Dodaj do ulubionych

Wyjaśnijcie

10.02.11, 21:47
"Dawniej, kiedy się jeździło po snopkach czy z opłatkami, czy po kolędzie, czy też po spisie - to jak w dym do dworu - nie żałowali i zboża, i pieniędzy, i leguminy. A teraz, Boże zmiłuj się, każdy gospodarz się kurczy i jak ci da snopczynę żyta, to pewnie zjedzoną przez myszy, a jak tę ćwiartczynę owsa dostaniesz, to pewnie plew w nim więcej niźli ziarna. Niech żona powie, jakie mi to jajka dawali latoś za spis wielkanocny."

Co to spis? Powszechny spis ludności? Spis parafian? I dlaczego wielkanocny?
--
I co, trzymał ją w piwnicy, jak to Austriacy mają w zwyczaju? Bunkier, to nie piwnica, przypominam...
Edytor zaawansowany
  • stara_dominikowa 11.02.11, 11:25
    Może o to chodzi?

    "(...) Z kolei synod poznański (1689) nakazał proboszczom, aby na początku Wielkiego Postu sporządzali spis parafian zobowiązanych przyjąć Komunię św. wielkanocną. W czasie Komunii św. wielkanocnej przyjmujący ją otrzymywał zaświadczenie o dopełnieniu obowiązku. Po tym okresie należało kartki zebrać i porównać ze spisem sporządzonym na początku Wielkiego Postu. Również wizytacje kanoniczne w parafiach stały się okazją do weryfikacji obowiązku spowiedzi i Komunii św. wielkanocnej wiernych."
    www.opoka.org.pl/biblioteka/T/TA/TAP/komuniawielka.html
    --
    Ale wieś! Forum o "Chłopach" Reymonta
  • soova 02.03.11, 09:46
    Mój dziadek był organistą i wg tego, co wspominał mój ojciec, do obowiązków dziadka, oprócz oczywiście grania na mszach i innych uroczystościach, należało prowadzenie kancelarii parafialnej. Ten spis wielkanocny kojarzyłabym zatem raczej z tymiż obowiązkami kancelaryjnymi.
    --
    Hajo Hajo Ipsenajo!
  • lajlah 16.02.11, 16:44
    Wzmianka jest też w tomie "wiosna", kiedy to Agata wraca z "żebrów" do wsi i widząc Michała organistów i któregoś organiściaka, jak to z koszykami wędrują, mówi do siebie, że to idą pewnie do Woli po spisie wielkanocnym.
    Wygląda więc na to, że takowy rzeczywiście odbywał się w okolicy Wielkiej Nocy. Zapewne nie chodziło tylko o spis parafian, ale też o ,jakie z tej okazji spisujący dostawali. Organista miał z tego tłusty kąsek ;)
  • jadwiga1350 16.02.11, 17:16
    Hm, ciekawe jak ludzie podchodzili do tego obowiązku.Jagusia była u spowiedzi przed ślubem, a następnie tuż po wygnaniu jej przez Hankę. A w czasie postu i Wielkanocy?
    --
    I co, trzymał ją w piwnicy, jak to Austriacy mają w zwyczaju? Bunkier, to nie piwnica, przypominam...
  • jadwiga1350 04.09.11, 13:49
    Zastanawia mnie też ta "doinka", którą organista wsunął pod kanapę.
  • minerwamcg 09.09.11, 20:56
    Doniczka :) Taki mniej elegancki odpowiednik porcyneli.
    --
    - Tu, tu, ptaszek! On zmarznie! Ćwir, ćwir, ćwir! Tiu, tiu, tiu, zabierz to, zabierz to, mokre! Ptaszek, ptaszek! Już już, nóżki, paluszki…! Sweterek! Podnieś to, podnieś, ptaszek, ptaszek, fiu, fiu, cicho, cicho, już, on jest głodny, gdzie butelka, ptaszek…!!!
  • matylda1001 06.04.16, 00:57
    Doniczka? chyba jednak było to naczynie używane przy dojeniu krowy, cebrzyk taki.

    --
    Wyborcy PiS są jak karp. Znudzony życiem w spokojnym stawie, pragnąc odmiany, uczepił się haczyka wędkarza.
  • bupu 06.04.16, 14:23
    matylda1001 napisała:

    > Doniczka? chyba jednak było to naczynie używane przy dojeniu krowy, cebrzyk tak
    > i.
    >

    Mylita się kumo, mylita. Patrzajta oto w jakim kontekście ona doinka występowała. Rozdział 2 tomu IV:

    Zegar wybił jakąś godzinę i organiścina rzekła powstając:

    - Gadu, gadu, a tobie czas spać! Musisz do dnia wyjechać.

    - A muszę, mamusiu! Boże, jaki ten dzień był krótki! - westchnął żałośnie.

    A Jagusine serce jakby kto ścisnął i tak boleśnie, jaże same łzy pociekły po twarzy.

    - Ale niedługo wakacje! - ozwał się znowu - ksiądz regens obiecał, że mnie na jakiś czas zwolni, jeśli nasz proboszcz napisze o to do niego.

    - Nie bój się, napisze, już ja go uproszę! - powiedziała matka zabierając się do słania mu na kanapie wprost okna. Pomagali jej wszyscy, a nawet sam organista przyniósł sporą doinkę i wsunął ją ze śmiechem pod kanapę.


    Przecie by organista pod posłanie syna cebrzyka na mliko nie wstawiał. Juści, że to porcynela nocna była, coby Jasio nie musiał za stodołę biegać.

    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • tt-tka 05.04.16, 21:29
    Spis mniej wiecej wyjasniony, oplatki, koleda jasne, a co to bylo jezdzenie po snopkach ? Chyba nie chodzilo o dziesiecine ?
  • matylda1001 06.04.16, 00:55
    W pewnym sensie chodziło o dziesięcinę. Jeszcze wcześniej dziesięcina była obowiązkowa i w ściśle określonej wysokości/ilości, płacona w snopkach poszczególnych zbóż (dziesięcina snopowa), w ziarnie (dziesięcina małdratowa), lub w pieniądzu. Potem przestała być obowiązkowa i stała się zwyczajową. Wypadało coś dać, a wiadomo było, że organista niczym nie pogardzi. To był osobisty dochód organisty.

    --
    Wyborcy PiS są jak karp. Znudzony życiem w spokojnym stawie, pragnąc odmiany, uczepił się haczyka wędkarza.
  • tt-tka 06.04.16, 03:30
    Dzieki, kumo, zawszec to nauka jakas :-)
    No to niezle sie organiscie powodzilo, miedzy nami mowiac - co najmniej cztery razy do roku sciagal danine, a parafia duza, kilka wsi i dworow. Doczytalam sie zem, ze w spisie bral co najmniej jajko od duszy i trzy grosze za kartke od spowiedzi, i to, jak rozumiem, tez byl jego osobisty dochod, z proboszczem nie dzialkowal.
  • matylda1001 06.04.16, 13:18
    Nieźle mu się powodziło na tle innych mieszkańców wsi, ale czy to znaczy, że był człowiekiem zamożnym? Do wsi przybył jako człowiek autentycznie biedny, nie posiadał nic, sąsiedzi jeszcze pamiętali. Żadne z nich nie pochodziło z Lipiec, więc ojcowizny nie odziedziczyli. Zamieszkał w budynku należącym do kościoła, w którym pierwotnie mieścił się szpital, a potem stanowił mieszkanie służbowe kolejnych organistów. Własnego domu się nie dorobił. Być może nie miał nawet kawałka ziemi, na której ten dom mógłby postawić. Wprawdzie gospodarował na 16 morgach, ale to chyba nie była jego własność. Pola organisty graniczyły z polami księdza a te nie były księżą własnością, podobnie jak plebania w której mieszkał. Prawdopodobnie wszystko razem było własnością kościoła i służyło jako uposażenie kolejnych proboszczów i organistów. Może zresztą organista kupił sobie jakąś łączkę czy kawałek pola ale dużo tego nie mogło być. Cała lipecka ziemia miała już właścicieli, a okoliczne dwory i wsie dusiły Lipce jak jastrząb kurczęta. Myslę, że dochody organisty szły na codzienne potrzeby rodziny a część odkładał na kształcenie dzieci, na posagi. Oprócz Jasia miał jeszcze całą gromadkę, o której też musiał myśleć. Musiał też pomyśleć o własnej starości, prawo do emerytury w tamtych czasach mieli tylko ci, którzy pracowali na państwowych posadach. Tak więc głód im nie groził, ale na "pańskie" życie też nie wystarczyło.

    --
    Głosowanie na PiS to jak bzykanko bez gumki z tirówką. Wiadomo... tak jedno jak i drugie dobrze się nie skończy.
  • tt-tka 06.04.16, 16:19
    Domu sie na pewno nie dorobil i chyba nawet nie planowal, skoro organiscina swoja starosc widzi u syna. Niemniej - piec krow, konie kiej hamany, zasobna komora swiadcza o tym, ze zle sie organistom nie zylo. Na tle mieszkancow wsi, oczywiscie. Chyba byla jakas wzmianka, ze i pieniadze na precenta rozpozyczal ?
    W jakim wieku sa organistowie ? Od dwudziestu lat w Lipcach, ile mogl miec lat, gdy poszedl do pracy (zakladajac, ze to jego pierwsza posada) ? Dzieci gromada, ale najstarszy syn dwudziestki jeszcze nie ma. Szkoly byly platne, a seminarium duchowne ? Tez ?
    Organiscie memerytura nie przyslugiwala, a ksiedzu ? Byl wtedy jakis odpowiednik domu ksiedza emeryta czy siedzial proboszcz na swojej parafii do smierci ?
  • jadwiga1350 07.04.16, 19:39
    > Nieźle mu się powodziło na tle innych mieszkańców wsi, ale czy to znaczy, że był >człowiekiem zamożnym?

    Myślę, że tak, wszystko wskazuje na to, że organistowie pod względem ekonomicznym mocno okopali się w Lipcach.

    >Do wsi przybył jako człowiek autentycznie biedny, nie p
    > osiadał nic,

    Szybko zmienił tę sytuację, dzięki zdzierstwom z ludzi. W tych zdzierstwach organista musiał przekraczać wszelką miarę, skoro aż ksiądz interweniował i Jasio coś tam nieśmiało kwękał, że ojciec zdzierał z ludzi, choć powinien siedzieć cicho, bo sam miał z tego zdzierania profit.

    >>Zamieszkał w budynku należącym do kościoła

    To też był rodzaj dochodu. Nie musiał iść na komorne, nie musiał budować się na kredyt, czy potem już za swoje. Korzystał jak ze swojej własności i nie bał się, że ktoś go stamtąd wyrzuci.

    >Cała lipecka ziemia miała
    > już właścicieli, a okoliczne dwory i wsie dusiły Lipce jak jastrząb kurczęta

    Ale czasem taki jastrząb słabł i coś tam popuszczał z pazurów

    1. Bywali dziedzice-nieudacznicy, którym gospodarowanie nie szło i ziemię trzeba było sprzedać
    2. Bywali chłopi, którym chłopski stan zaczął śmierdzieć, a zapachniały miastowe bułki
    3. Bywali chłopi, którzy przed wymiarem sprawiedliwości uciekali na koniec świata
    4. Czy tacy, którzy narobili długów, jak pan wójt
    i gospodarka szła pod młotek.
    Kto miał pieniądze, śmiało mógł kupować.
    A rodzicom Jasia gotówki nie brakowało, organista trudnił się lichwą.

    Organistowie czują się pewnie, nie obawiają się ani proboszcza, ani Lipczaków.
    Tak brutalnie przepędzają Jagusię, właścicielkę 11 mórg, zamiast odpowiednio zagospodarować taki łakomy kąsek.
    Nie boją się co ksiądz i parafianie rzekną na wygnanie Magdy.
  • bupu 07.04.16, 19:56
    jadwiga1350 napisała:



    > To też był rodzaj dochodu. Nie musiał iść na komorne, nie musiał budować się na
    > kredyt, czy potem już za swoje. Korzystał jak ze swojej własności i nie bał si
    > ę, że ktoś go stamtąd wyrzuci.

    Kumo, w onych czasach na bórg można było śledzia i półkwaterek krzepkiej w karczmie dostać, ale nie chałupę postawić. Kredytów mieszkaniowych zaś na polskiej wsi jeszcze nie znali. A wyrzucić go z domu ktoś mógł, mianowicie dobrodziej, skoro chałupa kościelna. Taka luksusowa sytuacja to nie była.


    > Organistowie czują się pewnie, nie obawiają się ani proboszcza, ani Lipczaków.
    > Tak brutalnie przepędzają Jagusię, właścicielkę 11 mórg, zamiast odpowiednio z
    > agospodarować taki łakomy kąsek.

    Łakomy kąsek? A dyć kumo, co wy powiedacie? Większy to zaszczyt, o dochodzie nie mówiąc, mieć syna księdza, niż syna żonatego z taką, co to może i na jedenastu morgach siedzi, ale gospodyni z niej mizerna, za to do przyprawiania mężowi poroża zdatna jak mało która.

    Co niby te organisty zrobić miały? Udać, że Jagusia się nie prowadzała z Antkiem, ni z wójtem i wydać ją za Jasia - niedoszłego kleryka? Żadne morgi by im nie wynagrodziły skandalu, który by wybuchł w nastepstwie.


    > Nie boją się co ksiądz i parafianie rzekną na wygnanie Magdy.

    A co się mają bać? A dyć to tylko dziewka służebna, na najniższym szczebelku lipeckiej drabiny społecznej, o którą i upomnieć się nie ma kto. Wygnanie takiej precz, zwłaszcza w nieślubnej ciąży będącej co daje uzasadniony, w oczach Lipczaków, motyw, to żaden skandal. Ot ludziska poszepczą po kątach, ktoś tam powzdycha, dobrodziej jak zwykle uda, że problemu ni ma i po sprawie. Przecie on nawet do Macieja na rozmowę pedagogiczną poszedł tylko dlatego, że mu Dominikowa dziurę w brzuchu wierciła.

    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • jadwiga1350 07.04.16, 21:13
    >Kredytów mieszkaniowych zaś na polskiej
    > wsi jeszcze nie znali.

    Szymkowie na kredyt(w dużej mierze) budują swoją gospodarkę, i organistowie musieliby od tego zacząć, gdyby nie służbowe lokum.

    >A wyrzucić go z domu ktoś mógł, mianowicie dobrodziej, s
    > koro chałupa kościelna.

    Organistowie zupełnie się tego nie obawiali, czuli się jak u siebie.

    > Co niby te organisty zrobić miały?

    Choćby próbować wcisnąć Jagusi młodszego syna, na którego edukację nie wykosztowali się, a któremu 11 mórg przydałoby się. Albo, widząc, że Jagusia zupełnie odleciała, wyłudzić od niej jakieś zapisy, darowizny.

    >Wygnanie takiej
    > precz, zwłaszcza w nieślubnej ciąży będącej co daje uzasadniony, w oczach Lipcz
    > aków, motyw, to żaden skandal.

    To jak Boryna potraktował Ewkę, świadczy o czymś innym.
  • bupu 07.04.16, 22:20
    jadwiga1350 napisała:

    > >Kredytów mieszkaniowych zaś na polskiej
    > > wsi jeszcze nie znali.
    >
    > Szymkowie na kredyt(w dużej mierze) budują swoją gospodarkę

    Na jaki kredyt? Szymkowa chałupa to lepianka z gałęzi, gliny, kawałków drewna i piasku, czyli tego wszystkiego, czego miał na swoich zapuszczonych morgach podleskich mnóstwo i za darmo, ino się schylić a pozbierać. Obórkę lepił pewnie z tego samego budulca. Lewentarza co miał z Nastką, to mu dobre ludzie dali, nie na kredyt, ino dlatego, że tak trzeba. We wsi jeden drugiego wspierać w potrzebie musiał, sam przeciw światu nikt nie poredził (poza tym ludzie za Dominikową nie przepadali, to i pewnie ich cieszyło, że jej się synkowie z pazurów na samodzielność wyrwali).

    Nawet i tego grontu na kredyt nie wzięni, ino na spłaty. Zadatek musieli dać a potem w częściach płacić ustaloną kwotę.

    > i organistowie musieliby od tego zacząć, gdyby nie służbowe lokum.

    Organistowie musieliby zacząć od kupienia grontu. Na powietrzu chałupy nie postawią przecie. A w samych Lipcach grontu pod chałupę nijak by nie dostali.

    > >A wyrzucić go z domu ktoś mógł, mianowicie dobrodziej, s
    > > koro chałupa kościelna.
    >
    > Organistowie zupełnie się tego nie obawiali, czuli się jak u siebie.

    Bo lipecki proboszcz miętkie serce miał i gospodarzeniem bardziej był zajęty niż czem innem. Ale różnie to bywa, proboszcz może nagle zemrzeć, albo w niełaskę u zwierzchności popaść. A nowy mógłby się czasem okazać całkiem kwardy na ten przykład.

    >
    > > Co niby te organisty zrobić miały?
    >
    > Choćby próbować wcisnąć Jagusi młodszego syna, na którego edukację nie wykoszto
    > wali się, a któremu 11 mórg przydałoby się. Albo, widząc, że Jagusia zupełnie o
    > dleciała, wyłudzić od niej jakieś zapisy, darowizny.

    Młodszy syn organistów mliko jeszcze pod nosem miał. Kaj tam mu do ożenku, kumo!

    >
    > >Wygnanie takiej
    > > precz, zwłaszcza w nieślubnej ciąży będącej co daje uzasadniony, w oczach
    > Lipcz
    > > aków, motyw, to żaden skandal.
    >
    > To jak Boryna potraktował Ewkę, świadczy o czymś innym.

    Nie, zachowanie Boryny świadczy wyłącznie o tym, że postępek organistów nie był (i chwała Bogu) normą. Organistom nie uszło płazem wyrzucenie Magdy na mróz dlatego, że Lipeccy traktowali ich w białych rękawiczkach, tylko dlatego, że Magduś nie była żadną liczącą się figurą w Lipcach. Ani nawet krewną figury. Standardy traktowania ludzi były (i są niestety) różne, zależnie od statusu materialnego i społecznego tych ludzi. Magda miała niski status społeczny i tyle. Tak jak Kuba, po którego śmierci nikto się Borynów nie czepiał, że ich parobek leżał z gangreną w stajni i pies z kulawą nogą się nim nie zainteresował.
    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • tt-tka 08.04.16, 00:26
    jadwiga1350 napisała:



    > Szymkowie na kredyt(w dużej mierze) budują swoją gospodarkę, i organistowie mus
    > ieliby od tego zacząć, gdyby nie służbowe lokum.

    bupu juz odpowiedziala

    > > Co niby te organisty zrobić miały?
    >
    > Choćby próbować wcisnąć Jagusi młodszego syna, na którego edukację nie wykoszto
    > wali się, a któremu 11 mórg przydałoby się. Albo, widząc, że Jagusia zupełnie o
    > dleciała, wyłudzić od niej jakieś zapisy, darowizny.

    Kumo, opamietajta sie. Jagna nieletnia jest, z zamesciem zyskala zdolnosc do czynnosci prawnych, ale nie wszystkich. Sprzedac ani darowac niczego (z nieruchomosci) nie moze bez zgody Dominikowej, ktora z opiekunki stala sie kratorka majatku corki. Cahir pisala o tym w innych watkach. A swatac ja 15- czy 16-latkowi, no sorry, tak to nawet w Erze nie bywa



    >
    > To jak Boryna potraktował Ewkę, świadczy o czymś innym.

    Boryna tez Ewki w chalupie nie zatrzymal...zaslugi wyplacil, worek owsa na chrzciny dal i chwala mu za to, ale Ewka musiala innej roboty i dachu nad glowa szukac, jak i Magda.
  • jadwiga1350 08.04.16, 14:14
    Na kredyt, na kredyt. Czym wzięcie morgów na spłaty rożni się od wzięcia kredytu? Szymkowie siedzą dziedzicowi w kieszeni tak jak dzisiaj siedzieliby bankowi. Czym różni się pożyczanie pieniędzy na procent od bankowych kredytów, pożyczek? Na jedno wychodziło.

    I tak jakby nie służbówka w Lipcach, to rodzice Jasia idą na komorne. Pożyczają od kogoś pieniądze na wysoki procent(może od jakiegoś okolicznego organisty) i klecą coś swojego. Albo kupują od dziedzica na spłaty. Bez kredytu ani rusz!

    A o tym lepieniu chałupy z błota, jak jaskółka, Nastka mówiła w złości.

    Nie róbmy z Jagusi ubezwłasnowolnionej ofiary. Jakoś mogła sprzedać Żydowi gąski, a pieniądze zanieść bratu.
    W XIX wieku, tak jak obecnie, były możliwości omijania prawa. Majątek Niechciców idzie na fikcyjną licytację, sprzedaż jest niemożliwa, bo Tomaszek niepełnoletni.
    Tomaszek, choć niepełnoletni, jakoś mógł zaciągać długi, które trzeba było spłacać.

    Tak więc, jeśli ktoś bardzo chciał i umiał, to i od osoby nie mającej pełnej zdolności do czynności prawnych, mógł pieniądze ciągnąć.

    W chłopskim stanie, żeniący się szesnastolatek, nie byłby żadnym kuriozum. To nie świat "Lalki", czy "Anny Kareniny", gdzie mężczyźni są zdatni do ożenku dopiero koło trzydziestki.
  • tt-tka 08.04.16, 15:35
    jadwiga1350 napisała:

    > Na kredyt, na kredyt. Czym wzięcie morgów na spłaty rożni się od wzięcia kredyt
    > u? Szymkowie siedzą dziedzicowi w kieszeni tak jak dzisiaj siedzieliby bankowi.
    > Czym różni się pożyczanie pieniędzy na procent od bankowych kredytów, pożyczek
    > ? Na jedno wychodziło.

    Ano tym sie rozni, ze dostajesz ziemie, a nie gotowke. Te ziemie trzeba splacic, ale gotowego grosza nie masz ani, ani i na budowe chalupy, na przyklad na kupno drewna nie ma skad wziac. Nikt Szymkowi nie dal ani nawet nie proponowal pozyczki pienieznej.




    > A o tym lepieniu chałupy z błota, jak jaskółka, Nastka mówiła w złości.
    >

    Tak ? To z czego Szymek chalupe zbudowal i skad materialy wzial ? prosze o cytaty w oparciu o tekst.


    > Nie róbmy z Jagusi ubezwłasnowolnionej ofiary. Jakoś mogła sprzedać Żydowi gąs
    > ki, a pieniądze zanieść bratu.

    Nieruchomosc. Gesi nie sa nieruchomoscia.


    > W XIX wieku, tak jak obecnie, były możliwości omijania prawa. Majątek Niechcicó
    > w idzie na fikcyjną licytację, sprzedaż jest niemożliwa, bo Tomaszek niepełnole
    > tni.
    > Tomaszek, choć niepełnoletni, jakoś mógł zaciągać długi, które trzeba było spła
    > cać.

    I dla organistow 10-rublowy datek od Jagny mialby byc rekompensata za skandal z synem ? Kuma to tak co trzecia literke czyta ? przekret z Tomaszkiem byl mozliwy, bo zgodzila sie na to matka i rada familijna. Jagna jako nieletnia nie mogla zrobic darowizny, niczego zapisac bez zgody matki - kuratorki jej majatku. Juz widze , jak sie Paczesiowa na jakis odpis zgadza.


    Tak więc, jeśli ktoś bardzo chciał i umiał, to i od osoby nie mającej pełnej zd
    > olności do czynności prawnych, mógł pieniądze ciągnąć.

    Pieniadze tak, wczesniej zescie mowili o darowiznach i odpisach. Tyle ze pieniedzy Jagna mogla miec te 10 rubli za gaski wlasnie.
    >
    > W chłopskim stanie, żeniący się szesnastolatek, nie byłby żadnym kuriozum. To n
    > ie świat "Lalki", czy "Anny Kareniny", gdzie mężczyźni są zdatni do ożenku dopi
    > ero koło trzydziestki.

    Bylby. Juz malzenstwo 17-latka to byla rzadkosc nieslychana, wymuszona okolicznosciami, a mlodszy organisciak mial mniej. W swiecie "Chlopow" praktycznie zaden chlopak nie zeni sie w wieku przedpoborowym, czyli przed dwudziestka.
  • bupu 08.04.16, 18:20
    jadwiga1350 napisała:

    > Na kredyt, na kredyt. Czym wzięcie morgów na spłaty rożni się od wzięcia kredyt
    > u? Szymkowie siedzą dziedzicowi w kieszeni tak jak dzisiaj siedzieliby bankowi.
    > Czym różni się pożyczanie pieniędzy na procent od bankowych kredytów, pożyczek
    > ? Na jedno wychodziło.

    Tym, że nikto Szymkowi pieniędzy na gront ni na chałupę nie pożyczał, na precent czy bez. Pan dziedzic morgi na Podlesiu mu sprzedali, rozkładając płatność na raty. I tyla.

    >
    > I tak jakby nie służbówka w Lipcach, to rodzice Jasia idą na komorne. Pożyczają
    > od kogoś pieniądze na wysoki procent(może od jakiegoś okolicznego organisty)
    > i klecą coś swojego. Albo kupują od dziedzica na spłaty. Bez kredytu ani rusz!

    Osobiście mniemam, że organistowie oszczędności posiadali i to całkiem niezłe. Ostatecznie z czegoś te Jasiowe szkoły opłacali i jeszcze im zostawało na całkiem dostatnie życie.

    > A o tym lepieniu chałupy z błota, jak jaskółka, Nastka mówiła w złości.

    A to sięgnijta kumo po tom czwarty i przeczytajta z czego Szymek chałupę zamiarował budować. Z gałęzi, gliny, piasku i tej trochy drewna, co mu na tych zapuszczonych morgach rosła. Lepianka to kumo była, drewna nikto mu w prezencie jak Stachom nie dał. Na kredyt gołodupcowi co dopiero zaczyna gospodarzyć na niemiłosiernie zapuszczonej roli też by nikt nie dał.

    > Nie róbmy z Jagusi ubezwłasnowolnionej ofiary. Jakoś mogła sprzedać Żydowi gąs
    > ki, a pieniądze zanieść bratu.

    Gąski nie są nieruchomością. W przeciwieństwie do grontu.

    > W chłopskim stanie, żeniący się szesnastolatek, nie byłby żadnym kuriozum. To n
    > ie świat "Lalki", czy "Anny Kareniny", gdzie mężczyźni są zdatni do ożenku dopi
    > ero koło trzydziestki.

    Ależ byłby, kumo, byłby. Na wsi pobierali się ludzie, którzy zdolni byli własną pracą się i swoją rodzinę utrzymać. I którzy, przynajmniej teoretycznie, mieli na czym gospodarzyć. Wyobrażasz sobie gospodarzącego samodzielnie szesnastolatka?

    Tak poza tym nie wiem skąd ci się wzięło, że młodszy brat Jasia miał lat szesnaście. Michał organistów, co do mszy służył, w dzwony bił i na organach ćwiczył, to był stryjeczny Jasia, po nieboszczyku bracie organisty sierota. A młodszy organiściak, skoro do takich posług dopuszczany nie był, to musiał być naprawdę dzieciuch.
    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • tt-tka 08.04.16, 18:51
    bupu napisała:
    >
    > Osobiście mniemam, że organistowie oszczędności posiadali i to całkiem niezłe.
    > Ostatecznie z czegoś te Jasiowe szkoły opłacali i jeszcze im zostawało na całki
    > em dostatnie życie.

    Tak sie nad tymi oszczednosciami organistow zastanawiam... Boryna, chlop na 29 morgach, a od slubu Antka na 32, oszczednosci ma 430 rubli z groszami. Mial 500, ale sie na wesele szarpnal. Gospodarzy od dawna, ma rokow 58, zatem od organisty, ojca 17- czy 18 letniego syna cokolwiek starszy. I to jest w gotowiznie caly dorobek jego dlugiego i pracowitego zycia.

    Organista ma (sluzbowe zapewne) 16 morgow. Pensje, nie wiem, jak wysoka. I spore obrywy. Ale dzieci ma tyle co Boryna albo wiecej (czworo ? piecioro ?) plus sierota po bracie, ksztalci syna (oplata za szkole i stancje, mundur, podreczniki), poziom zycia organistow na co dzien tez jest sporo wyzszy niz Boryny, wyzywic siedem czy osiem gab (plus parobek i dziewka, ale oni cukru do kawy na pewno nie dostawali) na tym poziomie to tez koszta, zwlaszcza ze cukier i kawe trzeba kupic, tego nie wyhoduje ani nie dostanie...ile on mogl tych oszczednosci miec, tysiac rubli, dwa tysiace ? to by starczylo na 10 morgow dobrej ziemi albo 12-14 gorszej i chalupe skromna, czyli w poziomie zycia siegnalby statusu Dominikowej albo i ponizej. Plus dzieci trzeba by bylo wywianowac. nie, na samodzielnosc organista nie mial szans, on mogl prosperowac tylko jako funkcjonariusz przykoscielny, czyli w pelnej zaleznosci od laski zwierzchnikow.
  • tt-tka 10.04.16, 20:12
    tt-tka napisała:

    > Tak sie nad tymi oszczednosciami organistow zastanawiam...>
    > Organista ma (sluzbowe zapewne) 16 morgow. Pensje, nie wiem, jak wysoka. I spor
    > e obrywy.

    Doczytalam sie, ze pensja organisty przy klasztorze bernardynek w Lowiczu w 1865 roku wynosila rubli 75 ROCZNIE. Siedemdziesiat piec. Procz tego pomocnik organisty mial 30 rocznie, poslugaczowi i babie (tak w rachunkach stoi) 15 rocznie placono.
    Poslugacz i baba to, zakladam, funkcja koscielnego, jaka w Lipcach pelnil Jambrozy. Nawet zakladajac, ze organista na siebie pobieral dodatek za pomocnika, to jego oficjalny dochod roczny z pensji wynosil okolo 100 rubli. Albo mniej, organista wiejski, w przeciwienstwie do klasztornego, mial jeszcze uposazenie w ziemi.
    Przez te dwadziescia lat moze nastapily jakies podwyzki, ale mniemam, ze jesli, to nieznaczne. Na utrzymanie rodziny - malutko, na ksztalcenie dzieci - ni hu, hu. Nie dziwie sie juz, ze z organisty byl zdzierus.
  • jadwiga1350 11.04.16, 16:00
    "A to powieda, bych kupić od dziedzica na Podlesiu ze sześć morgów na spłaty!
    (...)
    - Rada juści dobra jak każda rada, jeno gdzie pieniądze?...
    - Nastusia ma swoje tysiąc złotych, na zadatek chwaci...
    - A kajże to jeszcze chałupa, lewentarz, porządki, zasiewy?
    - Kaj? A tu! A tu! - wrzasnął naraz Szymek
    (...)
    - Bych się jeno dziedzic zgodził na spłaty! - westchnęła Nastka.
    - Poręczymy z Mateuszem, to widzi mi się, co i da."

    Czym to, w praktyce, różni się od kredytu na zakup mieszkania, czy budowę domu? Chyba tylko nazwą. Szymkowie są "frankowiczami" swoich czasów.

    To, że Szymek rzeczywiście zbudował chałupę z gliny i gałęzi, należy włożyć miedzy bajki. Zresztą zaraz po tych słowach mówi:
    "Nie bój się, Nastuś, wyrychtuję ci taką chałupę, że i okno będzie, i komin, i wszyćko, co ino potrza. Obaczysz, że jak ament w pacierzu, tak za trzy niedziele stanie gotowa, żebym se miał kulasy urobić, a stanie."

    A jak już buduje to:

    "chałupina rosła kieby na drożdżach, zaś kiedy Mateusz przyszedł z pomocą, a Kłębowy Adam nawiózł z boru, co było jeno potrza; to buda stanęła taka galanta, jaże ją było widać z Lipiec. Mateusz prawie cały tydzień harował sielnie, drugich poganiając, i kiej skończyli w sobotę po południu, zieloną wiechę zatknął na kominie i poleciał do swojej roboty.
    Szymek jeszcze wybielał izbę a uprzątał wióry i śmiecie"

    Nie żartujmy, że budował szałas pasterski.
    Z bele czego nikt chałupy nie stawiał:

    "Mateusz skończył oglądanie; a dzióbiąc toporem jeszcze tu i owdzie po bokach, rzekł stanowczo:
    - Zetlałe do cna, samo próchno, nic z tego nie postawi, to darmo...
    - Dokupiłbym niecoś nowego, może by... - szepnął błagalnie Stacho.
    - Dokupcie na całą chałupę, z tego gnoju nie wybierze ni jednego bala.
    - Bójcie się Boga!
    - Dyć przyciesie jeszcze by wytrzymały, węgary jeno dać nowe... ściany też by podporami wesprzeć... klamrami ściągnąć... dyć... - jąkał stary Bylica.
    - Kiejście taki majster, to sobie stawiajcie, ja z próchna nie poredzę - rzucił gniewnie "

    Czy Dominikowa jest kuratorką majątku córki, wcześniej opiekunką? Z tekstu wynika, że to wójt był opiekunem sierot po Dominiku. Mógł opiekować się pan wójt, mógłby i pan organista.

    Z Michałem organistów jest taki problem, ze raz występuje jako bratanek:

    "Michał! Do chrztu przyjechali, weź klucze i idź do kościoła(..)
    przez izbę przeszedł wysoki, blady chłopak.
    - Po bracie mojego sierota, na organistę praktykuje, z łaski jeno mój go uczy, cóż robić?... Trza się i nadszarpnąć, a krewniakowi pomóc"

    I ktoś nowy w Lipcach, skoro trzeba go Hance przedstawiać.
    I zamiast tracić pieniądze na pomoc krewniakowi, można byłoby spróbować wepchnąć mu
    posażną wdowę.

    A raz jako syn organistów:

    "- Juścić, co Michał organistów z którymś organiściakiem. Po wielkanocnym spisie do Woli idą, kiej z tylachnymi koszykami... Juści, że nie kto drugi.
    (...)
    - Dyć od tylich skrzatów, baczę ich, a nie poznali mnie! - Markotność ją przejęła. - Cie! a skąd by i taką dziadówkę pamiętały! Ale Michał wyrósł galanto, pewnikiem już dobrodziejowi przygrywa na organach..."

    Ale też już spory parobczak.

    I tacy chłopaczkowie się już żenili, jeśli warunki były. A tu by były, całe 11 morgów.

    Czy małżeństwo z Jasiem byłoby takim wielkim skandalem?
    Nie sądzę.
    Jasio w seminarium był krótko, dopiero 4 miesiące, więc ludzie nie przyzwyczaili się tak bardzo do jego stanu kapłańskiego.
    Trochę szkoda pieniędzy wydanych na jego edukację, ale z drugiej strony, upłynie dużo czasu, nim te nakłady się zwrócą. Organiściak musi najpierw ukończyć seminarium, a jako młody ksiądz, zależny od swego proboszcza, pewnie nie bardzo będzie mógł wspomagać rodzinę finansowo.
    A 11 mórg jest tuż, tuż.
    Toż 5 mórg Paczesiówny stanowiło dużą pokusę dla takiego gospodarza jak Maciej.
    Czy 11 nie powinno być jeszcze większą pokusą dla takich miejskich łachmytków jak organisty?






  • bupu 11.04.16, 17:48
    jadwiga1350 napisała:

    >
    > Czym to, w praktyce, różni się od kredytu na zakup mieszkania, czy budowę domu?
    > Chyba tylko nazwą. Szymkowie są "frankowiczami" swoich czasów.

    Kumo, jak nie odróżniacie sprzedaży na raty od kredytu, to nie mama o czym gadać. Szymkowi i Nastce nikt pieniędzy nie dał na spłatę tych rat, sami je musieli zebrać. To nie jest kredyt.

    >
    > To, że Szymek rzeczywiście zbudował chałupę z gliny i gałęzi, należy włożyć mie
    > dzy bajki. Zresztą zaraz po tych słowach mówi:
    > "Nie bój się, Nastuś, wyrychtuję ci taką chałupę, że i okno będzie, i komin, i
    > wszyćko, co ino potrza. Obaczysz, że jak ament w pacierzu, tak za trzy niedziel
    > e stanie gotowa, żebym se miał kulasy urobić, a stanie."

    Wybaczcie no kumo, bo nie miarkuję co ma obecność w chałupie okna i komina do surowca, z którego chałupa jest wzniesiona. Komin buduje się z gliny i kamieni, a tego Szymek miał aż nadto na swoim groncie, zwłaszcza, że tam wyrobiska po cegielni, znaczy gliny obfitość. A okno można zrobić i w lepiance, czemu nie. Tu lepianka nowoczesna w wersji de luxe, z oknem i kominem, a jakże:

    https://bi.im-g.pl/im/5/10471/z10471715Q,Domy-ze-slomy-to-sposob-na-mieszkanie-przyjazny-dl.jpg

    >
    > A jak już buduje to:
    >
    > "chałupina rosła kieby na drożdżach, zaś kiedy Mateusz przyszedł z pomocą, a
    > Kłębowy Adam nawiózł z boru, co było jeno potrza
    ; to buda stanęła taka gal
    > anta, jaże ją było widać z Lipiec. Mateusz prawie cały tydzień harował sielnie,
    > drugich poganiając, i kiej skończyli w sobotę po południu, zieloną wiechę zatk
    > nął na kominie i poleciał do swojej roboty.
    > Szymek jeszcze wybielał izbę a uprzątał wióry i śmiecie"
    >
    > Nie żartujmy, że budował szałas pasterski.

    Nie, chałupę - lepiankę. Jednoizbową zapewne. Gdyby postawił normalną chałupę z bala, Nastka w noc poślubną nie szlochałaby na widok swoich nowych włości, bo i nie miałaby powodu. No i nikt takiego domu nie określałby mianem budy.


    > Z bele czego nikt chałupy nie stawiał:
    >
    > "Mateusz skończył oglądanie; a dzióbiąc toporem jeszcze tu i owdzie po bokach,
    > rzekł stanowczo:
    > - Zetlałe do cna, samo próchno, nic z tego nie postawi, to darmo..."

    Jak drewna nie mieli to i z gliny budowali, moje własne przodki w glinianej chałupie żyły. A tu Mateusz mówi, że nie wybuduje, bo materiał spróchniały. Znaczy ani nie przytniesz, ani kołka nie zabijesz, bo się pod siekierą rozsypie. Nikt normalny nie buduje z próchna, a z gliny i owszem.


    > Z Michałem organistów jest taki problem, ze raz występuje jako bratanek:
    >
    > "Michał! Do chrztu przyjechali, weź klucze i idź do kościoła(..)
    > przez izbę przeszedł wysoki, blady chłopak.
    > - Po bracie mojego sierota, na organistę praktykuje, z łaski jeno mój go uczy,
    > cóż robić?... Trza się i nadszarpnąć, a krewniakowi pomóc"
    >
    > I ktoś nowy w Lipcach, skoro trzeba go Hance przedstawiać.
    > I zamiast tracić pieniądze na pomoc krewniakowi, można byłoby spróbować wepchn
    > ąć mu
    > posażną wdowę.
    >
    > A raz jako syn organistów:
    >
    > "- Juścić, co Michał organistów z którymś organiściakiem. Po wielkanocnym spisi
    > e do Woli idą, kiej z tylachnymi koszykami... Juści, że nie kto drugi.
    > (...)
    > - Dyć od tylich skrzatów, baczę ich, a nie poznali mnie! - Markotność ją przeję
    > ła. - Cie! a skąd by i taką dziadówkę pamiętały! Ale Michał wyrósł galanto, pew
    > nikiem już dobrodziejowi przygrywa na organach..."

    A to mi kumo powiedzcie, gdzie wy tu widzicie napisane, że to Jasiów brat. Bo ja nie widze, za to widzę zróżnicowanie na Michała organistów i organiściaka. Gdyby zaś Jagata miała na myśli, że widzi dwóch synów organisty, to tak właśnie by powiedziała. Skoro zaś różnicuje, to organiściak, rzecz oczywista jest synem organisty, a Michał (od) organistów już nie.

    >
    > Ale też już spory parobczak.

    Taki spory, że go narrator określa mianem chłopaka, co nijak na wiek zdatny do żeniaczki nie wskazuje.

    >
    > I tacy chłopaczkowie się już żenili, jeśli warunki były. A tu by były, całe 11
    > morgów.
    >
    > Czy małżeństwo z Jasiem byłoby takim wielkim skandalem?
    > Nie sądzę.
    > Jasio w seminarium był krótko, dopiero 4 miesiące, więc ludzie nie przyzwyczail
    > i się tak bardzo do jego stanu kapłańskiego.

    A to nie o przyzwyczajenie chodzi, kumo, co wy. Organiścina przecie od jesieni trąbiła wszem i wobec, że Jasia do seminarium, na księdza, daje. Najgłuchszy Lipczak zdołał dosłyszeć i zapamiętać, gwarantuję, szczególnie, że organistowa puszyła się kieby indor. To sobie teraz wyobraź co by było, jakby tak po Lipcach gruchnęła wieść, że Jasio księdzem nie będzie, bo się żeni i to z kim! Z Jagusią, co się najpierw z pasierbem, a potem z wójtem sprzęgła! Cała wieś by wytykała paluchami i młodych i organistów, a jak by sie baby z organiściny śmiały, tak się puszyła że syn na księdza, a teraz Jasio za takiego łajdusa idzie, oj jak by się śmiały!

    > Trochę szkoda pieniędzy wydanych na jego ed ukację, ale z drugiej strony, upłyni
    > e dużo czasu, nim te nakłady się zwrócą. Organiściak musi najpierw ukończyć sem
    > inarium, a jako młody ksiądz, zależny od swego proboszcza, pewnie nie bardzo bę
    > dzie mógł wspomagać rodzinę finansowo.
    > A 11 mórg jest tuż, tuż.
    > Toż 5 mórg Paczesiówny stanowiło dużą pokusę dla takiego gospodarza jak Macie
    > j.
    > Czy 11 nie powinno być jeszcze większą pokusą dla takich miejskich łachmytków j
    > ak organisty?

    Gdy się Maciej do morgów Paczesiowych ślinili, w pakiecie z Jagusią nie było skandalu do wzięcia. Po śmierci Macieja zaś już owszem, Jagna w aurze osławy chodziła.

    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • bupu 11.04.16, 17:57
    bupu napisała:


    > > A jak już buduje to:
    > >
    > > "chałupina rosła kieby na drożdżach, zaś kiedy Mateusz przyszedł z pomocą
    > , a
    > > Kłębowy Adam nawiózł z boru, co było jeno potrza
    ; to buda stanęła

    Bom zabaczyła. Otóż kumo kochana, wynika jasno z przypadków Bylicowej chałupy, że serwituty pozwalały Lipeckim wziąć sobie chrustu i inszego drobiazgu na opał, czy na ogrodzenie, ale budulec na chałupę był już przyjemnością płatną. Bylice bowiem liczyły na to, że da się coś na nowo pobudować z drewna po zawalonej chałupie, jak sami cytujecie, a gdy Mateusz orzekł, że próchno, nosy ino pozwieszali na kwintę. Dopiero pan Jacek im drewno darował.

    A zatem to, co Adam Kłębów z boru zwoził, też było drobnicą, akurat zdatną by ściany lepianki wzmocnić, czy ramę okienną wystrugać, a nie regularną tarcicą. I choćbyście szukali trzy niedziele, nie znajdziecie ani słóweczka o tym, żeby Szymek drewno z boru brał, albo żeby mu je kto zborgował.
    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • kot_kotando 11.04.16, 19:24
    Z Michałem organistów jest jeszcze jeden problem:

    "Kuba wypił, ale że go już nieco zamroczyła gorzałka, to uwidziało mu się, że w karczmie siedzi z Michałem od organisty abo i z drugim kamratem i rajcują se swobodnie, wesoło, jak równy z równym."

    To chyba nie chodziło o żadnego chłopaka?
  • bupu 11.04.16, 19:31
    kot_kotando napisał(a):

    > Z Michałem organistów jest jeszcze jeden problem:
    >
    > "Kuba wypił, ale że go już nieco zamroczyła gorzałka, to uwidziało mu się, ż
    > e w karczmie siedzi z Michałem od organisty abo i z drugim kamratem i rajcują s
    > e swobodnie, wesoło, jak równy z równym."

    >
    > To chyba nie chodziło o żadnego chłopaka?

    A toż pan Reymont zamieszali... No ale zaraz, zaraz, bratanek organisty raczej by nie pijał ze zwykłym parobkiem, prawda? A nawet jeśli by pijał, nie rozmawialiby jak równy z równym, za duży rozziew w miejscu na drabinie społecznej.

    Kamraci Kuby to byli, mniemać należy, inni parobkowie, więc czy ten konkretny Michał nie był czasem właśnie parobkiem organisty, a nie jego nieletnim bratankiem?
    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • tt-tka 11.04.16, 19:54
    Zeby juz nie cytowac zbyt obficie, to sie jeno odniose do tego, co ponizej

    Michal od organistow jest konsekwentie opisywany (i traktowany) jak chlopak, a nie dorosly chlop. Kubie po pijanemi niejedno moglo sie przywidziec, ale to Michala na doroslego nie pasuje, parobczaki, nawet nie parobcy, tez na wodke chadzali.

    Koszt drewna na chalupe, i to taka "o jednej izbie z polsionka" Stach i Weronka obliczaja na tysiac do dwoch tysiecy zlotych. Konkretnie to Stach mowi "ze dwa tysiace trzeba by na nowa", a Weronka odpowiada "cheba o jednej izbie z polsionka". Potem Hanka wzmiankuje o darze pana Jacka i ze Mateusz podarowane drewno wycenil na tysiac. (Moze troche Stach jednak dokupil ?) Tego tysiaca, nie mowiac o dwoch, Szymkowie nijak nie mieli i nie mieli skad wziac, caly posag Nastki poszedl na zadatek za morgi. Dziedzic obiecal pomoc "w zrzynach i latach", czyli to, co Klebiak z boru nawiozl, to rzeczywiscie byla drobnica, resztki po obrobce pni. Na futryny ewentualnie starczy i moze na prog, ale na pewno nie na sciany.

    Jagny morgi mogly byc pokusa dla chlopa, ale nie organisty, ktory dystans od wsi dzierzy i swoja pozycje bardzo sobie ceni. Krewniaka zrobic chlopem, kiedy on go na organiste, wiejskiego arystokrate, szykowal ? To byloby poderwanie jego wlasnego stanowiska, bratanek organisty jako jeden z gromady ? Na razie wyreke stanowi i w domu z pewnoscia figuruje w rubryce "dochody", a nie "wydatki", na jego ksztalcenie wydawac nie potrzeba, a zastapi w potrzebie, po spisie pojdzie, lichtarze wypucuje, konie popasie... Nie na gospodarke mu isc, na organistowce bardziej potrzebny, a jak juz dorosnie na tyle, zeby sie usamodzielnic (to ciagle chlopak), to jako organista wiecej zyska niz by na jagninych 11 morgach mogl sie dorobic. Wystarczy porownac poziom zycia organistow i Boryny, gospodarza na ziemi trzykrotnie obszerniejszej, niz miala Jagna. Nie mowiac o oslawie.

    Opiekunem byl z mocy prawa ktos z rodzicow, opiekuna dodatkowego naznaczal sad. Nie ma tak, ze "mogl byc opiekunem wojt, to i organista moze". Nie moze, bo to nie od jego woli zalezy. Ponownie odsylam do watkow, w ktorych Cahir obszernie o tym pisala. Opiekunka Jagny przed zamesciem, a kuratorka jej majatku nieruchomego po owdowieniu jest Dominikowa i tak zostanie, poki Jagna nie ukonczy 21 lat.
  • tt-tka 11.04.16, 20:11
    Bom przepomniala - o "miesckim lachmytku" mysli Boryna w chwili rozdraznienia. Chlop w statecznym wieku i bogaty. Ale juz Antek, po smierci ojca gospodarz, mowi do organisciny "pani", tak samo zwracaja sie do niej inni. Klaniaja sie, pod nogi podejmuja. Prestiz to byla sprawa bardzo serio, miedzy innymi dlatego, ze przekladal sie na dochody, organista mogl byc nielubiany, ale uszanowanie nalezalo mu sie "z urzedu". W zyciu by sie tego nie wyzbyl deklasujac sie przez spowinowacenie z Paczesiami. On moglby spokrewnic sie przez malzenstwo dzieci z urzednikiem, rzadca, ekonomem od biedy, Kims znaczacym i wplywowym chocby na skale wsi, jesli nie gminy.
  • jadwiga1350 17.04.16, 21:14
    Jagny morgi mogly byc pokusa dla chlopa, ale nie organisty, ktory dystans od ws
    > i dzierzy i swoja pozycje bardzo sobie ceni.

    Toż nie organista miałby się z nią żenić i tracić swoją pozycję.
    Wyliczyłaś, Tt-tko, że wcale nie był taki bogaty, że żył na poziomie Paczesiów, tak więc pokusa wprowadzenia tych mórg do rodziny powinna być silna dla organisty .
    Dla człowieka, który przybył do Lipiec z jednym wózkiem, (według Matyldy1001 gospodarował w większości na kościelnej ziemi), a dzieci miał sporo.
    No chyba, że tak dorobił się na tym zdzieraniu,(a potem na lichwie)że 11 mórg, nic to było dla niego.

    >To byloby poderwanie jego
    > wlasnego stanowiska, bratanek organisty jako jeden z gromady ?

    Czy rzeczywiście tak by to odbierano? Organista nie był traktowany na równi z dziedzicem. Syn organistów pasał krowy razem z chłopskimi dziećmi.
    Po za tym trochę dziwne, że tak lukratywną posadę, organista szykuje dla bratanka-sieroty. Ma przecież własnych synów. Ten organiściak co z Jasiem roznosił opłatki, tez już zdatny do wszelkiej pomocy i wyręki. I to on powinien objąć ojcowskie stanowisko, a nie Michał(skoro jest tylko bratankiem, nie synem).
  • tt-tka 18.04.16, 00:13
    jadwiga1350 napisała:

    > Jagny morgi mogly byc pokusa dla chlopa, ale nie organisty, ktory dystans od w
    > s
    > > i dzierzy i swoja pozycje bardzo sobie ceni.
    >
    > Toż nie organista miałby się z nią żenić i tracić swoją pozycję.
    > Wyliczyłaś, Tt-tko, że wcale nie był taki bogaty, że żył na poziomie Paczesiów,


    ZYLBY na poziomie paczesiow jego syn lub bratanek zeniac sie z 11-morgowa wdowa. Sam organista ZYJE znacznie powyzej tego poziomu. Niechze kuma czyta, co napisane stoi, a nie co sie kumie w glowie uroilo ! I wyzej mierzy, krewniakka tez na organiste uczy, nie na gospodarza. A spowinowacenie sie z paczesiami, owszem, pozycje organisty poderwaloby.


    > tak więc pokusa wprowadzenia tych mórg do rodziny powinna być silna dla organi
    > sty .

    11 morg - owszem. Ale w zadnym wypadku w pakiecie z Jagna. Oslawa i konsekwencje (w tym finansowe) niewarte tej ziemi.


    > Dla człowieka, który przybył do Lipiec z jednym wózkiem, (według Matyldy1001 go
    > spodarował w większości na kościelnej ziemi), a dzieci miał sporo.

    Ale to bylo lat temu dwadziescia. Teraz organista jest w pozycji arystokraty wiejskiego, na rowni z mlynarzem - mimo ze nie ma wlasnosci.




    > >To byloby poderwanie jego
    > > wlasnego stanowiska, bratanek organisty jako jeden z gromady ?
    >
    > Czy rzeczywiście tak by to odbierano? Organista nie był traktowany na równi z d
    > ziedzicem. Syn organistów pasał krowy razem z chłopskimi dziećmi.
    > Po za tym trochę dziwne, że tak lukratywną posadę, organista szykuje dla bratan
    > ka-sieroty. Ma przecież własnych synów. Ten organiściak co z Jasiem roznosił op
    > łatki, tez już zdatny do wszelkiej pomocy i wyręki. I to on powinien objąć ojco
    > wskie stanowisko, a nie Michał(skoro jest tylko bratankiem, nie synem).

    Jadwigo, jezusicku... sil mi brak.
    Organista nie byl traktowany na rowni z dziedzicem, ale znacznie powyzej chlopow.
    Syn pasal krowy, a corki stawaly do zniwa - ale nie zmienia to faktu, ze syn idzie na ksiedza, a corki tez nie za gospodarzy organista powydaje.
    Organista nie szykuje lukratywnej posady i nie szykuje sobiee nastepcy, bo funkcja organisty nie byla, wyobraz sobie, dziedziczna. Nikt nie bedzie jej obejmowac "po ojcu", organista zapewnia synowi i bratankowi wiedze i umiejetnosci, ktore jednego zrobia ksiedzem, drugiego - organista. Jedno i drugie znacznie bardziej prestizowe i oplacalne niz malzenstwo z 11-morgowa chlopka, pomijajac jej opinie nawet. A posada - zalezala od kosciola. Gdzie skieruje, gdzie przydzieli. I laska proboszcza tudziez dobra opinia u zwierzchnikow procentowala dobrym przydzialem.
  • jadwiga1350 24.04.16, 12:06
    >>Ale to bylo lat temu dwadziescia. Teraz organista jest w pozycji arystokraty wiejskiego, na rowni z mlynarzem - mimo ze nie ma wlasnosci.

    Więc musi być naprawdę bogaty, nie tylko w oczach chłopów, jak to wcześniej było deliberowane na forum.
  • jadwiga1350 17.04.16, 20:40
    bupu napisała:

    > Kumo, jak nie odróżniacie sprzedaży na raty od kredytu, to nie mama o czym gada
    > ć. Szymkowi i Nastce nikt pieniędzy nie dał na spłatę tych rat, sami je musiel
    > i zebrać. To nie jest kredyt.

    Dla kumy, widzę, kredyt to darowizna. Nikt nie dał..


    >Gdyby postawił normalną chałupę z
    > bala, Nastka w noc poślubną nie szlochałaby na widok swoich nowych włości, bo
    > i nie miałaby powodu.


    Płacze z powodu ogólnej biedy, a później przestaje, gdy zaczyna płynąć pomoc od Lipczaków. A chyba dzięki tym podarunkom lepianka nie zmieniła się w porządną chałupę.

    Zresztą, niech i będzie, że to lepianka, nic to nie zmienia w sytuacji prawno-finansowej Szymków. Dopóki nie spłacą ostatniej raty, lepianka i grunt na którym stoi, należą tak naprawdę do dziedzica.Tak więc, gospodarstwo budowane na kredyt.

    >Nikt
    > normalny nie buduje z próchna, a z gliny i owszem.

    Aż dziw, że ani Stachom, ani Bylicy, nie przyjdzie to do głowy. Weronka buczy kiej to cielę, zamiast o tej glinie i gałęziach w lesie napomknąć.


    > A to mi kumo powiedzcie, gdzie wy tu widzicie napisane, że to Jasiów brat

    Nie widzę, wasza prawda, jednakże widać jasno, że ten Michał, którego widzi Agata, to ktoś inny niż Michał oglądany oczami Hanki.

    > Taki spory, że go narrator określa mianem chłopaka, co nijak na wiek zdatny do
    > żeniaczki nie wskazuje.

    Chłopakami nazywani też są synowie Dominikowej, stare chłopy, co to już dawno powinni się pożenić. Chłopak to niekoniecznie dwunastolatek.


    > A to nie o przyzwyczajenie chodzi, kumo, co wy. Organiścina przecie od jesieni
    > trąbiła wszem i wobec, że Jasia do seminarium, na księdza, daje.

    Takie słuchy chodziły też o synu młynarzów, ale jak się okazało, że tym księdzem nie zostanie, to świat się nie zawalił, słońce na niebie nie zgasło.

    > Gdy się Maciej do morgów Paczesiowych ślinili, w pakiecie z Jagusią nie było sk
    > andalu do wzięcia.

    Jagna nie miała dobrej opinii już jako panna. Według ludowej wiedzy, wpuszczała parobków pod pierzynę.

    >Po śmierci Macieja zaś już owszem, Jagna w aurze osławy chod
    > ziła.

    Ale mórg miała odpowiednio więcej, a pecunia non olet.

    A ta osława była tworem nieco sztucznie wywołanym. Popatrzmy na nasze Lipce, toż to świat, gdzie nie brak bękartów, dziewuch wpuszczających parobków pod pierzynę, jest niewierna żona-żołnierka, jest dziedziczka lubiąca parobków. Czy w tym świecie nasza Jagusia rzeczywiście jest takim cierniem wśród lilii?
  • bupu 17.04.16, 23:21
    jadwiga1350 napisała:


    > Dla kumy, widzę, kredyt to darowizna. Nikt nie dał..

    Nie dał w sensie nie pożyczył. Na spłaty musieli zarobić sami, tyle, że rozłożone były w czasie. A i zadatek było trzeba zapłacić. Więc nie wiem gdzie tu widzisz kredyt.

    > Płacze z powodu ogólnej biedy, a później przestaje, gdy zaczyna płynąć pomoc od
    > Lipczaków. A chyba dzięki tym podarunkom lepianka nie zmieniła się w porządną
    > chałupę.

    Pościele a statki były przecie, lewentarza jedno brakło. Myślisz, że Nastka by się wstrząsnęła, wchodząc do porządnej, drewnianej chałupy, z pościelami i statkami, tyle, że bez lewentarza i mebli? Osobiście wątpię, Gołębie, przypominam, nie we dworze mieszkały i nie zaliczały się do lipeckich bogaczy. Natomiast braki w umeblowaniu i lewentarzu znacznie bardziej waliły po oczach w jednoizbowej lepiance. A podarki nie zmieniały lepianki w pałac, ale dawały nadzieję, że będzie lepiej, zwłaszcza żywina. Przecie i kury, i krowa, i prosiątko oznaczały w gruncie rzeczy przyszły zarobek.


    > Zresztą, niech i będzie, że to lepianka, nic to nie zmienia w sytuacji prawno-f
    > inansowej Szymków. Dopóki nie spłacą ostatniej raty, lepianka i grunt na którym
    > stoi, należą tak naprawdę do dziedzica.Tak więc, gospodarstwo budowane na kred
    > yt.

    Bogać tam kredyt, toż to normalna sprzedaż ratalna, która nijak kredytem nie jest.

    > Aż dziw, że ani Stachom, ani Bylicy, nie przyjdzie to do głowy. Weronka buczy k
    > iej to cielę, zamiast o tej glinie i gałęziach w lesie napomknąć.

    Glinę to trzeba mieć skąd ukopać. Szymek miał fart pod tym względem, bo na grontach po cegielni siedział, morgi Byliców mogły być akurat piaszczyste, jak wianczyne morgi Hanusi. Poza tym Szymek dostał do rączki nieużytki, na kórych kopać se można ile dusza zapragnie, a pola Byliców uprawne. A tylko idiota zniszczyłby sobie oziminę, coby gliny nakopać, nawet i na chałupę.

    > > A to mi kumo powiedzcie, gdzie wy tu widzicie napisane, że to Jasiów brat
    >
    > Nie widzę, wasza prawda, jednakże widać jasno, że ten Michał, którego widzi Aga
    > ta, to ktoś inny niż Michał oglądany oczami Hanki.
    >
    > > Taki spory, że go narrator określa mianem chłopaka, co nijak na wiek zdat
    > ny do
    > > żeniaczki nie wskazuje.
    >
    > Chłopakami nazywani też są synowie Dominikowej, stare chłopy, co to już dawno p
    > owinni się pożenić. Chłopak to niekoniecznie dwunastolatek.

    A chłopiec? Bo narrator określa ich również mianem "chłopcy", natomiast "chłopaki" w odniesieniu do młodych Paczesiów padają chyba wyłącznie z ust Dominikowej i Jagny.

    > > A to nie o przyzwyczajenie chodzi, kumo, co wy. Organiścina przecie od je
    > sieni
    > > trąbiła wszem i wobec, że Jasia do seminarium, na księdza, daje.
    >
    > Takie słuchy chodziły też o synu młynarzów, ale jak się okazało, że tym księdze
    > m nie zostanie, to świat się nie zawalił, słońce na niebie nie zgasło.

    Ale syn młynarzów kierunek studiów tylko zmienił, z szacownego na szacowny. Nie rzucił się w objęcia żadnej dziwy o złej reputacji, a i tak ludzie gadali.

    > > Gdy się Maciej do morgów Paczesiowych ślinili, w pakiecie z Jagusią nie b
    > yło sk
    > > andalu do wzięcia.
    >
    > Jagna nie miała dobrej opinii już jako panna. Według ludowej wiedzy, wpuszczała
    > parobków pod pierzynę.

    Kumo, oj, kumo.. Kiej dziewucha niezamężna parobków nieżeniatych pod pierzynę puszczała, nikto tego nie uważał za wielki występek. Dyć wiadomo, krew nie woda, majtki nie pokrzywy, a lrzywda się nikomu nie dzieje. Natomiast gdy pod pierzynę chłopów puszczała mężatka... Oj, tego już nie wybaczano, tak samo, gdy żonaty chłop się łajdaczył z kochanicami. Rodzina podstawową komórką społeczną, gromada musiała trzymać się razem dla własnego dobra, a zdrady małżeńskie konfliktogenne są okrutnie.

    > >Po śmierci Macieja zaś już owszem, Jagna w aurze osławy chod
    > > ziła.
    >
    > Ale mórg miała odpowiednio więcej, a pecunia non olet.
    >
    > A ta osława była tworem nieco sztucznie wywołanym. Popatrzmy na nasze Lipce, to
    > ż to świat, gdzie nie brak bękartów, dziewuch wpuszczających parobków pod pierz
    > ynę, jest niewierna żona-żołnierka, jest dziedziczka lubiąca parobków. Czy w ty
    > m świecie nasza Jagusia rzeczywiście jest takim cierniem wśród lilii?

    Ależ jest. Jaguś, z właściwym sobie brakiem myślenia o jakichkolwiek konsekwencjach złamała chyba wszystkie możliwe wiejskie tabu, jeśli chodzi o jamory. Bo i seksy pozamałżeńskie, i gorszący romans z własnym pasierbem, w oczach lipeckich będący niemal kazirodztwem, i publiczne zażywanie rozrywek z panem wójtem, co do którego wszyscy wiedzieli, że nie za swoje chlał (podczas gdy mąż na śmiertelnym łożu leżał, przypominam) i wreszcie, jako wisienka na torcie, próba uwiedzenia przyszłego duchownego, czyli osoby obłożonej potężnym, seksualnym tabu. Gorzej by było już chyba tylko gdyby Jagna poderwała samego dobrodzieja.
    No przepraszam, ale taka Tereska żołnierka, co za Mateuszem latała, albo Magda organistów, niezamężna, a zbrzuchacona przez nieżonatego pomocnika młynarza, wyglądają przy Jagusi najzupełniej blado.

    W związku z powyższym jasno widzę, że dla organistów niewarta była skórka wyprawki, a koszta społeczno-moralne jakie musieliby ponieść oni i ich syn, w związku ze skandalem, jaki by niechybnie wybuchł, nie byłyby warte zysków z tych Jagusinych morgów. A niewykluczone, że i koszta finansowe by się pojawiły, bo czy dobrodziej tolerowałby na kościelnej posadzie człowieka, który dla morgów pozwolił zawrócić syna z duchownej ścieżki i wydał go za miejscową kobietę upadłą?
    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • matylda1001 17.04.16, 23:57
    Michał był synem zmarłego brata organisty i to bardzo ładnie ze strony wujka, że zaopiekował się sierotą. Nie wiadomo jak dawno przebywa w Lipcach. Wprawdzie organiścina tłumaczy Hance kim jest dla organisty, tak jakby dopiero co u nich zamieszkał ale to chyba bardziej nam tłumaczy niż Hanusi bo przecież we wsi znają go wszyscy. Myślę, że Michał jest mniej więcej rówieśnikiem Jasia i mieszka u organistów przynajmniej od kilku lat, przy czym może być nawet trochę starszy. Prawda, że organista go karmi, ubiera i uczy dobrego fachu, ale za to ma darmowego parobka. Michał darmo chleba nie je - bo to i na organach zagra, i w kancelarii pomoże, w kościele się udziela. Konie organisty też chyba obrządza, a na pewno i w polu robi. Jak własne dzieci, rzecz jasna. Jemu organista pod łóżko doinki nie stawia ale chyba liczy na lepszy los bratanka, niż ożenek z niepiśmienną chłopką, niechby nawet urodną i z morgami, i to jeszcze o takiej reputacji.

    --
    Głosowanie na PiS to jak bzykanko bez gumki z tirówką. Wiadomo... tak jedno jak i drugie dobrze się nie skończy.
  • tt-tka 18.04.16, 00:56
    jadwiga1350 napisała


    > Płacze z powodu ogólnej biedy, a później przestaje, gdy zaczyna płynąć pomoc od
    > Lipczaków. A chyba dzięki tym podarunkom lepianka nie zmieniła się w porządną
    > chałupę.
    >

    Z powodu ogolnej biedy, w tym chalupy, ktora sama okresla mianem "budy". Dostala w prezencie krowe ((bardzo hojny dar), kure z kurczetami, prosiaka, troche lnu i zywnosci. zapomoga na przetrzymanie i na dobry poczatek - ale Szymkowie nie maja narzedzi, ziarna na zasiew, pluga, brony, kosy... Szymek z matczynej chalupy zabarl tylko swoje lachy. A wyprawa Nastusi to zapewne posciel, statki (naczynia), troche sprzetow - ale dorabiac sie beda dlugo, przy czym nawet na siewne ziarno musza sie zapozyczyc albo zarobic, albo wziac na odrobek. A splaty czekaja...


    > Zresztą, niech i będzie, że to lepianka, nic to nie zmienia w sytuacji prawno-f
    > inansowej Szymków. Dopóki nie spłacą ostatniej raty, lepianka i grunt na którym
    > stoi, należą tak naprawdę do dziedzica.Tak więc, gospodarstwo budowane na kred
    > yt.


    Nie, system ratalnej sprzedazy nie jest kredytem. Nie mowiac o tym, ze na ch...po co dziedzicowi taka ziemia z lepianka na dodatek. W razie niewyplacalnosci Szymka scignie poreczycieli, a Szymek bedzie to latami odrabiac u szwagra albo u Antka.



    > Aż dziw, że ani Stachom, ani Bylicy, nie przyjdzie to do głowy. Weronka buczy k
    > iej to cielę, zamiast o tej glinie i gałęziach w lesie napomknąć.

    Chalupa sie kobiecie zawalila razem z dobytkiem. Buczy jak ciele ? Nie jak dotknieta ciezkim nieszczesciem zona i matka ? Od razu oboje ze Stachem mowia o drewnie (przykupic, moze i z lasu dostana, jak sie z dziedzicem uloza), bo maja dzieci, inwentarz i potrzebe mieszkania w chalupie, a nie w lepiance.
    Stachowie przyjmuja propozycje sasiadki, by u niej zamieszkac, poki nowa chalupa nie stanie - taka sama propozycje innej sasiadki Szymek odrzucil. Wbrew sugestiom Nastki, ktora jednak przynajmniej zimowac wolalaby na komornym, niz w tym, co maz wystroil.



    > Takie słuchy chodziły też o synu młynarzów, ale jak się okazało, że tym księdze
    > m nie zostanie, to świat się nie zawalił, słońce na niebie nie zgasło.

    Poszedl na medycyne. w przeciwienstwie do Jasia, ktory rzucilby seminarium wzglednie zostal z niego wylany , by ozenic sie z uwazana za najgorsza we wsi scierke. Widzi kuma roznice ?



    > Jagna nie miała dobrej opinii już jako panna. Według ludowej wiedzy, wpuszczała
    > parobków pod pierzynę.
    >

    Pannom to wybaczano. Jej sprawa, poki bekarta nie ma. Wymagania wobec mezatek byly inne i duzo bardziej rygorystyczne. I wobec zonatych. Zauwaz, z jaka zgroza mowia o romansie z wojtem, "ociec dzieciom i gospodarz", to nawet wazniejsze niz ze urzednik. To jak zaorac komus miedze albo ukrasc zboze.


    > A ta osława była tworem nieco sztucznie wywołanym. Popatrzmy na nasze Lipce, to
    > ż to świat, gdzie nie brak bękartów, dziewuch wpuszczających parobków pod pierz
    > ynę, jest niewierna żona-żołnierka, jest dziedziczka lubiąca parobków. Czy w ty
    > m świecie nasza Jagusia rzeczywiście jest takim cierniem wśród lilii?

    Czy my aby na pewno te same ksiazke czytamy ? Bekart, Jadwigo, sprawia, ze dziewczyna spada na samo dno spolecznosci, jak Magda, zmuszona sluzyc w karczmie. Nastepnym i chyba juz ostatnim stopniem upadku jest "do Zydow na mamki isc i w piecach im palic". I to jest kara, ta kara, ktorej spolecznosc oczekuje.

    Czlowiek grzeszy, bo taka jego grzeszna natura, i bezgrzesznych w Lipcach i okolicy nie ma. Ale slusznym i zbawiennym, godnym i sprawiedliwym jest, by grzech zostal ukarany. Na tym przeswiadczeniu stoi lipecka moralnosc. Magde los pokaral, Tereska pokarala sie sama - ale byla ta kara. Podniosly na nia baby jazgot, jak Jasiek wybaczyl, gdyby ja stlukl, pewnie jazgotalyby mniej albo nawet co poniektora pozalowala. Ale Tereska odprawila rytual pokutny na oczach calej wsi, uznala swoj grzech i skruche okazala - przelezala msze krzyzem, ruszyla na pielgrzymke, dobrowolnie obostrzona scislym postem, a co jej za pokute po spowiedzi zadadza, wypelni. Dopuscil ja ksiadz do stolu panskiego udzielajac komunii przed pielgrzymka - a skoro maz wybaczyl i Bog wybaczyl, to nikomu nic do tego.

    Jagna ani nie zostala przez los pokarana, ani nie okazala zalu i skruchy, ta wieczyscie niewinowata. A kaliber jest wystepkow byl gruby, nie porownywalny z Magda czy Tereska. Ona zdradza meza, zdradza go z wlasnym pasierbem, uwodzi ojca dzeciom, gospodarza - i Antek, i wojt. Puszcza sie, gdy maz chory i bezwladny lezy, a maz nie byle kto, pierwszy we wsi gospodarz i ofiara walki o wspolna sprawe - dla wszystkich (poza Jagna) las byl wazny. To, ze Boryna wlasnie w tej sprawie wzial po lbie, jako przywodca gromady, dokladalo odium Jagnie, pada w tekscie , ze Boryna lezy, a ta jak suka po wsi gania. Tereska przyjmujac poczestunek czy prezent od Mateusza ani z gromadzkiej kasy nie czerpala, ani cudzym dzieciom od ust nie odbierala. A Jagna owszem. I caoly czas uwazala sie za pokrzywdzona, nie winna, nawet, o zgrozo, do spowiedzi nie chciala isc.
    To sie nie moglo dobrze skonczyc, ale tez narzucalo izolacje, ostracyzm - juz przyjaciolki jej nie widzialy, z kondolencjami nikt nie przystepowal, nie zapraszal - jak pisalam w innym watku, do wziecia (moze nawet z checia, czemu nie) Jagna mogla byc dla malorolnego/bezrolnego chlopa z silna reka. Dla nikogo innego, bo juz za duzo jej sie nazbieralo. Jednomorgowy Mateusz teraz jest szczytem marzen jej matki jako ziec :-)
  • bupu 18.04.16, 01:13
    tt-tka napisała:

    > Jagna ani nie zostala przez los pokarana, ani nie okazala zalu i skruchy, ta wi
    > eczyscie niewinowata. A kaliber jest wystepkow byl gruby, nie porownywalny z Ma
    > gda czy Tereska. Ona zdradza meza, zdradza go z wlasnym pasierbem, uwodzi ojca
    > dzeciom, gospodarza - i Antek, i wojt. Puszcza sie, gdy maz chory i bezwladny l
    > ezy, a maz nie byle kto, pierwszy we wsi gospodarz i ofiara walki o wspolna spr
    > awe - dla wszystkich (poza Jagna) las byl wazny. To, ze Boryna wlasnie w tej sp
    > rawie wzial po lbie, jako przywodca gromady, dokladalo odium Jagnie, pada w tek
    > scie , ze Boryna lezy, a ta jak suka po wsi gania. Tereska przyjmujac poczestun
    > ek czy prezent od Mateusza ani z gromadzkiej kasy nie czerpala, ani cudzym dzie
    > ciom od ust nie odbierala. A Jagna owszem. I caoly czas uwazala sie za pokrzyw
    > dzona, nie winna, nawet, o zgrozo, do spowiedzi nie chciala isc.

    Otóż to właśnie. Gdyby Jagusia skruchę jaką wykazała i w pierś kształtną się walnęła, może by i na nią inaczej ludzie spojrzały. Ale nie, ona twardo w zaparte szła, niewinowata i już, to te chłopy jeden po drugim ją niewoliły, a ona bidna mogła się to oprzeć?

    Ano mogła, bo jak jej się amant znudził, albo do gustu nie przypadł, to potrafiła uciąć jego zapędy, zbronować pazurami gębę, albo i o klepisko takim ciepnąć. Bezwolność, dziwnym trafem się Jagusi włączała tylko wtedy, kiedy jej to akurat pasowało.

    No to jak taka zamiast za grzechy żałować, paraduje po wsi, zestrojona kiej dziedziczka, jaże chłopom tylko ślepia latają, to nie ma siły, życzliwości gromady ona nie zyska. A zwłaszcza jej żeńskiej części, której niejedna członkinia pewnie w skrytości ducha się zastanawia, czy następnym na jagusinym rozkładzie nie zostanie jej własny chłop i to ona, a nie Hanka, będzie musiała się z nędzą za bary brać.

    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • jadwiga1350 24.04.16, 11:54
    bupu napisała:

    to nie ma siły, życzliwości gromady
    > ona nie zyska. A zwłaszcza jej żeńskiej części, której niejedna członkinia pew
    > nie w skrytości ducha się zastanawia, czy następnym na jagusinym rozkładzie nie
    > zostanie jej własny chłop i to ona, a nie Hanka, będzie musiała się z nędzą za
    > bary brać.


    Najbardziej zajadła przeciw Jagnie była Kozłowa. A perspektywa, że Borynowa poczuje kiedyś smaka na Bartka, była bardzo mało realna.
  • bupu 24.04.16, 13:36
    jadwiga1350 napisała:

    > bupu napisała:
    >
    > to nie ma siły, życzliwości gromady
    > > ona nie zyska. A zwłaszcza jej żeńskiej części, której niejedna członkini
    > a pew
    > > nie w skrytości ducha się zastanawia, czy następnym na jagusinym rozkładz
    > ie nie
    > > zostanie jej własny chłop i to ona, a nie Hanka, będzie musiała się z nęd
    > zą za
    > > bary brać.
    >
    >
    > Najbardziej zajadła przeciw Jagnie była Kozłowa. A perspektywa, że Borynowa poc
    > zuje kiedyś smaka na Bartka, była bardzo mało realna.

    Najbardziej zajadła na Jagnę była organiścina, z wiadomych powodów. Kozłowa, po starej nienawiści, nad wójtową się pastwiła, która to wójtowa była drugą prowodyrką linczu, tez wiadomo dlaczego. Jedna propozycja coby Jagnę zewlec do naga i wychłostać przed kościołem nie czyni z Kozłowej najzajadlejszej.


    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • jadwiga1350 24.04.16, 11:47

    > Chalupa sie kobiecie zawalila razem z dobytkiem. Buczy jak ciele ? Nie jak dotk
    > nieta ciezkim nieszczesciem zona i matka ?

    Buczy jak cielę, że nie ma drewna, a Mateusz z próchna nic nie wystroi! Nie łap mnie, Tt-tko, za słówka. Dobrze wiesz, że chałupa zawaliła się dużo wcześniej(chłopi byli wtedy w areszcie). W każdym bądź razie, o lepiance nie myśli, choć sień została cała i można by coś przy niejs klecić.

    >by ozenic sie z uwazana za najgorsza we wsi scier
    > ke.

    Tu zawołam słowami Jasia: "a jeżeli Jagusia taka najgorsza, to dlaczego mama pozwalała jej tyle razy do nas przychodzić?"


    > Pannom to wybaczano. Jej sprawa, poki bekarta nie ma.

    Ale nie Jagusi. Pierwsza rozmowa o Jagnie przy kopaniu ziemniaków. Pada tam stwierdzenie, że kiedyś takie wyganiano ze wsi. Choć na razie Paczesiówna nie robi nic złego, wpuszcza parobków pod pierzynę, cięgiem się myje i przegląda w lusterku.

    > Bekart, Jadwigo, sprawia, ze dzi
    > ewczyna spada na samo dno spolecznosci

    No cóż, taką jedną z przychówkiem, wójtowie swatali Maciejowi. Może tak tylko przekpiwali się z sąsiada, ale Boryna nie czuł się wcale obrażony.


    >jak Magda, zmuszona sluzyc w karczmie.
    > Nastepnym i chyba juz ostatnim stopniem upadku jest


    A to raczej skutek grzechu organistów, niż grzechu samej Magdy.
    I byłoby czymś godnym i sprawiedliwym, żeby spadła na nich kara boża(np syna wyrzucono z seminarium)


    > Czlowiek grzeszy, bo taka jego grzeszna natura,

    Na grzechy Jagusi istniało duże społeczne zapotrzebowanie. Baby wręcz kochały ją nienawidzić i przewlekać na ozorach. A jakie było rozczarowanie, gdy okazało się, że Antek i Jagna stronią od siebie, zamiast wrócić do dawnego.

    >Ona zdradza meza, zdradza go z wlasnym pasierbem, uwodzi ojca
    > dzeciom, gospodarza - i Antek, i wojt. Puszcza sie, gdy maz chory i bezwladny l
    > ezy,

    Widocznie tego wszystkiego było mało, skoro jeszcze dokładano bajki i zmyślenia.

    > To sie nie moglo dobrze skonczyc

    Różnie mogło być. Taka charakterystyczna scena: po wygnaniu Jagny przez Hankę, Jaguś z matką idą do spowiedzi, a potem długo rozmawiają z proboszczem. Ten głośno pomstuję na Hankę i ze złości zaciśniętymi pięściami potrząsa. Na Hankę, mimo, że wie wszystko o akcjach Jagny z pasierbem i z wójtem.

    Albo ta scena po aresztowaniu wójta: ludzie pomstują na Pietra i Pietrową ( ten arak pity szklankami, gdzieś się tam plącze), winią za wszystko pisarza, a Jagusi nikt z tą sprawą nie łączy.


    >Tereska przyjmujac poczestun
    > ek czy prezent od Mateusza ani z gromadzkiej kasy nie czerpala, ani cudzym dzie
    > ciom od ust nie odbierala. A Jagna owszem.

    A tu już przesadzacie, Kumo. Wiecie dobrze, ile Jaguś miała wspólnego z kradzieżą gromadzkich pieniędzy.
  • bupu 24.04.16, 14:01
    jadwiga1350 napisała:

    >
    > > Chalupa sie kobiecie zawalila razem z dobytkiem. Buczy jak ciele ? Nie ja
    > k dotk
    > > nieta ciezkim nieszczesciem zona i matka ?
    >
    > Buczy jak cielę, że nie ma drewna, a Mateusz z próchna nic nie wystroi! Nie łap
    > mnie, Tt-tko, za słówka. Dobrze wiesz, że chałupa zawaliła się dużo wcześniej
    > (chłopi byli wtedy w areszcie).

    No i? Weronka zostala bez dachu nad głową, na cudzej łasce, po czym dowiedziała się, że z tego, co z chalupy zostało, nic się już nie zbuduje. Całkiem wystarczajacy powód by się popłakać z rozpaczy.

    > W każdym bądź razie, o lepiance nie myśli, choć
    > sień została cała i można by coś przy niejs klecić.

    Raz już rzekłam, a przywtórzę: coby lepianke zestroić trza mieć glinę. Szymek siedział na pocegielnianych grontach, odłogiem leżących, to gliny miał w bród i kopać mógł ile dusza zapragnie. Skąd mieli Stachowie ukopać? Glina nie na każdym polu leży, a z obsianego trudno raczej kopać, bo uprawy trafi szlag. A obsiane zapewne było, bo już i z trześni kwiat opadał, znaczyś późny kwiecień byl.

    >
    > >by ozenic sie z uwazana za najgorsza we wsi scier
    > > ke.
    >
    > Tu zawołam słowami Jasia: "a jeżeli Jagusia taka najgorsza, to dlaczego mama po
    > zwalała jej tyle razy do nas przychodzić?"

    Bo Jaguś tam do posług chadzała, a nie na spotkania towarzyskie. Do prasowania kryzek mogła se i być najgorsza.

    > > Pannom to wybaczano. Jej sprawa, poki bekarta nie ma.
    >
    > Ale nie Jagusi. Pierwsza rozmowa o Jagnie przy kopaniu ziemniaków. Pada tam stw
    > ierdzenie, że kiedyś takie wyganiano ze wsi. Choć na razie Paczesiówna nie robi
    > nic złego, wpuszcza parobków pod pierzynę, cięgiem się myje i przegląda w lust
    > erku.

    A dyć nie przekręcajta kumo, co w tekście stoi. Uwaga Jagustynki o tym, że takie to kiedys ze wsi wypędzali odnosi się nie do Jagny, ino do Dominikowej - rzekomej czarownicy. To raz. Dwa, że już wtedy Jagna nie tylko z parobkami życie towarzyskie uprawiała, ale i z Antkiem, człowiekiem żonatym, coś było na rzeczy (chociaż może jeszcze nie pełen romans), co wyraźnie pada w tamtej rozmowie podczas kopania. Więc, wybaczcie kumo, ale już wtedy nijaką leliją Jaguś nie była.



    > Różnie mogło być. Taka charakterystyczna scena: po wygnaniu Jagny przez Hankę,
    > Jaguś z matką idą do spowiedzi, a potem długo rozmawiają z proboszczem. Ten gło
    > śno pomstuję na Hankę i ze złości zaciśniętymi pięściami potrząsa. Na Hankę, m
    > imo, że wie wszystko o akcjach Jagny z pasierbem i z wójtem.

    A nie zauważyliście, kumo, że Paczesiowa chody u proboszcza miała i co mu w ucho kładła, to wierzył? Przecie po tym, jak w karczmie z Antkiem tańcowała i Maciej jej wszystkie szmaty w skrzyni zamknęli, a traktowali jak dziewkę, ksiądz uwierzył bez mrugnięcia powieką, że Jaguś niewinowata, że to wszystko Antka wina? I Macieja obsztorcował, chociaż paternoster należał się Jaguni?


    > A tu już przesadzacie, Kumo. Wiecie dobrze, ile Jaguś miała wspólnego z kradzie
    > żą gromadzkich pieniędzy.

    A tak, bo Jaguś wczoraj rodzona i nie wiedziała skąd pan wójt na karmelki, gościńce, korale i ekscesy po karczmach bierze. Cała wieś wiedziała, że z gromadzkiego, tylko ona, biedna i jak zwykle niewinowata, nie.


    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • jadwiga1350 06.05.16, 11:13
    >>>Uwaga Jagustynki o tym, że taki
    > e to kiedys ze wsi wypędzali odnosi się nie do Jagny, ino do Dominikowej - rzek
    > omej czarownicy.

    A gdzie tam, skoro zaraz pada stwierdzenie, że tej nic się nie stanie, bo ma ją kto bronić, a najpierwszy do obrony Hanki chłop. No przecież nie do obrony Dominikowej, tylko Jagusi.
  • tt-tka 06.05.16, 11:37
    jadwiga1350 napisała:

    > >>>Uwaga Jagustynki o tym, że taki
    > > e to kiedys ze wsi wypędzali odnosi się nie do Jagny, ino do Dominikowej
    > - rzek
    > > omej czarownicy.
    >
    > A gdzie tam, skoro zaraz pada stwierdzenie, że tej nic się nie stanie, bo ma ją
    > kto bronić, a najpierwszy do obrony Hanki chłop. No przecież nie do obrony Dom
    > inikowej, tylko Jagusi.

    TYM nic sie nie stanie. Znaczy wiedzmie Dominikowej i jej corce. Mowa jest o Paczesiach, ze stare chlopy, a matka zenic im sie nie daje, bo kto by Jagusie i stara obrzadzal, dalej juz cytuje
    "- A stara ino w kosciele siaduje, a na ksiazce sie modli, a na odpusty chodzi!
    - Prawda, ale czarownica to tez jest; a wawrzonowym krowom to chto mleko odebral, co ? a jak na jadamowego chlopaka, co jej sliwki w sadku obrywal, jakies zle slowo powiedziala, to mu sie zaraz taki koltun zbil i tak go pokrecilo, Jezus !
    - I ma tu byc blogoslawienstwo Boze nad narodem, kiedy takie we wsi siedza...
    - A drzewiej, kiej jeszcze tatusiowe krowy pasalam, to bacze, ze takie ze wsi wyganiali - dodala znowu Jagustynka."

    Mowa caly czas o starej, czarownicy, czyli Dominikowej. I dalej

    "Tym sie krzywda nie stanie, bo ma je kto strzec" i szepcze Jagustynka, ze pierwszy do obrony to pono chlop Hanki. Wiadomo, ze bronilby ze wzgledu na Jagne, ale wyganianie ze wsi w sposob jednoznaczny dotyczy czarownicy, czyli jej matki.
  • jadwiga1350 07.05.16, 14:08

    >>>TYM nic sie nie stanie. Znaczy wiedzmie Dominikowej i jej corce

    Czyli ani wiedźmy ani dziwki nikt ze wsi nie wygoni, bo ma je kto bronić.

    Ciekawe, dlaczego Jagna(która tylko wpuszcza parobków pod pierzynę) potrzebuje ochrony, a innych wpuszczających strzec nie trzeba?

  • bupu 07.05.16, 14:49
    jadwiga1350 napisała:

    >
    > >>>TYM nic sie nie stanie. Znaczy wiedzmie Dominikowej i jej corce
    >
    > Czyli ani wiedźmy ani dziwki nikt ze wsi nie wygoni, bo ma je kto bronić.
    >
    > Ciekawe, dlaczego Jagna(która tylko wpuszcza parobków pod pierzynę) potrzebuje
    > ochrony, a innych wpuszczających strzec nie trzeba?

    Kumo, wy tak wybiórczo czytacie, czy sklerozę macie? Adyć już wtedy Jaguś coś z Antkiem kręciła, chłopem żeniatym i z dzieckami, co explicite w tekście jest stwierdzone! Gdyby parobków ino pod pierzynę puszczała, nikt by się nie czepiał!


    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • tt-tka 07.05.16, 16:22
    jadwiga1350 napisała:

    >
    > >>>TYM nic sie nie stanie. Znaczy wiedzmie Dominikowej i jej corce
    >
    > Czyli ani wiedźmy ani dziwki nikt ze wsi nie wygoni, bo ma je kto bronić.
    >
    > Ciekawe, dlaczego Jagna(która tylko wpuszcza parobków pod pierzynę) potrzebuje
    > ochrony, a innych wpuszczających strzec nie trzeba?

    Bo grozba wygnania i co za tym idzie potrzeba ochrony dotyczy wiedzmy Dominikowej. Za wpuszczanie pod pierzyne tylko parobkow nikt nikogo nie wypedzal. Podejrzenia co do Antka sa juz wtedy, ale nawet to nie spowodowaloby ataku na Jagne.
  • jadwiga1350 07.05.16, 17:13
    No, ciekawe. Dlaczegóż to Antek miałby bronić wiedźmy Dominikowej? Przecież nie darzył jej sympatią. I dla niego byłaby to korzyść, gdyby Paczesiowa zniknęła. Mógłby figlować z Jagną bez przeszkód, w ciepłej i suchej chałupie. A tak był skazany na bróg, przełaz, czy księży sad.
  • tt-tka 07.05.16, 18:16
    Nie moglby, bo niezamezna dziewczyna nie mogla mieszkac sama z doroslymi bracmi. Musialaby Dominikowa albo jagne za maz wydac, albo ze soba ja wziac.
  • tt-tka 24.04.16, 17:28
    jadwiga1350 napisała:

    Na wiekszosc odpowiedziala juz Bupu, wiecja tylko o tym, do czego sie nie odniosla.



    >
    > >by ozenic sie z uwazana za najgorsza we wsi scier
    > > ke.
    >
    > Tu zawołam słowami Jasia: "a jeżeli Jagusia taka najgorsza, to dlaczego mama po
    > zwalała jej tyle razy do nas przychodzić?"

    Poprasowac, Jadwigo.. Toc i Magda z nieslubnym brzuchem pod organistowym dachem byla. Poki nie stwarzalo to stosunkow innych niz sluzebne, no problem. I gdyby Jagna poprzestala na prasowaniu zamiast slepiami za Jasiem wodzic, moglaby przychodzic nadal, organiscina by pozwolila :-)


    > > Bekart, Jadwigo, sprawia, ze dzi
    > > ewczyna spada na samo dno spolecznosci
    >
    > No cóż, taką jedną z przychówkiem, wójtowie swatali Maciejowi. Może tak tylko p
    > rzekpiwali się z sąsiada, ale Boryna nie czuł się wcale obrażony.

    A padlo tam sformulowanie, ze to panna ? Bo nie pamietam. Ale jesli nawet - pod rodzicielskim dachem, gospodarska corka albo samodzielna gospodyni (malo prawdopodobne, wdowa moglaby
    sama gospodarowac, panna nie bardzo), stateczna, juz sie wyszumiala, jesli kiedys szumiala. Bez porownania z Magda. Status naprawde duzo znaczyl.



    > A to raczej skutek grzechu organistów, niż grzechu samej Magdy.
    > I byłoby czymś godnym i sprawiedliwym, żeby spadła na nich kara boża(np syna wy
    > rzucono z seminarium)

    Co jest grzechem organistow, ciaza Magdy ? Nie szalej. Ona sie zle prowadzila, ona winna odpokutowac. Wygnanie ze sluzby w oczach wsi grzechem nie bylo, nawet spokojny i rozwazny Klab mowi "jusci, po ludzku to nie jest, ale trudno im w chalupie szpitala zakladac, ze to Magda im ani brat, ani swat". Moze inaczej oceniono by wygnanie w podobnej sytuacji wlasnej corki, choc i to nie na pewno.


    > Na grzechy Jagusi istniało duże społeczne zapotrzebowanie. Baby wręcz kochały j
    > ą nienawidzić i przewlekać na ozorach. A jakie było rozczarowanie, gdy okazało
    > się, że Antek i Jagna stronią od siebie, zamiast wrócić do dawnego.

    I co z tego ? To nie oznacza przyzwolenia. Pogadac o czyms skandalicznym ze smakiem a tolerowac tenze skandal pod wlasnym dachem albo w sasiedztwie to dwie rozne bajki. Pudelek w naszych czasach ma sie swietnie, widac zapotrzebowanie istnieje, ale wiekszosc jego jednodniowych bohaterow to kandydaci do ukamienowania :-)
    >
    > >Ona zdradza meza, zdradza go z wlasnym pasierbem, uwodzi ojca
    > > dzeciom, gospodarza - i Antek, i wojt. Puszcza sie, gdy maz chory i bezwl
    > adny l
    > > ezy,

    > Widocznie tego wszystkiego było mało, skoro jeszcze dokładano bajki i zmyślenia

    Dokladano je raczej jako koloryt. To, co ona naprawde wyprawiala mialo kaliber znacznie ciezszy. Ani romans z pasierbem, ani z wojtem, ani zostawienie ciezko chorego meza na cudzej lasce, kiedy on potrzebowal opieki - wymyslem nie byly. Poczestunki i prezenty od wojta tez nie - organiscina dolozyla zlote pierzcionki i gotowe pieniadze, ale to, ze wojt z nia hulal i ja obdarzal, bylo faktem. W tej sytuacji to, czy na nia wydal 50 czy 5000 rubli z tych zdefraudowanych ma naprawde drugorzedne znaczenie w oczach wsi. To, ze Jasia nie uwiodla ostatecznie - tez, dosc, ze byla zdolna i gotowa to zrobic.


    > > To sie nie moglo dobrze skonczyc
    >
    > Różnie mogło być. Taka charakterystyczna scena: po wygnaniu Jagny przez Hankę,
    > Jaguś z matką idą do spowiedzi, a potem długo rozmawiają z proboszczem. Ten gło
    > śno pomstuję na Hankę i ze złości zaciśniętymi pięściami potrząsa. Na Hankę, m
    > imo, że wie wszystko o akcjach Jagny z pasierbem i z wójtem.

    Informatorka i gumowe ucho ksiedza oraz prezento- i uslugodawczyni kontra Hanka, ktora ksiedzu sie nie podlizywala, nie wyslugiwala i nie miala powodu ani potrzeby ? Pomijajac juz to, ze na jedna Hanke ksiadz mogl pomstowac, ale wsi nie odwazyl sie przeciwstawic. Do tego stopnia, ze nawet nie uprzedzil Dominikowej o tym, co sie szykuje, nie zaproponowal pomocy, chocby w schronieniu gdzies Jagny na jakis czas, poki emocje nie opadna. Gniew ludu to naprawde straszna rzecz, to grozny zywiol i ksiadz wolal dyplomatycznie dac noge, a w sprawe sie nie mieszac. Jakos ci to umknelo.


    > Albo ta scena po aresztowaniu wójta: ludzie pomstują na Pietra i Pietrową ( ten
    > arak pity szklankami, gdzieś się tam plącze), winią za wszystko pisarza, a Jag
    > usi nikt z tą sprawą nie łączy.

    Ale wystarczyl jeden podszept, by polaczyli. Takie posadzenie na inna nie padlo i nie mialoby racji bytu. Wlasnie dlatego, ze to Jagna miala za kolnierzem bardzo duzo.

    > >Tereska przyjmujac poczestun
    > > ek czy prezent od Mateusza ani z gromadzkiej kasy nie czerpala, ani cudzy
    > m dzie
    > > ciom od ust nie odbierala. A Jagna owszem.

    > A tu już przesadzacie, Kumo. Wiecie dobrze, ile Jaguś miała wspólnego z kradzie
    > żą gromadzkich pieniędzy.

    Nikt nie twierdzi, ze kradla. Natomiast powszechnie przyjeto, ze wojt kradl dla niej, a moze nawet za jej podszeptem i ze "dzis ukradl dla niej wojt, a jutro inny gotow to samo zrobic". A ona przyjmie, jak dotad przyjmowala. Jezeli Mateusz pil z Tereska czy obdarowywal ja, to za wlasne, zarobione. Taka roznica.
  • aria-pura 18.04.16, 21:29
    > Kumo, jak nie odróżniacie sprzedaży na raty od kredytu, to nie mama o czym gada
    > ć. Szymkowi i Nastce nikt pieniędzy nie dał na spłatę tych rat, sami je musiel
    > i zebrać. To nie jest kredyt.

    Kiej na spłatę kredytu też trza samemu zebrać a zarobić, choćby i na pysk paść a dzieciskom od gęby odjąć. Widzieliśta to, kumo, żeby komu kto na spłatę dla banku grosz w prezencie dawał? No, i mylita się srodze, kiej gadacie, że sprzedaż na raty to nie kredyt. Juści, że kredyt, jeden z rodzajów kredytu konsumenckiego. Ekonomy uczone nazywają go "kredyt wiązany". Juści prawda, że dziedzic na małe poślizgi w spłacie mógł przez palce spojrzeć, czego banki we zwyczaju nie mają, ale tak czy inaczej młodzi Paczesiowie przez długie lata musieli swoje życie podporządkowywać zwrotowi długu, całkiem kiej i dzisiejsze młode, co na swoim mieszkać myślą.
  • tt-tka 18.04.16, 23:01
    aria-pura napisał(a):

    No, i mylita się srodze, kiej gadacie, że sprzeda
    > ż na raty to nie kredyt. Juści, że kredyt, jeden z rodzajów kredytu konsumencki
    > ego. Ekonomy uczone nazywają go "kredyt wiązany". Juści prawda, że dziedzic na
    > małe poślizgi w spłacie mógł przez palce spojrzeć, czego banki we zwyczaju nie
    > mają, ale tak czy inaczej młodzi Paczesiowie przez długie lata musieli swoje ży
    > cie podporządkowywać zwrotowi długu, całkiem kiej i dzisiejsze młode, co na swo
    > im mieszkać myślą.

    Jednak nie. Nie zebym sie z kuma klyznic chciala, ale Szymkowie nie maja do splacenia DLUGU, tylko naleznosc na nabytek, za grunt mianowicie. Moga nie splacac, a poprzestac na tych 2,5 mordze, ktora pokrywa zadatek. Moga odstapic od transakcji, jesli na przyklad Dominikowej sie zemrze albo ugodzi sie ona z synem.
    I nabyli nie mieszkanie :-), tylko ziemie, czyli rzecz produktywna, nie konsumencka. Oni tej ziemi nie przejedza, oni zamierzaja z niej wyzyc - na ile to realne, to inna rzecz.
  • bupu 18.04.16, 23:28
    aria-pura napisał(a):

    > > Kumo, jak nie odróżniacie sprzedaży na raty od kredytu, to nie mama o czy
    > m gada
    > > ć. Szymkowi i Nastce nikt pieniędzy nie dał na spłatę tych rat, sami je m
    > usiel
    > > i zebrać. To nie jest kredyt.
    >
    > Kiej na spłatę kredytu też trza samemu zebrać a zarobić, choćby i na pysk paść
    > a dzieciskom od gęby odjąć. Widzieliśta to, kumo, żeby komu kto na spłatę dla b
    > anku grosz w prezencie dawał?

    Ale pierwej ktoś wama pieniędze na nabycie czegoś tam pożycza. Szymkom nikt nie pożyczał, nie było żadnego kredytodawcy.

    > No, i mylita się srodze, kiej gadacie, że sprzeda
    > ż na raty to nie kredyt. Juści, że kredyt, jeden z rodzajów kredytu konsumencki
    > ego. Ekonomy uczone nazywają go "kredyt wiązany". Juści prawda, że dziedzic na
    > małe poślizgi w spłacie mógł przez palce spojrzeć, czego banki we zwyczaju nie
    > mają, ale tak czy inaczej młodzi Paczesiowie przez długie lata musieli swoje ży
    > cie podporządkowywać zwrotowi długu, całkiem kiej i dzisiejsze młode, co na swo
    > im mieszkać myślą.

    Paczesie nijakiego długu nie miały, bo i nikto im pieniędzów nie pożyczał. Gdyby młode Paczesie kupiły ten gront na Podlesiu za pomoca kredytu wiązanego, to ktoś dziedzicowi musiałby zapłacić pełną cenę za Paczesiów. Nikt nie płacił, one same musiały. Po kawałku.


    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • kot_kotando 19.04.16, 06:55
    Z punktu widzenia konsumenta nie ma wielkiej różnicy między kredytem a sprzedażą ratalną - w obu przypadkach nie mając pieniędzy dostajemy coś, a później w ratach za to płacimy. To tylko kwestia terminologii. Oczywiście pod względem prawnym są różnice. W każdym razie Szymek nie miał pieniędzy, a dostał ziemię, za która musiał w ratach zapłacić.

    Kiedyś w sklepie zobaczyłem sprzęt AGD na raty bez żadnych kosztów. Żadnego oprocentowania, żadnych prowizji, nic. Cena 1000 zł, płacę dziesięć rat po 100 złotych. Gdzie haczyk? Przy sprzedaży za gotówkę dawali 10% upustu.
    Tak więc różnie można nazywać to samo.

    Moim zdaniem Szymek budował gospodarkę na kredyt.
  • tt-tka 19.04.16, 09:06
    Nadal twierdze, ze nie. Poniewaz gospodarka to nie tylko ziemia, ale sprzet, ziarno, inwentarz, narzedzia do obrobki.
    Ziemia wzieta na splaty to tylko jeden z elementow gospodarki (aczkolwiek mozna jej nie splacac i nie zatrzymac, albo poprzestac na czesci. Kredyt splacic mus).

    Szymek nie ma konia. Nie ma ziarna. Pluga, kosy i tak dalej. Nie ma na to wszystko pieniedzy i ich nie dostanie. On nie buduje gospodarki na kredyt, on wzial ziemie i na splate tej ziemi ORAZ WSZYSTKO INNE musi zarobic. ZAROBIC. Zeby moc zaczac gospodarowac.
  • tt-tka 19.04.16, 09:52
    tt-tka napisała:

    > Nadal twierdze, ze nie. Poniewaz gospodarka to nie tylko ziemia, ale sprzet, zi
    > arno, inwentarz, narzedzia do obrobki.
    > Ziemia wzieta na splaty to tylko jeden z elementow gospodarki (aczkolwiek mozn
    > a jej nie splacac i nie zatrzymac, albo poprzestac na czesci. Kredyt splacic mu
    > s).
    >
    > Szymek nie ma konia. Nie ma ziarna. Pluga, kosy i tak dalej. Nie ma na to wszys
    > tko pieniedzy i ich nie dostanie. On nie buduje gospodarki na kredyt, on wzial
    > ziemie i na splate tej ziemi ORAZ WSZYSTKO INNE musi zarobic. ZAROBIC. Zeby mo
    > c zaczac gospodarowac.


    Bo mi ucieklo. Otoz jesli pozyczycie, kumie, w banku czy parabanku na kupno samochodu na przejazdzki , to bedzie to kredyt. Konsumpcyjny. Jezeli pozyczycie jak wyzej, by zrobic z niego taksowke, tez bedzie to kredyt, tylko inwestycyjny. Jezeli kupicie ow samochod na raty od instytucji zajmujacej sie zarobkowo taka sprzedaza, to istotne, , tez bedzie to forma jednego z tych kredytow.
    Natomiast jezeli wezmiecie od sasiada/znajomego silnik, uzgadniajac, ze zaplacicie w ratach plus do tego silnika musicie dokupic podwozie, karoserie i kolka, a przedtem na nie zarobic, to nijak nie jest to kredyt, na samochod zwlaszcza. To jest kupno na raty silnika, li i jedynie.
  • tt-tka 08.04.16, 16:28
    tt-tka napisała:
    >
    > Boryna tez Ewki w chalupie nie zatrzymal...zaslugi wyplacil, worek owsa na chrz
    > ciny dal i chwala mu za to, ale Ewka musiala innej roboty i dachu nad glowa szu
    > kac, jak i Magda.

    Ciekawe, swoja droga, co sie stalo z dzieckiem Ewki...na sadach, wczesna jesienia, rozwija z powijakow, czyli male ono jeszcze. Na slubie Boryny kucharuje caly dzien i pol nocy i nie ma wzmianki, ze ma przy sobie czy ze leciala podkarmiac do mlyna. Czyzby i ono zmarlo ?
  • tt-tka 16.05.16, 15:34
    matylda1001 napisała:

    > Nieźle mu się powodziło na tle innych mieszkańców wsi, ale czy to znaczy, że by
    > ł człowiekiem zamożnym? (...)Myslę, że dochody organisty szły na codzienne potrzeby rodziny a część odkładał
    > na kształcenie dzieci, na posagi. Oprócz Jasia miał jeszcze całą gromadkę, o k
    > tórej też musiał myśleć. Musiał też pomyśleć o własnej starości, prawo do emery
    > tury w tamtych czasach mieli tylko ci, którzy pracowali na państwowych posadach


    Totez najpewniejsza polisa emerytalna bylo dobre ustawienie w zyciu dzieci :- )
    Inwestycja w dziecko - wyksztalcony i dobrze zarabiajacy syn lub niebiednie wydana za maz corka - byla zarazem zabezpieczeniem rodzicow. Jezeli rodzice nie mieli i nie dorobili sie tyle, by starczylo na starosc, obowiazkiem dziecka bylo zadbac. I nie o przyslowiowa szklanke wody chodzi, a o zupelnie niemetaforyczny kawalek chleba, a jesli z maselkiem, to tym lepiej.
    Organiscina marzaca o wlasnej starosci na zasobnej plebanii syna jest norma, a nie wyjatkiem w tamtej rzeczywistosci.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka