• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
Dodaj do ulubionych

Co dalej z Jagną?

  • 20.01.10, 11:06
    Zawsze się nad tym zastanawiałam... Jakie mogło być jej dalsze życie?
    Czy darowane przez dziada krople pomogły? Czy została między "niebem
    a ziemią"?
    Pomyślałam, że jak już tak tu "gdybamy" to może zastanówmy się i nad
    tym :)

    --
    ...Pewnie zapytacie co się stało z piaskiem? Jest tam do dziś, bo
    przez diabły na polach rozsypany, pustkę wielką utworzył...Zaś
    Hehelek za czyn swój samowolny i haniebny, z piekła na zawsze
    wygnany został. Siedzi teraz w swej wierzbie i za utraconym srebrem
    płacze. I ani z niego diabeł, ani żaden srebra właściciel...
    "Podróże z legendą"
    Edytor zaawansowany
    • 20.01.10, 13:58
      Ja mam teorię, że pomogły i ostatecznie Jagna z łoża wstała już jako
      inna kobieta, przywrócona do rzeczywistości. Dominikowa bis.

      Ino taką historię wymyśloną mam: nie krople, ino powrót Jasia
      pomógł. Kiedy o wszystkim usłyszał i Jagusię z żałosnym stanie
      zobaczył, seminarium rzucił, matki się wyrzekł i z Jagusią ożenić
      zamierzył. To Jagnę rychło z łoża podniosło. We wsi wielkie wywołało
      zgorszenie, ale to Jagusi na razie było za nic, jako że raz ją
      pokarawszy okrutnie, drugi raz odwagi nie mieli i tylko omijali z
      daleka jak czarownicę jakowąś moc tajemną a złą w sobie mającą. Za
      to z organiścinę tak już wykpiwali, że organista o wyprowadzce
      myślał.

      Ale hepienda jeszcze nie będzie, bo gdy Jaguś raz drugi zobaczyła,
      jak Jasio, Szymkowi pomagając, gnój na pole wywozi, to nagle się on
      jej ujrzał całkiem inszym niż przódzi. Bo kiedyś to on był od
      wszystkich inakszy, a teraz to całkiem jako i te drugie. Jasio zaś,
      jak już i mógł z nią rozmawiać, to odkrył, że nie ma o czym.
      Postanowienia jego by to nie zmieniło, bo honorowy był, ale mu wtedy
      Mateusz, który na Jagnę widoków stracić nie chciał, zdradził, że nie
      jest ona taka niewinna lelija, jak Jasio myślał. Tego już Jasio
      zdzierżyć nie mógł, bo hipokryzją straszliwą mu się zdało, by taką
      czystą wydawać się mogła, a takie rzeczy robiła. Rozstali się zatem
      właściwie bez żalu. Obydwoje przy tym nieco dorośli. Jasio, po
      różnych perypetiach, swą miłość do ziemi zrealizował dzięki posadzie
      rządcy. Ożenił się w końcu z miejscową siłaczką, co i na
      płodozmianie się znała i Pana Tadeusza czytywać lubiła.

      Jagna zaś ostatecznie oczy otworzyła i świat wokół siebie przytomnie
      zaczęła postrzegać. Za Mateusza w końcu poszła, co, wraz z odejściem
      Jasia, uspokoiło sąsiedzkie języki. Dogadali się z Borynami i
      Szymkiem i za to, co się w Lipcach Jagusi należało po ojcu i mężu,
      wzięli grunt na Polesiu. Jagna na języki ludzkie nie lazła, to i
      dawali jej spokój. Z czasem jak matka się stała - nikt jej
      specjalnie nie lubił, ale też i zaczepiać się bał. Po cichu mieli ją
      trochę za wiedźmę (dokładniusieńko jako matka). Dominikowa dożyła
      tego, że widziała (nie dosłownie, oczywiście) córkę ustabilizowaną i
      w zasadzie szczęśliwą.

      A potem Jagna urodziła córkę...
      • 20.01.10, 14:46
        Katarzyna dano jej na imię.Kasia odziedziczyła urodę i usposobienie
        matki,a po ojcu miała talent do gry na fleciku i skłonność do
        przekpiwania innych.
        Gdy Kasia skończyła 18 lat,posłał do niej z wódką zamożny gospodarz,
        lider lipeckiej gromady, Antoni Boryna. Dopiero co owdowiał,
        brakowało mu gospodyni w chacie, a możliwości pójścia na wycug i
        odpisania ziemi dzieciom, nawet nie dopuszczał do siebie.
        Tak więc Kasia została Borynową, pierwszą gospodynią w Lipcach
        i "panią liderową".
        Stary mąż prędko znudził Kasię, mimo że chodził koło niej jak kiele
        tego dzieciątka i porcenelę w mieście kupił.
        Ale Kasia nie smuciła się zbytnio,bo obok niej żył młody pasierb
        Pietruś, który umiał macochę pocieszyć i rozweselić.
        Pietruś i Kasia umieli maskować się,więc nikt o niczym nie wiedział,
        i nijakiego zgorszenia nie było.
        Wszyscy byli zadowoleni i żyli w zgodzie i harmonii pod jednym
        dachem.
        --
        Próbowałem zwrócić uwagę konduktora,że to Piłsudski, ale
        konduktorowi nazwisko to nic nie mówiło. Wtedy Warszawę emocjonował
        Zdzisław Lubomirski.
        • 20.01.10, 17:48
          Jadwiga - utrafiliście! :D
          --
          Ale wieś! Forum o "Chłopach" Reymonta
        • 20.01.10, 18:40
          >Wszyscy byli zadowoleni i żyli w zgodzie i harmonii pod jednym
          dachem.<

          ... i pewnie w tym trójkącie życie by im upłynęło, gdyby nie to, że
          rządca Jan, co to sie z miejscowa siłaczką (młynarzówną?) swojego
          czasu ozenił, najstarszego syna, Januszka, nie posłał do seminarium.
          Młynarzówna okazała się żoną gospodarną, zapobiegliwą, na czytanie
          to ona czasu nie marnowała. Grontu przykupili, krowich ogonów to z
          mendel mieli, a i tych dziecisków Pan Bóg nie poskąpił. Cóż, skoro
          gderliwa była, męża cięgiem do roboty goniła. Co mu tych sił z
          rządcostwa ostało, własnej gospodarce poświęcał. Już tam żonka
          dobrze pilnowała:) Rządca Jan coraz częściej do karczmy uciekał i w
          duchu zazdrościł proboszczowi spokojnego życia, bez babskiego
          nadzoru. Dla swojego najstarszego juz lepszego losu pragnął, na
          księdza chciał go wypromować. Zdolny ten Januszek był, delikatny
          taki... co to się miał na gospodarce, nawet dostatniej, marnować. Na
          wakacje do rodzinnej wsi z seminarium przyjeżdzał, do mszy służył, a
          tak wzdychał, aż dziw, że świece przy ołtarzu nie pogasły... Poszła
          Kasia do kościoła raz, poszła drugi... teraz to juz najchętniej w
          domu rządcy przesiaduje, i niby przy prasowaniu pomaga, a cięgiem
          za Januszkiem oczami wodzi, bo jako ten świątek jej sie zdaje.
          Pietruś coś markotny chodzi, ojcu odpyskuje, w polu robić nie chce,
          a raz to nawet powiedział, że do tej Hameryki pojedzie, bo już mu
          sie we wsi mierzi.

          --
          www.youtube.com/watch?v=bCmYjL6dP9Y&feature=related
          • 21.01.10, 13:32
            Pietruś stawał się coraz bardziej rozgoryczony i sfrustrowany.
            Oprócz wyjazdu do Hameryki, brał jeszcze pod uwagę podpalenie domu
            rządców, albo zarąbanie Januszka siekierą.Duszę by oddał, żeby
            wszystko było jak kiedyś, żeby Kasia znów była jego.
            Pewnego dnia, podczas kłótni z ojcem o nieogacony dom, Pietruś nie
            zdzierżył i wykrzyczał staremu całą prawdę prosto w twarz.Wszystko
            opowiedział o swoim związku z macochą, i o tym że Kasia woli teraz
            tego księżyka Januszka.
            W Antka jakby piorun strzelił. Chwycił siekierę i chciał ubić
            wyrodnego syna, szczęściem Pietruś zdołał uciec.
            Antek wziął siekierę i poszedł do izby. Siadł pod piecem i czekał na
            niewierną żonę, żeby pokarać ją śmiercią za przeniewierstwo.
            Jednak Kasia długo nie wracała od rządców(dużo prasowania tego dnia
            miała)więc Antek powoli się uspokajał, medytował i deliberował.
            Wspomniał swoją młodość i rózne sprawki, wspomniał lata spędzone w
            kreminale i poczuł że nie ma żadnej ochoty znów gnić za kratkami.
            Nie miał też najmniejszej chęci ujawniać całej wsi, że Kasia
            przyprawiła mu rogi.
            Więc kiedy stary Boryna uspokił się i ochłódł, poszedł na wieś
            szukać syna. Znalazł Pietrusia w karczmie.Pogodzili się i
            porozmawiali jak ojciec z synem.Doszli do porozumienia: Kasia ma być
            ich wspólną kobietą, a obcego, który śmiałby bałamucić ich kobietę
            trza pokarać. Tego wymaga honor.
            Następnego dnia, późnym wieczorem, Januszek wracał bryczką z
            sąsiednej parafii(załatwiał tam rózne sprawy dla lipeckiego
            proboszcza). Gdy przejeżdżał przez las, obaj Borynowie ściągneli go
            z bryczki, sprali kłonicami do utraty przytomności i rzucili do
            pobliskiego rowu.
            Poranionego kleryka znalazły nad ranem komornice zbierające chrust.
            Kasia gdy tylko dowiedziała się o wypadku Januszka pobiegła co tchu
            do domu rządców.
            A tam jej Januszek leżał zakrwawiony,ciągle wymiotował(bo miał
            wątpia odbite) i bredził coś w maglinie.
            Gdy Kasia zobaczyła zalanego krwią i wymiocinami Januszka, wydał się
            jej całkiem jak te drugie. A kiedyś, to on był zupełnie inny od
            wszystkich.I tak powoli miłość do Januszka jej przeszła, zwłaszcza,
            że ten nawet po wyzdrowieniu nie przypominał dawnego świątka.
            Znów Kasia, Antek i Pietruś żyli w zgodzie i harmonii pod jednym
            dachem.

            --
            Próbowałem zwrócić uwagę konduktora,że to Piłsudski, ale
            konduktorowi nazwisko to nic nie mówiło. Wtedy Warszawę emocjonował
            Zdzisław Lubomirski.
      • 21.01.10, 08:52
        Jakoś nie widzę tego Jasiowego małżeństwa z Jagusią.
        Toć przecie nie w Jasiu siła. A i ograniścina wolałaby syna
        prędzej "na Cytadeli" obaczyć niźli w Jagusinym łożu...
        A nad dolą Jagusi Jasio użali się, pomodli, popłacze i święty
        obrazek ostawi. To za jego sprawą Jaguś ozdrowieje i ku Mateuszowi
        się zwróci...

        --
        ...Pewnie zapytacie co się stało z piaskiem? Jest tam do dziś, bo
        przez diabły na polach rozsypany, pustkę wielką utworzył...Zaś
        Hehelek za czyn swój samowolny i haniebny, z piekła na zawsze
        wygnany został. Siedzi teraz w swej wierzbie i za utraconym srebrem
        płacze. I ani z niego diabeł, ani żaden srebra właściciel...
        "Podróże z legendą"
        • 21.01.10, 19:22
          czepialska napisała:

          > Jakoś nie widzę tego Jasiowego małżeństwa z Jagusią.

          Witojcie ludzie kochane!
          Mnie się tyż nie widzi taki sprawy obrót. Życie potoczy się swoim torem,
          wyżłobionym przez odwieczne ze sprawami materialnymi zmaganie. Głupie Jasiowe
          mrzonki zniknąć muszą pod wagą spraw zasadniczych, co to i strawę do garnka
          ogarnąć muszą i szacunek z wdzięcznością dla rodziców, którym Jasio winny jest
          wspomożenie na starość. Już ta nie na darmo organiścina przy synu księdzu się na
          starość widziała i widzenia tego z pazurów nie popuści. Wszystkie formy nacisku
          zastosuje, a Jasio młodziutki, głupiutki i niewinny.

          > A nad dolą Jagusi Jasio użali się, pomodli, popłacze i święty
          > obrazek ostawi. To za jego sprawą Jaguś ozdrowieje i ku Mateuszowi
          > się zwróci...

          Jaguś nie ozdrowieje. Juści ta ona nie dla tego świata, młodopolska femme
          fatale. Do śmierci matki będzie sobie niebożątko w izbie polegiwać. Kiej Szymek
          ojcowiznę przejmie i w garści chwyci, to Nastka - jako że czująca była -
          najpierw litościwie będzie Jagusię traktować. Później będzie tyle gąb do
          wyżywienia, że jadła i wszystkiego nie nastarczy się. Ostatecznie obłąkana
          Jagusia będzie chodzić kiej dziadówka po wsi, wybuchając na przemian to płaczem,
          to śmiechem niezmiernym.

          Tą optymistyczną wizją witam się z forowiczami chłopowymi, dygając kiej ten
          cielak :))

          • 22.01.10, 08:30
            Witajcie u nas! Rzekliście! Łoptymistką to nie jesteście, tak mi się widzi...
            Mnie też pasuje taki ciąg dalszy, jako konsekwencja wcześniejszych zdarzeń. Nie
            wierzę, że Jaguś przystosowałaby się do życia. Podobieństwo do matki dotyczyło
            moim zdaniem jedynie sfery damsko-męskiej. Stara była zapobiegliwa i tego grosza
            z pazurów nie popuściła - nie sądzę, żeby jej córka kiedykolwiek była w stanie
            się tego nauczyć.
            Poza tym, Jagna była tak przewrażliwiona na swoim punkcie, skupiona na swoich
            doznaniach, że ciężko byłoby jej o zdrowych zmysłach pozostać po tych
            wydarzeniach. Złamało ją to pewnikiem. Mateuszowi w końcu znudziło się
            niańczenie jej i widząc, że jego starania na nic, że Jagusia jest, a jakby jej
            nie było - pojawiał się coraz rzadziej. W końcu ożenił się z Balcerkówną, czy
            inszą panną, która sielną ręką gospodarkę trzymać poredzi. A Jagusię czasem
            widziano jak nocami włóczy się po polach, wiadomo to za czym? Jej zawodzenia i
            płacze budziły nie raz i nie dwa ludzi ze wsi co odmawiając pacierze czekali snu
            jak zmiłowania. Wypadła Jagusia z tego rytmu odwiecznego i powrócić już nie powróci.
            --
            Ale wieś! Forum o "Chłopach" Reymonta
            • 23.01.10, 19:48
              Śtraśliwe z was realistki, Kumy. A gdzie potrzeba satysfakcji, że złe będą ukarane, dobre wynagrodzone, a zbłąkane drogę odnajdą? Dyć wszystko to jedynie od naszej zależne wyobraźni.

              I choć i moja imaginacyja nie jest w stanie przedstawić sobie szczęśliwego stadła Jasia z Jagusią, to jego bunt jest mi potrzebny, by organiścinę utrafić w słabiznę. No i samego Jasia pępowiną duszonego też jest mi żal. Toż pozwólcie mi wierzyć, że rozziew pomiędzy chrześcijańskimi naukami a ujawnionym okrucieństwem matki, szokiem był dla grzecznego chłopczyka takim, że go do buntu doprowadził.

              Jagnie też żadnej szansy nie dajecie? Pomnijcie, że gospodynią potrafiła być dobrą (przez miesiąc chyba, ale była). I choć o grunta zabiegać nie potrafiła, to już o korale i przyodziewę owszem. To może i skumała wreszcie, że ten grunt potrzebny, co by się stroić było można.

              Za to na Balcerkównę za Mateuszem zgody nie daję. Toż Balcerkówny to posażne panny były i urodna zapewne nie tylko Marysia. A on nie dość że goły, to kto tam wie, jak by się po ślubie prowadził.

              PS. W mojej koncepcji Jasio jako rządca daleko od Lipiec osiadł, bo tu na miejscu życia by nie miał. I nie od razu on tę posadę dostał, bo do tego rolniczą szkołę trza było mieć (którą to po wielu problemach skończył), nie zaś seminarium. Fakt, nieco to komplikuje wątek Kasi z Januszkiem...
              • 23.01.10, 23:00
                > Jagnie też żadnej szansy nie dajecie?

                No bo ona przecie socjopatka według opinii kum.

                > PS. W mojej koncepcji Jasio jako rządca daleko od Lipiec osiadł,
                bo tu na miejs
                > cu życia by nie miał.

                W samych Lipcach to rzeczywiście nie miałby nic do roboty. Ale
                mógłby być rządcą u dziecica z Wólki, albo u tej dziedziczki, która
                parobków bardzo lubiła.

                I nie od razu on tę posadę dostał, bo do tego rolniczą sz
                > kołę trza było mieć (którą to po wielu problemach skończył), nie
                zaś seminarium

                A po co mu szkoła rolnicza? Czy Bogumił Niechcic, albo Lalicki
                ukończyli takie szkoły?
                --
                Próbowałem zwrócić uwagę konduktora,że to Piłsudski, ale
                konduktorowi nazwisko to nic nie mówiło. Wtedy Warszawę emocjonował
                Zdzisław Lubomirski.
              • 24.01.10, 18:04
                > Za to na Balcerkównę za Mateuszem zgody nie daję. Toż Balcerkówny to posażne pa
                > nny były i urodna zapewne nie tylko Marysia. A on nie dość że goły, to kto tam
                > wie, jak by się po ślubie prowadził.

                Mateusz, mimo wszystko, miał wysokie notowania na lipieckim rynku matrymonialnym
                (zwłaszcza rozpatrując go w kategorii wiekowej 'parobków'). Owszem, goły był,
                ale potrafił zarobić gotówkę, a to w warunkach wiejskich się mocno liczyło. Miał
                parę cennych umiejętności, był perspektywiczny. Małżeństwo siostry z Szymkiem
                też mu pewnie socjalnie nie zaszkodziło.

                Ponadto, Mateusz był atrakcyjny dla kobiet (reputacja donżuana, no i pewna
                'światowość' robiły swoje), więc łatwo się mogło okazać, że Balcerkówna po
                ślubie urodziła nad podziw dobrze rozwiniętego siedmiomiesięcznego wcześniaka...
                • 25.01.10, 12:25
                  paszczakowna1:
                  "Mateusz, mimo wszystko, miał wysokie notowania"
                  Zgadza się. Świetny majster, nawet jeśli nie ma akurat pieniędzy,
                  zawsze mieć je może. Zresztą może gotówka nie trzymała się go tylko
                  jako kawalera, a zaradna żona coś by z tym umiała zrobić.
                  "Balcerkówna po ślubie urodziła nad podziw dobrze rozwiniętego
                  siedmiomiesięcznego wcześniaka.."
                  Bardzo prawdopodobne moim zdaniem. Czy to nie Marysia urządza nocną
                  schadzkę, podpatrzoną bodajże przez Hankę? A Mateusz tak do dzieuch
                  sposobny, że i trzech kwartałów czekać nie potrza..
                  A prowadzenie? Luźno by się prowadzili, w sobotę pobili, a w
                  niedzielę pogodzili;)
              • 15.06.10, 17:49
                cahir4 napisała:
                > I choć i moja imaginacyja nie jest w stanie przedstawić sobie
                szczęśliwego stad
                > ła Jasia z Jagusią, to jego bunt jest mi potrzebny, by organiścinę
                utrafić w sł
                > abiznę. No i samego Jasia pępowiną duszonego też jest mi żal. Toż
                pozwólcie mi
                > wierzyć, że rozziew pomiędzy chrześcijańskimi naukami a ujawnionym
                okrucieństwe
                > m matki, szokiem był dla grzecznego chłopczyka takim, że go do
                buntu doprowadzi

                Ja wierzę i oczami duszy widzę coś, co jeszcze mocniej zabolałoby
                organiścinę, niż związek jej syna z Jagną. Otóż Jasio, po
                wystąpieniu z seminarium, żeni się z Magdą z karczmy. W dodatku
                oświadcza publicznie, że Magda była z nim w ciąży i że jego matka ma
                na sumieniu śmierć własnego wnuka.
                Przyprowadza żonę do domu i każe matce szanować Magdę.
                To byłaby wspaniała zemsta nad organiściną, wspanialsza niż
                małżeństwo Jasia i Jagny.
    • 22.01.10, 14:28
      Nic, tylko Nobla dla Was kumy :)
    • 28.01.10, 14:11
      Mnie to się zawsze zdawało, że ta kara wymierzona Jagusi nijak jej ku
      opamiętaniu nie przywiodła, a tylko Jagna żal za niesprawiedliwość do ludzi we
      wsi poczuła i znienawidziła ich wszystkich. A że patrzeć na nich nie chciała,
      ani im się też na oczy pokazywać, poszła w świat. Może ją Mateusz gdzieś ze sobą
      zabrał na wędrówkę, może tam w świecie samą zostawił i źle skończyła... Albo,
      mogło być i tak, że w onym "świecie" jakaś ją dusza artystyczna, młodopolska
      ujrzała i za muzę swą obrała ( żywię do Jagusi sympatię, więc życzyłabym jej
      tego drugiego). Łatwiej mi ją sobie wyobrazić jako muzę i utrzymankę artystów,
      niżby po tym wszystkim, co jej się przytrafiło, potrafiła do zwykłych, lipeckich
      zajęć powrócić.
      Co zaś do Jasia, myślę że cielę to wedle woli matki grzecznie seminarium
      skończyło i księdzem zostało. Nie wierzę że byłby zdolny się woli rodziców
      sprzeciwić, już go tam oni w posłuszeństwie wychowali, a i ksiądz proboszcz
      piekłem by postraszyć umiał jakby co.
      • 28.01.10, 22:45
        > Co zaś do Jasia, myślę że cielę to wedle woli matki grzecznie
        seminarium
        > skończyło i księdzem zostało. Nie wierzę że byłby zdolny się woli
        rodziców
        > sprzeciwić, już go tam oni w posłuszeństwie wychowali, a i ksiądz
        proboszcz
        > piekłem by postraszyć umiał jakby co.


        Z tym to jeszcze różnie mogło być.Jaś choć ubezwłasnowolniony przez
        rodziców,nie był jednak w stosunku nich bezkrytyczny.Wiedział,że
        ojciec zdziera z ludzi pieniądze i nie pochwalał tego.Sposób, w jaki
        organiścina przepędziła Jagnę z domu,też nie przypadł klerykowi do
        gustu.Jasio widzi tu też niekonsekwencję matki:"jeżeli Jagusia taka
        najgorsza, to dlaczego mama pozwalała jej tyle razy do nas
        przychodzić?"
        Zbity przez ojca i księdza poszedł posłusznie na pielgrzymkę. Ale po
        powrocie na pewno dowiedział się o Jagnie i o roli organistów w
        całej aferze.To mogło nim wstrząsnąć i zmienić jego postępowanie.
        Z seminarium mógł wystąpić nie z powodu związania się z Jagną, ale z
        chęci zrobienia na złość rodzicom.



        --
        Próbowałem zwrócić uwagę konduktora,że to Piłsudski, ale
        konduktorowi nazwisko to nic nie mówiło. Wtedy Warszawę emocjonował
        Zdzisław Lubomirski.
    • 28.01.10, 17:47
      Stara dominikowa napisała:

      "Złamało ją to pewnikiem. Mateuszowi w końcu znudziło się
      niańczenie jej i widząc, że jego starania na nic, że Jagusia jest, a jakby jej
      nie było - pojawiał się coraz rzadziej. W końcu ożenił się z Balcerkówną, czy
      inszą panną, która sielną ręką gospodarkę trzymać poredzi. A Jagusię czasem
      widziano jak nocami włóczy się po polach, wiadomo to za czym? Jej zawodzenia i
      płacze budziły nie raz i nie dwa ludzi ze wsi co odmawiając pacierze czekali snu
      jak zmiłowania. Wypadła Jagusia z tego rytmu odwiecznego i powrócić już nie powróci."
      Zgadzam się, że taka wersja jest najbardziej prawdopodobna. Dodałabym jeszcze jakie nieślubne dziecko, bo chociaż rozum jej nie wrócił, to i ochota na te oblewanie warem, luboście, i ściskanie w dołku i owszem.
    • 28.01.10, 22:20
      Jagna pokwękała krztynę, w końcu się wylekowała, nie na darmo stara
      Dominikowa była na ziołach znająca. Że we wsi ludzie wciąż na nią
      kiej na tę burą sukę powstawali, poszła na służbę, do miasta. Tam
      się świata i spraw jego napatrzyła, ale cnotliwie żyć musiała, bo ją
      pani, kwarda dewotka ze stowarzyszenia św. Wincentego a Paulo, na
      krok nie puszczała a cięgiem moralne nauki dawała. Kiedy jej to do
      cna zmierzło, wydała się za stójkowego, któren też na nijakie
      łajdactwa nie pozwalał. Urodziła mu pięcioro dzieci i zaraz jej
      wszystkie głupoty z głowy wywietrzały, czego i Wam życzę, ament.
      --
      - Tu, tu, ptaszek! On zmarznie! Ćwir, ćwir, ćwir! Tiu, tiu, tiu, zabierz to, zabierz to, mokre! Ptaszek, ptaszek! Już już, nóżki, paluszki…! Sweterek! Podnieś to, podnieś, ptaszek, ptaszek, fiu, fiu, cicho, cicho, już, on jest głodny, gdzie butelka, ptaszek…!!!
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.