Dodaj do ulubionych

Wieś w literarurze.

12.09.10, 18:17
Chłopski los w innych utworach literackich. Jakie wywołuje refleksje na tle Chłopów Reymonta?

Kiedyś czytałam "Ziemię" Emila Zoli, książka bardzo przypominała mi Chłopów, choć akcja toczy się we Francji. Podobna walka o grunt, wypychanie starych rodziców na wycug, ktoś kto nie ma ziemi nic nie znaczy.
Nie ma ludowo-romantycznej otoczki jak u Reymonta, czysty realizm i naturalizm.
Ludzie są dużo bardziej brutalni niż w Lipcach.
Ojciec, który poszedł na wycug, plącze się między synami i córką, pogardzany i wykorzystywany. W końcu zostaje zaduszony poduszką przez syna i synową, bo przypadkiem był świadkiem ich zbrodni.
Szwagier gwałci szwagierkę. Siostra zabija siostrę przy pomocy kosy.
Na tym tle stosunki u Borynów mogą wydać się sielanką.

Najbardziej przerażający obraz chłopskiej nędzy, moim zdaniem, pojawia się w "Grypa szaleje w Naprawie" Mimo, że to już 30-lata XXw. nędza materialna i moralna porażająca.
--
Potomkowie srebrzystej mamci,
Świętojańscy fosforyzanci
Edytor zaawansowany
  • malgga 13.09.10, 19:20
    Nie czytałam "Ziemi" Zoli, ale z Twojego opisu wydaje mi się, że autor chyba "specjalnie" przejaskrawił pewne zjawiska, aby w imię naturalizmu zaszokować ówczesnego czytelnika.
    Myślę, iż stosunki międzyludzkie w "Chłopach" są przedstawione bardziej realistycznie i bliższe dawnej przeciętności niż w "Ziemi".
  • kastelka 15.09.10, 18:15
    Jakbym miała wymieniać moje ukochane ksiązki, to na pierwszym miejscu są oczywiście Chłopi. Na drugim miejscu jest "Nad Niemnem", które czytam generalnie na przemian z Chłopami. W związku z tym na inną literaturę nie zostaje mi już czasu...
    Uwielbiam opisy wsi z Nad Niemnem, za ich sielskość, smak, że w Bohatyrowiczach cały czas lato panuje, spieka, żniwa. Wiem, że krytyk literacki wzruszałby ramionami na te moje zachwyty, ale mnie takie idylliczne obrazki pozytywnie nastrajają. Oczywiście u Orzeszkowej mamy również negatywne cechy u bohaterów, ale raczej u ziemiaństwa (masakryczna Emilia, pasożyt Kirło) czy arystokracji (Różyc). W porównaniu z niemocą i dekadencją toczącą wyżej wyjmienionych, przywary gospodarzy z Bohatyrowicz są dla mnie absolutnie do zaakceptowania (łacznie z panią Starzyńską, co jak kukułka dwoje dzieci miała ale żadnego sama nie wyhodowała).
  • kooreczka 15.09.10, 20:29
    A ja właśnie tej cukrowej wsi nie trawię. To są wyobrażenia, jak powinno być, a nie jak jest, widok kogoś kto jest zafascynowany nowym światem i łyka wszystko jak pelikan, nie widząc wad. Ciekawe za ile czasu Justyna zacznie pluć sobie w brodę, bo chciałaby wieś edukować, a mąż marudzi, że gnój trza rozrzucać. Zawsze też szkoda mi było Różyca. Chciał się chłop zmienić, dostał kopa w doopę, bo się wieś musi bratać. A ta dziewczyna co w Janie zakochana Anka jej chyba było? Tak ten wątek zawiesiła ni z gruszki, ni z pietruszki. Andrzejową też usunęła, bo by w szczęśliwym zakończeniu przeszkadzała, a jej wątek chyba interesował mnie najbardziej i mam za jego zaniedbanie żal do Orzeszkowej.
  • malgga 15.09.10, 21:05
    Kooreczka, zgadzam się z Tobą w 100%! Gdyby Orzeszkowa napisała REALISTYCZNY dalszy ciąg "Nad Niemnem", to Justyna naprawdę zaczęłaby powątpiewać w słuszność swojego wyboru życiowego. Chętnie bym sobie o tym poczytała, he, he :-D. Poza tym cała powieść sprawia wrażenie broszurki propagandowej pozytywizmu... Postacie tak "głębokie" jak kałuża ...
    Denerwowało mnie też to jak autorka podśmiewała się z "globusa" Emilii, tak jakby migrena była wymysłem zamożnych paniuś i nie dotykała ludzi (kobiet i mężczyzn) z różnych sfer społecznych.
  • jadwiga1350 15.09.10, 22:06
    >Gdyby Orzeszkowa napisała REALISTYCZNY da
    > lszy ciąg "Nad Niemnem", to Justyna naprawdę zaczęłaby powątpiewać w słuszność
    > swojego wyboru życiowego. Chętnie bym sobie o tym poczytała, he, he :

    Justyna ucieka do Teosia Różyca i razem narkotyzują się.
    --
    Potomkowie srebrzystej mamci,
    Świętojańscy fosforyzanci
  • malgga 15.09.10, 22:17

    > Justyna ucieka do Teosia Różyca i razem narkotyzują się.

    No nie, tak ekstremalnie bym tego nie widziała :-D, ale w parodii taka wersja byłaby możliwa :-D.
  • jadwiga1350 04.02.11, 15:04
    > Denerwowało mnie też to jak autorka podśmiewała się z "globusa" Emilii, tak jak
    > by migrena była wymysłem zamożnych paniuś i nie dotykała ludzi (kobiet i mężczy
    > zn) z różnych sfer społecznych.

    Ale globus to nie migrena. Emilię "coś" dusiło w środku, kiedy dostawała globusa. Był to skutek histerii i hipochondrii a nie migreny.
    --
    I co, trzymał ją w piwnicy, jak to Austriacy mają w zwyczaju? Bunkier, to nie piwnica, przypominam...
  • kastelka 15.09.10, 21:06
    Mnie Orzeszkowa przekonała. Justysia dostała pięknego, robotnego chłopaka, który świata poza nią nie widział i pewnie kochać ją będzie do śmierci. Musimy pamietać, że to brak pracy był dla Justynki zmorą i wstydem. Jestem pewna, że nie będzie załować tego, że zamieniła brzdąkanie na pianinie, na prace gospodarskie. A wyrzucanie gnoju-hmm, będzie robił to mąż, a nawet gdyby mu w tym pomagała- jaka to rozkosz wykąpać się później na golasa z przystojnym mężusiem w Niemenie:-).
    Jeśli chodzi o pannę Domuntównę, co kochała się w Janku- wątek zakończony optymalnie. Jadwiśka zrozumiała, że do tanga trzeba dwojga, że Jankowi inne słońce wzeszło na niebie, i nic tu po niej. Dla niej Orzeszkowa zostawiła nadzieję na bogatego konkurenta - Każmirza Jaśmonta.
    Co do Andrzejowej -tragiczna postać. Musiała się zmierzyć z utratą złudzeń na temat własnego syna, który nie tylko okazał się beztalenciem, ale skrajnym egoistą, pragnącym łatwego, wygodnego życia, zdala od rodzinnych Osowiec.
    Różyc- nieuleczalny morfinista. Moim zdaniem w jego przypadku nie mogło być mowy o żadnej zmianie. Justyna budziła po prostu jego pożądanie, wydawała mu się interesującą, inną od kobiet "światowych", które znał. Ponieważ uwierzył, że zdobyć ją może tylko poprzez małżeństwo, zdecydował sie na oświadczyny (wiemy ile trudu kosztowało to swatostwo Kirlową).
    Wracając do Chłopów- oczywiście obraz wsi w Nad Niemnem zupełnie inny, ale mi równie bliski.

  • jadwiga1350 15.09.10, 22:01
    Zapominacie moje kobity, że Bohatyrowiczowie to nie chłopi, tylko szlachta zagrodowa, a Bohatyrowicze to nie wieś, tylko zaścianek.
    "Szlachcic na zagrodzie równy wojewodzie", jak to kiedyś mawiano.
    Gdyby Janek był chłopem, to pewnie Justyna nie chciałaby kalać z nim swego szlachectwa i wyszłaby za morfinistę Różyca. Ale, że jest szlachcicem, to Justysia zdecydowała się na pana Jana.
    A w Bohatyrowiczach wcale chłopów nie poważano. Ładyś (ten co pobił się z Fabianem) był nielubiany , bo ożenił się z chłopką.
    Mówiono o nim: "ożenił się z chamką i sam schamiał".Nie ma tu wcale bratania się szlachty z ludem, oj nie ma.
    Sielankową wieś mamy w "Chamie"Orzeszkowej.
    Mieszkańcy wioski są moralnie zdrowi, ewangelicznie czyści. Na ich tle wyróżnia się Franka Chomcówna, przybyszka z wielkiego miasta, istota do głębi zepsuta.
    Gdy żona Pawła popełnia samobójstwo, w nadniemeńskiej wiosce zostaje przywrócony naruszony ład.
    Franka pełni w otoczeniu swego męża podobną rolę jak Jagna w Lipcach. Tylko, że to co u Jagusi wypływało nieskażonej niczym biologiczności u Franki było determinowane takimi a nie innymi warunkami życiowymi. No i oczywiście Kobycka była dużo gorszym człowiekiem niż Borynowa. Po śmierci Franki jej otoczenie będzie wieść spokojne, szczęśliwe życie. A czy komukolwiek w Lipcach będzie lepiej po wygnaniu Jagny? Bardzo to wątpliwe.


    --
    Potomkowie srebrzystej mamci,
    Świętojańscy fosforyzanci
  • kooreczka 16.09.10, 08:46
    O tym, że Janek to szlachciura pamiętam. W przeciwieństwie do Orzeszkowej nie uważam tego jednak za zaletę. Wielki szlachcic co mu słoma z butów wyłazi a nosa zadziera pod niebo.

    "Justysia dostała pięknego, robotnego chłopaka, który świata poza nią nie widział i pewnie kochać ją będzie do śmierci."
    Nie będzie. Justyna chce uciec z dworku i tyla. Szara codzienność i kłopoty, z których sobie nie zdaje sprawy (w co ubrać i co zjeść zawsze miała) zeżre szybko romantyzm i nie pomogą żadne hipotetyczne kąpiele (już to widzę, znając ówczesne wiejskie podejście do higieny). Nie pomogą mityczne orgazmy przy żniwach, kiedy liczy się każdy kłos- pamiętacie awanturę o wyciętą w ząbki granicę? To będą jej problemy, a nie jakaś edukacja.
  • jadwiga1350 16.09.10, 12:02
    >w co ubrać i co zjeść zawsze miała

    bo Benedykt wypłacał Justynie procenty od resztki majątku Orzelskich, jaką udało mu się ocalić. Po ślubie Justyna dalej będzie otrzymywała jakieś niewielkie kwoty od wuja więc będzie miała się w co ubrać i co zjeść. A w Bohatyrowiczach i tak wszystkie ciężkie prace będzie wykonywała Antolka, a nie Justyna.
    A może Janek najmie swojej królowej dziewki do pomocy?
    Widzę, Kooreczko, że nie wierzysz w sielankową przyszłość Janka i Justyny. Masz dużo racji jeśli popatrzeć na Janka i Justynę jako na żywych ludzi, a nie bohaterów pozytywistycznej powieści.
    Komuś, kto przez 24 lata nie musiał pracować, raczej trudno będzie się wdrążyć do ciężkiego, znojnego życia.
    Justyna tęskni za pracą, ale praca była wartością na kartach pozytywistycznych powieści, a nie w życiu , gdzie była synonimem biedy i niedostatku.
    Realistyczne życie dwojga ludzi z odmiennych światów mamy ukazane w Fermentach Reymonta.
    Janka wyszła za chłopa, wprawdzie wykształconego i z pałacem, ale i tak długo docierała się z mężem i teściami. Dopiero po urodzeniu dziecka osiągnęła szczęście.
    A jak będzie Justynie w Bohatyrowiczach? Możemy tylko pogdybać.
    Tylko wątpliwe, czy mogłaby liczyć na dużo lepsze życie gdyby odrzuciła Bohatyrowicza.
    Pewnie powtórzyłaby los Marty Korczyńskiej. Była przecież tylko ubogą krewną pana domu. A sprawa z Zygmuntem, pokazała Justynie jasno, że krewni nie traktują jej wcale jak kogoś sobie równego.
    W sukces małżeństwa z Różycem trudno uwierzyć, nawet jeśli ten miał szczerą chęć zmiany swego życia. Krewni Teofila nigdy by Orzelskiej nie zaakceptowali.
    Dla innych okolicznych ziemian też nie była dobrą partią, a 24 lata to już zdecydowanie staropanieństwo w tamtych realiach
    Natomiast żeby zostać gdzieś guwernantką i samej się utrzymywać ,Justynie brakowało odpowiedniego wykształcenia.
    Gra wprawdzie dobrze, ale jak zacznie mówić po francusku to uszy bolą-jak to stwierdziła Klotylda.

    --
    Potomkowie srebrzystej mamci,
    Świętojańscy fosforyzanci
  • kooreczka 16.09.10, 13:26
    Toteż małżeństwo z Jankiem widzę jako rozwiązanie najlepsze z możliwych w jej sytuacji, ale nijak nie mogę uwierzyć w zaserwowany nam obrazek. Nie winę za to Autorki- pisała to dla innych niż ja odbiorców, w innych czasach i pod panowaniem innych idei. Bardziej niż to, co fascynowało Justyny 100 parę lat temu realistyczne wydają mi się wątki poboczne- Andrzejowa (jej zaślepienie synem, obwinianie się o jego małżeństwo, próby kontynuacji idei męża) i dzieci Benedykta (zwłaszcza Witold- papierkowy idealista co z miejsca chciałby zmienić świat, a stare wapna mu tylko kłody pod nogi rzucają mozolnie dociera do pewnych wniosków). Nie da się jednak ukryć, że podporządkowanie idei wali współczesnego czytelnika po oczach (jak wszędzie u Orzeszkowej). Pewnie w tamtych czasach, gdy takie idee były nowe, świeże i gorące inaczej się to czytało.
  • jadwiga1350 16.09.10, 10:46
    >widok kogoś kto jest zafascynowany nowym światem i łyka wszystko
    > jak pelikan, nie widząc wad

    Taka bezkrytyczna Justyna nie była. Z niesmakiem patrzyła na bójkę Fabiana z Ładysiem. Jak się to chamy biją.

    >Andrzejową też usunęła
    > , bo by w szczęśliwym zakończeniu przeszkadzała

    Ale w jaki sposób Andrzejowa miała przeszkodzić szczęściu Jana i Justyny?
    --
    Potomkowie srebrzystej mamci,
    Świętojańscy fosforyzanci
  • kooreczka 16.09.10, 11:07
    Przeszkadzałaby czytelnikowi ówczesnemu w odczuciu, że wszystko ułożyło się po bożemu.
  • enesaj 11.11.16, 23:04
    Jadwiga jej było, Domuntówna.
  • kooreczka 16.09.10, 08:55
    Stryj i on sam zatargów i procesów, jak tylko mogą, unikają, po prostu za wstyd je poczytując, a także i dlatego, że smaku ani też pożytku w nich nie znajdują. Hojniejsza jedna garść z pokojem niżeli dwie z wojną. Lepiej z małego garnuszka jeść w spokojności niż morze wychłeptać ze zgryzotą. Cukru garścią nie jedzą, ale niedostatku nijakiego nie cierpią. Prawda, że za bogatych w okolicy uchodzą, a to z tej racji, że gospodarstwo do nich dwóch tylko należy, raczej do stryja, ale to już wszystko jedno. Przy tym i ziemi mają sporo, morgów dwadzieścia (ok. 10 hektarów -ja). Trzech tylko w okolicy gospodarzy tyle jej ma, ale za to większe u nich gromady, jak u Fabiana na przykład: dusz siedem w domu. Inni daleko mniej mają: po dziesięć, osiem, pięć morgów, a i tacy są, którzy jak na przykład Ładyś i ćwierci beczki na swojej ziemi nie wysiewają. Co dziwnego, że w cudze lazą? Pusty żołądek mruczy. I u nich kiedyś bieda była, kiedy stryj był chory, a on jeszcze mały i nie bardzo do czego zdatny. Teraz zaś to już nie tylko że dobrze sobie żyją, ale i Antolka dostanie posag, jak za mąż wychodzić będzie, nieduży, pięćset rubli, ale Michałowi, który i bez tego by ją wziął, wielką tym pomoc przyniesie, a zawsze później większej poszany i od męża, i od jego familii doświadczy, jeżeli się choć małą rzeczą do spólnego dobra przyczyni. Dziewczyna też zasłużyła na to, bo pracowita i choć taka młoda, ze wszystkiego korzyść ciągnąć umie: z krów, z ptastwa, z przędziwa, z tkania. Krów mają cztery, owiec dwadzieścia; więcej mieć by potrzeba, ale z wypasem i łąką bieda. Dwie ciężkie biedy okolica przenosi, jedną, że łąk i wypasów za mało ma, a drugą, że woda nadmiar krwawa. Zresztą, praca około gospodarstwa nie Bóg wie jaka; człowiek się nią nadwerężyć nie może. Bywają czasy horowania i czasy odpoczywania - w zimie na przykład. Robota i wtedy jest, ale nie ciągła; wieczorami to już chyba tak kto około stolarstwa majstruje, inni siecie na ryby wiążą, jest jeden, co obuwie szyje; zresztą, zbierają się po takich domach, gdzie świetlice największe, grają na harmonikach i skrzypcach, śpiewają, czasem tańczą, czasem czytają. Czytaliby więcej i częściej, ale te książki, co u stryja są, dawno poprzeczytywane, a insze...
  • kastelka 16.09.10, 17:39
    jadwiga napisała:
    "Komuś, kto przez 24 lata nie musiał pracować, raczej trudno będzie się wdrążyć do ciężkiego, znojnego życia.
    Justyna tęskni za pracą, ale praca była wartością na kartach pozytywistycznych powieści, a nie w życiu , gdzie była synonimem biedy i niedostatku".
    Zgadzam się, że można tworzyć teorię dotyczącą bohaterów powieści, ale powinna ona opierać się na przesłankach powieściowych, a nie dowolnych. (Inaczej moglibyśmy spokojnie zakładać, że Różyc sie ustatkuje, przeżyje przemianę duchową, Zygmunt odzyska talent i na nowo pokocha żonę, a Andrzejowa w późnych latach odnajdzie prawdziwą miłość.)
    Orzeszkowa pokazuje nam Martę, dla której praca okazała się sensem życia-pamiętajmy scenę, jak bardzo jest szczęśliwa gdy okazuje się, że Benedykt ją ceni, szanuje i nie wyobraża sobie prowadzenia Korczyna bez niej. Zaczynała z podobnego pułapu co Justyna, "skończyła" pracując. Oczywiście "gnoju nie przerzucała":-) ale pracowała i to ciężko.
    Justyna w moim przekonaniu pokazana jest jako kobieta, która po pierwszych szaleństwach miłości dojrzewa jako kobieta i człowiek. Jej wspaniałą cechą jest brak złudzeń na swój temat, bardzo jej tego zazdroszczę. Orzeszkowa też pokazuje ją, jak poznaje pracę na roli z bliska, poznaje ludzi i coraz bardziej utwierdza się w swoim wyborze.
    Zgadzam się również, że Bohatyrowicze to szlachta, ale przecież w mniemaniu wielu -chłopi. Tak nazywa Janka Emilia, tak nazywa go Zygmunt.
    Cały czas wierzę w szczęśliwą przyszłość Janka i Justyny, jeszcze bardziej w seks po znojnej pracy w towarzystwie ukochanej osoby, nawet na brudasa (jeśli zrezygnują z tych kapieli).

  • sentslaue 16.09.10, 19:06
    a mnie męczy, gdzie będą sypiac po ślubie. Doliczyłam sie w domku kuchni, świetlicy, "przeciwka", w którym sypiał Anzelm, i "bokówki" Antolki....
  • kooreczka 16.09.10, 20:04
    W "Konopielce" cała rodzina w jednym łóżku spała. Zanim ktoś uwierzy w seks Janka i Justyny proponuję zapoznanie się z erotycznymi ekscesami Kaziuków:P
  • jadwiga1350 16.09.10, 21:01
    Ale co Ty będziesz porównywać Jana Bohatyrowicza z Kaziukiem! Tu żadnego porównania być nie może. Kaziuk to cham z chamów. Justyna prędzej by się do Niemna rzuciła, niż wyszła za kogoś takiego jak bohater Konopielki.
    Spać będą w świetlicy, w małżeńskim łożu. Anzelm i Antolka mają swoje sypialnie więc nikt im nie będzie przeszkadzać.
    --
    Potomkowie srebrzystej mamci,
    Świętojańscy fosforyzanci
  • monikate 17.09.10, 17:11
    Janek postawi dobudówkę tylko dla siebie i żony
    --
    Świetnie się czyta:
    www.pinezka.pl/powiesc/3632-recznik-czyli-z-pamietnika-bibliotekarki-odc1
    www.pinezka.pl/powiesc/3643-recznik-czyli-z-pamietnika-bibliotekarki-odc-4
  • jadwiga1350 18.09.10, 11:46
    Takie sprawy jak mieszkanie, spanie czy "seks na brudasa" nie będą stanowiły dla Justyny większego problemu.
    W Korczynie nie zajmowała eleganckiego buduaru, tylko zwykły pokój na poddaszu, który dzieliła
    z ciotką.
    Nie kąpała się w wannie, tylko myła w miednicy (podobnie jak przyszły mąż i jego rodzina)
    W Korczynie nie było wody ani kanalizacji.
    Nie obsługiwały jej służące, tylko była przyzwyczajona obsługiwać się sama. ( Wyliczyłam, że w Korczynie była kucharka, chłopak do pomocy Benedyktowi i Orzelskiemu oraz pokojówka Zofia, która pewnie dość zajęcia miała z obsłużeniem pani domu)
    Więc z tym wszystkim Orzelska nie powinna mieć problemu w Bohatyrowiczach.
    Janek to nie Kaziuk z Konopielki, a Justysia to nie Lucia Elzonowska z Trędowatej.

    Widzę natomiast pewien problem w pracy na gospodarstwie, bo co innego marzyć o pracy, a co innego zabierać się do niej w wieku 24 lat. To wszystko czego Justyna będzie musiała uczyć się po ślubie, Antolka i Elżunia umiały w wieku 10 lat.


    --
    Potomkowie srebrzystej mamci,
    Świętojańscy fosforyzanci
  • kooreczka 18.09.10, 11:57
    I Janka tracącego cierpliwość, gdy Justyne po raz kolejny świniak uciecze.
  • kastelka 18.09.10, 18:47
    pamiętajmy, że od Justyny nikt raczej nie będzie wymagał wymyślania prochu tylko zakasania rękawów i pracy podobnej do tej, jaką wykonują inne kobiety. W pracy na wsi liczy się przede wszystkim zdrowie i siła fizyczna - ani jednego ani drugiego Justynie nie brakowało.
  • sentslaue 19.09.10, 16:44
    poza tym Wicio agituje cały czas Bohatyrowiczów, zeby wykopali studnię (odpadnie dźwiganie wody z Niemna} oraz założyli młyn [odpadnie mielenie mąki w żarnach] - może Justyna część posagowej raty na to przeznaczy. Janek nie będzie protestował, postępowy jest
  • jadwiga1350 20.09.10, 23:25
    >W prac
    > y na wsi liczy się przede wszystkim zdrowie i siła fizyczna - ani jednego ani
    > drugiego Justynie nie brakowało.

    Ale czy tyle wystarczy?
    W "Chamie" Franka, tuż po ślubie, próbuje nauczyć się tkania. W końcu rezygnuje zniecierpliwiona, bo to zbyt ciężko dla niej. A Franka spędziła kilkanaście lat swego życia jako służąca po różnych domach i teoretycznie nie powinna się bać nowej pracy.
    Nauczycielką była szwagierka Franki, Ulana, która aż pokładała się ze śmiechu na myśl, że może istnieć kobieta nie umiejąca tkać.
    Ulana posiadła tę sztukę w dzieciństwie i myślała że wszystkie kobiety to potrafią.
    --
    Potomkowie srebrzystej mamci,
    Świętojańscy fosforyzanci
  • ananke666 21.09.10, 02:33
    Szczerze wątpię, żeby wystarczyło. Justyna widziała trochę kuchni, żniwa, kiedy kobiety i mężczyźni szli do pracy w najlepszych ubraniach, do pracy ciężkiej, ale niezbyt brudnej i na pewno nie śmierdzącej. A tej drugiej na roli nie brakuje. Tej nawet Marta, ten tytan pracy, nie próbowała. Poranne obowiązki przy w oborze i chlewie mogą nieźle obedrzeć ze złudzeń, zwłaszcza w oborach i chlewach starego typu, ciemnych, bez najprostszych udogodnień. Do powieści to nie pasuje, ale życiowo mam dziwną pewność, ze przy przerzucaniu krowich placków to i owo kiedyś zaświta.

    Antolka pewnego dnia wyszła za mąż, na płatną pomoc pewnie Jana nie stać. Zresztą nawet najbogatsza panna w okolicy sama zasuwa z chorym koniem.
    Brutalna prawda jest też taka, że kiedy pierwsza miłość wywietrzeje, a po jakimś czasie wietrzeje niemal zawsze, bo taka jest naturalna kolej rzeczy, w ukochanych rękach widzi się też parę rąk do pracy, a nie tylko "delikatne rączki, do takiej pracy nie wzwyczajone".
    --
    Tupecik
  • tt-tka 03.04.16, 14:14
    "Bene nati" Orzeszkowej, malo znana i rzadko wznawiana minipowiesc stanowi niejako dopisek do "Nad Niemnem". Akurat o Justynie i Janku mowy nie ma, czego zaluje, ale panna Domuntowna owszem, wyszla za Jasmonta i stanowia udana pare, ktorej cala okolica zazdrosci :-) Jasmont nadal jest bardzo popularny, teraz juz nie druzbant (funkcja dla kawalera), ale dziewoslab, bo to zonatemu przystoi.
    Tam stoi kwestia zwiazku zagrodowej szlachcianki z chlopem i Osipowicze (tacy Bohatyrowicze z innego zascianka) odnosza sie do tego bardzo wrogo, mimo ze chlop ksztalcony i na posadzie nadlesnego w ksiazecych lasach. Przy czym, poza drwinami i pogarda dla braku szlachectwa wysuwaja rowniez argumenty bardziej rzeczowe i dziewczyne przekonuja do zerwania. Czego ona nie moze odzalowac, bo kandydat z jej stanu, ktorego naraili krewni, to jednak - nie to, czego ona chciala. Odrzucony chlopski narzeczony zeni sie w rezultacie z inna, tez szlachcianka zasciankowa, corka dzierzawcy i choc ma dla zony uczucia przyjazne i szanuje ja i jej rodzicow, to jednak - nie kocha i dobrze to malzenstwo nie rokuje.

    Kwestia pracy nie stanowi problemu, poziom zycia zasciankowiczow nie roznil sie znaczaco od tego zamoznych chlopow czy oficjalistow dworskich nizszego-sredniego szczebla, ale pojecia i mentalnosc - owszem i wcale nie na korzysc. Mam wrazenie, ze piszac dobrze urodzonych kilka lat po Niemnie Orzeszkowa poznala juz gorsze strony i slabe punkty swoich ukochanych wczesniej bohaterow. Albo pisala to dla czytelnika juz lepiej zorientowanego, albo jedno i drugie.

    Chlopskie powiesci - dla mnie numero uno "Komornicy" Orkana leb w leb z goralskimi opowiadaniami Tetmajera. Mamy i chamstwo, i delikatnosc uczuc, msciwosc, bezwzglednosc, zachwyt przyroda, melancholie i psychozy i niestlumiona radosc zycia i oczywiscie wszystkie mozliwe problemy. Ludzie jak ludzie, tacy jacy sa, tylko w warunkach niewyobrazalnie trudnych.
  • jadwiga1350 28.07.18, 21:35
    >Mam wraz
    > enie, ze piszac dobrze urodzonych kilka lat po Niemnie Orzeszkowa poznala juz g
    > orsze strony i slabe punkty swoich ukochanych wczesniej bohaterow. Albo pisala
    > to dla czytelnika juz lepiej zorientowanego, albo jedno i drugie.

    Ale i w Nad Niemnem też coś takiego widzimy.
    W Bohatyrowiczach wszyscy gardzili Ładysiem, bo ożenił się z chłopką. Ładyś i jego żona byli pariasami.
    Antolce i Elżuni pewnie też krewni nie pozwoliliby wyjść za chłopa(nawet edukowanego, z dobrą posadą)
  • bupu 03.04.16, 22:04
    ananke666 napisała:

    > Szczerze wątpię, żeby wystarczyło. Justyna widziała trochę kuchni, żniwa, kiedy
    > kobiety i mężczyźni szli do pracy w najlepszych ubraniach, do pracy ciężkiej,
    > ale niezbyt brudnej i na pewno nie śmierdzącej.

    A żniwowaliście kiedy, kumo? Albo żniwiarzy z bliska widzieli? Śmierdzieć zboże i nie śmierdzi, za to masakrycznie kurzy i czystym się od kośby nie wychodzi. To tylko na obrazkach tak estetycznie wygląda, abo z daleka oglądane :D
    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • tt-tka 02.05.16, 21:02
    "W cieniu malwy" Ewy Nowackiej.
    Zupelnie inny czas, pozny Gomulka albo wczesny Gierek, bo mowa o tym, ze maja byc wprowadzone powszechne ubezpieczenia zdrowotne dla chlopow, ale mentalnosc jak z Reymonta, jakby tych 80 lat w miedzyczasie nie bylo. Zamozne, specjalistyczne gospodarstwo, a haruja wszyscy jak Hanka z Jozka nie przymierzajac, i to mimo wspolczesnych udogodnien. Kurczaki bierze sie z wylegarni (300 sztuk), ale gospodyni sama z plachta zasuwa po zielonke dla krolikow, sama odbiera cielaka, a jej miastowa juz, wyksztalcona corka mowi, ze mama lepiej poradza pomoc krowie od weterynarza. I zyja biednie, choc stac ich na lepsze zycie, stol brudny, na obiad kluski polane maslanka, na sniadanie zur z ziemniakami, choc corki (te, co z rodzicami na wsi zostaly) maja futra i zlote zegarki, a w paradnym pokoju stoi Pianino, na ktorym brzdakac nikomu nie wolno, bo ono dla prestizu kupione, nie do uzytku. Od wyjatkowego swieta typu wesele krysztalowe kieliszki, na co dzien wyszczerbione miski. Zieciowi sie od ust odejmuje wedzona slonine, bo dla traktorzysty musi byc na poczestunek. A tesknota (zeby nie powiedziec zadza) za ziemia taka, ze jak miastowa corka mieszkanie w blokach dostala, to na kawalatek ziemi pod blokiem rzucaja sie obie z matka nie baczac, ze to mieszanina piachu z papa, smieciem i resztkami betonu, bo "byle ziemia byla, to juz sie ja do urodzaju doprowadzi", zeby tylko te cztery krzaki porzeczek i pare glowek salaty moc posadzic i pielegnowac. I kiedy o ogrodek upomina sie sasiad z parteru (ktoremu on przysluguje, corka mieszka wyzej), to konczy sie zamachem motyka ze skutkiem smiertelnym.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka