarnego. "Serca chcą zemsty, a
    zemsta ofiary"

    Obojętność i powierzchowne relacje Jagny z matką i braci, to raczej
    też nic niezwykłego,gdy popatrzymy na lipeckie stosunki.Czy tam ktoś
    zbytnio przejmuje się rodzicami, czy rodzeństwem? Rodzice powinni
    odpisać gospodarkę, grzecznie iść na wycug, albo jescze lepiej na
    żebry. A rodzeństwo to konkurencja do działów.
    Hanka gniewa się z siostrą o szmaty po zmarłej matce.Gdy obie
    Bylicówny mieszkają pod jednym dachem kłócą się codziennie i biorą
    za łby.Stary ojciec nie wiele ich obchodzi.
    Józka dla Hanki i Antka jest tanią siłą roboczą, ciągle za mało
    pracującą.
    Stryjna wilkiem patrzy na Hankę.
    Magda płacze po zmarłym Grzeli, ale najbardziej ją interesuje odbiór
    rzeczy pozostałych po nieboszczyku.Co się mają zmarnować!
    Hanka szlocha po szwagrze, a w myślach liczy ile to więcej mórg jej
    przypadnie.
    Szymek ułatwia siostrze i Antkowi potajemne schadzki w stodole.Nie
    myśli, że w ten sposób przykłada rękę do robienia z
    Jagny "najgorszej we wsi"
    Organiścinie do głowy nie przyjdzie, że syn może nie chce zostać
    księdzem.
    Paczesiowa nie rozumie, że dorosły syn ma prawo się żenić.
    Takie są te lipeckie stosunki. Jedyny wyjątek to być może Mateusz,
    przejmujący się losem Nastki i jej małżeństwem.

    Nie tylko Jagusia kieruje się swymi zachciankami, kaprysami,
    instynktem. Matce nie umiała odpłacić za miłość, ale niewątpliwie
    była do niej przywiązna.Wieś obdarzała młodych Paczesiów, żeby
    zrobić na złość Dominikowej.Jagna kierowała się sercem(czy też
    chwilowym kaprysem) przynosząc bratu pieniądze.
  • kastelka 18.01.10, 19:25
    myślę, że oceniamy bohaterów przez pryzmat swoich sympatii, to zrozumiałe i chyba w takich dyskusjach najfajniejsze:-)
    Zatem nie mogę sie powstrzymać...
    nigdy nie powiedziałabym o Hance, że nie przejmowała się losem ojca. Jak zobaczyła go pod kościołem to chciała "zagnać" do chałupy, oprócz wstydu, czuła jeszcze powinność, obowiązek,to predzej Weronka uznała to za normalne.
    Według mnie problemem nie jest łamanie norm, czy zakłócanie porządku, tylko brak świadomości istnienia takowego, to jest w Jagnie niezwykłe.
    Tereska uświadamia sobie swoją winę, żałuje i odprawia pokutę, piękne to, bo ludzkie.
    Wójt, no cóż jest politykiem i kombinuje jak może, podjął ryzyko i przedobrzył, bywa. Jest jednak w swoich ciagotach do Jagny dyskretnym (poza wpadką w lesie:-)Podoba mu sie od dawna, natomiast nie wciska się pomiędzy "wódke i zakąskę" tylko czeka okazji, az Jagna spragniona bedzie tego, aby ja kto przyparł do płota, w myśl zasady "z braku laku..."
    Zgadzam się natomiast, że kara jaka spotyka Jagnę jest niewspółmierna do winy, której, co najważniejsze, ona do końca nie rozeznaje!
  • stara_dominikowa 19.01.10, 10:42
    Ocenianie przez pryzmat sympatii jest świetne! Mimo, że lubię postać Hanki,
    dobrze poczytać Jadwigę i spojrzeć czasem na moją dzielną Hanuś jak na chciwą
    materialistkę:)
    --
    Ale wieś! Forum o "Chłopach" Reymonta
  • cahir4 19.01.10, 13:34
    stara_dominikowa napisała:

    > Ocenianie przez pryzmat sympatii jest świetne!

    Jest, dopóki nie prowadzi do momentu, kiedy tracimy poczucie granicy
    między płynącymi z naszych sympatii/antypatii fantazji, a
    powieściową rzeczywistością. Vide: Hanka, co to jej
    "rodzony ojciec pałętający się gdzieś z dziadmai proszalnymi, nic ją
    nie obchodzi."

    Bo to moim zdaniem czyni wszelką dyskusję mało sensowną, jeśli w
    ogóle nie niemożliwą. Też sobie mogę napisać np. że Jagusia z
    pewnością zaliczyła każdego parobka we wsi, a może i w
    sąsiednich, "bo taka już była". Jeszcze jej mogę dorzucić pół
    miasteczka. Klawiatura wszystko przyjmie. Tylko czy to naprawdę
    cokolwiek wnosi?

  • jadwiga1350 19.01.10, 15:54
    Więc, żeby nie fantazjować,trzymajmy się tego, co sam narrattor mówi
    o bohaterkach:
    Hanka spotyka ojca żebrzącego na odpuście.Jest oburzona tym co
    Bylica wyprawia.Kłóci się na ten temat z Weronką i zapowiada
    siostrze, że sprowadzi ojca do chałupy. I koniec, czarna dziura.
    W następnych rozdziałach powieści, Hanka nie poświęca ani jednej
    myśli ojcu. Wraca Antek, Hanka koło niego skacze i stara się ze
    wszystkich sił dogodzić mężowi.
    Hanka wybiera się do Częstochowy.Przeprasza Jagnę i Dominikową
    (którym właściwie nic złego nie zrobiła), a o ojcu, ani słóweczka,
    ani jednej myśli. Jakby nigdy nie istniał.

    Narrator mówi nam o dwóch kochankach Jagny: Antku i wójcie. A
    rewelacje typu,że Jagna z każdym, kto tylko zechce,zalicza do
    kategorii bajd i plotek.

    Dominikowo, wcale tak nie jest, że widzę w Hance jedynie chciwą
    materialistkę. Ona przecież miała duszę wielce czującą(podobnie jak
    Jagna),bardzo ją bolały opryskliwość i nieczułość Antka, nie mówiąc
    już o jego zdradach.Bardzo współczuję Hance,idącej w śnieżną zamieć
    do lasu po chrust.
    Widzę w niej postać pełną niekonsekwencji,sprzeczności,nie zawsze
    kierującą się zdrowym rozsądkiem.
    Hanka na punkcie Antka jest podobnie zwichrowana i oderwana od
    rzeczywistości jak Jagna.(Brakuje jej jedzenia, ale nie pójdzie do
    teścia, no bo Antek jej zabronił. A ona Jantosia słuchać
    musi.Dopiero po pożarze u Borynów zaczyna rozsądnie myśleć, i nie
    zważa na Antka)
    Nie rozumie, że klęski jakie na jej rodzinę spadają,to efekt
    takiego a nie innego postępowania Antka. Dla Bylicówny wszystkiemu
    winni są "złodzieje", którzy zabrali "jej" majątek. Nie widzi, ani w
    sobie, ani w mężu żadnej winy.
    A ile w niej niekonsekwencji! Współczuje byłej kochance męża, i jak
    to dzieciątko układa ją pijaną do snu.
    Szczerze przywiązanej do siebie Józce żałuje dobrego słowa i ciągle
    zapędza do pracy.
    --
    Próbowałem zwrócić uwagę konduktora,że to Piłsudski, ale
    konduktorowi nazwisko to nic nie mówiło. Wtedy Warszawę emocjonował
    Zdzisław Lubomirski.
  • stara_dominikowa 19.01.10, 20:34
    adwiga1350 napisała:
    I koniec, czarna dziura.
    > W następnych rozdziałach powieści, Hanka nie poświęca ani jednej
    > myśli ojcu.

    Uczepiliście się, Jadwigo, tych relacji hanczynych z Bylicą... Rodzina Borynów
    jest w centrum wydarzeń powieści, nie wszystkie myśli i uczucia bohaterów
    względem postaci pobocznych mogą być i są na bieżąco relacjonowane przez
    narratora. Hanka, Antek, Jagna - to pierwszy plan i siłą rzeczy wzajemnych
    relacji i myśli jest więcej.

    > Hanka na punkcie Antka jest podobnie zwichrowana i oderwana od
    > rzeczywistości jak Jagna.(Brakuje jej jedzenia, ale nie pójdzie do
    > teścia, no bo Antek jej zabronił. A ona Jantosia słuchać
    > musi.Dopiero po pożarze u Borynów zaczyna rozsądnie myśleć, i nie
    > zważa na Antka)

    Miłość Hanki do Antka to zupełnie inna bajka. Jagna była zafascynowana
    fizycznością Antka, tą jego "smokowatością" i dominującym charakterem, któremu
    trudno było się sprzeciwić. Jagnę pociągał seksualnie samiec, który "nie pytał o
    przyzwoleństwo". W momencie kiedy bajka się skończyła Jagna nie przejmuje się
    kompletnie faktem, że Antek siedzi w więzieniu, a dopiero co była mu najbliższą
    osobą. Zła jest tylko, że jak go zabierali to na nią nie spojrzał - na NIĄ!
    Hanka kochała Antka na śmierć i życie. "La ciebie to bym i więcej zmogła" - to
    była jej miłość. Jej oddanie i lojalność wbrew obiektywnym okolicznościom
    odbierasz jako niekonsekwencję i brak zdrowego rozsądku? Mąż był dla niej
    okrutny, ale dopiero miłość do takiego męża zasługuje na podziw. Czego
    oczekujesz od niej? Czy tego, że zostawi męża i z trójką dzieci zacznie sama
    nowe życie? Gdzie jej niekonsekwencja? W ogromnej, trudnej miłości która
    przetrwała w niej mimo tylu krzywd? Porównujesz jej stosunek do Antka z tym, co
    ciągnęło do niego Jagnę? Niebo i ziemia.
    Antypatia do Hanki osiąga apogeum kiedy zarzucasz jej niekonsekwencję bo lituje
    się nad Jagną. A nie pomyślisz, że Hanka, która od losu wzięła tęgie baty
    zlitowała się nad kimś kto kompletnie nie umiał w życiu złapać pionu i mimo
    najlepszych warunków zmarnował wszystko i staczał się po równi pochyłej?
    --
    Ale wieś! Forum o "Chłopach" Reymonta
  • jadwiga1350 27.02.10, 16:11
    stara_dominikowa napisała:
    Czego
    > oczekujesz od niej? Czy tego, że zostawi męża i z trójką dzieci
    zacznie sama
    > nowe życie?

    Tego oczywiście nie oczekuję. Ale można by oczekiwać, że Hanka
    złapie Antka mocno za pysk, weźnie go pod pantofel i nie pozwoli
    sobą poniewierać.
    Hanka miała ku temu okazję,taką która trafia się raz w życiu.
    Antek w więzieniu, Boryna nieprzytomny, nieporadna Jagna, wierna
    Józka, pomocny Roch. Hanka zostaje samowładną panią w gospodarstwie
    Borynów, ma wszystkie karty w ręku. Mogłaby to wszystko wykorzystać,
    żeby zdobyć przewagę materialną i moralną nad Antkiem. Nie jeździć
    do więzienia, nie wozić mężowi, ani święconki, ani pieniędzy, wziąść
    go po prostu na przetrzymanie. Pokazać jak to miło, kiedy nikt o
    człowieka nie dba.
    Po takim poście Antek chodziłby jak w zegarku i nie śmiałby
    powiedzieć żonie, że wygląda jakby ją kto z pod łóżka wyciągnął. To
    on by zabiegał o uwagę żony:"Hanuś, żeś to o mnie
    pamiętała", "Hanuś, la ciebie i więcej bym zmógł", a nie odwrotnie.
    Zamiast nieustannego jantosiowania byloby ciągłe hanusiowanie.

    Chyba to miła wizja dla wszystkich miłośników Hanki?
  • stara_dominikowa 01.03.10, 09:04
    jadwiga1350 napisała:
    > Chyba to miła wizja dla wszystkich miłośników Hanki?

    Czy ja wiem? Może jednak milsza dla frakcji anty-jantosiowców? :)
    Taka przemiana Hanki byłaby psychologicznie niewiarygodna. Na początku powieści
    Hanka jest jedynie cieniem męża, snuje się kiej mruk jaki, cięgiem choruje i ma
    pretensje do całego świata, że teść nie odda jej i mężowi ziemi. Jej materializm
    i ucieczka w marzenia o morgach, koralach po matce i wełniakach jest typowa dla
    ludzi nieszczęśliwych w związku. Mimo, że jej sytuacja, w porównaniu z tą jaka
    była w domu rodzinnym, poprawiła się znacznie od kiedy zamieszkała u Borynów -
    wiecznie było jej źle. A tego chleba jej nie brakowało ani dzieciom. To była
    aktywność zastępcza. Antek jej nie kochał i tyle. Jedyny wspólny front znalazła
    z mężem w przeciwstawieniu się teściowi i walce o jego gront. Inny temat Antka
    nie interesował - dzieci to sprawa kobiety, a jamorował z nią przecież się nie
    będzie. Kiedy razem narzekali na starego - była to jakaś wspólna sprawa, która
    ich łączyła. Nie umiała Hanuś, nie była w stanie zniewolić męża. Kiedy nadchodzi
    sytuacja sprzyjająca odbiciu się z niedoli po wygnaniu - Hanka walczy o dobre
    warunki dla dzieci, ale przede wszystkim o "meżowskie dobro". To też jest
    element walki o jantosiowe uczucie. Ona nie chciała się odegrać, przejąć władzy
    - ciągle chciała akceptacji męża. Smutne.
    --
    Ale wieś! Forum o "Chłopach" Reymonta
  • jadwiga1350 04.03.10, 14:24
    Na początku powieści
    > Hanka jest jedynie cieniem męża, snuje się kiej mruk jaki, cięgiem
    choruje i ma
    > pretensje do całego świata, że teść nie odda jej i mężowi ziemi.

    Macie rację, Dominikowa! Cudowna charakterystyka Hanki.

    Jej materializ
    > m
    > i ucieczka w marzenia o morgach, koralach po matce i wełniakach
    jest typowa dla
    > ludzi nieszczęśliwych w związku.

    Myślicie, że gdyby Antek ją kochał, to Hanka stałaby się drugą
    Jagusią,latającą za obłokami po niebie?

    >Kiedy razem narzekali na starego - była to jakaś wspólna sprawa,
    która
    > ich łączyła.

    Czy łączyła? Antka raczej denerwował jękliwy, zawodzący, głos żony,
    gdy Hanka wyliczała ile to ojciec śle Grzeli, albo jakie korale
    kupił Józce. Hanczyne narzekania nie zbliżały jej do męża, a może
    nawet oddalały. Jantoś leciał do Jagny, z ktorą mogł się weselić, a
    nie martwić o morgi,czy wełniaki duszone w skrzyni.

    >Jedyny wspólny front znalazła
    > z mężem w przeciwstawieniu się teściowi i walce o jego gront. Inny
    temat Antka
    > nie interesował - dzieci to sprawa kobiety, a jamorował z nią
    przecież się nie
    > będzie.


    Jantoś pod tym względem był nieco dziwny. Niby bolał nad tym że jest
    parobkiem u ojca, niby tęsknił za samodzielnością, a nic nie robił
    żeby ją osiągnąć.
    W czasie miłosnych spotkań z Jagną, wystarczyłoby jedno antkowe
    słowo,
    żeby nakłonić kochankę do odpisania mu gruntu. Jagusia z prędkością
    błyskawicy mknełaby do rejenta żeby oddać Jantosiowi zapis. Jantoś
    miałby karwas pola i jeszcze mógłby się ojcu śmiać w twarz, że nie
    tylko żonę mu uwiódł ale i morgi zabrał.
    Ale Jantoś wolał oblewać się lubym warem pod brogiem, niż myśleć o
    gruncie.
  • paszczakowna1 02.03.10, 14:02
    > Po takim poście Antek chodziłby jak w zegarku i nie śmiałby
    > powiedzieć żonie, że wygląda jakby ją kto z pod łóżka wyciągnął. To
    > on by zabiegał o uwagę żony:"Hanuś, żeś to o mnie
    > pamiętała", "Hanuś, la ciebie i więcej bym zmógł", a nie odwrotnie.

    A tam. Antek miał w ręku mocniejsze atuty - to on dziedziczył po Borynie, nie
    Hanka. Hanka mogła by zafundować Antkowi piekło w chałupie, proszę bardzo, z
    prawdopodobnym efektem zostania porzuconą z trójką dzieci z powodu ucieczki
    Antka do Ameryki. (To w wersji light, bo depresyjny Antoś mógł także rozwalić
    jej głowę siekierą i/lub samemu się powiesić.) Albo pobitą przy oklaskach całej wsi.
  • jadwiga1350 04.03.10, 15:36
    > A tam. Antek miał w ręku mocniejsze atuty - to on dziedziczył po
    Borynie, nie
    > Hanka.

    Splot różnorakich okoliczności dał Hance silniejsze atuty.
    Antek jest daleko, za kratkami, a Hanka na miejscu może trzymać rękę
    na pulsie.
    W momencie gdy Borynowa znajduje schowane w zbożu pieniądze, trzyma
    los męża w swoim ręku. Może mu zapewnić wolność albo dalszą odsiadkę.
    Hanka przeznacza pieniądze na kaucję dla Antka.
    Ale mogłoby być zupełnie inaczej.
    Hanka mogłaby wspomnieć na słowa Antka rzucone jej w twarz tak
    niedawno: w więzieniu, w kajdanach, byłbym szczęśliwszy i wolniejszy
    niż przy tobie, i pomyśleć, że nie będzie tego szczęścia odbierać
    swemu małżonkowi.
    Nikomu nie wspomina o znalezionych pieniądzach, w rozmowie z Rochem
    stanowczo twierdzi, że na kaucję jej nie stać. Pieniądze przeznacza
    na zatrudnienie jeszcze jednego parobka i służącej, żeby mieć więcej
    wyręki w prowadzeniu gospodarki.Oczywiście na adwokata dla Antka
    nie wydaje ani grosza, nie odwiedza też męża w więzieniu.
    Antkowa trzyma gospodarstwo twardą ręką. Ciuła grosz do grosza i za
    to kupuje nowe morgi. Jest szanowana przez wieś, jako pierwsza
    gospodyni i bogaczka.
    Antek wraca z więzienia po czterech, albo więcej, latach. Jest
    cieniem człowieka. Nie mówi żonie : "ogarnij się". Skamle pokornie
    jak ten piesek, żeby mu choć czubek swojego trepa pokazała.

    Hanka mogła by zafundować Antkowi piekło w chałupie, proszę bardzo, z
    > prawdopodobnym efektem zostania porzuconą z trójką dzieci z powodu
    ucieczki
    > Antka do Ameryki



    A to dla Hanki żadna strata. Po za tym watpię,żeby Antek sam uciekał
    do Ameryki.

    Albo pobitą przy oklaskach całej
    > wsi.

    Ale on też bił Hankę wtedy, kiedy chodziła koło niego na paluszkach
    i szeptała pokornie : Jantoś, Jantoś!
  • paszczakowna1 05.03.10, 22:50
    > Nikomu nie wspomina o znalezionych pieniądzach, w rozmowie z Rochem
    > stanowczo twierdzi, że na kaucję jej nie stać. Pieniądze przeznacza
    > na zatrudnienie jeszcze jednego parobka i służącej, żeby mieć więcej
    > wyręki w prowadzeniu gospodarki.Oczywiście na adwokata dla Antka
    > nie wydaje ani grosza, nie odwiedza też męża w więzieniu.

    No tak, a idiotka Hanka kraść nie chciała. Głupota faktycznie straszna, ale
    trudno, tacy ludzie też po świecie chodzą.

    > Antek wraca z więzienia po czterech, albo więcej, latach. Jest
    > cieniem człowieka. Nie mówi żonie : "ogarnij się". Skamle pokornie
    > jak ten piesek, żeby mu choć czubek swojego trepa pokazała.

    W więzieniu mu lobotomię zrobili? Antek jak czuł się w defensywie reagował
    agresją (przynajmniej słowną - vide rozmowa z dziedzicem, a często fizyczną), a
    4 lata więzienia (gdzie to była bardzo skuteczna strategia, jak już się zresztą
    Antek zdążył przekonać) mogło to tylko spotęgować. Z uporem nie dostrzegasz, że
    Antek, wróciwszy, mógł np. Hankę pobić i wyrzucić z chałupy, i nikt we wsi by w
    jej obronie palcem nie kiwnął.

    > A to dla Hanki żadna strata.

    Hanka miała na ten temat inny pogląd. Ponadto, pozycja kobiety była odbiciem
    pozycji męża. Wspierając Antka Hanka postępowała racjonalnie, biorąc pod uwagę
    ówczesne uwarunkowania społeczne.
  • jadwiga1350 06.03.10, 15:41
    > No tak, a idiotka Hanka kraść nie chciała. Głupota faktycznie
    straszna, ale
    > trudno, tacy ludzie też po świecie chodzą.


    Jaka to kradzież, skoro pieniądze zostałyby zainwestowane w
    gospodarstwo? Jeśli już tak na to patrzymy, to trzeba powiedzieć, że
    Hanka idiotką nie była i kradła. Ukradła przecież wieprzka Borynie,
    no bo jakie ona miała do niego prawo, nie? Wydanie pieniędzy na
    kaucję to też kradzież. Hanka powinna podzielić się z Józką i Magdą.
    Nie zrobiła tego, więc była złodziejką.

    Z uporem nie dostrzegasz, że
    > Antek, wróciwszy, mógł np. Hankę pobić i wyrzucić z chałupy, i
    nikt we wsi by w
    > jej obronie palcem nie kiwnął.

    Po paru latach spedzonych za kratkami, Antek nie byłby zdolny, pod
    wzgledem fizycznym i psychicznym, znęcać się nad Hanką. XIX wiek to
    nie dzisiejsze czasy, gdzie ludzie przejmują się, ile kalorii
    dziennie zje więzień, ile metrów kwadratowych przypada na osobę w
    celi i jak postępuje resocjalizacja skazanych.
    Gdyby Antek próbował podskakiwać w więzieniu, to nikt by się z nim
    nie cackał. Umiano by go sprowadzić do pionu przez zastosowanie
    izolatki czy ciężkich robót. Żadna lobotomia tu niepotrzebana, samo
    życie wystarczy.
    Niby dlaczego Antek miałby wygnać Hankę po swoim powrocie? Skoro jej
    nie wygnał w fazie największego zakochania w Jagusi, to tym bardziej
    nie wygnałby jej po iluś tam latach spędzonych za kratkami. Kto by w
    gospodarce robił?
    I dlaczego Antek miałby bić Hankę po powrocie z więzienia? Co to jej
    wina była, że go zamkneli? Byłby raczej wdzięczny, że gospodarki nie
    zatraciła, że ma gdzie wrócić, że na niego czekała.

    > Hanka miała na ten temat inny pogląd. Ponadto, pozycja kobiety
    była odbiciem
    > pozycji męża. Wspierając Antka Hanka postępowała racjonalnie,
    biorąc pod uwagę
    > ówczesne uwarunkowania społeczne.


    Nie zawsze i nie w każdym przypadku. Bo inaczej należałoby
    oczekiwać, że Hanka pójdzie z Antkiem do karczmy przepijać ostatnią
    krowę. No bo żona powinna stać przy mężu.
    Antek za kratkami, więc czymś naturalnym jest,że Hanka pilnuje
    godpodarki, nie traci czasu na wizyty w więzieniu i nie trwoni
    pieniędzy na głupoty.
  • marslo55 09.03.10, 11:39
    jadwiga1350 napisała:
    "I dlaczego Antek miałby bić Hankę po powrocie z więzienia? Co to
    jej wina była, że go zamkneli?"
    Aczkolwiek nie wydaje mi sie, zeby Antek wiezienne krzywdy odbijal
    sobie na Hance, to jednak w odniesieniu do niego argument, ze "to
    nie jej wina" uwazam za nietrafiony. Humorzasty Antek potrafilby
    miec do zony pretensje nawet o zla pogode.
  • paszczakowna1 11.03.10, 00:57
    > Jaka to kradzież, skoro pieniądze zostałyby zainwestowane w
    > gospodarstwo?

    Kradzież, bo pieniądze były Boryny i on je na inny cel przeznaczył.

    > Wydanie pieniędzy na
    > kaucję to też kradzież.

    Nie, bo taka była wola Boryny - de facto to on je wydał na kaucję dla syna. Miał
    prawo, jego były. Jedyne co można by dyskutować, to wpływ tego na późniejsze
    działy, zwłaszcza wobec odpisu dla Jagusi. O wieprzku się nie wypowiadam, bo to
    sprawa zagmatwana.

    > Po paru latach spedzonych za kratkami, Antek nie byłby zdolny, pod
    > wzgledem fizycznym i psychicznym, znęcać się nad Hanką.

    Nie wiem, skąd takie przypuszczenie. Wtedy też sporo było recydywistów
    popełniających czyny gwałtowne bezpośrednio po wyjściu z więzienia. Pięknie by
    było, gdyby więzienie likwidowało agresywność, ale raczej działo się (i dzieje
    się) odwrotnie, zwłaszcza w przypadku wyroków dość krótkich. (Jakby Antek dostał
    25 lat, i wyszedł jako trzęsący się dziadek, to co innego.) W środowisku
    kryminalistów agresywność popłaca. Oczywiście Antek mógłby długotrwałego
    więzienia zwyczajnie nie przeżyć (dostać depresji i popełnić samobójstwo), ale
    nie o tym teraz mówimy.

    > Niby dlaczego Antek miałby wygnać Hankę po swoim powrocie?
    ...
    > I dlaczego Antek miałby bić Hankę po powrocie z więzienia? Co to jej
    > wina była, że go zamkneli?

    Zaraz, zaraz. W przypadku takiej Hanki, jaką opisywał Reymont, powodów żadnych
    nie było. W przypadku Hanki twojego pomysłu, która by sprzeniewierzyła pieniądze
    na kaucję (i adwokata) i kompletnie zaniedbała męża w więzieniu, Antek mógłby
    mieć do niej poniekąd uzasadnione pretensje.

    > Nie zawsze i nie w każdym przypadku. Bo inaczej należałoby
    > oczekiwać, że Hanka pójdzie z Antkiem do karczmy przepijać ostatnią
    > krowę. No bo żona powinna stać przy mężu.

    Naprawdę nie rozumiesz, czy udajesz? W interesie Hanki była jak najwyższa
    pozycja społeczna Antka, a przepijanie krowy podwyższaniu jej nie służyło. Wręcz
    przeciwnie.

    > Antek za kratkami, więc czymś naturalnym jest,że Hanka pilnuje
    > godpodarki, nie traci czasu na wizyty w więzieniu i nie trwoni
    > pieniędzy na głupoty.

    Jest czymś naturalnym, że zawozi Antkowi jedzenie i wspiera go psychicznie.
    Antek mógł tego nie doceniać, ale na pewno bardzo mu to pomogło, inaczej z jego
    kruchą psychiką mógłby się całkiem rozsypać. (I tak już było nieciekawie,
    wygląda na to, że klaustrofobii dostał.) Zwróć uwagę, że nawet w kategoriach
    czysto materialnych (jako siła robocza), Antek był dla Hanki cenna inwestycją.
  • jadwiga1350 11.03.10, 20:11
    > Zaraz, zaraz. W przypadku takiej Hanki, jaką opisywał Reymont,
    powodów żadnych
    > nie było. W przypadku Hanki twojego pomysłu, która by
    sprzeniewierzyła pieniądz
    > e
    > na kaucję (i adwokata) i kompletnie zaniedbała męża w więzieniu,
    Antek mógłby
    > mieć do niej poniekąd uzasadnione pretensje.

    Tylko skąd Antek wiedziałby o tych pieniądzach? Skąd mógłby wiedzieć
    że były jakiekolwiek pieniądze schowane w zbożu? Nawet gdyby dziwił
    się,że zmarły ojciec nie zostawił żadnej gotówki, Hanka mogłaby
    stwierdzić, że pieniądze ukradła Jagna, i tym sposobem ,upiec dwie
    pieczenie na jednym ogniu.
    Te kilkaset rubli mogłoby być zabezpieczeniem dla Hanki na czarną
    godzinę. Uniezależniłoby ją od humorów męża.

    Owszem, nie byłoby to uczciwe wobec Antka, ale pamiętając jego
    niefrasobliwość i zaniedbywanie rodziny, zupełnie usprawiedliwione.
    Antek twierdził, że o dzieci to niech kobieta zabiega, więc Hanka
    zabiegałaby tak jak umiała.

    Nie wiem czemu tak podkreślasz, że Antek mógłby bić Hankę, po
    powrocie z więzienia. Przecież on bił ją i wcześniej , i nikt się
    jakoś tym nie przejmował i jej nie ratował. Więc cóż to byłoby
    nowego gdyby pobił ją po wyjściu na wolność? Dla Hanki to żadna
    nowina.



    > Naprawdę nie rozumiesz, czy udajesz? W interesie Hanki była jak
    najwyższa
    > pozycja społeczna Antka, a przepijanie krowy podwyższaniu jej nie
    służyło. Wręc
    > z
    > przeciwnie.


    Rozumiem, Paszczkówno, pozycja żony odbiciem pozycji męża. Tylko to
    jest szczególna sytuacja, mąż za kratkami, więc żona musi dbać o
    swoją pozycję i pozycję swoich dzieci.
    To jest niecodzienna sytuacja, taka jak pójście mężczyzny na wojnę
    czy zesłanie go na Syberię, pozwalająca na dużą emancypację kobiety.
    Kobieta sama musi walczyć o swój byt i pozycję w społeczeństwie.
    Dzięki temu może, choćby częściowo, usamodzielnić się. Hanka ma po
    temu idealne warunki. Ale z nich nie korzysta.


    > Jest czymś naturalnym, że zawozi Antkowi jedzenie i wspiera go
    psychicznie.
    > Antek mógł tego nie doceniać, ale na pewno bardzo mu to pomogło,
    inaczej z jego
    > kruchą psychiką mógłby się całkiem rozsypać.



    Antek przyjął żonę jak tego psa uprzykrzonego. Więc nie byłoby w tym
    nic dziwnego, gdyby Hanka przestała odwiedzać męża.
    Antkowa zdobywa szacunek i poparcie Lipczaków nie dlatego, że
    wypłakuje sobie oczy za mężem, jeździ do niego i jak ta suka waruje
    pod bramą aresztu, ale dlatego że mocno wczepia się pazurami w
    gospodarkę. Jej pracowitość i nieustępliwość budzą uznanie. Bo to
    jest jej główny obowiązek. Czy ktokolwiek czułby do Hanki szacunek,
    gdyby dla ratowania męża zaprzepaściła całą gospodarkę?

    Zwróć uwagę, że nawet w kategoriach
    > czysto materialnych (jako siła robocza), Antek był dla Hanki cenna
    inwestycją.

    Owszem, ale wtedy tylko, gdy będzie chciał pracować. Antek miał w
    swoim życiu okresy gdy pracować nie chciał i nie przejmował się tym,
    że żyją na bórg.
    Leniwego parobka mogłaby Hanka wypędzić. Za leniwego męża musiałaby
    wszystko sama zrobić.
  • soova 12.03.10, 09:07
    CytatPrzecież on bił ją i wcześniej , i nikt się
    jakoś tym nie przejmował i jej nie ratował.


    Na pewno dochodziło do awantur, ale czy połączonych z przemocą? Pamiętajmy, że Maciej odpowiedział Jagustynce po rozpoczęciu się jego małżeńskich perypetii zimą na sugestię, że Jagnę można nauczyć rozumu biciem właśnie, że nie jest to we zwyczaju Borynów. I chyba nie powiedział tego przypadkiem, tylko dlatego, że tak rzeczywiście było.
    --
    Hajo Hajo Ipsenajo!
  • stara_dominikowa 12.03.10, 10:48
    soova napisała:
    > Na pewno dochodziło do awantur, ale czy połączonych z przemocą?

    Cytat:
    "-Antek, urąb no pieńków, bo sama nie poradzę - prosiła nieśmiało i z obawą, bo
    nic to nie było u niego skląć abo i zbić z leda powodu."

    ps. prywata: Soovo, a już myślałam, że masz problem z internetem...
    --
    Ale wieś! Forum o "Chłopach" Reymonta
  • soova 12.03.10, 13:43
    Że na Fejsbuku nie bywam ostatnio? Fakt, ale akurat coś mi się roboty
    nawarstwiło. :)

    A co do Antka - nieładnie, oj, nieładnie.
    --
    Hajo Hajo Ipsenajo!
  • paszczakowna1 12.03.10, 14:59
    > Tylko skąd Antek wiedziałby o tych pieniądzach? Skąd mógłby wiedzieć
    > że były jakiekolwiek pieniądze schowane w zbożu?

    Jeśli Hanka robiłaby jakieś inwestycje w gospodarstwo (dodatkowy parobek itp),
    pytanie skąd wzięła pieniądze byłoby dość oczywiste. Antek nie był upośledzony
    intelektualnie, i liczyć umiał.

    > Owszem, nie byłoby to uczciwe wobec Antka,

    Czort z Antkiem, nie byłoby uczciwe wobec starego Boryny.

    > Nie wiem czemu tak podkreślasz, że Antek mógłby bić Hankę, po
    > powrocie z więzienia.

    Ja nie podkreślam, ja tylko polemizuję. To ty twierdzisz, że to byłoby
    niemożliwe. Uważam, że biorąc pod uwagę charakter Antka, znacznie bardziej
    możliwe niż przymilanie się Hance.

    > Przecież on bił ją i wcześniej , i nikt się
    > jakoś tym nie przejmował i jej nie ratował.

    Dokładnie - takie były realia społeczne. Bitą żoną nikt się nie przejmował, co
    cokolwiek utrudniało kobiecie zdobycie przewagi nad mężem, zwłaszcza gdy mężem
    był człowiek któremu przemoc fizyczna przychodziła łatwo.

    Żeby nie było - uważam, że z biegiem czasu Hanka zacznie dominować w ich
    związku, po prostu jako silniejsza psychicznie, i będzie Antkowi oraz bardziej
    potrzebna.

    > Tylko to
    > jest szczególna sytuacja, mąż za kratkami, więc żona musi dbać o
    > swoją pozycję i pozycję swoich dzieci.

    Ale nie na wieczność, na parę lat maksimum. Twoje argumenty byłyby sensowne,
    gdyby Antek dostał 30 lat. A tak, inwestycja w Antka była racjonalna (choć nie
    sądzę, by akurat ten wzgląd Hance przyświecał).

    > Czy ktokolwiek czułby do Hanki szacunek,
    > gdyby dla ratowania męża zaprzepaściła całą gospodarkę?

    Chyba nie było takiego niebezpieczeństwa, więc o czym tu mówimy?

    > Owszem, ale wtedy tylko, gdy będzie chciał pracować. Antek miał w
    > swoim życiu okresy gdy pracować nie chciał i nie przejmował się tym,
    > że żyją na bórg.

    Depresja, nie lenistwo. Nic nie wskazuje, żeby Antek był z natury leniwy.

    > Leniwego parobka mogłaby Hanka wypędzić. Za leniwego męża musiałaby
    > wszystko sama zrobić.

    Tyle że gospodarz pracował znacznie lepiej niż parobek. Kuba ze swoją etyką
    pracy był raczej wyjątkiem niż regułą, Pietrek był bardziej typowy.
  • jadwiga1350 16.03.10, 00:17
    >
    > Jeśli Hanka robiłaby jakieś inwestycje w gospodarstwo (dodatkowy
    parobek itp),
    > pytanie skąd wzięła pieniądze byłoby dość oczywiste. Antek nie był
    upośledzony
    > intelektualnie, i liczyć umiał.
    >

    Koszt zatrudnienia parobka nijak się miał do wysokości kaucji. Hanka
    mogła spokojnie zatrudnić dodatkowa siłę roboczą a pozostałą część
    pieniędzy schować na czarną godzinę, żeby raz na zawsze uniezależnić
    się od mężowskich humorów.
    Antek raczej nie miał zdroworozsądkowego podejścia do pieniędzy.
    Przypominał w tym nieco Jagnę. Gdy żona przywozi mu do więzienia
    gotówkę, nie pyta skąd ją ma. Pewnie jej z nieba spadła.
    Nawet gdyby Antek miał żal do żony, że nie wpłaciła kaucji, nie
    woziła mu pieniędzy do kreminału, itp. i sprał ją po wyjściu na
    wolność, to
    1) nie pierwszyzna to dla Hanusi
    2) nic to w porównaniu ze świadomością, że jest pod względem
    materialnym uniezależniona od wyskoków, humorów, kaprysów swego
    małżonka.

    Rzecz jasna nieuczciwe to wobec Boryny i wobec Antka. Ale całkiem
    usprawiedliwione, jeśli pomyśli się, że Hanka wskutek
    niefrasobliwości męża znalazła się na skraju nędzy, której omal nie
    przypłaciła własnym życiem. Wyprawa po chrust, gdyby nie pomoc
    teścia, przyniosłaby śmierć i Bylicównie i jej ojcu. Antek w tym
    czasie zabawiał się z kochanką.
    Byłoby czymś naturalnym, że kobieta, której mąż okazał się tak
    niefrasobliwy i nieodpowiedzialny, robi wiele żeby już nigdy nie
    przeżywać podobnego piekła. Jeśli nie dla siebie, to dla swoich
    dzieci.
    Rozumiem, że Hanka kocha Antka i wszystko robi la niego. Ale oprócz
    miłości powinna mieć też rozwinięty instynkt samozachowawczy. A ten
    nakazywałby uniezależnienie się od męża pod względem materialnym i
    emocjonalnym. Choćby w minimalnym stopniu.Zwłaszacza że warunki
    zewnętrzne temu sprzyjają. Mąż za kratkami, a żona na miejscu, niby
    to oficjalnie dba tylko o mężowskie dobro, ale powoli i
    konsekwentnie buduje swoją pozycję.

    >Uważam, że biorąc pod uwagę charakter Antka, znacznie bardziej
    > możliwe niż przymilanie się Hance.
    >


    Antek nie doceniał żony, mimo że go kochała, poświęcała się dla
    niego, wybaczała mu wszystko i chodziła koło niego na paluszkach.

    Ale być może spojrzałby inaczej na Hankę, gdyby ta przestała się tak
    przejmować jego losem, zabiegać o jego względy i gdyby jej nie
    oglądał przez okres spędzony w więzieniu.
    Po odsiadce spotkałby nie dawną, płaczliwą Hankę, ale twardą
    kobietę, która mocno trzyma gospodarkę w ręku i nie daje sobie
    jeździć po głowie.
    Często ludzie nie umiejący docenić troski i dobroci, szanują tych,
    co umieją trzymać bat w ręku.

    Maciej też był kwardy, nie żaden tam pokorny baranek, ale żonę,
    która była kłótliwa i nie dała sobie w kaszę dmuchać, szanował.
    Podobnie mogłoby być z młodymi Borynami.




    > Żeby nie było - uważam, że z biegiem czasu Hanka zacznie dominować
    w ich
    > związku, po prostu jako silniejsza psychicznie, i będzie Antkowi
    oraz bardziej
    > potrzebna.


    Hanka dopóki będzie zależna emocjonalnie od Antka, nigdy nie zacznie
    dominować w związku. Ktoś kto bardziej kocha, zawsze jest na
    słabszej pozycji.
  • marslo55 20.01.10, 11:56
    jadwiga1350:
    "zapowiada siostrze, że sprowadzi ojca do chałupy. I koniec"
    Może siostra zmieniła z czasem swoje nastawienie do ojca i jako tako
    się urządzili, a Hanka nie musiała go już przyjmować do siebie.
    "Narrator mówi nam o dwóch kochankach Jagny: Antku i wójcie."
    A Mateusz, Stach Płoszka i "te drugie" zwidzieli się Jagnie po
    okowitce? Pewnie, że nie spała z całą wsią, ale bez przesady..
    "A ile w niej niekonsekwencji!"
    Hanka lubi być górą. Kiedy Jagna pyskuje, gotowa jej oczy wydrapać,
    kiedy spada na nią upokorzenie, roztacza opiekę. To konsekwentne,
    chodzi o tę samą cechę: potrzebę sprawowania kontroli nad sytuacją.

  • cahir4 20.01.10, 14:29
    Reymont porzuca temat Bylicy. Ostatnie rozdziały do powrót Antka
    oraz "romans" Jagusi z Jasiem. Skoro NIC o tym nie pisze,
    dopowiadasz historię, że stary żebrze. Równie dobrze dopowiedzieć
    można inną. Biorąc pod uwagę Hanki wrażliwość na ludzkie języki, a
    zwłaszcza obawę, "co by Antek na to powiedział", historia o
    żebrzącym nadal Bylicy jest mało prawdopodobna. Ale tak czy inaczej,
    możemy się spierać jedynie o PRAWDOPODOBIEŃSTWO tych sytuacji, a nie
    twierdzić, że miały (lub nie) miejsce.

    To, co jest opisane w powieści to scena, jaką robi Hanka ojcu, a
    potem siostrze w związku z żebraniną w czasie odpustu i w świetle
    tej sceny słowa "A rodzony ojciec pałętający się gdzieś z dziadmai
    proszalnymi, nic ją nie obchodzi." są poprostu nieprawdziwe.
    Obchodzi i to bardzo, jeśli nie ze względu na uczucia, to na osławę.

    Z tego że coś nie jest napisane, to wywnioskować za wiele nie można.
    Tylko z Jagną i Dominikową się żegna? Do nich pewnie trafiła na
    końcu. Zapewne wcześniej pojednała się z siostrą, z Magdą i z kim
    tam jeszcze zatargi jakie miała. To, że Reymont opisał to jedno
    pożegnianie nie znaczy, że innych nie było. Idąc tym tropem
    musielibyśmy wywnioskować, że małżeństwo Borynów rozpada się, bo
    idąc do Częstochowy Hanka pożegnała się z Jagną, a nie pożegnała z
    Antkiem. O mężu ani słóweczka.

    A że wątek Bylicy trochę głupio urwany, to inna sprawa. Pewnie, że
    chciałoby się coś przeczytać, albo że mu polepszyło, albo że na
    ludzkie języki z powodu jego sytuacji się Borynowie dostali. Ale
    Reymont o dziecku trzymiesięcznym Hanki nie wspomina (co się znim
    dzieje, kiedy Hanka na pielgrzymkę idzie - już żeśmy się nad tym
    zastanawiali), to co dziwnego, że mu się Bylica zapodział.

    A tak swoją drogą, żeby gubić się tak ciągle w dzieciach (aż trojgu)
    rodziny, której losy są głównym tematem powieści, to też trzeba
    nieźle rozkojarzonym być. Żeby ich chociaż było z pół tuzina!

    Co do liczby kochanków Jagny, w czasie akcji powieści jest dwóch.
    Sama to kiedyś wyliczałam. Co do przedakcji, to już wskazała Marslo.
  • paszczakowna1 26.01.10, 13:53
    > A że wątek Bylicy trochę głupio urwany, to inna sprawa. Pewnie, że
    > chciałoby się coś przeczytać, albo że mu polepszyło, albo że na
    > ludzkie języki z powodu jego sytuacji się Borynowie dostali.

    Jeśli chodzi o Bylicę, jest jeszcze jeden aspekt sprawy, który wydaje się tu
    umykać: Bylica CHCIAŁ być dziadem. I wydaje mi się, że poza sprawami bytowymi,
    to życie autentycznie wydawało mu się atrakcyjne. Trzeba pamiętać, że dziad
    proszalny to nie był żaden menel. W tym czasie już się to zmieniało, ale Bylica
    mógł mieć w pamięci starsze czasy, w których dziad to był ktoś godny szacunku:
    pielgrzym, bywały w świecie. Sporo chłopów traktowało to jako swojego rodzaju
    emeryturę i jedyną sposobność zwiedzenia kawałka świata. Mogła i Hanka sprawy
    nie przewalczyć, i niekoniecznie źle to o niej świadczy - ostatecznie zmuszanie
    ojca do porzucanie własnego pomysłu na życie dlatego, że wstyd rodzinie przynosi
    specjalnie godne pochwały nie jest.
  • soova 26.01.10, 14:38
    Ciekawe spostrzeżenie. I w sumie trafne. Po pierwsze dlatego, że dziad cieszył
    się faktycznie może jeśli nie szacunkiem, to uznaniem, że tyle świata widział. U
    bogatszych chłopów mógł nawet liczyć na jakiś ciepły poczęstunek (jest taka
    scena u Borynów). Po drugie - realnie Hanka ma pretensje do ojca nie za fakt
    zostania dziadem, ale głównie za to, że ludzie to widzą... :)
    --
    Hajo Hajo Ipsenajo!
  • jadwiga1350 27.01.10, 15:03

    -soova napisała:

    >Po drugie - realnie Hanka ma pretensje do ojca nie za fakt
    > zostania dziadem, ale głównie za to, że ludzie to widzą...

    Otóż to!
  • jadwiga1350 27.01.10, 14:56
    > Jeśli chodzi o Bylicę, jest jeszcze jeden aspekt sprawy, który
    wydaje się tu
    > umykać: Bylica CHCIAŁ być dziadem. I wydaje mi się, że poza
    sprawami bytowymi,
    > to życie autentycznie wydawało mu się atrakcyjne

    No rzeczywiście, chciał! To już lekka przesada.Podobnie Agata
    CHCIAŁA co roku iść w świat na żebry, czy Magda CHCIAŁA rodzić w
    kruchcie. I co mógł widzieć w tym atrakcyjnego? Dla niego
    najbardziej atrakcyjne było leżenie na ciepłym piecu.Wcale go takie
    życie nie pociągało.
    Jesienią, skarżył się Hance ze łzami w oczach, że Weronka wygania go
    na żebry,a latem nabrał takiej wielkiej ochoty do bycia dziadem?

    Trzeba pamiętać, że dziad
    > proszalny to nie był żaden menel. W tym czasie już się to
    zmieniało, ale Bylica
    > mógł mieć w pamięci starsze czasy, w których dziad to był ktoś
    godny szacunku:
    > pielgrzym, bywały w świecie.

    No nie wiem. Wystarczy przeczytać jak w I rozdziale komentowane jest
    pójście Agaty na żebry.Co mówi na ten temat Jagustynka, w jaki
    sposób ksiądz zadaje wstydliwe pytanie:"wypędzili was Kłębowie, co?"
    Mimo, że Agata z uporem twierdzi, że idzie z własnej woli.
    Pójście na żebry, zostanie dziadem, było czymś najgorszym co mogło
    człowieka spotkać.
    Dominikowa, chcąc przywołać córkę do porządku, opowiada jej o
    Wojtku, któremu chciało się miejskiego życia, a teraz chodzi po
    wsiach po proszonym.
    Antek widząc obładowaną tobołkami żonę, mówi z pogardą:"byłaś,widzę
    po proszonym"?
    A że jakiemuś dziadowi dano porządnie zjeść,parę groszy, czy
    wysłuchano z ciekawością jakiejś opowieści, to jeszcze nie znaczy,
    że go szanowano.

    Sporo chłopów traktowało to jako swojego rodzaju
    > emeryturę i jedyną sposobność zwiedzenia kawałka świata.

    Emeryturą był wycug.Młode pokolenie w zamian za odpisanie gospodarki
    miało utrzymywać starych.
    Sposobnością zwiedzenia kawałka świata była pielgrzymka do
    Częstochowy.

    >Pewnie, że
    > > chciałoby się coś przeczytać, albo że mu polepszyło, albo że na
    > > ludzkie języki z powodu jego sytuacji się Borynowie dostali.

    Zwłaszcza,że na Kłębów bardzo plotkowano i zarzucano im, że Agata
    dla nich żebrze.

    --
    Próbowałem zwrócić uwagę konduktora,że to Piłsudski, ale
    konduktorowi nazwisko to nic nie mówiło. Wtedy Warszawę emocjonował
    Zdzisław Lubomirski.
  • moleslaw 29.01.12, 08:56
    Niezależnie od tego jak ocenimy Hankę ( ma moją pełną sympatię) fakt puszczania się Jagny jest bezsporny, wezmy pod uwagę że bezkarnie używać do woli mogli mężczyzni, to było dla takiego wręcz powodem do dumy (durne). Kobieta była w takiej sytuacji uznawana za k.... i chyba właściwie niewiele się zmieniło. Co mnie osobiście oburza to fakt że Jagna nawet po ślubie nie jest wierna,na dodatek nie dociera do niej grzech podwójny czyli zdrada na dodatek z pasierbem. Czy była socjopatką? Może, choć raczej była zapatrzoną w siebie i tylko w siebie rozwydrzoną smarkulą.
    --
    forum.gazeta.pl/forum/f,63251,_MOLE_KSIAZKOWE_.html
  • pi.asia 29.01.12, 12:30
    A ja podziwiam Autora za to, że umiał tak przedstawić psychikę, motywy i myśli każdej postaci, że cholernie trudno zachować obiektywizm. Jak się czyta, co Hanuś cierpi przez Jagnę, to by się chciało Jagnie gębusię pazurami poorać. A jak się czyta o jamorach Jagusi, to w jakiś sposób się rozumie, że jako ta ziemia była i deszczu pragnęła, a Antkowa kobieta to płaczka i niechluj, i nie dziwota, że Jantoś innej se szukał...
  • stara_dominikowa 29.01.12, 17:04
    Tak! To jest najpiękniejsze! To nie jest "Nad Niemnem" gdzie podział na nierobów morfinistów z globusami i kochających pracę i życie jest tak banalny. Gdzie tak jest, że człowiek jest jednoznacznie zły albo dobry? Tylko w bajkach i u Orzeszkowej. Aha, jeszcze u Jadwigi (zła, zła, zła Hanka) :p
    --
    Ale wieś! Forum o "Chłopach" Reymonta
  • pi.asia 29.01.12, 17:25
    Zastanawiam się też, dlaczego Kumy powyżej miały pretensje do Hanki, że do męża do więzienia jechała, że mu pieniądze wiozła i trochę tego święconego, żeby se chudziaczek pojadł.

    To jest normalne zachowanie nie tylko kochającej bez pamięci kobiety, ale po prostu człowieka, że aż zacytuję "bo byłem w więzieniu, a przyszliście do mnie".

    Gdyby Hanka przez cztery czy pięć lat ani nie zajrzała do Antka, tylko gospodarką się zajęła, o gospodarzu nie myśląc, to gospodarz po wyjściu z kryminału ani by na nią nie spojrzał, a urazę w sercu by miał do śmierci, że zapomniała o nim!
    A tak to co niby jest nie tak między nimi? Że ją przyjął jak psa? Że dobrego słowa poskąpił? To akurat mogę zrozumieć - czekał jak ten głupi na Jagnę, a tu żona... Doła miał i złość do świata, a na niej się skrupiło.
    Ale potem widział - nie Jagna o nim myslała i o niego dbała, tylko Hanka. I dlatego po wyjściu mówił "chwat jesteś, Hanuś, chwat!" a potem aż inni zauważyli, że "Boryna patrzy w swą kobietę jak w tęczę".
  • tt-tka 04.12.16, 15:32
    paszczakowna1 napisała:

    > > A że wątek Bylicy trochę głupio urwany, to inna sprawa. Pewnie, że
    > > chciałoby się coś przeczytać, albo że mu polepszyło, albo że na
    > > ludzkie języki z powodu jego sytuacji się Borynowie dostali.
    >
    > Jeśli chodzi o Bylicę, jest jeszcze jeden aspekt sprawy, który wydaje się tu
    > umykać: Bylica CHCIAŁ być dziadem. I wydaje mi się, że poza sprawami bytowymi,
    > to życie autentycznie wydawało mu się atrakcyjne. Trzeba pamiętać, że dziad
    > proszalny to nie był żaden menel. W tym czasie już się to zmieniało, ale Bylica
    > mógł mieć w pamięci starsze czasy, w których dziad to był ktoś godny szacunku:
    > pielgrzym, bywały w świecie. Sporo chłopów traktowało to jako swojego rodzaju
    > emeryturę i jedyną sposobność zwiedzenia kawałka świata. Mogła i Hanka sprawy
    > nie przewalczyć, i niekoniecznie źle to o niej świadczy - ostatecznie zmuszanie
    > ojca do porzucanie własnego pomysłu na życie dlatego, że wstyd rodzinie przynos
    > i
    > specjalnie godne pochwały nie jest.


    Poza wszystkim, co powyzej i z czym sie zgadzam, to Bylica do wsi wrocil i to szybko - widzimy go, jak pieszczotliwie przemawia do pni na weronczyna chalupe, podarowanych przez pana Jacka. Raptem okolo miesiaca go nie bylo, albo mniej.
    Niewykluczone, ze dziadowskie zycie mialoby dla niego jakis urok - powloczy sie po swiecie, z ludzmi pogada - ale nie jest koniecznoscia dla Bylicy.
  • czarna.stopa 30.07.14, 13:17
    By zakończyć temat ojca Hanki i jego dalszych losów. Zdaje się że jednak nie został dziadem, bo występuje jeszcze w końcowej części książki, gdy strażnicy przyjeżdżają po Rocha i ma miejsce rozmowa w tej sprawie między Grzelą a Mateuszem, który akurat stawia Stachom chałupę (Stachowie to siostra Hanki z mężem) Do tej rozmowy wtrąca się Bylica i coś tam jąka, czyli wynika z tego że nadal mieszka w tym miejscu gdzie dawniej.
  • fiola35 10.06.12, 02:21
    nie była zbyt ją potępiono kochała antka była młoda i głupia zakochała się w nim on zawrócił jej w głowie powinien dać jej spokój bo przecież był żonaty to on więcej za nią biegał niż ona za nim ulegała mu bo ma krew nie wodę i zakochała się w nim dlatego nie chciała się wiązać z nikim innym a raczej było jej wszystko jedno za kogo wyjdzie za mąż bo jej luby był zajęty wobec tego zgodziła się zostać żoną macieja bo tak chciała jej matka bo kupował jej prezenty był dobry jak każdy inny chłop który za nią biegał po co antek zawracałjej głowę miał przecież swoją hankę potem jagna zakochała się w jasiu który oczywiście tez pierwszy zwrócił uwagę na nią niż ona na niego jasiu bardzo pożądał ją wzrokiem jak wy kobiety czujecie się kiedy przystojny męzczyzna patrzy na was pożądliwym wzrokiem wprawdzie jasio bronił się przed tym pożądaniem ale jakoś nieskutecznie
    czy tylko męzczyznom wolno poddawać się pożądaniu męża jagna nienawidziła skąd mogła wiedzieć że tak szybko się zestarzeje i poczuje do niego wstręt a bo to wiedziała co robi jak za niego wychodziła latał za nią jak inni kupował podarki to co jej zależało jagna była osoba wrażliwą artystyczną duszą nie potrafiła być matką i zoną bo nie kochała męża miała pecha bo mężczyznami z którymi mogłaby odnależć szczęscie byli żonaty chłop i ksiądz a to ich pokochała na swój sposób najpierw jednego potem drugiego miała zaledwie 18 lat co tłumaczy że nie zawsze zastanawiała sie nad swym postępowaniem jak mówi przysłowie młoda i głupia jagna z czasem przestała kochać antka bo się zaniedbał zaczął pić rozrabiać nie był juz bohaterem tylko zapijaczonym zbójem który zmuszał ją do seksu i groził w razie odmowy jak miała go dalej kochać a potem zwróciła większa uwagę na jasia


  • seshat 21.08.12, 00:18
    A używania znaków przestankowych w szkole nie nauczono? Twojej wypowiedzi nie da się czytać!
  • tt-tka 04.12.15, 21:45
    Gdy czytalam "Chlopow" po raz pierwszy, jako bardzo mloda nastolatka, pamietam swoje zaskoczenie postacia Jagny - "przyglupia jakas czy co ?"
    I to wrazenie - leciutkiego uposledzenia, niedorozwoju - nie opuszczalo mnie b. dlugo.
    Moze socjopatka, moze tylko nieprzystosowana spolecznie, trudno zdiagnozowac, ale ze odstaje, w negatywnym sensie, to pewnik. Moral insanity - ona ni w zab nie odroznia, co jest swinstwem, a co nie. W wieku 19 lat to juz odrobine niepokoi. Nie ma zadnych wiezi spolecznych, nie daje z siebie nic. Czuje sie z tym zle tylko wtedy, kiedy nie pozwala jej to uczestniczyc we wspolnej, gromadnej radosci - jak wtedy, gdy chlopy wracaja, ona sie stroi i ktos ja zaskakuje pytaniem "kogo to wygladacie ?" Uczestnictwo we wspolnych smutkach czy klopotach wsi nie pociaga jej zupelnie.

    Hanka - czesta jako opozycja dla Jagny :-) - ma jednak te wiezi. Z ojcem, na ktorego regularnie placi i o ktorego upomina sie, z siostra, z ktora sie kloci, ale i pomaga jej, z sasiadkami. "Nieuzyczliwa byla jak wszystkie Boryny (Boryny, nie Bylice)" mowia o niej kobiety, ale w nieszczesciu jej wspolczuja i pomagaja. Jagna takiego poczucia "solidarnosci w biedzie" nie budzi chyba u nikogo.

    Troche obok tematu, ale Hanka, mimo ze kocha Antka, jest mu bardzo oddana i spragniona jego milosci - jest rowniez odpowiedzialna za swoje i innych zycie. I kiedy sytuacja tego wymaga, potrafi sie przeciwstawic mezowi. Kiedy Antek kaze jej wyciepnac dary od ojca, Hanka gotowa jest pobic sie z nim, chwyta juz maglownice, bo te dary to zywnosc dla dzieci, mowi wprost "nie bede mrzec z glodu i dzieciom nie dam (pomrzec), kiej ty o to nie stoisz". I Antek ustepuje. Kiedy stary Boryna zaprasza ja do siebie, pierwsza mysl to "nie pojde, dalby mi Antek", ale druga juz inna "troje nas cierpi biede, a niezadlugo bedzie czworo". Meza w tej chwili nie wlicza, nie mysli o nim ani nie liczy na niego. Ma obowiazki wobec dzieci i wie, ze musi im sprostac. A zarzutu, ze zaplacila kaucje za Antka, nie rozumiem zupelnie - Maciej mowiac jej, gdzie sa pieniadze, dal zarazem zlecenie "Antka bron, pol gospodarki przedaj, a nie daj go". Hanka sie z tego wywiazuje bez zarzutu.

    A tragiczne zakonczenie historii Jagny bylo troche dzielem przypadku. Jej prowadzenie sie, choc naganne w oczach wsi, nie budzilo do czasu wiekszych emocji niz chocby Tereska. Jedna czy druga (bodajze Kozlowa) splunela jej pod nogi po historii z wojtem, ale nie byla to agresja wyjatkowa czy grozna. I gdyby Jagna, jak radzila matka, wydala sie za Mateusza, sprawa zapewne przyschlaby. Afere rozkrecila organiscina, chroniac swego Jasia. Ona rozpuscila plotki o zdefraudowaniu gminnej kasy na kochanice, "na Jagusie stracil", wczesniej nikt, nawet wojtowa, takich supozycji nie wysuwal. Ona podzegla innych. Gdyby nie ta niefortunna historia z mlodocianym kandydatem na ksiedza, rozeszloby sie po kosciach i Jagna moglaby dlugie lata spokojnie zyc w Lipcach, co najwyzej Mateusz przy kolejnej milosnej aferze siegnalby po argumenty z gatunku "przymus bezposredni", ale nikogo innego by to nie obeszlo.
    No i ta aspolecznosc Jagny sie na niej zemscila - nie bylo nikogo, kto chcialby jej bronic, bo z nikim nie byla zzyta, zaprzyjazniona. Tereska obroncow znalazla, a co najmniej wspolczujacych jej.
  • tt-tka 04.12.16, 15:42
    Popytalam fachowcow - najkrocej: socjopata to osobnik nezdolny do utrzymywania prawidlowych relacji i przestrzegania norm obowiazujacych w jego spolecznosci. Niezdolny, a nie niesklonny.

    Ladne podsumowanie dala moja bardzo mloda znajoma po pierwszej lekturze "Chlopow" - ona (Jagna) nie tylko sobie zaszkodzila (najbardziej!), ale i kazdemu, kto byl z nia blisko :)
    Rzeczywiscie dla kazdego scislejsze zwiazki z Jagna zle sie koncza. Najgorzej oczywiscie dla meza, szczerze oddanego, dobrego dla niej, nie wymagajacego ciezkiej pracy (do pierwszych wybrykow zony oczywiscie) i dla slepo zakochanej w niej matki. Im blizej z Jagna kto byl, tym gorzej dla niego.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka