Dodaj do ulubionych

Co dalej z Jagną?

20.01.10, 11:06
Zawsze się nad tym zastanawiałam... Jakie mogło być jej dalsze życie?
Czy darowane przez dziada krople pomogły? Czy została między "niebem
a ziemią"?
Pomyślałam, że jak już tak tu "gdybamy" to może zastanówmy się i nad
tym :)

--
...Pewnie zapytacie co się stało z piaskiem? Jest tam do dziś, bo
przez diabły na polach rozsypany, pustkę wielką utworzył...Zaś
Hehelek za czyn swój samowolny i haniebny, z piekła na zawsze
wygnany został. Siedzi teraz w swej wierzbie i za utraconym srebrem
płacze. I ani z niego diabeł, ani żaden srebra właściciel...
"Podróże z legendą"
Edytor zaawansowany
  • 20.01.10, 13:58
    Ja mam teorię, że pomogły i ostatecznie Jagna z łoża wstała już jako
    inna kobieta, przywrócona do rzeczywistości. Dominikowa bis.

    Ino taką historię wymyśloną mam: nie krople, ino powrót Jasia
    pomógł. Kiedy o wszystkim usłyszał i Jagusię z żałosnym stanie
    zobaczył, seminarium rzucił, matki się wyrzekł i z Jagusią ożenić
    zamierzył. To Jagnę rychło z łoża podniosło. We wsi wielkie wywołało
    zgorszenie, ale to Jagusi na razie było za nic, jako że raz ją
    pokarawszy okrutnie, drugi raz odwagi nie mieli i tylko omijali z
    daleka jak czarownicę jakowąś moc tajemną a złą w sobie mającą. Za
    to z organiścinę tak już wykpiwali, że organista o wyprowadzce
    myślał.

    Ale hepienda jeszcze nie będzie, bo gdy Jaguś raz drugi zobaczyła,
    jak Jasio, Szymkowi pomagając, gnój na pole wywozi, to nagle się on
    jej ujrzał całkiem inszym niż przódzi. Bo kiedyś to on był od
    wszystkich inakszy, a teraz to całkiem jako i te drugie. Jasio zaś,
    jak już i mógł z nią rozmawiać, to odkrył, że nie ma o czym.
    Postanowienia jego by to nie zmieniło, bo honorowy był, ale mu wtedy
    Mateusz, który na Jagnę widoków stracić nie chciał, zdradził, że nie
    jest ona taka niewinna lelija, jak Jasio myślał. Tego już Jasio
    zdzierżyć nie mógł, bo hipokryzją straszliwą mu się zdało, by taką
    czystą wydawać się mogła, a takie rzeczy robiła. Rozstali się zatem
    właściwie bez żalu. Obydwoje przy tym nieco dorośli. Jasio, po
    różnych perypetiach, swą miłość do ziemi zrealizował dzięki posadzie
    rządcy. Ożenił się w końcu z miejscową siłaczką, co i na
    płodozmianie się znała i Pana Tadeusza czytywać lubiła.

    Jagna zaś ostatecznie oczy otworzyła i świat wokół siebie przytomnie
    zaczęła postrzegać. Za Mateusza w końcu poszła, co, wraz z odejściem
    Jasia, uspokoiło sąsiedzkie języki. Dogadali się z Borynami i
    Szymkiem i za to, co się w Lipcach Jagusi należało po ojcu i mężu,
    wzięli grunt na Polesiu. Jagna na języki ludzkie nie lazła, to i
    dawali jej spokój. Z czasem jak matka się stała - nikt jej
    specjalnie nie lubił, ale też i zaczepiać się bał. Po cichu mieli ją
    trochę za wiedźmę (dokładniusieńko jako matka). Dominikowa dożyła
    tego, że widziała (nie dosłownie, oczywiście) córkę ustabilizowaną i
    w zasadzie szczęśliwą.

    A potem Jagna urodziła córkę...
  • 20.01.10, 14:46
    Katarzyna dano jej na imię.Kasia odziedziczyła urodę i usposobienie
    matki,a po ojcu miała talent do gry na fleciku i skłonność do
    przekpiwania innych.
    Gdy Kasia skończyła 18 lat,posłał do niej z wódką zamożny gospodarz,
    lider lipeckiej gromady, Antoni Boryna. Dopiero co owdowiał,
    brakowało mu gospodyni w chacie, a możliwości pójścia na wycug i
    odpisania ziemi dzieciom, nawet nie dopuszczał do siebie.
    Tak więc Kasia została Borynową, pierwszą gospodynią w Lipcach
    i "panią liderową".
    Stary mąż prędko znudził Kasię, mimo że chodził koło niej jak kiele
    tego dzieciątka i porcenelę w mieście kupił.
    Ale Kasia nie smuciła się zbytnio,bo obok niej żył młody pasierb
    Pietruś, który umiał macochę pocieszyć i rozweselić.
    Pietruś i Kasia umieli maskować się,więc nikt o niczym nie wiedział,
    i nijakiego zgorszenia nie było.
    Wszyscy byli zadowoleni i żyli w zgodzie i harmonii pod jednym
    dachem.
    --
    Próbowałem zwrócić uwagę konduktora,że to Piłsudski, ale
    konduktorowi nazwisko to nic nie mówiło. Wtedy Warszawę emocjonował
    Zdzisław Lubomirski.
  • 20.01.10, 18:40
    >Wszyscy byli zadowoleni i żyli w zgodzie i harmonii pod jednym
    dachem.<

    ... i pewnie w tym trójkącie życie by im upłynęło, gdyby nie to, że
    rządca Jan, co to sie z miejscowa siłaczką (młynarzówną?) swojego
    czasu ozenił, najstarszego syna, Januszka, nie posłał do seminarium.
    Młynarzówna okazała się żoną gospodarną, zapobiegliwą, na czytanie
    to ona czasu nie marnowała. Grontu przykupili, krowich ogonów to z
    mendel mieli, a i tych dziecisków Pan Bóg nie poskąpił. Cóż, skoro
    gderliwa była, męża cięgiem do roboty goniła. Co mu tych sił z
    rządcostwa ostało, własnej gospodarce poświęcał. Już tam żonka
    dobrze pilnowała:) Rządca Jan coraz częściej do karczmy uciekał i w
    duchu zazdrościł proboszczowi spokojnego życia, bez babskiego
    nadzoru. Dla swojego najstarszego juz lepszego losu pragnął, na
    księdza chciał go wypromować. Zdolny ten Januszek był, delikatny
    taki... co to się miał na gospodarce, nawet dostatniej, marnować. Na
    wakacje do rodzinnej wsi z seminarium przyjeżdzał, do mszy służył, a
    tak wzdychał, aż dziw, że świece przy ołtarzu nie pogasły... Poszła
    Kasia do kościoła raz, poszła drugi... teraz to juz najchętniej w
    domu rządcy przesiaduje, i niby przy prasowaniu pomaga, a cięgiem
    za Januszkiem oczami wodzi, bo jako ten świątek jej sie zdaje.
    Pietruś coś markotny chodzi, ojcu odpyskuje, w polu robić nie chce,
    a raz to nawet powiedział, że do tej Hameryki pojedzie, bo już mu
    sie we wsi mierzi.

    --
    www.youtube.com/watch?v=bCmYjL6dP9Y&feature=related
  • 21.01.10, 13:32
    Pietruś stawał się coraz bardziej rozgoryczony i sfrustrowany.
    Oprócz wyjazdu do Hameryki, brał jeszcze pod uwagę podpalenie domu
    rządców, albo zarąbanie Januszka siekierą.Duszę by oddał, żeby
    wszystko było jak kiedyś, żeby Kasia znów była jego.
    Pewnego dnia, podczas kłótni z ojcem o nieogacony dom, Pietruś nie
    zdzierżył i wykrzyczał staremu całą prawdę prosto w twarz.Wszystko
    opowiedział o swoim związku z macochą, i o tym że Kasia woli teraz
    tego księżyka Januszka.
    W Antka jakby piorun strzelił. Chwycił siekierę i chciał ubić
    wyrodnego syna, szczęściem Pietruś zdołał uciec.
    Antek wziął siekierę i poszedł do izby. Siadł pod piecem i czekał na
    niewierną żonę, żeby pokarać ją śmiercią za przeniewierstwo.
    Jednak Kasia długo nie wracała od rządców(dużo prasowania tego dnia
    miała)więc Antek powoli się uspokajał, medytował i deliberował.
    Wspomniał swoją młodość i rózne sprawki, wspomniał lata spędzone w
    kreminale i poczuł że nie ma żadnej ochoty znów gnić za kratkami.
    Nie miał też najmniejszej chęci ujawniać całej wsi, że Kasia
    przyprawiła mu rogi.
    Więc kiedy stary Boryna uspokił się i ochłódł, poszedł na wieś
    szukać syna. Znalazł Pietrusia w karczmie.Pogodzili się i
    porozmawiali jak ojciec z synem.Doszli do porozumienia: Kasia ma być
    ich wspólną kobietą, a obcego, który śmiałby bałamucić ich kobietę
    trza pokarać. Tego wymaga honor.
    Następnego dnia, późnym wieczorem, Januszek wracał bryczką z
    sąsiednej parafii(załatwiał tam rózne sprawy dla lipeckiego
    proboszcza). Gdy przejeżdżał przez las, obaj Borynowie ściągneli go
    z bryczki, sprali kłonicami do utraty przytomności i rzucili do
    pobliskiego rowu.
    Poranionego kleryka znalazły nad ranem komornice zbierające chrust.
    Kasia gdy tylko dowiedziała się o wypadku Januszka pobiegła co tchu
    do domu rządców.
    A tam jej Januszek leżał zakrwawiony,ciągle wymiotował(bo miał
    wątpia odbite) i bredził coś w maglinie.
    Gdy Kasia zobaczyła zalanego krwią i wymiocinami Januszka, wydał się
    jej całkiem jak te drugie. A kiedyś, to on był zupełnie inny od
    wszystkich.I tak powoli miłość do Januszka jej przeszła, zwłaszcza,
    że ten nawet po wyzdrowieniu nie przypominał dawnego świątka.
    Znów Kasia, Antek i Pietruś żyli w zgodzie i harmonii pod jednym
    dachem.

    --
    Próbowałem zwrócić uwagę konduktora,że to Piłsudski, ale
    konduktorowi nazwisko to nic nie mówiło. Wtedy Warszawę emocjonował
    Zdzisław Lubomirski.
  • 21.01.10, 08:52
    Jakoś nie widzę tego Jasiowego małżeństwa z Jagusią.
    Toć przecie nie w Jasiu siła. A i ograniścina wolałaby syna
    prędzej "na Cytadeli" obaczyć niźli w Jagusinym łożu...
    A nad dolą Jagusi Jasio użali się, pomodli, popłacze i święty
    obrazek ostawi. To za jego sprawą Jaguś ozdrowieje i ku Mateuszowi
    się zwróci...

    --
    ...Pewnie zapytacie co się stało z piaskiem? Jest tam do dziś, bo
    przez diabły na polach rozsypany, pustkę wielką utworzył...Zaś
    Hehelek za czyn swój samowolny i haniebny, z piekła na zawsze
    wygnany został. Siedzi teraz w swej wierzbie i za utraconym srebrem
    płacze. I ani z niego diabeł, ani żaden srebra właściciel...
    "Podróże z legendą"
  • 21.01.10, 19:22
    czepialska napisała:

    > Jakoś nie widzę tego Jasiowego małżeństwa z Jagusią.

    Witojcie ludzie kochane!
    Mnie się tyż nie widzi taki sprawy obrót. Życie potoczy się swoim torem,
    wyżłobionym przez odwieczne ze sprawami materialnymi zmaganie. Głupie Jasiowe
    mrzonki zniknąć muszą pod wagą spraw zasadniczych, co to i strawę do garnka
    ogarnąć muszą i szacunek z wdzięcznością dla rodziców, którym Jasio winny jest
    wspomożenie na starość. Już ta nie na darmo organiścina przy synu księdzu się na
    starość widziała i widzenia tego z pazurów nie popuści. Wszystkie formy nacisku
    zastosuje, a Jasio młodziutki, głupiutki i niewinny.

    > A nad dolą Jagusi Jasio użali się, pomodli, popłacze i święty
    > obrazek ostawi. To za jego sprawą Jaguś ozdrowieje i ku Mateuszowi
    > się zwróci...

    Jaguś nie ozdrowieje. Juści ta ona nie dla tego świata, młodopolska femme
    fatale. Do śmierci matki będzie sobie niebożątko w izbie polegiwać. Kiej Szymek
    ojcowiznę przejmie i w garści chwyci, to Nastka - jako że czująca była -
    najpierw litościwie będzie Jagusię traktować. Później będzie tyle gąb do
    wyżywienia, że jadła i wszystkiego nie nastarczy się. Ostatecznie obłąkana
    Jagusia będzie chodzić kiej dziadówka po wsi, wybuchając na przemian to płaczem,
    to śmiechem niezmiernym.

    Tą optymistyczną wizją witam się z forowiczami chłopowymi, dygając kiej ten
    cielak :))

  • 22.01.10, 08:30
    Witajcie u nas! Rzekliście! Łoptymistką to nie jesteście, tak mi się widzi...
    Mnie też pasuje taki ciąg dalszy, jako konsekwencja wcześniejszych zdarzeń. Nie
    wierzę, że Jaguś przystosowałaby się do życia. Podobieństwo do matki dotyczyło
    moim zdaniem jedynie sfery damsko-męskiej. Stara była zapobiegliwa i tego grosza
    z pazurów nie popuściła - nie sądzę, żeby jej córka kiedykolwiek była w stanie
    się tego nauczyć.
    Poza tym, Jagna była tak przewrażliwiona na swoim punkcie, skupiona na swoich
    doznaniach, że ciężko byłoby jej o zdrowych zmysłach pozostać po tych
    wydarzeniach. Złamało ją to pewnikiem. Mateuszowi w końcu znudziło się
    niańczenie jej i widząc, że jego starania na nic, że Jagusia jest, a jakby jej
    nie było - pojawiał się coraz rzadziej. W końcu ożenił się z Balcerkówną, czy
    inszą panną, która sielną ręką gospodarkę trzymać poredzi. A Jagusię czasem
    widziano jak nocami włóczy się po polach, wiadomo to za czym? Jej zawodzenia i
    płacze budziły nie raz i nie dwa ludzi ze wsi co odmawiając pacierze czekali snu
    jak zmiłowania. Wypadła Jagusia z tego rytmu odwiecznego i powrócić już nie powróci.
    --
    Ale wieś! Forum o "Chłopach" Reymonta
  • 23.01.10, 19:48
    Śtraśliwe z was realistki, Kumy. A gdzie potrzeba satysfakcji, że złe będą ukarane, dobre wynagrodzone, a zbłąkane drogę odnajdą? Dyć wszystko to jedynie od naszej zależne wyobraźni.

    I choć i moja imaginacyja nie jest w stanie przedstawić sobie szczęśliwego stadła Jasia z Jagusią, to jego bunt jest mi potrzebny, by organiścinę utrafić w słabiznę. No i samego Jasia pępowiną duszonego też jest mi żal. Toż pozwólcie mi wierzyć, że rozziew pomiędzy chrześcijańskimi naukami a ujawnionym okrucieństwem matki, szokiem był dla grzecznego chłopczyka takim, że go do buntu doprowadził.

    Jagnie też żadnej szansy nie dajecie? Pomnijcie, że gospodynią potrafiła być dobrą (przez miesiąc chyba, ale była). I choć o grunta zabiegać nie potrafiła, to już o korale i przyodziewę owszem. To może i skumała wreszcie, że ten grunt potrzebny, co by się stroić było można.

    Za to na Balcerkównę za Mateuszem zgody nie daję. Toż Balcerkówny to posażne panny były i urodna zapewne nie tylko Marysia. A on nie dość że goły, to kto tam wie, jak by się po ślubie prowadził.

    PS. W mojej koncepcji Jasio jako rządca daleko od Lipiec osiadł, bo tu na miejscu życia by nie miał. I nie od razu on tę posadę dostał, bo do tego rolniczą szkołę trza było mieć (którą to po wielu problemach skończył), nie zaś seminarium. Fakt, nieco to komplikuje wątek Kasi z Januszkiem...
  • 23.01.10, 23:00
    > Jagnie też żadnej szansy nie dajecie?

    No bo ona przecie socjopatka według opinii kum.

    > PS. W mojej koncepcji Jasio jako rządca daleko od Lipiec osiadł,
    bo tu na miejs
    > cu życia by nie miał.

    W samych Lipcach to rzeczywiście nie miałby nic do roboty. Ale
    mógłby być rządcą u dziecica z Wólki, albo u tej dziedziczki, która
    parobków bardzo lubiła.

    I nie od razu on tę posadę dostał, bo do tego rolniczą sz
    > kołę trza było mieć (którą to po wielu problemach skończył), nie
    zaś seminarium

    A po co mu szkoła rolnicza? Czy Bogumił Niechcic, albo Lalicki
    ukończyli takie szkoły?
    --
    Próbowałem zwrócić uwagę konduktora,że to Piłsudski, ale
    konduktorowi nazwisko to nic nie mówiło. Wtedy Warszawę emocjonował
    Zdzisław Lubomirski.
  • 19.11.16, 03:26
    jadwiga1350 napisała:


    >
    > W samych Lipcach to rzeczywiście nie miałby nic do roboty. Ale
    > mógłby być rządcą u dziecica z Wólki, albo u tej dziedziczki, która
    > parobków bardzo lubiła.
    >
    > I nie od razu on tę posadę dostał, bo do tego rolniczą sz
    > > kołę trza było mieć (którą to po wielu problemach skończył), nie
    > zaś seminarium
    >
    > A po co mu szkoła rolnicza? Czy Bogumił Niechcic, albo Lalicki
    > ukończyli takie szkoły?

    Bogumil byl znacznie starszy od Jasia, gdy dostal posade w Krepie. I jakies doswiadczenie juz mial, a przy starszym panu Krepskim wiele sie nauczyl. Lalicki tez duzo starszy, zonaty i dzieciaty, a przy tym zarzadca z niego do czterech liter, lagodnie mowiac, i w efekcie z posady wylecial.
    Jasio nie tylko rzadca, ale nawet pisarzem prowentowym czy innym gumiennym nie zostalby tak z marszu, bo po pierwsze niepelnoletni szcz.aw, a po drugie o robocie w gospodarstwie nie ma pojecia. W szkolach siedzial kilka lat, przyjezdzal tylko na wakacje, na zniwo se popatrzyl i tyle jego wiedzy rolniczej.
    Nie mowiac o tym, ze nawet najnizszej rangi zarzadca, jakis polowy czy gumienny, musial umiec ludzmi pokierowac i wyegzekwowac od nich robote jak nalezy. Juz widze Jasia, ktory sam cale zycie byl rzadzony :)
    Nie z nim Jagny przyszlosc.

    Z Mateuszem moze... o ile Jagna sie pozbiera, bo jak tylko bedzie lezec i Jasia wolac, to sie chlop zbiesi.
  • 24.01.10, 18:04
    > Za to na Balcerkównę za Mateuszem zgody nie daję. Toż Balcerkówny to posażne pa
    > nny były i urodna zapewne nie tylko Marysia. A on nie dość że goły, to kto tam
    > wie, jak by się po ślubie prowadził.

    Mateusz, mimo wszystko, miał wysokie notowania na lipieckim rynku matrymonialnym
    (zwłaszcza rozpatrując go w kategorii wiekowej 'parobków'). Owszem, goły był,
    ale potrafił zarobić gotówkę, a to w warunkach wiejskich się mocno liczyło. Miał
    parę cennych umiejętności, był perspektywiczny. Małżeństwo siostry z Szymkiem
    też mu pewnie socjalnie nie zaszkodziło.

    Ponadto, Mateusz był atrakcyjny dla kobiet (reputacja donżuana, no i pewna
    'światowość' robiły swoje), więc łatwo się mogło okazać, że Balcerkówna po
    ślubie urodziła nad podziw dobrze rozwiniętego siedmiomiesięcznego wcześniaka...
  • 25.01.10, 12:25
    paszczakowna1:
    "Mateusz, mimo wszystko, miał wysokie notowania"
    Zgadza się. Świetny majster, nawet jeśli nie ma akurat pieniędzy,
    zawsze mieć je może. Zresztą może gotówka nie trzymała się go tylko
    jako kawalera, a zaradna żona coś by z tym umiała zrobić.
    "Balcerkówna po ślubie urodziła nad podziw dobrze rozwiniętego
    siedmiomiesięcznego wcześniaka.."
    Bardzo prawdopodobne moim zdaniem. Czy to nie Marysia urządza nocną
    schadzkę, podpatrzoną bodajże przez Hankę? A Mateusz tak do dzieuch
    sposobny, że i trzech kwartałów czekać nie potrza..
    A prowadzenie? Luźno by się prowadzili, w sobotę pobili, a w
    niedzielę pogodzili;)
  • 15.06.10, 17:49
    cahir4 napisała:
    > I choć i moja imaginacyja nie jest w stanie przedstawić sobie
    szczęśliwego stad
    > ła Jasia z Jagusią, to jego bunt jest mi potrzebny, by organiścinę
    utrafić w sł
    > abiznę. No i samego Jasia pępowiną duszonego też jest mi żal. Toż
    pozwólcie mi
    > wierzyć, że rozziew pomiędzy chrześcijańskimi naukami a ujawnionym
    okrucieństwe
    > m matki, szokiem był dla grzecznego chłopczyka takim, że go do
    buntu doprowadzi

    Ja wierzę i oczami duszy widzę coś, co jeszcze mocniej zabolałoby
    organiścinę, niż związek jej syna z Jagną. Otóż Jasio, po
    wystąpieniu z seminarium, żeni się z Magdą z karczmy. W dodatku
    oświadcza publicznie, że Magda była z nim w ciąży i że jego matka ma
    na sumieniu śmierć własnego wnuka.
    Przyprowadza żonę do domu i każe matce szanować Magdę.
    To byłaby wspaniała zemsta nad organiściną, wspanialsza niż
    małżeństwo Jasia i Jagny.
  • 22.01.10, 14:28
    Nic, tylko Nobla dla Was kumy :)
  • 28.01.10, 14:11
    Mnie to się zawsze zdawało, że ta kara wymierzona Jagusi nijak jej ku
    opamiętaniu nie przywiodła, a tylko Jagna żal za niesprawiedliwość do ludzi we
    wsi poczuła i znienawidziła ich wszystkich. A że patrzeć na nich nie chciała,
    ani im się też na oczy pokazywać, poszła w świat. Może ją Mateusz gdzieś ze sobą
    zabrał na wędrówkę, może tam w świecie samą zostawił i źle skończyła... Albo,
    mogło być i tak, że w onym "świecie" jakaś ją dusza artystyczna, młodopolska
    ujrzała i za muzę swą obrała ( żywię do Jagusi sympatię, więc życzyłabym jej
    tego drugiego). Łatwiej mi ją sobie wyobrazić jako muzę i utrzymankę artystów,
    niżby po tym wszystkim, co jej się przytrafiło, potrafiła do zwykłych, lipeckich
    zajęć powrócić.
    Co zaś do Jasia, myślę że cielę to wedle woli matki grzecznie seminarium
    skończyło i księdzem zostało. Nie wierzę że byłby zdolny się woli rodziców
    sprzeciwić, już go tam oni w posłuszeństwie wychowali, a i ksiądz proboszcz
    piekłem by postraszyć umiał jakby co.
  • 28.01.10, 22:45
    > Co zaś do Jasia, myślę że cielę to wedle woli matki grzecznie
    seminarium
    > skończyło i księdzem zostało. Nie wierzę że byłby zdolny się woli
    rodziców
    > sprzeciwić, już go tam oni w posłuszeństwie wychowali, a i ksiądz
    proboszcz
    > piekłem by postraszyć umiał jakby co.


    Z tym to jeszcze różnie mogło być.Jaś choć ubezwłasnowolniony przez
    rodziców,nie był jednak w stosunku nich bezkrytyczny.Wiedział,że
    ojciec zdziera z ludzi pieniądze i nie pochwalał tego.Sposób, w jaki
    organiścina przepędziła Jagnę z domu,też nie przypadł klerykowi do
    gustu.Jasio widzi tu też niekonsekwencję matki:"jeżeli Jagusia taka
    najgorsza, to dlaczego mama pozwalała jej tyle razy do nas
    przychodzić?"
    Zbity przez ojca i księdza poszedł posłusznie na pielgrzymkę. Ale po
    powrocie na pewno dowiedział się o Jagnie i o roli organistów w
    całej aferze.To mogło nim wstrząsnąć i zmienić jego postępowanie.
    Z seminarium mógł wystąpić nie z powodu związania się z Jagną, ale z
    chęci zrobienia na złość rodzicom.



    --
    Próbowałem zwrócić uwagę konduktora,że to Piłsudski, ale
    konduktorowi nazwisko to nic nie mówiło. Wtedy Warszawę emocjonował
    Zdzisław Lubomirski.
  • 30.11.16, 20:32
    jadwiga1350 napisała:

    Jaś choć ubezwłasnowolniony przez
    > rodziców,nie był jednak w stosunku nich bezkrytyczny.Wiedział,że
    > ojciec zdziera z ludzi pieniądze i nie pochwalał tego.


    Ale korzystal z tego. Grosza w zyciu nie zarobil, choc na niego juz niejedna zlotowka i niejeden rubel poplynely.


    > Zbity przez ojca i księdza poszedł posłusznie na pielgrzymkę. Ale po
    > powrocie na pewno dowiedział się o Jagnie i o roli organistów w
    > całej aferze.To mogło nim wstrząsnąć i zmienić jego postępowanie.
    > Z seminarium mógł wystąpić nie z powodu związania się z Jagną, ale z
    > chęci zrobienia na złość rodzicom.


    No i ? Co dalej po tym wystapieniu ?
  • 28.01.10, 17:47
    Stara dominikowa napisała:

    "Złamało ją to pewnikiem. Mateuszowi w końcu znudziło się
    niańczenie jej i widząc, że jego starania na nic, że Jagusia jest, a jakby jej
    nie było - pojawiał się coraz rzadziej. W końcu ożenił się z Balcerkówną, czy
    inszą panną, która sielną ręką gospodarkę trzymać poredzi. A Jagusię czasem
    widziano jak nocami włóczy się po polach, wiadomo to za czym? Jej zawodzenia i
    płacze budziły nie raz i nie dwa ludzi ze wsi co odmawiając pacierze czekali snu
    jak zmiłowania. Wypadła Jagusia z tego rytmu odwiecznego i powrócić już nie powróci."
    Zgadzam się, że taka wersja jest najbardziej prawdopodobna. Dodałabym jeszcze jakie nieślubne dziecko, bo chociaż rozum jej nie wrócił, to i ochota na te oblewanie warem, luboście, i ściskanie w dołku i owszem.
  • 28.01.10, 22:20
    Jagna pokwękała krztynę, w końcu się wylekowała, nie na darmo stara
    Dominikowa była na ziołach znająca. Że we wsi ludzie wciąż na nią
    kiej na tę burą sukę powstawali, poszła na służbę, do miasta. Tam
    się świata i spraw jego napatrzyła, ale cnotliwie żyć musiała, bo ją
    pani, kwarda dewotka ze stowarzyszenia św. Wincentego a Paulo, na
    krok nie puszczała a cięgiem moralne nauki dawała. Kiedy jej to do
    cna zmierzło, wydała się za stójkowego, któren też na nijakie
    łajdactwa nie pozwalał. Urodziła mu pięcioro dzieci i zaraz jej
    wszystkie głupoty z głowy wywietrzały, czego i Wam życzę, ament.
    --
    - Tu, tu, ptaszek! On zmarznie! Ćwir, ćwir, ćwir! Tiu, tiu, tiu, zabierz to, zabierz to, mokre! Ptaszek, ptaszek! Już już, nóżki, paluszki…! Sweterek! Podnieś to, podnieś, ptaszek, ptaszek, fiu, fiu, cicho, cicho, już, on jest głodny, gdzie butelka, ptaszek…!!!

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.